Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Stary wiatrak

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość
Gość
Gość



PisanieTemat: Stary wiatrak   Sob Lip 18, 2015 9:11 pm

First topic message reminder :



Już daleko poza ostatnimi zabudowaniami szumnie zwanymi cywilizacją, na otwartych równinach stałą ta oto budowla. Mało kto w ogóle jeszcze pamiętał, co to jest, do czego służy, poza rozpadaniem się, i do czego służyło kiedykolwiek. Porozrzucane szczątki drewnianych zabudowań i nagie fundamenty świadczyły o dawnym życiu tutaj, teraz jednak - nikomu się nie chce nawet westchnąć...
Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Daken

avatar

Liczba postów : 33
Data dołączenia : 19/08/2013

PisanieTemat: Re: Stary wiatrak   Nie Maj 21, 2017 7:09 pm

Ponownie drzewa zaszeleściły pod wpływem wiatru. Daken odczekał moment za nim ruszył za dwójką nieznanych mu zupełnie mężczyzn. Dalej znajdując się przy pniu drzewa, przy którym spędził ostatnie chwile podczas trwania ich wspólnej konwersacji, wymierzył wzrokiem prosto w plecy obydwóch, oddalających się postaci, przeskakując między nimi na przemian. Musiał w głowie przemyśleć sobie całą zaistniałą sytuacje na chłodno, starając przypomnieć sobie najmniejsze szczegóły jakie zauważył u obydwu przedstawicieli rasy z aktywnym genem X i całego zaistniałego spotkania. W jego głowie rodziło się parę pytań co do tej dwójki, na jakie chciałby dostać udzieloną odpowiedź, szczególnie na pytania dotyczące kroczącego na samym przedzie wielkoluda. Wiedział, że ma związek z tym, którego nienawidził przez te wszystkie lata z całego serca. Nie potrafił wyzbyć się tego uczucia nawet w momencie, kiedy dowiedział się prawdy o nim, a także prawdy o śmierci swojej matki. Miał tu na myśli swojego Ojca. Starego Logana, a raczej Wolverine'a, jak go niektórzy nazywali. Przez długi okres w życiu Romulus zatruwał umysł Dakena stworzonymi bajkami o jego Ojcu, dla podsycenia gniewu i chęci zemsty jaką zasiał w sercu nastoletniego mutanta, czego skutkiem były zazwyczaj krawawe starcia pomiędzy krewnymi w ostatnich latach. Udało im się zajść sobie drogę już kilka razy i za każdym razem nie doszło do porozumienia pomiędzy nimi. I teraz nadszedł moment do ponownego spotkania z niewiadomym jego przebiegiem. Zjawił się w Nowym Jorku tylko dla swojego płodziciela. A jeden z kroczących przed nim mężczyzn, miał z nim coś wspólnego.
Oblizał usta w kącikach i przeczesał palcami swoje ciemne włosy, sterczące mu z głowy. W końcu wprawił swoje ciało w ruch, ruszając prosto w ich ślady. Przy okazji wyjął z ust sterczącego mu szluga i schował za płatek ucha, gdzie na razie mu nie przeszkadzał. Wbijając kciuki obydwu dłoni do kieszeni czarnych spodni, zbliżył się do idącego za Sabretoothem Huntera, zachowując bezpieczną odległość, z której mógł spokojnie mu się przyjrzeć. Niebieskie, przechodzące prawie w szarość tęczówki jego oczu sunęły w górę i w dół, kiedy analizował całą postać zamaskowanej postaci.
Po jej mowie ciała, prężnych krokach jakie stawiała i ostatnim rzucie jakiego był sam świadkiem, nie trudno mu było odgadnąć, że ma do czynienia z kimś, kto obeznany jest w dziedzinie walki, co na dodatek mogło mu ułatwić w ocenie wyposażenie jakie miała przy sobie. Zadziwiające, że ktoś jeszcze korzystał z kuszy w dzisiejszych czasach, ale nie mu było to oceniać. On sam nigdy nie lubił dotykać się broni palnej czy jakiejkowiel dystansowej. Nie lubił zabijać szybko i przez jedno pociągnięcie za spust. Mimo wszystko został wychowany na wojownika, mierzącego się z przeciwnikiem na wyciągnięcie ręki, a możliwość rozorania komuś gardła pazurami, była zbyt kusząca i przyjemna, by zrezygnować z niej na rzecz broni, która była czymś zbyt prostym jak na skonfrontowanie się ze śmiercią. Zdecydowanie wolał swojej ofierze spojrzeć prosto w oczy z odległości parunastu centymetrów, niż z kilkunastu metrów. Niestety ludzie wolą sobie nie brudzić rąk.
Jego wzrok przesunął się ostatni raz po masce strzelca, kiedy wreszcie przeszedł na blondyna o byczej posturze, właśnie rozbijającego szybę jakiegoś auta. Oparł się o pobliską latarnię i zerknął przelotnie na okolicę, sprawdzając czy nie ma w pobliżu właściciela. Na szczęście ulica, na której się znajdowali była opustoszała, nie licząc ich trójki. Jedynie na alarm, który wraz z opadającymi kawałkami szkła zaczął wyć, zapaliło się światło w oknie jednego z jednorodzinnych domków. Ale oni już wtedy dawno znaleźli się w środku pojazdu, odpalanego za pomocą połączenia ze sobą odpowiednich kabelków przez blondyna. To On zajął miejsce kierowcy, im samym dając znać kciukiem, by usiedli z tyłu. I Daken nie miał nic przeciwko temu, skoro mutantowi zachciało się im poszoferować. Jedynie tylko skupił się na pilnowaniu nieznajomego z maską na twarzy, kiedy wbił się na siedzenie obok niego. I ruszyli.
Droga przez miasto była długa, chociaż i tak krótsza, gdyby podróżowali taksówką. Mieli do dyspozycji mnóstwo czasu by rozpocząć jakąś luźniejszą rozmowę, przebijając się przez istniejące nadal o tej porze korki, jednak żadne z nich tego nie wykorzystało, milcząc, bo i co mieli mówić, skoro wszystko miało rozegrać się gdzie indziej, a czasu mieli dużo? Obserwował mijany krajobraz miasta za szybą samochodu, układając się wygodnie w siedzeniu i nadstawiając uszu na pierwsze dźwięki, jakie dobiegły z radia, niosąc za sobą brzmienie z lat 80 i 90. Co jak co, ale olbrzym miał nawet gust, bo to on operował urządzeniem na przedzie samochodu i wybrał odpowiednią stację. Daken zaczął wybijać palcami rytm o podłokietnik umieszczony na drzwiach, do lecącego kawałka (https://www.youtube.com/watch?v=Nco_kh8xJDs). Przymknął oczy i na chwilę pogrążył się w swoich myślach, uśmiechając się kącikami ust do samego siebie. Nadal manipulował feromonami, które wypuszczane z jego ciała niosły za sobą uczucie całkowitego zrelaksowania, co miało iść mu na rękę w obecności dwóch, a na pewno jednej groźnej jednostki. Jednak nawet ona nie stanowiła dla niego na ten moment zagrożenia, jeśli to on panował nad sytuacją i był przygotowany na każdy możliwy obrót sytuacji przeciw niemu. A był i świetnie się z tym czuł, pozwalając sobie na minimalne uchylenie powiek, by łypnąć chwilowo na nich. Wsłuchał się w bicie ich serc, by sprawdzić czy feromony go nie zawodzą i musiał z zadowoleniem stwierdzić, że umiejętności nie odeszły mu nagle w zapomniane. Mało tego. Chyba aż zbyt wpłynął na ich stan, czego wynikiem było nagłe, niespodziewane zaczepienie przez zamaskowanego zabójcę. Kątem oka dostrzegł jak się przysuwa do niego powoli, wyczuwając bijące od niego podekscytowanie. Nie minęła chwila kiedy pochylił się w jego kierunku i położył dłoń na udzie Japończyka. Daken zerknął na nią z uniesioną brwią i wyszczerzył się w imitacji paskudnego uśmiechu, skierowanego w tą wyrzeźbioną w drewnie zwierzęcą twarz. Wyciągnął lewą rękę spomiędzy nich i ułożył ją na oparciu siedzenia za Hunterem, palcami zahaczając "przypadkiem" o jedno z jego ramion.
-Chyba nie chcesz mnie uderzyć? To byłoby fatalne... w skutkach.
Na jego twarzy zagrał chwilowy wyreżyserowany smutek, który zwieńczył krótkim wygięciem kącików ust w dół, tworząc delikatną formę podkówki. Zaraz potem jednak uśmiechnął się ponownie do mężczyzny w protekcji, pod którą sprowadził go w głowie, zsuwając rękę z oparcia siedzenia i kładąc ją na dłoni, która ścisnęła mu udo. Wtedy właśnie zajechali pod wybrane przez kierowcę miejsce do spotkania, więc odwrócił głowę od maski i zerknął przez szybę na okolicę. Było pusto. Nie było żadnej betonowej budowli, żadnego ogrodzenia, żadnego asfaltu. Znajdowało się tu jedynie dużo fauny skąpanej w mroku, jak otaczający ich las i wielki, stary, samotny młyn stojący ponuro pośrodku pagórka, pod który zajechali. Dłonią powędrował do klamki od drzwi samochodu, ale wtedy został brutalnie odciągnięty od tej czynności poprzez gorący pocałunek jaki został złożony na jego ustach. Daken nie zdążył zareagować, ponieważ całujący go delikwent wykonał szybki pocałunek, i równie szybko wyszedł z pojazdu. Przez chwilę siedział w samochodzie po opuszczeniu go przez wszystkich i oblizywał wargi przez dobry moment, rozpamiętując słodką pieszczotę wykonaną przez tajemniczą postać. Samo wykonanie mu się spodobało, ponieważ obyło się bez zbędnego pierdolenia w tańcu i czuć było wprawę. Natomiast nie podobało mu się to, że gość pozwolił sobie na to bez jakiejkolwiek zgody Japończyka. I w tym momencie westchnął, wiedząc, że będzie musiał sprowadzić całuśnego faceta do parteru.
Wysiadł z samochodu i zamknął za sobą drzwi, ruszając do dwójki mutantów, stojących przed zboczem pagórka, na który mieli się wspiąć by dostać się do drewnianej budowli. Odchylił łeb i zaciągnął się tutejszym powietrzem z nieukrywaną przyjemnością.
-Czyste powietrze. Cudnie.
I poszedł w kierunku wiatraku, mijając po drodze Huntera, którego uszczypnął delikatnie w udo i do którego lekko się pochylił, mrucząc pod nosem.
-Jeszcze raz mnie dotkniesz bez pozwolenia, a upierdolę Ci jaja.
Posłał perskie oko wraz z erotycznym całuskiem w jego kierunku i odszedł, nie czekając na resztę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sabretooth

avatar

Liczba postów : 66
Data dołączenia : 11/02/2013

PisanieTemat: Re: Stary wiatrak   Pią Maj 26, 2017 10:23 pm

Gdy tylko Victor wysiadł z samochodu od razu ruszył kilka kroków w stronę ruiny. Ze spokojem i lekko przymrużonymi oczami obserwował wschód słońca. Wolał zostawić młodzież samą - miał nadzieję, że nie zabiją się. Nie miał całkowitego pojęcia o tym, co działo się w samochodzie po jego wyjściu i w zasadzie lepiej - homoseksualizm wzbudzał w nim obrzydzenie. Victor zastanawiał się jak by rozegrać całą sytuację - nie to, żeby miał problem z przedstawieniem dwójce swojego planu.
Jego rozmyślania nad finalnym kształtem planu przerwał mu głos europejczyka.
Creed odwrócił się powoli w jego stronę. Na jego twarzy widniał lekki uśmiech. Szczególnie, aż zauważył kota na jego rekach. Spojrzał też na twarz drugiego z mężczyzn. Pomijając widoczne między nimi napięcie wszystko wydawało się w porządku.
-Dobrze - rozpoczął pewnym głosem - To miejsce nie jest przypadkowe, mam nadzieję, że wiecie czemu? - zapytał z lekką ironią w głosie.
-Jeżeli nie, to już wam tłumaczę. W okolicy znajduje się siedziba bandy fanatyków, która twierdzi, że wszyscy są równi. - jego głos stał się nagle spokojny i opanowany - Stawiają na równi nas razem z ludźmi....
Urwał i spojrzał na słońce odwracając się od nich bokiem
-Twój ojciec był kiedyś porządną osobą. Znałem go dobrze. Można nawet powiedzieć, że po części dzięki mnie jego ciało stało się idealną maszyną do zabijania. - skończył i odwrócił się twarzą do Dakena. - Myślałeś, że nie rozpoznam kim jesteś? Masz jego zapach, może nie ten sam, jednak bardzo podobny. - po czym znów uśmiechnął się ironicznie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Stary wiatrak   Sob Maj 27, 2017 1:02 am

Crimson Hunter zajmował się kociakiem, dopóki nie odezwał się do niego Daken. Zmierzył go od góry do dołu, pamiętając jak ciepłe wargi miał ten zadziora. Na samą myśl, oblizał usta pod maską. Skupił się chwilowo na Japończyku. Zatem, jak usłyszał jego stwierdzenie, podszedł do niego bardzo blisko. Pochylił się do jego ucha, aby szepnąć mu na nie kilka słów.
-Nie muszę mieć pozwolenia, gdyż biorę to, co chcę i kiedy chcę.-odparł uwodzicielskim głosem-Robiłeś to kiedyś na łonie natury?-spojrzał ukradkiem na Dakena-Ja chętnie bym sobie przypomniał, jak to jest, Pszczółko.-otarł się delikatnie fragmentem maski o policzek Dakena mrucząc przy tym jak zadowolony kocur, dając mu jasno do zrozumienia, czego, jak tylko załatwią sprawy z Wielkoludem.
Odsunął się od Japończyka, aby spojrzeć na przemawiającego Wielkoluda. Słuchał z zainteresowaniem, drapiąc przy tym kociaka po łebku. Zmrużył oczy, kiedy Sabre  zaczął się zwracać bezpośrednio do Dakena. Zaczął się zastanawiać, o kogo mu mogło chodzić. Czyżby, lada moment miał dowiedzieć się czegoś interesującego o swoim nowym obiekcie zainteresowań? W sumie, może to by mu się przydało kiedyś, taka informacja.
-Banda fanatyków? -Crimson uniósł brew ku górze, ale nie było tego można dostrzec z powodu maski na twarzy-Och, do ludzi powiadasz?-z racji, że kociak się wyrywał postawił go na ziemi-Cóż za bezczelność z ich strony. Wnioskuję, że chcesz im dać nauczkę, Wielkoludzie?-zerknął na kotka, który ocierał się o jego nogi-Zatem, masz jakiś plan jak rozumiem, Wielkoludzie?-Hunter obserwował kotka, jak ten ucieka i znika w stronę krzaków, gdzie zapewne była jego rodzina.
W każdym razie, skupił się na Wielkoludzie, a potem na Japończyku. Bardzo go ciekawiło co wyniknie z tego, co powiedział Sabre do Dakena.
Tak czy siak, robiło się nader ciekawie.
Znowu wodził wzrokiem po Japończyku. Feromony, którymi wcześniej uraczył Daken Huntera, nadal go jeszcze trzymały. Nie mógł odpędzić od siebie bardzo niegrzecznych myśli związanych z bękartem Logana. W sumie, to dobrze świadczyło, bo był zdrowy pod każdym kątem. Jakby nie byli w trójkę, to już dawno dobierałby się do Dakena. Poza tym, dawno nie miał nikogo w łożu, więc tym bardziej mu się chciało. Musiał jednak się zastanowić, jak tu dobrać się do Dakena i najlepiej, zatrzymać go przy sobie na dłużej, a najlepiej na stałe. Skoro nie przywalił mu po pocałunku w mordę, a jeszcze robił się zalotny, musiał lubić konkretnie i bez przysłowiowego pierdolenia o Chopenie. W takim razie, nie powinien mieć problemów z poderwaniem Dakena, ewentualnie namówienia go na szybki numerek. Miejsce, jakby co było, a kiedy o tym myślał spojrzał w stronę wiatraka. Już sobie wyobrażał co robił z Japończykiem, dlatego na dobre kilka minut odleciał myślami w krainę fantazji. Dopiero po chwili, wrócił na ziemie, jak to się powiada.
Miał już w głowie pewien plan, ale to później, jak zajmą się zadaniem jakie przygotował dla nich Sabre. Na razie, Crimson Hunter musiał zadowolić się czuciem ust Dakena na swoich wargach i rozmyślaniach, co takiego może mu zrobić, jeśli o ile dojdzie do czegoś więcej. W sumie, założył, że tak będzie, bo miał kilka nowych zabawek, a nie miał na kim ich wypróbować, więc jakby dorwał Dakena problem sam by się rozwiązał...
Powrót do góry Go down
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3435
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Stary wiatrak   Pią Cze 16, 2017 6:46 pm

Na prośbę graczy i z powodu braku reakcji na próbę kontaktu - wyprowadzam Dakena z tematu. On może zacząć sobie akcję w innym miejscu, a pozostali niech uznają, że jednak sytuacja mu się nie spodobała i po prostu się oddalił. Dostaje ode mnie oficjalne z/t.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Sabretooth

avatar

Liczba postów : 66
Data dołączenia : 11/02/2013

PisanieTemat: Re: Stary wiatrak   Pią Cze 23, 2017 5:37 pm

Delikatny wiatr hulający między ruinami delikatnie rozwiewał blond grzywę, a wschodzące słońce oświetlało jego potężną sylwetkę. Fakt, stał kilka dobrych kroków od dwójki, jednak bez problemu słyszał ich szepty między sobą - w końcu był wszechstronną bestią.

Pomijając już fakt, że jego rozmówcy bardziej zajęci byli flirtowaniem między sobą zupełnie mu nie przeszkadzał - nie wymagał od nich więcej, niż choć szczątkowej inteligencji. W końcu i tak w razie walki posłużyliby za mięso armatnie. Jednak jedna rzecz mu nie grała, a mianowicie pasywność Japończyka. Niemalże całą rozmowę chłopak pogrążony był we własnych myślach i zdawał się być nieobecny podczas jego wywodów. To jednak nie był koniec, w końcu Daken odwrócił się na pięcie o odmaszerował w siną dal - zupełnie jak ojciec, wolał unikać "tej ciemnej strefy". Jakoś sto nie zdziwiło Victora, jedynie krzywo się uśmiechnął i spojrzał na polaka.
Dobry z Ciebie dzieciak, ale nic z tego nie będzie - powiedział patrząc w jego oczy - Nie poślę Cię na śmierć, bo ta ofiara nie przyniesie korzyści nikomu.
Odetchnął głęboko, po czym odwrócił się w przeciwną stronę i ruszył w stronę miasta.

//zt dla mnie i Alexa
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Jimmy Hudson

avatar

Liczba postów : 9
Data dołączenia : 19/06/2017

PisanieTemat: Re: Stary wiatrak   Pią Lip 14, 2017 8:41 pm

Był tutaj, tego James był pewien w stu procentach. Trudniej było jednak ustalić jak dawno temu jego cel się stąd oddalił. Blondyn westchnął ciężko i oparł się plecami o bok porzuconego pod wiatrakiem samochodu. Nasłuchiwał, ale nic nie wskazywało na to, że ktoś mógł czaić się w okolicy. Odchylił głowę do tyłu, pozwalając by ciepłe promienie słońca przyjemnie pieściły skórę jego twarzy, przełknął ślinę, uspokajał oddech. Maszerował zdecydowanie zbyt długo, musiał odpocząć. Podjął trop wiele kilometrów stąd, kiedy zorientował się, że źródło zapachu dostało się do samochodu, szedł pospiesznie, przez wiele godzin.
Tak, musiał teraz chwilę odpocząć...
Po kilku minutach odbił się od samochodu i odkrył, że jego drzwi pozostawiono otwarte. Wszedł do środka. Wyczuwał woń dwóch innych mężczyzn. Chociaż wydawało mu się, że jego cel był mężczyzną to coś wzbudzało jego wątpliwości. Jego zapach był zbyt sterylny, jakby nadużywał prysznica, przesadnie dbał o czystość swoich ubrań i równie przesadnie przesadzał z perfumami, w dodatku dziwnymi perfumami. Wszystko to jak już zdążył się nauczyć wskazywałoby na kobietę... a jednak, był to mężczyzna, dziwny mężczyzna. Jimmiemu nie dawało spokoju jednak co innego, pomimo tej całej dziwaczności w palecie zapachów, zapach wydawał mu się dziwnie znajomy, trochę jakby wąchał samego siebie.
- Gdzie teraz jesteś sk***? -
Wyszeptał rozglądając się po wnętrzu samochodu. Otworzył schowek na desce rozdzielczej, nie znalazł niczego ciekawego. Później otworzył popielniczkę. Tym razem poszczęściło mu się bardziej. Ze sterty pozostawionych niedopałków wyciągnął najdłuższy, ktoś zostawił prawie połowę papierosa. Hudson wetknął sobie znalezisko w usta i po odkryciu, że samochodowa zapalniczka nie działa, przypalił papierosa swoją własną zapałką. Zaczynały mu się kończyć, jakby bez tego nie miał wystarczającej ilości problemów...
Ostatecznie wysiadł z samochodu, zgasił zapałkę energicznym machnięciem dłoni i wyrzucając ją na ziemię po swojej prawej stronie. Trzymając papierosa w ustach zaczął powoli okrążać wiatrak, co kilka kroków zaciągając się dymem. Nie zdążył obejść budynku nawet do połowy kiedy "dojechał do filtra", więc wyrzucił niedopałek i przygasił go butem, przy okazji zauważając, że kilka sekund wcześniej musiał wdepnąć w gówno. Uroki spacerowania na wsi. Kolejna nauka płynąca z życia, właśnie dowiedział się, że dym papierosowy wlatując do nosa utrudnia wykrywanie psiego kału.
Skończył obchód, podniósł prawą nogę i zaczął wycierać nieczystości z podeszwy przednią oponę porzuconego samochodu. Zamierzał ruszyć w dalszą drogę, chociaż trop był już niemal niewyczuwalny i podejrzewał, że prędzej, czy później po prostu go zgubi. Nagle jednak coś uderzyło w jego zmysły, zaskakująco i potężnie, niczym pięść Mike'a Tysona niespodziewanie wyskakującego z twojej lodówki. Wraz z silniejszym powiewem wiatru nadciągającym od strony miasta, do jego nozdrzy dotarło więcej dziwnie znajomych zapachów. Wydawały się znacznie wyraźniejsze i bliższe, niż niknący trop, którym podążał od wielu godzin. Przez chwilę stan nieruchomo i w myślach analizował sytuację. Kiedy wyrwał się z zamyślenia ocenił stan czystości podeszwy swojego buta na możliwy do zaakceptowania. Spojrzał w lewo...w prawo... a później skierował się w kierunku North Salem.

z/t
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Stary wiatrak   

Powrót do góry Go down
 
Stary wiatrak
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2
 Similar topics
-
» Stary wiatrak
» Stary dąb
» Opuszczony domek na drzewie
» Stary Cmentarz
» Stary farmer farmę... A nie to nie ta piosenka.

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Midgard :: Stany Zjednoczone Ameryki :: Nowy Jork :: North Salem-
Skocz do: