Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Marcus Garvey Park

Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4
AutorWiadomość
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3880
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Marcus Garvey Park   Czw Paź 31, 2013 4:01 pm

First topic message reminder :



Znany również jako Mount Morris Park - i wciąż nazywany tak przez okolicznych mieszkańców - znajduje się w Harlemie na Manhattanie i zajmuje powierzchnię około osiemdziesięciu jeden tysięcy sześciuset metrów kwadratowych. W głównej mierze składają się na niego zadbane trawniki i boiska do gry. Dookoła parku przebiega Piąta Aleja.

_________________



No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com

AutorWiadomość
Human Torch

avatar

Liczba postów : 125
Data dołączenia : 06/07/2012

PisanieTemat: Re: Marcus Garvey Park   Pon Kwi 09, 2018 11:56 am

Johnny zawisł na chwilę nad parkiem. Widział, że ludzie w nim byli nerwowi. No, niewiele widział, bo park miał naprawdę ogromną ilość drzew i bardziej przypominał las, ale coś tam udało mu się zauważyć. Zastanawiał się czy nie powinien wylądować i powiedzieć cywilom, by nie wychodzili poza zielony teren, bo w mieście trwa walka. Wiedział, że ludzka ciekawość była silniejsza od wszystkiego i mogliby ruszyć w stronę miasta, tym samym ściągając na siebie ogień robotów, a z tego co zauważył, promienie energii dla zwykłych ludzi były zabójcze.
Na szczęście ktoś inny zdecydował się podjąć za niego decyzję. Chłopak w pewnym momencie usłyszał jak ktoś gwiżdże, więc zaraz zerknął w dół pomiędzy drzewa i zauważył machającego ręką mężczyznę. Z tej wysokości nie był w stanie poznać czy to ktoś, kogo znał czy po prostu jakiś obcy go rozpoznał. Storm był bardzo charakterystyczną osobą, szczególnie w postaci Żywej Pochodni. Ciężko było go pomylić z kimkolwiek innym.
Torch zniżył więc swój lot, kierując się prosto w dół i już po chwili wylądował przed Rictorem, jakieś dwa metry od niego, gasząc swoje płomienie i uśmiechając się zaraz.
- Wiem, że jestem przystojny, ale to chyba kiepski moment na gwizdanie na mnie. - odezwał się wesołym tonem. Tak, Johnny zawsze potrafił wykrzesać z siebie tą odrobinę humoru, nawet w tak kiepskiej sytuacji, jak obecna.
- Zgaduję jednak, że po prostu masz jakąś sprawę do mnie? - podszedł bliżej szatyna. Na początku lądował w bezpiecznej odległości, bo jego ogień był niebezpieczny. Teraz już nie musiał się tym martwić.
Zastanawiał się z kim ma do czynienia. Z jakimś randomowym człowiekiem, który chciał się od niego po prostu dowiedzieć, co się dzieje w mieście. Czy może z jakiś mało znanym bohaterem, który chciałby jakoś pomóc. Obie opcje były równie możliwe. Pozostawało mu więc tylko poczekać i zobaczyć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rictor

avatar

Liczba postów : 143
Data dołączenia : 30/12/2015

PisanieTemat: Re: Marcus Garvey Park   Wto Kwi 10, 2018 3:25 pm

Szczerze powiedziawszy Ric nie sądził, że tak łatwo zwróci na siebie uwagę Human Torcha... A raczej nie do końca wierzył w to, że zechce on wylądować, by sprawdzić o co chodziło przypadkowej osobie z parku. Choć Latynos nie lubił być ignorowany, to wbrew pozorom w tych okolicznościach nie miałby mu tego nawet za złe. Bardzo. Co prawda straciłby wówczas źródło informacji, które samo mu się napatoczyło, ale rozumiał konieczność szybkiego działania. To między innymi właśnie dlatego zamierzał załatwić sprawę szybko i konkretnie... A także przez to, że po prostu tak wolał.
Wszystkie jego dobre intencje na chwilę zajęły jednak miejsce z tyłu, gdy tylko Torch się odezwał. Rictor gwałtownie wypuścił powietrze przez nos w namiastce śmiechu - na więcej nie było go teraz stać - a jego spojrzenie zjechało na moment na bok, nim powróciło na twarz blondyna. Mógł się tego spodziewać. Poniekąd sam umożliwił mu ten komentarz... Ale obstawał przy swoim pomyśle. Krzyk nie przebiłby się przez inne głosy tak łatwo jak gwizd.
- Nie schlebiaj sobie - odparł krótko, bo zgoda, Torch był atrakcyjny, ale szczerze mówiąc to samo można by powiedzieć o zdecydowanej większości bohaterów. Sporo zależało od gustu, lecz gdyby Ric leciał po prostu na typ wysokiego, niebieskookiego blondyna, to... To pewnie lata spędzone w jednej drużynie z Samem przebiegłyby dla niego dużo bardziej niezręcznie. Na szczęście wolał rudzielce.
Zaraz jednak Torch z własnej inicjatywy przeszedł do konkretów, a Rictorowi bardzo to pasowało. Na początek kiwnął głową, by potwierdzić domysły drugiego mężczyzny, a jednocześnie skrzyżował ramiona na klatce piersiowej. Przez cały ten czas nie spuszczał już płomyka z oczu.
- Wiesz co dokładnie się dzieje? - spytał, bo w końcu to dla tej informacji w ogóle sprowadził Torcha do parku. Kontakt posiadał głównie z członkami X-Men, mieszkańcami Instytutu oraz osobami, które miały z nim jakieś powiązania, więc w ostateczności mógł przedzwonić do kogoś z nich, aby dowiedzieć się czegoś więcej, ale skoro już natknął się na jakiegoś bohatera - i to należącego do jednej z czołowych drużyn Stanów - to równie dobrze mógł z tego skorzystać.
Najpierw musiał ustalić co było wiadomo Fantastic Four, a potem zadecyduje co dalej. Jeżeli orientowali się w sytuacji, to świetnie, może usłyszy jeszcze coś ciekawego, z czego sam nie zdawał sobie sprawy... A jeśli nie, to on sam przekaże Torchowi - a przez niego reszcie jego grupy - swoje informacje.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Human Torch

avatar

Liczba postów : 125
Data dołączenia : 06/07/2012

PisanieTemat: Re: Marcus Garvey Park   Sro Kwi 11, 2018 1:11 pm

Na pierwsze słowa Rictora Johnny odpowiedział jedynie szerokim, pewnym siebie uśmiechem, który wyraźnie mówił 'Nie, wcale nie schlebiam sobie. Wiem, co mówię.' I owszem, wiedział. Zdarzyło mu się parę razy znaleźć w niezręcznej sytuacji bycia podrywanym przez chłopaka. Jego olbrzymie ego i pewność siebie sprawiały, że nie było już miejsca na homofobię, ale nie wiedział co robić w takich momentach. Z jednej strony coś takiego mile łechtało jego ego i podnosiło je do góry. No bo w końcu był tak przystojny i czarujący, że nie tylko kobiety na niego leciały. Z drugiej jednak bycie podrywanym, a nie podrywającym stawiało go w dziwnej sytuacji. Chociaż bycie podrywanym przez dziewczynę na pewno byłoby przyjemne.
- Zależy co masz na myśli przez 'dokładnie'. - tutaj blondyn wykonał gest cudzysłowu palcami. - Roboty atakują miasto. Lecąc w tą stronę widziałem z góry w wielu miejscach grupy robotów, atakujących niewinnych ludzi. Kogo popadnie. Wyraźnie jednak koncentrują się na pieszych, ignorując samochody czy budynki. No i strasznie ciężko zniszczyć te cholerstwa. Ledwo co udało mi się je trochę uszkodzić. Nie wiem, kto je zbudował, ale na pewno nie Doom. Jego roboty to złom. - Przy ostatnim zdaniu prychnął i machnął ręką lekceważąco, wyraźnie pokazując, co myśli o doombotach. Te nie były wcale takie trudne do zniszczenia. Bez problemu rozwaliłby je siłą, z którą atakował obecne maszyny. A te ledwo trochę się topiły. Ktoś naprawdę się postarał, by były wyjątkowo odporne.
- Jak dla mnie to wygląda jakby ktoś stworzył roboty specjalnie do walki z superbohaterami. Ciężko będzie je zatrzymać. - Dodał jeszcze na koniec swoje własne wnioski, które wyciągnął z wcześniejszej potyczki. Raczej bez powodu nie miały tak wyjątkowo wytrzymałego pancerza. Miały wytrzymać ataki o wyjątkowej sile. Ataki nadludzi. No nie był takim idiotą żeby się tego nie domyślić. Torch, brew pozorom, był dużo inteligentniejszy niż na jakiego pozował. Świadomie często robił z siebie głupka. Tak było zabawniej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rictor

avatar

Liczba postów : 143
Data dołączenia : 30/12/2015

PisanieTemat: Re: Marcus Garvey Park   Czw Kwi 12, 2018 7:10 pm

Jedna z brwi Rica od razu uniosła się nie tylko na wykonywany przez Torcha gest, ale i na jego słowa. Być może jednak pospieszył się trochę z oceną, gdy doszedł do wniosku, że przeszli już do konkretów... Ale na szczęście blondyn nie dał mu czasu na zadanie kolejnego pytania albo skomentowanie jego zachowania, bo sam kontynuował temat. I dobrze. Latynos nie czuł się teraz szczególnie cierpliwy, a w takim nastroju stawał się bardziej... Uszczypliwy.
Relacja Torcha nie pokrywała się do końca z informacjami, które już posiadał, przez co Rictor mimowolnie zmarszczył czoło, starając się poskładać jedno i drugie w logiczną całość. Wiedział, że te roboty posiadały system naprowadzający, który reagował tylko na mutantów - zdążyli go już wypróbować i ich testy wyraźnie to potwierdzały. Tyle że ostatnim razem, gdy to sprawdzał, osoby z genem X stanowiły jeszcze mniejszość wśród mieszkańców Nowego Jorku, więc albo płomyk przesadzał, albo faktycznie trafił akurat na skupiska mutantów... Albo maszyny zostały z jakiegoś powodu przeprogramowane. To ostatnie byłoby niemalże sprawiedliwe, przynajmniej w oczach takiego Magneto i jego popleczników. Obrócenie broni przeciwko całej rasie jej twórców? To całkiem w jego stylu.
Mniej zagadkowa, lecz na tę chwilę bardziej niepokojąca wydawała się mężczyźnie wiadomość o tym, że roboty aż tak ciężko było uszkodzić. Poprzednio Star przeciął się przez jednego z nich bez problemu, ale to pewnie kiepski wyznacznik, skoro jego ostrza nie pochodziły z tego świata i radziły sobie z większością substancji... Tyle że wibracje Rica też szybko dały efekty, a jego moce już łatwiej było porównywać do innych. Wyglądało na to, że od ich ostatniego spotkania maszyny zostały mocno podrasowane.
- Nie z superbohaterami. Z mutantami. Nie wiem kto je stworzył i wypuścił, ale w ich głowach znajduje się mechanizm odpowiadający za rozpoznawanie w ludziach genu X. Jeżeli masz rację i atakują każdego, to pewnie został wyłączony albo nadpisany, by ignorowały jego wskazania. Albo się masowo zepsuł - sprostował natychmiast, gdy tylko Torch zamilkł. Mówił szybko, rzeczowo, starając się zaoszczędzić w ten sposób jak najwięcej czasu. Przy ostatnim zdaniu wzruszył lekko ramionami, choć ręce wciąż miał skrzyżowane.
- Skanowaliście je już? Rozebraliście któregoś na części? Dobrze byłoby się dowiedzieć jak odbierają cele i czy w ogóle są w stanie namierzyć kogoś przez fizyczne przeszkody - jeżeli rzeczywiście zostawiały w spokoju ludzi w budynkach i samochodach, to istniała szansa, że tego nie potrafiły, a wówczas przynajmniej ochrona mieszkańców nie byłaby taka trudna. Jedno zmartwienie mieliby z głowy... I zostałoby tylko pozbycie się robotów. Mimo wszystko Ric lubił starcia z maszynami. Mógł je przynajmniej z czystym sumieniem wysadzać.
- Masz przy sobie zapasowy komunikator? - spytał nagle, bo tak czy siak potrzebował jakiegoś lepszego sposobu na koordynowanie działań z innymi od rozmów przez komórkę. Dopiero w tym momencie dotarło do niego, że właściwie się nie przedstawił, ale skoro Torch nie pytał o jego tożsamość, to najwyraźniej mu to nie przeszkadzało.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Human Torch

avatar

Liczba postów : 125
Data dołączenia : 06/07/2012

PisanieTemat: Re: Marcus Garvey Park   Sob Kwi 14, 2018 7:29 pm

- No kolego. Jestem pewien na dziewięćdziesiąt dziewięć procent, że ci wszyscy ludzie w mieście nie są mutantami. Nie ma aż tylu mutantów. Poza tym wtedy na pewno by się bronili. Być może program robotów się zepsuł, a może jakiś geniusz technologiczny włamał się do ich oprogramowania i przeprogramował je. To by było genialne. Mieć armię morderców, których nie idzie zabić, a zniszczenie jest niemal równie trudne. - to by była dopiero zagadka, gdyby miało się okazać, że zupełnie przypadkowo ludzie na zewnątrz są mutantami. A ci w budynkach nie. Choć tu akurat mogło chodzić o pójście na łatwiznę. Łatwiej zabić tłum biegnących ludzi niż dodatkowo męczyć się ze zniszczeniem budynków czy pojazdów. Na swój sposób Sentinele były dosyć inteligentne. Choć tragicznie powolne. Co dla nich akurat było ogromnym plusem. Minusem natomiast dla samych maszyn.
- Kiedy mieliśmy je skanować? Teraz trzeba z nimi walczyć, a nie bawić się w rozbieranie i sprawdzanie. Tym można się zająć później. A robotów jest naprawdę cała masa na ulicach miasta, nie ma chwili na wytchnienie. - co sprawiło, że zdał sobie sprawę, że powinien jak najszybciej kończyć tą rozmowę i lecieć pomóc siostrzyczce. Pytanie mężczyzny o skany i tym podobne naukowe pierdoły wydało mu się co najmniej nie na miejscu. Przecież najważniejsze to uratować jak najwięcej ludzi. Później może zebrać złom z ulic i go przeskanować. Reed pewnie byłby szczęśliwy gdyby dostał w swoje ręce chociaż jeden egzemplarz.
- Nie wierzę, że to mówię, ale powinienem czasem słuchać siostry. - oparł jedną dłoń na biodrze, drugą pocierając kark. Gdyby pamiętał o tym śmiesznym komunikatorze, który się nosi jak słuchawkę to mógłby go oddać... Komu? - Właściwie to kim jesteś? Nie kojarzę cię. Jaki superbohater z daleka, będący tu przelotem? - zapytał w końcu nieznajomego o jego tożsamość. Nie miałby problemu z oddaniem swojego komunikatora. Miał jeden wbudowany w strój, do kontaktu z siostrą w zupełności mu wystarczył. A teraz właśnie do niej leciał. Ona na pewno ma ten komunikator słuchawkę, więc miałaby kontakt z innymi bohaterami za nich dwóch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rictor

avatar

Liczba postów : 143
Data dołączenia : 30/12/2015

PisanieTemat: Re: Marcus Garvey Park   Nie Kwi 15, 2018 11:57 pm

Rictor prawie doświadczył uczucia déjà-vu. Prawie, bo tak właściwie nie miał wrażenia, że przeżył już kiedyś tę sytuację, tylko słyszał te słowa... No, nie te dokładnie, ale bardzo podobne. Mające ten sam sens. Tyle że nie z ust Torcha, lecz z własnych... Zgoda, w gruncie rzeczy do déjà-vu może i było temu wszystkiemu daleko, ale Latynos z pewnością poczuł się tak, jak gdyby był traktowany jak idiota, a na tym się akurat znał.
Mógłby wytknąć blondynowi, że dopiero co sam mu powiedział, że mechanizm musiał zostać wyłączony, nadpisany lub zepsuty. Mógłby też zwrócić mu uwagę na to, że nie każdy mutant potrafił się bronić - wielu pewnie nawet nie zdawało sobie sprawy z tego, że posiadało gen X, inni mogli nigdy nie ćwiczyć swoich zdolności, a już tym bardziej nie do walki, a jeszcze inni prawdopodobnie posiadali mutacje, które w ogóle by się do tego nie nadawały. Ilu z nich miało po prostu odmienny kolor skóry czy włosów albo bezużyteczne deformacje ciała?
Tak, Ric mógłby rzec to wszystko, lecz zamiast tego poprzestał na wpatrywaniu się w Torcha pustym wzrokiem, z poważnym wyrazem twarzy oraz z lekko uniesionymi brwiami. Odnosił wrażenie, że chyba nie było sensu strzępić sobie języka, a to spojrzenie tak czy siak powinno wystarczająco dosadnie ukazać jego punkt widzenia.
Przynajmniej dalsze słowa blondyna zabrzmiały sensowniej, chociaż kłóciły się z informacjami posiadanymi przez Rictora. Przez głowę mężczyzny przeszła nawet szalona myśl, że być może Fantastic Four - albo przynajmniej sam Human Torch - rzeczywiście nie wiedzieli niczego o poprzedniej wizycie tych robotów w mieście... Ale mutant szybko ją od siebie odrzucił, bo bez przesady, chyba dosłownie właśnie od tego tutaj byli - żeby pilnować takich spraw.
- Poprzednim razem. Wtedy mogliście je przeskanować. Albo kazać to zrobić swoim urządzeniom teraz, pewnie nie jesteście im do tego osobiście niezbędni - wyjaśnił i prawdę mówiąc czuł się niesamowicie dumny z tego, że nie tylko wciąż zachowywał spokój, ale i cierpliwość... Przynajmniej w tonie głosu. Poza tym nie dopuścił też do niego nutki ironii, co również uważał za spory sukces. Szkoda tylko, że coraz bardziej bolała go głowa, ale do tego i tak był przyzwyczajony. Prawdopodobnie wieczorem rozwinie mu się porządna migrena, ale do tego miał jeszcze trochę czasu, a potrafił żyć i w miarę wydajnie funkcjonować z tym efektem ubocznym swojej mutacji.
- I nie, nie jestem superbohaterem. Ani z daleka, ani przelotem. Rictor, agencja detektywistyczna X-Factor, ale więcej ci pewnie powie dawne X-Force. Komunikator? - przypomniał, by sprowadzić rozmowę na właściwe tory. W końcu nie mogli tak sobie zwlekać i gawędzić... I to był zresztą główny powód, dla którego Latynos tak łatwo wspomniał o X-Force. Ich reputacja bywała... Delikatnie mówiąc, bardzo różna, bo zdarzało im się na przykład mieć na pieńku z S.H.I.E.L.D. czy nawet z X-Men, ale przynajmniej powinni być kojarzeni przez bohaterów - prędzej od kilkumiesięcznego X-Factor Investigations. Czy ich lubiano czy nie, ich umiejętności mówiły same za siebie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Human Torch

avatar

Liczba postów : 125
Data dołączenia : 06/07/2012

PisanieTemat: Re: Marcus Garvey Park   Pią Kwi 20, 2018 10:57 am

Rictor miał pecha, że z całej Fantastycznej Czwórki trafił akurat na Human Torcha. Młodego ignoranta, który większość tego, co się działo dokoła niego miał po prostu w nosie. Niewiele rzeczy go interesowało, a te zabierały wtedy całą jego uwagę. Dziewczyny. Walka. Samochody. Motory. Co do mutantów to wiedział, że są. I znał X-Menów. Może nie z imienia, ale kojarzył sporą ich część z ksywek i mocy. Ogólnie o mutantach wiedział tylko, co nic. Pewnie gdyby przysiadł do informacji i je poczytał to by wszystko zrozumiał, w końcu tak naprawdę nie był skończonym idiotą, ale po prostu mu się nie chciało. Miał ciekawsze rzeczy do robienia.
- Ach, poprzednim razem... - Faktycznie coś tam kojarzył, ale nie miał wtedy okazji zająć się tymi robotami, a pytanie Reeda o to czy sprawdził czym są te roboty byłoby... Nie w jego stylu. Mężczyzna pewnie podzielił się informacjami z Sue. Być może i z Benem. W odpowiednim momencie, czyli w razie potrzeby, jemu też przekażą to, co wiedzą na temat Sentineli.
- O to musiałbyś zapytać moją siostrę. Albo Reeda. Może któreś z nich zleciło Herbie'mu skan robotów. Ech, na pewno któreś z nich to zrobiło. Oni zawsze o wszystkim myślą. - Nie, Johnny nie był najlepszym źródłem informacja. Wręcz przeciwnie, był bardzo kiepskim źródłem informacji. Kiedyś pewnie bokiem wyjdzie mu ta jego ignorancja. I być może nawet wtedy nie zmieni swojego nastawienia. Sue pewnie przekazałby Rictorowi milion razy więcej informacji od Ognistego. Ona zawsze była ze wszystkim na bieżąco. No, ale któreś z nich musiało być odpowiedzialne
- No co ty! Kojarzę X-Factor. Firma detektywistyczna. Zawsze mnie kręciły filmy detektywistyczne. Taki detektyw musi być naprawdę inteligentny. To musi być ciekawa praca. Badanie spraw zaginięć, szukanie tajnych informacji... - Trochę się rozgadał, ale szybko przyhamował, bo przecież to nie czas ani miejsce na takie rozmowy. Mieli inwazję robotów na głowie. Pogawędki trzeba zostawić na później.
- Ach, tak. Komunikator. Niestety nie mam drugiego, często o nim zapominam. - Na jego ustach pojawił się głupi uśmiech. Czyżby troszeczkę się zawstydził? Bardzo możliwe. - Mam do zaoferowania tylko numer telefonu. Ewentualnie później informacje o robotach. Pewnie macie swoją stronę internetową z e-mailem. Teraz każda firma jest w internecie. Mogę powiedzieć Reedowi żeby wam przesłał to co zbierze ze skanów. - Tyle mógł zaoferować. Niestety nic więcej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rictor

avatar

Liczba postów : 143
Data dołączenia : 30/12/2015

PisanieTemat: Re: Marcus Garvey Park   Pią Kwi 20, 2018 10:01 pm

Rictor lubił myśleć, że zawsze był przygotowany na wiele, jeżeli nie na prawie wszystko. Wynikało to w głównej mierze z jego wrodzonej podejrzliwości, przyzwyczajenia do patrzenia ludziom na ręce oraz z długich lat doświadczenia - połączenie tych trzech czynników sprawiało, że rzadko bywał czymś szczerze zaskoczony. Mimo to... Tego zdecydowanie się nie spodziewał.
Nie sądził, że ktoś z tych dużych i ważnych tak szybko zwrócił na nich uwagę, nawet jeżeli otwarcie reklamowali się jako miejsce zatrudnienia dla mutantów. Quicksilver, zgoda, ale na niego po prostu wpadli, więc to co innego... I nie zdziwiłoby go, gdyby S.H.I.E.L.D. miało na nich oko, bo w końcu nigdy nie byli swoimi wzajemnie fanami. No i w przypadku X-Men Madrox sam się do nich zgłosił, by zaoferować pracę absolwentom Instytutu, dlatego to również się nie liczyło. Kto by więc pomyślał, że któryś z popularnych bohaterów ich znał...
Znał - i komplementował. Ric nie był pewien który z tych faktów wprawiał go w większe zdezorientowanie. Wyjątkowo nie posiadał nawet żadnego komentarza. Kultura osobista pewnie wymagałaby, aby podziękował - prawdopodobnie? - ale szczerze mówiąc zamiast tego mężczyzna nie mógł się powstrzymać przed szukaniem w słowach Torcha drugiego dna... Tak właśnie odzywała się ta jego niedawno wspomniana podejrzliwość.
Na szczęście najwyraźniej Rictor nie musiał nic odpowiadać, bo jego rozmówca sam ponownie przerzucił się na temat komunikatora. Latynos zmarszczył lekko czoło, gdy blondyn w końcu przyznał, że nie posiadał przy sobie żadnego zapasowego - jak gdyby nie mógł tak od razu - lecz zaraz potem mężczyzna kiwnął już głową. Komunikator byłby dużo wygodniejszy, ale trudno, w ostateczności mógł przyjąć numer telefonu. Choć kusiło go wspomnieć coś o tym, że jeszcze przed chwilą to Torch narzekał na gwizdanie i niewłaściwe momenty.
- Niech będzie. W obu kwestiach - zgodził się krótko, po raz kolejny wyjmując swoją komórkę z kieszeni. Na chwilę skupił na niej spojrzenie, odblokowując ją i szybko tworząc nowy kontakt, aby za chwilę móc dodać do niego ciąg cyfr... Ale nagle przyszła mu do głowy jeszcze jedna myśl, która naprawdę mogłaby poczekać na lepszą okazję - ale padła z jego ust zanim zdążył się opanować.
- Możesz w ogóle nosić przy sobie telefon? Albo cokolwiek innego? - spytał bez odrywania wzroku od urządzenia w swojej dłoni. Na kostiumie Torcha nie widział żadnych kieszeni, a kiedy dodać do tego jeszcze płomienie... No, ale może po prostu miał od niego dostać numer do innego członka drużyny. Albo jakiś uniwersalny, należący do całej grupy... Albo mieli coś w rodzaju przekierowania połączeń na komunikatory? To też byłoby niezłe rozwiązanie.
Tak czy siak, Ric czekał już tylko na tę informację - numer, a nie wyjaśnienie sytuacji ekwipunkowej blondyna - i jednocześnie zastanawiał się nad tym, czy wiedział coś jeszcze, co koniecznie powinien mu przekazać. W ostateczności będzie mógł to zrobić przez komórkę, ale z drugiej strony im szybciej, tym lepiej... A zaraz pewnie się rozdzielą.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Human Torch

avatar

Liczba postów : 125
Data dołączenia : 06/07/2012

PisanieTemat: Re: Marcus Garvey Park   Pon Kwi 23, 2018 12:19 pm

Liczył na jakiś komentarz odnośnie tego, że kojarzy jednak X-Factor, a nie X-Force. W końcu Rictor wydawał się być przekonany, że ich firma nie jest raczej zbyt dobrze znana. Być może, Johnny nie wiedział, czy inni znali X-Factor czy nie. On znał, bo zawsze go kręciły takie rzeczy. Detektywi i ich intuicja. Szósty zmysł pozwalający na rozwiązywanie zagadek. Miał nadzieję, że przynajmniej zauważy zaskoczenie na jego twarzy lub, że mężczyzna wyrazi swoje zaskoczenie. Niestety nie dostał żadnego komentarza na swoją wypowiedź. No trudno.
Przynajmniej kwestia komunikatora została wyjaśniona. Może po takiej wpadce Torch wreszcie nauczy się brać ze sobą ten drugi komunikator. Czasem. Raz kiedyś. Nie. Pewnie dalej będzie o nim zapominał. Nie tak łatwo pamiętać o czymś, co nie jest ci niezbędne do życia. Zazwyczaj komunikator w kostiumie mu wystarczył.
Na pytanie odnośnie możliwości noszenia przy sobie telefonu, ognisty klepnął się w znaczek 4 znajdujący się na jego piersi, uśmiechając się przy tym szeroko.
- Reed zrobił nam taki bajer, że wszystko jest przekierowywane na komunikatory w kostiumach. Pewnie zauważyłeś, że nie mam kieszeni. A niestety ognioodpornego telefonu nikt jeszcze nie wymyślił. - Wytłumaczył mutantowi. Jego dłoń zaraz wróciła na swoje poprzednie miejsce, odsłaniając z powrotem znak jego drużyny. Nie zwlekając już dłużej, i widząc telefon Rictora w jego dłoni, blondyn podyktował swój numer.
- Od razu dam siostrze znać, że chcecie informacje o robotach. Akurat jestem w drodze do niej pod Wieżę Mścicieli. - Zapewnił mężczyznę. Raczej nie zapomni szybko o rozmowie, a do wieży był już tylko kawałeczek. - Czegoś jeszcze potrzebujesz? - Zapytał jeszcze, by się upewnić, że może już odlecieć. Nie chciał zostawić przypadkiem mutanta z niedopowiedzianym pytaniem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rictor

avatar

Liczba postów : 143
Data dołączenia : 30/12/2015

PisanieTemat: Re: Marcus Garvey Park   Pon Kwi 23, 2018 11:02 pm

Spojrzenie Rictora na moment przesunęło się na symbol drużyny, który Torch nosił na piersi, gdy ten na niego wskazał, lecz poza tym mężczyzna ograniczył się do oszczędnego kiwnięcia głową. Czyli jeden z jego typów okazał się być prawidłowy... Niby nie było to nic ważnego, ale i tak odczuł cień satysfakcji, który zniknął tak szybko, jak się pojawił, kiedy tylko Latynos przypomniał sobie, że czas im uciekał i nie powinni go marnotrawić na głupoty. Jego ciekawość została zaspokojona, mogli kontynuować.
Blondyn najwyraźniej podzielał tę opinię, gdyż wreszcie - bez dodatkowego nakłaniania czy ponaglania - przedyktował Ricowi swój numer. Zaraz po jego zapisaniu mutant ponownie zablokował ekran komórki, a następnie schował urządzenie do kieszeni. Potrzebne mu będzie dopiero za chwilę, a do tego czasu chciał mieć wolne obie ręce.
Pomijając ofiarowane mu informacje, Torch zadał Ricowi bardzo dobre pytanie. Czy potrzebował od niego czegoś więcej? Sam nie był tego jeszcze do końca pewien. W jego głowie szybko obracały się trybiki, wciąż zastanawiał się nad najlepszym możliwym do obrania kursem akcji... Brakowało mu danych, a mimo to dojrzewał do pewnego pomysłu. Ryzykownego pomysłu, tyle mógł przyznać, ale jednocześnie takiego, który - gdyby odniósł sukces - być może zapewniłby bezpieczeństwo przynajmniej osobom w parku. Roboty mogły ignorować budynki czy samochody, ale drzewa nie były tutaj aż tak gęste, by stanowić idealną ścianę. Jeżeli maszyny wylądowały na ulicach w pobliżu, to pewnie w końcu zwrócą uwagę na ludzi pomiędzy pniami...
- Właściwie tak. Podwózki, jeżeli tylko potrafisz mnie podnieść i przy okazji nie podpalić. Przyda mi się widok z góry na okolicę, ale oprócz tego będę musiał mieć przynajmniej jedną wolną rękę, to ważne - wyliczył. Nie potrzebował mieć fizycznej styczności z gruntem, by wywoływać kontrolowane trzęsienia ziemi, ale mimo wszystko najłatwiej było mu przepuszczać wibracje przez ramiona, stąd też wynikał jeden z postawionych przez niego warunków. Musieli tylko wznieść się na tyle, aby wystarczająco dobrze widział to, co robił... A konsekwencjami będzie się martwił później.
Albo, przy odrobinie szczęścia, wcale, jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem i korzyści - czyli ochronione ludzkie życia - przeważą zniszczenia, których zamierzał z pełną premedytacją dokonać. Prawdę mówiąc nie mógł się już doczekać, więc miał tylko nadzieję, że Torch nie dość, że zgodzi się na jego życzenia i będzie w stanie je wykonać, to jeszcze nie postanowi zadawać mu niewygodnych pytań. Chociaż... Ric wątpił, aby akurat on miał mu robić wyrzuty. Kto wie, może efekt końcowy mu się nawet spodoba?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Human Torch

avatar

Liczba postów : 125
Data dołączenia : 06/07/2012

PisanieTemat: Re: Marcus Garvey Park   Pią Kwi 27, 2018 6:53 pm

Johnny nie poganiał Rictora. Zresztą mężczyzna i tak wyglądał na człowieka, który nie lubił niepotrzebnie marnować czasu, więc pewnie szybko podejmie decyzję co do tego, czy jeszcze mieli jakiś wspólny interes czy może chłopak mógł już lecieć do swojej siostry. I być może Avengersów skoro była pod ich wieżą. Ciekawe kogo więcej tam spotka. To będzie ciekawe, walczyć u boku innych bohaterów. Nie żeby nie miał już do tego okazji. Ale to zawsze było ciekawsze od walczenia drużynowo ze swoją Czwórką.
Faktycznie już po chwili usłyszał odpowiedź. Odpowiedź, która jednocześnie była pytaniem. Wychodziło na to, że Rictor miał jakiś plan, ale potrzebował go do jego zrealizowania. Jeśli miało to ocalić część ludzi przed robotami to Storm był jak najbardziej za tym planem. Nie przeszkadzało mu w tym wypadku, że siostra poczeka na niego trochę dłużej. Zrobi to, by uratować kolejne niewinne istnienia.
Torch zamienił się w płomyk, ze swoim standardowym "Ogień!" po czym uniósł się lekko nad trawą, by jej nie podpalić przypadkowo.
- Spoko, żaden problem. Nie oparzę cię. - powiedział. Machnął dłońmi ze dwa razy jak strzepywał z nich coś i te przestały płonąć. Po chwili to samo stało się z jego rękami aż do łokci. Nie żeby na serio potrzebował takiego machnięcia. Raczej po prostu popisywał się, żartował sobie. Nadmiar powagi szkodzi zdrowiu.
- To jak wysoko mam cię podnieść? - Zapytał, oblatując mężczyznę dookoła i łapiąc go pod pachy. Zaczął się powolutku wznosić do góry, by przypadkiem nie polecieć za wysoko. Nie wiedział co jego nowy znajomy planuje. Nie wiedział jakie ma moce i co może zrobić. To jednak nie było istotne. Liczyło się, że w jakiś sposób mógł mu pomóc.
Skierował swoje spojrzenie do góry, na chwilę się zatrzymując, kiedy nad nimi przeleciało kilka robotów. Kierowały się do centrum miasta, jak cała reszta. O co chodziło z tą inwazją i masowym wyrokiem śmierci?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rictor

avatar

Liczba postów : 143
Data dołączenia : 30/12/2015

PisanieTemat: Re: Marcus Garvey Park   Sob Kwi 28, 2018 6:23 pm

Rictor nie okazał po sobie ani rozbawienia, ani zirytowania tymi przesadnymi gestami - między innymi dlatego, że nie wiedział do końca czy były one naprawdę potrzebne czy też nie. Podejrzewał, że najpewniej nie, bo z jego dotychczasowych obserwacji wynikało, iż Torch najwyraźniej kontrolował swoje płomienie głównie za pomocą myśli... Ale nie planował teraz tracić następnych cennych sekund na kolejne zbędne pytania, aby utwierdzić się w tym przekonaniu lub wręcz przeciwnie. Dość już tego zrobili.
W związku z powyższym Latynos jedynie kiwnął głową na znak, że przyjął do wiadomości tę informację i zamierzał Torchowi zaufać... Przynajmniej na tyle, na ile ufał komukolwiek praktycznie obcemu, ale tego tym bardziej nie musiał dodawać na głos. Mimo wszystko przez najbliższą chwilę czekała ich współpraca, a Ric wiedział, że Fantastic Four należało do tych mniej podejrzanych ugrupowań... Pomijając może Richardsa, ale naukowcy zawsze byli problematyczni - nie potrafili zostawić w spokoju rzeczy, których nie należało ruszać. Tak czy siak mężczyzna wolał jednak działać z nimi, niż na przykład ryzykować z powiązanymi z S.H.I.E.L.D. Avengers.
- Dam ci znać, gdy będziesz się mógł zatrzymać - odparł niezbyt konkretnie na pytanie blondyna, jednocześnie pozwalając mu się podnieść. Co prawda taka pozycja nie była dla niego najwygodniejsza, lecz Ric radził już sobie w znacznie gorszych warunkach... A poza tym chyba nie mógł wybrzydzać. Ręce miał wolne, a tego właśnie chciał - cała reszta była przy tym mało znacząca.
Rictor nie lubił odrywać się od ziemi. Nie bał się wysokości, a odległość nie wpływała na jego zdolności czy samą więź z planetą, ale... Po prostu za tym nie przepadał. Czuł się pewniej mając pod stopami stały grunt albo przynajmniej podłogę jakiegoś budynku, cokolwiek podobnego. Lot był zbyt nieprzewidywalny, szczególnie wtedy, gdy musiało się w jego trakcie polegać na innej osobie. Gdyby sam potrafił się unosić, zapewne podchodziłby do tego inaczej.
Zwisając sobie teraz w uchwycie Torcha Latynos starał się o tym nie myśleć. Skupił się na ocenianiu osiąganej przez nich wysokości oraz przede wszystkim tego, jak daleko sięgał jego wzrok. Odczekał do momentu, gdy mniej więcej widział już granice parku, bo to przy nich zamierzał działać, uważając na to, aby nie zrobić nikomu krzywdy. O ironio, pomagało mu to, że samą swoją obecnością roboty przegoniły ludzi głębiej między drzewa i częściowo oczyściły z przechodniów ulice.
- W porządku, wystarczy - oznajmił nagle, zresztą kiedy jeszcze znajdowali się najniżej, jak tylko mógł sobie na to pozwolić. Wolał nie ryzykować tego, że maszyny zwrócą na nich uwagę... Choć zdawały się nie być zainteresowane sytuacją w powietrzu - nawet wtedy, gdy same przemieszczały się na wysokości. Było to trochę dziwne, lecz Ric nie zamierzał dyskutować z ich rozkazami, gdy działały na jego korzyść.
Kiedy tylko zatrzymali się w miejscu, mutant skierował obie dłonie w dół, trzymając je płasko i poziomo, wyjątkowo nie tworząc typowych dla siebie pistoletów z palców. W końcu nie chciał wygenerować niszczycielskich wibracji, tylko sięgnąć wgłąb, pod warstwy zabudowy miejskiej, ku gruntowi i skałom... Aby to właśnie stamtąd wyprowadzić drgania, ostrożne i kontrolowane.
Głębokie oddechy mężczyzny szybko się wyrównały, a jego oczy na moment zamknęły, gdy dostrajał się do samej ziemi. Czuł ją zawsze, stale był świadomy wypełniającej ją energii, ale teraz... To co innego. Tak naprawdę rzadko miał okazję nią pokierować, gdyż wyrządziłby w ten sposób zbyt duże szkody, ale skoro w tej chwili mógł sobie na to pozwolić - to czerpał z tego szczerą przyjemność. Nawet teraz musiał nad sobą panować, żeby nie przedobrzyć, ale to wrażenie i tak było chyba najbliższym wolności, jakie znał.
Ziemia zaczęła się poruszać. Ric dbał o to, aby jak najbardziej ograniczyć trzęsienie terenu, bo wątpił, aby miało zaszkodzić robotom, a ludziom już mogło - lecz nie był w stanie całkowicie powstrzymać drżenia, bo mimo wszystko przesuwał naraz całe masy podłoża. Praktycznie słyszał szept wypiętrzających się skał, które w końcu przebiły się przez chodniki i trawę wokół parku, nawarstwiając się szybko i budując gruby mur - głaz za głazem, coraz wyżej, nachylając się do środka, lecz cały czas zachowując ciągłość, podpierając się wzajemnie. Górne fragmenty musiały być węższe, aby nie przeciążyć całości, lecz sąsiednie kamienie blokowały się w taki sposób, że struktura nie miała jak się zawalić... Bez pomocy z zewnątrz. Na samym szczycie znajdowało się zaś niewielkie okno, mające między innymi przepuszczać powietrze.
- Ktoś to potem rozbierze - rzucił do Torcha po zakończeniu pracy, choć prawdę mówiąc w tej chwili wcale się tym nie przejmował. Najważniejsze, że wszystkie osoby w parku zostały ukryte przed robotami. Teraz jeszcze tylko pomóc całej reszcie miasta. I innym też. I pozbyć się tych maszyn. I możliwie dopaść ich twórcę... Ric chętnie zrobiłby to w stylu X-Force, ale pewnie sprowadziłoby to więcej kłopotów.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Human Torch

avatar

Liczba postów : 125
Data dołączenia : 06/07/2012

PisanieTemat: Re: Marcus Garvey Park   Sro Maj 02, 2018 6:11 pm

Taka odpowiedź zdecydowanie była najlepsza. Gdyby Rictor próbował mu powiedzieć, że ma się zatrzymać po iluś tam metrach, Johnny spojrzałby na niego jak na idiotę. Bo przecież nie ma miarki w oczach. Skąd miałby wiedzieć kiedyś będzie, na przykład, dwadzieścia metrów nad ziemią? Mężczyzna będzie miał dobry widok w dół, więc sam będzie najlepiej wiedział kiedy będą na odpowiedniej wysokości. Wtedy będą mogli się zatrzymać, jak tylko Torch dostanie znak, że ma to zrobić.
W końcu Latynos dał mu znać i blondyn zatrzymał się w powietrzu. Nie za wysoko. Miał nadzieję, że żaden z robotów nie zwróci na nich uwagi. Istniało takie ryzyko choć maszyny koncentrowały się na zwykłych przechodniach. Być może w powietrzu byli więc bezpieczniejsi. Dopóki nie atakowali Sentineli. To na by ściągnęło na nich ogień. A wtedy mieliby problem. I to całkiem spory.
Z zaciekawieniem przyglądał się jak mężczyzna wyciąga ręce w dół i rozkłada płasko dłonie. Był ciekaw co takiego miał zamiar zrobić. Jaką miał moc. Bo jakąś na pewno miał. I zaraz dowie się jaką. Powoli ziemia zaczęła się trząść. Chodnik pękał, a ziemia się wypiętrzała do góry. Rictor budował ścianę z ziemi. A raczej kopułę. Wyglądało to świetnie. Płomyczek zdecydowanie był pod wrażeniem takiej zarąbistej mocy.
- Gościu, ale masz zajefajną moc! - odezwał się wyraźnie podekscytowanym głosem. - Jesteś zupełnie jak ten... Widziałeś bajkę Awatar: Legenda Aanga? Tam były narody władające żywiołami i jeden naród władał ziemią. Nie wszyscy, tylko niektórzy to potrafili. - Zaczął nawijać, wylatując z kopuły i stawiając Rica na ziemi, między resztą drzew, by Sentinele nie zwróciły na nich uwagi. - Fajnie gdybyś też widział dzięki tej mocy, tak bez wzroku. Główna bohaterka używająca ziemi tak miała. Była niewidoma, ale "widziała" dzięki połączeniu z ziemią. - po postawieniu mężczyzny na ziemi, Johnny wyłączył chwilowo ogień. Rozejrzał się po okolicy. Chwilowo jego nowy kolega powinien być bezpieczny.
- No dobra. Poradzisz sobie już beze mnie, nie? To ten, uważaj na siebie i daj z siebie wszystko. - klepnął go w ramię po czym odleciał, przechodząc w swoją ognista formę.

z/t x2
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Marcus Garvey Park   

Powrót do góry Go down
 
Marcus Garvey Park
Powrót do góry 
Strona 4 z 4Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4
 Similar topics
-
» Park Promnitz
» Park Tiergarten
» Zrujnowany park
» St. James's Park

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Midgard :: Stany Zjednoczone Ameryki :: Nowy Jork-
Skocz do: