Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Las

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Sasha Aristow
Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 95
Data dołączenia : 30/09/2012

PisanieTemat: Las   Sob Gru 14, 2013 6:46 pm




Sprawy potoczyły się nieco inaczej niż Deadpool się spodziewał. Cała akcja z Manhattanu przeniosła się tutaj... tylko gdzie było to "tutaj"? Najemnik obudził się w środku martwego lasu. Pousychane, powyginane na wszystkie strony drzewa, gęsta mgła i krzyk wron. To wszystko co mu towarzyszyło. Nie było widać ani dziewczynki, którą miał ocalić, ani gości, którzy ją porwali. Ostatnim co pamiętał był jasny rozbłysk światła i sylwetki jego przeciwników wraz z porwaną. Szczęściem, jego sprzęt został nienaruszony, no prawie... pas do teleportacji, ucierpiał na tyle, że nie będzie pozwalał mu się przenieść dalej niż o metr, jednak o tym Deadpool dopiero zdąży się przekonać... Szybciej niż by chciał. Słońce powoli staczało się ku zachodowi, przez co ów tajemniczy las wydawał się jeszcze ciemniejszy i bardziej grobowy. Nie byłoby dziwnym gdyby zaraz natknął się na porozrzucane bez ładu i składu ludzkie kości. Pytanie - co teraz postanowi zrobić nasz drogi DP? Cóż, miał jedną opcję, iść przed siebie. Albo, w którąkolwiek inną stronę, tak czy inaczej ze wszystkich stron otaczały go szkielety drzew.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Deadpool
Troll Forumowy | Boski Posłaniec
avatar

Liczba postów : 192
Data dołączenia : 08/08/2012

PisanieTemat: Re: Las   Nie Lut 02, 2014 11:01 pm

Leżący na zimnej ziemi "nasz drogi DP" ziewnął przeciągle, zamlaskał i obrócił się na drugi bok. Skulił się mocno, niemal przyciskając kolana do klatki, a ze złączonych dłoni zrobił sobie poduszkę. Widać nie przeszkadzało mu ani zimno, ani brak jakiegokolwiek komfortu - kołdry, prawdziwej poduszki czy chociaż tego w miarę miękkiego materaca, by smacznie spać sobie dalej. Może to sen o biuście Ms. Marvel tak go wciągnął(A tam, Carol. Orksuńka, emotka-serduszko, śniła mi się przed chwilą)?
- Nie, Logan, nieee! - Spokój, może i ponury, ale spokój, martwego lasu zakłócił krzyk Wade'a, gdy ten nagle obudził się i podniósł do pozycji siedzącej, wyraźnie czymś przestraszony. Otarł zimny pot z czoła, a w następnej chwili zaczął się śmiać.
- Więc to tylko zły koszmar... Heh... - Wyciągnął się cały, wprawiając w ruch wszystkie, zdrętwiałe po długotrwałym leżeniu, stawy i stękając przy tym cicho.
- Tylko wyobraźcie sobie, ja, na krześle, przywiązany do oparcia i Gwen Stacy. Tańczy przede mną na stole, seksowne ruchy, powoli się rozbiera, wyzywająca bielizna i te pe, i te de... I nagle... Zamienia się w Thora! Tańczy dalej, robi się coraz goręcej, te jego pośladki... Schodzi ze stołu, podchodzi, jego dłonie są centymetry ode mnie... Marzenia zaraz się spełnią... I wtedy zamiast boga piorunów widzę Rosomaka. T e g o Rosomaka. A jego dłonie brną dalej po moim ciele, coraz niżej, w stronę... - Wzdrygnął się mocno.
- Zły dotyk boli całe życie. Dobrze, że się w porę obudziłem. Choć, z drugiej strony... - Tu Wade się nieco zarumienił - Logan, stanowczy, dominujący  nad takim związanym, mogącym tylko przed nim ulec, mną... - Siedział zamyślony, przez kilka dłuższych chwil, ale w którymś momencie w końcu wyrwał się ze świata fantazji, uderzył dłonią o ziemię i wstał.
- Dobra, przyjemności trzeba niestety zostawić na później, wracamy do zadania! - powiedział i w tym samym momencie spostrzegł, gdzie jest. Przesunął wzrokiem po kolejnych martwych, czarnych drzewach, rejestrując ponure widoki.
- So... Czy właśnie stałem się bohaterem kolejnej gdy ze Slendermanem? Sleeendy, gdzie jesteeeś?! Czemu nie chcesz do mnie przyjść... ? Chcę się pobawić twoimi mackami... Albo żebyś ty pobawił się mną, swoimi mackami... - Spojrzał smutnym wzrokiem w ziemię przed sobą.
- Czy to dlatego, że nie jestem małym chłopcem, ukośnik, małą dziewczynką... ? - tu zajęczał bezradnie - A byłbym taką ładną, małą dziewczynką... Założyłbym dla pana Slendiego śliczną, letnią sukienkę... I sandałki... A we włosy wplótłbym kwiatki... - Pociągnął cicho, kilkakrotnie nosem.
- A propo małych dziewczynek, mam jedną uratować, prawda MG? - Wyprostował się i oparł dłonie o biodra. Blisko nich, przypiętych do pasa wisiało kilka granatów odłamkowych oraz błyskowych, natomiast o prawe udo oparta była średnich rozmiarów torba udowa, wystarczająco pojemna by pomieścić kilka zapasowych magazynków do dwóch Glocków, trzymanych przez niego w specjalnych kaburach pod pachami oraz do H&K MP5K, małego pistoletu maszynowego trzymanego w kaburze na drugim udzie.
- Do tego, klasycznie, katany na plecach, a w torbie jeszcze kilka małych niespodzianek. To... W drogę! - ruszył, przed siebie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sasha Aristow
Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 95
Data dołączenia : 30/09/2012

PisanieTemat: Re: Las   Pią Kwi 18, 2014 1:56 pm

Krzyk Wade'a nie zmącił jedynie ponurej ciszy, ale i spokój wyspy samej w sobie, dość skutecznie płosząc lub też przyciągając kilku jej, cóż - niezbyt ciekawych, mieszkańców. Oczywiście z pozoru nic się nie zmieniło w jego otoczeniu, wciąż martwym i nieustępliwym w swej przytłaczającej aurze. Z pozoru. Bo aktualnie w naszego bohatera wpatrywało się kilka par białych, lekko lśniących oczu... Jednak czy każda para oznaczała osobnika? Może ktoś miał ich więcej, może mniej. Lub nie miał wcale? Jednak, wszystko w swoim czasie, prawda?
Dlatego, wysłuchawszy wszystkich opowieści, okazaniu współczucia na sen o Loganie i twierdzącej odpowiedzi na pytanie, mogłem spokojnie kontynuować, prowadzenie Deadpoola na śmierć.. znaczy przygodę. Znaczy po kasę.
KONTYNUUJĄC.
Im dalej w las brnął Wilson, tym coraz gęstszy się ten stawał. Oczywiście zapomnieć można o zielonej trawce i pachnących kwiatach, raczej napotykało się coraz więcej badyli, powykręcanych drzew o czarnej korze, a powietrze zdawało się robić coraz cięższe. W dość mocny sposób siadając człowiekowi na płuca i utrudniając oddech, przez co nawet zwykły spacer zdawał się być o wiele bardziej męczący. W oczy również rzucało się to, iż jak wcześniej dało się jeszcze gdzieś dostrzec starego kruka czy nietoperza, tak tutaj zanikały wszelkie ślady istnienia fauny. No, nie licząc kilku rozszarpanych szczurów, których wnętrzności leżały na drodze.
Innym ciekawym zjawiskiem było również to, że drzewa mimo swej pozornej wątłości, rosły w dość gęstym rzędzie, przy drodze, którą się poruszał DP. Niemalże tłumiły postać wą liczebnością... zupełnie jakby ktoś chciał, by iść tym konkretnym szlakiem i nie mieć okazji zejść z niego. Kto wie, kto wie. No, ja wiem, ale nie powiem.
W pewnej chwili Wade mógł wyczuć jak kawałek za jego plecami przemknęły dwie postaci. No cóż, przynajmniej tak mogło się wydawać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Deadpool
Troll Forumowy | Boski Posłaniec
avatar

Liczba postów : 192
Data dołączenia : 08/08/2012

PisanieTemat: Re: Las   Wto Kwi 22, 2014 11:12 am

Deadpool, najemnik z pyskiem, regenerujący się degenerat szedł dalej ponuro-leśną drogą, co jakiś czas jednak przystając na moment, pochylając tors do przodu oraz opierając ręce o kolana - by głębokimi haustami zaczerpnąć to dziwne, ciężkie powietrze. Hausty, które normalnie oczyszczałyby płuca i uzupełniały krew o spore zapasy tak potrzebnego człowiekowi tlenu, teraz były niczym nad wyraz krótki, szybki wdech. Nawet jak na Wade'a, coraz większe problemy z oddychaniem wraz z zagłębianiem się w ciemny szlak mrocznego lasu zaczęły dawać się we znaki.
- Ugh, a mówili mi w dzieciństwie - Nie siedź tyle przed komputerem, wyjdź na dwór, pobaw się z kolegami, pobiegaj, pojeździj na rowerze. Będziesz zdrowszy, będziesz miał lepszą kondycję. To ja wolałem siedzieć w domu i młócić na PlayStation. Just kiddin', nigdy nie miałem w dzieciństwie PlayStation. Ale zdecydowanie powinienem wrócić na siłownię. I przestać odwiedzać TacoBell co... dzień. No dobrze, przyznaję się, odwiedzam je trzy razy dziennie. Tacos są naprawdę dobre, ok? A Burrito... Zawinięte w pyszną tortillę mięsko... Grillowane warzywka... Pikantna salsa... Jeśli Bóg istnieje, to powiadam wam, objawia się w postaci Burrito. Chyba, że jecie kiepsko przygotowane Burrito. Albo z budki usytuowanej w biednej dzielnicy, gdzie nie dociera sanepid, i mięso zawiera w sobie więcej pasożytów niż mięsa. Nawet nie wiecie jak cholernie ciężko jest wyrzucić z siebie na kibelku takie 4-metrowe bydle. Ale potem macie cztery metry improwizowanego zapasu, jak potrzebujecie kogoś zakneblować, a nie macie taśmy, ani nic w tym stylu... - Pod czerwonym materiałem deadpoolowej maski, usta najemnika wykrzywione były w delikatnym uśmiechu. Mimo sytuacji w jakiej się znalazł nie czuł ani zbytniego strachu, ani... Czegokolwiek negatywnego(No, może poza tym, że przez to gadanie o Burritos zrobiłem się głodny, a nie widzę tutaj żadnej meksykańskiej budki)(Może to i dobrze. Po ostatnim mam dość hodowania w naszym organizmie... Innych organizmów)(Przesadzasz, Steve był miłym tasiemcem)(Nadałeś tasiemcowi imię?)(Hej, siedział w naszych jelitach przez miesiąc. Zaprzyjaźniłem się, ok? Zawsze chciałem mieć zwierzątko, ale rodzice mówili, że to za dużo obowiązków, trzeba je karmić i zbierać po nich kupkę...)(Steve na cześć Kapitana Ameryki?)(Yup)(To takie patriotyczne)(Brakuje teraz powiewając w tle flagi Stanów Zjednoczonych i jakieś patriotycznej pozy. Hail Hydra!)(To chyba nie te słowa)(Deutschland, Deutschland über alles? No nie znam słów hymnu USA, jestem z Kanady)(Jak Wolverine). Wilson po prostu brnął przed siebie, podziwiając widoki i wdychając zdrowe, leśne powietrze. Taaak.
Jak już wcześniej mg wspomniał, Słońce staczało się powoli ku zachodowi, a coraz gęściej usytuowane drzewa wcale nie nadrabiały z każdą chwilą mniejszej ilości światła, toteż w pewnym momencie, gdy Deadpool przystanął, otworzył torbę na swoim udzie i wygrzebał z niej latarkę. Przeciętną, typową, z żarówką o niedużej mocy, świecącą na tyle dobrze, by Wade był w stanie odróżnić w tych ciemnościach zwykłe drzewo od ewentualnego, zabójczego, zmutowanego drzewa. Z mackami, wyrzutniami rakiet wbudowanymi w pień i takimi tam(Wiecie, jak to zabójcze, zmutowane drzewa).
- So, dużo martwych drzew, rozszarpane ciała szczurów, ogólny mrok i ponurość. Trochę kripi. Ciekawe, gdzie mnie ta droga zaprowadzi. Ha, wiem gdzie!(Do cycków?)(Do jaskini wielkiego, przerażającego potwora, który nas rozszarpie, a potem pożre? Ewentualnie od razu pożre, żywcem, w całości?) Nope. Taka droga na pewno zaprowadzi nas do... Tęczowej krainy kucyków(... ?). Będziemy jeździć po tęczy, na różowych kucysiach. To jest pewne. MG wszystko zaplano... Woah! - Schizofreniczny najemnik mówił o swoich kolorowych fantazjach, gdy nagle wyczuł ruch za plecami. Odskoczył przestraszony do przodu, jednocześnie obracając się o 180 stopni. Czyli, poniekąd odskoczył do tyłu. Tyłu-przodu? Mniejsza.
- Szybko! Dawać mi bazookę!(Ale Suzy nie ma dzisiaj z nami... ?) Jak to nie?(Mamy tylko to co autor wymienił w pierwszym poście)(Plus niespodzianki) I właśnie wśród tych niespodzianek jest nasza kochana Suzy. I działo laserowe. I arcy-magiczny kijek prawdy. MG nawet się nie zorientuje, że coś przemyciłem.(Ale jak, skoro nie mamy naszej magicznej torby?) Nie mamy. Ale mamy moje tuchus. Noszenie 4-metrowego potwora w jelitach, a potem wyrzucanie go z moich jelit wyćwiczyło pojemność przewodu wydalniczego waszego wspaniałego najemnika.(Ale tasiemiec jest cienki jak... taśma. I nie chcę więcej wiedzieć. Tzn. chcę, ale to wieczorem, kiedy wszyscy pójdą spać i zostaniemy sami, tylko ty, ja...)(I ja) Pairing DPxjego-głosy-w-głowie... ? - Deadpool pokręcił stanowczo głową i zaświecił latarką przed sobą, szukając wzrokiem postaci, które przed chwilą przemknęły tuż za jego plecami. Drugą rękę powoli przybliżył do rękojeści jednej z trzymanych na plecach katan.
- Tak naprawdę nic nie przemyciłem. Niestety. Tak czy siak. Haaaalo, panowie potwory? Może zapomnimy na chwilę o waszej chęci pożarcia mnie żywcem, wyjdziecie, pogadamy, pójdziemy na piwo, Tacos, zaprzyjaźnimy się. Nie musimy się od razu zabijać, wiecie? I tak nie da się mnie zabić, moje mięsko niezbyt smaczne. Sam Dracula pogardzał moją krwią. Serio, nie warto. - Przesuwał światłem po najbliższych drzewach, a ewentualnie widząc czy słysząc jakikolwiek ruch, gotów był w każdej chwili rzucić się na przeciwnika z kataną i pochlastać go na kawałeczki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sasha Aristow
Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 95
Data dołączenia : 30/09/2012

PisanieTemat: Re: Las   Wto Kwi 29, 2014 5:18 pm

Jasne, Deadym zwalmy twój aktualny stan na kondycję, przecież ja w żaden sposób nie mam na to wpływu... nie ingeruję i takie tam. Ani troszkę. Podobnie, ufam, że Steve był pięknym i kochanym tasiemcem... czego nie można powiedzieć o Kapitanie, khem. Nic nie słyszałeś.
Ale wróćmy do twoich nowych, tajemniczych znajomych, yay.
Światło latarki wiele nie dało, gdyż drzewa faktycznie stanowiły świetną zasłonę, zwłaszcza w momencie gdy ktoś świetnie znał teren i bezproblemowo się w nim poruszał. Tak było właśnie w tym przypadku.
Wilson nie był w stanie dojrzeć czegokolwiek konkretnego... no dobra, niczego poza korą starych drzew.
Krzyki również niespecjalnie poruszyły jego napastników; ciekawym zjawiskiem było, iż za jego głosem nawet nie poniosło się echo (chociaż w normalnych warunkach powinno), nic, głucha cisza, no, martwa byłoby lepszym określeniem.
Deadpool mógł już poczuć się w miarę bezpiecznie i ewentualnie wziąć poprzednie zdarzenie za zwykłe "przewidzenie". W każdym razie, dookoła naszego bohatera znów zapanowała cisza i względny spokój. Oczywiście tymczasowo.
Podróż trwała dalej, im głębiej tym ciemniej, jednak ku miłemu zaskoczeniu powietrze baaaaardzo powoli zaczęło wracać do normy. W pewnym momencie coś wyleciało zza drzew, wytrącając Wilsonowi latarkę z rąk i znów znikając w ciemności.
Chwile po tym zajściu, coś, pozornie niewielkiego, podcięło mu nogi, wywracając Wade'a na ziemię. Znów spokój. Nic nie drgnęło, nie poruszyło się. Absolutna cisza... którą przerwał dziki jęk. Był gdzieś blisko, pełen bólu i żalu.
Nad Deadpoolem zaświeciło troje oczu, a chwilę potem mógł poczuć jak coś brutalnie przebija mu nogę na wylot, na wysokości łydki. Zaczęło go ciągnąć po piachu w głąb lasu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Deadpool
Troll Forumowy | Boski Posłaniec
avatar

Liczba postów : 192
Data dołączenia : 08/08/2012

PisanieTemat: Re: Las   Pon Maj 12, 2014 9:02 pm

(Może by tak olać w tym poście trzecioosobowe opisy?)(Nie)(Ja wiem jak bardzo nie chce ci się teraz pisać narracji, ty wiesz jak bardzo nie chce ci się pisać teraz narracji)(Nie pominiemy jej. Nie można)(I tak każdy czyta te posty dla mnie i mojego gadania...)(Skromność)(...A nie dla ciebie)Deadpool na początek walnął się w swój własny nos. Z całej siły. Ot, jakby jakaś niewidzialna siła kazała mu to zrobić, narzuciła mu swoją wolę(Dlatego właśnie wolę gadać z głosami w mojej głowie, zamiast z tobą)(Nigdy nie zadzieraj z autorem twoich postów. I zobacz, nagle dostałem ochoty na pisanie narracji. Wcale nie dlatego, żeby się nad tobą poznęcać, skądże by. Dzięki Deady)(Cóż, umm, nie ma za co? The best merc in the world zawsze do usług. Ale wiesz, przemoc to nie zawsze dobre rozwiązanie. Znaczy no, wiadomo, przyjemnie jest zadać komuś cios kijem bejsbolowym w łepetynkę. Albo siekierą. Albo pochlastać go katanami. Ale najpierw mogłeś mnie posłać na tego karnego jeżyka).

Hm, taaak, po krótkim sporze między naszym łamiącym czwartą ścianę najemnikiem, a autorem tych przecudownych postów(Skromność [2]?) Wade ruszył dalej przed siebie, ścieżką, którą wytaczał gęsty, mroczny las wokoło.
- Hm, cios w nos sprawił, że coraz lepiej mi się oddycha. Ha, jak dobrze jednak jest od czasu do czasu walnąć się porządnie we własną mordę. Tylko latarka coś niedomaga... - Najpierw wziął głęboki, łatwiejszy niż przedtem oddech i uśmiechnął się do samego siebie, bo to przecież wcale nie zasługa mg, że mu się lepiej oddycha. Zaraz jednak spochmurniał i uderzył o jeden koniec latarki - Nie ten rzucający światło, ten drugi - otwartą dłonią.
- Wiedziałem, żeby nie kupować nic u tych podejrzanych chińczyków.. - No bo przecież gęstniejąca wokoło ciemność to też nie wina mg, a latarki. Ach, te dzisiejsze sprzęty. Byle do końca gwarancji i się psują.
- Hej! - krzyknął, gdy tajemnicze stworzenie wyleciało zza drzew, by pozbawić go wspomnianego źródła światła. To spadło na ziemię i, jak na złość, obróciło się w przeciwną do Wilsona stronę, przez co ciemność natychmiast otuliła najemnika ze wszystkich stron.
- Trzeba było zaopatrzyć się w porządny, zakładany na głowę noktowizor(Bylibyśmy jak Sam Fisher!)(Sam Fisher? Fisher Sam... Bylibyśmy rybakiem?)(Ze Splinter Cell)(Ouuu... Skradającym się w cieniu rybakiem?). Nic by mi go nie wytrąciło i efektywność lepsza. Albo zostać człowiekiem-kotem, zamiast martwym basenem. Miałbym ostre pazurki i może łatwiej byłoby zbajerować Black Cat. Chociaż ona to chyba bardziej na Pająki leci. Konkurentka... (Czy tutaj w ogóle mają jezioro, rzekę, jakiś zbiornik wodny z rybami?)(Co?)(No, skoro mamy porzucić najemnictwo na rzecz rybactwa) Pewnie coś by się znalazło. Staw z jakimś wielkim, zmutowanym rybo-humanoidem. Hm. Deadpool, najlepszy rybak na świecie. I pseudo nawet bardziej by pasowało. No bo wiecie. Martwy basen. Zbiornik wodny, martwy, bo wszystkie rybki i inne stworzonka złowione, wypchane, powieszone na ścianach albo zjedzone... Nieważne. No nic. Latareczko, idę po ciebie! - Już miał rzucić się po niezbędny w obecnej sytuacji osprzęt, który aktualnie leżał kilka metrów od niego, na ziemi, gdy coś Wade'a podcięło i Deadpool na wspomniane, twarde podłoże z impetem wylądował.
- Auć! - Wygiął nieco obolałe teraz plecy.
- Najpierw długi sen na twardej ziemi, teraz ktoś zmusza mnie do leżenia na niej z powrotem. Nie mogłeś po prostu grzecznie powiedzieć, że lubisz w takiej pozycji? Ach, jak wrócę do cywilizacji, to muszę zafundować sobie masaż. Może egzotyczny, u tych Azjatek co ostatnio? Z bonusem. - rzekł w ciemność i obrócił się na brzuch, by spojrzeć na wciąż leżącą i święcącą niedaleko latarkę. Wyciągnął dłoń w jej stronę.
- Gadżet, gadżet, wydłużająca się ręka! Gadżet, gadżet, sieciosploty! ... Tęczowe promienie przyjaźni i miłości? - Wade ostatecznie westchnął cicho i wrócił do leżenia na plecach. Spojrzał w górę, w ledwie zauważalne niebo, przedzierając się wzrokiem przez ciemność i pomiędzy gęsto usytuowanymi gałęziami obumarłych drzew.
- Szkoda, że nie mam takich mocy. Niestety. No, w pewnym sensie potrafię strzelać lepkimi, białymi substancjami... Ale to nie tutaj, nie teraz. - Obrócił głowę w bok, jakby zerkając na siedzącego tam, biernego widza. Uśmiechnął się pod maską i szepnął:
- To jak nagramy razem z Shiklie wideo z naszej nocy poślubnej. - Wilson spojrzał z powrotem w górę i rozłożył się wygodniej, plackiem na ziemi, po czym wsłuchał się w otaczające go znów ciszę oraz spokój.
- MG, co to za problemy masz, związane z Kapitanem? Chcesz się wygadać, wyżalić? Posłucham, przerwę ci po dwóch słowach, zacznę długi na pół godziny monolog. Zobaczysz, będzie fajn... Hej, czy to Tenshinhan? - odparł, widząc zawieszone nad nim troje oczu, a zaraz krzyknął z bólu, gdy poczuł jak coś przebija jego łydkę. Obserwował, oczywiście z trudem cokolwiek w tych ciemnościach zauważając, jak tajemnicze stworzenie ciągnie go po ziemi do nieznanego Deadpoolowi celu. Z przebitej nogi sączyła się, po czym zostawiała na piasku czerwony ślad krew.
- Znowu będę musiał szyć kostium. Gdzie ja to mam... - Wade zaczął szukać czegoś przy pasku. Chwycił jeden z granatów i zaczął przyglądać się mu w ciemności, z bliska, mrużąc oczy i próbując coś na nim dostrzec.
- Potrzebuję światła(Nie możesz rozróżnić co to za granat?) Nope(Gdzie jest zawleczka?) Nop... No, też. Szukam strzałki, wskazującej gdzie jest zawleczka i od której strony mam ją pociągnąć. Żeby, wiecie, użyć granatu... Nie jestem przyzwyczajony do pracy w takich warunkach. - W końcu jednak złapał przez maskę wspomnianą zawleczkę zębami, odbezpieczył granat i przytrzymał przez chwilę w dłoni.
- Jeden... Dwa... - wymamrotał, z zaciśniętymi na kawałku metalu zębami, w tym samym czasie sięgając wolną ręką po pistolet maszynowy na udzie. Gdy minęły trzy sekundy od kiedy licznik granatu wystartował, podrzucił go w górę na kilka metrów, a miotającą rękę pokierował dalej, tworząc z niej prowizoryczny "daszek" - Zasłaniając od góry oczy ramieniem oraz przedramieniem.
- Granat w powietrzu eksploduje, a że to błyskowy to na ułamek sekundy rozświetli wszystko wokół. A ja wtedy dowiem się co to za bestia mnie zaatakowała i gdzie jest jej tyłek, żebym mógł wpakować w nią cały magazynek! I nawet nie czuję, kiedy rymuję. Żeli papą, wena jest King Konga. Khem. Tyłek czy inne słabe, a przy tym duże punkty. Głowę-mózg. Plecy-serce-płuca. Oby tylko jego największym i najsłabszym punktem nie okazał się, um, Kogut... - Deadpool wszystko wytłumaczył. Tak, to był jego aktualny plan: Na moment rozświetlić wszystko granatem błyskowym, po czym poczęstować ołowiem bestię, która jeszcze przed chwilą przebiła najemnikowi łydkę(Czy to nie jest czasami granat błyskowo-h u k o w y... ?)(Mnie się pytasz? Jestem tylko najemnikiem, zarabiam mordując ludzi - przeważnie całe armie - czy porywając wampirom żony. Ode mnie wymagasz znajomości na temat jakichś tam granatów?)(Tak czy siak - Błyśnie, ale i huknie. Może ogłuszyć trochę potwora, ale i nas)(Aj tam, załóżmy że staram się tą ręką-daszkiem zasłonić też uszy. No i granacik jest w powietrzu, też, tak?).
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sasha Aristow
Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 95
Data dołączenia : 30/09/2012

PisanieTemat: Re: Las   Wto Cze 03, 2014 6:07 pm

Potwór niewiele sobie robił z gadaniny Deadpoola, nieustannie ciągnął go przed siebie.
O dziwo nic nie przeszkodziło mu w wyrzuceniu granatu hukowo-błyskowego (MG wykazał się dobrym sercem), co pozwoliło mu dosłownie przez ułamek sekundy zobaczyć swojego przeciwnika, zanim błysk go oślepił. Wadowi ukazała się istota człowieko-podobna, która najpewniej kiedyś ów człowiekiem była. Kiedyś. Okazało się, że hak, który ciągnął naszego bohatera był dłonią stwora, albo raczej znajdował się w miejscu dłoni. Tam, gdzie ręka wciąż była w miarę ludzka, w jej wnętrze wchodziły liczne druty oraz rury, które toczyły zielonkawa maź. Druga ręka praktycznie nie istniała, jedynie z poszarpanej skóry przy barku (będącej najpewniej wynikiem nieprofesjonalnego cięcia)wychodziły kawałki śrub, zupełnie jakby ktoś resztę odpiłował. Tuż pod klatką piersiową również nie znajdowało się ciało, a metalowe szyny i kable łączące się z miednicą. W nogach, podobnie jak w rękach, znajdowały się rury z zieloną substancją. Najemnik nie był jedynie w stanie dostrzec twarzy istoty, cóż, może lepiej dla niego.
O ile Wilson znalazł dodatkową chwilę i poświęcił uwagę otoczeniu, mógł dojrzeć jak kilka innych postaci kryje się przed światłem między drzewami.
Napastnik DP wydał z siebie nieartykułowany dźwięk, który w żaden sposób nie przypominał nic ludzkiego. Wyszarpnął hak, rozrywając bardziej nogę najemnika i naruszając kość, jeszcze jej nie łamiąc, jednak niewiele do tego brakowało.
Sam Wade również nie był w stanie wiele zobaczyć już w tym momencie. Jedynie jasną plamę pulsującą mu przed oczami, zupełnie jak wtedy gdy się spojdzy wprost na słońce w pogodny dzień. W uszach zaś mu niemiłosiernie piszczało i szumiało, nie przepuszczając żadnych innych dźwięków.
Mógł jednak odnieść wrażenie, że sytuacja w miarę się uspokoiła, głównie dlatego, że nic nie kręciło się dookoła niego, a tym bardziej go nie ruszało.
Do czasu.
W pewnej chwili złapało go coś potężnego, wiele większego od niego samego. Wade mógł wyczuć, że to coś w niektórych miejscach jest kompletnie pozbawione skóry, zaś lepkie mięso przylega do jego kostiumu. Nim jednak ten odzyskał wizję, monstrum silnie go uderzyło, nie tylko pozbawiając przytomności ale i doprowadzając do pęknięcia czaszki.


zt i zapraszam tutaj
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Las   

Powrót do góry Go down
 
Las
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Midgard :: Wielka Brytania :: Wyspa Brackvell-
Skocz do: