Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Merc with a Mouth vs Mainmind

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Deadpool
Troll Forumowy | Boski Posłaniec
avatar

Liczba postów : 192
Data dołączenia : 08/08/2012

PisanieTemat: Merc with a Mouth vs Mainmind   Sro Paź 15, 2014 9:09 pm

Kto wchodzi na cb, ten wie: Main mnie niemiłosiernie wku...a plus muszę się wyżyć, plus zawsze miło kogoś pozabijać, plus pozdrawiam tatę, drugiego tatę - mimo, że się do mnie nie przyznaje - i siostry. I obie córki. Syna marnotrawnego też, niech mu będzie. Rzucam rękawicę, ostrzę katany, Mainmind, przyjmujesz wyzwanie?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Merc with a Mouth vs Mainmind   Sro Paź 15, 2014 9:30 pm

Przyjmować przyjmuje.
Powrót do góry Go down
Rhoshan
Lisi Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 502
Data dołączenia : 15/06/2014

PisanieTemat: Re: Merc with a Mouth vs Mainmind   Sro Paź 15, 2014 11:27 pm

Będę tą walkę sędziował, a temat zrobię kiedy wrócę z uczelni, czyli zapewne dzisiaj. Szykujcie wymyślne strategie, obstawiajcie zakłady. Niebawem nadejdzie czas konfrontacji (szybciej niż skończą się reklamy polsatu)

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rhoshan
Lisi Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 502
Data dołączenia : 15/06/2014

PisanieTemat: Re: Merc with a Mouth vs Mainmind   Czw Paź 16, 2014 5:30 pm

Zatem zaczynajmy igrzyska, arena stoi otworem, a przeciwnicy mają jeszcze chwilkę na przygotowanie się mentalnie do walki. Tym razem wybór lokacji padł na polanę w środku lasu, która jest otoczona drzewami liściastymi, które praktycznie swoimi koronami zasłaniają niebo. Pośrodku owej polanki stoi wysuszone drzewo, wyglądające jakby było pomnikiem ku pamięci poległych tutaj zawodników. Tak jakby to śmierć stworzyła sobie z tego drzewa własne siedzenie w loży VIP i oglądała każdą walkę, która została tu stoczona. Dzisiaj miał walczyć Deadpool oraz Mainmaind, którzy postanowili swoje sprzeczki rozwiązać po męsku. Całe wydarzenie oczywiście nie umknęło wielu osobom, które poczęły zakładać się o wysokie kwoty.
Zawodnicy mają jeszcze około 5 minut, zanim pojedynek oficjalnie się rozpocznie. Wykorzystajcie te 5 minut mądrze.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Merc with a Mouth vs Mainmind   Czw Paź 16, 2014 8:35 pm

Dzień był okrutny. Zła pogoda, złe warunki klimatyczne. No i ten przeklęty las. Dlaczego Mainmind w ogóle zgodził się na tą walkę między sobą a innym idiotą z gatunku mutantów. Co chciał sobie w ogóle udowodnić. Odpowiedź na to jest prosta, moi kochani: Czysta zabawa. Nikt nie spodziewałby się, że ten dobry i rozsądny chłopak o imienu Richie Concordata nagle zamieni się w swoje koszmarne wcielenie zwanym Mainmindem. Kim był Mainmind? Był dla Richiego osobą, jego złym bratem, którego musi taszczyć dlatego, że nie ma nóg. Znaczy tak brzmi interpretacja samej osoby Mainminda dla Richiego. Kim był natomiast Mainmind? Mainmind był po prostu outsiderem, idiotą, który za wszelką cenę chciał siebie pokazać w świetle reflektorów. Jeśli ktoś oglądał paradę w Dniu Niepodległości Stanów Zjednoczonych, ten na pewno zauważył w pewnym momencie przebiegającego z miotaczem płomieni człowieka, który zaczął palić wszystkie ozdoby i balony wypełnione helem. Tak... To był Mainmind. Jednak dzisiejszy temat jest poświęcony osobie Mainminda, dlatego pozwólcie, że to sam uczestnik w tym temacie zacznie się wypowiadać. No właśnie, S#$&@* mi stąd, won z mojego przedstawienia. No więc, elo, cześć, siemanko wszystkim. Z tej strony ja... wspaniały, wielki, wybuchowy i ogólnie świetny Mainmind. Jak widzicie, narrator w końcu już przymknął mordę, więc możemy swobodnie narzekać na temat hodowli pand w wannie oraz gumowych kaczuszkach w zoo. Wiecie, całe dzisiejsze wydarzenie opisuję jako masakrę. Kompletną masakrę. Widzicie, ja jestem kaskaderem-aktorem-stylistą-mistrzem-sztuk-walki-twardym-zawodnikiem-twojąmamą-babcią-wujkiem-dziadkiem-i-kogo-tam-sobie-jeszcze-wymienicie. A ten idiota przed nami jest kompletnym ignorantem na temat piękna jakim jest sztuka masakry trawnika sąsiada. Pan Rachelhold, a raczej Pan Cipcia już wie co to znaczy posiadać ogóra w czterech literach. Zapewniamy was, firma Mainmind Corporation nie krzywdzi pand, tygrysów, pelikanów, misiów pluszowych, ameb i innych zwierzątek w naszym eko-systemie. Ale widzicie. Czas na rozgrzeweczkę. Zobaczcie jak.... ekhem, pozwól, że się wtrącę Mainmind, miałem lekkie problemy fizjologiczne. A tak, słyszałem o tym, sam ci wrzuciłem te proszki na przeczyszczenie do twojej pysznej, jaśminowej herbatki. CO?!!?! Znaczy się, to było bardzo złe mój drogi. Ale wracając do sytuacji. Ciało Richiego zostało przejęte przez jego złe wcielenie, okropne wcielenie. EJ! TO BYŁO NIEFAJNE. ZAMKNIJ SIĘ TY IMITACJO SUPER-GWIAZDY. Ożeeesz tyyy.. Zobaczysz jak ci dupsko złoję jak stąd wyjdziemy. Siedź cicho, czubku. No więc wracając. Mainmind jest bardzo zły i stara się to pokazywać na wszelkie sposoby. Pokazuje też swoje dobre strony, ale nie akceptuje tego. Ostatnio był w Polsce, w kraju gdzie wódka i kiełbasa leje się hektolitrami. NOOOO, tam była taka libacja, że hohoho. Wracałem do siebie przez tydzień. Ech, siedź cicho. No doobra. Więc, był w Polsce i spotkał tam biednego mężczyznę, który szukał czegoś do ocieplenia. Jedynie co miał na sobie ten cudowny mężczyzna, to był szalik drużyny Wisły Kraków. Zachowałem się bardzo dobrze przecież. Pozwól mi dołączyć. Problemem było to, że ten biedaczek siedział na terenie drużyny Legii Warszawy. A to... nie wróżyło nic dobrego. EJ! To nie fair. Mówiłem ci, zamknij się. Kontynuując. Biedaczek zebrał łomot. A Mainmind się cieszył.
W tym momencie jednak spotykamy się w lesie, w miejscu, gdzie wszystko jest ciche i chyba nie da się niczego zniszczyć oprócz natury. I TAK ZOBACZYCIE, ŻE TO ZNISZCZĘ. Oprócz natury, którą Mainmind i tak zniszczy. Przed jego oczami była jednak osoba, którą no nie znał w ogóle. Dlatego Mainmind pomachał do niego, mając na sobie swoją maskę i strój „bohatera”, zasłaniający jego całe ciało i głowę.
- Powodzenia Ci życzę, misiaczku. Oby tylko nas obu pupcia nie bolała po naszym cudownym spotkanku. Całuski.
No właśnie, całuski.
Powrót do góry Go down
Deadpool
Troll Forumowy | Boski Posłaniec
avatar

Liczba postów : 192
Data dołączenia : 08/08/2012

PisanieTemat: Re: Merc with a Mouth vs Mainmind   Czw Paź 16, 2014 8:38 pm

- Hej, narratorze Mainminda, pragnę zauważyć, że nie jestem mutantem. Nie rzucajmy przezwiskami, durniu. Według nazewnictwa cudnego, zgodnie z nazwą, wydawnictwa komiksów Marvel, które aktualnie kompletnie zmienia swoje najbardziej popularne postacie, zabierając szeptami młoty, których trzeba być godnym(Posada robola z młotkiem widać nie jest dla każdego), odprawiając na emeryturę stary, teraz już dosłownie, symbol Kapitanów i Ameryki, czyniąc Starka na powrót alkoholikiem czy mnie, waszego wspaniałego, regenerującego się degenerata, karmazynowego klauna - mnichem - ja, Wade Winston Wilson, kryptonim Dead-the-best-and-the-most-handsome-mercenary-in-the-multiverse-pool, jestem określany jako "mutate", nie "mutant". Więc bez wyzwisk. Durniu. A tak w ogóle, czemu wzorujesz się na stylu pisania mojego autora? Też wiesz, że jesteśmy w grze forumowej? A więc nie jestem sam! - Stojący do tej pory kilkanaście metrów od Mainminda najemnik, trzymający w obu dłoniach - a to niespodzianka - burrito(Kilogramowe. Z wołowiną, grillowanymi warzywami i ostrą salsą. Muy bueno!), podszedł teraz do swojego dzisiejszego przeciwnika, z uśmiechem na wpół odsłoniętej twarzy.
- Wiesz co... - zagaił, obejmując go nagle ni stąd, ni zowąd jednym ramieniem, po - szok - przyjacielsku, podczas gdy palce drugiej ręki sprawnie trzymały w powietrzu przysmak Wade'a.
- Może myliłem się do ciebie. Nie jesteś taki zły. Prawda, młody, durny, wkurw... wkurz... irytujący, jak piekło. Jego dziesiąty krąg. (Dziewiąty?) Stworzyli kolejny, specjalnie dla mnie oraz twórców Timeforce 2099. I kreskówki Ultimate Spider-Man. Odcinka z pseudo-Miguelem. (Ciekawe czy gdzieś głęboko w internetach istnieje jakieś Spidey99pool?) Wracając. Ale to jednak nie zdarza się często, by ktoś tak próbował się na mnie wzorować. To poniekąd komplement, w sumie. Wiadomo, jesteś jeszcze nastolatkiem, dojrzewasz, szukasz swojego wzorca. Więc naśladujesz najwspanialszą istotę, jaka istnieje na tym świecie. Nieudolnie, ale to się da zmienić. - Usta Wilsona wykrzywiły się jeszcze bardziej, gdy ten uśmiechnął się szeroko oraz, wydawałoby się, szczerze do chłopaka obok. Przysunął nagle do jego twarzy swoje burrito i odparł:
- Indianie mieli fajkę pokoju, ja preferuję burrito pokoju. Lubisz ostrą salsę, prawda? I burrito? Inaczej musiałbym jednak cię zabić. To co, gryz, pokój, idziemy palić wioski, gwałcić i wkurzać wszystkich wspólnymi siłami na cb. Młodszy braciszku, emotka-serduszko? Tylko oszczędzimy leniwce, jeśli jakieś są w tym lesie(To prędzej w dżungli... ?) I misie koala. Albo nie, koala spłoną. Ale urocze leniwce zostawiamy. - Deadpool wepchnął w którymś momencie ciężki posiłek w ręce Maina, po czym ruszył znów do przodu, wracając na swoje wcześniejsze miejsce.
- Tylko wyobraź sobie: Ja, ty, cb. Wspólne zagadywanie wszystkich na śmierć. Irytowanie mackami, larwami i naszą nadludzką głupotą. I... - mówił podczas nieśpiesznej, krótkiej drogi, by na koniec spojrzeć przez ramię na Richiego z już mniejszym, a przy tym trochę tajemniczym uśmiechem. A także detonatorem, wyciągniętym niepostrzeżenie, teraz spoczywającym w, ustawionej blisko twarzy, najemniczej dłoni. I palcem już przyduszającym przycisk, co uniemożliwiało Mainowi wystarczająco szybką reakcję.
- ... ich miny, gdy powieszę na ścianie twoją głowę. Serce? Cokolwiek, co z ciebie zostanie. O ile z ciebie zostanie. Chyba nie przemyślałem kwestii pozostawienia po tobie jakiegokolwiek trofeum... - W podjadanym lekko wcześniej przez Regenerującego się Degenerata burrito, najemnik ukrył piętnaście gram plastycznego materiału wybuchowego - zwanego pospolicie C4 - razem z zapalnikiem. Jak myślicie, co stanie się teraz z trzymającym to, jego oponentem, skoro Wadey właśnie nacisnął działający natychmiastowo przycisk detonacji(Nie mieliśmy poświęcić tej, hm, tury na przygotowanie się do walki i tylko, i wyłącznie to?)(Chrzanić zasady! Na wojnie nie ma zasad)(Będą fajerwerki, jeeeej!)?

Edit:
A co, gdyby Main nie przyjął prezentu w postaci przepysznego, cudownego burrito?
- Ej, to niegrzeczne z twojej strony. - Najemnik spojrzy, już poważnie, na przeciwnika, trzymając dalej w dłoniach odrzucony przed chwilą posiłek i stojąc jakieś pół metra od Mainminda.
- Zgodnie z tradycją starożytnego plemienia Poolhawków, odrzucenie burrito pokoju może być powodem do rozpętania wojny, natomiast wielki bóg Godpool winien jest rzucić na odrzucającego sześćdziesiąt dziewięć klątw. Lepiej nie zaczynać ze starożytnymi bożkami, prawda? - powie, by w następnej chwili rzucić posiłek-pułapkę pod nogi oponenta i teleportować się nagle kilkanaście metrów do tyłu - podobnie jak w pierwszym wariancie, wyciągajac przy drugiej czynności szybko oraz ukradkiem detonator(Blah, blah, blah, blah blah, blah i wtedy wcisnę przycisk detonacji, i eksplozja urwie Mainowi nóżki. S p r ó b u j ę tak zrobić. Jednak nie można łamać wszystkich zasad, cholera by to).
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rhoshan
Lisi Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 502
Data dołączenia : 15/06/2014

PisanieTemat: Re: Merc with a Mouth vs Mainmind   Czw Paź 16, 2014 10:00 pm

Tak oto na arenie spotkała się dwójka trolli chat boxowych. Reprezentant burrito team oraz reprezentant kolorowych (żart oczywisty bo przecież zmienia kolor czyż nie?). Deadpool próbował wcisnąć Mainowi ową potrawkę z iście wybuchowym nadzieniem, jednak plan nieco spalił na panewce, gdyż przeciwnik zwyczajnie go wyminął nie przyjmując burrita (//na Cb dostałem co robi w wypadku kiedy mu to próbujesz wręczyć). Oczywiście Deady walnął swoją gadkę szmatkę, na którą różnie ludzie reagowali, jednak bardziej przykuło uwagę to, że rzucił niebieskowłosemu coś pod nogi.  Mianowicie ową potrawkę-śmierci. Wiadomo, że mutant miał odruch by odskoczyć z racji środowiska w jakim wychowywał się. Owa strefa R mogła go wyczulić na takie ewentualności że ktoś mu coś rzucał pod nogi w celu poranienia go (ot zwykły odruch), jednak pamiętajmy o tym, że najemnik nadal miał nieprzewidywalność i element zaskoczenia. Przez te dwa czynniki Main miał nieco opóźniony zapłon i zdołał odskoczyć tylko na tyle by nie urwało mu nóg, a jedynie poparzyło dotkliwie cały przód, gdyż tą stroną stał do niego. Wybuch był na tyle mocny (bądź co bądź to dosyć silny ładunek wybuchowy), że odrzucił Richiego na kilka metrów w tył. Na początku przyszły zawroty głowy, stan otępienia dosyć solidnego, by zaraz nadszedł intensywny ból wywołany poparzeniami. Miał naprawdę dużo szczęścia, że to było tylko 15 gramów. Na szczęście nie oślepł, jednak sama eksplozja sprawiła, że miał nieco rozmazany obraz, który utrudniał widzenie. W powietrzu unosił się zapach spalonego burrita, a kawałki które przetrwały wybuch leżały gdzieś na drzewach. Deadpool jednak nie przygotował się na jedną ewentualność. Otóż nie ocenił odległości od drzew kiedy się teleportował, wszakże polanka nie była taka duża. Skończyło się to dosyć nieprzyjemnym wteleportowaniem tyłu pleców (dosłownie ze 2-3 centymetry) oraz barków w drzewo co nieco krępowało jego ruchy, zwłaszcza rąk. Miał wybór, oderwać sobie skórę lub jeśli miałby próbować strzelać z broni to byłoby to dosyć niecelne, zważając na odległość i to że nie ma stabilnej pozycji do strzału. Oboje macie chwilę by „dojść do siebie”. Main masz jakieś 10-15 metrów do tego drzewa w centrum polany. Zasugerować się można, że całość ma te 40 metrów średnicy.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Merc with a Mouth vs Mainmind   Pią Paź 17, 2014 2:24 pm

Jako, że w końcu Mainmind zamknął swą twarz na moje uwagi, poprosiłem go o wzajemną kooperację z moimi poleceniami. Na czas tej walki, będę waszym narratorem. A więc czytajcie wypociny.
Czarne to były teraz chwile dla Mainminda. Jego ciało poparzone, dodatkowo rozmazanie wzroku. Tutaj Mainmind mógłby w innej sytuacji pochwalić Deadpoola za dobrą bombę. Ale nie w sytuacji, kiedy ta bomba została użyta na nim samym. Po wybuchu, którym miał okazje widzieć, Mainmind leżał na ziemi sycząc z bólu. Chcąc jednak nie być dobrym celem dla tego anty-bohatera, Mainmind  wstał  z ziemi na tyle ile mógł i jak najszybciej postarał się ukryć gdzieś między roślinami panującymi w florze tego lasu. Oczywiście chciał chociaż w jakimś stopniu zachować każdą z częśći ciała, ale pieczenie na skórze wciąż mu towarzyszyło. W razie udanego przetransportowaniu się w ukryte miejsce, Mainmind przybrał kolory flory, aby zmylić chociaż na trochę swojego przeciwnika. **Ciii, Mainmind, dasz radę, wierzę w ciebie. Pamiętaj, bądź sobą, poradź sobie.** **Dobrze ci mówić, kiedy to nie ty czujesz poparzeń. Ten gość... jest jakiś... podejrzany. Ciągle polega na swoich zabawkach. Gdybym dał radę jakoś przetrwać ten ból i postarać się o trzeźwe myślenie, może dałbym radę zdziałać chociaż trochę więcej. Psia mać.** To były trudne chwile dla Mainminda. Wyciągając z krzaków pokryty zielonością pistolet, Mainmind starał się wycelować w klatkę piersiową Deadpoola. Dałoby to chociaż Mu kolejne chwile do pomyślenia nad nowym ruchem. W tej turze i tak najbardziej był poraniony Mainmind. Coś, co przydałoby się załagodzić ból byłoby dobrym rozwiązaniem. Ale gdzie szukać przydatnych rzeczy do natychmiastowego złagodzenia? Tego Mainmind nie wiedział. Następne co było słychać to był to tylko strzał.

(Na wszelki wypadek, czy MG mógłby podkreślić moment w którym jest napisane czy Main trafił czy nie? Przydatne do czytania i rozpoznania)
Powrót do góry Go down
Deadpool
Troll Forumowy | Boski Posłaniec
avatar

Liczba postów : 192
Data dołączenia : 08/08/2012

PisanieTemat: Re: Merc with a Mouth vs Mainmind   Pią Paź 17, 2014 11:21 pm

- Ach! Na... Świętego... Latającego boga-burrito z kurczakiem chipotle oraz salsą jalapeno... - Ciało Deadpoola zesztywniało przez moment, pod wpływem przeszywającego bólu, gdy te 2-3 centymetry jego pleców oraz barków zostało wteleportowanych w drzewo.
- Czy to jakaś zemsta, za nie rozumienie fenomenu postaci Groota? Dzięki autorze moich postów, że mnie w coś takiego wpakowałeś. Wpakowałeś dosłownie. Albo dzięki tobie, mg. Mówił ci ktoś kiedyś raz lub milion, że jesteś wredny? Hm, czy ty dałbyś się przekupić za autograf... ? Dorzucę ładne mangi, z ograniczeniem wiekowym plus osiemnaście. I to nie z powodu brutalności. Poza tym, przemoc przeważnie dostaje plus szesnaście. W końcu, przedłużanie gatunku w porównaniu do zabijania jest o wiele. Wiele. Wieeele. Bardziej straszniejsze i szkodliwe. Prawda? Więc wróćmy do szerzenia krwawej - ugh - nienaw... - ACH! - ...iści. - Wade momentalnie zrobi szybki krok, a przy tym silny ruch torsem do przodu, by wydostać się z drewnianego więzienia, tracąc przy tym odrobinę ciałka(To się dopiero nazywa sposób na odchudzanie. Powinienem zostać trenerem osobistym) oraz jęcząc z bólu.
- Oj, jak dobrze mieć czynnik gojący. Moje plecy... - wysapie ciężko, podczas gdy wspomniany Healing Factor na pewno zaskoczy i zacznie regenerować tył pleców najemnika. Ten zaraz odwróci się w stronę drzewa z zawodem rysującym się na skrytej przez maskę twarzy.
- Moje katany zostały w drzewie, d'oh. No nic, wybaczcie dziewczynki, ale jednak nie pomożecie mi w skrzywdzeniu Mainminda. - Machnie ku, być może niemożliwym nawet do wydostania, japońskim mieczom, zupełnie ignorując fakt, że to tylko, cóż, przedmioty(Ej! Katty i Kattie też mają uczucia. To nie są zwykłe katany. Przeszliśmy razem naprawdę dużo. Więcej niż z Suzy. Aczkolwiek z nimi akurat nie miałem żadnych intymnych przygód(Jeszcze?) Upodobały sobie raczej, gdy nadziewam na ich długie ostrze swoich oponentów. Jak Maina. Bardzo chciały go... Posmakować. Mieliśmy nawet przygotowane fatality, na koniec walki. Więc jeszcze raz - D'oh!). Wade, jak to zwykle ma w zwyczaju, będzie paplał bezustannie, podczas gdy jednocześnie zajmie się realizowaniem ułożonego w swojej nieobliczalnej główce planu:

Wariant pierwszy? (Nalot bombowy, za pomocą nadziewanych C4 tacos!) Mainmind, po eksplozji, poważnie poparzony oraz z zamglonym spojrzeniem raczej będzie potrzebował trochę czasu, by po prostu dojść do siebie - nie mówiąc już o podjęciu jakiejkolwiek inicjatywy, zabraniu się za utrudnioną swoim stanem ucieczkę - prawda? Regenerujący się Degenerat postanowi to wykorzystać, część zyskanego na tym czasu poświęcając na wcześniej wspomniane wydostanie się z drzewa, a resztę - na wyciągnięcie bolas. Kilka metalowych obciążników w kształcie kul, połączone wystarczająco długim sznurem, by mógł kilkakrotnie splątać wokoło trafionego przeciwnika. Deadpool chwyci broń miotaną odpowiednio w obie dłonie, zamachnie się i po wycelowaniu - rzuci tym z dużą siłą w stronę Mainminda, celując w nogi uciekającego oponenta. Przy zdolnościach naszego zawodowego zabójcy, i odrobiny szczęścia(Oraz litości wrednego mg. Co powiesz na dalsze negocjacje na temat łapówki? ) rywal klauna w czerwonym powinien skończyć unieruchomiony na ziemi. Wtedy Wade sięgnie po, spoczywające w kaburach na jego udach, dwa pistolety Beretta 92(Say hello to my little friends!). Wyceluje w leżącego Maina i podejdzie, by ostatecznie, z odległości metra-dwóch wpakować w niego oba magazynki, celując głównie w klatkę piersiową - gdzie znajduje się przecież serce - oraz w głowę - w szczególnie niezbędny dla ludzkiego organizmu narząd, jakim jest mózg, a dwa pociski pośle wpierw w przedramiona przeciwnika, by na wszelki wypadek ten, z rannymi rękoma, miał jak największe problemy sięgnąć po broń, wycelować i wykonać ewentualny kontratak. A gdyby postanowił bronić się już po upadku, w jakikolwiek sposób - szczególnie mowa tu o jego Deagle'u - to Wilson zareaguje szybko i wystrzeli wcześniej. Mimo wszystko, jest wyszkolonym strzelcem i przynajmniej część strzałów powinna trafić w chłopaka z nieco większej odległości.

Co jednak, gdy bolas jednak nie trafi w cel i Mainmind zdąży czmychnąć do krzaków? (Też nalot bombowy?) Poza tym, że Wade pośle za nim trzy-cztery kulki ze wspomnianych wcześniej pistoletów, zanim chłopak zanurkuje między zieleń - a nuż któraś trafi w plecy chłopaka - to najemnik zaraz uśmiechnie się szeroko pod maską.
- To mój ulubiony moment - odezwie się i po schowaniu z powrotem do kabur pistoletów, zaraz wyciągnie... Granatnik rewolwerowy Milkor MLG.
- O to mój kolejny "l i t t l e friend"! - krzyknie, gdy jego oponent będzie kolorował się, schowany pośród roślinności, by zaraz posłać wszystkie sześć granatów - trzy z rodzaju High Explosive, trzy zapalające - za nim. Jedna para, zgodnie ze sposobem celowania Deadpoola oraz uwzględnieniem przez niego ewentualnego wiatru, powinna polecieć mniej więcej w miejsce, gdzie Main wskoczył między drzewa, z tym, że nieco dalej. Druga bardziej na lewo, trzecia natomiast - na prawo. W ten sposób zasięg wybuchów oraz płomieni powinien objąć wystarczający teren, by gdzieś tam między nimi znalazł się Richie. A te drugie przecież powinny jeszcze zacząć się zaraz rozprzestrzeniać. (Nie ma to, jak zapach płonącego Mainminda o poranku. A propos, jeden z granatów zapalających to specjalne pozdrowienia od Eleny Wilson!)
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rhoshan
Lisi Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 502
Data dołączenia : 15/06/2014

PisanieTemat: Re: Merc with a Mouth vs Mainmind   Sob Paź 18, 2014 2:07 pm

Oczywiście MG nie przystał na ową łapówkę w postaci owych mang (dlaczego zatem ma pełną torbę, z których wystaje róg jakiejś książki? E nieważne). Polanka wkrótce miała się stać jednym wielkim pobojowiskiem, praktycznie terenem działań jak w jakimś Wietnamie albo Afganistanie sądząc po tym co zaraz miało się stać. Wade’owi udało się wydostać z drzewa, przy okazji odrywając sobie spory kawałek ubrania i skóry z pleców oraz zostawiając w owym krewnym Groota katany. Tak, oto katany stały się zakładnikami drzew i ciężko by było je wyciągnąć, chociaż byłoby to możliwe gdyby się trochę z nimi siłować przez chwilę (drzewo może być całkiem niezłym przeciwnikiem do sparingu, jeśli oczywiście ma „ręce”, a wiadomo że jeśli nie ma rąk to nie ma też ciasteczek. Pytacie czemu MG zaczął w tym wątku trollować przy odpisach? 2 gości łamiących 4 ścianę to i ja dołączę do wężyka. Dobra koniec, wracam do normy). Main dał radę wstać po tych kilku chwilach, mniej więcej w tym samym momencie kiedy Deadpool wyszedł z drzewa. Różnica między nimi w tym momencie była taka, że Wade może faktycznie czuł ból, ale on powoli znikał z racji Healing Factor, który to już zaleczał tamten brak skóry. Wiadomo też, że błękitnowłosy musiał dojść do siebie po takiej eksplozji, a wzrok, który powoli się zaczął poprawiać nadal nie był w pełni sprawny, zwłaszcza do uników, wszakże to co się tutaj działo w tym momencie to kwestia parudziesięciu sekund. Nie zapominajmy też o odległości jaką musiał przejść zanim dotrze do krzaków, która mogła być katorgą ze względu na poparzenia (bądź co bądź nogi, a raczej ich przód także miał poparzony), z czego poruszał się zwyczajnie wolniej. Deadpool natomiast miał pełnię zmysłów, jego wzrok był tak jak zawsze, a czasy reakcji nieco opóźnione przez ból zdartej skóry, ale jak już pisałem to ustępowało dosyć szybko. Nie przedłużając DP trafił go tą bolą, kiedy to Main był tak z 4-5 metrów od tamtych krzaków. Zanim podejdzie do niego na te 2 metry i wywali oba magazynki młodzian ma jeszcze chwilę na reakcję. Być może to będzie koniec pojedynku, jeśli Richie niczego nie wymyśli. Bole ma oplecione wokół nóg, a zanim to rozwiąże to DP zapewne zdąży dojść. Czyja krew zrosi trawę na polanie?

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Merc with a Mouth vs Mainmind   Nie Paź 19, 2014 10:55 am

Głupi był Deadpool i głupia była jego chęć zwycięstwa. Zwycięstwo nic nie oznaczało, nic nie mówiło. Co znaczy zwycięstwo, jeśli ma się drogie zabawki i inne rzeczy o także drogim koszcie. Po co są te wszystkie zabawki, jeśli nie można walczyć z człowiekiem na same umiejętności ciała i inne rzeczy. Jako narrator uśmiecham się już pod nosem widząc radość z czynu jakiego zamierzam teraz dokonać. Opiszę wam pewną obecną teraz opowieść o Mainmindzie. Widzicie, Mainmind jest chory psychicznie, choć to Richie powinien być właśnie w tym stanie. Ale Richie bardzo ufał Mainmindowi, a Mainmind ufał Richiemu na tyle, że z jednym zgodnym ruchem postanowili zdziałać pewien cudny plan. Plan, którego Deadpool na pewno się nie spodziewał, tak samo jak jego narrator. Tak, narratorze Deadpoola, do ciebie też są kierowane te słowy. Gdy ty teraz będziesz odpisywał na ten post, Mainmind będzie się uśmiechał do ciebie i twojej postaci ironicznym uśmieszkiem dopóki sam nie rozwiążesz zagadki na odpowiedź „Dlaczego”. Dlatego drogi narratorze Deadpoola usiądź wygodnie na fotelu czytając ten post i czytaj szybko treść zawartą w tym poście.
Mainmind patrzył na Deadpoola spokojnie, leżąc z rękami przy sobie. Patrzył też na niego jak podchodzi bliżej i bliżej. Niby zamierzałbyś strzelać drogi Deadpoolu w swoje naiwne odbicie, choć sam jesteś tchórzem. Tchórzem, który nie mógł uratować nawet dwóch osób od głupiej kobiety, której zaufał, nazywał przyjaciółką. Uciekłeś też jak tchórz od T-Raya, jesteś tylko zwykłym udawaczem odważnego bohatera. Nikt w tym świecie nie jest bohaterem, tak samo twój bohater nim nie jest, narratorze. Chciałbym tutaj powyciągać jeszcze kolejne rzeczy z twojego życiorysu na temat twojej tchórzliwości Deadpool, ale... robota czeka.
Patrzyłeś się Deadpoolu na Mainminda, jak leży i patrzy w ciebie kpiąco. Nie zauważałeś tego, że już dawno był „Game Over”. Nikt nie wygra pojedynku, bo pojedynek kończy się, gdy jedna osoba zabije/uszkodzi bardzo dotkliwie drugą osobę. W głowie Mainminda ułożyła się myśl doskonała. Ale nie będę przedłużał. Mainmind wyjął ze swojej kieszeni dwa Desert Eagle. Jeden dla siebie... A drugi wyrzucił w dal. Ucałował delikatnie otwór swojego pistoletu, następnie językiem przejechał po całej obudowie. Następnie patrzył Deadpoolowi w oczy, wkładając sobie pistolet w usta. Przedostatnim ruchem Mainminda było wystawienie środkowego palca w stronę Deadpoola.
- Game Over, bitch.
I zagłuszony przez jamę ustną odgłos z pistoletu. Krew, która rozbryzgała się na wszystkie strony opluła także strój Deadpoola. Ostatnim widokiem dla najemnika były tylko oczy wpatrzone w niego z kpiną i ironią, że to nie Deadpool zakończył ten żywot. Może jego koleżanka Mary ucieszyłaby się, że choć raz to nie Wade Wilson zabił innego człowieka.

Gracias, amigo. <3
Powrót do góry Go down
Deadpool
Troll Forumowy | Boski Posłaniec
avatar

Liczba postów : 192
Data dołączenia : 08/08/2012

PisanieTemat: Re: Merc with a Mouth vs Mainmind   Wto Paź 21, 2014 10:05 pm

Wade spojrzy ostatecznie na leżące, martwe ciało przeciwnika i jego wylewające się z dziury w głowie krew oraz resztki mózgu(To on takowy posiada?), tuż po wysłuchaniu jego narratora i samego Mainminda, kiwając przy tym na znak zrozumienia głową co kilka chwil.
- Czy to już ten moment, gdy mam zacząć się przejmować jego słowami? Chlip, chlip? - Najemnik po paru sekundach ciszy podrapie się lufą jednego ze swoich pistoletów po głowie, patrząc jednocześnie w zastanowieniu to na zwłoki, to... Gdzieś w dal, jakby widział gromadkę osób trzecich, niewidzialnych zdawałoby się obserwatorów całego wydarzenia. Czytelników? Widzów? Szalone, nie(♫ I'm crazy for feelin')? A następnie Wilson pociągnie, nawet nie tyle ironicznie, co odrobinę kpiąco, nosem.
- Oj, Mainmind, Mainmind... - Przysiądzie powoli nad jeszcze ciepłym trupem.
- Tylko co ja mam bez tych "drogich zabawek i innych rzeczy o takim koszcie"(Czy musi nam wypominać nasze ekskluzywne, wysadzane diamentami, smocze dildo?)(Richie chyba nie miał tego na myśli)(Nie? Och)? Jestem geniuszem, miliarderem, filantropem i playboyem w jednym. A nie, to nie ta kwestia... - Deadpool zerknął w bok, by zaraz nabrać nowego oddechu i kontynuować:
- Ale co do drogich zabawek. Powiedz to Starkowi. - A co do słów kierowanych do mnie. Siedzę wygodnie na fotelu, nie musisz mnie w tym względzie instruować. Nie będę czytał szybko, mam zwyczaj czytać czyjeś posty powoli oraz dokładnie. Poza tym, trochę zaszalałeś z powtórzeniami.
- Hej, nie jestem bohaterem. Ani nie jestem odważny. Ba, jestem tchórzliwy jak diabli. Boję się krów, małych dzieci, shemale, trapów oraz yaoi. Przy tym ostatnim, to za wyjątkiem Fantpool oraz Spideypool. I okazjonalnie Loganpool, jak mam ochotę poczuć sobą zwierzęce instynkty... Mniejsza - powie, lekko się w odpowiednim momencie rumieniąc, a jednocześnie - wciąż trzymając swoje pistolety - wykona prosty gest wyliczania na palcach jednej z rąk. A potem zatoczy obiema i całymi spore pole, jakby wskazując... Wszystko wokół.
- Tutaj, w tym - forumowym - uniwersum, nie jestem bohaterem, drogi Richie. Masz złe informacje. Jestem najemnikiem. Płatnym zabójcą, porywaczem, Regenerującym się Degeneratem. Za kilka milionów zabiłbym własną matkę. No, już to zrobiłem i w sumie potrzeba mi było kilku dodatkowych czynników, wymazującego wspomnienia narkotyku Butlera... Ale tak czy siak. Chciałbym być superbohaterem, próbowałem. Ale wiesz, ciężko zostać zaakceptowanym przez ewentualnych kolegów po fachu, w tym fachu, gdy moim sposobem na unieszkodliwianie przeciwników jest kulka w łeb. Z bazooki. Razy trzy. I żeby nie było wątpliwości: Nie zależało mi na wygranej. Moje zwycięstwo było przecież pewne. Powiedziałbym, ze bardziej niż wygrana Niemiec z Polską w piłce nożnej, ale to już nieaktualne. ♫ Polskaaa, biało-czerwoniii. Wyzwałem cię na pojedynek tylko dlatego, że nieziemsko wkur... wkurzał... irytowałeś mnie oraz innych użytkowników ce-be. Patrz, od czasu wpierdolu już zrobiłeś się milszy i normalniejszy. Oraz wysyłasz mi fajne rzeczy na pm. Ale trochę przystopuj z tym spamem. No i musiałem się wyżyć. Liczyłem na krwawą jatkę na fabule, ale tam nadal muszę czekać na mg. A na ślubie pijanej bójki jeszcze brak. Może zacznę jakąś ja, gwiazdka-namysł-gwiazdka. Przydałoby mi się też wyżyć jeszcze w inny sposób... - Karmazynowy błazen przechyli głowę, lustrując spojrzeniem sztywne ciało.
- W sumie, tyłka sobie nie odstrzeliłeś. Jakby tak zbezcześcić jeszcze zwłoki, dla dodatkowego efektu. A propos strzelania i bezczeszczenia zwłok. - Broń najemnika wystrzeli, a pocisk z niej trafi prosto w krocze Mainminda. Chwila milczenia oraz kontemplacji, po czym wspomniany "soldier of fortune" pacnie się nagle głośno w czoło, już po odłożeniu jednego z pistoletów do kabury.
- I cholera, że też nie pomyślałem. To było przecież takie oczywiste. Walka na śmierć i życie. Wygrywa ten kto ustoi ostatni na nogach, żywy. Przecież żeby wygrać wystarczyło strzelić sobie w łeb, prawda? Mentalne zwycięstwo i inne takie. Przecież o to chodzi w tego typu pojedynku. A próby taktycznego, strategicznego myślenia czy walka do ostatniej kropli krwi o własne przeżycie, to tchórzostwo i rozwiązanie dla frajerów. Pamiętajcie dzieci, samobójstwo to zwycięstwo. Taki o to morał tej bajki. Jak będziecie grać z kolegami w piłkę czy coś, to weźcie nóż, po czym potnijcie się nim na śmierć. Wtedy wygracie. True story. Że też od razu po rozpoczęciu walki nie przyłożyłem sobie broni do głowy i nie nacisnąłem spustu. Oszczędziłbym sobie tyle kłopotów. - Najemnik wstanie powoli na równe nogi, patrząc z nutką pogardy na martwego oponenta.
- Muszę rozpowszechnić tę filozofię. Pomoże mi ona znacznie w pracy, gdy wszyscy moi rywale będą na mój widok po prostu wkładać sobie własną broń do ust. No i w prawdziwej walce, na - jak wy to mówicie, nerdy? - fabule przy spotkaniu silniejszego od siebie przeciwnika też przecież można ponarzekać, że ten ma drogie zabawki, Healing Factor i ta walka w ogóle jest taka bez sensu. Ciekawe czy Hulk chciałby się kiedyś ze mną bić, baj de łej. - Deadpool odwróci się za moment w stronę drzewa na środku polany i z szerokim uśmiechem na ustach pomacha ku siedzącej tam według mg(Dzięki, emotka-serduszko) Śmierci.
- Death, jak miło cię widzieć. Wybacz, że musiałem uraczyć cię takim kiepskim widowiskiem. Ale wiesz. Po strzeleniu sobie w łeb mam jakąś... Godzinę, zanim się zregeneruję? Może mniej. Jakbyś przygotowała dla mnie Maina, to mogę trochę potorturować ku twojej uciesze jego duszę. Mogę? Proooszę. A potem... Ciasteczka oraz "gorąca kawa"? To co? Czas na drzemkę. - Wade przyłoży sobie berettę do głowy, by po chwili jednym naciśnięciem spustu, już w formie wydarzeń po wygranej walce, dołączyć do Maina. I odwiedzić przy tym dawną miłość.

I to... To być może zdarzy się, ale w jakieś równoległej, alternatywnej rzeczywistości. Pewien ptaszek ćwierkał(Ćwir, ćwir. Pozdrowienia dla mg), że najemnik ma spore szanse uniemożliwić oponentowi samobójstwo. Pamiętacie, jak wspominałem, że w przypadku, gdy Main wyciągnie swoją broń, Deadpool szybko strzeli pierwszy, uniemożliwiając mu ewentualny kontratak czy cokolwiek? Najemnik nie zmieni zdania. Gdy tylko Richie wyciągnie swoje Desert Eagle z zamiarem wykorzystania ich do odebrania sobie własnoręcznie życia, kilka pocisków z broni Wade'a pomknie ku rękom rywala Wilsona - głównie obierając sobie za cel przedramiona. Przeszywający ból, krwawienie, być może przerwane mięśnie czy cokolwiek Mainmandowi się stanie - Powinno to rozbroić w porę niebieskowłosego chłopaka, prawda? Na wszelki wypadek, jak tylko Wade podejdzie, to jeden z Deagle odepchnie stopą - czy to wykopując broń z ręki czy przesuwając po splamionej krwią trawie - od przeciwnika, a jednocześnie wpakuje kolejne naboje w klatkę piersiową Richiego.
- Przedziurawione płuca, serduszko. Ups. - Uśmiechnie się szeroko, a przy tym słodko pod czerwoną maską, nachylając się jednocześnie odrobinę, by ostatnią kulkę jednego ze swoich pistoletów wpakować w... krocze chłopaka.
- Geschlechtsteil shot! Mam nadzieję, że pożegnałeś się ze swoim English Teabag. Pa-pa, Cojones Maina. - Później ostatni nabój drugiej z berett trafi Richiego w głowę, ostatecznie go zabijając. Wszystkiego Deadpool oczywiście s p r ó b u j e, żeby nie było(Ale przypominam - jam wyszkolony, profesjonalny oraz doświadczony najemnik). A później znów zwróci się do Death, tym razem już bez wspominania o torturach na zabitym oponencie.
- To co, Śmierć, czas na kawkę i ploteczki, jak na stare psiapsióły przystało? - rzuci wysokim, piskliwym głosem, a zaraz westchnie, jednocześnie przeładowując magazynek w pistolecie, aby następnie móc przystawić sobie broń do głowy.
- Ach, nie, jeszcze jedno. - Z martwym Mainmindem za plecami, wygraną na koncie i spotkaniem z Death przed sobą, Deadpool przypomni sobie o jeszcze pewnej, drobnej sprawie:
- To za incydent z drzewem - powie, po czym wyceluje i strzeli, przebijając pociskiem czwartą ścianę, z nadzieją trafienia prosto w swojego, tutejszego, mg.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rhoshan
Lisi Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 502
Data dołączenia : 15/06/2014

PisanieTemat: Re: Merc with a Mouth vs Mainmind   Sro Paź 22, 2014 1:26 pm

Koniec był bliski i Mainmind to wiedział, przez co chciał dokonać aktu samobójczego, który przerwał mu Deadpool strzelając w jego przedramiona. Wiadomo, że DP był bardzo blisko przy oddawaniu strzału, do tego doszło to jakie ma wyszkolenie, celność broni oraz to, że był przygotowany do strzału jeśli Main by coś kombinował. Skutek był łatwy do przewidzenia, najemnik trafił, a DE upadły gdzieś na trawę. Przeszył go ból, a z ran zaczęła lecieć krew. Kula przeszła na wylot w prawym przedramieniu, a w lewym zatrzymała się w ciele. Kilka mięśni zostało uszkodzonych wewnątrz, nie mówiąc już o tym że tam gdzie przeszła na wylot kość także została uszkodzona lekko. Ogólnie rzecz biorąc Main mógł teraz cierpieć z powodu ran postrzałowych.  Kolejne pociski uszkodziły płuca Rhichiego, jednak czy powinno się kopać leżącego? Ja tu tylko oceniam co się udało i tak DP, także pozdrawiam.  Powiedzmy, że teraz nastąpił istny cios, a raczej strzał poniżej pasa. Jako, że MG nie zna i nie lubi niemieckiego to postanowi nie skomentować słów najemnika, a jedynie opisze skutek jakim było pozbawienie Maina jego członka przez pocisk z beretty. Praktycznie od takiego nadmiaru bólu mógł zemdleć, jednak po chwili nie miało to znaczenia, gdyż dostał strzał w głowę.
Gwiazdka wyciąga latarnię kapitana Holendra, przez co staje się duchem gwiazdka. Jednak podziękował za pamięć.
Zatem walka została zakończona, zwycięzcą został najemnik z gadką szmatką. Równowaga na Cb została przywrócona.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Merc with a Mouth vs Mainmind   

Powrót do góry Go down
 
Merc with a Mouth vs Mainmind
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Merc with a Mouth vs Mainmind

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Pozostałe atrakcje :: Sesje trollowane :: Arena-
Skocz do: