Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Aedroth-Et'Ada

Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3  Next
AutorWiadomość
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1496
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Aedroth-Et'Ada   Czw Lut 27, 2014 7:48 pm

First topic message reminder :



Obcy świat znajdujący się w ukrytym wymiarze. Można by powiedzieć, że jest to miejsce rodem z legend. Jednakże, mało kto wie o istnieniu tej "legendy". Z tych, którzy wiedzą, niewielu jest tutaj mile widzianych. Z wyjątkiem istot, które zamieszkują ten wymiar. Jedną możliwością na dostanie się do tego świata, jest znajomość technik, pozwalających nie tylko przemierzać wymiary ale również odnajdywać te najbardziej ukryte oraz "zamknięte". Inną kwestią jest natomiast przetrwanie w tym miejscu. Gospodarze nie wykazują się tolerancją wobec żadnego intruza. W świecie tym żyją istoty znane pod mianem "Widm" lub Urkyn'Vareis.
Kraina wydaje się ciągnąć w nieskończoność. Wierzenia z Midgardu dotyczące "płaskiej ziemi", tutaj, są jak najbardziej prawdziwe. Poza granicami krainy, znajduje się tylko bezkresny eter.

_________________

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość
Christopher Varcer

avatar

Liczba postów : 161
Data dołączenia : 19/03/2017

PisanieTemat: Re: Aedroth-Et'Ada   Nie Paź 15, 2017 12:41 pm

Czy uśmiechu niemal trzymetrowego widma należało się obawiać? Gest ten - jakże ludzki - na pysku gadziej istoty, wiele o niej mówił. Przedstawiał ją w innym świetle. Nie jako bestię, potwora, ale jako kogoś znacznie bliższego sobie. Christopher, dostrzegając uśmiech u czarnołuskiego, uniósł głowę, lekko prostując sylwetkę, lecz wciąż pozostawał niepewny. Czy powiedział coś zabawnego? Kątem oka spojrzał na boki, jakby sprawdzając czy ów uśmiech na pewno jest kierowany do niego. A tak właśnie było. Kiedy jaszczur wrócił spojrzeniem do widma, odwzajemnił odważniej uśmiech, choć teraz w jego przypadku w grę wchodziło wyłącznie delikatne otwarcie szczęki.
  Nie zareagował w żaden sposób, gdy Kaartarn zbliżył do niego rękę. Nawet włosy, które często ukazywały jego wewnętrzny nastrój i były wykrywaczem prawdy, nie okazywały jakiegokolwiek poczucia strachu. Grzebień wraz z dłonią widma spokojnie przyległ do głowy jaszczura, który pozostawiał wzrok skupiony na złotych ślepiach Kaartarna, ignorując obecność potężnej ręki istoty. Czarnołuski bardzo szybko przekonywał do siebie obie strony Chrisa. Również tę, która go do tej pory do siebie nie dopuszczała. Tę prawdziwą.
  Mężczyzna stanął na palcach i zaczął delikatnie podskakiwać, słysząc o tym, że widmo zaraz znajdzie dla niego nowe zadanie. Widać, że rozpierała go energia i chciał jak najlepiej się przygotować, przewidując ćwiczenie trudniejsze od poprzedniego, które miało stanowić dla niego jeszcze większe wyzwanie. Jakie więc było jego zdziwienie, gdy usłyszał o wyciszeniu oraz medytacji.
- Czekaj, co? - wtrącił się młodzik w środku zdania, przestając skakać. Dopiero co mieli rozgrzewkę, więc o co teraz mogło chodzić? Jaszczur wpatrywał się w czynności Kaartarna z lekkim niedowierzaniem - on mówił poważnie. Naprawdę mieli teraz usiąść na trawie i nie robić absolutnie nic. Kiedy Kaartarn już usiadł i oddał się medytacji, jaszczur ponownie obejrzał się za aktywnie ćwiczącymi młodzikami. Reptilianin nie był gotów, aby się do nich przyłączyć. Nawet nie byłby zdolny się do nich zbliżyć, nie mówiąc już o tym, że nawet nie był jednym z nich. Młodzieńcza i wiecznie ciekawska natura Chrisa czuła się jednak w jakiś sposób poszkodowana tym, że musiał pozostać z boku i robić coś innego, niż reszta.
  Mimo to, Chris posłusznie wykonał polecenie i spoczął na trawie, naprzeciwko swojego opiekuna. Dokładnie przyjrzał się przyjętej przez niego pozycji oraz czynności, stosując się również do jego wcześniejszych instrukcji. Reptilianin zamknął ślepia, biorąc głęboki wdech i rozluźniając mięśnie. Nic nie widział, lecz nadal czuł okoliczne wonie oraz słyszał. Starał się wyciszyć siebie i otoczenie. Czas mijał. To faktycznie działało, czuł, że coś zaczyna się dziać, aż nagle... jaszczur otworzył jedno oko i spojrzał na Kaartarna przed sobą.
- Kaartarn? Psst... Kaar... ? Właściwie ile czasu mamy tak siedzieć? - wyszeptał, przerywając medytację, lecz nie widząc żadnej reakcji Starożytnego, odezwał się głośniej:
- Pssst... Kaartarn. - powtórzył, ale i to na niewiele się zdało. Widmo wydawało się być całkowicie pogrążone w medytacji. Mężczyzna przyglądał się mu przez chwilę, opierając dłonie o trawę przed sobą, a następnie rozejrzał się dookoła. Nie mogli tak siedzieć bezczynnie, kiedy tyle rzeczy ten nowy świat miał do zaoferowania.
 Jaszczur podniósł się, cały czas spodziewając się jakiejś reakcji ze strony Starożytnego. Podniósł się z ziemi, obserwując go uważnie. Kaartarn nie wyraził nawet słowa sprzeciwu. Po chwili namysłu, reptilianin wykonał kilka kroków w kierunku ćwiczących widm nieopodal, licząc na słowną uwagę opiekuna. Po tych zaledwie kilku krokach, zatrzymał się i obejrzał za siebie - czarnołuski nadal siedział na swoim miejscu. Jaszczur nie miał wystarczająco odwagi, aby tam pójść, więc wrócił do Kaartarna, nie przekraczając "bezpiecznego obszaru". Stanął naprzeciwko i zatrzymał się na moment, przyglądając mu się z ciekawością i zarazem z niejaką irytacją. Widmo zdawało się go całkowicie nie dostrzegać, chociaż mogły być to jedynie pozory, w które Christopher wierzył. Lekko pochylony, obszedł Starożytnego dookoła, stopniowo zmniejszając dzielący ich dystans. Skoro słowa nie działały to może znajdzie się inny sposób...
 Jaszczur zbliżył się do widma, ostrożnie wyciągając ku niemu rękę. Odległość między nimi nadal była zbyt duża, więc zbliżał się jeszcze bardziej, aż jego dłoń spoczęła na wielkim ramieniu Kaartarna. Na tym miało się zakończyć i Chris miał próbować przywrócić czarnołuskiego do świata żywych, lecz zamiast to uczynić, mężczyzna stanął, wpatrując się na łuski, które właśnie dotknął. Były twarde. Niewyobrażalnie mocne, wytrzymałe, podobnie jak mięśnie pod nimi, ale nie to przykuło uwagę reptilianina. Jego wzrok powoli skierował się na jego własną dłoń, wyposażoną w pazury, nadal umieszczoną na ramieniu medytującego widma - o wiele mniejszą od dłoni Starożytnego, jednak na swój sposób podobną. Jej struktura była podobna do łusek tutejszych istot. Była... gadzia. Mężczyzna milczał, na chwilę kierując pytające spojrzenie na pysk czarnołuskiego stworzenia. Kaartarn zapewne nadal medytował, skoro nie reagował na działania młodzika. Reptilianin potrząsnął głową i położył drugą dłoń na ramieniu widma. Spróbował popchnąć ciężkie i niemożliwe do poruszenia widmo, próbując jakoś go "wybudzić". Nawet nie zdawał sobie sprawy, że minęło zaledwie kilka minut, jak nie mniej, a on nie potrafił usiedzieć w miejscu i na siłę szukał sobie zajęcia, które nie miało większego sensu ani celu. Nie dostrzegł również tego, że jego prawa ręka, która miała dłuższy kontakt z łuskami, nabrała intensywniejszej zielonej barwy. Tylko dlaczego tak się działo?
Mężczyzna mruknął zirytowany, gdy mimo tych wszelkich starań, jego waleczne próby spełzły na niczym, a pchanie widma skończyło się jedynie wygrzebaniem trawy pod własnymi stopami. Jaszczur cofnął się, ponownie zataczając krąg wokół Starożytnego. Musiał coś wymyślić. Już nie próbował wypowiadać imienia widma, gdyż szybko doszedł do wniosku, że nie przyniesie to żadnych rezultatów. Musiał być bardziej bezpośredni, jeśli chciał coś osiągnąć. I chyba znalazł rozwiązanie...
 Reptilianin podszedł do gadziej istoty, która już długo nie wykazywała oznak aktywności oraz zainteresowania otoczeniem. Jaszczur stawał się z tego powodu coraz bardziej śmiały i skory do testowania kolejnych, coraz odważniejszych metod. Tym razem stanął przed nim. Bardzo blisko. Wystarczająco blisko, aby nagle wyciągnąć do przodu ręce i spróbować z całej siły przewrócić widmo na plecy. To musiało się udać!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1496
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Aedroth-Et'Ada   Sob Paź 21, 2017 9:26 pm

NPC Storyline - Kaartarn

Kto kogo wystawiał na prawdziwą próbę? Gdyby znajdującego się tutaj starożytnego, zamienić z pewnym czarnołuskim widmem, to zapewne to Chris testowałby cierpliwość swego mentora. Bardzo poważnie testował. Na szczęście dla całej trójki, Christopher był sobą, a przed nim siedział starożytny - wieczny suweren.
Słowa nie zdały się na nic. Próba odejścia od widma? Również. Choć na ta ewentualność przygotowany był jeden z młodzików, niemniej gad będący ich gościem, nie odważył się podejść na tyle blisko. Może i słusznie. Kolejnym etapem były więc próby przekroczenia tej straszliwej granicy dotyku, sprawdzenia jak dużą część ręki utraci młody reptilianin, gdy ośmieli się położyć rękę na starożytnym. Nie utracił niczego. Łuski i mięśnie pod nimi nie tylko były twarde, co nawet przyjemne w dotyku - jak na pancerz - oraz ciepłe, choć nie przesadnie. Kaartarn, choć nie dawał znaku życia, zwracał teraz szczególną uwagę na swego małego podopiecznego. Brak paniki przy dostrzeżeniu własnej przemiany, został odebrany jako plus. Nawet przekroczenie bariery i samodzielne zbliżenie się do starożytnego. Dotyk nie był dla widma niczym szczególnym, gdyż Urkyn'Varies wykorzystywali to jako zwyczajny element kontaktu między jednostkami. Czasami gesty i dotyk zastępowały słowa, myśli czy obrazy, przekazywane dzięki więzi telepatycznej. Christopher znajdował się na dobrej drodze do wpasowania się w mieszkańców tego miejsca, co było szczególnie ważne dla jego pobytu tutaj. Był młody i niedoświadczony, w obcym miejscu, w nowej sytuacji. Widma były cierpliwe, jednak wymagające. Musiał grać na ich zasadach, nie mogąc tworzyć własnych.
Kolejna faza operacji wybudzenia złocistego widma. Próba przepchnięcia stwora przez ramię, była tak efektywna, jak próba przepchnięcia ściany wieżowca. Działały tu proste prawa fizyki. Dłoń po przeciwnej stronie, wsparta na kolanie, tworzyła naturalną zaporę dla tego ruchu, uniemożliwiając mężczyźnie wywrócenie gada. Niemniej ten się nie poddał, a ta upartość została tutaj odebrana jako kolejny plus. Świadomie lub nie, reptilianin spróbował pchnąć widmo od frontu. Owinięty dookoła nóg ogon, nie stanowił już tak dobrej podstawy zabezpieczającej. I choć Kaartarn mógł po prostu oprzeć się temu ruchowi, postanowił nagrodzić pomysłowość młodzika. Wykorzystanie prostych praw grawitacji potrafiło być bardzo pomocne, a nie było lepszego sposobu na zapamiętanie ich działania, niż dobry efekt działań.
W tym wypadku, czarnołuski zaczął przechylać się do tyłu. Nie mógł jednak pozwolić, by młodemu reptilianinowi wszystko uszło płazem. Nie wykonał polecenia, nie poddał się medytacji i nie wyciszył umysłu. Zamiast tego przeszedł do kolejnej fazy, oswajając się ze swym opiekunem oraz sprawdzając czy można go powalić. Otóż można, choć na jego zasadach. Złote ślepia gada otworzyły się, kiedy ten przechylał się do tyłu. W ułamku sekundy, zanim młody zdążył zareagować, starożytny podniósł prawą rękę i chwycił dłonią za lewy nadgarstek swego podopiecznego, ciągnąc go za sobą. Dokładniej na siebie, choć to nie było tutaj problemem.
Widmo poleciało na grzbiet, ciągnąć go w dół. Tutaj, umiejętności akrobatyczne Chrisa pozwoliły mu wybrać sposób lądowania. Mógł potknąć się o nogi widma, przewalając się i wbijając w twarde łuski, przez co lądowanie do najmilszych należeć nie będzie (choć nie będzie również bolesne, niemniej może okazać się mniej przyjemne, niż lądowanie na stogu siana). Utrzymując równowagę, Christoper mógł przejść po ugiętych nogach widma lub wpasować stopę idealnie między nie, co pozwalało na nieco przyjemniej lądowanie, bo ściągnięcia w dół nie mógł uniknąć. Zależnie od wprawy, młody wyląduje albo na brzuchu albo w okolicach mostka widma, które na trawę padnie z lekko uniesionym korpusem. Kaartarn, po upadku, zmierzy Chrisa wzrokiem i nie pozwoli mu wstać, przytrzymując jego rękę wklejoną w swe łuski na korpusie. Prymitywne instynkty nie powinny dać reptilianinowi do zrozumienia, że jakkolwiek wygrał. Wprost przeciwnie, padł, bo czarnołuski tego chciał. Teraz nie był się w stanie wyrwać, nawet jakby szaleńczo próbował. Tak, jak wcześniej, starożytny miał pełną władzę nad tym, co się działo.
/Jeśli pragnąłeś mnie przytulić, nie potrzeba było powalać mnie na grzbiet./ Skomentował żartem, ukazując swe kły w lekkim uśmiechu, niemniej nadal nie puszczając młodego. Oczywiście, nie o to chodziło. Wpierw trzeba było rozładować ewentualne emocje, które mogły się narodzić. Dopiero po tym, można było przejść do dalszych rozmów lub działań.
/W tej postaci ważę trzy tony, Christopherze. Miej to na uwadze./ To wyjaśnienie miało uświadomić młodemu gadowi, w jak trudnej sytuacji się znalazł oraz że powinien zachować nieco więcej ostrożności. Kaartarn należał do grupy "tych cięższych" widm. Umięśnienie, pancerne łuski, gruba skóra - robiły swoje. Pomimo sylwetki atlety. Stąd też potworne różnice w ich sile. Niemniej młody musiał zrozumieć, że te istoty są dla niego zagrożeniem, zwłaszcza w momencie jego nieuwagi. Gdyby czarnołuski upadł na niego, to prawdopodobnie byłby zmuszony zeskrobywać młodego reptilianina z trawnika. Albo własnych łusek.
/A teraz powiedz mi, mały przyjacielu, co chciałeś osiągnąć oraz czy udało się to tobie osiągnąć?/
Ostatnie wypowiedziane słowa, były już nieco cieplejsze w odbierze. Mniej neutralne, obojętne. Bardziej protekcjonalne i opiekuńcze. Kaartarn przypasował teraz do Chrisa ten sam sposób zachowania, jakim darzył młode widma. Jego dłoń puściła nadgarstek reptilianina, choć czarnołuski w żaden sposób go nie wyganiał ani nie popędzał. Dla widma, on po prostu nic nie ważył, a sama sytuacja w żaden sposób nie była nieprzyjemna czy dziwna. Najlepiej świadczyły o tym reakcje młodzików i egzekutora, a raczej brak tychże reakcji. Spodziewać by się można, że za próbę znieważenia - bo przecież popchnięcia - starożytnego, spotkałaby go kara z ich strony. Nie wydarzyło się nic. I tym razem nie było to spowodowane protekcją, jaką zapewniał starożytny.
Czarny oparł swe łokcie na trawie, nogi swobodnie prostując oraz rozluźniając ogon, któremu pozwolił pokrążyć swobodnie po trawie na lewo i prawo, wyłapując przy tym reakcje młodego. Oczywiście Kaartarn wiedział, że chodziło o nadmiar energii, który dodatkowo sam wyzwolił u reptilianina. W końcu kazał mu biegać, a potem usiąść. Nie męcząc go ówcześnie. Na to przyjdzie jeszcze czas.

_________________

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Christopher Varcer

avatar

Liczba postów : 161
Data dołączenia : 19/03/2017

PisanieTemat: Re: Aedroth-Et'Ada   Czw Paź 26, 2017 6:29 pm

Upartość Chrisa w końcu zaowocowała. Mężczyzna próbował różnych metod i mimo wcześniejszych niepowodzeń, był pewien, że ta jedna na pewno go nie zawiedzie. Nie mylił się. Gdy tylko widmo zaczęło przechylać się do tyłu, na twarzy Christophera pojawił się pełen wigoru uśmiech, a ślepia jaszczura wręcz zabłysły młodzieńczą dumą, przepełnioną wewnętrznym poczuciem ogromnej siły we własnych rękach oraz najprawdziwszą satysfakcją. Udało mu się, naprawdę mu się udało! Czując ten sukces w powietrzu, mężczyzna zaczął napierać na klatkę piersiową widma jeszcze mocniej. Były to zaledwie sekundy, ale dla Chrisa to wciąż było za mało. Był już święcie przekonany, że wygrał i wtedy...
 Kaartarn, ku wielkiemu zaskoczeniu reptilianina, chwycił go za nadgarstek i pociągnął za sobą. Mimo iż uczłowieczony gad wcześniej był strasznie niezdarny i zdawać się mogło, że nastąpiła jakaś pomyłka, Chris, odruchowo, w ciągu tych ułamku sekund wykazał się niesamowitym, wręcz nadludzkim zmysłem równowagi. Źrenice reptilianina zwężyły się i jaszczur usadowił stopę między nogami starożytnego, dostosowując się do siły i prędkości, jaka na niego oddziaływała, zamiast próbować zahamować lub zerwać się do ucieczki w przeciwnym kierunku.
Jaszczur upadł na wielką klatkę piersiową Kaartarna, lecz nie jakoś gwałtownie czy twardo. Sam upadek zdawał się być w jakimś stopniu kontrolowany, pomimo szoku, jaki Chrisowi towarzyszył.
Mężczyzna nie zrozumiał od razu, co się takiego stało, więc w pierwszej chwili zacisnął pięść i próbował oswobodzić uwięzioną rękę, zanim w ogóle się rozejrzał i zapoznał ze swoim obecnym, dość nietypowym położeniem. Kiedy samo unoszenie kończyny nie zadziałało, jaszczur próbował obrócić się na lewy bok, uważając, aby nie uszkodzić sobie w żaden sposób nadgarstka, który jednak pozostał unieruchomiony, udaremniając wszelkie próby uwolnienia się. Jaszczur był nerwowy, lekko spanikowany tym nagłym zwrotem akcji, ale gdy usłyszał Kaartarna, od razu przerwał i skierował swój wzrok na niego. Wtedy już zrozumiał. Ten jakże niesprawiedliwy według niego ruch i irytacja z nim związana od razu ustąpiła miejsca zawstydzeniu, które prędko wyciszyło jego instynkty. Oczywiście nie zamierzał tego zawstydzenia po sobie pokazać. W jego świecie takie naruszanie przestrzeni nie uchodziło za normalne, a tym bardziej akceptowane. Nie był również pewien czy taki upadek był przez starożytnego zamierzony.
- Ja się z nikim nie tulę. - powiedział zdecydowanym tonem, gromiąc postać starożytnego spojrzeniem swych gadzich ślepi, zostawiając w spokoju tę nieszczęsną, wiecznie unieruchamianą rękę.
Oczywiście jego słowa były dalekie od prawdy. Bardzo dalekie, ale nie mógł pozwolić, aby stracił wizerunek dzielnego wojownika, jaki przed chwilą sobie wykreował. Chris uchodził za domowego pieszczocha, szczególnie w okresie pisklęcym, kiedy bez przerwy szukał uwagi u ludzi, z którymi żył. Zawsze chciał być brany na ręce, noszony, grzany ich własnym ciepłem i stale im towarzyszyć. Tak bliski kontakt zapewnił mu silne więzy z tą rasą. Uczynił kimś, kim nie był naprawdę. Był rozpieszczony... Może aż za bardzo, gdyż do czasów obecnych niewiele się zmieniło. Jako człowiek - osiągnął już pełnoletność, lecz czasem do tej prawdziwej dorosłości było mu bardzo daleko, a innym razem wydawał się być znacznie mądrzejszy od ludzkich rówieśników w jego wieku.
Po wzmiance o faktycznej wadze starożytnego, mężczyzna opuścił głowę, rozluźniając mięśnie, będąc zawiedziony swoją porażką. Przez ten krótki moment uwierzył, że to on był górą. Potraktował to jak wyzwanie, osobisty test swoich możliwości. Wszystko dla zabicia nudy, która tak go dręczyła. Tylko czy właśnie to miał odpowiedzieć Kaartarnowi? Że tak wiele ryzykował, bo nie miał co ze sobą zrobić? Czarnołuski znał odpowiedź, zanim ona nadeszła.
- Chciałem, abyśmy porobili coś fajnego. Jest tutaj jeszcze tyle rzeczy do zobaczenia. Czemu musimy tak tutaj siedzieć? Tamci nie muszą tego robić.- jęknął cicho, wyrażając swój młodzieńczy bunt i marszcząc lekko czoło.- Emm... I jaki to ma sens? Ta cała "medytacja". - zapytał, przechylając głowę i tym razem unosząc brwi. Christopher nie rozumiał idei medytacji ani jej prawdziwego znaczenia. Dla niego wydawała się ona nudna. Dziwna.
Chociaż Chris w pierwszych chwilach od upadku chciał zejść ze starożytnego, puszczenie nadgarstka nie sprawiło, że jaszczur się wycofał i odszedł. Zamiast tego pozostał na swoim miejscu, raz przyglądając się smoczym łuskom pod sobą oraz pyskowi samego widma, a raz kierując wzrok na ogon, którego ruch, jak każdy inny, zwracał uwagę reptilianina.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1496
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Aedroth-Et'Ada   Nie Paź 29, 2017 3:47 pm

NPC Storyline - Elgard|Kaartarn

Czarnołuski nie zamierzał się kłócić. Ze zrozumieniem spoglądał na Chrisa, nie przypominając mu o zasadach działania telepatii oraz dostępie do wspomnień reptilianina. Skierował natomiast wzrok na ćwiczące młodziki. Lub w tym wypadku, kończące swój trening. Szarołuski egzekutor zebrał ich wszystkich w szeregu, stając przed nimi i przemawiając do nich za pomocą telepatii. Dla osoby stojącej z boku, wyglądało to tak, jakby wszyscy w ciszy się na siebie patrzyli. Młode, wyprostowane widma stojące przed dorosłym osobnikiem, ze ślepiami wpatrzonymi w niego, jak w obrazek. Krótka przemowa miała miejsce, by szarołuski zniknął, rozpływając się niczym cień oraz dając młodym czas wolny. Widma nie traciły ani chwili, rozchodząc się oraz rozbiegając we wszystkich kierunkach. Niektórzy również pozwolili sobie teleportaję, znikając Kaartarnowi oraz Chrisowi z zasięgu wzroku.
Wracając spojrzeniem do małego kompana, starożytny dojrzał leżącego na sobie ni to człowieka, ni jaszczura. Bardziej mutanta, podobnego do tych, którzy chodzili po ziemi. Jego wzrok uważnie przesunął się po dłoniach istoty, dostrzegając pojawiając się zmiany. Celem było, by efekty te zostały z nim na stałe.
/Ideą medytacji nie jest brak myśli, lecz wyciszenie ich i skupienie na jednym, konkretnym celu. Twojej mocy. Zdolnościach, jakie posiadasz, a których nie posiadają otaczający ciebie ludzie./
Młodzieńczy bunt został całkowicie zignorowany, ustępując pola kolejnym lekcjom, póki co - teoretycznym. Korzystając z okazji do wyjaśnień, czarnołuski podniósł prawą rękę, pozostawiając sobie podparcie wyłącznie na lewym łokciu. Uniósł ją lekko ponad Christophera, a następnie oparł dłoń na głowie jaszczura, zatrzymując ją tam jedynie na sekundę. Wsuwając, w miarę możliwości, dłonie i pazury pomiędzy imitację włosów, jakimi były kolce, czarny przesunął dłonią po głowie Chrisa, zjeżdżając na kark, docierając aż do łopatek. W tamtym miejscu, dłoń podniosła się, opierając ciężar na ostrych pazurach, którymi teraz zaczął sunąć w drugą stronę. Drażnił przy tym skórę jaszczura, nie pozostawiając trwałych śladów. Zajęcie podobne, do tego wcześniejszego, jedynie tym razem zatrzymał się na karku leżącego.
/Zdolność stopienia się z otoczeniem, czego nie dostrzeże nieuważne oko. Umiejętność modyfikowania wyglądu, dzięki której tak upodobniłeś się do tych, wśród których żyłeś. Niemniej, zawsze pozostawałeś sobą./
Kontynuował swe wyjaśnienia, planując lada moment przejść do kwintesencji swej wypowiedzi. Jeśli Chris do tego momentu nie uciekł, Kaartarn zamierzał kontynuować wędrówkę swej dłoni, tym razem zsuwając pazury na wysokość lędźwi, a następnie ciągnąć je do góry. Uczucie miało być nieprzyjemne. Bo o ile starożytny nie mówił mu "wynocha", o tyle nie był to moment na odpoczynek. Nadal okazja, by Chris zapamiętał, iż widma lubią komunikację niewerbalną.
/Mis... Kaartarn./
Odezwał się kolejny, nieznany głos. Należał do młodego osobnika, który podszedł do dwójki w czasie ich rozmowy, zbliżając się od strony nóg, stąd starożytny wiedział o jego obecności, jednakże Chris mógł ją przeoczyć. Jeśli do tego momentu, Christopher będzie upierał się przy swej aktualnej pozycji, to kolejnym elementem świadczącym o tym, że ma zejść, będzie stanowcze spojrzenie widma. Nie powinien tego zignorować. W ten czy inny sposób, czarnołuski będzie wolny, pozwalając sobie podnieść się do pozycji siedzącej. Jak wcześniej, mając skrzyżowane nogi. Oprze swe ręce na kolanach, kierując spojrzenie na młodego osobnika, który do nich podszedł. Kolejne widmo, tym razem bardziej różniące się od poprzednich. Łuski ciemnego, zielonego koloru, może nieco bagiennego. Idealnie nadawały się do maskowania w zielonych, lesistych terenach. Ciało stwora miało zadbaną, nieco atletyczną budowę. Mięśnie nie były tak rozwinięte, jak u dorosłych osobników. Dodatkowo wzrost, stwór był niemalże równy Chrisowi. Niemalże, bo dwa centymetry niższy. Wiekowo, planował się pomiędzy wcześniej spotkanymi młodzikami - jeszcze niższymi od niego - a dorosłymi widmami. Tak więc nadal był młody. Nadal był młodzikiem. Stał wyprostowany, wpatrując się w reptilianina z ciekawością, co jakiś czas zerkając na starożytnego. Początkowo chciał zacząć od "mistrzu", jednak urwał w pół słowa, pamiętając, że nie należy się w ten sposób zwracać do wiecznego suwerena. Stosownie, wolał on być wołanym po imieniu.
/Kim jest ten osobnik?/
Zapytał, skupiając swe spojrzenie na młodym jaszczurze. Czarnołuski nie odpowiedział zielonemu, a jedynie spojrzał wymownie na młodego gościa. Raczej na tyle dorosłego, by potrafił przedstawić się samodzielnie. Tego oczekiwał. Jeśli sam tego nie uczyni, Kaartarn stosownie nakłoni do go tej czynności. Zielonołuski nie będzie zwlekał z przedstawieniem się, jak tylko usłyszy imię przybyłego.
/Jestem Elgard./
Przedstawił się krótko, nie zamierzając dopytywać o szczegóły pobytu obcego. Choć niezmiernie go ciekawiły, co dało się dostrzec po lekkiej ekscytacji, ujawnionej w ruchach ogona za plecami młodego widma. Rytmicznych, szybkich, płynnych. Był bardzo ciekaw tego osobnika, nie bardzo mogąc oderwać od niego wzrok oraz uważnie lustrując sylwetkę obcego.
/Elgardzie, zaprezentuj Christopherowi kontrolę nad żywiołem przy skupieniu oraz bez skupienia./
Zielony, gdyby tylko był w stanie, postawiłby uszy do pionu, spoglądając na mentora z czystym zaciekawieniem. Niemniej nie należał do tych, którzy kwestionowali decyzje starożytnych, dlatego szybko przeszedł do czynów. Cofając się o dwa kroki, zielony pochwycił cząsteczki wody znajdujące się w otoczeniu, unosząc przy tym lewą rękę, uginając ją w łokciu oraz zaciskając w pieść. W okolicy powstało kilka małych, wodnych kul, które utrzymały się w powietrzu przez kilka sekund, a następnie zostały rozsadzone przez nagromadzoną energię, która rozrzuciła wodę po okolicy, w tym na całą trójkę znajdującą się tutaj. Widma nie wydały się w żaden sposób wzruszone kontaktem z wodą. Pierwszy etap został wyraźnie zakończony. Bez skupienia. Przy drugim, zielonołuski zamknął swe ślepia i rozsunął ręce na boki, unosząc je nieco na wysokość własnych żeber. Przesunął rękoma naprzód, powolnym i spokojnym ruchem. Ogon mu znieruchomiał, a sam stwór zaczął powoli oraz miarowo oddychać. Znieruchomiał na kilka sekund, by w kolejnym kroku otworzyć swe ślepia, ukazać nieco zaciśnięte kły przez podniesione wargi, opuścić lewą rękę oraz podnieść prawą do góry. Podniesioną dłoń zacisnął w pięść, wydobywając z siebie cichy warkot, a następnie szarpnął nią gwałtownie w dół, schylając się i uginając kolana. Wyglądało to tak, jak gdyby pociągnął za linę. Równo z zakończeniem ruchu, z nieba spadł deszcz. Cała okolica okryła się przyjemną, ciepłą mżawką. Do uszu całej trójki dotarł szum spadającej z nieba wody, choć niebo pozostało bezchmurne. Kończąc ruch, młodzik wyprostował się, oczekując reakcji lub innych poleceń. Te nie nadeszły. Jedynie starożytny zwrócił swe spojrzenie na Christophera.
/Do tego służy medytacja, mały przyjacielu. Chcę byś przestał udawać człowieka czy mutanta, a zaczął stawać się sobą. Istotą z wyglądu zbliżoną do nas./
Wyjaśnił, oczekując teraz jasnej odpowiedzi, choć nie musiała być słowna. Oczywiście Kaartarn nie oczekiwał pstryknięcia palcem i nagłej zmiany formy przez jaszczura. Bardziej chciał go uświadomić. W tym momencie mogli skupić się na bardziej praktycznych aspektach jego pobytu w Aedroth-Et'Ada. Wzrok gada powrócił do młodzika, który przed nimi stał. Wyprostowany, postawa zasadnicza, oczekując na kolejne polecenia. A skoro już tutaj był, mogli to wykorzystać. W końcu Chris uskarżał się na nudę.

_________________

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Christopher Varcer

avatar

Liczba postów : 161
Data dołączenia : 19/03/2017

PisanieTemat: Re: Aedroth-Et'Ada   Pon Paź 30, 2017 10:46 pm

Łuski widma wydawały się twarde, mocne, wręcz pancerne, ale równocześnie przyjemne w dotyku i ciepłe. Jakże nietypowe było to połączenie. Chris nigdzie się nie spieszył, ponieważ takie leżakowanie powoli zaczynało mu odpowiadać. I to wiele bardziej, niż bezczynne siedzenie na trawie i myślenie o niebieskich migdałach. Jakkolwiek wcześniej było to dla niego niezręczne i dziwne, nie mógł zaprzeczyć, nawet przed samym sobą, że ciepłe podłoże bardzo go uspokajało. Nieważne, czy chodziło o kontakt z żywą istotą, czy o fragment nagrzanego biurka - efekt był ten sam. Napięcie spokojnie uchodziło z ciała jaszczura, podobnie jak energia, która chwilę wcześniej tak utrudniała mu wykonanie polecenia czarnołuskiego.
 Mężczyzna podążył wzrokiem w ten sam punkt, który najwyraźniej zwrócił uwagę Kaartarna. Nadszedł w końcu koniec treningu, choć nie wiadomo dokładnie, kiedy się on rozpoczął i ile on trwał - w końcu Christopher przybył tutaj już w jego trakcie. Młodziki szybko się rozeszły. Christopher chciał na każdym z nich zawiesić swój wzrok nawet na moment, lecz nie było mu to dane. Kto wie, czy te młode widma nie miały jeszcze innych zajęć. Być może Ankylon nie był jedynym ich nauczycielem?
 Jaszczur przypomniał sobie o Kaartarnie po dłuższej chwili, ale i tak od razu zmrużył powieki, jakby przypominając mu o tym, że nadal nie otrzymał oczekiwanej odpowiedzi i nadal na nią liczy. Gdy już ją dostał, niepewnie pokiwał głową, ale nie zadawał pytań - na nie przyjdzie jeszcze czas.
 Kiedy starożytny położył dłoń na mężczyźnie, mógł poczuć na jego plecach łuskowatą strukturę. Bardziej wyczuwalną i twardszą, niż na klatce piersiowej. Delikatne zielone pręgi odznaczały się na skórze reptilianina, a jej zabarwione na zielono fragmenty były pozostałością po formie, która przez tyle czasu wciąż zanikała. Chris początkowo posłał czarnołuskiemu pytające spojrzenie. Próbował jakoś ten gest zignorować, a raczej zaakceptować, nie rozumiejąc od razu jego celu. Myślał, że na tym to właśnie polegało. Że to jakiś kolejny dziwny test. Po czasie jednak uczucie było na tyle nieprzyjemne, że reptilianin zszedł z Kaartarna, wykonując przy tym obrót i sturlał się na trawę, tuż obok widma. Nawet jeśli początkowo nie zrozumiał polecenia, właśnie je wykonał. Mimowolnie. Nie trzeba było słów.
Kaartarn bardzo dużo wiedział o Chrisie i sam Chris nie mógł ukryć swojego zdziwienia, co do trafności wszystkich swoich cech. Zdawało mu się, że rozmawia z kimś, kto potrafi go zrozumieć bardziej, niż ktokolwiek inny. Mężczyzna czuł się z tego powodu niejako zmieszany. Niemal od zawsze wiedział, że się wyróżniał, lecz zawsze starał się czynić tak, aby jak najmniej odstawać od reszty. Czasem wręcz wierzył, że jest całkowicie normalny. Normalny, czyli, że jest człowiekiem. Nikim innym. Wczuwał się w swoją rolę, jaką zaczął odgrywać od dnia, kiedy trafił w ręce ludzi.
 Spojrzał na swoją pokrytą łuskami dłoń, uzbrojoną w średniej długości pazury, w momencie, gdy wieczny suweren wspomniał "o byciu sobą". Powoli zbliżył ją do swojej piersi, chwytając ją za nadgarstek. Ręka zaczęła nabierać bliższy ludzkiemu wygląd, lecz proces ten został przerwany przez niespodziewanego gościa, który od razu odwrócił uwagę reptilianina. Jaszczur, który dotąd siedział tyłem do obcego, odwrócił głowę, opierając swój ciężar na górnych kończynach.
Przed jego oczami ukazał się nieznany, ciemnozielony gad. Barwa jego głosu mogła zdradzić, iż nie należał on do w pełni dojrzałego osobnika. Wzrost także to sugerował. Jaszczur nie ukrywał zaskoczenia, wywołanego obecnością młodzika. Nie spodziewał się, że jakikolwiek się do nich zbliży. To, że znał Kaartarna, było aż zbyt oczywiste. Starożytny już udowodnił, że znają go tutaj wszyscy.
Chris odwrócił się przodem do przybysza, lecz nadal pozostawał w pozycji siedzącej, uginając przy tym jedno kolano. Obejrzał młode widmo od góry do dołu, nie wiedząc, jak powinien zareagować. Wolał unikać kontaktu wzrokowego, lecz co jakiś czas zerkał na ślepia obcego.
- Jestem... Chris..? - przedstawił się, powoli podnosząc się z ziemi. Ludzie nauczyli go, że podczas rozmowy tak wypada. Nie podał jednak ręki. Wolał tego unikać przy kontaktach z istotami z tych stron.
Zauważył za to coś, co go zaciekawiło.  Teraz mógł idealnie określić faktyczny wzrost Eldgara, który w rzeczywistości prawie wcale nie różnił się od wzrostu Christophera. Mimo iż twarz jaszczura niczego nie zdradzała, delikatne uniesienie kolców na głowie ukazało jego zainteresowanie postacią młodzika. Dotychczas Chris nie wydawał się przyjaźnie nastawiony do widm, lecz tym razem sytuacja wyglądała inaczej. Oderwał wzrok od sylwetki zielonołuskiego i zwrócił go na Kaartarna, słysząc polecenie. Sam odstąpił kilka kroków od młodzika, niepewny tego, co zaraz nastąpi.
A nastąpiło coś, czego się nie spodziewał. Obserwował poczynania rówieśnika i nie mógł uwierzyć własnym oczom. Jedna z wodnych kul uniosła się na wysokości jego twarzy, a reptilianin wpatrywał się w nią z fascynacją. Uniósł swą prawą rękę i palcem wskazującym chciał dotknąć wodny twór Eldgara i gdy tylko pazur jaszczura dotknął jej powierzchni, w tym samym momencie kula pękła, rozpryskując wodę prosto na jego twarz. Chris przechylił głowę do tyłu, lecz jeszcze przez chwilę stał z uniesioną ręką, a ciecz spływała po jego pysku oraz włosach. Gdy otrząsnął się z szoku, prychnął, wycierając dłonią lico. Bardzo zabawne.
Mimo tej głupiej sytuacji, postanowił przyglądać się dalej, na nowo całkowicie pochłaniając się czynnościom zielonołuskiego. Tym razem ponoć miało zostać wykorzystane skupienie młodzika. Mężczyzna dokładnie analizował ruchy Eldgara, szczerze obawiając się tego, co się szykuje. Zbliżył się do wiecznego suwerena, wciąż jednak patrząc przed siebie. Parę gestów i  pełne skupienie wystarczyło, aby ni stąd, ni zowąd zaczęło padać. Chris spojrzał w górę i zamrugał, cofając się bardziej. Nie ze strachu, a z wrażenia. Odwrócił głowę do starożytnego, aby upewnić się, że on też to widzi.
- To niesamowite! Jak on to-- - i wtedy wtrącił się czarnołuski. Reptilianin wyciszył się.
- ... zbliżoną do was... - wyszeptał, mimowolnie kierując wzrok na zielonołuskiego. Od samego początku czuł pewne podobieństwo do Eldgara. Czy wciąż można było to nazwać zwykłym przypadkiem? Trafienie tutaj, poznanie gadzich, humanoidalnych istot?
- Czyli jak rozwinę swoje umiejętności to nauczycie mnie panować nad wodą? - zapytał z ogromnym entuzjazem, niemal krzycząc. - Też tak chcę! - zawołał nagle, spoglądając na nich na przemian.
- A teleportacja? Jak się skupię to będę mógł się przenieść na przykład na drugą stronę tamtej rzeki? - zapytał, wskazując pazurem kierunek, z którego przyszli.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1496
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Aedroth-Et'Ada   Wto Paź 31, 2017 9:20 pm

NPC Storyline - Elgard|Kaartarn

Krople wody rozbijały się na łuskach obu widm, swobodnie spływając po ich ciałach, powodując odbijanie się światła oraz niejako podkreślając sylwetki obu stworzeń. W tym momencie, wzrok obu gadów skupiony był na Christopherze, zachwycającym się perspektywą zyskania nowych, potężnych mocy. Jako, że młody reptilianin zbliżył się do czarnołuskiego podczas krótkiego pokazu, ten wykorzystał moment podniesienia przez niego ręki w celu wskazania im miejsca po drugiej stronie rzeki. Elgard podążył wzrokiem na wskazane miejsce, natomiast Kaartarn przysunął swe przedramię do przedramienia młodego, ustawiając je równolegle, nadgarstek w nadgarstek, by ich łuski zetknęły się. Czarny nadal znajdował się w pozycji siedzącej. Mając pewność, że jego nowy podopieczny nie odskoczy już od niego poparzony, starożytny odczekał, aż ten zwróci ku niemu swe spojrzenie.
/Jak my, Christopherze. Masz podążać ku swej prawdziwej formie, a nie uciekać się do ludzkiego przebrania./
Krótka wypowiedź widma połączona została z kolejnym działaniem z jego strony, tym razem wpływającym na ciało młodego mężczyzny. Zmiany zaczęły ponownie się cofać i tak, jak ten na chwilę przybliżył swą rękę do bardziej ludzkiego wyglądu, tak starożytny ponownie pokrył ją stosownie łuskami oraz proporcjonalnymi pazurami.
/Zabraniam tobie cofać tego procesu bądź go zwalczać./
Dodał spokojnym, stonowanym głosem. W odbiorze był miły, jednak stanowczy. Nie zamierzał pytać czy Chris go zrozumiał, bo nie miał ku temu żadnej wątpliwości. Zmiany wymagała mentalność młodego jaszczura, który od początku uczony był, że to tylko "mutacja" oraz coś "złego". Korzystając z momentu skupienia uwagi na Kaartarnie, zielonołuski samiec podszedł powoli do drugiego młodzika. Nie podkradał się ani nie ukrywał zmniejszenia dystansu, nie zamierzając tworzyć nieprzyjemnej sytuacji. Zajął się za to realizowaniem swej ciekawości, którą teraz wzbudził sam Chris oraz zwrócenie uwagi zielonego, na przemianę młodzieńca. Lewa dłoń uniosła się do góry, zbliżając się powoli oraz opierając na plecach jaszczura, na wysokości jego łopatek. Wpierw pręgi oraz łuski odczuły łagodny dotyk końcówek palców młodego widma, wspomożony ostrożnym, lekkim uczuciem pazurów, sunących po plecach. Zielonołuski był delikatny, jednocześnie niezmiernie ciekawy nowej istoty. Kaartarn nie obawiał się dotknąć Chrisa, więc Elgard założył, że znajdując się przy starożytnym oraz w Aedroth-Et'Ada - miał prawo do tego samego. Z punktu widzenia widm, założył słusznie.
/Są jak nasze. Twoje łuski. Młode. Niewykształcone, jednak o wielkim potencjalne. Będziesz miał wspaniały, naturalny pancerz./
Młodzik skomentował swe odkrycie, będąc dość zafascynowanym przez to zjawisko. Początkowo sam miał Chrisa reprezentanta jakiejś planety, gdzie łączy się wygląd humanoidalny z łuskami, kłami, pazurami. Niemniej widząc lekką przemianę, która na nim następowała, Elgard nie miał wątpliwości co do tego, kim był Christopher. Zwłaszcza, że obok znajdował się Kaartarn, który zdążył powiedzieć wystarczająco dużo, dla wyciągnięcia wniosków. Zielonołuski nie cofnie dłoni, jeśli jaszczur się nie odwróci. Gdy to jednak zrobi, zielony opuści rękę, stając wyprostowany i robiąc krok do tyłu, by obaj mieli trochę miejsca. Jednocześnie sam nie będzie się poruszał ani rzucał żadnych sugestii niewerbalnych, spodziewając się możliwego odwdzięczenia się za ciekawość. Kaartarn do tego czasu zdąży opuścić swą rękę, opierając ją ponownie na własnym kolanie oraz obserwując dwóch młodych adeptów.
/Twą aktualną mocą ma być przybranie prawdziwej formy. W przyszłości sprawdzimy, jakie jeszcze dary posiadasz./
Starożytny raczył odpowiedzieć na wcześniej zadane pytanie. Nie chciał trzymać go w niepewności bądź dać mu do zrozumienia, że nie uzyska odpowiedzi. Jednocześnie odpowiedź ta była lekkim kłamstwem, gdyż czarny znał już możliwy zakres naturalnych zdolności reptilianina. Nie zamierzał tutaj niczego przyśpieszać. Znów ogony zdradzały intencje. Starożytny owinął ogon dookoła swej postaci, pod nogami, unieruchamiając go. Ogon Elgarda pozostawał w ciągłym ruchu, sygnalizując jego emocje, pozytywne zainteresowanie - już nie tak obcym, który został nowym podopiecznym czarnołuskiego. Obaj mieli teraz wspólnego mentora, w postaci suwerena. A on miał już dla nich zaplanowaną przyszłość. Zanim przedstawił im swój plan, Kaartarn podniósł się do góry, stając przed nimi wyprostowany. Ustawiając się mniej-więcej po środku, stwór podniósł obie ręce, kładąc je na ramionach obu podopiecznych. Skierował na nich spojrzenie swych złotych ślepi, przeskakując raz na jednego, a raz na drugiego. Wtedy też usłyszeli jego głos.
/Zdążyliście się poznać, przejdziemy dalej. Chcę, byście udali się razem na klif, na zachód stąd. Godzina drogi biegiem, do tego kilka... dziesiąt pułapek. Kilka zasad, których macie się trzymać. Po pierwsze, trzymacie się razem./ Zaczął dość prosto, skupiając teraz uwagę na reptilianinie. Następna cześć była jasno skierowana do niego. /Christopher. Jako, że jesteś teraz mym podopiecznym, musisz nauczyć się trzymać przy mych braciach oraz siostrach, zwłaszcza tutaj. Twoim zadaniem jest dotrzymać kroku Elgardowi, powierzając mu pełnię swego zaufania./ W tym momencie, suweren skierował spojrzenie na zielonołuskiego, odwzajemniającego kontakt wzrokowy. /Elgardzie, jako Urkyn'Vareis, twą powinnością jest pełnić opiekę nad innymi istotami. Chcę, byś doprowadził do mnie Chrisa. Macie godzinę./
Po wyjaśnieniu sytuacji, czarny ponownie spojrzał na jednego i drugiego, oczekując już wyłącznie potwierdzenia, ze zrozumieli, co mają zrobić. Ich zadanie było stosunkowo proste, choć wydawać mogło się inaczej. Jeśli obaj potwierdzą mu, że wszystko rozumieją - co Elgard uczyni natychmiast, poprzez skinięcie łba - Kaartarn zniknie w delikatnym, złotym błysku, pozostawiając ich samych. Zielonołuski skieruje wtedy swój wzrok na kompana, oczekując jego gotowości do wyruszenia. Wszakże mieli godzinę, na pokonanie niełatwej trasy.

_________________

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Christopher Varcer

avatar

Liczba postów : 161
Data dołączenia : 19/03/2017

PisanieTemat: Re: Aedroth-Et'Ada   Nie Lis 05, 2017 6:45 pm

W chwili, kiedy wieczny suweren zbliżył swe przedramię do przedramienia Christophera, ten odwrócił jedynie głowę i posłał mu pytające, ale pełne zaufania spojrzenie. Gdyby w tej formie był do tego zdolny, zagryzłby dolną wargę, po usłyszeniu uwagi odnośnie swojej ludzkiej postaci, do której był tak przywiązany i jednocześnie w której był uwięziony, jednakże nie zaprzeczał, nie wykłócał się ze starożytnym. Zamiast tego - skinął głową.
Widok powracającej do poprzedniego stanu ręki, również nie wzbudził w nim żadnej oznaki lęku. Przemiana nie bolała go, była mu bardzo dobrze znana, lecz tym razem otrzymał drobną pomoc od czarnołuskiego. Obecnie wszystkie gesty widma miały na celu ochronić mężczyznę i sprawić, aby się tutaj odnalazł, więc Chris na wszystko się zgadzał, z coraz mniejszym oporem. To był jedyny sposób, jeśli chciał zostać przez mieszkańców zaakceptowany i poznać ich bliżej.
W momencie, gdy proces się zakończył, reptilianin zabrał swą rękę, pokrytą na nowo łuskami, a następnie tą samą kończyną zaczął na zmianę zaciskać palce i otwierać dłoń, przyglądając się jej. "Będę musiał zacząć się do niej przyzwyczajać" - pomyślał i wtem poczuł na swoich plecach czyjś niespodziewany dotyk.  Łuski jaszczura delikatnie uniosły się, a następnie opadły w reakcji na ten nieprzewidziany ruch ze strony młodzika, którego jaszczur spostrzegł, zerkając na niego kątem oka. Uczucie było dla Chrisa przyjemne, czego sam się po sobie nie spodziewał. Nie odpędził od siebie Elgarda, pozwalając mu zaspokoić swoją ciekawość.
- Rzadko kiedy to słyszę. - odparł z uśmiechem na ten niecodzienny komplement młodzika. "Rzadko", czyli nigdy. Mało prawdopodobne, aby ktokolwiek wcześniej z jego otoczenia mógł to zauważyć. Reptilianin bardzo pozytywnie to odebrał. To była jedna z najmilszych rzeczy dotycząca jego odmienności​, jaką kiedykolwiek usłyszał.  Powoli odwrócił się i stanął, wpatrując się w zielonołuskiego, aby po chwili wyciągnąć przed siebie prawą dłoń i umieścić ją na lewej piersi równieśnika. Pazury jaszczura równie delikatnie, co wcześniej pazury Elgarda, przesunęły się po jego łuskach, badając ich strukturę i pozwalając Christopherowi zaspokoić ciekawość, dorównującą ciekawości młodego widma. Łuski ucznia Kaartarna były twarde, bardziej rozwinięte od łusek Chrisa oraz ciepłe. Reptilianin był w stanie poczuć bijące serce istoty, które najbardziej przykuło jego uwagę. Potężny mięsień uderzał rytmicznie pod dłonią jaszczura, skryty pod warstwą silnych zielonych łusek. Gad mógł tak stać godzinami, ponieważ poczuł dziwną, niematerialną więź. Dokładnie taką, jaką dotychczas darzył wyłącznie ludzi. Ocknął się dopiero po odpowiedzi suwerena, zabierając ostrożnie dłoń i odstępując o krok od zielonołuskiego, widząc, że starożytny wstał.
Christopher zamrugał, nie wierząc własnym uszom, lecz nie ośmielił się odezwać i tylko spoglądał na Kaartarna oraz Elgarda, z którym mu teraz przyszło wykonać wspólne zadanie. Godzina drogi nie brzmiałaby tak strasznie, gdyby nie fakt, że obaj uczniowie musieli utrzymać te samo tempo i czas odgrywał tutaj istotną rolę. Na dodatek czarnołuski nie wyjaśnił, czym miałyby być owe "pułapki" (których wspomniana liczba wywołała u Chrisa "skromne" opadnięcie szczęki), więc spodziewać się mogli dosłownie wszystkiego. Czy czas i zachowanie ostrożności szło ze sobą w parze? Czekała ich trudna lekcja.
- Będę się go trzymać. - obiecał starożytnemu. Jaszczur innej opcji na pewno by nie przyjął, więc zgodził się bez wahania. Sam by sobie nie poradził i nie zamierzał mówić, że jest inaczej.
Po zniknięciu Kaartarna, reptilianin odwzajemnił spojrzenie nieco bardziej łuskowatego towarzysza. Zegar zaczął tykać, więc powinni już ruszać. W pierwszej chwili jaszczur zamierzał zacząć odliczanie i pobiec, ale prędko z tego zrezygnował. To nie były żadne wyścigi i nie chodziło o rywalizację. Mieli ze sobą współpracować, co w sumie o wiele bardziej jaszczurowi odpowiadało. Posłał Elgardowi uśmiech i obejrzał się na zachód.
- To co? Ruszajmy. - powiedział i ruszył w wyznaczonym kierunku przez starożytnego, starając się utrzymać równe tempo z młodym widmem i tym razem nie wpaść na żaden nieszczęsny korzeń. Reptilianin trzymał się prawej strony, nie biegnąc zbyt szybko ani zbyt wolno. Rozgrzewka, którą wcześniej zorganizował czarnołuski, była idealnym wstępem do biegu na długie dystanse i choć była ona krótka, nauczyła Chrisa lepiej gospodarować własną energią.
Niewiele czasu minęło i oba młodziki znalazły się nad rzeką, którą mężczyzna już bardzo dobrze znał i liczył, że nie prędko ujrzy ją ponownie. Spojrzał na nurt wody i na brzeg po drugiej stronie. Sam początek biegu prawdopodobnie wystawił ich na ciężką próbę.
- To chyba jedyna droga. - powiedział, biorąc głębszy wdech. Zmarszczył brwi i odważnie zanurzył nogę w wodzie, lecz niemal od razu się wycofał, zataczając niewielkie koło i stając ponownie na suchym, bezpiecznym brzegu.
- Umiesz tworzyć mosty, nie? Powiedz, że tak. - zapytał z nieskrywaną nadzieją w głosie, patrząc maślanymi oczami na Elgarda. Nawet jeśli tego nie potrafił to skoro kontrolował wodę, na pewno znajdzie jakiś sposób na przekroczenie rzeki bez konieczności jej przepłynięcia. Chris nie zamierzał moczyć się w wodzie ani walczyć z jej prądem lub wszelkimi zdeformowanymi stworami w niej żyjącymi. Ostatnią opcję również brał pod uwagę. Od zawsze nie ufał głębokiej wodzie.
Wysilił się na urocze spojrzenie jeszcze bardziej - nigdy go ono nie zawiodło. Na rodziców zawsze działało.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1496
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Aedroth-Et'Ada   Sob Lis 18, 2017 8:58 pm

NPC Storyline - Elgard|Kaartarn

Zielonołuski stanął na chwilę w bezruchu, poddając się gestowi reptilanina. W rzeczywistości, obaj na tym korzystali, bo o ile Christopher miał możliwość poznać nieco strukturę łusek młodego widma, o tyle młodzika zaciekawiła otwarta reakcja ze strony tej istoty, tak podobna do podejścia Urkyn'Vareis.
Na pytanie, zielony po prostu skinął łbem, ruszając zaraz z miejsca, choć specjalnie się nie rozpędzając. Młody znał ten teren i wiedział, że biegną w stronę rzeki, więc nie było się po co rozpędzać. O ile on mógłby próbować tą rzekę przeskoczyć lub przepłynąć z rozbiegu, o tyle nie spodziewał się tego po swym nowym towarzyszu. Obaj musieli zatrzymać się przy rzece, by na szybko obmyślić metodę przedarcia się na drugą stronę. Elgard zbliżył się do brzegu, zerkając na taflę wody i pośpiesznie analizując ich sytuację. Technicznie, mógł teraz próbować poczynić coś swoją mocą, jak zatrzymać nurt rzeki lub kazać wodzie rozejść się w miejscu, w którym mieliby przejść. Opcję reptilanina od razu odrzucił, gdyż utrzymanie takiego mostu byłoby dość wyczerpujące. I tutaj powstał główny problem, podczas którego obmyślania, zielony przesuwał ogonem powoli po trawie, ugniatając ją. Jeśli wyczerpie siły tutaj, a najłatwiej o to poprzez sięgnięcie po moc, może nie dać rady później. Młody obrócił swój wzrok ku Chrisowi, by zobaczyć jego próbę perswazji, skierowaną ku własnej osobie. Nie wydał się nią w żaden sposób poruszony. Wprost przeciwnie, nawet to skomentował, ustawiając się frontalnie do młodego towarzysza.
/Jestem w twoim wieku. To na mnie nie działa./
Skomentował krótko nieudaną próbę przekupienia swej osoby, do wytworzenia im przejścia. Może gdyby stał tu dojrzały przedstawiciel jego rasy, to taka próba miała by większy sens i rację bytu. W tym jednak wypadku, nie zdało się to na nic. Elgard podszedł bliżej swego kompana, zatrzymując się przed nim i mierząc go wzrokiem. Miał na to wszystko nieco inny plan, który wydawał mu się łatwiejszy. W najgorszym wypadku obaj utoną.
/Moja moc może okazać się potrzebna później. Zostają więc dwie opcje. Przepłyniesz przez rzekę samodzielnie lub wskoczysz mi na grzbiet, chwycisz się mocno i nie puścisz, dopóki me łapy nie staną na trawie po drugiej stronie. Wybierze sobie wersję./
Wyjaśnił, uświadamiając od razu Chrisa w jego możliwościach. O ile potęga starożytnego nie była niczym ograniczona, o tyle młody musiał się bardziej pilnować w wykorzystywaniu swej mocy, zwłaszcza w świecie, który był świetnie dopasowany do widm. Co za tym idzie, wszystko tu potrafiło być odpowiednio bardziej wytrzymalsze, cięższe oraz większe. Zatrzymanie rzeki na planecie, na której wychował się reptilianin, mogłoby okazać się znacznie łatwiejszym zadaniem, niż tutaj.
Zależnie teraz, od wyboru Chrisa, młode widmo albo wskoczy do wody jako pierwsze albo poczeka, odwracając się bokiem do niego, a frontem względem rzeki, czekając, aż ten wskoczy mu na grzbiet i obejmie go nogami oraz rękoma, pilnując, by po pierwsze chwycił się mocno, tworząc chwyt za własne przedramiona, a po drugie - by nie objął go za szyję oraz nie dusił. W wypadku tego widma, gadowi byłoby o tyle łatwiej, że nie posiadał on kolców ciągnących się po grzbiecie, jakie dało się dostrzec u innych osobników - nawet tych młodych. Jeśli płynęliby osobno, Elgard po prostu trzymałby się Christophera, pilnując, by ten utrzymywał się na powierzchni wody oraz kierował stronę drugiego brzegu. Przy drugiej opcji, zielony skupi się na tym, by pasażer z niego nie spadł, a jednocześnie sam dość szybo i sprawnie znajdzie się po drugiej stronie. W obu przypadkach, po wyjściu na brzegu, młodzik odczeka, by jego kompan się przygotował, a następnie będą mogli ruszyć dalej.
Teraz już zielony pozwoli sobie na zwiększenie tempa, pilnując tylko, by towarzysz za nim nadążył. Przystosowane do biegu łapy, pozwalały na ideale odbijanie się od trawy, a palce zakończone pazurami stabilizowały bieg, przy którym pomagał dodatkowo ogon jaszczura. W pierwszej chwili, młody wybiegł na prowadzenie, wyciągając nieco za duże tempo, zaraz jednak zwalniając, gdy zauważył, że kompan za nim nie nadąży. Zielone ślepia co jakiś czas zerkały na reptilanina, pilnując odległości między nimi oraz stanu tego, którym miał się teraz opiekować. Mięśnie młodego widma były bardzo silne i wytrzymałe, a gad nawet nie otworzył pyska, by zacząć łapać powietrze za jego pomocą, pozwalając sobie na spokojny oddech poprzez nozdrza.
Bieg przez las wydawał się spokojny. W oddali dostrzegalna zaczęła być góra, wznosząca się ponad koronami drzew. Na jej początku znajdował się klif, ich meta, do której jeszcze sporo im brakowało. Pierwszą przeszkodą, z jaką przyszło im się zmierzyć, okazał się deszcz, a raczej sztorm. Zaczęło się od potężnego huku pioruna, niebo pociemniało, a następnie z góry runął wodospad wody, w postaci bardzo gęstego oraz lodowatego deszczu. Zielony nie zatrzymał się, lecz biegł dalej, pilnując jedynie Chrisa. Jakby tego było mało, trawa przed nimi zniknęła, ustępując pola delikatnej ziemi, która pod wpływem wody natychmiast przemieniła się w podobno do bagiennego, klejące się błoto. Miejscami pozostały pagórki utwardzonej ziemi, porośnięte śliską trawą, o czym błyskawicznie przekonał się Elgard, którego łapa idealnie wpasowała się z błota w taki "trawiasty kamień", powodując jego poślizg, a następnie utratę równowagi. Młode widmo runęło w błoto, wydając z siebie cichy jęk i wpadając w rozwodnioną ziemię praktycznie całkowicie się nią okrywając. Nie czekając na nic, zielony podniósł łeb do góry i otrzepał łeb, rozglądając się zaraz dookoła i szukając wzrokiem Chrisa. Deszcz wzmógł jeszcze bardziej, ograniczając widoczność raptem do kilku metrów, okolica zrobiła się ciemna i bardzo nieprzyjemna. Błoto, więc ciężko się poruszać i trzeba siłowo wyciągać kończyny do góry, do tego trawa, która utrudnia poruszanie - bo powoduje poślizg. Lodowy, silny deszcz z nieba, obniżający temperaturę oraz znacznie ograniczający widoczność. Młody powoli podniósł się do góry, spoglądając na Christophera, chcąc przy tym ocenić jego stan, być może jakoś mu dopomóc, jeśli będzie musiał.

_________________

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Christopher Varcer

avatar

Liczba postów : 161
Data dołączenia : 19/03/2017

PisanieTemat: Re: Aedroth-Et'Ada   Czw Lis 23, 2017 7:30 am

"Warto było spróbować" - pomyślał reptilianin, słysząc uwagę Elgarda, choć nie ukrywał swego zdziwienia, gdy ten nie dał się przekonać. Na Ziemi prawie zawsze to działało. Jaszczur często szukał ułatwień i miał na to swoje metody. Rozwiązania, które sprawiały, że nie musiał się wysilać, kiedy tego nie chciał - a zwykle nie chciało mu się nigdy.
  Nie powinna go jednak zaskoczyć informacja, że młodzik nie posiadał tak wielkiego zasobu mocy, co Kaartarn. Mógł to chociażby zaobserwować podczas zakończonego już treningu młodych widm, gdy nawet tak potężne, jednakże wciąż młode istoty zaliczały upadki i lądowały na trawie, bądź też ich moc nie była w pełni kontrolowana tak, jak być powinna. Kaartarn był ich mistrzem, a oni tylko uczniami. Elgard nie stanowił wyjątku. Chris zresztą również.
  Mężczyzna wyraźnie nie był zadowolony dostępnym wyborem, a skrycie w jego głowie towarzyszyła mu obawa. Nie chciał być w pełni zależny od młodzika. Wstydził się tego, chociaż jeszcze chwilę wcześniej próbował wzbudzić litość i pokazać się od jak najbardziej "uroczej" strony. Jaszczur wydawał się być niezdecydowany, zdezorientowany całą sytuacją. Kiedy jedna metoda zawiodła, gad postanowił działać w zupełnie inny sposób. Wzrok Christophera spoczął na rzece.
- Płyń pierwszy. Zaraz dołączę. - powiedział, dając do zrozumienia, że młodzik nawet nie musi na niego czekać i trzymać się blisko niego, lecz gdy tylko Elgard znalazł się już w wodzie, od razu było widać, że Chris stracił swoją pewność siebie. Odwracał się za siebie. Zrobił kilka kroków w prawo, potem kilka kroków w lewo, wciąż trzymając się linii brzegu. Dopiero wtedy, gdy młodzik zaczął się oddalać, jaszczur z rozpędu wskoczył do wody, czemu towarzyszyło głośne pluśnięcie wody. Chaotyczne machanie rękoma i nogami nie przeszkodziło Chrisowi w znalezieniu się blisko Elgarda, który prawdopodobnie celowo zwolnił, aby chwycić go i pomóc mu w utrzymywaniu się nad powierzchnią wody oraz w zachowaniu kursu. Słusznie, ponieważ już raz prawie został pociągnięty przez wir. Jaszczur szybko się uspokoił, zdecydowanie lepiej radząc sobie z pływaniem niż na początku, będąc przy zielonołuskim. Woda była ciepła i czysta. Inna, niż te wody, które znał na Ziemi. Poczuwszy upragniony grunt pod sobą, z ulgą wyszedł na drugą stronę rzeki, opierając się rękoma i dysząc głęboko. Potrząsnął głową i obejrzał się za siebie. Udało im się. Naprawdę im się to udało! Jaszczur jednak nadal nienawidził wody i drugi raz nie da się na to namówić. Za nic w świecie.
 Gad wyprostował się po szybkim odzyskaniu sił do dalszego biegu. Wiedział, że to jeszcze nie był koniec ich wyzwań i czeka ich coś o wiele trudniejszego. Zawsze działało to właśnie na takiej zasadzie... Reptilianin skinieniem głowy dał znać, że jest gotów, po czym ruszył za towarzyszem, zostawiając rzekę daleko za sobą. Bieg przez las był dla nich chwilą wytchnienia, lecz była to tylko cisza przed burzą. I to... dosłowną? Jaszczur znacznie szybciej poddawał się zmęczeniu niż jego rówieśnik i gdy tylko zaczął zwalniać, nagle z nieba runął lodowaty deszcz. Chris wrzasnął panicznie, jakby właśnie był ofiarą czyjegoś żartu i otrzymał zimny prysznic. Gad od razu przyspieszył, osłaniając głowę rękoma i powtarzając ciągle:
- F*ck, f*uck, f*ck, f*ck! -
 Ta ulewa nie była naturalna i Chris wiedział, że musiał stać za tym Kaartarn. Był wściekły i spanikowany, lecz myśli o zamordowaniu starożytnego przerwał niespodziewany upadek młodzika przed reptilianinem. Trawa, która na pierwszy rzut oka wydawała się być dla Chrisa najlepszym sposobem na pokonanie błotnistej brei, okazała się być pułapką. Mężczyzna zatrzymał się, nie odzywając się słowem i od razu podając zielonołuskiemu dłoń. Właśnie wtedy przekonał się, że młode widmo pomimo zbliżonego wzrostu oraz atletycznej sylwetki, było niewyobrażalnie ciężkie i podanie ręki miało bardziej symboliczne znaczenie, niż praktyczne zastosowanie.
- Ile Ty ważysz...? - zadał pytanie retoryczne, nie mogąc powstrzymać się od komentarza. Jaszczur rozejrzał się, oceniając ich obecne położenie i wtedy pojawił się problem - dookoła nie było widać praktycznie nic z powodu deszczu . Mieli jednak szczęście, że ich ślady odcisnęły się w błocie (podobnie jak cudowny pysk Elgarda) i mogli w ten sposób określić, w którą stronę mają pobiec. Ta chwilowa dezorientacja mogła ich kosztować sporo czasu.
Krople deszczu spływały po nastroszonych włosach Chrisa, a przez jego ciało przechodziły dreszcze. Zęby miał zaciśnięte i dalsze, bezczynne stanie tylko pogarszało jego stan. Jaszczur źle znosił chłodne klimaty i bardzo szybko marzł, tracąc ciepło. Mężczyzna zacisnął pięści i odwrócił się do młodzika plecami. Chciał jak najszybciej spotkać Kaartarna, ale po przejściu kilku kroków, zatrzymał się, prowadząc ze sobą zewnętrzny monolog.
- Jak tylko spotkam tego zmutowanego, wstrętnego gekona to mu pokażę, gdzie mam te wszystkie jego durne sztuczki. Myśli, że jest taki zabawny i dlatego, że jest większy, może ze mną pogrywać. Nie ze mną te numery. Jestem niezależny, twardy, silny i nikt nie będzie mnie tak trakto... - Chris na moment zastygł w bezruchu, aby po chwili odwrócić głowę i spojrzeć na Elgarda. Potem spojrzał w górę, wciąż milcząc.
- Zapomnijmy o tym. - mruknął, idąc dalej i od razu zamykając temat, zanim zostanie on poruszony. Nogi jaszczura z trudem radziły sobie z błotem. Mężczyzna nie biegł, wciąż wolno się przemieszczając. Coraz wolniej i wolniej. Ślepia miał zwrócone ku ziemi. Zamykał je. Chłód zawsze tak na niego oddziaływał, lecz wciąż nic nie mówił Elgardowi i szedł dalej przed siebie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1496
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Aedroth-Et'Ada   Sob Gru 02, 2017 6:57 pm

NPC Storyline - Elgard|Kaartarn

Zielona, ubłocona dłoń podniosła się i chwyciła przedramię Chrisa. Młodzik szybko wyczuł, że jego kolega nie podniesie go, ani tym bardziej nie utrzyma się na nogach, jeśli ten spróbuje oprzeć na nim swój ciężar. Stąd druga ręka zaraz wbiła się w błoto, opierając na ziemi pod nim, podnosząc tym korpus do góry, a dłoń pozostawiając jedynie jako symboliczną pomoc. Gest, który i tak docenił.
Jak tylko młode widmo stanęło na łapach, stwór obrócił się ku kierunkowi w którym zmierzali. Ani na chwilę nie stracił orientacji w terenie. Jego prawa łapa podniosła się, wykonując w ten sposób pojedynczy krok naprzód. Wtedy też zatrzymał się. Czuły słuch wychwycił słowa. Mimo ostrego deszczu, mimo panujących wszędzie ciemności. Słyszał słowa reptilanina, czuł buzujące w nim emocje. Woda powoli spływała po jego łuskach, zmywając z niego bród i błoto, które oblazły go po nagłym upadku. Łeb podążył za wzrokiem, zwracając się ku przemawiającemu Christopherowi. Dłonie powoli otworzyły się, obnażając ostre pazury. Ciśnienie delikatnie zaczęło wzrastać. Młody Urkyn'Vareis wyczuwał emocje swego kompana. Negatywne emocje. Emocje, których nie dane mu było wcześniej doświadczyć, nie od innej istoty, kiedy to nie wiedział, czego dokładnie może się spodziewać. Sytuacja zmieniła się dopiero, gdy młody reptilanin zapanował nad sobą oraz swoimi emocjami. Bez interwencji Elgarda, spoglądającego na niego dość przenikliwie.
Niemniej, mogli ruszyć dalej. Zielony odwrócił wzrok i znów szedł na szpicy, maszerując pewnie lecz niezbyt szybko. Po ostatnim upadku, zrobił się znacznie ostrożniejszy. Wiedział, że to nie było przypadkowe. Upadek spowodowany był jego nieuwagą oraz trikiem zastosowanym przez starożytnego. Prostym gestem, mającym przypomnieć mu, by uważał. Znów coś było nie tak. Zielony zwolnił nieco kroku, powoli skanując okolicę wzrokiem. W przeciwieństwie do towarzysza, chłód oraz deszcz nie robiły na niego takiego wrażenia. Jego wzrok pozwalał mu dostrzec znacznie więcej, nawet mimo mgły oraz wszechobecnych ciemności.
/Jeszcze tylko kilka kroków./
Głos widma rozbrzmiał w umyśle reptilanina, ogon uniósł się i oparł na całej szerokości na poziomie bioder kompana, by następnie pchnąć go naprzód, w stronę niczego. Prawa ręka pilnowała, by Chris przypadkiem się nie przewrócił. Niby niczego przed nimi nie było, gdy nagle oczy gościa zostały oślepiony krótkim złocistym światłem. Zaraz po tym, w ciało uderzyła potężna smuga ciepła, zrobiło się wręcz gorąco. Z ziemnego - w gorąc. Jakby znalazł się w innym miejscu. Obok zaraz stanął zielonołuski, zerkając przed siebie, analizując sytuację w jakiej się znaleźli. Przed dwójką znajdowała się ognista polana. Zniknął las, zastąpiony przez czarną, wypaloną ziemię. To w miejscach, gdzie było błoto. Tam, gdzie wcześniej była trawa - znajdowały się wysokie, długie smugi ognia, tańczącego spokojnie, nieniepokojonego wiatrem ani innymi warunkami. Niebo zrobiło się czerwone, drzewa były czarne, a zamiast liści miały płomienie.
/Ruszajmy. Nie dotykaj płomieni. Nadal jesteśmy w Aedroth, czuję to. Jednak to miejsce jest... inne. Trzymaj się blisko mnie./
Wyjaśnił młody, ruszając zaraz przed siebie. Tym razem już bez biegu. Stawał kroki ostrożnie, delikatnie, cicho. Tak, cicho. Nie dało się usłyszeć, jak łapy widma opierały się naprzemiennie o czarną ziemie. Widmo szło dość naturalnie, spokojnie, jednak nieco szybciej, aniżeli "skradając się". Jego sylwetka nie była pochylona, choć pozwolił sobie na ugięcie kolan. Delikatne, jednak zauważalne. Ogon falował na lewo i prawo, wodząc po ziemi, jakby szukając pułapki, którą mógł przypadkiem ominąć. Mijali płomień. Spokojny, tańczący delikatnie w kołysce na lewo i prawo. Nim bliżej się znajdowali, tym goręcej się robiło. Niemniej, mogli przeć przed siebie. Na horyzoncie nadal dało się dostrzec wzniesienie, na które mieli się udać. Klif, po którym przyjdzie im się wspiąć. W przeciwieństwie do wcześniejszej lokacji, tutaj wszystko było łatwo dostrzegalne. Niemniej, poza nimi, nie było nikogo. Tylko dwa, młode osobnik. Widmo oraz reptilanin.

_________________

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Christopher Varcer

avatar

Liczba postów : 161
Data dołączenia : 19/03/2017

PisanieTemat: Re: Aedroth-Et'Ada   Nie Gru 10, 2017 11:50 am

Christopher objął siebie rękoma, wciąż podążając za zielonołuskim kompanem. Nie chciał tracić ciepła, które podczas ulewnego i lodowatego deszczu bardzo szybko opuszczało jego młody, nieprzystosowany do takich warunków organizm. Chłód nigdy nie był jego sprzymierzeńcem. Otępiał go, pozbawiał orientacji w terenie, a z czasem i samego zmysłu równowagi. On jednak szedł dalej, stawiając stopy tam, gdzie wcześniej postawił łapy młody Elgard.
 Chris prędko stał się mniej rozmowny oraz mniej nerwowy niż wcześniej, czego jednak nie chciał dać po sobie poznać. Nadal był zły, lecz czuł się coraz bardziej bezradny. Nie prosił jednak o pomoc. Nie chciał jej otrzymać, dlatego, aby udowodnić swoją rację i pokazać, że faktycznie jest "silny" i "niezależny" od nikogo. Niestety był świadomy tego, że to kłamstwo, w które on sam chciałby wierzyć. Zimne krople deszczu kłuły jego wrażliwą, odsłoniętą skórę jak igły. Mężczyzna, zaciskając kły, starał się dotrzymać kroku Elgardowi i powstrzymać się od niekontrolowanych jęków oraz drżącego oddechu. Christopher tylko potrząsnął głową, gdy usłyszał w swojej głowie słowa widma, jak gdyby przekazując mu, że nie daje rady i jest gotów się poddać. I tak faktycznie było - reptilianin od razu ugiął lewe kolano, zatapiając je w gęstym błocie. Jego stan nie był tak poważny, jak się wydawało, a temperatura nie była na tyle niska, aby zmiennocieplne ciało zaczynało odmawiać współpracy. Jaszczur byłby w stanie iść dalej, lecz po prostu się bał. To był opór, który w normalnych - nie będących jedynie częścią treningu - warunkach mógł się dla niego bardzo, bardzo źle skończyć - I on to zrozumiał. Oparł dłoń na uniesionym kolanie i podniósł się.
 Poczuwszy na swoich biodrach silny ogon kompana, Chris stawiał chwilowy opór, ale ostatecznie zgodził się przyjąć pomoc młodzika, czego nie żałował. Obecność Elgarda dodawała mu otuchy, odwagi. Christopher zaczął doceniać samą jego obecność. Oparł się o niego bokiem, następnie opierając głowę na jego prawym ramieniu. Nie obchodziło go już to, jak to wyglądało. Reptilianin nadal drżał, a ciało zielonołuskiego pozostawało ciepłe. Chciał się jakoś ogrzać.
 Niespodziewany rozbłysk złocistej energii skutkował natychmiastowym schowaniem się Chrisa za plecami zielonołuskiego kompana i osłonięciem ręką wrażliwych na taką grę świateł reptiliańskich ślepi. Mężczyzna powoli uniósł wzrok, gdy tajemnicze światło zniknęło, a on sam mógł cokolwiek dostrzec. Ciepłe powietrze od razu otoczyło jego ciało, przyjemnie go ogrzewając. Oczywiście tylko przez chwilę było mu dobrze, ponieważ temperatura wciąż pozostawała wysoka. Wyższa, niż zazwyczaj. Reptilianin jednak o wiele lepiej znosił właśnie takie warunki. Omiótł wzrokiem okolicę, która zmieniła się nie do poznania. Spopielona ziemia, pochłonięte przez ogień korony drzew, czerwone sklepienie. Jaszczur długo nie mógł wydusić z siebie żadnego słowa. Po prostu patrzył, kompletnie osłupiały. Krajobraz nie przypominał mu niczego, co znał. Nie potrafił go do niczego porównać. Chyba jedynie do... piekła. Jaszczur kiwnął głową, posłusznie wykonując polecenie młodego widma i podążając za nim. Wtedy odważył się odezwać.
- Czy to wszystko wciąż jest prawdziwe? - zapytał z obawą, prawie depcząc Elgarda po łapach. - To nie jest żadna iluzja? - dodał, wyciągając rękę w kierunku najbliższego płomienia. Nie zamierzał go dotknąć, ani tym bardziej oddalać się w tym celu od towarzysza, przed czym ostrzegał go zielonołuski. Wystarczyło poczuć ciepło na opuszkach palców, aby stwierdzić, że ten ogień byłby w stanie ich zranić. Reptilianin zabrał rękę, trzymając ją blisko swego korpusu. Nie zamierzał przez nieuwagę dać się poparzyć. Ziemia pod nogami młodzików była ciepła, miejscami potrafiła poparzyć, jednak oboje mieli stopy pokryte łuskami, które w znaczącym stopniu potrafiły ich przed tym ochronić. Mężczyzna ponownie skupił spojrzenie na zielonołuskim.
- Dlaczego właściwie się skradamy? Tu niczego nie ma - tracimy tylko czas. Powinniśmy się pospieszyć. - rzucił cichą uwagą do Elgarda, patrząc na jego charakterystyczny i niesłyszalny chód, który Chris mimo swych wątpliwości starał się wiernie odwzorować.
- Nic nam nie zagraża. - powtórzył, rozglądając się dookoła. Nie dało się usłyszeć nic, oprócz towarzyszących im płomieni. Niczego nie było widać ani niczego nie było słychać. Elgard jednak z jakiegoś powodu zachowywał ostrożność. Christopher musiał zaufać jego intuicji. Wyostrzył wszelkie zmysły, obserwując otoczenie oraz drogę przed nimi. Trzymał ręce blisko swojej klatki piersiowej, wciąż towarzyszył mu lekki strach. Nie wiedział, czego może się spodziewać. Nie po takim miejscu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1496
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Aedroth-Et'Ada   Wto Gru 12, 2017 8:09 pm

NPC Storyline - Elgard|Kaartarn

Zielonołuski skinął łbem, nie dając Chrisowi jasnej odpowiedzi na oba zadane pytania, ponieważ oba nieco się od siebie różniły. A młodzik nie uważał by ten moment był najlepszym do skupiania się na dywagacjach nad realnością otoczenia. Zamiast tego przestępował z łapy na łapę, ostrożnie i powoli, pilnując gruntu pod nogami. Ogon delikatnie sunął za nim, co jakiś czas obijając się końcówką o stopy oraz nogi Chrisa co pozwalało młodemu widmu kontrolować dzielący ich dystans. A reptilianin za dużo gadał, rozpraszał go i nie pozwalał wychwycić dźwięków, które byłby w stanie normalnie usłyszeć. Zielony nie był jeszcze dorosłym widmem, jego ciało nadal się uczyło, przyzwyczajało.
Elgard zamarł nagle. Mięśnie spięły się gwałtownie, młody szarpnął ogonem. Chris, spoglądając na niego, wychwycił tylko, jak ten się obraca. Błyskawicznie, wargi były uniesione odsłaniając młode lecz gotowe na test - kły. Reptilianin nie miał szans ani czasu zareagować. Dostrzegł tylko, że łuski Elgarda zrobiły się ciemniejsze. Nie naturalnie, lecz przez padający na nie cień. Cień czegoś, co stało za nim. Zielony już o tym wiedział. Wyczuł, zrozumiał. Ogon wyszarpał się spod nóg kompana, lewa ręka wystrzeliła naprzód, łapiąc gada za prawe ramię. Nieostrożnie, pazury przecięły skórę niczym masło, dłoń zacisnęła się na ramieniu, a on poczuł silne szarpnięcie. Grunt urwał się pod nogami, a reptilanin został rzucony na ziemię za młodzika, przelatując po jego boku, gdy ten lekko obrócił korpus i zrobił miejsce. Brutalnie, aczkolwiek skutecznie. Christopher znalazł się na ziemi, za plecami Elgarda.
W tym momencie Chris usłyszał dźwięk przebijanych łusek, ciche jęknięcie zielonego. Krople jasnej krwi padły na czarną ziemię, a młody ryknął - przepełniony bólem i gniewem. Przed nim stała istota wzrostem sięgająca dorosłego Urkyn'Vareis. Dwa i pół metra potwora, czworonożnego. Przypominał mocno zmutowanego oraz przerośniętego nietoperza. Syknął, szarpnął wściekle widmem, przerywając ruch lewej - wolnej - ręki, którą ten już tworzył jakiś czar, przyzywał swą moc. Rzucił nim, jak szmacianą lalką, kilkanaście metrów dalej. Przez płomień, Elgard przeleciał proste przez płomień, rąbnął w ziemię, znów jęknął z bólu. Podniósł się lekko, na bok, oparł na prawej, rannej ręce. Przedramię było poszarpane, dziurawe, sączyła się z niego krew. Stwór trafił w tętnicę, zielony widział to oraz czuł. Tracił siły, a jego brak doświadczenia działał tylko na minus. Stwór doskoczył do niego, zielony przewalił się na plecy, podpierając na ramionach. Bestia była tuż nad nim, podnosząc prawą łapę i dźgając w dół. Pazury runęły na klatkę piersiową widma niczym włócznia, mając go zabić. Zielony się nie dał, lewa ręka wystrzeliła w powietrze, nie chwytając, lecz zbijając cios na bok. Pazury zaryły w ziemię. Stwór syknął i zaatakował z drugiej łapy, tnąc poziomo, płasko, po brzuchu młodego. Szybko i bezwzględnie, zielony ledwo zdążył wsunąć prawą, ranną, rękę na linię ataku. Kończyna znów została raniona, tym razem wzdłuż od łokcia po nadgarstek. Jednak zbił atak, pazury przesunęły mu po brzuchu, rozcinając łuski oraz wierzchnią warstwę skóry na szczęście tym kończąc. Nie mógł tak leżeć, bo zginie. Lewa ręka wystrzeliła do góry, szybko otaczając się zieloną energią, która przepłynęła po kończynie. Nie sięgnął celu, zielone światło pojaśniało tuż nad nim, zaraz na końcówce dłoni. Wtedy pojawiła się potężna, zielona smuga. Po niej - promień. Wystrzelił w górę niczym flara, wiązka przebiła bestię na wylot, cios trafił w czaszkę. Obaj mogli sobie zaszkodzić, jednak Elgard uczynił to skuteczniej. Truchło natychmiast padło z nóg, prosto na zielonego. Zgniotło go, ten znowu jęknął zabrudzony krwią potwora. Złapał bestię za ramiona i spróbował ją z siebie zepchnąć. Niepotrzebnie, bo truchło rozpłynęło się w powietrzu, a wraz z nim - okolica. Znów byli w lesie, bez burzy, bez mgły, wiatry czy ognia.
Łeb zielonego przesunął wzrokiem po okolicy, sprawdzając co się dzieje oraz gdzie jest jego kompan. Dokładnie tam, gdzie go rzucił. Za nim była wielka ściana. Dotarli na miejsce albo zostali przeniesieni. Wystarczyło tylko wspiąć się do góry. Zielona trawa, a zaraz przy niej - pionowa ściana. Pięćdziesiąt metrów w górę. Chwila wspinaczki. Spojrzał znów na Chrisa, a następnie padł łbem na ziemię, rozkładając ręce na boki i dysząc ciężko. Był zmęczony, bardzo zmęczony. Rany pozostały na swym miejscu, cztery ślady po cięciu pazurami na brzuchu. Lekkie, wręcz draśnięcia. Niemniej prawa ręka, przedramię dokładniej, mocno krwawiło. Kilka głębokich ran po kłach oraz dwie, wzdłuż przedramienia, po pazurach potwora. Zużył masę energii na ten atak, wykończył przeciwnika natychmiast. Nie chciał ryzykować. Teraz więc wywalił jęzor z lewej strony pyska i dyszał, leżąc. Potrzebował chwili. Tylko chwili. Nic nie mówił.

_________________

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Christopher Varcer

avatar

Liczba postów : 161
Data dołączenia : 19/03/2017

PisanieTemat: Re: Aedroth-Et'Ada   Sro Gru 13, 2017 9:39 pm

Jaszczur nie śmiał oddalać się od towarzysza nawet na chwilę. Musiał przy tym jednak uważać, aby nie nadepnąć na długi i giętki ogon młodego widma, który od czasu do czasu trącał nogi Chrisa, za każdym razem kierując tym jego ciekawskie, aczkolwiek wciąż zlęknione spojrzenie ku dołowi. Reptilianin chciał w jakiś sposób przerywać ciszę, gdy tylko trwała ona zbyt długo i zaczynała niepokoić go jeszcze bardziej, niż wcześniej. Wiedział, że mógł tym rozpraszać zielonołuskiego kompana, jednak stres był silniejszy. Nie przepadał za nim i próbował go jakoś stłumić, uspokoić się.
 O mało nie wpadł na Elgarda, kiedy to ten nagle się zatrzymał, choć przed nimi nie znajdowało się absolutnie nic. Christopher nie zdążył zapytać, co było tego powodem. Otworzył szeroko oczy, gdy dostrzegł ogromny cień, który momentalnie pochłonął sylwetkę jego oraz rówieśnika. Wizja, zmysły Christophera zamarły. Nie miał szans zareagować. Wszystko, jakby działo się w zwolnionym tempie. Młodzik odwrócił się, jego kły błysnęły w świetle płomieni, a po chwili chwycił jaszczura, zaciskając na jego ramieniu ostre jak brzytwa pazury i wyrzucając go za siebie, czemu towarzyszył bolesny i przerażony krzyk młodego reptilianina. Mężczyzna twardo upadł na prawe ramię i stęknął, ale szybko odwrócił głowę w kierunku towarzysza, słysząc jego jęki oraz wściekłe ryki. Na widok bestii Chris stracił głos, poczuł ucisk na krtani. Cały drżał, widząc, jak młodzik toczył z nią walkę zupełnie sam, po tym, jak go uratował. Jaszczur patrzył bezczynnie, od góry do dołu sparaliżowany strachem, lecz gdy czarny stwór wyrzucił młodzika przez ogień, Chris uwierzył, że widmo za chwilę może zginąć. Nie miał szans, potwór był zbyt silny, nieprzewidywalny, gwałtowny. Reptilianin zaczął krzyczeć najgłośniej, jak potrafił, błagać potwora, aby przestał i zostawił Elgarda. Wykrzykiwał to niemal przez łzy, jego głos drżał podobnie jak całe ciało, gdy widział dosłownie wszystko tuż przed sobą. Całą ich walkę, każde kolejne drapnięcie, ugryzienie, łuskę widma zabarwiają się szkarłatem. Głos Chrisa jednak gdzieś ginął w tle drastycznej walki. Zdawał się w ogóle nie istnieć. Mężczyzna nic nie mógł zrobić. Zamilkł, czując się zupełnie bezsilny. To nie była jego walka. Mógł być tylko biernym obserwatorem. Ani trochę nie dorównywał swoją siłą widmom i w żaden sposób nie potrafił pomóc. Bezsilność - tego uczucia jeszcze nigdy nie doświadczył.
Kiedy Chris uwierzył, że Elgard wraz z ostatnim upadkiem już się więcej nie podniesie, zauważył uniesioną rękę kompana, a po chwili wiązkę jasnego, zielonego światła, która w ułamku sekundy pozbawiła mroczną istotę życia, przebijając jej czaszkę. Reptilianin od razu chciał wstać, gdy truchło przygniotło Elgarda do ziemi, lecz jak się okazało - niepotrzebnie, ponieważ po bestii nie było już śladu. Tak samo jak... ze wszystkim
 Emocje mężczyzny uległy zmianie. Z przerażenia o życie kompana na gniew, aczkolwiek bardzo skryty i mniej widoczny w obecnej formie. Chris zdał sobie sprawę, że to wszystko wciąż było dziełem Kaartarna. Cała walka była jego pomysłem, testem. Przedstawieniem. Znaleźli się tuż przy ostatniej przeszkodzie - klifie.
 Chris jednak skupił całą swoją uwagę na Elgardzie, który upadł, wykończony starciem. Jaszczur był szczęśliwy, że młodzik wciąż żył, ale wiedział, że to nie był koniec.
- Elgard! - krzyknął przestraszony, wstając i od razu podbiegając do leżącego kompana. Christopher z paniką omiótł wzrokiem sylwetkę widma, oceniając jego stan. Zielonołuski był cały we krwi. Zarówno swojej, jak i pokonanej przez siebie bestii. Co gorsza, krwi było coraz więcej. Oddech Chrisa ponownie zaczął drżeć, gdy starał się znaleźć w kieszeniach spodni coś, co mogło pomóc. Opatrunek, jakakolwiek rzecz, która pomogłaby zatamować krwawienie. Wtedy przypomniał sobie, że wszystko, z czym przybył, zostało mu odebrane. W duchu powtarzał sobie, że musi się opanować i uspokoić. Znajdzie inny sposób. Musi jakiś być.
- Możesz poruszać prawą ręką? - zapytał cicho, skupiając wzrok na wspomnianej kończynie, która najbardziej ucierpiała w starciu. Chris nie był pewien czy nie doszło do złamania. To by bardzo skomplikowało sytuację, a konieczne było zmniejszenie upływu krwi.
Jeżeli kość pozostała nienaruszona, reptilianin ostrożnie oplótł palcami zranioną kończynę młodzika na wysokości przedramienia, przy nadgarstku. W przypadku widma, Chris musiał użyć obu rąk, aby go utrzymać.
- Będę ostrożny. - zapewnił, następnie powoli unosząc rękę powyżej poziomu serca widma. Gdy już to zrobił, czekał, nie mając pojęcia, jak jeszcze może mu pomóc. Błądził wzrokiem po okolicy, starając się ukryć przed nim swoją bezradność. Elgard mógł jednak poczuć, że ręce jaszczura zaczynały drżeć od narastającej presji. Chris bał się o towarzysza. Autentycznie się o niego bał.
Mężczyzna zacisnął kły i zawarczał cicho, nadal trzymając rękę Elgarda. Wiedział, że tylko jedna istota mogła im teraz pomoc. Obawy narastały, a wraz z nimi gniew reptilianina, którego nie potrafił już dłużej ukrywać.
- Czemu to robisz? To ma być ten trening? Właśnie tak traktujesz swoich uczniów?! - wykrzyczał w przestrzeń, szczerząc groźnie kły. Rozglądał się, szukając wzrokiem tego, który był za to wszystko odpowiedzialny.
- Chcesz nas zabić?! Taki z ciebie nauczyciel?! - zapytał, ani trochę nie spuszczając z tonu, wymierzonego bezpośrednio w starożytnego.
Idealna wizja tego miejsca gwałtownie się rozpadła. Chris niemal nazywał ten świat rajem. Był przekonany, że znalazł swoje miejsce. Że tutaj skończą się wszelkie jego zmartwienia. Prawda jednak okazała się zupełnie inna. Nie rozumiał jej. Może nawet nie do końca rozumiał, czym tak naprawdę były widma.
- Nie na to się godziłem... - wyszeptał ciszej, wracając spojrzeniem na leżącego Elgarda. Oby pomoc faktycznie nadeszła - w duchu modlił się o to. Elgard go uratował, poświęcił się dla niego, nawet jeśli tylko wykonywał powierzone mu wcześniej zadanie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1496
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Aedroth-Et'Ada   Nie Gru 17, 2017 10:02 pm

NPC Storyline - Elgard|Kaartarn

Elgardowi nie było zbyt spieszno do podnoszenia się z trawy. Zielonołuski przestał nagle przypominać istotę, którą można tytułować mianem "zielonego". Łuski były zabłocone, pokryte ziemią, a do tego zalane krwią. Na korpusie młodego widma, była to głównie krew potwora, z którym walczył. Prawa ręka to w znacznej części była jego własna, nadal sącząca się krew. Najmniej ubrudzoną częścią ciała młodzika, wydawał się być jego ogon. Choć bardziej część mniej więcej w połowie długości kończyny, gdyż sama końcówka również zmieniał kolor z zielonego, na błotnisty.
Słysząc swe imię, Elgard schował na chwilę jęzor i podniósł łeb nieco do góry, by dostrzec dobiegającego do niego Christophera. Kiedy jego kompan poszukiwał desperacko czegokolwiek, czym mógłby zatamować krwawienie, młodzik wsłuchał się w rytm jego serca. Ciężko było nie dostrzec, że reptilanin był zdenerwowany. W przeciwieństwie do niego, widmo stawało się coraz spokojniejsze. Zagrożenie zostało zażegnane, byli prawie na miejscu, mając jeszcze trochę czasu w zanadrzu. Młody wręcz czuł, jak jego tętno spowalnia. Wymuszanie posłuszeństwa wobec własnego ciała, było jedną z lekcji, jakie musiały przyswoić sobie widma. Stąd krwawiąca kończyna zwolniła nieco z uszczuplaniem zapasu jego krwi. Na pytanie, nie odpowiedział. Zacisnął tylko palce prawej dłoni w pięść, mogąc najzwyczajniej poruszyć dłonią. Nerwy nie zostały przerwane, choć lekkie zaciśnięcie kłów świadczyło o tym, że ruch powodował u niego ból. Zielony syknął cicho, kierując spojrzenie na swój nadgarstek, gdzie dłonie Chrisa objęły kończynę i uniosły ją do góry. Krwawienie nieco spowolniło, choć nie było to aż tak odczuwalne. Zmęczenie robiło swoje. Zamiast strumienia, na trawę spadały krople krwi. Ślepia widma przesunęły się na pysk reptilianina, gdy czuły słuch wychwycił warkot. Kompan zaczął krzyczeć, a Elgard... zaniemówił. Czyż ten z którym teraz współpracował, na prawdę upadł tak nisko, by rzucać oskarżenia pod adresem starożytnego? Łeb delikatnie przekręcił się na bok, wsłuchując się w słowa. Nie mógł też powiedzieć, że go to nie drażni. Czuły słuch wystawiany był właśnie na próbę. Wraz z jego cierpliwością.
Wszystko nagle ucichło. Szum wiatru, szelest liści, a nawet dźwięk wody pochodzące z niedalekiej rzeki. Cisza. Gdy wzrok młodego reptilianina powędrował w kierunku Elgarda, jego oczom objawił się... cóż, unieruchomiony obraz. Jak gdyby ktoś klikną pauzę na filmie. Zielony miał wzrok wbity w Chrisa, jednak w żaden sposób się nie poruszał. Krew nie ciekła, a jedynie zamarła. Klatka piersiowa nie poruszała się, nawet nie mrugał. Czas stanął. Ostatecznym potwierdzeniem domysłu, mogła być unosząca się w powietrzu, pod podniesioną ręką, kropla krwi. Akurat miała skapnąć n trawę. A wszystko się zatrzymało. Białe światło rozjaśniło przestrzeń przed gadem, formując się w postać długiej, wielkiej istoty. Świetlista aura otaczała coś, co wyglądało jako smok. Rodem z legend, gier czy filmów - które zapewne Chris poznał na Ziemi. Czworonożna istota, stwór długi był na jakieś siedem metrów (od pyska do końca ogona), może więcej. Był masywny, wielki, umięśniony. Mierzył trzysta sześćdziesiąt dwa centymetry wzrostu. Całe ciało pokryte było pięknym, jasnym łuskami o tarczowej budowie. Niektóre były mniejsze, inne większe, idealnie dopasowane do ciała, nie krępowały ruchów. Łuski miały na sobie wzory, jak u młodzików, które reptilanin widział wcześniej, podczas ich treningu. Najróżniejsze pasy, malowania, niczym tatuaże podkreślające wygląd bestii. Dominowała na nim kolorystyka śnieżnobiała, połączona z widocznym, aczkolwiek podobnym kolorem srebrnym. Momentami łuski pozostawały nieco ciemniejsze, jakby ciemnoszare. Nie było to jednak dobrze widoczne przez aurę, która otaczała ciało istoty. Aura była jasna, biała. Nieco rozmywała wygląd bestii, nie pozwalając się dokładnie przyjrzeć. Łeb stwora pokryty był kolcami, podobne ciągnęły się po karku oraz grzbiecie, aż po ogon - do końca. Masywne łapy zakończone były czterema palcami u każdej, a te z kolei, zwieńczone wielkimi, ostrymi pazurami. Budził respekt, szacunek, jednak nie grozę. Jaszczur nie był w stanie odczuwać strachu względem istoty, która mu się objawiła. Stwór powolnym krokiem zbliżył się do dwójki młodzików. Srebrzyste, jasne i typowo gadzie ślepia zmierzyły ich obu, światło delikatnie musnęło ich ciała. Dostarczało ciepło, przyjemnego mrowienia, jakby wracała energia.
/Mały braciszku.../ Zaczął stwór. Określenie to wydało się Chrisowi dziwnie bliskie. Stojąca przed nim istota była jego bratem. Ta ogromna, kilkutonowa bestia. To był jeden z Urkyn'Vareis. Nie wyglądał, jak Christopher, nie przypominał go. Ale reptilanin wewnętrzne czuł, że stał przed nim członek rodziny. Brat. /Nic złego się wam nie dzieje. Twój brat jest widmem. Urkyn'Vareis./
Odezwał się stwór, pochylając swój łeb i sięgając prawą, wielką łapą w ich stronę. Łapa delikatnie oparła się na podniesionej ręce, uwalniając spod siebie jasne światło. To przeszyło ciało Elgarda, wchodząc od środka. Żyłami i tętnicami podążyło wzdłuż linii organizmu, zasklepiając wszelakie rany, regenerując uszkodzenia oraz niwelując negatywne efekty walki.
/Jesteś na swoim miejscu. Wśród tych, którzy chronią./
Obwieścił gad. Jego głos był łagodny, ciepły, przyjazny. Jakby mógł go słuchać przez cały dzień i ciągle nie mieć dość. Biała łapa przesunęła się, podniosła i wsparła delikatnie na ramieniu Chistophera. Energia weszła w jego ciało, podążając - jak u zielonego - przez żyły i tętnice. Gad poczuł, jak wraca mu energia, jak nerwy odchodzą w zapomnienie, rany goją się, a ból zanika. Przez różnicę rozmiaru, widmo oparło tylko palec łapy na ramieniu młodego osobnika. Łuski były bardzo ciepłe, przyjemne w dotyku. Jakby skądś już je znał, bardzo dobrze. Przy tym twarde i wytrzymałe, idealnie dopasowane. Dotyk nie trwał długo. Srebrno-biały stwór cofnął swą łapę, pochylając przed Chrisem swój łeb. Zamknął na chwilę swe ślepia, kłaniając się przed młodym stworzeniem. Gdy ponownie je otworzył, ich wzrok zetknął się. Chris znał tą istotę, mógł być tego pewien. Chwilę później, zjawa zniknęła. Stworzenie rozpłynęło się, niczym mara, mgła. Pozostawił po sobie spokój.
Czas znów ruszył. Elgard szarpnął się do góry, prawie zwalając gada na ziemię, przez dłonie oparte na jego nadgarstkach. Gwałtownie rozejrzał się po okolicy, czuł silną magią, potężną moc starożytnych. Nie wiedział tylko, do kogo ta moc należała. Zielone ślepia krążyły po okolicy, łeb gwałtownie obróci się ku Chrisowi.
/Christopher!/
Rzucił młody stwór, zarzucając ręce przed siebie i łapiąc nimi za ramiona reptilanina. Wzrok przesunął się kilkakrotnie w górę i dół, od łap po czubek głowy. Zielony mierzył go spojrzeniem, szukając ran, zmian. Nie czuł nic. Nie czuł magii, nie czuł żadnej energii. Jego umysł niczego mu nie powiedział. Coś się tu stało, a on nie wiedział co. Zielony zatrzymał się, znieruchomiał z rękoma opartymi na ramionach kompana. Siedział, wyprostowany, z nogami przed siebie. Ogon szurał po trawie w lewo i prawo. Nadal byli brudni, jednak przy tym - cali i zdrowi. Dosłownie, zdrowi. Jak po śnie.
/Wszystko... w porządku? Możemy iść dalej?/
Zapytał czujnie młody, dalej wpatrując się w kompana niczym w złoto. Śledził każdą jego reakcję, pilnował każdego, najmniejszego ruchu. I trzymał, niezbyt mocno ale pewnie. Jakby bał się, że reptilanin rzuci się do ucieczki.

_________________

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Christopher Varcer

avatar

Liczba postów : 161
Data dołączenia : 19/03/2017

PisanieTemat: Re: Aedroth-Et'Ada   Pią Gru 22, 2017 11:16 pm

Stan Elgarda pogarszał się. Mężczyzna czuwał przy nim i nie odstępował go na krok, lecz nie mógł zrobić dla niego nic więcej. Jaszczur silnie wierzył, że Kaartarn przybędzie, bez względu na to, jakie będą tego konsekwencje. Christopherowi zależało tylko na tym, aby jego kompan przeżył, był zdrowy i pełen energii jak dawniej. Jaszczur nie rozumiał, czemu tak mocno wszystkiego doświadczał. Gniew mieszał się ze smutkiem (może nawet z rozpaczą) i poczuciem bezsilności. Gdyby ktoś wsłuchał się w głos Chrisa, mógłby usłyszeć w nim coś więcej niż wściekłość. To była troska o czyjeś dobro. Silna i potężna wola walki - nie w imię własne, a w imię cierpiącego i bezbronnego młodzika. Nie otrzymując żadnego znaku od wiecznego suwerena, reptilianin zacisnął powieki i opuścił głowę, skronią dotykając uniesionego ramienia widma.
 Otworzył oczy dopiero, kiedy wokół nastała cisza większa, niż wszystkie poprzednie. Teraz nie zakłócał jej nawet powiew wiatru, a jedynym dźwiękiem, jakie mogły odebrać jego wyczulone uszy, było bicie jego własnego serca. Jaszczur powoli uchylił powieki, unosząc jednocześnie głowę i kierując spojrzenie złotych ślepi na postać zranionego młodzika, wyczuwając dziwną, trudną do opisania zwykłymi słowami - zmianę. Wtedy dostrzegł przed sobą obraz, jakby zamrożony w czasie. Elgard nie poruszał się i choć początkowo zastygły towarzysz, sprawiający wrażenie martwego, przestraszył reptilianina, ten zorientował się, że działo się coś innego. Badawczym wzrokiem omiótł sylwetkę widma, dostrzegając przy tym kroplę krwi, skapującą z ręki gada, jednakże ona również zamarła.
- Elgard? - wyszeptał, w szoku nieco rozluźniając uścisk palców, którymi utrzymywał kończynę, lecz nie otrzymał żadnej odpowiedzi. Źrenice młodzika wciąż wpatrywały się w twarz Chrisa. Zaniepokojony jaszczur delikatnie zmarszczył brwi i przełknął ślinę, uspokajając przy tym swój nierównomierny i głośny oddech, który wcześniej trudno było mu opanować.
Nagle oślepiło go jasne światło, które swoją drogą oślepiało go tutaj zdecydowanie za często. Chris syknął cicho i schylił korpus, nie puszczając ramienia widma. Gdy ślepia reptilianina ponownie zwróciły się w przestrzeń, ujrzał potężnych rozmiarów istotę. Bestię, zbliżoną wyglądem do stworzeń, które do tej pory widywał tylko w baśniach - smoka. Czworonożne stworzenie otaczała śnieżnobiała, nadnaturalna poświata oraz nie dało się go w pełni dostrzec. Zdawało się nienamacalne, zupełnie, jakby Chris stanął oko w oko ze zjawą. O wiele większą od niego oraz Kaartarna.
 Mężczyzna jednak nie okazywał strachu, wpatrując się w stwora z lekko pochyloną głową. Nie wstawał z miejsca, nie rozglądał się w celu znalezienia drogi ucieczki - nadal klęczał i po prostu patrzył, niedowierzając. Istota zbliżyła się do nich obydwu, a wraz z jej bliskością i samą obecnością, Chris poczuł powracające siły, ukojenie. Przestał oddychać przez pysk i delikatnie zmrużył ślepia, oddając się temu ciepłemu uczuciu oraz tej mocy. Palce umieszczone na nadgarstku Elgarda lekko rozluźniły się, podobnie jak spięte do tej pory całe ciało jaszczura.
 Słysząc określenie, jakie nadał mu białołuski, reptilianin spojrzał ku górze, na pysk przybysza, otwierając szerzej oczy i utrzymując z nim stały kontakt wzrokowy. Nie patrzył na niego jak na obcego. Zdawało mu się... Nie... Był święcie przekonany, że skądś znał tę istotę... była mu zbyt bliska. Niewidzialna więź między nimi przeplatała się wzajemnie. Była ona bardzo silna. Tak, jakby byli z tej samej krwii. Wieść o posiadaniu brata odbiła się echem w jego głowie, zatłoczonej setkami pytań, których Chris nie ośmielił się zadać istocie.
Obserwował, jak gad przekazuje swoją energię pozostającemu w bezruchu poważnie rannemu młodzikowi, przy którym Chris cały czas czuwał. Jaszczur nie sprzeciwiał się temu, wiedząc, że stworzenie nie chce skrzywdzić żadnego z nich. Pozytywna aura nie opuszczała reptilianina. Czuł się przy nim bezpieczniej niż gdziekolwiek indziej. "Jesteś na swoim miejscu. Wśród tych, którzy chronią." - powiedział bezskrzydły smok. Uzupełnieniem słów bestii było dotknięcie również podrapanego ramienia Christophera. Ten dotyk był dla niego bardzo znajomy, nie walczył z nim i w pełni mu się oddał. Jaszczur zamknął oczy, oddychając głęboko, a następnie je otworzył, gdy dłoń istoty oddaliła się, a po wcześniejszych obrażeniach nie było żadnego śladu. Teraz oba młodziki były w pełni zdrowe, wypoczęte.
 Zjawa ukłoniła się przed reptilianinem, zbliżając do niego swój potężny łeb. Christopher spojrzał prosto w ślepia białołuskiego i po chwili uniósł prawą rękę, pragnąc musnąć palcami pysk przybysza. Początkowo bardzo nieśmiało, umieścił dłoń na czole wielkiej bestii i wolnym ruchem, powoli skierował ją niżej, głaszcząc tak pysk stwora do jego samego krańca. Opuszkami palców czuł skomplikowaną strukturę ciepłych i przyjemnych w dotyku łusek. Znał je... Mężczyzna powtórzył tę czynność jeszcze dwa razy - wciąż tak samo delikatnie oraz badawczo. Potem zatrzymał dłoń i zwrócił swe spojrzenie na ślepia przyjaźnie nastawionej bestii. Nie potrzebował słów, aby móc się z nią porozumieć.
 Niestety białołuski musiał odejść i zostawić ich już samych. Dłoń jaszczura straciła oparcie i istota wkrótce się rozpłynęła na jego oczach. Chris patrzył tępo w przestrzeń przed sobą, wyłączył się. Był osłupiony całym zjawiskiem i dopiero nagłe szarpnięcie Elgarda sprowadziło go z powrotem na ziemię. Zachłysnął się powietrzem i spojrzał na młodzika, na nowo mającego intensywne, zielone i pełne życia barwy. Reptilianin wydawał się być wszystkim tak samo zaskoczony, co młodzik, jednakże Chris w pełni skupił swoją uwagę na Elgardzie, upewniając się, że nic mu już nie grozi, a wszelkie rany były już tylko przeszłością. Reptilianin wciąż z zewnątrz wyglądał na zaskoczonego, ale w środku promieniował radością na widok zdrowego kompana, który teraz martwił się o zdrowie jego samego. Jaszczur po chwili wahania skinął głową, nie będąc pewnym czy powinien mówić o tym, co się wydarzyło. Zdecydował się nie poruszać tego tematu, przynajmniej dopóki sam - na spokojnie - go sobie nie uporządkuje w głowie.
- Tak, tak. Wszystko w porządku. - zapewnił z humorem, kładąc dłoń na jednej z rąk młodzika, z niemą prośbą puszczenia go. Elgard przy okazji trochę go ubrudził błotem, ale jaszczur nie zwrócił na to szczególnej uwagi. Wstał i odczekał, aż młode widmo również wstanie, po czym spojrzał wysoko w górę, ku szczytowi klifu, stając ramię w ramię z zielonołuskim. Klif robił wrażenie.
- Czyli to... ostatnia przeszkoda? - zapytał, powoli podchodząc do ściany. Położył na niej obie dłonie i odwrócił głowę ku młodzikowi. Gdy ten już stanął obok, Chris zaczął kombinować, próbując wdrapać się na ścianę. Robił to ostrożnie, lecz dość nieumiejętnie. Mimo wrodzonego talentu do wspinaczek(, który ukazywał się za czasów dzieciaka, kiedy to jeszcze wdrapywał się na domowników jako jaszczurko-podobna istota,) reptilianin musiał wzorować się na poczynaniach Elgarda. Obserwował każdy jego ruch. Umiejscowienie nogi, odpowiednie miejsce w ścianie do chwycenia się, ale potem dawał sobie radę. Miał w sobie mnóstwo nowej energii oraz siły. Zresztą nie tylko on... Pozostało mieć nadzieję, że najgorszy etap już mają za sobą. Byli już tak blisko...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1496
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Aedroth-Et'Ada   Sob Gru 23, 2017 8:46 am

NPC Storyline - Elgard|Kaartarn

Elgard obrócił swój łeb delikatnie na bok, wpatrując się nadal w kompana. Przeszło go dziwne uczucie, kiedy to jednocześnie mu wierzył oraz za bardzo nie chciał. Niemniej finalnie skinął swym łbem w zrozumieniu, uznając, że cokolwiek się to wydarzyło - nie musiał tego rozumieć. Gry i sztuczki zarówno starożytnych oraz egzekutorów nie były tutaj niczym... dziwnym. Tylko dlaczego ktoś im przerwał?
Dłonie zsunęły się z ramion reptilianina, a zielony jeszcze raz wrócił wzrokiem do siebie. Obejrzał swe prawe przedramię, które zapamiętał poszarpane. Lewa dłoń przesunęła po brzuchu, nie wyczuwając najdrobniejszego zadrapania. Potrząsnął łbem, a następnie szarpnął nogami do tyłu, nad siebie. Wybił je do góry, podparł się dłońmi na trawie, wykonując tym przewrót w tym przed ramię, co umożliwiło mu szybkie stanięcie na nogach. Bynajmniej nie było to "chwalenie się" bo sam zabieg był prosty. Tak samo, jak był prostszy i szyby, od powolnego wstawania. Spokojnym krokiem zbliżył się do kompana, stając nim ramię w ramię. Wzrok uniósł w górę, mierząc ostatnią czekającą ich przeszkodę, a przy tym skinął szybko łbem. Tak, to była ich ostatnia przeszkoda. I byli dość do przodu, jeśli chodziło o czas. Biorąc pod uwagę, że ich ciała były świeże, bez ran i zmęczenia - pokonanie ściany nie będzie problemem. Na pewno nie to planował Kaartarn. A może? Nie było jednak czasu na zamyślenie. Elgard podszedł do ściany, podnosząc prawą rękę i pazurami przesuwając po kamieniu. Charakterystyczny dźwięk wytworzył się, gdy pazury młodego widma zaczęły rysować i zdzierać warstwę tworzącą ścianę. Zielony testował jakość oraz wytrzymałość skały. Sprawdzał czy jego pazury spokojnie zatopią się w kamieniu oraz czy ten sam w sobie nie jest śliski. Co byłoby bardzo charakterystyczne przy tego typu teście. Nie nazwałby takiego zabiegu złośliwością, gdyż jeden z braci opowiedział mu kiedyś, że zdarzyła mu się podobna historia.
Jeszcze raz zerknął na Christophera, znów miał ruszyć przodem. Nic więc, ugiął lekko kolana, podskoczył i chwycił dłońmi za wystające wypustki, zaciskając na nich pazury. Niezbyt mocno, by nie ukruszyć skały. Podciągnął się następnie na samych rękach, aż łapy znalazły jakieś podparcie. Następnie zaczął się wspinać. Szło mu to dość sprawnie. Wzrokiem wyszukiwał kolejnych miejsc, czy to wystających elementów kamienia czy wgłębień. Podnosił rękę w góry, łapał za to miejsce dłonią. Upewniał się, ze nie oderwie kamienia od skały, a następnie podciągał się do góry. Łapy szukały kolejnego miejsca wsparcia lub zaciskał pazury na ścianie. W ten sposób szybko podróżował w górę, bardzo sprawnie oraz naturalnie. Znów ciężar wydawał mu się nie przeszkadzać. Tak samo skała nie wydawała się specjalnie bardziej niezadowolona z faktu, że prawie dwutonowe stworzenie się do niej przykleiło. Kontynuując marsz ku górze. Wszystko było w porządku, do momentu w którym nie poczuł, że brakuje mu miejsca do chwycenia dłonią. Młodzik zatrzymał się, spoglądając w górę i widząc, że trafił na jakiś felerny kawałek ściany o sporej szerokości, gdzie skała nie była wydrążona, tylko bardziej sprasowana. Bez nierówności i czegokolwiek, co mogło mu ułatwić życie. Delikatny warkot wydobył się z jego gardła, kiedy to zielony zaczął szukać rozwiązania problemu. Pierwszą myślą była zmiana formy, większe ciało, dłuższe pazury. Wziąłby kompana na grzbiet, jednak... nie potrafił tego zrobić na poczekaniu. Prawdopodobnie odpadłby od skały i wylądował na dole. Potrzebował innego pomysłu. Wpierw wyciągnął rękę nad głowę, na wysokość potencjalnego uchwytu. Następnie szarpnął tą samą ręką, wbijając pazury w skałę. Nie było to takie łatwe, gdyż jego ciało nie posiadało jeszcze właściwości dorosłego widma. Kilkoma szybkimi ruchami, wyciągając rękę i wbijając ją ponownie, wydrążył sobie kolejne miejsce na uchwyt. Tylko zajęło mu to dobre kilkanaście sekund. A do góry brakowało im jakichś piętnastu metrów. Znów wzrok powędrował do góry. Będzie to robił do jutra. Ogon machnął nad głową Christophera, a zamyślony młodzik wpadł na jeszcze jeden pomysł. Jego ciało otoczyła zielona energia, on sam zamknął swe ślepia i zamarł w bezruchu. Zaczął szukać całej wody w otoczeniu, zbierać ją i przywoływać do siebie. Wilgotne powietrze, znajdująca się dalej rzeka. Uformował wodę w kilkadziesiąt małych szpikulców, które nadleciały z daleka. Pokierował nimi szybko oraz precyzyjnie, wbijając je w skałę nad sobą i tworząc swoistą drabinkę, poziome pasy po których mogli swobodnie wspiąć się do góry. Jako, że ich wzrost był praktycznie identyczny, to nie musiał wysilać się z dopasowaniem wszystkiego "mniej więcej". Po prostu przyjął metr osiemdziesiąt za bazę. Szybko opanował również kwestię śliskiej od wody, skały. Nawet na chwilę nie wypuścił, mocą, wody. Stąd, gdy wydrążył skały, odrzucił wodę z dala od nich, tworząc coś na wzór wiadra wody wylanego za okno. Plask odbił się echem na dole, gdy woda spadła na trawę. Zielona energia zniknęła z ciała młodzika, a on znów ruszył do góry, rozglądając się i chwytając pazurami za wydrążone miejsca. Było teraz znacznie łatwiej, gdyż wchodziło się, jak po drabinie.
Przy samym szczycie, młody przesunął się nieco na bok, robiąc Christopherowi miejsce obok siebie. Dzięki temu wejdą na górę równocześnie. Stąd zatrzymał się i poczekał, spoglądając wymownie na swego kompana. Było to bardzo naturalne oraz wskazane zachowanie, gdyż wroga rywalizacja nie była wśród widm promowana, natomiast współpraca i jedność - były nagradzane.
/Dotarliśmy!/
Odezwał się zadowolony, a ekscytacja nie tylko prezentowała się w postaci uśmiechu na jego pysku. Słyszalna była już w samym głosie. Elgard znajdował się po lewej stronie, Christopher po prawej. Zanim ruszyli dalej, obaj zostali chwyceni za przedramiona. Zielony za prawą rękę, a reptilianin za lewą. Nie trzeba było specjalnie się domyślać, kto to był. Czarne łuski, olbrzymie przedramiona, płytowy układ pancerza. Do tego wielki pysk nad nimi, zwieńczony złotymi ślepiami. Czarnołuski chwycił ich pewnie, po czym podciągnął do góry, znacząco ułatwiając wejście do końca. Nie musieli już wspinać, bo starożytny sam ich podniósł.
Kaartarn szarpnął ich w górę, a następnie sam przechylił się do tyłu, wciągając ich natychmiast na grunt i cóż... przewalając na ziemię wraz ze sobą. Czarny padł na grzbiet, natomiast oba młodziki wylądowały po jego bokach, na brzuchach. Złoty puścił ich ręce, po czym przesunął swe dłonie nad nich, kładąc im je na głowach i delikatnie przeczesując... łuski, kolce i cokolwiek tylko mogli na nich mieć. Swoista nagroda za dobrze wykonane zadanie, od opiekuna skierowana do jego podopiecznych. Niczym ojciec głaskający swych snów. Niemniej było to bardzo naturalne, pomiędzy starożytnymi, a podporządkowanymi im widmami. Zazwyczaj ze wszystkimi mieli tego typu relację, rodzic-potomek. Pomimo, że było to bardziej kulturowe.
/Udało wam się. Wiedziałem, że wam się uda./
Odezwał się złotołuski, spoglądając na obu bardzo opiekuńczo, z uśmiechem na pysku. Elgard pochylił lekko łeb i zamknął na chwilę oczy, po czym podniósł wzrok na starożytnego, mruknął cicho z aprobatą. Prawą dłoń wsparł sobie na ramieniu Kaartarna, a lewą na jego bicepsie, tworząc sobie swoistą podporę z rąk. Nie przerywał mu, a złoty kontynuował.
/Jak wasze wrażenia? Jakie odczucia? I co wydarzyło się tam, na dole...?/
Suweren zasypał ich pytaniami, ton jego głosu był spokojny, wręcz kojący. Elgard wyrwał się do przodu, nieco przesadnie, jednak chciał nadać rytm tej odpowiedzi. Pomimo tych wszystkich wydarzeń, rozpierała go pozytywna energia. Był zadowolony, postawiono przed nimi wyzwanie, a oni dali radę je wspólnie ukończyć.
/Wspaniałe. Nie było najprościej, jednak nie zwątpiliśmy. Czym było to stworzenie?/
/Zwie się je "Duranwor". Proste bestie pochodzące z przestrzeni między wymiarowej. Groźne, gdy niedocenione. Proste, w swych instynktownych zachowaniach./
Odparł złoty, na co Elgard skinął mu łbem ze zrozumieniem. Wzrok starożytnego powędrował do Christophera, łeb obrócił delikatnie na bok. Spoglądał na niego pytająco. Chciał poznać jego opinię, odczucia. Oczywiście, umysł już mu sprawdzał. Nie mógł jednak niczego znaleźć. Nie dał tego po sobie poznać, jednak intrygowało go zajście na dole. Coś tam się wydarzyło, coś co postawiło go w dużym znaku zapytania. A jednak moc, która tam się objawiła, zablokowała mu dostęp do tych wspomnień reptilianina. Lub uczynił je niedostępnymi dla innych. Niezrozumiałymi. Nie było tam nic.

_________________

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Christopher Varcer

avatar

Liczba postów : 161
Data dołączenia : 19/03/2017

PisanieTemat: Re: Aedroth-Et'Ada   Pon Gru 25, 2017 10:50 pm

Christopher radził sobie coraz lepiej, zaczynając doceniać atrybuty swojego jaszczurzego ciała. Musiał teraz polegać głównie na nich, choć początkowo robił to kompletnie nieświadomie. Długie pazury idealnie pomagały mu w wspinaczce, gdyż zapewniały lepszy chwyt, a tym samym dawały lepsze zabezpieczenie przed upadkiem. Chris korzystał nie tylko z pazurów na dłoniach, ale i na stopach - często ich nie doceniał, a teraz potrafiły one znacząco ułatwić mu zadanie.
 Mimo iż mężczyzna na starcie trzymał się nieco z boku i kreował własną trasę, to zauważył, że Elgard przemieszcza się szybciej od niego i jego droga była o wiele bardziej bezpieczna. Reptilianin postanowił wspinać się tuż za nim i stawiać kończyny dokładnie tam, gdzie wcześniej robił to Elgard. Przedtem jednak, gdy znajdowali się już parę dobrych metrów nad ziemią, Chris popełnił błąd i fragment skalny pod jego prawą dłonią oderwał się pod wpływem nacisku oraz obciążenia. Reptilianin szarpnął ręką, pozbawioną teraz jakiegokolwiek punktu zaczepienia i krzyknął przerażony, patrząc w dół i przyprawiając tym siebie o jeszcze większy atak paniki. Na szczęście szybko udało mu się złapać równowagę oraz miejsce do chwycenia się, czystym przypadkiem, bo jeszcze chwila i na pewno by spadł. Przylgnął całym ciałem do niemal pionowej, zimnej ściany, nie odważając się zbyt prędko na jakikolwiek nowy ruch. Spojrzenie w dół było najgorszą rzeczą, jaką mógł zrobić. Bywał wyjątkowo strachliwy w nowych sytuacjach, lecz potrafił też szybko się do nich dostosowywać, co zresztą było cechą jego rasy. Zwężone od napadu strachu źrenice trzeźwo oceniły sytuację, a serce na nowo zaczęło bić w bardziej spokojnym rytmie. Potrzebował na to chwili oddechu. Mężczyzna oderwał policzek od skalnej ściany i spojrzał w górę - na Elgarda, który również natrafił na jakieś problemy. Natrafili na ślepy punkt, droga nie była możliwa do przejścia... a przynajmniej tak się na początku wydawało. Reptilianin zamrugał, obserwując całe spektakularne (szczególnie dla niego) zjawisko i niesamowicie pomysłowe rozwiązanie młodego widma. Zdolności nad kontrolą żywiołu wody Elgarda, które wydawały się nie mieć teraz żadnego wykorzystania, udowodniły, że tego żywiołu nie należy lekceważyć. Woda skruszyła skały nad nimi z mistrzowską precyzją. Aż strach pomyśleć, jaką krzywdę mógł wyrządzić taki atak żywej istocie. Christopher jednak o tym nie myślał. Po prostu wspinał się dalej za zielonołuskim, z cichym zachwytem umieszczając ręce na wydrążonych miejscach. Do tej pory myślał, że skały nie jest w stanie zniszczyć żaden żywioł, a teraz nie miała ona najmniejszych szans w starciu z wodą. Pozory potrafią być mylące.
 Pozostało jeszcze kilka kroków, chwytów i na końcu... udało im się dotrzeć na san szczyt! Wraz z radosnym okrzykiem zielonołuskiego, oczy Chrisa zabłysły prawdziwą radością i satysfakcją. Nie było w nich ani śladu wcześniejszego gniewu, strachu czy żalu. Jakby właśnie wszystkie trudny zostały mu wynagrodzone. Odwzajemnił Elgardowi uśmiech, nie mogąc się powstrzymać od krótkiego śmiechu, pełnego dumy. Po chwili zamilkł, akurat gdy miał już postawić nogi na równym podłożu, czując chwyt za swoje przedramię. Nie przestraszył się i  jego złote ślepia od razu odnalazły pysk Wiecznego Suwerena. Nawet nie zdążył zniknąć uśmiech na pysku reptilianina, nim został podciągnięty ku górze i krótki lot obu młodzików zakończył się miękkim lądowaniem na ziemi, tuż przy bokach Kaartarna.
Jaszczur nie potrafił wyrazić, jak się cieszył na ponowne spotkanie swojego mentora. Mimo przebytych żalów i przykrych doświadczeń, teraz czuł się bezpiecznie. Kiedy dłoń starożytnego zaczęła gładzić go po głowie, Chris nie umiał powstrzymać się od przymknięcia powiek i oddaniu się tej nagrodzie. Może nikt nie zauważy... Otworzył ślepia po usłyszeniu pierwszych słów czarnołuskiego i spojrzał na niego, obracając się delikatnie na bok, podobnie jak zrobił to Elgard.
Chris odwzajemnił nieśmiało uśmiech i na tym zakończył, wsłuchując się w wyjaśnienia mistrza odnośnie napotkanej przez nich nietoperzo-podobnej bestii. Reptilianin wchłaniał każde jego słowo, każdą informację. Chciał wiedzieć wszystko i jeszcze więcej, jednak gdy ślepia starożytnego spoczęły właśnie na nim, Chris wyglądał na zmieszanego i jego oczy skierowały się na bok. Pazury reptilianina delikatnie zacisnęły się na łuskach na ramieniu starożytnego, po czym rozluźniły - zrobił to kilka razy, zanim zdecydował się ponownie spojrzeć na oblicze mistrza.
- Nie spodziewałem się takich wyzwań. Na wiele rzeczy nie byłem przygotowany, brakowało mi doświadczenia, wiedzy. - wyznał z cichym żalem, wymieniając wzrok z Elgardem. Po chwili, uśmiechnął się. - ... jednak Elgard bardzo mi pomógł. To dzięki niemu wiele się nauczyłem i ... jeszcze nigdy nie widziałem, aby ktoś tak się poświęcał dla dobra innych. To było naprawdę coś wielkiego. - powiedział, w domyśle nawiązując do spotkanej i uśmierconej bestii. Elgard wykazał się wtedy prawdziwym heroizmem, odwagą. I to taką, której Chris nie znał nawet z filmów.
- Tylko... wydarzyło się jeszcze coś. Nie potrafię tego wyjaśnić... Nie wiem, co to było. Tam na dole... - przerwał, kierując wzrok prosto na ślepia Elgarda. W oczach Chrisa było widać obawę, jak gdyby bał się tego, że mu nie uwierzą.
- ... Tam na dole kogoś widziałem. Pojawił się nagle, znikąd... Wsz-wszystko się zatrzymało. Pojawił się jakiś wielki srebrno-biały smok. Tylko ja go widziałem. O-on... świecił się. Pomógł Elgardowi i mnie. Wyleczył nam rany. Sprawił... J-ja, ja nie potrafię tego wyjaśnić, ale czułem się j-jakbym go znał od dawna. Nie powiedział, jak miał na imię, ale o-on mnie nazwał swoim bratem! - jąkając się, ostatnie słowa wypowiedział najgłośniej, załamując swój głos i wyraźnie to wydarzenie przeżywając, gdyż nic z niego nie rozumiał. Po chwili przerwy kontynuował:
- Mówił, że mój brat jest jednym z Was. Pocieszał mnie, a potem po prostu zniknął bez śladu. Przecież to nie może być prawda. - zaczął zaprzeczać, próbując to jakoś logicznie wytłumaczyć. Swoje zachowanie, uczucia kierowane do zjawy, całe wydarzenie. Reptilianin położył rękę na czole, czując zbyt duży natłok myśli, które nagle zawirowały nad jego głową i być może zwaliłyby go teraz z nóg, gdyby już nie leżał.
- On był Urkyn'Vareis. - powtórzył ze spuszczonym wzrokiem, bezbłednie wypowiadając nazwę bytów zamieszkujących te ziemie. Potem zamilkł, oddychając głęboko.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1496
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Aedroth-Et'Ada   Wto Gru 26, 2017 12:48 pm

NPC Storyline - Elgard|Kaartarn

Starożytny przyglądał się Christopherowi, oczekując odpowiedzi, którą już wychwytywał w umyśle młodzik. Zaciśnięte pazury jednego podopiecznego zwróciły uwagę czarnołuskiego na drugiego podopiecznego. Chris nieświadomie wyjawił plan Elgarda, który pochwycił mistrza nieco inaczej. I choć młody przybysz nie znał jeszcze zwyczajów zielonołuskiego, to... cóż, mógł dostrzec, jak w czasie wyjaśniania wszystkiego, łeb Kaartarna obraca się na drugiego ucznia. Stwór zmrużył lekko ślepia, spoglądając na młodzika nieco poważniejszej. Ten od razu wyłapał o co chodził, powoli zsuwając lewą dłoń z bicepsa widma, a prawą ściągając z ramienia, pod nie - na trawę. Dopiero teraz wzrok Kaara wrócił do Christophera. To czego młody uczeń nie wiedział, to fakt, że jego towarzysz miał już plan przytwierdzenia starożytnego do ziemi, stąd konkretne rozmieszczenie rąk, blokujące ruch stawu. Plan nie wyszedł, a zielony słuchał już tylko słów swego towarzysza.
Suweren spoglądał na reptilanina w ciszy oraz skupieniu. Lekki uśmiech nadal gościł na jego pysku, dając to poczucie pozytywnej atmosfery, spokoju. Palce lewej dłoni wsunęły się pomiędzy kolce na grzywie jaszczura, przeczesując ją swobodnie i delikatnie. Stwór gładził go uspokajająco, natomiast zielony spoglądał na niego z istnym zaintrygowaniem. Chciał dokładnie wiedzieć, co się tam wydarzyło. Dlaczego zniknęły ich rany, dlaczego zaczęli czuć się, jak nowo narodzeni. A jego to wszystko ominęło. Kaartarn miał już odpowiedzi na swoje pytanie. Niesatysfakcjonującą, bo nadal nie znał dokładnych szczegółów. Niemniej ta moc nie mogła się przed nim skryć.
/Wierzę ci./
Rzucił krótko. I to była cała odpowiedź starożytnego. Połączona z ciepłym, przyjaznym uśmiechem wielkiej bestii. Stwór nie potrzebował więcej wyjaśnień, ani tym bardziej żadnych szczegółów lub pytań. Nie podważał słów młodego, przecież był starożytnym. Sam był w stanie tworzyć takie efekty. Nigdy nie spodziewał się, że ktoś coś przed nim ukryje, niemniej zdarzyło się.
Nieco inne zdanie miał w tym temacie Elgard. Zielonołuski wysłuchał Chrisa do końca, spoglądając na niego, nie przerywając. Przytaknął krótko na uznanie słów kompana przez starożytnego. Po tym nadeszła jego odpowiedź. Młodzik zerwał się do góry i wpełznął na brzuch starożytnego, podciągając się do Christophera oraz częściowo układając się na jego plecach, połową swego korpusu. Wsparł ramiona na łopatkach reptilanina, wyginając się lekko oraz chwytając dłońmi na jego ramiona. Łeb przysunął do pyska młodego towarzysza. Większość ciężaru oparł na czarnołuskim, który przesunął zielonemu dłonią po grzbiecie, obserwując odważne poczynania młodzika. Oraz całe to błoto wymieszane z krwią, które na niego wciąga.
/Jesteś bratem! Naszym. Oddałeś się pod opiekę starożytnego. Nie płynie w nas ta sama krew, nie jesteśmy z tego samego gatunku. Ale jesteś teraz naszym bratem./
Wyjaśnił radośnie zielonołuski, wpierw spoglądając na Chrisa, by na końcu zerknąć ku mentorowi, oczekując potwierdzenia swych słów. Czarny zachichotał cicho, mruknął pod nosem po czym dorzucił swoje trzy słowa.
/Elgard ma rację, Christopherze. Urkyn'Vareis postrzegają siebie, jako braci i siostry. Łączy nas wspólna więź, bardzo silna. Nasze ciała, umysły, naszą moc./
Złota aura otoczyła ciało starożytnego, rozpraszając się następnie i rozchodząc we wszystkich kierunkach. Wsiąknęła w ziemię i milionami maluteńkich, widocznych linii - popłynęła przez świat niczym krew płynie żyłami oraz tętnicami. Czarny zabrał od nich swe dłonie, opierając łokcie o trawę i podnosząc korpus nieco do góry. Wzrok trzymał przyklejony do dwójki młodzików. Nadal ten ciepły uśmiech, opiekuńczość wyrysowana na pysku.
/Bliższe relacje rodzinne, zwane są u nas braćmi oraz siostrami krwi. Kiedy łączy ciebie i innego Urkyn'Vareis nieco więcej w pochodzeniu. Słowo "brat" ma dla nas bardzo silne znaczenie. Zarówno wobec siebie samych, jak i obcych. Jeśli zwą ciebie bratem, to znaczy, że jesteś akceptowany w naszej społeczności. Tak, jakbyś był widmem./
Zielonołuski pokiwał tylko łbem twierdząco, przodując słowom starożytnego. Kaartarn podniósł swój korpus wyżej, prostując się w siadzie. Elgard zacisnął lekko dłoń na ramieniu Chrisa, spinając mięśnie i szykując się do... napotkania karcącego wzroku opiekuna, który samym spojrzeniem wybił mu z głowy ten plan. Młodzika bardzo ciągnęło do "zaatakowania" dorosłego widma. Durnoty były tutaj na porządku dziennym. Niemniej nie, znaczy nie. Zwłaszcza zakaz od samego starożytnego.
/Pięć minut. I macie być czyści, a łuski wasze winny odbijać promienie gwiazd./
Rzucił krótko suweren, sięgając rękoma przed siebie. Chwycił zielonego młodzika za boki, a następnie podniósł go i postawił obok siebie, tam, gdzie ten wcześniej leżał. Złotymi ślepiami przesunął po własnym ciele, widząc na swym brzuchu pozostałości z ziemi, jaką miał na sobie Elgard. Nie skomentował tego. Szarpnął się nogami do tyłu, wybił do góry i stanął wyprostowany. Znów nad nimi górował. Już nie skupiali uwagi wyłącznie za nim. Za plecami starożytnego znajdował się średnich rozmiarów staw, z niewielkim klifem wyrastającym nad niego oraz wodą opadającą w dół, a miniaturowym wodospadzie. Przed ich oczami znajdowało się miejsce, w którym mieli się umyć. Kaartarn od początku wiedział, że tak to się skończy, stąd przygotował punkt końcowy pod ich przybycie. A raczej dobrał, odpowiednio wcześniej.
/Pięć minut./
Powtórzył, biorąc krótki rozbieg, a następnie zeskakując z klifu, którym tu weszli. Ciało starożytnego w powietrzu rozpadło się na kilkanaście złocistych promieni, które popędziły w kilku kierunkach i rozpłynęły się na dole.
Elgard nawet tego nie obserwował, wiedząc, jak skok się zakończony. Stał już na nogach, wyczekując Christophera. Gdy jego kompan również się podniósł, zielony szarpnął dłonią w swoim kierunku. Ze stawu wyskoczyła wielka kula wody, która przeleciała w powietrzu i chlusnęła prosto w reptilanina. Krystalicznie czysta, ciepła woda. Zupełnie, jakby ktoś wylał na niego nagle, kilka wiader. Tylko w jednym momencie. Oczywiście zielonołuski nie czekał, lecz rzucił się sprintem do ucieczki. Dopadł do stawu, skoczył przed siebie. Ręce wyciągnął naprzód, wygiął ciało w łuk i zanurkował, znikając pod powierzchnią. Na kilka sekund, bo zaraz się wynurzył. Staw nie był za wielki, jednak w miarę głęboki. Na tyle, by Kaartarn mógł schować się w nim po czubek łba anthro formy. Przy wodospadzie, woda sięgała tej dwójce, ledwo do kolan. Nieco dalej, gdzie znajdował się Elgard - było już głębiej, jak wspomniane wyżej. Woda była krystaliczna, ciepła oraz... magiczna? Bez problemu rozpuszczała w sobie brud, nie pozostawiając po nim śladu. Szybko zanikały zabarwienia od zeschniętej krwi czy błota. Elgard znowu zaczął być zielony. Dno było widoczne, płaskie, piaszczyste - bez dodatków.

_________________

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Christopher Varcer

avatar

Liczba postów : 161
Data dołączenia : 19/03/2017

PisanieTemat: Re: Aedroth-Et'Ada   Sro Gru 27, 2017 10:37 am

Chris stawał się bardzo emocjonalny, być może przez niedawno nabyte doświadczenia. Nie krył się ze swoimi uczuciami jak dawniej, a przynajmniej trudniej było mu to czynić w obecności widm, z którymi teraz rozmawiał. Spotkanie z białołuską istotą było dla reptilianina szokiem, nie zinterpretował go tak, jak powinien. Podobnie z wyjaśnieniami. Wszystko graniczyło wtedy ze snem na jawie. Jaszczur odnosił wrażenie, że gdzieś przegapił ważny wątek i teraz zaczyna się w tym wszystkim gubić. Dotyk Kaartarna działał kojąco, pomagał Christopherowi zebrać myśli. Być może za szybko go o to zapytali i narażali na stres, jednak skąd mogli wiedzieć? Kierowali się ciekawością. Dokładnie taką samą, jaką do tej pory kierował się młody reptilianin.
 Zaufanie czarnołuskiego i wiara w zeznania sprawiły, że jaszczurowi spadł kamień z serca, a okazał to poprzez ciche westchnienie. Dopiero po opowiedzeniu im wszystkiego wiedział, jak to wszystko brzmiało absurdalnie, lecz na szczęście - obaj mu uwierzyli. Uniósł powoli wzrok, lecz zamiast spojrzeć na pysk starożytnego, o czym pomyślał w pierwszej chwili, ślepia jaszczura zwróciły się ku zielonołuskiemu i jego dziwacznym poczynaniom. Chris nie protestował, gdy ten umieścił ręce na jego ramionach, okazując jedynie zdziwienie wymalowane na swoim pysku. Reptilianin zerknął na jego rozbawiony pysk, znajdujący się teraz tuż przed jego żółtymi oczami. Uniósł brwi w reakcji na jego wyjaśnienia i wciąż wyglądał na niepewnego jego słów, co tylko potwierdził, wypowiadając ciche "Ale...". Dopiero dodatkowe tłumaczenie Wiecznego Suwerena oraz ukazanie za pomocą mocy niewidzialnych dotąd gołym okiem więzi, pozwoliło mu rzucić nowe światło na tutejszą kulturę i zwyczaje, a także lepiej zrozumieć znaczenie słów, wypowiedzianych przez białołuskiego, bezskrzydłego smoka. Działali jak jeden, wielki organizm. Teraz wszystko stawało się jasne. Reptilianin spojrzał promiennie na Elgarda oraz Kaartarna, nareszcie wiedząc już, jakie od teraz zajmują oni miejsce w jego życiu. Byli jego braćmi! Dla Chrisa nie było istotne czy łączyły ich więzi krwi czy nie. Jeszcze nikt nigdy nie nadał mu miana brata. To było... wyjątkowe uczucie, które wręcz pragnął dalej rozwijać. Chrisowi od zawsze brakowało przyjaciół. Nie miał do nich szczęścia i być może los dał mu właśnie szansę na ogromne zmiany w jego całym dotychczasowym życiu - w końcu właśnie na to się zgodził jeszcze na samym początku, składając Kaartarnowi obietnicę.
 Poczuwszy lekki nacisk na swoim ramieniu, Chris zerknął bezpośrednio na Elgarda, który ... no właśnie. Co on teraz wyczyniał? Widać, że rozpierała go energia, którą zamierzał w najlepszy sposób wyładować, skoro już planował "atak" na starożytnego. Chris jedynie wywrócił oczami, jakby to właśnie on od zawsze był tym bardziej ogarniętym i rozsądnym. Nie mógł się jednak powstrzymać od cichego śmiechu, gdy zobaczył karcące spojrzenie suwerena.
Kiedy z pomocą czarnołuskiego udało mu się pozbyć dodatkowego balastu, Christopher wstał, zaskoczony nagłym, nowym poleceniem opiekuna. W końcu dopiero co tu dotarli, nie mogli poleżeć jeszcze trochę? On jednak nie dał im szansy się wypowiedzieć i zeskoczył z kilfu. Reptilianin - w przeciwieństwie do młodzika - od razu pobiegł za mentorem nad krawędź klifu, lecz jedyne, co ujrzał to złote promienie, które rozeszły się na boki, jeszcze zanim Kaartarn dotknął ziemi. Chris musiał się jeszcze przyzwyczaić do jego sztuczek, bo inaczej zejdzie na zawał. Prychnął coś i cofnął się kilka kroków do tyłu.
 Odwracając się w stronę kompana, mężczyzna nagle został ochlapany wielką kulą wody, pochodzącej ze stawu. Jaszczur krzyknął zaskoczony, lecz jego kolejna reakcja była aż zbyt przewidywalna.
- Ej! Miałem otwarte oczy! - zawołał, przecierając ślepia dłońmi i zamierzając jak najszybciej dorwać winowajcę. Ruszył do pościgu, który zakończył się skokiem do stawu. Jaszczur wybił się w górę i wyciągnął ręce przed siebie, wykonując idealne nurkowanie pod krystalicznie ciepłą i czystą wodę. Potem wypłynął na powierzchnię, potrząsając głową. Otworzył oczy i spojrzał na Elgarda, znajdującego się jedynie trochę dalej. Dzielący ich dystans nie przeszkodził Chrisowi w chluśnięciu wodą i trafieniu nią w młodzika. Jaszczur zaśmiał się dumnie, ale bardzo przyjaźnie. Tym razem głęboka woda zdawała mu się nie przeszkadzać. Być może dlatego, bo miał fajne zajęcie? Lepszego nie mógł sobie wymarzyć. Elgard musiał zapłacić za tą zniewagę! Syknął na niego prowokacyjnie i zanurkował, podpływając do niego bliżej i szykując się na atak "z zaskoczenia", o ile przy takiej przejrzystości wody i głębokości było to w ogóle możliwe. Zamierzał zatoczyć koło i podpłynąć do niego od tyłu, aby potem objąć go w pasie i wciągnąć na moment pod wodę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1496
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Aedroth-Et'Ada   Sro Gru 27, 2017 2:39 pm

NPC Storyline - Elgard|Kaartarn

Zielony przymknął ślepia na krótką chwilę, kiedy woda wyrzucona w powietrze wpadła centralnie na jego pysk. Układając wyprostowane ręce swobodnie na powierzchni, jaszczur utrzymywał się na wodzie pozostając bardzo rozluźnionym. Wzrok wychwycił kompana, gdy tylko ślepia otworzyły się, a stwór zwęził nieco źrenice. Widząc poczynania Christophera, młodzik ledwo powstrzymał się przed przerwaniem jego planu. Niemniej nie chciał być złośliwy, a ciekawość dodatkowo wzięła nad nim górę. Nie mógł powiedzieć, że nie interesował go pomysł nowego brata, jak poradzić sobie z cięższym rywalem. Postał więc w miarę nieruchomo, balansując tylko rękoma, jak również nogami, nad i pod powierzchnią wody. Do tego doszedł oczywiście ogon, swobodnie - w slalomie - poruszając się pod wodą.
Nie odwrócił głowy, nie musiał. Co prawda element zaskoczenia nie był możliwy, jednak młody i tak wzdrygnął się, czując, jak Chris chwyta go w pasie, a następnie wciąga pod wodę. Ostatni moment wykorzystał tylko na szybki wdech, by nie znaleźć się w sytuacji środowiska podwodnego, bez tlenu.
Elgard nie zamierzał dać się tak po prostu pokonać. Jak tylko Chris wciągnął go pod powierzchnię, młody chwycił dłońmi za przedramiona reptilanina i przytrzymał je na swym pasie, a przy tym szarpnął nogami wykonując kilka płynnych, szybkich ruchów. Do pomocy użył falującego ogona, naciskając masą na kompana oraz wpychając go, wraz ze sobą, głębiej pod wodę. Manewr ten nie był zbyt trudny, gdyż sama masa była w stanie zapewnić młodemu możliwość zepchnięcia ich na dno. Ot trzy metry głębokości, więc nie było dla nich tak najgorzej. Korzystając z możliwości, zielony zerwał uchwyt i obrócił się w stronę Chrisa. Ślepia błysnęły mu na zielono, a sam stwór pchnął ręką w stronę korpusu kompana, przykładając mu dłoń do mostka i dopychając go w dół, aż do docisnął młodego grzbietem do piachu w podłożu.
Przy udanym manewrze, Elgard dołączył do Christophera, kucając po jego lewej stronie, na piachu, pod wodą. Było to nieco spowolnione, jednak wykonalne. Woda była tu tak czysta, że obaj bez problemu widzieli siebie, brzeg oraz całe otoczenie. Zielony podniósł łeb do góry, zerkając w górę na rozproszenie świata znajdujące się nad ich głowami. Udawał, że "się zapomniał", dając bratu możliwość wykonania kolejnego ruchu. Niby trzymał dłoń na środku jego klatki piersiowej, jednak w żaden sposób go nią nie dociskał. Gad mógł spokojnie pochwycić rękę zielonołuskiego, przestawić ją, wygiąć, odepchnąć lub po prostu spod niej wypłynąć. Tura Chrisa, proste.
Jednocześnie Elgard zachowywał pewne aspekty bezpieczeństwa. W razie, gdyby uznał, że Chriowi zaczyna brakować tlenu - widmo zamierzało chwycić kompana za ramiona, szarpnąć go w górę, a następnie podstawić mu dłoń pod łapę i wypchnąć go do góry, samemu zapierając się łapami o dno. Ich wspólny wzrost przekraczał trzy metry, więc w ten sposób swobodnie i szybko wypchnie go na powierzchnię. W razie, gdyby było to potrzebne. Jeśli Chris tam zostanie, wtedy zielony odepchnie się rękoma i dołączy do niego na powierzchni, wypływając tuż obok.

_________________

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Christopher Varcer

avatar

Liczba postów : 161
Data dołączenia : 19/03/2017

PisanieTemat: Re: Aedroth-Et'Ada   Czw Gru 28, 2017 7:02 pm

Zamierzał wykorzystać tę wolną chwilę w najlepszy możliwy i znany mu sposób. Po przebytym przez młodziki ciężkim biegu, nadszedł czas na zabawę, która pojawiła się dość niespodziewanie, ale została od razu przyjęta ze stron obu gadów. Kąpiel w ciepłej i czystej wodzie należała do niebywałej przyjemności po tym wszystkim. Z młodych i wciąż nie do końca rozwiniętych łusek Chrisa zniknął wszelki brud, bez względu na to, czy była to krew rannego towarzysza, czy zwykła, mokra ziemia oraz pył. Nawet podarte do kolan spodnie mężczyzny były czyste jak nowe, ale Christopher w ogóle nie zwrócił na to szczególnej uwagi, zupełnie poświęcając ją na wspólnej zabawie z Elgardem.
 Kiedy tylko zniknął wraz z nim pod powierzchnią wody, Christopher chciał aby zielonołuski jako pierwszy dotknął ciałem piaszczystego dna i znalazł się na przegranej pozycji, aczkolwiek jaszczur nieco się przecenił. Poczuł na sobie nacisk rywala, który zepchnął ich głębiej pod wodę, co bardzo zaskoczyło reptilianina, który zakładał, że Elgard będzie próbował popłynąć w górę, ku powierzchni, a nie na odwrót. Chris próbował mocniej zacisnąć ramiona na młodym widmie, lecz wiadome było, kto tak naprawdę miał tutaj przewagę. Widmo miało większą masę oraz ... ogon, który okazał się pełnić w wodzie bardzo przydatną funkcję wiosła, niczym płetwy. Elgard wydostał się z jego uchwytu, a potem w prosty sposób docisnął reptilianina do dna.
 Poszło zupełnie inaczej, niż Chris zakładał, jednakże to wcale go nie zniechęciło. Woda była tak nieskazitelnie czysta, że jaszczur bez żadnych przeszkód mógł mieć otwarte oczy i mógł trafnie oceniać sytuację. Spojrzał więc na klękającego obok młodzika urażonym wzrokiem i wtedy zobaczył, że nadarzyła mu się świetna okazja na rewanż (wcale nie zaplanowana). Złapał Elgarda za nadgarstek u dłoni, która trzymała go przy podłożu, po czym szarpnął ręką zielonołuskiego w swoją stronę, zmuszając go tym do utracenia stabilnego gruntu pod łapami, o co było dużo łatwiej, znajdując pod wodą. Reptilianin wypłynął spod unoszącego się teraz nad nim Elgarda, a następnie położył obie ręce na jego plecach (dokładniej na łopatkach) i podciągnął w górę, umieszczając potem w to samo miejsce stopy i wybijając się od pleców widma, tym samym wypływając jeszcze wyżej oraz szybciej na powierzchnię. Reptilianin w ten sposób samodzielnie wynurzył się i zaczerpnął świeżego powietrza, usatysfakcjonowany tym wyczynem, który tym razem wymyślił na poczekaniu. Rozejrzał się dookoła, w poszukiwaniu zielonołuskiego, który jak się okazało wypłynął chwilę po nim i nie miał z tym żadnego problemu. Jak widać nie tylko miał władzę nad wodą, ale i potrafił radzić sobie w wodnym środowisku. Jaszczur zaśmiał się głośno i uniósł prawą rękę, chcąc przybić bratu ludzką "piątkę", lecz zauważył, że widmo nie do końca było w stanie zrozumieć ten gest, więc przestraszony prędko schował rękę znów pod wodę, przy okazji ochlapując przez przypadek samego siebie oraz młodzika. Potrząsnął głową, pozbywając się kropli przezroczystej cieczy ze swoich kolców na głowie i ponownie wyszczerzył się do nowego brata, zapraszając go do dalszej zabawy. Nie miał pojęcia, ile zostało im jeszcze czasu i nawet o tym nie myślał.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1496
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Aedroth-Et'Ada   Czw Gru 28, 2017 9:12 pm

NPC Storyline - Elgard|Kaartarn

Elgard nie spodziewał się takiego manewru. Bycie wywróconym, zamiana strony na dole, niemniej wypchnięcie go z równowagi, a następnie odbicie się - by trafić na powierzchnię? Nie zgadłby. Zielony wypłynął na powierzchnię zaraz przy swym bracie. Spojrzał na niego, natychmiast odwzajemniając uśmiech.
Uniesiona do góry ręka, dała młodemu bardzo niejasny przekaz. Odruchowo spojrzał w górę, jakby Chris chciał mu coś tam pokazać. Nic nie było, niczego nie dojrzał. Wzrok wrócił więc na towarzysza, a pytające spojrzenie mówiło samo za siebie. Reptilianin opuścił rękę, chlusnął wodą dookoła, a zielony zrozumiał, że chodziło o jakiś gest z innej kultury. Niemniej nie mógł wyłapać jego znaczenia, choć wydawał się pozytywny.
Nadeszła kolej zielonego, to na to czekał przyjaciel młodego widma. Elgard podniósł ręce do góry, ustawiając dłonie ugięte, pazurami w stronę Chirsa. Bardzo sugestywny oraz jasno dający do zrozumienia, gest. Co planował stwór. Zaatakować Chrisa poprzez rzucenie się na niego od góry. Wielki cień padł na dwójkę braci bawiących się w wodzie. Wszystko trwało dosłownie sekundę, może dwie. Zielony podniósł ślepia do góry, zdążył tylko dostrzec źródło owego "nagłego zaćmienia", a potem obaj zostali przygnieceni ciężarem innej istoty, która wpadła centralnie na nich. Jako, że byli blisko, to stworzenie wpasowało w nich swe przednie łapy, posyłając ich pod wodę, niemniej nie na samo dno. Czymkolwiek było, łapy miało ogromne. Pokryte były czerwoną łuską, tak samo, jak reszta ciała. Zakończone wielkimi, szarymi pazurami o granatowym odcieniu. Istota była wielka. Ogromny pysk, przypominający smoka. Łeb widma, ogromna masa, prawie trzy i pół metra wzrostu. Łapy istoty były tak wielkie, że spokojnie mogła objąć nimi całą szerokość ich korpusów. Czoło oraz górna część łba pokryte były granatowymi, ciemniejszymi łuskami. Ślepia były koloru złotego, typowo gadzie. Pod nimi, dwie linie - złota oraz granatowa, podkreślające oczy. Z łokci łap wyrastały długie, ostre kolce. Podobne wyrastały do tyłu, z łba stworzenia.
Jak tylko znaleźli się pod wodą, istota wsunęła łapę pod Elgarda i jednym machnięciem wyrzuciła go z wody, na brzeg. Chris nie miał tyle szczęścia. Wpierw został obrócony, łapą, jak zabawa. Zanim mógł uciec, poczuł, jak kły bestii obejmując jego korpus, zaciskając się lekko na skórze klatki piersiowej oraz grzbietu. Na nic zdały się szarpania i machanie rękoma. Głową zwisał w dół, więc nie mógł sięgnąć do ślepi stwora. To mógł być koniec, tylko smok nie zacisnął szczęki. Zamiast tego, machnął kilkukrotnie łapami, zafalował ogonem i wypłynął na ląd. Zielony już tam stał, kiedy bestia wyniosła go na brzeg. Miał nieco skwaszoną minę, jednak nie wydawał się wystraszony. Smok bez żadnego namysłu podszedł do niego, wyciągając prawą łapę naprzód. Oparł ją na korpusie zielonego, przewalając go na plecy i dociskając do ziemi. Chris nie musiał długo czekać. Z nim stało się to samo, po tym, jak został puszczony. Upadł na plecy, równolegle do swego brata. Lewa łapa przycisnęła do ziemi i jego. Nacisk nie był spory, lecz wystarczający. Na tyle, by oddychał i nie uciekł. Głowa młodzika znalazła się pomiędzy pazurami stworzenia. Teraz mógł się jej lepiej przyjrzeć. Jej. Była szczupła, dobrze zbudowana, atletycznie. Bardzo zadbana, z pięknymi wzorami na ciele. Dominowały czerwone łuski, dopieszczone przez jaśniejsze ciągnące się od szyi, przez korpus, aż po ogon. Grzbiet i całą tylną część ciała, ozdabiały te granatowe, ciemniejsze łuski. Istota zlustrowała ich obu wzrokiem, a następnie otoczyła się czerwoną, płomienną energią. Jej ciało ukryło się pod osłoną mocy, a następnie zmniejszyło znacznie, przebudowało. Łapy zmieniły się w czteropalczaste dłonie, które nadal trzymał oba młodziki, lecz tym razem jej dłonie opierały się na ich klatkach piersiowych. Wzrost zmniejszył się do dwustu pięćdziesięciu dwóch centymetrów. Atletyczna sylweta została nieco bardziej podkreślona. Samica była wysoka, silna, niemniej jej mięśnie stosunkowo mniejsze. Ukształtowany brzuch, bardziej płaski tors - w przeciwieństwie do ludzkich kobiet. Dalej wspierając się na nich, uklęknęła, a następnie położyła się pomiędzy dwoma młodzikami. Łeb miała na wysokości ich mostków, mogąc swobodnie spoglądać na obie istoty. Leżała na brzuchu, obserwując ich przyjaźnie, z uśmiechem.
/Wygłupiacie się, moi bracia?/
Zapytała, melodyjnym, przyjemnym głosem, emanującym troską oraz przyjaźnią. Była od nich znacznie starsza oraz silniejsza, więc próby wyrwania się nie miały sensu bytu. Elgard nawet nie próbował. Leżał tylko z uniesionym łbem, nogami zgiętymi w kolanach oraz dłońmi opartymi na jej dłoni, dobijającej go do ziemi.
/Siostro Asuno, to.../
/Christopher Varcer, wiem. Znam imiona mych braci, Elgardzie Zielonołuski. Kaartarn dał wam zadanie, które.../
/Wykonali, siostrzyczko./
Odezwał się kolejny, znajomy głos. Dosłownie nad samicą pojawił się czarnołuski starożytny. Zanim objawiła się jego sylwetka, korpus samicy opadł na ziemię, a ta przyległa pyskiem do trawy. Wtedy objawiła się sylwetka suwerena, stojącego nad nią. Wyprostowany, z lewą łapą na trawie, a prawą opartą na grzbiecie Asuny. Ona pokonała ich, lecz to on pokonał ją. Samica zerknęła kątem oka na samca, mruknęła cicho, a następnie powoli zsunęła dłonie z młodzików. Gdy to uczyniła, Kaartarn zrobił ponownie, zabierając z niej łapę i cofając się o krok. Asuna odwinęła się w miejscu, przewaliła na grzbiet. Szarpnęła, wyskoczyła do przodu, ledwo zauważalnie. Jej ciało wpadło w czarnołuskiego, który warknął - padł trawą na grzbiet. Samica padła na niego, siadając okrakiem na brzuchu samca, szybko pochwyciła dłońmi ramiona stwora. Dobiła go do trawy, a ogon owinęła dookoła ogona czarnołuskiego. Jakkolwiek mogłoby to przyjemnie nie wyglądać, samica wiedziała, że pozostawienie tej kończyny samej sobie, poskutkowałoby wykorzystaniem ogona do owinięcia korpusu Asuny i błyskawicznego zrzucenia jej na trawę. Czerwonołuska znała te zagrywki aż za dobrze. Jej ślepia błysnęły, zbliżyła pysk do pyska czarnego i uniosła wargi, obnażając wrogo kły. Starożytny nie bronił się, spoglądał na nią z rozbawieniem, nawet nie walcząc z jej "dominacją". A raczej odegraniem się za przygniecenie jej do ziemi. Jak śmiał?
/Wygrałaś?/
Zapytał złoty. Samica schowała kły, uśmiechnęła się i zaśmiała rozbawiona. Legła na trawie obok, siadając w siadzie skrzyżnym, zaplatając swe nogi. Dłonie oparła na kolanach, a ogon zawinęła dookoła siebie. Ogon czarnego puściła na samym końcu, gdy już bezpieczne rozsiadła się obok. Czarny skwitował to lekkim potrząśnięciem łba, a następnie sam podniósł się do siadu, przyciągając nogi do siebie. Lewą oparł na boku, zgiął w kolanie i podsunął do siebie, a prawą tylko ugiął oraz pozostawił opartą łapą na trawie. Elgard wstał praktycznie natychmiast, gdy został puszczony. Zaraz przeszedł do siadu, tak, jak starsi. Ugiął nogi w kolanach, a następnie usiadł na nich w "siadzie japońskim". Ogon również owinął dookoła siebie, a wzrok skupił na starszych pobratymcach. Asuna zerkała raz na jednego, raz na drugiego brata. Z przewagą Chrisa, którego była szczególnie ciekawa, jako nowego "nabytku" Urkyn'Vareis. Kaartarn spojrzał na zielonego, a zaraz skupił wzrok na Chrisie.
/Widzę, że wykonaliście zadanie./ Skwitował krótko, obserwując, że pozbyli się z siebie śladów błota i krwi. Podobnie jak on, po kontakcie z nimi. /Zanim zakończymy dzień, pozostaje nam ostatnia kwestia. Christopher. Jak przebiega twoja transformacja. Jak odczuwasz swe ciało? Jesteś gotów na zmiany?/
/Oczywiście, że jest gotów. Niemożliwym jest tego nie wyczuć. Pomożemy tobie, Chris. Sprawimy, byś stał się prawdziwym sobą./
Elgard jako jedyny nic nie powiedział. Przysunął się bliżej brata, obserwując opiekuna oraz siostrę. Prawą rękę podniósł, a następnie zarzucił reptilianinowi na ramiona, obejmując go w ten sposób i opierając na nim nieco swego ciężaru. Zerknął na niego kątem oka i uśmiechnął się przyjaźnie. Wyraźnie chciał dodać kompanowi otuchy oraz pewności siebie. Wszystko było w porządku, tak należało teraz poczynić.

_________________

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Christopher Varcer

avatar

Liczba postów : 161
Data dołączenia : 19/03/2017

PisanieTemat: Re: Aedroth-Et'Ada   Sob Gru 30, 2017 11:28 am

Chris wyszczerzył groźnie kły, chcąc sprowokować Elgarda do ataku. Było to dla niego jak wyzwanie, które reptilianin mu rzucił, lecz wciąż miało się ono opierać wyłącznie na wspólnej i dobrej zabawie. Chris nie pamiętał, kiedy ostatnio mógł bawić się z kimś, w czyimś towarzystwie. Zwykle jego zabawy polegały na samodzielnym zapychaniu sobie czasu i trudno było czerpać z tego prawdziwą przyjemność. Teraz było inaczej - nie dość, że się świetnie bawił, to jeszcze czuł, jakby bawił się ze swoim rodzonym bratem.
 Nagle ogromny cień przerwał ich wspólne wygłupy. Byli zbyt zajęci zabawą, aby dostrzec zagrożenie na czas. Jaszczur uniósł głowę i było to wszystko, co zdążył zrobić, zanim znalazł się pod wodą wraz z Elgardem. Jaszczur krzyknął, dopiero znajdując się pod wodą. Chciał jak najszybciej wypłynąć na powierzchnię i zaczerpnąć tlenu, którego nie zdążył pobrać przed atakiem. Łapa stwora obróciła go, przez co reptilianin chwilowo stracił orientację. Został schwytany w pysk smoka, czując kły na swoim ciele. Dużo kłów. Istota wynurzyła łeb i Chris mógł zaczerpnąć powietrza, lecz nie był jej za to wdzięczny. Zamiast tego usiłował ją podrapać, obrócić swój korpus tak, aby sięgnąć ślepi, najwrażliwszego punktu wielu stworzeń. Na nic się to jednak zdało. Obejrzał się i zobaczył, że zwierzę zmierza na ląd, a na brzegu stoi Elgard - o dziwo cały i zdrowy. Nawet nie był poobijany, jak to zapewne skończyłoby się w przypadku Chrisa. Jaszczur zachował chwilowy, dziwny spokój, który jednak minął, gdy wielki gad przycisnął Elgarda do ziemi. Reptilianin syknął ostrzegawczo i drapnął istotę po żuchwie ze trzy razy, dalej nie robiąc tym na istocie wrażenia i zanim smok sam nie zdecydował się go puścić, tuż obok zielonołuskiego. Przyciśnięty do podłoża jaszczur wciąż eksponował swoje kły i próbował się podnieść, wyrwać, dopóki nie zdecydował się spojrzeć na pysk oprawcy, tak, jak już dawno zrobił to Elgard, który zachował spokój. Wzrok jaszczura złagodniał, gdy ujrzał istotę. Piękną, o czerwonych łuskach, różnych odcieniach, przechodzących w granatowe barwy na grzbiecie.  Również jej wzrok był przyjazny, troskliwy. Mimo to prawdziwe zaskoczenie na pysku jaszczura pojawiło się wtedy, gdy stworzenie zmieniło swą formę i przypominało już inne, widziane już przez młodzika, widma. Przemieszczające się na dwóch łapach. Teraz Chris nie miał wątpliwości co do tego, że była to samica. Klatka piersiowa reptilianina wciąż wysoko się unosiła, gdy w końcu usłyszał jej głos. Wydawał się być zdezorientowany. Nie tylko tym, że ta "straszliwa bestia" okazała się być samicą, ale i tym, że ktoś przyłapał go na wspólnej, młodzikowej zabawie z Elgardem. Podwójnie niezręczna sytuacja. Chris nie miał w zwyczaju bić dziewczyn. Zgiął nogi w kolanach, mając ręce ułożone wzdłuż tułowia.
Poznał imię widma i swojego imienia nie musiał jej przedstawiać. Samica jednak nawet nie zdążyła skończyć zdania, a do uszu obecnych dotarł znajomy głos. Kaartarn wrócił i to w wielkim stylu. Niezręczność Chrisa została zastąpiona przez rozbawienie wymalowane na jego pysku, kiedy to starożytny rozpoczął swoją małą rywalizację z Asuną. Czerwonołuska nie zamierzała dać się tak łatwo pokonać. Chris oparł dłonie na ziemi i uniósł swój korpus, kiedy dłoń samicy zsunęła się z jego torsu. Teraz oba młodziki miały idealny widok na ich wspólne zaczepki. Niegroźne, ale coraz to bardziej pomysłowe. Reptilianin powstrzymywał się od cichego śmiechu, lecz widać było, że z trudem sobie z tym radził. Kaartarn i Asuna byli już dorośli, jednakże o dziwo wcale nie różnili się tak bardzo od bawiących się razem młodzików. Jak się okazało, takie zabawy nie leżały w naturze wyłącznie młodych widm i niczego nie należało się wstydzić.
 Ostatecznie wygrała Asuna, ale uśmiech nie zniknął z pyska "pokonanego" Kaartarna. Do samego końca była tylko niewinna zabawa. Na końcu wszyscy usiedli wspólnie na trawie. Chris przyjął bardziej luźną pozycję i usiadł po turecku, przyglądając się każdemu pyskowi z osobna. Ich grono się poszerzało, lecz jaszczur nie czuł się z tego powodu przytłumiony. Wręcz przeciwnie, jego ciekawości nie sposób było zaspokoić i każdemu się bacznie przyglądał.  Musiał jednak skupić swój wzrok na Kaartarnie, gdy ten pierwszy przemówił. Nim jednak zdążył odpowiedzieć, Asuna odpowiedziała za niego i dodała też coś od siebie.
Jaszczur delikatnie przechylił głowę. Wiedział, o czym była mowa. Udawanie nieświadomego nie miało większego sensu. Należało zrzucić ludzki kamuflaż, w którym przez lata był uwięziony i przez który powoli zapominał, kim był naprawdę. Kim się urodził... Ten jeden dzień sporo go nauczył i wiele go uświadomił.  Nie musiał się już wstydzić niczego. Był wśród swoich. "Wśród tych, którzy chronią". Jaszczur spojrzał na swe jaszczurze dłonie. Spod pochylonej głowy zerknął na Asunę oraz Kaartarna. Wtedy też poczuł ramię Elgarda oraz jego ciężar. Reptilianin również na niego spojrzał i uśmiechnął się, unosząc pewniej głowę. Christopher kiwnął lekko głową do niego, po czym odwrócił głowę w stronę starszych widm.
- Jestem gotów. Zróbmy to, co trzeba uczynić. - powiedział z powagą, pewny swoich słów. - Chcę być wolny. Zaakceptowałem to, kim jestem naprawdę... zaakceptowałem siebie oraz zaakceptuję swoje prawdziwe ciało. Nie mogę dłużej żyć we własnym kłamstwie. Przez lata ukrywałem się. Czas to zakończyć. - wyznał, patrząc na nich. Nie był pewien tego, co teraz nastąpi. Wierzył natomiast w dobre intencje jego przyjaciół. Chcieli, aby nie musiał się już więcej ukrywać i żyć w cichym strachu przed światem. W ludzkim ciele nigdy nie będzie naprawdę szczęśliwy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1496
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Aedroth-Et'Ada   Sob Gru 30, 2017 6:15 pm

NPC Storyline - Asuna|Elgard|Kaartarn

Elgard kontynuował operację przylepienia się do Christophera. Młode widmo odejmowało brata ramieniem, tylko po to, by podczas jego wypowiedzi przemieścić się. Wpierw przesunął się w tył, przelazł na nogi, klękając na kolanach. Znalazł się za Chrisem, co umożliwiło mu... cóż, legnięcie na reptilanina, niczym na kamień. Zielony oparł swój korpus na jego grzbiecie, łeb i brodę wspierając sobie na czubku jego głowy, natomiast ręce zwieszając mu przez szyję, łapiąc przym tym jedną za drugą. Nie przesadnie, niemniej nieco zmusił mięśnie gada do pracy, bo jednak stwór trochę ważył. I bynajmniej, było mu tak wygodnie. Nie zamierzał od razu uciekać.
/Asuna poprowadzi cię przez ten proces. Elgard, udasz się do pozostałych i dasz nam nieco przestrzeni. Ja będę tuż obok./
Wymowne spojrzenie starożytnego jasno dało do zrozumienia, że czas na zabawy dobiegł końca. Zielony uśmiechnął się niewinnie, cofnął od brata, podnosząc się przy tym na nogi. Oparł mu jeszcze dłoń na ramieniu, skinął łbem, po czym odwrócił się i pobiegł w kierunku zejścia z klifu, znikając zaraz za najbliższymi krzakami. Miał już swój nowy cel. Kaartarn rozpadł się na niezliczone ilości niewielkich, złotych ziarenek przypominających pył. Było to nagłe oraz niespodziewane, gdyż nie towarzyszyło temu żadne wcześniejsze ostrzeżenie, mogące sugerować - że coś się wydarzy. Pył przeleciał w powietrzu w stronę wodospadu nad stawem, utrzymując przy tym w miarę zwartą formację. Docierając do wody, całość złączyła się i odtworzyła ciało starożytnego. Czarne łuski momentalnie stawiły opór nadlatującej wodzie, nadającej im nieco błyszczącego efektu, gdy mokre zaczęły odbijać światło. Suweren stanął wyprostowany pod wodospadem, ręce opuścił wzdłuż ciała, ogon unieruchomił, natomiast ślepia - zamknął. Suweren oddał się medytacji, pełnemu wyciszeniu oraz dźwiękowi opadającej na niego wody, który wytłumiał wszelakie hałasy z zewnątrz. Pozostał na miejscu, ponieważ zlecone Asunie zadanie miało być również testem jej umiejętności. Czarnołuski mógł dokonać tego samego z niezwykłą łatwością, samodzielnie. Niemniej przygotowanie kolejnego pokolenia widm było tutaj znacznie ważniejsze. Co cały czas wykorzystywał, nie tylko pomagając Chrisowi ale również wykorzystując go, do uczenia Urkyn'Vareis.
Czerwonołuska zaczekała tą chwilę, aż bracia zrobią im miejsce i "zostawią samych". Zielony uciekł, słusznie, natomiast starożytny przeniósł się do wody. Samica skierowała spojrzenie na reptilianina, a następnie powoli przysunęła się bliżej niego. Oboje siedzieli już w identycznej pozycji, siadzie skrzyżnym, więc bynajmniej tego nie należało zmienić. Asuna podsunęła się na odległość przy której ich kolana oparły się o siebie wzajemnie. Choć w tym wypadku, bardziej kolana Christophera pod kolanami samicy, na jej piszczelach. Korzystając od razu, Urkyn'Vareis zmierzyła swego kompana wzrokiem, lustrując uważnie sylwetkę młodzika. Wzrok widma pozwalał jej nie tylko wychwycić najmniejsze szczegóły dotyczące ciała osobnika, co dostrzec - oraz innymi zmysłami - wyczuć, jak przepływać będzie przez niego energia.
/Poprowadzę cię i wskażę drogę. Transformacji musisz dokonać samodzielnie. Twoje zdolności wymagają, byś nad nimi panował./
Głos samicy był bardzo spokojny, przyjemny oraz kojący w brzmieniu. Asuna zaczekała na jakiekolwiek potwierdzenie ze strony Christophera, że ten jest gotowy na ich następne kroki. Na jej pysku widniał przyjazny, ciepły uśmiech. Wszystko będzie w porządku, kontrolowane.
/Zamknij oczy, wycisz się i skup. Jesteś tylko ty oraz ja, nie ma otoczenia, nie ma nikogo innego./
Gad musiał wykonywać polecenia, innego sposobu tutaj nie było. Czerwonołuska zaczęła od podniesienia rąk i wysunięcia ich przed siebie. Oparła dłonie na klatce piersiowej jaszczura, ten od razu poczuć mógł ciepło wydobywające się spod jej łusek. Świat zaczął zanikać w ciemności. Nie było to nic strasznego. Jego umysł odbierał otoczenia, a jedynymi istotami w pustce był on oraz Asuna. Samica przycisnęła swe dłonie mocniej do jego skóry oraz łusek, wychwytując rytm serca. Jej dłonie zasunęły się powoli niżej, na mostek, a następnie brzuch samca. Chris nie mógł dostrzec, przez zamknięte ślepia, że spod dłoni widma uwalania się energia, wnikająca w jego ciało i wędrująca po nim, niczym po wielkim rozdrożu. Kciuki czerwonołuskiej wędrowały po liniach wyznaczających mięśnie na brzuchu reptilianina. Dłonie powoli powędrowały na jego boki, a następnie uniosły się w górę, szorując przez żebra aż pod pachy. Tam, samica przesunęła dłońmi pod rękoma i umieściła je na ramionach stwora. Cofnęła swe dłonie, pozostawiając na skórze wyłącznie po dwa palce każdej dłoni. Zsunęła je powoli w dół, po rękach gada. Ciągnęła je po linii tętnic, zatrzymując się co kilka centymetrów, kiedy to przepuszczała przez jego ciało większe ilości własnej energii. Dłonie zsunęły się dalej, w dół. Christopher czuł przy tym ciepło, mrowienie w całym ciele. Mięśnie delikatnie się rozgrzały, jakby przed chwilą przebiegł się oraz wykonał nieco szybkich ruchów dla tak zwanej "rozgrzewki". Ciało coraz lepiej przystosowywało się do możliwych zmian, organizm przypominał sobie sposoby oraz możliwości działania zdolności gada, które przez lata były tłumione. Asuna chwyciła dłonie Christophera, obejmując je delikatnie, a następnie wsuwając pod nie swoje własne, pozwalając chwycić się oraz utrzymując kontakt. Obecna forma przestawała być dla Chrisa naturalna. Organizm powoli zaczynał się bronić, domagać powrotu do właściwego wyglądu. Reptilanin zaczął odczuwać wewnętrzne znużenie, spowodowane wieloletnim utrzymywaniem fałszywego obrazu samego siebie. Organizm jaszczura doskonale wiedział, jak ten powinien teraz wyglądać. Jaką formę przyjąć, nawet, jeśli nie będzie wiernie oddawał oryginału. Był w stanie swobodnie zbliżyć się do prawdziwszego wyglądu, odrzucić maskę. Niemniej zależało to tylko od niego. Asuna uspokajała jego umysł, trzymała nerwy na wodzy oraz pozwalała mu skupić się tylko na jednym celu - własnym ciele.

_________________

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Christopher Varcer

avatar

Liczba postów : 161
Data dołączenia : 19/03/2017

PisanieTemat: Re: Aedroth-Et'Ada   Pon Sty 01, 2018 1:09 am

Christopher obejrzał się za odchodzącym zielonołuskim, który jeszcze chwilę opierał się o jego plecy oraz głowę. Reptilianin wolał, aby jego kompan pozostał z nim, przy jego boku, lecz najwyraźniej nie było to najlepsze rozwiązanie. Elgard swoją obecnością mógł w jakiś sposób rozpraszać jaszczura, a tego Kaartarn i Asuna nie chcieli. Ostatecznie również wieczny suweren postanowił odejść kawałek dalej i oddać się medytacji, stać się mało znaczącym dla Chrisa elementem otoczenia. Do Asuny należało zadanie zapewnić Chrisowi niezbędną pomoc w procesie transformacji.
Jaszczur zwrócił swe żółte ślepia ku czerwonołuskiej, która zbliżyła się do niego i siedziała naprzeciwko. Ciało jaszczura było delikatnie spięte, plecy odrobinę za mocno wyprostowane, a głowa odchylona do tyłu. Oddech pozostawał jednak spokojny, miarowy. Ciepły i kojący głos samicy pomagał mu się odprężyć. Jej głos był bardzo naturalny.
- Rozumiem... możemy zaczynać. - odpowiedział jej półszeptem i lekkim skinieniem głowy. Następnie Chris dostosował się do dalszych instrukcji czerwonołuskiej, zamknął ślepia z cichym westchnieniem i pozwolił wyciszyć swój umysł. Tak, jak go uczył Kaartarn. Był teraz tylko on oraz Asuna. Poczuwszy przyjemny dotyk na klatce piersiowej, mężczyzna delikatnie drgnął, lecz nie otworzył oczu, pozwalając Asunie kontynuować. Pochylił głowę, rozluźniając mięśnie i odprężając swoje ciało. Wszędzie tam, gdzie czuł ciepły dotyk czerwonołuskiej, której palce powoli sunęły po jego skórze i łuskach.To zaczynało działać... Świat dookoła zaczął zanikać, relaksował się, czując mrowienie obejmujące całe jego ciało - od środka, jak i od zewnątrz. Czysta energia przepływała przez nie i je wypełniała, wprowadzając Christophera w stan głębokiego transu. Jego wyraz pyska nie oddawał żadnych emocji, oprócz skupienia, aczkolwiek wewnątrz zaczynały zachodzić zmiany, które dawno temu wygasły.
Reptilianin otworzył oczy, lecz znajdował się głęboko swojej podświadomości. Czerń otaczała go ze wszystkich stron i zdawała się nie mieć żadnych, wyznaczonych granic. Również Asuna dotąd, która mu towarzyszyła, zniknęła, ale wciąż wyczuwał przy sobie jej obecność. To wystarczyło, aby nie odczuwał żadnego strachu. Jego kroki roznosiły się echem po pustce, która po chwili wypełniła się białym światłem, jednak i ono po chwili zniknęło, ujawniając przed Chrisem wielkie lustro, mierzące ponad trzy metry wysokości. Mężczyzna, zachowując ostrożność, podszedł do niego bliżej, lecz ku jego zaskoczeniu, nic w nim nie dostrzegł - nawet własnego odbicia. Christopher nie mógł się jednak dać tak łatwo zwieść pozorom. Musiał skupić swe myśli i uwierzyć w to, co chciałby tam zobaczyć. I wtedy ujawnił mu się On.
 Biała, świecąca postać smoka ujawniła się po drugiej stronie lustra. To był ten sam smok, którego widział nad klifem. Jego ślepia były zwrócone ku ślepiom Chrisa, lecz tym razem bezskrzydła istota milczała, wpatrzona w sylwetkę reptilianina. Christopher odsunął się od lustra, a potężny byt przekroczył lustrzaną barierę, pierw wyłaniając swe czteropalczaste łapy, wyposażone w pokaźne pazury a potem wyłaniając majestatyczny łeb. Przechodząc, zmaterializował się i znalazł się po tej samej stronie lustra, co jaszczur. Reptilianin znów mógł poczuć jego pozytywną energię, oddziaływującą na jego ciało i umysł. Smok pochylił swój pysk, pozwalając jaszczurowi dotknąć swych białych i gładkich łusek. Po chwili byt uniósł łeb i skierował swój wzrok na lustro, wpatrując się w nie. Christopher patrzył w ten sam punkt, ale nie od razu zrozumiał gest milczącej zjawy. Mierząca ponad trzy metry istota delikatnie trąciła go pyskiem w stronę zwierciadła i reszty nie musiała tłumaczyć. Chris sam podszedł do lustra ponownie, mrużąc oczy tak samo, jak to zrobił wcześniej. Za swoimi plecami widział świecące się ślepia bestii, które momentalnie rozbłysły i swoim światłem otoczyły całą powierzchnię lustra. Wtedy Chris dostrzegł w odbiciu migoczące obrazy z przeszłości, które sięgały coraz odleglejszych wspomnień, aż w końcu przeniósł się w inne miejsce...
 Znalazł się tam, gdzie wszystko się zaczęło. Znajdował się w znajomym pomieszczeniu, ale niczego nie mógł dotknąć ani poruszyć. Był duchem? Czymś w tym rodzaju. Pokój wyglądał na piwnicę, jednak była czysta i zadbana. Wiele elementów pozostawało w cieniu, poza zasięgiem jego wzroku, jednak sam środek pomieszczenia oświetlało jasne, żółte światło, dobiegające z dziwnie zaprojektowanej, jakby ręcznie wykonanej lampy. Pod nią natomiast było małe akwarium, a w środku niego... jajo, troskliwie opatulone sianem. Biurko było najbardziej oświetlonym miejscem, natomiast reszta pozostawała tylko tłem. Christopher poszedł bliżej, gdy jego uwagę zwróciło ciche stukanie. Ręką przesunął lampę w bok, odsłaniając szklane naczynie i patrząc na jajko z góry. Chris był zdezorientowany, nie do końca rozumiał, czego właśnie był świadkiem. Skorupka powoli pękała, odsłaniając mały, wąski, zielony pyszczek i główkę, na której mieściły się dwa nieproporcjonalne duże, żółte oczka. Mała istotka szybko zaczęła cichutko piszczeć, ale nikogo jeszcze nie było w pobliżu. Christopher przykucnął i wtedy ich wzrok się spotkał. Pisklę zamilkło, wpatrując się w twarz mężczyzny jak na obrazek. Ono go widziało. Kiedy ich spojrzenia znalazły się w jednej linii, Chris poczuł impuls, który sprowadził go z powrotem przed lustro, przy którym cały czas stał. Odwrócił głowę, ale białej zjawy za jego plecami już nie było. Zamiast tego jego odbicie w lustrze nabrało kształtów. Nie przypominało jednak jego obecnego, ludzkiego wyglądu. Przed nim stał jaszczur, sięgający blisko dwóch metrów i dziesięciu centymetrów. Postać gada była niewyraźna, chociaż dało się w niej wychwycić wiele szczegółów. Posiadała zielone łuski, stała na doskonale rozwiniętych tylnych łapach, miała atletyczną budowę ciała oraz długi, giętki ogon. Oczy jaszczura pozostawały zamknięte, lecz gdy je otworzył, wydobyło się z nich oślepiające, białe światło, które wypełniło całą czarną pustkę.

 Palce Chrisa powoli zacisnęły się na dłoniach Asuny, po dłuższym czasie cichej i spokojnej medytacji, której się oddał. Zaczęło się. Na pysku reptilianina zaczęły pojawiać się różne grymasy, jednakże bliżej nieokreślone. Pochylił głowę i lekko poruszał nią, choć jego oczy wciąż pozostawały zamknięte -  w pełnym skupieniu. Jaszczur czuł potrzebę pozbycia się ludzkiego kamuflażu i nie zamierzał z tym walczyć. Już nigdy więcej... Zacisnął kły oraz powieki, czując jak skóra zaczyna się zmieniać. Na jej miejscu pojawiały się zielone, idealnie wykształcone łuski a sylwetka Chrisa powiększała się na oczach czerwonołuskiej. Pysk jaszczura wydłużył się, czyniąc go gadzin. Stopy w jednej chwili przekształciły się w łapy, podobne jak u widm. Reptilianin zawarczał a na końcu ryknął, gdy ogon momentalnie przebił jego spodnie i jaszczurze ciało rozerwało resztki ubrania na strzępy.
 Gdy było już po wszystkim, jaszczur zasapał, czując niewyobrażalną ulgę. Nic go podczas transformacji nie bolało, jedynie pod koniec odczuł ból, ale i to miał za sobą. Przez cały proces nie uchylił powiek. Zrobił to dopiero teraz, niepewnie unosząc głowę i spoglądając na Asunę. To była pierwsza rzecz, jaką uczynił.
- Asuna... - wyszeptał, lekko dysząc i mogąc w końcu ponownie ujrzeć jej ślepia. Jego dłonie wciąż trzymały ręce czerwonołuskiej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Aedroth-Et'Ada   

Powrót do góry Go down
 
Aedroth-Et'Ada
Powrót do góry 
Strona 2 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Inne światy :: Inne światy-
Skocz do: