Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Van Cortlandt Park

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5
AutorWiadomość
Morgana le Fay



Liczba postów : 111
Data dołączenia : 08/06/2012

PisanieTemat: Van Cortlandt Park   Wto Mar 11, 2014 5:48 pm

First topic message reminder :


Ulokowany na Bronxie trzeci pod względem wielkości park Nowego Jorku, w którym znajduje się między innymi Muzeum Van Cortlandta - najstarszy budynek Bronxu - oraz największe w mieście jezioro słodkowodne. Park zawiera wiele atrakcji, na przykład basen publiczny, liczne place zabaw, pola przeznaczone pod grillowanie lub uprawianie różnych sportów, takich jak koszykówka, piłka nożna, krykiet, jazda na łyżwach, golf i wiele innych.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość
Iceman



Liczba postów : 89
Data dołączenia : 02/02/2013

PisanieTemat: Re: Van Cortlandt Park   Nie Kwi 03, 2016 5:35 pm

Zrobił większe wejście niż sam przypuszczał. Cóż taki urok jego mocy, że jak się wbijać to na całego. No najwidoczniej tylko on był z tego powodu zadowolony, inni już tak nie specjalnie. Laura go chciała wzrokiem pozabijać, a Gambit sobie tyłek obił o lód. Zawsze coś. Grunt, że nic złego się nikomu nie stało. Jednak to nie był koniec. Kiedy ta odskoczyła i spojrzała na niego uśmiechnął się jedynie by po chwili jednak znowu pod nogami wytworzyć deskorolkę i zbliżyć się do dziewczyny jednocześnie zaczął tworzyć wąski, ale wytrzymały mur z lodu by ją obronić. Musiał to robić szybko, bo laser ten wcale mu się nie podobał. Kiedy się to zakończyło i udało mu się zatrzymać laser, bo taki był plan. Podleciał do ów robota i mając wyprostowane dłonie wytworzył szpikulec, który wbił w "serce" robota, jednocześnie spowodowało iż zaczął on zamarzać od środka. Tym razem miał zamiar zamrozić go na amen by nie mógł już nikogo więcej zranić. Jednak sam nie był pewny czy to pomoże. Chociaż gdzieś kątem oka dostrzegł dym więc możliwe jest wybuch, bądź coś w tym rodzaju.
-Uważajcie, ten robot może jeszcze wybuchnąć. Pilnujcie się - stwierdził i sam dla własnego bezpieczeństwa oddalił się. Po chwili znalazł się niedaleko Laury.
-Jesteś cała? - spytał się zatroskanym tonem. Co jak co, ale o swoich się troszczy, zwłaszcza jak się ich atakuje.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
X-23



Liczba postów : 177
Data dołączenia : 09/05/2013

PisanieTemat: Re: Van Cortlandt Park   Nie Kwi 03, 2016 8:40 pm

Mary z Austinem ukrywali się za drzewem. W żadnym wypadku nie umknęło to uwadze Laury, która wyczuwała ich obecność. Stwierdziła jednak, że póki robot jest jeszcze w miarę na chodzie, to niech sobie tam siedzą, a całą akcją zajmą się profesjonaliści… Co prawda parę scen można by wyciąć, ale każdemu zdarzają się potknięcia, tym bardziej, że cała misja została zorganizowana na zupełnym spontanie.

Dziewczyna wylądowała bezpiecznie na ziemi. Nie licząc paru niegroźnych zadrapań oraz siniaków, to była w całkiem dobrym stanie, jeżeli chodzi o stan fizyczny. Niestety psychicznie była… delikatnie mówiąc, zdenerwowana. Furia nigdy nie schodziła z niej tak łatwo, zresztą wrzącą krew odziedziczyła po samym Wolverinie, więc nikt nie powinien się dziwić, gdy bez zastanowienia podeszła do robota, podcięła przewody w dłoniach co by się już więcej nie podpierał i pazurami zdarła mu metalową maskę.

Wcześniej oczywiście posłała Gambitowi uważne spojrzenie i dokładnie wtedy sroga mina Laury odrobinę złagodniała. Przesunęła wzrokiem upewniając się czy żaden odłamek lodu nie zrobił mu krzywdy. Podobne spojrzenie posłała również Icemanowi, w końcu to czego nauczyła się w szkole dla ‘utalentowanej’ młodzieży to właśnie dbanie o swoich.

Zaskoczona, z dozą zaciekawienia oraz mieszanką zawodu, ponieważ miała nadzieje, że w zbroi znajduję się człowiek, od którego mogliby się dowiedzieć, dlaczego zaatakował Mary, wpatrywała się w misterną elektronikę. Ciepło coraz to bardziej buchające z oczu robota dało jej znać, że machina nie ma najlepszych zamiarów, dlatego sprawnie odskoczyła w bok.
Jeżeli manewr wypalił, zapewne wróci do robota, by jeszcze bardziej go unieszkodliwić, przecinając kolejne przewody.

Jeżeli wyczyn Bobby’ego okazał się być pomocny i ściana pojawiła się o wiele szybciej, niż dziewczyna zorientowała się w zamiarach robota, to zapewne z uwagą przyglądała się procesowi zamrażania. Nawet pokusiła się o dotknięcie lodowej ściany, a po całym zabiegu obeszła ją by zorientować się o stanie robota. Nie posłała Bobby’emu wdzięcznego spojrzenia, ponieważ po pierwsze, to nie było w jej stylu, a po drugie nie było na to nawet najkrótszej chwili. Cały czas, tak jak Iceman przestrzegł, pilnowała każdego, nawet najmniejszego drgnięcia żelastwa. Na pytanie chłopaka kiwnęła głową.
- Nic mi nie jest – Zrobiło się dziwnie. Zresztą zwykle po takim pytaniu czuła się nieswojo, tak jakby uczucie troski skierowane w stronę dziewczyny było dla niej czymś nienaturalnym… No, bo jak to… tak. Ktoś się martwił o klona? Na dodatek z healing factor? Taką przecież powinno dawać się na pierwszy ogień… tak jak to miało miejsce, gdy ‘pracowała’ dla Facility. Uciekła wzrokiem od chłopaka i nawet nie spoglądając w kierunku Remy’ego, obawiając się jaką tam minę również zobaczy, podeszła do robota.
- Może jest w nim gdzieś jakiś dysk z danymi… Musimy się dowiedzieć dlaczego zaatakował tę dziewczynę. – Podniosła wzrok na drzewo za którym się schowali Austin i Mary.

Jeżeli natomiast na nic się zdał instynkt oraz starania Bobby’ego to cóż… Laura będzie miała dwa, symetryczne… i dodatkowe otwory w klatce piersiowej… no, ale dajcie jej chwilę…
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator


Liczba postów : 3035
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Van Cortlandt Park   Pią Kwi 08, 2016 2:36 pm

Laura nie musiała nawet ratować się ucieczką - gdyż lodowa ściana zablokowała laser, którego wiązka także i tym razem częściowo ją roztapiała, po części zaś rozkruszała... W związku z czym Iceman musiał ją stale nadbudowywać. Stale - przynajmniej do momentu, gdy lodowy kolec wbił się w klatkę piersiową maszyny, a jej wnętrze zaczęło stopniowo zamarzać... Być może już samo uszkodzenie mechaniczne załatwiło sprawę, a może przyczyniła się do tego niska temperatura - lecz grunt, że światło w oczach przeciwnika w końcu zgasło, a następnie stopniowo zanikły także i inne jego funkcje... Pozostawiając robota nieruchomym. Na tę chwilę.
Pomijając członków X-Men oraz dwójkę cywili kryjących się za drzewem, park był już w zasadzie całkiem pusty. Zniknęła grupka nastolatków, która wcześniej kryła się za jedną z ławek i kręciła lub fotografowała zajście; trudno byłoby stwierdzić kiedy dokładnie młodzież zwinęła się w bezpieczniejsze miejsce. Wszystko wskazywało na to, że nikt postronny nie został ranny... Czyli akcję można było uznać za sukces. Nawet sami X-Men byli w dobrym stanie; Iceman właściwie jak nowy, zaś głównym problemem X-23 było podniszczone ubranie, bo resztą zajmował się jej czynnik regeneracyjny. Tylko na Gambicie dało się zauważyć trochę zadrapań od lodowych odłamków.
W trakcie walki ciężko było określić przepływ czasu, w związku z czym policja mogła się tak naprawdę pojawić lada moment - albo nawet S.H.I.E.L.D. czy któraś z pozostałych grup bohaterów. To z kolei niekoniecznie byłoby X-Men na rękę.

***

Z mojej strony to właściwie tyle. Podsumowując: zamrożony robot nie jest już w stanie dalej atakować, park z kolei praktycznie opustoszał. Sądząc z poziomu zamieszania - niedługo pewnie pojawi się policja. Przynajmniej część akcji została nagrania lub uwieczniona na zdjęciach przez grupkę nastolatków. Dodatkowa informacja: Mary nie zniknęła na dobre; w nocy mówiła, że postara się dziś odpisać, więc zarówno ona, jak i Austin wciąż są do zwerbowania.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Mary



Liczba postów : 9
Data dołączenia : 22/02/2016

PisanieTemat: Re: Van Cortlandt Park   Nie Kwi 10, 2016 6:07 pm

Uniosła wysoko brwi dziewczyna do góry. Ale narobiło się zamieszania z tego wszystkiego... Westchnęła przeciągle, o czym podeszła powoli w stronę kobiety.
- Ej... w porządku? - zmarszczyła swe brwi, patrząc na nieznajomą. To nie było tak, że się martwiła, czy coś takiego. Lecz.. miała rację. Ona jest taka sama jak ona. A ten lodowy... również. - Chyba jestem wam winna jakieś wyjaśnienia, prawda...? - kiedy to powiedziała, zaczęła zdejmować bandaż, który zakrywał jej rękę. Była pokryta ona białymi łuskami, robiła zatem pewne wrażenie. W każdym razie... Mary czuła, że dzisiejszy dzień zmieni kompletnie jej życie o co najmniej sto osiemdziesiąt stopni. I zapewne się nie myli w tej chwili, prawda? Miała nadzieję, że nie będzie miała innych problemów z prawem, przez te zamieszanie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Iceman



Liczba postów : 89
Data dołączenia : 02/02/2013

PisanieTemat: Re: Van Cortlandt Park   Pon Kwi 11, 2016 2:17 pm

Odsunął się od tego urządzenia, ale wyglądało na to, że jest już po wszystkim. No tak było najlepiej. Park był pusty jak makiem zasiał, zostali tylko on, Laura, Gambit oraz dwójka dzieciaków, których nie rozpoznawał.
-Jesteś mutantką - stwierdził. To nawet nie było pytanie, a stwierdzenie faktu tego co widzi, zwłaszcza kiedy odsłoniła swoja rękę. Po chwili zaczął się rozglądać za drugim chłopkiem, który wcześniej emanował jakimś dziwnym światłem. Jednak nim go zobaczył odpowiedział na słowa Laary.
-Jest zamrożony teraz z nimi nic nie zrobimy. Musimy się zbierać zaraz tu będzie policja i świadkowie, a tego nie chcemy. Chcesz iść z nami? - odpowiedział spokojnie najpierw Laurze, a potem swoje pytanie skierował do Mary.
-Ty też możesz iść - dodał po chwili głośniej kierując te słowa do Austina. Cóż tymczasowo robił tu za lidera. Chyba. Sam nie był pewny. Jemu było to bez różnicy, ważne by się stąd zbierać, bo później może się zrobić nie przyjemnie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gambit



Liczba postów : 73
Data dołączenia : 02/12/2012

PisanieTemat: Re: Van Cortlandt Park   Sob Kwi 16, 2016 9:29 pm

Emocję powoli opadały, a zagrożenie przynajmniej na tą chwilę ustało. Czas odetchnąć. Remy rozejrzał się po towarzyszach. Bobby wyglądał na całego, Laura prócz kilku mniejszych uszkodzeń wyglądała również całkiem nieźle. Dwoje dzieciaków ukrywających się w czasie walki też uniknęło szwanku. Wszystko skończyło się dobrze, a to najważniejsze.

Dopiero teraz, gdy upewnił się, że reszta jest cała i zdrowa sprawdził swoje uszkodzenia. Prócz rozdartego odłamkami płaszcza i paru mniejszych i większych zadrapań udało się wyjść cało. Ściągnął swój płaszcz i cisnął go do najbliższego kosza.

- Cóż, tak by wypadało młoda damo, no chyba, że mamy w planach jeszcze jakieś roboty. Wtedy możesz zaczekać z wyjaśnieniami. - białowłosa dziewczyna, o którą niewątpliwie chodziło w całym tym bałaganie ułatwiła sprawę nie próbując znowu się zmywać. Zwłaszcza, że gdy odwinęła ... cóż, dłoń z bandaża sprawy wydawały się ciut bardziej jasne.
- Racja, trzeba się stąd zbierać, jeśli nie chcemy mieć kolejnego komitetu powitalnego. Chyba najlepiej zrobicie, jeśli wrócicie z nami. Przynajmniej dopóki sprawy nie ucichną. I tak, mówię też do ciebie żarówko. Traktujcie to jak zaproszenie. - uwadze nie umknął mu również Austina.

Remy okrążył całe towarzystwo, by stanąć bliżej Laury.
- Jak się trzymasz? Widzisz, masz dobry uczynek już przed obiadem. - Mimo, że stał w odległości, gdzie zwykły człowiek z całą pewnością nie dosłyszy jego szeptu, wiedział, że ona doskonale go słyszała.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
X-23



Liczba postów : 177
Data dołączenia : 09/05/2013

PisanieTemat: Re: Van Cortlandt Park   Nie Kwi 17, 2016 11:25 am

Na szczęście udało się uniknąć laserowych ‘ostrzy’. Nie żeby skakała z radości, po prostu przyjęła do świadomości, że nie będzie musiała się chwile dłużej regenerować. Zresztą była gotowa zasłonić swoim szybko regenerującym się ciałem, kogoś dla kogo laserowy cios mógł być śmiertelny. Niestety nie traktowała tego jako wyraz niesamowitego poświęcenia, tylko jako jej cholerny obowiązek. Zresztą w czym mogła pomoc jak nie w tym, w czym była najlepsza?
Laura nie zamierzała stać i gapić się w lodową ścianę. Od razu usunęła się z toru rażenia, by zwrócić swoje kroki w kierunku coraz to bardziej zamrożonego robota. Beznamiętnym wzrokiem wpatrywała się w gasnące światło w oczach robota. Nawet nie zwróciła uwagi na to, że jej ubranie faktycznie pozostawiało wiele do życzenia, jednak ta sprawa wydawała się być dla niej zwykle podrzędna. No chyba, że Jubs chciała jej wcisnąć jakąś białą sukienkę.
Ledwo się powstrzymała od ucinającego wszystkie pytania komentarza, gdy usłyszała słowa Mary. Potakująco kiwnęła głową w geście odpowiedzi, zarazem zastanawiając się dlaczego w głosie białowłosej zabrakło troskliwego tonu, choć pytanie właśnie na taki stan wskazywało. Nie było jednak czasu na takie dywagacje, zresztą dziewczyna najwyraźniej postanowiła się ujawnić. Na Kinney ciężko wywrzeć jakiekolwiek wrażenie dlatego bez żadnych emocji spojrzała na dłoń pokrytą łuskami. Mutacja jak mutacja, widziała gorsze. Może dzięki temu, że Mary trafi do szkoły dla ‘utalentowanej’ młodzieży pozbędzie się na stałe tego bandaża? Zresztą, to nie jej sprawa. Co ona mogła wiedzieć o dobrym samopoczuciu?
Na szczęcie Bobby przejął rolę ‘wodzireja’ i powiedział coś co wszyscy pomyśleli w swoich głowach. Tak, Mary była mutantką. Laura od razu się zgodziła na rychłe opuszczenie tego miejsca. Nie mogli ryzykować. Niestety X nie była świadoma, że jej spektakularna walka została zarejestrowana na telefonie komórkowym przez jednego z gapiów, ale ferwor walki nie pozwolił na panowanie nad dalszą częścią otoczenia. Odetchnęła z ulgą, gdy Drake zaczął rozmawiać z dwójką mutantów. Co prawda ona zerkała na nich z dozą dystansu i nieufności, ale nie zamierzała się sprzeciwiać. Obydwoje potrzebowali pomocy. Na dodatek, sądząc po zachowaniu obydwojga najwyraźniej nie mieli pojęcia, że nie są jedynymi mutantami.
Remy tylko potwierdził ofertę Bobby’ego. Słysząc jego głos przeniosła swoje przenikliwe spojrzenie na Gambita. Przesunęła wzrokiem kolejny raz analizując czy nie odniósł większych obrażeń niż pokazywał. To również była charakterystyczna cecha mężczyzny, dlatego omiotła go baczniejszym spojrzeniem, wodząc za nim, gdy zaczął okrążać towarzystwo by do niej podejść. Laura wyraźnie usłyszała głos mężczyzny.
- Nic mi nie jest. Właściwie ten robot to dla mnie żadne wyzwanie. – Wpatrywała się w nieogolone oblicze Remy’ego słuchając jego kolejnych słów.
- Szkoda, że z waty cukrowej nici, huh. – Mruknęła również cichszym tonem. Ciężko było szukać na jej twarzy jakiegoś wyraźnego zawodu. Ciężko było szukać czegoś co zdradzało jakiekolwiek głębsze emocje, jednak Remy mógł dosłyszeć tą cichutką i zarazem zdradliwą nutę po której mógł stwierdzić, że faktycznie jakaś cząstka Laury miała nadzieje na konsumpcje waty cukrowej.
- Chodźmy na parking, tam zostawiłam motor. Myślę, że to będzie lepsze miejsce byśmy dopracowali plan przejazdu do szkoły. – Dodała już głośniej i do wszystkich, a potem podeszła do robota. Z charakterystycznym ‘sniktnięciem’ wysunęła pazury i jednym mocnym pchnięciem ostrzy, ucięła robotowi głowę. Schowała pazury i niczym kulę do kręgli, chwyciła wspomnianą wcześniej głowę, wkładając palce do oczodołów. Minęła stojącą ekipę i nawet na nich nie patrząc odparła.
- Może się przydać. – Miała nadzieje, że chociaż w tej części robota znajdzie się coś co pozwoli rozwikłać zagadkę ataku na Mary. A może chodziło o mutantów? Jeżeli tak, to sprawa zapowiadała się o wiele poważniej niż myślała.
- My przyjechaliśmy na motorze, a Ty Bobby? – Spojrzała pytająco na chłopaka. Laura chciała ustalić jak chłopak zamierza przetransportować resztę do szkoły.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Iceman



Liczba postów : 89
Data dołączenia : 02/02/2013

PisanieTemat: Re: Van Cortlandt Park   Nie Kwi 17, 2016 12:10 pm

Nie było najgorzej. Jego "powłokowa" z lodu po chwili zniknęła. Gambit się z nim zgodził, cóż. Ta dwójka mutantów nie powinna latać samopas po mieście, bo może się to źle skończyć. Laura jak zawsze wyglądała jakby była pozbawiona uczuć, lecz wzięła głowę robota z nadzieją, że im się przyda. Bobby jedynie kiwnął lekko głową na zgodę, fakt może coś w jego wnętrzu może być przydatne. Kiedy padło pytanie podrapał się z tyłu głowy.
-Przyszedłem tutaj piechotą, nie planowałem zabijać żadnego robota, ani nic z tych rzeczy - odpowiedział i lekko wzruszył ramionami. Piechotą może być słabo, no chyba, że ukradnie rower albo coś. A zmienić się w Icemana nie może, bo przykuje uwagę. Coś się wymyśli.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mary



Liczba postów : 9
Data dołączenia : 22/02/2016

PisanieTemat: Re: Van Cortlandt Park   Sro Kwi 20, 2016 7:21 pm

- Gratulacje, wygrałeś teleturniej. - skrzywiła się białowłosa dziewczyna, mówiąc z lekkim sarkazmem, który można było dość łatwo usłyszeć w jej głosie. No ale to nic dziwnego. Taka była. Mary los nigdy nie oszczędzał, więc po prostu ma taki a nie inny charakter. W każdym razie, wolała teraz się stąd zmywać i pójść z nimi. Nie potrzebują gapiów... A ta nie chce mieć jakiś dziwacznych problemów z policją. Na wszelki wypadek, zaczęła szybko bandażować swoją rękę. Nie potrzebowała uwagi innych. A dla niej, już trzy osoby to wystarczający tłum. Życie na ulicy przez całe życie zrobiło swoje, nauczyła się jak sobie dać radę samej. Lecz nie po to szukała ich, aby teraz po prostu sobie pójść. Podąży za nimi. I tak nie miała wyboru, gdyż dla innych ludzi ona jest mutantem, potworem, który nigdy nie powinien istnieć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator


Liczba postów : 3035
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Van Cortlandt Park   Czw Maj 05, 2016 7:30 pm

Zostawieni sami sobie chyba nigdy się stąd nie zbierzecie, w związku z czym niniejszym zwalniam wszystkich z tematu; zakładamy, że przenieśliście się do Instytutu, ale kolorów Mary i Austina jeszcze nie zmieniam ze względu na to, że dopiero na miejscu odbędzie się pewnie właściwy werbunek. Pozostali - łapcie następne osoby i wątki.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Sūn Wùkōng



Liczba postów : 11
Data dołączenia : 22/05/2016

PisanieTemat: Re: Van Cortlandt Park   Wto Maj 24, 2016 6:36 am

Czarnowłosy, rozczochrany chłopak, odziany w luźną, pomarańczową kurtkę oraz niebieskie jeansy wspiął się z łatwością na drzewo. Zdawać by się mógł zupełnie zwyczajny dwudziestopięciolatkiem gdyby nie jeden drobny, ale bardzo istotny szczegół, jakim był małpi ogon porośnięty białą sierścią, wyrastający w miejscu, w którym zwykle ogony wyrastały. Kita bujała się przez kilka chwil energicznie i radośnie, a następnie owinęła wokół talii młodzieńca niczym pas.
Wùkōng ułożył się wygodnie na grubym konarze opierając głowę na dłoni i uśmiechnął się szeroko odsłaniając garnitur równych, białych zębów, a następnie energicznym ruchem wytarł o nogawkę spodni dorodne, czerwone jabłko. Uniósł owoc na wysokość oczu, obrócił go kilka razy w palcach przyglądając się mu uważnie, a potem zachłannie napoczął, odgryzając spory kawałek. Drobinki miąższu ozdobiły okolice jego ust i górną wargę, zaś strużka soku pociekła po brodzie. Przeżuwał szybko i z wyraźnym zadowoleniem, a kiedy przełknął sapnął wesoło, zamykając oczy. Promienie słońca przedzierające się przez bujną, zieloną koronę drzewa, na którym wypoczywał grały przyjemnie. Dzień był dobry, życie było dobre i jabłko też było dobre.
Leniwie, z lubością przeciągnął się opuszczając nogę tak, by zwisała swobodnie. Nawet to miasto było dobre, mimo całego hałasu, pośpiechu i nieprzyjemnego zapachu wydobywającego się z tyłków tych... Samochodów... Tak, tak się nazywały. Mimo dominującej szarości można było znaleźć tutaj miejsca, w których królowała natura, choć było ich niestety niewiele.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Doctor Strange



Liczba postów : 100
Data dołączenia : 13/08/2012

PisanieTemat: Re: Van Cortlandt Park   Wto Maj 24, 2016 11:43 am

Stephen w aucie wykonał ponownie zaklęcie lokalizujące. Pojawił się nowy punkt na mapie. Postanowił więc to sprawdzić, bo ludzie tak nagle nie pojawiają się znikąd. Miejscem docelowym okazał się park. Wysiadł z auta pozostawiając koleżance drogę wyboru. Mogła mu towarzyszyć lub poczekać w samochodzie. Jeżeli nie miała ochoty przechadzać się po parku w poszukiwaniu kolejnego freak'a, to nikt nie zmuszał.
Sam Strange przekroczył sporą bramę oddzielającą park od reszty miasta. Był w stanie wyczuć dziwne źródło mocy. Zupełnie inne niż do tej pory, jakby silniejsze, zabarwione czymś potężnym.
Stanowczo i pośpiesznie kierował się w wyznaczonym sobie kierunku, aż w oddali dostrzegł faceta na drzewie. Niby nic dziwnego, wielu przecież mamy wariatów w Nowym Yorku. Jednak ten ogon! No i aura, która silnie od niego biła. To na pewno on!
- Nie codziennie ma się okazje spotkać kogoś takiego, jak Ty. - powiedział powolnym krokiem zbliżając się do drzewa, na którym facet delektował się jabłkiem. Wolał zachować wszelkie środki ostrożności ponieważ nie miał pojęcia z kim przyszło mu się spotkać.
- Nie boisz się ujawnienia? - dodał na koniec rozglądając się dookoła. Na szczęście nikt się teraz tędy nie przechadzał.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sūn Wùkōng



Liczba postów : 11
Data dołączenia : 22/05/2016

PisanieTemat: Re: Van Cortlandt Park   Wto Maj 24, 2016 1:17 pm

Z błogiego stanu wyrwał Sūna męski głos, który bez wątpienia zwracał się do niego. Nieco rozmarzony, rozleniwiony i zaspany Małpi Król zamrugał zaskoczony, przetarł kułakiem oczy i poderwał się z gałęzi siadając na niej dla odmiany. Obie jego nogi zwisały teraz swobodnie, a oblicze czarnowłosego chłopaka zdobił szeroki, szczery uśmiech.
Ciemne oczy z uwagą przyglądały się nieznajomemu przybyszowi mierząc go od stóp do głów. Wùkōng nie miał wątpliwości, że nie ma do czynienia z przypadkowym przechodniem - Co do tego nie było wątpliwości. Ten szpakowaty, dziwny mężczyzna miał w sobie coś więcej, jednak co? Tego chwilowo Xian nie wiedział, choć nie ukrywał swojego zainteresowania.
Przez dłuższą chwilę nie mówił nic podrzucając jedynie nadgryzione jabłko, a potem zaśmiał się wesoło.
- Ujawnienia? Przecież nie mam powodu by się ukrywać! - Odpowiedział lekko odgryzając kolejny kęs słodkiego, soczystego owocu.
- Pytanie powinno brzmieć: Czemu ktokolwiek miałby się mną interesować i kim taki potencjalny interesant mógłby być? - Błysnął białymi zębami w jeszcze szerszym uśmiechu. Jak zawsze biła od niego pozytywna energia. Nie było w nim śladu strachu, niepokoju czy złości. Nie przeszkadzało mu to nieoczekiwane spotkanie, nie wadziło mu, że ktoś zakłócił jego wypoczynek, a może wręcz cieszyła go perspektywa prowadzenia konwersacji z kimś ciekawym, bo przecież ten człowiek był ciekawy - Nie trzeba było mieć szczególnie wyczulonych zmysłów by to dostrzec.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Doctor Strange



Liczba postów : 100
Data dołączenia : 13/08/2012

PisanieTemat: Re: Van Cortlandt Park   Wto Maj 24, 2016 3:47 pm

Po kilku chwilach można było stwierdzić, że przybysz nie był jednak agresywnie nastawiony. Ba, cechował go przyjazny charakter, co można było wywnioskować z tonu głosu oraz zachowania. Uspokoiło to Stephena, który podszedł kilka kroków bliżej aby nie musieć się drzeć na całą japę. Ponownie upewnił się, że w pobliżu nikogo nie ma.
- Nazywam się Stephen Strange. Jestem ziemskim Sorcerer Supreme, choć nie sądzę aby ten tytuł miał dla Ciebie jakieś znaczenie. Znalazłem Cię w tym parku dzięki temu... - tu wyciągnął z kieszeni płaszcza mapę z zaznaczonym punktem, w którym teraz się znajdowali. Wszystko to było efektem zaklęcia lokalizującego więc na 100% chłopak z drzewa był istotą nadprzyrodzoną. Ba! Strange był nawet w stanie wyczuć jego ponadprzeciętną aurę.
- Wiesz... W tym mieście nie brakuje wariatów, którzy chcieliby w jakiś sposób Cię... pozyskać. - nie do końca wiedział jak ubrać w słowa to co chciał powiedzieć. Machnął jednak ręką w geście zrezygnowania bo nie po to tu przybył.
- Jako Sorcerer Supreme moim zadaniem jest ochrona tej planety. Tak się składa, iż zaistniała pewna sytuacja zaburzająca równowagę międzywymiarową. Muszę ją zbadać. Do tego jednak potrzebuję pomocy oraz wielu nadnaturalnych zdolności. - zaczął tłumaczyć po czym zrobił pauzę. Jak na to zareaguje Śmieszek z drzewa? Przedstawi się? Ucieknie? Wyśmieje? Niech tylko spróbuje...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sūn Wùkōng



Liczba postów : 11
Data dołączenia : 22/05/2016

PisanieTemat: Re: Van Cortlandt Park   Wto Maj 24, 2016 5:12 pm

- Stephen Strange - Powtórzył w zamyśleniu drapiąc się obiema rękoma po już i tak rozczochranej czuprynie, a na jego twarzy gościł wyraz głębokiej zadumy. Zmarszczone czoło i lekko uniesiona brew świadczyły o intensywnym procesie myślowym przebiegającym w głowie chłopaka.
- Jesteś magikiem! - Stwierdził wreszcie znowu się uśmiechając. Być może bagatelizował tytuł, którym przedstawił się mężczyzna, być może nie rozumiał jego znaczenia, a może tam skąd pochodził nie był on na tyle istotny - To nie miało teraz znaczenia.
Wùkōng przechylił się o tyłu pozornie tracąc równowagę, jednak jak już wspomniałem były to jedynie pozory. Zamiast zwalić się na ziemię, lądując z hukiem na głowie, zawisł. Jego małpi, biały ogon owinął się wokół konaru i Xian teraz bujał się na nim niczym na linie.
Z rękoma skrzyżowanymi na piersi i zainteresowaniem na radosnym obliczu przyglądał się mapie zaprezentowanej przez Strange'a.
- Więc twoim zdaniem jest obron tego świata? - Zagadnął po raz kolejny drapiąc się po głowie. Wyglądało na to, że czarodziej zdołał zainteresować go swoją osobą na tyle, że zupełnie zapomniał o przepysznym jabłku.
- Między... wymiarową... - Powtórzył po chwili powoli, z trudem artykułując nowo przyswojone słowo. Chyba nie pojmował w pełni jego znaczenia, ale coś przywodziło mu na myśl.
- Chodzi o inne światy? - Dopytał dociekliwie, a jego mina nadal zdradzała wesołość.
- To jak przejście przez Bramę bez Bramy. - Dodał, tym razem o wiele poważniej, jednocześnie wykonując salto i lądując na ziemi tuż obok rozmówcy. Tak... Sūn podróżował w ten sposób. Właśnie tak trafił do tego dziwnego świata, jednak mimo licznych wędrówek nie rozumiał natury samych przejść. Korzystanie z czegoś nie zawsze wymaga wiedzy na temat funkcjonowania danej rzeczy. Tylko czego konkretnie chciał od niego Mag? Jakiej pomocy oczekiwał? I na ile poważna była sytuacja?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Doctor Strange



Liczba postów : 100
Data dołączenia : 13/08/2012

PisanieTemat: Re: Van Cortlandt Park   Sro Maj 25, 2016 9:55 am

Patrzył z lekkim zdziwieniem na nieznajomego. Właśnie! Nieznajomego bo przecież nie uraczył Stephena swoim imieniem czy nazwiskiem lub nawet pseudonimem artystycznym. Co on z innej planety przyleciał i kultury za grosz? Strange zmarszczył brwi.
- Może mi więc wyjaśnisz skąd ta nadnaturalna aura bijąca od Ciebie? - zasugerował otwarcie opierając się plecami o pień jednego z drzew w parku. Chłopak wydawał się być pogodny i przyjaźnie nastawiony. Nie oznaczało to jednak, że nie był niebezpieczny. Wielu było już takich, którzy przechodzili na ciemną stronę mocy.
- W aucie czeka moja koleżanka. Chciałbyś zrobić coś dobrego dla świata? - spytał po czym wskazał ręką bramę, którą wchodziło się do parku. Planował zabrać Sun'a i Amorę do swojego domu. Tam wszystko by im wyjaśnił i na spokojnie zaczęliby dalsze poszukiwania. Musiał też w końcu zająć się zorganizowaniem spotkania z Avengers. Sprawa była poważna i na pewno jakaś wojna domowa w Uzbekistanie może poczekać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sūn Wùkōng



Liczba postów : 11
Data dołączenia : 22/05/2016

PisanieTemat: Re: Van Cortlandt Park   Sro Maj 25, 2016 11:28 am

- Nadnaturalna aura? - Powtórzył lekko czarnowłosy chłopak nie przestając się szeroko uśmiechać.
- Skąd mam wiedzieć. Z nas dwóch to podobno ty jesteś Dziwny. - Zaśmiał je jednocześnie lekko wzruszając ramionami. Nie traktował życia zbyt poważnie i w sposób naturalny, niewymuszony manifestował to na każdym kroku swoim zachowaniem. Mogło ono być irytujące, jednak chyba najlepszym wyjściem było ignorowanie pewnych sposobów postępowania Małpiego Króla.
Na chwilę, zupełnie stracił zainteresowanie rozmówcą oddając się całkowicie intensywnemu drapaniu po zmierzwionej czuprynie. W trakcie tego procesu, jego oblicze zmieniło się, wyrażając zadumę i najwyższe skupienie, jednak kiedy tylko skończył, na jego ustach zagościł znowu ten sam, szczery, beztroski uśmiech.
- Na czym to skończyliśmy? - Zamyślił się na głos pocierając palcem wskazującym podbródek i jednocześnie wbijając wzrok w niebo.
- Ah tak! Coś dobrego dla świata! - Przypomniał sobie przeciągając się z lubością, a jego ogon zakołysał się w lewo, potem zaś w prawo.
- Mogę. - Zadeklarował krótko zaplatając dłonie na potylicy. Najwyraźniej nie interesowały go szczegóły. Xian należał do lekkoduchów, którzy wszystko przyjmowali takim, jakim było, a uprzedzanie ich o pewnych rzeczach nie było konieczne.
Qitian Dasheng przytknął dwa palce do ust - kciuk oraz środkowy prawej dłoni - i gwizdnął głośno. Zachowanie to mogło wydać się głupie i bezcelowe, jednak po paru sekundach sprawa miała się wyjaśnić, a dokładnie w chwili, w której na wezwanie zjawiła się niewielka, kłębiasta chmura. Zstąpiła ona z nieba i zawisła ledwie metr nad ziemią falując lekko. Chłopak podskoczył lądując na obłoku i usadowił się na nim siadając ze skrzyżowanymi nogami i... Uśmiechnął się znowu.
- Jestem Sūn Wùkōng. - Wreszcie zdecydował się przedstawić, choć być może uczynił to zbyt późno. Maniery nigdy nie były jego mocną stroną.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Doctor Strange



Liczba postów : 100
Data dołączenia : 13/08/2012

PisanieTemat: Re: Van Cortlandt Park   Czw Maj 26, 2016 10:58 am

Doctor Strange zmarszczył nieco brwi słysząc imię tajemniczego Małpiszona. Słyszał już wcześniej to gdzieś. Czyżby to nie był któryś z bogów? Musiał się upewnić jak będzie w domku. Teraz pozostało zabrać się stąd zanim ludzie się zbiegną i zaczną robić zdjęcia. W końcu nie codziennie można spotkać mężczyznę z wyrastającym ogonem. Jeszcze by go do cyrku zatrudnili.
- Chodźmy. Poznasz Amorę. Ładna jest. - rzucił po czym gestem ręki dał mu znak żeby szedł z nim. Sam ruszył ścieżką w stronę wielkiej bramy, która uprzednio wchodził. Ręce schował do kieszeni płaszcza i powolnym krokiem zmierzał w stronę samochodu. Katem oka zerkał cały czas czy Małpiszonek drepcze za nim. W domu będzie musiał im wszystko dokładnie wyjaśnić. A raczej pokazać. Łatwiej wtedy będzie im pojąć to co się stało.
Jego mała drużynka się rozrastała. Przy aucie wyciągnął mapę ponownie i zerknął na pozostałe punkty. Póki co chyba odłoży poszukiwania na później. Teraz czas obmyślić jakiś plan i skontaktować się z Avengers. Skoro Magik kazała ich powiadomić to niech tak będzie.

z/t + Sun
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Van Cortlandt Park   Today at 2:21 am

Powrót do góry Go down
 
Van Cortlandt Park
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 5 z 5Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5
 Similar topics
-
» Van Cortlandt Park
» Pomnik Piotrusia Pana
» Miejski park
» Park Promnitz
» Planten un Blomen

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Midgard :: Stany Zjednoczone Ameryki :: Nowy Jork-
Skocz do: