Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Biuro

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3  Next
AutorWiadomość
Rictor

avatar

Liczba postów : 109
Data dołączenia : 30/12/2015

PisanieTemat: Biuro   Nie Sty 03, 2016 7:40 pm


Przestronne biuro, w którym przyjmowani są klienci agencji.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Shatterstar

avatar

Liczba postów : 32
Data dołączenia : 30/12/2015

PisanieTemat: Re: Biuro   Nie Sty 03, 2016 10:41 pm

Od dłuższego czasu Star kręcił się po planecie, zyskując nowe doświadczenia oraz pomagając tym którzy go potrzebowali, głównie osobom znajomym, z którymi miał już sposobność współpracować, jednak nie tylko. Każda wędrówka jednak miewa swój koniec z powodów mniej lub bardziej oczywistych - w jego wypadku było to uczucie, którego już dawno nie czuł, od lat, jeśli się nad tym zastanowić. W tym wypadku jednak postanowił coś z tym zrobić, nie zdając się na łaskę i chęci drugiej osoby.
Brakowało mu Rictora, wciąż nie do końca rozumiał emocje, to co czuł i czemu to czuł; było to dla niego kompletnie obce, jednak na tyle silne by nie pozwolić mu funkcjonować dalej. Nie tak jak wcześniej. Julio był jego pierwszym przyjacielem, osobą, która pokazała mu świat ludzi i nauczyła zachowań socjalnych, pokazała, że nie ma się czego bać. Zawdzięczał mu wiele, prawie całe swoje życie na tej planecie, nie wspominając o wyjątkowej więzi, która ich połączyła i trwała, chociaż Star ciągle uczył się i poznawał nowe osoby - a mimo to, robił to wszystko z myślą o Latynosie, by go zaskoczyć jak wiele potrafi i rozumie.
Swoje poszukiwania rozpoczął od powrotu do Meksyku. Było to ostatnie miejsce gdzie widział Rictora, nie wykluczał więc możliwości, że mężczyzna tu pozostał chcąc poukładać sobie życie w miejscu, które znał, nawet jeśli nie miał z nim związanych dobrych wspomnień. Początki były trudne, z czasem nie stało się o wiele lepiej, znał się na technologii, oczywiście, jednak w przeciwieństwie do Rictora nie potrafił włamywać się do innych komputerów, więc większość musiał załatwiać na piechotę, jednak gdy sprawdził wszystkie ślady i żaden nie doprowadził go do czegoś konkretnego, podjął kolejne kroki - Nowy Jork, wydał mu się odpowiednim miejscem. Zarówno stan jak i samo miasto. Nie wątpił, że będzie to równie trudne wyzwanie...
I było, znów stracił wiele czasu szukając mężczyzny, jednak w końcu w jednym z barów usłyszał o nowo otwartym biurze detektywistycznym, który także przyjmuje mutantów, co było dość niezwykłe. Oczywiście, nie dało się ukryć, iż nie mówiło o tym dwoje czy troje ludzi, a sami mutanci. Robili się coraz 'popularniejsi', nie umknęło to rudzielcowi. Widział w telewizji informacje o homo superior, co niespecjalnie go ucieszyło, wiedział, że nie wyniknie z tego nic dobrego, nigdy nie wynikało. Ludzie nie zrozumieją...
Usłyszał jednak słowo klucz - Madrox. To nazwisko mu się dość jasno kojarzyło, znajomo, a to nie było coś częstego, w końcu nie posiadał zbyt wielu znajomych, więc tym bardziej postanowił wykorzystać ten ślad, poprosić Madroxa o pomoc. Być może prędzej znajdzie Rictora lub zdobędzie z nim kontakt - co niewątpliwie ucieszy Stara, który coraz wyraźniej odczuwał brak drugiego mężczyzny. Jego obecności... Pomocy.
Udał się pod adres, który zdobył od tamtej grupki mutantów, wchodząc do budynku - prosto do pomieszczenia, na którego drzwiach było wyraźnie określone, że trafił w odpowiednie miejsce. W biurze nikogo nie było, jednak Shatterstar słyszał, że ktoś poza nim tutaj był, niedaleko. Liczył, że to sam Jamie, jednak lepiej być przygotowanym na wszystkie możliwości.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rictor

avatar

Liczba postów : 109
Data dołączenia : 30/12/2015

PisanieTemat: Re: Biuro   Pon Sty 04, 2016 10:35 pm

Tego dnia Rictor od samego rana był w - delikatnie mówiąc - nie najlepszym nastroju. Wszystko zaczęło się od nieprzyjemnej pobudki. Jeszcze zanim mężczyzna otworzył oczy, już wiedział, że będzie źle - i nawet domyślał się dlaczego. Pulsujący ból głowy był pierwszą rzeczą, która przebiła się do jego świadomości, natomiast tuż za nim podążyły dobiegające z zewnątrz odgłosy... Charakterystyczne dla ciężkiego sprzętu. Nie musiał tego nawet sprawdzać, aby zorientować się, że najwyraźniej w końcu ruszyły jakieś prace na pustym do tej pory placu niedaleko ich budynku. To by tłumaczyło wrażenie, że coś wwierca mu się właśnie w mózg.
Ktoś mógłby pomyśleć, że po tylu latach Ric powinien być do tego przyzwyczajony. W końcu dało się żyć z migrenami czy podobnymi dolegliwościami, sporo ludzi sobie z tym radziło, prawda? Być może, ale w jego przypadku nie chodziło po prostu o jakąś uciążliwą chorobę. Właściwie odczuwany przez niego ból miał najpewniej źródło czysto psychosomatyczne - gdyż sam w sobie Rictor był jak najbardziej zdrowy, przynajmniej na ciele, nawet jeśli nie do końca na umyśle.
Jego problemy - i zarazem główna przyczyna jego aktualnego złego nastroju - nie wynikały z żadnej choroby, a z jego mutacji. Empatyczne połączenie z planetą brzmiało cudownie przez pierwsze parę minut, a potem docierało do ciebie, że Ziemia wcale nie jest w najlepszym stanie, że cierpi - w dodatku w głównej mierze przez działalność zamieszkujących ją ludzi - i że "empatyczne połączenie" transferuje nie tylko te dobre rzeczy, ale i złe. Od lat Rictor odczuwał jak nikt inny cuda natury, energię życiową planety, lecz płacił za to przejmując też na siebie część jej bólu... I naprawdę nie pomagało mu, gdy ktoś zaczynał kopać i grzebać kilkaset metrów od niego. Zanieczyszczenia wystarczały.
Dlaczego więc nie wyniósł się z daleka od miast i innych skupisk ludności? Nie znalazł sobie spokojnego kącika w jakimś nieskażonym zakątku świata? Po pierwsze, byłoby to trudne do zrealizowania od strony technicznej. Po drugie... Po prostu tego nie chciał. Ból bólem, ale nie potrafiłby żyć bez dostępu do cywilizacji, najzwyczajniej w świecie nie został do tego stworzony. No i wciąż jeszcze mógł zrobić co nieco dobrego - jak teraz z Madroxem.
Prawda, zarabiali na tym interesie, ale spójrzmy prawdzie w oczy: słowo "interes" było przecież tutaj kluczowe. Detektywi nie pracowali za darmo, ale i tak pomagali ludziom. Może i nie czyniło to z nich bohaterów - nie takich, jakimi byli kiedyś - lecz przynajmniej działali mniej więcej w granicach prawa. Oficjalnie. Na pewno bardziej od X-Men.
Skoro zaś już mowa o Madroxie, to w tej chwili Latynos nie był pewien gdzie go wywiało. Nie dziwił mu się, że trzymał się z daleka, bo sam doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że nie był obecnie najlepszym towarzyszem... Lecz mimo wszystko wolałby wiedzieć co i jak. Nie prowadzili aktualnie żadnej sprawy, a przynajmniej Ricowi nic nie było na ten temat wiadomo, więc ta opcja odpadała. Czyżby siedział w pobliskim barze? Może... Albo wybrał się gdzieś dalej. Jedno było pewne: Rictor od dłuższego czasu nie wyczuwał go w budynku, dlatego też zajmował się swoimi własnymi sprawami, głównie przy komputerze, starając się ignorować narastający ból głowy.
W końcu jednak ktoś pojawił się w środku. Ric nie był w stanie dokładnie rozpoznać danej istoty na podstawie jej energii życiowej, jednakże radził sobie z rozróżnianiem typów - inaczej odbierał człowieka, a inaczej kota czy drzewo. Granice zamazywały się, gdy w grę wchodzili na przykład mutanci, ale tyle i tak wystarczyło, aby zorientował się, że ma do czynienia z istotą rozumną... Najpewniej z Madroxem albo może nawet z klientem.
Ta myśl wygnała wreszcie Latynosa z jego pokoju i nakazała mu skierować się do biura, w którym zazwyczaj podejmowali osoby zainteresowane skorzystaniem z ich usług. Dotarcie na miejsce nie zajęło mu dużo czasu i już po chwili mógł pchnąć lekko uchylone drzwi, aby wejść do środka... Lecz zdążył wykonać może dwa kroki - z rozpędu - nim stanął jak wryty, gdy jego spojrzenie padło na czekającego we wnętrzu pomieszczenia rudzielca.
Prawdę mówiąc widok ten sprawił, że Ric na chwilę zapomniał nawet o bólu głowy... I o wszystkim innym. Z zaskoczenia nieświadomie rozchylił usta, oczy również mu się rozszerzyły, słowem: w żaden sposób nie krył swojej reakcji. Choćby chciał, to pewnie nie byłby w stanie - nie w sytuacji, gdy jego umysł w pierwszej kolejności wymagał restartu systemu, aby odzyskać pełną sprawność funkcjonowania. Na szczęście jego nogi okazały się wystarczająco kompetentne, aby zadziałać z własnej inicjatywy i ponownie wprawiły go w ruch - prosto ku drugiemu mężczyźnie.
Podsumowując, nie spodziewał się zobaczyć Stara - nie tutaj, nie tego dnia... Ani nie w najbliższej przyszłości. Nie oznaczało to jednak, że się nie cieszył, choć to słowo zdawało się zbyt słabe, aby oddać jego uczucia oraz sposób, w jaki jego serce wykonało nagłe potrójne salto, nim niechętnie zgodziło się pozostać przy silnym uderzaniu o klatkę piersiową - jak gdyby groziło, iż zaraz się z niej wyrwie. Więc... Być może tęsknił bardziej, niż to po sobie okazywał. Możliwe również, że podczas rozłąki myślał o swoim przyjacielu więcej i częściej, niż byłby skłonny się do tego przyznać. W tej chwili nie miał nawet do swojego głosu wystarczająco dużo zaufania, aby się odezwać...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Shatterstar

avatar

Liczba postów : 32
Data dołączenia : 30/12/2015

PisanieTemat: Re: Biuro   Pon Sty 04, 2016 11:58 pm

Już chwilę zanim mężczyzna wkroczył do pomieszczenia Star wiedział, że jest blisko i nie stara się ukryć - co oznaczało, że najprawdopodobniej nie był negatywnie nastawiony. Więc zakładał, że dobrze trafił i faktycznie zetknie się z Madroxem, a to musiało ułatwić sprawę... W końcu zarówno on jak i Rictor sporo przebywali z mutantami i w miarę się rozpoznawali w tym środowisku.
Kiedy odwrócił się przodem do drzwi, a jego oczom ukazał się nie kto inny jak sam przyjaciel, na ustach rudzielca wykwitł delikatny uśmiech. Zbliżył się do Latynosa, jedną dłoń układając na jego ramieniu, drugą zaś na karku, przyciągając bliżej i mocno całując. O wiele bardziej umiejętnie niż Rictor mógłby pamiętać z ich poprzednich lat. Star się uczył, dość szybko i wierzył, że była to najodpowiedniejsza forma powitania, zwłaszcza w wypadku Julio, przyjaciela, upragnionego, który tak uciążliwie tłukł w jego głowę i serce od dłuższego czasu. Przyjaciela, dla którego powrócił. Być może kogoś więcej niż przyjaciela...? Nie rozróżniał jeszcze nazw, mian, którymi się określało poszczególne osoby w zależności od więzi emocjonalnej, wiedział, że są różne, opisujące mniej lub bardziej intensywne i głębokie relacje, jednak wciąż ich dokładne określenie było dla Stara problematyczne.
Pocałunek był mocny, pełen tęsknoty, jednak wciąż nieco surowy i pozbawiony delikatności, jaką mogli dzielić kochankowie, sam Shatterstar nie odczuł tego w ten sposób, ale wiedział, że coś nie jest do końca tak jak powinno.
Po chwili odsunął się o krok, by dać Richterowi miejsce do oddechu, nieznaczny uśmiech nie opuszczał oczu rudzielca, chociaż mina nieco bardziej spoważniała.
- Szukałem cię, Julio. Bardzo długo, cieszę się, że w końcu cię znalazłem. - Ułożył dłonie na jego ramionach. - Tęskniłem za tobą, nie mogłem się dłużej na niczym skupić, więc postanowiłem cię odnaleźć. Madrox wydawał się dobrym tropem i nie pomyliłem się. - Znów się uśmiechnął, opuszczając swobodnie dłonie wzdłuż ciała i uważnie przyglądając się twarzy towarzysza. Widział kilka zmian, oczywiście, w końcu minęły lata od ich ostatniego spotkania. Niewątpliwie Ric wyrósł, nieco się postarzał, chociaż wciąż zachwycał Stara jak nie jeden mieszkaniec Ziemi, chociaż napotkał wielu przystojnych mężczyzn i piękne kobiety, z Julio łączyło go coś wyjątkowego i pewnie to sprawiało, że Latynos wyróżniał się z tłumów różnorodnych i kolorowych postaci, a serce Mojoworldera nieco przyspieszało.
-Też potrzebujesz pomocy Madroxa? - Zapytał w końcu, przypominając sobie, że w końcu jest w biurze detektywistycznym, które pomogło mu szybciej niż mógł przypuszczać. Nawet nie potrzebował Jamiego, chociaż, może to i lepiej... Przy nim wszystko się komplikowało.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rictor

avatar

Liczba postów : 109
Data dołączenia : 30/12/2015

PisanieTemat: Re: Biuro   Sro Sty 06, 2016 5:45 pm

Takie powitanie stanowiło coś nowego. Rictor zdecydowanie nie spodziewał się pocałunku - i sam pewnie by go teraz nie zainicjował, bo przecież zbyt dużo czasu upłynęło im na rozłące i za bardzo nie był pewien na czym dokładnie stali w tym momencie - nie mniej jednak jego ciało samo dobrze wiedziało czego chce i w związku z tym w stosownej chwili płynnie przeszło na autopilota, tym samym oszczędzając mu podejmowania decyzji... Która najprawdopodobniej i tak ostatecznie doprowadziłaby do tego samego efektu końcowego, tylko z pewnym opóźnieniem.
Jego oczy się zamknęły, ramiona z własnej inicjatywy oplotły pas rudzielca, a palce zacisnęły się na jego ubraniu - przyciągając go bliżej, przyciskając do siebie ich ciała, które w dalszym ciągu tak dobrze do siebie pasowały... Zupełnie tak, jak gdyby były stworzone dla siebie wzajemnie. Kto wie, może nawet miało to jakiś sens? Koniec końców od samego początku obaj mężczyźni byli dla siebie wyjątkowi, z nikim innym nie nawiązali tak silnej więzi - a przynajmniej Ric nie, bo niestety nie mógł wiedzieć co działo się ostatnimi czasy w życiu osobistym Stara. Mutant nie był wielkim fanem teorii o przeznaczeniu, wolał wierzyć, że ma wpływ na swoje życie, lecz ta jedna kwestia - ich relacja - sprawiała, iż prawie się pod tym względem wahał.
Oczywiście w żadnym razie nie wahał się w tym momencie - pochłonięty pocałunkiem, zresztą odmiennym od tych, które niegdyś dzielił ze Starem. Gdzieś na obrzeżach świadomości kołatała mu się natrętna myśl, że drugi mężczyzna musiał ćwiczyć... I bardzo mu się ta wizja nie podobała. Przypominała drobny kolec - uciążliwy, nadszarpujący skórę, psujący poza tym przyjemną, wręcz wspaniałą całość. Co prawda Ric starał się ją od siebie odsuwać i skupiać się na przyjemności płynącej z pocałunku, lecz z każdą chwilą było to coraz trudniejsze.
Początkowo nie przyszło mu nawet do głowy o cokolwiek spytać albo zaprotestować - i tak naprawdę czemu miałby to zrobić? Niegdyś byli praktycznie parą, nawet jeżeli w tajemnicy przed resztą świata. Kochali się - wtedy na pewno, a ze swojej strony Rictor mógłby potwierdzić, że uczucie to w dalszym ciągu nie przeminęło - i tęsknili za sobą. Więc... Namiętny pocałunek na powitanie nie powinien być w ich przypadku niczym dziwnym.
Kiedy jednak w końcu Shatterstar odstąpił o krok, a dłonie Rica siłą rzeczy zsunęły się z pleców rudzielca na jego biodra, dotychczasowe emocje Latynosa wzbogaciły się o kolejne uczucie: o niepewność, która graniczyła wręcz z podejrzliwością. Nie potrafiłby tego wytłumaczyć, bo właściwie nie posiadał żadnych logicznych powodów, aby wątpić, lecz doświadczenie podpowiadało mu, że nie może być zbyt pięknie... Że coś się zaraz posypie. Nie uspokoiły go nawet wyjaśnienia Stara, choć z pewnością sprawiły, że na moment serce znów zabiło mu mocniej. Nie był pewien co na nie odpowiedzieć - mimo wszystko nie najlepiej radził sobie w kwestiach uczuciowych, szczególnie tych romantycznych, a właśnie na romantyczną wyglądała mu ta sytuacja... Ale szczęśliwie następne słowa rudzielca dały mu już coś, czego mógł się uczepić.
- Nie, pracuję dla niego. I mieszkam tutaj. Jest... Całkiem nieźle, choć dopiero rozkręcamy interes i póki co jesteśmy z tym sami. Więc... Zostaniesz? - miał nadzieję, że tyle wystarczy, aby pokazać Starowi, że jest tutaj chciany - bardzo, bardzo chciany. Na wszelki wypadek dla dodatkowego efektu zacisnął palce nieco mocniej na jego biodrach. Zgodą Madroxa natomiast póki co w ogóle się nie przejmował. Był pewien, że przekona swojego "szefa", by w najlepszym razie zatrudnił, a w najgorszym - po prostu przygarnął rudzielca.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Shatterstar

avatar

Liczba postów : 32
Data dołączenia : 30/12/2015

PisanieTemat: Re: Biuro   Sob Sty 30, 2016 2:14 pm

Dotyk Rictora był miły, dobry, idealny. Ciepło ciała Latynosa przyciśniętego do jego własnego, pewne i silne dłonie na jego plecach, palce zaciśnięte na mocnym materiale - to także uległo pewnej zmianie. Nawet gdy byli razem kilka lat temu, a Star nie mógł o tym głośno mówić, bo, co prawda tylko w niewielkim stopniu, rozumiał na co mogą się narazić przyznając do związku, Ric miał w swym uścisku mniej pewności siebie, był równie mocny ale... Inny. Mojoworlder wyczuwał tę różnicę, nawet jeśli tylko częściowo, jednak w pełni jej nie pojmował.
Ostatnimi czasy miał nieco więcej styczności z ludźmi, uczył się, poznawał, czerpał z tego co mu dawano, głównie przyjemności, chociaż nie pojmował czego od niego oczekiwano, ani jak się czuł w związku z tymi sytuacjami. Było mu dobrze, fizycznie, nawet jeśli uczuciowo i wewnętrznie był kompletnie zagubiony, a coś było nie tak jak powinno. Dotyk i kontakt był miły, pożądliwy, ale płytki i na jakimś poziomie swojej świadomości Star zdawał sobie z tego sprawę. Chciał więcej, uczyć się, doznawać tego co przez całe życie było mu zabraniane i odmawiane. Był przytłoczony tym wszystkim, ale i zafascynowany.
Mimo całego tego natłoku wrażeń i pragnień teraz wiedział, że jest na właściwym miejscu, a ręce na jego plecach były tym czego mu brakowało. Jego ciału, sercu... Julio zawsze był inny, i to dla niego chciał więcej, chciał z nim to wszystko dzielić i przeżywać, a Latynos wyjaśni mu jak, co powinien czuć.
Nawet jeśli sam się odsunął, zainicjował tą, pewnego rodzaju rozłąkę, jego ciało nie było zadowolone z tego faktu, jednakże dotyk dłoni Rictora na jego biodrach dawał delikatną satysfakcję i uczucie niezerwanej między nimi więzi. Wysłuchał kochanka, nawet jeśli ten nie miał wiele do powiedzenia, co niespecjalnie zdziwiło rudzielca, była to jedna z tych rzeczy, która nie uległa zmianie, przynajmniej wtedy gdy byli sami. W towarzystwie bywało różnie, głównie zależało od momentu i sytuacji jaka aktualnie miała miejsce. Nie można zapomnieć o nastroju Latynosa, od niego zależało jeszcze więcej, a charakter miał niezwykły. Na swój sposób fascynował Stara, bo pod całą złością, sarkazmem i innymi barierami, które mężczyzna tworzył, kolcami, wręcz korci powiedzieć, kryła się niesamowita osobowość. Dobra, delikatna i cierpliwa. Z pewnością jeśli chodziło o Mojoworldera, tak, cierpliwa.
- Nigdy nie podejrzewałem, że interesuje cię praca detektywa. Zawsze wolałeś działać. - Przyznał po chwili, wbijając spojrzenie w niższego mężczyznę, nieco badawcze, jakby doszukiwał się czegoś obcego, jednak dotyk nie kłamał, to był jego Julio, na pewno.
- Oczywiście, że zostanę, po to cię szukałem. - Jego ton brzmiał tak, jakby to była najbardziej oczywista rzecz na świecie, w końcu nie zmarnowałby tyle czasu tylko po to aby zostawić Rica w chwili gdy go odnalazł. - Myślałem o czasach gdy byliśmy sami, w Meksyku... - Kąciki jego ust znów lekko się uniosły na wspomnienie o tych czasach. Tylko ich dwójka, rodzące się uczucia i Julio, który na tyle ufał Starowi by być przy nim prawdziwym sobą. To były dobre czasy dla nich obu i po części kosmita liczył, że odzyska to co było kiedyś; potrzebował Rictora.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rictor

avatar

Liczba postów : 109
Data dołączenia : 30/12/2015

PisanieTemat: Re: Biuro   Sob Sty 30, 2016 3:31 pm

Rictor w dalszym ciągu nie cofał swych dłoni, które spoczywały pewnie na biodrach rudzielca. Póki co nie zmniejszał jeszcze dystansu panującego pomiędzy ich ciałami, ale z drugiej strony ani myślał też go zwiększać - na pewno nie w najbliższym czasie. Tak było mu dobrze... W końcu, po tylu latach, a choć wątpliwości i podejrzenia krążyły na samych granicach jego świadomości, to jednak starał się utrzymywać je z daleka, nie zwracać na nie uwagi - i zamiast tego skupiać się po prostu na obecności Stara, na cieple bijącym z jego ciała, które czuł pod palcami nawet przez materiał jego stroju... Oraz na energii życiowej, którą drugi mężczyzna pulsował - jasnej, gorącej i pozytywnej. Tyle mu w tym momencie wystarczało.
Pierwsza reakcja Shatterstara sprawiła, że Ric mimowolnie wzruszył lekko ramionami; właściwie uczynił to w pełni odruchowo, jak gdyby automatycznie chciał zbyć ten temat. Prawdę powiedziawszy nie planował tego posunięcia i w gruncie rzeczy jak najbardziej zamierzał wyjaśnić kochankowi - albo byłemu kochankowi, jak złośliwie podpowiadały mu głębokie pokłady pesymizmu - swoje powody, tylko... Może niekoniecznie w tej chwili. Nie tutaj i nie teraz, gdy nie widzieli się od tak dawna i naprawdę mogli, a wręcz powinni zająć się innymi sprawami.
Sam nie był zresztą tak do końca pewien jak miałby to wszystko wytłumaczyć... Od czego powinien w ogóle zacząć. Przede wszystkim bowiem Star zdecydowanie miał rację - Latynos od zawsze wolał działać, było tak już od samego początku, jeszcze za czasów X-Force... A teraz musiał nagle przestawić się na zupełnie inny tryb pracy. Jego mutacyjne moce nie rozwiązywały problemów, które napotykał jako detektyw. Jasne, bywały pomocne, ale o wiele bardziej przydawały mu się inne zdolności, z hackerskimi na czele. Zgadywał, że na świecie nie było aż tak wielu osób, które potrafiłyby szybko i czysto włamać się do systemów - na przykład - FBI czy nawet S.H.I.E.L.D.
Mimo to... Jego decyzja wiązała się po części z aktualną sytuacją mutantów. Wszystkie te grupy superbohaterów z całą pewnością były potrzebne i często odwalały naprawdę świetną robotę - a w dodatku Rictor skłamałby mówiąc, że sam do tego nie tęsknił - ale jednocześnie były... Odległe z punktu widzenia przeciętnego obywatela. Nic dziwnego, że obecność X-Men nie uspokajała ludzi. Tajne tożsamości, ukryte bazy, zero oficjalnych informacji o działaniach grupy... To ułatwiało pracę, ale niestety nie poprawiało piaru.
A X-Factor? Tu sprawy wyglądały zupełnie inaczej. Ludzie mieli do czynienia z firmą - z agencją, którą mogli odwiedzić, porozmawiać z jej pracownikami, wyjaśnić swoją sprawę i poprosić o pomoc. Wiedzieli na czym stoją - i, to prawda, za co płacą. Wbrew pozorom to ostatnie zwiększało poziom zaufania... A to właśnie tego potrzebowali teraz mutanci jako ogół. Dobrej, pozytywnej reprezentacji.
Rictor nie miał jednak czasu, aby za długo rozpatrywać tę kwestię, gdyż następne słowa rudzielca ponownie skierowały jego myśli na właściwy tor... I choć trochę uspokoiły wszystkie te czarne myśli, które - zupełnie nieproszone - kłębiły się w głowie Rica. Wiedział, że Star przy nim zostanie; oczywiście, że to wiedział, a jednak... Dobrze było usłyszeć z jego ust potwierdzenie. Nie wspominając już nawet o przywołaniu Meksyku - z którym Latynos wiązał zarówno swoje najgorsze, jak i w pewnym sensie najlepsze chwile. Czas spędzony tylko we dwóch, uczenie się siebie wzajemnie... Bez Cable'a dyszącego im na karki. Ric aż się lekko uśmiechnął - a jego ciało wyraźnie opuściło swego rodzaju napięcie. W następnym momencie mężczyzna pochylił już głowę w taki sposób, aby oprzeć czoło o ramię Stara, jednocześnie przymykając oczy... A na koniec westchnął cicho.
- Te extrañe - rzucił tylko, nie do końca świadomie przechodząc na swój rodzimy język. W nim łatwiej mu było mówić takie rzeczy, może po części z przyzwyczajenia - w ramach pozostałości z czasów, kiedy to używali hiszpańskiego, aby inni członkowie X-Force nie zrozumieli ich rozmów... Język Cadre mógł co prawda pełnić podobną funkcję, ale wydawał się zbyt szorstki, aby wyrażać nim uczucia - a przynajmniej nie te naprawdę ważne i głębokie.


Ostatnio zmieniony przez Rictor dnia Sob Lut 06, 2016 5:35 pm, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Shatterstar

avatar

Liczba postów : 32
Data dołączenia : 30/12/2015

PisanieTemat: Re: Biuro   Sob Sty 30, 2016 4:43 pm

Nie zadawał więcej pytań, to wzruszenie ramionami mu wystarczyło; jeśli Ric nie chciał lub nie miał czym się z nim dzielić, Gaveedra w pełni to szanował i nie zamierzał naciskać na mężczyznę. Tym samym jedynie skinął głową. Być może miał kilka pomysłów co do tego dlaczego Ric zmienił profesję, mniej lub bardziej trafnych, jednak nie zdziwiło by go, gdyby miało to coś wspólnego z ostatnimi informacjami w mediach, które zdradzały istnienie mutantów. Może kiedyś o to zapyta, chwilowo jednak nie zamierzał drążyć tego tematu, pozostawiając Rictorowi decyzję co do tego czy ma ochotę o tym rozmawiać.
Kolejne posunięcie Rictora na początku nieco zdziwiło Stara, szybko jednak odsunął tę reakcję, ciesząc się na wznowiony kontakt, gest tak delikatny, z pozoru niewielki i nic nie znaczący, w ich świecie będący swego rodzaju wyznaniem. To nie był pierwszy raz gdy obejmował Julio, dawniej zdarzało się to wiele razy, podobnie jak ostatnimi czasy w jego ramionach znajdowało się wiele innych osób, a mimo to, było to doświadczenie bezwartościowe; teraz chodziło o coś zupełnie innego, intymnego. Byli w biurze, każdy mógł wejść do środka, zobaczyć ich tak, a mimo to, Julio zdawał się być spokojny i zrelaksowany, nie przejmował się tym, co niegdyś go przerażało i denerwowało.
Przesunął swoje dłonie w taki sposób, by objąć Rictora w pasie, mocno i pewnie, przytrzymując przy sobie. Ich chwila sam na sam, własna i prywatna, powrót do świata, który stworzyli, a za którym obaj tęsknili... Co Ric po chwili przyznał także słownie. W tym momencie nie było to już potrzebne Starowi, a mimo to miłe do usłyszenia, oznaczające, że faktycznie Julio czuł się pewniej i ufał zarówno jemu jak i całej sytuacji.
- Me alegra oír que me eches de menos. - Pozwolił sobie nawet na moment unieść jedną dłoń i przeczesał włosy Latynosa, powoli i delikatnie, czule wręcz, jak prawdziwy kochanek. Naprawdę brakowało mu tych momentów, wspólnych, złączeni w swych objęciach, nietykalni.
Myśli Mojoworldera zaczynały krążyć przez to po coraz ciekawszych obszarach, chętnie pokazałby Ricowi czego się nauczył podczas ich rozłąki, nie było tego wiele, a jednak sądził, że ucieszy mężczyznę, zaskoczy go. Chciał by czuł się z nim dobrze i doświadczył tego co Star, spodoba mu się. Był pewien, że tak.
- I chętnie ci pokażę jak bardzo za tobą tęskniłem. - Szepnął mu na ucho, imitując jedno z zachowań, które widział w telewizji i wydawało mu się adekwatne do powstałej sytuacji. Nie był pewien czy Ric zrozumie jego aluzję, bo sam tylko częściowo pojmował to co powiedział, jednak to Latynos z ich dwójki, rozumiał ludzkie zachowania i wykazywał się inteligencją, która zawsze imponowała rudzielcowi. Był niezwykły, wyjątkowy i Star chciał mu to pokazać, nie znajdując w ludzkiej mowie słów, które by to odpowiednio ujęły, nie ujmując uczuciom siły i odpowiedniej wymowy. Dlatego chciał zrobić to poprzez czyny, licząc, że będą wystarczające by Ric zrozumiał.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rictor

avatar

Liczba postów : 109
Data dołączenia : 30/12/2015

PisanieTemat: Re: Biuro   Sob Sty 30, 2016 11:36 pm

Przez krótką chwilę Ric korzystał z tej ciszy i spokoju, aby po prostu całym sobą chłonąć obecność rudzielca. Wdychał jego zapach, z tej odległości bardzo wyraźny, a do tej pory już niemalże zapomniany, cieszył się jego ciepłem... Dotykiem jego rąk, gdy drugi mężczyzna już go objął. Prawdę mówiąc Rictor nie pamiętał kiedy ostatnim razem był przez kogoś przytulany, pomijając może okazjonalne krótkie uściski - gdy akurat wymagała tego sytuacja. Nie mógł też powiedzieć, że do tego tęsknił, bo nie byłoby to do końca prawdą; tęsknił do tego jedynie w wykonaniu Stara... Tak, w ten sposób już się zgadzało.
Dopiero w tym momencie Latynos przypomniał sobie o swoim wcześniejszym bólu głowy. Nie ustąpił on całkowicie, aż tak dobrze być nie mogło, jednakże wycofał się w takim stopniu, że Rictor mógł go teraz spokojnie ignorować. Nie był pewien czy to robotnicy zaprzestali już prac - albo raczej, sądząc po porze, mieli właśnie przerwę - czy też to rzeczywiście przybycie Stara zadziałało na niego tak pozytywnie... Ale skłonny był uznać, że do poprawy jego samopoczucia przyczyniły się oba te czynniki.
Mutant nie mógł i nawet nie chciał powstrzymać lekkiego uśmiechu, który wstąpił na jego usta w momencie, gdy usłyszał odpowiedź kochanka, również wymówioną po hiszpańsku. Co prawda w tej chwili - przy takim ułożeniu ich ciał - Shatterstar i tak nie mógł dostrzec jego twarzy, ale nie posiadało to większego znaczenia. Rudzielec będzie miał jeszcze inne okazje, aby nacieszyć oczy tym widokiem, bo póki co Ric nie zamierzał podnosić głowy z jego ramienia. Oczy w dalszym ciągu trzymał zamknięte, więc palce we włosach stanowiły dla niego drobne zaskoczenie - nie mniej jednak zareagował na nie cichym pomrukiem zadowolenia. Pewnie z nikim innym by sobie na to nie pozwolił.
Prawdę mówiąc na chwilę obecną Rictorowi w zupełności wystarczyłoby to, czym właśnie się zajmowali - czyli trwanie przy sobie, nasiąkanie wzajemnie swoją obecnością, cicha rozmowa... Nie mniej jednak następne słowa Stara natychmiast posłały wzdłuż jego kręgosłupa wyraźny dreszcz podniecenia i zarazem sprawiły, że od razu zapragnął więcej... Bo przecież mógł to mieć, co rudzielec właśnie wyjątkowo jasno dał mu do zrozumienia.
Taka motywacja wystarczyła, aby Ric w końcu podniósł głowę i spojrzał kochankowi prosto w oczy, w pewnym sensie badawczo, jak gdyby upewniał się, że Star sam zdaje sobie sprawę z tego, co właśnie powiedział... Ale tak, miał praktycznie pewność, że właśnie tak było. Jedna z dłoni Rictora opuściła w końcu biodro rudzielca, aby przenieść się na jego oblicze; spoczęła ostrożnie przy jego szczęce, a jej kciuk pogładził krótko policzek, lecz zaraz potem nakierowała już odpowiednio twarz Stara - prosto do pocałunku.
Tym razem Latynos miał nad nim kontrolę od samego początku i prawdę mówiąc taka sytuacja zazwyczaj najbardziej mu odpowiadała. Jego serce od razu przyspieszyło, opuścił też ponownie powieki, skupiając się tylko i wyłącznie na swoich odczuciach - i jednocześnie pogłębiając pocałunek, zresztą po uprzednim przejechaniu językiem po dolnej wardze kochanka, tak miękkiej i kuszącej. Usta Stara zdawały się być stworzone do pieszczot...
Dłoń Rica odruchowo powędrowała dalej, na tył głowy drugiego mężczyzny, gdzie mógł przeczesać palcami jego włosy... A z doświadczenia spodziewał się dłuższych - o wiele dłuższych - kosmyków, choć przecież dosłownie chwilę temu widział, że sprawy mają się teraz inaczej. Nie był jeszcze do końca pewien jak się z tym czuł, choć zdecydowanie tęsknił za tamtą dawną masą rudych fal, z którymi swego czasu mógł robić praktycznie wszystko - od splatania aż po ciągnięcie, zależnie od sytuacji.
Pocałunek, choć namiętny, potrwał stosunkowo krótko. Rictor sam go przerwał, lecz jednak nie odsunął się od kochanka, w związku z czym kiedy przemówił - ich wargi delikatnie się o siebie ocierały... Nie wspominając już nawet o ich łączących się teraz oddechach.
- Nie tutaj - rzucił cicho, po czym nieznacznym ruchem głowy wskazał na drzwi. Mimo wszystko wolałby, aby Madrox nie zastał ich podczas tego okazywania sobie tęsknoty. Biedak mógłby chcieć sobie wtedy wydłubać oczy, a w takim wypadku kariera detektywa prędko by się dla niego skończyła.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Shatterstar

avatar

Liczba postów : 32
Data dołączenia : 30/12/2015

PisanieTemat: Re: Biuro   Nie Sty 31, 2016 5:44 pm

To mruczenie nieco zaskoczyło Stara, ale pozytywnie; nie pamiętał by to miało miejsce w dawniejszych latach, wtedy Ric chyba się nieco bardziej powstrzymywał... Ale te zmiany działały jedynie na plus, dla ich dwójki. Latynos wydawał się szczęśliwszy, a sam Shatterstar... Cóż, coraz więcej rozumiał i nawet jeśli już wtedy był w stanie odczytać kiedy Julio był zadowolony, teraz zdecydowanie ułatwiało mu to sprawę i bardziej... Zachęcało do intymności.
Zapamięta także na przyszłość, że powinien go częściej głaskać.
Ze względu na ich pozycję Star bez problemu wyczuł ten dreszcz, w pierwszej chwili obawiając się, że to objaw czegoś złego, zanim uświadomił sobie, iż to właśnie on był sprawcą tej reakcji, albo jego słowa i wywołało to pewne uczucie dumy w formie wewnętrznego ciepła. Uszczęśliwiał Rica, przynajmniej tak podejrzewał po tym jak jego ciało reagowało; znał te reakcje, przynajmniej odnoszące się do takich momentów, a mimo to odsunięcie się mężczyzny nieco go zmartwiło, a jeszcze bardziej badawczy wzrok. Ściągnął lekko brwi, gotów zapytać czy coś jest nie tak, jednakże dłoń na policzku szybko go uspokoiła. Odruchowo wtulił twarz w ciepło jego skóry, choćby częściowo, czerpiąc z kontaktu z kochankiem tyle ile się dało. Nigdy nie zapomniany dotyk i zapach jego skóry, ubrań... Minęło tyle czasu, a on wciąż to wszystko czuł tak wyraźnie jakby nigdy się nie rozstali, chociaż rozłąka była dla niego wyjątkowo trudnym okresem. Nie rozumiał jeszcze emocji, tego co działo się w jego głowie, ale wtedy czuł... Czuł, że czegoś mu brakowało, był sam i jakby niepełny.
Wszystko to szybko ustąpiło, gdy Ric przyciągnął go do pocałunku; o wiele bardziej emocjonalnego niż poprzedni, namiętnego, wywołującego fale gorąca w ciele wojownikach - fale, których już dawno nie doświadczył.
Pozwolił kontrolować mężczyźnie pocałunek, prowadzić go i dominować, rudzielec nigdy nie czuł potrzeby by prowadzić, dla niego liczyła się sama bliskość ich ciał, dzielenie się doświadczeniami i pragnieniami; zdawał sobie jednak sprawę jak ważne to było dla Rica, by dominować, nie zawsze, ale wystarczająco często by nie czuć się źle w tej relacji, a skoro to mu pomagało, Star gotów był całkowicie się temu oddać. Rozumiał czym różniły się konkretne role w sypialni, ale to nigdy nie było ważne, nie musiał nic nikomu udowadniać, poza tym, fascynowały go doznania związane zarówno z dominacją jak i uległością.
Pozwolił sobie jednak zacisnąć palce mocniej na jego włosach, druga dłoń zaś zsunęła się niżej na jego plecy, przytrzymując jego ciało blisko siebie, tak by nic ich nie dzieliło, ani kawałek wolnej przestrzeni. Jęknął mu cicho do ust, pokazując jak bardzo spodobał mu się ten intensywny, choć krótki akt.
Srebrne spojrzenie wbił w oblicze kochanka, czując jak od tych otarć warg zrobiło mu się jeszcze trochę cieplej, zwłaszcza w dolnych partiach ciała. Spojrzał w stronę drzwi, jakby chwilę zastanawiając się nad znaczeniem tego wszystkiego, nim w końcu odsunął się od Latynosa, ujmując go pewnie za ramię i wyprowadzając z gabinetu. Nie musiał znać drogi, Ric go pokieruje, ale chciał pokazać jak bardzo mu się w tej chwili spieszy... Jak bardzo się za nim stęsknił.

[zt x2]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Quicksilver

avatar

Liczba postów : 80
Data dołączenia : 07/12/2012

PisanieTemat: Re: Biuro   Pon Paź 31, 2016 7:06 pm

Po podrzuceniu siostry pod Avengers Tower mężczyzna pożegnał się z siostrą i po kilkukrotnym złożeniu obietnicy, że będą w kontakcie i niedługo wróci udał się... przed siebie. Nie miał konkretnego pomysłu na swoje dalsze poczynania, ale na pewno musiał wszystko to przemyśleć. Co prawda mógł po prostu wraz z Wandą udać się na to spotkanie, ale dzisiejszego wieczoru mocno go wkurzyli, nawet jeśli przy okazji uratowali mu być może życie. Jednakże nawet patrząc na to przez ten pryzmat nie mógł się zmusić do przekroczenia progu tego budynku. Być może to przez wcześniejszą kłótnię z siostrą, utraty pizzy albo po prostu wszechogarniających go obowiązków, ale potrzebował odpoczynku, z dala od wieżowca z wielkim "A" na szczycie. Początkowo po prostu szedł wolnym krokiem przez miasto, ale w pewnym momencie odczuł potrzebę znalezienia się znacznie dalej, więc skorzystał ze swych umiejętności. Gdzie był? Cóż, to nieszczególnie istotne. Ważniejszym jest to, w jakie miejsce udał się po około dwóch godzinach wędrówki po świecie. Postanowił raz jeszcze spotkać się z X-Factor Investigations. "mutanci w służbie narodowi" - te słowa cały czas obijały mu się od środka o czaszkę. Kto wie. Może to oni daliby mu tę wolność, której ostatnimi czasy czuł naprawdę duży niedobór? Warto spróbować. W obecnej chwili wszystko było lepsze od widoku tych "bohaterów". Stark, Banner, Thor... Shatterstar i jego towarzysz wydawali mu się teraz o niebo lepszymi towarzyszami do rozmowy. Pytanie jednak, czy ich zastanie. Póki co się na to nie zanosiło. Skorzystawszy z internetu odnalazł ich siedzibę i udał się tam. Nie miał jednak ochoty pukać do drzwi, więc raz jeszcze tego wieczoru skorzystał ze swych mocy i w mgnieniu oka znalazł się w biurze, ale niestety nikogo tutaj nie zastał. Pozwolił sobie rozglądnąć się po pomieszczeniu. Robił to oczywiście ostrożnie i nie wyłamywał zamkniętych zamków, ale to, co wpadło mu w ręce przeczytał z pewną dozą zainteresowania. W głowie cały czas kotłowały mu się motywy, dla których tutaj przybył, gdyż tak naprawdę nie był ich pewien. Bo niby co, odejdzie od Avengers i zostanie najemnikiem za pieniądze? W teorii może nie brzmiało to zbyt cudownie, ale jeśli miałby więcej prywatności niż w obecnej drużynie to kto wie. Nie miał jednak zamiaru decydować w tej chwili, póki co miał zamiar ich lepiej poznać, a także dowiedzieć się czegoś więcej o sprawach, którymi się zajmowali. Jeśli miałoby to być coś w stylu: 10 - uratuj kotka z drzewa, 12 - pomóż przejść staruszce przez drodze nie było opcji, aby zechciał im pomóc. Był jednak świadkiem tego, jak zniszczyli robota, który wydawał się całkiem niezłym przeciwnikiem, więc pacyfistami z pewnością nie byli. Pytanie jednak, czy korzystali ze swoich mocy (czego był pewien po ich 1 spotkaniu) dla dobra tej całej organizacji, czy też używali ich dla zabawy. Pozostawało mu czekać... Nie lubił czekać, ale dzisiejszego wieczoru równie mocno nie miał ochoty kogokolwiek szukać, więc po prostu usiadł na kanapie i wyłożywszy nogi na stół wbił wzrok w sufit. Wydawał się zamyślony, ale cały czas uważnie słuchał, czy ktoś się nie zbliża. Taka... wrodzona ostrożność.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Polaris

avatar

Liczba postów : 26
Data dołączenia : 06/01/2014

PisanieTemat: Re: Biuro   Pon Paź 31, 2016 9:35 pm

Lorna przez te kilka dni zdążyła się już rozgościć. Dostała swój całkiem spory pokój, który początkowo postanowiła zostawić taki jakiego została, a potem wywaliła wszystkie meble na korytarz i pomalowała wszystkie ściany pięknym, a zarazem dość stonowanym zielonym kolorem. Oczywiście nikogo nie prosiła o pomoc. Na szczęście każda szafa miała w sobie metalowe elementy, także nic nie musiała dźwigać. Pozostali członkowie X-Factor w tym czasie zajmowali się zleceniami, dlatego też nawet nie chciała nikogo angażować. Ot, potem poprosi ich o opinie.
Zielonowłosa nie miała zajmować się tylko wystrojem wnętrz, rzecz jasna. Po prostu dali jej kilka dni na zaaklimatyzowanie. Gdy skończyła już z pokojem postanowiła obejść również okolice. Z mapą zapuszczała się w coraz to dalsze tereny, aż w końcu je poznała. Wędrówki urządzała najczęściej rano, uprawiając kilkunastokilometrowy jogging. I tak też się stało tego dnia. Z rana bieganie, a po prysznicu miała zapoznać się z kolejnymi teczkami spraw rozwiązanych przez detektywów. Było tego całkiem sporo, lektura również nie należała do najnudniejszych, w końcu historie niczym z dobrego, bądź klasy D kryminału.
Uczyła się pewnych metod przeprowadzania wywiadu środowiskowego chcąc zdobyć informacje, od osób często przeoczonych przez policje. Nanosiła również własne notatki. Lorna należała do bardzo pilnych i ambitnych uczennic. Zresztą, dzięki temu tak bardzo nie myślała o tęsknocie za szkołą. Skłamałaby mówiąc, że nie brakowało jej tamtych czterech ścian. Cały czas jednak miała również poczucie, że podjęta decyzja była słuszna.
Wracając jednak do dzisiejszego dnia. Tak jak zostało wspomniane wcześniej. Lorna rano poszła biegać. Potem wzięła długi prysznic, a gdy już skończyła suszyć włosy, ubrała się w obcisłe zielone jeansy z wysokim stanem. Na górę zarzuciła białą koszulę w drobne seledynowe kropki. Z kuchni zgarnęła jakieś owoce i z kawą zamknęła się w pokoju. Czytała do późna, właściwie oderwała wzrok od papierów i zwróciła uwagę, że słonko powoli chowało się za drapaczami chmur. Wtedy też wydawało się, że coś usłyszała na parterze. Stwierdziła, że może któryś z chłopaków wrócił z tajniackiego spotkania z klientem albo miał jakąś sprawę do załatwienia. Długo jednak nie słyszała kroków na górę, dlatego troszkę się zaniepokoiła. Wzięła kilka głębokich wdechów. Zgarnęła dokładnie poskładane teczki z blatu biurka i ruszyła po schodach na piętro niżej.
Pietro mógł usłyszeć spokojne kroki, a potem ciszę. Lorna stała na korytarzu i rozglądała się to w jedną to w druga stronę. Przycisnęła teczki do klatki piersiowej i ruszyła w kierunku biura. Jakie było jej zdziwienie, gdy zastała zwykle zamknięte na drzwi uchylone. Zacisnęła mocniej dłoń na papierowej tekturze, a drugą wyciągnęła w kierunku metalowej klamki. Drzwi pchnięta magnetycznym polem otworzyły się na oścież, ale na tyle spokojnie by nie narobić hałasu. Bez zastanowienia weszła do środka, lecz to kogo zastała bardzo ją zaskoczyło. Na co zresztą wskazywały szeroko otwarte oczy.
- Dobry wieczór? – Wydusiła z siebie wpatrując na niczym niezmąconą twarz młodego mężczyzny. Prawdopodobnie nie powinna być zdziwiona jego białą czupryną, w końcu kaskada długich, bujnych a przede wszystkim zielonych włosów opadała na ramiona i plecy Lorny, ...a jednak była. Nie kojarzyła, by Shatterstar czy Rictor zapowiedzieli wizytę klienta. Zaraz zaczęła się zastanawiać czy może jednak zostawili karteczkę przyczepioną do drzwi lodówki? A potem zwątpiła w swoją spostrzegawczość. Wątpliwości odłożyła to na bok, ponieważ twarz Quicksilvera wydała jej się znajoma.
- Był pan umówiony na spotkanie? – Zapytała wpatrując się w obliczę Pietro. Na dodatek zmierzyła go z góry na dół, aż po sam czubek palców u nóg, które w dość nonszalancki sposób oparł o biurko. Sama nie wiedziała co ma o tym sądzić...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rictor

avatar

Liczba postów : 109
Data dołączenia : 30/12/2015

PisanieTemat: Re: Biuro   Pią Lis 04, 2016 11:41 pm

Na telefon Lorny dotarła wiadomość tekstowa, okraszona dodatkowo zdjęciem. Jej treść była krótka:
"Obcy z własnymi siłami powietrznymi na naszym terenie."
Załączony do niej obrazek przedstawiał ujęcie wykonane z okna hallu Instytutu. Widniało na nim kilka postaci, w tym dobrze zbudowany mężczyzna o granatowej skórze, blada kobieta w ciemnym stroju, a nieco za nimi - bardziej znajome postaci, czyli Rahne i Laura... Być może w pobliżu przebywało więcej osób, ale na zdjęciu nie było ich już za dobrze widać.

// Żeby nie psuć Wam sesji, może odbierz po prostu wiadomość później?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Quicksilver

avatar

Liczba postów : 80
Data dołączenia : 07/12/2012

PisanieTemat: Re: Biuro   Sob Gru 03, 2016 5:50 pm

Kanapa okazała się całkiem wygodna. Mężczyzna był pewien, że można by się na niej nieźle wyspać, ale nie miał na to zbytniej ochoty. W jego głowie nadal wirowały wszystkie te pytania pozbawione odpowiedzi, a tym, czego teraz najbardziej pragnął to uzyskać na nie odpowiedzi. Spokój... czy będzie mu kiedyś dane go odczuć? Szczerze w to wątpił.
W pewnym momencie zaczął mimowolnie nucić pod nosem jakąś melodię, ale z tego stanu wyrwał go instynkt. Jak się okazało jego wrodzona ostrożność okazała się całkiem przydatna, albowiem nie minęła długa chwila, a za drzwiami znalazła się jakaś persona. W zasadzie mógłby się jakoś przygotować, gdyż ów "ktoś" mógł go uznać za chociażby złodzieja, ale nie miał na to ochoty. W razie potrzeby i tak zdąży zareagować, ale mimo wszystko miał nadzieje, że obejdzie się bez takich czynności. Przybył tutaj, aby porozmawiać o tej całej organizacji. Gdyby potrzebował się wyżyć udaremniłby po prostu jakiś napad. Wystarczyło powiedzieć, że musiał się bronić i nikt nie czepiałby się pobicia owego złodziejaszka. Poza tym był w Avengers co dawało mu dodatkowe "plecy".
Póki co jednak odłożył wszystkie te myśli na bok, albowiem drzwi w końcu się otworzyły, a w pokoju pojawiła się zielonowłosa kobieta. Gdyby sam nie miałby białych włosów być może zdziwiłby się tym widokiem, ale tak po prostu obrócił lekko głowę i obdarzył ją leniwym spojrzeniem. W sumie całkiem ładna, ale nie miał ochoty teraz się na tym skupiać.
-Witam witam. - rzekł w odpowiedzi z lekkim uśmiechem, ale ani myślał zdejmować nogi ze stołu. Było mu całkiem wygodnie i póki była taka możliwość miał zamiar się zrelaksować na tyle, na ile było mu to dane. Nie zapomniał jednak o zapewne współpracownicy mężczyzn, których spotkał jakiś czas temu. Wysłuchał uważnie jej słów, a gdy zapadło to jakże istotne pytanie lekko się uśmiechnął i na chwilę spojrzał w sufit, jak gdyby się zastanawiał. Mógł skłamać i stwierdzić, że był ale tak naprawdę niewiele by mu to dało. Był niemal pewien, że Rictor oraz jego przyjaciel zechcą się z nim zobaczyć. Czemu? Cóż, to dość proste. Mogli uznać, że chcą ich wynająć, a z tego co zrozumiał nie mieli nic do zarabiania pieniędzy. Innym motywem mogła być po prostu ciekawość. W końcu nie często zjawia się w Twoich progach tej jakże sławnej grupy Mścicieli. Speedster postanowił ostatecznie być… po prostu szczerym.
Z tym nastawieniem ponownie skupił na niej swój wzrok, a następnie posłał jej lekki uśmiech i przemówił.
-Oficjalnie Twoi… przyjaciele jak mniemam nie wiedzą o mojej wizycie, ale jestem pewien, że będą chcieli poświęcić mi chwilę czasu. Powiedz mi, gdzie mogę ich spotkać? Może dopisało mi szczęście i zastałem ich w domu? – rzekł po czym obdarzył ją lustrującym spojrzeniem. Raz jeszcze przekonał się, że była całkiem ładna, ale nawet mimo tego nie miał ochoty na flirty, przynajmniej nie dzisiaj. Póki co chciał dowiedzieć się czegoś więcej o X-Factor Investigations. Oczywiście zdążył już przeczytać ich oficjalny opis w Internecie, ale nie wierzył, aby było to wszystko. Naprawdę go ciekawiło, czy będą w stanie go zainteresować. To byłaby miła odmiana od tego całego herosowania pod publikę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Polaris

avatar

Liczba postów : 26
Data dołączenia : 06/01/2014

PisanieTemat: Re: Biuro   Nie Gru 04, 2016 12:50 am

Nie wiedzieć czemu miała nadzieje, że jak ją zobaczy to jednak zdejmie buciory z biurka, ale tak się nie stało. Z delikatną dezaprobatą powędrowała w stronę wspomnianych już butów i ponownie wróciła do twarzy Pietro. Nie była przyzwyczajona do takiego zachowania, a przynajmniej nie ze strony dorosłego mężczyzny. Coś jej jednak podpowiadało, że Quicksilver już taki był i nie zamierzała z tym walczyć. Najwyraźniej czuł się na tyle swobodnie by przyjmować taką pozycję i zamiast najzwyczajniej w świecie wstać i się przywitać-przedstawić, wolał pozostać w pozycji pionowej. Ego Lorny zostało urażone, ale nie zamierzała tego po sobie pokazywać. Próbowała się pozbyć również nieodpartej ochoty przesunięcia biurka falą magnetyczną tak, by nogi Maximoffa spadły na podłogę i prawię się udało. Propozycja sama w sobie wydawała się kusząca, dlatego stwierdziła, że będzie miała to na względzie.
Mimo to przez cały czas słuchając jego wypowiedzi nie zajęła równie luźnej pozycji. Dopiero pod koniec wypowiedzi przeniosła się bliżej szafek, gdzie schowała posegregowaną wcześniej dokumentacje. Starała się również aż tak nie tracić wzroku z rozmówcą. Nie zaoponowała, gdy Pietro nazwał Rictora i Shatterstara jej przyjaciółmi. Może nie byli, aż tak blisko, ale nie zamierzała mu tego tłumaczyć.
- Na pewno będą chcieli poświęcić tobie czas – Skoro on przeszedł na ty to i ona nie zamierzała bawić się w konwenanse.
- W końcu współpraca z Avengers zawsze jest ciekawym doświadczeniem. Niestety tym razem szczęście cię zawiodło. Obydwoje są poza budynkiem, dlatego najlepiej umówić się na konkretną godzinę – Odpowiedziała całkiem miło, acz neutralnie. Nie zamierzała się również dopraszać o udzielenie większej ilości informacji z dwóch względów. Pierwszy to brak informacji czy może już czuć się pełnoprawną członkinią X-Factor, podejmującą decyzję w sprawach dotyczących działalności agencji. A druga kwestia… sam Pietro stwierdził, że wolałby rozmawiać z jej ‘przyjaciółmi’.
Na szczęście chwila ta została przerwana przez dzwonek oznajmujący otrzymanie smsa. Lorna jeszcze w tym momencie nie wiedziała, że to wcale nie manna z nieba, a wręcz przeciwnie. Nieświadoma szybko sięgnęła po telefon.
- Przepraszam, muszę odebrać – Zwróciła się do Pietra i stanęła bokiem. Zerknęła na ekran telefonu i zamarła. Szybkim ruchem palcami powiększyła zdjęcie i przyjrzała się podejrzanym gościom. Nie wyglądało to najlepiej, ale również nie jakoś tragicznie, dlatego odpisała.
„W pokojowych zamiar, czy wręcz przeciwnie? Dajcie proszę znać, a zjawie się jak najszybciej. Ps. Macie gościa. Sam Quicksilver o was pyta.”
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rictor

avatar

Liczba postów : 109
Data dołączenia : 30/12/2015

PisanieTemat: Re: Biuro   Sob Gru 10, 2016 3:23 pm

Odpowiedź Rictora przybyła stosunkowo szybko, bo po upłynięciu może minuty czy dwóch:
"Czego dokładnie chce? Sądząc po walce przed budynkiem, obcy nie są pokojowo nastawieni, a jeden mógł wedrzeć się do środka. Zbieramy uczniów w DR, chwilowo powinni być bezpieczni."
Po tej wiadomości prędko pojawiła się zaś następna, oddzielona od tej pierwszej zaledwie kilkudziesięcioma sekundami... A może nawet kilkunastoma?
"QS i tak wie gdzie jest szkoła. Wyjaśnij mu sytuację i zabierz tutaj, jeżeli będzie chętny do pomocy. Storm pewnie nadzoruje akcję."
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Polaris

avatar

Liczba postów : 26
Data dołączenia : 06/01/2014

PisanieTemat: Re: Biuro   Sob Gru 10, 2016 6:16 pm

Minął tydzień, może dwa do momentu opuszczenia szkoły, ale to nie znaczyło, że nie martwi się o los swoich przyjaciół, a przede wszystkim w momencie, gdy najwyraźniej zagraża im niebezpieczeństwo. Starała się jednak nie panikować, aczkolwiek ta minuta czy dwie zaczęły się dłużyć, dlatego stojąc obok biurka uderzała nerwowo palcami w drewniany blat. Na chwilę nawet zapomniała o obecności Pietra, dlatego westchnęła sobie cicho pod nosem, mrucząc coś nie zrozumiałego, co mogło zabrzmieć jak ‘no dalej, dalej’.
Aż w końcu nadeszła wiadomość, o czym świadczył krótki dźwięk wydobywający się z aparatu. Lorna nie czekała ani chwili dłużej, odczytała smsa i oparła się pośladkami o rant biurka. Mina kobiety nie wyrażała niczego dobrego. Mieszanka zmartwienia i podenerwowania wymalowała się na jej ładnej twarzy, a atmosfera w pomieszczeniu jakby stężała. Gdy odczytała jedną wiadomość, zaraz pojawiła się druga, dlatego wzrok Lorny cały czas padał na płaską tafle telefonu i przebiegał po wyrazach, bardzo szybko je przyswajając.
Dopiero po drugim smsie ‘przypomniała’ sobie o obecności Pietro, a przynajmniej tak to wyglądało. Mężczyzna jednak sam mógł wywnioskować, że sytuacja jest bardzo poważna. Po Lornie od razu było widać, że nie jest to przyjazna wymiana smsów, a raczej wiadomość, która ją zasmuciła. Spojrzała na Pietro nie zwracając już uwagi na jego nogi na blacie. Chciała coś powiedzieć, ale nie miała pojęcia jak ubrać to w słowa. Niestety nie miała za dużo czasu, więc nie zamierzała bawić się w przemowy.
- Kosmici zaatakowali szkołę Charlesa Xaviera. Mój drugi dom. Rictor i Shatterstar są na miejscu i pomagają w całej akcji. Ja również tam zmierzam. Jeżeli chcesz pomóc to się nie krępuj. Przyda się każda para rąk – Odpowiedziała i odpisała na smsa: Zaraz będę w drodze. Przekazałam QSowi.
- Muszę lecieć – Rzuciła do Pietro i ruszyła do wyjścia. Już po kilku sekundach mógł usłyszeć jak wbiega do połowy schodów, bo właśnie tam stukot butów ucichł. Lorna pośpieszana myślami wzniosła się nad powierzchnie i wleciała do swojego pokoju. Tam w trybie natychmiastowym przebrała się w swój X-Factorowy uniform i opuściła pmieszczenie przez okno tworząc wokół siebie pole magnetyczne, które wzniosło ją ponad chmury, a potem rozpędziła się na tyle na ile miała możliwość i pomknęła do szkoły.
/zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Quicksilver

avatar

Liczba postów : 80
Data dołączenia : 07/12/2012

PisanieTemat: Re: Biuro   Sro Lut 15, 2017 10:43 pm

Pietro z lekkim rozbawieniem, które ukrywało się gdzieś na obrzeżach jego twarzy obserwował tę dezaprobatę w oczach kobiety, ale cóż... ten stół był bardzo wygodny. Poza tym trochę się już zależał i nie miał ochoty zmieniać pozycji. Musiałby na nowo rozgrzewać sobie siedzisko, a w tym czasie byłoby mu zimno. Całkowicie nieopłacalne.
Ruchy kobiety śledził bardzo uważnie (ale wcale nie skupiał się na jej biodrach, serio). Zanotował w głowie, gdzie chowają papiery... jakiekolwiek by one nie były. Nie tak, żeby miał zamiar grzebać im w dokumentach, ale kto wie co przyjdzie mu zrobić w przyszłości. W końcu na każdego może się przydać jakiś haczyk.
- Mam taką nadzieję. W końcu sami ostatnio mi powiedzieli coś takiego... a przynajmniej coś w tym guście. - rzekł po czym posłał jej lekki uśmiech. Jej słowa były całkiem pocieszające. Oznaczałoby to, że nie przybył tutaj na darmo, a nie ma co ukrywać, jakoś nie miał ochoty pocałować klamki.
- Avengers...? Nie nie nie, nic z tych rzeczy. Nie jestem tutaj z ramienia Avengersów. Przybyłem prywatnie i liczę, że tak pozostanie. Nie rozpowiadaj nikomu, że tutaj byłem złotko. - dodał posyłając jej uroczy uśmiech. Może trochę za bardzo ryzykował z tym drażnieniem, ale kto nie ryzykuje ten nie ryzykuje.
Gdy wspomniała o odebraniu kiwnął głową na znak, że rozumie samemu zagarniając ze stołu leżące tam papiery. Przeleciał je wzrokiem z małą pomocą swojej szybkości, a następnie ponownie skupił się na kobiecie, która jak się okazało miała całkiem ciekawe informacje. Atak na szkołę Charlesa Xaviera. Ciekawe kto był na tyle głupi. Wiedział co nieco o tym przybytku oraz jego uczniach i dobrze wiedział, że słowa "atak" "na" i "szkołę" nie współgrają dobrze w tym przypadku. W sumie mógł pomóc, zawsze to jakaś rozrywka no i w końcu rozmowa z Rictorem oraz jego druhem. Gdy kobieta zniknęła za drzwiami zebrał się leniwie z kanapy i rozciągając ramiona strzelił jeszcze karkiem. Rozejrzał się po pomieszczeniu i z nagłym podmuchem wiatru zniknął z pomieszczenia.

z/t
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rictor

avatar

Liczba postów : 109
Data dołączenia : 30/12/2015

PisanieTemat: Re: Biuro   Sro Lut 22, 2017 6:04 pm

Po opuszczeniu gabinetu dyrektorki i powrocie do siedziby X-Factor Investigations, Ric i Star w pierwszej kolejności skierowali się na swoje piętro - a dokładniej prosto do swej sypialni. Mieli w niej parę rzeczy do zrobienia i wyjątkowo nie chodziło nawet o nic niecenzuralnego. Shatterstar otrzymał jedną z bransoletek, tę nadprogramową, aby mógł się jej przyjrzeć, zorientować się jak działa... I być może nauczyć się ją kopiować. Gdyby sami mogli je produkować, to bardzo ułatwiliby sobie życie. Oczywiście istniała opcja, że technologia okaże się zbyt skomplikowana albo materiały za drogie... Ale warto było spróbować.
Rictor w tym czasie zajął się najpierw dyskiem zewnętrznym, na którym trzymał bazę. W tej chwili nikt nie wiedział o tym, że w ogóle byli w jej posiadaniu. Instytut zapewne uważał, że oddali im dane i to wszystko z ich strony... A to oznaczało, że byli już o krok do przodu, przynajmniej póki co. Latynos odpiął więc dysk i schował go w... Bezpiecznym miejscu. Wyglądał niepozornie, szczególnie wśród innych urządzeń - nie powinien zwracać na siebie niczyjej uwagi.
Potem mężczyzna zdecydował się wrócić na dół, aby zajrzeć do biura. Według Lorny podczas ataku na Instytut mieli tutaj gościa - i to nie byle jakiego, bo członka wielkich i ważnych Avengers. Kto by pomyślał, że Quicksilver jednak się do nich zwróci? Pytanie tylko: w jakim celu? Chciał porozmawiać o tamtej akcji w parku? O samej agencji? A może miał z nimi jakiś problem? Ric nie wykluczał z góry żadnej z tych opcji.
W pomieszczeniu wszystko wyglądało... W porządku, przynajmniej na pierwszy rzut oka. Na pewno wnętrze nie sprawiało wrażenia, jak gdyby ktoś je przeszukał. Z jednej strony to dobry znak, z drugiej - Rictor sam potrafiłby to zrobić w taki sposób, aby nie pozostawić po sobie żadnych śladów, więc wolał nie przesądzać sprawy.
Mężczyzna przeszedł się między stolikiem i szafkami, a gdy dotarł do biurka - omiótł wzrokiem jego powierzchnię. Na blacie zauważył drobinki pyłu i ziemi, co najprawdopodobniej oznaczało, że ktoś oparł na nim stopy... Lorna by tego nie zrobiła, Madrox raczej też nie, czyli widocznie to ich gość popisywał się przed Polaris. Na tę myśl Ric westchnął z irytacją, pochylił się i dmuchnął na wspomniane ślady, aby opadły na podłogę; potem się ją odkurzy.
Oprócz nich na blacie spoczywał także niewielki kawałek kartki z zapisanym na niej... Zapewne numerem telefonu, sądząc po liczbie cyfr. Mutant wziął go do ręki i odruchowo zerknął na drugą stronę papieru, jednakże również tam nie znajdowało się żadne wyjaśnienie. To się wszystkiego dowiedział... Dobrze, że po wcześniejszej wymianie zdań z Polaris domyślał się czyj był ten numer.
Nie do końca usatysfakcjonowany, ale odrobinę spokojniejszy, Latynos oparł się tyłem o biurko, wyjął z kieszeni kurtki komórkę i na początek zajął się rozsyłaniem wiadomości na temat Rahne. Nie musiał informować wielu osób - jedynie Madroxa i Lornę... Ale wolał, żeby byli na bieżąco. W SMSach zaznaczył, że Wolfsbane nie miała jeszcze pewności, czy zostanie z nimi na stałe - by nie pojawiły się żadne nieporozumienia.
Kiedy tylko skończył, mężczyzna wpisał w telefon numer z kartki, po czym na niego także wystosował wiadomość: "XFI. W czym możemy pomóc?" Na odpowiedź nie musiał długo czekać, gdyż już wkrótce na ekranie jego komórki wyświetliły się następujące słowa: "Jestem Pietro Maximoff. Spotkaliśmy się już dzisiaj, w Central Parku. Mogę mieć dla Was ofertę, która się Wam spodoba." Wyglądało na to, że jego podejrzenia były słuszne... W porządku, wysłuchanie Quicksilvera na pewno w niczym im nie zaszkodzi, a kto wie? Być może wyjdzie im na dobre. W związku z tym Rictor również odpisał niemalże od razu: "Jasne. Osobiście czy telefonicznie?"
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Wolfsbane

avatar

Liczba postów : 97
Data dołączenia : 09/04/2013

PisanieTemat: Re: Biuro   Czw Mar 09, 2017 11:41 am

//zt z X-Mansion

Dłoń Rahne po raz kolejny zanurkowała w kieszeni i namacała wizytówkę. Adres się zgadzał. Kamienica, w której mieściła się agencja, nie wyglądała zachęcająco. Prawdę mówiąc, przywodziła na myśl scenerię z każdego kryminału noir, jaki kiedykolwiek napisano. Czego by nie mówić, Madrox miał wyczucie klimatu. Po chwili wahania, Wolfsbane zaparkowała swój rozklekotany motocykl na chodniku, wrzuciła kask do przyczepki a wydobyła z niej swój bagaż i spory pakunek zawinięty w folię. Z pakunkiem pod pachą i torbą przewieszoną przez ramię pokonała schodki wiodące do wejścia. O ile nie zauważyła w pobliżu dzwonka ani domofonu, a drzwi nie były zamknięte, zamiast pukać, po prostu nacisnęła łokciem klamkę. W końcu przyjechała tu do pracy, a nie jako klientka…
Wnętrze budynku okazało się o wiele przytulniejsze, co przyjęła z cichą ulgą. Nie miała nic przeciwko niewygodom, ale mimo wszystko cieszyła się, że nie zamieniła komfortowo urządzonej szkoły na ruderę rodem z jakiegoś czytadła. Skłamałaby mówiąc, że nie czuła ani odrobiny niepokoju w związku z tą zmianą w jej życiu.
Stopą pchnęła drzwi, które niezbyt głośno, ale słyszalnie zamknęły się za nią.
- Halo? Jest tu ktoś? – zawołała, rozglądając się w poszukiwaniu pomieszczenia, które mogło być biurem agencji. Po chwili kluczenia odnalazła otwarte drzwi, a za nimi Rictora pochylonego nad telefonem komórkowym. Tym razem delikatnie zapukała we framugę, aby zwrócić na siebie uwagę, jeżeli mężczyzna do tej pory na nią nie spojrzał.
- Cześć. Mam nadzieję, że nie przyjechałam nie w porę. – przywitała się, wchodząc do biura i obrzucając je szybkim spojrzeniem. Pomieszczenie było przestronne i całkiem przyjemnie urządzone. Rahne postawiła swoją torbę na podłodze, a tajemniczy pakunek wręczyła Rictorowi. Cokolwiek znajdowało się pod folią, wydzielało apetyczny aromat orientalnych przypraw. – Wzięłam po drodze chińszczyznę. Nie wiem jak ty, ale ja po tym wszystkim umieram z głodu. Bez obaw, wystarczy dla wszystkich.
Już po opuszczeniu szkoły, jadąc w kierunku Manhattanu, poczuła bolesne skurcze żołądka. Nie pamiętała kiedy ostatnio coś jadła. Albo spała, skoro już o tym mowa. Zatrzymała się w pierwszej lepszej chińskiej knajpie i zamówiła pięć porcji na wynos. Nie wiedziała kogo dokładnie zastanie na miejscu, nie wypadało jednak zjawiać się w agencji z pustymi rękoma, pomyślała więc o wszystkich jej mieszkańcach. Po wszystkim, co niedawno się wydarzyło, przyjemnie było skupić uwagę na czymś tak prozaicznym, jak jedzenie.
Daj znać jeśli mogłabym od razu w czymś pomóc. Pewnie macie tu dość roboty poza oprowadzaniem nowicjuszy – dodała rozglądając się po pomieszczeniu, tym razem zwracając baczniejszą uwagę na szczegóły, by w końcu powrócić spojrzeniem ku twarzy Rictora. - Ale nie ukrywam, że mam kilka pytań, jeśli masz na nie czas.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rictor

avatar

Liczba postów : 109
Data dołączenia : 30/12/2015

PisanieTemat: Re: Biuro   Pią Mar 10, 2017 12:07 am

Jeszcze pod koniec wymieniania się z Quicksilverem wiadomościami, Rictor usłyszał już to pierwsze zawołanie Rahne, jednakże zamiast odpowiedzieć jej od razu - szybko dopisał resztę SMSa, aby załatwić już tę sprawę i przynajmniej jedną kwestię mieć z głowy. Zdążył wysłać wiadomość i oczekiwał właśnie na jakąś odpowiedź, gdy kobieta, zgodnie z jego przewidywaniami, sama odnalazła drogę do biura. Jej pukanie sprawiło, że Latynos oderwał wzrok od ekranu telefonu, blokując go na wyczucie, by zaraz potem schować go do kieszeni kurtki. Komórkę miał ustawioną na wibracje, więc wiedział, że od razu zorientuje się o otrzymanym SMSie.
Mężczyzna jedynie pokręcił przecząco głową, by pokazać, że Wolfsbane w niczym mu nie przeszkadzała, zaraz potem zaś odbił się lekko od biurka, żeby stanąć wyprostowany. Przez ten czas Rahne się do niego zbliżyła, więc nie musiał ani na nią czekać, ani się ku niej przemieszczać, żeby odebrać od niej pakunek. Jego woń jeszcze z daleka miło mu się skojarzyła, choć wynikało to nie tylko z osobistych upodobań kulinarnych, ale też po prostu z faktu, że nie jadł już dłuższą chwilę. Pracując potrafił zapominać o posiłkach, lecz ich zapach od razu robił swoje... Ric aż wciągnął głęboko powietrze nosem, aby się tym nacieszyć.
- Chińszczyźnie nigdy nie powiem nie. Lorna powinna się niedługo pojawić, a Star jest na górze, zajęty, więc nie wiem czy do nas dołączy... Za to Madrox to teraz loteria, pewnie wróci o dziwnej porze i będzie wygłodniały - co prawda Rahne o nich nie spytała, ale Latynos czuł się w obowiązku wyjaśnić nieobecność towarzyszy w biurze. Mówiąc, zabrał się już za ostrożne rozpakowywanie na blacie paczuszki z jedzeniem. Nie chciał przecież, żeby coś się rozwaliło czy wysypało.
Mężczyzna planował skoczyć szybko do sypialni, by przynajmniej podrzucić Shatterstarowi posiłek albo nawet sprowadzić rudzielca na dół... W takim wypadku drugą porcję zostawiłby po drodze w kuchni - dla Madroxa. W międzyczasie Ric słuchał jednak Wolfsbane i prędko doszedł do wniosku, że jej pytania były najpewniej równie ważne lub ważniejsze od pełnych żołądków... Nawet jeżeli ona sama oferowała poczekanie.
- Ma się ze mną skontaktować Quicksilver. Albo tutaj przybiec, nie wiem, wcale bym się nie zdziwił. Poza tym nigdzie się teraz nie spieszę, więc zaniosę tylko Starowi jedzenie i możemy rozmawiać... Chyba że wolisz od razu? - spojrzał na kobietę pytająco, ale i badawczo, jak gdyby starał się ocenić o czym dokładnie będą dyskutować: po prostu o agencji, czy może o czymś innym.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Polaris

avatar

Liczba postów : 26
Data dołączenia : 06/01/2014

PisanieTemat: Re: Biuro   Sob Mar 11, 2017 12:02 am

Zielonowłosa mutantka wróciła do biura około półtorej godziny przed pozostałymi. Świeże powietrze potrafiło zdziałać cuda. Orzeźwiający powiew tym razem jednak nie zmazał zatroskanej miny, która nie opuściła Lorny od momentu, gdy opuściła teren szkolny, aż do momentu, gdy znalazła się za drzwiami swojego, już względnie urządzonego pokoju. Dopiero tu dała upust cichemu westchnięciu i smutkowi. Nie spodziewała się, że tak szybko wróci do szkoły, co prawda tylko z krótką wizytą, ale sam fakt, znowu zachwiał coś co budowała przez ostatni czas, gdy przeniosła się z całym swoim dobytkiem do tego budynku. Pewność siebie. Nie spodziewała się również, że wizyta odbędzie się w dość drastycznych okolicznościach. Na szczęście nikomu nic się nie stało, jednak sam atak kosmitów na szkołę nie dawał jej spokoju. Nie tylko ze względu na zagrożenie uczniów, ale i reszty świata.
Wzięła dłuższy prysznic, żeby doprowadzić się do porządku, a gdy wychodziła już z łazienki usłyszała zamykanie drzwi od sypialni Rictora i Stara. Więc najwyraźniej panowie również wrócili z wyprawy do szkoły. Była ciekawa czego się dowiedzieli, ale stwierdziła, że w samym szlafroku nie będzie nikogo nagabywać, dlatego też wróciła do swojego pokoju. Popołudniowa toaleta Lorny nie trwała długo, dlatego będąc już ubrana i subtelnie pomalowana postanowiła wysuszyć włosy przy oknie.
Z niczym niezmąconą miną obserwowała widok za szybą. Jedną ręką przeczesywała długie włosy, w drugiej przytrzymywała suszarkę. Pod koniec znudzonej czynności dostrzegła coś co sprawiło, że żmudny proces przeszedł na drugi plan, chociaż cały czas nie został przerwany. Właściwie ‘coś’ to niefortunnie ujęte słowo, ponieważ to nie motor przyciągnął uwagę Lorny, a znajoma, kasztanowa burza włosów Rahne. Nie znały się aż tak dobrze. Panna Sinclair raczej trzymała się na uboczu, gdy Dane wiodła prym u boku jednego z najpopularniejszych chłopaków w szkole. Skłamałaby jednak mówiąc, że nie ucieszyła się na widok kobiety. Może dlatego, że teraz będzie miała wywiedzieć się z pierwszej ręki jak sytuacja w szkole? Może dlatego, że jako jedyna reprezentantka płci damskiej, na tym etapie zachwiania emocjonalnego mogła się czuć niepewnie? A może najzwyczajniej w świecie miło było zobaczyć znajomą twarz? Zresztą z tego co było jej wiadomo, Rahne miała zasilić szeregi agencji więc obecność Wilczycy zaliczała się jak najbardziej na plus.
Nie wiedząc, że Rictor został w biurze postanowiła przyspieszyć suszenie włosów. Dlatego też wsunęła palce w kosmyki włosów i zaczęła je szybciej przeczesywać. Nie czekała jednak na całkowite obsuszenie. Wyłączyła sprzęt i wyszła na korytarz. Dopiero tam usłyszała głosy. Najwyraźniej Rahne została wpuszczona do środka, a sądząc po drugim, męskim głosie, zajął się tym jeden ze współpracowników. Nie zastanawiając się zbyt długo zbiegła po schodach i zaraz pojawiła się w drzwiach biura.
- Cześć, Rahne – Przywitała się z kobietą i wyciągnęła do niej dłoń z delikatnym uśmiechem wymalowanym na twarzy.
- Nie przeszkadzam wam? Zobaczyłam cię przez okno i chciałam podpytać jak tam sytuacja w szkole... – Zapytała i zerknęła badawczo to na twarz Rictora, to na Rahne, by upewnić się, czy czasem nie wtrąciła się w jakąś prywatną dyskusję.
- No i przede wszystkim cię przywitać - Zaraz dodała - Nie słyszałam jak przyjechaliście. Brałam akurat prysznic – Zwróciła się do Rictora i wskazała kciukiem za siebie, jakby tam właśnie znajdowała się kabina, pokrótce wyjaśniając to czemu nie zjawiła się od razu po przybyciu Rica i Stara. Chcąc nie chcąc zerknęła również w kierunku pudełek z jedzeniem. Dieta, dietą, ale ścisk pustego żołądka robił swoje...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Wolfsbane

avatar

Liczba postów : 97
Data dołączenia : 09/04/2013

PisanieTemat: Re: Biuro   Sob Mar 11, 2017 9:41 pm

Nie śmiała nawet zakładać, że byli w biurze sami, głównie dlatego, że obawiała się, dokąd mogłoby ją zaprowadzić takie myślenie. Kiedy więc Rictor zaczął mówić o miejscach pobytu współpracowników, odczuła zarówno delikatne rozczarowanie, jak ulgę. Tak było prościej. Ich relacja, jakkolwiek by jej nie nazwać, była wciąż zbyt niepewna. Może najlepszą decyzją było pozwolić jej okrzepnąć w warunkach profesjonalnej i przyjaznej współpracy. Z naciskiem na profesjonalizm. Najwyższy czas aby nauczyła się oddzielać zawodową i uczuciową sferę życia...
Pokiwała więc głową, przyjmując informacje bez zbędnego komentarza. Na wzmiankę o Quicksilverze uniosła natomiast brew. Tego się nie spodziewała.
- Nie wspominałeś, że macie tak wysoko postawione kontakty. Przychodzi prywatnie czy jako członek Avengers?
Wejście Lorny i jej wyraźnie ciepłe powitanie wprawiło Rahne w zakłopotanie, postarała się jednak nie pokazać go po sobie. Nie wiedziała właściwie dlaczego spodziewała się innego przyjęcia. Nie były bliskimi znajomymi, to prawda, miały jednak wspólnie pracować i mieszkać pod jednym dachem, a to wymagało obopólnej życzliwości. Nie mówiąc już o tym, że obecność drugiej kobiety w tym gnieździe testosteronu zapewne okaże się zbawienna. Dobrze wiedziała, że Rictor i Jamie od czasu do czasu musieli zostać przywołani do porządku. Co do Stara… nie była jeszcze całkiem pewna, jak go traktować. Mogła tylko mieć nadzieję, że czas zaleczy nieuniknioną niezręczność ich wzajemnych stosunków. Koniec końców, postanowiła wziąć przyjazny uśmiech Lorny za dobrą monetę.
- Lorna. Cześć. Rictor mówił mi, że będziemy razem pracować. – Uśmiechnęła się, ściskając wyciągniętą dłoń kobiety. – Nie przeszkadzasz. Właśnie miałam zaproponować, żebyśmy najpierw zjedli. - Tu spojrzała na Rictora i nieznacznie skinęła głową w odpowiedzi na jego wcześniejsze pytanie. - Idź do Stara, na pewno też jest głodny. Ja poczekam tu z Lorną i opowiem jej o wszystkim.
Nie czekając na jego reakcję, sięgnęła po swoją porcję, gestem zachęcając Lornę do tego samego, po czym z westchnieniem ulgi usiadła na kanapie, wyciągając przed siebie nogi skrzyżowane w kostkach. Podróż nie należała do najkrótszych, a siedzenie motocykla do najwygodniejszych. Poza tym była głodna jak… No cóż, jak wilk. Mniej więcej w połowie drugiej sajgonki uniosła pytające spojrzenie na zielonowłosą.
- Chcesz znać całą historię czy…? – zapytała. Nie wiedziała ile z niedawnych wydarzeń Lorna zdążyła poznać na własną rękę, a nie chciała zanudzić jej powtarzaniem informacji.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rictor

avatar

Liczba postów : 109
Data dołączenia : 30/12/2015

PisanieTemat: Re: Biuro   Nie Mar 12, 2017 10:05 pm

Rictor sam chciałby wiedzieć z czym dokładnie zamierzał się do nich zwrócić Quicksilver - w związku z czym na pytanie Rahne zareagował w pierwszej kolejności wzruszeniem ramionami. "Oferta", o której wspomniał speedster, mogła oznaczać bardzo wiele rzeczy, zaczynając od wymiany informacji z Avengers, poprzez inne formy współpracy, a kończąc po prostu na zleceniu... To z kolei również mogłoby się tyczyć niemalże wszystkiego.
- Nie mam pojęcia, ale ponoć chce nam coś zaproponować. Mówił, że nam się to spodoba - wyjaśnił na tyle, na ile był w stanie... Ale nie zdążył dodać nic więcej, czy nawet zmienić tematu, gdyż do pomieszczenia wkroczyła Lorna, a jej pojawienie się od razu przyciągnęło jego uwagę oraz wzrok. Latynos zachował milczenie, pozwalając kobietom się ze sobą przywitać i wymienić mniej lub bardziej standardowe uprzejmości. Rola obserwatora - i słuchacza - bardzo mu odpowiadała... Przynajmniej do czasu, gdy Wolfsbane przykazała mu się zmyć. Teraz rzeczywiście mógł to już uczynić z czystym sumieniem, wiedząc, że nie zostawiał jej w biurze samej... Więc tylko jej przytaknął, zgarnął dwie porcje - i ruszył ku drzwiom.
- Zaraz wrócę - obiecał po drodze, jednocześnie po raz ostatni przed opuszczeniem pomieszczenia spoglądając przez ramię na obie panie. Pierwszym przystankiem na jego drodze była kuchnia, w której ulokował pierwsze z dań, aby mogło w spokoju poczekać na Madroxa... Lub też na dowolną inną wygłodniałą osobę. Najwyżej ich szef będzie miał pecha i nie zdąży. Druga porcja powędrowała wraz z Rictorem na górę, do Stara, przy którym Latynos spędził już chwilę.
Mutant zaczął od wyjaśnienia przyjacielowi, że Rahne - zgodnie z zapowiedzią - stawiła się w budynku z darami pod postacią chińszczyzny i rozmawiała właśnie z Lorną... W zamian zaś usłyszał od rudzielca coś o wiele ciekawszego i zarazem zdecydowanie bardziej niepokojącego. I pilnego. Tak, przede wszystkim pilnego. Szkoda, że praktycznie nic nie mogli na to poradzić...
Pozostawiwszy Stara z jego pracą i przekąską, Rictor ponownie skierował się na dół. Nie był pewien jak długo nie było go w biurze, ale najprawdopodobniej tylko przez kilka minut, gdyż po otrzymaniu najnowszych wieści zaczął się spieszyć. Jeszcze po drodze słyszał głosy obu kobiet, lecz zaraz po ponownym wkroczeniu do pokoju udało mu się wstrzelić akurat w chwilę, gdy żadna nie przemawiała.
- Wielka czarna dziura, z którą bawią się X-Men. Wiecie coś o tym? - spytał od razu, bez owijania w bawełnę, jednocześnie zamykając za sobą drzwi. Skoro komunikat przyszedł do Stara, to do pozostałych najprawdopodobniej też, ale mimo wszystko mężczyzna wolał się upewnić, że wszyscy startowali z tego samego poziomu wiedzy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Polaris

avatar

Liczba postów : 26
Data dołączenia : 06/01/2014

PisanieTemat: Re: Biuro   Sro Mar 15, 2017 9:22 pm

Nie wychwyciła skrępowania Rahne, ponieważ przez chwilę skupiła swój wzrok na Rictorze. A nuż wymownym spojrzeniem odpowie na pytanie, które zadała na głos. Nie chciała im przekazać. Właściwie sama tak się zerwała do przywitań nie chcąc by Wolfsbane została w korytarzu sama. Zresztą Lorna miło wspominała powitanie Madroxa, który jak zwykle swoją uprzejmą postawą wprowadził ją w tajniki tego, na pierwszy rzut oka mało zachęcającego budynku. I choć nie minął nawet miesiąc, powoli w myślach zaczynała go nazywać domem, nie mogła jednak zaprzeczyć, że nie tęskniła. …A właściwie najbardziej za jedną osobą. Może dlatego tak ciepło przywitała Rahne? Co prawda wiedziała jak bardzo niezdrowa ciekawość ciągnęła ją w kierunku Alexa, ale nie potrafiła się oprzeć. Resztkami silnej woli skierowała myśli na inny tor. Zresztą otoczenie wraz z jego bohaterami w postaci dwójki współpracowników ku temu sprzyjało. Okoliczności zewnętrzne również. Ach, no i ten głód.
Rictora odprowadziła wzrokiem mniej więcej do połowy drogi za próg, ponieważ zaraz spojrzenie padło na twarz Rahne. Szczerze mówiąc myślała, że obie zjedzą w kuchni, zasiadając elegancko przy stole, jak przywykła jadać w szkole, no ale dobra, czemu by nie zrobić tego w biurze, na kanapie. Zachęcona gestem Rahne swobodnie sięgnęła po pudełko i idąc w ślady mutantki usiadła obok. Gdy panna Sinclair kończyła jeść pierwszą sajgonkę, Lorna zakończyła proces rozkładania papierowej serwetki na kolanach. Nie, żeby pieczołowicie walczyła z każdym rogiem, no ale wolała położyć opakowanie nie bezpośrednio na swoich kolanach. Dopiero później pałeczkami upolowała sajgonkę i ugryzła kawałek.
- Właściwie to całą. Będę miała szerszy ogląd – Odpowiedziała zaraz po przełknięciu pierwszego kęsa, jednak zanim wgryzła się w drugi stwierdziła, że przyda się również krótkie podsumowanie tych informacji, które już miała.
- Z tego co mówiła Sigma, zatrzymała się u was kosmitka, która była zbiegiem … - Pałeczkami rysowała linie w powietrzu, chcąc mniej więcej zwizualizować ciąg przyczynowo-skutkowy, robiąc to z niesamowicie skupioną miną.
- Dlatego przybył po nią kolejny kosmita i …w dość drastyczny sposób potraktował trawnik oraz niektórych uczniów. Sądząc po wiadomości od Emmy, to nie koniec historii. Wspominała coś o krysztale i czarnej dziurze pochłaniającej rzeczywistość… - Zamyśliła się.
- Nawet próbowałam zrobić mały research przeszukując zakątki naszej bazy dany oraz internetu, ale póki co nic nie znalazłam. Nie wiem czy jest sens szukać… nigdy o czymś takim nie słyszałam –[/b] Zafrasowała westchnęła cicho i wzięła kolejnego kęsa sajgonki, tym razem bez przekonania. Niepokój o ich los powoli wyprowadzał ją z równowagi, aczkolwiek starała się, aż tak po sobie tego nie pokazywać.
- Ale opowiadaj… – Zerknęła na Rahne – Może w twojej wersji znajdziemy coś co nas odpowiednio nakieruje – Dodała chowając końcówkę sajgonki w buzi.
Gdy Ric wrócił mógł zastać zamyśloną nad czymś Lornę.
- Właśnie o tym rozmawiałyśmy – Rzuciła nieobecnym tonem nawet na niego nie patrząc. - ..A wy coś ustaliliście? Wiecie coś na ten temat? – Zapytała i uniosła wzrok na mężczyznę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Biuro   

Powrót do góry Go down
 
Biuro
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 3Idź do strony : 1, 2, 3  Next
 Similar topics
-
» Biuro i mieszkanie Gwen
» Biuro szeryfa i areszt
» Parowanie - Biuro Matrymonialne
» Biuro koronera i laboratorium
» Biuro szeryfa i areszt

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Midgard :: Stany Zjednoczone Ameryki :: Nowy Jork :: X-Factor Investigations-
Skocz do: