Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 67 Greton St.

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Wolverine

avatar

Liczba postów : 157
Data dołączenia : 19/04/2013

PisanieTemat: 67 Greton St.   Pon Paź 06, 2014 5:01 pm


Dwia budynki, które zostały wpisane pod ten sam adres. Pierwszy - niższy, liczy sobie 8 pięter. Wygląda raczej na budynek mieszkalny, zbudowany w raczej niewyróżniającym się stylu. Posiada zewnętrzną klatkę schodową, służącą jako wyjście pożarowe.
Drugi z nich ma 20 pięter i wyróżnia się na tle swojego niższego brata, nowoczesnym designem. Przy dłuższej kontemplacji można by dojść do wniosku, że ten wieżowiec też jest budynkiem mieszkalnym. Przeszklona klatka schodowa na rogu i małe balkony wystające z bryły bloku mogłaby to sugerować.
Obie budowle mają główne, dwudrzwiowe wejścia wychodzące na ulicę. Obok każdego z nich znajduje się domofon z kamerką, a z tyłu znajduje się duży parking do użytku mieszkańców obu bloków.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Elektra Natchios

avatar

Liczba postów : 22
Data dołączenia : 03/08/2013

PisanieTemat: Re: 67 Greton St.   Pon Paź 06, 2014 6:33 pm

Nawet ładne. Dość wysokie. Idealne.
To były pierwsze myśli Elektry po zobaczeniu budynków. Tamtego dnia spacerowała między nimi niczym zwykły mieszkaniec Ameryki, jakby nie miała większych zmartwień niż praca, dom i rodzina. Tyle, że rodziny nie miała. Swoje obecne lokum domem też nazwać nie mogła,  a praca wiązała się z dostaniem  do serwerowni jednego z budynków w okolicy. Dopracowywała właśnie swój plan, doszukując się słabych punktów. Musiała je wyeliminować, jeśli miała dostać to, czego chciała. A przede wszystkim dlatego, że ostatnio była wyjątkowo nieostrożna, szukając informacji o Nim. Zginęło zbyt wielu  niewinnych ludzi i jej trop urwał się na długo, aż do teraz. Nie zamierzała znowu pozostać z niczym, tym bardziej, że zdobycie tej informacji zbyt wiele jej kosztowało. Zbyt wielu musiała ścigać, nim ich dopadła i wyrwała z gardła informacje. Były w większości nieprzydatne, aż nie padło coś, co ją zaintrygowało. Im głębiej grzebała, tym bardziej była przekonana, że znów jest na dobrej drodze. Teraz wystarczyło nie popełnić żadnego błędu i dostać się do serwerowni. Oczywiście brzmi to banalnie. Włamać się tak po prostu do serwerowni, która była zapewne strzeżona lepiej niż budynki rządowe. Nie posiadała żadnych planów, a zdobycie ich było zwyczajnie niemożliwe. Ta formacja po prostu nie istniała na papierze, a przez to nie istniało zbyt wielu osób, które mogłyby powiedzieć jej coś więcej.
Idealnie.
Krótka myśl, która podsumowywała jej mały sukces, jakim było uzyskanie adresu. Wiedziała jedynie tyle, że gdzieś tu jest serwerownia tajnej organizacji. Tylko w którym budynku? Jakie miała zabezpieczenia? Zadarła głowę  do góry, jakby miała nadzieję, że los się właśnie teraz do niej uśmiechnie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Marc Spector

avatar

Liczba postów : 14
Data dołączenia : 26/09/2014

PisanieTemat: Re: 67 Greton St.   Czw Paź 09, 2014 6:56 pm

Skoro mowa o pierwszych myślach, to spodziewał się, że z pani-doskonałej-ninja będzie większa laska. Ta się wydawała nieco gruba no ale cóż, pierwsze myśli bywają głupie.

Porozmawiajmy może o pierwszym wrażeniu. Jakie powinno być? "Cześć, jestem moon knight, byłem kiedyś członkiem Avengers. Przechadzasz się tutaj aby kogoś uratować"? A może, "Wiesz mała, patrząc na Ciebie, to nie dziwie się, czemu mój znajomy Bullseye zabił Ci ojca"? Wszak jak to w teatrze zwanym życiem, każdy może przybrać taką rolę, jaką chce.

Nie potrafił określić, po czyjej ona stoi stronie. Niby zabijała w dobrej wierze, za pieniądze, niczym Luce Cage, ale czasem odmawiała zleceniodawcom walczącym w słusznej sprawie, a czasem sama zabijała za darmo. Chciał to zrozumieć i - może ku jej nieszczęściu - poddać ją próbie.

Wszak Moon Knight dawno już nikogo nie zabił. Powili kończyły mu się zasoby mocy księżyca. Jeśli tak dalej pójdzie, będzie zmuszony mordować kogokolwiek, aby zaspokoić dług wobec Boga Zemsty. Chciał to rozwiązać w inny sposób. Zabicie kogoś, kto miał na sumieniu wiele grzechów i niesłusznego zła... Khonshu powinien czuć się wniebowzięty po tak starannym wybraniu ofiary.

Witamy w próbie karmy. Tutaj myśliwi stają się ofiarami.

Na razie przeczekamy bieg wydarzeń. Wprawiona zabójczyni tak? Pewnie na misji. Niech zrobi swoje - zabije winnych, czy też niewinnych. Gdy odetchnie z ulgą, że już po wszystkim, on wkroczy do akcji. Taki był plan idealny. A jak wyjdzie z realizacją?

Czekanie na dachu wyższego z budynków powodowało natłok wielu myśli. Jakby na to nie patrzeć, był pasjonatem w swoim hobby, lubił więc oddawać się zadumie na temat tego, co kochał.

Nieuchwytna zabójczyni Elektra... Tak, wykluczenie jej może okazać bardzo ciekawe i nie oszukujmy się - prestiżowe.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Wolverine

avatar

Liczba postów : 157
Data dołączenia : 19/04/2013

PisanieTemat: Re: 67 Greton St.   Pią Paź 10, 2014 2:55 pm

Zarówno na ulicy jak na chodniku było tłoczno, jak to bywa w większych miastach Stanów Zjednoczonych. Wieczorne słońce rzucało pomarańczową poświatę na budynki i twarze niektórych osób. Ludzie którzy mijali się na Greton St. zarówno wracali do pracy jak i do niej szli, chociaż raczej przeważały osoby które postanowiły spędzić piątkową noc na mieście.
Oczywiście całego obrazu dopełniał wszechobecny hałas, składający się z gwaru rozmów, spotów reklamowych puszczanych na paru telebimach, klaksonów i warkotu silników samochodowych zmieszanych w jeden nieregularny dźwięk. Witamy w Waszyngtonie.
Elektra nie miała żadnych planów budynku, który miała zinfiltować. Ba, nawet nie wiedziała który to, lecz sam fakt że dwa bloki miały ten sam numer mówił sam za siebie. Natchios trafiła w dobre miejsce.
Niestety, jedyne co się uśmiechnęło do zabójczyni gdy uniosła wzrok do góry, były lampy które pstryknęły i zaczęły się powoli rozjaśniać. Bo i co miało się stać? Miała gdzieś dojrzeć czerwony napis ,,Serwerownia im. Thaddeusa Rossa"? Nie, patrzenie się w niebo nic nie dało i nic nie da. Jeżeli chciała wykonać swoje zadanie, musiała wziąć się do roboty.
Jedynym widocznym sposobem z miejsca gdzie stała Elektra by dostać się do obu budynków były drzwi frontowe. Scenariuszy jak mogła wykorzystać to wejście było sporo, od wysadzenia ich C4 po przebranie się w kostium seksownej dostawczyni pizzy. Ale wiadomo, że ani jedno ani drugie to nie styl Natchios. Tak więc by dostać się do środka jednego z dwóch budynków, będzie musiała zrobić rekonesans jeżeli nie miała żadnych planów.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Elektra Natchios

avatar

Liczba postów : 22
Data dołączenia : 03/08/2013

PisanieTemat: Re: 67 Greton St.   Sob Paź 11, 2014 3:51 pm

Perspektywa! Dokładnie. Można wybaczyć jej podglądaczowi myśl o tym, że Elektrze się przytyło, skoro patrzył na nią z góry. I tak nie było źle, prawda? Zawsze mógł dojść do „szerszych” wniosków. Sama Elektra prawdopodobnie nie byłaby mniej szczera,  gdyby dostrzegła go na dachu budynku. Oczywiście jej moralność była wątpliwa, ale na pewno nie przeszłaby obojętnie obok niego. Może nawet weszłaby na samą górę i starałaby się go przekonać, aby zszedł. Ba! Mogłaby prawdopodobnie obdarzyć go jednym ze swoich najseksowniejszych uśmiechów, aby przekonać do opuszczenia dachu. Byłoby jej przecież przykro, gdyby Starszemu Panu coś się stało.

Skoro Natchios nie otrzymała żadnego znaku od Tego Z Góry, nie zaśpiewały anielskie trąby, a ona sama nie zaznała objawienia, to musiała sama się tym zająć. Jak zawsze. Tak już bywało w życiu, że na mężczyzn nie miała co liczyć. Zresztą, ona miałaby nie dać sobie rady? Bzdura! Była Elektrą Natchios i nie było rzeczy, z którą nie dałaby sobie rady. W tym przypadku miała nieco utrudnione zadanie, ale co to by była za zabawa, gdyby wszystko miała podane, jak na tacy, prawda? Nie pogardziłaby jarzącym się na czerwono neonowym znakiem Serwerownia im. Thaddeusa Rossa”, ale i bez tego miała zamiar zdobyć to, po co tu przyszła. Uśmiechnęła się do siebie i ruszyła w stronę wejścia jednego z budynków.

Czas się wziąć do pracy, więc… Zobaczmy co my tu mamy.

Wybrała ten najwyższy. Drugi posiadał schody przeciwpożarowe na zewnątrz i wydawał się dość niepozorny, dlatego Natchios  zostawiła go sobie na później. 20-piętrowa bryła wydawała jej się lepszym miejscem na serwerownię, nawet jeśli to było nazbyt oczywiste. Małe balkony może i nadawały się na wspinaczkę, ale Elektra postanowiła skorzystać z jednego z najbanalniejszych sposobów, by dostać się do budynku. Udawanie tępej mieszkanki wieżowca, która zostawiła klucze w jednej z dwudziestu torebek. Mentalne blondynki zawsze  na topie. Odrzuciła włosy na plecy i obciągnęła nieco top, odsłaniając koronkę czarnego stanika.
- Oby to był mężczyzna, albo napalona lesbijka - mruknęła pod nosem, wciskając jeden z guzików  na domofonie. Widziała światło w oknie, zatem ktoś był, nie wiedziała jednak kto. Po chwili odezwał się głęboki, zachrypnięty męski głos i Elektra przybiła ze sobą mentalną piąteczkę.
- Heeej! Nazywam się Emily i dopiero się tutaj prowadziłam. Pod 69... - zrobiła nieznaczną pauzę i pochyliła się ku kamerce, dając rozmówcy chwilę, aż zaznajomi się z Emily 1 i Emily 2 - Zostawiłam klucz w innej torebce i nie mogę się dostać do środka, a robi się nieprzyjemnie. Byłbyś tak miły i otworzył mi drzwi, a ja w ramach sąsiedzkiej pomocy pożyczę ci kiedyś "cukier"? - zaserwowała uśmiech pt. "you know what i mean", czekając aż rozmówcy ruszą trybiki wyobraźni.
Chłopie, nie będę tu stać tak całą noc, myśl szybciej tym, co masz między nogami. Ułatwisz nam obojgu sprawę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Marc Spector

avatar

Liczba postów : 14
Data dołączenia : 26/09/2014

PisanieTemat: Re: 67 Greton St.   Pon Paź 13, 2014 7:08 am

Elektra udała się bliżej krawędzi budynku, co dodawało kłopotów w obserwacji. Momentami dziewczyna nawet znikała z pola widzenia. Być może zechce nawet wejść do środka, co by prawdopodobnie zwiastowało finisz obserwacji na dzisiaj. Bo jak tu śledzić ją w środku budynku, do jakiego się włamała.

- Cóż to za kobieta? - rozbrzmiał nagle jeden z głosów wewnętrznych, głos Demogoblina.
- To Elektra, wprawiona zabójczyni - przypomniała osobowość Moon Knighta
- Zabijmy ją tu i teraz! - zaproponował głos podporządkowany woli Khonshu
- Nie, lepiej będzie poczekać na bardziej strategiczną chwilę - ocenił rycerz.
- Liczy się krew! Trupowi bez różnicy, kiedy zginął, gdy jest już martwy - argumentował Demogoblin
- Kiedy jest jednak żywy, robi mu różnicę, jak dużą przewagą w walce dysponuje
- Ofiara nie powinna czekać. Moc księżyca słabnie - dorzucał wątpliwości głos Khonshu
- Jeśli nie zaczekamy, to może nie być żadnej ofiary - Knight dalej wykłócał swoje

Żal było ją stracić z oczu i czekać do następnego wieczora, aż znowu wyjdzie z kryjówki. To się już robiło trochę nudne. Z drugiej strony, bardzo, ale to bardzo nie chciał przeszkadzać w wykonywaniu misji. Jeśli Elektra wychodziła na miasto, to nie jako wolontariuszka pierwszej pomocy. Dobrzy by było, gdyby wróg, do którego eliminacji się szykowała, także zginął. To jak upiec dwie pieczenie na jednym ogniu.

Gdy Elektra stała się niewidoczna, Rycerz przemaszerował się po zadaszeniu bloku, szukając wejścia. Architektura bloków mieszkalnych często zawierała w konstrukcji jakąś altankę na dachu, którą można było swobodnie się przemieszczać pomiędzy dachem a klatką schodową. Jeśli taką dostrzeże, zwróci z bezpiecznej odległości uwagę na to, czy nie posiada ona kamer (również potencjalnie ukrytych).
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Wolverine

avatar

Liczba postów : 157
Data dołączenia : 19/04/2013

PisanieTemat: Re: 67 Greton St.   Wto Paź 14, 2014 8:00 pm

Gdy Elektra wcisnęła przycisk, z urządzenia wydobyła się krótka polifonia. Przyjemna melodyjka leciała przez kilka sekund, by nagle zostać przerwana okrutnym trzaśnięciem po czym rozległ się męski, czysty głos.
- Słucham. - powiedział krótko głos po czym w milczeniu wysłuchał słów Elektry, do której los najwyraźniej się uśmiechnął biorąc pod uwagę płeć stróża.
Niestety, na tym uśmiech losu się skończył. Oczywiście nie można odmówić najemniczce urody, wdzięków (dwóch) i zdolności aktorskich jednak najwyraźniej mężczyzna nie był typowym przedstawicielem płci męskiej.
- Prostytucja jest nielegalna. Proszę opuścić teren. - powiedział po czym głośnik trzasnął znowu na znak odłożenia słuchawki.
Ta sytuacja mogła powiedzieć kilka rzeczy Elektrze i pozwolić jej wysnuć parę hipotez, jednak co wymyśliła - zostało opisane niżej. Jedno było pewne, suchy ton głosu stróża był bardzo podejrzany. Jeżeli Natchios chciała się dostać do budynku to napewno nie tą drogą.
Tymczasem Moon Knight również poszukiwał wejścia do budynku, jedynie kilka pięter wyżej. Jak to w życiu bywa, los dostarczył mu dwóch wiadomości - dobrej i złej. Dobra była taka, że dach wyższego budynku był całkowicie wolny od kamer, które obserwowały by jego powierzchnię. Była co prawda jedna na rogu bloku jednak ustawiona tak, że jej zadaniem była obserwacja tego co się działo w dole, nie na na górze.
Zła wiadomość była taka, że altanki nie było. Nie było też żadnej klapy czy chociażby wejścia do kanału wentylacyjnego. Dach to była tylko i wyłącznie płaska nawierzchnia.
Co innego ściany budynku, które pokrywały małe balkoniki. A może jest jakieś tylne wejście? Tylko, że to wiązałoby się z zejściem na dół.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Elektra Natchios

avatar

Liczba postów : 22
Data dołączenia : 03/08/2013

PisanieTemat: Re: 67 Greton St.   Czw Paź 16, 2014 10:46 am

Elektra uniosła jedynie brwi, kiedy usłyszała trzask odkładanej słuchawki.
- Prostytucja? - powtórzyła cicho, a na jej ustach pojawił się ironiczny uśmiech. Nazywano ją już płatną zabójczynią, a nawet co niektórzy odważni po raz ostatni morderczynią, ale prostytutką nigdy. Podobno kiedyś musi być ten pierwszy raz, prawda? Miała ochotę głośno się roześmiać, ale nie chciała zwracać na siebie uwagę przechodniów. Kiedyś musiała się przecież spotkać z brakiem zainteresowania, a nawet kompletnej znieczulicy na kobiece wdzięki. Nawet jeśli to powinno uderzyć w jej ego, to tak się nie stało. Jak gdyby nigdy nic odeszła od klatki i skręciła w bok, idąc wzdłuż wieżowca. Skoro nie mogła wejść tamtędy, to pozostawało jej poszukanie tylnego wejścia, albo wspinaczka po balkonach. Odgarnęła włosy z policzka, zerkając na małe balkony wystające z budynku. Były całkiem dobrą opcją, ale najpierw musiała się upewnić, że nie ma innej drogi. Nie oglądając się za siebie skręciła nagle za róg budynku, znikając z chodnika pełnych ludzi.

Nikt za mną nie idzie. To całkiem miłe uczucie, kiedy nie podąża za tobą niezdarny cień.

Szukała wzrokiem kamer, których wolałaby uniknąć, skoro chciała się dostać do środka i nikogo nie zaalarmować. A na pewno do momentu, w którym nie znajdzie to, po co tu przyszła. Szukała jakichś drzwi, uchylonego okna, a nawet balkonu piętro wyżej nawet jeśli było to mało prawdopodobne. Nie pogardziłaby nawet zsypem, ale stanowczo wolała drzwi z zamkiem, który mogłaby pokonać w parę minut.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Marc Spector

avatar

Liczba postów : 14
Data dołączenia : 26/09/2014

PisanieTemat: Re: 67 Greton St.   Czw Paź 16, 2014 3:24 pm

MK miał o wiele prostszą sytuację względem Elekty: ot, wystarczyło, że rozpostarłby płaszcz i mógłby bez problemu sfrunąć do dowolnego uchylonego okna bądź balkonu. Jednakże, zeskakując raz, nie mógłby powrócić na wyższą wysokość - nie chciał więc tracić szansy. Uszkodzenie kamery również nie wchodziło w grę, ponieważ mogłoby bezpośrednio zasugerować atak*. Mógł też powybijać szyby w sąsiednim budynku, jednak czy to nie byłoby aż nazbyt oczywiste (a za tym także sugerowało zbliżającą się napaść?). Cóż więc zrobić, aby wilk był syty i owca cała?

Najpierw obszedł dach, patrząc w dół. Po części szukał Elektry, po części schodów przeciwpożarowych (jak te w budynku obok), lub innego wejścia. Przebadał także okablowanie - a nóż coś, co można przeciąć, odpowiada tutaj za dostawy prądu, telewizji lub linii telefonicznych? Gdy już skończył obchód, wyciągnął kilka lotek, naelektryzował i rzucił w stronę samochodów stojących na parkingu. Uderzenie powinno spowodować przynajmniej małe wgniecenia na autach, które z kolei uruchomią alarm. Sytuacja niepokojąca, jednak możliwa do powstania z błahego powodu, np. zamieszek chuliganów. Lecące zaś lotki zapewne będą na tyle szybkie i niewidoczne, że nikt ich nie dojrzy przez kamerę.

Zobaczymy, jak zachowa się ochrona, bo ktoś będzie musiał zareagować.

* - choć zapewne po rozmowie Elektry wrogowie przygotowywali się już do obrony, o czym MK nie wiedział.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Wolverine

avatar

Liczba postów : 157
Data dołączenia : 19/04/2013

PisanieTemat: Re: 67 Greton St.   Pią Paź 17, 2014 8:49 pm

W czasie gdy Elektra stała przy domofonie, słońce zaszło prawie całkowicie. Było jeszcze widno a lampy jeszcze się nie zapaliły. Jedna stała między budynkami i dwie między jednym z bloków a parkingiem. Lampa za wyższym budynkiem miała jedną kamerę, a lampa za niższym - dwie. Prawdopodobnie minie jeszcze parę minut zanim żarówki się włączą, rozświetlając mrok nocy który narastał z każdą chwilą.
Z tyłu budynku znajdywały się metalowe drzwi. Obok nich do ściany był przytwierdzony czytnik kart a nad drzwiami wisiała podłużna lampa, jeszcze niezapalona. Na rogu budynku była kamera wycelowana w owe drzwi. Na tyłach niższego budynku były podobne drzwi, również wyposażone w czytnik kart jednak pozbawione były dodatkowego oświetlenia i kamery w nie wycelowanej.
W pewnym momencie, Elektra usłyszała oddalony dźwięk uderzenia o metal. Chwilę później rozległ się głośny pisk alarmu samochodowego. To lotki Moon Knighta trafiły w jedno z aut, stojące w ślepym polu kamer. Prawdopodobnie za chwilę z jednego z budynków wyjdzie właściciel auta by sprawdzić co się dzieje z jego pojazdem.
Tymczasem Marc miał nielada zagwozdkę. Dach na którym się znajdował nie posiadał żadnych słabych punktów. Brak widocznego okablowania bądź wejścia napewno nie ułatwiały mu sprawy. Jednak na dachu niższego z budynków zobaczył betonową budkę, z której właśnie wyszła jakaś postać. Ze względu na nieoświetlenie dachu, późną porę oraz niewłączone jeszcze latarnie, sylwetka postaci była niemalże nierozpoznawalna. Ciężko był nawet stwierdzić płeć tej osoby. Po chwili w okolicy jej ust rozjarzył się płomień by za chwilę zgasnąć i zostawić po sobie pomarańczowy punkcik. Ktoś zrobił sobie przerwę na papierosa.
Niby nic w tym istotnego, jednak istniało ryzyko że postać podjedzie do krawędzi budynku i zobaczy niczego nieświadomą Elektrę. Odległość między budynkami wynosiła 15 metrów. Przeszybowanie z wyższego na niższy zatem nie graniczyło nawet z wyzwaniem dla Spectora.


Mapa lokacji:
 
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Marc Spector

avatar

Liczba postów : 14
Data dołączenia : 26/09/2014

PisanieTemat: Re: 67 Greton St.   Nie Paź 19, 2014 9:07 am

Kombinacja ataku na samochód, wyjścia palacza (cywil? ochroniarz? gangster?) a także plątania się Elektry to tu, to tam, doprowadziły Spectora do pewnego rodzaju oświecenia. Nagle zaczął rozumieć więcej.

Otóż budynki były dwa, w tym jeden niedokładnie zabezpieczony (przypadek?), jednakże, Elektrę interesowało (co nikogo nie dziwi) wejście do tego zabezpieczonego. Również nietypowe ustawienie kamer, m.in fakt, że nie zabezpieczały całego parkingu, sugerował ochronę mienia ważniejszego niż cywilne. Tak więc mamy tutaj bazę gangsterów, albo przynajmniej jedną osobę (biznesman?) który nie jest zwykłym, szarym człowiekiem.

Dwie kamery oświetlały środkową część parkingu. Dodatkowo jedna z kamer była zabezpieczona oświetlaniem przez inną kamerę. Rycerz księżyca ocenił, że najbardziej opłacalnym dla włamywacza byłoby dostanie się do miejsca znajdującego się nieco za wybuchem auta. Zabezpieczenia nie pojawiają się przez przypadek. Jednakże, eksplozja w pobliżu tak strategicznego punktu zapewne zaniepokoi tych, przeciwko którym Elektra wyszła dziś na łowy. Koleś z petem, jak i zapewne przypadkowi cywilni gapie, też się pewnie zaraz zlecą.

Chyba że... jeśli ich nie będzie, to znaczy, że to miejsce jest jakieś dziwne, bynajmniej nie zawierające ludności, zajmującej się zwykłymi, codziennymi sprawami.

Interesująca była również kamera padająca na drugi budynek. Coś ciekawego musi się znajdować przy jego ścianie, bądź w promieniu wychodzącym obok krawędzi budynku.

Co więcej, trzy z systemów zabezpieczeń były połączone z lampami. Zasilanie? Może zniszczenie żarówki, bądź uszkodzenie okablowania lampy doprowadziłoby do zakłócenia transmisji obrazu?

Jeśli chodzi o samą Elektrę, ta również została dostrzeżona przez Rycerza. Podróżowała wzdłuż krawędzi budynku w sobie tylko znanym celu. Na drugim z dachów pojawił się obiekt, prawdopodobnie nie przypadkowy, który lada moment może ją dostrzec. Prawdę powiedziawszy, nie tak wyobrażał sobie Wielką Skrytobójczynię Elektrę. Ah te miejskie legendy... Jednakże, po chwili oprzytomniał. Nie powinien odpuszczać, uznając drugą stronę za słabą, bo to zazwyczaj źle się kończy.

Zresztą, czy gdyby to on był tam, na dole, byłby lepszym skrytobójcą? Trudno powiedzieć, a przechwalać bez dowodów potrafi się każdy.

To, na co Rycerz miał wielką ochotę, to pokazać swój zamaskowany łeb w kamerze i jakoby zepsuć cały misterny plan Elektry, wprowadzając nastrój grozy. Ta noc nie będzie dla was bezpieczna, szykujcie się. Poddam(y) próbie waszą sprawność. Tak, to byłoby bardzo stylowe, może nawet przerażające. A może głupie? Zależy, przeciw komu mamy do czynienia.

Poskromił więc pokusę pokazania łba i przykrył jedynie kamerę swą peleryną, przy okazji dbając o to, by go pan palacz nie wytropił swoim wścibskim wzrokiem. Jak już kamera została zasłonięta, wymierzył rzutkę w lampę, aby rozbić szkło, a potem drugą (już naenergetyzowaną) aby eksplozja rozwaliła lampę wraz z kamerą. Cóż, skoro już i tak już nas się spodziewają (a raczej Elektry, hihi), to po co się cackać? W dalszej kolejności, gdy już pozbył się kamery, rzucił trzy lotki, w pobliżu wcześniej uszkodzonego auta, tak, aby powstała "niepozorna" linia eksplozji poza zasięgiem kamer (np. lampa, nowe auto, dziura [pocisk chybiony], wcześniej rozwalone auto, nowe auto). Pod koniec akcji przewrócił się na bok, odsłaniając peleryną kamerę, szybkim spojrzeniem zorientował się w zachowaniach palacza, po czym powrócił po obserwowania Elektry. Priorytetem jest tutaj posiadanie kobiety w zasięgu wzroku, jednak starać się będzie to osiągnąć, pozostając jak najmniej widocznym i dla zabójczyni, i dla palacza.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Elektra Natchios

avatar

Liczba postów : 22
Data dołączenia : 03/08/2013

PisanieTemat: Re: 67 Greton St.   Nie Paź 19, 2014 12:34 pm

Elektrę znów dopadło to uczucie. Mrowienie gdzieś na karku, nie dające jej spokoju. Czuła się, jakby nie była sama. Byłoby to całkiem uzasadnione, skoro miała za plecami ulice, pełną nieświadomych jej obecności ludzi. Ale nie tym razem. To było coś innego, o czym zaraz się przekonała. Odgłos uderzenia o metal, a po chwili pisk alarmu samochodowego skutecznie zwrócił jej uwagę. A skoro ją to zainteresowało, to także właściciela, który może się pojawić w każdej chwili. Natomiast panna Natchios nie miała zamiaru wdawać się w ewentualną dyskusję o wandalach. Przede wszystkim nie zamierzała być dostrzeżona, o ile już nikt nie był zaalarmowany po jej nieudanej próbie wejścia do budynku. Uniosła wzrok, zauważając lampkę, która jeszcze nie rozbłysła i rzuciła w jej stronę sztylet, tłukąc szklaną przesłonę, jak i żarówkę. Może właściciel nie zechce sprawdzić, co z jego dobytkiem, wybierając nieoświetlone przejście. Rozejrzała się, poszukując ciekawskich oczu i ewentualnych kamer. Brak. Elektra czuła się zawiedziona. Widziała kamerę przy wejściu do budynku i te na parkingu, które zauważyła już kiedy zbliżała się tu.
Po chwili zawód Elektry zniknął tak szybko jak się pojawił, kiedy rozległy się odgłosy tłuczonego szkła, a potem eksplozji. To nie była jej robota, co oznaczało, że nie była tu sama. Przeczucie jej nie myliło. Nie wiedziała tylko, czy to przyjaciel czy wróg. Przyjaciół Elektra nie miała, więc... Ewidentnie wróg. Może nawet ktoś, kto przyszedł w tym samym celu, co ona. To nie istotne. Ona była tu pierwsza.

Podbiegła do ściany niższego budynku i odbijając się od niego, chwyciła się drabinki od schodów przeciwpożarowych. Wspięła się na pierwszy stalowy podest i przylgnęła plecami do ściany, obserwując otoczenie. Dopiero z tej wysokości dostrzegła odległość między budynkami a linią eksplozji. A także pozostałe zniszczone kamery.

Gdzie jesteś? Pokaż się.

Wodziła wzrokiem po okolicy, a nawet uniosła głowę, szukając kogoś wyżej. W oknie, na schodach, na dachu, na balkonie, gdziekolwiek. Starała się być niewidoczna i nie przyciągać wzroku. Nie miała pojęcia o palaczu na dachu budynku, ale dostrzegła nietypowe rozmieszczenie kamer, które o wiele wcześniej rozgryzł jej podglądacz Rycerz Księżyca. Ponownie spojrzała w górę, szacując niezbędny czas do pokonania schodów przeciwpożarowych. Nie miała jednak pojęcia, czy na dachu znajdzie jakiekolwiek wejście, a wtedy będzie musiała zejść, albo skorzystać z któregoś okna. Skupiła się na tylnym wejściu do budynku, czekając aż ktoś raczy z niego skorzystać, co znacznie uprościłoby sprawę, choć nie pozostawała czujna i nie obserwowała swojego otoczenia, czekając na najmniejszy ruch, który zdradziłby miejsce pobytu jej potencjalnych napastników.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Wolverine

avatar

Liczba postów : 157
Data dołączenia : 19/04/2013

PisanieTemat: Re: 67 Greton St.   Sob Paź 25, 2014 6:40 pm

Tempo akcji zaczynało powoli zwiększać obroty, głównie za sprawą Moon Knighta, który ni to chciał pomóc Elektrze ni to przeszkodzić. Jego plan został wykonany tylko w małym procencie. Gdy zakrył peleryną kamerę, po kilku sekundach z dachu a którym znajdował się palacz dobiegło głośne piknięcie, charakterystyczne dla krótkofalówek. Niestety Spector był zbyt daleko by zrozumieć o co chodzi, jednak wychwycił jedno słowo - dach. Chwilę później posłał rzutkę w kierunku lampy którą swoją drogą za cel obrała też Elektra. Tym razem Marc był szybszy, co nie umknęło uwadze najemniczki. Wiedziała, że to nie ona zbiła tą lampę. Ale zanim przejdziemy do Natchios, wróćmy jeszcze na chwilę do Rycerza.
Moon Knight bacznie obserwując palacza, zobaczył że dach na którym Księżycowy rezydował, stał się obiektem dziwnego zainteresowania strażnika. Dlaczego strażnika? Cóż można było śmiało wysunąć taką tezę, tajemnicza postać wychodzi na dach, prawdopodobnie by zapalić w sekrecie i do tego ma krótkofalówkę.
Dlatego by umknąć przed ciekawskim wzrokiem, Spector musiał się przeturlać znacznie wcześniej niż zamierzał, skutkiem czego jego ofiarą padła jedynie lampa pomiędzy budynkami oraz zasłonięcie kamery na około 5 sekund. Nie zniszczył drugiej lampy, nie wytworzył linii eksplozji.
Tymczasem na dole Elektra w której tajemnicza lampa oraz odgłos uderzenia o metal wzbudziły podejrzenia, czmychnęła na schody przeciwpożarowe.
Po chwili z tylnych drzwi tylnego budynku wyszedł mężczyzna o wyraźnie zarysowanej muskulaturze. Ostrzyżony na żołnierską modłę, krótki zarost (co trochę się kłóciło z fryzurą), sportowe buty, bawełniane dresy oraz bluzę z kapturem. Wyglądał jak typowy mieszkaniec bloku.
Jednak tak się nie zachowywał. Wyjął z kieszeni jakiegoś pilota i wycelował go w kamerę, którą parę chwil temu zasłonił Marc. Jedyne co dwójka bohaterów mogła zauważyć to to, że czerwona migająca dioda z tyłu kamery przestała migać a obiektyw kamery lekko opadł. Kiedy mężczyzna schował pilota do kieszeni i najwyraźniej chciał się udać w kierunku parkingu, Elektra mogła usłyszeć jak kondygnację wyżej wsuwa się okno.
- Brian, k***a! Jeszcze raz mnie obudzi Twój rzęch to sam go zezłomuję.- krzyknął męski głos po czym okno zasunęło się spowrotem. Tymczasem Brian pokazał jedynie środkowy palec w kierunku kulturalnego rozmówcy nawet się nie odwracając i zniknął między samochodami.
Niestety tak się spieszył, że zapomniał zamknąć za sobą drzwi. Niewątpliwie Elektrze przydarzyła się niesłychana okazja by dostać się do budynku. Jednak czy zdąży zanim Brian wróci? I czy kamera jej nie uchwyci?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Marc Spector

avatar

Liczba postów : 14
Data dołączenia : 26/09/2014

PisanieTemat: Re: 67 Greton St.   Nie Lis 02, 2014 6:06 pm

Marc, który wyjątkowo nie był z tych wszechwiedzących postaci chodzących po uniwersum, dokonywał błędnych założeń co do tego, z kim ma do czynienia. Nie trzeba było mieć jednak dostępu do matriksa i dostawać przekazu od istoty z poza Matriksa, zwanej graczem, aby zorientować się, że coś jest nie tak.

Bo było. Wszak Marc zadziwił się błyskawiczną reakcją napastników. Oj, stał się pewnym tego, że ma do czynienia z profesjonalistami. Jednak dlaczego wyszli oni z wieżowców (do tego obu), zamiast z parkingu, który był lepiej zabezpieczony? Sensu to dla niego nie miało jednak, jakby to powiedzieć, nie miał czasu na filozoficzne zadumy.

Głosy boga księżyca rozbrzmiewały w głowie. Zapasy many nie były zbyt wysokie. Wszystko zmierzało do tego, bo zacząć mordować... ale jak? Tak bez sensu? Masowa rzeź kogo popadnie, wśród niebezpiecznych napastników? Musiało być inne rozwiązanie, zresztą, przybył tu po Elekrtę.

Zrezygnował z wstania, aby nie zostać zauważonym. Sturlał się ponownie, tym razem spadając z dachu, rozwinął pelerynę w lotnię i pofrunął w miejsce, w którym ostatnio widział Elektrę. To też nie było zbyt mądre, wszak kobieta, do tego zabójczyni, pewnie zdążyła się już przemieścić w jakieś strategiczne miejsce. Jednak, może nie będzie się czaić na to, by go zabić, a również zacznie uciekać, wtedy pobiegnie za nią, lub pójdzie za nią w ukryciu (w zależności od tego, co będzie lepsze, by nie stracić z oczu Elektry, zachowując dystans).

Ewentualnego napastnika, którego będzie mijać, może poczęstować pięścią, jeśli ten zagrodzi mu drogę, jednak nie będzie tracić czasu na dłuższe zabawy. Wedle idealnego planu (wcześniejszy też miał być perfekcyjny, hihi) powinien pobiec za Elektrą i zatrzymać się np w przedsionku budynku, mając ją na oku podczas skradania się, gdy ta pójdzie dalej. Uda to się bez względu, czy będzie musiał biec po zakończeniu lotu, czy się skradać. Jednak jeśli Elektra będzie poruszać się ze zmienną prędkością, to może dojść do sytuacji, że wpadną na siebie, lub że Marc straci ją z oczu. Oj, niedobrze.

// Edit: w związku ze zmianami dot. GM i TB, rezygnuję z rekrutacji i pozostaję niezależnym Batmanem. Na misji pozostaję, ale nie będę się skupiać na wykonaniu poprzednio ustalonych celów //
// Edit 2: nie rzucałem rzutki w lampę (bez kamery) przy Elektrze, tylko 2 w lampę na parkingu, co nawet narysowałem na gg, no ale już się nie będę czepiać, że ktoś specjalnie chciał mi zrypać akcje by się nie udała //


Ostatnio zmieniony przez Marc Spector dnia Sro Lis 05, 2014 7:33 am, w całości zmieniany 3 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Elektra Natchios

avatar

Liczba postów : 22
Data dołączenia : 03/08/2013

PisanieTemat: Re: 67 Greton St.   Nie Lis 02, 2014 10:24 pm

W innych okolicznościach z pewnością Elektra przyznałaby mu rację i oboje mogliby ponarzekać nad swoją niedoskonałością nad butelką dobrego alkoholu. Oczywiście wcześniej musiałby ją przeprosić za krytykę co do jej wagi. No cóż…Ocenianie kobiety po jej kilogramach może się źle skończyć dla mężczyzny, kiedy ona zacznie go osądzać po centymetrach. A skoro już mówimy o legendzie jaką jest Elektra, to chodziła pogłoska, że panna Natchios ma swoje standardy.

Rozbita lampa. Elektra na pewno miała niechciane towarzystwo. Nie wiedziała tylko, czy to wróg czy przyjaciel. Wszak nadal żyła, co oznaczało, że na tym zależy jej Podglądaczowi, albo był wyjątkowym amatorem-zabójcą. Amatorem-zabójcą, który całkiem nieźle się chował. Ale Natchios chciała wiedzieć, czym się kierował, że znalazł się w tym samym miejscu, co ona. Każdy najemnik wycofałby się z obszaru działań drugiego zabójcy, żeby nie skończyć jako jego druga ofiara. A ten… Obserwował ją, co intrygowało ją od samego początku.
Elektra uśmiechnęła się lekko, widząc zamykające się drzwi. Jedyna taka okazja. Nawet jeśli kamera pozostawiała wiele wątpliwości, podobnie jak obecność tajemniczego Gościa. Skoro chciała wiedzieć, po co tu zjawił się, to musiał pójść za nią. A co tak nie zachęca jak odrobina nieostrożności? No może więcej niż odrobina. Skoro miała się wystawić, to jej Podglądacz również. Przeskoczyła nad barierką, lądując miękko na asfalcie, rozwijając z nadgarstka „szarfę”. Starała się poruszać szybko i niezauważalnie, kryjąc w cieniu, ale nie miała czasu do stracenia. Trzymając jeden koniec „szarfy”, zarzuciła materiał do przodu, pozwalając, aby jeden koniec owinął się wokół klamki i powtrzymał drzwi przez zamknięciem. Wślizgnęła się przez powoli zamykające drzwi do środka. Tym samym rozwiązała problem Księżycowego Rycerza, czy spotkają się nagle. Oczywiście Natchios zdarzało się od czasu do czasu podejmować dość niezrozumiałe decyzje, jak ta, kiedy rzuciła wsuwkę do włosów na progu, dając jej 50% szans na powstrzymanie drzwi przed zamknięciem. Nie wątpiła w pomysłowość i zaradność swojego Podglądacza, ale była ciekawa, a na pewno wolała wiedzieć, że jeden z jej wrogów depcze jej po piętach, a nie czai się w dogodnej pozycji.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Marc Spector

avatar

Liczba postów : 14
Data dołączenia : 26/09/2014

PisanieTemat: Re: 67 Greton St.   Sro Lis 05, 2014 7:43 am

Zupełnie nieuzasadnionymi prawami fizyki (ale jakoś wytłumaczalnymi prawami GM'owania) rzutką skręciła omijając lampę w lewej części parkingu i niczym p... bumerang rozbiła lampę koło Elektry, przy okazji omijając ścianę stojącą na trasie pomiędzy lampami. Nawet sam Spector nie spodziewał się, że zna takie bajery. Może powinien pomedytować nad mocą?

W każdym razie został wykryty, więc dzisiejszej nocy nie dowie się, komu służy Elektra i czy stoi po stronie dobra, czy zła. Jednak następnym razem ją złapie. W końcu śledził ją nie raz.

Dzisiejszej nocy pozostało tylko pobiec w stronę, w której pozostawił niewidzialny mooncopter, wbiec do niego i uciec. Nie chciał się wpakować przez przypadek w jakieś porachunki z gangsterami lub C.I.A, zaś te dwa bliźniacze budynki nie wyglądały na pilnowane przez byle kogo.

[ z/t]

/ W sumie, zmieniłem zdanie, bo i tak mam akcje skopaną i przez następne 10 postów musiałbym się stosować do czegoś, czego nie zrobiłem, a zostało napisane na siłę by mi przeszkodzić //
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1295
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: 67 Greton St.   Sro Lis 05, 2014 9:03 am

Marcowi udało się bez przeszkód zbiec z miejsca zdarzenia.

//Marc - na przyszłość coś takiego zgłaszaj, bo to się rzeczywiście nie dodaje.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Michael

avatar

Liczba postów : 10
Data dołączenia : 14/06/2016

PisanieTemat: Re: 67 Greton St.   Pią Cze 17, 2016 10:26 am

67 Greton St. - najlepszy przystanek po drodze do jeziora Tidal Basin. Nie musi specjalnie się wysilać, by wlecieć na szczyt jednej z dwóch budowli, a także ma późniejszą możliwość kontynuowania lotu bez zbędnego rozpędzania się. Innymi słowy, nie za wysoki i nie za niski. Po prostu idealny. Nie pierwszy raz korzystał z dachu 20 piętrowego budynku lub z mniejszego, stojącego obok w celach rekreacyjnych. Aktualnie siedział na krawędzi tego wyższego. Nogi swobodnie zwisały mu w dół huśtając się na boki i co jakiś czas uderzając o ścianę do rytmu bliżej nieokreślonej piosenki. Prawdopodobnie jego własnego autorstwa. On sam natomiast rozkoszował się słoneczną pogodą i pałaszował już trzeciego hot doga. Po prawdzie to właśnie TEN fast food był głównym powodem przerwy, a nie jakieś tam warunki pogodowe czy widoki. Najlepsze z najlepszych, no może w Seattle jego rodzinnych stronach można było dostać smaczniejsze, ale tak czy owak, nadal przepyszne. Idealnie przyrumieniona kiełbaska, zawsze świeża i chrupiąca bułeczka, masa dodatków a w tym i smażona cebulka. Niebo w gębie. To właśnie na nie zatrzymuje się za każdym razem, gdy tylko nadarzy się okazja i co najciekawsze nawet za nie nie płaci. Po prostu bierze i ucieka wte pędy przed sprzedawcą, który zapewne ma Michaela na jakiejś czarnej liście z wysokim długiem. I kto wie, może kiedyś go spłaci. Kiedyś... Może...
- Pyszności - jęknął z ekscytacji, po czym beknął kilka razy. Spojrzał w bok na piramidkę równo poukładanych, gorących jeszcze hot dogów, a następnie na swój, już lekko wypukły brzuszek. - Kradzione podobno nie tuczy. - Poklepał swój bęben z przeświadczeniem, że jeszcze sporo w nim zmieści i ze ślinką na ustach sięgnął po kolejne mało zdrowe żarełko.
Dodatkowym plusem usadowienia się właśnie na tym budynku był dobry punkt obserwacyjny. Co prawda Mike nie był zanadto skupiony na tym, co dzieje się tam na dole, pod jego stopami, ale zerkał kątem oka na ulice, sprawdzając, czy aby nie dzieje się coś ciekawego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Stuntman

avatar

Liczba postów : 9
Data dołączenia : 04/06/2016

PisanieTemat: Re: 67 Greton St.   Sro Cze 22, 2016 9:49 am

67 Greton St.- To dobra trasa na rozluźniającą przechackę po waszyngtonie. William w życiu pełnym stresu i napięcia rzadko miał chwilę na rozluźnienie umysłu. Odpocząć moralnie i po prostu się przejść na spacer jak normalny człowiek. Z tego względu, że okolica była spokojna i piękna odczuwał podwójną satysfakcję z wykonywanej zwykłej czynności. Mimo relaksu musiał uważać by nie wyróżniać się z tłumu. Okulary przeciw słoneczne by zasłonić oczy i zwykła koszula w kratkę powinny dać pozór miłego i dobrego mężczyzny. Szedł nonszalancko przed siebie i podziwiał widoki, aż dotarł do celu. 20 piętrowy budynek na który pragnął po prostu wejść, na sam szczyt i usiąść przy krawędzi. Stanął gdzieś niedaleko głównej klatki schodowej wyższego budynku i czekał. Czekał, aż jakaś nieznajoma kobieta z zakupami chciała się dostać do bloku. Szybko chwycił okazję i czarująco zaoferował pomoc z zakupami by dostać się na spokojnie do budynku. Po udzieleniu pomocy błyskawicznie skierował się na główny cel jego podróży. Po udanym wtargnięciu na szczyt od razu spostrzegł jakiegoś mężczyznę, który wydawał jakieś dziwne odgłosy. Najwyraźniej coś jadł.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Michael

avatar

Liczba postów : 10
Data dołączenia : 14/06/2016

PisanieTemat: Re: 67 Greton St.   Sro Cze 22, 2016 12:46 pm

Z biegiem minut pod stopami Michaela zaczęło zbierać się coraz więcej i więcej mrówek, a raczej ludzi, którzy z góry tylko wyglądali jak owady. W pewnym sensie nawet tak się zachowywali. Poruszali się wytyczonymi szlakami - chodnikiem, było ich pełno i jak zawsze skupiały się głównie wokół jednego centralnego gniazda - miasta ew. wsi. Dodatkowo żyją w zorganizowanej społeczności, gdzie każdy ma z góry przypisaną rolę - pracę, i jest także niesprawiedliwy, według niego, podział hierarchiczny, który solidnie ogranicza wolność małych, pomniejszych i młodych osobników poprzez nadużycie siły czy też praw przez te starsze. Nie trzeba chyba wielce główkować, by domyślić się, kogóż to też ma na myśli. (Dorosłych - gdyby ktoś naprawdę był głupi i się nie kapnął) Co prawda ostatnie przemyślenia może nie bardzo pasowały pod mrówki, ale Mike jakoś nie widział w tym dużego problemu. W najgorszym przypadku pozwią go obrońcy praw mrówek (???) za błędne i niedorzeczne porównania.
- Łołłłłł... - niemal krzyknął ze strachu, gdy główna zawartość hot doga prawie wyślizgła się z bułki, by spaść kilkanaście pięter niżej. Obserwacja tego, co na dole najwyraźniej tak go pochłonęła, że nie zauważył, iż pochyla się coraz to bardziej, a wraz z nim jego pyszności. - Mało brakowało. - Wskazującym wsunął kiełbaskę od tyłu na swoje miejsce, tak by przywrócić ją na swe prawowite miejsce. Oblizał palec od sosów i ponownie wrócił do konsumpcji.
Przez moment myślał, że usłyszał coś za sobą. Jakiś szelest może tupot. Był przekonany, że to wiatr lub coś podobnego, ale z czystej przezorności obejrzał się za siebie. Zrobił to szybko i bez najmniejszego skupienia, więc dopiero po kilku sekundach, gdy dotarło do niego, że zobaczył jakiegoś typka w czarnych okularach, wyskoczył z miejsca jak oparzony. Nigdy, ale to nigdy nikogo tam nie spotkał. Zawsze siedział tam sam, rzecz jasna nie licząc żarełka, toteż jego gwałtowna reakcja była uzasadniona i być może nieco komiczna, bo gdy wylądował twardo na nogach przyjął jakąś śmieszną postawę obronną rodem ze starych filmów o tematyce kung-fu.
- Stój, nie podchodź! - ostrzegł, stojąc niczym pelikan na jednej nodze. - Mam czarny pas w karate. - Skłamał, ale mężczyzna, który stał naprzeciwko, wcale nie musiał o tym wiedzieć. Wszedł na teren Michaela a on swojego rewiru łatwo nie odda. Gorzej, jeśli ten ktoś był z ochrony budynku, choć z ubioru nie bardzo pasował pod te funkcje, no może jedynie jego czarne okulary mogły o tym świadczyć, ale tak to nie bardzo widział go jako strażnika.
- Którześ ty?! - spytał jedynie nieco spanikowanym głosem.


Ostatnio zmieniony przez Michael dnia Sob Cze 25, 2016 5:37 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Stuntman

avatar

Liczba postów : 9
Data dołączenia : 04/06/2016

PisanieTemat: Re: 67 Greton St.   Pią Cze 24, 2016 9:57 pm

Co tu robi ten dzieciak? - Szybko poprawił koszule i stanął prosto, by móc pierwszy odpytać dzieciaka, jednak nieznajomy go uprzedził. Chyba go przestraszył sądząc po tym całkiem donośnym krzyku dającym wyraźnie do zrozumienia, że jest zaskoczony jego widokiem. Czarny pas w karate? - Co taki dzieciak może wiedzieć o karate? On sam wolał SYSTEMA, która jest szybszą i znacznie skuteczniejszą techniką walki od jak on to nazywa ,,damskich wykopów". Nie dał rady ukryć wyraźnego ździwienia na twarzy. Może i nawet zażenowania jego dziwaczną postawą po czym przechylił lekko głowę w prawy bok i nie dowierzał co właśnie słyszy. Lecz cały czas uważnie patrzył przez czarne szkła w jego okularach nie spuszczając go z oczu. Ostrożności nigdy za wiele, bo w sumie czasami pozory są bardzo mylące. Taki przypadek jest chociażby u niego samego. Na pierwszy rzut oka zwykły, no może całkiem dobrze wyrzeźbiony 25 letni mężczyzna, który w kilka chwil może wysadzić piętro... Kim może być ten dzieciak? Nie wygląda na agenta rządowego ani nikogo podobnego. Nie przypomina też nikogo komu wisi pieniądze, przecież w końcu udało mu się uregulować stare rachunki - Pieniędzmi kradzionymi, ale przecież w końcu każdy musi se radzić jak umie.
- Spadaj dzieciaku, matka się pewnie o ciebie martwi. - Powiedział z lekką hipokryzją. Miał nadzieję, że szybko go spławi by nareszcie w spokoju się zrelaksować widokami miasta. Machnął jeszcze z wyższością ręką po czym zmarszczył czoło na znak oburzenia i zaczął wolnym krokiem zmierzać w jego kierunek.
---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
PS: Przepraszam, że tyle zeszło odpisanie, ale naprawdę koniec roku i dużo spraw na głowie :/
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Michael

avatar

Liczba postów : 10
Data dołączenia : 14/06/2016

PisanieTemat: Re: 67 Greton St.   Sob Cze 25, 2016 6:35 pm

Mężczyzna był chyba tak samo zdziwiony, a może i zszokowany jak Mike, a może chłopakowi tylko tak się wydawało. Niemniej przez pierwsze chwile właśnie coś takiego odczuwał w jasnowłosym. To jednak szybko się zmieniło. Zaledwie po chwili przybrał postawę jakiegoś pana, szlachty czy innego bogacza, który dostaje to, co chce a przy tym wszystkich traktuje z wyższością.
Zwykły laluś. - To właśnie ta myśl, połączona z lekką złością sprawiła, iż chłopak zacisnął prawą pięść. Nie zaatakował jednak. Bo i po co? Żeby obić mu te jego piękną twarzyczkę? Tylko to ma - wygląd, nic więcej. No i kasę... Takie typki jak on mają tyle pieniędzy, że za kilka dni zreperuje sobie twarz, a i jeszcze poprawi. Zakładając, iż po bliższym spotkaniu z prawicą i lewicą Michaela coś z tej facjaty zostanie. Dodatkowo pewnie wystąpiłby z jakimś nakazem aresztowania czy innymi sądowymi papierami i przez 24 godziny na dobę Grand dosłownie nie odpędziłby się od policji a plakaty z jego podobizną i dopiskiem „POSZUKIWANY” wisiałyby, na co drugim słupie. Rzecz jasna to akurat nie byłoby znowu takie złe, wręcz przeciwnie. W końcu miałby jakąś rozrywkę od dłuższego czasu i to może nawet solidną. Obecnie jednak nie miał na to ochoty. Wszakże miał przerwę na jedzenie!
- „Dzieciaku”? - powtórzył z irytacją w głosie i napiętą żyłą na czole.
Za kogo ten pożal się boże piękniś mnie ma? Co ja bobas jestem? Niańki potrzebuję czy jak? Jeszcze trochę, a jegomość przekroczy świętą granicę Mike'a i oberwie. Naprawdę.
- A twoja wie, że włóczysz się sam po dachach? - szybko się odszczekał. Miał dodać jeszcze kilka mniej lub bardziej niemiłych kwestii, ale zamilkł przyglądając się jedynie swojej prawej ręce. Odwracał ją kilkakrotnie, lustrując to jej wewnętrzną to zewnętrzną część. Dostrzegł śladowe ilości sosu na palcach, ale samego hot doga, którego właśnie szukał, jakoś się nie dopatrzył, a przecież trzymał jeszcze dobrą jego połowę w dłoni.
Wyparował?
Ignorując całkowicie gościa, zaczął się rozglądać na boki. Ani śladu. Dopiero gdy podszedł do krawędzi i spojrzał w dół, zorientował się, gdzie zniknęło jego jedzenie. Gdy wyskoczył jak oparzony kilka sekund temu, omyłkowo puścił hot doga, który niefortunnie poleciał całe 20 pięter w dół i wylądował na czuprynie jakiegoś faceta w garniturku. Co gorsza, ów pan dostrzegł Michaela, gdy ten akurat zerkał w dół i z niekrytą wściekłością wbiegł w najbliższe drzwi do budynku, a następnie zapewne od razu pokierował się w stronę windy lub klatki schodowej, by dostać się na samą górę w celu udzielenia osobistej reprymendy (czytaj „w celu opieprzenia Mike'a”). Tylko tego mu jeszcze brakowało; następnego idioty podczas przerwy na ulubiony posiłek.
Najlepszą i jedyną rzeczą, jaką mógł teraz zrobić chłopak to face palm połączony z prostym i treściwym komentarzem:
- k***a... - Przekleństwo jak to przekleństwo - nie wypada stosować, ale jakie inne słowo odda tak trafny obraz całej sytuacji i jednocześnie wszystko podsumuje jak nie zwykłe, stare, dobre „k***a”?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Stuntman

avatar

Liczba postów : 9
Data dołączenia : 04/06/2016

PisanieTemat: Re: 67 Greton St.   Wto Cze 28, 2016 5:20 pm

Spokój, relaks, odpoczynek, aach... To chyba nie jest mu pisane. Wiecznie jacyś ludzie muszą dodać od siebie swoje kilka groszy by uprzykrzyć życie Williamowi. W Manchesterze w sumie nie było tak źle. Do deszczu się przyzwyczaił, a miasto było bardzo piękne. W końcu to tam się wychował. Wad dużo nie było, no może poza jedną główną , która spowodowała jego ucieczkę z kraju i aktualny, ubogi stan bytu. Mianowicie incydent zamordowania własnego ojca i kilka innych cywilów spowodował, że jest dość dobrze znany w całym królestwie Anglii. Gdyby dało się cofnąć czas bez wahania by to zrobił. No ale niestety nie posiada takiej możliwości i musi wytrzymywać ze wkurzającymi Amerykanami.
- Czy twoja wie, że włóczysz się po dachach? - dość typowa, nie zbyt wyrafinowana szczeniacka odzywka. Brakowało jeszcze klasycznych gestów rękoma by dopiąć pyskowanie na ostatni guzik. Stanął z  niedowierzaniem i rozłożył ręce. - Ty chyba nie wiesz z kim rozmawiasz Dzieciaku... - Oburzenie? Tak to było najpewniej oburzenie. Mało brakowało aby lekkie emocje przejęły już nad nim kontrolę, lecz przypomniał mu się obraz matki której tak naprawdę nigdy nie widział, ale mógł se ją wyobrazić z najróżniejszych opowiadań jego służących. Była dobrą kobietą, która by nie chciała, żeby jej syn wpadał w szał o byle jakie szczeniackie potyczki z innymi ludźmi. Najwidoczniej nieznajomy stracił zainteresowanie nim. Zlał go? Najwidoczniej w kilka sekund potrafi się rozkojarzyć i znaleźć zainteresowanie czymś innym. - ciekawe... - Pomyślał. Stał może jakieś 4 metry od niego. - Eeeh... Dobra Dzieciaku bardzo cię proszę, nie chcesz mnie denerwować. Nie mam nastroju na twoje szczeniackie odpały. Nie obchodzi mnie co o mnie myślisz, chce byś po prostu stąd spływał. - Na szczęście udało mu się uspokoić i wrócił do pierwszej postawy wobec nieznajomego, czyli pogarda i wyższość. Im szybciej odejdzie tym lepiej dla nich obydwu. Młody se oszczędzi siniaków na twarzy a on zabawy z policją, która jest ostatnią jaką chciał by zagrać. Tutejsza policja na szczęście jeszcze nie wie, że na ich terenie chodzi na wolności chodząca bomba...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Michael

avatar

Liczba postów : 10
Data dołączenia : 14/06/2016

PisanieTemat: Re: 67 Greton St.   Sro Cze 29, 2016 11:47 am

Mężczyzna kolejny raz porównał Michaela do dzieciaka. Ten całe szczęście był zajęty rozmyślaniem o upuszczonym jedzeniu, toteż całkowicie się wyłączył. Można rzec, że był we własnym świecie i w bezruchu rozmyślał. Po kolejnym „Dzieciaku”, które padło z ust jegomościa, Mike jakby się ocknął. Lekko mówiąc, na nowo był zdenerwowany, jak przedtem, lecz tym razem dodatkowo zaczął mu towarzyszyć szary dym, który z wolna zaczął sączyć się po podłodze wokół chłopaka. Zwykły człowiek najpewniej pomyślałby, że to efekt nieszczelnej instalacji grzewczej bądź coś w tym rodzaju, a nie zbliżający się atak.
- Jak na razie tylko ty tu wszystkich denerwujesz... - zaczął łagodnie. - Wpieprzasz się tam, gdzie miejsce jest już dawno zajęte i pewnie myślisz, że na jedno słówko dostaniesz to, czego chcesz na srebrnej tacy... Żałosny typowy laluś mający się za lepszego. - Już pominął kwestię nazewnictwa jego samego jako „dziecko”, mimo iż wiekowo zapewne jest zbliżony do lat Michaela. - Ale zgoda. - Nagle zmienił podejście i przybrał łagodniejszy ton. - I tak miałem już spadać. - Skłamał. Nie miał ochoty opuszczać dachu bez żadnej zemsty. Podszedł do pozostałych hot dogów, wziął dwa w miarę jeszcze ciepłe i stanął nad krawędzią. Z jednego ugryzł kilka razy, delektując się, a drugiego rzucił w stronę lalusia, życząc smacznego.
A żebyś się nim udławił!
Starał się jeszcze przez chwilę grać na czas. Wiedział, że za chwilę powinien pojawić się gość, który kilka minut temu oberwał bułką, parówką i sosem. To właśnie na jego przybycie czekał. Miał w planach wyskoczyć z dachu chwilę przed pojawieniem się ów pana i tym samym wrobić w całe zamieszanie tego gbura, który każe mu się wynosić. Sam natomiast przeczeka na balkoniku piętro niżej, by podsłuchać, co się będzie działo i pośmiać przy okazji. Później pewnie skorzysta z lewitacji i wróci na dach albo odleci jeśli uzna, że jest usatysfakcjonowany.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Stuntman

avatar

Liczba postów : 9
Data dołączenia : 04/06/2016

PisanieTemat: Re: 67 Greton St.   Pią Lip 01, 2016 6:23 pm

Gniew... dużo gniewu wyczuł w tym chłopaku, który najwyraźniej jest coraz bardziej podsycany przez postawę Williama. Jeszcze ten szary dym wydobywający się z nikąd dodał mu lekkiej grozy. Pewnie się przewidział, w końcu coś takiego jest przecież nie możliwe, chociaż z każdym dniem jego życie staję się coraz bardziej pokręcone. Dziwni ludzie, dziwne zjawiska coraz częściej wchodzą do jego codziennego życia. Stanął na przeciw niego, złożył ręce i słuchał uważnie co ma ciekawego do powiedzenia. ,,Laluś'' ? Nie mógł wytrzymać i pozwolił sobie uwolnić szeroki grymas na twarzy. Co jak co, ale jemu daleko do lalusia. Może i jeszcze nie przyzwyczaił się do bardziej ,,ulicznego życia", ale nie zalicza się do grupy bogatych, tępych i bezbronnych dzieciaczków z pieniędzmi. W końcu bogaty już nie jest a poradzić se umie sam. Nagle nieznajomy zmienił ton na łagodniejszy. Trochę dziwne... a może po prostu nie jest tak głupi jak myślał William? Gdy ten rzucił w jego stronę hot-doga nie wiedział jak zareagować, więc szybko go pochwycił, ale plamka sosu poplamiła mu rękaw.
No świetnie teraz będę musiał zwinąć nowy ciuch z targu. Póki czas chciał mu jeszcze dopiec za tę plamę - Jednak spływasz? Myślałem, że jesteś twardszy dzieciaku. Ale cóż... Tylko uważaj na te hot-dogi. Są strasznie niestrawne. - Natychmiast odrzucił hot-doga na bok i patrzył na reakcję chłopaka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: 67 Greton St.   

Powrót do góry Go down
 
67 Greton St.
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Midgard :: Stany Zjednoczone Ameryki :: Waszyngton-
Skocz do: