Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Kwatera Amelii

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Amelia Stein

avatar

Liczba postów : 230
Data dołączenia : 11/09/2014

PisanieTemat: Kwatera Amelii   Nie Lip 12, 2015 3:50 pm

Przestronne pomieszczenie w którym dziewczyna odpoczywa między misjami i treningami.  Składa się właściwie z czterech niewielkich połączonych ze sobą pokoi.  Zaraz po wejściu trafia się do czegoś co można by nazwać salonem. Znajduje się tam niewiele sprzętu, jedynie kanapa, miękki fotel i całkiem spora biblioteczka z książkami. Na przeciw zestawu wypoczynkowego jest wielki panel służący za okna na którym zazwyczaj widać krajobraz leśny. jedna ściana, ta na przeciwko okna jest ciemno szara, dwie pozostałe są także szare ale o parę odcieni jaśniejsze. Na lewo od drzwi znajduje się przejście do części sypialnej. Po zejściu po dwóch niskich schodkach trafia się do pomieszczenia z łóżkiem i to właściwie całe wyposażenie pokoju nie licząc kolejnego panelu służącego za okno.Tu jednak widać zazwyczaj po prostu kosmos. Tu ściany są fioletowe i pięknie komponują się z czarnogranatową pościelą. Po prawej stronie łózka znajduje się przejście do łazienki i jeszcze jednego pomieszczenia - niewielkiego pokoiku ze świeżą ziemią, gdzie dziewczyna zamyka się gdy potrzebuje zasnąć snem swojego ludu. Łazienka nie jest wielka. Znajduje się tam  wanna z prysznicem , toaleta, toaletka ze zlewem i dużym lustrem. I to właśnie tutaj w jedną ze ścian wbudowana jest szafa, w której Amelia trzyma wszystkie swoje rzeczy. Łazienka jest najjaśniejszym pomieszczeniem kwatery- beżowo białym z niewielkimi akcentami brązu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Amelia Stein

avatar

Liczba postów : 230
Data dołączenia : 11/09/2014

PisanieTemat: Re: Kwatera Amelii   Sro Lip 15, 2015 9:02 pm

Nie potrafiła ukryć rozbawienia na widok zdziwionej miny wilka. Widać było, że nie bardzo wiedział co się dzieje i o co chodzi. Gdy nieco minęło jej rozbawienie miną obecną na pysku nowego znajomego zaczęła się zastanawiać czy czasem nie zrobiła czegoś źle lub przynajmniej niewłaściwie. Może nie powinna tak po prostu wskakiwać Nat'owi na kolana...
Jeszcze bardziej zmieszała się widząc niezrozumienie na pyszczku Rina gdy wyciągnęła do niego dłoń na powitanie. Opuściła dłoń niepewnie jeszcze zanim Nat chwycił ją. Dopiero słowa starszego z wilków wyjaśniły jej o co chodzi. Uśmiechnęła się z wyraźną skruchą.
-Przepraszam. Dopiero się uczę.
Wytłumaczyła się przepraszając jednocześnie. Będzie musiała zapamiętać, żeby nie wyciągać dłoni na powitanie.
Lekko przekrzywiła głowę na bok uśmiechając się wciąż z tym przepraszającym wyrazem twarzy.
Słysząc pytanie Rina uśmiechnęła się szerzej i wyprostowała. Już chciała udzielić mu odpowiedzi i uspokoić, gdy wyprzedził ją Nat. Kiwnęła głową na potwierdzenie słów wilczka.
-Spokojnie. Po prostu bardzo mnie ciekawicie. Na mojej planecie nie ma takich istot jak wy. Fascynujecie mnie.
Wytłumaczyła z uśmiechem. Nie kryła swojej fascynacji stworkami. Podczas swoich badać sprawdzała nie tylko gdzie pogłaskać, żeby zamerdali ogonami, ale też gdzie mogą mieć słabe punkty i czym różnią się w szczegółach od ziemskich zwierząt, które przypominają. Poza tym lubiła sprawiać przyjemność, a jak się wydaje sprawiała stworkom przyjemność podczas swojego " badania".
Zmarszczyła lekko zaskoczona brwi, gdy Nat podniósł ją i postawił obok. Spojrzała na niego z lekką irytacją.
" Wystarczyło powiedzieć. Wstałabym", pomyślała z przekąsem, ale po chwili uśmiechnęła się, kiwnęła głową i pomachała wilczkowi na do wiedzenia.
Nat minął się w przejściu z innym samcem. Am spojrzała na nowego wilka z wyraźnym zaciekawieniem. Był większy od pozostałych które do tej pory spotkała i ogólnie wydawał się silniejszy i przez to całkowicie czarne ubarwienie- mniej przyjazny. Pozory mogą jednak mylić więc Am po prostu uśmiechnęła się i nauczona doświadczeniem sprzad paru chwil skinęła wilkowi na przywitanie głową z szerokim uśmiechem. Przyglądała się mu przez chwilę gdy rozmawiał z Rin'em. Szczególnie interesowały ją jego tatuaże.
Widząc jak Rin pędzi zaśmiała się cicho i krótko kręcąc lekko głową i pomachała mu na do widzenia tak jak wcześniej jego bratu.
-Tak, miło cię poznać Hurasie
Ponownie skinęła głową, po czym zdziwiona zmarszczyła brwi przekrzywiając lekko głowę.
-Mojej kwatery...?
powtórzyła pytająco w lekkim niedowierzaniem, ale po chwili zaśmiała się mrużąc oczy.
-Chyba nie powinnam się dziwić. Tu wszystko jest zorganizowane lepiej niż w szwajcarskim zegarku.
Znów lekko przekrzywiła głowę, tym razem w wyrazie rozbawienia.
-Prowadź więc
Mówiąc to ruszyła do wyjścia, a dalej dała się prowadzić wilkowi.
-Mogę ci zadać parę pytań?-zaczęła cicho podczas podróży - ciekawią mnie wzory na twoim futrze. wyglądają jak tatuaże, ale na futrze a nie skórze. To dzieło magii lub nauki czy może jakaś cecha wrodzona? No i... jakie mają znaczenie? Też jesteś komandosem jak Rin i Nat? Będę mogła cię "zbadać"? Tzn. czy będę mogła...hm... bliżej przyjrzeć się tym wzorom później może jak znajdziemy się w mojej kwaterze lub jeśli masz coś do zrobienia kiedy indziej przy okazji?
Zadawała pytania jedno po drugim, jednak nie zasypywała nimi wilka. Czekała aż odpowie na jedno i wtedy zadawała kolejne. Na rozmowie zszedł im ten spacer. Wreszcie doszli pod jakieś drzwi, które rozsunęły się gdy tylko podeszli bliżej. Amelia dygnęła lekko przechodząc obok wilka . Ledwie postawiła stopę za progiem pomieszczenie zostało rozświetlone. Dziewczyna stanęła i uśmiechając się coraz szerzej rozglądała się po swojej kwaterze. Było tu właściwie wszystko tak jakby sama urządzała pomieszczenie.
- Ładnie tu, dziękuję
Zwróciła się w eter wchodząc głębiej. Dopiero teraz zauważyła przejście. Pobieżnie obejrzała kwaterę szczególnie ciesząc się widokiem łazienki i pomieszczenia z ziemią. Szybko jednak wróciła i gestem zaprosiła Hurasa do środka. Jeśli wszedł poprosiła by poczekał chwilę a ona poszła do łazienki się umyć, bo algi i sól krystalizująca się na jej włosach i ubraniu irytowały ją. Szybko się umyła, a właściwie wzięła prysznic podziwiając technologię dzięki której brud spłynął z niej niemal natychmiast. Chwilę zajęło jej znalezienie szafy, gdy ją znalazła przebrała się szybko i wróciła do salonu i usiadła na kanapie. Jeśli Huras czekał spytała ponownie czy może przeprowadzić swoje badanie, jeśli nie po prostu rozłożyła się i podziwiała obraz na panelach.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1414
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Kwatera Amelii   Czw Lip 16, 2015 8:51 pm

NPC Storyline - Huras


Czarnofutry wilk szedł obok karpatianki, zerkając na nią co jakiś czas, a raczej musząc do tego spuścić trochę łeb. Przyzwyczaił się, że należał do większych, wyższych... niemniej jednak pierwszy raz spotkał kogoś tak... małego... jak na jego standardy. Sama jednak krótka podróż przebiegała spokojnie, na rozmowie. Amelia widać miała w sobie nieskończone pokłady ciekawości co do otaczającego ją tutaj świata. Zaczęła więc zadawać pytania. A raczej wpierw rzuciła pytaniem czy może zadawać pytania. Potem po prostu zaczęła je zadawać. Rozpoczęło się od jego wyglądu, a dokładniej znaków na jego ciele. Wilk spojrzał na chwilę w dół na swe futro, potem na swą rozmówczynię i od razu wziął się za odpowiedź.
-To moja cecha, powiązana z magią, moją mocą. Te wzory są pewnym oznaczeniem mnie, wśród mego ludu z północy. Mój los został mnie odgórnie narzucony, a ja ukształtowałem przebieg mego życia.
Zaczął od krótkiego wyjaśnienia na temat wzorów na swym futrze. Później, spoglądając przed siebie i dalej idąc obok kobiety, kontynuował swą wypowiedź.
-Jestem żołnierzem, komandosem tak jak... Natvakt oraz Tsarin. Choć nie miałem tak wspaniałej kariery jak oni, to ostatecznie skończyłem tutaj.
Odparł, a na kolejne pytanie... postawił uszy pionowo i spojrzał na nią zdziwiony.
-Zbadać...? Jesteś lekarzem czy...? Nie mam nic przeciwko, jednak nie rozumiem co masz na myśli.
Zapytał po prostu nie rozumiejąc co pod owym badaniem się kryło. Nie słyszał bo ona była jakimś lekarzem. Z drugiej strony mogła być ciekawa innego gatunku i bardzo otwarta. Densorini sami w sobie byli otwartą rasą, jednak to pytanie go nieco... wytrąciło.
W końcu znaleźli się w kwaterze karpatianki. Huras zaczekał, aż kobieta sama zaprosi go do środka. Skinął jej łbem gdy usłyszał, że ma poczekać kiedy to ona weźmie prysznic i w międzyczasie sam rozejrzał się po kwaterze. Każdy pokój na tym okręcie był bowiem inny, przystosowany do tego kto miał z niego korzystać. Najwięcej uwagi przykuł mały pokój z ziemią. Po co jej ziemia? Zamierzała tutaj coś hodować?
Wilk wstał i odwrócił się, jak Amelia wyszła z łazienki. Kobieta pokręciła się, a następnie usiadła na kanapie. Po tym padło ponownie pytanie czy mogłaby go zbadać. Biorąc pod uwagę gdzie byli to raczej krzywdy mu nie zrobi. Do tego wydawała się bardzo miła. Niech straci. Huras pokiwał łbem twierdząco, a następnie podszedł do kanapy i usiadł obok Amelii, opierając się plecami na oparciu i układając ręce wzdłuż własnego ciała, dając jej nieskrępowany dostęp do siebie. Początkowo zastanawiał się czy nie powinien stać, niemniej jednak różnica w ich wzroście sprawiła, że dziwnie by się czuł, zupełnie jak by była niewolnicą. Densorini nie lubili gdy ktoś nad kimś "górował", gdy ich relacja nie była czysto przyjacielska.
W dotyku, futro wilka było miękkie, ciepłe oraz przyjemne. Jego skóra była natomiast twarda niczym smocze łuski, choć sama w sobie przyjemna w dotyku oraz ciepła. Przy nacisku, Am mogła mieć jednak wrażenie, jak by badała kogoś kogo ciało rzeczywiście pokrywając łuski, a nie skóra. Nie dało się niczego "wgnieść" czy "odkształcić" jak to zazwyczaj da się zrobić z ciałem zwykłego śmiertelnika, po prostu powodując nacisk na dany element ciała, mięsień, skórę. Z tym samcem najwyraźniej to tak nie działało.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Amelia Stein

avatar

Liczba postów : 230
Data dołączenia : 11/09/2014

PisanieTemat: Re: Kwatera Amelii   Czw Lip 16, 2015 10:23 pm

Amelia już powoli przyzwyczajała się do tego, że by z kimś porozmawiać musi nadwyrężać kark i bardzo mocno zadzierać głowę. Mogłaby też co prawda z pomocą telekinezy unieść swoje ciało odrobinę tak by wyrównać poziomy spojrzenia między sobą a rozmówca, jednak to znów wiązało się z utratą energii. Niewielką co prawda, ale przy dłuższym "lewitowaniu" dziewczyna mogła by jednak odczuć negatywne skutki w postaci osłabnięcia i zmęczenia. Zupełnie jak człowiek gdy przez długi czas musi nieść nawet niewielki ciężar. W końcu niesiony przedmiot mimo niewielkiej wagi zacznie ciążyć.
Tak więc jeśli w magiczny sposób nie urośnie jeszcze o jakieś pół metra co by nie robiła rozmowy z nowymi znajomymi będą fizycznie uciążliwe tak dla niej jak i stworków, które przecież też musiały spoglądać mocno w dół podczas rozmowy z nią. Tak jak właśnie robił to Huri. Tak dla niego także wymyśliła zdrobnienie. Inaczej nie byłaby w stanie zapamiętać tych wszystkich imion, które były dla niej dodatkowo trudne w wymowie. Już zaczęła planować poproszenie kogoś by nauczył ją rodzimego języka stworków. Może dzięki temu szybciej i łatwiej zapamięta ich imiona. Na wypadek gdyby komuś nie odpowiadało zdrobnienie. W każdym razie biedny wilczek ze względu na swój wzrost, chyba spory nawet na standardy załogi spoglądał podczas tego krótkiego spaceru i rozmowy na Am z góry. Trochę to dziewczynę krępowało. Stąd na jej policzkach pojawił się lekki rumieniec. Nie zwracała jednak na to uwagi skupiając się na rozmowie.
Słuchała uważnie odpowiedzi na swoje pytania kiwając czasem głową lub marszcząc lekko brwi w wyrazie zastanowienia.
-Czyli wzory powstały magicznie i są wyrazem twoich mocy?-upewniła się czy dobrze zrozumiała- a co to za moce?-dopytywała dalej nie kryjąc swojej ciekawości, bo i po co? Niech wiedzą w co się wpakowali sprowadzając na pokład najbardziej ciekawską istotę na ziemi. Bo Amelia była bardzo ciekawska, choć wolała określenie " lubiąca wiedzieć". Dzięki temu między innymi była takim dobrym detektywem, cenionym przez przełożonych. Zawsze dociekała najmniejszych szczegółów. Chociaż nie można zapomnieć, że na posterunku czy nawet w terenie mogła użyć swoich mocy gdy było to konieczne i zwyczajnie wyciągnąć informacje prosto z czyjejś głowy, dosłownie. Tu wolała tego nie robić. Po pierwsze to nie byli podejrzani ani świadkowie w prowadzonej przez nią sprawie, po drugie, wiedząc że wśród stworków jest wielu telepatów wolała nie podpaść nikomu, no i nie przepadała za grzebaniem w czyjejś głowie bez konkretnego powodu. Pozostawało jej więc pytać i mieć nadzieję, ze nikt nie zechce jej pogryźć za wścibstwo.
- Jest jakaś bardzo poważna różnica między ludami północy a południa? - zaciekawiło ją to jak zaznaczył obszar swojego pochodzenia. Wiedziała, ze bardzo często obszar ma duże znaczenie chociażby w tradycjach. Chciała wiedzieć czym wśród desorinów różnią się ludy z różnych obszarów.
Zdziwiła się nieco, gdy Huri zaciął się przed wymówieniem imion wilczych braci.
- Będę musiała ich wypytać o tą wspaniałą karierę- zaśmiała się- chyba, że ty mi coś niecoś opowiesz. Jestem bardzo ciekawa ich dokonań i twoich też.
Zaśmiała się głośno widząc zdziwienie wilka jej pytaniem o " badanie". Chyba każdy tu będzie tak reagował jeśli wcześniej ktoś nie rozpowie o co w " badaniu" chodzi. Miała nadzieję, ze nikt nie będzie nic mówił. Zabawnie było obserwować zdziwienie na pyskach kolejnych stworków, gdy mówiła o przeprowadzeniu " swojego badania".
- To nic strasznego. Jestem po prostu ciekawa was. Tłumaczyłam to wcześniej Rinowi. Chodzi o to, ze chciałabym...przyjrzeć ci się na spokojnie z bliska, dotknąć jakie jest twoje futro i takie inne podobne. Jak do tej pory nikt nie narzekał, a wręcz wydawało się mi, ze badanym sprawia to przyjemność. I nie, nie jestem lekarzem. Ogólnie słabo znam się na lecznictwie poza opatrywaniem ran i pierwszą pomocą.
Wytłumaczyła z szerokim uśmiechem starając się uspokoić wilczka, bo wydawał się wytrącony z równowagi, zdaje się że własnym zdziwieniem.
W łazience Am starała się oporządzić jak najszybciej by wilczek nie musiał długo czekać. Gdy wyszła spod strumienia wody i zaczęła szukać ręcznika trochę zdziwiła się jego brakiem, jednak szybko zorientowała się, ze właściwie jakimś sposobem jest już sucha więc tylko wzruszyła ramionami i po znalezieniu szafy przebrała szybko. Ubrała się właściwe dokładnie tak jak była ubrana wcześniej, tylko w czyste i suche ubrania. Po chwili zastanowienia nie założyła butów stwierdzając, ze na razie nigdzie się nie wybiera więc nie będą jej potrzebne. Mokre po prysznicu włosy bez patrzenia w lustro, wyuczonymi ruchami związała w luźny kok i szybko pomknęła do salonu. Ucieszyła się, ze wilk jednak poczekał. Uśmiechając się szeroko podziękowała za to i usiadła na kanapie. Zadała swoje pytanie o badanie znów i czekała co wilk zrobi. Jej uśmiech poszerzył się jeszcze gdy zobaczyła twierdzące kiwnięcie i wilk usiadł koło niej.
Uśmiechając się łagodnie zmieniła pozycję na kanapie. Wcześniej siedziała po turecku przodem do paneli służących za okno i tylko obracała głowę podążając wzrokiem za wilkiem. Teraz uklękła tuż obok niego prawie dotykając kalanami jego nogi tak, by być do niego całkowicie przodem. Przysiadła na piętach i wyciągnęła lewą dłoń ku prawemu, bardziej oddalonemu ze względu na to, ze siedziała po lewej stronie komandosa, uchu wilka i swoim zwyczajem zatrzymała ruch kilka milimetrów od narządu słuchu czekając na ostateczne pozwolenie patrząc pytająco na Huriego. Kiedy je uzyskała uśmiechnęła się i uważnie obserwując reakcję wilka, ale jednocześnie skupiając się na tym co sama czuje w kontakcie z nim podrapała komandosa lekko za uszkiem. Jego skóra wydawała się twarda i gruba nawet w tym, zazwyczaj trochę delikatniejszym w dotyku miejscem. Wydęła lekko usta zauważając to i delikatnie przejechała dłonią ku powieką wilka by sprawdzić czy i tam jego skóra będzie wydawała się taka twarda. Nie dotykała policzków, gdzie futro było pewnie gęstsze więc jak na razie nie zwracała większej uwagi na fakturę futra. Bardziej interesowała ją skóra, dlatego początkowo skupiła się na tych miejscach, gdzie ta była bardziej odsłonięta prze rzadsze lub krótsze futro, jak choćby okolice oczu uszy czy nos. Zastanawiało ją to, że w dotyku pomijając fakturę skóra czarnego wilka bardziej przypominała smocze łuski niż skórę chociażby Nat'a.
- Masz bardzo twardą skórę. Zupełnie jak łuski... To jakaś wyjątkowa twoja cecha?- spytała bardzo ciekawa odpowiedzi. Sama wpadła na conajmniej kilka możliwości. Albo to byłą jego cecha osobista, albo cecha jego gatunku, który różnił się od tego do którego należał Nat albo też jego skóra została wzmocniona wtórnie przez magię.
Tak jak wcześniej z Nat'em i Huriemu miała ochotę zajrzeć w pysk i obejrzeć sobie jego zęby, ale odpuściła uznając, ze głupio byłoby kazać mu teraz otworzyć pysk i zacząć stukać w zęby. Za to sięgnęła do jego lewej łapy i uniosła ją delikatnie do swoich oczu by przyjrzeć się pazurom, które także wydawały się ostrzejsze niż pozostałych dwóch wilków, które poznała. Odłożyła łapę na miejsce szczerząc własne ząbki i zajęła się tym co tygryski lubią najbardziej- futrem!
Na początek wzięła łeb wilczka w dłonie i delikatnie głaszcząc go za uszami samymi koniuszkami palców przesunęła dłońmi do jego policzków, gdzie przeczesała gęstą sierść palcami przenosząc je na podbródek wilka, gdzie delikatnie przebierając palcami podrapała go cały czas obserwując jego reakcje. Przy tych czynnościach lekko obróciła pysk wilka ku sobie by było jej łatwiej zbadać jego głowę. Poprawiła się nieco unosząc lekko na kolanach i obracając jeszcze bardziej w stronę wilka, tak, ze siedząc obok niego była zwrócona niemal dokładnie twarzą do niego a stopy zwisały jej z krawędzi kanapy. Siedząc w takiej pozycji zaczęła śledzić palcem wskazującym lewej dłoni wzory zdobiące futro wilka przy okazji sprawdzając czy przy tak twardej skórze nie ma gdzieś w okolicach ramion czy brzucha łaskotek. A na koniec sprawdziła jak zareaguje jeśli podrapie go po brzuchu. Pamiętała, ze Nat zaczął lekko " kopać" nogą i była ciekawa, czy Huri zrobi to samo.
-I co było tak źle?
Spytała z szerokim uśmiechem zabierając dłonie i ponownie zmieniając pozycję, tym razem siadając po turecku obok wilka, tak, ze oparcie miała po swojej prawej a podłokietnik kanapy za plecami, a przed sobą wilczy profil. Wyciągnęła rękę i zaczęła znów delikatnie drapać Huriego za uchem, tym razem tylko dlatego, że naszła ją na to akurat ochota. Była ciekawa jak wilk odebrał jej badanie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1414
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Kwatera Amelii   Pią Lip 17, 2015 10:55 am

NPC Storyline - Huras

-W pewnym sensie... tak.
Odparł na pytanie dotyczące wzorów na swym ciele. Byli już praktycznie przy jej kwaterze, tak więc niedługo będą kontynuowali rozmowę w środku. Samica była jednak bardzo ciekawa wszelakich szczegółów na jego temat, chcąc wyraźnie poznać go jak najlepiej. Lub zaspokoić swoją ciekawość... albo jedno i drugie.
-Nie powiem.
Rzucił krótko i uśmiechnął się lekko do kobiety. Zdradzanie swych mocy byłoby zbyt łatwe. Pozwoli jej samej zobaczyć oraz przekonać się w swoim czasie. Czemu miał bowiem odsłaniać wszystkie karty, gdy do tego sam niewiele o niej wiedział? I nie, żeby nie chciał się dowiedzieć. Amelia po prostu skutecznie zamykała mu drogi własnymi pytaniami, ciekawością.
W końcu znaleźli się w kwaterze, gdzie Amelia wyjaśniła mu dokładniej o co chodziło w owym badaniu. Choć dalej nie do końca wiedział na co się zanosiło, to jednak został uświadomiony, że nie stanie mu się żadna krzywda. Przynajmniej tyle dobrze.
Wilk usiadł na kanapie, przesuwając swym ogonem po prawej stronie by ten nie plątał się Amelii pod nogami, która siedziała po jego lewej stronie. Kobieta usiadła na kolanach tuż przy nim, densorin spojrzał na nią kątem oka i poczuł jak jej ręka wsuwa się za jego głowę, zatrzymując się przy jego prawym uchu. Karpatianka widać czekała na pozwolenie, choć wilkowi wydawało się, że już jednego udzielił. Udzielił więc i drugiego, przesuwając delikatnie swój łeb i zamykając swe ślepia, pozwalając się jej tym samym dotknąć. Podrapanie go za uchem było dla niego przyjemne, jednak jakoś specjalnie zauważyć się tego po nim nie dało. Po prostu siedział spokojnie, dalej w tej samej pozycji, nie zmieniając nawet wyrazu pyska. Nie przeszkadzało mu również, że jej dłoń przesunęła się na jego powiekę. Jego skóra praktycznie w każdym miejscu była twarda, wytrzymała, mając po prostu inną grubość.
-Powiązana ze znakami na moim ciele. Normalny densorin nie zniesie tego, co ja jestem w stanie.
Skomentował krótko w odpowiedzi na zadane przez nią pytanie, nie otwierając swych ślepi. Jej badanie trwało bowiem dalej i kiedy ona badała sobie jego, on w pewien sposób poznawał również ją, jej podejście, dotyk jej skóry, w pewnym sensie również jej wytrzymałość. Wiele dało się z takiego zachowania wyczytać - w obie strony.
Kiedy karpatianka chwyciła jego dłoń i uniosła do góry, mogła przede wszystkim poczuć ciężar jego ciała. Nie była to dłoń niczym u Nata, a tym bardziej nie dało się tego porównać do zwykłego człowieka. Ten wilk na prawdę sporo ważył i zapewne gdyby nie karpatianskie korzenie kobiety, to i ona mogłaby się nieco natrudzić przy trzymaniu jej ręki w górze. Dlatego też wilk jej z tym nieco pomógł, otwierając przy okazji swe ślepia i spoglądając na nią z ciekawością. Wyraźnie zainteresowały ją jego pazury, który były naturalnie ostrzejsze niż u dwóch pozostałych wilków które przyszło jej do tej pory poznać. Również był to efekt "modyfikacji" jego ciała.
Gdy odłożyła jego dłoń i wyszczerzyła do niego swe ząbki, samiec jedynie uśmiechnął się do niej delikatnie, w dalszym ciągu nie chcąc jej przerywać. A Amelia czuła się coraz bardziej pewnie. Wpierw chwyciła jego pysk w dłonie, przesuwając do frontem do siebie. Potem zaczęło się od delikatnego głaskania uszu, by następnie przez policzki przejechać na podbródek który również pogładziła. Huras przez ten czas spoglądał na nią spokojnie, jak by w jakiś sposób nie robiło to na nim wrażenia. Było to przyjemne, jednak samiec raczej nie należał do tego typu istot które się "rozpływały" pod czyimiś pieszczotami. Następnie przyszedł czas na to co chyba najbardziej ją interesowało - czyli jego futro. Samica zaczęła dokładnie śledzić wzory na jego futrze, rozpoczynając od ramion, sunąc po jego rękach i kończąc przeniesieniem swych dłoni i powtórzeniem całego procesu na jego brzuchu. Wilk również przy tym siedział spokojnie, oddychając płytko by nie chuchać w nią przesadnie i pozwalając jej się skupić na swym zajęciu. Na koniec został natomiast podrapany po brzuchu, na co zareagował lekkim uśmiechem.
-Oj to już koniec...?
Zapytał "zawiedziony" dając znać, że pod tym całym "neutralnym" wyrazem pyska, było mu jednak przyjemnie. Amelia znów się przestawiła, siadając obok niego po turecku i wyciągając dłoń za jego ucho, za którym zaczęła go delikatnie drapać, chyba tym razem mając po prostu na to ochotę.
Huras postanowił zrobić to samo. Dur-Shurrikun dostosował w miarę kanapę na tyle, że zarówno Amelia jak i jej wielcy znajomi byli się w stanie na niej zmieścić. Czarnofutry podniósł więc swe nogi, usiadł po turecku i przesunął się lekko w bok, choć nie tak jak Amelia, to jednak by choć trochę siedzieć do niej przodem. Spojrzał na nią następnie i przekrzywił łeb na bok, stawiając przy tym uszy pionowo.
-To teraz ty odpowiedz o sobie. Skąd pochodzisz, jak tam jest, jakie masz zdolności po za rozpieszczaniem pokrytych futrem istot?
Zapytał, chcąc po prostu dowiedzieć się jak najwięcej, ogólnie, o kobiecie. Nieco ją już poznał, jednak skoro ona teraz trochę o nim wiedziała to i on chętnie się dowie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Amelia Stein

avatar

Liczba postów : 230
Data dołączenia : 11/09/2014

PisanieTemat: Re: Kwatera Amelii   Pią Lip 17, 2015 6:24 pm

Zrobiła zawiedzioną minę, gdy wilk stwierdził, ze nie zdradzi jej jakie ma moce. Szybko jej jednak przeszło. Widząc lekki uśmiech na pysku czarnego nie potrafiła się długo gniewać, że nie chce jej czegoś powiedzieć. Może z czasem sam jej powie, albo przy okazji jakiejś misji pozna jego umiejętności. Jak nie to to z niego jakoś wyciągnie. Znajdzie sposób.
Podczas swojego "badania" cały czas obserwowała reakcję wilka. Była odrobinę zawiedziona widząc, że Huri tak na prawdę w ogóle nie reaguje. Był obojętny na to co robiła. Zrobiło jej się trochę smutno, ale i też zaciekawiło ją to. Wiedziała, że stworki nie są tak wrażliwe jak ziemskie zwierzęta, ale Huri był jeszcze bardziej odporny. Wydawał się nie czuć nic, gdy go " badała". Nie rezygnowała jednak zwyczajnie chcąc poznać jego ciało i futro. I sprawić by choć odrobinę zareagował.
- Super
Skomentowała krótko, a jej oczy błyszczały radośnie.
- Chciałabym tak. Moja skóra jest delikatna i krucha. Bardzo łatwo mnie zranić
Powiedziała z lekkim smutkiem w głosie, a jej oczy odrobinę przygasły, gdy spuściła na moment głowę. Jednak już po chwili potrząsnęła głową i uniosła wzrok znów radosna na swój naturalny, typowy sposób. Wilk mógł co najwyżej poczuć lekki ruch powietrza, zważywszy, że miał zamknięte ślepia, co było Am bardzo na rękę. Nie chciała się nad sobą rozczulać. Wręcz przeciwnie, chciała jakoś nadrobić swoją delikatność umiejętnościami, ale do tego potrzebowała kogoś kto jej pomoże i zechce ją trenować.
Nawet przy swojej nadludzkiej sile miała początkowo mały problem z uniesieniem ręki wilka. Sam ciężar dłoni dał jej poczucie jak ciężki musi być samiec. Wątpiła jednak by przeszkadzało mu to być jednocześnie bardzo szybkim i zwinnym. No i raczej na wagę jego ciała nie składał się tłuszcz, a raczej mięśnie. Przyglądała się pazurom utrzymując dłoń wilka na poziomie swoich oczu, jak jej się wydawało z małą pomocą samca. Każdy pazur obejrzała osobno. Nie umknęło jej to, że były one wyjątkowo ostre.
-Ostrzysz sobie pazury?-spytała. Po chwili, jeszcze zanim wilk zdążył odpowiedzieć rzuciła kolejne pytanie, które cisnęło jej się na usta- będę się mogła kiedyś przyjrzeć jak to robisz? Albo naostrzyć?
Przy ostatnim jej oczy błysnęły jeszcze jaśniej wyrażając jej ekscytacje tym pomysłem. Lubiła dbać o innych a ostrzenie pazurów chyba można uznać za formę dbania o pazurzaste stworki. No i chciała zobaczyć jak to wygląda na pokładzie Dura. Jako wilk czy sowa zajmowała się swoimi pazurami w naturalny sposób- ostrząc je o drzewa lub jakieś kamienie. A i to raczej rzadko. Ostre pazury nie były jej potrzebne. Nie polowała w zwierzęcej postaci, a ewentualny zwierzęcy manicure robiła raczej z nudów lub zwyczajnie gdy pazury były za długie.
Odłożyła dłoń wilka i spojrzała mu krótko w oczy szczerząc zęby w uśmiechu. Ucieszyło ją, że wilk odwzajemnił uśmiech i z jeszcze większą ochotą zajęła się badaniem futra samca.
Zaśmiała się słysząc zawiedziony ton głosu wilka, gdy ogłosiła koniec badania.
- A co podobało się?
Przerwała drapanie wilczka za uchem gdy ten zaczął kręcić się na siedzeniu. Położyła dłonie na swoich skrzyżowanych kostkach i poczekała, aż wilk się ułoży. Wybuchnęła radosnym śmiechem słysząc pytania wilka przekrzywiła lekko głowę na bok uspokajając się, choć na jej ustach wciąż widniał szeroki, ciepły uśmiech.
- Czyli nie tylko ja tu lubię pytać. Więc... Urodziłam się i wychowałam w Nowym Jorku w Ameryce Północnej. To wielkie i bardzo różnorodne miasto. Z jednej strony pełno tam tak zwanych drapaczy chmur, oszklonych budynków wysokich na wiele pięter, w których zazwyczaj są różne biura wielkich korporacji. Nawet takie wielkoludy jak ty czują się stojąc u stóp takiego drapacza mali jak mrówki. Są przytłaczające, ale mają w sobie też coś pięknego. Pokazują dążenie ludzi do osiągania rzeczy, które pozornie wydają się niemożliwe, sięgania chmur. Ale nie brak też budynków w normalnych rozmiarach- zaśmiała się- takich gdzie są tylko trzy piętra, a każde zajmuje inna rodzina. Przez jakiś czas mieszkałam w takim domu wielorodzinnym. Panuje tam atmosfera wzajemnego zaufania i przyjaźni, bo wszyscy znają się zazwyczaj od lat. Teraz mieszkam na dalekich przedmieściach w małym domku jednorodzinnym z dużym ogrodem. Więcej prywatności, ale wszędzie wydaje się daleko, za to mam niedaleko do lasu, gdzie jest niewielka wataha wilków, która mnie przyjęła. Biegam z nimi gdy tylko mogę, choć nie często mam czas.- zamilkła na chwile myśląc o swoich wilczych przyjaciołach i mamie.- W centrum miasta jest Central Park, a tam Zoo. Park to taka... Biosfera Nowego Jorku, niemal dosłownie. Trudno znaleźć w mieście zieleń. Jakieś drzewa przy drodze, czasem kawałek trawnika przed domem czy kwietnik przed wieżowcem nic więcej. A Park to wielka połać zieleni pełna drzew i rozległych trawników i grządek z kwiatami. Jest też małe jezioro. A Zoo to ulubione miejsce dla rodzin z dziećmi. Pełno tam dzikich zwierząt z różnych części świata. Większość z nich od zawsze żyje w niewoli i nie mogą zostać wypuszczone na wolność niestety, a w Zoo mają świetną opiekę i zapewniają rozrywkę i edukują dzieci. To chyba wszystko co można tak w skrócie powiedzieć o Nowym Jorku. -Zamyśliła się na chwilę i dodała- jak chcesz mogę i jeszcze opowiedzieć o terenach z których pochodzi lud mojego ojca...mój lud- zaproponowała i przeszła do odpowiedzi na kolejne pytanie wilka- Moje moce... telepatia, telekineza, zmiennokształtność i zmiana wyglądu oraz nadludzka siła i szybkość- wymieniła wzruszając ramionami-Coś jeszcze chciałbyś wiedzieć?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1414
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Kwatera Amelii   Pią Lip 17, 2015 8:36 pm

NPC Storyline - Huras

Samiec spojrzał na nią zaciekawiony pytaniem. I to nie tyle tym pierwszym, na które nawet nie zdążył odpowiedzieć - bo padło zaraz drugie. Czy mogłaby obejrzeć albo sama mu pazury naostrzyć.
-Będziesz mogła samodzielnie spróbować.
Odparł krótko, bez namysłu. Bo co mu zależało? Ciężko to było zepsuć, a wyraźnie sprawiłby jej tym radość, więc czemu nie?
Później już tylko poprzestawiali się i rozsiedli wygodniej. Wilk skinął jej łbem twierdząco, gdy zapytała czy się podobało. To, że nie rozpłynął się jej pod palcami nie oznaczało, że mu to było obojętne czy też tym bardziej się nie podobało. Wprost przeciwnie, dotyk Amelii był przyjemny, ciepły, delikatny i czuły. Nic więc dziwnego, że wszyscy tak pozwalali jej się badać.
Karpatianka zaczęła opowiadać o swoim świecie, a wilk zaczął słuchać jej uważnie, milcząc przez cały czas i nawet nie myśląc by spuścić z niej wzrok. Słuchał każdego słowa, próbując sobie nieco wyobrazić jej świat. W przeciwieństwie do części załogi, on nigdy nie był na Ziemi. Choć co do wielkich budynków, to był sobie to w stanie wyobrazić. Na Densorinie istniały potężne metropolie, gdzie budynki wysoko przecinały warstwy chmur.
Czarnofutry przekrzywił łeb na drugą stronę, dokładnie w momencie gdy kobieta zaczęła wspominać bardzo krótko o swoich mocach. Wielki samiec uśmiechnął się do niej ciepło, słysząc zwłaszcza te dwie ostatnie, które w jego opinii po prostu nie były żadnymi mocami.
-Na ten moment, nie. Chcę poruszyć natomiast kwestię kultury. Twoje badania są przyjemne, jednak warto byś zrozumiała jak na to reagujemy oraz dlaczego.
Samiec rozpoczął kolejny temat, zaczynając od prostego gestu. Obrócił się bardziej frontem do swej rozmówczyni, a następnie wyciągnął ku niej obie swe dłonie, wewnętrzną stroną skierowaną ku górze, czekając aż kobieta uniesie swe dłonie i chwyci go. Zrobił to powoli, bez zbędnego pośpiechu, by pokazać jej, że bynajmniej nie ma złych zamiarów. Natomiast gdy Amelia chwyciła dłonie wilka, ten poprawił uchwyt by mu się nie wymsknęła, a następnie delikatnie lecz stanowczo - pociągnął ją na siebie. W międzyczasie odchylił się do tyłu, kładąc się na kanapie oraz wciągając karpatiankę na swój korpus, mniej więcej na wysokość swej klatki piersiowej. Swe nogi w tym czasie wyprostował, kładąc się wygodnie na kanapie i czekając na jej reakcję. A raczej dużo jej nie pozostawiając, gdyż wilk puścił jej dłonie, uniósł lekko łeb i uśmiechnął się tylko.
-Wybacz zmianę pozycji ale mnie wygodniej się tak siedzi, a ty nie musisz przemęczać karku.
Stwierdził, bo jednak coś w tym było. On nie mógł się wygodnie rozsiąść, więc mógł się położyć. Ona mogła po prostu rozsiąść się na nim, co wilkowi przeszkadzać nie będzie, a jednocześnie samica nie będzie musiała zadzierać tak głowy do góry, by patrzeć na coś innego niż jego korpus.
-Zdążyłem się dowiedzieć, że nas polubiłaś, tak więc chcę tobie przybliżyć nieco, jak warto się zachowywać by nie podpaść. Przede wszystkim musisz wyczuć swego rozmówcę, zwłaszcza jeśli w przyszłości chcesz go dotknąć. Dla nas - densorinów - dotyk jest normalną oraz ważną częścią komunikacji. Zależnie od relacji, otwieramy się bardziej. Przyjaciołom pozwalamy na dużo, jak na przykład ja pozwalam teraz tobie na mnie siedzieć. Druga sprawa, nie powinnaś dotykać nikogo po łbie czy pysku, jeśli nie jesteście przyjaciółmi. Może to zostać źle odebrane, jako próba okazania wyższości. Jeśli kogoś nie znasz, a on nie wydaje się chcieć ciebie poznać, najlepiej trzymaj swe ręce z dala od niego.
Zaczął od wyjaśnienia pierwszej kwestii, starając się nieco wszystko poukładać w tej wypowiedzi by nie stworzyć mętliku.
-Nasze zmysły są bardzo wyczulone, w tym nerwy odpowiadające za czucie. Stąd dotyk jest elementem naszej komunikacji. Wielu z nas potrafi bowiem wyczuć wibracje, gdy ktoś się zbliża. A wracając do setna sprawy. Jeśli się z kimś zaprzyjaźnisz, to zapewne pozwoli tobie na to do czego ja ciebie teraz sam zmusiłem.
Po ostatnim zdaniu jedynie uśmiechnął się lekko, choć nie był to niewinny uśmiech jak wcześniej u Natvakta.
-Będąc z przyjacielem, możesz czuć się bardzo swobodnie. Położenie na kimś dłoni czy nawet oparcie nóg na czyimś brzuchu, nie zostanie źle odebrane. Wprost przeciwnie, podkreślisz tym swoją więź z kimś. W drugą stronę działa natomiast agresja, lekka oraz poważna. Jeśli w przypływie emocji kogoś szarpniesz, nawet gdy ten ktoś będzie silniejszy od ciebie i ty nie będziesz w stanie fizycznie wyrządzić mu krzywdy - możesz tą istotę obrazić. Dlatego przy nieprzyjemnych sytuacjach, warto trzymać nerwy na wodzy. Bycie mniejszym nie daje żadnej możliwości wyżycia się, niestety.
Wyjaśnił, komentując nieco a pro po jej wyglądu czy po prostu wzrostu. W przyszłości może się to przydać, z resztą Amelia miała już jedną taką sytuację z Natvaktem. Tam wilczek na szczęście miał dobry humor.
-Kwestia stref które musisz przy kontakcie omijać, to strefy intymne. Jak widzisz, nie czujemy potrzeby ciągłego noszenia ubrań, mundurów czy pancerzy. Jednak tego typu strefy zarezerwowane są dla drugich połówek. Zapewne rozumiesz. Warto również omijać wszelakie uszkodzenia oraz ubytki na ciele. My, densorini, jesteśmy silną rasą i bardzo tą siłę promujemy. Źle odczuwamy własną słabość i niemożność uczynienia czegoś, dlatego jeśli spotkasz kombatanta, lepiej nie wdawać się w temat blizn.
Wyjaśnił tą kwestię, którą po prostu należało poruszyć. A to jeszcze koniec nie był.
-Co do relacji z innymi. Podchodź z szacunkiem do wszystkich postawionych wyżej w hierarchii, nie próbuj ich dotykać ani zdrabniać ich imion. Wtedy bowiem kogoś obrazisz. Zwracając się do kogoś na oficjalnym spotkaniu, również nie zdrabniaj imienia.
Po tych słowach, wilk wziął głębszy oddech i spojrzał na nią z lekkim uśmiechem. Dawka bardziej lub mniej przyjemnych informacji zawsze była przydatna, zwłaszcza komuś takiemu jak ona, kto wyraźnie polubił środowisko istot futrzano-łuskowych.
-Dość ważną sprawą jest również obuwie. My go zazwyczaj nie nosimy, ze względu na budowę naszych łap. Polecam tobie byś również tego nie robiła. Ze względu na naszą historię, dotknięcie kogoś butem może zostać... bardzo źle odebrane. Jako próba przejawienia wyższości, zdominowania kogoś. Jest to związane z czasami gdy Densorin był pod okupacją.
Zakończył tymi słowami, wyrzucając z siebie wszystkie swe spostrzeżenia. Dlaczego się na to zdecydował? Bo Amelia była po prostu miłą istotą i wyraźnie chciała dobrze. Głupio by było, jeśli narobiłaby sobie wrogów tylko dlatego, że czegoś nie wiedziała. A nie wszyscy potrafią być wyrozumiali, zwłaszcza, że to karpatianka przyszła do nich, więc większość będzie wymagała od niej bezwzględnego dostosowania się do ich tradycji oraz kultury.
-Pytania?
Rzucił i zakończył ciepłym uśmiechem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Amelia Stein

avatar

Liczba postów : 230
Data dołączenia : 11/09/2014

PisanieTemat: Re: Kwatera Amelii   Pią Lip 17, 2015 10:17 pm

-Jupi
Aż podskoczyła słysząc, że będzie mogła spróbować swoich sił w ostrzeniu pazurków. No i rozbawiło ją zdziwienie na pysku wilka. Na prawdę miny na tych tak bardzo zwierzęcych pyskach wyglądały niezwykle. Były nawet bardziej wyraziste i przejmujące niżu ludzi. Może to przez uszy, które też uczestniczyły w strojeniu min.
Ucieszyła się, że Hurasowi podobało się jej badanie, tym bardziej, że w żaden sposób nie dawał tego po sobie poznać. Wydawał się taki obojętny, że nawet zaczęła myśleć,że nie podoba mu się to i powinna przestać.
Widziała zainteresowanie wilka, gdy opowiadała o swoim mieście. Spodziewała się kolejnych pytań. Sama pewnie zadałaby ich jeszcze całkiem sporo. Jednak czarniofutremu chyba wystarczyło to co usłyszał. Zamiast kolejnych pytań o jej świat zaproponował jej naukę o kulturze załogi, na co zareagowała ochoczym kiwnięciem głowy.
- Bardzo chętnie
Uśmiechnęła się i czekała na wykład. Zamiast rozpoczęcia monologu wilk jednak podał jej swoje łapy. Widząc gest zmarszczyła lekko brwi i przekrzywiając głowę raz na jedną raz na drugą stronę spojrzała na wyciągnięte łapy, w oczy towarzysza i znów na łapy. Nieznacznie wzruszyła ramionami, choć właściwie było to ledwie drgnięcie i podała wilkowi swoje dłonie z uśmiechem zastanawiając się w duchu co ten zamierza zrobić. Bo z boku wyglądało to niemal jakby chciał jej coś bardzo osobistego wyznać, a była mowa tylko o mini wykładzie na temat kultury desorinów. Już otwierała usta by spytać o co chodzi, gdy wilk zwyczajnie pociągnął ją na siebie. Zaskoczona ruchem przez chwile odruchowo się oparła, jednak po chwili rozluźniła mięśnie i dała się wciągnąć na pierś wilka. Automatycznie wyprostowała nogi robiąc miejsce na kanapie długaśnym nogą wilka.
-Nic się nie stało, tylko trochę mnie zaskoczyłeś
Uśmiechnęła się. Położyła uwolnione z uścisku rąk wilka dłonie na jego piersi i podpierając się tak uniosła się odrobinę i poprawiła nieco. Na chwilę nawet usiadła okrakiem na jego kolanach, jednak uznała, że niezbyt jej tak wygodnie i po poprawieniu bluzki, która lekko jej się przekręciła, po prostu położyła się na wilczej piersi podpierając brodę na splecionych dłoniach. Tak było jej stanowczo wygodniej słuchać.
Słuchała słów wilka, a właściwie jego monologu uważnie, nie przerywając, choć co sekundę nasuwało jej się kolejne tysiąc pytań. Milczała jednak czekając, aż Huras skończy. Gdy na koniec zadał jej pytanie, czy ma jakieś pytania, zwyczajnie wybuchła śmiechem, uniosła się i siadając na kolanach wilka, tak jak wcześniej, gdy poprawiała bluzkę śmiała się jeszcze przez moment.
-A jak sądzisz, mam pytania?
Rzuciła retorycznie, bo wcale nie oczekiwała odpowiedzi. Przechyliła lekko głowę i przypominając sobie zdanie po zdaniu mini wykład wilka zaczęła pytać i komentować.
- Bardzo was polubiłam. Jesteście mili i otwarci. To...inne niż to z czym miałam do czynienia na Ziemi. Może nie wszyscy tolerujecie mnie, chyba głównie ze względu na mój wygląd...- posmutniała trochę przypominając sobie jak traktował ją wcześniej Lis. - Ale... nie muszę udawać, kryć się z tym kim jestem i jaka jestem, a przede wszystkim co potrafię. To bardzo miła odmiana-uśmiechnęła się z mieszaniną smutku i radości. Przez moment milczała szukając kolejnego fragmentu do którego powinna lub ma przemożną ochotę się odnieść.
- Skoro pozwolenie komuś by na tobie usiadł jest oznaką przyjaźni to... jesteśmy przyjaciółmi? - uśmiechnęła się teraz już po prostu ciepło i radośnie otrząsając się z mało miłych przemyśleń sprzed sekundy.
-Nie chciałam okazać wyższości- rzuciła obronnym tonem- po prostu ciekawi mnie budowa waszych łbów- wyjaśniła z lekkim uśmiechem- mam nadzieję, że ciebie nie uraziłam... jeśli tak to przepraszam- powiedziała z wyraźną skruchą. - Zapamiętam, by nie sięgać do głów... w żaden sposób i trzymać łapki przy sobie- obiecała uśmiechając się lekko i trochę niepewnie oraz związując dłonie tak by zaznaczyć, że już trzyma je przy sobie. Przedtem przecież już kilka stworków " obmacała" po łbach. Oby nie byli na nią źli.
-Od wyżycia są treningi, spokojnie. Nie mam w zwyczaju szarpać nikogo. Prędzej... warczeć sama do siebie ewentualnie krzyczeć, ale to przy mocnym zdenerwowaniu, a trudno wyprowadzić mnie z równowagi - uśmiechnęła się i analizowała w swojej głowie wykład dalej.
-Ale zaproponowanie opatrzenia ran podczas lub po misji chyba niezostanie odebrane źle, prawda?- spytała niepewnie, przygryzając lekko wargę. Oby ten czarny smok nie miał teraz ochoty ukręcić jej głowy.
- A ktokolwiek jest tu niżej?- rzuciła z lekkim sarkazmem unosząc jedną brew, ale po chwili po prostu się zaśmiała- Więc lepiej daj mi listę imion wszystkich istot na pokładzie i naucz je wymawiać. Nie skracam imion bo kogoś nie szanuje, tylko dlatego, ze nie potrafię wymówić pełnej formy. Postaram się nauczyć imion w pełnej formie, ale przyda mi się pomoc- uśmiechnęła się znacząco. Jak nie Huras to Natvakt, a może jego brat dadzą się naciągnąć na naukę wymowy.- Twoje czy Natvakta imiona są proste, ale imię Księcia... wole nawet się nie ośmieszać i nie próbować. Nie mówiąc już o tym czarnym smoku... Inusonen Inusonan...jakoś tak... nie pamiętam... mówili o nim także Kyrat czy coś...jak on ma na imię tak dokładnie? Bo wyglądał jakby miał zjeść mnie jeśli się tylko zbliżę- zadrżała na wspomnienie smoka. Dalej męczyło ją to dziwne uczucie i zachowanie jej mocy w obecności Inusa. I nie tylko. Nawet teraz, choć minęło już dość sporo czasu i jakiekolwiek działanie miał na jej moce smok powinno minąć, ona wciąż czuła się niepewnie i dziwnie skołowana, a jej moce wariowały. Umysł wydawał się działać poza jej wolą, a dzika strona jej natury, która wychodziła na jaw gdy Amelii doskwierał głód lub była mocno wzburzona, a której nadała w myślach postać wielkiego, czarnego lamparta, bo tak łatwiej było jej kontrolować się, wyrywała się z więzów i niuchała w koło jakby czegoś szukając. Amelia ledwie zachowywała spokój. Jej własny stan zaczynał ją poważnie martwić....
- Cóż... wasze łapy są przystosowane do tego by chodzić bez butów. Moje stopy nie. Szczerze, też wole chodzić boso i nie jest to dla mnie szczególny problem. Ale czasem jednak będę musiała założyć buty chyba nawet na pokładzie. Muszę chronić stopy przed urazami, a do tego służą buty. Chodzenie na rękach jest mało praktyczne. Zapamiętam jednak by ograniczać to do minimum- powiedziała z uśmiechem, gdy już nieco opanowała rozbiegane myśli. Zakodowała sobie także, by unikać wspominania w jakikolwiek sposób o czarnym smoku. Miała tylko nadzieję, że wilk nie zauważył jej chwilowej walki z samą sobą, gdy na jej moce na wspomnienie o smoku zaczęły się wyrywać spod kontroli. Choć miała na to marne szanse. Zdawała sobie sprawę, ze gdy toczyła takie starcia w swojej podświadomości, jej oczy migotały. Od zwyczajnego do dzikiego wyrazu. To zapalając się intensywnym,elektryzującym błękitem, to gasnąc do bardziej normalnej barwy lazuru.
- Jeszcze coś co muszę wiedzieć?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1414
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Kwatera Amelii   Nie Lip 19, 2015 2:38 pm

NPC Storyline - Huras

Wilk spojrzał na nią z lekkim uśmiechem na pysku, jak by sprawdzając czy wszystko w porządku. Amelia sama stwierdziła, że nic się nie stało, a jedynie została zaskoczona. On był z resztą delikatny i choć jego ciało było twarde, to samica wylądowała na jego miękkim oraz ciepłym futrze. Więc było to raczej bardzo przyjemne lądowanie.
Amelia poprawiła nieco swoje ubranie i legła na wilku, opierając się rękoma na jego piersi, na których ułożyła swą brodę, a tymczasem wilk również lekko się poprawił by po prostu wygodniej mu się leżało. Nie na co dzień robił za czyjeś legowisko ale jak już miał to niech mu również się przyjemnie leży. Karpatianka jednak długo na nim nie poleżała, bo jak tylko skończył mówić, ta podniosła się i rozsiadła mu na kolanach. Czemu akurat tam, nie miał pojęcia. Pilnowała by nie mógł nic nogami wywinąć?
Na pytanie czy sądził, że ona ma pytania - po prostu się uśmiechnął. Zapewne miała, bo była to dla niej okazja by dowiedzieć się jak najwięcej o obcej dla niej rasie. Choć jak tak na nią patrzył to zaczynał mieć wrażenie, że oni już dla niej tacy obcy nie byli.
-Nie sądzę by ktoś tutaj oceniał ciebie ze względu na wygląd. Przy tej różnorodności załogi. Chyba, że robił to któryś z rekrutów. A jako, że ty również jesteś rekrutem, to przejmować się tym nie musisz.
Skomentował krótko jej słowa, zastanawiając się co mogło się wydarzyć, iż Amelia myślała w ten sposób. Najwyżej będzie trzeba ustawić kogoś w szeregu z innymi, gdyż densorini nie zwykli oceniać nikogo po wyglądzie czy podstawowych atrybutach siły oraz mocy. Woleli spoglądać na dokonania, charakter, zachowanie, zasady moralne.
Na kolejne słowa kobiety zareagował ciepłym uśmiechem z ukazaniem lekko swych kłów. Chwycił dłońmi za jej biodra, a następnie przesunął karpatiankę po swym ciele w górę, usadawiając ją na swym brzuchu, gdzie zdecydowanie będzie jej wygodniej. I przy okazji jemu, gdyż jego nogi będą wolne. Po tym puścił ją i odłożył ręce na kanapę.
-Jeśli chcesz uznać mnie za swego przyjaciela, to będę zaszczycony.
Odparł jej i wyszczerzył bardziej swe kły. Załoga na tym okręcie często zachowywała się niczym rodzina, względem siebie wzajemnie. Razem walczyli, podróżowali, razem cieszyli się oraz opłakiwali poległych. Stąd też, skoro ona miała dojść do tej rodziny, być jej częścią.
-Nie, nie poczułem się urażony. Nie chodzi o to, że nie wolno. Po prostu musisz wyczuć rozmówcę, czy lubi ciebie wystarczająco by nie poczuć się źle przy takim geście.
Wyjaśnił wilkowaty, kładąc swój łeb na oparciu kanapy i wbijając wzrok w sufit. Na pytanie czy ktokolwiek jest niżej, jedynie pokręcił przecząco łbem. Była rekrutem, więc co najwyżej inni byli tutaj na równi z nią.
Później przyszedł czas na wyjaśnienia problemu z zapamiętywaniem oraz wypowiadaniem imion. Wilk zamknął swe ślepia na chwilę, słuchając jej przy tym cały czas uważnie.
-Inusannon. Sędzia z Kyrat, smok... albo widmo. Osobiście uważam, że on jest bardziej tym drugim. Istota śmiertelna nie jest w stanie osiągnąć takiego poziomu. Choć na pewno kiedyś smokiem był. On każdego zje, po za Kattalem, któremu służy.
Wyjaśnił i otworzył powoli oraz nieco leniwie swe ślepia. Zrobiło mu się dziwnie wygodnie, tak jakoś nie chciał się stąd ruszać. Może to ta samica taką aurę roztaczała dookoła siebie? Świadomie bądź nieświadomie, ciągnęła do siebie wilki i robiła z nich swoje łóżeczka-przyjaciół?
-Po prostu jak będzie sobie chciała na kogoś wejść to zadbaj o to by twe stopy były bose, na przykład podkreślając wygraną.
Skomentował krótko, lekkim żartem. Niemniej jednak to było prawdopodobne. Treningi nie polegały tutaj na tym, by pokazać kto jest najlepszy i kto wszystkich pokona, tylko na tym by słabsi uczyli się od lepszych, by w przyszłości sami byli najlepsi - i mogli nauczać kolejnych rekrutów. Padło jeszcze jedno pytanie... czy powinna wiedzieć coś więcej...? Nie, wiedzieć nie ale zrobić by mogła.
Wilk chwycił swoimi dłońmi za jej nadgarstki, a następnie przesunął ręce kobiety i oparł jej dłonie na swojej klatce piersiowej.
-Głaskaj, proszę. Masz talent.
Poprosił, uśmiechnął się i zamknął swe ślepia. Amelia była po prostu delikatna, zarówno sama z siebie jak i jej predyspozycje fizyczne jej na to pozwalały, względem densorinów, by być uznawaną za delikatną, dokładną. Mogła ich sobie swobodnie "poskromić".
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Amelia Stein

avatar

Liczba postów : 230
Data dołączenia : 11/09/2014

PisanieTemat: Re: Kwatera Amelii   Nie Lip 19, 2015 4:08 pm

Na lądowanie nawet nie śmiała narzekać. Upadek amortyzowało miękkie i gęste futro wilka.Ledwie wylądowała na wilczej piersi miała ochotę wtulić się i zostać tak na dłużej. Futro to jedno, a z drugiej strony wbrew temu co sądzili o niej współpracownicy z nowojorskiej policji, Amelia była osobą ogromnie otwartą i lubiącą się przytulać. Jednak nigdy nie wierzyła w swoją kontrolę nie tylko nad głodem ale również nad ponad ludzką siłą, żeby okazywać czułość innym. Przez to uchodziła za sympatyczną, ale zdystansowaną. Na pokładzie nie musiała się właściwie o nic martwić, a przy otwartym nastawieniu stworków miała nawet większą ochotę się tulić. No i jak tu nie tulic takich wielkich futrzaków?
Czemu usiadła na jego kolanach? Bo akurat tam trafiła, gdy się uniosła z jego piersi. Tak jakoś się przesunęła. Nie miało to specjalneg,ukrytego celu. Więc gdy wilk przesunął ją na brzuch jedynie zerknęła na niego zaskoczona, ale nie odezwała się ani słowem. Pokręciła się trochę by wygodniej usiąść i odruchowo zaczęła delikatnie przeczesywać palcami sierść na jego piersi.
-Rekrut czy nie, nie umiem się nie przejmować- uśmiechnęła się smutno- zauważyłam tylko, że dla niektórych fakt mojego podobieństwa do ludzi jest niewygodny, a chyba jakbym powiedziała, że jestem mieszańcem to lepiej by nie było.-wyruszyła lekko ramionami- będę musiała wymyślić jakiś sposób by i tych sceptycznych do siebie przekonać.- uśmiechnęła się już trochę radośniej.
Zaśmiała się i na sekundę położyła na wilku, wtulając się w niego. Przez chwilę się tak tuliła a potem wstała i szczerząc radośnie ząbki rzuciła:
- To ją będę zaszczycona mogąc nazwać cię moim przyjacielem
Wysłuchała bardzo uważnie słów wilka na temat czarnego smoka. Marszczyła brwi i przechyliła głowę to na prawo to na lewo przetwarzając w myślach informacje. Musiała wyglądać zabawnie z ale w tej chwili mało ją to interesowało. Chlonęła informacje niczym gąbtwa
- Wyglada jak smok...Jest nieśmiertelny? Inusannon...- zamysliła się powtarzając cicho imię czarnołuskiego.
-Nie mam w zwyczaju chodzić po innych- zaśmiała się- no chyba że ktoś zechce robić za dywanik pod łóżkiem- śmiała się już głośno rozbawiona samym wyobrażeniem, jakby któryś ze stworków miał leżeć u jej stóp.
- A dziękuje- wyszczerzyła ząbki i grzecznie z poleceniem zaczęła glaskać wilczka.
- Opowiesz mi coś jeszcze?- poprosiła- na przykład ...hm... Coś z historii desorinów- prosiła dalej-w zamian mogę ci też coś opowiedzieć, jeśli chcesz, powiedz tylko co chciałbyś wiedzieć- zaproponowała cały czas głaszcząc wilczka. Zaczęło jej się to nudzić więc powoli zaczęła robić masaż samcowi. Znajdowała każdy napięty mięsień na wilczej piersi i na jego ramionach. Skóra Hurasa była twarda przez co Amelia musiała włożyć trochę wysiłku by ten w ogóle coś poczuł. Uciskała więc napięte mięśnie, rozcierala napięcie i obserwowała reakcje towarzysza, mając nadzieję że chociaż tym razem okaże coś po sobie. Dłońmi pocierała od miejsca w którym siedziala ku ramionom wilka przerywanymi uchami, kawalek do przodu-ucisk na miesienie- dalej kawalek, tak by nie czesac palcami siersci wilczka pod wlos. Potem przeciaglym ruchem w dół i znow w gore tym razem srodkiej piersi wilczka i w dol i tak w kolko. Świetnie się bawiła.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1414
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Kwatera Amelii   Wto Lip 21, 2015 7:42 pm

NPC Storyline - Huras

Wilk leżał spokojnie na kanapie, co innego miał zrobić? Amelia była na górze, co prawda na jego własne życzenie. No i był to zamiennie przytulany, to głaskany. Zupełnie jak by kobieta miała dobrą rękę do wilków... może to jakaś jej cecha? Aura, która powodowała, że wilkowaci byli dla niej bardziej otwarci, przyjaźni.
-Po prostu bądź sobą. Szanuj wszystkich, nie naciskaj. Sami się do ciebie przekonają, daj im czas.
Wyjaśnił czarnofutry wilk. Huras, jak i pozostałe wilki, po prostu ją lubił. Coś w niej takiego było, wilki ją szybko polubiły, zaakceptowały. Obserwując jak Amelia przekrzywia głowę na lewo i prawo, samiec zaczął ją po prostu naśladować, robiąc dokładnie to samo co ona. Jego jednak problemem, a raczej tym nad czym się zastanawiał - było pytanie nad czym karpatianka się tak zastanawiała. Z resztą zabawnie wyglądała, przewracając tak głowę. Nie trzymała go jednak długo w niepewności i zdradziła mu w końcu o co chodziło. Dokładniej - o kogo chodziło. Huras wyszczerzył swe kły w uśmiechu, dając jej nieco wglądu w swe uzębienie, po czym od razu wziął się za odpowiedź.
-Jest nieśmiertelny, nie starzeje się. Jest sługą Starożytnego, Kattala, którego już poznałaś. Smok się tobie spodobał, Amelio?
Wyjaśnił, kończąc pytaniem i spoglądając na nią podejrzliwie, jak by chciał ją teraz prześwietlić. Czyżby owy smok przypadł jej do gustu? Podobali jej się osobnicy nie pochodzący z jej planety, jej rasy? Z drugiej strony nic dziwnego. Ludzie byli chuderlawi, delikatni. Tutaj otaczali ją silni przedstawiciele innego gatunku, jednak samce. Jeśli poczułaby coś do któregoś, to chyba nie byłoby to nawet dziwne.
Wilk podniósł bardziej łeb, spoglądając na nią z rozbawieniem. Jakoś tak ciężko było się zgodzić z nią w tej sprawie.
-Lubisz być na górze. Kto więc wie, może mając samca pod swoimi stopami, poczujesz się lepiej?
Skomentował, kończąc lekkim żartem i kładąc ponownie łeb na kanapie. Amelia poprosiła go by opowiedział jej coś jeszcze, jakąś historię na przykład Densorinu. Wilk zerknął na nią i poczuł nagle jej dłonie na swej klatce piersiowej, jak te zaczęły przesuwać się po jego futrze, przeczesując jego futro oraz masując jego twardą skórę. Kobieta wkładała w to więcej siły, to nie było zwykłe głaskanie, ona go zaczęła masować. Jej dłonie krążyły po jego ciele, zaczynając od piersi, docierając aż po ramiona i nie zostawiając skrawka skóry którym by się nie zaopiekowała. Czarnofutry wilk rozluźnił się, nawet ona mogła poczuć to pod swymi dłońmi. Zamknął swe ślepia, odchylił łeb do tyłu i oddał się jej, a jednocześnie zaczął mówić, opowiadać dalej.
-Historia Densorinu jest ciekawa, jednak bardzo krwawa. U początków naszej cywilizacji, jako prymitywne ludy - byliśmy podzieleni na plemiona, stada, rasy. Wtedy używaliśmy prymitywnych narzędzi, broni białej, łuków, z czasem kuszy, pancerzy. Magia władała naszym światem. Był to świat brutalny, świat łowców, zwyciężali i przeżywali najsilniejsi. Smoki były na szczycie łańcucha pokarmowego, jako najpotężniejsi, rządząc niemalże niepowstrzymanie. Polowaliśmy na siebie wzajemnie, pożeraliśmy się, zwalczaliśmy... potem przybyli najeźdźcy. Zwali się Zodkahn. Rasa była zaawansowana, posiadali potężną technologię, okręty. Podbili nas, zniewolili, wymordowali wielu którzy stawiali opór. Nie pomogła magia, nie pomógł nawet Lord Nodin, gdyż oni mieli własne widmo. I tak minęły tysiące lat, pod niewolą. Byliśmy poniżani, wykorzystywani jako niewolnicy, słudzy, nałożnicy i nałożnice. Jeśli ktoś podnosił sprzeciw, cierpiał nie tylko on - cierpieli inni, nawet niewinni. Obcinano kończyny, mordowano rodziny. W końcu, ponad pięć tysięcy lat temu - podniesiono skuteczny bunt. Mistrz Akarynth oraz Inusannon brali w nim udział. Ten drugi działał nawet na długo przed... sędzia z Kyrat... ale nie teraz o tym. Bunt spowodował wielkie powstanie, walki toczyły się miesiącami. Byliśmy przygotowani, walczyliśmy zaciekle, jednak nie mieliśmy tej siły, technologii... okrętów. Powstanie zostało zdławione, chcieli nas wymordować w ramach kary. Wtedy z nieba spadł biały ogień. Niebo zaczęło płonąć, z kosmosu spadły pociski, pojawił się okręty - flotylla - a na czele ponad dwustu kilometrowy okręt - Tytan Dur-Shurrikun. Wyzwolił nas. Nodin poprosił o pomoc Starożytnego, który z kolei przekonał Jinkusu. I oto jesteśmy tutaj... Siedzisz sobie na mnie i czynisz mnie przyjemny masaż. Chcesz mnie sobie oswoić?
Opowieść trwała przez cały czas trwania masażu. Wilk przez ten czas mówił spokojnie, powoli i wyraźnie, miał zamknięte ślepia i nie popadł w emocje. Gdy skończył, otworzył swe ślepia, podniósł łeb i spojrzał na nią z uśmiechem na pysku.
-Pułkownik Natvakt oczekuje przed drzwiami. Mam go wpuścić?
Odezwał się nagle Dur-Shurrikun. Nie było to gwałtowne ani głośne, tak więc nie było podstaw by się wystraszyć. Okręt czekał na pozwolenie by wpuścić "wilczka" do środka, a tym czasem Huras podniósł się do góry i zsunął z siebie Amelię, siadając i opierając łapy na ziemi przy kanapie. Czarnofutry uśmiechnął się do samicy i wyjaśnił, że "odda ją jej opiekunowi", jednocześnie dziękując jej za poświęcony czas. Następnie wstał i ruszył do wyjścia, drzwi otworzyły się, wilki rozminęły się i w środku znalazł się Natvakt. Pułkownik uśmiechnął się na wejściu i skinął do Amelii łbem.
-Huras męczył, przyjaciółko?
Zapytał wilk, uśmiechając się ciepło do karpatianki. Futro samca było wyczyszczone oraz dokładnie wyczesane, miłe i ciepłe w dotyku. Nat nic na sobie nie miał, po za swym futrem, tak by sprawić nieco radości swej podopiecznej która tak lubiła futra.
Natvakt nie czekał na żadne pozwolenia. Sam podszedł do kanapy i wskoczył na nią, rozsiadając się obok Amelii po jej prawej stronie, wyciągając lewą rękę za kobietą, opierając ją na jej ramionach i przyciągając ją do siebie, by przytuliła się do jego futra. Po co...?
-Kontrola futra. Pasuje, szefowo?
Zapytał, dalej obejmując karpatiankę jednak mając luźny uścisk, by jej niepotrzebnie nie przytrzymywać. Wilk znowu wyszczerzył do niej swe kły i po jej odpowiedzi, kontynuował.
-Przychodzę z dobrymi wieściami. Czeka ciebie sala treningowa oraz misja patrolowa w myśliwcu.
Wyjaśnił natychmiast, uśmiechając się dalej i... czekając na reakcję... a w międzyczasie puszysty ogon wilka zaczął delikatnie smyrać stopy kobiety, ostrożnie i lekko ją łaskocząc. Oczywiście Natvakt udawał, że nic się nie dzieje, przecież on nic nie robił.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Amelia Stein

avatar

Liczba postów : 230
Data dołączenia : 11/09/2014

PisanieTemat: Re: Kwatera Amelii   Wto Lip 21, 2015 9:07 pm

Amelia z całą pewnością miała rękę do wilków. Odkąd wuj pojawił się w jej życiu dbał, by bratanica miała kontakt przynajmniej z jednym, a najlepiej całą watahą. Od lat dziewczyna zajmowała się więc wilkami, obcowała z nimi, poznawała zwyczaje, uczyła się jak postępować, na co uważać. Z czasem zauważyła, że wśród czworonogów czuje się lepiej niż wśród ludzi. Kochała wilki jak drugą rodzinę. Te futrzaki nauczyły ją patrzeć na świat inaczej. Dzięki nim zauważyła, że to ludzie utrudniają sobie życie, a nie samo życie jest trudne. Jej miłość do wilków dała jej więcej cokolwiek. Może to sprawiało, że teraz lepiej czuła się wśród tych załogantów, którzy byli wilkami, a i oni mogli wyczuwać coś u niej, rodzaj aury czy czegoś w tym stylu.
- W skrócie " bądź sobą, a jak ktoś cię nie polubi to jego problem"?
Zaśmiała się głośno i serdecznie. Jeszcze głośniejszy śmiech wydobył się z jej gardła, gdy wilk zaczął naśladować jej przejrzywianie głowy. Zdawała sobie świetnie sprawę, ze to robi, choć był to raczej rodzaj odruchu bezwarunkowego. Gdy się nad czymś zastanawiała zawsze marszczyła mocno brwi i zaczynała kiwać głową na boki jakby ściała przyjrzeć się sprawie ze wszystkich stron dokładnie. U Hurasa wyglądało to nieco sztucznie i był wilkiem, jego pyszczek był w wyrazie zastanowienia niezwykle słodki, a przez co mega zabawnie wyglądał. Śmiech ucichł jednak, gdy wilk zadał swoje pytanie. Na jego miejsce wstąpiły lekkie rumieńce zakłopotania.
-Zaintrygował...
Powiedziała cicho starając się ukryć zakłopotanie pytaniem. Właściwie sama nie wiedziała czy smok jej się podoba. Dopiero słowa wilka skłoniły ją by pomyśleć nad tym.
- No może... na swój sposób...
Powiedziała powoli, akcentując każde słowo z osobna, prawie dzieląc słowa na sylaby, po chwili zastanowienia. Smok ją z całą pewnością intrygował, a bardziej intrygowała ją reakcja jej organizmu na czarnołuskiego. Nie mogła jednak zaprzeczyć, ze coś ją do smoka ciągnęło. Kazało jej umysłowi go szukać.
Założyła ręce na piersi i popatrzyła na wilczka groźnie.
- Wcale nie jestem taka dominująca... - zrobiła naburmuszoną minę- zawsze możemy się przekonać czy lepiej się poczuje. Chcesz porobić za dywanik?
Rzuciła szczerząc ząbki i patrząc na wilka z lekka wyzywająco, delikatnie się przy tym ku niemu nachylając. Zaczęła go masować. Świetnie się przy tym bawiła szczególnie, gdy poczuła, ze wilk rozluźnia się pod jej dotykiem. Mały sukces a jak cieszy. Nie przerywała masażu gdy wilk zaczął opowiadać, słuchała go jednak bardzo uważnie. W opowiedzianej przez niego historii było wiele odpowiedzi na pytania jakie kłębiły się w jej głowie. Na przykład dlaczego stworki są tak wrażliwe na punkcie tego by nie być poniżanym.
Na koniec opowieści i zadane przez wilczka pytanie zaśmiała się cicho zabierając dłonie z jego piersi, ale tylko na chwile. Po sekundzie położyła je na jego ramionach, podtrzymując się tak nachyliła się nad psim pyskiem i patrząc na wilka z rozbawieniem, ale i pewnym ciepłem w oczach spytała:
- A to już nie oswoiłam?
Uniosła na sekundę brwi, a potem znów usiadła prosto z szerokim uśmiechem zdobiącym usta.
Ledwie usiadła rozległ się spokojny głos Dura. Na chwilę zaskoczona, gdyż się zwyczajnie tego nie spodziewała, zamilkła. Po sekundzie potrząsnęła głowę i powiedziała w eter, ze jak najbardziej można Nata wpuścić. Została " odstawiona na bok " przez Hurasa. Nie usiadła jednak tylko wstała by pożegnać czarnego wilka i przywitać swojego opiekuna. Pomachała Hurasowi dziękując za towarzystwo i rozmowę.
- Witaj wilczku. Nie. Bardzo miło nam się rozmawiało. Jeśli już to ja trochę pomęczyłam jego
Uśmiechnęła się siadając na kanapie. Nawet nie zdążyła pomyśleć by zaprosić Nata by też usiadł, ten już siedział sobie wygodnie obok. Uśmiechnęła się więc tylko kręcąc głową.
-Widzę, że doprowadziłeś się do porządku. Brawo
Była bardzo szczęśliwa, że tak jak Huras wcześniej, tak Nat nie miał na sobie nic. Jakoś nie pasował jej ubiór na wilkach. Ewentualnie spodnie, tak jak wcześniej miał Nat. Nic więcej.
Wybuchła zaskoczonym śmiechem, gdy wilk przyciągnął ją do siebie.
- Cóż...- udała, że się zastanawia przeczesując futro na piersi wilka dłonią. Poruszyła lekko głową mocniej wtulając twarz w sierść. Pociągnęła lekko nosem wciągając zapach wilczego futra. Zapach Nata przywodził jej na myśl lasy i watahę, którą się zajmowała, mimo, ze wilk pachniał zupełnie inaczej, to jednak kojarzył jej się z miejscem , które latami było dla niej azylem- polaną watahy i samymi wilkami. Czuła się dzięki temu pewniej, bezpiecznej.
Po chwili już po prostu się tuliła całkowicie odprężona.
- Może być- szepnęła cicho. Wyciszyła się, zrelaksowała i było to po niej widać jak na dłoni. Jej myśli wciąż szalały, umysł rwał się na poszukiwania smoka. Jednak myśl o domu przyniosła jej jakiś spokój dzięki czemu lepiej sobie z tym chaosem radziła.
Czuła wilczy ogon łaskoczący jej stopy. Spojrzała w górę na pysk wilczka, który oczywiście nie był świadomy co jego ogon wyprawie, więc schyliła się szybko, chwyciła ogon i unieruchomiła go na chwilę, nim nie podkuliła nóg z dala od jego zasięgu. Puściła wilczą kitę spojrzała z udawaną grozą na wilka i tylko pokręciła głową kładąc głowę spowrotem na wilczej piersi. Półleżała teraz z nogami na kanapie i głową na piersi Nata. Dopiero gdy jej stopy były bezpieczne zareagowała na wieści.
- To najpierw mały trening, a potem misja czy na odwrót? Obu nie mogę się doczekać. Ty będziesz ze mną trenować?- spytała niby spokojnie ale z wyraźną ekscytacją w oczach. Nie mogła się doczekać. Szczerze miała już trochę dość siedzenia i była oczywiście bardzo ciekawa sali treningowej, na której mogła by się trochę podszkolić, nauczyć co nieco, a potrzebowała tego i dobrze o tym wiedziała.
- Za jakiś czas będę musiała iść spać...- zauważyła. Na pokładzie słońce nie działało na nią więc nie odczuwała zmęczenia tak, jakby to było na Ziemi. Jednak jej zegar biologiczny działał i bez słońca. Za jakiś czas może zacząć odczuwać zmęczenie, a gdy zacznie ją męczyć sen, będzie musiała pójść spać przynajmniej na cztery godziny.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1414
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Kwatera Amelii   Pon Sie 03, 2015 7:07 pm

NPC Storyline - Natvakt

Pułkownik zdążył polubić swoją "małą" podopieczną. Znał się z nią dość krótko, niemniej cakowicie mu to nie przeszkadzało.
Amelia była bardzo zadowolona z zostania przycigniętą do samca, co odczytał dokadnie po jej uśmiechu. Karpatianka skupiła się następnie na przeczesywaniu jego futra palcami oraz wtuleniu w nie swej twarzy, wyraźnie testując jak mu poszło wyczyszczenie się. Densorini może i mieli coś z bestii, niemniej jednak dbali o siebie, swój wygląd, higienę. Brudas nie robił na nikim wrażenia, co najwyżej powodował obrzydzenie. Zadbana istota - to już co innego. Z reszt higiena ułatwiała życie. Znacznie łatwiej było funkcjonować, gdy do futra nie było przyklejone dodatkowe pół tony brudu, w przeciwieństwie gdy nosioło się to wszystko ze sobą.
Test został zaliczony, Am potwierdziła to zarówno głosowo - jak i swym zachowaniem, wtulając się w niego niczym w wielką przytulankę. Nat oczywiście nie miał nic przeciwko, objął ją oraz przytulił do siebie, samemu czując jakąś potrzebę zapewnienia jej tego poczucia bezpieczeństwa. Z drugiej strony udawał, że nie wie o co chodzi, gdy spojrzała na niego wymownie - po tym jak zaczął ją łaskotać.
-Trening. Potem może dostaniecie więcej czasu dla siebie albo od razu zostaniecie wysłani na misję.
Wyjaśnił, łapiąc Am delikatnie i przesuwając ją do pozycji siedzącej, by wilk samemu mógł wstać. Uczynił to od razu, wyskakując na równe nogi, prostując się, wyciągając ręce nad siebie i rozciągając. Nat wydał przy tym z siebie cichy warkot, czując jak mięśnie i ścięgna naciągają się, a krew zaczyna szybciej krążyć w jego organizmie.
-Jinkusu na pewno uwzględni tobie czas na sen. Pójdę się przygotować, a ty jak tylko będziesz gotowa, udaj się na salę. W szafach na pewno znajdziesz jakiś mundur... butami raczej nie musisz się martwić.
Dodał na koniec, mrugnął do karpatianki okiem, a następnie odwrócił się na pięcie i wyszedł, opuszczając pokój. Zrozumiał, że Am potrzebuje snu, specjalnego - nie takiego jak on czy inni. Na pewno dowódca naczelny jej go zapewni. Tymczasem, pozostało jej udać się korytarzami na salę treningową. [zt NPC]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Amelia Stein

avatar

Liczba postów : 230
Data dołączenia : 11/09/2014

PisanieTemat: Re: Kwatera Amelii   Czw Lis 12, 2015 11:13 pm

W niewielkim, pogrążonym w głębokiej ciemności pokoiku podłoga zaczęła się ... ruszać. Dotąd pozornie ubita ziemia zaczęła się wybrzuszać, falować, by po chwili rozstąpić się na boki i ukazać leżącą na dnie głębokiego dołu młodą kobietę. Naga, obsypana wilgotną ziemią zaczęła powoli otwierać powieki. Brudne, rozrzucone wokół głowy gęste czarne loki niemal całkowicie zlewały się z ziemią, ale blada cera odcinała się wyraźnie, nawet w tak głębokich ciemnościach. Kobieta powoli wyciągnęła dłonie nad głowę i rozciągnęła się. Po czym podniosła się i wyszła z pokoiku, a ziemia posłusznie zasypała dół w którym spała.
Wyspana i całkowicie zregenerowana wzięła szybki prysznic, przebrała się w luźną, białą tunikę zapinana z przodu jak koszula, z szerokimi rękawami i białe lniane spodnie o prostych nogawkach. Stopy pozostawiła bose, a włosy jedynie rozpuściła. Wyglądała teraz nieco jak zjawa, szczególnie, że jej oczy po odpoczynku nabrały jeszcze nieco głębszej barwy. Nie przejmowała się tym jednak. Nie zamierzała nigdzie wychodzić, a zresztą dla nikogo tu nie była w żaden sposób atrakcyjna, więc nie było się czym przejmować.
Usiadła na środku głównego pomieszczenia kwatery, pełniącego funkcję salonu. Usiadła na ziemi po turecku przed panelem pokazującym las. Wzięła kilka głębokich oddechów i zamykając oczy pogrążyła się we własnych myślach. Starała się wszystko poukładać. Wyciszała po kolei wszystkie niepotrzebne myśli i skupiała się na pojedynczych sprawach patrząc na nie jak najbardziej z dystansu.
Pierwsza sprawa Onuris.
Jej kochany braciszek, który zniknął kilka lat temu i jego związki z Nodinem. Potem Sędzia i jej reakcja na niego. Na koniec jej obecne położenie i sprawa wyboru mentora.
Wszystko to zaczynało ją frustrować ledwie zaczęła myśleć. Siedziała medytując około dwóch godzin, a potem zwyczajnie padła na plecy i leżała tak na ziemi patrząc w sufit i dalej rozmyślając.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1414
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Kwatera Amelii   Pon Lis 16, 2015 10:49 pm

NPC Storyline - Dur-Shurrikun|Morrogh

Amelia nie była świadoma tego, że gdy ona odpoczywała pod ziemią, okręt uczył się jej. Analizował jej organizm, zachowanie komórek, reakcje na różne bodźce oraz to jak jej ciało czerpało minerały z ziemi w celu regeneracji. Okręt uczył się, dozował sobie informacje na temat każdego z członków załogi. Każdy był wyjątkowy, inny, każdego należało zbadać, poznać. Nie posiadał on jednak mentalności maszyn znanych na ziemi. To co robił, robił by zapewnić swym podkomendnym względne bezpieczeństwo. Wiedząc jak ich leczyć, co im wolno, a czego nie powinni robić - jak zachowują się ich organizmy w określonych sytuacjach.
Karpatianka położyła się na ziemi, metalowej posadzce, która niemalże natychmiast dostosowała temperaturę do jej ciała, nie powodując nieprzyjemnego uczucia chłodu. Nie trudno było się domyślić, że okręt wszystko na bieżąco monitorował i dopasowywał. Nie minęła chwila, a odezwał się głos okrętu.
-Masz gościa, Amelio...
Odezwał się głos okrętu. Zaraz po tym, przy drzwiach pojawił się mały hologram, ukazując kto czekał po drugiej stronie. Był to lew... pokryty czarnym futrem, masywny, o czerwonych ślepiach - lew. Anthro lew, prawdopodobnie densorin. Na ewentualne pytanie dotyczące celu wizyty nieznajomego, okręt odpowiedział krótkim hasłem - "nawiązanie znajomości". Przedstawił go również jako "Morrogha", bezpośredniego członka "The Core". Gdy Amelia oznajmiła, że przybysz może zostać wpuszczony do jej kwatery, drzwi rozchyliły się na boki.
Za drzwiami stał wspomniany lew. Miał jakieś dwa i pół metra wzrostu, był masywny, standardowo - dobrze zbudowany. Jego sylwetka była dobrze przystosowana do poruszania się na dwóch jak również czterech kończynach - ze względu na nieco dłuższą długość rąk. Ogon lwa również był długi. Samiec prezentował się dobrze, jego futro było zadbane, czarna grzywa dodawała mu pewnego groźnego uroku, a długie i ostre pazury wieńczące każdy palec - jasno sugerowały, że miało się do czynienia z wojownikiem.
Spojrzenie lwa spokojnie przemieściło się po pokoju, szukając właścicielki. Ten osobnik wcześniej nie miał do czynienia z przedstawicielami Ziemi - po za Sunny która po prostu była dzieckiem. Niemniej jednak nie sądził, że są oni aż tak... niscy. Zdziwienie swoje jednak skutecznie zamaskował. Po wejściu do pokoju, na wstępie, skinął kobiecie łbem.
-Witaj, Amelio z Ziemi.
Odezwał się czarnofutry samiec, podchodząc spokojnym, pewnym krokiem bliżej kobiety. Ze względu na różnicę wzrostu, gdy tylko się zbliżył - kucnął, uginając swe kolana. W ten sposób ona znalazła się "wyżej", jednak podniesie przez niego łba delikatnie w górę nie wiązało się z tym jak ona musiałaby zadzierać głowę w górę by nie gapić się mu w korpus, mówiąc do jego futra.
-Doniesiono mnie, że kłopoczesz się wyborem mentora. Jak również... podobno miałaś kontakty z Onurisem. Czy to prawda?
Wyjaśnił samiec, delikatnie zakreślając jej cel swej wizyty. Przy tym, wyciągnął do niej swą prawą dłoń, otwartą, wewnętrzną stroną ku górze. Na jego pysku dało się dostrzec bardzo delikatny uśmiech, nieco pozytywnego podejścia z jego strony. Może nie tyle o u Natvakta czy Acortha - albo innych, jednak definitywnie starał się nie wypaść źle przy pierwszym spotkaniu.


Morrogh:
Spoiler:
 
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Amelia Stein

avatar

Liczba postów : 230
Data dołączenia : 11/09/2014

PisanieTemat: Re: Kwatera Amelii   Wto Lis 17, 2015 4:22 pm

Będąc pod ziemią Amelia z bardzo niewielu rzeczy mogła zdawać sobie sprawę. Jej umysł tak jak ciało, był częściowo wyłączony. Właśnie dlatego wybrała odpoczynek karpatian. Pragnęła na przynajmniej te kilka godzin przestać myśleć. Pragnęła odciąć się od problemów. Nie chciała by jej podświadomość męczyła ją snami.
Lecz nawet gdyby była świadoma poczynań okrętu raczej nie oponowałaby. Już wcześniej została poinformowana, że okręt to świadoma istota i choć wciąż było to dla niej nieco dziwne, powoli starała się przyzwyczaić, a jej wiecznie wyczulone instynkty mówiły jej, że jest bezpieczna na pokładzie. Nie miała by więc nic przeciw badaniu przez okręt, gdyby o nim wiedziała.
Nadal nie przyzwyczajona do końca do otaczającej jej teraz rzeczywistości zdziwiła się nieco, gdy kładąc się na posadzce nie poczuła jej chłodu. Spodziewała się zimnego metalu, ale podłoga była ciepła. Kiedy minęło jej zdziwienie uśmiechnęła się szeroko. Miło wiedzieć,że ktoś o ciebie dba, nawet jeśli to tylko myśląca maszyna.
Leżąc na plecach z rękoma rozłożonymi na boki, tak że jej ciało układało się w krzyż łaciński uniosła wysoko nogi i zaczęła nimi machać w powietrzu. Potrzebowała nieco rozruszać mięśnie więc po prostu zaczęła spokojnie ćwiczyć. Nie zdążyła jednak nawet skończyć pierwszych trzech ćwiczeń gdy okręt oznajmił jej,że ma gościa. Słysząc ten komunikat automatycznie spojrzała w kierunku drzwi. Na ich tle ujrzała hologram całkiem groźnie wyglądającego lwa. Okręt lakonicznie, w żołnierskich zadaniach przedstawił jej przybysza. Ciekawa czego też owy lew może chcieć, bo komunikat " nawiązanie znajomości" wydawał się jej dość wieloznaczny, rzuciła w eter pozwolenie na wejście jednocześnie szybko wstając z podłogi.
Przywitała swojego gościa serdecznym uśmiechem, którego ten pewnie nie zauważył, bo rozglądał się po pomieszczeniu. Początkowo sądziła, że samiec po prostu jest ciekawy pokoju i chce poznać otoczenie. Dopiero po sekundzie zorientowała się,że on szuka jej. Zaśmiała się cicho i chcąc zwrócić na siebie jego uwagę rzuciła krótkie:
- Witaj
Poczekała aż lew spojrzy w dół, na nią i znów posłała mu ciepły uśmiech, który jeszcze poszerzył się gdy uslyszala powitanie samca.Sposób w w jaki się do niej zwrócił był dla niej dziwny i zabawny, chociaż w tym towarzystwie chyba całkiem zasadne. Przecież na pokładzie jest wiele istot pochodzących z różnych miejsc galaktyki. Miała ochotę przywitać się z nim tak samo,ale stwierdziła że nie będzie ryzykować kompromitacji,gdyby miała źle wypowiedzieć jego imię.
Zaśmiała się widząc jak lew kuca przed nią, niczym dorosły tłumaczący coś dziecku.
"Wreszcie ktoś zniża się do mojego poziomu" pomyślała rozbawiona.
Gdy wyciągnął do niej dłoń delikatnie położyła na niej swoją. Jej cała ręka była zaledwie jedną czwartą lwiej. Ich złączone dłonie wyglądały uroczo, ale i groteskowo.
Widząc starania lwa uśmiechnęła się szeroko i serdecznie.
- Informacja na pokładzie szybko się rozchodzi- Zaśmiała się krótko, przekrzywiając po swojemu głowę. Na dźwięk imienia braciszka widocznie się zamyśliła,patrząc bardziej na ramię lwa niż jego samego. Jej dłoń wciąż spoczywała na dłoni samca i Amelia całkiem machinalnie zaczęła głaskać go po niej, badać dłonią wszystkie załamania skóry.
-Onuris... Szczerze nie wiem jak odpowiedzieć na twoje pytanie... Wychowałam się u boku osobnika o tym imieniu, który jak mi się wydaje jest widmem. Nie wiem jednak czy to ten sam osobnik którego wy tu znaliście. Dlaczego pytasz?
Dopiero zadając ostatnie pytanie przeniosła spojrzenie na oczy lwa ciekawa, czemu zainteresował się sprawą Onu. Tak jak mówiła niczego nie była pewna,jednak coś mówiło jej,że znają jednego gada,a ona właśnie poznaje bliskich swojego brata.
Patrzyła teraz na lwa ze zmarszczonymi brwiami i widoczną na twarzy, a szczególnie w oczach mieszanką ciekawości, tęsknoty i zamyślenia. Nie przestawała też głaskać lwiej dłoni.
- Mogę obejrzeć twoje pazury i dłoń? Jestem ciekawa budowy desorinów
Spytała uprzejmie nim chwyciła lwią rękę w swoje dłonie. Poczekała na pozwolenie i zaczęła oglądać ją pod różnymi kątami przy okazji robiąc lwu masaż dłoni.
Jeśli jej nie pozwolił to tylko kiwnęła głową i zostawiła go w spokoju.
- A co do mentora...tak szukam kogoś kto pomogłby mi wzmocnić ciało, nauczył walczyć z przeciwnikami posiadającymi siłę i moce desorinów lub smoków oraz rozwinąć moje moce.
Powiedziała spokojnie. Wciąż zastanawiała się nad wyborem mentora,choć jej serce już wybrało. Pozostawało znaleźć sposób by smok się zgodził...
- Pierwszy raz widzę czarnego lwa. Tak ogólnie. Widziałam w nowojorskim zoo lwa albinosa, ale czerń ... Jesteś bardzo...interesujący
Powiedziała z szerokim uśmiechem. Przyglądała się samcowi uważnie.
- Może przed kontynuowaniem rozmowy usiądziemy ?
Zaproponowała wskazując gestem kanapę. Jak się wcześniej przekonała gdy się odpowiednio ułoży nie musi aż tak zadzierać głowy. No i liczyła, że lew zgodzi się by zbadała jego grzywe.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1414
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Kwatera Amelii   Sob Lis 21, 2015 7:19 pm

NPC Storyline - Dur-Shurrikun|Morrogh

Czarnofutry spuścił na chwilę łeb, spoglądając na jej dłoń, którą zaczęła głaskać go po jego własnej. Zaraz jednak jego wzrok powrócił do niej, a samiec nie omieszkał odpowiedzieć na jej stwierdzenie.
-Okręt może i ma kilkaset kilometrów, jednak załoga jest stosunkowo mała.
Wyjaśnił, a następnie wysłuchał jej odpowiedzi na temat Onurisa. Karpatianka nie wiedziała wszystkiego, co było oczywistym. Widma miały swoje tajemnice, a Core miało swoje tajemnice. Wiedząc kim są widma, mało kto chciał pozostawić je bez "nadzoru". Jak również nie każdy uwierzył w śmierć Onurisa, choć mało kto o tym wiedział lub się tym interesował.
-Nie mogę tobie udzielić odpowiedzi na to pytanie, musiałbym ciebie bowiem oszukać, skłamać. Dowiesz się więc w swoim czasie. Mogłabyś natomiast... opisać go? Jak wyglądał? Jak się zachowywał? W jakich okolicznościach przyszło wam się poznać? Ile czasu minęło?
Odpowiedział jej, a następnie pozwolił sobie na zadanie jej kilku pytań, dotyczących znajomości jej i Onurisa. Nie chciał by poczuła się jak na jakimś przymusowym przesłuchaniu, jednak zmuszony był to uczynić. Nim więcej informacji uda im się pozyskać, tym większą przewagę zdobędą.
Samiec nie krył zdziwienia, słysząc jej pytanie czy mogłaby obejrzeć jego pazury oraz dłoń. Była ciekawa budowy ich ciał? Morrogh skinąłem jej łbem, zgadzając się bez słowa i nie kryjąc lekkiego zdziwienia. Nie było to dla niego nic takiego, jednak nigdy nie był obiektem badań. Amelia była pod tym względem bardzo otwarta i... musiał się przyzwyczaić.
-Daalkiin.
Rzucił bez zastanowienia.
-On poprawi twoje umiejętności jak również wzmocni skutecznie ciało. Chyba, że masz kogoś na oku o kim chciałabyś porozmawiać. Nie krępuj się.
Odezwał się do niej, a następnie uśmiechnął lekko ponownie. Nie widziała wcześniej czarnego lwa, stąd on był bardzo "interesujący". Musiał jej przyznać, że on sam również nie widywał czarnych lwów. Więc może rzeczywiście, był interesujący.
Na propozycję kontynuowania dalszej rozmowy na kanapie, lew przystał bez wahania. Wstał natychmiast, skierował się ku kanapie na której rozsiadł się wygodnie, wyciągając swe ręce i opierając je na oparciu. Swój ogon pociągnął blisko ciała po lewej stronie swojego ciała, pozwalając mu zsunąć się z łóżka przy lewej nodze, aż do łapy. Zaczekał aż kobieta się do niego dosiądzie, a następnie skierował na nią swe spojrzenie, oczekując na odpowiedź z jej strony. Na ten moment zadał jej nieco pytań, a nie chciał jej jednak utopić w tych pytaniach.
Amelia mogła również spostrzec, że i ten samiec czuł się bardzo swobodnie w jej obecności. Nie usiadł w kącie kanapy, lecz rozsiadł się praktycznie na środku, zajmując sobą oraz swymi rękoma na podparciu z obu stron - sporą część. Najwyraźniej ta otwartość była naturalna. Choć mogło to być spowodowane faktem, że znajdowali się na okręcie - w otoczeniu które i ten samiec znał oraz czuł się w nim pewnie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Amelia Stein

avatar

Liczba postów : 230
Data dołączenia : 11/09/2014

PisanieTemat: Re: Kwatera Amelii   Sob Lis 21, 2015 10:41 pm

Gładziła lwią dłoń machinalnie. Nie zdawała sobie do końca sprawy, że to robi dopóki samiec nie spuścił wzroku patrząc na ich wciąż połączone dłonie. Jedynak nawet kiedy zauważyła co robi nie przestała. Lew nie zabierał dłoni ani nie wyglądał na złego, a ją to uspokajało.
- Dobrze to słyszeć. Może uda mi się w miarę szybko wszystkich poznać
Powiedziała neutralnym, choć lekki zabarwionym zadowoleniem tonem, stwierdzając widocznie będący po jej myśli fakt. Było oczywiste,że bardzo chciała poznać załogę i być ze wszystkimi w dobrych stosunkach.
- Rozumiem
Kiwnęła głową i zaczęła myśleć co mogłaby opowiedzieć samcowi i jak ma to zrobić. Zanik zaczęła opowiadać zaprowadziła lwa na kanapę. Serdecznie się zaśmiała się widząc, że lew rozsiadł się na kanapie. Usiadła obok niego. Podkuliła nogi pod siebie i objęła je ramionami.
- Onu... Wyglądał jak ...widmo- zaśmiała się krótko- Teraz wiem, że prawdopodobnie nim był. Duży, miał jakieś dwa i pół metra wzrostu i na tyle szerokie ramiona, że jako nastolatka mogłam po nich chodzić. Cały czarny, to znaczy niemal cały. Na głowie, ramieniu i ogonie miał czerwone wzory. Oczy miały taką samą barwę. Były trochę straszne, szczególnie dla małej dziewczynki samej w lesie... Był...po prostu Onu. Nigdy nie myślałam o jego zachowaniu jakoś szczegółowo. Po prostu Onu. Jedyny w swoim rodzaju. Pełen sprzeczności. Dla mnie delikatny, dobry, opiekuńczy i troskliwy, dla innych potrafił być brutalny, szczególnie gdy w jakiś sposób minie krzywdzili. Czułam, że ma wielką moc, coś złego, niezgodnego z nim, z tym którego ja poznałam. Właśnie... poznałam go podczas spaceru po lesie. Był już ranek, wszyscy moi bliscy dawno poszli spać, ja miałam jeszcze godzinę może półtorej i jak to bardzo rozsądne siedmioletnie dziecko poszłam na samotny spacer po lesie. Zaatakował mnie starożytny wampir. Nieczysty. Jako półczłowiek byłam dla niego smacznym kąskiem. Prawie mnie zabił i wtedy pojawił się wielki stwór i uratował mnie. Stwór był interesujący więc się do niego przyczepiłam. Zaakceptował mnie, zaprzyjaźniliśmy się... Stał się najbliższą mi istotą zaraz po mamie, ale pewnego dnia po prostu przyszedł pożegnać się i  nagle zniknął. Jakieś dziesięć lat temu widziałam go po raz ostatni....
Opowiadała spokojnie, wyraźnie zamyślona, czasem wyraźnie smutniejąc, czasem cicho się śmiejąc. Dopiero przy ostatnim zdaniu spojrzała na lwa.
Uśmiechnęła się z lekkim smutkiem i pozwalając samcowi przemyśleć jej małą spowiedź delikatnie ujęła jego dłoń, którą znajdowała się całkiem niedaleko jej głowy, zaczęła uważnie oglądać naturalną broń lwa.
- Myślałam o kimś...O Sędzim Kyrat. Głupio się przyznać ale wciąż mam trudności w wymówieniu niektórych imion i nie chcę się kompromitować wypowiadając je źle. Między innymi imię Sędziego nie przechodzi mi przez gardło. Natvakt obiecał mi pomóc
Przyznała lekko zawstydzona.
- O Daalkiinie też myślałam...
Zawachała się lekko i spojrzała na lwa niemal bałagalnie.
- Mam nadzieję, że nie masz nic przeciw
Rzuciła cicho i powoli zmieniła pozycję przytulając się do lwa z dłonią na jego piersi, wsłuchując się w jego serce.Potrzebowała chwili po opowieści  o Onu. Bardzo za nim tęskniła i było to po niej widać.
Nie chcąc nadużywać dobrego serca lwa po niedługiej chwili odsunęła się i szeroko uśmiechnęła, wyraźnie spokojniejsza.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1414
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Kwatera Amelii   Nie Lis 29, 2015 11:17 am

NPC Storyline - Dur-Shurrikun|Morrogh

Rozsiedli się na kanapie i rozmowa przeszła do poważniejszego tematu. Morrogh zastanowił się chwilę nad pozycją w jakiej rozsiadła się kobieta. Mówiło to nieco o jej stanie psychicznym. Niekoniecznie najlepiej. Z drugiej strony, mogło to być związane z koniecznością mówienia o czymś co nie było do końca przyjemne.
Czarnofutry lew słuchał z uwagą tego co miała mu do powiedzenia na temat widma, które rzekomo spotkała i które miało zwać się Onuris. W tym co mówiła, było trochę informacji... zabawnych. Jak chociażby wspomnienie o szerokości ramion oraz to co najwyraźniej na nich wyprawiała.
-Poddał ciebie treningowi jaki serwują sobie widma?
Zapytał, słuchając następnie co jeszcze miała mu do powiedzenia. Tak na prawdę teraz też mogłaby wskoczyć komuś na ramiona, mali to oni nie byli - zwłaszcza dla niej. Za młodu miała zapewne więcej miejsca na akrobacje. Amelia kontynuowała, a samiec słuchał jej dalej, szukając dodatkowych informacji w jej słowach. Dla niej był to zapewne miły stwór, który uratował ją, a potem się nią zaopiekował. Stworzyła się między nimi jakaś więź. Dla Morrogha nie było to już tak kolorowe. Widma miały w swych zachowaniach jakiś wyższy cel, większy niż tylko sprawy śmiertelników.
Zanim jednak densorin zdążył zareagować, jego dłoń znów znalazła się w jej dłoniach, a karpatianka zajęła się sprawdzaniem jego naturalnego uzbrojenia. Coś co ją tak ciekawiło, dla niego było bardzo naturalne... stąd też jej zachowanie było trochę dziwne. Niemniej jednak... obce rasy, odkrywanie wszechświata. Nie robiła mu krzywdy, więc mógł to znieść.
Rozmowa zmieniła temat, bieg skierował się ku ewentualnemu mentorowi. Lew uśmiechnął się, słysząc jaki karpatianka napotkała problem.
-Nie martw się, Amelio, twoje imię również jest dla nas dziwne.
Skomentował krótko samiec, a następnie z lekkim uśmiechem, kontynuował.
-Inusannon, Sędzia z Kyrat. Raczej nie przyjmuje uczniów. Jednym na pewno był Maro, jednak jego sytuacja była wyjątkowa. Został przeszkolony za młodu, by chronić następcę tronu. Powiedzmy, że przypieczętowano w ten sposób jego los. Myślę jednak, że byłabyś w stanie zdobyć u niego miejsce. Pod warunkiem, że nie okażesz słabości, lecz siłę. Zarówno przed sobą oraz względem siebie, jak i przed nim oraz względem niego. I nie, to nie jest to samo co upartość.
Wyjaśnił jej. Potem wspomniała o Daalkiinie. Morrogh chciał jej coś oczywiście odpowiedzieć, jednak zanim to uczynił Amelia zapytała czy nie ma nic przeciwko i wtuliła się w niego, niczym w pluszaka. Nie, żeby poczuł się dziwne, jednak poczuł się bardzo dziwnie. Zazwyczaj nikt mu tak nie robił i choć nie miał nic przeciwko, nie przeszkadzało mu to... jednak poczuł się dziwnie. Lew był wyrozumiały, wiedział, że wspomnienia kogoś kogo się utraciło, nie należały do najprzyjemniejszych. Dlatego też pozwolił się do siebie przytulić, a nawet delikatnie oparł lewą dłoń na jej plecach, gładząc ją po nich na uspokojenie.
Długo to nie trwało jak kobieta odsunęła się, a lew spojrzał na nią znów swymi czerwonymi ślepiami z bardzo delikatnym uśmiechem na pysku. Nagle stracił wątek, wiedział po co tu przyszedł ale nie bardzo wiedział jak ma się za to dalej zabrać. Amelia była po prostu miła, przyjazna, w świecie którego nie znała, który ją teraz otaczał. Niby była tutaj sama, a jednak szybko udało jej się zaadaptować. Ogon lwa przesunął się delikatnie końcówką po ziemi, a on sam wziął głębszy wdech by nieco uspokoić myśli.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Amelia Stein

avatar

Liczba postów : 230
Data dołączenia : 11/09/2014

PisanieTemat: Re: Kwatera Amelii   Pon Lis 30, 2015 9:00 am

Am była osobą która bardzo dobrze znała się na mowie ciała i wiedziała, że pozycja jaką przyjęła nie mówiła najlepiej o jej obecnym samopoczuciu i stanie psychicznym. Nie przejmowała się tym jednak tak jak zwykle. Natvakt ostrzegł ją, że powinna być otwarta i nie ukrywać swoich myśli i emocji. Nie było to dla niej łatwe. Odkąd pamięta w obecności innych ukrywała najmniejsze sygnały mogące ukazać, że nie wszystko jest w porządku. Musiała być postrzegana jako statyczna i odważna, twarda i nieustępliwa. Mało kogo obchodziło, że w rzeczywistości jest zupełnie inna. Teraz potrzebowała jakoś ukryć się, by móc opowiedzieć o swoim braciszku. Wspomnienia były wesołe, ale ta zawarta w nich beztroska właśnie sprawiała jej ból, budziła tęsknotę. Starała się nie myśleć o tym jak lew w tej właśnie chwili ją postrzega, wiedziała bowiem że przygląda jej się uważnie.
- A jaki trening serwują sobie widma? - zaśmiała się- To całkiem możliwe i tłumaczyło by czemu kazał mi robić różne nie do końca zrozumiałe dla mnie rzeczy.
Już raz użyła desorina jako środka lokomocji więc dobrze wiedziała, że mogła by chodzić po ich ramionach, może nie tak swobodnie jak po ramionach Onurisa dawniej, ale jakoś by sobie poradziła, gdyby któryś stworek jej na takie coś pozwolił.
- Obce imiona zawsze są problematyczne. Wy jednak jakoś sobie radzicie, ja wciąż mam spore problemy dlatego wole poczekać na mojego opiekuna. Może jemu uda się wbić mi do głowy jak wymawiać wasze imiona
Zaśmiała się serdecznie, choć słychać było wciąż lekkie zawstydzenie. Widać było, że bardzo jej zależy na tym by poznać i zapamiętać oraz nauczyć się wymawiać imiona członków załogi i na prawdę stara się to zrobić.
- Uporu mi nie brak- uśmiechnęła się- ale rozumiem... chyba. Czuję, że to on będzie dla mnie najlepszym mentorem. Nie wiem dlaczego, po prostu... coś mi mówi, że to musi być on, a ja nauczyłam się słuchać instynktów. Smok za mną chyba nie do końca przepada....Myślisz, ze Maro będzie chciał mi pomóc? Będzie potrafił wskazać drogę do " klasy" Inu-san-no-na?
Spytała na koniec sylabizując imię sędziego i patrząc pytająco na lwa, prosząc o odpowiedź na pytanie i potwierdzenie, że dobrze wypowiedziała imię smoka.
Poczuła lekkie spięcie w ciele lwa gdy się do niego przytuliła. Potrzebowała chwili bliskości i trochę egoistycznie przez chwilę tuliła się do boku samca, jednak czując, ze on nie czuje się z tym komfortowo mimo, ze na swój sposób odwzajemnił uścisk głaszcząc ją po plecach, odsunęła się delikatnie szybciej niż by chciała.
-Przepraszam, potrzebowałam na chwilę się przytulić. Wciąż czuję się tu bardzo zagubiona...
Wytłumaczyła swoje zachowanie.
- Coś się stało?
Spytała zmartwiona słysząc jak lew bierze charakterystyczny, uspakajający oddech. Była osobą, która zawsze się o wszystko martwiła i starała się uchronić bliskich przed jakimikolwiek zmartwieniami. Na każdą oznakę niepokoju reagowała jak na alarm przeciwpożarowy. Tak było i teraz. Patrzyła na lwa z wyraźnym zmartwieniem i zaczęła go głaskać machinalnie po ramieniu.
- Może pójdziemy na spacer? Opowiesz mi nieco na temat Onurisa, którego ty znasz. To co możesz powiedzieć. Albo ogólnie o widmach?
Zaproponowała z serdecznym uśmiechem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1414
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Kwatera Amelii   Sro Gru 02, 2015 8:59 am

NPC Storyline - Dur-Shurrikun|Morrogh


Morrogh spodziewał się, że otrzyma pytanie na które nie do końca będzie w stanie odpowiedzieć. Widma - choć The Core wiedział o nich więcej od innych - dalej pozostawały tajemnicą.
-Ciężko to opisać. Z jednej strony, fizyczny aspekt treningów aż tak nie różni się od naszych. Przyjmując dwunożną formę, narzucają na siebie te same zasady które kierują nami. Nie korzystają jednak z dodatkowych sprzętów, jak my. Pomimo całej swej wiedzy i możliwości, odrzucają technologię. Stąd też... ich treningi nie opierają się jedynie na samym aspekcie fizycznym czy magicznym, lecz również na łączącej ich więzi, zaufaniu. Wykorzystują tylko własne ciała, otoczenie oraz swych kompanów. Przykładowo poruszanie się po ramionach innego widma, zazwyczaj w jakimś niebezpiecznym dla nich miejscu. Budują wśród swoich zaufanie. Niemniej jednak pamiętajmy, że ich łączy więź mentalna, nieosiągalna dla nas.
Odpowiedział na jej pytanie, starając się samemu w tym nie zakręcić i nie zgubić. Morrogh nie do końca rozumiał ideę treningów widm, jednak zaznaczył równocześnie, że jest on związany z więzią mentalną łączącą widma - której oni nie posiadają. Być może gdyby i oni ją posiadali, mogliby lepiej zrozumieć sens oraz cel treningu który choć w niektórych momentach podobny i skuteczny dla wszystkich - w innych wydaje się dla kogoś takiego jak lew czy karpatianka - bezsensowny.
-Na pewno to uczyni.
Skomentował krótko, a następnie wyciągnął nogi przed siebie, prostując je i rozciągając się nieco.
-Smok nie przepada za nikim. Chyba, że mowa o innych widmach, Maro lub następcy tronu i kilku innych osobnikach - których po prostu toleruje. Myślę również, że Maro tutaj nie pomoże. Musisz sama udać się do Inusannona. Spróbuj okazać mu szacunek, jednak nie płaszcz się przed nim. Być może przeżyjesz.
Wyjaśnił jej nieco w kwestii jednego z przedstawicieli Kyrat. Było ich na świecie więcej, jednak ten był dość szczególny. Nie każdy był bowiem ożywiany przez widmo, do tego pochodzące z innego świata. Następnie obdarowany mocą by służyć wyższemu celowi.
Do samego przytulenia, lew nie miał problemu. Nie była to po prostu jego "codzienność", raczej nie był typem przytulanki.
-To nie problem. Nie każdy jest po prostu... przyzwyczajony. Co do ciebie... odnajdziesz się. Myślę, że dość szybko.
Odpowiedział, a chwilę później pokiwał łbem przecząco, nic nie odpowiadając na jej zapytanie odnośnie "czy coś się stało".
Czarnofutry densorin poruszył się, podnosząc się i odsuwając plecy od oparcia. Wsparł się łokciami na swych kolanach, spoglądając jeszcze na Amelię i uśmiechając się dalej lekko.
-Wybacz ale będę musiał tobie odmówić. Mam jeszcze trochę obowiązków.
Dodał, a następnie podniósł się do góry, wyciągnął ręce ku górze i nieco się rozciągnął. Po tym, odwrócił się jeszcze do kobiety, lekko się przed nim skłaniając na pożegnanie.
-Nigdy nie poznałem Onurisa. Przydzielono mnie jedynie do odkrycia prawdy.
Wyjaśnił jej to co wiedział oraz dlaczego cała ta rozmowa miała miejsce. Następnie odwrócił się i ruszył ku wyjściu. Szybkim krokiem znalazł się w drzwiach, które zaraz otworzyły się przed nim. Zanim jednak przez nie przeszedł, zatrzymał się by przekazać jej coś jeszcze.
-Gdy będziesz gotowa, weź mundur i zgłoś się do głównego hangaru.
Rzucił krótko, a następnie wyszedł przez drzwi które zamknęły się zaraz za nim, pozostawiając Am samą w pokoju. Mimo, iż wyszedł, jak widać dla Amelii nie był planowany dalszy odpoczynek oraz lenistwo. Musiała zgłosić się do hangaru, pełnego inteligentnych maszyn, okrętów, myśliwców i innych.
Gdy Amelia wyszła na korytarz, na owym zrobiło się bardziej "tłoczno". Co jakiś czas, mijały ją białe drony pędzące przez korytarz. Niektóre niosły ze sobą jakieś przyrządy, inne materiały, a jeszcze inne nie miały przy sobie nic. Wszystkie jednak miały jakiś swój cel, poruszając się ku swym celom i zwinnie mijając karpatiankę.
[Morrogh zt]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Amelia Stein

avatar

Liczba postów : 230
Data dołączenia : 11/09/2014

PisanieTemat: Re: Kwatera Amelii   Czw Gru 03, 2015 10:11 pm

Słuchając Lwa przypominała sobie różne fragmenty swoich treningów z Onurisem. Potrafiła dopasować nie jedno ze swoich wspomnień do słów samca. Przez jej głowę przechodził istny korowód wycinków zdarzeń sprzed lat i choć gdy Morrogh wspomniał o treningu widm niemal od razu pomyślała, że byłoby to całkiem w stylu jej jaszczurzego brata, zadziwiało ją, że braciszek trenował ją jakby była widmem.  Tak jak wspominał Lew- nie rozumiała o co chodzi i wciąż do końca nie rozumie. Podczas treningów, szczególnie na początku często zadawała pytanie na temat zasadności tego co kazał jej robić braciszek, z czasem przestała- ufała Onurisowi, że ten wie co robi, a i sama zauważała swoje powolne postępy więc nie było o co się burzyć. Może kiedyś jeszcze będzie jej dane poćwiczyć z braciszkiem. Treningi z nim choć męczące były dla niej świetną zabawą.
Podczas wywodu Lwa zaczęła zastanawiać się czy ją i Onurisa łączyła taka więź. Na pewno sobie ufali, ale więź mentalna... Nie przypominała sobie by kiedykolwiek czytała myśli brata, choć może i to robiła tylko nieświadomie, tak jak z mamą, której myśli po prostu znała, jakby były jej własnymi. Onuris mógł bez problemu czytać jej myśli i siedzieć w jej głowie, nigdy przy nim nie blokowała umysłu, a już na pewno nie przed nim.
Zrobiła wielkie oczy i lekko odkaszlnęła ukazując swoje zdenerwowanie słowami Lwa.
- Ehem... " może przeżyje" mówisz? Nie ma to jak dobra motywacja
Zaśmiała się z lekka nerwowo unosząc dwa kciuki do góry, by po chwili obrócić dłonie i skierować je do dołu, przy czym zrobiła udawanie smutną minkę.
- Nie nawykłam do płaszczenia się...
Skomentowała krótko sugerując, że tego z całą pewnością nie zrobi względem smoka ani nikogo innego. Nigdy się przed nikim nie płaszczyła i nie miała zamiaru zacząć. Głównie dlatego nie do końca pasowała do swojego ludu. Umiała słuchać rozkazów, być posłuszną jeśli trzeba, ale na w pracy, w sytuacji zagrożenia. W życiu prywatnym okazywała szacunek wszystkim bez wyjątku, choć był on na bardzo zróżnicowanym poziomie zależnie od osoby. Nie potrafiła okazywać wielkiego szacunku ludziom, którzy nie raczyli jej okazać choć odrobiny.
- Mam taką nadzieję
Uśmiechnęła się niepewnie, ale z nadzieją. Bardzo chciała znaleźć swoje miejsce wśród załogi. Wreszcie znalazła społeczność gdzie może po prostu być sobą- obdarzoną nieludzkimi umiejętnościami wojowniczką.
W bezruchu obserwowała jak Lew wstaje. Wciąż była lekko zmartwiona, ale skoro nie chciał mówić to nie naciskała.
- Rozumiem
Rzuciła z lekkim uśmiechem.
Zmarszczyła na krótką chwilę brwi. Była przekonana, że Lew znał jej brata, ale w sumie... to całkowicie normalne i do przewidzenia, ze dowództwo wyznaczyło kogoś niezwiązanego do rozmowy z nią na temat Onurisa.
Pomachała Lwu na pożegnanie. Gdy zamknęły się za nim drzwi posiedziała chwilę na kanapie myśląc o rozmowie.
Potrząsając głową wstała, przebrała się w mundur i wyszła na korytarz...i o mało nie wpadła na jakiegoś drona. Zatrzymała się w pół kroku a dron jak gdyby nigdy nic przeleciał. Na korytarzu roiło się od dronów latających to w jedną to w drugą stronę.
Z pomocą okrętu ruszyła do hangaru.
{ZT}
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Amelia Stein

avatar

Liczba postów : 230
Data dołączenia : 11/09/2014

PisanieTemat: Re: Kwatera Amelii   Sob Sty 23, 2016 12:36 pm

Lis do niej dołączył do niej po chwili i tylko czekali na jakieś komentarze za strony Nietoperza. gdy na jej hodzie pojawiły się informacje o zbliżających się jednostkach sojuszniczych. Eskadra " Młot" przywiozła przesyłkę, w postaci Daalikiina.
- Witaj Daalkiinie
Obserwowała rozmowę między Daalkiina z Wampirem, a także komentarze maszyn, a także wszystko co ich otaczało, wciąż zafascynowana kosmosem.
Nagle spokój zastał zaburzony. Dość spora jednostka myśliwców, oznaczonych jako sojusznicy z Desorinu. Następnie dostali rozkazy z okrętu. Posłusznie razem z resztą swojej eskadry ustawiła się na tyłach " komitetu powitalnego". na którego czele oczywiście znalazł się Daalkiin.
Amelia czuła się dziwnie. Coś mówiło jej, że powinna brać nogi za pas i znikać jak najszybciej się da.
_ Bardzo nie tak...
Rzuciła potwierdzając słowa Wampira. Miała przeczucie, że zaraz stanie się coś złego. Niestety jej przeczucie potwierdziło się już chwilę potem, gdy jeden z myśliwców eskadry " Młot" poinformował resztę, że został namierzony, a sekundę później rakiety leciały w ich stronę. Myśliwce obu jednostek rozpierzchły się na boki. Jej myśliwiec został namierzony zaraz potem, tak jak pozostałe. Myśliwce nie wiedziały co się dzieje, zapanował chaos.
Daalkiin wydał rozkaz, w wyniku którego Amelia została odcięta stając się tylko całkowicie biernym obserwatorem działań. Rozumiała to, co nie zmieniało, że czuła się gorzej niż nieswojo nie mogąc nic zrobić.
Białe światło. Trzask. Pustka. Amelia zdezorientowana dryfowała w kosmosie rozglądając się rozbieganymi oczyma wokół. Nie mogła się specjalnie ruszyć, a wokół niej dryfowały resztki jej myśliwca, a także innych statków. Kawałek dalej dryfował Lis, a nad nią latały statki. Najstraszniejszy był jednak widok wielkiego okrętu oznaczonego na hodzie kolorem zielonym. Gdy tak obserwowała jeden z odłamków zaczął dryfować w jej stronę. Nie mogła uciec i dostała w nogę.
Słuchała Daalkina wnioskując, że zaraz zostaną w jakiś sposób zabrani, gdy z okrętu wyskoczyła jakaś postać. Sekundę przed tym jak znalazła się w swojej kwaterze zboczyła tylko jak Rhoshan łapie ową postać.
- Auć
Wymsknęło jej się, gdy znalazła się w kwaterze, lądując na tyłku.
Zdjęła hełm i dopiero wtedy rozglądnęła się po pomieszczeniu.
- Witaj
Zwróciła się do drona uśmiechając się do niego. Chciała wstać i pozbyć się kombinezonu, ale okazało się, że jej prawa noga jest złamana. Jęknęła cicho i zwyczajnie położyła się na ziemi plackiem.
- Nie masz nic na złamania, nie?
Zerknęła na drona. Normalnie, będąc w NY wezwała by Aidena. Karpatianin wziął by ją do siebie, pomógł z opatrzeniem, a potem zakopał w ziemi by ta ją uleczyła. Teraz musiała czekać- aż noga się zrośnie albo ktoś wpadnie ją odwiedzić i pomoże.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1414
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Kwatera Amelii   Sob Sty 23, 2016 8:53 pm

NPC Storyline - Dur-Shurrikun|Khardesh

Amelia wylądowała w swojej kwaterze. Jej pancerz wyświetlił na hudzie informacje na temat stanu jej zdrowia, zaznaczając dokładnie miejsca złamania oraz na wstępie wstrzykując jej środki przeciwbólowe dla uśmierzenia samego bólu. Dron znajdujący się w pokoju, stał kilka sekund nieruchomo, jak by na coś lub kogoś czekał. I szybko okazało się na kogo. Drzwi jej pokoju otworzyły się, a do środka - bez pytania czy zaproszenia - wszedł kolejny stworek. Ten miał jakieś 2,4m wzrostu, był dobrze zbudowanym samcem - tygrysem. Nie miał na sobie żadnego odzienia, co było tutaj standardem - futra wystarczały.
Nie czekając na zaproszenie, wszedł do środka i natychmiast ruszył ku Amelii.
-Ładnie się załatwiłaś, koleżanko. Jestem Khardesh.
Odezwał się do niej. Jego głos był spokojny, naturalny, bez większych emocji. Nie uśmiechał się, był po prostu skupiony na tym co tutaj zastał. Tygrys podszedł do niej, a następnie kucnął przy karpatiance i wyciągnął ręce ku jej nodze. Pierwsze co się stało, zanim jej w ogóle dotknął - było zniknięcie z niej pancerza - całego. Został on odesłany za pomocą teleportacji do magazynu. Amelia została w samym mundurze. Tygrys wsunął prawą dłoń pod jej udo i przytrzymał je od spodu bardzo delikatnie. Złamanie miało miejsce tuż nad kolanem, nie było to nic groźnego - lecz nadal wymagało leczenia. Futrzak o nic nie pytał, po prostu działał. Lewa dłoń zbliżyła się do jej nogi od góry i pazurem zaczęła rozcinać materiał jej munduru, od uda aż po samą stopę. Bardzo płynnie, nie szarpiąc, delikatnie - by nie naruszyć i nie podrażnić skóry. Tygrys rozsunął następnie ostrożnie materiał - i w tym momencie zbliżył się dron, który podleciał od drugiej strony, wysunął niewielkie urządzenie wyglądające jak laser - a następnie tym malutkim działkiem - za pomocą białego promienia, zaczął naprawiać jej kość. Biały laser wystrzelił, przenikając jej skórę bezpośrednio do kości. Jedyne co czuła Amelia, to lekkie mrowienie. Cała operacja trwała kilkanaście sekund. Po zakończeniu działania, dron wzniósł się do góry i odleciał - kierując się ku wyjściu z pokoju, opuszczając go i ruszając ku innemu zadaniu.
Amelia została sama w pokoju ze stworkiem, który usiadł przy niej po turecku - prostopadle do jej pozycji - w tzw. siadzie skrzyżnym. Znów chwycił jej nogę - ta przed chwilą ranną - a następnie położył ją na swych nogach. Nie pytał o pozwolenie, położył jej nogę na swych własnych, a następnie oparł na niej swe dłonie i zaczął masować nogę na całej długości. Lewa dłoń zajęła się jej stopą, przechodząc do kolana i wracając, a prawa udem i całą górną częścią nogi - od kolana. Na masaż złożyły się uciski, wygładzanie i uciskanie mięśni. Ten zabieg potrwał około minuty, po którym tygrys puścił jej nogę, lecz nie odsunął jej od siebie - i skierował w końcu spojrzenie na jej twarz. To mógł być ciekawy początek znajomości - ledwo go poznała, a on już się zdążył porządzić.
-Będziesz cała. Daj swojemu organizmowi przywyknąć do nowych metod leczenia, nie biegaj i nie skacz przez pięć minut, a nic tobie nie będzie.
Skomentował, jak by wyjaśniając jej sytuację. Nie było ciężko domyślić się, że chodziło o pobudzenie krążenia oraz "obudzenie" układu nerwowego który został "uśpiony" przez środek przeciwbólowy - miejscowy. Dla Amelii ciekawym się mogło natomiast wydać, że tygrys jej od siebie w żaden sposób nie odsunął, wyraźnie akceptując jej obecność. Mogło to świadczyć chociażby o tym, że załoga już o niej wiedziała i akceptowała ją jako swoją.


Khardesh
Spoiler:
 
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Amelia Stein

avatar

Liczba postów : 230
Data dołączenia : 11/09/2014

PisanieTemat: Re: Kwatera Amelii   Sob Sty 23, 2016 9:35 pm

Nie potrzebowała informacji na hodzie by wiedzieć, że kość udowa jej prawej nogi jest złamana tuż nad kolanem. Wiedziała, że to uniemożliwi jej ruch, a przynajmniej nie powinna się ruszać by nie pogorszyć swojego stanu, mimo to, gdy kombinezon zaapelował jej środki przeciw bólowe próbowała wstać chcąc chociaż zdjąć kombinezon lub usiąść na kanapie. Jednak tak jak przypuszczała było to niemożliwe. Obserwowała więc drona z nadzieją, że on ma jakiś pomysł poz czekaniem aż jej kość sama się zrośnie, co bez dobroczynnej gleby może zająć nawet dwa tygodnie jeśli nie dłużej. Dron jednak wyglądał jakby na coś czekał, bez większych ambicji by jej pomóc. Nim jednak całkiem się poddała udając się w objęcia snu swego ludu drzwi jej kwatery otworzyły się i wszedł tygrysek.
- Ciebie też miło poznać
Zamachała samcowi uśmiechając się serdecznie.
Później już tylko obserwowała. Jej kombinezon zniknął, jej spodnie zostały rozcięte, dron wyleczył złamanie, a potem dostała masaż.
- Dziękuję
Powiedziała nieco się unosząc na łokciach i przyglądając się samcowi, gdy ten masował jej nogę.
-Przyjemnie
Skomentowała z uśmiechem, gdy skończył.
- Wiem. Do wielu rzeczy musze się jeszcze przyzwyczaić, np. do tego jacy wszyscy jesteście tu... bezpośredni. Choć to miłe.
Usiadła tak by już nie zadzierajać tak wysoko głowy. Nogę wciąż miała na kolanach tygrysa, a dla wygody dołożyła drugą szczerząc ząbki.
Przekrzywiła lekko głowę :
-Mogę się jakoś odwdzięczyć za pomoc?
Spytała, z drobną nadzieją, że dostanie pozwolenie na dobranie się do futra tygrysa.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Kwatera Amelii   

Powrót do góry Go down
 
Kwatera Amelii
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next
 Similar topics
-
» Kwatera Amelii
» Kwatera Główna Aurorów
» Kwatera główna aurorów

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Inne światy :: Przestrzeń kosmiczna :: Tytan Dur-Shurrikun-
Skocz do: