Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Foxwoods Theatre

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość
Herr Kleiser
Mistrz Gry


Liczba postów : 145
Data dołączenia : 04/07/2012

PisanieTemat: Foxwoods Theatre   Czw Gru 05, 2013 8:08 pm

First topic message reminder :


♫ Music theme ♫

Avengers, the musical. Dla niektórych może to wydawać się dość dziwnie, że całkiem niedawny ewent z realnego życia, który przyniósł miastu wiele zniszczeń i strat w ludziach, został zaadaptowany do formy teatralnego występu. Ale właśnie w ten oto sposób, mieszkańcy Nowego Jorku chcieli odwdzięczyć się swoim nieustraszonym obrońcom, za uratowanie ich przed całkowitą anihilacją z rąk pozaziemskich najeźdźców. Pragnęli uhonorować zwycięstwo bohaterskich Avengersów, w przyjemnej i łatwo przyswajalnej formie, żeby nawet najmłodsi spośród widzów, mogli poznać ich zasługi dla miasta, jaki całego świata. Właśnie tak, przekaz towarzyszący całemu spektaklowi był prosty, do tego śpiew i taneczne pokazy pozwalają chwilowo zapomnieć o życiowych dramatach. Właśnie tego było trzeba Nowojorczykom, chwili wytchnienia od żałoby, po utraconych krewnych i przyjaciołach, którzy ponieśli tragiczną śmierć pod gruzami walących się wieżowców. W dniu premiery nie brakowało entuzjazmu oraz radosnych uśmiechów, pozytywna energia zdawała się emanować z każdego zakamarku teatru Foxwoods, wszyscy byli wyjątkowo podekscytowani tym co wkrótce zobaczą. No, może nie wszyscy, bo wśród przemieszczających się tłumów można było wychwycić pojedynczych malkontentów, którym najwyraźniej nie podobała się koncepcja musicalu, albo rosnąca popularność Avengersów, w końcu na Ziemi obok heroicznych bohaterów, żyją też ich odwieczni wrogowie. Szaleńcy, psychopaci, super złoczyńcy, dla których sianie zamętu na świecie to chleb powszedni. O tak, nie każdego cieszył triumf Avengersów, zwłaszcza tych, którzy trzymali z ich kosmicznymi oponentami. Akurat tak się złożyło, że to właśnie jego rasa ucierpiała w trakcie zeszłorocznych zawieruch, więc dzisiejsze przedstawienie, będzie mu jedynie przypominać o druzgocącej porażce, jaką poniosła cała armada Chitauri. Oczywiście nie był to dla niego żaden powód do zachwytu, wręcz przeciwnie. Dla rozładowania narastającej frustracji, mógł właściwie urządzić krwawą łaźnie dla fanów tej nieznośnej grupki dobroczyńców, wyrżnąć ich popleczników, zamiast obejrzeć poświęcony im musical, ale miał już inne plany na dzisiejszy wieczór. Z każdym kolejnym dniem zbliżająca się zima dawała o sobie coraz bardziej znać, z ciemnych chmur łagodnie opadały białe płatki, pokrywając ulice Manhattanu cienką warstwą, iskrzącego się w świetle ulicznych latarni, śniegu. Ogólnie warunki pogodowe były na tyle optymalne, że nie sprawiały większych problemów podczas prowadzenia auta, wycieraczki zgarniały białe drobiny z przedniej szyby, reflektory oświetlały ulice, ale on wciąż prowadził jak maniak, z prędkością nieco wyższą od dopuszczanej normy. Mknął czarnym Mercedesem, póki nie znalazł pustego miejsca parkingowego w pobliżu budynku teatru. Aż dziw że nikogo po drodze nie potrącił, ale to może jeszcze nadrobić przy powrocie. Tak, nie cieszył się najlepszym humorem, ale starał się tego nie okazywać w typowy dla siebie sposób. Zamiast napinać mięśnie twarzy, szpecąc ją ponurymi grymasami, zaczerpną kilka wdechów i spokojnie wszedł do środka, nie okazując żadnych głębszych stanów emocjonalnych. Zostawił płaszcz w szatni, znalazł swoje miejsce w przednim rzędzie na balkonie i cierpliwie czekał, aż przedstawienie się zacznie. Przy okazji wymieniał się tekstowymi wiadomościami ze swoim pierwszym oficerem.
- Ist alles bereit?
- Jawoll.


Ostatnio zmieniony przez Herr Kleiser dnia Pią Gru 06, 2013 1:01 pm, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość
Herr Kleiser
Mistrz Gry


Liczba postów : 145
Data dołączenia : 04/07/2012

PisanieTemat: Re: Foxwoods Theatre   Wto Gru 24, 2013 5:47 am

Najemnicy byli równie bezradni jak pionki na szachowym polu i po chwili zostali pochwyceni przez silniejsze figury, ale gra jeszcze nie dobiegła końca. W zasadzie to był dopiero początek rozgrywki, między nim i Amorą, a Fantastycznym Kwartetem, chociaż obecne okoliczności wskazywałby na coś zupełnie przeciwnego. Z żołnierzami nie wiązał zbyt dużych nadziei, bo niezależnie od przeprowadzonych szkoleń, ogólnorozwojowych treningów, zmodyfikowanych wariacji broni i pancerza, ludzie pozostają ludźmi, podlegają ściśle określonym limitom, ograniczeniom narzuconym przez nietrwałą naturę ich własnych ciał. Mało wydajni, mało efektywni, nawet średnia długość ich życia pozostawia wiele do życzenia. Kilkanaście dekad to zaledwie chwila, egzystencjalna kpina, ale mimo tego, jest w nich coś wyjątkowo intrygującego, mimo fizycznych słabości, potrafią wykazać się całkiem przydatnymi zdolnościami, kreatywnym myśleniem, przystosować się do wciąż zmieniających się warunków otoczenia. Przypominają diamenty, które trzeba jeszcze poddać obróbce, uzyskać upragniony kształt na kamieniu szlifierskim, wyciąć fasetki, wydobyć wewnętrzny blask. Tak, żołnierze byli jego cennymi kamyczkami, zainwestował w nich czas oraz pieniądze i teraz nadeszła pora, żeby wprowadzić ostatnie poprawki, które przekształcą ich DNA, w piękne brylanty. Jeżeli chodzi o kwestie "piękna", to zdania mogą być podzielone, na podstawie wcześniejszych obiektów badań, nie będą grzeszyć urodą, ale przynajmniej nie będą już tak bezradni wobec użytkowników super mocy. Nie poświęca ich, nie zabija, tylko daje im szanse na udowodnienie swej wartości, żeby pokazali na co ich naprawdę stać. Chcieli walczyć, więc niech walczą, ale przy pełnym potencjale drzemiącym w ludzkich genach. Czas najwyższy, żeby skosztowali Łez Pandory i poznali czym jest prawdziwa siła. Całe szczęście przejrzysta bariera nie stanowiła przeszkody dla fal radiowych z urządzeń telekomunikacyjnych, więc mógł uaktywnić mechanizmy w kombinezonach żołnierzy, wysyłając odpowiedni sygnał. Telefon komórkowy jak to telefon komórkowy, płaski, czarny, elegancji, tyle że tego modelu jaki posiada, nie znajdzie się w żadnym salonie. Kolejny przedmiot naznaczony obcą technologią, który teraz wyświetlał szereg zawiłych znaków. Szybkie wprowadzenie polecenia, zatwierdzenie i to by było na tyle z jego strony. Cała reszta już zależy od samych żołnierzy, w końcu proces genetycznych mutacji to nic szybkiego, ani też bezbolesnego. Będą musieli swoje wycierpieć, zanim pojawią się pierwsze zmiany w strukturze tkanek.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Reed Richards



Liczba postów : 30
Data dołączenia : 02/05/2013

PisanieTemat: Re: Foxwoods Theatre   Czw Gru 26, 2013 2:23 pm

Reed starał się badać znaleziony przez niego krwawy trop jak najostrożniej, aby nie spłoszyć ewentualnego napastnika, który mógł zostawić ten ślad. Tak, spodziewał się, że ślad ten będzie należał raczej do jednego z terrorystów, którzy urządzili ten atak, ale spodziewał się również, że będzie on próbował umknąć, niż konfrontować się z superbohaterem, samemu będąc tak ranny. I tutaj się mylił... Ale tymczasem stanowczo zaniedbał środki ostrożności, dość głośno prowadząc rozmowę ze swoją rodziną przez komunikator. No, właściwie to konwersował głównie z Johnnym...
-Wyjmij nóż i znajdź coś czym zatamujesz krwawienie. Nie próbuj wypalać rany! Z twoją fizjonomią mógłbyś spalić zbyt wiele własnej krwi...
Dokładnie w tym momencie, gdy udzielał szwagrowi rad, jak poradzić sobie z problemem przerwanej ciągłości tkanek, sam został na nią narażony. No, przynajmniej zostałby, gdyby jego skórę można było przerwać równie łatwo co skórę zwykłego człowieka...
Najpierw dostawszy niespodziewany cios w tył głos, Reed padł na twarz, przez chwilę tracąc kontrolę nad swoim kształtem. Zaplątany we własne kończyny, Fantastic nie był w stanie się podnieść. Byłby dostał drugi cios, który niechybnie pozbawiłby go przytomności, lecz na całe szczęście wtedy jego przeciwnik potknął się i przewrócił. Wówczas Richards zerwał się na nogi i... poczuł ukłucie we własnej stopie. Był nieco zaskoczony tym, że niemal wykrwawiony żołnierz zdobył się na coś takiego. Na całe szczęście konwencjonalne ataki nie czyniły mu zbyt wielkiej krzywdy. Przerwanie jego skóry wymagało czegoś więcej niż zwykłego noża.
Szybko wytrącił przeciwnikowi ostrze z ręki, i oplótł jego ciało rozciągniętymi ramionami. Po chwili namysłu zwolnił uścisk, obejmując żołnierza tylko jedną ręką, a drugą pozostawiając wolną na wypadek zaistnienia potrzeby obrony. Obejrzał się do tyłu i dopiero będąc już przekonany, że nic więcej mu nie zagraża, dostrzegł, że cały czas podczas szamotaniny miał włączony komunikator. Westchnął.
-Wybaczcie, miałem tutaj... Niewielkie kłopoty. Czy wszystko już w porządku Johnny? Uważajcie na siebie. Służby porządkowe powinny być niebawem na miejscu - powiedział wpatrując się w ranę swojego jeńca, którą starał się zatamować ręką, którą go nie trzymał.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Amora



Liczba postów : 99
Data dołączenia : 16/07/2013

PisanieTemat: Re: Foxwoods Theatre   Pią Gru 27, 2013 5:42 pm

W teatrze robiło się coraz tłoczniej i głośniej – o ile było to jeszcze możliwe. Ludzie szukali schronienia, cienia, gdzie mogliby przeczekać niespodziewany atak – nawet dla samej Amory ze strony złoczyńców. Idąc na spektakl blond włosa piękność niespodziewana się takiego obrotu akcji, jaka nastąpiła po krótkiej wymianie zdań z niejakim panem Kleiserem. Nie ma co, niemiecki jegomość bardzo zaimponował kobiecie swoim intelektem jak i możliwościami. Nie wyglądał również na biednego, a maska, którą przybrał była naprawdę apetyczna. Takiego mężczyzny, partnera właśnie szukała. I nie ma zamiaru go stracić. Nie da go sobie odebrać. I to komu, Fantastycznej Czwórce? Chociaż w chwili obecnej było ich tylko troje, bez tego przerośniętego, pomarańczowego klocka. I bardzo dobrze. Sytuacja z minuty na minutę robiła się coraz bardziej ciekawsza – w końcu ktoś z ich irytującej rodzinki ktoś oberwał. Szkoda, że było to słodkie ciasteczko, które tak łatwo można było rozpalić. Tutaj spojrzenie jadowicie zielonych ocząt powędrowało ku ‘latającej żarówce’ i westchnąwszy głośno przypomniała zgromadzonym o swojej obecności. No nic, jako, że wychodziło na to, że bańka, w której obecnie Amora się znajduje sama jej nie wypuści, ani nie zniknie należy poszukać innego sposobu na wydostanie się z pułapki. Panienka Susan nieźle to sobie wykombinowała. Blondynka z przekąsem zmarszczyła brwi i jeszcze raz tylko rzuciła w eter niezadowolone westchnięcie. Chyba czas pokazać, że nie jest tu po to by tylko ładnie wyglądać. Bogini z innego świata przymknęła powieki i rozluźniła dłonie, które zaraz uniosła w niezrozumiałym dla reszty geście. Palce szeroko rozcapierzone wskazywały zarówno wschód i zachód. Amora musiała się nieźle skupić, by jej czarna magia zadziałała. Miała zamiar ewakuować się z nadmuchiwanej bańki – nie chciała już być tylko maskotką przedstawienia. Zamierzała narobić trochę hałasu wokół swojej jakże skromnej osóbki. Wyobraziła sobie schody, które mam nadzieję, nie były zbytnio oblegane przez tłum ludzi – jeżeli były, po prostu chciała znaleźć się gdzieś na uboczu, z dala od masy człowieczków, walczących o przetrwanie. Będąc już na tyle skupiona, szepnęła tylko kilka niewyraźnych słów pod nosem, w myślach błagając Bogów Asgardzkich o pomyślność w tymże przedsięwzięciu. Oczywiście, było by bardzo miło gdyby Ci pozwolili jej się przemieścić we wcześniej wskazane miejsce bez jakiegokolwiek uszczerbku. Gdy tak się stało, zadowolona z siebie jak nie wiem co Amora spojrzała na super bohaterów działających w imię dobra i miłości dla szarego ludu i rzuciła im olśniewający uśmiech. Zaraz, coś było nie tak… Ach, faktycznie. Teraz musiała wymyśleć coś, co mogłoby uratować i jej partnera. No, może zaraz się tym zajmie. Nie podobało się jej to, że tamci wtrącili się w coś, co ich zupełnie nie dotyczyło. Nawet chwili spokoju…
- Rozumiem, że już w tych czasach nie można nawet spokojnie wybrać się do teatru? – Powiedziała głośno, zarzucając blond grzywą z wrodzoną nonszalancją kierując ów pytanie do przedstawicieli drużyny z Czwórką w nazwie. Wcześniej jednak, uprzedzona ich uczynnością miała w zanadrzu pewną sztuczkę. Nie wiedziała tak naprawdę gdzie znajduje się Invisible Woman, więc to był na pewno minus całej sprawy. Bogini jednak upatrzyła sobie cudownie zdobiony kryształowy żyrandol, który był naprawdę ogromny. Amora the Enchantress niewiele myśląc rzuciła w tamtą stronę wiązką energii, tak by ta trafiła na konstrukcję – chodziło o to by oświetlenie po prostu spadło na dół, miażdżąc ludzi, siejąc spustoszenie i przy okazji by słodka Susan oberwała w główkę – no, albo by chociaż się wystraszyła. Wiadomo – opcja pierwsza milej widziana. Asgardka działała tak naprawdę na ślepo, więc wiedziała, że szanse na sukces ma pięćdziesiąt na pięćdziesiąt. Albo trafi albo nie. Już wie, jak się czuje Daredevil… Nie czekając też na to, aż ona dostanie po łapkach, szybko zmaterializowała wokół siebie barierę ochronną - tak na zaś. Wolała czuć się bezpiecznie, gdy będzie szykować się na kolejne posunięcie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sasha Aristow
Mistrz Gry


Liczba postów : 95
Data dołączenia : 30/09/2012

PisanieTemat: Re: Foxwoods Theatre   Nie Sty 12, 2014 1:04 pm

Sue bez większych problemów wyprowadziła znaczącą część ludności, jedynie ci, którzy przy pierwszych wybuchach rozbiegli się po budynku, chowając po łazienkach, schowkach i innych schowkach pozostali wewnątrz teatru.
Upadek Human Torcha na dekorację skończył się ich z pozoru lekkim podpaleniem, niestety zważając na to, że materiały użyte do realizacji scenografii były łatwopalne, cała scena szybko zajęła się ogniem, powodując coraz to większe zniszczenia. Ogień piął się ku górze, zajmując kurtynę, dekoracje oraz praktycznie każdy drewniany element znajdujący się pobliżu. Susan, na szczęście, zareagowała na tyle prędko by powstrzymać dalszy rozwój płomieni oraz stłamsić aktualne, które niestety zdążyły już poniekąd osłabić konstrukcję obejmującą scenę.
Amora mogła się teleportować ze swej pułapki, nie natykając się przy tym na żadne opory.
Sygnał, który uruchomił Kleiser dość szybko podziałał na jego kukiełki. Wszyscy żołnierze nagle zaczęli wrzeszczeć, prowokowani okropnym bólem. Reed mógł uznać, że to za sprawą rany, zaś Velo tych kilku dźgnięć, które zadał mężczyźnie. Oczywiście wrzask ten był o wiele gorszy, głośniejszy, zaś ból w nim zawarty czysty, niezhańbiony żadnym innym uczuciem. Jak ryk człowieka umierającego, kogoś, kogo ciało ulega destrukcji. Niektórzy wbijali sobie paznokcie w skórę, ryjąc ją do samej krwi, zdzierali ubrania, zupełnie jakby chcieli wyjść z siebie. Dosłownie. To wszystko stało się nie do wytrzymania, aż w końcu zaczęli padać po sobie jak muchy. Jeden po drugim. Niektórzy przebywający w ognistej klatce żołnierze przewracali się na kraty, a ich ubrania stawały w płomieniach, skóra jakby topiła się od temperatury. Do swądu krwi, doszedł odór palonych ciał. Powietrze stawało się trudne do oddychania.
Można było odnieść wrażenie, że wszyscy umarli, ot tak, po prostu. Jak za dotknięciem magicznej różdżki, a jedynie Herr zdawał sobie sprawę co tak naprawdę może się z nimi dziać.
Żyrandol zrzucony przez Amorę nie trafił Susan,  za to spadł niemalże bezpośrednio na klatkę z, jak się mogło wydawać, martwymi nazistami, przy okazji zahaczając o scenę i niszcząc jej większą część. Deski zaczęły pękać z głuchym stukotem pod Johnny'm a dodatkowo osłabione płomieniami, szybko ustąpiły, przez co młody Storm spadł pod scenę, a zaraz na niego tlące się drewniane bele sufitu.
Pomijając ogień i odgłosy walącego się drewna w tatrze przez jakiś czas nie działo się praktycznie nic. Jakby czas się dla wszystkich zatrzymał.
Żyrandol leżący na ziemi, lekko zadrżał. Cisza. Znów nieznacznie uniósł się do góry, kryształy zabrzęczały. Stop. Jedynie ich słaby dźwięk poniósł się echem. By w następnej chwili, ciężka konstrukcja podleciała do góry z impetem i upadła dopiero kilka metrów dalej. Wtedy oczom wszystkim obecnym ukazała się spora grupka przerośniętych potworów, bo ludźmi zdecydowanie nazwać ich nie było można. Mierzące sporo ponad dwa metry, nad wyraz umięśnione. W wielu wypadkach skóra była nadpalona, lub kompletnie przestała istnieć, ukazując mięśnie, kości i plątaniny nerwów. Niektórzy stracili wargi, nosy lub inne części ciał. Jeden z nich wrzasnął, tak donośnie, że niemalże można było mieć wrażenie, że cały teatr zadrżał. Nie rozróżniali osobników, mięli jeden cel. Zabijać. Dlatego też kilku od razu rzuciło się w stronę widocznej Amory, chwytając ją w wielkie łapska z zamiarem rozerwania na strzępu. Przeciwnik Velo, który również przetrwał mutację również specjalnie się z nim nie cackał, łapiąc głowę chłopaka i bez większych oporów miażdżąc mu czaszkę i odrywając ją od kręgosłupa. Dwóch "żołnierzy" stawiając na wyostrzone zmysły wskoczyły w dziurę w scenie, kierując się w stronę Torcha. Jeden wyczuwał woń Sue, więc powoli kierował się w jej stronę, często gubiąc trop. Niestety nie byli aż tak wyczuleni by odnaleźć ją od razu i ze stuprocentową celnością.
Reed miał większego pecha, ponieważ cała mutacja odbyła się na jego oczach, a widok ten do najprzyjemniejszych nie należał. Mógł poczuć pod własnym rozciągniętym ciałem, jak jego napastnik zaczyna "puchnąć", naciągając kończyny Fantastica. Rósł. Aż osiągnął około dwóch metrów i osiemdziesięciu centymetrów wielkości, a znaczną tego część stanowiły same mięśnie. Wyrwał się z uścisków Richardsa, zaraz ze wściekłością palącą się w oczach spojrzał w stronę członka Fantastycznej czwórki. Reed, po chwili mógł sobie uświadomić, że monstrum czegoś brakuje. Mianowicie rannej nogi, która pozostała w jego uścisku, jako jedyna. Nie dała rady przejść mutacji, po prostu oddzielając się od ciała. Potwór runął na ziemię i zaczął się czołgać w stronę Reed'a zaskakująco szybko jak na taką masę. Złapał go silną łapą w pasie i ścisnął. Gdyby nie zdolności Richardsa, jego kręgosłup już dawno by był zmiażdżony.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Invisible Woman



Liczba postów : 121
Data dołączenia : 03/07/2012

PisanieTemat: Re: Foxwoods Theatre   Pon Sty 13, 2014 10:49 am

Główny cel działań Susan został zrealizowany i to w dodatku bez większych problemów; kobieta wyprowadziła zdecydowaną większość - jeśli nie wszystkich, niestety nie była w stanie tego stwierdzić - cywilów, co praktycznie zawsze stanowiło dla niej najwyższy priorytet podczas misji... Nie licząc oczywiście tych wyjątkowych sytuacji, w których logicznie rzecz biorąc najważniejsze było powstrzymanie przeciwnika przed, powiedzmy, przejęciem kontroli nad planetą lub po prostu jej kompletnym zniszczeniem. Wówczas należało już podzielić swą uwagę między oba zadania - i podejść do tego realistycznie.
Tak czy siak, teraz Fantastyczna Czwórka mogła się już zająć tylko i wyłącznie zagrożeniem samym w sobie. Invisible Woman rozważała właśnie na szybko swój następny ruch - zamknąć żołnierzy w niewidocznej sferze? To chyba brzmiało najrozsądniej, skoro Johnny zgromadził ich w mniej więcej jednym i tym samym miejscu - gdy mundurowi zaczęli dosłownie szaleć. Już pierwsze krzyki sprawiły, iż Sue potoczyła wzrokiem po sali, a jej oczy rozszerzyły się wyraźnie w zaskoczeniu, które prędko przerodziło się w prawdziwy szok. Początkowo nie była nawet w stanie zareagować, choć już w kilka sekund później wypomniała sobie, iż powinna była przede wszystkim odseparować owych mężczyzn od ognia; może i w grę wchodzili mordercy, ale przecież nikomu nie życzyła spłonięcia żywcem. Widok nie należał do przyjemnych, lecz zapach był jeszcze gorszy. Susan przeżyła już swoje, a mimo to odruchowo zacisnęła zęby; dopiero krótką chwilę później rozluźniła szczęki, dochodząc do wniosku, że w zaistniałych okolicznościach musi zrezygnować z oddychania przez nos - przynajmniej o ile nie chce zwrócić swojego ostatniego posiłku.
Trudno; choćby chciała, to nie mogła już nic poradzić na cierpienie żołnierzy. Póki co miała zresztą pilniejsze - bieżące - sprawy na głowie. Jej umysł usłużnie podsunął jej kilka nie do końca dopracowanych teorii, z których najbardziej prawdopodobna zakładała, iż osoba odpowiedzialna za cały ten atak musiała uruchomić przygotowany zawczasu mechanizm, aby pozbyć się swych - zbędnych już - podwładnych. Zachowanie nieludzkie i niekoniecznie rozsądne; zależnie od punktu widzenia. Co to mogło jednak być - tak konkretnie? Jakaś substancja chemiczna?
-Jakieś pomysły?- rzuciła przez komunikator, a jej spojrzenie powędrowało ku kulom, w których zamknęła potencjalnych sprawców zamieszania. Jedna z nich była pusta; odkrywszy to, Invisible Woman zlikwidowała ją i natychmiast zaczęła szukać wzrokiem kobiety, której udało się uciec... Co nie było szczególnie trudne, biorąc pod uwagę fakt, iż w przeciągu ostatnich kilku minut teatr nieźle opustoszał.
Nim jednak Susan zdążyła podjąć jakiekolwiek działanie przeciwko podejrzanej nieznajomej, jej uszu dobiegł huk towarzyszący odrywającemu się żyrandolowi oraz trzask łamiących się belek i zapadającej sceny. Na moment serce zabiło jej mocniej, kiedy zorientowała się, iż to właśnie tam przebywał Human Torch... Ale przecież wychodził już z o wiele gorszych sytuacji. Nie mogło mu się stać nic poważnego... A przynajmniej taką miała nadzieję. Mimo wszystko blondynka przelewitowała nieco bliżej świeżo uszkodzonego obszaru, choć nie bezpośrednio ponad niego.
-Johnny?- spytała, siląc się przy tym na względny spokój - i rzecz jasna znów korzystając ze sprzętu utrzymującego między nimi stałą łączność. Gotowa była w razie konieczności przystąpić do usuwania drewnianych elementów konstrukcji, które dopiero co odłączyły się od sufitu...
... Ale oczywiście to nie mógł być koniec.
Widok podnoszących się - i okropnie zdeformowanych - żołnierzy skutecznie zmusił Invisible Woman do zmodyfikowania jej poglądów na całe to zajście. Teraz było już nad wyraz jasne, iż przeciwnikowi nie chodziło wcale o pozbycie się oddziału - a raczej o zmutowanie go i wzmocnienie. Prawdę mówiąc Susan nie była pewna co gorsze: to - czy "zwykłe" wymordowanie podwładnych... Chociaż nie. Kolejne spojrzenie na owe monstra utwierdziło ją w przekonaniu, że śmierć byłaby o wiele lepsza od... Cóż, po prostu od tego. Przynajmniej ona nie miałaby problemów z wybraniem.
Potworki nie zwlekały zbyt długo, nim przystąpiły do ataku - brutalnego i krwawego, co nie stanowiło dla Sue żadnego zaskoczenia. Zauważyła za to, że rzuciły się na każdego, kto znajdował się akurat w zasięgu ich łap; czyżby nie rozróżniały celów? To również nie byłoby dziwne, choć Susan nie miała jeszcze na tym polu pewności. Istniała w końcu opcja, iż z jakiegoś powodu stwory otrzymały akurat takie, a nie inne rozkazy.
Nie zastanawiając się wiele, Invisible Woman posłała serię kilkunastu twardych pól siłowych o średnicy wahającej się mniej więcej od dwudziestu do trzydziestu centymetrów w stronę znajdującego się obecnie najbliżej niej mutanta - który zresztą zachowywał się bardzo podejrzanie, bo nie kipiał energią i agresją na podobieństwo swoich towarzyszy, zamiast tego poruszając się jakby... Wolniej. Sue chciała przede wszystkim zbadać w ten sposób wytrzymałość przeciwnika. Jednocześnie sama pozostawała w ruchu, lewitując wysoko nad głowami zebranych, stale zmieniając pozycję, aby mieć podgląd na jak największą część sali - i w razie czego móc atakować z różnych punktów. Dodatkowo otoczyła się drugą barierą; ta przylegająca do jej ciała była bardziej trwała, za to nowa - dość elastyczna, zdolna się nieco wygiąć, a może i nawet odbić cios.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Herr Kleiser
Mistrz Gry


Liczba postów : 145
Data dołączenia : 04/07/2012

PisanieTemat: Re: Foxwoods Theatre   Pon Sty 27, 2014 10:42 am

Cóż, końcowy rezultat nie prezentował się najgorzej, ale stanowili kiepski materiał, do stworzenia idealnej rasy nadludzi. Nie obejdzie się bez kolejnego szeregu badań i eksperymentów, żeby osiągnąć jeszcze lepsze efekty, ale póki co, wszystko szło zgodnie z planem. Żadnych genetycznych anomalii, niekontrolowanych mutacji, regresji tkanek, czy śmierci w trakcie trwania metamorfozy. Ogólny zamysł nie zakładał konieczności wczepiania implantów, regulujących poziom hormonów i kontrolujących zachowanie obiektów. To nie była żadna złożona operacja, wymagająca korzystania z wyższych funkcji mózgowych, tylko najzwyklejszy pokaz siły. Niech rozniosą ten teatr do fundamentów, pogrzebią w nim kogo się da, tyle że z jednym wyjątkiem. Nie, nie chodzi tu o niego, już nie z takich sytuacji wychodził cało, miał na myśli swoją blondwłosą towarzyszkę, która jakimś sposobem opuściła szczelną barierę stworzoną przez Invisible Woman. Najwyraźniej pod tą urodziwą twarzyczką kryje się coś więcej, niż męsko, kości i krew. Ludzie umierają, konają, chowają się po kontach, a on niczym nie wzruszony zaczął grać sobie na telefonie komórkowym. Niby co innego mu zostało, skoro został uwięziony wewnątrz tej przeklętej bańki? Oby tylko Amora dała sobie radę ze sforą genetycznie podrasowanych maszkar. Chociaż, skoro teleportacja nie była jej obca, to może znała inne sztuczki, żeby poradzić sobie w tej sytuacji.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Amora



Liczba postów : 99
Data dołączenia : 16/07/2013

PisanieTemat: Re: Foxwoods Theatre   Czw Sty 30, 2014 9:07 pm

Z minuty na minutę blondynka coraz bardziej żałowała, że nie wybrała się na przykład do kina. Ta intymność, przygaszone światła i bezproblemowe zabijanie ludzi. Jednak nie, musiała poczuć tą całą amerykańską kulturę, ubrać się nad wyraz elegancko i poczuć magię tego miejsca. Teraz teatr wyglądał co najwyżej jak po bitwie o Hogwart. Z tym wyjątkiem, że w rolę śmierciożerców wcielali się naziści. Ów mężczyźni chyba poczuli się nieco źle w swojej skórze. I to dosłownie. Amora obserwowała tylko zaskoczona jak większość z nich wydaje z siebie dzikie odgłosy, których nie powstydziliby się kibice Legii. Hałas i okropne dźwięki wydawane przez Niemców były nie do wytrzymania. Sapanie, jęki, odgłosy umierania. I ten odór palonych ciał, rozkładających się wnętrzności... Bogini czuła już go wielokrotnie, dlatego też teraz tylko nieznacznie skrzywiła wargi w cierpkim uśmiechu.
Zgrzytnęła zębami za to, gdy jej pseudo atak na kobietę z Fantastycznej Czwórki się nie powiódł. Ale tak jak już wcześniej zaznaczyłam - Szansa na trafienie jej była pięćdziesiąt na pięćdziesiąt. Istna ruletka. Tym razem się nie udało, ale cóż. Cel był niewidoczny, więc nie dziwota. Przez chwilę wsłuchiwała się we wszechobecną ciszę, która była dosyć niepokojąca i zmarszczywszy tylko brwi przeniosła spojrzenie zielonych ocząt w stronę gigantów. No cóż, tutaj trzeba było już działać nad wyraz szybko! Dlatego by uniknąć pochwycenia przez paskudne maszkarady, które chyba urwały się z wyjątkowo kiepskiej imprezy halloweenowej odbiła się zgrabnie od ziemi i uniosła się w powietrzu, wysoko nad sufitem, tak by żaden z potworków nie zdołał jej chwycić. Jednocześnie wykonała lekki obrót nadgarstkiem tym samym posyłając w ich stronę sporą wiązkę energii celując w ich przyjemne mordki. Odleciała jeszcze, jak najdalej i ułożyła ponownie w dłonie w charakterystyczny gest, który już się tego wieczoru pojawił. Tym razem nie zamknęła ocząt, a skupiła swój wzrok na Kleiserze, który pochłonięty był nadzwyczaj ciekawą grą. Siłą woli zmusiła go by i on spojrzał jej w oczęta i gdy tak już się stało, ta zaczęła z wolna wypowiadać pewną, jej znaną inkantację. Zamierzała wydostać go z tej okropnej bańki i zabrać go do siebie. Czy tez gdziekolwiek indziej, gdzie będą mogli bliżej się poznać, kchem. Dosłownie po chwili Niemiec w kosztownym garniturze mógł poczuć dziwne mrowienie w okolicach stóp, przechodzące powoli przez całe jego ciało. Amora oczywiście czuła to samo, jednak intensywniej.
Tym razem postąpiła niezwykle nieelegancko i nie żegnając się z resztą teleportowała siebie i swojego nowego przyjaciela w bezpieczne i znane jej miejsce. Tak po prostu, by uniknąć nieprzyjemnych spięć. Najpewniej do swojego apartamentu.

[ z/t dla siebie i Kleisera. ]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Human Torch



Liczba postów : 81
Data dołączenia : 06/07/2012

PisanieTemat: Re: Foxwoods Theatre   Pon Lut 17, 2014 6:41 pm

Przychodząc na tę konkretną misję, Johnny raczej nie spodziewał się takiego... przebiegu wydarzeń. Na pewno nie uwzględniał w nich noża wbitego w dłoń, od tego w ogóle zacznijmy. Prosta, nudna misja zaczęła zmieniać się w dużą, wcale nie taką nudną misjię, której ogarnięcie staje się… problematyczne. Jak? Kiedy?
Zmarszczył brwi słuchając wskazówki Reeda. Miało to sens. Rozejrzał się szybko dookoła, aż jego spojrzenie zatrzymało się na tym czego szukał - fragmencie niespalonej dekoracji. Oderwał szybko zdrową dłonią pas jakiegoś materiału i zawiązał go najsolidniej jak potrafił na zranionej ręce.
- Tak, sytuacja chyba opanowana - odparł w odpowiedzi na pytanie gdy już upewnił się, że prowizoryczny opatrunek trzyma się na swoim miejscu. Z małym opóźnieniem dotarły też do niego odgłosy walki dochodzące z komunikatora. Z kim Gumka się tam bił? Ktokolwiek wszedł mu w drogę, lepiej niech Reed się pospieszy i pomoże im ogarnąć ten bałagan tutaj.
Johnny rozejrzał się szybko dookoła, próbując ogarnąć spojrzeniem otaczający ich chaos. Jego wciąż jeszcze niewidzialne ciało znów pokrywały płomienie, chociaż chwilowo nie miały wysokiej temperatury i nie spalały jego prowizorycznego bandaża. Właśnie decydował się na powrót do wyłapywania reszty przeciwników... kiedy nagle ci zaczęli miotać się i krzyczeć. Oczy Human Torcha rozszerzyły się ze zdziwienia i chwilowej dezorientacji.
- Co się dzie... - zaczął, ale nie zdążył dokończyć. Spadający żyrandol, zapadająca się scena i cholernie ciężkie belki z sufitu nieco mu to utrudniły. Huk powstały przy uderzeniu oraz dźwięk łamiących się konstrukcji zagłuszył jego okrzyk zaskoczenia i bólu. Hej, dostaliście kiedyś belkami? I kawałkami sufitu? Nie? Zdecydowanie
nieprzyjemne uczucie. Nawet jak dla superbohatera takiego jak Human Torch.
Johnny przez chwilę tylko leżał ogłuszony, trochę bojąc się poruszyć. Nie potrzebne były mu teraz dodatkowe złamania i rany. Nie odezwał się więc od razu po pytaniu Sue. Cóż. Prawdę mówiąc dopiero po nieco dłuższej chwili dotarło do niego, że jego siostra w ogóle się do niego odezwała.
- Żyję. Jakoś - odpowiedział wreszcie. Zdecydował się również unieść głowę aby sprawdzić jak bardzo źle wyglądała sytuacja. No, dobrze nie było, to na pewno. Belki, szczątki stropu oraz sceny wyglądały solidnie. Te mniejsze szybko usunie, ale z większymi będzie mieć problem. Poza tym, że nieźle się poobijał, chyba niczego nie złamał.
Nie czuł też żadnych ciał obcych w swoim własnym ciele. Dobra wiadomość. Na dziś wystarczyło mu już jedno wyjmowanie noża. Za powtórkę z rozrywki zdecydowanie podziękuje.
Johnny spróbował wysunąć się jakoś spod zawalonych konstrukcji - bez powodzenia. To, że nie widział swojego ciała wcale nie pomagało - przeciwnie, było dosyć dezorientujące.
Dopiero kiedy przesunął kilka rzeczy i przepalił jedną z większych belek (co trwało zdecydowanie dłużej niż by chciał) udało mu się wydostać. Kiedy tylko stanął o własnych siłach, sprawdził przy okazji na wyczucie jak duże są szkody. O dziwo, poza dużymi siniakami i ogólnym poobijanym wszystkim, nie było tragedii. Do wesela się zagoi. Nagle Johnny doszedł do wniosku, że coś jest nie tak. W pierwszej chwili nie był pewien skąd to wrażenie – dopiero po kilku sekundach w pełni doszyły do niego niepokojące… dźwięki. To Reed wydaje takie dziwne odgłosy, czy jak? Coś jak charczenie, wycie i…
Zmarszczył brwi. Raczej szybko wykreślił z listy podejrzanych gumowego członka ich drużyny (z resztą samą Sue również). Nie musiał też szczególnie długo rozglądać się za właściwym źródłem tych odgłosów. Gdy w zasięgu jego wzroku pojawiły się monstra, paskudne pozostałości nazistów, nie przypominające mu niczego co już w swoim życiu widział. No, może znalazłyby się ze dwa horrory przedstawiające podobne drastyczne pomysły deformacji ciała, ale… fuj. Oni naprawdę wyglądali obrzydliwie.
Gdy Johnny zauważył, że te jakże urocze stworzenia zaczęły najwyraźniej zmierzać w jego stronę (wskoczenie do dziury w której się aktualnie było dosyć jedno znaczne, nic innego ciekawego tu nie było) uznał, że najwyższa pora się ogarnąć i szybko stąd ewakuować. Jak więc pomyślał, tak zrobił – wystrzelił do góry, wylatując ze szczątków sceny, rozejrzał się szybko dookoła.
- Huh. Nie wiem co się dzieje, ale to wygląda strasznie – mruknął, obserwując przerośnięte monstra. – Możemy się ich pozbyć? – zapytał, przyglądając się tym… temu czemuś, co miotało się po resztkach teatru. Zdecydowanie to nie byli już ludzie, sądząc po dzikich ruchach i wyraźnie krwiożerczych intencjach.
Następnym krokiem było, no cóż, rozpoczęcie powolnego pozbywania się monstrów. To po prostu trzeba potraktować jak duże robactwo, tak. Spalane karaluchy. Obowiązek, ot co.
Z tego wszystkiego nawet nie zwrócił szczególnej uwagi na zniknięcie organizatorów tej imprezy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sasha Aristow
Mistrz Gry


Liczba postów : 95
Data dołączenia : 30/09/2012

PisanieTemat: Re: Foxwoods Theatre   Sob Cze 28, 2014 2:02 pm

Johnnemu wydostanie się nie sprawiło większych problemów, wręcz przeciwnie, wszystko szło bez jakichkolwiek oporów, co w pierwszej chwili mogło się wydać nieco podejrzane. Nikt się na niego nie rzuca, nie atakuje, chociaż jeszcze przed chwilą ów mutanty miały ochotę oddzielić jego głowę od ciała.
Wszelkie zabiegi Fantastycznej Trójki, okazały się zbędne, bo w dość szybkim czasie monstra zaczęły się rozpadać. Dosłownie, części ciała odpadały od korpusu, zaraz po tym w błyskawicznym wręcz tempie rozkładając się na organiczną papkę. Dotknęło to każdego przeciwnika, bez wyjątku.
Do budynku zaczęli wbiegać strażacy, ratownicy jak i policjanci, chwilowo nie specjalnie zajmując sobie głowę superbohaterami. skupiając się na gaszeniu resztek pożaru, szukaniu zwłok i ewentualnych ocalałych pod zawalinami teatru. Dlatego też herosi byli już zwolnieni ze swojego zadania i mogli wrócić do przerwanych zadań, lub znaleźć sobie innych potrzebujących, jak im wygodniej.

[zt dla wszystkich]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator


Liczba postów : 3045
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Foxwoods Theatre   Sob Sie 06, 2016 11:20 pm

Niegdyś piękny teatr nie został do końca odbudowany po walce, która miała w nim miejsce wiele długich miesięcy wcześniej. Co prawda podjęto próbę naprawienia szkód, lecz tu i ówdzie wciąż widać było ślady po pożarze czy brakujące fragmenty ścian. Siłą rzeczy nikt tu już nie zaglądał...
... No, prawie nikt, bo akurat tej nocy w środku miała miejsce pewna aktywność. Z zewnątrz praktycznie nic nie dałoby się poznać, gdyż wszystko działo się w ciemnościach, lecz ktoś lub coś się tam poruszał... A raczej wiele ktosiów lub cosiów. Przynajmniej pięć różnych stworzeń - albo więcej. Ich działalność skupiała się zaś w przestronnym hallu, tuż przed schodami, a więc pod okrągłym otworem w suficie - ukazującym wyższe piętro.
Na podłodze rozsypany został jakiś proch... Może ziemia, ale prędzej popiół, gdyż był dość sypki. Na niego zaś kręcące się w mroku postaci rozlewały coraz to więcej jakiegoś płynu - najprawdopodobniej krwi, jeżeli sądzić po charakterystycznym zapachu, który unosił się w powietrzu. Ciecz prędko wsiąkała w proch, wśród którego zaczęły pojawiać się jakby drobne bąbelki... A potem coś jeszcze - coś obrzydliwego i mięsistego.
Do momentu, aż z popiołów uformowało się ciało, wszystkie tajemnicze postaci zdążyły umknąć - być może całkowicie z budynku, a może tylko gdzieś się w nim schowały, trudno orzec. Grunt, że wampirzyca po swojej drugiej śmierci obudziła się zupełnie sama.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
The Countess
PR Manager


Liczba postów : 3
Data dołączenia : 06/08/2016

PisanieTemat: Re: Foxwoods Theatre   Nie Sie 07, 2016 8:08 pm

Trudno powiedzieć, jak to się stało.
Hrabina nie pamiętała momentu swojej śmierci. I bardzo nie chciała pamiętać tego, gdzie trafiła tuż po niej. Jak wszystkie wampiry dostała się do piekła, w którym pobyt był... cóż, nieudany. Nie spodziewała się odejść w tak niespodziewany sposób, zwłaszcza, że kompletnie nie wiedziała, kto mógłby chcieć ją zabić.
Oczywiście, czyhali na nią łowcy krwiopijców, niemniej jednak była niemal pewna, że zdążyła zatrzeć za sobą ślady i im uciec. Najwidoczniej się myliła. Nie miała nadziei na powrót do życia, starając pogodzić się ze swoim losem...
A jednak.
Tej nocy opuszczony teatr został wypełniony tajemniczą magią. Kto mógł chcieć wskrzesić Victorię? Kto miałby z tego powodu korzyści? Były to jedne z pytań, na które odpowiedzi nie znał zapewne nikt, oprócz istot znajdujących się tej nocy w budynku.
W pewnym momencie blondynka zaczęła tracić obrazy, do których zdążyła się już przyzwyczaić - ogień, demony i okropny zapach zgnilizny, który odczuwała zaskakująco mocno. Czuła, że traci kontakt z światem; było to bardzo dziwne uczucie, które przeszyło ją od stóp aż po głowę.
Otworzyła oczy.
Hrabina wyrwała się z długiego snu z krzykiem, aby następnie przejść do pozycji siedzącej i uważnie spojrzeć na swoje ciało. Zacisnęła pięść, rozciągnęła ręce, zerkając na swoje nogi. Cóż... miła odmiana od przypalonego ciała i zapachu spalonego mięsa. Przejechała dłonią po swym udzie. Dopiero po chwili zaczął rosnąć w niej gniew, który pragnęła wyładować.
Jej głównym celem automatycznie stało się znalezienie swojego mordercy. Podniosła się z ziemi, rozglądając się po opuszczonym pomieszczeniu. Kilka kroków wystarczyło, by zorientowała się, że jest to teatr. Na szczęście nie zabrano z niego kostiumów, a wampirzyca nie miała zamiaru nago paradować po tak wielkim mieście, jakim jest Nowy Jork.
Chwyciła przypadkowe ciuchy, aby się w nie przywdziać. Ruszyła do wyjścia, dopiero teraz uświadamiając sobie, że zgłodniała...


[z/t]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Foxwoods Theatre   Today at 4:54 am

Powrót do góry Go down
 
Foxwoods Theatre
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2
 Similar topics
-
» New Magic Theatre

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Midgard :: Stany Zjednoczone Ameryki :: Nowy Jork-
Skocz do: