Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Aedroth-Et'Ada

Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3
AutorWiadomość
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1601
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Aedroth-Et'Ada   Czw Lut 27, 2014 7:48 pm

First topic message reminder :



Obcy świat znajdujący się w ukrytym wymiarze. Można by powiedzieć, że jest to miejsce rodem z legend. Jednakże, mało kto wie o istnieniu tej "legendy". Z tych, którzy wiedzą, niewielu jest tutaj mile widzianych. Z wyjątkiem istot, które zamieszkują ten wymiar. Jedną możliwością na dostanie się do tego świata, jest znajomość technik, pozwalających nie tylko przemierzać wymiary ale również odnajdywać te najbardziej ukryte oraz "zamknięte". Inną kwestią jest natomiast przetrwanie w tym miejscu. Gospodarze nie wykazują się tolerancją wobec żadnego intruza. W świecie tym żyją istoty znane pod mianem "Widm" lub Urkyn'Vareis.
Kraina wydaje się ciągnąć w nieskończoność. Wierzenia z Midgardu dotyczące "płaskiej ziemi", tutaj, są jak najbardziej prawdziwe. Poza granicami krainy, znajduje się tylko bezkresny eter.

_________________


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1601
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Aedroth-Et'Ada   Pon Sty 01, 2018 10:37 am

NPC Storyline - Asuna|Elgard|Kaartarn

Czerwonołuska utrzymywała kontakt z Christopherem, nie tylko fizyczny - co psychiczny. Samica odbierała bodźce podobnie do młodego gada, obserwowała otoczenie w którym się znajdował. Nie była w stanie dostrzec wszystkiego, co wywołało u niej zdziwienie. Chris wyraźnie wszedł w kontakt z jakąś istotą, której samica nie była w stanie dostrzec. Niemniej spokój oraz opanowanie jaszczura, sugerowało jej, że mowa o kimś bliskim, znanym reptilianinowi. Niemniej pierwszy raz doświadczyła czegoś tak dziwnego. Nie wpłynęło to w żaden sposób na jej zachowanie lub odczucie tego, co czuł gad. Bez problemu zorientowała się, kiedy rozpoczął przemianę. Nie tylko umysł był w stanie wychwycić wydawane przez niego dźwięki. Otworzyła swe ślepia i obserwowała, jak młody radził sobie z powrotem do bardziej naturalnego ciała. Urósł, nabrał masy oraz sylwetki, zdecydowanie zaczął wyglądać przyjemniej. Spodnie rozerwały się pod wpływem rozciągania oraz ogona, który wystrzelił mu za pleców. Strzępy ubrań zostały natychmiast spopielone w złocistym rozbłysku. Widać starożytny dbał o to, by nic sztucznego nie zanieczyszczało tutejszego środowiska. Bardzo o to dbał.
Otwierając oczy, jaszczur dostrzegł spokojny uśmiech na pysku samicy. Jej wzrok jasno mówił, że już po wszystkim. Długo nie dane było mu trzymać jej rąk, nie w tym momencie. Czerwonołuska wyciągnęła je z jego uchwytu, a następnie przechwyciła jego ręce od zewnątrz, za nadgarstki. Znów zaczęła sunąć dłońmi po jego łuskach, dobrze uformowanych, przyjemnych w dotyku. Ciepłych, jakby delikatnych, jednak twardych. Nie mogła się powstrzymać. Zatrzymała dłonie na kolcach, wyrastających z przedramion. Delikatnie objęła je palcami, sunąć po całej długości naturalnego uzbrojenia, monetami delikatnie naciskając i sprawdzając strukturę oraz wytrzymałość. Przy końcówce, samica odsunęła od niego swe dłonie, obniżając przy tym łeb na jego łapy. Wzrok uniosła, lustrując młodego samca spojrzeniem. Mruknęła cicho, zadowolona z efektów swej krótkiej pracy.
/Zdecydowanie powinieneś teraz uważać na samice./
Rozpoczęła od lekkiego żartu i ukazała nieco kłów w delikatnym uśmiechu. Ogon przesunęła po trawie, wsuwając go za jaszczura i obwiązując końcówką jego własny ogon, który następnie przyciągnęła przed nich, by oboje mogli mu się przyjrzeć.
/Zanim ciebie wypuszczę, sprawdzimy czy twoje unerwienie jest prawidłowe. Ukłucia oraz dotyk./
Wyjaśniła mu spokojnie, łapiąc za jego ogon jako pierwsza. Objęła dodatkową kończynę, delikatnie sunąc od końcówki nieco do połowy. Cofnęła prawą dłoń, lewą przytrzymując kończynę, a następnie pazurem delikatnie ukłuła samca w trzech - równo oddalonych od siebie punktach. Przy każdym ukłuciu, w ciało Christophera wpływała czerwona energia samicy, pobudzając dodatkowo cały układ nerwowy, mięśniowy oraz wszelakie stawy w okolicy. Dla niego, było to odczuwalne jako ciepło oraz wcześniejsze ukłucie. Niezbyt bolesne. Niemniej odczuwalne, by mógł zobaczyć (jak również ona), że wszystkie nerwy pracują.
Odstawiła ogon na kolana Christophera, który zapewne będzie miał teraz sporo radości związanej z nową kończyną. Sięgnęła za to do jego łap. Najpierw objęła prawą łapę, delikatnie unosząc ją i opierając na swej nodze. Lewa dłoń przesunęła po nasadzie łapy, prawa po spodzie. Chwyciła za palce, zakończone pazurami, delikatnie je uginając. Następnie kilkukrotnie nacisnęła pazurem na łuski stwora, znów wpuszczając w niego swą energię. Podobną czynność powtórzyła z drugą łapą. Następnie kontynuowała kontrolę, sunąc w podobny sposób no nogach stwora, wpierw dłonią, następnie ukłuciem. Jej umysł pozostawał połączony z umysłem reptilanina, przez co była w stanie stwierdzić czy występowała nieprawidłowość. Przemienić mógł się każdy, niemniej nagły brak czucia lub odłączenie nerwów od układu, mogłoby źle świadczyć - a skończyć się jeszcze gorzej. Asuna przesunęła po całych nogach, od zewnątrz oraz wewnątrz. Dla ułatwienia, rozprostowała je i oparła na własnych kolanach. Sprawdziła uda, również od zewnętrznej oraz wewnętrznej strony. Po tym, pochyliła się lekko i sięgnęła za plecy jaszczura, przesuwając po nich dokładnie oraz czyniąc to samo. Po plecach, powróciła do torsu, zaczynając od podbrzusza, gdzie poszła dalej w górę, przez brzuch, ku klatce piersiowej. Sprawdziła ramiona, obojczyk, a potem wzięła się za szyję. Delikatnie objęła ją, a na koniec nacisnęła. Dotyk był przyjemny i kojący. Na sam koniec pozostawiła łeb oraz pysk Chrisa, wpierw sprawdzając grzywę, potem czoło i okolice oczu. Na koniec wzięła się za paszczę, delikatnie naciskając na żuchwę, po czym, cóż. Otworzyła mu pysk, wsuwając do środka palec. Oceniła stan uzębienia oraz budowę samej paszczy, nie doszukując się żadnych defektów. Widma wykorzystywały swe pyski w walce, więc warto, by Chrisowy nie zawiódł właściciela. Na samym końcu, Asuna mruknęła zadowolona i poklepała samca po klatce piersiowej.
/Jak kolejne z mych dzieci?/
Odezwał się głos starożytnego, który nagle znalazł się przy Chrisie oraz Asunie. Miał pochyloną sylwetkę, ugięte kolana na których wsparł łokcie. Kucał, tuż obok, biorąc się znikąd. Sztuczki starożytnych. A reptilanin się nie przesłyszał, zostając nazwanym "dzieckiem". Do tego kolejnym, z wielu. Niemniej czego się musiał jeszcze nauczyć, to fakt hierarchii widm wobec siebie, nawzajem. Starożytni byli postrzegani, jako "rodzice", którzy odnosili się do innych widm, niczym do własnego potomstwa. Asuna zerknęła na czarnołuskiego i od razu udzieliła odpowiedzi.
/Zdrowy i silny. Wspaniały samiec, którego musisz teraz wyszkolić, Kaartarnie./
Czarnołuski skinął łbem, potwierdzając zrozumienie i lustrując sylwetkę młodzika. Wyglądał inaczej, niemniej kolor się zgadzał. Grzywa na łbie robiła wrażenie. Czarny zerknął na czerwonołuską. Kwinął łbem, prosząc, by ta zostawiła ich na jakiś czas. Asuna nie zamierzała się sprzeciwiać. Skłoniła łeb przed starożytnym, następnie przed Chrisem, po czym błysnęła czerwienią i zniknęła - przenosząc się w inne miejsce. Suweren dalej kucał przy Christopherze, wyczekując odpowiedniej reakcji, która zapewne nastąpi lada moment. Po tym, czeka ich bardzo dużo nauki oraz przygotowań. Pierwsze kroki w prawdziwie nowym życiu.

_________________


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Christopher Varcer

avatar

Liczba postów : 212
Data dołączenia : 19/03/2017

PisanieTemat: Re: Aedroth-Et'Ada   Sob Sty 06, 2018 1:03 pm

Kiedy poraz pierwszy otworzył oczy, Chris czuł się inaczej, ale za to lepiej niż kiedykolwiek. Przemiana wymagała od niego nieco wysiłku, lecz było warto poczuć ogromną ulgę, która objęła całe jego ciało - w końcu wolne ciało. Mając ślepia wymierzone w ślepia Asuny, wzrok jaszczura szybko powędrował na ich złączone ze sobą dłonie. Właśnie wtedy mógł ujrzeć pierwszą zmianę w swoim nowym ciele. Duże, gadzie ręce, wyposażone w pazury, umiejscowione na czterech palcach - w tym jednym przeciwstawnym. Czerwonołuska szybko przystąpiła do zbadania i obejrzenia świeżo przekształconej kończyny reptilianina, co spotkało się z lekkim zaskoczeniem jej posiadacza, ale z żadnym protestem. Jaszczur śledził spojrzeniem dłonie samicy, samemu przyglądając się swojemu ciału zainteresowaniem i powoli odkrywając kolejne zmiany, które w nim nastąpiły. Nieco dłuższą uwagę Asuna poświęciła naturalnemu uzbrojeniu na przedramionach Chrisa, w postaci unerwionych kolców, które znajdowały się teraz w stanie spoczynku. Reptilianinowi coraz trudniej było ukrywać, że ciepły i kojący dotyk czerwonołuskiej był dla niego coraz bardziej przyjemny w odbiorze, a objawiało się to w postaci delikatnie przymkniętych powiek i uśmiechu.
Słysząc żart Asuny, reptilianin posłał jej uśmiech, tłumiąc przedtem swój cichy śmiech przez kły. Oczywiście nie twierdził, że zainteresowanie płci przeciwnej w ogóle nie mieć racji bytu. Wręcz przeciwnie - być może będzie mieć większe szanse?
Uśmiech reptilianina osłabł, gdy poczuł za swoimi plecami jakiś nietypowy dotyk. Asuna chwyciła swym ogonem ogon Christophera, po czym przyciągnęła go w ich stronę. Nowa kończyna jaszczura leżała nieruchomo na trawie, bezwładnie dając się przemieszczać. Samiec przechylił głowę, patrząc na własny ogon, trzymany teraz w dłoniach czerwonołuskiej. Wyczuwał na swoich zielonych i gładkich łuskach dotyk oraz ukłucia. Z każdym ukłuciem towarzyszyło lekkie, mimowolne drgnięcie kończyny. Była ona zdrowa, jednakże aby była ona w pełni funkcjonalna, musiała zadziałać dodatkowa pomoc Asuny. Przyjemne mrowienie i ciepło nie opuszczało reptilianina.
Kiedy samica odłożyła ogon zielonołuskiego na jego kolana, kończyna zaczynała się poruszać i ożywać, ukazując szczęśliwy nastrój Chrisa. Ten jednak zbyt długo nie skupił na nim swej uwagi, bowiem Asuna zaczęła dotykać jego nogi, po chwili umieszczając jedną, a następnie drugą na swoich kolanach. Reptilianin oparł się z tyłu rękoma, aby zapewnić sobie lepszą równowagę i wygodniejszą dla pozycję. Czując przemieszczający się po łuskach dotyk Asuny, jaszczur zamknął oczy, odchylając głowę do tyłu i uśmiechając się błogo. Dotyk ten był bardzo przyjemny, przepełniony troską oraz ciepłem. Jego reakcje idealnie ukazywały, gdzie najbardziej lubił być dotykany i najlepiej odbierał bodźce, chociaż wcale nie o to w wszystkim tym chodziło. Niemniej jednak bardzo pozytywnie reagował, kiedy samica dotykała jego wewnętrznej strony ud, pleców, klatki piersiowej oraz szyi. Przy tej ostatniej śmiało ją odsłaniał, pozwalając objąć szyję oraz dokładnie zbadać ją z każdej strony. Nie zdziwiłby nikogo fakt, że reptilianin zaczął powoli odlatywać myślami. Dawno nie był dotykany w ten sposób. Zresztą kto by tego nie lubił...?
Czerwonołuska przeczesała palcami jego grzywę i obejrzała dokładnie pysk, a potem... Chris otworzył oczy, wybudzając się z błogiego stanu, gdy ta nagle otworzyła mu pysk i sprawdziła uzębienie. Zamrugał zaskoczony, siedząc nieruchomo i nie przerywając jej. Białe kły były zdrowe, ostre i proporcjonalne. Cóż, młodzik nieco poniósł się fantazji i chyba zapomniał, o co w tym chodziło. Asuna szybko sprowadziła go na ziemię, choć dobry humor Chrisa wcale się z tego powodu nie zmienił. Ot, obudził się, posyłając czerwonołuskiej uśmiech, gdy ta już skończyła i poklepała go po piersi.
Ogon zdążył się już rozruszać, a Chris zaczął nim machać jeszcze mocniej, gdy znikąd pojawił się przy nich starożytny. Spojrzenie jaszczura od razu znalazło się na jego pysku, ukazując w ślepiach narastającą ekscytację, którą teraz starał się tłumić w obecności Asuny. Wymachiwał ogonem na lewo i prawo, przeczesując trawę pod sobą. Ruchy ogona wydawały się być trochę nienaturalne, zbyt intentywne, lecz jaszczur musiał się jeszcze nauczyć to kontrolować.
Gdy Asuna odeszła wraz z czerwonym błyskiem, reptilianin widząc przed sobą kucającego opiekuna, któremu zawdzięczał nowe ciało, nie wytrzymał i oparł się łapami o grunt, momentalnie wybijając się i rzucając na Kaartarna. Wyskok był nagły i trochę zbyt mocny z powodu o wiele bardziej rozwiniętych kończyn od tych ludzkich, do których Chris był przyzwyczajony. Reptilianin powalił widmo na ziemię, najpewniej z "drobną" pomocą samego czarnołuskiego.  Od razu zaczął ocierać się o niego łbem, o pysk, o pierś. O wszystko, co w tamtej chwili znalazło się w jego zasięgu. Na tym jednak nie zaprzestał i niemal od razu zaczął go podgryzać w okolicy barków i ramion. Delikatnie, aczkolwiek intensywnie, przepełniony energią i radością, którą teraz wyładowywał na biednym Kaartarnie. Ogon w tym czasie zamiatał powietrze, poruszając się aż po samą nasadę. Jaszczur powarkiwał, przewracając się z jednego boku na drugi i wykonując powyższe czynności jedna za drugą, co chwilę wracając do poprzedniej. Podczas okazywania tej ogromnej wdzięczności, reptililianin przypadkowo sturlał się z piersi czarnołuskiego, jednakże wcale go to nie powstrzymało. Odsunął się na czworaka od mentora, aby zrobić sobie miejsce i spróbować wstać. Było to trudne, zważywszy na inaczej uformowane nogi oraz ogon, którym bezustannie machał, wpatrzony w starożytnego. Gdy Chrisowi udało się w końcu wstać, wykonał kilka pierwszych, nierównych kroków, które szybko zamieniły się w nietypowe podskoki wokół leżącego widma. Reptilianin pochylił się nad ciałem Kaartarna i położył się na nim, szybko wykonując obrót i wstając na łapy po przeciwnej stronie, wcześniej przy okazji ocierając się o jego łuski pyskiem.
Christopher oddalił się trochę od opiekuna, usiłując przyzwyczaić łapy do normalnego chodu. Jak się okazało, było to dla niego odrobinę za trudne. Po wykonaniu kilku kroków szalejący z tyłu ogon owinął się wokół jego łapy i cofający się Chris potknął się o bok czarnołuskiego, wykonując przewrót w tył i lądując na trawie po lewej stronie widma, na swoim brzuchu. Pierw na trawie znalazł się pysk, a dopiero potem ogon młodzika. Samiec po upadku przestał się ruszać, podobnie jak jego ogon, lecz po chwili dodatkowa kończyna ponownie ożyła i Christopher uniósł łeb, doczołgając się do wiecznego suwerena i usadawiając na jego piersi swój korpus oraz zostawiając tylne łapy na ziemi. Jaszczur położył na nim swój łeb, mając ręce ułożone przed sobą i patrząc na opiekuna jak na obrazek. Po dłuższym wpatrywaniu się na pysk mentora, Chris ponownie zaczął podgryzać łuski, tym razem na jego przedramieniu. Już mniej energicznie, ale jednak. Spodobało mu się to. Ogon unosił się nad ziemią, wciąż przemieszczając się falistymi ruchami na prawo i lewo.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1601
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Aedroth-Et'Ada   Sob Sty 06, 2018 10:41 pm

NPC Storyline - Asuna|Elgard|Kaartarn

Złote ślepia starożytnego w uwadze obserwowały gwałtowne ruchy ogona młodego gada. Szykował się i wyczekiwał momentu, a gdy tylko Asuna zniknęła – młodzi wziął się do roboty. Nagły, gwałtowny, choć bardzo spodziewany atak, błyskawicznie powalił czarnołuskiego na łopatki. Christopher nie musiał tutaj oczekiwać specjalnej pomocy, ze strony starszego widma. Znaczy wzrost siły jego nowego ciała, potężne mięśnie, jak również masa – w połączeniu z wyskokiem – wystarczyły. Kaartarn uderzył grzbietem o ziemię, amortyzując sobą lądowanie młodzika. Od razu wsparł się na dłoniach, pozwalając sobie podnieść lekko korpus oraz oprzeć swój ciężar na łokciach. Chris postanowił nie dawać mu szans i w pełni poddać się pozytywnym emocjom. Widmo uniosło nieco łeb, mrucząc i śmiejąc się cicho, kiedy młodzik ocierał swój łeb o jego pysk, zsuwając się potem na pierś wielkiego gada, wracając oraz kombinując. Żeby nie było za mało, jaszczur zaczął miotać się po jego korpusie, przewalając się na lewo i prawo, ocierając oraz tuląc, jak tylko był w stanie. Suweren zaśmiał się rozbawiony, obserwując poczynania młodzika. Kątem oka wyłapywał te gwałtowne ruchy ogona, który aż prosił się o bycie złapanym. Niemniej, czarny pozostawał bardziej poważny, wyrozumiały oraz cierpliwy. Chciał dać mu się wyszaleć. Poczuł, jak kły Chrisa zaczynając dziobać jego twarde łuski i znów się zaśmiał. Zamruczał pod nosem, jednak przede wszystkim, roześmiał się, rozbawiony z zachowania młodzika. Było to jednak pełne uznania i ciepła. Kaar spoglądał na Chrisa niczym rodzic, dumny z postępów swego potomka. Lekko uniesione wargi odsłaniały delikatnie kły, układające się na pysku w uśmiech. Ciepły, przyjazny. Duma rysowała się na jego pysku. Gryzienie znów zmieniło się w ocieranie, gwałtowne ruchy, jakby nie mógł nacieszyć się z obecności suwerena. Złociste widmo nie przerywało, mimo wszystko. Niby był pasywny, niemniej nie chciał go powstrzymywać. Jakikolwiek ruch mógłby zostać odebrany, jako próba zatrzymania go w miejscu. A Christopher zachowywał się teraz w ten sam sposób, w jaki traktowały go młode widma. Z resztą sam doświadczył tego kilka godzin wcześniej.
Ogromna radość poszła o krok dalej, gdy młody jaszczur przypadkiem spadł ze swego mentora. Korzystając z okazji, Kaartarn znów zlustrował jego sylwetkę, obserwując pracę mięśni. Szczególną uwagę zwrócił na łapy stwora. Gdyby nie wcześniejsze działania Asuny, to zapewne w tym momencie wszystkie mięśnie i ścięgna obraziłyby się na swojego właściciela, nadwyrężając się przesadnie albo i gorzej – zrywając. Mógł więc uznać, że test samicy został zaliczony. Starożytny obserwował, jak Chris przewala się po nim na drugą stronę, chyba nie mogąc już sobie odpuścić kontaktu fizycznego. Złoty znów mruknął cicho, nadal pasywnie przyglądając się swemu uczniowi. Po przewrocie nadeszły kolejne kroki. I kolejna dawka bacznych obserwacji, ze strony starożytnego. Tym razem nie wytrzymał. W momencie, w którym Chris sam podciął swe nogi, za pomocą własnego ogona, Kaartarn po prostu wziął wdech, prychnął i zaśmiał się rozbawiony. Zaraz zerknął w kierunku młodzika, który na chwilę wyłączył się i wyraźnie musiał… ogarnąć, co właściwe się wydarzyło. Już miał ruszyć dłonią w stronę młodego, niemniej ten samodzielne dał znak życia. Podczołgał się bliżej, a następnie wsunął na klatkę piersiową widma, opierając się na nim, rozkładając łeb. Kaartarn podniósł prawą dłoń, chcąc pogładzić łeb reptilianina, niemniej zanim zdążył to uczynić, ten znalazł już sobie zajęcie w postaci podgryzania łusek na ramionach starożytnego. Kaartarn znów pozwolił sobie na ukazanie emocji. Wpierw zaśmiał się, a następnie zamruczał cicho, aprobując przyjazne gesty ze strony młodego wid… jaszczura.
/Oficjalnie uznaję cię za kolejnego syna, Christopherze. Część zachowań Urkyn’Vareis już znasz./
Skomentował, podsumowując sobie młodego gada. Nie mógł zaprzeczyć faktom, że niedawno niezdecydowany i bojaźliwy młodzik, czuł się tu teraz – jak widmo. Był jednym z nich, choć nie płynęła w nim krew widma. Nie posiadał ich mocy, nie posiadał ich zdolności, nawet ciała. Niemniej, czuł się jednym z nich. Słusznie. Pozostałe kwestie będą mogli naprostować, gdy nadejdzie pora. Tymczasem, Kaartarn przesunął wcześniej podniesioną dłoń, kładąc ją delikatnie na łbie Christophera. Pazury wydążyły drogę przez kolce na jego grzywie, bardzo specyficznej w budowie, aczkolwiek przyjemnej w dotyku. Nie mógł wejść za głęboko, ponieważ jego palce były znacznie szersze, od tych Asuny. A sam stwór nie chciał powodować dyskomfortu. Dlatego zsunął dłoń dalej, na kark reptilianina. Dłoń delikatnie objęła całą szyję, zaciskając się na niej ostrożnie, z największa uwagą badając budowę łusek. Palce przesunął dalej, na grzbiet młodzika. Na wysokości łopatek, pazurami przesunął po plecach gada, z jednej strony – na drugą. Teraz, gdy posiadał już naturalny pancerz, taki gest powinien być dla niego znacznie przyjemniejszy. Co prawda nadal, te same pazury mogły go pociąć, niemniej nie podrażniały już skóry.
/Więc, mój mały bracie. Wiesz, jak będzie wyglądało twoje życie, od tego momentu?/
Zaczął, spoglądając na młodzika nieco z góry, gdy ten dalej podgryzał mu łuski lub już leżał z pyskiem na jego piersi, ze wzrokiem wbitym w pysk opiekuna. Suweren nadal darzył go tym ciepłym, przyjaznym uśmiechem oraz opiekuńczym, spokojnym głosem. Palcem zaczął sunąć wzdłuż kręgosłupa Chrisa, oznaczając sobie drogę od karku, aż po ogon, a następnie wracając i niestrudzenie powtarzając całą trasę.
/Najpierw nauczysz się obsługi nowego ciała. Dalej, czeka życie wśród braci i sióstr. Oczekują ciebie wyczerpujące, bardzo wymagające treningi. Wzmocnią one twe ciało, organizm, duszę. Rozwiną twoje zdolności, zarówno te naturalne, jak i te wymagające przygotowania. Nauczysz się walczyć, przetrwać, radzić sobie bez nas, poznasz naszych sojuszników. Będziesz Urkyn’Vareis. Choć nadal zachowasz samego siebie./
Kaartarn nadal sunął palcem po kręgosłupie reptilanina. Na każde kluczowo słowo, stawiał tutaj nacisk. Oni go pokieruj, jednak to on sam nauczy się, ja działa jego ciało oraz organizm. Poskromi własne moce oraz instynkty. W wymaganym zakresie. Będzie widmem, bo tak nazwie go każdy brat i siostra. Mimo, że fizycznie nadal pozostanie reptilianinem. Nie zyska ich zdolności ani mocy. Niemniej…
Suweren podniósł lewą dłoń, kładąc swój korpus na trawie, gdyż zabrakło mu punktów podparcia. Łeb pozostał w górze, by ślepia cały czas mogły kontrolować wyłożonego na nim młodzika. Lewa ręka zbliżyła się do pyska Christophera, a początkowo zamknięta dłoń – powoli otworzyła się. W samym sercu dłoni, znajdowała się złocista, energetyczna kula. Delikatnie świeciła, rozjaśniając czarne łuski dookoła. Kulka rozmiarami oraz wyglądem, odpowiadała tym, które wcześniej widmo rozdało młodym, trenującym pod okiem egzekutora. Ta przeznaczona była dla Chrisa. Prosty dar, potwierdzony delikatnym skinięciem łba, jeśli by zapytał. Złocista energia była bardzo ciepła, niematerialna, jednak nie do końca. Christopher mógł ją spokojnie objąć dłońmi, podnieść z łusek opiekuna. Przekładać z ręki do ręki, podrzucić, cokolwiek by chciał. Sama kulka, powoli zaczęła rozpadać się na złociste łuny, które wchłaniały się w ciało reptilanina, powodując odczucie ciepła oraz jedności z samym widmem. Nie tylko, bo dzięki temu Chris mógł poczuć emocje, jakie towarzyszyły jego opiekunowi. Całe to ciepło, rodzicielska miłość, uznanie za członka rodziny, potrzeba opieki. Jednocześnie pozwalało mu to odczuć, gdzie w okolicy znajdowały się inne widma. Było to tylko chwilowe, nie stałe. Wymagało przygotowania i ćwiczenia, niemniej była to namiastka mocy, jaką otrzyma od nich reptilianin. A samych Urkyn’Vareis, było dookoła całkiem sporo. Przynajmniej kilkadziesiąt osobników, młodych, jak również dorosłych. Samców oraz samic. Niektórzy wydawali się wypoczywać, inni biegali, trenowali lub bawili się. Chris był w stanie wyczuć ich położenie oraz towarzyszące im emocje. Nigdzie nie było gniewu ani obawy. Czasami determinacja, gotowość do poświęcenia, wyższy cel przyświecający działaniom. Lub proste odczucia, jak chęć zabawy, korzystania z dnia. Mógł nawet wyczuć Elgarda. Zielonołuski siedział nad rzeką, którą minęli na początku, mocząc w niej swe łapy i spoglądając w swe odbicie. Ćwiczył i bawił się wodą, co raz to sięgając do swych mocy, by nadać jej kształty oraz podporządkować swej woli. Kaartarn przekrzywił lekko łeb. Uśmiech nie schodził z jego pyska, niemniej ciekawość na reakcje ucznia okazała się przeważać. Był gotowy, to oczywiste. Pytanie, jak dobrze pójdzie mu rozwijanie siebie. W tym czasie, cały czas krążył palcem po kręgosłupie Chrisa, masując go oraz gładząc. Był to dość naturalny, zwykły gest, nad którym specjalnie się nie zastanawiał.

_________________


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Christopher Varcer

avatar

Liczba postów : 212
Data dołączenia : 19/03/2017

PisanieTemat: Re: Aedroth-Et'Ada   Nie Sty 07, 2018 12:54 pm

Christopher nie mógł się nacieszyć swoim nowym ciałem. Ogon, łapy, a nawet uzębienie wzbudziło u niego zachwyt, co było nie tylko widać, ale i czuć. Kaartarn wiedział o tym najlepiej, kiedy to młodzik go podgryzał, testując swoje kły oraz okazując mu w ten sposób radość, którą nie sposób było mu wyrazić słowami. Oczywiście nowe i silniejsze uzębienie nie sprawiło, że ugryzienia Chrisa wywoływały jakiekolwiek szkody na pancerzu widma. Ono pozostało w stanie nienaruszonym, bez rysy czy wgniecenia, powstałego na skutek ekscytacji reptilianina.
 Starożytny nie potrafił powstrzymać się od śmiechu, co wcale nie zniechęcało zielonołuskiego jaszczura do zaprzestania swych czynności. Wręcz przeciwnie, motywowało go to. Ten dumny i przyjazny śmiech mentora. Chris zyskiwał większą pewność siebie, co było niezbędne przy kontaktach z widmami. Niegdyś obawiający się dotknąć któregokolwiek z humanoidalnych gadów, wykorzystał jednego z nich jako własny plac zabaw, nawet nie próbując się z tym ograniczać. Wszystkie gesty Chrisa były przyjazne, pełne młodzieńczego zapału. Każde ugryzienie, otarcie się, było próbą zaspokojenia swojej wielkiej ciekawości. Jak smakują łuski widma? Czy na całym ciele są one takie same? Co sprawia, że są takie wytrzymałe? To nie tyle samo w sobie było ciekawe, co przyjemne dla Christophera. Reptilianin wyraźnie czerpał przyjemność z ocierania się pyskiem o łuski starożytnego i aż nie miał pojęcia, co zrobić następnie, jak gdyby czas go naglił i reptilianin próbował zaspokoić całą swą ciekawość, zanim czarnołuski wstanie. Oczywiście było to niemożliwe do wykonania, a przynajmniej nie takie łatwe dla młodzika.
 Na moment zaprzestał gryzienia łusek wiecznego suwerena, kiedy to do jego uszu dotarły ciepłe słowa Kaartarna. Ogon nieco zaprzestał wykonywania swoich szalonych manewrów, ukazując większe skupienie jaszczura na postaci mentora. Pysk jaszczura spoczywał teraz spokojnie na piersi czarnołuskiego, natomiast ślepia były zwrócone właśnie ku niemu. W międzyczasie dłoń widma zaczęła przemieszczać się od głowy wzdłuż kręgosłupa reptilianina. Ciało Chrisa odprężyło się i leżało nieruchomo, ulegając tej przyjemności. Reptilianinowi nie spieszyło się już do ponownego wstania i dalszych szaleństw. Zamiast tego uspokoił się, słuchając tego, co Kaartarn ma mu do przekazania.
Uchylił delikatnie wargi, odsłaniając kły i przechylił łeb, wsłuchując się w opis tego, jaka droga go teraz czeka. Będzie ona długa, pełna pracy, ciężkich treningów, nauki oraz nowych doświadczeń. Nie będzie łatwa. Będzie wymagała poświęceń, wysiłku, porzucenia starych zasad oraz nauczenia się nowych. Niemniej w ślepiach jaszczura wciąż tkwiła wiara, siła oraz ogromne chęci życia wśród swych braci oraz sióstr. Kaartarn mógł to z nich wyczytać, nawet bez mocy telepatii. Chris był inteligentnym osobnikiem. Wiedział, na co się zdecydował i do czego chce dążyć. Chciał być Urkyn'Vareis, nawet jeśli płynęła w nim inna krew. To przestawało mieć dla niego znaczenie. Czuł się jednym z nich.
Widząc zamkniętą dłoń przed swoim pyskiem, reptilianin spojrzał na nią uważnie. Kiedy ta otworzyła się, jaszczur otworzył szerzej oczy, przyglądając się złocistej kuli, stworzonej z czystej energii, należącej do Kaartarna. Chris dobrze pamiętał te kule. Opiekun podarował je swoim uczniom, tuż po tym, jak został przez nich radośnie przywitany. Każdy zabrał cząstkę energii starożytnego. To był podarunek...
- Czy to... dla mnie? - zapytał, kierując wzrok na czarnołuskiego. Odpowiedzią na zadane pytanie Chrisa było proste skinienie łba. Reptilianin powoli objął palcami kulkę energii, którą był zdolny chwycić w dłoń. Następnie wyprostował się, klęcząc na kolanach przy boku Kaartarna. Złote łuny powoli zostały wchłonięte przez jego młode ciało. Otrzymał namiastkę zdolności widma, mogąc teraz wyczuć nastrój swojego opiekuna. Potrafił określić skąd wyczuwa dane emocje. Jak daleko znajdują się ich posiadacze. Zupełnie tak, jakby wszyscy byli połączeni wielką siecią, żyłami - jak jeden organizm. Christopher wiedział, że niewidzialne więzi łączyły ze sobą wszystkie widma. Starsze, młodsze. Samce, samice. Powiedziano mu o tym, ale tym razem przez moment poczuł, jak to jest. Jak to funkcjonuje oraz działa, jednakże najsilniejsze emocje wyczuwał tuż obok. Należały one do Kaartarna. Christopher zwrócił ku niemu swe ciekawskie spojrzenie, przyglądając się jego pyskowi uważnie. Wcześniej rozglądał się dookoła, zwracając łeb w stronę bytów znajdujących się w oddali, skąd wyczuwał ich obecność oraz towarzyszące im emocje. Chociaż inne istoty powinny być mu obce, w tym momencie stały się mu bardzo bliskie.
 Reptilianin ponownie położył się na piersi opiekuna, kładąc na nim swój pysk oraz ręce. Zamknął ślepia, mimo wszystko właśnie z czując nim najbliższą więź - teraz o wiele silniejszą i bardziej wyczuwalną niż wcześniej. Ciepło oraz spokój obejmowało jego ciało. Christopher wyciszał się. Jego oddech miarowo zwalniał i nie wiadomo kiedy nadmiar młodzieńczej energii ustąpił miejsca chęci odpoczynku, a reptilianin zasnął na piersi swojego mentora, wsłuchując się w bicie jego serca.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1601
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Aedroth-Et'Ada   Nie Sty 07, 2018 7:28 pm

NPC Storyline – Dur-Shurrikun|Kaartarn|Kattal

Drobny dar wyraźnie zadowolił młodzika. Wydarzenia całego dnia skutecznie doprowadziły do jedynego, możliwego finału – legnięcia do snu. Co prawda starożytny nie do końca wyliczył sobie, że to właśnie on będzie pełnił rolę legowiska młodego jaszczura. Niemniej zgodnie ze zwyczajem widm, nie zamierzał przerywać jego snu. Stworzenia te nie stosowały żadnych udogodnień ani mebli, więc najlepszą wygodą dla widma, było inne widmo. Jak w tym wypadku. Kaartarn mógł tylko oprzeć łeb na trawie, dłoń na grzbiecie podopiecznego – i samemu nieco odpocząć. Nawet dla niego bywało to przydatne. Po przebudzeniu, które miało miejsce kilka godzin później, reptilianin odkrył, że wszystkie te wydarzenia nie były snem, lecz jawą. Wszystko miało miejsce dokładnie pięć lat temu. Po tym, rozpoczęło się pięć lat ciężkich i wymagających treningów, połączonych z młodzieńczym szaleństwem, odgrywaniem świata oraz zaznajomieniem z kulturą, jak również zwijaczami widm. Christopher większość czasu spędził w Aedroth-Et’Ada, niemniej z czasem – coraz częściej zabierany był na wyprawy poza tajemny wymiar. Zarówno, jako pomoc, czasem w celach nauki, polowania lub zyskiwania wiedzy o wszechświecie.
Codzienne życie oparte było na treningach oraz ciągłym rozwoju. Czasami skupiały się one na typowo fizycznym aspekcie, wzmacnianiu ciała. Innym razem, wielogodzinne sesje medytacji wśród najpotężniejszych widm, pozwalające opanować oraz kontrolować własny umysł. Treningi opierające się na walce, bywały tutaj codziennością. Od prostych ciosów wręcz, na cieniu oraz z partnerem do sparingu, przez wykorzystanie pazurów, kłów, a z czasem – broni białej. Czasami było przyjemnie, innym razem było sporo bólu lub lała się krew. Zarówno jaszczura, jak i jego braci czy sióstr.
Przez życie jaszczura przetoczyła się masa wydarzeń oraz towarzyszących im spotkań. Gad poznał wiele widm, ćwicząc z nimi równe często, co z samym Kaartarnem. Jednym z takich wydarzeń była wizyta na flagowym okręcie CORE – Dur-Shurrikunie. Wydarzenie to miało miejsce już rok po rozpoczęciu nowego życia. Młody poznał tam część załogi, a przede wszystkim – starożytnego Kattala, opiekuna Crathygtan. Tam otrzymał również deklarację miejsca, czekającego na niego w szeregach armii, kiedy opiekuni uznają go za gotowego.
Codzienna rutyna nie mogła się nudzić. Każdy dzień był nowym wydarzeniem, nową przygodą. Czasami skupiającą się dookoła zabawy i durnych wygłupów z Elgardem oraz innymi młodzikami. Innym razem powracały treningi czy proste misje, kiedy to udzielał pomocy dorosłym Urkyn’Vareis lub wykonywał zadania pod ich czujnym okiem. Wtedy był czas na błędy, narażanie się podczas głupot czy braku doświadczenia. Zawsze był tam ktoś, kto „prostował” bieg wydarzeń. Niemniej, treningi widm opierały się również na zadaniu finalnego uderzenia. Wykończeniu przeciwnika. Nigdy nie zaszła potrzeba, by Chris przetestował tą umiejętność samodzielnie. Zazwyczaj, w takiej sytuacji wyręczał go dorosły osobnik.
Lata mijały, a Christopher zyskiwał coraz to nowe zdolności oraz umiejętności. Nie tylko walka stawała się łatwiejsza. Gad uczony był przetrwania w dziczy, dbając zarówno o grupę, jak również samodzielnego, w pełni samotnego życia we wrogim środowisku. Sztuka kamuflażu oraz szpiegostwa została niejednokrotnie wystawiona na silną próbę, a niezwykle pomocne okazywały się moce kamuflujące jaszczura. Czasami zadania dotyczyły powrotu na planetę pochodzenia – Ziemię, gdzie stwór miał okazję w praktyce wypróbować zmiennokształtność. Po tysiącach godzin spędzonych na nauce, Kaartarn skierował Christophera do sojuszniczego tytana, gdzie ten podjął szkolenie operatora CORE w pełnym zakresie, uzupełnionym o obsługę technologii crathygtanskiej oraz zaznajomienie się z ich pojazdami. Tutaj, jego ciało poddawane było kolejnym próbom, mięśnie docierały do granic wytrzymałości, natomiast organizm przyzwyczajał się do wielu nowych warunków – przyjaznych, jak i wrogich. Szeroka gama uzbrojenia stała dla jaszczura otworem, a sam gad spełnić mógł swoje dziecięce fantazje o pracy komandosa, kiedy to podczas niezliczonych symulacji treningowych, infiltrował oraz przejmował budynki, zabezpieczał technologię, przedmioty czy osoby, podczas pełnych dynamiki – taktycznych zadań, tuż u boku nieśmiertelnych Ainuari. Zdobył tam nie tylko wiedzę z zakresu pola walki, systemu dowodzenia czy taktyki, a również poszerzył swoje umiejętności obsługi wielu rodzajów nowoczesnego uzbrojenia, nabywając naturalnych odruchów z tym związanych. Były również okazje do zabawy kosmiczną technologią, a wszystko zwieńczył kurs pilotażu, jak również prostej obsługi CIC na głównej jednostce, w tym przedstawienie Chrisowi sposobu oraz systemów działania okrętu klasy CRU.
Na rok przed aktualnymi wydarzeniami, Christopher został wezwany przed oblicze starożytnych, którzy jednogłośnie podjęli decyzję o przyznaniu mu pełnego statusu widma. Urkyn’Vareis wciągnęli młodego jaszczura w swą naturalną więź, pozwalając mu zyskać dostęp do myśli oraz uczuć otaczających go braci oraz sióstr, nie mając już potrzeby zewnętrznego wytwarzania kontaktu. Od tego momentu był w stanie naturalnie wykrywać oraz odnajdywać poszczególne widma, rozpoznawać je, jak również odróżniać od fałszywych kopii – nie tylko za pomocą naturalnych zmysłów, co zyskanych magicznych zdolności. Artefakty oraz uzbrojenie widm w pełni otworzyło się na Chrisopthera, pozwalając mu swobodnie wykorzystywać niezliczone ilości nowych przedmiotów, panować nad ich mocą czy być równie odpornym na efekty ich działań, co same widma. Finalnie, gad zyskał możliwość pożyczania oraz kontrolowania mocy samych widm, a wraz z takową – przejmowania wybranych zdolności swych braci i sióstr.
Przeminął kolejny rok. Jaszczur w pełni czuł się widmem, znając ich gesty, powitania, kulturę, zachowania czy poszczególne zwyczaje. Żadne widmo nie mówiło już o „traktowaniu go jak swojego”. Dla wszystkich osobników, on sam był Urkyn’Vareis. Ostatnie sześć miesięcy umknęło pod znakiem dalszych treningów, rozwoju własnego, jak również wspomaganiu innych – młodych widm – w ich własnych treningach. Jak każdy, tak i Chris zobowiązany był do szkolenia następnego pokolenia strażników, odpowiadał za ich umiejętności, wiedzę czy przekazywanie informacji. Od najmniejszych istot, przez te pokroju jego samego. To wszystko przeplatało się ze słowami wiecznego suwerena, który co jakiś czas przypominał podopiecznemu, że zbliża się czas pierwszej, wielkiej misji na którą zostanie wysłany. I o ile nie będzie to pierwsze samodzielne zadanie, o tyle tym razem nie będzie mógł liczyć na proste wsparcie ze strony braci i sióstr. Ta misja będzie tylko jego, opierając się na standardowym kanonie zadań widm. Jedyne, co zostało mu zdradzone, to miejsce odbycia tejże misji. Celem znów była Ziemia. Choć tym razem nie będzie okazji odwiedzenia rodziny lub powrotu na „stare śmieci”.
Kolejny dzień zaczął się standardowo, od pobudki pomiędzy Urkyn’Vareis. Miejsca spoczynku bywały najróżniejsze. Niektóre widma preferowały jedno, konkretne, innym starczyło oddać się objęciom snu tam, gdzie akurat się znajdowali. Zwyczajowo, w miejscach takich gromadziło się więcej, niż jedno widmo. Często tworząc oparcie bądź legowisko, jedno dla drugiego. W obu względach, dotyczyło to również Christophera. Od tamtego pamiętnego dnia, minęło dokładnie pięć lat. Dawne życie wydawało się lewie marą, snem. Magia, moce, cel widm skupiający się na utrzymaniu istnienia oraz opieki, nad samym life force, dalej był realizowany. Bywały lepsze i gorsze chwile. Ostatnie tygodnie były męczące, ciągle techniki i doskonalenie. Kaartarn polecił, aby jaszczur odnalazł go i zgłosił się z samego rana. Z posiadanymi zdolnościami, odnalezienie starożytnego nie było specjalnie trudnym zadaniem. Jego aktualne moce, jak również umiejętności, połączone ze wszystkimi treningami – które zaowocowały sporym doświadczeniem, pozwoliły Christopherowi niemalże natychmiast zrealizować postać Wiecznego Suwerena. Czarnołuski znajdował się przy jednej z wielu rzek ciągnących się przez ziemie widm. Ta konkretna wyróżniała się sporą szerokością koryta, niemniej niezbyt silnym prądem. I akurat zdarzyło się, że jaszczur znajdował się po drugiej stronie względem swego opiekuna. Jak się okazało, po przybyciu na miejsce, starożytny nie czekał sam. Obok niego znajdowały się dwie inne istoty. Obie znane młodzikowi. Obok znajdował się drugi starożytny, widmo crathygtan – Kattal czerwonołuski. Stał w swej anthro formie, równy wzrostem oraz masą suwerenowi. Sama aparycja różniła się znacznie. O ile Kaartarna pokrywały czarne, płytowe łuski w jednym, matowym kolorze – o tyle Kattal okryty był małymi, czarno-czerwonymi łuskami układającymi się w płomienne wzory. Obaj starożytni byli niezmiernie szanowani przez widma. Kaartarn pozostawał bardziej otwarty i bezpośredni, Kattal natomiast, wydawał się pełnić rolę mędrca oraz typowej „starszyzny”. Nie uczestniczył w walkach, nie sięgał po swą moc. Choć, jak było wiadomo, czynił to z własnego wyboru. Trzecim osobnikiem był spotkany wcześniej naczelny dowódca floty crathygtanskiej – Dur-Shurrikun. Wyróżniał się wzrostem, do obu brakowało mu jakiegoś pół metra. Z tej trójki, osobnik ten był najcięższy, średnio dwie i pół tony masywniejszy, od pozostałych dwóch. Na szczęście jego figura była atletyczna, umięśniona, lecz nie przesadnie muskularna – co pewnie stałoby się w przypadku widma o podobnym wzroście. Zwykła istota, mająca posiadać mięśnie i taką masę – przypominałaby krasnoluda. Futrzasty przybysz nie miał przy sobie niczego, żadnego uzbrojenia ani umundurowania. Żadnego wyposażenia lub przedmiotów. Zgodnie z tym, jak nakazywała kultura oraz prawo widm – nic, poza istotą, nie miało wstępu do Aedroth-Et’Ada. W wypadku Dura powstawał jedynie problem technologii, gdyż stwór ten był w rzeczywistości androidem, gdzie pod warstwą skóry oraz całej tej imitacji naturalnego organizmu – kryła się blacha stworzona z crathygtu. Niemniej nadal pozostawał jednym z niewielu, poza Chrisem, którym wolno było przebywać w domu widm. Inne osobniki, próbujące tu wtargnąć lub pojawić się przypadkiem… źle kończyły. Choć od pojawienia się Christophera, podobna sytuacja nie miała miejsca. Cała trójka wydawała się prowadzić konwersację. Jaszczur mógł wyczuć połączenie, które ci utworzyli na potrzebny rozmowy. Dar od rodzeństwa pozwalał mu swobodnie łączyć się z innymi widmami, stąd dowolnie mógł przyłączyć się do telepatycznej wymiany słów i myśli. Niemniej, Dur-Shurrikun używał do rozmowy swego pyska, nie przesyłając żadnych myśli.
Jako, że młodzik znajdował się po drugiej stronie rzeki, naturalnym była potrzeba przepłynięcia do trójki wyczekujących na niego kompanów. Wszyscy trzej dowódcy zamilkli, gdy jaszczur wskoczył do wody. Obrócili się ku niemu i przyglądali się wyczynom, dumnie oceniając postępy swej pracy. Ukształtowane mięśnie oraz ciało, pełni sprawne i przygotowane przez tysiące godzin treningów, doświadczeń, misji oraz przygód. Gdy w końcu wyszedł z wody i dotarł do trójki, należało zaczął od pokłonu przed czerwonołuskim. Tradycją widm były niskie pokłony przed starożytnymi, połączone z pochylaniem łbów do ziemi, niemalże ku łapom starszych. Była to oznaka wielkiego szacunku, jakim młody osobnik darzył starożytnego. Kaartarnowi wystarczyło skinięcie łbem lub jakaś inna, mniej poważna forma powitania. Zabraniał kłaniać się sobie nisko lub nazywać mistrzem. Każdy był jego bratem, na równi pozycją. Cóż z tego, że nikt nie śmiał sprzeciwić się jego woli. Dur-Shurrikun odczekał na zakończenie powitania z widmami, po czym lekko skłonił swój łeb i pozdrowił go, w tradycyjny, crathygtanski sposób:
-Drem Yol Lok.
Przywitał się krótko, po czym Kaartarn wskazał, by cała czwórka spoczęła na zielonej trawie. Wszyscy trzej rozsiedli się w siadzie skrzyżnym, opierając swe dłonie na kolanach oraz zataczając lekkie półkole, gdzie Dur znajdował się po lewej stronie Chrisa, Kattal naprzeciwko, natomiast Kaartarn po jego prawej stronie. Wszyscy wbili wzrok w młode widmo, po czym suweren odezwał się, jako pierwszy.
/Dzisiaj, młody bracie. Dzień, którego nadejście obiecałem tobie przed wieloma miesiącami./
Tutaj złoty zakończył, kierując spojrzenie na androida i dając mu znak, by to on przejął dalszą część.
-Dahsul, hi fen aav – CORE. Dzisiaj dołączysz do armii crathygtanskiej. – Zaczął stwór, pierwszą część wypowiedzi rozpoczynając w ojczystym dialekcie, a następnie luźno tłumacząc to na wspólny język. -Twoja wiedza oraz zdobyte doświadczenie, jak również status Urkyn’Vareis, nadają tobie kwalifikacje do otrzymania stopnia Ziist Ginun. Jest to pierwszy stopień podoficerski w hierarchii floty. Second Spacer.
Dur-Shurrikun zamilkł, by dalszą część przejął czerwonołuski starożytny. Aczkolwiek słowa te nie powinny były dziwić młodego stwora, ponieważ wiadomym było, że widmo w szeregach CORE automatycznie zyskuje stopień podoficerski, mogąc swobodnie piąć się w górę.
/Złożysz przysięgę przed starożytnym. Jako widmo, tylko to zobowiązuje ciebie względem służby w CORE. Nikt ani nic nie stanowi dla ciebie prawa, ponad nasze. Żadna siła ani osoba nie ma mocy kontrolowania twego przeznaczenia, inna, od starożytnych. Powstań, młody Urkyn’Vareis./
Wszyscy byli spokojni. Okolica jakby zamilkła, nastąpiła niesamowita cisza. Nawet rzeka wydawała się stanąć w miejscu. Wszyscy podnieśli się, Dur-Shurrikun odsunął się na bok, stając prostopadle po lewej stronie Chrisa. Podobnie uczynił Kattal. Kaartarn pozostał na środku, ustawiając się centralnie przed Chrisem. Na jego pysku widniał delikatny uśmiech, znów to ciepło i opiekuńczość biły od suwerena. Młody samiec wiedział już, jak wygląda cała procedura. Miał okazję kilkukrotnie obejrzeć ją, podczas inicjacji innych widm. Zwyczajem było, by młode widmo składało przysięgę przed starożytnymi lub jednym spośród nich, jeśli istoty te łączyła szczególna więź. Wtedy pozostali ustawiali się po bokach. Tak stało się i tym razem. Kilkanaście nowych widm pojawiło się po obu stronach Chrisa, wszyscy stanęli prostopadle, spojrzeli ku niemu. Niektórzy skłonili lekko łby, inni obserwowali go z góry, lecz poprzez dumę i szacunek. Nie byli to wyłącznie starożytni. Większość była egzekutorami, który często brali udział w takich wydarzeniach. Stał wśród nich szarołuski Ankylon, zaraz po prawicy młodzika, praktycznie w zasięgu ręki. Należało uklęknąć, skłonić się do ziemi, po czym podnieść sam łeb i zrównać spojrzenie ze wzrokiem starożytnego. W tym momencie, zaczął przemawiać Kattal. Rozpoczął cały obrządek, a okolica prawdziwie przygasła. Zrobiło się cicho, a jednocześnie bardzo tłoczno. Zjawiły się bowiem inne widma, bardzo dużo widm. Kilkudziesięciu osobników otoczyło ich w kole. Dorośli i młodzi, samce i samice, stojąc ramie w ramię, przyglądali się ceremonii. Niektórzy w formie anthro, inni – feral, naturalnej czworonożnej. Nikt nie wydał dźwięku ani nie zabrał głosu.
/Prawo wyryte w pomniku starożytnych łusek. Urkyn'Vareis ślubuje postępować zgodnie z kodeksem, który nie ma końca. Nieskończonym, niczym serce Aedroth-Et'Ada./ Zaczął swą przemowę. Po pierwszym wersie, każdy następny będzie zawierał przerwę, by Christopher mógł go powtórzyć, zamieniając „jego” na odpowiednio odmienione „mój”. / Urkyn'Vareis przysięga waleczność,
Jego serce zna wyłącznie cnotę,

Jego pazury chronią bezbronnych,

Jego moc podtrzymuje słabych,

Jego słowo niesie tylko prawdę,

Jego gniew niszczy zło,
…/

Każde wyznaczone zdanie miało w sobie przerwę, podczas której głos za każdym razem zabierał Christopher. Po wypowiedzeniu ostatniej linijki, mistrz ceremonii odezwał się ponownie.
/ To prawo nigdy nie przeminie,
Jeśli niesie je choć głos,
Słowa nie zostaną zapomniane,
Jeśli jeden je przywołuje,
Kod zawsze rozświetla drogę,
Jeśli choć jedno serce podtrzymuje światło./

Kończąc swe słowa, wodzę przejął Kaartarn, wskazując gestem łba by Christopher podniósł się na nogi, a następnie podszedł do swego opiekuna. Gdy tylko zbliżył się wystarczająco, suweren zgiął lewe kolano i klęknął na nim, wyciągając następnie ręce w stronę młodego. Pochwycił go, wsuwając mu ręce pod pachy, objął za grzbiet, po czym przyciągnął do siebie i wtulił w swój korpus, obejmując młodego sinym, lecz nie przesadnym chwytem. Oparł mu łeb na ramieniu, jak zwykł robić to z każdym ze swych podopiecznych, zastygł tak na kilka sekund, po czym rozluźnił ręce. Pozwolił Chrisowi cofnąć się o dwa kroki, by obaj mogli spojrzeć w swe oczy.
/Jestem z ciebie dumny, Christopherze./
Odezwał się ciepło, utrzymując lewą dłoń na jego ramieniu, a prawą kładąc na klace piersiowej, tuż na sercu gada. Suweren przepuścił swą moc przez ciało młodzika, przyprawiając go o uczucie ciepła oraz może nawet przyjemnego mrowienia. Zabrał następnie swe ręce, pozostając w klęczkach za nim i pozwolił mu się obrócić. Kattal podszedł bliżej i uczynił to samo. Dłoń spoczęła na piersi młodego widma, przesyłając przez jego ciało własną energię. Gdy to uczynił, błysnął czerwienią i zniknął. Po nim nadeszli kolejni, każde widmo – jeden po drugim, podchodziło do Chrisa. Niektórzy kładli dłoń na klatce piersiowej, inni pochylali swe łby, stąpając na czterech łapach, jeszcze inni kładli dłoń na ramieniu, jednym bądź drugim. Każde widmo oddało mu cząstkę siebie, po czym zniknęło. Po drodze przewinął się Elgard, zielonołuski skłonił się przed bratem, wykonując tą samą czynność, co reszta. Ze względu na koordynację, poszło to dość sprawnie, a na miejscu pozostały tylko cztery osoby. Kaartarn, Dur-Shurrikun, Christopher oraz egzekutor Ankylon, który zbliżył się ostatni. On również oparł dłoń na piersi gada, oddając mu symboliczną cząstkę swej energii. Cofnął się następnie o dwa kroki, kierując spojrzenie na Kaartarna. Suweren zdążył powstać do tego czasu, w oczekiwaniu trzymając dłonie na ramionach podopiecznego. Dur-Shurrikun stał w tym samym miejscu, co wcześniej. Zamierzali dać mu kilka sekund na odetchnięcie oraz ułożenie myśli. Dla każdego widma było to wielkie wydarzenie.

_________________


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Christopher Varcer

avatar

Liczba postów : 212
Data dołączenia : 19/03/2017

PisanieTemat: Re: Aedroth-Et'Ada   Sro Sty 17, 2018 7:21 pm

Christopher spędził pięć lat pod czujnym okiem widm oraz operatorów CORE. Dla wielu mogło wydawać się to wiele, natomiast dla innych - jedynie krótkim odcinkiem czasu. Tak było w przypadku Chrisa, który będąc zachwycony nowym światem i możliwościami, w całości poświęcił się ciężkim treningom, poznawaniu kultury oraz zwyczajów Urkyn'Vareis, wśród których od teraz żył i wśród których dorastał. Nowe, lecz tak naprawdę jego prawdziwe ciało, dotąd skrywane i nieznane, uczyniło go bardziej otwartym i zaangażowanym w życie swoich braci oraz sióstr. Jaszczur z dnia na dzień nabierał więcej pewności siebie. Stawał się tym, który jako pierwszy podchodził i zaczynał rozmowę z każdym napotkanym osobnikiem. Poznawał ich imiona, charaktery, zasady, którymi się kierowały. Wszystko pozostawało w jego umyśle, rozwijającym się w dużo szybszym tempie niż kiedykolwiek wcześniej - no bo w końcu jaszczur przestał ograniczać samego siebie.
  Każdy dzień niósł za sobą nowe wyzwanie i doświadczenia. Oczywiście nie wszystkie opierały się wyłącznie na ćwiczeniach trwających od świtu do zmierzchu, lecz także wiele z nich było przyjemnych i polegały na wspólnej i radosnej zabawie z młodzikami. Kształciła ona nie tylko wzajemne relacje, ale i rozwijała naturalne instynkty oraz zachowania z nią związane. Co zabawne, we wspólnych wygłupach nie uczestniczyły wyłącznie młode jednostki i uczestniczyły w nich również osobniki dużo bardziej doświadczone i starsze wiekowo. To tylko dowodziło, jak bardzo ścisłą i przywiązaną do siebie grupę tworzyły widma.
Christopher podczas tych zabaw nauczył się korzystać ze swoich kłów i pazurów w innym celu niż używaniu ich wyłącznie jako broni, mającej na celu wyłącznie krzywdzić innych i sprawiać im ból - w własnej samoobronie, ponieważ tak niegdyś traktował je zielonołuski. Jak się okazało - można z nich korzystać, nie wyrządzając nikomu najmniejszej krzywdy. Po raz pierwszy przetestował to na Kaartarnie, a później na równych sobie młodzikach, podczas niezliczonych sparingów.
Oczywiście nie należało zapominać o treningach, które mimo wszystko zajmowały większą część dnia jaszczura. Biegi na długie dystanse czy wspinanie się po stromych zboczach stanowiły już codzienność. W tym czasie reptilianin rozwijał również swój zmysł równowagi, który - jakby nie patrzeć - miał od urodzenia, choć jego doskonałość zakrywał brak długiego i zwinnego ogona, pomagającego utrzymać równowagę w niesprzyjających warunkach. Dzięki ćwiczeniom otrzymał zdolności, których pozazdrościłby mu nie jeden akrobata. Chris znalazł się w swoim żywiole, a takie zadania jak wykonywanie salt, chodzenie na rękach czy nawet po linie, przestały stanowić dla niego większe wyzwanie.
Chris uczył się walki z różnymi przeciwnikami. Czasem wyższymi od niego, a czasem równymi wzrostem. Doświadczenie rywala poznawało się w walce, podobnie jak taktykę, którą ten preferował. Wielu jego cech należało doszukać się samemu i choć samo użycie pazurów na znanym osobniku początkowo sprawiało Chrisowi trudności, nauczył się podejmować walkę i to nie tylko przy wykorzystywaniu swego naturalnego uzbrojenia, ale też z pomocą broni białej. Zdarzało się, że na czas treningu musiał zapominać o faktycznych więziach, jakie łączyły go z przeciwnikiem. Takie treningi często kończyły się zranieniami u jednej i drugiej strony, lecz to czyniło ich silniejszymi. Po wszystkim rany były uleczane, więc nawet te poważniejsze nie stanowiły później zagrożenia.
Były też momenty, kiedy Christopher miał możliwość opuszczenia wymiaru Aedroth-Et'Ada i towarzyszyć widmom poza nim. Właśnie wtedy odwiedził potężny flagowy okręt zwany Dur-Shurrikunem, o którym wcześniej słyszał tylko z powieści i od tamtej pory wręcz nie mógł doczekać się ujrzenia go na żywo - w całej swej okazałości. Świadomy okręt wzbudził w nim prawdziwy podziw i zachwyt, a poznanie najważniejszej części doświadczonej załogi było dla młodego jaszczura niezapomnianym przeżyciem. Poznał tam nawet Kattala - czerwonołuskiego starożytnego i zarazem opiekuna Crathygtan - rasy, która stworzyła legendarny okręt w oparciu o własną technologię. Po wszystkim - Chrisa trzeba było niemal siłą przekonywać do opuszczenia jednostki i jedynie obietnica powrotu na okręt skłoniła reptilianina do powrotu i dalszej nauki wśród swych braci i sióstr. Jeszcze nie był gotów. Jego młody umysł pierw musiał zrozumieć, czym w rzeczywistości była armia i jaka to odpowiedzialność. Niemniej zajęcie miejsca w szeregach armii pozostało jedynie kwestią czasu. Jaszczur miał w sobie duży potencjał, o czym niejednokrotnie mu mówiono.
  Jednym z elementów, które miały go przygotować do swojej roli był trening, trening i jeszcze raz trening. Wraz z zyskiwanym doświadczeniem, trening widm miał kolejne, coraz trudniejsze etapy. Jednym z nich było zabicie przeciwnika. Świadomej istoty, a nie zwierzyny czy dzikiej, bezmyślnej bestii. Mimo iż Christopher nigdy nie dokonał tego samodzielnie, obserwował to. Przyzwyczajał do tego swój charakter i widok śmierci nie robił na nim takiego wrażenia. Uczył się tego od dorosłych widm, stojąc u ich boku. Nie sprzeciwiał się ich decyzjom.
  Miał okazję uczenia się przetrwania w dziczy, będąc odciętym od świata zewnętrznego w towarzystwie niewielkiej grupki, a z czasem również pozostając zdanym wyłącznie na siebie. Umiejętność pracy w zespole miała wtedy ogromną wartość. Christopher uczył się odpowiedzialności za innych oraz znajdowania rozwiązań w trudnych, dotąd nieznanych im sytuacjach. Jego naturalna zdolność kamuflażu rozwinęła się i umożliwiła mu ukrywanie się w przypadku zagrożenia ze strony silniejszego, lecz mniej myślącego napastnika i wykorzystania elementu zaskoczenia. Bywało, że reptilianin był wysyłany na swoją planetę, na której przyszedł na świat - Ziemię, jednakże wciąż w celach szkoleń, niekoniecznie odpoczynku.
Kolejnym etapem, będącym jednocześnie sporym przeskokiem w dotychczasowym kształceniu jaszczura, był powrót na flagowy okręt CORE. Tam nauczył się korzystać z kosmicznej technologii, a dokładniej technologii crathygtanskiej. Obsługa bywała skomplikowana, lecz ciekawość, upartość i niemal niezawodna pamięć jaszczura pozytywnie wpływały na postępy młodzika. Co ciekawe, reptilianin miał kontakt ze świadomymi maszynami, które tam nie były niczym niezwykłym. Komunikacja z nimi niewiele różniła się od rozmowy z istotami organicznymi, dzięki czemu wiecznie rozgadany Chris szybko znalazł z nimi wspólny język - co oczywiście było niezbędne przy pracy z Ainuari i pojazdami - w tym przy nauce pilotażu. Pierwszy lot na pewno utkwił w pamięci jaszczura, kiedy to Chris chwilę po starcie dowiedział się o swoim lęku do latania i zamiast trzymać za stery postanowił trochę pokrzyczeć. Oczywiście świadome pojazdy były do tego przygotowane i kolizja z jakimkolwiek obiektem lub rozbicie się nie wchodziło w grę. Mimo trudnego startu, Chris szybko pokochał latanie i po ukończeniu pierwszego lotu ciężko było go wyciągnąć z kabiny pilota. Reptilianin wciąż miał coś z dziecka, ale co się dziwić... Kto by nie polubił wykonywania powietrznych manewrów u boku świadomej, zaawansowanej technologicznie maszyny?
  Po czterech latach Chris otrzymał od starożytnych pełny status widma. To był wielki dzień dla młodzika i aż trudno było mu uwierzyć, jak szybko ten czas mijał. Od tej pory był połączony z widmami silną, niewidzialną więzią, aczkolwiek wyczuwalną dla widm oraz jego samego. Niegdyś było to poza jego zasięgiem, lecz teraz stało się to nieodłączną częścią jego życia. Wyczuwał obecność swych braci i sióstr, ich uczucia, emocje oraz miał dostęp do ich myśli. Miał status widma, choć nie przyszedł na świat jako jedno z nich. To był zaszczyt, którego dostąpili nieliczni, lecz Chris nie czuł się z tego powodu wyjątkowy. Czuł się tak, jakby był jednym z nich od zawsze. W pełni ich zaakceptował, a oni zaakceptowali jego. Teraz więź uczyniła go członkiem rodziny i pozwoliła mu na pożyczenie ich zdolności, gdyby zaszła taka potrzeba. Za ich zgodą, ponieważ wciąż pozostawała ona niezbędna.
  Otrzymując tytuł widma, Chris rozpoczął szkolenie swoich młodych braci, nauczając młodziki tak, jak kiedyś nauczano jego. Praca z młodymi uczniami sprawiała mu przyjemność, a ćwiczenia przywracały wspomnienia, kiedy to on był uczniem. Reptilianin w pełni zaangażował się w trening młodych widm, poświęcał im cały swój czas oraz uwagę. Uczył ich wszystkiego najlepiej jak potrafił. Walki, współpracy, komunikacji, samoobrony oraz panowania nad nadnaturalnymi umiejętnościami, włączając w to wielogodzinną medytację, którą traktował jako podstawę. Chris był troskliwy o młode pokolenie, wyraźnie idąc w ślady Kaartarna. Znajdował również czas na zabawę, pozwalając młodzikom powalać się na ziemię i posłużyć jako obiekt idealny do gryzienia. Szczególnie wtedy, gdy uznał, że na to zasłużyli.
Zielonołuski wiedział, że z każdym mijającym dniem jest coraz bliżej swojej pierwszej prawdziwej misji, o której niejednokrotnie wspominał Kaartarn. Miała się ona odbyć na Ziemi i tyle było mu o niej wiadomo. Chris podchodził do tego bardzo poważnie, choć gdzieś tam w środku odczuwał ekscytację związaną z tym wydarzeniem. Będzie miał okazję udowodnić, ile wyniósł ze wszystkich treningów i że jest gotów podejmować ryzyko jak dorosłe widmo. To będzie prawdziwy test jego umiejętności.
  Christopher przeciągnął się, ziewając i wybudzając się z głębokiego snu. Poprzednie dni były wykańczające, ale reptilianin nie narzekał. Zdrowy i spokojny sen wśród widm wszystko mu wynagrodził. Taka forma grupowego odpoczynku bardzo mu odpowiadała, ponieważ miał zagwarantowaną wystarczającą dawkę ciepła, aby rozpocząć kolejny aktywny i pracowity dzień. Gdy tylko uniósł głowę, mógł spostrzec pod sobą jednego z braci, który nadal spał. Jaszczur mruknął cicho i ponownie się położył, zamykając powieki z błogim uśmiechem. Dopiero po chwili dotarło do niego, co dzisiaj był za dzień. No tak, miał dzisiaj się zgłosić do Kaartarna, gdy tylko wzejdzie słońce. Reptilianin otworzył oczy i zadarł łeb ku górze, patrząc na położenie słońca na niebie. Niech to, to już teraz. Jaszczur zerknął na swój brzuch, na którym spoczywał ogon innego widma i który przez całą noc służył mu jako okrycie. Chris powoli odłożył go na ziemię i szybko wstał z ziemi. Rozejrzał się dookoła i przy użyciu swoich zdolności udało mu się wyczuć obecność mentora nieopodal, przy jednej z rzek. Jaszczur pospiesznym krokiem skierował się w tamtą stronę, przy okazji zatrzymując się przy jednej z kałuż i na szybko przemył sobie pysk oraz grzywę, co miał w porannym zwyczaju. Musiał się jeszcze pozbyć odrobiny ziemi z ramienia, które najwyraźniej ubrudził sobie podczas snu. Po tym szybkim przygotowaniu był gotów truchtem ruszyć w kierunku ustalonego miejsca spotkania i pojawić się tam punktualnie. Kiedy był już wystarczająco blisko zwolnił tempo i spokojnym marszem dotarł nad rzekę, spostrzegając po jej drugiej stronie Kaartarna. O dziwo nie był on sam. O ile obecność Kattala Christopher był w stanie wcześniej wyczuć, tak obecności androida już nie. Reptilianin lekko przechylił głowę na ten widok, lecz długo nie zwlekał. Z rozbiegu wskoczył do wody i zaczął przeprawiać się przez dzielącą ich rzekę. Wszystkie mięśnie jaszczura pracowały, unosząc młode ciało nad powierzchnią wody i szybko pokonując naturalną przeszkodę. Zielonołuski miał opanowaną technikę pływania, co było widać na pierwszy rzut oka. Wszystkie ruchy były w pełni kontrolowane, niezakłócone przez strach czy nurt wody. Kiedy jaszczur wyszedł już na brzeg, pierwsze, co zrobił po podejściu do trójki, to ukłonił się nisko przed Kattalem, pochylając łeb oraz korpus w wyrazie wielkiego i prawdziwego szacunku do czerwonołuskiego starożytnego. Następnie uniósł wzrok i wyprostował się przodem do Kaartarna, witając go lekkim skinieniem głowy, aczkolwiek z poważnym wyrazem pyska. Potem Christopher zwrócił się w kierunku Dura-Shurrikuna i odpowiedział mu identycznym gestem, przyglądając mu się nieco dłużej. Chrisa zaskoczyła obecność dowódcy floty crathygtanskiej w tym wymiarze, lecz nie dał tego po sobie poznać, a jedyną tego oznaką było wspomniane wcześniej dłuższe zawieszenie na nim swych złotych ślepi. Następnie reptilianin spojrzał na postać czarnołuskiego i wykonał jego nieme polecenie, siadając na trawie w siadzie skrzyżnym i  tworząc z pozostałymi lekkie półkole. Christopher pozostawał opanowany. Siedział wyprostowany, a jego ogon spoczywał nieruchomo na trawie, owinięty wokół niego.
  Młodzik wysłuchiwał każdego po kolei, nie przerywając im. Kaartarn przekazał mu, co za chwilę się rozpocznie. Nadszedł w końcu ten dzień, na który tak długo czekał. Obietnice Wiecznego Suwerena nareszcie się spełniły. Po tych wszystkich miesiącach ciężkich treningów i przygotowań. Jaszczur nie mógł się powstrzymać od prawie niewidocznego uniesienia brwi, gdy dowódca przemówił. To nie było zaskoczenie, a szczęście, które o ile Christopher potrafił już tłumić, nie potrafił się go wyrzec. I dobrze, ponieważ był to jego wielki dzień. Ważny i szczęśliwy dzień, który nigdy nie zostanie zapomniany.
Po słowach Kattala, reptilianin powstał, zadzierając łeb ku górze i patrząc w ślepia swojego mentora, który przed nim stanął. Chris odwzajemnił jego ciepły uśmiech, przyjmując wyprostowaną postawę. Wtedy jego uwagę na moment zwróciły przybywające na ceremonię widma. Zarówno te starsze, jak i młodsze. Samce oraz samice. Egzekutorzy i starożytni. Wszystkich obecnych miał już okazję poznać. Niektóre widma kojarzył jeszcze z innych ceremonii i był świadkiem składania przez nich przysięgi. Teraz role się odwróciły i nadszedł czas na Christophera. Teraz on dostąpił tego zaszczytu. Reptilianin schylił ku zebranym łeb, po czym odwrócił się ponownie do Kaartarna. Zielonołuski uklęknął, nisko skłaniając się do ziemi, a następnie uniósł głowę, patrząc bezpośrednio w złote ślepia starożytnego. Nastała cisza, podczas której mógł przemawiać tylko Kattal oraz młode widmo, przystępujące do przysięgi.
[...]
- Moje serce zna wyłącznie cnotę,
[...]
- Moje pazury chronią bezbronnych,
[...]
- Moja moc podtrzymuje słabych,
[...]
- Moje słowo niesie tylko prawdę,
[...]
- Mój gniew niszczy zło.

Chris złożył przysięgę, dumnie wypowiadając każde słowo. Jego dojrzały głos rozniósł powiew wiatru, a to, co zostało przez niego powiedziane, nigdy nie zostanie zapomniane.
Zielonołuski wstał na prośbę swego opiekuna i podszedł do niego. Oba gady złączyły się w silnym uścisku podczas którego reptilianin objął szyję starożytnego, odwzajemniając gest. Chris zamknął oczy, czując niewyobrażalną ulgę i jednocześnie wielkie szczęście. Po kilku sekundach cofnął się od mentora, posyłając w jego stronę uśmiech. Duma Kaartarna bardzo wiele znaczyła dla dorastającego młodzika. Kaartarn był dla niego jak ojciec. Przez te kilka lat bardzo się z nim zżył i to wyznanie wypełniło Chrisa jeszcze większym szczęściem.
Czarnołuski przekazał mu swą energię, a następnie to samo uczynił również Kattal. Jaszczur nie mógł dłużej ukrywać swego uśmiechu i stojąc w miejscu przyglądał się każdemu podchodzącemu do niego widmu, bratu lub siostrze, witając ich i dziękując im za dar lekkim schyleniem łba. Przez jego ciało przepływała ciepła, pozytywna energia. Wyjątkowy i niepowtarzalny dar od każdego widma, który reptilianin od zawsze bardzo doceniał. Christopher nawet miał okazję spotkać Elgarda, na którego widok wyszczerzył kły w uśmiechu. Pamiętał, jak nie tak dawno zielonołuski kompan stał na jego miejscu, a on był po przeciwnej stronie. Odprowadził go wzrokiem i niedługo potem przed jego obliczem pojawił się Ankylon - szarołuski egzekutor, budzący respekt, a czasem nawet strach w sercach wielu istot. Kolce na głowie jaszczura delikatnie opadły, a na pysku Chrisa pojawił się nieśmiały, ale mimo wszystko szczery uśmiech. Ezgekutor położył rękę na piersi młodzika i przekazał jaszczurowi cząstkę swojej energii - tak jak uczynili to wszyscy pozostali. Był on ostatnim osobnikiem, który podszedł do Christophera. Reszta w międzyczasie rozeszła się, zostawiając go samego z Kaartarnem, Ankylonem oraz Dur-Shurrikunem. Reptilianin westchnął głośno, kiedy było już po wszystkim. Czy czuł się nieco inaczej? Naturalnie. Na pewno mentalnie dojrzalej. O wiele dojrzalej... Przysięga wciąż tkwiła w jego głowie. Chris spojrzał na wszystkich obecnych, zatrzymując swój wzrok na czarnołuskim opiekunie.
- Skoro przeszedłem już ceremonię... co będzie dalej? - pojawiło się zasadnicze pytanie, kierowane do ogółu. Ogon jaszczura poruszał się delikatnie, jakby był muskany powiewami wiatru. Chris pozostawał odprężony i zrekalsowany, przebywając w towarzystwie wysokich rangą osobników. Wtem reptilianin zerknął na swoje dłonie i zacisnął je w pięści kilkakrotnie, ostatecznie wracając spojrzeniem na trójkę.
- ... To mrowienie mi przejdzie, tak? - rzucił, po części żartobliwie. Energia widm przepływała przez jego organizm, wciąż zapewniając mu uczucie ciepła i wspomnianego przyjemnego mrowienia. Nie, żeby Chris narzekał. Jak dla niego efekt mógł jeszcze trochę potrwać. Widać było, że z Chrisem jest jak najbardziej w porządku i dobrze zniósł przebieg całego obrzędu. Jaszczur cicho odchrząknął i stanął wyprostowany, czekając na otrzymanie ewentualnych nowych instrukcji od któregoś z gadów. Teraz mięśnie jaszczura były idealnie wyprofilowane, ukazując efekt pięcioletniej pracy nad jego ciałem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1601
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Aedroth-Et'Ada   Pią Sty 19, 2018 12:26 pm

NPC Storyline – Ankylon|Dur-Shurrikun|Kaartarn|

Z całego zgromadzenia pozostały cztery osobniki. Czarnołuski Wieczny Suweren, dumnie stojący za plecami młodego widma. Przed nim, szarołuski egzekutor Ankylon, postrach wszystkiego, co wrogie Urkyn'Vareis. Obok nich coś, a raczej ktoś, kto nie powinien mieć wstępu do Aedroth - Dur-Shurrikun, android. Technologia i cechy innych światów były tutaj absolutnie zakazane. Niemniej oto przedstawiciel innej cywilizacji stał tutaj, w pełni technologiczny. Więcej nawet, bo miał możliwość komunikowania się z widmami, które naturalnie stosowały do tego telepatię. Przyjemny, chłodny wiatr uderzył o ich ciała, wprawiając futro pokrywające androida w niewielki ruch. Wzrok całej trójki skupiony był na najmłodszym osobniku. Świeżym podoficerze CORE, jak również widmie. Adoptowanym, włączonym do wspólnoty. Nikt nawet teraz o tym nie myślał. Ba, nikt nie miałby odwagi, by tak odezwać się w stronę reptilianina. Byłoby to nic innego, jak obraza. A żadną tajemnicą nie było, że starożytny Kaartarn przyjął młodego nie tylko do swego ludu, co własnego serca - włączając do w poczet swej rodziny. Żadna z tego tajemnica, Chris traktowany był niczym syn złocistego.
Kaartarn zaśmiał się cicho. Podniósł lewą dłoń i oparł ją na lewym ramieniu młodzika, robiąc przy tym krok naprzód oraz kucając tuż obok. Złote oko zerknęło na Christophera, a energia złocistego widma wypełniła ciało gada. W efekcie, mrowienie tylko narosło. Na krótką chwilę, ot kilka sekund, po czym ustało. Android wykonał kilka kroków, zbliżając się do młodzika oraz jego opiekuna. Wyciągnął prawą dłoń, unosząc ją na wysokość mostka, wewnętrzną stroną do góry. Obaj byli podobnego wzrostu, ot android był ledwo dziesięć centymetrów wyższy. Tak na prawdę przeważał nad nim w masie, gdyż jego sylwetka odzwierciedlała postać dorosłego crathygtanina. Niemniej nie ważny on. W dłoni stwora znajdowało się niewielkie urządzenie. Chris zdążył poznać ten sprzęt podczas pobytu na okręcie flagowym. Intelligent System Analytic Computer, w skrócie ISAC. Znak rozpoznawczy każdego operatora CORE, dając mu możliwość kontaktu ze wszystkimi jednostkami w okolicy, skanowania otoczenia, dodania sobie dwóch broni energetycznych - ostrza oraz tarczy - jak również przywoływania uzbrojenia i pancerzy, wzywania wsparcia, otwierania map, bazowego leczenia czy otoczenia się tarczami ochronnymi. Urządzenie miało więcej funkcji, niż naturalnie dało się zliczyć. Podłączało się je bezpośrednio do skóry, niczym przyssawka. Tam mogło uruchomić własny kamuflaż co pozwalało na ukrycie obecności sprzętu na konkretnej istocie. Oczywiście najbardziej podstawową funkcją była ta rozpoznawcza. Cała trójka czekała, aż Christopher odbierze ISACa od androida. Niemniej nie dało się ukryć, że w tym urządzeniu było coś więcej. Młody mógł wyczuć przepływającą przez nie energię widm, nie mogąc konkretnie przypasować jej do żadnego znanego mu osobnika. Gdy wyciągnął rękę i objął nią mały komputer, Dur-Shurrikun odezwał się do niego.
-UISAC. Skustomizowany ISAC przeznaczony wyłącznie dla widm.
Po tym krótkim zdaniu, Chris poczuł przepływającą przez całe ciało energię. Urządzenie momentalnie podłączyło się do niego, pobierając wszystkie informacje na temat operatora, dopasowując się oraz czyniąc jego prywatnym sprzętem. ISACi, jak wiele innych urządzeń i broni crathygtanskich - posiadały funkcję dopasowania do operatora. Oznaczało to, że poza Chrisem, nikt inny nie będzie w stanie korzystać z komputera. Problematyczne było nawet podniesienie takiego z ziemi, gdyby młody odstawił je na nią. Potencjalny złodziej nie byłby w stanie ruszyć urządzenia, jakby ważyło tyle, co góra. Do tego - nawet jeśli by się udało - urządzenie zadbałoby o złodzieja, stosując rozmaity wachlarz środków zapobiegawczych. Ot prostych porażeń, przez bomby, emanacje energii - a na eksplozji kończąc. Podczas jednego z treningów Ainuari zaprezentowali Chrisowi zdolności ISACa do autodestrukcji. Komputer bez problemu pozbył się części okolicy, łącznie ze wszystkimi pojazdami oraz budynkami w otoczeniu. Niemniej system rozpoznawania otoczenia pozwalał na dopasowanie wybuchu do wymogów operacyjnych. ISAC nie zabije żadnej osoby postronnej.
/Urkyn'Vareis Intelligent System Analytic Computer. Rozpoznano operatora CORE. Ziist Ginun Christopher Varcer. Dopasowuję bazowe wyposażenie... *** Yolsil aktywny. Jaariliik aktywny. Pancerz widm nieaktywny. Transmisja przychodząca.../
Komputer bardzo szybko wziął się do pracy. Christopher został połączony ze wszystkimi systemami, znając je już z czasów treningów. Urządzenie natychmiast wyświetliło obecnego przed nim Dur-Shurrikuna, jako naczelnego dowódcę. Stojące obok widma zostały oznaczone na niebiesko, jako "swoi". Urządzenie było precyzyjne do tego stopnia, że nawet zerknięcie na dłoń Kaartarna na ramieniu Chrisa, pozwalało urządzeniu natychmiast przypisać właściciela do kończyny. Położenie uzbrojenia mogło być dostosowane oraz w każdej chwili zmienione. Ostrze Yolsil mogło znajdować się na obu lub tylko jednym przedramieniu. Podobnie energetyczna tarcza Jaariliik. Zanim urządzenie połączyło się z nadchodzącą transmisją - Christopher miał możliwość zaprojektowania sobie własnej kwatery na okręcie. Wiedział już, że istniała przy tym pełna dowolność. Rozłożenie ścian, wnętrza łazienki, do tego łóżko, umeblowanie, wbudowane w ściany szafy. Tutaj cała trójka wykazała się cierpliwością, dając młodemu czas na zabawienie się w architekta wnętrz. Gdy skończył, urządzenie połączyło go nadchodzącą transmisją.
/Witaj Thuri./ Odezwał się głos, telepatycznie, w umyśle Christophera. Jakby rozmawiał z widmem. Niemniej, to nie było widmo. Kontakt z nim możliwy był za pomocą urządzenia. "Thuri" oznaczało w crathygtanskim "Panie". Niemniej nie było to standardowe określenie osoby wyższej stopniem, lecz określenie stosowane z wielkim szacunkiem, oznaczające pana życia i śmierci względem danej istoty. /Jestem Nildu'ul. Lojalny i uniżony sługa, wykonam każde twe polecenie. Twa wola jest mym rozkazem. Twe słowa - mym życiem./
Po tych słowach, UISAC wyświetlił holograficzny obraz okrętu, niewielki, przystosowany do rozmiarów urządzenia. Wraz z tym podana została pełna specyfikacja uzbrojenia jednostki. Nildu'ul był krążownikiem klasy Urkyn'Vareis, stąd jego tag posiadał oznaczenie CRU. Jednsotki te znane były, jako jedne z najpotężniejszych okrętów, które kiedykolwiek powstały. Była ich zaledwie garstka, a pojedynczy miał siłę całej floty. Wszystko dzięki sprzężeniu technologii z mocą Urkyn'Vareis. Okręty były zdolne do korzystania z niszczycielskich mocy widm, skutecznie dewastując wrogów, jak również wspierają sojuszników. Palce czarnołuskiego zacisnęły się lekko na ramieniu gada, dbając o to by ten pozostał jeszcze z nimi, a nie odjechał gdzieś dalej w swe fantazje. Własny okręt to bardzo duży skok.
-O przydział wniósł Kaartarn. Uszanowałem jego wolę. Okręt jest twój do dowodzenia. Nauczycie się ze sobą współpracować. Aktualnie stacjonuje w stoczni Tazokaan. Minie jeszcze trochę czasu, nim zyska pełną sprawność operacyjną. Tymczasem, twoje pierwsze zadanie.
Android cofnął się powoli, robiąc miejsce szarołuskiemu Ankylonowi. Ten wykonał dwa kroki, po czym ugiął kolana i również kucnął przed młodzikiem, by nie zmuszać go do zadzierania głowy w górę. Krótki, aczkolwiek prosty wyraz szacunku wobec młodego widma. Czarne ślepia gada złączyły się z oczami młodzika. Szarołuski zawsze wydawał się bardzo tajemniczy, pusty, jakby nieznany. Niemniej był świetnym nauczycielem. Christopher odbył u niego nie jedną lekcję, zarówno bolesną, jak i przyjemną. Kunszt oraz umiejętności egzekutora niemalże nie miały sobie równych, gdy inne dorosłe widmo robiło mu za manekin do pokazywania technik. Niemniej stwór ten wyraźnie nie lubił się z Nodinem czarnołuskim, choć ich emocje zawsze temperowane były przez kulturę oraz zasady widm.
/Christopherze. Kaartarn nakazał mi objęcie ciebie protekcją wobec pierwszego zadania./ Zaczął szarołuski. Mówił bardzo poważnie, pewnie, donośnie. Głos typowy dla tego osobnika. Nigdy nie należało go lekceważyć. Czarne ślepia uniosły się i przesunęły nieco na pysk Kaartarna. Ten dalej kucał przy Chrisie, podparł się na prawym kolanie i nie ściągał dłoni z ramienia młodzika. Skinął łbem twierdząco. Ankylon powrócił uwagą do młodego widma. /W moim imieniu obejmiesz protekcją widmo swej planety - Ziemi. Splugawiona istota otrzyma ode mnie zadanie, a ty przeprowadzisz go przez nie. Twym zadaniem będzie go strzec oraz sądzić./
Tutaj Ankylon przerwał, powracając wzrokiem do starożytnego. Strzec i sądzić to rola egzekutorów, nie młodych widm, jak Chris. Niemniej spojrzenie szarołuskiego utkwione w opiekunie, jasno mówiło samo za siebie. On maczał w tym swe pazury. Pazury, które powoli przesunęły się po ramieniu Chrisa, przechodząc na jego kark, a następnie kręgosłup. Suweren zszedł dłonią powoli w dół, aż po lędźwie, by na końcu zsunąć się na ogon jaszczura, objąć go. Tam, stwór przesunął wnętrzem dłoni aż po końcówkę gadziej kończyny, co do tej pory powinno było sprowokować młodzika do odwrócenia się frontem do mentora.
/Onuris Białołuski. Widmo z Ziemi. Naznaczony na starożytnego. Chcę, byś go sprowadził. Całego i zdrowego. Wraz ze sobą. Masz wrócić cały i zdrowy./
Złote ślepia starożytnego spotkały wzrok Christophera. Słowa "cały i zdrowy" w obu przypadkach wypowiedział szczególnie ciepło oraz poważnie. Wyraźnie leżało mu to na sercu. Obaj mieli wrócić, biały oraz syn. Było to szczególnie ważne, gdyż wiedział na co posyła Christophera. Niemniej dla samego młodzika, szczególnie ważne było jedno słowo. Imię. Onuris. Obiło się echem o umysł młodzika, przywróciło wszystkie wspomnienia z tamtego spotkania. Potężne, biało-srebrne widmo. Silna, jednak przyjemna aura. Brat. Nikt nigdy nie był w stanie tego wyjaśnić. Żadne widmo, starożytni czy egzekutorzy, nie byli w stanie dostrzec tej istoty w umyśle młodego. Nie wyczuwali go, nie widzieli, nie rozumieli imienia. Niemniej gdy teraz Kaartarn wypowiedział to krótkie słowo, Chris podświadomie mógł wyczuć o kogo chodziło. Jakby pozostawił mu wtedy znak, po którym ten go rozpozna. Niewidoczny, mentalny.
Czarnołuski sięgnął dłońmi chwytając nadgarstki Chrisa. Uniósł jego dłonie wewnętrzną stroną w górę, na wysokość klatki piersiowej jaszczura. Puścił dłonie, a następnie przestawił swe własne. Ustawił je bezpośrednio nad dłońmi młodego gada, uwalniając następnie złocistą energię. Ta od razu uformowała się obiekt, przyjmując postać półtoraręcznego miecza. Miecz upadł na dłonie młodzika, w jego prawej ręce znalazła się rękojeść, a w lewej płaska część ostrza. Reptilanin wyczuł potężną energię starożytnego, nagromadzoną w prastarej broni. Choć wyglądało na metalowe, w rzeczywistości stworzone zostało z kości widma. Zgodnie z ich zasadami oraz kulturą. Kolor był zmieniony, na ostrzu, jak i rękojeści - dostrzegalne były ślady użytkowania. Rysy, delikatnie wgniecenia. Miecz miał swój udział w niejednej walce. Jak każdy artefakt widm - tak ten zaraz dostosował się do wzrostu młodzika, zmniejszając się lecz nadal zachowując oryginalną funkcję do wykorzystania zarówno w jednej, jak i obu dłoniach. Miecz był idealnie wyważony, natychmiast się dopasował. Jak wszystkie bronie stworzone przez widma, tak i ten tutaj był niezwykle ostry, a przy tym niesamowicie wytrzymały. Kaartarn zacisnął swe dłonie na dłoniach młodzika, zmuszając go do odczucia ostrości na swych łuskach. Nie wyrządził mu jednak krzywdy. Jak każdy artefakt, tak i ten nie był w stanie wyrządzić krzywdy widmu. Gdyby spróbowali to uczynić, miecz najzwyczajniej by pękł.
/Zgodnie ze zwyczajem, moce białołuskiego zostały zablokowane. Jeśli uznasz to za koniecznie, podasz mu miecz./
Krótkie wyjaśnienie, po którym Kaar puścił dłonie młodego, pozwalając mu zapoznać się z bronią. Gdy Ankylon uznał, że czas przejść dalej, znów odezwał się do Chrisa. Nie popędzał go z odwróceniem się, młodzik sam powinien wiedzieć, że nie stoi się plecami go egzekutora.
/Na Ziemi jest plugastwo./ Cóż, tutaj Christopher w żaden sposób się nie przesłyszał. O ile Onuris nazwany został splugawiony, nieczystym - poddanym niegodnym mocą, o tyle teraz egzekutor mówił o innej istocie. Plugastwo nie było niczym innym, jak utraconym widmem. Najczęściej szalonym, niezwykle potężnym oraz niebezpiecznym. Zazwyczaj wysłało się po nich egzekutorów. Choć mniej doświadczony i niekontrolujący swej mocy, Urkyn'Vareis będący plugastwem pozostawał niezwykle niebezpieczny, zdolny do pokonania widma bez większych problemów. Ich moc była chaotyczna, nieprzewidywalna oraz bardzo niebezpieczna. Towarzyszyły im defekty w wyglądzie, ciała były niezwykle silne. Młody nie miał jeszcze okazji obejrzenia takiego na żywo, egzekutorzy nigdy nie pokazywali młodym, jak wygląda takie widmo. A teraz...
/Onuris poczynił wiele złego. Niemniej jego lud wstawił się za nim. Dostanie więc szansę. Ma znaleźć i zabić plugastwo. Zlikwidować wszystko i wszystkich, którzy doprowadzili do powstania tej abominacji. Zabiorę ciebie do niego, przedstawię warunki jemu oraz jego sojusznikom./
Tak więc nie będą tam sami. Kaartarn ani Ankylon nie byli szaleńcami. Nigdy nie wysłaliby żadnego młodego widma na samobójczą misję. A ta niemalże taka była.
-CORE oficjalnie nie może działać na Ziemi. Niemniej zadbam o zainteresowanie ze strony Alranois.
Dorzucił od siebie android. Co prawda armia crathygtanska jawnie działać nie mogła. Niejawnie i ta to robiła. Niemniej sytuacja wymagała, by w razie problemów pojawiła się pomoc. AAF czyli Alranois Armed Forces zawsze były skore do pomocy. Zwłaszcza w teren, na który mieli być wysłani. Rozmowa powoli dobiegała końca. Miecz zniknął z dłoni Chrisa, wnikając w jego ciało i ukrywając się, jak miały to w zwyczaju artefakty. Zwykła myśl, chęć - pozwała przywołać ostrze. Podobnie mógł uczynić z UISAC'iem. Nie było tutaj żadnych pytań do zadania. Dur-Shurrikun skinął im łbem, a następnie zniknął w czerwonym błysku energetycznym, zabrany stąd przez Kattala. Ankylon odszedł na kilka kroków i odwrócił się, dając młodemu oraz starożytnemu krótką chwilę.
/Wróć. Znasz zasady. W ostateczność, możesz sięgnąć po swego asa./
Rzekł Kaartarn, kładąc lewą dłoń na łbie młodzika. Wsunął dłonie pomiędzy kolce Chrisa, przeczesując je palcami. Prawą umieścił na jego piersi, naciskając pazurami delikatnie na łuski. Nie podawał mu więcej mocy, gdyż nie chciał go bardziej rozpraszać oraz ładować energią. Z resztą przekaz był prosty. Kaartarn już na początku obiecał Christopherowi, że jeśli będzie na prawdę źle - może go wezwać. W każdej chwili, w każde miejsce, gdy tylko uzna - że nie da rady. Suweren zabrał swe dłonie, skinął mu łeb i podniósł się, wykonując kilka kroków w tył. Zerknął na egzekutora, który zdążył się już odwrócić i podejść do młodego widma. Czarne ślepia zlustrowały sylwetę młodzika, po czym obaj zostali otoczeni ciemną, szarawą energią. Świat błysnął w ciemnościach, wszystko zniknęło. Standardowa metoda przenoszenia się do innego miejsca, stosowana przez widma. [zt -> TUTAJ]

_________________


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Aedroth-Et'Ada   

Powrót do góry Go down
 
Aedroth-Et'Ada
Powrót do góry 
Strona 3 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Inne światy :: Inne światy-
Skocz do: