Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Vide Sarti Aeoshan Da-Yu

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1318
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Vide Sarti Aeoshan Da-Yu   Pią Paź 30, 2015 9:21 am


Vide Sarti Aeoshan Da-Yu - Ogromna stolica Imperium Densorinu - rasy anthro-istot przypominających ludzkie zwierzęta oraz bestie rodem z fantasy. Jest to jedno z najlepiej strzeżonych miejsc w galaktyce. Nawet zwykli przechodnie są przygotowani i przystosowani do walki oraz bronienia swej ziemi. Nie bez powodu. W sercu miasta znajduje się bowiem pałac królewski. Vide Sarti datuje się na około milion lat, miasto to posiada kilkadziesiąt milionów mieszkańców i niczym metropolia - ciągnie się przez setki kilometrów, zarówno na, pod jak i nad ziemią. Miejsce to pamięta nie tylko czasy okupacji planety, jak również czasy starożytne - gdy na szczycie łańcucha pokarmowego stały skrzydlate gady władające potężną magią.
Jak przystało na Imperium Densorinu - miasto jest bardzo zaawansowane technologicznie, łącząc jednak w sobie technologię z tradycją. Można tu spotkać zarówno strażników z nowoczesnym sprzętem, jak i takich ubranych w proste szaty czy zbroje - oddanych starym prawom.
Nad miastem zazwyczaj krąży masa okrętów, ruch jest spory jednak nie chaotyczny. W wielu miejscach znajdują się struktury straży imperialnej jak również floty czy armii. W odległości kilkudziesięciu kilometrów od granic miasta - ze wszystkich stron - rozlokowane są bazy wojskowe. Nie jest to miejsce w którym przestępcy są mile widziani - niezależnie od tego z jakiego miejsca we wszechświecie pochodzą.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1318
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Vide Sarti Aeoshan Da-Yu   Pon Cze 26, 2017 7:13 pm

NPC Storyline - Khardesh

Dla Eulalii, miał to być dzień jak co dzień. Gwardia, zazwyczaj, nie zajmuje się łapaniem przestępców. Głównie dba o bezpieczeństwo w najważniejszych obiektach państwowych, pilnuje członków rodziny królewskiej, czy - tak, jak każda armia - stale szkoli się do wykonywania swych zadań.
Eulalia miała znajdowała się akurat w drodze powrotnej do domu, po luźniejszym dniu, poświęconym treningowi. Ulice Vide Sarti były tłoczne, jednak nie przesadnie. Każdy miał dla siebie miejsce. Większość ulic na ziemi, to były chodniki, po których densorini poruszali się pieszo. Pojazdy, głównie, znajdowały się w powietrzu, nad ich głowami. Dało się tutaj dostrzec najróżniejszych densorinów, od lisowatych, przez wilkowate, gadowe czy nawet koty. Słońce powoli zachodziło na horyzoncie, rzucając na okolicę pomarańczowe światło, nic nie zapowiadało dodatkowych przygód. A jednak, odnalazły one densorinkę. Na drodze samicy, stanął samiec. Przed chwilą, kierował się ku niej, po jej torze, z naprzeciwka. Próby zejścia na bok, nic by tutaj nie dały, gdyż znów wszedł by jej w drogę. Tym sposobem, zmusił ją, by się zatrzymała. Sam, uczynił to samo, gdy tylko się zbliżył. Mierzył dwa metry wzrostu, jego futro było złociste od zewnętrznej strony oraz białe, od wewnętrznej - jak korpus, broda, wewnętrzne strony rąk, nóg czy dłoni. Ogon również, od połowy - był biały. Dodatkowo, ciało pokrywały czarny pasy. Densorin - tygrys, kotowaty, tak jak ona. Mierzył prawie dwa i pół metra wzrostu, czterdzieści centymetrów wyższy, od samicy. Był dobrze zbudowany, umięśniony oraz wysportowany, choć nie przesadnie masywny. Bardziej atletyczny, jak to kotowaci. Nic nie mówił, po prostu stanął jej na drodze, zerkając na nią dość neutralnie. Jego pysk wydawał się dość znajomy. Eulalia, szybko mogła przypomnieć sobie, dlaczego go kojarzy. Ten tygrys nazywał się Khardesh. Był jednym z podoficerów w CORE. Teza dała się szybko potwierdzić, gdyż do prawego ramienia samca, przytwierdzony był ISAC. Urządzenie przyklejone było bezpośrednio do futra. Posiadali je wyłącznie członkowie CORE, nikt poza nimi. Pomijając trud w zdobyciu, na Densorinie, posiadanie czegoś takiego bez stosownego pozwolenia, wiązałoby się z wielkimi nieprzyjemnościami. Ten tutaj, był jednak oryginalny.
-Kojarzysz mnie?
Zapytał zaciekawiony, lustrując samicę spojrzeniem. Ją oraz to, co mogła ewentualnie przy sobie mieć. Stwór zaczął od pytania. Jego głos był spokojny, przyjemny. Wręcz przyjazny. Skąd pytanie? Był z CORE. Wiedział, że samica śledziła jego życiorys. Khardesh był wojownikiem oraz łowcą, tropicielem. Specjalistą w swym fachu. Stał wyprostowany, z rękoma opuszczonymi wzdłuż ciała. Jego pozycja niczego nie prowokowała ani nie sugerowała. Zatrzymał ją jednak i zdał pytanie. Nie trudno było się domyślić, że miał do niej sprawę. Zanim jednak zaczną, musiała udzielić mu odpowiedzi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Eulalia

avatar

Liczba postów : 9
Data dołączenia : 25/06/2017

PisanieTemat: Re: Vide Sarti Aeoshan Da-Yu   Wto Cze 27, 2017 5:12 pm

Odkąd Eulalia awansowała z rekruta na oficjalnego członka Gwardii Densorinskiej, jej dni były dosyć podobne do siebie choć nie identyczne. Służba rodzinie królewskiej, wykonywanie misji. Krótko mówiąc ochrona planety i jej mieszkańców. Mieszkając samej, jej rodzice zostali w miasteczku skąd pochodzili, nie miała zbyt wielu obowiązków w domu. Dlatego mogła całkiem się poświęcić swojej pracy. Nigdy nie marnowała dnia. Tak było i dzisiaj, gdy nie mając nic konkretnego do roboty, postanowiła potrenować. Ktoś mógłby stwierdzić, że z jej umiejętnościami nie potrzebowała tego. Jednak kotka wiedziała, że w przypadku walki ciągłe doskonalenie się było niezbędne. Treningi również pozwalały nie wychodzić jej z wprawy. A ćwiczenie równowagi i zwinności były dla niej najważniejsze.
Teraz jednak wracała do domu, powoli wędrując ulicami stolicy, rozglądając się dookoła co jakiś czas. Godzina nie była bardzo późna, słońce dopiero zachodziło, ale nie miała jakoś ochoty spędzać czasu na mieście. Gdyby był środek dnia to pewnie znalazłaby sobie jakiś wygodny punkt widokowy na słońcu i powylegiwała się nieco, grzejąc futro w ciepłych promieniach. A tak szła prosto do swojego gniazdka, z zamiarem przespania się przed dniem jutrzejszym. Omijała innych densorinów, kilka razy zatrzymując małe, które prawie na nią wpadły.
Po jednym z takich zatrzymań, kiedy uniosła łeb do góry, zauważyła jednego z kotowatych. Był na tyle blisko, że rozpoznała go choć nie natychmiast. Omiecenie całej jego sylwetki wzrokiem pozwoliło wychwycić tak drobny szczegół jak ISAC. Świetnie znała to urządzenie, mimo, że sama nigdy go nie miała. Zresztą na to trzeba było sobie zasłużyć. Całkiem sporym awansem do ich wybawców, CORE. To głównie dzięki ISACowi Eulalia zdała sobie sprawę z kim ma do czynienia. Zresztą sam wygląd tygrysowatego również nie był jej obcy choć znała go głównie ze zdjęć. Ktoś postronny mógłby stwierdzić, tygrys jak tygrys. Jednak densorini widzieli między sobą różnice, a kiedy już raz kogoś poznali to zapamiętywali ich zapach. Zapach Khardesha właśnie dołączył do jej biblioteczki znajomych zapachów.
- Oczywiście, że kojarzę. Jesteś Khardesh. Należysz do CORE - odpowiedziała spokojnie, wcześniej kiwając głową potakująco. Niby ton jej głosu był spokojny, postawa nic nie wyrażała. Stety, lub nie, zdradziecki ogon, majtający na boki, wyrażał jej ekscytację, związaną z tym spotkaniem. Można powiedzieć, że tygrys był dla niej kimś w stylu inspiracji. Kotowaty, który dotarł tak wysoko. Sama marzyła, by kiedyś być na tyle dobrą, by móc dostać się do CORE. Służenie komuś, kto wieki temu ocalił ich rasę, było niewyobrażalnym zaszczytem. I awansem. Śledziła karierę kotowatego, szukając wszelkich informacji na jego temat.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1318
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Vide Sarti Aeoshan Da-Yu   Sro Cze 28, 2017 7:33 pm

NPC Storyline - Khardesh

Łowca stał wyprostowany, praktycznie w bezruchu, obserwując samicę z góry i pozwalając omieść się wzrokiem, zwłaszcza wychwycić ten ważny szczegół. ISACa. W przeciwieństwie jednak do niej, jego ogon pozostawał w bezruchu. Tygrys nie odczuwał tego napięcia ani emocji. Nawet gdyby odczuwał, nie mógłby ich ujawniać. Musiał prezentować się profesjonalnie, godnie. Jak przystało, na operatora oraz densorina. Nie mógł ukryć, że samica najbardziej skupiła się na samym urządzeniu, które ten przy sobie miał. Wargi samca uniosły się delikatnie do góry, gdy usłyszał swe imię. Ukazał przy tym kły, zdobiące jego pysk.
-Dobrze. - Zaczął krótko, podnosząc prawą dłoń do góry, wyciągając ją w kierunku pyska samicy. Samiec położył palec wskazujący prawej dłoni na nosie, a następnie pysku Eulalii, zsuwając go lekko w dół. -Trochę ciszej.
Upomniał ją delikatnie. Całe otoczenie nie musiało wiedzieć, że jest z CORE. Co prawda ISAC sam na to wskazywał, jednak urządzenie potrafiło być dość niepozorne. W końcu dotarł tutaj bez tłumu fanów czy gapiów, którzy podążaliby za nim. Korzystając z momentu, Khardesh ruszył do przodu pod lekkim kątem, obchodząc samicę od jej lewej strony, dookoła. Podczas tego procesu, tygrys zaczął się jej uważnie przyglądać, zaczynając od łap i końcówki ogona - która z resztą otarła się o jego własne łapy, gdyż samiec nie trzymał najmniejszego dystansu - dalej, przemierzając wzrokiem w górę, po ciele samicy. Bynajmniej, nie była to chęć "napatrzenia się". Tropiciel obserwował jej postawę oraz poszukiwał defektów, skaz na ciele, futrze, w budowie kości, czegokolwiek widocznego na pierwszy rzut oka. Czegoś, co mogłoby przejść w Gwardii (pomimo surowej selekcji), a nie pasowałoby w CORE. Wyszedł z za niej, obchodząc dalej dookoła, bardzo powoli. Cóż, samica nie powinna czuć się dziwnie, gdyż było to całkowicie normalne. Armia stale sprawdza prawidłowość postawy, może tylko oficerowie trzymają większy dystans, niż ten tutaj. Jednak w kulturze densorinu było to dopuszczalne. Gdy zrobi coś nie tak, najwyżej straci trochę krwi. Na koniec, zatrzymał się przed nią, centralnie. Sięgnął prawą dłonią do lewej dłoni gepardzicy, chwytając swoją wewnętrzną częścią dłoni, za jej wewnętrzną. Podniósł ją następnie do góry, sięgając wolną ręką do ISACa, przypiętego do swego ramienia, który zaraz został odczepiony. Po tym, Khardesh wsunął urządzenie w dłoń samicy, następnie zaciskając lekko swoją dłoń na jej, by ta chwyciła je pewnym chwytem. Dopiero wtedy cofnął swe dłonie, opuszczając własne ręce i kierując spojrzenie na ślepia samicy.
-Uznaliśmy, że jesteś gotowa. Dlatego tu jestem.
Wyjaśnił krótko, nawiązując przy tym do kwestii śledzenia jego oraz Rhoshana - przed laty. Ich kariery, sposobu w jaki trafili do CORE, postępów oraz jawnych (dla niej) zadań, które wykonywali. Wiedzieli o tym, oczywiście, że wiedzieli. Dlatego tygrys wprost powiedział, że uznali, iż jest gotowa. Była na liście kandydatów, choć o tym wiedzieć nie mogła. Mistrz uznał, że można poddać ją dalszemu szkoleniu i przenieść szczebel wyżej, poza jurysdykcję królewską, a pod jurysdykcję CORE.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Eulalia

avatar

Liczba postów : 9
Data dołączenia : 25/06/2017

PisanieTemat: Re: Vide Sarti Aeoshan Da-Yu   Pią Cze 30, 2017 5:49 pm

Była pewna, że się nie pomyliła. Za dużo się naczytała o tym samcu. Widziała jego zdjęcia. Krótka odpowiedź Khardesh'a tylko potwierdziła jej pewność. Samica zamrugała lekko ze zdziwienia kiedy jeden z palców wylądował na jej nosie, a następnie zsunął się na jej wargi. Zrozumiała o co chodzi kiedy tygrys ponownie odezwał się krótkim zdaniem. Skinęła głową na znak, że rozumie. Musiała trochę obniżyć swój ton. Zapewne faktycznie każdy był zajęty swoimi sprawami i nie zwracała uwagi na dwójkę kotowatych, ucinających sobie pogawędkę na chodniku. Jednak ktoś kto interesował się wojskowością mógł przypadkiem usłyszeć imię. Nie dziwiła się, że wolał pozostać niezauważony. Nagły napad fanów na pewno nie byłby ciekawy. Zdecydowanie lepiej zachować anonimowość.
Podążała wzrokiem powoli za tygrysem, śledząc jego poczynania. Czuła na sobie wyraźnie jego wzrok i to jak jej się przygląda. Nie bardzo wiedziała o co może mu chodzić choć była pewna, że samiec doskonale zdaje sobie sprawę z tego, do kogo podszedł. Na pewno by nie zagadał do niej z nudów. Sprawdzał jej sylwetkę, tyle mogła się domyślić. Ale co poza tym? Czy o coś jeszcze chodziło? Pozostało jej cierpliwie czekać, aż Khar zakończy oglądanie jej i ponownie się odezwie. Być może wtedy dowie się czegoś więcej od niego. Ciekawość ją zżerała. Zastanawiała się czego mógł od niej chcieć ktoś tak wysoko postawiony.
Kiedy w końcu kotowaty zatrzymał się przed nią, przechyliła lekko głowę w bok, przyglądając się mu. Śledziła wzrokiem jego gesty. Z niemałym zdziwieniem zauważyła, jak ten odczepia od swojego ramienia ISACa i z jeszcze większym zdziwieniem spojrzała na swoją dłoń, gdy urządzenie na niej wylądowało. Chwyciła je pewniej, unosząc rękę wyżej, by się mu przyjrzeć z bliska. Zaraz jednak uniosła wzrok na samca.
- Gotowa? Znaczy, chcecie mnie... W CORE? To... Umh... Ogromny zaszczyt. - odezwała się trochę niepewnie, nie do końca wiedząc co powinna powiedzieć. Oczywiście, że się cieszyła z takiego awansu. Wystarczyło spojrzeć jej w oczy, by zauważyć te iskierki radości i dumy. Nie wiedziała tylko jak powinna zareagować. Stała spokojnie, ściskając lekko ISACa w łapie i patrząc na Kharda.
- Czy muszę coś zrobić przed dołączeniem do was? Wolę być przygotowana na wszystko. - w końcu zdecydowała, że warto dopytać go chociażby o to co najważniejsze.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1318
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Vide Sarti Aeoshan Da-Yu   Sob Lip 01, 2017 7:56 pm

NPC Storyline - Khardesh

Densorin obserwowł reakcje samicy w całkowitym spokoju. W przeciwieństwie do niej, nie okazywał ekscytacji, starając się zachować powagęta oraz profesjonalizm. Słuchając jej pierwszych słów, stwór uśmiechnął się delikatnie, unosząc przy tym wargi oraz odsłaniając swe kły. Nie mógł powiedzieć, by pozytywny nastrój nie udzielał się również jemu. Nie codziennie przychodzi sytuacja, w której istnieje okazja zarekrutowania do CORE nowej istoty. W tym, densorinki.
-Czy chcemy, to zostanie poddane próbie. Dokładniej, twój charakter, doświadczenie, wyszkolenie oraz twoje ciało. Kandydatów zawsze jest sporo, nie każdy może podołać.
Wyjaśnił samiec, robiąc następnie krok naprzód i wyciągając lewą dłoń przed siebie. Zbliżył się bardziej do samicy, sięgając ręką wpierw na ramię gepardzicy, a następnie wsuwając ją na jej plecy, dokładniej na łopatki. Przy tym geście, tygrys obrócił ją w kierunku w którym sam był zwrócony, zaraz ruszając przy tym przed siebie oraz prowadząc Eulalię ze sobą. Podczas krótkiego spaceru, na który postanowił ją zabrać, kontynuował swoją wypowiedź, jednocześnie starając się udzielić odpowiedzi na jej pytanie.
-Nie da się wszystkiego wiedzieć. Nawet gdybym chciał, nie powiem tobie, jakim próbom zostaniesz poddana.
Odpowiedział krótko, nie zamierzając mówić czegoś, czego sam nie był pewien. W CORE znajdowali się przede wszystkim specjaliści w swym fachu. Komandosi, strzelcy wyborowi, saperzy, inżynierowie, piloci, magowie, istoty magiczne, lekarze. Samica miała do nich dołączyć, jako kolejna istota, która zna się na swojej pracy. Członkowstwo w CORE żadko wiązało się z awansem społecznym, choć operatorzy byli bardzo szanowani w densorinskim społeczeństwie. Mieli do dypozycji, niemalże nieograniczon środki i zasoby.
-Twoja specjalizacja ukształtuje twoją drogę. Jeśli się uda, a inaczej być nie może, zamieszkasz na okręcie. Pożegnasz się z Densorinem, wpadając tu, jak ja - od czasu do czasu.
Wyjaśni, chcąc od razu uświadomić ją w perspektywie zamieszkania bardzo daleko od miejsca pochodzenia. Z dala od tutejszych znajomych czy rodziny. Będzie, jak on, wracała tutaj "od czasu do czasu". Idąc dalej, samiec nie zdjął ręki z ramion samicy, w dalszym ciągu obejmując ją w przyjaznym geście. Khardesh wyraźnie wiedział, gdzie ją prowadzi. Szedł spokojnie, jednak odpowiednio ustalał kierunek ich marszu, prowadząc Eulalię do najbliższego lądowiska. Nie narzucił jednak dużego temap. Poruszali się spokojnie, powoli, miarowo, nigdzie się nie śpiesząc. Tygry głównie spoglądał przed siebie, co jakiś czas zerkając na samicę.
-Są jednak plusy. Lord Nodin ostatnio często pojawia się na Dur-Shurrikunie. Do tego Acroth praktycznie przeniósł się do nas na stałe.
Densorin nawiązał tutaj do Nodina, tutejszego, znanego widma. Czarnołuski budził mieszane emocje. Wszyscy go szanowali, niektórzy ze strachu, inni za jego poświęcenie, traktując gada niczym ikonę, bohatera. Widmo posiadał nadany tytuł szlachecki, stąd nie raz zwracano się do niego per "lordzie", nie po imieniu. Poza tym, nie raz pojawiał się w pałacu czy na ulicach miast, dając odczuć swym podopiecznym, że są bezpieczni, chronieni. Rzadko zdarzały się głosy krytyki wobec widma. Miał on za duży wkład w historię oraz kulturę imperium. Tutejsza żywa legenda. Ostatni - Acrtoth, był złotołuskim smokiem. Młodym, silnym oraz odważnym następcą tronu Imerpium Densorinu. Złotołuski był dobrze postrzegany przez armię, flotę oraz gwardię. Nie stronił od brudzenia swych dłoni, przechodził te same szkolenia, co pozostali żołnierze. Zdarzało się nawet, że dowodził operacjami wojskowymi. Był powszechnie szanowany za swój udział w życiu imperium, nie raz przechadzając się ulicami stolicy i nawiązując kontakt nie tylko żołnierzami i gwardzistami ale równie z obywatelami. Oboje zbliżali się już do lądowiska, z którego dało się dostrzec lądujące i odlatujące statki powietrzne. Tygrys wyraźnie chciał ją gdzieś zabrać, nie dając jej nawet czasu na ogarnięcie się czy spakowanie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Eulalia

avatar

Liczba postów : 9
Data dołączenia : 25/06/2017

PisanieTemat: Re: Vide Sarti Aeoshan Da-Yu   Nie Lip 02, 2017 2:52 pm

- Domyślam się. Chodziło mi właśnie o to, że wybraliście mnie na kandydata. Być może chcecie mnie u was - skinęła lekko głową, zaraz poprawiając swoją wypowiedź. Nawet jej przez głowę nie przeszło, że dostanie się do CORE to po prostu ot tak. Ktoś po ciebie przychodzi i już należysz do nich. To byłoby zbyt piękne. Nie każdy mógł dołączyć. Spodziewała się, że przed nią będą jakieś testy. Jak przy awansowaniu w samej gwardii. To pewnie będzie wyglądać podobnie. A przynajmniej ona nic innego nie potrafiła sobie wyobrazić.
Nie odrywała wzroku od kotowatego, obserwując każdy jego gest. Z miłym zaskoczeniem zauważyła, że pomimo swojej wysokiej rangi i powagi sytuacji, tygrys zdawał się być całkiem wyluzowany. Zamiast kazać iść jej za sobą i poprowadzić nie wiadomo gdzie to normalnie ją objął i obrócił we właściwą stronę. Zupełnie jakby nie prowadzili żadnej ważnej rozmowy tylko wyszli na mały spacerek po okolicy. To na pewno miało spory plus w postaci tego, że Eulalia się tak nie denerwowała. Jakby nie patrzeć, awans do CORE był czymś, o czym od jakiegoś czasu myślała. Marzenia się spełniają? A przynajmniej los daje szanse na możliwość ich spełnienia. Teraz musi tylko dać z siebie wszystko, by nie zmarnować tej szansy.
- Od czasu do czasu? To zawsze coś. Matka by chyba coś mi zrobiła, gdybym jej nie odwiedziła raz kiedyś żeby pokazać, że żyję. Na pewno zamartwiałaby się o mnie cały czas - wyszczerzyła kły w uśmiechu do Khardesha. Ciekawe czy też coś o tym wiedział. Rodzice potrafili być strasznie nadopiekuńczy. W szczególności matki. Nie ważne ile będziesz mieć lat, dla niej na zawsze pozostaniesz małym kociakiem, którym trzeba się opiekować. W zasadzie to się nie dziwiła i była pewna, że gdyby ona sama miała małe, bo miałaby dokładnie takie samo, lub bardzo podobne, nastawienie. Potomstwo zdecydowanie była najważniejsze. Nie martwiła się tym, że zostanie przeniesiona na statek. Na pewno będzie na początku mocno tęsknić za swoją rodzinną planetą, ale przyzwyczai się. Odwiedzanie rodziców od czasu do czasu wystarczyło jej w zupełności.
- To mega plusy. Ten cały Dur-Shurrikun musi być olbrzymi. Czasem się zastanawiam jak wygląda - wyznała szczerze. Właściwie to z nikim nie rozmawiała nigdy na temat CORE i swoich planów. Ale teraz, gdy szła z kimś, kto już należał do grupy, mogła spokojnie o tym mówić. Nie było to żadną tajemnicą, ale jakoś tak nie miała ochoty mówić o tym. Tyrgrysowi mogła powiedzieć o swoich przemyśleniach. Informacja o tak znanych osobach jak Nodin czy Acroth również były dla niej interesujące. Owszem, oboje bywali na Densorinie, spacerowali między ich mieszkańcami. Jednak na okręcie na pewno będzie ich częściej widywać.
Spojrzała w stronę lądowiska, podążając wzrokiem za kilkoma statkami, które leciały w różne strony. Czyli kotowaty zabierał ją prosto na... Na testy? Egzaminy? Na to wychodziło. Pozostawało jej po prostu poczekać i przekonać się.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1318
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Vide Sarti Aeoshan Da-Yu   Pon Lip 03, 2017 5:46 pm

NPC Storyline - Khardesh

Khardeshowi nie pozostawało nic, jak prowadzić samicę dalej. W tym wypadku, Eulalia musiała regularnie zadzierać łeb do góry, by móc spojrzeć na swego kompana. Czterdzieści centymetrów wzrostu robiło różnicę. On, gdy mówił, spoglądał przed siebie. Na rekrutkę zerkał kątem oka lub obracając cały łeb, gdy akurat do niego mówiła. Ręka stwora swobodnie spoczywała na łopatkach densorinki, co zapewne odczuwała, choć w jej formie, nie powinna mieć powodów do narzekania. Sam tygrys próbował tym wyłapać, jakie podejście ma gepardzica. Densorini - w bardzo dużym uproszczeniu - dzielili się na tych, którzy pozwalali sobie lub komuś na dotyk oraz na tych, których nie powinno się było próbować tykać. Do drugiej grupy, często potrafili zaliczać się smokowaci. Choć nie było to regułą. Khardesh srawdzał otwartość istoty na otoczenie. Wszystkie przesadne reakcje w jedną, czy drugą stronę, nie były dobre dla pracy w grupie. Ona wydawała się czuć dobrze, może nawet przyjemnie. Albo z ekscytacji, zapomniała. By to sprawdzić, kotowaty pozwolił sobie wsunąć palce oraz pazury w jej futro, a następnie delikatnie przesunąć tymi drugimi po jej skórze. Nie uczyni jej tym krzywdy, może lekko podrażni skórę i wywoła jakąś reakcję.
-Crathygtanski Tytan? Raptor, białe futro, udaje istotę organiczną. Z resztą perfekcyjnie. Sam okręt jest ogromny. Gdyby nie obecność jinkusu, zapewne łatwo byśmy się gubili.
Skomentował, przypominając sobie, że na okręcie stale podróżuje się rozmieszczonymi teleporterami lub okręt sam przenosi operatorów z punktu aktualnego do docelowego. Przejście ponad 200 km na piechotę, jeśli akurat ktoś będzie znajdował się w przedniej części jednostki, a będzie musiał dotrzeć na tył... może trochę zająć. Jeśli samica pozbędzie się ręki samca ze swoich pleców (ze względu na jego wcześniejszą zaczepkę), ten ułoży swą kończynę ponownie na jej plecach. Wszystko dlatego, że zbliżali się do wejścia do portu, przy którym stacjonowali uzbrojeni strażnicy. Trzy wilki, dwa samce i samica. Uzbrojeni w karabiny szturmowe, kamizelki, pełne opancerzenie oraz wyposażenie. Co jakiś czas, przez port przechodzili inni densorini. W wejściu, znajdowały się urządzenia skanujące przybyłych. Imperium dość konkretnie podchodziło do ochrony portów. Strażnicy co jakiś czas zatrzymywali pojedyncze osoby czy pary oraz grupki, wypytując o cel podróży. Zwłaszcza, gdy delikwenci mieli przy sobie mało rzeczy. A w tym wypadku, ta dwójka miała bardzo mało. Siebie, swoje futra oraz ISACa. Kontrole w portach były czymś normalnym, choć dzisiaj wydawali się szukać czegoś lub kogoś konkretnego.
Zbliżając się do wejścia, strażnicy skierowali swą uwagę na podchodzącą dwójkę. ISAC uruchomił maskowanie, znikając w jej dłoni, lecz nadal pozostając wyczuwalnym. Khardesh wiedział o czymś, o czym Eulalia jeszcze nie została powiadomiona. Na wszelki wypadek, tygrys sięgnął prawą dłonią do prawej ręki samicy i opuścił ją, by nie było widać, że ta coś trzyma. W tym wypadku - ISACa. Następnie objął ją dokładniej za pomocą lewej ręki, zsuwając dłoń z ramion na plecy gepardzic, a samą dłoń wsuwając na jej żebra. Od razu przyciągnął ją do siebie, wtulając ją w swój korpus od swej lewej strony, a przy okazji związując jej ogon za pomocą swojego własnego. Stwór pochwycił ją niczym własną partnerkę, wtulił w siebie delikatnie, lecz pewnie. Jego chwyt nie był zbyt lekki, wyraźnie robił to w pewnym celu. Właśnie nadzedł moment jej pierwszego testu, niepowiązanego z walką czy przetrwaniem. Oszukanie densorinskiego strażnika nie było łatwe. Ich wyostrzone zmysły oraz ogólna percepcja, pozwalały lepiej wyłapywać małe tiki oraz zachowania u innych istot (nie tylko densorinów), które mogły coś zdradzić. Strażnicy byli w tym dodatkowo szkoleni. Gdy ta dwójka zbliżyla się do wejścia, jeden z wilków wyciągnął dłoń przed siebie, zatrzymując ich.
-Dokąd?
Rzucił krótko stwór. Khardesh, z uśmiechem na pysk, otarł nos o policzek oraz ucho Eulalii, mruknął cicho, a następnie odparł:
-Zabieram moją samicę na prywatny przelot. Wynajęty frachtowiec. Coś nie tak?
Wilk zlustrował ich ponownie. Tygrys nawet nie drgnął, czekając. Po kilku sekundach, zszedł im z drogi. Wtedy też samiec ruszył przed siebie, a wraz z nim musiała Eulalia. W porcie znowu znajdowała się masa densorinów. Khardesh szedł dalej, schodząc w jeden z bocznych korytarzy. Nie byli tu jednak sami, a on dalej jej nie puścił, choć mogłoby się wydawać, że mógłby. Pytanie, o czym nie wiedziała. Albo właśnie testował jej reakcję albo na prawdę coś się działo, a on wymyślił szybką przykrywkę by przeprowadzić ich przez port bez zbędnych pytań. Może dlatego to ona dzierżyła ISACa, nadal ukrytego w jej dłoni.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Eulalia

avatar

Liczba postów : 9
Data dołączenia : 25/06/2017

PisanieTemat: Re: Vide Sarti Aeoshan Da-Yu   Wto Lip 04, 2017 6:54 pm

Eulalii zupełnie nie przeszkadzało dotykanie. Owszem, miewała momenty kiedy wolała żeby inni się do niej nie zbliżali. Na przykład kiedy spała. Nie lubiła być wtedy zaczepiana. Ogólnie jednak dotyk był dla niej czymś miłym. A gdyby ktoś zaoferował jej szczotkowanie futra to już w ogóle byłaby szczęśliwa. Natomiast gest, który wykonał Khardesh, wywołał u niej lekki dreszcz. Dokładniej to przesunięcie pazurami po skórze. Odczuła przyjemne mrowienie przy tym, które przebiegło przez jej plecy i ramiona. Aż miało się ochotę zamruczeć, ale powstrzymała się przed tym.
- Och. Tak się zastanawiałam właśnie jak to jest ze spacerowaniem. Bo chyba nawet świetny zmysł kierunku by nie pomógł na takim olbrzymie. Nie mówiąc o tym, ile czasu by zajęło przejście gdzieś dalej. - przyjemnie było dowiadywać się czegoś nowego. Zwłaszcza na temat CORE czy Dura. Fajnie byłoby chociaż raz móc zobaczyć go w środku. Nawet gdyby okazało się, że nie może dołączyć do nich, w co jednak nie chciała wierzyć. Oczywiście, istniała taka możliwość. Doskonale o tym wiedziała. Ale czuła, że jest raczej gotowa i powinno jej się udać. Nie była przesadnie pewna siebie. Po prostu wierzyła w swoje możliwości.
Im bliżej wejścia do portu byli, tym z coraz większą ciekawością kota rozglądała się dookoła. Kocia ciekawość była trudna do zwalczenia, a w znanym miejscu i wśród swoich nie musiała jej zbytnio hamować. Nie reagowała odtrącaniem łapy tygrysa, szła spokojnie obok niego, zerkając na densroinów, którzy również tu przebywali.
W pewnym momencie gepardzica poczuła ruch ze strony operatora, więc spojrzała na niego z zainteresowaniem. Zerknęła w dół na ich dłonie. ISAC zniknął choć nadal go czuła. Stał się niewidzialny. Miała go nie ujawniać? Żaden problem. Każdy kolejny rucg wprawiał ją w lekkie zdziwienie. Doskonale zdawała sobie sprawę jak teraz wyglądali. I zapewne gdyby nie wiedziała kompletnie nic o obecnym tu tygrysie, nie byłaby taka spokojna. Komuś zupełnie sobie obcemu ciężko by było jej pozwolić na takie coś bez żadnego "ale".
Na pytanie strażnika nie miała jak odpowiedzieć, choćby chciała. Kiedy tylko Khardesh otarł się nosem o jej policzek, samica zaśmiała się cicho, przysłaniając przy tym pysk łapą. Czuła się jak na randce choć przecież wcale na niej nie była. Albo jak na jakiejś tajnej misji co wydawało jej się jeszcze fajniejsze. Udawanie kogoś kim się nie jest, przed strażnikami.
Kiedy już przeszli dalej, spojrzała do góry na tygrysa, ciekawa, czy dostanie jakiekolwiek wyjaśnienia czy może jednak samiec dalej będzie milczał.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1318
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Vide Sarti Aeoshan Da-Yu   Pon Lip 10, 2017 7:16 pm

NPC Storyline - Jinkusu|Khardesh

Łowca niczego nie wyjaśnił, kierując ich szerokimi korytarzami dalej. Co jakiś czas mijali ich densorini lub patrole ochrony. Samiec zerknął na swą kompankę kątem oka, sprawdzając, jak ta sobie radzi oraz czy sposób, w jaki ją trzymał, nie był problemem. W końcu doprowadził ją do miejsca przeznaczenia. Rozsuwane do wnętrza ściany drzwi, a nad nimi napis "15-R". Był to numer lądowiska, na którym się znaleźli. Drzwi otworzyły się, gdy dwójka densorinów podeszła bliżej. Światło z zewnątrz uderzyło w nich nieco oślepiająco, a gdy tylko wzrok przywykł, a oni przeszli na drugą stronę, ich oczom ukazały się dwie maszyny. Myśliwce, nie będące jednostkami densorinu, lecz CORE. Maszyny, które nie są tutaj spotykane, praktycznie nieznane. Klasa Juriik Superiority Fighter. Mające czterdzieści cztery metry myśliwce, które stały na silnikach grawitacyjnych na dwóch pokładach, jeden po lewej, a drugi po prawej. Do pojazdów prowadził krótki korytarz ze ścianami po obu stronach, zaraz za drzwiami. Khardesh wprowadził gepardzicę do środka, zbliżając się powoli do obu maszyn oraz rozglądając czujnie po okolicy, na wszelki wypadek. Nie dostrzegając żadnego zagrożenia, samiec skręcił w prawo i podprowadził Eulalię pod jeden z myśliwców, zatrzymując się tuż przed nim. Wtedy dopiero, tygrys pozwolił sobie ją puścić, a następnie odsunąć o krok na bok, pozwalając jej przyjrzeć się jednostce oraz dając nieco wolnej przestrzeni. Chyba wystarczy jej ściskania. Choć może nie.
-Zabierze ciebie do nowego domu. Jeśli się zdecydujesz.
Odezwał się, krótko. Densorin obrócił się do samicy frontem, chowając dłonie za sobą. Stanął w wyprostowanej pozycji, niemalże na baczność, z korpusem wypchniętym do przodu. Oczekiwał jej decyzji. Pierwszej z wielu, które przyjdzie jej podjąć. Zanim się odezwała, ISAC uruchomił się w jej dłoni, łącząc się z układem nerwowym samicy. Dla gepardzicy, objawiło się to HUDem, który zaczęła widzieć przed oczyma. Khardesh został oznaczony jako operator CORE, podpisany nad głową. Podobnie dwa znajdujące się tutaj myśliwce. "Red River 1" oraz "Red River 2". Oboje znajdowali się właśnie przy dwójce. Do tego wszystkiego doszedł komunikat "telepatyczny", słyszalny wyłącznie dla futrzastej.
/Eulalia, Densorinka, samica. Lat 604, pochodzenie - Densorin. Dostęp podstawowy przyznano. Red River gotowy jest na przyjęcie pilota./
Wyjaśnił głos urządzenia. Gdy skończył, oba myśliwce uruchomiły silniki, co nie objawiło się niczym specjalnym, żadnym dźwiękiem. Jedynie nieco piasku wzniosło się w powietrze, wraz z delikatną falą ciepła, która uderzyła w obie istoty, ledwo wyczuwalnie. Może nawet przynajmniej, gdy ktoś ciepło lubił. Red River 2 obrócił się powoli, by nie być ustawionym pod kątem, lecz odwrócić się frontalnie do gepardzicy. Maszyna była pusta, jednak wydawała się na nią spoglądać. Na densorinie wiadomym było, że jednostki CORE posiadały własną świadomość. Nie było to niczym dziwnym, choć sami densorini nie utworzyli świadomych maszyn. Tutaj jednak, Eulalia przebywała w bezpośredniej bliskości istoty z metalu, nieorganicznej, jednak żywej. W pełni świadomej. Oczekując, te kilka sekund, Khardesh przesunął ogonem po ziemi, prosto przed siebie, zahaczając nim o prawą łapę swej kompanki. Przyjaznym gestem, chciał ją lekko zaczepić oraz pośpieszyć. W końcu nie było tu nad czym się zastanawiać, musiała iść z nim. O to chodziło, od samego początku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Eulalia

avatar

Liczba postów : 9
Data dołączenia : 25/06/2017

PisanieTemat: Re: Vide Sarti Aeoshan Da-Yu   Sro Lip 12, 2017 9:43 pm

Pozostawało jej dalej iść razem z tygrysem skoro nie chciał w dalszym ciągu nic jej mówić. Prędzej czy później wszystko się wyjaśni samo. Chyba. Choć przeszli przez ochronę to samiec nadal jej nie puszczał. Nie przeszkadzało jej to tak długo, jak miała odpowiedni nastrój. Jak na kotowatego przystało. Raz da się pogłaskać, a raz ofuka. Teraz była w humorze na to pierwsze. Zerknęła do góry na napis, który informował ich o numerze lądowiska. Po tym jak drzwi się uchyliły, musiała zmrużyć oczy przez nagłe rozjaśnienie. Takie szybkie zmiany oświetlenia nigdy nie były przyjemne. Jej źrenice się zwęziły nieco, by szybciej pozbyć się efektu oślepienia i wkrótce mogła podziwiać dwa pojazdy nieznanego pochodzenia. No, tylko teoretycznie nieznanego. Bo skoro Khardesh ją tu przyprowadził to bez problemu można było się domyślić, że oba należą do CORE. Przyglądała się im z niemałym zaciekawieniem, a kiedy operator ją puścił, ruszyła kilka kroków w bok, by nieco lepiej się przyjrzeć jednej z maszyn. Nie wyglądała jakoś specjalnie okazale, ale tego rodzaju maszyny miały być skuteczne, a nie ładnie wyglądać, więc to nie miało żadnego znaczenia. Uczyła się pilotażu, ale dotyczyło to jednostek Densorinu. Może te będą miały ustawionego autopilota. Albo jeszcze lepiej, to jedne z tych superinteligentnych i same będą wiedzieć, gdzie mają konkretnie lecieć.
Słysząc słowa kotowatego, odwróciła się w jego stronę lecz nim zdążyła cokolwiek powiedzieć nagle coś dziwnego stało się z jej wzrokiem. Zamrugała, unosząc następnie łapy do oczu by je przetrzeć, gdy usłyszała głos w głowie. Uniesione kończyny zatrzymały się, a Eulalia skierowała spojrzenie na jedną z nich, otwierając dłoń i patrząc na ISACa. To musiał być ten sprzęt. Nigdy go nie miała wcześniej, ale sporo o nim słyszała. Spojrzała kolejnego na swojego towarzysza, a następnie na oba myśliwce, zapamiętując przy okazji ich nazwy.
- Oczywiście, że się decyduję. Nie dla zabawy czy spaceru przyszłam aż tutaj z tobą - odparła Khardeshowi po krótkiej chwili oswajania się z nowym sposobem patrzenia. No dobra, spacer z kimś kogo podziwiała i kogo karierę śledziła był przyjemny, podobał się jej, co tygrys na pewno zauważył. Ale tak czy siak od początku wiedziała, że ich spotkanie wynikało z chęci CORE do przejęcia jej dla siebie. Ton jej wypowiedzi wyraźnie wskazywał, że nie wahała się przed ta decyzją ani trochę. Trafiła się jej wspaniała okazja i miała zamiar ją wykorzystać.
Bez wahania podeszła do myśliwca, który została oznaczony jako Red River 2 i spojrzała na niego. Mając dziwne wrażenie, że maszyna robi to samo. Pamiętała jednak, że CORE posiada o wiele bardziej zaawansowaną technologię od nich i chyba wszyscy słyszeli już o świadomych maszynach tej grupy. Najwidoczniej właśnie stała przed jedną z takich.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1318
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Vide Sarti Aeoshan Da-Yu   Pon Lip 17, 2017 10:07 am

NPC Storyline - Jinkusu|Khardesh

-Mówisz, że nie jestem wystarczająco ważny?
Odezwał się, odpowiadając lekkim żartem na jej słowa. Zanim pozwolił jej na odpowiedź, tygrys podniósł prawą rękę i położył dłoń na głowie samicy, przeczesując lekko jej futro, a następnie ruszając przed siebie w stronę pierwszej maszyny, na którą skierował wzrok.
-Spotkamy się na orbicie.
Rzucił krótko, udając się w stronę myśliwca. Szybkim, stanowczym krokiem dotarł do jednostki oznaczonej jako Red River 1, a gdy tylko się zbliżył, maszyna teleportowała go do kabiny pilota, dosłownie. Ciało Khardesha zniknęło w lekkim, białym błysku, a on został przeniesiony na fotel, od razu ułożony w dogodnej pozycji. Stwór oparł dłonie na panelu wewnątrz kokpitu, a zaraz po tym, myśliwiec poderwał się do góry, wpierw unosząc się pionowo ponad linię budynków, a następnie obracając się ku niebu i ruszając umiarkowanym tempem.
Krótka chwila i Eulalii przytrafiło się to samo, czyli została przeniesiona do wnętrza kokpitu maszyny. W środku, wygodny fotel, w miarę dużo miejsca (zwłaszcza na jej gabaryty) oraz pojedyncza, lekko świecąca, konsola. Wyposażona w panel dotykowy, jak każda maszyna CORE. O ile samica mogła się z tym wcześniej nie spotkać, o tyle nie było tajemnicą, że tak działała technologia CORE. Maszyna reagowała dalej bez ingerencji gepardzicy, również unosząc się pionowo ponad linię budynków, a następnie powoli obracając, przygotowując przy tym do lotu.
-Witaj Thuri. Przez moją służbę, zabiorę cię ku gwiazdom.
Odezwała się maszyna. Głos pojawił się wewnątrz kokpitu, choć nie było tu żadnych widocznych głośników lub czegoś podobnego. Kiedy jednostka się poruszała, Eulalia mogła dotknąć panelu i zobaczyć to, co widział myśliwiec, jednak nie była w stanie przejąć nad nim kontroli. Opcja ta była dla niej zablokowana. Zamiast tego, mogła swobodnie obserwować otoczenie poprzez połączenie nerwowe z Red Riverem. W tym nawet przybliżać sobie obraz, obserwować istoty na ziemi czy inne jednostki latające w okolicy. A było ich dość sporo. Każda była oznaczona, a nawet zeskanowana, ujawniając transportowany ładunek, ilość oraz rodzaj pasażerów czy specyfikację samego pojazdu.
W tym samym czasie, gepardzica obserwowała, jak Densorin się od niej oddala. Lub bardziej trafienie - ona oddalała się od planety, wpierw opuszczając atmosferę, a następnie odsuwając się od niej. Ogrom samej planety mógł budzić podziw, gdyż sam myśliwiec był ziarnkiem piasku, względem wielkości Densorinu. Jednak Eulalia zapewne wcześniej to już widziała. W przestrzeni kosmicznej było dość tłoczno. Dookoła planety znajdowało się kilka stacji o charakterze cywilnym oraz wojskowym. Do tego perymetr był patrolowany przez okręty floty. Dodać jednostki cywilne i pomimo sporej przestrzeni, było tłoczno. Skaner był wypełniony różnymi jednostkami, które znajdowały się w okolicy. Jednostka podleciała do maszyny dowodzącej, czyli Red River 1.
-Jak wrażenia? Myśliwce zabiorą nas do bazy. Postaraj się trzymać kanał komunikacji czysty.
Odezwał się Khardesh, korzystając z transmisji komunikacyjnej pomiędzy dwoma myśliwcami. Odczekali chwilę na odpowiedź samicy, a następnie myśliwce ustawiły się w standardowej formacji patrolowej, po czym ruszyły przed siebie, nabierając pędu. Przez kilkadziesiąt sekund, maszyny oddalały się od planety oraz wszystkich znajdujących się w pobliżu jednostek, po to, by następnie wykonać skok do pozycji floty. Była to technologia, która znacznie wyprzedzała inne imperia oraz dawała CORE tak wielką przewagę strategiczną. W krótkim błysku, jednostki przeniosły się z jednej części wszechświata do drugiej. Eulalia ujrzała to jako biały błysk przed oczami, a kosmos uległ całkowitej zmianie. Z krajobrazu towarzyszącego Densorinowi, trafili do miejsca zupełnie innego. Patrząc po układzie gwiazd, musieli przebyć niebagatelne odległości, nawet jak na standardy kosmiczne. Po wykonaniu skoku, oba myśliwce obróciły się o 180 stopni, ruszając od razu przed siebie. Oczom Eulalii oraz Khardesha ukazała się ogromna flota okrętów CORE. Flota bądź floty. Red River II oznaczył znajdujące się tutaj maszyny. Na oko, był ich kilkaset. Kilkaset okrętów o różnych rozmiarach oraz specyfikacji. Od małych korwet oraz fregat, przez krążownik, jednostki specjalistyczne, do okrętów wojennych, "lotniskowców" oraz na tytanach kończąc. Tytanach, hasło klucz. Poza kilkunastoma okrętami o rozmiarze sięgającym pięćdziesięciu kilometrów, znajdowały się tutaj cztery tytany, mając długość dwustu dwudziestu kilometrów. Rzuciły się w oczy, gdyż Eulalia bez problemu mogła dostrzec jednostkę, jaką był Dur-Shurrikun. Albo coś, co wyglądało, jak on. Myśliwiec oznaczył go, jako "Yoldein", a klasę jednostki, jako "Jinkusu Titan". Niemalże w tym samym momencie, oba myśliwce zostały wywołane przez wspomnianą maszynę.
-CORE Juriik Superiority Fighter, zidentyfikujcie się.
-Tutaj Red River. Eskortujemy operatorów do Dur-Shurrikuna.
-Przyjęto i potwierdzono, macie autoryzację do przejścia przez flotę.
Eulalia była w stanie śledzić, a nawet zrozumieć rozmowę, dzięki stałemu tłumaczeniu w czasie rzeczywistym. Jednostki nie mówiły do siebie w powszechnym języku, lecz po crathygtansku. Kiedy myśliwce poleciały dalej, mijając z bliska ogromne okręty, z za jednego z tytanów wyłonił się kolejny, oznaczony jako Dur-Shurrikun. Myśliwce ruszyły ku jednemu z bocznych hangarów, przygotowując się do dokowania, a Khardesh pozwolił sobie na lekki komentarz.
-Mało kto zdaje sobie sprawę z tego faktu. Dur-Shurrikun nie jest jedyną jednostką klasy Jinkusu.
Wyjaśnił krótko, komentując obecność innych, podobnych Durowi okrętów. Myśliwce zadokowały do okrętu od lewej strony, wlatując do mniejszego hangaru. W środku było sporo miejsca oraz trochę zadokowanych kanonierek, jak i innych myśliwców czy bombowców - rozmiarami podobnych do tych, którymi tu przylecieli. Maszyny podleciały do wejścia do hangaru, a następnie przeniosły dwójkę densorinów poza kokpity, cofając się kolejno i udając na swoje miejsca "parkingowe".
Khardesh potrząsnął łbem, rozglądając się po hangarze, a następnie zatrzymując wzrok na samicy. Podróż minęła bardzo szybko, a oni już znajdowali się w miejscu docelowym. Ledwo pół godziny temu byli na Densorinie, pół wszechświata dalej. Tygrys podszedł do gepardzicy na kilka kroków, zatrzymując się tuż przed nią. Liczył na jakiś komentarz lub reakcję. W końcu oto była w miejscu, o którym nie jeden marzył, by się znaleźć. Hangar wypełniony inteligentnymi, świadomymi maszynami, na pokładzie kolejnej takiej maszyny. Choć gospodarz jeszcze nie dał znać o swej obecności.
[zt -> TUTAJ]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Vide Sarti Aeoshan Da-Yu   

Powrót do góry Go down
 
Vide Sarti Aeoshan Da-Yu
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Inne światy :: Przestrzeń kosmiczna :: Densorin-
Skocz do: