Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Budynki portowe

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4
AutorWiadomość
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3339
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Budynki portowe   Sob Wrz 20, 2014 5:51 pm

First topic message reminder :


_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com

AutorWiadomość
Faust

avatar

Liczba postów : 25
Data dołączenia : 22/02/2017

PisanieTemat: Re: Budynki portowe   Sob Mar 25, 2017 1:50 pm

Odwadze i głupocie, która rodziła się z jego wiary zaczynało brakować rozpędu wraz z każdą chwilą, nie wiedząc czy nawet jeśli zada rany mężczyźnie, to czy to jakoś wpłynie na tą sytuację.
Co ja sobie myślałem? Prowadząc swoje obserwacje, opierając się na wierzeniach i popkulturze mógł mieć złudne wrażenia odnośnie tego starcia. Odnośnie samych istot, jak i odnośnie tego jak sama walka powinna wyglądać. Czyżby chciał przyjść, pomodlić się i tym samym doprowadzić wampiry do mdłości, a później zawału serca z strachu przed krzyżem?
Każdemu pokazowemu machnięciu ręką, którego skutkiem było wystrzelenie kolejnych jaskrawych, zbudowanych z światła igieł, towarzyszył ostrożny krok do tyłu. Najprawdopodobniej nie zauważył by Arcymaga, gdyby ten nie podkreślił swojej obecności przez złoty blask. Co prawda światło było podobne do tego, które emanowało od ogromnego krzyża, jednak Faust miał na tym punkcie obsesje. Potrafił wyróżnić każdy stopień emisji świetlnej, potrafił wychwycić siłą swojej wyobraźni nawet najmniejszy, niewidzialny dla ludzkiego oka foton. Nie mniej jednak, nie miał czasu by zadrzeć głowę do góry. Skierował tam na chwilę wzrok, tak by nie stracić koncentracji i nie zniszczyć ani swojej ofensywy, ani defensywy.
-Kim ty jesteś...- mruknął pod nosem do samego siebie, nie kryjąc na twarzy niezadowolenia związanego z nowo przybyłą osobą. Przydało by się wsparcie, a jednak na kolejnego wampira nie mógł sobie pozwolić. Umiejętność lewitacji, staromodne, wyniosłe ubranie... W tym chaosie umysł łatwo płatał figle i pokracznie łączył fakty. Do czasu podjęcia przez niego kroków, Asmodeusz dla własnego bezpieczeństwa miał go na razie za wroga. Przynajmniej dopóki nie dowiedzie swoich zamiarów.

Kiedy wycofując się, znalazł okazję do umknięcia w lukę między kontenerami, zrobił to, zaprzestając ataków skierowanych w Mikaela. Zachowując ostrożność, oddalał się od nich. Musiał zaczerpnąć powietrza, ponieważ użycie mocy na jakie sobie pozwolił, daleko odbiegało od normalnego, codziennego użytkowania. To nie były iluzje, tylko najprawdziwsza broń z światła. Co prawda życie z darem przez taki długi czas, dawało mu wiele możliwości, ale jednak wolał znajdywać rozsądne granice, nawet jeśli używanie mocy nigdy nie obróciło przeciwko niemu.
-Jeśli stąd wyjdę cały, zmienię swoje życie Boże. Przysięgam.- Powiedział i oparł się plecami o jeden z kontenerów, nasłuchując czy nikt przypadkiem nie nadchodzi.



Edit:

Po dłuższym czasie opuścił to miejsce, licząc że ujdzie mu to na sucho. Nie wiadomo czy ze względu wampirów, czy strachu przed innymi nieoczekiwanymi niespodziankami. Z/T.
[Offtop:
Jeśli pozwolono mu się oddalić, to zrobił to na jakieś kilka metrów między kontenerami. Może z dziesięć.]


Ostatnio zmieniony przez Faust dnia Pon Kwi 03, 2017 3:36 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1295
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Budynki portowe   Sob Kwi 01, 2017 12:31 pm

W związku ze zniknięciem części graczy, bez określonej bliżej przyczyny, osoby pozostałe zwalniam z tematu. Dogadajcie się między sobą czy chcecie coś kontynuować na własną rękę i gracie tutaj dalej czy wychodzicie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Christopher Varcer

avatar

Liczba postów : 62
Data dołączenia : 19/03/2017

PisanieTemat: Re: Budynki portowe   Nie Cze 11, 2017 6:52 pm

Była już noc. Niemalże wszędzie panował głęboki mrok. Wokół nie było widać nikogo, żadnej żywej duszy. Trudno stwierdzić, która godzina właśnie wybijała na tarczy zegara, jednak jedno było pewne - miejsce to wcale nie było takie opuszczone jak mogłoby się wydawać.
 Christopher wyszedł z mieszkania około południa, lecz nie zamierzał do niego wrócić. Nie teraz, gdy Richard był już po rozmowie z jego ojcem. Reptilianin spodziewał się wszystkiego. W tym tego, że Rick nie dotrzymał słowa i powiedział Crawfordowi o wszystkim, co się stało zeszłej nocy. O napaści na nich z użyciem broni, o tajemniczym mutancie, o niekontrolowanej przemianie Chrisa, która nigdy nie miała wcześniej miejsca.
 Można śmiało stwierdzić, że jaszczur stchórzył i bał się dalszych konsekwencji. Ucieczka od problemów nie była rozwiązaniem. Wiedział o tym, lecz teraz chciał być po prostu sam. Zwykle nie unikał towarzystwa i było do niego niepodobne, ale na chwilę obecną wyraźnie tego potrzebował.
 Ocknął się w mało przytulnej szczelinie między dwoma kontenerami. Nie pamiętał, kiedy podczas rozmyślań oddał się w objęcia Morfeusza i stracił świadomość na dobre kilka godzin. Uchylając powieki nie widział niczego, oprócz wszechobecnej czerni. Zląkł się, zdając sobie sprawę, gdzie się znajdował i która była już godzina. Nie planował być w takim miejscu o tak późnej porze. Nie po spotkaniu ze Slayerem, który ich odwiedził w bardzo podobnych okolicznościach.
- Cholera, Rick. - pomyślał od razu o przyjacielu, który został w domu i nie miał pojęcia, gdzie on się zapodział. Reptilianin bardzo ostrożnie wyszedł ze swojej kryjówki, rozglądając się uważnie dookoła a następnie stanął na równe nogi.
- Szlag... - syknął cicho do siebie. Nie miał pewności czy teren nie był w żaden sposób strzeżony. Jego obecność mogła nie być tutaj zbyt mile widziana a on nie szukał żadnych kłopotów. Dotknął swojej twarzy, przejeżdżając po niej opuszkami palców i upewniając się, że zakrywa ją maska. Potrząsnął głową, strosząc swój grzebień na głowie i po chwili pozwalając wydłużonym włosom na nowo opaść. W gadziej formie jego fryzura miała ciekawe właściwości i wiele zdradzała o samopoczuciu jaszczura. Z tego też powodu bardzo przypominał papugę, której grzebień zachowywał się w identyczny sposób. Zaskakujące, że tak wiele podobieństw łączyło gatunki z różnych planet.
 Ruszył z miejsca, planując opuścić nieprzyjazną okolicę. Telefon do Ricka mógłby przyciągnąć uwagę ewentualnej ochrony, a tego nie chciał. Pozostało więc napisanie do niego sms'a z treścią:
"Zasiedziałem się u znajomej. Niedługo wrócę, wybacz za brak odezwu."
Gdy tylko upewnił się, że wiadomość została wysłana, schował urządzenie do kieszeni i szedł dalej przed siebie, jednak tak jak się spodziewał, zaczął błądzić, nie znając drogi powrotnej.
 Chris przechodził między kontenerami, opierając się o nie dłonią, jednak za nic nie mógł sobie przypomnieć, którędy się tutaj dostał. Jego zmysły pracowały za to na najwyższych obrotach, a każdy najdrobniejszy szmer przykuwał uwagę reptilianina.
 ... Ale jednak nic takiego się działo. Zamaskowany mężczyzna zwolnił kroku, odstępując od kontenerów. Może lepiej zadzwoni do Ricka i powie gdzie jest? Sięgnął do kieszeni spodni i wyciągnął ponownie telefon.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Kera

avatar

Liczba postów : 9
Data dołączenia : 05/06/2017

PisanieTemat: Re: Budynki portowe   Pon Cze 12, 2017 10:00 am

Środek nocy, godzina chyba około 2. Nie do końca wiedziała, zresztą to nie było istotne. Istotne natomiast było tylko to, że była to najlepsza pora na małe polowanie. Oficjalnie mówiło się, że port jest zamknięty, a na pewno o tej porze...
Pytanie, czy na pewno? Ustalenie miejsca spotkań bandy przemytników zajęło jej kilka ostatnich dni... i nocy. Ale nie żałowała rzekomo zmarnowanych momentów. Czaiła się na nich od dosyć dawna i teraz miała możliwość wykończenia cholerstwa. Raka toczącego bądź co bądź całkiem przyjemne miasto. Pożałowała za to, że nie zorganizowała sobie żadnego noktowizora. Przyświecanie sobie latarką wystawiałoby ją potencjalnym przeciwnikom niczym na tacy, a stworzenie płomienia było jeszcze głupszym pomysłem. Zostawało więc kierowanie się jedynie znajomością terenu w stronę, gdzie podobno miały znajdować się jej dzisiejsze cele. Przemykając po cichu przy ścianach, kryjąc się w cieniu, prawie niewidoczna dla osób, które nie zwracały uwagę na otoczenie i nie miały super wzmocnionego wzroku czy czegokolwiek innego, co pozwalałoby widzieć w ciemnościach.
Wstyd się przyznać, ale na samym początku trochę pobłądziła. Po ciemku wszystko wyglądało inaczej, jak zawsze zresztą. W końcu jednak udało jej się znaleźć właściwe miejsce spotkania, więc umiejscowiła się na dachu jakiegoś wagonu, chcąc najpierw posłuchać, czy dobrze trafiła. Bo najważniejsze to mieć jakiś plan. Ręka odruchowo sięgnęła do broni, tak na wszelki wypadek. Nie spodziewała się jednak, że będzie ich aż tylu. Liczyła na maksymalnie 5-10 osób. Tutaj było ich około 20. Chyba trafiła na jakieś większe spotkanie. Mimo tego została, obserwując z góry rozwój sytuacji. Na początku kłótnie, ale to normalne. Potem próby negocjacji, zakończone kilkoma strzałami z broni z tłumikiem. Liczba obecnych zmniejszyła się do mniej więcej 14. I nastał pokój... Aż w końcu przybyła najważniejsza osoba spotkania, na którą to Eagle się nastawiała. Po cichu podniosła się, kucając na dachu.
- Dlaczego nikt nigdy nie patrzy w górę? - spytała siebie samą pod nosem, powoli przemieszczając się tak, by być jak najbliżej celu.
Na wargach ukrytych pod chustką pojawił się szeroki uśmiech. Poprawiła kaptur, bo ujawienie swojej twarzy było ostatnim, czego by chciała. Płotki jej nie interesowały, tylko szef. Dwójka ochroniarzy, samochód kawałek dalej... Miała całą noc, mogła cierpliwie czekać. Mężczyzna oddalił się kawałek, w boczną alejkę, aby gdzieś zadzwonić... Jej szansa. Zeszła z dachu od drugiej strony, korzystając z nieuwagi ochroniarzy posłała im po kulce w nogę. Nie będą jej ścigać przynajmniej. Wbiegła do alejki, szukając celu.
Stał. Kilka metrów od niej. Rozbieg i skok, niestety, zbyt głośno. Usłyszał. Nie była dobra w walce wręcz, za wiele jej brakowało, by taką zaczynać. Ukryła się za stertą czegoś, unikając kulki. Świetnie. Krzyki zaalarmowały resztę, więc zostało wiać.
- Cholera, spaprać taką okazję... - warknęła na siebie. Czasem w takich momentach naprawdę potrzebowała wsparcia. Ale nie trwało to zbyt długo. Posłała kilka strzałów w nadbiegających i rzuciła się do ucieczki. Znajdzie się inna okazja, jak zawsze. Jej największym atutem była ciemność, bo nie mogli dostrzec jej między kontenerami. Wskoczyła na jeden z nich, biegnąc przed siebie, przeskakując je po kolei, by w końcu będąc wystarczająco daleko zeskoczyć i natknąć się na kogoś, kogo w zasadzie nie powinno tam być. Uniosła brwi, czego kaptur nie pokazał.
- Telefon na gliny nic nie da... Zanim przyjadą, tamci i tak się zmyją. - poinformowała, trochę nawet kpiąco. Miała delikatną zadyszkę i była kompletnie nieświadoma faktu, że wciąż trzyma w ręku broń. Dwie zamaskowane postacie, w ciemnej alejce pomiędzy kontenerami... Świetnie po prostu. Na razie była skłonna uznać osobnika za cywila, ale pytanie jak szybko ta ocena się zmieni.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Christopher Varcer

avatar

Liczba postów : 62
Data dołączenia : 19/03/2017

PisanieTemat: Re: Budynki portowe   Czw Cze 15, 2017 5:40 am

Stojąc z telefonem w ręce myślał tylko o jednym - Czy Rick w ogóle odbierze? Był środek nocy, a sam telefon do niego niewiele by zdziałał. Chris jednak myślał tylko o tym, aby powiedzieć mu, że nie ma powodu do zmartwień i że zaraz wróci do mieszkania. Pewnie jego zniknięcie mogło wywołać małe zamieszanie, choć przecież tego chciał uniknąć - kolejnych awantur.
Jaszczur zmrużył ślepia, wpatrując się w jasny ekran telefonu. Nie, nie, zrobi tego. Nie pozwoli siebie ograniczać przez głupi incydent. Nikogo nie skrzywdził, nikt nie ucierpiał. Zresztą sam zadbał o to, aby to się nigdy więcej nie powtórzyło. Pod rękawami zielonej bluzy nadal skrywały się amatorskie zabezpieczenia w postaci taśmy izolacyjnej na unerwionych kolcach, natomiast najgroźniejszą broń, jaką stanowiły jego kły, zasłaniała maska. Niczego więcej nie potrzebował. Sam ze wszystkim potrafił sobie poradzić. Tak sądził... i tylko czekał, aż tamci to zrozumieją.
 Zagryzł wargę i gdy już miał schować urządzenie do kieszeni, niespodziewanie usłyszał czyjeś głosy, zdecydowanie należące do mężczyzn. Gad wytężył słuch, rozglądając się dookoła i próbując namierzyć ich źródło. Szybko zorientował się, że ktoś ewidentnie idzie w jego kierunku, więc pospiesznie poszukał kryjówki i skrył się jak wcześniej między kontenerami, wykorzystując przy tym brak jakiegokolwiek oświetlenia, które mógłoby zdradzić jego obecność. Przykucnął tuż nad ziemią, usadawiając dłonie na podłożu i czekał.
 Dwie muskularne sylwetki niczym cienie przemknęły przed ślepiami jaszczura, aby bez żadnych podejrzeń iść dalej, nieświadomi obecności osoby trzeciej tuż obok. Na wyciągnięcie ręki. Gdy niebezpieczeństwo minęło, Chris wystawił głowę, oglądając się za nimi i próbując domyślić się, kim oni właściwie byli. Wtedy też dostrzegł broń przytwierdzoną do pasa jednego z osiłków.  Na ten widok omal nie zachłysnął się powietrzem, czym prędzej wracając do swojej ciemnej kryjówki.
Cholera, gdzie on był? Co to za jedni? W jednej chwili cały spokój opuścił umysł jaszczura, a serce poczęło uderzać w jego klatkę piersiową jak szalone. Przywarł plecami do ściany, za nic w świecie nie zamierzając wyjść. Tamci wciąż mogli być gdzieś w pobliżu, a gad nie miał przy sobie nic, czym mógłby się bronić przed napastnikami. Nie wyglądali przyjaźnie i pewnie ich zamiary również takie nie były. Tylko czego tutaj szukali?
 Chris po kilku minutach odważył się rozejrzeć i wyjść. Cisza, zupełna cisza. Reptilianin nie mógł siedzieć w miejscu i czekać na objawienie. Nie taki miał charakter i choć sporo ryzykował, zamierzał niespostrzeżenie wydostać się z tego obiektu. Oddalił się od punktu, w którym dotąd przebywał i nic niepokojącego się już więcej nie działo. Dziwne, ale szybko wytłumaczył to tym, że trafił na nieumundurowaną ochronę... czy coś w ten deseń. To go wewnętrznie ukoiło. Może jednak popadał w lekką paranoję przez Slayera? To było aż zbyt prawdopodobne.
 Wtem gdzieś w oddali rozległy się krzyki i huk, który powtórzył się jeszcze kilkakrotnie. Jaszczur omal nie wylądował na ziemi, gdy w ułamku sekund rozpoznał w tym dźwięki wystrzałów. Bez chwili namysłu zaczął uciekać ile sił w nogach.
Słyszał uniesione głosy nawołujące do pogoni i dalszego oddawania strzałów. Nie miał pojęcia, co się dzieje, lecz zdrowy rozsądek nakazał mu czym prędzej powiadomić odpowiednie służby, zanim dojdzie do jakieś tragedii albo (co gorsza) stanie się coś jemu samemu.
Przebywając już w teoretycznie bezpiecznym zaułku, miał już telefon w dłoniach, lecz ku zaskoczeniu jaszczura, komórka za nic nie chciała się włączyć. Padła bateria.
 Zaklął pod nosem, uporczywie próbując go włączyć. Nie teraz!
Nieudolne próby przerwało pojawienie się kogoś, kogo Chris absolutnie się nie spodziewał. Dostrzegając ruch kątem oka, szybko odwrócił się w tamtą stronę, chowając telefon z pola widzenia, lecz zrobił to za późno, bowiem nieproszony gość zdążył go nakryć.
Spodziewał się najgorszego. Tego, że jest to któryś ze sprawców strzelaniny. Od razu zacisnął dłoń ma masce, podczas gdy gadzie źrenice zwężyły się groźnie, czego w ciemności nie dało się jednak zauważyć - również tego, że nie jest człowiekiem.
 Uniósł brew, cofając się o kilka kroków, gdy usłyszał uwagę nieznajomej.
- Jacy "tamci"? Kim jesteś? - wydusił jedynie. To były pierwsze słowa, jakie cisnęły mu się na język. Zupełnym przypadkiem natrafił wzrokiem na broń trzymaną przez kobietę.
 Sprawa wydawała się oczywista. Kobieta musiała być współodpowiedzialna za całe zamieszanie.
- Czemu mówisz to z takim spokojem? Zaraz kogoś zabiją! - krzyknął, wskazując palcem kierunek, z którego dochodziły strzały.
 Odwrócił się do dziewczyny bokiem, starając się nieudolnie skorzystać z bezużytecznego teraz telefonu.
- Policja musi tu przyjechać, rozumiesz? Ona się tym zajmie. Nie powiem, co odwalasz, pod warunkiem, że dasz mi się jakoś z nimi... - i w tym momencie w końcu zdał sobie sprawę, że nie uda im się skontaktować ze służbami i są zdani na siebie.
- Ja walę, czemu mnie to spotyka. - wymamrotał do siebie Chris, odwracając się przodem do dziewczyny.
- Schowaj broń, zanim zrobisz komuś krzywdę. - powiedział. W tonie jaszczura dało się dosłyszeć groźbę. Jaszczur nie wydawał się być zwolennikiem takiego rozwiązania, gdzie kulka załatwia wszystko. Zamiast brać sprawę w swoje ręce i samodzielnie wymierzać sprawiedliwość, powinni przekazać sprawę policji. Chris nie chciał być za nic osądzany, w tym za współpracę z kimś, kto ma broń i bez wątpienia coś na sumieniu. O ile można było mówić o jakiejkolwiek współpracy...
Reptilianin był więc gotów ściągnąć maskę. Nie ufał obcej z bronią, kto by ufał?
- Zaraz zrobi się nieprzyjemnie. - powiedział cicho. Obawiał się, że straci nad sobą kontrolę jak przy spotkaniu ze Slayerem. Starał się odwracać swoją uwagę. Nie myśleć o samym pistolecie a o postaci, która go trzyma. Nie wiedział w jaki sposób to działało i co było czynnikiem zapalnym.
- Schowaj broń. - powtórzył stanowczo. Miał ku temu dobre intencje. Nie zamierzał nikogo skrzywdzić, nawet możliwego zabójcy przed sobą.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Kera

avatar

Liczba postów : 9
Data dołączenia : 05/06/2017

PisanieTemat: Re: Budynki portowe   Sob Cze 17, 2017 5:46 pm

Krzyków w zasadzie było słychać dość dużo. Jakby ktoś kogoś ścigał, pytanie tylko kogo. Chociaż w sumie bandyta raczej nie doradzałby, że nie opłaca się dzwonić po policję, tylko zacząłby terroryzować bronią, wykrzykując przy tym jakieś groźby. Przynajmniej w teorii, bo co zrobi bandyta, mógł wiedzieć tylko bandyta. Kera bandytą nie była, chociaż z boku może nawet mogło to w ten sposób wyglądać. Zakapturzona i z zasłoniętą twarzą w zasadzie nie budziła jakiegoś specjalnego zaufania, tyle że po prostu jak na razie w nikogo nie celowała z broni.
- Nooo, tamci. – machnęła ręką wskazując kierunek gdzieś za plecami nieznajomego. – Co się drą i strzelają. – wytłumaczyła, troszkę jednak rozbawiona sytuacją.
Słysząc za to, że kogoś zabiją, przekrzywiła głowę, jakby wsłuchując się w dźwięki nocy.
- Ano. Mnie. – wyjaśniła uprzejmie, ewidentnie nieprzejęta tym faktem. Biegnąc po kontenerach miała sporą przewagę, więc na razie mogła trochę porozmawiać. Ale na pewno niezbyt długo. – Więc nie rozumiem, dlaczego miałabym panikować.
Z wyraźnym zainteresowaniem obserwowała, jak facet wbrew jej sugestiom próbuje wezwać gliny. No przecież mówiła, że to nie ma sensu. Ale nie, nieznajomy wie lepiej. Korzystała z tej chwili przerwy, by nieco odpocząć i złapać oddech. No i przy okazji zobaczyć, jak rozwinie się sytuacja. Liczyła, że nie będzie musiała ani strzelać, ani używać mocy. Mimo wszystko nie była jakąś zabójczynią, ona tylko dbała o to miasto i wykonywała robotę, której policja wykonać z jakichś powodów nie mogła.
- Po pierwsze, gliny tu nie zdążą. – powiedziała cierpliwie, jak do dziecka. – Po drugie, naprawdę sądzisz, że oni zaczekają z zabiciem nas na policję? A po trzecie, oni są coraz bliżej. Więc o ile chcesz przetrwać, proponuję iść za mną. Chyba że sam wiesz, jak stąd wyjść w ciągu następnych 3 minut. – zlitowała się nad gościem, bo naprawdę był przerażony. W sumie kto by nie był w takiej sytuacji…? No, mowa o normalnych ludziach. Ona sama normalną nie była, ze swoimi mocami i przeszłością gliny.
- Jak będzie trzeba to zrobię. – to było chyba naturalne, że nie będzie stać jak słup i nie próbować się bronić w każdy możliwi sposób, podczas gdy jacyś narwańcy próbują ją zastrzelić.
Jeśli nie podobało mu się, że ktoś wolał sam brać sprawy we własne ręce, zamiast czekać na patrol, który może nie zdążyć i przy tym dać się zabić, to miał drogę wolną. Wątpiła jednak, czy bandyci będą pytać, po czyjej stronie jest mężczyzna. Jak dla niej prędzej zaczną strzelać, niż zadawać pytania. No ale skoro gościu był na tyle naiwny, żeby sądzić, że będzie inaczej, to naprawdę nie był już jej problem. Chciała pomóc, ale nie będzie odwodzić samobójcy od samobójstwa, to się mijało z celem.
- Ano zrobi. – kiwnęła głową, słysząc kroki i krzyki coraz bliżej. Wobec czego schowała broń i zręcznie wdrapała się na dach kontenera, kładąc na nim na brzuchu i wyciągając rękę do mężczyzny. – Nie zwariowałam, nie dam się zabić. Większość populacji w Ameryce nosi przy sobie broń. Jak chcesz przeżyć, to mogę Cię stąd wyprowadzić. Jak nie, życzę powodzenia w tłumaczeniu tej bandzie, że nie współpracujesz ze mną… Chociaż wątpię, żebyś miał czas na takie tłumaczenia. Więc jak? Kłócisz się ze mną o broń, której jak na razie nie zamierzam używać, czy wolisz zginąć? – spytała, już ciut zirytowana jego monotonnym zachowaniem. Gościu chyba nie rozumiał, co tu się dzieje. Wyciągnęła z powrotem broń, próbując dostrzec, czy ktoś się zbliża, czy nie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Christopher Varcer

avatar

Liczba postów : 62
Data dołączenia : 19/03/2017

PisanieTemat: Re: Budynki portowe   Nie Cze 18, 2017 4:24 pm

Mina Chrisa była bezcenna, kiedy tak stał i słuchał absolutnie niczym nie przejętej kobiety, a w tle wciąż słychać było agresywne wrzaski bandy gangsterów, którzy zmierzali prosto w ich kierunku. Na twarzy jaszczura gościła mieszanina szoku, niedowierzania oraz zirytowania podejściem obcej dziewczyny do sprawy.
 Christopher, który zazwyczaj unikał przepisów i nudnych zasad jak tylko mógł, wcielił się teraz w rolę idealnego do skrajności obywatela. Taka postawa wcale nie musiała być lepsza od tej, jaką przyjęła sobie uzbrojona kruszyna. Na samą zabawę telefonem jaszczur stracił bardzo wiele czasu a było to zupełnie bezcelowe.
 Gad początkowo z grymasem niezadowolenia słuchał tłumaczeń nieznajomej, mówiącej do niego jak do osoby niespełna rozumu. Oczywiste, że mu się to nie podobało, jednakże reptilianin już raz udowodnił, że uparcie trzymał się swojego zdania, więc i z takim jego nastawieniem trzeba się było liczyć. Niemniej jednak zamaskowana mówiła z sensem i Chris w końcu musiał przyznać jej rację. Nic innego mu pozostało, a skoro teraz siedzieli w tym razem, jaszczur musiał wykazać choć odrobinę zaangażowania i chęci współpracy, lecz z tym drugim to szło bardzo opornie.
 Niska i niepozorna dziewczyna wdrapała się na metalową skrzynię i patrzyła na reptilianina z góry. Jej sprawność zadziwiała. Christopher zamrugał na ten widok, lecz szybko ukrył swe zaskoczenie i powstrzymał się od zadania głupiego pytania z serii "Ale jak Ty to...?". Nie, nie mógł wyjść na idiotę. Nie przed pierwszą lepszą dziewczyną.
 Bezimienna wyciągnęła w jego stronę rękę, lecz mężczyzna nie dawał się tak łatwo przekonać. Zwątpił dopiero wtedy, gdy ta postawiła go przed wyborem. Zbliżył swoją dłoń do dłoni rówieśniczki.
- Zdecydowanie nie to drugie. - stwierdził, w końcu się uśmiechając, lecz gdy już ich ręce miały się złączyć, Chris postanowił sam wdrapać się na górę. Poszło mu to zdecydowanie gorzej i będąc już na szczycie, miał niemały problem z podciągnięciem reszty ciała. Łuskowaty ewidentnie stracił formę i było to widać. Jeszcze dzisiaj zdążył wyjeść ciastko z lodówki i kupić hot-doga w parku. W inne dni pewnie wcale nie lepiej się odżywiał. Gdyby nie pazury, które zadrapywały blachę z charaktetystycznym i nieprzyjemnym dla ucha dźwiękiem oraz w jakiś sposób pomagały mu się utrzymać, prawdopodobnie sam nie dałby sobie rady. Koniec końców udało mu się i znalazł się obok dziewczynt. Zasapał, opierając dłonie o kolana.
- Jezu, w AC to jakoś łatwiej szło. Daj chwilkę. - powiedział, biorąc jeszcze kilka wdechów i prostując kości. Faktycznie trwało to chwilkę, ale pozostało mieć nadzieję, że tak nie będzie za każdym razem.
- Każdy tak umie. - dodał, szczerząc się przez maskę i uznając samo wdrapanie się na kontener za formę rywalizacji.  Genialna rywalizacja, skoro właśnie pochwalił się swoimi umiejętnościami kaskaderskimi.
 Rozejrzał się, mając teraz lepszy wgląd na strukturę portu. Nie spodziewał się, że ten port będzie taki duży. Znalezienie drogi do wyjścia zdawało się niemożliwe, gdyby dalej mieli się trzymać ziemi. Teraz za to mieli znacznie szybszą trasę, na której widok jaszczur nie był zachwycony. Kontenery były umiejscowione w taki sposób, iż przy odrobinie wyczucia i wprawy dało się przeskoczyć na drugą stronę... o ile nie leżało się całymi dniami na ławeczce w parku.
 Christopher odwrócił się do kobiety, zdając sobie sprawę z tego, co ta planuje.
- Ty na poważnie? - zapytał, unosząc brew. Chyba sobie żartuje...
 Twórczą dyskusję między dwójką przerwał pocisk, który przeleciał tuż nad ramieniem dziewczyny, cudem jej nie raniąc. Był to dla nich jednoznaczny sygnał do startu i nawet nie minęła chwila, gdy przestraszony jaszczur mimo przeciwności popędził przed siebie wyznaczoną trasą, zostawiając za sobą kobietę jak na dżentelmena przystało. Czas reakcji zaskakiwał i jego nowo odkrytą super zdolnością okazała się zdolność ulatniania się. Czyli jednak był w czymś dobry...
 Podczas biegu całkiem sprawnie radził sobie ze skakaniem. Jak się okazało, mężczyźnie wystarczyła tylko odrobina motywacji. Zdrowa aktywność to podstawa, zwłaszcza jak masz na ogonie wariatów z bronią.
 Dziewczyna prawdopodobnie nie miała żadnego problemu z dogonieniem jaszczurki. Może i Chris szybko wystartował, ale dalszy bieg pozostawiał wiele do życzenia. Brakowało mu doświadczenia, którego nieznajoma zdawała się mieć pod dostatkiem. Reptilianin w tym momencie w głównej mierze polegał na farcie, a ten fart prędzej czy później musiał go opuścić.
Tuż przed nimi wyłoniły się dwie sylwetki, które po chwili zaczęły oddawać strzały w ich kierunku. Celowali na ślepo. Jaszczur przerażony tym faktem chciał zawrócić i nagle stracił grunt pod nogami, dosłownie wypadając z trasy i lądując na dole. Nic mu się nie stało. Usiłował czym prędzej wdrapać się na górę i podążyć za dziewczyną, lecz wtedy coś mocno pociągnęło go za kaptur bluzy. Chris odruchowo wykonał rozmach i z łokcia uderzył nieszczęśnika prosto w twarz. Napastnik dopiero potem postanowił użyć broni i gdy już miał zamiar ją wyciągnąć, jaszczur kilkakrotnie uderzył go z pięści, na końcu przygniatając przestępcę barkiem do ściany najbliższego kontenera. Gdy jaszczur od niego odstąpił, człowiek bezwładnie osunął się na ziemię.
 Chris spojrzał na swoje ręce. Nie miał pojęcia, że tak potrafił. Dobrych kilka miesięcy temu uczęszczał na boks, aby przypodobać się pewnej dziewczynie, ale nie sądził, że cokolwiek z tych ćwiczeń wyniesie. Uznał, że miał po prostu sporo szczęścia. Nie zrobi z siebie od razu wojownika.
Poprawił swoją maskę, patrząc na oprycha, który szybko zaczął dochodzić do siebie. Można było się tego spodziewać. Chris choć wydawał się podczas tej krótkiej walki brutalny, nie chciał zrobić mężczyźnie większej krzywdy niż to konieczne.
 Reptilianin podszedł do człowieka i przeszukał go z zamiarem zdobycia czegoś do obrony.  Zacisnął dłoń na znalezionym w kurtce pistolecie, powoli wstając. Przyjrzał się uważnie znalezisku, nie mając pojęcia jak się z tego korzysta. Nigdy wcześniej nie trzymał w ręku broni... Zmrużył oczy w skupieniu, obracając pistolet w dłoniach i nagle broń wystrzeliła, trafiając między stopy łuskowatego. Chris upuścił momentalnie przedmiot z przerwanym krzykiem, a następnie kilka razy zgniótł go stopą jak robactwo. Oczywiście broń ani trochę na tym nie ucierpiała i jaszczur tylko się ośmieszył. Kiedy jednak doszedł do siebie, ostrożnie podniósł pistolet z ziemi i spojrzał w stronę, w którą biegła nowo poznana dziewczyna. Wdrapał się na kontener i szybko ruszył jej śladem, mając nadzieję, że nic się jej nie stało.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Kera

avatar

Liczba postów : 9
Data dołączenia : 05/06/2017

PisanieTemat: Re: Budynki portowe   Wto Cze 20, 2017 12:42 pm

W zasadzie wszystko było kwestią przyzwyczajenia. Przez ostatnie kilka miesięcy tyle razy ktoś próbował ją zastrzelić, że jeden raz w tę czy w tamtą stronę nie robił różnicy. Poza tym to była taka okolica, że to nie było nic dziwnego. Najwyraźniej nieznajomy nie miał zielonego pojęcia, dokąd trafił… Jego problem.
Na jej ustach mimowolnie pojawił się delikatny uśmiech, na całe szczęście skryty chustką. Spojrzenie mężczyzny było po prostu świetne, gdy wdrapała się na kontener bez najmniejszego wysiłku.
- No w końcu zaczynasz współpracować. – nooooo widać było, że nie jest zbyt wysportowany i przyzwyczajony do łażenia po takich miejscach, ale przynajmniej przestał zrzędzić i zdecydował się, że przetrwanie jest ważniejsze. Cóż, sama tak uważała.
Z trudem powstrzymując się od śmiechu dała obserwowała wysiłki towarzysza w odzyskaniu oddechu po jakże ciężkim wysiłku w postaci wdrapania się na kontener.
- Typowy facet, nie poprosi o pomoc, a potem będzie sapał. – mruknęła pod nosem, kręcąc głową. Jakby mu pomogła, nie wyglądałby jak alpinista po zdobyciu Mount Everest. – Nie powiedziałabym, że każdy… Ty na pewno nie. – musiała. Taka drobna szpileczka za te teksty o chowaniu broni w trakcie takiego niebezpieczeństwa.
Obrzuciła wprawnym wzrokiem kontenery i ich ustawienie. Żaden problem w skakaniu z jednego na drugi… przynajmniej dla niej. I gdy już miała mu odpowiedzieć, kulka świsnęła jej tuż obok ramienia. W zasadzie to był doskonały sygnał do startu. Chociaż nie mogła powstrzymać prychnięcia, gdy pan praworządny obywatel „zadzwońmy po policję” zaczął wiać, aż się za nim kurzyło. Oczywiście ją zostawił samej sobie, no genialnie po prostu. Nie, że dogoniła go w przeciągu następnych kilku sekund biegu i to bez większego wysiłku. I na pewno z o wiele większym doświadczeniem i gracją przeskakiwała z kontenera na kontener, ani na chwilę nie tracąc równowagi. Chociaż ciągły bieg jednak trochę zaczynał dawać w kość.
No a potem wszystko diabli wzięli. I to tak solidnie. Plus był taki, że tamci strzelali na ślepo. Wyciągnęła broń, znajomym ruchem strzelając idiotom po nogach, żeby zlecieli z kontenera i tym samym zrobili jej miejsce. Generalnie nawet się udało, z tym że na kontener zaczęli włazić kolejni. No i w międzyczasie zdążyła gdzieś stracić z oczu tego dziwnego osobnika. Trudno, musi sobie radzić sam. podsumowała, świadoma faktu, że magazynek był pusty, a czasu na zmianę nie miała.
W duchu przeklęła swoją chęć pomocy. Gdyby nie to, już dawno by jej tu nie było. Ale nie, jak skończona idiotka, musiała najpierw dyskutować z tamtym, a potem zdecydować się mu pomóc. Głupota totalna. Dzięki temu teraz musiała zastanawiać się, jak wydostać się z portu. Motor stał dobry kawałek dalej, tak dla bezpieczeństwa, więc nie dość, że musiała odnaleźć przypadkowego, tfu, świadka całej afery, to jeszcze dostać się do pojazdu i zmyć się, zanim strzały faktycznie przyciągną tu gliny. Ani NYPD ani FBI nie byliby zachwyceni z jej obecności oraz działań wymierzonych w przestępczość.
Rzut oka wokół upewnił ją, że przynajmniej jedną osobę będzie musiała znokautować. Plus był taki, że miała do czynienia z samymi mężczyznami. Może niesportowe zachowanie, ale oni do niej strzelali. Podbiegła do jednego z nich, celnym kopniakiem poniżej pasa eliminując go z gry i zepchnęła go na kolejnych dwóch, próbujących dostać się na górę. Naprawdę wygodniej byłoby mieć obecnie broń… Wzięła rozbieg, po czym przeskoczyła na kolejny kontener. I kolejny. Zastanowiła się mimowolnie, gdzie się podział jej „towarzysz” i wyraziła nadzieję, że miał wystarczająco oleju we łbie, żeby się zawinąć stąd byle dalej.
Kucnęła w plamie cienia, korzystając z chwili ciszy i spokoju. Wymieniła magazynki w pistolecie, czujnie obserwując teren. Była blisko ulicy, ale nie mogła zejść na dół, bo ulicę ktoś obstawił. Przydałaby się jakaś dywersja, ale do tej najlepsze były granaty. Czy cokolwiek innego, co narobiłoby huku i płomieni. No w sumie zawsze mogła użyć mocy… Jeśli w przeciągu następnej minuty nie wymyśli nic lepszego, to zapewne to zrobi. Zakładając, że tamci pójdą w stronę wybuchu, czmychnięcie w dół ulicy do najbliższego skrzyżowania nie powinno być takie ciężkie. A wtedy złapać motor i tyle ją widzieli. Z tym, że wciąż martwiła się o tamtego faceta i chyba tylko dlatego wciąż siedziała po cichu, próbując go wypatrzyć. W końcu jeśli bandyci go dorwą, będzie po nim. Nie będą zadawać żadnych pytań.
- A mówiłam, żeby trzymał się mnie. – mruknęła pod nosem, trochę zirytowana. Głównie swoim dobrym sercem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Budynki portowe   

Powrót do góry Go down
 
Budynki portowe
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 4 z 4Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Midgard :: Stany Zjednoczone Ameryki :: Nowy Jork-
Skocz do: