Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Marcus Garvey Park

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3  Next
AutorWiadomość
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3402
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Marcus Garvey Park   Czw Paź 31, 2013 4:01 pm

First topic message reminder :



Znany również jako Mount Morris Park - i wciąż nazywany tak przez okolicznych mieszkańców - znajduje się w Harlemie na Manhattanie i zajmuje powierzchnię około osiemdziesięciu jeden tysięcy sześciuset metrów kwadratowych. W głównej mierze składają się na niego zadbane trawniki i boiska do gry. Dookoła parku przebiega Piąta Aleja.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com

AutorWiadomość
Aria Hellfire

avatar

Liczba postów : 7
Data dołączenia : 17/10/2014

PisanieTemat: Re: Marcus Garvey Park   Pią Paź 17, 2014 8:42 pm

Aria jak co dzień skończyła pracę i wyszła z biura... och, wait, to nie ta bajka. Aria nigdy nie kończyła pracy "jak co dzień". Właściwie, to była na przymusowym dwudniowym urlopie, bo nie wychodziła ostatnimi czasy z pracowni pochłonięta najnowszym projektem jaki wymyśliła. Czip zdolny do łączenia z międzyświatową bazą danych miał zastąpić całkowicie komputery, wczepiony i podłączony bezpośrednio do ludzkiego mózgu... możliwość komunikacji bez żadnych widocznych urządzeń dla ludzi z S.H.I.E.L.D, zwłaszcza na misjach byłaby zbawienna. Oczywiście czip pozostawał w fazie testów, jednak od tygodnia AK nie robiła żadnych postępów, więc dostała informację o tym że została wysłana na urlop. Tak, wysłana, w przypadku tej dziewczyny zawsze było to wysłanie na urlop, nigdy udzielenie żądanego urlopu.
Tak więc czarnowłosa kobieta z buzią nastolatki siedziała na ławce, po więcej niż paru głębszych. Pod kurtką miała schowaną butelkę z piwem, z której pociągała raz po raz, machając nogami. Nie miała zbyt wielu znajomych, a żaden z nich nie był znajomym spoza pracy, nic dziwnego, że była sama. Z resztą, większość ludzi i tak nie była mimo wszystko partnerami do rozmowy dla niej, mimo całej sympatyczności jaką posiadała.
Z ponurą miną poprawiła kurtkę tak, by mocniej się nią opatulić i napiła się więcej piwa. W głowie już jej szumiało, choć nigdy przecież nie upijała się nie wiadomo jak, z myśli wciąż nie wychodził ten cholerny czip. Nie umiała się skupić na czymś po za nim. Wbiła zirytowane spojrzenie w ziemię i zadrżała. Kurtka była jeszcze zdecydowanie za cienka, jak na tę porę roku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Vincent Black

avatar

Liczba postów : 12
Data dołączenia : 10/09/2014

PisanieTemat: Re: Marcus Garvey Park   Nie Paź 19, 2014 2:27 am

Mężczyzna od ostatniego morderstwa zrobił sobie małą przerwę. Ostatnich czterech ofiar nikt nie znalazł, więc miał na razie spokój, media ucichły, nie deptali mu po piętach, a on sam zabawiał się, co jakiś czas krojąc jakąś dziwkę czy porywając szesnastolatki spod szkoły. Nierozumiał, jak Ci wszyscy idioci, o których mówi się w telewizji dają się złapać. Przecież to dziecinnie proste. A ile zabawy, przyjemności i rozrywki.
Vincent spokojnie palił papierosa, oparty o ogrodzenie boiska koszykówki. Dwie dziewczyna trenowały, biegając z piłką i rzucając do kosza, zaś ciemne oczy V śledziły je uważnie. W końcu jednak skończyły grę i usiadły na schodach. Chyba miał do nich podejść, jednak zatrzymał się w pół kroku i zmrużył oczy, zawieszając wzrok na dziewczynie siedzącej na ławce. Sączyła leniwie piwo. Prześledził dokłądnie każdy jej ruch. Drobna, długie włosy. Miała w sobie coś azjatyckiego.
Idealna.
Uśmiechnął się pod nosem i upuścił papierosa, przydeptał go butem i poprawił kołnierz czarnej, skórzanej kurtki. Po chwili stał już przed nią, wsuwając ręce do połowy przednich kieszeni spodni. Zakołysał się lekko na piętach i uśmiechnął się lekko, samymi ustami.
- Zawsze tak zamulasz?
Głos miał niski, pachniało od niego dobrymi perfumami i nikotyną, natomiast spojrzenie miał chłodne.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Aria Hellfire

avatar

Liczba postów : 7
Data dołączenia : 17/10/2014

PisanieTemat: Re: Marcus Garvey Park   Nie Paź 19, 2014 11:02 am

Podniosła powoli głowę na dźwięk czyjegoś głosu. Nie spodziewała się by mówiono do niej, ale oto proszę, wykolczykowany, wysoki chłopak z chłodnym uśmiechem wydawał się nie mieć nic innego, lepszego do roboty. Na wszelki wypadek rozejrzała się po okolicy, by sprawdzić, może jednak... Westchnęła nie widząc nikogo i napiła się jeszcze piwa. Wiedziała, że była całkiem ładna, wiedziała że wygląda na nastolatkę i przez to często zdarzały się jej zaczepki ze strony różnych przychlastów, najczęściej młodszych sporo od niej i pijanych. Ten tu wyglądał... cóż, wyglądał na przychlasta, może przez jej niską tolerancję na piercing, a może to coś innego w jego osobie zapalało czerwone lampki. Mimo to, czuła drogie, cholernie fajne perfumy, wymieszane z dymem papierosów i to sprawiało, że pijana, miała ochotę... sama nie wiedziała na co. Zabawić się i go poderwać? W sumie, dawno nic nie robiła... a z jeszcze kolejnej strony, to było takie nie w jej stylu.
- Tylko gdy wysyłają mnie na przymusowy urlop - odpowiedziała sprawdzając stan alkoholu w butelce. Kończył się, pomyślała z żalem przechylając butelkę i duszkiem wypijając resztę. Będzie musiała skoczyć zaraz do sklepu. Nie mógł pojawić się chwilę wcześniej? Mogłaby z nim pogadać trochę dłużej, a tak, zaraz będzie się zbierać po piwo i do domu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Vincent Black

avatar

Liczba postów : 12
Data dołączenia : 10/09/2014

PisanieTemat: Re: Marcus Garvey Park   Pon Paź 20, 2014 9:07 am

Owszem, wygladala na jakies siedemnascie lat, w porywach na dziewietnascie. Vincentowi podobaly sie takie dziewczyny. Mezczyzna przejechal po niej spojrzeniem i skierowal wzrok na pusta juz butelke. Uniosl lekko brew. No tak. Ten straszliwy moment, kiedy zdajesz sobie sprawe, ze butelka opustoszala, a obok Ciebie nie stoi kolejna. No tak. Ile razy V to przerabial? Dziewczyna wydawala sie byc juz wcieta, wiec siadl kolo niej i wyciagnal fajke, po czym odpalil plomyk w zapalniczce i zaciagnal sie, po czym odchylil glowe i wypuscil dym. Nie raczyl nawet zapytac, czy moze sie dosiasc. Wyciagnal w jej strone paczke fajek. Odezwal sie dopiero po chwili.
- Nie szukasz towarzystwa do picia przypadkiem?
Siedzial wygodnie oparty, ramiona rozlozyl szerzej, opierajac lokcie na oparciu lawki, rece zwisaly swobodnie, poza prawa, w ktorej trzymal papierosa. Z, wydawalo by sie, zamysleniem zmruzyl oczy i zerknal na pieszczoche na lewym nadgarstku, przejezdzajac palcem po lsniacych, srebrnych cwiekach. Dopiero po chwili ponownie przeniosl wzrok na AK, jakby wyczekujac odpowiedzi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Aria Hellfire

avatar

Liczba postów : 7
Data dołączenia : 17/10/2014

PisanieTemat: Re: Marcus Garvey Park   Pon Paź 20, 2014 9:48 am

Pokręciła głową przecząco, odmawiając fajki. Nie paliła. Skrzywiła się też, gdy zapalił, ale nie odezwała się ani słowem. Nie lubiła papierosów, uważała że powodują wolną i bolesną śmierć przez uduszenie.
Zmierzyła go wzrokiem. Prawdę mówiąc wszystko jej coraz bardziej mówiło żeby uciekała, ale alkohol zrobił swoje i postanowiła zignorować swoją intuicję i zamieszała w powietrzu pustą butelką.
- W sumie... czemu nie - mruknęła wyciągając nogi do przodu. Łapiąc się krawędzi ławki pobujała się do przodu i tyłu, uśmiechając się do własnych myśli.
- Ale nie mam zamiaru za ciebie płacić - uprzedziła grożąc mu palcem. Nagle poderwała się z ławki, prostując swoje całe 150 centymetrów i obróciła się w jego stronę. Skoro mieli iść się napić, to niech idą, za wiele co prawda jej już nie było trzeba, ale nie szkodzi. Właściwie, to była ciekawa czy jakoś tego nie skomentuje, w końcu w Ameryce alkohol był dostępny od dwudziestego pierwszego roku życia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Vincent Black

avatar

Liczba postów : 12
Data dołączenia : 10/09/2014

PisanieTemat: Re: Marcus Garvey Park   Pon Paź 20, 2014 12:34 pm

Vincent podniosl sie. Zauwazyl, ze dziewczynie chyba nie podoba sie, ze przy niej palil, jednak nie interesowalo go to. Wsunal rece w kieszenie spodni i delikatnie przekrecil glowe, a cos strzelilo mu w karku. Usmiechnal sie lekko.
- Chodz. Mam dobra szkocka i chyba kilka piw.
Przeszli parkiem, w milczeniu, jednak po chwili zaczeli cicho rozmawiac, jakby ktos mial ich przylapac. Vince jednak caly czas byl skupiony. Zawsze musial byc skupiony. To byl jeden z powodow jego sukcesu. Nie tracil skupienia, w jego glowie wciaz ukladal sie plan, choc na zewnatrz wygladal zupelnie beznamietnie. Vince jakos nie wygladal na kogos, kto czesto by sie smial, krzyczal, denerwowal, czy smucil. Byl po prostu spokojny, jakby nic nie bylo w stanie go poirytowac. Dziewczyna chyba nie zdawala sobie sprawy w co sie wpakowala. Jak kazda inna. Jak kazde dziecko, nastolatka, kobieta, mezczyzna. Jak kazda ofiara. Lowy czas zaczac. Po drodze zgasil papierosa i usmiechnal sie do siebie z jedna, krotka mysla.
"Zabawimy sie".

z/t dla obojga.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Morgana le Fay

avatar

Liczba postów : 111
Data dołączenia : 08/06/2012

PisanieTemat: Re: Marcus Garvey Park   Wto Mar 17, 2015 6:39 pm

Morgana nie lubiła jesieni, szczególnie tej późnej, powoli przechodzącej już w okres zimowy - który napawał ją jeszcze większą melancholią i apatią od swojego poprzednika. Stawała się wówczas bardziej drażliwa i, co sama przed sobą przyznawała, trudniejsza. Zawsze wyczekiwała wtedy nadejścia wiosny, czyli swojego ulubionego sezonu, pełnego młodej zieleni i rozkwitu. Czarodziejka jak nikt inny rozumiała, że jej Pani musi odpocząć, lecz zdecydowanie wolała czas, gdy ta była w pełni sił... Zarówno dla jej dobra, jak i dla własnego.
Jeszcze bardziej z kolei irytował ją fakt, iż w ogromnym mieście jesień nie stanowiła nawet wielkiej różnicy. Ot, obniżała się temperatura, więcej padało, to wszystko. Jedynie w parkach dało się zauważyć coś ponad to, dlatego to w nich kapłanka spędzała większość swojego czasu. Póki co miała dość wycieczek na łono dzikiej przyrody. Przynosiły jej chyba pecha, gdyż coś zawsze zakłócało jej spokój i wypoczynek.
To właśnie z tych powodów także i teraz kobieta spoczywała na ławce w jednym z nowojorskich parków, leniwie przyglądając się mijającym ją z rzadka przechodniom. O dziwo pozostałe siedziska również były zajęte, co Morgana przypisywała sprzyjającej spacerom porze: akurat po pracy na dziennej zmianie, ale jeszcze na tyle wcześnie, aby na zewnątrz nie było zbyt ciemno.
Minęło już kilka dni od chwili, gdy Faerie uleczyła przedziwnego czerwonego generała i poznała jego myśli oraz wspomnienia. Pamiętała o świeżo utworzonej organizacji, której przewodził, jednakże w tym momencie nie była jeszcze pewna co chce zrobić z tą informacją. Zapewne mogłaby ją przekazać za odpowiednią cenę wielu osobom - zainteresowanych nie powinno brakować. Z drugiej strony kusiła również opcja upomnienia się o wdzięczność, oczywiście subtelnie i delikatnie. W taki sposób, aby Ross sądził, iż sam wpadł na pomysł odwdzięczenia się za udzieloną mu pomoc. Co ciekawe, pierwsza opcja nie musiała wcale wykluczać kolejnej. Morgana potrafiła skutecznie grać na dwa fronty.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lady Sif

avatar

Liczba postów : 45
Data dołączenia : 12/07/2012

PisanieTemat: Re: Marcus Garvey Park   Pon Cze 29, 2015 10:31 am

Sif nie była humorzasta, jednak przedziwna ziemska pogoda wprawiała ją w grobowy nastrój. Szaro, buro i ponuro, a do tego wiecznie mokro. Od dłuższego czasu nie bardzo miała co ze sobą zrobić. Jest wojowniczką, a czuje się jakby dostała cudowne wakacje na planecie, gdzie w teorii gości często słońce.
Chyba zaczynało jej brakować swojego pałacu w Asgardzie. Nie można mieć wszystkiego. Zganiła się w myślach i skupiła całą uwagę na powoli łysiejących drzewach, oczywiście nieskutecznie. Ta cała rejestracja wszystkich o nadludzkich zdolnościach coraz bardziej działała jej na nerwy, bo nie miała pewności co do pokojowych zamiarów ze strony władz.
Fakt, kataklizmy wywołują ogólny strach przed końcem świata. Tylko jeśli ktoś chciałby zniszczyć Ziemię, to z pewnością nie zamknąłby jej pod kloszem wypełnionym po brzegi cywilami i obcymi i czekał na to aż sami się powyrzynają.
Żeby było śmieszniej nie chodziło tu tylko o to, by nie wkraczać na planetę. Thor raczej lubi Ziemię, więc pewnie by im pomógł, a że Sif go szanuje, to ruszyłaby razem z nim na ratunek ludzkości. Lecz ktoś pomyślał, że takie rozwiązanie byłoby zbyt proste i portale nie działają, co oznacza, że zwyczajnie dziewczyna tu utknęła. Ta myśl dość mocno ją wkurzała, zwłaszcza biorąc pod uwagę zajścia w Asgardzie. Lokiemu raczej się nie znudzi bycie złym i irytującym braciszkiem, więc pod  jej nieobecność może sporo ją ominąć.

Nie było zbyt późno, jednak powoli się ściemniało, więc dziewczyna nie spodziewała się wielu ludzi wałęsających się po parku i znów się zdziwiła. Najwyraźniej ta pora wyjątkowo sprzyjała spacerom.  Sporo ławek było zajętych i nawet gdyby chciała zająć jakąś, by zamknąć na chwilę oczy i choć trochę się odprężyć, to miałaby problem ze znalezieniem wolnej.
Sama nie wiedziała czego teraz chce. Może dobrze zrobiłaby jej porządna pogawędka, bo długodystansowa samotność nie jest pisana wojownikom, nawet jeśli cenią milczenie podczas boju.
Teraz jej uwagę przykuła kobieta, która spokojnym wzrokiem obiegała przechodniów, delektując się miejscem na ławce. No trzeba przyznać, wyróżniała się nieco spośród ludzi.
Sif zwolniła kroku i ostrożnie przyglądała się nieznajomej. Miała jeszcze kilkanaście dobrych metrów zanim minie jej ławkę i nie chciała, by ta poczuła się nieswojo z powodu obserwacji wojowniczki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Morgana le Fay

avatar

Liczba postów : 111
Data dołączenia : 08/06/2012

PisanieTemat: Re: Marcus Garvey Park   Pon Cze 29, 2015 2:38 pm

Morganie raczej nie zdarzało się popadać w paranoję. Zarówno w jej własnych czasach, jak i po przeniesieniu się do tych, w których przebywala obecnie - postępowała po prostu bardzo, bardzo ostrożnie. Dbała o to, żeby niczego nie dało się jej zarzucić wprost i bez cienia wątpliwości, gdyż to właśnie te ostatnie potrafiły kompletnie odmienić sytuację... O ile tylko dobrze się nimi pokierowało - a na tym się akurat znała. Mimo to od mieszkańców dwudziestego pierwszego wieku czarodziejka nauczyła się pewnego powiedzenia: to już nie paranoja, kiedy wiesz, że ktoś naprawdę chce cię dopaść... A ona przecież wiedziała. Lub przynajmniej mogła się tego domyślać.
To właśnie dlatego Faerie - bo ostatnimi czasy brunetka coraz częściej myślała o sobie w ten sposób, z każdym dniem stopniowo bardziej i bardziej odsuwając się od własnego człowieczeństwa - dość szybko zorientowała się, iż ktoś ją obserwuje. Zadbała o to, aby pod obcym spojrzeniem zachowywać się naturalnie. Nie ruszyła się z obranej ławki, nie zmieniła wyrazu twarzy, w dalszym ciągu przyglądała się mijającym ją osobom... I właśnie wiodąc wzrokiem za jedną z nich pozwoliła, aby jej oczy skierowały się ku spoglądającej na nią młodej kobiecie, która nadciągała alejką.
Dumna postawa, wyprostowana sylwetka... To w taki sposób w dawnych wiekach nosili się rycerze - a przynajmniej większość z nich. Morgana dobrze znała ten krok, bo w końcu spędziła w ich towarzystwie sporo czasu. Sama nigdy nie otrzymała tytułu - ani żadnego wynagrodzenia za swoją służbę - lecz nie mniej jednak zgromadziła w jej trakcie wiele cennych informacji i doświadczeń. Obecnie ludzie rzadko poruszali się w taki sposób... I to właśnie sprawiło, że czarodziejka zdecydowała się sprawdzić z kim ma do czynienia.
Praktycznie każda istota żyjąca posiadała energię, która manifestowała się pod postacią aury. Mało kto potrafił to dojrzeć, jednakże Faerie były pod tym względem wrażliwe i swoimi zaklęciami mogły uchylić rąbka tajemnicy. Czytanie z tej energii nie należało do prostych zadań, gdyż wpływało na nią wiele czynników - rasa, zdolności, usposobienie, stan zdrowia... A jednak pewne elementy łatwiej było wyłapać od innych. To na tych charakterystycznych cechach skupiła się Morgana.
Szlachetne serce, silna osobowość, dobre zdrowie - odpowiadające za nie barwy od razu rzuciły się w oczy czarodziejki. O wiele bardziej zainteresowało ją jednak coś innego, a mianowicie... Zbliżająca się kobieta świeciła na tle zwykłych śmiertelników niczym pochodnia, wskazując na swoje nieludzkie pochodzenie. Kapłanka nie potrafiła stwierdzić kim dokładnie była - ale wiedziała już, że nie człowiekiem... I nie Faerie, gdyż taką aurę rozpoznałaby od razu.
Morgana zakończyła działanie czaru i odczekała chwilę, aby nieznajoma zdążyła podejść do jej ławki. Przez cały ten czas umyślnie nie spuszczała z niej wzroku, choć na usta przywołała delikatny uśmiech, aby nie sprawiać wrogiego wrażenia. Nie potrzebowała potyczki przy tylu świadkach, a doskonale pamiętała, że rycerze bywali gwałtowni... Choć być może powinna zrzucić to na karb ich męskości?
- Jeżeli szuka pani miejsca, to na innych ławkach nic się już raczej nie znajdzie - oznajmiła w końcu, a jej własna wypowiedź zabrzmiała dla niej obco. Nie chodziło nawet o same słowa, lecz o sposób ich użycia, o układ zdania... Poznana w Avalonie Wszechmowa sprawiała, iż mogła dogadać się z każdą rasą, lecz języki sporo się zmieniły od jej czasów.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lady Sif

avatar

Liczba postów : 45
Data dołączenia : 12/07/2012

PisanieTemat: Re: Marcus Garvey Park   Pią Lip 03, 2015 11:28 am

Kobieta, której dyskretnie przyglądała się Sif, szybko zauważyła, że stała się obiektem obserwacji i z wzajemnością zainteresowała się wojowniczką. Gdy podeszła nieco bliżej ławki, nieznajoma zagadnęła ją i trafiła w sedno. Rzeczywiście, choćby bardzo chciała, to jedyne wolne miejsce było na trawniku. Była dobrze wychowana, więc grzecznie odpowiedziała.
- Racja. Pogoda i późna pora nie odstrasza ludzi, którzy najwyraźniej lubią być obsypywani liśćmi.- Powiedziała o wiele delikatniej, niż zazwyczaj odnosiła się do większości znajomych twarzy w Asgardzie. Chyba nawet się do tego przyzwyczai, a jedyne o czym wciąż zapomina, to uśmiech. Ludzie śmieją się nawet, kiedy nie mają na to ochoty. Jeśli tak wypada to będą suszyć zęby, by inni poczuli się lepiej albo zaczęli im gratulować, że pomimo tak ciężkiej doli, oni wciąż walczą. I to właśnie podejście, które dla Asgardczyka zawsze będzie obce. Jak Sif się gniewa, to dlaczego ma tego nie okazywać? I dzięki takiemu podejściu prędko nie nauczy się ukrywać swoich emocji. Czasem nawet się wydrze na kogoś, kto bardzo na to zasłużył, ale musi rzeczywiście wyjątkowo podpaść.
Uwagę wojowniczki przykuł akcent nieznajomej. Jej mowa nie przypominała tej, którą słyszała na tej planecie. Są zatem dwie możliwości :Pierwsza - jest zapalonym podróżnikiem i zna wiele języków, przez co jej język czasem się plącze. Druga - nie jest kolejna miejscową, więc mogła tu utknąć tak jak ona.
W oku wojowniczki rozbłysła ciekawość, a jej myśli pognały teraz w kierunku pochodzenia kobiety. Może ona będzie wiedziała o co chodzi z tą kopułą i jak stąd się wydostać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Morgana le Fay

avatar

Liczba postów : 111
Data dołączenia : 08/06/2012

PisanieTemat: Re: Marcus Garvey Park   Pią Lip 03, 2015 4:25 pm

Nieznajoma się zatrzymała, a to oznaczało, że albo jej zainteresowanie wzrosło - albo już wyjściowo było na tyle duże, iż tak czy siak planowała rozpocząć dyskusję. Jakie powody nią kierowały? Odpowiedzi mogło być wiele. Morgana umyślnie wybrała dla siebie piękną formę fizyczną i zdawała sobie sprawę z tego, że dzięki niej na wiele istot działała niczym światło na ćmy... Choć jej prawdziwa postać prezentowała się o wiele lepiej - ale i na swój sposób niepokojąco. Mimo to czarodziejka przywykła do tego, że to raczej mężczyźni zwracali na nią uwagę z powodu jej aparycji, nawet jeśli nie było to żelazną regułą. Jakież więc mogły być inne przyczyny tego zainteresowania? Czyżby sprawiała po prostu mylnie znajome wrażenie? A może ta kobieta również potrafiła w jakiś sposób rozróżnić osoby o odmiennym pochodzeniu?
Niezależnie od odpowiedzi na te wszystkie pytania, wyglądało na to, iż sugestia zawarta w wypowiedzi Faerie była niestety zbyt subtelna. Oznaczało to, iż Morgana musiała wyrazić się dosadniej, za czym nie przepadała. Najlepiej czuła się wśród aluzji i niedomówień, które odebrać można było na wiele różnych sposobów - jednocześnie atakując i kojąc swego rozmówcę. Mimo to musiała sobie przypomnieć, iż dyskutowała właśnie z kimś, kto z zachowania przypominał rycerza... Nawet jeżeli przemawiał delikatniej.
- A cóż jest złego w zostaniu obsypanym przez liście? Doprawdy, lata temu nikt by się tym nie przejmował, teraz zaś to i tak lepsze od zamykania się w czterech ścianach. Usiądzie pani ze mną? - zasugerowała, w tym samym momencie układając dłoń na ławce obok siebie i lekko ją poklepując dla poparcia swych słów.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lady Sif

avatar

Liczba postów : 45
Data dołączenia : 12/07/2012

PisanieTemat: Re: Marcus Garvey Park   Sro Lip 08, 2015 10:03 pm

Dzisiaj zdecydowanie nie pogardzi towarzystwem. Pewnym krokiem ruszyła w kierunku kobiety. Była ładna. Nawet za ładna jak na tutejszą i dość pewna siebie.
-Lata temu ludzie mieli większe zmartwienia, jak przypuszczam. Teraz gonią za czubkiem własnego nosa, a ich jedynym problemem jest spłata...kredytu.- Ostatnie słowo wypowiedziała nieco dobitniej. Przebywała na tyle długo między ziemskimi kłopotami, by gdzieniegdzie usłyszeć narzekania właśnie na tę część ich życia. We wszechświecie cały czas ktoś walczy o honor lub władzę, a tu czas się zatrzymał i większość twierdzi, że utrzymują względny pokój. To wydaje się śmieszne dla Sif. I trochę naiwne, bo w jej przekonaniu prędzej czy później ktoś będzie chciał mieć wszystko i zanim znajdzie się silniejszy, którego posłucha większość, to tamten zdąży narobić bałaganu. I oczywiście będzie trzeba to posprzątać, co przy ludziach nie obejdzie się bez wiecznych narzekań.
- Zgadzam się co do regularnego wietrzenia. Spacery pomagają mi się skupić i zdecydowanie lepiej czuję się na dworze niż domu.- Usiadła tuz obok nieznajomej i kąciki jej ust powędrowały do góry w lekki uśmiechu. Spojrzała w oczy kobiety.- Jestem Sif. Dziękuję za podzielenie się ze mną miejscem.- Była może zbyt oficjalna, lecz jak na wojownika przystało, świeciła kulturą osobistą na kilometr. Tak wychowywani są ludzie honoru i chyba u niektórych ras gdzieś to wyginęło.
Nie mogła jednak narzekać na towarzyszkę, bo ta była bardzo uprzejma i roztaczała dozę tajemnicy, co niewątpliwie intrygowało Lady.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Morgana le Fay

avatar

Liczba postów : 111
Data dołączenia : 08/06/2012

PisanieTemat: Re: Marcus Garvey Park   Czw Lip 09, 2015 4:51 pm

Morgana zmarszczyła lekko nosek i pokręciła ze zniesmaczeniem głową, choć prawdę mówiąc nie do końca rozumiała czym był ten wspomniany przez drugą kobietę kredyt i o co chodziło z jego spłacaniem... Sądząc z kontekstu wypowiedzi podejrzewała jednak, że odnosiło się to do jakiegoś rodzaju długu. To miałoby chyba największy sens - i pasowałoby do bezmyślnych ludzi.
Pomijając nawet ten szczegół, czarodziejka tak czy siak zgadzała się z ogólnym sensem słów nieznajomej. Pomimo licznych zagrożeń czyhających na współczesnych śmiertelników, zdecydowanie żyło im się łatwiej i lepiej, aniżeli miało to miejsce w czasach Morgany. Faerie odnosiła także wrażenie, że przebywali pod większą ochroną. Mogli w końcu liczyć nie tylko na służby wybrane spośród im podobnych, ale i na tych wszystkich bohaterów...
- Na imię mi Vivian. Właściwie to Vivian Morgan - przedstawiła się, gdy uczyniła to druga kobieta... Gdy uczyniła to Sif. Nietypowe imię, a przynajmniej sama czarodziejka jak do tej pory jeszcze się z takim na Ziemi nie spotkała. Oczywiście brała pod uwagę różnorodność kultur ze wszystkich zakamarków świata, lecz Stany Zjednoczone ponoć łączyły je w jednym miejscu... Szczególnie Nowy Jork.
- I naprawdę - nie musi mi pani dziękować. Ławki są dla wszystkich, czyż nie tak? Park to w końcu miejsce publiczne - dorzuciła, równocześnie układając już obie dłonie na swych udach i splatając ze sobą palce. Na moment opuściła na nie wzrok, lecz zaraz potem znów uniosła spojrzenie, kierując je ku Sif.
- Muszę przyznać, że nie sądziłam, że natknę się tutaj na kogoś takiego jak pani - zauważyła spokojnym i zupełnie naturalnym tonem. Gdyby myliła się co do nieziemskiego pochodzenia kobiety, łatwo mogłaby się z tego wybronić, ale jeżeli jednak miała rację... To liczyła na to, że jej rozmówczyni zrozumie aluzję - i może nawet zdradzi się z czymś ciekawym, kto wie?

Miesiąc czekania na odpowiedź to chyba wystarczająco wiele.

[z/t]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Karnilla

avatar

Liczba postów : 9
Data dołączenia : 07/07/2016

PisanieTemat: Re: Marcus Garvey Park   Nie Lip 17, 2016 2:20 pm

Przyjęty wygląd ziemski.

Powolnym krokiem weszła przez bramę rozglądając się za jakąś wolną ławeczką. Jak na tą porę dnia, nie było tutaj zbyt wielu osób. To w sumie nawet dobrze. Nie przepadała zbytnio za tłumami ludzi. Czuła się wtedy osaczona i przytłoczona.
Dlatego też powolnym krokiem przechadzała się po parku. Podziwiała wszelkie atrakcje i współczesną zabudowę. Pogoda sprzyjała więc kobieta mogła udać się na długi spacer krajoznawczy. Co jakiś czas zatrzymywała się to tu, to tam przyglądając się co ciekawszym zjawiskom. A to dzieci biegające po miejscowym placy zabaw, a to pies który aportował rzucony mu kijek. Wszystko to było dla Karnilli nowością. Cały czas uczyła się życia w tym społeczeństwie. Całkiem dobrze sobie radziła jednak czasami zdarza jej się popełnic gafę.
Zajęła jedną z ławek przy głównej alejce. Z torebki, którą dopiero nabyła wyciągnęła smartfon. Ostatnie kilka dni uczyła się z niego korzystać. Zaczęła fotografować wszystko dookoła ponieważ album w telefonie traktowała niczym swoisty podręcznik. Czasami przed snem przeglądała owe zdjęcia i ucząc się zasad życia na Ziemi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lvelias

avatar

Liczba postów : 53
Data dołączenia : 14/07/2016

PisanieTemat: Re: Marcus Garvey Park   Nie Lip 17, 2016 2:48 pm

Na trawie niedaleko ławki, na której usiadła Karnilla leżał jakiś mężczyzna. Miał na sobie stare, podarte dżinsy, ciężkie buty i skórzana kurtkę. Wyglądem przypominał raczej harleyowca, czy podstarzałego rockmena, żeby nie powiedzieć kloszarda. Leżał krzyżem twarzą do nieba, a w jego towarzystwie kręciło się kilka ptaków, którym widocznie rozsypał wcześniej coś do jedzenia.
Czarodziejka złapała jego uwagę, jeszcze gdy przechadzała się alejkami. Lvelias podniósł głowę, spłaszczając przy tym ptactwo i odprowadził kobietę wzrokiem, gdy go mijała. Wyraz jego twarzy sugerowałby, że dziwak zobaczył ducha, albo inne widmo. Z lekkim stęknięciem podniósł się z ziemi, wygrzebał z trawy stary kostur i poszedł za Karnillą. Stanął bezceremonialnie przed ławką na której usiadła. Przez kilka chwil wpatrywał się w nią, opierając się na swym drągu, jakby była predziwnym zjawiskiem.
- Przepraszam... - orzekł po chwili - ...ale czy panienka żyje?
Karnilla usłyszała te słowa w swojej ojczystej mowie, a jej zdolności z łatwością wykryły w tym działanie magii. Mężczyzna jednak wciąż się gapił. Czekając na odpowiedź.


Ostatnio zmieniony przez Lvelias dnia Nie Lip 17, 2016 4:10 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Karnilla

avatar

Liczba postów : 9
Data dołączenia : 07/07/2016

PisanieTemat: Re: Marcus Garvey Park   Nie Lip 17, 2016 3:18 pm

Przeglądała właśnie zdjęcia na swoim smartfonie kiedy ktoś przysłonił padające na nia promienie Słońca. Podniosła spojrzenie marszcząc brwi i dokładnie obejrzala przybysza, który był na tyle odważny aby do niej zagadać. Na oko mężczyzna nie wybijał się znacząco na tle innych mieszkańców Nowego Yorku. Już mnóstwo razy zdarzalo jej sie spotykać obdarciuchów nawet przy głównych ulicach, którzy tylko czekają aż ktoś się zlituje i rzuci im groszem lub kupi alkohol. Czyżby ten tez chciał się napić?
Słysząc jednak swój ojczysty język uniosła brwi do góry zaskoczona. Nie spodziewała się spotkać kogoś ze swoich stron w takim miejscu. Kim więc był ten jegomość? Aromat magii wpleciony w owe słowa jednak wszystko wyjaśnił. Czarodziej, który używa prostych sztuczek. Skąd jednak wiedział, że Karnilla jest z Asgardu?
- Cóż za przedziwne pytanie. Oczywiście że tak! - odburknęła nieco zdezorientowana i zaskoczona. Rozejrzała się dookoła aby upewnić się czy ludzie się im nie przyglądają. Na szczęście byli sami i nikt sie nie zbliżał.
- Kultura wymaga żeby się na początku rozmowy przedstawić. - dodała po chwili rzucając mężczyźnie groźne spojrzenie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lvelias

avatar

Liczba postów : 53
Data dołączenia : 14/07/2016

PisanieTemat: Re: Marcus Garvey Park   Nie Lip 17, 2016 4:26 pm

- Ah tak! Kultura, zapomniałem! - mężczyzna zaczął grzebać w połach swojej kurtki. Po czym wyjął z niej niewielki kartonik. - Moja wizytówka - Oznajmił radośnie i podał go czarodziejce.  Nie było na nim absolutnie nic, nawet śladu żadnej magii. Po chwili człowiek zauważył zdziwienie kobiety i wzdrygnął się, jakby nagle sobie o czymś przypomniał. Wyjął zaskoczonej czarodziejce kartonik z ręki i sięgnął do kieszeni po długopis. Po chwili oddał kartonik z powrotem.

"Lvelias Thro'Ame - Strażnik Życia
Warownia Strażnika
Otherworld, Tir na nÓg
"

- Miło mi. - odparł jeszcze uśmiechając się przyjaźnie i całkowicie ignorując groźne spojrzenie Karnilli. - Proszę mi wybaczyć śmiałość, ale czym w takim razie Pani jest? - Nieznajomy wydawał się naprawdę zaciekawiony jej osobą.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Karnilla

avatar

Liczba postów : 9
Data dołączenia : 07/07/2016

PisanieTemat: Re: Marcus Garvey Park   Nie Lip 17, 2016 6:09 pm

Przyglądała się uważnie swojemu rozmówcy. Analizowała każdy jego ruch a gdy ten sięgnął do kieszeni kobieta aż nabrała powietrza w płuca zaś wszystkie jej mięśnie mocno się spieły. Na szczeście nie miała się czego obawiac ponieważ był to zwykły kartonik, który miał posłuzyć jako wizytówka. Swoją drogą trzeba było przyznać, że mężczyzna miał dziwne nawyki.
Chyba z trzy razy czytała treść owej karteczki ponieważ nigdy nie zpsotkała się z podobnymi tytułami. Katem oka zerknęła na Lvelias'a, bo tak miał na imię owy meżczyzna. Nie widziała w nim niczego nadnaturalnego jednak może dlatego że nie chciała widzieć? Skupiła się mocniej aby wyczuć w swym rozmówcy wszelkie nadprzyrodzone siły. Powieka jej drgnęła gdyz wyczuła magiczną aurę magii.
- Rozpoczynasz rozmowe w mym ojczystym języku by nastepnie pytać kim jestem? - zadała pytanie retoryczne po czym spojrzała gdzieś w dal. W sumie do tej pory jej tożsamość w tym świecie była owiana tajemnicą. Na szczęście ujawnienie tej informacji jakiemuś kloszardowi z parku...
- Karnilla, Królowa Norn, z Asgardu - dodała po chwili spoglądając na mężczyznę. Była dumna ze swojego pochodzenia więc wcale nie zamierzała tego ukrywać. W końcu wielu jej podobnych przebywalo w Midgardzie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lvelias

avatar

Liczba postów : 53
Data dołączenia : 14/07/2016

PisanieTemat: Re: Marcus Garvey Park   Nie Lip 17, 2016 6:47 pm

Z Asgardu! - wydawał się uradowany opowiedzią. - Mam nadzieję, że nie przeszkadza ci fakt, że każdy mieszkaniec krain z których pochodzę jest prawnie zobowiązany dokonać wszelkich starań, aby Cię pojmać i zaprowadzić przed oblicze najbliższego przedstawiciela władzy? Całe szczęście że od zawsze miałem pewne ustępstwa od litery prawa.
Mężczyzna przysiadł się do czarodziejki, wyciągnął spod kurtki niewielką, otwartą już paczkę solonych orzeszków i wyciągnął ją w stronę czarodziejki w geście pojednania.
- Nie jest przypadkiem że się spotykamy. Kiedyś doszło w tym parku do spotkania istot z Asgardu i Avalonu, co nie zdarza się często. Zapisane zostało, że nim minie jeden rok, jeden tydzień, jeden dzień i jedna godzina, zdarzy się to ponownie. - człowiek spojrzał na zegarek. - Spóźniłaś się o kilka godzin, wiesz? Ale to chyba do przewidzenia, zważywszy że tylko ja spodziewałem się naszego spotkania.
Lvelias sam poczęstował się jednym z orzeszków. Sięgnął też po garść suchego chleba i rozsypał ją na ścieżce przed nimi. Natychmiast zleciała się do niego gromada nowoyorskiego ptactwa radośnie gruchając i ćwierkając. Im dłużej czarodziejka skanowała go swoim wzrokiem, tym więcej wyczuwała od niego magii. Jednak jego zachowanie nie sugerowało by był przy pełni własnych zmysłów.
- Tak więc co królowa robi bez orszaku w jednym z ziemskich parków? - zaśmiał się z jakiegoś tylko jemu zrozumiałego dowcipu, po czym szybko zamilkł. - Albo, co ważniejsze, jak długo jest jaśnie pani w Midgardzie?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Karnilla

avatar

Liczba postów : 9
Data dołączenia : 07/07/2016

PisanieTemat: Re: Marcus Garvey Park   Wto Lip 19, 2016 4:49 pm


Przez chwilę Karnilla nie zrozumiała o czym mówił tajemniczy jegomość. Czyżby jej groził? To nieco zabawne z racji tego iż nie ma pojęcia z kim rozmawia i jak ryzykuje. Mrugnęła dwa razy w geście dezorientacji po czym odchrząknęła.
- Organ władzy? Masz na myśli policję lub sąd? Niestety nie respektuję ziemskich jednostek sprawowania władzy. - odpowiedziała uśmiechając się pod nosem. W końcu przybyła tu ze świata gdzie była królową i inni kłaniali się jej do pasa. Nastepnie z zaciekawieniem słuchała opowieści Lveliasa na temat spokania w tym miejscu przed laty. Czyżby nie pojawiła się tutaj przypadkowo? A może on po prostu na nią czekał? Przecież równie dobrze mogła ominąć to miejsce szerokim łukiem i iść sobie na zakupy.
- Wyobrażasz sobie armię demonów u mojego boku? Przecież Ci ludzie by narobili w gacie na sam widok. Niestety musiałam sie ograniczyć do samotnego przemierzania tego świata. - odpowiedziała zakładając noge na nogę i eksponując tym samym swoje piękne długie nogi. W sumie chętnie przyzwałaby jakiegoś demona, ktory mógłby jej służyć ale po co wzbudzać panikę i zwracać na siebie uwagę? Tymbardziej że była tutaj stosunkowo krótko.
- Nie mam ograniczonego czasu pobytu tutaj. A ty? Co Cie sprowadza do tego miasta? Do tego świata? - spytała odbijając piłeczkę w stronę Lveliasa. Ciekawa była co ktoś taki jak on robi w miejscu takim, jak to.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lvelias

avatar

Liczba postów : 53
Data dołączenia : 14/07/2016

PisanieTemat: Re: Marcus Garvey Park   Wto Lip 19, 2016 6:32 pm

- Nieeeee, nie policję. Danaan. - odpowiedział kręcąc głową - Są w tej kwestii bardzo stanowczy. Gdyby się dowiedzieli że z tobą rozmawiam prawdopodobnie wtrąciliby mnie do lochu i rwali kołem. Albo przynajmniej przez kilka godzin prawiliby sugestywne kazania z racji mojego urzędu. Nie wiem co gorsze. - westchnął - Są w tej kwestii bardzo podobni do was, Asgardczyków. W tej i wieeeeelu innych.
Lvelias posmutniał, widząc że kobieta wzgardziła jego orzeszkami. Obserwował przez chwilę karmiące się gołębie. Gdy usłyszał o armii demonów gwizdnął przeciągle. Dwie joggujace obok dziewczyny opacznie to zrozumiały i uraczyły go ziemskim jednopalcowym gestem pogardy, który już poznawał.
- No tak, to w pełni zrozumiałe. Armia demonów przeszkadza w prostych przyjemnościach. Siedzenie na ławce, słuchanie rosnącej trawy, karmienie gołębi... - podsunął w jej stronę garść chleba, żeby sama spróbowała. - Bóg robiący to w towarzystwie demonów wyglądałby doprawdy niepoważnie.
Ale skoro twierdzisz że masz taką moc, a ja nie mam powodów w to wątpić, to znaczy że trafiłem na kogo chciałem.
Jakimś cudem Lvelias absolutnie zignorował roznegliżowane uda kobiety. Może był zbyt oderwany od rzeczywistości, albo po prostu pochodził ze stron gdzie ideał kobiety potrafi podnieść cielaka jedną ręką.
-Mam zamiar zdać ci wiele pytań, ale najpierw jestem ci dłużny odpowiedzi. Uczciwe, nie sądzisz? W swoim świecie pełnię rolę obrońcy... obrońcy w zasadzie wszystkiego, czego warto bronić. To więcej niż praca. To... to jakby powołanie, obowiązek, cel i honor, wymieszane ze sobą jak McFlurry z kawałkami Liona. To moje geas, z którym jestem wiecznie związany. Na ziemię trafiłem niemal zupełnym przypadkiem, wiele lat temu i wyobraź sobie moje zdziwienie, gdy okazało się że moje powołanie rozciągnęło się na ten glob. Powiedzmy że teraz jestem jego Avalońskim obrońcą, jak ten cały wasz.... - nie mogąc przypomnieć sobie słowa zaczął kręcić młynki ręką nad głową jakby czymś szybko wywijał. - Jakby pilnowanie jednego świata przed rozpadnięciem nie było wystarczającym utrapieniem, wierz mi.
Lvelias roześmiał się donośnie. Całym swoim wyglądem i zachowaniem zdawał się przeczyć swoim słowom, ale może było w nim coś więcej niż widzi samo oko. W roztargnieniu podrapał się własnym kosturem w tył głowy. Gdy dwójkę mijał rozwoźny sprzedawca waty cukrowej, chciał zamówić dla siebie małą w kolorach tęczy, ale okazało się że nie wziął ze sobą portfela.
- Wiem że Asgard obserwuje ten świat dłużej niż ja i wie o nim rzeczy, które umykają mojemu pojmowaniu. Nie mogę pełnić mojego zadania, nie wiedząc z czym się mierzę. Mam nadzieję że w swej mocy będziesz w stanie mi pomóc, królowo demonów. Podejście do magii mojego świata jest w najlepszym razie...bardzo tradycyjne. Wybuchy wulkanów? Nie jest źle. Magiczne tornada? Jeszcze nasz temat. Magiczne bariery wokoło globu i gwiazdy spadające na ziemię? Nie, tu potrzebuję pomocy.
Odwrócił się i spojrzał w twarz czarodziejce uśmiechając się. Był nawet przystojny, jeśli nie liczyć łachmanów i braku higieny. Pytanie tylko czy Królowa Norn da wiarę w słowa nieznajomego.

------------------------------EDIT---------------------------
(Po ponad tygodniu czekania bez odpowiedzi pozwalam sobie zwolnic temat)

Rozmawiali tak przez jakiś czas. Po chwili Karnilli udało się "dostroić" do sposobu wysławiania się i rozumowania druida. Lvelias zasmucił się gdy okazało się że w kwestii kosmicznych zagrożeń Asgardzka królowa wiedziała tyle co on, jeżeli nie mniej. Zamiast tego dowiedział się jednak sporo o samym Asgardzie, oraz o Thorze, który jako spadkobierca tronu zdecydował się bronić ziemi, zamiast spraw własnego królestwa. Ponoć zrobił to z miłości, za co rogaty elf poczuł do niego sporą dozę sympatii. W końcu ich historie nie były sobie takie różne. Druid odnotował sobie w pamięci odbyć spotkanie z tym "Obrońcą Midgardu". Nie brzmiał tak źle, jak na Asgardczyka rzecz jasna.
W zamian Lvelias opowiedział historie Avalonu, oraz Tir na Nog. Wojen z królem chaosu, oraz tego jak trafił na Ziemię. Na odchodne pomógł czarodziejce wpisać swój numer do jej smartphona. Lvelias odnalazł na pobliskim parkingu swój motocykl, zignorował mandat za złe parkowanie i odjechał w miasto.

[zt]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Zefira

avatar

Liczba postów : 10
Data dołączenia : 08/10/2016

PisanieTemat: Re: Marcus Garvey Park   Sob Paź 08, 2016 5:18 pm


Niepewność, walka ze samą sobą. Sprzeczki z braćmi o to, czy ma wybrać się do Instytutu Xaviera czy nie, w końcu płacz całej trójki oraz pożegnanie i podjęcie decyzji. Następstwem niestety okazało się zniknięcie braci Zafiry. Gdzie byli? Czy wszystko u nich dobrze? Tego nie miała niestety możliwości się dowiedzieć. Pozostało jej tylko gdybać i domyślać, się czy wszystko u nich jest dobrze. Wyciągnęła telefon i napisała do obojga z prośbą o odzew. Wiedząc, że zapewne robi to kolejny raz na darmo, to jednak nadal żyła w nadziei, że zdecydują się i odezwą. Schowała telefon do kieszeni i odetchnęła z ulgą. Od dawna nie miała wizji, dzień piękniejszy nie mógł być już bardziej niż był. Wszystko tak pięknie się układało. Od ostatniej wizji minęło kilka tygodni, a ona teraz czuła się o wiele spokojnie i pewnie. Nie musiała na razie integrować się z innymi dzieciakami bo nie znała w prawdzie nikogo tam. Przybyła zaledwie kilka dni temu. Miała okazję pomówić z dyrektorką oraz z tym chłopakiem, co jej pomógł. Jak on miał...sama nie pamiętała już. Zresztą co się dziwić? Widzieli się zaledwie chwilę a potem kilka minut w szpitalu nim pojawił się starszy z braci. Nie wiedziała też, czy ten sobie nie żartował z niej początkowo odnośnie ów Instytutu a jednak nie. Gdy tam się zjawiła wszystkie niepewności rozwiały się tak jak się pojawiły. Chociaż nadal nie wiedziała co tam robi, to jednak czuła się o wiele lepiej i spokojniej tam, niż między innymi, którzy po prostu drwili z niej z powodu wizji jakie miała. Częste omdlenia, przed "idiotami", którzy olewali sobie własne życie i bezpieczeństwo. Czy ich informowała? Nie, bo po co miała to robić? Uznaliby ją za wariatkę dla tego wolała milczeć.
Rozejrzała się dookoła w poszukiwaniu kawiarni gdy poczuła, że w głowie jej się zakręciło. Odruchowo chwyciła się za klatkę piersiową i przysiadła. Osłabienie po ostatniej wizji jeszcze nie ustępowało. Do tego wszystko było wzmożone, niestety wizja zakończyła się nie tylko boleśnie psychiczne jak i fizycznie oraz realnie. Upadek sprawił, że wylądowała w szpitalu na dobową obserwację. Oparła się o ławkę i wzięła głęboki wdech przymykając powieki na chwilę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Marcus Garvey Park   Sob Paź 08, 2016 8:06 pm

Xin Chang postanowiła chociaż na chwilę ruszyć się ze swojego zapyziałego mieszkania chociażby w celu zwykłego wyjścia na kawę czy ciastko do kawiarni. Dziewczyna wstała ze swojej starej kanapy, wyłączyła telewizor i skierowała się w stronę korytarza. Jej następnym czynem było nałożenie swoich ulubionych i najwygodniejszych butów, czyli jej niebieskich trampek. Przysiadła ona w tym celu na krzesełku i szybko założyła je na nogi. Kończąc babranine z wiązaniem ich pośpiesznie wstała, złapała swoją czarną rozpinaną bluzę i kluczę z szafki, a następnie wyszła z domu szybko zamykając za sobą drzwi. Ze strony wejściowej nie miały one klamki, tylko zwykłą gałkę, której nie można było przekręcić, dlatego tez Xin Chang nie musiała zamykać drzwi na klucz. Narzucając na siebie bluzę i jej kaptur rozejrzała się dookoła. Tyle lat, a wciąż nie pojmowała dziwnego piękna tej zapyziałej kamienicy, w której mieszkała. Każde wyjście z domu powodowało u niej to samo, dziwne poczucie szczęścia i wolności. Biorąc głęboki oddech dziewczyna zaczęła kroczyć powolnym krokiem w stronę Marcus Garvey Park, ponieważ niedaleko niego znajdowała się kawiarnia, w której często można było ją znaleźć, jeśli nie przesiadywała godzinami w domu próbując odciąć się od świata. Wkraczając do parku dziewczyna skrzywiła się lekko prawie tracąc równowagę na krawężniku, o który się potknęła. Prostując się Xin Chang zauważyła w oddali osóbkę wyglądającą dość niewyraźnie opierającą się o ławkę jakby było jej słabo. Dziewczyna szybko podbiegła do niej w międzyczasie podciągając rękawy bluzy po same łokcie. Stanęła zaniepokojona obok nieznajomej i nachyliła się lekko.

- Hej, wszystko w porządku? Wyglądasz jakbyś za chwile miała zasłabnąć, pomóc ci jakoś.. Zefiro?

Spytała zaniepokojona spoglądając ciągle na nieznajomą dziewczynę. Jej uwagę przyciągnęły jej włosy. Były jasne, falowane i bardzo zadbane. Nie można było tego niestety powiedzieć o włosach Xin Chang, które w tej chwili były dość rozczochrane i lekko przyklepane kapturem bluzy.
Powrót do góry Go down
Zefira

avatar

Liczba postów : 10
Data dołączenia : 08/10/2016

PisanieTemat: Re: Marcus Garvey Park   Nie Paź 09, 2016 8:25 am

Przymknęła powieki i wzięła głęboki wdech, raz za razem powoli i spokojnie, głęboko. Spojrzała w niebo by po chwili zamknąć ślepka ponownie. Nie spodziewała się, że ktoś może ją tutaj znać, nie znała sama nikogo mało kiedy wychodziła ze swojego pokoju, a znajomych miała bardzo mało. Można rzec, że żadnych. Dla niej najbliższymi osobami, z którymi się trzymała byli właśnie jej bracia. A teraz...teraz po prostu była sama jak palec.
Uniosła powiekę słysząc kobiecy głos. Zaskoczenie jednak wymalowało się na jej twarzy gdy nieznajoma skierowała się do niej po imieniu. Skąd ją znała? A może znała jej braci? Uważnie spojrzała na nią otwierając powoli powieki.
- Dziękuję, wszystko dobrze. Ale...skąd mnie znasz? Widziałaś moich braci? Kim jesteś?
Zapytała zaraz zaniepokojona zdając sobie sprawę, że ona nie ma pojęcia nawet kim jest kobiet obok. W końcu miała okazję widzieć kilka uzdolnionych dzieciaków podobnych do niej. A ona...nie miała pojęcia co powiedzieć. Tym bardziej osłabienie nie pozwalało jej normalnie funkcjonować. Miała nadzieję, że dojdzie szybciej do siebie niż ostatnio, ale myliła się. Do tego rana, która była zszyta nadal ją nieznośnie bolała.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Marcus Garvey Park   Nie Paź 09, 2016 12:36 pm

Xin Chang lekko zatrzęsła głową i zbiła się lekko dłonią w czoło. Miała tego nie robić! Nie zaglądać nikomu do głowy bez pozwolenia! Cóż, może zrobiła to tylko po to, by znać jej imię ale to już ją zdradza! Pociągnęła się jeszcze tylko za włosy wyrywając może 2/3 włoski i skończyła użalanie się nad sobą. Chociaż nie, musiała wiedzieć więcej, po prostu musiała. Ten ostatni raz bez pytania.

- Przepraszam, nie spytałam cię o pozwolenie. Jestem Xin Chang Xuan, szczerze to nie znam cię i nigdy cię nie widziałam. Uczęszczasz do Instytutu? Też kiedyś tam byłam, fajna sprawa.

Xin próbowała jakkolwiek zagadać nieznajomą by zapomniała o tym, co zrobiła wcześniej. Dziewczyna niepewnie złapała nieznajomą za ramię chcąc powoli posadzić ją na ławeczce, ponieważ to w tej chwili wydawało się jej jedyną rzeczą, którą mogła zrobić by jakoś jej pomóc.

- Usiądź, skoro ci słabo. Boli cię coś? Może zadzwonię po kogoś, po pomoc?

Spytała zmartwiona i jej wzrok znów zatrzymał się na włosach Zefiry. Xin Chang szybko potrząsnęła głową. Nie ładnie tak wpatrywać się w kogoś jak w lusterko!
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Marcus Garvey Park   

Powrót do góry Go down
 
Marcus Garvey Park
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3  Next
 Similar topics
-
» Pomnik Piotrusia Pana
» Faust Marcus Vizzini
» Miejski park
» Park Promnitz
» Planten un Blomen

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Midgard :: Stany Zjednoczone Ameryki :: Nowy Jork-
Skocz do: