Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 'Milano' - statek Guardians of the Galaxy

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3
AutorWiadomość
Peter Quill



Liczba postów : 48
Data dołączenia : 05/05/2014

PisanieTemat: 'Milano' - statek Guardians of the Galaxy   Czw Lip 31, 2014 9:23 pm

First topic message reminder :


Ruchoma baza, miłość Starlorda i aktualny dom naszych bohaterów - Milano. Obecnie zaparkowany jest na obrzeżach Nowego Jorku i sprytnie ukryty. Tak przynajmniej twierdzi lider Strażników.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość
Rocket Raccoon



Liczba postów : 101
Data dołączenia : 12/11/2012

PisanieTemat: Re: 'Milano' - statek Guardians of the Galaxy   Pią Paź 14, 2016 3:59 pm

Przysłuchując się rozmowie przyjaciół Groot powoli wychylił swoją rękę w stronę drzwi do pokoju, po czym wydłużał przez jakiś czas rękę jakby chciał złapać coś z innego pokoju.
Rocket był mocno zdziwiony zachowaniem Quilla. Gość, którego głównym zadaniem było na ogół sprawianie, by reszta ekipy nie pozabijała się nawzajem na pierwszym zakręcie sprawiał teraz wrażenie strasznie nabuzowanego.
- I co? Może jeszcze odłączę działa pokładowe, bo jeszcze spięcie rozsadzi pokład? Nie możemy się ruszyć z miejsca, a ty chcesz nas jeszcze rozbroić? Co się stało z panem "Wszystko jakoś się ułoży"? Jesteś bardziej spięty niż pośladki Draxa. Nie ja powiedziałem że masz coś do Novy. Powiedziałem tylko że to nie jego wina że Stark jest bucem.
Nagle Rocket dostrzegł coś, czego nie zauważył wtedy na dachu Avengers Tower. Zwłaszcza po wyrazie twarzy jaki przybrał mówiąc że Gamora jest prawdopodobnie z Novą. Roześmiał się nagle w głos. - Czekaj czekaj czekaj...ty myślisz, że on ci podrąbał samiczkę. - Rocket śmiejąc się położył się na podłodze i skrzyżował ręce na brzuchu. - Ty i Gamora, stary, a to dobre. Nie masz jeszcze dość po ostatnim? Masz upór, trzeba ci przyznać.
Po chwili jednak Rocket przestał się smiać, zwłaszcza widząc minę kumpla. Postanowił więc wrócić do tematu. - Mam nadzieję że nie sugerujesz mi żebym podłączył Diesla do Milano. Daleko na tym nie polecimy, pomijając to że chyba zagazujemy się zanim dolecimy gdziekolwiek. Na szczęście mam przygotowany Plan B. - mówiąc to poddreptał do swojego warsztatu, zrzucił ręką stertę zalegającego tam złomu i wręczył przyjacielowi leżący tam kawałek starej gazety. Na pierwszej stronie widniały zdjęcia z ataku na Houston i wielki nagłówek "CZY OBCY ZOSTAWIĄ KIEDYŚ ZIEMIĘ W SPOKOJU?" Jeśli Quill sam na to nie wpadnie, doda: - Nie wiem na czym oni latają, ale głowę dam, że ma kopa. Wystarczy podkraść się i zezłomować jakiś wrak. No, ewentualnie poczekać aż się wystrzelają, ale to mniej ciekawe.
Widział że przyjaciel nie jest dzisiaj sobą, co widocznie zauważył też Groot, bo jego dłoń właśnie wracała do pomieszczenia trzymając ukochanego walkmena Petera.
- JESTEM GROOT - oświadczył wręczając mu przedmiot na poprawę humoru.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Peter Quill



Liczba postów : 48
Data dołączenia : 05/05/2014

PisanieTemat: Re: 'Milano' - statek Guardians of the Galaxy   Pią Paź 14, 2016 8:15 pm

- Po pierwsze, Stark nie jest bucem, Rocket. Po drugie, wtargnęliśmy do nich tak, jakbyśmy byli jakąś dalszą rodziną, która ma gdzieś panujące zasady. Mam tobie przypomnieć jak się do nich dostałeś z Grootem za pierwszym razem. Bo ja pamiętam bardzo dobrze. - Quill przemawiał teraz bardziej poważniejszym tonem, więc nie było mu rękę, że szop żartował sobie z tego co właśnie przed chwilą mówił. Bądź co bądź prawda jest taka, że schrzaniłem sprawę i muszę to naprawić, a myśl ta skwitowana została dostrzegalnym zmrużeniem oczu i słyszalnym westchnięciem. Uwadze Star-Lorda nie umknęły też słowa futrzaka o tym co tak naprawdę czuł on sam do Gamory kiedyś. Momentalnie jego rysy twarzy zaostrzyły się i sprzedał towarzyszowi bolesnego pstryczka w lewe ucho. - Nie oto chodzi. Po prostu... Zawsze, gdy widzę jak nasza zielona piękność widzi się z nim to nagle w moim żołądku wszystko co zjadłem, przewraca się. Nie mówię, że to źle, ale sam pamiętasz co kiedyś między nimi było. - Ponownie Quill westchnął, przyglądając się przez szybę Milano na panoramę za oknem. - I po prostu wiem o tej przeszłości, ale nie chcę sprawić, żeby oni no wiesz... Ja jej nie kocham. Tylko nie chcę, żeby znowu cierpiała. Żeby oboje cierpieli, jeśli coś nie wypali. - Wydawało się to bzdurne to jednak w uszach i sercu Pete'a brzmiało to jak prawda. Nie chciał tracić swojego kumpla, ale nie chciał też tracić swojej towarzyszki, która owszem potrafi o siebie zadbać, lecz dla mężczyzny najważniejsze było dobro zespołu. - Może... Może po prostu odpuśćmy sobie ten temat, Rocket, bo zaraz rozbeczę się jak dziecko. - Wyjdzie to na lepiej obu rozmówcom, zważywszy, że zwierzak nie będzie musiał słuchać kolejnych rozterek życiowych Quilla, a Quill jego komentarzy. Inaczej było jednak z informacją, którą podarował mu do rąk własnych. Dosyć dobrze czytelny nagłówek przykuł jego uwagę. - Ale wiesz, że to nie jest na ten moment możliwe? Nie jesteśmy w stu procentach ze sobą zsynchronizowani, a ty chcesz, żebyśmy nagle okradali nie wiadomo co? Może... Może najpierw porozmawiajmy wszyscy razem co o tym sądzimy. - Po czym rzucając na ziemię kawałek papieru, blondyn poszedł do siebie. Oczywiście jeśli Rocket chce coś dodawać to droga wolna, niech idzie zanim.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rocket Raccoon



Liczba postów : 101
Data dołączenia : 12/11/2012

PisanieTemat: Re: 'Milano' - statek Guardians of the Galaxy   Sob Paź 15, 2016 11:04 am

Kolejna zmiana w tegodniowym emocjonalnym kalejdoskopie Starlorda znowu zaskoczyła Rocketa. Przynajmniej "Pan Peter Quill, Poważny" nie narzekał na to że wszyscy robią to co zawsze robili od zawsze. - Dobra, dobra, ja też jestem bucem. Ale się staram!
Nawet Rocket stracił jednak cały animusz do droczenia się gdy jego przyjaciel próbował wyjaśnić co dzieje się między nim, Gamorą i Novą. Z jego punktu widzenia nie brzmiało to wcale głupiej niż większość rzeczy, które zazwyczaj mówił jego przyjaciel. Nie znał się jednak na ludzkich, czy Zen-Whoberiańskich rytuałach godowych, więc nie wiedział co powiedzieć. O ile dobrze się orientował u szopów chodziło wyłącznie o pocenie się w odpowiedni sposób, ale wątpił by ta rada pomogła przyjacielowi.
Gdy do tej pory ignorowany Groot zobaczył, że Peter powoli bliski jest płaczu, samemu delikatnie założył przyjacielowi na głowę słuchawki, w których zupełnym przypadkiem leciał właśnie kultowy refren z najnowszej "Awesome Mix petera"
Potem jednak z wielką ulgą dla szopa temat zszedł znowu na plan działania. Wykradanie technologi obcym cywilizacjom w środku konfliktu zbrojnego stanowiło dla niego stabilniejszy grunt, niż feromony. - Jak dla mnie to robota dla kilku osób. Do tego sprawna. Podlecieć, przechwycić, wrócić. Chcesz brać na nią Draxa? Jakby zobaczył wrogą armię odbiegł by i powyzywał wszystkich generałów na pojedynek na śmierć i życie. Prawdopodobnie wszystkich naraz. Choć racja, Gam mogła by kryć nam plecy... O ile nie zaczniesz wzdychać do niej w połowie strzelaniny. Spoko, ja tylko rzucam pomysły. - dodał gdy Peter zasugerował żeby poczekać na resztę ekipy. Gdy Peter wyrzucił gazetę na ziemię Rocket nawet nie zareagował. Widocznie wszystkie przedmioty w jego pokoju miały miejsce tam, gdzie właśnie leżały. Nie zatrzymał też wychodzącego przyjaciela. Odprowadził go tylko wzrokiem, aż nie zniknął za framugą pomieszczenia. Czuł się trochę winny temu że nie miał jak go pocieszyć. Wzruszył jednak ramionami i zabrał się z powrotem do składania granatów.
- JESTEM GROOT - odezwał się po chwili milczący od jakiegoś czasu kompan.
- Tak, jasne że mamy. Wszystkie standardowe modele mają. Milano to przeróbka, ale przecież nie wymontowalibyśmy czegoś takiego. Czemu pytasz?
- JESTEM GROOOOOT? - odpowiedziało drzewo pytającym głosem.
- Taaa i kto zareaguje? Straż miejska? Sam widziałeś że ziemia nie ma naszej technologii, a tylko my byliśmy walnięci na tyle żeby zapuszczać się do tak zacofanego systemu. Prędzej namierzą nas jacyś tajniacy i dopiero będzie problem.
- JESTEM GROOT - odpowiedziało znowu drzewo, ale Rocket zdecydował się je ignorować. Miał lepszy pomysł. Jeśli jego plan ma się powieść, Milano będzie musiało być sprawne. No, przynajmniej sprawniejsze niż było do tej pory. Podniósł się więc z podłogi, zabrał pudełko z pokruszonymi kryształami i pośpiesznym krokiem udał się do maszynowni. Z lekkim ociąganiem Groot wykorzenił się z kuwety i poszedł za nim. Po drodze minęli się jeszcze z Quillem, który smętnie szedł w stronę swojej kajuty, tak więc Starlord mógł zobaczyć gdzie idzie dwójka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Peter Quill



Liczba postów : 48
Data dołączenia : 05/05/2014

PisanieTemat: Re: 'Milano' - statek Guardians of the Galaxy   Nie Paź 16, 2016 10:53 am

Słowa Rocketa już nie dochodziły do Quilla, który wychodził z jego kwatery, kierując się krokami do siebie. Usłyszał zaledwie tylko "Dobra... bucem... staram się". Ale nie dawało mu to jakiegokolwiek sensu. Dlatego też nie przejmował się słowami szopa. Pamiętaj, Quill, jesteś Star-Lordem. Jakoś sobie poradzicie. Zawsze sobie radziliście. Tylko, że teraz nie byli oni w kosmosie, gdzie każdy mógł im zagrozić, między innymi dlatego, że wszechświat jest wielki i nie wiadomo co gdzie czyha na nich. Na ziemi byli (prawie) wszystkiego świadomi.
Gdy tylko Pete doszedł do swojej kajuty, nawet nie zauważył, że od czasu swojego wyjścia miał na głowie słuchawki dzięki Grootowi, a przez nie leciała piosenka. Gdy tylko rzucił się tyłem na łóżko, przymknął swoje oczy. Here, I'll give you my phone number, when you worried, call me, I'll make you happy. Wiercąc się po łóżku zaczął dodatkowo strzelać palcami. Muzyka znacznie wpływała na Star-Lorda. Ale wstając ze swojego łóżka, przez zagłuszone muzyką uszy, Peter usłyszał krótką wymianę zdań pomiędzy Rocketem i Grootem, a raczej bardziej samym szopem, gdyż bądźmy szczerzy, tylko on rozumiał o czym naprawdę mówił drewniak. Zdjął zatem na szyję swoje słuchawki i podsłuchiwał ich dłużej. O tyle było to dziwne, że mówili o czymś powiązanym z tajniakami, a także szeleszczące od minerałów pudełko było dla Star-Lorda złym przeczuciem.
- Wy dwoje, powiedzcie prawdę. Co zamierzacie robić. Już bez Gamory, ale powiedzcie mi, co wy zamierzacie? - Oczy Quilla przechodziły z jednej postaci na drugą. Jeśli ta dwójka o czymś rozmawiała tak głośno i otwarcie to znaczyło, że coś nie do końca dobrego rodzi się w ich głowach.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rocket Raccoon



Liczba postów : 101
Data dołączenia : 12/11/2012

PisanieTemat: Re: 'Milano' - statek Guardians of the Galaxy   Nie Paź 16, 2016 6:31 pm

Jeszcze zanim Peter trafił do maszynowni Milano usłyszał głośne skrzypienie metalu.
- Nie, nie tak! Najpierw ja odkręcam śruby, a potem ty ciągniesz - dało się usłyszeć w korytarzu. Gdy Peter trafił już na miejsce okazało się że Rocket z Grootem majstrują przy ostatnim czynnym generatorze statku, odpowiedzialnym za obsługę podsystemów Milano.
- Słuchaj, może się okazać że Drax, albo Gamora załatwią nam kryształy. Może się okazać że dostaniemy je od Starka. Ale może się też okazać, a jestem skłonny na to postawić, że trzeba go będzie zdobyć samemu. A do tego potrzeba podnieść Milano. Mam pewien plan. Być może uda mi się wykorzystać potłuczone kryształy żeby uzyskać choć troszkę mocy z silników. Wesprę go jeszcze pobocznym generatorem - na podkreślenie swoich słów szop uderzył kilka razy kluczem w blachę od puszki, którą Groot powoli uwalniał ze ściany. - Mocy nie starczy pewnie ani na tarcze, ani na uzbrojenie, ale przekierujemy całość na silniki. Oczywiście nie ma mowy o nadprzestrzeni. Nie chcesz wchodzić w nadprzestrzeń bez tarcz. Nie poczekaj chwilę! - krzyknął na Groota gdy zobaczył że stwór siłuje się ze sprzętem, zamiast go spokojnie wyjąć. Zanurkował w jedną z klap serwisowych, które były w stanie pomieścić tylko jego, albo droidy naprawcze, których niestety nie mieli. Kilka minut i odgłosów walenia zza ściany wyszedł z powrotem.
- Spróbuj teraz - pokazał Grootowi. - Na czym to ja.... A tak, jest też jeden minus - stwierdził jakby poprzednie wcale nie były minusami. - Odłączamy generator pomocniczy, co wyłączy wszystkie podsystemy. Zdalne operowanie drzwiami, podtrzymywanie życia, maskowanie, ale to nie problem bo wyłączy też radio i radar, światło... - jakby na ten znak Groot nareszcie poradził sobie z wyjęciem generatora i nagle w całym statku zapadł półmrok. Rocket zapalił małą latarkę czołową, którą miał zamocowaną na głowie. - ... no i lepiej bedzie jeżeli za potrzebą będziemy wychodzić na zewnątrz. Ale poleci. Nie bez zrywów, ale poleci.
Rocket w tym świetle nie był pewien wyrazu twarzy Quilla, ale zabrał się do pracy. Powoli instruował Groota w jaki sposób postawić obok siebie generatory. - To tylko chwilowe - zapewnił Quilla, i sprawdził kilka razy płomień spawarki. - No, może starczy jeszcze na podpięcie jakiegoś mniej obciążającego podsystemu, ale nie bez kilku testów. Jak wpadniesz bez czego nie moglibyśmy się obejść, daj mi znać. - Odpowiedział jeszcze i, jeśli przyjaciel mu nie przeszkodził, zabrał się do pracy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Peter Quill



Liczba postów : 48
Data dołączenia : 05/05/2014

PisanieTemat: Re: 'Milano' - statek Guardians of the Galaxy   Pon Paź 24, 2016 5:43 pm

Czy szop właśnie miał zamiar rozbierać Milano, aby... zaoszczędzić na kosztach? W sumie był to całkiem dobry pomysł jak na obecną sytuację panującą w grupie, ale Quillowi zapaliła się niestety czerwona lampka w głowie, która alarmując głosem w głowie "Uwaga! Uwaga!" sprawiła, że mężczyzna w szybkim tempie klęknął na kolanach i pochwycił szopa za uda, próbując go wyciągnąć z "otworu" z maszynerią statku. - Szopie, przestań. Nie szarp się. Nie próbuj się stawiać. Zostaw to, Rocket! - zaczął mówić podniesionym głosem do swojego towarzysza, gdzie przy każdym zastopowaniu ciągnął mocniej za szopowe części ciała. Przyznać trzeba, że jest to całkiem komiczna sytuacja patrząc na to jak oboje zachowywali się w tej chwili. A wisienką na torcie tej sytuacji jest zapewne Groot, który patrzył teraz na nich jak na totalnych idiotów. Chociaż w sumie... O czym mógł myśleć Groot? Ale odrzucając te myśli z głowy, Quill dalej ciągnął zwierzę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gamora



Liczba postów : 108
Data dołączenia : 24/05/2014

PisanieTemat: Re: 'Milano' - statek Guardians of the Galaxy   Pon Paź 24, 2016 9:02 pm

//ST

Kosmitka bez większych problemów opuściła Stark Tower. Windą zjechała do holu, a tam już krótka droga na zewnątrz. Jeszcze przed drzwiami zarzuciła kaptur na bujną, zieloną czuprynę, a dłonie ukryła w kieszeniach bluzy. Serce w piersi kosmitki waliło jak oszalałe. Szybkim krokiem wymijała przechodniów, zmierzając gdzieś w nieznanym jej kierunku. Niby nieznanym, jednak na ‘autopilocie’ zmierzała w stronę statku. Ot, tak. Bezpieczny azyl ukryty gdzieś w lesie na obrzeżach, miejsce gdzie zrobił zebranie Star-Lord, ich lider. Rodzinna planeta Gamory już dawno została zniszczona, więc mogła się nawet pokusić o stwierdzenie, że Milano było również jej domem.
Pierwszy raz tak szybko odpuściła Richardowi. Nie rozpętała wojny o to, że znowu stawia obowiązki ponad nią. Że w tym całym bohaterskim pędzie mógłby się na chwilę zatrzymać i skupić na ich relacji. Czyżby ta nieustraszona, nieziemska kobieta stchórzyła przed prawdziwą rozmową o uczuciach? A jak wytłumaczyć to, że chód prawie zmieniał się w bieg? Zielona najwyraźniej musiała na nowo zebrać myśli do kupy. Po rozstaniu było bardzo, bardzo ciężko. Zresztą ponure humory Gamory dawały się we znaki każdemu ze Strażników, a przynajmniej do czasu, aż w końcu stanęła na nogi. Dlatego też zadawała sobie pytanie, czy warto pakować się w to jeszcze raz? A… a gdy znowu popełni ten sam błąd? Na litość boską, w końcu była wychowanką Thanosa, nie zawsze wykazywała się wielkim i dobrym sercem tak jak Richard.
Dlatego też nastrój Gamory nie należał do najlepszych. Ciągle niewyjaśniona sprawa z Richardem. Karygodne zachowanie Quilla na dachu wieżowca należącym do Tony’ego Starka, który był, według Gamory, jedyną deską ratunku sprawił, że po części nie miała ochoty wracać do statku. Nie mówiąc o Rockecie, który tylko w ‘zabawny’ sposób wtórował Peterowi. Na dodatek sama nie wiedziała czy jest bardziej zła na siebie, że poszła rozmawiać z Novą, a zarazem nie dopilnowała sprawy. Czy na durne poczucie humoru Quilla i jego wesołej gromadki. ‘Jego’. Jakby nie patrzeć od długiego czasu to była również i jej gromadka, dlatego zdając sobie z tego sprawę weszła na polane gdzie ukryli Milano.
Nie wiedząc jak tak naprawdę skończyła się dyskusja na dachu Stark Tower, mając jedynie co do tego złe przeczucia, dziarskim krokiem wkroczyła po schodkach do statku.
- Peterze Quill, mam nadzieje, że dogadałeś się ze Starkiem i nie będę musiała obedrzeć cię ze skóry na głównym placu Nowego Jorku – Ciężko było doszukać się żartobliwej nuty w wypowiedzi kosmitki. Gamora zresztą rzadko żartowała na tak poważne tematy jak obdzieranie ze skóry, czy skalpowanie. Nie czekała również na zaproszenie, dlatego od razu ruszyła w kierunku maszynowni. To co tam zobaczyła… przeszło jej najśmielsze oczekiwania.
Oczy Gamory zmieniły się w dwa zielono-złote spodki. Usta natomiast odrobinę się rozchyliły. Dopiero po sekundzie na jej twarzy pojawił się grymas obrzydzenia.
- Na serio nie chce wiedzieć co robicie, ale już przestańcie – Spojrzała gdzieś w bok starając się nie spoglądać w ich stronę, ale nie mogła… po prostu nie mogła. Wiele naoglądała się w życiu, ale… Quill i Rocket w … takiej sytuacji? Z drugiej strony powoli przestała się dziwić, czemu Peter nie uwił spokojnego gniazdka u boku jednej z kosmitek...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rocket Raccoon



Liczba postów : 101
Data dołączenia : 12/11/2012

PisanieTemat: Re: 'Milano' - statek Guardians of the Galaxy   Wto Paź 25, 2016 9:20 am

Rocket zapierał się jak mógł, żeby nie dać się wyciągnąć z włazu. Prawdopodobnie gdyby został o to poproszony, wyszedł by sam, ale teraz chodziło o honor, więc na przekór Quillowi starał się jak mógł zaprzeć łapkami we wnętrzu luku. Starlord był jednak nieporównywalnie silniejszy od niego i chcąc nie chcąc, przy akompaniamencie wiercącego w uszy dźwięku tarcia pazurów o metal Rocket powoli dawał się wyciągnąć na zewnątrz.
Patrzący na to wszystko Groot nie był widocznie pewien co się właściwie dzieje. Czy Rocketowi coś grozi, czy to tylko zabawa, albo jakiś zwyczaj i po czyjej stronie właściwie stanąć? W końcu jednak zdecydował się przyłączyć do zabawy w taki sam sposób. Złapał Petera za uda i mocno pociągnął ku górze. Efekt przypominał trochę wędkowanie, bo wyciągnięty w ten sposób przez Quilla Rocket momentalnie wystrzelił ze swej dziury i obydwaj wisieli teraz do góry nogami trzymani przez Groota. Wtedy do pomieszczenia weszła Gamora. Z jej wyrazu twarzy widać było że jak zwykle gardzi poczynaniami kompanów, jednak nie spodziewała się po nich niczego mniej....lub niczego więcej, zależy z jakiej strony na to patrzeć.
- JESTEM GROOT! - powitał przyjaciółkę drzewiec, posyłając jej jeden ze swoich ciepłych uśmiechów.
- Dobra! Nie będę naprawiał jak nie chcecie! - Rocket wyrzucił trzymaną przez siebie część aparatury, którą niechcący wyrwał, gdy został brutalnie wyciągnięty. - W tej chwili mnie puść!
Słowa szopa skierowane były do Quilla, jednak trzymający ich kolos pomyślał że do niego. Najzwyczajniej w świecie otworzył dłoń i dwójka przyjaciół momentalnie znalazła się na podłodze.
- Hej, Gamora. - odezwał się Rocket gdy już podniósł się z ziemi otrzepał. - I co z Avengersami? Udobruchałaś ich? Pomogą nam? Mam już dość wymyślania niepasujących Quillowi planów. - Mówiąc to wskazał łebkiem na Petera, któremu zawstydzony Groot niezdarnie pomagał właśnie pomóc się z ziemi. Rocket miał na to szczerą nadzieję. Z drugiej strony liczył też na to że preferująca działanie, nad siedzeniem i rozprawianiem Gamora poprze któryś z jego karkołomniejszych planów zdobycia części do silnika. Ale pierwsze rzeczy pierwsze.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Peter Quill



Liczba postów : 48
Data dołączenia : 05/05/2014

PisanieTemat: Re: 'Milano' - statek Guardians of the Galaxy   Czw Paź 27, 2016 9:44 pm

Peterowi za nic nie podobało się to, że Rocket chciał zmieniać coś w Milano, bez uprzedniego uzgodnienia co tak naprawdę chce uczynić. Szop działał pod czystym impulsem, nie analizował pod konkretnym celem swoich czynności. A Quill, cóż, musiał jakoś zareagować. Więc w momencie gdy tylko Groot chwycił obu towarzyszy w górę, nagle weszła ona. Piękna, zielonoskóra piękność o której na początku mężczyzna myślał o bliższym zapoznaniu. Lecz po pewnym okresie czasu zaczął inaczej ją postrzegać. Jako przyjaciółkę i zarazem zdrowy rozsądek w całej tej karuzeli zwanej Strażnikami Galaktyki. Najlepsze uczucie na świecie, mieć kogoś, kto potrafi uspokoić całą drużynę.
Jednakże sytuacja w której Gamora ich zobaczyła, była cóż... troszeczkę niezręczna. - Gamora, to nie jest to na co to wygląda, nie jest to co masz na myśli na co ma wyglądać i właśnie z Rocketem nie robimy to co zobaczyłaś wchodząc. - W sumie wyszło takie masło maślane, ale Quill nie myślał, musiał wybrnąć z tej sytuacji po prostu przenosząc rozmowę na inny temat.
- Dobra, jest już tutaj większość naszej ekipy. Zebrałem was wszystkich tutaj, bo... na początku muszę was przeprosić. Szczególnie ciebie, Gam. Zachowałem się jak totalny dupek, sprawiłem, że nasza sprawa przybrała bardziej na komiczności niż powadze. Dlatego też, jeśli chcesz mnie teraz spoliczkować to możesz to zrobić teraz i w tej chwili. Bo później nie ma już odwrotu. - Przy czym, jeśli Gamora go jednak uderzy, Quill jęknie i rozmasuje swój policzek. Jednakże, jeśli tak się nie stanie to Star-Lord porozgląda się po ekipie i zacznie mówić. - Musimy... Jakoś z tego wybrnąć, razem. Wymyśliłem też pewien plan. I nie, nie... - Tutaj wskazał palcem na szopa, gdyby ten chciał coś powiedzieć. - ...Nie wpadniemy do Avengersów z bronią i zażądamy rozmowy. Musimy to przeprowadzić w sposób dyplomatyczny. Dlatego też... - Teraz przeszedł się do Gamory, położył dłonie na jej ramionach i odezwał się. - ...Ty Gamora spróbujesz zorganizować w jakiś sposób spotkanie. Spotkanie w którym wezmę udział ja, ty jako nasz przedstawiciel wizerunkowy oraz Stark, jako główny inżynier zbrojeniowy i tak dalej. Jakieś pytania? - Quill zaczął rozglądać się po wszystkich, by zaraz znowu spojrzeć na szopa. - I nie, nadal nie przemyślałem tego, że wejście z brońmi do Avengersów to dobry pomysł. Nie wchodzimy z brońmi w ogóle, nigdzie. Jesteśmy tutaj gośćmi. Staramy się zachowywać jak goście.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gamora



Liczba postów : 108
Data dołączenia : 24/05/2014

PisanieTemat: Re: 'Milano' - statek Guardians of the Galaxy   Nie Paź 30, 2016 10:27 am

Póki co nie odpowiedziała na ciepły uśmiech Groota. Właściwie w tym momencie była zamknięta na jakiekolwiek pozytywne bodźce, które bądź co bądź łagodziły obyczaje. Ot, szczery uśmiech Drzewca potrafił rozbroić. Jednak każdy kto miał przyjemność zapoznać się z Gamorą wiedział, że o rozbrojenie jej …bardzo trudno. Czy chodziło o emocjonalny stan, czy o dosłowność w czystej postaci.
Wpatrywała się w towarzystwo wyniosłym spojrzeniem, nie mogąc pozbyć się grymasu obrzydzenia, widząc to w jaki sposób spędzają czas pozostali członkowie drużyny. Kątem oka rozejrzała się za Draxem, chcąc w nim poszukać odrobiny wsparcia, ale niestety mężczyzna był nieobecny. Niepokój spowodowany brakiem zielonego olbrzyma odłożyła na bok. Mierząc z góry na dół łańcuch stworzony z Rocketa i Petera starała się zebrać emocje do kupy. Wyglądała nawet na spokojną. Srogą, ale całkiem spokojną… do czasu… Do czasu, aż jej zdegustowana mina przeobrażała się w minę rozjuszonego byka.
Rocket pierwszy dołożył cegiełkę. Złość w oczach zielonej kosmitki momentalnie zapłonęła, a postawa jaką przyjęła, zaciskając dłonie w pięści, nie wróżyła niczego dobrego. Zanim jednak zdążyła się odezwać Peter Quill podjął próbę wyjaśniania tej dziwacznej sytuacji. Gamora spojrzała na niego tym specyficznym wzrokiem, który wyraźnie mówił, żeby przestał, że naprawdę, ale to naprawdę nie chce wiedzieć co tutaj zaszło.
Pocieszające było to, że Peter zdawał sobie sprawę z tego co zrobił i jak się zachował, a przede wszystkim nie próbował się zgrywać. Mimo to nie zamierzała zostawić tego bez komentarza. Wspinając się na wyżyny cierpliwości, wpatrując się tym razem w Star-Lorda wysłuchała go do ostatniego słowa. Czy chciała go spoliczkować? Chciała wyrwać mu serce prosto z klatki piersiowej, ale mimo to nie skorzystała z propozycji. To nie Quill będzie jej wyznaczał czas kiedy może mu wymierzyć policzek. Zresztą nie od dziś wiadomo, że atak z zaskoczenia jest najbardziej bolesny, bo ciężko przygotować się na obronę.
Gdy jadaczka Petera w końcu się zamknęła, a wszystkie słowa jakie padły poukładała sobie w odpowiednich pamięciowych szufladkach. Część z nich również wylądowała w śmietniku, jednak był to zwyczajowy zabieg w trakcie dyskusji z Quillem. Nie zwlekając zbyt długo rzuciła jeszcze spojrzenie Grootowi. Dopiero wtedy dostrzegła jego ciepły uśmiech. Gamora przechyliła łepek w bok i posłała bogu ducha winnemu Drzewcowi swoje ostrzegawcze spojrzenie.
- Nawet nie próbuj – Mruknęła mało zachęcającym tonem, a potem obniżyła spojrzenie, by przykuć je do oczu Rocketa.
- Pomogą? Udobruchałam? Chyba nie chcecie powiedzieć, że zniszczyliście wszystko nad czym pracowałam przez cały ten czas… Gdy wy spędzaliście swój na tych waszych… - Zamachała niedbale palcem w kierunku dziury skąd Quill wyciągał na siłę Rocketa, co było niesprawiedliwym osądem, ponieważ wychodziło na to, że tylko to robili… Oprócz psucia dopiero co pączkujących relacji między innymi bohaterami z tej nieszczęsnej planety
- …Zboczonych tańcach – Nie wiedziała jak to podsumować, dlatego wymieniła czynność, której idei w ogóle nie rozumiała. Szczerze mówiąc, nie wiedziała jak zakończyła się dyskusja między Starkiem, a Quillem, ale po tym co powiedział… mogła się domyślić. Co jeszcze bardziej ją rozjuszyło.
- A to wszystko przez ciebie – Oskarżycielsko wymierzyła palec w Star-Lorda i ruszyła w jego kierunku. W tym momencie Quillowi mogło się zrobić co najmniej gorąco.
- Jak ja wypadłam w ich oczach? I jak MY wypadliśmy? Strażnicy Galaktyki. Słysząc samą nazwę będą się kpiąco uśmiechać, bo Ty Peterze Quill, liderze tej całej wspaniałej gromadki zrobiłeś z nas debili. Odbyłam tą wędrówkę, pomogłam ziemskim bohaterom w walce z jakimiś oprychami. Chciałam, żebyś nas godnie reprezentował, ale miałeś co innego w planie. To twoje pajacowanie Quill fatalnie odbije się na opinii naszej grupy. Nie będziemy przez nikogo poważnie traktowani, a ty chcesz bronić Galaktyki?! W ten sposób? Dlatego powiedz mi… - Przez ten cały czas podchodziła do niego, a gdy znalazła się już naprzeciw, zaczęła go bezpardonowo popychać w kierunku ściany, z którą chcąc nie chcąc musiał w końcu się dupskiem i plecami przywitać.
- …Dlaczego JA mam cokolwiek organizować? Na serio myślisz, że przeprosiny wystarczą? – Wysyczała mu prosto w twarz.
- I co w ciebie wstąpiło przy Novie, że zachowałeś się jak kretyn?! Na litość boską, Peter… przecież to Twój przyjaciel. Nie poznaje cię. A może… może nigdy tak naprawdę nie znałam? Twoje zachowanie to nie tylko dyshonor jego osoby, ale i mojej... – Spojrzała mu w oczy z mieszaniną żalu, złości i ogromnego zawodu.
- Masz pięć sekund na wyjaśnienia zanim nie rozerwę cię na strzępy gołymi rękami – Nie żartowała.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rocket Raccoon



Liczba postów : 101
Data dołączenia : 12/11/2012

PisanieTemat: Re: 'Milano' - statek Guardians of the Galaxy   Pon Paź 31, 2016 12:54 am

Zignorowany z początku Rocket jeszcze nie wybuchał. Co jak co, ale do swoich przyjaciół posiadał większe dozy cierpliwości, niż do obcych. Minimalnie większe, ale to zawsze coś. Wysłuchał do końca planu Quilla, ale gdy okazało się że jedyną rolą, jaka jest dla niego przewidziana jest nie wkraczanie z bronią do Avengersów, niemało się zirytował.
- A ja to co, pies? - żachnął się Peterowi. - Gam, jak nie masz zamiaru wykorzystać tego uderzenia, możesz mi go odstąpić za powiedzmy....moją porcję słodkiej galaretki z następnej racji żywieniowej?! - mówiąc to szop cały czas stopniowo podnosił głos. - Ah, to to też moja wina? - dodał gdy Gamora zaczęła jego też oskarżać o stan w jakim się teraz znajdują. - Chciałem to nadrobić, tak? Starałem się zdobyć na czarno brakujące części, tak? Próbuję, zrobić coś ze statkiem, tak? - wskazał obydwoma łapami na miejsce, gdzie przed chwilą leżała część, którą niechcący urwał, będąc wyciąganym przez Quilla i Groota. Nie było jej jednak na miejscu bo zmartwiony całą awanturą i chcący coś naprawić drzewiec montował ją właśnie z powrotem. Dowodem na to mogły być jego dłonie, które widocznie wydłużały się wewnątrz włazu, oraz zadowolona z siebie mina stwora.
- Jestem Groot. - rzekł kolos uspokajająco. Rocket tylko roztarł sobie czoło łapami i wrócił do rozmowy. - Dobrze, jeśli uważasz że wiesz co robisz, wielkoludzie. Czekaj, czekaj Gamora, ty myślisz że ja i Quill... - tutaj wybuchł naprawdę radosnym śmiechem - A to dobre, nie rozśmieszaj mnie. Masz o mnie tak niskie mniemanie? Padliny nie tykam. No...metaforycznie...
Zobaczył jednak że Gamora nie jest w nastroju do żartów, co znaczyło mniej więcej tyle że jest w stu procentach sobą.
- Tu się zgodzę, przeprosiny nie wystarczą. Trzeba im wysłać palec Quilla w prezencie przeprosinowym. No, chyba ze to też nie wchodzi w grę, tak to mam Plan B. - Rocket podsunął Gamorze wycinek z gazety z inwazją na Houston, którą wcześniej pokazywał Quillowi.- Gdy my tu siedzimy i się nad sobą użalamy, ktoś odwala za nas naszą robotę. Kto wie czy nie stoi za tym Thanos? Mówię polećmy tam i zobaczmy co da się zrobić.
Nie wyjaśniał dokładnie co właściwie da się zrobić i czy chodzi mu o pomoc ziemi, czy złomowanie wraków statków. Był ciekaw rekcji Gamory na ten plan, a w dwójkę może uda im się przekonać Petera do swoich racji. W tym czasie Groot widocznie zamontował znowu tamtą część i zabierał się do ponownego przykręcania generatora mocy podsystemów, używając własnych palców jako narzędzi. Po chwili na statek znów wróciło światło.
- JESTEM GROOT - zawołał stwór wesoło chcąc rozładować atmosferę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Peter Quill



Liczba postów : 48
Data dołączenia : 05/05/2014

PisanieTemat: Re: 'Milano' - statek Guardians of the Galaxy   Pon Paź 31, 2016 2:44 pm

Gdy tylko Gamora rozkręciła się z tym co miała do powiedzenia, Quill nie przerywał jej ani chwili. I nie było to akurat z powodu, że tak kultura nakazywała, a raczej z faktu, że zaraz mógłby faktycznie oberwać. Całkiem boleśnie, patrząc na to w jakim jest nastroju. Dlatego też wysłuchiwał wszystkiego tego co mieli mu do powiedzenia towarzysze, pozwalając im na wyrzucenie z siebie wszystkiego. Przecież nie musiał zawsze być w centrum uwagi. Nie na statku, oczywiście.
Dopiero, gdy kobieta wspomniała o Novie, Quill sam jej przerwał ręką i zaczął mówić podniesionym głosem.
- Ty myślisz, że ja to robiłem specjalnie, żebyście mnie znienawidzili? Nie no, teraz to mnie trzymajcie, bo mam ochotę stąd wyjść. Nie pamiętasz co się działo jak od siebie odeszliście? Nie byłaś sobą Gam, nie byłaś. Kiedy próbowaliśmy ciebie jakoś odciągnąć od niego myślami to zlewałaś nas. A ja... - I tutaj Peter zrobił krótką przerwę na zebranie myśli. Czy był to odpowiedni moment na to, żeby powiedzieć o co mu chodziło z nimi? W sumie nie ma już nic do stracenia prócz większej złości. - A ja nie chcę, żebyście wy oboje cierpieli. Jak zejdziecie się znowu to nie będzie już to samo. Zresztą wy dwoje jesteście z innych światów. Wszystko co robimy jako MY, nieważne czy wrócimy do kosmosu czy nie wiążę się z tym, że każdy z nas może w każdej chwili i w każdej okazji zginąć. I nie chcę. - Gardło Quilla zacisnęło się, blokując mu przez chwilę mowę. - Nie chcę stracić rodziny. Jesteście mi jak rodzina, nieważne, że każdy z was jest z innego miejsca. Wspólny cel nas połączył. - Wraz z kolejnymi słowami Quill nie chciał już patrzeć na samego siebie w lustrze. Wszystkie oskarżenia wbijały się w jego serce, a on sam nie wiedział jak myśleć. - Jeśli... Jeśli chcesz zostać z nimi, Gamora, to znaczy ze Starkiem i Avengersami... To... Uszanuję to. Naprawdę, ale siedzenie na tej planecie mnie dołuję. Siedzę ciągle w statku, ciągle. Próbuję rozwiązać to sam. Tak jak mogę. Dlatego zachowuję się tak jak wtedy. Po prostu nie wiem już co robić. - Tutaj popatrzył teraz na ponownie trzymany przez Rocketa urywek gazety, wyrwał mu go z ręki i dał do rąk Gamorze. - Jeśli chcesz jest jeszcze to co Rocket wskazał. Jesteś w końcu drugim liderem. To ty trzymasz nas w ryzach i uspokajasz. Taki zdrowy rozsądek. Zdecyduj za mnie, choć ja uważam, że nie warto się w to mieszać. Nie wiemy co tam zastaniemy, KOGO zastaniemy. - Po czym z uniżoną w dół głową, Quill wpatrywał się w Gam.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gamora



Liczba postów : 108
Data dołączenia : 24/05/2014

PisanieTemat: Re: 'Milano' - statek Guardians of the Galaxy   Wto Lis 01, 2016 8:09 pm

Po propozycji odsprzedania uderzenia Petera za porcje słodkiej galaretki na chwilę oderwała swoje wzburzone spojrzenie od twarzy Quilla i przeniosła je na włochate oblicze szopa. W pierwszym momencie można by pomyśleć, że Rocket zaraz otrzyma sowity opierdziel, że to nie czas na dowcipkowanie. Ale ani to nie były z jego strony żarty, ani ze strony Gamory czas na nie rozważenie tak interesującej propozycji. Po krótkim zastanowieniu zaraz odpowiedziała:
- Deal – I wróciła spojrzeniem do Quilla, jednak Rocket najwyraźniej bardzo chciał odpowiedzieć na jej zarzuty, dlatego po przewróceniu oczami znowu zwróciła się do futrzaka. Tym razem wyglądała na nieco zniecierpliwioną i poddenerwowaną. Historia Rocketa prawie ją wzruszyła. Prawie.
- Nazywanie Starka babą, która się ‘wyleguję’ miało w tym wszystkim pomóc? Znieważałeś Starka w jego własnym domostwie. Sam byś nie chciał z kimś takim rozmawiać. A jak on to jedyna deska ratunku? – Pokiwała głową z niedowierzaniem. Nawet nie spojrzała na miejsce, które wskazał Rocket. Te części i tak jej nic nie mówiły. Nigdy nie zajmowała się reperowaniem statku. Zignorowała również gromki śmiech szopa. To co tam robili, również wydawało się jej mało istotne, zresztą złość, która w niej wzbierała musiała w końcu znaleźć ujście.
Rocket natomiast zaplusował pomysłem.
- Tak myślisz? – Chwyciła za nadgarstek Quilla i mocno przywarła do metalowej ściany statku. W drugiej ręce znalazł się nóż, który zwykle trzyma w pokrowcu przytwierdzonym z boku uda w zbroi. Ostrze niebezpiecznie blisko znalazła się przy palcu Petera. Najwyraźniej do takich akcji nie trzeba było jej namawiać. Miała też nadzieje, że to zmusi Quilla do gadania. Star-Lord często coś tam kręcił i nie wszystkimi informacjami dzielił się z pozostałymi członkami Strażników Galaktyki.
A potem sama zaczęła swój monolog, który został przerwany ręką Quilla. Spojrzała na tą dłoń zszokowana, że ‘co on jej tutaj… macha tymi grabiami?’, a potem posłała mu spojrzenie pt. ‘Z tej również mogę pourywać’. Nie spodziewała się jednak, że zacznie jej robić wyrzuty z powodu ciężkich chwil po rozstaniu z Novą, dlatego odrobinę się odsunęła. Nie miała ochoty tego słuchać, dlatego odwróciła się plecami i ruszyła do wyjścia, ale zaraz ustała.
- Zamknij się – Dobrze wiedział, że takie rozmowy powinni odbyć tylko i wyłącznie na osobności. Quill natomiast nie przerywał, dlatego nie wiedząca co ma ze sobą zrobić Gamora kręciła się niespokojnie, aż w końcu ustała kilka metrów przez nim i dalej słuchała. Złapała za pierwszy lepszy przedmiot i rzuciła w jego kierunku.
- Żaden z was nie był mi w stanie pomóc. Nawet ja nie wiedziałam! – Krzyknęła, a potem uciekła wzrokiem. Panowie nawet nie zdawali sobie sprawy na co prawie się zgodziła, by pozbyć się tęsknoty i smutku oraz wyrzutów sumienia, które ciążyły na jej barkach w związku z przeszłością… z misji pod wodzą Thanosa. Na dodatek w tym momencie zaszczepił w niej wątpliwości, czy sprawa z Novą jednak faktycznie nie powinna być zakończona.
- I to dlatego tak się zachowywałeś? Żeby nas do siebie zniechęcić? Quill ty durniu ty. Twój podstęp spalił na panewce. I tak, może przez ten czas gdy… z Novą mi nie wyszło za często patrzyłam śmierci w twarz, ale mogłeś to inaczej zorganizować… a przede wszystkim zostawić to mi. To moja sprawa  – Warknęła dodając coś na kształt warknięcia pod koniec wypowiedzi, a potem kopnęła w kolejny element statku, który wyrwany z podłogi pomknął w kierunku kokpitu.
- I jesteś kretynem, jeżeli myślisz, że chce tu zostać. Przecież po to poszłam do Starka. Po pomoc, a teraz znowu zostaliśmy z niczym. Za długo tu jesteśmy. Za długo… - Żachnęła się starając uspokoić wzburzone emocje. Na szczęście z pomocą przyszedł Rocket. Gamora prawie wyrwała mu z łapki wycinek z gazety. Przesunęła wzrokiem po tekście i po zdjęciach. Chociaż na dźwięk imienia jej ojca znowu poczuła pulsującą krew w żyłach to tym razem zapanowała nad emocjami.
- Po co miałby atakować Ziemię? Zresztą… czym mamy tam polecieć? Tym? – Wskazała dłonią na przestrzeń w pół dookoła siebie.
- Zajmijmy się najpierw sobą Rocket. Quill ma rację… Niestety, ale ma rację. Nie powinniśmy się angażować w coś do czego nie jesteśmy przygotowani. I tak wiem, że nie raz lecieliśmy na łeb na szyje, ale to sytuacja kryzysowa - Zamrugała, gdy w końcu na statku Groot przywrócił światło.
- Może gdybym poszła tam sama… Może dałoby się jeszcze jakoś odratować sytuacje? – Ciężko powiedzieć czy zadała to pytanie sobie, czy chłopakom.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rocket Raccoon



Liczba postów : 101
Data dołączenia : 12/11/2012

PisanieTemat: Re: 'Milano' - statek Guardians of the Galaxy   Sro Lis 02, 2016 10:06 am

Szop aż zacierał ręce z uciechy. Ta galaretka zdecydowanie była tego warta. - No dobra, to teraz nachyl mi się, bo nie mam zamiaru iść po stołek. NIE NIE NIE NIE NIE! To był żart, nie ucinaj mu nic - zaczął przerażony gdy Gamora powoli zabierała się do rękoczynów. - Zresztą wątpię by Stark, czy Rick docenili to tak jak my. - dodał z uśmiechem.
Szop przez chwile chciał pomóc przyjacielowi oderwać się od Gamory, jednak fizycznie pewnie i tyk by nic nie wskórał, dlatego zdecydował pozostawić to im samym. - Co do Milano, to jestem w stanie sprawić że doleci pod Houston. Rozmawialiśmy o tym właśnie. To by była jazda bez trzymanki, ale dalibyśmy powoli radę. Z tym ze bylibyśmy jak kaczki na odstrzał. I skąd mam wiedzieć po co miałby to robić? Nic co robił do tej pory nie miało dla mnie sensu, a nie byłaby to pierwsza inwazja, w jakiej maczał palce. Ktoś z nas powinien tam zajrzeć. Na wszelki wypadek. Zawsze mogę tam skoczyć z wielkoludem, skoro i tak nie uwzględniacie nas w swoich wielkich planach. - W tym momencie wskazał łbem na Groota, który kończył przywracanie maszynowni do stanu przedrocketowego. Rocket akurat tego nie widział, ale jego przyjaciel po ponownym podłączeniu podsystemów, powoli podszedł do sporego przełącznika z napisem "Distress Call", stłukł do niego szybkę i wykonał gest jakby chciał go wcisnąć. W ostatniej chwili jednak odwrócił się do przyjaciół i zapytał: - Jestem Groot? - Miał w tym sporo racji. Może Quill i Rocket mogli nazywać ziemię w pewnym sensie domem, to z punktu widzenia reszty rozbili się na zacofanej technologicznie planecie i potrzebują pomocy. Szansa na to że sygnał odbierze ktoś z ziemi jest dość niewielka z powodu na spore rozbieżności technologiczne.
W tym czasie Rocket stukał pazurkami w minikomputer zamontowany na jego rękawicy. Przez to nie widział co właściwie kombinuje drewniany kolos.
- Wszystko wskazuje na to że Józefina jest gotowa do skoku i lotu. Możemy ruszać z wielkoludem w każdej chwili. Będziemy w kontakcie. Rozejrzę się tam, zobaczę czy możemy w czymś pomóc, a kto wie, może znajdę gdzieś te soczewki w którymś z rozwalonych pojazdów.
Rocket uniósł brwi czekając co na to mają do powiedzenia pozostali.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Drax



Liczba postów : 10
Data dołączenia : 11/12/2015

PisanieTemat: Re: 'Milano' - statek Guardians of the Galaxy   Sro Lis 02, 2016 3:48 pm

Gdy usłyszał wiadomość Quilla nie zamierzał zwlekać ze swoim powrotem, ale nie był w stanie znaleźć drogi powrotnej i przez jakiś czas bezmyślnie kręcił się po Nowym Jorku. Ludzie przyglądali mu się na każdym kroku, jedni uciekali, inni z kolei jakby byli nim zafascynowani. Na szczęście dla nich nikt nie odważył się zbliżyć bardziej niż kilka, może kilkanaście długich kroków. Nie był w najlepszym nastroju i w każdej chwili mógł zostać wyprowadzony z równowagi, co dla wszystkich, oprócz niego, nie skończyłoby się najlepiej. Gdy w końcu udało mu się odnaleźć miejsce, w którym się rozbili, a także sam statek, poczuł wyraźną ulgę. Wszedł na pokład Milano, skąd dobiegały już znajome mu głosy towarzyszy.
- Daj mi coś wartościowego do zrobienia, Quill. Lepiej niech będzie to coś rzeczywiście wartego uwagi. – rzekł, gdy natknął się na pozostałych. Ewidentnie nad czymś dyskutowali, ominęła go jednak znaczna część tej rozmowy i nie miał zielonego pojęcia co się dzieje. Rzucił więc tylko te dwa zdania, by przekazać, że stan, w którym się znaleźli coraz bardziej go denerwuje. Utknęli na Ziemi, gdzie z pewnością nie będzie mu dane spotkać Szalonego Tytana, Thanosa, i dokonać upragnionej zemsty. Przystanął obok Rocketa i z założonymi rękoma zwyczajnie czekał.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Peter Quill



Liczba postów : 48
Data dołączenia : 05/05/2014

PisanieTemat: Re: 'Milano' - statek Guardians of the Galaxy   Sro Lis 09, 2016 4:51 pm

- Gamora, naprawdę, ja przepraszam ciebie za tę akcję. Ale sama rozumiesz, nie chcę, żebyście nagle znowu zwariowali. Ty nie jesteś częścią jego świata. Jego obecnym światem jest Ziemia. Nie czuje się na siłach odejścia z niej. A teraz, gdy jeszcze ciebie zobaczył to równie dobrze może zaraz mieć niezdrowe myśli na temat tego, że trafisz na Thanosa czy kogoś lepszego od ciebie i zginiesz. A ja nie mogę na to pozwolić. Nie chcę. - Quill rozmasowywał swoją dłoń, zaciśnięta ręka Gamory sprawiła, że po zdjęciu jej pojawił się czerwony ślad na nadgarstku. Czy było to konieczne? A może po prostu zielonoskóra chciała odreagować po tym wszystkim co usłyszała. Zaraz jednak pomyślał głębiej nad tym co miał przekazać reszcie drużyny. Jakiś plan czy coś. W sumie wypad Rocketa i Groota bez Draxa na Houston to przesada. Nie poradziliby sobie, nie wiedząc, co mogą tam znaleźć.
Na szczęście jednak, gdy tak gadali, Quill zauważył, że ten o którym było mowa, wrócił.
- Drax, wysyłałem ci wiadomości tysiąc razy. Gdzieś ty był? W sumie to nieważne, nie muszę wiedzieć. Za to... Rocket. - Tutaj zwrócił się do szopa, słysząc jak mówił coś o Józefinie. - Rock, słuchaj. Mam inny pomysł. Weź ze sobą Draxa, a my weźmiemy Groota. No wiesz, spróbujecie coś razem zdziałać. Sądzę, że z nim dasz sobie więcej rady niż z naszym drzewiastym przyjacielem. Co sądzisz, Gamora?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gamora



Liczba postów : 108
Data dołączenia : 24/05/2014

PisanieTemat: Re: 'Milano' - statek Guardians of the Galaxy   Sro Lis 09, 2016 9:25 pm

Gamora ani nie zamierzała słuchać Rocketa, ani… ucinać palca Quillowi, chociaż fakt, patrząc na to z boku, albo en face, bo tak widział jej wściekłą minę Star-Lord, ciężko było wywnioskować, czy zielona zamierza poczynić pewne kroki i pozbyć Petera palca. Na pozór zdawało się, że nie dostrzega Rocketa, Quill jednak mógł zauważyć cień sadystycznego uśmiechu, który przeszedł przez twarz Gamory, gdy Szop trafnie zauważył – panowie z Avengers mogliby nie docenić tego brutalnego gestu, a oni natomiast... wręcz przeciwnie.
Cały czas wsłuchiwała się w słowa włochatego przyjaciela. Powoli zaczęła się przekonywać do pomysłu. Skoro już są na Ziemi i mogli jakoś częściowo nawet pomóc w walce z wrogo nastawionymi kosmitami… a zarazem wkupić się w łaski Avengers… Brzmiało jak plan.
I może dla Rocketa wszystko co robił Thanos nie miało sensu. Nie poznał go tak jak ona. Nie wiedział dlaczego wszystko co przygotowywał to droga ku pełnoprawnej destrukcji. Nie zamierzała jednak w tym momencie się nad tym roztkliwiać, ani tłumaczyć. Tym bardziej, że słowa Quilla cały czas huczały jej w głowie. Mimo to odsunęła się od niego i starała krzykiem oraz wszelakimi gestami w postaci lecącego w jego kierunku przedmiotu sprawić by w końcu się już zamknął. Na szczęście Rocket intuicyjnie sprowadzał myśli zielonej na zupełnie inne tory. Przewróciła tylko oczami, gdy Szop nie podarował sobie prztyczka sugerując, że nie miała go na względzie w swoich planach. Przecież widział, że dopiero byli na etapie ‘dogadywania się’.
Gdy Quil jeszcze coś tam brzęczał Gamora starała się go nie słuchać. Robił jej pod górkę i sama nie wiedziała skąd tak daleko idące wyciągnięte wnioski dotyczące Novy, w końcu nie widział się z nim tak długo jak… jak ona. A może nie? Może mieli ze sobą kontakt? Tylko po co ta krótka dyskusja z Richardem, z której mogła jednoznacznie wywnioskować, że jest wręcz przeciwnie, że słowa Petera wcale nie oddają tego co miał na myśli Rider. W głowie zielonej ponownie się zakotłowało, jedna tym razem zsyłane na meandry myśli odbiły się od obrazu Draxa, który zjawił się w statku. Gamora uśmiechnęła się pod nosem widząc jego oblicze. Odczuła niebywała ulgę, w końcu teraz byli w całym składzie.
- Dobra plan jest prosty. Bierzesz Draxa i lecicie do tego całego Houston by pokazać, że coś jesteśmy warci, ale nie rób nic ponad siły – Posłała mu Szopowi przeciągłe spojrzenie, a potem podeszła do Draxa i ułożyła mu dłoń na ramieniu.
- Zresztą nie będziesz sam. Będziesz miał u boku …prawie najlepszego wojownika – Posłała Destroyerowi bezczelny uśmiech. No co? Nie od dziś było wiadomo, że uwielbiali ze sobą rywalizować. Oczywiście na tym etapie przyjaźni bardziej żartobliwie, niż na serio. Zresztą z całej czwórki to z Draxem w jakimś sensie była najbliżej. Łączył ich wspólny życiowy cel. Zabicie Thanosa.
- Dobrze, że jesteś – Dodała już ciszej, tylko do rosłego wojownika, a potem zabrała dłoń i stanęła tak by mieć ich wszystkich na widoku. Wzrok Gamory zatrzymał się na Groocie.
- W takim razie wszystko jasne, wy do Houston, ja z powrotem do siedziby Avengers. A ty… -Wzrok kosmitki zatrzymał się na Quillu.
- …A ty rób co chcesz –Rzuciła w jego kierunku i opuściła statek.

/zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rocket Raccoon



Liczba postów : 101
Data dołączenia : 12/11/2012

PisanieTemat: Re: 'Milano' - statek Guardians of the Galaxy   Czw Lis 10, 2016 9:10 am

- Hahaha. I to mi się podoba. Wracamy do gry! Piąteczki! - Rocket uniósł łapkę do góry w przypływie ferworu. Gamora zdążyła jednak już wyjść. Quill był w raczej słabym humorze, a szop wolał nawet nie zakładać o jakich piąteczkach mógł pomyśleć Drax. Prawdopodobnie więc jedyną istotą jaka po jakimś czasie pacnęła niewprawnie łapkę zwierzątka był Groot.
- Jestem Groot. - zaproponował wielkolud.
- Dobra myśl. W mieście mógłbyś robić spore zamieszanie. Zresztą nic mu nie będzie. Gamora z nim przecież idzie. - spojrzeli obydwoje na Quilla. - Zrób wszystko jak ci pokazywałem. Podtrzymuj maskowanie. I co jakiś czas nasłuchuj radarów.
- Jestem Groot. - przytaknął mu przyjaciel.
- Dobra Drax – poklepał niszczyciela po udzie. Głównie dlatego że wyżej nie dosięgał. - Pakuj zabawki, a ja załatwiam nam transport i czekam na zewnątrz.
W sumie ich wielki wojownik nie wypowiedział się, co sądzi o tym planie, jednak szop jakoś nie mógł sobie wyobrazić że chciałby czegoś innego niż stawianie oporu flocie najeźdźców z kosmosu. Jeśli jednak nie będzie się chciał zabrać z Rocketem, trudno, weźmie ze sobą Groota. I tak zawsze dobrze ze sobą współpracowali. Zszedł trapem Milano i znalazł się pośrodku polany na której ukryli Milano. Przysiadł na jednym z pniaków i zaczął dłubać w swoim podręcznym komputerze. Nie był pewien czy Cosmo, lub ktokolwiek kompetentny znajduje się w tym momencie w ich bazie na Knowhere, więc starał się jak najdokładniej wyznaczyć położenie zrzutu. Względny ruch planet, galaktyk i całego kosmosu nie ułatwiał sprawy. Sekundę później rozległ się trzask, który brzmiał trochę jakby jakiś gigant przełamał w rękach wielgachną deskę z pleksiglasu, po czym już zupełnie normalny dźwięk łamiącego się drewna. Rocket odwrócił się przez ramię i zobaczył że jego najnowszy wynalazek spadł właśnie na starą zbutwiałą szopę, która stała obok, zamieniając ją w drzazgi. Pogratulował sobie wyniku. Pomylił się zaledwie o kilkanaście metrów, a w końcu mógł też walnąć w Milano, które stało obok, albo znaleźć się pod ziemią, a wtedy trzeba by było kopać.
Podreptał w stronę machiny, która chwilowo wyglądała jak jakiś rodzaj fikuśnego myśliwca i otworzył sobie kabinę przyciskiem na rękawicy. Szybko wdrapał się na pokład i zaczął przegląd systemów. Wyglądało na to że poza kilkoma rysami lądowanie przebiegło sprawnie, a pojazd nadawał się do działania. W międzyczasie czekania na Draxa zajął się ustawianiem radia na ziemskie częstotliwości rozrywkowe, żeby zobaczyć o czym tam się na tej błękitnej planecie rozmawia.
- Wybacz niewygody. - rzucił zielonemu gdy w końcu pojawił się przy myśliwcu. - Ograniczenia wolnej przestrzeni. Zakładałem że będę latał sam, a miarę ewentualnego pasażera brałem z Quilla. Mam nadzieję że jakoś się wepchniesz.
W tym samym czasie Groot zabrał swoją kuwetę z pokoju Rocketa i przeniósł ją do kokpitu Milano. Zakorzenił się w niej wygodnie między fotelami, po czym położył dłonie na konsolecie.
-Jestem Groot- życzył powodzenia przyjaciołom przez komunikator.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Drax



Liczba postów : 10
Data dołączenia : 11/12/2015

PisanieTemat: Re: 'Milano' - statek Guardians of the Galaxy   Pią Lis 11, 2016 3:23 pm

Na pytanie Quilla nie udzielił żadnej odpowiedzi. Zresztą ten sam dał mu wyraźny znak, że takowej nie oczekiwał. W milczeniu dalej wsłuchiwał się w toczącą dyskusję.
Prawie najlepszego? Każda inna osoba stojąca teraz na miejscu Gamory prawdopodobnie musiałaby pogodzić się z tym, że nie zrobiłaby już ani kroku więcej, tą głupią wypowiedzią kończąc swój żywot. Ona jednak nie musiała się tym martwić. Stoczyli razem wiele bitew, podczas których kobieta udowodniła, iż posiada ogromne umiejętności i zarówno Drax, jak i pozostali, może liczyć na jej wsparcie. Być może nawet dorównywała mu w walce, ale był przekonany, że gdyby miało między nimi dojść do pojedynku, to właśnie on wyszedłby z niego zwycięsko. Poza tym mieli przed sobą to samo zadanie, które cały czas popychało ich do przodu. Spojrzał na nią nieco gniewnie i głośno prychnął w ten sposób komentując jej wypowiedź.
- Houston? – spytał zerkając po wszystkich jednoznacznie dając im do zrozumienia, że nie ma pojęcia o czym rozmawiają. Są tu od jakiegoś czasu, co nieco zdołał się dowiedzieć, ale Ziemia dalej pozostaje dla niego miejsce równie dziwnym, co tajemniczym.
- Nie wiem co się dzieje, ale jeśli będę mógł komuś przyłożyć, to udam się wszędzie. – odkąd przybyli nie stoczył żadnego pojedynku, przyjaciele ostrzegali go przed wybrykami i z ogromnymi trudnościami starał się powstrzymywać przed wybuchami agresji. Reszta go już nie interesowała. Zadowolony, że będzie mógł się zabawić przestał zwracać uwagę na pozostałą część rozmowy. Dopiero, gdy poczuł lekkie uderzenia w udo wrócił do tego co działo się dookoła niego. Znał Rocketa na tyle długo, by wiedzieć, że gdy ten wspomina o zabawkach ma oczywiście na myśli broń. Odrzekł coś niezrozumiale w jego kierunku i zabrał się za wykonanie polecenia. Zgarnął swoje sztylety i część zabawek szopa, gdyż nie zauważył, czy ten cokolwiek ze sobą zabrał, i po kilku chwilach gotów był dołączyć do znajdującego się przed Milano Rocketa. Przechodząc obok Petera rzucił mu jeszcze:
- Nie wiem co zrobiłeś, ale lepiej postaraj się dojść z nią do porozumienia. – odkąd się poznali Drax zdołał się przyzwyczaić do ich towarzystwa i choć nadal chętnie w pojedynkę wypuszczał się na poszukiwania Thanosa, to z wielką ochotą wracał do tej zwariowanej ferajny. Nauczył się, że zawsze może liczyć na ich pomoc, polubił korzyści jakie daje działanie w większej grupie i nie chciał, by z powodu kłótni Quilla i Gamory, któreś z nich opuściło drużynę.
Gdy wyszedł na zewnątrz nawet nie udawał swego zdziwienia zastanym widokiem. Nieco zdezorientowany obecnością kolejnego pojazdu podrapał się po głowie. Skąd u diaska on to wytrzasnął?, zastanawiał się widząc siedzącego w dziwnym pojeździe przyjaciela.
- To coś lata? Może zabrać nas z tej planety? – spytał nie wiedząc, czy pojazd ma jakieś ograniczenia i czy mógłby wylecieć poza ziemską atmosferę. W międzyczasie postanowił wdrapać się do środka maszyny, co mimo sporych trudności, w końcu mu się udało. Rocket nie kłamał mówiąc, że nie ma w nim zbyt wiele miejsca. Drax miał nadzieję, że podróż nie będzie długa, gdyż miał wrażenie, że dłuższe przebywanie w niewygodnej dla niego pozycji, która umożliwiła mu znalezienie się obok szopa, może doprowadzić do długotrwałego kalectwa.
- Co za upokorzenie. – wyszeptał, co być może nie uszło uwadze Rocketa.
- Lećmy nim ktoś nas w tym zauważy. – pospieszył przyjaciela.



///
zt[Drax i Rocket]? Można chyba już się stąd przenieść.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Peter Quill



Liczba postów : 48
Data dołączenia : 05/05/2014

PisanieTemat: Re: 'Milano' - statek Guardians of the Galaxy   Pią Lis 18, 2016 3:07 pm

W końcu Milano zapełniło się ciszą. Wszyscy, którzy mieli coś do roboty, wyszli. Gamora, oczywiście opętana złymi emocjami po ich "małej według Quilla" sprzeczce, wyszła zaraz po przedstawieniu Draxa jako prawie najlepszego wojownika. Nic nie było Pete'owi do tego kto uważał siebie za kogo. Jednak w Strażnikach, na Milano, na pokładzie tego statku, każdy z nich był sobie równy. Nieważne czy był największym w świecie kryminalistą, zwierzęciem, wojownikiem czy mógł być nawet listonoszem. W jego obrębie są oni po prostu przyjaciółmi.
I ponownie pogorszyłeś sprawę, durniu. Odkręć to, masz szansę. Tylko dobrze ją wykorzystaj. Przemknęła przez głowę Petera jedna z myśli, która poprawiła o chociaż trochę jego humor. Teraz jednak musiał rozmówić się z Grootem. Podszedł do niego, popatrzył w jego oczy i położył dłoń na jego ramieniu na tyle, na ile mógł.
- Groot, słuchaj. Mam teraz dla ciebie baaardzo ważne zadanie. Zadanie, które mogę powierzyć tylko tobie. Jest ono specjalne. Naprawdę, tak specjalne, że aż sam sobie nie wyobrażasz jak bardzo. Jesteś ostatnią deską ratunku tego statku. - Tutaj Peter na chwilę zastopował, chcą pomyśleć czy ostatnie zdanie nie zabrzmiało na rasistowskie względem rasy Groota. - Wybacz, jeśli uraziłem cię za "deskę". Ale wracając... - odchrząknął. - Musisz bronić tego statku przed każdym, kto będzie chciał do niego podejść. Nieważne czy ktoś dobry czy zły. Nie wpuścisz go dopóki nie... o, nie zadzwonisz do Rocketa, dopóki nie zadzwonisz do niego. Dobra? No, to trzymaj się. Spróbuję w końcu wrócić z częściami dla nas i znowu rozradowaną Gamorą. - I zakładając na siebie swój czerwony płaszcz, Quill wybiegł za Gamorą, przy okazji żegnając Draxa i szopa.

z.t
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rocket Raccoon



Liczba postów : 101
Data dołączenia : 12/11/2012

PisanieTemat: Re: 'Milano' - statek Guardians of the Galaxy   Pią Lis 18, 2016 3:55 pm

Jak zwykle błogi i uśmiechnięty wyraz twarzy Groota mógł sprawić, że Starlord nie był pewien czy drzewiec dobrze go zrozumiał. Zwłaszcza ten kawałek o desce nie zrobił na nim większego wrażenia.
Jednak gdy usłyszał swoje rozkazy pokiwał głową - JESTEM GROOT! - i wykonał coś na kształt parodii wojskowego salutu.
Dopiero wieść o powrocie z "znowu rozradowaną" Gamorą stwór zaangażował się w wyraźny proces myślowy, prawdopodobnie próbując sobie przypomnieć "kiedykolwiek rozradowaną" Gamorę. Mimo to odprowadził przyjaciela do trapu statku, pomachał już odlatującemu pojazdowi, który niósł Rocketa i Draxa w stronę Houston. Nie przerywając na moment pomachał także do Quilla i Gamory, po czym zamknął za nimi trap statku.
Gdy wszyscy już sobie poszli usadowił się w kokpicie statku w swojej kuwecie. Z pozoru zasnął, lecz jego ciało zaczęło puszczać pędy, które rosły i rosły, aż w końcu zajęły swoją powierzchnią cały statek z zewnątrz jak i wewnątrz. Wyglądało to trochę tak, jakby rozbił się tutaj dostatecznie dawno, że stał się częścią lasu, Grootowi chodziło jednak o przeniesienie świadomości na cały obszar statku, jak i terenu wokół niego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: 'Milano' - statek Guardians of the Galaxy   Today at 4:57 am

Powrót do góry Go down
 
'Milano' - statek Guardians of the Galaxy
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3
 Similar topics
-
» 'Milano' - statek Guardians of the Galaxy
» Zniszczony Statek Widmo.

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Midgard :: Stany Zjednoczone Ameryki :: Nowy Jork-
Skocz do: