Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Joe's Bar & Restaurant

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Otto Octavius

avatar

Liczba postów : 36
Data dołączenia : 24/07/2014

PisanieTemat: Joe's Bar & Restaurant   Pią Lip 25, 2014 7:47 pm


Bar Joe's to jeden ze stereotypowych lokali jakich widzieliśmy dziesiątki w takich filmach jak Pulp Fiction, Men in black czy Bruce Wszechmogący. Składa się on z kilkunastu stolików, które po obu stronach maja kanapy obite czerwonym, skórpodobnym materiałem. Na każdym z nich znajdują się serwetki, sól i pieprz. Zamówienia przyjmują dwie kelnerki w fartuszkach. Można je oczywiście złożyć także przy ladzie, która jest długa i stosunkowo pusta. Samotnicy mogą zjeść sobie obiad przy stołkach barowych, usytuowanych wzdłuż lady.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Otto Octavius

avatar

Liczba postów : 36
Data dołączenia : 24/07/2014

PisanieTemat: Re: Joe's Bar & Restaurant   Pią Lip 25, 2014 8:25 pm

Otto wszedł do baru. Płaszcz był jak zwykle brudny. Nie był poplamiony, lecz widać było, że wisi w zakurzonym mieszkaniu, szczotki nie widział od miesięcy, o praniu już nie wspomnę. Koszula była pognieciona. Zarówno ona, jak i spodnie, które docelowo miały być prasowane w kant, nie znały pojęcia "żelazko". Włosy miał przetłuszczone. Nie uważał, że powinien wyglądać dobrze. Dla kogo? I tak jest potworem z mackami i sporymi wykroczeniami na koncie. Czego szuka w tej knajpce skoro od tygodni siedzi w swoim prowizorycznym laboratorium próbując uwolnić się od macek? Na pewno nie jedzenia, to zawsze zamawiał, ewentualnie kupował do odgrzania w pobliskim markecie. Szukał pomocy. Jakiś czas temu uświadomił sobie, że z posiadanym sprzętem, nie ma szans na sukces. Nie miał co prosić swoich dawnych znajomych naukowców. Żaden z nich by go nie wysłuchał, tylko do momentalnie zadzwonił po policje. Technologię, która mogłaby umożliwić mu odczepienie macek posiadało SHIELD. Użył swoich starych kontaktów, oczywiście tych nabytych droga przestępczą, by się z nimi skontaktować. Wysłał wiadomość. Napisał w niej, że jest w stanie zrobić wszystko w zamian za pomoc. Czy to znaczy, ze chciał przejść na ścieżkę dobra, współpracując z tą agencją? Nic bardziej mylnego. Chciał tylko i wyłącznie uwolnić się od macek. Nie obchodziło go czy będzie musiał przez to budować czy burzyć budynki. Liczył na spotkanie w tej knajpie, choć nie był go pewien.Przecież agenci wcale nie musieli chcieć z nim rozmawiać.
Siedział i gapił się przez okno. Liczył, że jego słaby wzrok znajdzie kogoś kto choć trochę wygląda jak tajniak. Z jego zajęcia wybiła go kelnerka. Chciała przyjąć zamówienie. Stała z notesikiem i uroczym, aczkolwiek wymuszonym uśmiechem.
- Kawę. Mocną, czarną. - odparł krótko. Nie mógł się bez niej obyć. Sypiał bardzo mało, bo całymi dniami i niejednokrotnie nocami pracował. Po zanotowaniu zamówienia, które mogło być spokojnie zapamiętanie, kelnerka odeszła. Siedział i czekał. Czekał na kawę, na tajniaka, na pomoc.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Agent Coulson

avatar

Liczba postów : 93
Data dołączenia : 04/07/2013

PisanieTemat: Re: Joe's Bar & Restaurant   Nie Lip 27, 2014 8:20 pm

Otrzymany sygnał na serwery SHIELD zaniepokoił chyba wszystkich, ale był to tylko sygnał, a nie próba włamania się. Na dodatek sygnał pozostawiony w dość płytkiej części serwera, za płytkiej jak na włamanie. To właśnie to zadecydowało, że SHIELD zdecydowało się odpowiedzieć poprzez pojawienie się w umówionej lokalizacji.

Oczywiście nie posłali tam jednego agenta. No, jednego agenta 'otwarcie', ale niemal wszyscy goście, oprócz pojedynczych osób, byli agentami, a i niektórzy z obsługi - kelnerka, która podeszła do Otto, nie należała do agencji.

Agent Coulson, ubrany w garnitur, ze słuchawką w uchu i widocznym kabelkiem od słuchawki do kołnierzyka oraz w okularach przeciwsłonecznych wszedł do lokalu. Zatrzymał się chwilę przy progu, aby zdjąć okulary i rozejrzeć się; znalazł Otto w miarę szybko i ruszył w jego kierunku.

- Jestem agent Phil Coulson, z ramienia SHIELD - przywitał się, siadając naprzeciwko niego.


Ostatnio zmieniony przez Agent Coulson dnia Pon Wrz 28, 2015 4:05 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Otto Octavius

avatar

Liczba postów : 36
Data dołączenia : 24/07/2014

PisanieTemat: Re: Joe's Bar & Restaurant   Nie Lip 27, 2014 10:10 pm

Coulson Przedstawiał się dokładnie tak, jak Otto przypuszczał. Garniak, słuchawka w uchu oraz okularki. Wyglądał tak, jakby zaraz miał się się nachylić do kołnierzyka i powiedzieć: Halo, baza. Krokiet na patelni, mamy go. Typowy tajniak. W latach swojej świetności, o ile można ten okres tak nazwać, Octopus zwykł łapać takich gości za jądra swoją macka i podnosić na jakiś metr. Problem polegał na tym, że dzisiaj role były odwrócone. To on był złapany za jaja. Oczywiście to metafora, przecież by poczuł. Otto był tym, który desperacko potrzebował pomocy. Był psychicznym wrakiem, który kompletnie nie radził sobie ze swoim problemem. Jeszcze niedawno wykorzystywał się macki do wielu celów. Teraz tylko kiedy to konieczne, przy drobnych rabunkach, które miały mu zapewnić jakikolwiek byt.
Rozejrzał się. Dopiero teraz zauważył, że dwóch czy trzech facetów, co jakiś czas na nich spogląda. Nie głupie. Przecież taka organizacja nie wysłała by Coulsona samego. Jeśli nie on, to tamci na pewno schylali się do swoich kołnierzyków, mówiąc jakieś stereotypowe teksty tajniaków. Otto za wszelką cenę nie chciał dać po sobie poznać, że jest zdesperowany. Tylko jak, skoro był?
-Skontaktowałem się z wami, bo możemy sobie pomóc nawzajem. Mam nadzieję, że w tej słuchawce nie leci Feels just like it should i będziemy siebie słuchali uważnie. No bo nie sądzę, żeby imię Jamiroquai wzięło się bez przyczyny. To jest całkiem przyjemna piosenka. - Może i był w depresji, ale musiałby być martwy, żeby nie powiedzieć komuś czegoś złośliwego w cyniczny sposób.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Agent Coulson

avatar

Liczba postów : 93
Data dołączenia : 04/07/2013

PisanieTemat: Re: Joe's Bar & Restaurant   Sro Lip 30, 2014 12:07 pm

Jako wyszkolony agent, Coulson zmarszczył nieco brwi, kiedy zauważył, że Octavius rozgląda się po pomieszczeniu i z jego twarzy wyczytał, że zauważył paru agentów. Zapamiętał sobie, aby wszystkich obecnych cofnąć na trening, bo nie był w stanie wyłapać tylko tych, którzy się pokazali.

Jednak zaraz po słowach Octaviusa na nowo się na nim skupił, nieco mrużąc oczy. Nie uraził go przytyk o słuchawce i piosence, bo nie pierwszy raz coś takiego słyszał, ale skupił się na informacji, której Otto nie powinien posiadać - jego drugie imię. Poczekał, aż kelnerka przyniesie zamówioną kawę, sam podziękował.

- Przede wszystkim, kiedy chce się pomagać, to nie włamuje się do serwerów tego, kto ma pomóc. Moje drugie imię jest sklasyfikowane powyżej poziomu dziewiątego, dlatego pewnie uznasz za słuszne, że nie będę ufać od razu czemukolwiek, co wyjdzie z twoich ust. - Nie kłopotał się z grzecznościami. Nie z kimś takim, jak Otto Octavius, który włamał się o wiele głębiej, niż podejrzewali. - A słuchawka jest obowiązkowa, bo w każdej chwili mogę zostać wezwany. Tak więc - odchylił się nieco na oparcie - w czym możemy ci pomóc, i w czym ty możesz nam?


Ostatnio zmieniony przez Agent Coulson dnia Pon Wrz 28, 2015 4:05 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Otto Octavius

avatar

Liczba postów : 36
Data dołączenia : 24/07/2014

PisanieTemat: Re: Joe's Bar & Restaurant   Sro Lip 30, 2014 3:24 pm

W tym momencie dostał swoją kawę. Akurat kelnerce ufał, bo wyglądała na strasznie zmęczoną swoim życiem. gdyby była podstawiona, pewnie uśmiechała by się w stu procentach życzliwie. Wziął łyka. Była okropna. No cóż, nie po to tu przyszedł, choć dobra kawa mogła mu umilić ten czas.
Coulson nagle wspomniał coś o poziomie dziewiątym. Sytuacja przedstawiała się trochę inaczej niż przedstawił ją agent, więc Otto musiał ją sprostować:
- Włamałem się tak głęboko, jak tylko mogłem przy użyciu podrzędnego komputera i innych podzespołów, budowanych na bazie, chociażby mikrofali. Mój sprzęt to gówno - uogólnił i po chwili dodał. - O imieniu dowiedziałem się dawno temu, kiedy moje stare laboratorium było super nowoczesne. mam dobrą pamięć
Coulson zadając ostatnie pytanie już dawno znał odpowiedź. Brak jakichkolwiek zabezpieczeń czy środków ostrożności sprawił, ze Otto od czasu włamu, był pewnie skrupulatnie obserwowany. Z pewnością wiedzieli o stanie psychicznym Octopusa i o jego problemie. Czystą formalnością były słowa, które pały z ust Otto:
- Chcę się uwolnić od macek. Z posiadanym sprzętem nie jestem w stanie tego zrobić. Wy, owszem. Za uzyskaną pomoc, mogę zrobić dla was każde zadanie. - Mówiąc każde, na prawdę miał to na myśli. W przeszłości zabijał i okaleczał ludzi. Jego sumienie w zasadzie nie istniało, więc mógł się podjąć najbardziej brudnych spraw SHIELD
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Agent Coulson

avatar

Liczba postów : 93
Data dołączenia : 04/07/2013

PisanieTemat: Re: Joe's Bar & Restaurant   Pon Sie 11, 2014 9:05 am

Coulson zapamiętał sobie, że trzeba zgłosić Fury'emu zmianę protokołów. Inni też kiedyś się włamywali, więc lepiej, aby nikt nigdy więcej nie mógł zdobyć ważniejszych informacji. Jednak lepiej będzie je skatalogować na piśmie. Chociaż z tym też są problemy... Może jednak najlepiej będzie wszystko zapamiętywać, jak praktykowali Druidzi.

Na słowa Otto pokiwał głową. Ich wywiad wspominał, że Octopus żyje w naprawdę kiepskich jak na jego wcześniejsze warunkach, a także że nie szuka już wcale żadnych, hm, sprzeczek z dobrymi tego świata. Pochylił się do przodu, opierając łokcie o blat.

- Owszem, jesteśmy w stanie to zrobić. A przynajmniej spróbować... bo, jak rozumiem, zostały zespolojone z twoją osobą. A nie ukrywam, że naukowcy są dobrze w SHIELD widziani. Oczywiście musiałbyś przejść odpowiednie testy i pracować odizolowany. Rozumiesz, dla bezpieczeństwa. - Wolał wszystko od razu wyłożyć na ławę, żeby potem nie było żadnych wątpliwości, co na Octaviusa by czekało.


Ostatnio zmieniony przez Agent Coulson dnia Pon Wrz 28, 2015 4:04 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Otto Octavius

avatar

Liczba postów : 36
Data dołączenia : 24/07/2014

PisanieTemat: Re: Joe's Bar & Restaurant   Pon Sie 11, 2014 8:34 pm

- W odizolowaniu? Macie mnie za zwierze? - Otto uznał to za kolejną aluzję do swojego wyglądu. Był przewrażliwiony. Nawet jeśli Coulson nie miał na myśli tego, Otto uznał, że chodzi o macki. Zdenerwował się. Zawsze tak reagował na to gdy ktoś wspominał o jego mackach. To nawet nie musiało być dosłownie powiedziane. Wystarczy, że Otto sam to sobie tak zinterpretował.
Ponadto myślał, że będzie pracował w terenie. Przecież teraz był znany przede wszystkim jako facet z czterema niebezpiecznymi mackami, a nie jako światowej klasy naukowiec. Nie sądził, że ktoś jeszcze będzie brał go pod uwagę w tym zawodzie. Mimo, ze się zdenerwował, szybko zrozumiał, ze to on tu błaga, a nie SHIELD. Musiał więc być grzeczny.
- Jakie testy? Nie sądziłem, ze ktoś będzie chciał mnie jeszcze brać do pracy w laboratorium.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Agent Coulson

avatar

Liczba postów : 93
Data dołączenia : 04/07/2013

PisanieTemat: Re: Joe's Bar & Restaurant   Sro Sie 13, 2014 12:06 pm

Coulson uniósł brew na sposób, w jaki Octavius zdecydował się zrozumieć jego słowa. Zaraz jednak odchrząknął i przyjął neutralną minę.

- Jesteś znany nie tylko ze swoich odkryć, ale i złowrogiej działalności. Nie mamy zamiaru zaufać ci tylko dlatego, że nagle stwierdzisz, że już pozostawiasz to za sobą. Słowa nic w SHIELD nie znaczą. - Wyciągnął wizytówkę, na odwrocie której zaczął coś pisać. - Testy musi przechodzić każdy, kto chce należeć do SHIELD. A wykonując dla nas zadanie, będziesz należeć do SHIELD, tak więc. Dodatkowo nie możemy ot tak pozbyć się twoich macek. Nasi naukowcy muszą je zbadać niezależnie od ciebie, aby się upewnić, że potrafimy to zrobić. Kwestia zaufania, rozumiesz. Zgłoś się tutaj za dwa dni. - Podał mu wizytówkę z napisanym ręcznie adresem. - Pytania zadaj specom na miejscu. - Skinął głową i wyszedł.

[nie musisz nigdzie się zgłaszać, chociaż fajnie by było, jakbyś następnie napisał z kimś z SHIELD. Sam uznasz, czy już ściągnięto ci te macki czy jeszcze nie, czy może SHIELD nie dało rady; w każdym razie nie wyślę cię na żadną misję, bo nie jestem Mistrzem Gry i nie umiem wymyślać misji. Możesz uznać, że gdzieś byłeś i postanowiłeś zostać w SHIELD, albo nie. Twoja decyzja.

[z/t]


Ostatnio zmieniony przez Agent Coulson dnia Pon Wrz 28, 2015 4:03 pm, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Otto Octavius

avatar

Liczba postów : 36
Data dołączenia : 24/07/2014

PisanieTemat: Re: Joe's Bar & Restaurant   Pią Maj 22, 2015 8:22 pm

Agent wyszedł z baru, a sam Otto pozostał w nim. Miał mieszane uczucia co do tych ludzi z SHIELD. Nie był pewien czy chce do nich należeć, wydawali mu się poniekąd podejrzani. Nieuczciwość, niektórych ludzi, z którymi usiał pracować wydawała się bardziej uczciwa. W każdym razie miał czas, nie musiał się decydować na już.
- Whisky poproszę, już! - zakrzyknął po czym przyniesiono mu trunek. Może nie wybitnie tani, ale co tam... stać go na to jeszcze. Jego problemem nie są pieniądze tylko chęć stania się kimś cenionym. Siedząc tak nad butelką słynnego napoju alkoholowego doszedł do wniosku, iż nawet macki nie są takie złe. Kwestią jego ponurego nastroju jest fakt życia w beznadziejnych warunkach porównywalnych z tymi jakie miał za swego chłopięcego żywota. Tym razem nikt go chociaż nie bije. Drugą sprawą związaną z jego depresją jest fakt, że za każdym razem gdy próbował udowodnić swoją wyższość ciągle był wystawiany na pośmiewisko. To może każdego doprowadzić do chronicznej depresji. Trzeba będzie w końcu udowodnić wszystkim, iż jest lepszy od Spidermana i wszystkich pozostałych przebierańców. Tak właśnie pomyślał sącząc drugą szklankę whisky.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kamikirimusi

avatar

Liczba postów : 15
Data dołączenia : 26/08/2014

PisanieTemat: Re: Joe's Bar & Restaurant   Nie Maj 24, 2015 6:54 pm

Po tym jak pracownik S.H.I.L.D. opuścił bar Joe'a, mogło by się wręcz wydać że atmosfera w lokalu opadła. Lecz wszystkim, którym by się mogło wydawać, że już do końca będzie spokojnie i normalnie, to się naprawdę przeliczył. Przecież mówimy tu o Nowym Jorku, stolicy superbohaterów, arcyłotrów i innych dziwadeł.
Po chwili przed "Joe's Bar & Restaurant" zebrała się mała grupka gapiów, która wyraźnie zaciekawiona czymś zbiła się w małą grupkę. Dokładniej skupili się przy czerwonowłosej młodej dziewczynie w dość ciekawym ubiorze oraz o interesujących szczegółach anatomicznych. W porównaniu do normalnych ludzi, miała ona oczy barwy żółtej, wręcz wchodzącej w odcień siarki, oraz dwa małe rogi wystające z lewej strony głowy. Jej odzież również można określić jako interesującą: nosiła ona czarne kimono z jednym ramieniem zakończonym emblematami płomieni, oraz owinięte wokół dłoni i nóg bandaże z czerwonymi odciskami dłoni. Dodatkowo jeszcze nosiła fioletową kokardę owiniętą wokół pasa, duży japoński różaniec nałożony na szyję, oraz olbrzymi metalowy "kij", Kanabō, który sobie nałożyła na plecy. Warto tu jeszcze dodać, że była cała potargana oraz niezbyt ciekawie pachniała.
Tą postacią była młoda Oni, Kamikirimusi. Po jej wyrazie twarzy było widać, że była speszona dużą grupą osób oraz przestraszona. Od ponad stu lat, a może i mniej, nie była wśród ludzi i miała ku temu podstawy. Ludzie ją wręcz nienawidzili, czego teraz dawali upust poprzez przeróżne "śmieszne" komentarze i wytykanie palcami, lecz głód popycha ludzi do desperackich decyzji. Już od dłuższego nie mogła nic znaleźć w pobliskich terenach leśnych, a same rośliny leśne raczej nie mogło zaspokoić apetytu Japońskiego Demona. Więc, mając jeszcze kilka Jenów, postanowiła wyruszyć do, tak zwanego, "Nowego Jorku", i zakupić jakąś strawę. I akurat padło na "Joe's Bar & Restaurant".
Po tym jak weszła do pomieszczenia, przy okazji prawie uszkadzając futrynę, rozejrzała się. Na jej szczęście, grupa gapiów nie miała zamiaru wchodzić do budynku, a już będące tam osoby nie zwróciły na niej zbytniej uwagi. Po chwili namysłu obrała miejsce obok mężczyzny w średnim wieku, również tak samego roztarganego jak ona. Stanęła się koło lady i poczekała na osobę, która by mogła ją obsłużyć.
Po dłużej chwili podeszła, trochę niepewnie, kelnerka:
-Co mogę... pani podać?
Kami, po krótkiej chwili namysłu oraz zebraniu słów po angielsku, wykrztusiła.
-Ja prosić coś z mięso oraz mocna herbata.
Po tych słowach Kami została znów z nieznajomym. W sumie, nie mając nic ciekawego to roboty, odwróciła się do niego i zaczęła po woli znów łamaną i dość pokraczną wersją angielskiego.
-Uji o sonkei yōkoso*... Przepraszam, co pan pić? Jeśli można wiedzieć...
Dodała ostatnie słowo, nie wiedząc, czy jednak dobrze zrobiła. Przecież jego reakcja może być podobna do tej, z którą się spotkała przed Barem. Ale no cóż... Ten wybór to już historia. Wystarczyło tylko czekać na jego reakcje.

Kod:
*Uji o sonkei yōkoso - Witam szanownego pana
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Otto Octavius

avatar

Liczba postów : 36
Data dołączenia : 24/07/2014

PisanieTemat: Re: Joe's Bar & Restaurant   Nie Maj 24, 2015 8:04 pm

Uwadze Otto nie umknęła grupka gapiów ani centrum ich zainteresowania. Nie wypił wystarczająco dużo by przegapić coś takiego. Nie wykazał jednak żadnego zainteresowania. Miał własne problemy i myśli, którymi musiał się zająć. Niemniej rudowłosa na cały, zresztą niezbyt wielki, pub wybrała właśnie stolik, przy którym siedział Dr Octopus. Po jakimś czasie nawet się do niego odezwała co dla naszego Otto było zaskoczeniem. Raczej ze względu na swą aparycję oraz poszukiwanie listem gończym był albo ignorowany albo atakowany.
- Witaj młoda damo. Whisky, nazywane przez rdzennych mieszkańców Ameryki wodą ognistą. Zacny trunek o głębokim smaku, rzekomo. Ja twierdzę, że przypomina połączenie słowiańskiej wódki z wodą kolońską. Niemniej piję je z przyzwyczajenia. Tak jest bardziej patriotycznie. - stwierdził jak to on wykazując się rozległą wiedzą. Odpowiedział na pytanie, lecz nie zadawał żadnych kolejnych jak na razie. Nie szukał towarzystwa choć być może wybrał złe miejsce. Spojrzał z ukosa na dziewczynę poprzez ciemne okulary. Stwierdzić, iż wyglądała egzotycznie byłoby za mało. Wzbudziła w Doktorze pewne zaciekawienie, lecz nigdy nie był dobry w poznawaniu ludzi. Odkąd stał się wyjętym spod prawa idzie mu to jeszcze gorzej. Ciekawe czy w ogóle jego wypowiedź zostanie przez nią zrozumiana. W ogóle o co chodzi z tymi różkami? Prawdopodobnie jest silnie zżyta z kulturą azjatycką choć w dzisiejszych czasach i to jeszcze tu w Nowym Yorku nic nie zdziwi. Może jest odmieńcem podobnym Octopusowi? Sam Otto prócz zwyczajnego wyglądu przeciętnego szalonego naukowca nie przejmującego się wyglądem nie wyróżniał się aż tak jak dziewczyna. Jednakże macki spoczywające pod płaszczem, niewidoczne na razie dla ludzi dowodziły, iż wbrew pozorom mają coś wspólnego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kamikirimusi

avatar

Liczba postów : 15
Data dołączenia : 26/08/2014

PisanieTemat: Re: Joe's Bar & Restaurant   Pon Maj 25, 2015 6:55 pm

Po tych słowach Kamikirimusi, jeszcze przed chwilą będąc zła na siebie z powodu swojej odwagi, lub może głupoty, decyzji, wysłuchała słów nieznajomego. Nie płynęła z nich żadna wrogość, ani ciekawość, czy nawet zdziwienie z jej ubioru lub odważnego zachowania, tylko czysta elokwencja. Po chwili spuściła twarz w stronę blatu stołu, przy którym siedziała i pogrążyła się w analizowaniu słów.
Nazwę alkoholu "Whisky" znała od nieznajomego, z którym przez dłuższy czas przebywała w świątyni. Często wspominał, że chętnie by się napił tego trunku, gdyż zwykłe Sake mu nie wystarczyło. Przy dalszej analizie tej wypowiedzi odkryła, że nie jest świadoma znaczenia słowa "słowiańskiej". W sumie takie niezbyt długie słowo, ale jednak zaciekawiło Młodą Oni. Postanowiła, że zapyta się o dokładne znaczenie tego słowa osobę, która siedzi naprzeciwko jej, gdy nagle...
-Oto pani zamówienie...-
Powiedziała nieśmiało kelnerka i położyła przed nią ostrożnie talerz z 2 kotletami oraz filiżankę z mocną herbatą. W jej zachowaniu było widać, że wciąż nie jest nie zbytnio przyzwyczajona do osobliwej postaci Japonki.
-Arigatō...- Odpowiedziała nieśmiało, przy czym sięgnęła do swej kieszeni i wyjęła dwie monety. Były to dokładnie dwa Jeny z XIX wieku w bardzo dobrym stanie, co najwyraźniej poważnie zdziwiło młodą kobietę - -Czy tyle wystarczyć za ta strawę?-
-Eeemmm... Nie wiem... Pójdę zapytać się szefa.- I po tych słowach kelnerka znów odeszła od stołu.
Po kolejnym momencie ciszy, niespodziewanie Kami chwyciła swymi rękoma jednego kotleta i wręcz z euforiom spożywała każdy kęs tego mięsa. W sumie już od wielu lat nie jadła tak dobrze sporządzonego jadła. Mogła się wcześniej tylko zadowolić tym, co sama uzbierała lub upolowała w lesie.
-Co to znaczyć "słowiańskiej"?- Nagle wypowiedziała do mężczyzny, który był świadkiem zupełnego odrzucenia zasad higieny, manier czy też dobrego smaku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Otto Octavius

avatar

Liczba postów : 36
Data dołączenia : 24/07/2014

PisanieTemat: Re: Joe's Bar & Restaurant   Czw Maj 28, 2015 4:38 pm

Cóż innego mógł uczynić Otto Octavius na widok tak nietypowej towarzyszki "strawy"? Nalał sobie kolejną porcję zacnego trunku po czym wychylił połowę szklanki jednym haustem. Rozsiadł się jeszcze bardziej rozluźniając się nieco i ukradkiem obserwował rogatą dziewczynę zza przyciemnianych okularów. Widząc jak płaci Jenami, które nie były w obrocie od lat rozszerzył aż źrenice. To nie był codzienny widok, zwłaszcza iż wyglądały praktycznie jak nówki sztuki. Generalnie dziewczyna wyglądała i zachowywała się jakby została wyrwana z zupełnie innej rzeczywistości i ciśnięta przez nieznaną, acz nie pozbawioną czarnego humoru, siłę w sam środek Nowego Yorku. Sposób jej posilania się był równie osobliwy jak ona sama. Przypominała Doktorowi zahukane drapieżne zwierzę, które znalazło się w obcym środowisku pośród nieznanych mu zagrożeń. Coś jak potrącony przez samochód lis, który wcześniej omyłkowo trafił do miasta. Rozważania te jednak przerwało pytanie nieobytej dziewczyny.
- Słowianie w pełnym znaczeniu tego słowa są tak samo martwi jak waluta, którą płacisz. Nazywa się tak praprzodków części europejskich ludów. Podobno byli waleczni i lubili alkohol oraz kobiety, lecz w sumie każde podania historyczne traktują tak o wszystkich przodkach każdej nacji. Słowianie wyznawali dziwnych bogów, których nazwy są trudne do wymówienia i nie pamiętam ich. Historia, zwłaszcza europejska, nie jest w moim centrum zainteresowań. Pamiętam tylko jednego, którego nazwę potrafię wymówić. Swaroszyc. Nie pamiętam czemu patronował. - Otto jak zwykle pochwalił się swoją wszechstronnością choć nieznacznie przekręcił imię boga, któż jednak w tym pubie mógł mu to wypomnieć z czystym sumieniem? Na zakończenie swojego wywodu, o który, o dziwo, młoda kobieta sama poprosiła, Dr Octopus wychylił kolejną porcję drogocennego płynu.
- Skąd się tu wzięłaś? - zapytał w końcu. Jego apatia została przezwyciężona przez wrodzoną ciekawość.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kamikirimusi

avatar

Liczba postów : 15
Data dołączenia : 26/08/2014

PisanieTemat: Re: Joe's Bar & Restaurant   Sob Maj 30, 2015 7:48 pm

Wraz z skończeniem spożywania swego pierwszego kotleta, Młoda Oni usłyszała od swego sąsiada cały wywód na temat, który chciała poznać i zrozumieć. I tak wysłuchała ona całą konwersacje, starając się zanotować w umyśle wszystko, ale niestety, przyszło jej to dość z wielkim trudem. Pomimo swojego wieku, wciąż w całym swoim życiu nie widziała oraz słyszała o szkole, ani tym bardziej o osobistym nauczaniu. Prawdopodobnie było to spowodowane tym, że nie było raczej nauczyciela takiej samej rasy co Kami, który mógłby ją bez trudu poprowadzić dziewczynę przez przeróżne zakamarki, wtedy jeszcze nie tak skomplikowanego jak teraz, świata nauki.
Inną rzeczą, która zwróciła jej uwagę, było to, że nieznajomy przez cały okres jej rozmowy wypił aż kilkukrotnie szklanki alkoholu w tak krótkim czasie. Było to znak dla Kamikirimusi, że najwidoczniej ta osoba musi przeżywać jakiś ciężki okres w swoim życiu, bo raczej, przynajmniej w przekonaniu Kami, nie istnieje na świecie taka osoba, która by piła alkohol dla przyjemności.
W czasie tego kolejnego toku rozmyślania mężczyzna nagle wypił kolejną szklankę „ognistej wody”. W sumie to przypomniało jej, że ona też ma napój, który może wypić. I tak po chwili, czerwonowłosa opróżniła swoje naczynie, czując ten wspaniały smak herbaty, który dawno nie miała w usta.
Jej kolejne odpłynięcie do krainy marzeń nagle został przerwany przez pytanie. „Skąd się tu wzięłaś?”. W sumie to pytanie coś pobudziło w niej jakieś dziwne uczucie. Uczucie tęsknoty, które zaczęło ją pochłaniać, pchać to czasów swego wesołego dzieciństwa, gdy nikim, oraz niczym nie musiała się przejmować. Gdy to mogła bawić się w wspaniałych ogrodach ze swą matką, czy też trenować ze swym ojcem.
-Skąd jestem…?- Wymamrotała Kami z niepewnym wyrazem twarzy. Po kolejnym długim momencie ciszy i namysłu, oraz rozważaniu, czy wyjawienie tej informacji nieznajomemu może wpłynąć pozytywnie bądź negatywnie na ich „relacje”, ostatecznie zdecydowała, że jednak należałoby ukazać swe wspaniałe korzenie.
-Mój Dom… – zaczęła na początku po cichu, lecz z wypiętą piersią, tak jakby jakieś małe zwierzątko, w obliczu dużego zagrożenia, chciało zarazem w dumny, ale i defensywny sposób ukazać swą wartość – znajdywał się w Kyoto, w Kraju, nad którym zawsze wznosić się Słońce. Ja pochodzić z domu dumnego Kyōryokunashidōsha, wspaniały generał Daimyō tamtych terenów-.
Skończyła po chwili młoda osóbka, nabierając powietrza po tak długim wywodzie.
-A ty? Skąd pochodzić? Z jakiego rodu?- Po chwili dodała niepewnie, zastanawiając się reakcji przybysza na chwilowy przypływ odwagi dziewczyny.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Otto Octavius

avatar

Liczba postów : 36
Data dołączenia : 24/07/2014

PisanieTemat: Re: Joe's Bar & Restaurant   Sob Maj 30, 2015 8:23 pm

Zabawny paradoks. Ruda dziewczyna nie miała nigdy prawdiwego nauczyciela, ale miała za to wspanaiłe dzieciństwo, z którego być mogła dumna. Niestety Doktor Octopus przeżył odwrócony żywot: miał najlepsze szkoły i nauczycieli, lecz czasy dziecinne nigdy dziecinnymi nie były. Matka ledwo radziła sobie z tym by przeżyć i ochronić syna, a ojciec... był marnym ojcem, palantem i w dodatku damskim oraz dziecięcym bokserem. Choć nie wykształcona, Oni nie była jednakże głupia. Miała słuszność, iż ten oto człowiek w średnim wieku jak najbardziej ma zmartwienie. Na szczęście nie pił zupepłnie od święta, a poza tym gabaryt pozwalał mu na pofolgowanie sobie. Nie był wysoki, niemniej nie był też mały. W końcu jednakże doszło do konwersacji, a nie jedynie monologów. Gdy Kami mówiła słychać było, iż wymówienie tylu słów pod rząd w języku angielskim było dla niej swoistym wyczynem. Nie trudno się jednakże domyślić, iż Otto o rodzie Kyōryokunashidōsha nie miał bladego pojęcia. Słowo Daimyō jednak mu co nieco mówiło i było to co najmniej dziwne. Powinno też być niepokojące, lecz w szalonym doktorze wzbudziło pewne zaciekawienie.
- Moje pochodzenie nie jest warte wzmianki. - uciął krótko uzupełniając płyn w szklance. Jego głos nie wskazywał ani na żal ani na dumę. Było to zwyczajne, zdawkowe oznajmienie połączone z nutą rezygnacji. Jednakże by dać jej jakąkolwiek odpowewiedź dodał po chwili:
- Pochodzę z okolic Nowego Yorku. Konkretniej z miasteczka Schenectady. Mieścina równie mało warta co moi przodkowie, przynajmniej Ci, których znam. - rzekł z ironicznym uśmiechem na ustach po czym zwilżył je trunkiem choć tym razem upił jedynie łyk. Wiedział, iż musi zwolnić z dawkowaniem.
- Co robisz w Nowym Yorku Córko Wielkiego Wodza? Dobrze rozumuję, że jesteś jego córką, prawda? Miasto to zdaje się niezbyt odpowiednie dla podobnej persony. Mamy tu równie wielu ludzi nazywanych niewinnymi co co szaleńców, przestępców, dewiantów i potworów... a to wszystko okraszone papką szeroko pojętej popkultury typowej dla Amerykanów jakże odmiennej za to dla przedstawicieli Eurazji. - zapytał rozbudowując swoją wypowiedź do granic możliwości nie bacząc, iż coś może być dla niej niezrozumiałe. Generalnie nie była to już nawet próba popisywania się. Po prostu zaczął się Otto rozwijać język.[/b]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kamikirimusi

avatar

Liczba postów : 15
Data dołączenia : 26/08/2014

PisanieTemat: Re: Joe's Bar & Restaurant   Nie Cze 07, 2015 5:34 pm

Słuchając odpowiedzi nieznajomego, który najwyraźniej był już na tyle podpity "Whisky" żeby był skory do kontynuowania rozmowy, wyczuła jednakże nutę niechęci do mówienia o swojej przeszłości. Być może on też przeżył coś nieprzyjemnego w jego okresie dzieciństwa, co odbiło się na jego teraźniejszość. Lecz Kami nie zamierzała się zagłębiać w zdarzenia z tamtych lat, o ile sam mówca nie będzie zainteresowany dzieleniem się nimi z młodą Oni.
Po chwili również mężczyzna zadał kolejne pytanie. Było one skonstruowane w dość skomplikowany sposób, aczkolwiek dało się rozumieć całą, z przynajmniej punktu widzenia odpowiedzi na to pytanie, oraz Kami nie musiała się odnosić do swej bolesnej przeszłości.
-Tak, jest córką Kyōryokunashidōsha, lecz nie był on Wielkim Wodze, raptem tylko służył interesowi Nipponu, który w tym czasie był w niebezpieczeństwo ze strony ludzi zza Morza... Lecz... Ja woleć o tym nie mówić, co było dalej... - Powiedziała Kamikirimusi, po czym odwróciła głowę na bok patrząc centralnie w podłogę budynku. Musiała trochę ochłonąć i odejść od tych bolesnych myśli. W sumie to już przeszłość, której nie da się zmienić. Można tylko wpłynąć na teraźniejszość, oraz w mniejszym stopniu, na przyszłość.
-To być naprawdę dużą historią jak trafiłam do Ameryka, też nie wartą wspomnienia. W Nowy Jork akurat się znaleźć dlatego, że poszukiwałam jedzenia, bo w okoliczny lasach nie być dużo zwierząt i roślin.- Dodała, wciąż utkwiona w tej samej pozie, lecz zerkając tylko samymi oczami, oczekując reakcji nieznajomego.
Następnie odwróciła głowę w stronę talerza i zabrała się za spożywanie kolejnego kotleta.

Kod:
Przepraszam że przez tydzień nie odpisałem, ale życie wymagało ode mnie poświęcenie tego tygodnia na inne rzeczy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Spider Woman

avatar

Liczba postów : 67
Data dołączenia : 19/05/2013

PisanieTemat: Re: Joe's Bar & Restaurant   Sro Maj 18, 2016 4:29 pm

Spider Woman weszła do pomieszczenia. Wyglądali pewnie dość cudacznie ale mało ją to obchodziło. Liczył się dla niej aktualnie stan Ant Mana no i Scarlet, która musiała się dowiedzieć co i jak. Sama z resztą była ciekawa, bo niecodziennie widuje się ogniste kurczaki.
- No już, siadaj.- poleciła sadzając Ant Mana przy jednym ze stolików. Powinni się zmieścić, jeśli ona usiądzie z Wandą, a Scott naprzeciwko. W końcu, to nie były wcale takie małe miejsca.
- Przyniosę wodę... i jeśli coś jeszcze chcecie to mówcie.- sama miała ochotę napić się pomarańczowego soku. Ot taki kaprys nie wiadomo skąd. Tutejszych herbat i kaw wolała bowiem nie tykać. Tak samo jedzenia. Miała dość wysublimowany gust jeśli chodzi o jedzenie. Stanęła czekając aż złożą swoje zamówienia patrząc od jednego do drugiego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ant-Man

avatar

Liczba postów : 26
Data dołączenia : 08/05/2016

PisanieTemat: Re: Joe's Bar & Restaurant   Sro Maj 18, 2016 9:05 pm

Scott, co ciekawe, nie miał tradycyjnych problemów superbohatera. Właściwie jego pierwszym problemem był on sam. Drugim – nieustanna walka o Casie, która ciągnęła się już dobre kilka lat. Tak naprawdę każde niebezpieczeństwo wobec całego świata, galaktyki a nawet kosmosu bladło przy potencjalnej szansie na to, że Cassie coś się stanie lub że nie będzie mógł się z nią widywać. Poza tym był całkiem normalnym, przeciętnym mężczyzną.
Tylko nie zawsze umiał zarobić dość pieniędzy, by zapłacić za czynsz. Zabawne, prawda?
- Tak. Feniks, tego słowa mi brakowało. – Skinął głową w stronę Wandy.
Przeczesał wilgotne kosmyki rudych włosów i odetchnął ciężko. To zdecydowanie było dość wrażeń jak na jeden dzień.
Zamrugał, kierując swoje spojrzenie na Jess.
- Co? Nie, jasne, że nie. Jest mi trochę słabo, ale bez przesady. Bywały gorsze rzeczy. No wiecie, nigdy nie zapuszczajcie się w sub-atomowe towarzystwo i takie tam. Uh-… - Potarł skronie. – Macie może coś na głowę? Jakieś proszki? Nie pogardzę. – Westchnął. – I tak, woda, siedzenie. Podoba mi się ta wizja.
Dał się poprowadzić, bo jednak Nowy Jork nie był miastem przesadnie dobrze mu znanym. Zawsze wolał bardziej południe Stanów Zjednoczonych. Słoneczne San Francisco, nigdy niegasnące światła Los Angeles, specyficzny klimat Nowego Orleanu czy – wreszcie – jedyny w swoim rodzaju słony klimat Miami, gdzie się wychował. Nowy Jork na ich tle wypadał blado. Po pierwsze, był zdecydowanie za wysoki, a przez to duszny. Jedna wielka puszka, w której jak mrówki zamknięte były miliony ludzi.
Ha, jak mrówki! Rozumiecie?
Ha-ha.
Pogrążasz się, Lang.
- Ja tylko woda i wielkie dzięki, dziewczyny. Nie wiem co zrobiłbym bez was. – Opadł ciężko na krzesło i oparł się o nie całym ciężarem, przymknął na moment oczy.
Gdy Spider Woman ruszyła zrealizować zamówienia, zerknął na Wandę.
- Wszystko w porządku? Ogólnie mam nadzieję, że nie przegapiłem przesadnie wiele, ale spotkanie was obu na ulicy w jasny dzień…? – Uniósł brwi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Scarlet Witch

avatar

Liczba postów : 188
Data dołączenia : 05/12/2012

PisanieTemat: Re: Joe's Bar & Restaurant   Pią Maj 20, 2016 8:05 pm

Jasnoniebieskie oczy błądziły po licach rozmówców Wandy. Młoda kobieta w duchu ucieszyła się, że udadzą się do jakiegoś baru, aby odpocząć.
Pozwoliła Jess i Langowi pójść przodem, a sama powlokła się za nimi. Ciągle starała się sprawiać wrażenie obojętnej na wszystko, ale nie mogła... Dlaczego Pietro uciekł?
W sensie, dobrze, że ma co robić jako superbohater... Znaczy... Scarlet Witch była przekonana, iż odłączył się od nich ze względu na jakąś poważną sprawę, toteż nie była na niego aż tak zła. Chociaż chętnie dosadnie wytłumaczyłaby mu, że rodzina jest najważniejszą rzeczą na świecie.
Zostawić kogoś jest dużo łatwiejsze, niż powrót i wytłumaczenie wszystkiego, prawda Pietro? Czyżby Wanda znowu się myliła?
Chyba nie, lecz na pewno przesadzała, tak jak już miała w naturze. Była niebywale zła, a jej zły humor tylko powiększał wewnętrzną niechęć do życia, która teraz próbowała zapanować nad Maximoff.
Gdy dotarli na miejsce, brązowowłosa zajęła miejsce naprzeciw Scotta. Poprosiła Spider Woman o colę, ponieważ miała na nią ochotę już od rana i uprzednio podziękowała za fatygę.
Kiedy usłyszała pytanie Ant-Mana, na jej bladej twarzy pojawiło się sztuczne zdziwienie i równie szczery uśmiech.
- U mnie? Jasne, że w porządku. Miałyśmy parę spraw do załatwienia z Jess, teraz trzeba je będzie tylko omówić z resztą grupy, więc wszystkiego się niedługo dowiesz- powiedziała swoim spokojnym głosem.
Poprawiła kosmyk włosów, który podczas mówienia spadł jej na twarzyczkę. Poczekała, aż koleżanka z drużyny wróci z zamówieniem naszej Szkarłatnej Wiedźmy, ponieważ... No cóż, niestety zamierzała opuścić to towarzystwo. Planowała wrócić do domu i napić się czegoś mocniejszego, niż to co druga bohaterka zamierzała przynieść.
Tak, chciała zatopić swoje smutki w alkoholu, a po tak ciężkim dniu... Pragnęła tylko tego, toteż, gdy kobieta wróciła, Wanda porwała colę, oddała jej pieniądze i skwitowała:
- Nie miejcie mi tego za złe, ale muszę was opuścić. Jestem niezwykle zmęczona. Daj mi potem znać Jess jak czegoś się od Scotta dowiesz. A póki co... Do zobaczenia!
Po tych słowach wyszła z baru i ruszyła w stronę domu. Słodkiego domu.

zt.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Spider Woman

avatar

Liczba postów : 67
Data dołączenia : 19/05/2013

PisanieTemat: Re: Joe's Bar & Restaurant   Sob Maj 21, 2016 6:15 pm

Wróciła z wodą i sokiem dla siebie zajmując miejsce na przeciwko Ant-Mana... gdy Wanda zdecydowała się ulotnić.
- Jasne, trzymaj się.- rzuciła Szkarłatnej Wiedźmie, licząc że ta nie zrobi niczego głupiego. Ale nie była przecież małą dzidzią, na pewno da sobie radę. W końcu jednak to duża czarownica. Podała Scottowi wodę, sama upijając odrobinę soku i czekając aż Wanda sobie pójdzie, by poruszyć najważniejszą w tej sytuacji kwestię.
- Dowiedziałyśmy się o czymś pieruńsko ważnym.- jej mina spoważniała, a Spider Woman bawiła się butelką z sokiem- Ale co powiesz na układ: Informacja za informację?- uśmiechnęła się do niego uroczo. Z resztą i tak mieli dowiedzieć się o tym wszyscy. Czemu nie zacząć od Scotta, choć tego to najpewniej najmniej ruszy... choć kto wie?
- Ty pierwszy. Jestem ciekawa, co takiego nasz mrówczy pan porabiał w przestrzeni kosmicznej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ant-Man

avatar

Liczba postów : 26
Data dołączenia : 08/05/2016

PisanieTemat: Re: Joe's Bar & Restaurant   Nie Maj 22, 2016 10:25 am

Scott był prostą, bystrą osobą. Skomplikowane zawirowania psychiki niektórych bohaterów, z którymi się stykał, często go przytłaczała. Wolał proste rozwiązania, nieskomplikowanie spraw. Punkt A i punkt B z prostą linią, która je łączy. Wanda była inna, Scott to rozumiał i szanował. Nie próbował nawet wnikać w jej psychikę, czy interpretować fakty na podstawie paru okruszków. To nie miałoby sensu. Ale nawet jego tknęło coś w twarzy dziewczyny, mówiąc w skrócie – Wanda nie umiała udawać. A może nawet nie próbowała. Ale to przecież nie był problem Scotta. Prawda?
- Skoro tak mówisz – odparł więc, maszcząc odrobinę nos. Nie pociągnął tematu, nie umiał wchodzić na ludzi, czy wyciągać od nich zwierzenia.
Zazwyczaj wyznawał zasadę, że ludzie lepiej wiedzieli, czego potrzebują, a on był tylko Scottem Langiem. Co właściwie mógł zrobić?
Nie powiedział też nic na fakt, że tak szybko postanowiła ulotnić się z towarzystwa. Powiódł za Wandą spojrzeniem, gdy wstawała. Nie znał jej bliżej, to nie była jego sprawa, ale pewne rzeczy zawsze kłują resztki sumienia. A Scott miał też córkę.
- Jasne, nie ma problemu. I tak dużo dla mnie zrobiłyście. – Skinął jej głową. – Do widzenia! – rzucił za nią.
Odwrócił się do Jess, przyjmując szklankę wody. Podziękował jej skinieniem głowy i uśmiechem. Bolała go głowa w ten nieprzyjemny, pulsujący sposób, ale umiał to przełknąć. Gorzej ze wspomnieniami. Ten nadal były zamglone, a Scott wciąż potrafił sobie obiecać – nigdy więcej picia!
Tylko miał pewność, że to nie wynik picia.
(No chyba, że coś tam rozkręcili na statku w drodze na orbitę. Choć byłoby to ciężkie.)
- Hę? – Zamrugał. No proszę, ledwo człowiek trzeźwieje, a tu już walą prosto z mostu! Potarł skronie. – Naprawdę? Nie można nawet zrobić sobie chwili wymuszonego urlopu, a tu już coś się dzieje. – Uśmiechnął się krzywiej, ale nadal z humorem. Życia nie należało brać boleśnie poważnie. Taką miał dewizę.
Inaczej już dawno wypadłoby mu z rąk.
- Chyba cię zawiodę, mówiąc, że po prostu byłem tam zbadać barierę. Ja, Richards, jego kumpel. No i Fury, nasz jednooki afroamerykański pirat.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Spider Woman

avatar

Liczba postów : 67
Data dołączenia : 19/05/2013

PisanieTemat: Re: Joe's Bar & Restaurant   Nie Maj 22, 2016 2:34 pm

Zrozumiała, że za wiele się od Scotta nie dowie. W końcu, tyle już sama wiedziała (dalsze podziękowania w stronę T.A.R.C.Z.Y). Odetchnęła i poprawiła włosy... dopiero teraz uświadomiła sobie jak ciężką sprawę mają przed sobą. Przy rozmowie z chłopcami nie sądziła, że tak ciężko będzie uświadomić resztę.
- T.A.R.C.Z.A stworzyła nową grupę superbohaterów... i nazwała ich Young Avengers.- zaczęła swoją część umowy. Wyjęła chusteczkę i zaczęła się nią bawić, czując jak pokrywając dłonie substancja lepi się do papieru. Zirytowana własną głupotą, zaczęła odrywać go od siebie.
- Mieli robić za linię zabezpieczającą, w razie gdyby nam odbiła szajba i stalibyśmy się źli... ale im to, co mnie nie dziwi, nie pasuje. Gromada dzieciaków, chce zostać oddzielną i samodzielną organizacją. Podobno mają własnego rozpieszczonego bogacza, by spełnić tą zachciankę...- złapała szklankę i upiła większy łyk soku, dając chwilę ciszy by Ant-man przetrawił informację- A mi się to wcale nie podoba.- oblizała wargi i wróciła spojrzeniem na Scotta.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ant-Man

avatar

Liczba postów : 26
Data dołączenia : 08/05/2016

PisanieTemat: Re: Joe's Bar & Restaurant   Pon Maj 23, 2016 7:32 pm

Scott wiedział, że nie sprowadzi na Jess nagłego objawienia. Nie wiedział wiele więcej niż to, co widział na własne oczy. A nawet tamte obrazy zdawały się rozmazane i niepewne. Sekundy tuż przed wielkim rozbłyskiem, czernią, nieprzyjemnym uczuciem na dnie żołądka i… Nagłe, oślepiające światło dnia. Krystalicznie czyste niebo z rozpruwającymi jego brzuch iglicami drapaczy chmur. Hałas Nowego Jorku, szum zbitych ze sobą głosów, pokrzykiwań w setkach języków i dialektów. Klaksony samochodu, pisk opon. To zdecydowanie nie była dobra przejażdżka.
Scott nie chciałby tego powtórzyć.
A teraz zakrztusił się wodą.
Niewątpliwie był jednym z bardziej zręcznych superbohaterów.
(Jakim cudem on jeszcze żył.)
- Young Avengers? Boże, brzmi trochę jak przedszkole… - zauważył i spojrzał na Jess. Spróbował się uśmiechnąć. – Przedszkole dla superbohaterów. Ale to po prostu pomniejsza grupa. Prawda? – spytał.
Nie prawda.
Mina mu zrzedła.
- Jezu. Dzieciaków? Zaraz… Ile oni mają lat? – Ant-Man poczuł, że zaciska palce mimowolnie na butelce wody. Plastik ugiął się pod naporem opuszków, wydając z siebie nieprzyjemny chrzęst.
Nie chodziło o to, że nie wierzył w młode pokolenie. Że nie ufał ich mocom. Ba, większość z nich pewnie była o niebo od niego potężniejsza. Ale… Ale to nadal były dzieciaki. Ryzykujące własnym życiem dzieciaki. Po Scotcie nikt nie będzie płakał, Scott już dawno pogodził się z tym, że kiedyś umrze. Nie przeszkadzało mu to aż tak bardzo, ale myślał o Cassie. Zrobiłby jej przykrość.
A teraz to…
Wyraz jego twarzy dość jasno świadczył o tym, że z trudem przetrawia tę informację.
- Bogacza? Stark czy ktoś z nich. Kto do nich należy… - urwał. Potarł skronie. – Wybacz, nie powinienem cię tak zasypywać pytaniami, ale to po prostu… Dzieciaki nie powinny za nas obrywać. To nie fair. No i jak to o nas świadczy? – spytał, pozwalając sobie na krzywy uśmiech.
Odrobina humoru przy tak poważnym temacie. To był jego sposób na radzenie sobie ze stresem.
(Jeśli nie umiesz się od tego odciąć, śmiej się.)
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Spider Woman

avatar

Liczba postów : 67
Data dołączenia : 19/05/2013

PisanieTemat: Re: Joe's Bar & Restaurant   Wto Maj 24, 2016 1:49 pm

Ewentualnie miał w cholerę dużo szczęścia, którego zazdrościłaby jej sama Vriska.
- Nie jestem pewna. Spotkałyśmy tylko dwoje przedstawicieli, to nastolatkowie.- wyjaśniła. Ale wiadomo, dwóch przedstawicieli nie mówi jaki wiek mają inni.
- Są zdeterminowani. I szczerze nie wiem, podobno jaką bogaczkę i to nie rozpieszczoną, choć szczerze w to wątpię.- choć różne przypadki chodziły po ludziach- I nie przeszkadza mi to, sama jestem w szoku. Szczerze nie mam pojęcia co myśleć o tym wszystkim.- westchnęła przypominając sobie prośbę Wiccana. I dziwne zachowanie Victora. Między brwiami kobiety pojawiła się zmarszczka gdy ta intensywnie myślała.
-Twierdzą, że T.A.R.C.Z.A jest zła. Niepokoi mnie to. Może faktycznie w jej szeregach dzieją się nieciekawe rzeczy?- w końcu już nie raz się zdarzyło, że silni wrogowie wykorzystywali ją do złych celów. Może działo się to jeszcze raz? Bo myśl, że T.A.R.C.Z.A miałaby być zła sama w sobie... Jess nie dopuszczała do siebie takiej myśli. Potrząsnęła głową wracając na ziemię.
- Naprawdę, nic więcej nie jesteś w stanie powiedzieć?- spytała mając nadzieję, że powie coś ważnego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Joe's Bar & Restaurant   

Powrót do góry Go down
 
Joe's Bar & Restaurant
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next
 Similar topics
-
» Balthazar restaurant

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Midgard :: Stany Zjednoczone Ameryki :: Nowy Jork-
Skocz do: