Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Van Cortlandt Park

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3, 4, 5, 6  Next
AutorWiadomość
Morgana le Fay

avatar

Liczba postów : 111
Data dołączenia : 08/06/2012

PisanieTemat: Van Cortlandt Park   Wto Mar 11, 2014 5:48 pm


Ulokowany na Bronxie trzeci pod względem wielkości park Nowego Jorku, w którym znajduje się między innymi Muzeum Van Cortlandta - najstarszy budynek Bronxu - oraz największe w mieście jezioro słodkowodne. Park zawiera wiele atrakcji, na przykład basen publiczny, liczne place zabaw, pola przeznaczone pod grillowanie lub uprawianie różnych sportów, takich jak koszykówka, piłka nożna, krykiet, jazda na łyżwach, golf i wiele innych.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Morgana le Fay

avatar

Liczba postów : 111
Data dołączenia : 08/06/2012

PisanieTemat: Re: Van Cortlandt Park   Wto Mar 11, 2014 6:02 pm

O tej porze roku park nie był zbyt tłumnie uczęszczanym miejscem, szczególnie o tej godzinie - a mianowicie wieczornej. Zmrok zapadał wcześnie i spacerowicze zdani byli na sztuczne oświetlenie, szczęśliwie dość szczodrze rozmieszczone wzdłuż poszczególnych alejek i atrakcji. Oczywiście największą z tych ostatnich stanowiły obecnie lodowiska - akurat wokół nich i na nich wciąż kręcili się ludzie, głównie młodzież.
Można by się zastanawiać co też Morgana robiła w takim miejscu - i to w okresie, gdy rośliny pozostawały w stanie uśpienia, tym samym eliminując główny możliwy powód jej bytności w parku. Z całą pewnością nie przybyła na zwykłą przechadzkę... Przeciwnie, miała w tym miejscu to załatwienia pewną sprawę, z którą jednak udało jej się uwinąć szybko i sprawnie - zgodnie z jej przewidywaniami.
Czarodziejka musiała przyznać, że to naprawdę miło ze strony śmiertelników, iż z własnej inicjatywy sprowadzili do Nowego Jorku interesujący ją obiekt. W dodatku pozostawili go praktycznie bez opieki w budynku muzeum, do którego dostęp był banalnie prosty... Przynajmniej dla kogoś o jej umiejętnościach.
Wystarczyło kilka drobnych uroków - i oto w jej dłoniach znalazł się sztylet Carnwennan, jedna z broni należących wieki temu do Arthura. Niektórzy przypisywali mu magiczne właściwości, zdolność okrywania dzierżącego go wojownika cieniem, lecz Faerie wiedziała, że akurat to nie było nic więcej, jak tylko zwykła bujda. W końcu zdecydowanie wyczułaby promieniujące od niego czary. Jedyną niezwykłą cechą sztyletu było najwyraźniej to, iż do czasów współczesnych zachował się w naprawdę dobrym stanie. A ludzie nie wiedzieli nawet czym był w rzeczywistości!
Upewniwszy się o jego autentyczności i pozostawiwszy na wystawie wyśmienitą kopię w ramach rekompensaty, Morgana spokojnym krokiem wybrała się na krótki spacer po parku. Miała dobry humor... Który stawał się wręcz wspaniały, gdy jej dłoń natykała się na zawiniątko spoczywające w kieszeni jej ciemnego płaszcza.
Kobieta zbliżyła się do jednego z lodowisk na tyle, aby móc obserwować ślizgające się na nim osoby i korzystać z otaczającego je oświetlenia, lecz by pozostawać jeszcze w słusznej odległości od bawiących się śmiertelników. Nie miała ochoty się z nimi spoufalać - nawet w tak dobrym nastroju. Odnalazła niepokrytą śniegiem ławeczkę i przysiadła na niej, po raz kolejny przebiegając palcami wzdłuż opatulonego miękkim materiałem sztyletu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Aiden Shannon

avatar

Liczba postów : 27
Data dołączenia : 10/12/2013

PisanieTemat: Re: Van Cortlandt Park   Wto Mar 11, 2014 7:27 pm

Park... Słodko, szkoda tylko, że ludzi aż tyle. A wieczorna pora i śmiertelnicy, próbujący sprawić, że stanie się chociaż w niewielkim przybliżeniu tak bezpieczna jak obojętnie która z godzin dziennych. Aiden jednak zwykłym śmiertelnikiem nie był, na szczęście. O ile w dzień był szaraczkiem, bardzo bogatym, ale jednak, tak po zmroku z potencjalnej zwierzyny stawał się łowcą. Życie bogacza serio jest nudne, więc Ai raz na jakiś czas wychodzi, by pookradać, albo nawet zabijać niewinnych ludzi. Czemu? Bo mógł! I często z tej możliwości korzystał. Na przykład dzisiaj. Czasem nawet na kilka dni brał  pod skrzydła wybranych drogą losową rzezimieszków. Oczywiście, chodziło o "przypadkowo" złapanych na gorącym uczynku złodziei. Chłopak, a właściwie mężczyzna werbował takiego, jeśli można to tak nazwać, a następnie przez jakiś czas dawał wskazówki oraz praktyki, wszystko przy zachowaniu anonimowości, oczywiście. Gdy jednak brakowało kandydatów, a nuda doskwierała, Aidenowi zdarzało się proponować "nauki" przypadkowym ludziom. Jeżeli dana osoba zgadzała się, wszystko przebiegało normalnie, jednak nieco dłużej, co było jednak oczywiste. Jeśli nie, Ai po prostu znikał, czasem dosłownie. I dziś był jeden z takich właśnie wieczorów. A osobą, która wydała się mężczyźnie odpowiednia, była Morgan. W pełnym rynsztunku, to znaczy masce, płaszczu, ostrzu, mieczu i kilku innym pierdołom Aiden podbił do czarodziejki. -Mam ci coś ciekawego do zaoferowania... Nie, nie jestem żadnym zboczeńcem, o to się nie martw. Chciałabyś zyskać dodatkowe źródło zarobku? Ciężki kawałek chleba, aczkolwiek zapłata godna...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Morgana le Fay

avatar

Liczba postów : 111
Data dołączenia : 08/06/2012

PisanieTemat: Re: Van Cortlandt Park   Sro Mar 12, 2014 12:19 am

Wzrok Morgany przesuwał się między sylwetkami poszczególnych śmiertelników, przemieszczających się mniej lub bardziej umiejętnie po lodzie w pewnym oddaleniu od niej. Nie mogłaby powiedzieć, że tak naprawdę ich obserwowała - po prostu patrzyła w ich stronę, lecz jej myśli w pełni zajmowało coś innego... I o wiele istotniejszego.
Oto bowiem zdobyła właśnie kolejny przedmiot do swojej kolekcji... Jeden z wielu, lecz w dalszym ciągu nie ten, na którym zależało jej najbardziej. Nie, z tym będzie jeszcze musiała poczekać. Być może rzeczywiście uzyska pomoc od tego przypadkowo spotkanego Olbrzyma? Wydawał się chętny do zawiązania z nią sojuszu, choć potrzebował czasu, aby przystąpić do działania... A szkoda. To jej się w nim akurat nie podobało. Zwłoka była dobra, gdy zadanie wymagało namysłu i przygotowania - w tym wypadku natomiast wynikała raczej ze zwykłego braku zdecydowania lub niepewności. Jedno i drugie nie wróżyło najlepiej wspólnym interesom.
Rozmyślania kobiety przerwało zbliżenie się do niej nieznajomego osobnika, który przemówił praktycznie natychmiast, nie bawiąc się w żadne subtelności i od razu wykładając swoje intencje... Jak niekonkretnie by tego nie uczynił.
Faerie zmierzyła mężczyznę długim spojrzeniem, a jedna z jej brwi uniosła się wyraźnie, gdy wystawiała mu ocenę. Płaszcz z kapturem, maska... Niesamowicie subtelnie. Z pewnością bardzo łatwo było mu się zmieszać z tłumem. Już przecież nawet ona sama dbała o utrzymywanie pozorów normalności, gdy wychodziła do ludzi! Oczywiście nie było to proste, zmiana była dla niej po prostu ogromna, lecz na szczęście dość szybko udało jej się zapoznać z ogólnymi regułami rządzącymi współczesnym ubiorem. Wracając jednak do tu i teraz...
Nieznajomy proponował jej... Zarobek. Czarodziejka jeszcze nigdy w całym swoim życiu nie musiała tak naprawdę pracować - o ile nie liczyć brania udziału w bitwach, które być może rzeczywiście stanowiło formę pracy. Pomysł sam w sobie wydawał jej się więc zabawny, idea zaś - obca. Cóż... Chyba miała tego wieczora trochę czasu do stracenia.
- Cóż takiego ma pan do zaoferowania, co mogłoby mnie w jakimkolwiek stopniu zainteresować? - zagadnęła w końcu najzupełniej spokojnie, po czym ponownie obróciła twarz ku lodowisku, jedynie kątem oka zerkając na zamaskowanego mężczyznę. Uważnie.
Milczeniem pominęła już wzmiankę o byciu zboczeńcem. Ostatnimi czasy wyrobiła sobie opinię, iż obecnie i tak był nim praktycznie każdy, jeżeli zaś chodziło o podrodzaj tych "niebezpiecznych"... Raczej się nimi nie przejmowała. Należała w końcu do tego rodzaju kobiet, których to mężczyźni powinni się obawiać - i najwyraźniej tak było również i w tym wypadku, gdyż nieznajomy postanowił się wycofać, znów pozostawiając ją samą. Cóż za pokaz odwagi.
Czarodziejka spędziła jeszcze kilka minut w tym miejscu, nie zajmując się właściwie niczym konkretnym, po czym wreszcie oddaliła się w bardziej ustronną lokację, aby móc bezpiecznie teleportować się do swojego mieszkania.

z/t
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Wonder Man

avatar

Liczba postów : 60
Data dołączenia : 25/01/2014

PisanieTemat: Re: Van Cortlandt Park   Sro Lip 23, 2014 9:46 pm

Simon poczekał na Natashę, a kiedy ta była już gotowa objął ją wokół pasa, uruchomił jetpack i dzięki jego pomocy wylecieli na miasto. Szybko znaleźli się w głównym miejscu wybuchu zamieszek. Dookoła parku szalało kilkunastu, jeśli nie kilkudziesięciu nastolatków. Wszyscy mieli na swych koszulkach ten sam znak. Symbol przypominający spadającą gwiazdę odbijaną młotem przez zakapturzoną postać. Simon nie miał pojęcia co to oznacza. Pierwszy raz widział taki symbol, a najwidoczniej młodzi ludzie byli członkami jakiejś sekty...
Zanim wylądowali w głównym epicentrum zamieszek, Wonder Man postanowił odciągnąć Natashę na róg ulicy. Wylądował, po czym spokojnym głosem powiedział:
- Zwróciłaś uwagę na ten symbol na ich koszulkach? To zaplanowany atak. Zapewne jakaś sekta pod wpływem maniaka chce przejąć miasto. Posłuchaj, nie możemy ich zabijać w końcu to tylko dzieciaki. Musimy ich schwytać a następnie przepytać o głównego winowajcę tych zamieszek. Nie mam pojęcia kto za tym stoi. Pierwszy raz widzę coś takiego...
Spojrzał pytająco na Black Widow, sam nie wiedział co zrobić z tymi dzieciakami, którzy mają ochotę zniszczyć cały Nowy Jork.
Czekając na działania Natashy przyglądał się zamieszkom.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Black Widow

avatar

Liczba postów : 174
Data dołączenia : 25/05/2012

PisanieTemat: Re: Van Cortlandt Park   Wto Lip 29, 2014 12:29 pm

- Wonder Man, to oczywiste, skup się - powiedziała Natasha, sprawnym okiem oceniając sytuację. - Ogranicz teren. Policja już tu się kręci, niech stworzą kordon wokółwokół parku. Po zamknięciu mają go stopniowo zacieśniać. Koordynuj. Łącze się z dowództwem po szczegułowe rozkazy - powiedziała krótkimi, szorstkim i zdaniami. Tak, Natasha przeszła już w tryb żołnierza, a skoro była tu najwyższa stopniem i doświadczeniem... Cóż, przejęcie dowództwa było naturalne. Podniosła rękę do ucha, by włączyć komunikator.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3341
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Van Cortlandt Park   Nie Sie 24, 2014 8:14 pm

Zwalniam obie postaci z tematu.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Alyce Evans

avatar

Liczba postów : 12
Data dołączenia : 29/09/2014

PisanieTemat: Re: Van Cortlandt Park   Pią Paź 17, 2014 1:02 pm

Kiepsko, kiepsko. W jaki sposób ona upadła tak nisko? Swego czasu była KIMŚ, nieważne, czy w środowisku ludzi, czy wilków.
A teraz? Głodna, bezdomna, bez grosza przy duszy, czy nawet znajomej osoby. No, ale poniekąd sama była sobie wina. Aly nigdy nie przywiązywała się szczególnie do poszczególnych watah, czy grup ludzi. Zawsze sama, albo na własny interes. W sumie to powoli zaczęło ją nudzić. Może czas krok po kroku to zmieniać? Albo chociażby starać się mniej szkodzić innym. Hmn, raczej wykonalne.
Było już dawno po zmroku, park był opustoszały, a Alyce, obecnie w postaci wilka, która stała się jej główną formą, starała się wymyślić jakiś sposób na odwrócenie ról i powrót do formy. Ale...Najpierw. Coś. Przyziemnego. Zdycham z głodu. Cholera, być tak na czyjejś łasce. Chyba tracę pazur... Chociaż? Gdzie tam! Głód to nie starość. Jej nie ma. Nie tutaj. A Śmierć jakoś się o mnie nie upomina, na szczęście. Oby to się nie zmieniło i żebym wreszcie, ku*wa znalazła żarcie! Zabiję. Ale. Zjem. Uczucie głodu jeszcze bardziej wysuwało 'na wierzch' jej zwierzęcą naturę. Tak, była gotowa nawet zabić i zeżreć człowieka, byleby się nasycić. Ssanie z żołądka skutecznie odsuwało zmęczenie na dalsze plany. Co jej innego zostało, jak nie upolowanie kogoś? Wilczyca podniosła się spod drzewa, koło którego siedziała i poczęła iść... gdziekolwiek, na wschód. W pobliżu wiła się jakaś ścieżka, a Al miała szczerą nadzieję, że natrafi na jakiegoś nieszczęśnika. Mimo, iż wyglądała jak bezpańskie, zaniedbane, wielkie psisko, planowała zagryźć kogokolwiek zobaczy. Gdyby jednak nikogo nie spotkała, cóż, jutro jakiś spożywczak czeka wietrzenie.magazynu i wymiana witryny. Czas na zmiany! Nawet, jeżeli będą wymagały kradzieży, czy napadów. Chyba, że ktoś poda jej pomocną dłoń, a ona jej nie odgryzie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Noiro

avatar

Liczba postów : 119
Data dołączenia : 16/08/2014

PisanieTemat: Re: Van Cortlandt Park   Pią Paź 17, 2014 6:09 pm

J.: Mówiłem Ci tyle razy kretynie! Nie szwędaj się w nocy po parkach!
Noiro: Wal się J. to był Twój pomysł, żeby tutaj przenocować na ławce bo jest mniejsza szansa, że ktoś nas okradnie niż na dworcu!
J.: A ty się jak kretyn posłuchałeś! Ja pierdziele, z kim ja pracuje, do kogo jestem przywiązany? Do ostatniego debila, który jest gorszy niż 30 letni prawiczek – westchnął zażenowany J. i gdyby było widać jego facjatę, to pewnie byłaby to najbardziej godna pożałowania mina, jaką tylko można sobie wyobrazić. Na szczęście, że w parku nie było ludzi o tej porze, a raczej nie w tej okolicy, dlatego mógł się drzeć ile wlezie. Zresztą musiał pokrzyczeć, gdyż dzieciak go w ogóle nie słucha, kiedy powinien a słucha kiedy nie powinien. „Jak tu żyć panie premierze?” cytując zacnego chłopa z Europy. Powiedziałby, że jest chuyowo ale stabilnie, jednak ominął wulgaryzm zmieniając jedną literkę w słowie i tworząc nowy wyraz teoretycznie. Przecież za to do wewnętrznego, a raczej zewnętrznego głosu się nie przyczepią nie? Odetchnął głęboko – Dobra, ale jak ktoś Cię przydupi to nie przychodź do mnie z płaczem i co ważniejsze kretynie… nie strugaj bohatera bo znowu dostaniesz wpierdol tak jak zeszłym razem w barze – powiedział próbując się uspokoić.
Noiro: Ta jasne… chyba ty – rzucił najbardziej znaną gimbusiarską frazą, która sprawiła że J.’owi opadły ręce, przez co odpuścił sobie komentarze i zamilkł. To była rozmowa jak z kapustą, a dokładniej głąbem.
Po niewielkiej sprzeczce ze swoim głosikiem Noiro poczuł się głodny. Przysiadł na ławeczce i wyciągnął z worka sreberko z zawiniętym kurczakiem, które położył sobie na kolanach i odwinął. Zapach pieczonego kurczaka rozniósł się w jego pobliżu, pikantne udko z niewielką dozą frytek, które udało mu się wycyganić z restauracji. Nie był świadomy nadciągającego zagrożenia, ale jego głosik był. J. mimo że go nie było widać, ani czuć to nie znaczy że on nie widział nic. Spostrzegł idącego, wielkiego, wyglądającego na agresywnego i lekko wychudzonego psa. Zapaliła mu się czerwona lampka w jego głowie.
J.: Te Noiro spierdzielaj z tym kurczakiem… ogólnie spierdzielaj tylko powoli i spokojnie – powiedział mu cicho, żeby nie spanikował.
Noiro: Czemu? – rozejrzał się i dostrzegł psa. Wiadomo, że to był ten typ człowieka, który wszystkim się dzieli, nawet jeśli sam nie ma za wiele. Wyciągnął z worka serwetki, urwał jedno udko od korpusu kurczaka, po czym wstał i położył mięsko na serwetce trochę dalej od niego, jakieś 5-10 metrów by w razie czego móc uciec od psa. Duże psy raczej nie atakowały bez powodu… jakiż on był naiwny, jednak miał plan. W razie czego otworzy rifta i się w nim ukryje – Dobra psina, zjedz sobie, a potem wróć do właściciela bo pewnie Cię szuka – powiedział miłym, spokojnym głosem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Alyce Evans

avatar

Liczba postów : 12
Data dołączenia : 29/09/2014

PisanieTemat: Re: Van Cortlandt Park   Sob Paź 18, 2014 8:34 pm

Aly szukała jakichkolwiek bardzo świeżych śladów ludzkiej obecności, jednocześnie uważnie nasłuchując i co dłuższą chwilę stawając w niemal absolutnym bezruchu, próbując wywąchać coś, co przynajmniej zbliży ją do jedzonka. Już pomału poczęła tracić nadzieję, gdy... Kurczak! Blisko! Prędko? Nie! Spokojnie, bo coś zepsuję... Nie ucieknie, nie może. Nie pozwalam. Gdy tylko podeszła do... Chłopaka? Na to wygląda. Gdy tylko podeszła do potencjalnego żywiciela, ten, co bardzo Alyce zdziwiło, ochoczo podzielił się z nią posiłkiem. Starała się ogarniać, ale rzuciła się na jedzenie, jakby nie żarła nic od dłuuugiego czasu - zachowanie adekwatne do rzeczywistego stanu rzeczy. Mały kawałek kurczaka poniekąd pogorszył sprawę, zaostrzając jedynie apetyt wilczycy. Więcej. Daj. Ech, egoistka. Czy aby na pewno? W sumie mogłaby sama wziąć sobie wszystko, co lekkomyślny dobrodziej ma, ale... Była mu wdzięczna. I on sobie też powinien. Gdyby zaczął uciekać, zapewne w tej chwili by wił się z bólu. 'Psina' wyszczerzyła kły w jego kierunku, w zamiarach oczywiście raczej dobrych, co jednak mogło przynieść skutek odwrotny od zanierzonego, gdyż uśmiech wyglądał dosyć złowrogo, groźnie. Aly zrobiła cztery kroki w kierunku Noira, po czym położyła się na ziemi. Teraz mógł on dokładnie się jej przyjrzeć, lub też zacząć uciekać. Może da więcej. Może podejdzie, dobrze. Nie dam się głaskać. Hańba. Może nie? Podstęp. Raczej. Cokolwiek. Biała wilczyca poczęła wpatrywać się w chłopaka z beznamiętnym, no, może proszącym wyrazem pyska. Po cichu liczyła, że odstąpi jej jeszcze część swojej porcji. Dziękuję. Ale daj więcej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Noiro

avatar

Liczba postów : 119
Data dołączenia : 16/08/2014

PisanieTemat: Re: Van Cortlandt Park   Sob Paź 18, 2014 9:04 pm

J.: Znowu karmisz randomowe zwierzęta?
Noiro: Ta i nic Ci do tego. Zobacz tego psiaka, przecież widać, że jest głodny – powiedział gdzieś w przestrzeń. W sumie Alyce mogło się wydać dziwne, że słyszy jakiś głos ale nikogo obok dzieciaka nie ma. Nawet nie czuć nikogo tam.
J.: Te, ale uważaj lepiej bo to się szczerzy i może mieć wściekliznę lub inną ebolę – dorzucił głos niezbyt sympatycznym tonem. Warto napomknąć, że brzmi mniej więcej jak dorosły mężczyzna.
Noiro: E tam, gdyby był wściekły to by się rzucił od razu, a gdyby miał ebolę… jakie są objawy eboli tak właściwie? – zapytał niezbyt wiedząc o co chodzi. Przecież to nie jego broszka, jaka choroba czym się objawia. Nie jest lekarzem.
J.: Nie wiem, ale wiem że to w Afryce często jest. Nie oglądałeś wiadomości ostatnio? – zapytał oburzony głos, jakby to w interesie dzieciaka leżało obejrzenie wieczornego dziennika.
Noiro trochę się przeraził widokiem tych kłów, więc powolnym ruchem sięgnął po kolejny kawałek kurczaka. Pies podszedł bliżej i się położył. Przyjrzał się psu dokładnie i po chwili dostrzegł, że faktycznie wygląda na zagłodzone i zabiedzone zwierzę. Kto mógł być tak okrutny wobec swojego pupila? Nie w głowie mu było podejść i głaskać, bo przecież ten pies mógł go ugryźć lub nawet zareagować agresją. Zamiast podchodzić, zwyczajnie rzucił jej kolejny kawałek kurczaka. Tym razem rzucił całą pierś. Miał aktualnie ze 3 kurczaki, takie typowe z budki ulicznej, gdzie sprzedawca ma nadziewany na palik i opiekany drób. Stosunkowo jest to dosyć tanie, więc mógł sobie pozwolić na zakup 3 takich. Zresztą jeszcze 2 miał zawinięte w sreberka, gdzieś w worku ukryte – Twój pan pewnie Cię wyrzucił z domu albo mu uciekłeś co psiaku? Też nie masz domu jak ja co? – mówił do psa jakby myślał, że ten go zrozumie. Eh, czasem lubił sobie tak pogadać.
J.: Noiro… wiesz, że gadasz właśnie z psem i podchodzi to pod nienormalność?
Noiro: Wolę z psem niż z Tobą w pewnych momentach – odgryzł się i sam zaczął jeść udko kurczaka. Jeśli pies podszedł bliżej to spokojnie sobie siedział, nie wykonując gwałtownych ruchów, gdyż to mogłoby sprowokować zwierzę. Zresztą pewnie było głodne, a nie wściekłe.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Alyce Evans

avatar

Liczba postów : 12
Data dołączenia : 29/09/2014

PisanieTemat: Re: Van Cortlandt Park   Pon Paź 20, 2014 7:20 pm

No, co chciała, to dostała. Przestraszył się kłów? Bardzo dobrze. Sama Alyce natomiast postanowiła na te chwilę wziąć przykład ze swego 'wybawiciela' - być w miarę dobroduszna, czytaj, (póki co?) przestać żebrać o kurczaka. Jak na jej apetyt było to o wieeele za mało, aczkolwiek na lekką regenerację sił pozwoli. Zrobiło się jej lżej na duchu, zdecydowanie. Zapewne jutro kogoś, czy coś tam okradnie, no ale w ogólnej skali co znaczy zniknięcie pojedynczego portfela, czy nawet osoby? To jest Nowy Jork, tutaj nawet inwazja obcych na niektórych nie robi wrażenia. Tak samo jak dosyć agresywny wilk łażący nocami po mieście. Phef, całkowity brak atencji. No, ale to i lepiej, bo teoretycznie nie istniała. Żaden rejestr nigdy o niej nie wspominał, dowodu też nigdy nie miała. Bo i po co on wilku? Cóż, życie w tej formie miało swoje zalety i wady, wcześniej wspomniane. Może... Pogadam? Może... Zrozumie? Albo i nie? Można spróbować, chyba. Kto, wie, może jest kimś dobrym? We łbie Aly zrodził się pomysł. Wilczyca po zjedzeniu kolejnej porcji otrzymajne od chłopaka, wykonała zapewne dziwnie dla niego ludzki gest - skinęła łbem dziękując mu. Następnie szybko odwróciła się i pobiegła tam, skąd przyszła, znikając z jego lini wzroku.
Gdy Noiro prawdopodobnie kończył już posiłek, mógł usłyszeć ludzkie kroki. Oto kobieta pojawiła się tym razem w postaci ludzkiej, chcąc zamienić z nim kilka słów. Alyce spokojnie, z beznamiętnym wyrazem twarzy dosiadła się do chłopaka, siadając po przeciwległej stronie ławki, wciąż jednak milcząc. Najwidoczniej liczyła, że to on zagai pierwszy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Noiro

avatar

Liczba postów : 119
Data dołączenia : 16/08/2014

PisanieTemat: Re: Van Cortlandt Park   Wto Paź 21, 2014 5:54 pm

Noiro był zadowolony, że pies się najwidoczniej najadł i postanowił nie robić mu krzywdy. Zresztą tutaj zwyczajnie w grę wchodziła jego życzliwa natura, która nakazywała mu pomagać innym, nawet jeśli mogą okazać mu brak tego ciepła i zrobić krzywdę. Zwierzęta ponoć czuły, kiedy ktoś jest dla nich dobry i nawet z pozoru agresywne zwierzę może okazać się łagodne, jeśli tylko człowiek właściwie się z nim obejdzie. Dopiero po kilku chwilach dzieciak się zorientował o dziwności zwierzęcia.
J.: Noiro, ale ty wiesz że to je wilk?
Noiro: Wilk? Co robi wilk w środku miasta? – zapytał, bo przecież takie zwierzęta raczej nie wędrowały w okolice skupisk ludzkich. Wolały uciec do lasu, skryć się w nich i żyć sobie w tych watażkach czy w czym tam żyły. Tak, według słownika jakim był J. to były watahy.
J.: Chociaż wygląda na dosyć wygłodzonego osobnika, pewnie od jakiegoś czasu się tu szwęda. Ty weź uważaj bo to dzikie zwierzę jest, a dupy ratować Ci po raz setny nie będę – powiedział ku przestrodze Noira głos.
Noiro: Zrobisz to po raz 101 – odpowiedział złośliwie, chociaż nie miał ochoty ryzykować życia zwłaszcza w takiej sytuacji.
Wilczyca kiwnęła łbem jakby mu dziękując, co wprawiło go w konsternacje. No cóż, najwyraźniej zwierzęta także umieją podziękować za dobroć, chociaż ten gest był taki bardzo ludzki. W każdym razie zwierzę zniknęło mu z oczu po paru chwilach.
Noiro: Widzisz? Mówiłem, że nic mi nie będzie. Zjadł i poszedł, więc pewnie krzywdy by mi nie zrobił.
J.: A jedzie mi tu czołg?
Noiro: Odnośnie czego to? – zapytał przekrzywiając głowę, bo komentarz J. nie trzymał się kupy. Co to za tekst z tym czołgiem? Przecież, nawet nie widział jego oczu!
Dzieciak był czujny, więc usłyszał tamte kroki. Akurat właśnie kończył jeść i wrzucał sreberko do kosza, a serwetką wycierał palce z tłuszczu. Obok niego przysiadła kobieta i wyglądała jakby czegoś od niego oczekiwała. Wyglądała dosyć młodo, może na 24 lata, miała ładne i zadbane czarne włosy. Była trochę wyższa od niego, może z 10 cm czy coś takiego. Dla przeciętnego faceta zapewne dzięki dekoltowi byłaby pociągająca, zwłaszcza biorąc pod uwagę wcięcie w talii oraz zgrabną pupę, jednak Noiro nie był z tych. Przecież on dopiero swoją sferę marzeń sennych dopiero rozwijał. Miał ledwo mentalnie 16 lat. Ubrana była w jakąś bluzę z kapturem, jeansy i dosyć ładne chociaż zabrudzone Nike. Dzieciak spojrzał na nią pytająco , po czym się odezwał.
Noiro: Wyszła Pani o tej porze na spacer sama? Niech Pani uważa, bo tutaj kręci się jakiś pies, dosyć duży zresztą. Wygląda na głodnego, ale nie jest chyba agresywny – poinformował ją, żeby na wszelki wypadek nie próbowała nic głupiego widząc tamtego wilka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Alyce Evans

avatar

Liczba postów : 12
Data dołączenia : 29/09/2014

PisanieTemat: Re: Van Cortlandt Park   Sob Paź 25, 2014 7:48 pm

Czas się pobawić, odchamić. Raz na pół dekady chyba trzeba, ech. -Ty się nie martw o mnie... Pies? Prawdopodobnie widziałeś mojego. Biały? Wielki? Taaaak... mój. - Powiedziała łamanym angielskim, kaleczonym niby skalpelem po twarzy, z wręcz widocznym francuskim akcentem. No, co poradzić, że nigdy nie musiała się uczyć, a podstawy znała jedynie ze słuchu, nic więcej. Cóż, Aly postanowiła niezbyt często się udzielać. Ciekawe, czy będzie drążył temat 'psa'. Ech, powiedzmy, że tego nie zabiję. Z wdzięczności. Chyba, że jakoś powiąże fakty. Wtedy niedobrze. Z nim. Wydaje się niegroźny, absolutnie. Czym byłby człowiek bez uśmiechu? Tak oto Alyce uniosła dosyć tajemniczo kąciki ust, co w połączeniu z jej spojrzeniem, podkreślanym fioletowymi soczewkami, dało piękny efekt. W tej chwili zapewne uznał ją za kogoś pozbawionego złych zamiarów. I tak póki co było. Kłów kobieta ze względów oczywistych nie odsłaniała. Zacząłby pytać. A nie chcę robić mu krzywdy, nie jemu, nie teraz, nie dziś. Ach, jak ten świat się zmienił. Kiedyś brak domu to nie był problem. Wystarczyło jedzenie. Lub broń, a tej było czasem nawet za dużo. A teraz? Wszędzie pełno ludzi chętnych do pomocy... przy zamykaniu cie za kratami, czy za czymkolwiek co tam teraz mają. Nawet zwierzyna ma trudniej. Pieprzeni idioci strzelają często nawet i do zwykłego ptactwa. Nie mają w co strzelać? Polecam własny pusty łeb. Aż czasem chce się im przy tym pomóc. Noc była dziś śliczna. Niebo bezchmurne, nawet gwiazdy były dość dobrze widoczne. Chciało się po prostu położyć na trawie brzuchem do góry i czekać, aż... Ktoś przegna cię z miejsca z krzykiem. Ech...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Noiro

avatar

Liczba postów : 119
Data dołączenia : 16/08/2014

PisanieTemat: Re: Van Cortlandt Park   Nie Paź 26, 2014 3:19 pm

Noiro nie był typem człowieka, który nie będzie się kimś przejmował, bo mu tak powiedziano. O nie, jeśli komuś mogło grozić niebezpieczeństwo to ostrzeże tą osobę tak czy siak. Chociaż uspokoiło go, kiedy kobieta stwierdziła, że to jej pies był.
Noiro: Bardzo duży, trochę wygłodzony chyba był. Bardzo ładny psiak, tylko musi pani uważać kiedy jest spuszczony ze smyczy. Ktoś może zawiadomić służby miejskie, albo hycla – powiedział jakby z troską w głosie, bo przecież szkoda by mu było psiaka. Wydawał się takim dobrym psem mimo swojej straszności.
Noiro: Pani jest z zagranicy? – zapytał zwracając uwagę na akcent. Troszkę tutaj już żył i znał mniej więcej różne akcenty jakie można było spotkać w Nowym Jorku. Od takiego typowego Jamajczyka, po Europejczyka .
Kobieta miała fioletowe soczewki, którym badawczo dzieciak się przyglądał. Słyszał, że ostatnio jest taki trend wśród fanów mangi i anime, więc założył że kobieta mogła być jakąś fanką… albo mieć jakiś tam swój własny styl. Uśmiechnął się miło do niej, jak do każdego człowieka, którego spotykał.
Noiro: Teraz wszystko jasne czemu chodzi Pani sama. Ma Pani obrońcę przecież – tutaj miał na myśli psa. Zrobiło się nieco chłodniej i dzieciak lekko się zatrząsnął, a potem sięgnął do swojego worka z rzeczami, z którego wyciągnął koc i okrył sobie nogi. Spojrzał na kobietę i pomyślał, że jej też może być zimno, więc z grzeczności uniósł koc, jakby proponując, żeby się przysunęła i też sobie nogi zakryła. Kocyk dawał wrażenie niedawno pranego, był czysty ale miał widoczne plamy, które się najwyraźniej nie doprały. Koc miał na sobie wizerunek jakiegoś niedźwiedzia chodzącego pośród drzew. J. postanowił teraz się odprężyć, bo przecież koło Noira jest tylko kobieta. Raczej nic mu nie powinna zrobić, to głosik może odpocząć.
Noiro: A tak właściwie to gdzie jest pies? Nie powinna go Pani zawołać? Przecież ktoś może mu krzywdę zrobić… albo on komuś w geście obrony – powiedział dzieciak i spojrzał wyczekująco na kobietę. Jedna rzecz mu nie pasowała. Czemu pies nie był ze swoją panią?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Alyce Evans

avatar

Liczba postów : 12
Data dołączenia : 29/09/2014

PisanieTemat: Re: Van Cortlandt Park   Wto Paź 28, 2014 8:57 pm

Jakie to zabawne... Mówił jej, że ma się obawiać złapania przez ludzi? Aly ponownie lekko uśmiechnęła się, tym razem stsrając wyrazić przez to, że ma wiele tajemnic, o jakich chłopak nigdy się nie dowie. Których słów nie zrozumiała, starała się domyślić, więc odpowiedź przyszła dopiero po kilku nieco dłużących się chwilach, podczas których kobieta dodatkowo zaczęła rozmyślać nad swymi celami na następne kilka dni. Jedyne, co mi w tej chwili grozi to brak jedzenia. I może celu w życiu... -Nie bój się pan o nas, powtarzam. - Alyce nagle przypomniała sobie o tym, że nie są ze sobą per 'ty'. -Francja. A te szkiełka są... Poprawczające? - Wilkołaczyca starała się znaleźć odpowiednie słowo, z marnym skutkiem. Zastanawiała się, na ile mogła sobie pozwolić, jak dużo mu powiedzieć i czy warto w ogóle rozmowę ciągnąć, bo jakoś przeszła jej nań ochota. Teraz najchętniej po prostu by usnęła, aczkolwiek nie mogła tak po prostu pójść sobie w środku rozmowy. Albo może i mogła? Nie, jeszcze kilka minut. Może sam pójdzie? Chyba, że sama go 'przeproszę'. Nie zabroni mi. Nikt mi nic nie zabroni. Nigdy. -Z nim czuję się niedotykalna. Sam widziałeś, jak wygląda. A teraz pewnie... Załatwia swoje sprawy. - Kobieta starała się dusić wszelkie podejrzenia już w zarodku. Było to lekko paranoiczne zachowanie, bo kto przy zdrowych zmysłach wpadłby na pomysł, że po świecie chodzą wilkołaki, czy cokolwiek podobnego? -Zdradzę ci tajemnicę... Pies jeszcze nigdy nikogo nie skrzywdził. - Ups, wilkołaczyca uśmiechnęła się zbyt szeroko, starając się być jak najbardziej wiarygodna, tak że Noiro mógł przez kilka sekund podziwiać nietypowe uzębienie Aly. Z oferty wejścia pod koc nie skorzystała. Było jej niemal ciepło, a i tak zaraz okryje się futrem, więc nie chciała ryzykować. Nieufność podsuwała jej różne scenariusze... Może pod kocem ma nóż? Co z tego, że regeneracja. Po prostu kobieta nie chciała szukać nowych po upapraniu krwią obecnych. Teraz było jej względnie dobrze, acz zmęczenie porządnie poczęło dawać się we znaki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Noiro

avatar

Liczba postów : 119
Data dołączenia : 16/08/2014

PisanieTemat: Re: Van Cortlandt Park   Pią Paź 31, 2014 12:16 pm

No on akurat był niedoświadczony za bardzo w kontaktach między ludzkich, więc nie zrozumiał owego gestu, że niby Alyce skrywa wiele tajemnic. Jedyne co to przekręcił głowę w bok pytająco na ten uśmiech. Powiedzmy, że dzieciak ma 16 lat mentalnie i nie wszystko jest w stanie wyłapać. Zwłaszcza z kobiecych gestów.
Noiro: No nie wiem, hycle w Nowym Jorku naprawdę dobrze działają. Jak kiedyś przypałętał się kot to kilka godzin później ktoś zawiadomił służby, które zaraz go dopadły. A był taki biedny i zagłodzony – rozczulił się nad losem zwierzęcia, wtedy naprawdę było mu przykro z powodu zwierzęcia. Porzucony kociak szukał sobie tylko jedzenia i domu. Kobieta była z Francji i nosiła całkiem gustowne szkła kontaktowe. Miała słaby angielski, ale dało się ją zrozumieć w stopniu komunikatywnym. Robiło się zimno, więc otulił się śpiworem oraz zapiął kurtkę pod szyję. Szykuje się dosyć chłodna noc, z którą to dziś chłopaczek będzie walczył.
Noiro: To dobrze, że ma Pani kompana. Chciałbym tak mieć – rozmarzył się, bo fajnie by było jakby ktoś mu towarzyszył podczas tej wiecznej tułaczki w poszukiwaniu domu. Chociaż lepiej, żeby owy pies nikogo nie pogryzł bo wtedy naprawdę zrobi się nieprzyjemnie.
Noiro: Nie skrzywdził? Czyli tylko wygląda groźnie, ale tak naprawdę to miła psina? W ogóle jakby był trochę lepiej nakarmiony, uczesany to pewnie na wystawę by się nadał. Tych psów obronnych bo one są takiej postury – zamyślił się na głos. Dostrzegł po chwili uśmiech kobiety i widział to nietypowe uzębienie – a dlaczego ma Pani takie duże zęby? – zapytał trochę nietaktownie i z lekka niczym w bajce o czerwonym kapturku. Taktu mu brakowało, ale wyglądał na ewidentnie zaciekawionego. Nie przestraszonego, a zaciekawionego owym zjawiskiem. Otrzepał koc i wsunął się pod niego otulając, skoro kobieta nie skorzystała z oferty. Jedyne co to rzucił jej śpiwór, żeby nakryła sobie nogi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Noiro

avatar

Liczba postów : 119
Data dołączenia : 16/08/2014

PisanieTemat: Re: Van Cortlandt Park   Czw Gru 25, 2014 12:03 am

// Z powodu odejścia gracza z forum robię ZT i uznaję, że ta akcja nie miała miejsca.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Van Cortlandt Park   Nie Wrz 13, 2015 7:13 pm

John szedł  przed siebie alejką. Minął  plac zabaw na którym rodzice zabierali  swoje pociechy do domów.  Usmiechną się do swoich wspomnień,  Z czasów  gdy on sam był dzieckiem. Po chwili jego uśmiech znikł,  gdy przypomniał sobie o rodzicach.  Musiał znaleźć  ich mordercę. Po chwili dotarł  nad staw, gdzie sprawdził  ekwipunek.  Miecz ukrył pod płaszczem.  Zmierzchalo już. Lepiej mieć broń pod ręką. Przyszedł na trawie, i zaczął rozmysla

Ale dłuższe posty, bo tym się nawet na limit nie złapałeś!
~ Loki
Powrót do góry Go down
Ms. Marvel

avatar

Liczba postów : 29
Data dołączenia : 07/09/2015

PisanieTemat: Re: Van Cortlandt Park   Pon Wrz 14, 2015 9:53 pm

Dziarskim krokiem przemierzała Van Cortlandt Park, kiwając się w rytm muzyki i podziwiając widoki wieczorową porą. Póki co, pobyt w Nowym Jorku zapowiadał się naprawdę bajecznie - a była tu zaledwie kilka dni. Aż żal będzie stąd wyjeżdżać, gdy skończy się szkoła.
-Naaanananana BATMAN! - Kamala wydłużyła sobie najpierw jedną, potem drugą nogę o jakieś półtora metra, by bez trudu przejść przez jakiś żywopłot. Włóczyła się poza ścieżkami i teraz dobrze by było na jakąś wrócić. Zrobiło się późno, a długi spacer dał się we znaki, bo poczuła nagle doskwierające zimno i nie marzyła o niczym innym, jak opatulić się w swój koc, wypić herbatkę i może..przeczytać jakiegoś ficka przed snem?
- Ach, Ms. Marvel, należy ci się za ten dzielny patrol - zniżyła ton, by głos nabrał jakiegoś męskiego wyrazu, ale zabrzmiało to po prostu komicznie. E tam, i tak nikt nie słyszał. - pomyślała beztrosko, zatrzymując się na żwirowej ścieżce, by popatrzeć chwilę na zamarznięte jezioro. Gdyby dostrzegła kogokolwiek w parku to nie pozwoliłaby sobie na takie obnoszenie się ze swoimi mocami. Ale była zima, późny wieczór, do tego zaczynał się zrywać zimny wiatr..wzruszyła ramionami i zaczęła iść w kierunku bramy.
- Aw, nie. - jęknęła, gdy baterie na jej telefonie zapikały ostatecznie głosząc, że cudowny muzyczny nastrój zaraz się skończy. Westchnęła i z wielkim bólem zatrzymała odtwarzacz, po czym schowała słuchawki do torby. Pacnęła się otwartą dłonią w czoło i dramatycznie machnęła ręką - cóż, przynajmniej TEN Spider-Marvel był tego warty - uśmiechnęła się na wspomnienie ficka, którego czytanie zajęło jej pół nocy, dopóki nie usnęła z telefonem w ręku.
A co do patrolu.. tak, Kamala w sumie traktowała te luźne spacery jako takie patrole. Postanowiła, że nowe otoczenie nie powinno jej w niczym zatrzymywać i nadal będzie pełnić funkcję superbohaterki, mimo że Nowy Jork aż od takich pęka. Chociaż takich nigdy nie za wiele. Zaciągnęła kaptur na głowę i zaczęła wymyślać co by tu chwycić w łapki jak już wróci do akademika.


Ostatnio zmieniony przez Ms. Marvel dnia Sro Wrz 16, 2015 10:46 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3341
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Van Cortlandt Park   Wto Wrz 15, 2015 2:24 pm

Staw, przy którym zatrzymał się Black i spacerowała Ms. Marvel znajdował się stosunkowo blisko krawędzi parku... A dalej zaczynały się już oczywiście normalne zabudowania, nawet jeśli nie należały do tych standardowych, wielkomiejskich. Nie, to były już raczej przedmieścia, zdecydowanie niższe i przede wszystkim zieleńsze... Co pod względem estetycznym wychodziło im akurat na dobre, ale nie o tym teraz.
Najważniejsze jednak, że póki co w okolicy panował nawet względny spokój - przynajmniej jak na tę porę dnia, a więc dość późną. Niestety nie mogło to potrwać wiecznie, szczególnie w Nowym Jorku, w którym chaos stanowił praktycznie naturalny stan rzeczy, a bohaterowie i służby mundurowe zawsze mieli pełne ręce roboty.
Zaczęło się stosunkowo standardowo. Ze strony zabudowań nagle rozległ się huk, który z odległości ciężko byłoby dokładnie zidentyfikować - może poza mglistym "jakiś wybuch". Odwrócenie wzroku w jego stronę dowiodłoby, iż do zwykłych świateł dołączyło większe źródło blasku: jedna z budowli stanęła w płomieniach. Dosłownie.
W tym momencie opcji było kilka. Odpowiedzialny mógł być ktoś, kto potrafił kontrolować ogień - albo po prostu piroman czy przestępca znający się na podpalaniu. Mogło dojść do użycia benzyny lub czegoś podobnego... Ale konkretniejsza ocena sytuacji z daleka była niemożliwa. Zresztą istniała ważniejsza kwestia, a mianowicie: co to za budynek i czy ktoś przebywał w jego wnętrzu?

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Van Cortlandt Park   Wto Wrz 15, 2015 2:51 pm

John zerwał się na równe nogi. Zaczął biec w stronę ognia. Wykonał jeszcze szybki przewrót by nasiąknąć wodą i pobiegł dalej. Minął jakąś dziewczynę w kapturze. Biegł w stronę płonącego budynku. Nic nie wiadomo. Równocześnie wyciągnął telefon i wezwał straż pożarną.założył kaptur i okulary przeciwsłoneczne. W tym momęcie przestał być Johnem. Stał się Blackiem.Gdy dobiegł, zauważył że drzwi są zawalone. Pobiegł zatem do budynku naprzeciw i rozpoczął wspinaczkę na dach. Gdy si3 tam dostanie przeskoczy na drugą stronę ulicy. Z dachu zejdzie na dół i postara się pomóc. -Zabawę czas zacząć-mruknął
Powrót do góry Go down
Ms. Marvel

avatar

Liczba postów : 29
Data dołączenia : 07/09/2015

PisanieTemat: Re: Van Cortlandt Park   Sro Wrz 16, 2015 11:23 am

Z beztroskich myśli wyrwał ją niesamowicie głośny huk, rozdzierający ciszę i spokój dookoła Kamali. A także mrok. Skierowała głowę w stronę źródła dźwięku i dziwnego światła. Ku jej zdziwieniu, jej oczom ukazał się budynek całkowicie pokryty płomieniami. W pierwszej chwili myślała, że może komuś pękła opona, ewentualnie bezdomni postanowili rozpalić śmietnik w jakiś..dziwny sposób, ale to nie wyglądało na nic z tych rzeczy. Tak generalnie - wyglądało to BARDZO źle.
- O nie, o nie. - Kamala zaczęła gorączkowo przeszukiwać torbę w poszukiwaniu maski, gdy nagle minął ją biegnący mężczyzna skierowany bezpośrednio na budynek. - noo kamaan. - w końcu udało jej się wyszarpnąć poszukiwany przedmiot i usadowić go na właściwe miejsce. Zrzuciła z siebie kurtkę, pod którą miała założone superbohaterskie burkini (a jednak się przydało), i razem z torbą rzuciła ją za najbliższy żywopłot. Koleś, który ją wyminął, zaczął właśnie dziwne wspinaczki po domu obok. Ms. Marvel rzuciła się pędem w stronę płonącego zabudowania, przyspieszając sobie nieco tempo wydłużonymi kończynami. Stanęła przed zawalonymi drzwiami, które ominął jej..pomocnik? Drzwi faktycznie były zawalone od zewnątrz, więc nawet jeśli by się zmniejszyła, to były nadal zamknięte. I płonące.
- Dammit, dammit, dammit. - zacisnęła szczękę i spojrzała na stan najbliższego okna. Nie płonęło całkowicie, więc..jest jakaś szansa. Wydłużyła prawą dłoń i powiększyła pięść, po czym zamachnęła się i wybiła szybę razem z framugą. - auauauau. - potrząsnęła kończyną, a ta błyskawicznie zaczęła wracać do poprzedniej formy. - uf, okej, wdeeEEECH - okno było na pierwszym piętrze, więc musiała się nieco pogimnastykować, wydłużając nogi, by wejść na parapet i jak najszybciej zmniejszyć całe ciało o jakąś połowę, by się w to okno faktycznie zmieścić - WYYDEEEcough cough - zrobiła przewrót, taki, jak uczą na wuefie, by ucierpieć jak najmniej, i wróciła do normalnej formy, starając się nie zbliżyć do wszystkiego płonącego dookoła niej. Związała szal tak, by zasłaniał jej usta i nos, trochę niwelując dym z płomieni. - HALO? JEST TU KTO? HAALO - Dom tak szybko stanął w płomieniach, że istniało wysokie prawdopodobieństwo, iż ktoś został w nim uwięziony, lub nawet się nie obudził. Czad mógł odwalić naprawdę paskudną robotę. Postanowiła przeszukać najpierw pierwsze piętro, następnie zejść na dół i do piwnicy. Zakładała, że nieznajomy mężczyzna zdoła do tego czasu przedostać się na najwyższe piętro.  I modliła się w duchu, by faktycznie zadzwonił po straż pożarną.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3341
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Van Cortlandt Park   Sro Wrz 16, 2015 1:54 pm

Z bliska ocenić już można było o wiele więcej - przede wszystkim to, że budynek posiadał przynajmniej trzy, a może nawet cztery poziomy: parter, dwa piętra nad nim... I teoretycznie mógł mieć również piwnicę, choć oczywiście tego nie dało się stwierdzić tak na oko i trzeba byłoby po prostu poszukać ewentualnych schodów w dół. Tak czy siak - oznaczało to sporo terenu do zbadania, a czasu było niewiele, bo płomienie rozprzestrzeniały się bardzo szybko. Do przyjazdu straży pożarnej mogłoby już być za późno na niesienie pomocy komukolwiek w środku.
W związku z powyższym pewnie na plus powinno się zaliczyć fakt, że Kamala i John zaczęli na różnych piętrach. Na własną rękę i osobno mieli większe szanse na znalezienie ewentualnych poszkodowanych. Co ważne, budynek zdawał się dość spory jak na jedną rodzinę, więc albo była ona duża - albo po prostu dwie lub więcej w jednej budowli. Bliźniak? Albo podział poziomami? W tym momencie to i tak były tylko domysły.
Pierwszym problemem, na jaki natknął się Black, było to, iż na dachu nie znajdowało się żadne zejście w dół - może pomijając wąski komin, który raczej nie wchodził w grę. Ze względu na wysokość budowli brakowało również schodów przeciwpożarowych i tym podobnych udogodnień. To z kolei oznaczało, iż do środka trzeba się było dostać inaczej... Na przykład przez jedno z okien. Szukanie w tej chwili otwartego pewnie zmarnowałoby cenny czas, ale mimo wszystko stanowiło jakąś opcję - bezpieczniejszą od rozbijania szyby. Gdyby zaś mężczyzna chciał przyjrzeć się wnętrzom i ocenić gdzie najlepiej byłoby zacząć, to szybko zorientowałby się, że w środku rozeszło się już całkiem sporo dymu - niestety utrudniającego orientację w terenie.
Kamala z kolei dostała się już do wnętrza na pierwszym piętrze; najprawdopodobniej było to pokój dzienny, jeżeli sądzić po telewizorze, kanapie i tym podobnym wyposażeniu. Dziewczyna od razu mogła się też zorientować o nieprzyjemnym zapachu, który łatwo można było skojarzyć z benzyną... Co przynajmniej sugerowało, że rzeczywiście chodziło o jakiegoś przygotowanego do akcji podpalacza, a nie o osobę obdarzoną nadludzkimi zdolnościami... Albo o jedno i drugie na raz. Minus sytuacji - jeśli strażacy spróbują gasić ten pożar wodą, to tylko pogorszą sprawę.
Tak czy siak, wokół Ms. Marvel płomienie wręcz szalały. Już teraz sięgały wysoko, wspinając się po meblach czy kotarach i liżąc sufit. Przez dym ciężko było oddychać, ale im niżej się pochyliło - tym więcej napotykało się czystego... No, czystszego powietrza. Ogień trzaskał dość głośno, a jednak dało się dosłyszeć coś jeszcze... Szczekanie? Nie z tego pomieszczenia, bardziej na lewo - a tam znajdowały się drzwi. Nic ich nie blokowało, lecz płomienie zdążyły już się do nich dobrać; drewno się zajęło, ale najwyraźniej stosunkowo niedawno, bo jeszcze całkiem nieźle się trzymało.
Pies to w końcu wciąż żywe stworzenie, no i istniała opcja, że - jako wierny towarzysz człowieka - trwał przy swoim właścicielu... Ale jeśli nie? Jeżeli wyniesienie z pożaru psa oznaczałoby utratę okazji na znalezienie w innym pokoju jakiejś osoby?

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Van Cortlandt Park   Czw Wrz 17, 2015 9:46 am

Black był już na dachu płonącego budynku.  Wyglądało to źle.  Na dachu był tylko komin,  zbyt wąski dla kogoś jego rozmiarów.  Czyli zostaje okno.  Black poczuł się jak bohater "Matrix",  Neo.  Chwycił się brzegu dachu i zawisnął.  Puścił i wylądował na parapecie. Dobrze jest. W środku było zbyt dużo dymu by się zorintować w sytuacji,  jednak Black dojrzał w środku coś przypominającego... ludzką sylwetkę?  Spojrzaĺ w dół.  Tylko ktoś uprawiajacy parkour przezyłby skok. Zauważył natomiast kogoś wchodzącego na pierwsze pietro przez okno.
-gdzie to siano gdy go potrzebujesz? -zapytał w próżnię.  Włączył jeszcze czujnik chemiczne w okularach i zbił szybę. Czujnik w okularach cybernetycznych zaczął wykazywać spadek tlenu i wzrost czadu.był też zapach benzyny  Niedobrze.  Black otworzył usta i zaczął niespodziewanie kaszleć. Sporo tego.  Odsłonił usta dłonią i zawołał:
-jest tu kto? -. Miał wrażenie że coś usłyszał.  Ale w sumie wszędzie trzaskały płomienie. Ale może ktoś faktycznie wołał?


Ostatnio zmieniony przez Black dnia Pią Wrz 18, 2015 5:57 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Van Cortlandt Park   

Powrót do góry Go down
 
Van Cortlandt Park
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 6Idź do strony : 1, 2, 3, 4, 5, 6  Next
 Similar topics
-
» Van Cortlandt Park
» Pomnik Piotrusia Pana
» Miejski park
» Park Promnitz
» Planten un Blomen

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Midgard :: Stany Zjednoczone Ameryki :: Nowy Jork-
Skocz do: