Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Sala weselna.

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Scarlet Witch

avatar

Liczba postów : 197
Data dołączenia : 05/12/2012

PisanieTemat: Sala weselna.   Czw Wrz 25, 2014 10:10 pm


Stark Tower tego dnia wyglądało zupełnie inaczej niż zazwyczaj. Może nie tylko przez furę balonów w odcieniach perły i fioletu, ale i przez agentów ubranych w smokingi, które zdobiły delikatne butonierki we wcześniej wspominanych odcieniach.
Wchodząc już do budynku, którego wejście było przystrojone wielkim transparentem witających parę młodą i resztę gości weselnych wzrok Wasz mógł natknąć się na ogromne ilości kwiatów i tace z szampanami, którego kieliszek każdy z Was dostał.
Wanda mimo, że weszła do samochodu ostatnia to i pierwsza przybyła na miejsce. Wysiadła zgrabnie z auta, uśmiechnęła się do obecnych tu agentów, którzy kojarzyli ją już dobrze nie tylko z jej chaotycznego charakteru, ale i ciętego języka, którego musiała używać wielokrotnie podczas krótkich potyczek słownych ze Starkiem, z którym omawiała szczegóły wesela. W końcu on wykładał hajs, ona nim rozporządzała. Jakieś zasady tutaj musiały być.
Przyjęła zaraz też kielich z alkoholem, po czym pomknęła ku Sali weselnej, która znajdowała się na wprost od głównego wejścia. Sama sala wcześniej była jednym z pomieszczeń, w którym odbywały się konferencje, w których to zazwyczaj Mściciele czy inni znajomi miliardera się spotykali i dyskutowali o konkretnych problemach i zagadnieniach. Teraz jednak sala prezentowała się zupełnie inaczej. Wysokie sklepienie, którego centrum był kryształowy żyrandol skupiało w sobie nie tylko to, ale również mnóstwo jedwabnych wstęg połączonych ze sobą, niczym kopuła.
Do tego stoły, przybrane białym obrusem, wraz z fioletowymi akcentami w postaci serwet, kwiatów i świec. Naczynia z porcelany, srebrne sztućce i kryształowe kielichy tylko dodawały elegancji. Stoły były okrągłe, na mniej więcej 6 czy 8 osób. Wszystkie zastawione ciastami, sałatkami i innymi smakołykami, które można było podjadać na bieżąco. Teoretycznie przy zastawie powinny pojawić się karteczki z papieru kredowego informujące o tym gdzie kto siedzi, jednak… Każdy dobiera sobie kompana wedle swojego widzimisię. Wanda nie chciała się wtrącać. Jedyne co było pewne to to, że para młoda miała swój własny stół ustawiony w centrum, ładnie oświetlony, z mnóstwem serduszek i innych takich. Obok Państwa młodych była usadowiona drużba, a przed nimi znajdowała się reszta zastawy i parkiet. Za plecami małżeństwa znajdował się pewien obraz, którego autorką niewątpliwie była młoda panna ze skrzydłami i uśmiechem tak słodkim, który potrafiłby nawet stopić nieczułe serce Logana. Oraz był oprawiony w złotą ramę i wisiał dumnie nad ich głowami.
Do tego świece zostały zapalone, światło stało się bardziej intymne, a z głośników popłynęła cicha muzyka, na razie tylko wprawiająca wszystkich w podniosły nastrój. Grupy muzycznej nie było, więc niestety obędzie się bez fałszowania, gdyż zespół został zastąpiony przez czarnoskórego DJ’a, ubranego w srebrny smoking. Sama Scarlet krzątała się to tu to tam, raz weszła do kuchni by sprawdzić czy ciepłe przystawki są gotowe, raz zdenerwowała się na kelnera, który potrącił jedno z ładnie przystrojonych krzeseł, to teraz tylko czekała przed salą na resztę.

Wesele się zaraz zacznie, zabawy, nie-zabawy. Piszcie na spokojnie, czujcie się jak na prawdziwym weselu. Od teraz swawola, róbcie co chcecie, integrujcie się.
Termin znacie.

Miłej zabawy kochani.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Amelia Stein

avatar

Liczba postów : 229
Data dołączenia : 11/09/2014

PisanieTemat: Re: Sala weselna.   Pią Wrz 26, 2014 8:51 pm

Była bardzo podekscytowana nadchodzącym przyjęciem. Już już za chwilę, za moment miała zjawić się w drzwiach Stark Tower młoda para. Sala główna, przerobiona na tę okazję w salę weselną wyglądała wprost bajecznie. A ona miła w tym wszystkim brać udział. Cóż z tego, ze jedynie jako kelnerka. To ona miała podejść do młodej pary, przywitać ich i podać do wypicia pierwszego małżeńskiego szampana. Ubrana tak jak zarządziła to organizująca całe przyjęcie Wanda, pomijając fakt, ze wyróżniała się drobnym szczegółem- jako jedyna z kelnerów miała ogon i uszy wilka, już krzątała się między stolikami ustawiając wszystko, poprawiając, by było idealnie.
Gdy weszła Wanda natychmiast do niej podbiegła do niej merdając ogonem i zgłaszając gotowość do przyjęcia pary młodej. Później jeszcze krzątała się z nią pomagając zrobić to czy tamto.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Deadpool
Troll Forumowy | Boski Posłaniec
avatar

Liczba postów : 192
Data dołączenia : 08/08/2012

PisanieTemat: Re: Sala weselna.   Sob Wrz 27, 2014 1:16 am

Khem, informuję że poniższy - jak wy to mówicie, nerdy? - post w całości dzieje się w kościele, wbrew temu napisowi powyżej, temu, o, gwiazdka-wskazuje-na-napis-"Sala weselna"-gwiazdka. Wytyczne mg, takie tam. W trakcie jego powstawania nie ucierpiał także żaden srebrnowłosy mutant, choć było blisko. Ostrzegam także, że to jest niewyobrażalnie długie, jak na tego autora, więc przed czytaniem skonsultuj się ze swoim dostępem wolnego czasu lub farmaceutą. Serio, The Neverending Post(Nigdy nie lubiłem tego filmu, swoją drogą, jako mały wewnętrzny-głosik-numer-jeden-dedpulek)(Ani ja, jako mały wewnętrzny-głosik-numer-dwa-dedpulek).

Wade był już przygotowany, aby tym razem on zaczął poruszać ustami, gestykulować, ogółem - udawać, że to najemnik, przebrany za królową nieumarłych, wypowiada płynące z ust jego ukochanej, zamaskowanej garniturem i, cóż, maską regenerującego się degenerata, słowa. Jednak ta nim na dobre zaczęła wymawiać przysięgę, odkryła pod wpływem impulsu własną twarz, po czym nie dając dość czasu zebranym w kościele gościom weselnym na zrozumienie sytuacji sprzed chwili, istnienia całej tej wymyślonej przez marvelowego błazna oraz jego prawie-a-tak-naprawdę-od-dawna-żonę maskaradę, już zmusiła ich do zastąpienia zaskoczenia równie silnym wzruszeniem, poprzez nagły i dla nich, i dla samego Deadpoola pocałunek. No dobrze, Wade trochę się tego spodziewał, bo i go kusiło w którymś momencie przemowy po prostu dać sobie spokój ze słowami czy czekaniem na odpowiednie pozwolenie kapłana - w tym przypadku Kapitana Księdza - i oznajmić swoją wieczną miłość oraz oddanie namiętnym pocałunkiem(A niby telepatia na mnie nie działa. Widać, można się wkraść do mojej głowy przez serduszko. Spróbuję za jakiś czas, w nieco bardziej dosłowny sposób. Może uciszę te durne głosy(Hej!)(Hej!) Just kiddin'(No, emotka-serduszko)Durne to w ich przypadku komplement(Wygląda na to, że znowu naślemy na ciebie tamte koszmary sprzed tygodnia) Nie, tylko nie sen o trójkącie z Lokim i Thorem!). Powaga u Deadpoola, hm?(Chcę Thora tylko dla siebie...) Ale nie licząc tego, to natychmiast oddał się czułości, a jednocześnie namiętności ust Shiklah - Dłonie ułożył na jej biodrach, przytulił się z wyraźną potrzebą całym ciałem i przymknął oczy, jednocześnie składając na słodkich wargach żony najwspanialszy pocałunek, na jaki stać było karmazynowego najemnika.

Wtedy nastąpiło kilka cudownych chwil, gdy wszystko wokół naszego szalonego najemnika  "zniknęło" - I kościół, i goście, i wspomnienia ani trochę grzecznych snów z udziałem asgardzkich bogów - a jedynym co istniało w tym momencie dla Deadpoola była jego piękna, wspaniała żona, kobieta o której nie śmiał nawet marzyć, a która teraz stała przed nim, w objęciach jego ramion, kochając go, będąc z nim, już na - dosłownie - wieczność. Po pocałunku, dłoń Wade'a przemknęła po gładkim policzku ciemnowłosej demonicy, głaszcząc po nim czule, spojrzenie skierowane było ku jej złotym, wręcz hipnotyzującym - zapewne też dosłownie - oczom, a na odsłoniętej już twarzy mężczyzny malował się pełen szczęścia uśmiech. Dlatego też w pierwszej chwili słowa Rogersa nie dotarły do uszu Deadpoola. Z lekkim opóźnieniem usłyszał magiczne zdanie, "Od teraz jesteście mężem i żoną", ale razem z następnym wyrwano go w końcu z tymczasowego transu. Najemnik z pyskiem, który przez całą tą doniosłość ostatnich chwil wyjątkowo mówił mniej, spojrzał trochę nieprzytomnie, to w stronę wszystkich zebranych w chrześcijańskiej świątyni gości, to na Kapitana Amerykę.

- Już się całowaliśmy, jakbyś nie widział, braciszku, ale skoro każesz jeszcze raz... - rzucił do przybranego brata bliźniaka, a że teraz już(chyba?) Wade robił za pana młodego w tym ślubie - zgodnie z poleceniem Steve'a, nie żeby potrzebował do tego rozkazów, spojrzał ponownie w oczy Shi, by zaraz przymknąć własne i kolejny raz posmakować warg swojej żony. Tym razem pocałunek był wyraźnie bardziej namiętny, gorący - można i powiedzieć, że łapczywy(Żeby tylko Cap się nie zgorszył). Deadpool aż naparł lekko na ciało trzymanej w swoich ramionach ukochanej, przechylając ją do tyłu, przytrzymując jednak przy tym ułożoną na jej plecach ręką, oraz drugą na głowie - z palcami wplecionymi w ciemne włosy.

A co, gdy małżeństwo dało w miarę wystarczający upust swoim emocjom i z trudem, ale odkleiło się od siebie, natomiast skoro dzwony kościelne zakończyły właśnie ceremonię, to wszyscy zaczęli podnosić się z drewnianych ław? Mała krzątanina uspokoiła nieco doniosły i poważny nastrój sprzed ostatnich kilku(nastu?) minut, a sam Deadpool wykorzystał to, by spojrzeć dokładniej na obrączki, bo gdy najemnik miał jedną zakładaną na swój palec, a drugą zakładał ciemnowłosej sukkubie, wydawało mu się, że coś jest z pierścionkami nie tak. Czy raczej, po prostu wydają się czymś wyróżniać. Rozchylił szeroko oczy, rozpoznając metal na swoim palcu niemal natychmiast(Tyyyle razy Logan snikt'nął mnie swoimi pazurami. Adamantium miałem w sobie częściej, niż nimfomanka-wegetarianka kawał mięcha), a potem zgodnie z tym co przewidział Rosomak - Deadpool spojrzał na drużbę. By zaraz odwrócić wzrok w taki sposób, aby nikt nie zauważył, że musi powstrzymywać wzruszenie, na myśl że Wolverine dla niego i jego żony podarował dosłownie cząstkę siebie(Płaczący Logan(Tylko zaszkliły mu się oczy)(Beksa), oddający mi kawałek swoich szponów. Gdzie jest moja maska, gdy potrzebuję ukryć łzy?(I to Logana nazywacie beksą) W sumie, ty to my, więc nie marudź).

Wtem na państwo młodych rzuciła się Szkarłatna Wiedźma. Wade odwzajemnił objęcie z uśmiechem i spojrzał na Wandę.
- Dziękujemy. I za życzenia, i za to wszystko -powiedział, ruchem głowy w tym samym czasie wskazując przyozdobione wnętrze kościoła.
- Dekoracje niemal tak piękne, jak ty dzisiaj, Witch... - odparł nagle, a potem - w końcu nie zapominajmy, że mamy do czynienia z Deadpoolem - jego głowa pochyliła się do przodu, a wzrok wbił(tam, gdzie powinno się patrzeć kobiecie, zamiast w oczy) Nie, w dekolt...(No przecież mówię). Zaraz jednak wrócił wzrokiem do żony i szepnął jej na ucho:
- Ale najpiękniejszą kobietą tego ślubu jest pani młoda, oczywiście. Czyli ja. Just kiddin' z tym drugim. Ty masz najładniejsze cycki, kochanie. - Najemnik z pyskiem pocałował Shiklah w policzek, a potem odprowadził wzrokiem organizatorkę ślubu przez część jej drogi do wyjścia. Odkaszlnął nagle, by zwrócić na siebie uwagę zebranych w kościele, póki ci jeszcze w nim się znajdowali.
- Co do życzeń oraz prezentów, poczekajcie z tym aż znajdziemy się w lokalu. Nie żeby miało to dla mnie wielkie znaczenie, ale w razie czego, to wy będziecie musieli wysłuchiwać gróźb autora moich postów, tak jak Pietro, za psucie jego planów. Więc, słuchajcie się panny młodej, bo nikt nie chce jej denerwować w dzień ślubu, prawda? - Deadpool wskazał przy tym wymownie na siebie, wciąż ubranego w swoją białą suknię.
- Inaczej lista osób do fizycznego zmaltretowania powiększy mi się z jednej do was wszystkich. Gwiazdka-namysł-gwiazdka. Nie żeby to miało dla mnie wielkie znaczenie. Just kiddin', nie chcę nikogo z was torturować, kochani. Przynajmniej taka jest oficjalna wersja. - Ostatnie zdanie regenerujący się degenerat wymruczał cicho, zdecydowanie tylko i wyłącznie do siebie.

Odgłos silników na zewnątrz budynku oraz krzątanina wychodzących z niego ludzi i nie-ludzi przyćmiła nieco, przynajmniej tymczasowo, doniosłość dzisiejszego dnia(Kolejny raz to słowo? Serio, powinieneś zajrzeć do słownika synonimów, w poszukiwaniu jakichś dla "doniosłości". Albo zamień je na, no nie wiem, "chimichanga"? Słuchanie na okrągło tego byłoby znacznie przyjemniejsze. Chimichanga, chimichanga, chimichanga. ♫ Jak cudownie to brzmi ♫. Grammar nazi znowu będzie się czepiać o powtórzenia i ponownie będę musiał słuchać jak płaczesz z tego powodu w poduszkę) Ja... Nie...(Shhhh, autorze, shhhh). Wracając. Najemnik, wcześniej zestresowany swoim prawdopodobnie najważniejszym dniem w życiu, nie skupiał takiej uwagi gościom czy drobiazgom, uważając głównie na to, by być piękną panną młodą oraz by w końcu wziąć Shiklah za żonę. Czy męża, ciężko stwierdzić po tych wszystkich maskaradach. Teraz jednak mógł już na spokojnie przyjrzeć się szczegółom. Wprawdzie tłum w większości wylał się już na pełne słońca zewnątrz, ale Deadpool zdążył zauważyć "błysk" kilku ślicznych sukni, eleganckich garniturów czy skrzydeł(Moja ukochana córeczka, emotka-serduszko!)(Ciekawe, gdzie nasz syn) Przecież go tutaj nie ma(Jak to?) Pająk tulący się do siostry? To logiczne, że mi go ostatnio musieli podmienić i to tak naprawdę nie on przyszedł na ślub taty. Chyba, że ktoś przejął kontrolę nad jego umysłem(Znowu Superior Spider-Man?) Hej, to był przyjemny komiks. I pojawił się Miggy, emotka-serduszko razy milion(Jest jeszcze możliwość, że to wszystko, cały ten ślub, to sprawka Mysterio)(Szczególnie, że człowiek-akwarium pojawił się na forum!) To byłoby smutne. A co jeśli temu durniowi po prostu nie chciało się przyjść na ślub i wysłał któregoś ze swoich pajęczych klonów?(Ciekawe czy miesiąc miodowy ze Szkarłatnym Pająkiem jest wciąż aktualny...) Tak czy siak, na dokładne ocenianie kreacji będzie czas później, więc poczekajcie grzecznie i cierpliwie. Ewentualnie możecie wszcząć bunt, dobra bójka na weselu nie jest zła).

I w sumie to by było na tyle, jeśli chodzi o wydarzenia w kościele. A przynajmniej tak się zapowiadało, gdy Deadpool szykował się do wyjścia ze świątyni, razem z żoną, którą to chwycił za rękę, splatając czule palce z jej własnymi. Jednak kiedy Wade rozejrzał się ostatni raz po miejscu, w którym go oraz Shiklah połączono na wieczność sakramentem małżeństwa, jego oczy otworzyły się po chwili szeroko, a w nich pojawił błysk ogromnego zdziwienia, zaskoczenia.
- Wybacz... Na chwilę... - rzucił do ukochanej demonicy, puszczając jej dłoń i kierując się ku jednej z ław. Ukryta do tej pory przed wzrokiem wszystkich(Prawda jest taka, że autor po prostu dopiero teraz to wymyślił. Ale shhh, nic nie wiecie), nieznana osobiście dla nikogo innego oprócz najemnika, spoglądała teraz właśnie na niego, kierującego się w jej stronę - Siedząca na drewnie Anasthasia, dmuchana lalka, dawna miłość regenerującego się degenerata.
- Hej, Annie... - odparł, patrząc na nią, by po chwili podnieść ją z ławy i objąć, wtulając lekko silikonowe, a dzisiaj osłonięte elegancką, fioletową sukienką ciało Anasthasii w swoje własne.
-Nie sądziłem, że przyjmiesz zaproszenie, zważywszy na to, co łączyło nas w przeszłości. To naprawdę wiele dla mnie znaczy, że jesteś dzisiaj tutaj. - W głosie Deadpoola słychać było znów nutkę powagi, gdy mówił i patrzył na nieruchomą "kobietę" przed sobą. Mężczyzna w białej sukni  uśmiechnął się delikatnie i kontynuował już nieco bardziej w swoim stylu, jeśli chodzi o ton głosu czy treść swoich słów.
- Wybierasz się na wesele? Pamiętam, że nie przepadasz za ruchliwością, no i ta twoja nieśmiałość oraz małomówność - jak to mówią, przeciwieństwa się przyciągają - ale naprawdę nie masz się czego bać. Nawet tego, że jesteś sama. Z chęcią z tobą zatańczę, do tego będzie masa innych przystojnych facetów... - Najemnik z pyskiem szturchnął lekko, po przyjacielsku Anasthasię, z szerszym uśmiechem.
- Posiedź tu i namyśl się jeszcze, ja powiem Wandzie, żeby w razie czego któraś z limuzyn poczekała na ciebie. I jeszcze raz dziękuję, że pojawiłaś się na moim ślubie. - Deadpool w końcu zakończył, w jego mniemaniu, najnormalniejszą w świecie rozmowę z dmuchaną zabawką(Hej! Dla ciebie to rzecz? Tylko dlatego, że jest z silikonu? Ona też ma uczucia, wiesz? Jest bardzo wrażliwa. I przez wiele lat była jedyną osobą, do której mogłem krzyczeć "Honey, I'm home!", po powrocie do domu. I, no, była pomocna, gdy potrzebowałem się odstresować. Bardzo. Anasthasia wie, jak zadbać o swojego mężczyznę) Ale...(W takim razie muszę iść nie tylko na paradę tolerancji dla uczuciowych wężo-macek, ale jeszcze na paradę tolerancji dla silikonowych kobiet) Ach, mniejsza. Na czym to ja skończyłem...

Deadpool odszedł od Anasthasii i wrócił do żony, by w końcu wyjść razem z nią z kościoła, wprost w tradycyjny deszcz ryżu oraz monet(Kasa!). Zdjął pełną białych drobinek, czarną perukę, która dzisiaj do niedawna była obowiązkową częścią przebrania "Shipoola", a jego odsłoniętą teraz głowę pokryły promienie słoneczne, grzejąc przyjemnie pozbawioną włosów, za to pełną blizn skórę. Wade omiótł spojrzeniem wszystkich przed sobą. Tyle przyjaciół, rodzina, wszyscy ubrani z jego oraz Shi powodu w eleganckie stroje. Wzrok Wilsona podróżował po kolei od jednej do drugiej osoby. Organizatorka tego wszystkiego - Wanda, Pietro, Logan, Cap, strażnicy galaktyki w postaci Szopa oraz Gamory, nawet młody mściciel Darkhawk, a także stary przyjaciel brata bliźniaka Deadpoola - Bucky. I oczywiście najbliżsi - córka, syn, ojciec czy wspomniany przed kilkoma chwilami wnuk. Wszyscy oni nie tylko stali się świadkami najwspanialszego dnia w życiu najemnika - ich obecność była jednym z powodów tej wspaniałości. Znowu przydałaby się maska, co Deady? By zakryć te kilka łez, już nie smutku, jak dawniej - ale szczęścia.

Wade wytarł szklące się oczy i spojrzał jeszcze raz na zmierzający w stronę samochodów tłum.
- Hej, jak tak teraz pomyślę, to gdzie jest ta króliczyca z początku? To nie rola gości, by uciekać ze ślubu. Ani gości, ani dań głównych. Nigdy nie jadłem burrito z króliczym mięsem(To nie było nasze główne danie) Jedna z przystawek?(Ona była najzwyklejszym gościem. Nie jedzeniem) Nie? A mogła nim zostać. Hej, oby te gołębie nie narobiły na nikogo! - Deadpool spojrzał w górę, na przelatujące nad nim i resztą śnieżnobiałe ptaki, by zaraz razem z Shi zostać porwanym przez Wandę w stronę przepięknej karocy(W sumie, burrito z gołębim mięsem też nie jadłem. Ale pewnie smakuje jak kurczak. Wszystko smakuje jak kurczak).

Gdy państwo młodzi wsiedli, najpierw przepiękna demonica, a następnie jej mąż, ten drugi usiadł wygodnie na jedwabnym nakryciu. Zerknął na Szkarłatną Wiedźmę, zanim ta zniknęła za zamkniętymi przez siebie drzwiami pojazdu, a potem rozejrzał się po wnętrzu ślicznej, a przy tym na pewno bardzo kosztownej karocy. I nie tak szybkiej, jak samochód, jak tak teraz pomyśleć. I wcale nie musiała to być teraz wada.
- Przytulnie. Trochę ciasno, ale przytulnie. Nie żeby mi przeszkadzało to, że musimy się nieco bardziej, hm, ścisnąć. - spojrzał na Shiklah z szerokim uśmiechem i przysunął się o wiele bliżej, zaraz obejmując jedną z rąk swoją ukochaną. Wolna dłoń najemnika przysunęła się do jednego z policzków Shi, a opuszki palców po raz kolejny tego dnia dotknęły jej skóry w wyjątkowo czuły, niedostępny ze strony Wade'a dla każdego, sposób. Te same dłonie, które zazwyczaj odbierały ludzkie i nie-ludzkie życie, czy to dusząc, czy bez oporów naciskając spust różnego rodzaju broni palnej, czy pewnie trzymając zabójcze katany - przy królowej nieumarłych zapominały o swojej morderczej roli i stawały się czułe, troskliwe. Albo namiętne, zależnie od sytuacji. Deadpool zajrzał w złoto oczu ukochanej, a jego usta musnęły wargi sukkuby - bo nieważne ile by ją całował, nigdy nie nasyci się dostatecznie, dla innych zabójczym, smakiem ust Shiklah.
- Chyba wypadałoby się przebrać, kończąc nasz mały dowcip, co kochanie? - odparł, zerkając na ułożone obok garnitur oraz suknię, starannie zapakowane, by drogie, szykowne ubranie na zmianę dla pary młodej ani trochę się nie pogniotło czy nie zabrudziło. By zaraz wrócić spojrzeniem do swojej przepięknej żony, podczas gdy dłoń Wade'a z jej policzka, powoli mknęła przez biust, a potem brzuch, w dół. Najemnik uśmiechnął się teraz nie tak znów niewinnie, głowę przechylił, by jego usta rozkosznym pocałunkiem mogły sięgnąć szyi Mrs. Deadpool, a palcami ułożonej na dole ręki, wymownie zaczął rozpinać eleganckie spodnie Shiklah...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Carol Danvers
Mistrz Gry | Captain Grammar
avatar

Liczba postów : 353
Data dołączenia : 24/03/2013

PisanieTemat: Re: Sala weselna.   Sob Wrz 27, 2014 9:18 pm

Carol nie miała w planach przybyć na uroczystość zawarcia związku. Raz, że pewnie by się spóźniła, musząc co innego zrobić, a dwa - na pewno znalazła się osoba, która podobnie jak blondynka, nie przymierzała się do tego, by w świętym miejscu przesiadywać przez jakiś czas. Nawet jeśli musieliby darować sobie widok Kapitana Rogersa w postaci księdza, o czym wiedzą z pewnością autorzy.
Nie wystroiła się szczególnie z wiadomych przyczyn. Nie za długa, nie za krótka suknia o ciemnym kolorze wydawała się najodpowiedniejsza (nie tylko dlatego, że czarny odchudza...). Do tego odpowiednie dodatki, makijaż i proszę - była gotowa i z efektów zadowolona.
Miała umówione, że przyjdzie ze Starkiem, na którego z dobrą chwilę czekała. Ten jednak zniknął z pola widzenia w miejsce jak najbardziej oczywiste - warsztat. Danvers, niewiele myśląc, skierowała się w odpowiednią stronę, by tam się trochę męczyć. Znaczy, "męczyć", bo nie miała zamiaru spędzać z dwie godziny nad Tony'm, wyciągając go słowami z pracowni. Chwilę porozmawiała, krócej namawiała i nie dając nawet mężczyźnie odsapnąć, zgarnęła go bezczelnie i [lekką] siłą z tego miejsca, coby w końcu znaleźli się tam gdzie wypadało być, a jakże. Nie była nawet pewna czy zdążył wziąć marynarkę z oparcia fotela.
- Stark, miej w sobie trochę życia - powiedziała lekko, spoglądając na niego kątem oka. Sama jednak nie wyglądała na zbyt przekonaną co do tej zabawy. - Usadowimy się obok alkoholu i kawy, i będzie świetnie - taką miała przynajmniej nadzieję. Pewnie dlatego pojawiali się od kuchni strony, a nie odpowiedniego wejścia.

_________________

This isn't a question of what I'm not. This is a question of who I could be.

I outrank that son of a bitch.
karta postaci
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Tony Stark

avatar

Liczba postów : 292
Data dołączenia : 28/05/2012

PisanieTemat: Re: Sala weselna.   Sob Wrz 27, 2014 9:45 pm

Tony, tak naprawdę, miał się pojawić na ślubie. Już się ubrał w garnitur i w ogóle, ale przed wyjściem wpadł na pomysł, który musiał natychmiast zrealizować, dlatego zaszył się w warsztacie, i... no. Nie wyszedł. Marynarkę zrzucił, rękawy podwinął, aby nie pobrudzić mankietów, i zabrał się do pracy. I się w tej pracy zatopił tak, że ledwo co rozumiał, kiedy Carol po niego przyszła, ale na pewno zrozumiał, kiedy wyciągnęła go za szmaty. Nie, nie zdążył wziąć marynarki.

- Idę, Carol, kochana, idę - powiedział ze śmiechem, przeczesując palcami włosy. - Po prostu zapomniałem. I tak JARVIS się tym zajmował, ja tylko rzuciłem pieniądze.

W kuchni zgarnął jeszcze dwie butelki czystej pod pachę i skierował się po wyjściu do stolika najbliżej kuchni, żeby móc wołać swoich minionów, aby przynieśli więcej.

- Jestem pewien - zaczął, kiedy Carol usiadła obok - że Wanda w pewnym momencie kłóciła się z moim hologramem zarządzanym przez JARVISa. Nawet nie mam pojęcia, kiedy to wszystko ogarnęli, po prostu dałem kasę. - Uśmiechnął się i wlał jej wódkę do szklanki (bo po co kieliszki).

_________________


You know, it's times like these when I realize what a superhero I am

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Carol Danvers
Mistrz Gry | Captain Grammar
avatar

Liczba postów : 353
Data dołączenia : 24/03/2013

PisanieTemat: Re: Sala weselna.   Sob Wrz 27, 2014 10:52 pm

Skwitowała uśmiechem jego słowa i zaraz zmarszczyła brwi.
- Zapomniałeś? - powtórzyła, nie bardzo ogarniając na tę krótką chwilę. - Jak można zapomnieć o ślubie. W sumie, skoro to nie twój to nie ma o co się martwić - zaśmiała się, posyłając mu krótkie spojrzenie. Poza tym - czego się spodziewała? W końcu Stark był w swoim żywiole, kiedy tylko wchodził do warsztatu, więc wiadomym było, że zaginie w akcji! Aż mi się Epuls przypomniał...
Dobrze, że zgarnął te butelki. Jemu się chociaż nie dostanie za to, że wziął coś, co przecież należy do niego. W końcu za to zapłacił, no nie? I Danvers zapamiętała, by od razu móc - niemalże w każdym momencie - poprosić o kawę, przyda im się.
Przyglądała się Starkowi, gdy powiedział o tej całej nowince i choć przez krótki moment kręciła głową z dezaprobatą, to jednak parsknęła na jego słowa.
- Mając pieniądze to szybko da się wszystko ogarnąć. Nawet nie zajrzałeś tutaj, ani razu, Tony? - zmarszczyła brwi. Ona to pewnie, jako osoba sponsorująca, chciałaby zobaczyć czy te pieniądze nie poszły czasem na marne. - To Wanda chyba nie była zadowolona z rozmowy z hologramem. O ile to zauważyła, bo pewnie była zbyt zaabsorbowana tym wszystkim - kieliszki nikomu nie były potrzebne, więc zwieńczyła swoje słowa łykiem alkoholu. Tak... kulturalnie!

_________________

This isn't a question of what I'm not. This is a question of who I could be.

I outrank that son of a bitch.
karta postaci
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Captain America

avatar

Liczba postów : 199
Data dołączenia : 27/05/2012

PisanieTemat: Re: Sala weselna.   Nie Wrz 28, 2014 12:13 pm

UDAŁO MU SIĘ. PRZEŻYŁ CEREMONIĘ I SAM NIKOMU NIC NIE ZROBIŁ. Rogers czuł tak ogromną ulgę, gdy para młoda w końcu się pocałowała, wszyscy zaczęli klaskać i znikać powoli w drzwiach. Postał jeszcze chwilę przy ołtarzu, bo nie chciało mu się jakoś specjalnie gonić za wszystkimi gośćmi, o nie. Kiedy tak stał, obserwując jak para młoda zmierza ku wyjściu w cudownym kolorowym świetle padającym przez witraże, Wade podszedł do..zaraz, czy to lalka?
- Oh, na litość boską. - Tego już nie chce mieć w swojej pamięci. Wywrócił oczami, zdjął okropny szal, przewiesił go przez obręcz pierwszej ławy i ruszył po swoje normalne ubranie.
Szczerze mówiąc, po całym tym incydencie z Hydrą, postanowił opuścić uroczystość zaraz po zakończeniu ślubu. Jednak i tak kierował się do Stark Tower, a tam miał zawsze swój pokój przygotowany. Jego mieszkanie też nie było daleko. Doszedł więc do wniosku, że da szansę tej imprezie. Lub parze młodej. Może już go nie zaczepią, a on nie dostanie za to, że go nie było.
Wanda odwaliła kawał dobrej roboty. Sala weselna wyglądała naprawdę ładnie. Bardzo reprezentująca. Wziął swój kieliszek szampana i wolnym krokiem przechadzał się między stolikami, szukając swojego nazwiska i wypatrując swoich znajomych. Jego spojrzenie przykuły dwie postaci siedzące, najwidoczniej już coś popijające. Niech zgadnę..
- Carol, Tony. - podszedł do dwójki zaprzyjaźnionych Mścicieli. - Carol, pięknie wyglądasz. - oboje prezentowali się jak przystało. Cieszył się, że ich widzi, już tracił nadzieję na spotkanie, gdy nie dostrzegł ich nigdzie w kościele.. - Zaraz, czy ja usłyszałem coś o tym, jak zapomniałeś wpaść na ślub? - spytał, rozglądając się po sali przez chwilę, by następnie wbić w Starka pytające spojrzenie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3475
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Sala weselna.   Nie Wrz 28, 2014 6:18 pm

Po zakończeniu ceremonii - o dziwo i tak zdecydowanie grzeczniejszej i bardziej standardowej, niż Loki początkowo oczekiwał i się spodziewał - wszyscy goście zaczęli stopniowo wylewać się ze świątyni. Sam bóg kłamstw był pod tym względem jedną z ostatnich osób, głównie dlatego, że planował skorzystać z pewnego wygodnego skrótu - z gatunku tych, które akurat rzeczywiście ułatwiały życie, a nie wyprowadzały na manowce i wydłużały drogę. Ten był sprawdzony, bo zakładał po prostu teleportację na miejsce. Dlaczego? Och, z kilku powodów. Między innymi mag miał zamiar sprawdzić czy wszystko zostało aby na pewno dopięte na ostatni guzik. Była też kwestia prezentu, który musiał dopiero sprowadzić na dach, żeby stamtąd łatwo go było już odebrać...
No właśnie, prezent. Trickster doszedł do wniosku, że może i Wade był adoptowanym dzieckiem, ale - jakby na to nie patrzeć - tak czy siak należał do boskiej rodziny. To z kolei oznaczało, że musiał utrzymywać pewien image. Co zaś uwielbiały bóstwa? Na przykład wzbudzające zachwyt latające rydwany - i właśnie na to Loki postawił. Ten konkretny model był bogato rzeźbiony z zastosowaniem motywu macek, ciągnęły go zaś fruwające i całkiem spore ośmiorniczki. Całość okryta została zarówno zaklęciem tarczy, jak i niewidzialności - ot, dla pewności, że pojazdowi nic złego się nie przytrafi.
Zadbawszy o to, Loki udał się już na salę, w której odbywać się miało wesele. Jej akurat nie miał okazji wcześniej oglądać, a przynajmniej nie w pełni przygotowanej i udekorowanej - dlatego poświęcił moment na obejrzenie wnętrza. W środku przebywało już kilka osób, oczywiście nie licząc obsługi, którą książę mniej więcej zignorował; działało to na zasadzie - powiedzmy - wytłumiania części otoczenia. Miał w tym całkiem niezłą praktykę.
Jego spojrzenie padło natomiast na trójkę znajdującą się stosunkowo blisko przejścia do kuchni. Carol i oczywiście finansujący całe przedsięwzięcie Stark - oboje nieobecni na ślubie, co ani trochę go nie zdziwiło - siedzieli przy stoliku, a dyskutował z nimi stojący jeszcze Kapitan... Już w bardziej typowym stroju, na szczęście. Mag zbliżył się do grupki i zatrzymał się tuż obok niej, jednocześnie przywołując na usta jeden ze swych bardziej czarujących uśmiechów.
-Panie Stark, Kapitanie... Muszę powiedzieć, że wyglądasz jeszcze bardziej olśniewająco niż zwykle, panno Danvers- z tymi słowami pochylił się lekko, wyciągając ku Carol dłoń - wnętrzem do góry, aby ułożyła w niej swą własną, gotów ucałować jej wierzch, jeżeli tylko reakcja kobiety będzie pozytywna.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Tony Stark

avatar

Liczba postów : 292
Data dołączenia : 28/05/2012

PisanieTemat: Re: Sala weselna.   Nie Wrz 28, 2014 6:39 pm

- Wierz mi, Carol, o swoim ślubie bym nie zapomniał. - Przez chwilę wyglądał, jakby zatopił się w, hm, marzeniach, ale szybko się z tego otrząsnął.

Zastanowił się nad słowami Carol, ale naprawdę nie miał ochoty angażować się w ten ślub bardziej, niż było to potrzebne. Jak ludzie mu nie wchodzą do łóżka, on im też nie. Ale radości innym nie zabroni, a skoro może ją poszerzyć, wyrzucając milion na ślub... kto bogatemu zabroni?

- Kto bogatemu zabroni? Mi to nie czyni różnicy, na utrzymanie zbroi będę miał nadal. - powiedział na głos, unosząc szklankę do niej w toaście. Kątem oka zauważył zbliżającego się kapitana, ale to nie przeszkodziło mu w upiciu łyka. Jednak na słowa Capa złapał się teatralnie za reaktor, ignorując pytanie i skupiając się na bezpieczniejszej części jego słów. - Gdybym miał serce, to właśnie by się złamało, że zauważyłeś jedynie piękno Carol, a moja przystojna obecność cię nie obeszła. - Dramatycznie obrócił się do Danvers. - To pewnie twoja wina, jestem brudny i nie nadaję się do wyjścia do ludzi przez siedzenie w warsztacie.

Zanim oskarżył kogoś jeszcze o wszelkie zło na świecie, pojawił się Loki. Po jego słowach Tony westchnął znowu i upił porządny łyk.

- Wyglądam koszmarnie - oznajmił światu i schował uśmieszek w szklance przy ustach.

_________________


You know, it's times like these when I realize what a superhero I am

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Captain America

avatar

Liczba postów : 199
Data dołączenia : 27/05/2012

PisanieTemat: Re: Sala weselna.   Nie Wrz 28, 2014 7:05 pm

Odchrząknął, zakrywając usta wierzchem dłoni.
- Przepraszam, panie-przystojna-obecność. - Uśmiechnął się do Starka, rozbawiony. Zaraz potem zmarszczył brwi - Nawet dzisiaj musiałeś pracować, naprawdę? Czy ktoś w ogóle ma na ciebie oko? Niedługo przedawkujesz swoją pracę, Tony.
Jego wzrok zaraz potem zatrzymał się na Lokim, który niespodziewanie pojawił się tuż obok.
Obecność Lokiego, ze swoim czarującym uśmiechem wśród nich, była dla niego co najmniej dziwna. Ale to nie był normalny dzień czy zwyczajna ceremonia. Rogers postanowił odepchnąć swoją niechęć do boga kłamstw na dzień dzisiejszy i bardziej skupić się na tym, aby ten nie wywinął mu jakiegoś..psikusa.  W końcu on też miał co świętować, jego adoptowany syn znalazł miłość swojego życia! Steve jednak nie wierzył w to, by to miało jakoś wpłynąć na Asgardczyka i powstrzymać go przed nim samym, szczególnie kiedy był otoczony przez swoje potencjalne ofiary. Uśmiechnął się do niego krótko i upił łyk szampana.
- Witaj, Loki. - iii, na tym jego przemowa się skończyła. Miał wrażenie, że o czym by do niego nie spróbował zagadać, ten tylko zjechałby go wzrokiem. Na co w sumie już czekał.
Zerknął ponownie na Tony'ego, który znów narzekał na swój wygląd. A wyglądał tak jak zwykle, no, może odrobinę spocony czy przybrudzony tu i ówdzie, ale to dla niego typowe. - Co Ty wiesz o wyglądaniu koszmarnie, Tony. Naprawdę. - dopił zawartość kieliszka i usiadł na krześle między dwójką Mścicieli, przyglądając się przysmakom i napojom przygotowanym na stole. Nie chciał wspominać o tym jak musiał się dziś prezentować w kościele.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Quicksilver

avatar

Liczba postów : 80
Data dołączenia : 07/12/2012

PisanieTemat: Re: Sala weselna.   Nie Wrz 28, 2014 9:00 pm

Wohoho, no tego Pietro po dzisiejszej ceremonii się nie spodziewał! Steve księdzem,  płaczący Logan... Ale z tymi obrączkami z Adamantium to się chłopak postarał, niezły gest. Tak się poświęcić, za Narnię, w imię Pary Młodej! Ekhem. Kiedy to Steve wypowiadał magiczne słowa ceremonialne, speedster wiedział, że zaraz nastąpi koniec i wreszcie będzie można wyjść z tego kościółka. A z kościółka prosto do lokalu, w której będzie bawił się do białego rana. Ba! Jeżeli będzie taka potrzeba, przyjdzie i na poprawiny. Mógł spodziewać się po Młodych, że przyszykują coś wyjechanego i każdy spędzi tam najlepszy czas w swoim życiu! A, no tak.. Trzeba jeszcze złożyć życzenia i wręczyć prezent Dedpulkowi i Shi. Cholera, gdzie jest Peter? To on trzymał w swych pajęczych łapkach prezent dla Młodych. Kiedy tak wodził wzrokiem po zebranych aby zlokalizować Pająka, napotkał wzrokiem Wandzię. Jak zwykle wyglądała prześlicznie i bardzo kobieco... Jednakże dzisiaj było inaczej, bardziej wyjściowo, co bardzo się speedsterowi spodobało. Miał nadzieję, że zauważy uśmiech posłany w jej stronę. Tuż przed nosem Srebrnowłosego mignął Peter z prezentem. Był na wyciągnięciu jego ręki, więc wystarczył jeden zwinny ruch, aby zatrzymać Pająka. Stój... Szepnął do niego, aby zachować całkowitą dyskrecję. Ich plan musiał wypalić. Musiał, przecież był taki oryginalny. Kiedy to pewnego wieczoru ustalali przez komunikator gg szczegóły pewnego prezentu, wiedzieli że spodoba się Najemnikowi jak i jego żonie, Shiklah. Chwycił Parkera za mankiet i delikatnie go pociągnął wskazując drogę, drogę do Pary. Raz, dwa, czternaście kroczków. I już. I od czego by tu zacząć... Spojrzał porozumiewawczo na Pająka, żeby ten zaczął. Wręczenie prezentu i tak dalej.  

//Żeby nie było – Peter napisze zaraz po mnie. Ustaliliśmy, że znajduje się już na Sali.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Carol Danvers
Mistrz Gry | Captain Grammar
avatar

Liczba postów : 353
Data dołączenia : 24/03/2013

PisanieTemat: Re: Sala weselna.   Nie Wrz 28, 2014 9:29 pm

Carol spojrzała na Anthony'ego z powątpiewaniem w oczach.
- Gdyby ten ślub odbywał się w warsztacie to na pewno byś nie zapomniał. Tak to... - nie odpowiedziała, wymownie na niego patrząc. Znał jej odpowiedź.
Uśmiechem i komentarzem mówiącym o tym, żeby lepiej zaczął się przejmować wydawanymi pieniędzmi, skomentowała jego bogactwo. Lepiej, żeby miał się na baczności.
Oboje znajdywali się na samym końcu sali, więc Steve pewien kawałek musiał przejść.
- Dziękuję, Steve. Też dobrze wyglądasz, choć przyznam, że spodziewałam się ciebie w mundurze - ot, taki żart zawczasu i trochę nieudany.
Blondynka uniosła ręce w obronnym geście.
- Gdybyś siedział dłużej i JARVIS dopiero po jakimś czasie, o ile w ogóle, przypomniałby ci o weselu to wyglądałbyś gorzej, Stark - spojrzała po chwili na Kapitana. - Dokładnie, zapomniał. Musiałam siłą go wyciągnąć - aż pokręciła głową ze zrezygnowaniem.
Carol przyjrzała się bacznie nadchodzącemu Lokiemu, który - jak na boga przystało - z pewnością prezentował się znakomicie. Słysząc jego słowa, uśmiechnęła się wdzięcznie i podała dłoń, coby zaraz na gest poszerzyć swój uśmiech nieznacznie. Aż kusiło zwrócić uwagę, że Stark i Rogers pod tym względem powinni brać od boga chaosu przykład.
Gdy Cap zasiadł między nimi, Danvers zmarszczyła brwi. Niezbyt jej się to podobało, a to dlatego, że nie uśmiechało jej się ciągłe podawanie przez Kapitana kieliszka, aby Tony go wypełnił przeźroczystym alkoholem.
- Siadaj, Loki - dziwne, by było, gdyby nie wiedziała. Niemniej, szybko podniosła się z miejsca, ustępując je Asgardczykowi. Sama zaś zaraz przeszła obok Rogersa, by zająć miejsce na kolanach Starka. - Szybciej będę miała alkohol. Będzie dzisiaj potrzebny - zażartowała, wyjaśniając to, dlaczego tak zrobiła. - Ty zostaniesz zauważony. Znaczy, twoja przystojność, Tony, bo tak źle nie wyglądasz - dopowiedziała szybko.
- Co takiego działo się na uroczystości? Szybko minęła czy jakieś kłopoty? - spytała, przenosząc wzrok na Lokiego oraz Steve'a.

_________________

This isn't a question of what I'm not. This is a question of who I could be.

I outrank that son of a bitch.
karta postaci
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Wonder Man

avatar

Liczba postów : 60
Data dołączenia : 25/01/2014

PisanieTemat: Re: Sala weselna.   Nie Wrz 28, 2014 11:05 pm

Mówią że czasami wypada się modnie spóźnić. Tym razem to nie było zdecydowanie jedno z tych spóźnień. Wręcz przegapił cały ślub, mając możliwość zdążyć tylko na wesele, co wyszło zupełnie nie z jego winy. Zwyczajnie się zamyślił, nie patrząc na upływ czasu a potem miał kilka drobnostek do załatwienia - zanim sobie przypomniał o zaproszeniu na ślub, było już za późno by zdążyć, a że wolał raczej nie wpadać w złym momencie to uznał że bardziej stosownie będzie przyjśc na samo wesele. Szczerze mówiąc - poważnie zastanawiał się nad tym, czy nie lepiej by było odpuścić, lecz uznał że to mogłoby zostać uznane za wyjątkowo niegrzeczne i w złym smaku, więc w imie kultury i powinności postanowił że jednak się zjawi.
Kiedy wszedł na salę weselną, pare osób już tam było, lecz jakoś nie miał ochoty wtryniać sie komukolwiek w rozmowę, więc starał się przemknąc do środka niezauważony, jakby był fantomem, niezauważalnym. Niestety, a może na szczęście, na sali był już ktoś kto przykuł jego uwagę, jak zwykle zresztą. Wanda. Westchnął cicho, zastanawiając się czy powinien ją zagadywać, czy może to nie jest dobry dzień, czy może powinien po prostu odpuścić i przemknąć niezauwazony do stołu z alkoholem. W końcu dzień już od rana wydawał mu się melancholijny i nieadekwatny do jakże radosnych wydarzeń, więc może lepiej by było sie temu zwyczajnie poddać?
Po chwili podjął decyzję. Skoro już powinni się weselić bowiem dwie dusze, te irracjonalne dusze, zostały złączone świętym węzłem małżeńskim, to i on powinien być radosny i emanować szczęściem. Brzmiało awykonalnie, lecz czemu by nie, zawsze można spróbować. Przyjął więc mniej posępną minę, aby nikogo nie straszyć swoim wyrazem twarzy i powędrował w stronę Scarlet. Po cichu zbliżył się do niej, stojąc tuż za nią i zagadał:
-Przegapiłem coś spektakularnego?
Na moment przymknął oczy i westchnął ponownie. Teraz już nie miał odwrotu - skoro już się zjawił, musiał tu pozostać i "podążać za tłumem". Liczył tylko na to że nie będzie tak źle - wesela nie kojarzyły mu się pozytywnie. Raczej wspominał je...nie wspominał. Kojarzyły mu się tylko i wyłącznie z bólem głowy, pustką w głowie i smakiem spoconej tenisówki w ustach, a to wcale nie brzmiało zbyt dobrze.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3475
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Sala weselna.   Pon Wrz 29, 2014 12:01 am

Jedna z brwi boga chaosu podjechała subtelnie w górę, gdy przysłuchiwał się tak wymianie zdań pomiędzy trójką bohaterów. Na wspomnienie "koszmarnego" wyglądu Starka, zmierzył go długim, badawczym spojrzeniem, jak gdyby właśnie w tej chwili oceniał jego aktualną prezencję. I... Cóż, może niekoniecznie pasowałaby ona idealnie na typowy ślub, ale ten konkretny? Raczej nie powinno być żadnych problemów. Loki wątpił, aby w tym wypadku cokolwiek mogło być nie na miejscu, a co dopiero zwykłe oznaki niedawnej pracy. Mimo wszystko trickster uznał, że pozwoli sobie nie komentować tematu, skoro pozostali już go w miarę możliwości wyeksploatowali... A ego Iron Mana i tak było już wystarczająco duże. Nie potrzebował dodatkowych zapewnień o własnej atrakcyjności, z której bez wątpienia świetnie sobie zdawał sprawę.
Tak czy siak, Loki bez chociażby śladu skrępowania czy wątpliwości skorzystał z zaproszenia i zajął zwolnione przez Carol miejsce, jednocześnie odprowadzając już ją wzrokiem - aż ku jej nowemu siedzisku, którym okazały się być kolana Starka. No proszę, tego akurat nie przewidział.
Na pytanie blondynki bóg kłamstw zareagował jako pierwszy, jednocześnie zakładając już nogę na nogę i subtelnie - ruchem pełnym gracji - wzruszając lekko ramionami.
-Właściwie wszystko przebiegło... Zaskakująco bez większych incydentów. Na pewno nie takich, jakich się spodziewałem po takim towarzystwie. Było wręcz wyjątkowo spokojnie i nikt nawet nie został ranny. Wade z kolei wyglądał bardzo korzystnie w sukni, Kapitan zresztą również- wyjaśnił kompletnie naturalnym, spokojnym tonem głosu... Jak gdyby to nie było zupełnie nic dziwnego czy niepokojącego. Och, przecież miał prawo nie wiedzieć, prawda? W końcu nie pochodził stąd.
Dla podkreślenia tego efektu - oraz własnej niewinności - trickster ponownie przesunął spojrzeniem po całej sali, odnotowując kolejne wchodzące do niej osoby. Ach, tylu bohaterów... Tak wielu członków Avengers... Momentami zastanawiał się czy był jedynym - tak zwanym - "złoczyńcą" na tej uroczystości. Wcale by go to nie zdziwiło.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Tony Stark

avatar

Liczba postów : 292
Data dołączenia : 28/05/2012

PisanieTemat: Re: Sala weselna.   Pon Wrz 29, 2014 1:03 pm

Ucieszyły go słowa zarówno Capa, jak i Carol, bo to znaczy, że wpadli w jego zasadzkę i musieli skomentować jego wygląd. Dobrze wiedział, jak wyglądał, a JARVIS miał wgrany protokół, przez który musiał reagować, gdyby Tony wyglądał mniej niż zjawiskowo. Owszem, JARVIS ostatnimi czasy sam pozmieniał ten protokół, żeby uwzględnić kilkugodzinną pracę w warsztacie, ale Tony wiedział, że wygląda dobrze. Bardzo dobrze, wręcz. Zakręcił wódką w kieliszku i zerknął na kapitana.

- Pracowałem nad materiałem, który byłby bardziej elastyczny, ale równie wytrzymały, jak nie bardziej, co kevlar, ale jeśli nie chcesz mieć takiego wzmocnienia w stroju, to mogę to zawiesić, o kapitanie, mój kapitanie. - Posłał mu szeroki uśmiech. Wychylił się znad Capa, aby powiedzieć do Carol: - JARVIS o mnie dobrze dba, więc wie, że jak jestem w trakcie pracy, to najlepiej pozwolić mi pracować... niekoniecznie do umarłego, ale do czasu, aż organizm nie zacznie przejawiać zmęczenia.

Ostatnim razem JARVIS zamiast jego muzyki zaczął puszczać w kółko 'Call me maybe', więc to był dla Tony'ego sygnał, że za moment polecą teletubisie i wtedy nie tylko będzie zmęczony, ale i wkurzony - na siebie, na JARVISa, na świat. Dobrze wiedział, kiedy przestać. Teraz właśnie w sumie nie wiedział, co powiedzieć do Lokiego, bo ostatnim razem teoretycznie obraził jego potencję. Dlatego cieszył się, kiedy Loki usiadł na miejscu Carol, bo między nimi był nie kto inny jak Kapitan Ameryka, a potem się radośnie zdziwił, kiedy Carol wybrała miejsce na jego kolanach. Uśmiechnął się na jej słowa i luźno objął ją w biodrach.

- Tak, dokładnie tego pragnę, żeby moja przystojność byłą gwoździem dzisiejszego programu. Ale wiesz, że teraz ty będziesz nalewać - uprzedził ją. Skupił się na słuchaniu Lokiego i tego, jak to było na samym ślubie. Brwi podjechały mu w górę, kiedy usłyszał o sukniach. Szybko zerknął na Capa, bo Wade go w sumie... nie tyle średnio obchodził, co poprostu ku Wade'owi był obojętny. Uśmiechnął się szeroko. - Byłeś w sukni, Steve, a ja tego nie widziałem? Samo to wyrwałoby mnie z warsztatu - zacmokał.

_________________


You know, it's times like these when I realize what a superhero I am

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Captain America

avatar

Liczba postów : 199
Data dołączenia : 27/05/2012

PisanieTemat: Re: Sala weselna.   Pon Wrz 29, 2014 2:14 pm

Zdziwił się mocno, gdy Carol zmarszczyła na niego brwi, gdy zajął miejsce między dwójką swoich dobrych znajomych, jeszcze bardziej gdy ta zmieniła swoje miejsce na kolana Starka. Jej miejsce zajął Loki, z gracją się na nim rozsiadając. Skupił swój wzrok na pustym kieliszku, który nadal miał w ręku.
- Tak, mundur byłby najlepszy, ale coś mi nie wyszło w wyborze. - Wzruszył ramionami. Ile to by mu oszczędziło problemów. Będzie sobie pluł w brodę do końca życia. - wszyscy Ci są wdzięczni za Twoje poświęcenie, Carol. Wesele bez Starka, co to za wesele - pokręcił głową i postawił kieliszek na stole. Spojrzał na Lokiego, gdy ten opowiadał pokrótce ślub. Stukał nerwowo paznokciami w biały obrus, co ustało, gdy Asgardczyk wspomniał o kapitanie  w sukience. Wtedy wbił paznokcie w blat, jednak posłał Lokiemu uśmiech, następnie zwracając się ku Carol i Tony'emu. Z niezadowoleniem zauważył jak wielką uwagę skupiają dziś na butelce alkoholu. Odsunął ją na drugi koniec stołu, tak, by nie była dla Mścicieli na wyciągnięcie ręki.
- Ach, nie było warto, Tony, Wanda tylko wpakowała mnie w sutannę. - rzucił spokojnie, lecz musiał przyznać, że w środku rozdzierało go na strzępy. - I dzięki za ulepszenie, ale póki co mój obecny kostium świetnie się sprawdza - zmrużył oczy na Tony'ego. Rzucił jego ulubionym cytatem ze "Stowarzyszenia Umarłych Poetów" w taki sposób, że naprawdę mu się spodobało, jednak wolał tego nie okazywać. - Nie marnuj czasu na takie rzeczy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Carol Danvers
Mistrz Gry | Captain Grammar
avatar

Liczba postów : 353
Data dołączenia : 24/03/2013

PisanieTemat: Re: Sala weselna.   Pon Wrz 29, 2014 8:03 pm

- Może następnym razem, jeśli nadarzy się taka okazja, co? - z pewnością mundur był wygodniejszy. Tak to Rogers, poza tym, nie musiał silić się na te wszystkie rady i dodatki, które mu oferowano. - Jasne, Steve - mruknęła, mimowolnie rozbawiona jego słowami.
Danvers nie skomentowała tego, jak JARVIS dba o Starka. Wiedziała, że w tym temacie (zresztą, jak i wielu innych) go nie przegada, toteż czasem lepiej było odpuścić niż zbędnie się denerwować i strzępić język dla hecy.
- Tak czy siak twoja przystojność będzie przygaszona moim pięknem, Tony. Tego nie unikniesz - oczywiście, pod tym względem się dobrali. Byli skromni, choć można było uznać, że Carol to jeszcze żartuje. Natomiast playboy-filantrop - och, raczej nie.
Jako że Steve odsunął napoczętą butelkę alkoholu, Carol rozejrzała się za tą drugą, jednakże stwierdziła, że po co otwierać? Lepiej dokończyć poprzednią. Nie było dla niej problemem podnieść się na chwilę, wziąć to, co trzeba i z powrotem usiąść na swoim miejscu. Swoim, czyli kolanach Starka, o.
Kiedy Loki opowiadał w skrócie o tym, co działo się w kościele, Carol polała do wszystkich kieliszków - boga i Mścicieli - czysty alkohol, jakoś niespecjalnie bacząc na to, że wypadałoby poczekać. Wchodzący goście zajęci byli swoimi towarzyszami.
Blondynka spojrzała rozbawiona to na Asgardczyka, to na Kapitana.
- Wade to chyba musi nadrabiać swoje niespełnione marzenia, mając suknię na sobie, ale Steve, nie spodziewałam się ciebie w sutannie - przyznała, patrząc na niego z pewnym podziwem. - Były jakieś zdjęcia robione? - zapytała tych, co byli obecni na uroczystości. No bo przecież takiego Capa Księdza trzeba zobaczyć! I się trochę pośmiać...

_________________

This isn't a question of what I'm not. This is a question of who I could be.

I outrank that son of a bitch.
karta postaci
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Shiklah

avatar

Liczba postów : 32
Data dołączenia : 04/05/2014

PisanieTemat: Re: Sala weselna.   Pon Wrz 29, 2014 11:10 pm

Od chwili w ktorej Cap powiedzial magiczne slowa, a Deadpool obdarzyl swa swiezo poslubiona zone pocalunkiem ktory konkurowac mogl jedynie z jej wczesniejszym, spontanicznym i pelnym milosci, wszystko dla Shiklah potoczylo sie bardzo szybko. Rozbrzmialy dzwony, czesc oficjalna dobiegala konca, krolowa demonow dopiero po dluzszej chwili dostrzegla nalozona na palec obraczke. Co prawda nie znala materialu z ktorego zostaly wykonane, widzac jednak reakcje najemnika z pyskiem sama skierowala wzrok na Logana, dumnie prezentujacego skrocone pazury. Zlote oczy juz i tak ledwie powstrzymujace lzy szczescia nie wytrzymaly naporu emocji jakie wywolalo w ich wlascicielce poswiecenie druzby. Spojrzala na niego z wdziecznoscia, ocierajac wilgotne policzki wierzchem dloni i obiecujac sobie ze jak tylko dojdzie do skladania zyczen rzuci sie Rosomakowi na szyje by podziekowac mu za tak wspanialy prezent.

Pozniej Wanda rzucila sie im na szyje, skladajac zyczenia. Sukkub wtulila w siebie Szkarlatna Wiedzme, moze troche za mocno - ale to wszystko z radosci.
- Dziekuje ci moja droga. - Wyszeptala jej przejetym, drzacym glosem - Nie moglabym wymarzyc sobie piekniejszej uroczystosci, w lepszym towarzystwie. A ponad wszystko, ciesze sie ze sie zgodzilas. - Kiedy zas Wade skomentowal biust druhny, zasmiala sie cicho i czarujaco, nie bedac w stanie sie powstrzymac. Mimo wszystko, nim ten poprawil sie i nareszcie zwrocil uwage na jej wyglad, potraktowala go lekkim kuksancem miedzy zebra. Ale musiala przyznac w duchu ze sama na dluzsza chwile zawiesila wzrok na piersiach rudowlosej. Wanda byla nieziemska boginia seksu, nawet bez niesmiertelnosci.

Dzien slubu byl perfekcyjny. Idealnie zaplanowany, idealnie wykonany, bez wiekszych przeszkod. Nawet Ellie i Peter, zazwyczaj klocace sie ze soba dzieci pary mlodej, dzis przytulaly sie do siebie, jak dwa aniolki! Nikt nie mogl zepsuc ceremonii, i znajac druga nature Shiklah raczej nikt by sie nie odwazyl. Jeszcze tylko na chwile przystaneli, by Wade mogl podejsc do wyjatkowo sztywnej panienki siedzacej na uboczu. Nigdy wczesniej jej nie widziala, raczej nie byla rowniez wspomniana w rozmowach na temat gosci. W koncu jednak wyszla z Deadpoolem przed kosciol, palce ich dloni splataly sie symbolizujac ich wzajemne oddanie a na glowy goscie sypneli ryz i drobne monety. Nie rozumiala tej tradycji, w jej stronach o tej porze poswiecano dziewice ale spijanie krwi w tym gronie raczej by nie przeszlo.

Sprzed kosciola odjechali w karocy, zostawiajac za soba na jakis czas reszte, ktora miala dojechac limuzynami na wesele. Pewnie para mloda pomachalaby przez okna, gdyby te nie byly dogodnie przyciemnione. Shiklah nigdy jeszcze nie podrozowala w ten sposob, ale kiedys podrozowala za pomoca rydwanow. Wrazenie bylo kompletnie niepodobne. Opadlszy na miekka kanape tuz obok meza a na przeciwko przygotowanych dla nich zestawow ubran na przebranie, odetchnela cicho.
- Nareszcie mamy chwile dla siebie. - wymruczala, spogladajac wymownie na najemnika z delikatnym, tajemniczym usmiechem. Nie trzeba bylo byc policyjnym sledczym, by zrozumiec ze maz i zona mysleli o tym samym, jak jedna jazn podzielona na dwa ciala. Szybciej niz Deadpool skonczyl calowac krolowa, ta wskoczyla mu na kolana (dzieki Wandzia za odpowiednio wysoka karoce <3) i zarzucila rece za szyje,  odwzajemniajac pieszczoty i pocalunki. Dlonmi mocowala sie z zamkiem sukienki, zastanawiajac sie, dlaczego ta nie moze po prostu zejsc...!

***

Podjechali pod Stark Tower jako ostatni, pierwsza wysiadla panna mloda - tym razem ta wlasciwa, ubrana w dluga, czerwona suknie z dekoltem w ksztalcie litery v. Jej wlosy byly idealne, jak zwykle, choc troche zmierzwione. W oczach Shiklah widac bylo figlarne blyski, zas opuszka kciuka scierala z szeroko usmiechnietych ust resztki szminki, ktorej uzyl pan mlody. Miala jeszcze kilka sladow po niej na szyi, ale nie byla w stanie ich dostrzec.~
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Wolverine

avatar

Liczba postów : 167
Data dołączenia : 19/04/2013

PisanieTemat: Re: Sala weselna.   Sro Paź 01, 2014 5:37 pm

Cholera jasna, Logan nie płakał! Po prostu oczy mu się zaszkliły, to wszystko. Nie zwinął się w kulkę i chlipał na podłodze, po prostu nie wzruszył. Samo to powinno być czymś wielkim, biorąc pod uwagę fakt że osobą wzruszoną był Logan. Nie trzeba było tego potęgować do płaczu.
Ale cóż, Wolverine nie potrafił opanować swojego organizmu w obliczu ceremonii. Wszystko i wszyscy wyglądali pięknie, a klimat stworzony przez organizatorkę był magiczny i niepowtarzalny.
Dowodem na to były same reakcje młodej pary, gdy zorientowali się z czego były wykonane ich obrączki. Nawiasem mówiąc, jeżeli jesteśmy przy tym temacie, Loganowi było trochę głupio oddawać je bez żadnych żłobień, ozdób czy graweracji. Po prostu samo odcięcie i przetopienie adamantium było bardzo trudne, nawet dla tak mistrzowskiego kowala jakim był Brokk. Dlatego obrączki nie były niczym nadzwyczajnym, jedynie srebrnym kółkiem.
Ale wracając do Shipoola. Logan widząc wzruszenie które opanowało także Wade-a, poczuł lekką ulgę. Przynajmniej nie był jedynym mutantem ze zdolnością do regeneracji, który nie miał w zwyczaju płakać a właśnie to robił. Shit, nie płakał tylko był wzruszony. Jednak Wilson odwrócił wzrok wstydząc się swoich łez, w przeciwieństwie do świeżo upieczonej małżonki, która dała im popłynąć po policzkach i wpatrywała się w X-Mena z wdzięcznością.
Logan uśmiechnął się tylko i schował szpony, czekając aż ceremonia dobiegnie końca.
Gdy tak się stało a goście zaczęli składać młodej parze życzenia i opuszczać kościół, Logan dalej stał w tym samym miejscu, w tej samej pozie. Nawiedziły go wspomnienia. Nawiedziła go Rose O'Hara, jego pierwsza miłość, nieszczęśliwa zresztą. Itsu, jego pierwsza żona która urodziła mu Dakena. Silver Fox, która została zgwałcona i zamordowana. No i oczywiście Jean Grey, której przedstawiać nie trzeba. Wszystkie prócz tej ostatniej nie żyją. Przez Logana. Rose w wyniku nieszczęśliwego wypadku nadziewa się na jego szpony, Itsu zostaje zamordowana przez nieznaną osobę a jego dziecko zabrane, Silver Fox spotkał taki los z ręki jego brata. A Jean? Cóż, Jean jest miłością jego życia, bez wzajemności. Ciągle wodzi go za nos, robiąc nadzieje wiedząc, że uczuciem darzy Scotta a nie Wolverine-a.
X-Men w obliczu takiego szczęścia jakie spotkało osobę bliską jego sercu, nie mógł opanować swojej podświadomości i sam zaczął myśleć w tej kategorii. I co? Próbował tyle razy znaleźć szczęście, by tylko sprowadzić na swoje ukochane śmierć.
Wolverine nie zauważył nawet kiedy kościół opustoszał. Nie zauważył nawet konwersacji między Deadpoolem a Anasthasią. Jednak dopiero kiedy ostatnia osoba opuściła salę, jakby X-Men na to czekał a tak nie było, zamknęły się drzwi w Loganie coś pękło. I dopiero wtedy zaczął płakać.
Ugięły się pod nim nogi, wylądował na kolanach na podeście gdzie parę chwil wcześniej miało miejsce najszczęśliwsze wydarzenie w życiu pary, która zawsze będzie dużą częścią jego życia. Policzki Rosomaka spłynęły łzami, dłonie zawinęły się w pięści a szpony wysunęły. Jakkolwiek surrealistycznie by to nie wyglądało, jakkolwiek niepodobne by to było do X-Mena, ta cała sytuacja, jej podniosły i szczęśliwy wygłos, tak starannie zaprojektowany przez Wandę wywarły taki efekt na Loganie.
Szlochając, w pewnym momencie ryknął dziko uderzając pięścią o podłogę, łamiąc deski podestu, gdy żal i smutek przyćmiła frustracja. Dlaczego on nie może być w końcu szczęśliwy?!
Minęło parę chwil zanim się uspokoił. Powoli podniósł się z klęczek, chowając szpony. Nie wiedział ile czasu tutaj spędził. Wiedział jedynie, że wszyscy zdążyli się ulotnić. Westchnął głęboko i otarł oczy wierzchami dłoni. Poczuł wtedy też w sobie kolejną falę żalu, ale był już na siebie wystarczająco zły, że się rozkleił. Zdusił ją w sobie warknięciem i zaciśnięciem zębów. Gdy poczuł, że jest już spokojny opuścił świątynię.
Na dziedzińcu nie było już żywego ducha, dlatego Logan ruszył na parking. Zastanawiał się czy udać się na wesele. Co jak co ale nie był teraz w nastroju by się weselić. Ale z drugiej strony - był drużbą. Nie mogło go zabraknąć na weselu. A poza tym miał jeszcze dwa powody: nie był byle mięczakiem, by małe załamanie miało mu wejść w drogę i Stark może mieć na składzie alkohol, którym faktycznie się upije.
Dlatego też skierował koła swojego Harleya w kierunku Stark Tower.

***

Wiatr ostatecznie osuszył łzy, które były głównymi gośćmi w jego oczach a chłodny pęd wiatru pomógł mu ochłonąć.
Co prawda miał kilka razy zawrócić z piskiem opon, wrócić do Instytutu i zabarykadować się w pokoju z taką ilością piwa jaką zdoła znaleźć, jednak wizja alkoholu który go upije był zbyt kuszący by przepuścić taką okazję. No i nie był niezrównoważoną nastolatką, by odwalać takie akcje. Popłakał sobie i tyle. Czas spowrotem być Wolverinem.
Gdy dotarł w końcu na salę bankietową, ludzie zdążyli podzielić się już na grupki w oczekiwaniu na rozpoczęcie imprezy. Logan odpalił cygaro i odszukał wzrokiem gospodarza lokalu.
Znalazł go w towarzystwie Carol, której także nie wypatrzył na ślubie oraz Kapitana i Lokiego. Dlatego też skinął im tylko głową a do Danvers się uśmiechnął.
- Cześć Carol. - powiedział po czym przeniósł spojrzenie na lekko już zawianego Tonego.
- Mam sprawę Stark. - powiedział podając mu dłoń i ściskając w przyjacielskim geście.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rocket Raccoon

avatar

Liczba postów : 141
Data dołączenia : 12/11/2012

PisanieTemat: Re: Sala weselna.   Sro Paź 01, 2014 9:28 pm

W przeciwieństwie do pewnego pana, którego Szop pazurem wytykać nie będzie, sam futrzak się nie wzruszył. Owszem, był pod wrażeniem tego wszystkiego, była to w końcu naprawdę piękna ceremonia (Wandzi zdecydowanie należały się ogromne gratulacje, trzeba mieć głowę na karku, by coś takiego zorganizować i wszystkiego dopilnować), ale żeby zaraz znajdować powód do płaczu? Oh nie, on był 100% mężczyzną, choćby pojedyncza łezka jeszcze mogłaby popsuć cały jego wizerunek, a do tego dopuścić mu nie było wolno. Jeszcze by ktoś go wziął za wrażliwą osóbkę… Ale wracając. Uff, jak to dobrze, że najgorsze było już za nimi. Co prawda, garnitur będzie musiał przeżyć przez najbliższych kilka godzin, ale nie wydawało się to równie przerażającą perspektywą, co jeszcze przed samym ślubem. A skoro miał już wolne, finalnie mógł sobie pozwolić na nieco swobody. Przede wszystkim jednak – jedzenie. Przez to burczenie prawie popsuł tą podniosłą chwilę, a miał dziwne przeczucie, że w takim wypadku Szkarłatka osobiście dałaby mu popalić. Na samą myśl wzdrygnął się ledwo zauważalnie. Nie to, by się bał, ale każdy, to znał Witch wiedział, że potrafiła być iście przerażająca. W każdym razie, przynajmniej tym razem, upiekło mu się jakoś. Dumny z siebie, że sprawy nie spaprał, pewnym krokiem najpierw wgramolił się do samochodu, a po przejechaniu tych paru(nastu) kilometrów, pozwolił sobie na istne wbiegnięcie do Stark Tower. Dobrze, może zachował się trochę jak zwierzak… (i nie, nie ma żadnego kiwania głową, czy śmiechów!)…ale miał dobre argumenty. Głodny po prostu nie był sobą i już. Szybko rozejrzał się wokoło, nadstawił uszu i w mig udało mu się zlokalizować stoły z jedzeniem. Zignorował nawet tacę z kielichami, którą jeden z kelnerów podsunął mu wręcz pod sam nos i ruszył na łowy. Uwierzcie mi, ale przy jego wzroście, przedzieranie się przez takie tłumy, nie było niczym przyjemnym, a przede wszystkim prostym. Raz nawet któryś z gości był bliski zadeptania go… Nic to jednak dla naszego herosa! Co więcej, Rocketowi udało się po drodze pozdrowić kilka osób, między innymi samą Wandę i bliską jego sercu przyjaciółkę, Gamorę. Wreszcie, udało mu się dotrzeć na miejsce. Co prawda, strój był już nieco wymięty, a futro potargane, ale fakt faktem pozostaje. Nim więc ktokolwiek zdążył go od owego pomysłu odciągnąć, siadł przy jeszcze pustym stoliku i zaczął zajadać, aż uszy mu się trzęsły. W międzyczasie, może ktoś do niego dołączy?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gamora

avatar

Liczba postów : 174
Data dołączenia : 25/05/2014

PisanieTemat: Re: Sala weselna.   Sro Paź 01, 2014 11:27 pm

Gamorze niestety oczy się nawet nie zaszkliły chociaż skłamałaby mówiąc, że coś w tam głębi duszy jej 'nie pykło'. Słowa były trafne, a sam fenomen miłości Deadiego i Shi był czymś co dawał nadzieje dla każdego z nich z osobna. Chyba. A może tylko Gamora tak właśnie to odbierała? Jedno było pewne, ceremonia była piękna, oprawa muzyczna jak najbardziej odpowiednia... a organizacja (ukłon w kierunku Wandzi) nie mogła być lepsza niż ta którą dopięła na ostatnią guzik jej serdeczna przyjaciółka.
Po ceremonii podeszła do pary młodej i złożyła serdeczne życzenia, bo... na tyle było ją stać. Na pierwszy rzut oka Gam mogła wydawać się oschła, no bo co? Uprzejmy uśmieszek oraz sztywne wyświechtane gratulacje, którymi zaszczyciła Shipool, mogły wskazywać na obojętność. Eh, pozory...pozory mili Państwo... dokładnie tydzień wcześniej Gamora wpadła w szał gdy się okazało, że facet, który obiecał zorganizować prezent dla Młodej Pary po prostu się nie spisał. Nie pierwszy raz Guardiansi siłą odciągali kobietę, która chciała wymierzyć mu 'sprawiedliwość'. Gdyby Gamorze nie zależało wcale by się tym nie przejęła, a tak reakcja była jak najbardziej adekwatna do zachowania zUego kosmicznego handlowca. Zachowanie kobiety postawiło go do pionu, a groźby które wypluwała raz po raz ze swoich pięknych usteczek były na tyle brutalne by postawić do pionu nawet samego Thanosa. No dobra przesadziłam. Pal licho, ważne było to, że na drugi dzień u stóp złomowatego Milano stał... taaak... oto on...piękny robot kuchenny w kształcie ośmiorniczki!(No co? Miała być to hybryda marzeń Deadiego oraz coś co należało do klasyków ziemskich i zarazem weselnych prezentów na ślub.) Każda macka do czegoś innego.. w jednej blender, w drugiej mikser.. w trzeciej szatkownica... idealny sprzęt dla fanów domowego burrito. Co prawda jęk niezadowolenia tasiemców Deadiego pewnie będzie słyszalny nawet na samym końcu jelit, bo dzięki świeżym potrawą żaden nowy długo nie zawita, no ale coś za coś. Gamora oczywiście nie zamierzała chodzić z niewygodnym kartonem, więc poprosiła o dostarczenie prezentu w dogodne dla Shipool miejsce. Chwile potem siedziała już w limuzynie i wodziła wzrokiem po pięknym ziemskim krajobrazie.

***

Gam pojawiła się na sali i rozejrzała po gościach. Niektórych nie dostrzegła w kościele więc przywitała się lekkim kiwnięciem głowy, m.in. ze znajomym już Starkiem, czy piękną Ms. Marvel. Nie była dobra w konwenansach, zresztą to nie był jej dzień więc, nie musiała podchodzić do każdego gościa by uraczyć go względnie miłą acz najlepiej krótką rozmową chociażby o pogodzie. W kosmosie pogoda była różna. Koniec. Kropka. Gdy dostrzegła Rocketa chciała go nawet zatrzymać jednak widząc w jakim kierunku zmierza zdała sobie sprawę, że byłoby to cholernie trudne zadanie. Rocket głodny = Rocket zły. Miała tylko nadzieje, że jak nasyci brzucho to do niej zawita.
Ponętnym ruchem wyminęła gości i ruszyła w stronę dostrzeżonej sekundę wcześniej przyjaciółki. Ta (o dziwo!) stała w miejscu, do którego Gam już wcześniej miała ochotę się udać. Bar. Co prawda Wanda (jak zwykle zresztą) nie narzekała na brak towarzystwa, jednak Gam postanowiła w końcu z nią na spokojnie porozmawiać. - Witaj ponownie. Piękna ceremonia, a teraz czas na coś co ukoi nerwy... - Posłała kobiecie tajemniczy uśmieszek. Odwróciła się do baru po to by zaraz wręczyć towarzyszce szklaneczkę z drinkiem. - Nazywa się pinacolada. Będziesz zachwycona. - Puściła do niej oczko i pociągnęła łyk napoju przez słomkę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Deadpool
Troll Forumowy | Boski Posłaniec
avatar

Liczba postów : 192
Data dołączenia : 08/08/2012

PisanieTemat: Re: Sala weselna.   Sro Paź 01, 2014 11:50 pm

Wade Wilson, prawdopodobnie najlepiej wyszkolony najemnik na świecie, na pewno najbardziej irytujący, regenerujący się degenerat, a dzisiaj pan, a zarazem pani młoda, bynajmniej nie dlatego, że żeni się z własną ręką, bo nie, nie robi tego. Chociaż, już kiedyś miał za żonę nałożoną na rękę skarpetę o podobiźnie Copycat, więc nie byłoby coś takiego niemożliwym dla tego osobnika. Ale to też dawne dzieje(Dawno i nieprawda).
Deadpool wysiadł z karocy zaraz za swoją świeżo poślubioną małżonką(Dedpulowa ciekawostka - dlaczego dżentelmeni przepuszczają panie przodem? Żeby pogapić się im na tyłek). Ostatnie spojrzenie do wnętrze ekskluzywnego pojazdu, na strzępy jego białej sukni, do której wspomniana przed chwilą ukochana szybko widać straciła wcześniej cierpliwość, czy na użyty dzisiaj przed Wade'a biustonosz(Teraz mam już żonę, nie potrzebuję zastępczych cycków), po czym ubrany w elegancki garnitur(I oczywiście drogi, w końcu trzeba wykorzystać w pełni Starka(Rawr) Nie w ten sposób. Chyba(Na razie przyjmijmy wersję, że chodzi tylko o pieniądze)(Wam to zawsze chodzi tylko o pieniądze! A gdzie prawdziwa miłość, namiętność, romantyczność...) Mówiłem ci, że masz trzymać go z daleka od hiszpańskich telenowel, gruba-czcionka(Próbowałem... Ale to naprawdę ciekawe, czy Helena okaże się naprawdę matką teściowej Carmelity i czy ta jest prawdziwym dzieckiem Mercurio, czy prawda jest taka, że jest adopto...) Oglądałeś z nim?) najemnik zamknął drzwi karocy i splótł własną dłoń, z dłonią Shiklah.
- A może jednak damy sobie spokój z weselem i pojedziemy już zadbać o to, żeby twój tron w podziemnej metropolii miał dużo potencjalnych dziedziców? No bo wiesz, tamto sprzed kilku chwil to była dopiero rozgrzewka~ O, patrzcie, ten znaczek, który wygląda jak mała, zadowolona, wijąca się macka, emotka-serduszko! - Jednak wbrew swoim słowom, jedyne co zrobił Mr. Wilson, to obdarzenie życiowej wybranki ładnym uśmiechem - Deadpool zdecydował się nie nosić podczas własnego wesela maski, więc demonica mogła w każdej chwili dokładnie przyjrzeć się tak atrakcyjnym przecież dla niej bliznom męża, jego podniesionymi w górę kącikami ust i spojrzeniu, emanującemu szczęściem oraz łapiącemu jej własne - oraz czułym pocałunkiem w gładki policzek. I jeszcze zanim ruszyli wspólnie ku Stark Tower, karmazynowy błazen spojrzał na parking, w lekkim zastanowieniu.
- Hej, nie widać motocykla Logana. Czyżby postanowił dać nam kosza, jeżeli chodzi o wesele? Co z niego za drużba? Dostałem kosza od Rosomaka, emotka-złamane-serduszko. Teraz ja będę smutasem. Nie owłosionym, ale. Just kiddin', mam najlepszą żonę na świecie, nie muszę przejmować się jakimś tam Wolverinem(Wazeliniarz) Jestem po prostu miły dla Shi... (Po prostu chcesz dostać jej cycki, znowu) Okej, też prawda. Tak czy siak, mogę zadzwonić do mojego ninja i dowiedzieć się, co się stało(Mamy własnego ninja?) Wynająłem jednego. Skryty ninja-fotograf. Jeśli coś wstydliwego i złego dla reputacji, na przykład Logana, umknęło mojej uwadze, to i tak on zadba o to, by to udokumentować. Wiecie, płacz Wolverine'a, o ile on kiedykolwiek płacze. Raczej nie. Pewnie nie. Na pewno nie. Ale zawsze dobrze mieć kilku skrytych shinobi z klanu fotografów, którzy będą przygotowani na każdą ewentualność(Gdyby wszyscy goście płci żeńskiej nagle się rozebrali, to znaczy rozebrały, po czym zaczęłaby się jedna, wielka orgia, to też?) No hej, za coś się ślubnym fotografom płaci, tak? - A co, gdy Deadpool oraz Shiklah dotarli w końcu do wejścia Stark Tower? Wade nagle wsunął jedną z rąk pod zgięcie nóg swojej seksownej, wspaniałej żony, a z drugiej uczynił dla sukkuby oparcie na plecy. Podniósł ją zaraz i trzymając demonicę pewnie oraz silnie w swoich ramionach, przekroczył z nią próg sali weselnej.
- "Niespodzianka!"? Dostanę swoją czapeczkę urodzinową i tort ze świeczkami do zdmuchania? A nie, to nie ta okazja... - Czyli tak, wszyscy zebrani dotąd w pomieszczeniu mogli w końcu ujrzeć jak para młoda zjawiła się na własnym weselu(To już ten moment, gdy możecie bić pokłony, sypać kwiaty, całować po stopach, dawać drogie prezenty i lać alkohol).

Tym razem krócej, jak sami widzicie. Mój autor to leń i po prostu nie chce mu się pisać dłużej. Zwala na słabą wenę, to że musi iść spać i takie tam. Just kiddin'. Wystarczy mu leczenia kompleksów na punkcie długości, po ostatnim poście. Jakich komple... Shhh, już, spokojnie. Nie mam żadnych kompleksów na punkcie długości, nie to co ty. Oj tam, ja mam potwora w spodniach. W której z alternatywnych rzeczywistości? W którejś na pewno mam w kroczu dłuuuugą mackę, z ostrymi zębami, która wygląda przerażająco i równie przerażająco zabija oraz... Robi inne rzeczy. Po co ci... ? *zaniemówił?* I tak to moja robota, by mówić. A teraz: Chciałbym pozdrowić mamę, tatę, Dartha Vadera, ciotkę przyjaciółki kolegi znajomego hydraulika sąsiada babci żony brata ciotecznego stryja nauczyciela mojej kuzynki, a także mg tej sesji. Masz fajne cycki, emotka-serduszko. Wade, staph. Nigdy, emotka-serduszka-numer-dwa.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Hank Pym

avatar

Liczba postów : 42
Data dołączenia : 29/11/2012

PisanieTemat: Re: Sala weselna.   Czw Paź 02, 2014 10:16 pm


To nie tak, żeby Ant-man był jakiś aspołeczny. Państwo młodzi mieli zapewne długą listę gości i przejeżdżając po niej długopisem z góry na dół, pewnie przeoczyli Ant-mana. Bo czymże miałby sobie zasłużyć, żeby go pominięto? Co on, bawić się nie umie? Wprawdzie, gdy już zapytał, czy może przyjść, przyszli młodzi odpowiedzieli jakby z łaską, że tak, no ale cóż, każdemu się zdarza. To przez stres. Ant-man też przecież ma stresujące życie, więc wszystko rozumie!

Więc jak już dostał zaproszenie, to musiał się zastanowić, czy przyjść. Zeszło mu nad tym dobry tydzień i w końcu potwierdził, ale bez osoby towarzyszącej. Miejmy nadzieje, że jego nieszczęśliwy związek nie zdołuje innych, bądź samemu nie popadnie w przygnębienie, patrząc na szczęśliwą parę.

Wesele spędził oparty o kościelną kolumnę, patrząc zdystansowanym na wszystko, co się działo. Nie siadał, nie klękał, nie powtarzał za księdzem. Tylko patrzył. Podobało mu się to, że innym się układa. Odziwo dostrzegał blask nadziei na przyszłość. Kiedyś, gdzieś... z kimś innym. Takie tam myśli, które pewnie nikogo nie zainteresują, więc po co się publicznie otwierać?

Później przyszedł czas na przyjęcie. Jak przystało w sztuce dobrych obyczajów, udał się do młodych, aby złożyć im życzenia (choć właściwie jego umysł miał pomysłu na to, co miłego można zasugerować). Na szczęście nie dopchał się do młodych (pewnie dlatego, że zbyt mocno się nie starał), a później DP wygłosił swą - nie ważne czy piękną, bo szczerą - przemowę i nie potrzebnym już było składać swoje dopowiedzenia.

Znajdując się w tłumie ludzi i tak był tak naprawdę samemu. Wszyscy naokoło błąkali się, przechodzili to tu, to tam, zaczepiali się, mówili zdania mające mniej lub bardziej wpływ na ich przyszłość. Świat tak doskonale funkcjonował bez Ant-mana. Właściwie, to po co on tutaj przyszedł?

Mógłby się zmniejszyć, ale i bez tego nikt nie odczuwał jego obecności. Nie bardzo wiedząc, czy powinien siąść do stołu i czekać na jedzenie, czy też udać się na sale taneczną w oczekiwaniu na pierwszy taniec, udał się w kierunku zastawy z alkoholem. Nie mając doświadczenia w wytworach żywnościowych droższych od 20$, wybrał pierwszy lepszy trunk, nalał do prawdopodobnie niewłaściwego kieliszka i zaczął pić powoli (bo tak powinno się degustować winem), patrząc na zebranych, prowadząc dialog w swoim własnym świecie i wyciągając ważne dla świata wnioski, których i tak zapewne nikt nigdy nie usłyszy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Scarlet Witch

avatar

Liczba postów : 197
Data dołączenia : 05/12/2012

PisanieTemat: Re: Sala weselna.   Pią Paź 03, 2014 3:09 pm


Wanda z zadowoleniem wypisanym na twarzy obserwowała tylko jak reszta gości dosłownie wlewa się do sali weselnej, by zająć co lepsze według nich miejsca. Jako, że wcześniej wszystko było zaplanowane ze starannością i dokładnością tak charakterystyczną dla Szkarłatnej Wiedźmy to na szczęście nikt nie zmagał się z brakiem krzesła czy zastawy dla siebie. Na każdym stole prócz wcześniej wspomnianych dodatków stało również kilka butelek alkoholu, oraz kieliszki wszelkiej maści - bo przecież każdy z nas wie, że wino czerwone powinno pić się w innym kieliszku niż wino białe, prawda? A i tak wiadomo, że wszyscy pijemy to w kubkach po herbacie, gdy szkła brak.
W pewnym momencie wśród osób przybyłych na zabawę znalazł się główny sponsor z partnerką – blondynką w czerni, którzy zaraz to grzecznie zajęli stolik znajdujący się najbliżej kuchni. Typowe dla nich, Mścicieli leniwych, którzy chcą mieć wszystko podane pod nos – Wanda wcale im się nie dziwiła, toteż gdy zauważyła, że czegoś im brak to wysyłała jednego czy drugiego kelnera, który to kłaniając się w pas prosił o powierzone mu zadanie z kręgów kulinarnych. Ich mała grupka powiększała się z czasem, o samego Rogersa, który pozbył się już kostiumu [Gdyby ten wiedział, jak ciężko było jej załatwić sutannę na jego gabaryty…] i Lokiego, który już na samym wejściu pokazał jak winien zachować się mężczyzna. Jako organizatorka czuła istną potrzebę powitania wszystkich gości, również tych, którzy nie uczestniczyli w uroczystościach kościelnych, do czego oczywiście nie zmuszała, co jednak było mile widziane, zwłaszcza dla Pary Młodej. Dlatego też na chwilę Wiedźma oderwała się od swoich obowiązków, jakim było musztrowanie kolejnych kelnerów i kelnerek noszących przystawki Dlaczego ten kurczak jest tak niedopieczony? Zaraz wstanie i zatańczy nam Macarenę! DO KUCHNI. i z wolna zaczęła kierować się w stronę wcześniej zauważonego stolika. Będąc już blisko uśmiechnęła się lekko do obecnych i uniosła dłoń w geście pozdrowienia, co by nie tracić czasu na dłuższe i głębsze powitania.
- Carol, Tony żałujcie, że nie było Was na ślubie. Cieszę się, że jednak znaleźliście czas by wpaść. – Mówiąc to zaczęła kierować swoje spojrzenie od Ms. Marvel, która swoją drogą świetnie wyglądała w czarnej sukni, po Starka, na którym zawiesiła spojrzenie na dłużej.
- Co się tyczy Ciebie Stark, nie myśl, że nie wiem co zrobiłeś. – Dodała siląc się na poważny ton, tym samym mając na myśli jego hologram, który wykorzystał do późniejszych utarczek słownych. Chwilę mierzyła go wzrokiem, by zaraz posłać w jego stronę rozweselony uśmiech – całe szczęście ślub był już za nimi, a to tym Maximoff stresowała się najbardziej. Wesele to pestka, każdy i tak robi to na co ma ochotę. W międzyczasie szatynka jak gdyby nigdy nic położyła dłoń na ramieniu Kapitana i ścisnęła je lekko, dając mu tym samym do wiadomości, że jest naprawdę dumna z niego. Dumna z jego postawy, przemowy jak i z tego, że ten jest jej przyjacielem. Wiedziała, że gdyby poprosiła Logana o zostanie kapłanem na weselu, to najpewniej trafiłaby do szpitala z powodu licznych ran ciętych na ciele. – Już i tak musiała go maglować na różne sposoby by ten zgodził się być świadkiem… No nic, zadowolona z ogólnej sytuacji kobieta jeszcze raz czy dwa poklepała Rogersa po ramieniu, a i nawet uśmiechnęła się do Lokiego dziękując mu za pojawienie się na uroczystości jego syna. Jak widać można zrobić wszystko, nie tylko przy pomocy pieniędzy.
- Jakby coś się działo to wiecie gdzie mnie znaleźć. – Mrugnęła do reszty i oddaliła się od ich miejscówki, jednocześnie mijając się z Jamesem, któremu posłała jedno z bardziej wdzięcznych spojrzeń po czym skierowała się jak gdyby nigdy nic kręcąc biodrami w stronę baru, gdzie urzędował jeden z barmanów. Wandzia oparła dłonie o stolik i przez krótką chwilę rozmawiała z ów młodzieńcem, który chyba po raz pierwszy miał do czynienia z superbohaterem, bo ten nie wiedział dosłownie gdzie podziać oczy.
W międzyczasie DJ postanowił rozluźnić atmosferę i począł puszczać wolne i leniwe kawałki z wczesnych lat sześćdziesiątych, przyciszone, tak by nie zakłócać rozmów obecnych. Jak zdążyła zauważyć kobieta w Sali znaleźli się wszyscy zaproszeni i nie tylko. Sam Ant-Man pojawił się na przyjęciu, dlatego też wyłapując jego spojrzenie pomachała mu kieliszkiem szampana, którego zdążyła już upić. Każdy znalazł miejsce dla siebie, partnera czy towarzysza w postaci osoby realnej, dmuchanej panny czy też w postaci jedzenia. Teraz należało tylko czekać na Parę Młodą, która – tutaj Scarlet zerknęła na srebrny zegarek – powinna zaraz się zjawić. W normalnych okolicznościach nowożeńcy pojawiają się dosłownie kilka minut po organizatorce wieczoru, ale panna Maximoff doskonale wiedziała dlaczego tamci się spóźniają. Tutaj na jej twarzy zakwitł jeden z drapieżniejszych uśmieszków, co barman mógł potraktować jako zaproszenie, jednak jedyne na co się zdobył to na zbicie jednego z kielichów. Kobieta zmarszczyła brwi i już miała coś odpowiedzieć fajtłapie, gdy zaraz usłyszała męski głos dochodzący zza jej pleców. Odwróciła się machinalnie, a jej uśmiech poszerzył się nieznacznie – o ile było to możliwe.
- Simon Williams, proszę, proszę. Kolejna osoba, która nie stawiła się w kościele. – Powiedziała machinalnie i otaksowała go wzrokiem. Wyglądał rewelacyjnie, trzeba było mu to przyznać. Ciemne włosy ułożone gładko, do tego garnitur, ach! Szatynka nie powiedziała jednak nic co można byłoby zaliczyć do komplementów i tylko przechyliła głowę, gdy ten spytał o ślub. Jej ciemne oczy zaiskrzyły się, a kącik ust ponownie drgnął.
- Było wspaniale. Naprawdę, nie spodziewałam się, że śluby mogą być aż tak wzniosłe i cudowne. – Westchnęła i zaraz opróżniła kieliszek z szampanem, po czym odłożyła go na bar, by młodzieniec w fartuchu odpowiednio się nim zajął. Po chwili i Wonder Man otrzymał jeden z trunków, a Scarlet wyhaczyła wzrokiem kolejną osobę, chcącą z nią porozmawiać. To była Gamcia, na której widok twarz Mścicielki się rozjaśniła. Położyła dłoń na klatce piersiowej Simona, by i ten spojrzał na jej przyjaciółkę, po czym przedstawiła ich sobie po krótce, jeżeli Ci się jeszcze nie znali, co było możliwe. Wanda odebrała drinka od zielonoskórej i pociągnęła łyka, rozkoszując się harmonią smaku i słodyczą – alkoholu prawie nie czuła co było dobrym znakiem. Będzie mogła wlać w siebie większą ilość trunków, a tego nie odczuje. Podniosła wzrok na Gam, potem na Wondera i schowała uśmiech za kieliszkiem, by zaraz się odezwać po raz setny tego wieczora.
- Oooch, jak to dobrze, że już po całej ceremonii. Do tej pory trzęsie mnie w środku na myśl, że coś mogłoby się stać. – Westchnęła raz jeszcze, jednak zadowolona z siebie, bo wiedziała również, że mimo stresu i nerwów to odwaliła kawał dobrej roboty. Goście dopisali, muzyka jest, jedzenie również jest powoli podawane do stołu, dlatego też, jeżeli ktoś jeszcze nie zajął swojego stanowiska, to lepiej niech to zrobi szybko.
Gdy kobieta w czerwieni rozmyślała o tak błahych sprawach do pomieszczenia weszła Para Młoda, tym razem odziana według europejskich standardów, ona w sukni, on w smokingu, na co Szkarłatnej zaszkliły się oczy. Widok tak szczęśliwej i niby nie doskonałej dwójki obudził w niej nie tyle co matczyny instynkt, ale uczucia, które skrywała głęboko w sobie. Do tej pory miłość okazywała jedynie swojemu bratu, Pietro, który jak widać strasznie narozrabiał swoją niesubordynacją u samego Wade’a, któremu lepiej było nie podpadać. Chyba, że się lubi macki wchodzące w te części ciała, zazwyczaj skryte materiałem ubrania. No ale tego… Słysząc słowa Młodego skinęła głową i pogoniła ruchem dłoni swoich przyjaciół, mówiąc im jednocześnie, że zaraz do nich wróci. Sama zaś Wiedźma dokończyła swojego drinka i odstawiła go tym razem na pustą tacę kelnera przechodzącego obok niej, który zaczął lawirować wśród stolików to zabierając puste naczynia czy donosząc coś nowego.
- Halo, halo. – Zamachała dłonią do Shi I DP, przebijając się w ich stronę przez tłum, używając do tego ostrza katany i granatów dymnych. A tak na serio, to raz czy dwa uderzyła kogoś łokciem.
- Moi drodzy! Prezenty zostawcie jednak na jednym z wolnych stołów. Bądź dajcie je potem, w trakcie zabawy. Teraz jednak proszę wszystkich o zajęcie miejsc, bo czas na przemowy. – Scarlet musiała nieco podnieść głos, tak by każdy niezależnie od tego gdzie się znajdował usłyszał ją, bo akurat to co teraz mówiła było ważne dla kilku osób. Swojej ukochanej Shi wskazała na największy stolik z dwoma sporymi krzesłami otoczonymi bielą, tiulem i innymi finezyjnymi dodatkami. Z boku siedzisk pary młodej znajdowały się dwa pomniejsze, jednak również zdobione, skierowane dla drużby czyli dla niej i dla Wolverine’a, którego zaraz to namierzyła wzrokiem. Miała dla niego cudowną nowinę, wspaniałe zadanie, w którym będzie musiał się wykazać nie tylko intelektem, ale i sporą dozą humoru. Nie do końca wiedziała jak przyjmie jej propozycję, która za chwil parę stanie się faktem, dlatego też z duszą na ramieniu ponownie podeszła do sławetnego już stolika i odczekała pewną chwilę, gdy Logan załatwi już ze Starkiem co miał załatwić. Albo inaczej, w międzyczasie chwyci go pod ramię i z przepraszającym uśmiechem na twarzy oddali się z nim na moment, by wręczyć Jamesowi małą, błękitną karteczkę, nieco zmiętą, ale czytelną. Bo gdy mężczyzna na nią spojrzy, dojrzy pewien tekst, podkreślone słowa dotyczącego głównie meksykańskiego żarcia i innych. Scarlet podniosła zaraz wzrok na X-Mena i uśmiechnęła się szelmowsko do niego, wiedząc, że zaraz dostanie po twarzy, jak nie gorzej. Odetchnęła głęboko.
- Z racji tego, że jesteś świadkiem, to jesteś również zobowiązany do tego by pokazać jak bardzo cieszysz się ze szczęścia Młodych, dlatego tutaj daję Ci małą podpowiedź co do Twojej przemowy. Nie musisz gadać jak popapraniec, powiedz tylko coś z serca. – Mówią to Wanda poklepała Wolviego po klatce piersiowej, w miejscu gdzie powinno znajdować się jego serducho.
- Gest z obrączkami bardzo mi się podobał, ale powiedz jeszcze tylko kilka słów. Jak skończysz oczywiście. – Mruknęła jednocześnie prosząc go o jeszcze jedną przysługę. Na zachętę cmoknęła go w policzek, byle by tylko się jej nie dostało. Niestety, takie są zwyczaje, trzeba się do nich dostosować. Poza tym wiedziała, że małżeństwu będzie bardzo miło gdy usłyszą parę ciepłych słów ze strony Jamesa, którego reakcję Wanda obserwowała.


Dziękuję za odpisy. I wybaczcie za mój post bez ładu i składu.
Zaznaczam z góry, że gracze mogą zawrzeć kilka postów podczas jednej kolejki, do momentu przekazania MGosta ode mnie. Nie ma żadnych kolejek, żadnych limitów, proszę jednak o odpisywanie w terminie, bo to jest dla mnie ważne.
Integrujcie się, w końcu to wesele, czas na wspólne zabawy niebawem nadejdzie.
Gdyby coś było niejasnego, bardzo proszę o kontakt, chętnie odpowiem na każde pytanie. Oczywiście dotyczące sesji. - To samo tyczy się pomysłów, piszcie.
TERMIN DO. NIEDZIELI TJ. 12 PAŹDZIERNIKA DO 23:59. Dziękuję.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Tony Stark

avatar

Liczba postów : 292
Data dołączenia : 28/05/2012

PisanieTemat: Re: Sala weselna.   Nie Paź 05, 2014 6:46 pm

Uśmiechnął się do Carol jak do najważniejszej kobiety w swoim życiu, za co pewnie Pepper by go udusiła, a i JARVIS znalazłby coś, żeby go ukarać, ale Carol miała alkohol, Carol obecnie była wręcz prawie całym jego światem. Nie skomentował jej słów, bo cóż, mówiła prawdę - jego przystojność bladła przy jej urodzie. Natomiast z pewną dozą udawanego smutku i poczucia zdrady spoglądał za butelką, którą Steve odstawił na drugi koniec stołu, jakby miał nadzieję, że to powstrzyma picie. Pokręcił głową i poklepał Capa po ramieniu, zostawiając dłoń na jego bicepsie.

- Naprawdę uważasz, Cap, że tylko jedna butelka w tym całym lokalu na nas czeka? - zatrzepotał rzęsami, uśmiechając się szeroko, kiedy Carol i tak sięgnęła tę samą butelkę. - I może twój kostium ma się świetnie, ale Barton musi nosić strój bez rękawów, żeby zachować mobilność, a nie jest to dobre dla jego ochrony. Ale może to nie czas na takie dyskusje - dodał, zerkając na Lokiego. Zanim dodał cokolwiek jeszcze, podszedł do nich Wolverine. Tony oderwał dłoń od ramienia Capa i uścisnął rękę Logana na przywitanie. - Chcesz omawiać sprawy biznesowe na weselu, Logan? Naprawdę?

Uśmiechnął się kącikiem ust do Wandy, która w tym momencie może mu zagroziła, może po prostu poinformowała, ale mimo wszystko cieszył się, że ma wokół siebie Kapitana Amerykę, Kapitan Marvel i Wolverine'a. Scarlet Witch lepiej nie tykać, kiedy przygotowania chyba nie idą po jej myśli. Odruchowo objął Carol w biodrach trochę mocniej - tylko trochę, nie przytulił się do niej (jeszcze) - i na nowo odnalazł ramię Capa. Zerknął wyczekująco na Logana.

_________________


You know, it's times like these when I realize what a superhero I am

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Sala weselna.   

Powrót do góry Go down
 
Sala weselna.
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next
 Similar topics
-
» Sala weselna.
» Sala Wejściowa
» Sala lustrzana
» Sala Przyszłości
» Kosmiczna sala

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Offtopic :: Archiwum :: Martwe sesje trollowane :: Ślubny Armagedon-
Skocz do: