Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Studnia Czerwonych Wód

Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3780
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Studnia Czerwonych Wód   Nie Lip 08, 2012 12:10 pm




Mówi się, że zbiornik ten wypełniony jest krwią wszystkich Asgardian, którzy kiedykolwiek zginęli na terenie Jotunheim. Wbrew pozorom jest głęboki, a na jego dnie znajduje się Skrzynia Siły - w niej zaś spoczywa mistyczne lustro, które ukazuje spoglądającej w nie osobie prawdziwe aspekty jej duszy.

_________________



No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3780
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Studnia Czerwonych Wód   Pią Maj 18, 2018 3:53 pm

Dotarcie na ląd okazało się nie być trudne, ale z drugiej strony nikt nie nazwałby go chyba też przyjemnym - choć obaj towarzyszący Clintowi Asgardczycy znosili je bez słowa skargi... I prawdę mówiąc łucznik mógłby się pewnie domyślać, że rzeczywiście lepiej radzili sobie z lodowatą temperaturą wody, przez którą musieli się przedostać. Początkowo sięgała im wysoko, bo lekko falująca tafla utrzymywała się na wysokościach ich klatek piersiowych, lecz z czasem rzecz jasna poziom opadał - w miarę przybliżania się do skalistego brzegu.
Cieniste ptaszysko bardzo szybko zrezygnowało z zasiadania na ramieniu Bartona. Opuściło go już w momencie, gdy zaczął schodzić ze statku - i o własnych siłach poleciało w stronę głazów. Na moment przycupnęło sobie na jednym z wystających z morza kamieni, mniej więcej w połowie drogi między okrętem i ziemią. Choć oczodoły miało siłą rzeczy puste, to po sposobie, w jaki obracało łeb, można było wywnioskować, że obserwowało podróż łucznika. Gdy ten się zbliżył, przeniosło się dalej, już na jedną ze skał na lądzie.
Z bliska kraina nie wyglądała wcale bardziej przyjaźnie. Z drugiej strony przynajmniej nie sprawiała też wrażenia zamieszkanej - żadnych budowli, ręcznie zbudowanych struktur, ba, nawet ścieżek. Z jednej strony utrudniało to przemieszczanie się, ale sugerowało również, że raczej nie natkną się na żadnych Jotunnów - czy innych z bardziej cywilizowanych mieszkańców tego świata. Zagrożeniem mogły się więc okazać przede wszystkim wspomniane przez jednego z Asgardczyków upiory czy Draugry.
Okolica w każdym kierunku wyglądała dość podobnie. Przy brzegu teren był jeszcze stosunkowo płaski, dalej zaczynały się skaliste formacje i wzniesienia, których jednak nie dałoby się nazwać górami. Charakteryzowały się wysoką nieregularnością, licznymi wyrwami, korytarzami, wgłębieniami, w których kryć się mogło dosłownie wszystko - szczególnie z punktu widzenia Hawkeye'a, bo w końcu on nie znał tego zakątka, a i słyszał o nim niewiele.
Asgardczycy - podobnie jak ptak - czekali na łucznika na brzegu, może metr od miejsca, gdzie sięgały fale. Nie dotarli tam jednocześnie, bo w końcu opuszczali statek jeden po drugim, a nie w tym samym momencie, ale różnica czasu i odległości pomiędzy nimi - a także Clintem - nie była wielka.

_________________



No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.


Ostatnio zmieniony przez Loki dnia Sob Maj 19, 2018 9:27 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Hawkeye
Ph.D. in friends with benefits
avatar

Liczba postów : 269
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Studnia Czerwonych Wód   Pią Maj 18, 2018 9:33 pm

/ z Wód Jotunheim

Barton za wszelką cenę starał się zachować powagę, ale było to dosyć ciężkie, kiedy opowieści Asgardczyka przywoływały skojarzenia z grami, książkami, serialami czy filmami, ogólnie pojętą popkulturą. Udało mu się to i nie parsknął w twarz mężczyzny.
Z kolei gdy ten zaczął tłumaczyć czym są draugry i mówił jeszcze o jakiejś pani mroku, to Clint wyglądał na wielce skonsternowanego. Był niemalże odbiciem Asgardczyka sprzed kilku chwil, gdy patrzył na niego z mocno zmarszczonym czołem i ściągniętymi brwiami.
Sympatycznie — skomentował ironicznie. Z pewnością miał się z czego cieszyć w tym momencie, skoro mógł paść ofiarą zombie, stać się zombie i atakować innych, żeby zmienić w zombie. Podobnież uradowany był myślą, że dodatkowo pojawią się upiory, które nie dadzą mu spokoju. Może faktycznie to był czas, żeby chociaż się przeżegnał? — Zatem pożar, wybuch, żelazo — wyliczył, nie mając tego ostatniego, przy czym skrzywił się nieznacznie. Ze względu na to, że kołczan ciągle miał ze sobą, strzały musiały być lżejsze. Tym bardziej, że nie były jedynym przedmiotem, który Clint nosił na każdą samobójczą misję i wyprawę.
Sam kiwnął do mężczyzny w odpowiedzi na jego pozdrowienie. Nie starał się nawet podsłuchać tego, o czym inni rozmawiają. Nie udałoby się to ze względu na ostatnie wydarzenia.
Jako że Clint był już przyzwyczajony do tego, że na jego ramieniu czasem siedział Scott, czasem Wasp, raz nawet zdarzyło się, że Hank i Cassie też usiedli na barku Bartona, nie przeraziło go ptaszysko. Ba. Hawkeye poczuł się jak prawdziwy pirat.
Kapitan Clint.
Z taką też myślą obserwował to jak powoli przymierzali się do zeskoczenia w lodowate wody Jotunheim.

Barton dołączył do Asgardczyków. Co prawda, woda nie zachęcała do tego, żeby do niej wskoczyć, ale niestety nie miał skrzydeł, by móc przelecieć ten kawałek i wylądować spokojnie. Bez strachu o zziębnięcie i przemoczenie. Przedtem jednak zadbał o to, żeby zabezpieczyć kołczan czy też łuk. Nadmiar wody był mu niepotrzebny, a wodoodporny materiał czy przykrycie powinny mu to zagwarantować. Przynajmniej miał taką nadzieję.
Gdy tylko zetknął się z zimną cieczą, zrozumiał jak Kapitan musiał się czuć po wylądowaniu w Atlantyku. Zrozumiał też, jakie było wrażenie, gdy było się morsem lub uczęszczało się na krioterapię. Siłą woli i własną dumą przełknął syknięcie. Jedynie ograniczył się do gwałtownego wciągnięcia powietrza, gdy poczuł, że to i owo kurczy się blondynowi i kłuje go wszędzie. Nie było to zbyt przyjemne. Na szczęście jednak nie miał wrażenia tonięcia mimo wody sięgającej do klatki piersiowej.
Bez narzekania Clint podążał za Asgardczykami, złorzecząc na ptaszysko, które mogło być bardziej pomocne. Starał się iść na tyle szybko, na ile opór wody mu pozwalał. Chwila przebywania w lodowatej wodzie zaczęła przyzwyczajać Bartona do temperatury, który już przy wyjściu na brzeg nie czuł się tak źle jak w momencie, gdy zszedł z drabinki.
Był jednak o tyle niepocieszony, że był mokry. Działanie w mokrych ciuchach nie było przyjemne, a przylepiony, ociężały materiał trochę przeszkadzał w sprawnym i zadowalającym działaniu. Mimo wszystko, wciąż nie narzekał. Liczył jedynie na to, że będzie miał szansę napić się gorącej, dobrej kawy. Ciekawe czy w Asgardzie taką mieli… Postanowił, że będzie musiał o to zapytać. Jeśli wyjdzie żywy.
Barton starał się otrzepać z nadmiaru wody. Sprawdził łuk i kołczan, chcąc ocenić czy mieszczące się w środku przedmioty są suche tak, jak powinien działać materiał. Chwilę zajęło ogarnięcie się.
Skinął w końcu do Asgardczyków, dając im tym samym znać, że jest gotów.
Zgaduję, że od Jotunheim i Asgardu są ciekawsze miejsca do zwiedzenia — zagaił, patrząc najpierw na mężczyzn, a potem przed siebie. Zerknął jeszcze w stronę widmo-ptaka, aby upewnić się, że ten im towarzyszy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3780
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Studnia Czerwonych Wód   Sob Maj 19, 2018 10:40 pm

Widmo-ptak z kolei sprytnie odczekał dokładnie do momentu, gdy Clint znajdował się już na lądzie i miał za sobą sprawdzanie stanu łuku i kołczanu - czyli przestał się aż tak poruszać. Wówczas cienisty twór z powrotem do niego podleciał i ponownie wylądował na jego ramieniu, najwyraźniej bardzo zadowolony z siebie. Niewinnie, wręcz pytająco odchylił łeb na bok, jak gdyby chciał powiedzieć: "no co, przecież pomagam".
Jeden z Asgardczyków - ten, z którym do tej pory Hawkeye miał mniej do czynienia - również wbił w niego wzrok, lecz wyraz jego twarzy zdawał się świadczyć o lekkim zdezorientowaniu. Ten drugi, od procy, najwyraźniej szybko się uczył i doszedł już do wniosku, że próby zrozumienia Bartona skazane były na porażkę, bo jego oblicze się nie zmieniło, ani nawet nie skierowało ku łucznikowi. Spoglądał w stronę jednej z formacji skalnych.
-Być tak może, że wkrótce przytrafi ci się okazja do odwiedzenia innego świata, przyjacielu- odparł za to, po czym wycieczka w końcu ruszyła przed siebie. Początkowo wyglądało na to, że obrany przez nich kierunek nie miał większego znaczenia - wszystko tak czy siak prezentowało się tak samo. Chociaż nie; żłobienia w głazach rzeczywiście bardzo się od siebie różniły, gdyby spojrzeć na nie indywidualnie. Mimo to z całości nie wybijało się nic charakterystycznego, co mogłoby wskazywać drogę do celu i właśnie to sprawiało wrażenie monotonnego krajobrazu.
Pierwsze kilka minut wędrówki upłynęło spokojnie, a Asgardczycy przynajmniej sprawiali wrażenie, jak gdyby wiedzieli dokąd powinni się udać. Ptaszysko na ramieniu Clinta wyjątkowo nie wtrącało się w wybieranie kierunku, tylko spokojnie rozglądało się po okolicy, co dało się poznać po ruchach jego głowy. Najwyraźniej nie było zaniepokojone, ale z drugiej strony bez problemu zniosło sztorm i atak ogromnej ośmiornicy...
W końcu jednak coś się zmieniło, może na lepsze, ale ze szczęściem Bartona prawdopodobnie na gorsze. Pojawił się nowy zapach - bardzo słaby i łatwy do przeoczenia, nie mniej jednak niezwykle charakterystyczny dla osób, które dobrze go znały. Otóż uderzający w drużynę od frontu wiatr niósł ze sobą ledwo wyczuwalną woń krwi.

_________________



No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Hawkeye
Ph.D. in friends with benefits
avatar

Liczba postów : 269
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Studnia Czerwonych Wód   Pon Maj 21, 2018 10:14 pm

Innego świata? — podjął Clinton, który zmrużył oczy, gdy ptaszysko poprawiało się na jego ramieniu i poruszyło cienistymi skrzydłami. Nie wiedział, co mężczyzna miał na myśli. Nie było to dla niego nic dziwnego. Niemalże od początku podróży było to utrudnienie, żeby znaleźć temat lub porównanie, które dla obu stron będzie zrozumiałe. Mimo to, udało im się współpracować i nie było tak źle jak można było się spodziewać.
Barton przyjrzał się fragmentowi licznych skał, dostrzegając żłobienia. Nie kojarzyły mi się jednak z żadnym alfabetem, hieroglifami i innymi kosmicznymi, yggdrasilowymi informacjami, które mogłyby mu pomóc w czymkolwiek. Szybko przestał zwracać uwagę na takie szczegóły, bardziej pilnując tego, by zareagować w odpowiednim momencie, kiedy nastąpi jakiś ruch. Niestety dla niego, krajobraz był dość nużący, ale przynajmniej lekkie fale, uderzające jednostajnie w skaliste pazury były pewnym urozmaiceniem.
Hawkeye zerknął w stronę ptaszyska i niedługo później poruszył nozdrzami. Nieco wyostrzone zmysły, skutkiem osłabionego jednego, pozwoliły na to, by blondyn był w stanie wyłapać specyficzny, ale zarazem charakterystyczny zapach. Mężczyzna obruszył się i spojrzał na towarzyszy będących przed nim.
Daleko jeszcze? — zapytał niczym krnąbrne dziecko znudzone podróżą, która przedłużała się niepotrzebnie, a pragnęło zobaczyć atrakcje.
Krew dokądś prowadzi? — zadał od razu kolejne pytanie, ledwo pozwalając skończyć na odpowiedzenie na to pierwsze. Ciekawość i pewna niecierpliwość swoje robiła. Być może niesłusznie. Być może nawet nie powinien się spieszyć, skoro usłyszał informacje, które były niepokojące i nieszczególnie zachęcające do tego, żeby sprawdzić, co, gdzie i jak.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3780
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Studnia Czerwonych Wód   Wto Maj 22, 2018 11:50 pm

Jeszcze kiedy Clint zagadnął o te inne światy, o których wspomniał jego towarzysz, w odpowiedzi otrzymał jedynie skinienie głowy - co mogło w zasadzie wynikać ze sposobu, w jaki ułożył swoje pytanie... Bo tak naprawdę Asgardczyk przecież potwierdził, że owszem, to właśnie o tym mówił. Nie rozwinął tematu, ale być może szczerze nie uznał tego za konieczne. Albo nie chciał się tłumaczyć, jedno z dwojga, choć ta pierwsza opcja wydawała się mimo wszystko bardziej prawdopodobna.
Podróż trwała jednak dalej w najlepsze, a kompani Bartona początkowo nie inicjowali żadnej dyskusji, najwyraźniej skupiając się tylko i wyłącznie na konieczności dotarcia na miejsce. Zareagowali dopiero w momencie, gdy to łucznik ich o coś zagadnął - przy czym jeden z nich zerknął na Hawkeye'a przez ramię, drugi zaś, ten od procy, w dalszym ciągu spoglądał prosto przed siebie.
-Nie- oznajmił krótko ten pierwszy z mężczyzn i on również nie rozwodził się dłużej nad tym tematem, chociaż tym razem wyjątkowo mogło to zwyczajnie wynikać z faktu, że Clint tak prędko zadał im kolejne pytanie - odnośnie zapachu krwi. To uzyskało mu już kolejne kiwnięcie głowy drugiego z Asgardczyków i to właśnie on zabrał teraz głos:
-Do celu naszej podróży- wyjaśnił mianowicie... Choć naprawdę, w tym momencie Barton prawdopodobnie tak czy siak się tego spodziewał. Nawet wcześniejsza informacja o żywych trupach mogła go na to trochę naprowadzać. W trakcie tej rozmowy żaden z towarzyszy Avengera nawet nie zwolnił kroku, zaś ten z nich, który w pierwszej chwili na niego spojrzał, obecnie znów skierował wzrok przed siebie. Asgardczycy kroczyli pewnie, jak gdyby podłoże wcale nie było tak nieregularne, jak w rzeczywistości - teren zaś łagodnie się wznosił.
Grupka dotarła już na tyle daleko wgłąb lądu, że w okolicznych formacjach skalnych zaczęły się pojawiać płytkie groty - z których część tak naprawdę lepiej byłoby po prostu określić mianem wgłębień, bo nawet nie dałoby się do nich porządnie wejść. Nieco dalej przed drużyną, pomiędzy głazami, dało się dojrzeć prawdopodobnie głębsze jaskinie, sądząc po kładących się przy nich oraz przede wszystkim w nich cieniach. Zapach krwi stawał się zaś stopniowo coraz silniejszy, nawet jeżeli narastał bardzo powoli. Bez wątpienia miejsce docelowe znajdowało się coraz bliżej.

_________________



No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Hawkeye
Ph.D. in friends with benefits
avatar

Liczba postów : 269
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Studnia Czerwonych Wód   Czw Maj 24, 2018 12:13 pm

Clint uniósł brwi na mężczyznę. No cóż… Takiej odpowiedzi się nie spodziewał. Dokładnie jedynie potwierdzenia. Liczył, choćby ze względu na ciekawość, że Asgardczyk uchyli rąbka tajemnicy w związku z innym światem. Przybliży mu co nieco, a jednak było inaczej. I nie tak jak blondyn zakładał.
Niekiedy aprobował ciszę w trakcie podróży, spaceru czy odpoczynku. Jednak głównie dotyczyło to sytuacji, gdzie była akcja lub były to miejsca znane Bartonowi na tyle, że rozmowa o nich byłaby do porzygu. Krzywiąc się początkowo na ciszę ze strony mężczyzn, po tym załapał, że być może dla nich jest to czymś oczywistym i każdy, kto decyduje się na taką wyprawę, wie coś więcej.
Ot, taka skucha się trafiła.
Hawkeye nadal zmierzał za nimi. Okręcił ramię, na którym siedziało ptaszysko. Mógł go tym wystraszyć bądź zastanowić, choć nie takie były jego intencje. Jeśli jednak zwierzę nie zareagowało, to Clint był spokojny.  Zerknął w stronę dziobaka, jakby chciał z jego zachowania wyczytać czy coś się dzieje.
—  Okej — zareagował na odpowiedź mężczyzny. Nie był zdziwiony tym, że coraz mocniejszy zapach krwi podrażniał nozdrza. Również nie był zaskoczony tym, że właśnie ta woń prowadzi do miejsca docelowego. Prędzej Clint obawiał się, że nadmiar takiego stymulanta zmysłu węchu i smaku przyczyni się do tego, że odruchy wymiotne same powstaną lada moment. Owszem, był przyzwyczajony do krwi. Ale też wiedział, że jej nadmiar w ustach był okrutny i dość obrzydliwy.
Clint bez problemu przemierzał po nierównościach. Wcześniej ze dwa razy zdarzyło mu się poślizgnąć, aczkolwiek wyćwiczona i wciąż trenowana koordynacja ruchowa, akrobacje i praca nad równowagą sprawiły, że koniec końców Barton zgrabnie pokonywał takie trudności. Nie czuł także zmęczenia, a jedynie zimno od przyklejonego materiału do jego ubrań, które wchłaniało wszędobylski chłód.
Co miałeś na myśli z tymi innymi światami?  — zagadnął. Nie dawało mu to spokoju. —  Że co, przekroczę próg jaskini i znajdę się gdzieś indziej? Przeskoczę przez jakiś portal? Przepłynę korytarz do zaginionego miasta? — zadał parę pytań, podsuwając sugestie do krótkich, acz wyjaśniających wszystko, opisów miejsca. Mógł znowu skonfundować swoich towarzyszy, ale sam był w nielepszym położeniu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3780
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Studnia Czerwonych Wód   Czw Maj 24, 2018 9:22 pm

Ptak, a i owszem, zareagował na ruch ramieniem - rozkładając częściowo skrzydła, jak gdyby w ten sposób na wszelki wypadek przygotowywał się do utrzymywania równowagi. Kiedy jednak tylko przekonał się o tym, że nie groziło mu strącenie, od razu powrócił do poprzedniej pozycji, teraz kierując już puste oczodoły ku Clintowi... Niemalże z wyrzutem. Przynajmniej na tyle, na ile dało się to poznać po czaszce.
Pytanie Hawkeye'a - a raczej cała seria jego pytań i zawierających się w nich sugestii - spotkało się z kolei z prostą i krótką odpowiedzią...  A przynajmniej tak mogło się mężczyźnie wydawać na samym początku, ponieważ zagadnięty przez niego Asgardczyk nawet się ku niemu nie obrócił, ani nie zerknął na niego przez ramię, tylko rzucił:
-Nie- o dziwo jednak tym razem wyjątkowo na tym nie poprzestał, po prostu zrobił niedługą pauzę. Można by pomyśleć, że w jej trakcie rozważał swoje słowa, być może zastanawiając się nad ich doborem, a może nad tym, czy w ogóle powinien rozwinąć tę myśl... Ale jak by nie było, grunt, że ostatecznie zdecydował się przemówić ponownie, bardziej szczegółowo.
-Wielu wojowników nie powróciło z tej krainy. Na poległych w boju czeka miejsce na uczcie w Valhalli, lecz Draugrowie podlegają królowej Helu i Niffleheimu- wyjaśnił, co w praktyce tłumaczyło się pewnie na: "możesz umrzeć i w ten czy inny sposób trafić do naszych zaświatów". Zawsze miło było poczuć, że ktoś w ciebie wierzył... Choć z drugiej strony ton Asgardczyka nie świadczył o wielkim lekceważeniu w stosunku do Bartona, a bardziej przypominał zwykłe ostrzeżenie. W pewnym sensie stanowiło to poprawę po wcześniejszym podejściu załogi do łucznika, być może wywołaną jego akcjami w trakcie starcia z potworem morskim.
W końcu jednak obaj towarzysze Clinta zatrzymali się przed jedną z jaskiń. W tym miejscu jej sklepienie znajdowało się na wysokości około trzech metrów, ale głębiej było ciemno, więc sytuacja mogła wyglądać inaczej - szczególnie ze względu na to, że teren w środku opadał. Obsiane ostrymi skałami wejście miało szerokość około dwóch metrów, może nawet trochę mniejszą, ale w padającym z zewnątrz świetle dało się poznać przynajmniej tyle, że dalej ściany się od siebie odsuwały, więc droga musiała być szersza... O ile potem znowu się nie zwężała. Pełen zestaw stalaktytów, stalagmitów i stalagnatów zaczynał się bardzo płytko - dzięki czemu można było zgadywać, że ciągnęły się one dalej.
-To tutaj- oznajmił ten Asgardczyk od procy, choć oczywiście nie musiał tego robić, skoro nie dość, że zrobili tu przystanek, to jeszcze zapach krwi w tym miejscu wyraźnie stawał się intensywniejszy... Tak, woń zdecydowanie musiała dobiegać z wnętrza tej groty, nie było innej opcji.

_________________



No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Hawkeye
Ph.D. in friends with benefits
avatar

Liczba postów : 269
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Studnia Czerwonych Wód   Pią Maj 25, 2018 12:51 pm

Trudno było wyłapać spojrzenie ze strony ptaszyska, które miało puste oczodoły, było cieniem i jedyną prawdziwie fizyczną kwestią była czaszka. Clintonowi pozostało jedynie wyobrazić sobie wyrzut ze strony cienistego towarzysza. Mógłby o to podejrzewać, bo zapewne sam miałby żal o brak ostrzeżenia, gdy ktoś się poprawiał.
Barton miał już wciągnąć powietrze. Tak, jakby chciał w ten sposób wyrazić swoje niezadowolenie, ba, oburzenie kolejną, zdawkową odpowiedzią. Byłby w stanie nawet wymienić, kto i dlaczego tak robił. Między innymi do tej listy wliczałby się on sam. Krótkie odpowiedzi, bez rozwinięcia, były albo spowodowane skupieniem na czymś innym (na przykład misją), zajmującym zajęciem, któremu poświęcał się całkowicie (parzenie kawy i pies) albo z czystej złośliwości, gdy ktoś go zdenerwował (na przykład Stark, który nie wymienił filtrów w ogólnodostępnych ekspresach do kawy). Całe szczęście, Hawkeye został uraczony wyjaśnieniem.
Pokiwał głową. Jego mina wyrażała uznanie.
Valhalla — powtórzył. — Ładnie brzmi. Thor często o niej wspomina — napomknął mimowolnie, rozglądając się z lekkim zamyśleniem po okolicy. — Zwłaszcza przed każdym atakiem. O, że nie ma co się martwić, bo i tak wszyscy spotkają się w Valhalli. Czy gdzieś tam, jak potem dopowiada — wyjaśnił Clint. Kwestia “czy gdzieś tam” zapewne najczęściej pojawiała się wtedy, gdy Odinson reflektował się, że nie wszyscy trafiają do tego samego miejsca, a nazewnictwo jest różne. — Ciekawe jak tam jego brat w więzieniu się sprawuje — rzucił nieco przekornie, nieświadom tego, że Loki był i egzystował. Ale bynajmniej nie w asgardzkim więzieniu.
Uwaga, jaką mężczyźni poświęcali Bartonowi, podnosiła na duchu. Było to dosyć odmienne. Nie chcieli go tak szybko zabić ani utopić w lodowatej wodzie czy nabić na stalagmit, bo za dużo gada. Wyjaśniali, o co poprosił, wykazywali się cierpliwością. Faktycznie, było to dość inne podejście. Gdyby jeszcze mógł się z nimi porozumieć w kwestii kulturowej to kto wie czy czasem nie postanowiłby tutaj zostać! W końcu doceniono go!
Clint zatrzymał się tuż za mężczyznami, gdy ci stanęli przy jednej z jaskiń. Woń szybciej dała odpowiedź niż informacja od Asgardczyka z procą. Mimo to, łucznik skinął w geście przyjęcia wiadomości. Spojrzał w stronę jaskini. Nie wyróżniała się niczym specjalnym od tych na Ziemi. Dzięki nowym przyjaciołom, Barton jednak wiedział, że w środku mogło być całkiem inaczej. I w rzeczy samej - było. Nie było żadnych skrytych laboratoriów, pradawnych i pamiętanych przez Kapitana baz Hydry czy kanadyjskich sal zabiegowych, w których przebywał Deadpool bądź Logan. Mogło być coś gorszego, przez co Clint głównie myślał o rozwiązaniach jakie zastosował w grze.
Mężczyzna pozwolił sobie na to, żeby przez tę chwilę raz jeszcze sprawdzić kołczan i jego zawartość. Sięgnął też po łuk. Nad majdanem miał wmontowaną latarkę, którą włączył i sprawdził na dłoni czy działa, czy nie została uszkodzona. Jakiś czas temu zmieniał, więc nowa zabawka powinna spełniać jego wymagania - rozświetlać wystarczająco dużo, aby nie został zaskoczony.
Nie było widać po nim zdenerwowania czy jakiegoś lęku. Jeśli takie coś się pojawiało to lata spędzone w towarzystwie Natashy i Bobbi pozwoliły mu na to, żeby nauczyć się trochę aktorskich sztuczek. No i cyrk, to oczywiste.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3780
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Studnia Czerwonych Wód   Nie Maj 27, 2018 12:03 am

Samo rozwodzenie się Clinta na temat Thora i Valhalli nie wywołało większej reakcji ze strony Asgardczyków; być może przywykli już do jego gadatliwości i część jego wypowiedzi puszczali mimo uszu, a może akurat tę część zrozumieli i nie chcieli pytać o nic więcej, aby tego nie stracić. Grunt, że sytuacja zmieniła się, gdy łucznik wspomniał Lokiego - jeden z nich zmarszczył bowiem wówczas czoło, obaj zaś wymienili się krótkimi spojrzeniami, które wyjątkowo wyglądały trochę tak, jak gdyby konsultowali się bez słów w jakiejś sprawie. Ostatecznie zdecydowali się jednak nie rozwijać tematu, a że wkrótce potem dotarli przed jaskinię i priorytety tak czy siak uległy zmianie, to zapewne strata była niewielka.
Na miejscu towarzysze Bartona początkowo pozwolili mu w spokoju przejrzeć zawartość kołczanu, ale kiedy tylko mężczyzna sięgnął już po łuk i zabrał się za sprawdzanie umieszczonej na nim latarki - na szczęście dobrze działającej, bo bez niej tam w środku rzeczywiście mogłoby być ciężko - Asgardczyk od procy odezwał się ponownie:
-Odczekamy tak długo, jak będziemy w stanie, lecz spiesz się. Niemądrze jest zostawać w tej krainie zbyt długo- poinstruował, niestety nie uściślając konkretnych ram czasowych, ani nawet ich nie przybliżając... Choć z drugiej strony w tych okolicznościach pewnie i tak nie dałoby to Hawkeye'owi zbyt wiele, więc być może nie miało to aż takiego znaczenia.
Nim jednak Clint zdążył ruszyć z miejsca, Asgardczyk wsunął dłoń pod skórzaną część swojego uzbrojenia przy szyi - i wydobył z ukrycia niewielki, płaski kamyk na rzemieniu. Zdjął go, a następnie przekazał Bartonowi, który dopiero teraz mógł mu się lepiej przyjrzeć. Na jednej stronie wisiorka widniał - wymalowany najpewniej czerwoną farbą czy innym barwnikiem - prosty symbol, przypominający pionową kreskę, do której na środku jednym bokiem przylegał trójkąt.
-Dla ochrony- wyjaśnił krótko mężczyzna.

_________________



No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Hawkeye
Ph.D. in friends with benefits
avatar

Liczba postów : 269
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Studnia Czerwonych Wód   Nie Maj 27, 2018 6:50 pm

Nawet jeśli obaj mężczyźni nic nie odpowiedzieli Clintonowi na uwagę dotyczącą Lokiego, to mężczyźnie nie spodobała się ich reakcja. Zdążył ją zauważyć; w końcu nie bez powodu miał taki alias, a nie inny. Potrafił wystarczająco szybko spostrzec, co miało miejsce. Ichnia wymiana spojrzeń była dość niepokojąca, ale póki co Barton nie miał zamiaru dalej zastanawiać się nad tym wszystkim. Co innego miał do zrobienia i było to dla niego priorytetową kwestią. W związku z czym postanowił zagadnąć o Lokiego  w momencie, gdy wyjdzie już z jaskini. O ile wyjdzie, rzecz jasna.
Zerknął na Asgardczyka, gdy ten postanowił się odezwać. Nie musiał patrzeć na swoją broń, znając ją od podszewki. Doskonale wiedział, co gdzie się znajduje, więc z pamięci sprawdzał czy wszystko jest w jak najlepszym porządku. Skinął na słowa mężczyzny, powstrzymując się od spytania, która jest godzina i jaki mają czas, i rok. Ciekawiło go to, ale jednak nie było to czymś ważnym w tej chwili.
Tak będzie — przytaknął Barton. — Idę w końcu tylko po lusterko — powiedział. Obaj mężczyźni mogli odebrać słowa łucznika jako zlekceważenie ich uwagi albo ponownie zastanowić się czy blondyn jest na tyle lekkomyślny i nie zdaje sobie sprawy z czyhających w jaskini niebezpieczeństw, czy tylko to maskuje. Odgadnąć byłoby trudno.
Hawkeye był przygotowany na to, aby ruszyć dalej. Poprawił kołczan, łuk. Sprawdził zawartość tego pierwszego. Kostium też został skontrolowany. Zerknął akurat w momencie, gdy jeden z nich sięgnął pod swój strój. Brew Bartona uniosła się na moment. Łucznik sięgnął po płaski kamień na rzemieniu. Kciukiem sprawdził wzór, jaki został naniesiony na materiał. Nie było niczym dziwnym, że niespecjalnie wiedział, co to oznacza. Zatem krótkie wyjaśnienie wiele mówiło Clintonowi, nawet jeśli nie było to całkowite.
Zdecydowanie się przyda. Dzięki — skinął głową. Jako że spodziewał się, iż trzymanie wisiorka na niewiele mu się przyda, łuk zawiesił na ramieniu, a rzemień przełożył przez głowę. Miał w ten sposób wolne ręce i mógł ruszyć.
Spojrzał po mężczyznach i skinął do nich.
Do zobaczenia za… jakiś czas.
Nie mógł w końcu określić, ile mu to zajmie.
W każdym razie Clint ruszył w stronę ciemnej groty. Dopiero po przekroczeniu umownej granicy, zdecydował się włączyć latarkę na swoim łuku. Białe, zimne światło rozproszyło się  wszerz korytarza, a najdalej - uwzględniając to, że z kolejnymi metrami nieco słabiej oświetlało - to sięgało do sześćdziesięciu metrów. To musiało mu wystarczyć, a z pewnością było więcej niż egipskie ciemności. Barton wyciągnął jedną ze strzał, tak na zaś. Był to tradycyjny pocisk. Nie miał naciągniętej cięciwy, bo póki co nie spodziewał się, że coś złego może mieć miejsce. Szedł wzdłuż korytarza, nie oglądając się za siebie. Odczuwał, że zniża się się powoli i niespiesznie. Niekiedy też kierował światłem na boki, aby sprawdzić czy nie ma jakichś wnęk lub dodatkowych korytarzy, choć tego spodziewał się znacznie dalej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3780
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Studnia Czerwonych Wód   Wto Maj 29, 2018 11:14 pm

Początkowo droga przez jaskinię była prosta i w zasadzie pusta - a przynajmniej pozbawiona jakichkolwiek istot żywych czy nieumarłych, które mogłyby spróbować zawrzeć z Clintem krótkotrwałą i pewnie dość burzliwą znajomość. Tunel łagodnie opadał, a ściany faktycznie stopniowo się od siebie odsuwały, przez co przejście było szerokie; oznaczało to, że gdyby doszło do walki, to łucznik miałby gdzie manewrować... I gdzie się kryć, bo tych wszystkich stalaktytów, stalagmitów i stalagnatów faktycznie nie ubywało, a chyba wręcz przeciwnie, przybywało. Niektóre z nich były naprawdę spore, szerokie, ale większość raczej drobna. Sklepienie przez cały czas utrzymywało się mniej więcej w tej samej odległości od podłoża. Ściany co prawda nie ukazywały żadnych rozgałęzień, ale za to Barton mógł zaobserwować, że tworzące je kamienie w razie czego umożliwiałyby pewnie wspinaczkę; sporo wystających elementów, niestety niekiedy ostrych, pozwoliłoby zawędrować aż pod sufit. Z drugiej strony uderzenie w taką powierzchnię - na przykład plecami - bardzo by zabolało.
W takich warunkach ciężko było liczyć czas, ale w przybliżeniu mogły minąć dwie czy trzy minuty, gdy w końcu pojawiło się coś nowego - rozgałęzienie, a raczej tak mogłoby się Clintowi wydawać. Na środku drogi znajdowała się szeroka na prawie dwa metry ściana, rozdzielająca tunel na dwie części... Ale której z nich mężczyzna by nie wybrał, po przejściu kilku kroków zorientowałby się, że było to tylko złudzenie i obie drogi tak czy siak znów łączyły się w jedną. Napotkana przez niego przeszkoda najwyraźniej była czymś w rodzaju ogromnego nacieku. Niedaleko za nią korytarz zaczął lekko zakręcać.
W grocie panowała wręcz przenikliwa cisza. Kroki Hawkeye'a - czy inne wydawane przez niego dźwięki - niosły się donośnie i wywoływały nawet drobne echo, od czasu do czasu w oddali dało się też dosłyszeć ciche kapanie, lecz brakowało tak naprawdę jakichkolwiek innych odgłosów. Z jednej strony oznaczało to, że przynajmniej w okolicy nie powłóczyły nogami żadne zombie. Z drugiej - wspomniane zombie mogły być całkiem inteligentne i czaić się na swój przyszły obiad. Ich dotychczasowa nieobecność mogła się wydawać dziwna, szczególnie po ostrzeżeniach, które zaserwowali Bartonowi jego towarzysze...
Od fałszywego rozgałęzienia minęła kolejna minuta czy dwie, gdy siedzący na ramieniu mężczyzny ptak nagle rozprostował skrzydła, zatrzepotał nimi - przez co jedno przeniknęło przez głowę Clinta, czym zwierzę w ogóle się nie przejęło - i wreszcie wzbił się do lotu. Wszystko to uczynił bezgłośnie, skierował się zaś po prostu do przodu, jak gdyby nagle stracił cierpliwość... Albo z innego powodu poczuł potrzebę bycia pierwszym. Przy okazji łucznik mógł zaobserwować, że oddalające się od niego ptaszysko - choć zbudowane w większości z cienia - nie traciło na widzialności w świetle latarki.
Sprawa wyjaśniła się może kolejną minutę później. Ptak musiał wiedzieć, że znajdowali się blisko celu - bo w pewnym momencie blask padł w końcu na ścianę, złożoną z całej masy wystających kamieni. Na jednym z nich spoczywał kompan Clinta, może jakieś dwa metry nad ziemią... Nie. Nie nad ziemią, jak okazało się, gdy Hawkeye podszedł jeszcze trochę bliżej. Choć tunel kończył się ślepym zaułkiem, to najwyraźniej nie był oszustwem - gdyż wieńczył go zbiornik, z braku lepszego słowa, wodny... Wypełniony czerwonym płynem, którego zapach jednoznacznie sugerował krew. Woń ta stopniowo narastała w miarę podróżowania przez grotę, więc ten widok raczej nie stanowił dla Bartona zaskoczenia.

_________________



No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Hawkeye
Ph.D. in friends with benefits
avatar

Liczba postów : 269
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Studnia Czerwonych Wód   Czw Maj 31, 2018 12:17 pm

Obserwacja otoczenia była ważna. Dzięki temu Clint był w stanie wyłapać poszczególne punkty i miejsca, które sprzyjałyby akcji, ucieczce czy walce. Korzystając z tego, że była względna cisza i spokój, mężczyzna uważnie rozglądał się po korytarzu. Przy okazji starał się zapamiętać drogę. Nawet jeśli okazałoby się, że nie ma innego wyjścia, to wolał dmuchać na zimne. Co w Jotunheim było bardzo prawdopodobne. I, zapewne, częste.
Wszędobylska cisza mogłaby być irytująca, choć bardziej należałoby w tym momencie mówić o pewnym zaniepokojeniu. Ileż to gier czy filmów musiałby człowiek zignorować, żeby nie wiedzieć, że taki spokój jest zwiastunem czegoś większego? Mógł jedynie - za radą asgardzkiego przyjaciela - modlić się do swych bogów, żeby to się nie potwierdziło. Z drugiej strony, znając swoje (nie)szczęście… Chyba nie chciał się łudzić.
Clint szedł więc dalej. Podążał drogą, trzymając przy sobie łuk. Raz światło było po prawej stronie, raz po lewej. Niepewny, a może i ciekawy tego chwilowego rozgałęzienia, okrążył dwa razy. Za pierwszym razem szedł nieprzekonany, a potem jednak uznał, że lepiej sprawdzić, na zaś, czy to czasem gdzie indziej nie prowadzi.
Zachowanie ptaszyska od razu zwróciło uwagę Bartona. Cienisty towarzysz mimowolnie zląkł łucznika, który odpłacił się pięknym za nadobne (jak koleżka) i spojrzał na niego z wyrzutem. Cicho odetchnął i powiódł wzrokiem za zwierzęciem. Nie wiedział, co się działo, ale mógł się domyślić i - o czym dowiedział się parę chwil później - nie pomylić. Szedł więc za nim, dziwiąc się przy okazji, że nadal był w stanie go dostrzec, mimo snopu światła, które chcąc nie chcąc przecinało ciało ptaszyska.
Gdy dotarł do ściany, zerknął na kompana. Zmarszczył nos, zniesmaczony silnym zapachem krwi. Wystarczyło, że było odrobinę cieplej w Krainie Lodu, a już zapach rozprzestrzeniał się i drażnił nozdrza. Clint zatrzymał się nieopodal zbiornika, około dwa metry od niego. Spodziewał się, że będzie musiał mieć małą kąpiel. Nie pocieszało go to i nawet zaczął mamrotać pod nosem. W trakcie marudzenia, blondyn rozejrzał się na boki. Poświecił w jedną stronę i w drugą. Chciał się upewnić, że nie ma dalej przejścia i w razie gdyby miało dojść do ataku to naiwnie wierzył, że tylko z jednej strony. Miało to swoje plusy i minusy; nie musiał się obawiać, że ktoś go dźgnie czy uderzy w plecy, ale zarazem miał utrudnioną ucieczkę czy przemieszczanie się.
Coś za coś, Barton, pomyślał.
Ściągnął kołczan i odłożył na bok; oparł go o jeden z pobliskich stalagmitów. Łuk zaraz odłożył w to samo miejsce. Nie zastanawiał się długo i zaczął się rozbierać z odzieży wierzchniej, którą otrzymał w Asgardzie. Była mocniejsza, ale i cięższa. Clinton nie chciał ryzykować zamarznięciem, więc zrezygnował z rozebrania się do bielizny czy tam do naga, więc musiał pozostać w swoich ubraniach. Mężczyzna ściągnął jeszcze koszulkę. Uznał najwidoczniej, że przebywanie w samych spodniach będzie wystarczające.
Barton, nie pozbywając się jeszcze butów, kucnął przy kołczanie. Wyciągnął z niego linę oraz dodatkowe trzy pociski - jeden był wzmocniony poprzez vibranium, drugi miał wybuchowy pocisk, a trzeci był standardowy. Ostatnie trzy miał zamiar wziąć ze sobą jako ewentualną broń. Wziąwszy linę, zbliżył się do stalagnatu. Najpierw obwiązał kamienny słupek, a potem sprawdził czy ten będzie w stanie wytrzymać szarpnięcie, a następnie ciężar łucznika.
Clinton niemalże jak zawsze - improwizował. Strzały odłożył na bok i ściągnął buty czy też skarpetki. Pozostając więc w ciemnych spodniach przykucnął nad brzegiem zbiornika. Następnie usiadł i zamoczył nogi, chcąc przyzwyczaić się do temperatury. W trakcie oswojenia, Clint złączył ze sobą karabińczyki. Do jednej z rąk wziął strzały.
Uniósł spojrzenie na ptaszysko.
Pilnuj za wszelką cenę — wskazał na swój dobytek.
Odetchnął parę razy, krzywiąc się przez zapach. Policzył do trzech i wsunął się do krwistej cieczy. Odczekał chwilę i wziąwszy haust powietrza, zanurzył się. Z nadzieją na to, że zbiornik nie jest aż tak głęboki i zdąży wziąć, co musi, nim utonie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3780
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Studnia Czerwonych Wód   Pią Cze 01, 2018 2:10 pm

Samo zbliżenie się do zbiornika nie wywołało w otoczeniu żadnych widocznych gołym okiem zmian, pomijając może tę drobną, że czekający na Clinta ptak znów przechylił czaszkę na bok, jak gdyby pytająco... Albo po prostu z zaciekawieniem. Łeb miał skierowany w stronę mężczyzny, więc najpewniej mu się przyglądał, ba, dosłownie nie spuszczał go z oczodołów - czego by łucznik w tym czasie nie robił.
Przyjrzenie się ścianom utwierdziło Bartona w przekonaniu, że wśród kamieni nie kryły się żadne dodatkowe przejścia - no, chyba że ukryte, ale tego już nie mógł ocenić jedynie za pomocą wzroku. Co prawda latarka kładła między wystającymi skałami nieprzyjemne, głębokie cienie, ale nic zdawało się w nich nie kryć... Co dało się sprawdzić przez przesunięcie światła. Nawiasem mówiąc, skrzydlaty towarzysz Hawkeye'a - skoro potrafił przenikać przez obiekty materialne - być może mógłby dla niego sprawdzić to i owo w ścianach... Albo już to nawet zrobił i dlatego siedział tak spokojnie.
Kamienie w grocie okazały się być wytrzymałe - i najwyraźniej nie leżały na podłożu, tylko wychodziły głęboko z niego. Kto wie, równie dobrze mogły być gęstsze od swoich ziemskich odpowiedników, bo w końcu wiele materiałów z Asgardu i pokrewnych mu światów wykazywało taką prawidłowość, wliczając w to tkankę Asgardczyków... Grunt, że działało to na korzyść Clinta, bo wybrana przez niego skała powinna bez problemu utrzymać jego ciężar, nie wspominając już o zwykłym szarpnięciu.
Ptak z kolei szybko zareagował na polecenie mężczyzny. Zatrzepotał skrzydłami, a następnie sfrunął ze swojego dotychczasowego siedziska i przeniósł się bliżej rzeczy pozostawionych przez Hawkeye'a. Przycupnął na innej skalce, bo najwyraźniej nie lubił lądować na ziemi; jak do tej pory nie zrobił tego chyba ani razu, a przynajmniej nie na oczach Bartona. Można by pomyśleć, że posiadało to jakiś związek z podrywaniem się do lotu, ale ptaszysko dosłownie było w stanie przenikać przez przedmioty, a więc i pewnie przez podłoże... W związku z tym nie powinno ono dla niego niczego zmieniać.
O dziwo krew w zbiorniku nie była wcale zimna. Nie można by jej nazwać ciepłą, do tego sporo jej brakowało, ale dało się łatwo wyczuć, że jej temperatura nieco przewyższała tę panującą w grocie. Mogło to być tylko kilka stopni różnicy, ale tyle raczej wystarczało, aby wywołać zastanowienie nad takim stanem rzeczy. Logika wskazywałaby przecież na chłód i najwyraźniej to właśnie tego łucznik się spodziewał... A tu niespodzianka. Z drugiej strony ciepła krew chyba nawet gorzej się kojarzyła od zimnej.
Dno opadało bardzo stromo. Pół metra od brzegu Clint stał już zanurzony praktycznie do pasa, a to nie wróżyło dobrze odnośnie głębokości zbiornika. Pod stopami czuł kamienie, niektóre drobniutkie, inne całkiem spore; nie były bardzo ostre, więc nie powinien porozcinać sobie na nich skóry, ale - w zależności od ułożenia - niektóre pewnie kłuły. Mogło być gorzej, ale też i o wiele lepiej... Choć ze szczęściem Bartona póki co wyprawa i tak nie prezentowała się aż tak źle.
Kolejny krok - i dno osunęło się już Hawkeye'owi spod nóg, jasno sugerując mu, że spokojnie mógł tutaj nurkować. Problem polegał na tym, że krew nie słynęła ze swojej przejrzystości, więc gdyby nawet mężczyzna otworzył w niej oczy - co pewnie samo w sobie było kiepskim pomysłem - to i tak nie zobaczyłby praktycznie nic. Musiał poruszać się na ślepo. I głucho. W zasadzie korzystając głównie ze zmysłu dotyku.
Gdyby łucznik starał się płynąć pionowo w dół, stosunkowo szybko natknąłby się na kamienie - tutaj już spore, częściowo wygładzone, przypominające bardziej podłoże z groty. Trzymanie się dna mogło się okazać najlepszą opcją, a że opadało szybko, to Clint przekonał się, iż miał do przebycia ładnych kilka metrów. W pewnym momencie skalny spód zbiornika przez swoją stromość stawał się już praktycznie ścianą; kilka sekund później natomiast palce Avengera natknęły się na coś o odmiennej teksturze... Metalowej?
Dokładniejsze zmacanie wykazałoby, że materiał ten nie dominował w obiekcie. Towarzyszyło mu coś jeszcze - coś, co mogło być drewnem, jeżeli sądzić po pewnej chropowatości oraz przerwach pomiędzy poszczególnymi płatami, jak gdyby między deseczkami. Przedmiot był spory, długi przynajmniej na metr, a do tego otaczały go metalowe elementy, w których - na podstawie ogniw - dało się rozpoznać łańcuchy... No i kłódki też pomagały w identyfikacji. Problem polegał na tym, że obiekt ten musiał być ciężki, nawet w cieczy, a Clint wcale nie miał tak dużo czasu do namysłu, jeżeli chciał zdążyć wynurzyć się po powietrze.

_________________



No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Hawkeye
Ph.D. in friends with benefits
avatar

Liczba postów : 269
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Studnia Czerwonych Wód   Nie Cze 03, 2018 12:33 pm

Clint, zamiast zastanawiać się nad powodem cieplejszej temperatury krwi, cieszył się z tego, że nie umrze, bo skurcz w wielu miejscach jednocześnie chwyci łucznika. To, doprawdy, byłaby smutna śmierć. W każdym razie, w tym momencie Barton nie rozmyślał nad tym. Wolał nie rozpraszać się niepotrzebnie. Tym bardziej, że było prawdopodobieństwo, że zwróciłby to, co zjadł przed podróżą do Jotunheim. Wystarczyło mu to, że pływał we krwi poległych Asgardczyków. A przynajmniej tak to zrozumiał.
Polegając na zmyśle dotyku, Clint jedną z rąk ciągle macał to, co było przed nim - albo starał się sprawdzić “podłoże”, albo też wyłapać jakieś przeszkody, w które mógł uderzyć podczas płynięcia. Nie podejmował się jednak tego, by daną część dotykać przez kolejne minuty. Nie miał na tyle pojemnych płuc, żeby wytrzymać kwadrans pod krwią. Zależało mu po prostu na tym, żeby nie wpaść na coś, co spowolniłoby całą podróż lub spowodowałoby utratę przytomności.
Jeśli wypustki czy skalne nierówności pozwalały na to, aby na nich się “podciągnąć” to Clint z tego skwapliwie korzystał. Był w stanie jako-tako rozeznać się i podążać w odpowiednią stronę. A przynajmniej liczył na to, że nie ma żadnych "podkrwawych" rozgałęzień.
Trwało to dobrą chwilę, gdy płynął. Wyczuł, że nachylenie podłoża czyniło go ścianą, ale nie to zwróciło uwagi Bartona. Sprawne palce łucznika szybko natknęły się na metalowy materiał, który poznał po dłuższej chwili. W tym momencie rozumiał jak męczące jest bycie Murdockiem. Może nawet żałował go, podczas gdy wyczuł ogniwa, które jednoznacznie skojarzyły mu się z łańcuchem. Powiódł dłonią wzdłuż niego, a potem dalej. Zastanawiał się, wokół czego materiał był owinięty. Nie zajęło mu to długo, aby dojść do wniosku, że jest to wspomniana wcześniej skrzynia. Miał nadzieję, że w niej znajdzie to, czego potrzebował i poszukiwał. Wyłapał jeszcze kłódkę, co nie było pocieszające.
Mimo to, Clinton zadziałał dość szybko. Sięgnął do paska swoich spodni, do którego przyczepiony był karabińczyk z linką. Łucznik zahaczył nim o dwa ogniwa, jakie na siebie nachodziły przy tym owinięciu. Następnie próbował unieść skrzynię, a przynajmniej sprawdzić czy nie jest ona do czegoś przytwierdzona lub czymś przyblokowana, żeby wyciągnięcie jej stawało się problematyczne. Starałby się choć minimalnie ją przenieść w stronę, z której nadpłynął.
Wtedy też blondyn jak najszybciej dążyłby do tego, aby wypłynąć na powierzchnię i zaczerpnąć powietrza. Przy okazji wynurzyłby się z takim odrzutem głowy, że gdyby miał dłuższe włosy to na pewno byłoby to czymś zjawiskowym i oburzającym dla ptaszyska, które mogłoby zostać ochlapane. Następnie wytarłby twarz od nadmiaru krwi i parsknął z niesmakiem.
Barton przysiadłby na brzegu zbiornika i sięgnął do linki, żeby za nią pociągnąć. Chciał w ten sposób sprawdzić czy ruszy. Jeśli opór byłby zbyt mocny, to Clint ponownie zanurzyłby się, aby przesunąć skrzynię jeszcze bardziej. Gdyby jednak nie było żadnych problemów, to zająłby się wciąganiem drewnianego pudła, aby te znalazło się na powierzchni. Liczył, że nie będzie musiał powtarzać całej zabawy od nowa.
Jeżeli udałoby mu się wyciągnąć skrzynię, to Barton najpierw postanowiłby ponownie ubrać się i narzekać pod nosem na to, jak śmierdzi krwią i wszystko się lepi. Następnie łucznik oświetliłby skrzynię latarką znad majdanu w łuku i zaczął ją sprawdzać, aby zobaczyć czy da radę ściągnąć łańcuchy, czy jednak pozostaje mu prowizorka w postaci wytrychu i szczęścia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3780
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Studnia Czerwonych Wód   Nie Cze 03, 2018 8:43 pm

Podciąganie się na wystających skałkach było możliwe bardzo rzadko - z tego prostego względu, że większość dna okazała się być stosunkowo gładka. Co prawda nie tak, jak - na przykład - powierzchnia lustra, bo podłoże posiadało swoje nieregularności, momentami całkiem spore, ale zdecydowanie nie przypominało ścian z jaskini, usianych licznymi, ostrymi kamieniami. Clint musiał się skupiać głównie na płynięciu.
Kiedy zaś łucznik dotarł wreszcie do skrzyni, póki ją po prostu macał - wszystko było w porządku. Dotykanie najwyraźniej niczemu nie przeszkadzało i podobnie sprawy się miały w kwestii zahaczania linki o ogniwa. Przynajmniej teraz łańcuch mógł się jeszcze do czegoś przydać - bo późniejsza walka z kłódką może się już okazać mało przyjemna... Ale to kwestia przyszłości. Najpierw należało znaleźć sposób na wyciągnięcie ładunku na brzeg.
Hawkeye prędko zorientował się, że na szczęście skrzynia nie została w żaden sposób przytwierdzona do podłoża, dzięki czemu - zapierając się nogami o w miarę płaskie w tym miejscu dno - mężczyzna był w stanie ją podnieść. Krew nie ułatwiała mu tego zadania, ale waga, choć spora, okazała się wystarczająco znośna. Ciężko byłoby ocenić jak sytuacja będzie się miała na lądzie, ale tak czy siak już teraz dawało to jakieś nadzieje.
Nie mogło być jednak zbyt pięknie.
Tuż po tym, jak Barton wypuścił skrzynię z rąk i zaczął kierować się w górę, coś niespodziewanie go zatrzymało... Coś, co - bez zmysłu wzroku - trudno by było dokładnie zidentyfikować, lecz Clint mógł bez problemu stwierdzić, że to coś zacisnęło się na kostce jego lewej nogi, obejmując ją niemalże dookoła, choć nie do końca; zabrakło może centymetra. Mimo to uchwyt był mocny... I gwałtownie szarpnął mężczyznę w dół.
Co gorsza, dookoła brakowało obiektów, którymi Hawkeye mógłby sobie pomóc dla odzyskania równowagi czy nawet po to, aby się zatrzymać. W grę wchodziło chwycenie napiętej linki, tyle że ona najprawdopodobniej po prostu by się naciągnęła, ewentualnie zjechałby po niej z powrotem w dół... Drugą opcję stanowiło zaś bardzo strome dno, w które być może udałoby mu się czymś wbić - bo z kolei same palce raczej nie miałyby o co się zahaczyć.

_________________



No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Hawkeye
Ph.D. in friends with benefits
avatar

Liczba postów : 269
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Studnia Czerwonych Wód   Nie Cze 03, 2018 10:14 pm

Barton nie spodziewał się, że w momencie chęci wypłynięcia na powierzchnię, będzie mu to uniemożliwione. Liczył, że dopiero w chwili ruszenia skrzyni i wyciągnięcia jej na ze zbiornika krwi coś się wydarzy. Został zaskoczony nagłym chwytem wokół kostki, więc mimowolnie rozchylił usta. Zdążył jednak szybko się zamknąć. Posmak krwi, zapach krwi i kąpiel we krwi nie była czymś, czego by pragnął. Może później pomyśli o tym, że przemianuje się z Bartona na Batorego. Wątpił jednak, żeby śmiałkowie, którzy skończyli żywot w tej studni, byli dziewicami, więc niekoniecznie będzie wyglądał młodziej.
A szkoda.
Mimo że mężczyzna podjął się takiej próby, to jednak nie był w stanie się zatrzymać, chwycić jakiejś wystającej skały. Jego palce przemknęły po nierównościach ściany studni. Przez myśl mu przeszły seriale czy filmy, w których były podobne sceny. Pierwsze jednak o czym pomyślał to Laboratorium Dextera, gdzie uczniowie wciągnięci byli pod siedziska autobusu szkolnego.
I to było złe skojarzenie, bo zniesmaczenie Hawkeye’a podwoiło się. Ponownie.
Nie chwycił się napiętej linki, bo nie chciał dokładać swojej krwi, a pewnie skończyłoby się na mocnym przetarciu skóry na dłoni. Barton więc skorzystał z tego, że wziął ze sobą strzały. Sięgnął po tę, która została wykonana z vibranium i czym prędzej wbił ją w powierzchnię z myślą:
Nie połam się, nie połam się, cholera, nie połam się.
Gdyby to się udało to blondyn próbowałby wyszarpnąć nogę jak najszybciej i oddalić się. Gdyby jednak strzała nie wytrzymała i jej część by pękła - gdzie liczył, że tak się nie stanie - to wtedy zdecydowałby się na to, aby dźgnąć nią  to, co go stopuje.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3780
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Studnia Czerwonych Wód   Pon Cze 04, 2018 7:10 pm

Strzała bez większych problemów wbiła się w skałę. Metal okazał się twardszy nawet od tutejszego kamienia - i w pierwszej chwili Clint mógł już mieć nadzieję na to, że uda mu się w ten sposób unieruchomić, bo rzeczywiście się zatrzymał. W następnym momencie jednak strzała zaczęła jakby się osuwać, delikatnie i powoli, dosłownie tnąc strome dno pod sobą... Potrwało to bardzo krótko i to coś, co złapało łucznika, chyba nie zwróciło na to uwagi, lecz on sam dosłownie przez sekundę był w stanie to wyczuć.
Na szczęście dla niego wróg najwyraźniej uznał, że takie działanie nie miało sensu, bo ciągnięcie w dół zelżało, a strzała spoczęła w bezruchu. Niestety jednak nie był to koniec zmartwień mężczyzny - a należało pamiętać, że pod powierzchnią zbiornika znajdował się już przez chwilę, więc nabranie powietrza stawało się dla niego coraz bardziej palącą kwestią, nawet jeżeli w tym momencie jeszcze nie na tyle poważną, aby brak tlenu miał sprawiać mu ból.
Uścisk na kostce nie chciał puścić - był silny i uparty, nawet podczas szarpania się Bartona. Mimo to płyn zrobił swoje, utrudniając przytrzymywanie łucznika i przeciwnik nie tyle stracił z nim kontakt, co z konieczności zsunął swój uchwyt niżej, już na samą stopę mężczyzny. Z tej pozycji pewnie łatwiej byłoby go strącić, na przykład dopomagając sobie drugą kończyną, bo w końcu noga poniżej już się praktycznie nie rozszerzała.
Jakiej strategii Hawkeye by jednak nie obrał, czekało go kolejne zaskoczenie - gdyż coś zimnego otarło się o jego łydkę, a następnie zacisnęło na niej tuż pod kolanem. Wyobraźnia mogłaby mu na przykład podpowiadać, że ktoś podciągnął się na jego nodze, wykorzystując jedną dłoń umieszczoną na jego stopie, aby drugą ułożyć już wyżej. Druga kończyna dolna wciąż jeszcze była wolna, ale w takim tempie mogło to się niedługo zmienić.

_________________



No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.


Ostatnio zmieniony przez Loki dnia Wto Cze 05, 2018 1:16 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Hawkeye
Ph.D. in friends with benefits
avatar

Liczba postów : 269
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Studnia Czerwonych Wód   Pon Cze 04, 2018 9:38 pm

W tym momencie Barton nie wiedział czy przesuwająca się wzdłuż dna strzała była gorsza od połamanej. Pocieszała go jedynie myśl, że materiał był na tyle wytrzymały i mocny, że potrafił zrobić coś takiego. Łucznik starał się nie panikować. Zacisnął zęby i gdyby dało się to zauważyć, to pewnie łatwo byłoby spostrzec pracę mięśni twarzy w okolicach jego żuchwy.
Na początku było sympatycznie. Czemu tak nie mogło być dalej? Clinton zaklął w myślach i gdyby mógł to by westchnął. Ale nie chciał tracić tlenu, którego potrzebował coraz bardziej.
Hawkeye zamachał ponownie nogą. Jakby próbował zrzucić z niej niesfornego zwierzaka, istną przylepę, choć wątpił, żeby to coś - cokolwiek uczepiło się jego kończyny dolnej - było czymś sympatycznym i wymagającym wygłaskania. Nie zastanawiał się nad tym. Poprawka - wolał nad tym się nie zastanawiać.
Clint zwykł nie chwalić dnia przed zachodem słońca i dobrze tym razem zrobił. Sytuacja pogarszała się. A przynajmniej odniósł takie wrażenie, gdy poczuł uścisk pod kolanem. Były cyrkowiec ponownie zaklął w myślach. Podkurczył wolną kończynę z zamiarem nagłego wyprostowania, aby skopać to, co się go uczepiło. Powtórzyłby to po raz kolejny, a za trzecim razem podciągnął nogę zgiętą w kolanie do siebie. Mimo że wątpił w powodzenie, to próbowałby się odepchnąć o skalne nierówności, przy których tkwił.
W międzyczasie natomiast przełożyłby jedną ze strzał do ręki, którą trzymał tę wzmocnioną. Mając w wolnej ręce pocisk o standardowym grocie, spróbowałby wymierzyć w ciało czy materiał tego czegoś. Nie z taką siłą, żeby przy okazji zrobić sobie krzywdę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3780
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Studnia Czerwonych Wód   Sro Cze 06, 2018 5:53 pm

Skopywanie dało pewne efekty; już za pierwszym razem Clint poczuł pod stopą coś twardego, to coś, co zaciskało się pod jego kolanem - i co niestety nie ustąpiło od razu, tylko wzmocniło uchwyt do tego stopnia, że stał się on dosłownie bolesny. Jedynym plusem w tej sytuacji było chyba to, że nie obejmował całej łydki łucznika, ale tak czy siak stanowiło to pewnie dla niego raczej marne pocieszenie.
Drugie kopnięcie pozwoliło już mężczyźnie uczynić drobne postępy. Uścisk zsunął się po jego nodze może do połowy łydki albo nawet trochę dalej - i mogło się wydawać, że na moment odrobinę zelżał, nim znów się wzmocnił. Przeciwnik był uparty i to bardzo. Dokładnie w chwili, gdy Hawkeye cofał wolną nogę, aby zmienić strategię, musnęło ją coś zimnego, najpierw z boku po zewnętrznej, a następnie niżej... A to nie wróżyło dobrze. Skoro miał już na sobie dwa uchwyty, to trzeci oznaczał... Kolejną kończynę albo kończyny? Następnego wroga? Obie opcje nie brzmiały zbyt przyjemnie.
Na szczęście Barton przesunął nogę na tyle szybko, że nie została złapana i znalazła oparcie na skałach. Co prawda były one na tyle strome, że odbicie się od nich nie należało do najprostszych zadań i szczerze mówiąc bardziej oddaliło Clinta od ściano-dna, niż przeniosło go dużo wyżej... Ale zawsze to coś. Przynajmniej oddalił się od źródła tego czegoś, co się na niego wspinało.
Użyta przez niego klasyczna strzała z kolei rzeczywiście w coś się wbiła - właśnie na wysokości łydki mężczyzny - lecz niestety grot wszedł dość płytko, pewnie nawet nie zniknął w tym czymś w całości, choć oczywiście w tych okolicznościach Barton nie mógł tego zobaczyć i sprawdzić. Uścisk się od tego nie zmienił, co mogło sugerować, że wróg nie przejmował się bólem lub w ogóle go nie czuł... A to pokrywałoby się z wcześniejszymi opowieściami Asgardczyków. Nie oznaczało to jednak, że tego czegoś nie dało się uszkodzić albo, na przykład, przeciąć... Lub wysadzić. A taką strzałę Hawkeye również przy sobie posiadał.

_________________



No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Hawkeye
Ph.D. in friends with benefits
avatar

Liczba postów : 269
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Studnia Czerwonych Wód   Sro Cze 06, 2018 10:39 pm

No, świetnie…
To była pierwsza myśl, która pojawiła się u Clinta, gdy ten poczuł kolejny dotyk. Tak jak na ogół - i być może - nie miałby nic przeciwko, tak teraz frustracja i przytłoczenie zyskały na sile. Zwłaszcza że był w coraz większej potrzebie, aby mieć powietrze. Te się kończyło, a to mimowolnie powodowało, że Barton stawał się zaniepokojony. W końcu perspektywa utonięcia w asgardzkiej krwi - przynajmniej dla blondyna - nie była czymś bohaterskim. Nie chciał powielać schematu, który dotykał poprzednich śmiałków, którzy skończyli… Ach, nie chciał wiedzieć jak!
Spowolniona przez wodę szamotanina mogłaby wyglądać zabawnie, jednak bynajmniej nie w mniemaniu Bartona, który stracił swój punkt orientacyjny. Liczył się z tym, że to jest cena tego, by się oddalić od nie wiadomo czego. Przynajmniej tak do tego podchodził, nie myśląc o tych draugrach, a o nieszczęsnej przeszkodzie.
Wciąż poruszając nogami starał się strącić, zniechęcić te podwodne potworzyska do tego, żeby go trzymali. W międzyczasie Barton palcami przesunął wzdłuż pocisku, żeby dotrzeć do grota strzały. Chciał wyczuć jeden z haczyków, którym mógł ustawić opóźnienie w końcówce strzały. Może niezbyt dużo czasu by mu to dało, ale liczył, że na tyle wystarczająco, aby mógł uchronić się od wybuchu. Nie chciał zaszkodzić sobie tak, że musiałby kuśtykać przez jaskinię.
Miał nadzieję, że opóźnienie wynoszące około piętnastu sekund będzie wystarczające, żeby strzała przeniosła się niżej. Zanim jednak to zrobił, szarpnął nogą raz jeszcze, a drugą ręką sięgnął do liny. Przynajmniej starał się ją odnaleźć.
W momencie puszczenia strzały, Clint w myślach zacząłby odliczać. Na chwilę przed domniemanym wybuchem blondyn wykorzystałby wzmocnioną linkę, która - przynajmniej z tego co pamiętał - nie powinna łatwo pęknąć pod wpływem uderzenia; miała mocniejszy materiał. Niemniej, prawie że ułamek sekundy przed zdetonowaniem, Hawkeye gwałtownie podciągnąłby się za pomocą liny, żeby choć trochę wybić się do góry.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3780
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Studnia Czerwonych Wód   Pią Cze 08, 2018 4:00 pm

Jeszcze w momencie szarpania się uścisk na łydce Clinta zsunął się znów trochę niżej - a więc jego działania dawały jakieś efekty, tylko po prostu następowało to na tyle powoli, że zanim uwolniłby się tą metodą, zapewne skończyłoby mu się powietrze... Lub wróg zdążyłby go pochwycić w innym miejscu albo spróbować czegoś nowego, jeżeli oczywiście był w ogóle w stanie. Oznaczało to, że łucznik pilnie potrzebował zmienić strategię na taką, która szybciej zwróciłaby mu wolność.
Znalezienie liny nie było aż takie trudne; w końcu praktycznie do tej pory mężczyzna przytrzymywał się wbitej w kamienie strzały, co dawało mu jakiś punkt orientacyjny, nawet jeżeli niezbyt konkretny. Jego dłoń natrafiła na naprężony materiał i mógł się go pochwycić, a potem puścić wybuchową strzałę. Ze względu na obecność płynu rzecz jasna nie poleciała ona od razu w dół - tylko zaczęła opadać nieco wolniej... Choć oczywiście to również Hawkeye mógł sobie jedynie wyobrazić, a nie ujrzeć na własne oczy. Piętnaście sekund powinno wystarczyć, aby przynajmniej trochę się oddaliła, lecz z drugiej strony czekanie tak długo oznaczało kolejne chwile bez dostępu do tlenu.
Tym razem dotyk pojawił się na nogach Avengera od strony dno-ściany, od której przed chwilą się odepchnął; nic dziwnego, bo przeciwnik czy przeciwnicy początkowo ujawnili się niedaleko niej, więc logiczne, że nadpływali z tego kierunku. Barton mógł to odczuć w taki sposób, jak gdyby ktoś położył zimną dłoń z rozsuniętymi dość szeroko palcami na przedzie jego łydki, a następnie spróbował zahaczyć ją o materiał jego spodni. W tym przypadku wierzganie nogami dawało lepsze efekty, ale dotyk co jakiś czas powracał - podczas gdy łucznik w głowie odliczał sobie sekundy do odpalenia się strzały...
Tuż przed tym, jak mężczyzna podciągnął się na linie, jego stopy musnęły kolejne dwa chłodne obiekty - ale na szczęście w następnej chwili nastąpił już wybuch. Dno musiało się jednak znajdować stosunkowo blisko, bo Clint tak czy siak go poczuł i został odepchnięty - ale przynajmniej uściski na jego nodze w końcu zelżały i puściły. Być może zadziałał efekt zaskoczenia, a może coś innego. Krew częściowo stłumiła siłę eksplozji, ale nie mogła przecież zdziałać cudów. Hawkeye nie powinien odnieść ran, lecz samo uderzenie mogło mu zafundować siniaki, szczególnie na dolnych kończynach.
Z drugiej strony wybuch przynajmniej wypchnął go w górę, ułatwiając mu podróżowanie na powierzchnię oraz nadając mu trochę prędkości na starcie. Dzięki temu Barton powinien być w stanie wystarczająco szybko dotrzeć do powietrza... Choć w tym momencie brak tlenu mógł mu już coraz bardziej przeszkadzać, wręcz sprawiać wrażenie pieczenia w płucach.

_________________



No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Hawkeye
Ph.D. in friends with benefits
avatar

Liczba postów : 269
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Studnia Czerwonych Wód   Pią Cze 08, 2018 8:23 pm

Machanie nogami nie ustępowało. W pewnym momencie można by było odnieść wrażenie, jakoby Clint już zaczął nimi wierzgać, bo tlenu brakowało coraz bardziej i ciało zaczęło się bronić. Był to jednak odruch. Co prawda, zmotywowany tym brakiem powietrza, ale jeszcze nie świadczył o nadchodzącej, niepokojącej agonii, do której łucznik nie chciał dopuścić.
Gdyby nie to, że wcale mu nie było do śmiechu, to może nawet zażartowałby, że zły dotyk boli całe życie. Pozostało mu mieć nadzieję, że albo się znudzą, albo w końcu nastąpi ten wybuch, który był tak przezeń upragniony, nawet jeśli potencjalnie niebezpieczny. Czas mu się dłużył nieubłaganie, co potęgowało jego frustrację.
Ucieszyło go to, że zdążył dobrze obliczyć czas zwłoki. Wybuch strzały nie był tak efektowny jak zazwyczaj, ale to nie miało znaczenia. Chciał uwolnić swoje nogi od obcego i zimnego dotyku oraz - choćby odrobinę - zostać wypchniętym w górę, żeby mu to ułatwiło.
Kiedy tak się stało, Barton nie wahał się. Niemalże desperacko zaczął płynąć ku górze, czując ból w okolicach klatki piersiowej. Wzmagał on zdenerwowanie, choć mężczyzna próbował zachować zimną krew. Impet zdecydowanie mu dopomógł w tym.
Im był wyżej - a przynajmniej tak zakładał po ilości wymachów rękoma i nogami - tym bardziej go bolało. Zapewne gdyby widział lepiej to czułby jak obraz zaciemnia się przed jego oczami. Nie był w stanie dostrzec światła łuku, który był przecież obok zbiornika. Pocieszał się jedynie myślą, że zaraz wypłynie na powierzchnię.
Po dłuższej chwili Barton zdecydowałby się użyć liny. Naprzemiennie wyciągałby ręce i wspinał się wzdłuż niej, żeby w końcu móc poczuć powietrze, którego tak łaknął. Wziął porządny haust, krztusząc się po tym, jak nieco krwi dostało się do jego gardła. Mimowolnie klatka piersiowa zaczęła unosić się i opadać prędko, poniekąd spazmatycznie. Barton dziwił się, że był w stanie tyle wytrzymać, choć tak naprawdę - nie miał pojęcia, ile był pod krwią.
Mężczyzna podpłynął do brzegu i zaparł się rękoma, aby wynurzyć się całkowicie. Usiadł na ziemi, odsapnął. Przetarł twarz od nadmiaru krwi i rozejrzał się wokoło, jakoby obawiał się, że coś może wyjść zza ścian.
Czym prędzej Hawkeye wziąłby ubrania, żeby zacząć przywdziewać je na siebie. Pospiesznie, nieco chaotycznie. Dopiero wtedy postanowiłby wciągnąć skrzynię za pomocą liny. W razie czego chciał nieopodal był łuk i gdyby coś go zaniepokoiło wystarczająco to doskoczyłby zarówno do swojej broni, jak i kołczana leżącego tuż obok.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3780
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Studnia Czerwonych Wód   Pią Cze 08, 2018 11:51 pm

Sama jaskinia nie zmieniła się pod nieobecność mężczyzny - pomijając może to, że kiedy jego łuk leżał, to umieszczona na nim latarka rzucała światło tylko w jednym kierunku, a reszta otoczenia spowita była mrokiem... No i te ostre cienie pewnie też nie poprawiały Clintowi samopoczucia. Jego kompan w dalszym ciągu pilnował jego rzeczy, a kiedy tylko zobaczył wyłaniającego się z krwi Avengera, przeskoczył nieco dalej na swoim kamieniu, znów zaczynając uważnie śledzić go wzrokiem.
Okolica wydawała się być niemalże spokojna, a jednak Hawkeye doskonale wiedział, że w zbiorniku kryło się zagrożenie... I nigdzie nie zostało przecież powiedziane, że wróg nie wyjdzie zaraz na ląd. Bohater mógł mieć nadzieję, że wyrządził mu krzywdę wybuchem, ale nie posiadał w tej kwestii żadnej pewności - a nawet gdyby, to nawet zraniony wróg wciąż mógł się okazać niebezpieczny. Nie wyglądało to dobrze, więc pewnie łucznik powinien się pospieszyć i jak najszybciej wynieść z groty na zewnątrz...
Ubrania lepiły się nieprzyjemnie przez wilgoć, a wyciągana skrzynia ciążyła - choć to prawdopodobnie i tak był najlepszy możliwy sposób na wydostanie jej na brzeg. Pomagało to, że stosunkowo gładkie - i strome - dno na początku trasy nie blokowało jej wystającymi kamieniami, ale niestety dalej trzeba ją już było od niego oderwać... I polegać jedynie na własnej sile. No i na wytrzymałości linki, która na szczęście dawała radę.
W końcu jednak wśród krwi pojawił się ciemniejszy kształt... I Clint miał chwilę na zestresowanie się, nim taflę przebiło wieko skrzyni. Kiedy już widział co dokładnie z nią robił, łatwiej mu było przyciągnąć ją do krawędzi zbiornika i wreszcie podnieść z jednej strony, żeby dało się ją wciągnąć na skały. Teraz Hawkeye mógł już ją sobie dokładnie obejrzeć... W tym łańcuchy i kłódki, które wyglądały na solidne. Niesienie całości z powrotem na łódź raczej nie wchodziło w grę, więc jedynym wyjściem wydawało się być otworzenie skrzyni. Tylko jak?

_________________



No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Hawkeye
Ph.D. in friends with benefits
avatar

Liczba postów : 269
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Studnia Czerwonych Wód   Nie Cze 10, 2018 3:58 pm

W pierwszych chwilach od wynurzenia Clint stracił zainteresowanie tym, jak przeokropnie wyglądają cienie niektórych skał w jaskini. Oczywiście, zdążył się upewnić, że nic go nie zaatakuje jak tylko stanie o własnych nogach. Może i liczył się z tym, że musi działać jak najszybciej, ale i to mu wystarczało. Przeklinał w swoich cierpieniach, gdy czuł przyklejające się ubrania. Potrząsnął nawet głową, gdy krople krwi ściekały za jego uchem, drażniąc mężczyznę.
Zanim wziął się za wyciąganie skrzyni, założył na ręce rękawice ochronne, które niemalże zawsze miał ze sobą. Wolał nie ryzykować zdarciem skóry. Mało przyjemna byłaby walka i naciąganie cięciwy. Gdy już to zrobił, mógł na “spokojnie” wziąć się za wyławianie skrzyni. A to też czynił z pośpiechem, nie chcąc zwlekać. Odczuł moment, kiedy było ciężej z ciągnięciem liny. Zapewne pozwolił sobie na sapnięcie w tej samej chwili, zapierając się w jakiś niemożliwy sposób.
Gdy nieokreślone kształty zaczęły przebijać się przez tafle krwi, Clint wstrzymał oddech. Niepewny tego, co może zastać. Jeśli okazałoby się, że to jakieś krwawe zombie z Jotunheim to łucznik puściłby linę i niemalże od razu sięgnął po łuk z zamiarem zaatakowania. Okazało się jednak, że to tylko wieko pudła, które wciągał przed chwilą. Nie przerwał działania, ba, pospieszył się z tym, żeby móc w końcu sięgnąć do łańcuchów i przeciągnąć skrzynię na brzeg. Cofnąłby się do linki, aby rozwiązać od stalagnatu i wziąć ze sobą; może mu się jeszcze przydać.
Używając światła z łuku, Clint przyjrzał się łańcuchom. Palcami powiódł wzdłuż ogniw, aby trafić na kłódkę… I to kolejną. Hawkeye westchnął, szukając otwarcia od samej skrzyni. Postanowił jednak wziąć się za te pierwsze. Wyciągnął rękę do kołczanu, żeby przyciągnąć go do siebie. Z niego zaś Barton wziął strzały - przedostatnią zamrażającą i wzmocnioną, którą otrzymał od Asgardczyków. Dopiero pierwsza z wielu, które otrzymał.
Jeśli była taka szansa to blondyn postarałby się możliwie jak najbliżej zgarnąć do siebie kłódki od łańcuchów. Chciał je zniszczyć za jednym użyciem grotu mrożącego, który wbiłby w metal w tej samej chwili. Uważałby przy tym, żeby samemu nie narazić się na to, co robi. Odczekałby na to aż kłódki i łańcuchy pokryłyby się lodem, żeby z użyciem wzmocnionej strzały rozłupać materiał. Powtórzyłby z uderzeniami, aby tylko umożliwić sobie ściągnięcie przeszkody.
Następnie Barton starałby się odnaleźć otwarcie samej skrzyni, żeby nad nim wbić płaski grot strzały - w niewielką szczelinę nad zamkiem. Uznał, że to byłoby najwygodniejsze, choć może niezbyt szybkie, działanie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Studnia Czerwonych Wód   

Powrót do góry Go down
 
Studnia Czerwonych Wód
Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next
 Similar topics
-
» Ulica czerwonych latarni

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Inne światy :: Jotunheim-
Skocz do: