Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Studnia Czerwonych Wód

Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3852
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Studnia Czerwonych Wód   Nie Lip 08, 2012 12:10 pm

First topic message reminder :




Mówi się, że zbiornik ten wypełniony jest krwią wszystkich Asgardian, którzy kiedykolwiek zginęli na terenie Jotunheim. Wbrew pozorom jest głęboki, a na jego dnie znajduje się Skrzynia Siły - w niej zaś spoczywa mistyczne lustro, które ukazuje spoglądającej w nie osobie prawdziwe aspekty jej duszy.

_________________



No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com

AutorWiadomość
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3852
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Studnia Czerwonych Wód   Nie Cze 10, 2018 4:49 pm

Plus sytuacji był taki, że obie kłódki znajdowały się po tej samej stronie skrzyni, w związku z czym przysunięcie ich do siebie na szczęście okazało się możliwe. Co prawda Clint musiał trochę przeciągnąć łańcuch - nie przemieścił się on daleko, ale wystarczająco - i okręcić kłódki na ogniwach tak, aby wylądowały wystarczająco blisko siebie, ale kiedy w końcu to uczynił, to użycie zamrażającej strzały poszło już gładko. Dla wzmocnionego grotu z kolei lód - oraz skuty nim metal - nie stanowiły większego wyzwania i po kilku uderzeniach zaczęły ustępować... A potem puściły całkowicie. Wówczas wystarczyło już tylko odkręcić łańcuchy, aby pozbyć się kolejnego zabezpieczenia.
Po drugiej stronie skrzyni jej własny zamek wypadał nieco poniżej metalowych elementów na krawędziach. Sądząc po wielkości otworu, pasowałby do niego bardzo drobny, wręcz delikatny klucz - co dla Bartona tak czy siak wiele nie zmieniało, bo nie posiadał żadnego. Co prawda w ostateczności mógłby pewnie spróbować otworzyć zamek czymś innym, ale to wymagałoby czasu, którego mężczyzna obecnie nie posiadał. Jego własny plan - wsunięcia grotu w szczelinę nad zamkiem - póki co się sprawdzał, a przynajmniej pod tym względem, że jedno w ogóle zmieściło się w drugie.
W trakcie zmagań Hawkeye'a ze skrzynią jego ptak przez chwilę po prostu mu się przyglądał - przechylając czaszkę to na jedną, to na drugą stronę - po czym lekko zatrzepotał skrzydłami i oderwał się od swojego kamienia, aby wylądować na wieku. Praktycznie nic nie ważył, więc tak czy siak w niczym nie przeszkadzał - jeszcze nie teraz - ale natrętnie patrzył się łucznikowi na ręce... Prawdopodobnie, sądząc po ułożeniu łba.
Na powierzchnię krwi z kolei zaczęły wypływać drobne bąbelki. Być może były to jeszcze pozostałości wybuchu, które w jakiś sposób zahaczyły wcześniej o skały... Ale z drugiej strony będąc w zbiorniku Clint nie natknął się na żadne wystające obiekty, które mogłyby je na moment przyblokować, więc ta opcja wydawała się dość mało prawdopodobna. Zjawisko to ciężko było zauważyć, szczególnie teraz, gdy Avenger potrzebował światła przy skrzyni.

_________________



No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Hawkeye
Ph.D. in friends with benefits
avatar

Liczba postów : 277
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Studnia Czerwonych Wód   Nie Cze 10, 2018 5:57 pm

Clint wyprostował się, gdy ptaszysko wylądowało na wieku skrzyni. Jakikolwiek ruch zwracał jego uwagę. Mężczyzna zmarszczył brwi i spojrzał na cień z czaszką.
Mógłbyś się na coś przydać, kolego — powiedział. — Klucz znaleźć, trochę szczęścia i zaatakować do tego te zombie — kontynuował, nie przerywając działania ze strzałą. Po wepchnięciu grota w szczelinę, blondyn starał się manewrować: raz przesunął w prawo, raz w lewo. Liczył, że w ten sposób będzie mógł w jakimś stopniu wyszczerbić blokadę od zamka. — I kawę przynieść, zdecydowanie — westchnął Barton, który zdecydował się na to, żeby podważyć wieko.
Kombinował, może nawet za bardzo, ale jednak nie miał czasu, aby przygotować plan działania. Nie przypominał sobie, żeby SHIELD czy Avengers oferowali kurs ślusarstwa. Z tego z pewnością by skorzystał. Zwłaszcza po takiej zabawie, którą miał teraz. Być może również pomyśli o tym, aby na przyszłość zaopatrzyć się w wytrych. Po obejrzeniu tylu filmów, gdzie wykorzystywali tak prymitywne narzędzie, był przekonany o tym, że poradziłby sobie! Wówczas żaden zamek nie byłby dla niego przeszkodą.
Hawkeye poprawił się. Czuł się obolały, przede wszystkim w okolicach łydek. Mężczyzna nie kwapił się jednak do tego, żeby zadrzeć nogawki i sprawdzić czy po wybuchu pozostały jakieś ślady. Tym zajmie się w chwili, gdy będzie mógł działać spokojnie i niespiesznie. Nie miał zamiaru ryzykować życiem, żeby zobaczyć siniaki i tym podobne.
Skupiając się na otwarciu skrzyni, Clint mimowolnie przygryzł policzek i zmarszczył brwi. Na tyle był zaabsorbowany tym nieszczęsnym pudłem, że nie był w stanie dostrzec bąbelków, które pojawiały i znikały w trybie natychmiastowym. Światło nie padało na taflę krwi całkowicie, a mężczyzna był pochylony nad wiekiem. Pozostawał jedynie na tyle czujny, by gwałtowniejszy ruch zwrócił jego uwagę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3852
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Studnia Czerwonych Wód   Nie Cze 10, 2018 8:30 pm

Ptak prawdopodobnie rozumiał słowa Clinta - bo w końcu zdecydowanie nie był zwykłym zmarłym zwierzęciem, tylko posiadał wyższą inteligencję albo przynajmniej potrafił twórczo podchodzić do rozkazów, które zapewne otrzymał od swojej pani. Mimo to nie mógł udzielić łucznikowi żadnej satysfakcjonującej odpowiedzi, bo akurat ludzka mowa nie leżała w zakresie jego umiejętności. Zwierz ograniczył się do przechylenia łba, tym razem, na prawo - a i to uczynił już przy ostatniej wypowiedzi Avengera, a dokładniej podczas wspominania przez niego o kawie.
Tymczasem szczerbienie zamka dawało raczej przeciętne, żeby nie powiedzieć kiepskie efekty. Przerzucenie się na próbę podważenia wieka okazało się być trafionym pomysłem, gdyż strzała wytrzymała naprężenie - a choć mięśnie Hawkeye'a z pewnością wołały już w tym momencie o chwilę odpoczynku, to przynajmniej coś skrzypnęło, chrupnęło... I w końcu mężczyzna był w stanie otworzyć skrzynię, przy okazji spędzając z niej cienistego ptaka. W jej wnętrzu spoczywał tylko jeden obiekt, lekko podłużny, z jednym końcem szerszym, a drugim węższym... I z zaokrąglonymi brzegami. Więcej trudno by było tak naprawdę stwierdzić, gdyż przedmiot ten dość luźno, ale dokładnie zakrywał skłębiony wokół niego i wyraźnie sfatygowany materiał, niegdyś zapewne biały, teraz bardziej kremowy. Przy okazji oznaczało to, że skrzynia musiała być szczelna, skoro krew nie dostała się do środka... Ewentualnie jej zawartość ochroniło przed tym coś innego - na przykład magicznego.
Niestety Barton nie mógł sobie pozwolić nawet na rozpakowanie znaleziska - gdyż pod powierzchnią wody znów pojawił się ciemniejszy kształt, początkowo zapewne zignorowany... Nim taflę niespodziewanie przebiła czyjaś dłoń i załączone do niej przedramię. Jedno i drugie wyglądało bardzo nieprzyjemnie - bo przede wszystkim martwo. Część tkanki zeszła całkowicie, przez co od spodu przebijała się kość, reszta zaś przypominała nadgniłego trupa. Ręka opadła z powrotem do krwi, lecz zaraz potem ją zmąciła i wyglądało na to, że wróg na swój nieskoordynowany sposób dopływał - albo podchodził? - do brzegu... A wcześniejsze doświadczenia sugerowały, że mógł nie być sam.
Do Clinta należała decyzja odnośnie tego, co powinien teraz zrobić. Zabrać swoje rzeczy oraz zdobycz i uciekać, licząc na to, że okaże się szybszy od przeciwnika - lub przeciwników? A może postawić jednak na walkę? Jego ptasi towarzysz poderwał się do lotu i przeniósł na jeden z kamieni na dalszej ścianie jaskini, wyraźnie tworząc dystans między sobą i zbiornikiem krwi - i to również Barton mógł łatwo zauważyć, bo w końcu zwierzę trzymało się ciągle blisko niego.

_________________



No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Hawkeye
Ph.D. in friends with benefits
avatar

Liczba postów : 277
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Studnia Czerwonych Wód   Nie Cze 10, 2018 9:54 pm

Słaby z ciebie kompan, ptaku — podsumował Clint, który nie otrzymał odpowiedzi. Ton był żartobliwy, choć zarazem wskazywał na zmęczenie. Nic dziwnego! Jak nie walka na statku, to przeprawa przez wodę i nierówności na lądzie czy w jaskini, co skończyło się pływaniem i szamotaniną we krwi. I tak należało cieszyć się z tego, że łucznik jeszcze nie zemdlał od niedoboru kofeiny, której mu brakowało. Przeokropnie!
Yay! — taka była reakcja Clinta w momencie, gdy blokada przy wieku odpuściła i mógł otworzyć skrzynię. Przez chwilę przypominał uradowane dziecko, które miało możliwość rozpakowania prezentu urodzinowego czy świątecznego. Albo dorosłego mężczyznę po zakupie sprowadzanej, ziarnistej kawy wraz z bonusem w postaci odpowiedniego, spersonalizowanego czajnika w ramach programu lojalnościowego, z czego Hawkeye korzystał namiętnie.
Nie przejmował się hałasem, jaki spowodował przez odepchnięcie wieka. Nie zwrócił uwagi na to czy wierzch trzasnął o skalne podłoże, czy zawiasy zaskrzypiały niesympatycznie, wskazując na to, że zdecydowanie potrzebują smaru do prawidłowego działania. Bartona interesowało to, co było wewnątrz skrzyni.
Clint wsparł dłonie o krótsze brzegi pudła. Zajrzał do środka, dostrzegając jedynie zawiniątko. Nie miał jednak szansy na dłuższą kontemplację. W momencie wyciągnięcia przedmiotu w pożółkłym materiale, był w stanie dojrzeć, ale też i usłyszeć, ruch w zbiorniku krwi. Wygląd ręki, w którą zaświecił, nie był zbyt przyjemny. Od razu Clint miał odruch wymiotny.
Łucznik nie zastanawiał się długo. Poderwał nie tylko lusterko, ale chwycił w mgnieniu oka za ramiączko od kołczanu oraz łuk, żeby wystrzelić sprzed skrzyni w stronę korytarza. Oświetlając sobie drogę w chaotyczny sposób (bo w końcu bieg powodował, że snop światła nie był stały i uskakiwał), starał się schować lusterko w ściance kołczanu, która była przy plecach, gdy narzuciło się bagaż na ramiona.  
Całe szczęście, że Clint był na tyle wygodny, że skrzynię z otwartym wiekiem pozostawił tuż przy brzegu. Liczył więc na to, że pudło spowolni przynajmniej pierwszego potwora, bo w momencie próby podciągnięcia się i wyjścia ze zbiornika najpewniej podeprze się na skrzyni, którą wciągnie z powrotem do krwi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3852
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Studnia Czerwonych Wód   Nie Cze 10, 2018 11:09 pm

Jedno trzeba było ptaszysku przyznać: poczekało w zasięgu wzroku aż do momentu, gdy Clint ruszył do ucieczki i dopiero wówczas samo również podążyło w ślad za nim, w końcu go zresztą wyprzedzając. Oczywiście najprawdopodobniej stworzeniu nic nie zagrażało, skoro jak do tej pory praktycznie wszystko zdawało się przez nie przenikać, ale to tak czy siak był dość miły gest. No i... Nigdy nie wiadomo, magiczne istoty pokroju zombie mogły przecież posiadać specjalne umiejętności, zdolne do skrzywdzenia tego ptaka, więc a nuż jednak ryzykował.
Bieg sprawiał, że uderzenia butów Bartona o kamieniste podłoże słychać było o wiele wyraźniej - i ich echo również. Za sobą mężczyzna miał ciemność, co nie oznaczało jednak, że zza niego nie dochodziły żadne dźwięki; wprost przeciwnie, Avenger mógł dosłyszeć chlupanie krwi, zapewne poruszanej przez wyłaniającego się z niej wroga... Być może odbijającej się przez to od brzegów zbiornika? Mniej więcej tak można to było sobie wyobrazić. Przynajmniej zombie okazało się być na tyle powolne, aby łucznik mógł się oddalić. Nie przypominało ślamazarnych potworków z filmów grozy, nie było z nim aż tak źle, ale nie dorównywało też przeciętnemu człowiekowi. Pod powierzchnią krwi zdawało się być zresztą sprawniejsze - więc być może wiązało się to, na przykład, z byciem topielcem? To również jednak Hawkeye mógł tylko zgadywać.
Odgłosy mąconej krwi stopniowo cichły, ale być może Clint zwrócił uwagę na to, że najwyraźniej tylko ze względu na rosnącą odległość, a nie dlatego, że po prostu ustawały - a więc albo przeciwnik tak długo nie mógł sobie poradzić z opuszczeniem zbiornika... Albo, co bardziej prawdopodobne po niedawnych doświadczeniach, wychodziło ich kilku.
Mężczyzna minął ten wielki naciek na środku korytarza, który sprawiał wrażenie rozchodzących się dróg i wciąż mógł swobodnie biec dalej - najpewniej oddalając się od zagrożenia. Ba, może nawet mógłby sobie pozwolić na zwolnienie... Ale z drugiej strony pewnie lepiej było aż tak nie ryzykować. Jeżeli utrzymał to stałe - wysokie - tempo, to wkrótce potem dotarł wreszcie do miejsca, w którym z oddali przebijało się już światło dnia... Gdzieś na zewnątrz powinni zaś czekać dwaj Asgardczycy, choć przy samym przejściu nie dało się ich dojrzeć. Prawdopodobnie oddalili się na kilka kroków przed grotę lub - co jeszcze bardziej możliwe - na boki. Czekając pewnie gdzieś przysiedli... No, chyba że wrócili na statek, licząc na to, że Barton - o ile przeżyje - sam do nich trafi.

_________________



No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Hawkeye
Ph.D. in friends with benefits
avatar

Liczba postów : 277
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Studnia Czerwonych Wód   Pon Cze 11, 2018 12:29 pm

Zapewne, gdyby Clint nie był zajęty omijaniem stalagmitów, uchylaniem się przed stalaktytami i tym, aby nie wpaść na stalagnaty to pewnie ugłaskałby lojalne ptaszysko. Milczenie z pewnością doceniłby, gdyby wiedział o tym, co o nim mówią lub myślą!
Nie wsłuchiwał się - dobre sobie! - w odgłosy, które były za nim. Na początku może coś kontrolował, ale potem skupił się na podążaniu wzdłuż korytarza. Obejrzeć obejrzał się raz, jakby szukał ptaszyska, które wyróżniało się w ciemnościach mimo bycia cieniem; to też była zagadka dla łucznika.
Barton zwolnił w jednym momencie - gdy zamykał kołczan, chowając lusterko. Upewnił się, że wszystko jest zabezpieczone i czym prędzej ruszył dalej. Mając wolną rękę mógł sięgnąć po strzałę, którą trzymałby w gotowości. Zawczasu, żeby nie zostać zaskoczonym przez któregoś z potworów. W tej krótkiej chwili pozwolił sobie na odsapnięcie. Całe szczęście nie był spanikowany, a częste i niemalże rutynowe treningi przyczyniły się do tego, że forma byłego cyrkowca nie spadała. Nie było więc ryzyka, że wyłoży się zaraz na ziemi, przeżywając zawał. Lub nie.
Po tej krótkiej przerwie, łucznik przyłożył się do wznowienia biegu. Pamiętając, że rozwidlenie było tylko iluzją i wciąż trafiał do tego samego korytarza, wybrał przejście po prawej stronie. Światło na końcu tunelu, które na ogół nie było czymś dobrym, mężczyznę zadowoliło. Nie odetchnął może z ulgą, ale z zadowoleniem zaakceptował informację, że nie pozostało mu wiele metrów do pokonania. Właściwie to stracił rachubę.
Schował pocisk, który ciągle miał w ręce. Wyciągnął strzałę wybuchową. Nie patrzył przez ramię, chcąc najpierw dobiec do skraju jaskini, co zajęło mu następną chwilę. Clint oświetlał sobie drogę, choć przy końcu swojej trasy na zewnątrz skupił snop światła na górnej części przejścia. Hawkeye domyślał się, że jego ptasi towarzysz zdążył wylecieć już z groty i zatrzymać się nieopodal. Mimo to rozejrzał się, aby się upewnić, że widmo faktycznie jest na zewnątrz. Wówczas mógł pozwolić sobie na skończenie podróży.
Będąc oddalonym o parę metrów od wejścia, Clint wycelował strzałą w górną część jaskini. Liczył na to, że wybuch przyczyni się do tego, że przejście zawali się. Może nie całkowicie, bo nie miał takiej pewności, ale pozostało mieć nadzieję. Nie obraziłby się za pełne zablokowanie tunelu. Zdecydowanie poszłoby po jego - jakże głęboko skrytej - myśli.
Po tym blondyn pozwoliłby sobie na to, aby odetchnąć. Po raz kolejny porządnie i z ulgą. Wykrzywiając usta, przewiesiłby łuk przez ramię i wsparł się rękoma o swoje boki, patrząc na miejsce, z którego wyszedł. Żywy, względnie zdrowy i z tym, czego potrzebował.
Jeśli zaaferowani wybuchem lub postacią cyrkowca Asgardczycy zbliżyliby się do jaskini lub siedzieli nieopodal to Clint by do nich dołączył, łapiąc w drodze oddech. Zdecydowanie teraz nie biegł.
Może śmiałkowie od was nie dali rady… Ale ja nie narzekam — dodał między sapnięciami i zaraz skwitował swoją odzywkę uśmiechem. Zadowolonym, prawie że triumfalnym.
Łucznik wyglądał zjawiskowo. Ślady krwi były w jego włosach, za uszami. Przebarwiona skóra na twarzy i szkarłatne zacieki na jego kościach policzkowych czy zaroście; z pewnością wyglądał jak po porządnej walce. Taki, o, midgardzki wojownik.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3852
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Studnia Czerwonych Wód   Pon Cze 11, 2018 2:28 pm

Widmowy ptak rzeczywiście wyleciał z jaskini przed Clintem, choć różnica pomiędzy nimi nie była aż tak wielka. Zwierzę oddaliło się na jakieś pięć czy sześć metrów od wejścia i zasiadło na samym szczycie wysokiej skały, spoglądając teraz z góry na Bartona - oraz na dwóch Asgardczyków, którzy faktycznie czekali na lewo od groty, mniej więcej trzy metry od niej, na czymś w rodzaju kamiennej półki.
Obaj poderwali się zresztą ze swoich miejsc z wyraźnym zaskoczeniem - i to jeszcze zanim łucznik opuścił w ogóle jaskinię. Wystarczyło tylko, że ujrzeli jego ptaszysko i usłyszeli dźwięk jego szybkich kroków. Najwidoczniej - pomimo działań mężczyzny podczas sztormu - tak czy siak nie spodziewali się, że faktycznie do nich powróci... Ale to chyba nic dziwnego, skoro innym się to wcześniej nie udawało. Legenda robiła swoje.
Asgardczycy nie zdążyli zareagować nim Hawkeye posłał ku skałom wybuchową strzałę - ale posiadali dość rozsądku, aby również na czas się wycofać. Naruszone kamienie nie zasypały przejścia w całości, było na to zbyt wysokie, jednakże zakryły je na tyle, że przedostanie się przez nie powinno być dość trudne... Przynajmniej dla istot, które nie będą w stanie przeskoczyć lub wspiąć się górą - bo ponad głazami została taka wyrwa.
Spojrzenia towarzyszy Bartona powoli przesunęły się pomiędzy nim, grotą i znów nim, a po jego słowach jeszcze przez kilka krótkich sekund milczeli, być może przetrawiając tę informację. Mimo to zaraz potem jeden z nich - ten od prochu - z uznaniem klepnął łucznika w plecy, zapewne się przy tym hamując, aby nie zrobić mu krzywdy... Ale i tak na tyle mocno, że prawdopodobnie na moment wybiło to Clinta z równowagi. Asgardczyk w ogóle się przy tym nie przejmował śladami krwi czy wilgocią ubrań Avengera.
-Że też tak niepozorne istoty tak dzielne być mogą- skomentował przyjaznym i chyba wciąż zaskoczonym tonem, co w połączeniu z jego słowami stanowiło z jednej strony komplement, z drugiej zaś - chyba ujmę. Doceniał dokonania Bartona, na tym polu nie było żadnych wątpliwości, ale najwyraźniej nie zmienił przez to zdania co do ludzi jako takich. Jego towarzysz pokiwał zresztą przy tym głową, więc podzielał jego opinię.
-Pójdźmy stąd. Dość już żeśmy zwlekali. Po drodze opowiesz nam swą przygodę- zadecydował następnie, mierząc Clinta długim spojrzeniem, nim obrócił się w kierunku, z którego niedawno wszyscy przybyli. Ptaszysko wybrało właśnie ten moment, aby opuścić swoją miejscówkę na skale i sfrunąć na ramię Hawkeye'a, najwyraźniej chcąc zostać zaniesione na statek.

_________________



No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Hawkeye
Ph.D. in friends with benefits
avatar

Liczba postów : 277
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Studnia Czerwonych Wód   Pon Cze 11, 2018 6:43 pm

Po wybuchu odczekał chwilę i spojrzał na to jak wygląda sytuacja. Wyrwa u góry przejścia pozostała, ale to nie przeszkadzało Clintowi. I tak utrudnił ewentualne wyjście na zewnątrz. Mimo że niby nie musiał tego robić, to wolał dmuchać na zimne. Nie będzie musiał obawiać się, wraz z pozostałymi Asgardczykami, że w drodze powrotnej coś zacznie ich ścigać. Skinął do swoich myśli, marszcząc lekko brwi od tego pyłu i podmuchu zimna, który powstał w międzyczasie.
Milczenie ze strony Asgardczyków zaczynało być niepokojące. Clinton zaczął nawet w tym momencie powątpiewać w to wszystko. Zastanawiał się jaka ich będzie reakcja oprócz początkowego niedowierzania i zaskoczenia jego osobą, która wyszła z jaskini.
Po klepnięciu, Hawkeye zrobił półkrok do przodu i nieco się przechylił. Całe szczęście nie skończyło się to wybiciem ze stawu czy połamaniem! Nie czuł się nawet urażony - choć zapamiętał to sobie - komentarzem Asgardczyka. Nie raz i nie dwa słyszał zdumienie Thora, który od czasu do czasu przypominał sobie jakie miał podejście do Midgarczyków. Clint był przyzwyczajony.
A jednak można zaskoczyć — odpowiedział. Zerknął na milczącego, towarzyszącego mężczyznę. Gdy ten pierwszy zadecydował wrócić na statek, Hawkeye skinął krótko, od razu zgadzając się na powrót. Dopiero teraz, gdy przystanął i odsapnął, zaczął odczuwać zmęczenie czy ból, które wcześniej przytłumione zostały przez obecną podczas przeprawy przez jaskinię adrenalinę.
Blondyn raz jeszcze zerknął w stronę zawalonej częściowo jaskini, a potem na ptaszysko, które przycupnęło na jego ramieniu. Poprawił łuk na drugiej ręce i zaczął iść za Asgardczykami, dochodząc do wniosku, że pierwsze co zrobi po powrocie na Ziemię, to napije się solidnego kubka kawy.
W sumie nie usłyszałem odpowiedzi — zaczął, nie uśmiechając się nawet na ironię zawartą w swojej wypowiedzi. — Wiadomo co z Lokim, który jest w więzieniu? Jak to w ogóle u was wygląda? — zapytał, zerkając na mężczyzn. Spojrzenie Bartona uciekło ku wodzie. Miał niemałą ochotę wskoczyć i od razu przepłynąć, żeby zarazem spłukać z siebie krew, choć doskonale wiedział, że i tak go czeka prysznic.
Miał nadzieję, że Avengers Tower zostało wywietrzone po ostatnim.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3852
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Studnia Czerwonych Wód   Pon Cze 11, 2018 8:20 pm

Jeżeli nawet Asgardczycy wyłapali tę ironię, to nie dali tego po sobie w żaden sposób poznać. Nie zwalniając kroku, wymienili się za to krótkimi spojrzeniami, jak gdyby znów nie byli pewni jak powinni zareagować... Albo może mieli ku temu jakieś inne powody? Tym razem sprawa wyjaśniła się jednak wręcz zaskakująco szybko.
-To już blisko rok minął od dnia, gdy pani umarłych uwolniła go z pałacu, wpierw ograbiwszy skarbiec Wszechojca. Ukryli się dobrze i nawet Heimdall nie jest w stanie ich wypatrzeć- oznajmił ten Asgardczyk od pyłu i procy, a choć mówił dość ostrożnie - jak na niego - to przynajmniej coś w końcu wyjaśniał. W tym momencie zamilkł zresztą na moment, lecz wyraz jego twarzy świadczył o tym, że jeszcze nie skończył i tylko coś rozważał... A jeżeli Barton mu nie przerwał, po upływie kilku sekund jednak kontynuował:
-Jak do tej pory nic nie uczynili, lecz Wszechojciec przed innymi światami zobowiązany jest chronić zbiór przedmiotów o wielkiej mocy, trzy z nich zostały zaś porwane. Wiekuista Kula, Szkatuła Wiecznej Zimy, Rękawica Nieskończoności... Zastanawiać się można dlaczego królowa wybrała właśnie te skarby, zostawiła zaś resztę- mężczyzna pokręcił powoli głową.
Do brzegu wciąż jeszcze był kawałek, więc Clint nie musiał martwić się o to, że rozmowa zostanie nagle urwana koniecznością przedostania się przez wodę na statek, nie mniej jednak droga nie należała przecież do bardzo długich - a oni nie powinni zwalniać kroku, aby przeciągnąć dyskusję. To oznaczało ograniczony czas na dowiedzenie się czegoś więcej... Nie wspominając już o tym, że w końcu Asgardczycy chcieli poznać wydarzenia z groty, o czym dopiero co wspomnieli.

_________________



No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Hawkeye
Ph.D. in friends with benefits
avatar

Liczba postów : 277
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Studnia Czerwonych Wód   Pon Cze 11, 2018 11:56 pm

Jeśli Asgardczycy przyglądali się Clintowi w momencie udzielania mu odpowiedzi to szybko mogli zauważyć pewną odmienność w zachowaniu Bartona. Mężczyzna najpierw zwolnił ze swoim krokiem, a brwi stopniowo unosiły się w górę. W jego oczach natomiast najpierw pojawiło się zdziwienie, a następnie zirytowanie przemieszane z niezrozumieniem. Z tego całego szoku to Hawkeye nawet nie zdołał przerwać. Przetrawiał informację, która była dla niego całkiem nowa i niepokojąca, choć dla mężczyzn była to już stara sytuacja. Dla samego zainteresowanego było to dość personalne. W końcu był w stanie przypomnieć sobie jakże mało sympatyczną akcję z nim w roli głównej.
Na czole Bartona pojawiło się kilka zmarszczek; parę poziomych i pionowa między jego brwiami, które zbliżyły się do siebie. Ruch mięśni żuchwy na jego twarzy również był zauważalny, gdy usłyszał o kolejnych niuansach, choć te właściwie nic mu nie mówiły.
Wy sobie ze mnie chyba, do kurwy nędzy, kpicie — powiedział. Nie był zadowolony. Co prawda, nie była to wściekłość godna alter ego Bannera, ale nie było też stoickiego spokoju, zen i kwiatu lotosu unoszącego się wokół jego naznaczonych krwią uszu. — Jak to nie ma go we więzieniu? Jak to go uwolniono? Nikt tego nie pilnował? Nie potrafił czy akurat zmiana warty, dyżuru czy jak to się zwie w waszym świecie? — rzucił kolejnymi pytaniami, które zdążyły się pojawić. Łucznik był niezadowolony i mimo triumfalnego zdobycia lusterka, to nie był w stanie zlekceważyć takiej informacji. — Kim jest pani umarłych, co to uwolniła tego bożka od siedmiu boleści? — spojrzał najpierw to na jednego, a potem na drugiego mężczyznę.
I czym są te cholerne przedmioty? Jakaś kula, szkatuła wiecznej zimy i rękawiczka, która się nie kończy? Czyli co, nie pruje się? — podrapał się po karku. Domyślał się, że być może załamie towarzyszy, ale on sam był bliski takiegoż. Trzeba było mu wybaczyć, choć lepiej - zignorować! — Co one takiego mogą zrobić? Poza tym, że ten rogaty dupek zapewne weźmie, jak wszystko, dla siebie, bo to nic nowego w jego przypadku akurat — prychnął, rozglądając się po okolicy. Przyspieszył kroku i aż przetarł swoją twarz, jakby łudził się, że w ten sposób pozbędzie się emocji, które pojawiły się w międzyczasie. Wymruczał jeszcze:
Nosz kurw... nie wierzę.
W tym momencie zdecydowanie ujawniała się kolejna super-zdolność zwykłego człowieka: krasomówstwo niekontrolowane przez kulturę Kapitana Ameryki, który pewnie zdzieliłby Bartona i zasypał językami w postaci wielokrotnego upomnienia. Całe szczęście Rogers był nieobecny, to Clint mógł rzucać inwektywami na prawo, lewo i wprzód.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3852
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Studnia Czerwonych Wód   Wto Cze 12, 2018 9:28 pm

Początkowo Asgardczycy w ogóle nie zwrócili uwagi na to, że Clint zwolnił kroku, w związku z czym trochę go wyprzedzili - i dopiero po kilku sekundach zorientowali się, że został w tyle. Wówczas zatrzymali się, aby mógł ich dogonić, niezależnie od tego, czy od razu skorzystał z tej okazji, czy też sam również utkwił na chwilę w miejscu.
Towarzysze łucznika wydawali się być lekko zaskoczeni jego reakcją, gdy zaczął już mówić - ale z drugiej strony trzeba przyznać, że najwyraźniej ani się nie oburzyli, ani nie poczuli w żaden sposób obrażeni czy zagrożeni jego tonem i doborem słów - z których części mogli w zasadzie nie rozumieć. Jego dokonania to jedno, ale duma wojowników oraz typowa dla Asgardczyków pewność siebie prawdopodobnie by im na coś takiego nie pozwoliły.
-Królowa śmierci Hela nie przybyła sama. Jej zdradzieccy sojusznicy podjęli atak na miasto, podczas gdy ona wdarła się do pałacu. Książę czym prędzej wyruszył jej śladem, lecz nie udało mu się odzyskać artefaktów. Szukamy ich po dziś dzień- wyjaśnił ten, który dotychczas rzadziej się odzywał... I w dodatku zabrzmiał trochę inaczej, niż do tej pory, jak gdyby odrobinę chłodniej. Na szczęście tłumaczenia pozostałych kwestii podjął się już jego pobratymiec.
-Kula pozwala spoglądać w inne światy i wymiary, odkrywa zagrożenia oraz źródła magii i wreszcie otwiera do nich drogę. Pomagała strzec Asgardu przed tymi, którzy nie myśleli schronić się przed jej wzrokiem. Szkatuła skrywa w sobie Fimbulvetr, furię nieustającej zimy, zdolnej w oka mgnieniu skuć lodem całe krainy. Lecz to Rękawicy należy naprawdę się obawiać...- w tym momencie Asgardczyk zrobił krótką pauzę, a jego czoło zmarszczyło się w jawnym wyrazie niepokoju. Do tej pory zdawał się być dość poważny, ale teraz już całkiem nie było mu do śmiechu.
-Mówi się, że jej potęga wykracza daleko nawet poza moce Wszechojca. On sam nigdy jej nie włożył, a jedynie strzegł jej przed tymi, którzy nadużyliby bezmiaru jej siły, zdolnej wedle życzenia zmieniać świat i rządzące nim prawa- dokończył wręcz grobowym głosem.

_________________



No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Hawkeye
Ph.D. in friends with benefits
avatar

Liczba postów : 277
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Studnia Czerwonych Wód   Wto Cze 12, 2018 11:10 pm

Zanim podjął się zrównania kroku, minęło parę sekund. Bynajmniej nie było to dyktowane zawahaniem i brakiem zaufania, jakby Clint się rozmyślił, bo i tak nie miałby gdzie iść, jeśli chciałby wrócić do siebie. Barton dopiero po chwili wznowił wędrówkę, niedługo po tym zbliżając się do Asgardczyków.
Nie poczuwał się do tego, aby tłumaczyć się ze swojego zdenerwowania. Nie miało to znaczenia. Przynajmniej w jego mniemaniu. Co prawda, gdyby znali jego sytuację to może byliby w stanie zrozumieć, co dokładnie tak sfrustrowało mężczyznę. I dlaczego. Teraz jednak nie było czasu na przyjacielskie zwierzenia, skoro inne kwestie oczekiwały rozwinięcia!
A co to za sojusznicy byli? — zapytał, choć mało prawdopodobne, żeby miał ich kojarzyć czy choćby wypić z nimi kawę.
Blondyn spojrzał między Asgardczykami; to na jednego, to na drugiego. Zastanowił go głos towarzysza, który dopiero co odpowiedział, ale nie wnikał. Mimo że kusiło wypytanie, to w ostateczności z tego zrezygnował. Akurat w momencie, gdy ten drugi postanowił przybliżyć Clintowi znaczenie i działanie wspomnianych artefaktów.
Opisy nie były zbyt pocieszające. Wręcz przeciwnie. Jeśli tylko pomyśleć nad tym, jak opłakane skutki mogą być po użyciu każdego z osobna to już źle. A co dopiero, gdy wszystko miałoby zostać wykorzystane czy też uruchomione w jednym momencie. Hawkeye nie chciał się nad tym zastanawiać. Były cyrkowiec milczał i nic nie powiedział w następnej chwili, choć jego towarzysze mogli być przekonani - po krótkiej obserwacji jego zamyślonego wyrazu twarzy - że tak szybko nie odpuści tejże kwestii.
Jak rozumiem te całe Insygnia Śmierci… No, Katastrofy, Zagłady — wywrócił oczami, nie mogąc się jednak powstrzymać przed kapką ironicznego nazewnictwa. — Są w posiadaniu tej jednej osoby, która w każdej chwili może użyć czy czeka na stosowny moment? I… nie dało się ich znaleźć? Albo poszukać po tych światach gdzie oni mogą być? — spojrzał po nowych przyjaciołach — Szukaliście gdzieś? Nadal szukacie?  — mimo że mogło to tak zabrzmieć, to Clint - wbrew pozorom - nie zarzucał im niekompetencji. Po prostu w ten sposób czasem łatwiej było mu nad czymś myśleć, gdy w tle pojawiał się pomysł. — Macie w ogóle jakieś rysunki czy projekcje jak to może wyglądać?
Barton przeskoczył przez jedną z większych skał, które były na drodze, jaką podążali.
Nie za bardzo podoba mi się mataczenie w jakiejś rzeczywistości, a tym bardziej w umysłach  — skrzywił się. — Między innymi też dlatego tu jestem, ale wracając do rękawicy i pozostałych przedmiotów władcy zagłady to może gdzieś w Midgardzie coś jest skryte… Wówczas mógłbym się rozejrzeć.
Łucznik uśmiechnął się.
... albo wysłać kogoś na te poszukiwania, który jest świetny, ale jedynie zachęcony w momencie otrzymania dobrego alkoholu. Wówczas, o dziwo, trzeźwiej i lepiej myśli — dodał. Może w ten sposób zachęci nowych sojuszników (!) do jakiejś umowy i kooperacji?
Clint Barton. Ambasador Midgardu. Zdecydowanie brzmi dobrze.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3852
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Studnia Czerwonych Wód   Pią Cze 15, 2018 12:16 am

Zgodnie z przewidywaniami Clinta, rzucone szybko i krótko imiona sojuszników Heli niewiele albo może nawet nic mu nie powiedziały - bogini morska Ran, bóg wiatrów Njord... Avenger zapewne znalazłby na ich temat co nieco w opisach mitologii nordyckiej, ale jak do tej pory raczej nie miał z żadnym z tej parki do czynienia. Prawdopodobnie.
Ten mniej rozmowny z Asgardczyków stał się teraz jeszcze cichszy i prawdę mówiąc w ogóle przestał na łucznika spoglądać; być może faktycznie poczuł się czymś obrażony, co przy doborze słów Bartona nie byłoby wcale aż takie dziwne. To jego kompan prowadził więc dyskusję, nawet jeżeli w niektórych momentach wyraz jego twarzy znów świadczył o tym, że nie do końca rozumiał co Hawkeye miał na myśli... Jak na przykład w momencie, gdy Clint szukał odpowiedniej nazwy dla skradzionych artefaktów.
-Wszechojciec rozesłał wojowników po wszystkich światach, lecz nawet on nie mógł skryć każdego z nich przed mocą Kuli. Zapewne trudno jest odnaleźć kogoś, kto wie, gdy pogoń jest blisko... Być może Wszechmatka mogłaby zapewnić podobizny utraconych skarbów lub choć dokładnie je opisać, o to jednak musiałbyś sam ją zapytać- wyjaśnił, a choć tego nie uściślił, to można się było domyślać, że Ziemia zawierała się we wspomnianych przez niego "wszystkich światach". Zaraz potem mężczyzna dodał jeszcze:
-Zapłata w trunku zaś nie będzie trudna. Asgardzki miód pitny nie ma sobie równych- tutaj z kolei Barton mógłby skojarzyć, że na przykład dla takiego Thora ziemski alkohol był słaby jak woda... Co mogło oznaczać, że ten tutejszy powinien powalać Ziemian z nóg. Dosłownie i potencjalnie również w przenośni, jeżeli wierzyć słowom tego Asgardczyka.
-Nie wyjawiłeś nam jednak jeszcze cóż takiego miało miejsce w grocie- zauważył wreszcie towarzysz łucznika, a choć nie było to w gruncie rzeczy pytanie, to łatwo dało się poznać, że oczekiwał jakiejś opowieści.

_________________



No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Hawkeye
Ph.D. in friends with benefits
avatar

Liczba postów : 277
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Studnia Czerwonych Wód   Pią Cze 15, 2018 2:39 pm

Clint zapamiętał, aby po powrocie na Ziemię, odespaniu całego pobytu w Asgardzie oraz wypiciu piętnastu litrów kawy sięgnąć po mitologię nordycką. Może to coś więcej powie, wyjaśni. Nie obraziłby się, gdyby miał kontakt z Thorem. Na pewno najpierw zapytałby o to, czemu nie pochwalił się, że jego brat zwiał i czemu nic z tym nie robi. Potem dopiero nawiązałby do sytuacji, którą wyjaśniali mu Asgardczycy.
Barton, którego może i nieco poniosło - ale czemu nie należało się dziwić w ostateczności - zauważył, że drugi z towarzyszy stał się jeszcze bardziej milczący. Nieszczególnie poczuwał się do tego, aby przeprosić, bo i nie uważał, żeby było za co. Zresztą, był przekonany (a Clint w końcu był przeokropnie pechowy nieomylny), że gdyby zamienić się miejscami to reakcja byłaby taka sama. Może nawet agresywniejsza.
A zaprowadzicie mnie do niej? — zapytał. Zakładał i domyślał się, że za określeniem Wszechmatki stoi Frigga, dzięki której miał szansę podróży do Jotunheim. Jeśli miałby możliwość, żeby zrobić coś więcej, a i nie tylko w jego interesie to było, to czemu nie? Obie strony mogły na tym skorzystać. Taki był geniusz z tego Bartona.
—  A to, to ja wiem  — przyznał i pokiwał głową, zgadzając się z samym sobą. — Ciężko po tym wstać  — dodał. Mężczyzn nie powinno to zdziwić. Mogli domyślać się, że Midgarczycy może mają swój alkohol, ale nie jest on tak silny i zwalający - dosłownie i w przenośni - z nóg.
Hawkeye zmarszczył brwi, spoglądając na rozmówcę. Jakby starał się zastanowić, o co jemu chodzi. Szybko jednak skojarzył.
Ach  — zareagował najpierw, poprawiając łuk na swoim ramieniu. Nie dostrzegając żadnego niebezpieczeństwa w okolicy, rozluźnił się nieznacznie. Ręką mimowolnie sięgnął do kołczanu, którego część stykała się z plecami łucznika. Jakby chciał upewnić się, że lusterko jest tam, gdzie je schował.
Zacznijmy od multum skał, które byłyby świetnymi pikami w średniowieczu…  — zaczął lekkim i charakterystycznym dla siebie tonem. — Malownicze, trochę straszne jak cała okolica. Potem, na samym końcu, zbiornik krwi. Woń uderzała tak, że można było odnieść wrażenie, jakoby samemu się krwawiło  co akurat nie jest u mnie rzadkością, pomyślał ironicznie. — W każdym razie, spodziewałem się, że będzie równie lodowate co woda, a jednak była różnica temperatur...  
Clint ponownie przeskoczył przez skałę i wyminął większy głaz.
Potem zanurkowałem i spodziewałem się, że to nie będzie aż tak głębokie, a tu jednak niespodzianka. Znalezienie skrzyni i przywiązanie do niej linki to był najmniejszy problem akurat. W momencie gdy chciałem wypłynąć na powierzchnię, to zaczęła się zabawa — kontynuował swobodnie, pamiętając o tym jak prowadzący występy w cyrku był charyzmatyczny. Bądź co bądź, zza kulis i trybun, Hawkeye obserwował i słuchał tego jak koleś przemawiał. — Najpierw próbowali mnie wciągnąć w głąb. Nie wiem czy mieli jakieś przejście, czy co, ale zdecydowanie zareagowali po dotknięciu skrzyni. Wówczas musiałem użyć strzał, chwilę się posiłować, jednego zranić, drugiego kopnąć  — zaczął nawet gestykulować z przejęciem, dochodząc w międzyczasie do wniosku, że na spokojnie mógłby skierować się na warsztaty aktorskie. Nie było nerwowości w jego opowieści. Ani też zawahania, które mogłoby wzbudzić podejrzenie, że Clint nie całkiem jest taki szczery. — A że posiadam strzały, powiedzmy, z pewnymi autorskimi dodatkami, to nie utonąłem tak jak zakładałem na początku  — pochwalił się, wypinając pierś do przodu. — Płuca, w sumie, wywracały się na drugą stronę, ale użycie wybuchowej zabawki z opóźnieniem pozwoliło mi na to, żebym wyszedł ze studni  — odetchnął. Rozgadał się nieco, więc musiał mieć krótką przerwę, aby złapać oddech. I pomyśleć nad tym, co powiedzieć dalej.
Miałem dla siebie chwilę i wtedy mogłem otworzyć skrzynię. Oczywiście po tym jak zniszczyłem łańcuchy, kłódki, a i postanowiłem na pół minuty zostać ślusarzem — zerknąłby na towarzyszy. — Od zamków do kluczy i tym podobnych, zawód taki — wyjaśnił, chyba po raz pierwszy faktycznie zwracając uwagę na to, że mogą nie kojarzyć, o czym ten mówi. — Wracając  — machnął ręką. — Zobaczyłem lusterko, zawinięte w jakiś materiał i to tyle… A potem. się zaczęło  — dodał nieco dramatycznej nuty do swojego głosu.
O panie, co tam się działo, to ja nie…  — pokręcił głową i spojrzał w niebo, a potem kształt statku, do którego się zbliżali. — Najpierw musiałem odskoczyć od skrzyni, żeby schować lusterko, które trzymałem w rękach. Musiałem się oddalić, aby zaoszczędzić trochę czasu i zabrać łuk. Wtedy też najpierw sprawdziłem strzały, które od was otrzymałem, muszę przyznać…  — gwizdnął z uznaniem. — Świetna sprawa, z pewnością się przydały, choć nie musiałem wiele zużyć. Tym bardziej, że jakiś łoś, idiota inaczej po prostu, wciągnął skrzynię, która ich spowolniła, a może nawet zmiażdżyła. Nie wiem, zarobiony byłem, jestem, więc się nie interesowałem  — parsknął. — Co prawda, nie mogłem dopuścić do tego, żeby była walka wręcz, bo jak mówiliście to skończyłoby się tak, że byłbym bez ręki, nogi, a może i głowy. No to więc wziąłem najpierw strzałę dymną, aby choć trochę ten widok im pogorszyć, mimo że pewnie i z tym daliby sobie radę. Wykorzystałem kolejną strzałę zamrażającą, żeby wymierzyć w pobliskie stalagnaty i rozłupać je przez następny pocisk. Jeden luj przewrócił mnie przy tym, jednak wciąż żyję i mam się okej. Całkiem dobrze, jak widać  — odetchnął. — No to trzeba było działać dalej. Zmylić przy oszukanym korytarzu. Przebiec dalej, potem cofnąć się, a potem wymierzyć wybuchową strzałą, żeby huk im przeszkodził i trochę gruzu opadło. Walka mniej więcej w ten sposób wyglądała, bo ja głównie dystansowiec, więc w momencie kolejnego zawalenia skierowałem się i o. To jestem. Z wami.
Hawkeye uniósł głowę i dostrzegł, że zbliżyli się do miejsca, gdzie już należało wejść do wody, aby przejść na łódź.
Wspaniale, Barton.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3852
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Studnia Czerwonych Wód   Pią Cze 15, 2018 10:24 pm

Na pytanie o zaprowadzenie do Friggi Asgardczyk pokręcił przecząco głową, po czym pomocnie wyjaśnił, iż "nie leżało to w ich gestii". Być może miało to nawet sens; w końcu to była jedynie załoga statku, więc nawet nie pałacowi strażnicy. O audiencję u królowej pewnie wypadałoby zagadnąć kogoś stojącego trochę wyżej w hierarchii... Ale tym Clint będzie się mógł martwić po powrocie do Asgardu.
Póki co zaś łucznik przedstawił swym kompanom swoją opowieść - i nic nie wskazywało na to, aby nie uwierzyli mu oni w którąś jej część. Co prawda ten milczący zdawał się być teraz mniej zainteresowany, ale najwyraźniej w dalszym ciągu słuchał, bo raz czy drugi zerknął na Bartona, ale drugi reagował bardziej otwarcie. To unosił brwi, to oczy mu się lekko rozszerzały... No i przede wszystkim obserwował Hawkeye'a, przerywając to sobie tylko po to, aby od czasu do czasu zerknąć pod nogi. Koniec końców teren był tutaj zdradziecki i nierówny, więc należało się pilnować.
-Zacny z ciebie wojownik. I widać szczęście ci sprzyjało- skomentował wreszcie pełnym pochwały tonem, zupełnie nie zdając sobie sprawy z tego, jak bardzo świat nie zgadzał się z jego ostatnim zdaniem. W trakcie dyskusji grupka dotarła już blisko brzegu. Wystarczyło jeszcze parę kroków, aby zbliżyła się do linii fal... A to oznaczało kolejną kąpiel. Zimną. Z drugiej strony woda, nawet słona, powinna zmyć z Clinta przynajmniej część krwi. Jego ptasi towarzysz natychmiast wyczuł nadciągającą przeprawę i sfrunął z ramienia mężczyzny, aby podlecieć do jednej z wystających z morza skał. Statek z kolei czekał tam, gdzie ostatnio go widzieli; chyba nawet maszt został względnie przytwierdzony, ale z daleka ciężko to było stwierdzić.

_________________



No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Hawkeye
Ph.D. in friends with benefits
avatar

Liczba postów : 277
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Studnia Czerwonych Wód   Sob Cze 16, 2018 12:23 am

Barton skinął głową. Przejęty tym, co miało miejsce i tym, czego się dowiedział, zapomniał, że panowała tu hierarchia i nie było tak, że każdy wszędzie się dostanie. Nie miał więc o to pretensji, nic nie mówił w tej sprawie. Zapamiętał jedynie, że będzie musiał tę kwestię poruszyć, gdy już znajdą się z powrotem w Asgardzie.
Uwaga, jaką skupiał na Clincie mężczyzna była… Łechtająca, podnosząca na duchu i być może dodająca pewnego animuszu. Nie, żeby Barton czuł się jakoś wybrakowany, ale też w swoim narcyzmie nie był na poziomie Starka, Storma, Thora. Tylko wyżej. Co prawda, za pierwszym razem przeszło mu przez myśl, że lada moment zostanie wyśmiany albo jeszcze oberwie. Ale taka chwila nie nastąpiła. Doskonale. Nie musiał się martwić o to, że będzie kuśtykał na Ziemię.
Amulet się przysłużył — odpowiedział zgodnie z prawdą. Bo w końcu wisior nie musiał tylko zadbać o pomyślną walkę, ale też historię, zabawę w zbiorniku i względny spokój w drodze po skrzynię. Przynajmniej według Hawkeye’a miało to znaczenie. — Zwrócę ci go, gdy znajdziemy się na pokładzie — poinformował. Nie miał pewności czy to był podarunek, czy chwilowa pożyczka, więc wolał nie przeginać w drugą stronę. Swoje za uszami już miał po tej wyprawie!
Blondyn spojrzał na ptaszysko, gdy te oddaliło się od jego ramienia. Szybko uwagą wrócił do tafli wody, w której zdążył już przejść. Tym razem, gotowy na zimno, był o tyle pocieszony, że choć trochę opłucze się z tej krwi. Zatem nie było to nic dziwnego, że Clinton, który ponownie jako ostatni wszedł do wody. Swobodniej przemierzał odległość dzielącą ich od statku. Nabrał wody na ręce, przetarł raz jeszcze twarz, przez włosy aż do karku. Zaciskając zęby, zbliżał się do drabinki, która została im wystawiona. Odczekał na swoją kolej, żeby wspiąć się na statek. Tam też albo przysiadłby nieopodal relingu, albo zszedł pod pokład, gdzie mógłby zagadnąć o miód pitny czy choćby magiczny pył, któremu poświęcił więcej swojej ciekawości. Ponadto, Clint skorzystałby z chwili podróży, żeby sprawdzić jak prezentują się jego nogi; wciąż nie ściągał spodni, ale dłońmi postanowił wybadać czy czasem nie ma poważniejszych obrażeń po wybuchu.
Nie wiedząc, ile tak naprawdę podróż zajmie czasu, sięgnąłby po lusterko, żeby przyjrzeć się z uwagą. Nuż, może znajdzie jakieś runy na szczęście lub inne zaklęcia?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3852
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Studnia Czerwonych Wód   Sob Cze 16, 2018 3:42 pm

Asgardczyk kiwnął głową na wspomnienie o amulecie, choć prawdę mówiąc nie wyglądało na to, aby bardzo mu się spieszyło do jego odzyskania. Nie naciskał, ani nic podobnego, po prostu przyjął słowa Clinta do wiadomości. Właściwie można by nawet sądzić, że tak czy siak nie spodziewał się, że otrzyma wisiorek z powrotem, skoro załoga - i nie tylko ona - uważała tę jaskinię za tak niebezpieczną...
Najważniejsze jednak, że wyprawa zbliżała się już chyba ku końcowi. W końcu główna część misji została wykonana - lustro znalezione. Teraz wystarczyło tylko powrócić do Asgardu, potem zaś na Ziemię. Sam początek tej trasy był jeszcze stosunkowo przyjemny, więc Barton mógł zostać na pokładzie, lecz nie potrwało to długo, nim okręt przebił się przez ścianę deszczu, znów wpływając na niebezpieczne, wzburzone wody... I w tym momencie pewnie lepiej było już powrócić pod zadaszenie, nawet jeżeli ta jego uszkodzona w trakcie walki część została załatana tylko prowizorycznie.
Wyciągnięcie miodu nie było trudne; ten znajomy Asgardczyk musiał wspomnieć co nieco swym pobratymcom, gdyż do rąk Haweye'a trafiło całkiem sporych rozmiarów naczynie, pewnie mieszczące w sobie jakieś dwa litry trunku. Z pyłem członkowie załogi nie chcieli się już tak łatwo rozstać, ale po chwili dyskusji zgodzili się odstąpić jeden woreczek, nawet jeżeli w dalszym ciągu zerkali podejrzliwie na łucznika. W końcu przechowywanie tego prochu w nieszczelnym miejscu groziło wybuchem, więc pewnie nic dziwnego, że się martwili.
Obrażenia na nogach ciężko byłoby dokładnie ocenić przez materiał, ale brak świeżej krwi przy ich badaniu sugerował, że składały się na nie w większości siniaki czy ewentualnie drobniejsze skaleczenia. Przy naciskaniu bolały, zostawione w spokoju - mniej. Jak na "szczęście" Clinta i tak było nieźle. Sińce powstały również w miejscach, w których wcześniej zaciskały się trupie łapy, ale rzecz jasna to także Barton mógł sprawdzić tylko na dotyk.
Najważniejszy punkt programu stanowiło rzecz jasna lustro... I tu Avengera mogło spotkać drobne zaskoczenie. Otóż po zdjęciu okalającego przedmiot materiału okazało się, że żadna jego strona nie odbijała obrazu. Całość zdawała się być zrobiona ze złota i posiadała ozdobną, rzeźbioną rączkę, wykonaną tak, jak gdyby pasma metalu się ze sobą przeplatały, pozostawiając między sobą drobne prześwity. Na samym jej końcu znajdowało się nieco większe koło, które wygodnie sprawiało, że dłoń się tak łatwo nie ześlizgiwała.
To jednak ponad rączką leżał ten ciekawszy element - płaski i całkiem spory, prawie idealnie okrągły. Przy samej krawędzi złoto było minimalnie grubsze, jak gdyby tworzyło ledwie zauważalną ramkę - jednakże tylko z jednej strony. Jeżeli Hawkeye przyjrzałby się lepiej miejscu styku, zorientowałby się, że powierzchnię artefaktu zakrywała cienka i również złota płytka, dopasowana do jego kształtu w taki sposób, by zakrywać samo lustro; być może miało to je chronić przed rozbiciem, a może pełniło jakąś inną funkcję... Na przykład dbało o to, aby nikt przypadkowo nie zerknął na swoje odbicie?
Z tyłu lustra z kolei znajdowały się mocno zatarte znaki, najprawdopodobniej runy. Nawet gdyby Barton się na nich znał, pewnie miałby poważne problemy z ich odczytaniem, gdyż wgłębienia już się wygładziły i ciężko je było wyróżnić na tle metalu... Oraz zwykłych ozdób - bo pomiędzy runami przebiegały zarówno proste pasma, być może stanowiące jakiś podział, jak i coś, co mogło sugerować motyw gałązek i liści.
Załoga zajęła się rejsem - i zapewne dbaniem o to, aby zmaltretowany okręt się nie rozleciał - w związku z czym Clint miał trochę czasu dla siebie. Jego ptasi towarzysz usadowił się na pobliskim meblu, skulił się i jedynie rzadkie ruchy czaszki dowodziły, że nie poszedł spać... O ile w ogóle tego potrzebował. Statkiem strasznie rzucało, ale temu raczej Barton nie mógł się dziwić; w końcu doskonale wiedział jakie warunki panowały na zewnątrz. Wreszcie jednak kołysanie w głównej mierze się uspokoiło, przechodząc w spokojniejsze falowanie - i stało się to na tyle gwałtownie, że łucznik mógł się domyślać, iż znowu przepłynęli przez portal... I znaleźli się już na wodach Asgardu.

***

I tutaj następuje z/t, żeby już nie przedłużać.

_________________



No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Studnia Czerwonych Wód   

Powrót do góry Go down
 
Studnia Czerwonych Wód
Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2
 Similar topics
-
» Ulica czerwonych latarni

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Inne światy :: Jotunheim-
Skocz do: