Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Biosfera II

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3
AutorWiadomość
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1414
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Biosfera II   Sro Cze 25, 2014 7:45 pm

First topic message reminder :


Biosfera II jest również pokładem przeznaczonym do wypoczynku. W przeciwieństwie jednak do biosfery I, ta stawia na ośrodek wypoczynkowy - zwany po prostu resortem. Resort jest miejscem którego obszar również zajmuje trzy kilometry na pokładzie okrętu. Znajduje się tutaj kilka budynków z "widokiem na góry", a pomiędzy budynkami plaża z ciepłą, krystalicznie czysta wodą w środku. Same budynki natomiast nie są jedynie ozdobą - a w pełni funkcjonalną częścią biosfery. Na ziemi, tego typu budowle znane są chociażby jako SPA. Tutaj można doświadczyć podobnych luksusów, od jacuzzi, przez sauny, specjalistyczne sale wypoczynkowe czy sale z masażami. Biosfera II pełni rolę miejsca, gdzie przede wszystkim odpocząć ma organizm - przeciwnie do swej odpowiedniczki - biosfery I.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1414
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Biosfera II   Sob Cze 20, 2015 9:22 pm

"Sio, nieletni, sio."
NPC Storyline - Enenra

Trójka odprowadziła futrzane istoty wzrokiem, by następnie zająć się swoimi sprawami. Enenra natomiast siedziała na plecach lisa, któremu wyraźnie nie przeszkadzało, że samica go wykorzystywała. Na transportowcu zdążyła wybadać teren, teraz zrobiła kolejną próbę i wyszło pozytywnie. Rhoshan aż sam się prosił by zrobiła z nim to co jej się tylko chciało.
-Byłeś. Musiałeś tu być, wykonując dla nich misje.
Odpowiedziała, obserwując jak prowadził ich dalej. By wejść na piętro, musieli użyć widny, która po wejściu sama zamknęła się i pojechała w górę. Pokój który wybrał lis, był pokojem z widokiem na plażę oraz wanną jacuzzi, dostosowaną do pomieszczenia jednej osoby. Oczywiście dało się tam wepchnąć dwie, przy odpowiednim wykorzystaniu przestrzeni. Miejsca było natomiast sporo, lis nie musiał martwić się swoimi gabarytami. Gdy tylko samiec zatrzymał się, demonica zeskoczyła z jego pleców, a następnie obeszła go dookoła, stając frontalnie przed nim. Następnie zaczęła mu się przyglądać, lustrować dokładnie wzrokiem jego ciało, poczynając od łap, aż po sam łeb. Nie było to szybkie, lecz bardzo powolne i dokładne, jak by jej wzrok napawał się widokiem ciała lisa. Gdy przesuwała wzorkiem przez jego biodra ku podbrzuszu, na jej pyszczku zagościł zadziorny uśmiech, odsłaniający nieco jej ostre kły.
-A więc lisku...
Zaczęła, przysuwając się bliżej wielkiego samca. Samica sięgnęła prawą dłonią do jego korpusu, kładąc ją na nim i powoli zsuwając nią w dół po mięśniach Rhoshana, wręcz zaznaczając każdy mięsień na brzuchu. Do jednej dłoni dołączyła druga, a Enenra układając dłonie na brzuchu lisa, przesunęła je powoli do góry przez mostek, na klatkę piersiową samca. Jej wzrok przesunął się na ślepia samca, a samica wykorzystała nieco swojego uwodzącego uroku - jak to demonica, sprawdzając jak odporny jest ten samiec. Odporny na jej grę, choć niby do tej pory nic jeszcze nie zrobiła.
-Zapewne zostałeś zbadany w kwestii rzuconego na ciebie zaklęcia. Ale czy na pewno dokładnie?
Zapytała i wyszczerzyła swe kły, a jej ślepia jak by błysnęły lekko. Pazury samicy zatopiły się w futrze samca, a następnie zaczęły drapać lekko jego klatkę piersiową.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rhoshan
Lisi Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 502
Data dołączenia : 15/06/2014

PisanieTemat: Re: Biosfera II   Sob Cze 20, 2015 9:53 pm

Mógł się tego spodziewać, że nie będzie tu schodów. Schody to przeżytek na super nowoczesnym okręcie, a jeśli przesadziło się z jacuzzi lub kąpielami w słonej wodzie to nogi czasami odmawiały posłuszeństwa w starciu z zatrważającym przeciwnikiem jakim wtedy były schody. No i jeśli jakimś cudem ktoś byłby pijany to spadające chociażby 400 kg futrzanej masy mogłoby komuś drobniejszemu zrobić krzywdę.
Rhoshanowi natomiast nie przeszkadzało specjalnie, że Enenra wspina się po nim jak po drzewie, chociaż robiła to ewidentnie bardziej zuchwale niż Kerrija. Zresztą nie miał poglądu czy jest to normalne zachowanie wśród samic, czy są to tylko te dwa odosobnione przypadki. A może to norma i one tak robią na co dzień? Nie miał jak tego zaprzeczyć, że taka opcja istniała a na dobrą sprawę gepardzica mogłaby mu powiedzieć cokolwiek co by tylko zechciała i jeśli nie wydałoby się to totalnie absurdalne to lis pewnie mógłby w to uwierzyć.
- Pewnie nawet mogłem mieć swoją kwaterę i ulubione miejsca. No cóż skoro lubiłem je wtedy, to i teraz polubię w końcu charakter mi się nie zmienił... chyba - dodał niepewnie to ostatnie słowo. Z relacji jakie otrzymał wynikało, że faktycznie część zachowań się pokrywała z tym co jest obecnie, aczkolwiek mogły w przeszłości być niewielkie różnice względem teraźniejszości. Nie miał dostępu do wszystkich wspomnień jednak z drugiej strony nie był pewien czy natychmiastowe ich odzyskanie jest dobrym wyjściem. Chyba lepiej było je dawkować, by nie przeciążyć umysłu nagłym napływem masy danych które trzeba było utrwalić.
Pokój który wybrał, wyglądał na jednoosobówkę ale to chyba nie robiło tak bardzo. Skoro to miejsce było przystosowane do gabarytów takich dużych istot jak Rhoshan to pewnie i dla Enenry znajdzie się miejsce. Nawet jeśli coś jest jednoosobowe to zawsze można lisa wykorzystać jako materac. W sumie kolejna osoba, której by pozwolił na sobie leżeć.
Miał małe dejavu, kiedy demonica go obchodziła. Jakby znowu przechodził tamto badanie lekarskie na terenie rezydencji. Stanęła frontalnie przed nim i przyglądała mu się, a on skorzystał z okazji by przyjrzeć jej się dokładniej. Normalny człowiek wyłapałby o co chodzi oraz co to za wzrok, którym go raczyła. Lis jednak w tej kwestii pozbawiony wspomnień chwilowo kulał. Dlatego chwilowo myślał, że znowu go będzie chciał ktoś badać, Zadziorny uśmiech, na który również z braku świadomości tego co się dzieje również odpowiedział tym samym. Nie wiedział do czego to zmierza, ba nawet myślał że znowu zostanie maskotką albo łóżkiem.
Ni stąd ni zowąd, demonica się do niego przysunęła, a w porównaniu z nim była dosyć mała. Tak jakby porównywać gołębia i sokoła. Ten gest mniej więcej kojarzył z badania, chociaż z drugiej strony wyglądał nieco inaczej. Ona chyba tego nie robiła z gestu ciekawości naukowej, a chyba własnych pobudek. Tylko po co? Przez głowę przechodziło mu to pytanie, zwłaszcza że spojrzała mu w oczy a on przekręcił łeb nieco w bok sposobem typowym dla nieogarniania sytuacji. Samiec nie tyle był na to odporny, co zwyczajnie nie wiedział o co chodzi aczkolwiek ten wzrok jakoś dziwnie sprawiał, że czuł mrowienie w kręgosłupie. To już zaczęło go nieco przerażać, ale nie na tyle by zacząć panikować.
- Chyba dokładnie... nie wiem nie znam się na medycynie oraz magii, wiem że Kerrija coś tam majstrowała- odpowiedział, a potem mruknął kiedy ta zaczęła go drapać. Takie drapanie było jakoś dziwnie przyjemne, bo to miła odmiana od gada który chciał go pociąć pazurami na plasterki. Tylko ten błysk w jej oczach napełniał go niepokojem. Zdrowy rozsądek powiedziałby mu, że należy się ratować... oczywiście error 404, zdrowy rozsądek not found.
- Nie znam się na badaniach, ale co masz przez to na myśli? - zapytał dalej się wpatrując w jej oczy.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1414
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Biosfera II   Sob Cze 20, 2015 10:27 pm

"Sio, nieletni, sio."
NPC Storyline - Enenra

Lisowi najwyraźniej odebrano więcej, niż ktokolwiek mógł się spodziewać. Zwłaszcza ona. Podczas lotu tutaj, wydawało się, że rozumie jej zachowanie. Teraz natomiast wydawał się go... nie rozumieć. Na myśl jej przyszło, że może przez te wszystkie przeżycia, po prostu przestał odczuwać pociąg?
Samica zamruczała cicho, zastanawiając się którą ze swych form przyjąć. Tą miłą czy może tą niemiłą? W końcu nosiła przydomek demonicy. Cofnęła więc swe dłonie, zsuwając je z klatki piersiowej na boki samca, a następnie sunąc po nich w dół, aż dotarła do jego bioder. Tutaj też nic nie powiedziała, bo słowa wyraźnie nie miały wpływu na lisowatego. Na niego działało po prostu zachowanie, dotyk, emocje.
Ona zamierzała to wykorzystać. Tak oto jej dłonie przesunęły się po biodrach lisa na jego podbrzusze, a następnie zsunęły w dół, przechodząc do sfer intymnych czerwonofutrego. Gepardzica, jak by nigdy nic, chwyciła go prawą dłonią za krocze, zaciskając na nim zarówno swą dłoń jak i pazury. Zrobiła to odczuwalnie ale równocześnie delikatnie. Prawdą było, że wśród istot takich jak oni - densorinów - prowokowanie czegokolwiek wymagało więcej wysiłku. Dla ludzi sam widok osobnika przeciwnej płci bez ubrań mógł być podniecający. Jednak gdy w danej kulturze, czyjeś nagie ciało jest czymś normalnym... tudzież zawsze pokryte jest futrem lub łuskami - jak właśnie u densorinów.
Enenra nie puściła Rhoshana. Jedynie jej lewa dłoń wsunęła się na jego bok, a ona sama dalej spoglądała w górę - ku niemu - po prostu obserwując oraz badając jego reakcję. Czyżby przez ten czas spędzony w czyimś ciele, zapomniał czym było pożądanie? Aż nie sądziła by było to w ogóle możliwe. Albo więc Rhoshan udaje albo teraz przeżyje szok i będzie musiał coś z tym zrobić. Grać dalej lub odrzucić jej zachowanie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rhoshan
Lisi Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 502
Data dołączenia : 15/06/2014

PisanieTemat: Re: Biosfera II   Sob Cze 20, 2015 11:12 pm

"Firma nie ponosi odpowiedzialności za schorzenia psychiczne, zdegustowanie oraz wszelkie temu pokrewne rzeczy. Nieletni, osoby o słabej psychice... tam są drzwi"
Są pewne rzeczy, których uczy się z czasem. Jedni mówią, że do pociągu (nie expresu) dojrzewa się i fizycznie i mentalnie. Fizycznie na pewno Rhoshan był w pełni dojrzały (chociaż kto wie co tam klątwa narobiła), jednak z mentalnością było nieco gorzej. Pomijając fakt psychiki, która starała się łączyć strzępki wspomnień oraz wiedzę w logiczną i spójną całość, tak emocje nadal były tą częścią mniej rozumianą. Nie czarujmy się, wszakże większość czasu na Ziemi spędził jako Jack the Ripper, który uwielbiał masakrować przeciwników dla samego widzimisię. Nadal Rhoshan lubi to robić, jednak ostatnio zaczęły się pojawiać również inne bodźce. Szczerość, dobroć, chęć pomocy i inne tego typu emocje pochodzące z ponoć tych wyższych jak to określają psychologowie. Jedne były proste w zrozumieniu, inne jeszcze skomplikowane lub niepoznane. Do tych niepoznanych zaliczało się pożądanie, aczkolwiek jak już kiedyś pokazał najlepiej uczy się czegoś empirycznie. Enenra wyglądała jakby coś rozważała. Nawet Rhoshan zaczął się łapać, że tu nie chodzi definitywnie o kwestie medyczne. Jej reakcje oraz ruch ciała wzdłuż jego bioder mówiły co innego. Sam dotyk był naprawdę przyjemny, wszelkie głaskania wszakże bardzo lubił (o ile nie głaskali go ludzie, bo ludzi nienawidził z całego serca i prędzej by takiemu odgryzł rękę niż dał się pogłaskać).
Obserwował w zaciekawieniu i fascynacji do czego na dąży. Dotarła do jego sfer intymnych i faktycznie teraz mu zaświtało, że tam chyba nie był badany. Tylko czy ktoś serio umieszczałby tam klątwę? Znaczy było teoretycznie idąc tym tropem jeszcze jedno miejsce, którego Kerrija nie sprawdzała, ale chwilowo skupiony był na gepardzicy i jej poczynaniach, które wprawiały go w bardzo dziwny stan. Poczuł jak wbija mu pazury w krocze. Mimo, że miał dosyć grubą skórę, która miała chronić narządy wewnętrzne to jednak to poczuł. Przez umysł przetoczyło mu się dziwne gorące uczucie. Ni to był ból, ni łaskotanie. Jakieś inne dziwne uczucie, którego nie znał. Czuł je obecnie pierwszy raz podczas całego pobytu na Ziemi. Tego uczucia obawiał się nie z racji, że mogło być złe chociaż nie było, a z powodu że go zwyczajnie nie znał. Nie kojarzył, było mu obce. Może za pierwszego życia je znał, jednak teraz był czystą kartką i powoli ogarniała go panika. Powolutku, małymi kroczkami olbrzym mógł odczuwać strach przed nieznanym, chociaż było to przyjemne to nadal nieznane. Na dodatek sytuację potęgowało to, że nie wiedział czy jest to jakiś niepisany zwyczaj czy cokolwiek w tym kierunku. Nie mógł odmówić i narazić się przez to na nietaktowność i zrażenie jej do siebie, ani tym bardzie zrozumieć tego co ona zrobiła. Aczkolwiek coś tam w jego łepetynie powoli dochodziło do władzy. Mówiąc, że to nic złego, to naturalne, zobaczysz będzie dobrze. Takie hasła głosił ten głosik w głowie, aczkolwiek samiec dalej stał jakby zaklęty wpatrując się w jej oczy. Nie umiał odwrócić wzroku i uciec, ani tym bardziej zaprotestować. Jego ciało na takie bodźce mogło reagować samo, jednak potrzebowało troszkę czasu, by uzyskać wsparcie od psychiki. Postanowił zagrać w tą grę której nie rozumiał. Nie wiedział co należy zrobić, więc zaczął od prostego gestu w jaki ona rozpoczęła to wszystko. Przejechał swoją dużą dłonią po jej klatce piersiowej, czując miękkie futro jak i samo ciało, mięśnie oraz jej walory kobieco-zwierzęce. Zjechał ręką powoli na jej talię, aczkolwiek dalej nie wiedział co z tym fantem zrobić. Fakt faktem, powoli do tego pustego czerwonego łba zaczęło dochodzić, że to co teraz robią jest przyjemne, aczkolwiek nadal była ta nutka strachu oraz ekscytacji spotkania z nieznanym. Postanowił dać jej jakiś odzew, że nie robi mu krzywdy więc zwyczajnie posłał jej uśmiech, a następnie powiedział – Jakby się zastanowić to faktycznie w paru miejscach mnie nie badano – wodził sobie ręką po jej tali, w końcu było co wyczuwać a lis jak to lis. Dotyk działał w jego wypadku o wiele lepiej niż jakakolwiek książka. Biedaczek, a raczej niektórzy nazwali by go szczęściarzem nie wiedział w co się pakuje, chociaż jego tendencja do wpadania w kłopoty nie była mu obca.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1414
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Biosfera II   Nie Cze 21, 2015 7:11 pm

"Sio, nieletni, sio."
NPC Storyline - Enenra


Samica mruknęła cicho, bo widać udało jej się zainteresować lisa albo raczej skupić jego uwagę na sobie. Jego niepewność, strach co do tego co miało nadejść - były wręcz wyczuwalne, widoczne. Enenra cofnęła swe pazury, jednak nie zabrała dłoni z krocza lisa. Zamiast je kłuć, zaczęła je gładzić, masować, czasami delikatnie naciskać. Samica próbowała obudzić w lisie podniecenie, sprawić mu nieco przyjemności, a jednocześnie poczuć więcej jego strachu przed nieznanym. Miała w sobie wiele z sukkuba, jakiś element odpowiadający za karmienie się czyjaś energią oraz emocjami. Nie musiała tego robić, jednak było to dość przyjemne. Przynajmniej dla niej, a często również dla "ofiary". Choć strach był równie pyszny jak pierwotne pożądanie... stąd walka przychodziła jej z równą temu przyjemnością.
Pieszcząc go na dole, lewą dłonią zaczęła sunąć po jego korpusie na górze. Delikatnie, opuszkami palców zaznaczała różne linie na ciele samca, przechodząc przez klatkę piersiową, splot słoneczny, brzuch czy podbrzusze. Wbrew temu co Rhoshan mógłby pomyśleć, nie było to żadne zaklęcie ani magia czy moc. Ona po prostu się tak nim bawiła, zachęcając go oraz starając się sprawić mu nieco przyjemności, nie tylko na jeden sposób.
-Tak...? Nadrobimy to, futrzaku.
Wyszeptała do niego, podnosząc wzrok na jego pysk i uśmiechając się do samca ciepło. Dalej kontynuowała swe działania, pieszcząc póki co jego krocze, a drugą dłonią sunąc po jego ciele. Sama była przy tym otwarta całkowicie na jego dotyk. Rhoshan miał możliwość zrobienia czegoś co zapewne do tej pory nie było mu dane. A jej było szkoda, by taki potencjał się marnował.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rhoshan
Lisi Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 502
Data dołączenia : 15/06/2014

PisanieTemat: Re: Biosfera II   Nie Cze 21, 2015 8:12 pm

"Firma nie ponosi odpowiedzialności za schorzenia psychiczne, zdegustowanie oraz wszelkie temu pokrewne rzeczy. Nieletni, osoby o słabej psychice... tam są drzwi"
Enenra najwyraźniej wyczuła jego niepokój, gdyż zabrała swoje pazury i zaczęła go gładzić, delikatnie naciskać. Stosunkowo niedawno Rhoshan przestał być maszyną do zabijania... bah, nadal nią był tylko teraz miał jakieś emocje. Na dobrą sprawę można było go przyrównać do takiego nieco przestraszonego i zagubionego zwierzęcia. Początkowo będzie się bał dotyku, kontaktu fizycznego ale po kilku chwilach, kiedy połapie się że nie dzieje mu się żadna krzywda troszkę się to odwróci.
Powoli głos pierwotny, ten który przemawiał że nic złego się nie dzieje zaczął również podszeptywać inne rzeczy. Jak chociażby dawać uczucie, że to jest naturalne oraz by lis stopniowo kroczek po kroczku dał się temu uczuciu ponieść. Zanurkować w tą nieznaną wodę, gdyż jest na tyle głęboka by głowy o dno sobie nie rozbił. Wątpliwości miał i to nawet parę czy posłuchać tego głosu czy nie. Jednak na dobrą sprawę raczej nie zdarzyła się sytuacja, by on wpakował go w jakieś kłopoty. Wewnątrz głowy niektóre trybiki zaczęły się poruszać i stymulować coś co następnie zaczęło zadawać dużo prostsze pytania. Wytwór trybików rozważał wygląd gepardzicy, jej możliwości jak i motywy nią kierujące. W głowie zatem jak widać panował istny chaos, mieszanina strachu przed nieznanym, pierwotnych myśli które narastały z każdą chwilą i ciało powoli wybudzało się ze swojego letargu w tej kwestii.
Wszystkie jej zabiegi, wszystkie głaskania, pieszczoty powoli go oswajały z tym co się działo. Czuł coraz to większy komfort fizyczny, jak i dziwne ciepło napływające do całego ciała. Zadałby pytanie, dosyć trywialne i często zadawane w tych sytuacjach "dlaczego akurat ja?" jednak coś czuł, że tym zepsułby nieco atmosferę. Znaczy mogło to zadziałać również w drugą stronę i nawet ją rozbawić lub wprawić w jeszcze lepszy nastrój niż obecnie. Jako, że był istotą lubiącą manualne aspekty życia także i on skorzystał z okazji by nieco samicę popieścić. A nóż okaże się, że może w poprzednim życiu miał do czegoś takiego talent? W końcu on również posłał jej ciepły uśmiech i nieco odważniej zapuścił się dłońmi na teren jej przestrzeni osobistej. Zjechał lewą ręką nieco na jej udo, by móc pod palcami szponiastej dłoni wyczuć ciało gepardzicy. Nie wiedzieć czemu jakoś dziwnie lepiej się czuł w towarzystwie cętkowanych samic. Chyba jakaś jego preferencja osobista, choć z drugiej strony ciekaw był czy w poprzednim życiu również taką miał. Prawa ręka natomiast sunęła sobie wzdłuż jej pleców, które okazjonalnie głaskał i drapał pieszczotliwie. Zaczynał od czegoś lekkiego by wyłapać kiedy faktycznie lekkie zadrapanie jest odczuwalne. Nie był do końca świadom ile nacisku potrzeba, by sprawić aby densorinka jej pokroju coś odczuła. W trakcie tego również ją nieco do siebie przysunął, by potem pochylić lekko łeb i sprawdzić czy może ona mieć wrażliwe na głaskanie i pieszczoty uszy. Postanowił poocierać się delikatnie o nie pyskiem i lekko je polizać. Był ciekaw jak na to zareaguje, bo z każdą chwilą ta zabawa zaczynała mu się coraz bardziej podobać chociaż nadal była tam nutka strachu, która zwała się "co powinienem zrobić dalej i jak to odczuć?"

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1414
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Biosfera II   Wto Lip 14, 2015 7:47 pm

NPC Storyline - Dur-Shurrikun|Enenra


Czas mógł to płynąć przyjemnie i długo, samica zamruczała zadowolona z zachowania lisa, wyraźnie aprobując pieszczoty którymi ją obdarował. Pieszczoty zapewne trwałyby dłużej, gdyby nie nagłe zachowanie samicy, która chwyciła się za łeb, zupełnie jak by rozbolała ją głowa. Niestety wbrew ludzkim powiązaniom z tą tematyką, nie chodziło o to czym mógł pomyśleć Rhoshan.
Enenra cofnęła się o krok do tyłu i uniosła wzrok na samca. Zapewne nie miło będzie tak przerwać, niemniej jednak...
-Wybacz Lisku... szef wzywa.
Rzuciła tylko krótko, odwróciła się i wyszła szybkim krokiem. A na dole, za oknem, Rhoshan mógł dojrzeć Kyrat, stojącego na plaży i wpatrzonego w wodę gdzieś daleko przed sobą.
Lis został sam w pomieszczeniu, niemniej jednak by nie czuł się samotny, zostały mu podane ogłoszenia przez "A.I.".
-Rhoshan. Pozostawiam tobie dwie godziny wolnego czasu. Sugeruję byś w tym czasie odpoczął i odświeżył się. Później zostaniesz skierowany na trening. Czy masz jakieś pytania?
Wyjaśnił okręt. W międzyczasie do wanny z hydromasażem i innymi bajerami została napuszczona woda, która zaraz zaczęła bulgotać. Okręt nigdzie nie wyświetlił hologramu ani nic. Lis mógł co najwyżej mówić do powietrza czy ściany. Po prostu znajdował się we wnętrzu Jinkusu, a ten nie zawsze nawiązywał bezpośredni kontakt z załogantami do których mówił. Czasami po prostu się odzywał, innym razem wyświetlił hologram lub stawił się "osobiście", androidem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rhoshan
Lisi Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 502
Data dołączenia : 15/06/2014

PisanieTemat: Re: Biosfera II   Pią Lip 17, 2015 1:01 pm

Jednak jak Rhoshan przywykł coś co dobre i przyjemne wiecznie trwać nie może. Enenra nagle dziwnie się zachowała. Może przypadkiem za mocno ją drapnął? Ale to wtedy złapałaby się za plecy albo za uda, chyba że jego łeb był dziwnie ciężki i jakoś ją uszkodził. Nic z tych rzeczy, bo wyglądało to jakby nagle złapał ją mocny atak migreny. Odsunęła się od niego, dosyć szkoda mu było że pieszczoty dobiegły końca, zresztą to normalna reakcja na to że coś miłego się kończy. Z drugiej strony poczuł wewnątrz siebie jakieś dziwne poczucie zawiedzenia z innego powodu, które dosyć przykuło jego uwagę. Zastanawiał się przez moment czemu go tak to wzięło, ale po chwili wrócił do niej wzrokiem bo nadeszło wytłumaczenie.
Więc nie była to migrena, a telepatyczny przekaz. Szef ją wzywał, a szefem w sumie najpewniej był Starożytny. Z drugiej strony widma obecne na statku pewnie wiedziałyby o tym co tutaj zaszło, ale pewnie miałyby lepsze rzeczy do roboty niż przyglądanie się poczynaniom tej dwójki, jednak kto je tam wie. Może faktycznie w chwilach nudy widma podglądają sobie myśli załogi statku na kształt czegoś co ludzie zwą telewizją. Ewentualnie rozmawiają z innymi widmami na temat równowagi we wszechświecie… aczkolwiek to temat rzeka tak naprawdę, a raczej dyskusja jak tą równowagę zachować.
- Wybaczam, w końcu to nie jest nasze ostatnie spotkanie – odpowiedział przy okazji posyłając jej miły uśmiech. Odprowadził ją wzrokiem do drzwi, a potem przeszedł się po pokoju. W sumie z obiektów ciekawych w tym miejscu, jedynym mogło się okazać okno więc oparł się o ścianę barkiem i zerkał sobie przez nie. Dostrzegł sędziego, który obserwował jakiś punkt w wodzie daleko. W sumie lis z ciekawości również zerknął w tamtym kierunku. Przyglądał się i wtedy jego uszu doszedł przekaz Tytana.
- Jak rozumiem będzie mi przydzielony również mój pokój zgadza się? A i jak ten trening będzie wyglądał, a raczej kto go będzie prowadził? – stał dalej oparty i obserwował to co się dzieje na zewnątrz. W sumie zastanawiał się jak to jest, kiedy mówi się do kogoś wewnątrz siebie? Jak musiał się czuć ten bezwartościowy człowiek, który trzymał go w swoim więzieniu? Jak czuł się Tytan mówiąc do załogi w swoim wnętrzu? – Chociaż mam też inne pytanie. Czy masz w swoich archiwach jakieś dane na temat zadań, których się podejmowałem oraz coś na kształt listy osób z którymi mogłem mieć jakieś relacje? - taka lista może się bardzo przydać jeśli miałby ponownie nawiązać jakieś znajomości. W końcu poza tymi o których słyszał mogły być jeszcze jakieś, o których te osoby nie wiedziały a były chociażby w bazie danych. Dodatkowo dane z misji, których się podejmował mogły mu pomóc w nakreśleniu jak kiedyś operował i co robił oraz w jaki sposób.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1414
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Biosfera II   Wto Lip 21, 2015 8:20 pm

NPC Storyline - Groul

Rhoshan podchodząc do okna i obserwując przez nie otoczenie, mógł dostrzec coś co niekoniecznie mogło mu się spodobać. Enenra wyszła z budynku, podeszła do sędziego lekko skulona. Ten odwrócił się do niej, spojrzał na nią, wymienili się wypowiedziami i samica odeszła od niego, bardziej skulona niż była, opuszczając biosferę. Sędzia odwrócił się tymczasem i odszedł powolnym krokiem w stronę czerwonołuskiego widma - Kattala, który siedział kawałek dalej na plaży.
-Bardziej prawidłowym stwierdzeniem będzie odwiedzenie przez ciebie, twego pokoju. Czeka nienaruszony w tym stanie w jakim zostawiłeś go, wychodząc.
Wyjaśnił Dur-Shurrikun. Dalej już po prostu nie musiał, gdyż po pomieszczeniu rozszedł się cichy warkot. Coś jak chrząknięcie w ludzkim wydaniu, mające zwrócić czyjaś uwagę. Gdy lis odwrócił swój wzrok w stronę wejścia do pomieszczenia, ujrzał sylwetkę wielkiej, łuskowatej istoty. Czarne łuski pokrywające większą część ciała oraz szare na brodzie, ciągnące się przez korpus, aż po spód ogona. Do tego wielkie skrzydła oraz długi, masywny ogon. Sylwetka umięśniona, masywna, wysoka - dwa, sześć metra wzrostu. Lis raczej długo nie musiał sobie przypominać. Osobnikiem stojącym w wejściu był nikt inny, jak sam Czempion Densorinu - Mistrz Areny Groul.
Wielki smok stał w wejściu z rękoma skrzyżowanymi na klatce piersiowej, skrzydłami złożonymi oraz dociśniętymi do grzbietu, ogonem swobodnie opadającym na ziemię i zakończonym wielkim kolcem, który był wielki niczym buzdygan - pozwalając przy okazji kogoś nie tylko nabić ale i zmiażdżyć przy uderzeniu.
-Potrzebujesz forów? Wsparcia w budowaniu relacji...?
Zapytał prześmiewczo smok, wychodząc na przód i zbliżając się do lisa. Ten znów mógł poczuć się... mały. Choć Rhoshanowe dwa metry i czterdzieści centymetrów wzrostu było ponad przeciętne, to jednak wzrost Groula nieco go przebijał, niczym Akarynth czy Nodin. Do tego smok był wielki niczym Nodin. Po podejściu do rudzielca, gad wyciągnął do niego rękę, podając mu ją na przywitanie. Nie chodziło jednak o uścisk dłońmi, lecz złapanie się za przedramiona. Densorini czynili tak, w ten sam sposób co ludzie. Różnica była taka, że podanie dłoni było po prostu nieadekwatne, gdyż podawało się komuś dłoń naładowaną pazurami/łuskami/magią/niewiadomoczymjeszcze. Gdy lis odwzajemnił gest smoka, ten odezwał się do niego, a na pysku gada pojawił się lekki uśmiech.
-Witaj z powrotem, komapnie. Ledwo wróciłeś, a już narobiłeś sobie problemów z wysoko postawionymi oficerami imperium. Typowy rekrut.
Rzucił smok, cofając następnie swą rękę i lustrując lisa spojrzeniem, jak by sprawdzając czy coś się zmieniło. Chyba nie wiele, gdyż jego wyglądu w żaden sposób nie skomentował. Mieli czas na rozmowę, jednak Groul wpadł tu w jeszcze innym celu.
-Choć, wskaże tobie twoją kwaterę.
Rzucił krótko, odwrócił się i wyszedł z pomieszczenia. Potem zeszli obaj na dół, ruszyli przez biosferę - na korytarz i potem wędrówka korytarzami z lekkim fazowaniem przez okręt - dla przyśpieszenia podróży. Groul nie miał nic przeciwko ewentualnym pytaniom lisa, bo ten pewnie miał ich sporo. Przede wszystkim chciał mu jednak przywrócić nieco wspomnień albo przynajmniej je odnowić. A gdzie będzie lepsze miejsce niż w kwaterze?
Oba samce po kilku minutach wędrówki znalazły się przed drzwiami kwatery, które powoli rozsunęły się, zapalając w środku światło i ukazując zadbane miejsce. Fakt, że nie nie użytkował tych pomieszczeń nie oznaczał, że okręt o nie nie dbał. Wszystkie pomieszczenia na okręcie były regularnie czyszczone i skanowane - nawet te nieużywane.
Czarnołuski puścił lisa przodem, wyczekując reakcji, pytań, a następnie samemu wchodząc do środka i rozglądając się po pomieszczeniu. Był tu ledwo kilka razy i sam chętnie przypomni sobie jak kwatera wyglądała w środku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Biosfera II   Sob Mar 05, 2016 5:34 pm

Wszystko wskazywało na to, że od teraz dziewczyna była zdana wyłącznie na siebie. Mało pocieszające biorąc pod uwagę fakt, iż nigdy wcześniej tutaj nie była. Nie znała okrętu wojennego, na który trafiła, a już po samej budowie centrum medycznego śmiało mogła stwierdzić, że do najmniejszych obiektów to on nie należy. Na całe szczęście miała mieć przewodnika w postaci statku, dzięki temu całe to zadanie miało stać się znacznie łatwiejsze niż mogłoby się na początku wydawać. O ile okręt wojenny nie wyciąłby jej żadnego dowcipu i nie pokierował w zupełnie inną część statku. Znając szczęście tej małolaty, wszystko się mogło zdarzyć.
Oczywistością było, że weźmie otrzymany mundur. Nie zamierzała paradować w samej bieliźnie, nawet przed przedstawicielami zupełnie odmiennego gatunku, którym nie przeszkadzało to, jak była ubrana. Trudno się dziwić, w końcu niektórzy z nich również paradowali nago. Chociażby dopiero co poznana pani doktor. Cóż, ich sprawa. Sharon nie zamierzała wtapiać się w tłum do tego stopnia, dlatego po otrzymaniu polecenia, szybko założyła na siebie ubrania. Pasowały, jakby były szyte na miarę. Zaskoczyło to dziewczynę, ale powodów do narzekań nie miała. Przyjrzała się swojemu nowemu strojowi na ile mogła bez lustra. Ciuchy nie należały do najmodniejszych, ale miały w sobie coś, co spodobało się małolacie. No i były wygodne. Nie krępowały ruchów, co należało do niezwykle ważnych aspektów. W każdym bądź razie dla siedemnastolatki.
Przyodziana w nowe łaszki, ruszyła do wyznaczonego przez kotowatego celu. O nic już więcej nie pytała, nawet nie wiedziała czy odpowie. Pytanie o napastników po prostu zbył, jakby wcześniej nie zostało ono zadane. Czyżby wypowiedziała je za cicho? Uszy tego gigantycznego drapieżnika nie zdołały wychwycić tego istotnego faktu? Mogła jedynie nad tym gdybać, podążając za strzałką po niezwykle długim i wysokim korytarzu do miejsca docelowego. Siedemnastolatka czuła się jak w jakiejś grze MMORPG, gdzie droga do wykonania zadania jest po prostu zaznaczona, aby gracz nie błądził jak głupi po rozległym, obcym świecie. Już całe te strzałeczki były dla niej dość dziwnym przeżyciem. Trudno jej się dziwić, w końcu najbardziej zaawansowana technologia z jaką miała styczność to telefon, który wyparował wraz z ubraniami. Dalej było jednak jeszcze ciekawiej. Po dotarciu do terminala teleportacyjnego oczom siedemnastolatki ukazał się panel z dostępnymi lokacjami i choć znajdowała się na statku pozaziemskiego pochodzenia, nie miała żadnych trudności z odczytaniem znaków. Był to bowiem ludzki język, dokładniej angielski, tak więc szybko odnalazła odpowiednie miejsce i korzystając z "magicznego" przycisku, udała się wprost pod drzwi biosfery, które otworzyły się przed nią, ukazując swoją zawartość.
Miejsce to prezentowało się wspaniale. Zupełnie nie pasowało do zimnej stali statku, którą dziewczyna była gotowa tu ujrzeć. Od razu weszła do środka, aby przyjrzeć się uważnie temu miejscu. Gdyby nie drzwi, które ją tu wpuściły, nie powiedziałaby, że nadal znajduje się na statku. Przez to wszystko coraz bardziej czuła się jak w jakiejś grze komputerowej. Nawet natchnęła ją myśl, że zmarła podczas ataku na jej skromną osobę i teraz trafiła do świata, nazywanego przez ludzi niebem. Dość szalony i głupi pomysł, owszem, ale to było pierwszą rzeczą, która wpadła tej dziewczynie do głowy. Na całe szczęście szybko zmądrzała i wybiła sobie ten pomysł z głowy. Przecież do nieba tak od razu to by jej nie wzięli. Błądziłaby gdzieś w czyśćcu, w końcu ma coś z diabełka. Geny ojca, nic na to nie poradzi. Teraz może jedynie trwać, delektując się cudami zaawansowanej technologii. Zwłaszcza, że wszystko wydawało się takie realistyczne.
Kroczyła przed siebie, rozglądając się uważnie po biosferze. A miała na czym zawiesić oko. Te malownicze obrazy tak bardzo różniły się od szarych odcieni betonu Nowego Jorku. Będąc tutaj czuła się jak na wakacjach. Cisza, która tu panowała, pozwoliła młódce na chwilę zapomnieć o kłopotach. Małolata postanowiła zaczekać na kotowatego przed jeziorem. Usiadłszy siadem skrzyżnym na plaży, obserwowała nieskazitelnie czystą wodę. O takich miejscach na Ziemi można było jedynie pomarzyć, ludzie lubią niszczyć przyrodę. Z resztą nie tylko to. Ten gatunek uwielbia siać chaos i zniszczenie. Nawet Sharon nie jest w stanie uchronić się przed takim stylem bycia. W końcu i ona jest człowiekiem.
Młódka wzięła do ręki garść piasku i zaczęła przesypywać go z ręki do ręki. Niby mało ambitne zajęcie, ale zawsze coś robiła, czekając na swojego towarzysza. Nie wiedziała ile czasu zajmie mu dotarcie w to miejsce, ani kim był ten cały "starożytny", o którym wspominał. Już po samym jego tytule wnioskowała, że to jakaś ważna szycha. Dość ciekawa była także sprawa otrzymanego w prezencie munduru. Zastanawiało ją, czy dostała go, bo statek nie oferował innych ubrań, czy po prostu wpakowała się w nieco większą aferę. Khardesh zabrał ją ze sobą, tak jak tego chciała, ale czy to było równoznaczne z dołączeniem do jego grupy? Miała zaledwie siedemnaście lat i zero doświadczenia bojowego. Nie licząc tych kilku chwytów, których wyuczyła ją siostra, chociaż i tak okazałyby się one bezużyteczne w starciu z kimś takim jak Khardesh. Nie nadawała się zatem na jednostkę bojową, zwłaszcza teraz, kiedy straciła swoje moce.
Powrót do góry Go down
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1414
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Biosfera II   Nie Mar 06, 2016 12:49 pm

NPC Storyline - Dur-Shurrikun|Kattal|Khardesh

Sharon siedziała w biosferze sama, przesypując piasek i czekając. Drzwi do biosfery w pewnym momencie rozsunęły się. Nie wydawały przy tym żadnego dźwięku, jednak można było odnieść wrażenie, że ktoś wszedł do środka. Odwracając się w stronę wejścia, dziewczyna nikogo nie zauważyła. Drzwi rozsunęły się, wpuściły nic do środka, a potem zamknęły. Możliwości oczywiście były. Usterka, choć dziwne by na tak zaawansowanym okręcie takowa mogła mieć miejsce. Druga opcja - okręt jest nawiedzony. A trzecia, że ktoś był bardzo szybki. I to właśnie trzecia opcja się sprawdziła, gdyż dziewczyna tak jak odwróciła się w stronę drzwi, zobaczyła, że coś okryło ją cieniem. Wielkim, ogromnym cieniem.
Odwracając się ponownie, Sharon ujrzała, że ktoś przed nią stoi. przed nią bądź nad nią niemalże. Patrząc ze swojej wysokości na wprost, mogła ujrzeć cztery wielkie, ogromne łapy, bardzo długie ciało jakiejś istoty oraz masywny i długi ogon który to wszystko wieńczył. Gdy uniosła wzrok do góry, zobaczyła właściciela tych kończyn. Była to istota którą można by nazwać smokiem. Tylko takim bezskrzydłym. Mierzył śmiało ponad trzy i pół metra wzrostu, a jego ciało długie było na ponad siedem metrów. Stwór cały pokryty był łuskami w kolorze czarnym oraz czerwonym. Barwienie układało się we wzory przypominające płomienie. Łapy zakończone były wielkimi pazurami, łeb, kark oraz grzbiet zdobiły kolce ciągnące się po sam ogon. Ślepia tej istoty - spoglądającej na nią z góry - miały ogniste zabarwienie, a przy tym typowo gadzi wygląd. Sam osobnik przy swym rozmiarze, był do tego bardzo masywny i umięśniony. Dziewczyna śmiało mogła odnieść wrażenie, że stoi przed smokiem. Może nie takim, jak w niektórych powieściach - gdzie miały one rozmiar góry - jednak ten był po prostu gigantyczny. Nie posiadał jedynie skrzydeł. Khardesh wyglądał przy nim jednak na małego kotka, a nie tygrysa którego spotkała na ziemi.
Ogromny gad spoglądał z góry na dziewczynę, mając łeb prawie że nad nią. Wyglądał na pewno groźnie, zabójczo. Jednak jego mina była bardzo neutralna, można powiedzieć nawet, że był ciekaw istoty która się tutaj pojawiła. Gad nie stał nad dziewczyną długo. Cofnął się o krok do tyłu, a następnie ugiął swe łapy i położył na ziemi tuż przed nią, w taki sposób, że jego przednie łapy znajdowały się po bokach ziemianki. Miała jednak bardzo dużo miejsca, biorąc pod uwagę jego szerokość oraz fakt, że zachował naturalny rozstaw łap. Niemniej jednak samochód? Ciężko byłoby taki pojazd z nim porównać, bo był większy od praktycznie każdego osobowego auta. Stworzenie przyglądało się jej przez chwilę w milczeniu, aż w końcu dziewczyna usłyszała głos w swej głowie. Był poważny, należał do istoty dorosłej, wiekowej, obdarzonej wielką wiedzą oraz doświadczeniem. Przy tym wszystkim był jednak miły, jak by nieco opiekuńczy.
/Sharon Stanford. Przeznaczenie zrobiło tobie żart. O ile w takowe wierzysz./
Odezwał się do niej. Nie otworzył pyska, jego głos mogła usłyszeć we własnej głowie. Istota obniżyła następnie swój wielki łeb, tylko po to by wpierw zbliżyć go do dziewczyny, a następnie szturchnąć pyskiem w czoło, bardzo delikatnie. Sharon ledwo poczuła jego dotyk. Po całym jej ciele rozeszło się natomiast przyjemne ciepło, a tak jak osobnik cofnął swój łeb do tyłu, tak ona poczuła jak jej moc do niej wróciła. Wszystko powróciło, znów była mutantem takim jak wcześniej - mogąc posługiwać się swymi ognistymi mocami. Czerwonołuski stwór spojrzał na nią z góry i uśmiechnął się do niej ciepło, a w tym samym czasie otworzyły się drzwi do biosfery.
Przez drzwi wszedł Khardesh. Poruszał się szybkim, pewnym krokiem. Jego futro było już całkowicie wyczyszczone, a on wyglądał tak jak by dopiero co wyszedł z salonu SPA. Coś w tym było, tylko nie był to salon SPA. O czym Sharon zapewne później się dowie. Futrzak od razu spostrzegł obie istoty, do których podszedł, uśmiechając się lekko. Zatrzymał się około metr przed Sharon i stworem, a następnie klęknął na lewym kolanie, opuścił korpus oraz pochylił łeb. Oparł swe ręce na trawie i nisko pokłonił się. Nie jednak przed nią, a przed tym którym ona się znajdowała.
-To zawsze zaszczyt, panie.
Odezwał się tygrys. Czerwonołuski skinął mu łbem, a wtedy też densorin podniósł się do góry i wstał na równe nogi, kierując swe spojrzenie ku dziewczynie.
-Domyślam się, że już po wszystkim. Zechcesz nam zademonstrować co potrafisz?
Zwrócił się do niej miło i posłał jej również przyjacielski uśmiech. Obaj byli ciekawi co mutantka potrafi. Choć tak na prawdę bardziej dotyczyło to tygrysa. Stwór który znajdował się przed dziewczyną już wszystko wiedział, choć ona mogła nie mieć o tym pojęcia. Mogła wierzyć lub nie ale znajdowała się w jednym z najważniejszych momentów w swym życiu, przełomowym wręcz.



Kattal:
Spoiler:
 
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Biosfera II   Nie Mar 06, 2016 8:40 pm

Minuty mijały, jedna za drugą. Sharon beznamiętnie wpatrywała się w przesypywany piasek, którym mogłaby obmierzać spędzony w biosferze czas. Nie wiedziała jak długo siedziała samotnie na plaży, ani ile piasku zdążyła przesypać, gdy drzwi do pomieszczenia otworzyły się bezdźwięcznie. Mutantka od razu odwróciła głowę w stronę wejścia, co było dość sporym błędem. Kiedy zdążyła to zrobić, spowił ją tajemniczy, olbrzymi cień. Nie miała nawet czasu pomyśleć nad fenomenem pustych drzwi, gdyż cała jej uwaga spoczęła na przybyszu. Siedemnastolatka z szybko bijącym sercem odwróciła swój wzrok od wejścia, by skupić go na nieznajomym. Sposób w jaki gad postanowił się pojawić, nie był najprzyjemniejszy, zwłaszcza dla nieprzygotowanej, pozbawionej swych mocy dziewczyny.
Na widok olbrzyma, który stanął tuż obok niej, głos utknął nastolatce w gardle. Nie potrafiła wydusić z siebie nawet słowa, co po części było niezwykle korzystne. Gdyby nie to, z całą pewnością mutantka krzyknęłaby wystraszona, robiąc przy tym sporo hałasu. Już sam widok tych potężnych łap sprawił, że młódka niezbyt chętnie podniosła głowę do góry. Jej oczom ukazał się niecodzienny widok. Istota, która pojawiła się w biosferze, swym wyglądem przypominała legendarnego smoka. Brakowało jej tylko umięśnionych skrzydeł, które z łatwością uniosłyby tak pokaźne cielsko. Nawet Khardesh wypadał blado w porównaniu z tym gigantem. A Sharon? Cóż, była niczym te małe ziarenka piasku, którymi nie tak dawno temu się bawiła. Nie mogła pojąć, jakim cudem nie usłyszała zbliżającego się olbrzyma. Jednak stało się, życie po raz kolejny nieprzyjemnie ją zaskoczyło. Już raz dała się podejść, co skończyło się utratą przytomności i mocy. Tym razem mogłoby być znacznie gorzej, gdyby nieznajomy miał złe intencje. Stwór nie atakował, tylko patrzył na nią swoimi płomiennymi ślepiami. Najwyraźniej należał do załogi, bo na dziką i nieokrzesaną bestię nie wyglądał.
Dziewczyna milczała, obserwując olbrzymiego jaszczura. Fala strachu i zaskoczenia już minęła, a młódka odzyskała pełną kontrolę nad swoim ciałem. Z całą pewnością, gdyby nie utracone moce, nie siedziałaby już tu teraz. Zniknęłaby w momencie, gdy ten stwór się przy niej pojawił. Do wojownika było jej daleko, wolała uciekać niż walczyć, a jej nowy towarzysz wyglądał naprawdę zabójczo. Z łatwością zabiłby taką delikatną istotkę, chociaż byłoby to dla niego bardzo niekorzystne. Nie zdołałby się najeść taką kruszynką. Może to go powstrzymywało przed dalszym działaniem? Wielkość swojej niedoszłej ofiary? Gdyby nie wpatrujące się w nią oczy, Sharon mogłaby przysiąść, że gad ten nawet jej nie zauważył. A jednak, obserwował ją. Ziemianka nie potrafiła wyczytać z jego pyska, o co mu tak naprawdę chodzi. Był wściekły? Zadowolony? Nastolatka kompletnie się na tym nie znała. Mogła jedynie przyglądać się nieznajomemu, czekając na jego ruch. Gorzej jeżeli liczył na to, że to ona wykona pierwszy krok. Mimo wszystko stworzenie cofnęło się nieco do tyłu i ugięło swe łapy, aby położyć się na ziemi. Może i wydawał się teraz ciut niższy, ale młódka nadal nie zapomniała o jego prawdziwych rozmiarach. Ciężko było się pozbyć tego obrazu z głowy, zwłaszcza że właściciel ciała nadal tu był.
Tą ciszę panującą w biosferze przerwał nieznany głos, który zabrzmiał wyraźnie w umyśle małolaty. Co najciekawsze, gad nawet nie ruszył pyskiem. Młódka słyszała już o takich zdolnościach. Pojęcie telepatii nie było jej obce, bardziej zastanawiał ją inny fakt, a mianowicie wiedza gada, która wywołała na twarzy Sharon niedowierzanie.
- Skąd wiesz jak się nazywam?
To pierwsze pytanie, które przyszło jej do głowy. Nic z resztą dziwnego, młódka nikomu nie podawała swojego nazwiska. Nawet Khardesh zdołał poznać jedynie imię, a ta oto istota, którą widziała po raz pierwszy, posłużyła się nazwiskiem. Dziewczyna była w niemałym szoku, ale gdy tylko się z niego otrząsnęła, przypomniała sobie resztę jego wypowiedzi. I to raczej tą istotniejszą resztę, którą głupio byłoby pominąć.
- I o czym ty mówisz? - zapytała.
Przeznaczenie? Żart? W to akurat była skłonna uwierzyć. Los już niejednokrotnie wyciął jej numer. Teraz również mógł się zabawić z tą słabą istotą. Najwyraźniej uwielbiał patrzeć na to, jak młódka się męczy. Coś takiego z pewnością dostarczało mu mnóstwo rozrywki, w przeciwnym wypadku dałby sobie spokój. Pytanie tylko co tym razem zgotowało jej życie, że nawet obca osoba uważa to za jedną, wielką parodię. Miała zaledwie siedemnaście lat, a i tak nie mogła narzekać na nudę w swoim krótkim życiu. Wiecznie coś, teraz zapewne też nie będzie inaczej.
Młódce nie trudno było uwierzyć w słowa nieznanego jej gada, dlatego postanowiła wysłuchać wyjaśnień. Może od niego dowie się czegoś istotnego, Khardesh nie chciał nawet powiedzieć, kim byli niedoszli porywacze. Z rozmyślań o niedalekiej przeszłości, wybudził ją zbliżający się pysk nieznajomego. Dziewczyna nie wiedziała o co chodzi, ale nie uciekła. Pozwoliła mu się dotknąć, z czym wiązało się dość przyjemne uczucie. Po całym ciele dziewczyny rozniosło się tajemnicze ciepło, które wywołało na twarzy młódki lekki uśmiech. Przypomniało jej ono o mocach, które utraciła. A może raczej odzyskała. Teraz znów była stuprocentowym mutantem, który na pewno zacznie narzekać na swe zdolności, ale i tak z żalem by się z nimi rozstał. "Nie wiesz co masz, póki tego nie stracisz", ileż prawdy kryło się w tych prostych słowach. Szkoda tylko, że Sharon nadal nie zdawała sobie sprawy z tego, co właśnie się wydarzyło. Mogła jedynie uśmiechnąć się do gada, co też zrobiła, choć wyszło to trochę sztucznie.
W tym właśnie momencie drzwi do biosfery znów się otworzyły, a oczom młódki ukazał się Khardesh. Już w czystszej wersji. Szedł szybko i niezwykle pewnie, zupełne przeciwieństwo chodu Sharon. W każdym bądź razie tego, którym przywitała to miejsce. Mężczyzna dość szybko zauważył przebywające na twarzy towarzystwo, choć w chwili obecnej ciężko było je przeoczyć. Olbrzym stojący blisko młodej mutantki z całą pewnością rzucał się w oczy. Bardziej zaskakujące było jednak zachowanie kotowatego, gdy ten do nich doszedł. Pokłonił się on nieznajomemu, przez co w głowie młódki zrodziło się naprawdę sporo pytań i tylko jedna odpowiedź. Najprawdopodobniej to on był tym starożytnym, o którym wspominał wcześniej tygrys. Przez to wszystko siedemnastolatka zgłupiała. Powinna zrobić to samo? A może teraz już nie wypada? Przez cały ten czas czekał na pokłon? Tak dużo pytań i tak mało odpowiedzi. Dzisiejszego dnia to klasyk dla tej maluczkiej istotki.
Spojrzała na Khardesha, gdy ten się do niej odezwał. Zaskoczyło ją to nieco, ale i tak jej wzrok powędrował do prawej dłoni. Jeszcze chwilę temu tak bardzo pragnęła, aby w jej ręku pojawił się mały płomyczek, niestety moce nie działały. Teraz miała okazję, aby przywitać się ze swoimi zdolnościami tak, jak należy. Chociaż i tak nie do końca było to prawdą. Szkoda uniformu i terenu. Nastolatka posiadała dość destruktywne zdolności, niestety.
- Nie jest tego zbyt wiele - wyjaśniła.
Było po niej widać, że nie bardzo pali się do pokazania swych ognistych mocy. Przez cały czas starała się je ukrywać przed innymi i teraz nagle miała je komuś zademonstrować. Nie przywykła do chwalenia się nimi, ale zamierzała poskromić ciekawość tygrysa. Westchnęła cicho i użyła teleportacji. Młódka zniknęła w strumieniu ognia, by pojawić się za plecami kotowatego. Wszystko to trwało dość szybko, tak jak na teleportację przystało.
- Moje zdolności skupiają się na ogniu - wyjaśniła, a w jej prawej dłoni pojawił się płomień, który uformowała w ognistą kulę. - Potrafię podpalać otoczenie, a także nadawać kształt płomienia. No i co najgorsze, sama mogę płonąć. Wprawdzie ogień nie robi mi krzywdy, ale na ubrania niestety działa.
Znów westchnęła, tym razem gasząc ognistą kulę. Spojrzała na tygrysa, jednak się nie uśmiechała, chociaż musiała przyznać, że tęskniła za swoimi zdolnościami.
- Ach, no i jest jeszcze coś... - dodała, tym razem podchodząc do kotowatego i dotykając swą prawą dłonią, jego ramienia.
Podniosła nieco temperaturę ciała mężczyzny, nie przesadzając oczywiście. Chciała, aby było mu cieplej, nie aby ugotował się od środka.
- Potrafię podnosić temperaturę. Obiekty, ciecze, otoczenie, płomienie... - dodała. - Mam dość niszczycielskie zdolności, wiem to.
Powrót do góry Go down
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1414
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Biosfera II   Pon Mar 07, 2016 8:37 pm

NPC Storyline - Dur-Shurrikun|Kattal|Khardesh

Czerwonołuski nic jej nie odpowiedział. Pierwsze pytanie - skąd wiedział jak ona się nazywa - i brak odpowiedzi. Następnie pytanie było już mniej ważne. Ale skąd znał jej imię. Została tu przecież wysłana by spotkać Starożytnego, który miał jej pomóc, a może się mylił? To mu się nie zdarzało.
Khardesh wszedł chwilę później do biosfery i zaproponował by pokazała im swe zdolności. Na teleportację, tygrys zareagował lekkim zaskoczeniem, odwracając się do dziewczyny szybko. Nie był wystraszony ale nie spodziewał się tego typu zdolności. Z drugiej strony natomiast, Starożytny wydawał się całkowicie niewzruszony. Można było odnieść wrażenie - że mógłby ziewnąć. Choć tak na prawdę zachowywał powagę, ba - teleportacja nie była dla niego zaskoczeniem. Kiedy Sharon się materializowała - jego wzrok skierowany był już w to miejsce. Jak by z wyprzedzeniem wiedział co się stanie.
Tygrys skrzywił lekko łeb na bok, widząc płomień w jej dłoni. Do tego potrafiła cała zapłonąć. Dawało to ciekawe możliwości, jak chociażby dodatkowa ochrona oraz przewaga nad przeciwnikiem. Taki Khardesh chociażby, miałby już problem z dotknięciem jej, jeśli by się paliła. Po małym pokazie, przyszła pora na deser. Sharon podeszła do futrzastego samca, uniosła swą dłoń i sięgnęła nią do jego ramienia, na którym oparła dłoń. Następnie dała mu odczuć nieco swej mocy, ciepło - nawet przyjemne. Choć szybkość z jaką się pojawiło, mogło budzić niepokój. Normalnie też zapewne byłby niespokojny, cofnął się, nie pozwolił jej. Jednak znajdowali się w sali z kimś, kto nie dałby zrobić mu krzywdy. Oraz na pokładzie okrętu który również by na to nie pozwolił. natomiast jej komentarz o niszczycielskich zdolnościach nie został pozostawiony bez odpowiedzi.
/Niewiele wiesz o niszczeniu, mała istoto./
Rozbrzmiał w jej głowie głos starożytnego. Gad spoglądał na nią neutralnie, z resztą jego słowa również takie były. Nie obrażał jej, nie próbował pomniejszyć jej możliwości - jedynie stwierdził jakiś fakt. Zapewne wiedział i widział nieco więcej w życiu.
Khardesh skinął mu jedynie łbem, nie zamierzając się kłócić. Sam z resztą widział o wiele bardziej destrukcyjne zdolności. I choć nie pokazała im wszystko, to tak jak samiec znał Starożytengo - wiedział, że nie musiała by czerwonołuski był w stanie ją ocenić.
-Podgrzewanie. Przyjemne, nadasz się na grzejnik. Tak w ogóle... wracasz czy zostajesz?
Odezwał się tygrys, spoglądając na dziewczynę z zaciekawieniem. Nie przeszkadzała mu nawet jej dłoń na jego ramieniu. Po prostu stał i obserwował ją, spoglądał w dół spokojnie. Ot nie miał nic przeciwko obu opcjom. Ona nie wiedziała kim byli i czym się zajmowali - choć w drugiej opcji mogła się domyślać. Żaden cywil nie znajduje się bowiem na okręcie wojennym i nie zwalcza zła na innych planetach. Do tego obecność jakiegoś "starożytnego". Kwestia była natomiast inna. Jeśli wraca - straci pamięć. Jeśli zostaje - będzie musiała się im do czegoś przydać. Na darmo tu nie zostanie.
W tym wszystkim, bardzo uważnie i poważnie obserwował ją czerwonołuski gad. Zupełnie jak by próbował przeszyć ją wzrokiem. Nie ruszał się z miejsca, dalej leżał na miejscu w którym położył się wtedy przed nią. Obaj czekali na odpowiedź, zanim zaczną mówić dalej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Biosfera II   Sro Mar 09, 2016 7:38 pm

Dla dziewczyny oba te pytania były istotne, dlatego zależało jej na usłyszeniu odpowiedzi. Gdyby olbrzymi jaszczur zwrócił się do niej po imieniu, reakcja małolaty na jego słowa nie byłaby już tak duża. W końcu przedstawiała się Khardeshowi. Nie podawała mu jednak swojego nazwiska, znał tylko imię. Cała ta sprawa stała się nieco podejrzana dla siedemnastolatki, coś było nie tak. Podejrzliwość Sharon szło ujrzeć w jej szmaragdowych oczach, które skupiały się na pokrytej łuskami istocie. Z resztą nie były to jedyne uczucia, które w tej chwili się w niej kotłowały. Czuła swego rodzaju irytację, kiedy ten ją zlekceważył, czego nawet nie ukryła. Skrzyżowała jedynie ręce na klatce piersiowej i dalej wpatrywała się w starożytnego wzrokiem, który miał wymusić na nim odpowiedź. Gdyby był człowiekiem, zrobiłaby mu niezłą awanturę. Jedyne co ją powstrzymywało przed wybuchem, to szacunek do swojego ratownika. Strach również z niej uleciał, chociaż przed sobą miała bestię, która z łatwością pozbawiłaby ją życia. Najwyraźniej jej instynkt samozachowawczy postanowił skorzystać z uroków biosfery II i wziął sobie wolne. Oby nie na długo, bo młódka z całą pewnością będzie go jeszcze kiedyś potrzebować.
Niecierpliwienie rosło z każdą chwilą i gdy już miała zapytać go o to, czy raczy odpowiedzieć na zadane przez nią pytania, do pomieszczenia wkroczył tygrys. Niemal od razu poprosił o mały pokaz umiejętności, którymi ziemianka nie bardzo lubiła się popisywać i nie zrobiłaby tego, gdyby poprosił ją o to ktoś inny niż Khardesh. Mężczyzna różnił się od istot, które zdołała poznać na ziemi. Nie był człowiekiem, co szło zauważyć nie tylko po jego wyglądzie, ale i zachowaniu. Ale czy na prawdę mogła mu zaufać? Gad znał jej nazwisko, Khardesh pojawił się w odpowiednim miejscu i czasie, aby zdołać ją uratować. Co jeśli to wszystko było zaaranżowane? Jeżeli cały czas robiła to, co oni chcieli, a jej wybawca nie różni się niczym od przeciętnego człowieka? I te myśli zostały szybko przepędzone. Zarysy walki, które zdołała ujrzeć przed utratą przytomności, nie wyglądały na grę aktorską. No i ta krew na jego rękach. Chociaż z tak zaawansowaną technologią i sporymi chęciami można by było odegrać wspaniałą scenę. W tej sytuacji mogła zdać się już tylko i wyłącznie na swoją intuicję, bo umysł mógłby ją zawieść.
Młódka zdawała sobie sprawę z tego, jakie to możliwości otrzymała od losu. Nie chciała z nich jednak skorzystać. Szczególnie z samozapłonu. Utrata ubrania nie była dla niej przyjemną rzeczą, zwłaszcza w miejscu publicznym. Nie przywykła do pokazywania swojego ciała, została wychowana tak jak każdy człowiek, aby nosić ubrania i zakrywać to, co otrzymało się od matki natury. Na całe szczęście reszta mocy nie wymagała już takiego poświęcenia z jej strony, dlatego śmiało mogła zademonstrować kilka swoich możliwości. Podnoszenie temperatury było najbardziej neutralną zdolnością, jaką posiadała. Miała naprawdę pozytywne zastosowanie. Dzięki niej dziewczyna mogła ogrzać siebie, albo inną osobę, której zbyt niska temperatura by nie sprzyjała i nawet przez myśl jej nie przeszło, by kogoś nią skrzywdzić. Zwłaszcza Khardesha. Miała u niego spory dług, który chciałaby spłacić. Uratował ją i pomimo tych wszystkich podejrzeń, postanowiła mu zaufać. Dlaczego? Z jego rasą nie miała jeszcze większej styczności i żywiła nadzieję, że okażą się inni. Miała już dość ludzi, nie ważne czy posiadali oni moc czy nie, wszyscy byli tacy sami. Nawet ona była o krok od stania się jednym z nich.
Gad w końcu postanowił się odezwać, co nie wpłynęło pozytywnie na emocje małolaty. Twarz młódki wykrzywiła się w grymasie niezadowolenia, przeplatanego z lekkim poirytowaniem. Źle ją zrozumiał? Próbował z niej zakpić? Nastolatka nie była telepatką, nie wiedziała co chodzi mu po głowie, o czym w tej chwili pomyślał. Sharon nie uważała samej siebie za niepokonaną istotę, wręcz przeciwnie. Zdawała sobie sprawę z tego, jak bardzo jest krucha, jak łatwo można ją zabić pomimo tego, że posiada jakieś tam zdolności. Swoich mocy również nie postrzegała jako coś potężnego. Dość irytujący okazał się tutaj fakt niszczycielskiej wiedzy starożytnego. Może i dziewczyna nie potrafiła zniszczyć całego miasta za pomocą jednego pstryknięcia, nie była w stanie zabić milion osób w jednej chwili, ale jej zdolności jedynie niszczyły, zamieniały w popiół wszystko, czego tylko dotknęły. Młódka odebrała słowa starszego tak, jakby zniszczenie jednego pokoju dla niego było niczym. Dla niego może i tak, ale co dla właściciela budynku? Pożar w pokoju przynosi straty materialne i aby je naprawić trzeba wydać pieniądze. Dla kogoś kto ich nie posiada z całą pewnością będzie to tragedia.
- Niszczenie nie skupia się tylko i wyłącznie na burzeniu całych miast w ułamku sekundy. Czasem drobne uszkodzenie może okazać się dla kogoś tragedią - odparła, starając się tego nie wysyczeć.
Na całe szczęście udało jej się to. Wypowiedziała to zdanie prawie normalnie. "Prawie", bo dało się w nim wyczuć pewne podirytowanie niepełnoletniej. Na całe szczęście odezwał się Khardesh, który odwrócił jej uwagę od Kattala, z którym najwyraźniej małolata się nie dogada.
Uśmiechnęła się nieco rozbawiona, słysząc jego słowa. W tej chwili zdziałały one cuda, bo rozładowały to nieprzyjemne napięcie.
- Grzejnik? - zapytała z delikatnym uśmieszkiem. - Teraz już wiem, czego ode mnie chcieli. Miałam ich ogrzewać. I widzisz co narobiłeś Khardesh? Przez ciebie ci nieszczęśnicy zamarzną. Z drugiej strony sami sobie winni, było im płacić rachunki za ogrzewanie.
Dowcip dziewczynie nie wyszedł, ale sam fakt, że szarpnęła się na coś takiego dużo już znaczył. Zwykle okazywała jedynie te negatywne emocje, a teraz spróbowała kogoś rozśmieszyć. Liczą się intencje, prawda? Puenta jej nie wyszła, ale jak trochę poćwiczy na pewno będzie w tym lepsza. Nadal pozostawała jednak sprawa odpowiedzi. Zostaje czy odchodzi... Byłaby to dość trudna decyzja, gdyby nie to, że mutantka postanowiła zaufać tygrysowi. Poza tym i tak nie miała gdzie wracać. Błądziłaby jedynie po świecie, bojąc się narażać Mad na niebezpieczeństwo.
- Zostaję, o ile nie masz nic przeciwko - odparła, zabierając swoją dłoń.
Czuła także, że głupio by było teraz odejść. W końcu sama go poprosiła o to, aby ją zabrał. Rezygnacja? To nie wchodziło w grę. Wiedziała, że pakuje się w coś większego. Statek, na którym się znajdowała, był okrętem wojennym, Khardesh (a teraz także i ona) nosił mundur, miał broń i umiał walczyć. Nie należał do grupy turystów, która postanowiła zwiedzić sobie zamieszkałą planetę. Jedyny problem stwarzał fakt, że nie wiedziała na co tak właściwie się zgadza. To wszystko mogłoby ją przerosnąć. Nie miała żadnego przeszkolenia bojowego, nawet swoich mocy nie używała do walki. Była przeciętną nastolatką, zwyczajną dziewczyną, w której przebudził się gen X. Nie należała do wszystkich tych bohaterów, którzy kręcili się po Nowym Jorku. Była szarym obywatelem. W dodatku dość młodym.
Powrót do góry Go down
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1414
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Biosfera II   Pią Mar 11, 2016 3:29 pm

NPC Storyline - Dur-Shurrikun|Kattal|Khardesh

Starożytny miał w nosie jej podejście, a zwłaszcza chęć otrzymania odpowiedzi. Dziewczyna prezentowała sobą dość negatywne zachowanie względem jego osoby, a tego nie musiał i nie zamierzał tolerować. Czerwonołuski podniósł się powoli do góry, wymuszając również na niej by ta podniosła wzrok do góry, jeśli będzie chciała patrzeć na jego pysk. Chyba, że wolała gapić się w jego łapy lub tors albo całkowicie w inną stronę - mówiąc do niego. Co raczej sama uznałaby za nietaktowne. Gad nie ruszył się jednak z miejsca. Jedynie wstał, nie zamierzając dalej leżeć.
/Niszczenie to wszystko co potrafisz, prawda? Wszystko o czym myślisz. Twoje drobne uszkodzenie nie będzie dla nikogo tragedią. Tak samo jak zniszczenie jednego z waszych ziemskich miast, nie wzruszyłoby nikogo z nas./
Odparł jej starożytny, nie rozczulając się nad odpowiedzią dla niej. Był widmem, starożytnym. Czymże przy nim była, jak nie zwykłym pyłem, nie widząc nic o życiu? Cóż, ostatnie określenie byłoby nie właściwe. Coś wiedziała, jednak nie powinna porównywać się z istotami które tu spotka. Jeszcze nie.
Khardesh również odpowiedź usłyszał, kierując przy tym swe spojrzenie na Sharon. Jego wzrok był bardzo wymowny. Mówił jasno "ogarnij się". Znajdująca się tutaj istota była bardzo wysoko postawiona, a względem dziewczyny... tego po prostu nie trzeba było wyjaśniać. Kattal tak samo jak większość znajdujących się tutaj istot, nie będzie jej tak po prostu okazywał szacunku ani traktował na równi z sobą. Najpierw będzie musiała im wszystkim udowodnić, że jest tego warta. A dużo przy tym nie wymagali.
-Będziesz musiała się do nas dostosować. Ty - do nas. Decyzja natomiast nie należy wyłącznie ode mnie. Zarówno znajdujący się tutaj Kattal, sam okręt - Dur-Shurrikun jak i pierwszy oficer Daalkiin mają nieco do powiedzenia na ten temat. Tak samo z resztą jak cała reszta załogi.
Wyjaśnił jej na początek. Miało to na celu uświadomienie jej w fakcie, że nie tylko musi się do nich dostosować ale również zadbać o to, by wszyscy ją tutaj polubili lub przynajmniej tolerowali. Co aktualnie psuła swoją relacją z Kattalem. A jeśli on jej nie polubi, to nie uczyni tego nikt inny. Była to jedna z najważniejszych istot na pokładzie.
-My natomiast jesteśmy organizacją. Militarną, tajną, bardzo potężną. Naszym celem jest utrzymanie istnienia Federacji Planet. Zniszczenie tych którzy temu zagrażają, a którzy zniszczyli Crathygtan - twórców tego okrętu. Przed prawie milionem lat. Jeśli z nami zostaniesz, będziesz musiała się podporządkować naszym zasadom, poświęcić naszym celom. Zaufać nam oraz sprawić, byśmy zaufali tobie. Jesteś na to gotowa?
Dodał, podchodząc przy tym bliżej dziewczyny, a następnie kucając, uginając nogi w kolanach. Dzięki temu nie musiała podnosić głowy tak wysoko, by na niego spojrzeć - mogła ją trzymać na normalnym poziomie, dalej spoglądając na pysk tygrysa. Stwór kucnął przed nią, a następnie podniósł prawą rękę i oparł dłoń na jej ramieniu. Zrobił to delikatnie, tak dla dodania otuchy. Jego futrzasta dłoń mogła powodować nieco przyjemnego uczucia, ze względu na samo futro. Przede wszystkim miała jednak sprawić, by im zaufała. By podjęła decyzję która wcale taka łatwa nie była. I choć raz już to powiedziała - oni dawali jej drugą szansę na zastanowienie się. W pewnym bowiem sensie, oddawała im swą wolność, swe życie. Nie im dokładnie, lecz tym którzy tu rządzili.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Biosfera II   Wto Mar 15, 2016 7:53 pm

Dziewczyna nie przejmowała się tym, jak wypadnie w jego oczach. Żądała natychmiastowej odpowiedzi, uważała bowiem, że miała prawo wiedzieć. Z każdą chwilą milczenia irytacja Sharon rosła, co nie wpływało pozytywnie na ocenę gada. Jaszczur nie przypadł małolacie do gustu, niewątpliwie poznali się z tej gorszej strony. Miała już dość tego, że wszyscy lekceważyli jej słowa. Była traktowana jak powietrze, praktycznie zawsze. Mówiła, ale wypowiadane przez nią zdania nie trafiały do nikogo. Czy na tym świecie istniałaby choć jedna osoba, która cały czas zachowywałaby stoicki spokój? Siedemnastolatka niestety nie należała do tej mniejszości, czara goryczy się przepełniła.
Słowa Kattala jedynie podsycały gniew nabuzowanej hormonami nastolatki, która jak zwykle nie raczyła zastanawiać się nad słowami starszego od niej i bardziej doświadczonego osobnika. Jak na przedstawiciela swej grupy wiekowej przystało, Sharon sądziła, że to ona ma rację, a wszyscy inni są w błędzie.
- Więc jesteście zwykłymi, zapatrzonymi w siebie egoistami! - rzuciła rozdrażniona.
Akurat ona miała prawo, aby wypowiadać się na ten temat. Sama nikomu nie pomagała i z całą pewnością nie przejęłaby się widokiem zrujnowanego, ludzkiego miasta, zwłaszcza tego, z którego nie pochodziła. W końcu coś takiego nie dotyczyłoby jej skromnej osoby. A inni? Niech sami sobie radzą. Więc skąd niby takie zachowanie? Czyżby irytacja była na tyle silna, że aby dopiec łuskowatemu, byłaby gotowa postąpić wbrew swemu charakterowi?
Dopiero spojrzenie tygrysa sprawiło, że dziewczyna spuściła nieco z tonu. W końcu to on ją tu przyprowadził i swoim zachowaniem mogła przysporzyć mu sporo kłopotów. Ale skąd on mógł wiedzieć, że mutantka będzie się tak niestosownie zachowywać? Sharon miała niezwykle trudny charakter, było to spowodowane jej słabą psychiką i problemami w dotychczasowym życiu. Może dla Kattala ta moc była niczym, ale u ludzi tyle wystarczyło, by została odseparowana od społeczeństwa. Czyżby i tym razem nie pojęła słów gada, który chciał ją zapewnić, że tutaj niczego takiego nie zmajstruje i nie musi się tym tak przejmować? Cóż, jego wypowiedź szło zrozumieć w dwojaki sposób. Być może Sharon była zbyt głupia, aby pojąć inne znaczenie tych słów.
Na wyjaśnienie Khardesha, nastolatka niemal od razu spojrzała na gada. Co sobie pomyślała? Nie było trudno się domyślić. Przecież już jednej osobie podpadła. Niestety, ale całe to staranie się o pozytywną ocenę działało w obie strony. Oni jej nie zaakceptują, jeżeli nie zmieni swojego zachowania. Także sama dziewczyna nie będzie chciała przebywać w towarzystwie wrednych istot, a niestety Kattal skutecznie zniechęcał ją do zostania, choć jeszcze chwilę temu, nie mogła doczekać się szczegółów. Wszystko wskazywało na to, że ta dwójka będzie ze sobą drzeć koty. Najwyraźniej sprowadzenie tutaj małolaty z problemami nie było najrozsądniejszym pomysłem. Chociaż kto wie, może jeszcze się wyrobi. W końcu kotowatego traktowała dość pozytywnie.
- Wybacz, po prostu nienawidzę tego, gdy ktoś traktuje mnie jak powietrze.
Przeprosiła, ale nie tą osobę, którą powinna. Swoje słowa skierowała do wybawiciela, nie smoka. Była zbyt głupia i dumna, aby to zrobić.
Kolejna dawka informacji nieco uspokoiła buntowniczy charakter młodej mutantki, całkowicie skupiając jej myśli wokół wypowiedzianych przez kotowatego słów. Jego zachęta była taka, że niemal od razu chciała się wypisać. Nie nadawała się na żołnierza, jej doświadczenie bitewne było zerowe. I teraz jeszcze dowiedziała się, że są swego rodzaju mścicielami. No pięknie, jak gdyby samo przekonywanie Kattala nie było zbyt zniechęcające. Młódka miała spory mętlik w głowie. Zgodzić się czy nie. Szczerze mówiąc nie bardzo się do tego paliła, ale przecież poprosiła kotowatego, aby ją zabrał. Głupio by było się z tego wypisać. Zwłaszcza teraz. Zawsze mogła narozrabiać i zmusić ich, aby to ją wywalono. Chociaż biorąc pod uwagę charakter młódki, nie musiałaby się zbytnio starać.
Ciężko było jej podjąć decyzję i z całą pewnością dłużej by się nad tym zastanawiała, gdyby nie zachowanie Khardesha. Mężczyzna zachowywał się tak, jak gdyby chciał usłyszeć tą pozytywną wypowiedź. Spojrzała mu prosto w oczy, licząc na jakąkolwiek podpowiedź, wydobywającą się z jego spojrzenia. Decyzja należała do niej, nie była ona jednak łatwa. Głupio byłoby się jednak tak teraz wycofać, to zaszło już za daleko. Ponadto chciała dowiedzieć się tego, kim byli napastnicy, a wracając na ziemię, na pewno nie odkryje prawdy.
- Jakie są wasze zasady? - zapytała, dając mu do zrozumienia, że się zgadza.
W jej umyśle wybór był tylko iluzją.
Powrót do góry Go down
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1414
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Biosfera II   Nie Mar 20, 2016 2:03 pm

NPC Storyline - Dur-Shurrikun|Kattal|Khardesh

Khardeshowi zjeżył się włos na głowie, słysząc jej odzew do starożytnego. Definitywnie, będą mieli sporo pracy. Gdyby chodziło o jakiekolwiek inne widmo, mogłoby się skończyć krwawo. Dla nich obojga. Jej by urwano łeb za to, że pyskuje, a jemu za to, że ją tutaj śmiał przyprowadzić. Na ich szczęście, chodziło o Kattala. Istotę z bardzo dużym stażem oraz bagażem doświadczeń. Dlatego też sam starożytny, na jej hasło o egoizmie, uśmiechnął się z politowaniem. Zrobił dwa kroki do przodu, podchodząc do niej bliżej i puszczając łeb, by móc jej spojrzeć w oczy.
/Tylko to nie my porzuciliśmy siostrę, uznając, że tam będzie jej bezpieczniej. Pomyśl czy chodziło tylko o ciebie./
Wyjaśnił jej gad. Otóż dziewczyna od początku zakładała, że to ona była celem. A co, jeśli obie były celem? Jej siostra mogła już nie żyć lub być gdzieś przetrzymywana - o czym Sharon nie miałaby w tej chwili w ogóle pojęcia. Tak więc mogło nasunąć się pytanie - kto był tutaj realnym egoistą?
Kattal nie zamierzał dłużej z nią dyskutować. Zrobił co musiał, a potrzebny był gdzie indziej. Dlatego też podniósł łeb do góry, minął dziewczynę i powolnym krokiem udał się ku wyjściu. Khardesh skłonił się i odprowadził łuskowatego stwora wzrokiem, a gdy ten wyszedł - zwrócił się ku dziewczynie. Jej wymówka była słaba, bardzo słaba.
-Starożytny, Kattal, jest miłą istotą. Musisz sprawić by ciebie polubił, a pyskowanie mu w tym nie pomoże. Gdyby to był ktoś inny, jakieś inne widmo - oboje źle byśmy skończyli. Ugryź się więc następnym razem w język.
Wyjaśnił jej, na końcu mówiąc znacznie poważniej. Co by dużo mówił, jego również zirytowało jej zachowanie. Młoda mutantka spotka tutaj znacznie bardzie aroganckie istoty, ba - Kattala nawet nie dało się takim nazwać. A spotka takich, których będzie miała dosyć na samą myśl. Co dopiero wykonywać z nimi te same zadania. Niemniej jednak byli oni wartościowymi członkami załogi - takimi samymi jakim mogła niedługo zostać ona.
Dłoń na jej ramieniu najwyraźniej pomogła. Samiec uśmiechnął się do niej, zabierając jednocześnie swe futro z jej ramienia. Zamiast tego, usiadł przed nią w siadzie skrzyżnym, oparł swe przedramiona jej kolanach i spojrzał ku niej w górę. Mogła usiąść, a mogła wstać. To był już całkowicie jej wybór.
-Proste. Jesteśmy organizacją zrzeszoną dookoła okrętu wojennego dawnego, choć nadal istniejącego, Imperium Crathygtanskiego. Organizacja została utworzona przez Dur-Shurrikuna, okręt posiadający samoświadomość, A.I. Pierwotnym celem organizacji jak i również samej maszyny było pomszczenie unicestwienia swych twórców. Z czasem cel został przestawiony na boczny tor, a na jego miejscu pojawiła się ochrona sprzymierzonych światów oraz imperiów wchodzących w skład Federacji, którą Dur-Shurrikun utworzył, łącząc w sojusze oraz tworząc od zera imperia galaktyczne.
Wyjaśnił, a raczej wyrecytował jej to, jak wtedy gdy to właśnie jemu przedstawiano samą organizację. Wydawał mu się to najłatwiejszy sposób, by zrozumiałą o co chodzi. Organizacja militarna, stąd panują tutaj pewne zasady - jak w wojsku. Wydawała mu się na tyle inteligentna by samodzielnie się tego domyślić. Hierarchia dowodzenia z którą już miała okazję się spotkać - na przykładzie tygrysa oraz Kattala. Nie było to jednak typowe "wojsko". Tutaj bowiem dochodził jeszcze zwykły czynnik relacji między dwiema istotami lub grupą istot. Mogli swobodnie rozmawiać, tak jak ona rozmawiała teraz z nim.
-Naszym celem jest powstrzymanie "Strażnika" oraz zadbanie o interesy Federacji we wszechświecie. A to dużo roboty, do tego bardzo niebezpiecznej. Z jakiegoś powodu, twoja planeta jest punktem zainteresowania dla wielu imperiów kosmicznych. W tym naszych wrogów - a przez to i naszym. Niemniej jednak z naszym wyglądem, nie możemy poruszać się po waszych ulicach lub po prostu rozmawiać z przedstawicielami twej rasy. Dlatego potrzebne są jednostki takie jak ty. Nawet, jeśli nigdy nie osiągniesz densorinskiego poziomu wyszkolenia, to nadal będziesz cennym nabytkiem - mogąc infiltrować i exfiltrować Ziemskie otoczenie. Nie będą ciebie podejrzewali, a ty zdobędziesz informacje których potrzebujemy. Gdy z kolei się ujawnimy - będziesz jednym ze źródeł komunikacji oraz pokazania, że nie jesteśmy tymi złymi. Że nie zostałaś zmanipulowana oraz zmuszona.
Wyjaśnił jej, mówiąc spokojnie i powoli. Tutaj pojawiała się kwestia telepatii. Jeśli została mu zmuszona za jej pomocą, inni telepaci dowiedzieliby się o tym. Zamiast tego, przedstawiciele ziemi mogli na własnej skórze - za pośrednictwem takich, jak ona, dowiedzieć się, że The Core im nie zagraża. Nie planuje im zagrażać.
-Po za tym, będziesz miała tutaj swój dom. Staniesz się częścią załogi, jedną z nas. Nikomu nie przeszkadzają różnic w wyglądzie czy wzroście. Mamy tutaj takich jak ty, takich jak ja oraz sporo innych istot. No i samoświadome maszyny. Jedną z nich jest ten okręt, na którym właśnie się znajdujemy. To on wszystko zapoczątkował.
Po tych wyjaśnieniach, nadeszła pora by nieco rozluźnić atmosferę. Sharon została zaatakowana, postrzelona, potem udzielono jej pomocy w nieznany i niekontrolowany przez nią sposób. Znalazła się na okręcie obcej cywilizacji, poznała kogoś bardzo, bardzo ważnego kogo póki co nie polubiła, a teraz ta rozmowa o tym jakie to wszystko ważne. Tygrys siedział dalej w siadzie skrzyżnym, pamiętając to co było na ziemi. Nie dało się nie zauważyć, że jego futro przypadło jej do gustu. Dlatego też wyciągnął ku niej ręce z otwartymi dłońmi. Niczego to nie sugerowało, po za faktem, że chciał by go za te dłonie chwyciła. Nie ważne czy siedziała czy stała, jemu to nie przeszkadzało. Ona mogła to odebrać jako pewien znak "jedności", a on... po prostu zastawił na nią pułapkę. Do wszystkiego było mu potrzebne wyłącznie własne ciało oraz futro które na sobie teraz miał.
Gdy Sharon podała mu swe dłonie lub chwyciła po prostu jego, tygrys bez namysłu ani tym bardziej - bez ostrzegania jej - pociągnął ją do siebie. Ugiął swe ręce w łokciach, przyciągając dziewczynę bliżej i wciągając prosto na siebie. Mało? Oczywiście, dlatego też przewalił się przy tym na grzbiet, wyciągając nogi przed siebie i prostując je dla samej wygody. Samiec położył się i wciągnął dziewczynę na siebie, dokładniej na swój tors. Pozwolił jej ułożyć się tak jak chciała - zapewne na początku po prostu na niego wpadła, chcąc nie chcąc wtulając się w jego futro. Potem puści jej dłonie, a sam podarł się swoimi przedramionami na ziemi by nie leżeć całkowicie płasko na ziemi. Jej pozostawił do wyboru czy chciała sobie na nim poleżeć i po prostu się przytulić, gdzie nie miał nic przeciwko - czy wolała na nim usiąść, przy tym również nie miał nic przeciwko. Mogła również zrobić się czerwona jak burak i wstać pośpiesznie - ale tym jedynie sprawi, że tygrys zaśmieje się, rozbawiony jej reakcją. Nic jej bowiem nie robił, a jedynie nieco rozluźniał atmosferę. Pozwalał siebie przytulić. A jego futro w dotyku było teraz o wiele milsze niż wtedy, na ziemi. Czyste, świeże, nie ograniczone dodatkowo żadnym materiałem. Samo futro oraz wielki, dobrze zbudowane tygrys z którego mogła skorzystać. Dla densorinów takie relacje były normalne w przyjacielskich kontaktach samiec-samica. Zwłaszcza gdy ktoś razem pracował i po prostu znał drugą stronę, widywał ją dość często. Oni mieli zacząć się tak widywać, na pokładzie tego ogromnego okrętu. Warto więc by poznała ich zwyczaje. I czuła się normalnie gdy ktoś będzie ją zaczepiał, rozmawiał z nią, trenował czy po prostu będą brali udział we wspólnej misji. Byli na siebie otwarci oraz w pełni sobie ufali. Na tym to wszystko polegało.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Biosfera II   Sob Mar 26, 2016 11:23 pm

Instynkt samozachowawczy opuścił dziewczynę i to na dłużej, niż można by było pomyśleć. Małolata nie dobierała słów podczas rozmowy z Kattalem, wyglądała jakby nie przejmowała się niczym, a w rzeczywistości to ona znajdowała się na straconej pozycji. Gdyby gad stracił cierpliwość, z łatwością pozbawiłby mutantkę życia. Na całe szczęście dla niej, okazał się istotą niezwykle łagodną i odporną na tego typu zachowania. Pewnie nie raz w swym niezwykle długim życiu, miał do czynienia z osobnikami pokroju Sharon. Nieco zagubionymi, buntowniczymi nastolatkami, którzy sądzili, że pozjadali wszystkie rozumy. A tak w rzeczywistości nie było. Małolata nie miała żadnego pojęcia o życiu, a starała się pouczać starszego od siebie. Typowy, młodzieńczy bunt.
Sharon spojrzała gadowi prosto w oczy, nie ukazując ni cienia strachu. Była na tyle odważna czy głupia? A może to nadmiar mało pozytywnych emocji tak na nią wpłynął? Mimo wszystko stała spokojnie, obserwując Kattala i nie zwracając najmniejszej uwagi na swojego wybawcę. W chwili obecnej gniew zagórował, ale po tym, co usłyszała, jej zachowanie szybko uległo zmianie.
Serce dziewczyny momentalnie zamarło, aby po chwili bić znacznie szybszym tempem. Źrenice zwęziły się gwałtownie, zdradzając emocje małolaty. Strach. W końcu Kattal wywołał u niej to uczucie. Nie bała się jednak o siebie, a o własną siostrę. Wcześniej nawet nie brała takiej możliwości pod uwagę. Cały czas sądziła, że chodziło tylko i wyłącznie o nią. Podejrzewała, że za wszystkim stoi jej ojciec, który nie tak dawno temu się z nią spotkał. Przecież mógł znudzić się czekaniem. Należał do równie porywczych osób, co jego córka. W końcu mutantka musiała po kimś odziedziczyć tak mało przyjemną cechę. Wyznanie starożytnego sprawiło, że nastolatka zapomniała o wcześniejszej wymianie zdań, a skupiła się na tym, co dla niej było najcenniejsze. Na Mad.
- Kłamiesz, prawda?! - zapytała, widząc jak gad odchodzi. - Nic jej nie będzie! Jest bezpieczna!
Nie bardzo jednak potrafiła w to uwierzyć, nie teraz. Nie umiała przekonać samej siebie, co nie było zbyt przyjemne. Była przerażona. Owszem, opuściła ziemię, ale tylko dlatego, by nie narażać niepotrzebnie swojej siostry. Gdyby wiedziała, że jest w niebezpieczeństwie, nie zniknęłaby.
- Nie jest miły! Jest zapatrzony w siebie, egoistyczny, nieczuły i olewa innych! Ty jesteś miły, ale nie on! Nie lubię go - przyznała. - I nie można od tak sprawić, aby ktoś cię polubił. Wiesz, to wszystko działa w obie strony. Polubi mnie, jeżeli polubię go. A on nawet nie daje powodów, aby go lubić!
Sharon nie potrafiła dogadać się ze starożytnym, choć na samym początku starała się wypaść w jak najlepszym świetle. Oczywiście na staraniach się skończyło. Znów coś poszło nie tak i kolejna osoba była wściekła na tą młodą istotę. Ale czy rzeczywiście Kattal się gniewał? Wyglądał raczej na kogoś, kto nie będzie się kłócić, a pozwoli innym robić co im się żywnie podoba, byleby tylko na własnej skórze odczuli skutki źle podjętej decyzji. A Sharon takich wpadek miałaby na prawdę dużo. Była głupią małolatą, której kilka pacnięć w głowę, naprawdę by nie zaszkodziło. W rzeczywistości jednak nadal posiadała to drugie, bardziej przyjazne wnętrze, które coraz bardziej ukazywało się tylko i wyłącznie jednej istocie. Khardesh miał okazję do rozmowy z tą pozytywniejszą wersją mutantki, nie skażoną negatywnym światem.
Małolata niechętnie usiadła. To nie tak, że wolała stać, po prostu w chwili obecnej jej myśli błądziły wokół siostry. Mocno przejęła się słowami smokowatego, bała się, że może być już za późno. Dlaczego nie działała? Tygrys wydawał się niesamowicie spokojny, zupełnie jak gdyby starożytny mógł powiedzieć to celowo, aby poruszyć małolatę. Sprawdzał ją? Chciał dowiedzieć się, czy nie jest całkowicie zepsuta? Ziemianka raczej nigdy nie otrzyma odpowiedzi na te pytania.
- Brzmi jak fabuła jakiejś książki - odparła, nieco nieprzytomnym głosem.
Nastolatka nie potrafiła za bardzo skupić się na tym, co mówił jej towarzysz. W oczach małolaty dało się dostrzec smutek i strach przed utratą siostry. Straciła już matkę, wiedziała jaki to ból. Madeline była dla niej jedyną, bliską osobą. Pomimo ciągłych kłótni, kochała siostrę. Bez zastanowienia poświęciłaby własne życie, aby ją ocalić. Nie zdołała uchronić własnej rodzicielki, ale zamierzała z całych swoich sił, dbać o bezpieczeństwo Mad. Wiedziała jak bardzo okrutni potrafią być ziemianie, co potrafią zrobić, gdy w ich sercu zagości nienawiść, nie odeszła jednak tylko po to, aby ocalić samą siebie. Wtedy nie myślała o tym, jej myśli błądziły wokół napastników, których uważała za ludzi ojca. Była w błędzie, ale jak każdy człowiek mogła się mylić.
- Ludzie wierzą w to, w co sami chcą - odparła, uśmiechając się blado. - Nie ważne jakie dowody im przedstawicie, część z nich i tak wam nie zaufa. Nawet jeżeli ja wyjdę i potwierdzę wasze słowa. Powiedzą, że kłamię. Stwierdzą, ze wypraliście mi mózg i każecie wygadywać takie rzeczy, albo oskarżą mnie o zdradę. Tacy już jesteśmy. Zepsuci od wewnątrz. Potrafimy zgładzić przedstawiciela własnej rasy tylko dlatego, że ma inny odcień skóry lub nie podziela naszego zdania. Zniszczymy też wszystko, co uznamy za zagrożenie. Jeżeli tak będą was postrzegać, znalezienie sobie przedstawicieli wśród ludzi nic wam nie da. Uparty człowiek będzie ślepy na wszystko, co mu pokażecie.
Małolata spojrzała na Khardesha. Jego wypowiedź brzmiała tak, jakby The Core był rajem. Bez głupiego oceniania innych po wyglądzie, ich zdolnościach. Doceniania istot za to, jacy są naprawdę. To miejsce zupełnie różniło się od jej planety. Pełnej cierpienia, nieczystej... Nie przepadała za ludźmi, szczególnie tymi, którzy nie posiadali żadnego daru. Co najzabawniejsze, z początku miała o nich całkiem inne zdanie. Chciała ich chronić, tak jak jej matka. Z czasem jednak zrozumiała, że to nie najlepszy pomysł. Za dużo ryzykowałaby dla osób, które by na to nie zasługiwały.
Mutantka spojrzała na wyciągnięte łapy tygrysa, a później na ich właściciela. Nie wiedziała, czego ten oczekiwał. Mogła się jedynie domyślać, dlatego wyciągnęła w jego kierunku ręce, by pochwycić jego dłonie. No i zaczęło się. Niespodziewany atak z zaskoczenia w wykonaniu Khardesha. Dała się podejść, ale na całe szczęście nie był to negatywne posunięcie, a wręcz przeciwnie. Nawet małolata nie potraktowała tego jak coś złego i nie zaczęła krzyczeć po towarzyszu. W końcu miała do dyspozycji niezwykle miękkie, zadbane futro i ciepło bijące od jego ciała. A dokładniej torsu, na którym postanowił ją ulokować. Nie protestowała, bo po części nie chciała. Z drugiej strony nie miała też na to sił. Wciąż przeżywała słowa starożytnego. Nawet, kiedy wtuliła się bardziej w futrzastego, nie potrafiła od tak o nich zapomnieć. Nawet się nie uśmiechnęła, co z całą pewnością uczyniłaby na ziemi. Albo chociażby przed samą rozmową ze starożytnym. Teraz tak nie potrafiła. Bała się o zdrowie, a nawet życie siostry. Kto normalny cieszyłby się chwilą w takiej sytuacji? Nie miała pewności, co właśnie się z nią dzieje. Serce małolaty wciąż pędziło jak szalone, roznosząc adrenalinę po organizmie. Perspektywa odnalezienia Mad ją przerażała. Nie chciała przechodzić przez coś takiego po raz drugi.
- On kłamał, prawda? - zapytała, wtulając się mocniej w tors kotowatego.
Co najdziwniejsze, głos Sharon był na tyle czysty i niewinny, że mogłoby się zdawać, iż należy do zupełnie innej osoby. Pozbawiony został tej pewności siebie oraz chłodnej tonacji, którą posługiwała się niemal na każdym kroku. Nie tylko to można było zaliczyć do nowości. Oczy siedemnastolatki zaszkliły się i kiedy to nastąpiło, ta ukryła głowę w klatce piersiowej towarzysza. Czyżby zimna, nieczuła, egoistyczna, buntownicza, pyskata, nieuprzejma..., porywcza małolata miała zamiar od tak się rozpłakać? Coś takiego graniczyło z cudem. Chociaż pokazywanie pozytywnych emocji również można było zaliczyć u Sharon do rzadkości. Tak samo jak przyznawanie się do tego, że kogoś lubi. Potrafiła maskować swe prawdziwe uczucia, a mimo wszystko skomplementowała Khardesha.
Powrót do góry Go down
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1414
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Biosfera II   Nie Kwi 03, 2016 7:16 pm

NPC Storyline - Dur-Shurrikun|Khardesh

Dziewczyna nie doczekała się swojej odpowiedzi. Starożytny po prostu wyszedł, zignorował ją. Doigrała się, dostała to czego chciała - zadzierając po prostu z kimś starszym od siebie.
Khardesh wstrzymał się z odpowiedziami do zakończenia swojego planu "obalenia" jej. A że na siebie, to inna sprawa. Z kolei jego akcja osiągnęła lepsze efekty, niż zaplanował na początku. Dziewczyna nie tylko nie stawiała oporu ale również sama do niego przyległa, wtuliła się w jego klatkę piersiową, korzystając z futra samca oraz przy tym z jego rozmiarów. Na Ziemi zapewne mógłby pełnić rolę mebla. Ale meblem ani rzeczą nie był.
Tygrys położył prawą dłoń na głowie dziewczyny, głaskając ją delikatnie i starając w ten sposób uspokoić. Był spokojny, opiekuńczy - jednak również zły, poirytowany. Nadal nie rozumiała w jakiej sytuacji oraz z kim się tutaj znalazła.
-Nie kłamał, powiedział prawdę. Twoja siostra na pewno jest jednak bezpieczna. Gdyby było inaczej, on by o tym wiedział i wysłał mnie z powrotem na twoją planetę. Kattal jest potężną i mądrą istotą, a przede wszystkim dobrą. Jest protektorem. Ty go nie lubisz, a to dzięki niemu odzyskała w ogóle swe moce.
Wyjaśnił jej spokojnie, cały czas gładząc dłonią jej głowę. Następnie zsunął prawą dłoń z jej głowy na policzek, a potem na brodę. Delikatnie podniósł jej głowę do góry by spojrzała na niego, a dokładniej spojrzała mu w ślepia. Tygrys jak zwykle był spokojny, opiekuńczy. Potrafił być jednak stanowczy.
-Przypominam, że jesteś na okręcie wojskowym. Obowiązuje tu hierarchia, a ty jesteś w niej aktualnie najniżej. Starożytny jest z kolei najwyżej. Wszystko go tutaj szanujemy i otrzymujemy od niego to samo. Na szacunek musisz zapracować - ty, nasz. Nie na odwrót.
Dodał do swojej wcześniejszej wypowiedzi. Następnie cofnął swoją dłoń, opierając przedramiona na trawie, a następnie przesuwając je powoli za siebie, nad głowę. Wraz z tym, samiec obniżył powoli swój korpus - kładąc go na trawie. Przy tym, ręce futrzaka powędrowały pod jego łeb, pełniąc w tym wypadku rolę poduszki oraz wygodniejszego podparcia. Khadresh położył się tak płasko na trawie, kierując swe spojrzenie ku "niebu". Sztucznemu ale jednak niebu. Sharon dalej znajdowała się na nim, a on nie zamierzał robić niczego by tego zmieniać. Kobieta mogła odczuć, że dla niego po prostu nic nie ważyła. Jego mięśnie w żaden sposób nie uginały się pod jej masą, jedynie futro przylegało do jego skóry. Samiec był ciepły i przyjemny w dotyku, jego ciało i futro były zadbane - stąd nie miały tego zapachu co dzikie zwierzęta Ziemskie. Nie wspominając, że zanim tutaj przyszedł to po prostu siebie umył. Dla niej, jego siła mogła być odczuwalna tak, że mogłaby by na nim stanąć, a może i skakać - a zapewne nie byłby dalej wzruszony. Czy było to w nim coś specjalnego? Być może dla niej. Tutaj były jednak o wiele potężniejsze i wytrzymalsze istoty, on był "zwyczajny". Po prostu był wysportowany, wytrenowany, zadbany - jak na łowcę przystało. Żołnierza. Mutantka mogła sobie przy nim również na sporo pozwolił, gdyż wielki kot wydawał się po prostu nie reagować, choć wyraźnie odczuwał wszelakie jej ruchy i zachowania. Zwłaszcza gdyby wpadła na pomysł by jakoś mu dogryźć albo nie pozwolić w spokoju poleżeć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Biosfera II   Sob Kwi 09, 2016 7:29 pm

Sharon odprowadziła starożytnego wzrokiem. Jej mina wyraźnie zdradzała niezadowolenie z przeprowadzonej rozmowy, które dość szybko zamieniło się w strach. Perspektywa utraty siostry, nie odpowiadała małolacie. Mutantka już raz przeżyła życiową tragedię, co mocno wpłynęło na jej obecny charakter. Do dzisiaj nie potrafi pogodzić się ze śmiercią matki. Mało tego, obwiniała nawet siebie za to, co się stało. Czuła, że gdyby postarała się nieco bardziej, kobieta wciąż by żyła. Nie potrafiła powstrzymać jej przed dalszym zgrywaniem bohatera, tak jak teraz nie jest w stanie zatrzymać własnej siostry, która w bardziej dyskretny sposób zaczyna robić to samo, co zmarła mutantka. Najwyraźniej nie tylko to było problematyczne. W ich życiu pojawiły się nowe kłopoty. Ktoś chciał im w mniejszym lub większym stopniu zaszkodzić, a najgorsze w tym wszystkim było to, że Sharon nadal nie wiedziała kim byli przeciwnicy. Dość silni z resztą.
Dziewczyna dość szybko uległa tygrysowi, nawet nie udając oporu. Po prostu skorzystała z okazji i wtuliła się w jego miękkie futro. Nadal było to dość nowym i przyjemnym doznaniem. W końcu nie często widuje się takie istoty jak Khardesh. A nawet gdyby na jej drodze stanął jakiś futrzak jego pokrojów, prawdopodobieństwo tego, że śmiało mogłaby się do niego przytulić, było znikome. A tego właśnie było trzeba tej buntowniczej małolacie. Miała swój nieprzyjemny charakterek, ale gdyby ktoś się uparł, łatwo mógłby dostać się do bardziej bogatego wnętrza. Wystarczyła odrobina cierpliwości i nerwy ze stali. Choć wyglądała niepozornie, potrafiła dopiec.
Mimo wszystko nie uśmiechnęła się, kiedy kotowaty pogłaskał ją po głowie. Nawet nie drgnęła, leżąc na jego dobrze zbudowanym ciele. Zdecydowanie za dużo się dzisiaj wydarzyło, dobijając już i tak ledwo funkcjonującą prawidłowo małolatę. Była na granicy wytrzymałości. Niestety nic nie wskazywało na to, że pasmo nieszczęść ma się skończyć. Dziewczyna miała okazję podpaść jednej z najważniejszych istot na okręcie, choć na samym początku intencje miała dobre. Nie odpowiedziała też na pierwsze słowa Khardesha, a gdy tygrys ujął jej podbródek, by skierować wzrok mutantki na niego, ta zaczęła patrzeć gdzieś w bok. Oczy małolaty przestały się szklić, a sama dziewczyna mogła wydać się towarzyszowi nieobecna. Myślami błądziła niezwykle daleko od tego miejsca, w chwili obecnej była na ziemi, u boku swojej starszej siostry. Martwiła się o nią i to potwornie. Nie spodziewała się tego, że napastnicy będą chcieli skrzywdzić i ją. Z początku sądziła, że to jej ojciec maczał w tym palce i chciał przyśpieszyć jej decyzję. W końcu nie należał do uczciwych i miłych osób, chociaż też nie był katem dla swojej córki. Mimo wszystko mógł się do tego posunąć, prawda jednak różniła się zupełnie od przypuszczań Sharon. Wróg był znacznie potężniejszy. W końcu rywalizował z tak zaawansowaną technicznie rasą.
Nie leżała zbyt długo na tygrysie, choć ten najwyraźniej nie miał nic przeciwko temu. Sama postanowiła wstać, pozwalając mu spokojnie poleżeć. Swoje spojrzenie utkwiła w krystalicznie czystej wodzie, nie odzywając się nawet słowem. Za bardzo skupiała się na poniesionej porażce. Nie pierwszej i z całą pewnością nie ostatniej w jej życiu, ale wyjątkowej. Została dosłownie zmiażdżona przez nieprzyjaciół. Nie miała najmniejszych szans na obronę czy ucieczkę. Była słaba, bardzo słaba. Najbardziej bolał ją fakt, że nie zdołałaby uratować Mad, gdyby ta nieprzyjemna sytuacja się powtórzyła. Mogłaby jedynie patrzeć, jak wtedy, gdy napastnik się nad nią pochylił. Strach, który wtedy odczuwała, teraz przerodził się w gniew. Była wściekła, szczególnie na samą siebie, na swoje bezużyteczne zdolności. Zawsze zdawała sobie sprawę z tego, że jest niezwykle kruchą istotą, którą łatwo można zabić. Nie sądziła jednak, że aż tak łatwo. Cały czas miała tą cichą nadzieję, że teleportacja pomoże jej w razie potrzeby. Niestety i ona ją zawiodła. Bycie mutantem przysporzyło małolacie samych kłopotów.
- Wiem, że to dzięki Kattalowi odzyskałam swoje zdolności - wypaliła niespodziewanie, kontynuując wcześniej rozpoczętą wypowiedź towarzysza. - ale dla mnie to wciąż za mało. Jest wkurzający. Nie idzie z nim normalnie porozmawiać. A co do szacunku... on raczej działa w obie strony. Nie można szanować kogoś, kto nie szanuje ciebie. To jest niewykonalne. Nie wiem jak ty, ale ja nie potrafiłaby szanować osoby, która traktuje mnie jak śmiecia.
Tak właśnie się czuła. Może i starożytny nie zauważył w swym zachowaniu niczego, co mogłoby zranić uczucia drugiej osoby, Sharon jednak poczuła się dotknięta i nie chodziło tu o zdradzenie prawdy. Mógł powiedzieć, że nie może udzielić jej takiej informacji, wtedy nie miałaby do niego żadnych pretensji. Wystarczyłoby, że się do niej odezwał. A tak? Małolata była wściekła na wszystko.
- Gdzie są moje rzeczy? - zapytała tygrysa. - Muszę zapalić.
Powrót do góry Go down
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1414
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Biosfera II   Nie Kwi 17, 2016 6:51 pm

NPC Storyline - Dur-Shurrikun|Khardesh


Tygrys w żaden sposób jej nie przeszkadzał w staniu. Jeśli znudziło jej się leżenie, mogła wstać i zająć się czymś innym. Chociażby staniem. On sam leżał z zamkniętymi ślepiami, a przez najbliższą chwilę nie planował tego stanu zmieniać. Było mu tak po prostu wygodnie. Ba, gdy ona wstała, futrzak wyciągnął swe ręce nad swoją głowę, a następnie napiął swe mięśnie i rozciągnął się, korzystając z możliwości lenistwa.
W końcu samiec otworzył swe ślepia i podniósł łeb by spojrzeć na nią. Tylko łeb, spoglądając na nią do góry nogami, gdyż stała przy wodzie do której on leżał łbem. Spojrzał na nią gdyż Sharon znów przemówiła. Słuchał jej, jednak słowa które wypowiadała już raz słyszał. Słyszał je dosłownie chwilę temu, były wypowiedziane inaczej jednak posiadały to samo znaczenie. I co miał z nią niby zrobić? Z takim podejściem nie tylko nie zjedna sobie przychylności załogi co najzwyczajniej w świecie wyleci przez śluzę przy najbliższej okazji. Nikt nie będzie się bawił z małolatą, pisklęciem.
-Wystarczy. Masz go szanować, jak każdego tutaj. Jeśli nie dla samej siebie, to dla mnie. Nie uratowałem ciebie po to, byś narobiła mnie tutaj kłopotów. Z resztą, to on mnie tam wysłał, na jego rozkaz miałem sprawdzić tamtą okolicę. Dla ciebie to pewnie jednak dalej za mało.
Odparł jej, a ze słów samca wynikało, że zaczynała mu się w tym temacie po prostu kończyć cierpliwość do jej osoby. Z resztą miał rację, to ona była tu w gości, jako cywil, na ten moment osoba po prostu im nie przydatna. Dostała szansę ze względu na swój młody wiek oraz fakt, że mogą pomóc jej rozwinąć moce do wysokiego poziomu... oraz posłużyć się nią, jak każdym tutaj. W końcu będzie ich żołnierzem, ich agentem. Będzie wspierała ich sprawę, zadziała po ich stronie, a nie przeciwko nim. O to w końcu chodziło.
-Po za tym nie bądź taka delikatna. Czekają ciebie gorsze rzeczy, niż fakt, że jakaś istota nie była dla ciebie miła.
Dorzucił, a następnie zamknął na chwilę swe ślepia. Ponownie. Chciał poleżeć jeszcze chwilę Wtedy jednak z jej strony padło kolejne pytanie. Najpierw o jej rzeczy... a następnie informacja, że chciałaby zapalić. Tygrys otworzył swe ślepia i spojrzał na nią ponownie. Oczywiście, dalej leżał, nawet mu się nie śniło by teraz wstawać. Należało jej jednak odpowiedzieć. A mając nieco wiedzy na temat ziemskich trucizn, Khardesh postanowił odpowiedzieć po swojemu.
-Zapomnij. Teraz jesteś zależna ode mnie. Gdyby była to forma rekreacji, rytuał. Twoja rasa opanowała jednak po perfekcji wdychanie substancji które zabijają żywe istoty. U nas nabierzesz formy i zdrowszych nawyków.
Odpowiedział, spoglądając na nią "do góry nogami". Bo jego łeb był w nią skierowany jednak by na nią spoglądać, musiał mieć pysk na górze. Taki widok specjalnie mu nie przeszkadzał, choć do wygodnych nie należał. Jako, że odpowiedź odmowną otrzymała, a on nie zamierzał ze swoim czułym węchem odczuwać tego smrodu. Może ona była przyzwyczajona, jednak jej zmysły nie były tak dobre jak jego własne. Densorin wpadłby w furię, gdyby musiał to wąchać jeszcze tutaj. Po za tym wspomniał jej już o uzależnieniach. No i fakt, że była od niego zależna. Nie było to oficjalne jednak był pewien, że to jemu zostanie przydzielona. Tak z resztą będzie najlepiej i dla niej. Inni mogliby nie być tak tolerancyjni oraz cierpliwi dla młodej mutantki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Biosfera II   Nie Kwi 24, 2016 6:11 pm

Dziewczyna przez pewną chwilę nie skupiała się na swoim towarzyszu. Myślami wolała odpłynąć daleko od biosfery, ale niezwykle blisko tragedii, która miała miejsce na Ziemi. Był to już dość odległy czas, który spora część ludzi zaliczyłaby do przeszłości, ona jednak nie potrafiła tak postąpić. Ryzyko tego, że sytuacja znowu się powtórzy, było duże. W przeciwieństwie do Sharon, Mad nie przestała zgrywać bohaterki. Śmierć matki i samo nastawienie społeczeństwa do osób posiadających wrodzone zdolności, nie potrafiła jej zniechęcić. Nawet prośby młodszej mutantki, która czuła narastającą bezradność, z każdą nieudolną próbą przemówienia siostrze do rozumu. Niestety była równie uparta, co ich matka. Małolata straciła ochotę do pomagania innym. Będąc dzieckiem zawsze marzyła o tym, aby odkryć swoje własne zdolności i stać się bohaterem. Zawsze chciała naśladować swą rodzicielkę, pomimo wyraźnego niebezpieczeństwa. Podziwiała kobietę za jej odwagę i determinację. Jej dziecięce oczy nie potrafiły wtedy dostrzec jak okrutny jest świat i jakimi potworami w rzeczywistości są ludzie. Była niewinna i jak sama to dzisiaj określa, naiwna. Jako brzdąc głupio wierzyła, że każdy obywatel jest dobry, nawet najgorszy przestępca. Wraz z upływem lat jej nastawienie do życia znacznie się zmieniło. Z całą pewnością nie nastąpiłoby to tak drastycznie, gdyby nie toksyczna rozmowa dwóch osób. Jej matka poświęciła własne życie, aby ratować innych, a mimo to społeczeństwo i tak uważało ją za potwora. To zdarzenie wyryło wyraźne ślady na dość słabej psychice mutantki, drastycznie zmieniając jej światopogląd. Przez to przestała dbać o innych, pozbyła się tej nadmiernej empatii w stosunku do obcych. Otrzymała dowód na to, że ludziom nie należy pomagać. Ale mimo wszystko została przez kogoś uratowana. Choć nie przepadała za super bohaterami z powodu ich „głupoty”, to i tak nie potrafiła wściekać się na Khardesha, który niewątpliwie ocalił jej życie. Może to przez futro, albo sam charakter futrzaka... Tygrys wyróżniał się spośród spotkanych przez nią osób, na całe szczęście w pozytywny sposób.
– Starałam się, ale to niewykonalne! – rzuciła głosem typowego, oburzonego nastolatka.
Małolata odwróciła swą głowę od wody, by znów spojrzeć na tygrysa. Choć w jej umyśle działo się naprawdę wiele, a młode serce przepełnione miała nienawiścią do świata i swojej bezradności, w chwili obecnej wyglądała jak naburmuszony dzieciak, który wścieka się o to, że coś poszło nie po jego myśli. Jej nastawienie zupełnie różniło się od tego, co tak naprawdę czuła.
– I nawet jeśli cię tam wysłał, nie chodziło mu o mnie. To był czysty przypadek, że akurat znalazłam się w tamtym miejscu. Nie wyruszyłeś po to, aby mnie uratować, prawda? Miałeś sprawdzić teren i wyeliminować wrogie jednostki, gdyby takowe się pojawiły, czyż nie? Nie wierzę w to, że jakaś smokopodobna, kosmiczna istota wiedziała, że ktoś za chwilkę skopie mi tyłek i postanowiła wysłać wyszkolonego tygrysa tylko po to, aby ten ocalił moje niewdzięczne dupsko – uprzedziła.
Wypowiadając te słowa poczuła lekki gniew, chociaż sama nie potrafiła odnaleźć jego źródła. Dość często nie rozumiała samej siebie, ten przypadek nie był pierwszą taką anomalią. Czyżby w końcu odczuła, co znaczy potrzebować bohatera? Czyżby wściekała się o to, że jej życie zależało od innej osoby, od jego humoru? Jeżeli tak, to dlaczego akurat teraz? Nie potrafiła odnaleźć odpowiedzi na te pytania. W chwili obecnej miała również problemy z podjęciem prawidłowej decyzji. Niby przystała na propozycję kotowatego, jednak teraz coś ją od tego odrzucało. Możliwe, że rozmowa ze starożytnym ją zraziła. No i jakby nie patrzeć, Khardesh jedynie pogłębił te nieprzyjemne uczucia.
– Czyli zgadzasz się ze mną, że przesadził – powiedziała, uśmiechając się niemrawo. – Najwyraźniej jestem taka delikatna. Nic na to nie poradzę. Nie przestanę się od tak przejmować, bo ktoś zwrócił mi na to uwagę.
Sharon nie była typem żołnierza, co szybko szło zauważyć. W jej życiu zdecydowanie za mało było dyscypliny. Siostra za bardzo się z nią patyczkowała, tak samo z resztą jak matka. A ojciec? Cóż, praktycznie go nie widywała. Pojawił się kilkakrotnie w jej życiu, ale wychowywała się bez niego. Zaczął zwracać na nią większą uwagę, gdy ta odkryła swoje zdolności. Tyle miała ze swojego taty, który wolał szkodzić społeczeństwu, niż przebywać ze swoim dzieckiem. Mimo wszystko nie mogła narzekać na beznadziejne dzieciństwo, miała obok siebie osoby, które ją kochały i wspierały. Teraz jedna z nich odeszła, a z drugą jak na razie postanowiła zerwać kontakty, aby ją chronić. Ale czy taki wybór był słuszny? Przecież nie tylko ona jest celem.
- Kiedy to jest lekarstwo! Działa uspokajająco! Pozwala pozbierać myśli, sprawia, że złe zdarzenia nie doskwierają aż tak, w bardzo szybki sposób można się dzięki temu odstresować! Nie powinieneś na to aż tak narzekać, nawet tego nie próbując! Daj mi zapalić jednego skręta, bo nie wyrobię!
Nie krzyczała, pomimo niewygodnej dla niej sytuacji zachowała dziwny spokój, choć zakaz palenia był równie irytującym dla niej przejściem, co milczenie starożytnego. Nie wyobrażała sobie życia bez papierosów. Dość często po nie sięgała, bo niemal bez przerwy coś ją irytowało. Najczęstszą przyczyną zapalenia były kłótnie z Mad, które zaczynała właśnie Sharon. Ale i świat zewnętrzny dawał małolacie w kość. Nawet głupie chodzenie do szkoły traktowała jak wyzwanie, zaprzeczają przez to samej sobie. Niby dziewczyna miała „***” na innych ludzi, jednak bała się tego, jak wypadnie w ich oczach. Unikała zajęć z dość istotnego dla niej powodu, obawiała się tego, że utraci kontrolę nad swoją mocą i zniszczy klasę, jednocześnie kończąc jako potwór. Nie chwaliła się swoją mocą, trzymała ją w sekrecie przed światem i cały czas udawała „normalną” osobę, którą cały czas była. Niestety nie dla rówieśników. „Jeśli się wyróżniasz, jesteś znienawidzony.” Ileż było prawdy w tych słowach i jak dokładnie opisywały one sytuację we współczesnym świecie. Oczy tej nastolatki widziały potwierdzenie tych słów, uszy wychwyciły te kaleczące serce słowa, a usta ułożyły się w nieme „nie wybaczę”. Dalej stara się udawać kogoś, kim tak naprawdę nie jest, ale prędzej czy później przestanie. Nie można wiecznie uciekać, pytanie tylko co zrobi, gdy już do tego dojdzie. Ulegnie pod presją społeczeństwa czy stanie do walki z tymi oszczerstwami? Wbrew pozorom Sharon była niezwykle kruchą istotą, a jej stan psychiczny wymagał konsultacji z lekarzem. Cóż, takie były fakty. Życie okazało się dla niej zbyt ciężkie i z każdą chwilą przytłaczało ją jeszcze bardziej.
Powrót do góry Go down
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1414
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Biosfera II   Nie Maj 08, 2016 9:16 pm

Sesja przerwana ze względu na rezygnację gracza.
Temat zwolniony.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Biosfera II   

Powrót do góry Go down
 
Biosfera II
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3
 Similar topics
-
» Biosfera I

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Inne światy :: Przestrzeń kosmiczna :: Tytan Dur-Shurrikun-
Skocz do: