Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Van Cortlandt Park

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6  Next
AutorWiadomość
Morgana le Fay

avatar

Liczba postów : 111
Data dołączenia : 08/06/2012

PisanieTemat: Van Cortlandt Park   Wto Mar 11, 2014 5:48 pm

First topic message reminder :


Ulokowany na Bronxie trzeci pod względem wielkości park Nowego Jorku, w którym znajduje się między innymi Muzeum Van Cortlandta - najstarszy budynek Bronxu - oraz największe w mieście jezioro słodkowodne. Park zawiera wiele atrakcji, na przykład basen publiczny, liczne place zabaw, pola przeznaczone pod grillowanie lub uprawianie różnych sportów, takich jak koszykówka, piłka nożna, krykiet, jazda na łyżwach, golf i wiele innych.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość
Ms. Marvel

avatar

Liczba postów : 29
Data dołączenia : 07/09/2015

PisanieTemat: Re: Van Cortlandt Park   Czw Wrz 17, 2015 9:16 pm

Kaszel nabierał na sile, dym szczypał w oczy i coraz ciężej się oddychało. Kamala skuliła się i zmniejszyła nieco swoją posturę, by korzystać jeszcze z dobrego powietrza, na ile się tylko dało.  Wtargnęła do jakiegoś salonu, obecnie pustego. Nikt jej nie odpowiedział na zawołanie, co było naprawdę przerażające - nie zdarzyło się jej jeszcze w karierze superbohaterki mieć do czynienia ze...śmiercią. I naprawdę, naprawdę nie chciała mieć.
- Rusz się Kamala, nie ma chwili do stracenia. - mruknęła do siebie, trochę w sumie, by podnieść się na duchu i zmobilizować do działania. Przez długą chwilę słyszała jedynie trzask płonących dookoła rzeczy, dopóki w tle nie pojawiło się szczekanie. Zaskoczona, lecz zdeterminowana, szybko namierzyła źródło dźwięku, które okazało się pokojem po lewo. Niestety za zamkniętymi, płonącymi drzwiami. - Halo? Pomoc nadchodzi, proszę odsunąć się od drzwi! - krzyknęła i odeszła krok w tył. Powiększyła sobie stopę i wzięła spory zamach, dokonując kończyną zniszczenia na drzwiach. Może i był tam tylko pies, kto wie. Choć sądziła, że pupil nie pozostałby sam. Nawet jeśli - może pomoże jej znaleźć innych domowników. Ten dom był stanowczo za duży.
I nie podpalił się sam.
Wcześniej, gdy się schyliła, poszukując trochę znośniejszego powietrza, jej uwadze nie uszedł charakterystyczny zapach rozlanej benzyny. Biorąc pod uwagę jak szybko ten budynek stanął w płomieniach, wiedziała, że trudno będzie się z niego wydostać. Ktoś najwidoczniej chciał się pozbyć kilku osób w bardzo brutalny i nieludzki sposób.
Była już cała zlana potem, gorąc dookoła niej był nieznośny. Już zdążyła się poparzyć tu i ówdzie, ale jej healing factor działał bez zarzutu. Bardziej martwiła się o domowników - u nich dochodzenie do siebie będzie zdecydowanie trudniejsze. Już nawet nie mówiąc o obrażeniach fizycznych, a psychicznych.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3474
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Van Cortlandt Park   Sob Wrz 19, 2015 10:40 am

Rozbicie szyby rzeczywiście sprawiło, że dym z wnętrza pomieszczenia zaczął ulatniać się przez dziurę - prosto ku Blackowi, powodując tym samym, że mężczyzna miał problemy z oddychaniem. Zapach sam w sobie również nie był zbyt przyjemny - bo w końcu poszczególne materiały wydzielały różną woń podczas palenia... Ale akurat na tym piętrze odór benzyny był o wiele słabszy, ledwo wyczuwalny. Możliwe, że została użyta niżej...
Jeżeli zaś chodziło o tę sylwetkę, którą Black sądził, że zobaczył, to teraz w środku nie było widać nikogo. Oczywiście istniała opcja, że taka osoba gdzieś się schowała albo straciła przytomność i upadła na podłogę... Lub coś podobnego... Ale kto wie jak było naprawdę? Wypadałoby po prostu wejść do środka i to sprawdzić.
Problem w tym, że po zbiciu szyby na krawędziach zostały ostre fragmenty szkła, które tylko czekały na to, aby kogoś pociąć - a i framuga okna była gorąca, rozgrzana od płomieni i powietrza. Niemiła perspektywa, a ubranie przecież nie przed wszystkim ochroni...

Drzwi wyważane przez Ms. Marvel okazały się zamknięte na klucz - jeżeli sądzić po oporze, który w pierwszej chwili stawił zamek. Mimo to ustąpiły i odskoczyły, by uderzyć z hukiem o ścianę... I tym samym odsłoniły znajdujące się za nimi pomieszczenie. Była to dość sporych rozmiarów łazienka, do której płomienie jeszcze się nie dostały... Jedynie trochę dymu - a teraz stopniowo coraz więcej, gdyż przejście stało w końcu otworem.
W środku zaś ujadał pies. Nie należał raczej do rasowych, sięgał nastolatce może do kolan, a futro miał półdługie. Generalnie prezentowałby się całkiem uroczo, gdyby nie był tak przerażony i zdenerwowany sytuacją - przez co dosłownie podskakiwał w miejscu. Ugryzie czy nie ugryzie podczas próby ratowania - oto jest pytanie.
Gdyby lepiej przyjrzeć się pomieszczeniu, można by się zorientować, że ktoś zostawił w nim miskę pełną jedzenia... Zapewne właściciele zwierzaka. Okno było uchylone, przy jednej ze ścian znajdowało się posłanie z koca - pewnie można by go jakoś użyć, może zmoczyć i w ten sposób stosunkowo bezpiecznie złapać psa?

Na zewnątrz wciąż jeszcze nie dało się dosłyszeć syren straży pożarnej czy jakiejkolwiek innej służby - a nawet przy odgłosach szalejącego ognia takie wycie powinno się przebijać. Inna sprawa, że w sytuacji stresowej czas płynął odmiennie, więc pewnie po prostu minęło zbyt mało czasu... Ale to i tak nie napawało optymizmem.
Z wnętrza salonu co prawda Kamala nie mogła tego dostrzec, ale przebywający na parapecie Black już jak najbardziej tak, a mianowicie: na ulicy zaczęli zbierać się gapie. Co ciekawe, większość z nich zdawała się przede wszystkim zaciekawiona... A niektórzy spoglądali na pożar wręcz z ponurymi wyrazami twarzy. Brakowało paniki czy współczucia, nikt nie starał się pomóc, nigdzie nie dzwonił... Ale może po prostu okoliczni mieszkańcy cieszyli się, że to nie na nich padło?

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Van Cortlandt Park   Pon Wrz 21, 2015 2:55 pm

-Zaraza-mruknął Black na ilość dymu w środku. Przyjrzał się framudze okna. Mnóstwo ostrych kawałków szkła. Framuga była też nagrzana. Nie zapowiadało to dobrze. A i szkło leciało do środka, więc wskoczenie przewrotne odpada. Black zaczął powoli wyjmować fragmenty z dołu framugi. Gdy wyciągną jeden, drugi, trzeci, wrzucał je na chodnik tam gdzie nikogo nie było. Bo i tłum się zebrał. Spoglądając szybko na ich twarze, Black lekko się zdziwił. Niektórzy byli szczęśliwi. Dziwna dzielnica. No dobra, szkło usunięte. Czas wejść do środka. Black oparł się na rękach i przełożył nogi za framugę. Dobra, jest moc. Następnie przeniósł ciężar ciała na nogi. Wszedł do środka. Nie tracił sporo czasu na rozglądanie się, ot taki szybki rzut okiem. Schylił się i zaczął poruszać się po pomieszczeniu. Nie może ów człowiek którego widział upadł? Black szybko badał pokój i orientują się w sytuacji.
-źle. Nie, wait. Jest znacznie gorzej. Zaraza-stwierdził
Powrót do góry Go down
Max Springfield

avatar

Liczba postów : 10
Data dołączenia : 17/09/2015

PisanieTemat: Re: Van Cortlandt Park   Pon Wrz 21, 2015 10:49 pm

Ten dzień nie należał do udanych, prezentacja MIT która reklamowała egzoszkielet okazała się zbyt słaba, aby w ogóle zainteresować produktem zebranych w głównej siedzibie straży pożarnej burmistrza, oraz radę miasta. Sami strażacy, byli na tyle uprzejmi że zamiast wyjść bez słowa podeszli i porozmawiali ze studentami na temat ich dzieła, wystawianego na targach technologicznych. Max musiał przyznać, że zadane przez funkcjonariuszy pytania były na tyle trafne, że musiał wyznać im całą prawdę na temat zalet i wad "Exo Jedynki". Koniec końców uznali, że chętnie kupiliby ten sprzęt i wyłożyli kasę na rozwój, oraz badania ale i tak wszystko zależy od burmistrza i rady miasta. Studenci z Bostonu musieli wracać do swojej alma mater na tarczy.
Max postanowił jednak przedłużyć sobie pobyt w Nowym Jorku, w końcu był tutaj po raz pierwszy i chyba by oszalał, gdyby nie zobaczył tych sławnych miejsc, scen wielu filmów, a także równie wielu ważnych wydarzeń.
Kierując się do muzeum Van Cortlanda zauważył supermarket metalowy, a zaraz obok sklep z elektroniką. Nie potrafił się opanować i w obu zakupił mnóstwo najróżniejszych części: łożysk, rurek, silniczków, filtrów, kabli, a także trochę taniego hardware'u. Tym samym obciążył budżet swoich badań o kolejne setki dolarów. Czy ta pobrzękująca w ogromnej torbie menażeria będzie mu naprawdę potrzebna? Kto to wie. Może przyda się do kolejnego wariantu egzoszkieletu? Mark II? Albo po cichu zmontuje drugą, tym razem chroniącą lewą rękę, bojową rękawicę? Jego szybki umysł już zaczął obmyślać plany z wykorzystaniem zakupionego sprzętu, gdy ze słodkiego sanctum jego wewnętrznego warsztatu wyrwał go smród spalenizny. Chłopak szybko spojrzał w stronę skąd wyczuwał dławiący zapach.
Za rogiem wokół palącej się kamienicy zebrał się tłumek gapiów. Nie widać było straży, ani policji. I choć szukał wzrokiem kogoś kto dzwoniłby na 911 to nikogo takiego nie znalazł. Założył na ucho neuroprzekaźnik, który wciąż trzymał zawsze przy sobie. Słuchaweczka popieściła skórę głowy chłopaka prądem.
- Spectre? Dzwoń po straż i podaj im lokalizację domu. - mruknął do siebie i zaczął przebijać się przez zbiegowisko.
- Tak jest. - kobiecy alt zabrzmiał w jego głowie. To sztuczna inteligencja jego telefonu potwierdzała rozpoczęcie wykonywania zadania. Czemu Ci ludzie nic sobie nie robili z tego, że widzą pożar, pomyślał i znalazł się przed drzwiami wejściowymi. Były zamknięte.
- Czy ktoś jest w środku? - pytanie brzmiało jakby zamierzał wejść do środka. A właściwie nie zamierzał, nie był Thorem, ani tym bardziej Tonym Starkiem aby pakować się w takie kłopoty. Mógł zrobić co prawda nieco więcej niż zwykły śmiertelnik, ale nie zacznie przecież używać tutaj swoich zdolności. Dobrze wiedział jak nowojorczycy kochają mutantów, nieraz pokazywali to już światu.
- Moje czujniki zakłóca dym, oraz wysoka temperatura jednak rachunek prawdopodobieństwa wskazuje, że w środku mogą znajdować się ludzie. - Max spodziewał się takiej odpowiedzi, bo sam wykonał podobne wyliczenia. Możliwe, że będzie musiał zachować się jak heros, przecież nie będzie biernie patrzył jak ktoś płonie żywcem. Nie znosił, kiedy los decydował za niego.
Najpierw za pomocą telekinezy otworzył drzwi prowadzące na parter budynku, równie dobrze mógł zrobić to wiatr wytworzony przez różnicę ciśnień wewnątrz kamienicy, więc nie będzie wyglądało to podejrzanie. Widząc płomienie wewnątrz sięgnął do swojej torby ze sprzętem. Jego mózg zaczął pracować na zwiększonych obrotach podsuwając mu tony różnych pomysłów. Natychmiast wymyślił jak skonstruować przydatne urządzenie. Włożył ręce do wewnątrz rogu obfitości i używając kupionych części, oraz narzędzi zaczął konstruować jednorazową maskę przeciwdymną. Wielka, niebieska torba ułatwiała mu ukrycie pomagania sobie telekinezą, Max liczył na to że nikt z gapiów nie kapnie się co tam kombinował. Minęło może trzy minuty, kiedy w końcu z torby wyciągnął ukończoną maskę. Filtr dymny, kawałki metalu i rurek, trochę kabli, oraz plastiku, śrub i kleju wystarczyło aby zmontował sobie mały gadżet.
- Nie wygląda ładnie, ale przynajmniej nie zaczadzieję. - po tych słowach włożył maskę na głowę, zawiązał kable które teraz pełniły rolę rzemyków. I wstąpił do środka, niezapominając oczywiście o swojej torbie. Żaden nowojorczyk nie będzie mu podkradał uczciwie kupionego, co z tego że nie ze swoich pieniędzy, sprzętu.
- Spectre, znajdź mi jakichś uwięzionych ludzi, ale już! - wewnątrz budynek cały płonął i choć maska była solidna i działa to nie chciał wystawiać ją na długą walkę z dymem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ms. Marvel

avatar

Liczba postów : 29
Data dołączenia : 07/09/2015

PisanieTemat: Re: Van Cortlandt Park   Pon Wrz 28, 2015 6:36 pm

Przez chwilę stała, wpatrując się w zdezorientowanego psa, nie wiedząc co zrobić. Cała ta sytuacja wprowadziła zwierzaka w istny obłęd, a oprócz niego, nikogo w łazience nie było, kto mógłby jej pomóc z oszalałym psem. Wzięła głęboki oddech i rozejrzała się po pomieszczeniu. Koc, karma, uchylone okno. Okej.
Nadal trzymając się od zwierzęcia na dystans, wydłużyła swoją rękę sięgając po koc, po czym przeniosła go do wanny i oblała dużym strumieniem wody. Gdy koc wydawał się wystarczająco nasiąknięty, zbliżyła się powoli do mieszańca, wcześniej wydłużając sobie nogi,by zwierzę w akcie desperacji nie rzuciło jej się do szyi. Była wystarczająco wysoko, by rzucić się na kundla z kocem z góry. Oczywiście wpierw powiększyła sobie obie dłonie tak, by móc faktycznie go bezproblemowo chwycić. Mając go już w uścisku, czym prędzej udała się do okna, otworzyła je i używając swoich długich kończyn, wyniosła psiaka na zewnątrz, delikatnie puszczając go na suchym gruncie. Wcześniej wykonała ten trik z kocem w obawie o jego futro - płomienie były dosłownie wszędzie, a nie chciała, by cała akcja poszła na marne. Koc jednak sobie zostawiła. Przytuliła go do swojej piersi i wróciła do normalnych rozmiarów. Czas przeszukiwać kolejne pokoje na tym piętrze.
- Czy ktoś mnie słyszy?! - nie dawała za wygraną. Szczerze mówiąc cała ta sytuacja powoli ją przerażała. Oprócz zwierzęcia, w budynku nie było śladu życia. Czy faktycznie wszyscy zdołali się ewakuować? Ale w takim razie czemu zostawili psa? Na pewno wzięliby psa..
Ponure myśli kłębiły się jej w głowie. Przyłożyła kawałek zmoczonego materiału do twarzy i ruszyła w dalsze poszukiwania. Jeśli nikogo nie znajdzie an tym piętrze, uda się piętro niżej. Z drugiej strony..może powinna na górę? Nie wie przecież jak radzi sobie nieznajomy mężczyzna, a nad jej głową były nadal dwa piętra do przeszukania. Zmiana planów zatem - ruszy ku górze.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3474
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Van Cortlandt Park   Wto Wrz 29, 2015 2:13 pm

Wsuwając się do środka przez okno Black zahaczył rękawem o wystający kawałek szkła na bocznej krawędzi; materiał się co prawda nie rozdarł, lecz skóra pod nim zabolała - choć raczej nie została przecięta. Ostry fragment wyłamał się i zleciał gdzieś na podłogę, a mężczyzna mógł ruszyć dalej. Pochylenie się stanowiło dobry pomysł, gdyż niżej powietrze było trochę czystsze, co ułatwiało oddychanie.
Gorzej, że w pomieszczeniu rzeczywiście nie dało się dojrzeć nikogo innego - a i z rozróżnianiem niektórych obiektów można było mieć problem. Mimo to płonące umeblowanie sugerowało, że agent znajdował się w kuchni, zresztą dość niewielkiej i podłużnej. Szafki wzdłuż jednej ze ścian, stolik przy drugiej, jakieś krzesła... A więc zapewne nie tylko kuchnia, ale i jadalnia.
Wyjście z pokoju było jedno, zresztą pozbawione drzwi, dzięki czemu Black widział znajdujący się za nim korytarz, biegnący zarówno na prawo, jak i prosto. Siłą rzeczy tego pierwszego nie mógł jeszcze ocenić - nie bez wyglądania z kuchni - ale przy drugiej odnodze dało się zauważyć drzwi: dwa razy na ścianie po lewej, raz na tej po prawej. Korytarz był co prawda mocno zadymiony, ale przynajmniej brakowało na nim obiektów, które mogłyby zająć się ogniem... No, pomijając samą podłogę, po której rzeczywiście przemykały już płomienie.
Wybór drogi był całkiem spory...

Tymczasem pierwszym problemem, na jaki natknął się Max był fakt, że drzwi nie były po prostu zamknięte - ale i w dodatku zablokowane, a użycie na nich telekinezy co prawda utorowało przejście... Lecz niestety nie w tak subtelny sposób, na jaki chłopak liczył. Innymi słowy, przyglądające się temu osoby mogły już spokojnie się zorientować, że coś jest z nim "nie tak"... A znajdujący się najbliżej gapie wykonali nawet krok czy dwa - albo i pięć - do tyłu. Wśród tłumu rozniosły się szepty, ale przynajmniej nikt nie przeszkadzał Maxowi, gdy zabrał się do roboty. Inna sprawa, że pewnie tego nawet za dobrze nie widzieli.
Nastolatek przebywał na parterze, a dokładniej w sporej klatce schodowej. Spoglądając w górę mógłby się łatwo zorientować, że nad sobą miał dwa piętra, zaś pod sobą jeszcze jedno, najpewniej piwnicę. Ze sporą dozą prawdopodobieństwa to ostatnie mógłby sobie odpuścić, bo gdyby ktoś dotarł aż tutaj, to raczej ratowałby się ucieczką na zewnątrz, a nie pod ziemię... Ale kto wie? Drzwi prowadziły na prawo i lewo, co sugerowało, że na wyższych poziomach rozkład mógł - choć nie musiał - być podobny.
Lokal po lewej stronie zdawał się być sklepem, przynajmniej jeżeli sądzić po tabliczce z wywieszonymi godzinami otwarcia. To ułatwiało sprawę, bo o tej porze nikogo nie powinno być w środku... Raczej. Pozostawała jeszcze kwestia drzwi prowadzących na prawo - gdyż za nimi najprawdopodobniej kryło się już jakieś mieszkanie. Były rozgrzane, co oznaczało, że po drugiej stronie najpewniej szalały płomienie... Ale hej, mieszkańcy parteru chyba tak czy siak mogliby skorzystać z okien, prawda? O ile nie spali. Albo nie zasłabli. Albo nie zaszkodził im dym... Wysoka temperatura otoczenia utrudniała działanie na podstawie termowizji, a trzask ognia przeszkadzał w nasłuchiwaniu... Lecz piętro wyżej chyba rozległo się czyjeś zawołanie, wyraźnie żeńskie?

Ms. Marvel natomiast zdążyła przez ten czas zająć się psem. Co prawda zwierzak był przerażony, ale najwyraźniej popychało go to głównie do ujadania oraz prób ucieczki, nie zaś do agresji... No, przynajmniej nie do momentu, gdy dziewczyna już na niego opadła, zawijając go w koc - gdyż akurat wtedy psiak próbował już gryźć. Rzucał się, miotał w jej uścisku, ale ostatecznie udało jej się wyciągnąć go na zewnątrz i wypuścić przed budynkiem. Mieszaniec umknął z jej rąk jak strzała, nawet się za siebie nie oglądając. Byle po tym wszystkim nie skończył pod jakimś samochodem, bo cały ten wysiłek poszedłby wówczas na marne...
Po opuszczeniu łazienki Kamali udało się postawić dosłownie dwa kroki, nim przy trzecim podłoga się pod nią zapadła. Dziura nie była wielka, dziewczyna nie zleciała przez nią na parter, jednakże sama jej noga powędrowała w dół, tym samym zmuszając nastolatkę do utraty równowagi... Nie wspominając już po prostu o elemencie zaskoczenia - i bólu związanym z uderzeniem o podłogę oraz z ocieraniem nogą o ostre krawędzie.

Plus sytuacji był jeden, a mianowicie w oddali pojawiły się, póki co jeszcze dość ciche, odgłosy syren. Najpewniej zbliżała się wezwana straż pożarna... I to chyba nie jednym wozem, jeżeli sądzić po samych dźwiękach.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Max Springfield

avatar

Liczba postów : 10
Data dołączenia : 17/09/2015

PisanieTemat: Re: Van Cortlandt Park   Sro Wrz 30, 2015 6:40 pm

Max rozejrzał się szybko. Po jednej stronie sklep, zamknięty zresztą bo jeszcze nie nadeszła nawet pora otwarcia. Można odhaczyć, tam pchać się nie będzie. Patrząc przed siebie widział zejście do piwnicy. Nie, tam też nie ma sensu schodzić. Prawo? Na prawo drzwi wyglądały jak drzwi od mieszkania. Tam należy chociaż zajrzeć.
- Wysoka temperatura zakłóca moje czujniki. - Max przeklnął pod nosem, kiedy złe wieści przerwały mu obserwację. Spectre nie ułatwiła mu roboty, będzie musiał popracować nad sensorami SI. Na szczęście neuroprzekaźnik działał jak należy nawet w tej wysokiej temperaturze.
- Wszystko muszę robić sam. - chłopak odsunął się jak najdalej mógł od drzwi, tak aby podmuch ognia szalejącego wewnątrz pokoju, podsycony przez powietrze w korytarzu, nie objął go. Maska nie osłoni go przed temperaturą, raczej bardziej by go skrzywdziła przylepiając się do jego twarzy i boleśnie ją kalecząc. Wolał nie ryzykować. Skupienie na drzwiach i drewniana bariera została wyrwana na zewnątrz.
W tym samym momencie usłyszał czyjś głos na piętrze. Ale nie brzmiał on, jakby ktoś potrzebował pomocy. Może ktoś już tam był i pomagał innym? Sprawdzi ten dźwięk, ale first things first.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Van Cortlandt Park   Nie Paź 04, 2015 10:26 am

(Wybaczcie nieobecność, był problem z netem :()
Black spojrzał na korytarz. Zaczą klnąć ma widok korytarza. Ten rozdzielał się na dwie odnogi. Równocześnie zdał sobie sprawę że jest w kuchni.
-dobra, zróbmy to taktycznie. Są 3 drzwi. I prawdopodobnie tyle samo w prawym. Gdzie jest klatka schodowa?. Weszłem od frontu. Zwykle od frontu jest klatka schodowa.tu jest kuchnia. Czyli Lekko w prawo i trafię na klatkę. No i odkryte. Holmes się schowa, czas na Jeffersona. -ostatnie zdanie powiedział z uśmiechem. -czyli biorę się za widoczny korytarz-jak powiedział tak zrobił. Rzucił jeszcze na szybko na prawy korytarz. Płomienie na podłodze nie robiły mu dużej krzywdy. Dotarł spokojnie do pierwszych drzwi.
-jest tam kto? Proszę odsunąć się od drzwi! -zawołał i wykopał drzwi.
Rozejrzał się po pomieszczeniu. Pusto. Podszedł do następnych i zaczął powtarzać procedurę.
Powrót do góry Go down
Ms. Marvel

avatar

Liczba postów : 29
Data dołączenia : 07/09/2015

PisanieTemat: Re: Van Cortlandt Park   Sob Paź 10, 2015 11:40 am

Ledwo wyszła z łazienki i już prawie umarła. Okej, może sobie lekko ubarwiła tę sytuację w głowie, ale nadal było to bolące i niebezpieczne.
- Uuughhh, szlag! - zaklęła pod nosem, zaciskając przy zęby i walcząc z palącym bólem od uda w dół. Budynek najwidoczniej powoli dawał za wygraną i poddawał się destruktywnej sile ognia. Kamala nadepnęła na złe miejsce, materiał nie zniósł nacisku i zapadł się pod jej ciężarem. Na szczęście tylko odrobinę. Taką odrobinę, że pół nogi miała uwięzione między belkami/cegłami. Już czuła, jak krew zaczyna się sączyć z otarć, które powstały przez ostre krawędzie desek. Healing factor robił swoje, i to bardzo sumiennie, czego skutki Ms. Marvel niedługo poczuje. Miała nadzieję, że jej morfgenetyczne zdolności nie zawiodą jej dzisiaj, nie teraz. - Zmniejsz się, zmniejsz się, zmniejsz się. - jej noga może nie tyle, co faktycznie się zmniejszyła, lecz na pewno stała się dwa razy cieńsza. Na tyle, by bez problemu wyciągnąć ją z dziury i nie pokaleczyć się raz jeszcze. W samą porę, bo nieznośny gorąc zaczynał bić z głębi tej dziury, płomienie musiały być naprawdę blisko. No, nie licząc tych dookoła niej. W tym momencie Khan przypomniała sobie, że noga nie była jej największym problemem. Spanikowana, szybko podniosła się na "równe" nogi. Lub chciała to zrobić, bo jej pokrzywdzona lewa kończyna nie wróciła jeszcze do pierwotnej wielkości, przez co Kamala ponownie straciła równowagę. Tym razem jednak się nie wywaliła. Postękując od czas do czasu, ruszyła schodami w górę, wpierw sprawdzając jedną nogą stabilność stopnia. - Haalooooo. - liczyła, że może to ten dziwny mężczyzna może ją usłyszy i,hm, odpowie? Miała nadzieję, że faktycznie dostał się do budynku i że nic mu nie jest. Bardzo potrzebowała pomocy tutaj, a dźwięk nadjeżdżających syren jakoś podejrzanie nie dodawał jej otuchy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3474
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Van Cortlandt Park   Sob Paź 10, 2015 1:32 pm

Zerknięcie w biegnący na prawo korytarz powiedziało Blackowi, iż był on o wiele krótszy od tego drugiego i zakończony drzwiami, zresztą zabezpieczonymi łańcuchem; kolejne prowadziły zaś na prawo, a więc za ścianą kuchni znajdować się musiało następne pomieszczenie... Najprawdopodobniej dość niewielkie, jeśli sądzić po rozmiarach korytarza. Jedno tutaj, trzy przy drugim korytarzu - co w sumie dawało całkiem spore mieszkanie. W tych okolicznościach to niedobrze.
Przechodząc ku wejściu do najbliższego pokoju Black mógł odczuć wzrastającą temperaturę, a dym powoli zaczynał dawać mu się we znaki, gryząc w oczy i powodując kaszel. Wyważanie drzwi, które mogły być po prostu otwarte, nie miało zbyt wiele sensu - szczególnie w momencie, gdy ustąpiły one tak łatwo. Główny błąd mężczyzny był jednak zupełnie inny; do standardowych praktyk w takich sytuacjach należało bowiem sprawdzanie temperatury powierzchni drzwi oraz klamek - by wstępnie zorientować się w warunkach panujących po drugiej stronie. Black tego nie uczynił, a po kopnięciu drzwi prędko przekonał się, że powinien był to jednak zrobić... Kiedy podmuch gorącego powietrza niespodziewanie uderzył go w twarz, niosąc zresztą za sobą również płomienie - i przynajmniej na moment wybijając agenta z równowagi. Wewnętrzna strona drzwi pokryta była ogniem, w podobnym stanie znajdowała się większość mebli, z których części nie dało się już nawet rozpoznać. Raczej nie była to sypialnia... Coś w stylu gabinetu? Tak czy siak, brakowało tutaj miejsc, w których ktoś mógł się ukryć - więc najwyraźniej Black dał się podpiec za nic.
Powtórzenie procedury przy następnych drzwiach, tym razem znajdujących się po przeciwnej stronie korytarza, dowiodło przede wszystkim jednego: że mężczyzna powoli się uczył. Tym razem przynajmniej drzwi rzeczywiście były zamknięte, bo stawiły o wiele większy opór, a po drugiej stronie czekała sypialnia - nawiasem mówiąc, to dziwne, że ktoś zamykał na klucz jakiś pokój. Może mieszkanie wynajmowane było współlokatorom? Tak czy siak, to pomieszczenie trzymało się lepiej; płomienie jeszcze do niego nie dotarły, choć oczywiście Black właśnie wpuścił je do środka - no i dym także.

Max podszedł do wyważania drzwi o wiele rozsądniej - ale spójrzmy prawdzie w oczy: on akurat posiadał odpowiednie zdolności do tego, aby bezpiecznie utorować sobie drogę i nie narażać się na uderzenie płomieni w momencie, gdy nie było to zupełnie konieczne. Tym samym tym razem udało mu się uniknąć niebezpieczeństwa, a już pierwsze zerknięcie przez dziurę po drzwiach potwierdziło, iż rzeczywiście miał do czynienia z mieszkaniem, a nie kolejnym sklepem czy jakimkolwiek innym lokalem.
Płonący czy nie, salon łatwo dało się rozpoznać. Pod względem umeblowania nie wyróżniał się niczym szczególnym - ot, kanapa, szafka z telewizorem, jakieś regały, dwa rzędy sporych okien z firankami i zasłonami, które ogień pożarł już niemalże do końca... Standard. Zastanawiająca mogła być z kolei lampa z gatunku stojących - a raczej aktualnie leżących. Czy pożar sam w sobie mógłby ją jakoś przewrócić? Gdyby lepiej przyjrzeć się jej otoczeniu, można by zauważyć spoczywający przy niej na podłodze... Kamień? Był sporych rozmiarów i na pewno nie pasował do mieszkania, więc przybyć musiał z zewnątrz. Jaką drogą? W jednym z okien - ale nie frontowych - widniała dziura...
Z pomieszczenia prowadziły dwa inne przejścia - a przynajmniej tyle Max mógł stwierdzić bez wchodzenia do środka. Drzwi kryły za sobą jakiś pokój po lewej, mniej więcej na środku ściany, zaś na jej końcu - w rogu pomiędzy nią i jej sąsiadką - wypadał korytarz, również biegnący na lewo. Zapewne to tam znajdowały się przejścia do kolejnych pomieszczeń.

W tym czasie Kamali udało się uwolnić nogę - nie wyrządzając jej przy tym jeszcze większych szkód - i skierować się na wyższe piętro, a więc na to, na którym aktualnie przebywał Black. Oczywiście dziewczynie ciężko było stwierdzić dokąd dokładnie mężczyzna się udał - bo na poziom przypadały po dwa mieszkania... Ale i tak miała pięćdziesiąt procent szans na to, że na niego trafi. Tyle że... Czy to aby na pewno byłoby dobre? Może lepiej byłoby jednak pozostać osobno i dzięki temu sprawdzić więcej lokali?
Tak czy siak, z klatki schodowej drzwi prowadziły na dwie strony. Przez wychodzące na przód budynku okienko Ms. Marvel widziała z góry zajeżdżającą i parkującą straż pożarną: najpierw jeden samochód, a kilkanaście sekund później następny. Strażacy zaczęli wylewać się z nich na zewnątrz, ale gapie wcale nie ułatwiali im roboty; wyglądało na to, że nie mieli ochoty zrobić im miejsca i pozwolić im tak po prostu pracować. Od czasu do czasu wśród tłumu - który chyba się nawet powiększył? - dało się zauważyć jakieś błyski... Czyżby komórki? Zdjęcia, filmiki...?
Kolejny plus stanowiło natomiast to, że na tym piętrze zapach benzyny był trochę słabszy. Najwyraźniej użyto jej na środkowym poziomie budowli, choć dlaczego akurat tam pozostawało póki co zagadką. Tak czy siak, dzięki temu na najwyższym poziomie pożar powinien posuwać się choć odrobinę wolniej, dając większe szanse na zbadanie terenu na czas. Choć... Ten dotychczasowy brak mieszkańców i tak zdawał się zastanawiający.
Problem polegał z kolei na tym, że wybijające się ponad trzaski ognia dźwięki rozległy się w podobnym czasie z obu stron; z jednego mieszkania nastolatkę dobiegł czyjś kaszel, podczas gdy w drugim stać się musiało coś większego, jeżeli sądzić po nagłym huku. Co było istotniejsze?

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Max Springfield

avatar

Liczba postów : 10
Data dołączenia : 17/09/2015

PisanieTemat: Re: Van Cortlandt Park   Sro Paź 14, 2015 2:03 pm

Maxie wskoczył do otwartego pokoju uważając na płomienie tlące się wewnątrz. Pierwsze co jego nadludzki umysł zauważył była przewrócona lampa, zupełnie pomijając umeblowanie spalonego pokoju Potem w oczy rzucił mu się kamień i pobita szyba. Bez trudu połączył te trzy rzeczy i tłum zupełnie olewający płonący budynek. Możliwe, że ktoś z sąsiadów przypadkowo rozpoczął pożar, ale na pewno ten kamień wylądował tu celowo. No i zdecydowanie spalenie tego budynku było im wyjątkowo na rękę.
Chłopak nie ruszał lampy, nie miał zamiaru utrudniać roboty policji. Nakazał tylko Spectre za pomocą neuroprzekaźnika zapisać obraz, który zobaczył. Następnie od razu ruszył w stronę drzwi po lewej stronie. Tak samo jak poprzednio, odsunął się od przeszkody i wyrwał ją telekinezą. Jego torba została na korytarzu klatki schodowej, w bezpiecznym miejscu. Jeżeli nie znalazł nikogo, ruszył dalej w korytarz mieszkania otwierając kolejne drzwi i szukając zagrożonych ogniem ludzi.
Wciąż dręczył go ten kamień i przewrócona lampa, no i Ci gapie na zewnątrz. Co takiego się stało, że ten budynek zasłużył na spalenie? Może żyli tutaj jacyś przestępcy, którzy podpadli sąsiadom? Może to porachunki mafii, ktoś nie chciał zapłacić czynszu właścicielowi, bardzo możliwe że gangsterowi? Nie, to bez sensu, straciłby zbyt wiele. A może właściciel chce sprzedać grunt i w ten sposób pozbywa się lokatorów i budynku? Jako człowiek światły, Max nie wierzył w różne duchy, klątwy, albo inne gusła. Rzeczy dziwne się działy, ale dało się je logicznie wytłumaczyć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Van Cortlandt Park   Sro Paź 14, 2015 2:10 pm

-Jasny krab!-zawołał Black na widok ściany płomieni. Fala gorąca pozbawiła go równowagi i odrzuciła w tył.
-Jak mogłem o tym zapomnieć. Trzeba sprawdzić klamkę zanim się wykopie drzwi!-powiedział do siebie. zaczął kaszleć. Podszedł do drugich drzwi i je wyważył. za nimi znajdował się coś ala gabinet. nie było tu płomieni. jednak te zaczęły wraz z dymem wdzierać się do środka.
-Jest tu kto?-zawołał. W gabinecie nie było śladów ludzkiej obecności. Tzn były znaki pracy, ale nie było nikogo.
-czyli jeden szpieg na gorąco-mruknął zgryźliwie. Czas na ostatnie drzwi. Podszedł do nich i dotknął klamki przez płaszcz. Była gorąca. Zebrał się się w sobie i nacisnął klamkę,pchając równocześnie drzwi by sprawdzić czy są otwarte. nie czekając na efekt zabrał rękę.
Powrót do góry Go down
Ms. Marvel

avatar

Liczba postów : 29
Data dołączenia : 07/09/2015

PisanieTemat: Re: Van Cortlandt Park   Pią Paź 16, 2015 10:42 pm

Udało jej się dotrzeć "szczęśliwie" na następne piętro - i bam! kolejny dylemat - które mieszkanie wybrać? Niewątpliwie gdzieś tutaj powinien się kręcić zakapturzony mężczyzna z parku. Lewo? Prawo? Lewoprawo? Hmmm. Ku jej zdziwieniu, w końcu udało jej się wyłapać jakieś dźwięki! Zaraz, czy to kaszel? Tak! Kamala zachłysnęła się powietrzem (na ile mogła) i prawie chwyciła za klamkę, gdy z drugiego w tym samym momencie rozległ się donośny huk. Coś niewątpliwie musiało się zawalić. I co teraz? Co, jeśli kogoś przygniotło? Z każdą minutą, ba, sekundą, szansa na przeżycie ewentualnych ofiar zmniejszała się. Lecz...kaszel nie zapowiadał niczego dobrego. Jeszcze trochę, a ktoś może poważnie się zaczadzić. - Och, psiakość - warknęła pod nosem i zacisnęła zęby - Zaraz do ciebie przyjdę, trzymaj się! - krzyknęła, by osoba z drugiego mieszkania wiedziała, że nie jest sama. Ms. Marvel czym prędzej skierowała swoje kroki do mieszkania, z którego słyszała huk. Ręcznikiem oplotła sobie szybko dłoń i spróbowała otworzyć drzwi. Jeśli nie pójdą po dobroci, cóż - jej Nieustraszona Pięść powinna dać sobie radę. - Jestem tutaj! Halo! Halo? - nadal dawała o sobie znać, mimo, iż wcześniej nikt jej nie odpowiadał. Nauczyła się, że nawet jeśli wygląda to super-głupio i bezsensownie - wcale tak nie jest. Nigdy nie wiadomo, kiedy ktoś straci lub odzyska przytomność. Straż już na szczęście była na miejscu, teraz powinno pójść łatwiej...miała nadzieję. Reakcje tłumu dookoła budynku były naprawdę niepokojące. "Creepy" - to było słowo, które jako pierwsze, i zarazem najlepiej opisujące sytuację, pojawiło jej się w głowie. Ludzie z dziwną zawiścią patrzyli na płonący budynek. Jak...jakby... jakby patrzyli na egzekucję.
Tak. Egzekucja.
Nienienie - szybko odepchnęła tę myśl na sam koniec jej mózgu i skupiła się na akcji ratunkowej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3474
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Van Cortlandt Park   Sob Paź 17, 2015 4:50 pm

Za usuniętymi przez Maxa drzwiami znajdowało się podłużne pomieszczenie, którego jedynym przeznaczeniem było najwyraźniej przechowywanie ubrań i różnego rodzaju gratów. Płomienie nie dotarły jeszcze do środka, choć drzwi zostały już przez nie uszkodzone. We wnętrzu nikt nie przebywał, a poza tym wszystko wyglądało raczej normalnie, w związku z czym nastolatek mógł z czystym sumieniem ruszyć dalej.
Korytarz siłą rzeczy posiadał drzwi tylko po lewej stronie oraz na samym końcu, po prawej biegła zaś zewnętrzna ściana budynku - z paroma oknami, zamkniętymi i całymi. Dwa pomieszczenia wypadały więc na bok od Maxa i jedno przed nim. Powierzchnia drzwi pokryta była ogniem, przez co otwierać można je było jedynie przy użyciu telekinezy; w innym wypadku chłopak zrobiłby sobie krzywdę.
Za pierwszymi drzwiami kryła się kuchnia. Drugie prowadziły do łazienki. W obu tych pokojach zdążyły się już pojawić zaczątki ognia - szczególnie w pobliżu wejść do nich - lecz poza tym trzymały się nieźle... I były puste. To pozostawiało przed Maxem już tylko ostatnie pomieszczenie w tym lokalu - to znajdujące się na samym końcu korytarza.
Szybko okazało się, iż była to sypialnia, zresztą najwyraźniej dwuosobowa. Płomienie jeszcze do niej nie dotarły, choć po usunięciu z drogi drzwi dym praktycznie od razu zaczął dostawać się do środka. Tym razem również chłopak nie zastał nikogo... Jednakże pościel na łóżku wskazywała na to, iż albo niedawno ktoś w nim spał - albo mieszkańcy nie mieli w zwyczaju poprawiać kołdry i prześcieradła. Drzwi do szafy były lekko niedomknięte, na komodzie i stoliku panował chaos, lecz czy miało to tak naprawdę jakieś znaczenie - czy stanowiło jedynie przypadek? Otworzone okno w środku zimy było już za to dość wymowne.

Klamka sprawdzana przez agenta rzeczywiście była rozgrzana, związane z nią drzwi zaś - zamknięte na klucz, a więc zwykłe ich pchnięcie wiele nie zmieniło. Pewnie wypadałoby spróbować je po prostu wyważyć, choć w tym momencie Black wiedział już, że po ich drugiej stronie szaleje ogień, a więc coś takiego skończyć się może ponownym oberwaniem.
Mężczyzna miał jednak szczęście, bo podczas gdy on pracował nad tymi ostatnimi drzwiami, Kamala zdążyła już pięścią utworzyć sobie drogę do wnętrza mieszkania i zacząć się po nim rozglądać. Black mógł oczywiście dosłyszeć jej głos, kiedy oznajmiała swoją obecność.
Ms. Marvel miała przed sobą korytarz, który dość szybko zakręcał w prawo. Na lewo natomiast prowadziły dwie pary drzwi, z czego te dalsze były otwarte. Dymu nagromadziło się już tutaj sporo, płomienie także zajmowały coraz większy teren - do tego stopnia, że aż ciężko było kroczyć po podłodze, gdyż jej fragmenty zajmował ogień. Wysoka temperatura powodowała pocenie się, trudno było oddychać...

***

Black, nie pisz dialogów tak ciemnym kolorem. Jeśli już musisz jakiegoś używać, to jasnego i niezbyt jaskrawego, żeby dało się to jakoś odczytać - i by oczy nie bolały. W razie czego na cb możemy Ci pomóc dobrać odpowiedni.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Max Springfield

avatar

Liczba postów : 10
Data dołączenia : 17/09/2015

PisanieTemat: Re: Van Cortlandt Park   Pon Paź 19, 2015 10:35 pm

Pffff, całe to bohaterstwo na nic. Max w myślach prychnął i całą swoją telekinetyczną mocą wyrwał drzwi od szafy. Nikt na pewno nie chował się wewnątrz, kto normalny podczas pożaru pakuje się do pełnej łatwopalnych ubrań klitki? Wiedząc, że głupota ludzka nie zna granic, Maxie sprawdził na wszelki wypadek, czy nikogo nie było wewnątrz. Jeśli ktoś tam był, to po prostu wyciągnie go stamtąd siłą, a jeśli nie siłą to telekinezą i odstawi na korytarz, skąd będzie mógł bezproblemowo wyjść. Jeśli nie, to po prostu ruszy dalej. Na piętro, uprzednią wziąwszy swoją wielką torbę ze sprzętem. Szedł w stronę wcześniej usłyszanego żeńskiego głosu.
Skręcił w stronę klatki schodowej i szybkimi susami wbiegł na górę. Maska przeszkadzała w oddychaniu, dlatego zasapał się mocno. Dysząc niczym Darth Vader zaczął rozglądać się za źródłem głosu. Wciąż ciężko było mu uwierzyć, że straż pożarna jeszcze nie zaczęła gasić tej *** kamienicy, w końcu ten budynek runie jeśli się nie pośpieszą, a Max na pewno nie chciał być w środku kiedy stalowe belki nie wytrzymają.
Jet fuel can't melt steam beams. Cichy chichot rozbrzmiał w jego głowie, kiedy fraza popularnej teorii spiskowej nasunęła mu się na myśl. Położył torbę, mając nadzieję że będzie mógł stąd zaraz wyjść.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Van Cortlandt Park   Wto Paź 20, 2015 7:00 pm

Black poczuł żar bijący od klamki.
-ciekawe-stwierdził-czyżby to za tymi drzwiami rozszalał się ogień?-zaczął się nad tym zastanawiać. nie na długo gdyż zaraz usłyszał wołanie.
- Jestem tutaj! Halo! Halo? -dobiegło go z lewego korytarza.Black równocześnie zdał sobie sprawę że płynie potem. przerwał rozmyślanie i natychmiast zawrócił do początku korytarza. gdy znalazł się na rozwidleniu ujrzał dziewczynę w stroju super bohaterki. Szybkie zerknięcie w akta S.H.I.E.L.D. na okularach cybernetycznych powiedziało mu że ma przed sobą Ms. Marvel. Dalsze informacje powiedziały mu że jest obdarzona morfgenetyką i zdolnością leczenia się. Nie czytał reszty.
-O, Ms. Marvel! Ciebie się tu nie spodziewałem.-powiedział z uśmiechem. zdał też sobie sprawę że mały fragment jego białego płaszcza się pali
-Jasna chata-zawołał i natychmiast zdusił płomienie w zarodku
Powrót do góry Go down
Ms. Marvel

avatar

Liczba postów : 29
Data dołączenia : 07/09/2015

PisanieTemat: Re: Van Cortlandt Park   Czw Paź 22, 2015 11:02 am

Cóż, nie po dobroci, to siłą trzeba. I z tą myślą Kamala wzięła potężny rozmach, wyważając pięścią drzwi. Od razu wróciła do zasłaniania sobie twarzy nawilżonym (teraz to już chyba wysechł) kocem, bo żar, jaki ją uderzył, był nieznośny. W tym mieszkaniu ogień szalał w najlepsze.
Pierwsze, co zarejestrowała po przejściu przez drzwi, był ostry zakręt w prawo oraz dwie pary drzwi po lewo. Przy czym te drugie były otwarte, to dobrze. Mniej czasu na nie straci, zapewne jest też puste.
I tu się zdziwiła.
Znaczy, zdziwiła się, bo ktoś wyszedł z korytarza, nie z otwartego pokoju. Albo miała jakieś pożarne zwidy.
Jej oczom ukazał się ten szalony mężczyzna, który wyprzedził ją w parku. Czyli jednak żyjesz! I coś robisz! Westchnęła z ulgą.  Okazało się, że on mniej więcej kojarzy, kim ona  jest, więc nie trzeba będzie się tłumaczyć. Nadal była nowa w Wielkim Jabłku. Nie była tak rozpoznawalna jak w New Jersey, nie miała sekretnych baz po sklepach kolegów ani nic. Sigh.
- Hej-hej, tak, to ja. - ruszyła do najbliższych drzwi i spróbowała je otworzyć. Raczej nie powinny być zamknięte na klucz - byłoby to zbyt ryzykowne dla mieszkańców - znalazłeś kogoś? Co to był za huk? Sprawdziłeś całe mieszkanie? - czas, czas, czas. To jedyne, co się teraz liczy. W mieszkaniu obok nadal ktoś czeka na ratunek.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3474
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Van Cortlandt Park   Pią Paź 23, 2015 2:37 pm

Zgodnie z przewidywaniami nastolatka w szafie nikt się nie krył, choć panował w niej spory bałagan; część ubrań, niekiedy razem z wieszakami, leżała po prostu na jej spodzie. W związku z tym Max mógł wybrać się piętro wyżej, a gdy tylko znalazł się tam na klatce schodowej - z pewnością zauważył, że drzwi do jednego z mieszkań ktoś pozostawił otwarte. Co ważne, dymu przybywało, a na tym poziomie najwyraźniej czuć było zapach benzyny... Istniało więc spore prawdopodobieństwo, że to właśnie tutaj rozpoczął się cały ten pożar - i to niekoniecznie przypadkiem. W zasadzie coraz więcej elementów świadczyło za tym, że ktoś dopomógł płomieniom.
Tak czy siak, aktualny wybór rozgrywał się pomiędzy czterema lokalami, z czego najprawdopodobniej - choć nie na pewno - wszystkie były mieszkalne i wypadały po dwa na piętro. Drzwi do przynajmniej jednego z nich były otwarte, co mogło sugerować, że mieszkańcy zdążyli opuścić budynek, ale w takim razie... Jaką drogą? Istniała również opcja, że ktoś wszedł do środka i nie zamknął za sobą drzwi. Czy warto było to sprawdzać?
Z wyższego - ostatniego - piętra dobiegały natomiast jakieś głosy... Przynajmniej dwa różne, męski i żeński, choć szczegóły ciężko byłoby rozróżnić ponad dźwiękami płomieni oraz niszczejących i zapadających się mebli - czy po prostu elementów budynku. Klatka schodowa przodowała wśród tych trzasków, strasząc i niepokojąc.

Oczywiście Kamala i Black również słyszeli to ostatnie - bo w końcu znajdowali się stosunkowo blisko wyjścia z mieszkania, a więc i schodów. Wyglądało na to, że mogą one już długo nie wytrzymać. Tak w ogóle ile czasu minęło od chwili, gdy rozpoczęła się cała akcja? Ciężko było to stwierdzić, adrenalina robiła swoje, szczegóły zamazywały się w pamięci, chwile upływały szybko... A i temperatura robiła swoje. W tym momencie już ona sama powinna być w stanie na dłuższą metę wywołać delikatne oparzenia; bezpośredni kontakt z ogniem był więc zbędny.
Otwierane przez Kamalę drzwi łatwo ustąpiły; właściwie to nie posiadały nawet takiego zamka, który pozwalałby na użycie klucza. Za nimi natomiast znajdowało się podłużne pomieszczenie - służące najwyraźniej jako połączenie szafy i schowka. Było zadymione, jednakże płomienie jeszcze go nie dosięgły. No... Teraz - po otworzeniu drzwi - już tak; te z korytarza.
Pozostawało jeszcze jedno pytanie: co robiła w tym czasie straż pożarna? Czy tłum utrudniał jej pracę? A może ratownicy zdążyli już zacząć? Nawet jeśli tak, to na wyższych piętrach nie sposób byłoby to stwierdzić - przynajmniej nie do czasu, gdy nie doszłoby do spotkania ze strażakami lub do ujrzenia efektów ich działań...

W innej części budynku rozległ się nagły huk - jak gdyby zerwało się i opadło coś dużego i ciężkiego. Co to mogło być i skąd dokładnie dochodziło? Z góry, to na pewno... Z ostatniego piętra. Ms. Marvel i towarzyszący jej agent wiedzieli za to, że raczej nie doszło do tego w mieszkaniu, w którym aktualnie przebywali - więc pozostawała tylko jedna opcja. Lokal po drugiej stronie schodów.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Max Springfield

avatar

Liczba postów : 10
Data dołączenia : 17/09/2015

PisanieTemat: Re: Van Cortlandt Park   Sro Paź 28, 2015 10:20 pm

Ogień zdawał się rozprzestrzeniać szybciej niż poprzednio, klatka schodowa którą przed chwilą Max wbiegł na drugie piętro zdawała się jęczeć pod naporem gorąca. Max rozejrzał się nerwowo słysząc te dziwne dźwięki za sobą. Jak bardzo chciałby być na zewnątrz, to całe superbohaterstwo było nie dla niego, on nie był Hulkiem, wystarczyło że jeden ze stopni złamie się pod jego ciężarem i zginie, bo na pewno nie przeżyłby upadku z kilku metrów, a refleksu nie miał takiego aby użyć telekinezy aby wyhamować. Zresztą ten pot na jego ciele nie był wyłącznie winą gorącego powietrza uwięzionego na korytarzu, ale również używania telekinezy. Zmuszanie jego umysłu do wykorzystywania swoich psionicznych zdolności niesamowicie mocno męczyło Maxa, chłopak podejrzewał że wyjątkowo długie obciążenie prawdopodobnie doprowadziłoby do udaru mózgu, dlatego wolał nie nadużywać swojej mocy.
Nagle usłyszał głosy piętro wyżej. Oczywiście, tak jak i poprzednio, głosy te nie wołały o pomoc, nie były niespokojne. I znowu olałby je pewnie, gdyby nie fakt że przez głowę przeszła mu myśl, że pewnie są to osoby które również weszły tutaj chcąc komuś pomóc. Poleciał więc na górę na łeb, na szyję błagając w myślach schody, aby się nie rozpieprzyły pod jego nogami.
Na korytarzu spotkał jakiegoś faceta i dziewczynę z maską na twarzy. Całe szczęście, że miał fotograficzną pamięć i nie miał problemu z przypomnieniem sobie ksywki każdego superbohatera w tej okolicy.
- O. Ms. Marvel. To w sumie ja się mogę zwijać, profesjonaliści są na miejscu. - Maxie uśmiechnął się do nich pod swoją prowizoryczną maską przeciwgazową.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Van Cortlandt Park   Czw Paź 29, 2015 10:47 am

-tę drzwi były ostatnie. Nikogo ty nie ma.-odpowiedział Black gasząc płaszcz. -huk pochodził od wyrażanych drzwi. A co z twoimi poszukiwania mi? Masz kogoś? -zapytał. W tym samym momęcie do mieszkania wbiegł chłopak w prowizorycznej masce przeciwgazowej. Szybkie wyszukiwanie informacji w aktach S. H. I. E. L. D. powiedziało że chłopak nazywa się Max Springfield.
-komuś wysyłał się worek z nastolatkami? Co tu porabiasz Max? -
zapytał Black
Powrót do góry Go down
Ms. Marvel

avatar

Liczba postów : 29
Data dołączenia : 07/09/2015

PisanieTemat: Re: Van Cortlandt Park   Pon Lis 02, 2015 4:16 pm

- Też czysto, tylko jeden pies. - szybko omiotła pomieszczenie spojrzeniem - pusto. Znowu. - Za to słyszałam kogoś po drugiej stronie, lepiej się- i tu przerwał jej donośny huk. Jakby coś się zapadło, zarwało, nie była pewna. Za to bez wątpienia cały hałas pochodził z mieszkania naprzeciwko. - NIE! - krzyknęła. To jej wina, powinna była najpierw sprawdzić tamto miejsce. Niewiele myśląc, rzuciła się biegiem w stronę mieszkania, ignorując nowo przybyłego w dziwnej masce i zakapturzonego, który zdawał się coś mówić do młodzieńca. Dym szczypał w oczy i Kamala niemal straciła oddech, jako że szok i tak błyskawiczna reakcja sprawiły, że zachłysnęła się całym dymem dookoła niej, całkowicie zapominając o zakryciu twarzy szalem. Powiększoną stopą wymierzyła cios w drzwi, nie tracąc czasu na zbędne ceregiele. Klamka z pewnością i tak byłaby za gorąca. - Pomóżcie mi, kogoś tu słyszałam! - obejrzała się za nimi. Co dziwne, jej uwagę przykuła klatka schodowa, wydająca z siebie bardzo niepokojące dźwięki. Takie z serii "zaraz się zawalimy, a po nas wszystko inne, ojej" dźwięki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3474
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Van Cortlandt Park   Pon Lis 02, 2015 5:39 pm

Siłą rzeczy to spotkanie całej trójki w jednym miejscu trwało stosunkowo krótko - gdyż Kamala szybko opuściła towarzystwo, aby ruszyć w stronę ostatniego z mieszkań - leżącego zresztą na tym samym piętrze, na którym wszyscy obecnie przebywali. Drzwi nie stawiły większego oporu jej kopniakowi; odskoczyły i z rozpędu uderzyły o ścianę, od której się odbiły. Ich huk nie był jednak w tym momencie najgłośniejszym dźwiękiem - bo przebiegając od drzwi do drzwi Ms. Marvel musiała dobić i tak już naruszoną strukturę schodów, które teraz załamały się pomiędzy dwoma ostatnimi piętrami, przy okazji ciągnąc ze sobą w dół część podłogi przy dziewczynie. Spadające elementy wyłamały co nieco schodów na niższych poziomach, lecz już w o wiele mniejszym stopniu... Przynajmniej póki co.
Wracając jednak do kwestii mieszkania, z którego przed chwilą dobiegł jakiś hałas... Jego układ prezentował się trochę inaczej. Krótki korytarz prowadził do sporego pomieszczenia, którego dywan w większości płonął - co z kolei utrudniało poruszanie się po jego wnętrzu. Z umeblowania przypominało standardowy salon - z kanapą, stolikiem, telewizorem i całą resztą. Po lewej znajdowało się przejście do innego pokoju, jednakże pozbawione drzwi; być może znajdowała się tam kuchnia? Raczej nie łazienka czy sypialnia. Po prawej znajdowały się dwa inne pomieszczenia, jednakże zasłaniały je już drzwi.
Cokolwiek było źródłem tego niedawnego huku - nie wydarzyło się w pokoju dziennym, gdyż to akurat dałoby się raczej dojrzeć od razu; efekty przecież by tak po prostu nie znikły. Na szczęście pozostałych opcji było niewiele; problem stanowiło jedynie dostanie się do nich przez szalejące płomienie i gęsty dym, który coraz bardziej i bardziej ograniczał widoczność.
Na ostatnim piętrze Kamala, Max i Black mogli usłyszeć jakieś odgłosy dobiegające z dołu - być może z parteru, sądząc po tym, że brzmiały na stłumione i dość ciche. Czy to budynek miał się coraz gorzej? A może kręcili się tam strażacy? Albo jedno i drugie...

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Max Springfield

avatar

Liczba postów : 10
Data dołączenia : 17/09/2015

PisanieTemat: Re: Van Cortlandt Park   Pon Lis 02, 2015 11:53 pm

- Eeeeeee? - Okej, tego się nie spodziewał i nawet nadludzki intelekt zareagował jak zwykły, ludzki intelekt. Jakiś randomowo spotkany facio, na dodatek zakapturzony i w okularach przeciwsłonecznych znał jego imię. Max miał fotograficzną pamięć, nie pamiętał tego gościa, skąd ten typo znał jego imię? Żadna użyteczna odpowiedź akurat nie przychodziła mu do głowy. Co się dzieje z tym genialnym mózgiem akurat teraz, kiedy go potrzebował.
Na domiar złego, Ms. Marvel nie dała mu nawet chwili na zastanowienie, ponieważ w swoim heroicznym stylu pobiegła ratować jakiegoś zamkniętego nieszczęśnika. Niestety, jej bohaterskie kopnięcie zawaliło ich najprostszą drogę ucieczki - klatkę schodową.
- Więęęęc taaaak... - Maxie jęknął w zawodzie widząc jak schody, którymi dopiero co wszedł lądują w drzazgach na parterze. Jedyne co mu pozostało to iść naprzód, dlatego minął dziwnego kolesia i dopadł do dziewczyny przy drzwiach.
- Brawo, zawaliłaś klatkę schodową! - wydarł się próbując przekrzyczeć hałas powoli walącego się budynku. - Teraz musimy znaleźć zejście pożarowe! To taka klatka schodowa z metalu, na zewnątrz kamienicy! - Całe szczęście maska blokowała dym, więc całkiem swobodnie oddychał i patrzył. Wszedł do mieszkania tuż za bohaterką i używając telekinezy zwinął palący się dywan, następnie telekinetycznie otworzył okno i wyrzucił płonący mebel na zewnątrz. Spojrzał na dziewczynę, bo widać było że jest w jego wieku.
- Nie ma czasu na wyjaśnienia, stańmy jak najdalej od drzwi! - Max spodziewając się, że uwięziona osoba, o której mówiła Ms. Marvel była w jednym z bocznych pomieszczeń, postanowił więc że otworzy je wszystkie naraz. Biorąc poprawkę na możliwość szalejącego pożaru wewnątrz pokoi, odsunął się od drzwi, upewnił się że dziewczyna zrobiła to samo i naraz otworzył je wszystkie używając telekinezy. "Flames on!" - krzyknąłby Human Torch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Van Cortlandt Park   Wto Lis 03, 2015 6:54 am

-wciąż w biegu. Tradycja-stwierdził Black z uśmiechem. Pobiegł za nastolatkami.
-zaraza!  Zawaliło nam schody! -zawołał na widok dziury po schodach. Dobiegł do mieszkania w momencie otwarcia wszystkich drzwi.
-dobra, szybko. Ja biorę pomieszczenie po lewej, wy te po prawej. - zawołał im biegnąc do pomieszczenia po lewej. Zauważył również plamę spalenizny na podłodze w salonie. Coś się tam paliło. ~Ciekawe co? ~pomyślał
Powrót do góry Go down
Ms. Marvel

avatar

Liczba postów : 29
Data dołączenia : 07/09/2015

PisanieTemat: Re: Van Cortlandt Park   Sro Lis 04, 2015 10:12 am

Głośny huk sprawił, że obróciła się za siebie. Akurat  będąc świadkiem zawalania się klatki schodowej.. przynajmniej drzwi nie stanowiły problemu. Gorzej było z wnętrzem - zupełnie inny układ mieszkania - ale, czy to źle? Wydawał się trochę prostszy. Na przeciwko był dosyć spory salon, widać było, że nie stąd dobiegł cały ten hałas. Niestety, będą pewne trudności z wtargnięciem do go - ogromny dywan wyściełający podłogę już w dużej części płonął. Ze smutkiem założyła już, że będzie to bolesna przeprawa. Niby healing factor działał bez zarzutu, niemniej jednak w żaden sposób nie neutralizował pierwszego bólu, nie wspominając już nawet o kolegach, którzy HF nie posiadają (chyba). Po lewo miała pomieszczenie bez drzwi, po prawo dwa zamknięte pokoje. Hmm.
Ni stąd, ni zowąd, ktoś zaczął jej się drzeć do ucha. Spojrzała na chłopaka nawet nie próbując ukryć poirytowania.
- Jakby nie miała się zawalić i tak, gdy schodziłbyś ze schodów. - odkrzyknęła. Co on sobie myślał, że jeśli klatka nie wytrzymała dwóch ciężkich kroków, to on mógłby sobie na luzie zejść ze wszystkimi na dół? Oczywiście musiał dać upust swoim emocjom i pokazać, z jakim ego mają do czynienia. Następnych słów nie skomentowała, szkoda jej było czasu na tak bezsensowną rozmowę. Zrobiła kilka kroków w stronę salonu. Ze zdziwieniem dostrzegła, że ten potężny dywan zaczął się podnosić do góry i kierować w bok, by zaraz zniknąć za oknem. Okej, to było dziwne. Spojrzała na dwójkę, z czego zaraz się dowiedziała, czyja to zasługa. Szybko odsunęła się od drzwi, słuchając polecenia, i zakryła twarz ręką, aby jakieś większe czy mniejsze ułamki nie dostały się w pobliże oczu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Van Cortlandt Park   

Powrót do góry Go down
 
Van Cortlandt Park
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 6Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6  Next
 Similar topics
-
» Van Cortlandt Park
» Pomnik Piotrusia Pana
» Miejski park
» Park Promnitz
» Planten un Blomen

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Midgard :: Stany Zjednoczone Ameryki :: Nowy Jork-
Skocz do: