Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Las

Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Carol Danvers
Mistrz Gry | Captain Grammar
avatar

Liczba postów : 449
Data dołączenia : 24/03/2013

PisanieTemat: Las   Pią Maj 30, 2014 10:14 pm

Zwykły, najzwyklejszy, zielony las. Gęsty z wydeptanymi ścieżkami i przecięty szosą, która później zmienia się w piaszczystą drogę prowadzącą do fabryki. Nie wyróżnia się niczym. Ot, wysokie drzewa z gęstymi koronami, których gałęzie rzucają cień na ziemię, kilka roślin i przemierzających zagajnik zwierzyna. Na dodatek strumień, którego źródło znajduje się o kilkanaście (jak nie kilkadziesiąt) kilometrów dalej.

_________________


This isn't a question of what I'm not. This is a question of who I could be.

I outrank that son of a bitch.
karta postaci
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Carol Danvers
Mistrz Gry | Captain Grammar
avatar

Liczba postów : 449
Data dołączenia : 24/03/2013

PisanieTemat: Re: Las   Pią Maj 30, 2014 10:26 pm

Wysoko rozwinięta technologia w dwudziestym pierwszym wieku pozwalała niemalże na wszystko: wynalezienie i odkrycie poszczególnych zjawisk, wyprodukowanie różnych sprzętów, wyszukiwanie informacji, jak i ich gromadzenie. Rozwój technologiczny pozwalał na to, aby inwigilować prawie że każdego - prócz tych, którzy sami wiedzą, jak się przed tym ochronić. Można było również pozwolić sobie na to, by spojrzeć w każdą część świata, a prawie każdą sprawdzić znacznie dokładniej. I choć obrazy z satelity przedstawiały dane miejsce, to system SHIELD wykrywał dość nienaturalne zakłócenia sygnału, uniemożliwiając dokładne przeanalizowanie i sprawdzenie tego, co znajduje się w danym obszarze, jakie przedstawiały wszelakie monitory. Tymże faktem zainteresował się sam dyrektor Fury, któremu nie leżała ta sprawa odpowiednio. Znając jego osobę, można było już się spodziewać, że wyśle kilku podopiecznych, by dowiedzieli się, co to może oznaczać. Nawet jeśli miałoby to być jakąś głupią zabawą dzieciarni, to trzeba było zobaczyć. Niekiedy, w końcu, intuicja jest najważniejsza, czyż nie? Z tego też powodu po niedługim czasie Kapitan Rogers i Sharon Carter otrzymali wytyczne dotyczące całej misji. Nie byli jednak jedynymi osobami. Fury, rezygnując z kilku agentów, wolał wybrać kogoś z zewnątrz, kto i tak był mu winny przysługę. Jedną z takich osób był wiecznie znerwicowany Wolverine. Najpewniej za to, że w ekwipunku otrzyma piwo (i przypomnieniu o przysłudze), zgodził się na wyruszenie wraz z Agentką 13, jak i Kapitanem Ameryką. Dodatkowo - prawdopodobnie - mógł być motywowany faktem, że nadal poszukiwany jest Profesor X, więc cień szansy pojawił się w terytorium, przy którym pojawiają się zakłócenia.
Po zebraniu się na mostku na Helicarrierze, cała trójka mogła w końcu wyruszyć w poznanym całkiem niedawno kierunku. Oprócz Carter, Howletta i Rogersa, na pokładzie znajdywali się dwa piloci i dwaj agenci jednego z niższych poziomów; ci akurat byli jako towarzystwo czy - wątpliwa w porównaniu trójki wyruszającej na misję - też jako ochrona dla pilotów.
Lot do Kalifornii zajął im około sześciu godzin. Pogoda w tym stanie dopisywała i nie trzeba było się obawiać jakichś niewygodnych anomalii pogodowych, które mogłyby być utrudnieniami w wykonywaniu misji. Była lekka mgła, jednak nie na tyle przerażająca, żeby zacząć się o nią martwić.
Drapacze chmur w Los Angeles od razu zwróciły na siebie uwagę, kiedy były zauważalne. To jednak nie one były ostatecznym celem dla helikoptera organizacji. Bardziej powinny ich interesować okolice, a dokładniej najdalsze obrzeża największego miasta stanu. Tam znajdywał się obszar, niepokojący tymi całymi zakłóceniami. Gdy znajdywali się coraz bliżej niego, można było zauważyć, że terytorium jest całe zalesione. Ot, różne, różniaste drzewa i gdzieniegdzie drobne zbiorniki wodne. Całą zieleń przecinała szeroko, nieco podniszczona szosa, prowadząca do starego, nieużywanego już budynku. Im bliżej znajdywała się konstrukcji tym mniej wyraźna była i stawała się piaszczysta.
- Możecie się przygotować do wyskoku - poinformował ich pilot po dłuższej chwili milczenia. - Nie mogę podlecieć bliżej przez te zakłócenia, więc czeka was niedługi spacer do tamtego budynku - dodał, a następnie zamilknął; uznał, że najważniejsze informacje przekazał całej trójce. Agentka 13, Kapitan Ameryka i Wolverine mogli powoli szykować się do wyskoku. Jeśli byłoby to im potrzebne - mieli zapewnione spadochrony, znajdujące się tuż obok drzwi, przez które opuszczą kabinę niewielkiego helikoptera.
Pilot, jak zapowiadał, podleciał jeszcze kilka metrów, znajdując względnie dogodny teren, który był wolny od drzew. Obniżył się na tyle, aby nie było za wysoko, ale też nie za nisko, by było dla niego problemem w sterowaniu śmigłowca. W oczekiwaniu na opuszczenie kabiny, rozejrzał się po terenie, a gdy już cała trójka znalazła się bezpiecznie na dole, odleciał z pozostałą dwójką agentów i pilotem, nie dodając od siebie nic.
Trójka, która została wybrana na misję, mogła rozejrzeć się po okolicy i dostrzec… drzewa. Akurat nie wylądowali w miejscu, przy którym znajdywała się droga, a i nawet nie byłoby to polecane, skoro nie wiedzą kto lub co może tam być. Wystarczyło, aby obrali odpowiedni kierunek, co nie powinno być trudne, gdyż można było zauważyć kilka wydeptanych, pojedynczych ścieżek. Ewentualnie, faktycznie mogli kierować się w stronę drogi i iść wzdłuż niej, aby dotrzeć do zamkniętego budynku. Musieli natomiast być przygotowani, że cokolwiek może ich spotkać w tym momencie i zdani są na siebie. Jednakże, Nick Fury nie należał do osób nierozważnych i zawsze brał takie możliwości pod uwagę. Stąd też nie wybrał byle kogo do tej misji.


Chwila organizacji.
Aby ułatwić przemieszczanie się między lokacjami, zmniejszyłam ich liczbę do 3. Będę jednak w postach zaznaczać w której części budynku czy też lasu się znajdujecie, więc w razie jakichkolwiek problemów - piszcie na PW, żebym mogła odpowiedzieć. Na razie znajdujecie się w I części lasu.
Ponadto, będę dopisywała, co aktualnie możecie, czego nie, jednak to już będzie występowało znacznie rzadziej. Na ten moment po prostu wypada zrobić krótkie rozeznanie w terenie oraz wybranie drogi.
Co do ekwipunku, to zakładam, że Cap, jak zawsze, ma swoją tarczę, pistolet. Sharon również pistolety i najwyżej Logana, bo się zmieści. Logan piwo i cygaro, bronią jest sam dla siebie. Wszyscy natomiast macie komunikatory, które mogą, ale nie muszą, zadziałać. Dodatkowo, ktoś z was ma sprzęt albo wyspecjalizowany aparat, by móc - w razie czego - cokolwiek utrwalić.

_________________


This isn't a question of what I'm not. This is a question of who I could be.

I outrank that son of a bitch.
karta postaci
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Captain America

avatar

Liczba postów : 237
Data dołączenia : 27/05/2012

PisanieTemat: Re: Las   Sob Maj 31, 2014 10:24 am

Steve naprawdę był wdzięczny Fury'emu za wyciągnięcie go z miasta po całej akcji z Bucky'm i odcięcie go od innych, natrętnych i żądnych raportów agentów. Zaczął odczuwać sympatię do wiecznie naburmuszonego, cynicznego, lecz jakże skutecznego agenta, jak to u niego zawsze było, do czasu gdy nie poznał Agentki 13. Uroczej Kate spod szpitala, nasłanej właśnie przez nikogo innego jak Nicka Fury'ego i jego kolegów do... obserwacji obiektu. Uzyskała pozwolenie na wtargnięcie do świata osobistego Rogersa, szkoda tylko, że nie od niego.
- Hej, Sharon. - przywitał się z dziewczyną na mostku, nie będzie przecież jej ignorował. Zostali razem przydzieleni do jednej misji. I choć zdawał sobie sprawę, że była to jej praca, polecenie od góry, to nie mógł do końca wyzbyć się uczucia zdrady. SHIELD znowu go zawiodło. Miał szczerą nadzieję, że chociaż ta misja jest czymś sensownym.
Z Loganem poszło lepiej. Podszedł do starego przyjaciela i go uściskał.
- Kopę lat, co? - uśmiechnął się.
Choć starał się nie brać całej tej sytuacji do siebie, poznanie prawdziwej tożsamości Sharon Carter nie było czymś sprawiającym zbyt wiele radości. Jej nazwisko odbijało się echem w jego głowie. Nawet obecność Logana wiele nie zdziałała, choć naprawdę się cieszył ze wspólnej współpracy. Podróż do Kalifornii spędził w ciszy, analizując informacje od Fury'ego, czasem zamieniając słowo z resztą drużyny. Jak się okazało, celem ich wyprawy okazał się być teren gęsto zalesiony i jeden, zaniedbanie wyglądający budynek.
- Możecie się przygotować do wyskoku.
Dobra. Tym razem skorzystał ze spadochronu, nie mógł wierzyć w wielką głębię tych jeziorek. Poczekał aż wszyscy trafią w jedno miejsce, obserwując przy tym oddalający się Helicarrier. A przynajmniej miejsce gdzie powinien on być.
Wrócił do analizowania terenu - wszędzie drzewa. Sprawdził komunikator - jeszcze działa. Jeszcze, bo nie był pewny jak bardzo te szumy są w stanie to zmienić. Spadochron zwinął na tyle, ile się dało i ukrył w poszyciu leśnym. Musiał pozbyć się zbędnego bagażu, a nie mógł też dopuścić na ewentualne odkrycie ich przez głupi spadochron.
Odetchnął świeżym powietrzem. Las. Przypomniała mu się druga wojna światowa..
- Okej, mamy do wyboru przedzieranie się przez las wydeptanymi ścieżkami LUB przedzieranie się przez las wzdłuż drogi. - westchnął - A tak na poważnie - zakładam, że jeśli budynek jest czymś istotnym w tym przestępczym świecie, droga powinna być monitorowana. Wychodzone ścieżki w tak dziwnym miejscu też średnio mnie przekonują. Możemy z odległości iść wzdłuż szosy, tak, by nic nas nie uchwyciło i moglibyśmy się awaryjnie ukryć. Inne propozycje i spostrzeżenia? - spoglądał na dwójkę. Wiedział, że zabrzmiało to strasznie banalnie, ale musiał się podzielić z nimi tymi uwagami. Wszyscy powinni omówić to, co wrzucało im się w oczy. W końcu im lepsza współpraca, tym większa szansa na pozytywne zakończenie zadania.
- Ach, i zakładam, że zanim dotrzemy do budynku to trzymamy się razem. To miejsce za bardzo przypomina Trójkąt Bermudzki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Wolverine

avatar

Liczba postów : 181
Data dołączenia : 19/04/2013

PisanieTemat: Re: Las   Sob Maj 31, 2014 6:23 pm

Logan (jak to było już wspomniane) był nieco znerwicowany. Niepotrzebnie zawracał sobie głowę sprawą seryjnego mordercy, policja poradziła sobie bez niego. W dodatku jego relacja z Wasp, a prawdopodobnie przez to z Avengersami zeszła na raczej nieprzyjemną drogę. Niby to Wolverine-a nic nie obchodziło, jednak niekiedy takie kontakty upraszczają życie. No cóż, Howlett nie będzie płakał z tego powodu.
Ale żeby nie było za mało powodów do bycia zdenerwowanym, parę tygodni później zadzwonił do niego Fury i wysłał go spowrotem do Los Angeles. Nikt nie lubi latać w te i we wte a w szczególności ikoniczna postać X Menów.
Jedyną pociechą był sześciopak za sponsorowany przez dyrektora S.H.I.E.L.D. i towarzystwo Capa, z którym miał jako jedynym chyba dobre kontakty z grupy Mścicieli.
Gdy Nick wprowadzał go w sytuację, Logana zainteresowała możliwość zdobycia jakiś dodatkowych informacji o Profesorze. Szansa była nikła, ale Wolverine wolał to niż pakowanie się do Rosji. Było tam już wystarczająco dużo jego kolegów po fachu. Nawet za nadto by sobie poradzić, ale to tylko zdanie Howletta.
Gdy trafił na mostek i odprawieniu z kwitkiem agenta, który poinformował Rosomaka że na pokładzie nie wolno palić, podszedł do Kapitana z lekkim uśmiechem i dał się wyściskać. Nie był zbyt nadgorliwy w odwzajemnianiu dowodów sympatii, ale Steve raczej się już przyzwyczaił do ograniczonej wylewności ze strony Logana.
- Hej Rogers. Ano, trochę czasu minęło. - odpowiedział jedynie i zlustrował wzrokiem blond agentkę. Miał nadzieję, że Steve ich przedstawi i powie kto to u licha ciężkiego jest, ale najwyraźniej był czymś zbyt zaaferowany by na to wpaść.
Przy wsiadaniu na pokład taksówki, która miała ich podrzucić na miejsce dostał od jednego agentów, którzy już czekali w środku obiecany sześciopak i pudełko z paroma cygarami. Piwo w butelkach zabrał bez słowa a zawartość pudełka opróżnił i pochował po kieszeniach a opakowanie wcisnął Tarczownikowi.
Podróż minęła spokojnie, Logan znudzony dostojnym sączeniem piwa w ciszy zagadnął do Sharon o imię. Widział, że Cap jest zbyt pogrążony w tablecie, który spoczywał mu na kolanach więc nawet nie szukał u niego partnera do rozmowy.
Rozmowa zresztą to za dużo powiedziane. Powiedział tylko:
- Carter...? - wskazując na plakietkę z nazwiskiem, która po chwili została zdjęta. Gdy usłyszał imię skinął tylko lekko głową i wrócił do butelki. Nie uważał za potrzebne by się przedstawiać. Każdy wiedział kim jest. Nie było to okazem jego pychy czy rozdmuchanego ego, po prostu był stałym bywalcem na co istotniejszym wypadzie Tarczy, to właśnie przedstawianie się w jego odczuciu było by okazem wywyższaniem się, co było ostatnim zamiarem X-Mena. Z nudów sięgnął po takiego samego tableta jaki męczył Rogers i przejrzał akta nowej towarzyszki. Trochę z nudów, trochę by wiedzieć co się po niej spodziewać. Po informacjach o miejscu ich zainteresowania przeleciał pobieżnie, jak to Wolverine - wolał improwizować zamiast trzymać się określonych reguł. Wziął komunikator Tarczy i schował go do kieszeni. Może się przydać.
Kiedy pilot poinformował trójkę o zbliżaniu się do strefy zrzutu, wstał energicznie z miejsca i z kocią gracją, balansując na kołyszącym się pokładzie śmigłowca dokończył ostatnią butelkę i trzasnął w przycisk otwierający tylną klapę. Puste już piwo wrzucił pięknym lobem do śmietnika przymocowanego do ścianki helikoptera i w oczekiwaniu na całkowite otwarcie się wyjścia wyciągnął jedno z cygar i odpalił ją zamaszystym ruchem zapalniczki marki Zippo. W momencie gdy tytoń złapał płomienie z otwartej przestrzeni przed nim buchnął w niego podmuch powietrza tworzonego przez wirnik.
Złapał cygaro w zęby i bez słowa wyskoczył w przestrzeń, lądując parę metrów niżej na jednym z drzew, które okalały polanę gdzie mieli pierwotnie wylądować. Howlett miał już dość tego czekania i siedzenia w tej samej pozycji, chciał czym prędzej wyjść z tej metalowej puszki i rozprostować nogi.
Zręcznie przebił się przez koronę drzew by wylądować na pierwszym konarze. Nie używał pazurów by nie zostawiać niepotrzebnych śladów. Ugiął nogi, amortyzując upadek i w paru skokach dotarł na ziemię.
Gdy wyszedł z linii drzew, Sharon i Steve byli już obok siebie a śmigłowiec niknął w oddali. Podszedł do towarzyszy i buchnął dymem przysłuchując się co mówił Rogers. Wysłuchał grzecznie co ma do powiedzenia po czym rozejrzał się po okolicy by zorientować się gdzie są względem obiektu do którego zmierzali. Wytężył też wzrok, doszukując się czegoś podejrzanego, jednak nie spodziewał się ujrzeć tutaj coś co by go zainteresowało, także nie poświęcał temu zadaniu dużo uwagi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sharon Carter

avatar

Liczba postów : 70
Data dołączenia : 31/03/2014

PisanieTemat: Re: Las   Nie Cze 01, 2014 9:20 pm

Szkoda, że nie dostała przywileju wyboru, bo postawiłaby na indywidualną robotę, ale z kim miałaby o to się spierać? Na pewno nie z Fury'm, bo stanowiła pionek w jego rękach jak reszta podwładnych. Raz w życiu postawiła się władzy wyższej, a tak poza to darzyła w dziewięćdziesięciu pięciu procentach zaufaniem samego Nick'a, od którego zawsze chciała widzieć zatwierdzenie na papierach ze wskazówkami do misji.
Ziarno niepewności kiełkowało, bo kobieta nie miała pewności jakiej reakcji na widok Agentki 13, a nie pielęgniarki Kate mogła się spodziewać po Kapitanie Ameryce. Przypuszczała, że zostanie zignorowana, chociaż i to byłoby nietaktowne, albowiem dlaczego miałby obwiniać agenta za wykonywanie rozkazów. Dziecinada, pomyślała z ironią. Natomiast z drugiej strony natura dżentelmena uniemożliwiała mu wspomniane zachowanie, więc istniało większe prawdopodobieństwo, że mimo napiętej atmosfery obejdzie się bez publicznych zgrzytów. Może ich kłótnia wpędziłaby Wolverine'a, który towarzyszył im w misji, w zakłopotanie połączone ze zdenerwowaniem, a to byłby niewątpliwie komiczny widok.
- Hej, Steve. - Kiwnęła głową, a następnie ruszyła do taksówki. Przelotnie zahaczyła wzrok na dwumetrowym Rosomaku, którego znała z raportów. Interesujący człowiek, któremu można było pozazdrościć stabilności psychicznej, zważywszy na to jak bolesną ścieżkę w życiu przeszedł.
Oparła znudzona łokieć o podłokietnik, a na otwartej dłoni podbródek. Utraciwszy nadzieję na nawiązanie kontaktu z towarzyszami, a przynajmniej Wolverine'm, ożywiła się nieznacznie, kiedy wypowiedział nazwisko Carter.
- Sharon. - Wypada zachować ludzie relacje, bo nie wiadomo co ich spotka w lesie oraz za kogo będzie trzeba się poświęcić.
- Mogę łyka? - Mruknęła, wskazując podbródkiem na butelkę piwa.
Agentka 13 nie musiała zaglądać do akt na tablecie, bo miała wystarczająco dużo czasu, żeby przygotować się do zadania. Wetknęła do ucha słuchawkę, z której popłynęło The Smiths, a następnie upchnęła komunikator S.H.I.E.L.D i poklepała odruchowo broń przyczepioną do szerokiego pasa oplatającego biodra.
Usłyszawszy słowa Kapitana Ameryki "Możecie się przygotować do wyskoku", otworzyła sklejone powieki, po czym wyciągnęła ręce ku górze, żeby się rozciągnąć. Odgarnęła kosmyki włosów za uszy, przetarła kark i ruszyła do wyjścia po spadochron. Skoczyła, złapała równowagę w powietrzu, twardo wylądowała, aż ugięła z bólu nogi.
Cóż, warunku sprzyjały pracy, bo mogli gorzej trafić. Zmrużyła oczy o nieokreślonej niebieskawej barwie, po czym skrzyżowała ręce pod biustem w oczekiwaniu na polecenia lidera - o ile go mieli - grupy. Prawdę powiedziawszy wolałaby wyjaśnić na starcie wszystkie niedomówienia z Rogersem, niż widzieć to jego zawiedzione spojrzenie, które nieudolnie ukrywał.
- Proponuję na początku trzymać się razem, a dopiero później możemy się rozdzielić w zależności od tego co spotkamy w lesie i dokąd dotrzemy. - Wysłuchała propozycję Steve'a, dodała sugestie od siebie, a sprawy prywatne upchnęła głęboko w kieszeń i skupiła się na misji.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Captain America

avatar

Liczba postów : 237
Data dołączenia : 27/05/2012

PisanieTemat: Re: Las   Pon Cze 02, 2014 12:36 pm

Choć całą drogę na Helicarierze spędził w milczeniu, obserwował jednak swoje otoczenie i zachowanie innych. Logan rozbrajał go za każdym razem gdy wyciągał piwo na jakiejkolwiek misji. Piwo, które do tego było warunkiem jego uczestnictwa. Kręcił tylko głową z rozbawieniem.
Sharon za to wyglądała na znudzoną i.. no właśnie, co jeszcze? Miał wrażenie, że czegoś od niego oczekuje. W sumie ciekaw był dlaczego została do tego przydzielona akurat ona. Zakładał, że Fury będzie chciał stworzyć grupę w miarę dobrze zorganizowaną, obeznaną ze sobą. Sharon była dla niego wielką niewiadomą, nie wiedział czego się po niej spodziewać a czego nie. Co prawda wyczytał jakie są jej umiejętności i całą masę innych informacji, ale póki nie znał charakteru trudno mu było cokolwiek powiedzieć. Nie mógł pozwolić, by ich wcześniejsze spotkanie wykreowało mylny obraz jej osoby, przez co utrudniało mu w ten sposób podejście do zadania.
Odpędził ręką dym cygara, którym bezceremonialnie Wolverine chuchnął mu w twarz. Jego wypowiedź przeszła bez szału, niby czego się miał spodziewać. Kiwnął głową na słowa Sharon, dokładnie to miał na myśli.
- Logan, nic nie wyczuwasz? - zapytał dla pewności, mając cichą nadzieję, że niesamowite zmysły przyjaciela na coś ich nakierują.
Zrobił kilka kroków w te i we wte, szukając najlepszego startu. Tak sobie mówił w każdym razie. Chwilę później wrócił na swoje miejsce i spojrzał na dwójkę, zatrzymując się wzrokiem na wyczekującej Sharon.
- Idziemy w stronę szosy, w połowie, między nią a najbliższą do niej wydeptaną ścieżką, idziemy do niej równolegle. Logan idzie pierwszy, ja na końcu. - zaczął stanowczym, rzeczowym tonem. - Nie będzie problemu, prawda? - tu zwrócił się głównie do Sharon. Znów podjął walkę z niespokojnym oceanem. Mógł rozdrażnić ją tym pytaniem, zdawał sobie z tego sprawę, ale nie o to mu chodziło. Zadał to pytanie absolutnie szczerze, pragnąc uzyskać równie szczerą odpowiedź. Choć dziś się do niego nie uśmiechała to nie chciał, by zostało tak na zawsze, prawda? Wszakże miała czarujący uśmiech.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Wolverine

avatar

Liczba postów : 181
Data dołączenia : 19/04/2013

PisanieTemat: Re: Las   Pon Cze 02, 2014 9:56 pm

Gdy Sharon spytała Logana czy może się poczęstować jego trunkiem, ten spojrzał się na nią nieco kpiarsko. Dobra, ona chyba nie wie kim jestem. pomyślał i ostentacyjnie pociągnął łyk z butelki.
- Nope. - odpowiedział krótko. Nie dość, że służył za ogara bojowego Furego to jeszcze miał się dzielić piwem?! Niedoczekanie.
Po tym zajściu przestał zwracać uwagę na Agentkę i poświęcił się wspomnianym czynnościom. Wolverina średnio obchodziło czy Sharon przez to się do niego zrazi. Jak na jego gust to do tego zadania było przydzielonych o dwóch agentów za dużo. Sam Rosomak by sobie świetnie poradził. I pewnie szybciej.
Jego domysł potwierdziły się kiedy stali jak kołki na środku polany, gdzie widać ich jak na dłoni zamiast zbliżać się do celu misji. Taktyki S.H.I.E.L.D.u średnio go interesowały, w pewnym momencie przestał w ogóle słuchać co mieli do powiedzenia jego towarzysze. Zamiast tego odwrócił się od grupy kiedy zorientował się gdzie trzeba iść i szybkim krokiem ruszył w kierunku linii drzew, które skrywały tajemniczy obiekt.
Zareagował dopiero kiedy został wywołany po imieniu. Przystanął odwrócił głowę i mruknął:
- Jak coś złapię to dam ci znać, bub. - po czym kontynuował swój marsz. Nie wiedział co wstąpiło w Steve-a, że zebrało mu się rządzenie się w sferze gdzie oczywiście nie był najlepszy z całej grupy. Jeżeli będą mieli wziąć udział w konkursie rzucania tarczą to napewno zostanie przez grupę wytypowany. Ale narazie musieli niepostrzeżenie przeprawić się przez las. To zdecydowanie była działka Howletta. Jeżeli reszta chce pozostać niewykryta to niech idą za X-Menem i stawiają stopy w jego ślady.
Poza tym, gdyby Logan słuchał co mają do powiedzenia to zrobiłby tak samo. Idąc wzdłuż szosy mogą się narazić na spotkanie... czegokolwiek. Ludzi, technologii itd. Cokolwiek by to było, należy tego unikać. Dlatego tutaj już wskoczył punkt dla przeprawy przez las.
Kolejny wpadł jeżeli Capowi zależało na zaobserwowaniu jakichkolwiek ruchów na szosie. Jeśli towarzysze Wolverina będą cicho to on sam napewno usłyszy że coś się dzieje. Nawet jeżeli nie będzie to rozpoznawalne, nawet dla wyjątkowego słuchu Rosomaka, to Rogers i Carter napewno mają ze sobą jakieś wynalazki do Tarczy, które wzmocnią sygnał, czy coś.
A jeżeli chodzi o prowadzenie grupy przez Howletta... Cóż, jeżeli ktoś ma ich ostrzec przed czymkolwiek zanim to się stanie to właśnie będzie to on.
Dlatego też mijając pierwsze drzewa, nie dbając czy towarzysze poszli za nim Logan przełączył się na tryb czuwania. Zgarbił się, zaczął się rozglądać, co chwilę wciągać powietrze nosem i mlaszcząc cicho smakować co poczuł, uważnie nasłuchiwać, patrzeć gdzie stawiać stopy i oczywiście wyszukiwać zagrożeń.


Pytanko:
 
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sharon Carter

avatar

Liczba postów : 70
Data dołączenia : 31/03/2014

PisanieTemat: Re: Las   Wto Cze 03, 2014 9:49 pm

Trzeba przyznać, że trafiła na doborowe towarzystwo. Kapitan Ameryka, któremu złamała serce podwójną tożsamością oraz stu procentowy samiec alfa zwany Wolverine. Pomijając drobne niedociągnięcia, sam fakt współpracy z legendą - pierwszy wspomniany mężczyzna - w duszy ją cieszył. Miała szansę poczuć się jak Peggy za czasów młodości, a to Sharon satysfakcjonowało. Chociaż od przywitania się z Rogers'em na mostku, zastanawiało ją jedno, a mianowicie czy był on świadomy jej pokrewieństwa z ciotką. Podczas odwiedzin w szpitalu na pewno musiała mu wspomnieć o siostrzenicy, a nazwisko Carter na plakietce przypiętej do białego uniformu rozwiewało wszelkie wątpliwości.
Wracając do kwestii misji, szczerze wątpiła, żeby Fury podczas werbowania ludzi do grupy zwrócił uwagę na łączące ich relacje. Po pierwsze nie należała do zadań z wyższej półki, a po drugie Sharon równie dobrze sama dałaby sobie z nią radę. Zwierzęce zmysły Rosomaka zastąpiłaby zaawansowana technologia S.H.I.E.L.D, a tarczę Steve'a stworzone do akrobatycznych wyczynów ciało agentki. Negatywne nastawienie do grupy nie pomoże, a wręcz przeciwnie, bo utrudni sprawę, więc jako kobieta z głową na karku powinna podjąć się tymczasowej konsolidacji jej członków. Zważywszy na Wolverine'a, któremu już nie przypadło do gustu liderowanie Kapitana - będzie ciężko. Mimowolnie uniosła brew ku górze, odprowadzając wzrokiem oddalającego się ku drzewom X-Men'a, a następnie skupiła uwagę na drugim towarzyszu.
Cóż, to nie była zatłoczona ulica przed szpitalem St. Clement's, gdzie konsumowała ciepłe rogaliki, a promienie słoneczne przyjemnie ogrzewały ochłodzoną skórę. Ciężko zmusić się do uśmiechu w trudnych warunkach - bez przesady - pracy oraz współpracując z ledwo poznanymi ludźmi. Lukę braku humoru wypełniło skupienie na misji.
Zmarszczyła brwi usłyszawszy Nie będzie problemu, prawda?, a następnie opuściła na chwilę głowę oraz potarła kąciki oczu kciukiem i palcem wskazującym.
- Jasne. - Wygięła usta w nikłym uśmiechu, po czym uniosła z powrotem głowę. Idealny powód do niewinnego droczenia, które przerodziłoby się w poważną kłótnię o dyskryminację kobiet w świecie podbitym przez mężczyzn dmuchających na prawo i lewo cygarami z butelką piwa w dłoni. Szkoda, że miejsce było nieodpowiednie, brakowało czasu, a kawał roboty przed nimi do wykonania.
Pierwsza ruszyła za Rosomakiem, kołysząc delikatnie biodrami oraz uważnie rozglądając się za wszelkiego rodzaju pułapkami. Ponad to sprzęt S.H.I.E.L.D'u powinien wykryć nieznane zakłócenia w promieniu kilku metrów.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Carol Danvers
Mistrz Gry | Captain Grammar
avatar

Liczba postów : 449
Data dołączenia : 24/03/2013

PisanieTemat: Re: Las   Sob Cze 07, 2014 12:17 pm

Jeszcze przez kilka minut, gdzieś do dziesięciu, mogli słyszeć warkot wirnika, który z każdym metrem oddalającego się helikoptera zanikał… Aż do głuchej ciszy, niekiedy przeciętej charakterystycznym szumem wiatru uderzającego o liście drzew. Prócz własnych oddechów, niewielkich kroków mogli również usłyszeć świergot ptaków z oddali, choć i to znikało między gałęziami wysokich drzew. Wystarczyło się rozejrzeć, to trudno było wywnioskować, że całkiem niedaleko znajduje się jakiś budynek. Gęsta roślinność uniemożliwiała obserwację z daleka, co mimowolnie utrudniało w jakimś stopniu zadanie. Tak to chociaż mogli znacznie wcześniej wszystko opracować.
Po ogarnięciu spraw typu: zwinięcie, schowanie spadochronów, kolejne sprawdzenie komunikatorów, względne rozejrzenie się po terenie, cała trójka mogła ponowić swoje wcześniejsze rozmyślania i spostrzeżenia, które dotyczyły misji, a którymi nie dzielili się ze swoimi tymczasowymi kompanami. Fury niespecjalnie dbał o to, kto jakie ma relacje. Dla niego liczyła się współpraca, a przede wszystkim - efekt końcowy danego zadania. Owszem, niekiedy brał pod uwagę to, jak prezentuje się dana “więź” między poszczególnymi osobami, aczkolwiek nie zawsze rzutowało to na jego decyzje i wybory, przez co właśnie została utworzona grupa z patriotycznego Rogersa, nerwowego Howletta i sfeminizowanej Carter. Gdyby ludzie byli jeszcze okrutniejsi, śmiało można byłoby tutaj przytoczyć pewne tytuły filmów czy też reality show… Można wziąć pod uwagę fakt, że gdyby Fury był pewien, iż każdy z osobna dałby sobie radę indywidualnie w tej misji, to ograniczyłby się do kogoś z trójki z jakimś agentem, z niższego poziomu. To, że agentka Carter, kapitan Rogers i Wolverine znajdują się razem w tym lesie ma jakieś znaczenie. Chcąc nie chcąc, muszą współpracować. Ewentualnie działać razem, ale dbać tylko o samych siebie, co u niektórych raczej jest mało prawdopodobne. Najwidoczniej będą musieli swój indywidualizm odsunąć na kolejny, mniej znaczący, plan. To z pewnością nie będzie należało do najłatwiejszych, skoro na ten moment nie został wytypowany lider grupy, który mógłby rzucać co mniejsze zadania, aby wszystko poszło gładko, jak po maśle. Nadal mają czas, by dojść do meritum.
Wydeptane ścieżki i wcześniej zauważona z lotu ptaka szosa, z pewnością mogły ich doprowadzić do miejsca docelowego. I - jak słusznie, zresztą, zauważono - również niosły one ze sobą pewien stopień ryzyka. Nie słyszeli, nie widzieli nikogo w pobliżu, jednak nie znaczyło to od razu, że droga nie jest strzeżona w kolejnych jej odcinkach. Wydeptane ścieżki pozornie były bezpieczniejsze, aczkolwiek także wskazywały na to, że i tędy ktoś się poruszał.
Decyzja, by iść między pierwszą z wydeptanych ścieżek a szosą była dobra. Nic im nie zagrażało i na razie się na to nie zapowiadało, więc gdy tylko Drużyna Marzeń skierowała się w odpowiednim kierunku, mogli zarówno rozglądać się po okolicy, będąc czujnym, jak i wdać się w rozmowę ze swoimi towarzyszami.
Wolverine, który wysunął się na przód, z początku nie słyszał ani nie wyczuwał nic, co mogłoby zapowiadać o obecności osób trzecich. Dopiero po jakimś kwadransie, gdy wydeptana ścieżka zaczęła zbliżać się do strumienia wody, Rosomak mógł usłyszeć jakiś szelest po lewej stronie (w głąb lasu, nie ku drodze). Ba, nie tylko szelest, ale też specyficzny zapach. Nie był on zachwycający, aczkolwiek nadal nie zapowiadał on towarzystwa kolejnej osoby, która była po jakiejś ostrej, mocnej kuchni czy też zmarnowana całkowicie. Smród, który coraz bardziej był przez Logana wyczuwalny okazał się ostatecznie… padliną. Niesioną w zębach lisa, który przeciął drogę, chwilowo zatrzymując się na ścieżce, kiedy wyczuł czyjąś obecność. Leniwym ruchem odwrócił łeb w stronę Wolverine’a, by ciężko wypuścić powietrze. Przez moment przyglądał się mężczyźnie, aby ostatecznie zlekceważyć obecność jego, jak i kompanów i ruszyć dalej.
Niestety, jako że cała trójka znajdywała się bliżej wody, to i mogli napotkać owady znajdujące się najbliżej źródła życia. Może i sam Logan nie miał wielkiego problemu z komarami, pozostali także, aczkolwiek ani Carter, ani Rogers nie mieli zamiaru być zagryzieni przez komary czy inne, skrzydlate paskudztwa, prawda? Fury nie zapewnił im, na ich nieszczęście, środków, które mogłyby odgonić od ich skóry insekty, więc pozostały im dłonie, aby odsunąć dość sukcesywnie rozpraszające owady.
Steve, który kilka razy machnął ręką, skutecznie od siebie odganiając “rozpraszacze natury”, obserwował całe otoczenie. Jednakże trzeba pamiętać, że najciemniej pod latarnią i nawet jeśli komary nie były aż tak natrętne, to Kapitan nie spostrzegł się, gdy stanął stopą na mocno zasypanej piaskiem, jak i uchowanej pod trawą minie lądowej, uruchamiając ją. Charakterystyczny dźwięk w tym samym momencie dotarł do uszu Rosomaka, który mógł zareagować w odpowiednim momencie, dając Rogersowi jakikolwiek znak lub ostatecznie krzycząc do niego.
Skoro cała trójka chciała - a jestem pewna, że tak właśnie jest - przeżyć, a tym bardziej dotrzeć do tego budynku w jednym kawałku, to musieli uporać się z problemem, który został odkryty przez owady. Nie wiadomo wszakże, jakiej jest ona mocy i jakie powoduje szkody. Ponadto, wypadałoby się zastanowić nad tym, ile tego może się znajdywać po drodze. Oraz sprawdzić czy da radę jakoś wcześniej wyhaczyć te pułapki.


Możecie pisać jak chcecie - byleby wszyscy między moimi postami odpisali. Jeśli nadejdzie zmiana kolejki, wymóg, wtedy napiszę. Tak jak teraz, a więc kolej odpisu przedstawia się następująco:
- Wolverine - uwzględnij lisa, minę i podejście do Capa;
- Sharon - możesz wysunąć się na przód grupy i kontynuować podróż albo przystanąć jakiś kawałek od Logana i Steve'a, ostatecznie także wysuwając się na przód;
- Cap - cóż... nie podnoś nogi?
A na ogół - jest napisane w mgoście, co możecie zrobić, co powinniście.
Dodam od siebie także, że moje posty cały czas nie będą długie, a mniej więcej połowa jest tym, co wyprzedza wasze odpowiedzi.

_________________


This isn't a question of what I'm not. This is a question of who I could be.

I outrank that son of a bitch.
karta postaci
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Wolverine

avatar

Liczba postów : 181
Data dołączenia : 19/04/2013

PisanieTemat: Re: Las   Nie Cze 08, 2014 11:48 am

Postronny obserwator mógłby stwierdzić, że Logan nie zachowuje się jakby Steve był jego przyjacielem. Ale ci co znali Wolverine-a lepiej niż tylko z historii wiedzieli, że X-Men po prostu nie należy do wylewnych. Zobaczyć można było, że na kimś mu zależy dopiero wtedy kiedy znajdował się w opałach. I tak też miało zaraz stać, ale o tym za chwilę.
Przekraczając linię drzew Howlett usłyszał jedynie wymianę zdań pomiędzy resztą grupy. Z tego co usłyszał łatwo było wywnioskować, że Cap i Agentka 13 znali się już wcześniej, ale nie było to nic dziwnego. W końcu Rogers był jeszcze częstszym bywalcem na Hellicarierze niż Logan.
Gdy na ich trasie ku opuszczonemu budynkowi, który był celem ich misji, znalazł się potok, Rosomak usłyszał w pobliskich zaroślach cichy szelest. Normalnie można by winę zrzucić na wiatr, ale to właśnie on ostrzegł Wolverine-a przed potencjalnym niebezpieczeństwem doprowadzając do jego nozdrzy gryzący zapach padliny. Logan uniósł dłoń i wykonał gest, który wśród żołnierzy oznaczał ,,Stop, cisza". Lider grupy przykucnął na jedno kolano wiedząc, że towarzysze za jego plecami zrobią to samo.
W pewnym momencie z owych zarośli wyłonił się lis, niosący w zębach swój obiad. Howlett rozluźnił się nieco, przede wszystkim dlatego że obecność dzikiego zwierzęcia oznaczała brak innych ludzi w pobliżu. Gdyby nie byli sami w lesie, a przynajmniej w obrębie paru setek metrów, lisa by nie było który uciekłby przepłoszony.
To, że nie zwiał na widok trójki obcych można było wytłumaczyć częściową zwierzęcą naturą Rosomaka, który dla zwierząt był jak swój.
Ruszyli dalej, zbliżając się do wspomnianego potoku. Jak to zwykle bywa, wilgoci w powietrzu towarzyszyły komary. Wolverine nie zwracając uwagi na owady, parł dalej do przodu nieustannie wyszukując zagrożeń, ignorując bzyczenie.
To właśnie wtedy jego uszu dobiegł dźwięk uruchamianej miny lądowej za jego plecami. Błyskawicznie się odwrócił i uniósł otwartą dłoń wbijając wzrok w Kapitana, który właśnie stanął na minie. Ruszył do niego szybkim krokiem. Gdy mijał Sharon mruknął do niej:
- Osłaniaj nas. - po czym stanął przed Rogersem i uklęknął przed nim łapiąc go za nogę by przypadkiem jej nie ruszył. Zanim ktokolwiek zdążył zadać pytanie o co chodzi, Logan odgarnął piasek ukazując metalową powłokę miny. Przyjrzał jej się dokładnie, ostrożnie odgarniając piasek dookoła, zastawiając się czy kiedykolwiek miał styczność z czymś takim i co najważniejsze - czy zdoła ją rozbroić. Oczywiście, najprostszym rozwiązaniem byłoby wsadzenie czegoś między podeszwę Kapitana a minę i zdetonować ją jak tylko będą w bezpiecznej odległości, jednak eksplozja na 100% zaalarmowała wszystkim w promieniu paru kilometrów samym dźwiękiem. A sam widok latających odłamków drzew widać by było z jeszcze większej odległości.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sharon Carter

avatar

Liczba postów : 70
Data dołączenia : 31/03/2014

PisanieTemat: Re: Las   Sob Cze 14, 2014 7:25 pm

Widząc uniesioną dłoń Rosomaka, podążającego dosłownie przed nią, zatrzymała się gwałtownie, a następnie wbiła uważnie wzrok w towarzysza. Pozycja lidera grupy długo nie utrzymała się w rękach Kapitana, bo najwyraźniej została przejęta przez prowadzącego ich przez las mutanta. Wytężyła wzrok, a przede wszystkim słuch, spodziewając się zastawionej na nich pułapki tudzież wrogów, który mogli czaić się w krzakach. Uniosła mimowolnie brew - zbita z pantałyku, wyłapując wzrokiem lisa, niosącego w zębach strzępki mięsa. Wciągnęła nosem ze świstem powietrze, bo po pierwsze nie miała humoru, a po drugie w duchu cieszyła się z braku konfrontacji z wrogiem, bo prędzej lub później do tego miało dojść. Dawno nie miała okazji wypróbować umiejętności w terenie, a przede wszystkim na żywym napastniku, albowiem manekiny przestały agentkę satysfakcjonować. Potrzebowała starcia, które postawiłoby ją w sytuacji bez wyjścia, a jednocześnie podniosło poziom adrenaliny we krwi.
Wracając do kwestii nastroju - miała zły dzień, a konkretnie czuła się jak tykająca bomba zegarowa, która lada chwila miała eksplodować, narażając odłamkami życie osób z zewnątrz. Wahania nastrojów u Sharon to codzienność, a do przeważnie burzliwego humoru zmiennego jak pogoda, powinno się przywyknąć, albo usunąć z pola rażenia.
Przecięła dłonią powietrze, próbując odgonić chmarę atakujących komarów, których nie odstraszała charakterystyczna słodkawa mieszanka konwalii z agrestem, unosząca się dookoła kobiety. Syknęła cicho, ignorując obecność natrętnych insektów, co poskutkowało licznymi ukąszeniami w okolicach szyi.
Nie zwróciła uwagi na zatrzymującego się Rosomaka, rozproszona obecnością owadów, dlatego zanim jego słowa do niej dotarły, zdążyła oddalić się spory kawałek od grupy. Charakterystyczne tupanie ustało, a to ściągnęło wzrok agentki do tyłu, a malująca się za jej plecami scena otworzyła usta.
Nie odpowiedziała Wolverine'owi, ponieważ wiedziała co robić, a mianowicie zsunęła rękę w razie potrzeby na broń i obserwowała okolicę. Poczuła ukłucie dotkliwe ukłucie w okolicach klatki piersiowej, a spowodowało to przypadkowe wtargnięcie Steve'a na minę.
Targały nią sprzeczne uczucia, bo z jednej strony miała ochotę spiorunować go gniewnym roziskrzonym spojrzeniem, żeby następnie wygarnąć nieopatrzność, a z drugiej pocieszyć ciepłym słowem. Obydwa wspomniane scenariusze nie zostaną wcielone w życie, ponieważ z tego co pamiętała, mężczyzna wychodził w jednym kawałku z gorszych sytuacji. Pozostawało zachowanie zimnej krwi, liczenie na wspaniałomyślność Rosomaka oraz zachowanie czujności w razie niebezpieczeństwa.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Captain America

avatar

Liczba postów : 237
Data dołączenia : 27/05/2012

PisanieTemat: Re: Las   Sob Cze 14, 2014 9:03 pm

Steve chciał jak najszybciej pozbyć się tego uczucia niezręczności i niezorganizowania poprzez 'narzucanie' im swoich pomysłów i zamierzeń, ale cóż, nie wyszło. Zbyt ważne i indywidualne jednostki spotkały się w jednym miejscu. Tak sobie narzekał w myślach.
Zawsze był chętny do kooperacji i współpracy. Co prawda nigdy nie chciał narażać towarzyszy, ale sam też nie podbije świata. Reakcja Wolverine'a przypomniała mu, jak to Rogers jest jednym z niewielu Mścicieli, i ogólnie osób, z którym ten wiecznie naburmuszony samotnik utrzymuje naprawdę dobre stosunki. Fala irytacji jednak szybko minęła. Steve nie potrafił go nie lubić, a wiedział też jak ciężkie wspomnienia nosi w sobie jego przyjaciel.
Kapitan nadal rozmyślał o tej niecodziennej drużynie, rozglądając się po okolicy. Błyskawicznie zareagował na sygnał Logana, który najwidoczniej coś dostrzegł. Okazało się, że to tylko lis przeciął im drogę. Steve rozluźnił się nieco i wrócili do dalszego marszu przez las. Trafili na jakiś podmokły teren, idyllę insektów. Rozdrażniony co i raz odganiał dłonią komary sprzed twarzy, odwiecznych wrogów Rogersa. Akurat pozbywał się owada, który niemal wpadł mu do oka, gdy usłyszał ten wredny, zdradliwy i znienawidzony dźwięk. Zamarł. Zamarł i nie dowierzał. Wbił wzrok w ziemię, tam, gdzie ukryta została mina lądowa. Cierpliwa i okrutna. Jego kompani chyba zarejestrowali sytuację. Podniósł wzrok i odszukał Logana, który już był w drodze ku niemu. Ten chwycił go mocno za nogę, unieruchamiając ją, i odsunął piasek odkrywając przy tym minę.  Rogers nie był głupi, starał się w miarę możliwości nie poruszać. Nie miał pojęcia jaką moc ma ów broń, sam również nie mógł jej rozbroić. Sharon ich osłaniała, a on skupił się na jeszcze bardziej skupionym Loganie. Moje życie w jego rękach. Damy radę. Damy radę.Powtarzał w kółko. Bywało gorzej, prawda? PRAWDA. Ale żadnego zagrożenia nie wolno lekceważyć.
Był spięty i wściekły na samego siebie, że się tak dał załatwić.  Z drugiej jednak strony nie ma jakiegoś super-wzroku, by dojrzeć minę. Och, jak on nienawidził tych ładunków. Przejechał dłonią po twarzy, zatrzymując się przy ustach i wziął głęboki oddech.
- Dobra, przeżyję czy nie?
Zabrzmiało tak dramatycznie. Zaklął w duchu. Chciał wiedzieć jak wygląda sytuacja i czy będą w stanie kontynuować misję. Zbliżali się do budynku, a miny to zaledwie przedsmak tego co ich czeka. Lepiej by było, gdyby doszli tam niezauważeni. A byłoby jeszcze lepiej, jakby zrobili to wszyscy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Carol Danvers
Mistrz Gry | Captain Grammar
avatar

Liczba postów : 449
Data dołączenia : 24/03/2013

PisanieTemat: Re: Las   Sro Cze 18, 2014 2:06 pm

W rzeczy samej - tak też było. Żadnego człowieka w okolicy. Ponadto Wolverine mógł być zdziwiony faktem, że na widok jego, Stevena i Sharon, lis nie zareagował szczególnie. Nawet jeśli jego zwierzęca natura mogła w jakiś sposób go uspokoić, to pozostała dwójka raczej nic w sobie nie miała z fauny.
Szybka reakcja Logana, jak i refleks Kapitana Ameryki uniemożliwiły pojawienie się krwawego deszczu, który rozproszyłby swoje krople na pobliskich drzewach, co trzeba było tylko i wyłącznie skwitować westchnięciem przepełnionym niejaką ulgą. Na ich nieszczęście, nadal problem miny był istotny, bo - jak słusznie zauważono - jej wybuch mógłby zaalarmować kogoś niepowołanego. Oczywiście, jeśli dana grupa znajduje się całkiem niedaleko czy też [dany obiekt] ma widok na tę stronę lasu.
Logan zrobił to na tyle ostrożnie, że nie było szans, aby nie zobaczyć miny w całej jej okazałości. Od razu można było zauważyć, że ma ona już swoje lata i trochę czasu tutaj się znajduje. Oboje mogli zastanowić się nad tym, co właściwie robi tutaj takowy ładunek wybuchowy. W końcu teren nie wyglądał na jakiś historyczny i nie było informacji o tym, że być może kiedyś coś tutaj było. Jednak zarówno Rogers, jak i Howlett mogli być pewni, że swoje lata ma, a co za tym idzie - jest większa podatność, że w najmniej odpowiednim momencie owa mina wybuchnie. A to nie skończy się za dobrze. Nie było możliwości, by zsunąć nogę z obwodu bomby, a jej rozbrojenie nie było pewne. Tym bardziej, że ładunek nie wydawał się jakoś znajomy tej dwójce.
Również dobrym wyjściem była podmiana ciężaru. Oboje przecież wiedzieli, że w przeciwieństwie do Rogersa, Wolverine znacznie lepiej zniesie wybuch. Także można było wziąć pod uwagę coś innego - cięższego, mocniejszego i niebędącego istotą żywą. Coś, co można byłoby przenieść, aby poprzez odpowiednie tempo, nasunąć na minę. Prawdopodobnie wtedy mogłoby to ich uchronić przed tym, że potencjalni przeciwnicy dowiedzieliby się, iż ktoś nieopodal obiektu krąży właściwie po to, aby dowiedzieć się, co tam jest. Poza tym - będąc w lesie, co może być ciężkie, nieżywe (w sensie - nie człowiek, nie zwierzę), a jednak możliwe do przeniesienia czy też ścięcia? Było to może i pracochłonne, jednakże początkowy zamiar mógłby zakończyć się odpowiednio.
Sharon, która dotychczas przyglądała się Rosomakowi i Rogersowi, w końcu odwróciła się we wcześniej obranym kierunku, chcąc kontrolować sytuację. Nie można było wątpić w to, że gdyby pojawił się ktoś nieodpowiedni całkiem blisko - udałoby jej się tę osobę unieruchomić, mówiąc to delikatnie. Rozejrzawszy się po otoczeniu nie dostrzegła nikogo, póki nie stanęła zwrócona plecami do swoich towarzyszy. Podobnie jak kobieta względem mężczyzn, z którymi przyleciała tutaj, tak przed nią, w oddali, rozpościerała się sylwetka samotnie stojącego faceta. Z pewnością ich nie zauważył, nie patrząc w ogóle w stronę całej trójki, jednakże kroczył to w lewo, to w prawo, pokonując po kilka(naście) metrów po każdej stronie. Można było zastanowić się nad tym czy są już na odpowiednim odcinku, całkiem niedaleko budynku, czy jest to jeden z punktów kontrolnych, jakie ów mężczyzna okupywał. Po dłuższej chwili skupionego na obcym, wzroku, Sharon mogła dostrzec, że nieznajomy uzbrojony był jedynie w jakiś zwykły, prosty pistolet, który można było uzyskać na jednym z czarnych rynków czy też w sklepie z bronią. Blondynka mogła albo pozostać przy Kapitanie i Loganie, albo próbować zbliżyć się do obcej im osoby, przy czym musiała spodziewać się, że może zaalarmować resztę (jeśli takowa była) i zacząć się bronić. Kto wie jednak czy nie był to ktoś zabłąkany (lub obłąkany, jak kto woli), czy też nie wie czegokolwiek o tym obiekcie lub drodze do niej, by trafić w takie miejsce, które było najmniej patrolowane.


Kolejka wedle Waszego uznania.

_________________


This isn't a question of what I'm not. This is a question of who I could be.

I outrank that son of a bitch.
karta postaci
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sharon Carter

avatar

Liczba postów : 70
Data dołączenia : 31/03/2014

PisanieTemat: Re: Las   Pon Cze 23, 2014 1:53 am

Rzeczywiście, obojętność lisa na obecność grupy zdziwiła agentkę, jednak tłumaczyła jego zachowanie zwierzęcym instynktem, który najwyraźniej nie wyczuł zagrożenia ze strony wysuniętego na przód Rosomaka.
Uderzyła otwartą dłonią w szyję, żeby uniemożliwić insektowi dalsze żywienie się krwią. Syknęła cicho, wyczuwając pod opuszkami palców bolące, a ponadto niemałe  zgrubienie. Chmarę owadów z czasem zaczęła ignorować, albowiem uwagę Sharon całkowicie pochłonęło osłanianie towarzyszów przed ewentualnym zagrożeniem. Daleka odległość uniemożliwiała ocenę stanu miny, która spoczywała pod nogą Kapitana - szkoda. Bądź co bądź, w duchu miała nadzieję, że wybiorą opcję bez rozlewu krwi oraz hałasu, jaki ściągnąłby wszelkie możliwe zagrożenie z lasu.
Zlustrowała sytuację trzeźwym wzrokiem, który dłużej zatrzymała na Rogers'ie, a następnie odwróciła się na pięcie, żeby zmniejszyć ryzyko wystąpienia ewentualnego niebezpieczeństwa.
Ostrożnie stawiała kroki, bo istniało prawdopodobieństwo, że na całym terenie umieszczono materiały wybuchowe. Długo się nie nachodziła, bo zaraz po przekroczeniu kilku metrów, zauważyła krążącego w oddali uzbrojonego mężczyznę. Przede wszystkim nie powinna ściągnąć na Steve'a oraz Wolverine'a problemów, które uniemożliwią usunięcie pierwszego napomnianego kompana z miny. Zamierzała zaryzykować, a konkretnie w miarę możliwości zakraść się od tyłu jak najbliżej celu i wycelować pistolet.
- Rzuć broń na ziemię. - Odparła cicho ze stoickim spokojem, poprzednio upewniwszy się o braku towarzyszy nieznajomego w pobliżu.
Obstawiała, że mężczyzna postąpi zgodnie z rozkazem, a w innym wypadku agentka nie zawaha się i odstrzeli mu rękę lub wytrąci pistolet.
Przygryzła policzek z wewnętrznej strony, rozważając swoją decyzję, bo równie dobrze mogła wrócić do grupy oraz ją ostrzec. Szlag trafiłby minę, rzuciła w myślach. Powinna osłaniać resztę, żeby ułatwić, a nie utrudnić pozbycie się wspomnianej kuli u nogi Kapitana.
Zmarszczyła brwi, widząc marny rodzaj uzbrojenia, w które wyposażono nieznajomego. Obstawiała, że nie cechowała go typowa dla wyszkolonych przestępców tudzież agentów zręczność, więc w boju nie mógłby Carter dorównać, a przyszpilony do ziemi może dostarczyłby istotnych informacji.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Wolverine

avatar

Liczba postów : 181
Data dołączenia : 19/04/2013

PisanieTemat: Re: Las   Wto Cze 24, 2014 2:56 pm

Odgarnięta ziemia ukazując prawdziwe oblicze miny wywołała u Rosomaka zmarszczenie brwi. Spodziewał się jakiegoś high-techu, zaawansowanej technologicznie bomby, a tym czasem zardzewiała skorupa sugerowała, że jest co najmniej w wieku osobnika, który na niej stał.
Bo dokładniejszych oględzinach, zmarszczki na czole X-Mena tylko się pogłębiły. Wbrew założeniom, jakoby mina jest stara to większe prawdopodobieństwo, że Logan będzie potrafił ją rozbroić okazały się błędne. Teoretycznie, wszystkie miny z ubiegłych dekad działały na podobnej zasadzie, jednak Wolverine wolał nie ryzykować.
Poza tym, to że powłoka była zardzewiała, nie oznaczało że jej wnętrze też takowe było. Jak głosi stare przysłowie, nie oceniaj książki po okładce. Dla wprawnego sapera nie było problemem wsadzić nowoczesnej miny w zardzewiałą skorupę. Oczywiście, komu by się chciało, Rosomak nie poświęcał tej myśli dużo uwagi, ot przeleciała mu przez głowę.
Wtedy też padło pytanie z ust Kapitana.
- Przeżyłeś gorsze rzeczy, głupia mina nic ci nie zrobi. - wykrzywił twarz co mogło uchodzić za uśmiech i klepnął go lekko w ramię, co by nie stracił równowagi i nie spadł z miny. Widać było po Rogersie, że jest zły na siebie i kawałek metalu pod stopą, więc Logan uznał za stosowne by go nieco podnieść na duchu.
Wiele innych bohaterów, którzy znaleźliby się na jego miejscu rzucili by tekstem ,,Nigdzie nie odchodź." jednak Wolverine wyczerpał zapas humoru na najbliższą godzinę. A może dłużej.
Tak więc, X-Men odwrócił się by rozejrzeć się za czymś co mogło posłużyć za rozbrojenie miny. Jednak, gdy przeczesywał wzrokiem otoczenie w poszukiwaniu wspomnianego przedmiotu, nie wyłowił sylwetki Sharon.
Coś było nie tak. Spojrzał pytająco na Steve-a, wskazując ruchem głowy miejsce, gdzie ostatnio widział agentkę 13. Jako, że Kapitan nie mógł wiedzieć więcej od niego, Logan pochylił się i odszedł na parę kroków, by zlokalizować zgubę. Nie mógł zostawić Avengera, przykutego do ziemi. Musiał zaufać że Carter miała ważny powód by się oddalić.
Ze zdwojoną czujnością, wrócił do Kapitana.
- Bądź czujny. - mruknął do niego, po czym na powrót klęknął przy minie, wysunął jeden z pazurów i wziął się za ostrożne rozbrajanie miny po uprzednim oddarciu kawałka powłoki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Captain America

avatar

Liczba postów : 237
Data dołączenia : 27/05/2012

PisanieTemat: Re: Las   Sro Cze 25, 2014 7:18 am

Obserwował z rosnącym niepokojem mimikę Logana, badawczo przyglądającemu się minie. Wydawało mu się, że minęły wieki, zanim mężczyzna się odezwał. Ale kiedy już to zrobił, Stevenowi zrobiło się zdecydowanie lżej na duszy.
Co od razu przeszło w ogromną panikę, gdy przyjaciel go dotknął. Przecież on nie mógł się ruszać, NIE MÓGŁ. Przed oczami Capa lewitował napis wykonany dużymi, krwawymi literami "LOGAN NIE". I choć ta chwila była dla niego cierpieniem i furią jakiej nie znał, na twarzy nadal był ten głupkowaty uśmieszek typu "Dzięki, stary".
Logan oddalił się od niego, zapewne szukając czegoś nadającego się rozbrojenia miny. Albo musiał pomyśleć zdala od tego..wszystkiego.  Chciał już za nim krzyknąć "to ja tutaj zostanę",  ale stwierdził, że znowu zaczęliby się nabijać z tragicznego poczucia humoru per 'dinozaura' Rogersa. Odetchnął głęboko, dopiero potem zaczął przeglądać otoczenie. Na jednym nieszczęściu zapewne się nie skończy. Pierwszą rzeczą jaką zarejestrował, była nieobecność Agentki 13. Po chwili dostrzegł ją kawałek przed sobą, na dodatek nie samą. Był to ktoś o większej posturze, to na pewno. Czyżby strażnik? Przeleciało mu przez myśl. Nie dochodziły stamtąd żadne odgłosy, nie działo się nic dynamicznego. Rogers nie był nawet pewny, czy mężczyzna już wie o agentce za nią, czy nie. Chciał się odezwać do niej na słuchawkę, ale nie chciał spalić jej pozycji. Z drugiej strony i tak lada chwila miałaby to zrobić, a mężczyzna może przydać się żywy. Kto wie, skoro tak swobodnie przechadzał się po lesie, może też wie jak je rozbroić? A już na pewno znał ich położenie, co było bardzo cenną informacją. Wyciągnął rękę w celu odezwania się do Sharon, lecz przerwał mu nagle Logan:
- Bądź czujny.
No pięknie, Steve, byłeś czujny. Tak bardzo pochłonęła go obserwowana scena, że pozwolił sobie zignorować zachowanie Rosomaka, który najwidoczniej też zauważył brak towarzyszki. Tak, w przeciwieństwie do mutanta Rogersowi zwyczajnie udało się dojrzeć dwie migające pośród drzew sylwetki. Jego przyjaciel naprawdę musiał być zafrasowany problemem rozbrojenia ładunku.
Skupił się więc na Loganie, który powrócił do pozycji klęczącej przy minie, tym razem z wysuniętym szponem i chyba na tyle zdeterminowanym, by faktycznie spróbować to zrobić.
Mimo wielu lat znajomości, Steve miał pewne opory co do tego.
- Logan. - zaczął wolno, by odwrócić uwagę towarzysza na sobie - Logan, czy masz w tym na tyle wystarczające doświadczenie?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Carol Danvers
Mistrz Gry | Captain Grammar
avatar

Liczba postów : 449
Data dołączenia : 24/03/2013

PisanieTemat: Re: Las   Sob Lip 05, 2014 2:01 pm

Mężczyzna, stojący kilkanaście metrów od całej trójki, ani razu nie zwrócił się w ich kierunku. Był może skierowany prostopadle względem nich, gdy tylko przemierzył kilka metrów w jedną czy też w drugą stronę, aczkolwiek przy tym nie zerknął nawet w to, co znajdywało się za nim. Najwidoczniej był przekonany tym, że jest sam w tym lesie. Oczywiście, oprócz całej zwierzyny, która nie pojawiła się ani razu w jego otoczeniu. A przynajmniej takowej nie widział.
Dopiero w momencie, gdy usłyszał czyjeś kroki za sobą, a następnie głos Sharon - zareagował drgnięciem. Zląkł się, aczkolwiek nie na tyle, by zachować się żywiej, z większym pokładem energii w sobie oraz refleksu. Zdążył sięgnąć dłonią do broni. I każdy, kto kiedykolwiek miał do czynienia z bronią czy też naoglądał się [aż za dużo] filmów akcji, to mógł się spodziewać, że tak będzie. Nieznajomy miał przeczucie i wyczuł wycelowaną w jego potylicę lufę, w razie gdyby zrobił coś, co niekoniecznie odpowiadałoby kobiecie. I jak większość osób, biorących udział w takich misjach - nie mylił się. Chwilę ją zwodził, nie wykonując jakiegokolwiek ruchu przez dłuższy moment. Dopiero po upływie minuty chwycił pewniej pistolet, ażeby w następnym odruchu odrzucić go na bok. Tak, aby Carter mogła broń zauważyć i mieć pewność, że nie zdąży po nią sięgnąć, gdyby tylko spróbował.
- I co teraz? - rzucił spokojnie, odwracając powoli twarz tak, że była ona skierowana do niej profilem. Nie miał potrzeby utrzymania kontaktu wzrokowego. Bardziej chodziło mu o rozeznanie, z kim może mieć do czynienia w tym momencie. Mógł tylko się domyślać i spodziewać, aczkolwiek nie znaczyło to samo, że mógł mieć pewność, o kogo chodzi.
W międzyczasie, gdy Sharon miała jeszcze obcego mężczyznę na celowniku, Steve i Logan zajmowali się miną, na której stał ten pierwszy. Towarzyszące temu uczucia i emocje nie należały z pewnością do sprzyjających skupieniu. Mogli je odseparować i było to możliwe, aczkolwiek nie dało się osiągnąć spokoju ducha, jakiego by chcieli. Rogers nie mógł się ruszyć ani o centymetr, zaś Howlett musiał być nad wyraz ostrożny, wykonując jakikolwiek ruch; nie chcieli w końcu ani zasygnalizować o swojej obecności, ani pozostać na powierzchni ziemi w postaci papki i strzępków zmieszanych z pyłem oraz odłamkami ładunku wybuchowego, prawda? Wymagało to zatem całkowitego zdeterminowana, koncentracji i ostrożności, by czasem nie pomylić się i nie przesunąć - w przypadku Jamesa - szponem za daleko. Efekty mogłyby nie być zadowalające, o ile którekolwiek z tej dwójki mogłoby od razu pomyśleć, gdyby doszło do wybuchu.
Przez moment Kapitan mógł odczuć zmęczenie, potrzebę zmiany pozycji, w jakiej się znajdywał. Było to całkiem normalne - nie dało się stać aż tak długo, niczym sparaliżowany. Starał się i dotychczas mu to wychodziło, jednak nie mógł mieć pewności na jak długo - czy jeszcze kilka minut, czy zaraz będzie pilna potrzeba na to, aby poprawić się lekko. Całe podirytowanie swoim podejściem (brakiem skupienia, rozstrojeniem) na to wszystko wpływało. Logan jednak podwajając swoją czujność, nadal pilnował się przy podejściu do próby rozbrojenia miny. Musiał to zrobić precyzyjnie, aby czasem nie palnąć - lekko to nazywając - gafy. Zaobserwowanie bomby z każdej strony dało mu możliwość odnalezienia względnie najsłabszego punktu “obudowy” miny, by móc się do niej dobrać. Oderwany kawałek powłoki nie dał mu dużo. Musiał całą, pierwszą powłokę rozciąć na jednej wysokości, co było dosyć trudne przy takich warunkach. Pogoda ogólnie zdawała się być złośliwa: skoki ciśnienia, ciężkie powietrze. Wszystko jakkolwiek musiało na całą trójkę wpłynąć.
Sharon również to wszystko wyczuła. Przyglądała się mężczyźnie bacznie, raczej nie upuszczając dłoni. Jako agentka doskonale wiedziała o tym, że na wszystko musi być przygotowana. Także na to, jak nieznajomy nie uniósł rąk. Przez moment wyglądało to tak, jakby chciał po coś sięgnąć do kieszeni kurtki, którą miał na sobie.
Steven i Logan nadal znajdywali się o kilkanaście metrów dalej od ich towarzyszki. Borykali się z tą miną, na której stał Rogers. Jednakże nie na długo. Bowiem w momencie, gdy pazur Rosomaka zagłębił się w kolejnej warstwie miny, to było to o centymetr za głęboko. Zarazem mogli uświadomić sobie, że mina… była atrapą. Sfabrykowanym przedmiotem, w którym nie znajdywał się żaden ładunek. Nie była, co prawda, pusta w środku, tylko wypełniona masą i mechanizmem, który zapadł się pod ciężarem Rogersa. Panowie mogli więc odetchnąć z ulgą, ponieważ ani jednemu, ani drugiemu nie groziła śmierć. A całej trójce nie groziło zdemaskowanie i poinformowanie o ich obecności. Mogli również być rozgoryczeni, że nie zauważyli, iż jest to nieprawdziwe - a zarazem przyznać, że atrapa została wykonana perfekcyjnie. Tym samym mogli pomyśleć o paru sprawach - najpewniej najlepiej będzie poruszać się wydeptaną ścieżką, bo jest małe prawdopodobieństwo, że tam znajduje się mina. Następnie o tym, ile może znajdywać się atrap, a ile faktycznie ładunków wybuchowych, które reagują na ciężar i przydepnięcie. Było to o tyle niewygodne, że nie dało się zlokalizować od razu, dlatego też w tym momencie musieli skupić się również na tym, jak poruszać się, by czasem nie natrafić na coś, co mogłoby być dla nich niekorzystne. Bo to, że raz im się udało, nie znaczy od razu, że po raz kolejny będą mieli szczęście.


Możecie rzucić po dwa posty.

_________________


This isn't a question of what I'm not. This is a question of who I could be.

I outrank that son of a bitch.
karta postaci
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Wolverine

avatar

Liczba postów : 181
Data dołączenia : 19/04/2013

PisanieTemat: Re: Las   Sob Lip 05, 2014 6:47 pm

Zadanie nie było proste. Rosomak nie był specem od rozbrajania min, ale miał największe doświadczenie z wszystkich obecnych. Nie chciał by cokolwiek stało się Kapitanowi, dlatego każdy ruch wykonywał ostrożnie.
Okoliczności były dalekie od sprzyjających wykonywanemu zadaniu, ale przynajmniej mieli spokój. Nad ich głowami nie latały kule a dookoła nie spadały pociski artylerii. Ach, wspomnienia.
Skupiony Howlett całą swoją uwagę poświęcił metalowej puszce znajdującej się parę centymetrów od jego nosa. Wszystko inne nie miało w tym momencie znaczenia.
Już na samym początku napotkał trudności. Oderwany kawałek powłoki nic nie dał, musiał za pomocą szpona rozciąć kolejną warstwę na całej wysokości. Niebezpieczne zadanie, biorąc pod uwagę że nie wiedział co jest za tą ścianką. Niestety, nie miał innej możliwości. Musiał podjąć ryzyko.
Nie opłaciło się. Gdy Wolverine poczuł, że końcem szpona zawadził o coś znajdującego się po drugiej stronie, wiedział że - cytując - spierdolił.
Będąc w kuckach wystrzelił do przodu, chcąc choć trochę odsunąć Rogersa od wybuchu, starając się przyjąć jak największą porcję na siebie. Chciał barkiem odepchnąć Kapitana, samemu znajdując się bezpośrednio nad miną.
Logan zacisnął zęby, przygotowując się na eksplozję. Robił takie rzeczy już wielokrotnie, jednak nigdy nie było to przyjemne doświadczenie.
Jednak tym razem, coś było inaczej. Eksplozja nie nastąpiła, Logan leżał plackiem na, jak się okazało, atrapie miny a Steve parę metrów dalej odepchnięty przez Rosomaka, równie zdezorientowany co on.
Dopiero wtedy do Logana wróciła myśl, która parę chwil wcześniej przetoczyła się przez jego głowę jak lawina. Spierdolił. Gdyby to była prawdziwa mina, to on sam jeszcze byłby w powietrzu, Kapitan poważnie ranny a cała misja skończyłaby się, zanim jeszcze de facto się zaczęła. Wolverine spierdolił na samym początku.
Przez to Logan był zły. Przede wszystkim na siebie, czyli odczuwał złość największą ze wszystkich.
Kiedy gramolił się z ziemi, zobaczył Sharon i jej nowego towarzysza. James nie znał mężczyzny, a członek jego grupy celował w twarz nieznajomego. Te dwie rzeczy jednoznacznie oznaczały, że nie był to swój. A jeżeli nie był to swój, to mógł posłużyć za worek mięsa na którym można wyładować frustrację.
Ruszył w kierunku dwójki, zachodząc mężczyznę od tyłu. W tym momencie zobaczył, że mężczyzna sięga za poły kurtki. Logan warknął cicho i jednym skokiem znalazł się przy nieznajomym. Jedną dłonią wymierzył mocnego sierpowego w żebra a drugą sięgnął po przedramię, które zmierzało w kierunku kurtki. Miał zamiar wyciągnąć je za plecy mężczyzny i mocno je wykręcić. Gdyby miało się to powieść, ramię które przed chwilą wymierzyło cios, miało się przeciągnąć pod pachą mężczyzny zgiąć się i złapać za kark, mocno ciągnąc go w dół, zmuszając do klęknięcia. W ten sposób, Logan miał uniemożliwić niewykręconej ręce sięgnięcie po cokolwiek.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Captain America

avatar

Liczba postów : 237
Data dołączenia : 27/05/2012

PisanieTemat: Re: Las   Nie Lip 06, 2014 11:27 am

Ta sama pozycja i brak możliwości ruchu nawet o centymetr zaczynała mu doskwierać. Wpatrywał się ze znużeniem w szpon Logana, wielkiego wybawiciela Rogersa i arcywroga miny.  Co chwila również rzucał spojrzeniem w stronę Sharon i nieznajomego. Sytuacja zaczęła się rozwijać. Mężczyzna najwidoczniej był skłonny do współpracy. Tak wyglądał, ale..
Poczuł gwałtowne pchnięcie. To Logan z całej siły odrzucił go od miny, aby zastąpić jego miejsce. Niewiele myśląc sięgnął po tarczę, nadal z resztą lecąc w powietrzu. O nie.  Czekał już tylko na wybuch, ostateczny koniec. Lada chwila miał zobaczyć błysk i tyle, ale sekundy mijały i to nie chciało nastąpić. Steve wylądował twardo na gruncie i wyciągnął tarczę przed siebie, ale to było chyba zbyteczne. Mocno zdezorientowany wpatrywał się w przyjaciela. Wpatrywał się w niego wzrokiem pełnym szoku i respektu. Wolverine wiedział, że podczas rozbrajania coś poszło nie tak i chciał stłumić wybuch swoim własnym ciałem. To nic, że było to w sumie najbardziej logicznym rozwiązaniem, biorąc pod uwagę, że już takie rzeczy robił, a Cap raczej się do tego nie nadaje. Nie nadaje, jeśli chce potem nadal żyć - o tak ujmijmy. Steve to wiedział. Tak jak wiedział, że wybuch przysporzyłby przyjacielowi cierpienie nie do zniesienia, piekło na ziemi. I może wcale nie wyszedłby z tego żywy.
A mina była atrapą.
Wstał na równe nogi i ruszył w kierunku, z którego odleciał. Logan był wściekły. I wcale mu się nie dziwił. Fala frustracji wymyła z jego umysłu cały wcześniejszy niepokój i emocje temu towarzyszące. Podszedł do miny i ją.. zmiażdżył. Chrupnęło, jakby rozdeptał trochę większego ślimaka. Mocniej tym poirytowany odkopnął atrapę w dal (ale tam, gdzie już chodzili i było pewne, że jest czysto, spokojnie). Lekcja z ładunków wybuchowych - oto co go czeka po powrocie do domu.
Zauważył, że sytuacja z Sharon się trochę skomplikowała, skoro Logan tak szybko ruszył ku dwójce. Szybkim krokiem ruszył w ich stronę, ale teraz uważał na kroki. To, że jedna mina była atrapą nie znaczyło, że może prawdziwych tu wcale nie być. W duchu cieszył się jednak, że wyszli cało z tej jednej sytuacji. Będzie musiał potem zaprosić Howletta na jakieś duże piwo. Albo kilka. Zanim by cokolwiek poczuli..
Kiedy już do nich doszedł Sharon nadal celowała z pistoletu w unieruchomionego przez Logana mężczyznę. Dobra, czas na trochę informacji. Założył tarczę ponownie na plecy i stanął obok agentki, wpatrując się w niezwykle spokojnego nieznajomego.
- Strażnik? Czym się tu zajmujecie? - skierował to pytanie najpierw do Sharon, ale doszedł jednak do wniosku, że mogła jeszcze z niego nic nie wyciągnąć, także pytanie szybko zostało skierowane w stronę obezwładnionego. Nie wierzył w jego spokój, musiał mieć jakiegoś asa w rękawie.
- Pozwoli pan, że przejrzę pańskie dokumenty. - dodał uprzejmie i już trochę mniej miło zabrał się za przeszukiwanie jego kurtki i spodni. Liczył na jakiś nadajnik, klucze, nóż, cokolwiek. Byleby pozbawić mężczyzny tego spokoju z twarzy. Mina wystarczająco go wyprowadziła z równowagi.


Ostatnio zmieniony przez Captain America dnia Sro Lip 09, 2014 4:08 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sharon Carter

avatar

Liczba postów : 70
Data dołączenia : 31/03/2014

PisanieTemat: Re: Las   Sro Lip 09, 2014 2:56 pm

Uważnie, a przede wszystkim ze stoickim spokojem - zważywszy na wybuchowy charakter Sharon to nietypowa reakcja - wodziła wzrokiem po twarzy mężczyzny. Najmniejsze zmiany w formie choćby grymasu niezadowolenia umożliwiały przewidzenie kolejnych ruchów, na które wyszkolony agent S.H.I.E.L.D jest wyczulony i przygotowany. Obstawiała, że potencjalny wróg spróbuje typowej sztuczki polegającej na wyrwaniu wycelowanego pistoletu z dłoni, dając Carter pole do popisu przed współpracownikami, ale najwyraźniej przeceniła możliwości nieznajomego. Właśnie, z kim ma do czynienia ? Pospolity ochroniarz, którego nauczono trzymania broni oraz podstawowych manewrów w starciu z przeciwnikiem. Teoretycznie, ponieważ równie dobrze mógłby grać na zwłokę w oczekiwaniu na przybycie posiłków. Wielka szkoda, że nie jest to najemnik uzbrojony oraz wyszkolony w jednej z najlepszych placówek na świecie, a jego obecność w lesie wiąże się z patetyczną misją złożoną mu na barki. Uznałby ją za łatwy obiekt ataku, ale zdziwiłby się, kiedy kula z pistoletu przeszyłaby mu ramię - tango nienawiści na śmierć i życie. Sekundy rozkojarzenia wystarczyły, żeby mężczyzna uniósł dłonie do kieszeni kurtki.
- Ręce do tyłu. - Syknęła wymownie, a następnie ścisnęła go za przedramię i wykręciła mu je za plecy. Poprawka, bo próbowała to zrobić zanim w przeciągu mrugnięcia okiem znalazł się przy niej Rosomak.
- Nie musiałeś mnie wyręczać. - Odparła beznamiętnym głosem, chociaż w głębi duszy miała po dziurki w nosie taryfy ulgowej ze strony współpracowników. Boleśnie ukuło ją w płucach, emocjonalne targnięcie, a wzrokiem natychmiast powiodła w stronę miny.
Steve ugrzęzło agentce w gardle.
Ujrzawszy postać Kapitana Ameryki, energicznie przemierzającego dzielącą ich odległość, poczuła, że kamień spadł jej z serca. Przeżyłby tak czy owak, ale ziarno niepewności wykiełkowało. Odwróciła od niego wzrok, żeby skupić się wyłącznie na nieznajomym, w którego celowała.
- Nie stawia oporu. Sprawdźcie dokładnie jego kieszenie. - Zdmuchnęła z twarzy opadający kosmyk włosów, który wypadł zza ucha.
Sytuacja pozornie opanowana, aczkolwiek agresywna postawa Logana nie wróżyła przyjaznej atmosfery do końca misji. Nie wiedziała co spowodowało zepsucie humoru - o ile bardziej się dało - mężczyzny, ale cios wymierzony w żebra nieprzyjaciela może przysporzyć im problemów. Złamanie, przebite płuco, uniemożliwienie przepływu tlenu, a przede wszystkim brak cennych informacji. Wysłano ich w celu zbadania terenu, ale kto go wie co tu spotkają.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Carol Danvers
Mistrz Gry | Captain Grammar
avatar

Liczba postów : 449
Data dołączenia : 24/03/2013

PisanieTemat: Re: Las   Wto Lip 15, 2014 9:49 am

Próba rozbrojenia miny dosyć szybko nastąpiła, jak i się skończyła. Nie można było się spodziewać wybuchu (akurat przy tym egzemplarzu). Obaj panowie mogli poczuć się sfrustrowani - uczestniczyli na wojnie, z pewnością wiele razy mieli do czynienia z ładunkami wybuchowymi. A tutaj właśnie jeden z nich przechytrzył ich wiernym wyglądem, ciężarem i zewnętrznym materiałem, kiedy w środku był po prostu wypełnieniem i czymś, co nie zagrażało ich życiu ani trochę. Nie można było zatem dziwić się reakcji Logana, jak i Stevena. Obaj mieli prawo do zdenerwowania czy też mentalnego zrugania samych siebie za brak spostrzegawczości. Osoba postronna, która znałaby obu mężczyzn - na pewno zrozumiałaby ich zachowanie wiedząc o tym, jacy oni są.
Nie pozostało jednak im nic innego jak dalsze działanie, dotarcie do tego obiektu i pilnowanie się, by czasem nie trafić na prawdziwą minę, która również mogła znajdywać się w drodze, choć mało prawdopodobne, by na ścieżce.
Mężczyzna stojący przed Sharon był zbyt spokojny. Trudno było stwierdzić czy to dlatego, że był doskonale wyszkolony i nie pokazywał swoich emocji, czy wręcz przeciwnie - sparaliżowany strachem, nie miał najbledszego pojęcia, co powinien zrobić; uznał najwidoczniej, że bierność będzie odpowiednim wyjściem. Nie wiedział w końcu, że zaraz będzie mógł pożałować tego, że sięgnął do kieszeni bez jakiegoś celu. Z drugiej zaś strony, agentka Carter mogła zacząć zastanawiać się dlaczego ten mężczyzna nie był w coś jeszcze uzbrojony niż tylko zwykły, prosty pistolet. Mogło to wzbudzić jakieś podejrzenia i wprawić w chwilowe zastanowienie. Zarazem mogło też zapewnić o tym, że mężczyzna po prostu jest pierwszą przeszkodzą. Zapowiedzią, że takowych może być więcej, a kto wie czy im dalej się nie posuną, tym lepsze uzbrojenie będą miały kolejne osoby, jeśli na takie trafią?
Uderzenie Wolverine’a w żebra sprawiło, że nieznajomy zgiął się w pół, próbując złapać powietrze. To było wiadome, że tak się stanie i będzie miał problem z oddychaniem czy też poruszeniem się. Nikt z nich nie usłyszał jakiegoś złamania (przynajmniej Howlett z wyostrzonym zmysłem słuchu) ani też mężczyzna po sobie nie pokazywał tego. To, co można było zauważyć to to, że jego twarz była czerwona, więc zaskoczono go, a ponadto uderzenie w żebra chwilowo uniemożliwiło mu “pobranie” powietrza. Chcąc nie chcąc, pod wpływem siły i wykręconej ręki, która dawała o sobie znać, nieuzbrojony już człowiek powoli opadł na kolana, zaciskając szczęki tak, że dało się zauważyć ich ruch.
Uniósł spojrzenie znad ziemi na Kapitana Amerykę i zaraz parsknął cicho. Bynajmniej ze śmiechu; z bólu i niewygody.
- Myślisz, że każdy, kogo tutaj spotkacie, będzie o wszystkim wiedział? - spytał i to pytanie było trafne. Tylko naiwni wierzyliby w to, że wszyscy są wtajemniczeni. - Chyba nie myślicie, że osoba uzbrojona w jedną, marną broń palną wiedziałaby o wszystkim - rzucił z jakąś nutką pogardy, zaraz wyrzucając z siebie kolejne stęknięcie, kiedy tylko Logan mocniej wykręcił jego rękę i zacisnął palce na jego karku. Mężczyzna nie wydawał się być zbytnio przerażony. Jakby już był przygotowany, że w każdej chwili może zginąć.
Kiedy Rogers zaczął grzebać po jego kieszeniach to jedynym, co w nich znalazł, były dwa magazynki, papierosy i zapalniczka; bardzo marnie na wstępie. Mogli tego mężczyznę zabić, podprowadzić albo też dopytać, która część obiektu - gdyż takowy widzieli przed lądowaniem na polanie - jest najmniej strzeżona, ażeby mieli szansę przedostać się niezauważonymi. Jednak musieli być pewni, że nieznajomy będzie ich ciężarem i nie przyda im się w dalszej drodze po udzieleniu informacji. A puścić wolno też nie mogli, nie mając pojęcia czy czasem nie znajdzie jakiegoś skrótu, by resztę poinformować o niezapowiedzianych, niechcianych gościach.

Możecie napisać po dwa posty.

_________________


This isn't a question of what I'm not. This is a question of who I could be.

I outrank that son of a bitch.
karta postaci
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Captain America

avatar

Liczba postów : 237
Data dołączenia : 27/05/2012

PisanieTemat: Re: Las   Wto Lip 15, 2014 1:40 pm

Pokręcił lekko głową w kierunku Logana, gdy ten powalił ciosem mężczyznę na ziemię. Ze spokojem na twarzy również wysłuchiwał ociekających pogardą słów wydobywających się z ust strażnika. Nie, nie spodziewał się, że będzie wiedział wszystko. Tak jak nie spodziewał się, że człowiek odpowie mu równie szybko. Zerknął przelotnie na agentkę i mutanta, postawił mężczyznę na równe nogi i zaczął przeszukiwać jego ubrania, zaczynając od kurtki, spodni, po buty.
- Hm.. zapalniczka, papierosy, dwa magazynki. - wyciągał kolejno przedmioty pokazując je reszcie i dokładnie oglądając. Przezorny i tak dalej. Papierosy i zapalniczkę wsadził do wolnej kieszeni Loganowi, bardziej dla żartu, bo wiedział, że to cygara skupiają jego uwagę. Poważył przez chwilę magazynki w ręku i zaraz spojrzał na Sharon.
- Znajdziesz dla tego zajęcie czy śmiecimy las?
Dopiero po chwili skupił się ponownie na mężczyźnie. Widać było, że nie darzy tej trójki zbytnią sympatią, ale ciekawe było to, że jak na takiego "zwykłego strażnika, który nic nie wie" nie odczuwa żadnego strachu, obawy, lęku, nic. Właśnie został obezwładniony, z pistoletem przy skroni, sam. Patrzył na niego i widział człowieka ślepo oddanemu idei. Zaraz, skąd ja to znam? - rzucił cynicznie w myślach.
Słowa mężczyzny dały mu też do myślenia. "Chyba nie myślicie, że osoba uzbrojona w jedną, marną broń palną wiedziałaby o wszystkim" Cóż, to nie wróżyło niczego dobrego. Naprawdę musiał wierzyć w swoich szefów oraz ich arsenał.
- W takim razie musisz być naprawdę beznadziejny, skoro wiesz jak mało dla nich znaczysz, a jednak  pozwoliłeś się tak traktować. - rzucił spokojnym, rzeczowym tonem. - Lub właśnie niszczymy ci karierę, którą tak ładnie zaczynasz, Jerry. Nazwę cię Jerry, bo możesz swojego imienia także nie wiedzieć. - tak naprawdę potrzebował określenia na tego konkretnego mężczyznę w swojej głowie - W każdym razie, Jerry - jak aplikowałeś na to cudowne stanowisko, musieli ci powiedzieć chociaż na czym polega twoje zadanie. Spokojnie, nie musisz mówić tego mi, masz dwójkę moich towarzyszy do wyboru. - Ach, jak on współczuł temu upartemu facetowi. Sharon dziś była najwidoczniej nie w humorze, a Logan to Logan, oboje na pewno wydobędą z niego jakieś informacje. Nie, żeby miał zwalać na nich brudną robotę, co to to nie. Póki co nie widział potrzeby, by Jerry'ego uderzyć, jeśli już to po to, by dać upust emocjom, ale nie taki był cel. Chciał zobaczyć, czy jakakolwiek prowokacja na niego zadziała, biorąc pod uwagę z jakim oddaniem do tego podchodzi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Wolverine

avatar

Liczba postów : 181
Data dołączenia : 19/04/2013

PisanieTemat: Re: Las   Pią Lip 18, 2014 3:54 pm

Spojrzenie jakim Steve obdarzył Logana, w innych okolicznościach wywołałoby wzruszenie ramion w niemym wyrazie ,,Ja tylko robię swoje". Fakt, był to wyczyn heroiczny, ale ta bohaterska otoczka maleje kiedy przywoła się obrażenia jakie przeszedł Logan. Cholera, przecież własnym ciałem osłonił japońskiego żołnierza przed wybuchem bomby atomowej w Hiroszimie. I żyje! Fakt, faktem że był wtedy znacznie dalej od eksplozji niż w przypadku owej miny, ale wyszedł by z tego cało.
Ale to nie były inne okoliczności. Logan nie wzruszył ramionami, tylko był zły, a parę metrów od siebie miał nieprzyjaciela. W dwóch skokach dopadł do niego i unieruchomił w mgnieniu oka, nie pozwalając by emocje poniosły go za daleko. Nie chciał zabić tego faceta. Przynajmniej zanim sobie z nim porozmawiają.
Gdy usłyszał słowa Sharon, zmarszczył brwi. Wyręczać? Był w znacznie lepszej pozycji by się nim zająć. Był za jego plecami, niewidoczny i mutantem. Wszystko jasno mówiło, że Sharon odwraca jego uwagę kiedy on sam wykonuje brudną robotę. Oczywiście że Agentka 13 by sobie poradziła, lecz było to obarczone większym ryzykiem. Lepiej chuchać na zimne.
Carter najwyraźniej, coraz to rozpaczliwie próbowała coś udowodnić męskiej części drużyny. Pytanie tylko po co, jeżeli nikt tego nie potrzebował. Znaczy się, nikt prócz niej samej. Najwyraźniej.
I jeszcze to polecenie. Nie, facet nie stawia oporu. Przed chwilą sięgnął po coś za poły kurtki, a teraz szarpie się pod uściskiem Howletta. Nie, nie wpadli by na to, by przeszukać jego kieszenie. Dzięki za instrukcje szefowo! pomyślał.
Ale Logan nie dał tego po sobie poznać. Może i był impulsywny i lubi mówić co mu w duszy gra ale to nie było miejsce ani czas na spuszczanie swojego charakteru ze smyczy. Głównie ze względu na obecność wroga.
Gdy Kapitan zaczął przesłuchanie, Logan pogłębił nieco uścisk by dać mężczyźnie do zrozumienia żeby nie próbował się wyślizgnąć bo to nic nie da.
Słowa Jerrego dały mu do myślenia. A jeszcze więcej powodów do myślenia dały mu przedmioty, które znalazł Kapitan.
,,Strażnik" (bo nie wiadomo kim on w końcu jest) miał pistolet w ręku, kiedy nakryła go Sharon. Co oznaczało że w kieszeniach miał tylko amunicję i papierosy.
Pytanie jakie nasunęło się Loganowi na myśl - po co on sięgał? Kto normalny bierze papierosy, zapalniczkę bądź magazynek kiedy ktoś celuje do niego z pistoletu? Coś tutaj śmierdziało.
I to co też nie podobało się Wolverine-owi - gdzie jest jego komunikator? Jeżeli faktycznie jest strażnikiem to musi mieć jakiś sposób by zachować łączność z bazą. Obojętnie od kierunku w jaki by to połączenie miało by przebiec. On musi się meldować a baza musi mu dawać polecenia.
Jeżeli nie posiadał takowego urządzenia w osobnej wersji to albo był kimś zupełnie nie powiązanym z miejscem do którego zmierzali, albo komunikator był sprytnie ukryty a jednym z odnalezionych przedmiotów, albo miał go w ciele.
Gdy był w wojsku, spotkał się z grupą komandosów, którzy mieli coś takiego wszyte pod skórę na szyi, tuż przy krtani. Malutkie urządzenie, ponieważ był tuż przy strunach głosowych wystarczyło szeptać by baza słyszała wszystko wyraźnie.
To wszystko śmierdziało bardzo mocno. I nie miał jak przekazać swoich spostrzeżeń reszcie bo trzymał delikwenta. Niech jeszcze Sharon go o coś zapyta to weźmie ich na bok.
Z zamyślenia wyrwał go Rogers, który wręczył mu papierosy pojmanego. Beznadziejne, swoją drogą. Wykorzystał ten moment by spojrzeć na Kapitana wymownie, by dać mu do zrozumienia że Logan jest czymś zafrasowany.
A papierosy, a szczególnie zapaliczkę trzeba będzie dokładniej obejrzeć. Może spełnia zadanie inne niż by sugerował to wygląd? Przed chwilą mieli do czynienia z miną, która działała na podobnej zasadzie.
Mężczyzna nie zachowywał się jak na jeńca przystało, co grało Loganowi na nerwach. Postanowił przejąć pałeczkę.
- Słuchaj Jerry. – rzekł ochrypłym głosem. – Odnoszę wrażenie, że nie zdajesz sobie sprawy z pozycji w jakiej się znajdujesz. Jesteś sam, w środku lasu, otoczony przez wyszkolonych agentów. Nie wyglądasz na skłonnego do współpracy, co nie polepsza Twojej sytuacji. Jeżeli nie jesteś w stanie nam nic powiedzieć, to jesteś dla nas bezwartościowy. Jak śmieć. A śmiecie się wyrzuca. Więc albo przemyślisz swoje zachowanie i zmienisz nastawienie… - Logan jeszcze mocniej wykręcił mu ramię - …albo wyrzucimy Cię na śmieci. – powiedział i ruchem głowy wskazał na karabin trzymany przez Carter.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sharon Carter

avatar

Liczba postów : 70
Data dołączenia : 31/03/2014

PisanieTemat: Re: Las   Pon Lip 21, 2014 7:11 pm



Zachowanie współpracowników, za które odpowiadała niefortunna wpadka z miną, można zrozumieć o ile narażony ma z ładunkiem wybuchowym do czynienia po raz pierwszy w życiu, a nie jeśli posiada w tej kwestii wieloletnie doświadczenie. Najwyraźniej niektórzy mają problemy z poskromieniem zwierzęcej natury, a przede wszystkim buzującego testosteronu. Znała towarzyszących na misji mężczyzn z kartotek, raportów i pozostałych dokumentów z agencji S.H.I.E.L.D, ale ciężko na podstawie spisanych obserwacji przewidzieć wszystkie reakcje człowieka. Grunt, że Kapitan trzymał nerwy na wodzy.
Obezwładnienie najemnika wyposażonego w pospolity pistolet stwarzało większe ryzyko ? Prawdopodobnie Rosomak nie przeczytał dokładnie akt Agentki 13, która nie należała do grupy nowicjuszy z poziomu drugiego.
Ewentualnie walczyła o resztki sprawiedliwości dla kobiet w świecie zdominowanym przez samców. Dodatkowo nie zrobiła awantury w środku lasu, a dawała słabe sygnały, że nie potrzebuje ochrony w postaci tarczy za plecami, choćby mówiąc dosłownie.
Kobieta rządząca w grupie ? Po moim trupie! Pierwsza go złapała, więc miała prawo zasugerować dalszy przebieg postępowania z najemnikiem, jednakże jeden ze współpracowników wyraźnie dał do zrozumienia, że mu to przeszkadza.
Baza może być położona kilka metrów dalej, więc pojmany nie musiałby być wyposażony w komunikator. Mniej prawdopodobna opcja, ale warto ją wziąć po uwagę.
- Nie zostawiajmy zbędnych śladów. - Wzięła magazynek od Steve'a, a następnie wsadziła go do wolnej przegródki w skórzanym pasie oplatającym biodra.
Wbiła niezmącone uczuciem spojrzenie w najemnika, poszukując oznaki, która podpaliłaby iskrę złotej myśli. Napełniła głośno płuca, żeby ze świstem wypuścić powietrze nosem. Czuła, że wpakowano ich w poważniejszą sprawę niż przypuszczała.
"Myślisz, że każdy, kogo tutaj spotkacie, będzie o wszystkim wiedział?" Uniosła mimowolnie brwi, bo słyszała w przeszłości podobną wzmiankę o ślepo oddanych członkach stowarzyszeniu, które miało szerokie wpływy podczas wojny światowej.
- Mało przekonujące, ale nic nie szkodzi, bo tortury nie są nam obce. - Przekrzywiła mimowolnie głowę w kierunku Rosomaka, który nie miałby oporów przed wbiciem szponów tu i ówdzie.
Bezpieczniejszym rozwiązaniem będzie zabranie mężczyzny, bo połamanie mu nóg nie wchodziło w rachubę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Carol Danvers
Mistrz Gry | Captain Grammar
avatar

Liczba postów : 449
Data dołączenia : 24/03/2013

PisanieTemat: Re: Las   Wto Sie 05, 2014 4:14 am

Mimo że to misja, to dla niektórych sytuacja mogłaby wydawać się co najmniej zabawna. Przynajmniej w jakimś sensie, nieco niezrozumiałym. Nie chodziło tutaj nawet o zachowanie mężczyzny, ale o podejście całej trójki do jego osoby; jakby na umór pokazywali, że jest czymś - kimś - gorszym.
- To oznacza, że jestem beznadziejny, że mam świadomość tego, iż jestem tylko pionkiem? Beznadziejnym byłbym, gdybym nie miał pojęcia - oprócz tych słów, to jeszcze z jego gardła wyrwało się ciche prychnięcie. Można było wziąć poprawkę na nieznajomego. Może i to nie znaczyło o nim wiele, wpakował się w niezłe bagno, ale podejście i świadomość była czymś niedocenionym dzisiaj. Dokładniej chodzi tutaj o auto-świadomość, której ludzie z czasem zaczęli się wyzbywać sprawiając, że ich oczy nie widziały tak jak powinny. - Wbrew pozorom, nie mogę narzekać na traktowanie. Nie, jeśli człowiek dla własnej czy też wyższej, wiodącej idei może się poświęcić. To chyba nie jest ci obce, Kapitanie - tu spojrzał na Steve’a. Przez moment mogła nadejść myśl, że skąd miałby o tym wiedzieć, ale równie szybko mogła ona opuścić Rogersa. Był Avengerem, brał udział wtedy, gdy Loki pojawił się na Ziemi, więc nie musiał być zdziwiony faktem, że ktoś inny o nim wie; mogło też mu dać do myślenia, skąd to wie - wiadomo, telewizja nie zawsze jest jedynym albo głównym źródłem tego.
Ktoś, kogo życie jest wyidealizowane, ma całkowite pokładane nadzieje w superbohaterach mógłby się urazić słowami obu mężczyzn. Ktoś, kto nie jest w stanie sam się obronić mógłby tak odczuć lub przeciwnie - ucieszyć się z tego. Nieważne jaki sposób, ważne jaki efekt w końcu. Przynajmniej we większości tak było.
- Jak śmieć? Zabawne, że są podobne działania, zadania, niechęci. Każdy więc jest śmieciem.
Nie można było mu zarzucić, że był bezmyślny - nie rzucał się, nie szarpał, słuchał ich słów. Nie był nad wyraz żywiołowy, by nerwowo zareagować, więc nerwy trzymał perfekcyjnie na wodzy.
Nieznajomy mężczyzna przyglądał się całej trójce. Można byłoby wywnioskować, że jego spojrzenie już nie tylko skrywało w sobie pogardę, ale też zastanowienie, może przestrach - co nie powinno nikogo dziwić, skoro wiedział, w jakiej sytuacji się znajduje. Prawdopodobnie w tym momencie rozważał wszystkie “za” i “przeciw” tego, aby podzielić się informacjami, którymi dysponuje, a które przydałyby się trzem “obcym” osobom. Obcym tutaj - czyli nie współpracownikom, kompanom, to oczywiste. Głupi nie był, bardziej naiwny. Wystarczyło postawić się w jego sytuacji - był w niemiłym towarzystwie wyspecjalizowanej agentki, mutanta i super-żołnierza, którzy są w stanie zrobić krzywdę, niźli zdążyłby wypowiedzieć dewizę któregokolwiek stanu. Powoli, niespiesznie. Jednakże jakiekolwiek zachowanie by nie było, to jest ono zrozumiałe. Trzeba pamiętać o tym, że człowiek musi również chronić swoje “tyły”.
Cała trójka mogła spodziewać się najbardziej dwóch, oczywistych rzeczy - albo nazwany Jerry powie, albo nie powie. Agentka Carter jako w pełni wyszkolona do takich - większych czy mniejszych - zadań, powinna móc ocenić zachowanie czy też charakter mężczyzny, co mogłoby pomóc im w osiągnięciu celu - uzyskanie jakiejś informacji, rady… a może i przestrogi?
- Amerykanie już tak mają - odpowiedział na słowa blondynki dotyczące tortur. Takie były, są i będą; szpiedzy, agenci, instytucje “naiwnie” wierzyły, że to się sprawdza. Zależy w jakich przypadkach.
“Jerry” spojrzał na każdego z osobna, utrzymując na ich twarzach spojrzenie nieco dłużej niż wypadało. Przyglądał się w zastanowieniu Loganowi, który wykręcał jego rękę. Bolała go, dało się to zauważyć. Jerry szarpnął raz, drugi.
- Puść, bo tym bardziej będziecie musieli się bawić w detektywów, sami - rzucił do Howletta. I mimo że Wolverine z chęcią wzmocniłby uścisk na jego ręce, to pod spojrzeniem Kapitana i Sharon uwolnił Nieznajomego. Jerry nie miał jednak możliwości ucieczki, gdyż w tym samym momencie Carter celowała do niego, mając się na baczności. - Pieprzony fiut - dało się jeszcze usłyszeć pomruk znalezionego mężczyzny pod nosem. Nieznajomy usiadł na kolanach, prostując się i poprawiając swoje ubranie, jakby estetyka była dla niego cholernie ważna w tym momencie. Rozejrzał się po najbliższym otoczeniu, tylko po to, aby sięgnąć po jeden z patyków - musiał jednak zatrzymać się w pół ruchu, kiedy któreś z nich zareagowało ciut gwałtowniej na jego ruch, co skwitował śmiechem, pełnym zrezygnowania.
Jerry narysował na ziemi kwadrat. Do niego doszły po chwili odosobnione kreski, które były starte przez lekki wiatr. Zaznaczył i przekreślił kółko po lewej stronie kwadratu, a do prawej poprowadził strzałkę.
- Pół kilometra w średnim tempie spaceru doprowadzi was do kolejnych ludzi, tym razem dwójki. Dalej, jakieś dwieście metrów, macie mur i wejście do fabryki - kontynuował. - Z tej strony - wskazał na lewą linię kwadratu. - Nic was nie czeka. Tędy nie wejdziecie - zamilkł na moment, jakby nie chciał podzielić się tą informacją. - Musicie iść z prawej, tutaj jest wejście. Ile tam jest ludzi, co tam jest - nie przyglądałem się. Czy ktoś jest od nas - nie wiem. Niektórzy mają komunikatory, niektórzy gwiżdżą, niektórzy… cóż, nie mają nic - odrzucił patyk i opadł na cztery litery, patrząc na kapitana Rogersa.
- Głupim byłby człowiek, który wybierając takie zadanie, ma wiele do stracenia. Ja nie mam. Tym bardziej możecie zabić, bo czy teraz ktoś to zrobi, czy za pół roku o to zadbam, nikt się nie przejmie - odparł poważnym, suchym wręcz tonem. Komuś mogłoby wydać to się ckliwe, wzbudzające litość, byleby tylko przeżył, jednakże oni mogli wiedzieć, że to była prawda. Że była obojętność i pogodzenie się z losem. Niekoniecznie dla idei, ale dla swoich celów. Tylko też mogli pomyśleć, że to w jakimś stopniu smutne, że człowiek właściwie skazuje samego siebie na misję samobójczą, mając ku temu powód, choćby chorobę, śmierć kogoś, kogo nie mogą przeżyć. - I radziłbym wam iść jak najszybciej, bo później możecie nie trafić, nie dostać się albo nie dotrzeć. Psy wypuszczają w nocy, jak ktoś z was chce się z nimi pobawić - spojrzał na Logana, a potem na Carter, czując na sobie wycelowaną przez kobietę broń. - Śmiało.
Mogli być pewni, że mężczyzna, który nie ma nic do stracenia, powie tylko tyle ile sam będzie chciał. Mogli być pewni, że nie będzie on wylewny, kiedy i tak wszystko pójdzie na jego niekorzyść,  tutaj było ewidentnie widać, kto takową czerpię. Nie był on im przydatny, potrzebny; był balastem, którego lepiej byłoby się pozbyć, zostawić, niźli wziąć ze sobą i zaryzykować, że może jednak on zrobi coś, co ich wpakuje w niewygodną sytuację.
Gdy już uporali się z jego osobą, mogli iść dalej.



Wybaczcie za ewentualne błędy. Nie chciałam bardziej zwlekać.
Natenczas dajecie tutaj ostatnie posty. Ktoś z was może przekierować całą trójkę tutaj.

_________________


This isn't a question of what I'm not. This is a question of who I could be.

I outrank that son of a bitch.
karta postaci
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Las   

Powrót do góry Go down
 
Las
Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Midgard :: Stany Zjednoczone Ameryki :: Los Angeles :: Fabryka i okolice-
Skocz do: