Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Dachy w centrum

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5
AutorWiadomość
Gość
Gość



PisanieTemat: Dachy w centrum   Sro Kwi 22, 2015 7:30 pm

First topic message reminder :

Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Human Torch

avatar

Liczba postów : 84
Data dołączenia : 06/07/2012

PisanieTemat: Re: Dachy w centrum   Sob Kwi 08, 2017 7:58 pm

Johnny zdecydowanie nie spodziewał się nagłego odezwania się Herbiego. Początkowo starał się go zignorować, gdyż był zajęty bardzo ważnymi sprawami, ale ten niestety nie dał za wygraną i ostatecznie mężczyzna odsłuchał wiadomość od Spider-Mana z przyszłości (jak to ujął Herbie). Nie mówiło mu to zbyt wiele, ale tak czy siak nie miał zamiaru polecieć tam bez czekania. Najpierw musiał zająć się znacznie poważniejszą sprawą, a mianowicie imprezą, na której właśnie się znajdował. Wyjście z niej nie było mu szczególnie w smak, zwłaszcza, że była na jego cześć no i zjawiła się drużyna cheerliderek z okolicznego Uniwerku. Tyle dobra (z którego planował skorzystać), a tutaj tak okrutna drwina losu. Doctor Octopus. Dawno już nie słyszał o tym nudziarzu, ale widocznie ktoś miał z nim problem, skoro użył sformułowania "jak najszybszej". Co prawda znajdujący się tutaj goście mieli sporo "atutów", ale Herbie zdecydowanie nalegał na pośpiech.
Nie mając większego wyboru, a także chęci na spory Storm powstał z kanapy (zostawiając kilka dziewczyn z wymienionej wyżej drużyny ze złamanymi sercami oczywiście) i dopiwszy drinka zagarnął od DJ'a mikrofon wyjaśniając całą sprawę. Wyraził swój smutek z powodu nagłego wyjścia, ale przecież nie mógł zostawić ludzi w potrzebie! Na koniec, żeby wzmocnić jeszcze akcent swojego altruizmu oraz heroizmu postanowił zrobić mały pokaz. Szybkim krokiem dostał się na balkon, a następnie jego balustradę Zerknął jeszcze na zgromadzony w drzwiach tłum, uśmiechnął się szeroko i skoczył zapalając się w locie. Głośne ochy, achy oraz krzyki przerażenia sprawiły, że głośno się roześmiał i gdy już cały stanął w płomieniach zatrzymał spadanie i wystartował w górę, celowo mijając balkon, aby wywołać kolejną falę zachwytu. Pomachał im jeszcze na odchodne ręką, a następnie wystartował w kierunku podanej mu przez Herbiego lokalizacji.
Centrum, dlaczego przestępcy zawsze musieli atakować centrum. To było takie irytujące. Znacznie utrudniali mu pracę, gdyż nie mógł iść na całość z powodu obecności cywili, których nie mógł przecież skrzywdzić. Cóż... W sumie to nie ma co gdybać. Najlepiej rozpoznać sytuację i wtedy ocenić stan zagrożenia, ryzyka i tak dalej.
Lubił lot. Czy to nad miastem do nagłego wezwania, czy też podczas treningu na jakimś odludziu. Pęd dostarczał mu adrenaliny, a gdy do tego dochodziła jeszcze wizja przyszłej walki czuł się wręcz fantastycznie i tak było teraz. Gdy po chwili dotarł na miejsce zlustrował szybko wszystko wzrokiem.
Definitywnie mieli tutaj niezłą zabawę patrząc po tym na wpół rozwalonym budynku, którego dach akurat się zapadał. Na ulicy na szczęście nie było raczej gapiów, a przynajmniej nie przy samym budynku. Widocznie poszli po rozum do głowy albo zajęła się nimi policja, dobrze. Niestety nie było tak dobrze z tymi w środku tego pobojowiska. Definitywnie słyszał jakieś głosy i powinien się nimi zająć, ale nie miał zamiaru tak szarżować. Najpierw spotka się z owym Pajęczakiem. Nie ma co ukrywać, że w pewnym stopniu zżerała go ciekawość. Z tego, co zdążył się dowiedzieć z bazy danych drużyny zdążył spotkać się z Sue. Pajęczak z przyszłości, który poszukuje pomocy, gdyż jego czasy się rozpadają. Doprawdy interesujące. Ciekawe, czy będzie chciał mu trochę o nich opowiedzieć... oczywiście po wszystkim.
Pochodnia podleciał do nich tak, żeby mogli go dostrzec, a gdy był już dostatecznie blisko odezwał się do tego z tej trójki, którego nie kojarzył. Falcon oraz zapewne Ant-man, a przynajmniej z nim kojarzył mu się głos bez właściciela. Póki co jednak skupił się na tym, który go tutaj wezwał.
- Human Torch, użyłeś naszego komunikatora. Wiesz co robi tutaj Doctor Octopus? Musimy go jak najszybciej złapać i pomóc cywilom w budynku. Masz już jakiś plan działania? - rzekł, po czym kiwnął mu jeszcze lekko głową. Póki co nie wysuwał swoich planów czekając na jego reakcję. Był tutaj dłużej, więc kto wie, może wszystko było już rozplanowane, a gdyby tego było mało zdążył jedynie na kawałek ze Scarlet Spiderem, który zaginął w czasie akcji.


Ostatnio zmieniony przez Human Torch dnia Sob Kwi 08, 2017 10:46 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3469
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Dachy w centrum   Sob Kwi 08, 2017 10:45 pm

Przybycie Falcona oszczędziło Spider-Manowi potencjalnie bolesnej podróży w dół - albo przynajmniej kombinowania odnośnie tego, jak się przed nią uchronić. W okolicy sporo było budynków, na które Pająk mógł zostać bezpiecznie odstawiony, bo w gruncie rzeczy ładunki wybuchowe znalazły się tylko na kilku, a poważniej uszkodzone były zaledwie dwa. To pozostawiało spory wybór.
Jako że oryginalnie Falcon planował zaatakować Octopusa od tyłu, po zmianie planu i złapaniu Spider-Mana skierował się w stronę przeciwną do Otto. Podczas gdy bohaterowie ze sobą dyskutowali, przeciwnik zniknął za tą stabilniejszą ścianą poszkodowanej budowli, poruszając się szybko na swoich metalowych kończynach. Ze swojego miejsca grupka nie mogła go dojrzeć, więc nie była w stanie stwierdzić dokąd dokładnie się udał. Scarlet Spider również gdzieś przepadł; nie było go na poziomie ulicy, a przynajmniej nie w żadnym odkrytym od góry punkcie.
Większość przechodniów została już usunięta z najbliższej okolicy, lecz w dalszym ciągu zdarzali się tacy, którzy wciąż jeszcze znajdowali się zbyt blisko spadających kawałków gruzu. Najczęściej były to osoby, które dopiero wychodziły z uszkodzonych budynków - i można powiedzieć, że uciekały z deszczu pod rynnę, od jednego zagrożenia prosto do drugiego. W panice pewnie nie zastanawiały się nad swoimi następnymi posunięciami, tylko chciały uniknąć zgniecenia przez osuwające się piętra...
Na polu walki pozostały także roboty Octopusa, a przynajmniej ich część. Niektóre widać było nawet gołym okiem, gdy bez trudu przemykały po pionowych powierzchniach - inne zapewne się gdzieś kryły. Czy ich pan uciekł? A może w dalszym ciągu gdzieś się tu kręcił? Przecież nie osiągnął chyba niczego konkretnego, co sprawiłoby, że zaprzestałby kontynuowania starcia... A może było inaczej?
Budowla, która ucierpiała jako pierwsza, ale w mniejszym stopniu, teraz zdawała się być mniej więcej stabilna. Co prawda od czasu do czasu spadały z niej jeszcze kawałki ścian, ale na ogół niewielkie; nic nie wskazywało też na to, aby całość miała runąć. Gorzej było z tym drugim budynkiem, którego jeden bok popękał praktycznie do połowy, a dach i najwyższe piętro czy dwa praktycznie się rozsypały... Jego stan mógł się jeszcze pogorszyć. Do tego te roboty - skoro wciąż tu były, to musiały w tym mieć jakiś cel.
Komunikator Human Torcha odezwał się głosem Herbie'ego, oczywiście słyszalnym tylko i wyłącznie dla członka Fantastycznej Czwórki, gdyż urządzenie znajdowało się tuż przy uchu:
-W Baxter Building pojawili się członkowie Guardians of the Galaxy, sojusznicy Avengers. W tej chwili przebywają w hangarze.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Sam Wilson

avatar

Liczba postów : 63
Data dołączenia : 15/08/2014

PisanieTemat: Re: Dachy w centrum   Wto Kwi 18, 2017 3:34 pm

Sam odstawił nowego pajęczego bohatera na budynek, który był stabilny i wolny od uszkodzeń.
Po czym nie spuszczając wzroku z przeciwnika postanowił odpowiedzieć.

- Ja nie odebrałem od ciebie wiadomości. Po prostu wracając do wieży Avengersów zauważyłem was na tym dachu i chyba byłem w porę, skoro udało mi się ciebie złapać. Co do drugiego pająka mój towarzysz postara się go znaleźć. - po czym połączył się po raz kolejny z Red Wingiem. Ujrzał wiele zniszczeń i uciekających cywili oczami ptaka.
Wing przeczesywał teren dopóki Falcon nie wydał mu kolejnego polecenia.

- Wing, gdzieś tutaj znajduje się jeszcze jeden, człowiek-pająk. Musisz go znaleźć. - przekazał mu, ale Wing nie dostrzegł Spidera, choć nie poddawał się i szukał dalej, a Falcon znów zwrócił się do Miguela, po tym jak pająk skończył komunikować się z Langiem.

- Dobra to jaki masz plan na walkę z tym gościem? - powiedział po czym uniósł się w powietrze, żeby nie stracić z oczu przeciwnika.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ant-Man

avatar

Liczba postów : 28
Data dołączenia : 08/05/2016

PisanieTemat: Re: Dachy w centrum   Pon Kwi 24, 2017 8:02 am

Scott miał wrażenie, że obił mu się o uszy wyżej wymieniony złoczyńca. Na pewno słyszał o nim kilka razy, Nowy Jork nie był jego pierwotnym miejscem zamieszkania, przez co znacznie lepiej orientował się w przeciwnikach z kalifornijskiego wybrzeża. Wystarczyło jednak jedno spojrzenie…
(No dobrze, przy jego rozmiarach trochę więcej spojrzeń.)
…by zorientować się, że mają do czynienia z nie lada oponentem. Scott spokojnie przetrawił informacje, które przekazał mu członek pajęczej rodziny. Zwłaszcza, gdy ten doszedł do wydawania rozkazów. Ant-man nie miał z tym problemów – najwyraźniej pajęczak znał dobrze przeciwnika, zawierzenie mu miało więc sens, zwłaszcza, że już od dłuższej chwili toczył tę nierówną walkę. Z drugiej strony zastanowiło go, skąd pajęczak wiedział, z kim ma do czynienia. W wypadku Scotta, nie w wypadku Falcona. Wszyscy wiedzieli kim jest Falcon. Bo latał i miał skrzydła.
(Na pewno o to chodziło.)
Oczywiście Scott chciałby w tej chwili dumnie wypiąć pierś i oznajmić samemu sobie, że oczywiście, że pajęczak wie, kim jest jedyny w swoim rodzaju, cudowny i czarujący Scott Lang, ale jego ego zdecydowanie nie dorastało do pięt ego Doktora Dooma, ciężko było więc okłamywać samego siebie.
No, ale spróbował, bo to zawsze miłe uczucie.
- Mogę go przytrzymać, ale to nie będzie trwać wiecznie. Ten budynek runie prędzej czy później. Mogę tylko kupić wam i ludziom trochę czasu – odparł zgodnie z prawdą.
Przytrzymanie walącej się wieży z klocków nie naprawiało jej automatycznie. Jeśli wybuch zachwiał samymi fundamentami, Ant-man mógł tylko odwlec to, co nie uniknione. Jeśli to miało im wystarczyć – był gotów to zrobić.
- I… - urwał, gdy kolejny głos przerwał im tę jakże przyjemną pogawędkę.
Human Torch wyglądał nie gorzej jak fajerwerki z okazji czwartego lipca na tle zadymionego, nowojorskiego nieba. Skąpany w ogniu (Ha, skąpany, czaicie?) rozjaśnił swoją łuną nadal gęste od pyłu i dymu powietrze.
- Słuchajcie, zajmę się budynkiem póki co, wam zostawiam roboty i fanatyka owoców morza. Niech ktoś zajmie się też cywilami, bo ten budynek przypomina mi trochę jengę… - urwał, próbując znaleźć dobre miejsce, by zeskoczyć z latającej mrówki i nacisnąć przycisk, odpowiadający za powiększenie jego ciała.
Miał nadzieję, że nie przeszkodzi mu w tym żaden robot. Inaczej będzie to trochę jak stąpanie po klockach lego.
(A to nigdy nie jest nic przyjemnego. Już lepiej znowu walczyć z Taskmasterem w fabryce spinaczy.)
- …wystarczy wyciągnąć jeden klocek, by całość zawaliła się bez ostrzeżenia. Czy tylko mnie irytuje śmiech w tej reklamie?

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Miguel O'Hara

avatar

Liczba postów : 90
Data dołączenia : 29/12/2014

PisanieTemat: Re: Dachy w centrum   Wto Maj 02, 2017 8:49 pm

Ledwo pojawił się jeden "nowy" problem - tajemnicze zniknięcie Scarlet Spidera - a O'Hara już zauważył kolejny, poważniejszy. Kiedy wypatrywał Szkarłatnego Pająka, jego uwadze chcąc nie chcąc nie umknęli cywile, wychodzący z budynków niedawno zaatakowanych eksplozjami. Spider-Man, mocno teraz zaniepokojony, przebiegł szybkim spojrzeniem w górę tego z poważniej uszkodzonych. Ze swoim wyostrzonym wzrokiem nie potrzebował oglądać go dokładnie, aby w niektórych miejscach w środku zauważyć ruch - i odróżnić go od ruchu robotów, które również rzuciły mu się w oczy. To znaczyło, że wcześniejsze nadzieje Miguela były złudne i nikt nie pomyślał  n a  c z a s  o ewakuacji. Latynos zacisnął mocno pięści, a wściekły grymas na twarzy obnażyłby jego ostre kły, gdyby nie maska. Doc Ock miałby teraz cholernie przechlapane, gdyby zdany był na jego łaskę.
Na szczęście Miggy zdołał się w jakimś stopniu opanować; uruchomić trzeźwe myślenie. Los zagrożonych cywilów był mimo wszystko ważniejszy niż jego wybuchowy, meksykańsko-irlandzki temperament, szczególnie że cały ten czas do uszu Latynosa dobiegały słowa towarzyszy. Nie wszystkie jednak, Spider-Man dopuszczał do siebie tylko te istotne informacje - nie był w nastroju na słuchanie przydługich wytłumaczeń Falcona czy zastanawianie się, czym do cholery jest jenga.
Spojrzał przez ramię na Human Torcha, a moment później całkowicie obrócił się przodem do niego i Sama.
- Może poczekasz, aż ten plan opowiem? - rzucił do drugiego z nich, zanim ten wzbił się w powietrze zbyt wysoko.
- Przemyślałem sytuację - oznajmił. Johnny, ze względu na jego moce oraz ciągły głód adrenaliny, zdaniem Miguela o wiele lepiej nadawał się do walki, aniżeli do ratowania cywilów. Falcon natomiast mógł pełnić wiele ról w boju - zwiad (bardzo skuteczny ze względu na jego wyposażenie oraz Red Winga), pomoc w ataku lub ewakuacji - i właśnie tego chciał O'Hara.
- Torch, ciebie widzę w całkowitej ofensywie. Odszukaj i przypal tę ośmiornicę na chrupko. Falcon, ty i Red Wing pomóżcie mu - wskazał na Storma - zlokalizować Doc Ocka. Jeśli w trójkę przeczeszecie kilka osobnych obszarów, szanse na to na pewno wzrosną. Jednocześnie staraj się unieszkodliwić roboty i jeśli dasz radę, pomóc mi z ratowaniem cywilów. Jeśli macie jakieś obiekcje, to musicie zatrzymać je dla siebie, nie mamy na nie czasu. Do dzieła.
Spider-Man przystanął z powrotem na krawędzi dachu, jednak nie zeskoczył jeszcze, aby zająć się swoim zadaniem.
- Herbie - odezwał się do komunikatora - czy mógłbyś utworzyć bezpośredni węzeł komunikacyjny między mną, Human Torchem, Falconem i Ant-Manem? I jeśli nagrywasz nasze rozmowy, odtwórz temu drugiemu moje słowa o Doc Ocku, te o robotach i eksplozjach; a temu ostatniemu plan sprzed chwili. - Tuż po tych słowach, rzucił się w dół, złapał pęd powietrza w materiał na swoich plecach i pomknął ku walącemu się budynkowi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Human Torch

avatar

Liczba postów : 84
Data dołączenia : 06/07/2012

PisanieTemat: Re: Dachy w centrum   Nie Maj 07, 2017 3:48 pm

Johnny nie był zadowolony z całej tej sytuacji. Musieli zająć się głównym zagrożeniem, czyli Octopusem, ale nie mogli zapomnieć o ludności, która znajdowała się w tych budynkach. Jeden z nich wyglądał nie najgorzej, ale widać było, że drugi najlepsze dni ma za sobą. Zawalone dwa piętra oraz dach z popękanym bokiem jako wisienka na torcie mogły byś sporym problemem. Wątpił, ażeby mógł to załatać z pomocą swojego ognia, ale przecież mieli tutaj pajęczaka, prawda? Jeśli jego moce działały tak jak wersji z obecnych czasów z pewnością będzie mógł użyć sieci niczym czegoś w rodzaju prowizorycznej taśmy. Tutaj jednak na pomoc przyszedł mu Scott Lang, który zaoferował swoją pomoc przy przytrzymaniu budynku w kupie, co w sumie wydawało się dość zabawną opcją. Oczywiście nie mógł sobie pozwolić na głupie żarty, gdyż z pomocą swoich mocy Ant-Man faktycznie mógł tutaj trochę zdziałać. Nie można było jednak nie docenić pomocy zwykłych ludzi czyli straży pożarnej. Początkowo Johnny miał zamiar ich tutaj wezwać, ale dosłownie chwilkę po jego przybyciu zaczęły pojawiać się ich wozy. Przynajmniej ten jeden problem miał z głowy.
Oczywiście nie należało zapominać również o przybyszu z przyszłości, który postanowił właśnie przedstawić swój plan. W zasadzie Johnny sam miał kilka pomysłów, ale przybył ostatni, a Pajęczak wiedział chyba najwięcej. Kto wie, być może był tutaj już od samego początku? Póki co jednak nie mógł tego sprawdzić. Na przyjacielskie pogawędki przyjdzie czas później, gdyż póki co musieli zająć się obecnym zagrożeniem. Warto też wspomnieć, że zadanie jakie otrzymał przypadło mu do gustu. Odszukać i skopać te Ośmiornicę? O tak, zrobi to z dziką rozkoszą. Zdecydowanie nie lubił, gdy przez takich ludzi cierpią niewinni, no ale zawsze można było ich nauczyć manier, prawda?
Nie czekając dłużej wystartował i słuchając nagrania rozmowy sprzed chwili. Wszelakie wyjaśnienia oraz sugestie mogły być teraz na wagę złota. W końcu mimo wszystko nie należało lekceważyć tego przeciwnika oraz jego robotów. Postanowił jednak skorzystać z węzła komunikacyjnego, który utworzył dla nich Herbie i zasugerować Pająkowi swój pomysł. Zakładał, że jest to zbyteczne, ale w akcji czasem zdarza się, że ktoś zapomni o takich szczegółach.
- Spider-Man? Co prawda Ant-Man już się tym zajmuje, ale jeśli będziesz w stanie to pomóż mu z pomocą swoich mocy. Spróbuj skleić wyrwę w boku budynku. - dokończył, a następnie skupił się na swoim zadaniu, a mianowicie wypatrywaniu człowieka z mechanicznymi mackami na plecach. Starał się robić coraz większe kręgi wokół miejsca zdarzenia próbując wypatrzeć go poprzez wszechobecny pył w powietrzu, co lekko utrudniało sprawę. Oczywiście nie zapomniał o czujności, więc był w gotowości na ewentualny atak. To on był tutaj myśliwym i nie miał zamiaru tego zmieniać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3469
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Dachy w centrum   Pon Maj 08, 2017 8:14 pm

Ptak Falcona krążył po okolicy, służąc swojemu panu praktycznie za drugie oczy, lecz schodzenie niżej przy budynkach było dla niego niebezpieczne ze względu na spadający gruz, w związku z czym zwierzę musiało ograniczyć się do reszty terenu. Scarlet Spider w dalszym ciągu pozostawał nieuchwytny, nie było go widać ani na żadnym z dachów, ani na dole, wśród ludności. Czy istniała opcja, że któryś z robotów go porwał? Bo w innym wypadku czemu miałby zniknąć w trakcie akcji...? Najgorsze było jednak to, że Octopus również gdzieś się zmył, więc naprawdę mógł być odpowiedzialny za nieobecność Pająka.
W tym czasie bohaterowie omawiali swój plan - a dokładniej plan Miguela. Na szczęście poszło im to szybko i już po krótkiej chwili wszyscy mogli przystąpić do akcji, stosując się lub nie do wyznaczonych im przez Spider-Mana z przyszłości zadań. Herbie z kolei przytaknął na polecenie mężczyzny i natychmiast utworzył zamówiony przez niego węzeł komunikacyjny, a następnie zabrał się za odtwarzanie fragmentów rozmowy - także zgodnie z tym, co przykazał mu O'Hara.
Od początku akcji ulica częściowo oczyściła się z samochodów, pomijając przede wszystkim te policyjne, straży pożarnej czy pogotowia i nieliczne cywilne, w związku z czym Ant-Man nie powinien mieć problemów ze znalezieniem miejsca na postawienie stóp. Roboty skupiały się w głównej mierze na ścianach, przynajmniej te, które były na widoku... Lecz od czasu do czasu przy ziemi mignął jeden z tych mniejszych, kryjących się pod obiektami - w tym właśnie autami.
Z góry - nawet mimo dymu - widać było sporo, lecz cały ten chaos na dole nie pomagał. Okoliczne ulice trochę się zapchały, po części przez korki, ale i przez cywili, z którymi chyba nie było tak naprawdę co zrobić. W tej chwili nikt nie kłopotał się odwożeniem ich gdzieś dalej, bo sporo osób pilniej potrzebowało pomocy, więc zalegali w pobliżu. Oczywiście Octopus i tak nie ukryłby się wśród tłumu, ale natłok ruchu i dźwięków mimo wszystko dekoncentrował.
Choć roboty do tej pory nie atakowały grupy bohaterów, to jednak nie mogło być zbyt pięknie. Gdy tylko Ant-Man wzrósł, jedna z tych większych maszyn - z centralną częścią o średnicy ponad metra i długimi mackami - zeskoczyła ze ściany budynku na jego udo, mocno się go uczepiła i... Zdetonowała się. Ten samobójczy atak miał całkiem sporą siłę, więc z pewnością zabolał i uszkodził kostium oraz skórę, a pewnie i mięśnie, lecz mimo wszystko nie sięgnął na tyle głęboko, by zaszkodzić kości.
Żeby zaś bohaterowie nie poczuli się czasem za dobrze, mniej więcej w tym samym momencie po raz kolejny odezwał się do nich Herbie - do wszystkich z tą samą wiadomością:
-Wszystkie odczyty i obrazy wskazują na to, że na terenie Houston doszło do eksplozji nuklearnej. Miasto uległo natychmiastowemu i całkowitemu zniszczeniu.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Ant-Man

avatar

Liczba postów : 28
Data dołączenia : 08/05/2016

PisanieTemat: Re: Dachy w centrum   Sro Maj 17, 2017 7:41 pm

W uchu Ant-Mana rozbrzmiał syntetyczny głos, streszczający plan Miguela. Sam Scott nie miał czasu wysłuchać go w tradycyjny sposób – widząc, jak wysoki budynek powoli osuwa się na własnych fundamentach, przystąpił do akcji, próbując jak najbardziej opóźnić to, co nieuniknione. Nie pomógł fakt ludzi, którzy najwyraźniej nie zdołali uciec wcześniej. Może czekali na pomoc, może wierzyli, że nic się nie stanie, a może po prostu sparaliżował ich strach. Scott nie zastanawiał się nad tym głębiej, niemalże odruchowo przystępując do działania.
Świadomość, że ktoś inny zajmie się głównym daniem tego zagrożenia pomagało. Ant-Man nie miał żadnych obiekcji. Nawet on, pomimo braku ponadprzeciętnego intelektu, był na tyle bystry, by stwierdzić, że znacznie bardziej przyda się w tym miejscu. Największą wadą pośpiechu był jednak fakt, że niewiele mógł dostrzec. Przynajmniej w pierwszej chwili. Nie miał czasu na dokładniejsze przeanalizowanie sytuacji i zajęcie się robotami, które mogły przeszkodzić mu w jego zadaniu. Dopiero gdy urósł do gigantycznych rozmiarów, dostrzegł kątem oka pełzające po powierzchni wieżowca, spowite chmurą pyłu elektroniczne maszyny. W oddali słyszał sygnały błyskających błękitem i czerwienią wozów strażackich, których wsparcie wreszcie nadeszło. Z ulgą stwierdził też, że nie nastąpił na nic przypadkiem.
Mówiąc w skrócie – szło póki co zbyt dobrze.
Dlatego też po chwili Scott poczuł, jak coś wczepia mu się w skórę. Wyczuł ruch mimo kombinezonu i spojrzał w dół, namierzając intruza. Zanim zdążył coś zrobić, ten wybuchł nagle i bez ostrzeżenia, a Scott nie umiał powstrzymać syknięcia i bardzo wymownego w tej sytuacji:
- Cholera!
Drgnął. Nagły i gwałtowny ból na moment wstrząsnął jego ciałem. Wyrwa po eksplozji odsłoniła nagie, zaczerwienione krwią i mięsem ciało. Ant-Man zacisnął zęby. Nie mógł teraz o tym myśleć, musiał podtrzymywać budynek i tym też spróbował się zająć.
- Słuchajcie, te małe fajerwerki chyba bardzo, ale to bardzo chcą, żeby ten wieżowiec zamienił się w kupę gruzu. Mogę potrzebować wsparcia z nimi, bo ciężko będzie mi trzymać budynek i strącać je z siebie jednocześnie – zakomunikował towarzyszom.
Jego głos praktycznie zbiegł się z komunikatem Herbiego, który na moment sparaliżował go w miejscu.
- Co – wydusił pusto Scott, czując jak na jego umysł opada mgła nie zrozumienia, która odcina go od tej wiadomości.
Mógł być superbohaterem, ale daleko mu było do osób formatu Kapitana czy Carol Danvers, który w życiu widzieli już nie jedną tragedią. Dla niego, osobiście, największą katastrofą była śmierć Cassie, wciąż więc nie umiał należycie chłodno reagować na podobne informacje.
Otrząsnął się szybko z początkowego szoku i wzmocnił napór swojego ciała na osypujący się, przechylający budynek. Odetchnął ciężko, choć nie potrafił nic odpowiedzieć. Przynajmniej nie w pierwszej chwili. Nawet tak wygadanej osobie jak jemu w pierwszej chwili zabrakło słów.
Nie było tu miejsca na żarty.
- Co… Co się stało? – wycedził wreszcie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Miguel O'Hara

avatar

Liczba postów : 90
Data dołączenia : 29/12/2014

PisanieTemat: Re: Dachy w centrum   Nie Cze 04, 2017 3:32 pm

- Skleić wyrwę w budynku... ? - powtórzył Human Torchowi jego własne słowa, tonem sugerującym, jakby Johnny był skończonym bitmózgiem. Czy on nie zdawał sobie sprawy, jak czasochłonna byłaby to czynność? Prawda, sieć Spider-Mana naprawdę potrafiła być solidna, nawet przędzona w stosunkowo szybkim czasie, ale wspomniana wyrwa nie dość, że już teraz była sporych rozmiarów, to jeszcze coraz bardziej się powiększała; wszystko wokół na bieżąco się waliło.
- Tak jak powiedziałem, zajmę się cywilami - oznajmił ze stanowczością w głosie - Shock! - którą nieco zaburzył następujący po tym, nagły krzyk zdumienia: reakcja na widok wybuchu, jakim zaatakowany został Scott.
- Czyli wiemy na pewno, że to roboty odpowiadają za eksplo... - I wtem, jakby mało było wrażeń, odezwał się Herbie.

- Cudowne wyczucie. W ogniu walki niesamowicie brak nam dodatkowych zmartwień - burknął sarkastycznie do sztucznej inteligencji.
Nie to, żeby informacja przekazana przez Herbiego specjalnie nim wstrząsnęła, bo brak wyczucia oraz subtelności przypomniał aż O'Harze ten, jakim cechowała się Lyla: a to sprowokowało myśli o domu, które z kolei przypomniały Miguelowi, że współczesne katastrofy (a przynajmniej te, które nie działy się tuż wokół Spider-Mana z 2099 roku) to dla niego przeszłość, historia, nie jego problemy.
Inna rzecz, że był to na pewno wstrząs dla reszty drużyny, a choć O'Hara był naprawdę aroganckim Człowiekiem-Pająkiem to nie był w stanie zaprzeczyć, że nie poradzi sobie bez pomocy.

- Czyli to roboty odpowiadają za tutejsze eksplozje. - Ktoś inny niż Miggy pewnie dodałby "uważajcie na siebie". Ten jednak zamilkł. Zamyślił się na krótki moment, bo coś nagle zaczęło nie dawać mu spokoju: skoro te maszyny wyposażone były w tak potężne ładunki wybuchowe to dlaczego Doc Ock nie użył ich w walce? Dlaczego zamiast tego kazał im...
- Wspominałem, że gdy walczyłem z Octopusem, to te roboty mu pomagały. Nie detonowały się jednak, tylko próbowały trafić mnie jakimiś igłami. Być może pokrytymi trucizną? - zakomunikował wszystkim w drużynie.
- Falcon, zmiana planów: skup się głównie na maszynach. Ochraniaj przed nimi cywilów i osłaniaj Ant-Mana.

W międzyczasie Spider-Man zbliżył się do budynku. Z miejsc, w których wcześniej przyuważył ruch, wybrał najwyższe - i wskoczył do środka.
- Hej, jest tu kto?! Tu Spider-Man, przybyłem na pomoc! Wiecie, wasz przyjaciel z sąsiedztwa! - krzyknął, przedzierając się ostrożnie przez płomienie oraz sypiące się z góry odłamki gruzu, by po chwili mruknąć jeszcze pod nosem, do siebie - Czy jak on to miał w zwyczaju mówić...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sam Wilson

avatar

Liczba postów : 63
Data dołączenia : 15/08/2014

PisanieTemat: Re: Dachy w centrum   Pon Cze 05, 2017 9:53 am

Plan nowego pająka był niezły, ale Sam niestety nie mógł zgodzić się z nim.
Wilson wiedział, że nie poradzi sobie ze wszystkimi rzeczami na raz, a Spider-man stwierdził, że musi szukać kolesia winnego całego zamieszania i jednocześnie ratować cywili.
Całe szczęście, że zaraz zmienił zdanie i zrozumiał co jest ważniejsze.

- Scott, osłaniam cię i zajmę się ewakuacją ludzi w pobliżu ciebie. - powiedział przez komunikator do swojego towarzysza z Avengers.

Jednocześnie Wingowi przekazał, żeby z odpowiedniej wysokości informował go co się dzieje.
Nie było to proste, gdyż tumany kurzu, spadający gruz i ogólne zamieszanie przeszkadzały mu w skupieniu się nad jedną rzeczą.
Sam jednak też miał kupę roboty zdejmując kolejne roboty oraz jednocześnie odstawiając cywili w okolice służb porządkowych, które dalej ich oddalały w bezpieczne miejsce.
Falcon był na tyle zapracowany, że zdawało mu się że źle usłyszał informacje na temat Houston.

- Co??? Czy ja dobrze słyszałem? Herbie daj wiecej informacji na ten temat. - zapytał licząc na wszystkie informacje.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3469
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Dachy w centrum   Sro Cze 21, 2017 8:34 pm

Niższe piętra uszkodzonego budynku nie miały się jeszcze aż tak źle, choć pęknięcia na ścianie biegły coraz bardziej w dół, mijając już jej połowę. Z góry wciąż odrywały się fragmenty gruzu, lecz póki co chyba głównie straszyły, a Ant-Man miał sprawę mniej więcej pod kontrolą. Oczywiście nie był w stanie naciskać z równą siłą na każdy punkt muru, żeby podtrzymywać całość, więc w dalszym ciągu istniało zagrożenie, że budowla posypie mu się między rękami, ale na to niestety nie dało się już nic poradzić. Moment runięcia bloku można było jedynie przesuwać w czasie - oby do chwili, gdy jak najwięcej osób już go opuści. Niektórzy w dalszym ciągu czynili to na własną rękę; domniemanie byli to mieszkańcy niższych pięter, którzy mogli jeszcze po prostu skorzystać ze schodów. Ci ludzie prędko i w panice odbiegali od budowli, szukając bezpieczeństwa. Niektórzy nieśli w rękach większe czy mniejsze torby, prawdopodobnie ze spakowanymi na szybko najważniejszymi rzeczami.
O dziwo wozy strażackie nie zajechały od tej strony, przy której znajdował się Scott - i wejście do budynku - lecz od przeciwnej... Która była w trochę lepszym stanie. Ustawienie samochodów tak blisko ścian tak czy siak stanowiło spore ryzyko, ale z dwojga złego lepiej było to zrobić tam, gdzie blok lepiej się trzymał. Płomienie znajdowały się wysoko, ale rozprzestrzeniały się, póki co głównie po najwyższych piętrach. Podnośniki mogły się tutaj okazać niezbędne. Strażacy nie próbowali za to wchodzić do samego budynku; w sytuacji, gdy blok mógł w każdej chwili runąć, ich odgórnym obowiązkiem było pomaganie z zewnątrz, aby nie narażać własnego życia.
W tym czasie funkcjonariusze policji podjęli próbę pozbycia się jednego z robotów - takiego z mniejszych, który przemieszczał się między, a wręcz głównie pod samochodami. Wystrzelony ku niemu pocisk odbił się od jego pancerza i rykoszetem zagłębił w puste auto; po tym wydarzeniu pozostali zrezygnowali z tej metody, najpewniej nie chcąc narażać siebie i innych osób w pobliżu. Przynajmniej robot nie odpowiedział agresją, tylko przyspieszył kroku, aby znów się schować. Widać jego rozkazy były ważniejsze od rewanżu.
Część policjantów robiła co mogła, aby odgrodzić okolicę. Radiowozy częściowo zablokowały ulicę, cywile - z pomocą Falcona - byli odsyłani poza określony obszar największego zagrożenia - a dzięki temu robiło się coraz luźniej, trochę rosła widoczność i spadał poziom zamieszania. Nie każdy cywil odchodził po dobroci; zdarzały się histeryzujące osoby, krzyczące, panikujące... I pewnie nic dziwnego. Pobliskie budynki również były na wszelki wypadek ewakuowane, po części z obaw przed kolejnymi eksplozjami, ale i dlatego, że rozpadający się blok mógłby je uszkodzić. Na szczęście ci mieszkańcy byli już trochę spokojniejsi - bo w końcu nie stracili właśnie swojego domu, tak jak ci, który umknęli prosto z centrum niebezpieczeństwa.
Kawałek dalej czekało natomiast kilka karetek pogotowia. Uwijające się przy nich osoby również miały ręce pełne roboty, bo w końcu w trakcie tych pierwszych wybuchów sporo cywilów oberwało gruzami... Ale wielu poszkodowanych siedziało o własnych siłach, co można było spokojnie stwierdzić z góry, a to dawało nadzieję, że sytuacja mimo wszystko nie prezentowała się aż tak źle... Przynajmniej z tego najważniejszego punktu widzenia, czyli od strony ludzkiego życia.
-Nie jestem w stanie określić bezpośrednich przyczyn eksplozji. Miała miejsce blisko centrum miasta i zasięgiem objęła je całe. Moje wstępne badania sugerują, że nie wywołała jej żadna ziemska broń masowego rażenia. Jako że na terenie Houston przebywały kosmiczne cywilizacje, logika wskazuje, iż jedna z nich doprowadziła do wybuchu- zareagował w tym czasie Herbie na pytania Ant-Mana i Falcona.

We wnętrzu budynku z kolei Miguel znalazł się początkowo w pustym pomieszczeniu, które wyglądało na jednoosobową sypialnię. Jako że wcześniej mężczyzna widział tutaj jakiś ruch, mógł założyć, że ta osoba wyszła na korytarz lub do innego pokoju. Pomijając już nawet płomienie - jedna ze ścian, ta po prawej, była mocno popękana i obsypywała się, a sufit wcale nie znajdował się w lepszym stanie... Więc być może to wystraszyło mieszkańca? Nic dziwnego. Dolna szuflada biurka została z niego całkiem wydarta, drzwi do szafy natomiast - uchylone... I te od samego pomieszczenia również nie były do końca domknięte.
Na szczęście Spider-Man nie musiał długo się nad tym wszystkim zastanawiać, ani nawet myśleć dokąd powinien się udać, bo jego okrzyk przyniósł pożądany efekt... I to praktycznie od razu. Odpowiedział mu kobiecy głos, wysoki i raczej młody, choć nie dziecięcy.
-Tutaj!- nie była to może zbyt konkretna instrukcja, ale dźwięk dochodził przecież z określonego kierunku, więc Miguel mógł się za nim udać. Z sypialni na korytarz, to proste, a dalej kolejnymi uchylonymi drzwiami - na klatkę schodową... Która, jak się okazało, najwyraźniej mocno oberwała na tych wyższych partiach.
Piętro ponad tym, na którym znajdował się O'Hara, zostało praktycznie całkowicie zasypane. Jeżeli ktoś na nim wtedy przebywał, to pewnie w najlepszym wypadku stracił przytomność i został przygnieciony gruzami, w najgorszym zaś... No właśnie. Łatwo było to sobie wyobrazić. Obecny poziom miał się tak naprawdę niewiele lepiej, ściany popękały w takim stopniu, że trzymały się chyba cudem, zaś spadające elementy budynku rozbiły sporą część schodów, dlatego przynajmniej dwa górne piętra - nie licząc trzeciego, zniszczonego - nie mogły ewakuować się tą drogą.
Nie oznaczało to, że nie próbowały. Rudowłosa dziewczyna z plecakiem - może około dwudziestoletnia - utknęła pomiędzy tym piętrem i niższym, ale zagadkę stanowiło jak w ogóle przeskoczyła aż tak daleko - bo wyrwa w schodach była w tym miejscu naprawdę spora. Cywilka musiała mieć spore szczęście... Albo droga ucieczki została jej odcięta już po tym, jak przeszła ten kawałek. Jej podest przez cały czas się kruszył, więc miała dla siebie coraz mniej miejsca; stała blisko ściany, ale chyba bała się do niej przycisnąć na wypadek, gdyby ta miała runąć.
Dziewczyna oddychała ciężko, szybko i głośno, momentami pociągała nosem i wyraźnie panikowała, a dłonie zaciskała mocno na szelkach swojego plecaka - aż zbielały jej od tego palce. W ogóle cała była blada i przerażona, postawiona w sytuacji bez wyjścia, wiele metrów nad ziemią, nie mając jak przedostać się w bezpieczne miejsce. Już sam widok bohatera musiał się dla niej równać wybawieniu, bo jak na zawołanie z oczu popłynęły jej łzy... Ale paradoksalnie chyba pomogło jej to trochę wziąć się w garść.
-Nade mną i o... Obok mnie mieszkają st-studenci- zaczęła, używając podniesionego tonu, żeby Spider-Man dobrze ją usłyszał. Mimo to głos jej drżał, a w pewnym momencie po prostu się załamał i musiała zrobić krótką pauzę, nim kontynuowała.
-Chyba są na uczelni. Nie wiem jak z drugim mieszkaniem na górze. Pode mną...- nie dokończyła wymieniać, bo od jej podestu oderwał się nagle większy fragment gruzu, a ona sama krzyknęła krótko i aż przez to podskoczyła... I to właśnie ten ostatni odruch sprawił, że podstawa popękała pod nią jeszcze bardziej.

W tym czasie na zewnątrz sytuacja trochę się ustabilizowała - przynajmniej pod tym względem, że oczyścił się najbliższy teren. Bezpośrednio przy budynku znajdowały się już głównie osoby należące do policji czy straży pożarnej, a także odprowadzani przez nich z rzadka cywile. To po części ułatwiało akcję. Trzeba przyznać, że służby zareagowały szybko; w Nowym Jorku eksplozje traktowane były bardzo poważnie.
Po budynkach wspinało się jeszcze kilka z tych większych robotów. Parę zebrało się na dachach i Wing mógł mieć na nie oko, inne przemierzały ściany... I w końcu jeden z nich przeskoczył z sąsiedniej budowli na tę uszkodzoną, nieco ponad połową jej wysokości - na ścianie sąsiedniej do tej, która najbardziej ucierpiała podczas poprzedniej eksplozji. Ze swojego miejsca Scott nie mógł go widzieć, ale Sam już tak, więc reakcja należała do niego. Maszyna przesuwała się po pionowej powierzchni ku rogowi bloku, być może zamierzając się zdetonować już na nim, a może po cichu zakradając się ku Ant-Manowi.
Mniej więcej w tym samym momencie niedaleko Scotta otworzyło się jedno skrzydło okna. Był to czwarty poziom, czyli trzecie piętro budynku; wysoko. Ze środka wychyliła się głowa... Należąca najwyraźniej do dziecka, może około dziesięcioletniego chłopca, który klęczał na blacie kuchennym, najpewniej szukając drogi ucieczki.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Ant-Man

avatar

Liczba postów : 28
Data dołączenia : 08/05/2016

PisanieTemat: Re: Dachy w centrum   Sob Cze 24, 2017 7:11 pm

Podtrzymywanie sypiącego się budynku nie należało do najprostszych zajęć. Mimo to Scott próbował, pozostawiony bez większego wyboru. Czuł niemalże w kościach trzeszczenie całej konstrukcji. Zapewne większą część z tego stanowiła jego wyobraźnia, ale ciężko było odstawić niepokój na bok – wystarczył jeden błąd, by budowla runęła, a nikt nie miał pewności jak wiele osób nadal się w nim znajduje.
Do tego wszystkiego doszła także wiadomość, którą zaserwował im Herbie. Scott trawił ją dłuższą chwilę. Najbardziej pierwotnym odruchem była myśl, że nie znajdowała się tam żadna jego rodzina (czyli w tym wypadku przede wszystkim Cassie i jego była żona). Była to egoistyczna myśl, na którą nie mógł nic poradzić. Rodzina, a zwłaszcza jego córka zawsze była dla niego najważniejsza. To dla niej poświęcił swoje życie i dla niej był superbohaterem. Nigdy nie dbał tak o siebie, a jego moralność – przynajmniej w sferze drobnych grzeszków, zawsze stała pod znakiem pytania.
Później dotarła do niego skala tragedii, choć nadal brzmiała wręcz abstrakcyjnie. Austin, jedno z większych miast Stanów Zjednoczonych w mgnieniu oka obróciło się w skażoną pustynię. Kosmici zdecydowanie nie byli przeciwnikami kalibru Scotta, a jednak ciężko było nie poczuć cienia ukłucia winy.
Byli superbohaterami, prawda? A jednak nikt nie zapobiegł czemuś tak strasznemu… Co zrobiłby, gdyby w zasięgu rażenia znajdowała się Cassie?
Wolał o tym nie myśleć. Już raz przeżył jej śmierć. To wystarczyło.
Scott zagryzł zęby, wkładając w podtrzymanie budynku podwójną siłę. Nie pozostawało mu nic innego jak postarać się pomóc chociaż tym prostym mieszkańcom Nowego Jorku.
A potem zadzwoni do Cassie. Właśnie.
Póki co jego rozmyślania przerwała jednak głowa, która pojawiła się w jednym z okien. Scott prawie ją przeoczył, zagłębiony w myślach o tym, co zdarzyło się w Teksasie. Na szczęście zauważył ruchem kątem oka, a odruch bezwarunkowy, który chyba posiada każdy superbohater, sprawił, że mimowolnie Scott odruchowo zareagował na sugestię obecności czegoś niespodziewanego. Spojrzał w tamtą stronę.
Dzieciak był młodszy, znacznie młodszy od Cassie. Może w wieku, gdy pierwszy raz wykryto u niej poważne zagrożenie życia. Scott przełknął ślinę. Musiał nadal trzymać budynek, każdy ruch mógł tylko pogorszyć strukturę, a jednak potrzeba zrobienia czegoś była zbyt silna. Zwłaszcza, że każdy z jego towarzyszy też miał coś na głowie, Ant-Man musiał się wymyślić coś swojego. Spróbował więc, nie zmieniając układu rąk, przysunąć ciało do budynku i ocenić swoją odległość wobec chłopca i ustawienie jego postawy względem okna, w którym przebywało dziecko. Może uda mu się wziąć go na bark? A jeśli nie…
Coś wymyśli.
- Sam, jeśli masz chwilę mamy tu junior cywila na czwartym* trzecim piętrze.

//*Bo Amerykanie są dziwni i parter dla nich to pierwsze piętro. Kto ich zrozumie :’D
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Miguel O'Hara

avatar

Liczba postów : 90
Data dołączenia : 29/12/2014

PisanieTemat: Re: Dachy w centrum   Sob Cze 24, 2017 10:45 pm

O'Hara był pod wrażeniem.
Doskonale widział panikę cywilki; strach, jaki nią targał podczas całej tej sytuacji, a któremu ani trochę się nie dziwił: był pewien, że ledwie moment wcześniej myśli dziewczyny najprawdopodobniej zdominowane były przez świadomość zbliżającej się, nieuniknionej śmierci. A mimo to, mimo całego tego przerażenia, rudowłosa była w stanie z własnej inicjatywy, treściwie i wydobywając z siebie krztę zimnej krwi, poinformować Spider-Mana kto i gdzie mógłby jeszcze potrzebować tutaj pomocy.
Zacząć informować, bo w pewnym momencie przerwał jej uciekający spod nóg grunt.
Shock! Miguel przeklął samego siebie. Tak bardzo zaabsorbował go podziw wobec dziewczyny, jak i przede wszystkim sama jej relacja, której nie chciał przez przypadek przerwać, że zamiast od razu ruszyć z pomocą, stał do tej pory bezczynnie.
Teraz więc jak najprędzej przechylił się do przodu i z obu rąk wystrzelił po pajęczej nici, by pochwycić rudowłosą za ramiona i poderwać ją do góry, wprost w swoje zbawicielskie, bohaterskie ramiona. Co on by zrobił bez nadludzkiego refleksu i szybkości?
- Co pod tobą?! - zapytał, nieświadomie zezwalając emocjom oraz adrenalinie na podniesienie tonu jego głosu. Dopiero docierało do niego jak b a r d z o  szybko wszystko wokół się działo: za szybko nawet dla niego.
Nie wiedział, czy gnać już czym prędzej z dziewczyną poza budynek; uratować ją i przez to być może tylko ją, czy wstrzymać się, by móc dać więcej swojego czasu, a tym samym większe szanse, ewentualnym innym cywilom.
Wiele zależało teraz od tego, co rudowłosa miała do powiedzenia. I czy zbytnio się z tym powiedzeniem nie ociągała.


// Poinformowałem już wszystkich prywatnie, ale dla zasady poinformuję i tutaj: umówiłem się z Lokim, że ja i on tymczasowo wymienimy kilka krótszych postów, tworząc swego rodzaju kolejkę poza kolejką/kolejkę w kolejce. Ciuch ciuch.
W ten sposób moją aktualną sytuację będzie można rozstrzygnąć dynamiczniej, przyjemniej, bez długich postów pełnych rozgałęzionych gdybań.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3469
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Dachy w centrum   Wto Cze 27, 2017 3:10 pm

Przerażonej - mimo uratowania przed upadkiem - dziewczynie podniesiony ton wcale nie pomógł. Skoro nawet Miguel, z refleksem o wiele lepszym od człowieka, zdawał sobie sprawę z tego, jak szybko wszystko się działo, to mógł sobie tylko wyobrażać jak odbierał to ktoś bez podobnego ułatwienia. Rudowłosa musiała już myśleć, że zaraz poleci w dół i spotka się z betonem parę metrów niżej - a tu nagle została jednak poderwana i chwycona, czego jej umysł nie przetworzył od razu. Serce biło jej szybciej, na policzkach miała łzy, choć nie płakała gwałtownie, tylko raczej nie mogła ich po prostu utrzymać. Palce wciąż zaciskała na szelkach plecaka, jak gdyby z jakiegoś powodu bała się lub wręcz nie była w stanie ich puścić.
-Ktoś...- zaczęła przytłumionym głosem i łatwo dało się stwierdzić, że zmuszała się do mówienia, choć stres niemalże ją uciszał. Mimo to dziewczyna dzielnie brnęła dalej, mrugając szybko, żeby pozbyć się łez z rzęs.
-Mieszka, na pewno, bo go słyszę, ale praktycznie nie widuję. Chyba nie wychodzi. W drugim mieszkaniu rodzina z dziećmi, nie wiem czy teraz są... I nie wiem jak jest niżej...- dokończyła i choć starała się mówić szybko, to jednak momentami zdarzało jej się zająknąć czy na krótką chwilę zaciąć.
Nim zdążyła dodać coś jeszcze - albo zanim Spider-Man coś zrobił - z dołu dał się dosłyszeć nagły szum i huk, przez który rudowłosa wyraźnie się wzdrygnęła. Brzmiało to trochę tak, jak gdyby parę pięter niżej, może przy parterze albo piwnicy, coś ciężkiego zderzyło się z podłożem... A że mury budynku były już naruszone, to taki wstrząs wcale nie poprawił ich sytuacji.
To samo dało się zresztą dosłyszeć również na zewnątrz, choć zdecydowanie ciszej, a Ant-Man z kolei pewnie mógł to nawet wyczuć pod postacią drżenia przytrzymywanej przez niego ściany. Dziecko w oknie natychmiast obróciło głowę, aby spojrzeć za siebie, zapewne rozumiejąc przynajmniej tyle, że dźwięk dobiegał gdzieś z wnętrza budynku, nawet jeżeli z dołu, a nie z tego piętra. Chłopiec znajdował się niżej, niż wypadałby bark Scotta, więc bohater musiałby się do niego trochę pochylić, to zaś oznaczało zmianę sił oddziałujących na mur...
Strażacy również zdawali sobie sprawę z tego zajścia - które w dodatku zwiększyło poziom zagrożenia, w tym nie tylko dla cywili, ale po prostu dla ich własnego życia i zdrowia. W takiej sytuacji tak naprawdę nie powinni nawet pozostawać tak blisko budynku, ale coś sprawiło, że jeszcze się nie wycofali. Podnośnik, na którym znajdował się jeden ze strażaków, zatrzymał się na wysokości tego samego piętra, z którego wychylał się chłopiec, ale po drugiej stronie budowli... Pewnie przy innym mieszkaniu. Coś musiało ich w nim zainteresować.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Miguel O'Hara

avatar

Liczba postów : 90
Data dołączenia : 29/12/2014

PisanieTemat: Re: Dachy w centrum   Nie Wrz 17, 2017 4:52 pm

Miguel instynktownie obrócił głowę w kierunku zniszczonych schodów; przepaści pod nimi. Nie zastanawiał się jednak specjalnie nad źródłem niepokojącego hałasu, ani nie próbował go wypatrywać - co by to nie było, najsłuszniejszą reakcją wydawało się po prostu założyć od razu, że jeszcze bardziej pogarszało całą sytuację.

Rudowłosa szybko mogła więc ujrzeć, jak Spider-Man z powrotem kieruje wzrok ku niej... a w następnej chwili poczuć jego dłonie, łapiące ją za niższą część ramion, w akcie nagłej, wyjątkowej jak na niego empatii.
- To wszystko co powiedziałaś... T y  jesteś tutaj prawdziwą bohaterką. A teraz chodź, zabieramy cię stąd. - O'Hara zdecydował - najpierw powinien wydostać dziewczynę, a dopiero potem szukać kolejnych cywili. Nie było sensu targać jej ze sobą dłużej, niż było to potrzebne i tym samym niepotrzebnie narażać jej życia.

Sens za to miało, według mężczyzny, poprowadzenie rudowłosej tą samą drogą, którą tutaj przyszedł, dla większej pewności, że nie czeka ich niemiła niespodzianka w postaci zablokowanego przejścia. Superbohater z uwagą obserwował otoczenie i o ile dziewczyna sama, dla poczucia bezpieczeństwa, nie uczepiła się go w jakikolwiek sposób, złapał jej nadgarstek, w każdej chwili gotów na zaistnienie potrzeby ratunku przed spadającymi odłamkami czy zawalającą się podłogą.

- Herbie, do wszystkich, włącznie z tobą: Czy któryś z sąsiednich budynków jest na tyle bezpieczny, by tymczasowo zostawić na jego dachu cywilkę, aż nie przejmą jej służby albo Sam? - odezwał się do komunikatora w pewnym momencie drogi, a po chwili dodał jeszcze zwięzłe wyjaśnienie: - Nie mam czasu na podróż na sam dół i z powrotem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3469
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Dachy w centrum   Pon Wrz 18, 2017 8:46 pm

Przez cały ten strach i stres i dłuższe przebywanie w sytuacji poważnego zagrożenia życia dziewczyna zdawała się być zmęczona. Przekładało się to na jej sporą ugodowość - pozwalała sobą poruszać, na nic w żaden sposób nie protestowała, a po słowach Spider-Mana zmusiła się nawet, by w końcu puścić szelki plecaka i zamiast tego uwiesiła się bohaterowi na szyi... Choć nie bez wcześniejszego dreszczu i kilku kolejnych łez. Strategia mężczyzny była chyba najlepszą, jaką mógł obrać - bo prawdopodobnie naprawdę podniosła cywilkę na duchu.
-Z tyłu budynku zatrzymał się wóz strażacki. Jego podnośnik sięga piętra poniżej tego, na które pan początkowo wszedł. Dotarcie do niego będzie najszybszą opcją- doradził za to natychmiast Herbie, gdy tylko został poproszony o informacje. Było to o tyle ciekawe, że oznaczało, iż sztuczna inteligencja musiała w jakiś sposób obserwować rozwój wydarzeń, być może podpinając się pod okoliczne kamery... Lub przynajmniej słuchała rozmów przez radio w wykonaniu, na przykład, policji czy innych służb.
-Zgodnie z ustaleniami funkcjonariuszy, mieszkańcy parteru oraz dwóch poziomów ponad nim przebywają już na zewnątrz- dodało zaraz potem AI. To przyspieszało sprawę. Skoro trzy pierwsze poziomy były puste, na następnym - zgodnie ze słowami cywilki - ktoś mógł przebywać, kolejne prawdopodobnie również zostało już opróżnione... A wyższe zniszczone. Pokrywało się to także z działaniami strażaków, skoro zatrzymali podnośnik właśnie przy tym piętrze, na którym miała mieszkać rodzina z dziećmi oraz ktoś, kto podobno nie wychodził.
-Zabieram dziecko z czwartego poziomu- ten głos wyraźnie należał już do Falcona; choć Miguel nie mógł ujrzeć jego posunięć, to najpewniej nie pozostawało mu nic innego, jak tylko wierzyć, że Avengerowi się to uda. W końcu był zwrotniejszy od Ant-Mana, więc łatwiej mu było unikać ataków robotów Octopusa.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Miguel O'Hara

avatar

Liczba postów : 90
Data dołączenia : 29/12/2014

PisanieTemat: Re: Dachy w centrum   Pon Wrz 25, 2017 2:43 pm

Dziecko z czwartego poziomu? Miguel szybko przeanalizował w głowie słowa Falcona, łącząc je z tym czego moment wcześniej dowiedział się ze, wzorowej w swej zwięzłej formie, relacji Herbiego. Trzeba było przyznać, zrobiło się bardzo optymistycznie. O'Hara mógł też teraz łatwo zainicjować kolejne działania; równoczesne z prowadzeniem cywilki do wybawienia:
- Falcon, zapytaj tego dzieciaka gdzie są jego rodzice i rodzeństwo. - Spider-Man podejrzewał, że nie w tym budynku - inaczej Sam zapewne poinformowałby go o tym, że po uratowaniu chłopca będzie trzeba jeszcze wrócić po jego rodzinę. Oczywiście istniała możliwość, że ta leżała gdzieś w środku, pod gruzami albo pożarta przez płomienie... ale tej makabrycznej myśli O'Hara starał się do siebie nie dopuszczać. Mimo wszystko, dobrze było się upewnić, stąd prośba o pytanie.

Poza tym, superbohatera rzeczywiście zaciekawiło, w jaki sposób pomocnicze AI Fantastycznej Czwórki posiadło tak dokładne dane o obecnej sytuacji. Shock, no tak Miggy, geniuszu! W myślach posłał samemu sobie sarkazm, a gdyby chwila była odpowiedniejsza, zapewne pacnąłby się też otwartą dłonią w czoło. Jak mógł na to do tej pory nie wpaść?
- Herbie, mógłbyś przeanalizować  w s z y s t k i e  nagrania z miejsca zdarzenia i okolicy? - Wspomniany zdążył już udowodnić, że naprawdę jest sztuczną  i n t e l i g e n c j ą, O'Hara uznał więc, że szybka sugestia akcentem powinna być wystarczająca. Jeśli mężczyzna się nie mylił, to znajdował się już w tych czasach, gdy ludzie nieustannie nagrywali wszystko - a to znaczyło, że jeśli nawet coś przeoczyłyby miejskie kamery, to być może nie umknęłoby to żądnym internetowej sławy przechodniom. Może nawet od tego drugiego źródła należało zacząć, zważywszy że internetowe filmiki zazwyczaj cechowała o wiele bardziej skonkretyzowana, łatwiejsza do wyszukania zawartość?
- Może tobie uda się znaleźć Doc Ocka albo Scarlet Spidera. Bez odbioru. - Ponieważ nastąpił ten moment, w którym superbohater musiał skupić się na bardziej bliskich mu (w dosłownym znaczeniu) sprawach.

 - Mam dla was cywila! - zawołał do znajdujących się piętro niżej strażaków, stanąwszy przed otworem po szybie, podobnie jak inne zniszczonej przez jeden z wielu wcześniejszych wstrząsów. Dał im chwilę na reakcję, licząc że podwyższą podnośnik i nie będzie musiał schodzić z rudowłosą po niepewnym gruncie. Jeśli tak się jednak nie stało... to najzwyczajniej w świecie ich pogonił, podpowiadając im to z niecierpliwością w głosie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3469
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Dachy w centrum   Wto Wrz 26, 2017 2:44 pm

Falcon nie odpowiedział od razu, lecz w tych okolicznościach nie było to nic dziwnego; może musiał uważać na roboty, może chciał się najpierw skupić na odsunięciu się od budynku, żeby uniknąć ewentualnego spadającego gruzu - a może po prostu przyjął polecenie do wiadomości i zabrał się za jego realizowanie.
-Poza budynkiem. Praca i zakupy- oznajmił jednak po krótkiej chwili, a tę drugą informację dorzucił lekko rozkojarzonym tonem. Prawdę mówiąc wyjaśnienie gdzie przebywała rodzina chłopca nie było istotne; ważne, że nie znajdowała się w środku... Ale być może Sam dodał to z rozpędu. Tak czy siak, to załatwiało kolejne mieszkanie.
W przeciwieństwie do Avengera, Herbie z kolei zareagował na pytanie Miguela natychmiast - jak niemalże za każdym razem. Koniec końców AI nie potrzebowało tyle czasu co człowiek, by się nad czymś zastanowić.
-Tak jest- obiecała sztuczna inteligencja i to jeszcze zanim Spider-Man uściślił o co tak właściwie mu chodziło. Na wspomnienie Octopusa i Scarlet Spidera Herbie już nie odpowiedział, zapewne dostosowując się do tego "bez odbioru", a może zajmując się sprawdzaniem nagrań. Ważne, że dzięki temu przynajmniej przez chwilę komunikator Miguela mógł milczeć, a on sam - skoncentrować się na działaniu.
Jego okrzyk szybko zwrócił uwagę strażaka na podnośniku, który w pierwszej kolejności odchylił głowę, aby spojrzeć na niego i cywilkę... A następnie rzucił okiem do wnętrza pomieszczenia, przy którym sam się znajdował. Kask częściowo zasłaniał jego twarz, ale i tak dało się stwierdzić, że na moment zawitało na niej wahanie, rozdarcie... Ale zaraz potem kiwnął już krótko głową.
-W porządku, w górę- odezwał się, najpewniej przez radio. W końcu obsługą podnośnika zajmował się jego kolega na dole. Niedługo potem mężczyzna znalazł się już na wysokości kolejnego piętra, przesunięty trochę na bok, przed właściwe okno. Większość szyby została rozbita, a odłamki po części zatrzymały się na parapecie, a po części poleciały w dół... Ale trochę ostrych kawałków czaiło się przy krawędziach, dlatego strażak zaczął od całkowitego otworzenia okna - w tym celu sięgając od wewnętrznej strony. Potrwało to zaledwie moment, ale nawet tego czasu nie marnował.
-Piętro niżej, skrajnie otyły mężczyzna, my go nie wyciągniemy. Jest sam w mieszkaniu- poinformował szybko, ale wyraźnie. Trudno powiedzieć czy strażak po kostiumie skojarzył Spider-Mana z przyszłości z teraźniejszym; może tak, może nie. O tym ostatnim krążyły bardzo różne opinie, podsycane przez media, a szczególnie jedną gazetę... Grunt, że mężczyzna o nic nie pytał i gotów był od razu współpracować. Mogło to mieć związek z tym, że straż pożarna zazwyczaj widziała bohaterów w lepszym świetle od policji.
Dziewczyna przechodziła już ostrożnie przez okno, asekurowana przez podtrzymującego ją strażaka, gdy z góry dobiegł ich wszystkich kolejny huk oraz wstrząs, choć słabszy od poprzedniego. Mimo to wystarczył, aby budynek zadrżał, a gdyby ktoś obserwował zajście z większej odległości, zorientowałby się, że góra bloku zawaliła się - i kolejna dawka odłamków powędrowała w dół. Większość z nich poleciała z przodu budowli, ale tutaj również posypało się trochę gruzu; dominowały fragmenty rozmiarem sięgające najwyżej zaciśniętej pięści, ale wśród nich znalazło się parę dużo większych.
Wstrząs i wszystkie jego efekty sprawiły, że cywilka pisnęła, a dźwięk ten przeszedł w cichszy szloch, ale przynajmniej instynktowne nachylenie się do przodu posłało ją na podnośnik, gdzie mógł ją złapać strażak. Mężczyzna pomógł jej odzyskać równowagę, ale w tym momencie konstrukcja, na której stali, zaczęła się już odsuwać. Może i w budynku ktoś się jeszcze znajdował, ale zarówno przepisy, jak i zdrowy rozsądek nakazywały opuszczenie podnośnika i odstawienie na bok całego samochodu. Po drodze strażak skierował wzrok w dół, najwyraźniej spoglądając na swojego kolegę po fachu, ale  trzymająca się go panicznie dziewczyna zerknęła w stronę Spider-Mana i już nawet nie tyle powiedziała, co samym ruchem warg przekazała jedno słowo: "dziękuję".
-Doctor Octopus udał się na północny zachód. Dwie przecznice dalej zszedł prawdopodobnie aż na poziom ulicy, zniknął w miejscu, którego nie pokrywała żadna kamera i nie wyszedł żadną stroną- doniósł za to Herbie. O Scarlet Spiderze jeszcze nic nie wspomniał; być może wciąż nad tym pracował.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Sam Wilson

avatar

Liczba postów : 63
Data dołączenia : 15/08/2014

PisanieTemat: Re: Dachy w centrum   Today at 10:34 am

Sam po zabraniu dziecka z walącego się budynku postanowił odstawić go koło najbliższej ekipy ratowniczej strażaków i zanim zapytał się chłopca, gdzie są jego rodzice postanowił jeszcze skontaktować się z innymi.

- Słuchajcie, co zrobimy jak ewakuujemy wszystkich. Przecież Scott nie będzie trzymać tego budynku. Jednocześnie, jak puści budynek to rozsypie się jak klocki LEGO i może zrobić bardzo dużo zniszczeń. - powiedział przez komunikator czekając na jakieś sensowne pomysły, a następnie zwrócił się do chłopca.

- Tam w budynku byłeś bardzo dzielny, ale potrzebuję od ciebie bardzo ważnej informacji. Gdzie jest twoja rodzina i jak się nazywają? Bez twojej pomocy mi się nie uda partnerze. - zapytał chłopca.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Dachy w centrum   

Powrót do góry Go down
 
Dachy w centrum
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 5 z 5Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5
 Similar topics
-
» Centrum papirusu
» Centrum Zakazanego Lasu
» Pomieszczenie Główne
» Centrum dowodzenia kryptonim "Polana"
» Centrum monitoringu

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Midgard :: Stany Zjednoczone Ameryki :: Nowy Jork-
Skocz do: