Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Pub "Sweet Light"

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3  Next
AutorWiadomość
Pixie

avatar

Liczba postów : 12
Data dołączenia : 27/10/2014

PisanieTemat: Pub "Sweet Light"   Nie Lis 02, 2014 9:45 pm


Pub z parkietem, barek i stolikami. Raczej ciemnawy klimat, zazwyczaj grają tu rock, metal i inne "cięższe klimaty".


Dziewczyna weszła do środka i podparła się pod boki. Na parkiecie tańczyło kilkanaście osób, dodatkowo w kącie, przy stolikach siedzieli jacyś faceci i kilka dziewczyn. Młody barman uwijał się za ladą, co jakiś czas wodząc spojrzeniem po klubie. Z Hellionem czy bez niego, nieważne! Będzie świetnie!
- I co, może być?
Spojrzała pytająco na Laurę i faceta, którego zgarnęły po drodze. Chyba nie miał nic do roboty, skoro włóczył się po ulicy. Dojazd zajął im prawie półtorej godziny, w ciągu której darły się, śpiewając durne piosenki z odtwarzacza Scotta, wspominały najgłupsze wpadki i rozmyślały, co zrobią po powrocie. Oczywiście, o ile nie padną na łóżko, wykończone. Szybko okręciła kucyka kilkukrotnie i założyła na niego gumkę, tworząc koka, jednak kilka kosmyków wymsknęło się i opadło naokoło jej twarzy.
- No to... PARTY TIME!
Wyrzuciła ręce w powietrze, śmiejąc się wesoło i pociągnęła ich w głąb klubu. Czas się zabawić! W tle grała piosenka, którą chyba każdy znał, nie dało się jej nie znać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Hellion

avatar

Liczba postów : 98
Data dołączenia : 10/10/2014

PisanieTemat: Re: Pub "Sweet Light"   Nie Lis 02, 2014 10:02 pm

Hellion dość sceptycznie podchodził do faktu, że Pixie wciągała do ich samochodu przypadkowych przechodniów. Był jeszcze w stanie zrozumieć, że dziewczyna lubiła facetów o dziesięć lat starszych od siebie, ale nie był w stanie pojąć takiej lekkomyślności. Wystarczył jeden niewłaściwy gest, czy jedno niewłaściwe słowo by ich tożsamość wyszła na jaw. W pewnym momencie zastanawiał się, czy w ogóle wypad do Nowego Jorku był dobrym pomysłem. Postanowił jednak nie zdradzać swoich myśli, dziewczyny zapewne nazwałyby go zrzędą, odpowiedział jednak na pytanie Pixie dotyczące lokalu.
- Nie mój klimat do tańczenia, wolę country/western, ale przynajmniej jest czysto. -
Rozejrzał się po całym lokalu jakby chciał się upewnić, czy faktycznie nigdzie nie widać śladów kurzu. Jego spojrzenie zatrzymało się na chwilę na obecnych w klubie dziewczynach, ale była to bardzo krótka chwila ponieważ pamiętał o tym, że jest w towarzystwie Laury. To właśnie do niej skierował następne słowa.
- Skoczę do baru i wezmę colę dla wszystkich, zajmiecie jakiś stolik? -
Uśmiechnął się i puścił jej oczko. O ile nikt nie protestował, to powoli udał się w stronę baru by lepiej wybadać teren, ocenić, czy w knajpie na pewno jest bezpiecznie. W całej sytuacji doszukał się też pozytywów, ciężka muzyka lecąca z głośników, pozbawiła go sennego nastroju.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mayhem

avatar

Liczba postów : 55
Data dołączenia : 14/04/2013

PisanieTemat: Re: Pub "Sweet Light"   Nie Lis 02, 2014 10:04 pm

Jakaś wesoła kompania, podrzuciła go samochodem do knajpy, będącej celem zapewne udanej balangi. O akcji z hipsterem starał się prędko zapomnieć, w zasadzie to powinien uczcić spokój od jego osoby jakimś głębszym. Towarzystwo wyborne - Panna o włosach różowych jak grzywa bajkowego jednorożca, czarnowłosa o minie zawodowego rewolwerowca i typ, który pasował mu, albo na jej chłopaka, albo brata. Chyba nie bardzo pasowało mu, że w grupie pojawił się kolejny facet i nawet go rozumiał, ale co zrobisz… no nic pan nie zrobisz.

Ciężkie kroki wiodły go prosto do pubu o wdzięcznej nazwie „Sweet Light”. Normalnie pomyślałby, że to jakaś knajpa dla… no mniejsza, ale podobno grały tam od czasu do czasu jakieś zespoły, a co szkodzi spytać kierownika, czy nie chciałby by jego zespół zagrał tu którejś nocy. Zawsze lepiej grać, niż siedzieć w salce prób, może spadnie trochę grosza.

Jeden schodek, drugi… Skądś to znam… Trzeci schodek, czwarty… drzwi… jebs. No i trafił na tą melodię drążącą umysł już od pierwszych dźwięków. Nie dało się tego pomylić z niczym innym. Rocky Balboa i jego magiczne sofixy szybkości. Eye of the Tiger… kurw@… no srogo… Na twarzy młodziana malowało się coś pomiędzy uśmiechem zaskoczenia… i niedowierzania zarazem. Ktoś to jeszcze puszcza? Ja pierd@lę… może powinienem zostać tu DJ’em. Przed państwem DJ Mayhem – jak nie rozpierd@li was muzyka, to ja was rozpierd@lę... W jednej chwili uśmiech poszerzył się… a potem zwęził. To głupie uczucie, gdy żenują własne myśli. Wszedł do środka, nieśmiało zagłębiając się w fioletach i purpurach świateł. Ja pierd@lę Purple Haze… Hendrix czułby się jak w domu… Gdyby żył… Co za stylówa. Trudno było mu się skupić na ocenie. Z jednej strony nie wiedział czy chwalić aranżację wnętrza i bezbłędny geniusz gościa, który to wykonał, czy z drugiej strony uznać to za najbardziej kiczowatą knajpę jaką widział ostatnimy czasy. Shock and awe… kurw@ jego mać… Tak to działało – szok i podziw. Burdel na kółkach i pub w jednym. Mimo wszystko czuł to miłe ciepło gdzieś w brzuchu – słodki zapach damskich perfum i rychła wizja dobicia do baru w celu przyswojenia schłodzonej substancji wyskokowej. No kurw@ jak w domu. Co za prosty typ…

Może, może – odpowiedział, ale nawet nie wiedział czy różowowłosa to słyszała, pognała jak dziki tarpan na środek klubu, z werwą godną nastolatki. Kurw@… Jack, co ty w ogóle odpierdal@asz? Toż to dzieci chyba… Dynia mała, będzie wywijał z małolatami… z drugiej strony, aż tak stary też nie był. Zastanawiał się tylko, czy Różowa, nie przyjęła wcześniej jakiś środków, bo fruwała jak naspidowana. Trochę ciężko było mu się odnaleźć, za dużo emocji.  

Ni z tego ni z owego z zamyślenia wyrwał go głos ciemnowlosego. Emm tego… mprmph… (tu z ust Jacka wydobyło się coś jak ciche zdezorientowanie parkskanie konia połączone z bulgotem) colę? Tego… no… e… dobra? Colę? Kurw@ mać, ile wy macie lat, ludzie? Nie możemy się po prostu najeb@ć? Znów za dużo myśli. Czy to podchodzi pod rozpijanie młodzieży, albo coś? Są na to przecież paragrafy. Jasny ch#j czy w tym mieście nie można po prostu nie wchodzić w konflikt z prawem? Jak nie nafurani hipsterzy z psychiatryka, to teraz młodzieżówka. Usiądźmy  - zadecydował, bo to była najbezpieczniejsza kwestia jaką mógł teraz wypowiedzieć i całkiem spoko czynność, jaką wypadało zrobić. Ten to… może to chwila by się przedstawić? Jack – przywitał się z każdym z grupki, także z Julianem, zanim ten odszedł w stronę baru. Jakaś specjalna okazja? Spojrzał zarowno na ciemnowłosą dziewczynę, jak i różową zwiastunkę dzikich imprez uśmiechając się.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
X-23

avatar

Liczba postów : 249
Data dołączenia : 09/05/2013

PisanieTemat: Re: Pub "Sweet Light"   Nie Lis 02, 2014 11:20 pm

Laura przez całą drogę wsłuchiwała się w śpiewanie Pixie. Głos dziewczyny nie dość, że był bardzo przyjemnych dla ucha to nie przeszkadzał jej w rozmyślaniach. Praktycznie przez całą drogę do NY nie rzekła ani słowa. No może czasem zmuszona przez różo włosom coś tam zaśpiewała... dla świętego spokoju. Nastrój jak zwykle miała niczym z krzyża zdjęty, no ale chyba każdy był do tego przyzwyczajony, a mina typu 'bez kija nie podchodź' w jej wydaniu była czymś zwyczajowym. Niechętnie zatrzymała się na poboczu, na którym stał mężczyzna poszukujący podwózki. Nie potrafiła jednak odmówić Pixie, w końcu obiecała jej, że dzisiejszy wieczór ma być w stylu półwróżki. Raz po raz zerkała do lusterka rzucając mu uważne spojrzenia. Nie dostrzegając póki co niczego co mogłoby ją zaniepokoić dała sobie spokój. A przynajmniej dała sobie spokój na jakiś czas, ponieważ nie omieszka bardziej się mu przyjrzeć jak będzie ku temu lepsza okazja. Na dodatek była zdziwiona zachowaniem Helliona, bo ten ani się nie zająknął gdy Pixie zaprosiła obcego do auta. Wyczuła jego spięcie oraz niechęć, ale mimo to nic nie zrobił. Najwyraźniej chłopak był bardziej zmęczony niż myślała. Tym razem zerknęła w lusterko przyglądając się Julianowi i pożałowała, że gdziekolwiek go ciągnęła... wyglądał na zmęczonego. Przygryzła dolną wargę i skupiła się na drodze, a chwile później na parkowaniu.

Wysiadła z samochodu i włączyła alarm zaraz po trzaśnięciu drzwiami. Podniosła wzrok by spojrzeć na szyld knajpy, a potem ruszyła za ekipą do środka. Może szyld na pierwszy rzut oka nie zwiastował tego czego się spodziewała, jednak muzyka dobiegająca z środka oraz półmroku panujący na sali był czymś... czego tego wieczoru wręcz pragnęła. Zagłuszacz myśli w postaci dudnienia z głośników oraz odór alkoholu buchający zza baru, o dziwo koił zszargane nerwy Laury.
Po pytaniu posłała dziewczynie nieco szerszy uśmiech i kiwnęła głową. Pociągnięta do środka ruszyła za przyjaciółką w głąb klubu i rozejrzała się za wolnym miejscem. Gdzieś tam w niedalekim kącie spostrzegła stolik, a właściwie coś na kształt boksu z kanapami. Gdy Hellion zaproponował cole dziewczyna kiwnęła potakująco głową, w sumie miała ochotę na coś mocniejszego, ale ... i tak im nie sprzedadzą, wszak nie mieli 21 lat.. że też wcześniej o tym nie pomyślała. A może taki był właśnie plan Pixie? W końcu Mayhem wyglądał na ...co najmniej pełnoletniego.

Nie zdążyła zatrzymać Helliona, który pomknął do baru, więc za namową nowo poznanego mężczyzny ruszyła w kierunku wcześniej upatrzonego stolika.  Klapnęła tak by mieć widok na całą salę, w razie gdyby ktokolwiek się do nich przyczepił będzie miała większe pole do popisu. Najpierw podniesie stolik zwalając wszystko, robiąc przy tym 'trochę' rumoru, a potem może prać po pyskach.  Siedząc tak analizowała jakie metody obezwładniania mogłaby zastosować gdyby zaistniała sytuacja, w której nie miałaby wyjścia.... aż padło jedno słowo. Jack. Laura spojrzała na faceta pytająco, a gdy uświadomiła sobie, że ten po prostu się przedstawia, uraczyła go również swoim imieniem. - Raczej bez okazji. Chyba... - Zerknęła na Pixie zastanawiając się czy ta chce uraczyć mężczyznę jakąś bajeczką.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Pixie

avatar

Liczba postów : 12
Data dołączenia : 27/10/2014

PisanieTemat: Re: Pub "Sweet Light"   Pon Lis 03, 2014 12:24 am

Dziewczyna przewróciła oczyma, widząc nieco ponurawą minę Juliana. Rzuciła mu leniwe spojrzenie.
- Nie przejmuj się. Wyluzuje się... jest trochę spięty.
Sama podążyła do stolika, jednak wiedziała, że na coli nie stanie. Oj nieee... To nie mogło się skończyć bez kaca. Spojrzała na Laurę, siadając na kanapie i uśmiechnęła się lekko. Cóż, można było poszaleć, nie?
- Megan.
Przedstawiła się, założyła włosy za ucho i zaczekała na przyjście Julka.
Megan wcale nie potrzebowała żadnych środków, żeby biegać jak naspidowana. Dziewczynę rozsadzała wręcz pozytywna energia, którą dziewczyna obdarzała wszystkich naokoło. Miała tylko nadzieję, że z wozem Scotta nic się nie stanie... Dzielnica fajna nie była. Trudno, najwyżej nakopią komuś do dupy. Bo to pierwszy raz? Uśmiechnęła się lekko i pokiwała głową.
- Korzystamy z wolnego czasu. Raczej bez okazji. Czasem trzeba gdzieś wyjść...
Te ostatnie słowa skierowała bardziej do X niż do Jacka, którego obrzuciła zaciekawionym spojrzeniem. Oparła się wygodniej i ponownie przeniosła spojrzenie na Laurę, zastanawiając się, czy jej Healing Factor dziś ustąpi, czy może nie ma co marzyć i myśleć o cudzie.
- Ach, ostrzegam Cię. Jeszcze raz raczysz mnie zawiesić na żyrandolu, a NIGDY więcej nigdzie się z Tobą nie wybiorę. Dalej mam siniaki po ostatnim wypadzie z Tobą.
Wymamrotała, trąc automatycznie ramię.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Hellion

avatar

Liczba postów : 98
Data dołączenia : 10/10/2014

PisanieTemat: Re: Pub "Sweet Light"   Pon Lis 03, 2014 9:24 am

Jullian zamówił wspomniane wcześniej napoje i czekał na ich odbiór opierając się plecami o bar. W ten sposób mógł mieć dobry widok na całą salę, oraz na miejsce gdzie usiadła reszta towarzystwa. W pewnym sensie czuł się za dziewczyny odpowiedzialny, zdawał sobie, że w Instytucie coś było nie tak, wszyscy nauczyciele nigdy, tak po prostu nie znikali. Zdawał też sobie sprawę, że w takiej sytuacji, jako dowódca oddziału treningowego powinien przejąć dowodzenie i w pewien sposób opiekować się resztą uczuć. Postanowił jednak, że będzie robił to bez afiszowania, wiedział, że ani Pixie, ani Laura nie przyjmą takiej gadki z aprobatą, nawet pomimo faktu, że te wszystkie zasady wpoili mu Cyclops, i ojciec tej drugiej. Na szczęście lokal wyglądał na normalną speluną, pełną zboczeńców, ale pozbawioną agentów Hellfire Club, czy morderczych cyborgów z kosmosu. Po kilku chwilach Keller odebrał zamówienie. Myśli, których Mayhem nie wypowiedział na głos nie mijały się z prawdą. Byli nieletni, i chociaż Hellion chętnie wypiłby zamiast coli na przykład piwo, to w wieku osiemnastu lat nie posiadał niezbędnych do tego dokumentów, a surowe amerykańskie prawo mogło spowodować, że próba kupienia go na lewo, mogłaby skończyć się dla niego nawet aresztem. Po kilku chwilach chłopak przyczłapał do zajętego przez nich stolika, z trudem trzymając w łapach cztery duże szklanki z colą. Uśmiechnął się rozstawiając wszystkie na stole i odetchnął opadając na kanapę. Zajął miejsce obok Laury i zerknął na nią, by sprawdzić, czy jej to nie przeszkadzało.
- No więc, skąd pomysł na ten lokal, byłaś tu wcześniej? -
Zwrócił się do Pixie i sięgnął po najbliższą sobie szklankę by napić się zimnego napoju.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mayhem

avatar

Liczba postów : 55
Data dołączenia : 14/04/2013

PisanieTemat: Re: Pub "Sweet Light"   Pon Lis 03, 2014 10:42 am

Bez okazji… - powtórzył za obiema panienkami, apotem utkwił spojrzenie w Różowej o wdzięcznym imieniu Megan. Bez okazji? Różowe włosy, wkładasz soczewki jak na Halloween, masz spiczaste uszy… Co z tobą nie tak, mała? Uśmiechnął się do własnych myśli. Kiedy to było, kiedy samemu nie mógl kupić alkoholu? Wspomnienia szybko zabrały go w podróż do odległych czasów gumy balonowej i dźwięku odbijanej piłki do kosza. Słoneczne popołudnia, ojciec czytający gazetę w obszernym fotelu i zapach tej fajnej zupy, której mama nie robiła od momentu kiedy odszedł. Beztroskie czasy i brak problemów. Rozsiadł się wygodniej na miejscu spoglądając na przyniesione przez czarnowłosego szklanki. Dzięki, kolejne stawiam ja – zapowiedział i kiwnął do Juliana.

W zasadzie Julian zadał nie takie głupie pytanie. W zasadzie, to nie powinniście nie znać takich miejsc? Cola… szkoła… trudne sprawy? Szkolne bale? Wytykanie palcami oferm, szlugi za bramą, i dyskoteki pod okiem nauczycieli… no szczerze mówiąc, chyba tylko Julian wyglądał tu klinicznie „zdrowo”. Megan miała pewnie jakieś zaburzenia osobowości, albo syndrom konieczności bycia w centrum uwagi, Laura zaś wyglądała, jakby zmarła jej połowa rodziny, albo wróciła właśnie z frontu. To było trochę przerażające. W tych smutnych oczach było coś takiego, co onieśmielało nawet przed zadaniem głupiego pytania – onieśmielało jego, dorosłego faceta o dość mało formalnym stylu życia i bycia, a to już coś znaczy. Miała tą aurę „Clinta Eastwooda”, jedno spojrzenie i leżysz zanim jeszcze dosięgnie cię kula. Nie pytał więc, może się jeszcze rozkręci. Ja pierd@lę... ona potrzebuje chyba alkoholu bardziej niż ja…

Sam był trochę spięty, pasował do tej ekipy jak kwiatek do kożucha, dobrze, że przytaszczył ze sobą trochę swoich gratów, więc mógł uchodzić, za wiecznie niedorosłego Piotrusia Pana. W zasadzie wiele nie odbiegałoby to od normy, tyle, że Piotruś musiał teraz pracować i kosić siano na czynsz i inne miłe wydatki. Chyba tylko na procenty nie żałował, jeb@ne małe przyjemności życia. Albo dla zabicia nudy, albo do towarzystwa, albo do obiadu, albo do czegokolwiek. To nie tak, że był alkoholikiem, po prostu mimo wszystko nie wydoroślał jeszcze i stare studenckie nawyki wciąż miały się u niego całkiem dobrze. To, że prezentowało się to trochę żałośnie? Dajcie spokój, to jest właśnie rock’n’roll. Jak tego nie czujesz, to nie zrozumiesz.

Wymienił spojrzenie z Różową, wiedząc, że wypadałoby coś powiedzieć. Fajne soczewki, te czarne zawsze robią piorunujący efekt. – wypalił nie do końca wiedząc, że dziewczyna ich nie posiada. Cóż najwyżej piorunującym efektem będzie elektryzujący foch.

Megan wspomniała też coś o wieszaniu na żyrandolu. Oho, czyli to ta dzika, nieskrępowana młodzież, party hard. Błagam, tylko mi się tutaj nie porzygajcie… Nie chciał robić im za starszego brata, który zgarnie pijane w sztok rodzeństwo i poroznosi cicho do pokojów, żeby rodzice w niczym się nie zorientowali. To nic, że pili samą colę, a temat czegoś mocniejszego nawet nie padł. On JUŻ widział jak to się skończy. Bełt tam, bełt tu… paw walczy z pawiem o supremację na posadzce, pijane laski kleją się albo do siebie, albo do wszystkich wokół - to  raczej w przypadku Megan, obstawiał, że Laura to królowa dramatu - albo będzie chlipać w kiblu, gdzie zapewne zaśnie powodując ogólną wściekłość reszty bywalców lokalu, albo będzie się żalić, że nikt jej nie chce, nie ma chłopaka, albo inaczej - ma go dość. By uzupełnić obrazek rozpaczy całkiem naturalną koleją rzeczy, byłoby gdyby Julek, wszczął jakąś burdę. Powód zawsze się znajdzie. W tym wszystkim on  - jeb@na oaza spokoju i harmonii, strażnik porządku i normalności z pierd@lonej krainy po drugiej stronie zwierciadła ogarniający towarzystwo magicznymi mocami trzeźwości, bo przecież ktoś musi mieć głowę na karku – czyli nie pić. Cała perspektywa sprawiła, że w jednej chwili poczuł się staro i zrobiło mu się nudno. To ten wiek, gdzie słowo „wypada” boli tak samo jak największa obelga. Przez myśl przeleciał mu nawet refren piosenki z dziewczynką fruwającą wcale nie z mniejszą werwą jak Megan.

Iiiiiii'm gonna swiiiiiing from the chandeliiiiiiier,
From the chandeliiiiiiiiiiier
Iiiiiii'm gonna live like tomorrow doesn't exiiiiiiist
Like it doesn't exiiiiiiiist
Iiiiiii'm gonna flyyy like a bird through the night,
Feel my tears as they dry
Iiiiiii'm gonna swiiiiiiing from the chandeliiiiiiier,
From the chandeliiiiiiier…

Ja j#bię… sam się powieszę na tym jeb@nym żyrandolu. Błagam, zróbcie coś… i tak się czuję jak piąte koło u wozu, jestem stary… kurw@ stary… geriatriaaa o mój boże pomocy…
Uśmiechnął się słabo maskując własne myśli. Jack, chłopie kiedy ty się ogarniesz co?

Spojrzał po gromadce szukając tematu do rozmowy i postanowił polecieć za ciosem i nawiązać do pytania Juliana.

No właśnie? – zawtórował licząc, ze te dwa słowa załatwią wszystko. Potem nastąpiła sekunda pauzy. Lubicie takie klimaty? – zaczął neutralnie, a w jego oczach tliło się błaganie o ratunek.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
X-23

avatar

Liczba postów : 249
Data dołączenia : 09/05/2013

PisanieTemat: Re: Pub "Sweet Light"   Pon Lis 03, 2014 7:32 pm

Faktycznie Julian wydawał się być spięty... i aż dziw brał, bo było to raczej do niego niepodobne. Dla Laury chłopak miał dwie miny, albo był wkurwiony, albo obojętny... no i hmm... mina której wcześniej raczej nie widziała.. czyżby coś się zmieniło? Najwyraźniej miała przed sobą tego Juliana, przewodnika grupy, a przecież nie byli na jakiejś akcji ratunkowej. Ba! Myślała, że chłopak w knajpie będzie czuł się jak ryba w wodzie. Najwyraźniej intuicja Laury zaczynała ją zawodzić. Posłała dziewczynie spokojny uśmiech i wróciła wzrokiem do towarzystwa przy stoliku. Słysząc komentarz dziewczyny o częstszym wychodzeni przewróciła zabawnie oczkami. No dobra fakt ostatnio troszkę zamuliła, chociaż plany miała zupełnie inne. Dziewczyna miała ochotę na samotną podróż donikąd. Może gdzieś tam.. w końcu odnajdzie siebie.

Wspominki Pixie nawet ją rozbawiły, ponieważ dotyczyły 'zabaw' w Danger Roomie. Laura uwielbiała ostre treningi, przecież to było coś na czym świetnie się znała. Po to właśnie została stworzona. Uśmiechnęła się nieco bardziej zdając sobie sprawę, że Pixie mówi o tym specjalnie, wiedząc co poprawia jej humor.
- Nie było tak źle... - I już chciała dodać coś więcej, ale oprzytomniała. Nie mogli sobie swobodnie rozmawiać. - Ale fakt, mogłam przesadzić, a mówią, że sport to zdrowie. - Dodała idealnie udając beztroski ton. Niech Jack sobie myśli, że ... poszalały z grą w squasha i biedna Pixie musiała latać na wysokości lamperii...

Na dodatek dziewczyna czuła, że przejmie role 'łatacza dziur' w historiach różowo włosej, by czasem Jack się nie zorientował z jaką młodzieżą przyszło mu obcować. Nie za bardzo miała na to ochotę i miała nadzieje, że pałeczkę przejmie Julian, ale on póki co się nie kwapił. Czyżby jakaś zemsta przyjaciół za mrukliwe i burkliwe odpowiadanie na każde zadane pytanie? Cholera.. będzie musiała bardziej się postarać.... wykrzesać coś z siebie... cokolwiek! Gdy Julian klapnął obok nawet nie spostrzegła jego zerknięcia. Usiadł gdzie chciał, a że akurat koło niej było wolne miejsce, to czemu by miał przepychać się przez Jacka i Pixie. - Dzięki. - Posłała chłopakowi uśmiech i przysunęła bliżej swoją szklankę. Gdy Jack zaczął bardziej wnikać w spojrzenie Megan przygryzła dolną wargę, by czegoś nie odburknąć. Powstrzymała się od komentowania i stwierdziła, że dziewczyna jakoś sama musi wybrnąć z tej sytuacji. Wyobraźnia pół wróżki zawsze zaskakiwała, więc chciała dać jej pole do popisu.

Wyczuwając skrępowanie Jacka zwróciła ku niemu swoje chłodne spojrzenie. Słysząc jak facet stara się ich zagaić i rozrkęcić jakoś rozmowę spieła się w sobie w końcu wydusiła z siebie coś co według niej było bardziej przyjazne niż zwykle. - Tak. Znaczy, ja lubie, ale wole jak muzyka gra na żywo. Właściwie to wyglądasz jak ktoś kto jest żywcem wyjęty z jakiegoś teledysku black metalowego. - Posłała mu coś na kształt uśmiechu mając nadzieje, że zaraz usłyszy od Pixie i Juliana oklaski. No co ? Rzadko wyrażała chęć rozmowy z obcą osobą.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Pixie

avatar

Liczba postów : 12
Data dołączenia : 27/10/2014

PisanieTemat: Re: Pub "Sweet Light"   Pon Lis 03, 2014 11:28 pm

Przysunęła do siebie swoją szklankę i napiła się, odstawiając naczynie na stolik, podwinęła jedną nogę pod siebie. Muzyka zmieniła się, dalej grając mocniejsze piosenki. Afterlife zdecydowanie było jedną z piosenek, które Meg bardziej lubiła, więc zanuciła cicho
- There is no love in the afterlife...
In the afterlife
That's what she said to me...

Oparła policzek na dłoni, układając łokieć nad kolanem. Patrzyła to na Jack'a, to na Julka, na Laurę jedynie zerkając. Nie chciało jej się aż tak przekręcać głowy. Ależ z Ciebie leń, Meg... Zamrugała kilka razy, jakby nie wiedząc o czym mówi Jack. Dopiero po chwili ogarnęła się, że przecież jej oczy nie były... ludzkie. Uśmiechnęła się wesoło.
- Chciałam czerwone, ale cóż. Nie wszystko można mieć. Ale dzięki.
Widziała, jak bardzo Laura stopuje się, żeby czegoś nie palnąć, a Pixie miała wielką ochotę szturchnąć ją łokciem.
- Szczerze mówiąc, to jestem tu pierwszy raz. Znalazłam tę knajpę w necie, żeby no. Nie trafiać w ciemno. Jak już mi się udało wyciągnąć tego ponuraka z domu, to przecież nie będę jej ciągać po miejscach, które będą ja męczyć. Też w sumie lubię takie klimaty, chociaż nie ograniczam się tylko do tego.
Uśmiechnęła się w swój typowy, pokrzepiający sposób. Uśmiech Meg potrafił stopić każdy lód, ciepły, urzekający i zdecydowanie dobrotliwy, jak sama Pixie. Spojrzała z podziwem na X-23. Prawie opadła jej szczęka.
- Laura, czy Ty właśnie powiedziałaś do nowopoznanej osoby coś więcej niż "Spierd@laj"? Bogowie, chyba mamy Wigilię... Zapiszę to sobie w kalendarzu.
Wyszczerzyła zęby. Laura doskonale wiedziała, że Pixie jedynie cieszy się, że Laura nie burczała i huczała na wszystkich wkoło. Fajnie by było wykrzesać z niej dziewczynę, którą potrafiła być - wesołą, zabawną i potrafiącą się rozerwać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Hellion

avatar

Liczba postów : 98
Data dołączenia : 10/10/2014

PisanieTemat: Re: Pub "Sweet Light"   Wto Lis 04, 2014 8:58 am

Jullian przysłuchiwał się rozmowie w milczeniu popijając colę. Wszystko toczyło się źle, Pixie zapomniała o unormowaniu swojego wyglądu, całe szczęście, że ukryła chociaż skrzydła. Laura starała się podtrzymywać rozmowę, a przy jej obejściu z ludźmi wróżyło to katastrofę. Hellion odstawił więc szklankę z colą na stół i przysunął głowę do czarnowłosej, by móc szepnąć do niej na ucho.
- Wiem, że będzie Cię to krępować, ale wybacz, musimy wyglądać naturalnie... Udawajmy parę, inaczej ten facet zacznie coś podejrzewać, o ile już nie zaczął. -
Uśmiechnął się trzymając usta przy jej uszku, a potem rozsiadł się wygodniej, podnosząc prawą rękę na oparcie kanapy i sięgając nią za głową Laury, tak, że po chwili objął ją swoim ramieniem i delikatnie przytulił swojego boku. Nieznajomy był dla niego teraz niczym dar z nieba. Hellion nie zamierzał wyjawiać faktu, że najzwyczajniej w świecie chciał ją po prostu przytulić. Mayhem był idealnym kozłem ofiarnym, który mu to teraz umożliwiał, była to idealna okazja, by nieco oswoić dziewczynę z przytulaniem w miejscach publicznych, a jednocześnie nie ryzykować przy tym kopa w jądra, czy ciosu w twarz. Hellion rozsiadł się jeszcze wygodniej i uśmiechnął pod nosem, dumny ze swego diabelskiego planu. Następne słowa chłopak skierował bezpośrednio do Mayhema.
- Nie przepadam za taką muzyką, ale czasami trzeba się poświęcić w imię miłości... -
Udał na twarzy załamanie i kiwnął głową wskazując czubkiem głowy, na trzymaną w objęciach X-23, dając facetowi do zrozumienia, że jest tu tylko ze względu na tą dziewczynę.


Ostatnio zmieniony przez Hellion dnia Sro Lis 05, 2014 9:35 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mayhem

avatar

Liczba postów : 55
Data dołączenia : 14/04/2013

PisanieTemat: Re: Pub "Sweet Light"   Wto Lis 04, 2014 12:58 pm

Hmmm sportowy duch w narodzie, a już myślałem, że młode pokolenie to tylko komórki i konsole. Uśmiechnął się lekko, starając sobie wyobrazić, co też mogą ćwiczyć, ale opcji było tak dużo, że w zasadzie tracenie czasu zaczęło nudzić go już po przeanalizowaniu kilku pierwszych dyscyplin.

Jak z teledysku black metalowego? Żebym ja chcociaż miał tapetę pandy na mordzie, to jeszcze bym zrozumiał… Ale uśmiechnęła się, i rozważania nad tym, czy obraziła, go czy doceniła, czy tam co tam miała na myśli jakoś zeszły na drugi plan. Słowa Megan, tylko jeszcze bardziej podsyciły wyobraźnię Jacka. Więc to nie był ani okres, ani wieczny foch - ona chyba naprawdę była taka na co dzień! I teraz nie przebiegł mu po skórze, żaden lodowaty dreszcz, bo i czego było tu się bać, ale w westernie u boku Eastwooda miała by rolę murowaną. Em… no… to tylko moja twarz, ale spoko. Obdarzył Laurę wyrozumiałym, miłym uśmiechem. Sam gram w kapeli – poklepał swój futerał z wiosłem, który to tachał za sobą chyba przez pół miasta. Gramy trochę death, trochę thrash, takie tam oldschoolowe klimaty, czasem coś zagramy to tu to tam. Spazmopatia, może słyszałaś? Nazwa w dechę nie ma co… Spojrzał prosto w jej oczy, nie wiadomo bardziej czy z nadzieją na to, że zna ich kawałki, czy chociażby słyszała nazwę, a potem odpuścił. Geez, a skąd niby ma znać… Takich kapel było na pęczki, a wybijały się tylko nieliczne. Powinien się cieszyć, że  w ogóle ktoś nowy usłyszy o tym zespole. Sam zastanawiam się czy nie pogadać tu z jakimś menadżerem, może chcieliby zrobić tu nasz koncert, co ja tam wiem, zawsze warto chyba spróbować. Jakby co, to serdecznie zapraszam na koncerty… - skierował ku Laurze i reszcie - …które będą gdzieś kiedyś… może… Działka muzyczna to wcale nie taki łatwy kawałek chleba jak mogłoby się wydawać.

Słyszał jak Megan cicho podąża za tekstem piosenki. Ja pierd@lę Różowa, ależ ty masz nas… mroczno w tej kolorowej głowie... No skąd miał przypuszczać, że może słuchać takiego nihilistycznego dyszenia? Że nie ocenia się książki po okładce? No niby wiadomo, ale wystarczy spojrzeć na obrazek – Megan – Mrok, Mrok – Megan… No kurw@ nie, no nie pasuje… Cóż, może zaraz wyjmie jeszcze jakiś nóż, złoży Laurę w ofierze na klubowym stoliku, a Julian okaże się guru tego okultystycznego kultu coka coli… A potem zaczął się zastanawiać, czy w zaświatach nie ma miłości, aż złapał się na wszystko wyjaśniającej myśli. Jack, do kur#y nędzy, ty już nie masz nad czym się zastanawiać?

Czerwone, też ciekawy pomysł – odparł naprędce. Czarne jak piekło, czerwone jak ogień… to wiedz, że coś się dzieje. Odwrócił się nieco w jej stronę. Ej no… to całkiem dobry gust! – pochwalił różowowłosą. Ta knajpa przynajmniej miała swój klimat, specyficzny, ale miała, a odwiedził już sporo miejsc, w których więcej jego noga nie powstanie, tandetnych, brudnych do stopnia, w którym nawet on tego nie zniesie, za głośnych, albo z fatalnym nagłośnienie, z niemiłą obsługą, albo popieprz@ną klientelą. Ten lokal wyglądał na ich tle jak ziemia obiecana. Na słowa o ponuraku odwrócił spojrzenie na Laurę i jej przyciagające uwagę, zielone oczy. Była ciut młoda, ale miała to tajemnicze „coś” i styl, co sprawiało, że w jego oczach uchodziła za całkiem ładną dziewczynę. Przez chwilę zastanawiał się tylko, dlaczego jest taka pochmurna. Coś musiało być na rzeczy, skoro nawet jej koleżanka wytykała to w rozmowie. Założył, że sposób bycia Laury musi być chyba im powszechnie znany i nie robi na nich wrażenia. Cóż, było nie było, znają się pewnie lepiej. Zaraz szybko powrócił wzrokiem na buzię Megan. Czy to nie małe piegi rozchodzące się po twarzy jak rozsypane gwiazdy? A może mu się wydawało? Zmrużył lekko oczy by subtelniej się przyjrzeć, a potem wlepił swe spojrzenie w oczy dziewczyny, obserwując chyba jak całkowicie zmienia wygląd nałożenie takich soczewek. Kurdę, normalnie jak wróżka… Uśmiechnął się do Różowej, która wydawała się najweselsza z całej tej paczki. Rozsiadł się ciut wygodniej. O proszę…  no limits… A czego jeszcze słuchasz? – dopytał i na jego wciąż młodo wyglądającej twarzy zagościł kolejny uśmiech. Jak widać, nawet osoby o jego aparycji, nie muszą od razu jeść kotów, pić krwi czy robić innych niestworzonych rzeczy. Do wesołka może nie było mu specjalnie blisko, ale nie był typem ponuraka, na jego facjacie często gościł uśmiech, zwłaszcza w stosunku do nowo poznanych osób.

Szepty, szepciki. Aaa… czyli trafił skubany - gołąbeczki. Znów na obliczu młodzieńca pojawił się uśmiech. Miłość… Widząc Juliana przytulającego się do Laury pasowałoby to do idealnego obrazu tych pierwszych wielkich, młodzieńczych  miłości. Ona – Romeo o gniewnej twarzy rewolwerowca – on Julia…n… - miłośnik country i westernów. Trochę do siebie nie pasowali, ale kim był by to oceniać. Może to ten preriowy klimat dzikiego zachodu łączył ich ku sobie? Ehh… poświęcenie dla miłości. Przypomniała mu się jego była dziewczyna… i przypomniał sobie te wszystkie historie, kiedy to odwlekał spotkania, wolał spędzać czas samotnie, tylko po to by jego była nie dowiedziała się, że jest… potworem. Cały ten lęk, że zrobi jej przez przypadek krzywdę, cholera… zdawała się taka delikatna, jeden nieostrożny ruch i przełamałby ją jak zapałkę. Ziarnko do ziarnka i wszystko się posypało… Mayhem, kiedyś wszystko musi ostatecznie zniszczyć. Miłość… odruchowo sięgnął po colę zapominając, że to nie alkohol. Zdziwiony słodkim smakiem w ustach spojrzał lekko speszony na Megan, nie chcąc ciągle świdrować pary zakochanych natarczywym spojrzeniem. Wtedy spotkał jej duże ciemne oczy i zastanawiając się przez chwilę, odwrócił znów do Juliana. Spokojnie, chłopie, to, żebyś się nie musiał męczyć, może małe piwko, albo kielona? No proszę, to teraz szukał kompana do picia. Laurze nie proponował, bo była kierowcą, poza tym, jeszcze chłopak się obrazi, że mu jakiś obcy facet dziewczynę alkoholem częstuje – no co zrobisz, nic pan nie zrobisz – Julian był chyba jego ostatnią deską ratunku, no chyba, że… Megan? Czy zostajemy przy coli? – zaproponował bardziej ponieważ wypadało. Tak, chciał rozpijać młodzież… tzn inaczej, nie chciał, ale sam by się z pewnością napił. Czasem bywał bardziej dziecinny niż mogło się wydawać. Po cichu liczył, że może szalona Różowa o tym przemiłym wyrazie ładnej buzi jakoś da się namówić, ostatecznie była na tyle spontaniczna, by wciągnąć go do auta więc kto wie…
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
X-23

avatar

Liczba postów : 249
Data dołączenia : 09/05/2013

PisanieTemat: Re: Pub "Sweet Light"   Wto Lis 04, 2014 7:19 pm

Jak zwykle Megan wybrnęła z sytuacji kłamiąc koncertowo. Laura uśmiechnęła się pod nosem i uciekła wzrokiem na szklankę. Sama upiła łyk coli krzywiąc się troszkę, ponieważ wyostrzone zmysły jeszcze bardziej podkreśliły słodki smak napoju. Zgarnęła językiem jedną kostkę lodu, którą zaczęła ssać w buzi wysłuchując Megan. Gdy została nazwana ponurakiem uniosła głowę i spojrzała po towarzystwie. No tak. Wzrok każdego z osobna padł na nią i nawet... chciała coś odpowiedzieć, może nawet zażartować, że 'oohoho przecież Julian wcale nie jest taki ponury', ale zaraz się powstrzymała, w końcu nie chciała ich przyprawić o zawał, tyle emocji wzbudzała ta pozytywna natura Laury. Wzruszyła ramionami i posłała różowej niemrawy uśmiech. Miała racje. X nie była raczej duszą towarzystwa i wszystkich zwykle trzymała na dystans. Tylko uparci jak muły i ci z pokładami ogromnej cierpliwości potrafili się jakoś przebić do tej... zakutej makówki, a tymi osobami byli na pewno Megan i Julian.

Widząc oniemiałą różową zmarszczyła delikatnie brwi. Nie wiedziała o co chodzi, dopiero gdy dziewczyna wytrysnęła tym dość dosadnym acz szczerym komentarzem Laura uchyliła usta by zaraz coś odpowiedzieć. Zaraz zacisnęła wargi i posłała dziewczynie coś na kształt złośliwego uśmieszku. - Jak to mówią, nie chwal dnia przed zachodem słońca. - Dopiero po wypowiedzeniu tych słów zdała sobie sprawę, że mogły być bardzo nieprzyjemne dla Jacka. To tak jakby z góry zakładała jego porażkę, a przecież było to nie fair. To, że ona w siebie nie wierzyła nie oznaczało, że na każdego musiała zaginać parol. Posłała metalowcowi przepraszające spojrzenie i zacisnęła usta. No cóż, złośliwa i nieufna natura X zawsze dawała się we znaki. Zresztą, nikt nie musiał przebywać w jej towarzystwie. Ba. Poznała wiele zniechęcających metod oraz odrzucających sposobów bycia, że prawie każdy dawał dziewczynie po prostu święty spokój. Był to też pewnego rodzaju test..

Anyway, na daną chwile wycofała się jak Homer w krzaki. Gdy Jack wspomniał o swoim zespole, a konkretnie jego nazwie, nie wiedzieć czemu prawie parsknęła śmiechem. I już chciała powiedzieć, że nazwa brzmi jak skrzyżowanie choroby z zbyt silnym wczuwaniem się w jej objawy, jednak zaraz przygryzła wargę. Pomimo wcześniejszego ganienia w myślach wytrzymała spojrzenie mężczyzny. Zanegowała łebkiem, by odpowiedzieć na pytanie o znajomość jego zespołu. - Dawno nie byłam na koncercie. Jakoś nie było czasu. I jak chcesz zaprosić nas na koncert skoro nawet nie macie ustalonych ani terminów, ani miejsca. - Ehhh. Ta toporność Laury, a zarazem brak obycia i zniewalająca szczerość mogła być albo zaskakująca, albo doprowadzająca do irytacji. Dziewczyna jednak w takich sytuacjach myślała 'zero-jedynkowo'. Nie pomyślała, że mogłyby ją o tym powiadomić np. odpowiednie plakaty. - I po co chcesz rozmawiać z menadżerem? Nie możesz od razu zaprezentować swoich umiejętności? - Wskazała spojrzeniem na gitarę, a potem a scenę. Ahhh ten błysk w oku Laury, który pojawiał się tak często jak zaćmienie słońca czy w jej wypadku... księżyca. A mimo to była ciekawa w jaki sposób Jack odpowie na tą małą prowokację z jej strony. Czy pokusi się o solowy i przede wszystkim niezapowiedziany występ w wątpliwej jakości knajpie? Nie będzie się bał, że niektórzy w dość mało wysublimowany sposób negatywnie zareagują na jego popis?

Gdy Jack całą swoją uwagę skupił na Megan, Laura nie omieszkała przyjrzeć się i jemu. W sumie nie wyglądał jakoś staro. Może właśnie ta mroczna otoczka dodała mu więcej lat? Czuła również jego ostrożność i to jak ważył słowa, tak jakby wszystko miał przemyślane w tej... poczochranej główce. Mimo to całym sobą nie wydawał się być aż taki nieszczery i podejrzany na jakiego wyglądał zaraz po tym jak Megan zaprosiła go do auta. Może nawet pokusiłaby się o stwierdzenie, że jest całkiem sympatyczny? Przynajmniej na daną chwilę. Jeden fałszywy ruch chociażby w stosunku do różowej a utnie mu łapsko przy samej szyi. Gdy Jack spojrzał na nią w tym momencie posłała mu całkiem miły uśmiech. Zaraz jednak zmarszczyła brwi, ponieważ siedzący obok Julian zbliżył się i zaczął szeptać słowa, które wprawiły ją w ... zdumienie. Zmrużyła oczy bojąc się spojrzeć na Juliana.. ponieważ mógłaby go zabić wzrokiem. Niechcąco.

Głos rozsądku był bardziej doniosły niż dźwięk charakterystyczny dla klasycznego red alertu taki jak na statku podwodnym (O DZIWO.), dlatego Laura dała się objąć starając się nie patrzeć na zapewne zszokowaną Megan. Niestety nie miała jak przekazać przyjaciółce, że to co robią to tylko prowizorka... a przynajmniej tak myślała X, wierząc słowom Helliona. Nie wiedziała, że tak naprawdę jedynym kozłem ofiarnym była ona. Czując jego rękę przytulającą do swojego ciała troszkę się spięła, wręcz zesztywniała. Zaraz jednak przypomniała sobie czasy, gdy podczas misji w wieku 7 lat musiała udawać zagubioną na politycznym wiecu dziewczynkę , na którym miała zlikwidować wszystkich członków pewnego zarządu. Oczywiście teraz nie chciała mordować, jednak tamte aktorskie umiejętności sprawiły, że bezwiednie oparła się o Juliana i nawet pokusiła się o delikatny uśmiech. Może po minucie..dwóch troszkę wyluzowała i stwierdziła, że sam akt jest nawet przyjemny, aczkolwiek bliskość chłopaka była nadal krępująca. Nie ma co się oszukiwać, w miejscu publicznym czuła się jeszcze mniej pewna siebie niż zwykle. Prawie się skrzywiła słysząc co mówi Julian, bo jednak uważała, że z 'miłości' samej w sobie nie można tak się nabijać, ale cały czas robiła dobrą minę do złej gry. Oparła policzek o twarde ramię Helliona i wpatrywała się w Jacka, ponieważ i on się w nich wpatrywał. Laura zauważyła, że facet spochmurniał. Zresztą nie sposób było tego nie odczuć skoro jego wspomnienia sięgnęły tych dołujących i mało przyjemnych sfer. Dziewczyna nawet nie zdawała sobie sprawy jak mało w tej kwestii różnili się od siebie. Ona warcząca i odpychająca tylko dlatego, by nikogo nie skrzywdzić gdy nie postrzeżenie ogarnie ją niepohamowana furia. Może dla niej ból był pewnego rodzaju zapewnieniem, że jeszcze jest coś w niej z człowieka, ale dla innych cios szponami z adamantium mógłby się okazać tym ostatnim, śmiertelnym. I nagle zapragnęła alkoholu... wiedząc, że będzie musiała naprawdę dużo wypić, by poczuć skutki jego nadmiaru... ale takie postanowienie to małe poświęcenie dla chociażby chwilowego spokoju od tych destrukcyjnych myśli. I wtedy właśnie padła TA propozycja. Laurze oczy aż zabłysnęły ochoczo jednak spotkał ją zawód... ponieważ pytanie aporos kielicha nie padło w jej kierunku. No nic. Zobaczy jaka będzie decyzja reszty.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Pixie

avatar

Liczba postów : 12
Data dołączenia : 27/10/2014

PisanieTemat: Re: Pub "Sweet Light"   Wto Lis 04, 2014 10:09 pm

Spojrzała na Julka i Laurę. No tak. Kręcą się naokoło siebie, ale żeby w końcu któreś ruszyło się w stronę drugiego to nieeeee, bo po co. Pokręciła lekko głową i, cóż... odwróciła się, udając, że ma ochotę rzygnąć tęczą. Takie gzdlenie się ukochanych zawsze ją rozbrajało. Nie, żeby coś, ale... Megan nie była romantyczką. No nie jarały jej słit słodkie spojrzenia, wysyłane całuski, mówienie do siebie "myszko", "słoneczko", "kiciu". DO kicia to można iść, a nie. Mimo to uśmiechnęła się lekko i przewróciła oczyma. Gołąbeczki. Cóż. Do Megan było o wiele łatwiej się zbliżyć, szybciej nawiązywała znajomości. Mimo to nie dawałą sobie nagwizdać, nie było opcji. Pomimo wielkich pokładów cierpliwości i empatii, wszystko miało swoje granice, nawet bezkresny ocean cierpliwości Meg. Spojrzała na Jack'a, popijając coli. Serio? Będą cały wieczór pić napoje jak na kinder party, patrzeć, jak Laura i Hellion sobie gruchają... Weź wyjdź i nie wracaj, Megan. W końcu... cóż. Nie po to się wyrwały z domu, prawda?
- Własnie, czemu czegoś nie zagrasz? Może ktoś się na ten parkiet ruszy... I się... wypromujesz?
Uniosła lekko brew, spoglądając na faceta z lekkim uśmiechem, po czym ułożyła stopę na krawędzi sofy. Przekrzywiła lekko głowę. Była ciekawa, jak by to wyglądało, gdyby rzeczywiście zaśpiewał. Po chwili sam się odezwał na temat alkoholu... bardziej w jej stronę. No ej! To, że wyglądała na najweselszą, nie oznaczało, że tylko ona tu pije, nie? POkiwała jednak głową.
- W sumie... czemu by się nie napić. Na samej coli raczej ciężko jechać... - Podniosła lekko szklankę i przyjrzała się jej zawartości, wzdychając cicho. Cola zachlupotała lekko, a sama Meg upiła łyka i odstawiła szklankę.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Hellion

avatar

Liczba postów : 98
Data dołączenia : 10/10/2014

PisanieTemat: Re: Pub "Sweet Light"   Wto Lis 04, 2014 10:20 pm

W miarę jak wsłuchiwał się w rozwój rozmowy, Julian miał coraz większą ochotę, żeby rozbić szklankę coli na czaszce nowo poznanego mężczyzny. Zdając sobie jednak sprawę, że takie zachowanie mogłoby zostać negatywnie odebrane, przez pozostałych gości lokalu, zaczął zastanawiać się nad przyczyną własnych myśli. Nie trwało to długo, bo po kilku sekundach doszedł do wniosku, że wszystkiemu winny jest jego organizm, a konkretniej jego nadprodukcja spermy, testosteronu, i innych hormonów, którą potęgowała obecna, "fizyczna bliskość" Laury, która coraz wygodniej opierała się o niego ramię. Chłopak westchnął, wziął głęboki wdech i odchylił głowę do tyłu, by następnie, patrząc na sufit w myślach powoli policzył do dziesięciu. Kiedy powrócił z orbity i odzyskał normalny sposób myślenia, dopił napój do końca i odstawił pustą szklankę na blat stołu, potem z trudem powstrzymał rodzące się w jego gardle beknięcie, przez co coca-colowe bąbelki, bezgłośnie uleciały mu przez nos. Zdał sobie sprawę, że nie odpowiedział Jackowi na zadane przez niego pytanie. Z tego co zauważył, temat picia alkoholu przypadł Pixie do gustu, Laura też nie sprawiała wrażenia kogoś, kto miał zamiar zacząć przeciw temu protestować. Sytuacja w, której Jack zamierzał stawiać dziewczynom alkohol zmieniała sytuację. Im groziło w tym momencie jedynie odwiezienie do domu radiowozem, jemu w najgorszym wypadku, kilka lat pierdla, lub potężna grzywna, aż tak pod tym kątem prawa nie studiował, zwłaszcza, że w jego wieku rozpijanie nieletnich mu po prostu nie groziło. Hellion nie widział więc powodów, by zgłaszać ku temu jakiekolwiek obiekcje. Mimo tego, podniósł więc do góry wolną lewą dłoń i pomachał nią wymijająco.
- Nie, nie stary. Dzisiaj podziękuje za alko. Ktoś musi później odwieźć dziewczyny do domu, więc biorę to na siebie. -
Odpowiedź nie mijała się z prawdą, aczkolwiek pominął przy tym, fakt, że i bez picia ma ochotę komuś dzisiaj przypierdolić. W dodatku martwił go ciągły brak oznak, życia ze strony pozostałych X-Men. W razie problemów poważniejszych niż odwiezienie Laury i Megan, wolał zwyczajnie, by chociaż jedno z nich była w stanie normalnie się wysłowić, czy podjąć konkretne działania. Następnie wyciągnął z kieszeni swojego telefonu i wszedł w opcję wysyłania smsów. Następnie w opcji odbiorcy zaznaczył kolejno kontakty takie jak: „Logan, Cyke, Ororo, Jean G., Ice, Wolf, Colo, Rouge, Gambit, Kurt, ProX…” i jeszcze kilka innych osób, których pomimo swoich oczekiwań, nie udało mu się odnaleźć po powrocie do instytutu. Następnie pisząc samym kciukiem wystukał treść smsa o treści „Do jasnej cholery, gdzie są wszyscy? Proszę o rozkazy, lub jakiekolwiek instrukcje. Keller”, następnie wcisnął przycisk wysyłania i schował telefon do wewnętrznej wewnętrznej kieszeni swojej kurtki. Nie odniósł się do tematu pokazania przez Jacka swoich zdolności muzycznych, gdyż najzwyczajniej w świecie, pogrążając się w swoich ponurych rozmyślaniach po prostu częściowo stracił wątek, dlatego też, teraz starał się to nadrobić i uważniej wsłuchać w ich rozmowę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mayhem

avatar

Liczba postów : 55
Data dołączenia : 14/04/2013

PisanieTemat: Re: Pub "Sweet Light"   Sro Lis 05, 2014 2:08 am

Jakkolwiek to głupio zabrzmi – patrzył co też Laura wyczynia z tą kostką lodu. Pogryźć, jeszcze by rozumiał, ale ssać i ciamkać? Emmm… ja pierd@lę... Jack, może i był starszy, ale na litość boską był facetem. Co miał sobie do ch#ja wafla myśleć? Najlepiej było nie myśleć i choć oczy podświadomie wędrowały co chwilę w stronę Laury i jej językowych wygibasów, to jednak starał się – mocno się starał patrzeć gdziekolwiek indziej.

Wtf?... Emmm… okej. Słowa Laury jakoś delikatnie mówiąc zbiły go z tropu. Zabrakło mu języka w gębie – tak po prostu. Miała wyraźne problemy z sobą, no ale to już raczej nie jego problem. Nazwa kapeli trochę ją rozśmieszyła, to akurat chyba dobrze. Prowokacja się udała. Ważne, że chociaż ona nie pozwalała zostać wobec niej obojętnym. No niestety, gwiazdami sceny jeszcze nie jesteśmy, ale też nie o to chodzi. – wybrnął jakoś, ale dziewczyna punktowała jak bokser w ringu. Widać było, że chyba nie bywają często w klubach, choć może to i dobrze, może mają jeszcze na to czas? To tak nie działa, klub to nie ateński rynek gdzie każdy zaczyna grać kiedy mu się podoba. – odgryzł się lekko.

Eh te pojęcie młodych o muzyce. Owszem promocja była ważna, ale nie za wszelką cenę. Tu nie chodziło o to, by osiągnąć nie wiadomo jak wielce rozbuchany sukces komercyjny, ale dotrzeć do ludzi, którzy szczerze chcieliby posłuchać takiej muzyki. Nie był piosenkarzem, bardem czy innym grajkiem, którego można było obejrzeć w MTV czy telewizji śniadaniowej. Był artystą, może nie wybitnym, może nieutytułowanym, może nawet całkiem przeciętnym muzykiem, ale był też idealistą, a to wyjątkowo ciężko sprzedać. Przede wszystkim był jednak człowiekiem, muzyką i pasją się nie nakarmi i nie ubierze. Tak jak każdy, musiał zarabiać. Trzeba było robić po prostu swoje i cierpliwie czekać. Poza tym kto mi za to zapłaci? – uśmiechnął się odrobinę szyderczo i cynicznie. Ludzie zwykli myśleć, że kapela powinna grać wszędzie, bodaj do kotleta, za darmo, bo to przecież promowanie się. Najlepiej powinni jeszcze dziękować właścicielowi klubu, który zgodzi się zorganizować DARMOWY koncert. Jeb@ni państwo możnowładcy, nic tylko po grabach całować. Granie to nie cukierkowa bajka, trzeba za coś żyć młodzieży droga – odpowiedział chcąc uciąć ten temat. Do jasnej k&rwy nędzy, dlaczego każdy myśli, że jak masz ze sobą gitarę, to natychmiast niczym jakiś pierd@lony natchniony poeta wyjebie$z zaraz balladę okraszoną czterema solówkami sprawiającymi, że dzieci w hospicjum cudownie stają się zdrowymi, samobójcy odzyskują chęć do życia, a biedni wstają z klęczek i zaczynają tańczyć. No do ch#ja, co wy oglądacie same musicale czy coś? Za dużo kurw@ Disneya chyba…

Laura była jakaś dziwnie spięta, kiedy chłopak objął ją ramieniem. Może się pokłócili? Oj ile on pamiętał takich akcji, co za proza życia – nie oszczędzi każdego. Jakoś specjalnie w to nie wnikał, to nie było jego sprawą.

Hmm… No dobrze… Odpowiedź Juliana trochę go zawiodła, jednak mimo wszystko, trzeba było przyznać, że zachował się bardzo odpowiedzialnie. To się bardzo chwali, zaplusował.  Jackowi nawet zrobiło się trochę go żal. Sami będą pić, a ten biedak co? Będzie patrzył i się oblizywał. No stypa, stypa totalna. Z drugiej strony samemu też nie chciał proponować, że ich odwiezie. Raz, że to mogło być podejrzane, dwa, że co on? Dobry wujek? Sam chciał trochę się wyluzować. Po tej calej akcji z hipsterem z kopniętym dekielkiem dobrze mu to zrobi. Chyba wolał sobie wytłumaczyć, że Julian ma czas na takie zabawy. Jeb@ny hipokryta.

No proszę. Uśmiechnął się słysząc słowa Megan. No to chociaż jedna… i wtedy zobaczył ten błysk w oczach Laury. Uśmiechnął się i nie pytając o nic skinął porozumiewawczo ciemnowłosej. Zaraz wracam – powiedział, wstał i ruszył do baru. Ludzie powoli zaczęli wychodzić na parkiet. Wiadomo, najpierw dziewczyny, które poczuły już procenty, lub zwyczajnie lubiły się bawić. Potem faceci, którzy też lubili się bawić… z dziewczynami. Mayhema jakoś specjalnie do tego nie ciągnęło. Przynajmniej nie teraz. Tancerz był z niego mierny, bo ratowało go przed kompletną porażką tylko to, że posiadał poczucie rytmu. Poza tym, jeszcze nic nie wypił, a muzyczne hopsztosy bez tego, w jego wypadku nie wchodziły w ogóle, nawet choćby na parkiet zaciągała go jakaś fajna dziewczyna. Nie i ch#j – pomyślał przechodząc pomiędzy pląsającymi, w końcu docierajac do baru.

Po paru minutach wrócił z garściami wypełnionymi szkłem. Dla  szalonej Megan kolorowy drink z palemką, dla Laury coś bardziej stonowanego, ale za to z podwójną alkoholu na jego specjalne życzenie Jacka - nie po to by ją szybciej upić, ale po to by w końcu wyluzowała, dla Juliana kolejna porcja coli, a dla siebie… piwo i setka czystej wlane do środka. Śliczny ubocik, w sam raz na rozpoczęcie imprezy. To zabawne, że kiedy w grę wchodziło wyjście na miasto, mężczyzna jakoś przestawał przejmować się wydatkami, tak jakby klub stawał się odskocznią od tak przyziemnych problemów, swoistą oazą, gdzie można zapić swe niepokoje.

Rozłożył przed każdym naczynia i wrócił na swoje miejsce, o Laurze nie zapomniał, mimo, że nie powiedziała ani słowa.  Proszę, mam nadzieję, że dobrze wybrałem, bo trochę strzelałem… no mniejsza,  za… spotkanie – zaproponował i uniósł kufel do góry. Niby piwem toastów się nie wznosi, ale o knajpiany savoir vivre, nie można było go posądzać, niezależnie od wszelkich okoliczności – wystarczyło na niego spojrzeć, by rozwiać wszelkie wątpliwości. Z miejsca pociągnął zachłannie kilka głębszych łyków, wyraźnie zadowolony z wpływającej w trzewia cieczy. Tak to było to uczucie, uczucie bycia czlowiekiem, wolnym, szczęśliwym, bez problemów, choćby na te parę chwil. Jego spojrzenie spotkało się z ciemnymi oczami Megan. Co tam? Rzucił od tak zwracając uwagę, że jej włosy pomimo niespotykanego koloru wyglądają całkiem naturalnie.

Chciałby rzucić Julianowi, że następnym razem, jakoś się zrewanżuje i postawi „normalny” napój, ale z drugiej strony, wątpił by kiedykolwiek była jeszcze okazja się spotkać. To wszystko było trochę oniryczne. W takich miejscach jawa i sen przeplatały się niebezpiecznie blisko. Słodka muzyka, długie i krótkie historie, problemy, żale i słowa pociechy. Uśmiechy dziewczyn, czarujący ich tonami komplementów faceci i litry alkoholu sprawiającego, że karuzela złudzeń kręciła się nieustannie i będzie się kręcić nadal tak długo jak długo będą istnieć ludzie. Miejsce spotkań i zabawy, relaks w otępiających oparach wódki, gdzie wszystko wydaje się lepsze niż w rzeczywistości. Raj na ziemi, ujeb@ny zardzewiałym nożem kawałek nieba dla każdego, kogo stać na parę shotów. Spojrzał na gromadkę. Wszyscy młodzi, życie jeszcze przed nimi, tyle planów i marzeń, tyle dróg do wybrania. Znów pociągnął łyka i zaczął odpływać z nurtem myśli. Tym razem, dał ciszy szansę. Ile potrwa jeszcze ten miraż, zanim trzeba będzie ocknąć się w trzeźwym i ponurym świecie. Eh… gdyby zatrzymać ten czas. Gdyby go cofnąć… Albo poznać przyszłość… Ale w tej chwili istniało tylko tu i teraz, zabawa trwa. Uśmiechnął się raz jeszcze. Ciekawe co też się jeszcze wydarzy. Jak dzieciaki będą się bawić? Czy Pixie pójdzie na parkiet? Czy Laura się uśmiechnie? Czy Julian przestanie się bawić telefonem i zajmie swoją dziewczyną? Czy Jack przestanie smęcić? Wiedział, że jedno jest ważne, to że nie musi myśleć, o niczym. Błoga chwila beztroski. Trwaj chwilo, trwaj…
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
X-23

avatar

Liczba postów : 249
Data dołączenia : 09/05/2013

PisanieTemat: Re: Pub "Sweet Light"   Sro Lis 05, 2014 7:14 pm

Laura najwyraźniej nie była świadoma swojej kobiecości, ani tego jak chłopaki mogą zareagować na ssanie kostki lodu. Akt sam w sobie nie był wyrazem chęci do erotycznych zabaw czy kij tam wie co sobie obydwoje wyobrazili... Po prostu miała za słodko w ustach i chciała się tego pozbyć. Żeby zakończyć typowo męskie rozważania chłopaków Laura zgryzła końcówkę lodu i rozpuściła je do końca na języku.

Ucieszyła się gdy pomysł z zagraniem przypadł również Pixie do gustu. Nie żeby miały problem ze wspólnym językiem, ponieważ różowo włosa dość często rozumiała Laure bez słów, kto wie, może te 'półwróżkowe' moce dodawały do intuicji? Z tego co wiedziała Pixie nie potrafiła czytać w myślach. Słuchając Jacka dziewczyna stwierdziła, że nieco gubi się w zeznaniach, dlatego w tym momencie skupiła się na nim bardziej niż zwykle, uważnie wsłuchując się w każde słowo.
- Nieprawda. Uważam, że rynek ateński jest jak scena. - Odparła pewnym siebie tonem tak jakby temat który poruszył był dla niej na tyle ciekawy, by wybudzić się z letargu i zostawić na chwilę tą zblazowaną minę. Oczywiście mogła przywołać tu definicje ateńskiego rynku wyjętą prosto z jednej z historycznych książek, na dodatek w różnych językach. Bardzo szybko oduczyła się tego typu wystąpień, po tym jak w zwykłej szkole, do której przez jakiś czas miała okazję uczęszczać razem ze swoją kuzynką, na lekcji języka francuskiego prawie jednym tchem opowiedziała o różnych metodach zabijania.
 
- Nawet w takim barze jak ten. Na scenie, tak jak na ateńskim rynku wykrzykujesz co leży Tobie na sercu. Znaczy ... robią to ci odważni. - Yhm. Chyba znowu mu dosrała, ale to było niechcąco. Nie chciała ujmować Jackowi czegokolwiek, w końcu się nie znali. Na jej twarzy nie zagościł złośliwy uśmieszek, który w takich sytuacjach był charakterystyczny. Właściwie wpatrywała się w niego z tą swoją zniewalającą powagą, która rzadko gościła na twarzy tak młodo wyglądającej osoby jak Laura. Najwyraźniej X faktycznie uważała, że wyjście na scenę i wykrzyczenie z siebie swoich racji, na dodatek takich, z którymi nie każdy musi się zgodzić, czy nawet zwykłego 'pocałujcie mnie wszyscy w dupę, wiąże się z odwagą...  nie wspominając już o tremie występowania przed publicznością, no ale cóż wcale mu tego nie wyjaśniła.

- Zapłaci?Za kilku minutowy występ? Wysoko się cenisz jak na... mało znany zespół. - Odparła wzruszają ramionami i upiła kolejny, ale tym razem mały łyczek coli i zaczęła żałować, że nie zamówiła sobie zwykłej wody z cytryną. Nie zamierzała jednak komentować nazwania ich per młodzieży. Zaczytana w 'Sztukę walki' wiedziała, że nie ma niczego piękniejszego od złej oceny przez przeciwnika.

- Z jednej strony dajesz do zrozumienia, że nie chodzi o to by być gwiazdą, a z drugiej ganisz nas za szczerą chęć posłuchania Twojej muzyki, zupełnie spontanicznie... zupełnie nie tak jak to jest w sytuacji wystąpienia gwiazdy. - Huh. To było jedno z dłuższych zdań jakie wypowiedziała hm... od bardzo długiego czasu. Najwyraźniej Jack ją poruszył, a reszta towarzyszy na chwilę zniknęła z orbity. Zorientowawszy się, że popłynęła o ciut za daleko, omiotła spojrzeniem Jacka i Meg, a potem próbowała kącikiem oka zerknąć na jej 'chłopaka'. Pozycja w której się znajdowała bardzo utrudniała to zadanie, więc zaraz się poddała. Westchnęła sobie pod nosem i zaraz dodała. - Zresztą nieważne. Twoja sprawa. Jak nie chcesz grać to nie. - Wzruszyła ramionami.

Gdy przeszło do alkoholowych propozycji ponowie się ożywiła, ale tym razem minimalnie. Mimo to Jack jakby zajarzył. Gdy odszedł od stolika, dziewczyna odsunęła się nieznacznie od Juliana. - Coś się dzieje? - Zapytała wyczuwając tą gęstą atmosferę, która pojawiła się między nimi ni z gruszki ni z pietruszki. Wyczuła również jak chłopak się spina, by dosłownie po 10 sekundach się rozluźnić. Zerknęła znacząco na Megan chcąc dać jej do zrozumienia, że najwyraźniej coś jest nie tak. Gdy Jack wrócił zajrzała do swojego drinka. Zapach był wyraźniej bardziej alkoholowy od innych drinków. Co prawda piwo mężczyzny woniło bardziej wódą niż zwykłym chmielowo-gorzkim zapachem, jednak stojący przed nią specyfik wydawał się być czymś w rodzaju kociołka Panoramixa,  czyli mieszanką różnych alkoholi.  Dopiero teraz spostrzegła, że Julian zajęty jest pisaniem smsa. No nic. Najwyraźniej się już znudził. Na dodatek o dziwo... postanowił poświęcić dobrą zabawę na rzecz bezpieczeństwa Megan i jej. Zerknęła na niego nie kryjąc swojego zdziwienia, bo szczerze mówiąc wcześniej, pomimo tych dowódczych ciągot, miała go trochę za dzieciaka. Zaimponował. Posłała mu delikatny uśmiech i na parę sekund się zamyśliła.

Laura pochyliła się nad szklanką, a gdy Jack wzniósł toast uniosła swojego drina i stuknęła się z pozostałymi, a potem upiła małego łyczka alkoholu. Najwyraźniej X posmakował ten gorzko limonkowy smak, bo zaraz wychyliła pół szklanicy. Pech chciał, że odstawiając wątpliwej jakości szkło na stół, pod naporem jej adamantowych palców kryształ pękł tak niefortunnie, że wbił się ostrą krawędzią w dłoń Laury. Na dodatek dość głęboko, a przynajmniej... na daną chwilę... tak to wyglądało. Krew stróżkami zaczęła ściekać po dłoni dziewczyny kapiąc na blat stołu. Na dodatek alkohol + rana nie było najlepszym połączeniem.. no chyba, że chodziło do dezynfekcję.[/color]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Pixie

avatar

Liczba postów : 12
Data dołączenia : 27/10/2014

PisanieTemat: Re: Pub "Sweet Light"   Pią Lis 07, 2014 8:04 pm

Zmarszczyła lekko brwi, widząc, że Julian sięga po telefon. Dobra. Może mu się nie podobało. Może się nudził. Ale na bogów, były jakieś wytyczne co do dobrego wychowania? Jej się akurat zachciało zagrać w tetrisa, i co? Chyba tak średnio wypada. Mimo to nie skomentowała tego, pokręciła jedynie głową z dezaprobatą. Może to jednak było coś ważnego.
Założyła nogę na nogę i wesoło nią zamachała.
- Dzięki.
Wzięła drinka do ręki, upiła dwa łyki i odstawiła kieliszek na stolik. Smakował czymś kokosowym, jakby z nutą goryczy. Mimo to smakował jej, jednak podniosła wzrok na Laurę. Cóż, miała rację.
- Właśnie, nikt Cię nie prosi o nie wiadomo co. Poza tym, to otwarta scena, każdy może coś zagrać. Fajnie by było usłyszeć chociaż jedną piosenkę, ale słowo muzyka w gardło drapie...
Ponownie się napiła, odstawiła szklankę i uśmiechnęła się łobuzersko. Pochyliła się w jego stronę, podparła brodę na dłoni i ułożyła łokieć na kolanie, celując w Jacka palcem.
- Zobaczymy. Jak Ty tam pójdziesz i coś zagrasz, to... też coś zaśpiewam. Zobaczymy, kto zrobi z siebie większego głupa. Poza tym, może ktoś się w końcu na parkiet ruszy.
Spojrzała niechętnie na pusty parkiet, i chyba miała coś dodać, kiedy trzasnęło. No tak, Laura. Dziewczyna spojrzała na przyjaciółkę i zacmokała cicho.
- Kaleko... Chodź, przemyjemy to.
Chwyciła ją za rękę i pociągnęła do łazienki. Jeśli Laura dała się poprowadzić, to Megan odkręciła wodę i szybko obmyła jej rękę, żeby nie ubabrać sie krwią.  
- Brawo...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Hellion

avatar

Liczba postów : 98
Data dołączenia : 10/10/2014

PisanieTemat: Re: Pub "Sweet Light"   Pią Lis 07, 2014 9:02 pm

Julian z lekkim niedowierzaniem przysłuchiwał się temu jak dziewczyny podpuszczały Jacka. Najwyraźniej naprawdę zależało im na tym, by facet zaprezentował swoje zdolności artystyczne. Szczególnie zdziwiło go jednak to z jakim zapałem uczestniczyła w tym Laura, która na co dzień trzymała się raczej z boku dyskusji. Przez chwilę uchylił usta i chciał dodać coś od siebie, ale szybko je zamknął, nie za bardzo wiedząc co ma powiedzieć. Z jednej strony taki występ sprawiłby dziewczynom sporo frajdy, ale z drugiej rozumiał faceta, i to, że dosłownie go zamęczają.... Kiedy Laura zapytała go, czy coś się stało, wyrwała go nieco z zamyślenia. Spojrzał na nią z lekkim smutkiem, kiedy zdał sobie sprawę, że dziewczyna lekko się od niego nieco odsunęła. Na początku nie zrozumiał, że po prostu chciała spojrzeć na niego twarz i pomyślał, że chciała, by przestał ją przytulać, ale kiedy odwzajemnił jej spojrzenie zrozumiał jej zamiary i ostatecznie nie zabrał swojej ręki.
- Poza tym, że nie ufam temu typowi, i tym, że w ciągu dziesięciu minut powiedziałaś więcej słów, niż lącznie przez ostatnie pół roku, to wszystko gra... - Wypalił odpowiadając jej bez zastanowienia, i parsknął wesołym śmiechem, mimo wszystko posyłając jej przy tym lekko zdziwione spojrzenie i szybko zdając sobie, że mogło to zabrzmieć pretensjonalnie, dodał więc szybko....
- Ale cieszę się, że dobrze się bawisz. Taki był plan na ten wieczór, wyluzować, odskoczyć od codziennej rutyny. Może powinnyście robić takie wypady częściej, nie wiem, z raz w tygodniu? -
W jego głosie dało się z jednej strony wyczuć szczere intencje, w końcu zależało mu przecież na tym by Laura stała się nieco bardziej otwarta, z drugiej strony czuć było, że sam nie do końca potrafi w tej chwili wyluzować. Świadomość tego, że prawdopodobnie większość jego przyjaciół w tej chwili nie żyje była w jego umyśle i sercu silniejsza, niż bezprzyczynowa chęć napierdolenia się wódą w podrzędnej spelunie. Jako, że Jack szybko wrócił ze swoim zamówieniem, Jullian podziękował mu skinieniem głowy i przysunął sobie szklankę z zimnym napojem gazowanym nieco bliżej. Wrócił myślami do poprzedniego tematu i w końcu jednak się przełamał.
- Doskonale rozumiem postawę Jacka... Wyobraźcie sobie co by było, gdybym nie przestał grać w baseball i rozpoczął karierę zawodową... Czy musiałbym wszędzie chodzić z kijem, bo gdzie bym się nie pojawił, ludzie zaczynaliby rzucać we mnie piłkami i kazali mi je odbijać, krzycząc teksty w stylu "Hej Keller, nie zamulaj, przecież jesteś pałkarzem, odbij piłkę!"? Dajcie spokój facet przyszedł się tu uchlać, a nie do pracy... Po drugie Lauro, na ateńskim rynku nie było ochroniarzy, którym płacono za spuszczanie wpierdolu potencjalnym grajkom. - Tutaj zrobił pauzę na łyka coli i kiwnięciem głowy wskazał na dwóch ubranych w garnitury rosłych facetów, którzy pilnowali knajpy niedaleko drzwi wejściowych. - Osobiście, gdybym miał własny bar, zatrudniałbym w nim DJ'a, który puszcza dla gości muzykę, a ktoś wyszedłby na środek i zaczął ją zagłuszać darciem mordy i graniem na gitarze... to bym *** zastrzelił… - Jullian skwitował wygłoszoną przez siebie, godną republikańskiego kandydata na prezydenta opinię lekkim wzruszeniem ramionami i rozsiadając się wygodniej, zapadł się plecami w oparcie kanapy, jednocześnie siłą rzeczy lekko pociągając też za sobą Laurę. Chwilę później dziewczyna zmiażdżyła szklankę w swojej dłoni. Jullian uniósł brwi w grymasie pełnym zaskoczenia.
- Nic ci nie jest? -
Zapytał odruchowo, w ułamku sekundy zdając sobie sprawę, że tego typu wypadek nie mógł uczynić jej żadnej krzywdy. W następnym ułamku sekundy zdał sobie jednak sprawę, jak ten fakt mógł być katastrofalny w skutkach. Z pewnością pęknięcie szklanki i płynąca krew nie uszła uwadze zarówno Jacka, jak i gości, którzy siedzieli przy sąsiednich stolikach, lub zwyczajnie przechodzili obok nich. Hellion chciał już chwycić Laurę za rękę i poprosić by poszła z nim do łazienki, chociażby po to by tam ukryć fakt zagojenia się jej rany po kilku sekundach, jednak Pixie postanowiła porwać dziewczynę zanim sam zdążył przystąpić do swoich obowiązków. Chłopak nieco skrzywił się obserwując akcję ratunkową, jednak biorąc poprawkę na to, że Pixie była dziewczyną, postanowił, że nie będzie protestował. Westchnął odprowadzając dziewczyny wzrokiem. Miał teraz wrażenie, że nie potrzebnię się odzywał, a cała jego przemowa dotycząca grania w tego typu miejscach mogłaby równie dobrze nie mieć miejsca. Kiedy poczuł w kieszeni wibracje telefonu wyciągnął go z kieszeni i z posępną miną zaczął analizować treść smsa, którego wysłał mu Gambit. Później schował telefon z powrotem do kieszeni i powędrował wzrokiem tak, że na chwilę zatrzymał spojrzenie patrząc Jackowi w oczy. Następnie sięgnął dłonią po niedopitego drinka Megan i przechylił go, wypijając zawartość szklanki kilkoma pokaźnymi łykami. Następnie odstawił szklankę tam, gdzie stała wcześniej.
- Gdyby pytała, wypiła go przed chwilą, jest tak roztrzepana, że i tak się nie skapnie. - Mruknął w kierunku Jacka i przestał się na niego gapić. Chwilowo miał w dupie fakt, że miał prowadzić, wiedział, że jeden drink niczego nie zmieni, jednak sytuacja zrobiła się na tyle nieciekawa, że nie chciał o niej myśleć totalnie na trzeźwo.
- Więc mówiłeś, że co tam gracie? Jakieś rockowe chuju-muju w nowoczesnym klimacie, czy jakiś solidny oldschool, w stylu Alice Cooper? -
Zagadał stwierdzając, że tak długo jak dziewczyny nie wrócą z łazienki, i tak nie będzie w stanie przeprowadzić cichej i skutecznej ewakuacji. Po chwili jednak parsknął wesołym śmiechem.
- Heh, nie to, że jestem fanem, ale gdybyś miał pocałować Laurę w usta, to "Poison", samo zaczynałoby ci grać w wyobraźni. -
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mayhem

avatar

Liczba postów : 55
Data dołączenia : 14/04/2013

PisanieTemat: Re: Pub "Sweet Light"   Sob Lis 08, 2014 4:20 pm

Dziewczę drogie, ale to nie jest ateński rynek, to jakiś… pojeb@ny klub? Poszanowania dla kultury trochę – usmiechnął się sam do siebie. Więc, będę ten nieodważny, mnie tam nic na sercu nie leży. A na pewno nie gotówka… Spojrzał nieco podejrzliwym wzrokiem na Laurę. Dziewczyno, trzeba się trochę cenić, nieee? Jeszcze trochę i serio jebnę śmiechem. Błaaagam.

Potem przyszła kolej na Megan. Ja pierd@lę zespół pieśni i tańca – Różowa i przyjaciele! Biorę to na siebie – podniósł lekko dłonie, udając, że się nie broni. Ja pierd@lę… Nagabywały jak kumoszki na targu. Co ta gitara robi z człowiekiem? Magiczny artefakt sciągający uwagę samym swym istnieniem – boski item. Może powinienem sprzedać na ebay’u?

Dopiero słowa Juliana, sprawiły, że aż klasnął – Tak, rozumie chłopak co mam na myśli. Amen, kurw@... Amen…

O kur… ręce całe? – spytał raczej retorycznie, by już po chwili zobaczyć czerwone strumyki skapujące z dłoni dziewczyny. O kur… Eee… trzeba do łazienki! – wyjeb@ł zupełnie jakby proponował anestezjologowi podanie pavulonu, albo innego kurestw@ o jakim nie miał bladego pojęcia. Zaraz się opamiętał, wstał i począł szukać po kieszeniach jakiś chusteczek. Ma ktoś chusteczki?! – zapytał, a potem rozejrzał się po twarzach zebranych. On nie miał – jak zawsze zresztą. Jeśli czegoś trzeba to zawsze tego nie ma – taki pech… albo szczęście Jacka. Nim zdołał cokolwiek jeszcze powiedzieć, Megan już przejęła obowiązki polowej sanitariuszki. To go trochę uspokoiło. Ostatecznie to tylko pierwsza kolejka, nikt nie byłby w stanie upić się tym co wypili w ciągu tych paru minut.

Najlepszym refleksem pochwalił się jednak Julian, który w mig opędzlował drinka Megan. Da fak? Patrzył i trochę nie wierzył.  Say what!? Czy on teraz właśnie ogarniał jakiś przekręt z drinkiem w roli głównej? Is this the real life? Is this just fantasy? Jego laska właśnie rozcięła sobie dłoń, a on po prostu rzucił się na drinka? Co ona, trenuje go i nie pozwala pić, czy jak? Eee… to może normalna kolejka? – zaproponował zdziwiony akcją, która miała wczesniej miejsce. Megan jest aż tak roztrzepana? Co to za agentka? – zapytał wyraźnie rozbawiony długo sącząc wzmacniane piwo. Może julian uraczy go jakąś ciekawą historią o Megan, a może nie. Idziemy do baru po więcej?


Potem była okazja by odnieść się do pytania chłopaka. Nie tam, zwykłe, rzetelne napierdalanie… mocniej od Cooper’a, zdecydowanie mocniej. Nie wiedział jak odnieść się z porównaniem, a nie chciał też wymieniać łańuszka swych inspiracji. Było nie było Alice Cooper być przy tym co grali całkiem lekki i przyjemny. Był jak lekko ekscentryczny, śmieszny wujek w porównaniu do wkurwi@nego krewnego, który wyszedł tydzień temu prosto z paki… Albo coś w ten deseń.

Taa… - uśmiechnął się na słowa drinkowego sprintera. Wierzę, na słowo, trochę spięta, ale założę się, że to miła dziewczyna, wasze szczęście młodzi – rzucił i z uśmiechem znowu walnął łyk piwa. Chyba lada chwila powinny wrócić panny. Grałeś w baseball? Jakieś sukcesy?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
X-23

avatar

Liczba postów : 249
Data dołączenia : 09/05/2013

PisanieTemat: Re: Pub "Sweet Light"   Nie Lis 09, 2014 3:02 pm

Słowa Juliana zbiły ją nieco z tropu. Cholera. Miał rację. Wpatrywała się w niego ni to z powagą ni to ze smutkiem, u Laury ciężko było to zweryfikować i odparła. - Masz rację. Przepraszam. Po prostu temat wydał mi się bardzo ciekawy. Jesteś smutny, ponieważ poświęciłam mu więcej uwagi niż Tobie? - Chciała go zrozumieć, stąd te dość dosadne pytania, no ale szczerość X zawsze była raczej z tych dosadnych.
- Nie, dzięki. Raz na jakiś czas mi wystarczy. - Ucięła krótko, bo było jej głupio. Wszystko mówiła szeptem, więc przy tym hałasie Pixie mogła usłyszeć tylko pojedyncze słowa. Z ponurą miną oparła się z powrotem o Juliana i choć wcześniej zapewnił, że w miarę wszystko okay, czuła, że jeszcze coś jest na rzeczy.

Laura bardzo szybko straciła zainteresowanie tematem zagrania piosenki przez Mayhema. Zresztą tak jak powiedziała, jeżeli nie to nie. Kolejne argumenty dotyczyły bardziej samej w sobie 'definicji' rynku ateńskiego, ale najwyraźniej chłopacy odebrali to jako nagabywanie do zagrania. Fatalnie. Nawet sam fakt, zaproponowania przez Megan śpiewu nie wydał się dla Jacka kuszący, a szkoda, bo jako muzyk, jako artysta raczej powinien być zaciekawiony barwą głosu tak interesującej dziewczyny jaką w 100% była Pixie, no bo proszę na nią spojrzeć. Różowe włosy, piękna twarz, smukłe ciało z krągłościami tam.gdzie.powinny.być. Idealna wokalistka, przyciągająca wzrok.. to pewny sukces. No ale nic to, Jack pomimo swojej pewności siebie najwyraźniej poczuł się przytłoczony... i ona świetnie to rozumiała, wszak nie raz, nie dwa, była w takiej sytuacji, gdzie im bardziej, ktokolwiek chciał ją do czegoś nakłonić miała ochotę przypieprzyć tej osobie pięścią w twarz. Co prawda prośba o zagranie jednej piosenki była jak dla niej błaha, no ale ... co ona mogła wiedzieć. Ledwo była człowiekiem, a przynajmniej... tak o sobie myślała.

Wysłuchała w spokoju monologu Juliana, a gdy skończył pokusiła się o komentarz. - Patrząc na Twój profil osobowościowy, śmiem twierdzić, że gdyby to były ładne dziewczyny to nie miał byś nic przeciwko. - Odparła neutralnym tonem, choć wypowiedziane zdanie mogło zabrzmieć, ponieważ treść jak najbardziej na to wskazywała. Zabawne jak w tym udawaniu pary faktycznie brzmieli jak osoby, które są właśnie w ten sposób ze sobą powiązane. To raz. Po drugie Laura świetnie sobie zdawała sprawę z tego, że Julian to typowy podrywacz. Pewny siebie chłopak, świadomy swoich atutów, wiedzący jak kobiety reagują na charakter bad boya. Co gorsza bardzo dobrze wiedziała jaki on jest, a mimo to jak nikt inny potrafił rozbroić ją wewnętrznie. Oczywiście nigdy do tego się nie przyznała. To co się działo gdzieś... tam... u niej.. pod tą kopułką w momencie gdy chłopak był blisko, było jednym z tych uczuć, których jeszcze nie rozumiała, dlatego starała się to odrzucić. Pytanie jednak jak długo będzie potrafiła z tym walczyć.

A potem zdarzył się mały wypadek. Laura ze spokojem spojrzała na rękę i zanim się obejrzała na zebranych z zaskoczeniem, ponieważ pytania 'czy wszystko dobrze' w wypadku takiego cięcia były zgoła przesadzone, w końcu 'healing factory', została porwana przez Pixie do łazienki. Oczywiście w połowie drogi zorientowała się skąd ta 'akcja ratunkowa', jednak w pierwszym momencie pomyślała, że może chcą ją schować przed światem ze wstydu.
Ocknęła się stojąc przy zlewie. Zabrała rękę i spojrzała na nią zaciekawiona. Widząc, że skóra nie chce się goić zacisnęła palce na tym miejscu i wyjęła kawałek szkła, a potem wyrzuciła je do śmietnika.
- Meg, daj spokój. Pobrudzisz się. Nic mi nie jest. - Posłała różowej nikły uśmiech. - Choć... to ogólnie miłe... - Zawstydzona spuściła wzrok. Nie wiedziała jak powinna jej podziękować... czy w ogóle powinna, w końcu ona za Pixie poszła by w ogień tylko po to by ją chronić. Sama jednak cały czas uważała, że jest nie warta zachodu, dlatego zachowanie dziewczyny, choć niepotrzebne... i prawdopodobnie będące z tych 'tylko do podtrzymania przykrywki', było czymś miłym. Będąc skrępowana ta chwilą chwyciła za ręcznik papierowy i przyłożyła go do prawie zagojonej rany. Dzięki temu owy nabrał kolorytu czerwieni i wyglądało to tak jakby pod nim faktycznie była jeszcze rana. - Chodźmy do chłopaków. Nie chce Ci popsuć wieczoru... ale tu naprawdę jest fajnie. Ten Jack nawet miły. Może to był dobry pomysł by go zabrać... - Odparła bez przekonania chociaż wcale nie czuła się tak źle jak na to wyglądało.

Laura wyszła z toalety i udała się w stronę stolika, gdzie zostawiły chłopaków. Na sali nastąpiła zmiana DJów, więc na ten czas barman włączył tv. Była akurat godzina wieczornych wiadomości, dlatego natknąwszy się na taki komunikat zatrzymała się gwałtownie i podeszła do baru. Im dłużej słuchała wypowiedzi pani doktor, tym bardziej czuła jak wzbierają w niej mieszane emocje... nawet nie zdała sobie sprawy, gdy ktoś siedzący na stołku zaczął ją zagadywać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Hellion

avatar

Liczba postów : 98
Data dołączenia : 10/10/2014

PisanieTemat: Re: Pub "Sweet Light"   Pon Lis 10, 2014 12:28 pm

- Sam nie wiem... będę musiał prowadzić, ale wk*** mnie... sms od znajomych. Musiałem strzelić jedną kolejkę, to nieźle pomaga na stres... -
Jullian odniósł się do propozycji dotyczącej następnego drinka i starał się wytłumaczyć Jackowi swoje dziwne zachowanie, lekko gestykulując przy tym swoimi dłońmi. Zastanowił się co mógłby właściwie powiedzieć o Megan. Jack był nią najwyraźniej zainteresowany, ale przecież nie mógł wprost powiedzieć, że to co teraz widzi to jeszcze nic, bo na ogół w wolnym czasie dziewczyny fruwa na różowych skrzydełkach pod sufitem i rozpyla z dupy "Gwiezdny Pył".... takie zdolności były conajmniej nietypowe, nawet jak na standardy X-Men. Postanowił więc, że przedstawi jej przypadek w nieco podkoloryzowany, ale bardziej przyziemny sposób.
- W kontaktach z nią trzeba wrzucić na luz i nabrać dystansu. Z tego co słyszałem od jej krewnych, jej matka bardzo dużo piła, i brała meta amfetaminę kiedy była w ciąży, to spowodowało jakieś zmiany w mózgu płodu i Megan jest jaka jest... -
Miał nadzieję, że Jack łyknie tą historyjkę, chociaż zdał sobie sprawę, że jego złośliwość i chęć "dosrywania" ludziom, trochę go w przypadku tej historii poniosły, z drugiej strony lepiej było by ludzie myśleli, że Megan jest ułomna, niż, by myśleli o niej jako o mutancie genetycznym. Jack poruszył też temat Laury więc Julian wyrwał się z zamyślenia i znów skupił wzrok na twarzy faceta.
- Tak, jest kochana, ale jej serce wypełnia ciągły strach, przez który trudno do niej dotrzeć. Jak na dziewczynę w swoim wieku widziała zbyt wiele patologii...i nie mam tu na myśli Megan. -
Uśmiechnął się pod nosem i przeniósł środek cieżkości ciała do przodu, tak, że skrzyżował ramiona i oparł się na nich o blat stołu. Jack pytał o jego sukcesy w zakresie sportu, Jullian wrócił więc pamięcią do przyjemnych wspomnień z dzieciństwa.
- No cóż... grałem praktycznie odkąd nauczyłem się chodzić... Przez trzy lata grałem w młodzieżówce Dodgers'ów... Nie wiem, czy samo to można nazwać sukcesem, ale chyba tak. Dla białego chłopca z Los Angeles, założenie stroju i czapeczki z logiem tej drużyny, to takie same marzenie, jak dla czarnoskórego chłopca z Los Angeles, zagrania w barwach LA Lakers... Odnosiliśmy spore sukcesy na polu rozgrywek juniorskich, w drużynie byli lepsi ode mnie, ale kto wie, może, gdyby minęło jeszcze trochę czasu załapałbym się do drużyny seniorskiej, albo jakiś scout ściągnąłby mnie do jakiejś słabszej drużyny z MLB... Ale w wieku piętnastu lat odkryłem w sobie inne... talenty. Los chciał, że musiałem przeprowadzić się na wschodnie wybrzeże i gra poszła w odstawkę. Młody zawodnik powinien cały czas trenować, nie sądzę bym po prawie czterech latach przerwy mógł grać na równym poziomie ze starymi kolegami, którzy grali przez cały ten czas... Zrobiło się sentymentalnie... A ty komu kibicujesz? New York Mets, czy New York Yankees? -
Nie wiedział, czy Jack pochodzi z Nowego Jorku, ale było to całkiem prawdopodobne. Chłopak nie raz słyszał jak mieszkańcy tego miasta sprzeczali się, która z tych dwóch drużyn jest lepsza, a trzeba było pamiętać, że obie miały bogatą historię. Kątem oka zauważył, że dziewczyny wyszły już z łazienki, Laura zatrzymała się jednak w połowie drogi. Mając nadzieję, że Pixie dotrzyma Jackowi towarzystwa wstał z siedzenia i kiwnął głową w ich stronę.
- Wybaczysz mi? Zaraz wracam, zobaczę, czy z Laurą wszystko ok. -
Chłopak przeszedł przez salę i podszedł do Laury od tyłu, przy okazji zerkając na ekran telewizora w, który tak zawzięcie się teraz wpatrywała.
- Uwaga przytulam... -
Powiedział rozbawionym tonem, skoro obiecał, że będzie ją ostrzegał przez całusami, to uznał, że uścisk z zaskoczenia, też powinien jej zasygnalizować. Następnie stanął za nią, tak, że jego klatka piersiowa zetknęła się z jej plecami i objął ją splatając swoje łapska na wysokości jej brzucha.
- Zgaduję, że z ręką już wszystko w porządku? Co oglądasz? -
Zapytał mrugając powiekami i kontynuując obserwowanie telewizora znad czubka jej głowy, której nie omieszkał przy okazji delikatnie ucałować.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mayhem

avatar

Liczba postów : 55
Data dołączenia : 14/04/2013

PisanieTemat: Re: Pub "Sweet Light"   Pon Lis 17, 2014 11:23 am

Emm… no spoko. Mam nadzieję, że wszystko będzie okej. Nie wiedział co dokładnie powiedzieć, więc uznał, że nie będzie dopytywał co też było takiego denerwującego w tekstowej wiadomości, nie był to bowiem jego interes.

Yyyy… no to teraz przylutował. Ja pierd@lę... Rozumiem. Co to za typy?! Kółko wsparcia i powrotu do społeczeństwa? Jedna lepsza od drugiej, jak nie dziewczyna która niczym Obeliks wpadła za młodu do kociołka z magiczną miksturą, to jakaś mroczna historia ciemnowłosej panny, Julian przy tej dwójce wyglądał nadzwyczaj normalnie. Pewnie był po prostu zwyczajnym młodocianym alkoholikiem, skoro tak rzucił się na tego drinka Megan. No proszę, Jack potrafił połączyć sznurki rozwiązując każdą zagadkę. Sherlock naszych czasów kurw@ jego mać… Powiedzieć coś, czy nie rzucić słowem – miał wątpliwości co do tego jak powinien zareagować na te wiadomości, upił więc trochę piwa i dobrze, że Julian wyskoczył z tematem baseballu.

Wow, o popatrz, nieźle – przyjął opowieść o sportowych wyczynach Juliana z szczerym entuzjazmem. Jakoś samemu nigdy nie był specjalnym zapaleńcem, ale jeśli ktoś ma fajne hobby, w dodatku musi się w nim trochę poruszać, to same korzyści.

Nikomu, nie interesuję się sportem… - odparł z rozbrajającą szczerością. Chyba, że mówimy o zawodach w piciu piwa… No ale wiadomo, zdrowy tryb życia, pasja te sprawy zasługują na szacunek. Może ewentualnie trochę boksu, coś tam kiedyś próbowałem, bez jakiś specjalnych rezultatów – rzucił od tak, bo przecież nie powie, że jakiś czas trenował i walczył w klatce.

A, jasne, leć, też zaraz ruszam po piwo, nie ma problemu – rzucił do ciemnowłosego i jeszcze przez jakieś dwie minuty siedział jak kołek obserwując otoczenie. Tam jakaś fajna dziewczyna przechodziła do baru, tam jakiś facet kierował się chyba do kibla, potem dziewczyna zebrała szklanki ze stolików obok. Nuda. Siedział tak sobie i zastanawiał się czy tutaj można było palić. Dopił ostatni łyk piwa i ruszył w kierunku baru. Młodym przeszkadzać nie chciał, więc stanął raczej na uboczu czekając na swoją kolejkę. Zadarł głowę wpatrując się w ekran telewizora. Chłonął newsa i przez cały czas trwania wiadomości nie wypił nawet łyka.

Co kurw@?! To jest nas więcej?! Wyglądał na trochę zaskoczonego, chwycił mocniej szklankę i upił spory łyk chłodnego piwa. Bieganina myśli znów fruwała pod długowłosą kopułą tętentem wspomnień i projekcji. Może kiedyś nas wyleczą? – pomyślał sobie i oczami wyobraźni znów zobaczył siebie gdzieś w przyszłości, może nawet szczęśliwego? Ta informacja w mediach lekko go zamroczyła. Nie wiedział, czy bardziej się cieszył, czy bardziej smucił, na pewno jednak był niesamowicie podekscytowany. Pociągał łyk za łykiem wpatrujac się cały czas w ekran w nadziei, że dowie się większej ilości szczegółów. Kiedy komunikat się skończył powiódł wzrokiem za młodzieżą i rzeczami zostawionymi przy stoliku. Sam nie wiedział co myśleć, nawet sprawa rozciętej dłoni Laury wydawała się teraz sprawą o mniejszym priorytecie. Mutacje genów...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
X-23

avatar

Liczba postów : 249
Data dołączenia : 09/05/2013

PisanieTemat: Re: Pub "Sweet Light"   Sro Lis 19, 2014 8:15 pm

Laura z uwagą wsłuchiwała się w wiadomości. Komentarz dr Aviles wywołał w niej niepokój, więc gdy Hellion podszedł do niej od tyłu w pierwszym momencie bardzo się spięła. Czuła jego zapach o wiele wcześniej, a gdy w powietrzu perfumy chłopaka stały się bardziej zagęszczone wiedziała, że właśnie się zbliża. Nie spodziewała się jednak objęcia czy ucałowała w głowę, dlatego pomimo słownego ostrzeżenia, spięła się czując go tak blisko. Nawet chciała odskoczyć gdzieś na bok, jednak kątem oka spostrzegła wpatrującego się w nich Mayhema, dlatego też resztkami zdrowego rozsądku postanowiła nie reagować gwałtownie. Ułożyła dłonie na rękach Helliona nie wiedząc za bardzo czy to wszystkich utwierdzi w przekonaniu, że faktycznie są razem. Z boku nawet przez chwilę całe zajście mogło wydawać się nieco sztuczne gdyby nie fakt, że przy pocałunku w głowę uśmiechnęła się delikatnie kącikami ust.

Zaraz jednak ponownie skupiła się na wiadomościach. Nerwowo obwiązywała dłoń zakrwawionym papierowym ręcznikiem, tak że po części go podarła, ale nie tak by jej mała tajemnica została zdradzona.
Po zakończeniu komunikatu wysupłała się z hellionowego uścisku i odwróciła do niego przodem. Jej mina po części nie zdradzała żadnych emocji, ale kto znał Laurę lepiej, wiedział, że to nie wróżyło nic dobrego.

- Co to znaczy dla nas? Nie powinniśmy jej powstrzymać? Trzeba poinformować innych ... cholera... - Spuściła wzrok. Widać, że dziewczyna przejęła się tą sytuacją. Z tą ponurą miną wodziła wzrokiem po sali aż natknęła się na Mayhema. Jego zaskoczona mina nie była czymś czego nie spodziewała się zobaczyć, wręcz przeciwnie... chyba wszyscy ci, którzy właśnie przestali wpatrywać się w ekran i byli na tyle trzeźwi by zrozumieć komunikat byli zdeczka zszokowani. Skrzydła? WTF? Czytanie w myślach? Are you fuckin' kidding me? Tylko spojrzenie Mayhema wyrażało coś jeszcze... to tak jakby na ekranie telewizora zobaczył kogoś, kogo od bardzo dawna szukał. Laura zmarszczyła brwi i zaczęła się zastanawiać co to mogło oznaczać. Podniosła łebek wracając spojrzeniem do swojego 'chłopaka'.
- Pixie spotkała swoich znajomych więc... nie wiem czy wróci do nas czy woli spędzić ten wieczór z kimś bardziej rozrywkowym. - Posłała mu smutny ten swój smutny uśmiech i złapała go za rękę, a potem delikatnie pociągnęła w kierunku baru gdzie stał Jack.

Dziewczyna miała ochotę na alkohol, dlatego miała nadzieje na kolejnego drinka. Na dodatek... była ciekawa czy ludzie w ogóle są gotowi na takie wiadomości. Czy ktoś to w ogóle skonsultował? Nie zastanawiając się za długo, myśląc, że Mayhem jest zwykłym człowiekiem, postanowiła przeprowadzić swoje małe 'badanie' i zapytała. - A Ty? Co myślisz o mutantach? - Posłała mu coś na kształt uśmiechu i usadowiła się na hokerze, praktycznie zaraz przed długowłosym mężczyzną.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Hellion

avatar

Liczba postów : 98
Data dołączenia : 10/10/2014

PisanieTemat: Re: Pub "Sweet Light"   Czw Lis 20, 2014 7:37 pm

Hellion przez chwilę wpatrywał się w ekran i zastanawiał nad tym jaką odpowiedź powinna teraz usłyszeć dziewczyna. Nie przyglądał się reakcjom ludzi zebranych w knajpie, ponieważ zakładał, że dziewięćdziesiąt procent z nich nie przyszła tu oglądać telewizji, tylko potańczyć, albo się upić, po drugie zwyczajnie go oni nie obchodzili.
- Zdecydowanie powinniśmy ją powstrzymać. Gdyby to ode mnie zależało.... -
Chłopak przekrzywił głowę w bok i z narastającą nienawiścią przyglądał się twarzy pani naukowiec widocznej na ekranie telewizora. Nie dokończył jednak swojej wypowiedzi.
- Ale chyba nie zależy... Profesor Xavier jest znanym w świecie genetykiem, podobnie jak Dr. McKoy, może ją znają, mają z nią jakiś kontakt. Na pewno zajmą się tą sprawą, i zanim coś zrobimy powinniśmy poczekać na ich decyzję... -
Dziewczyna zwróciła uwagę na fakt, że Pixie dołączyła do bliżej nieokreślonych znajomych. Jullian popatrzył więc w stronę wróżkowatej i jej nowego towarzystwa. Jak zawsze była w centrum uwagi, czasami jej tego zazdrościł. Sam nie cierpiał na brak popularności, ale czasami zwyczajnie nie miał ochoty być duszą towazystwa, Pixie miała na to ochotę zawsze i wszędzie. Laura zaciągnęła go do stolika przy, którym siedział Jack zanim zdążył wszystko do końca przemyśleć. Pytanie dziewczyny skierowane do obcego faceta totalnie zbiło go z tropu, a nawet lekko zezłościło. Uważał, że temat należało wyciszać, zamiast podjudzać tłum.
- Lauro... Remy wysłał mi sms, podobno wszyscy wrócili już do domu, ale Scott podobno miał jakiś wypadek, nie wiem czy nie powinniśmy się niedługo zbierać. -
Jullian przez chwilę zastanawiał się, czy dobrze zrobił, że o wszystkim jej powiedział, miała tak wspaniały humor, i miał wrażenie, że zabierając ją z klubu może wszystko popsuć. Nie mniej członkowie ich rodziny byli w potrzebie, a z tego co mówiono w telewizji, każdemu z nich groziło niebezpieczeństwie. Nie potrafił więc trzymać jej w tej błogiej nieświadomości, zbytnio mu na niej zależało by dopuścić do kolejnej tragedii.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mayhem

avatar

Liczba postów : 55
Data dołączenia : 14/04/2013

PisanieTemat: Re: Pub "Sweet Light"   Sob Lis 22, 2014 9:09 pm

Pytanie Laury jakoś totalnie zmieliło mu obraz przed oczami. Co? A… tak… Jack spojrzał w oczy dziewczynie i nie wiedział co miał powiedzieć. Przez chwilę wyglądało jakby chciał coś powiedzieć, ale zaraz prędko napił się piwa wzruszając jedynie ramionami. Kilka razy wyglądało na to, jakby nabierał powietrza w płuca by powiedzieć cokolwiek, ale z ust mężczyzny wydobywały się tylko nieme słowa. Odwrócił spojrzenie by nie patrzeć jej w źrenice i wlepił je smutno w nikłą piankę unoszącą się w kuflu, może szukał tam odpowiedzi? Nie wiem – burknął w końcu, a w tych dwóch słowach było słychać napięcie jak gdyby od odpowiedzi Jacka zależeć miały losy tej planety. Wyglądało jakby coś trzymało go za gardło i nie dało powiedzieć niczego, nawet czegoś niezobowiązującego i neutralnego. Facet w jednej chwili wydawał się stać bardziej nerwowy i drażliwy niż nawet w tedy, gdy razem z Pixie namawiały go do zagrania na gitarze. Zamilkł i spojrzał w ekran telewizora, jakby właśnie tam szukał odpowiedzi na postawione mu pytanie. Z faktami się nie dyskutuje, nie? – walnął od tak, z czapy i upił trochę piwa. Nie podoba mi się te słowo „nadludzie”, źle mi to pachnie. Zdał sobie sprawę, że Laura jest dość młoda, dlatego zwyczajem starego pierdziela postanowił „oświecić” ją wiedzą oczywistą, o której każdy wiedział, ale o której jako stary „mentor” musiał napomknieć. Rozumiesz, jak w czasie II wojny, Niemcy – nadludzie, reszta… podludzie. Takie tam szeregowanie bez sensu… - tu już sam nie wiedział co chce powiedzieć. Zaraz powstaną jakieś przedszkola dla nadludzi, stołówki dla podludzi, kolejki dla średnioludzi do kur#y nędzy, jakby życie i bez tego było mało posrane. Nie wiem, nie obchodzi mnie to – rzucił, ale słabo maskował swój brak zaangażowania tym tematem. Już wcześniejsze zdania świadczyły o tym, że mimo wszystko sprawa go poruszyła. Nie wiem, wezmą to opodatkują, albo uznają, że to choroba, skąd ja mam to wiedzieć? Jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o kasę. A mnie zastanawia kto na tym zyska. Zresztą mało to dziwactw? Inwazje, kosmici, cholera wie co jeszcze. W zasadzie skakał po wątkach bez ładu i składu, a potem spojrzał na chwilę znów na Laurę, licząc, że znajdzie na jej twarzy coś w rodzaju ukontentowania. Teraz czuł się jak uczeń pod tablicą. Dobrze powiedział? Źle powiedział? Może 3 na szynach a może jednak 4? A może nic. Spojrzał za siebie czy jeszcze leży jego gitara i uspokojony powrócił do obserwowania butelek z alkoholami, z których barmani przygotowywali drinki. Z tego co mówił bardziej interesował go aspekt finansowy tego problemu, o bezpieczeństwie nie pomyślał. Pomysł powstrzymywania doktor przed podzieleniem się tą wiedzą ze światem nawet przez sekundę nie zagościł w jego długowłosej łepetynie. Już teraz brał to za pewnik i zastanawiał się tylko jak ważny jest komunikat, który wysłuchał chwilę temu. Wcisną go pomiędzy ekscesy celebrytów i notkę o odnalezieniu kolejnej dalekiej gwiazdy gdzieś w jakimś odległym krańcu kosmosu, czy może poświęcą tematowi więcej uwagi? Może napiszą o tym na pierwszej stronie, może nie napiszą wcale. Skąd miał wiedzieć? Coś się stało, ktoś coś powiedział, a Jack był za cienki w uszach by dywagować nad tym wszystkim. Może dotrze to do niego później? Teraz mówiąc najprościej był pewnie w jakimś małym szoku, albo spodziewał się, że i tak nie przyjdzie mu z tego wszystkiego jakiejkolwiek korzyści.

A ty co myślisz? – odbił piłeczkę, a potem skierował wzrok na Juliana, który w tej kwestii, też jeszcze się nie określił. Może i on powie co myśli… a może nic nie powie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Pub "Sweet Light"   

Powrót do góry Go down
 
Pub "Sweet Light"
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 3Idź do strony : 1, 2, 3  Next
 Similar topics
-
» Pokemon Light Platinum
» Home, sweet home

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Midgard :: Stany Zjednoczone Ameryki :: Nowy Jork-
Skocz do: