Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Dachy w centrum

Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7
AutorWiadomość
Gość
Gość



PisanieTemat: Dachy w centrum   Sro Kwi 22, 2015 7:30 pm

First topic message reminder :

Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Human Torch

avatar

Liczba postów : 127
Data dołączenia : 06/07/2012

PisanieTemat: Re: Dachy w centrum   Sob Kwi 07, 2018 3:42 pm

Czyli to, jak długo ogień miał kontakt z powłoką Sentineli również miało znaczenie. Kule ognia jedynie odpychały roboty i przewracały je. Nie dziurawiły jednak ich pancerzy ani nie topiły im blach. Teraz już jednak było za późno na to, by wrócić do poprzedniej strategii, bo coraz większa ilość robotów koncentrowała się na nim. I może nie byłoby to aż takie złe, gdyby nie fakt, że zaczęły używać obu ramion do wystrzeliwania promieni energii. W pewnym sensie liczba jego przeciwników się podwoiła nagle. Musiał robić uniki przed większą ilością ataków, co sprawiało, że mało kiedy sam mógł atakować. O strumieniach ognia mógł już tylko pomarzyć. Pozostawało mu mieć nadzieję, że ktoś z bohaterów już wie, co się dzieje na mieści i ktoś się zjawi, by mu pomóc.
Nagły wybuch tuż przed Johnny'm odrzucił go nieco do tyłu. Chłopak zamrugał lekko skołowany. Wtedy na szczęście jego nadzieje na pomoc zostały spełnione. Przed nim nagle wyrosła olbrzymia sylwetka kobieca. W dodatku znana mu sylwetka kobieca. I to wcale nie tylko dlatego, że szczególną uwagę zwracał na piękne kobiety. Wasp była Mścicielką. Jej twarz i charakterystyczny kostium były znane wielu osobom, nie tylko jemu. Torch wykorzystał moment, gdy kobieta przybiła dwa roboty do ziemi. Uderzył w nie silnymi strumieniami ognia, po jednym w każdego, licząc, że w końcu uda mu się coś zniszczyć. Chociaż te dwie maszyny.
- Nowy Jork kocha kłopoty, co poradzić? - zapytał dosyć pozytywnym tonem, jak na to, w jakiej sytuacji byli obecnie. Chłopak nigdy nie poddawał się negatywnemu nastrojowi. Dobre samopoczucie było ważne jeśli chciało się wygrać. Nie ważne jak kiepska była sytuacja.
Długo jednak nie mógł sobie popatrzeć. Wkrótce Wap dostała promieniem energii i postanowiła znowu się pomniejszyć do kilku centymetrów. W ten sposób na pewno była o wiele trudniejszym celem. Pytanie czy roboty nie stwierdzą, że była zbyt trudnym do trafienia celem i zignorują ją na rzecz cywili.
Nie miał jednak czasu na rozmyślania czy pomaganie kobiecie, gdyż ta kazała mu lecieć do Avengers Tower, gdzie czekała na niego Sue.
- Aye aye, kapitanie! - zwrócił się do Mścicielki w odpowiedzi, rzucając ostatnie dwie kule w stronę robotów, po czym odwrócił się i pomknął przed siebie, by jak najszybciej dotrzeć do siostrzyczki.

z/t
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Harry Osborn

avatar

Liczba postów : 66
Data dołączenia : 27/04/2014

PisanieTemat: Re: Dachy w centrum   Pią Lis 23, 2018 5:38 pm

Po oddaleniu się od mostu Harry odbił po prostu na północ, nie kierując się w żadne konkretne miejsce, a zamierzając jedynie znaleźć się bliżej Oscorp, tak na wszelki wypadek. Nie chciał jeszcze wracać do siedziby firmy, bo w takim wypadku praktycznie by w niej utknął - przynajmniej do czasu, aż nie zakończyłby się atak tych robotów. Z drugiej strony mógłby się też udać do domu, ale w gruncie rzeczy to nie skończyłoby się dla niego wcale lepiej... A nie miał ochoty opuszczać miasta tylko z powodu jakiejś tam inwazji. Był pewien, że sytuacja zostanie niedługo opanowana, dlatego równie dobrze mógł sobie trochę polatać nad miastem i poczekać na zapanowanie spokoju... Albo raczej typowego dla Nowego Jorku poziomu chaosu.
Mężczyzna przemieszczał się na wysokości, która pozwalała mu mijać większość budynków górą, przez co musiał uważać jedynie na faktyczne wieżowce. Choć poruszał się szybko, to nie osiągał maksymalnej dla glidera prędkości, bo zwyczajnie nie widział takiej potrzeby. Nigdzie się nie spieszył, nikt na niego nie czekał. Z góry był w stanie stwierdzić, że większość ulic - przynajmniej tych, nad którymi przelatywał - opustoszała. Czego by o nich nie mówić, nowojorczycy uczyli się prędko. Musieli, jeżeli chcieli przetrwać w tym mieście. Osborn zakładał więc, że ci, którzy przeżyli wystarczająco długo, zdążyli już gdzieś się schować... Przez co roboty zmuszone były aktywnie szukać ofiar, a nie wybierać sobie dowolnie spośród całej ich wielkiej puli. I dobrze. Niech się z tym męczą.
Z drugiej strony oznaczało to oczywiście, że Harry nie miał się czym zająć. Gdyby trafiła mu się okazja kogoś uratować, to pewnie by tego spróbował, ale nie widział sensu w niszczeniu maszyny za maszyną i marnowaniu na to zasobów, kiedy przeciwników było tak wielu. Zwiększało to prawdopodobieństwo, że w chwili, gdy rzeczywiście będzie komuś potrzebny, zabraknie mu materiałów do walki... A choć glider mieścił w swoich przegrodach i skrytkach sporo, to jednak jakieś dno niestety posiadał.
Szkoda, naprawdę, bo Osborn w dalszym ciągu odczuwał potężną ochotę, aby coś zniszczyć. Z doświadczenia - oraz z opinii terapeutów - wiedział jednak, że to nie skończyłoby się dobrze. Mógł zapanować nad złością. Potrafił. W końcu mu przejdzie. Czy też raczej uczucie to złagodnieje na tyle, że będzie przypominać delikatne pulsowanie gdzieś na tyłach jego umysłu, wciąż pamiętane, ale nie tak natrętne i świeże. I bolesne. Aż do następnego razu, gdy coś ważnego mu się posypie i będzie potrzebował całego szeregu powodów, aby pogrążyć się w nienawiści do świata i samego siebie. Ten proces znał aż za dobrze.
Chcąc chociaż na moment zająć swe myśli jakimś innym tematem, mężczyzna połączył się przez komunikator w masce ze swoim telefonem komórkowym, by sprawdzić w pierwszej kolejności nieodebrane połączenia, a następnie pocztę głosową, które jednak nie zawierały w sobie niczego ciekawego. Po nich w akcie desperacji sięgnął po wiadomości tekstowe. Sam wysyłał ich mało, bo rzadko miał do kogo, nie licząc tych dwóch czy trzech osób... A w związku z tym nie otrzymywał ich wiele.
Jakież więc było jego zdziwienie - i jak ogromny ciężar w jego klatce piersiowej - gdy sztuczny głos odczytał mu SMS z numeru, który w tej chwili nie powinien już nawet być w użytku - albo raczej mógł w nim dalej być, ale służąc komuś innemu. Treść... Nie wskazywała na pomyłkę. I wątpił też, aby wiadomość mogła pozostawać w niebycie tak długo, aby dotrzeć do niego akurat teraz z wielkim opóźnieniem. Nie, w to zdecydowanie nie wierzył, choć byłoby to najprzyjemniejsze, a i tak wciąż bolesne wyjaśnienie. Jeżeli jednak nie to...
Głupi żart. Może nawet potrafiłby to sobie wmówić, gdyby rozsądek nie upominał go, że choćby ktoś zdobył dostęp do numeru Gwen, to i tak nie znałby jego własnego, dobrze strzeżonego. Chyba że ten ktoś ukradłby jej starą komórkę, a ktoś z jej rodziny do tej pory ją z jakiegoś powodu opłacał, lecz to wydawało mu się zbyt naciągane. Nie, to nie był okrutny dowcip, więc... Pułapka? Ktoś wrogo nastawiony miałby już lepsze powody oraz przede wszystkim możliwości, aby dokonać czegoś podobnego, a jako CEO i zarazem właściciel Oscorp Harry nie był przez każdego uwielbiany. To mogło mieć sens. Ewentualnie znalazł się na celowniku przez Parkera. Nie wiedział do końca jak, ale akurat tę opcję odruchowo uznał za w pełni logiczną.
Tyle że ten ktoś miał pecha - bo raczej nie przygotował się na wizytę Goblina. A Osborn był teraz w bardzo, bardzo złym nastroju, który chętnie poprawiłby sobie obijając kogoś lub przynajmniej zastraszając. Ta osoba najwyraźniej na to zasługiwała, skoro ośmieliła się wykorzystać pamięć o zmarłej, żeby... Coś zrobić, coś osiągnąć, cokolwiek by to nie było - wszystko jedno. Jakoś nie miał ochoty wysłuchiwać jej intencji.
Harry dopiero po fakcie zorientował się, że w momencie usłyszenia wiadomości zatrzymał glider... Ale to nic, bo w końcu tak czy siak musiał najpierw ustalić dokąd powinien się udać. W tym celu nawiązał kontakt ze swoją asystentką, przekierowując rozmowę tak, aby dla niej połączenie wyglądało na dokonane z jego prywatnej komórki - i nakazał jej zadbać o szybkie, lecz dyskretne namierzenie numeru Gwen. Nie takie polecenia kobieta już od niego otrzymywała, więc nie martwił się o jej reakcję. Pozostawało mu tylko czekać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Spider-Man

avatar

Liczba postów : 283
Data dołączenia : 20/07/2012

PisanieTemat: Re: Dachy w centrum   Sob Gru 01, 2018 11:52 am

Na szczęście Petera, Harry znajdował się wystarczająco wysoko aby bez problemu za nim podążyć. Cały czas starał się zachować bezpieczną odległość by nie zostać zauważonymi, przemykając raczej mniejszymi uliczkami czy to wspinając się po ścianach wieżowców tak, aby w miarę możliwości pozostać poza strefą widzenia Osborna. W sumie nie potrafił sam sobie wytłumaczyć, dlaczego właściwie za nim podążał. Martwił się? Bardzo możliwe. W końcu widział jak zareagował na jego słowa i wyczuł, jak to wszystko mogło się skończyć.

Sama podróż jednak była dla niego dość trudna. Obierając przyjaciela jako swój teraz główny cel, Pająk musiał ignorować wszelkie zauważone roboty, niebezpieczeństwa czy ludzi w potrzebie. Nie mógł pozwolić sobie na przystanki i postoje, gdyż wtedy chcąc nie chcąc zgubił by cel z pola widzenia. Biorąc głęboki oddech, całą swoją uwagę przekierował na punkt na horyzoncie i teraz nieco przyśpieszył instynktownie, jakby bał się że za bardzo się oddali i go zgubi.

W głowie starał się za to ułożyć to, co będzie chciał powiedzieć, wyjaśnić. Powinien przeprosić, to pewne. Ale jak? Hej sorki za to porównanie do serum ale jakoś tak mi się skojarzyło z kofeiną bo również miesza w głowie? Bez sensu. Pająk westchnął ciężko w poirytowaniu i potrząsnął głową, na chwile lądując na rogu budynku by następnie wybić się wyżej, rozluźniając mięśnie i dając sobie kilka sekund na złapanie oddechu, swobodnie lecąc jeszcze chwilę w górę by następnie opaść, wystrzeliwując pajęczynę w budynek po skosie aby przelecieć tuż nad ziemią i raz jeszcze, nabrać kolejnej prędkości. Co w sumie było dość głupie ze względu na obecne niebezpieczeństwa, na jego szczęście jednak akurat ten fragment ulicy był bezpieczny.

Gdy wreszcie udało mu się wrócić do normalnej prędkości i rytmu, dalej będąc głową wysoko w chmurach Peter po prostu chybił. Chciał zaczepić się o wieżowiec, i nie dość że nie tylko w niego nie trafił, to wystrzelona pajęczyna przeleciała tuż obok głowy Harry’ego który znajdował się teraz… dziwnie blisko? Sycząc cicho w poirytowaniu, Pająk odbił na bok tak aby wylądować na ścianie jakiegoś budynku, z ukosa obserwując przyjaciele. Miał nadzieję że nie został zauważony, ale było to zbyt oczywiste dla Osborna, że jednak ktoś siedział mu na ogonie. A może dostrzegł go już w wcześniej? W końcu nagle się zatrzymał, bez jakiegoś wyraźnego powodu. Czyli jednak go zobaczył…

Peter wspiął się nieco wyżej tak, aby znaleźć się na dachu ale dalej pozostał w pochylonej pozycji, skradając się za wentylację która była dość duża aby ukryć jego postać. Teraz pozostawało mu tylko czekać na rozwój dalszych wydarzeń. Mimo to, jego zmysł wciąż wariował. Serce biło mu szybciej a palce wbijały się w metalową obudowę wentylacji, pozostawiając wyraźnie wgniecenia których póki co bohater nie zauważał. Po prostu wbił spojrzenie w Osborna i przymrużył lekko oczy, czekając w ciszy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Harry Osborn

avatar

Liczba postów : 66
Data dołączenia : 27/04/2014

PisanieTemat: Re: Dachy w centrum   Sob Gru 01, 2018 6:00 pm

Czekając na informację zwrotną w kwestii ostatniego znanego miejsca pobytu telefonu, z którego wysłano do niego tę podejrzaną wiadomość, Harry wciąż powtarzał sobie w myślach wszystkie możliwości, które tylko przychodziły mu do głowy. Wcale nie poprawiało mu to nastroju, przeciwnie, jeszcze bardziej napędzało jego złość, ale zupełnie nie potrafił się przed tym powstrzymać. No i... Przynajmniej mijał mu jakoś czas. Nie wspominając o tym, że dokładne sprawdzenie wszelkich opcji tak czy siak nie mogło mu zaszkodzić. Przeciwnie, a nuż wpadnie na coś istotnego i wyjdzie mu to na dobre.
Nie zmieniało to jednak faktu, że się niecierpliwił, a każda przebiegająca sekunda ciągnęła mu się niemiłosiernie długo. Prawie miał ochotę wysłać już odpowiedź na ten SMS lub jeszcze lepiej, zadzwonić na numer Gwen i sprawdzić czy ten ktoś - żartowniś czy wróg - odważy się w ogóle odebrać od niego połączenie. To by sporo wyjaśniło, w związku z czym pokusa była silna, ale z drugiej strony domyślał się, że jego próba i tak zostałaby zignorowana... A jeżeli nawet nie, to istniały programy i urządzenia do zmiany głosu, telefony dodatkowo go zniekształcały, więc ciężko byłoby mu stwierdzić coś konkretnego. Nie, wolał już odpowiednio się przygotować i sprawdzić sytuację osobiście, na żywo.
Takie rozmyślania przerwało Harry'emu nagłe pojawienie się czegoś, przed czym w pierwszej chwili odruchowo się uchylił - nie tylko własnym ciałem, ale i odbijając lekko na bok całym gliderem - a dopiero później zorientował się, iż miał do czynienia z charakterystyczną nicią pajęczyny. Jego czoło natychmiast się zmarszczyło, oczy zmrużyły, a jego usta opuściło ciche i pełne irytacji syknięcie, podczas gdy obracał już maszynę, aby lepiej rozejrzeć się po najbliższej okolicy. Oczywiście, że Parker za nim podążył. Czego innego on się po nim spodziewał... Przecież nie zostawiłby go w spokoju. Instynkt samozachowawczy Petera zawsze pozostawiał sporo do życzenia.
Osborn nie mógł mieć pewności, ale wydawało mu się, że wychwycił niebiesko-czerwony ruch tuż przy górnej krawędzi jednego z pobliskich budynków. Nie posiadając żadnego innego tropu do podążenia, mężczyzna westchnął krótko i wzniósł glider, równocześnie zbliżając się do wspomnianej budowli, aby ostatecznie zatrzymać się może dwa metry nad jej dachem. Nie spieszył się z tym, gdyż przecież tak czy siak musiał czekać na wiadomość odnośnie komórki. Może to i nawet lepiej, że pająk się za nim udał... Nie to, żeby mu wybaczał, ale być może okaże się przydatny.
Wymownie i zwodniczo spokojnie krzyżując ramiona na klatce piersiowej, Harry z góry odszukał ścianołaza spojrzeniem. Rzecz jasna ze względu na maskę Peter nie mógł zobaczyć, że wbijał w niego wzrok, ale w tej chwili było to już chyba i tak logiczne oraz oczywiste, więc Osborn nie czuł potrzeby, aby w jakikolwiek sposób to podkreślać. I bez tego powinien wpędzać pająka w panikę - sądząc chociażby po tym, iż ten próbował się przed nim schować. To z kolei nasuwało pytanie... Czego Peter się niby spodziewał?
Przez krótką chwilę Harry rozważał dalsze milczenie i pogłębianie tym nerwów Parkera, być może zmuszenie go w ten sposób do rozpoczęcia dyskusji - i z tego względu zapewne do pogubienia się we własnych zeznaniach. Wizja ta była piękna, niezwykle satysfakcjonująca... A jednak Osborn nie miał do niej teraz niestety cierpliwości. W tych okolicznościach nie mógł nawet w pełni czerpać z niej przyjemności, gdyż jego myśli zajmowało coś innego - coś, o czym Peter również powinien usłyszeć. I też się tym zdenerwować. Tak będzie przynajmniej trochę sprawiedliwie.
- Dostałem właśnie wiadomość z ofertą rozmowy. Przekierowaną z mojego prywatnego telefonu do komunikatora w masce. Nadaną ze starego numeru Gwen - oznajmił wprost, przez cały ten czas ani na moment nie spuszczając pająka z oczu. Przed ostatnim zdaniem zrobił krótką pauzę, nim położył nacisk na kolejne słowo, a ton jego głosu pozornie zdawał się wskazywać na chłodny spokój i opanowanie... Lecz tylko powierzchownie, gdyż było w nim coś jeszcze, ukryta głębiej kropla jadu, którą prawdopodobnie nie każdy by wyłapał, a już na pewno nie świadomie. Zwiastowała niebezpieczeństwo, choć wyjątkowo nie takie wymierzone przeciw Peterowi. Sugerowała, że ta pierwsza, gorąca złość już przeminęła, a na jej miejsce pojawiło się coś gorszego - bo przede wszystkim przemyślanego, zaplanowanego... Mściwego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Spider-Man

avatar

Liczba postów : 283
Data dołączenia : 20/07/2012

PisanieTemat: Re: Dachy w centrum   Sro Gru 12, 2018 9:38 pm

W momencie gdy Peter był jako tako schowany, dopiero dotarło do niego że tak naprawdę był bardzo widoczny. W końcu czerwono-niebieski kostium jest dość wyróżniający się. Dodatkowo jego brak cierpliwości utrudniał sytuację. Parker dosłownie chciał jak najszybciej złapać Harry’ego i dopytać się o wszystko, o jego nagłe opuszczenie mostu i cóż, zły humor. Gdyby wiedział że jednak on był jego źródłem, tak czy siak by go to uspokoiło. W końcu nie byłoby to pierwszy raz.

I oczywiście, tak jak przypuszczał przyjaciel bez trudu wyłapał jego obecność. Peter westchnął cicho i uśmiechnął się nerwowo, widząc jak jego twarz została przysłonięta cieniem, rzucanym przez glider Osborna który teraz znalazł się praktycznie tuż nad nim. Szybko się prostując, Pająk postawił kilka kroków do tyłu i zasłonił rażące go w oczy słońce dłonią tak, aby spojrzeć wyżej jakby nigdy nic się nie stało, jakby wcale nie skradał się moment wcześniej i nie chował za wentylacją, teraz wyraźnie powgniataną od jego chwytu. Jego instynkt dalej wariował i w sumie czekał tylko na jakieś ironiczne pytanie, sarkazm czy wręcz obelgę, ale to nie nastąpiło. Zamiast tego, Harry zdawał się rozmawiać jakby nigdy nic. Owszem, ton jego głosu niepokoił Parkera ale znacznie bardziej odbiły się na nim jego same słowa.

Wpatrując się w niego z szeroko otwartymi oczami, mężczyzna przez chwilę po prostu stał w bezruchu i myślał, szukając odpowiedzi. Z numeru Gwen…? Jakby nie mieli wystarczająco dużo problemów, teraz jeszcze pojawił się kolejny. Peter zacisnął zęby i przyczepił się pajęczyną do glidera tak, aby się na niego wdrapać  nie pytając jakoś szczególnie o zgodę. Wiedział, że i tak już sobie nagrabił ale teraz nie miał czasu się nad tym zastanawiać. Potem będzie żałował kilku decyzji, lecz póki co ważniejsza była dal niego kwestia wiadomości.

-Czekaj, jesteś pewien..? W sensie, wiesz. Ktoś mógł się pomylić. Albo nowy właściciel numeru zadzwonił nie do tej osoby co powinien.. tak, no! – śmiejąc się nerwowo, Parker wreszcie stanął na równych nogach na pojeździe i ustawiwszy się w bardziej stabilnej pozycji, wbił wzrok w Osborna. Niezbyt obchodził go teraz fakt że w sumie to zaburzał jego przestrzeń osobistą, stojąc tak blisko ale domyślał się, że skoro wcześniej podczas ich kłótni przed mostem mu to nie przeszkadzało, to i teraz nie powinno. -…ale i tak mi się to nie podoba. Rozumiem że poruszenie tego tematu to było ukryte pytanie, czy chcę z tobą to sprawdzić, mam nadzieję? – zapytał po chwili, głos już mniej entuzjastyczny niż zazwyczaj, przepełniony podejrzeniem ale i pewnego rodzaju smutkiem, który teraz na nowo zawitał na jego twarzy i w mowie ciała. Mimo wszystko był pewien, że na razie porzucili temat Gwen. Wszystko wskazywało jednak na to, że będą musieli rozgrzebać to na nowo.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Harry Osborn

avatar

Liczba postów : 66
Data dołączenia : 27/04/2014

PisanieTemat: Re: Dachy w centrum   Czw Gru 13, 2018 2:30 pm

W zaistniałych okolicznościach Harry nie mógłby z czystym sumieniem zaprzeczyć temu, że czerpał niewątpliwą, choć ponurą satysfakcję ze zdenerwowania przyjaciela. Obserwował go uważnie, powiódł za nim wzrokiem, kiedy ten się oddalał - i owszem, zwrócił uwagę na ślady pozostawione przez niego na wentylacji, od której się odsunął. Takie namacalne dowody jego wątpliwej jakości stanu psychicznego - albo raczej emocjonalnego - sprawiały, że Osborn czuł się minimalnie lepiej. Byłoby dużo gorzej, gdyby Parker pozostawał niewzruszony... Zarówno pomimo swoich niedawnych faux pas, jak i oferowanych mu właśnie informacji.
Harry starał się co prawda nie okazywać na zewnątrz swojego zniecierpliwienia - nie tylko w oczekiwaniu na reakcję Petera, ale i na zamówione wcześniej dane - lecz najprawdopodobniej dało się od niego wyczuć napięcie, ukryte pod maską opanowania. Domyślał się, że pająk był w szoku i potrzebował chwili, żeby z niego wyjść oraz ułożyć sobie to wszystko w głowie, przemyśleć wszystkie opcje, ale sam miał to już za sobą, w związku z czym nawet taka zrozumiała zwłoka i tak go męczyła. Chciał już działać, poznać miejsce, do którego powinni się udać - i się tam skierować...
A mimo to tsknął z irytacją, kiedy ścianołaz znów uczepił się jego glidera, aby w ten sposób się na niego wspiąć. Osborn był praktycznie pewien, że zostało to uczynione złośliwie. W końcu doskonale zdawał sobie sprawę z tego, jak wysoko Spider-Man potrafił skakać - choć z drugiej strony być może było to zabezpieczenie przed odsunięciem maszyny... Bo Harry nie mógł z pełnym zdecydowaniem powiedzieć, że by czegoś takiego nie zrobił. Co prawda pajęczynę też by pewnie przeciął, gdyby bardzo chciał i się postarał... Ale Parker miał szczęście, bo jego agresja była obecnie ukierunkowana ku komuś innemu.
Oczywiście wówczas Peter musiał otworzyć usta, co zwykle kończyło się dla niego pogorszeniem sytuacji... I tak stało się również tym razem. Osborn równocześnie uniósł brwi i zacisnął mocniej palce na swych ramionach, a gdyby nie jego maska, to pająk z pewnością nie miałby problemów ze zorientowaniem się, iż spoglądał na niego z politowaniem. Zgoda, może on sam również wziął te możliwości pod uwagę, ale tylko na samym początku i od razu je odrzucił. Wiara w takie scenariusze kręciła się gdzieś pomiędzy naiwnością oraz głupotą. Nie pasowało zbyt wiele szczegółów - a także całkiem sporych faktów.
Sądząc z jego dalszej wypowiedzi, najwyraźniej Parker przynajmniej trochę zdawał sobie z tego sprawę, lecz dla Harry'ego stanowiło to w gruncie rzeczy naprawdę niewielką pociechę. Jego nerwy i tak zostały już znów poszarpane. Dobrze, że z tego wszystkiego chociaż nie musiał wyjaśniać przyjacielowi swoich intencji - bo te zrozumiał od razu. Dobrze. Powinien częściej okazywać, że jednak był geniuszem.
- Tak, ktoś dostał jej stary numer i przypadkiem wysłał wiadomość akurat na mój, podkreślam, że dobrze chroniony, używając w niej moich inicjałów i zapraszając do pogadania. Jeżeli chcesz obliczyć prawdopodobieństwo takiego wydarzenia, to proszę bardzo, nie krępuj się, dam ci chwilę - odparł jakże uprzejmym tonem, gorsze komentarze odpuszczając sobie jedynie dlatego, że jeżeli mieli współpracować w kwestii tej wiadomości, to chyba powinni tymczasowo zawiesić broń. No i... Peter mimo wszystko na swój pokrętny sposób zaoferował mu pomoc. Prawdopodobnie. Albo liczył na to, że Harry użyje słowa proszę, ale przy jego obecnym nastroju takie drażnienie go równałoby się igraniu z ogniem, z czego Parker raczej zdawał sobie sprawę.
- Czekam na ustalenie ostatniego znanego położenia tego telefonu. Polecimy tam i sprawdzimy kto się pod nią podszywa i dlaczego. Oczywiście o żadnej wiadomości nic nie wiemy i to ogromny zbieg okoliczności, że akurat tam wpadniemy w trakcie eliminowania robotów. Jeśli rozpoznamy przestępcę, to tak czy siak znajdziemy jakiś powód, żeby go złapać - poinstruował pająka, nawet nie biorąc pod uwagę opcji, że ten mógłby go nie posłuchać. W końcu im obu nie byłoby na rękę zdradzenie się ze swoimi tożsamościami, a do tego właśnie mogłoby doprowadzić ukazanie jakiegokolwiek powiązania z tym esemesem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Spider-Man

avatar

Liczba postów : 283
Data dołączenia : 20/07/2012

PisanieTemat: Re: Dachy w centrum   Pią Gru 14, 2018 8:04 pm

Pierwszą reakcją Petera gdy tylko Osborn się odezwał było dość głośne prychnięcie na ironię, z którą się spotkał. Akurat w tym momencie, żarty były ostatnią rzeczą na którą miał ochotę i spodziewał się chociaż trochę, że przyjaciel zdawał sobie z tego sprawę. Ale na to jednak nic nie wskazywało. Pająk skrzyżował tylko ramiona i westchnął, kręcąc głową delikatnie na boki w politowaniu zanim ponownie skupił na nim swoją uwagę jak tylko usłyszał coś bardziej istotnego i przede wszystkim, mniej ironicznego.

I w końcu dostał też jakieś konkretne informacje. A raczej plan. Jego pierwszym odruchem było otworzenie ust i dodanie czegoś od siebie, przełknął jednak tę ochotę i po prostu pokiwał głową na znak zgody, wiedząc że i tak po pierwsze nie wymyślił by nic lepszego i prostszego niż zwykłe udawanie głupa, co w sumie dobrze mu wychodziło, a po drugie Harry nie przyjąłby innego planu, a już na pewno nie od Parkera. Dalej wyczuwał on pewnego rodzaju niechęć albo i złość z ich dogryzek na moście, starał się to jednak ignorować i zachowywać w miarę normalnie.

Z drugiej strony, miał jednak ochotę zapytać go, co się tak właściwie stało. O co dokładnie chodziło, co Harry myślał zarówno o nim jak i jego słowach oraz dlaczego tak nagle zdecydował się opuścić most. Zupełnie tak jakby uciekał. Takie porównanie jednak spowodowałoby utratę jego obecnej pozycji na gliderze czyli bardzo prawdopodobne zepchnięcie lub zachwianie się maszyny tak, aby pozbyć się go. Na samą tę myśl Parker stanął nieco bardziej stabilnie i lekko pochylił ciało, zginając kolana i tym samym mrużąc podejrzliwie oczy.

- Brzmi jak dobry plan póki co. Tylko daruj sobie tę ironię. Akurat wyjątkowo nie mam ochoty na żarty na ten temat. – odparł po chwili i wzruszył lekko ramionami. Jego powaga nie znaczyła jednak, że nie był wygadany. Oj był. I miał ochotę zacząć nawijać, czy to do siebie czy do Osborna. Ale póki co zamierzał się wstrzymać, chociaż na kilka minut. Aż obydwoje ochłoną od nowej informacji i jakoś sobie wszystko poukładają. Może i nawet między sobą, chociaż nie będzie to takie proste. Ich relacja nie ważne jak na to spojrzeć, była dość pokręcona. W jednej chwili mogli się świetnie dogadywać, w innej ganiać, potem pogodzić tylko po to, by następnie sobie dogryzać i przechodzić ciche dni niczym stare małżeństwo. Trudny dobór charakterów, można by powiedzieć. Peter uśmiechnął się lekko pod maską na tę myśl, wpatrując się następnie przez chwilę w przyjaciela lecz następnie odwracając wzrok i po prostu rozglądając się po okolicy, tak jakby czekał na ustalenie ich trasy i jakikolwiek komunikat na ten temat od Harry’ego. W dodatku wciąż się uśmiechając.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Harry Osborn

avatar

Liczba postów : 66
Data dołączenia : 27/04/2014

PisanieTemat: Re: Dachy w centrum   Pią Gru 14, 2018 9:31 pm

Brwi Osborna uniosły się lekko, a jego głowa odchyliła na bok, gdy tak obserwował poczynania pająka, to zginanie nóg w kolanach i pochylanie się... Nie rozumiał jego działań, przynajmniej nie tak na pierwszy rzut oka, ale coś mu podpowiadało, że nie powinien ani o nie pytać, ani tym bardziej sam się nad nimi zastanawiać. Czasami lepiej było żyć w nieświadomości. I się nie denerwować. Przede wszystkim to ostatnie.
Na szczęście jednak Peter prędko mu odpowiedział, w związku z czym Harry miał się na czym skupić - poza mową ciała ścianołaza i coraz bardziej niecierpliwym czekaniem na dalsze informacje. Ile to mogło potrwać? Zdążył się już przyzwyczaić do tego, że wszelkie jego polecenia wykonywane były w trybie natychmiastowym, na wczoraj, dlatego nie sądził, aby jego ludzie się obijali, ale... Ale pewnie powinien wziąć poprawkę na sytuację panującą teraz w kraju. Inwazja mogła trochę opóźniać niezwiązane z nią zadania. Chyba musiał to jakoś zaakceptować, nawet jeżeli tak bardzo mu się to nie podobało.
- Czyli to prawda, że zawsze jest ten pierwszy raz - skomentował, równocześnie obracając głowę nieco na prawo, lecz z tonu jego głosu łatwo można było wywnioskować, że nie wkładał w te słowa jadu... Ani wysiłku. Ot, rzucił po prostu pierwsze, co mu przyszło do głowy, nie starał się być umyślnie złośliwy czy wrogi, nic z tych rzeczy. A mógłby. W końcu dosłownie chwilę wcześniej Parker stroił sobie dość okrutne żarty z czegoś, co dla Harry'ego stanowiło niezwykle poważną i istotną kwestię... Wręcz bolesną. Nie tak trudno byłoby mu się w tym momencie zrewanżować, lecz - o dziwo - Osborn nie miał na to ochoty. Być może po części dlatego, że już trochę ochłonął po tamtych tekstach, a może przez to, iż jego myśli koncentrowały się wokół otrzymanej wiadomości... Grunt, że zaatakowanie nie przyszło mu do głowy.
Zanim zresztą rozmowa mogła potoczyć się dalej, w komunikatorze maski mężczyzny rozległ się sztuczny głos, najpierw informujący go o przekierowanym z jego telefonu komórkowego esemesie, następnie zaś odczytujący jego treść... A mianowicie współrzędne oraz informację odnośnie tego, co się pod nimi znajdowało. Już słysząc pierwsze słowa Harry rozluźnił skrzyżowane do tej pory ramiona, po czym uniósł jedną dłoń, w ten sposób sygnalizując Peterowi, żeby siedział cicho. Liczył na to, że przyjaciel zrozumie ten prosty przekaz, skoro dopiero co dał mu znać, iż czekał na tę wiadomość.
Tyle że... Cmentarz? To brzmiało podejrzanie. W dodatku - zgodnie z ustaleniami z esemesa - ten konkretny najwyraźniej znajdował się na samych obrzeżach miasta, a to tym bardziej nie napawało optymizmem. Przeciwnie, Osborn wcale by się nie zdziwił, gdyby ktoś szykował tam właśnie jakąś pułapkę albo inscenizację. Skoro tak, to może mieli nawet do czynienia z kimś, kto chciał się zemścić za śmierć Gwen...? Ale nie, bez sensu, czemu taki ktoś zwróciłby się do Harry'ego, który oficjalnie nie posiadał z tym dosłownie nic wspólnego i obwiniany mógł być chyba tylko za to, że - pomimo wieloletniej i głębokiej przyjaźni - nie pojawił się na pogrzebie. Nie, powinien się trzymać swoich wcześniejszych wniosków.
- Wiem dokąd lecimy, więc trzymaj się i pamiętaj: najpierw obserwujemy i myślimy, a dopiero potem działamy. Bądź grzecznym stawonogiem - pouczył ponownie pająka, w tym samym czasie uniesioną już dłonią wykonując w pionie okrężny ruch, którym sugerował Peterowi, aby się obrócił. Liczył na to, że Parker sam wpadnie na to, aby oprócz tego również się obniżyć i dzięki temu nie blokować mu widoku z przodu, bo wyglądanie zza niego nie byłoby na dłuższą metę zbyt wygodne. Wcześniej podróżowało im się razem w porządku, więc pewnie do tamtego układu powinni wrócić.
Osborn nie czekał długo na reakcję ścianołaza. Wolał nie zwlekać i to nie tylko ze względu na to, że się niecierpliwił, ale i przez to, że ich cel mógł równie dobrze zmienić zaraz swoje położenie. Musieli się pospieszyć, żeby zwiększyć swoje szanse na to, że zastaną go jeszcze na cmentarzu... Choć coś Harry'emu podpowiadało, że w takim miejscu mógł zabawić dłużej. Oby. No, chyba że tylko skracał sobie tamtędy drogę i automatycznie wszystkie podejrzenia Osborna były przez to nietrafione, ale tym będą się już martwić na miejscu.
Tak czy siak, mężczyzna obrócił glider mniej więcej w kierunku, w którym znajdował się wspomniany cmentarz, a następnie od razu wprawił maszynę w ruch, szybko ją rozpędzając. Biorąc pod uwagę możliwości pojazdu oraz odległość do przebycia, wyprawa powinna zająć im tylko chwilę... Przy odrobinie szczęścia może parę minut.

Z/t za obu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Dachy w centrum   

Powrót do góry Go down
 
Dachy w centrum
Powrót do góry 
Strona 7 z 7Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Midgard :: Stany Zjednoczone Ameryki :: Nowy Jork-
Skocz do: