Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Van Cortlandt Park

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5  Next
AutorWiadomość
Morgana le Fay



Liczba postów : 111
Data dołączenia : 08/06/2012

PisanieTemat: Van Cortlandt Park   Wto Mar 11, 2014 5:48 pm

First topic message reminder :


Ulokowany na Bronxie trzeci pod względem wielkości park Nowego Jorku, w którym znajduje się między innymi Muzeum Van Cortlandta - najstarszy budynek Bronxu - oraz największe w mieście jezioro słodkowodne. Park zawiera wiele atrakcji, na przykład basen publiczny, liczne place zabaw, pola przeznaczone pod grillowanie lub uprawianie różnych sportów, takich jak koszykówka, piłka nożna, krykiet, jazda na łyżwach, golf i wiele innych.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość
X-23



Liczba postów : 177
Data dołączenia : 09/05/2013

PisanieTemat: Re: Van Cortlandt Park   Sob Lut 27, 2016 9:51 am

Naprawdę nie miała pojęcia co ma mu odpowiedzieć, dlatego posłała swoje typowe znużone spojrzenie. Oczywiście mogła wdać się w dyskusję, że ona seriali nie ogląda, a nawet jak miała okazję siedząc z resztą uczniów na kanapie w pokoju rekreacyjnym, to wydawały się jej nudne i przewidywalne. Może gdyby z góry tak nie zaprzeczała wszelkim pozytywom to i by znalazło się miejsce na mały uśmiech podczas głupiego serialu?

I może na początku powoli wyjechała z garażu, mając nadzieje, że Logan nie wpadł na genialny pomysł zaczerpnięcia świeżego powietrza (czyt. odpalenia śmierdzącego cygara gdzieś na tyłach szkoły, a zarazem niedaleko garażu) i krótkiej przechadzki po terenach zielonych. Ale przy bramie dodała gazu, tak by Howlett mógł podziwiać dźwięki silnika, swojej cennej maszyny. Dzięki jego wyostrzonym zmysłom, miał możliwość rozkoszowania się nim jeszcze długo... długo...
Laura nie szczędziła na prędkości, dlatego długie włosy dziewczyny mogły odrobinę smagać Gambita po jego wiecznie nieogolonym obliczu. Napięte mięśnie Laury dawały znać nie tylko o swojej niedostępności, ale również o tym, że jest w pełni skupiona na drodze. Odczuwała niepokój związany z obecnością Remy'ego z drugiej jednak strony, był dla niej jedną z nielicznych osób, przy której nie czuła się jak dziwadło. Nie oceniał jej z góry i przede wszystkim w obecności mutantki był sobą. Nigdy by również nie posądziła go o bezsilność... cóż, najwyraźniej Remy świetnie potrafił zapanować nad emocjami, ponieważ nawet tak paradoksalnie świetny znawca emocji, rozpoznający je chociaż po zapachu, czy samym biciu serca delikwenta, nie potrafiła dostrzec w nim jakiejkolwiek słabostki.

Zatrzymała się na parkingu przy parku, akurat w momencie, gdy z ust Remy'ego padło pytanie. Spojrzała na niego przez ramie, błyskając zielenią tęczówek, a zarazem posyłając mu spojrzenie pt 'ja i romantyczny spacer? Na serio?' Nigdy, przenigdy przez myśl jej nie przeszło, by ktokolwiek chciał ją wziąć na romantyczny spacer.
- Ale ty stawiasz, bo nie wzięłam drobnych – Uniosła brew zastanawiając się jak Remy na to zareaguję. Zeszła z motoru i wsunęła kluczyki do kieszeni czarnej, skórzanej kurtki. A potem razem ruszyli w głąb parku, w kierunku ławek, gdzie przesiadywała białowłosa dziewczyna.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mary



Liczba postów : 9
Data dołączenia : 22/02/2016

PisanieTemat: Re: Van Cortlandt Park   Sob Lut 27, 2016 10:04 pm

Było spokojnie, aż za spokojnie jak dla niej. Kompletna cisza i spokój. Czyli to, co najbardziej lubiła akurat panowało. Zamknęła na chwilę oczy. Miała tylko nadzieję, że nikt się jej nie wystraszy. Z racji takiej, że miała dość bladą cerę, ludzie często się bali. Kilka razy nawet zasypiała w miejscach publicznych i budziły ją płacze dzieci. Nic dziwnego. Biała twarz mogla naprawdę konkretnie wystraszyć, ale to tylko takie osoby, które miały dość słabe nerwy. Delikatnie otworzyła oczy, zostawiając je półotwarte. Wtem poczuła, jak bandaż znów się poluzował. Nadszedł czas, aby zakupić nowy i to sporo. Znów go poprawiła, po czym po raz kolejny lekko zamknęła powieki, wsłuchując się w dźwięki dookoła niej. Była wczesna wiosna, wszystko budziło się do życia. Postanowiła, że za kilka chwil wstanie i ruszy w dalszą drogę. Ale nie wiedziała, gdzie może szukać innych takich jak ona. Naprawdę, chciała poznać kogoś ze swojego gatunki, gdyż nigdy nikogo takiego nie poznała. Kto wie, może dzisiaj się coś odmieni, a może i nie?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gambit



Liczba postów : 73
Data dołączenia : 02/12/2012

PisanieTemat: Re: Van Cortlandt Park   Nie Lut 28, 2016 12:15 am

Jej odpowiedź, a właściwie brak takowej i wymowne spojrzenie było tym, czego Remy spokojnie mógłby się spodziewać. Aż na język pchało się banalne " No co?! ". Cóż, w tej relacji powtarzane jak mantra jest już stwierdzenie " kto nie próbuje - nie zyskuje ".
- Czemu mnie to nie dziwi, hmm? - Gambit uśmiechnął się, przewracając wymownie czerwonymi oczami. W sumie to i tak dobrze, że nie zgarnął po uszach za watę cukrową, a o " romantycznym spacerze " nawet nie wspominając. - Właśnie przyznałaś się, że lubisz watę cukrową. Mam cię. Nie próbuj zaprzeczać. - śmiech sam rzucał mu się na usta.
- Ah, piękny dzień.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
X-23



Liczba postów : 177
Data dołączenia : 09/05/2013

PisanieTemat: Re: Van Cortlandt Park   Nie Lut 28, 2016 8:58 am

Faktyczne dzień był całkiem ładny. Ptaszki ćwierkały, raz po raz pobudzając wyostrzone zmysły mutantki. Można powiedzieć, że całkiem przyjemna atmosfera do rozmyślań oraz do poukładania sobie wszystkich nieuporządkowanych spraw, chociażby tylko w głowie... tak wiele to daje. Laura za dużo nie mówiła, zresztą Remy był w pełni tego świadomy, ponieważ tak samo zachowywała się w szkole przy rówieśnikach. Zawsze gdzieś tam na uboczu, co by nie rzucać się w oczy, a mimo to przodująca w Danger Roomie podczas ćwiczeń w walce. Właście na upartego nie musiała tam uczęszczać, ponieważ jej umiejętności przerastały przeciętnego ucznia, a nawet i niektórych nauczycieli. Nie musiała, jednak uwielbiała to. To była jedyna rzecz, w której się spełniała.

- Hah, wymień jedną osobę, która nie lubi waty cukrowej – Mruknęła posyłając mu pytające spojrzenie. To, że zagadał ją o taką pierdołę, również mógł potraktować jako sukces, ponieważ Laura rzadko udzielała się podczas kurtuazyjnych pogadanek.
- I nie możesz zmyślać – Zaraz dodała, mając nadzieje, że to że pokierowała się złodziejską naturą Remy'ego nie spotka się z jego dezaprobatą. Laura po prostu brała tyle ewentualności pod uwagę ile tylko mogła.

Przechodzili akurat obok ławek. Na jednej z nich siedziała biało włosa dziewczyna, na którą X od razu zwróciła uwagę. Białe włosy jak sam Quicksilver? Czyżby mutantka? Blada skóra wcale jej nie przeraziła (Jakby w ogóle cokolwiek ją przeraziło), ponieważ bardziej zjawiskowym widokiem były iskrzące się czerwienią tęczówki Gambita, czy chociażby czarny kolor białek.
Zaniepokoiły ją natomiast półprzymknięte oczy dziewczyny, dlatego pomknęła wymownym spojrzeniem w kierunku mężczyzny, a potem podeszła do ławki.
- Wszystko okay? - Zapytała patrząc na dziewczynę spokojnym i zarazem niewzruszonym spojrzeniem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mary



Liczba postów : 9
Data dołączenia : 22/02/2016

PisanieTemat: Re: Van Cortlandt Park   Nie Lut 28, 2016 6:03 pm

Prawie już zasypiała, lecz usłyszała głos. Kobiecy. Otworzyła oczy i powoli spojrzała w stronę nieznajomej..
- Tak.. wszystko w porządku... - wyszeptała bardzo cicho, nie wiedziała, czy obca ją usłyszy. Jeżeli nie, to trudno się mówi. Wstała z ławki, na której przesiadywała, po czym skręciła w stronę wyjścia z parku. Postanowiła się stąd ulotnić, jak najszybciej. Nie miała ochoty, aby ktokolwiek zwrócił na nią zbytnio uwagę. Co prawda, już zwróciła, ale to z powodu takiego, że prawie zasnęła w parku. Cóż, lepiej aby to był nieznajomy, a nie jakiś żarliwy policjant na służbie, który uwielbia wręczać mandaty. Ludzie... są czasami aż za bardzo nachalni. Prychnęła cicho pod nosem, po czym powolnym krokiem ruszyła przed siebie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gambit



Liczba postów : 73
Data dołączenia : 02/12/2012

PisanieTemat: Re: Van Cortlandt Park   Nie Lut 28, 2016 10:49 pm

- No więc... - już miał wymienić całe setki osób, które są zaprzysięgłymi wrogami waty cukrowej, jednak wszystko to na nic. Cholera, jak to przewidziała?! Odkąd umie czytać w myślach?! - Nie ważne, nie było tematu.

Remy już miał zacząć lekką i przyjemną konwersację, ale podłapał wymowne spojrzenie swojej towarzyszki. Dziewczyna, która siedziała na ławce na pierwszy rzut oka wyglądała na zwykłą nastolatkę, która wyjątkowo nie lubi się opalać. Jedyne co wydawało się dziwne to kolor jej włosów, choć w obecnych czasach i to nie powinno dziwić, oraz ręka, która zawinięta była dokładnie w bandaż. No i oczywiście dziewczyna zasypiała na ławce w parku. Gambit wiedział coś o życiu na ulicy, przyszło mu do głowy, że nastolatka trafiła w złe towarzystwo, a ręka jest istnym polem minowym po jej zabawach z narkotykami. Biedne dziecko.

- Tak.. wszystko w porządku... - Gambit musiałby być wyjątkowo naiwny, by uwierzyć w tą bzdurę. Dodatkowo tkwił w lekkim szoku nad tym, że Laura nie przeszła obojętnie, a poświęciła uwagę nieznajomej.
- Ta młoda dama wyjątkowo ślicznie dziękuje za troskę. - te słowa wręcz idealnie pasowały, gdy ich uszu dobiegło prychnięcie, które w zamyśle chyba miało być ciche. - Chcesz za nią iść? Myślę, że niezbyt miała ochotę na nasze towarzystwo.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
X-23



Liczba postów : 177
Data dołączenia : 09/05/2013

PisanieTemat: Re: Van Cortlandt Park   Pon Lut 29, 2016 4:44 pm

Na szczęście mutacja Laury dała jej również wyostrzone zmysły, dlatego szept dziewczyny usłyszała wyraźnie. Bardzo wyraźnie. Wyczuła też, że białowłosa jest zagubiona i nie bardzo chętna do jakichkolwiek interakcji. Kinney momentalnie zaczęła żałować, że w ogóle się odezwała. Sama nie lubiła jak ktoś wpychał nos w nie swoje sprawy, sama lubiła udowadniać, że konsekwencją może być utrata wspomnianego już nosa, jednym, krótkim cięciem adamantowego ostrza.

Odsunęła się zwinnie, gdy dziewczyna wstała z ławki i otworzyła odrobinę szerzej oczy, gdy do jej wyczulonych uszu doszło to mało przyjemne prychnięcie. Nie przejęła się nim, ponieważ słyszała gorsze słowa adresowane w jej kierunku, na tle których to co wyrwało się z ust młodej dziewczyny było czymś bladym, mało namacalnym. Na dodatek zaczęła się zastanawiać czy Remy kiedykolwiek miał okazję usłyszeć jak nazywali ją zwykłym klonem, czy po prostu potworem bez uczuć. I właśnie w tym momencie poczuła się jeszcze gorzej.

- Nie, wiesz co? Ja chyba się do tego nie nadaję – Mruknęła odprowadzając dziewczynę wzrokiem, samej robiąc krok w tył by odwrócić się na pięcie i ruszyć przed siebie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator


Liczba postów : 3035
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Van Cortlandt Park   Pon Lut 29, 2016 5:43 pm

Mary nie udało się uciec daleko - a już tym bardziej dotrzeć do wyjścia z parku. Okrzyki paniki rozlegające się w okolicy dość łatwo pozwoliły jej - a także X-23 i Gambitowi - zrozumieć, że coś jest bardzo nie tak... A już w chwilę później nad drzewami pojawił się jakiś całkiem spory kształt.
Humanoidalny twór, być może robot lub zbroja z pilotem, musiał mieć jakieś cztery metry wzrostu, choć oczywiście zawieszony w powietrzu - w oddali - wydawał się odpowiednio mniejszy. Jego powłoka mieniła się różnymi odcieniami szarości i błyszczała metalicznie. W locie utrzymywały go najwyraźniej odrzutowe elementy w "butach", zaś na klatce piersiowej znajdowało się okrągłe "okienko", które mogło przywodzić na myśl Iron Mana. Czyżby jego nowy pomysł?
Jego głowa obróciła się powoli, jak gdyby rozglądał się po parku - lecz w końcu jego twarz zatrzymała się akurat tak, by spoglądał prosto na Mary. Zaraz potem robot - czy też pilot w zbroi - uniósł rękę... I z jego dłoni wystrzelił szeroki strumień energii, skierowany prosto ku dziewczynie.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Mary



Liczba postów : 9
Data dołączenia : 22/02/2016

PisanieTemat: Re: Van Cortlandt Park   Wto Mar 01, 2016 9:58 pm

A myślała, że już widziała w swoim życiu wszystko. A jednak nie. Nie była zwolenniczką technologi, nie przepadała za nią.
- Co do..?! - nie dokończyła dziewczyna, gdyż te blaszane coś, zaczęło w nią strzelać wiązkami energii. Zrobiła unik, miała nadzieję, że to wypali. Nie planowała używania swojej ręki... Jednakże chyba nie będzie miała wyboru.
- Jesteś irytujący... przeszkadzasz mi... - wyszeptała cicho. Ludzie byli w parku. Niedobrze. Owszem, była sadystką i uwielbiała widok krwi, jednakże śmierć niewinnych ją wcale nie bawiła, jeszcze jakieś resztki moralności posiada. Wiedziała, że nie zdoła uniknąć walki. Ale nie znała konsekwencji swojego wyboru. Nie chciała pokazywać swej ręki całemu światu. Na razie skoncentrowała się na dwóch rzeczach - unikach, oraz ucieczce.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gambit



Liczba postów : 73
Data dołączenia : 02/12/2012

PisanieTemat: Re: Van Cortlandt Park   Sob Mar 05, 2016 6:18 pm

- Nie poddawaj się tak łatwo, całkiem nieźle ci szło. Jestem z ciebie dumny. - to nie były puste słowa. Ten prosty, mały gest i nie udawana troska był czymś, czego nie spodziewał się zobaczyć u Laury zwłaszcza w takim humorze. Szkoda, że nieznajoma białowłosa zareagowała w taki, a nie inny sposób. Właściwie nie można w żaden sposób jej za to winić, miała swoje problemy i nie potrzebowała dwójki natarczywych obcych. Jednak dla Laury musiał być to dość spory łokieć w żebra. W sumie jego też to odrzuciło. Gambit otoczył dziewczynę ramieniem. Może choć trochę poczuje się lepiej, a nie jak zawsze samotna i opuszczona, jednak ta chwila nie trwała długo.

Nagle w całym parku zawrzało, ludzie rzucili się do ucieczki, a Gambit nie musiał długo szukać powodu paniki. Hałas silników dobywał od humanoidalnej, metalowej puszki, która na pewno nie miała przyjaznych zamiarów. Przynajmniej o ile nic się nie zmieniło, strzelanie do kogoś z laserowej broni nigdy nie było wyrazem wielkiej miłości. Ku zdziwieniu Remy'ego tym razem nie chodziło o niego lub o Laurę. Najwyraźniej celem ataku była białowłosa dziewczyna, z którą zamienili słowo chwile wcześniej. Ale dlaczego? Nie wyglądała na kogoś, kogo trzeba pozbyć się wynajmując Iron Man'a.
Gambit rzucił się w stronę nieznajomej, próbując stanąć między nią, a napastnikiem. W biegu wyszarpnął z kieszeni parę kart, które w mgnieniu oka zamieniły się w czystą energie, a teraz przeszywały powietrze w stronę swojego celu.
Zapowiada się długi dzień.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Austin Roberts



Liczba postów : 7
Data dołączenia : 28/02/2016

PisanieTemat: Re: Van Cortlandt Park   Nie Mar 06, 2016 11:08 am

- Hej! - rzucił nerwowo za mężczyzną, który w panicznym biegu potrącił energicznie chłopaka barkiem. Ognistowłosy zachwiawszy się od impetu zderzenia niemal nie wylądował na ziemi, zaś sam sprawca zdawał się nawet nie zwracać uwagi na to, co działo się wokół niego, z jakiegoś tajemniczego powodu uciekając ile tylko miał sił w nogach. Austin śledził go wzrokiem przez jakiś czas, nie dowierzając jak można być takim ch... niewychowanym człowiekiem. Z drugiej jednak strony był niesamowicie ciekawy powodu takiego pośpiechu mężczyzny. Gdy tylko odwrócił głowę w kierunku, z którego ten biegł, odruchowo odskoczył na bok, unikając zderzenia z tłumem rozpędzonych nowojorczyków. Gdyby wtedy stracił równowagę, prawdopodobnie zostałby teraz rozdeptany jak nic nie warty robak - choć w przeciwieństwie do niego, Roberts wyszedłby z tego ostatecznie bez szwanku. Wracając jednak do sytuacji, wewnętrzna ciekawość nie pozwalała mu biec wraz z tłumem - głównie dlatego, że nie miał zielonego pojęcia przed czym uciekali. Wśród okrzyków paniki i imion dzieci wykrzykiwanych przez przerażone matki, dało się usłyszeć kilka słów wypowiadanych przez większość osób. Było to coś o "niebie", "powietrzu" i "robocie"... "Robot zawieszony w powietrzu"? Szesnastolatek uniósł głowę do góry, faktycznie zauważając jakiś lewitujący nad drzewami twór. Z jednej strony lekki strach złapał go za serce, z drugiej było to podekscytowanie i ciekawość. Jak on mógł przeoczyć coś takiego?

Austin chyba jako jedyny z ludzi poruszał się w kierunku przeciwnym, przepychając się łokciami do miejsca akcji. Czy ciekawość mogła być aż tak silna, aby pchać się w miejsce, w którym nikt nie chce przebywać? Było to niebezpieczne i nierozważne, ale mimo to chłopak wierzył, że nic złego mu się nie stanie - w końcu otrzymał dar, dlaczego los miałby go teraz pokarać i odebrać mu szansę? Taka młodzieńcza naiwność towarzyszyła mu od wielu lat. Można by stwierdzić, że miał więcej szczęścia niż rozumu.

Wreszcie udało mu się dotrzeć na miejsce, które istota wybrała sobie na cel, mierząc w grupkę ludzi wiązką... lasera?!
- Co tu się... - zatrzymał się tylko na chwilę, zaskoczony takim obrotem spraw. Może jednak nie powinien tu przychodzić i choć bardzo chciał coś zrobić, to nie miał zielonego pojęcia co. Jedyne na co póki co wpadł, to schowanie się za drzewem, zza którego wychylił jedynie pół głowy, aby móc uważnie obserwować całą sytuację. Gdyby tylko wiedział co dokładnie potrafi jego moc i jak jej użyć, to wszystko mogłoby wyglądać teraz zupełnie inaczej. Może mógłby unieszkodliwić agresora jednym machnięciem dłoni? Ale przecież nie wybiegnie teraz na sam środek, święcąc dłońmi niczym żarówka i machając nimi jak istny kretyn w bliżej nieokreślonym celu. Widział wszystko dokładnie, a już na pewno to, że jakiś mężczyzna próbuje ratować kobietę, starając się przeciwstawić sile wiązki jakieś energetyczne pociski, wyglądem przypominające karty. Źrenice rozszerzyły mu się, czemu towarzyszyło również przyspieszone bicie serca. To nie był film, ani tym bardziej nie śnił - wszystko działo się naprawdę. Czy to możliwe, że napastnik zaatakował ich nie bez powodu, ponieważ - tak jak Austin - posiadają pewnego rodzaju moce? Wszystko na to wskazywało, a jeśli rzeczywiście tak było, to i szesnastolatek wpakował się właśnie w niezłe bagno.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
X-23



Liczba postów : 177
Data dołączenia : 09/05/2013

PisanieTemat: Re: Van Cortlandt Park   Nie Mar 06, 2016 12:26 pm

Zdziwiła się. Zadarła głowę by obrzucić Remy'ego zmieszanym spojrzeniem, za którym chował się wstyd, czyli całkiem ludzkie odczucie. Może wcale nie była aż tak mało uczuciowa na jaką wyglądała? Niestety w przypadku mutantki ciężko było dojrzeć coś głębszego, a przynajmniej na pierwszy rzut oka, patrząc prosto w te zielone tęczówki. Każdy wnikliwy, albo chociaż znający życie oraz przede wszystkim ludzi człowiek miał jednak możliwość wychwycenia tej sekundy słabości. Gdy objął ją ramieniem przechyliła głowę i oparła się o Gambita, robiąc to ze zrezygnowaną miną. Tym razem nie chciała ze sobą walczyć, zresztą... dzięki bogu nie zrobił tego znienacka, ponieważ taki manewr mógłby się inaczej skończyć. A po drugie, chyba naprawdę tego potrzebowała.

Laura wychwyciła krzyki ludzi o kilka sekund wcześniej niż Remy, dlatego oderwała się od niego i skierowała baczne spojrzenie w kierunku skąd dochodziła wrzawa.
Zamarła śledząc wzrokiem zbroje podobną do tej, którą używał Iron Man, różniącą się m.in. kolorem. Czyżby 'przejażdżka' nową konstrukcją? Coś jednak podpowiadało, że nie do końca. Zresztą tłumy również wyczuły coś niepokojącego skoro na akord wszyscy zaczęli uciekać. Laura się nie bała. Laura była ciekawa i zarazem odrobinę zaniepokojona, dlatego zwarta i gotowa. Pociągnęła za rękaw Gambita nawet na niego nie patrząc, ponieważ chciała nakierować jego spojrzenie na to gdzie akurat ona spoglądała. Nie zauważyła, że i Remy z uwagą śledził latającą puszkę.

Robot ewidentnie kogoś szukał. Mechaniczna głowa obracała się i wyglądało na to, że usilnie stara się kogoś wychwycić. Wzrok Laury padł ponownie na oddalającą się Mary. Metaliczna zbroja kierowała się wprost na dziewczynę. Kinney zamarła, ale tylko na mili sekundę. Nie wiedziała dlaczego robot wystrzelił w kierunku białowłosej oraz nie wiedziała kim jest niemiła dziewczyna, jednak nie zamierzała pozwolić, by ktokolwiek strzelał do (na pierwszy rzut oka) bezbronnych ludzi, na dodatek rannych (sądząc po bandażu, chociaż i to pozostawiało wiele wątpliwości, ponieważ nie wyczuła zapachu świeżej rany, ani zaschniętej krwi, jednak różne rzeczy ludzie ukrywają).

Ćwiczenia w Danger Roomie popłacały, ponieważ obydwoje z Gambitem nie musieli dogadywać się co do planu ataku. Wróć! Obrony. Przecież właśnie to miała na myśli, prawda? Kiedy Remy biegł by pomóc Mary i ściągał na siebie uwagę naładowanymi energią kinetyczną kartami, X-23 zastanawiała się jak zaatakować znienacka. Nie umiała latać, niestety... ale świetnie potrafiła się wspinać, w końcu miała ostre pazury. Apropos. Charakterystyczny dźwięk przeciął powietrze, gdy pędem ruszyła do jednego z wyższych drzew znajdujących się zarazem na drodze do Mary. Możliwe, że to było to za którym również się schował Austin, ale w ferworze realizowania planu mogła go nie dostrzec. Podskoczyła i chwyciła się pierwszej najniższej gałęzi, a potem już poszło całkiem gładko. Nie minęła chwila, aż wspięła się na prawie sam czubek, ale tyle wystarczyło. Wyczekała na odpowiedni moment i z wysuniętymi pazurami skoczyła na humanoidalnego robota.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator


Liczba postów : 3035
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Van Cortlandt Park   Pon Mar 07, 2016 6:11 pm

Mary udało się uniknąć różowo-czerwonego promienia lasera dosłownie w ostatniej chwili - a w tym samym czasie Laura i Remy już kierowali się w jej stronę. Atak ustał na jakieś dwie, góra trzy sekundy, dzięki czemu dało się zauważyć, że w podłożu pozostawił wgłębienie o średnicy może metra i głębokości przynajmniej dziesięciu centymetrów, zaś pobliska trawa zajęła się ogniem, póki co jeszcze dość nieśmiało liżącym jej źdźbła. Na tej podstawie można się było domyślać, że w kontakcie ze skórą laser dałby bardzo nieprzyjemne efekty.
Ta króciutka chwila zwłoki najwyraźniej posłużyła przeciwnikowi do przetworzenia nowych danych, a przy okazji dała Gambitowi czas, by zaatakować. Pierwsze dwie czy trzy karty dosięgnęły pancerza i wybuchły przy jego powierzchni, pozostawiając na nim drobne wgniecenia oraz odbarwienia, jednakże wyglądało na to, że przydałaby się większa eksplozja, aby rzeczywiście poważnie go uszkodzić. Pozostałe karty napotkały już wiązkę lasera - tym razem ruchomą, która najpierw zneutralizowała aktualne zagrożenie, wywołując eksplozje jeszcze kawałek od siebie, następnie zaś powędrowała ku samemu Gambitowi. Mechaniczny twór musiał w tym celu lekko przesuwać dłoń, aby odpowiednio nakierować strumień energii. Co ciekawe, robot czy też zbroja pozostawała stale zawieszona w powietrzu - w jednym i tym samym miejscu.
Oczywiście ułatwiło to sprawę X-23. Wróg nie tylko się nie przemieszczał, ale i zdawał się być zajęty Gambitem, co pozwoliło dziewczynie działać. Wspięła się rzeczywiście na drzewo obrane przez Austina za kryjówkę, a z jego korony mogła wyskoczyć - i stosunkowo łatwo uczepić się stopy przeciwnika... Szczególnie przy użyciu pazurów. Jedno było pewne: pancerz zdecydowanie nie był z adamantium i nie stawił im większego oporu. Tyle że to akurat zwróciło już uwagę wroga; odrzutowce w spodniej części jego "butów" rozpaliły się mocniej, więc dyndająca na jednym z nich Laura mogła się spotkać z niemiłymi oparzeniami. Oczywiście efektem ubocznym było wzniesienie się robota jeszcze wyżej.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Mary



Liczba postów : 9
Data dołączenia : 22/02/2016

PisanieTemat: Re: Van Cortlandt Park   Sro Mar 09, 2016 6:04 pm

Nie spodziewała się, że uda się jej uniknąć tego ataku, jednakże udało się. To już był jakiś plus. Nikt na razie nie ucierpiał... Mogła teraz po prostu sobie odejść. Ta sprawa.. jej nie dotyczyła. Wróć. Dotyczyła. Ten blaszak ją zaatakował, z nieznanych jej przyczyn. W każdym razie, po chwili zrobiło się naprawdę dziwnie. Nie spodziewała się tego, że Ci, których poznała parę chwil temu, przybędą tutaj. A więc... Mutanci? Tak, tak samo jak ona. Westchnęła cicho pod nosem.. Jednakże teraz nie bardzo wiedziała, jak ma wspomóc tę dziewczynę, która wskoczyła na robota. Przecież nie będzie rzucała ławkami, albo jakimiś pojazdami. Nie ma zamiaru w nią trafić. Nigdy jeszcze niczym nie rzucała, także... Nie wiadomo, jakby to się mogło skończyć. Teraz, dalej unikając ataków tego czegoś, ukryła się na moment za drzewem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
X-23



Liczba postów : 177
Data dołączenia : 09/05/2013

PisanieTemat: Re: Van Cortlandt Park   Sob Mar 12, 2016 10:57 pm

Laser zostawił dość sporą dziurę w podłożu, ale nawet to jej nie zraziło i nie powstrzymało przed skokiem na robota. Jak zwykle pełna determinacji, gotowa do ataku, nie omieszkując tyle o ile przeanalizować prędkość lotu maszyny oraz prawdopodobieństwo czy jak skoczy to czasem nie przeleci gdzieś obok maszyny bez chociażby odrobiny uszkodzenia silników – bo właśnie tam celowała. Najwyraźniej los wyjątkowo uśmiechnął się do mutantki, ponieważ prawie idealnie wbiła się w stopy robota. Pazurami wkuła się dość sprawnie, co ją ucieszyło, ponieważ dzięki temu po prostu zawisła nad podłożem. Miała nadzieje, że uszkodziła chociaż jeden silnik, ale niestety, tym razem los nie był aż tak łaskawy.

Krzyknęła. Raz. Krótko, ponieważ zaraz zacisnęła szczęki. Ból nie sparaliżował, wręcz przeciwnie, wywołał w niej jeszcze większą furię. Zresztą to nie pierwszy raz, gdy znalazła się w tak podbramkowej sytuacji. Nie raz, bo jej stwórca perfekcyjnie zaplanował każdy trening podczas, którego zwykle właśnie w takiej się znajdowała. Robił to po to by wyszkolić zawodowego mordercę. A może po prostu chciał ją zabić? Laura zawsze wykazywała się niebywałym sprytem i wychodziła z opresji cała, zdrowa i chętna do kolejnej misji. Dlatego drugą wolną ręką, póki co nienarażoną na oparzenia wbiła się w stopę robota, mając nadzieje, że tym razem uszkodzi jeden silnik. Kontuzjowaną dłoń natomiast zostawiła, tak czy siak się zagoi, a chociaż coś ją trzymało przy robocie. Tak samo jak druga, którą tym razem wbiła w poprzek tak by nie narażać na kolejne rany.
Ale na tym nie zamierzała zaprzestać… Wysunęła pazury ze stóp i na tyle na ile mogła rozbujała się tak by wbić się od spodu w robota, tam gdzie akurat miała okazję sięgnąć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Austin Roberts



Liczba postów : 7
Data dołączenia : 28/02/2016

PisanieTemat: Re: Van Cortlandt Park   Czw Mar 17, 2016 3:49 pm

Nie mógł oderwać wzroku od sceny walki, choć przebywanie w jej pobliżu nie należało do najrozsądniejszych decyzji. A już zwłaszcza kiedy zauważył dziurę pozostawioną po ataku promieniem laserowym. Przecież to mogłoby usmażyć człowieka na miejscu, a tymczasem dwójka osobników z grupy ratującej walczyła w sposób tak przemyślany i naturalny, jakby był to dla nich chleb powszedni. Widząc nadciągającą w jego kierunku kobietę natychmiast schował głowę za drzewo i wychylił się dopiero wtedy, kiedy ta znalazła się już w koronie. Wspięła się tam wyjątkowo szybko, co prawdopodobnie zawdzięczała użyciu jakimś ostrym narzędziom - a przynajmniej tyle zdołał wywnioskować po nasłuchiwaniu przebijanej kory. Dopiero kiedy obserwował jej następny ruch, dostrzegł na dłoniach kobiety dziwne, metalowe pazury, wychodzące bezpośrednio ze skóry. Było to o tyle dziwne, że przed momentem ich jeszcze nie widział, a na rękach ewidentnie nie było żadnych rękawiczek. Strach przed nieznanymi, wyjątkowymi ludźmi i ich mocami był skutecznie tłumiony przez czystą ciekawość tego, jak dalej rozwinie się akcja. I tak zresztą nie dałby już rady opuścić tego miejsca niezauważony. Chyba że...

Zrobił krok w tył, po którym poczuł jak wpadł plecami na jakąś osobę. Przez skupienie jak i prawie skrupulatne obserwowanie akcji nie spodziewał się, że ktoś znajdzie się tuż za nim, za tym samym drzewem. Z zaskoczenia wydał jakiś bliżej nieokreślony dźwięk i odskoczył do przodu, omal nie wyłaniając się ze swojej kryjówki. Szybko obrócił się, unosząc nieznacznie dłonie przed sobą, mniej więcej na wysokości klatki piersiowej. Te pod wpływem nagłego impulsu zajaśniały jasnym, białym światłem, co chyba oznaczało gotowość do działania. Austin nie był tego do końca pewny, bo ciągłe nie poznał wszystkich aspektów działania jego mocy. Nie zdawał sobie teraz nawet sprawy, że energia miała tak dużą jasność, iż patrzenie na nią było niemal jak spoglądanie prosto w Słońce. Ognistowłosy rzecz jasna tego nawet nie odczuł, bo jego wzrok dzięki mutacji był odporny na oślepiające światło - czego oczywiście (prawdopodobnie) nie mogła powiedzieć Mary. Roberts z tego wszystkiego nie wiedział co powiedzieć i miał nadzieję, że nie dostanie od kobiety po twarzy... albo laserem przez drzewo... albo jeszcze czymś innym.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gambit



Liczba postów : 73
Data dołączenia : 02/12/2012

PisanieTemat: Re: Van Cortlandt Park   Pią Mar 18, 2016 6:15 pm

Póki co wszystko szło zgodnie z planem reagowania w takich sytuacjach. Napastnik oberwał na tyle, by chwilowo zawahać się i zwolnić atak, co dało bezbronnym czas na ucieczkę lub znalezienie bezpiecznego schronienia.
Gambit ostatnim rzutem oka upewnił się, że białowłosa nieznajoma, zdążyła już odbiec. Na pewno będą musieli wyjaśnić z nią kwestie blaszanego agresora, musi być jakiś powód dlaczego chodzi akurat o nią.
Teraz bez bagażu bezpieczeństwa mógł całkowicie zająć się blaszakiem.

- Trzymaj się mała. - mężczyzna szepnął pod nosem patrząc na Laurę, która zwisa przy nogach robota. W innych okolicznościach mógłby być to nawet zabawny widok. Nie zwlekając nawet sekundy dłużej skoczył w stronę wroga. Laserowe impulsy śmigały z olbrzymią prędkością w jego kierunku. Uniknięcie każde z nich wymagało niesamowicie dużej precyzji, a same ruchy przypominały taniec. Taniec ze śmiercionośną wiązką energii. Remy będąc coraz bliżej wyszarpnął z płaszcza Bō. Broń, jeszcze złożona miała czekać finału pojedynku między Laurą, a silnikami. Jeśli się jej uda blaszak spadnie, a wtedy może z pomocą dawki energii uda się strąci mu głowę z ramion. To teraz właściwie jedyne co mógł zrobić, prócz odwracania uwagi. Każdą następną rzuconą kartą ryzykował trafienie towarzyszki, a to mogło mieć opłakany skutek.

Na dosłownie ułamek sekundy uwagę mutanta przykuło niesamowicie jasne światło. Oby tej chwili nieuwagi nie przypłacił trafieniem wiązką lasera.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator


Liczba postów : 3035
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Van Cortlandt Park   Pią Mar 18, 2016 9:41 pm

Na tę chwilę twór nie interesował się już Mary, a więc dziewczyna mogła skryć się pomiędzy drzewami przy Austinie - nie martwiąc się o to, że po drodze oberwie laserem. Ten koncentrował się póki co głównie na Gambicie, który mógł sobie w związku z tym pogratulować: ochronił cywila, nawet jeśli kosztem własnego bezpieczeństwa. Większość osób spacerujących do tej pory po parku zdecydowała się zwiać, choć w oddali dało się zauważyć grupkę nastolatków kucających za jedną z ławek... Którzy chyba nagrywali zajście komórkami albo przynajmniej robili zdjęcia. Zawsze musiały się trafić jakieś jednostki pozbawione instynktu samozachowawczego... Ale w tym momencie zdawały się być jeszcze względnie bezpieczne.
Być-może-robot-lub-zbroja poruszał się na szczęście dość wolno. Oczywiście silniki odrzutowe najprawdopodobniej zapewniały mu całkiem sporą prędkość lotu, jednakże kiedy zauważył Laurę i uniósł nogę - zginając ją w kolanie, na co może warto było na przyszłość zwrócić uwagę; że był w ogóle w stanie to zrobić - to manewr ten nie został wykonany zbyt prędko. W tym czasie X-23 zdążyła się już wbić w pancerz pazurami drugiej ręki, a kiedy przesunęły się one we wnętrzu tworu, to najwyraźniej w końcu natrafiły na coś istotnego - silnik, jakiś przewód? - gdyż w tym bucie mechanizm odrzutowy jakby spowolnił swoją pracę, zmniejszył moc... Na skutek czego po pierwsze: przeciwnik utrzymywał się teraz w powietrzu mniej stabilnie i głównie dzięki jednej sprawnej stopie, a po drugie: pod uszkodzonym butem nie było już aż tak gorąco, aby miało to doprowadzić do oparzeń. Dzięki temu Laura mogła stosunkowo bezpiecznie uczepić się pazurami u nóg spodu wspomnianej kończyny.
Nim jednak wróg zdecydował się coś z tym zrobić, jego zainteresowanie znów powędrowało ku Gambitowi, który przez ten czas zdążył się do niego przybliżyć. Wymierzane w niego do tej pory wiązki lasera - zapewne po części dzięki ingerencji Laury, a nie tylko przez zwinność samego mutanta - minęły się z celem, lecz teraz przeciwnik zdecydował się spróbować czegoś innego; zaatakował jednocześnie z dłoni, jak i z oczu, a więc w sumie trzema promieniami na raz, tym samym dając mężczyźnie możliwość ucieczki tylko w jedną stronę, a mianowicie do tyłu... A tuż za nimi powędrowało coś nowego: wystrzelony z mechanizmu wbudowanego w nadgarstek maszyny zwitek... Tak, sieci, która w locie ładnie się rozłożyła, wycelowana tak, aby trafić w miejsce, w które - według wroga - najprawdopodobniej miał umknąć Gambit.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
X-23



Liczba postów : 177
Data dołączenia : 09/05/2013

PisanieTemat: Re: Van Cortlandt Park   Sob Mar 19, 2016 2:29 pm

Laura póki co nie dostrzegła blasku Austina, ponieważ w pełni skupiła się na walce z robotą, tym bardziej, że ten obrał za cel Gambita, co wywołało w niej jeszcze większą furię. Może mutantka nie była mistrzem w okazywaniu emocji, ale za „swoich” była gotowa poświęcić nawet własne życie, dlatego nie mogła pozwolić na to by coś się stało Remy’emu. Dlatego też wbiła pazury jeszcze mocniej w blaszaną powłokę i tym razem idealnie przycelowała w silnik, uszkadzając go, a dzięki temu poparzenia miały okazję zagoić się w dość szybkim tempie. Laura wydawała się nie zwracać uwagi na jakiekolwiek uszkodzenia ciała. Zaznajomiona z bólem, żyjąc z nim za pan brat, traktując go jako coś co nadawało jej człowieczeństwa nie zamierzała się roztkliwiać nawet nad najmniejszą ranką, zresztą… healing factor miało w tym swoje przodujące zdanie.
Gdy robot zgiął nogę w kolanie unosząc ją do przodu, ta nie omieszkała zaplanować kolejnego ataku. Skoro dłońmi była przymocowana do spodu stopy, a dzięki zgięciu była wyżej, to tym razem postanowiła zaatakować drugą nogę. Musiała się śpieszyć, ponieważ robot zaatakował również laserowym wzrokiem. Laura nie miała pojęcia czy ktoś siedział w środku zbroi, ale nie zamierzała się nad tym zastanawiać, a przynajmniej nie w momencie gdy bliskiej jej osobie groziło niebezpieczeństwo. Wcześniej wysunęła pazury ze stóp dlatego teraz próbowała wbić jedno ostrze mniej więcej w to samo miejsce, co wcześniej przy pierwszej nodze, chcąc tam również uszkodzić silnik, czy przewody. Cały czas Kinney zależało na tym, by robot rąbnął o ziemie. Czy z nią wczepioną czy bez niej, nieważne. Nie mogła pozwolić by dalej atakował. Dodatkowo chciała również ściągnąć uwagę robota na siebie, dlatego wyciągnęła ostrza ze stopy robota i z drugimi przytwierdzonymi, jeszcze raz zaatakowała blaszaną powłokę. Miała nadzieje, że dzięki temu strzały zbroi nie będą tak celne i Remy będzie miał możliwość ucieczki przed pułapką jaką zgotował robot.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Iceman



Liczba postów : 89
Data dołączenia : 02/02/2013

PisanieTemat: Re: Van Cortlandt Park   Sob Mar 26, 2016 1:59 pm

Od dawna nic tutaj się ciekawego nie działo. Nawet podrywanie różnych dziewczyn [z rożnym skutkiem oczywiście] powoli go nudziło. Zmierzwił swoje włosy dłonią powoli idąc w stronę parku, z którego w sumie wszyscy nagle zaczęli uciekać. Bobby miał problem by przypadkiem nie zostać straconym. On jako jedyny chyba, bądź jeden z niewielu stał najdalej w tym całym zajściu, co w ogóle kolorowo nie wyglądało. Ale coś się działo.
Zmienił w swoje ciało w lód jednej chwili co spowodowało, że niektórzy uciekali z jeszcze większym krzykiem. Dostrzegł lasery i latającego robota, który najwidoczniej niszczył to co popadnie, ale tego nie był pewien. Szukał kogoś? Tą opcję też trzeba wziąć pod uwagę. Stworzył sobie deskę do windsurfingu by jak najszybciej dostrzec do miejsca całego tego zamieszania. Zrobił sobie lodowe przejście przy okazji robiąc lodowisko, ale tylko tam gdzie sam się przemieszczał. Kiedy był na miejscu wiedział, że było źle. Widział Laure i Gambita, oraz kilka osób kątem oka, jednak nie miał czasu się zastanawiać kim byli. Z daleka widział światło, jednak był za daleko by na niego zadziałało. Wyprostował ręce przed siebie by w jednej chwili niecały metr przed chłopakiem[Gambit] zaczął wyrastać lodowy mur. Z całą pewnością odczuł spadek temperatury będąc tak nisko jego mocy. Dostrzegł laser, który wystrzelił z tego robota, jednak nie miał czasu na myślenie, działał, bo wiedział, że musiał go ochronić. A to całe światło... Gambit je dostrzegł, więc domyślał się, że nie mógłby odskoczyć na czas. laser był silny, jednak i Bobby tworzył lód do tego czasu póki laser się nie skończył, a dziwna siatka nie zatrzymała się na jego murze. Jego lód był o średnicy koło 6 metrów robiąc mini lodowisko dookoła. Lód był blisko Mary i Austina, na około z pół metra od nich.
-Jesteś cały? - spytał się chłopaka, kiedy po chwili stanął u jego boku pokryty od stóp do głowy lodem. Spojrzał na niego krótko, by po chwili spojrzeć na Laure, która widocznie próbuje zniszczyć zasilanie robota u jego stóp. Zgiął prawą rękę by po chwili z jego dłoni wystrzelił lód, który trafił w uszkodzoną nogę robota, jednocześnie uważał by nie zrobić dziewczynie krzywdę. Dodatkowo sam lód zamroził nogę robota robiąc przy okazji słup lodu, który łączył się z ziemią i przeszkadzał mu w poruszaniu się. Miał nadzieję, że chociaż przez chwilę unieszkodliwi go. Nie wiedział jak silny on jest i czy czasami nie ma innych sztuczek w rękawie, musiał być przygotowany na wszystko. Uśmiechnął się pod nosem. Dawno nie walczył i czuł jak w jego ciele skacze adrenalina, tak zdecydowanie takiego czegoś mu brakowało.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator


Liczba postów : 3035
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Van Cortlandt Park   Sob Mar 26, 2016 7:37 pm

Chyba dość czasu minęło, więc wrzucam mg, oczywiście w najbliższej turze możecie odpisać w dowolnej kolejności, byle się wszyscy załapali - albo przynajmniej jak najwięcej z Was.

***

Kompletne wyeliminowanie już uszkodzonego silnika było w tych okolicznościach proste; gorzej, że spowodowało miniaturowy wybuch, który może nie tyle stanowił jakieś zagrożenie, co przede wszystkim na moment oślepił dziewczynę - najpierw po prostu błyskiem, potem zaś rozchodzącymi się zgodnie z kierunkiem wiatru smugami dymu. Wyglądało jednak na to, że przeciwnik w dalszym ciągu był w stanie utrzymywać się w powietrzu...
... Przynajmniej do czasu, gdy X-23 zaatakowała jego drugą stopę. Co prawda nie zdążyła powstrzymać laserowego ataku z oczu i dłoni wroga, gdyż przystąpiła do działania w momencie, kiedy go zauważyła - ale na szczęście nie musiała się tym przejmować, bo do akcji akurat wkroczył Iceman, wytwarzając lodową barierę między robotem (?) i Gambitem. Siatka rzeczywiście się na niej zatrzymała, laser z kolei długo nie zamierzał ustąpić, topiąc i roztrzaskując trzy punkty w stale nadbudowywanej ścianie. W tym czasie lód pokrył również podłoże, a śliska warstwa utrudniła Remy'emu poruszanie się, ba, nawet doprowadziła do tego, że w pierwszej chwili odruchowej ucieczki przed czerwonymi wiązkami mężczyzna po prostu się przewrócił.
Tak czy siak, Laura nie bardzo mogła pozwolić sobie na obserwowanie tego wszystkiego, nawet jeśli z góry miała świetny widok. Wbicie pazurów u stóp w pancerz dało pożądany efekt; silnik znajdował się najwyraźniej w tym samym miejscu, a jego uszkodzenie doprowadziło do kolejnej drobnej eksplozji. Nie ona była jednak w tym wszystkim najważniejsza; grunt, że wróg runął w końcu ku ziemi, a po drodze oberwał jeszcze lodem od Bobby'ego po jednej nodze, zresztą niebezpiecznie blisko X-23. Problem w tym, że blokowanie lasera potrwało tak długo, że Iceman nie zdążył przeprowadzić wszystkich zaplanowanych przez siebie akcji - w tym podtrzymania maszyny w powietrzu.
W związku z powyższym nietrudno się domyślić, że wróg z łoskotem opadł na podłoże, dając Laurze może sekundę na przemieszczenie się tak, by nie wylądowała idealnie pod nim. Ciężar maszyny wystarczył, aby rozkruszyć "lodowisko", którego ostre odłamki poszybowały we wszystkie strony, zresztą całkiem daleko, bo sięgając nawet Mary i Austina.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
X-23



Liczba postów : 177
Data dołączenia : 09/05/2013

PisanieTemat: Re: Van Cortlandt Park   Nie Mar 27, 2016 10:40 am

Mimowolnie zamknęła oczy, gdy silnik błysnął wraz z wybuchem. Kłęby dymu również nie pomogły w opanowaniu swojego ciała, ponieważ jakby nie patrzeć wyczulone zmysły węchu Laury dostały ostro do wiwatu. Momentalnie zaczęła kaszleć, ale na szczęście nie długo. Zaraz otworzyła oczy i z jeszcze większym zacięciem zaatakowała druga nogę. Tym razem wbiła się perfekcyjnie w silnik. Gdy dziewczyna zmagała się z roboto-zbroją w parku zjawił się Iceman, a przynajmniej mogła tak wywnioskować kątem oka widząc lodowe rzeźby, czy chociażby słysząc jego pytanie. Niestety póki co nie mogła posilić się zapachem, ponieważ nos chwilowo był zadymiony spalinami z silnika. Informacja o Bobbym pojawiła się w umyśle mutantki tylko i wyłącznie jako impuls, ponieważ tak naprawdę w ogóle się na tym nie skupiała. Cała sobą natomiast koncentrowała się na robocie. Na jego ruchach, każdym skrzypnięciu metalu, ułożeniu metalowego ciała oraz najmniejszemu drgnięciu, chcąc tym samym mniej więcej wywnioskować co zamierza ta… uzbrojona puszka.

No dobra, raz spojrzała wściekle w kierunku Bobby’ego, kiedy strzelił pociskiem niebezpiecznie blisko ciała Kinney. Dobrze, że w przeciwieństwie do robota nie posiadała laserowego spojrzenia, ponieważ w tej całym zacietrzewieniu i wściekłości mogłaby wypalić Icemanowi dodatkową dziurę. Jak zwykle nie zamierzała się nad sobą roztkliwiać, zresztą nie było na to czasu, ponieważ robot zaczął spadać. W ułamku sekundy schowała pazury odczepiając się od metalowej zbroi, a potem odepchnęła się tak by spaść gdzieś na twarde podłoże. Nie ustrzegła się od dość głębokich zadrapań, jednak niczym wyćwiczona gimnastyczka wylądowała tak by się nie połamać. Nawet nie opuściła wzroku, by dokonać oględzin obrażeń, ponieważ i tak po chwili już ich nie było. Wychwyciła wzrokiem Remy’ego upewniając się, że na pierwszy rzut oka jest cały, a potem nawiązała kontakt z Icemanem posyłając mu odrobinę zaskoczone spojrzenie wraz z niemym pytaniem: „A skąd ty się tu wziąłeś?” Nie zamierzała jednak tracić czasu na dyskusję. Ponownie wysunęła pazury i podeszła do robota/zbroi. Pochyliła się nad nim i spróbowała podgiąć maskę tak by ją otworzyć i sprawdzić czy ktoś jest w środku…

Jeżeli natomiast nie udało się odskoczyć z pod metalowej zbroi to… No cóż, trzeba będzie dać jej chwilkę czasu i… zdejmujcie to cholerne żelastwo.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gambit



Liczba postów : 73
Data dołączenia : 02/12/2012

PisanieTemat: Re: Van Cortlandt Park   Nie Mar 27, 2016 12:38 pm

Ułamek sekundy, który Gambit poświęcił na rzut oka w kierunku źródła światła kosztował go wystawieniem się na atak maszyny. Jedyne co później zauważył to pędząca w jego stronę siatka i para laserowych pocisków. Nie zamierzał się poddawać, ale tak czy siak w najlepszym razie skończy jak obwiązana, wędzona szynka.
- Dawaj mały, pokaż na co cię stać. - przemknęło w głowie Remiemu czekając na niechybne uderzenie lasera. Jednak takie nie nastąpiło.
Zamiast tego, wokoło zrobiło się strasznie zimno, co jest dość dziwnym objawem w słoneczny, ciepły dzień. Nie było dużo osób, które potrafią robić takie rzeczy.
Zagrożenie odsunęło się na chwilę, gdy przed mężczyzną wyrosła gruba, lodowa ściana oddzielająca go od napastnika. Remy'emu nie groziło już oberwanie ani siatką, ani laserami przynajmniej w najbliższej chwili. Jedyny ból, który poczuł to obolałe siedzenie, kiedy przy próbie odsunięcia się od miejsca akcji poślizgnął się na tafli lodu.
- Ta, nie licząc obolałego tyłka. Dzięki za wsparcie. Dobrze cię widzieć. - okazało się, że prócz zastosowań bojowych, Bō przydaje się również do podnoszenia się z lodu.
Wyglądało na to, że o ile udało się unieruchomić napastnika, to nadal w tarapatach była Laura. Maszyna opadała coraz niżej, a istniała możliwość, że dziewczyna zostanie przez nią przygnieciona. Gambit naładował parę kart i posłał je w kierunku kupy złomu, a właściwie wzdłuż jego toru opadania. Może drobne eksplozje przesuną go na tyle, by Laura mogła spokojnie i bezpiecznie wylądować na ziemi. To zadanie zaabsorbowały go na tyle, że nawet nie zwracał uwagi na grad odłamków lodu lecących w jego stronę. Nie było czasu na drobnostki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Austin Roberts



Liczba postów : 7
Data dołączenia : 28/02/2016

PisanieTemat: Re: Van Cortlandt Park   Sro Mar 30, 2016 3:16 pm

Chłopak sam już nie wiedział na co zwracać uwagę w tym całym chaosie. Z jednej strony miał obok siebie Mary, która stała za blisko aby światło emitowane z jego dłoni nie wpływało negatywnie na jej wzrok. Z drugiej jednak obserwacja pola walki była teraz kluczowa, aby nie oberwać rykoszetem z kaskady laserowych wystrzałów. W skupieniu się nie pomagało również pojawienie się nowego bohatera, który w mgnieniu oka wytworzył wystarczającą ilość lodu, aby obniżyć temperaturę otoczenia o kilka, czy nawet kilkanaście stopni. Ciekawe było natomiast to, że ani Austin, ani Mary prawie nie odczuli zmian w temperaturze, a to za sprawą przyjemnego ciepła emitowanego przez energię mutanta.

Wszystko trwało naprawdę krótko, a umysł młodzieńca nie był w stanie ogarnąć takiego natłoku dziwnych, nienaturalnych wydarzeń. A przynajmniej nie tak szybko, aby pozwalało mu to w obecnej sytuacji myśleć racjonalnie. Zdawało się, że już jest po walce, i być może faktycznie tak było - ale nie dla ognistowłosego. Podczas gdy masywne cielsko technicznego cudu runęło na pokrytą lodem ziemię, odłamki zamarzniętej wody poszybowały w każdym możliwym kierunku, sięgając nawet dwójki mutantów skrytych za drzewem - choć i tak ciężko, aby mogli we dwójkę w pełni użyć go jako zasłony. Młodzieniec starał się uniknąć części pocisków, a przed resztą - pod wpływem zwykłego, ludzkiego impulsu kiedy coś leci w twoją stronę - zasłonił twarz przedramionami. Nie trzeba chyba nawet opisywać jak słaby był to pomysł, bo ostre krawędzie odłamków mogły skutecznie rozciąć skórę, czy nawet się w nią wbić. Ciągłe mógł jednak liczyć na swoje zdolności leczące i regeneracyjne, gdyby coś poszło nie tak.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator


Liczba postów : 3035
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Van Cortlandt Park   Nie Kwi 03, 2016 1:52 pm

... Załóżmy, że to już "jak najwięcej z Was".

***

Wspólne wysiłki Laury i Remy'ego się opłaciły - i dziewczynie udało się uniknąć wylądowania pod maszyną, która aktualnie spoczywała już na pokruszonym lodzie, wciąż jednak świecąc na czerwono "oczami". Jej ramiona przesunęły się powoli, jak gdyby szukała podparcia, aby się podnieść, lecz uszkodzone nogi pewnie i tak by jej nie utrzymały - ani w powietrzu, ani po prostu na stałym gruncie.
Inna sprawa, że rozcięcie i zdarcie części pancerza udowodniło, iż w środku nie przebywał nikt żywy - tylko cała masa metalu, elektroniki i przeróżnych układów, które musiały odpowiadać za różne funkcje robota. Czy ktoś sterował nim zdalnie? A może twór ten został odpowiednio zaprogramowany, aby wiedzieć jak powinien działać? Obie te opcje wydawały się w tej chwili równie prawdopodobne.
Świecące się ślepia maszyny odnalazły w końcu X-23 - i wystrzeliły ku niej bliźniacze wiązki lasera, wycelowane mniej więcej w klatkę piersiową mutantki. Wszystko wskazywało na to, że w tej chwili oczy to jedyna broń robota, skoro ręce wykorzystywał do podpierania się, a nie zademonstrował żadnych innych zdolności bojowych... Pewnie porozcinanie tych wszystkich przewodów w jego wnętrzu trochę by namieszało.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Van Cortlandt Park   Today at 2:22 am

Powrót do góry Go down
 
Van Cortlandt Park
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 4 z 5Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5  Next
 Similar topics
-
» Van Cortlandt Park
» Pomnik Piotrusia Pana
» Miejski park
» Park Promnitz
» Planten un Blomen

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Midgard :: Stany Zjednoczone Ameryki :: Nowy Jork-
Skocz do: