Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Aedroth-Et'Ada

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1401
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Aedroth-Et'Ada   Czw Lut 27, 2014 7:48 pm

First topic message reminder :



Obcy świat znajdujący się w ukrytym wymiarze. Można by powiedzieć, że jest to miejsce rodem z legend. Jednakże, mało kto wie o istnieniu tej "legendy". Z tych, którzy wiedzą, niewielu jest tutaj mile widzianych. Z wyjątkiem istot, które zamieszkują ten wymiar. Jedną możliwością na dostanie się do tego świata, jest znajomość technik, pozwalających nie tylko przemierzać wymiary ale również odnajdywać te najbardziej ukryte oraz "zamknięte". Inną kwestią jest natomiast przetrwanie w tym miejscu. Gospodarze nie wykazują się tolerancją wobec żadnego intruza. W świecie tym żyją istoty znane pod mianem "Widm" lub Urkyn'Vareis.
Kraina wydaje się ciągnąć w nieskończoność. Wierzenia z Midgardu dotyczące "płaskiej ziemi", tutaj, są jak najbardziej prawdziwe. Poza granicami krainy, znajduje się tylko bezkresny eter.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość
Christopher Varcer

avatar

Liczba postów : 132
Data dołączenia : 19/03/2017

PisanieTemat: Re: Aedroth-Et'Ada   Nie Paź 15, 2017 12:41 pm

Czy uśmiechu niemal trzymetrowego widma należało się obawiać? Gest ten - jakże ludzki - na pysku gadziej istoty, wiele o niej mówił. Przedstawiał ją w innym świetle. Nie jako bestię, potwora, ale jako kogoś znacznie bliższego sobie. Christopher, dostrzegając uśmiech u czarnołuskiego, uniósł głowę, lekko prostując sylwetkę, lecz wciąż pozostawał niepewny. Czy powiedział coś zabawnego? Kątem oka spojrzał na boki, jakby sprawdzając czy ów uśmiech na pewno jest kierowany do niego. A tak właśnie było. Kiedy jaszczur wrócił spojrzeniem do widma, odwzajemnił odważniej uśmiech, choć teraz w jego przypadku w grę wchodziło wyłącznie delikatne otwarcie szczęki.
  Nie zareagował w żaden sposób, gdy Kaartarn zbliżył do niego rękę. Nawet włosy, które często ukazywały jego wewnętrzny nastrój i były wykrywaczem prawdy, nie okazywały jakiegokolwiek poczucia strachu. Grzebień wraz z dłonią widma spokojnie przyległ do głowy jaszczura, który pozostawiał wzrok skupiony na złotych ślepiach Kaartarna, ignorując obecność potężnej ręki istoty. Czarnołuski bardzo szybko przekonywał do siebie obie strony Chrisa. Również tę, która go do tej pory do siebie nie dopuszczała. Tę prawdziwą.
  Mężczyzna stanął na palcach i zaczął delikatnie podskakiwać, słysząc o tym, że widmo zaraz znajdzie dla niego nowe zadanie. Widać, że rozpierała go energia i chciał jak najlepiej się przygotować, przewidując ćwiczenie trudniejsze od poprzedniego, które miało stanowić dla niego jeszcze większe wyzwanie. Jakie więc było jego zdziwienie, gdy usłyszał o wyciszeniu oraz medytacji.
- Czekaj, co? - wtrącił się młodzik w środku zdania, przestając skakać. Dopiero co mieli rozgrzewkę, więc o co teraz mogło chodzić? Jaszczur wpatrywał się w czynności Kaartarna z lekkim niedowierzaniem - on mówił poważnie. Naprawdę mieli teraz usiąść na trawie i nie robić absolutnie nic. Kiedy Kaartarn już usiadł i oddał się medytacji, jaszczur ponownie obejrzał się za aktywnie ćwiczącymi młodzikami. Reptilianin nie był gotów, aby się do nich przyłączyć. Nawet nie byłby zdolny się do nich zbliżyć, nie mówiąc już o tym, że nawet nie był jednym z nich. Młodzieńcza i wiecznie ciekawska natura Chrisa czuła się jednak w jakiś sposób poszkodowana tym, że musiał pozostać z boku i robić coś innego, niż reszta.
  Mimo to, Chris posłusznie wykonał polecenie i spoczął na trawie, naprzeciwko swojego opiekuna. Dokładnie przyjrzał się przyjętej przez niego pozycji oraz czynności, stosując się również do jego wcześniejszych instrukcji. Reptilianin zamknął ślepia, biorąc głęboki wdech i rozluźniając mięśnie. Nic nie widział, lecz nadal czuł okoliczne wonie oraz słyszał. Starał się wyciszyć siebie i otoczenie. Czas mijał. To faktycznie działało, czuł, że coś zaczyna się dziać, aż nagle... jaszczur otworzył jedno oko i spojrzał na Kaartarna przed sobą.
- Kaartarn? Psst... Kaar... ? Właściwie ile czasu mamy tak siedzieć? - wyszeptał, przerywając medytację, lecz nie widząc żadnej reakcji Starożytnego, odezwał się głośniej:
- Pssst... Kaartarn. - powtórzył, ale i to na niewiele się zdało. Widmo wydawało się być całkowicie pogrążone w medytacji. Mężczyzna przyglądał się mu przez chwilę, opierając dłonie o trawę przed sobą, a następnie rozejrzał się dookoła. Nie mogli tak siedzieć bezczynnie, kiedy tyle rzeczy ten nowy świat miał do zaoferowania.
 Jaszczur podniósł się, cały czas spodziewając się jakiejś reakcji ze strony Starożytnego. Podniósł się z ziemi, obserwując go uważnie. Kaartarn nie wyraził nawet słowa sprzeciwu. Po chwili namysłu, reptilianin wykonał kilka kroków w kierunku ćwiczących widm nieopodal, licząc na słowną uwagę opiekuna. Po tych zaledwie kilku krokach, zatrzymał się i obejrzał za siebie - czarnołuski nadal siedział na swoim miejscu. Jaszczur nie miał wystarczająco odwagi, aby tam pójść, więc wrócił do Kaartarna, nie przekraczając "bezpiecznego obszaru". Stanął naprzeciwko i zatrzymał się na moment, przyglądając mu się z ciekawością i zarazem z niejaką irytacją. Widmo zdawało się go całkowicie nie dostrzegać, chociaż mogły być to jedynie pozory, w które Christopher wierzył. Lekko pochylony, obszedł Starożytnego dookoła, stopniowo zmniejszając dzielący ich dystans. Skoro słowa nie działały to może znajdzie się inny sposób...
 Jaszczur zbliżył się do widma, ostrożnie wyciągając ku niemu rękę. Odległość między nimi nadal była zbyt duża, więc zbliżał się jeszcze bardziej, aż jego dłoń spoczęła na wielkim ramieniu Kaartarna. Na tym miało się zakończyć i Chris miał próbować przywrócić czarnołuskiego do świata żywych, lecz zamiast to uczynić, mężczyzna stanął, wpatrując się na łuski, które właśnie dotknął. Były twarde. Niewyobrażalnie mocne, wytrzymałe, podobnie jak mięśnie pod nimi, ale nie to przykuło uwagę reptilianina. Jego wzrok powoli skierował się na jego własną dłoń, wyposażoną w pazury, nadal umieszczoną na ramieniu medytującego widma - o wiele mniejszą od dłoni Starożytnego, jednak na swój sposób podobną. Jej struktura była podobna do łusek tutejszych istot. Była... gadzia. Mężczyzna milczał, na chwilę kierując pytające spojrzenie na pysk czarnołuskiego stworzenia. Kaartarn zapewne nadal medytował, skoro nie reagował na działania młodzika. Reptilianin potrząsnął głową i położył drugą dłoń na ramieniu widma. Spróbował popchnąć ciężkie i niemożliwe do poruszenia widmo, próbując jakoś go "wybudzić". Nawet nie zdawał sobie sprawy, że minęło zaledwie kilka minut, jak nie mniej, a on nie potrafił usiedzieć w miejscu i na siłę szukał sobie zajęcia, które nie miało większego sensu ani celu. Nie dostrzegł również tego, że jego prawa ręka, która miała dłuższy kontakt z łuskami, nabrała intensywniejszej zielonej barwy. Tylko dlaczego tak się działo?
Mężczyzna mruknął zirytowany, gdy mimo tych wszelkich starań, jego waleczne próby spełzły na niczym, a pchanie widma skończyło się jedynie wygrzebaniem trawy pod własnymi stopami. Jaszczur cofnął się, ponownie zataczając krąg wokół Starożytnego. Musiał coś wymyślić. Już nie próbował wypowiadać imienia widma, gdyż szybko doszedł do wniosku, że nie przyniesie to żadnych rezultatów. Musiał być bardziej bezpośredni, jeśli chciał coś osiągnąć. I chyba znalazł rozwiązanie...
 Reptilianin podszedł do gadziej istoty, która już długo nie wykazywała oznak aktywności oraz zainteresowania otoczeniem. Jaszczur stawał się z tego powodu coraz bardziej śmiały i skory do testowania kolejnych, coraz odważniejszych metod. Tym razem stanął przed nim. Bardzo blisko. Wystarczająco blisko, aby nagle wyciągnąć do przodu ręce i spróbować z całej siły przewrócić widmo na plecy. To musiało się udać!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1401
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Aedroth-Et'Ada   Sob Paź 21, 2017 9:26 pm

NPC Storyline - Kaartarn

Kto kogo wystawiał na prawdziwą próbę? Gdyby znajdującego się tutaj starożytnego, zamienić z pewnym czarnołuskim widmem, to zapewne to Chris testowałby cierpliwość swego mentora. Bardzo poważnie testował. Na szczęście dla całej trójki, Christopher był sobą, a przed nim siedział starożytny - wieczny suweren.
Słowa nie zdały się na nic. Próba odejścia od widma? Również. Choć na ta ewentualność przygotowany był jeden z młodzików, niemniej gad będący ich gościem, nie odważył się podejść na tyle blisko. Może i słusznie. Kolejnym etapem były więc próby przekroczenia tej straszliwej granicy dotyku, sprawdzenia jak dużą część ręki utraci młody reptilianin, gdy ośmieli się położyć rękę na starożytnym. Nie utracił niczego. Łuski i mięśnie pod nimi nie tylko były twarde, co nawet przyjemne w dotyku - jak na pancerz - oraz ciepłe, choć nie przesadnie. Kaartarn, choć nie dawał znaku życia, zwracał teraz szczególną uwagę na swego małego podopiecznego. Brak paniki przy dostrzeżeniu własnej przemiany, został odebrany jako plus. Nawet przekroczenie bariery i samodzielne zbliżenie się do starożytnego. Dotyk nie był dla widma niczym szczególnym, gdyż Urkyn'Varies wykorzystywali to jako zwyczajny element kontaktu między jednostkami. Czasami gesty i dotyk zastępowały słowa, myśli czy obrazy, przekazywane dzięki więzi telepatycznej. Christopher znajdował się na dobrej drodze do wpasowania się w mieszkańców tego miejsca, co było szczególnie ważne dla jego pobytu tutaj. Był młody i niedoświadczony, w obcym miejscu, w nowej sytuacji. Widma były cierpliwe, jednak wymagające. Musiał grać na ich zasadach, nie mogąc tworzyć własnych.
Kolejna faza operacji wybudzenia złocistego widma. Próba przepchnięcia stwora przez ramię, była tak efektywna, jak próba przepchnięcia ściany wieżowca. Działały tu proste prawa fizyki. Dłoń po przeciwnej stronie, wsparta na kolanie, tworzyła naturalną zaporę dla tego ruchu, uniemożliwiając mężczyźnie wywrócenie gada. Niemniej ten się nie poddał, a ta upartość została tutaj odebrana jako kolejny plus. Świadomie lub nie, reptilianin spróbował pchnąć widmo od frontu. Owinięty dookoła nóg ogon, nie stanowił już tak dobrej podstawy zabezpieczającej. I choć Kaartarn mógł po prostu oprzeć się temu ruchowi, postanowił nagrodzić pomysłowość młodzika. Wykorzystanie prostych praw grawitacji potrafiło być bardzo pomocne, a nie było lepszego sposobu na zapamiętanie ich działania, niż dobry efekt działań.
W tym wypadku, czarnołuski zaczął przechylać się do tyłu. Nie mógł jednak pozwolić, by młodemu reptilianinowi wszystko uszło płazem. Nie wykonał polecenia, nie poddał się medytacji i nie wyciszył umysłu. Zamiast tego przeszedł do kolejnej fazy, oswajając się ze swym opiekunem oraz sprawdzając czy można go powalić. Otóż można, choć na jego zasadach. Złote ślepia gada otworzyły się, kiedy ten przechylał się do tyłu. W ułamku sekundy, zanim młody zdążył zareagować, starożytny podniósł prawą rękę i chwycił dłonią za lewy nadgarstek swego podopiecznego, ciągnąc go za sobą. Dokładniej na siebie, choć to nie było tutaj problemem.
Widmo poleciało na grzbiet, ciągnąć go w dół. Tutaj, umiejętności akrobatyczne Chrisa pozwoliły mu wybrać sposób lądowania. Mógł potknąć się o nogi widma, przewalając się i wbijając w twarde łuski, przez co lądowanie do najmilszych należeć nie będzie (choć nie będzie również bolesne, niemniej może okazać się mniej przyjemne, niż lądowanie na stogu siana). Utrzymując równowagę, Christoper mógł przejść po ugiętych nogach widma lub wpasować stopę idealnie między nie, co pozwalało na nieco przyjemniej lądowanie, bo ściągnięcia w dół nie mógł uniknąć. Zależnie od wprawy, młody wyląduje albo na brzuchu albo w okolicach mostka widma, które na trawę padnie z lekko uniesionym korpusem. Kaartarn, po upadku, zmierzy Chrisa wzrokiem i nie pozwoli mu wstać, przytrzymując jego rękę wklejoną w swe łuski na korpusie. Prymitywne instynkty nie powinny dać reptilianinowi do zrozumienia, że jakkolwiek wygrał. Wprost przeciwnie, padł, bo czarnołuski tego chciał. Teraz nie był się w stanie wyrwać, nawet jakby szaleńczo próbował. Tak, jak wcześniej, starożytny miał pełną władzę nad tym, co się działo.
/Jeśli pragnąłeś mnie przytulić, nie potrzeba było powalać mnie na grzbiet./ Skomentował żartem, ukazując swe kły w lekkim uśmiechu, niemniej nadal nie puszczając młodego. Oczywiście, nie o to chodziło. Wpierw trzeba było rozładować ewentualne emocje, które mogły się narodzić. Dopiero po tym, można było przejść do dalszych rozmów lub działań.
/W tej postaci ważę trzy tony, Christopherze. Miej to na uwadze./ To wyjaśnienie miało uświadomić młodemu gadowi, w jak trudnej sytuacji się znalazł oraz że powinien zachować nieco więcej ostrożności. Kaartarn należał do grupy "tych cięższych" widm. Umięśnienie, pancerne łuski, gruba skóra - robiły swoje. Pomimo sylwetki atlety. Stąd też potworne różnice w ich sile. Niemniej młody musiał zrozumieć, że te istoty są dla niego zagrożeniem, zwłaszcza w momencie jego nieuwagi. Gdyby czarnołuski upadł na niego, to prawdopodobnie byłby zmuszony zeskrobywać młodego reptilianina z trawnika. Albo własnych łusek.
/A teraz powiedz mi, mały przyjacielu, co chciałeś osiągnąć oraz czy udało się to tobie osiągnąć?/
Ostatnie wypowiedziane słowa, były już nieco cieplejsze w odbierze. Mniej neutralne, obojętne. Bardziej protekcjonalne i opiekuńcze. Kaartarn przypasował teraz do Chrisa ten sam sposób zachowania, jakim darzył młode widma. Jego dłoń puściła nadgarstek reptilianina, choć czarnołuski w żaden sposób go nie wyganiał ani nie popędzał. Dla widma, on po prostu nic nie ważył, a sama sytuacja w żaden sposób nie była nieprzyjemna czy dziwna. Najlepiej świadczyły o tym reakcje młodzików i egzekutora, a raczej brak tychże reakcji. Spodziewać by się można, że za próbę znieważenia - bo przecież popchnięcia - starożytnego, spotkałaby go kara z ich strony. Nie wydarzyło się nic. I tym razem nie było to spowodowane protekcją, jaką zapewniał starożytny.
Czarny oparł swe łokcie na trawie, nogi swobodnie prostując oraz rozluźniając ogon, któremu pozwolił pokrążyć swobodnie po trawie na lewo i prawo, wyłapując przy tym reakcje młodego. Oczywiście Kaartarn wiedział, że chodziło o nadmiar energii, który dodatkowo sam wyzwolił u reptilianina. W końcu kazał mu biegać, a potem usiąść. Nie męcząc go ówcześnie. Na to przyjdzie jeszcze czas.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Christopher Varcer

avatar

Liczba postów : 132
Data dołączenia : 19/03/2017

PisanieTemat: Re: Aedroth-Et'Ada   Czw Paź 26, 2017 6:29 pm

Upartość Chrisa w końcu zaowocowała. Mężczyzna próbował różnych metod i mimo wcześniejszych niepowodzeń, był pewien, że ta jedna na pewno go nie zawiedzie. Nie mylił się. Gdy tylko widmo zaczęło przechylać się do tyłu, na twarzy Christophera pojawił się pełen wigoru uśmiech, a ślepia jaszczura wręcz zabłysły młodzieńczą dumą, przepełnioną wewnętrznym poczuciem ogromnej siły we własnych rękach oraz najprawdziwszą satysfakcją. Udało mu się, naprawdę mu się udało! Czując ten sukces w powietrzu, mężczyzna zaczął napierać na klatkę piersiową widma jeszcze mocniej. Były to zaledwie sekundy, ale dla Chrisa to wciąż było za mało. Był już święcie przekonany, że wygrał i wtedy...
 Kaartarn, ku wielkiemu zaskoczeniu reptilianina, chwycił go za nadgarstek i pociągnął za sobą. Mimo iż uczłowieczony gad wcześniej był strasznie niezdarny i zdawać się mogło, że nastąpiła jakaś pomyłka, Chris, odruchowo, w ciągu tych ułamku sekund wykazał się niesamowitym, wręcz nadludzkim zmysłem równowagi. Źrenice reptilianina zwężyły się i jaszczur usadowił stopę między nogami starożytnego, dostosowując się do siły i prędkości, jaka na niego oddziaływała, zamiast próbować zahamować lub zerwać się do ucieczki w przeciwnym kierunku.
Jaszczur upadł na wielką klatkę piersiową Kaartarna, lecz nie jakoś gwałtownie czy twardo. Sam upadek zdawał się być w jakimś stopniu kontrolowany, pomimo szoku, jaki Chrisowi towarzyszył.
Mężczyzna nie zrozumiał od razu, co się takiego stało, więc w pierwszej chwili zacisnął pięść i próbował oswobodzić uwięzioną rękę, zanim w ogóle się rozejrzał i zapoznał ze swoim obecnym, dość nietypowym położeniem. Kiedy samo unoszenie kończyny nie zadziałało, jaszczur próbował obrócić się na lewy bok, uważając, aby nie uszkodzić sobie w żaden sposób nadgarstka, który jednak pozostał unieruchomiony, udaremniając wszelkie próby uwolnienia się. Jaszczur był nerwowy, lekko spanikowany tym nagłym zwrotem akcji, ale gdy usłyszał Kaartarna, od razu przerwał i skierował swój wzrok na niego. Wtedy już zrozumiał. Ten jakże niesprawiedliwy według niego ruch i irytacja z nim związana od razu ustąpiła miejsca zawstydzeniu, które prędko wyciszyło jego instynkty. Oczywiście nie zamierzał tego zawstydzenia po sobie pokazać. W jego świecie takie naruszanie przestrzeni nie uchodziło za normalne, a tym bardziej akceptowane. Nie był również pewien czy taki upadek był przez starożytnego zamierzony.
- Ja się z nikim nie tulę. - powiedział zdecydowanym tonem, gromiąc postać starożytnego spojrzeniem swych gadzich ślepi, zostawiając w spokoju tę nieszczęsną, wiecznie unieruchamianą rękę.
Oczywiście jego słowa były dalekie od prawdy. Bardzo dalekie, ale nie mógł pozwolić, aby stracił wizerunek dzielnego wojownika, jaki przed chwilą sobie wykreował. Chris uchodził za domowego pieszczocha, szczególnie w okresie pisklęcym, kiedy bez przerwy szukał uwagi u ludzi, z którymi żył. Zawsze chciał być brany na ręce, noszony, grzany ich własnym ciepłem i stale im towarzyszyć. Tak bliski kontakt zapewnił mu silne więzy z tą rasą. Uczynił kimś, kim nie był naprawdę. Był rozpieszczony... Może aż za bardzo, gdyż do czasów obecnych niewiele się zmieniło. Jako człowiek - osiągnął już pełnoletność, lecz czasem do tej prawdziwej dorosłości było mu bardzo daleko, a innym razem wydawał się być znacznie mądrzejszy od ludzkich rówieśników w jego wieku.
Po wzmiance o faktycznej wadze starożytnego, mężczyzna opuścił głowę, rozluźniając mięśnie, będąc zawiedziony swoją porażką. Przez ten krótki moment uwierzył, że to on był górą. Potraktował to jak wyzwanie, osobisty test swoich możliwości. Wszystko dla zabicia nudy, która tak go dręczyła. Tylko czy właśnie to miał odpowiedzieć Kaartarnowi? Że tak wiele ryzykował, bo nie miał co ze sobą zrobić? Czarnołuski znał odpowiedź, zanim ona nadeszła.
- Chciałem, abyśmy porobili coś fajnego. Jest tutaj jeszcze tyle rzeczy do zobaczenia. Czemu musimy tak tutaj siedzieć? Tamci nie muszą tego robić.- jęknął cicho, wyrażając swój młodzieńczy bunt i marszcząc lekko czoło.- Emm... I jaki to ma sens? Ta cała "medytacja". - zapytał, przechylając głowę i tym razem unosząc brwi. Christopher nie rozumiał idei medytacji ani jej prawdziwego znaczenia. Dla niego wydawała się ona nudna. Dziwna.
Chociaż Chris w pierwszych chwilach od upadku chciał zejść ze starożytnego, puszczenie nadgarstka nie sprawiło, że jaszczur się wycofał i odszedł. Zamiast tego pozostał na swoim miejscu, raz przyglądając się smoczym łuskom pod sobą oraz pyskowi samego widma, a raz kierując wzrok na ogon, którego ruch, jak każdy inny, zwracał uwagę reptilianina.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1401
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Aedroth-Et'Ada   Nie Paź 29, 2017 3:47 pm

NPC Storyline - Elgard|Kaartarn

Czarnołuski nie zamierzał się kłócić. Ze zrozumieniem spoglądał na Chrisa, nie przypominając mu o zasadach działania telepatii oraz dostępie do wspomnień reptilianina. Skierował natomiast wzrok na ćwiczące młodziki. Lub w tym wypadku, kończące swój trening. Szarołuski egzekutor zebrał ich wszystkich w szeregu, stając przed nimi i przemawiając do nich za pomocą telepatii. Dla osoby stojącej z boku, wyglądało to tak, jakby wszyscy w ciszy się na siebie patrzyli. Młode, wyprostowane widma stojące przed dorosłym osobnikiem, ze ślepiami wpatrzonymi w niego, jak w obrazek. Krótka przemowa miała miejsce, by szarołuski zniknął, rozpływając się niczym cień oraz dając młodym czas wolny. Widma nie traciły ani chwili, rozchodząc się oraz rozbiegając we wszystkich kierunkach. Niektórzy również pozwolili sobie teleportaję, znikając Kaartarnowi oraz Chrisowi z zasięgu wzroku.
Wracając spojrzeniem do małego kompana, starożytny dojrzał leżącego na sobie ni to człowieka, ni jaszczura. Bardziej mutanta, podobnego do tych, którzy chodzili po ziemi. Jego wzrok uważnie przesunął się po dłoniach istoty, dostrzegając pojawiając się zmiany. Celem było, by efekty te zostały z nim na stałe.
/Ideą medytacji nie jest brak myśli, lecz wyciszenie ich i skupienie na jednym, konkretnym celu. Twojej mocy. Zdolnościach, jakie posiadasz, a których nie posiadają otaczający ciebie ludzie./
Młodzieńczy bunt został całkowicie zignorowany, ustępując pola kolejnym lekcjom, póki co - teoretycznym. Korzystając z okazji do wyjaśnień, czarnołuski podniósł prawą rękę, pozostawiając sobie podparcie wyłącznie na lewym łokciu. Uniósł ją lekko ponad Christophera, a następnie oparł dłoń na głowie jaszczura, zatrzymując ją tam jedynie na sekundę. Wsuwając, w miarę możliwości, dłonie i pazury pomiędzy imitację włosów, jakimi były kolce, czarny przesunął dłonią po głowie Chrisa, zjeżdżając na kark, docierając aż do łopatek. W tamtym miejscu, dłoń podniosła się, opierając ciężar na ostrych pazurach, którymi teraz zaczął sunąć w drugą stronę. Drażnił przy tym skórę jaszczura, nie pozostawiając trwałych śladów. Zajęcie podobne, do tego wcześniejszego, jedynie tym razem zatrzymał się na karku leżącego.
/Zdolność stopienia się z otoczeniem, czego nie dostrzeże nieuważne oko. Umiejętność modyfikowania wyglądu, dzięki której tak upodobniłeś się do tych, wśród których żyłeś. Niemniej, zawsze pozostawałeś sobą./
Kontynuował swe wyjaśnienia, planując lada moment przejść do kwintesencji swej wypowiedzi. Jeśli Chris do tego momentu nie uciekł, Kaartarn zamierzał kontynuować wędrówkę swej dłoni, tym razem zsuwając pazury na wysokość lędźwi, a następnie ciągnąć je do góry. Uczucie miało być nieprzyjemne. Bo o ile starożytny nie mówił mu "wynocha", o tyle nie był to moment na odpoczynek. Nadal okazja, by Chris zapamiętał, iż widma lubią komunikację niewerbalną.
/Mis... Kaartarn./
Odezwał się kolejny, nieznany głos. Należał do młodego osobnika, który podszedł do dwójki w czasie ich rozmowy, zbliżając się od strony nóg, stąd starożytny wiedział o jego obecności, jednakże Chris mógł ją przeoczyć. Jeśli do tego momentu, Christopher będzie upierał się przy swej aktualnej pozycji, to kolejnym elementem świadczącym o tym, że ma zejść, będzie stanowcze spojrzenie widma. Nie powinien tego zignorować. W ten czy inny sposób, czarnołuski będzie wolny, pozwalając sobie podnieść się do pozycji siedzącej. Jak wcześniej, mając skrzyżowane nogi. Oprze swe ręce na kolanach, kierując spojrzenie na młodego osobnika, który do nich podszedł. Kolejne widmo, tym razem bardziej różniące się od poprzednich. Łuski ciemnego, zielonego koloru, może nieco bagiennego. Idealnie nadawały się do maskowania w zielonych, lesistych terenach. Ciało stwora miało zadbaną, nieco atletyczną budowę. Mięśnie nie były tak rozwinięte, jak u dorosłych osobników. Dodatkowo wzrost, stwór był niemalże równy Chrisowi. Niemalże, bo dwa centymetry niższy. Wiekowo, planował się pomiędzy wcześniej spotkanymi młodzikami - jeszcze niższymi od niego - a dorosłymi widmami. Tak więc nadal był młody. Nadal był młodzikiem. Stał wyprostowany, wpatrując się w reptilianina z ciekawością, co jakiś czas zerkając na starożytnego. Początkowo chciał zacząć od "mistrzu", jednak urwał w pół słowa, pamiętając, że nie należy się w ten sposób zwracać do wiecznego suwerena. Stosownie, wolał on być wołanym po imieniu.
/Kim jest ten osobnik?/
Zapytał, skupiając swe spojrzenie na młodym jaszczurze. Czarnołuski nie odpowiedział zielonemu, a jedynie spojrzał wymownie na młodego gościa. Raczej na tyle dorosłego, by potrafił przedstawić się samodzielnie. Tego oczekiwał. Jeśli sam tego nie uczyni, Kaartarn stosownie nakłoni do go tej czynności. Zielonołuski nie będzie zwlekał z przedstawieniem się, jak tylko usłyszy imię przybyłego.
/Jestem Elgard./
Przedstawił się krótko, nie zamierzając dopytywać o szczegóły pobytu obcego. Choć niezmiernie go ciekawiły, co dało się dostrzec po lekkiej ekscytacji, ujawnionej w ruchach ogona za plecami młodego widma. Rytmicznych, szybkich, płynnych. Był bardzo ciekaw tego osobnika, nie bardzo mogąc oderwać od niego wzrok oraz uważnie lustrując sylwetkę obcego.
/Elgardzie, zaprezentuj Christopherowi kontrolę nad żywiołem przy skupieniu oraz bez skupienia./
Zielony, gdyby tylko był w stanie, postawiłby uszy do pionu, spoglądając na mentora z czystym zaciekawieniem. Niemniej nie należał do tych, którzy kwestionowali decyzje starożytnych, dlatego szybko przeszedł do czynów. Cofając się o dwa kroki, zielony pochwycił cząsteczki wody znajdujące się w otoczeniu, unosząc przy tym lewą rękę, uginając ją w łokciu oraz zaciskając w pieść. W okolicy powstało kilka małych, wodnych kul, które utrzymały się w powietrzu przez kilka sekund, a następnie zostały rozsadzone przez nagromadzoną energię, która rozrzuciła wodę po okolicy, w tym na całą trójkę znajdującą się tutaj. Widma nie wydały się w żaden sposób wzruszone kontaktem z wodą. Pierwszy etap został wyraźnie zakończony. Bez skupienia. Przy drugim, zielonołuski zamknął swe ślepia i rozsunął ręce na boki, unosząc je nieco na wysokość własnych żeber. Przesunął rękoma naprzód, powolnym i spokojnym ruchem. Ogon mu znieruchomiał, a sam stwór zaczął powoli oraz miarowo oddychać. Znieruchomiał na kilka sekund, by w kolejnym kroku otworzyć swe ślepia, ukazać nieco zaciśnięte kły przez podniesione wargi, opuścić lewą rękę oraz podnieść prawą do góry. Podniesioną dłoń zacisnął w pięść, wydobywając z siebie cichy warkot, a następnie szarpnął nią gwałtownie w dół, schylając się i uginając kolana. Wyglądało to tak, jak gdyby pociągnął za linę. Równo z zakończeniem ruchu, z nieba spadł deszcz. Cała okolica okryła się przyjemną, ciepłą mżawką. Do uszu całej trójki dotarł szum spadającej z nieba wody, choć niebo pozostało bezchmurne. Kończąc ruch, młodzik wyprostował się, oczekując reakcji lub innych poleceń. Te nie nadeszły. Jedynie starożytny zwrócił swe spojrzenie na Christophera.
/Do tego służy medytacja, mały przyjacielu. Chcę byś przestał udawać człowieka czy mutanta, a zaczął stawać się sobą. Istotą z wyglądu zbliżoną do nas./
Wyjaśnił, oczekując teraz jasnej odpowiedzi, choć nie musiała być słowna. Oczywiście Kaartarn nie oczekiwał pstryknięcia palcem i nagłej zmiany formy przez jaszczura. Bardziej chciał go uświadomić. W tym momencie mogli skupić się na bardziej praktycznych aspektach jego pobytu w Aedroth-Et'Ada. Wzrok gada powrócił do młodzika, który przed nimi stał. Wyprostowany, postawa zasadnicza, oczekując na kolejne polecenia. A skoro już tutaj był, mogli to wykorzystać. W końcu Chris uskarżał się na nudę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Christopher Varcer

avatar

Liczba postów : 132
Data dołączenia : 19/03/2017

PisanieTemat: Re: Aedroth-Et'Ada   Pon Paź 30, 2017 10:46 pm

Łuski widma wydawały się twarde, mocne, wręcz pancerne, ale równocześnie przyjemne w dotyku i ciepłe. Jakże nietypowe było to połączenie. Chris nigdzie się nie spieszył, ponieważ takie leżakowanie powoli zaczynało mu odpowiadać. I to wiele bardziej, niż bezczynne siedzenie na trawie i myślenie o niebieskich migdałach. Jakkolwiek wcześniej było to dla niego niezręczne i dziwne, nie mógł zaprzeczyć, nawet przed samym sobą, że ciepłe podłoże bardzo go uspokajało. Nieważne, czy chodziło o kontakt z żywą istotą, czy o fragment nagrzanego biurka - efekt był ten sam. Napięcie spokojnie uchodziło z ciała jaszczura, podobnie jak energia, która chwilę wcześniej tak utrudniała mu wykonanie polecenia czarnołuskiego.
 Mężczyzna podążył wzrokiem w ten sam punkt, który najwyraźniej zwrócił uwagę Kaartarna. Nadszedł w końcu koniec treningu, choć nie wiadomo dokładnie, kiedy się on rozpoczął i ile on trwał - w końcu Christopher przybył tutaj już w jego trakcie. Młodziki szybko się rozeszły. Christopher chciał na każdym z nich zawiesić swój wzrok nawet na moment, lecz nie było mu to dane. Kto wie, czy te młode widma nie miały jeszcze innych zajęć. Być może Ankylon nie był jedynym ich nauczycielem?
 Jaszczur przypomniał sobie o Kaartarnie po dłuższej chwili, ale i tak od razu zmrużył powieki, jakby przypominając mu o tym, że nadal nie otrzymał oczekiwanej odpowiedzi i nadal na nią liczy. Gdy już ją dostał, niepewnie pokiwał głową, ale nie zadawał pytań - na nie przyjdzie jeszcze czas.
 Kiedy starożytny położył dłoń na mężczyźnie, mógł poczuć na jego plecach łuskowatą strukturę. Bardziej wyczuwalną i twardszą, niż na klatce piersiowej. Delikatne zielone pręgi odznaczały się na skórze reptilianina, a jej zabarwione na zielono fragmenty były pozostałością po formie, która przez tyle czasu wciąż zanikała. Chris początkowo posłał czarnołuskiemu pytające spojrzenie. Próbował jakoś ten gest zignorować, a raczej zaakceptować, nie rozumiejąc od razu jego celu. Myślał, że na tym to właśnie polegało. Że to jakiś kolejny dziwny test. Po czasie jednak uczucie było na tyle nieprzyjemne, że reptilianin zszedł z Kaartarna, wykonując przy tym obrót i sturlał się na trawę, tuż obok widma. Nawet jeśli początkowo nie zrozumiał polecenia, właśnie je wykonał. Mimowolnie. Nie trzeba było słów.
Kaartarn bardzo dużo wiedział o Chrisie i sam Chris nie mógł ukryć swojego zdziwienia, co do trafności wszystkich swoich cech. Zdawało mu się, że rozmawia z kimś, kto potrafi go zrozumieć bardziej, niż ktokolwiek inny. Mężczyzna czuł się z tego powodu niejako zmieszany. Niemal od zawsze wiedział, że się wyróżniał, lecz zawsze starał się czynić tak, aby jak najmniej odstawać od reszty. Czasem wręcz wierzył, że jest całkowicie normalny. Normalny, czyli, że jest człowiekiem. Nikim innym. Wczuwał się w swoją rolę, jaką zaczął odgrywać od dnia, kiedy trafił w ręce ludzi.
 Spojrzał na swoją pokrytą łuskami dłoń, uzbrojoną w średniej długości pazury, w momencie, gdy wieczny suweren wspomniał "o byciu sobą". Powoli zbliżył ją do swojej piersi, chwytając ją za nadgarstek. Ręka zaczęła nabierać bliższy ludzkiemu wygląd, lecz proces ten został przerwany przez niespodziewanego gościa, który od razu odwrócił uwagę reptilianina. Jaszczur, który dotąd siedział tyłem do obcego, odwrócił głowę, opierając swój ciężar na górnych kończynach.
Przed jego oczami ukazał się nieznany, ciemnozielony gad. Barwa jego głosu mogła zdradzić, iż nie należał on do w pełni dojrzałego osobnika. Wzrost także to sugerował. Jaszczur nie ukrywał zaskoczenia, wywołanego obecnością młodzika. Nie spodziewał się, że jakikolwiek się do nich zbliży. To, że znał Kaartarna, było aż zbyt oczywiste. Starożytny już udowodnił, że znają go tutaj wszyscy.
Chris odwrócił się przodem do przybysza, lecz nadal pozostawał w pozycji siedzącej, uginając przy tym jedno kolano. Obejrzał młode widmo od góry do dołu, nie wiedząc, jak powinien zareagować. Wolał unikać kontaktu wzrokowego, lecz co jakiś czas zerkał na ślepia obcego.
- Jestem... Chris..? - przedstawił się, powoli podnosząc się z ziemi. Ludzie nauczyli go, że podczas rozmowy tak wypada. Nie podał jednak ręki. Wolał tego unikać przy kontaktach z istotami z tych stron.
Zauważył za to coś, co go zaciekawiło.  Teraz mógł idealnie określić faktyczny wzrost Eldgara, który w rzeczywistości prawie wcale nie różnił się od wzrostu Christophera. Mimo iż twarz jaszczura niczego nie zdradzała, delikatne uniesienie kolców na głowie ukazało jego zainteresowanie postacią młodzika. Dotychczas Chris nie wydawał się przyjaźnie nastawiony do widm, lecz tym razem sytuacja wyglądała inaczej. Oderwał wzrok od sylwetki zielonołuskiego i zwrócił go na Kaartarna, słysząc polecenie. Sam odstąpił kilka kroków od młodzika, niepewny tego, co zaraz nastąpi.
A nastąpiło coś, czego się nie spodziewał. Obserwował poczynania rówieśnika i nie mógł uwierzyć własnym oczom. Jedna z wodnych kul uniosła się na wysokości jego twarzy, a reptilianin wpatrywał się w nią z fascynacją. Uniósł swą prawą rękę i palcem wskazującym chciał dotknąć wodny twór Eldgara i gdy tylko pazur jaszczura dotknął jej powierzchni, w tym samym momencie kula pękła, rozpryskując wodę prosto na jego twarz. Chris przechylił głowę do tyłu, lecz jeszcze przez chwilę stał z uniesioną ręką, a ciecz spływała po jego pysku oraz włosach. Gdy otrząsnął się z szoku, prychnął, wycierając dłonią lico. Bardzo zabawne.
Mimo tej głupiej sytuacji, postanowił przyglądać się dalej, na nowo całkowicie pochłaniając się czynnościom zielonołuskiego. Tym razem ponoć miało zostać wykorzystane skupienie młodzika. Mężczyzna dokładnie analizował ruchy Eldgara, szczerze obawiając się tego, co się szykuje. Zbliżył się do wiecznego suwerena, wciąż jednak patrząc przed siebie. Parę gestów i  pełne skupienie wystarczyło, aby ni stąd, ni zowąd zaczęło padać. Chris spojrzał w górę i zamrugał, cofając się bardziej. Nie ze strachu, a z wrażenia. Odwrócił głowę do starożytnego, aby upewnić się, że on też to widzi.
- To niesamowite! Jak on to-- - i wtedy wtrącił się czarnołuski. Reptilianin wyciszył się.
- ... zbliżoną do was... - wyszeptał, mimowolnie kierując wzrok na zielonołuskiego. Od samego początku czuł pewne podobieństwo do Eldgara. Czy wciąż można było to nazwać zwykłym przypadkiem? Trafienie tutaj, poznanie gadzich, humanoidalnych istot?
- Czyli jak rozwinę swoje umiejętności to nauczycie mnie panować nad wodą? - zapytał z ogromnym entuzjazem, niemal krzycząc. - Też tak chcę! - zawołał nagle, spoglądając na nich na przemian.
- A teleportacja? Jak się skupię to będę mógł się przenieść na przykład na drugą stronę tamtej rzeki? - zapytał, wskazując pazurem kierunek, z którego przyszli.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1401
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Aedroth-Et'Ada   Wto Paź 31, 2017 9:20 pm

NPC Storyline - Elgard|Kaartarn

Krople wody rozbijały się na łuskach obu widm, swobodnie spływając po ich ciałach, powodując odbijanie się światła oraz niejako podkreślając sylwetki obu stworzeń. W tym momencie, wzrok obu gadów skupiony był na Christopherze, zachwycającym się perspektywą zyskania nowych, potężnych mocy. Jako, że młody reptilianin zbliżył się do czarnołuskiego podczas krótkiego pokazu, ten wykorzystał moment podniesienia przez niego ręki w celu wskazania im miejsca po drugiej stronie rzeki. Elgard podążył wzrokiem na wskazane miejsce, natomiast Kaartarn przysunął swe przedramię do przedramienia młodego, ustawiając je równolegle, nadgarstek w nadgarstek, by ich łuski zetknęły się. Czarny nadal znajdował się w pozycji siedzącej. Mając pewność, że jego nowy podopieczny nie odskoczy już od niego poparzony, starożytny odczekał, aż ten zwróci ku niemu swe spojrzenie.
/Jak my, Christopherze. Masz podążać ku swej prawdziwej formie, a nie uciekać się do ludzkiego przebrania./
Krótka wypowiedź widma połączona została z kolejnym działaniem z jego strony, tym razem wpływającym na ciało młodego mężczyzny. Zmiany zaczęły ponownie się cofać i tak, jak ten na chwilę przybliżył swą rękę do bardziej ludzkiego wyglądu, tak starożytny ponownie pokrył ją stosownie łuskami oraz proporcjonalnymi pazurami.
/Zabraniam tobie cofać tego procesu bądź go zwalczać./
Dodał spokojnym, stonowanym głosem. W odbiorze był miły, jednak stanowczy. Nie zamierzał pytać czy Chris go zrozumiał, bo nie miał ku temu żadnej wątpliwości. Zmiany wymagała mentalność młodego jaszczura, który od początku uczony był, że to tylko "mutacja" oraz coś "złego". Korzystając z momentu skupienia uwagi na Kaartarnie, zielonołuski samiec podszedł powoli do drugiego młodzika. Nie podkradał się ani nie ukrywał zmniejszenia dystansu, nie zamierzając tworzyć nieprzyjemnej sytuacji. Zajął się za to realizowaniem swej ciekawości, którą teraz wzbudził sam Chris oraz zwrócenie uwagi zielonego, na przemianę młodzieńca. Lewa dłoń uniosła się do góry, zbliżając się powoli oraz opierając na plecach jaszczura, na wysokości jego łopatek. Wpierw pręgi oraz łuski odczuły łagodny dotyk końcówek palców młodego widma, wspomożony ostrożnym, lekkim uczuciem pazurów, sunących po plecach. Zielonołuski był delikatny, jednocześnie niezmiernie ciekawy nowej istoty. Kaartarn nie obawiał się dotknąć Chrisa, więc Elgard założył, że znajdując się przy starożytnym oraz w Aedroth-Et'Ada - miał prawo do tego samego. Z punktu widzenia widm, założył słusznie.
/Są jak nasze. Twoje łuski. Młode. Niewykształcone, jednak o wielkim potencjalne. Będziesz miał wspaniały, naturalny pancerz./
Młodzik skomentował swe odkrycie, będąc dość zafascynowanym przez to zjawisko. Początkowo sam miał Chrisa reprezentanta jakiejś planety, gdzie łączy się wygląd humanoidalny z łuskami, kłami, pazurami. Niemniej widząc lekką przemianę, która na nim następowała, Elgard nie miał wątpliwości co do tego, kim był Christopher. Zwłaszcza, że obok znajdował się Kaartarn, który zdążył powiedzieć wystarczająco dużo, dla wyciągnięcia wniosków. Zielonołuski nie cofnie dłoni, jeśli jaszczur się nie odwróci. Gdy to jednak zrobi, zielony opuści rękę, stając wyprostowany i robiąc krok do tyłu, by obaj mieli trochę miejsca. Jednocześnie sam nie będzie się poruszał ani rzucał żadnych sugestii niewerbalnych, spodziewając się możliwego odwdzięczenia się za ciekawość. Kaartarn do tego czasu zdąży opuścić swą rękę, opierając ją ponownie na własnym kolanie oraz obserwując dwóch młodych adeptów.
/Twą aktualną mocą ma być przybranie prawdziwej formy. W przyszłości sprawdzimy, jakie jeszcze dary posiadasz./
Starożytny raczył odpowiedzieć na wcześniej zadane pytanie. Nie chciał trzymać go w niepewności bądź dać mu do zrozumienia, że nie uzyska odpowiedzi. Jednocześnie odpowiedź ta była lekkim kłamstwem, gdyż czarny znał już możliwy zakres naturalnych zdolności reptilianina. Nie zamierzał tutaj niczego przyśpieszać. Znów ogony zdradzały intencje. Starożytny owinął ogon dookoła swej postaci, pod nogami, unieruchamiając go. Ogon Elgarda pozostawał w ciągłym ruchu, sygnalizując jego emocje, pozytywne zainteresowanie - już nie tak obcym, który został nowym podopiecznym czarnołuskiego. Obaj mieli teraz wspólnego mentora, w postaci suwerena. A on miał już dla nich zaplanowaną przyszłość. Zanim przedstawił im swój plan, Kaartarn podniósł się do góry, stając przed nimi wyprostowany. Ustawiając się mniej-więcej po środku, stwór podniósł obie ręce, kładąc je na ramionach obu podopiecznych. Skierował na nich spojrzenie swych złotych ślepi, przeskakując raz na jednego, a raz na drugiego. Wtedy też usłyszeli jego głos.
/Zdążyliście się poznać, przejdziemy dalej. Chcę, byście udali się razem na klif, na zachód stąd. Godzina drogi biegiem, do tego kilka... dziesiąt pułapek. Kilka zasad, których macie się trzymać. Po pierwsze, trzymacie się razem./ Zaczął dość prosto, skupiając teraz uwagę na reptilianinie. Następna cześć była jasno skierowana do niego. /Christopher. Jako, że jesteś teraz mym podopiecznym, musisz nauczyć się trzymać przy mych braciach oraz siostrach, zwłaszcza tutaj. Twoim zadaniem jest dotrzymać kroku Elgardowi, powierzając mu pełnię swego zaufania./ W tym momencie, suweren skierował spojrzenie na zielonołuskiego, odwzajemniającego kontakt wzrokowy. /Elgardzie, jako Urkyn'Vareis, twą powinnością jest pełnić opiekę nad innymi istotami. Chcę, byś doprowadził do mnie Chrisa. Macie godzinę./
Po wyjaśnieniu sytuacji, czarny ponownie spojrzał na jednego i drugiego, oczekując już wyłącznie potwierdzenia, ze zrozumieli, co mają zrobić. Ich zadanie było stosunkowo proste, choć wydawać mogło się inaczej. Jeśli obaj potwierdzą mu, że wszystko rozumieją - co Elgard uczyni natychmiast, poprzez skinięcie łba - Kaartarn zniknie w delikatnym, złotym błysku, pozostawiając ich samych. Zielonołuski skieruje wtedy swój wzrok na kompana, oczekując jego gotowości do wyruszenia. Wszakże mieli godzinę, na pokonanie niełatwej trasy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Christopher Varcer

avatar

Liczba postów : 132
Data dołączenia : 19/03/2017

PisanieTemat: Re: Aedroth-Et'Ada   Nie Lis 05, 2017 6:45 pm

W chwili, kiedy wieczny suweren zbliżył swe przedramię do przedramienia Christophera, ten odwrócił jedynie głowę i posłał mu pytające, ale pełne zaufania spojrzenie. Gdyby w tej formie był do tego zdolny, zagryzłby dolną wargę, po usłyszeniu uwagi odnośnie swojej ludzkiej postaci, do której był tak przywiązany i jednocześnie w której był uwięziony, jednakże nie zaprzeczał, nie wykłócał się ze starożytnym. Zamiast tego - skinął głową.
Widok powracającej do poprzedniego stanu ręki, również nie wzbudził w nim żadnej oznaki lęku. Przemiana nie bolała go, była mu bardzo dobrze znana, lecz tym razem otrzymał drobną pomoc od czarnołuskiego. Obecnie wszystkie gesty widma miały na celu ochronić mężczyznę i sprawić, aby się tutaj odnalazł, więc Chris na wszystko się zgadzał, z coraz mniejszym oporem. To był jedyny sposób, jeśli chciał zostać przez mieszkańców zaakceptowany i poznać ich bliżej.
W momencie, gdy proces się zakończył, reptilianin zabrał swą rękę, pokrytą na nowo łuskami, a następnie tą samą kończyną zaczął na zmianę zaciskać palce i otwierać dłoń, przyglądając się jej. "Będę musiał zacząć się do niej przyzwyczajać" - pomyślał i wtem poczuł na swoich plecach czyjś niespodziewany dotyk.  Łuski jaszczura delikatnie uniosły się, a następnie opadły w reakcji na ten nieprzewidziany ruch ze strony młodzika, którego jaszczur spostrzegł, zerkając na niego kątem oka. Uczucie było dla Chrisa przyjemne, czego sam się po sobie nie spodziewał. Nie odpędził od siebie Elgarda, pozwalając mu zaspokoić swoją ciekawość.
- Rzadko kiedy to słyszę. - odparł z uśmiechem na ten niecodzienny komplement młodzika. "Rzadko", czyli nigdy. Mało prawdopodobne, aby ktokolwiek wcześniej z jego otoczenia mógł to zauważyć. Reptilianin bardzo pozytywnie to odebrał. To była jedna z najmilszych rzeczy dotycząca jego odmienności​, jaką kiedykolwiek usłyszał.  Powoli odwrócił się i stanął, wpatrując się w zielonołuskiego, aby po chwili wyciągnąć przed siebie prawą dłoń i umieścić ją na lewej piersi równieśnika. Pazury jaszczura równie delikatnie, co wcześniej pazury Elgarda, przesunęły się po jego łuskach, badając ich strukturę i pozwalając Christopherowi zaspokoić ciekawość, dorównującą ciekawości młodego widma. Łuski ucznia Kaartarna były twarde, bardziej rozwinięte od łusek Chrisa oraz ciepłe. Reptilianin był w stanie poczuć bijące serce istoty, które najbardziej przykuło jego uwagę. Potężny mięsień uderzał rytmicznie pod dłonią jaszczura, skryty pod warstwą silnych zielonych łusek. Gad mógł tak stać godzinami, ponieważ poczuł dziwną, niematerialną więź. Dokładnie taką, jaką dotychczas darzył wyłącznie ludzi. Ocknął się dopiero po odpowiedzi suwerena, zabierając ostrożnie dłoń i odstępując o krok od zielonołuskiego, widząc, że starożytny wstał.
Christopher zamrugał, nie wierząc własnym uszom, lecz nie ośmielił się odezwać i tylko spoglądał na Kaartarna oraz Elgarda, z którym mu teraz przyszło wykonać wspólne zadanie. Godzina drogi nie brzmiałaby tak strasznie, gdyby nie fakt, że obaj uczniowie musieli utrzymać te samo tempo i czas odgrywał tutaj istotną rolę. Na dodatek czarnołuski nie wyjaśnił, czym miałyby być owe "pułapki" (których wspomniana liczba wywołała u Chrisa "skromne" opadnięcie szczęki), więc spodziewać się mogli dosłownie wszystkiego. Czy czas i zachowanie ostrożności szło ze sobą w parze? Czekała ich trudna lekcja.
- Będę się go trzymać. - obiecał starożytnemu. Jaszczur innej opcji na pewno by nie przyjął, więc zgodził się bez wahania. Sam by sobie nie poradził i nie zamierzał mówić, że jest inaczej.
Po zniknięciu Kaartarna, reptilianin odwzajemnił spojrzenie nieco bardziej łuskowatego towarzysza. Zegar zaczął tykać, więc powinni już ruszać. W pierwszej chwili jaszczur zamierzał zacząć odliczanie i pobiec, ale prędko z tego zrezygnował. To nie były żadne wyścigi i nie chodziło o rywalizację. Mieli ze sobą współpracować, co w sumie o wiele bardziej jaszczurowi odpowiadało. Posłał Elgardowi uśmiech i obejrzał się na zachód.
- To co? Ruszajmy. - powiedział i ruszył w wyznaczonym kierunku przez starożytnego, starając się utrzymać równe tempo z młodym widmem i tym razem nie wpaść na żaden nieszczęsny korzeń. Reptilianin trzymał się prawej strony, nie biegnąc zbyt szybko ani zbyt wolno. Rozgrzewka, którą wcześniej zorganizował czarnołuski, była idealnym wstępem do biegu na długie dystanse i choć była ona krótka, nauczyła Chrisa lepiej gospodarować własną energią.
Niewiele czasu minęło i oba młodziki znalazły się nad rzeką, którą mężczyzna już bardzo dobrze znał i liczył, że nie prędko ujrzy ją ponownie. Spojrzał na nurt wody i na brzeg po drugiej stronie. Sam początek biegu prawdopodobnie wystawił ich na ciężką próbę.
- To chyba jedyna droga. - powiedział, biorąc głębszy wdech. Zmarszczył brwi i odważnie zanurzył nogę w wodzie, lecz niemal od razu się wycofał, zataczając niewielkie koło i stając ponownie na suchym, bezpiecznym brzegu.
- Umiesz tworzyć mosty, nie? Powiedz, że tak. - zapytał z nieskrywaną nadzieją w głosie, patrząc maślanymi oczami na Elgarda. Nawet jeśli tego nie potrafił to skoro kontrolował wodę, na pewno znajdzie jakiś sposób na przekroczenie rzeki bez konieczności jej przepłynięcia. Chris nie zamierzał moczyć się w wodzie ani walczyć z jej prądem lub wszelkimi zdeformowanymi stworami w niej żyjącymi. Ostatnią opcję również brał pod uwagę. Od zawsze nie ufał głębokiej wodzie.
Wysilił się na urocze spojrzenie jeszcze bardziej - nigdy go ono nie zawiodło. Na rodziców zawsze działało.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1401
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Aedroth-Et'Ada   Sob Lis 18, 2017 8:58 pm

NPC Storyline - Elgard|Kaartarn

Zielonołuski stanął na chwilę w bezruchu, poddając się gestowi reptilanina. W rzeczywistości, obaj na tym korzystali, bo o ile Christopher miał możliwość poznać nieco strukturę łusek młodego widma, o tyle młodzika zaciekawiła otwarta reakcja ze strony tej istoty, tak podobna do podejścia Urkyn'Vareis.
Na pytanie, zielony po prostu skinął łbem, ruszając zaraz z miejsca, choć specjalnie się nie rozpędzając. Młody znał ten teren i wiedział, że biegną w stronę rzeki, więc nie było się po co rozpędzać. O ile on mógłby próbować tą rzekę przeskoczyć lub przepłynąć z rozbiegu, o tyle nie spodziewał się tego po swym nowym towarzyszu. Obaj musieli zatrzymać się przy rzece, by na szybko obmyślić metodę przedarcia się na drugą stronę. Elgard zbliżył się do brzegu, zerkając na taflę wody i pośpiesznie analizując ich sytuację. Technicznie, mógł teraz próbować poczynić coś swoją mocą, jak zatrzymać nurt rzeki lub kazać wodzie rozejść się w miejscu, w którym mieliby przejść. Opcję reptilanina od razu odrzucił, gdyż utrzymanie takiego mostu byłoby dość wyczerpujące. I tutaj powstał główny problem, podczas którego obmyślania, zielony przesuwał ogonem powoli po trawie, ugniatając ją. Jeśli wyczerpie siły tutaj, a najłatwiej o to poprzez sięgnięcie po moc, może nie dać rady później. Młody obrócił swój wzrok ku Chrisowi, by zobaczyć jego próbę perswazji, skierowaną ku własnej osobie. Nie wydał się nią w żaden sposób poruszony. Wprost przeciwnie, nawet to skomentował, ustawiając się frontalnie do młodego towarzysza.
/Jestem w twoim wieku. To na mnie nie działa./
Skomentował krótko nieudaną próbę przekupienia swej osoby, do wytworzenia im przejścia. Może gdyby stał tu dojrzały przedstawiciel jego rasy, to taka próba miała by większy sens i rację bytu. W tym jednak wypadku, nie zdało się to na nic. Elgard podszedł bliżej swego kompana, zatrzymując się przed nim i mierząc go wzrokiem. Miał na to wszystko nieco inny plan, który wydawał mu się łatwiejszy. W najgorszym wypadku obaj utoną.
/Moja moc może okazać się potrzebna później. Zostają więc dwie opcje. Przepłyniesz przez rzekę samodzielnie lub wskoczysz mi na grzbiet, chwycisz się mocno i nie puścisz, dopóki me łapy nie staną na trawie po drugiej stronie. Wybierze sobie wersję./
Wyjaśnił, uświadamiając od razu Chrisa w jego możliwościach. O ile potęga starożytnego nie była niczym ograniczona, o tyle młody musiał się bardziej pilnować w wykorzystywaniu swej mocy, zwłaszcza w świecie, który był świetnie dopasowany do widm. Co za tym idzie, wszystko tu potrafiło być odpowiednio bardziej wytrzymalsze, cięższe oraz większe. Zatrzymanie rzeki na planecie, na której wychował się reptilianin, mogłoby okazać się znacznie łatwiejszym zadaniem, niż tutaj.
Zależnie teraz, od wyboru Chrisa, młode widmo albo wskoczy do wody jako pierwsze albo poczeka, odwracając się bokiem do niego, a frontem względem rzeki, czekając, aż ten wskoczy mu na grzbiet i obejmie go nogami oraz rękoma, pilnując, by po pierwsze chwycił się mocno, tworząc chwyt za własne przedramiona, a po drugie - by nie objął go za szyję oraz nie dusił. W wypadku tego widma, gadowi byłoby o tyle łatwiej, że nie posiadał on kolców ciągnących się po grzbiecie, jakie dało się dostrzec u innych osobników - nawet tych młodych. Jeśli płynęliby osobno, Elgard po prostu trzymałby się Christophera, pilnując, by ten utrzymywał się na powierzchni wody oraz kierował stronę drugiego brzegu. Przy drugiej opcji, zielony skupi się na tym, by pasażer z niego nie spadł, a jednocześnie sam dość szybo i sprawnie znajdzie się po drugiej stronie. W obu przypadkach, po wyjściu na brzegu, młodzik odczeka, by jego kompan się przygotował, a następnie będą mogli ruszyć dalej.
Teraz już zielony pozwoli sobie na zwiększenie tempa, pilnując tylko, by towarzysz za nim nadążył. Przystosowane do biegu łapy, pozwalały na ideale odbijanie się od trawy, a palce zakończone pazurami stabilizowały bieg, przy którym pomagał dodatkowo ogon jaszczura. W pierwszej chwili, młody wybiegł na prowadzenie, wyciągając nieco za duże tempo, zaraz jednak zwalniając, gdy zauważył, że kompan za nim nie nadąży. Zielone ślepia co jakiś czas zerkały na reptilanina, pilnując odległości między nimi oraz stanu tego, którym miał się teraz opiekować. Mięśnie młodego widma były bardzo silne i wytrzymałe, a gad nawet nie otworzył pyska, by zacząć łapać powietrze za jego pomocą, pozwalając sobie na spokojny oddech poprzez nozdrza.
Bieg przez las wydawał się spokojny. W oddali dostrzegalna zaczęła być góra, wznosząca się ponad koronami drzew. Na jej początku znajdował się klif, ich meta, do której jeszcze sporo im brakowało. Pierwszą przeszkodą, z jaką przyszło im się zmierzyć, okazał się deszcz, a raczej sztorm. Zaczęło się od potężnego huku pioruna, niebo pociemniało, a następnie z góry runął wodospad wody, w postaci bardzo gęstego oraz lodowatego deszczu. Zielony nie zatrzymał się, lecz biegł dalej, pilnując jedynie Chrisa. Jakby tego było mało, trawa przed nimi zniknęła, ustępując pola delikatnej ziemi, która pod wpływem wody natychmiast przemieniła się w podobno do bagiennego, klejące się błoto. Miejscami pozostały pagórki utwardzonej ziemi, porośnięte śliską trawą, o czym błyskawicznie przekonał się Elgard, którego łapa idealnie wpasowała się z błota w taki "trawiasty kamień", powodując jego poślizg, a następnie utratę równowagi. Młode widmo runęło w błoto, wydając z siebie cichy jęk i wpadając w rozwodnioną ziemię praktycznie całkowicie się nią okrywając. Nie czekając na nic, zielony podniósł łeb do góry i otrzepał łeb, rozglądając się zaraz dookoła i szukając wzrokiem Chrisa. Deszcz wzmógł jeszcze bardziej, ograniczając widoczność raptem do kilku metrów, okolica zrobiła się ciemna i bardzo nieprzyjemna. Błoto, więc ciężko się poruszać i trzeba siłowo wyciągać kończyny do góry, do tego trawa, która utrudnia poruszanie - bo powoduje poślizg. Lodowy, silny deszcz z nieba, obniżający temperaturę oraz znacznie ograniczający widoczność. Młody powoli podniósł się do góry, spoglądając na Christophera, chcąc przy tym ocenić jego stan, być może jakoś mu dopomóc, jeśli będzie musiał.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Christopher Varcer

avatar

Liczba postów : 132
Data dołączenia : 19/03/2017

PisanieTemat: Re: Aedroth-Et'Ada   Czw Lis 23, 2017 7:30 am

"Warto było spróbować" - pomyślał reptilianin, słysząc uwagę Elgarda, choć nie ukrywał swego zdziwienia, gdy ten nie dał się przekonać. Na Ziemi prawie zawsze to działało. Jaszczur często szukał ułatwień i miał na to swoje metody. Rozwiązania, które sprawiały, że nie musiał się wysilać, kiedy tego nie chciał - a zwykle nie chciało mu się nigdy.
  Nie powinna go jednak zaskoczyć informacja, że młodzik nie posiadał tak wielkiego zasobu mocy, co Kaartarn. Mógł to chociażby zaobserwować podczas zakończonego już treningu młodych widm, gdy nawet tak potężne, jednakże wciąż młode istoty zaliczały upadki i lądowały na trawie, bądź też ich moc nie była w pełni kontrolowana tak, jak być powinna. Kaartarn był ich mistrzem, a oni tylko uczniami. Elgard nie stanowił wyjątku. Chris zresztą również.
  Mężczyzna wyraźnie nie był zadowolony dostępnym wyborem, a skrycie w jego głowie towarzyszyła mu obawa. Nie chciał być w pełni zależny od młodzika. Wstydził się tego, chociaż jeszcze chwilę wcześniej próbował wzbudzić litość i pokazać się od jak najbardziej "uroczej" strony. Jaszczur wydawał się być niezdecydowany, zdezorientowany całą sytuacją. Kiedy jedna metoda zawiodła, gad postanowił działać w zupełnie inny sposób. Wzrok Christophera spoczął na rzece.
- Płyń pierwszy. Zaraz dołączę. - powiedział, dając do zrozumienia, że młodzik nawet nie musi na niego czekać i trzymać się blisko niego, lecz gdy tylko Elgard znalazł się już w wodzie, od razu było widać, że Chris stracił swoją pewność siebie. Odwracał się za siebie. Zrobił kilka kroków w prawo, potem kilka kroków w lewo, wciąż trzymając się linii brzegu. Dopiero wtedy, gdy młodzik zaczął się oddalać, jaszczur z rozpędu wskoczył do wody, czemu towarzyszyło głośne pluśnięcie wody. Chaotyczne machanie rękoma i nogami nie przeszkodziło Chrisowi w znalezieniu się blisko Elgarda, który prawdopodobnie celowo zwolnił, aby chwycić go i pomóc mu w utrzymywaniu się nad powierzchnią wody oraz w zachowaniu kursu. Słusznie, ponieważ już raz prawie został pociągnięty przez wir. Jaszczur szybko się uspokoił, zdecydowanie lepiej radząc sobie z pływaniem niż na początku, będąc przy zielonołuskim. Woda była ciepła i czysta. Inna, niż te wody, które znał na Ziemi. Poczuwszy upragniony grunt pod sobą, z ulgą wyszedł na drugą stronę rzeki, opierając się rękoma i dysząc głęboko. Potrząsnął głową i obejrzał się za siebie. Udało im się. Naprawdę im się to udało! Jaszczur jednak nadal nienawidził wody i drugi raz nie da się na to namówić. Za nic w świecie.
 Gad wyprostował się po szybkim odzyskaniu sił do dalszego biegu. Wiedział, że to jeszcze nie był koniec ich wyzwań i czeka ich coś o wiele trudniejszego. Zawsze działało to właśnie na takiej zasadzie... Reptilianin skinieniem głowy dał znać, że jest gotów, po czym ruszył za towarzyszem, zostawiając rzekę daleko za sobą. Bieg przez las był dla nich chwilą wytchnienia, lecz była to tylko cisza przed burzą. I to... dosłowną? Jaszczur znacznie szybciej poddawał się zmęczeniu niż jego rówieśnik i gdy tylko zaczął zwalniać, nagle z nieba runął lodowaty deszcz. Chris wrzasnął panicznie, jakby właśnie był ofiarą czyjegoś żartu i otrzymał zimny prysznic. Gad od razu przyspieszył, osłaniając głowę rękoma i powtarzając ciągle:
- F*ck, f*uck, f*ck, f*ck! -
 Ta ulewa nie była naturalna i Chris wiedział, że musiał stać za tym Kaartarn. Był wściekły i spanikowany, lecz myśli o zamordowaniu starożytnego przerwał niespodziewany upadek młodzika przed reptilianinem. Trawa, która na pierwszy rzut oka wydawała się być dla Chrisa najlepszym sposobem na pokonanie błotnistej brei, okazała się być pułapką. Mężczyzna zatrzymał się, nie odzywając się słowem i od razu podając zielonołuskiemu dłoń. Właśnie wtedy przekonał się, że młode widmo pomimo zbliżonego wzrostu oraz atletycznej sylwetki, było niewyobrażalnie ciężkie i podanie ręki miało bardziej symboliczne znaczenie, niż praktyczne zastosowanie.
- Ile Ty ważysz...? - zadał pytanie retoryczne, nie mogąc powstrzymać się od komentarza. Jaszczur rozejrzał się, oceniając ich obecne położenie i wtedy pojawił się problem - dookoła nie było widać praktycznie nic z powodu deszczu . Mieli jednak szczęście, że ich ślady odcisnęły się w błocie (podobnie jak cudowny pysk Elgarda) i mogli w ten sposób określić, w którą stronę mają pobiec. Ta chwilowa dezorientacja mogła ich kosztować sporo czasu.
Krople deszczu spływały po nastroszonych włosach Chrisa, a przez jego ciało przechodziły dreszcze. Zęby miał zaciśnięte i dalsze, bezczynne stanie tylko pogarszało jego stan. Jaszczur źle znosił chłodne klimaty i bardzo szybko marzł, tracąc ciepło. Mężczyzna zacisnął pięści i odwrócił się do młodzika plecami. Chciał jak najszybciej spotkać Kaartarna, ale po przejściu kilku kroków, zatrzymał się, prowadząc ze sobą zewnętrzny monolog.
- Jak tylko spotkam tego zmutowanego, wstrętnego gekona to mu pokażę, gdzie mam te wszystkie jego durne sztuczki. Myśli, że jest taki zabawny i dlatego, że jest większy, może ze mną pogrywać. Nie ze mną te numery. Jestem niezależny, twardy, silny i nikt nie będzie mnie tak trakto... - Chris na moment zastygł w bezruchu, aby po chwili odwrócić głowę i spojrzeć na Elgarda. Potem spojrzał w górę, wciąż milcząc.
- Zapomnijmy o tym. - mruknął, idąc dalej i od razu zamykając temat, zanim zostanie on poruszony. Nogi jaszczura z trudem radziły sobie z błotem. Mężczyzna nie biegł, wciąż wolno się przemieszczając. Coraz wolniej i wolniej. Ślepia miał zwrócone ku ziemi. Zamykał je. Chłód zawsze tak na niego oddziaływał, lecz wciąż nic nie mówił Elgardowi i szedł dalej przed siebie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Aedroth-Et'Ada   

Powrót do góry Go down
 
Aedroth-Et'Ada
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Inne światy :: Inne światy-
Skocz do: