Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Foxwoods Theatre

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Herr Kleiser

avatar

Liczba postów : 146
Data dołączenia : 04/07/2012

PisanieTemat: Foxwoods Theatre   Czw Gru 05, 2013 8:08 pm



Avengers, the musical. Dla niektórych może to wydawać się dość dziwnie, że całkiem niedawny ewent z realnego życia, który przyniósł miastu wiele zniszczeń i strat w ludziach, został zaadaptowany do formy teatralnego występu. Ale właśnie w ten oto sposób, mieszkańcy Nowego Jorku chcieli odwdzięczyć się swoim nieustraszonym obrońcom, za uratowanie ich przed całkowitą anihilacją z rąk pozaziemskich najeźdźców. Pragnęli uhonorować zwycięstwo bohaterskich Avengersów, w przyjemnej i łatwo przyswajalnej formie, żeby nawet najmłodsi spośród widzów, mogli poznać ich zasługi dla miasta, jaki całego świata. Właśnie tak, przekaz towarzyszący całemu spektaklowi był prosty, do tego śpiew i taneczne pokazy pozwalają chwilowo zapomnieć o życiowych dramatach. Właśnie tego było trzeba Nowojorczykom, chwili wytchnienia od żałoby, po utraconych krewnych i przyjaciołach, którzy ponieśli tragiczną śmierć pod gruzami walących się wieżowców. W dniu premiery nie brakowało entuzjazmu oraz radosnych uśmiechów, pozytywna energia zdawała się emanować z każdego zakamarku teatru Foxwoods, wszyscy byli wyjątkowo podekscytowani tym co wkrótce zobaczą. No, może nie wszyscy, bo wśród przemieszczających się tłumów można było wychwycić pojedynczych malkontentów, którym najwyraźniej nie podobała się koncepcja musicalu, albo rosnąca popularność Avengersów, w końcu na Ziemi obok heroicznych bohaterów, żyją też ich odwieczni wrogowie. Szaleńcy, psychopaci, super złoczyńcy, dla których sianie zamętu na świecie to chleb powszedni. O tak, nie każdego cieszył triumf Avengersów, zwłaszcza tych, którzy trzymali z ich kosmicznymi oponentami. Akurat tak się złożyło, że to właśnie jego rasa ucierpiała w trakcie zeszłorocznych zawieruch, więc dzisiejsze przedstawienie, będzie mu jedynie przypominać o druzgocącej porażce, jaką poniosła cała armada Chitauri. Oczywiście nie był to dla niego żaden powód do zachwytu, wręcz przeciwnie. Dla rozładowania narastającej frustracji, mógł właściwie urządzić krwawą łaźnie dla fanów tej nieznośnej grupki dobroczyńców, wyrżnąć ich popleczników, zamiast obejrzeć poświęcony im musical, ale miał już inne plany na dzisiejszy wieczór. Z każdym kolejnym dniem zbliżająca się zima dawała o sobie coraz bardziej znać, z ciemnych chmur łagodnie opadały białe płatki, pokrywając ulice Manhattanu cienką warstwą, iskrzącego się w świetle ulicznych latarni, śniegu. Ogólnie warunki pogodowe były na tyle optymalne, że nie sprawiały większych problemów podczas prowadzenia auta, wycieraczki zgarniały białe drobiny z przedniej szyby, reflektory oświetlały ulice, ale on wciąż prowadził jak maniak, z prędkością nieco wyższą od dopuszczanej normy. Mknął czarnym Mercedesem, póki nie znalazł pustego miejsca parkingowego w pobliżu budynku teatru. Aż dziw że nikogo po drodze nie potrącił, ale to może jeszcze nadrobić przy powrocie. Tak, nie cieszył się najlepszym humorem, ale starał się tego nie okazywać w typowy dla siebie sposób. Zamiast napinać mięśnie twarzy, szpecąc ją ponurymi grymasami, zaczerpną kilka wdechów i spokojnie wszedł do środka, nie okazując żadnych głębszych stanów emocjonalnych. Zostawił płaszcz w szatni, znalazł swoje miejsce w przednim rzędzie na balkonie i cierpliwie czekał, aż przedstawienie się zacznie. Przy okazji wymieniał się tekstowymi wiadomościami ze swoim pierwszym oficerem.
- Ist alles bereit?
- Jawoll.


Ostatnio zmieniony przez Herr Kleiser dnia Pią Gru 06, 2013 1:01 pm, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Amora

avatar

Liczba postów : 103
Data dołączenia : 16/07/2013

PisanieTemat: Re: Foxwoods Theatre   Czw Gru 05, 2013 10:21 pm

- The Avengers. – Mruknęła cicho z niejakim obrzydzeniem zerkając na olbrzymi plakat przedstawiający grupę młodych aktorów poprzebieranych w beznadziejne kostiumy, którzy uśmiechali się sztucznie do widza. Co za idiotyzm. Żeby robić musical o kimś tak, tak… Amora wolała nie kończyć tej myśli. Zacisnęła tylko dłoń na swoim czarnym puzderku i poprawiła pończochę zsuwającą się z jej uda. Gest mógł wydać się obsceniczny, ale who cares? I tak każdy się na nią patrzył.
Po co ona tutaj w ogóle przyszła? Tylu ludzi…Obrzydliwe, tłuste krowy w za ciasnych sukienkach i starzy, nieatrakcyjni faceci w przykrótkich spodniach. Typowe dla klasy średniej, która chce się za wszelką cenę odchamić. A bilety na spektakl pewnie otrzymali w gratisie za zrobienie zakupów powyżej stu dolców w jakimś tanim supermarkecie. Dziewczyna zdusiła w sobie prychnięcie i skierowała się w stronę schodów prowadzących do głównej Sali. Musical zaraz miał się rozpocząć, a ona jeszcze nie zajęła miejsca. Jak to się stało, że się tutaj znalazła? Po pierwsze, jej obecny prawie-że-partner kupił jej dwa bilety na dzisiejszy wieczór, a że sam nie mógł iść, to Amora stwierdziła, że to będzie dobra okazja do poznania kogoś ciekawego. Skoro to spektakl o superbohaterach, to może jakiegoś spotka? Albo jeszcze lepiej. Może spotka wyjątkowo interesującego młodego człowieka z jeszcze bardziej interesującym wyciągiem z konta? Jak na razie nikogo takiego nie zauważyła, mimo to cały czas bacznie obserwowała mężczyzn mijających ją i rzucających jej perfidne uśmieszki. To, że przyszła tu sama nie znaczy, że każdy może się na nią bezczelnie gapić. Najchętniej wyszłaby stąd, ale cóż, miała małą misję do wykonania. Gdyby się nie udało to ma plan awaryjny. W jej ślicznym puzderku tkwi karta kredytowa pewnego znanego miliardera w Ameryce. Więc w razie czego jest zabezpieczona - jeżeli polowanie się nie uda. Uśmiechnęła się na tę myśl i weszła do głównej Sali, gdzie lada moment rozlegną się pierwsze akty cudownej twórczości jakiegoś schizofremika, który ten badziew napisał. Poprawiła włosy – blond fale opadały jej kaskadą na gołe plecy, a czarna, dopasowana sukienka przed kolano opinała jej zgrabne ciało. Szpilki od Louboutin’a stukały głośno o wypastowaną posadzkę, gdy ta obrzuciła wygłodniałym wzrokiem ogromne pomieszczenie. Oho, spojrzenie jej padło na balkon nieopodal. Uszyła w tamtym kierunku, tak naprawdę nie zwracając uwagi na to kto się wokół znajduje. Zauważyła wolny pierwszy rząd. Jeżeli ma już obejrzeć ten dramat to z jak najlepszego miejsca. Już, już dopadła wolne miejsce, ale zaraz. Ktoś ją ubiegł. Blondynka zmaszczyła gniewnie brwi i rzuciła wymowne spojrzenie mężczyźnie, który akurat pisał wiadomość tekstową do kogoś. Amora odchrząknęła cicho i nie zwracając na niego zbytnio uwagi przeszła obok niego, a w sumie tuż przed nim, nieznacznie ocierając się o jego nogi, niczym wygłodniała kotka i zajęła miejsce obok niego, które sobie wcześniej wypatrzyła. I nie ma zamiaru go opuścić. Założyła nogę na nogę i zerknęła z ukosa na towarzysza po jej prawicy. Hm, nie był taki zły. Trochę chyba zbyt zadufany w sobie, ale i z takim sobie poradzi.
- Przepraszam, Pan także uwielbia Avengersów? – Zagadnęła go, bo rozmowę przecież trzeba jakoś zacząć, uśmiechając się przy tym naprawdę uroczo, jak na nią. Lustrowała uważnie jego twarz, a w jej głosie było słychać…pewną pogardę. Wygładziła brzeg sukienki i tak naprawdę tylko czekała na odpowiedź faceta z telefonem.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Herr Kleiser

avatar

Liczba postów : 146
Data dołączenia : 04/07/2012

PisanieTemat: Re: Foxwoods Theatre   Czw Gru 05, 2013 11:45 pm

Starał się jak mógł, ale gdy przedstawienie w końcu się zaczęło, gdy widzowie gwarnie powitali przebranych aktorów na teatralnej scenie, to nie mógł dłużej tłamsić w sobie nagromadzonej złości. Chociaż z wyglądu aktorzy nie przypominali zupełnie osoby, w które starali się wcielić, to ich kostiumy, mimo wszystko budziły w nim dość niepożądane emocje. Zwłaszcza farbowany na blond mężczyzna, odgrywający role Steve'a Rogersa. Kombinacja takich kolorów jak błękit, czerwień i biel, działały na nim "pobudzająco"... żeby nie było w najgorszym znaczeniu tego słowa. Za sprawą marnej imitacji Kapitana Ameryki, na nowo przeżywał czasy drugiej Wojny Światowej, w formie łańcuszka wspomnień. Niezbyt przyjemne momenty, gdy za sprawą wspomnianego bohatera, doznawał najróżniejszych uszczerbków na ciele, począwszy od rozpołowienia tarczą i kończąc na nuklearnej eksplozji. Tak, przez lata wojennych okrucieństw był dla niego niczym sól, wtarta w otwartą ranę, więc jego nienawiść do Kapitana była jak najbardziej uwarunkowana. Gdyby nie on, to Ziemia byłaby napromieniowanym Edenem, w którym rozwijałoby się nowe życie, ale nie, wszelkie starania, knowania, intrygi, wszystko na marne za sprawą jednego... człowieka. Do tego wrócił z martwych. Po prawie siedmiu dekadach spokoju, znów o nim słyszy, żywa zmora, która znów będzie stać mu na przeszkodzie do stworzenia nowego świata. Będzie musiał tym razem rozprawić się z nim raz, a dobrze. Z nadmiaru emocji tęczówki oczu zajarzyły mu się chłodnym błękitem, a pytanie nieznajomej kobiety dorzuciło przysłowiowej oliwy do ognia, nie tyle znaczenie samego pytania, co użyte w nim słowo, AVENGERS. Już miał ochotę wydać SMS'em odpowiednie rozkazy i zakończyć tą farsę, ale musiał trzymać się ustalonego planu. Schował telefon do kieszeni i zwrócił się do blond damy, mając nadzieje, że rozmowa z nią odciągnie jego myśli od Pana Rogers'a, zanim jego dłonie zamienią się w ostre szpony.
- Może to wydać się dość nietypowe, zważając na przeważającą liczbę ich wielbicieli, ale nie. Nie uwielbiam, nie czcze, nie snuje o nich erotycznych fantazji. Mam ku temu swoje powody.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Amora

avatar

Liczba postów : 103
Data dołączenia : 16/07/2013

PisanieTemat: Re: Foxwoods Theatre   Pią Gru 06, 2013 8:10 am

Przedstawienie już się zaczęło. Światła pogasły, tworząc w ten sposób cudowną aurę ciemności i intymności. Amora cały czas bacznie przyglądała się Kleiserowi, chociażby po to by obserwować jego przyjemną [No cóż, mimo wszystko był przystojnym mężczyzną] twarz oraz reakcje, które występowały na niej, podczas oglądania musicalu. Dziewoja w kusej sukience również na chwilę czy dwie odwróciła wzrok by móc napawać się ogólną atmosferą tego miejsca jak i by zobaczyć naszych ukochanych aktorów, którzy wcielali się w bohaterów, których sama poszukiwała. Jej wzrok przebiegł po twarzach poszczególnych mężczyzn, kobiety ją zupełnie nie interesowały. Fakt, faktem dłużej zatrzymała się przy tym, który wcielał się w Lokiego. Uśmiechnęła się nikle, zupełnie tak jakby cała sytuacja ją bawiła. Tak jak myślała gra aktorska równała się zeru, chociaż pan grający Kapitana mimo włosów pofarbowanych na blond starał się jak mógł. Stwierdzając, że na razie jej starczy oglądania spojrzeniem wróciła do towarzysza. Znów przybrała ten uroczy wyraz twarzy i przyglądała mu się z nieskrywanym zainteresowaniem. Klasnęła w dłonie słysząc jego słowa, które w tym momencie były niczym słodka kompozycja chopinowska.
- Och, co za zbieg okoliczności. – Mówiąc to uniosła brwi. – Ja też prawdę mówiąc za nimi nie przepadam, chociaż nie pogardziłabym takim Starkiem. – Zaśmiała się dźwięcznie, bo w sumie to była racja. Tony to idealny facet, którym mogłaby się zająć. Przystojny no i…bogaty. Dalej trwałaby w dziwnych marzeniach, gdyby nie piosenka, którą akurat wykonywali aktorzy.
- Rozumiem jednak, że nie przyszedł tutaj Pan, by dostać autograf od gwiazd. Zatem? Jeżeli mogę Pana zapytać, co robi Pan tutaj pośród wielbicieli super bohaterów, pośród tłumu, w którym może znajdować się ktoś, kto faktycznie brał udział w opisywanej walce? – Mówiąc to kobieta bezczelnie nachyliła się w stronę jegomościa, z którym prowadziła konwersację i przymknąwszy oczy rozchyliła nieco usta czekając na jakąśkolwiek reakcję.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Herr Kleiser

avatar

Liczba postów : 146
Data dołączenia : 04/07/2012

PisanieTemat: Re: Foxwoods Theatre   Pią Gru 06, 2013 2:16 pm

Za pośrednictwem muzyki, śpiewu oraz tańców, aktorzy przekazywali widzom mocno wyogólniony obraz batalii między dwoma światami, pozbawiony nadmiernej ilości przemocy i wzbogacony wątkami komicznymi, które miały na celu osłodzić gorycz w sercach ocalałych Nowojorczyków. Chociaż osobom, które ucierpiały w trakcie walk, tracąc jedną, albo dwie kończyny, oraz całe swoje rodziny, nie było im aż tak do śmiechu, gdy wspomnieniami wracali do przepełnionych bólem chwil. Życiową tragedie obrócono w komedie, krzyki cierpienia oraz rozpaczy zastąpiono przezabawnymi gagami, czy tak wypada? Równie dobrze mógł postać musical o zamachu terrorystycznym z jedenastego września. Cóż, tak czy inaczej kontrowersyjna sztuka teatralna nie doczeka się negatywnych recenzji od krytyków, już on tego dopilnuje, żeby pozostała część spektaklu zaczęła odwoływać się do realnych zdarzeń. Wrzaski przedśmiertnej agonii oraz niszczycielskie eksplozje, właśnie tego brakowało.
- Powiedzmy, że chce całe przedstawienie bardziej urealistycznić. Musical Avengersów opowiada o walce, toczeniu bitwy, a czym byłaby bitwa bez krwi i ognia? Niczym, dla tego pragnę pomóc pozostałym widzom lepiej uzmysłowić towarzyszące temu wydarzeniu okrucieństwo. Niech tragedia pozostanie tragedią, bo przy wprowadzeniu elementów humorystycznych, wychodzi żałosna farsa. - Na swój sposób był wobec nieznajomej wyjątkowo szczery, praktycznie zdradził jej swoje nikczemne zamiary, chociaż równie dobrze mogła je uznać za rodzaj żartu. Zresztą wkrótce się przekona co miał na myśli, ona i cała reszta widzów.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Amora

avatar

Liczba postów : 103
Data dołączenia : 16/07/2013

PisanieTemat: Re: Foxwoods Theatre   Nie Gru 08, 2013 6:01 pm

Przez cały czas blondynka rozglądała się uważnie w poszukiwaniu być może prawdziwego Avengersa. O przecież tak bardzo chciała spotkać Thora osobiście. Najlepiej dziś, zaraz. Tęsknym wzrokiem ogarnęła aktora, który wcielał się w ów postać. Był żałosny. Amora wykrzywiła wargi i powróciła myślami i spojrzeniem jasnych ocząt do Kleisera, który najwidoczniej się rozgadał. Wysłuchała go jednocześnie badając jego twarz i resztę ciała, postury. Gdyby nie to, że wydawał się jej ciut szalony pewnie szybko by go uwiodła. Ale to o czym mówił było nad wyraz ciekawe. Nie była przy wydarzeniach, które tak naprawdę rozgrywały się na scenie. Nie wie jak to wszystko przebiegało, ale na pewno nie wyglądało to tak jak na scenie. Uśmiechnęła się delikatnie, już szczerze.
- Rozumiem. Chce się Pan zabawić w reżysera. Wykreować nową wersję zdarzeń, tak? Chce Pan usłyszeć krzyki i poczuć krew? To naprawdę ciekawe i myślę… - Tutaj położyła dłoń na udzie Kleisera. Cóż za śmiały gest, oho. Mógł poczuć przyjemny dreszczyk, który zapewne przebiegł przez jego całe ciało. Tym razem posłała mu słodki uśmiech i zmrużyła oczy.
- Myślę, że mogłabym się Panu przydać. – Dokończyła szeptem, bo jakaś pani za nimi fuknęła na Amorę, że ta za głośno mówi. W odpowiedzi posłała jej pełne wyrzutu spojrzenie – miała ochotę również pokazać jej środkowy palec, tak jak to robią Amerykanie. Powstrzymała się jednak, bo wulgarna to ona nie jest.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Herr Kleiser

avatar

Liczba postów : 146
Data dołączenia : 04/07/2012

PisanieTemat: Re: Foxwoods Theatre   Nie Gru 08, 2013 8:26 pm

Cóż, podobnie jak w przypadku Ziemskich drapieżników, wyjątkowo źle znosił, gdy ktoś bezczelnie naruszał jego osobistą przestrzeń. Może lwy należą do rodziny kotowatych, ale nie są tak samo potulne jak ich udomowieni krewniacy, prędzej rzucą się do ataku, zamiast dać się pogłaskać. A on właśnie był takim drapieżnikiem, czai się, poluje, żeruje na słabszych istotach, ale zważając na fakt, że spośród tylu fanów, znalazła się osoba podzielająca jego niechęć do grupy Avengersów, to nieznajoma nie straci dłoni za to, że znalazła się w niewłaściwym miejscu. Zresztą kobieta wydawała się różnić się od reszty towarzystwa, pod wieloma innymi względami, co wzbudziło jego ciekawość. Kim tak naprawdę była i czy przyszła tylko obejrzeć spektakl, czy tak samo jak on, narozrabiać? Niestety, brakowało warunków do prowadzenia swobodniej rozmowy, bo każdy co chwile zwracał im uwagę i próbował uciszyć. Małostkowi, żałośni ludzie, zaślepieni własną arogancją, pozbawieni pokory. Trzeba będzie uświadomić im ich miejsce w łańcuchu troficznym wszechświata. Przedstawienie trwało w najlepsze, a rozbawiona hołota przyglądała się poczynaniom aktorów z coraz większym zainteresowaniem. Z każdym kolejnym aktem, przejściem do następnej sceny, zbliżał się moment, w którym oznajmi nowojorczykom, oraz reszcie ludzkości, swoje przesłanie, że koniec ich marnej egzystencji jest nieuniknionym faktem. Ogólnie na świecie nie brakuje aktów przemocy, terroryzmu, zbrojnych konfliktów, dla tego był zmuszony posłużyć się innymi środkami przekazu, żeby nie powiązano dzisiejszego ataku z Al-Ka'idą, albo porównano do masakry w kinie Aurora. Musi zostawić swoją "wizytówkę" i pokazać że prawdziwy wróg wolnego świata wciąż istnieje. Ogólnie wszystko miało przebiec szybko i sprawnie, realizowanie ściśle określonego planu punkt po punkcie, ale gdy nieznajoma zaproponowała swoją chęć pomocy, to czemu nie wprowadzić drobnych zmian? Kto wie, może w takim układzie cała operacja prócz osiągnięcia wyznaczonego celu, da im jeszcze czas, żeby zabawić się kosztem zgromadzonej publiczności. Wysłał do swojego pierwszego oficera wiadomość z treścią "Kristallnacht" i wyciągną z wewnętrznej kieszeni marynarki niewielkie ustrojstwo, które przypominało radiowy detonator, uruchamiający zapalnik w ładunku wybuchowym (coś w tym stylu). Akurat przedstawienie doszło do momentu, w którym teatralni przebierańcy robią pogrom wśród karykaturalnych Chitauri.
- Można by to tak ująć. Dzisiejszego wieczoru mieszkańcy Nowego Jorku długo nie zapomną, a o musicalu będzie słychać w całym kraju. - Wręczył kobiecie detonator.
- Proszę, niech tobie przypadnie zaszczyt rozpoczęcia nowego spektaklu, sztuki równie prawdziwej co samo życie, bo zamiast desek teatralnej sceny, zostanie rozegrane na ulicach Manhattanu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Amora

avatar

Liczba postów : 103
Data dołączenia : 16/07/2013

PisanieTemat: Re: Foxwoods Theatre   Nie Gru 08, 2013 9:45 pm

Tak naprawdę Amora nie straci dłoni bo jest cholernie seksowna. No i wiedziała gdzie dokładnie ją położyć. Mimo wszystko Kleiser był mężczyzną, więc to musiało zadziałać, tak? Faktycznie, z każdą minutą przedstawienia ludzie i nie-ludzie siedzący na widowni śmiali się coraz głośniej, komentowali co poszczególne sceny, gagi i teksty. Amora zmarszczyła brwi i powiodła wzrokiem po tych marnych istotach, których lada chwila a spotka marny los, oj marny. Na samą myśl uśmiechnęła się pogodnie do swojego towarzysza, którego imienia nawet nie znała i dotknęła palcem wskazującym swych ust. Ciekawiło ją to, co faktycznie mężczyzna zamierza. I dlaczego tak bardzo nienawidzi Avengersów. Bo w sumie, ona również ich ‘hejciła’, no ale ona miała powód. I to dość poważny. Może miał jakieś zatarczki z którymś z superbohaterów? Tylko z kim? Zerknęła na niego ponownie i zamyśliła się. Chyba nie z Wdową, nie wyglądał jej na typ kobieciarza. No cóż, tego dlaczego Kleiser chce ich unicestwić dowie się w najbliższym czasie.Bo właśnie zawarła z nim niepisany pakt. Tylko kto z nich jest przysłowiowym diabłem? Z rozmyślań wyrwał ją ponownie głos jej nowego partnera w ‘interesach’. Spojrzała najpierw na niego, potem na to małe, dziwne urządzenie, które spoczęło w jej dłoni. Jak już wcześniej wspomniałam Amora nienawidziła technologii, tych głupich telefonó1), komputerów i właśnie takich…takich detonatorów. No cóż, jak zauważyła ów przedmiot miał doprowadzić do śmierci wielu, niewinnych ludzi. Ludzi, którzy posiadali rodziny, żony, matki, dzieci, mężów i tak dalej. Którzy mieli swoje życie, swoją pracę,szkołę i inne zajęcia. Byłoby naprawdę smutno gdyby ktoś, nagle pozbawił ich życia, gdyby ktoś przerwał nagle cienką nić, jaką jest życie. I oto ona, Amora, cudowna kobieta, bogini przetnie ów granicę pomiędzy życiem a śmiercią. Pysznie. Westchnęła głęboko i niczym mała dziewczynka posłała uśmiech pełen uwielbienia w stronę Herra. Zrobiło jej się gorąco, na policzki wystąpiły rumieńce, a oczęta skrzyły się milionem odcieni błękitu. Trzymała pewnie to cholerne ustrojstwo i najpierw delikatnie opuszkiem kciuka przesunęła po włączniku, zupełnie jakby go badała.
- Och, nie wiem czy powinnam. W końcu to był Twój plan. – Uśmiechnęła się jeszcze szerzej, mile połechtana, ale detonatora mu nie oddała. To był naprawdę uroczy wieczór. Nie dość, że poznała wyjątkowego faceta, to jeszcze zrobi coś naprawdę wspaniałego dla Asgardu. Dla Lokiego. Nie czekając ani chwili dłużej aktywowała detonator, jednocześnie nachylając się znów w stronę Kleisera.
- I teraz co się stanie? – Szepnęła, muskając delikatnie wargami płatek jego ucha. Głos miała kojący, słodki, wręcz anielsko przyjemny. Oczywiście czekała z niecierpliwością na przebieg kolejnych wydarzeń. Podekscytowana nie mogła usiedzieć w fotelu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Herr Kleiser

avatar

Liczba postów : 146
Data dołączenia : 04/07/2012

PisanieTemat: Re: Foxwoods Theatre   Pon Gru 09, 2013 2:07 am

Płeć w jego przypadku była dosyć sporną kwestią, w końcu jako zmiennokształtny przybysz z innego świata, jego fizjologia działała w oparciu o zupełnie inne zasady oraz związki chemiczne, od tych występujących w organizmie człowieka. Można jeszcze całą masę innych różnic powymieniać, ale wszystko sprowadza się do jednego. Nie należy go odbierać, czy oceniać w ludzkich kategoriach, bo taki sposób rozumowania nie doprowadzi do żadnych przydatnych konkluzji. Głęboki gorset, krótka kiecka, feromony, może to wystarczy, żeby przykuć uwagę samca z gatunku homo sapiens, ale on, cóż, w swojej prawdziwej formie przypomina przerośniętą stonogę. Wyznaje odmienny kanon piękna, nie oparty o proporcje ludzkiego ciała. No, ale niby jakim sposobem blond damulka miałaby to wiedzieć? Że pod w miarę przystojną aparycją mężczyzny po czterdziestce, kryje się najprawdziwsza bestia? Nie po to przyjmuje wygląd zasymilowanej osoby, żeby otwarcie rozpowiadać kim tak naprawdę jest. Poniekąd był jak ci marni aktorzyni na scenie, tyle że dysponował lepszymi "kostiumami". Gdy detonator, uruchomiony naciśnięciem przycisku przez Amore, zaczął wysyłać swój sygnał tam gdzie trzeba, na jego twarzy pojawił się wyraz rozbawienia, uśmiechną się z myślą o dramacie jaki zaraz się rozegra.
- A teraz odpręż się i naciesz się spektaklem. - Przydałby się popcorn... I bum! Odgłosy eksplozji rozchodziły się po sali, niewielkie ładunki bliżej nieznanej substancji, wybuchały pod siedzeniami niektórych widzów, jeden po drugim, wyrzucając w powietrze rozstrzępione ciała oraz kłęby błękitnego ognia. Wzmocnione obcą technologią bomby siały spustoszenie dookoła nich, zamieniając rzędy siedzeń w płonące pobojowiska. W jednej chwili irytujący ich tłum znacznie się przerzedził, odgłosy zachwytu oraz śmiech szybko zastąpiły krzyki i wrzaski. Oczywiście bomby były rozmieszczone nie przypadkowo, więc akurat oni nie mieli czego się obawiać, najwyżej spadnie na nich fragment czyjegoś ciała, oko, ręka, sylikonowa wkładka... Pewnie połowa dziewcząt obecnych na widowni, postanowiła poprawić dzieło Matki Natury... To była tylko pierwsza faza planu, polegająca na oczyszczeniu przestrzeni z osób, które stworzyłyby zbyt duże zamieszanie, tłumnie pchając się w stronę wyjść jak spłoszone bydło. Prawdziwy show miał dopiero się zacząć. Za kulisami sceny można było usłyszeć pojedyncze serie strzałów, oddanych z broni automatycznej, jakby ktoś próbował pozbyć się części zbędnych pracowników, a pozostałych zastraszyć, sterroryzować. Po chwili na scenę zostali wyprowadzeni aktorzy odgrywający role członków drużyny Avengersów, w towarzystwie ich oprawców. Odziani w czarne, kevlarowe pancerze żołnierze, z gazowymi maskami i znakami swastyki na przedramionach, ustawili przebierańców w jednym rzędzie, szykując ich do przeprowadzenia brutalnej egzekucji na tle rozwieszonej bandery wojennej Trzeciej Rzeszy. Żeby wieść o tym druzgocącym ataku dotarła do mediów, jeden z napastników zajął się nagrywaniem całego zdarzenia (po wszystkim rzuci się filmik na YT).
- Zadowala cię same oglądanie przedstawienie, czy chciałabyś wziąć w nim udział? - I tu obdarzył swoją blond towarzyszkę szarmanckim uśmiechem. Wprawdzie rozstrzelenie prawdziwych Avengersów przyniosłoby znacznie większą satysfakcje, ale można było uznać dzisiejszy atak za formę rozgrzewki, symboliczny gest jak palenie kukły będącej czyjąś imitacją. Próba generalna, zanim będą rozważać przystąpienie do szturmu na Avengers Tower. Avengers... Mściciele... za co właściwie chcą się mścić, skoro jeszcze nic im nie odebrano, nie wyrządzono większej krzywdy? Planeta cała, ludzkość dalej dąży do samozagłady, bez udziału istot z "zewnątrz". Beznadziejna nazwa dla drużyny superbohaterów. Guardians of Earth brzmi bardziej adekwatnie do ich roli. Tak czy inaczej wstał i jak przystało na dżentelmena, chciał kulturalnie poprowadzić damę pod rękę (czy jak to się nazywa) na dół.
- Śmiało. Wyraźmy swoje niezadowolenia światu, za uformowanie tej bandy bohaterskich indywiduów. Zajmę się "Kapitanem Amerykę", mam z nim na pieńku od 1942.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Invisible Woman

avatar

Liczba postów : 149
Data dołączenia : 03/07/2012

PisanieTemat: Re: Foxwoods Theatre   Pon Gru 09, 2013 2:32 pm

Dzień przebiegał spokojnie.
Było to o tyle zaskakujące, że zazwyczaj słowa "spokojnie" i "Baxter Building" praktycznie nie miały prawa funkcjonować w jednym zdaniu, a przynajmniej nie wówczas, gdy do pierwszego z nich nie dodawało się jeszcze bonusowego "nie" na początku lub też nie umieszczało się w wypowiedzi innego rodzaju negacji. Żadnych problemów w laboratorium Reeda czy co głośniejszych sporów między Johnny'm i Benem... No i przede wszystkim: zero pilnych wezwań do nagłych wydarzeń. Nic nie próbowało się przedrzeć do ich świata, opanować go - przynajmniej jawnie - i nawet Doctor Doom zdawał się być obecnie na urlopie; dobrze dla niego.
Ktoś inny mógłby nastawić się przez to podejrzliwie i starać się dojść do źródła "problemu". Susan z kolei wolała po prostu jak najlepiej wykorzystać sytuację, wiedząc doskonale, że to źródło prędzej czy później samo znajdzie ją - czy będzie tego chciała czy też nie. Można powiedzieć, że doświadczenie już ją tego nauczyło.
Invisible Woman akurat zdążyła nadrobić odcinki jednego ze swoich ulubionych seriali i trochę poczytać, nim w końcu względna sielanka została przerwana podniesionym przez Herbie'ego alarmem. AI przechwyciło informację o odgłosach wybuchów i strzałów zarejestrowanych w jednym z teatrów na Broadway'u i natychmiast doniosło o tym Fantastycznej Czwórce. Trzeba przyznać, że zazwyczaj grupa zajmowała się nieco innymi zagrożeniami, lecz skoro mieli czas, a komputer podpowiadał, że żaden inny bohater nie skierował się jeszcze na miejsce wydarzeń, to nic nie stało na przeszkodzie, aby wkroczyli do akcji.
Sue poinstruowała Herbie'ego, aby skontaktował się przez komunikator z Benem i poinformował go o zaistniałych okolicznościach. Mimo wszystko nie poprosiła sztucznej inteligencji o pilne wezwanie przyjaciela; wiedziała, że ten wyszedł na spotkanie z Alicją, a była świadoma tego, jak bardzo mu na tym zależało... I na niej. Chciała tylko, aby Thing miał się na baczności na wypadek, gdyby potrzebowali jego pomocy.
Oglądający telewizję Johnny nie otrzymał od niej z kolei żadnej taryfy ulgowej - nie, żeby jej zwykle wymagał, przynajmniej pod tym względem. Akurat do bohaterskich interwencji niemalże zawsze był chętny - z tych czy innych powodów...
Ostatnią osobą do uświadomienia był oczywiście Reed - przeprowadzający właśnie w swym laboratorium eksperyment, którego szczegółów Sue nawet nie chciała poznać. Przyjęła do wiadomości jedynie tyle, iż bezpieczne przerwanie procesu wymagało chwili - a że nie mogli sobie pozwolić na zwłokę, to Mister Fantastic zobowiązał się dołączyć do pozostałych już na miejscu.
Tak więc Invisible Woman i Human Torch wyruszyli na własną rękę drogą powietrzną - i to w dodatku tą z rodzaju najbardziej naturalnych, bo bez użycia odrzutowca czy jakiejkolwiek innej maszyny. Podróż nie zajęła długo, więc już wkrótce potem oboje znaleźli się ponad rzeczonym teatrem. Susan - która otaczała się przylegającą do ciała osłoną, aby móc latać, bonusowo ochraniając się w ten sposób przed potencjalnymi niebezpieczeństwami - zadbała także i o to, aby jeszcze po drodze uczynić zarówno brata, jak i siebie niewidzialnymi. Nie tylko zmniejszało to liczbę świadków, ale i wzmacniało szansę uzyskania efektu zaskoczenia. Same plusy - w jej mniemaniu.
W innych okolicznościach Sue poświęciłaby chwilę, aby lepiej zorientować się w sytuacji, lecz wybuchy i strzały oznaczały, iż ludzkie życia nawet nie tyle znajdowały się w niebezpieczeństwie, co najwyraźniej były już wręcz tracone. Z tego właśnie powodu kobieta szybko odnalazła spojrzeniem spore otworzone okno i natychmiast się ku niemu skierowała, jednocześnie przemawiając do brata przy użyciu komunikatorów:
-Wchodzę do środka, uważaj na siebie- z tymi słowami znalazła się już we wnętrzu budynku - wysoko ponad całym panującym w nim zamieszaniem. W pierwszej chwili dosłownie nie wiedziała gdzie powinna skierować wzrok; od razu była jednak w stanie ocenić, że sporo osób zostało rannych lub gorzej. Przez głowę przemknęła jej myśl czy mogłaby wyprowadzić ofiary pod powłoką niewidzialności, lecz było ich zbyt wiele, aby oprawcy mieli nie zauważyć ich zniknięcia - poza tym inni potrzebowali pomocy równie pilnie.
Przede wszystkim blondynka otoczyła niezauważalną tarczą aktorów zgromadzonych na scenie; wyglądali na następne cele agresji. Skupiła się na tym, aby jej osłona była wytrzymała; chronienie ludności stanowiło w końcu podstawę. Jej drugim ruchem było zabranie się za rozsadzanie od środka broni trzymanej przez przeciwników. Wykorzystywała przy tym sprawdzoną metodę: tworzyła we wnętrzu sprzętu bańkę, którą szybko powiększała - niszcząc obiekt. Niestety nie mogła unicestwić w ten sposób wszystkich broni jednocześnie, ale po kilka sztuk na raz już owszem.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Amora

avatar

Liczba postów : 103
Data dołączenia : 16/07/2013

PisanieTemat: Re: Foxwoods Theatre   Pon Gru 09, 2013 4:44 pm

No cóż, Amora nie wie jak wygląda Kleiser jako nie-człowiek, nie myślała nad tym. Mimo wszystko była boginią, kobietą o nad wyraz interesującej aparycji, toteż Herr nie powinien być obojętny. Nie powinien bo w każdym spojrzeniu Amory czuć odrobinę magii. Nieważne, teraz miało się rozegrać wybuchowe przedstawienie. Przez ten cały czas, od momentu uruchomienia detonatora na twarzy dziewoi kwitł coraz śmielszy i dzikszy uśmiech. Miała ochotę zaklaskać, gdy usłyszała pierwszy wybuch gdzieś w okolicach pierwszych rzędów. Metaliczny zapach krwi momentalnie dotarł do jej nozdrzy. Ta niczym niezrażona wciągnęła go podekscytowana, niczym boskie perfumy od Chanel. Nie zwróciła nawet uwagi na dłoń leżącą nieopodal jej stopy. Zafascynowana patrzyła na strumienie juchy, wybuchającej zupełnie jak gejzer. Latające członki, kończyny, strzępy sukieniek kupionych na wyprzedażach, krzyki i wołania o pomoc. Dodatkową atrakcją na pewno było mini – show odgrywające się na deskach sceny. Żołnierze, w bojowym szyku z niemiecką precyzją ustawili aktorów grających bohaterów. Ich znaki – malutkie swastyki migotały tylko złowieszczo na silnych przedramionach mundurowych. Widok zapierał dech w piersiach. Zaśmiała się dźwięcznie widząc uśmiech na twarzy Kleisera, który z pewnością dodał mu uroku. Skinęła tylko blond grzywą i chwyciwszy ramię partnera wstała z gracją. Czuła się taka ważna. Niczym Eva Braun, stała u boku swego Niemca. W sumie nadawała się na typową Niemkę z okresu Drugiej Wojny Światowej. Ale to tylko taka wzmianka. Zaciekawiło ją jednak to, że ów mężczyzna tak dobrze zna najseksowniejszego Avengersa. Walka między nimi z pewnością byłaby ciekawa. Ona zadowoli się jakimkolwiek facetem. No, może nie Hulkiem. Był zbyt brzydki jak na jej gust.
Zmrużywszy oczy zauważyła, że coś niepokojącego się dzieje na scenie. Delikatnie ścisnęła ramię partnera i podbródkiem wskazała jego żołnierzy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Foxwoods Theatre   Pon Gru 09, 2013 6:47 pm

Gdy szedł sobie tak ulicami Nowego Yorku w poszukiwaniu czegoś wartego uwagi natknął się na teatr. Zwykły budynek, i za pewnie Velo by go ominął lecz usłyszał wybuch. Huk jaki wydostał się z budynku  przyciągnął jego uwagę. W pośpiechu wszedł do środka. Jego podekscytowanie zmalało po tym jak jego bystre oko wypatrzyło super bohatera, który właśnie stał pod sceną. Jednak szedł dalej i rozglądał się nad sprawcą tego zdarzenia. Usiadł na jakimś krześle po czym rozkoszował się widokiem uciekających ludzi. Jego miecz umiejscowiony na plecach lekko go uwierał, dlatego wyciągnął go i położył sobie na kolanach. Dziwne bo jego łuk wcale tak nie uwierał mimo że też przymocowany był na plecach.
Powrót do góry Go down
Human Torch

avatar

Liczba postów : 84
Data dołączenia : 06/07/2012

PisanieTemat: Re: Foxwoods Theatre   Wto Gru 10, 2013 7:48 pm

Ostatnimi czasy Baxter Building przestał być dla młodego Johnny’ego Storma „domem i bazą” a stał się tylko, no cóż, „domem”. To było naprawdę dziwnie niepokojące. Albo mu się wydawało, albo coraz więcej czasu spędzał na oglądaniu głupich filmików w internecie, przeglądania facebooka, wrzucaniu tweetów, graniu, czytaniu książek (no dobra, z tymi książkami to tylko żart, ale mina Sue była bezcenna), podpisywaniu różnych rzeczy dla kilku fanów, robieniu żartów Benowi i szykowaniu się na miejskie wypady. Budynek przestał być miejscem spotkań grupy superbohaterów, planujących kolejne kroki w trudnym zadaniu, rozwiązującym problemy itd. Był… no naprawdę, po prostu mieszkaniem z bajerami takimi jak pracownia Reeda.
Ktoś by powiedział - żyć nie umierać, ale Johnny miał dziwne wrażenie deja vu. Albo jakby cofnął się w czasie do okresu, w którym nie było jeszcze Fantastycznej Czwórki i wszyscy żyli sobie spokojnie bez mocy. To było prawie… niepokojące. A na pewno nietypowe. Human Torch po raz kolejny doszedł do wniosku, że wina może leżeć po stronie jakiegoś nagłego wzrostu liczebności superbohaterów. Nie powinno być tak, że jakoś proporcjonalnie do tego jest też więcej złoczyńców? Misji? Czegokolwiek? A tu cisza. Jak w wiadomościach pojawia się jakieś info, to albo już po fakcie, albo inna ekipa sobie zaklepuje takiego szalejącego wariata, dziwny kataklizm czy coś.
A gdzie tu miejsce dla niego? Dla człowieka czynu, potrzebującego raz na jakiś czas się wykazać? Na kanapie z tabletem w ręce przy filmikach z kotami?
Nic więc dziwnego, że młodego Storma powoli zaczynało nosić. Niespożyte pokłady energii tylko częściowo ubywały podczas imprez, wyścigów oraz ogólnie pojętego życia nocnego. A sam młody mężczyzna nie przyzna się głośno do tego, że najzwyczajniej w świecie się nudzi.
Kiedy więc Sue wyciągnęła go sprzed telewizora, ponarzekał sobie tylko trochę dla zasady, ale poza tym na misję wyruszył bez większego ociągania. Ale kiedy tylko już byli w powietrzu, trudno było mu powstrzymać rosnącą ekscytację na myśl o zbliżającej się walce. Bo – wreszcie misja! Sądząc z krótkiego opisu siostry, nie będzie to nic szczególnie ambitnego, ale zawsze coś. Pewnie jacyś terroryści, albo grupce mafiosów nie spodobało się przedstawienie w teatrze. Ogarnie się towarzystwo, wyniesie rannych i po sprawie. A zawsze lepsze to niż nudzenie się na kanapie i przeglądanie starych filmów.
Jednak po dotarciu na miejsce, strzały i wybuchy oraz panikujący ludzie wyglądali nieco poważniej niż Johnny założył. Zerknął na Sue, a potem zmarszczył brwi.
Kiedy zaś dostali się do środka…
No, to zdecydowanie wyglądało na coś większego niż niezadowolona widownia.
Human Torch szybko rozglądnął się uważniej, chcąc ocenić sytuację. Ogólnie rzecz biorąc, teatr zmienił się w małą masakrę. I to dosłownie, patrząc na wyrwy po wybuchach w miejscach, w których kiedyś znajdowały się siedzenia. Zajęte siedzenia.
Kolejną rzeczą rzucającą się w oczy była scena… z banderą Trzeciej Rzeszy i aktorami przygotowywanymi do rozstrzelania.
- Co do… Co tu się dzieje? – mruknął do siebie zdezorientowany, choć przez komunikator jego głos zapewne usłyszała także Sue.
Johnny zauważył, że na szczęście i ona zauważyła to dziwne zjawisko oraz zdecydowała się ukryć niedoszłe ofiary przed wzrokiem napastników. Zawsze coś. Gdy potem zajęła się niszczeniem broni, najmłodszy członek Fantastycznej Czwórki szybko poszedł w jej ślady. Sprzęty które jego siostra nie zdążyła zniszczyć w następnej chwili została potraktowane czymś już nieco bardziej widocznym dla przeciwników – ogniem. Duży strumień ognia skoncentrowany na broni może nie stopił jej od razu, za długo by to trwało, jednak rozgrzał metalowe elementy na tyle szybko, by dłuższy kontakt z nimi wywoływał oparzenia. Temperatura też przyczyniła się do samoistnych wybuchów, dodatkowo niszcząc wszystko od środka. Na początek zawsze coś. Po namyśle Johnny postanowił też nieco zebrać tych żołnierzyków razem. Kolejny strumień ognia przybrał formę gorącego, płonącego lassa, którym odgrodził napastników od ukrytych pod niewidzialna powłoką aktorów.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Reed Richards

avatar

Liczba postów : 30
Data dołączenia : 02/05/2013

PisanieTemat: Re: Foxwoods Theatre   Wto Gru 10, 2013 10:08 pm

Reed ostatnio coraz rzadziej spędzał czas w laboratorium, a częściej wychodził na miasto. Samotnie. Jak można się jednak było domyśleć, ta zmiana zwyczajów miała ścisły związek z jego najnowszym badaniem na temat Niezwykłości (przez duże "N") miasta w którym mieszkali. Takich badań nie sposób było przeprowadzić siedząc w laboratorium, odcięty od świata. Mimo tego, lider Fantastycznej Czwórki był tak samo nieobecny dla swojej rodziny, jak wówczas, gdy zamykał się u siebie. Badania polegające na mierzeniu stopnia promieniowania kosmicznego, gamma, energii psychokinetycznej, elektromagnetycznej oraz plazmatycznej w poszczególnych dzielnicach Nowego Jorku zajmowały cały dzień, a wieczorami Reed wracał od razu do swojego pokoju, gdzie zajmował się analizą zebranych wyników.
Tego wieczora, gdy Susan poinformowała go o ataku na Foxwoods Theatre był w trakcie konstruowania urządzenia, które pozwoliłoby mu zbadać miasto także na poziomie astralnym, bez angażowania w to bohaterów związanych ze sferą mistyczną, takich jak Dr Strange, których obecność mogłaby zagrozić rzetelności czysto naukowych doświadczeń. Invisible Women odezwała się do niego akurat w momencie, gdy zajmował się stabilizowaniem przejścia między sferami - tak aby można było dostać się bez problemu na plan astralny i stamtąd wrócić, a jednocześnie nic stamtąd nie mogło wpaść do nich na inwazję przed kolacją. Od tego mieli bestie ze Strefy Negatywnej.
Fantastic zgodził się na dołączenie do reszty, gdy doprowadzi przejście do bezpiecznego stanu. Zajęcie się tym istotnie zajęło chwilę. Gdy był już gotowy do wyjścia, jego żona i szwagier dopiero co odlecieli z BB. Właśnie, odlecieli. Moc jaką posiadał Mr Fantastic nie pozwalała mu na samodzielną podróż drogą powietrzną, tak jak Susan i Johnny, co niestety znacznie zmniejszało jego mobilność i sprawiało, że dotarcie na miejsce nieco odłożyło się w czasie. Szybko pobiegł do hangaru, gdzie stał ukochany pojazd drużyny. Fantasticar już czekał na niego, przygotowany zawczasu przez HERBI-ego. Reed przez chwilę rozważał zabranie ze sobą tylko jednego z czterech modułów pojazdu, ale ostatecznie uznał, że gdyby któreś z nich zostało ranne, lub ogłuszone na miejscu może się przydać cały pojazd.
Fantasticar wylądował na ulicy obok teatru, lecz z dala od głównego wejścia. Opuścił środek transportu i natychmiast wyciągnął ciało ku budynkowi zaglądając do okien na najwyższym piętrze.
-Johnny, Susan, jestem już z wami. Jeśli możecie, powiedźcie mi proszę jak wygląda sytuacja - odezwał się przez komunikator. W końcu znalazł to samo okno przez które dostała się jego żona i dzięki niemu już wkrótce znalazł się wewnątrz, choć jeszcze z daleka od głównej sali.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sasha Aristow
Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 95
Data dołączenia : 30/09/2012

PisanieTemat: Re: Foxwoods Theatre   Sob Gru 14, 2013 2:50 pm

Liczba ofiar powoli rosła, teatr teraz bardziej przywodził na myśl pracownię rzeźniczą z tymi wszystkimi częściami urwanych ciał, wnętrznościami i morzem krwi.
Fantastyczna... dwójka, póki co bez większych przeszkód dostała się do środka budynku, niemalże od razu rozpoczynając akcję, która również nie sprawiła problemów. Broń żołnierzy topiła się lub wybuchała im w rękach, raniąc czasem mężczyzn bardziej niż by sobie tego życzyli. Poparzone dłonie, mniejsze lub większe rany zadane przez części broni, którą właśnie rozsadziły bańki Sue. Mimo najlepszych chęci we dwoje nie byli w stanie na raz zniszczyć całego wyposażenia przeciwników, co poniektórzy wbrew krótkiemu szokowi jakiego doznali, postanowili wykorzystać tą słabość bohaterów. Nim ich broń uległa zniszczeniu, wystrzelili kilka naboi, które ku ich zaskoczeniu nie doleciały do aktorów a odbiły się od niewidzialnej powłoki i rykoszetem poleciały w różne strony raniąc przy okazji tych "cwaniaczków". Aktorzy wykorzystując ten nieprzewidywany atak na oprawców, chcieli sami ruszyć ku wyjściom, jednak ta sama rzecz, która uchroniła ich przed atakiem nie pozwoliła im się rozbiec. Poczuli jeszcze większy napływ paniki. Trzech żołnierzy pomimo ran, zdążyło umknąć przed ognistym lassem pochodni.
Jeden z rannych poddanych Kleisera, wyrzucił granat dymny aby ułatwić współtowarzyszom ucieczkę, zaś samym bohaterom utrudnić całą akcję.
Velo, który do tej pory był jedynie obserwatorem, cóż, nie miał szczęścia do wybierania miejsc. Jedna z bomb wybuchła z opóźnieniem, zaś fala uderzeniowa odepchnęła chłopaka na kilka metrów rozdzielając go z jego cennym mieczem, który spoczął gdzieś po kawałkami podłogi oraz mebli.
Ludzie coraz bardziej tłoczyli się przy drzwiach przerażeni całą sytuacją. W tym momencie wydawali się groźniejsi niż sami oprawcy. Bez opamiętania tłukli w drzwi, czasami również rozpoczynając bijatyki między sobą. Zapanował chaos.
Mr. Fantastic chociaż znajdował się z dala od głównej sali, już tutaj mógł napotkać się na ślady krwi. Zupełnie jakby ktoś ciągnął ciała po ziemi... Czy członek Fantastycznej Czwórki postanowi dołączyć do kompanów czy zbadać ów krwawy ślad?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Invisible Woman

avatar

Liczba postów : 149
Data dołączenia : 03/07/2012

PisanieTemat: Re: Foxwoods Theatre   Sob Gru 14, 2013 4:04 pm

Co prawda Susan nie planowała wyrządzić żołnierzom poważnej krzywdy - czy to z powodu odłamków rozsadzanej przez jej bańki broni czy też rykoszetujących pocisków - ale z drugiej strony nie zamierzała też z tego powodu rozpaczać. Jakby na to nie patrzeć sami byli sobie winni, przecież nie zmuszała ich do zaatakowania, prawda? Jej priorytetem byli cywile i ich bezpieczeństwo. Póki co zaś przynajmniej najbardziej zagrożonych aktorów miała pod kontrolą.
Invisible Woman rozejrzała się szybko, aby zaktualizować swoje pojęcie o rozgrywającej się pod nią sytuacji. Przy drzwiach wyjściowych tłoczyli się ludzie - cóż, przynajmniej ci, którzy byli w stanie sami się poruszać - ale najwyraźniej nie byli w stanie ich otworzyć. Blondynka utworzyła niewidzialną kulę, której nadała wystarczającą ilość energii, aby popchnąć ją w stronę drzwi - chcąc je wyważyć lub nawet wyłamać. Celowała wysoko, aby nie zranić przypadkowych osób, a w dodatku gotowa była w razie czego osłonić zebranych przed ewentualnymi oderwanymi fragmentami. Cały manewr przeprowadziła prędko, chcąc skupić się na innych - pilniejszych - kwestiach.
Nim jednak zdążyła zrobić cokolwiek innego, z jej komunikatora odezwał się głos Herbie'ego - informując nie tylko ją, ale i jej brata i męża o świeżo odkrytych przez siebie faktach:
-Przeanalizowałem obraz z kamer tuż przed wybuchem zamieszania. Eksplozje nastąpiły dokładnie po tym, jak jedna z kobiet uruchomiła detonator otrzymany od swojego sąsiada. Szukam ich w bazach- AI nie tylko dostarczył im danych, ale i z własnej inicjatywy wyświetlił w formie hologramu fragment nagrania ukazujący całe to zajście - wraz z twarzami podejrzanych.
Sue przyjrzała się im uważnie, marszcząc przy tym lekko czoło, a następnie potoczyła wzrokiem po wnętrzu sali. Spora część z niej została niestety ukryta przez granat dymny, ale - sądząc z nagrania - cel i tak znajdował się wyżej, przy balkonach... Ach, właśnie. Oto i oni.
Invisible Woman bezzwłocznie otoczyła oboje osobnymi kulami, dbając o to, aby uczynić je jak najbardziej trwałymi - oczywiście uprzednio musiała szybkim "ruchem" odtrącić od siebie tę parkę. Jej skupienie dzieliło się teraz w większości między właśnie to zadanie, ochronę zgromadzonych na scenie aktorów i utrzymywanie wokół własnego ciała przylegającej do niego tarczy, jednocześnie w ramach samoobrony, jak i latania.
-Trzymam naszych sprawców- poinformowała przez komunikator Reeda i Johnny'ego. Sama wciąż pozostawała niewidzialna i to samo tyczyło się Human Torcha; akurat to nie wymagało od niej praktycznie żadnego zaangażowania, ba, nawet tego nie odczuwała... W końcu to była jej pierwsza, podstawowa zdolność.
Sue przesunęła wzrokiem między sceną, a wyjściem, oceniając dzielącą je drogę. Jej celem było teraz przetransportowanie aktorów na zewnątrz - nad głowami pozostałych osób. Jej tarcza sama w sobie powinna zapewnić im bezpieczeństwo, ale dla zupełnej pewności kobieta usunęła jeszcze widzialność tej grupki.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Human Torch

avatar

Liczba postów : 84
Data dołączenia : 06/07/2012

PisanieTemat: Re: Foxwoods Theatre   Sob Gru 14, 2013 4:40 pm

Johnny był właśnie w trakcie przekształcania płonącego lassa w ognistą klatkę, która uwięzi część złoczyńców, kiedy dołączył do nich kolejny członek Fantastycznej Czwórki. Słysząc głos Reeda, na twarz Johnny'ego mimowolnie wpłynął uśmiech. Dodatkowa pomoc zawsze się przyda, prawda? Łatwiej jest ogarnąć sytuację w trójkę, nawet jeśli to moce Sue i jego są bardziej ofensywne i przydatne do ataku jako takiego. Sam Reed jednak, tu młody Storm chylił tu czoło, nieźle radził sobie jako mózg "operacji", podpowiadał im i w ogóle. Analiza sytuacji itd. Nie raz też uratował im skórę, zanim on sam zbliżył się zbyt bardzo swoimi płomieniami do czegoś wybuchowego i tak dalej.
- O, księżniczka zeszła do nas z wieży i przybyła pomóc! Jak tam pustelnicze życie w pracowni? - zagadnął w odpowiedzi jakby wcale nie znajdowali się na polu walki. Dopiero kolejny odgłos strzałów sprawił, że przeszedł do ważniejszych spraw.
- Aktualnie mamy tu małe wojsko nazistów. Jest nawet wielka flaga jak z filmów wojennych! To wygląda tak, jakby hitlerowcy przetrwali, tylko nieco podrasowali swoje wyposażenie... Sue broni aktorów na scenie i próbuje jakoś zorganizować innym drogę ucieczki, ja się zaraz pobawię w wyłapywanie innych żołnierzyków... - w trakcie mówienia Johnny skończył robić ognistą klatkę. Przerwał też, bo głos na chwilę przejął Herbie i to w istotnej sprawie. Zaciekawiony zerknął na obraz z nagrania, głównie skupiając się na pokazanej na nim blondynce.
Ach, czemu ich wrogowie muszą czasem okazywać się płcią piękną? To strasznie komplikuje sprawę. Marnotrawstwo takich ładnych panien. Kto jak kto, ale on sam aż za dobrze rozumie chęć posiadania adrenaliny we krwi, trochę wybuchów i prędkości jest genialną sprawą, ale nie można sobie iść na strzelnicę? Wyścigi? Paintball? Ale nie, bo napadanie na teatr i wysadzanie widzów jest fajniejsze. Wybuchowa parka się znalazła...
Sam zlokalizował ów parę chwilę po Sue, więc widząc jak po kilku sekundach zostają uwięzieni w kulach, postanowił zająć się resztą. A mianowicie - innymi atakującymi. Pozbawienie ich broni to jedno, ale wypadałoby zebrać ich razem do kupy, co by nie uszło im wszystko na sucho. Dlatego też Johnny wybrał strategię raczej nieszczególnie odkrywczą, ale skuteczną - po kolei podlatywał do jednego lub dwóch takich delikwentów i ograniczając płomienie na swoim ciele tak, by nie obejmowały dłoni, łapał ich za co akurat było mu wygodniej. Następnie takich żołnierzyków unosił do góry i po krótkim locie w stronę sceny, wrzucał do płonącej klatki, na chwilę tylko usuwając jeden z jej "prętów". Tak po kolei starał się w jak najkrótszym czasie oczyścić salę. Teoretycznie wciąż chroniła go niewidzialna powłoka od Sue, ale przez latających nazistów mniej więcej dało się określić jego położenie, czyż nie?
- Ciekawe, czy gdyby wpadł tu nagle ktoś przebrany za Hitlera, zaczęliby mu salutować... cholera, chyba podpaliłem jeszcze kotarę na scenie. Reed, zorganizujesz też straż pożarną?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Foxwoods Theatre   Sob Gru 14, 2013 4:52 pm

-I kolejni przybyli..-Pomyślał. Nienawidził patrzeć jak ,Ci dobrzy' ratowali ludzi. Skupił swoją uwagę na flakach leżących obok krzesła na którym siedział. Usłyszał świst przecinającego się powietrza nadzwyczaj głośno. Spojrzał w  górę, niestety nie czekała tam na niego dobra nowina. Jedna z bomb dymnych wybuchła z opóźnieniem a fala uderzeniowa odepchnęła chłopaka na kilka metrów. Gdy się ocknął leżał pod ścianą teatru. Nie przejął się tym, ryzyko zawodowe, nie? Rozejrzał się wokół siebie. O ile dobrze pamiętał miał przy sobie miecz, ale teraz  nie było go. Począł szukać miecza, modlił się aby był gdzieś blisko niego. I spełniła się obawa mężczyzny, Zaraz zaraz, Anthony ma wyostrzone zmysły, pamięta jaką woń wydaje jego miecz. Szedł w to samo miejsce gdzie przebywał przed wybuchem. W ten z mgły wyłonił się widok za pewne sprawców zdarzenia, byli zatrzymani w jakiś kulach przez przez Invisible Woman. Velo wycofał się i ukrył za kolumną. Postanowił obserwować przebieg wydarzenia ale z daleka. Co jakiś czas wypatrując wzrokiem miecza, który za pewne leży gdzieś pod gruzami.
Powrót do góry Go down
Herr Kleiser

avatar

Liczba postów : 146
Data dołączenia : 04/07/2012

PisanieTemat: Re: Foxwoods Theatre   Sob Gru 14, 2013 7:35 pm

- Was ist das? - Uderzył pięściami o stół, a sztućce już odpowiedziały? Interwencja ze strony lokalnych grup superbohaterów, na przejawy terroryzmu w mieście, była wręcz spodziewana. Ich przybycie nie podlegało najmniejszym wątpliwościom już przy tworzeniu wstępnego zarysu planu operacji, ale prawdę powiedziawszy spodziewał się ich zastać ciut później. Dosłownie potrzebował jeszcze chwili czasu, raptownie paru minut, żeby zakończyć to, co pragną osiągnąć, ale niestety, los nie dał mu tej szansy. Ale czy miał z tego powodu popadać w nadmierną złość? Groźnie syczeć i pluć kwasem ze wściekłości? Skąd, bo raz, poniekąd osiągną swój cel, przerywając musical, który stanowił jawną obrazę dla jego rasy, dwa, przyczynił się do śmierci kilkudziesięciu, jeśli nie setek ludzkich istnień na widowni, więc tym bardziej może uznać dzisiejszy wieczór za udany. Oraz trzy, jak już wcześniej było wspomniane, zjawienie się paru herosów, było brane pod uwagę jeszcze przed rozpoczęciem całej akcji, ich obecność nie była niczym zaskakującym i przedsięwzięto odpowiednie środki na tą okazję. Pozostała tylko kwestia kto, spośród tylu super przebierańców, przybędzie na wezwanie ofiar tego ponad scenicznego dramatu? Pod kogo powinni byli dostosować broń, wyposażenie? Wypadło na Fantastyczną Czwórkę, o której swego czasu było słychać w telewizji. Można skojarzyć po faktach, kontrola nad płomieniami, telekinetyczne bariery, przy takiej kombinacji mocy, grono podejrzanych zwęża się do jednego duetu, właściwie kwartetu, ale pozostała dwójka grupy, nie dawała jak na razie o sobie znać. Media to potęga, a ciekawość fanów, która ściera się z nachalnością, czasami bywa do tego stopnia przydatna, że dostarcza całkiem przydatnych informacji o życiu bohaterów. Miejsce zamieszkania, rodzina, przyjaciele, znajomi, potencjalne cele porwań lub zamachów. Anonimowość to bezcenny atut, jeśli nie chce się narażać życia bliskich osób, ewentualnie samotność, wtedy nie trzeba się obawiać, że kogoś ważnego sercu się straci. Tak czy inaczej nie musiał długo zgadywać, kto otoczył jego ludzi kręgiem, teraz klatką, z ognia, a jego i Amore w przejrzystej barierze. Szczerze, członkowie Fantastycznej Czwórki nie mieli nic ciekawszego do roboty, jak zdejmowanie uroczych kociątek z drzew? Tyle zła na świecie się dzieje, ale to akurat jemu przybyli pokrzyżować plany, to własnie oni przyszli zająć się sprawą, która powinna stać się udziałem służb federalnych, w końcu za coś Państwo im płaci. Sytuacja prezentuje się tak a nie inaczej, zrekrutowani neonaziści zostali praktycznie rozbrojeni i unieruchomieni, a on nic nie zyska, ujawniając swoją prawdziwą tożsamość. Jemu, pozostało cierpliwie stać i obserwować przebieg walki, a paramilitarnym żołnierzom umrzeć z honorem. Za czasów drugiej Wojny Światowej, każdy wyższy rangą Nazista, dysponował ampułkę z cyjankiem potasu, środkiem umożliwiający szybkie popełnienie samobójstwa w przypadku schwytania przez wroga. Ale świat obraca się dalej, ogłaszane są kolejne odkrycia w poszczególnych dziedzinach nauki i w ten oto sposób, na przestrzeni siedemdziesięciu lat, przy współpracy z przedstawicielami wyżej rozwiniętej cywilizacji, cyjanek, zastąpiono czymś o wiele efektywniejszym. Zabawne jest to, że uczestnicy ataku nie zostali wprowadzeni w szczegóły planu B, przynajmniej nie wspomniano im o konsekwencjach. Nieświadomi niczego ludzie, którym udzielono odpowiednie szkolenie oraz dostęp do broni, tylko po to, żeby odegrali role mizernych pionków, królików doświadczalnych w kolejnych eksperymentach. Zresztą gra nie była toczona o dużą stawkę, zabić, zniszczyć, oznajmić światu, że Trzecia Rzesza nie umarła wraz z Hitlerem, a przy okazji przeprowadzić kilka obserwacji, zobaczyć jak ich najnowszy produkt sprawuje się w "terenie". Wewnątrz kombinezonów ukryto mechanizm implikujący dawkę serum, które można określić mianem narkotyku, dopalacza, chociaż prawda kryjąca się w jego właściwościach jest o wiele bardziej złożona. Ludzie to ciekawe stworzenia, posiadające nieograniczony potencjał, każda najdrobniejsza modyfikacja w ich kodzie genetycznym, tworzy cały szereg możliwości, prawdopodobieństw, alternatywne drogi rozwoju. Kilku stopniowe przekierowanie od ewolucyjnego nurtu i mamy do czynienia z mutacjami, od anomalii, przyczyniających się do powstawania nowotworów, po najprawdziwsze cuda w biologii. Specyfik, w który zostali wyposażeni, można uznać za błogosławieństwo, jaki przekleństwo, bo prócz wyraźnych zalet, jest obarczony przykrymi skutkami ubocznymi. Gwałtowny zrost masy mięśniowej, pobudzenie centralnego układu nerwowego, niewrażliwość na ból, podwyższenie współczynników ciała, czyli w skrócie zwiększenie ogólnej wydajności, sprawności organizmu o ponad 100% ludzkiej normy, a to wszystko za cenę utraty człowieczeństwa i późniejszą destabilizacje struktur komórkowych, rozpad tkanek. Chodzące kamikaze. Właśnie tak, śmierć wynikająca z popełnienia samobójstwa nie pomaga wygrywać bitew, nie przynosi żadnych korzyści, tylko straty. Już lepiej poświęcić się dla dobra sprawy, przeobrażając się w genetycznie niestabilną broń, narzędzie zniszczenia, zamiast bez walki pozbawić się życia. Przed takim wyborem stoją żołnierze, właściwie wyboru nie mają, mogą własnoręcznie zainicjować proces zmian, albo procedura zostanie uruchomiona zdalnie. Tak czy inaczej powinno być ciekawie, genetycznie zmodyfikowani psychopaci, kontra superbohaterowie, beta testy przed rozpoczęciem seryjnej produkcji czarnego serum, jako broni chemiczno-biologicznej. Ugrupowania złoczyńców powinny być zachwycone, pojawieniem się nowego produktu na czarnym rynku, po wprowadzeniu odpowiednich ulepszeń. Jak już wcześniej zauważył, on, oraz jego urocza towarzyszka zostali pozbawieni możliwości ucieczki w powstałym zamieszaniu, udając parę ocalałych widzów, mimo ewidentnego braku swastyk na przedramionach. Czyżby droga Sue, której powstałe bariery były zapewne jej autorstwa, dysponowała dodatkowym zmysłem? Trzecim oczkiem, którym widziała to, co uszłoby uwadze innej kobiecie? Znajdywali się w teatrze, a nie na lotnisku o zaostrzonych przepisach bezpieczeństwa, nie trzeba było wchodzić przez bramki z czujnikami, pozwolić się zmacać ochroniarzom, czuć się nieustannie obserwowanym przez obiektywy kamer. Zresztą, Frau Richards wyświadczyła im dużą przysługę, bo kto wie, co może się wydarzyć, gdy grupa zmutowanych B.O.W. zacznie szaleć. W zanadrzu miał przygotowaną jeszcze jedną niespodziankę, nawet raz wspomniał Amorze, że w przedstawienie również będą wciągnięte ulice Manhattanu. Ale wszystko po kolei, najpierw trzepa zrobić trochę miejsca w kadrze pracowników, żeby później zatrudnić kolejne test subjects. Jeżeli chodzi o ludzkie zasoby, to nie liczył się z ich stratą, godziny treningów i wyposażenie swoje kosztują, ale to są straty, z którymi można łatwo się pogodzić. Czytanie Mein Kampf i golenie na łyso głowy nie czyni Nazistą, zresztą ten rozdział w swoim życiu ma dawno za sobą. Zabijanie żydów było miłą atrakcją, ale po co się ograniczyć do ściśle określonej grupy narodowościowej, skoro można przyczynić się do eksterminacji całego gatunku? Sześć milionów to fraszka, prawdziwa zabawa zaczyna się, gdy trzeba uśmiercić ponad sześć miliardów istnień. Sprawdził jeszcze, czy za sprawą siłowego pola, nie stracił połączenia w komórce. Utrata kontaktu da podwładnym wystarczający powód, aby rozpocząć dalszą część przedstawienia, bez wydawania oficjalnych poleceń. Każdy najdrobniejszy szczegół planu został starannie dopracowany, próbując przewidzieć ewentualne scenariusze wydarzeń, według jakich sytuacja mogłaby się rozwijać. Tyle wysiłku, główkowania, żeby całość współdziałała ze sobą równie sprawnie, co części mechanizmu w Szwajcarskim zegarku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Reed Richards

avatar

Liczba postów : 30
Data dołączenia : 02/05/2013

PisanieTemat: Re: Foxwoods Theatre   Pon Gru 16, 2013 2:03 pm

Reed z powodzeniem dostał się do środka. Można by powiedzieć, że wślizgnął. Tak - to dobre określenie. Od razu poczuł jak cały gmach trzęsie się w posadach, grożąc zawaleniem... Przedłużanie się akcji, mogłoby być zagrożeniem dla cywilów, toteż wiedział, że szybka ich ewakuacja jest priorytetem. Dla nich samych ryzyko zostania przysypanym nie było tak duże. Wychodzili już nie z takich opresji.
-Prawdę mówiąc, chętnie pozostałbym w swojej "wieży" jeszcze dłużej, ale martwiłem się o was... - powiedział do komunikatora. Chciał już ruszyć w kierunku sali, na spotkanie z resztą rodziny, ale nagle jego uwagę przyciągnął ślad, którego nie spodziewał się w tym miejscu. Długa smuga krwi rozmazana na podłodze i wiodąca w kompletnie inną stronę niż zamierzał się udać...
-Wybaczcie mi jeszcze chwilę, ale napotkałem tu na coś co wymaga mojej uwagi... - ponownie poinformował członków drużyny, zmierzając w stronę którą prowadziły ślady. Z pięściami wyciągniętymi przed siebie na wszelki wypadek, zbliżał się ku zbadaniu tej sprawy i być może nakryciu sprawców podejrzewanego mordu. W międzyczasie wyciągnął niewielki panel sterujący, którym wysłał polecenia do ich osobistej sztucznej inteligencji. HERBI miał natychmiast poinformować miasto i podległe mu jednostki o zagrożeniu, oraz że Fantastyczna Czwórka jest już na miejscu. Zaś gdyby z jakichś powodów połączenie między nim, a Baxter Building zostało przerwane, miał skontaktować się z Avengers.
-Służby porządkowe prawdopodobnie już są w drodze, Johnny - powiedział znowu, tym razem ściszając nieco głos - Trudno podejrzewać, aby nie zostały jeszcze zaalarmowane. Na wszelki wypadek wydałem HERBI-emu odpowiednie instrukcje. I pamiętajcie. Ewakuacja cywilów ma dla nas pierwszorzędne znaczenie! Wszystko inne może poczekać, do czasu aż nie będziemy musieli ryzykować życiem postronnych.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Amora

avatar

Liczba postów : 103
Data dołączenia : 16/07/2013

PisanieTemat: Re: Foxwoods Theatre   Pon Gru 16, 2013 4:17 pm

Cyrk. Istny cyrk. Zamiast aktorzyn poprzebieranych w marne kostiumy przydałby się tutaj słoń, małpka z talerzami oraz klaun z czerwonym nosem, który rozpruwając flaki rozbawiałby publiczność. A jedynym czerwonym akcentem na deskach teatru były czerwone majtki Pseudo Kapitana Ameryki, które opinały jego tyłek. No i może strumienie jeszcze ciepłej krwi, które powoli sączyły się z ran ofiar. Niestety jedyną atrakcją na dzisiejszy wieczór okazało się wejście Fantastycznej Czwórki na scenę. A Amora już liczyła na jakąś przyjemną kolacyjkę w towarzystwie uroczego Kleisera, który miał wiele jej do zaoferowania, i to nie tylko pod względem intelektualnym. Na tę myśl mimowolnie usta blondynki rozciągnęły się w słodkim uśmiechu. Szczerze mówiąc nie spodziewała się, że ktokolwiek, czy to pojedyncza postać czy też grupa – w tym wypadku grupą ów jest szalona rodzinka – zaszczyci ich obecnością tak szybko. Zmarszczyła gniewnie brwi gdy wręcz brutalnie została odciągnięta od swojego towarzysza i zamknięta w pułapce niczym księżniczka na wieży. Nie podobało to się naszej bohaterce, o nie. Zacisnęła piąstkę i już miała uderzyć w bańkę… Nie, nie może im pokazać, że się denerwuje. Mimo iż kipiało w niej – była chodzącym wulkanem niezadowolenia – spojrzała na Kleisera pytająco, zupełnie jakby zaraz miała zapytać co teraz będzie lecieć w telewizji, bo zastanawia się czy zrobić popcorn czy zadowolić się chipsami. Dolna warga niebezpiecznie zadrżała, ta jednak by niczego nie dać po sobie poznać spokojnie wysunęła dłoń w stronę pułapki i dotknęła palcem wskazującym tej dziwnej materii. Chciała ją zbadać, czy w ogóle jest sens atakować. Bo jeżeli miała wykonać jakiś ruch, który by jej zaszkodził to Amora wolała nie robić nic. Przesunęła wzrokiem po pomieszczeniu, zauważając latających żołnierzy Trzeciej Rzeszy. No cóż, jej kompan nie wspominał nic o takich umiejętnościach swoich podwładnych. Zastanawiające. Wzrok jej padł tym razem na płonącą klatkę i na tajemniczą postać, która gładko przetransportowywała zakładników. Obstawiała, że był to mężczyzna dlatego też nie spuszczała wzroku z przestrzeni, w której mógł się znajdować ów osobnik. Zmrużyła oczęta i biorąc pod uwagę to, że jest uwięziona jej sytuacja nie wyglądała zbyt przyjemnie. Ba, jedynym przyjemnym elementem byłoby może to, że dzieliłaby tą bańkę z kimś przystojnym. Dobrze przynajmniej, że dalej ma nieodparty urok, dlatego też czując, że Human Torch jakimś cudem na nią spojrzy ta automatycznie uśmiechnie się olśniewająco mając nadzieję, że młodzieniaszek ją uwolni. Tak, ale to tylko marzenia. Chociaż… Na pewno w przyjemny sposób by mu się odwdzięczyła za to. Nie mniej jednak Amora zachowywała jako taki dystans do całej sprawy, gorączkowo jednak zastanawiając się co się teraz z nią stanie.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sasha Aristow
Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 95
Data dołączenia : 30/09/2012

PisanieTemat: Re: Foxwoods Theatre   Czw Gru 19, 2013 6:41 pm

Sue bez większych problemów otworzyła drzwi, przez które niemalże natychmiast zaczęła wylewać się fala rozwrzeszczanych, panikujących ludzi. Niektórzy padali na ziemię, deptani przez innych, by jednak w którymś momencie podnieść się z ziemi i również uciec z tej śmiertelnej pułapki. Schwytanie sprawców tego całego zamieszania oraz wyniesienie aktorów również przebiegło dość gładko. Zarówno Amora jak i Herr nie poczynili nic, aby uwolnić się z "cel" jakie stworzyła im Invisible Woman, czy chociażby w jakimś stopniu je osłabić.
Johnny na spokojnie wychwytywał kolejnych żołnierzy Kleisera, obnażając swoje dłonie, co jak się okazało, było wielką pomyłką. Chociaż z początku mężczyźni byli w sporym szoku, gdy nagle unosili się w powietrze, jeden, już nieco starszy żołnierz, okazał się istotą na tyle myślącą samodzielnie, że z lekka niezgrabnie wysunął krótki nóż z cholewy buta i wbił go w miejsce, gdzie jak mniemał była dłoń Torch'a. Chociaż robił to na ślepo, pchnięcie było na tyle precyzyjne by boleśnie przebić jego dłoń, tuż pod palcami. Ból był na tyle silny i nagły, że Storm rozluźnił uścisk, co ów żołnierz wykorzystał wysuwając się z jego uchwytu. Spadł na ziemię, niedaleko Velo, którego wkrótce zauważył. Przyciągnął go do siebie i przyłożył niewielkich rozmiarów pistolet do jego skroni, wykrzykując coś po niemiecku w powietrze. Powoli wycofywał się w tył, wykorzystując Anthony'ego jako żywą tarczę.
Kurtyna od razu zajęła się ogniem, który rósł z nieprawdopodobną szybkością.
Reed, który postanowił jednak podążyć za krwawymi śladami, już wkrótce poczuł silne uderzenie w okolicy kości potylicznej. Jeden z ludzi Kleisera, który zdążył uciec przed łapanką Storma, i zaczaił się tutaj słysząc głos Fantastica. Nie przypuszczał, że mężczyzna podąży za śladami, które żołnierz za sobą zostawił. Widząc, że uderzenie nie wyszło tak jak powinno zamachnął się kolejny raz pałką, w pierwszej chwili tracąc równowagę i upadając na ziemię. Jak zaraz Reed mógł się przekonać, żołnierz został postrzelony rykoszetem w udo, które silnie krwawiło.
Napastnik wyjął nóż z zamiarem wbicia go w stopę Fantastica.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Foxwoods Theatre   Czw Gru 19, 2013 7:44 pm

Na prawdę? Nic nie zrobili by się oswobodzić? Velo by walczył, walczył aż padnie ze zmęczenia. Najśmieszniejszym dotychczas momentem był jak jeden z żołnierzy Kleisera wbił małe ostrze Stormowi. Uśmiechnął się, mimo że nie było to widoczne pod jego hełmem. Ten sam sprawca bólu u jednego z superbohaterów wylądował obok niego chwytając Anthoniusza i przykładając pistolet do jego skroni. Użycie go jako żywej tarczy nie było dobrym pomysłem. Nie zauważalnie wysunął jeden z płonących ostrzy i jednym ruchem wbił go w bok brzucha napastnika. Gdy ten najprawdopodobniej zwijał się z bólu, dla radochy wbił mu drugie cudeńko tym razem w lewą rękę. Verseon delektował się krwią spływającą z jego ciała, jednak uznał że nie będzie marnował tak dobrych ostrzy na byle kogo. Westchnął wyjmując je i chowając w zbroje, kopnął mocno żołnierza w brzuch co za pewne powaliło go całkiem na ziemię. Spojrzał na płonącą scenę i nagle coś zabłysnęło w gruzach, czy to? TAK! To jego cenny miecz. Chwycił rękojeść i wydobył go z gruzu. Dłonią przejechał po srebrnym ostrzu. Mmmm cudownie znów go mieć....Schował się za filarem, szybko obliczył coś w pamięci wyciągnął łuk i jedną, ostrą strzałę. Szkoda że zapomniał ostrej końcówki zamoczyć w jakiś chemikaliach, dodała by efektu. No nic, następnym razem nie zapomni. Naprężył cięciwę, przymknął jedno oko namierzając cel, a tym pięknym celem była Woman. Miał nadzieje że nie jest ze stali czy coś bo humor mu się pogorszy. Pocieszeniem było dla niego to że rzadko co chybia, bo ćwiczenie czyni mistrza. Puścił, puścił linę a strzała z niewiarygodną prędkością poleciała w stronę Invisible. Zrobił tak samo z Torchem. Po wystrzeleniu strzał schował się i przykucnął, nasłuchując czegoś w rodzaju bólu, jęków być może.
Powrót do góry Go down
Human Torch

avatar

Liczba postów : 84
Data dołączenia : 06/07/2012

PisanieTemat: Re: Foxwoods Theatre   Nie Gru 22, 2013 8:13 pm

Młodego Storma niewiele osób jest w stanie zaskoczyć. Nawet podczas walki, poza jakimś ewentualnym wybuchem, przelatującym pociskiem, czy innym elementem po prostu wpisanym w takie eventy, Johnny raczej był przygotowany na wszystko. Albo większość.
Ale niekoniecznie był przygotowany na nóż wbity w dłoń.
Pierwszą reakcją był głośny okrzyk wydany bardziej z zaskoczenia niż z bólu. Nie zauważył nawet jak przenoszeni przez niego złoczyńcy upadają na ziemię... co z resztą chyba nie powinno nikogo aż tak dziwić. Jednak nóż w dłoni nieco rozprasza.
Drugą reakcją było bliskie spotkanie z dekoracją, a potem drewnianą podłogą sceny teatru. Cóż, ostrze okazało się być na tyle rozpraszające, że lot Human Torcha stał się raczej lotem niekontrolowanym. Gdyby nie niewidzialnego nałożona przez Sue, wszyscy w pomieszczeniu zobaczyliby upadek ognistego ptaka. Niestety, albo i stety właśnie, jedyne co mogli ujrzeć to zapalające się lekko części scenografii, pozostałości po przedstawieniu.
Trzecią reakcją była seria głośnych przekleństw.
Już zgaszony, leżąc w nadpalonych papierach, drzewach, czy czymkolwiek były te szczątki scenerii, Johnny potrzebował nieco dłuższej chwili na dojście do siebie.
- Hej. M... mamy mały problem... Nóż wbity w dłoń powinno się wyjąć od razu, czy zostawić? - rzucił w przestrzeń, czekając na odpowiedź Sue i Reeda. Starał się nie brzmieć na jakoś szczególnie roztrzęsionego i miał nadzieję, że dobrze mu poszło.
Po kilku głębszych wdechach postanowił się też ogarnąć nieco bardziej i zmotywował się do siadu. Hej, zdarzały mu się chyba gorsze rzeczy, prawda? Chyba. Nie był pewien, bo aktualnie widział tylko nóż i trochę krwi. No, ale na pewno nie jest to nic aż tak poważnego, żeby nie mógł dać sobie z tym rady samemu.
- Raz, dwa...
Z tą myślą złapał za nóż i wyciągnął go jednym, szybkim ruchem.
Sue i Reed w nadajnikach usłyszeli całkiem kwiecisty opis dotyczący Niemców i ich uroczych noży.
Kolejną czynnością, prawie odruchową, było przywrócenie płomieni. Szybko okazało się, że próba poruszania ranną dłonią była bardzo, bardzo złym pomysłem, więc postanowił ograniczyć jej ruchy do minimum. Na szczęście dzięki płomieniom krew z rany po prostu wyparowała i tu nie musiał się martwić o wykrywanie.
- Ja sobie rezerwuję urlop na najbliższy tydzień... ogarnijmy ten cyrk szybko, bo sprawne palce w dłoni jeszcze mi się przydadzą, a tak jakby nie widzę w jakim są stanie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Invisible Woman

avatar

Liczba postów : 149
Data dołączenia : 03/07/2012

PisanieTemat: Re: Foxwoods Theatre   Nie Gru 22, 2013 9:53 pm

Szybkie spojrzenie w stronę drzwi wyjściowych utwierdziło Susan w przekonaniu, że przynajmniej te osoby, które były w stanie uciec o własnych siłach - już to uczyniły. Niestety boleśnie zdawała sobie sprawę z ciężko rannych oraz martwych, ale każdy jeden cywil oddalający się od niebezpieczeństwa tak czy siak stanowił wielką różnicę. Poza tym planowała zaraz zająć się pozostałymi poszkodowanymi...
... Lecz w tym właśnie momencie jej brat został zaatakowany - i z hukiem spadł na scenę. Sue nie była pewna jak dokładnie do tego doszło, jednakże w gruncie rzeczy takimi szczegółami będzie się mogła zająć później; póki co liczył się sam efekt. Nie zdjęła z Human Torcha osłony niewidzialności, przez którą sama tak czy siak mogła go dojrzeć; nie byłoby dobrze, gdyby ktoś go teraz zaatakował, dlatego też wolała ograniczyć ryzyko do minimum. Znajdowała się w pewnej odległości od Johnny'ego, więc nie mogła dokładnie ocenić uszkodzeń, jakie odniósł - i już zamierzała ku niemu podlecieć, gdy w komunikatorze usłyszała jego głos. Od razu odetchnęła z ulgą; pewnie, przebita dłoń to nic przyjemnego, ale obawiała się, że mogło dojść do czegoś o wiele gorszego.
-Jeśli go wyjmiesz, to rana będzie bardziej krwawić. Nie umrzesz od tego, ale to i tak kiepski pomysł- poinformowała blondyna, mając dziwne, ale nieodparte wrażenie, że jej rada pójdzie na marne. Ciekawe skąd jej się to wzięło... A, tak. Jasne. Z długich lat doświadczenia.
Palące się kurtyny nie napawały optymizmem, a Human Torch miał chwilowo na głowie własne problemy, dlatego też Invisible Woman sama postanowiła się nimi zająć. Na szczęście coś takiego nie wymagało od niej akurat dużego nakładu sił - wystarczyło tylko, że otoczyła płomienie słabym i możliwie jak najmniejszym polem siłowym, które nie przepuszczało powietrza. Brak tlenu szybko powinien zrobić swoje - rzecz jasna gasząc ogień. Po fakcie można zaś było spokojnie pozbyć się tej osłony.
Wciąż skupiając się przede wszystkim na sferach wokół dwójki podejrzanych osobników oraz oczywiście na własnej tarczy, Susan zdecydowała się w końcu zabrać do niesienia pomocy pozostającym jeszcze w sali rannym. W ich przypadku pole musiało być w pierwszej kolejności dość miękkie, ale jednak nie na tyle, aby brak podparcia wyrządził im dalszą krzywdę. Blondynka stopniowo rozprowadziła niezauważalną warstwę po podłodze pod cywilami, a następnie powoli uniosła ją i zaczęła przesuwać w kierunku wyjścia, w razie konieczności "ściągając" ją i obracając, by przybliżyć do siebie poszczególne osoby - i przemieścić je na zewnątrz. Dbała o to, aby utrzymywać je stosunkowo nisko.
-Wyprowadzam resztę poszkodowanych. Zaraz ktoś się nimi zajmie, więc zostają nam tylko sprawcy...- rzuciła przez komunikator, zresztą głównie z myślą o Reedzie, bo w końcu Johnny sam mógł zobaczyć co się wokół niego dzieje.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Foxwoods Theatre   

Powrót do góry Go down
 
Foxwoods Theatre
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next
 Similar topics
-
» New Magic Theatre

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Midgard :: Stany Zjednoczone Ameryki :: Nowy Jork-
Skocz do: