Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Empire State Building

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next
AutorWiadomość
Go??
Gość



PisanieTemat: Empire State Building   Sro Cze 27, 2012 4:44 pm

First topic message reminder :



    Najwyższy budynek w Nowym Yorku. Jeden z najbardziej rozpoznawalnych symboli miasta i całego kraju. Wielu ludzi przychodzi i zwiedza go. Nie raz, nie dwa po to aby obserwować przepiękną panoramę miasta.W nocy widok ten jest jeszcze piękniejszy. Miejsce dosyć niezwykłe i dość ciche. Budynek ów był również świadkiem wielu samobójstw. W końcu wznosi się on wysoko ponad wszystkie inne budowle w NY.


- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -

Noc w Nowym Jorku to przepiękny widok. Tym bardziej gdy niebo jest bezchmurne i widać każdą gwiazdę. W dole śmigają samochody. Miasto żyje non stop. Nawet teraz. Alice zerknęła na zegarek. Była już 22. W sumie powinna już wracać do swojej siedziby. Tyle, że wcale nie była zmęczona. Rozpierała ją energia. Chciała tu być, chciała patrzeć. Jej oczy powoli przesunęły się po mieście. Nic się nie działo. Znowu. Westchnęła cicho. Jej wzrok padł na Bar 13. Doskonale widziała jego dach. Pełen był ludzi, którzy przyszli się bawić. W sumie ona jako tako również wyszła się zabawić, a siedzi i rozmyśla nad sensem życia na ESB. Black 2 zaskrzypiał delikatnie gdy wyprostowała rękę. Kostium idealnie przylegał do jej ciała. W tym mroku, pod wpływem alkoholu, nikt nie mógł jej dostrzec. Westchnęła cicho. Przed ponad tydzień nie miała okazji latać. Teraz gdy w końcu wcisnęła się w B2 siedziała i nic nie robiła. Marnowanie czasu! Denerwowała ją bezczynność, ale z drugiej strony obecny tutaj spokój dawał jej sporą przyjemność. Z dala od firmy, problemów, denerwujących ludzi. Sam na sam z B2. Bystry, trzeźwy obserwator mógł dostrzec 3 kropki siedzące na niższej partii budynku. Do ziemi było nie daleko. Gdyby się wychyliła mogłaby obserwować jak ludzie mkną do swoich spraw nie zwracając na to, iż czarny IM obserwuje ich bez większego zainteresowania. Strój znów wydał z siebie charakterystyczny łoskot. Wstała, wyprostowała się. Ręce ustawiły się w pozycji. Teraz tylko znany jej ruch i... Wystartowała. Trzask, wybuch i została po niej biała smuga. B2 śmignął nad ulicami miasta. Zrobiła kilka kółek wokół ESB. Nie działo się nic interesującego. W każdym razie ona nic nie wyłapała. W pewnej chwili zapikowała i przeleciała jakieś 5 metrów nad poziomem ulicy. Po chwili była już ok. 50 metrów nad nią i kierowała się do ESB. Nie reagowała na krzyki i reakcje ludzi, którzy zdołali ją dostrzec na tle nieba. W końcu białe linie na czarnym stroju rzucały się w oczy. Wylądowała na dachu budynku. Lot trwający nie cała minutę, a dawał jej tyle przyjemności, że mogłaby to robić niemal codziennie.Czasami jednak brakowało czasu albo sił. Strój znów zaskrzypiał, a ona ponownie przykucnęła. Ponownie zanurzyła się w otchłań kontemplacji. Od czasu do czasu przesuwała wzrok szukając ciekawszego celu do obserwacji. Jak na razie noc zapowiadała się na spokojną.
Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Empire State Building   Pon Sie 05, 2013 8:55 pm

Metalowa kula mknęła ponad chmurami. Słońce odbijało się o jej nieskalane oblicze, mieniąc się i tańcząc na jej powierzchni. Dzień przywitał go ciepłym uściskiem. Podróż nocą dała mu czas na odpoczynek, czego bardzo potrzebował. Specjalnie nie spieszył się, aby móc wypocząć. Jego nowym celem miała być siedziba dżentelmeńskiego klubu, który pod swoją otoczą skrywał mutantów. Chciał ich poznać. Członkowie takich organizacji lubią wierzyć w swoje przekonania, tak jak i on wierzył w swoje, dlatego zdawał sobie w tej chwili sprawę, że fuzja ich członków do Bractwa nie będzie łatwa. Za pewne będą chcieli pozostać tym kim są obecnie. Nie stanowiło to większego problemu, gdyż chciał tylko porozmawiać. Podróż do siedziby klubu został nagle przerwana.
Wewnętrzny system monitoringu zamontowany w pojeździe wychwycił rozbłysk energii. Momentalnie przykuło to uwagę podróżnika. Zaciekawiony zaczął wpisywać komendy na holograficznej klawiaturze. Połączył się z wojskowymi satelitami i skierował ich wzrok na dach Empire State Building. Szpiegowskie kamery, były łatwe do obejścia dla rozbudowanych systemów Asteroidy, przez którą się z nimi łączył. Po chwili otrzymał podgląd. Czym jest ta istota, pomyślał wpatrując się w ogromną istotę płonącą żywym ogniem. Musiał odłożyć na później swoje osobiste plany, gdyż czegoś takiego nie mógł pozostawić bezinteresownie. Rozkazał swoim ludziom sprawdzić naturę tego rozbłysku, czy nie kryje się za nim jakieś niebezpieczeństwo, lecz nic nie wykryli. Wydawać by się mogło, że był on tylko zaproszeniem.
Klawiatura znikła podobnie jak wszystkie wyświetlane monitory. Metal wewnątrz kuli zaczął się skraplać, a jego mikroskopijne drobinki niczym płatki śniegu opadały na ciało Magneto. Przebijały się przez ubranie, tnąc je i szarpiąc szybkimi ledwo dostrzegalnymi drganiami. Stalowy śnieg opadł na jego nagie ciało, gdzie zaczął ponownie się łączyć. Zbroja przybrała inną formę niż przeważnie. Zdecydowanie różniła się od białej zbroi - Białego Pielgrzyma, a nawet od typowej fioletowo-czerwonej zbroi bojowej. Najpierw metal oplótł jego ciało czarną, cienką, przypominającą na wskroś materiał warstwą. Na jego korpusie utworzyła się czerwona zbroja, która złączyła się na placach, rozszerzając się również na barki. Na nadgarstkach pojawiły się czerwone karwasze. Przemiany uwieńczyła fioletowa peleryna, która spoczęła za oparciem fotela. W dłoniach trzymał gotowy hełm. Czerwony niczym świeża krew, o fioletowym wykończeniu i ornamencie na przodzie. Założył go dumnie na głowę. Chronił go przed ingerencją nawet bardzo silnych telepatów.
Kula zatrzymała się przed krawędzią dachu. Przez jej przezroczyste ściany mógł dostrzec piekielną bestię, oraz istotę, która na wskroś przypominała jaszczury Dur-Shurrikuna. Co ten statek znowu planował? Metalowa powłoka rozwarstwiła się na szczycie, niczym płatki róży zaczęła rozkładać swe odłamy, pozwalając mu stanąć na równych nogach. Metal zaczął się rozpadać, lawirować w powietrzu, pojawiając się tuż pod nogami mężczyzny, tworząc niepołączone ze sobą stopnie, prowadzące go na dach. Dostrzegł stojącego wejściu na dach młodzieńca, którego nie widział wcześniej. Musiał więc pojawić się tutaj przed chwilą. Chłopak był szczupły, wysoki i posiadał niemalże białe włosy. Wyglądał jak młodsza wersja niego samego. Co on tu robi?, pytał się zdziwiony. Magneto podszedł bliżej Jaszczura i stojącego po przeciwnej stronie dwumetrowego demona, bacznie ich obserwując.
- Kolejny pionek na szachownicy Dur-Shurrikuma wykonał swój ruch! - rozpoczął silnym, tłumionym przez hełm tonem. - Co chciałeś uczynić, poprzez ściągnięcie na siebie uwagi wszystkich oczu?
Hełm całkowicie spowił jego twarz w cieniu, nikt nie mógł dostrzec kto kryje się pod nim. Dopiero bliższe podejście odkrywało tą tajemnicę.

//Dla pełnego wyobrażenia zebranych, zbroja wygląda tak
Powrót do góry Go down
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC


Liczba postów : 1143
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Empire State Building   Pon Sie 05, 2013 10:44 pm

Niebieskołuski dwumetrowy jaszczur stał spokojnie przez jakiś czas na krawędzi, potem szedł na równą powierzchnię dachu, obrócił się i czekał aż zaczną się zjawiać. Niebieskie łuski gada odbijały światło padające na jego ciało, ślepia mierzyły wzrokiem przestworza - aż otworzył się pierwszy portal.
Midas skierował swój łeb w kierunku pierwszego przybysza. Dwumetrowy mieszkaniec świata demonów. Tutaj można było przewidywać niczym z książki. Istota pojawiła się, zaczęła "ukazywać swoją siłę" i stawiać żądania - chcieć odpowiedzi. W takich sytuacjach, jaszczur rzeczywiście zaczynał czuć się staro. Ile to już demonów spacyfikował podczas swego życia? Ilu jeszcze tego oczekiwało? Ten tutaj było o tyle wyjątkiem, że nie szukał sławy wśród braci. Przynajmniej jeszcze nie - bo przyszedł po odpowiedzi. W takiej sytuacji - mag robił tylko jedno. Ignorował. Istoty pokroju Midasa nie miały problemów z takimi sytuacjami, rzadko zdarzały się realne przypadki zagrożenia, a każdy kto go znał, wiedział - że nie warto próbować gdy przynajmniej nie ma się planu albo na prawdę silnych pleców. Wzrok niebieskołuskiego znów padł przed jego osobę, znów mierząc niekończące się niebiosa.
W ten otworzyły się drzwi, a chwilę wcześniej - jaszczuroczłek wyczuł anomalię i energię życiową człowieka. Na dach wszedł młodzieniec. Strach czuć było od niego na kilometry, a mimo to znalazł w sobie na tyle odwagi by nie tylko tu wejść - ale i nie uciec. Tak - w tym właśnie młody człowiek zaimponował jaszczurowi. Do tej pory, miał ludzie za głupców i tchórzy. Teraz miał ich nadal za głupców, którzy czasami wykazywali krztę odwagi w wymagającej tego sytuacji. Drzwi za młodzieńcem zatrzasnęły się, a zamek jakby "samodzielnie" naprawił i prze kluczył, uniemożliwiając ucieczkę. Mag zmierzył swym wzrokiem młodzieńca, przyglądając mu się uważnie.
-Podejdź, młody człowieku. Twa odwaga doprowadziła Cię aż tutaj. Przeznaczenie szykuje Tobie wspaniały los. Musisz jednak dać mu coś od siebie.
Rzekł spokojnym głosem, bez wkładania w niego jakichkolwiek uczuć. Tajemniczo, wręcz można by rzec - groźnie, niebezpiecznie. Tak jednak zazwyczaj mówili Ci, którzy w życiu widzieli i przeżyli tyle co on.
W ten pojawił się Biały Król, opuszczając swój pojazd którym tu dotarł. Niebieskołuski oczywiście skupił na nim swą uwagę - bo jakże by inaczej. Jednak zaczęło go zastanawiać. Czemu pojawili się akurat Ci, których obchodzić nie powinno to pole? Może po za ostatnim, reszta po prostu nie powinna była się interesować, nie mając nad tym kontroli - ani realnych szans na zwalczanie zagrożenia. Od tego przecież były rządy tej ziemi. Nie było tu jednak policjantów, żołnierzy, bohaterów w kostiumach i maskach. Jedynie demon i dwóch mutantów, z czego jeden nie pochodzący z ziemi. Mimo wielkości Demona - to jaszczur był tutaj najwyższy, prezentując sobą trochę ponad dwa metry - prawie dwa i trzydzieści centymetrów wzrostu. Jak na ludzie standardy - bardzo wielki. Jak na standardy galaktyczne - standardowy. Gad nie wydawał się jednak wzruszony obecnością całej trójki. Wewnątrz - w głębi siebie - był zaskoczony. Nie wypływało to jednak na zewnątrz. Midas spojrzał na ostatniego przybysza, gdyż ten odezwał się. Jaszczur zmierzył go wzrokiem, zatrzymując swe spojrzenie na głowie Białego Króla.
-Biały Pielgrzym. Jaką radością byłoby mieć nad sobą protektora takiego jak Dur-Shurrikun.
Zaczął spokojnie, jako odpowiedź na pierwsze słowa Magnusa. Pod tym względem, Biały Pielgrzym akurat mylił się. Midas - choć współpracował z okrętem - to jednak nie był jego sługą, podwładnym. Obaj byli sojusznikami, połączonymi przez podobne cele - los, który zjednał sobie ich drogi. Daleko jednak było im do więzi jakie łączył przywódcę i podopiecznego.
-Przypomnieć Wam o tym, o czym zapomnieliście.
Zaczął swą wypowiedź na nowo. Tym razem spojrzał w kierunku otaczającej ziemię bariery, która pojawiła się teraz - widoczna na niebie, okrywając świat fioletem, kiedy to ktoś wpłynął na jej działanie, a znajdujący się tutaj mag wyczuł tą ingerencję. Jego wzrok znów padł na otaczającą go trójkę. Jaszczur kontynuował swą przemową, nie wkładając w swe słowa żadnych emocji, mówiąc spokojnie.
-Demon, którego Pan chce władzy i siły drzemiących w tej planecie. Ignorujecie zagrożenie z którym nie poradzicie sobie, a zgubieni, staniecie się ze swym Panem - sługami nowej siły.
Po tych słowach, kiedy to przyglądał się demonowi, wzrok jaszczura padł na człowieka, młodego mutanta.
-Ludzka kreatura, obdarzona niezwykłymi zdolnościami. To właśnie Wasz gatunek powinien strzec swej planety, swego domu. A mimo to, jesteś tu Ty, młodziku. Nie ma rządu ani bohaterów, którzy winni Cię chronić.
Wyjaśnił człowiekowi, by ostatecznie, wzrok niebieskołuskiego padł na jednego z kosmicznych Lordów - byłego więźnia który wyzwolił siebie i swój lud.
-Zawsze znajdą się potężniejsi od Ciebie. Ty jednak wydajesz się ich nie dostrzegać. W tym momencie, Twój dom w nieskończonej pustce kosmosu, narażony jest na ataki wrogich mu istot. Zdany, na łaskę reliktu przeszłości który również stacjonuje gdzieś na orbicie tej planety, ukryty pod osłoną nicości. Zbierasz siły, lecz możesz stracić o wiele więcej.
Rzucił, odwracając się do całej trójki plecami i odchodząc wgłąb dachu budynku - zatrzymując się tym przy jednej ze ścian. Gad odwrócił się ponownie, spoglądając na wszystkich.
-Wyjaśnijcie mi, jaki głupiec naraża swój dom, swych przyjaciół, braci, rodziny - na niebezpieczeństwo, idąc za wpływami ignorancji? Nie zauważyliście bariery nad Waszymi głowami? Nie jest to technologia. Zapewne słyszeliście o Magii. Na pewno nie mieliście z nią do czynienia. Nie tą prawdziwą, nieograniczoną. Przejawem tego jest bariera otaczająca tą planetę. Ziemia i jej mieszkańcy znów stanęli przed obliczem zagłady. Planety tej jednak nie opuścicie. Nie da nic transport... A dziękując przybyszowi z wymiaru piekieł - nie da nic próba przeniesienia swej energii poprzez teleportację. Co mi na ten temat powiecie...?
Wyjaśnił, kończąc swą wypowiedź. Mięśnie jaszczura były rozluźnione, on sam wyraźnie pewny był siebie - było to w nim bardzo widoczne. Nie bał się swych słów, nie zważał na to czy kogoś urazi bądź obrazi. Dało się zakładać, że albo miał gdzieś potężnego sprzymierzeńca - albo ten sprzymierzeniec nie był mu potrzebny. Niemniej jednak - oczekiwał odpowiedzi. Chciał wiedzieć co było tak ważnego, by ignorować tak poważne zagrożenie.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Salpsan



Liczba postów : 17
Data dołączenia : 30/07/2013

PisanieTemat: Re: Empire State Building   Wto Sie 06, 2013 9:38 am

Salpsan z początku zignorowany zastanawiał się dlaczego niebiesko łuska istota nawet nie była zaskoczona przybyciem jego osoby, myślał że widok demona to niecodzienne zdarzenie na ziemi, z drugiej strony jego Pan  nigdy nie mówił nic o innych istotach na ziemi poza ludzmi i zwierzętami.

Gdy drzwi się otworzyły a w przejściu ujrzał mieszkańca ziemi, zapewne przerażonego. Drzwi za nim samodzielnie się zamknęły, a wtedy niebieska istota zawołała go do siebie co mogło wskazywać na specjalne zdolności jednego z nich. Demon z chwili na chwilę stawał się bardziej zdziwiony, dodatkowo do krawędzi dachu przyfrunęła metalowa kula a z niej wyszedł jeden z przebierańców którego demon obawiał się jakoś najmniej, niebieski wydawał się go znać nazywając go ''Białym Pielgrzymem''. Biały wspomniał coś o Dur-Shurrikume, ale wszystkie te nazwy nie wskazywały na nic. Niebieski odpowiedział na pytanie ostatniego przybysza ''Przypomnieć Wam o tym, o czym zapomnieliście'', demon zastanawiał czy to tyczyło się wszystkich zgromadzonych na dachu. Niebieski w końcu zwrócił się do Salpsana a jego słowa wskazywały na to że ta istota wiedziała kim jest Salpsan i jego Pan co wyjaśniało czego Niebieski nie był zaskoczony widokiem demona.  Dalsze słowa oznajmiały że Salpsan i jego Pan ignorują jakieś zagrożenie z którym nie poradzą sobie i zostaną sługami nowej siły. Demon nie wiedział co zrobić a niebieska istota stawiając takie groźby mogła być potężniejsza od jego Pana choć zwrot białego o pionku wskazywała że jest ktoś o wiele potężniejszy od niebiesko łuskiego. Niebieski później skierował swoje słowa do reszty na dachu aż w końcu odwrócił się od nich i mówił dalej. Ostatnie zdania jego wypowiedzi uświadomiły demonowi coś ważnego.

Salpsan zrobił jeden odważny krok w stronę niebieskiego, patrząc przez palce na których wydłużały się pazury a ogień na niej stawał się większy, wtedy powiedział ciężkim i głośnym głosem do niebieskiej istoty:
- To przez ciebie jestem skazany cierpieć z dala od domu... Moja rodzina jest właśnie tam a tylko głupiec odwraca się od przeciwnika... Na pewno nie jesteś na tyle potężny by pokonać wszystkich w tej metropolii a wtedy każdy z poza tego kawałka gruntu będzie mógł wrócić do siebie!


Ostatnio zmieniony przez Salpsan dnia Wto Sie 06, 2013 10:41 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Empire State Building   Wto Sie 06, 2013 10:01 am

Z założonymi rękoma słuchał przydługiego monologu jaszczurowatej istoty. Zmarszczył brwi, gdy ten zaczął szydzić z każdego z nich, wytykając nieudolność, mocno wszystko generalizując. Próbował jednak nie zważać na jego słowa, tylko czytać pomiędzy wierszami, i wyciągać najistotniejsze, najdrobniejsze szczegóły. W pewnej chwili jego wzrok ponownie opadł na młodzieńca, który okazał się być mutantem. Na pewno tego już nie zapomni. Teraz jednak interesowało go zupełnie coś innego. Niebieskołuski Jaszczur mógł nie należeć do bezpośrednich podwładnych kosmicznej sztucznej inteligencji, co nie zmieniało faktu, że dla niego tym właśnie był. Istota wyraźnie posiadała jego wiedzę. Dlaczego tak uważał? Ponieważ, Biały Król zapisał swoją obecność w historii kosmosu, a w archiwach obserwatorów miał swoją teczkę, lecz mimo to większość kosmicznych istot nie miała pojęciu o jego istnieniu. Od pierwszego dnia Dur-Shurrikun był istotą intrygującą, która okazałą się być bardziej badaczem, niż działaczem. Obserwator, który analizował przebieg życia istot żywych. Informacja była cenniejsza, niż najpotężniejsze armie. Widząc nawet jak jego podwładni, płynnie wykorzystują zebraną przez statek wiedzę, można było uznać, że ten dobrze wykonywał swoją pracę. Erik miał jednak przeczucie, że był kim więcej. Poruszał swoimi marionetkami, nawet gdy Ci uważali inaczej. Dur wysyłał swoich ludzi, w różne miejsce, gdzie poznawali ludzi i ich zwyczaje. Co badał? Czego szukał?
Ten, który ich wezwał nie zaskoczył Magneto wspomnieniem o okalającej Ziemię barierze. Wiedział o tym w pierwszej chwili, której zleciał na niebieską planetę. Zwłaszcza, że miał wtedy wiele szczęścia. Bariera wydała się czymś nienaturalnym, a poszukiwanie źródła względem technologicznego pochodzenia, spełzło na panewce. To jednak nie był najistotniejszy przekaz. Ziemia była zagrożona, jeśli wierzyć słowom przybysza, Magneto zanim odniósł się do tego, chciał wyjaśnić jeszcze jedną kwestię.
- Wystarczy! - przerwał narastające napięcie. - Wysłałeś swój sygnał, który mógł zobaczyć, każdy kto posiada oczy, lub dysponuje odpowiednią aparaturą! Tak też zapewne się stało. Nawet jeśli tego nie widać, oczy wielu zainteresowanych są zwrócone w naszym kierunku. A wierz mi, jest na co popatrzeć! - Zwrócił głowę w kierunku ognistej bestii z piekła rodem. - Ściągnąłeś tutaj przypadkowe istoty, których być tu nie powinno!
To był błąd, a on nadal nie wiedział, jaki w tym wszystkim był cel. Magneto wziął głęboki oddech, po czym zadał ostatnie pytanie, które odnosiło się do jedynej istotnej części długiej i niepotrzebnej wypowiedzi tego, który ich wezwał.
- Kto zagraża Ziemi?! - zapytał wprost, aby przejść do meritum. Nie lubił tracić czasu, na czcze gadanie.
Powrót do góry Go down
Randy



Liczba postów : 27
Data dołączenia : 29/07/2013

PisanieTemat: Re: Empire State Building   Wto Sie 06, 2013 6:11 pm

To, że nie uciekł, bynajmniej nie było kwestią odwagi. Z całego tego przerażenia nie był w stanie się ruszyć. Chciał uciekać, ale paraliżował go strach. Nie wiedział, co ze sobą zrobić. W końcu decyzja została podjęta za niego, gdy drzwi nagle same się zamknęły. No pięknie, Randy, ty debilu, pewnie za moment cię zabiją bo wiesz za dużo. Albo, gorzej, uznają za szpiega i poddadzą torturom, żebyś powiedział kto cię przysłał.
To już koniec.
Mogiła.
Jak będziesz mieć szczęście, to chociaż dostaniesz jakiś nagrobek.
O ile w ogóle pozostanie po tobie jakikolwiek ślad.
Niebieskołuski jaszczur odezwał się i młodzieniec nabrał nieco nowej nadziei bo tamten wcale nie brzmiał, jakby był wrogo nastawiony. Chyba, że miał na myśli złożenie człowieka w ofierze. Duńczyk nie pisał się ani na to, ani na zabawę w Harrego Pottera, złotego chłopca, wybrańca, którego misją ma być ocalenie świata. Całkiem dobrze czuł się jako bezimienny kelner w taniej hinduskiej restauracji. Jednak z dwojga złego wolał żyć. Jedynym, co był w stanie w tym momencie uratować, była duma. Postąpił więc kilka kroków w kierunku maga, mierząc oba potwory chłodnym, badawczym spojrzeniem, gdy nagle zauważył wielką, metalową kulę, parkującą tuż nad krawędzią budynku. Pamiętał ją skądś. Gdzieś ją kiedyś już widział. Z tego niewątpliwie ekscentrycznego pojazdu wyszedł mężczyzna, wyglądający jak wyjęty żywcem z komiksu albo starego filmu villain. Jakiś szalony doktor próbujący przejąć władzę nad światem albo kosmita. Ciężko stwierdzić.
Villain podszedł do jaszczura. Obaj zdawali się wiedzieć, o czym mówi, jednak Randy nie miał zielonego pojęcia.
Wtem niebieskołuski zwrócił się do Randy'ego. Blondyn zgodziłby się, że wojsko powinno się zjawić, ale też dałby im więcej czasu, w końcu helikopter też trochę leci. Raczej.
Młody mutant miał za złe jaszczurowi, że tak po prostu go demaskuje, ale z drugiej strony w przypadku tych tu obecnych jego zdolności czy też ich brak zdawały się być zupełnie bez znaczenia.
Na pytanie odnośnie wytłumaczenia się z braku działania nie odpowiedział nic, pozwalając mówić innym. Nigdy nie był specjalnie rozgadany a nawet dziwił się, że akurat w tej konkretnej kwestii ktokolwiek zamierza liczyć się z jego zdaniem.
O ile wypowiedź demona wydawała się pusta i bez znaczenia o tyle ta Białego Pielgrzyma (wciąż nie rozumiał, skąd to imię się wzięło) zrobiła na nim wrażenie i mowa tu o pozytywnym wrażeniu. W skrócie, to co mówił podróżnik miało ręce i nogi, nie bał się a przy tym nie stawiał pustych gróźb. Nie chciał się kłócić, chciał tylko zdobyć potrzebną mu informację. To co chciał przekazać, przekazał z klasa i godnością. Mistrzu - nauczaj.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC


Liczba postów : 1143
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Empire State Building   Sro Sie 07, 2013 10:27 pm

W tym momencie - jak i chwilę wcześniej - Midas rzeczywiście stał plecami do Demona. Słowa jednak, które wypowiedział mieszkaniec piekieł sprawiały, że jaszczur na chwilę zaciął się wewnętrznie. Na zewnątrz, nie było tego widać, jednak dawno nie spotkał się z takim przejawem arogancji. Może dlatego, że dawno nie spotkał demona? Niezależnie od tego - oraz następnych słów Białego Króla - który domagał się faktów, informacji - a nie opinii i to jeszcze nie na temat - gad odwrócił się przodem do Salosana. Demon mierzył dwa metry wzrostu, a Midas ponad dwa dwadzieścia, dodając kolce na łbie - około dwóch i trzydziestu pięciu. Był więc wyższy, co pozwalało mu dosłownie patrzeć na piekielną istotę z góry. Niebieskołuski ruszył powoli przed siebie, stawiając pewne kroki, prostując przy tym palce u obu dłoni i odsłaniając długie pazury które kończyły każdy z nich. Niebieskie ślepia zmierzyły Salpsana od dołu do góry. Nie zatrzymując się, Midas rozpoczął swój monolog wymierzony w kierunku istoty piekieł:
-Arogancki prymityw. Salpsan, mieszkaniec Piekła, sługa Mephisto. Jedyne co potrafisz to kontrola nad już istniejącym żywiołem ognia, na dodatek w bardzo niewielkim stopniu. Interpretujesz me słowa na własny sposób, obrażasz mnie i obwiniasz za własną głupotę. Nie poczułeś nawet, że sondowałem Twój umysł...
Rzekł stanowczym, niskim tonem - mówiąc szybko i cały czas kierując się ku istocie do której kierował słowa. Jaszczur zatrzymał się dosłownie przed Salpsanem.
-Zejdź mi z oczu.
Rzucił, wydając wyraźny rozkaz demonowi. Wiatr na dachu wzmógł się nagle, stając się bardziej gwałtownym, tuż nad budynkiem zaczęły wytwarzać się czarne chmury.
Salpsan rzeczywiście odczuć mógł, że nikt nie dotykał jego umysłu - a przynajmniej takie miał wrażenie. Czyżby więc znajdujący się tutaj niebieskołuski nie miał ochoty rozmawiać dłużej z tym osobnikiem - i zaprezentował mu pewien stopień swej mocy? Tego należało się już tylko domyślać.
Niezależnie od tego, Midas odwrócił się, ignorując ognistego i wracając na poprzednie miejsce. Randy nie odezwał się słowem, pełniąc rolę obserwatora, tak więc rozmowa miała skupić się teraz na nim - oraz Białym Pielgrzymie.
-Już wcześniej zadbaliście o to, by ten budynek stał się miejscem ku któremu spoglądać mieli mieszkańcy tego miasta. Bractwo zostawiło na nim swój znak, którego już nie ma.
Odparł, kierując swój wzrok na Duńczyka. Midas przyjrzał się człowiekowi, a następnie ponownie spojrzał na Magnus.
-Gdybym wiedział, oszczędziłbym nam czasu. Ktoś kto przypuszczalnie jest magiem, ostrzegł mojego przyjaciela przed potężnym zagrożeniem. Mocą absolutną. Ktoś chce po to sięgnąć. Jedna strona, rzekomy użytkownik potężnej mocy która trzyma barierę - próbuje tego kogoś powstrzymać. Nie podzielił się jednak żadnymi informacjami, tak więc nie wiemy, czy rzeczywiście możemy mu ufać. Ostatni raz Mag pojawił się w Paryżu, niedawno. Wzmocnił pole otaczające Ziemię. Nie mogę go jednak tak po prostu namierzyć, bo potrafi bardzo dobrze ukryć swój ślad i nie wykorzystuje ku temu wyłącznie jednego sposobu. Energia tego maga jest jednocześnie obecna - jak i niewidoczna. W wielu miejscach odnaleźć mogę ślady po tym, jak przemieszczał się portalami. Natomiast bariera która znajduje się nad nami, jest ledwo wyczuwalna. Informacji jest bardzo mało. Czasu w takich sytuacjach - jeszcze mniej.
Wyjaśnił, informując Białego Króla o pewnej części tego, co wiedział sam. Nie zdradził na przykład, że wiedział - kim był ten mag. Uznał jednak tą informację za niewymaganą w tym momencie, zwłaszcza - że nie stwierdził jeszcze, by ktokolwiek z osób na dachu miał być na tyle wtajemniczony, by zacząć ustalać to co tu się działo. Midas zamierzał poprowadzić tych których wtajemniczy - przez pewien etap - wstęp do tego co miało się wydarzyć. Nie miał jednak zamiaru być z nimi do końca ich ewentualnej podróży.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Randy



Liczba postów : 27
Data dołączenia : 29/07/2013

PisanieTemat: Re: Empire State Building   Sro Sie 07, 2013 11:22 pm

Bacznie obserwował poczynania jaszczura. Cała jego postawa jak i pokaz mocy sprawiały, że nie mógł się powstrzymać, żeby nie okazać aprobaty. Bez pośpiechu uniósł dłonie na wysokość splotu słonecznego, aby po chwili powoli i nie za głośno w nie zaklaskać. Obstawiać by można, że była to zwykła arogancja. Level: Randy.
Nie to, żeby jakoś mniej bał się Salpsana. Po prostu postanowił założyć, że ma maga po swojej stronie. Bo gdyby był w błędzie, to i tak nawet najpokorniejsza postawa nie ocaliłaby mu skóry, więc po co się przejmować. A może winne takim założeniom były wyłącznie nieco odbiegające od tych ogólnie przyjętych normy życia społecznego praktykowane przez Duńczyka.
Żywił też naiwną nadzieję iż dystans 3 metrów dzielący go od demona w minimalny sposób zwiększy jego szanse na przeżycie. Bardzo minimalny, ale zawsze jakiś.
Starał się też zachować odpowiedni dystans od Magneto. Mógł sobie wiedzieć, że Randy jest mutantem, jednak to, jaką właściwie moc posiada, blondyn wolał zachować jako asa w rękawie. Dopóki Biały Pielgrzym nie miał styczności ze strefą ciszy, nie mógł wiedzieć o jej istnieniu, przynajmniej w rozumieniu Skandynawa.
W końcu Midas zostawił demona i zwrócił się do Magnusa. Randy słuchał go uważnie, chociaż nie był pewien jak sam ma się do tego odnieść. Rozumiał go, ale kwestie Bractwa czy magii były tymi, w których blondyn nie mógł nic zrobić, nawet jeśli by chciał. Mógł co najwyżej nie przeszkadzać tym, którzy coś robią. Podejrzewał też, że więcej się dowie jeśli zamiast zadawać nonsensowne i głupie pytania zwyczajnie posłucha tego, co ta dwójka już wie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Salpsan



Liczba postów : 17
Data dołączenia : 30/07/2013

PisanieTemat: Re: Empire State Building   Czw Sie 08, 2013 8:01 am

- Nie zabiję cię tylko dlatego że mefisto tak karze i z jego rozkazu tu pozostanę...

Demon ściszając ton okazał swego rodzaju skruchę tylko po to aby nie zawieść swojego pana. Ogień zmniejszył i ukrył wewnątrz brzucha gdzie siarka go podtrzymywała, również pazury zaczęły się skracać.

Przysłuchując się dalej słowom niebieskiego zrozumiał że ignorancki gad jednak nie stworzył pola które nie pozwala wrócić Slapsanowi do swojego pana i wreszcie po tak długiej nieobecności odpocząć. Przypuszczał że będą mieć za zadanie powstrzymać tego maga a on powinien się przyłączyć bo leży w interesie wszystkich aby pozbyć się tego co powstrzymuje większość przed powrotem do domu.

- Trzeba było mówić tak od razu a oszczędziłbym strzępienia pazurów... Może będę pierwszym takim demonem ale proponuję rozejm i współpracę... Zapewne zmierzasz do tego aby powstrzymać tego maga tworzącego barierę albo tego który chce sięgnąć po ''moc absolutną''...
Sam nie możesz go wychwycić ale jestem święcie przeko... Powiedziałem ''święcie''? Jestem przekonany że tłumnie tu zgromadzeni
- wskazał palcem na randy'ego - i ty klaskający człowieczku... Posiadają moce, rzeczy czy coś co może ci pomóc... Sam przekonam swojego pana, skoro udało mu się wychwycić mały rozbłysk magicznego światła... Może nawet założymy grupę jak ziemianie tych... Avengers...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Empire State Building   Czw Sie 08, 2013 11:48 am

Erik obserwował nadal z założonymi rękoma, przedstawienie, którego był świadkiem. Takie sytuacje zdarzały się w grupie, zwłaszcza gdy jest ona zbudowana z samych samców, gdzie każdy chce stać na czele. Jaszczur powiedział, że zawsze znajdzie się ktoś silniejszy. To były mądre słowa, i on sam nie zamierzał ich podważać, gdyż nawet teraz w tak błahej rozmowie ta maksyma się sprawdza. Dwie potężne bestie, gdyż inaczej nie można ich nazwać stanęły naprzeciw siebie, nastroszone jak koguty. Manifestacja mocy, czymkolwiek była, wyglądał jak silne warknięcie przywołujące do porządku. Ten, który ich tu wezwał, nie miał zamiaru użerać się z aroganckim demonem, co oddawało również Magnusowe odczucia. Demon ku jego sporym zdziwieniu uległ. Okazał skruchę. Jeśli piekielne pomioty stają się tak słabe i uległe, w takim razie świat chylił się ku zagładzie.
- Oboje się chyba zgodzimy, że to zupełnie coś innego - odpowiedział zwięźle na wspomnienie o malowidle Quicksilvera, którego nie było już na budynku. Nie podejrzewał o jego zniknięcie Jaszczura, nie miał takich podstaw. Obstawił, że zrobiły to służby porządkowe.
Nie wiedział za to w ogóle, co miało znaczyć klaskanie chłopaka. Odpowiedź demona, także spłynęła po nim jak woda. Nie skupiał się na niej, gdyż jego demoniczna silna aura, którą emanował wcześniej, z każdym słowem słabła.
Gdy oni tak rozmawiali ten skupił się na tym co go najbardziej interesowało. Szybko analizował słowa Jaszczura, próbując stworzyć pewien schemat. Paryż. Ciekawy wybór na pole ostatecznej bitwy w obronie Ziemi. Z drugiej strony to miło, że nie wszystko dzieje się w Ameryce. Ten kraj potrzebuje odpoczynku, od wszelkich kosmicznych potyczek. Przynajmniej na chwilę. Magneto założył, że Dur również maczał palce w poszukiwaniach ów maga, tak więc wykorzystanie technologii asteroidy do poszukiwań powieliłoby działania Obserwatora. Zrezygnował z tego pomysłu.
- Więc nie traćmi go więcej... - Magnus pragnął, aby od tego momentu, wszyscy byli już w pełni skupieni na jednym celu. Usunięcie bariery bardzo by przyspieszyło jego działania, lecz wolał nie zwierzać się wśród tych ludzi. Przemyślał w spokoju, część opcji. Wsparcie z jego strony było nikłe, jego ludzie, byli wstanie odnaleźć mutantów, lecz nie istoty astralne, to przekraczało ich możliwości. Miał jednak pewne rozwiązanie.
- Zniszczenie Ziemi byłoby kiepskim interesem, dla każdego z nas. Od początku trapiło mnie, jedno pytanie, czy rzeczywiście powierzyłeś tak wiele przypadkowi? Dwa dni temu na terenie Ziemi doszło do rozbłysku. Natura sygnału, była na tyle rozbudowana, iż wychwycić go była wstanie nie tylko wyspecjalizowana aparatura, lecz również ziemscy telepaci. - Sygnał dotarł poza ziemską atmosferę, i został odebrany przez mutantów oraz aparaturę na Astroidzie. Jego ton zmieniał się z każdym zdaniem.
- Nie, nie wydaje mi się, aby to był przypadek! Wszyscy go zobaczyliśmy, wszyscy poza nim... - Wskazał na Sepsana palcem. - Wątpię aby Pan Piekieł zobaczył go w wieczornych wiadomościach, na swoim piekielnym telewizorze. - Szyderczy uśmiech niedowierzania w swoją wizję, pojawił się na jego twarzy, lecz nikt nie mógł go dostrzec.
- Twój sygnał podobnie jak tamten, odbił się na kilku sferach. Chciałeś sprowadzić tu kogoś odpowiedniego, i wydaje mi się, że Ci się udało, ponieważ abyśmy mogli odnaleźć istotę astralną odpowiedzialną za to wszystko, musimy zwrócić się o pomoc do Twoich Piekielnych Bogów! - Spojrzał wymownie na piekielnego goryla.
Powrót do góry Go down
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC


Liczba postów : 1143
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Empire State Building   Czw Sie 08, 2013 6:43 pm

-Ależ Ty jesteś łaskawy, doprawdy.
Odparł ironicznie demonowi, nie odwracając nawet wzroku w jego stronę. Głównie skupiony był na Magnusie, jednak zanim ten zdążył się odezwać, Selpsan musiał wtrącić swoje trzy słowa. Dla niebieskołuskiego to już chyba zaczynało się robić po prostu smutne.
-Nie, nie będę go powstrzymywał. To Wasz problem, a ja mam Wam tylko o nim przypomnieć. I nie, nie posiadacie mocy które mogą mi pomóc. Wasze zdolności "specjalne" nie pomogą tutaj nawet Wam samym. Grupa mścicieli? Demon chcący bawić się w superbohatera... Tak, teraz to jestem ciekaw - mów dalej.
Odparł, jednak nie odwracał się do swego rozmówcy. Skupił się natomiast na Magnusie, który bardzo szybko łączył fakty w jedną całość, doskonale analizował i zbierał informacje. Duńczyk na razie tylko słuchał - a Biały Pielgrzym chciał coś zdziałać. Robił to skutecznie, bo wyraźnie zdobył zainteresowanie stojącego przed nim jaszczurowatego. Midas skrzywił swój łeb na bok, a na jego pysku zawitało zaciekawienie. Tak, Magnus wyraźnie zdobył sobie jego uwagę. Jednak nie oznaczało to, że niebieskołuski stał się jakoś skory do pomocy lub większej współpracy niż dotychczas.
-Los jest nieprzewidywalny, jednak potrafi zadbać o stawiennictwo odpowiednich osób, w odpowiednim miejscu i o odpowiednim czasie.
Wyjaśnił spokojnie, prostując swą głowę, a następnie zerkając kątem oka na Duńczyka. Jaszczur obrócił się w jego kierunku. Uniósł lewą dłoń i gestem wskazał młodzieńcowi, by ten zbliżył się do niego i Magnusa.
-Podejdź, młody człowieku. Twa aura na nas nie zadziała.
Wyjaśnił jaszczur, a gdy Magneto znów przemówił, ten znów skupił na nim swą uwagę. Tym razem jednak nie podzielał zdania Białego Pielgrzyma.
-Świat piekielny to ostatnie miejsce do którego pozwolę się Tobie udać, Biały Królu. Ani ten tutaj demon, ani jego przełożeni - nie są w stanie pomóc. Istota której szukamy jest zbyt potężna na takie sztuczki. Możliwe nawet, że korzysta z potężnego artefaktu, dającego jemu bądź jej - przewagę. Najważniejszym jest jednak pytanie... Kogo ściga?
Wyjaśnił, kierując swój wzrok ku niebu. Spoglądał tam, jakby szukał czegoś - albo kogoś.
-Dlaczego mam przeczucie, że dobrze się do tego nadajesz, Biały Królu? Dobrze więc. Są jednak dwa problemy. Pierwszym swą Twoi ludzie. Jeśli okaże się, że będziesz ich potrzebował - muszą być gotowi. Drugim jesteś Ty sam oraz relikt przeszłości na orbicie.
Zaczął, opuszczając wzrok i kierując go na Magnusa. Midas już wiedział co chciał, przybył ktoś kogo tutaj potrzebował. Niemniej jednak Magnus - choć potężny, posiadający swych ludzi - zamieszany był w politykę, posiadając własny pojazd przy Ziemi - tuż obok okrętu Federacji. Mag wiedział, że nie byłoby nic gorszego niż fakt, że teraz jeden drugiemu patrzył na ręce. Należało to zmienić.
-Powinieneś skontaktować się z Dur-Shurrikunem. Wasza kooperacja, może okazać się w przyszłości kluczowa.
Wyjaśnił, kończąc swoją wypowiedź. Co stało się dalej? Niebieskołuski gad, nagle rozmysł się niczym mgła - znikając - tak po prostu zostawiając tu wszystkich samym sobie. No może po za Magnusem, gdyż w jego dłoni pojawiło się... Coś... Pierścień wielkości dłoni przeciętnego, dorosłego mężczyzny, na jednej ze strony znajdował się kolce zwrócone ku górze. Gdy tylko Biały Król uniósł swą dłoń by zobaczyć co pojawiło się w jego dłoni - pierścień aktywował się - wyświetlając nad sobą obiekt - coś, co wyglądało jak maluteńka gwiazda. Czymkolwiek było to, co pozostawił po sobie jaszczur - posiadało w sobie dziwną, wyczuwalną moc. Nie dało określić się czym dokładnie było lub jak wielka była to moc. Jednak materiał z którego stworzony był pierścień - mógł być Magnusowi znany. Posiadał go tylko jeden byt we wszechświecie - okręt z którym Biały Pielgrzym miał okazję już rozmawiać. Ten dziwny materiał wydawał się nie reagować na żadną moc magnetyczną, był również niezniszczalny - a przynajmniej nie za pomocą konwencjonalnych metod. Czyżby był to artefakt? Można było się domyślać, że Midas pozostawił go w celu kontaktu z okrętem.


Spoiler:
 

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Randy



Liczba postów : 27
Data dołączenia : 29/07/2013

PisanieTemat: Re: Empire State Building   Czw Sie 08, 2013 7:18 pm

Słuchał Białego Pielgrzyma i nagle uderzyła go pewna niepokojąca myśl. Czyżby to co go tu ściągnęło to nie ciekawość? Na moment stał się czyjąś marionetką, dał się prowadzić jak kot podążający za kocimiętką i ani na chwilę nie przyszło mu to do głowy.
To nie brzmiało zbyt dumnie.
Och, więc teraz jeszcze jaszczur postanowił uchylić wszystkim zebranym rąbka tajemnicy odnośnie mocy Randy'ego? Jakże miło z jego strony, chociaż mógł @%#@$&%& najpierw zapytać, zanim dokonał za niego %@%#^$^&% coming out'u, już po raz drugi w ciągu ostatniego $%^$^%###@ kwadransa. Niech jeszcze $@@!%*&^$ opowie co ta aura robi. $#%%@&#.
Duńczyk stłumił irytację, biorąc głęboki wdech i podszedł do nich. Starał się nie myśleć o tym, że skoro jego aura nie działa nawet na Magnusa, to właściwie kończy zupełnie bezbronny. Otuchy dodawało mu jedynie to, że Midas dążył do zachowania jako takiego porządku, więc nie dałby go skrzywdzić.
Z zaciekawieniem słuchał opowieści niebieskołuskiego, gdy ten nagle zniknął, zostawiając w rękach Magnusa jakiś czarodziejski krążek. Czyli teraz bawimy się we Władcę Pierścieni? Niestety larp nigdy nie był żywiołem blondyna, więc ten nie bardzo wiedział jak ten temat ugryźć. Nie wiedział też, jak ma się zachować wobec pozostałej dwójki czy jaką drogę ewakuacji obrać w przypadku sytuacji awaryjnej.
Zerknął na demona, jakby się upewniał, czy nadal jest pokojowo nastawiony. Zaraz potem przeniósł spojrzenie na Białego Króla (hej, czy to nie zabawny zbieg okoliczności, że ten pierścień wygląda jak korona?), szukając odpowiednich słów.
- I niby mamy współpracować? - wyraz jego twarzy sugerował zwątpienie. - Myślę, że jeśli chodzi o dobór towarzyszy, to mogłeś lepiej trafić - poinformował, odzywając się chyba po raz pierwszy od czasu wejścia na dach.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Empire State Building   Czw Sie 08, 2013 8:26 pm

Ścieżki wszystkich żywych i myślących istot ciągle się przeplatały. Los mógł być nieprzewidywalny, a przypadki mogły okazać się zbawienne, lecz on wierzył w coś innego. Wszyscy żyliśmy na sieci, która jest połączona ze sobą, a jej wielkości nie ogarniała żadna wyobraźnia. Żywe istoty niczym impulsy poruszały się na niej bez przerwy. Zasada była taka, że nawet najmniejsze działanie może diametralnie zmienić naszą przyszłość, gdyby Magnus nigdy nie wyruszył z starej elektrowni, nie zobaczyłby sygnału, który sprowadził go w to miejsce. Wszystko sprowadzało się do wyboru, którego dokonał. Chłopak, który stał z nimi na tym dachu, znalazł się tutaj jedynie ściągnięty przez przypadek. Idąc za głosem swej ciekawości wszedł na dach tego budynku, pomimo, że wszyscy jego mieszkańcy go w pośpiechu opuścili i znalazł się w miejscu, w którym nie powinien być. Wybrałby inaczej, pozostałby na poziomie ulicy wśród przerażonych cywilów, a jego życie patrząc z perspektywy tego co może się w przyszłości wydarzyć, wyglądałoby zupełnie inaczej. Ta teoria niosła ze sobą jeszcze jedną ciekawą, aczkolwiek już abstrakcyjną teorię, każdy z naszych czynów, był odzwierciedlany w innej rzeczywistości.
Magnus znalazł się tutaj, ponieważ tak wybrał. Przypadek ściągnął go tutaj, chociaż on nadal wierzył w swoją teorię tyczącą się demona. Gdyby się tutaj nie pojawił, prędzej czy później wysłannik kosmicznego statku znalazłby go i przekazał te informacje. Jak się okazało miał odegrać w tej grze większą rolę, niż mu się początkowo zdawało. Wszystko co czynimy, nawet jeśli początkowo wydaje się, błahe i nieznaczące - tak jak zaproszenie małego statku na pokład asteroidy i poznanie Dur'a - może zmienić nasze życie. Nigdy jednak nie poznamy, tego co mogło się zdarzyć, tego co zdarzyło się w innej rzeczywistości.
Wracając do tego co działo się tu i teraz. Istota, która go tu wezwała nie ufała, mu równie mocno, jak on nie ufał kosmicznej jednostce. Od początku swej relacji odnosili się do siebie z kulturą i szacunkiem, lecz oboje świadomi byli swojej potęgi i dlatego, pomimo wiszącej w powietrzu współpracy nigdy, ale to nigdy sobie w pełni nie zaufają. Magnus uniósł wzrok w niebo zaraz za gadem. Mógłby pomachać swoim ludziom, gdyż był pewien, że nie spuszczają z niego wzroku, to jednak byłoby nie na miejscu.
- Moja załoga winna być Twoim najmniejszym zmartwieniem! - rozwiał wątpliwości Jaszczura mocnym tonem. Bractwo, może było słabe i dopiero zaczynało się tworzyć, lecz jego oficerowie, byli armią, która miała na swoim koncie wiele zwycięskich bitew. Impuls przeszył jego umysł, jakby dostrzegł coś, co początkowo nie wydawało mu się istotne, było zaledwie czczym gadaniem. Istota drugi raz wspomniała o jego asteroidzie, w kontekście zagrożenia. Zanim zdążył rozwinąć ten temat Jaszczur wyparował. Poczuł w dłoni ciężar, a gdy wyniósł ją przed siebie zobaczył jak kończy się w niej materializować niezwykły złoty pierścień. Pierścień miał w sobie coś hipnotyzującego, a gdy aktywował się magia niezwykłości spowiła ten dziwny przedmiot. Nie wiele mógł o nim powiedzieć, lecz wiedział dokładnie u kogo szukać dalszych odpowiedzi. Magnus opuścił dłoń, podniósł wzrok na resztę przybyłych. Bez wątpienia nie interesowało go ciągniecie ich ze sobą. Najpierw zwrócił się do demona:
- Parafrazując naszego niebieskołuskiego towarzysza, potężne byty często bywają zaślepione przez swą własną potęgę. Wykorzystaj wiedzę, którą zdobyłeś i moc swoich Piekielni Władców, aby zlokalizować maga z Paryża!
Demon powinien przyjąć to zadanie, nawet jeśli miałby zrobić to sam dla siebie, gdyż bazując na tym co wcześniej powiedział, on również miał swój osobisty interes w usunięciu bariery. Jeśli tego nie zrobi, niech sczeznąć w piekielnych czeluściach.
Demon prawdopodobnie ulotni się w swym ognistym portalu, a wtedy mężczyzna zwrócił się do chłopaka, który w końcu raczył się odezwać. Współpraca, nie na tej płaszczyźnie, lecz był on mutantem, a to można było wykorzystać.
- Nie będziemy współpracować, gdyż ja nadal uważam, że nie powinieneś się tu znaleźć. To cię przerasta, dzieciaku. Chciałbym jednak złożyć Ci propozycję... - Magneto wyciągnął wolną rękę w stronę kuli, która jak tylko z niej zszedł wróciła do bazowej formy. Wyleciała z niej niczym z pod tafli wody cienka metalowa płytka. Wyglądała jak wizytówka wykonana z aluminium. Rzucił ją płynnie w stronę chłopaka, niczym krupier posyłający kartę z talii na stole w kasynie. Znajdował się na niej adres siedziby bractwa, oraz pełna nazwa "Brotherhood of Mutants".
- Przybądź w to miejsce, będzie tam ktoś, kto Cię wprowadzi w szczegóły. Żegnaj.
A jeśli szczęście dopisze, to do zobaczenia. Nie czekając na odpowiedź, odwrócił się i udał do swojego pojazdu. Odleciał z dachu, wchodząc w tryb kamuflażu. Ponownie spojrzał na relikt, który aktywował się. Co to za planeta?, pomyślał.

[z/t]
Powrót do góry Go down
Salpsan



Liczba postów : 17
Data dołączenia : 30/07/2013

PisanieTemat: Re: Empire State Building   Pią Sie 09, 2013 9:48 am

Salpsan zastanawiał się co takiego ważnego przekazać miał jaszczur skoro nikt z tutaj zgromadzonych nie miał mocy by odnaleźć źródło problemu. Jedynie biały wydawał się kompetentny i lepiej wypadła by zamiana ról. Kiedy niebieski wyparował również demon spostrzegł to coś w jego dłoni, a ta kulka przypominała lawę. W końcu i Biały ze swoim pojazdem wyparował, a wtedy demon postanowił znaleźć miejsce gdzie mugłby porozmawiać ze swoim panem.

- No klaskaczu - Zwrócił się do Randy'ego - znasz może jakieś bezpieczne miejsce? Rozmowa z mym panem wymaga skupienia a gdy tylko mnie zobaczą to piekło przyjdzie do mnie... I lepiej nie baw się tą aurą.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Randy



Liczba postów : 27
Data dołączenia : 29/07/2013

PisanieTemat: Re: Empire State Building   Pią Sie 09, 2013 8:57 pm

Rzucił jedynie okiem na ten śmieszny kawałek metalu. Nie chciał mieć nic wspólnego z żadną grupą a najszczęśliwszy byłby chyba gdyby również żadna grupa nie chciała mieć nic wspólnego z nim, jednak skoro dostał ich wizytówkę to od samego zerknięcia nie oślepnie.
Nagle zorientował się, że został sam na sam z demonem. Ten los chyba bardzo lubi się z nim droczyć, nie ma co, ale skoro blondyn jakoś dożył do teraz, to może nie będzie tak źle. Tym bardziej, że demon zdawał się nie być aż tak agresywny jak jeszcze chwilę temu. Duńczyk zerknął na niego, gdy tylko się odezwał.
- Nazywam się Malcolm - wyjaśnił spokojnie, nadal trzymając blaszkę w dłoni. - Ja bym poszukał jakiejś szkoły albo urzędu. O tej porze powinno tam być bezludnie pod warunkiem, że wystarczająco cicho się tam zakradniesz.
Trochę bawiła go ta ostrożność demona odnośnie strefy ciszy, skoro ten już wiedział, że nie będzie na niego działać. Nie powiedział jednak ani słowa, ani się nie uśmiechnął. Jego twarz pozostawała kamienna a spojrzenie chłodne i dość obojętne, jak zwykle.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Salpsan



Liczba postów : 17
Data dołączenia : 30/07/2013

PisanieTemat: Re: Empire State Building   Sob Sie 10, 2013 10:40 am

- To zaprowadzisz mnie do najbliższej budowli którą nazwałeś urzędem albo szkołą, Malcolm? A tak przyokazji: Jam jest demon Salpsan a mym panem jest wielki Mefisto... Puki co nie musisz się mnie obawiać.

Jaszczur wezwał tu dwie przypadkowe istoty i jakiegoś pielgrzyma, a następnie powiedział coś o jakimś magu. Oznajmił że nikt nie morze mu pomóc i znikł, to jakby zwołać wszystkie demony, powiedzieć im że szuka się czegoś i że oni tego nie znajdą. Całkowicie bez sensu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Randy



Liczba postów : 27
Data dołączenia : 29/07/2013

PisanieTemat: Re: Empire State Building   Sob Sie 10, 2013 1:12 pm

Jeśli "Malcolm" miałby być szczery, to nie specjalnie chciało mu się spacerować po mieście z jakimś demonem, który, delikatnie to ujmując, odrobinę rzuca się w oczy. W tłumie w każdym razie nie przejdzie niezauważony.
Jak by mu tu jednak elegancko odmówić, Randy nie miał pomysłu.
- Wiesz, mam lepszy pomysł. Może po prostu ty tu zostaniesz a ja pójdę. Będziesz mieć dach tylko dla siebie i nikt nie będzie ci przeszkadzać. Co ty na to?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Salpsan



Liczba postów : 17
Data dołączenia : 30/07/2013

PisanieTemat: Re: Empire State Building   Sob Sie 10, 2013 2:11 pm

- Czyżbyś ogłuchł klaskaczu? Zaraz zleci się tu kupa ludzi... Wymyśl coś... Zresztą samemu nie uciekniesz bo magia wciąż blokuje drzwi, a nie wyglądasz na siłacza.

Odparł demon, w pobliżu nie było istoty potężniejszej od niego, mógł sobie pozwolić na wszystko.

Magia już nie blokuje drzwi, to raz, a dwa - dłuższe posty!
~ Loki
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Randy



Liczba postów : 27
Data dołączenia : 29/07/2013

PisanieTemat: Re: Empire State Building   Sob Sie 10, 2013 3:23 pm

- Jestem Malcolm... - wyjaśnił już nie tak spokojnie.
Trochę się jednak zaniepokoił, bo utknięcie na dachu z jakimś potworem nie było jego wymarzonym sposobem na spędzenie wieczoru. Z drugiej strony nie rozumiał, po co drzwi miałyby nadal być magicznie zablokowane, skoro maga już tu nie ma. Schował wizytówkę do kieszeni i spokojnym krokiem ruszył do drzwi. Chwycił za klamkę a po chwili normalnie otworzył drzwi.
- Pozory mylą.
Otwarcie drzwi nie rozwiązywało jednak problemu. Salpsan rzucał się w oczy. Udawanie, że to tylko kostium, nie zadziała. Nawet w Nowym Jorku.
- Wiesz, że jak tylko wejdziesz między ludzi, ściągniesz na siebie ich uwagę?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Salpsan



Liczba postów : 17
Data dołączenia : 30/07/2013

PisanieTemat: Re: Empire State Building   Sob Sie 10, 2013 9:37 pm

- Twoja głowa w tym aby się nie zorientowali, może ludzkie przebieranki? Jesteśmy po ciemnej stronie planety a ludzie nie widzą za dobrze w ciemnościach... Pamiętaj, możemy ocalić te żałosne więzienie zwane ''Ziemia'', a puki jesteś mi potrzebny jako kontakt z białym postaram się aby nic ci się nie stało... Może mój Pan w podzięce za pomoc ci coś podaruje choć nie obiecuję...

Demon ruszył powoli i spokojnie w stronę drzwi, w jego cielsku zgasł już ogień więc bez świateł wyglądał jak kiepski kostium kozła na sterydach.

- Nie podoba mi się imię Malcolm... Przydomek ''klaskacz'' lepiej do ciebie pasuje... Jest nawet groźniejszy niż ''Mały coln'', no chyba że wolisz to: Klaskaczu mały coln'ie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Randy



Liczba postów : 27
Data dołączenia : 29/07/2013

PisanieTemat: Re: Empire State Building   Pon Sie 12, 2013 4:29 pm

Podaruje? Now we are talkin'... Chociaż robienie interesów z panem ciemności nie wydawało się Randy'emu ani rozsądne, ani moralne. Demon ruszył do drzwi. Bez ognia nie wyglądał już tak strasznie. Raczej... żałośnie.
Mógł jednak oszczędzić sobie żartów na temat imienia Duńczyka. Żeby chociaż te żarty były zabawne, ale nie, były tak niskich lotów, że podwoziem spokojnie mogłyby zaorać jakieś pole.
- Salpsan, cholera, chcesz żebym ci pomógł, czy nie?
Blondyn spojrzał na niego znacząco. Po chwili zaczął iść po schodach, na końcu których znajdowały się kolejne drzwi a za nimi hol i windy. W oddali słychać było zbliżające się helikoptery. Lepiej późno niż wcale - pomyślałby Randy, gdyby nie to, że akurat w jego sytuacji im później tym lepiej.
Wcisnął guzik wzywający windę i rozejrzał się, by stwierdzić, czy Salpsan nadal za nim idzie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Salpsan



Liczba postów : 17
Data dołączenia : 30/07/2013

PisanieTemat: Re: Empire State Building   Wto Sie 13, 2013 11:01 am

- Oczywiście że chce, no i wreszcie się postawiłeś... Nie zasługujesz na imię mały coln... Może będę cię nazywał Mardero... Każda istota nie z tego świata wzgardzi twym prawdziwym imieniem, lecz nie tym.

Demon schodził po schodach z zaciekawieniem otaczającego go środowiska. Jego stopy były odrobinę za duże aby mógł spokojnie schodzić, drapał pazurami ścianę łapiąc równowagę.
Demon był trochę za szeroki aby normalnie wejść do windy więc wszedł bokiem. Wewnątrz panował mały ścisk a Randy mógł poczuć szorstką skórę demona i odgłosy dochodzące z jego brzucha, jakby kilka cichutkich głosików potępionych.

- Jaki masz plan Mardero?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Randy



Liczba postów : 27
Data dołączenia : 29/07/2013

PisanieTemat: Re: Empire State Building   Wto Sie 13, 2013 4:08 pm

Ale Duńczykowi podobało się jego "prawdziwe imię". Demon mógłby przestać wymyślać mu na siłę nowe imiona bo blondyn sam zaczynał się w nich gubić a to nie wróżyło nic dobrego.
- Jestem Malcolm i bez dyskusji. Przestań mnie nazywać nie moim imieniem.
Spokojnie wszedł do windy a Salpsan wtoczył się za nim, zajmując dobre 80% dostępnej przestrzeni. Do tego coś wołało z jego wnętrza, najprawdopodobniej o wolność. Skandynaw aż nie chciał wiedzieć, co takiego demon jadł na obiad. W ogóle nie chciał mieć z tym nic wspólnego, jeszcze skończyłby tak, jak ci nieszczęśnicy.
Wcisnął guzik z wybitą na nim cyfrą "0". Winda powoli ruszyła.
Jego plan brzmiał "jakoś to będzie", ale demonowi warto było dać nieco więcej detali bo zdawał się nie być zorientowany w świecie ludzi.
- Plan wygląda tak: zaczniemy od tego, że się zamkniesz. Wyjdziemy z budynku, jak będziemy mieć szczęście, to ochrona weźmie cię za człowieka w kostiumie. Pokażę ci odpowiednie miejsce i tam się udasz i na tym zakończymy znajomość. Masz niczego nie zniszczyć. Widzę że podoba ci się ten plan, bardzo mnie to cieszy.
Wreszcie winda zatrzymała się na parterze, drzwi się otworzyły. Randy pozwolił demonowi wyjść pierwszemu, zanim sam wyszedł. Albo raczej, żeby być dokładniejszym, nie miał wyjścia i musiał go przepuścić, bo nie był w stanie przecisnąć się między demonem a ścianą.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Salpsan



Liczba postów : 17
Data dołączenia : 30/07/2013

PisanieTemat: Re: Empire State Building   Sro Sie 14, 2013 8:23 am

- Ale jak skontaktuje się z białym? Z tobą gadał... Pewnie wiesz gdzie on może przebywać.

Demon bez słowa wyszedł z windy i spokojnie czekał na Randy'ego. Ogień w jego brzuchu już dawno zgasł więc potrzebował jakiegoś źródła aby móc na nowo miotać ogniem a w ludzkich miastach raczej za często ognia się nie znajdzie. Demon coś nie liczył na to że ludzie są na tyle głupi aby nabrać się na numer z kostiumem ale co on tam wiedział może ludzie są naprawdę mega głupi. Z góry miasto nie wydawało się tak oświetlone jak to widać na parterze i nawet głupi ludzie powinni spostrzec że coś jest bardzo nie tak z ''kostiumem''
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Empire State Building   Sro Sie 14, 2013 9:59 am

MG MODE


Nie, ludzie nie byli, aż tak głupi, jak mogłoby się wydawać. Spokojna przeprawa windą, a później schodami powiodła się, tylko i wyłącznie dlatego, że budynek został niemalże całkowicie ewakuowany. To miejsce, było również siedzibą Kingpina, dlatego można było się spodziewać, iż będzie on go bronić. Gdy znaleźli się na parterze, tuż przed głównym wyjściem, dostrzegli szwadron policjantów schowanych za policyjnymi wozami, oraz oddział SWAT, który rozstawił się w głównym holu, tuż przy wejściu, chowając za różnymi marmurowymi elementami dekoracji, lub futrynami.
Windy znajdowały się na końcu holu, tuż przed recepcją.




Mieli podgląd na monitoring, a helikopter nagrywał poczynania dwójki wędrowców z dachu, dlatego byli świadomi zagrożenia, które znajdowało się w budynku. Od czasu ataku kosmitów na Nowy York, wszelkie służby porządkowe stały się mocno wyczulone pod tym względem. NYPD nigdy się nie patyczkowało z takimi dziwakami, dlatego gdy tylko demon i jego towarzysz znaleźli się w polu widzenia, otworzyli w ich stronę ogień. Grad kul odbijał się od marmurowych ścian, rozrywając wszystko co stało mu na drodze.

//Małe urozmaicenie od MG, bo aż razi fakt, że nikt na to nie reaguje :)
Powrót do góry Go down
Randy



Liczba postów : 27
Data dołączenia : 29/07/2013

PisanieTemat: Re: Empire State Building   Sro Sie 14, 2013 4:13 pm

//Gracze przyznają rację i dziękują za urozmaicenie.

Te puste korytarze nie wskazywały na nic dobrego.
- Nie mam bladego pojęcia - mruknął, wychodząc z windy. - Nie sądzę też, żeby cię potrzeb...
W ostatniej chwili cofnął się o krok, za kolumnę, spostrzegając odbijające się w ścianach światła kogutów policyjnych, sekundę przed tym, jak sznur pocisków śmignął tuż przed jego nosem o mało nie robiąc w nim dodatkowej dziurki.
- For satan...* - rzucił pod nosem, zanim zorientował się, że rzucanie tego typu zwrotami przy demonie może nie być najlepszym pomysłem. Jeszcze zrozumie i sobie za dużo pomyśli.
I widzisz, Randy. Raz się wepchałeś tam, gdzie cię być nie powinno i oto masz efekty. Nawet jeśli Duńczyk jakimś cudem przeżyje, jego twarz będzie wszędzie, jego normalne życie praktycznie się skończyło. Los ma przewrotne poczucie humoru.
- Zdajesz sobie sprawę z tego, że to twoja wina, że znaleźliśmy się w tej sytuacji?
Wiedział, że jak tak dalej pójdzie, komandosi złapią ich prędzej czy później. Skandynaw aż wyłączył strefę ciszy, w nadziei na jakiś cud.



*for satan - duńskie "kurde"/"niech to szlag", czyt. fo- set'n.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Empire State Building   Today at 4:58 am

Powrót do góry Go down
 
Empire State Building
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 4Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next
 Similar topics
-
» Empire State Building
» Regulamin forum

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Midgard :: Stany Zjednoczone Ameryki :: Nowy Jork-
Skocz do: