Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Aedroth-Et'Ada

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1363
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Aedroth-Et'Ada   Czw Lut 27, 2014 7:48 pm



Obcy świat znajdujący się w ukrytym wymiarze. Można by powiedzieć, że jest to miejsce rodem z legend. Jednakże, mało kto wie o istnieniu tej "legendy". Z tych, którzy wiedzą, niewielu jest tutaj mile widzianych. Z wyjątkiem istot, które zamieszkują ten wymiar. Jedną możliwością na dostanie się do tego świata, jest znajomość technik, pozwalających nie tylko przemierzać wymiary ale również odnajdywać te najbardziej ukryte oraz "zamknięte". Inną kwestią jest natomiast przetrwanie w tym miejscu. Gospodarze nie wykazują się tolerancją wobec żadnego intruza. W świecie tym żyją istoty znane pod mianem "Widm" lub Urkyn'Vareis.
Kraina wydaje się ciągnąć w nieskończoność. Wierzenia z Midgardu dotyczące "płaskiej ziemi", tutaj, są jak najbardziej prawdziwe. Poza granicami krainy, znajduje się tylko bezkresny eter.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Christopher Varcer

avatar

Liczba postów : 112
Data dołączenia : 19/03/2017

PisanieTemat: Re: Aedroth-Et'Ada   Sob Lip 15, 2017 9:30 pm

Gdyby tylko potrafił wyjaśnić, co się właściwie stało. Pamiętał, że jeszcze kilka chwil temu był na złomowisku. Widział iskry i światło, wydobywające się z lustra, które wcześniej upuścił. Nie dało się tego wytłumaczyć w żaden sposób, a przynajmniej on nie potrafił. Christopher tylko się temu przyglądał, stojąc w pozornie bezpiecznej odległości, lecz kiedy nastała cisza, a po niej wybuch, było już za późno, aby uciec. Reptilianin krzyknął z przerażeniem. Czerwona energia chwyciła go i potem... nie było już nic. Jedynie ciemność.
    Złośliwość losu chciała, aby na nowo odczuwał dotyk akurat w momencie, kiedy upadł na ziemię. Nie był to jednak bolesny upadek, gdyż z wysokości około metra i na... trawę? W każdym razie w coś miękkiego.
  Chwila musiała minąć, zanim jaszczur zaczął się ruszać, gdyż nadal nie doszedł w pełni do siebie, jednak gdy tylko obraz przed nim się wyostrzył oraz rozjaśnił, Christopher nie mógł uwierzyć w to, co zobaczył. Zieleń otaczała go ze wszystkich stron, natomiast brudy miasta zniknęły. Wszelkie hałasy, ślady działalności człowieka - tego tu nie było.
  Reptilianin niepewnie podniósł się z ziemi i rozejrzał dookoła. Okolica była piękna i spokojna. Tylko czy aby na pewno prawdziwa? Gdzie on był? Mężczyźnie nawet przeszło przez myśl, że umarł. Nie słyszał śpiewu ptaków. Nie widział owadów ani żadnej innej formy życia. Był tutaj tylko on - tak mu się wydawało.
  Idąc ostrożnie przed siebie, nie miał pojęcia, na jakie niebezpieczeństwo się narażał. Nadal był zbyt zdezorientowany i nieświadomy tego, co zaszło w Nowym Jorku i w jaki sposób się tutaj znalazł. Wiedział, że sam by tego nie zrobił. Nie mógłby. Nie on.
  Nagle z cienia, tuż przed nim, zmaterializowała się dłoń, która w jednym momencie chwyciła go za gardło, zadrapując przedtem jego klatkę piersiową. Jaszczur wrzasnął głośno, lecz zaciśnięta na krtani ręka prędko go wyciszyła. Reptilianin zawisł w powietrzu, wysoko trzymany przez istotę, której jeszcze przed chwilą przed nim nie było. Chris odruchowo złapał za dłoń, która go uwięziła, lecz gdy tylko spojrzał na oprawcę, jego twarz cała zbladła.
  Był to przewyższający go humanoidalny stwór o czarnej łusce i czerwonych ślepiach. Wyglądał jak smok, którego pozbawiono skrzydeł. Mężczyzna w panice zaczął szamotać się i kopać w potwora, byle uwolnić się z jego uścisku. Ruchy jaszczura były chaotyczne, gwałtowne, skupione wyłącznie na ucieczce. Nic dziwnego, że szybko zaczął tracić siły. Mężczyzna zasapał przez zaciśnięte kły.
- P-przestań... Proszę... - wydusił, błagalnie patrząc stworowi w świecące piekielnym blaskiem oczy.
  Nie wierzył w to, że istota go zrozumie. Christopher bał się jej, choć z całych sił próbował z nią walczyć i uwolnić się z uścisku. Daremnie. Nogi mężczyzny uderzały w istotę coraz słabiej. Pazury na stopach nie pozostawiły po sobie nawet rysy na łuskach bezskrzydłego smoka, kiedy to podczas szamotaniny reptilianin nie tylko kopał, ale i usiłował zadrapać podbrzusze cienistej postaci. Jaszczur nie miał z nią najmniejszych szans. Tracił energię, w przeciwieństwie do bestii, która nawet nie drgnęła i zdawała się nieodczuwać jakiegokolwiek bólu.
 Pazury zmęczonego beskuteczną walką mężczyzny ostatni raz powoli zsunęły się po ciele stworzenia, po czym dolne kończyny mężczyzny zawisły bezwładnie w powietrzu. Dopiero wtedy Christopher ponownie spojrzał na pysk smoka.
- Przestań... - powtórzył, wciąż trzymając dłonie na uniesionej ręce humanoidalnego gada. Mógł oddychać, choć robił to z trudem. Właściwie to nie miał pojęcia, dlaczego i jakim cudem jeszcze żył. Myślał, że stwór go rozszarpie na miejscu jak bezmyślne i żądne krwi zwierzę, lecz tak się nie stało. Dla mężczyzny to jednak nie był żaden sukces, ponieważ to wciąż mogło nastąpić. Zaczynał czuć pieczenie w okolicach klatki piersiowej, a to za sprawą opadającej adrenaliny. Reptilianin zacisnął ponownie powieki i syknął cicho.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1363
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Aedroth-Et'Ada   Nie Lip 16, 2017 7:58 pm

NPC Storyline - Aurian|Kaartarn|Valanthyr

Stworzenie nie poruszyło się nawet o centymetr, obserwując szarpiącą się istotę. Żadne kopnięcia czy próby zadrapania łuskowatego, nie były skuteczne. O efektywności nie warto było wspominać, gdyż na łuskach nie pozostawały nawet najmniejsze ślady. Dotarło czy nie, reptilianin został w końcu puszczony przez czarnołuskiego. Niestety, nie odstawiony, lecz puszczony. Stąd runął na ziemię, choć z wysokości podobnej jak przedtem. Stwór opuścił swą rękę, spuszczając wzrok w dół, gdyż różnica wzrostu stała się teraz szczególnie odczuwalna. Stwór nie wykonywał żadnych ruchów, wyłącznie spoglądając na Chrisa i pilnując, by ten pozostał w tym miejscu. Gad nie zamierzał przepuścić intruza nigdzie dalej. Z resztą nie było ku temu potrzeby. Pojawił się kolejny, wieki stwór. Strażnik, którego uprzedzono w dostaniu się intruza.
/Bądź ostrożny, młodziku./
Odezwał się głos, roznosząc się echem w głowie mężczyzny. Uczucie z którym mógł mieć do czynienia po raz pierwszy. Ktoś przemówił do niego, w jego własnej głowie. Wraz z głosem, pojawiło się niebieskie światło, tuż za Chrisem. Poświata błękitnej energii, z której uformowała się postać kolejnego smoka. Ten był nawet wyższy, od pierwszego. Jego łuski były białe, tak samo jak kolce i pazury. Całość sylwetki, nawet ślepia - wszystko w kolorach lub odcieniach bieli. Pojawił się, wychodząc z energetycznej łuny. Jego łapy delikatnie spoczęły na trawie, uginając ją pod swym ciężarem. Kroki były bardzo ciche, niemalże niesłyszalne. W charakterystyce budowy ciała, nowy stwór był bardzo podobny, do poprzedniego. Jego ciało również kryły zarówno zwykłe, jak i płytowe łuski. Ramiona, łeb czy ogon również zdobiły okazałe rogi oraz kolce. Nieznajomy zbliżył się do Chrisa powolnym, miarowym krokiem, obserwując go z góry. Wyraz jego pyska nie zdradzał agresji, był neutralny. Choć przez brak połączenia krwistoczerwonych ślepi z czarnymi łuskami, mógł wydać się bardziej przyjaźnie nastawiony. Stwór nie wykonywał gwałtownych ruchów. Podszedł do intruza i zatrzymał się przed nim, nie obniżając swej sylwetki. Zadzieranie głowy nie było przyjemne, jednak dali mu żyć. Normalnie, każdy ginie, bez możliwości wyspowiadania się z naruszenia granicy tych ziem.
/Twój umysł zdradza, że trafiłeś tu przypadkiem, Christopherze Varcer z Ziemi./
Głos przemówił ponownie, wydając się należeć do białołuskiego, który przed nim stanął. Ogon strażnika przesunął się po trawie, za jego plecami. Bardzo powoli i ostrożnie, jakby wyczekując na moment.
/Nie jest to jego imię, Strażniku./
Wtrącił się czarnołuski, podnosząc swe spojrzenie na swego brata. Gady przewertowały umysł intruza, dowiadując się o nim więcej, niż ten sam wiedział w tym momencie. Nie zamierzali mu wszystkiego wyjawiać. Obie istoty spojrzały na siebie wzajemnie, zapominając na kilka sekund o reptilianinie. Przynajmniej tak mogłoby to wyglądać. Ewentualna próba ucieczki, skończyłaby się skoszeniem jego nóg przez czarnołuski oraz przytuleniem się do trawy, gdy ten położyłby na nim swą łapę. Widma podjęły ze sobą rozmowę, którą zakończyły po kilkunastu sekundach, powracając swymi spojrzeniami do intruza Christophera. Choć może powinni nazywać go tak, jak ten zwie się naprawdę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Christopher Varcer

avatar

Liczba postów : 112
Data dołączenia : 19/03/2017

PisanieTemat: Re: Aedroth-Et'Ada   Sro Lip 19, 2017 11:52 am

Cokolwiek reptilianin by nie zrobił, wszystko wydawało się bezskuteczne. To właśnie ta myśl była dla niego najgorsza. Świadomość, że o jego życiu decyduje stworzenie, w którego istnienie nigdy wcześniej by nie uwierzył. W jego świecie ta istota nie miała racji bytu, nie mogła być prawdziwa, a jednak stała tu teraz, niczym namacalna postać z najskrytszych lęków każdego zwykłego człowieka.
 Nagle palce zaciśnięte na gardle puściły, a jaszczur spadł na ziemię, kaszląc kilkukrotnie. Upadek z wysokości był niczym w porównaniu do ulgi, jaką odczuł mężczyzna, gdy tylko mógł zaczerpnąć powietrza bez większego oporu. Nie obejrzał się jednak w górę, aby ponownie ujrzeć pysk bezskrzydłego smoka. Zamiast tego patrzył na trawę, sapiąc cicho. Ucieczka w tym momencie byłaby głupotą, lecz instynkt wiele razy potrafił w takich momentach przyćmić zdrowy rozsądek. Christopher znajdował się na jego granicy.
  Uczłowieczonego jaszczura przed jakimkolwiek nieprzemyślanym działaniem zdołało jednak coś powstrzymać. Był to głos, który pojawił się w jego głowie i którego źródła nie dało się w żaden sposób namierzyć.
- Co... ? - wyszeptał z niedowierzaniem, jakby wyłącznie do samego siebie. Nie, to niemożliwe, aby jedynie on to słyszał. Odruchowo skierował swój wzrok na czarnego gada, lecz to nie do niego należały słowa, o czym prędko się przekonał, dostrzegając kątem oka niebieską poświatę niewiadomego pochodzenia. Mężczyzna od razu odwrócił się w tamtym kierunku i ujrzał kolejnego smoka. Ten był jeszcze wyższy od swojego rówieśnika, a jego wygląd przywodził na myśl ducha. Również niczym byt niematerialny, przemieszczał się prawie że bezgłośnie, choć wzrostem górował nad nimi obojga. Chris powoli cofał się od białołuskiego, unosząc częściowo swój korpus nad ziemią, lecz po chwili jego dłoń znalazła się na łapie stojącej za nim czarnej istoty. Mężczyzna od razu zabrał rękę i zaniechał dalszej ucieczki. O dziwo, smok przed nim również się zatrzymał. Reptilianin spojrzał wysoko w górę. Nie okazywał już tego samego panicznego strachu jak wcześniej, chociaż ten nadal mu w jakimś stopniu towarzyszył.
 Ich ślepia spotkały się i wtedy ponownie usłyszał ten głos.
 Christopher zamrugał na wydźwięk swojego imienia. W tym samym momencie odezwał się również i drugi smok, którego słów reptilianin nie zdołał w żaden sposób zrozumieć. Gdy oba gady spuściły go ze wzroku, mężczyzna spojrzał w kierunku zarośli, rosnących nieopodal. Dystans nie był długi, lecz mimo pozornie umożliwionej drogi ucieczki, jaszczur pozostał na miejscu, jedynie patrząc w tamtą stronę. Chris obawiał się, że w ten sposób mógłby napotkać więcej smoczych bestii, które prawdopodobnie zamieszkiwały te ziemie i wcale nie musiały być takie tolerancyjne, jak ta dwójka. Zaczynał domyślać się, że to nie smoki były tutaj czymś obcym, lecz on sam. Nie było to wielkie osiągnięcie, ponieważ dokładnie ten wniosek nasuwał mu białołuski. Pytanie tylko, gdzie w takim razie byli i co się właściwie wcześniej stało? I czy faktycznie dało się z tymi smokami jakoś porozumieć?
 Reptilianin zadarł głowę, czując na sobie ponownie ich wzrok. Jeśli chciał się czegokolwiek dowiedzieć, musiał zaryzykować. Ostatni raz zerknął w kierunku lasu, a potem skupił swoją uwagę na dwóch postaciach.
- Kim Wy jesteście...? - zaczął od najważniejszego. - O co tutaj chodzi? Jakie imię? - dodał po chwili, patrząc na nich z zamieszaniem.
 Chris nie miał pojęcia, o czym mówili ani nawet, że naruszali jego osobiste wspomnienia. Wielu rzeczy nie był świadomy. Nie znał tożsamości tych istot. Nie znał tych ziem. Wszystko było dla niego obce.
 Mężczyzna odczuwał wyraźny dyskomfort i nie wykonywał żadnych ruchów. Nie chciał w żaden sposób im się narażać, jednak wciąż był gotów się bronić, jeśli zajdzie taka potrzeba. Nie znając ich intencji, nie darzył ich szczególnym zaufaniem. Nic dziwnego, nikt by nie darzył.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1363
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Aedroth-Et'Ada   Czw Lip 20, 2017 6:27 pm

NPC Storyline - Aurian|Kaartarn|Valanthyr

Stworzenia, podczas rozmowy ze sobą, wydawały się ignorować obecność Chrisa. Nie słyszał ich słów, nie wiedział o czym dokładnie rozmawiają. Był w stanie się domyślić. Dłoń, która spoczęła na łapie czarnołuskiego, połączona z chęcią ucieczki, sprawiły, że czarny przysunął swój ogon, po ziemi, bliżej reptilianina. Kolce znajdujące się na jego końcówce otarły się nieprzyjemnie o bok mężczyzny, jakby prowokowały go, by ten odważył się na próbę ucieczki. Ten dotyk był dość nieprzyjemny, kolce były na prawdę ostre i choć skóra była jedynie drażniona, to biedna koszulka znowu była rozdzierana, cięta niczym masło pod ostrzem rozgrzanego noża. Stwór odsunął swój ogon dopiero, gdy dwójka skończyła swoją rozmowę, a gdy Chris zadał swe pytanie.
/"Smoczymi bestiami"/
Odpowiedział, powtarzając myśli intruza oraz to, jak ich sam określił. Smocze bestie to jeden z wielu przydomków, jakie nadano tym istotom. Jakże trafny, choć nieoddający tego, kim naprawdę byli. Niemniej, gad nie znajdował się na pozycji, pozwalającej mu zadawać pytania.
/Nie masz prawa do zadawania nam pytań, intruzie./
Skomentował to czarnołuski stwór. Biały zlustrował leżącego im pod łapami mężczyznę, telepatycznie rozmawiając ze swym bratem, na temat tego, co powinni uczynić z tym przypadkiem. Stworzenia ponownie spojrzały ku sobie, pozostawiając jaszczura bez odpowiedzi. Na pojawieniu się białego, nie nadszedł koniec. Błyśnięcie złocistego światła, krótko, niczym piorun, tylko sam błysk. Od prawej podeszła kolejna istota. Poprzedni był większy od pierwszego? Ten był większy od nich obu. Dosłownie, wyższy. Mierzył jakieś dwieście siedemdziesiąt pięć centymetrów wzrostu, był umięśniony, atletycznie zbudowany, o dobrze zarysowanych mięśniach. Ciało pokrywały czarne łuski, jak u pierwszego stworzenia. U niego, więcej było płyt, ciągnących się niemalże przez każdą część ciała. Cały tors, nogi, bicepsy, nawet na łbie znajdowały się mniejsze, płytowe łuski. Oczywiście małych, typowo smoczych, nie brakowało. Z ciała tego stworzenia nie wystawało tyle kolców. Praktycznie ich nie było. Ot, cztery wystawały z łba, masywne, majestatyczne, do tyłu. Pazury na palach u łap i dłoni, były ostre, długie oraz czarne, jak łuski. Jedynym wyróżniającym kolorem, były złote ślepia. Nie czekając na nic, nowy stwór podszedł do Chrisa i dwójki swych braci. Szybkim, stanowczym krokiem, zatrzymując się przy samym gadzie.
/Pozwólcie, bracia./
Rzucił przybyły, sięgając dłonią w kierunku leżącego na ziemi mężczyzny. Czarnołuski podał mu otwartą dłoń, zbliżając ją na wysokość głowy reptilianina, w otwartym geście. Dłoń była wielka, jak dla człowieka. Długie, czarne pazury skierowane ku Chrisowi, jednak w otwartym, przyjaznym geście. Przybyły czekał, aż Chris go chwyci, by pomóc mu wstać. Nie było sensu, by spoglądał na nich z dołu. I tak byli wystarczająco wielcy, względem intruza.
Pozostałe stworzenia zerknęły ku złocistemu. Lekkimi gestami skinięcia, zgodzili się z nim i cofnęli do o kilka kroków do tyłu, każdy. Następnie, w błękitnym i czerwonym błysku, obaj zniknęli. Chris pozostał sam z "nowym" stworzeniem, które się tutaj pojawiło. Stwór miał neutralny wyraz pyska. Mógł wydawać się przerażający, a jednocześnie, w jego obecności, reptilianin mógł odczuwać ulgę. Poczucie bezpieczeństwa, domowego ciepła oraz ochrony.
/Śmiało, młodziku./
Rzekł krótko, zachęcając go do przyjęcia oferty pomocy w powstaniu na nogi. Chyba, że jednak wolał leżeć na ziemi. Wtedy, będzie to jego wybór. Nikt do niczego nie zmusza, jeśli lubi trawę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Christopher Varcer

avatar

Liczba postów : 112
Data dołączenia : 19/03/2017

PisanieTemat: Re: Aedroth-Et'Ada   Sob Lip 22, 2017 8:44 am

Christopher już nie miał żadnych wątpliwości, gdy usłyszał odpowiedź od białołuskiego. W jakiś sposób te gady potrafiły odczytać jego myśli, jednak nie sądził, że to w ogóle jest możliwe. Ale czy spotkanie oko w oko z humanoidalnymi smokami też nie było, skoro właśnie stały tuż obok? To absurdalne. Reptilianin bezustannie próbował sobie wmówić, że to wszystko jest zwykłą fikcją. Snem, z którego zaraz się wybudzi i wkrótce o nim całkowicie zapomni.
A jednak coś ciągle pchało go do przodu, zmuszało do kontynuacji tego snu. Być może była to ciekawość, a może i coś więcej. Wszystko zostało podświadomie zakryte pod płaszczem strachu, jaki teraz przyodział.
Dlatego też wzdrygnął się na słowa czarnej istoty, która prędko doprowadziła go do porządku i uciszyła, zapobiegając dalszej lawinie pytań, jaka cisnęła się na usta mężczyzny. Christopher od razu zamilkł i schylił głowę, na moment spuszczając wzrok ze ślepi obydwu gadów. Na zbyt wiele sobie pozwolił, fakt, jednak to było silniejsze od niego. Musiał się dowiedzieć, o co w tym wszystkim chodziło.
 Ku zaskoczeniu jaszczura, ujrzał kolejne światło. Gwałtowne, szybkie błyśnięcie, które łatwo dało się przeoczyć. Chris niepewnie odwrócił głowę w tamtym kierunku, jakby z obawą przed tymi, którzy już nad nim stali.
Przybycie kolejnej bestii nie zwiastowało niczego dobrego. Czarna łuska pokrywała całe ciało smoka, a najbardziej wyróżniającym się elementem były jego oczy - miały szlachetną, złotą barwę. Równie niespotykaną, co ślepia pozostałych gadów.
Mężczyzna szybko pochylił ponownie głowę, widząc, że trzecia postać zmierza w ich stronę. Mimo to zerkał na przybysza kątem oka, starając się pozostać na swoim miejscu i zachować spokój. Tych stworzeń pojawiało się coraz więcej, jak gdyby cała okolica doskonale zdawała sobie sprawę z obecności intruza.
 Reptilianin wydawał się nie dostrzegać wyciąniętej do niego dłoni, choć tak naprawdę po prostu obawiał się ruszyć. Początkowo nie zrozumiał gestu i uznał to za próbę chwycenia go, lecz nic takiego nie nastąpiło, a łapa stworzenia w pewnym momencie się zatrzymała. To jednak było za mało, aby jaszczur choćby odwrócił głowę.
 Sytuacja się zmieniła, kiedy dwójka bestii odstąpiła od nich i wkrótce zniknęła, w ten sam sposób, co się pojawiła. Chris obejrzał się za nimi, obserwując krótki pokaz świateł. Nie rozumiał, czemu tamci odpuścili, ale nawet nie zamierzał o to pytać. Nie chciał ich zbyt prędko spotkać ponownie. Zdecydowanie nie chciał.
Z chwilowym wahaniem, jaszczur chwycił wielką dłoń czarnego smoka i podniósł się z ziemi. Dopiero teraz mógł lepiej przyjrzeć się swojemu wybawcy. Szybko się jednak zorientował, że patrzył na niego zdecydowanie za długo. Po prostu nie codziennie widywał... smocze bestie.
- Dzięki za pomoc. Gdyby nie ty, to pewnie by mnie... - nie dokończył, spoglądając na miejsce, gdzie przed chwilą leżał. Nawet nie chciał o tym pomyśleć. Potrząsnął głową, wyrzucając wykreowany obraz ze swoich myśli.
- Dlaczego to zrobiłeś? - zapytał, wracając spojrzeniem na pysk smoka. Chris wiedział, że nie był tu mile widziany. Zachowanie złotookiego było dla niego niezrozumiałe, choć mężczyzna w żaden sposób nie potrafił okazać tego, jak bardzo był mu wdzięczny. Według niego stwór sporo ryzykował. W końcu tamtych było dwóch, a on tylko jeden...
Po chwili jaszczur spuścił wzrok, chcąc lepiej przyjrzeć się swoim ranom na piersi. Nie były głębokie i nie wyglądały na groźne. Sam widok krwi nie robił na nim wrażenia. Wiele razy zdarzały mu się rany. Zarówno te większe, jak i te mniejsze. Christopher za to szybko zwrócił uwagę na coś innego. Jego koszula była cała w strzępach. Doskonale pamiętał moment, kiedy czarnołuski poruszał swym ogonem i z jaką łatwością ciął nim ludzki materiał. Nie sądził jednak, że efekt będzie aż taki wielki.
- To była moja ulubiona. Ojciec mnie zabije...  - skwitował.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1363
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Aedroth-Et'Ada   Sob Lip 22, 2017 5:34 pm

NPC Storyline - Kaartarn

Czarnołuski był cierpliwy, dając mężczyźnie tyle czasu, ile ten potrzebował, by w końcu skorzystać z gestu wyciągniętej dłoni. Stwór chwycił go pewnie, mocno, lecz nie przesadnie. Nie będzie śladu. Przy samym chwycie, czarnołuski wsunął dłoń nieco głębiej, by ziemska istota nie chwyciła go bezpośrednio za dłoń, lecz bardziej za przedramię. On mógł uczynić to samo. Znacznie łatwiej było mu chwycić reptilianina w ten sposób, aniżeli za małą - względem własnej - dłoń. Gad, na skórze dłoni, poczuł łuski czarnej istoty. Twarde, pod równie twardymi mięśniami, a jednak przyjemne w dotyku (dla tych, którzy lubią). Pazury czarnego chwyciły rękaw, jednak nie rozdarły go, jak wcześniej czynił to... pierwszy czarny smok. Ten był ostrożniejszy, nie chciał niczego okazywać, zwłaszcza niczego negatywnego.
Gdy przybysz stanął już na nogach, smok puścił jego dłoń, opuszczając przy tym własną, do drugiej, obie wzdłuż ciała. Stał wyprostowany, tuż przed intruzem, zmuszając go do zadzierania głowy do góry. Była to jednak cecha jego charakteru. Nie był istotą, która lubiłaby się do innych pochylać. Z podziękowania, wydał się nic sobie nie zrobić. Obserwował istotę, tak samo, jak ta spoglądała na niego. Choć złoty wydawał się nie czuć tego dyskomfortu, spowodowanego wgapieniem się w kogoś.
/Nie ma powodu, by zakończyć twe życie./ - Zaczął, podnosząc prawą łapę lekko ponad trawę, a następnie przemieszczając ją naprzód, rozpoczynając tym samym chód dookoła swego rozmówcy. /Valanthyr i Aurian naradzali się, co z tobą począć. Valanthyr pragnął twej śmierci, zgodnie z naszym zwyczajem. Aurain uznał, że nie warto przelewać krwi istoty, która nie trafiła tutaj świadomie. Chciał wymazać twą pamięć i odesłać cię do domu./
Przybliżył nieco sytuację, w której reptilianin znalazł się, nie z własnej woli. Stwór zatrzymał się przed Chrisem, dalej zerkając na niego spokojnie. Zmrużył lekko swe ślepia, gdy mężczyzna zwrócił uwagę na ranę, znajdującą się na jego własnej piersi. Płytka, niegroźna, tylko gdy nie posiadało się wiedzy na temat istot, z którymi młodzik miał do czynienia. Czarnołuski wydał z siebie cichy, gardłowy warkot, zwracając tym samym na siebie uwagę. Nie było to wrogie, bardziej takie przywołanie, by spojrzał na niego.
/Zdejmij koszulę. Oddaj również wszystkie technologiczne przedmioty, które przy sobie posiadasz./
Rzucił krótko czarnołuski. Słowa te były poleceniem, wypowiedziane neutralnym tonem. Nie było to ani przyjazne ani wrogie. Bynajmniej nie chciał ograbić go z dobytku, jednak Aedroth było krainą, do której żadna technologia nie miała wstępu. Nawet ta najbardziej prymitywna. W pewnym sensie, samo odzienie, jakie miał na sobie Chris, mogło łamać te zasady. Jednak nie trzeba było być aż tak dosadnym w swych regułach. Niemniej, smok oczekiwał wykonania polecenia. Oddania wszystkiego, bez wyjątku. Jakakolwiek próba "ukrycia" prywatnej rzeczy, spotka się z wymownym spojrzeniem ze strony złotego. Jasno mówiącym "wiem, co masz oraz gdzie to masz, nie każ mi po to sięgać". Jeśli młodzik zapyta łuskowatego, dlaczego ma pozbyć się koszuli, ten rzuci jednym słowem "rana". Równie wymownie, jak wcześniej. Ta płytka rana nie była tym, czym wydawała się być. Widma zabijały swych przeciwników na różne, mniej lub bardziej wyrafinowane sposoby. Pozostawiony samemu sobie, Chris może nie doczekać gniewu ojca, odnośnie podartego ubrania.
Gdy wszystkie polecenia zostaną spełnione, stwór wpierw pozbędzie się technologicznych przedmiotów. Znikną one w złocistym błysku, każdy z osobna. Nieco płomienistym, jakby spłonęły, jednak bez śladu. Drugą kwestią będzie zajęcie się raną. Czarnołuski zrobi to, za czym nie przepada, czyli ugnie kolana, a następnie uklęknie na prawym i pochyli się, by przy całym swym wzroście, móc swobodnie sięgnąć do rany mężczyzny.
/Nie obawiaj się, nie będzie bolało ponad to, co już odczuwasz./
Głos stwora znów rozległ się w umyśle istoty, a ten podniósł prawą dłoń i powoli zbliżył ją do klatki piersiowej reptilianina. Samymi opuszkami palców dotknął bezpośrednio rany, zadrapania po pazurach. Ślad, choć płytki, miał swą krótką historię, którą stwór dostrzegł. Obcy nie wiedział, jak bardzo blisko śmierci się znajdował. Gdy Valanthyr w ostatnim momencie zmienił decyzję i zamiast wyrwać jego kręgosłup, chwycił go za szyję. Wbrew oczekiwaniom, nie pojawiło się żadne światło ani efekty specjalne. Palce przesunęły powoli po zadrapaniu, zasklepiając je w momencie dotyku. Przy tym krótkim ruchu, smok pozwolił sobie zajrzeć wgłąb ciała reptilianina, doszukując się wszelakich skaz oraz ran, przy okazji je naprawiając. Skoro Chris miał niedawno trochę przeżyć, to mogły pojawić się zadrapania, otarcia i im podobne rany. W tym wypadku, znikną. Gdy skończył, po kilku sekundach, złoty skierował swe spojrzenie na przedramiona mężczyzny. Dokładniej, na znajdujące się na nich taśmy. Nie było powodu, by trzymał się tego dyskomfortu tutaj. Taśmy uległy nagłemu spaleniu. W złocistych płomieniach, bez wydzielania zapachu czy pozostawiania śladu. Od nadgarstków, do samego końca, minimetr po minimetrze, taśmy spłonęły, nie pozostawiając śladu po swej obecności. Może trochę się rządził, jednak... kto mu zabroni?
/Me imię to Kaartarn. Jestem Urkyn'Vareis. Gatunki, podobne twojemu, zwykły nazywać nas "widmami" dla uproszczenia. Miejsce w którym się znajdujesz, to nasz dom. Aedroth-Et'Ada. Honorem jest ciebie tutaj powitać. Niewielu, niebędących mymi braćmi i siostrami, dostąpiło zaszczytu postawienia tu swej łapy./
Wymawiając te słowa, smok podniósł się ponownie do góry, prostując swe nogi. Wystarczy tego klęczenia. Jego głos stał się cieplejszy, przyjemniejszy w odbierze, może nieco opiekuńczy. Dopóki Christopher trzymał się tego stworzenia, nic mu tutaj nie groziło. Choć Kaartarn nie zdradził, kim dokładnie jest. Jaka jest jego rola, pośród braci i sióstr widm.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Christopher Varcer

avatar

Liczba postów : 112
Data dołączenia : 19/03/2017

PisanieTemat: Re: Aedroth-Et'Ada   Pon Lip 24, 2017 7:00 pm

Mężczyzna uważnie słuchał wyjaśnień humanoidalnego gada, jednak nic nie odpowiadał. Smok wszystko mu zobrazował i choć jaszczura nadal gnębiły pytania, postanowił nie nadużywać dobroci istoty, która go uratowała. Już i tak bardzo wiele się dowiedział. Poznał zamiary tamtej dwójki wobec niego, ich imiona i nawet fragment ich osobowości. Trudno określić, którego decyzja mogła się spełnić, lecz nie było sensu, aby nadal o tym myśleć. Było już po wszystkim. Przeżył i tylko to się liczyło.
  Dotykał swojej rany na piersi, badając ją, nieświadomy tego, że było to coś więcej niż zwykłe zadrapanie. Chris bardziej martwił się o swoje odzienie. Rana zagoi się po paru dniach i nie będzie po niej śladu, ale ubranie z tego, co wiedział, tak nie potrafiło.
  Szpony Valanthyra były niesamowicie ostre, sądząc po idealnym przecięciu się przez materiał. Na twarzy reptilianina dało się ujrzeć pewien rodzaj... podziwu? Niewiele brakowało, aby skończyło się to gorzej niż teraz. Bardzo niewiele.
- Łoł... - wyszeptał jedynie. Miał sporo szczęścia i chyba właśnie to zauważył. Szczęście to było jednak pozorne i reakcja jaszczura tylko utwierdzała w przekonaniu, że nie miał pojęcia, czym ta rana była.
  Dźwięk warkotu szybko zwrócił jego uwagę i reptilianin spojrzał na obcego. Słysząc polecenie potrząsnął lekko głową i niemal od razu zareagował.
- Co? Po co? - zapytał, odnośnie koszuli. Odpowiedź, jaką otrzymał, niespecjalnie była dla niego jasna. Wpatrywał się w czarnołuskiego z cichym protestem, lecz ostatecznie posłuchał.
  Westchnął, dając za wygraną i zaczął opróżniać swoje kieszenie, sprawdzając nawet te, w których nic nie powinno się znajdować. Rzucił na trawę latarkę, zapalniczkę, notes... wszystko, co miał ze sobą. Mężczyzna nie nosił zbyt wiele i nie wyglądał na przygotowanego na wyprawę w dzicz i walkę ze smokami.
  Jaszczur po chwili przestał, patrząc już na smoka, lecz prędko dostrzegł jego spojrzenie. Reptilianin uniósł brew i stał dalej, jednak ta gra nie miała najmniejszego sensu i stwór nie dał się oszukać. Zrezygnowany Chris wyciągnął z kieszeni spodni rozładowany telefon i wrzucił go do reszty, a zaraz po nim odtwarzacz mp4. Teraz był czysty.
  Następnie ściągnął koszulę, dając lepszy dostęp do samej rany. Wciąż nie był przekonany, aby jakiekolwiek oględziny były konieczne. Z tego też powodu, w jego oczach, czarnołuski mógł wydawać się aż nadto opiekuńczy. Może to i lepiej od świadomości zagrożenia życia.
  Upuścił odzienie obok prawej nogi, na trawę, po czym odwrócił głowę w kierunku swoich rzeczy, dostrzegając płomień, który szybko i bez śladu swej ingerencji, pozbył się ich. Jaszczur na ten widok mruknął coś do siebie z żalem, jakby właśnie odebrano dziecku zabawki. Miał nadzieję, że to naprawdę było konieczne.
  Ponownie skierował swój wzrok na istotę, cofając się o krok, gdy ta przed nim uklękła. Nawet jeśli reptilianin był mu wdzięczny za pomoc, nie umiał powstrzymywać tych odruchów. Słysząc uprzedzenie złotego, mężczyzna kiwnął głową, nie ruszając się już.
  Śledził wzrokiem poczynania smoka, obserwując jak ten zaczyna go leczyć. Zdziwienie na twarzy jaszczura było spore, kiedy widział zanikającą ranę. I to na jego oczach. Ból niejaki wystąpił, lecz Christopher w żaden sposób go nie okazywał, jedynie patrząc na łapę stwora. Zauważył jednak coś jeszcze. Otarcia i zadrapania, jakie nabył po upadku z kontenera i starciu z przestępcami w porcie, również zniknęły. Chris poczuł się o wiele lepiej niż w ciągu ostatnich kilku dni. Po otrząśnięciu się z szoku, chciał podziękować, lecz nagle jego ręce znalazły się w płomieniach. Machnął nimi kilka razy, lecz nie było to konieczne do ugaszenia ognia, który zgasł, zanim jaszczur zaczał panikować. Zresztą nawet nic nie poczuł i mógł zobaczyć uwolnioną od zabezpieczeń skórę oraz kolce. Pozbycie się krępującej taśmy nie było potrzebne i Christopher o to nie prosił, ale w duchu był za to wdzięczny. Samemu nigdy by mu się to nie udało, a zaczynał żałować swojej decyzji, jaką wtedy podjął.
Chris przechylił głowę na słowa czarnołuskiego, opuszczając ręce wzdłuż ciała.
- Honorem... albo zwykłym przypadkiem. - powiedział, niepewnie uśmiechając się do niego kącikiem ust. - Nie wszyscy mieli tyle szczęścia i trafili akurat na ciebie. Mogę czuć się wyróżniony. - stwierdził.
Przez moment zastanawiał się czy Kaartarn faktycznie dla każdego był taki litościwy czy to on stanowił wyjątek i w innym wypadku ich spotkanie wyglądałoby zupełnie inaczej. O wszystkim zadecydowało właśnie to, że reptilianin znalazł się tutaj przypadkiem i nie naruszał tych ziem celowo. Pytanie tylko, co będzie dalej?
- Nie mogę uwierzyć, że to wszystko dzieje się naprawdę. Że ty istniejesz. To miejsce. To, co ty robisz. Przecież to jest... to niemożliwe. Gdybym to komuś opowiedział to by mnie wyśmiano. - powiedział z narastającą ekscytacją, ale po chwili zamilkł, orientując się, że za dużo mówi. Odetchnął, próbując zebrać myśli.
- I co teraz zrobimy? Tamci już na pewno nie wrócą...? - spytał znacznie cichszym tonem, podnosząc koszulę z ziemi. Kaartarn był obecnie jedyną osobą, której mógł zaufać. Mimo iż czarnołuski był jednym z nich, jaszczur nie chciał zostać zupełnie sam. Ufał mu, czuł się przy nim bezpieczniej. Musiał się też dowiedzieć, o czym wcześniej mowił Valanthyr, ponieważ jego słowa wciąż nie dawały łuskowatemu spokoju.
 Mocniejszy podmuch wiatru, który poruszył niespokojnie liśćmi nieopodal, sprawił, że mężczyzna zbliżył się do widma, rozglądając się czujniej dookoła. Po chwili rozległ się cichy, ledwo słyszalny warkot. Tuż przy nich. Reptilianin spojrzał w dół, a potem na czarnołuskiego.
- ... Nie macie tutaj żadnych bufetów, prawda? - rzucił, dając do zrozumienia, że to jego żołądek. Chris już prawie nie jadł od dwóch dni i coraz bardziej dawało się to we znaki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1363
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Aedroth-Et'Ada   Czw Lip 27, 2017 6:59 pm

NPC Storyline - Kaartarn

Pomimo oporów, reptilianin nie sprawiał problemu, co pozwoliło widmu nie czynić nic, czego oboje by nie chcieli. Zasady były zasadami, a czarnołuski nie zamierzał ich zmieniać tylko dlatego, że uratował tej istocie życie. Kiedy Chris dochodziło do siebie, stwór skupił swój wzrok na jego klatce piersiowej, dokładniej na wystających z niej kolcach. Nie widział tego po raz pierwszy, po prostu zawsze się zastanawiał, czy samemu sobie tego nie sprawić. Kaartarn lubił czuć się chroniony i od czasu do czasu hodował sobie kolce, ostatecznie wracając do oryginalnego wyglądu. Czego by nie powiedział, to w tej formie miał najwięcej możliwości w kwestii poruszania się, a jego łuski zapewniały mu dostateczny poziom ochrony... przed wszystkim.
Słysząc głos mężczyzny, ślepia złotookiego skierowały się ku twarzy jego rozmówcy.
/Przypadki nie istnieją./ Wtrącił krótko, zaraz po tym, jak jego rozmówca zakończył swą wypowiedź. Gad cały czas zachowywał spokojny, neutralny wyraz pyska. Nie reagował nawet na uśmiech czy inne emocje, które pojawiały się u mężczyzny. /Nic nie stoi na przeszkodzie, bym cofnął czas i uratował życie każdego, kto próbował tu wejść. Problem w tym, że nie uznałem ich za godnych. Część sam zabiłem. Mowa o mym domu. Nikt nie postawi tu nogi, jeśli istnieje choć cień szans, że jakkolwiek nam zagrozi./
Wyjaśnił, dalej nie poddając się żadnym emocjom. Układając swe myśli w słowa, stwór miał świadomość pytań, które zaraz mogą zawitać w głowie reptilianina. W końcu powiedział coś o "cofnięciu czasu". Nikt nie mówił, że nie potrafi więcej, niż leczyć czy pojawiać się w złotych błyskach.
Gdy pojawiły się słowa o możliwym śnie na jawie, bo tak odebrał to smok, Kaar się pochyli, ponownie kucając, by mieć wzrok na wysokości wzorku małej istoty. Lub przynajmniej maksymalnie zbliżony do tego poziomu. Nic nie odpowiedział ani nie zrobił. Kusiło go, by podnieść ogon i dźgnąć nim Chrisa. Ukłuć go, by wiedział, że nie śni. Odpuścił. Jeszcze by go przyprawił o atak serca. Ostrze na ogonie czarnołuskiego było spore, idealne do dźgania.
/Nawet jeśli wrócą, to...?/ Zaczął pytaniem, chcąc ustalić, co według tego gada powinno się stać. Obaj mieli inne podejście, inaczej widzieli potencjalne rozwiązanie. Powód był prozaiczny. /Obserwowałeś, Christopherze? Gdy tylko się pojawiłem, odstąpili. Zeszli z mej drogi./
Dokończył, ucinając tylko ostatnie, czego nie dopowiedział. "Jak myślisz, dlaczego?". Niemniej, na to musiał odpowiedzieć sobie sam. Lub samemu zadać sobie takie pytanie, ponieważ Kaartarn tego nie zasugerował.
Słysząc "warkot", czarnołuski spojrzał na istotę pytająco. Pierwsza nowa emocja, którą okazał, poza ciągłą neutralnością. Na zadane pytanie skinął tylko łbem. Bufetów nie posiadali, choć złocisty miał w zanadrzu coś lepszego. Zanim jednak przeszedł do tego tematu, zadał inne, niepowiązane pytanie. Dotyczące stroju.
/Wygodnie się w tym chodzi?/
Zapytał, wskazując pazurem prawej dłoni na obuwie, jeśli tak to można nazwać. Dwa, poszarpane kapcie, które Chris miał na stopach. Nie wyglądały na coś w czym dałoby się biegać lub chociaż wygodnie chodzić. Kaar ostatnio znalazł się w ludzkim ciele, stąd pojawiło się jego pytanie. Wtedy miał na sobie jakieś sportowe buty. Co prawda nie miał pazurów, jaki reptilianin teraz, jednak sam fakt. Przez tyle lat, na pewno mógł znaleźć sobie coś lepszego. Bardziej dopasowanego. Pytanie z kolei, padło ze względu na miejsce, w którymi byli. Na przeciwko dziwnych kapci mężczyzny, znajdowały się wielkie łapy czarnołuskiego. Zakończone ostrymi pazurami, bez okrycie - jak z resztą cały on i jego pobratymcy. Choć w tym wypadku, okryciem były łuski. A w tym miejscu, przesadny ubiór nie był wskazany. Widma nie lubiły, gdy coś się przed nimi ukrywało. Ubranie na to pozwalało. Przedmioty, artefakty, urządzenia, które mogłyby wymknąć się ich zmysłom. Na szczęście, do niczego go nie zmuszali. Przynajmniej, póki co.
Niezależnie od odpowiedzi lub dalszych czynów swego rozmówcy, stwór podniósł się do góry, odwrócił i sięgnął ogonem za plecy młodzika. Ogon przesunął się po skórze, na wysokości żeber, od prawej strony. Zaraz znalazł się za plecami i popchnął, lekko, gada naprzód, by ten wyrównał z czarnym. Wtedy dopiero kończyna odsunęła się od jego skóry, a Kaartarn ruszył spokojnym krokiem przed siebie, w kierunku krzaków, z za którymi dało się usłyszeć płynącą wodę. Przechodząc przez nie, krzaki zalśniły złocistą poświatą, ujawniając na sobie świeże, dojrzałe owoce, nieskażone robactwem czy chemią. Owoce były najróżniejsze, zarówno takie, które dało się spotkać na Ziemi, jak i takie, których tam nie było. Chociażby coś, co wyglądało jak miks jabłka i pomarańczy, pomalowany na niebiesko. Kaar nie zatrzymał się, szedł dalej. Jeśli Chris będzie chciał coś zerwać, stwór po prostu zwolni, pozwalając mu wziąć tego, na co ma ochotę.
/Czego chciałbyś spróbować?/
Zapytał złotołuski, podchodząc w końcu w okolice płynącej rzeki. Zatrzymał się jakiś metr przy niej, uginając kolana, a następnie siadając na trawie, krzyżując przy tym nogi. Czarny usadowił się bokiem do rzeki, mając ją po swojej prawej stronie. Przed nim, pojawiła się wielka, drewniana misa. Pusta, idealna, z jasnego drewna. Kaar wskazał gestem, by Chris usiadł na przeciwko, a następnie zaczekał na odpowiedź. Jeśli jakaś padnie, czarnołuski zmaterializuje żywność w misie, zgodnie z opisem, jaki wyciągnie z umysłu jaszczura. Jedzenia mieli tutaj pod dostatkiem. To samo tyczyło się napojów, jeśli jakiś będzie potrzebny, widmo stworzy go w drewnianym, półlitrowym kuflu. Pozwoli sobie przy tym na manipulację, podając danie, które najlepiej będzie smakować jego gościowi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Christopher Varcer

avatar

Liczba postów : 112
Data dołączenia : 19/03/2017

PisanieTemat: Re: Aedroth-Et'Ada   Pon Lip 31, 2017 5:34 am

"Przypadki nie istnieją." Jaszczur nie chciał się z tym zgodzić. Samo jego pojawienie się tutaj stało się za sprawą przypadku. To mogło zdarzyć się każdemu, a przynajmniej tak właśnie starał się to wytłumaczyć. Jakkolwiek to wydarzenie było absurdalne, reptilianin miał wyjątkowego pecha i ten pech mógł spotkać też innego człowieka. Tylko czy aby na pewno należało to nazywać pechem? Nie do końca. Pechem byłaby jego natychmiastowa śmierć, brak możliwości ujrzenia tego, co widzi teraz. Miał okazję, zaszczyt zobaczyć to, o czym istnieniu zwykli ludzie nie mieli pojęcia. Gdy zagrożenie minęło, zaczynał dostrzegać w tym miejscu coś więcej niż miejsce własnego spoczynku. Powietrze, trawa, otwarta przestrzeń... tego mu brakowało. Niemal całe życie spędził w wyznaczonych granicach i choć był wolny, zdawał się żyć w zamknięciu. Mury miasta bardzo go ograniczały. Zresztą nie tylko one - rodzice także.
 Reptilianin spoglądał na złote ślepia gada, słuchając jego głosu. Kaartarn był o wiele bardziej rozmowny od swoich pobratymców. Smok słuchał oraz odpowiadał. Z własnej, nieprzymuszonej woli. Mężczyzna uwierzył na słowo, iż widmo jest zdolne do cofnięcia czasu. Każdy mieszkaniec tych ziem, którego spotkał, posiadał nadnaturalne zdolności. Pojawiał się, atakował z nadnaturalną szybkością oraz precyzją, odczytywał myśli oraz leczył rany. W porównaniu do ludzi, istoty te można było nazwać bogami. Zwykły człowiek był przy nich słaby, bezbronny, a i pewnie to nie były wszystkie moce, jakimi stworzenia dysponowały. Cofnięcie czasu zdawało się jedną z najpotężnienszych, jaką Chris mógł sobie wyobrazić.
Jaszczur tym razem nie drgnął, kiedy widmo ponownie ugięło swe kolana. Powstrzymał się od tego, twardo trzymając stopy na podłożu.
 Wspomniana przez Kaartarna reakcja tamtych smoków zaczynała dawać Chrisowi do myślenia. Tu nie mogło chodzić o wzrost ani o przypadek. Reptilianin zamierzał przy najbliższej okazji podzielić się z Kaartarnem swoimi przypuszczeniami, gdyż na chwilę obecną było na to zdecydowanie za wcześnie i nie chciał się ośmieszyć.
  Niespodziewane pytanie, jakie chwilę potem usłyszał, zbiło go z tropu. Widmo zwróciło mu uwagę na to, co miał na stopach. Chris odruchowo spojrzał na swoje obuwie. Kapcie były na niego za małe, a przerośnięte szpony wbijały się w miękką glebę, znajdującą się pod nim. Nie pierwszy raz ktoś zwrócił na to uwagę i mężczyzna już przywyknął. Westchnął cicho i powrócił spojrzeniem do czarnej postaci.
- Nigdy mi to nie przeszkadzało. Przez moją mutację pazury ciągle rosną i wszystko inne szybko nadawało się do wyrzucenia. A do tego obuwia jestem przywiązany, dostałem je dawno temu od rodziców. Chciałbym nosić buty jak inni, ale chociaż tyle mogę zrobić. Niby to nic wielkiego, lecz dzięki temu nie czuję się takim odmieńcem... Chcę żyć i wyglądać jak normalny człowiek, jednak nie wszystko da się ukryć. Cały czas wyglądam inaczej. - powiedział, starając się skryć żal w swoim głosie. - I tak jest lepiej niż kiedyś. - dodał.
 Sięgając swoich dalekich wspomnień i trzymając nisko wzrok, nie zauważył ogona, który nagle go dotknął. Przestraszony jaszczur od razu odwrócił głowę, lecz zaraz został popchnięty do przodu. Reptilianin szybko zrozumiał przekaz i ruszył za widmem, które niespiesznie udało się w obranym przez siebie kierunku.
- Nie rób tak więcej. - rzekł mężczyzna, patrząc na czarnołuskiego z wyrzutem. Mimo wszystko dzięki temu trikowi, Chris szybko zapomniał o swoich wcześniejszych, niezbyt miłych wspomnieniach. Zamiast tego skupił się na drodze oraz otoczeniu.
Owoce, które otoczyła złocista aura, od razu przykuły uwagę głodnego i ciekawskiego reptilianina. Łuskowaty po chwili wahania zerwał jeden z owoców i zbliżając go do twarzy, poczuł bardzo kuszący, nieznany mu zapach. Nigdy wcześniej tego nie jadł, ale zaczął się posilać niemal od razu. Dość łapczywie, częstując się dużymi kęsami, więc gdy zjadł już jeden owoc, zerwał dwa kolejne, zabierając je ze sobą i dorównując kroku z Kaartarnem. Szybko zabrał się za następny, zastanawiając się, dokąd właściwie zmierzają. Pewnie by o to zapytał, gdyby nie zapchane usta. Ewidentnie mu zasmakowało.
 Kiedy znaleźli się już przy rzece, jaszczur zwolnił, obserwując ją. Nie mogli przejść dalej, a właśnie to w pierwszej myśli zakładał Chris. Pomylił się, ponieważ Kaartarn usiadł na jej brzegu i to rzeka była celem ich krótkiej wędrówki. Widząc misę, która pojawiła się obok, mężczyzna zamrugał z lekkim zamieszaniem. Ostrożnie zajął wyznaczone miejsce, wykonując polecenia czarnołuskiego.
- Właściwie to napiłbym się wody. - powiedział, zerkając na płynącą rzekę obok. Nie spodziewał się jednak, że po tych słowach pojawi się przed nim czysta woda, którą był wypełniony drewniany kufel. Woda dużo lepsza niż ta z rzeki.
- Ale jak...? - spojrzał na Kaartarna. Reptilianin niepewnie sięgnął po naczynie i napoił się. Wiedział, że to zasługa widma, lecz ciężko było mu o coś poprosić. To nie była duma, a wątpliwość, że to się stanie.
- ... Zjadłbym ciasto czekoladowe. Dostałem takie od rodziców i naprawdę mi smakowało. - mruknął, lecz wątpił, aby i to udało się jakoś sprowadzić. Tego dania widmo nie mogło znać, lecz zanim jaszczur coś dopowiedział, wspomniany posiłek znalazł się tuż przed nim. Chris odsunął się od niego i potrząsnął głową. Spojrzał na czarnołuskiego i znowu na ciasto. Bardzo uwielbiany przez jaszczura zapach szybko dotarł do jego nozdrzy, zachęcając go do częstowania się. Mężczyzna przysunął się bliżej i sięgnął po gotowe już kawałki. Ich smak był dokładnie taki, jaki zapamiętał.
- To jest naprawdę dobre! - powiedział podekscytowany. - Jak ty to wszystko robisz? - zapytał, ale zaraz zamyślił się, nie oczekując odpowiedzi od smoka.  Wtedy zaczynał łączyć ze sobą poszczególne wydarzenia. Zachowanie tamtych smoków, zdolności Kaartarna... Chris uniósł wzrok na czarnołuskiego.
- Czy ty jesteś... bogiem? - wyszeptał, niemal niesłyszalnie. Jaszczur wiedział, jak mogło to zabrzmieć, ale właśnie ta myśl ciągle krążyła mu nad głową. Myśl, że Kaartarn nie jest dokładnie taki, jak jego pobratymcy. Nazwanie go bogiem mogło okazać się przesadą, jednakże w porównaniu do Christophera, Kaartarn mógł za takiego uchodzić. Każde widmo mogło. Aurian oraz Valanthyr posłuchali jednak złotego i być może nie bez powodu. Mógł mieć wysokie stanowisko, być dla nich kimś ważnym. Reptilianin chciał dowiedzieć się, kim jest ten, który przed siedzi. Dużo jednak ryzykował.
 Jaszczur w obawie, że za bardzo zagłębia się w tematy, w które nie powinien, wrócił do jedzenia, unikając z widmem kontaktu wzrokowego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1363
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Aedroth-Et'Ada   Pon Sie 07, 2017 5:49 pm

NPC Storyline - Kaartarn

Czarnołuski oszczędził swemu małemu kompanowi, nieco pokutnego wzroku, gdy usłyszał, że ma czegoś więcej nie robić. Wewnętrznie ciągnęło go, by zapytać, jak zamierza wyegzekwować wobec niego, by ten nie powtórzył danej czynności. W tym wypadku, pchnięcia Chrisa z zaskoczenia, ogonem. Ostatecznie, darował sobie. W końcu celem ich podróży była rzeka, a dokładniej jej okolice. Ot dla zmiany krajobrazu.
Resztki po spożywanych przez mężczyznę owocach, ulegały natychmiastowemu spopieleniu w złocistym ogniu, który nie rozprzestrzeniał się poza palony obiekt, nie pozostawiając również śladu na pobliskiej roślinności czy trawie.
Gdy obaj zajęli swej miejsca, stwór po prostu spełniał prośby prośby Chrisa, jak gdyby nigdy nic. Ostatnia okazała się dość specyficzna, wręcz testująca możliwości widma. Niemniej, Kaartarn spełnił życzenie i stworzył wspomniane ciasto, dokładanie takie samo, o jakim myślał reptilianin. Przy każdym takim stworzeniu przedmiotu, czarnołuski stosował tą samą sztuczkę, co zazwyczaj - czyli lekki, złoty błysk poświaty. Choć zabieg ten nie był potrzebny, to pozwalał śmiertelnikom nie odczuwać strachu. Mało jest rzeczy budzących taką grozę, jak coś, co nagle pojawia się komuś przed oczami. Bez żadnego ostrzeżenia, gestu, manewru.
W końcu padło pytanie klucz, efekt poskładania do kupy faktów, na temat tego, co działo się w otoczeniu Christophera. Złote ślepia zlustrowały mężczyznę, a na pysku gada pojawił się delikatny uśmiech, przy którym stwór uniósł lekko wargi, odsłaniając swe kły. Nie wyglądało to groźnie, bardziej zabawnie. Kaartarn poczuł się rozbawiony tym pytaniem. Jego rozmówca nie mógł jednak wiedzieć, przecież był tu pierwszy raz. Do tego pierwszy raz miał do czynienia z takimi istotami. Czarnołuski pochylił lekko korpus, zniżając się delikatnie, do momentu, aż jego łokcie oparły się na kolanach.
/Jestem dużo starszy, niż bogowie./
Rzucił w pierwszych słowach, cofając następnie swój korpus do początkowej pozycji, czyli prostując się i spoglądając na reptilianina z wyższej pozycji. Jego słowa brzmiały bardzo poważnie, nie stroił sobie żartów ani nie wyolbrzymiał swych słów.
/To, co nazywacie bogami, to najczęściej istoty o wielkiej mocy, które - z różnych powodów - postanowiły objąć protekcją lub zmusić do posłuszeństwa - daną społeczność. Ja, natomiast.../
Wyjaśnił spokojnym, miarowym głosem. Wyraz jego pyska na powrót stał się neutralny. Ogon powoli przesunął się z lewej strony, za nim, na prawą, gdzie wsunął się, niczym wąż, na jego nogi.
/Wśród mych braci i sióstr, noszę miano starożytnego. Jest nas zaledwie kilkoro. Funkcja ta sprawia, że bracia i siostry słuchają mego głosu oraz podporządkowują się mej woli. Nie zawsze mi to odpowiada, jednak, cóż poradzę? Oni odpowiadają za poszczególne światy, a ja, za nich wszystkich./
Na tym, na razie, zakończył. Co za dużo, to nie zdrowo, a wyjaśnianie, jak działała struktura hierarchiczna Urkyn'Vareis, tego, czym byli oraz jaka była ich rola - wymagało czasu. No i wiedzy, przede wszystkim wiedzy, doświadczenia. Tego, czego mężczyźnie brakowało. Złote ślepia spoczęły na sylwetce "człowieka", lustrując go od góry, w dół, gdzie zatrzymał swe spojrzenie na podartej koszulce, do której jaszczur był tak przywiązany. Na tyle, by przytargać ją tutaj za sobą, kompletnie zapominając o jej istnieniu. Cudowny materializm.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Christopher Varcer

avatar

Liczba postów : 112
Data dołączenia : 19/03/2017

PisanieTemat: Re: Aedroth-Et'Ada   Wto Sie 08, 2017 10:47 am

Mężczyzna zdawał się chwilami ignorować samą postać Kaartarna, spożywając podawane posiłki, jednakże były to tylko pozory i jaszczur wsłuchiwał się w tym czasie w otoczenie, zachowując podzielną uwagę. Widmo w żaden sposób nie pospieszało jaszczura, pozwalało mu zaspokoić apetyt i zrelaksować się. Reptilianin poprosił nawet o wcześniejsze owoce, których nie potrafił wymienić z nazwy, lecz mógł je opisać. To wystarczało, aby jego prośby zostały spełnione. Uważał jednak, aby się nie przejeść, ponieważ po takiej głodówce bardzo łatwo można było się tego nabawić. Dlatego więc właśnie na owocach się skończyło.
 Mięśnie jaszczura nie były już takie napięte. Wzrok przestał błądzić po zaroślach, a oddech był dużo bardziej spokojniejszy niż wcześniej. Jedzeniem Kaartarn szybko zdobył większe zaufanie Christophera i dało się to wyraźnie odczuć. To zawsze była jego słaba strona. Absolutnie niezależna, wręcz instynktowna. Taka, której on sam nie zauważał.
Dostrzegając przed sobą kątem oka delikatny ruch, spojrzał na czarnołuskiego. Prosto w złote ślepia. Nie liczył na żadną odpowiedź, ponieważ widmo wcale nie musiało mu się zwierzać. Fakt, Kaartarn był pomocny i rozmowny, jednak na pewno wiedział, kiedy należy coś przemilczeć i dać komuś polegać wyłącznie na własnych domysłach. Rzecz w tym, że jaszczur nie był zdolny tego pojąć, będąc tutaj jedynie gościem. Za mało wiedzy, zbyt mało informacji, aby mógł samemu do czegoś dojść. Wszystkie wnioski byłyby błędne, jakkolwiek by się nie starał.
 Po wysłuchaniu widma, reptilianin kiwnął powoli głową na znak, że rozumie, a także, odruchowo z szacunku, znając już rolę Kaartarna w tym miejscu. Christopher faktycznie był skłonny wierzyć w słowa czarnołuskiego. Nigdy nie był szczególnie religijny. Kreował wszystko, co go otacza na wzór własnych teorii oraz przekonań. I właśnie teraz niektóre rzeczy zaczynały się ze sobą zgadzać.
 Mężczyzna odstawił na bok jedzenie, pozwalając, aby resztki pochłonął złoty płomień. Nasycił się już wystarczająco.
- Czyli jest Was więcej? Czemu ludzie nic o Was nie wiedzą? - zapytał, marszcząc delikatnie brwi. Pierwszy raz słyszał o czymś takim. O widmach i o tym wszystkim, o czym wspominał Kaartarn. Nigdy wcześniej się z tym nie spotkał.
- Ktoś musi o Was wiedzieć. Naukowcy, rząd... ktokolwiek. - stwierdził, wciąż mając wzrok skupiony na ślepiach czarnołuskiego.
- Nie mogę być jedynym. - dodał. Po chwili zgarnął podartą koszulkę z ziemi na swoje nogi, trzymając ją blisko siebie. Jako, że była to jedna z nielicznych ocalałych rzeczy, pilnował jej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1363
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Aedroth-Et'Ada   Pią Sie 11, 2017 1:50 pm

NPC Storyline - Ankylon|Kaartarn

Pytaniom nie było końca, a Kaartarn odpowiadała na nie równie chętnie, co przed chwilą. Na to najnowsze, czarnołuski uśmiechnął się delikatnie. Powoli uniósł swój łeb do góry, prostując korpus, a następnie podnosząc się do góry i wstając na równe nogi. Czarny zrobił krok ku Chrisowi, przesuwając długim ogonem po ziemi. Niczym wąż, kończyna zakończona ostrzem zbliżyła się do reptilianina, wsuwając się wpierw między jego bok, a prawą rękę, przesuwając się na plecy, a następnie wysuwając z drugiej strony - dokładniej w ten sam sposób, przy lewej ręce. Chwyciwszy mężczyznę w ten sposób, widmo podciągnęło go do góry, stawiając go od razu na nogach. Wtedy ogon wysunął się spod rąk, a wsunął wyłącznie za plecy mężczyzny, znowu popychając go lekko naprzód, w stronę starożytnego. Ten zdążył się już odwrócić i ruszyć w kierunku rzeki, na której uformował złocisty most, składający się z samej, przezroczystej energii, bez żadnych specjalnych zabezpieczeń. Po prostu szeroka, płaska "deska" robiąc za prowizoryczny most, którego użyją, by przeprawić się przez rzekę. Starożytny, oczywiście, ruszył przodem, stawiając swe łapy na pomoście oraz wchodzą na niego, jak gdyby nigdy nic. Tutaj, zależnie od tego czy mężczyzna wejdzie na magiczny twór bez oporów czy z oporami, ogon zsunie się z niego lub będzie go dalej "pchał", ciągnąć stworzenie za jego większym rozmówcą.
/Pokażę tobie. Trochę młodzików ma właśnie trening./ Wyjaśnił, kontynuując wędrówkę przed siebie. Gdy łapy stworzenia ponownie stanęły na trawie, czarny zaczekał, aż Christopher do niego dołączy. Jak tylko obaj znaleźli się, bezpiecznie, na drugim brzegu - Kaar pozbył się sztucznego pomostu, kontynuując podróż przed siebie. Znowu, Chris musiał ruszyć sam lub czekać na pomoc ogona starożytnego.
/Wiedzą o nas tylko niektórzy ludzie oraz organizacje na twej planecie. Przedstawiciele Federacji Alranois posiadają największą wiedzę. Co nieco wiedzą karpatianie, spotkali bowiem jednego z naszych. Organizacje rządowe czy tamtejsi uzdolnieni magicznie, ich wiedza oparta jest głównie na domysłach./

Prowadząc swego gościa dalej, Kaartarn znowu ruszył ku krzakom, nieco gęstszym niż poprzednie. Za florą, dało się dostrzec ruch, nawet różne kolory, czasami jakieś odgłosy. Czarny zatrzymał się kierując spojrzenie ku Chrisowi oraz oczekując, aż jego kompan podejdzie bliżej. Gdy znalazł się tuż przy nim, stwór obrócił się do niego frontem, uginając przy tym swe kolana oraz kucając. Złote ślepia wbiły się w reptilianina, a czarnołuski podniósł swe ręce i oparł wielkie, łuskowate dłonie, na ramionach małego stworzenia.
/Poza tym, trochę kosmicznych ras wie o naszym istnieniu. Dorośli do tego, by ich widma się przed nimi ujawniły. Crathygtanie, Densorini czy Krayavathi. Teraz chodź. Pokażę tobie, jak wygląda dzień z życia młodzików./

Wyjaśnił, przywołując kilka nic nie mówiących - Chrisowi - nazw. Były to jedne z największych lub najpotężniejszych, istniejących w dalszym ciągu, imperiów. Stwór delikatnie nacisnął "mutantowi" na ramiona, poprzez zaciśnięcie dłoni - jedynie odczuwalnie, bez dyskomfortu - a następnie wstał i ruszył przez krzaki na drugą stronę. Pozwolił sobie na rozłożenie rąk na boki i zatrzymanie się na chwile, by zrobić przejście dla swego kompana. Był to prosty gest, pozwalający jaszczurowi przecisnąć się obok widma, nie raniąc się przy tym o gałęzie krzaków, które normalnie musiałby sam wyginać, a w tym wypadku - Kaartarn zrobił to za niego.
Wychodząc na drugą stronę, reptilianin ujrzał grupę istot, wyglądających na kolejne widma. Najbardziej, rzucił się w oczy - największy - spośród nich. Mierzył dwieście sześćdziesiąt centymetrów wzrostu, pokryty był całkowicie szarymi łuskami. Ślepia miał czarne niczym noc, w ciele - czarne wypustki. Po grzbiecie oraz na ogonie - ciągnęły się ostre i długie kolce. Łapy zakończone były trzema palcami, każdy miał po jednym, jasnym pazurze. U dłoni, stworzenie posiadało cztery place z kciukiem włącznie, tam również zwieńczone pazurami. Stwór był mniejszy od Kaartarna, nie tylko wzrostem ale i masą. Nie był tak umięśniony. Na dobrą sprawę, sylwetką bliżej mu było do Chrisa, niż pozostałych widm, które spotkał. Nadal był wysportowany, dało się to zauważyć na pierwszy rzut oka. Umięśnienie na pewno nie było tak imponujące. Stwór przechadzał się powoli, pomiędzy grupką dwudziestu, młodych widm. Byli oni znacznie mniejsi, choć wzrostem - podobni Chrisowi. Niektórzy mierzyli metr sześćdziesiąt, inni metr osiemdziesiąt. Gady miały różnorodne umaszczenie łusek, od jaskrawych, po w pełni ciemne. Były tutaj zarówno samce, jak i samice. Walczyli między sobą, choć nie była to walka na poważnie, bardziej sparing, trening. Stworzenia wykonywały różne ruchy, bardzo dobrze skoordynowane. Ataki pazurami, blokowane przez partnera; teleportacje za plecy przeciwnika, zmyłki i poduchy. Wszystkiemu klimatu dodawał fakt, że istoty te nie walczyły jak zwierzęta. Ich walka była sztuką, ciosy były doskonale wymierzone, pojawiały się perfekcyjne kopnięcia, markowania, wykorzystanie bioder w walce, nawet ogonów. Wyglądali tak, jak bohaterowie jakiegoś filmu, szkolący się w starożytnej sztuce walki. I tak na prawdę, to miało tutaj miejsce.
Szarołuski od razu skierował swe spojrzenie na reptilianina, gdy ten przeszedł przez krzaki. Czarne ślepia zlustrowały go od stóp po głowę, a stwór płynnie minął swych uczniów, zbliżając się do mężczyzny i unosząc wzrok do góry, gdy czarne łuski wysunęły się z za krzaków, a za Chrisem stanął Kaartarn. W tym momencie, niemalże, jak na komendę - wszystkie młodziki przerwały trening. Jeśli któryś padł akurat na ziemię, natychmiast został podniesiony przez swych braci i siostry.
/Kaartarn./
Odezwał się głos szarołuskiego widma. Jak i poprzednie, tego również, Chris usłyszał w swym umyśle.
/Ankylon./
Rzucił w odpowiedzi czarny, mijając reptilianina i ruszając w kierunku młodzików.
/Oprowadzasz gościa?/
/Zmieniam jego życie./
Rozmowa nie była dla Chrisa żadną tajemnicą. Kaartarn zbliżył się do młodych widm, a następnie klęknął przed nimi, rozkładając ręce na boki. Na reakcję nie trzeba było długo czekać, czarny błyskawicznie został obskoczony przez grupkę młodzików, która witała się z nim na różne sposoby. Od prostego chwycenia przedramienia, po wskoczenia na starożytnego i uściskania go czy wlezienia dosłownie, na widmo. Niektórzy pokusili się nawet o próby wbicia kłów czy pazurów w łuski czarnego stwora, bez efektu. Scena wyglądała zabawnie, a Kaartarn miał na pysku uśmiech, połączony z cichym mruknięciem aprobaty, na takie powitanie przez młodziki. Widać był tutaj kimś znanym i lubianym, przez młode osobniki.
/Zmienia twe życie?/
Odezwał się Ankylon, obracając się w kierunku Christophera i spoglądając na niego z góry. Czarne ślepia wydawały się być puste, nieco przerażające. Egzekutor był jednak spokojny, nadal trzymał ręce za sobą, zaplecione nad ogonem, który z kolei spoczywał na ziemi z końcówką przy jego łapach.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Christopher Varcer

avatar

Liczba postów : 112
Data dołączenia : 19/03/2017

PisanieTemat: Re: Aedroth-Et'Ada   Sob Sie 12, 2017 11:43 pm

Kaartarn pewnie przewidział to, że Chris kolejny raz pośle mu urażone spojrzenie, kiedy czarnołuski podniósł go z ziemi i postawił na równe nogi. O dziwo tym razem jaszczur niczego nie skomentował, kończąc jedynie na swoim wzroku. Mało tego, pod maską czystej urazy i niechęci do takiego działania ze strony widma, reptilianin ukrył fakt, że mu się to nawet spodobało. Zostając kolejny raz popchnięty, Chris zerknął krótko na ogon, będący obecnie większym przeciwnikiem niż sam Kaartarn i spróbował go od siebie odsunąć jedną ręką. Nie docenił jednak siły ukrytej w tej pozornie słabej i bezradnej kończynie, która, jakby samoświadoma, wróciła na swoje miejsce i popchnęła go do przodu, skupiając wreszcie uwagę reptilianina na samej postaci smokowatego. Mężczyzna przyspieszył kroku, nie patrząc przy tym na drogę, lecz wciąż na Kaartarna. Odwrócił od niego wzrok dopiero, gdy postawił nogę na moście i zorientował się, że przed nimi znajdowała się rzeka. Jaszczur ostrożnie postawił drugą stopę na energetycznym tworze i naprzemiennie spoglądał pod nogi i na idącego dalej, bardzo spokojnie i pewnie, czarnołuskiego.
 Reptilianin tupnął nogą, sprawdzając stabilność mostu. Zabawne, że w jego wizji wszystko miało się właśnie w tym momencie rozsypać, a Kaartarn wpaść do wody. Oczywiście nic takiego nie nastąpiło i jaszczur nie chcąc zostać w tyle, próbował iść dalej przed siebie, jednak lęk przed niespokojną wodą pod nogami i samą nieznaną powierzchnią, na której stał, robił swoje. Nogi jaszczura odmawiały mu posłuszeństwa do tego stopnia, że dalsze pchanie go z użyciem ogona mogło zakończyć się jedynie upadkiem. Potrzebował czasu i nie zamierzał rezygnować. Christopher stawiał kroki tak, jak nowonarodzone źrebię, lecz szybko robił postępy i radził sobie coraz lepiej, aż nagle zamarł i... pobiegł, chcąc jak najszybciej przedostać się na drugą stronę rzeki. Akurat Kaartarn znajdował się już tuż przy jej drugim brzegu i Chris wyprzedził go pod sam koniec, omal na niego nie wpadając.
 Kiedy reptilianin się odwrócił, widmo wykonało jeszcze kilka kroków i opuściło złocisty most. Dopiero wtedy twór czarnołuskiego przestał istnieć i zniknął zupełnie. Zawstydzony swoim działaniem mężczyzna uśmiechnął się mizernie do gada, nie odzywając się słowem. Było oczywiste, że się najzwyczajniej bał wody. Na szczęście było już po wszystkim i przeprawa dobiegła końca.
 Poszedł dalej za Kaartarnem i używanie ogona przez widmo nie było już konieczne. Jaszczur za nic nie zamierzał wracać przez rzekę w pojedynkę, a każda następna minuta spędzona z czarnołuskim dawała mu poczucie bezpieczeństwa i ochrony. No i oczywiście wzbudzała wielką ciekawość, która zakrywała wszelkie negatywne uczucia i pozwalała poczuć się jaszczurowi dużo swobodniej.
  Reptilianin zadarł głowę ku górze, słysząc głos istoty. Mimo, że odzywała się ona w jego umyśle, Chris za każdym razem spoglądał na pysk Kaartarna, kiedy ten przemawiał. Federacja Alranois pozostała w jego pamięci. Nazwa była szczególnie istotna, konieczna do głębszej analizy w przyszłości. Mężczyzna wchłaniał informacje jak gąbka. Lubił dużo wiedzieć, a te wiadomości były dla niego na wagę złota.
 Kiedy dotarli do zarośli, łuskowaty zwolnił, gdy do jego uszu dotarły różne, niezidentyfikowane odgłosy. Ostrożnie podszedł bliżej Kaartarna, widząc, że ten go oczekuje. Nie spodziewał się umiejszczenia łap na swoich ramionach, lecz to nie na nich pozostawał skupiony, ale na samych złotych ślepiach widma. Zmrużył oczy, poznając nazwy kosmicznych ras, które w żaden sposób nie mogły być mu znane i pewnie szybko o nich zapomni, choć tego by nie chciał. Następnie podążył za Kaartarnem, korzystając z tego, iż ten zabrał gałęzie, torujące im ścieżkę. Nawet się nie zorientował, jak wyszedł zza krzaków i stanął na widoku, wpatrując się z osłupieniem na człekoształtne gady, które przebywały nieopodal.
Było ich wiele. Zarówno tych dużych, jak i mniejszych. Jaszczur patrzył na każdego z nich, obserwując ich ruchy, pełne precyzji oraz doświadczenia. Źrenice Chrisa początkowo były zwężone, a grzebień na głowie płasko ułożony, ukazując wyraźny dyskomfort. Będąc jednak dłużej wpatrzony w ten niezwykły obraz, kąciki ust jaszczura mimowolnie uniosły się ku górze. Jakby z niedowierzania i podziwu dla każdego młodzika z osobna. Również włosy delikatnie się nastroszyły, ukazując najprawdziwszą, zewnętrzną ciekawość.
 Stan ten przerwało pojawienie się szarołuskiego stworzenia, które zmierzało w kierunku Christophera i które jako jedyne zdawało się dostrzec jego przybycie. Jaszczur ocknął się i cofnął, wiedząc, że za plecami wciąż przebywał Kaartarn. Jak tylko czarnołuski wyłonił się z zarośli, reptilianin znalazł się obok, nie odrywając wzroku od zbliżającego się widma. Pewnie dopiero teraz Kaartarn dowiedział się o swojej roli prywatnego ochroniarza.
 Chris nieco się uspokoił, gdy obcy się odezwał. Było to dla niego spore pocieszenie, ponieważ najwyraźniej oba gady się znały. Mężczyzna odsunął się od starożytnego, przyglądając się szarołuskiemu z zainteresowaniem, które mimo wszystko próbował ukryć.
Wtem "żywa bariera" oddaliła się i Chris spojrzał za Kaartarnem. Chwilę potem szczęka niemal dosłownie mu opadła, jak ujrzał to, co młodziki robiły z "bogiem", kiedy tamten tylko do nich podszedł. Jaszczur otworzył szeroko oczy ze zdumnienia, przyglądając się przyjaznym wygłupom młodzików, których jeszcze przed chwilą tak się obawiał.
  Przyglądał się temu bezczynnie, dopóki nie potrząsnął lekko głową, dochodząc do siebie i odwracając się na pytanie Ankylona.
- Ja... On już to uczynił.  Ochronił mnie. - powiedział, wracając spojrzeniem do radosnej gromadki. Najpewniej wolał unikać pustego wzroku widma.
- Co oni robią? - zapytał, wskazując na resztę. Nie potrafił zamaskować swojego zaskoczenia taką otwartością i bliskością. Zupełnie, jakby byli rodziną. Przyjemnie było na to patrzeć. Sam nie wiedział, czemu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1363
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Aedroth-Et'Ada   Pią Sie 18, 2017 8:19 am

NPC Storyline - Ankylon|Kaartarn

/Ochronił?/
Rzucił zaciekawiony szarołuski, kiedy Chris udzielił mu, jakże interesującej, odpowiedzi. Szary odwrócił łeb w stronę starożytnego, akurat w momencie, gdy ten padł na grzbiet, poddając się naporowi młodzików, które postanowiły siłować się z nim siłować. Wielki stwór tylko się zaśmiał, nie próbując walczyć, tudzież stawiać oporu. Choć z boku wyraźnie było widać, że czarny się podkłada, to jednak wprawione oko wychwyciłoby szczegóły, ukazujące siłę młodych widm ale również fakt, że nie do końca byłyby w stanie go sobie ustawić. Same z siebie. Kiedy już widmo legło, młodziki wzięły się za unieruchomienie zdobyczy, swoiste "okazanie siły", jak miało to miejsce w przyrodzie, jednak w tym wypadku - w zabawowej wersji. Nikt nie był ranny, nikomu nie pozostaną skazy na charakterze.
Egzekutor przyglądał się wszystkiemu z dość... neutralnym, aczkolwiek wymownym wyrazem pyska. Widma wzajemnie traktowały się jak bracia i siostry, jednak w tym wypadku, starożytny psuł koncept prowadzonego przez egzekutora treningu. Choć biorąc pod uwagę reakcję, zapewne nie zdarzyło się to po raz pierwszy.
/Co takiego widzisz?/
Zapytał szarołuski, podając specyficzną odpowiedź, na otrzymane pytanie. Stwór skierował swój wzrok ku Chrisowi, obracając się do niego i wykonując dwa kroki, by przybliżyć się nieco do jaszczura. W przeciwieństwie do Kaartarna, Ankylon nie uginał kolan ani w żaden inny sposób nie obniżał swej pozycji, by ułatwić życie reptilianina. Do tego, on sam nie bardzo miał gdzie lub jak się cofnąć, jeśli chciałby zwiększyć dystans względem siebie, a szarołuskim. Chyba, że spróbuje obejść egzekutora i podejść od gromadki młodych widm lub odsunie się w drugą stronę, wgłęb polany.
/Co takiego podpowiada tobie instynkt?/
Zapytał ponownie, a czarne ślepia zlustrowały, jeszcze raz, sylwetkę jaszczura. Instynkt był tu słowem kluczowym. Może w wypadku człowieka, widmo pokusiłoby się o stwierdzenie "rozum", jednak ta istota człowiekiem nie była. Ludzie zapomnieli czym jest instynkt, żyjąc w niemalże utopijnym świecie.
/Co podpowiada tobie wewnętrzne "ja", reptilianinie?/
Odezwał się ponownie, po raz ostatni, nieco mocniej, prawie-że telepatycznie "wysyczał" swe słowa. Egzekutor nigdy nie był istotą delikatną, co właśnie objawiało się w jego podejściu do Christophera. Stwór podniósł swe ręce, a następnie założył je jedna na drugą, krzyżując je na klatce piersiowej.
W tym samym czasie, czarnołuski przekonał młode widma, by z niego zeszły. Niechętnie, jednak gromadka opuściła swą zdobycz, ustawiając się dookoła niego w lekkim półkolu. Kaartarn podniósł się do góry, ustawiając się na obu kolanach z łapami za sobą, przy ogonie. Po tym, starożytny wyciągnął obie dłonie przed siebie, początkowo zamknięte. Grupa młodzików wpatrywała się w ruchy stwora, niemalże, jakby byli zahipnotyzowani. Oczekiwali na coś, co zaraz miało się pojawić. I pojawiło. Kaartarn otworzył swe dłonie, ukazując kilkanaście złocistych płomieni, małych kulistych obiektów, mieniących się złotym światłem oraz wyglądających tak, jakby trawił je złoty płomień. Każdy z młodych sięgnął dłonią po jeden, łapiąc go i odchodząc, by zrobić miejsce innym. Nikt się nie przepychał, nikt nie szarpał. Każdy czekał na swoją kolej, dla każdego wystarczy. Wyglądało to jak podarunek, symboliczny, jednak dający jakiś efekt. Młode widma kładły swe dłonie na kulkach, odchodziły, a następnie zaciskały dłoń w pięść. Płomyk, pod naciskiem, rozpraszał się i rozchodził po całym ciele młodej istoty, opatulając się delikatną aurą, a następnie wnikając do środka. Wyglądało to tak, jakby starożytny dawał im cząstkę swej mocy. Być może bardzo niewielką, symboliczną, jednak młodziki wydawały się zachwycone darem. Gdy każdy odebrał już swój prezent, grupka pochyliła głowy przed starożytnym, a następnie wycofali się i wrócili do treningu, ponownie dobierając się w pary. Czarny obserwował ich przez kilka sekund, podnosząc się po chwili i obracając w kierunku Chrisa. Ileż to zniszczeń zdążył dokonać Ankylon, przez tą jakże krótką chwilę?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Christopher Varcer

avatar

Liczba postów : 112
Data dołączenia : 19/03/2017

PisanieTemat: Re: Aedroth-Et'Ada   Pon Sie 21, 2017 5:05 pm

Reptilianin nie potrafił odwrócić wzroku od toczącej się sceny przed sobą. Mężczyzna obserwował nie tylko Kaartarna, ale i każdego młodzika oraz każdy gest. Christopherowi towarzyszyło uczucie zamieszania, ciekawości oraz obawy o samego starożytnego, który był "atakowany" ze wszystkich stron. Czarnołuskiemu nie działa się krzywda, lecz gdyby na jego miejscu znalazł się ktoś inny, zapewne odczułby na sobie te wszystkie kły i pazury, stanowiące dla wielu istot śmiertelną broń. Chris by je odczuł, lecz starał się stawić na miejscu widma, choć nie do końca pojmował to, co się działo w jego własnej głowie. Widok ten uspokajał jego myśli, pozbawiał go strachu, ale i pchał jaszczura ku pozostałym młodzikom. On sam jednak zdawał się tego nie zauważać
 Na pierwsze słowa Ankylona, mężczyzna w żaden sposób nie zareagował i patrzył dalej - jakby był w transie. Słyszał jego słowa, obiły się one echem, lecz jaszczur mu nie odpowiedział. Dopiero gdy szarołuski podszedł, reptilianin wolno wyminął go, podchodząc bliżej widm i pokazując, że wcale o nim nie zapomniał.
- Instynkt... - powtórzył cicho. - Ja... - zawahał się, próbując wyjaśnić to, co teraz odczuwał... ale nie potrafił. Nie potrafił wyjaśnić tego, co pchało go do przodu - do młodzików, których wcale nie znał. Po prostu to robił.
 W pewnym momencie zatrzymał się, obserwując Kaartarna oraz młode widma z dużo bliższej odległości, niż wcześniej. Nagle, po usłyszeniu ostatnich słów Ankylona, ślepia Chrisa zwróciły się ku niemu, odrzucając tym samym wszystko inne, na co dotąd zwracały uwagę. Mężczyzna stanął w bezruchu, zwężone źrenice nie unikały czarnych, pustych oczu egzekutora. Były jak ostrzeżenie, groźba, choć reszta twarzy nic po sobie nie okazywała. Jaszczur musiał już znać to słowo. Taka reakcja nie mogła należeć do kogoś, kto nigdy nie miał z nim do czynienia. Chris odwrócił się do niego przodem i następnie podszedł, stojąc w takiej odległości, gdzie nie musiał zadzierać głowy, aby utrzymać z nim kontakt wzrokowy.
- Nigdy więcej mnie tak nie nazywaj. Ich nie ma. - rzekł, odsłaniając kły, w odpowiedzi na "syczenie" Ankylona.
- Nie jestem odmieńcem. - wydał z siebie wrogi pomruk, ostatecznie wracając spojrzeniem na młodziki. Jego przemiana stała się widoczna na rękach, wyposażonych teraz w pazury oraz na skórze, na której pręgi stały się bardziej wyraźne. Mężczyzna na siłę spróbował zignorować egzekutora, skupiając się na tym, co robią pozostali. Akurat wtedy Kaartarn był w trakcie ofiarowania podarunków młodym widmom. Jaszczur czując postępujące mrowienie, spojrzał na swoje ręce, dostrzegając w nich zmianę, której nie planował.
- To Twoja wina. - powiedział do szarołuskiego, zasłaniając dłonią szpetną część twarzy. - Mam tego dosyć. Najpierw zniszczyliście mi ubranie, rzeczy, a teraz to! Wyjdź z mojej głowy! - krzyknął na egzekutora, zapominając o reszcie istot, która mogła go usłyszeć. Wszystkie wcześniejsze doświadczenia zdawały się pójść w niepamięć. Chris się ich pozbył, nie dopuścił do siebie. Robił wszystko, aby zaprzeczyć temu, co tutaj czuł, w tym zaprzeczył temu, co wcześniej ukazywał jego instynkt, chcąc to zamaskować - nawet przed samym sobą.
Jaszczur skierował wzrok na starożytnego, lecz właśnie wtedy ich spojrzenia się napotkały. Kaartarn mógł zauważyć, jak blisko przez ten czas podszedł do niego Christopher. Reptilianin również się zorientował, iż dystans między nimi oraz młodzikami nieopodal był zdecydowanie za bliski, jak na niego. Włosy Chrisa przyległy płasko do głowy i łuskowaty zasyczał, pochylając się. Granica zachowania ludzkiej poczytalności była silnie naruszona. Jaszczur nigdy nie dawał się tak łatwo sprowokować. Coś poszło nie tak.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1363
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Aedroth-Et'Ada   Wto Sie 22, 2017 3:02 pm

NPC Storyline - Ankylon|Kaartarn

Młodziki nie zareagowały. Skupione na swym treningu, młode widma kontynuowały wymianę ciosów, zarówno fizycznych, jak i energetycznych czy nawet z użyciem magii. Jakby nie usłyszały oraz nie zauważyły tego, co działo się tuż obok. Dla egzekutora, był to swoisty komplement. Młodzi nie interesowali się tym, co ich nie dotyczyło, a czym zająć się mieli właściwi problemowi specjaliści. W tym wypadku, szarołuski oraz czarnołuski.
Czarne ślepia przesunęły się po sylwetce jaszczura, a szary obnażył swe pazury, otwierając dłonie. Wystarczyło, by egzekutor sięgnął go raz, kończąc wszystko. Konsekwencje były by permanentne. Podniesienie głosu na widmo, zwłaszcza egzekutora, z dorzuceniem do tego oskarżeń, nawet tak błahych. Nic innego, jak proszenie się o śmierć, nie zawsze szybką i bezbolesną. Jednak, o ile za reptilianinem stał szarołuski egzekutor, o tyle przed nim znajdował się czarnołuski starożytny. Egzekutor powoli podniósł swe spojrzenie, by jego wzrok spotkał wzrok Kaartarna. Chęć mordu ustała, wszystko dzięki krótkiej wymianie spojrzeń. Starożytny stał wyprostowany, bardziej niż na Chrisa, zwracając uwagę na Ankylona.
Szary ustąpił pola. Zacisnął swe dłonie, chowając je następnie za własnymi plecami i chwytając jedna za drugą, nad ogonem. Powoli ruszył ku młodzikom, mijając gada, pozostawiając go "samego" ze starożytnym. Kaartarn znów przyjął bardziej neutralny wyraz pyska. W żaden sposób nie miał młodemu za złe, że podniósł głos na jedno z widm, nawet egzekutora. Zamiast tego, Kaar zrobił krok naprzód, uginając przy tym stawy i klękając na prawym kolanie. Wraz z tym, widmo sięgnęło prawą ręką ku Christopherowi. Tutaj, dalszy ciąg zdarzeń zależał od zachowania mężczyzny. Jeśli ten się nie poruszy, pozostając w miejscu, czarny zbliży do niego rękę i oprze dłoń na środku klatki piersiowej jaszczura. Na tym poprzestając. Jeśli natomiast Chris spróbuje cofnąć się, odskoczyć, odepchnąć dłoń lub wykonać jakikolwiek innych ruch - widmo przyśpieszy dłoń, popchnie go i "wgniecie" w ziemię. Kaartarn po prostu przewróci Chrisa, zbliżając się jeszcze o krok oraz opierając się na nim dłonią. W granicach rozsądku, by nie zmiażdżyć młodej istoty własną masą. Lub nie utrudnić mu oddychania. Poza tym, starożytny cały czas będzie spokojny. Nie wykona żadnego wrogiego gestu, nie rzuci nieprzyjemnego spojrzenia, nawet nie wyda z siebie dźwięku. Niezależnie od rozegrania sceny, złoty zacznie swoją wypowiedź.
/Drugi raz ratuję tobie życie. Najpierw strażnik, teraz egzekutor./
Zacznie swą wypowiedź, uświadamiając małego kompana, że ten przypadkiem mógł stworzyć sobie wroga. Bądź istotę, która nie będzie odczuwać do niego żadnej sympatii, co w przypadku widm było dość nieprzyjemne. Przede wszystkim rzadko spotykane. Poza upomnieniem, słowa te miały stworzyć kontrast w głowie Chrisa. Z jednej strony, stracił jakieś ubrania, część materialnych rzeczy - jak chociażby telefon. Nic specjalnie ważnego, nic, czego nie byłby w stanie odzyskać. Z drugiej, zachował swoje życie. Czyż to nie wystarczy?
/Nie jesteś odmieńcem, Christopherze. Bliżej tobie do mnie, niż jesteś w stanie zrozumieć./
Po tej odpowiedzi, czarnołuski nie cofnął swej dłoni. Dalej trzymał ją na klatce piersiowej jaszczura, czy to stojącego przed nim czy leżącego na ziemi, przybitego dłonią. Wybór należał do reptilianina. Niezależnie od jego siły i prób szarpania się, nie ucieknie starożytnemu. Ten jednak nie zamierzał czynić mu krzywdy. Żaden ruch nie sprawi, by dotykające skóry pazury, rozcięły ją lub chociażby podrażniły. Uczucie w tym miejscu, mogło być dziwne. Ostre pazury opierające się na skórze mężczyzny, nie były w stanie uczynić mu żadnej krzywdy. Nawet gdyby próbował się szarpać czy nawet chwycić pazur i cokolwiek samemu sobie zrobić, nie wydarzy się nic. Zamiast tego, Kaartarn - nieświadomie dla Chrisa - przekaże jego podświadomości krótką informację. Jaszczur samodzielnie zrozumie, że może tu pozostać, poznać siebie oraz zyskać opcję nowego życia lub zostać odesłanym do ludzi, tracąc przy tym wszelakie wspomnienia związane z tym miejscem czy występującymi tutaj istotami. Nie byłby w stanie skojarzyć tego nawet ze snem, odtworzyć przez przypadek. Wszystko by przepadło. Wybór wydawał się należeć do niego, choć nikt nie powiedział tego na głos. Reptilianin to wiedział, jakby od zawsze. Wewnętrznie. A starożytny? To kolejna z jego sztuczek. Chociaż w tym wypadku - pozytywna.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Christopher Varcer

avatar

Liczba postów : 112
Data dołączenia : 19/03/2017

PisanieTemat: Re: Aedroth-Et'Ada   Wto Sie 22, 2017 5:28 pm

Ciche syczenie w wykonaniu Christophera było zaledwie początkiem, ponieważ, gdy starożytny zaczął się zbliżać do reptilianina, groźne syki się nasilały. Mężczyzna pochylał się coraz bardziej i bardziej, wyraźnie dając czarnołuskiemu widmu do zrozumienia, że nie ustąpi i nie cofnie się, nawet jeśli by to oznaczało bezpośrednie starcie. Dotąd płochliwy, niepewny w nowym otoczeniu mężczyzna, okazywał agresję, której wcześniej w ogóle nie dało się u niego zauważyć. Kaartarn mógł jednak wiedzieć, że nie była to czysta nienawiść, lecz również poczucie braku akceptacji. Chris nigdy nie wyglądał jak człowiek, choć za wszelką cenę usiłował to osiągnąć. Utrata kontroli nad ludzkim wyglądem równała się z utratą pracy, jaką wkładał w upodobnianie się do ludzi w jego otoczeniu. Często takich nie akceptowano. Kiedy nie zmieniał formy z własnej woli, a przez jakiś czynnik, zdarzało mu się robić rzeczy, których zwyczajny człowiek nie robił. I tak jak w tym przypadku - syczał, nie mówił.
 Kaartarn nie reagował na ostrzeżenia Christophera. Jaszczur pozostawał na swoim miejscu, utwierając szeroko paszczę i eksponując rząd ostrych kłów, których był gotów użyć w każdej chwili.I ta chwila nadeszła, gdy reptilianin dostrzegł jeszcze ledwo widoczny ruch ręką, klęczącego przed nim starożytnego. Atak nastąpił błyskawicznie, wymierzony w szyję czarnołuskiego. Kaartarn wykazał się wtedy szybkością o wiele bardziej przerastającą możliwości jaszczura i kiedy Chris wyskoczył, dłoń gada w mgnieniu oka odepchnęła go do przodu, przewracając go. Reptilianin nie zdołał się podnieść na czas i został przytwierdzony do ziemi. Mimo iż nie było to dla niego w żaden sposób bolesne ani pazury nie naruszały jego łusek, Chris szamotał się wściekle, wierzgając nogami i usiłując sięgnąć kłami łapy, która go więziła, bądź też zadrapać ją. Był przy tym niebywale głośny. Syczał, warczał, jęczał, lecz przy tym wszystkim zdołał zrozumieć słowa starożytnego. Nie zmienił się w bezmyślną bestię.
 Po ostatnich słowach czarnołuskiego, zacisnął kły, patrząc w jego złote ślepia. Wściekłość, wymalowana na pysku jaszczura, ustępowała i zastąpiło ją poczucie winy. Łuskowaty wyciszył się, patrząc z żalem na Kaartarna i kładąc się płasko na ziemi, rozluźniając przy tym wszystkie mięśnie w jego ciele. Żaden z nich nie pozostał napięty, wszystko znalazło się w stanie spoczynku. Jaszczur puścił również potężną łapę, którą do tej pory usiłował z siebie zabrać. Położył ręce na trawie, po bokach. Miał w sobie pokłady energii, mógł próbować walczyć dalej, lecz tego nie zrobił. Nie uznał też swojej porażki, ponieważ w rzeczywistości nie toczyli żadnej walki. To wszystko działo się w jego głowie i w końcu do tego doszedł.
- Kaartarn... ja nie chciałem. - powiedział, po raz pierwszy zwracając się do widma po imieniu. - Ja po prostu nic z tego nie rozumiałem - westchnął, odwracając wzrok. - ... ale coś do mnie dotarło. To miejsce, Ty, oni... dajecie mi szansę na zmianę. Chcę tutaj zostać i wiedzieć, kim naprawdę jestem. - rzekł, wracając spojrzeniem do starożytnego. Przez ten czas, nic, oprócz głowy jaszczura się nie poruszyło. Wciąż okazywał zaufanie wobec widma, nie broniąc się przed jego dotykiem.
- Pozwól mi. - poprosił.
 Christopher nie mógł wiedzieć, czego dokonał starożytny. Nie dostrzegł niczego. Żadnej niezgodności, luki. Mówił to, co chciał powiedzieć. Słowa te były jak najbardziej prawdziwe.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1363
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Aedroth-Et'Ada   Wto Sie 22, 2017 8:44 pm

NPC Storyline - Ankylon|Kaartarn

Kaartarn wykazał się dużą cierpliwością. Wrażenia nie robił na nim hałas, syczenie, warkot. Całe to szarpanie się, próba zarysowania jego łusek. Chris szybciej zrobi krzywdę sobie, niż jemu. Trzymając tak tą małą, agresywną istotę, starożytny uświadomił sobie, jak dawno nie został ranny. Jak daleko musiał sięgnąć pamięcią, by przypomnieć sobie uczucie bólu, towarzyszące uszkodzeniu ciała. Zerwaniu łusek, przerwaniu ciągłości tkanki.
Trzeci. Po raz trzeci, czarnołuski zadbał o to, by życie nie uszło z ciała młodego osobnika. Sylwetka widma zasłoniła Chrisowi to, co wydarzyło się za plecami osobnika. Kilkanaście młodych widm, czekających tylko na ruch reptilianina. Wszystkie przerwały trening, zatrzymały się. Ustawiły w różnych pozycjach, niektórzy kucnęli bądź klęknęli, inni stali wyprostowani bądź na lekko ugiętych kolanach. Każdy miał wzrok wbity w Christophera. Istotę, która śmiała ruszyć na widmo. Pomyśleć o tym, by zaatakować jednego ze starożytnych. Jednak Kaartarn nie życzył mu źle. Wprost przeciwnie. Zdążył już wejść w rolę protektora młodzika, czy ten tego chciał czy też nie. Przede wszystkim powstrzymując go od zmierzenia się z konsekwencjami autodestrukcyjnych działań.
Młodziki zmieniły nastawienie, gdy pojawiła się zmiana u Chirsa. Gdy reptilianin odpuścił, odpuściły i one, powracając do swego treningu. Czarnołuski nadal trzymał młodego mężczyznę na ziemi, opierając na nim swą dłoń. Dźwięk własnego imienia, wywołał na pysku starożytnego lekki uśmiech. Przynajmniej to mieli już za sobą i nie będzie musiał oduczać tej istoty, że nie należy się do niego zwracać dziwnym tytułami, lecz po imieniu. W dalszym etapie, czarny przekrzywił łeb delikatnie na bok, słuchając uważnie, co młody miał mu do powiedzenia. Wykorzystanie gniewu, jednak nie poddanie się mu, dobrze o nim świadczyło. Mimo tak długiego czasu, złoty nie spotykał zbyt często istot, które potrafiły osiągnąć taki stan. Nawet wśród widm, ciężko było o połączenie gniewu, instynktownej chęci walki, ze zdrowym rozsądkiem oraz zachowaniem pełni świadomości.
Wysłuchawszy Christophera do końca, Kaartarn nie oderwał od niego wzroku. Nie udzielił mu również natychmiastowej odpowiedzi. Zamiast tego, zaczął dość powoli, od namyślenia się. Chciał przewidzieć konsekwencje swych czynów. Działań oraz decyzji, które zamierzał teraz podjąć. Żeby i jaszczur się nie nudził, czarny zaczął stukać pazurami o skórę na klatce piersiowej młodzieńca. Dosłownie, niczym jakiś czarny charakter uderzający palcami o podparcie fotela, starożytny stukał palcami o Chrisa, jak gdyby nigdy nic. Nadal, pazury niczego mu nie robiły, jednak były odczuwalne. Po kilku chwilach, pazury zatrzymały się, na powrót spoczywając na jaszczurze. Złoty wydobył z siebie cichy, gardłowy warkot, cofając powoli dłoń po ciele jaszczura, ówcześnie stawiając pazury prostopadle do jego skóry. W efekcie, ostre niczym brzytwa pazury przesunęły po skórze i łuskach jaszczura, znacząc na nim swój ślad... choć bardziej na psychice gada, aniżeli realnie, w postaci ran na ciele. Pazury cofnęły się mniej-więcej na wysokości brzucha. Był to pewien sposób odegrania się, za okazaną agresję. Wśród widm, taki gest nie był niczym złym, wprost przeciwnie.
/Pozwalam. Jeśli czujesz się gotów, pomogę tobie odkryć, kim jesteś. Zapanujesz nad swymi umiejętnościami oraz rozwiniesz nowe./
Jeśli Chris do tego momentu się nie podniósł, przynajmniej do pozycji siedzącej, do Kaartarn wsunie mu ogon pod plecy, a następnie pomoże usiąść. Sam natomiast, uczyni to samo. Czarnołuski usiądzie na trawie w siadzie skrzyżnym, spoglądając na Chrisa spokojnym, nieco opiekuńczym spojrzeniem.
/Mogę uczyć cię, jak brata. Jeżeli jesteś gotów podjąć taką decyzję i stawić czoła konsekwencjom./
Dodał, a następnie umilkł, obserwując reakcję mężczyzny. Słowo "konsekwencje" bywało różnie odbierane. Najczęściej negatywnie, jako kara, coś, co naruszy dobrobyt danej istoty. W tym wypadku było nieco inaczej. Kaartarn był gotów uczyć młodego reptilianina, podnieść poziom jego umiejętności, jak również wyszkolić go w nowych dziedzinach. Wszystko miało swoją cenę. Starożytny oczekiwał od Christophera tego samego, czego oczekiwał od swych braci i sióstr, którymi się opiekował. Wierności wobec własnej osoby. Oddania, zaufania, gotowości do poświęcenia. Nawet przyjęcia praw, jakie rządziły Urkyn'Vareis. Wbrew powszechnym poglądom, nie były one ani brutalne ani trudne w zrozumieniu. Nawet dla istot nie będących widmami lub nie mających wcześniej z nimi kontaktu. Wystarczyło być trochę otwartym na świat.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Christopher Varcer

avatar

Liczba postów : 112
Data dołączenia : 19/03/2017

PisanieTemat: Re: Aedroth-Et'Ada   Czw Sie 24, 2017 9:05 pm

Postąpił bardzo niedojrzale, dając się ponieść niepotrzebnym nikomu emocjom. Zaatakował tego, który go obronił i pozwolił mu dalej żyć. Christopher był gotów odrzucić wszystko, wszelkie te starania, na rzecz własnego, nieprzemyślanego gniewu. Wcześniej nazywanie go młodzikiem było według niego niewłaściwe, a nawet upokarzające lecz teraz mógł przekonać się, ile tak naprawdę brakowało mu dojrzałości. Za to dziecinne zagranie mógł zapłacić wysoką cenę. Zbyt wysoką.
Leżenie na trawie nie należało do przyjemnych, jednak musiał okazać skruchę. Zresztą... innego wyboru to on za bardzo nie miał. Nie próbował już wstać, nie okazywał chęci uczynienia tego. Nie zorientował się, że nadal nie powrócił do swojej nieco bardziej ludzkiej formy, co u niego było dość niespotykane. Obecny wygląd mógł straszyć, ale czy tutaj tak być musiało?
 Czekając na odpowiedź starożytnego, Chris poczuł ukłucia na swojej skórze. Uniósł głowę z ziemi i spojrzał w dół, na dłoń widma, przyglądając się jej. Nie tak dawno pewnie by krzyczał w niebogłosy, ale teraz zachował spokój, choć było to dla niego niezręczne. Poczuwszy zadrapanie, reptilianin warknął, lecz tylko w reakcji na sam chwilowy ból temu towarzyszący. Jaszczur od razu zrozumiał przekaz i wiedział, że Kaartarn w ten niewinny sposób się na nim odegrał. Niewinny, choć skuteczny, zwłaszcza dla młodzika.
 Jako że łuskowaty do tej pory nie wstał, Kaartarn mu w tym pomógł. Nie było to konieczne, ponieważ Chris umie korzystać ze swojego kręgosłupa i był on jeszcze sprawny - prawdopodobnie, ale mimo to skorzystał z przyjaznego gestu i usiadł, spoglądając na starożytnego.
Usłyszawszy długo wyczekiwaną odpowiedź, nie potrafił ukryć swojego zaskoczenia. Miał szansę zostać uczniem Kaartarna? Chris nie spodziewał się tego, że w jakikolwiek sposób uda mu się być dla tych stworzeń kimś więcej, niż intruzem. I co tu kryć... Brzmiało to nierealnie. Starożytny był dwunożnym smokiem. Istotą, o której istnieniu dopiero co się dowiedział. Samo przebywanie u jego boku wzbudzało u Chrisa ogromną ciekawość i chęć poznania tego, co skrywał ten świat. Musiał się jednak dobrze zastanowić, ponieważ była to decyzja, której nie wolno było podjąć zbyt pochopnie. Mężczyzna spojrzał na inne młodziki w zamyśleniu. Nie trwało to zbyt długo, ale wystarczająco, aby można było śmiało stwierdzić, że wszystko dokładnie przemyślał. Złote ślepia spotkały się wzajemnie, kiedy reptilianin powrócił spojrzeniem na starożytnego.
- Jestem gotów. - powiedział zdecydowanym tonem. - Jeżeli jest szansa, że uda mi się tu odnaleźć, zrobię to. Chcę przyjąć Twoje nauki. Poznać wasz świat... oraz Was samych. - mówiąc to, uniósł odważniej głowę i uśmiechnął się do widma.
- Tylko bez takich niespodzianek jak na początku. -
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1363
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Aedroth-Et'Ada   Czw Wrz 07, 2017 4:25 pm

NPC Storyline - Ankylon|Kaartarn

Złociste ślepia starożytnego błysnęły lekko, gdy reptilianin udzielił swej odpowiedzi. Takiej, jakiej spodziewał się czarnołuski byt. Młodzik musiał powiedzieć więcej, niż powinien. Jak zawsze. Powoli pochylając się do przodu, widmo uniosło ogon lekko do góry, kierując jego końcówkę wprost na Chrisa. Krótkim, niezbyt szybkim, lecz stanowczym ruchem, czarny zbliżył ostrze do środka klatki piersiowej reptilianina, naciskając na jego skórę. Znów nie spowodował obrażeń, jednak tym razem ostrze zadziałało w innej roli - popychając Chrisa na plecy i przewalając go po tym, jak pomógł mu wstać. Gdy efekt został osiągnięty, ogon cofnął się do tyłu i schował za gadem, szorując po trawie za jego plecami. Nadal pochylony, starożytny zwrócił uwagę na pewien mały szczegół, dotyczący ich relacji.
/Nie próbuj mówić mu co mogę, a czego nie mogę czynić./
Lekki komentarz rozbrzmiał w głowie jaszczura. Jego wielki kompan nadal był bardzo spokojny, jego słowa brzmiały bardziej na uwagę, aniżeli groźbę czy ostrzeżenie. Kaartarn był liderem, którego mocy i władzy - mało kto mógł stawić wyzwanie. Robił więc co chciał oraz jak chciał. Czasami lubił o tym przypomnieć, zwłaszcza tym, którzy się zapominali. Nigdy nie doszukiwał się opcji podtrzymania swej pozycji czy też przypominania o niej innym. Chętnie natomiast przypominał, że może coś zrobić, jeśli uzna to za konieczne. Wtedy od razu zaczynano się do niego inaczej odnosić.
Czarny szarpnął się do tyłu, wykonując pół-przewrót w tył przez prawe ramię, a przy tym wyrzucając nogi do góry i w ten sposób wyskakując nad ziemię. Nieco efektywny sposób na powstanie z trawy i wylądowanie prawie dwa metry dalej, łapami swobodnie na ziemi. Zacisnął dłonie w pięści, a następnie otworzył je, powtarzając te czynność kilkukrotnie, pobudzając tym samym stawy do działania.
/Zaczniemy od dopasowania ciebie do tutejszej populacji. W końcu bardziej będziesz przypominał nas, niż ludzi./
Krótki, złoty błysk światła zawitał przed Chrisem, materializując przed nim niewielkie OSTRZE. Rozmiarowo - nóż, stworzony z dziwnego metalu, raczej niepochodzącego z ziemi. Lekki i bardzo poręczny, nie ślizgał się w dłoniach. Dodatkowo był niesamowicie ostry, samo ostrze było wręcz idealne. Poza dziwnym, niecodziennym wyglądem. Kaartarn stał frontalnie względem Chrisa, plecami do ćwiczących młodzików oraz Ankylona. Szarołuski nie zwracał na dwójkę uwagi, tak samo, jak ćwiczący. Każdy zajęty był sobą. Mało by mówić, że Chris będzie wyglądał niczym oni. W końcu aktualny wygląd nie był dla niego naturalny. Najwyższy czas, by ktoś to naprostował.
/Musisz przyzwyczaić się do tego, że twój wygląd ulegnie zmianie. Nie broń się przed tym, nie walcz z tym. Pozwól temu postępować. Pozbądź się również obuwia oraz części odzieży. Rozetnij materiał od kolan w dół./
Starożytny wyjaśnił, przytaczając krótkie polecenie. Nie powinno ono sprawić mężczyźnie żadnego problemu. Ostrze przetnie materiał ubrań niczym rozgrzany nóż przechodzi przez masło. Christopher musiał jednak zrozumieć, do czego się właśnie zapisał. Od decyzji nie było odwrotu, a widma nie ukazywały zasad niczym listy, spisanej na kartce, jak regulamin. Należało się domyślić, zrozumieć i dostosować. Wyłapać wszelakie szczegóły, mankamenty. Dlatego też czarnołuski zamykał dłoń, a następnie rozluźniał uścisk, otwierając ją i ujawniając swe pazury. Dla łowców, ruch był bardzo łatwo zauważalny. Starożytny się nie poruszał. Delikatnie przesuwał ogonem po trawie, natomiast jego dłonie co jakiś czas się zamykały i otwierały. Wszystko po to, by ukazać pazury. Reptilianin właśnie wszedł do struktury hierarchicznej widm, którą musiał zrozumieć oraz dostosować się do niej. Nie było tutaj praw, jak na ziemi. Były natomiast obowiązki. Dlatego młodziki przywitał się z czarnym i odpuściły natychmiast, kiedy tego od nich zażądano. Nikt nie przedłużał, nikt nie stawiał oporu czy nie wychodził przed szereg. A młody mężczyzna właśnie dostał swe pierwsze polecenie, które miał wykonać. Zerwać z przeszłością oraz dostosować się do nowych warunków.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Christopher Varcer

avatar

Liczba postów : 112
Data dołączenia : 19/03/2017

PisanieTemat: Re: Aedroth-Et'Ada   Sob Wrz 16, 2017 2:46 pm

Kaartarn musiał się domyślić, o kim Christopher w tamtej chwili pomyślał, mówiąc o "niespodziance". Spotkanie Chrisa, Ariona oraz Valanthyra co prawda było krótkie, ale na tyle nieprzyjemne, że mężczyzna niełatwo zapominał o tym, co mu zrobili... a raczej, co chcieli mu zrobić. Nie zamierzał jednak tego niepotrzebnie rozpamiętywać i ujawniając swoje specyficzne poczucie humoru, postanowił obrócić samą wcześniejszą sytuację w żart. Czy słusznie? Chyba nie miało to teraz takiego znaczenia, skoro towarzyszył mu Kaartarn. Przy nim mógł czuć się bezpieczny, ale na pewno nie bezkarny. Wiedział to.
 Dostrzegając smukły, już dobrze znany mu obiekt, reptilianin spiął lekko mięśnie, skupiając swe spojrzenie na ogonie starożytnego. I w sumie tylko tyle zdołał zrobić, nim upadł dokładnie w to samo miejsce, z którego dopiero powstał. Chris wydał z siebie zirytowany pomruk, umieszczając swoje dłonie za plecami i podnosząc korpus, aby z tej pozycji móc zagrozić wzrokiem ogonowi, z którym od początku nie najlepiej się dogadywał. Widać było, że uwagę jaszczura dało się bardzo łatwo rozproszyć, co wyglądało na dość problematyczne. Christopher już nawet położył obie dłonie po prawej stronie ciała, aby obrócić się na kolana i spróbować złapać kończynę czarnołuskiego z użyciem swych szponów. Głos starożytnego jednak sprawił, że reptilianin na nowo spojrzał na niego, wracając do poprzedniej pozycji. Dziwne, że Chris zdawał się nie zauważać takich nietypowych zachowań. Były jak przebłyski, które pojawiały się równie szybko, co znikały, nie pozostawiając po sobie śladu w świadomości pół-gada.
- Nie to miałem na myśli. Wystarczy, że będziemy się omijać. To oszczędzi wielu problemów. -odpowiedział, chociaż własny komentarz wydawał się na tamtą chwilę zbędny.
Widząc akrobatyczny wyczyn starożytnego, Christopher zamrugał, nie wiedząc, co powiedzieć. To było... niezłe. Chwilę potem przechylił lekko głowę, unosząc jedną wargę oraz brew, nie bardzo rozumiejąc przekaz widma zawarty w jego słowach. Miał rozwijać swoją "mutację"? Dotychczas zmierzał w przeciwnym kierunku. Jego rodzice także. Nieludzkie cechy i zachowania bywały niepożądane, czasem również karane (co nie oznacza, że go do czegoś zmuszano. Uczył się samodzielnie, dobrowolnie - poprzez obserwacje ludzi oraz otoczenia).
 Ale przecież Chris właśnie na to się wcześniej zgodził - na zmiany. Na poznanie siebie, na rozwój własnych zdolności, ale w duchu się tego obawiał. To normalne, gdy przez tyle lat żyło się w przekonaniu, że to właśnie tamta gadzia strona jest tą złą i często właśnie taka ona była.
 Kiedy przed jaszczurem zmaterializowało się ostrze, nie przyjął go i nie sięgnął po nie. Na jego twarzy wymalowało się zaskoczenie, którym obdarzył złociste ślepia czarnołuskiego. Oczekiwał wyjaśnień i dopóki ich nie otrzymał, nawet nie spojrzał na broń.
- Chwila, mam zniszczyć sobie ubranie? - zapytał z wyrzutem. Co z tego, że obecnie jego jedynym ubraniem były spodnie oraz niezbyt eleganckie obuwie, podczas gdy bluza leżała gdzieś obok. -... nie powinienem. To nie jest normalne. - mruknął ciszej, nawiązując do ludzkich zwyczajów, którymi nadal próbował się kierować.
 Chris musiał złamać dawne zasady, aby dostosować się do tych nowych. Odzienie wydawało się rzeczą banalną, jednakże wcale taką nie było. To dzięki niej jaszczur utożsamiał się z ludźmi. Żadna inna zaobserwowana na Ziemi istota nie nosiła ubrań. To cecha przyznawana wyłącznie ludziom.
 Wciąż mało rozumiał. Te małe kroki miały przyczynić się do wielkich zmian, których on jeszcze nie potrafił pojąć. A jednak - kierując się wskazówkami i zaufaniem do Kaartarna - reptilianin wykonał polecenie.
Pierw ściągnął obuwie. Jego stopy dopiero teraz mogły poczuć prawdziwą, miękką trawę. Już wtedy jego reakcja wydawała się co najmniej dziwna. Jaszczur ostrożnie postawił nogi, wpatrując się na zielony dywan pod nim. Uniósł nogę i kilka razy delikatnie nadepnął na trawę, lekko obniżając korpus. Przeszedł się niepewnie, wykonując bardzo mały okrąg, następnie unosząc głowę i patrząc na starożytnego. Wpatrywał się tak na niego przez dłuższą chwilę. Twarz Chrisa wyrażała niewiele, lecz ślepia gada ukazywały wewnętrzny entuzjazm, satysfakcję, pobudzenie. Czuł się wolny, lecz krył się z tym. Zarówno przed samym sobą jak i Kaartarnem, ponieważ w tych ślepiach ukazywał się inny Chris niż ten, który się wcześniej wypowiadał. Ten prawdziwy, ale wciąż zbyt niepewny, aby bardziej otwarcie ukazywać swoją obecność. Wtedy mężczyzna przypomniał sobie o podarowanym ostrzu. Nadal nie odzywając się, chwycił je i rozciął spodnie na wysokości kolan. Bez słowa sprzeciwu. Bez jakiejkolwiek oznaki niezadowolenia. Zrobił to, o co go proszono. Gdy skończył, stanął naprzeciwko widma, nie posiadając na sobie nic więcej oprócz skróconych spodni. Wszystko zostało odłożone na bok.
- Gotowe. Mam nadzieję, że nie złapie mnie przeziębienie. - powiedział, rozkładając ręce i w jednej z nich nadal trzymając ostrze. - To co teraz? Dorobimy sobie rogi z gałęzi i skrzydła z liści? - rzucił z rozbawieniem i zerknął na nóż w dłoni, o którym zdążył zapomnieć. Nie przepadał za trzymaniem niebezpiecznych narzędzi.
- Em... To chyba Twoje. Nie chcę się tym przypadkiem skaleczyć. - rzekł, zbliżając się o krok i wyciągając wysoko rękę z przedmiotem w kierunku widma.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Aedroth-Et'Ada   

Powrót do góry Go down
 
Aedroth-Et'Ada
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Inne światy :: Inne światy-
Skocz do: