Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Las

Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość
Carol Danvers
Mistrz Gry | Captain Grammar
avatar

Liczba postów : 441
Data dołączenia : 24/03/2013

PisanieTemat: Las   Sob Maj 31, 2014 12:14 am

First topic message reminder :

Zwykły, najzwyklejszy, zielony las. Gęsty z wydeptanymi ścieżkami i przecięty szosą, która później zmienia się w piaszczystą drogę prowadzącą do fabryki. Nie wyróżnia się niczym. Ot, wysokie drzewa z gęstymi koronami, których gałęzie rzucają cień na ziemię, kilka roślin i przemierzających zagajnik zwierzyna. Na dodatek strumień, którego źródło znajduje się o kilkanaście (jak nie kilkadziesiąt) kilometrów dalej.

_________________


This isn't a question of what I'm not. This is a question of who I could be.

I outrank that son of a bitch.
karta postaci
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online

AutorWiadomość
Captain America

avatar

Liczba postów : 230
Data dołączenia : 27/05/2012

PisanieTemat: Re: Las   Pią Sie 15, 2014 4:11 pm

Zignorował dwójkę swoich towarzyszy, całą swoją uwagę poświęcił temu oto mężczyźnie, jego słowom. Mylił się co do niego - znał swoją wartość, doskonale wiedział, na co się pisze - to sprawiło, że Rogers czuł tylko większą złość i żal z jego powodu. Zaskoczony słuchał, gdy Jerry zwrócił się bezpośrednio do niego, mówiąc o poświęceniu i ideach. Nie był na to przygotowany. Owszem, często w jego towarzystwie ludzie odczuwali jakąś dziwną potrzebę wyżalania się Rogersowi ile są w stanie poświęcić dla czegośtam, ale rzadko kiedy było to szczere. Najbardziej jednak zdziwił go fakt, że Jerry wie co od ponad siedemdziesięciu lat kieruje Stevenem. Oczywiście po inwazji na Nowy Jork wszystkie fakty z jego życia zostały ponownie wyciągnięte na światło dzienne i prawdopodobnie o jego..'początkach' słyszał już każdy, lecz to nie brzmiało jak 'to'. Wcześniej zasiane ziarno niepokoju zaczęło niesamowicie szybko zapuszczać korzenie. Czyżby naprawdę, naprawdę po tylu latach miał do czynienia z.. Hydrą?
Uważnie słuchał co dalej ma do powiedzenia ich więzień i jak odnosi się do słów każdego z osobna, co, swoją drogą, było dosyć ciekawym doświadczeniem. Mężczyzna się rozgadał, więc w Kapitanie na nowo rozbudziła się nadzieja, że powie coś istotnego bez większych problemów. Musiał w duchu przyznać, że to, co powiedział na temat amerykańskich sposobów wydobywania informacji trochę go ukłuło.
- Puść, bo tym bardziej będziecie musieli się bawić w detektywów, sami. - znacząco spojrzał na Howletta i kiwnął powoli głową na znak, że wszystko jest pod kontrolą. Jakże miałoby nie być? Steve był równie czujny jak wcześniej, cierpliwie więc obserwował jak Jerry siada na kolanach i poprawia swoje ubranie, a następnie wyciąga rękę po jakiś patyczek. Uniósł brew zaciekawiony i chwycił dłońmi o swój pas, co było dla niego typową pozą, gdy Jerry zaczął kreślić coś na piasku. Zapamiętał każdy szczegół z nakreślonego planu i wskazówek jakie usłyszał. Przelotnie spojrzał na Sharon i Rosomaka, ciekaw ich reakcji na, cóż, obecny plan. Powrócił spojrzeniem do więźnia, o dziwo, utrzymując z nim kontakt wzrokowy. Jerry powiedział o wiele więcej niż się spodziewał. I zupełnie innym tonem niż tego oczekiwał. Okej, był otoczony przez osoby, z którymi nie ma szans, wiedział to, spodziewał się, że będą mogli zechcieć go zabić, bo był,jednym słowem, zbędny. I mógł próbować w ten sposób ratować swoje życie, ale Rogersowi jakoś się nie wydawało, iż mężczyzna przywiązuje do swojego istnienia jakąś szczególną wagę, nie po jego słowach. Członek Hydry popełniłby samobójstwo niźli ujawnił coś z tych informacji. Lub próbował uciec, błagać o życie. Tylko takich typów mógł się spodziewać, ale on? Nie ma nic do stracenia, sam to przyznał, więc tym bardziej, będąc agentem Hydry, nie zdradziłby nic z tego, co powiedział wcześniej.
Zżerany przez ciekawość kucnął przed mężczyzną. Wcześniej nie dopuszczał do siebie tej myśli, lecz teraz, w środku, prowadził prawdziwy bój ze swoją dumą i pragnieniem życia w słodkiej niewiedzy. Czy Hydra nadal istnieje? Tuż przed nosem Shieldu, po tylu latach, po tym wszystkim co poświęcił?
Podniósł wzrok na Wolverine'a.
- Daj mi swój pasek. Dajcie mi jakiś pasek. Albo sznur. - zwrócił ponownie swoje spojrzenie na siedzącego przed nim człowieka. - Jerry. Jerry, dla kogo pracujesz? Co to za idea? - mężczyzna zdawał się ignorować Kapitana, więc chwycił go za ramiona i mocno potrząsnął - JERRY. DLA KOGO.
Po dłuższej pauzie wstał, zawiedziony i sfrustrowany. Zacisnął mocno szczękę i po raz kolejny rzucił wzrokiem na szkic na ziemi. Nadal się w niego wpatrując, wskazał ręką na klęczącego -
- Jego unieruchomić i pozbawić przytomności. Jak nie macie paska to Jerry pożyczy. - zaczął cicho, wpatrując się w dwie kropki na piasku, będącymi strażnikami. Domyślał się, że dwójce może nie podobać się to jego rządzące zachowanie, ale jego umysł ponownie zalały ponure wizje, z którymi miał od długiego czasu problem. Z resztą, sam chciał go unieruchomić, a paska nadal się nie doczekał. - Z kolejnymi raczej nie mamy potrzeby rozmawiać, czy się mylę? Oni mogą mieć już jakieś komunikatory, więc bym nie ryzykował. - zamyślił się i teraz mówił bardziej do siebie niż do drużyny - dalej mur, fabryka.. jedno wejście blefem, mówisz. No nic, trzeba będzie sprawdzić. - bystro spojrzał na towarzyszy, czekając na ich uwagi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Wolverine

avatar

Liczba postów : 178
Data dołączenia : 19/04/2013

PisanieTemat: Re: Las   Pon Sie 18, 2014 2:12 pm

Logan zdążył się już nieco uspokoić. Co prawda, świadomość popełnionej przed chwilą gafy, dalej świdrowała lekko potylicę, jednak nie pierwszy i nie ostatni raz w życiu coś spieprzył. Pomyłki się zdarzają.
Widać było, że agentkę męczą jakieś myśli, jednak Rosomak nie potrafił stwierdzić jakiej natury są to odczucia. Sharon zachowywała kamienną twarz.
Fakt, może i Logan bywał brutalny, jednak nie był sadystą. Nawet pod wpływem emocji, które teraz zelżały, nie zebrałby się na tortury. Po prostu uznał, że zagrają ,,Dobrego i złego glinę", a Rogers średnio nadawał się do tej drugiej roli. Najwyraźniej jednak, groźna postawa X-Mena nie działała, słowa ani zacieśnianie uścisku nie pomagało Jerremu w rozwinięciu języka.
Dlatego też, nie miał zbytnich oporów by go puścić. To znaczy, miał jako takie opory bo nie lubił kiedy mu rozkazywano, jednak spokojny wzrok Steve-a, ułatwił mu zadanie, tylko po to by Nieznajomy swoim wyzwiskiem na powrót je utrudnił. Trudno, puścił go już, nie będzie go przecież teraz bił.
Zerknął na Kapitana. Głębokie zmarszczki na czole sygnalizowały, że dojrzał coś w zachowaniu bądź słowach mężczyzny coś, co umknęło uwadze Wolverine-a. Jednak mutant nie zawracał sobie tym zbytnio głowy, skupił się na prowizorycznym planie, rozrysowanym przez Jerrego.
Nie mieli pewności, że owy jegomość nie chce ich wyprowadzić w pole. Może i zachowywał się, jakby nie miał nic do stracenia, ale możliwość wprowadzenia tajemniczej grupy w pułapkę stwarzała realne szanse, że zyska coś co sprawi, że będzie miał coś do stracenia. Czy to premia, czy wdzięczność swoich pracodawców - obojętne. Ale to była tylko opcja, którą należało brać pod uwagę. Logan nauczył się, że to czy dany człowiek mówi prawdę, okaże się na samym końcu. Czy to oznaczało, że Wolverine nikomu nie ufał? To za dużo powiedziane, była grupa - bardzo wąska grupa - ludzi, którym ufał. Profesor, Ororo czy sam Cap, stojący obok niego. Ale jedno było pewne, nie ufał Jerremu.
Plan narysowany na piasku został szybko zapamiętany przez Logana. Jego ciekawość skupiła krótka pauza w przemowie Nieznajomego, kiedy wskazywał na lewą linię kwadratu. Ciekaw był co tam się znajdowało.
Zaczął się zastanawiać, jak powinni ukierunkować swoje dalsze działania, kiedy odezwał się Kapitan i domagał się jego paska. Logan uniósł brew, czego prawdopodobnie nie można było dostrzec przez maskę na jego twarzy, jednak nie trzeba było mimiki, by wiedzieć że mutant jest zdziwiony.
Zamiast ofiarować swój pasek, Logan kucnął przy mężczyźnie i zabrał jego. Stanął po chwili za plecami Jerrego.
X-Mena zdziwiła nieco reakcja Rogersa. Możnaby nawet nazwać ją nieco histeryczną. Ale na zdziwieniu się skończyło, po chwili wrócił stary Cap, który wydał polecenia i zaczął obmyślać plan działania.
Logan spojrzał na Agentkę i kiwnął głową w kierunku Nieznajomego. Gdy ciało Jerrego zwiotczało, kucnął przy nim i zdjął z niego kurtkę, koszulkę i spodnie. Kurtkę głównie po to, by dostać się do koszulki, którą zwinął w kulkę i wsadził nieprzytomnemu do ust, by nie mógł nikogo zawołać gdy się ocknie. Chociaż, biorąc pod uwagę jak przyłożyła mu Sharon, już ich dawno nie będzie w okolicy nim to nastąpi. Jeżeli wszystko dobrze pójdzie.
Spodnie podał Sharon, by skrępowała mu nogi. Z doświadczenia wiedział, że nadają się do tego lepiej niż kurtka. Sam owinął mu przedramiona paskiem za plecami.
Gdy Jerry leżał słodko w samej bieliźnie, ukrył go w krzakach - tak na wszelki wypadek - i podszedł do reszty grupy.
Słysząc pytania Kapitana, Logan skrzyżował ramiona na piersi.
- Nie wiem jak was, ale mnie bardzo ciekawi ta ,,lewa linia kwadratu" o której Jerry nie chciał się zbytnio rozwodzić. - mutant spojrzał po towarzyszach, upewniając się że nie jest jedynym który chciał rozwiać te wątpliwości.
- Jak chcesz to mogę to sprawdzić i do was później dołączyć. - powiedział, kierując swoje słowa do Steve-a. Nie mieli gwarancji, że owe miejsce jest czymś godnym uwagi, więc nie było potrzeby by szli tam całą grupą. Mieli komunikatory, w razie czego mogli się zawiadomić nawzajem co odkryli. A jeżeli agenci zdecydują się przemknąć się do środka budynku niezauważeni, to Logan też sobie poradzi.
Poza tym, widać było że mieli za sobą wspólną przygodę czy dwie. Mogli sobie przy okazji wyjaśnić parę spraw.
Ale, jeżeli mam być z wami szczery, to Wolverine po prostu lubił i chciał działać sam. Chciał, chociaż na chwilę, oderwać się od grupy, póki okoliczności na to pozwalały.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Captain America

avatar

Liczba postów : 230
Data dołączenia : 27/05/2012

PisanieTemat: Re: Las   Pią Sie 22, 2014 12:56 am

Przyglądał się jak ze sprawnością godną podziwu Logan i Sharon zajmują się Jerry'm. Spojrzał na zegarek - do zmroku mają jeszcze sporo czasu, w sumie nie wiedział czy to dobrze, czy źle. Mężczyzna wspominał coś o dodatkowych utrudnieniach, a w biały dzień włamywanie się do fabryki mogło być naprawdę ryzykowne. Trudno, jakoś będą musieli sobie poradzić. Co prawda wątpił w jakieś szczególne utrudnienie, ot, wypuszczone psy, zamknięte bramy. Nie chciał tutaj przebywać dłużej niż było to konieczne.
Dwójka jego towarzyszy podeszła do niego i też spoglądała na dzieło na piasku. Logan zwrócił uwagę na to samo, co chodziło Stevenowi po głowie - blef?
- Dobra. Logan, lewa strona jest cała twoja. - doskonale wiedział, że jego stary przyjaciel chce w końcu oderwać się od ich "męczącego działania w grupie". Świetnie zdawał sobie sprawę z jego podejścia do takich rzeczy, zbyt długo się znali. Z resztą był skuteczny, więc czemu nie? Ktoś musiał to sprawdzić, tak czy inaczej. - Tak więc - załatwiamy dwójkę strażników, przedostajemy się przez mur i rozdzielamy się. Jakby co, mamy komunikatory, tak? - zerknął na ich reakcje - Nie wiem, zostawiamy kogoś przy bramie? - spojrzał na Sharon - lub przy wejściach do fabryki. Musimy wiedzieć czy nie zbliżają się jakieś super niespodziewane armie czy coś - wywrócił oczami. Wiedział, że dziewczynie może się to nie spodobać. Ba, był PEWNY, że po całej tej misji wysłucha bardzo długiej przemowy na temat swojego zachowania i ewentualnego kopniaka, ale koniecznie chciał wejść do fabryki. Musiał się przekonać na własne oczy co tam się wyprawia, a backup dla nich obu też wydawał się być sensownym pomysłem. Może zrozumie ile to dla niego znaczyło.
Pokonanie odcinka do dwójki strażników zajęło im mniej czasu niż przewidywał ich były więzień - w końcu im zależało. Tutaj stawiali na dyskrecję, bez zbędnych rozmów, byli zbyt blisko fabryki. Rogers zamachnął się tak, by tarczą trafić w plecy jednego z odwróconych strażników, drugiego zostawił na pastwę towarzyszy, gdyż tarcza rzucona była ze zbyt dalekiego odcinka, by mogła spokojnie wrócić  w jego ręce i być wykorzystana ponownie.
W ukryciu spędzili chwilę na dopracowanie planu.
Mur wydawał się być wzniesiony na dwa i pół do trzech metrów. Kapitan zastanawiał się czy większy problem będą mieli z wejściem główną, i chyba jedyną, bramą, czy ze wspinaniem się po murze i robieniem zbędnego hałasu.
Rzucił Loganowi pytające spojrzenie.
- Murem czy bramą? - uśmiechnął się lekko. Ciekaw był jaką drogę będzie preferował jego stary kompan. Wrócił spojrzeniem na budynek przed nimi - dosyć..nieciekawy. Szczerze mówiąc, takiego widoku się spodziewał, ogromnego ceglanego budynku, zaniedbanego, porzuconego. Nastawiał się raczej, że to wnętrze go zaskoczy. Modlił się jedynie w duchu, by nie za bardzo.

[z/t dla wszystkich]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Maraktus

avatar

Liczba postów : 8
Data dołączenia : 02/12/2017

PisanieTemat: Re: Las   Nie Gru 03, 2017 12:55 am

Uderzył w ziemię i poczuł ból, kiedy jego ciało boleśnie obiło się o wszystkie korzenie, kamienie i krzaki jakie napotkało na swojej drodze. Był skulony, kurczowo trzymając swojego "kompana" w łapkach. Do jego uszu i oczu na raz dotarło za dużo bodźców, czuł się bardzo zdezorientowany i był blisko napadu paniki. Podróż przez tą dziwną maszynę była dla niego straszna, miał wrażenie jakby cały świat się zawalił i wypełnił go tylko biały kolor a dźwięki zlały się w nieprzyjemny pisk. Czuł się ogłuszony, obolały i samotny. Drżał, nie otwierał oczu. Jego umysł pracował na najwyższych obrotach aby chociaż troszkę zrozumieć co się stało, jednak to było niewykonalne. Kiedy dziwne odrętwienie minęło, Maraktus Usiadł i zaczął wołać swoich rodziców. Insynktownie. Nikt mu nie odpowiedział. Oparł się o jakieś drzewo, wylądował na skraju lasu bo widział między roślinami jakieś prześwity. Zaczął ściskać mocno zabawkę, jego oddech który był teraz nieregularny i bardzo przyspieszony zwiasotwał nadejście histeri która - właśnie nadeszła. Wybuchnął płaczem na cały głos, majacząc coś po swojemu. Schował głowę między rękami, przytulając się do robocika któremu i tak padły baterie. To było dla niego za dużo. Dlaczego mama i tata go wyrzucili, o co chodziło tamtym Scuti, dlaczego nie dostał szansy....Pytania na które nie dostanie odpowiedzi i panika, która była jedynym co przyszło mu do głowy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Vision
Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 143
Data dołączenia : 24/09/2015

PisanieTemat: Re: Las   Sob Gru 09, 2017 12:29 pm

Las, w którym wylądował Maraktus okalał tereny starej, zniszczonej fabryki i nie należał do miejsc najchętniej odwiedzanych przez okolicznych mieszkańców. Mijały kolejne minuty, a na horyzoncie nie było widać nikogo kto mógłby zainteresować się porzuconym na Ziemi przybyszem z odległej planety. Trudno powiedzieć ile czasu będzie musiała jeszcze upłynąć nim ktoś natknie się na prezentującego się dość niezwykle kosmitę. Biorąc to pod uwagę, a także fakt, iż było ciepło, nawet jak na tę porę dnia, co było jeszcze bardziej odczuwalne w typowo leśnych okolicznościach przyrody, w których znalazło się zdezorientowane dziecko. Podobna pogoda utrzymywała się już od jakiegoś czasu i nic nie wskazywało na to, by miała nadejść jakaś zmiana. Pozostanie w obecnym miejscu z pewnością nie byłoby rozsądne. Dorosły osobnik z całą pewnością zdawałby sobie z tego sprawę, lecz dziecko takie jak Maraktus?
Gdyby skupił się choć na chwilę, usłyszałby szum. Nieregularny, przerywany, o różnej częstotliwości. Dość charakterystyczny dla pojazdów stosowanych przez ludzi. On jednak nie miał o tym pojęcia. Jego słuch mógł wyłapać coś jeszcze. Kolejny dźwięk. Krótki, wyraźnie przebijający się przez szum. Znacznie bliższy od pozostałych odgłosów. Klakson. Dla małego kosmity mógł przypominać trąbkę? Oczywiście, jeśli podobny instrument istnieje na planecie, z której pochodzi młodzieniec. Dzięki swemu słuchowi, mógłby w miarę dokładnie określić kierunek, z którego dochodzą dźwięki. Gdyby pokonał swoje lęki, zebrał w sobie wystarczająco siły, być może zdołałby powoli pokonać tę drogę. Inaczej może czekać go niekończące się oczekiwanie na pomoc, na planecie, której nie znał i nie miał pojęcia o czających się na jej powierzchni zagrożeniach.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Maraktus

avatar

Liczba postów : 8
Data dołączenia : 02/12/2017

PisanieTemat: Re: Las   Nie Gru 10, 2017 6:08 pm

Płakał tak już sam nie wiedział jak długo, może tylko kilka minut a może kilka godzin. Jeszcze takiego mętliku w głowie nie miał, co dodatkowo go ogłupiało. To naprawdę go powoli przerastało, był teraz on i jego zabawka. Nie chciał jednak płakać tak w nieskończoność, więc zrobił to co zawsze kiedy chciał skończyć wylewać łzy - przypomniał sobie rozgwieżdżone niebo. Jak tylko mógł to wymykał się z domu w czasie nocy, wspinał się na dach i obserwował bezkres kosmosu nad jego głową. Przywoływał sobie powoli każdą noc tak spędzoną, aż w końcu poczuł się minimalnie lepiej. Uniósł głowę, rozglądając się dookoła będąc jednak dalej nieco skurczonym. Jego wzrok biegał od drzewa do drzewa. Maraktus starał się jakoś pocieszyć, powtarzał sobie, że będzie dobrze i to taki test. Jak wyjdzie z tego lasu to rodzice będą dumni i przyjmą go na nowo. Nadal jednak drżał ze strachu, który dosyć mocno się w nim zaszczepił. Bardzo powoli wstał, nogi mając drżące i jak z waty a oddech ciągle nieregularny. Czuł się słabo, zupełnie jakby zaraz miał zemdleć. Nastawił uszy - może coś usłyszy? Od czasu do czasu łzy jednak mu spływały z oczu, ocierał je co chwilę swoją łapką. W prawej ręce ściskał zabawkę, smok był długi na pół długości jego własnego ciała. Popatrzył na niego i powiedział, że uratuje smoczka z tego lasu. Tak, od początku wierzył, że smok wszystko rozumie i cały czas go słucha. Maraktus chciał ruszyć za pierwszym lepszym dźwiękiem jaki by usłyszał, chowając się bardzo często za różnymi przedmiotami które napotkałby na swojej drodze. Czuł jak przepełnia go strach i dezorientacja, jednak nie był głupi. Mówił mu to jego przyjaciel, że jego największym problemem jest panika ale sam w sobie jest całkiem mądry. Maraktus więc ścisnął mocniej zabawkę, przypominając sobie wszystkie pozytywne słowa jakie od kogoś usłyszał i ruszył. Z przerażoną, zapłakaną i smutną miną, mając sztywny ogon (oznaka stresu), krocząc bardzo powoli, chaotycznie, prawie co chwilę się przewracając i czując się beznadziejnie - ale ruszył.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Vision
Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 143
Data dołączenia : 24/09/2015

PisanieTemat: Re: Las   Nie Sty 07, 2018 9:13 pm

- Ku***, Marc, to pewna wiadomość? Jasna cholera! Mówiłam, że to tak się skończy! Tyle miesięcy pracy całego zespołu… - kobieta była wzburzona. Rozmawiała przez telefon i cokolwiek mówiła jej osoba po drugiej stronie, ewidentnie nie było wiadomością, którą chciała usłyszeć. Co rusz nerwowo przykładała papierosa do ust, po chwili wraz z oddechem wydmuchując kłęby dymu. Oparła się plecami o bok swojego samochodu i głęboko westchnęła. Chciała nieco spuścić z tonu nim odpowie rozmówcy. Może był dla niej kimś ważnym i obawiała się, że pod wpływem emocji posunie się za daleko.  
- Mówiłeś już pozostałym? – ponownie zaciągnęła się papierosem, nerwowo przytakując do telefonu, i wypuszczając dym nosem – Wiem. Oczywiście, że zdaję sobie z tego sprawę. Musimy się jutro spotkać. Ustalić nasze dalsze kroki. Nie odpuszczę tego tak łatwo. – kontynuowała. Była wściekła, mowy ciała nie można było oszukać, ale głosem starała się sprawiać wrażenie bardziej opanowanej, choć przychodziło jej to z trudem. – Dobra. Oczywiście. I proszę cię, nie mów jeszcze zespołowi. Chcę to zrobić osobiście. Do jutra. – rozłączyła się, dłonią już kierowała komórkę do kieszeni w spodniach, gdy coś ją przed tym powstrzymało. Mocno zacisnęła dłoń na urządzeniu, wysunęła je nieco przed siebie i opuściła wzrok. Trwała tak przez dłuższą chwilę. W końcu odepchnęła się od pojazdu, wzięła zamach i w nerwach rzuciła telefon do lasu. Przedmiot wylądował niedaleko bezbronnego przybysza z odległej planety, który po długim i wyczerpującym marszu wreszcie znalazł to czego szukał. Przejeżdżające co jakiś czas po drodze samochody tylko potwierdzały, że słuch go nie zawiódł.
Nagle leżące w pobliżu Maraktusa urządzenie pojaśniało, zaczęło wibrować, a z jego głośnika wydobyła się głośna szybka melodia.
- Cholera…! – warknęła jego właścicielka, gdy jej uszu dotarł charakterystyczny dzwonek. Powoli zaczęła przemieszczać się w stronę, w którą odrzuciła telefon. Tylko od małego kosmity zależało, czy ujawni się kobiecie, czy też uzna to za zbyt niebezpieczne.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Maraktus

avatar

Liczba postów : 8
Data dołączenia : 02/12/2017

PisanieTemat: Re: Las   Wto Lut 13, 2018 12:07 am

Brnął tak na swoich nogach, które dygotały mu jak galareta na prawo i lewo. Co chwilę podpierał się jedną łapą o jakieś drzewa, te rośliny były bardzo podobne do tych które znał, więc nie bał się chociaż tego. Drugą łapą oczywiście ściskał swojego wiernego towarzysza. W końcu jednak potknął się i upadł na ziemię, akurat kiedy dotarł znacznie bliżej do ów źródła dźwięku. Schowany tak niby w krzakach, zauważył kogoś przed sobą. Coś dwunożnego, jednak bardzo...brzydkiego. Dlaczego ta osoba nie miała ogona, futro tylko na głowie, dziwne ubranie, przedmiot przy uchu... Na dodatek ten paskudny, płaski pysk bez wyrazu, małe oczy i uszy. A co to tam było na jej klatce piersiowej, takie dziwne i wypukłe? Po co to komu? Przyglądał się tak, starając się zgadnąć chociaż po głosie, czy to samiec czy samica. Co chwilę kulił uszy słysząc zagniewany głos samicy, czasami jednak je stawiał, nasłuchując odgłosów za nią. Jego serce prawie wyskoczyło mu przezgardło, razem z żołądkiem, kiedy postać rzuciła w jego kierunku mały przedmiot. Wybałuszył oczy i zamarł niczym kamień a oddech stał się płytki. A jak już zaczęło świecić i wydawać dźwięki, to samczyk odskoczył jak poparzony i przywarł plecami do najbliższego drzewa. Co to urządzenie miało z nim zrobić?! Osunął się, przytulił (zmiażdżył prawie) swoją zabawkę, po czym ponownie się rozpłakał. Ale tak głośniej, nie cicho, kobieta mogła go usłyszeć bez problemu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Vision
Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 143
Data dołączenia : 24/09/2015

PisanieTemat: Re: Las   Nie Mar 04, 2018 4:16 pm

Po usłyszeniu dzwonka kobieta nie wahała się ani przez moment. Choć wciąż była zdenerwowana poprzednią rozmową, dość szybko ruszyła w kierunku, w którym przed momentem odrzuciła niewielkie urządzenie. Jeszcze nim młody przybysz z kosmosu zaczął płakać znalazła się właściwie na miejscu. Lekko podświetlony ekran telefonu znacznie ułatwił jej zadanie, które w innych okolicznościach prawdopodobnie zmusiłoby ją do kilkuminutowego krążenia w kółko w celu odnalezienia komórki. Już przykucała, by go podnieść, nie zauważywszy znajdującego się nieopodal małego stworzenia, lecz w tym właśnie momencie rozległ się dźwięk, który przykuł jej uwagę. Podniosła głowę, starając się zlokalizować jego źródło. Zadanie to nie było takie trudne. Maraktus był przecież mimo wszystko dość sporą istotą, w dodatku wyróżniającą się na tle przyrody. Dzieliło ich tak niewiele. Nawet w tych warunkach widziała go dość wyraźnie. Całe jej ciało niemal zastygło, a oczy wlepiły się w nieznane stworzenie.
- Co do cholery… - odezwała się cicho, właściwie szepcząc pod nosem. Trwała tak bezruchu, w niezbyt wygodnej pozycji, jeszcze przez dłuższą chwilę. Może nie wierząc w to co widzi, a może zastanawiając się nad tym jak się zachować. W końcu sięgnęła ręką po telefon i wyprostowała na nogach, wciąż nie spuszczając wzroku z Maraktusa. Po kilkunastu kolejnych sekundach, potrzebnych jej na odszukanie na ślepo pożądanej funkcji, z tylnej części urządzenia wystrzeliło jasne światło, które kobieta nakierowała na istotę. Chciała się upewnić, że mrok nie spłatał jej figla i rzeczywiście miała przed sobą coś co w żadnym stopniu nie przypominało żadnego znanego jej ziemskiego stworzenia.
- Niech mnie szlag… - nie była przerażona widokiem. Wręcz przeciwnie, wyraz jej twarzy wyrażał raczej zainteresowanie. Zupełnie jakby miała już do czynienia z pochodzącymi z poza ziemi istotami, albo przez wszystko co się wydarzyło do tej pory, pewne rzeczy wciąż do końca do niej nie docierały. Z drugiej strony, wszelkie niecodzienne zdarzenia w ostatnim czasie były na Ziemi coraz mniej zaskakujące i niektórzy powoli się do nich przyzwyczajali. Kobieta mogła być jedną z takich osób. A może to fakt, że wszystkie znaki na ziemi i niebie wskazywały jej, że ma do czynienia jeszcze z dzieckiem, które samo przerażone jest tym co się wokół niego dzieje.
- Czym jesteś, mały? – spytała powoli skracając dzielący ich dystans. – Chyba nie jesteś stąd, co? – jej głos w ułamku sekundy stał się bardziej stonowany, można by nawet powiedzieć. Zatrzymała się jakiś metr od kosmity, ukucnęła nieco opuszczając telefon w taki sposób, by nie świecić mu prosto w oczy. W ten sposób ledwie część promieni oświetlała jego głowę, ale wciąż na tyle by mogła mu się swobodnie przyglądać.
- Co cię przeraziło? – odezwała się ponownie. Dziecko nie mogło jednak z tego nic zrozumieć. Może z jej tonu i ogólnego zachowania zdoła wyciągnąć jakieś wnioski, jeśli tylko zdoła się uspokoić. W każdym razie, kobieta nie sprawiała wrażenia, jakoby chciała mu wyrządzić krzywdę. Była zaciekawiona. Od małego tylko zależy jak to zinterpretuje.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Maraktus

avatar

Liczba postów : 8
Data dołączenia : 02/12/2017

PisanieTemat: Re: Las   Pon Mar 05, 2018 7:55 pm

Maraktus ani na trochę się nie uspokoił, wręcz przeciwnie, osiągnął chyba maksymalną skalę swojego przerażenia. Był po prostu sparaliżowany, co chwilę myślał, że zaraz zostanie pozbawiony życia. Jego źrenice zwężyły się mocno, kiedy dostał jasnym światłem po oczach. Zasyczał zdenerwowany, przetarł oczy jedną łapką. Co to miało być?! Chciała mu wypalić gałki oczne? A może...przyjrzał się, chciaż też ani drgnął (nie licząc tamtej łapy) i zauważył, że to tylko zwykłe światło. Zaparł się nogami, wbijając pazury mocno w ziemię, kora pod wypływem jego nacisku zaczynała wrzynać mu się w plecy. Ingorował to jednak, bardziej był skupiony na czujnym obserwowaniu nieznanej mu postaci. Swoim ogonem też owinął drzewo, chociaż nie dookoła bo roślina cienkiego pnia nie miała. Nastała bardzo, bardzo długa cisza. Maraktus starał się to wszystko jakoś logicznie ułożyć, pozbierać w całość, wyciągnąć jakieś wnioski. Jedyne co mu się udało...to trochę się uspokoić. Wsłuchiwał się w jej głos ale także w inne odłosy otoczenia, które mocno go rozpraszały. Nie wyglądała na kogoś, kto chciałby go skrzywdzić. Jednak samczyk wiedział, że skoro nie rozumiał co mówi, nie porozumie się z nią. Skulił więc uszy i syknął cicho na nią, szczerząc swoje kiełki i odrobinę się uspokajając. Przynajmniej przestał już ściskać w morderczym (dla zabawki) uścisku swojego smoka-robota.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Las   

Powrót do góry Go down
 
Las
Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Midgard :: Stany Zjednoczone Ameryki :: Los Angeles :: Fabryka i okolice-
Skocz do: