Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Dachy w centrum

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5  Next
AutorWiadomość
Gość
Gość



PisanieTemat: Dachy w centrum   Sro Kwi 22, 2015 7:30 pm

First topic message reminder :

Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Miguel O'Hara

avatar

Liczba postów : 84
Data dołączenia : 29/12/2014

PisanieTemat: Re: Dachy w centrum   Nie Sie 28, 2016 10:02 pm

- I szczerze mówiąc, ani trochę mnie to nie interesuje - odparł Miguel, w przerwie między pierwszą ze skierowanych bezpośrednio do niego wypowiedzi Szkarłatnego Pająka, a kolejną, zaraz unosząc wysoko jeden z kącików ust, zadowolony ze swojej riposty. Za to słowa o guście Latynos skomentował milczeniem - swoje zdanie na ten temat już raz zdradził, kiedy inicjował tę znajomość. Jeśli natomiast chodzi o późniejszy wywód na temat tego, jak bardzo jedyny w swoim rodzaju jest oryginalny Człowiek-Pająk…

Prawda. Nawet w 2099 cały świat (a przynajmniej jego większość) wie, ile dokonał pierwszy Spider-Man, i że nikt z jego naśladowców nie mógł się mu równać. Nawet ja jestem w stanie przyznać, że nigdy nie dorosnę mu do pięt. Co nie znaczy, że O'Hara miał zamiar powiedzieć to na głos. Zresztą, nawet gdyby chciał się odezwać, to co najmniej tymczasowo wstrzymałby go przed tym tajemniczy, zaczęty nagle rytuał rozmówcy.

Kiedy Scarlet Spider zaczął zerkać ku ciągnącej się nisko w dole ulicy i kręcić głową, również Pająk z przyszłości postanowił wychylić się lekko za krawędź budynku na którym się znajdowali i swoim wyostrzonym wzrokiem obmieść tę zatłoczoną część miasta, szukając czegoś podejrzanego, co myślał, że zwróciło nagle uwagę Reilly'ego. Pomyśleć, że na koniec wieku cel tych wszystkich tłumów, ze zmierzania ku pracy czy przyjemności, zostanie zamieniony na krwawe walki o tereny zniszczonego biedą i zaniedbaniem Downtown albo ostrożne wyprawy pośród nich w poszukiwaniu choć drobnych ilości jedzenia.

Nie zauważywszy na szczęście żadnego zagrożenia, a także z uwagą przyciągniętą kolejnymi słowami, Miggy zwrócił z powrotem spojrzenie ku rozgadanemu, Szkarłatnemu Pająkowi. I po raz kolejny zmarszczył brwi, słysząc to nic nie mówiące mu nazwisko.
- Nie mam najmniejszego pojęcia o kim mówisz. Ale peleryna to mój autorski pomysł. To nie jest zwykły skrawek materiału, tylko technologia pozwalająca na bardzo efektywne szybowanie - poinformował.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Otto Octavius

avatar

Liczba postów : 36
Data dołączenia : 24/07/2014

PisanieTemat: Re: Dachy w centrum   Pon Sie 29, 2016 2:31 pm

Octoboty szybko naprowadziły Doktora na trop Scarlet Spidera. Był z nim ktoś jeszcze, kto jednak Octaviusowi z nikim się nie kojarzył.
Fizycznie kostium przypominał nieco Spider-Mana. Czyżby kolejny naśladowca? Jeżeli tak, mogłoby się to okazać nadzwyczaj fortunnym zbiegiem okoliczności.
Otto wiedział, że ma ze sobą obecnie więcej siły niż mu było potrzeba, żeby wyeliminować Scarlet Spidera raz na zawsze, tym bardziej szansa na pozbycie się dodatkowego pająka zdawała się korzystna.

Doktor zatrzymał się na środku chodnika, w dogodnym miejscu i zaczął się wspinać po budynku. Stalowe ramiona niosły go w górę. Adrenalina frunęła po jego arteriach w szaleńczym pędzie, głowę miał czystą od zbędnych emocji. Emanował pewnością siebie.
Wspiął się z drugiej strony budynku, żeby nie zostać od razu zauważonym. Wiedział, jak podejść Spider-Mana żeby jego pajęczy zmysł zaskoczył w ostatniej chwili, skorzystał więc z tej wiedzy.
W końcu wyłonił się zza krawędzi wieżowca i opierając się na dwóch ramionach stanął na dachu, naprzeciwko pająków. Ręce miał założone przed sobą. Zmierzył ich wzrokiem z całkowitym spokojem. Piętnaście robotów znajdowało się w pogotowiu wszędzie dookoła ale poza granicą widoczności a więc na zewnętrznych ścianach budynku.

Otto odchrząknął.
-Mam taką teorię. - przemówił i przybrał swoją teatralną pozę. - Że nie ma na tym świecie niczego bardziej MIZERNEGO... - zaakcentował. - ...niż kiedy nie król i nie rycerz i nie uczony... - ciągnął. - ale BŁAZEN znajduje sobie w krótkim czasie szerokie grono naśladowców. To, bez cienia wątpliwości mówi coś istotnego o kondycji tego ponurego świata. - zacisnął zęby.
Po tej pauzie stanął już na własnych nogach, obrócił się na pięcie i zawołał: - Szekspirowska wizja świata! Farsa i niesprawiedliwość splatają się jak węże na kaduceuszu boga Merkurego! A samym świętym kijem... ...sednem! ...jest tragedia. - zawiesił głos. Spuścił wzrok ku miastu, badając je zamglonymi oczami.

-Bo to wszystko jest wyjątkowo tragiczne. Niefortunne. - pokręcił głową.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Scarlet Spider

avatar

Liczba postów : 85
Data dołączenia : 07/07/2013

PisanieTemat: Re: Dachy w centrum   Wto Sie 30, 2016 8:48 pm

Peleryna to jego autorski pomysł? Kto by pomyślał! W dodatku Kanye West nie był znany w przyszłości, co raczej nie świadczyło o nim dobrze. A raczej nie będzie świadczyć, ugh, te podróże w czasie!
- Czyli jednak nie brał lekcji u Westa? Kurczaki, a przysiągłbym, że to jego styl! - powiedział do siebie w myślach, jakby sam chciał się przekonać i stwierdzić, że ten Spider-Man jednak był jego czeladnikiem. Czeladnikiem modowym, czy jak to się tam profesjonalnie nazywa...
- Efektywne szybowanie, mówisz? To prawie, zaznaczam prawie, tak samo jak moja... - miał tutaj powiedzieć, że chodzi mu o bluzę, kiedy nagle usłyszał znajomy głos. I niekoniecznie była to barwa głosu kogoś, kogo chciałby w najbliższym czasie spotkać.
Pajęczy Zmysł znów okazał się bezużyteczny, bo dopiero zadziałał po chwili, dudniąc w głowie Scarlet Spidera. Czy to jego szwankujące działanie zależne jest od tego, że jest klonem? Czy może po prostu był to następny z kolei wspaniały dzień Reilly'ego?

Odwróciwszy głowę w stronę źródła dźwięku, Ben wiedział, czego się spodziewać. Na początku jeszcze wmawiał sobie, prosił swoją wyobraźnię, by to było zwyczajne przesłyszenie, że ktoś bił czymś w rurę, czy że nawet jakiś gołąb zaczął skrzeczeć. Co byłoby dziwne, bo gołębie nie skrzeczą, tylko gruchają.
- Urwał nać! - wypalił od razu, bijąc się otwartą dłonią w swoje napięte udo - Mój dzień robi się coraz lepszy i lepszy! Czy chociaż raz, nie mógł by mnie zaczepić ktoś inny? Na przykład... hm, o! Człowiek-Miłość! Albo przynajmniej Człowiek-Zero-Mocy! Nieee, musi to być Człowiek-Ośmiornica, w całej swej krasie. - pokręcił głową na boki, nie dowierzając i wyrzucając z siebie frustrację. Po chwili jednak zerknął na Spider-Mana z przyszłości i palcem wskazującym pokazał na Octaviusa, szepcząc:
- Ten to dopiero ma talent projektanta. Te macki normalnie krzyczą "Japonia!". If you know what I mean...

Oczywiście, Reilly pamiętał o swojej poprzedniej porażce, która godziła go prosto w dumę, ale postanowił, że tym razem postara się to rozegrać inaczej. Czy lepiej? Czas pokaże...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Miguel O'Hara

avatar

Liczba postów : 84
Data dołączenia : 29/12/2014

PisanieTemat: Re: Dachy w centrum   Sro Sie 31, 2016 10:44 pm

Scarlet Spider powinien się cieszyć, że w ogóle posiadał tak niewyobrażalnie przydatną rzecz, jak Pajęczy Zmysł. Prawda, bardziej doświadczeni przeciwnicy Człowieka-Pająka wiedzieli, jak w pewnym stopniu z owym zmysłem sobie radzić, ale  to przecież nie tak, że byli w stanie uśpić go całkowicie - bo nie bierzemy teraz pod uwagę takich arcywrogów Spider-Mana, jak nosiciele symbiontów.

Natomiast Miguel musiał liczyć tylko i wyłącznie na swój wyostrzony wzrok oraz nadludzki refleks. Nadal było to coś bardzo skutecznego, ale nie mogło równać się systemowi wczesnego ostrzegania, jakim dysponowali Parker czy Reilly. Z drugiej strony, skoro nadchodzące zagrożenie w postaci Doctora Octopusa należało do wyżej wspomnianej grupy doświadczonych w starciach z Pajęczym Zmysłem, może sytuacja O'Hary mogła zamienić się w atut? Skoro Otto Octavius przygotowany był na zupełnie inną strategię walki, Spider-Man przyszłości na pewno miał czym go zaskoczyć. O ile oczywiście szalony naukowiec nie przybył tutaj zaprosić Pająki na filiżankę kawy.

What the shock… ? Latynos obrócił się ku przybyłemu, kiedy tylko jego słowa zaskoczyły zarówno go, jak i Bena. Spider-Man przyszłości - jak i zapewne ten szkarłatny - nie spodziewał się, że ktoś może teraz dołączyć do ich rozmowy, a gdy ujrzał przed sobą mężczyznę w okularach i z charakterystyczną czwórką mechanicznych ramion na wyposażeniu…
O Boże… To trochę zabawne, jak często Miggy'emu zdarzało się wzywać byt, w który już dawno przestał wierzyć. Obecnie nie wierzył też w to, że stoi przed nim Doctor Octopus we własnej osobie.

Jednakże O'Hara zapamiętał widziane kiedyś, przedstawiające go holografiki dokładnie. Wszystko się zgadzało - postura, macki, obecność okularów i ten charakterystyczny grymas egomaniaka na twarzy. To był on. Dlaczego Miguel tak dobrze go zapamiętał?
Prawdopodobny zabójca oryginalnego Spider-Mana… W pierwszej chwili genetyk nie wiedział, co zrobić. Zastygł w bezruchu, w szoku, nie będąc pewien, czy ma czekać, aż Octavius zaatakuje, czy rzucić się na niego ze szponami, nim naukowiec zdąży rozpocząć próbę dodania do osobistych statystyk, zabójstwa dwóch innych Ludzi-Pająków. I wtem odezwał się Reilly.

- Naprawdę? - O'Hara spojrzał na niego, jak na bitmózga.
- Jeden z głównych, najgroźniejszych przeciwników oryginalnego Spider-Mana nas po cichu zachodzi i torturuje tragicznym monologiem w dziwnym języku, a ty komentujesz jego dobór garderoby oraz nawiązujesz do czegoś, co nie-chcesz-wiedzieć-do-czego-doprowadziło-w-Japonii-przyszłości? - Bo nie oszukujmy się - na pewno wielu ludzi postanowiło wykorzystać technologię z końca dwudziestego pierwszego wieku w mało przyzwoity sposób. Miguel spojrzał z powrotem na Octaviusa i wysunąwszy szpony z opuszek palców, przyjął postawę bojową.
- Lepiej powiedz mi, na co mam uważać, zanim rozszarpię mu gardło! - powiedział na tyle głośno - i na tyle groźnym tonem głosu - by usłyszał go wyraźnie także sam Doc Ock.

W każdej chwili gotów był uskoczyć na bok przed ewentualnym atakiem mackami - a później przejść do kontry, gdyby to się stało. Wtedy - zostawiając standardowy ruch każdego Spider-Mana, w postaci zalepienia oczu przeciwnika pajęczyną, swojemu towarzyszowi - kilkoma zwinnymi i zabójczo szybkimi susami, poruszając się głównie na ziemi, żeby nie odbierać sobie możliwości łatwego uniku, przemknąłby pomiędzy metalowymi ramionami, chcąc znaleźć się tuż przed doktorem, po czym nie szczędząc na sile, spróbowałby znokautować go prostym uderzeniem pięścią w twarz.

// Zwracam uwagę na to, że ostatni akapit to gdybanie - jeśli bardzo ci zależy, Otto, możesz nie atakować i zamiast tego, recytować planowanego Hamleta. Choć wtedy prawdopodobnie i tak ci się dostanie ;)
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Otto Octavius

avatar

Liczba postów : 36
Data dołączenia : 24/07/2014

PisanieTemat: Re: Dachy w centrum   Pią Wrz 02, 2016 10:50 am

Ignorowali go.
Co za nędzne parodie ludzkich postaci!

"Lepiej powiedz mi, na co mam uważać, zanim rozszarpię mu gardło!" - dotarło do uszu Doktora. Interesujące. Czyżby trafił się dzisiaj jeden odważny pająk? Czy blefuje, czy rzeczywiście starczyłoby mu ikry żeby położyć go trupem?
Oczywiście sama ikra nie wystarczy. Ani deklaracje, ani żadne puste słowa.
Potrzebował nieco przestrzeni, żeby poznać nowego przeciwnika i chwili spokoju od Scarleta i jego skoncentrowanych porcji pajęczyny.
Otto wysłał do czterech octobotów znajdujących się na dole, na chodniku sygnał samozniszczenia. Roboty usadziły się uprzednio w wybranych miejscach - pod dużymi samochodami blisko ich baków z benzyną, aby spotęgować skalę zniszczenia. Do kolejnych pięciu robotów znajdujących się z boku budynku (od strony Scarlet Spidera) wysłał analogiczny sygnał. Te jednak skupiły się w jednym miejscu, aby zburzyć solidniejszy fragment ściany i zwalić go w dół na ulicę, na głowy przechodniów.
Zgodnie z jego przewidywaniem tak przecież podobny do Spider-Mana Scarlet powinien skoczyć w dół aby udzielić pomocy ludziom, natomiast trudno było ukryć fakt, że jego ciemnogranatowy kolega już najwyraźniej w swoich myślach zajęty był walką. Doktor założył więc, że zostanie z nim na dachu.

Otto z beznamiętnym wyrazem twarzy w milczeniu ustawił stalowe ramiona przed sobą, czekając na pierwszy ruch przeciwnika. Każde z ramion było gotowe w każdej chwili blokować ewentualny pocisk pajęczyny lub pochwycić kończynę zbliżającego się przeciwnika. Macki Octopusa były szybsze niż oryginalny Spider-Man, Doktor założył więc (być może na wyrost), że będą również szybsze od tego ponurego przebierańca.
Jego defensywna postawa miała oczywiście drugie dno.
Pozostałe octoboty znajdujące się blisko krawędzi dachu od strony ścian trzymały granatowego Spider-Mana na celowniku, podczas gdy wciąż duża część ich "braci i sióstr" znajdowała się przecież na dole, na chodniku. Otto nakazał pięciu octobotom z ulicy wyruszyć w górę budynku, aby mieć tu, na górze, bardziej kompletny zespół.

/// (9 spalonych, pozostało do dyspozycji 31 octobotów)
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Scarlet Spider

avatar

Liczba postów : 85
Data dołączenia : 07/07/2013

PisanieTemat: Re: Dachy w centrum   Nie Wrz 04, 2016 5:48 pm

- Nie-chcę-wiedzieć-do-czego-doprowadziło-w-Japonii-przyszłości? Now I'm curious! - Scarlet jak zwykle podchodził do tematu z rezerwą, bardziej żartobliwie. Wcześniej nie dał rady Octaviusowi, ale teraz miał kogoś do pomocy. Mógł sobie pozwolić na luźniejszą gadkę. Słysząc jednak pytanie, na co Spider-Man z przyszłości powinien uważać, Scarlet Spider rzucił tylko krótkie słowo:
- Macki. - przerwał, by za chwilę kontynuować - Uważaj na macki, są cholernie szybkie i mają niezły uścisk. Nie polecam i nie pozdrawiam, Scarlet Spider!

W tej samej chwili Pajęczy Zmysł pająka zaczął dudnić w jego głowie. Sekundy później w dole, na ulicy nastąpiła eksplozja. Krzyki ludzi od razu dały się we znaki. Kiedy już Reilly miał rzucać się w dół, by pomóc ludziom, nastąpiła kolejna eksplozja, która poprzedzona była oczywiście kłującym w głowę Spider Sensem.
- Niech Cię szlag, Otto!
Cały budynek się zatrząsł, a solidny fragment ściany zaczął spadać w dół. Ben tylko zerknął przez ramię na kolegę pająka, po czym dał nura w dół. Wyciągnął przed siebie ręce i wystrzelił siecią *thwip*, która przykleiła się do spadającego fragmenty infrastruktury. W ten sposób Reilly zamierzał przyciągnąć się do ściany, przepełznąć na jej drugą stronę i odbić się od niej, by wylądować na ulicy przed nią. Plan zakładał, że odpowiednia ilość Impact Webbingu i zwykłej sieci, która poprzyklejana do ścian innych budynków, powinna zatrzymać spadający gruz, a przynajmniej zniwelować jego siłę uderzeniową.
Scarlet znalazłszy się na dole, zaczął energicznie, nieco nerwowo, gdyż sytuacja nie była w cale sielankowa, budować za pomocą swojej sieci coś na wzór trampoliny, która miała zatrzymać lecący kawał ściany. To wymagało ogromnej ilości pajęczyny. Ben robił to tak szybko, jak tylko mógł, zważywszy na czas jaki mu pozostał. Kiedy hamak był już gotowy, Reilly czekał na odpowiedni moment, by wystrzelić swoją specjalną sieć, która trafiwszy między ścianę a próg spowalniający powinna zmniejszyć impakt uderzenia, ratując przy tym zagrożone ludzkie życia.
Gdy nadeszła ta chwila, nie oszczędzał na swoich zapasach.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Miguel O'Hara

avatar

Liczba postów : 84
Data dołączenia : 29/12/2014

PisanieTemat: Re: Dachy w centrum   Nie Wrz 04, 2016 11:56 pm

"Cholernie szybkie"? Na tyle, by przegonić mnie? To było dobre pytanie. Miggy też był szybki, piekielnie szybki - pod tym względem dominował nawet nad oryginalnym Spider-Manem. Problem w tym, że nigdy nie miał okazji o tym ostatnim się przekonać. Żył raczej w przeświadczeniu, że pod względem tej - jak i każdej innej, prawdę mówiąc - ze swych mocy, był całkowicie równy swojemu pierwowzorowi. A przecież stojący przed nim przeciwnik był jednym z najbardziej doświadczonych osób, jeśli chodzi o, między innymi, moce Petera Parkera. Shock.
Wtem, niespodziewanie, rozległa się nieopodal eksplozja.

- Co do… ? - O'Hara stał tuż przy krawędzi, więc nie potrzeba mu było wiele, aby zerknąć na źródło tego niepokojącego hałasu - szczególnie z jego dalekosiężnym wzrokiem. Co gorsza, zaraz usłyszał - a teraz także ujrzał - kolejny wybuch. I fragmenty uszkodzonego nim budynku, spadające teraz ku znajdującym się na chodniku, spanikowanym cywilom. Ock, you son of a glitch! Latynos spojrzał najpierw na Reilly'ego - który w tym momencie zeskakiwał już z budynku - a zaraz potem na głównego, wspomnianego w myślach sprawcę tej całej destrukcji.

W złości zacisnął zęby tak mocno, że gdyby nie maska, Otto z pewnością ujrzałby teraz ostre kły granatowego ze swoich pajęczych przeciwników. To była ich walka! Jego, Reilly'ego oraz Doctora Octopusa - niewinni przechodnie nie powinni mieć z tym nic wspólnego! Spider-Man przyszłości tak bardzo pragnął w tej chwili rzucić się do przodu i być może naprawdę rozszarpać gardło Octaviusa szponami... A na pewno zbić go na kwaśne jabłko. Miguela jednak nie zaślepiła jeszcze złość na tyle, by nie był w stanie racjonalnie myśleć. Gdy tylko Otto uniósł mackami gardę, w głowie Latynosa ponownie odezwała się myśl o doświadczeniu przeciwnika w walce z superbohaterami o pajęczych mocach. To nie był dobry pomysł ot tak rzucić się wprost na te szybkie i silne ramiona, na które uważać kazał mu Scarlet Spider. Czy nawet rzucić się naokoło - stalowe macki z pewnością były w stanie chronić Doc Ocka z każdej strony.

Na pewno mądrym posunięciem ze strony O'Hary byłoby wykorzystać komunikator Fantastycznej Czwórki, który miał aktualnie przy sobie - szczególnie w świetle zagrożenia dla cywili przydałaby się dodatkowa para superbohaterskich rąk. Niestety, o ile wysłanie wiadomości nie wymagało nawet uruchomienia komunikatora za pomocą dotyku, tak sama wiadomość nie mogła zostać skomponowana telepatycznie - a Otto z pewnością usłyszałby, gdyby znajdujący się przed nim Pająk zaczął wzywać pomoc i jeśli nawet by go przed tym nie powstrzymał, to z pewnością próbowałby uciec, wspomagając się detonacją ewentualnych, pozostałych ładunków wybuchowych. Miggy nie mógł tak ryzykować - jeśli chciał informować o sytuacji F4, to najpierw musiał się oddalić. Szkoda, że to nie mu przypadła rola ratowania cywilów.

Wtem Spider-Mana przyszłości olśniło. Jaka była największa siła, a jednocześnie słabość Doctora Octopusa? Jego własna egomania; jego poczucie wyższości, przede wszystkim intelektualnej, nad każdym innym bytem; mniemanie o byciu geniuszem nad geniuszami. Miguel uniósł lekko kącik ust i samemu odczuł w tej chwili to ostatnie - właśnie zrodził mu się w głowie nowy plan.

O'Hara wyprostował się nagle i rozluźnił, kompletnie porzucając bojową postawę, a także burząc tym zapewne wszelkie przewidywania, wszelkie kalkulacje Octaviusa.
- W końcu spokój od tego bitmózga, co? - zaczął, wskazując kciukiem za siebie, w przestrzeń za krawędzią budynku, jakby na Scarlet Spidera.
- Jestem Spider-Manem z przyszłości. Z końca wieku, precyzyjniej mówiąc. - Starał się ostrożnie dobierać słowa. Nie zdradzać za wiele konkretów, a jednocześnie na tyle dużo, by wzbudzić jakieś zaczątki zaufania u Otto.
- Przybyłem tu, ponieważ moje czasy zaczęły ulegać całkowitej destrukcji. Tak jakby przestawały istnieć. Tak jakby coś zmodyfikowało przeszłość i uniemożliwiło powstanie mojej teraźniejszości. Liczyłem, że znajdę pomoc u bohaterów tych czasów. Jednakże wszelkie, należące do nich wybitne umysły, albo nie zainteresowały się moim problemem w ogóle, albo po prostu odprawiły z kwitkiem, zajęte własnymi,  w a ż n i e j s z y m i - to słowo wypowiedział z wyraźną pogardą - sprawami. A kiedy ktoś w końcu oferował pomoc, to wymagającą czekania, bo dla nich priorytetem też były ich sprawy. Ratowanie ich świata. A ja nie chcę czekać, nie w takiej sytuacji. Chcę działać - mieszał fakty z delikatnymi kłamstwami, cały czas zwracając uwagę na to, czy Octavius nie próbuje mu przerwać, w mniej lub bardziej brutalny sposób. Cały czas obowiązywało gdybanie z poprzedniego posta.

- Jednakże wygląda na to, że teraz los się do mnie uśmiechnął. - A sam O'Hara uśmiechnął się do swojego aktualnego rozmówcy, starając się zrobić to na tyle szeroko, by odkształcić materiał granatowej maski.
- Doktor Otto Octavius, we własnej osobie! Nie  l e d w i e  wybitny umysł, jak Stark czy Richards, ale  n a j w y b i t n i e j s z y  ze wszystkich umysłów swoich czasów - a nawet wszech czasów! Cytuję tu historię (Otóż to, Miggy, karm jego ego).

- Kto, jeśli nie ty, doktorze Octavius; ambitny, sięgający wyżej umysł, byłby w stanie mi pomóc? Odkryć i naprawić powód tak trudnego problemu, jak znikająca przyszłość? Może to nie do końca twoja dziedzina, ale czy kogoś takiego jak ty, ograniczają własne, preferowane dziedziny (Shock, nie wierzę, że to robię)? Oczywiście, nie tylko ty pomógłbyś mi, doktorze. Ze swojej strony oferuję współpracę Spider-Mana, chociażby w znalezieniu sposobu na tego oryginalnego. Musi brzmieć kusząco, nieprawdaż? Do tego dochodzi fakt, że dysponuję szeroką wiedzą na temat technologii, która pojawi się na świecie dopiero za kilkadziesiąt lat. Ile mógłbyś zrobić, mając już teraz do dyspozycji choćby jej część? - Brzmi jak dobre argumenty? Miguel miał cholerną nadzieję, bo w tym momencie wykonał ostrożne kilka kroków w kierunku Octaviusa - zatrzymanych, jeśli ten okazałby zaniepokojenie nimi - po czym wyciągnął rękę, do uścisku.

- To jak, przekonany? - Wiele mogło pójść nie tak. W najgorszym wypadku, Otto mógł chociażby nie zrobić nic albo, co gorsza, zaatakować. Szczerze mówiąc, Latynos rozważał tą ostatnią możliwość jako najbardziej prawdopodobną. Ktoś podający się za następcę Spider-Mana śmie oferować współpracę jednemu z głównych przeciwników oryginalnego Człowieka-Pająka? Śmie splamić jego dobre imię? Nie tylko być ledwie naśladowcą, ale jeszcze deptać po tym, na czym ponoć się wzoruje? Może i Doctor Octopus był bezwzględnym szaleńcem oraz kryminalistą, ale z pewnością posiadał jakiś honor. O'Hara nie zdziwiłby się, jeśli plamą na nim byłaby współpraca z kimś takim, za kogo właśnie się kłamstwami podawał.

Jeśli jednak tego honor Octaviusa nie uwzględniał i sprytna gadka Pająka z przyszłości by go przekonała, nie znaczyło to od razu pełnego sukcesu. Doc Ock mógł po prostu opuścić gardę - i nic więcej.
Jednakże to zawsze coś, więc w takim wypadku, a także przy byciu zaatakowanym albo w przypadku ujrzenia choćby jakiegokolwiek podejrzanego, a negatywnego względem Latynosa zachowania (w razie czego, MG niech zapyta), jak i - przypominając - wtedy, gdyby Ośmiornica przerwała Pająkowi atakiem jeszcze w trakcie wywodu tego drugiego - ofensywny ruch z gdybania, z poprzedniego posta, zostałby wcielony w życie (oczywiście, bez uwzględnienia ewentualnego ruchu, nieobecnego już na dachu, Bena).

Natomiast gdyby jakimś cudem wydarzyła się ta najmniej prawdopodobna w mniemaniu O'Hary sytuacja i Otto uścisnąłby Spider-Manowi rękę… Piekielnie ostre szpony, wysunięte z powrotem w ostatniej chwili, przebiłyby skórę doktora, wbijając się głęboko w dłoń i rozszarpując ją przy każdym, szczególnie gwałtowniejszym ruchu. Spowodowany tym ból powinien wstępnie oszołomić przeciwnika o ośmiu kończynach - akurat, by przed reakcją tych stalowych, O'Hara mógł zamachnąć się wolną ręką i poczęstować nos Octaviusa uderzeniem. Nie na tyle silnym, by pozbawić go życia - ale co innego, jeśli chodzi o przytomność.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Otto Octavius

avatar

Liczba postów : 36
Data dołączenia : 24/07/2014

PisanieTemat: Re: Dachy w centrum   Wto Wrz 06, 2016 11:49 am

Otto uniósł brew. Wysłuchał w milczeniu całej wypowiedzi.
Jego serce przyspieszyło, poczuł błyskawiczny napływ gniewu i frustracji.
-Jeżeli świat przyszłości z której - jak twierdzisz - pochodzisz, czemu osobiście nie daje wiary, tworzy kolejnych klaunich sobowtórów Spider-Manowi... - wziął głęboki wdech a stalowe ramiona zadrżały w powietrzu. - to taka przyszłość w stu procentach zasługuje na unieważnienie. A ja zrobię wszystko co będzie w mojej mocy, aby ta przyszłość nigdy się nie wydarzyła. - Gdyby nie ciemne gogle można by ujrzeć w jego oczach błysk złowrogiej pasji.
-Wszystko. - powtórzył.

Przez nadajnik w uchu dał subtelnie znak octobotom znajdującym się na ulicy, w pobliżu Scarlet Spidera, aby próbowały wykorzystać jego nieuwagę, gdy będzie komuś pomagał lub gdy okoliczności zatrzymają go w jednym punkcie, aby spróbować utrafić go igłą z którąś z formuł i zaaplikować mu przygotowaną substancje.

Trzy macki wystrzeliły w stronę Miguela, trzymając go na dystans i docelowo sprawdzając jego możliwości uników. Jedna pozostała blisko Otto w linii obrony. Spodziewał się bowiem strzelających wiązek pajęczej sieci.

W głowie huczała mu ta straszliwa wizja. Otto planował zakończyć życie Spider-Mana i jego naśladowców, nie mogło mu przejść przez myśl, że w przyszłości, kiedy jego zabraknie na tym świecie pojawią się kolejni.
Czuł impuls palącego gniewu, jego wzrok skupił się całkowicie na przeciwniku w granatowym kostiumie.

Czy to w ogóle mogła być prawda? Czy rzeczywiście mógł przejść do historii jako umysł większy od tego sprytnego co prawda młodego człowieka Richardsa ale i tego drugiego - niecierpliwego, "stalowego" demagoga Starka?
Być może to właśnie powinien być jego cel w życiu, kiedy już zakończy pajęczy problem?

Kilka kropel potu wystąpiło mu na czoło.

Ramiona atakowały z dwóch stron działając z ogromną szybkością i precyzją. W miarę możliwości próbowały pochwycić Spider-Mana 2099 i uderzyć nim o podłoże, ale gdyby to nie zdawało egzaminu Doktor zadowoliłby się jakimikolwiek bądź okazyjnymi obrażeniami, które mógłby mu zadać, choćby uderzając bokiem macki lub oplatając przeciwnika w żelaznym uścisku. Oczywiście schwytanie go byłoby Octaviusowi najbardziej na rękę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3403
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Dachy w centrum   Sob Wrz 10, 2016 1:28 am

Jedno było pewne: to spotkanie prędko przerodziło się w widowisko. Właściwie można by się wręcz zastanawiać czemu Otto zdecydował się zaatakować akurat w tym miejscu - bo co prawda dawało mu to przewagę pod postacią całej masy bezbronnych cywili, ale i narażało go na pojawienie się innych bohaterów. Jego poprzednia walka ze Scarlet Spiderem odbyła się w odosobnieniu i to najprawdopodobniej dlatego nikt w nią nie zaingerował. Teraz sprawy miały się inaczej - obie strony mogły otrzymać wsparcie.
Manewr Scarlet Spidera - mający pozwolić mu zablokować spadający fragment ściany - w dużym stopniu się powiódł... Tak naprawdę wręcz w przeważającym. Główny problem polegał na tym, że już na samym początku mur nie spadał w jednym, zbitym kawałku; odrywające się od niego większe i mniejsze elementy same w sobie również stanowiły zagrożenie, choć łatwiej było ich uniknąć i istniało mniejsze prawdopodobieństwo, że kogoś zabiją. Choć Szkarłatny Pająk zatrzymał największy kawałek, to przy okazji doprowadził też do odłamania się od niego kolejnych fragmentów - i to nie raz, a kilkukrotnie. Najpierw wtedy, gdy sam się od niego odbijał, potem przy uderzeniu siecią... Deszcz drobniejszego gruzu i tak opadł na ulicę, wliczając w to zresztą samego bohatera. Pył nie był zbyt groźny, nawet jeżeli mógł dostać się do oczu cywili; to te nieco większe odłamki stanowiły zagrożenie, na szczęście tylko dla zdrowia, ale raczej nie życia.
Oczywiście nie zmieniało to faktu, że na poziomie ulicy jeszcze wcześniej pojawiło się kolejne zagrożenie - a na nie Scarlet Spider niestety nie mógł już nic poradzić, gdyż zeskoczył po prostu za późno. Gdyby nawet zareagował od razu, to pewnie i tak nie zadziałałby na czas... Wybuchy pod samochodami były wystarczająco silne, żeby wprowadzić zamieszanie, panikę - i do tego odrzuciły w różne strony znajdujących się najbliżej przechodniów. Najpewniej bezpiecznie można by było założyć, iż zostali oni ogłuszeni; nie wszyscy się podnosili, choć ciężko byłoby na odległość ocenić ich stan. Dodatkowym efektem eksplozji było zatamowanie ruchu na ulicy. Kilku kierowców musiało być na tyle zaskoczonych i wystraszonych, że zakręcili ostro - a to wbijając się w sąsiada, a to po prostu tarasując drogę.
Słowem: chaos.
Przynajmniej jedno powinno zadziałać na korzyść Pająków. Akurat w Nowym Jorku służby reagowały bardzo szybko, szczególnie wówczas, gdy dochodziło do wybuchów. Władze bały się zamachów i miały ku temu powody... Więc przybycie karetek dla rannych powinno być kwestią paru minut. Póki co natomiast część osób starała się usunąć z najbliższej okolicy, rozsądnie uznając, że przestępcy i bohaterom trzeba po prostu dać powalczyć. Niestety trafiali się i tacy, którzy nie ruszali się z miejsca - być może chcieli obejrzeć starcie, a może ze strachu nie byli w stanie uciec?
Roboty, które otrzymały od swojego pana nowe rozkazy, czaiły się na Scarlet Spidera, lecz jeszcze go nie atakowały; posłusznie czekały na moment, gdy mężczyzna się czymś zajmie, aby - zgodnie z poleceniem Octopusa - zwiększyć swoje szanse na powodzenie. Kryły się, póki co nie okazywały agresji... Ale spójrzmy prawdzie w oczy: w tej chwili pajęczy zmysł bohatera i tak co chwilę dawał o sobie znać. Z uszkodzonego budynku wciąż odłamywały się i spadały na ulicę mniejsze fragmenty gruzu, kilka samochodów płonęło, Szkarłatny Pająk nie mógł też przewidzieć czy w pobliżu nastąpią kolejne wybuchy... A do tego jeszcze dochodzili ci ranni. Tak, zdecydowanie Scarlet Spider miał co robić.
Jego towarzysz po sieci również - jak się okazało, gdy tylko Otto spełnił oczekiwania Miguela i zaatakował go mackami. Mężczyzna był na to co prawda przygotowany, ale dodatkowe kończyny Octopusa cechowała spora prędkość i zwinność. W tym momencie wyglądało na to, że ich walka będzie się toczyła na wyrównanym poziomie... Co ciekawe - i zapewne ważne dla Otto - mógł on zaobserwować, że ten Pająk najwyraźniej faktycznie poruszał się szybciej od klasycznego. Ktoś inny uznałby to pewnie za takie wrażenie, ale przecież Doctor Octopus doskonale znał możliwości swojego wroga.
Ta zaskakująca prędkość nowego Pająka nie była jedyną zauważalną różnicą. W końcu nie doszło również do popisowego numeru - ataku pajęczyną... Wszystko wskazywało więc na to, że ten Spider-Man walczył inaczej od oryginału lub przynajmniej potrafił przestawić się na inny styl.
Mimo to nie był też nieomylny. Odskoczył na bok, co okazało się błędem, gdyż macki próbowały dopaść go właśnie z obu stron. Od dwóch z nich się oddalił, ale trzecią musiał wyminąć... Co ledwo mu się udało - bo przecież praktycznie wyszedł jej na spotkanie i w związku z tym miał mało czasu na reakcję, nawet przy swoim nadludzkim refleksie. Trzymając się blisko podłoża, nie wykonując zbyt długich akrobacji w powietrzu, ale w zamian za to odbijając się od dachu częściej, Miguel był w stanie wyminąć w końcu i tę mackę...
... Ale tu rodził się problem, gdyż ostatnia chroniła swojego pana, trzymając się wiernie tuż przy nim. Z pewnością zablokowałaby bezpośredni atak, zaś w tym czasie pozostałe trzy nie próżnowały, prędko zawracając już ku Spider-Manowi z przyszłości, znów starając się go zaatakować. Jako że ten Pająk nie posiadał dodatkowego zmysłu, który ostrzegałby go przed zbliżającym się zagrożeniem, mógł się tylko zdać na te standardowe, ludzkie, nawet jeżeli wzmocnione... Oraz na własne przypuszczenia - bo przecież naprawdę nie musiał być geniuszem, aby wiedzieć, że metalowe kończyny Otto tak łatwo mu nie odpuszczą.
Być może macki osiągały do tej pory podobną do Miguela szybkość, ale miały przewagę liczebną, przez co bohater musiał dzielić pomiędzy nie swoją uwagę, a do tego jeszcze planować swoje dalsze posunięcia w stosunku do samego Octopusa. Oznaczało to, że tak naprawdę Miguel z konieczności powinien cały czas być w ruchu - bo zwolnienie albo zatrzymanie się równałoby się najprawdopodobniej spotkaniu trzeciego stopnia z przynajmniej jedną macką.
Oczywiście wszystko to zakładało, że nacierały będą jedynie ich "pyski" - a rzeczywistość okazała się mniej kolorowa. Kiedy Spider-Man zbliżył się już do Otto i zapewne rozważał jak najlepiej go zaatakować w tych okolicznościach, najbliższe mu "ciało" macki z rozpędu uderzyło w jego bok. Nie było to może tak efektywne, jak pochwycenie albo uszkodzenie przez zaciśnięcie "szczęk", ale i tak zabolało, a przede wszystkim odepchnęło Miguela w stronę drugiej macki - znów jej "ciała", a nie "głowy". Do złapania go było jednak jeszcze daleko; nie wpadł na nią bowiem bezpośrednio, wciąż mógł się przed tym uchronić poprzez złapanie równowagi albo odpowiednie manewrowanie swoim ciałem... Czyli przez to, na czym Pająki świetnie się znały.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Scarlet Spider

avatar

Liczba postów : 85
Data dołączenia : 07/07/2013

PisanieTemat: Re: Dachy w centrum   Sro Wrz 14, 2016 8:45 pm

Reilly miał kompletny mętlik w głowie. Pajęczy Zmysł dudnił tak bardzo, że o mało nie rozerwał mu od wewnątrz czaszki. Wszędzie tylko krzyki kobiet i dzieci. Wołanie o pomoc zagłuszane było przez dźwięk klaksonów i walących się gruzów. Sytuacja była beznadziejna. Był to najwyższy czas, by odpuścić i umrzeć.

Albo i nie. W większym stopniu udało mu się zatrzymać spadający gruz, ale niektóre kawałki się przedostały. Te większe, które spadały, próbował je rozbijać na mniejsze przy pomocy Impact Webbingu (Przy okazji zakrywając je siecią, by je zmiękczyć? W każdym razie, chodziło o to, żeby przy uderzeniu o cel nie wyrządziły aż tak wielkiej szkody).

Gdy wszystkie spadające kawałki, które znajdowały się w zasięgu jego wzorku zostały mniej lub bardziej zneutralizowane, Scarlet Spider rozpoczął akcję ewakuacyjną związaną z uwięzionymi w samochodach pedestrianami. Samochody od tego cziterskiego zagrania Octaviusa, a dokładniej mówiąc kierowcy, zaczęli szaleć i w przypływie emocji skręcać gdzie tylko się działo. To było wyjątkowo głupie posunięcie, ale ludzi stawieni w tak nagłej sytuacji zachowują się... Nieodpowiednio. A przynajmniej ci ludzie, którzy są w kategorii zwykłego Kowalskiego... A raczej Kołolskjego.
Podbiegłszy do skupiska takich samochód, a skupisk takowych było na pewno mnóstwo, Reilly starał się wyciągać ludzi przez przednie szyby, które zamierzał rozbijać pięściami i nogami. Oczywiście, zanim uderzył w szybę, technikami gestykulacji nakazał ludziom zakryć czymś swoje twarze lub ewentualnie schylić się i schować się po części między fotelami a deskami rozdzielczymi. W ten sposób, próbował uratować niedzielnych kierowców, którzy nie mogli sami z siebie opuścić swoich automobili, na które pewnie pracowali znaczną większą swego życia. But guess what? Shit happens.
Gdy tylko słyszał krzyk osoby wołającej o pomoc, od razu zabierał swoje zgrabne, wciśnięte w spandeks, cztery litery i leciał z pomocną dłonią. Ci, którzy zranieni zostali przez gruz/wybuch/stratowanie przez innych ludzi/skreśl odpowiednie, do tego stopnia, że nie mogli samodzielnie opuścić tej areny piekła, Szkarłatny Pająk zabierał kilkanaście metrów dalej, gdzie panował względny spokój. Względny.
Podczas swojego ratunkowego wojowania wydzierał się, by obecni ludzi jak najszybciej opuścili ten obszar. Na pewno mało kto go usłyszał, ale przynajmniej nie można było mu zarzucić ciszy. Jakkolwiek bezsensownie by to nie brzmiało.

I choć starał się jak mógł, wiedział, że jest jeszcze mnóstwo osób, które potrzebują pomocy. Gdzie w takich chwilach są inni superbohaterowie? Thordammit!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Miguel O'Hara

avatar

Liczba postów : 84
Data dołączenia : 29/12/2014

PisanieTemat: Re: Dachy w centrum   Wto Wrz 20, 2016 12:49 pm

O'Hara mógł się domyślić, że Doctor Octopus nie będzie miał najmniejszego zamiaru współpracować z jakimkolwiek Spider-Manem - nawet, jeśli taki rzeczywiście miałby mu pomóc w unicestwieniu tego oryginalnego; tego, który był największym wrogiem i na dobrą sprawę, obecnie celem istnienia Otto jako Doctora Octopusa. Miguel jednak ani myślał przyznać, że było to głupie posunięcie - nie, kiedy zauważył tę kapkę frustracji, która pojawiła się w głosie i ruchach ośmioramiennego przeciwnika. Dobrze byłoby ją wykorzystać - rozdmuchać żar i zaślepić umysł Octaviusa płomieniem gniewu. Nie było dla Latynosa pewnym, że uczyniłoby to ruchy wroga mniej przemyślanymi, ale na pewno istniało takie prawdopodobieństwo.

Ale to nie teraz. Teraz w stronę Spider-Mana przyszłości pomknęły żądne jego krwi macki - i już na wstępie zaskoczyły tym, jak szybko oraz zwinnie potrafił manewrować nimi ich właściciel. Lata wprawy, zarówno w używaniu tych stalowych kończyn, jak i w walce z Ludźmi-Pająkami wszelkiej maści; geniusz taktyczny; a przede wszystkim przewaga liczebna, jaką za pomocą dodatkowych ramion osiągał, trochę ironicznie, sam tylko Octavius - wszystko to się nakładało, kumulowało i czyniło z Doc Ocka zabójczo groźnego oponenta dla Pająka, który walczył z nim po raz pierwszy w życiu. Miguel spodziewał się, że nie będzie łatwo- ale nie, że aż tak.

Dlatego też jęk bólu - spowodowany uderzeniem w bok przez jedną z macek - poprzedzony został siarczystym, wiadomym przekleństwem z końca XXI wieku.
Miggy koniecznie musiał wpierw unieszkodliwić, albo chociaż osłabić te stalowe ramiona, jeśli chciał zająć się samym ich właścicielem. Raczej to drugie, gdyż pierwsze wydawało się być jeszcze trudniejszym w wykonaniu, niż dotychczas próbowane, bezpośrednie zaatakowanie Otto.

O głównym zasilaniu całej konstrukcji Latynos nawet nie myślał. Wprawdzie logika podpowiadała, gdzie musi być ono umieszczone - tuż przy ciele Octaviusa - ale właśnie - jeśli Spider-Manowi udałoby się tam zbliżyć, to równie dobrze mógłby skupić się na mężczyźnie, a nie na, z pewnością silnie opancerzonym, źródle zasilania jego broni.
Pojedyncze macki też były trudnym celem. To oczywiście nie tak, że O'Hara wątpił, aby jego szpony były w stanie zatopić się w stali, z której te zabójcze ramiona były wykonane - przecież metalowe kończyny były jedną z pierwszych rzeczy, które miały one okazje ciąć. Problem w tym, że kiedy Miggy odsłonił wtedy przewody, znajdujące się w centrum łydki zcyborgizowanego oponenta, w następnej chwili miał możliwość usmażyć je za pomocą jednej z broni tegoż przeciwnika - teraz takie luksusy były O'Harze niedostępne. Poza tym, macki Doc Ocka były nieco masywniejsze, tj. większe w obwodzie, niż muskularna łydka dorosłego mężczyzny.

Jednakże istniało coś, co Latynos mógł w ramionach łatwo uszkodzić. Coś, co do tej pory, w tej walce, nie było w nich nawet głównym złem; bez czego wciąż mogłyby być skuteczne i zabójcze - ale mimo to, ich brak na pewno byłby korzyścią dla Spider-Mana, a bólem dla Doctora Octopusa, chociażby z punktu widzenia morale. "Pyski".

Otto z pewnością musiał zostać zaskoczony tym, co stało się po uderzeniu ciemnogranatowego Spider-Mana.
O'Hara wbił szpony u stóp w powierzchnię dachu, na którym walczyli i szybko wygiął ciało w odpowiedni sposób, aby jak najszybciej odzyskać pełnię równowagi. Nogi pozostawił jednak zgięte, a pędu po ciosie nie zanegował całkowicie - by wykorzystać go do skoku, który nastąpił po chwili. Skoku wprost na nadciągającą mackę, tak by znaleźć się jedną nogą oraz ręką na jej "ciele", a ruch drugiej ze swoich kończyn dolnych - płynnie zamienić w atak, mający na celu odcięcie szczęk kłapiącego "pyska". Nie znalazłem nigdzie na forum opisu ich wyglądu, więc jeśli owych szczęk jest para to celem O'Hary byłoby odciąć przynajmniej jedną sztukę, a jeśli dwie pary - ofiarą padłyby dwie, najbliższe sobie szczęki. W ten sposób "głowa" tej macki powinna zostać pozbawiona możliwości chwytania czegokolwiek - przede wszystkim Pająków.

Zaraz po tym, obecny pęd wykorzystany zostałby do obrotu o sto osiemdziesiąt stopni i stanięcia na macce już obiema nogami oraz rękami.
Czekaniem na atak, Miguel sprowokowałby przeciwnika do zbliżenia pozostałych macek, po czym skoczył wprost w nie. Albo kilkoma szybkimi susami wyszedłby im na spotkanie sam, jeśli te pozostałyby w miejscu lub ramię pod stopami O'Hary zaczęłoby się ruszać na tyle intensywnie, że niemożliwym stałoby się wygodne ustanie, a zbyt ryzykownym zostanie związanym.

Samobójczy ruch? Cholernie! Ale daleki od nieprzemyślanego. Celem Spider-Mana przyszłości było teraz przeciąć "pyski" reszcie macek. Nie martwił się o to, że mógłby zostać przy tym pochwycony - ze swoją nadludzką gibkością nie powinien mieć najmniejszego problemu, by się wystarczająco wygiąć i użyć szponów wolnych kończyn. Czy to wtedy, gdy chwycone zostałyby ręce, a wolne byłyby nogi, czy to na odwrót, czy jeszcze inaczej. Nie tylko osiągnąłby tym powyższy cel, ale przy okazji się z chwytu uwolnił.
I nawet jeśli oznaczałoby to trochę bólu, przy chwycie - zysk byłby przecież ogromny.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Otto Octavius

avatar

Liczba postów : 36
Data dołączenia : 24/07/2014

PisanieTemat: Re: Dachy w centrum   Sro Wrz 21, 2016 11:39 am

Granatowy pająk z przyszłości wił się i miotał raz po raz unikając tak błyskawicznie przecież wymierzanych ciosów.
Otto obserwował w skupieniu niezwykły taniec. Nie miał wątpliwości - ten przeciwnik deklasował Scarleta w kategoriach szybkości i zwinności. Był również zauważalnie cichszy a jego ruchy w walce zdradzały pewną głęboko skrywaną bezwzględność. Nie dało się także nie zauważyć zdecydowanie lepszego przygotowania bojowego.
Ale coś nie grało, coś było inaczej. Czy to rzeczywiście był ten sam rodzaj mocy?
Octavius łamał sobie głowę, naukowa metoda przyszła z pomocą.
Najważniejsze było sformułowanie pytania. To był klucz do znalezienia właściwej odpowiedzi.

Dlaczego on jest taki szybki? I czym się różni ta szybkość od szybkości Spider-Mana i Scarlet Spidera?
Krew dudniła mu w tętnicach, w głowie szalała burza myśli.
Dlaczego on jest taki szybki? Dlaczego?
Gdy wreszcie jedna z macek utrafiła przeciwnika Doktor już wiedział, co się święci.
"Przystosowanie." - to słowo rozbłysnęło mu w głowie.
Uśmiechnął się pod nosem złowieszczo.

To jest to.
Zauważalna inność strategii bojowej Spider-Mana z przyszłości wynikała z faktu, że nie posiadał on zmysłu prekognicji. Nie widział niebezpieczeństwa zanim nadeszło.

Dał znać dziesięciu octobotom, żeby wzięły go na cel i zaaplikowały mu formułę drugą, bestializującą. Skoro rozmieszczone w różnych punktach dachu powinny mieć ułatwione zadanie utrafienia obmierzłego przeciwnika, tym bardziej, że Otto prowadził go w tym tańcu trzema śmiertelnie niebezpiecznymi, stalowymi ramionami. I mimo, iż nie było żadnej pewności, że substancja zadziała na granatowego Pająka w oczekiwany sposób, był to eksperyment wart przeprowadzenia.
Dużo ciekawsze rezultaty mógł osiągnąć ze Scarletem, skoro octoboty rozmieszczone na dole w dalszym ciągu próbują wykorzystać okazje i skoordynowanym atakiem zaaplikować mu formułę pierwszą neutralizującą, gdy coś zajmie go na chwilę w jednym miejscu. Koordynacja tego ataku miała znaczenie o tyle kluczowe, że pajęczy zmysł ostrzeże Szkarłatnego w porę. Liczy się więc to, żeby jego pierwszy unik był z góry wzięty pod uwagę. Wobec tego roboty próbują trzymać się bliżej celu aby oddać strzał z pewniejszej odległości i pod kątami, spodziewanych trajektorii uniku.

Otto nie spieszył się, trzymał przeciwnika na odległość, próby chwytania go oczywiście w dalszym ciągu miały miejsce, jednak bardziej zależało Doktorowi na poruszaniu nim w sposób, który ułatwi czyste trafienie igłą.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3403
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Dachy w centrum   Czw Wrz 22, 2016 8:19 pm

Podczas gdy na dole Scarlet Spider zajmował się rozbijaniem siecią spadającego z budynku gruzu oraz pomaganiem poszkodowanym - z których większość na szczęście była głównie w szoku lub tylko trochę poobijana, pomijając garść poważniejszych przypadków - na górze walka trwała w najlepsze i nabierała tempa.
Wskoczenie na zbliżającą się mackę nie było dla Miguela niczym trudnym; zachowywanie na niej równowagi również nie, szczególnie w sytuacji, gdy przecież Octopusowi także było na rękę utrzymywanie przeciwnika w jednym miejscu, aby dać robotom okazję do ataku. Najpierw jednak Spider-Man z przyszłości zdążył spróbować wyprowadzić własny cios - pazurami u stopy. Szpony przejechały po metalu, pozostawiając w nim rysy, wgłębienia... Lecz ostatecznie okazały się zbyt słabe, aby odciąć fragmenty macki. Być może kolejne próby w tym samym miejscu dałyby lepszy efekt?
W tym momencie do akcji wkroczyły wezwane na dach octoboty. Jako że znajdowały się nieco dalej, a macki nie dawały Miguelowi odpocząć, w pierwszej chwili roboty posiadały pewną przewagę - szczególnie w połączeniu z brakiem pajęczego zmysłu u tego konkretnego Spidera. Oczywiście nie zmieniało to faktu, że można było je zauważyć... Ale nie wszystkie jednocześnie, nie przy takim ich rozmieszczeniu. One same z kolei nie traciły czasu, tylko natychmiast wystrzeliły "pociski" z formułą bestializującą.
Miguel bez wątpienia był szybki i zwinny - ale w dalszym ciągu musiał uważać na atakujące go macki, przez co nie mógł skupić się jedynie na unikaniu nadlatujących z każdej strony obiektów. W końcu dosięgła go jedna z igieł, a zaraz po niej następna... Tyle że kostium z Niestabilnych Molekuł skutecznie je zablokował. Wyglądało na to, że najpierw dobrze byłoby uszkodzić materiał... Albo w inny sposób go usunąć.
Na poziomie ulicy natomiast sytuacja miała się akurat trochę podobnie. Scarlet Spider przenosił właśnie w bezpieczniejsze miejsce - czyli oddalone od budynku, na którego szczycie toczyło się starcie - jedną z ofiar, nieprzytomnego chłopaka przed dwudziestką i z rozciętym czołem, z którego spływała krew... Gdy roboty uznały, że mogą już bezpiecznie zadziałać. Dodatkowe obciążenie pod postacią żywej osoby - która równie dobrze mogła mieć przecież uszkodzony kręgosłup lub inne poważne obrażenia, więc nie powinna być gwałtownie poruszana - działało na korzyść octobotów. Pełne ręce, pewne ograniczenie możliwości wykonywania akrobacji... I myśli zajęte czymś innym. Lepszej okazji już by nie było.
Tak więc roboty z daleka wymierzyły do Scarleta - i wystrzeliły ku niemu formułę neutralizującą. Nie były co prawda w stanie do końca go otoczyć, nie pozwalały im na to panujące warunki, otoczenie, brak kryjówek w niektórych miejscach... Jednakże mimo to igły nadciągały ku Pająkowi z większości stron - pozostawiając mu niewiele miejsca na ucieczkę na boki. Plus był taki, że nadlatywały z pewnej odległości, nawet jeśli siłą rzeczy bardzo szybko. Minus? Choć pajęczy zmysł znów zabił na alarm, więc Scarlet Spider wiedział, że zaraz stanie się coś złego, to oczywiście nie mógł z góry przewidzieć co to dokładnie będzie.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Scarlet Spider

avatar

Liczba postów : 85
Data dołączenia : 07/07/2013

PisanieTemat: Re: Dachy w centrum   Sro Paź 05, 2016 11:29 am

Czas grał tutaj najważniejszą rolę. W sensie nie tę rolniczą rolę, gdzie farmer wychodzi zrobić to, co robi najlepiej. Scarlet starał się robić wszystko tak, jak sobie zaplanował i to tak szybko, jak tylko dawał radę. Obciążenie w postaci rannej osoby wcale nie pomagało. W sumie mógł go zostawić i ratować samego siebie, ale to byłoby out of character, nie wspominając już o tym, że później zadręczałby się do samej śmierci. Która, swoją drogą, najpewniej przyszłaby szybciej niż komornik i byłaby bardziej nachalna. A przynajmniej pukałaby ciągle do drzwi, jak napaleni Świadkowie Jechowy.

Pajęczy Zmysł szalał jak nigdy wcześniej. To nic dziwnego, skoro wszędzie dookoła działo się coś, co zagrażało życiu Bena i innych ludzi. W takich przypadkach ten zmysł był o kant tyłka rozbić, bo nie można było stwierdzić, z której strony nadejdzie atak. A Octavius na pewno się przygotował, w końcu jest Szalonym Naukowcem, duh. Oni zawsze mają w rękawie jakieś nieczyste zagrywki.
- Szybciej, Reilly, dasz radę! - pokrzepiał się w myślach, jakby to miało cokolwiek zmienić. Chociaż motywowanie samego siebie nie było takie złe ani tym bardziej głupie. Człowiek, który jest pewny siebie jest w stanie zdziałać więcej, niż osoba, która wątpi w swoje możliwości.
Odstawiwszy w końcu poszkodowanego mężczyznę, upewnił się, że wszystko z nim w porządku. Ciężko było to stwierdzić - brak czasu na właściwą pomoc i szalejące piekło po drugiej stronie uliczki uniemożliwiały odpowiednie opatrzenie rannego. Scarlet Spider odwrócił się, chcąc wrócić do tego całego bajzlu, jaki zgotował arcywróg Człowieka Pająka. Plan był prosty - uporać się jakoś z chaosem panującym na ulicy i wrócić na górę, by wspomóc Spider-Mana w walce.

Wtedy też poczuł dziwne, przeszywające uczucie. Jakby go ktoś obserwował. To uczucie poprzedzone było falą rosnącego i szalejącego Pajęczego Zmysłu, ale nijak Ben nie był w stanie zlokalizować nadchodzącego, potencjalnego zagrożenia. Szkarłatny zobaczył w ostatniej chwili lecącą w niego dziwną igłę, którą zdążył przeskoczyć i tym samym uniknąć.
- Co Ty chciałeś, dzieciaku? - zadrwił sobie, będąc w powietrzu, zadowolony z siebie, że uniknął zagrożenia. Pajęczy Zmysł znów go ostrzegł, ale było już za późno. Gdy ten się odwrócił, oberwał kolejną igłą, a później jej koleżanką, która też przyprowadziła swoich znajomych...
- Mój dzień robi się lepszy i lepszy... - wyszeptał, a później upadł na twardy chodnik.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Miguel O'Hara

avatar

Liczba postów : 84
Data dołączenia : 29/12/2014

PisanieTemat: Re: Dachy w centrum   Nie Paź 23, 2016 1:26 pm

Wcześniej Miguel przecenił swoją szybkość, teraz - ostrość własnych szponów. Świetnie. Ale nie był jeszcze gotów przyznać, że jego arogancja go w tej potyczce gubi - jakby nie patrzeć, radził sobie dość dobrze, jak na starcie z jednym z najgroźniejszych przeciwników oryginalnego Spider-Mana. Nie tylko nadal żył, ale i nawet nie odniósł żadnych, istotniejszych obrażeń. To dopiero początek walki, zauważacie? Prawda. I właśnie w trakcie tego początku, ranę odniósł już oponent O'Hary.

Bo tym można było bez wątpienia nazwać wgłębienia, pozostawione przez szpony Latynosa w stalowej macce - pierwszą z ran, odniesionych przez Doctora Octopusa w tym boju. Może i nie taką, która mogłaby narazić Otto na niebezpieczeństwo stopniowej utraty krwi, a Miguel myślał, że również nie taką, która mogłaby spowodować u rywala ból - ale ranę. Którą, nie umknęło uwadze Latynosa, zdecydowanie istniała możliwość pogłębić - i zamienić w tą bardziej pożądaną. A osłabienie zdolności chwytnej chociaż jednej z macek, uszkodzenie głównej broni Doctora Octopusa, byłoby już sporym kopniakiem dla morale - pozytywnym w przypadku Pająka i negatywnym w przypadku Ośmiornicy.

Zapewne dlatego Miggy, gdy nie powiódł się plan odcięcia fragmentu macki jednym atakiem, rzucił tylko pod nosem charakterystycznym dla ludzi 2099 roku przekleństwem, po czym działał wytrwale dalej.

Zamiast obrócić się o sto osiemdziesiąt stopni, tak jak pierwotnie planował, Latynos zdecydował się na dodatkowe dziewięćdziesiąt, ustawiając się tym samym na wprost zaatakowanej ułamek sekundy temu, stalowej "szczęki" - i trzeci, ostatni już raz wykorzystał pęd własnego ciała, znów wzmacniając nim atak szponami, teraz jednak ręki. Celem były oczywiście utworzone moment  wcześniej wgłębienia.

Kolejne chwile wyglądały podobnie - Spider-Man ciął dalej te same fragmenty metalu, wybierając szpony tej ze swoich kończyn, którą przeprowadzenie ataku było w danej chwili najwygodniejsze i bliskie sukcesu. Jednocześnie obserwował z uwagą pozostałe macki i odchylając ciało unikał ich, kiedy było trzeba - wprawdzie priorytetem dla Miguela była w tej chwili ofensywa, nie defensywa, jednakże zostanie pochwyconym czy chociaż uderzonym na pewno mocno utrudniłoby mu tę pierwszą.

Uniki bardzo ułatwiał O'Harze fakt, że głównym celem stalowych ramion wydawało się nie być teraz zadanie obrażeń Latynosowi. Zauważywszy jak bardzo ruchy macek utrudniały mu zmianę pozycji i zerknąwszy przypadkowo dwa czy trzy razy na pojawiające się na dachu octoboty, Miguel nie musiałby być geniuszem, aby zdać sobie sprawę, że Doctor Octopus coś planuje - pokręconego, gdy w tym wszystkim udział wzięły również, wystrzelone przez wspomniane roboty… igły?. Spider-Man spodziewał się prędzej pocisków laserowych - zdążył już nawet skomentować w myślach to, jak bardzo owych nienawidzi.

Za to igieł Miggy nawet nie próbował unikać. Jak to było, "do trzech razy sztuka"? Może i coraz bardziej kusił los, ale znów postanowił zaufać swoim atutom - tym razem trudnemu do uszkodzenia kostiumowi z UMF. Co się opłaciło - nie tylko dlatego, ponieważ Niestabilne Molekuły rzeczywiście zablokowały igły, ale również z tego powodu, że uwagę nieprzeznaczoną na ten atak, Latynos mógł poświęcić na kontynuowanie własnego - i być może nawet na szybką ucieczkę z macki, gdy ta w końcu zostanie odpowiednio uszkodzona. Miguel nie zamierzał w nieskończoność zwiększać ryzyka bycia złapanym, stojąc na niej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3403
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Dachy w centrum   Czw Lis 03, 2016 8:23 pm

Jedno było pewne: Octopus musiał odpowiednio przygotować te swoje igły, aby były w ogóle w stanie wbić się we wzmocnione ciało Scarlet Spidera. Jako że całkiem sporo z nich dosięgnęło swojego celu, mężczyzna otrzymał dużą dawkę przyrządzonej przez Otto substancji... Zapewne większą, niż zostało to zaplanowane. Co to dla niego oznaczało? Jak zadziała w takim wypadku formuła? Logika wskazywałaby na to, że po prostu mocniej i szybciej, ale... Jeżeli jednak nie? Dzieła szalonych naukowców bywały nieprzewidywalne. Póki co jednak mieszanka nie wywoływała przynajmniej bólu - a na inne efekty trzeba było pewnie zaczekać.
Octopus rzecz jasna nie mógł przewidzieć tego, że kostium drugiego z Pająków zablokuje igły - co oznaczało, że zaryzykował na próżno. Pazury Miguela dosięgnęły uszkodzonego elementu macki i tym razem odcięły go niemalże całkowicie, choć nie do końca. Zawisł on na cienkiej warstwie metalu, a macka natychmiast zaczęła szaleć, miotając się gwałtownie... Właściwie to nie tylko ona, bo jej siostry prędko do niej dołączyły, celując mniej więcej ku Spider-Manowi, lecz zachowując się teraz o wiele bardziej chaotycznie, nieprzewidywalnie, przez co trudniej było ich uniknąć.

***

Otto coś nam zniknął, więc tym razem daję jeszcze post, w którym staram się go jak najmniej NPCować. Jeżeli do mojego następnego mg nie wróci, to wtedy postaramy się szybko zakończyć sesję, na co mam już pewien pomysł... Który powinien odpowiadać wszystkim zainteresowanym.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Miguel O'Hara

avatar

Liczba postów : 84
Data dołączenia : 29/12/2014

PisanieTemat: Re: Dachy w centrum   Nie Sty 29, 2017 2:53 pm

Kiedy tylko metal uległ w końcu pod naporem zmasowanego ataku Miguela i część chwytaka zawisła bezradnie na resztkach uszkodzonego mocowania, co ubarwiło całą scenę szczyptą makabryczności, O'Harę ogarnęło wewnętrzne poczucie tryumfu - a to znów doprowadziło do podwyższonego morale.
Spider-Man czym prędzej zeskoczył z macki, w duchu dziękując sobie, że uwzględnił to w planie wcześniej, na zapas - w świetle chaosu, jakim stał się ruch wrogich macek. Samo zjawisko było zaskakujące - stalowe ramiona miotały się, jakby… w bólu? Nie było to jednak dla Latynosa niewyobrażalne. W jego świecie usterka była w stanie doprowadzić sztuczną inteligencję do odczuwania emocji, więc nie widział problemu w maszynie, odczuwającej ból.
Albo to ich stwórca tak bardzo związany był ze swoim dziełem, że uszkodzenie macek doprowadziło go do niekontrolowanej agresji, a przez to, do kierowanych ową agresją ruchów.

Tak czy siak, Miguel wiedział, co chce teraz zrobić. Znów mknął po dachu z zabójczą prędkością, rozmazującą jego granatowo-czerwoną sylwetkę, tak jak wcześniej skacząc na wszystkie strony bardziej horyzontalnie, aniżeli w górę, aby zbyt długim przebywaniem w powietrzu nie ograniczyć swoich ruchów. Przy tym, mężczyzna starał się uważnie obserwować poczynania rozszalałych macek nie tylko dlatego, że wymagała tego chęć nieoberwania. Miggy starał się odnaleźć w tych na pozór nieprzewidywalnych ruchach jakiś wzorzec. Bo taki musiał istnieć - było nim przecież samo wicie się z bólu.

A jeśli dodatkowo metalowe ramiona nie ustępowały w swych atakach, co więcej, stały się jeszcze bardziej zawzięte, sugerując dodatkowy wzorzec pragnienia zemsty - na taką kombinację Spider-Man miał już w zanadrzu plan. Od razu po którejś serii unikniętych ciosów, kiedy macki zajęte byłyby jeszcze zwalnianiem swojego pędu, wystrzeliłby z obu rąk po pajęczej nici, w stronę łydek samego Doc Ocka. Gdy (i jeśli) tylko sieć trafiłaby celu, O'Hara gwałtownie by za nią pociągnął - obalając przeciwnika. Jednak zamierzonym efektem końcowym wcale nie byłoby wylądowanie przez Otto plecami na twardym dachu - wręcz przeciwnie, ratunek przed tym ze strony jego stalowych kończyn. Miguelowi wydało się to logiczne, że co najmniej para z nich od razu wesprze swojego właściciela, tymczasowo stając się jego zastępczymi nogami, a przestając być bronią przeciw Pająkowi. I pozwalając temu ostatniemu na kolejny krok...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3403
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Dachy w centrum   Wto Sty 31, 2017 1:43 pm

Na tym etapie Miguel chyba spokojnie mógł przyjąć, że macki rzeczywiście wykazywały pragnienie zemsty - i to możliwie bardzo krwawej. Co ciekawe natomiast, ta uszkodzona przesunęła się teraz jakby na tyły i trzymała trochę za swoimi towarzyszkami, które zdawały się ją kryć. Na pierwszy rzut oka nie było to wcale oczywiste, ich ruchy sprawiały wrażenie chaotycznych, choć stale wymierzonych w Pająka, lecz gdyby poświęcić im trochę czasu... Tak, ta jedna z pewnością pozostawała w większej odległości. Wyglądało to trochę tak, jak odruchowa niechęć do korzystania z kończyny ze świeżo rozciętym palcem.
Oznaczało to, że Spider-Manowi tym łatwiej było znaleźć moment do ataku pajęczyną... Ale za to ta uszkodzona macka znajdowała się wystarczająco blisko, aby zablokować jedną z sieci. Kiedy Miguel pociągnął nogę Octopusa ku sobie - jednocześnie macka szarpnęła bohatera w przeciwną stronę. Zaraz potem oparła się za Otto, aby pomóc mu odzyskać równowagę, podczas gdy jedna z przednich zajęła się tym samym.
Nie był to koniec atrakcji, gdyż w tym właśnie momencie rozległa się kolejna seria eksplozji - blisko, ale z pewnością przynajmniej parę metrów niżej... Przy sąsiednim budynku. Roboty Octopusa musiały rozstawić następne ładunki, te zaś uszkodziły ścianę budowli i posłały w dół deszcz mniejszych i większych odłamków. Na dole natychmiast rozległy się krzyki... A Scarlet Spider coś nie dawał znaków życia.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Miguel O'Hara

avatar

Liczba postów : 84
Data dołączenia : 29/12/2014

PisanieTemat: Re: Dachy w centrum   Wto Sty 31, 2017 3:17 pm

Nie można powiedzieć, że bycie pociągniętym za własną sieć było dla Miguela niefortunne - zbliżenie się do Octopusa było kolejnym krokiem, jaki O'Hara planował wykonać, więc na dobrą sprawę, stalowe ramię tylko mu w tym pomogło.
Dlatego też Spider-Man puścił tę pajęczą nić dopiero po szarpnięciu, kiedy już jego ciało mknęło ku przeciwnikowi. Drugą natomiast, którą udało mu się wykorzystać do wytrącenia Doc Ocka z równowagi, trzymał mocno cały czas - by w trakcie lotu złapać ją w punkcie, od którego nadal była napięta, a następnie kolejny raz pociągnąć z całej siły. Miało to na celu przybliżyć mężczyzn do siebie nawzajem i tym samym przyspieszyć moment, w którym ten o meksykańsko-irlandzkich korzeniach będzie mógł przejść do ostatecznego ruchu.

W tym nie przerwały mu nawet eksplozje, ponieważ Scarlet Spider i Spider-Man przyszłości nie dysponowali żadnym środkiem komunikacji, który podpowiedziałby drugiemu, że z pierwszym stało się coś złego. Bez odpowiedniego urządzenia na wyposażeniu obu mężczyzn, magicznych efektów pajęczych więzów czy miłosnej telepatii, nieświadomy niczego O'Hara zakładał po prostu, że ciągła nieobecność Bena spowodowana jest nieprzerwanymi obowiązkami na dole. Także tymi nowymi, które pojawiły się przed chwilą.

Inna rzecz, że kolejny atak na Bogu ducha winnych cywilów wcale nie został przez Miguela całkowicie zignorowany. Wręcz przeciwnie, wzmocnił siły Latynosa o te, spowodowane pojawieniem się gniewu.
Kiedy dystans między Spider-Manem a Doctorem Octopusem zaczął zbliżać się do wystarczająco małego, wielka była pokusa, aby zakończyć to wszystko odpowiednio wymierzonym atakiem szponami. Powstrzymać raz i na zawsze Doc Ocka przed sianiem terroru i śmierci. O'Hara nie był jednak mordercą. Taką przynajmniej miał nadzieję.

Zacisnął więc mocno pięść i kolejny raz spróbował powalić ośmioramiennego przeciwnika na deski potężnym, pozbawiającym przytomność ciosem prosto w twarz. No chyba że z jakiegoś powodu znalazłby się do czasu tej próby w pozycji, w której łatwiej i efektywniej byłoby zaatakować inną częścią ciała, na przykład stopą czy kolanem - wtedy Miguel odpowiednio by się dostosował.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3403
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Dachy w centrum   Pią Lut 03, 2017 1:34 pm

Octopus może i się do Miguela zbliżył, jednakże jego macki na bieżąco odpowiednio się wydłużały, skracały i płynnie przemieszczały, aby utrzymywać pasujące im pozycje. Wyglądało na to, że już mniej więcej doszły do siebie po ostatnim ataku szału, choć ta uszkodzona w dalszym ciągu trzymała się z tyłu.
Kiedy zaś Spider-Man skupiał się na swoim przeciwniku i szykował się do zadania mu - być może kończącego akcję - ciosu, jedna z dodatkowych kończyn Otto uderzyła po skosie z góry i zarazem od tyłu - mocno, z rozpędu, przerywając tym samym "lot" Pająka i strącając go na powierzchnię dachu, brzuchem w dół, czyli napierając na jego plecy. Trafiła akurat między łopatkami... I oparła się na Miguelu, podczas gdy Octopus odzyskiwał równowagę i stawał na równe nogi, a jedna z wolnych macek zadbała o zerwanie łączącej mężczyzn sieci.
Nim jeszcze Pająk czy Ośmiornica zdążyli podjąć następną akcję, okolicą wstrząsnęła kolejna fala wybuchów... Dosłownie, bo nawet ich budynek to odczuł. A może to właśnie na nim znajdowały się te ładunki? Tak, najwyraźniej tak. Co więcej, te eksplozje zdawały się potężniejsze od dotychczasowych i nagle dach stał się o wiele mniej stabilny... I poziomy. Jego powierzchnia zaczęła pękać, szczególnie od strony jednego z dłuższych boków - i to właśnie w tym miejscu dach się obniżał.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Miguel O'Hara

avatar

Liczba postów : 84
Data dołączenia : 29/12/2014

PisanieTemat: Re: Dachy w centrum   Sob Mar 18, 2017 3:06 pm

- Ugh! - jęknął z bólu Miguel, kiedy zamiast Doc Ocka, na deski powalony został on sam. Cudownie. Po prostu…
- … shock! - O'Hara przeklął swojego przeciwnika, a jednocześnie i całą sytuację, z trudem przełykając gorycz porażki; kolejne, uderzające w wybujałe ego mężczyzny, niepowodzenie. Z drugiej strony - Miggy, naprawdę myślałeś, że tak łatwo go znokautujesz?

Jednocześnie, przekleństwo było próbą odreagowania bólu - który po samym uderzeniu z jednej strony i zderzeniu z drugiej był dotkliwy, a na tym się niestety nie skończyło, bo Otto bardzo mądrze postanowił przedłużyć cierpienie Pająka opieraniem na nim ciężaru jednej z macek.

Jednak mimo bólu i bycia w pewnym stopniu unieruchomionym, Spider-Man musiał działać dalej - gdyż, jak się chwilę później okazało, cena za błędy miała wzrosnąć.
- Nie… - Nie dowierzał w następny ruch Octopusa. W akt czystego terroru, jakiego Otto podjąć się musiał najwyraźniej dla samej zasady - bo na co byłby mu teraz element odwrócenia uwagi, i to tak silny? Przecież chwilę temu zagórował nad swoim oponentem w pojedynku.

Miguel instynktownie zacisnął pięść. Miał cholerną nadzieję, że odpowiednie z nowojorskich służb w porę zareagowały i zmierzający do zawalenia budynek został wcześniej z powodzeniem ewakuowany - i że drugi z Pająków wykonał swoją robotę, tam na dole, lepiej. W przeciwnym wypadku, jeśli Doctor Octopus doprowadziłby teraz, tutaj, do śmierci niewinnych ludzi, O'Hara przysiągł w duchu, że znalazłby sposób, aby w końcu z powodzeniem zadać mu ostateczny cios - jednak kończący już nie tę jedną walkę, lecz całe życie tego śmiecia.

Jeśli pozwalała na to pozycja, Spider-Man wystrzelił szybko kilka pocisków z pajęczyny w stronę (najlepiej twarzy) Doc Ocka, by zapewnić choć krótki element dystrakcji. Zaraz po tym przycisnął ręce do podłoża tak, jakby miał zamiar spróbować się podnieść, walcząc z siłą macki - jednak zanim to rzeczywiście zrobił, mruknął cicho:
- Herbie. - Tym samym uruchamiając komunikator Fantastycznej Czwórki, który zabrał ze sobą na tę przyjemną wycieczkę.
- Doctor Octopus i walący się budynek w mojej lokalizacji. Potrzebuję jak najszybszej pomocy. - Obecną pozycją, z rękoma wokół głowy, próbował uniemożliwić wspomnianemu przeciwnikowi dokładne usłyszenie tego komunikatu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3403
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Dachy w centrum   Nie Mar 19, 2017 3:27 pm

W reakcji na wystrzeloną pajęczynę, Octopus odruchowo zakrył twarz przedramieniem, jednocześnie przesuwając jedną z macek tak, aby wyłapać chociaż część sieci; z większością mu się udało, ale pierwszy taki pocisk rozbił się na jego przedramieniu. Efekt nie był może powalający, ale przynajmniej na krótką chwilę go zajął - czyli stało się właśnie to, na co liczył Pająk.
Herbie natomiast, jak to sztuczna inteligencja, praktycznie natychmiast zareagował na wezwanie. Nie pytał o dokładne położenie Spider-Mana, czyli najwidoczniej sam potrafił go namierzyć - a to już trochę przyspieszało sprawę. AI rzuciło tylko krótko:
-Robi się- i po tych słowach - albo jeszcze w trakcie ich wypowiadania? - zabrało się do roboty. Być może zamierzało sprowadzić tylko kogoś z Fantastycznej Czwórki, a może mogło sobie pozwolić na zaangażowanie również innych bohaterów... To miało się dopiero okazać.
Siłowanie się z opierającą się na plecach macką mogłoby być dla Miguela trudne - a jednak poszło mu zaskakująco łatwo... Głównie dlatego, że w pewnym momencie nacisk sam zelżał, niestety mniej więcej w tym samym czasie, gdy pęknięcia na dachu dotarły już do miejsca, w którym znajdował się Pająk. Metalowe kończyny Octopusa prędko się wycofały, zabierając go ku przeciwnej, stabilniejszej krawędzi dachu, najprawdopodobniej po to, aby oszczędzić mu upadku z wysokości - o ile by do niego w ogóle doszło.
Jeszcze zanim jednak wolny teraz Spider-Man się podniósł, dach pod nim zaczął pękać na dobre - załamywać się, sprowadzać mężczyznę w dół, prosto na więcej gruzu, który również pozostawał w ruchu.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Sam Wilson

avatar

Liczba postów : 61
Data dołączenia : 15/08/2014

PisanieTemat: Re: Dachy w centrum   Wto Mar 21, 2017 12:45 am

Powrót do wieży Avengersów przebiegał dosyć spokojnie, dlatego Sam nie śpieszył się z powrotem do siedziby, a nawet postanowił zrobić jeszcze kilka okrążeń nad NY.
Kiedy tak, leciał nagle zobaczył coś z oczu Winga.
Była to walka dwóch osób z czego jedna była bardzo podobna do Spider-mana, ale w trochę innym kostiumie, a za to druga to facet z kilkoma metalowymi mackami.
Sytuacja nie była zbyt ciekawe, a szczególnie że ten drugi bardzo dawał w kość pajęczakowi.
Falcon postanowił lecieć z pomocą w tamtym kierunku, a w między czasie zobaczył jak jedna z macek człowieka-ośmiornicy jest jakby uszkodzona co może być bardzo przydatnym słabym punktem, dlatego postanowił zajść go od tyłu i strzelić ze swojej broni w uszkodzoną mackę.
Oczywiście, gdy już był prawie na miejscu sprawa się trochę skomplikowała, ponieważ po serii wybuchów budynek zaczął się walić i pająk zaczął spadać przez zniszczony dach.
Wilson w takim przypadku zmienił plan i ruszył bezpośrednio w stronę Spider-mana, i gdy ten już był blisko zderzenia ze stertą gruzu Sam zdołał go złapać za rękę i podlecieć z nim ponad walący się strop.

- Witaj. Może, przyda cię mała pomoc? - powiedział do pająka, trzymając go za rękę po czym po raz kolejny połączył się z Red Wingiem, żeby sprawdził skąd dobiegały te wybuchy.
To co zobaczył nie wyglądało najlepiej.
Jakieś cyborgi, albo roboty zaczęły podkładać materiały wybuchowe i to dosyć zaawansowane technologicznie, a służby policji niestety nie zbyt radzili sobie w takim wypadku.

- Wing, szukaj czegoś co może nam się przydać w powstrzymaniu ich. Postaram dołączyć do ciebie jak najszybciej. - przekazał Red Wingowi po czym znowu zwrócił się do Spider-mana.

- Jestem Sam Wilson z Avengers, ale mówią na mnie Falcon. Jestem tu by pomóc, ale powiedz co się wydarzyło i co to za koleś, z którym walczysz? - zapytał jednocześnie odstawiając go na pobliski budynek, który jeszcze się nadawał, żeby na nim stanąć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ant-Man

avatar

Liczba postów : 28
Data dołączenia : 08/05/2016

PisanieTemat: Re: Dachy w centrum   Wto Mar 21, 2017 7:58 am

Huk rozerwał miejski gwar Nowego Jorku. Niektórzy ludzie odwrócili tylko głowę w stronę jego źródła, inni wyciągnęli komórki, by nagrać chmurę pyłu i dymu, jaka unosiła się nad miejscem, gdzie miał miejsce nagły wybuch. Ci, którzy krzyczeli najpewniej byli przyjezdnymi – uznał Scott, ściskając w ramionach wypakowaną po brzegi puszkami Campbella papierową torbę z 7’Eleven. Zakupy obiadu na cały tydzień (każdego dnia inna zupa) ciążyły mu w dłoniach, świat naokoło dochodził do siebie po eksplozji, a on sam rozważał, co powinien zrobić.
(Krem grzybowy, zadecydował. Naprawdę miał na niego ochotę.)
Nie dane mu było jednak nacieszyć się wizją zupy parującej znad nadgryzionego przez rdzę i kilka nieudanych eksperymentów kuchennych garnka. W jego słuchawce odezwał się naznaczony elektronicznym szumem głos, który rozwiał tajemnicę fajerwerków, trzęsących Nowym Jorkiem.
- Jasne, jasne, zajmę się tym – odparł do komunikatora, po czym zacisnął usta i przymknął powieki.
Zwabione myślami mrówki wypełzły z załamań chodnika, formując przed nim małą, godną Imperium Rzymskiego armię. Ant-man porozdawał im spokojnie puszki, jedną za drugą i przykazał, pod jaki adres mają je zanieść. Mając już pewność (przynajmniej częściową), że zdobyte z wielkim poświeceniem zapasy dotrą do domu, Lang był gotowy zająć się problemem, jaki spadł na jego głowę.
Tylko dlatego, że wyszedł na zakupy. Jak zawsze. W tej materii w życiu Scotta niewiele się zmieniło.
Kiedy dotarł na miejsce przywitał go obraz nędzy i rozpaczy.
(Czyli normalny poniedziałek w każdej innej części miasta, nie będącej Manhattanem.)
Kurzawa po wybuchu nie zdążyła jeszcze do końca opaść, jej drobinki wirowały w powietrzu i choć dla większości osób nie stanowiły zagrożenia, to balansującemu na skrzydlatej mrówce Ant-manowi sprawiały nie lada wyzwanie. Przynajmniej z oddali zobaczył już znajomą sylwetkę z rozpostartymi skrzydłami. Falcon najwyraźniej także usłyszał wezwanie albo po prostu był w pobliżu. To dobrze, bo drugiej osoby, odzianej w nieśmiertelny, superbohaterski spandeks, Scott nie kojarzył. Podobnie jak ich przeciwnika, który był najwyraźniej fanem japońskiej strony Internetu.
- No cześć – powiedział do komunikatora, podlatując wystarczająco blisko pozostałej dwójki superbohaterów. – Mam nadzieję, że nie spóźniłem się na imprezę. Odebrałem wezwanie i też chętnie posłucham. Nie krępujcie się. Jeśli trzeba mogę powyrywać kilka kabelków naszemu fanowi owoców morza.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Miguel O'Hara

avatar

Liczba postów : 84
Data dołączenia : 29/12/2014

PisanieTemat: Re: Dachy w centrum   Nie Kwi 02, 2017 9:45 pm

Miguel mimo wszystko próbował się podnieść, motywowany do waleczności grzechami Doc Ocka, jednak niestabilny grunt zbyt mu to utrudniał, wręcz uniemożliwiał; próbował też znaleźć wzrokiem jakiś punkt, o który mógłby zaczepić się pajęczyną, przy jednoczesnym braku ryzyka oberwania od Octopusa - i tu pojawiła się nadzieja, choć nie w samym punkcie. Falcon, z The Avengers… ? Shock, to było naprawdę szybkie, dzięki Herbie. Widząc, że zbliżający się Mściciel planuje go złapać, Spider-Man schował na wszelki wypadek szpony u rąk i ustawił się tak, aby mu to ułatwić. A następnie pozwolił zabrać się na sąsiedni budynek.

- "Co to za koleś"… ? - zacytował Miguel z niedowierzaniem, patrząc najpierw na Falcona, a następnie na Scotta, którego głos nagle również usłyszał. Zaskakującym dla tego drugiego mogło być, jak szybko i bez najmniejszego problemu Spider-Man go dostrzegł, mimo obecnych, małych rozmiarów balansującego na mrówce superbohatera - ale ewentualne zainteresowanie tą kwestią musiało poczekać, bo O'Hara zaraz kontynuował:
- For shock's sake, wspomniałem o tym w komunikacie do Herbiego. Doctor Octopus - egomaniak, szalony naukowiec, specjalizujący się między innymi w konstrukcji robotów. - Cztery mechaniczne ramiona oraz bezwzględność na poziomie gotowości do terroryzmu Pająk pominął, choć nie tyle ze względu na ich bezpośrednią widoczność co na to, że nie czas było teraz na sarkazm, opierający się na ów widoczności. Liczyła się każda sekunda, dlatego Miguel starał się streszczać.
- Próbował wykorzystać je - małe, ale liczne - w walce ze mną. Być może to również one odpowiadają za eksplozje. Tych było kilka serii, ostatnia skupiona na tym walącym się teraz budynku. - Po ostatnim zdaniu Spider-Man z przyszłości zwrócił się bezpośrednio do Ant-Mana:
- Umiesz kontrolować rozmiar swojego ciała. Myślisz, że dałbyś radę powiększyć się na tyle, aby móc jakoś powstrzymać całą konstrukcję przed zawaleniem? Albo chociaż wesprzeć sytuację na samym dole? - A następnie do Falcona:
- Ty i ja powinniśmy spróbować powstrzymać Doc Ocka, zanim ucieknie.

Miguel przystanął już nawet na krawędzi budynku, jednak jak się okazało, po to aby omieść ulice w dole spojrzeniem.
- Od samego początku był ze mną jeszcze jeden Człowiek-Pająk, Scarlet Spider. Próbuję go wypatrzeć - oznajmił.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Dachy w centrum   

Powrót do góry Go down
 
Dachy w centrum
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 4 z 5Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5  Next
 Similar topics
-
» Centrum papirusu
» Centrum Zakazanego Lasu
» Pomieszczenie Główne
» Centrum dowodzenia kryptonim "Polana"
» Centrum monitoringu

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Midgard :: Stany Zjednoczone Ameryki :: Nowy Jork-
Skocz do: