Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Las Vegas City Hall

Go down 
AutorWiadomość
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1564
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Las Vegas City Hall   Sro Lis 25, 2015 8:53 pm


Centrum samorządu miasta Las Vegas w stanie Nevada.

_________________


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rhoshan
Lisi Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 554
Data dołączenia : 15/06/2014

PisanieTemat: Re: Las Vegas City Hall   Czw Mar 15, 2018 9:09 pm

Las Vegas podobno jest miastem, które nigdy nie śpi i nawet w środku dnia ludzie w kasynach nie dostrzegają upływu czasu. Wszystko dzięki takiemu specjalnemu mechanizmowi, który nazywa się projektowaniem budynku. W kasynach nie ma z tego powodu okien oraz zegarów, by ludzie nie czuli upływu czasu. Potem rzecz jasna takie nawyki zostają po wyjściu z tych świątyń hazardu. Ten dzień jednak nie należało do rutynowych. W okolicy Las Vegas City Hall przechodnie widząc cień padający z nieba spoglądali w górę. Niebo przeszył dźwięk silników, a zaraz potem nastąpiły pierwsze eksplozje wymierzone prosto w cywili. Atak wymierzony był z niemalże chirurgiczną precyzją i każdy wybuch praktycznie od razu zabijał osoby, które znalazły się w pobliżu. Na ulicach zapanował chaos oraz panika.
Na niebie widoczne były maszyny postury ludzkiej o wielkości najpewniej nie przekraczającej trzech metrów. Nie było ich dziesięciu, lecz setki, które zaczęły rozlatywać się do różnych sekcji miasta. Poza nimi gdzieś wysoko widać było jeszcze parę podobnych większych obiektów i trzy naprawdę ogromnych rozmiarów. Wszystko to w szaro-fioletowych barwach z okrągłym okienkiem bardzo przypominającym reaktor łukowy w zbroi Tonyego Starka.
Aktualnie przy City Hall przebywało około 20 takich maszyn, które atakowały wszystko co chociaż trochę przypominało kształtem człowieka. Podzieliły się na 4 grupki po 5 jednostek i w czterech kierunkach zaczęły swoje czystki. Ludzie w panice zaczęli uciekać do budynku samorządu, szukając tam schronienia, podczas gdy na miejsce jechały już radiowozy. Tylko czy zwykłe służby porządkowe dadzą sobie radę z takim przeciwnikiem? Wszędzie walały się rozszarpane kawałki zabitych osób. Droga poznaczona była kraterami po wybuchach, zaś większość okien w centrum pękła od pierwszych odłamków powstałych na skutek eksplozji. Wszędzie leżały wraki samochodów, zaś niektóre z nich pochłaniał ogień.
Maszyny nie miały litości, atakowały zarówno mężczyzn, jak i kobiety oraz dzieci. Nie patrzyły na wiek, tylko likwidowały każdego kto się nawinął.

_________________

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Pheromone

avatar

Liczba postów : 12
Data dołączenia : 03/01/2018

PisanieTemat: Re: Las Vegas City Hall   Pon Kwi 16, 2018 1:32 am

Co się dzieje w Vegas, zostaje w Vegas. No właśnie, ale co takiego się działo w tym pięknym mieście, że Pheromone się w nim znalazł? Prawdopodobnie sam fakt, że rodzinka w ramach integracji próbowała gdzieś zaciągnąć resztę domowników. I tym samym Robert wraz ze swoją dziewczyną Leilą oraz matką przechadzali się po mieście, kiedy... na niebie pojawiła się świecąca łuna, która wraz z kolejnymi sekundami powiększała się, a zaraz potem strzały. Cholera, nawet nie można odpocząć na krótkich wakacjach.  Chłopak ugryzł się w język, aby nie powiedzieć na głos, że czas zmienić się. Ale niestety byli tutaj jego bliscy. — Leila, weź matkę ze sobą, pomogę w ewakuacji ludzi. — Zanim odpowiedziała, Robert ruszył już przed siebie, znikając w dymie. W tym czasie schował się w jednej z ciemnych uliczek i wyjął z plecaka strój. Szybciej, szybciej, szybciej. Po ostatnich zapięciu był już gotowy do akcji. Mimo to nadal znajdowało się tutaj wielu ludzi. Dlatego też odbiciem uniósł się w powietrze i znalazł się przy pierwszej parze. — Spokojnie, jestem licencjonowanym ratownikiem. Dzisiaj będę waszym ratownikiem. — Chwytając ich w pasie ponownie uniósł się w górę i odstawił przy najbliższym, bezpiecznym spocie. — Teraz mnie słuchajcie, uciekacie przed siebie, nie oglądacie się za siebie choćby na sekundę. Z pewnością nie byliście szkoleni na wypadek... takiego wypadku, więc po prostu zostawcie to profesjonaliście... Który też w sumie nie zna się na tej procedurze... Ale lepiej sobie poradzi. — I dlatego to on zajmuje się dalszym ratowaniem. Próbował teraz w gęstych dymach wyniuchać kolejne zapachy przestraszonych ludzi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rhoshan
Lisi Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 554
Data dołączenia : 15/06/2014

PisanieTemat: Re: Las Vegas City Hall   Wto Kwi 17, 2018 12:02 pm

Pheromone postanowił działać i rozpoczął swoje próby ratowania cywili. Najbezpieczniejszym miejscem do zostawienia pierwszej parki był budynek City Hall. Stosunkowo nieźle zniósł pierwszą falę ataku, a sam z siebie jest dostatecznie duży, by mogli się w nim ukryć ludzie. Inna kwestia, że przeszkadzając Sentinelom, zwrócił na siebie uwagę jednej grupki maszyn. Piątka mniejszych zaczęła lecieć w jego stronę, ale przynajmniej nie atakowały teraz cywili. Leciały w formacji przypominającej literę V, gdzie ten na samym środku wyciągnął w jego stronę rękę, która zaczęła się świecić. Był to ten sam błysk, który był widoczny zanim nastąpiły eksplozję, więc być może właśnie maszyna miała zamiar go zaatakować. Świecił się również okrąg na jego piersi, który był bardzo podobny do tego reaktora, który ma Iron Man. Pozostałe grupy Sentineli kontynuowały atak na cywili. Dojechały nawet wozy policji, z których wysiedli funkcjonariusze. Po chwili nawet zaczęli strzelać do maszyn z broni osobistych oraz strzelb, ale na niewiele się to zdało. Chociaż również zwrócili na siebie uwagę i maszyny zaczęły ku nim obracać swoje głowy i dłonie.
W pobliżu było jeszcze bardzo wielu ludzi, jednak chyba Pheromone miał większe zmartwienie.

_________________

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Pheromone

avatar

Liczba postów : 12
Data dołączenia : 03/01/2018

PisanieTemat: Re: Las Vegas City Hall   Wto Kwi 17, 2018 1:21 pm

Lepiej zrobiło się na sercu młodego superbohatera, gdy ocaleni przez niego ludzie mogli przynajmniej chwilowo odetchnąć od uczucia zagrożenia. Racja, ratusz był idealnym miejscem. W końcu przetrwał jak dotąd pod naporem pocisków robotów. Zresztą... kto w ogóle stworzył takie okropieństwa i dlaczego. Na to jednak Pheromone nie mógł znaleźć odpowiedzi, bo zaraz to stał się właśnie celem jednego z nieprzyjaciół, który zaczął do niego mierzyć wiązką. Plan był teraz dość prosty. Poczekać do momentu, kiedy pocisk lub sam dźwięk pocisku będzie już dość wysokiej tonacji lub zostanie wystrzelony, aby nagle uskoczyć ekstremalnym naciskiem nóg na podłoże w kierunku najbliżej ściany. Z jednej strony, egoistycznej, to dobrze, że kilka z robotów wzięło za policjantów, ale z innej - nie wiadomo jakie będą ofiary. Mimo to nie chciał się tym przejmować. W końcu miał w pewnym sensie lepsze umiejętności, pozwalające mu trochę więcej przetrwać. Świecący się na przodzie reaktor przypominał mu ten u Iron Mana. Być może uda mu się po walce zarekwirować jeden i skontaktować się z kimś z przedstawicieli Avengers. Obecnie jednak postanowił dalej odciągać uwagę od robota i skakać ze ściany na ścianę. Jeśli uda mu się zbliżyć do robota, a ten nie zdąży zareagować, to wskoczy mu na plecy. Może któryś z towarzyszy obierze go na cel i zastrzeli, a wtedy Phero jakoś się uratuje.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Vrath

avatar

Liczba postów : 13
Data dołączenia : 24/06/2016

PisanieTemat: Re: Las Vegas City Hall   Sro Kwi 25, 2018 10:57 am

Ah, Vegas, miasto alkoholu, rozpusty, wiecznej zabawy i przegranych marzeń. Wszechobecny unoszący się zapach wydychanych promili, rozlanych drinków i spalonych cygar. Dźwięk tłuczonego szkła, kości uderzających o blaty stołów i radosnych melodii jednorękich bandytów zwiastujących kolejne stracone dolarówki. Idealne miejsce, dla każdego kto zaprzeda duszę diabłu za parę chwil chwały i szelestu pliku banknotów w kieszeni. A co z tymi, którzy już sprzedali albo co gorsza przybyli z własnym wewnętrznym demonem? Ci czują się tu jak w domu.
Wstawaj i zjeżdżaj stąd! - obcy, szorstki głos przebudził ze snu Adama. Miła pobudka z całą pewnością to nie była. Krzyk wbił się w uszy z siłą rozpędzonej ciężarówki zostawiając po sobie zniszczenie. To spotęgowanie najpewniej miało coś wspólnego z paroma szklankami whisky za dużo poprzedniego dnia. No właśnie, dnia? Adam powoli otworzył oczy, w które od razu uderzyło światło. Określenie pory dnia na podstawie pierwszych promieni może być bardzo mylne. Nie wiadomo czy to słońce góruje nad Nevadą czy nigdy nie zasypiające neony rozświetlają nocne niebo.
- Rusz się albo dzwonię po gliny! - Adam rzucił okiem na źródło głosu, którym okazał się dość sporych rozmiarów czarnoskóry ochroniarz w służbowym uniformie. Stanowczo należał do tych, którzy swoją pracę traktują bardziej poważnie, niż przewidują ich kompetencję. Plusem sytuacji okazała się naszywka, którą nosił na ramieniu, a stanowiła poszlakę gdzie chłopak skończył imprezę. Szczerze powiedziawszy Adam kompletnie nie pamiętał, żeby zapuszczał się w okolice ratusza, ale delikatnie rzecz ujmując nie było to jedyną kwestią, której nie pamiętał. W Vegas był już od...cóż...długo, stanowczo za długo nawet jak na miejscowe standardy. Ale co poradzić, że to miasto przyciąga takie duszę jak on.
- Ok, nie ma sprawy. Już mnie tu nie ma. - czas zdobyć się na największy wysiłek. Podnieść tyłek. Adam oparł się na łokciach i skontrolował czy reszta ciała ma plany takie same jak on, czy może jednak postanowi poleżeć jeszcze parę minut. Wtedy również odnalazła się pierwsza zguba – jego jeansowa kamizelka, która do tej pory świetnie służyła za okrycie w czasie snu. To jest plus. Podnosząc się rzucił okiem na miejsce, w którym powinien padać jego własny cień, a którego w tej chwili nie było. W normalnych warunkach pewnie nikt nawet nie pomyślałby o szukaniu własnego cienia. Nawet ochroniarz, który dalej stał jak kołek wbity w ziemię i bacznie obserwował, każdy ruch chłopaka nie zauważył tego szczegółu. Ale oznaczało to, że w tej chwili Vrath jest z dala od Adama. Przynajmniej trochę spokoju.
Chłopak podniósł się już na równe nogi, otrzepał spodnie i kiwnął głową na ochroniarza, który w odpowiedzi rzucił tylko coś pod nosem. Budynek, pod którym urządził sobie drzemkę był naprawdę imponujący, a na dodatek może teraz dumnie mówić, że spał w samym centrum Vegas. No nic, co dalej z tak pięknie rozpoczętym dniem? Odpowiedź przyszła szybciej, niż mógł się nawet spodziewać. Zaczęło się od jakieś wrzawy na ulicach. W tym mieście to nic dziwnego, ktoś pobił się o pieniądze lub kobietę, muszą interweniować gliny? Dzień jak każdy inny. Ale tutaj nie było paru gapiów. Teraz wszyscy wpatrywali się w niebo, jedni szepcząc coś do siebie, inni machali i wiwatowali. Adam również spojrzał ku górze, gdzie pojawiały się sylwetki większe od ludzkich, a na pierwszy rzut oka przypominające przerośniętych Iron Manów. Nawet światełka na piersi się zgadzały. Pewnie znowu Stark odwala jakiś numer szukając poklasku. I w sumie ok, nie ma w tym nic złego, skoro go na to stać. Ale chwilę później okazało się, że to nic z tych rzeczy. Gdy tylko maszyny znalazły się bliżej powierzchni miasta otworzyły ogień w ludzi siejąc mord i zniszczenie. Wybuchła panika, wszyscy uciekali tratując się wzajemnie w szale. Adam ruszył ku najbliższemu filarowi budynku, który mógł stanowić tymczasowe schronienie, dopóki nie znajdzie lepszej alternatywy,
- Obyś tu był... - pomyślał  w biegu Adam i wezwał w myślach Vratha. Cień pojawił się tuż obok niego, a ułamek sekundy później ciało chłopaka zniknęło w kłębie dymu i zmaterializowało się za osłoną. Ciągła walka, żeby nie dopuścić demona do steru była trudniejsza na kacu, co po wykonanym „skoku” przejawiło się falą nieprzyjemnego ciepła i promieniującym bólem głowy. Mimo wszystko lepiej, żeby głowa bolała, niż stracić ją całkiem przez metalowych morderców.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rhoshan
Lisi Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 554
Data dołączenia : 15/06/2014

PisanieTemat: Re: Las Vegas City Hall   Pią Kwi 27, 2018 9:57 pm

Dla policjantów, którzy postanowili strzelać do maszyn skończyło się to dosyć źle. Zwykła broń niewiele szkód mogła im wyrządzić, dlatego strzelby i prosta broń osobista jedynie powodowały wgniecenia w opancerzeniu tych pomniejszych robotów. Zdecydowanie jednak skupiało to ich uwagę, gdy były atakowane. Jeden z policjantów bardzo boleśnie się o tym przekonał, że ukrywanie się za autami nie jest najlepszym pomysłem. Robot strzelił promieniem laserowym z dłoni w stronę funkcjonariusza, który krył się za autem. Nie stopiło to radiowozu, ani też również nie wybuchł w widowiskowy sposób. Został za to popchnięty z dosyć dużą siłą przez co przekoziołkował w bok, wprost na funkcjonariusza i rozsmarował tego biednego człowieka na asfalcie. Definitywnie czegoś takiego nie mógł przeżyć zwykły człowiek, co sugerowała krew wypływająca spod dachu radiowozu. Policjanci zmienili pozycję i szukali czegoś stałego. Murów lub wnętrza budynków, z których prowadzili ostrzał do maszyn. Maszyny ilekroć gliniarze znikali im z pola widzenia, wracały do swoich obowiązków poszukiwania ludzi na ulicy i mordowania ich bez litości. To nie był przeciwnik, z którym można było pertraktować lub przekupić, jednak zdecydowanie dało się go oszukać. Na niebie widać było część robotów, które lecą do dalszych zakątków miasta, by rozpocząć swoje oczyszczenie.
Plan Pheromona był całkiem niezły, aczkolwiek nie przewidział jednej rzeczy. Mianowicie tego, że roboty mogą mieć jeszcze coś w zanadrzu poza laserami. Wskoczył maszynie na plecy, jednak ta po chwili szarpania się i próbie zrzucenia go, obrała inną taktykę. Sięgnęła dłonią na swój bark, rozwierając palce w stronę Pheromona. Z nich po chwili poleciał gaz, na który bohater mógł zareagować, chociaż istnieje szansa, że przy jakimś złym ruchu może się nawdychać tego gazu. Nie wspominając już o tym, że człowiek oddycha też przez skórę i samo wstrzymanie oddechu może nie wystarczyć. Z drugiej strony miał też drugiego robota, który się zbliżał, by pomóc swojemu „koledze” również wyciągając w stronę bohatera pomocną dłoń z gazem.
Vrath natomiast póki co był zostawiony przez maszyny w spokoju. Najwyraźniej go nie widziały, gdy się ukrywał albo ich skanery nie były tak dobre. Wszyscy też mogli zauważyć, że maszyny kroczyły głównie ulicami, a budynki zachowały się we względnie dobrym stanie. No chyba, że ktoś strzelał z okien, wtedy maszyny odpowiadały również ogniem.
Tymczasem do całego tego rabanu przybył Thing. Większość cywili z centrum albo była w trakcie ucieczki albo była dobijana przez maszyny. Ben mógł zauważyć, że na miejsce ataku również nadciągają cięższe i lepiej uzbrojone jednostki SWAT. W powietrzu krążyły również śmigłowce, których póki co maszyny nie atakowały, a raczej unikały ich w powietrzu by się nie zderzać.

_________________

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Thing

avatar

Liczba postów : 27
Data dołączenia : 27/03/2014

PisanieTemat: Re: Las Vegas City Hall   Pon Kwi 30, 2018 12:31 am

W jednej chwili Ben był w kosmosie razem z Nickiem i Reedem, a tu nagle coś go wyrzuciło - teleportacja. Nie to, że nigdy jej nie próbował, jednak teraz był bez reszty ekipy i wyrzuciło go w bliżej nie określonym miejscu. Pojawił się nagle na środku placu w jakimś - jak miał miał nadzieję - amerykańskim mieście. Jednak coś tu nie grało. Wszędzie kręciły się wielkie roboty, które starały się otoczyć plac, a którym pojawił się Ben. Coś mu podpowiadało, że owe maszyny nie miały przyjaznych zamiarów. Zmrużył oczy, lekko ugiął kolana i szykował się do przyjęcia ewentualnego ataku.
Od razu jednak zaczął lustrować owe maszyny - sporo mniejszych, kilka większych i jednak, która zdawała się być robotem dowódczym.
Nie musiał czekać długo na atak - maszyny rozpoczęły pacyfikację ludności. Z poczatku wyrwany ze swoich obserwacji Ben nie zdążył nawet zareagować, jednak później zadziałał automatycznie - widząc, ze jedna z maszyn celuje w grupę ludzi doskoczył do nich, aby osłonić ich swoim ciałem. Nie bał się oberwać, w końcu mógł wytrzymać więcej, niż zwykły człowiek.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Vrath

avatar

Liczba postów : 13
Data dołączenia : 24/06/2016

PisanieTemat: Re: Las Vegas City Hall   Sro Maj 09, 2018 7:12 pm

Wrzawa na ulicach nie malała, a wręcz przeciwnie, stawała się coraz większa. Zewsząd dobiegały odgłosy wybuchów, giętej blachy rozbijających się samochodów, strzały z policyjnej broni i krzyki ludzi. Ludzi uciekających w popłochu przed salwą z broni laserowej maszyn, które siały śmierć i zniszczenie wszędzie tam, gdzie choćby spojrzały. Niewinni uciekali tylko po to, żeby po chwili stać się czerwoną chmurą rozgrzanych od promienia laserowego resztek krwi i ciał. Adam widywał już poważne rany czy nawet świeże zwłoki po wypadkach, ale przy tym widoku, wcześniejsze to tylko wielkie nic. Aż poczuł w żołądku nieprzyjemne kręcenie, a w ustach metaliczny smak. Ale właściwie, mógł być to też alkohol z poprzedniej nocy.
Kryjówka mimo, że skuteczna mogła okazać się w niedługim czasie śmiertelną pułapką. Po krótkiej obserwacji maszyn w ich ruchach zauważał schemat, który kazał im przeszukiwać ulicę dokładnie od jednej strony do drugiej. Więc przyjdzie też pora na miejsce, gdzie schował się Adam. Roboty póki co nie zwracały większej uwagi na wnętrza budynków, ale mogła być to tylko kwestia czasu. Zapędzą ludzi jak bydło do środka, a potem zabiją jednego po drugim. Ukrywanie się nie wchodziło więc w rachubę. Zwłaszcza, że nadciągające maszyny wręcz przesłoniły słoneczne niebo. Musiał uciekać i to szybko, najlepiej z dala od miasta. Nie był jakimś tam bohaterem czy innym avengersem. Nie miał ochoty ryzykować własnego życia. Giń albo przeżyj. Prosta zasada.
Ucieczka piechotą naraziłaby go na wykrycie przez maszyny i pewną śmierć. Podróż poza granice miasta w postaci dymu byłaby pewnie możliwa, ale może pożegnać się wtedy ze swoim ciałem. Vrath czekał tylko na taką okazję by je przejąć, a jego duszę wysłać w najciemniejsze miejsce w piekle skąd nie było powrotu. Musiał wykorzystać bardziej konwencjonalny sposób transportu.
Na przeciwległej stronie ulicy, pod jakimś tańszym kasynem stał zaparkowany stary Mustang, kabriolet. Potężny silnik stanowił szansę na szybką ucieczkę, a brak współczesnych zabezpieczeń i dachu to szansa na naprawdę szybkie włamanie. To może być jedyna szansa.
W tym samym czasie na ulicy pojawił się gość, którego Adam kojarzył z wiadomości. Nie mógł przypomnieć sobie jego imienia, ale charakterystyczny wygląd chodzącego kamienia nie pozostawiał wiele wątpliwości. Kiedy stwór tylko się pojawił maszyny automatycznie wzięły go na swój cel, całkowicie zaprzestając poszukiwań ludzi. To było odwrócenie uwagi, którego tak bardzo potrzebował. Ruszył.
Pierwszą połowę drogi przebył z pomocą Vratha. Zniknął za filarem w kłębie dymu i zmaterializował się już dużo dalej biegnąć ile sił w nogach przez środek ulicy. Nie zwracał nawet uwagi na to co dzieję się wokół niego. Był skupiony tylko na celu.
- PADNIJ ! - w głowię rozbrzmiał głos demona. Adam błyskawicznie, jak z wytrenowaną precyzją skoczył do przodu i przetoczył się po ziemi unikając o ułamek sekundy zagubioną wiązkę lasera, która trafiła w jakiegoś vana. Choć udało się, nie było czasu do świętowania.
Adam dopadł się do samochodu i jednym szybkim ruchem opierając się o drzwi wskoczył do środka na siedzenia. Celnym kopniakiem złamał obudowę osłaniającą instalację zapłonu i stacyjki.
- Dawaj mały, odpalaj !
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rhoshan
Lisi Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 554
Data dołączenia : 15/06/2014

PisanieTemat: Re: Las Vegas City Hall   Pią Maj 11, 2018 7:02 am

Maszyny od razu obrały Thinga jako potencjalny cel, nie wszystkie, ale te które były w pobliżu. Ben bohatersko zasłonił cywili przed strzałem z broni Sentineli, wytrzymał taki strzał i kamienna skóra ochroniła go przed efektem ciepła. Zaparł się, także nie dały go rady przewrócić, a przygotowywały się do drugiego strzału, zaś cywile korzystając z okazji, że ktoś ich broni – postanowili się ewakuować w trybie natychmiastowym. Zapewne kiedyś za to Ben otrzyma jakieś podziękowania, o ile wyjdzie cało z Las Vegas. Z drugiej strony czy robotów już nie przerabiał przy okazji Dooma? Te zdecydowanie głupsze były od Doombotów, gdyż po chwili znowu oddały drugi, tak samo mało skuteczny atak laserami z wnętrza dłoni. Blisko siebie Ben miał oczywiście jakieś opuszczone auta, znaki drogowe, latarnie. Mnóstwo przedmiotów, którymi można zrobić robotom krzywdę, chociaż zawsze jest tradycyjny łomot pięściami.
Tak czy siak stać wiecznie jak posąg chyba nie będzie mógł, bo tak po około 10 sekundach roboty najwyraźniej obrały inną strategię. Nie planowały strzelać już z wnętrza dłoni, a złożyły ręce w pięść i wystawiły pięścią w stronę Bena.
Tymczasem Vrath uciekał w stronę opuszczonego auta. Demon mu dobrze podpowiedział, bo gdyby nie padnięcie to pewnie skończyłby jak reszta ludzi po oberwaniu wiązką lasera. Biegnąc przez środek ulicy zwrócił uwagę dwóch sentineli, które po chwili zaczęły unosić się w powietrzu, wydając przy tym odgłos podobny do silników samolotów. Zaczęły się zbliżać bardzo szybko, zaś co do kabrioletu to po kilku takich operacjach w końcu odpalił. Rychło w czas, bo maszyny były tuż na wyciągniecie ręki, a raczej to Vrath był, bo jeden z robotów właśnie wyciągał w jego kierunku metaliczną łapę, by go pochwycić.

_________________

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Thing

avatar

Liczba postów : 27
Data dołączenia : 27/03/2014

PisanieTemat: Re: Las Vegas City Hall   Czw Maj 24, 2018 9:03 am

Był twardy i jak na razie dawał radę, jednak nie na długo. Oczywistym było, że prędzej, czy później maszyny zdołają znaleźć na niego sposób. Musiał więc przyjąć inicjatywę i wykazać się ofensywą. Zerkną jeszcze, czy w okół niego nie ma jakichś cywilów i przystąpił do realizacji planu ataku.
Złapał za stojący obok samochód i z załej siły rzucił nim w najbliższego robota. Miał nadzieję, że atak przyniesie oczekiwany rezultat i maszyna zostanie zniszczona. Jednak nie tylko on zdawał się prowadzić ofensywę - roboty złożyły dłonie w pięści i wystrzeliły je w kierunku bohatera. Nie chcąc sprawdzać, czy ten atak również przetrzyma, Ben rzucił się w bok za najbliższa pojazd. Miał nadzieję, że owe rakiety nie są samonaprowadzające i nie wlecą za nim.
Gdy atak się zakończył, Thing wypuścił się zza osłony, aby nadal skupiać na sobie atak maszyn.
Widział, że w okolicy zostało jeszcze trochę ludzi, więc mądrym pomysłem był całkowite skupienie ognia maszyna na sobie. Ben puścił się biegiem, poniędzy nogi robotów, jeżeli jego plan zadziała, to maszyny same się zniszczą.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Vrath

avatar

Liczba postów : 13
Data dołączenia : 24/06/2016

PisanieTemat: Re: Las Vegas City Hall   Czw Maj 24, 2018 2:26 pm

Rozrusznik rzęził ze zgrzytem, za każdym razem kiedy Adam stykał ze sobą kable zapłonu. Każda taka próba trwała zaledwie ułamki sekund, ale dla chłopaka czas dłużył się niemiłosiernie. Cichy warkot, pomruk, aż seria wybuchów potężnego silnika samochodu, który obudził się do życia. Adam miał powód do zadowolenia, jednak chwila triumfu nie trwała zbyt długo.
- Zbliżają się... - głos Vratha przebił się przez warkot silnika i dopiero wtedy Adam uniósł głowę spod kierownicy. Dwie z morderczych maszyn ruszyły w kierunku samochodu unosząc się w powietrzu z ogłuszającym rykiem. Co najciekawsze maszyny nie otworzyły ognia, a jeden z robotów wyciągnął  ku niemu metalową łapę, gotów w ciągu chwili wyciągnąć go z auta.
Napędzany po części strachem o własną skórę, a po części palącą wściekłością demona,  Adam zacisnął dłonie w pięści, wokół których pojawił się dym przeplatany językami ognia. Oczy chłopaka również zasnuły się szarym obłokiem, ale to zupełnie naturalne przy korzystaniu z piekielnych mocy Vratha. O ile można mówić, że cokolwiek w tej kwestii jest naturalne. Dwa pociski wystrzeliły z rąk Adama kierując się w stronę łapy i głowy robota, który znajdował się bliżej i próbował go złapać. Oba dotknęły pancerza maszyny wybuchając ogniem i rozgrzanym do czerwoności piekielnym powietrzem. Ale nie był to czas na obserwowanie efektów ataku. Demon w mgnieniu oka zasnuł samochód i najbliższą okolice dymną mgłą, a Adam wrzucił bieg i przycisnął gaz do samej podłogi auta, z nadzieją, że choć na chwilę zniknie z oczu robotów, a może nawet zdoła na ślepo uciec z miasta w jednym kawałku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Carol Danvers
Mistrz Gry | Captain Grammar
avatar

Liczba postów : 426
Data dołączenia : 24/03/2013

PisanieTemat: Re: Las Vegas City Hall   Pią Maj 25, 2018 2:00 pm

Ben mógł usłyszeć w swoim komunikatorze głos Ms. Marvel:
Avengers, jeśli nie chcecie tracić czasu na niszczenie Sentineli przez energię i temperaturę, na którą są odporniejsze, to korzystajcie z siły i ich stawów.

_________________


This isn't a question of what I'm not. This is a question of who I could be.

I outrank that son of a bitch.
karta postaci
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Emma Frost

avatar

Liczba postów : 364
Data dołączenia : 02/12/2012

PisanieTemat: Re: Las Vegas City Hall   Sob Maj 26, 2018 5:35 pm

Bezpośrednio w umyśle Bena rozległ się bez ostrzeżenia kobiecy głos, spokojny i opanowany, dublujący się z komunikatem, który - o czym Emma wiedziała - Carol nadała do członków swojej drużyny. Pannie Frost to nie przeszkadzało. Tak czy siak chciała dorzucić od siebie coś więcej, a niektóre informacje mogły się przecież powtórzyć.
"Te roboty to Sentinele. Najłatwiej uszkodzić je atakami fizycznymi, gdyż na energetyczne czy bazujące na wysokiej temperaturze są już odporniejsze. Ich słabymi punktami są stawy, zniszczenie głowy może je wyłączyć, zaś zakłócenie pracy repulsora na klatce piersiowej - doprowadzić do jego wybuchu. Avengers wysyłają właśnie do ich centrum dowodzenia grupę, która postara się je unieszkodliwić. Dopóki im się to nie uda, gramy na zwłokę."

_________________



"The rest of your life is a long time and whether you know it or not it's being shaped right now. You can choose to blame your circumstances on fate or bad luck or bad choices or you can fight back. Things aren't always going to be fair in the real world, that's just the way it is, but for the most part you get what you give. Let me ask you all a question. What's worse: not getting everything you wished for or getting it, but finding out it's not enough? The rest of your life is being shaped right now with the dreams you chase, the choices you make and the person you decide to be. The rest of your life is a long time and the rest of your life starts right now."
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rhoshan
Lisi Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 554
Data dołączenia : 15/06/2014

PisanieTemat: Re: Las Vegas City Hall   Pią Cze 01, 2018 2:05 pm

Wszyscy cywile, którzy mogli być w pobliżu Bena ewakuowali się. Kupił im dostatecznie dużo czasu, by znaleźli schronienie lub po prostu uciekli. Kolejny dzień z życia bohatera, ot co. Maszyn na niebie przybywało, a to mogło oznaczać, że żelazna szarańcza rozłaziła się na dalsze części miasta. To zdecydowanie będzie długi dzień dla bohaterów, zwłaszcza że w radiu non stop były komunikaty o tym. Mógł je w sumie usłyszeć Vrath, któremu przy okazji odpalania auta właśnie też włączyło się radio. Najczęściej pewnie właściciel pojazdu słuchał kanałów informacyjnych, a te aż huczały od prześcigania się w relacjach z miejsca zdarzenia. Nie działo się to tylko w Vegas.
Ben tymczasem postanowił podjąć walkę z przeciwnikiem. Cisnął w jednego z robotów samochodem. Maszyna była zdecydowanie zbyt wolna, by wykonać unik przed nadlatującym pojazdem. W rezultacie czego maszyna faktycznie nadawała się jedynie do kasacji, wraz z autem, które pewnie na taką ewentualność nie było ubezpieczone. Nikt przecież nie ubezpiecza samochodów od bycia rzuconym w robota. W stronę Thinga zaś roboty nie planowały strzelać swoimi kończynami, a skorzystać z nieco innych zabawek, które miały w zanadrzu. Tutaj dobrze, że kamienny skoczył za auto, bo maszyna wystrzeliła coś w rodzaju siatki z obciążnikami, która trafiła właśnie w samochód. Auto lekko się zapadło pod ciężarem tej jakże straszliwej broni, zaś robot na moment stracił Benem zainteresowanie. Tak szybko jak kamienny na moment zniknął mu z pola widzenia.
Potem twardy jak skała członek Fantastycznej Czwórki postanowił wykonać drugą część swojego planu. Wybiegł zza osłony i gdy Sentinele postanowiły go ponownie zaatakować. Tym razem ponownie ucząc się na swoim błędzie, stosując inny środek zapobiegawczy jakim była walka w zwarciu. Thing tego nie przewidział i dlatego oberwał pięścią od jeden z dwóch stojących obok siebie maszyn. Lekko go to wytrąciło z równowagi, ale zdecydowanie to nie byli zawodnicy pokroju Hulka i taki cios szło przetrzymać. Chociaż teraz już druga maszyna szykowała się, by przyłożyć Stworowi prawym prostym w szczękę.
Vrath natomiast zaatakował swoim ogniem robota, który wyciągał w jego kierunku rękę. Ogień zaczął robić swoje, ale do pewnego czasu okazywał się skuteczny. Im dłużej topił, tym mniej efekty tych działań były widoczne na pancerzu, chociaż maszyna nadal wyglądała na sprawną to na moment została wytrącona z równowagi. Adam również stworzył prowizoryczną zasłonę dymną, a następnie depnął na gaz. Pojechał do przodu, jednak problematyczna okazała się dalsza jazda, gdyż trzeba było unikać dziur oraz innych, porzuconych aut. Czasami też ludzkie ciała mogły zadziałać jak próg zwalniający, a jak wiadomo Mustang to nie offroad. Jednak jak najbardziej ucieczka była wykonalna, tylko trzeba było uważać na przeszkody.

_________________

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Thing

avatar

Liczba postów : 27
Data dołączenia : 27/03/2014

PisanieTemat: Re: Las Vegas City Hall   Sob Cze 16, 2018 9:57 am

W zachowaniu maszyn zaczęło się coś zmieniać, czyżby chciały łapać osoby stawiające im opór? Na to wyglądało. Trzeba więc wykazać się sprytem połączonym z jednoczesnym atakiem.
Może wbiegnięcie pomiędzy maszyny nie było najmądrzejsze, ale jednak sprawiło, że spora cześć maszyn skupiła na Benie swoją uwagę, dobrze. Teraz pozostawało wykorzystać to w jak najlepszy, ofensywny sposób. Fakt, pierwszy cios na szczękę nieco zachwiał bohaterem, lecz nie na tyle, aby od razu klepał w matę. Jedynie lekko go zamroczył, ale to nic wielkiego.
Gdy zdołał już "wrócić" do pionu, obrał sobie za cel najbliższą z małych maszyn. Musiał znaleźć ich słaby punkt i tak na logikę biorąc, powinien zaatakować jej głowę - co byłoby logicznie oczywiste - jednak wolał sprawdzić coś innego. Mianowicie zacisnął pięść i wbił ją w jaśniejący punkt na torsie maszyny, ciekawiło go, co się stanie.
Jeżeli atak się powiódł, a sam Grimm wyszedł z tego cało, to oberwał cios w plecy, od kolejnej maszyny. Atak ten, był na tyle mocny, że poleciał on kilka metrów do przodu wpadając na jakąś ławeczkę, którą połamał. Nie ma jednak tego złego - gdy już się pozbierał i przygotował do dalszego starcia, to zauważył stojący obok hydrant. Nie czekając na wiele kopnął w niego zapewne urywając górę i sprawiając, że strumień wody wystrzelił w górę. Do dawało spore pole do popisu - przygasił stopą strumień, dzięki czemu nakierował go w stronę maszyn. Tylko teraz pytanie - czy takie "działo" obali je, czy może zniszczy maszyny (co wydaje się być mało prawdopodobne), czy może raczej agresorzy wzbiją w powietrze?
Na pewno jednak atak powinien wywołać jakąś reakcję.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rhoshan
Lisi Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 554
Data dołączenia : 15/06/2014

PisanieTemat: Re: Las Vegas City Hall   Pią Cze 22, 2018 9:31 pm

Można powiedzieć, że Thing poniekąd znalazł słaby punkt robotów, którym był ten „reaktor łukowy” na klatce piersiowej, tylko nie przewidział w sumie skutków swoich działań. Nie był jajogłowym, który zajmował się robotyką. Z wykształcenia był tym astronautą, a zarazem też kamiennym ekspertem ds. łomotu zorganizowanego, dlatego też mógł o niuansach naruszenia źródeł energii nie wiedzieć.
W zasadzie te mniejsze maszyny przy silniejszym ciosie Bena nie miały zbyt wiele do powiedzenia, bo Thing przebił się przez pancerz i dorwał w swoją dłoń reaktor. No i to była chyba ostatnia rzecz, którą powinien robić bo chwilę potem robot wybuchł. Energia się zdestabilizowała, nastąpiła eksplozja i posłała kamiennego członka Fantastycznej Czwórki w stronę ściany pobliskiego budynku, przez którą się przebił. Trafił do jadalni jakiegoś mieszkania. Nawet gustownie urządzonego, gdyby pominąć chaos wywołany całym tym wydarzeniem z robotami i zapewne błyskawicznym pakowaniem się mieszkańców tego mieszkania. Chociaż może tam po prostu byli już szabrownicy? Nikt inny raczej nie wyrywał drzwi z zawiasów.
Wracając jednak do robotów to wybuch zniszczył również tamtego drugiego robota, który był w pobliżu. W większej mierze nie za sprawą samej eksplozji, a szybko lecących odłamków, które nie uszkodziły reaktora drugiej maszyny powodując kolejny wybuch, a po prostu powbijały się w głowę i resztę ciała. Najwyraźniej uszkadzając głowę również dało radę powstrzymać mechanicznych najeźdźców. Problemem jednak było to, że Ben ściągał na siebie coraz więcej tych robotów, bo w oddali widać było nadlatujące kolejne jednostki. 5 tych jednostek tego gabarytu, z którymi tutaj już sobie walczył oraz 3 nieco większe. Najprawdopodobniej te większe jednostki miały koło 4 metrów wysokości, a skoro były wyższe to może nawet lepiej opancerzone bądź uzbrojone. Na pewno nikt nie produkował sobie zabawek w różnych rozmiarach tak, by zrekompensować tylko swoje kompleksy więc coś musiało być na rzeczy. Wyglądało to trochę jak formacja litery V, gdzie pionki (czyli mniejsze Sentinele) leciały po bokach, zaś te większe w środku. Grimm miał jeszcze chwilę, by się przygotować na nadlatujących gości, aczkolwiek samotna walka z nimi na dłuższą metę może okazać się zgubna.

_________________

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Vrath

avatar

Liczba postów : 13
Data dołączenia : 24/06/2016

PisanieTemat: Re: Las Vegas City Hall   Sob Cze 30, 2018 12:18 pm

Wrzawa, wybuchy czy kolejni napastnicy z pewnością nie ułatwiali przebicia się przez zdemolowane ulice. Adam z trudnością utrzymywał samochód na czterech kołach, tnąc ulice slalomem między lejami po wybuchach, wrakami zbyt wolnych aut i rozrzuconych ciał. Kamienny stwór nadal skutecznie ściągał na siebie uwagę, dając Adamowi i Vrathowi ciut większą szansę na powodzenie planu, aż do momentu, kiedy coś w dłoni stwora wybuchło odrzucając go na pobliski budynek. Wtedy też Adam dostrzegł zbliżającą się eskadrę napastników, w której znajdowały się też maszyny znacznie większe od tych, które próbowały go dorwać chwilę temu. Wątpił czy nawet kamienny gość jest w stanie w samotności przeciwstawić się takiej potędze. On nie zamierzał sprawdzać.
Jednym szybkim ruchem pociągnął dźwignię hamulca ręcznego jednocześnie przyciskając pedał do granic możliwości. Nadmiar mocy wypchnął tył samochody do przodu, obracając go w stronę przeciwną do zbliżających się maszyn.
- Musi się udać...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Doreen Green

avatar

Liczba postów : 83
Data dołączenia : 27/06/2016

PisanieTemat: Re: Las Vegas City Hall   Czw Lip 05, 2018 5:33 pm

Szalony weekend w Vegas miał być dla Doreen początkiem wymarzonych letnich wakacji. Takie przynajmniej było założenie. Najpierw wizyta u rodziców w LA, potem spotkanie z przyjaciółką w mieście, które nigdy nie zasypia. Miały w planach kilka drinków, potańcówkę w klubie i jedną albo dwie dokładnie skalkulowane przegrane w kasynie. Kiedy jednak Doreen i Tippy Toe opuściły halę przylotów lotniska w Las Vegas i taksówką zmierzały do hotelu, wszystkie te radosne plany musiały ulec gwałtownej i brutalnej reewaluacji. Niebo nad miastem pociemniało od potężnych sylwetek latających robotów, a w całym Vegas wybuchła panika.
Taksówka utknęła w pozornie niekończącym się korowodzie trąbiących samochodów, a stacja radiowa, której słuchał kierowca, zaczęła nadawać niepokojące komunikaty z całych Stanów. Po niespełna dziesięciu minutach nerwowego oczekiwania na rozwój sytuacji, Doreen chwyciła za telefon i wykręciła numer przyjaciółki. Odpowiedziała jej automatyczna sekretarka. Dziewczyna-wiewiórka powstrzymała cisnące się na usta przekleństwo i postarała się zachować spokój. Ponad odgłosami klaksonów od strony centrum dały się słyszeć pierwsze wybuchy.
- Nancy? Jestem w Las Vegas. Słuchaj, jeśli jeszcze nie wsiadłaś do samolotu, zostań tam, gdzie jesteś. Najlepiej nie wychodź z domu. I włącz wiadomości. Z tego, co mówią, nigdzie nie jest teraz bezpiecznie. Tippy i ja postaramy się jakoś pomóc tu, na miejscu. Uważaj na siebie i daj mi znać, jeśli nic ci nie jest, okej?
Rozłączyła się i pochyliła w kierunku podenerwowanego taksówkarza, wciskając mu w dłoń banknot.
- Dalej chyba nie pojedziemy. Niech pan lepiej zostawi samochód i poszuka bezpiecznej kryjówki. Czuję, że za chwilę zrobi się tu nieprzyjemnie...
W chwili, gdy wypowiadała ostatnie zdanie, tylna szyba taksówki eksplodowała tysiącami odłamków. Niezbyt silne, ale uporczywe wstrząsy zakołysały całym pojazdem. Taksówkarz wrzasnął przeraźliwie, a Tippy, dotąd grzecznie siedząca w transporterze na kolanach dziewczyny, zaczęła przegryzać plastikowe pręty z donośnym "chttt".
- Wiem, mała. Długo nie kazali na siebie czekać - mruknęła Doreen, strzepując z siebie szklane okruchy i otwierając drzwiczki klatki. - Trudno, pokażemy im, jak w naszych stronach traktuje się szabrowników i bandziorów. Padnij!
Ostatnie słowo skierowała do taksówkarza, który zresztą nie potrzebował nawet tej zachęty, by skulić się w pozycji embrionalnej pod deską rozdzielczą. Doreen obróciła się zwinnie w miejscu i przykucnęła na tylnym siedzeniu, uśmiechając się szeroko do napastników. Było ich trzech, wszyscy w kominiarkach. Najbliższy dzierżył kij bejsbolowy, którym roztrzaskał szybę. Dwóch pozostałych stało po bokach i zapamiętale kopało taksówkę, wymachując trzymanymi w dłoniach nożami.
- Dzień dobry, panowie. Pozwolicie, że dołączymy do zabawy?
Nie czekając na zaproszenie, odbiła się nogami od siedzenia i skoczyła na mężczyznę z kijem, w locie wyciągając przed siebie dłonie, z których wysunęły się nagle ostre wiewiórcze pazury. Bandyta nie zdążył się nawet zamachnąć. Pazury Doreen porwały na strzępy maskę i rozorały jego twarz, pozostawiając na niej krwawiące pręgi. Swoim impetem dziewczyna przewróciła mężczyznę na maskę następnego stojącego w korku pojazdu. W przelocie zdążyła dostrzec pobladłą, przerażoną twarz kierującej nim kobiety. Sama wylądowała na napastniku, przyciskając go kolanami do rozgrzanej blachy. Pewnym ciosem wytrąciła mu z dłoni kij, gdy próbował się na nią zamachnąć, ale była zmuszona wykonać nagły unik, gdy kolejny z bandziorów doskoczył do niej z nożem. Salto w tył, które wykonała, było z pewnością widowiskowe, równocześnie jednak nagły ruch sprawił, że szwy z tyłu jej i tak już mocno wypchanych dżinsów puściły, uwalniając puszysty ogon. Nie miała jednak czasu żałować ubytku garderoby. Z łoskotem wylądowała obunóż na bagażniku taksówki i kopniakiem z półobrotu posłała nóż z wyciągniętej dłoni drugiego napastnika w powietrze. Ten zachwiał się lekko i zawahał na widok ewidentnie wkurzonej i równie ewidentnie posiadającej pokaźnych rozmiarów ogon dziewczyny. Doreen nie dała mu jednak czasu do namysłu. Skoczyła, jednym butem trafiając go w pierś, drugim zaś w twarz. Mężczyzna osunął się bezwładnie na asfalt ulicy. Doreen wylądowała tuż obok i obróciła się w poszukiwaniu trzeciego bandyty. Ten jednak siedział skulony i szlochający na ziemi, a wokół niego skakała rozjuszona wiewiórka z różową kokardą na szyi. Nóż i fragmenty maski mężczyzny leżały obok, a jego twarz, podobnie jak pierwszego, była w opłakanym stanie.
- Dobra robota, Tips - pochwaliła Doreen, zbliżając się do towarzyszki. Przechodząc pchnęła lekko pierwszego z napastników, który niezdarnie gramolił się na nogi. Ku swemu zaniepokojeniu, Doreen zauważyła, że z pobliskich pojazdów wysiadają ludzie i zmierzają powoli w ich kierunku. Większość trzymała w dłoniach telefony komórkowe, zapewne aby wezwać pomoc albo zadzwonić do bliskich, część jednak wyraźnie bardziej niż kontaktem ze światem zewnętrznym zainteresowana była sfilmowaniem rozgrywającej się na ich oczach sceny. Dziewczyna, nagle boleśnie świadoma faktu, że w całym tym zamieszaniu nie zdążyła przebrać się w swój kostium, zapragnęła czym prędzej oddalić się z miejsca, w którym i tak już ściągnęły na siebie zdecydowanie zbyt wiele uwagi.
- T, zabieramy się stąd - oświadczyła Doreen, a wiewiórka wyraziła swoją aprobatę wskakując jej na ramię. Dziewczyna odwróciła się w kierunku nadchodzących ludzi i zamachała rękami. - Ludzie, nie słuchacie radia? Miasto jest atakowane przez mordercze roboty! Poszukajcie schronienia! Bandyci to najmniejsze z naszych zmartwień!
Sprawdziła czy w niewielkiej torbie, którą nosiła przypiętą do paska, nie brak najpotrzebniejszych rzeczy i nie czekając na reakcję tłumu wspięła się na dach pobliskiego auta. W kilku susach, przeskakując z samochodu na samochód, oddaliła się od ciekawskich ludzi.
- Odgłosy walki dochodziły gdzieś stamtąd - poinformowała Tippy, wciąż w biegu. Zobaczmy czy ktoś nie potrzebuje pomocy.
Pokonywanie miejskich ulic po dachach unieruchomionych pojazdów i, okazjonalnie, gzymsach i latarniach ulicznych, okazało się wcale szybką metodą poruszanie się po sparaliżowanym Vegas. Nim dotarły do budynku ratusza, dziewczyna i jej wiewiórka zdążyły powstrzymać jeszcze kilka grup rabusiów i szabrowników, a kilku zdezorientowanym i przerażonym osobom pomogły znaleźć bezpieczne kryjówki.
Właściwego zagrożenia nie napotkały niemal do ostatniej chwili. Doreen dotarła na miejsce akurat w odpowiednim momencie, by być świadkiem zniszczenia przez Bena dwóch spośród robotów.
- Jasny gwint, czy to ten koleś z Fantastycznej Czwórki? Widzisz to, Tippy? Auuu!
Dziewczyna skrzywiła się, komentując w ten sposób moment, w którym eksplozja reaktora łukowego posłała Grimma prosto w mur, który ów przebił zresztą z łatwością i impetem armatniego pocisku.
- Nic panu nie jest, panie Stworze?! - zawołała Doreen wgłąb dziury w ścianie. - Nie chcę krakać, ale chyba leci ich tu więcej!
- Chitt chtt!
- Wiem, zbliżają się - dziewczyna zerknęła na swoją towarzyszkę. Najwyraźniej Thing potrzebował chwili, aby otrząsnąć się i wrócić do walki, a one mogły mu tę chwilę kupić. Doreen nabrała w płuca powietrza. - Dobra, plan jest taki: gdy wylądują, zajdziemy ich z boku i spróbujemy odwrócić ich uwagę albo rozproszyć szyk. Zaczniemy od któregoś z tych mniejszych. Reaktory na ich piersi wybuchają, więc trzymamy się od nich z daleka, chyba że nie będzie innego wyjścia. Ty spróbuj poprzegryzać im kable pod kolanami, o ile mają jakieś na wierzchu. Unieruchomione nie będą aż tak groźne. Nie daj się trafić.
- A ty, Doreen? Co zamierzasz? - spytała podejrzliwie Tippy.
- Ja? Zrobię to, co zwykle działa - Doreen uśmiechnęła się złośliwie. - Będę walić po oczach.
Nie miała pojęcia jak maszyny zareagują na bezpośredni atak, choć z komunikatów radiowych wynikało, że zarówno ludzie, jak mutanci i tak byli celem agresji. Każda zatem minuta, jaką zajmowała robotom walka z nimi, dawała mieszkańcom miasta szansę na ewakuację. Nie było się nad czym zastanawiać. Korzyści zdecydowanie przeważały nad ryzykiem. Choć jednak miała świadomość własnych mocnych stron i wiedziała, że siła i zwinność daje jej szansę przeżycia, o jakiej zwykli ludzie mogli tylko pomarzyć, żywiła jednocześnie rozpaczliwą nadzieję, że wie, co robi...
Doreen w napięciu obserwowała zbliżającą się formację. Robot, którego obrała za pierwszy cel, znajdował się na jej skrzydle. Gdyby tak udało się skłonić maszyny, aby zaczęły strzelać do siebie nawzajem, problem rozwiązałby się sam... Jednak aby tego dokonać, musiała znaleźć się naprawdę blisko i ściągnąć na siebie uwagę sentineli.
A potem mieć nadzieję, że naprawdę jest wystarczająco szybka...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Thing

avatar

Liczba postów : 27
Data dołączenia : 27/03/2014

PisanieTemat: Re: Las Vegas City Hall   Sro Lip 11, 2018 6:23 pm

To był mocne. Dawno nie oberwał w ten sposób, ale było warto - odkrył słaby punkt maszyn. Z tego, co myślał były one zasilane reaktkrem łukowym, jaki posiadał Stark. To musiało być to, z reasztą - czy to ważne czym to było konkretnie? Ważne, że zadziałało. Jednak zniszczenie kilku maszyn to za mało, zwłaszcza, że nadlatywała ich kolejna chmara.
Ben podniósł się z gruzów i rozejrzał dookoła - najwyraźniej dosłownie wpadł do kogoś z wizytą, ale na całe szczęście mieszkanie było puste.
Dobra, trzeba się zorganizować i ruszyć znaów na maszyny. Co z tego, żd było ich więcej? Znał ich słaby punkt i mógł przyjmować na siebie całą masę ciosów od nich. Zanim jednak ruszył do kolejnego starcia, musiał powiadomić Carol o swoim odkryciu, a ona powinna rozesłać to do innych członków ekipy.
Wyciągną komunikator i wysłał wiadomość, już chciał ruszać do walki, jak nagle ktoś go zatrzymał. Przed dziurą stała młoda dziewczyna. Co ona w ogóle tu robiła? Musiała nie mieć instynktu samozachowawczego, skoro pchała się w sam środek walki.
- Chodź tutaj, szbybko - burknął do niej. Mogło wydawać się to njezbyt uprzejme, jadnak był to dla jej bezpieczeństwa. - Nic mi nie jest. Dzięki, że pytasz. A teraz właź tu i nie wychodź. - miał nadzieję, że go posłucha i będzie grzecznie siedzieć w ukryciu, podczas, gdy on zajmie się najeźdźcami.
Na razie jednak nie zamierzał iść i na ślepo się z nimi tłuc. Przyklękł w mieszkaniu i przez dziurę obserwował maszyny. Musiał zobaczyć ile ich dokładnie jest i co będę robić. Miał też nadzieję, że dziewczyna posłucha go i grzecznie schowa się gdzieś w pomieszczeniu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rhoshan
Lisi Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 554
Data dołączenia : 15/06/2014

PisanieTemat: Re: Las Vegas City Hall   Pon Lip 16, 2018 10:48 pm

Vrath w skradzionym aucie postanowił ulotnić się z miejsca zdarzenia. Musiał manewrować miedzy uliczkami oraz porzuconymi autami i dziurami, jednak przedostanie się na drogę szybkiego ruchu było możliwe. Poza granicami miasta, raczej nie widać było maszyn co oznaczało, że skupiały się one bardziej w centrum, by zadać jak największe straty ludności cywilnej. Będąc już stosunkowo bezpiecznym, mógł zmyć się z tego miasta raz na zawsze. Auto dalszej jazdy raczej już nie mogło wytrzymać. Przebita opona w trakcie ucieczki, a na domiar złego jeszcze najwyraźniej jakieś uszkodzenie chłodnicy. Chociaż nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło, bo i tak stałby w korku aut, które próbowały wyjechać z miasta więc przechadzka na piechotę chyba będzie lepszą opcją.
Ponoć co się stało w Vegas, to w nim tez zostaje, także wróćmy do Bena i Wiewiórek. Nadlatująca formacja 9 robotów nie wyglądała zbyt optymistycznie, ale Doreen chyba miała nawet jakiś plan. Tippy mogła poskakać i przekraść się, by wskoczyć w końcu na jednego z robotów. Futrzaczek wgramolił się do środka maszyny przez jeden ze stawów i zaczął gryźć kable w środku. Jeden z sentineli – dokładniej to ten w lewym skrzydle – stracił przez to sterowność. Z racji, że nie mógł poruszać kończyną i sterować swoim lotem, po prostu wpadł w jeden z budynków. Nie wybuchł widowiskowo, ale powoli zaczął się wygrzebywać ze ściany. Wiewiórka za to miała coraz większe problemy z gryzieniem kabli. Stawały się jakby… twardsze? Póki co jednego mieli na razie z głowy, ale robot pewnie niedługo dojdzie do siebie.
Formacja robotów w końcu zatrzymała się. Jakieś 20 metrów od Doreen i wymierzyła w nią swoje rozwarte ręce, z których zaczęło dochodzić światło. Definitywnie nie było to światełko w tunelu, a znak że należy uciekać i omijać wystrzeliwane promienie laserowe. Trudno było jednak w takiej formacji zmusić roboty, by strzelały do siebie, ale póki co Wiewióra mogła liczyć na swoją zwinność. Do pewnego czasu, bo każdy następny strzał był coraz celniejszy. Roboty brały poprawkę na prędkość bohaterki i atakowały w miejsca, gdzie potencjalnie mogła skoczyć. Cały czas przy tym unosiły się w powietrzu, by mieć znacznie lepszy kąt strzału.
Niespodziewanie ostrzał przerwało pojawienie się blondwłosej dziewoi. W powietrzu najpierw można było zobaczyć dysk z niebieskiego światła, a następnie dziewczynę w czarnej zbroi z dużym mieczem dwuręcznym. Dla przyjaciół i rodziny Illyana, zaś pseudonim superbohaterski – Magik. Blondynka wypowiedziała zaklęcie, które spowiło jej ostrze na moment, a następnie przeteleportowała się za jednego z mniejszych sentineli – przebijając go od tyłu i zanim maszyny zareagowały, powtórzyła manewr, likwidując kolejnego mniejszego sentinela tym razem przez dekapitację. Oba blaszaki upadły ciężko na asfalt, zaś Magik złapała miecz w oburącz i ustawiła się naprzeciwko formacji robotów, które skierowały w jej stronę swoje łapska. Najwyraźniej Doreen i Ben dostali niespodziewane wsparcie ze strony X-menów, zaś Magik jak zwykle była w pełni skupiona na zadaniu, które miała przed sobą. Nie było czasu na pogaduszki. Musieli zniszczyć jak najwięcej robotów, nim te skrzywdzą kolejnych ludzi. Każdy zniszczony robot zmniejszał szanse na to, że zginie ktoś niewinny.
Roboty w końcu wylądowały i postanowiły najwyraźniej zastosować nową strategię. Zaczęły kroczyć w kierunku dziewczyn, by najpewniej spróbować sił w bezpośredniej konfrontacji.

Pochwalę się ładnym artworkiem. A co mi tam!:
 
/Vrath ZT.

_________________

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Las Vegas City Hall   

Powrót do góry Go down
 
Las Vegas City Hall
Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Raventree Hall
» Klub "Rocks"
» 002. Przewodnik po Appaloosa City
» Spis kadry Death City.
» Hall Wejściowy

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Midgard :: Stany Zjednoczone Ameryki :: Las Vegas-
Skocz do: