Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Starbucks Coffe

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Sharon Carter



Liczba postów : 70
Data dołączenia : 31/03/2014

PisanieTemat: Starbucks Coffe   Sob Lis 28, 2015 11:40 am


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Black Widow



Liczba postów : 166
Data dołączenia : 25/05/2012

PisanieTemat: Re: Starbucks Coffe   Sob Lis 28, 2015 12:38 pm

W końcu, gdy doszli do Starbucks Coffe Wdowa rozejrzała się dookoła, czy czasem nikt ich nie śledzi. Jak już, to zrobiła weszła do lokalu po którym też się zaczęła rozglądać, by być pewnym w stu procentach, że ani jej, ani Sharon oraz Pietrowi nic nie zagraża. Lokal jak na tę porę był właściwie pusty, ale znając blondynkę też rozejrzała się po lokalu w tym samym celu, co była agentka.
- No, jak widać, o stoliki nie trzeba się bić... -
Co jak, co ale dla niej wręcz było, to przyjemnie z tego punktu widzenia, że firma znana, a tu jest gdzie usiąść. Doszła do kasjerki, by zamówić sobie kawę poczekała również na osoby jej towarzyszące i w końcu wypatrzyła stolik, znajdujący się przy oknie oraz na uboczu. W końcu jakiegoś niebezpieczeństwa będzie mogła szybko zareagować taka rola bohaterki. Zapewne, jak i Agentka tarczy oraz młody kadet Avengersów też, by pomogli najlepiej jak potrafią. Natasha nie wątpiła w ich umiejętności, choć zapewne Sharon mogła poczuć się dotknięta jej słowami na sali treningowej. Ona tam nie chciała pokazać swojej wyższości, ani tego, że jest lepsza od nich. Ma teraz okazje dzięki temu wypadowi lepiej ich poznać, bo wiadomo Sharon jak, by nie patrzeć jest jej koleżanka po fachu, a Pietro zaczyna stawać się jednym z człeków Avengersów. Jak doszli do stolika i zajęli miejsca bohaterka, popatrzyła na towarzyszy i czeka na to , które z nich coś powie, pierwsze, lub też zada jej konkretne pytania, na które bez krępacji mogła odpowiedzieć.


Ostatnio zmieniony przez Black Widow dnia Sob Lis 28, 2015 7:20 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sharon Carter



Liczba postów : 70
Data dołączenia : 31/03/2014

PisanieTemat: Re: Starbucks Coffe   Sob Lis 28, 2015 4:55 pm

Sharon był profesjonalistką. Nie rozglądała się jak głupia po pomieszczeniu, tylko dyskretnie upewniła się, że jest bezpiecznie. Nigdzie nikogo podejrzanego nie zobaczyła. Świetnie. Ruszyła za Natashą choć trochę zaskoczyło ją, że sieciówka jest prawie pusta, ale może akurat mieli zwyczajnie w świecie szczęście? Byleby ten pajac chcący zostać Avengersem się nie błaźnił ze swoimi zdolnościami.
Mina jej zrzedła gdy zobaczyła ceny. Matko, a to po prostu zwykła kawa. Czemu za markowy znaczek musi płacić jakby normalnie sypali do środka nie wiadomo ile dodatków? Niemniej wybrała sobie jeden z tańszych możliwości i usiadła przy stoliku razem z Wdową. Grzała ręce o brązowy kubek i spojrzała w nieprzyjemną i mroźną pogodę na zewnątrz. Co za kiepski czas na wszelkie zadania i misje. Przynajmniej Starbucks nie żałował kasy na ogrzewanie i mogła się w spokoju nagrzać.
- Mam nadzieje, że się przynajmniej nie będzie otrzepywać jak pies.- mruknęła cicho, ale Natasza mogła ją usłyszeć. Usiadła wygodniej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Quicksilver



Liczba postów : 72
Data dołączenia : 07/12/2012

PisanieTemat: Re: Starbucks Coffe   Sob Lis 28, 2015 7:22 pm

Pietro starał się nie wyróżniać spośród swoich towarzyszek. Nie licząc oczywiście spraw, na które nie miał najmniejszego wpływu. Na przykład płeć! Cała trójka dotarła spokojnie do kawiarni. Quicksilver był trochę zawiedziony pustkami, które zastał. Zatarł dłonie wyraźnie podekscytowany, może z trochę zbyt dużą prędkością. Spokojnie omiótł spojrzeniem otoczenie, by mieć pewność, że nic nie grozi ani mu, ani im. Żadnych ukrytych pułapek, żadnych złodziei czekających na zielone banknoty znajdujące się w kasie. Bajecznie! Przez chwilę miał przebłysk uprzejmości i chciał zapłacić za Sharon i Wdowę, niestety nie pozwoliły mu one na to, a tak głupi, by się o taką możliwość upraszać, nie był. Po zamówieniu jednego z droższych zestawów w postaci dużej, podwójnej cynamonowo-karmelowej kawy wraz z zestawem sześciu sporych ciasteczek w różnych smakach, dosiadł się do nich.
- Mam nadzieję, że lubicie ciastka! - rzucił radośnie i z głębokim przekonaniem. Kto mógłby nie lubić ciastek? Chyba tylko człowiek bez duszy! Hmm... Może agentka Romanow jednak ich nie lubiła? Cóż! Będzie więcej dla mnie, dla mnie, dla mnie i Sharon! Przeszło mu przez myśl. Co, jak co, ale ktoś, kto spalał kalorie w takim tempie jak on, musiał ich sobie sporo dostarczać. Genialna wymówka dla obżartucha!
- Wybaczcie, że całą drogę byłem, jak to nie ja, bardzo małomówny... - chciał pociągnąć ten wątek, tłumacząc zawiłą dla niego sprawę, jednak ostatecznie schował się wraz ze swoimi poważnymi zamiarami w twierdzy wiecznego śmieszka i cynika. Posłał dziewczynom nonszalancki uśmiech i obejrzał za zamówieniami...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Black Widow



Liczba postów : 166
Data dołączenia : 25/05/2012

PisanieTemat: Re: Starbucks Coffe   Sob Lis 28, 2015 8:20 pm

Wdowa mogła się tego spodziewać, że Pietro sprawdził okolicę tuż przednią, no ale jak już wszytko grało, to fajnie. Cóż w zapłacie za siebie była szybsza niż chłopak, ale jej to nie przeszkadzało stać było ją na duża kawę z mlekiem oraz wanilią. Popatrzyła na zamówienie Sharon, które nie co ją zdziwiło w końcu pracowała dla Tarczy więc nie zrozumiała tego czemu blondynka tak mało sobie wzięła no cóż pytać się nie będzie, o takie drobiazgi. Gdy Sharon usiadła przy niej i doleciały do jej ucha wypowiedziane słowa agentki przymknęła tylko czy.
-Też mam taka nadzieje, że w końcu nie będzie szalał przy nas.-
Odpowiedziała Sharon na jej pytanie i zaraz zobaczyła jak młody niesie tacę z ciastkami. Upiła łyk swojej kawy i zaraz z przyjemnością się poczęstowała jednym w końcu jak Falkon przynosi ciasteczka od swojej mamusi, to wręcz musi się, o nie z grupą bić, a tu nie trzeba było i to w tej chwili ucieszyło najbardziej Wdowę, choć nie było widać jej uśmiechu, to można było zobaczyć zadowolenie w jej oczach.
-Dziękuję za poczęstunek Pietro.-
Popatrzyła na niego i można było zobaczyć u niej lekki uśmiech, który zaraz znikł z jej twarzy. Może jednak chłopak nie ma aż takich wad jak ona myślała, ale i tak dalej twierdzi, że mu Sharon wpadła w oko i usiłuje w jakiś tam sposób zwrócić tymi gestami na siebie jej uwagę, co zresztą teraz by nabierało sensu. W końcu młody jest i przystojny Sharon zresztą też nic nie brakowało zresztą Wdowa była ciekawa, co z tego wszystkiego wyjdzie. Znów popatrzyła na Quicksilver, by odpowiedzieć na jego słowa.
-No, właśnie to aż dziwne, że tak mało mówiłeś. To sprawka Sharon?-
Delikatnie, odwróciła głowę w stronę Sharon z takim zaciekawieniem i ugryzła zaraz ciastko, które popiła ciepłą kawą. Zresztą cała trójka milczała całą drogę, więc to zostało wyrównane. Ale żeby teraz nie było tak ponuro, to ona przerwie, tę ciszę.
-Hmm... Jak wam się podoba, to, co do tej pory robiliście i robicie? -
Bo, bo to zawsze idealny temat na rozmowę, a nie pytanie się związane z pogodą, czy jak dana osoba spędzała ostatnie dni, te słowa wydawały się do bohaterki zbyt nudne i dziecinne. Może jakieś interesujące pytania padną po tym jej zadanym. Popatrzyła zaraz, a to na jedno, a to na drugie by nie było, że skupia się tylko na jednej osobie.


Ostatnio zmieniony przez Black Widow dnia Sob Lis 28, 2015 9:08 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sharon Carter



Liczba postów : 70
Data dołączenia : 31/03/2014

PisanieTemat: Re: Starbucks Coffe   Sob Lis 28, 2015 9:03 pm

Sharon chodziło o to, by ten nie otrzepał się przy nich z wody. Mógł być sobie szybki jak wiatr, ale małych kropelek wody nie był w stanie uniknąć. Mimo, to sama też poczęstowała się waniliowym ciasteczkiem z kawałkami czekolady.
-Dziękuję.- posłała mu całusa w powietrzu puszczając oko i wgryzła się w ciastko, by ten nie zdołał zamarudzić, że jak mu tak wyżerają jego słodycze. Osobiście Sharon po prostu nie chciało się wydawać pieniędzy na głupoty, blablablbla... zwyczajnie w świecie miała małego węża w kieszeni, który ugryzł ją boleśnie, gdyby miała sobie pozwolić na taką samą wypasioną kawę jak Pietro... a popos Pietro i jego kofeinowo-cukrowej bomby.
- Nie wystarczy ci już, jak bardzo cię pośpiesza? Musisz się jeszcze doładować? Czy po prostu sypiasz biegając?- spytała rozbawiona i mimo wszystko lekko zaniepokojona. Nie chciała wiedzieć jak się zakończy to połączenie, albo po prostu miała nadzieję, że ten nie zrobi sobie i innym krzywdy. Na pytanie Avengerki zastanowiła się.
- To co robiłam... bardzo mi się podoba.- odparła zgodnie z prawdą. Nie chciała zdradzać za wiele, gdyż nie jedno z jej zadań nosiło nalepkę "ściśle tajne"- Ale boli mnie, że ostatnio nie mam czasu by spotkać się z moją ciocią.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Quicksilver



Liczba postów : 72
Data dołączenia : 07/12/2012

PisanieTemat: Re: Starbucks Coffe   Nie Lis 29, 2015 9:45 am

Pietro nie spodziewał się usłyszeć ani jednego słowa wdzięczności od Romanow, więc kiedy jednak okazało się, że ta mu podziękowała, chłopak wyraźnie się ożywił. Krótkie dziękuję od Sharon nie było zaskoczeniem, tego się po niej spodziewał. Bądź co bądź, młoda agentka była bez porównania lepiej przystosowana do życia w społeczeństwie od Wdowy, toteż zgodne z pewnymi społecznymi normami zachowania nie wywołały u niego takiego zaskoczenia, jak w przypadku pierwszej z kobiet. Może i zachowywał się czasami pajacowato albo niewłaściwie. Cieszył się jednak, gdy mógł sprawić przyjemność komuś innemu, a czemuż innemu mogły służyć ciasteczka, niż próbie umilenia rażącej szarością codzienności? I choć obecność Sharon rzeczywiście rozwiązała mu trochę portfel, to i tak był bardzo zadowolony.
- Nieee, TYM razem nie… – rzucił krótko, chcąc zakończyć temat. Jeszcze podczas ich rozmowy w siedzibie uwaga wdowy byłaby zapewne trafna. Uwaga drugiej agentki odnośnie jego kawy, wyraźnie Quicksilvera rozbawiła.
- Spokojnie. Na popędzenie znam wiele dużo bardziej skutecznych środków… – posłał jej nonszalancki uśmieszek. Właściwie, nie myślał o niczym sprośnym. Ot jakieś dopalacze, ewentualnie wielka łycha guarany w kawie. Pytanie Wdowy trochę zbiło go z tropu, chociaż nie dał tego po sobie poznać. A co to, jakieś kółko wzajemnych zwierzeń? Właściwie, to mógł im nakłamać, tak jak robi w większości tego typu przypadków. Po cóż to na cóż ktoś ma wiedzieć o nim zbyt wiele? Wystarczy, że on ma tę świadomość. I Wanda… Właśnie, co z Wandą? Przez chwilę poczuł, jakby od dawna zaniedbywany obowiązek właśnie runął na niego z całą siłą. Robiło się nieprzyjemnie!
- To, co ja robiłem… W sumie, też mi nie przeszkadzało. Zdecydowanie lepiej jednak czuję się wśród Avengers. – kradzieże, bójki? Życie niczym Robin Hood? Cóż, rzeczywiście nie stanowiło to dla niego problemu, jednak stabilność, którą dawała przynależność do konkretnej grupy była niezastąpionym doświadczeniem.
- Trochę przez to wszystko nie mam czasu zająć się najbliższymi, rzeczywiście. Zawtórował Sharon i pociągnął konkretny łyk swojego napoju, zostawiając sobie po tym wąsy ze spienionego mleka, których pozbył się sprawnym ruchem języka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Black Widow



Liczba postów : 166
Data dołączenia : 25/05/2012

PisanieTemat: Re: Starbucks Coffe   Nie Lis 29, 2015 5:08 pm

Jak widać Wdowa też potrafi być miła. Cicho zaraz westchnęła, po słowach Sharon, która jak prawdziwa agentka ma zawsze swoje tajne misje, których nie może zdradzić. Rozumiała ją aż za dobrze sama nie mogła też nikomu zdradzić swojej misji nawet wtedy, kiedy była z Avengersami. Cóż bycie szpiegiem ma swoje wady tak jak i zalety. Ale dla Sharon, to możne być kłopotliwe skoro mało czasu teraz spędza ze swoją ciocią. Rudo-włosa niestety nie miała rodziny więc mogła się poświecić w stu procentach danej misji. Dlatego Fury uznawał ją za godną bycia Agentką tarczy, bo była na każde jego skinienie palca i nie odmawiała mu żadnej z misji w końcu, to on ją przyjął do tarczy, to on był dla niej rodziną, którą ona straciła w Rosji. Choć wdzięczna była jednemu żołnierzowi, który po śmierci rodziców ją przygarną. Takie tam wspomnienia. Zerk na Quicksilver.
- Tym razem nie? Ale jak to?-
Udaje zdziwienie po jego słowach.
- A zresztą nie moja sprawa.-
Przymknęła znów oczy. Ale znów je otworzyła, gdy chłopak znów zaczął mówić
- Ja też się dobrze czuję wśród nich. Mam nadzieje, że jeszcze dojedziesz do naszej grupki Quicksilver tak jak Ant-Man i Falcon.-
Właściwie, to nie była drwina, tylko serio mu kibicowała, a słowa z ust Wdowy na bank go zachęciły do działania.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sharon Carter



Liczba postów : 70
Data dołączenia : 31/03/2014

PisanieTemat: Re: Starbucks Coffe   Nie Lis 29, 2015 7:09 pm

Musiała zadowolić się taką odpowiedzią. W końcu Quiksilver wiedział lepiej co mu szkodzi,a co nie. Choć Sharon podejrzewała, że ich Szybki Bill odczuwa skutki kofeinowych szaleństw. Mimo wszystko polubiła tego nieznośnego "dzieciaka" i nie chciałaby by stało mu się coś złego.
Wypytywanie Wdowy zaalarmowało ją i nakłoniło, by zdradzić jeszcze mniej. Musiała pilnować swego języka i gestów jeszcze bardziej jak wcześniej.
- A więc co sprawiało, że nasz Speedy Gonzales był taki milczący jak nie mój wewnętrzny i zewnętrzny urok?- przechyliła głowę, chcąc odciągnąć uwagę towarzystwa od siebie. Nie chciała o sobie rozmawiać szczególnie, że ostatnio miała dość ciężkie chwile w swym osobistym życiu.
- Też ci życzę jak najlepiej Spidziu. Byłoby smutno gdyby ci się nie powiodło... ale po twojej energii wątpię by tak było.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Quicksilver



Liczba postów : 72
Data dołączenia : 07/12/2012

PisanieTemat: Re: Starbucks Coffe   Nie Lis 29, 2015 10:35 pm

Chłopak upił kolejny łyczek płynnej słodkości. Starał się zignorować pytanie Wdowy, jednak kiedy powtórzyła je Sharon, nie miał wyboru, musiał udzielić odpowiedzi. Nie zamierzał co prawda recytować jej miłosnych sonetów, ale dlaczego miałby nie być miły? Po chwili namysłu, a rzadko się zdarzało, by najpierw myślał, a potem mówił, odpowiedział:
- Po prostu zastanawiam się co słychać u mojej siostry. Dawno jej nie widziałem. Wiem, że na pewno świetnie daje sobie radę sama, ale wolałbym ją mieć gdzieś tutaj blisko, tak w razie czego. Oczywiście, o Wandzie mówię... No, a co gorsza - nie wiem też, co robi mój ojciec, a on ma to do siebie, że jak za długo jest o nim cicho, to potem wywija takie rzeczy, że robi się z tego niezły pasztet. - wszystko powiedział do nich raczej szeptem, niż na głos. Wolał nie ryzykować. Podsłuch pod stołem? Dlaczego nie! Spotykał się już z o wiele bardziej wyrafinowanymi metodami zdobywania informacji. Uśmiechnął się do dziewczyn promiennie, kiedy te wspólnie potwierdziły, że trzymają za niego kciuki. Takie wsparcie to była naprawdę świetna rzecz!
- No dobra... Myślę, że się uda. Carol nie miałaby serca mnie wywalić, to pewne! - rzucił pół żartem, pół serio. W zasadzie sam nie wiedział, co ma o niej sądzić, jednak tak długo, dopóki Scarlet Witch chciała działać na rzecz Avengers, Quicksilver nie protestował.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Black Widow



Liczba postów : 166
Data dołączenia : 25/05/2012

PisanieTemat: Re: Starbucks Coffe   Pon Lis 30, 2015 9:09 am

Była Agentka Tarczy, gdy usłyszała słowa Sharon otworzyła bowiem szerzej oczy, bo chyba się przesłyszała z tym że Sharon jednak wolała być adorowana przez Pietra, ale po krótkiej chwili zaraz wróciła do normalnej miny, czyli do swojej poważnej. Znów upiła łyk kawy i gdy ich rozmówca mówił przemówił zaraz skierowała swe zielone oczy na Quicksilver za ciekawieniem. W końcu jak usłyszała, o Wandzie, odstawiła kubek na stole.
- Jak dobrze mi wiadomo ty i twoja siostra weszliście w nasze szeregi więc zapewne Wanda jest teraz gdzieś na misji. Nie musisz się, o nią bać Fury, jak i reszta Tarczy nie pozwoli, by jej coś się stało. Choć wiem, że wasza więź jest strasznie silna i zapewne, jak by jej coś się stało to byś już, o tym wiedział nie?.-
Wdowa wiedziała, co mówi, więc może Pietra trochę uspokoiła. Po chwili jednak zaczęła jego kolejne słowa zapamiętywać i analizować czego zresztą nie ukrywa, bo dobrze pamiętała, że rodzice rodzeństwa niby zginęli w Rosji od rakiety Starka. No, ale cóż jak żyje to żyje. Uniosła kubek, kolejny łyk już nie tak ciepłej kawy upiła i zjadła do końca ciastko. Masz uniosła zaraz kącik ust do góry.
- Miłe czy nie miłe, ale Hawkeye strasznie, by się ucieszył na Twój widok.-
Tak, tak wie również, że Clint jak by go zobaczył w wieży zaraz by jojczył widząc chłopaka i to by chyba było nie do zniesienia, ale mina łucznika zapewne była by bezcenna.
- No wiesz Carol jak Carol, ale teraz się o ciebie zamartwia i nie wie co porabiasz. Może jak skończymy naszą pogawędkę to pójdziesz do niej?-
Zwłaszcza że to nie Carol rekrutuje ludzi do zostania prawomocnym członkiem Avengers.

A ja się przyczepię, bo z rodzicami Wandy i Pietro to inaczej było. Zwracam na to uwagę od razu, żeby się potem znowu nie potworzyły jakieś nieścisłości.
~ Loki
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sharon Carter



Liczba postów : 70
Data dołączenia : 31/03/2014

PisanieTemat: Re: Starbucks Coffe   Wto Gru 01, 2015 5:17 pm

Pokiwała ze zrozumieniem głową na słowa Pietra.
- Rozumiem Quiksilverze. Mam tak samo z moją ciocią. Jest już stara, ale ja przez pracę mam zbyt mało czasu by z nią spotykać się tle ile bym chciała. Czasami martwię się, że czuje się przeze mnie zaniedbana i odtrącona. Ale to nieprawda. Myślę o niej naprawdę często... ale wiem, że nawet z wyjaśnieniem, człowieka boli, że ktoś zostawia go samego...-umilkła na chwilę. Nad głowę nasunęły jej się czarne chmury, a kawa straciła nagle na swojej apetyczności. Mogła być nawet zwykłą lurą, Sharon i tak nie zauważyłaby różnicy. Na słowa Czarnej Wdowy drgnęła.
- Mną się nie przejmujcie. Najważniejszy jest zespół.- odparła uśmiechając się do nich- Wolę wam nie zajmować czasu, a też mam parę spraw do roboty...- dodała od siebie powoli się podnosząc. Faktycznie powinna wrócić do agencji, nie wiadomo kiedy przyda się ponownie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Quicksilver



Liczba postów : 72
Data dołączenia : 07/12/2012

PisanieTemat: Re: Starbucks Coffe   Sro Gru 02, 2015 1:51 pm

Nie wiedział dlaczego, ale zapewnienia Wdowy wcale mu nie pomagały. Wanda, nawet bardzo zajęta, znalazłaby czas, żeby się z nim skontaktować. A może myśli tak samo względem naszego strusia pędziwiatra? Quicksliver wyraził swoje przemyślenia niebezpośrednio w postaci ciężkiego westchnięcia i wypicia całej reszty kawy z kubka. A warto wspomnieć, że trochę jej jeszcze miał. Skinął agentce Romanow na słowa dotyczące Carol. Rzeczywiście, wobec niej też miał pewne zobowiązania i chociaż rzadko mu się to zdarzało, czuł silne wewnętrzne przekonanie, że musi się z nich wywiązać.
- Wanda na szczęście się trzyma. - nie wiedzieć czemu, rzucił to z uśmiechem. Może to wyobrażenie jego siostry jako starowinki? Z jej potencjałem i umiejętnościami, widział ją jako mentorkę młodego pokolenia. Z rozmyśleń dotyczących odległej przyszłości wyrwała go Sharon, która wyraźnie zbierała się ku wyjściu. Właściwie, on też czuł nogi przebierające pod stołem. Kwestia kawy? A może był trochę, jak chomik, który, długo nie biegając, źle się czuł? Poderwał się, uścisnął z zawrotną prędkością obydwie Panie tak, że bardziej było to odczuwalne jako krótkie porażenie albo zderzenie z czymś, niż rzeczywisty uścisk. Powiedział im ładne "papa" okraszone słodkim uśmieszkiem i ziuuu! Pobiegł.

[z/t]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Black Widow



Liczba postów : 166
Data dołączenia : 25/05/2012

PisanieTemat: Re: Starbucks Coffe   Sro Gru 02, 2015 9:10 pm

Wdowa też doskonale wiedziała, co to za uczucie, gdy tęskni się za daną osobą cóż nie mogła tym się pochwalić, bo była szkolona własnie, by nie pokazywać swoich słabości, choć zapewne, by je pokazała, gdyby coś stało się komuś z jej drużyny. Słuchając tej dwójki w pewnym momencie się popatrzyła zamyślona w okno i mogło dolecieć do ich uszu ciche westchnięcie zielonookiej. Zapewne też dałaby im monolog na temat słabych punktach, ale zaraz zobaczyła w odbiciu szyby jak Sharon wstaje wiec odwróciła wzrok na nią, który nic a nic nie zdradzał, normalny wyraz twarzy tez miała. Choć na słowa Quicksilver lekko się uśmiechnęła.
- Zawsze w was, za to doceniałam, że macie taką więź.-
Sama jednak zaraz wstała i chciała mu powiedzieć pa, a ten czmychnął zostawiając po sobie podmuch wiatru. Pokręciła przecząco głową, wzięła swój pusty kubek do ręki  by go wyrzucić popatrzyła się jeszcze na Agentkę Tarczy.
- Pamiętaj Carter nigdy nie ukazuj swoich uczuć wobec swojej cioci, bo ktoś to może wykorzystać...-
Taka mała rada na odchodne.
- Dzięki za poświecenie czasu i uważaj na siebie.-
Wyrzuciła kubek do kosza i wyszła z lokalu kierując się do wieży.
[z/t]


Ostatnio zmieniony przez Black Widow dnia Czw Gru 03, 2015 9:16 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sharon Carter



Liczba postów : 70
Data dołączenia : 31/03/2014

PisanieTemat: Re: Starbucks Coffe   Czw Gru 03, 2015 8:29 am

Carter spojrzała za znikającym Quiksilverze. Tak powinien zatroszczyć się o siostrę. Tak samo ona powinna zadbać o swoją ciocię.
Na radę Wdowy było już za późno. Zbyt wiele zawdzięczała cioci by traktować ją jak zimną sukę. Kiwnęła tylko ręką, na dowiedzenia znikającej agentce i skończyła ciastko wraz z kawą. Trzeba było wracać do pracy. Może jak się wyrobi zdoła jeszcze wpaść do cioci i pogadać o starych, dobrych latach czterdziestych.
Podniosła się i wyszła.

[z/t]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mia Faust



Liczba postów : 81
Data dołączenia : 08/08/2014

PisanieTemat: Re: Starbucks Coffe   Sob Lut 27, 2016 12:48 am

Nie łatwo jest prowadzić poważną organizację naukowo-terrorystyczną, o długich tradycjach. Zwłaszcza odróżnienie tego ostatniego od przestarzałych schematów musiało sprawiać poprzednikom Mii wielki problem, bo drobiazgowa kontrola którą zarządziła już jakiś czas temu, obejmująca każdą placówkę i agenta wykazała wiele problemów. Przeglądając go miała przed oczami, dzięki iRis dosłownie, przytłaczającą wizję colosse aux pieds d'argile*i sytuacji wcale nie poprawiał fakt, że ani pozornie banalna misja podratowania budżetu ani ta polegajaca na wybadaniu dlaczego kilku wrogow Hydry krecilo sie po pelnym krwi i flakow barze nie zakonczyly sie nawet czesciowym powodzeniem. pochylala sie nad latte z jakims, blizej nieokreslonym, syropem smakowym i powoli zaczynala watpic czy jest aby odpowiednia osoba na wlasciwym miejscu. Westchnela cicho, poprawiajac okulary z duzymi oprawkami i szklami zerowkami a mine miala taka jakby popadla w melancholie. ot, zwykla dziewczyna ubrana w czarne spodnie rurki z podwyzszonym stanem i koszulke na ramiaczkach z ze wszystkich stron nadrukowanym powielonym zdjeciem kota w okularach. dlugie ciemne wlosy, spiete w artystycznym nieladzie spinka, zapewnialy jej wtopienie sie w tlum hipsterow i bezdomnych ich udajacych. tych ostatnich odroznialy od pierwszych zmeczenie i smutek malujacy sie na ich porosnietych gestymi brodami twarzach.

mia nie lubila opuszczac placowek hydry i swoich laboratoriow. miala tam pelna kontrole, ale rowniez za czasow gdy nie byla dyrektorem Hydry cenila sobie przewidywalnosc otoczenia. ironia losu, walczyc z rutyna w miejscu ktore poniekad sie za nia cenilo. potrafila jednak dostrzec ze zmiany w strukturze organizacyjnej byly niezbedne, z terminem ich wykonania na co najmniej 5 lat wstecz. nie wazny byl jej komfort gdy w gre wchodzila o wiele wyzsza stawka za jaka niewatpliwie uznac mozna bylo sprawniejsze efektywniejsze dzialanie agencji. upila lyk przeslodzonej lury zwanej przez wyznawcow tejze sieciowki kawa i skrzywila sie, poniekad rowniez dlatego bo nie miala absolutnie zadnego pomyslu jak dobrze i nie tracac zbednie czasu wyprowadzic organizacje na prosta.

jeszcze nie.


*Kolos na glinianych nogach (fr.)
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Vanessa Carlysle



Liczba postów : 7
Data dołączenia : 13/02/2016

PisanieTemat: Re: Starbucks Coffe   Nie Lut 28, 2016 10:32 pm

Vanessa przełożyła wszystkie torby do lewej dłoni, a następnie prawą swobodnie odgarnęła na bok swoje ciemne włosy, które wpadały kobiecie do oczu przez dzisiejszą, lekko wietrzną pogodę. Zerknęła na srebrny zegarek na dłoni, sprawdzając godzinę, po czym westchnęła głęboko. Nie chciała siedzieć dzisiaj w domu, w którym oprócz oglądania telewizji nie miała co robić, więc jakąś godzinę temu wyszła na spacer po okolicy, zaglądając przy okazji do poniektórych sklepów, uzupełniając swoją garderobę. Nie miała na dzisiaj w planach żadnych zleceń, więc uwalniając się od ciągle zabieganego życia najemniczki, postanowiła spędzić ten dzień jak typowa amerykanka, dlatego też zmieniła się w swoją nie-zwracaj-na-siebie-uwagi-innych-wyglądem formę i wyszła na miasto, nie zastanawiając się tak na prawdę co kupuje, bo szczerze, to mogła codziennie brać prysznic w zarobionych pieniądzach. Jednak, jako, że zakupy odrobinę ją zmęczyły, skierowała więc swe kroki w kierunku najpopularniejszej z kawiarni, uczęszczanej przez praktycznie wszystkich, a w większym procencie tych, którzy pragną pochwalić się kubkiem z logiem syrenki na instagramie.
Jak zwykle tłoczno. Brunetka popchnęła drzwi, wchodząc do środka, skąd natychmiast uderzył w nią mocny aromat kawy. Będąc jeszcze uczącą się nastolatką, pracowała w jednej z takich sieciówek. I jak na początku uwielbiała ten zapach, tak po kilku miesiącach zaczął on ‘Nessę po prostu mdlić. Stanęła w długiej kolejce, czekając na swoją kolej i nie zwracając na nikogo wcześniej uwagi, zaczęła wpatrywać się przez szkło na wystawę wszelakich słodkości, które aż kusiły by ich skosztować. Gdy w końcu nadeszła jej kolej, zamówiła średnie, karlmelowe frappuchino i babeczkę brownie. Uśmiechnęła się do młodego ekspedienta, wręczając mu naszykowane chwilę wcześniej kilka dolarów zapłaty.
-Vanessa. – oznajmiła, zapytana o imię, które po chwili zostało zapisane na plastikowym kubku.
Poinformowana, że za chwilę jej zamówienie będzie gotowe, stanęła obok, wyciągając telefon z kieszeni i sprawdzając czy przypadkiem nie dostała żadnej wiadomości, a to od szefa, albo może od którejś koleżanki z byłej pracy… no ale niestety, nic.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mia Faust



Liczba postów : 81
Data dołączenia : 08/08/2014

PisanieTemat: Re: Starbucks Coffe   Wto Mar 01, 2016 9:50 pm

Nie mogła dłużej czytać świadectwa złej kondycji organizacji, której dyrektorem ją wybrano. Jednym trochę dłuższym mrugnięciem powiek pozbyła się go i kilku innych akurat wyświetlanych rzeczy, pozostawiając jedynie podstawowy interfejs oraz działający od chwili przestąpienia progu przez Faust algorytm analizujący twarze osób siedzących w zasięgu wzroku szarookiej. Dla postronnych wyglądało to tak, jakby zniecierpliwiona młoda kobieta czekała na kogoś z nieubłaganie stygnącą kawą i tracąc resztki cierpliwości wzięła głębszy oddech.

Przez ostatnie pół godziny gdy siedziała, słuchając leniwie snującej się z głośników mieszanki jazzu, muzyki alternatywnej i nirvany, nie dostrzegła nikogo ani niczego podejrzanego. Szkarłatny wykrzyknik w kółku ani razu nie pojawił się, dlatego też Mia nie spodziewała się że gdy już otworzyła oczy, przypadkowo równocześnie z dźwiękiem otwieranych do Starbucksa drzwi, skaner wykryje jedną ze znanych najemnicze. Kąciki ust drgnęły w powstrzymanym uśmiechu, od razu nudny i do bólu beznadziejny dzień kobiety stał się odrobinę lepszy. Teraz i tak nie wymyśli rozwiązania wszystkich problemów z którymi się boryka, więc chociaż porozmawia z kimś z podobnego otoczenia. Vanessie nie powinno to chyba za bardzo przeszkadzać, a nawet jeśli to coś wymyśli. Na pewno była tańsza niż ostatni z którym Faust się zadawała. „Najlepszy w branży”, mówili…

Zaczekała aż nowo przybyła odbierze swój napój i zajmie miejsce przy którymś ze stolików by odpocząć po długiej i męczącej, jak się wydawało po ilości toreb, sesji zakupowej. Wtedy dosiadła się do niej, bezszelestnie, jakby znikąd i obdarzyła przelotnym uśmiechem, wyciągając z kieszeni spodni telefon. Dłuższą chwilę zajmowała się tym co na ekranie, nie reagując na ewentualne zaczepki czy pytania ze strony Nessy, tu przesuwając coś, tam klikając coś szybko i rytmicznie.

- Trochę dziwne miejsce pani wybrała – odezwała się w końcu, nie patrząc jeszcze na swoją rozmówczynię. Przybrała taki ton głosu, by był na tyle cichy i niezrozumiały by lubiący podsłuchiwać hipsterzy nie złapali tematu do obgadania w mediach społecznościowych ale jednocześnie wystarczająco wyraźny dla samej kobiety siedzącej przed nią, by nie miała żadnych wątpliwości co mówiła w jej kierunku młodsza dziewczyna. – Zwykle najemników można spotkać w barze po drugiej stronie miasta. Lub podczas zlecenia. – Uniosła znad ekranu smartfona wzrok, szare tęczówki o niepokojącym blasku wbiły się w twarz panny Carlysle na kilka sekund, po czym zjechały w dół, ku napojowi który pozwoliła sobie zamówić. – Na zdrowie. – Uśmiechnęła się niewinnie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Vanessa Carlysle



Liczba postów : 7
Data dołączenia : 13/02/2016

PisanieTemat: Re: Starbucks Coffe   Pon Mar 14, 2016 6:59 pm

Odbierając swój mroźny napój oraz jeszcze ciepłą babeczkę, brunetka wzięła tackę na której się one znajdowały, po czym skierowała się do jednego z wolnych stolików w głębi kawiarni. Kątem oka cały czas zerkała na kobietę, która jak zauważyła, od samego jej wejścia do kawiarni zwróciła na nią uwagę i do tej pory ją w pewnym sensie obserwowała. Dochodząc do stolika położyła torby obok fotela, opadając na niego zmęczona. Upiła łyka karmelowego napoju, następnie wyjmując słomkę I oblizując ją z bitej śmietany. Pycha. Kobieta założyła nogę na nogę, wyjmując przeszkadzający jej telefon z kieszeni spodni i kładąc go sobie na udzie.

Unosząc na chwilę wzrok, Vanessa spostrzegła jak wcześniej wspomniana kobieta wstaje ze swojego miejsca i zmierza w jej kierunku. Przymrużyła lekko oczy próbując w jakiś sposób odczytać rysy twarzy brunetki – a nóż jakimś sposobem odgadłaby dlaczego zdecydowała się przesiąść i usiąść akurat obok niej. Cały czas patrzyła na nią podejrzliwie, nawet nie myśląc by odpowiedzieć na skierowany w jej stronę uśmiech, a gdy wyciągnęła telefon zerkając coś  na nim, Vanessa sięgnęła po swoją babeczkę, palcami odkruszając kawałeczek.
- Przepraszam, czy ja panią znam?- zapytała nie otrzymując odpowiedzi. Westchnęła odrobinę zirytowana zachowaniem nieznajomej, do którego nie była przyzwyczajona. No bo jaki był w nim sens? Usiadła obok Vanessy, ewidentnie w jakimś celu, a następnie tak po prostu zdecydowała się ją ignorować. Ludzie zazwyczaj od razu przechodzili do konkretów.

Kobieta zdecydowała, że skoro pani z telefonem w ręku nie ma zamiaru na razie się do niej odzywać, to nie ma sensu pozwolić lodowi w jej napoju się rozpuścić. Zamieszała słomką upijając kolejnego łyka, kiedy to nieznajoma się odezwała. Zmiennokształtna uniosła wzrok, skupiając się na jej słowach. Na jej ustach zagościł delikatny uśmiech, gdy usłyszała jak kobieta mówi coś o jej profesji. W końcu. Słuchając uważnie, poprawiła się na fotelu, opierając prawą rękę na podłokietniku i zaczekała spokojnie aż dokończy ona to co zaczęła mówić. Przechyliła delikatnie głowę na bok, wbijając wzrok w szare oczy towarzyszki.
- No widzi pani, jednak zdarzają się wyjątki. - w jej ustach znalazł się kolejny kawałek babeczki - Można wiedzieć z kim mam przyjemność?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mia Faust



Liczba postów : 81
Data dołączenia : 08/08/2014

PisanieTemat: Re: Starbucks Coffe   Pią Mar 18, 2016 12:20 am

Vanessa zachowała się dokładnie tak jak każdy by to zrobił w sytuacji gdy dosiada się do niego bez słowa nieznajoma osoba. Nie zaskoczyła niczym młodej pani dyrektor, która choć pozornie zajęta swoimi sprawami bacznie obserwowała otoczenie.
- Och, na pewno mnie pani nie zna. - Uśmiechnęła się rozbawiona odrobinę słowami najemnika. Mia zdjęła okulary i położyła je na stoliku tuż obok zamówionego przez nią latte, po które od razu sięgnęła. Przez  długą zieloną słomkę zanurzoną do dna w kawie i unoszącej się na wierzchu bitej śmietanie upiła spory łyk. Nie było najgorzej jak na kawę z sieciówki, dodany do napoju syrop nie był przesadnie słodki i nie tłumił dzięki temu aromatu kawy już i tak słabiej wyczuwalnego z powodu obecności dużej ilości mleka. - Hm, jak się dziś nazywam... - W palcach obróciła kartonowy kubek aż nie dostrzegła napisanego własnoręcznie przez, swoją drogą całkiem przystojnego, baristę imienia. - Wygląda na to, że Grace. - Stwierdziła szarooka z rozbrajającą szczerością. - Czy jest pani aktywna w swoim zawodzie? Pytam bo widzę że takie zakupy po cywilnemu, kawa, luźne zachowanie... Nie chciałabym kiedyś zaproponować pani pracy i na siłę namawiać do powrotu.

Tą jakże miłą i niewinną rozmowę przerwał jednak dźwięk. Cóż, w zasadzie najpierw wibracje telefonu Faust, cicha melodyjka włączyła się dopiero później. I chociaż młoda kobieta widziała doskonale przed oczyma komunikat przypominajki, to nie mogła przecież pokazać przed Vanessą że jednym spojrzeniem uciszyła urządzenie. Nawet jeśli nie była to magia, a tylko próbka współczesnej technologii. Szarooka wzięła więc go do ręki, kliknęła parę rzeczy by odblokować ekran i wyłączyć powiadomienie. Na jej twarzy malowało się udawane zdziwienie.

- Kurczę, już tak późno? No nic, tą rozmowę dokończymy kiedy indziej. - Z rozbrajającym uśmiechem wstała od stolika, chowając telefon do kieszeni spodni i biorąc w rękę kubek z kawą. Skinęła głową na do widzenia, i już wydawało się że odejdzie, ale w ostatniej chwili odwróciła się jeszcze w kierunku zmiennokształtnej. - Jeśli pani spotka pana Wilsona, proszę go ode mnie pozdrowić. Będzie wiedział, że czekam na kontakt. - Było coś fałszywego w niewinnym głosie i sposobie bycia Faust, objawiło się to zwłaszcza w ostatnim wypowiedzianym zdaniu, w którym gdzieś pod grubą warstwą uprzejmości pobrzmiewał narastający gniew i zniecierpliwienie. Za długo nie miała informacji od Deapdoola, co denerwowało ją choć przecież doskonale wiedziała że sama nie wyznaczyła czasu na realizację powierzonego mu zadania. Ale cholera, przecież nie będzie czekać aż do śmierci!

Młoda kobieta spokojnym krokiem wyszła z kawiarni i niemal natychmiastowo zajechała po nią taksówka z przyciemnianymi szybami. Wsiadła do niej bez wahania, odjeżdżając w bliżej nieznanym kierunku.

[z/t]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator


Liczba postów : 3035
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Starbucks Coffe   Nie Kwi 17, 2016 8:48 pm

Gdy Vanessa została już sama - to jest na tyle, na ile było to możliwe w tym miejscu, czyli kiedy jej tymczasowa towarzyszka prędko się oddaliła - telefon komórkowy mutantki odezwał się sygnałem wiadomości tekstowej. Była ona dość krótka, lecz zarazem niosła ze sobą najważniejszą informację:
"Ambitne zlecenie. Płatne adekwatnie. Szczegóły na żywo."
Smsowi towarzyszył adres - wypadający w Nowym Jorku, a dokładniej w samym centrum miasta, gdzieś na Manhattanie. Pewnie ciężko byłoby skojarzyć mieszczący się dokładnie tam lokal z pamięci - ale sama ulica była akurat dość dobrze znana.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Vanessa Carlysle



Liczba postów : 7
Data dołączenia : 13/02/2016

PisanieTemat: Re: Starbucks Coffe   Sob Maj 28, 2016 1:53 pm

Słysząc odpowiedź towarzyszącej jej kobiety, Vanessa nie była jednak w 100% pewna, czy jej nie znała, dlatego też bacznie przyglądała się twarzy brunetki, gdy ta zdjęła okulary. Chociaż może była to po prostu potencjalna nowa klientka? W końcu dobrze wiedziała, że Carlysle jest najemniczką, czyli równie dobrze 'Grace' mogła zasłyszeć od kogoś o zawodzie brunetki i skorzystać z okazji, jaka jej się nadarzyła, by porozmawiać z nią chwilę. Jednak jej tajemnicze zachowanie sprawiało, że nie można było jej od razu bezgranicznie zaufać.
- Najemnik to też człowiek, a nic co ludzkie, nie jest mi obce. - brunetka uśmiechnęła się lekko, przymrużając oczy, słysząc dźwięk telefonu. W ułamku sekundy spojrzała na swój, by jednak po chwili wrócić wzrokiem do szarookiej. Sięgnęła swojego kubka z kawą, upijając trochę i przyglądając się jak Grace chwyta komórkę i coś na niej klika.
- Do zobaczenia w takim razie. – mruknęła Copycat, odłamując kolejny kawałek babeczki, by następnie włożyć go sobie do ust. Obserwowała jak młoda kobieta wstała i zaczęła odchodzić, a gdy odwróciła się i kazała jej pozdrowić Deadpoola, Vanessa uniosła zaskoczona brwi. – Pozdrowię, na pewno. – odpowiedziała od niechcenia, a na jej ustach pojawił się cyniczny uśmiech. Przez jej umysł od razu przeszło mnóstwo potencjalnych scenariuszy, no bo kim dla Wade’a mogła być ta niejaka ‘Grace’. Przyjaciółką? Pracodawczynią? A może kochanką…? Vanessa aż odetchnęła głęboko, widząc zamykające się za brunetką drzwi od kawiarni. No to po powrocie do domu, na Wilsona będzie czekało małe przesłuchanie…
Nagle z jej rozmyślań wyrwał ją dźwięk przychodzącego już na jej telefon smsa. Kobieta zgrabnie zgarnęła go ze swojego uda, odblokowała, a na ekranie wyskoczyła jej wiadomość od nieznanego numeru. Po przeczytaniu jej, szybko odpisała „Będę za godzinę”, dojadła słodki kawałek ciasta, złapała swój kubek oraz torby z zakupami i krokiem pełnym gracji wyszła , w dalszym ciągu zatłoczonego lokalu, i skierowała się w stronę swojego mieszkania, które znajdowało się niedaleko, gdzie miała zamiar zostawić wszystko co nie było jej potrzebne i stamtąd pojechać na Manhattan, bo w końcu miło będzie oderwać myśli od dręczących ją teraz pytań.

[z/t]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Starbucks Coffe   Today at 2:21 am

Powrót do góry Go down
 
Starbucks Coffe
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Kawiarenka Starbucks - Ulica Nankińska

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Midgard :: Stany Zjednoczone Ameryki :: Nowy Jork-
Skocz do: