Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Budynki portowe

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Loki
Administrator


Liczba postów : 3045
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Budynki portowe   Sob Wrz 20, 2014 5:51 pm


_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Deadpool
Troll Forumowy | Boski Posłaniec


Liczba postów : 181
Data dołączenia : 08/08/2012

PisanieTemat: Re: Budynki portowe   Nie Wrz 21, 2014 5:27 pm

[kontynuacja wydarzeń stąd]

Kiedy Deadpool oraz Shiklah dotarli do portu...(Autorze)(Tak?)(Musimy dokończyć jeszcze kilka wątków z piątej alei. Wspomnieć o czymś i tak dalej)(O mackach i tacos?)(Nie. Znaczy, też. Ale nie o tym mówiłem. Dalej, ruszaj swój leniwy tyłek i do pisania)(Sigh). Poprawka. Zanim Deadpool oraz Shiklah ruszyli do portu, karmazynowy najemnik spojrzał na żonę i pokręcił lekko nosem.
- Doceniam chęci, szczególnie ośmiorniczkę, ale nie lubię centaurów. I trochę się ich boję, od pewnego czasu. Szczególnie przez to, co ostatnio zapowiadało się, że jeden zrobi mi, tzn. mojej postaci w Corruption of Champions. Biedna Ivory... Tylko te fajne potwory z lasu, z mackami mają prawo ją gwałcić, przecież. Ale akwarium z ośmiornicami chcę, tak. - Swoją wypowiedź Wade zakończył delikatnym uśmiechem skierowanym ku żonie - który poszerzył się jeszcze trochę po całusie w polik - by zaraz Wilson miał zostać porwanym przez nią ku przygodzie. No, po drodze zrobił jeszcze kilka rzeczy. Między innymi wygrzebał z kieszeni zmiętolony banknot i podczas biegu rzucił go na stolik, przy którym jeszcze do niedawna, dokładniej - do przybycia...(Jak on miał na imię... B... Bryan?) Do przybycia Bryana - najemnik z pyskiem oraz królowa nieumarłych mieli okazję wspólnie siedzieć.
- Tyle chyba wystarczy za kawę. Było bardzo przyjemnie, wpadniemy jeszcze kiedyś! I macie bardzo poręczne pisuary! Dostaniecie ode mnie max gwiazdek na Yelpie! - krzyknął przy wyjściu, wolną ręką machając do przerażonych ostatnimi wydarzeniami pracowników oraz gości kawiarni, którzy w duchu na pewno dziękowali Bogu(Albo Thorowi, latającemu potworowi Spaghetti, pływającemu potworowi Taco, Shrekowi czy w kogokolwiek/cokolwiek wierzą) za to, że paplający psychopata oraz jego partnerka życiowa w końcu sobie poszli. Znaczy się wybiegli. Za to ich miny na wieść, że prędzej czy później tutaj wrócą, na kolejną kawę...(Prawda, że byli z tego powodu szczęśliwi? Ta radość na ich twarzach. Emotka-serduszko)
- Shi, tamtędy idzie się do "Vanilla Unicorn", nie do portu. Jeśli chcemy dojść tam(Hehe, powiedział "tam"), gdzie nasz majątek drastycznie się powiększy, a nie na odwrót, to musimy iść... - Deadpool spojrzał jeszcze raz w zamyśleniu na adres, uruchomił dla pewności mapkę, po czym pociągnął demonicę za rękę, prowadząc, gdzie trzeba.
- ... w tę stronę!

Gdy małżeństwo dotarło do portu, regenerujący się degenerat skręcił w innym kierunku, niż zakładała to najkrótsza i najlepsza droga, tym samym opóźniając nieco dotarcie do celu. Nie zrobił tego jednak bez powodu.
- Musimy zajrzeć w jedno miejsce, kochanie - mruknął do żony, po czym nucąc cicho "What is Love" poprowadził ciemnowłosą sukkubę do jednego z hal magazynowych. Kilka minut później piękna królowa miała okazję ujrzeć jedno z byłych mieszkań jej męża, a zarazem jego zbrojownię "na czarną godzinę". Poza tym, że przestronne wnętrze hali zajmowały głównie stara, zniszczona kanapa, stolik z podróżnym telewizorem, który wyglądał na wystarczająco zabytkowy by wymagał aktualnie...(Tak, żeby go włączyć trzeba walnąć od góry otwartą dłonią ze sporą siłą. A jak uderzać od boku to zmieniają się kanały lub głośność, zależy od szczęścia. Co pięć minut się wyłącza. Ale ma zamontowany jakiś nieznany mi gadżet, który umożliwia darmowe odbieranie kanałów z porno. Znalazłem go raz na śmietniku i odtąd zostaliśmy najlepszymi przyjaciółmi) Tak. Khem. Wracając. Poza tymi meblami oraz licznymi wieżami z pudełek po pizzy, które w wolnych chwilach, z nudów układał Deadpool, część hali zajmowały też nieco większe pudła o na razie nieznanej nam zawartości(Zaraz wszystkiego się dowiecie. Nadmierna ciekawość to pierwszy stopień do dostania plaskacza od kobiety, której tylko chciało się sprawdzić, ze wspomnianej ciekawości, jędrność pośladków. Czy jakoś tak). Tam też skierował się Wade, po drodze na chwilę zatrzymując się i zerkając z zaciekawieniem na podłogę.
- Hej! Kawałek pizzy. Ile ona może mieć... Pięć miesięcy... Osiem... Hej, nadal smaczna! - odparł, po odgryzieniu i przeżuciu pierwszego kęsa zdecydowanie zbyt starego fragmentu pizzy, by można było jednoznacznie stwierdzić, że to jest dokładnie ten rodzaj jedzenia.
- Hawajska, z dodatkową ilością ananasów. - Deadpool skinął głową, po czym odrzucił resztkę w losowym kierunku i ruszył dalej do sporych kartonów. Zanurkował w jednym z nich i...

Po kilku(nastu?) minutach, najemnik stał już uzbrojony po zęby przy żonie. Para klasycznych M1911 w specjalnych kaburach pod pachami, dwa pistolety maszynowe - MicroUzi na jednym udzie i H&K MP5K na drugim(Autor musi po prostu pochwalić się swoją nikłą, ledwie podstawową znajomością najczęściej spotykanych w grach broni. Nie zwracajcie na niego uwagi), zapas granatów różnego typu przypiętych z tyłu pasa czy liczne skórzane kieszenie przypięte z przodu - nieduże, ale wystarczające, by pomieścić kilka garści amunicji do broni palnej Wade'a. Czy w końcu - tradycyjne dla Deadpoola dwie katany na plecach oraz liczne niespodzianki poukrywane w tzw. magic satchel(To po prostu mój pojemny tyłek. Każdy szanujący się zabójca używa wszystkich dostępnych "kieszeni" do przechowywania swojego śmiercionośnego ekwipunku. Bo nigdy nie wiadomo, kiedy cię rozbroją i będzie trzeba się ratować zapasem noży "na czarną godzinę")(Żeby tylko godzina była wtedy czarna)(Ten żart byłby o wiele bardziej sensowny, gdyby mówiło się "brązowa godzina")(Oszczędź nam szczegółów, Wade)(Co byłby ze mnie za Wade Wilson, gdybym nie obrzydzał wam trochę waszego brzydkiego życia?). Deadpool podszedł ostatecznie do Shi, z poczciwym AK-74 w najemniczych rękach i spojrzał na żonę z uśmiechem.
- Nigdy nie wiadomo, kiedy jakiś przeciwnik wyssie zdolność do wysysania życia ssaniem warg. Ssanio-cepcja. Albo zablokuje zdolność do zamiany w mniejszą wersję Godzilli. A że nie mam w swojej zbrojowni twoich uwielbianych złotych sierpów, to musisz zadowolić się tym, towarzyszu-Shiklah. Też produkcji rosyjskiej, więc powinnaś być zadowolona, towarzyszu. - Wade wręczył ukochanej karabin, po czym wskazał na narysowaną na broni strzałkę, prowadzącą ku wylotowi lufy oraz napis nad nią "tym w stronę wroga".
- Musisz tylko pamiętać o tym i co jakiś czas krzyczeć, żebym rzucił ci nowym magazynkiem. To co, idziemy na wojnę, kochanie? - Deadpool założył na głowę hełm amerykański z czasów drugiej wojny światowej(Pamiątka po babci. Bitna kobita to była), na którego przodzie namalowana była tarcza Kapitana Ameryki. Z odwróconymi kolorami czerwonym oraz białym. Wade, to specjalnie?(O czym ty mówisz?)(Kolory)(Świerszcze)(Wade?)(No na tarczy braciszka jest biały-czerwony-biały, prawda? Ciekawe czy jest ze mnie dumny, że mam na sobie taki hełm, emotka-serduszko).
- Ach, kochanie! - Najemnik z pyskiem pognał jeszcze gdzieś, by za chwilę wrócić z średniej wielkości lustrem.
- Przekaż Bugowi, że na teraz koniec podglądania seksownych kobiet w kąpieli. I że ma się podzielić później wspomnieniami obrazów ze mną.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Shiklah



Liczba postów : 32
Data dołączenia : 03/05/2014

PisanieTemat: Re: Budynki portowe   Sro Wrz 24, 2014 11:06 pm

Idąc za mężem rozglądała się po okolicy, chcąc spożytkować jakoś rozpierające ją szczęście na myśl o spędzeniu z nim czasu w jego świecie. Deadpool wiedział jak nieciekawe było siedzenie w podziemnej metropolii, po kilku dniach od ślubu wariował z nudów, co dopiero miała powiedzieć ich władczyni której zadaniem było pozostawanie z dala od słońca i wszystkich nowinek współczesnego świata? Shiklah obserwowała, jak krajobraz miejski ulega zmianie aż dotarli do portu. Słońce już niemal zaszło i świat spowijał szkarłat, fiolet oraz liczne cienie metalowych kontenerów i urządzeń które widywała czasem w telewizji ale nie wiedziała do czego służą. Uśmiechnęła się szeroko wiedząc, że w razie jakichkolwiek problemów zawsze mogła po prostu chwycić je i rzucić w przeszkodę.

Królowa nieumarłych zdziwiła się odrobinkę, gdy Wade nie zabrał ich od razu na miejsce, a zaciągnął pokątnie do zamkniętej hali.
- Wygląda jak nowoczesny grobowiec. - odezwała się, przyglądając z zaciekawieniem pracy najemnika przy forsowaniu zabezpieczeń. Delikatnie przejechała dłonią po zimnej, skorodowanej stali którą pokryty był magazyn. Jak się po chwili okazało, w środku było znacznie lepiej. Demonica weszła za mężem i rozglądała się po mieszkaniu w milczeniu jak japoński turysta w kaplicy sykstyńskiej. - Za moich czasów każdy mężczyzna musiał mieć swój kąt, tylko dla niego i jego ulubionych zabaw. - Nim Deadpool zanurkował w poszukiwaniu rzeczy wśród tony innych rzeczy, po raz kolejny chwyciła go za rękę i pocałowała. Krótko, bo nie mieli zbyt wiele czasu, ale definitywnie z czułością. - To miejsce jest piękne, bo czuć w nim twojego narwanego ducha mój drogi.

Nie sądziła, że tyle czasu zajmie facetowi przeszukiwanie jego własnych gratów (a mówią że to kobiety niczego nie potrafią znaleźć w swoich torebkach!), ale dobrze się stało. Sukkub wykorzystała oczekiwanie by przebrać się w coś odpowiedniego, była dziś w końcu na zakupach i tak się złożyło że postanowiła kupić ubranie na wypadek gdyby miała okazję w bliżej nieokreślonej przyszłości współpracować z Deadpoolem. Zwiewna, czarna sukienka i buty na obcasie raczej średnio nadawały się do obijania niegrzecznych śmiertelników gdy akurat nie przybierała formy demonicznej. Wyjęła z torby z zakupami wszystko co niezbędne i zaczęła się przebierać, więc gdy Wade wypadł nareszcie z kartonów - Shiklah już myślała że te go zabiły - przywitał go widok rozebranej do bielizny małżonki naciągającej właśnie na krągłe pośladki dżinsowe, powycierane spodenki. Złotooka uśmiechnęła się jedynie szeroko i sięgnęła po czarny top, który nałożyła zaraz potem podczas słuchania wykładu o arsenale najemnika.

- To nie moja wina, że ludzie obrzydzili mi sierpy odkąd dowiedziałam się co oznaczały w parze z młotem w XX wieku. - Wzruszyła ramionami sięgając do następnej torby zakupowej po wojskowe, wysokie buty. Wsunęła je na stopy, zasznurowała i parę razy potupała w miejscu. - Próbuję nadgonić trochę współczesny styl ale stawiam na funkcjonalność. Co sądzisz? - Zapytała z uśmiechem, oczekując na reakcję męża. Zapewne wiele kobiet wyglądałoby dobrze w tym zestawie, ale to właśnie Shiklah nie tylko miała idealną figurę, duży wpływ miało jej pochodzenie i odrobina 'uroku osobistego'. Chwyciła karabinek, zapoznała się z instrukcją i skinęła głową. - Wojna to moja ulubiona rozrywka. No, jedna z nich.

Podeszła do lustra trzymanego przez Deadpoola. Wyglądała dobrze, choć żałowała że biżuterię musiała odłożyć razem z nową sukienką i butami. Przypadkowy błysk choć odrobinki światła na złotych ozdobach i zostaliby wykryci. Nie musiała tego robić, ale ostatnio oglądała sporo seriali i na tyle bawił ją sposób maleńkich ludzi by ich nie zostali wykryci, że nie mogła się powstrzymać by nie iść w ich ślady. Gdy po kilku chwilach dość się sobie przyjrzała, związała włosy z tyłu głowy w koński ogon i nachyliła się nad taflą lustra by wyszeptać kilka słówek w zapomnianym dawno języku. Po chwili to zafalowało i z odbicia wyskoczył niewielki smokopodobny stworek z krzywym zgryzem, który powędrował na ramię demonicy z radością machając ogonkiem i skrzydłami. Shiklah uśmiechnęła się szeroko i podrapała po szyi Buga, prostując swoją sylwetkę.

- To co, maleńki? Może masz ochotę polatać nad okolicą by zobaczyć jak się sprawy mają? - szturchnęła noskiem nosek stworka, a ten polizał ją radośnie po twarzy by po chwili wzbić się w powietrze i wyfrunąć z hali. - Prowadź, szefie. - Odezwała się już do Wade'a, przerzucając wesoło AK-74 z ręki do ręki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Hela
Mistrz Gry


Liczba postów : 172
Data dołączenia : 26/05/2012

PisanieTemat: Re: Budynki portowe   Pią Paź 03, 2014 11:14 am

W tym samym czasie, kiedy Wade ze swoją ukochaną udali się do swojej, nazwijmy to, zbrojowni, na miejscu podanym przez zleceniodawcę przeładunek już trwał od dobrych kilkunastu minut. Z trzech sporych ciężarówek jedna została rozładowana już przynajmniej w połowie przez duży dźwig, a pozostałe dwie niecierpliwie czekały w kolejce. O dziwo, zajmujący się tym robotnicy jakoś wyjątkowo się spieszyli... co chyba było najdziwnejszą rzeczą w tym wszystkim. Widział ktoś kiedyś sprawnie pracujących robotników? No właśnie. Dla spostrzegawczego obserwatora tak szybko pracująca grupa o tej porze zdecydowanie wydawać by się mogła zjawiskiem nadzwyczajnym. Na ich szczęście - w samym porcie nie było praktycznie nikogo poza nimi.
Tak czy inaczej, przeładunek trwał. Wszystkie przenoszone przedmioty znajdowały się w ciężkich skrzyniach, lub były na tyle duże, że wystarczały im grube pokrowce. Te ostatnie kształtem przypominały coś na jak... skutery wodne? Ciężko było stwierdzić na pierwszy rzut oka, pozostawały domysły (lub sprawdzenie tego osobiście).
Nie wiadomo ile osób było na statku, ale przy ciężarówkach kręciło się przynajmjiej osiem, może dziewięć osób. Trójka znajdowała się na miejscach kierowców, cztery osoby miały kaski i żółte kamizelki typowe dla robotników pracujących w porcie. Pozostali ubrani na czarno ogólnie chyba starali się nie zwracać na siebie uwagi i tylko doglądali całości gdzieś na uboczach. Być może było ich trochę więcej tylko na razie ukryci gdzieś między magazynami w porcie czy przechadzając się między skrzyniami pozostali niewidoczni.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Deadpool
Troll Forumowy | Boski Posłaniec


Liczba postów : 181
Data dołączenia : 08/08/2012

PisanieTemat: Re: Budynki portowe   Sob Paź 11, 2014 12:57 pm

Po tym jak Deadpool oraz Shiklah odpowiednio się uzbroili, ich następnym przystankiem był już ostateczny cel drogi - miejsce przeładunku, które najemnikowi oraz jego żonie wskazał sms'em zleceniodawca. Podczas marszu między bliskimi go kontenerami - spokojnego, w końcu dla Karmazynowego Błazna nie była to pierwsza, dziesiąta czy nawet setna robota z kolei i zdążył się on już wyzbyć wszelkiego poczucia strachu, podniecenia czy czegokolwiek, co zapewne odczuwała teraz jego świeża w tym fachu ukochana(No dobra, macie mnie, trochę podniecony jestem, bo dla rozluźnienia myślę o Fantomexie) - w pewnym momencie, z pokrytego czernią nocy nieba, do małżeństwa zleciało zielone stworzenie, przypominające małego smoka. Bug natychmiast usiadł na ramieniu ciemnowłosej królowej, składając jednocześnie swoje skrzydła.
- I jak, nasza zwiadowcza jednostko powietrzna? - Wade wyciągnął coś z jednej z przypiętych do pasa kieszeni. Podał białą kredę pupilkowi swojej ukochanej, a ten zeskoczył na ziemię i zaczął bazgrać coś po niej, machając przy tym lekko ogonem, by ostatecznie spojrzeć na Deadpoola pomarańczowymi ślepiami(A gdyby tak...)(Myślisz o tym samym co ja?)O Tacos?)(Pairing CandyxBug?)(To byłoby urocze)(Wiecie co jeszcze byłoby urocze? Cała kupa Tacos!)(To nie zabrzmiało tak apetycznie, jak by mogło)(Po zleceniu wybierzemy się na kupę Tacos). Najemnik z pyskiem zaraz nachylił się nad kombinacją krzywo narysowanych niby-prostokątów, -trójkątów i innych figur geometrycznych, patrząc krzywo na rysunek Buga.
- Da Vinci to z ciebie nie jest. Ale Picasso... Wiesz, pomyślimy później nad wypromowaniem cię, za część pieniędzy ze zlecenia. W XXI wieku, takie bazgroły mogą nam zapewnić duuużo zielonych. Biorę 95 procent ze sprzedanych obrazów, jako twój manager. Ale wracając. To jest statek, domyślam się? Działa plazmowe? Sentinel? Wiem, kontenery!? A, to są kontenery... A tamto ciężarówki? - Deadpool odebrał kredę od zielonego stworzenia przed sobą i, podczas gdy najemnik mówił, Bug w odpowiedzi kręcił lub kiwał głową. Wszystko po to, by Wade mógł nanieść na rysunek drobne poprawki. Następnie mężczyzna w czerwono-czarnym przesunął się na bok i spojrzał przez ramię na stojącą obok Shiklah.
- Kochanie, o to mój plan: Na początek, ja zrobię zwiad między najbliższymi kontenerami oraz magazynami, w końcu dwudziesta trzecia to idealna pora, by nadziać kogoś z zaskoczenia, od tyłu, na moją katanę... - tu Deadpool nabazgrolił ustaloną przez siebie drogę między przeszkodami, a następnie sięgnął po jeden ze swoich pistoletów i zaczął zakładać na lufę tłumik(W końcu trzeba pamiętać o odpowiednim zabezpieczeniu przy strzelaniu. Przed hałasem i błyskiem wystrzału. Czy tylko ja miałem przed chwilą skojarzenia... ?)(Też pomyślałeś o Tacos?) - ... A ty, Shi, poczekasz na mój sygnał i przemieścisz się gdzieś tutaj, a potem spokojnym krokiem wyjdziesz na środek, żeby użyć swoich sztuczek do zwabienia całego towarzystwa do siebie. Tylko bez dotykania. - Wilson spojrzał poważnie na żonę, a w tonie jego głosu usłyszeć można było nutkę potencjalnej zazdrości. Pomachał najemniczym palcem, ale zaraz uśmiechnął się, po czym wydając z siebie nagłe "A właśnie!", wyciągnął kolejną niespodziankę z kieszeni.
- Włóż to do ucha. Kupiłem za bezcen na targu w Chinach, podczas jednej z misji, myśląc, że to bezprzewodowe słuchawki. Chciałem posłuchać z komórki What is Love. Tak twierdziła instrukcja, że to zwykłe słuchawki. Moja jej interpretacja... Chiński nie jest łatwy, wiesz? Okazało się, że to zestaw do komunikacji. Chiński. Znaczy podrobiony. Mam nadzieję, że uda nam się komunikować na większą odległość niż metr. - Regenerujący się degenerat podał jej jeden z przypominających dokanałowe słuchawki przedmiotów, wyposażonych dodatkowo w pałąk podtrzymujący je lepiej na i w małżowinie usznej, a sam podciągnął swoją maskę wysoko i umieścił potrzebny im do komunikacji element wyposażenia we własnym, lewym uchu. Wade złapał z powrotem kredę i kontynuował swoje "dziełotwórstwo".
- Możesz, a nawet powinnaś ich ostatecznie unieszkodliwić. Baw się dobrze, tylko postaraj się, żeby nie było tego słychać w całym porcie, dobrze? Najważniejsze to, gdy ty zwrócisz uwagę wszystkich na swój śliczny tyłek - przypominam, tylko bez dotykania. Nie, nie jestem zazdrosny, po prostu... Mniejsza. W czasie, gdy ty odwrócisz ich uwagę, ja przekradnę się na statek, później trochę "Bang! Bang! Bang! Bang! Bang!" mojego autorstwa, wszyscy zabici, jesteśmy piękni i bogaci. Ta-dam! - Najemnik zakończył swój plan, zasłaniając rysunek jednym wielkim symbolem zielonych. Popukał się jeszcze kilka razy kredą po głowie, zostawiając na niej trochę białych drobinek, a potem spojrzał na Buga.
- Dostaniesz Scooby-chrupkę, jak zajmiesz się operatorem dźwigu. Na pewno ktoś tam jest, a tylko ty z naszej trójki potrafisz latać. Dwie Scooby-chrupki? - Deadpool ostatecznie wstał, jednocześnie zsuwając czerwoną maskę z powrotem na twarz. Pistolet wyposażony teraz w tłumik chwycił pewnie w dłoń i popatrzył na Shiklah.
- No to co? Idziemy po przygodę i pieniądze! - Wade posłał żonie uśmiech przez materiał maski, a następnie przysunął wolną rękę do własnego symbolu, umieszczonego z przodu pasa. Obrócił nieco wspomniany element kostiumu i nacisnął, a jego ciało pokrył kamuflaż, czyniąc Deadpoola niewidzialnym. Nie całkowicie, bardziej na wzór pewnego fikcyjnego, kosmicznego zabójcy, o którym tak się złożyło, że minionego dnia Wade opowiedział swojej ukochanej. Shiklah mogła jeszcze poczuć niewidzialnego całusa w policzek, a zaraz po nim - dość silne klepnięcie w jeden z pośladków, z zaskoczenia.
- To na szczęście. Klek, klek, klek. - powiedział, a po kilku dłuższych chwilach w charakterystyczny sposób "zaklekotał", gdy odwrócony  plecami do żony miał w końcu zacząć drogę między kontenerami, w celu likwidacji ewentualnego patrolu. Można było usłyszeć cichy świst noża, który najemnik wyciągnął wolną ręką. I w sumie, już miał ruszyć przed siebie, gdy nagle przystanął, by zwrócić się jeszcze na chwilę w kierunku Shi.
- Uważaj na swój seksowny tyłek. - Deadpool doskonale wiedział, że jego żona, jako królowa metropolii potworów i najprawdziwsza demonica, która w oka mgnieniu potrafi zmienić się w mniejszą wersję Godzilli(I nie mówię tu o amerykańskiej wersji z '98), umie na siebie uważać. Mimo wszystko jednak, była to najważniejsza osoba w jego życiu i nie chciał nawet myśleć o jej ewentualnej stracie. Może i z zewnątrz Wade Wilson wydawał się silny czy obojętny na takie troski, ale to byłby spory cios dla niego oraz jego i tak już mocno uszkodzonej psychiki, gdyby cokolwiek stało się kobiecie jego życia.
- Miłego mordowania i siania zniszczenia, kochanie, emotka-serduszko - powiedział i ruszył wykonać należącą do niego część, opracowanego przez siebie planu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Shiklah



Liczba postów : 32
Data dołączenia : 03/05/2014

PisanieTemat: Re: Budynki portowe   Sro Paź 15, 2014 8:26 pm

Bug wrócił stosunkowo szybko, spełniając swoje zadanie wyśmienicie. Nim jednak to się stało Shiklah zdążyła razem z Deadpoolem i arsenałem jakiego nie powstydziłaby się żadna mała, wykwalifikowana armia, opuścić tajny magazyn i udać się na tereny portowe bliższe dokom, do których mieli się udać. Złotooka musiała przyznać że odczuwała podobny przypływ adrenaliny jak wówczas, gdy towarzyszyła swojemu ojcu podczas polowań, parę razy zdarzyło jej się również z bliska obserwować prowadzone przez niego działania wojenne. Planowała wykorzystać doświadczenie tysięcy lat i sprawić, by jej mąż mógł śmiało zapraszać do współpracy częściej.

Widząc jak regenerujący się najemnik próbował porozumieć się ze smokiem za pomocą rysunków i kawałka kredy, zaśmiała się cicho pod nosem. Aby dźwięk jej cudownego śmiechu, nawet tak cichy, nie niósł się echem po porcie, ukryła twarz w dłoniach i podziwiała dalej jak Wade nanosił poprawkę na plan. A wystarczyło przecież wziąć to kochane stworzonko na ręce i ucałować w mordkę (mam na myśli Buga ale Deady raczej również nie miałby nic przeciwko takiemu traktowaniu). W końcu plan został ustalony i okazało się, że królowa nieumarłych nie miała za wiele do powiedzenia podczas jego ustalania. Była to dla niej nowa sytuacja, każdego innego człowieka próbującego wydawać jej rozkazy zapewne obróciłaby w proch, tu i teraz, nie zastanawiając się ani chwili. Ale ten człowiek był specjalny, nie tylko dlatego, że nie dało się go zabić. Był osobą, której ślubowała miłość i wierność, tym, który uwolnił ją z kryształowego więzienia. Dlatego patrzyła na niego z czułością, nie nienawiścią.

- Jak mawiają w W-11, 'tajes!' - zasalutowała radośnie na znak, że zrozumiała. Nie było to do końca prawdą ale przecież nie każdy musiał o tym wiedzieć. Schlebiało jej, że Deadpool był o nią taki zazdrosny, ale po dzisiejszym dniu wiedziała również by nie wystawiać jego cierpliwości na próbę.  Ty również uważaj na siebie. - wymruczała cicho po tym jak ucałowała go na szczęście w usta i pobiegła wykonać swoją część zadania, poprawiając po drodze małą słuchaweczkę w uchu. Gdy tylko zajęła pozycję, oczekiwała sygnału od swojego wspaniałego męża, aby wkroczyć do akcji.

Z ciemnej alejki utworzonej umownie przez ustawione kontenery wyłoniła się czarnowłosa piękność. Żaden mężczyzna nie mógłby przejść obojętnie obok jej nieprzeciętnej urody, niewątpliwie idealnych krągłości ciała i ogólnej atmosfery jaką nieznajoma roztaczała wokół siebie. Zdawało się, że ów atmosfera miejscami przybierała widoczną formę, fioletowego dymu...

- Dobry wieczór, chłopcy... - Shiklah odezwała się swoim najbardziej uwodzicielskim z głosów, uśmiechając się niczym prawdziwa dama, w oczach mając jednak nieprzyzwoite iskry. Skinęła na robotników rozładowujących towar dłonią, licząc że to wystarczy aby zmanipulować ich umysły. Wówczas, gdy podeszliby do niej bardzo blisko, pocałunkiem zabrałaby ich siłę życiową która to wpłynęłaby korzystnie na siłę jej zdolności/ Gdyby jednak nie byli na nią podatni, cóż... czekała ich mniej przyjemna forma śmierci.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rhoshan
Lisi Mistrz Gry


Liczba postów : 413
Data dołączenia : 15/06/2014

PisanieTemat: Re: Budynki portowe   Wto Gru 23, 2014 11:52 pm

Plan wydawał się bez zarzutu, Shiklah miała odwrócić uwagę pracowników, a Deadpool zajmował się kwestią statku. Całkiem dobry i prosty plan, zresztą kogo innego wysłać by zwracał uwagę jak nie sukkuba? Najemnik z gębą ruszył w kierunku swojego celu, a niewidzialność okazała się tutaj bardzo pomocna, gdyż czasami zdarzało się, że patrolujący spojrzał w jego kierunku, jednak niczego nie zauważył. Typowy odruch, a raczej odczucie, że jest się obserwowanym jednak zazwyczaj nie robi sobie człowiek nic z tego. Wielu tych strażników nie było do likwidacji, praktycznie Deady natknął się na 4 z nich, którzy w miarę równych odstępach patrolowali teren. Oczywiście nie stanowili dla niego żadnego problemu, wszakże to amatorzy, najwidoczniej osoba która ich zatrudniła cięła koszty jak leci, byleby na ładunek starczyło. Kiedy już najemnik się nimi zajął i Shiklah dostała od niego sygnał przystąpiła do działania. Wyszła do pracowników. Przez moment nie zwracali na nią uwagi, uwijali się jak owady budujące gniazdo, jednak kiedy się odezwała odwrócili się do niej Ci, którzy akurat niemieli słuchawek w uszach (jak się okazuje czasami ludzie podczas ciężkich prac lubią sobie posłuchać muzyki dla zabicia czasu) albo nie byli za ciężarówkami pilnując by sprzęt był dobrze przypięty. Ogólnie kwestia była, by usłyszeli ją. Także grono tych, którzy nie usłyszeli uwodzicielskiego zawołania sukkuba było niewielkie. Praktycznie 90% obecnych mężczyzn podeszło do niej, a na statek właśnie ładowany był kolejny kontener. Shiklah zaczęła zajmować się swoimi „adoratorami”, którzy nie mieli umysłów zbyt lotnych, wszakże byli to normalni ludzie. Jak postanowił DP, tak i uczynił czyli zaczął włazić na statek. Tutaj akurat coś go zdziwiło, bo poza kamerami, których wypadało unikać oraz osobami, które nadzorowały umieszczanie kontenerów w luku nie było praktycznie nikogo. Bardzo osobliwa sytuacja, ktoś coś przemyca w nocy a nikt nie pilnuje statku. Mogło mu się nawet wydawać, że coś tu jest nie tak i czegoś nie dostrzega w tym wszystkim. W pewnym momencie operator dźwigu nieco się zawahał, szarpnął lekko w bok i kontener uderzył w jedną ze ścianek wejścia (powodując znaczny hałas, jednak zwrócili na to uwagę tylko Ci, którzy nie byli zajęci sukkubem), przez które był ładunek wsadzany do ładowni. Drzwiczki nieco się wygięły i odpadły, lecąc w dół do ładowni, gdzie słychać było trzaśnięcie metalu o najwyraźniej człowieka, które to poprzedzał krzyk. Osoba nadzorująca jedynie zaklęła głośno i zaczęła wygrażać w stronę dźwigu. Najemnik mógł przez to ujrzeć część zawartości kontenera. To był jakiś pojazd najwyraźniej, lekko uszkodzony ale na pewno nie był ziemski. Mogła mu się z tym pojazdem skojarzyć pewna osobliwa sytuacja, która zdarzyła się w Nowym Yorku. Najwyraźniej to był pojazd najeźdźców, którzy wtedy się pojawili i dostali łomot od Avengersów. Najwyraźniej Ci przemytnicy położyli swoje łapska na tym sprzęcie, podkradając go sprzątającym miasto z tamtej akcji.
Pytanie co w zaistniałej sytuacji zrobi Deadpool? Czy nadal jego plan opierać się będzie na zrobieniu dodatkowych dziur wylotowych każdemu na okręcie czy raczej przyjrzy się sprawie bliżej? Co natomiast z Shiklah, która zajmuje się pracownikami i właśnie kończy dobierać się do kobiet (tak, o dziwo w tej grupie były DWIE kobiety)?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Deadpool
Troll Forumowy | Boski Posłaniec


Liczba postów : 181
Data dołączenia : 08/08/2012

PisanieTemat: Re: Budynki portowe   Sob Gru 27, 2014 11:47 pm

Deadpool wsadził pistolet z powrotem do kabury, noża natomiast pozbył się już jakiś czas temu, gdy po celnym rzucie ostra broń została w mózgu jednego ze strażników. Najemnik wdrapał się na statek, tudzież teleportował nań, jeśli nie było po czym się wdrapać(Przygotować się do abordażu, yer lads! Arrr!)(Co to do cholery było?)(Gruba czcionka chyba dobrał się do zapasów rumu)(W mojej głowie są zapasy rumu?)(Tam jest przecież wszystko!)(Ostatnim razem, gdy sprawdzałem, były tam fantazje o mojej oraz Shiklah sypialni, z nagą i rozpaloną żoną na łóżku)(Release the Kraken, arrr!)(Nie planowałem wprowadzać do tych fantazji macek, ale w sumie. I widzicie, to jest to za co was...)("kocham"?)(Nie przerywaj mi, gdy mówię!)(A co chciałeś powiedzieć? "za co was..."?)(Kocham...)(Widzisz, wiedziałem!)(Jesteś głosem w m o j e j głowie. To żadne osiągnięcie. Ach, i jeszcze w mojej głowie niedawno była Bea Arthur, serwująca w samym fartuszku najlepsze burritos na ziemi. Co zrobiliście z Beą Arthur?)(Bea Arthur? Gruba czcionka planuje tak nazwać swój statek, ten który teraz przejmujemy!)(Ładnie, emotka-serduszko. Czyli, drugi z moich głosów nachlał się rumu i teraz, zamiast przemądrzałym głosikiem z nienaganną angielszczyzną oraz tym irytującym, brytyjskim akcentem, jest piratem?)(Aye!)(Nasz autor ma czasami dziwne pomysły)(Aye!), po czym nacisnął palcem przycisk umieszczony na swoim pasie i zaczął zastanawiać się nad swoim dalszym planem.

- Myślę, że pomysł, który podsuwa mi piracki ja, aby po prostu powystrzelać wszystkich i przejąć stery nad statkiem brzmi wystarczająco zabawnie(Wade...) Tak?(Nasze ubranie) - powiedział do siebie, po czym zgodnie z sugestią, zerknął na swój strój. Induktor holograficznego obrazu wyposażył go w suknię rodem z epoki baroku. Bardzo ładną suknię. Ale suknię(Na tłusty zad Moby Dicka, w co nas ubrałeś, ye scallywag?! Hoża dziewka z nas, arrr!). Wade nacisnął ponownie przycisk, tylko po to by ujrzeć siebie w swoim stroju - prawda - ale w szaro-czarnych barwach.
- Hej, nie jestem w X-Force! Już... Jeszcze... X-Force, do którego należałem, chyba nie pojawiło się jeszcze w tej rzeczywistości? - Najemnik pogładził się po pozbawionej zarostu oraz zasłoniętej maską brodzie, po czym kolejny raz pacnął swój pas. By tym razem ujrzeć, jak zostaje w samych stringach.
- Hej, nie, chwila, jeszcze Shiklah mnie przyuważy i będą nici z prezentu-niespodzianki! - naciskał pas znów i znowu, cały czas bezowocnie.
- Dlaczego. Nic. W tym świecie. (Arrr, ten piracki strój idealnie oddaje moje nowe oblicze, arrr!) Nie może. Sprawnie. Działać. - Gdy w końcu na pokładzie statku stanął normalny(Hah!) No dobra, zwyczajny, karmazynowy Deadpool, mężczyzna aż otarł własne czoło z wyimaginowanego potu.

- (Avast, te parszywe szczury zamontowały kamery!) Widzę przecież. Widzę dokładnie to samo co wy. Czy raczej, wy widzicie wszystko to, co ja(To boli, gdy odbywasz akurat chwile "sam na sam" ze sobą) Nigdy nie jestem "sam na sam", dzięki wam. - Wilson przykleił się do ściany, chowając się za rogiem przed widokiem znajdującej się niedaleko kamery.
- Może po prostu skończymy z tym Splinter Cellem i zaczniemy to, co Deadpoole lubią najbardziej? (Jedzenie burritos?)(Grabienie pełnych bogactw statków, arrr?!) Piracki ja, skończ już, bo zaraz zacznę strzelać sobie tak długo w łeb, aż cię nie trafię. Ewentualnie zostawię cię na jakieś samotnej wyspie, z jedną kulą i zapasem środków do makijażu marki Jack Sparr... Co to było? - Najemnik spojrzał ku hałasowi, gdy operator dźwigu nawalił, więc dość logicznym posunięciem było zerknięcie, czy to sprawka Buga. Niestety, nie.
- Co za leniwe stworzenie. Hej, czy to nie... Pojazd tamtych kosmitów, których skopałem w "Before The Avengers PBF: Deadpool"? I będę kopał dalej, a także latał na tym czymś, jak tylko mój autor napisze drugą część? Tak, mg, nie tylko od Avengers Chitauri dostali łomot! Nie czytałeś o moim udziale w tamtej bitwie? Wstydziłbyś się. Te bezduszne istoty zabiły moje burrito. Nigdy im tego nie wybaczę! - Pod koniec swojej aktualnej wypowiedzi, Wade zaskomlał płaczliwym głosem, a potem zacisnął pięść, przypominając sobie o swojej niedokonanej jeszcze w pełni zemście(Bo mój autor jest zbyt leniwy, by w końcu zabrać się za pisanie) Bo jestem zbyt leniwy, by w końcu zabrać się za pisanie. Ale napiszę to kiedyś!(Oczywiście) Naprawdę...

- Okej, panienki!(Yer lads!) It's killin' time! - Karmazynowy klaun krzyknął, wskakując między grupę nadzorujących przeładunek ludzi, z pistoletem w jednej i kataną w drugiej ręce.
- Najpierw was zabiję. To nic osobistego, po prostu dostanę za to duuużo zielonych. Poza tym, ten tutaj krzywo się na mnie spojrzał, gdy niedawno mijaliśmy się na ulicy. W twoim przypadku to będzie sprawa osobista. A nie, jesteś afro-amerykaninem. To nie mogę, bo nazwą mnie rasistą. Więc to nie jest sprawa osobista. Strzelę ci tylko w kolano i zakończę twoją wspaniałą, heroiczną przygodę! - Czasami zastanawiam się, czy Deadpool w ogóle potrzebuje narratora...
- Dalej, kto następny?! Zgłaszajcie się szybko, bo muszę jeszcze znaleźć czas na zastanawianie się, czy wszystkich powystrzelać czy zagłębić się w tą całą intrygę z pojazdami kosmitów. Wiecie, wybory. ♫ Should I kill or should I sherlock? ♫ Should I kill or should i sherlock now? ♫ So come on and let me know! - śpiewał, jednocześnie strzelając, siekając, ogółem - mordując - ludzi wokół. Tak jakby nie wystarczyło, że rani ich za pomocą broni.
- I wyszło na to, że wszystkich pozabijałem. No trudno, kto by się tam przejmował bardziej skomplikowanymi rozwiązaniami. Co to jest, gra fabularna, żeby zostawiać mi takie trudne decyzje?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Shiklah



Liczba postów : 32
Data dołączenia : 03/05/2014

PisanieTemat: Re: Budynki portowe   Wto Sty 06, 2015 9:50 pm

Sprawy układały się całkiem po myśli Shiklah – większość pracowników obsługi portu zwróciło się w jej kierunku i zostało zniewolonych przez jej niewątpliwy urok osobisty, wspomagany magicznymi sztuczkami. Ci zaś, którzy tego nie uczynili wybrali sobie tym samym (świadomie lub nie) o wiele gorszy sposób na zejście z tego łez padołu. Ku zaskoczeniu królowej demonów, wśród ubranych w jednakowe stroje śmiertelników znalazło się również kilka kobiet.

*Nie do pomyślenia..* pomyślała, pełna współczucia dla biednych pań. Kto by się spodziewał, że w przyszłości kobiety są zmuszane do wykonywania prac zlecanych zazwyczaj zwykłym niewolnikom! Niemniej jednak grupką należało się zająć, tak więc złotooka piękność przystąpiła do pozbawiania sił życiowych poszczególnych jednostek. Było to o tyle trudne, że po wcześniejszej scenie zazdrości o dość niewybredny żart sukkuby w kawiarni, ta nie chciała już więcej nadwyrężać i tak wątpliwej stabilności psychicznej swojego męża – odpadał więc śmiertelny pocałunek, zresztą był on efektywny na jednej do trzech osób bo aby uśmiercić człowieka potrzeba było kilka sekund. Pozostawało więc użycie magicznego wiru, który wyrywał brutalnie siły witalne z ciał nieszczęśników i pozostawiał ich suchych jak mumie w Dolinie Królów. Był przy tym widowiskowy i jasny jak pokaz fajerwerków w sylwestrową noc, ale skuteczności i prędkości odmówić mu było nie sposób, zresztą nawet gdyby fioletowy blask zwrócił czyjąś uwagę, Shiklah albo po raz kolejny postawiłaby na swoje kobiece wdzięki, albo zmieniła się w rogaty, pokryty łuskami twór sprzed wielu tysięcy lat i bezceremonialnie skręciła kark niepożądanym, natrętnym przeszkadzajką.

Tymczasem u góry, małe zielone stworzenie wyglądające jak pekińczyk skrzyżowany z grą o tron, miało dość ważne zadanie do spełnienia. Unieszkodliwienie człowieka siedzącego w dźwigu było relatywnie prostym zadaniem, o ile rozumiało się słowo 'dźwig' i nie było się latającym smokiem z wytrzeszczem, gabarytów średniej wielkości drukarki. Właśnie z powodu problemów komunikacyjnych między gadziną a Deadpoolem, Bug dopiero teraz zajął się obmyślaniem planu unieszkodliwienie niczego nieświadomego pracownika doków. Stworzenie przysiadło na krawędzi jednego z kontenerów pod dźwigiem , pomiędzy układającymi się do snu mewami, i przyglądało się z dołu przyszłej ofierze. Zapewne przez jego mały rozumek przemknęło wiele scenariuszy, jego mina temu przeczyła. W końcu, chyba nie chcąc tracić więcej czasu, wzbił się on w powietrze, zakręcił parę niewielkich kółek w powietrzu dla rozpędu i wprost rzucił się w kierunku twarzy mężczyzny na wysokościach niczym wściekłe ptaszysko, bijąc go skrzydłami, drapiąc ostrymi pazurami na tyle głęboko na ile zdołał i gryząc wszystko co tylko udało mu się złapać ząbkami. Gdyby został odrzucony, nacierał z jeszcze większym zacięciem niż za pierwszym razem. Po pomyślnym wykonaniu zadania, co równoznaczne było albo z wykrwawieniem się gościa albo jego bolesnym upadkiem z kabiny dźwigu na ziemię gdy miotał się w szale, próbując odgonić się od latającego stworzenia, Bug powrócił na ramię swojej właścicielki.

Zapewne wtedy Shiklah skończyłaby swoją część zadania, można przyjąć więc że gdy smok miniaturka usiadł jej na ramieniu, ta z uśmiechem podrapała go za uszkiem jedną ręką, drugą poprawiając magiczny komunikator w uchu.

- Kochanie, co teraz? - Odezwałaby się ponętnym głosem w stronę męża, który sądząc po odgłosach w dalszej części nadbrzeża, bawił się równie dobrze co ona.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rhoshan
Lisi Mistrz Gry


Liczba postów : 413
Data dołączenia : 15/06/2014

PisanieTemat: Re: Budynki portowe   Pią Sty 09, 2015 7:48 pm

Dało się wdrapać na statek, chociażby przechodząc po łańcuchu cumowniczym, który trzymał statek w porcie. Miał zresztą całkiem sporo szczęścia, że nikt na statku go nie zauważył kiedy zmieniał swój strój. Normalnie tutaj ewidentnie były położone kwestie ochrony, ale cóż z takich rzeczy się korzysta.
Wade schował się przed kamerą, obserwując tamto zdarzenie, wypadek przy pracy, a ponoć najwięcej wypadków zdarza się w domu. No nic statystyki nie uwzględniają przepracowanych roboli przemytników. Kiedy wypadł na roboli, przestraszyli się raczej nie samego najemnika, a tego że ma broń. Jeden się nawet cofał i przypadkiem wypadł za burtę, a wiadomo że z takiej wysokości woda może być dosyć… zabójcza jeśli spada się na główkę. Reszta po prostu podniosła ręce do góry, chociaż jak się przyjrzał najemnik ich gębom to mógł zobaczyć pustkę w ich oczach. Żadnego tego charakterystycznego błysku świadomości, jakby to były zombiaki z pewnymi odruchami i niegnijącym ciałem. Może raczej precyzyjniejsze byłoby określenie robotnice, takie jak w ulu, które spełniają tylko swoją funkcję. Nic więcej, nic mniej. Większość z pracowników była biała, chociaż jeden na 6 był czarny. Taka śmieszna proporcja.
Shiklah mogła usłyszeć strzały na statku, jak jej mąż pracuje i… morduje tam nie mogących się postawić roboli. Deadpool czyścił pokład, chociaż niektórzy robole zaczęli uciekać do kajut próbując się ratować, ale to była tylko kwestia dobitki, gdyż z kajut raczej nikt nie wychodził. Jakaś mała ta załoga była.
W tym czasie Shiklah wirem uśmiercała już ostatniego z roboli portowych na dole. Wysysała ich esencję życiową kropelkę po kropelce, ciała padały na ziemię jedno po drugim, wysuszone jak mumie.
W tym czasie Bug zajął się operatorem dźwigu, który faktycznie stawiał jakiś opór, ba nawet dźwig zaczął się kręcić i siać spustoszenie na pokładzie swoimi szczypcami, które umieszczały ładunek, dlatego na to Wade musiał też uważać. Żeby nie zostać zmiecionym przez kawał żelastwa. Po krótkim czasie jednak szarpanina ustała, gdyż Bug dobrał się w końcu do człowieka.
Na dole byłby to koniec problemów, gdyby nie jeden mały szczególik który udało się królowej podziemia wyczuć. Otóż pojawiła się tu dziwna, magiczna aura, a jej nozdrzy doszedł zapach dopalanego jointa. Po prawej od niej, oparty o kontener (praktycznie zasłonięty od strony statku) stał pewien dosyć wysoki , o długich do ziemi dredach murzyn. Dopalał właśnie jointa. Na oko człowieczek miał tak z 50-60 lat, był dosyć zapuszczony jeśli chodzi o zarost, ale niezbyt przesadnie, taki tam 3 tygodniowy zarost, jego twarz pokryta była zmarszczkami nadciągającej starości. Na oczy założone miał czarne okulary przeciwsłoneczne, nawet Shiklah udało się dostrzec jego złote zęby. Co 3 ząb był pozłacany. Na głowie mężczyzna miał jakąś kolorową czapkę, we wszystkie kolory tęczy, a jego strój składał się z szarego sztormiaka, czarnych spodni, czerwonej i niebieskiej skarpetki oraz sandałów! Tak sandałów do skarpetek! Jakim cudem mężczyzna podkradł się tak blisko i Shiklah go nie zauważyła? Co ważniejsze… czemu nie ulegał jej wyglądowi? Po chwili murzyn dopalił jointa, puścił dymek w kształcie kółka, i odpalił kolejnego, a następnie rzekł.
- Wyszedłem tylko na spacer po porcie, a tutaj czuje negatywne wibracje. Wiesz wyssanie życia, hemoglobina, taka sytuacja meeeeeeen… znaczy Shiiiiiiklah. Nie ładnie jest kraść ludziom esencje życiową, nawet jeśli to podłe kanalie. Love and peace i takie tam zioooom– mówił dalej takim głosem jakby był solidnie zjarany, jednak po mięśniach, pozycji oraz wzroku jaki czuła na sobie Shi można było wywnioskować, że to nie jest pierwszy lepszy wariat. Co więcej czuć od niego było dosyć… niebezpieczną energię dla wszystkiego co pochodzące z piekieł lub będące nieumarłym.
W tym czasie na statku u Deadpoola także coś się stało. W ładowni słychać było kilka łupnięć w jednym z kontenerów będących praktycznie w pobliżu samego otworu. Układane wszakże były jeden na drugim. Metal się giął przy ścianach jakby ktoś w niego mocno uderzał jakąś wielką łapą, jednak po chwili słychać było szczęknięcie miecza i dźwięk chowanego ostrza. Chwilę potem kontener rozpadł się na kilka równo pociętych kawałków, a pośrodku niego stała istota w masce. Postać spojrzała w górę i… zniknęła, a następnie pojawiła się na pokładzie patrząc na najemnika z wyższego piętra statku. Zapewne sądząc po obnażonej czarnej katanie nie miała dobrych zamiarów.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Shiklah



Liczba postów : 32
Data dołączenia : 03/05/2014

PisanieTemat: Re: Budynki portowe   Pią Sty 16, 2015 12:12 am

Nie Shiklah bylo oceniac jak liczna powinna byc obsluga portu, lub tez czy smiertelnicy zbyt predko i chetnie ulegaja jej wdziekom. Dla niej przekladalo sie to w prosty sposob: na szybsze ukonczenie misji, wzrost zadowolenia u meza i mozliwosc przystapienia do innych, milszych form spedzania czasu. Choc musiala przyznac, dawno juz nie 'ucztowala' na czyichs duszach. Wrazenie to bylo niemal nieporownywalne z czymkolwiek innym, byc moze jedynie z przygotowywaniem smacznej potrawy i nasyceniem sie sama wonia jedzenia (tu wstaw zart o kobietach w kuchni). Nie zeby nie chciala pracowac z Deadpoolem, skadze znowu! Po prostu uwazala ludzi za dosc prosta zwierzyne, zadnym wyzwaniem dla krolowej nieumarlych bylo przeciez uwiedzenie kilkunastu robotnikow. Slyszac strzaly od strony statku zlotooka, ktora przybrala przez uzycie mocy wyglad poldemona, usmiechnela sie promiennie. Najwazniejsze ze Wade bawil sie swietnie, to uszczesliwialo rowniez ja.

Byloby to jednak zbyt piekne gdyby wszystko potoczylo sie prosto i bezproblemowo, chociaz niewiele bylo istot zdolnych zagrozic sukkubowi, zwlaszcza rownie poteznemu co sama ich krolowa. Kobieta odczula pojawienie sie magicznej aury - czegos co we wspolczesnym swiecie nie bylo na codzien spotykane i oczywiste, zaraz rowniez do jej nozdrzy doleciala interesujaca won. Przypominala kadzidlo, uzywane przez kaplanow podczas odprawiania rytualow, z tym ze to podszyte bylo jakas dziwna, niemalze syntetyczna nuta. Odruchowo skrzywila sie na tak jawny przejaw swietokradztwa, z przykroscia stwierdzajac ze najwyrazniej w dwudziestym pierwszym wieku nie ostala sie ani jedna roslina bez genetycznej modyfikacji. Odwrocila sie na piecie, az siedzacy na jej ramieniu Bug musial zamachac skrzydlami zeby sie nie wywrocic, i stanela twarza w twarz ze zrodlem magicznej mocy. Okazalo sie ono... coz, rozczarowujace to chyba odpowiednie slowo. Jakis zaniedbany, czarnoskory niewolnik o dacie przydatnosci do budowy grobowcow przekroczonej o 20 lat z kawalkiem, wylonil sie z cienia. W swej mowie nie tylko nie okazywal kobiecie stosownego szacunku, poslugiwal sie rowniez nieznanym Shiklah dialektem, wydluzajac niektore slowa z nonszalancka maniera. Mimo ze mezczyzna zdawal sie byc odporny na jej wdzieki, watpila by byl rownie asertywny gdy przemieniwszy sie w swoja pelna, demoniczna forme wbiegla w niego ze znaczna predkoscia i sila niczym byk klujacy po tylku dzieciaki rolnika, ktore postanowily pociagnac go za ogon. Z tym ze sukkub nie wbila swych rogow w cialo nieznajomego, a poteznymi lapskami pochwycila jego nadgarstki i z impetem wbila go w najblizej stojacy kontener.

- Wade, moje slonce i gwiazdy? - zaczela niepewnym glosem, gdy juz miala pewnosc ze delikwent zostal przez nia porzadnie unieruchomiony. - Czy to normalne w twoim swiecie ze jakis czarnoskory Dumbledore ze swoim fajkowym zielem nie pozwala mi przejsc? - Kruczowlosa przybrala jak najmilszy i jak najbardziej beztroski ton glosu. Nie chciala przeciez zmartwic Deadpoola, tylko upewnic sie ze to nie jakis jego znajomy, zanim ukreci mu leb i trzeba bedzie wyruszyc w dluga, epicka podroz by biedaczek wrocil z zaswiatow.

Tymczasem Bug, ktory wzbil sie w powietrze na moment przed tym nim jego pani wykonala majestatyczna szarze w kierunku smiertelnika, przysiadl na szczycie kontenera, tuz nad glowa podejrzanego starca z dredami, gotow rzucic sie w kierunku jego twarzy z ostrymi pazurami i zebami, gdyby ten probowal jakichs niecnych sztuczek. Malemu zwierzaczkowi spodobalo sie powalenie operatora dzwigu w ten sposob.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Deadpool
Troll Forumowy | Boski Posłaniec


Liczba postów : 181
Data dołączenia : 08/08/2012

PisanieTemat: Re: Budynki portowe   Pon Sty 26, 2015 5:43 pm

(Dobry humor?) Jest! (Odpowiedni dobry humor?) Jak najbardziej! (Wena do pisania mną?) Check! (Odpowiednia muzyka w tle?) Na miejscu! (Burrito w żołądku?) Może jeszcze tak! (Burrito-oddech?) Minął, jak w piątek umyłem zęby, ale nie niszczmy nastroju. (Zaczynamy!) Yes, s... Chwila, czemu zaczynam post od rozmowy z samym sobą?

Deadpool ruszył w kierunku ostatniego, pozostałego przy życiu przeciwnika - choć może nazywanie tych wszystkich zahipnotyzowanych roboli mianem przeciwników jest lekką przesadą. Pracownik portu kulił się aktualnie na zimnej podłodze statku, jęcząc z bólu, spowodowanego postrzelonym kolanem(I tej nocy właśnie, jego życie poszukiwacza przygód dobiegło końca. Podobnie, jak i życie ogółem), bokiem oraz draśniętym ramieniem. Najemnik spojrzał z poważnym, pozbawionym emocji wyrazem twarzy - który jeszcze bardziej podkreślała zakrywająca ją karmazynowa maska - po czym wycelował pistoletem w stronę zawodzącej bezradnie u swych stóp ofiary.
- Game over. Nie. Hasta la vista, baby? Nie. Yippee ki yay, motherfucker! - Ilekroć Wade przymierzał się do strzału, po własnych słowach rezygnował, a na jego twarzy zaczynała rysować się coraz głębsza zaduma.
- A chrzanić to, będzie bez kozackiego powiedzonka. - Karmazynowy błazen nacisnął spust... I właściwie na tym się skończyło, bo broń zamiast strzału, odezwała się tylko charakterystycznym dźwiękiem, sygnalizującym brak amunicji. Wilson skrzywił się w niezadowoleniu.
- Akurat teraz? A miało być profesjonalnie. No dobra, gdzie to ja schowałem zapasowy magazynek... ? - zapytał sam siebie, po czym lewą, wolną ręką zaczął szperać po kieszeniach u pasa i wyrzucać z nich różnorakie - aż dziw, jak się tam mieszczące - rzeczy.
- Gumowa kaczka do kąpieli - nope. Sprośne pisemka - nie teraz. Chociaż... Nie, nie teraz. Pigułki od mojego psychoterapeuty... Ulotka odradza jedzenie pikantnych rzeczy, więc i tak nie będę ich stosował. Hm, psychoterapeuty... - Tutaj Deadpool zamyślił się na moment.
- Autorze? (Yup?) (Napisz w końcu swoje Harleypool, a propos psychoterapeutów, psychoterapeutek, uroczych, niestabilnych umysłowo psychoterapeutek, dzikich, upojnych nocy z uroczymi, niestabilnymi umysłowo psychoterapeutkami w ciasnych, błyszczących się, czerwono-czarnych kostiumach, emotka-serduszko! (Może na razie ograniczymy ambicje do czekających już kilka tygodni postów na forum? W tym tego tutaj) Śmierdzący leń. No to wróćmy do pracy. - Najemnik natychmiast po tych słowach kontynuował namiętne przeszukiwanie własnych kieszeni.
- Zdjęcie-pamiątka po wspólnych wakacjach z Pająkiem, nah, zdjęcie Ellie, nah... Chwila, przecież w tym uniwersum nie mam córki, nie licząc tej poza-fabularnej. Mniejsza. Wiesz co, kolego? - Spojrzał z szerokim uśmiechem na rannego pracownika - uśmiechem, od którego aż odkształcił się czerwony materiał na jego twarzy. Deadpool wyrzucił opróżniony z naboi pistolet w jakimś losowym kierunku, a gdy ten upadł na twarde podłoże... rozległ się strzał.
- Co, jak, gdzie, strzelają, wojna, do schronów przeciwatomowych, do warszawskiego metra! - Wade padł w przypływie paniki na ziemię, kuląc się i słuchając, jak pocisk rykoszetuje o ściany statku, raz chyba nawet przelatując kilka centymetrów nad jego głową.
- Cholerna, chińska broń palna. A mówili - "kup coś porządnego". To ja na targu rybnym w Pekinie uzbrojenie uzupełniam - burknął pod nosem, otrzepał teatralnie obcisłe spodnie, po czym spojrzał na robotnika, którego jeszcze trochę, a nie będzie musiał dobijać, ze względu na wciąż postępujące krwawienie i kompletny brak pośpiechu Wilsona.
- Wracając. Dobra rada wujka Deadpoola: Zawsze dobrze mieć w bucie nóż, tak na czarną godzinę - odparł. Najemnik uniósł i wykrzywił własną, prawą nogę, by następnie ściągnąć jeden ze wspomnianych butów(Uff, ostrzegaj nas, gdy mamy zatkać nos!) (Ej, przecież myłem stopy ledwie w zeszłym tygodniu!). Deadpool wyciągnął z wnętrza obuwia kilka sztuk wspomnianej broni białej, o na tyle niedużych rozmiarach, by mogły się tam wszystkie zmieścić. Minęło kilka sekund, po czym Wade spojrzał na ofiarę, z ponurą miną oraz rękojeściami noży wetkniętymi między palce, przez co przypominały teraz nieco ostrza Wolverine'a.
- Nóż, albo sześć, bub. - Karmazynowy błazen rzucił się w końcu na robotnika, by zrobić z nim ostatecznie to, co każdy rosomak robi najlepiej, a co nie jest zbyt miłe.

- Tak Shi, moje burritos i ośmiorniczki? - Wade siedział aktualnie po turecku na pokładzie statku, ubierając but, gdy w słuchawce rozległ się, tak przyjemny dla jego uszu, głos żony. Niedaleko leżał wypatroszony mężczyzna z wcześniej, a obok - intensywnie zakrwawione noże.
- Dumbledore? Tutaj? - Zmarszczył czoło, w zdziwieniu, by zaraz znów się odezwać.
- Jakbyś wyskoczyła z fabuły i przeniosła się do sesji trollowanych, to bodajże właśnie tam znajduje się forumowy Hogwart. To i Dumbledore'a może byś spotkała. Ale że czarnoskóry? Może miał kompleksy związane ze swoją... różdżką, więc użył czaru, który coś by na to mógł podziałać? Ale chwila. Przecież Dumbledore od szóstej części nie żyje, został zabity przez Snape'a, Księcia Półkrwi, który tak naprawdę okazał się nie być aż taki zły, tylko po prostu emo. Jesteś pewna, że to on? Ach, muszę kończyć, przybyły posiłki. Baw się dobrze, zabijając Gandalfa! You shall pass! - Po krótkim monologu, skierowanym do Shi, Deadpool uniósł głowę, by spojrzeć na czerwono-czarną postać, która nagle pojawiła się nad najemnikiem z przygotowaną do ataku kataną. Wade zmarszczył czoło, by zaraz podnieść się na równe nogi i palcem prawej, wyprostowanej ręki wskazać tajemniczego jegomościa, jednocześnie mierząc go groźnym spojrzeniem.
- Hej, to ja jestem czerwonym Power Rangerem! Nawet piszę na czerwono! Pfff, jeszcze powiedz, że masz na nazwisko Wilson. - Najemnik skrzyżował ręce na klatce piersiowej, po czym pokręcił głową z dezaprobatą.
- To dopiero trzeba przegrać życie, być podróbą podróby. Parodią parodii. Jak zwał, tak zwał. Mogłeś chociaż barwy zmienić. Co jeśli się mylę i tak naprawdę nie jesteśmy bohaterami PBF, tylko klasycznej bijatyki 2D? - tu karmazynowy błazen wskazał kciukiem gdzieś w bok - Ten przed automatem pogubi się, kto jest kto, przez nasze podobieństwo. Ach, i muszę cię ostrzec, że jestem już szczęśliwy z moim obecnym bratem bliźniakiem - oznajmił z wyjątkową powagą.

- Walka z bossem! - Deadpool krzyknął, wyrzucając ręce do góry w geście zadowolenia, a następnie stawiając na ziemi pionowo swoją ulubioną bazookę.
- Mam nadzieję, że mój autor nabił mi dużo żetonów. Po Devil May Cry ciężko nas zadowolić, jeśli chodzi o starcia z bossami - paplał, jak to miał w zwyczaju - bezustannie, jednocześnie ładując pocisk rakietowy do Suzy(Zabrzmiało dwuznacznie).
- Szczególnie, że nie mogę zginąć! Mam nadzieję, że w tym mnie nie naśladujesz. - Po tych słowach Wade uśmiechnął się szeroko, przygotował do strzału i już po chwili w stronę jego nowego przeciwnika pomknął ze sporą prędkością wybuchowy pocisk. Zaraz po użyciu Suzy, Wilson rzucił aktualną broń na bok i wyciągnął samopowtarzalną strzelbę, by - jeśli ofiara eksplozji jakimś cudem przeżyje(Pewnie ze względu na liczbę arcypotężnych żetonów trudności) - potraktować oponenta ołowianym deserem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rhoshan
Lisi Mistrz Gry


Liczba postów : 413
Data dołączenia : 15/06/2014

PisanieTemat: Re: Budynki portowe   Sro Sty 28, 2015 7:56 pm

// Dobra, jako że ostatnio dostałem petycje o czytelniejsze wyrażanie się to będę wam dzielił wasze walki w poście. Jak się jakoś zejdziecie to połączę.
Shiklah,
Zacznijmy może od Shiklah, która przed sobą miała przeciwnika… wyglądającego bardziej jak bezdomny niż ktoś poważny. Oczywiście wyglądał też na człowieka, który nie był zbyt silny ale faktycznie czuć było od niego tamtą energię. Mówią, że nie należy oceniać książki po okładce o czym niebawem miała się przekonać sukkub.
Roboczo nazwijmy jej przeciwnika Rasta, bo tak będzie łatwiej i estetyczniej. Nie złamiemy poprawności politycznej przy okazji. Nawet nie wykonywał uniku, kiedy w swojej demonicznej postaci Shiklah wbiegła w niego i łapami pochwyciła przyszpilając do kontenera. Skrzywił się nieco, jednak nie wydał z siebie żadnego dźwięku. Jedyne co to perfidnie się uśmiechał do demona, jakby stało się to na co liczył… a może to zielsko sprawiło, że jest mu wszystko obojętne? Zresztą blant wypadł mu z gęby, co po chwili wyłapał. Nie był zadowolony i ciężko westchnął. A takiego ładnego skręcił! Po chwili Shiklah mogła zauważyć pewną dziwną rzecz. Kończyny faceta były jakieś takie sztywne i on sam był w bezruchu. Jak się bliżej przyjrzała to jego skóra była jakoś tak nienaturalnie sucha. Moment później nastąpił wybuch energii, którą czuła sukkub przy pojawieniu się mężczyzny. Rzućmy tutaj jednak niewielką stopklatkę i przybliżmy całe zjawisko. Klatka po klatce widzimy, jak mężczyzna oddziela się od ciała kiedy Shiklah na niego szarżuje. Następnie gość szybkim ruchem ukrywa się za rogiem kontenera, kiedy demonica pochwyciła „przynętę” jaką był byt wykonany z czystej energii skoncentrowanej do tego stopnia, że dała radę imitować ciało człowieka.
Przejdźmy do tego co się stało. Wybuch energii posłał sukkuba w jeden kontener… przez który się przebiła, potem w drugi… przez który też się przebiła i zatrzymała się na trzecim, czyli jakieś 150 metrów od miejsca uderzenia. Teraz przejdźmy do obrażeń, które otrzymała. Są one mówiąc jednym słowem ogromne. Tak jakby z bliskiej odległości człowiekowi wybuchł granat w ręce. Oczywiście Shiklah miała nieco mniejsze rany, ale wszędzie na przodzie była poparzona, a demoniczna skóra zaczęła odchodzić od ciała. Wierzchnia mocniejsza warstwa nieco ją ochroniła, jednak ta energia z racji swoich właściwości przebiła się przez nią jak przez masło i dobrała się do mięska. Nie zapominajmy o ogromnym bólu jaki odczuwał każdy cm ciała sukkuba. Ból porównywalny do smażenia kogoś żywcem powielony 10 krotnie. Na dodatek jej wzrok się nieco pogorszył, przez co miała nieco rozmyty obraz przed sobą. Teraz jednak najbardziej istotny był ból, który uniemożliwiał logiczne myślenie. Najwidoczniej szarżowanie na magicznego przeciwnika to nie taki dobry pomysł, zwłaszcza nie znając jego możliwości i będąc podatnym na jego magie.
Po chwili Rasta wyszedł zza rogu, w miejscu gdzie stała wcześniej Shiklah. Podłoga była nieco spopielona, chociaż kontenerom poza śladami osmalenia i ognia nic się nie stało. Czarny sięgnął po leżącego na ziemi blanta i ponownie go zapalił. Zaciągnął się idąc w kierunku demonicy.
Pytacie co się stało z Bugiem? Sama ta energia raz, że wyrzuciła go nieco w powietrze, a dwa… zwyczajnie się wystraszył jak pies zdzielony kijem i odleciał na znaczną odległość. Jest spanikowany jak zaszczute zwierzę i raczej nie ma zamiaru tam wracać. Nie dopóki tam jest ten gość. Sam Rasta idąc rzucił jeszcze – Eeee zioooom. To było głupie. Daj się zegzorcyzmować, albo zabierz swój demoniczny seksy tyłek do piekła, bo Ci w tym pomogę. Love n peace bro... sis demon.– powiedział, a spod ubrania wyciągnął coś co wyglądało jak ptasie pióro. Wargi mężczyzny się poruszyły, a pióro pokryło się niebieską energią, która następnie rozrosła się do rozmiarów okrągłej tarczy o średnicy półtora metra. W drugiej ręce mężczyzna miał już wisiorek z kości, który zmienił się w miecz. W tym wszystkim warto jeszcze napomknąć, że w czasie tego lotu, uderzeń i zawirowań energetycznych nieco uszkodziła się słuchawka Shi. Powoli dochodziła do siebie, jednak to uderzenie było bardzo bolesne. Tak jakby egzorcysta nie był pierwszym lepszym frajerem z ulicy.

Deadpool
Ostatni przy życiu przeciwnik nawet nie miał sił na płacz, by błagać o litość. W końcu czuł teraz ból kolana, które było zranione przez kulę. Oczywiście pozostałe rany także sprawiały mu dużą trudność w percepcji tego co się działo. Jedyne co to mógł wyciągać rękę, by się zasłonić, jednak… czyje łapy uchronią przed kulą? Taki odruchowy gest, jednak nie mógł wykrztusić słowa. Szykował się na śmierć jednak… nie nadchodziła. Błazen miotał się sam ze sobą, co robotnik próbował wykorzystać i lekko się odczołgać. Jednak kiedy ten wyglądał, że się zdecydował robol zamarł w bezruchu. Zacisnął oczy i… znowu nic. Myślał, że to jego szczęśliwy dzień! Błazen wyrzucił pistolet i rozległ się wystrzał, na który robol się skulił. Dużo bardziej przestraszyły go noże najemnika, krew się polała i niestety robol został pozbawiony życia. Nawet nie ma nieśmiertelnikowej plakietki robola! Chociaż portfel pewnie ma.
Czerwona postać stała i obserwowała z zażenowaniem najemnika. Oscylując czy już powinna go pozbawić głowy, czy poczekać aż się wygada. Nie należało wykonywać akcji pochopnie, chociaż przeciwnik miał broń palną. Szermierz nie skomentował zaczepki, jedyne co to przez maskę słychać było jedno warknięcie. Oczy postaci zaświeciły się lekko na czerwono, tak jak symbole na masce kiedy została wychwycona wzrokiem wyrzutnia rakiet. Nie przejmował się najwyraźniej tym, że błazen ładuje bazookę. Stał nieruchomo na górnym pokładzie, jak manekin z mieczem wyciągniętym w pozycji do ataku. Jedyne co to położył wolną rękę na pochwie i odpiął ją od paska, tak by móc z niej korzystać w walce. Jak Deady mógł się przyjrzeć chociażby pochwie od miecza albo samej jego rękojeści to mógł dostrzec ślady technologii, a nie zwykłego wytapiana miecza. Czerwony zanotował, że w jednym momencie pocisk leciał… a w drugim już go nie było a postać miała miecz podniesiony nieco wyżej. Po chwili zamachnął się mieczem i z miecza! Tak, właśnie z miecza wyleciał pocisk z wyrzutni, który pomknął w stronę błazna. W tym momencie Deady miał kilka wyjść, chociaż najlepszym miejscem by uciec była dziura prowadząca do ładowni (była najbliżej i może nawet jeszcze zdąży) albo burta statku, przez którą można skoczyć. Ewentualnie może jeszcze próbować uskoczyć gdzieś indziej.  Zanotował, że pocisk poruszał się nieco wolniej niż w momencie wystrzału z bazooki, jakby przez jakiś czas wcześniej leciał i teraz kończył mu się pęd. Szermierz natomiast zniknął z pola widzenia… znowu. Oczywiście warto napomknąć, że ewentualny wybuch będzie mniej więcej w tym samym momencie co eksplozja egzorcysty.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Shiklah



Liczba postów : 32
Data dołączenia : 03/05/2014

PisanieTemat: Re: Budynki portowe   Sob Lut 21, 2015 8:34 pm

Shiklah dopiero po dłuższej chwili doszła do siebie i mogła jako tako przeanalizować wydarzenia dzięki którym skończyła leżąc na metalowym kontenerze, cała poparzona i do tego z przejściowymi kłopotami ze wzrokiem. Trudno było jej jednak pojąć dlaczego nie zauważyła że mężczyzna którego starała się przecież jedynie przytrzymać dopóki Deadpool nie pomoże jej zadecydować co z nim zrobić zamienia się w pustą, suchą jak wiór wydmuszkę. I dlaczego chwilę później ta wybuchła białą, nieokreśloną energią. Czuła co prawda że czarnoskóry niewolnik dysponuje mocą, która może być dla niej niebezpieczna, jednak z tego co zdążyła dowiedzieć się o współczesnych ludziach - nie wydawali się być świadomi istnienia pośród nich demonów, a tym bardziej nie uważali ich za zagrożenie. Być może społeczeństwo przywykło już do widywania różnych stworzeń, antropomorficznych bytów posługujących się czymś, za co ponoć dawniej palono na stosie (niegodziwość!). Niemniej jednak co by było gdyby mężczyzna posiadał moc i pewien potencjał by ją wykorzystać ale nie zdawał sobie z tego sprawy? Z opowieści zasłyszanych od męża wiedziała, że nie byłby to pierwszy tego typu przypadek. Ale gdybanie po fakcie to jak próbować załatać dziurę w balonie, który już pękł.

Jako że w jej ogromnym demonicznym cielsku nie buzowała jakaś wielka dawka adrenaliny – do tej pory wszelkie wydarzenia w porcie nie były jakieś specjalnie absorbujące lub wzbudzające w królowej demonów poczucie zagrożenia - stąd sam wybuch jak i doszczętne zniszczenie dwóch kontenerów odczuwała w pełni. Ból, głównie pochodzący od dotkliwie poparzonej twarzy, dłoni i części klatki piersiowej, gdyż tam otrzymane obrażenia okazały się najdotkliwsze, którego natężenie było tak wielkie, że wszelkie powyższe przemyślenia królowej sukkubów zamknęły się w głośnym ryku bestii, słyszalnym zapewne równie dobrze we wnętrzu statku jak i w promieniu kilkuset metrów. Pełen był wściekłości i (przede wszystkim) odczuwanego przez Shiklah cierpienia.

Potężny, fioletowy potwór powoli podjął próbę podniesienia się i powstania na własne nogi przed przeciwnikiem, który nie tylko obrażał ją samym faktem swojego istnienia ale jeszcze tym, że śmiał na nią podnieść rękę chociaż nikogo nie skrzywdziła. Przecież nie można było powiedzieć, że robotnicy w porcie umarli w męczarniach, niejeden z nich zapewne marzył o podobnej śmierci – z przyjemności, zadanej przez najpiękniejszą kobietę jaką widzieli w swoim życiu. Sukkub obnażyła rząd ostrych jak igły kłów, gdy tylko jej ryk przebrzmiał w okolicy i zaczęła warczeć i sapać z gniewu i większej ilości bólu odczuwalnego przy każdym poruszeniu się. O nie, tym razem nie podejdzie do tego świra, ale i nie da się położyć z taką łatwością na łopatki. Spróbowała pochwycić kontener, na który upadła i cisnąć w czarnoskórego z całej siły, jeśli jednak zauważy że nie jest w stanie tego zrobić, po prostu stara się niczym zwierzę czające się do ataku stąpać po okręgu jakby chciała go wyminąć albo znajdowali się na arenie jak dwóch walczących gladiatorów. Nie spuszczała z niego wzroku, od chwili w której wydała z siebie przeszywający ryk kumulowała w sobie energię, której miała teraz więcej dzięki wcześniejszemu posiłkowi składającemu się z robotników. Jeśli zauważy lukę w obronie przeciwnika, wystrzeli skondensowany strumień duchowego ognia ze swojej paszczy niczym smok zionący ogniem w jego kierunku, jeśli zaś on sam zdecyduje się podejść w jej kierunku, ta sama moc przemieni się w odpychający wybuch gdy będzie już zbyt blisko albo Shiklah nie będzie wiedziała gdzie się znajduje (wówczas jednak zużyje jedynie połowę energii, drugą zaś zachowa na moment w którym mężczyzna ponownie się ujawni, być może niespodziewanie tuż przy niej).
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Deadpool
Troll Forumowy | Boski Posłaniec


Liczba postów : 181
Data dołączenia : 08/08/2012

PisanieTemat: Re: Budynki portowe   Sob Lut 28, 2015 6:09 pm

Oczywiście, że Deadpool do ucieczki mógł użyć prowadzącej ku ładowni dziury czy przeskoczyć przez burtę statku. Mógł także spróbować przeturlać się w którąś stronę, licząc, że wybuch "odbitego" pocisku nastąpi akurat podczas jego "invincibility frames"(Nie pomyliliśmy gry? Czy tylko wydaję mi się tak, bo zapomniałem śnieżnobiałej peruki mojej ciotki oraz leczącego kompleksy, olbrzymiego miecza?). Ale czemu wybierać spośród propozycji mg? Najemnik z pyskiem musi być nieprzewidywalny. W końcu... (Gwiazdka, zachrypniętym głosem Christiana Bale'a, gwiazdka, I am Deadpool!).

Dlatego też, gdy pocisk rakietowy zmierzał powoli ku regenerującemu się degeneratowi, ten wyciągnął coś szybko z jednej ze swoich licznych kieszeni przy pasie. Przyczepił sobie do klaty samoprzylepną kartkę ze składającym się z samych dużych liter napisem "free hugs" na niej, po czym rozchylił szeroko ręce, jakby chciał przytulić zmierzającą ku niemu śmierć(Och, jest wiele rzeczy, które chciałbym zrobić Śmierci. Przytulać, całować, pchnąć na łóżko i...)(Nie teraz, Wade. Fantazje później)(Czy możemy dzisiaj uwzględnić w nich także Harley Quinn oraz jakieś szalone fetysze?)(Przecież zawsze to robimy)(Wiecie, tak mnie teraz naszło. Powinienem założyć harem!)(Harem? Albo nie, zapomnij, że pyt...)(Tak, własny harem! Myślę, że składałby się z...)(... Łem. Cholera)(... Przede wszystkim Harley Quinn, Copycat, Siren, Domino, Death, Rogue, można by też pokusić się o Spider-Woman, Spider-Ham, Mystique, ponieważ jej zmiennokształtność przydałaby się, gdyby pożądana "reszta" była akurat z jakichś przyczyn niedostępna, Laura, Lara Croft, Ms. Marvel, nie zapominajmy oczywiście o Spider-Manie, emotka-serduszko...)(I Orksie!)(... I tak, naszej cudownej, przepięknej, galaktycznej żonie. Czy ja mówiłem Shi, że mam jeszcze jedną żonę... ?)(Pocisk!). W ostatniej chwili jednak, Wade rozpłynął się w powietrzu, by w momencie wybuchu pojawić się tam, gdzie jeszcze przed chwilą stał jego oponent. Bo po co sugerować się rozwiązaniami mistrza gry, gdy można użyć(Spektakularnego, niesamowitego, niezwykłego, zaskakującego) teleportera.

- To. Było. Genialne! - Najemnik krzyknął na cały pokład, z wyraźnym entuzjazmem w głosie.
- No wiesz, ten kontratak. Naucz mnie tak! Sensei? Mój mistrzu Yoda. Opanuję dzięki tobie moją wewnętrzną, ośmioogoniastą bestię, gdy będziemy trenować na planecie, gdzie grawitacja jest tysiąc razy większa, niż na Ziemi, aktywuję sharingana, a gdy zjem wszystkie z diabelskich owoców, nic już nie stanie mi na przeszkodzie, by pomścić twoją śmierć - zamordowany sensei to w końcu dobry motyw, prawda? - oraz zawładnąć światem! Wszystkie chimichangi na świecie będą moje i tylko m o j e! Buahahaha... ! - Po swoich słowach Wilson zaniósł się głośnym, szaleńczym śmiechem.
- ... Haha... Ha... Ha... Huh, chwila, gdzie ty jesteś? - Rozejrzał się wokoło, dopiero zauważając brak swojego przeciwnika. Regenerujący się degenerat wyprostował się, jednocześnie opierając pięści na swoich biodrach, po czym cicho westchnął.
- Zwiał przede mną. No nic, widać nie jest taki twardy, jak się wydawało.

I mniej więcej po tych słowach najemnika, w tle rozległ się głośny ryk jego demonicznej żony.
- Hm. Tak Shiklah krzyczy tylko w dwóch przypadkach. Raz, gdy czarni egzorcyści zdzierają jej żywcem skórę z twarzy. Lub dwa, gdy robi się u nas naprawdę gorąco w sypialni. Czasami moja ukochana się zapomina i w ekstazie ryczy na całe królestwo demonicznym głosem. Serio. I prawdę mówiąc, bardzo mnie to podnieca. Hm. Czyli albo ktoś wyjątkowo skutecznie zaatakował mi żonę, albo Wanda wróciła na forum. A to znaczy... - tu Wade otworzył szerzej oczy - ... Że czas na mnie! Mniejsza o ratowanie, ale jeśli w temacie, w którym jestem, wyprawiają się lesbijskie sceny, to moim obowiązkiem jest to nagrać! Przyjemnie się walczyło, zdzwonimy się jeszcze! - Wilson, mówiąc to, najpierw machnął ręką w powietrzu, na ślepo żegnając się z dotychczasowym przeciwnikiem, który aktualnie gdzieś zniknął,  a zaraz po tym Karmazynowy Błazen ułożył dłoń w kształt słuchawki od telefonu i pomachał nią przy swoim lewym uchu.

Jak łatwo się więc domyślić, po całym tym monologu oraz żywiołowej gestykulacji, najemnik zaczął uciekać z wnętrza statku - a potem z kontenerowca z powrotem na stały ląd. Co chwilę wspomagał się przy tym teleportacją - i dla zwiększenia szybkości, i na wypadek, gdyby oponent sprzed chwili postanowił go zaatakować. I chyba nie wspomniałem jeszcze, że co jakiś czas zostawiał za sobą, ustawiane bez przerywania biegu, wybuchowe miny (Pożegnalny prezent dla mojego nowego kumpla, emotka-serduszko)?

- Kochaaanie, jestem! Przybył karmazynowy rycerz bez konia, by uratować swoją godzillę w opałach! - Wade zatrzymał się niedaleko żony oraz walczącego z nią egzorcysty, dosłownie ślizgając się po ziemi. Mimo, iż był zdyszany po długim, szybkim biegu, nie przeszkadzało to ani trochę w tym, by z ust najemnika zaraz wydostał się kolejny monolog.
- Shi, czemu próbowałaś upodobnić się z twarzy do mnie? - Wskazał palcem to na nią, to na swoją facjatę - w tym drugim przypadku zakreślił jednocześnie okręgi w powietrzu, chcąc w ten sposób pokazać na całą, wspomnianą przed chwilą i skrytą za maską twarz.
- Nie martw się, jeśli zostaną blizny. Nadal będę cię kochał. W końcu wygląd to nie wszystko. Najważniejsze jest wnętrze. Nawet macki o tym wiedzą - mówiąc to, Wilson wykrzywił wargi na tyle mocno, że zarys jego szerokiego uśmiechu było widać nawet przez czerwony materiał. Zaraz jednak spoważniał - przynajmniej jak na niego - z powrotem, gdy zwrócił się spojrzeniem w kierunku czarnoskórego egzorcysty.
- Szacun - odparł, unosząc oba kciuki w górę.
- Przebić w taki sposób pancerz Shiklah? Nieźle. Moja żona swego czasu zaczytywała się w "Zmierzchu", nic więc dziwnego, że sięgnęła po kolejny, sławny ostatnimi czasy chłam - "Pięćdziesiąt twarzy Greya". A potem chciała spróbować co nieco z tej książki. Proponowano mi już łaskotanie kwasem i wiele innych szalonych zabaw, więc stwierdziłem - a co mi tam? Problem w tym, że pancerz Shi jest, wbrew pozorom... - tu zerknął na poranioną demonicę - ... Bardzo wytrzymały. Bicz nawet go nie zadrapał. Więc się zamieniliśmy, ja zostałem Anastasią. Ale ja mam Healing Factor, więc wszelkie pamiątki po biczowaniu od razu się goiły. Ostatecznie uznaliśmy, że to jest nudne i okażemy sobie miłość tak jak zawsze. Dlatego poszedłem założyć mój kostium Shreka. - Deadpool westchnął cicho i schował ręce za plecami.
- Także jeszcze raz - szacun. Wiesz, powinieneś dostać jakąś nagrodę za takie osiągnięcie! Chyba nawet mam dla ciebie małą niespodziankę(Little surprise? Myślisz o tym samym co ja?!)(Jesteśmy w jego głowie, wszyscy myślimy o tym samym co on)... - Deadpool uśmiechnął się delikatnie, po czym odbezpieczył - wyciągnięty przed chwilą i trzymany do tej pory za plecami - granat odłamkowy.
- Pinneaple surprise! - krzycząc, rzucił owym w stronę przeciwnika sukkuby.
- Mam nadzieję, że nikt nie wyzwie mnie od rasisty, po tym jak pokażę mu jak kończy się dotykanie  m o j e j  żony - mruknął pod nosem, jednocześnie wyciągając karabin maszynowy M249 SAW i, cóż... Z szaloną radością wypisaną na twarzy, potraktował egzorcystę długą serią. I drugą. I dziesiątą.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rhoshan
Lisi Mistrz Gry


Liczba postów : 413
Data dołączenia : 15/06/2014

PisanieTemat: Re: Budynki portowe   Sro Mar 04, 2015 7:40 pm

Shi
Shiklah po kilku chwilach była w stanie się podnieść o własnych siłach. W tym czasie egzorcysta powoli się zbliżał mrucząc coś pod nosem w nieznanym jej języku. Rytmicznie jakby się przysłuchać to szepty układały się w jakiś rodzaj utworu jazzowego. Miał dosyć podobne brzmienie i częstotliwość słów, jednak żadnego słowa mimo tak zacnego stażu Shi nie kojarzyła. Wiadomo jednak tyle, że te sentencje mogły wywoływać w demonie nieco niepokoju, a nawet w pewnych momentach doprowadzały do furii. Mniej więcej intuicyjnie królowa mogła to uznać za próbę odegnania jej lub całkowitego wypędzenia z tego wymiaru. Czyżby zaczynał się faktyczny egzorcyzm? A może murzyn miał kolejny plan?
- Ładne ząbki ziooom. Szkoda, że reszta jest paskudna – skomentował i poprawił sobie w rękach tarczę oraz miecz, które świeciły kłującym w oczy białym światłem. Jednak dało się wyczuć, że są zrobione z tej samej energii, którą Shi dostała dosyć niedawno. Zresztą egzorcysta wiedział, że demon dwa razy do tej samej rzeki nie wejdzie, a więc musiał wymyślić coś nowego. Przekręcił w gębie blanta i dalej recytował swoją mruczankę.
Sukkubowi udało się podnieść kontener poprzez wbicie w niego pazurów i rzucenie nim. W sumie nie było to trudne z jej obecną siłą, a kontener wewnątrz był pusty. Niestety przed takim czymś egzorcysta nie miał za bardzo jak uskoczyć i musiał szybko wymyślić jak się przed tym obronić. Wtem w spowolnionej perspektywie dostrzegł słaby punkt, który zostawiła po sobie Shi kiedy rąbnęła w ten kontener. Skoncentrował swoją moc, a ostrze zniknęło. Posłał białe światło w metal i poszerzył otwór, a następnie wskoczył do kontenera. Zrobił to pod kątem, by wpaść i nie wypaść z niego, kiedy kontener się będzie obracał.
Oczywiście błazen zdążył się pojawić na scenie w momencie, kiedy Shi już rzuciła kontenerem, który pędził z dosyć dużą szybkością w czarnoskórego. Tamten nawet nie miał okazji zripostować Deadpoola, gdyż zwyczajnie był skupiony na walce i tym jak uniknąć swojej zguby.

DP
Deadpoolowi udało się oszukać przeznaczenie i uniknął pocisku, który przygrzał w pokład statku robiąc całkiem niezłą dziurę tuż obok tej, która prowadziła do ładowni. Ładunkowi raczej nic się nie stało, aczkolwiek pokład dosyć ucierpiał a na dodatek wywołało to niemało hałasu.
Przeciwnik za to korzystał z tego, że błazen zanosi się śmiechem oraz prowadzi swój monolog. Jednak o tym Deadpool dowie się niebawem. W tym czasie wiadomo, że usłyszał ryk swojej demonicznej żony, a jeśli on to i przeciwnik, który się najwyraźniej do czegoś szykował skoro zniknął z pola widzenia. Po kilku susach Wade był już na lądzie, a przeciwnik zapewne skończył swoje przygotowania i na nowo się pojawił, tym razem na dźwigu, który niedawno atakował Bug. Przeciwnik miał przy sobie jakiś zmodyfikowany twór technologii chitaurich. Wyglądało to na broń palną, którą właśnie wymierzył w czerwonego błazna i czekał na dobrą okazję. Deadpool mógł zauważyć czarnego przeciwnika, kiedy już dotarł do miejsca gdzie była jego żona. W sumie zdążył akurat w momencie, kiedy leciał owy kontener, do którego wskoczył egzorcysta. Jeśli zwyczajnie nie odsunie się to najpewniej to coś go zmiażdży i tyle. Nawet nie miał okazji zbytnio wrzucić granatu do środka, bo kiedy czarnoskóry tam wskoczył to momentalnie kontener się obrócił i dziura była od strony betonu. W tym czasie przeciwnik dalej czekał na dźwigu, aż najemnik się przeteleportuje albo skoczy gdzieś, a potem wystrzelił z broni posyłając karmazynowy pocisk w karmazynowego błazna.
Jeśli nikt z was nie próbował zatrzymać pędzącego kontenera, ten uderzył w inny kontener rogiem i niefortunnie wbił się w jeden z budynków, a właściwie w opuszczaną bramę i wpadł połowicznie do środka. Jako, że egzorcysta zapewne wewnątrz się poobijał lub nawet stracił przytomność to na polu bitwy pozostawał tylko przeciwnik błazna. Przeciwnik, który zaraz obrócił się w stronę Shiklah z obnażoną czerwoną kataną i przyjął pozycję bojową.  
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Deadpool
Troll Forumowy | Boski Posłaniec


Liczba postów : 181
Data dołączenia : 08/08/2012

PisanieTemat: Re: Budynki portowe   Pią Kwi 03, 2015 6:05 pm

Podczas gdy uzbrojone miny przeciwpiechotne, jakie w trakcie swojej ucieczki pozostawił Wade na pokładzie statku, opuszczonego aktualnie przez jakąkolwiek żywą duszę spoczywały tam w gotowości, mogąc czekać już chyba tylko, aż przypałęta się w ich pobliże któryś z duchów ostatnich ofiar Najemnika z Pyskiem(Ciekawe, czy będą nawiedzać teraz ten statek)(Klątwa karmazynowej perły, arrr!), a przeciwnik Regenerującego się Degenerata zniknął, aby przyszykować się do kolejnej ofensywy - sam Deadpool mknął po lądzie, ile sił w nogach, do żony. I o ile wcześniej nie było wiadomo, w którym konkretnie momencie potyczki "Shiklah kontra czarnoskóry egzorcysta"(Czy tylko ja wyobraziłem sobie to w formie telewizyjnej zapowiedzi walki MMA?) dotrze do celu... Teraz już wiadomo(Czas więc sprostować kilka rzeczy!).

Przede wszystkim, to że Wade ustawił się, cytując, "niedaleko żony oraz walczącego z nią egzorcysty" nie znaczy, że od tego drugiego dzielił go teraz metr, dwa czy ogólnie na tyle mało, aby łatwo było trafić ich dwóch za jednym razem, rzuconym po chwili przez demonicę kontenerem(Poza tym, Shiklah chyba zauważyłaby, że jestem w zasięgu jej ataku, a przez to by się z nim wstrzymała, prawda? Prawda... ?)(Arrr!)(Co to ma do rzeczy?)(Nic, wczuwam się w rolę upojonego rumem pirata)(Autor już nie ma fazy na Assassin's Creed 4, przestań)(D'oh!).

Zresztą, widząc całą sytuację jeszcze w trakcie swojego biegu, D-Pool zrezygnował niemal kompletnie z pierwotnego, a zawartego w poprzednim poście, planu na temat tego co powie, gdy już dotrze do celu(Zostawiam tylko komentarz na temat wyglądu Mrs. Deadpool oraz że ją kocham, emotka-serduszko. I nowe "Woah!" - niekoniecznie w tej kolejności - bo moja żona rzuciła przecież cholernym kontenerem!) i całkowicie z tego, co zrobi - zamiast atakować oraz paplać w stronę i tak zajętego egzorcysty, Wilson dopadł jednej z ciężarówek, tej najbliżej żony, przyklejając się do pojazdu plecami, aby zaczęła pełnić funkcję osłony, ku niewiedzy Najemnika(No bo przecież nie łamię czwartej ściany i nie czytam - razem z autorem moich postów - o tym, co się dzieje, prawda? Czysty zbieg okoliczności. Na moją korzyść), bardzo teraz potrzebnej, ze względu na czającego się na górze oponenta. Deadpool przesunął się na tyły wehikułu i ostrożnie zerknął zza osłony w stronę, z której przed chwilą przybiegł - a przez ułamek sekundy rzucił także spojrzeniem na wnętrze naczepionego na pojazd kontenera.
- Czysto. Czyli naprawdę mnie nie gonił - mruknął pod nosem, po czym zwrócił się spojrzeniem z powrotem przed siebie, ku demonicy i jej destrukcyjnych dla portu działań(To właśnie miejsce na wspomniane komentarze i "Woah!". Oraz... ).
- Tak poza tym, to jakby nagle pojawił się tu osobnik o podobnym do mnie wyglądzie, ale z maską - Nie, to nie ja. Jest małomówny, z łatwością go odróżnisz. I prawdopodobnie będzie próbował cię zabić. Zajmij go czymś, ciasteczkami albo rozmową o pogodzie. Tylko pamiętaj, żadnego dotykania! - Zaraz po swoich słowach, najemnik rozpłynął się w powietrzu, przez użycie teleportera. Gdzie się podział? W środku kontenera z ładunkiem jednej z ciężarówek - tej, o którą do tej pory się opierał i tego kontenera, do którego środka kilka chwil temu zajrzał(Żeby nie było, że bamfuję się w ciemno. Nie teleportujesz mnie tym razem w żadne drzewo, ani nic, mg!).

- Gdzie to ja miałem latarkę... - pomyślał na głos, grzebiąc po kieszeniach, a tym samym po swoim, zawierającym dosłowne wszystko(Włącznie z kolekcją pierwszych stu numerów Playboya!), magic satchel. W końcu wyciągnął wspomniany przyrząd i rozświetlił sobie nim widok - po czym zabrał się za przeszukiwanie ładunku. Co Regenerujący się Degenerat chciał znaleźć? Najlepiej broń. Jeśli był tu znaleziony po bitwie z Chitauri złom, to gdzieś na pewno czaił się ich karabin(Albo i kilka karabinów!) laserowy(ch. Ciekawe, jak moja podróba poradzi sobie z teleportacją świetlistego pocisku, ha! A tak poza tym, miło byłoby przypomnieć sobie sentymentalne wydarzenia z czasów "Marvel's Before The Avengers PBF Origins: Merc with a Mouth: Regenerativ' Degenerativ': Wade Winston Wilson: Deadpool")(Pamiętam doskonale, że nazwałem tamten fick inaczej... Krócej)(To jest jego pełna nazwa. Swoją drogą, kiedy napiszesz w końcu część drugą?)(... Eee, chyba czas kończyć ten post)(Chcę pomścić w końcu tasiemca Steve'a!).

- Ach, miałem powiedzieć Shi coś jeszcze! - Najemnik przerwał na moment aktualne zajęcie, gdy zdał sobie sprawę z wypowiedzianej na głos rzeczy.
- Mam nadzieję, że ten chiński syf się naprawił. Halo, kochanie, słyszysz mnie? - odparł zaraz po tym, jak sięgnął dłonią do odpowiedniego ucha, by postukać lekko opuszką palca po włożonej tam słuchawce - mając przy tym nadzieję, że urządzenie do komunikacji ze swoją aktualną towarzyszką misji, a zarazem towarzyszką życia, tylko tymczasowo przestało wcześniej działać. Jednocześnie, szybko wrócił do błądzenia światłem latarki po otaczającym go wnętrzu kontenera.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Shiklah



Liczba postów : 32
Data dołączenia : 03/05/2014

PisanieTemat: Re: Budynki portowe   Pią Maj 01, 2015 8:16 pm

Shi, choć przebywała w demonicznej formie i aktualnie zachowywała się jak zranione – a więc nieprzewidywalne – zwierzę, to nie była nim w żadnym stopniu. Podczas gdy z gardła bestii dobywały się głośniejsze i cichsze warknięcia, królowa podziemnej metropolii demonów przyglądała się jak stary, czarnoskóry przedstawiciel rasy niewolniczej coś tam sobie mamrocze pod nosem w nieznanym jej języku. Widziała już kilka przeciętnych filmów o egzorcyzmach, założyła więc że jej przeciwnik próbuje odtworzyć rytuał wypędzenia. Nieznacznie przechyliła łeb w bok, nie tracąc przy tym czujności na wszystko co działo się dookoła niej. Zastanawiała się, czy był świadomy, że wypędzanie demonów w prawdziwym świecie nie było takie proste, wymagało długich, skomplikowanych przygotowań i trzymania się określonych rytuałów; czy przemyślał, że otwarcie niejako przejścia do domeny do której chciało się wygnać demona mogło również, przy nieodpowiednim wykonaniu skutkować uwolnieniem ich jeszcze większej ilości i wreszcie (!) że nawet gdyby planował tą akcję od miesięcy i jakimś cudem wiedział wcześniej niż ona sama że dziś, tego dnia, o tej porze pojawi się w porcie – egzorcyzm nie zadziała. Wymiar, w którym przebywała, pozostawał pod kontrolą jej rodziny przez wiele mileniów zanim ktokolwiek pomyślałby że na ziemskim padole rozprzestrzeni się ludzka zaraza. Należała do tego świata, gdzie więc cwany rasta chciał ją wygonić? Tego właśnie nie lubiła we współczesnej kulturze: ignorancji i braku poszanowania ze strony klas niższych.

Kiedy kontener trafił irytującego pseudo obrońcę ludzkości i zatrzyma się po przeturlaniu parę razy, jak to rzucone przedmioty mają w zwyczaju robić, pani Wilson ‘poprawi’  jego pozycję kilkoma kopniakami i miażdżeniem metalu zaciśniętymi pięściami przez parę minut aby mieć pewność, że jeśli czarna pchła przebywała w środku, to prędko (o ile w ogóle przeżyje) nie wróci do pełni zdrowia. Całość masakry zwieńczy kopniakiem w stylu 300, przesuwając resztki kontenera po ziemi i jak najdalej od siebie.

Jeżeli jednak okazałoby się, że jakimś cudem mężczyzna nie znajdował się w środku, a stwierdziłaby to czy przez powstałą we wraku pojemnika dziurę, czy przez pojawienie się przeciwnika w zasięgu wzroku jej licznych ślepi (jak mówiłam, Shiklah pozostaje czujna), gotowa była odskoczyć przed nadciągającym atakiem albo schować się za pobliskimi kontenerami.

Męża widziała raptem kilka sekund, co skwitowała głośnym ryknięciem irytacji i zawiedzenia. Potrzebowała jego pomocy, bardziej niż kiedykolwiek przedtem, a on jedynie wpadł, poinformował że być może przybędzie kolejny oszołom, nie wiadomo czy również nie parający się po godzinach egzorcyzmami, i zniknął! Odniesione rany nie bolały nawet w połowie tak jak wsparcie okazane ze strony męża. Jasne, podejrzewała że miał większy plan, że jeszcze wróci, mógł jednak zakomunikować to trochę inaczej. Z drugiej strony, ona komunikowała się obecnie jedynie warknięciami i pomrukami, nie chcąc nadwyrężać oparzonej skóry… W każdym razie, przygotowywała się również na nadejście drugiego z napastników, nie zmieniając niczego ze swojej taktyki uskoków przed ewentualnymi atakami a dopiero potem martwienia się jak przejść do ofensywy. Oberwała raz, porządnie, i więcej nie zamierzała. O obecności słuchawki w uchu zapomniała, nie mogła więc sprawdzić czy działa, chociaż i tak nie byłoby rozsądne rozprawianie się z tak delikatnym urządzeniem wielkimi łapami zakończonymi pazurami...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rhoshan
Lisi Mistrz Gry


Liczba postów : 413
Data dołączenia : 15/06/2014

PisanieTemat: Re: Budynki portowe   Sob Maj 02, 2015 7:25 pm

Deadpool mądrze zrobił rezygnując ze swojego poprzedniego planu, albowiem najpewniej skończyłby jako bardziej czerwona plama. Tym bardziej wykorzystanie ciężarówki jako osłony się opłaciło, gdyż w tym miejscu przeciwnik na dźwigu nie miał kąta do strzału, a tym bardziej nie był na tyle głupi by się przesuwać i wystawić na ewentualny ostrzał. Owszem próbował strzelić w błazna, kiedy tamten przemieszczał się w stronę osłony, ale zwyczajnie nie trafił. Odległość oraz szybkość robią swoje, zatem pocisk uderzył w beton i zrobił w nim całkiem ładną dziurę (nie była jakimś wielkim kraterem, a raczej czymś o średnicy 5 może 6 cm), a postać w masce jedynie przeładowała broń ponownie.  Jednak ku niewiedzy tu obecnych postać dostała już swoje rozkazy przez komunikator. To co się tutaj działo zwyczajnie zbyt dużo hałasu wywoływało i odpowiednie służby na pewno były już w drodze, dlatego postać przewiesiła sobie broń przez ramię, postukała palcami o pochwę swojego miecza, by następnie rozpłynąć się w powietrzu. Na pewno to był system maskujący. Tego akurat najemnik nie widział, bo był zajęty wewnątrz kontenera, gdzie w sumie znalazł kilka fajnych zabawek chitaurich. Przede wszystkim złom z pojazdów, ale również 4-5 karabinów laserowych z czego 2 wyglądają na całkiem sprawne. Nawet chiński syf był skory do współpracy, gdyż po kilku chwilach zaczął reagować na to do czego został zbudowany.

Co do Shi… to wiadomo jak potoczyła się akcja z kontenerem, w którym obecnie przebywał egzorcysta. Jego „próba egzorcyzmu” jakby to nazwała demonica nieco spełzła na niczym, chociaż skoro zadał jej takie rany poprzednio to czy wykonałby tak nieroztropne czynności? Na pewno również on wiedział, że egzorcyzm to nie takie hop siup. Teraz jednak ciężko było to stwierdzić, bo jako tako go nie widziała, a raczej widziała kontener w którym przebywał.   Pomińmy również fakt, że wyjście poza wymiar w którym znajduje się Ziemia byłoby raczej niemożliwe z niewyjaśnionych przyczyn. Może jakaś bariera wokół tej nędznej planety?
Co i rusz Shiklah wykonywała ciosy i stopniowo przesuwała kontener. Wgniecenia lub dziury (zależnie gdzie metal był bardziej przeżarty rdzą) pojawiały się dosyć szybko, wewnątrz nawet można było dostrzec że mężczyzna zwyczajnie leży nieprzytomny z jak można zgadywać rozcięciem głowy. Może nawet ma wstrząs mózgu? Jako, że okładała kontener kilka minut to niewiele z niego zostało (a na mężczyznę spadło zwyczajnie kilka kawałków stali przygniatając go). Wade wspomniał coś o przeciwniku, który może się zjawić jednak nikogo takiego nie zauważyła. Wyszło na to, że zostali tutaj DP, Shi i nieprzytomny egzorcysta. No i tyle dobrego, że słuchawka zaczęła działać po kilku chwilach.
Jedna rzecz, która się rzuciła w oczy, a bardziej w uszy to dźwięk syren policyjnych, który nadbiegał od strony wejścia do portu. Zbliżał się dosyć szybko, więc mieli pewnie tak ze 2 może 3 minuty by się stąd wyewakuować. Można zapewne uznać, że zadanie zostało wykonane, gdyż powstrzymali tych przemytników.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Deadpool
Troll Forumowy | Boski Posłaniec


Liczba postów : 181
Data dołączenia : 08/08/2012

PisanieTemat: Re: Budynki portowe   Nie Maj 03, 2015 12:19 pm

- Perfecto!(Czy poprawniej nie byłoby "perfectamente"?) Nie mnie pytaj, ja tylko mówię to, co autor wyczytał z internetowego słownika(Nie tylko ty)(Chimichanga!) - odparł z zadowoleniem, gdy w jego oczy rzuciło się te 4-5 karabinów(Zdecydowałbyś się, mg. Chyba, że to tak na zasadzie "będę dla odmiany miły, wybierz sobie" - to wybieram pięć), szczególnie że dokładnie dwa były sprawne. Najemnik uśmiechnął się lekko pod maską i wyciągnął... Telefon. Wystukał w pośpiechu szybkiego sms'a, po czym wepchnął urządzenie z powrotem do jednej z kostiumowych kieszeni(To tylko praca nad pretekstem, by pojawić się na wysypisku, na którym to spotkam się fabularnie z córką, nie zwracajcie na to uwagi(Spojlery!)). Zaraz jednak z innej wyciągnął sznur - i tu pozwolę sobie na minimalną podróż w czasie, tzw. timeskip(A propos podróży w czasie, obejrzałbym sobie znowu "Powrót do przyszłości"(Całą trylogię!))(Wyjątkowo się z tobą zgadzam, Wade).

Z kontenera wyrzucona została nagle sterta wspomnianych wcześniej, pochodzących z kosmosu broni palnych w sztuce trzech, związanych na całej długości wytrzymałym sznurem. Za nimi, z owej naczepy ciężarówki wyskoczył Wilson, trzymając pozostałe dwa, sprawne karabiny. W bojowej pozie, z opaską w stylu Rambo na głowie, gotów powystrzelać każdego kolejnego przeciwnika, jaki się w porcie napatoczy.
- D'oh, chyba z nic z tego będzie - odparł ze smutkiem, po kilkunastu długich sekundach, zastygły niczym efektownie wyglądająca rzeźba(To się nazywa sztuka! Prawie tak piękna, jak "Królik w śnieżnej zamieci").

- Musisz naprawdę nienawidzić ten kontener, kochanie. Cóż za straszną rzecz ci zrobił, stojąc tu i grzecznie czekając na to, co przyniesie mu los, w jego nudnym, kontenerowym życiu? - Shiklah mogła usłyszeć głos swojego zbliżającego się od tyłu męża oraz przesuwane po ziemi przez jego nogę, związane karabiny. Gdy Regenerujący się Degenerat był jakiś metr od małżonki, nachylił się nad stertą niesprawnej broni, by rozwiązać tymczasowo sznur i dorzucić do trzech wynalazków Chitauri dwa działające - a obecnie jednak niepotrzebne.
- Z tą podróbą mnie to jednak nic nie będzie. Mój zmysł najemnika mówi mi, że go tu nie ma. Just kiddin', wyczytałem to wyżej. Myślę, że uciekł ze strachu - paplał, w przykucniętej pozycji, ze względu na swoje równoczesne zajęcie. A jeśli do tej pory brunetka nie odwróciła się w stronę Wade'a, to ten pozwolił też sobie zerknąć na jej demoniczne - teraz dosłownie - pośladki.
- Wyglądają oszałamiająco z tej perspektywy. - Uśmiechnął się szeroko, by zaraz wstać i zarzucić sobie pięć, splątanych ciasno sznurem, karabinów na plecy. I za ów sznur je trzymać.
- Hm. Honey bunny, jako że mam aktualnie zajęte ręce, mogłabyś wziąć moją komórkę i poinformować naszego zleceniodawcę, że "Mission Completed"? Tylko nie mów, że zwinąłem parę karabinów. Telefon jest w kieszeni najbliżej krocza. I... To taka nowa, zaawansowana technologia, musisz musnąć to drugie, by odblokować pierwsze. Poważnie. Muszę jakoś chronić komórkę przed złodziejami - co ja bym zrobił, gdyby moje selfie w dwuznacznych okolicznościach wylądowały w sieci?(Bylibyśmy jeszcze bardziej sławni!) Byłbym jak Paris Hilton! Czy inna celebrytka, zdobywająca sławę nagimi fotkami, ukośnik, seks-wideo. Nie orientuję się aktualnie zbyt wybitnie w świecie show-biznesu. Tzn. Autor się nie orientuje. Powinno móc się ich zwalniać, tak jak scenarzystów! Swoją drogą, Shi, kiedy nagramy własne seks-wideo?

Karmazynowy Błazen pewnie dalej raczyłby kobietę swojego życia potokiem słów - dla niej pewnie nie do końca sensownych i zrozumiałych - ale ów przerwał dźwięk zbliżających się syren.
- Oho, to chyba ten moment, gdy musimy ukraść jakiś wóz i zmienić mu kolor lakieru, żeby zgubić pościg! Obmacywanie mojego krocza będziemy musieli niestety przełożyć na później. Chodź - nakazał, od razu prowadząc Shiklah do wyjścia z portu. Ostrożnie, pilnując by żaden zbliżający się stróż prawa nie natknął się na tę zwariowaną parę - ubranego w obcisły, czerwony kostium najemnika oraz miniaturową Godzillę. Ewentualnie, zawsze zostaje strzelanie do "niebieskich"(Aktualnie chyba potrzebowałbym do tego trzeciej ręki), tudzież więcej nienawistnych ciosów królowej potworów - ale takie plany to już jej decyzja.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Shiklah



Liczba postów : 32
Data dołączenia : 03/05/2014

PisanieTemat: Re: Budynki portowe   Sro Maj 06, 2015 7:12 pm

Shiklah z dziwnego rodzaju ulgą odkryła, że egzorcysta jednak znajdował się w środku kontenera, do tego pozbawiony przytomności. Obawiała się czy przypadkiem nie byłby w stanie swoją 'specyficznej natury mocą' teleportować się albo skorzystać jak wcześniej z drewnianej kukiełki i zaatakować z zaskoczenia, lub co gorsza po zmasakrowaniu stalowego poszycia uderzyć kolejną porcją palącej demoniczne ciało magii. Tak jak on z premedytacją oszpecił królową demonów, tak teraz ona nie odczuwała wyrzutów sumienia i miała gdzieś co stanie sie z czarnoskórym niewolnikiem. Zwykle nie była mściwa, ale rzadkością było aby doznawała tak poważnego uszczerbku na zdrowiu. Ten dzień już kilka godzin wcześniej przestał mieścić się w granicach normy.

Sukkub odwróciła się w kierunku źródła hałasu akurat wtedy, gdy mogła w pełnej krasie podziwiać wielkie bohaterskie wejście swojego męża. Trzeba było przyznać - miał rozmach i potrafił zrobić piorunujące wrażenie kiedy tego bardzo chciał. Za to, i wiele innych cech, kochała go z całego serca. A kiedy dodatkowo usłyszała, że drugi z napastników wycofał się (ufała intuicji Wade'a jak swojej własnej), odetchnęła, zmuszając do uspokojenia się i pohamowania destruktywnych rządz. Brzmiało to jednak nie tyle uroczo, co jak gardłowe warkniecie, połączone z dźwiękami cięcia kamieni piłą do drewna, zakończone nutą boleści osoby przybijanej do drewnianego krzyża. Poparzenia ciągle o sobie przypominały, ze zdwojoną siłą kiedy poziom adrenaliny stopniowo opadał. Mogła nareszcie przybrać bardziej cieszącą oko, ludzką formę ku rozpaczy wszystkich miłośników godzillowych pośladków. Do złotych oczu drobnej brunetki cisnęły się łzy bólu i złości.

- Kochanie.... - jęknęła, bynajmniej nie w ten przyjemny sposób zarezerwowany dla ich królewskiej sypialni. Miała wielką ochotę po prostu podbiec do Deadpoola i wtulić się w jego tors, zapomnieć o całym, okrutnym świecie. Powstrzymywała ją jedynie myśl o ogromie bólu który tak gwałtowny wyczyn spowodowałby i realne prawdopodobieństwo, że pogorszyłoby to jeszcze i tak fatalny stan ran. Już miała sięgać ku kieszeni najemnika, gdy dookoła rozległo się wycie policyjnych syren i przyjemności należało odłożyć na później. Ruszyła za Wade'm tak szybko jak mogła, byle z daleka od przeklętego portu i kosmicznego badziewia walającego się po kontenerach.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rhoshan
Lisi Mistrz Gry


Liczba postów : 413
Data dołączenia : 15/06/2014

PisanieTemat: Re: Budynki portowe   Czw Maj 07, 2015 8:06 pm

Rany jakie odniosła Shiklah były bolesne, nawet w ludzkiej formie można było dostrzec że nieźle ją przeciwnik sponiewierał ale powinna dać radę doprowadzić się do stanu używalności opatrywaniem tego oraz zwyczajnie odpoczynkiem. Dziwne duo oddalało się od portu coraz bardziej, nawet o dziwo mieli szczęście że nie natknęli się na żadnego stróża prawa. Mogli się oddalić w spokoju, a Wade jakby kiedyś sprawdzał stan konta bankowego zapewne zwróci uwagę na sporą kwotę, którą zainkasował za to zadanie.
//zwalniam oboje z tematu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Scarlet Spider



Liczba postów : 85
Data dołączenia : 07/07/2013

PisanieTemat: Re: Budynki portowe   Czw Maj 19, 2016 9:44 am

Po miłym spotkaniu z rudowłosą kobietą, Ben musiał rozprostować swoje kości. Zbyt długo przebywał w skorupie, jaką był Ben Reilly. To sprawiało, że z każdą chwilą odzywała się druga strona medalu. Jego druga natura chciała wyjść na światło dzienne. Chciała zostać uwolniona i poszybować między wysokimi budynkami, zostawiając zdziwienie, jak i fascynację na twarzach tych, którzy z dołu bacznie się przyglądali. Scarlet Spider swings again!
W swoim czerwonym, spandeksowym kostiumie i niebieskiej, poszarpanej bluzie z kapturem, przemierzał ulice Nowego Jorku, bujając się na pajęczynie, która wystrzeliwana była z jego web-shooterów. Cóż to było za widowisko! Przyczepiając się siecią do przeróżnych budynków i następnie opuszczając się na niej w dół, zdobywał potrzebną szybkość do sprawnego przemieszczania się nad ulicami. Na całe szczęście miał zapas pajęczyny, bo gdyby nagle się mu skończyła, mogłoby się to skończyć tragicznie. W każdym razie, na siniakach by się nie skończyło.
- To jest zdecydowanie najlepsze uczucie na świecie! Wooohoooo!
Podekscytowany, że w końcu mógł dostać swoją dawkę adrenaliny, bujał się po Manhattanie bez konkretnego celu. Owszem, gdyby ktoś potrzebował jego pomocy, z pewnością by jej udzielił. W końcu tak został wychowany. A przynajmniej pamięta, że tak było. Nic tak go nie uspokajało, jak wycieczka przez miasto nocą. Mógł oczyścić swoje myśli i odreagować stres, jakiego zwykł najadać się przez cały dzień.

Dziwnym trafem trafił w okolice portu. Sam się dziwił, dlaczego akurat tutaj, ale w końcu tak się dzieje, jak człowiek wybiera się gdzieś bez konkretnego celu, napędzany jedynie myślą o relaksie. Rozbujawszy się na ostatnim wysokim budynku, wybił się wysoko i daleko, robiąc kilka salt w powietrzu. Wylądował dopiero na dachu jednego z budynków portowych. Zatrzymał się na jego końcu i odwróciwszy się twarzą do miasta, podziwiał to jak pięknie się ono prezentuje nocą.
I nagle, wróciły do niego wszystkie wspomnienia, te dobre jak i złe, związane z tym miejscem. Ciocia May, wujek Ben, Mary Jane Watson, Gwen Stacy... Wszystkie te postacie mignęły mu przed oczami. Otrząsnąwszy się po chwili, przykucnął na dachu, spuszczając głowę w dół.
- Ogarnij się Ben, to już nie jest twoje życie.
Uderzył się kilka razy otwartymi dłońmi po twarzy, by przywrócić się do porządku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Otto Octavius



Liczba postów : 36
Data dołączenia : 24/07/2014

PisanieTemat: Re: Budynki portowe   Pią Maj 20, 2016 9:42 am

(Pajęczy zmysł zagrzmiał w głowie Reilly'ego niczym błyskawica.)
Zza budynku z bocznej ulicy wyłoniły się dwa stalowe ramiona, znajdujące punkt oparcia w strukturze dachu. Łagodnym, mechanicznym ruchem podciągnęły w górę wyłaniającą się postać Doktora Otto Octaviusa. Mimika jego twarzy nie zdradzała żadnych emocji, odstający kosmyk brudnych włosów przy jego czole poruszał się na wietrze. Otto stanął jak posąg, jak monument poświęcony wszystkim koszmarom przeszłości, oparty na czterech ramionach a więc wiszący w powietrzu. Zachowywał się przy tym w tej pozycji tak naturalnie, że można by odnieść wrażenie, że stal jest integralną częścią jego ciała.
Ubrany w czarny, opinający płaszcz z kołnierzem Doktor przez chwilę wisiał bezwładnie jak odwieszona po spektaklu marionetka. Jakby bezpośrednia konfrontacja - stanięcie oko w oko ze Scarlet Spiderem - sparaliżowała go. Kilka chwil zajęło zanim jego zagubiony wzrok odzyskał koncentracę. Wtedy przemówił donośnie.
-Tak podobny a jednak tak różny. - odkaszlnął ciężko. Uniósł dłoń z palcem wskazującym ku górze. - W rzeczywistości okazuje się to jednak bardziej ewidentne, niż można by ocenić po jakimkolwiek nagraniu. Potrzebny mi był bezstratny materiał do analizy. Takowego... - znów zakaszlał, zasłaniając usta pięścią. -...takowego dostarczyły mi moje własne zmysły. Jeden kontakt wystarczył.

Macki poruszyły się i Doktor przeszedł na nich kilka kroków nie zmieniając tonu:
-Obserwacja i porównanie najistotniejszych faktów związanych z charakterystyką tego diabła Spider-Mana...
Odwrócił wzrok w kierunku morza i wtrącił ściszonym głosem:
-Nie ma bowiem gorszego diabła niż pospolity imbecyl.
Znowu odwrócił się do Scarleta.
-...zawiodła mnie do prostego wniosku, rodzącego trapiące pytanie, na które - o ile jesteś człowiekiem, za którego cię biorę - nie spróbujesz mi nawet odpowiedzieć. - w tym miejscu zaniósł się kaszlem, potem kontynuował myśl - Kim jest Scarlet Spider? Skąd podobieństwo? - zawiesił na chwilę głos. - Z tych dwóch przyjdzie mi oceniać dla mojej własnej wiedzy, jakim Scarlet Spider jest człowiekiem. Czy jest dobrotliwym duchem, czy katem sprawiedliwości. Gdy te z kolei sprawy staną się dla mnie jasne, znajdzie się odpowiedź na pytania: "Czy jest mi wrogiem?", "Czy ja jestem jemu wrogiem?"
Po tym monologu twarz Doktora wykrzywiła się w kolejnym teatralnym grymasie.
-Nazywam się Otto Octavius. - przedstawił się. - Ale spodziewam się, że dobrze mnie znasz.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Scarlet Spider



Liczba postów : 85
Data dołączenia : 07/07/2013

PisanieTemat: Re: Budynki portowe   Pią Maj 20, 2016 7:31 pm

Reilly siedział na dachu i zapewniał sam siebie, ciągle powtarzając w myślach jedno zdanie - "to już nie jest twoje życie". Wiedział, że musi się odciąć od tego wszystkiego, że musi zacząć nowe życie. Łatwiej pomyśleć, niż zrobić. Te horrory dnia codziennego zawsze do niego wracały, nokautując go w najmniej oczekiwanym momencie.
Już się miał stamtąd zabierać, kiedy nagle jego Pajęczy Zmysł zaczął szaleć i ściskać jego czaszkę. Obróciwszy głowę w bok, ujrzał wyłaniające się metalowe ramienia, a po chwili jego oczom ukazał się ten, który nimi sterował. Doktro Otto Octavius, we własnej osobie, pojawił się tuż przed oczami Szkarłatnego Pająka. Nic nie wskazywało na to, że chce atakować, ale jak wiadomo, Ben musiał się mieć na baczności. W końcu wiedział, do czego zdolny jest "Doc Ock".
- Co on tutaj robi? Czego może ode mnie chcieć? Bo przypuszczam, że nie naszła go nagła ochota na rozmowę. A może jednak? Z tymi swoimi metalowymi mackami chyba nie rozmawia... Chociaż kto wie, w końcu to naukowiec. Oni z reguły są szaleni. - pomyślał sobie młodzieniec, wstając z kucek i odwracając się całkowicie w stronę przybysza. Multum myśli przebiegało przez jego głowę, dotyczących tego, co planować może Otto. Jedno było jasne, z pewnością nie był całkowicie zdrowy.
I w końcu, po kilku chwilach monologu super złoczyńcy, padło pytanie, które od razu uderzyło Reilly'ego. Kim jest Scarlet Spider? Skąd podobieństwo? Po krótkiej ciszy, mężczyzna w czerwonym spandeksie odezwał się.
- No wiesz co, Doc? Łamiesz mi serce zadając takie pytania. Kostium nie jest zbyt jasny? - zapytał, ciągnąc delikatnie ręką za swoją niebieską bluzę.
- Jestem... Biedniejszą wersją Spider-Man'a. Ale za to mam lepszy zmysł designerski! Spójrz tylko na ten kaptur. Spidey może mi pozazdrościć! Chociaż, przyznam się szczerze, że czasami kaptur tak głośno faluje na wietrze, że nie słyszę swoich myśli. Ale jednak musisz przyznać, wygląda kozacko, co nie? Myślę, że mógłbym dać Ci kilka rad odnośnie Twojego super-villain-suit'u. Może skombinuj sobie spandeksowe łaszki przylegające do ciała? Najlepiej w zielonym kolorze, z dodatkiem pomarańczu lub żółci. Płaszcz wygląda nieźle, ale wtedy ładniej wychodziłbyś na zdjęciach.
Głupie, nieśmieszne i bezsensowne teksty wylewały się z jego ust. Po chwili jednak przykucnął w charakterystycznej dla człowieka pająka pozycji, kontynuując.
- Nie jestem dziś w humorze, doktorku, więc powiedz od razu co Ci chodzi po głowie. Pamiętaj, że powstrzymam Cię, cokolwiek by się nie działo.
Jego spojrzenie utkwione było w doktorze, a jego wyczulone oczy rejestrowały każdy, nawet najmniejszy ruch jego metalowych macek. Starał się przypomnieć sobie, jak Octavius zachowuje się podczas walki. Teraz, kiedy minęło trochę czasu, coś mogło się zmienić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Budynki portowe   Today at 4:57 am

Powrót do góry Go down
 
Budynki portowe
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Midgard :: Stany Zjednoczone Ameryki :: Nowy Jork-
Skocz do: