Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Aedroth-Et'Ada

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1326
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Aedroth-Et'Ada   Czw Lut 27, 2014 7:48 pm



Obcy świat znajdujący się w ukrytym wymiarze. Można by powiedzieć, że jest to miejsce rodem z legend. Jednakże, mało kto wie o istnieniu tej "legendy". Z tych, którzy wiedzą, niewielu jest tutaj mile widzianych. Z wyjątkiem istot, które zamieszkują ten wymiar. Jedną możliwością na dostanie się do tego świata, jest znajomość technik, pozwalających nie tylko przemierzać wymiary ale również odnajdywać te najbardziej ukryte oraz "zamknięte". Inną kwestią jest natomiast przetrwanie w tym miejscu. Gospodarze nie wykazują się tolerancją wobec żadnego intruza. W świecie tym żyją istoty znane pod mianem "Widm" lub Urkyn'Vareis.
Kraina wydaje się ciągnąć w nieskończoność. Wierzenia z Midgardu dotyczące "płaskiej ziemi", tutaj, są jak najbardziej prawdziwe. Poza granicami krainy, znajduje się tylko bezkresny eter.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Christopher Varcer

avatar

Liczba postów : 84
Data dołączenia : 19/03/2017

PisanieTemat: Re: Aedroth-Et'Ada   Sob Lip 15, 2017 9:30 pm

Gdyby tylko potrafił wyjaśnić, co się właściwie stało. Pamiętał, że jeszcze kilka chwil temu był na złomowisku. Widział iskry i światło, wydobywające się z lustra, które wcześniej upuścił. Nie dało się tego wytłumaczyć w żaden sposób, a przynajmniej on nie potrafił. Christopher tylko się temu przyglądał, stojąc w pozornie bezpiecznej odległości, lecz kiedy nastała cisza, a po niej wybuch, było już za późno, aby uciec. Reptilianin krzyknął z przerażeniem. Czerwona energia chwyciła go i potem... nie było już nic. Jedynie ciemność.
    Złośliwość losu chciała, aby na nowo odczuwał dotyk akurat w momencie, kiedy upadł na ziemię. Nie był to jednak bolesny upadek, gdyż z wysokości około metra i na... trawę? W każdym razie w coś miękkiego.
  Chwila musiała minąć, zanim jaszczur zaczął się ruszać, gdyż nadal nie doszedł w pełni do siebie, jednak gdy tylko obraz przed nim się wyostrzył oraz rozjaśnił, Christopher nie mógł uwierzyć w to, co zobaczył. Zieleń otaczała go ze wszystkich stron, natomiast brudy miasta zniknęły. Wszelkie hałasy, ślady działalności człowieka - tego tu nie było.
  Reptilianin niepewnie podniósł się z ziemi i rozejrzał dookoła. Okolica była piękna i spokojna. Tylko czy aby na pewno prawdziwa? Gdzie on był? Mężczyźnie nawet przeszło przez myśl, że umarł. Nie słyszał śpiewu ptaków. Nie widział owadów ani żadnej innej formy życia. Był tutaj tylko on - tak mu się wydawało.
  Idąc ostrożnie przed siebie, nie miał pojęcia, na jakie niebezpieczeństwo się narażał. Nadal był zbyt zdezorientowany i nieświadomy tego, co zaszło w Nowym Jorku i w jaki sposób się tutaj znalazł. Wiedział, że sam by tego nie zrobił. Nie mógłby. Nie on.
  Nagle z cienia, tuż przed nim, zmaterializowała się dłoń, która w jednym momencie chwyciła go za gardło, zadrapując przedtem jego klatkę piersiową. Jaszczur wrzasnął głośno, lecz zaciśnięta na krtani ręka prędko go wyciszyła. Reptilianin zawisł w powietrzu, wysoko trzymany przez istotę, której jeszcze przed chwilą przed nim nie było. Chris odruchowo złapał za dłoń, która go uwięziła, lecz gdy tylko spojrzał na oprawcę, jego twarz cała zbladła.
  Był to przewyższający go humanoidalny stwór o czarnej łusce i czerwonych ślepiach. Wyglądał jak smok, którego pozbawiono skrzydeł. Mężczyzna w panice zaczął szamotać się i kopać w potwora, byle uwolnić się z jego uścisku. Ruchy jaszczura były chaotyczne, gwałtowne, skupione wyłącznie na ucieczce. Nic dziwnego, że szybko zaczął tracić siły. Mężczyzna zasapał przez zaciśnięte kły.
- P-przestań... Proszę... - wydusił, błagalnie patrząc stworowi w świecące piekielnym blaskiem oczy.
  Nie wierzył w to, że istota go zrozumie. Christopher bał się jej, choć z całych sił próbował z nią walczyć i uwolnić się z uścisku. Daremnie. Nogi mężczyzny uderzały w istotę coraz słabiej. Pazury na stopach nie pozostawiły po sobie nawet rysy na łuskach bezskrzydłego smoka, kiedy to podczas szamotaniny reptilianin nie tylko kopał, ale i usiłował zadrapać podbrzusze cienistej postaci. Jaszczur nie miał z nią najmniejszych szans. Tracił energię, w przeciwieństwie do bestii, która nawet nie drgnęła i zdawała się nieodczuwać jakiegokolwiek bólu.
 Pazury zmęczonego beskuteczną walką mężczyzny ostatni raz powoli zsunęły się po ciele stworzenia, po czym dolne kończyny mężczyzny zawisły bezwładnie w powietrzu. Dopiero wtedy Christopher ponownie spojrzał na pysk smoka.
- Przestań... - powtórzył, wciąż trzymając dłonie na uniesionej ręce humanoidalnego gada. Mógł oddychać, choć robił to z trudem. Właściwie to nie miał pojęcia, dlaczego i jakim cudem jeszcze żył. Myślał, że stwór go rozszarpie na miejscu jak bezmyślne i żądne krwi zwierzę, lecz tak się nie stało. Dla mężczyzny to jednak nie był żaden sukces, ponieważ to wciąż mogło nastąpić. Zaczynał czuć pieczenie w okolicach klatki piersiowej, a to za sprawą opadającej adrenaliny. Reptilianin zacisnął ponownie powieki i syknął cicho.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1326
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Aedroth-Et'Ada   Nie Lip 16, 2017 7:58 pm

NPC Storyline - Aurian|Kaartarn|Valanthyr

Stworzenie nie poruszyło się nawet o centymetr, obserwując szarpiącą się istotę. Żadne kopnięcia czy próby zadrapania łuskowatego, nie były skuteczne. O efektywności nie warto było wspominać, gdyż na łuskach nie pozostawały nawet najmniejsze ślady. Dotarło czy nie, reptilianin został w końcu puszczony przez czarnołuskiego. Niestety, nie odstawiony, lecz puszczony. Stąd runął na ziemię, choć z wysokości podobnej jak przedtem. Stwór opuścił swą rękę, spuszczając wzrok w dół, gdyż różnica wzrostu stała się teraz szczególnie odczuwalna. Stwór nie wykonywał żadnych ruchów, wyłącznie spoglądając na Chrisa i pilnując, by ten pozostał w tym miejscu. Gad nie zamierzał przepuścić intruza nigdzie dalej. Z resztą nie było ku temu potrzeby. Pojawił się kolejny, wieki stwór. Strażnik, którego uprzedzono w dostaniu się intruza.
/Bądź ostrożny, młodziku./
Odezwał się głos, roznosząc się echem w głowie mężczyzny. Uczucie z którym mógł mieć do czynienia po raz pierwszy. Ktoś przemówił do niego, w jego własnej głowie. Wraz z głosem, pojawiło się niebieskie światło, tuż za Chrisem. Poświata błękitnej energii, z której uformowała się postać kolejnego smoka. Ten był nawet wyższy, od pierwszego. Jego łuski były białe, tak samo jak kolce i pazury. Całość sylwetki, nawet ślepia - wszystko w kolorach lub odcieniach bieli. Pojawił się, wychodząc z energetycznej łuny. Jego łapy delikatnie spoczęły na trawie, uginając ją pod swym ciężarem. Kroki były bardzo ciche, niemalże niesłyszalne. W charakterystyce budowy ciała, nowy stwór był bardzo podobny, do poprzedniego. Jego ciało również kryły zarówno zwykłe, jak i płytowe łuski. Ramiona, łeb czy ogon również zdobiły okazałe rogi oraz kolce. Nieznajomy zbliżył się do Chrisa powolnym, miarowym krokiem, obserwując go z góry. Wyraz jego pyska nie zdradzał agresji, był neutralny. Choć przez brak połączenia krwistoczerwonych ślepi z czarnymi łuskami, mógł wydać się bardziej przyjaźnie nastawiony. Stwór nie wykonywał gwałtownych ruchów. Podszedł do intruza i zatrzymał się przed nim, nie obniżając swej sylwetki. Zadzieranie głowy nie było przyjemne, jednak dali mu żyć. Normalnie, każdy ginie, bez możliwości wyspowiadania się z naruszenia granicy tych ziem.
/Twój umysł zdradza, że trafiłeś tu przypadkiem, Christopherze Varcer z Ziemi./
Głos przemówił ponownie, wydając się należeć do białołuskiego, który przed nim stanął. Ogon strażnika przesunął się po trawie, za jego plecami. Bardzo powoli i ostrożnie, jakby wyczekując na moment.
/Nie jest to jego imię, Strażniku./
Wtrącił się czarnołuski, podnosząc swe spojrzenie na swego brata. Gady przewertowały umysł intruza, dowiadując się o nim więcej, niż ten sam wiedział w tym momencie. Nie zamierzali mu wszystkiego wyjawiać. Obie istoty spojrzały na siebie wzajemnie, zapominając na kilka sekund o reptilianinie. Przynajmniej tak mogłoby to wyglądać. Ewentualna próba ucieczki, skończyłaby się skoszeniem jego nóg przez czarnołuski oraz przytuleniem się do trawy, gdy ten położyłby na nim swą łapę. Widma podjęły ze sobą rozmowę, którą zakończyły po kilkunastu sekundach, powracając swymi spojrzeniami do intruza Christophera. Choć może powinni nazywać go tak, jak ten zwie się naprawdę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Christopher Varcer

avatar

Liczba postów : 84
Data dołączenia : 19/03/2017

PisanieTemat: Re: Aedroth-Et'Ada   Sro Lip 19, 2017 11:52 am

Cokolwiek reptilianin by nie zrobił, wszystko wydawało się bezskuteczne. To właśnie ta myśl była dla niego najgorsza. Świadomość, że o jego życiu decyduje stworzenie, w którego istnienie nigdy wcześniej by nie uwierzył. W jego świecie ta istota nie miała racji bytu, nie mogła być prawdziwa, a jednak stała tu teraz, niczym namacalna postać z najskrytszych lęków każdego zwykłego człowieka.
 Nagle palce zaciśnięte na gardle puściły, a jaszczur spadł na ziemię, kaszląc kilkukrotnie. Upadek z wysokości był niczym w porównaniu do ulgi, jaką odczuł mężczyzna, gdy tylko mógł zaczerpnąć powietrza bez większego oporu. Nie obejrzał się jednak w górę, aby ponownie ujrzeć pysk bezskrzydłego smoka. Zamiast tego patrzył na trawę, sapiąc cicho. Ucieczka w tym momencie byłaby głupotą, lecz instynkt wiele razy potrafił w takich momentach przyćmić zdrowy rozsądek. Christopher znajdował się na jego granicy.
  Uczłowieczonego jaszczura przed jakimkolwiek nieprzemyślanym działaniem zdołało jednak coś powstrzymać. Był to głos, który pojawił się w jego głowie i którego źródła nie dało się w żaden sposób namierzyć.
- Co... ? - wyszeptał z niedowierzaniem, jakby wyłącznie do samego siebie. Nie, to niemożliwe, aby jedynie on to słyszał. Odruchowo skierował swój wzrok na czarnego gada, lecz to nie do niego należały słowa, o czym prędko się przekonał, dostrzegając kątem oka niebieską poświatę niewiadomego pochodzenia. Mężczyzna od razu odwrócił się w tamtym kierunku i ujrzał kolejnego smoka. Ten był jeszcze wyższy od swojego rówieśnika, a jego wygląd przywodził na myśl ducha. Również niczym byt niematerialny, przemieszczał się prawie że bezgłośnie, choć wzrostem górował nad nimi obojga. Chris powoli cofał się od białołuskiego, unosząc częściowo swój korpus nad ziemią, lecz po chwili jego dłoń znalazła się na łapie stojącej za nim czarnej istoty. Mężczyzna od razu zabrał rękę i zaniechał dalszej ucieczki. O dziwo, smok przed nim również się zatrzymał. Reptilianin spojrzał wysoko w górę. Nie okazywał już tego samego panicznego strachu jak wcześniej, chociaż ten nadal mu w jakimś stopniu towarzyszył.
 Ich ślepia spotkały się i wtedy ponownie usłyszał ten głos.
 Christopher zamrugał na wydźwięk swojego imienia. W tym samym momencie odezwał się również i drugi smok, którego słów reptilianin nie zdołał w żaden sposób zrozumieć. Gdy oba gady spuściły go ze wzroku, mężczyzna spojrzał w kierunku zarośli, rosnących nieopodal. Dystans nie był długi, lecz mimo pozornie umożliwionej drogi ucieczki, jaszczur pozostał na miejscu, jedynie patrząc w tamtą stronę. Chris obawiał się, że w ten sposób mógłby napotkać więcej smoczych bestii, które prawdopodobnie zamieszkiwały te ziemie i wcale nie musiały być takie tolerancyjne, jak ta dwójka. Zaczynał domyślać się, że to nie smoki były tutaj czymś obcym, lecz on sam. Nie było to wielkie osiągnięcie, ponieważ dokładnie ten wniosek nasuwał mu białołuski. Pytanie tylko, gdzie w takim razie byli i co się właściwie wcześniej stało? I czy faktycznie dało się z tymi smokami jakoś porozumieć?
 Reptilianin zadarł głowę, czując na sobie ponownie ich wzrok. Jeśli chciał się czegokolwiek dowiedzieć, musiał zaryzykować. Ostatni raz zerknął w kierunku lasu, a potem skupił swoją uwagę na dwóch postaciach.
- Kim Wy jesteście...? - zaczął od najważniejszego. - O co tutaj chodzi? Jakie imię? - dodał po chwili, patrząc na nich z zamieszaniem.
 Chris nie miał pojęcia, o czym mówili ani nawet, że naruszali jego osobiste wspomnienia. Wielu rzeczy nie był świadomy. Nie znał tożsamości tych istot. Nie znał tych ziem. Wszystko było dla niego obce.
 Mężczyzna odczuwał wyraźny dyskomfort i nie wykonywał żadnych ruchów. Nie chciał w żaden sposób im się narażać, jednak wciąż był gotów się bronić, jeśli zajdzie taka potrzeba. Nie znając ich intencji, nie darzył ich szczególnym zaufaniem. Nic dziwnego, nikt by nie darzył.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1326
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Aedroth-Et'Ada   Czw Lip 20, 2017 6:27 pm

NPC Storyline - Aurian|Kaartarn|Valanthyr

Stworzenia, podczas rozmowy ze sobą, wydawały się ignorować obecność Chrisa. Nie słyszał ich słów, nie wiedział o czym dokładnie rozmawiają. Był w stanie się domyślić. Dłoń, która spoczęła na łapie czarnołuskiego, połączona z chęcią ucieczki, sprawiły, że czarny przysunął swój ogon, po ziemi, bliżej reptilianina. Kolce znajdujące się na jego końcówce otarły się nieprzyjemnie o bok mężczyzny, jakby prowokowały go, by ten odważył się na próbę ucieczki. Ten dotyk był dość nieprzyjemny, kolce były na prawdę ostre i choć skóra była jedynie drażniona, to biedna koszulka znowu była rozdzierana, cięta niczym masło pod ostrzem rozgrzanego noża. Stwór odsunął swój ogon dopiero, gdy dwójka skończyła swoją rozmowę, a gdy Chris zadał swe pytanie.
/"Smoczymi bestiami"/
Odpowiedział, powtarzając myśli intruza oraz to, jak ich sam określił. Smocze bestie to jeden z wielu przydomków, jakie nadano tym istotom. Jakże trafny, choć nieoddający tego, kim naprawdę byli. Niemniej, gad nie znajdował się na pozycji, pozwalającej mu zadawać pytania.
/Nie masz prawa do zadawania nam pytań, intruzie./
Skomentował to czarnołuski stwór. Biały zlustrował leżącego im pod łapami mężczyznę, telepatycznie rozmawiając ze swym bratem, na temat tego, co powinni uczynić z tym przypadkiem. Stworzenia ponownie spojrzały ku sobie, pozostawiając jaszczura bez odpowiedzi. Na pojawieniu się białego, nie nadszedł koniec. Błyśnięcie złocistego światła, krótko, niczym piorun, tylko sam błysk. Od prawej podeszła kolejna istota. Poprzedni był większy od pierwszego? Ten był większy od nich obu. Dosłownie, wyższy. Mierzył jakieś dwieście siedemdziesiąt pięć centymetrów wzrostu, był umięśniony, atletycznie zbudowany, o dobrze zarysowanych mięśniach. Ciało pokrywały czarne łuski, jak u pierwszego stworzenia. U niego, więcej było płyt, ciągnących się niemalże przez każdą część ciała. Cały tors, nogi, bicepsy, nawet na łbie znajdowały się mniejsze, płytowe łuski. Oczywiście małych, typowo smoczych, nie brakowało. Z ciała tego stworzenia nie wystawało tyle kolców. Praktycznie ich nie było. Ot, cztery wystawały z łba, masywne, majestatyczne, do tyłu. Pazury na palach u łap i dłoni, były ostre, długie oraz czarne, jak łuski. Jedynym wyróżniającym kolorem, były złote ślepia. Nie czekając na nic, nowy stwór podszedł do Chrisa i dwójki swych braci. Szybkim, stanowczym krokiem, zatrzymując się przy samym gadzie.
/Pozwólcie, bracia./
Rzucił przybyły, sięgając dłonią w kierunku leżącego na ziemi mężczyzny. Czarnołuski podał mu otwartą dłoń, zbliżając ją na wysokość głowy reptilianina, w otwartym geście. Dłoń była wielka, jak dla człowieka. Długie, czarne pazury skierowane ku Chrisowi, jednak w otwartym, przyjaznym geście. Przybyły czekał, aż Chris go chwyci, by pomóc mu wstać. Nie było sensu, by spoglądał na nich z dołu. I tak byli wystarczająco wielcy, względem intruza.
Pozostałe stworzenia zerknęły ku złocistemu. Lekkimi gestami skinięcia, zgodzili się z nim i cofnęli do o kilka kroków do tyłu, każdy. Następnie, w błękitnym i czerwonym błysku, obaj zniknęli. Chris pozostał sam z "nowym" stworzeniem, które się tutaj pojawiło. Stwór miał neutralny wyraz pyska. Mógł wydawać się przerażający, a jednocześnie, w jego obecności, reptilianin mógł odczuwać ulgę. Poczucie bezpieczeństwa, domowego ciepła oraz ochrony.
/Śmiało, młodziku./
Rzekł krótko, zachęcając go do przyjęcia oferty pomocy w powstaniu na nogi. Chyba, że jednak wolał leżeć na ziemi. Wtedy, będzie to jego wybór. Nikt do niczego nie zmusza, jeśli lubi trawę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Christopher Varcer

avatar

Liczba postów : 84
Data dołączenia : 19/03/2017

PisanieTemat: Re: Aedroth-Et'Ada   Sob Lip 22, 2017 8:44 am

Christopher już nie miał żadnych wątpliwości, gdy usłyszał odpowiedź od białołuskiego. W jakiś sposób te gady potrafiły odczytać jego myśli, jednak nie sądził, że to w ogóle jest możliwe. Ale czy spotkanie oko w oko z humanoidalnymi smokami też nie było, skoro właśnie stały tuż obok? To absurdalne. Reptilianin bezustannie próbował sobie wmówić, że to wszystko jest zwykłą fikcją. Snem, z którego zaraz się wybudzi i wkrótce o nim całkowicie zapomni.
A jednak coś ciągle pchało go do przodu, zmuszało do kontynuacji tego snu. Być może była to ciekawość, a może i coś więcej. Wszystko zostało podświadomie zakryte pod płaszczem strachu, jaki teraz przyodział.
Dlatego też wzdrygnął się na słowa czarnej istoty, która prędko doprowadziła go do porządku i uciszyła, zapobiegając dalszej lawinie pytań, jaka cisnęła się na usta mężczyzny. Christopher od razu zamilkł i schylił głowę, na moment spuszczając wzrok ze ślepi obydwu gadów. Na zbyt wiele sobie pozwolił, fakt, jednak to było silniejsze od niego. Musiał się dowiedzieć, o co w tym wszystkim chodziło.
 Ku zaskoczeniu jaszczura, ujrzał kolejne światło. Gwałtowne, szybkie błyśnięcie, które łatwo dało się przeoczyć. Chris niepewnie odwrócił głowę w tamtym kierunku, jakby z obawą przed tymi, którzy już nad nim stali.
Przybycie kolejnej bestii nie zwiastowało niczego dobrego. Czarna łuska pokrywała całe ciało smoka, a najbardziej wyróżniającym się elementem były jego oczy - miały szlachetną, złotą barwę. Równie niespotykaną, co ślepia pozostałych gadów.
Mężczyzna szybko pochylił ponownie głowę, widząc, że trzecia postać zmierza w ich stronę. Mimo to zerkał na przybysza kątem oka, starając się pozostać na swoim miejscu i zachować spokój. Tych stworzeń pojawiało się coraz więcej, jak gdyby cała okolica doskonale zdawała sobie sprawę z obecności intruza.
 Reptilianin wydawał się nie dostrzegać wyciąniętej do niego dłoni, choć tak naprawdę po prostu obawiał się ruszyć. Początkowo nie zrozumiał gestu i uznał to za próbę chwycenia go, lecz nic takiego nie nastąpiło, a łapa stworzenia w pewnym momencie się zatrzymała. To jednak było za mało, aby jaszczur choćby odwrócił głowę.
 Sytuacja się zmieniła, kiedy dwójka bestii odstąpiła od nich i wkrótce zniknęła, w ten sam sposób, co się pojawiła. Chris obejrzał się za nimi, obserwując krótki pokaz świateł. Nie rozumiał, czemu tamci odpuścili, ale nawet nie zamierzał o to pytać. Nie chciał ich zbyt prędko spotkać ponownie. Zdecydowanie nie chciał.
Z chwilowym wahaniem, jaszczur chwycił wielką dłoń czarnego smoka i podniósł się z ziemi. Dopiero teraz mógł lepiej przyjrzeć się swojemu wybawcy. Szybko się jednak zorientował, że patrzył na niego zdecydowanie za długo. Po prostu nie codziennie widywał... smocze bestie.
- Dzięki za pomoc. Gdyby nie ty, to pewnie by mnie... - nie dokończył, spoglądając na miejsce, gdzie przed chwilą leżał. Nawet nie chciał o tym pomyśleć. Potrząsnął głową, wyrzucając wykreowany obraz ze swoich myśli.
- Dlaczego to zrobiłeś? - zapytał, wracając spojrzeniem na pysk smoka. Chris wiedział, że nie był tu mile widziany. Zachowanie złotookiego było dla niego niezrozumiałe, choć mężczyzna w żaden sposób nie potrafił okazać tego, jak bardzo był mu wdzięczny. Według niego stwór sporo ryzykował. W końcu tamtych było dwóch, a on tylko jeden...
Po chwili jaszczur spuścił wzrok, chcąc lepiej przyjrzeć się swoim ranom na piersi. Nie były głębokie i nie wyglądały na groźne. Sam widok krwi nie robił na nim wrażenia. Wiele razy zdarzały mu się rany. Zarówno te większe, jak i te mniejsze. Christopher za to szybko zwrócił uwagę na coś innego. Jego koszula była cała w strzępach. Doskonale pamiętał moment, kiedy czarnołuski poruszał swym ogonem i z jaką łatwością ciął nim ludzki materiał. Nie sądził jednak, że efekt będzie aż taki wielki.
- To była moja ulubiona. Ojciec mnie zabije...  - skwitował.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1326
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Aedroth-Et'Ada   Sob Lip 22, 2017 5:34 pm

NPC Storyline - Kaartarn

Czarnołuski był cierpliwy, dając mężczyźnie tyle czasu, ile ten potrzebował, by w końcu skorzystać z gestu wyciągniętej dłoni. Stwór chwycił go pewnie, mocno, lecz nie przesadnie. Nie będzie śladu. Przy samym chwycie, czarnołuski wsunął dłoń nieco głębiej, by ziemska istota nie chwyciła go bezpośrednio za dłoń, lecz bardziej za przedramię. On mógł uczynić to samo. Znacznie łatwiej było mu chwycić reptilianina w ten sposób, aniżeli za małą - względem własnej - dłoń. Gad, na skórze dłoni, poczuł łuski czarnej istoty. Twarde, pod równie twardymi mięśniami, a jednak przyjemne w dotyku (dla tych, którzy lubią). Pazury czarnego chwyciły rękaw, jednak nie rozdarły go, jak wcześniej czynił to... pierwszy czarny smok. Ten był ostrożniejszy, nie chciał niczego okazywać, zwłaszcza niczego negatywnego.
Gdy przybysz stanął już na nogach, smok puścił jego dłoń, opuszczając przy tym własną, do drugiej, obie wzdłuż ciała. Stał wyprostowany, tuż przed intruzem, zmuszając go do zadzierania głowy do góry. Była to jednak cecha jego charakteru. Nie był istotą, która lubiłaby się do innych pochylać. Z podziękowania, wydał się nic sobie nie zrobić. Obserwował istotę, tak samo, jak ta spoglądała na niego. Choć złoty wydawał się nie czuć tego dyskomfortu, spowodowanego wgapieniem się w kogoś.
/Nie ma powodu, by zakończyć twe życie./ - Zaczął, podnosząc prawą łapę lekko ponad trawę, a następnie przemieszczając ją naprzód, rozpoczynając tym samym chód dookoła swego rozmówcy. /Valanthyr i Aurian naradzali się, co z tobą począć. Valanthyr pragnął twej śmierci, zgodnie z naszym zwyczajem. Aurain uznał, że nie warto przelewać krwi istoty, która nie trafiła tutaj świadomie. Chciał wymazać twą pamięć i odesłać cię do domu./
Przybliżył nieco sytuację, w której reptilianin znalazł się, nie z własnej woli. Stwór zatrzymał się przed Chrisem, dalej zerkając na niego spokojnie. Zmrużył lekko swe ślepia, gdy mężczyzna zwrócił uwagę na ranę, znajdującą się na jego własnej piersi. Płytka, niegroźna, tylko gdy nie posiadało się wiedzy na temat istot, z którymi młodzik miał do czynienia. Czarnołuski wydał z siebie cichy, gardłowy warkot, zwracając tym samym na siebie uwagę. Nie było to wrogie, bardziej takie przywołanie, by spojrzał na niego.
/Zdejmij koszulę. Oddaj również wszystkie technologiczne przedmioty, które przy sobie posiadasz./
Rzucił krótko czarnołuski. Słowa te były poleceniem, wypowiedziane neutralnym tonem. Nie było to ani przyjazne ani wrogie. Bynajmniej nie chciał ograbić go z dobytku, jednak Aedroth było krainą, do której żadna technologia nie miała wstępu. Nawet ta najbardziej prymitywna. W pewnym sensie, samo odzienie, jakie miał na sobie Chris, mogło łamać te zasady. Jednak nie trzeba było być aż tak dosadnym w swych regułach. Niemniej, smok oczekiwał wykonania polecenia. Oddania wszystkiego, bez wyjątku. Jakakolwiek próba "ukrycia" prywatnej rzeczy, spotka się z wymownym spojrzeniem ze strony złotego. Jasno mówiącym "wiem, co masz oraz gdzie to masz, nie każ mi po to sięgać". Jeśli młodzik zapyta łuskowatego, dlaczego ma pozbyć się koszuli, ten rzuci jednym słowem "rana". Równie wymownie, jak wcześniej. Ta płytka rana nie była tym, czym wydawała się być. Widma zabijały swych przeciwników na różne, mniej lub bardziej wyrafinowane sposoby. Pozostawiony samemu sobie, Chris może nie doczekać gniewu ojca, odnośnie podartego ubrania.
Gdy wszystkie polecenia zostaną spełnione, stwór wpierw pozbędzie się technologicznych przedmiotów. Znikną one w złocistym błysku, każdy z osobna. Nieco płomienistym, jakby spłonęły, jednak bez śladu. Drugą kwestią będzie zajęcie się raną. Czarnołuski zrobi to, za czym nie przepada, czyli ugnie kolana, a następnie uklęknie na prawym i pochyli się, by przy całym swym wzroście, móc swobodnie sięgnąć do rany mężczyzny.
/Nie obawiaj się, nie będzie bolało ponad to, co już odczuwasz./
Głos stwora znów rozległ się w umyśle istoty, a ten podniósł prawą dłoń i powoli zbliżył ją do klatki piersiowej reptilianina. Samymi opuszkami palców dotknął bezpośrednio rany, zadrapania po pazurach. Ślad, choć płytki, miał swą krótką historię, którą stwór dostrzegł. Obcy nie wiedział, jak bardzo blisko śmierci się znajdował. Gdy Valanthyr w ostatnim momencie zmienił decyzję i zamiast wyrwać jego kręgosłup, chwycił go za szyję. Wbrew oczekiwaniom, nie pojawiło się żadne światło ani efekty specjalne. Palce przesunęły powoli po zadrapaniu, zasklepiając je w momencie dotyku. Przy tym krótkim ruchu, smok pozwolił sobie zajrzeć wgłąb ciała reptilianina, doszukując się wszelakich skaz oraz ran, przy okazji je naprawiając. Skoro Chris miał niedawno trochę przeżyć, to mogły pojawić się zadrapania, otarcia i im podobne rany. W tym wypadku, znikną. Gdy skończył, po kilku sekundach, złoty skierował swe spojrzenie na przedramiona mężczyzny. Dokładniej, na znajdujące się na nich taśmy. Nie było powodu, by trzymał się tego dyskomfortu tutaj. Taśmy uległy nagłemu spaleniu. W złocistych płomieniach, bez wydzielania zapachu czy pozostawiania śladu. Od nadgarstków, do samego końca, minimetr po minimetrze, taśmy spłonęły, nie pozostawiając śladu po swej obecności. Może trochę się rządził, jednak... kto mu zabroni?
/Me imię to Kaartarn. Jestem Urkyn'Vareis. Gatunki, podobne twojemu, zwykły nazywać nas "widmami" dla uproszczenia. Miejsce w którym się znajdujesz, to nasz dom. Aedroth-Et'Ada. Honorem jest ciebie tutaj powitać. Niewielu, niebędących mymi braćmi i siostrami, dostąpiło zaszczytu postawienia tu swej łapy./
Wymawiając te słowa, smok podniósł się ponownie do góry, prostując swe nogi. Wystarczy tego klęczenia. Jego głos stał się cieplejszy, przyjemniejszy w odbierze, może nieco opiekuńczy. Dopóki Christopher trzymał się tego stworzenia, nic mu tutaj nie groziło. Choć Kaartarn nie zdradził, kim dokładnie jest. Jaka jest jego rola, pośród braci i sióstr widm.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Christopher Varcer

avatar

Liczba postów : 84
Data dołączenia : 19/03/2017

PisanieTemat: Re: Aedroth-Et'Ada   Pon Lip 24, 2017 7:00 pm

Mężczyzna uważnie słuchał wyjaśnień humanoidalnego gada, jednak nic nie odpowiadał. Smok wszystko mu zobrazował i choć jaszczura nadal gnębiły pytania, postanowił nie nadużywać dobroci istoty, która go uratowała. Już i tak bardzo wiele się dowiedział. Poznał zamiary tamtej dwójki wobec niego, ich imiona i nawet fragment ich osobowości. Trudno określić, którego decyzja mogła się spełnić, lecz nie było sensu, aby nadal o tym myśleć. Było już po wszystkim. Przeżył i tylko to się liczyło.
  Dotykał swojej rany na piersi, badając ją, nieświadomy tego, że było to coś więcej niż zwykłe zadrapanie. Chris bardziej martwił się o swoje odzienie. Rana zagoi się po paru dniach i nie będzie po niej śladu, ale ubranie z tego, co wiedział, tak nie potrafiło.
  Szpony Valanthyra były niesamowicie ostre, sądząc po idealnym przecięciu się przez materiał. Na twarzy reptilianina dało się ujrzeć pewien rodzaj... podziwu? Niewiele brakowało, aby skończyło się to gorzej niż teraz. Bardzo niewiele.
- Łoł... - wyszeptał jedynie. Miał sporo szczęścia i chyba właśnie to zauważył. Szczęście to było jednak pozorne i reakcja jaszczura tylko utwierdzała w przekonaniu, że nie miał pojęcia, czym ta rana była.
  Dźwięk warkotu szybko zwrócił jego uwagę i reptilianin spojrzał na obcego. Słysząc polecenie potrząsnął lekko głową i niemal od razu zareagował.
- Co? Po co? - zapytał, odnośnie koszuli. Odpowiedź, jaką otrzymał, niespecjalnie była dla niego jasna. Wpatrywał się w czarnołuskiego z cichym protestem, lecz ostatecznie posłuchał.
  Westchnął, dając za wygraną i zaczął opróżniać swoje kieszenie, sprawdzając nawet te, w których nic nie powinno się znajdować. Rzucił na trawę latarkę, zapalniczkę, notes... wszystko, co miał ze sobą. Mężczyzna nie nosił zbyt wiele i nie wyglądał na przygotowanego na wyprawę w dzicz i walkę ze smokami.
  Jaszczur po chwili przestał, patrząc już na smoka, lecz prędko dostrzegł jego spojrzenie. Reptilianin uniósł brew i stał dalej, jednak ta gra nie miała najmniejszego sensu i stwór nie dał się oszukać. Zrezygnowany Chris wyciągnął z kieszeni spodni rozładowany telefon i wrzucił go do reszty, a zaraz po nim odtwarzacz mp4. Teraz był czysty.
  Następnie ściągnął koszulę, dając lepszy dostęp do samej rany. Wciąż nie był przekonany, aby jakiekolwiek oględziny były konieczne. Z tego też powodu, w jego oczach, czarnołuski mógł wydawać się aż nadto opiekuńczy. Może to i lepiej od świadomości zagrożenia życia.
  Upuścił odzienie obok prawej nogi, na trawę, po czym odwrócił głowę w kierunku swoich rzeczy, dostrzegając płomień, który szybko i bez śladu swej ingerencji, pozbył się ich. Jaszczur na ten widok mruknął coś do siebie z żalem, jakby właśnie odebrano dziecku zabawki. Miał nadzieję, że to naprawdę było konieczne.
  Ponownie skierował swój wzrok na istotę, cofając się o krok, gdy ta przed nim uklękła. Nawet jeśli reptilianin był mu wdzięczny za pomoc, nie umiał powstrzymywać tych odruchów. Słysząc uprzedzenie złotego, mężczyzna kiwnął głową, nie ruszając się już.
  Śledził wzrokiem poczynania smoka, obserwując jak ten zaczyna go leczyć. Zdziwienie na twarzy jaszczura było spore, kiedy widział zanikającą ranę. I to na jego oczach. Ból niejaki wystąpił, lecz Christopher w żaden sposób go nie okazywał, jedynie patrząc na łapę stwora. Zauważył jednak coś jeszcze. Otarcia i zadrapania, jakie nabył po upadku z kontenera i starciu z przestępcami w porcie, również zniknęły. Chris poczuł się o wiele lepiej niż w ciągu ostatnich kilku dni. Po otrząśnięciu się z szoku, chciał podziękować, lecz nagle jego ręce znalazły się w płomieniach. Machnął nimi kilka razy, lecz nie było to konieczne do ugaszenia ognia, który zgasł, zanim jaszczur zaczał panikować. Zresztą nawet nic nie poczuł i mógł zobaczyć uwolnioną od zabezpieczeń skórę oraz kolce. Pozbycie się krępującej taśmy nie było potrzebne i Christopher o to nie prosił, ale w duchu był za to wdzięczny. Samemu nigdy by mu się to nie udało, a zaczynał żałować swojej decyzji, jaką wtedy podjął.
Chris przechylił głowę na słowa czarnołuskiego, opuszczając ręce wzdłuż ciała.
- Honorem... albo zwykłym przypadkiem. - powiedział, niepewnie uśmiechając się do niego kącikiem ust. - Nie wszyscy mieli tyle szczęścia i trafili akurat na ciebie. Mogę czuć się wyróżniony. - stwierdził.
Przez moment zastanawiał się czy Kaartarn faktycznie dla każdego był taki litościwy czy to on stanowił wyjątek i w innym wypadku ich spotkanie wyglądałoby zupełnie inaczej. O wszystkim zadecydowało właśnie to, że reptilianin znalazł się tutaj przypadkiem i nie naruszał tych ziem celowo. Pytanie tylko, co będzie dalej?
- Nie mogę uwierzyć, że to wszystko dzieje się naprawdę. Że ty istniejesz. To miejsce. To, co ty robisz. Przecież to jest... to niemożliwe. Gdybym to komuś opowiedział to by mnie wyśmiano. - powiedział z narastającą ekscytacją, ale po chwili zamilkł, orientując się, że za dużo mówi. Odetchnął, próbując zebrać myśli.
- I co teraz zrobimy? Tamci już na pewno nie wrócą...? - spytał znacznie cichszym tonem, podnosząc koszulę z ziemi. Kaartarn był obecnie jedyną osobą, której mógł zaufać. Mimo iż czarnołuski był jednym z nich, jaszczur nie chciał zostać zupełnie sam. Ufał mu, czuł się przy nim bezpieczniej. Musiał się też dowiedzieć, o czym wcześniej mowił Valanthyr, ponieważ jego słowa wciąż nie dawały łuskowatemu spokoju.
 Mocniejszy podmuch wiatru, który poruszył niespokojnie liśćmi nieopodal, sprawił, że mężczyzna zbliżył się do widma, rozglądając się czujniej dookoła. Po chwili rozległ się cichy, ledwo słyszalny warkot. Tuż przy nich. Reptilianin spojrzał w dół, a potem na czarnołuskiego.
- ... Nie macie tutaj żadnych bufetów, prawda? - rzucił, dając do zrozumienia, że to jego żołądek. Chris już prawie nie jadł od dwóch dni i coraz bardziej dawało się to we znaki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1326
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Aedroth-Et'Ada   Yesterday at 6:59 pm

NPC Storyline - Kaartarn

Pomimo oporów, reptilianin nie sprawiał problemu, co pozwoliło widmu nie czynić nic, czego oboje by nie chcieli. Zasady były zasadami, a czarnołuski nie zamierzał ich zmieniać tylko dlatego, że uratował tej istocie życie. Kiedy Chris dochodziło do siebie, stwór skupił swój wzrok na jego klatce piersiowej, dokładniej na wystających z niej kolcach. Nie widział tego po raz pierwszy, po prostu zawsze się zastanawiał, czy samemu sobie tego nie sprawić. Kaartarn lubił czuć się chroniony i od czasu do czasu hodował sobie kolce, ostatecznie wracając do oryginalnego wyglądu. Czego by nie powiedział, to w tej formie miał najwięcej możliwości w kwestii poruszania się, a jego łuski zapewniały mu dostateczny poziom ochrony... przed wszystkim.
Słysząc głos mężczyzny, ślepia złotookiego skierowały się ku twarzy jego rozmówcy.
/Przypadki nie istnieją./ Wtrącił krótko, zaraz po tym, jak jego rozmówca zakończył swą wypowiedź. Gad cały czas zachowywał spokojny, neutralny wyraz pyska. Nie reagował nawet na uśmiech czy inne emocje, które pojawiały się u mężczyzny. /Nic nie stoi na przeszkodzie, bym cofnął czas i uratował życie każdego, kto próbował tu wejść. Problem w tym, że nie uznałem ich za godnych. Część sam zabiłem. Mowa o mym domu. Nikt nie postawi tu nogi, jeśli istnieje choć cień szans, że jakkolwiek nam zagrozi./
Wyjaśnił, dalej nie poddając się żadnym emocjom. Układając swe myśli w słowa, stwór miał świadomość pytań, które zaraz mogą zawitać w głowie reptilianina. W końcu powiedział coś o "cofnięciu czasu". Nikt nie mówił, że nie potrafi więcej, niż leczyć czy pojawiać się w złotych błyskach.
Gdy pojawiły się słowa o możliwym śnie na jawie, bo tak odebrał to smok, Kaar się pochyli, ponownie kucając, by mieć wzrok na wysokości wzorku małej istoty. Lub przynajmniej maksymalnie zbliżony do tego poziomu. Nic nie odpowiedział ani nie zrobił. Kusiło go, by podnieść ogon i dźgnąć nim Chrisa. Ukłuć go, by wiedział, że nie śni. Odpuścił. Jeszcze by go przyprawił o atak serca. Ostrze na ogonie czarnołuskiego było spore, idealne do dźgania.
/Nawet jeśli wrócą, to...?/ Zaczął pytaniem, chcąc ustalić, co według tego gada powinno się stać. Obaj mieli inne podejście, inaczej widzieli potencjalne rozwiązanie. Powód był prozaiczny. /Obserwowałeś, Christopherze? Gdy tylko się pojawiłem, odstąpili. Zeszli z mej drogi./
Dokończył, ucinając tylko ostatnie, czego nie dopowiedział. "Jak myślisz, dlaczego?". Niemniej, na to musiał odpowiedzieć sobie sam. Lub samemu zadać sobie takie pytanie, ponieważ Kaartarn tego nie zasugerował.
Słysząc "warkot", czarnołuski spojrzał na istotę pytająco. Pierwsza nowa emocja, którą okazał, poza ciągłą neutralnością. Na zadane pytanie skinął tylko łbem. Bufetów nie posiadali, choć złocisty miał w zanadrzu coś lepszego. Zanim jednak przeszedł do tego tematu, zadał inne, niepowiązane pytanie. Dotyczące stroju.
/Wygodnie się w tym chodzi?/
Zapytał, wskazując pazurem prawej dłoni na obuwie, jeśli tak to można nazwać. Dwa, poszarpane kapcie, które Chris miał na stopach. Nie wyglądały na coś w czym dałoby się biegać lub chociaż wygodnie chodzić. Kaar ostatnio znalazł się w ludzkim ciele, stąd pojawiło się jego pytanie. Wtedy miał na sobie jakieś sportowe buty. Co prawda nie miał pazurów, jaki reptilianin teraz, jednak sam fakt. Przez tyle lat, na pewno mógł znaleźć sobie coś lepszego. Bardziej dopasowanego. Pytanie z kolei, padło ze względu na miejsce, w którymi byli. Na przeciwko dziwnych kapci mężczyzny, znajdowały się wielkie łapy czarnołuskiego. Zakończone ostrymi pazurami, bez okrycie - jak z resztą cały on i jego pobratymcy. Choć w tym wypadku, okryciem były łuski. A w tym miejscu, przesadny ubiór nie był wskazany. Widma nie lubiły, gdy coś się przed nimi ukrywało. Ubranie na to pozwalało. Przedmioty, artefakty, urządzenia, które mogłyby wymknąć się ich zmysłom. Na szczęście, do niczego go nie zmuszali. Przynajmniej, póki co.
Niezależnie od odpowiedzi lub dalszych czynów swego rozmówcy, stwór podniósł się do góry, odwrócił i sięgnął ogonem za plecy młodzika. Ogon przesunął się po skórze, na wysokości żeber, od prawej strony. Zaraz znalazł się za plecami i popchnął, lekko, gada naprzód, by ten wyrównał z czarnym. Wtedy dopiero kończyna odsunęła się od jego skóry, a Kaartarn ruszył spokojnym krokiem przed siebie, w kierunku krzaków, z za którymi dało się usłyszeć płynącą wodę. Przechodząc przez nie, krzaki zalśniły złocistą poświatą, ujawniając na sobie świeże, dojrzałe owoce, nieskażone robactwem czy chemią. Owoce były najróżniejsze, zarówno takie, które dało się spotkać na Ziemi, jak i takie, których tam nie było. Chociażby coś, co wyglądało jak miks jabłka i pomarańczy, pomalowany na niebiesko. Kaar nie zatrzymał się, szedł dalej. Jeśli Chris będzie chciał coś zerwać, stwór po prostu zwolni, pozwalając mu wziąć tego, na co ma ochotę.
/Czego chciałbyś spróbować?/
Zapytał złotołuski, podchodząc w końcu w okolice płynącej rzeki. Zatrzymał się jakiś metr przy niej, uginając kolana, a następnie siadając na trawie, krzyżując przy tym nogi. Czarny usadowił się bokiem do rzeki, mając ją po swojej prawej stronie. Przed nim, pojawiła się wielka, drewniana misa. Pusta, idealna, z jasnego drewna. Kaar wskazał gestem, by Chris usiadł na przeciwko, a następnie zaczekał na odpowiedź. Jeśli jakaś padnie, czarnołuski zmaterializuje żywność w misie, zgodnie z opisem, jaki wyciągnie z umysłu jaszczura. Jedzenia mieli tutaj pod dostatkiem. To samo tyczyło się napojów, jeśli jakiś będzie potrzebny, widmo stworzy go w drewnianym, półlitrowym kuflu. Pozwoli sobie przy tym na manipulację, podając danie, które najlepiej będzie smakować jego gościowi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Aedroth-Et'Ada   

Powrót do góry Go down
 
Aedroth-Et'Ada
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Inne światy :: Inne światy-
Skocz do: