Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Schron

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Wiccan

avatar

Liczba postów : 360
Data dołączenia : 15/06/2013

PisanieTemat: Schron   Sro Sty 06, 2016 11:26 am

Ten sporych rozmiarów schron zbudowano pod ziemią na obrzeżach miasta i wyposażono go w taki sposób, aby pozwalał na przetrwanie nawet kilkunastu tygodni bez wychodzenia na powierzchnię. Jako że klimat w tej okolicy należy do bardzo zimnych, zadbano o odpowiednie ocieplenie i ogrzewanie, teraz może już trochę przestarzałe, lecz nie mniej jednak wciąż możliwe do uruchomienia. Zapas koców, kołder, ubrań, a także wody i pożywienia - oraz innych niezbędnych przedmiotów czy surowców - również nadgryzł ząb czasu, ale przynajmniej część z nich wciąż może się przydać.
Schron składa się z długiego korytarza i kilku pomieszczeń, w tym dużej spiżarni oraz osobnego składzika, a także z sal o przeznaczeniu czysto technicznym - odpowiadających na przykład za ogrzewanie. Do tego dochodzi część mieszkalna: kuchnia, łazienka, główny pokój - o dziwo posiadający nawet telewizor, choć stary, oraz półki z kasetami wideo - i kilka mniejszych, sypialnych. Całość wygląda tak, jak gdyby schron stworzyła osoba prywatna - dla siebie lub swojej rodziny.


Ostatnio zmieniony przez Wiccan dnia Sob Maj 07, 2016 9:51 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Wiccan

avatar

Liczba postów : 360
Data dołączenia : 15/06/2013

PisanieTemat: Re: Schron   Sro Sty 06, 2016 1:48 pm

Tym razem lądowanie zakończyło się sukcesem, jak uznał Billy od razu w momencie, gdy tylko jego stopy zetknęły się ze stałym, stabilnym gruntem... A raczej z twardą i pewną podłogą. W trakcie teleportacji nie puścił przedramienia Victora i najchętniej odciągnąłby to jeszcze w czasie, jednakże nie chciał w żaden sposób na niego naciskać albo wyjść przed nim na jeszcze dziwniejszego, niż był w rzeczywistości, w związku z czym niechętnie cofnął rękę, równocześnie mrugając szybko, aby przyzwyczaić wzrok do nowych warunków... A mianowicie do kompletnej, nieprzeniknionej ciemności, która otoczyła ich natychmiast, kiedy błękitna aura zanikła.
- Chyba jest bezpiecznie - skomentował cicho, lecz ton jego głosu wyraźnie wskazywał na to, że na siłę szukał w tej sytuacji jakichś pozytywów i starał się o nich przekonać przede wszystkim samego siebie, a nie tylko swojego rówieśnika. Tak naprawdę nie było jednak bardzo źle. Po pierwsze, nic ich na wstępie nie zaatakowało, nie pojawili się też we wnętrzu wulkanu, pod powierzchnią morza albo w bazie Tarczy... Czyli mogło się to dla nich skończyć o wiele gorzej. W tej chwili zdawali się być w tym miejscu sami, a choć niska temperatura doskwierała Kaplanowi i sprawiała, że musiał się starać, aby nie szczękać zębami, to jednak w ostatnim blasku swoich mocy zdążył dostrzec, iż przebywali we wnętrzu czegoś na kształt sporego... Salonu? Specyficznego, owszem, ale takie było jego pierwsze skojarzenie.
Uznawszy, że światło to w tym momencie zdecydowanie priorytet, Billy uniósł dłoń na taką wysokość, aby przy łokciu utworzyć mniej więcej kąt prosty, po czym zgromadził w niej niewielką dawkę energii - przemykającej między jego palcami niczym miniaturowe, błękitno białe błyskawice. Bijący od nich blask nie rozjaśnił całego pomieszczenia, ale przynajmniej najbliższy teren - w pierwszej chwili poprawiając trochę nastrój chłopaka. Nie lubił nie widzieć. Niepewność była gorsza od świadomości beznadziei sytuacji, szczególnie dla kogoś z jego bujną wyobraźnią i ogromnymi pokładami realizmu - który to niektórzy z niewiadomych przyczyn określali zazwyczaj mianem pesymizmu.
W tym chłodnym świetle nastolatek mógł trochę lepiej przyjrzeć się otoczeniu, jednakże na początek dotarły do niego nie szczegóły umeblowania, lecz fakt, iż jego oddech przemieniał się na jego oczach w parę. Tak, tutaj stanowczo było dużo zimniej, niż w Nowym Jorku... A Billy wcale nie ubrał się odpowiednio do takiej temperatury, przez co zaczynał się już trząść i prawdę mówiąc tylko czekał na utratę czucia w palcach. Kolejnym punktem programu będzie wyczarowanie cieplejszego stroju - to pewne... Choć może najpierw wypadałoby się upewnić, że rzeczywiście nikt nie kręcił się w pobliżu? Albo mogliby przynajmniej zorientować się gdzie tak właściwie trafili... Nie. Te informacje niczego przecież nie zmienią, jeżeli w trakcie ich zdobywania skończą jako dwa sopelki lodu.
- Chcę... Ciepłe ubrania, ciepłe ubrania, ciepłeubraniaciepłe... - cała seria błękitnych iskier i wiązek energii posłusznie powędrowała po ciałach obu nastolatków, przekształcając ich stroje w takie bardziej pasujące do zimnego klimatu - grubsze, cieplejsze, kompletne z rękawiczkami oraz kurtkami z kapturami. Buty również zmieniły się w solidniejsze, wyłożone od środka futerkiem. Niestety nowa garderoba nie rozwiązywała całkowicie problemu niskiej temperatury, a jedynie ujmowała mu pilności. Dobrze byłoby znaleźć sposób, aby ogrzać to miejsce.
Teraz zaś, mając już światło i nie marznąc aż tak bardzo, Billy mógł wreszcie rozejrzeć się po sali. Była dość pusta i zapewne przez to sprawiała wrażenie od dłuższego czasu nieużywanej  - przynajmniej na tyle, na ile mógł to zobaczyć w blasku swoich piorunów. Brak okien niezbyt mu się podobał, wręcz przyprawiał go o złe przeczucia... I to między innymi dlatego chłopak nie miał najmniejszego zamiaru oddalać się od Victora nawet na krok. Musieli o siebie wzajemnie dbać, prawda?
- Myślisz, że jest tu jakieś ogrzewanie? - zagadnął cicho.


Ostatnio zmieniony przez Wiccan dnia Sro Sty 06, 2016 11:15 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Victor Mancha

avatar

Liczba postów : 68
Data dołączenia : 15/07/2015

PisanieTemat: Re: Schron   Sro Sty 06, 2016 7:20 pm

Victor jeszcze nie do końca przywykł do teleportacji i za każdym razem gdy miała ona miejsce na chwilę wstrzymywał oddech, jakby się bał, że tajemnicza błękitna aura go tego pozbawi. Wciąż nieco zazdrościł tej umiejętności, bo była przydatna i sama w sobie niesamowita jednak Latynos nie wiedział czy by się do niej kiedykolwiek w pełni przekonał, albo raczej przyzwyczaił. Wątpił nawet w to, że zaufałby swoim zdolnościom gdyby były tak chaotyczne i w zasadzie wolnomyślące, swobodne. W końcu sam Kaplan przyznał, że czasem 'jego moce wiedzą lepiej', a to była nieco straszna wizja, zwłaszcza dla kogoś takiego jak Victor, który wolał mieć jednak nieco bardziej wszystko pod kontrolą.
Nawet nie zwrócił szczególnej uwagi na to czy Billy wciąż trzyma jego rękę czy nie, nazbyt skupiony na nowych warunkach, których... W zasadzie nie widział. Liczył, że moce Billy'ego nie przeniosły ich do jakiejś jaskini, Bóg wie gdzie, albo do innego miejsca, z którego łatwo by się nie wydostali w normalnych warunkach, poza tym, takie miejsca nawet nie pokrywały się ze słowem 'bezpieczeństwo', a przecież tego teraz potrzebowali. Kolejną rzeczą był chłód, albo raczej przeszywający do kości mróz, sporo powiedziane w wypadku Victora, który kości nie miał... Swoją drogą ciekawe czy miał jakąś opcję samoogrzewania. Niewątpliwie w takim momencie ratowała by życia, pewnie nie tylko jemu ale też drugiemu nastolatkowi. Tak czy inaczej w tym momencie kolejna straszliwa myśl przeszła przez jego umysł, a mianowicie, że wylądowali na jakiejś starej stacji badawczej na którymś z biegunów, co ani trochę nie poprawiało mu humoru, zważywszy na to, że zamarznięcie będzie kwestią, ile - może pół godziny? Więcej, chociaż jeśli faktycznie to był biegun... Z pewnością byli z dala od Tarczy, a to był ich początkowy cel. Zważywszy na jego lekki, letni praktycznie strój, miał wrażenie, że zamarznie pierwszy.
Gdy Billy rozjaśnił ich najbliższe otoczenie, Mancha poczuł swego rodzaju ulgę, bo wątpił by jakakolwiek stacja badawcza była umeblowana w taki sposób. A to mu podsunęło kolejną myśl, gdziekolwiek by nie byli, skoro były meble, to było też oświetlenie, bo łatwo szło wykluczyć opcję z jaskinią, dziurą w ziemi i innymi temu podobnymi. Uniósł obie ręce, i podobnie jak w wypadku Billy'ego zaiskrzyły mu się na błękitno oczy oraz dłonie, a już po chwili we wnętrzu zamrugało światło, by zgasnąć a po upływie kilku sekund zapalić się już na dobre. Ubogi żyrandol oraz kilka mniejszych lampek ustawionych w różnych miejscach salonu. To dawało im już lepszy obraz na to gdzie się znajdowali, niewątpliwie w salonie, a sądząc po wystroju, zdecydowanie od dawna nikt tu nie zaglądał, wyglądało mu to na europejską stylistykę dwudziestego wieku. Dodatkowo na jednej z półek dostrzegł jakieś książki, których tytuły zapisane były, jak mniemał cyrylicą.
Pozostała kwestia marznięcia... Którą szybko zajął się Billy. Na szczęście. Victor przyjrzał się lepiej ich nowym ubiorom, doceniając miłe akcenty i uwzględniając to, że w zasadzie nigdy wcześniej nie nosił na sobie czegoś tak grubego, plusy życia w Los Angeles. Nie marzniesz, topniejesz, ale nie marzniesz.
Spojrzał na chłopaka, po czym lekko skinął głową.
- O ile ktoś nie budował tego pod lodowcem dla zabawy, musi być ogrzewanie. Inaczej nie byłoby większego sensu meblowania tego miejsca, a nie sądzę, by temperatura aż tak się zmieniła na przestrzeni dziesiątek lat. Poza tym, prędzej stawiałbym na jej podwyższenie niż obniżenie... - Zamyślił się na moment. - Pewnie odpowiednie skrzynki są w innych pomieszczeniach... Albo na zewnątrz, chociaż wolę myśleć, że nie. - Dodał, podchodząc do drzwi pomieszczenia, w którym się znajdowali.
- Gotowy? - Zsunął rękawiczkę z jednej dłoni, na wypadek,gdyby znów musiał uruchomić oświetlenie w kolejnych pomieszczeniach, tak będzie wygodniej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Wiccan

avatar

Liczba postów : 360
Data dołączenia : 15/06/2013

PisanieTemat: Re: Schron   Czw Sty 07, 2016 12:00 am

Uruchomienie przez Victora oświetlenia sprawiło, że Billy w głębi ducha westchnął z ulgą, a następnie pozwolił swojej energii zaniknąć, skoro nie była im już potrzebna... Przynajmniej w tym momencie. Uznał, że pewnie powinien obchodzić się z nią oszczędniej, bo w ciągu ostatnich paru godzin używał swoich zdolności częściej i intensywniej niż kiedykolwiek do tej pory. W trakcie treningów musiał się wysilać, to prawda, lecz nie w takim stopniu - no i przecież one były kontrolowane przez agentów, więc nie musiał się martwić, że w ich trakcie stanie mu się realna i poważna krzywda. Wtedy mógł się najwyżej poobijać. Teraz? Teraz nawet nie chciał myśleć o tym, co i jak mogłoby pójść źle - a i tak był dumny ze swoich dotychczasowych osiągnięć. Radził sobie. I w końcu naprawdę coś robił.
Teoria Latynosa dotycząca ogrzewania oraz temperatury panującej w tym miejscu brzmiała sensownie, w związku z czym Kaplan skwitował ją kiwnięciem głowy. Liczył na to, że jego rówieśnik rzeczywiście miał rację i uda im się jakoś ocieplić ich chwilowe lokum - najlepiej bez wychodzenia na zewnątrz - ale szczerze mówiąc pod tym względem zdawał się na ocenę i umiejętności Victora. Wątpił, by sam był w stanie uruchomić i odpowiednio ustawić urządzenia pochodzące sprzed kilkudziesięciu - być może około trzydziestu - lat, a mniej więcej taki wiek dawał temu budynkowi na podstawie wyglądu telewizora. Nie był w tych sprawach żadnym ekspertem, więc rzecz jasna mógł się mylić, ale tym bardziej oznaczało to, że powinien trzymać się z daleka od mechanizmu ogrzewającego. Dla ich dobra.
Chcąc, nie chcąc, Billy ruszył więc powoli w ślad za swoim rówieśnikiem ku drzwiom, po drodze rozglądając się jeszcze ostatni raz po pomieszczeniu i starając się zorientować gdzie mogli się znajdować. Nastolatek instynktownie objął się ramionami, by przez pocieranie dłońmi spróbować uzyskać co nieco ciepła, lecz przez gruby materiał i tak wiele mu to nie dawało.
- Bardziej gotowy nie będę - przytaknął, gdy Vic ponownie się do niego odezwał, a w dodatku posłał nawet Latynosowi lekki uśmiech, chcąc utwierdzić go w przekonaniu, że wszystko w porządku... W miarę możliwości oczywiście. Podejrzewał, że od tej drażniąco niskiej temperatury zdążył już dostać rumieńców i wcale nie poprawiało mu to nastroju, ale powtarzał sobie w myślach, że nie będzie się na nic skarżył, ani narzekał. Co z tego, że był przyzwyczajony do innych warunków? Przecież Victor też, a jakoś to znosił.
Drzwi były ciężkie, solidne, a ruszenie ich przychodziło z trudem, ale przynajmniej nie zamknięto ich na klucz. One również przemawiały za tym, iż z tego miejsca od dawna nikt nie korzystał, podobnie zresztą jak zalegający wszędzie kurz. Za nimi panował mrok, lecz światło padające z pomieszczenia, w którym wylądowali, rozpraszało go akurat na tyle, aby dało się zidentyfikować dosć wąski korytarz... Mroźny. Zdecydowanie zimniejszy od pierwszej sali. Z tego wszystkiego Kaplana aż przeszedł silny dreszcz, bez wątpienia łatwo zauważalny dla jego towarzysza.
- Jesteśmy pod ziemią, prawda? Dlatego nigdzie nie ma okien... - zapytał Victora, choć doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że obaj mogli to tylko zgadywać. Tak naprawdę po prostu odczuwał silną potrzebę rozmawiania, wypełnienia czymś tej dzwoniącej w uszach ciszy... Dzięki temu było mu trochę łatwiej. To właśnie z tego powodu mówił dalej, wciąż cicho, choć nie do końca szeptem.
- To mi wygląda na własność prywatną, ale urządzenie czegoś takiego wymagało chyba niezłych pieniędzy... Szczególnie lata temu, a to miejsce raczej do najnowszych nie należy. Myślisz, że ktoś zabezpieczył się w ten sposób na wypadek... Wojny albo innych problemów? - spojrzał niepewnie na Latynosa, odruchowo szukając jego oczu. One także go uspokajały... A jeżeli serce biło mu teraz mocniej, to nie tylko ze stresu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Victor Mancha

avatar

Liczba postów : 68
Data dołączenia : 15/07/2015

PisanieTemat: Re: Schron   Sob Sty 09, 2016 3:54 pm

Gdy drzwi w końcu się otworzyły, co wcale nie było takie proste - były ciężkie, a niska temperatura też swoje robiła, czas, co za tym idzie zepsute nawiasy, sztywne, częściowo zamrożone; na szczęście nie na tyle, by dwójka nastolatków ich nie ruszyła.
Gdy już znaleźli się na korytarzu, Vic po raz kolejny użył swoich zdolności; każda lampa po kolei zapaliła się, z początku dość niemrawo, mrugając, aż w końcu zaświeciły jasno, przepędzając otaczający ich mrok. Niestety nie wpłynęło to na temperaturę, ale dało nieco więcej... światła na ich sytuację. Sądząc po solidnych ścianach, betonowych i równie ciężko wyglądających drzwiach, każdego znajdującego się pomieszczenia, Victor mógł zaryzykować stwierdzenie, że był to swego rodzaju schron lub bunkier. Więc... Jak jego towarzysz zasugerował, najpewniej byli pod ziemią. Nie miał dowodów, jednak to chyba najlogiczniejsze wytłumaczenie ich sytuacji.
- Wszystko na to wskazuje. - Zamyślił się na moment, po raz kolejny przebiegając wzrokiem wzdłuż korytarza, na którym się znaleźli. Chłód zaczął dawać mu się we znaki, ciało przebiegały lekkie dreszcze, a włoski stawały nieprzyjemnie dęba wspomagając nieprzyjemne uczucie chłodu i mrowienia. Nie mieli wiele czasu, musiał się odpowiednio skupić, przypomnieć sobie układy różnych bunkrów, pamiętał, że kiedyś takowe przeglądał, z ciekawości. Był wszechstronny i wiele rzeczy go ciekawiło, i kto wie, może kiedyś taka wiedza mu się przyda, właśnie w takich okolicznościach jak te...
Przywołał do głowy kilka projektów i układów, analizując je stopniowo, pod względem wielkości pomieszczenia oraz tego jak przebiegała elektryka. Liczne kable wychodzące z jednego, czasem dwóch pomieszczeń, rozchodzące się do kolejnych, z reguły nieco mniejszych, służących za części mieszkalne. To było.. Coś.
- Bogaci zawsze się zabezpieczają na wypadek wojny lub kataklizmu, nie ważne jaka to epoka i czas. Każdy chce przeżyć, nawet jeśli wiele go to kosztuje. - Spojrzał na niego, uśmiechając się, jednak bez humoru. - Zakładam, że pomieszczenia kontrolne są albo przy drzwiach głównych, albo na samym końcu. Daleko od pozostałych pokoi. I tam pójdziemy na początek. - Wskazał na metalowe drzwi na końcu korytarza. Ruszył przed siebie, we wskazaną wcześniej stronę, odwracając się w pewnej chwili do Billy'ego, uśmiechając się do niego pocieszająco. Pomógł sobie mocami przy otwieraniu drzwi, oświetlając także kolejne pomieszczenie.
Nie potrafił tego wytłumaczyć, jednak coraz lepiej panował nad swoimi zdolnościami, nawet jeśli dopiero co je odkrył. Wiedział co powinien robić i jak to robić, wpływać na maszyny, sprzęty, elektrykę, wyginać metal wedle własnego życzenia, poruszać nim... A mimo to zdawał sobie sprawę, że jest w nim o wiele więcej potencjału i jest zdolny zrobić inne rzeczy, nie tylko to co wykorzystywał aktualnie.
Ich oczom ukazały się różne maszyny, duże, ciężkie, zdecydowanie należące do poprzedniego wieku, i wystarczające by zasilić całe to miejsce, co do tego Victor nie miał najmniejszych wątpliwości - pytanie czy sam da radę to przywrócić do życia, na tyle by i im służyło. Zbliżył się do jednej cylindrycznie wyglądającej maszyny, zsuwając drugą rękawiczkę i ją także chowając do kieszeni kurtki.
- Spróbuję to uruchomić, jednak nie chcę nic obiecywać. - Zmarszczył lekko brwi, rzucając chłopakowi przepraszające spojrzenie, jak gdyby już go zawiódł, a nawet nie spróbował. Chyba po prostu nie chciał go zawieść, nawet nie chodziło o to, że zamarzną, po prostu, Billy tyle dla niego już zrobił.
Uniósł nieznacznie dłonie, dookoła nich zaczęły się pojawiać lekkie wyładowania elektryczne oraz jasna, błękitna poświata - podobna jak ta z jego oczu; światło dookoła niego zaczęło narastać; chłopak zacisnął lekko szczęki, czując jak jego ciało emituje coraz większą energię, aż w końcu wszystkie maszyny w tym pokoju zawarczały, uruchamiając się, słabo, jednak najważniejsze, że działały.
Poświata zniknęła, Vic zaś cicho westchnął, czując jak siły go nieco opuściły, był słabszy, jednak wierzył, że jak tylko się zregeneruje będzie mógł poprawić działalność maszyn.
- Sprawdź co udało mu się zrobić, dobrze? Ja spróbuję pogrzebać w przewodach i nieco ulepszyć sprzęt, żeby działał lepiej... I dłużej. - Poprosił cicho chłopaka, przemieszczając się w stronę skrzynek, w których znajdowały się najprawdopodobniej ustawienia wszystkich maszyn. Uchylił metalowe drzwiczki, przesuwając wzrokiem po różnego rodzaju przełącznikach, kablach, łączeniach; zagryzł lekko dolną wargę, dając sobie moment na przeanalizowanie całości, dopiero potem zabierze się za robotę, by niczego nie zepsuć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Wiccan

avatar

Liczba postów : 360
Data dołączenia : 15/06/2013

PisanieTemat: Re: Schron   Nie Sty 10, 2016 4:40 pm

Billy obserwował zapalające się kolejno na korytarzu lampy, a ich blask minimalnie polepszył jego samopoczucie. Zdecydowanie wolał jasność od ciemności, szczególnie na obcym terenie. Nie to, żeby bał się mroku, nie w normalnych okolicznościach... Ale tutaj kryć się przecież mogło dosłownie wszystko. Światło pomagało, tak samo zresztą, jak i obecność Victora tuż obok - i to nie tylko dlatego, że mogli się wzajemnie ochraniać. Chłopak najsilniejszy i najodważniejszy był wtedy, gdy działał dla drugiej osoby... Kiedy kogoś bronił i się nim opiekował.
Kaplan wysłuchał słów swojego rówieśnika, w większości potwierdzających jego własne domysły, a następnie kiwnął głową na sugestię sprawdzenia konkretnego pomieszczenia. Lepszego planu i tak nie posiadali, a ten brzmiał logicznie... Przynajmniej na tyle, na ile Billy mógł to stwierdzić - nie znając się kompletnie na takich miejscach. Ruszył więc w milczeniu za Latynosem, raz po raz na wszelki wypadek oglądając się za siebie, lecz na szczęście nie w momencie, gdy Victor posłał mu ten cudowny uśmiech... Po prostu nie mógł go nie odwzajemnić.
Wybrane przez Latynosa - a także praktycznie od razu przez niego oświetlone - pomieszczenie zawierało całą masę urządzeń, których przeznaczenia Billy nawet nie chciał się domyślać. Liczył jedynie na to, że któreś z nich rzeczywiście odpowiada za ogrzewanie... I że będzie jeszcze działało, pomimo - zapewne - długich lat spędzonych na staniu bezczynnie w zimnie. Czy w innym wypadku będą w stanie je naprawić? Albo chociaż znaleźć inny sposób na podniesienie temperatury tego miejsca? Oby.
Victor wszedł głębiej do sali, lecz Billy jedynie odprowadził go wzrokiem, samemu pozostając jeszcze blisko wejścia. Oparł się ostrożnie o framugę drzwi, aby nie czuć za plecami pustki - która w dalszym ciągu wywoływała w nim niepokój - i skrzyżował ramiona na klatce piersiowej. Pomimo rękawiczek i ocieplanych butów przestawał już czuć palce u rąk i nóg, co wcale mu się nie podobało, ale uparcie trwał przy swoim postanowieniu, aby na nic nie narzekać.
- W porządku - rzucił tylko cicho, gdy Latynos poinformował go, że postara się przywrócić sprzęt do działania. Zdobył się przy tym nawet na kolejny uśmiech, uspokajający, choć krótki. Mimo wszystko kolejny pokaz zdolności jego rówieśnika na moment odciągnął jego uwagę od mrozu i czarnych myśli. Siłą rzeczy Kaplan nie miał nigdy okazji obserwować manifestacji własnej mocy - nie "z zewnątrz"... Ale wiedział, że w przypadkach ich obu wyglądało to zadziwiająco podobnie. Błękitna energia, wyładowania elektryczne... Osiągali inne efekty, oczywiście, ale otoczka pozostawała właściwie taka sama.
Z tego wszystkiego Billy niemalże nie zwrócił uwagi na to, że liczne urządzenia faktycznie ruszyły. Z rozmyślań wytrącił go dopiero narastający warkot jednej z maszyn. Nastolatek miał nadzieję, że z czasem dźwięk ten przycichnie - albo że przez grube ściany nie będzie go słychać w innych pomieszczeniach... Bo w innym wypadku przeczuwał zbliżający się ból głowy. W związku z powyższym chłopak z niejaką ulgą przyjął polecenie Victora, które dawało mu powód, aby wycofać się z sali. Na zimny, pusty korytarz. Samemu. Zaczynały mu się przypominać bardzo złe filmy.
- Jasne. Sprawdzę. Zaraz wrócę - obiecał mimo wszystko, po czym odsunął się od framugi i szybkim krokiem zawrócił z powrotem ku dużemu pokojowi, w którym wylądowali na samym początku. Po drodze nie zauważył żadnych zmian, na miejscu zresztą początkowo również nie. W pierwszej chwili zamierzał sprawdzić czy działa telewizor, ale prędko uznał, że równie dobrze urządzenie mogłoby korzystać z elektryczności, którą wygenerował sam Victor, więc porzucił ten plan. Zostawało mu jeszcze sprawdzenie kaloryferów - i właśnie dlatego skierował się do najbliższego. Niechętnie zsunął rękawiczkę z dłoni, aby dotknąć jednego z żeber... Niezbyt ciepłego, niestety, ale i nie lodowato zimnego. Chyba jednak się rozgrzewało... Dobry znak.
Zadowolony z tego odkrycia, Billy w nieco lepszym nastroju skierował się z powrotem do Latynosa, w międzyczasie znów zakładając rękawiczkę. Wyglądało na to, że będą w stanie podnieść temperaturę, prąd też już mieli... A Kaplan podejrzewał, że o pożywienie i wodę będzie w stanie zadbać, choć tak czy siak chciał rozejrzeć się za zapasami, które mogły tu zostać zgromadzone.
- Wydaje mi się, że kaloryfery robią się cieplejsze. Na korytarzu żadnych nie ma, więc tam pewnie zostanie mroźno, ale przynajmniej w tamtej wielkiej sali powinno się w końcu zagrzać - doniósł Victorowi, równocześnie podchodząc bliżej niego, zatrzymując się dopiero tuż obok drugiego chłopaka. Co prawda - sądząc po rozmiarach wspomnianego pomieszczenia - cały proces pewnie trochę potrwa, ale to i tak było lepsze od powolnego zamarzania.
- Mam... Przeszukać inne pomieszczenia? Czy zrobimy to razem, gdy już tutaj skończysz? - zapytał, starając się nie okazywać po sobie jak bardzo liczy na tę ostatnią opcję. Wpatrywał się w Latynosa wyczekująco, lekko przy tym drżąc i starając się ignorować drażniące hałasy wydawane przez pracującą maszynerię.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Victor Mancha

avatar

Liczba postów : 68
Data dołączenia : 15/07/2015

PisanieTemat: Re: Schron   Nie Sty 31, 2016 1:28 pm

Kiedy Billy opuścił pomieszczenie, by sprawdzić czy uruchomione maszyny przyniosły taki efekt, na jaki liczyli, sam Vic zgodnie ze swoimi słowami zabrał się za sprawdzanie opcji, które daje mu panel sterowania. Nigdy wcześniej nie miał styczności z technologią sprzed tylu, lat, nawet jeżeli jego rodzina była biedna potrafili znieść obciążenie finansowe, jakim były nieco...lepsze sprzęty. Nie była to oczywiście aż taka przeszkoda, bo skoro pojmował aktualną technologię, sam praktycznie nią był, więc raczej prędzej czy później rozgryzie sowieckie sprzęty sprzed kilkudziesięciu lat. Niektóre elementy były prostsze, inne o wiele bardziej skomplikowane niż było to potrzebne, jednakże nie różniły się aż tak, by chłopak miał z tym większy problem. W końcu interesował się od zawsze tym tematem, nie mówiąc o konstrukcji własnych, mniejszych urządzeń. Tym samym, kiedy udało mu się rozszyfrować do czego służą poszczególne przewody oraz przełączniki, zabrał się za ich modyfikowanie. Uniósł dłoń, która zabłysła błękitnym światłem, podobnie jak jego oczy, a dookoła pojawiły się wyraźne wyładowania energii; konkretne części odłączyły się od całej konstrukcji, modyfikując w powietrzu, przekształcając...
W momencie powrotu nastolatka Victor był w trakcie zmieniania ostatniego elementu, który miał w zasadzie zaważyć o tym, czy udało mu się wszystko odpowiednio zmienić. Jeśli tak - uda mu się przetransferować większość energii w ocieplanie, co, natomiast, nieco osłabi oświetlenie i wszelkie inne funkcje. Zamierzał również doprowadzić do swego rodzaju 'energooszczędności'. Znalazł główny generator, który nie był używany, więc odpalenie go chwilę zajęło, sam zaś powinien im wystarczyć na dłuższy okres czasu, w końcu przygotowywany był na wojnę, ale im mniej energii pochłonie życie tutaj, tym lepiej. Kto wie, może kiedy przyjdzie im tu wrócić? A na chwilę obecną Victor nie znał swoich granic i nie wiedział ile energii sam może wyprodukować na raz, nie osłabiając siebie do zbyt wysokiego stopnia.
Gdy skończył, zamknął skrzynię i odwrócił się do Billy'ego, zakładając z powrotem rękawiczki i podchodząc do swojego towarzysza.
- Jeżeli nic po drodze nie zepsułem, niedługo powinno się zrobić ciepło, nawet na korytarzu, chociaż, nie tak jak w pomieszczeniach. Po prostu rury idące wzdłuż ścian nieznacznie je ogrzeją. Światło będzie nieco słabsze, a włączenie zbyt wielu lamp na raz może całkowicie zresetować system, więc zapanuje mrok i zrobi się zimno... - Wytłumaczył pokrótce, wychodząc z nim na korytarz i zamykając za nimi ciężkie drzwi, przez które praktycznie nie było słychać warkotu ogromnych maszyn.
- Sprawdźmy razem pomieszczenia, nie sądzę, by cokolwiek się tu czaiło, nie w tych warunkach... Jednak lepiej nie ryzykować. - Skinął delikatnie głową, dopiero teraz dostrzegając jak bardzo zaczerwienił mu się nos z zimna, policzki pewnie też... Ale nie było teraz czasu nad tym rozprawiać, musieli sprawdzić resztę schronu, skoro mieli tu pomieszkać jakiś czas. Ruszył powoli korytarzem, zatrzymując się przy pierwszych drzwiach i spoglądając pytająco na Billy'ego, jakby szukając u niego potwierdzenia, że może je spokojnie otwierać. Z drugiej strony, nie było sensu dłużej czekać, prędzej czy później musieli tu zajrzeć. Złapał za klamkę i pchnął ciężki materiał, a drzwi otworzyły się powoli z głośnym piskiem, Latynos aż odruchowo zatkał uczy, czując jak wzdłuż jego kręgosłupa przebiegł nieprzyjemny dreszcz. Zdecydowanie będą musieli coś zrobić z zawiasami, bo tu oszaleją albo dostaną zawału jeżeli kiedykolwiek, któryś z nich otworzy drzwi nocą...
Zanim weszli do środka, chłopak na moment jeszcze zdjął rękawiczkę, gasząc niektóre lampy na korytarzu, by nie przeciążyć generatora; dopiero po tym znalazł włącznik światła do pomieszczenia, lampy zamigały, zaraz jednak rozpalając się na dobre i oświetlając pomieszczenie, nie tak mocno jak mogłyby w normalnych warunkach, ale wystarczająco by dobrze się przyjrzeć wnętrzu.
Ich oczom ukazała się sypialnia, średnich rozmiarów, z dwuosobowym łóżkiem, nad którym wisiał, cóż... dywan dla ozdoby. Jakieś szafki, szafy, kilka książek. Nic specjalnie zachwycającego, zwłaszcza jeśli urządzone zostało w funkcjonującej wtedy modzie panującej w architekturze wnętrz oraz dekoracji. Victor nieco się skrzywił na ten 'gustowny' dywan, jednakże nie zamierzał oceniać, sam wywodził się z kultury, którą nie każdy pojmował.
- Raczej nic się tu nie czai... Idziemy dalej? - Zagadnął, gotów zgasić światło i przejść do kolejnego pokoju. Miał też wrażenie, że faktycznie zaczynało się robić nieco cieplej... A może po prostu przywykł już do panującego chłodu. Ciężko to stwierdzić jeszcze w tym momencie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Wiccan

avatar

Liczba postów : 360
Data dołączenia : 15/06/2013

PisanieTemat: Re: Schron   Nie Sty 31, 2016 3:16 pm

Jeszcze przez krótką chwilę po swoim powrocie do pomieszczenia Billy miał okazję obserwować swojego rówieśnika przy pracy - lecz jednak nie musiał długo czekać na jej zakończenie. Nie wnikał w to, co dokładnie Victor zrobił z tutejszym sprzętem, bo zakładał, że i tak ze sporą dozą prawdopodobieństwa nie zrozumiałby do końca jego ewentualnych wyjaśnień... Więc w ten sposób po prostu zaoszczędził sobie bólu głowy. W pełni wystarczało mu zresztą wytłumaczenie, które Latynos zaoferował z własnej inicjatywy, traktujące o przewidywanych efektach jego działań. Koniec końców to właśnie one były przecież najważniejsze.
Kaplan pozwolił więc ponownie wyprowadzić się na korytarz, podświadomie trzymając się przy tym bardzo blisko Victora i słuchając jego kolejnych słów... A przy okazji z zadowoleniem odnotowując, że drzwi jednak skutecznie wyciszały huk maszynerii. Wyglądało na to, że wcześniej niepotrzebnie się o to martwił. Sprawy powoli zaczynały prezentować się coraz lepiej... Przynajmniej na tę chwilę. Mieli schronienie, w którym najwyraźniej nie zamarzną, mogli ukryć się na trochę przed Tarczą - a to samo w sobie nastawiało już Billy'ego pozytywnie. Póki co starał się jeszcze nie myśleć o tym, co czeka ich później, bo przecież nie mogli, nie powinni zostawać tutaj na długo... Nawet jeśli Kaplan chętnie spędziłby więcej czasu sam na sam z Latynosem. Tylko... Może w trochę przyjemniejszych okolicznościach. Bez groźby ze strony S.H.I.E.L.D. i tak dalej.
W tej chwili jednak Billy próbował nastawić się do całej tej sytuacji jak najbardziej pozytywnie - a pomagała mu w tym świadomość, że przynajmniej nie musiał samotnie sprawdzać tych wszystkich pomieszczeń, nawet jeśli zdrowy rozsądek podpowiadał mu, że to najzupełniej bezpieczne, a cały schron na pewno jest opuszczony. To Victor otworzył pierwsze z wielu drzwi do sprawdzenia - przy okazji nieumyślnie wytwarzając bardzo nieprzyjemny dźwięk, od którego Kaplan aż się wzdrygnął - a następnie rozpalił światło po drugiej stronie... Dzięki czemu mogli dojrzeć wnętrze pokoju.
Sypialnia prezentowała się... Nie, na pewno nie zachęcająco, choć chłopak bardzo chciałby móc użyć w stosunku do niej tego słowa. Był zmęczony, nie tylko z powodu wielokrotnego używania swoich mocy, ale też tak po prostu, po ludzku - z niewyspania. Wiedział, że przed snem powinni zrobić jeszcze parę ważnych rzeczy, w żadnym razie tego nie kwestionował, ale po ich wykonaniu chciałby się jednak położyć... A miał wrażenie, że nawet po rozgrzaniu pomieszczeń w tym łóżku będzie tak strasznie zimno. Pogrążony w swojej czarnej rozpaczy Billy zapomniał nawet uśmiechnąć się na widok dywanu na ścianie, co pewnie uczyniłby w innych okolicznościach.
- Tak, idziemy... - zgodził się cicho, robiąc krok do tyłu, aby Victor mógł zamknąć drzwi, rzecz jasna po wcześniejszym zgaszeniu światła. Przed sobą wciąż mieli sporo innych pomieszczeń do sprawdzenia, w związku z czym ruszyli dalej korytarzem, kolejno otwierając wszystkie napotykane przejścia. Za każdym razem nie było to łatwe, bo ciężkie drzwi chodziły z trudem, jednakże z drugiej strony lepiej blokowały dźwięki, a pewnie i zatrzymywały temperaturę...
Wstępne badania wykazały, że w schronie znajdowały się cztery sypialnie, umiejscowione po dwie po każdej stronie korytarza. Wszystkie były do siebie dość podobne, niewielkie, wyposażone w dwuosobowe łóżka. Tuż przy nich z kolei umieszczono sporą łazienkę z działającą wodą, a nieco dalej kuchnię oraz spiżarnię. To ostatnie odkrycie wbrew pozorom zdawało się całkiem obiecujące, gdyż zapasy składały się w głównej mierze z konserw oraz puszek o bardzo długim terminie przydatności do spożycia.
- Sądziłem, że będę musiał poczarować za jakimś jedzeniem, ale to chyba jest... W porządku. A przynajmniej część z tego wszystkiego. O ile wierzyć datom na opakowaniach, ale... Nawet jeśli nie, to może mógłbym coś z tym zrobić - zauważył ostrożnie Billy, równocześnie przechadzając się wzdłuż półek i przyglądając się poszczególnym produktom. W dalszej części pomieszczenia widział nawet jakieś butle, a o ile tylko znajdowała się w nich woda pitna, to one również powinny się im przydać.
Uruchomili elektryczność oraz ogrzewanie, mieli zapasy jedzenia i być może picia... A co najważniejsze: w całym budynku nikogo nie spotkali. Wszystko wskazywało na to, że na tę chwilę byli tutaj bezpieczni. Mogli się przespać, odpocząć... I dopiero rano zastanowić się co dalej. Być może do tego czasu jakiś plan działania sam im się nasunie, bo prawdę mówiąc w tym momencie Kaplan nie miał bladego pojęcia co powinni zrobić. To znaczy... Przychodziło mu do głowy kilka rozwiązań, ale nie bardzo wiedział jak je osiągnąć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Victor Mancha

avatar

Liczba postów : 68
Data dołączenia : 15/07/2015

PisanieTemat: Re: Schron   Sro Lut 03, 2016 12:43 pm

Kolejne pokoje były podobne do poprzedniego, nieco zmartwiło to Vica, bo liczył na taki, który mogliby dzielić... Jednak w osobnych łóżkach. W obcym miejscu mimo wszystko raźniej jest mieć towarzysza, to zawsze poprawia w jakiś sposób samopoczucie, kiedy słychać czyjś oddech obok, inną żywą istotę. Czuć jej obecność i spokój, ten lekki optymizm, który wypełnia pomieszczenie; w przeciwieństwie do tego gdy ktoś leży sam, w obcym łóżku, czując wszechogarniającą pustkę i pewnie chłód. Nawet rozgrzanie tych pomieszczeń, nie będzie wystarczające by wyeliminować to nieprzyjemne uczucie chłodu, nawet nie związane z temperaturą... Po prostu, coś, sam nie mógł znaleźć odpowiedniego słowa na to uczucie.
Tak czy inaczej nieco zasmucił go fakt, że będą musieli się rozdzielić na czas odpoczynku. Jednak zanotował w pamięci, by odciąć dwie sypialnie od odgrzewania, nie ma sensu marnować na nie, i tak ograniczonej, energii, skoro zostaną puste.
Z każdym kolejnym odwiedzonym pomieszczeniem dało się wyczuć, że robi się coraz cieplej, zwłaszcza gdy na dłużej zatrzymali się w spiżarni, która stosunkowo mała najszybciej nabierała temperatury, już dość znośnej, na tyle, by Vic ściągnął rękawiczki i rozpiął kurtkę. Przesunął wzrokiem po zawartości półek, może niezbyt zachwycony tym co zawierały, bo jednak przywykł do nieco innego rodzaju kuchni, ale hej, nigdy nie był zbyt wybredny znając sytuację materialną swojej rodziny. Poza tym miał wrażenie, że akurat jemu jedzenie nie jest niezbędne do życia, tlen, tak - jedzenie? Niespecjalnie. Gdyby się nad tym zastanowić, nigdy nie czuł się specjalnie głodny, lubił jeść ale... Nie było to coś wymaganego, przynajmniej tak podejrzewał, cóż, idealna okazja by to sprawdzić.
- Pewnie przyda się nieco świeższego jedzenia. Jakieś makarony, warzywa... - Zasugerował cicho na pytanie chłopaka, przyglądając mu się uważnie.
Dopiero teraz zauważył na jak zmęczonego, wręcz wycieńczonego, Billy wyglądał. Co prawda było to zrozumiałe, odkąd się spotkali Billy często używał swojej mocy, i jak widać, dość silnie wpływało to na jego organizm. Teleportacja musiała być męcząca, w to akurat nie wątpił nawet przed chwilę, i zdążył już zauważyć, że chłopak chyba też był dość nowy w tych całych mocowych sprawach.
Wyszedł do kuchni, gdzie było nieco więcej przestrzeni, spoglądając uważnie na Billy'ego z delikatnym uśmiechem.
- Weź prysznic i trochę odpocznij, ja odetnę ogrzewanie od dwóch sypialni, których nie będziemy używać i naoliwię zawiasy przy drzwiach, żeby tak przeraźliwie nie skrzypiały. Chyba widziałem w maszynowi schowek, gdzie mogą być takie rzeczy. - Zasugerował, jednak dość pewnym tonem, który sugerował, że niespecjalnie ma ochotę na sprzeciwy. Widział, że Billy potrzebuje snu, bardziej niż on. Przy okazji dość jasno dał znać, że będą w osobnych sypialniach, skoro dwie wyłączy z użytku, dwie pozostawiając... On weźmie jedną z mniejszych, będzie cieplejsza i bardziej przypominająca jego standardy domowe, tylko trochę. W końcu ich nigdy nie będzie stać na własny schron.
Nie czekając na odpowiedzi, powoli się wycofał z kuchni, wracając do pokoju z maszynami, by zabrać się za to o czym wspomniał Billy'emu. Pewnie chwilę to zajmie nim odetnie odpowiednie pokoje, nie znając aż tak dokładnie budowy całości. Postara się, w końcu do czegoś doprowadzi, tego jest pewien. Najwyżej zajmie to kilka...Dziesiąt minut więcej niż by chciał.
Otworzył ciężkie drzwi, kierując swoje kroki bezpośrednio do skrzynki kontrolnej, by już zabrać się za swoją robotę.
Miał pewne wyrzuty, że zostawił Billy'ego samego, ale on lubił być sam... Przywykł do tego i miał czas by pomyśleć o sobie, jakkolwiek egoistycznie to nie brzmiało.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Wiccan

avatar

Liczba postów : 360
Data dołączenia : 15/06/2013

PisanieTemat: Re: Schron   Sro Lut 03, 2016 7:44 pm

Billy zerknął z namysłem na Vica, gdy ten wspomniał o zapotrzebowaniu na świeże jedzenie - ale nie odpowiedział mu na to, a przynajmniej nie werbalnie, gdyż tylko kiwnął głową. W kwestii swoich mocy czuł się coraz... Pewniej. Samemu ciężko było mu w to uwierzyć, ale odnosił wrażenie, że zaczyna choć po części rozumieć swoje zdolności - a nawet jeśli pewnie daleko mu było do ich pełnego kontrolowania, to zakładał, że z wytworzeniem pożywienia jednak sobie jakoś poradzi... Albo zwyczajnie przemieni to, którym już dysponowali. Tak, to może być nawet lepsze rozwiązanie.
Mimo to obecnie zainteresowanie chłopaka przesunęło się na moment z tematu pokarmu na coś bardziej aktualnego. Zauważył, że Latynos zaczął się rozbierać... To znaczy: zdjął rękawiczki i rozpiął kurtkę. Tylko. Nie, żeby Billy liczył na coś więcej, oczywiście, że nie. Tak czy siak... Rzeczywiście robiło się coraz cieplej, więc nastolatek uznał, że może już spokojnie pójść w ślady rówieśnika, dlatego też teraz skopiował jego działania, zbędne elementy chowając póki co w kieszeniach, żeby ich nie zgubić. Jasne, później mógłby sobie wytworzyć nowe, ale... Po co marnować na to cenną energię? Powinien nauczyć się ją oszczędzać.
Porzucając na tę chwilę przeglądanie półek, Kaplan zwrócił się przodem do Victora - lecz tylko na moment, gdyż zaraz potem podążył już za nim do kuchni. Tutaj wciąż jeszcze było trochę chłodniej, lecz nie na tyle, aby miał zacząć żałować rozpinania kurtki. Zastanawiało go cóż takiego kryło się w tych wszystkich szafkach... Ale teraz nie miał siły ich przeszukiwać. Później - jutro. Tak, wtedy na pewno znajdzie na to czas.
Spojrzenie Billy'ego szybko opuściło jednak umeblowanie kuchni i powędrowało ku Latynosowi, kiedy tylko ten przemówił ponownie. Łagodny uśmiech malujący się na jego przystojnej twarzy w pierwszej chwili odciągnął uwagę Kaplana od jego słów... Ale nastolatek szybko przywołał się do porządku. Nie powinien się tak rozkojarzać, a już na pewno nie z takiego powodu.
Ten bardziej stanowczy ton wypowiedzi Victora stanowił dla niego pewnego rodzaju zaskoczenie. Jak do tej pory drugi chłopak w głównej mierze pozwalał mu decydować co zrobią dalej - ba, wręcz na nim polegał... Ale od pewnego czasu coraz wyraźniej przejmował pałeczkę i tym samym prowadzenie. Właściwie... Chyba mniej więcej od momentu, gdy przybyli do schronu. Było to całkiem miłe, szczególnie w sytuacji, w której Billy ze względu na biorące nad nim górę zmęczenie przestawał już myśleć jasno.
Z drugiej strony decyzja Vica sama w sobie zdawała się już o wiele mniej miła - bo choć prysznic brzmiał cudownie i Kaplan jak najbardziej zamierzał z niego skorzystać, w dodatku w miarę możliwości jak najdłużej, to już rozdzielenie się na noc ani trochę mu się nie podobało. Rozumiał z czego wynikał ten pomysł - oczywiście, że rozumiał... I nie chciał narzucać się swojemu rówieśnikowi. Mimo to w tym wypadku nie zamierzał poddać się bez walki - i to właśnie dlatego natychmiast podążył za Latynosem.
- Myślisz, że spanie w osobnych pokojach to naprawdę właściwe rozwiązanie? Gdyby coś miało się stać... Wiem, to niby mało prawdopodobne, ale gdyby jednak... Nie powinniśmy być blisko siebie? Żebyśmy w razie czego mogli od razu zareagować? - zasugerował na początek, tym razem również zatrzymując się w progu, aby w miarę możliwości nie narażać się na huk związany z pracą całej tej maszynerii. Nim jeszcze Victor zdążył mu odpowiedzieć, dorzucił:
- Wystarczy nam przecież jedna sypialnia. Albo możemy się nawet położyć w tym dużym pokoju... Choć w nim pewnie i tak będzie dość chłodno... Więc tak, jedna sypialnia. A pozostałe trzy mógłbyś odciąć i dzięki temu zaoszczędzimy jeszcze więcej energii. Dobry plan, prawda? - posłał drugiemu chłopakowi pełne nadziei, wręcz błagalne spojrzenie. Czy brzmiał w tym momencie desperacko? Pewnie tak, choć starał się teraz nawet o tym nie myśleć. Tak bardzo nie chciał zostać sam, że był w stanie przełknąć resztki dumy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Victor Mancha

avatar

Liczba postów : 68
Data dołączenia : 15/07/2015

PisanieTemat: Re: Schron   Pią Lut 05, 2016 12:23 pm

Nie przypuszczał, że Billy podąży za nim. Przeszło mu to przez myśl, oczywiście, jednak liczył na współpracę chłopaka. Co prawda ciężko w tym wypadku mówić o współpracy, skoro praktycznie narzucił mu swoje zdanie...Mimo to miał nadzieję, że chłopak pójdzie odpocząć. Naprawdę tego potrzebował i jasno było to widać po jego twarzy i zachowaniu.
Wątpił by coś miało się tutaj stać, byli zupełnie sami, nie mieli nic dzięki czemu S.H.I.E.L.D. mogłoby ich namierzyć, bo nie sądził by mogli w jakiś sposób wykorzystać jego do namierzania, zwłaszcza, że byli na takim pustkowiu (sądząc po temperaturze), że nawet nie dawaliby im szans tu przeżyć. Mieli sporo szczęścia, że moce Billy'ego przeniosły ich do środka, a nie przed schron, wtedy ich szanse zdecydowanie by spadły. Zanim Vic zdążyłby choćby otworzyć drzwi bunkra, całe jego ciało by zamarzło, nadawało się jedynie do rozbicia o ścianę. Tym bardziej nie sądził, by cokolwiek mogło im zagrażać. Miejsce od dawna było nieużywane, a nikt nie przetrwałby na zewnątrz, na pewno nie. Jedyne zagrożenie mogły stanowić... Nawet nie pająki. Chyba żadne stworzenie nie przeżyłoby w takim chłodzie dłużej niż kilka godzin albo i mniej.
Z drugiej strony widział, a nawet słyszał jak bardzo Billy'emu na tym zależało. Nie był pewien czego chłopak się tak obawiał, może faktycznie czułby się pewniej z kimś obok w obcym miejscu? W końcu takie też były pierwsze myśli Victora gdy badali pokoje. Nie chciał go bardziej martwić ani narażać na strach czy nerwy, ten dzień był wystarczająco emocjonalny, dla nich obu. A teraz? Teraz zostali sami i pewnie powinni się wspierać. Co prawda wciąż martwił się o matkę i najchętniej by ruszył jej na ratunek, ale w tej chwili to już nie miało większego sensu, Tarcza położyła na niej swoje łapska, a próby ratunku pewnie teraz skończyłyby się fiaskiem, a co gorsza pojmaliby Billy'ego. Gdyby schwytali tylko Victora to nastolatek by to przełknął, nie dbał o swoje bezpieczeństwo ale Billy? On niczemu nie zawinił i Vic nie chciał go mieszać w swoje sprawy rodzinne... Pewnie sam miał wystarczająco dużo problemów, namnożonych przez pomoc w ucieczce z więzienia samej Tarczy. To i tak było za dużo, Vic nie mógł wymagać od niego niczego więcej, ale mógł jakoś się odwdzięczyć.
Przez chwilę jeszcze milczał, skupiając się na swojej pracy. Wyszedł też do niewielkiego pomieszczenia, kręcąc się po nim przez chwilę, szukając odpowiedniego smaru, by drzwi przestały tak rozpaczliwie piszczeć z każdym otwarciem.
- Spróbujesz zmodyfikować pokój, żeby miał dwa łóżka? Jeśli potrafisz... - Zasugerował cicho, podchodząc do chłopaka i spoglądając mu w oczy. Wyszedł na korytarz, zamykając za sobą ciężkie drzwi i zabierając się za smarowanie zawiasów pierwszych drzwi.
Tak, już odłączył ogrzewanie w trzech sypialniach, postanawiając, że niezależnie od tego czy magia Billy'ego zadziała zostanie z nim na noc, nawet w jednym łóżku jeśli będzie to konieczne. Nie będzie czuł się dobrze i pewnie nie zaśnie, ale jeśli to uspokoi Billy'ego... Jest gotów się poświęcić.Jest mu coś winien, całkiem sporo jak się nad tym zastanowić.
Dopiero gdy skończył ze wszystkimi zawiasami, zaprowadził Billy'ego do jedynej sypialni gdzie zostawił ogrzewanie, była najmniejsza ze wszystkich, przytulna i co ważniejsze, już ciepła. Ledwo dawało się poznać, że jeszcze kilkanaście minut temu panował tu lodowaty chłód. Zgadywał, że pościel i przedmioty wciąż były zimne, ale to nic czego nie będą mogli nadrobić i ogrzać.
Spojrzał na dwuosobowe łóżko, niewystarczająco duże by mógł zachować przestrzeń prywatną w zadowalający sposób, jednak... Tak, poświęci się. Wcześniej da Billy'emu szansę, oczywiście, zwłaszcza, że nawet nie wtajemniczył go, że to było aktualnie jedyna sypialnia zdatna do użytku. Najwyżej mile go zaskoczy. Teraz pozostało mu czekać, z nadzieją; a później przypilnować, by chłopak zażył odpoczynku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Wiccan

avatar

Liczba postów : 360
Data dołączenia : 15/06/2013

PisanieTemat: Re: Schron   Pią Lut 05, 2016 2:09 pm

Im dłużej Victor zwlekał z reakcją na jego propozycję, tym bardziej Billy się denerwował. Serce biło mu już szybciej i mocniej, a liczne wątpliwości nękały jego umysł. Czy jego słowa zabrzmiały dziwnie? Chyba nie zraził w żaden sposób Latynosa, prawda? Tego ostatniego bardzo by nie chciał... Powinien był się jednak powstrzymać i po prostu przystać na jego decyzję, teraz już to wiedział, na przyszłość dobrze to sobie zapamięta - o ile tylko uda mu się jeszcze jakoś uratować tę sytuację...
Rozmyślając w ten sposób Kaplan niespokojnie przyglądał się pracy swojego rówieśnika, przynajmniej na tyle, na ile było to możliwe z jego miejsca przy drzwiach - i powoli dojrzewał do tego, że powinien znów się odezwać, by spróbować jakoś odwołać swoje wcześniejsze słowa. Już miał to zrobić, naprawdę, ale akurat w tym momencie Victor wybrał się do schowka, pewnie po ten wspomniany chwilę temu smar... A Billy natychmiast westchnął głęboko, starając się uspokoić. W porządku, przecież to nic wielkiego, mógł to zrobić... A jednak widząc chłopaka ponownie nie przemówił - za to zrobił to sam Vic.
Na jego sugestię Billy aż zamrugał szybko w wyraźnym zaskoczeniu, lecz nie tracąc niepotrzebnie czasu pokiwał energicznie głową. Czy potrafił to zrobić? Nie miał pojęcia, ale zdecydowanie zamierzał przynajmniej spróbować, jeżeli miało to oznaczać, że jednak zostaną na noc w tym samym pokoju. W końcu... Najwyżej mu nie wyjdzie, prawda? Nic złego się nie stanie. Niczego w ten sposób nie tracił, za to mógł coś zyskać.
- Tak! Tak, jasne. Zobaczę co da się zrobić - obiecał, wycofując się tyłem na korytarz i zarazem nie spuszczając wzroku ze swojego rówieśnika. Pozostawiało to jeszcze tylko jeden problem, a mianowicie wyboru sypialni, z której zamierzali korzystać... Tyle że Billy'emu jakoś tak głupio było o to teraz spytać. W pewnym sensie postawił na swoim, powinien więc się z tego cieszyć - choć niby całość wciąż mogła nie wypalić... Ale z drugiej strony czuł się tak, jak gdyby właśnie coś wymusił na Victorze, a to z kolei budziło w nim silne wyrzuty sumienia. Mimo wszystko jednak na wycofanie się było już pewnie za późno, w związku z czym ostatecznie Kaplan poczekał grzecznie do chwili, gdy drugi nastolatek skończył pracę, a następnie podążył za nim prosto do wybranego pokoju.
- Nie gwarantuję, że to mi się uda - zaznaczył odruchowo, choć tak naprawdę na tym etapie było to już raczej oczywiste... Nawet jeśli ostatnio jego "zaklęcia" coraz częściej działały poprawnie. Tym razem zresztą powodzenie czaru leżało przede wszystkim w interesie samego Billy'ego, bo Vic najwyraźniej wolał skorzystać z zaproponowanego przez siebie rozwiązania... A to z kolei stanowiło dla Kaplana dodatkową motywację - i jednocześnie całkiem silny czynnik stresujący.
Spojrzenie nastolatka powędrowało ku meblowi, który miał zamiar zaraz przemienić. Starał się wyobrazić go sobie już po modyfikacji, a w tym samym momencie szukał już odpowiednich słów, aby krótko i zwięźle ująć swoje życzenie. Chciał w miarę możliwości ograniczyć tę przeróbkę, uczynić dwa nowe łóżka podobnymi do tego oryginalnego, bo liczył na to, że w ten sposób zużyje mniej energii... Ale tak naprawdę nie miał pojęcia czy właśnie tak to działa.
- Rozdziel na dwa, rozdziel na dwa, rozdziel nadwarozdzielnadwa... - powtarzał, a z jego ciała znów zaczęła wydzielać się ta znajoma błękitna aura, stopniowo się rozszerzająca, która prędko skierowała się w stronę łóżka i podświetliła je tak intensywnie, że przez krótką chwilę dosłownie nie dało się na nie patrzeć. Kiedy ustąpiła - wycofując się ku dłoniom Kaplana - okazało się, iż mebel rzeczywiście posłusznie się rozdwoił, tak samo jak i pokrywająca go pościel.
Tym razem coś było jednak inaczej. Billy nie miał nawet czasu, aby podziwiać swoje dzieło, gdyż praktycznie od razu zakręciło mu się w głowie i na moment pociemniało przed oczami, jak gdyby spoglądał na bardzo drobną mozaikę albo rozpikselizowany obraz, w dodatku jeszcze się przesuwający... I szumiący. Choć nie, to ostatnie to była chyba jego własna krew... Nie był pewien, ale raczej nie miało to większego znaczenia - grunt, że z tego wszystkiego stracił równowagę i prawdę mówiąc nie czuł się nawet na siłach, by próbować ją odzyskać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Victor Mancha

avatar

Liczba postów : 68
Data dołączenia : 15/07/2015

PisanieTemat: Re: Schron   Pią Lut 05, 2016 2:57 pm

Vic stanął przy drzwiach, zamykając je za sobą, by nie wypuszczać ciepła na korytarz, który wciąż był zimny w porównaniu z resztą pomieszczeń. Ze swojego miejsca obserwował jak Billy zabiera się za swoje czary. Oczywiście, dopuszczał do siebie możliwość, że coś się nie uda, ale wtedy mówi się trudno, już postanowił swoje i będzie się tego trzymać. Mimo wszystko nie zamierzał mu przeszkadzać z boku obserwując jak pomieszczenie wypełnia się błękitnym światłem; zamknął nawet na moment oczy, gdy energia była tak jasna, że nie dało się patrzeć na łóżko. Jednak kiedy tylko zniknęła z ulgą, i zadowoleniem, stwierdził, że czar się powiódł, a na miejscu dwuosobowego łóżka pojawiły się dwa mniejsze.
Nie miał jednak okazji zbyt długo cieszyć się powodzeniem ich małej misji, gdy dotarło do niego, że Billy się przewraca. Natychmiast odepchnął się od ściany, podbiegając do chłopaka i ostrożnie go łapiąc, zanim doszło do nieprzyjemnego spotkania z ziemią. W jego oczach odmalowała się panika, nie był pewien na jak długo Billy stracił przytomność, jak bardzo ten czar go wycieńczył... bo to o to chodziło, prawda? To był powód reakcji, nic gorszego... Na to liczył. Bardzo liczył. I miał do siebie pretensje, że zmusił go do tego, mógł od razu się zgodzić i jakoś wytrzymać te kilka nocy bez swojej ulubionej prywatności.
Ułożył jedną dłoń na jego plecach, drugą ujmując chłopaka pod zgięciem kolan i prostując się z nim, kierując swoje kroki do łóżka po prawej stronie; delikatnie położył go na materacu, po chwili wahania zsuwając z jego stóp ciężkie buty i ustawiając je przy łóżku, ostrożnie i równo. Jakby nie chcąc naruszać jego przestrzeni i prywatności bardziej niż powinien, albo chociaż tym drobnym gestem się usprawiedliwić. Okrył go grubą kołdrą, po samą szyję, odruchowo zbierając kosmyki ciemnych włosów z jego twarzy.
Nie wie jak długo będzie nieprzytomny i co powinien zrobić... Pewnie przygotować coś do napicia i zjedzenia, by odzyskał w ten sposób trochę sił, gdy się ocknie, a poza tym... Zostawało mu czekanie. I chyba to właśnie zrobi - poczeka. Nie chciał by Billy obudził się sam w pokoju, pewnie tylko bardziej zdenerwowany i przestraszony niż już był. Jeśli jednak po dwudziestu minutach nic się nie stanie, przeszuka kuchnię by przygotować coś dla chłopaka do zjedzenia. Póki co jednak usiadł na sąsiednim łóżku, wbijając wzrok w nieprzytomne ciało, dopiero teraz uświadamiając sobie jak lekki Kaplan był. Zupełnie jakby nic nie ważył w jego ramionach, co było niemożliwe. Billy był mutantem, jasne, ale jego zdolności nie objawiały się poprzez pneumatyczne kości ani nic w tym stylu. Więc... Czy prawdopodobne było, że odkąd zyskał swoje moce zwiększyła się też jego siła? Czy działało to zawsze czy tylko wtedy gdy naprawdę chciał? Drzwi do maszynerii też wydawały się ciężkie, a nie stanowiły dla niego aż takiego problemu. Tyle pytań, z każdą chwilą coraz więcej i żadnych odpowiedzi na horyzoncie. Nawet nie wiedział do kogo mógłby po nie pójść; Tarcza sama by chętnie mu kilka zadała, a on nie znał odpowiedzi na żadne z nich, więc to z pewnością nie byłaby owocna współpraca. Jego mama mogła coś wiedzieć, ale kiedy będzie miał okazję się z nią spotkać - i ile powie Tarczy? Sprawa wyglądała coraz gorzej, w dodatku bił się z myślami co zrobić dalej. Z jednej strony nie chciał siedzieć bezczynnie i czekać na rozwój wydarzeń, nie mogąc mieć na nich większe wpływu. Z drugiej jednak... Chwilowo marzył by tutaj zostać, na zawsze, nie wychodząc na światło dziennie, zostawić wszystkie problemy, nawet nie myśleć o tym czym jest...
A skoro o tym mowa. Wyjął z kieszeni kurtki śrubokręt, który zabrał ze schowka, kiedy zabierał smar, przyglądając mu się uważnie. Mógłby wbić go w rękę, zobaczyć jak zareaguje jego ciało... Jeśli zacznie krwawić, teoria z mutantem może nawet być trafiona, jeśli nie; zostawała tylko jedna opcja.
Spojrzał na nieprzytomne ciało na przeciwległym łóżku, zastanawiając się czy da radę to zrobić teraz, wolał by Billy nie widział tego, niezależnie od efektu. Ani krew, ani tym bardziej metal by go nie uspokoiły.
Zacisnął palce na narzędziu, powoli odliczając od dziesięciu w dół...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Wiccan

avatar

Liczba postów : 360
Data dołączenia : 15/06/2013

PisanieTemat: Re: Schron   Pią Lut 05, 2016 3:54 pm

Billy nie był pewien jak długo był nieprzytomny - ale ile by to nie trwało, w żaden sposób nie poprawiło jego samopoczucia i ani trochę nie pozwoliło mu wypocząć. Całe jego ciało wydawało się niesamowicie ciężkie, z powiekami na czele, przez co nie był nawet w stanie otworzyć oczu, a i unoszenie klatki piersiowej przy oddychaniu sprawiało obecnie wrażenie niezwykle trudnego. Jak przez mgłę chłopak przypominał sobie coś o jakimś enzymie, który paraliżował ciało podczas snu i zastanawiał się, czy wciąż znajdował się pod jego działaniem... Ale to chyba nie miałoby w tym momencie żadnego sensu. Nie zasnął, prawda? Tylko... Tylko chyba wyczerpał zapasy swojej energii, a przynajmniej tak mu się wydawało.
Jako że praktycznie nie mógł się poruszyć, nastolatek skupił się na tym, co w tej chwili odczuwał. Przede wszystkim było mu ciepło, a to już jakiś plus - i miła odmiana. Ciepło... I miękko. Ostatnim, co pamiętał, było przekształcanie dużego łóżka na dwa jednoosobowe, więc... Podejrzewał, że wylądował w jednym z nich, o ile w ogóle zaklęcie zadziałało - a miał nadzieję, że tak. Chyba nie miałby siły spróbować tego ponownie, nie teraz.
Co jeszcze wyczuwał? Sporo materiału wokół swojego ciała, wliczając w to wyczarowaną wcześniej kurtkę - którą rozpoznał po obecności rękawiczek w jej kieszeniach. To właśnie z ich powodu nie było mu najwygodniej, lecz z drugiej strony nie na tyle, aby miał na to narzekać - nie w swoim obecnym stanie, gdy najchętniej po prostu poszedłby spać. Gdyby był w stanie się podnieść, to pewnie pozbyłby się kurtki wraz z jej zawartością, stawiając tylko i wyłącznie na kołdrę, lecz.. No właśnie, nie był w stanie.
W pewnym momencie wydawało mu się, że usłyszał jakiś ruch, jednakże nie był tego do końca pewien. W tej chwili znajdował się jeszcze na granicy jawy i snu, niby względnie przytomny i świadomy tego, co działo się dookoła niego w realnym świecie, ale wciąż trochę zamroczony... Przez co nie ufał w pełni swoim zmysłom. Równie dobrze mogły go oszukiwać, podsuwać mu elementy, których tak naprawdę nie było - wynikające z pracy jego aktywnej wyobraźni.
Nie mógł jednak tak leżeć w nieskończoność. Otworzenie oczu zdawało się być całkiem niezłym pierwszym krokiem do wybudzenia się z tego dziwnego stanu zawieszenia, w związku z czym Billy zaparł się w sobie, zebrał siły i w końcu rozchylił lekko powieki... Po czym zamrugał szybko, nim spróbował ponownie. Tym razem poszło mu już trochę łatwiej, dzięki czemu wreszcie jego oczom ukazał się Victor, wyraźnie zamyślony i... Trzymający w dłoni jakieś narzędzie? Tak, śrubokręt. Tylko po co?
- Co robisz? - spytał cicho, bardzo cicho, ale prawdę mówiąc w tej chwili nie był w stanie wykrzesać z siebie nic więcej. Nawet utrzymywanie otwartych oczu pochłaniało więcej energii, niż sądził, że posiadał, a co dopiero mówienie. Mimo to... Musiał spróbować.
Ani trochę nie podobało mu się to, co właśnie oglądał, lecz z drugiej strony nie chciał zbyt szybko wyciągać pochopnych wniosków. Nie znał Latynosa, więc nie wiedział jakie ten ma problemy, ale... Ale być może to wszystko tylko tak źle wyglądało? Wolał poczekać na wyjaśnienia, nawet jeśli serce aż zabiło mu na ten widok szybciej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Victor Mancha

avatar

Liczba postów : 68
Data dołączenia : 15/07/2015

PisanieTemat: Re: Schron   Pią Lut 05, 2016 5:57 pm

Zadrżał wyraźnie gdy usłyszał cichy głos, rozluźniając uścisk na narzędziu. Podniósł spojrzenie na Billy'ego, niemalże od razu odkładając śrubokręt na niewielką szafkę przy swoim łóżku. Posłał mu delikatny, nieco zatroskany uśmiech. Domyślał się, że to nie mogło wyglądać najlepiej, wręcz jednoznacznie, a naprawdę nie chciał w żaden sposób przestraszyć Billy'ego.
- Myślałem nad tym co będę musiał jeszcze naprawić, ale nie chciałem zostawić się samego. - Spojrzał mu w oczy, uspokajająco, zsuwając z ramion kurtkę i odkładając ją na łóżku; wstał, podchodząc do chłopaka i siadając obok niego.
- Jak się czujesz? Pomóc ci w czymś? - Zagadnął przebiegając wzrokiem po jego klatce piersiowej. - Powinieneś teraz odpocząć. - Dodał po chwili, delikatnie, ledwo powstrzymując się przed przeczesaniem jego włosów. Jak był chory jego mama tak robiła... Ale czy kiedykolwiek naprawdę był chory? Czy maszyny chorują...? Głupie pytanie, oczywiście, że nie. Więc może wciąż była dla niego nadzieja, oby tak było.
Jednak nie było czasu nad roztkliwianiem się nad sobą, musiał zająć się Billym. Podniósł się z łóżka, zapalając lampkę przy swoim łóżku, podszedł do drzwi, gasząc żyrandol; nie chciał by światło rozpraszało Billy'ego albo przeszkadzało mu w odpoczynku, więc im bardziej przytłumione, tym lepiej dla zmęczonego chłopaka.
- Odpoczywaj, przyniosę ci coś do jedzenia i picia, a potem idziesz spać. - Rzucił pół żartem, pół serio, nie czekając jednak, wyszedł z sypialni dokładnie zamykając za sobą drzwi. Przemknął szybko przez korytarz do kuchni, zabierając się za sprawdzanie zapasów, które mieli w spiżarce. Z każdym kolejnym produktem jego humor zaczynał się coraz bardziej psuć, okazało się, że większość z tego nie nadaje się do spożycia. Jedzenie mogło wytrzymać kilka lat, może kilkanaście... Ale nie ponad siedemdziesiąt. Wrócił do kuchni, przeszukując kolejne szafki, zdenerwowany i zrezygnowany.
W końcu jego wzrok padł na coś, co zapowiadało się ciekawie. Kilka skrzyń, które mogły służyć za zamrażarki. Uśmiechnął się nieznacznie, podchodząc do jednej z nich i otwierając, gdy tylko para opadła, jego oczom ukazały się kawałki mięsa. Idealnie. Akurat zamrożone nie powinny się zepsuć, a nawet jeśli zamrażalki nie działały, w budynku było wystarczająco zimno, by zachować mięso nietknięte. Wyjął kawałek, odkładając na pobliski blat i zaglądając do kolejnej zamrażalki. Warzywa. Mrożone nie były tak dobre, jednak w końcu to pożywienie. I o wiele łatwiej je rozmrozić niż kawałek mięsa. W ostatniej skrzyni znalazł trochę pieczywa, co także go zadowalało. Z tych trzech składników powinien zrobić coś zjadliwego.
Wrzucił warzywa oraz pieczywo do piekarnika, by się powoli się rozmrażały, bardziej naturalnie. Jeśli można to nazwać, naturalną formą... Jednak nie miał zbyt wiele czasu. Ale kiedy piekarnik spokojnie chodził, wbił swoje spojrzenie w kawałek mięsa. Nie był pewien co powinien z nim zrobić... Rozmrożenie go byłoby dobre, ale to może chwilę potrwać. Był spory, a mięso opornie się rozmrażało. Cóż, mógł spróbować ze swoimi mocami, w końcu elektryczności towarzyszyło ciepło... W najgorszym wypadku je spali, ale cóż, chyba nawet wtedy jakoś je przeżują. Uniósł dłoń, wytwarzając coraz większe i silniejsze wyładowania elektryczne, stopniowo je nasilając. Poczuł niesamowitą ulgę, gdy jedzenie jakoś zareagowało na jego poczynania i to w sposób dość... Zadowalający. Jego tryumf się skończył, kiedy mięso pokryło się czarnym nalotem i zaczęło dymić, niemalże od razu cofnął dłoń, robiąc niezadowoloną minę. Chwilowo jednak zostawił spalony kawałek żywności, wyjmując zwinnie warzywa i kładąc je na blacie. Zwinnie je pokroił, wciąż zimne w środku, ale to nie przeszkadzało, najważniejsze, że dało się je pokroić. Na próbę ukroił kawałek mięsa... W zasadzie był to filet z kurczaka, albo raczej kilku zmrożonych razem. Na zewnątrz spalone, w środku jednak wyglądające, cóż, zjadliwie. Odetchnął cicho, na samym końcu wyjmując już wysuszone pieczywo, tak specjalnie, o dziwo i ścierając je na tarce...
Wszystkie te czynności zajęły mu dobre pół godziny, i dopiero po tym czasie wrócił do Billy'ego. Gdyby spał, wsunął się cicho do pomieszczenia, stawiając na stoliku talerz z kawałkami kurczaka w dość improwizacyjnej panierce oraz warzywami z patelni, a do tego herbata, którą udało mu się znaleźć. Zasuszone liście, ale najważniejsze, że ciepłe i z odrobiną smaku. Billy potrzebował energii i jedzenie było dobrym rozwiązaniem, zwłaszcza gdy było jeszcze ciepłe. I snu, zdecydowanie. A teraz obowiązkiem Victora było o niego zadbać, jak tylko potrafił.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Wiccan

avatar

Liczba postów : 360
Data dołączenia : 15/06/2013

PisanieTemat: Re: Schron   Pią Lut 05, 2016 7:24 pm

Jak zmęczony by nie był, Billy mimo wszystko odnalazł w sobie jeszcze wystarczająco dużo siły, aby odwzajemnić ten lekki uśmiech Victora - niezmiennie zachwycający, nawet w takiej sytuacji. Czy dał się przekonać jego słowom? Prawdę mówiąc sam nie był tego pewien. Z jednej strony takie wyjaśnienie brzmiało nawet dość logicznie, nie wspominając już po prostu o tym, że Kaplan najzwyczajniej w świecie chciałby w nie uwierzyć, ale... Ale właściwie po co Vic przyniósł sobie tutaj ten śrubokręt? W sypialni nic raczej nie wymagało naprawy, więc równie dobrze mógłby go sobie zgarnąć później... I w dodatku jakoś tak dziwnie go trzymał.
Mimo wszystko Vic najwyraźniej nie chciał o tym rozmawiać, a sam Billy po prostu nie miał na to siły, w związku z czym nieznacznie kiwnięcie głową i chwilowe odpuszczenie wydało mu się w tym momencie najlepszym możliwym rozwiązaniem. Chłopak pozwolił sobie śledzić wzrokiem poczynania rówieśnika, podczas gdy ten zdejmował z siebie kurtkę, a następnie przenosił się bliżej, by ostatecznie usiąść tuż obok... W zasięgu rąk, które jednak obecnie sprawiały wrażenie zbyt ciężkich, aby czegokolwiek spróbować... A sam fakt, że w ogóle coś takiego rozważał, jasno dowodził, iż jego umysł również nie funkcjonował jak należy.
- Już mi lepiej, nie martw się... - zapewnił Latynosa, lecz jeszcze w trakcie mówienia zmuszony był zamknąć oczy. Nie potrafił nad tym zapanować, powieki same mu opadały, a w głowie rodził się właśnie pulsujący ból, póki co jeszcze dość słaby, lecz i tak uciążliwy. Właściwie to pierwszy raz w życiu zareagował w ten sposób po używaniu swoich mocy... Co zapewne oznaczało, że jak do tej pory jeszcze nigdy nie zbliżył się do ich dotychczasowego limitu. Będzie musiał popracować nad jego zwiększeniem.
Kaplan słyszał odgłosy wywoływane przez ruchy Victora, a do tego nawet przez zasłonę pod postacią powiek był w stanie stwierdzić, że główne światło zostało zgaszone... Choć pokój i tak nie pogrążył się w całkowitych ciemnościach. Lampka nocna? Chyba tak. Ta zmiana zdecydowanie przypadła mu do gustu, lecz jednak jej nie skomentował. Podziękowałby, naprawdę, tyle że... Odzywanie się stanowiło tak wielki wysiłek.
W związku z powyższym Billy zachował milczenie także wówczas, gdy Vic poinformował go, że wychodzi po coś do jedzenia... Choć nie, nie do końca, gdyż zamruczał na to cicho, mniej więcej potakująco. Zaraz potem drzwi zamknęły się za Latynosem i Kaplan został w sypialni sam - wycieńczony, głodny i niepewny, z naciskiem na to ostatnie. Najchętniej poszedłby teraz spać, ale przecież Vic miał zaraz wrócić z jedzeniem, więc powinien na niego poczekać... Tylko jak tu przez ten czas nie odpłynąć?
Nastolatek postanowił wyznaczyć sobie jakieś zadanie. Pozbycie się kurtki brzmiało całkiem nieźle na początek... Rękawiczki go gniotły, a w pomieszczeniu i tak zrobiło się już na tyle ciepło, że pod kołdrą jej nie potrzebował. Kaplan westchnął głęboko, jak gdyby psychicznie przygotowywał się do tego wielkiego przedsięwzięcia, po czym zaczął przeprowadzać powolne manewry mające na celu uwolnienie go ze zbędnego elementu ubioru. Nie było łatwo, lecz w końcu kurtka wylądowała gdzieś po drugiej stronie materaca, zresztą wciąż częściowo zakryta kołdrą. Tyle mu wystarczyło.
Cała ta akcja dała jeszcze jeden pozytywny efekt, a mianowicie pozwoliła Billy'emu ułożyć się na boku, przodem do wnętrza pokoju, a więc i do wolnego w tej chwili łóżka Victora. Kaplan uśmiechnął się lekko na tę myśl, równocześnie zwijając się w luźny kłębek. Ciekawe jak długo będzie musiał czekać, nim znów go zobaczy...
Starał się nie zasnąć, naprawdę, lecz zanim Vic powrócił, Billy zdążył ponownie oddać się kroczeniu linią między jawą i snem. Na szczęście dźwięk otwierających się drzwi wybił go z tego stanu i sprawił, że chłopak zamrugał szybko, a nawet uniósł lekko głowę, aby zerknąć na swojego rówieśnika... I posłać mu delikatny uśmiech. Chyba zaczynał czuć się lepiej. Trochę. Przynajmniej na tyle, że widok jedzenia faktycznie poprawił mu humor.
- Więc... Co myślisz o naszych zapasach? - zagadnął cicho, w tym samym czasie przysuwając się bliżej krawędzi łóżka, by następnie ostrożnie przełożyć sobie talerz na materac i przyjrzeć się bliżej posiłkowi. Prezentował się... Zaskakująco dobrze, zważywszy na okoliczności, w jakich się znajdowali. Wszystko wskazywało na to, że rzeczywiście z głodu tutaj nie padną - a pierwszy kęs tylko potwierdził tę teorię. Dopiero w tym momencie do Billy'ego dotarło coś jeszcze.
- Ty nie jesz? - spytał, marszcząc przy tym lekko czoło. Dopuszczał do siebie możliwość, że Latynos pożywił się jeszcze będąc w kuchni, a dopiero potem wrócił tutaj z drugą porcją, ale jeśli nie... Cóż, na pewno nie uwierzyłby w to, że jego rówieśnik po prostu nie był głodny. W razie czego zamierzał się z nim wykłócać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Victor Mancha

avatar

Liczba postów : 68
Data dołączenia : 15/07/2015

PisanieTemat: Re: Schron   Pią Lut 05, 2016 9:21 pm

Zajął miejsce na swoim łóżku, nie chcąc przeszkadzać Billy'emu przy jedzeniu. Uważnie mu się przyjrzał, zadowolony z coraz lepszego wyglądu towarzysza. Wciąż wydawał się blady i wycieńczony, ale chociaż się poruszał o własnych siłach, to już coś.
Oparł łokcie na kolanach, w głowę na dłoniach, przyglądając się chłopakowi, nie namolnie raczej... Z troską i zmartwieniem. Gdzieś po kątach jego świadomości wciąż kręciły się myśli odnośnie jego bytu. Natrętne, obrzydliwe myśli, powracające i próbujące mu wmówić, że jest maszyną i całe jego życie było kłamstwem, wszelkie uczucia, których doznał, miłość matki i przyjaźń Jorge'a. Wszystko było fałszem i iluzją. A skoro tak, ile miał naprawdę lat i skąd wzięły się wszystkie jego wspomnienia... Które były prawdziwe, a które utworzone by jedynie wmówić mu, że jest człowiekiem. A co najważniejsze czemu ktoś go stworzył? To pytanie chyba najbardziej zakrzątało mu umysł, nie chcąc mu odpuścić. Jednak, co w tym dziwnego, tak jak adoptowane lub porzucone dziecko pragnie poznać swoich rodziców i wiedzieć czemu je porzucili, tak Victor chce poznać swego stwórcę i dowiedzieć się czemu go stworzono. Do wyższych celów, a może był niewypałem, albo był uśpiony, by w końcu zrobić coś złego? Ta myśl go przeraziła na tyle, że powrócił do rzeczywistości, skupiając się na Billym, akurat w momencie gdy padło jego pierwsze pytanie.
- Prawie wszystko jest zepsute. W zamrażarce jest trochę mięsa, pieczywa i warzyw. Dlatego twoje danie jest trochę... Ograniczone, wybacz. - Zrobił nieco skruszoną minę, jakby to była jego wina, że nie mają odpowiedniej żywności. Albo raczej, że tylko to mógł przygotować chłopakowi. Na drugie pytanie, tylko delikatnie się uśmiechnął, uspokajająco.
- Podjadałem w kuchni. - Kłamstwo, oczywiście, że tak, ale on nie musiał jeść, przynajmniej tak mu się wydawało, bo chociaż odczuwał głód, jego ciało nie zdradzało żadnych objaw braku pożywienia. Po prostu wiedział, że czuje głód i nic poza tym. A póki Billy był w kiepskim stanie i nie wiedzieli ile tu zostaną, wolał oszczędzać jedzenie dla niego. Im mniej energii zużyje tutaj na magię, tym lepiej. Teraz musiał o siebie zadbać, a sam Victor pewnie będzie miał wątpliwości co do tego, czy po śnie Billy już powinien czarował, wolałby odczekać chociaż jeden, dwa dni, zanim gdziekolwiek się teleportują, nawet jeśli mieli mało czasu i... Brak dalszego planu. Może to przekona Kaplana na więcej odpoczynku.
- Jak zjesz, pozmywam, a ty lepiej odpocznij. Nigdzie nam się nie spieszy, a sen dobrze ci zrobi, porządny sen. Sprawdzę też co właściciele tu zostawili, może znajdę jakieś ubrania na zmianę, żebyś nie musiał czarować. - Kolejny uśmiech, w międzyczasie Victor zsunął własne buty, przesuwając się dalej na łóżku i opierając plecami o, zaskakująco, ciepłą ścianę. Zgadywał, że musiały tędy iść rury grzewcze, idealnie. Niespecjalnie podobała mu się wizja spania w ubraniu, jednak w towarzystwie wypadało, nawet jeśli sam Latynos nie miał się czym wstydzić. I pewnie będzie musiał przywyknąć do tego przez najbliższy czas, kto wie jak długo będzie podróżował z Billym zanim ktoś ich ewentualnie złapie lub rozdzieli. Chłopak był dobrym towarzyszem, miłym i z pewnością mieli kilka podobnych zainteresowań, więc pewnie znajdą się tematy do towarzyskich rozmów, być może nawet się zaprzyjaźnią, przynajmniej do czasu kiedy Billy odkryje czym Victor jest... Po tym już nie miał zbyt wielu oczekiwań.
- Poczekam aż zaśniesz, dobrze? - Spytał dla pewności, nie chciał wyjść na jakiegoś podglądacza czy innego dziwaka, chciał się po prostu upewnić, że z chłopakiem wszystko w porządku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Wiccan

avatar

Liczba postów : 360
Data dołączenia : 15/06/2013

PisanieTemat: Re: Schron   Pią Lut 05, 2016 10:15 pm

Kąciki ust Billy'ego opadły wyraźnie, gdy tylko chłopak usłyszał, że z jedzeniem jest jednak gorzej, niż to początkowo założył. Wydawało mu się, że będą w stanie wykorzystać więcej zapasów... Ale przecież wciąż istniała opcja, że uda mu się je jakoś odświeżyć, prawda? Musiał przynajmniej spróbować. W końcu nie wiadomo na jak długo tutaj zostaną - a głodówka bardzo się Kaplanowi nie uśmiechała.
Mimo to teraz i tak nie było już sensu się tym przejmować, zresztą tak samo, jak i praktycznie wszystkim innym. Rano zajmą się czym trzeba, a w tym momencie obaj powinni po prostu odpocząć... Choć z drugiej strony teraz, gdy Billy tak się przyglądał swojemu rówieśnikowi, nie mógł się oprzeć wrażeniu, że Victor wygląda bardzo dobrze. To znaczy, nie od strony czysto estetycznej - a przynajmniej nie tylko, bo już dłuższą chwilę temu pogodził się z myślą, że uroda Latynosa zapiera mu dech w piersiach... Nie, chodziło raczej o to, że Vic zdawał się nie być zbyt zmęczony. Na pewno miał w sobie wystarczająco dużo energii, by jeszcze zadbać o Kaplana - a to przecież coś znaczyło.
- W porządku... - mruknął więc tylko Billy w reakcji na wszystkie dotychczasowe sugestie i postanowienia swojego rozmówcy. Osobiście uważał, że zmywanie czy szukanie ubrań mogło spokojnie poczekać do rana, ale miał dziwne wrażenie, że Victor i tak nie zmieni pod tym względem zdania... Więc równie dobrze mógł oszczędzić im obu sprzeczki. Poza tym drugi chłopak tak czy siak strasznie często mu ulegał - lepiej będzie tego nie nadużywać.
Przez dłuższą chwilę Kaplan po prostu zajadał w milczeniu swoje danie, nie wybrzydzając i czyszcząc talerz do samego końca. Całości może rzeczywiście trochę brakowało jakichś przypraw, lecz mimo to nie było aż tak źle... Przeciwnie, nawet mu smakowało. Samemu zdarzało mu się już przyrządzić o wiele gorsze potrawy, a w dodatku teraz miał świadomość, że ktoś przygotował ten posiłek specjalnie dla niego - choć przecież wcale nie musiał...
W końcu Kaplan odstawił talerz z powrotem na szafkę, a następnie od razu sięgnął po herbatę. Nie spodziewał się cudów, naprawdę. Przywykł już do myśli, że w najbliższym czasie będą sobie musieli jakoś radzić, a do tego zaliczało się pewnie rezygnowanie z pewnych rzeczy... I patrząc na to pod tym kątem mógł stwierdzić, że napój również nie był najgorszy. Niezbyt słodki - nie tak, jak lubił - ale mimo wszystko niezły.
- To... - zaczął i praktycznie od razu się zawahał. Żeby choć w niewielkim stopniu to zamaskować, nastolatek upił jeszcze jeden łyk herbaty, lecz prawdę mówiąc zdawał sobie sprawę z tego, iż zabieg ten był raczej oczywisty. Trudno... To nic złego, że starał się rozpocząć jakąś rozmowę, prawda? A znalezienie odpowiedniego tematu tylko z pozoru wydawało się proste... No dobrze. Jemu wcale się takie nie wydawało, a przynajmniej nie w sytuacji, gdy zależało mu na tym, aby nie wyjść na dziwaka. Ciężkie życie fanboy'a - łamane - na - nerda, ot co.
- ... Przynajmniej spotkaliśmy Mścicieli - palnął w końcu, nie będąc w stanie wykombinować w tym momencie niczego lepszego. Właściwie to miał nawet wrażenie, że jego język popełnił zdradziecką samowolkę, bo był prawie pewien, że nie autoryzował tego zdania... Ale opuściło już jego usta i nic nie mógł na to poradzić, więc jedynie posłał Vicowi długie spojrzenie, znów oddając się popijaniu herbaty. Coraz lepiej smakowała. Bycie krótkotrwałym wybawieniem wyraźnie jej służyło.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Victor Mancha

avatar

Liczba postów : 68
Data dołączenia : 15/07/2015

PisanieTemat: Re: Schron   Pią Lut 05, 2016 11:04 pm

Był zadowolony widząc, że Billy je, tym samym dając dowód zjadliwości tego dania. Przez chwilę Victor się obawiał, że chłopak nie da rady i odstawi talerz, uśmiechając się krzywo, udając, że to wcale nie jest aż tak obrzydliwe. Ale skoro nie odstawił po pierwszych kilku kęsach, było dobrze, przynajmniej to postanowił sobie wmawiać, dla dobra ich obu. Wiedział, że brak przypraw sporo ujmował całości - być może znalazłaby się sól i pieprz, jednak nie był pewien czy wciąż są zdatne do spożycia, a co ważniejsze, gdzie są.
Herbata jak widać też dawała radę, dobrze. Gorący napój przyda się chłopakowi, nie tylko przy rozgrzaniu ale i odnowieniu sił.
Na słowa chłopaka, oderwał wzrok od jego herbaty, a co za tym idzie też ust, lekko wilgotnych i błyszczących od napoju, przenosząc go na oczy towarzysza. Nie zdziwiło go, że chłopak się zawahał, nawet jeśli nieco nieumiejętnie próbował to zamaskować. Było im trochę niezręcznie, sam to wyczuwał. Ale nie znali się długo, raptem kilka godzin, a byli zmuszeni by razem mieszkać, nie wspominając nawet o ucieczce z więzienia jednej z największych organizacji pilnujących porządku; tak, wiele razem przeszli i...Pewnie dobrze by było gdyby się do siebie zbliżyli, jak przyjaciele. Dlatego też, gdy chłopak już wypowiedział te kilka słów, Victor podniósł się ze swojego miejsca, nieco nieśmiało siadając na łóżku Billy'ego, blisko niego, po turecku.
- Tak to było super, przez co automatycznie ten dzień staje się najlepszym w moim życiu. Ale wiesz, sądziłem, że Iron Man jest wyższy, nawet w zbroi. - Posłał mu szeroki uśmiech, próbując się częściowo rozluźnić. Czuł się trochę jak nastolatka z filmów podczas babskiego wieczoru, ploteczki i tym podobne. Ale hej, nie miał wiele z życia, raz mógł pozachowywać się jak taka właśnie nastolatka, była to miła odmiana dla niego. Godziny policyjne i brak znajomych jednak robiły swoje, odbierając mu trochę radości z bycia młodym, po prostu.
- Trochę żałuję, że nie spotkaliśmy Spider-Mana, wiem, że nie jest Mścicielem... Ale za to Bucky, woah, wierzysz w to? Wszyscy myśleli, że nie żyje, nawet sam Kapitan, ale to... Niezłe odkrycie. - Tak, coraz bardziej się nakręcał i coraz ciężej było mu się opanować, dlatego dał sobie mentalnego kopa i w końcu zamknął usta; Billy był zmęczony, więc wymuszanie na nim teraz żywej dyskusji było po prostu okrutne, a jedyne czego chciał to przerwać tę niezręczną ciszę. Posłał mu nieco przepraszające spojrzenie, znów odruchowo zgarniając kilka kosmyków z jego czoła, zanim zdążył się powstrzymać. Zastygł w bezruchu, szybko cofając dłoń.
- Wybacz. - Szepnął cicho, drapiąc się niezręcznie w kark. Zdecydowanie powinien już iść i zostawić chłopaka samego, żeby odpoczął. Nie chciał też pogarszać sytuacji i wychodzić na większego dziwaka niż już był. Taak, bo każdy normalny człowiek siedzi ze śrubokrętem w ręku, oczywiście. Zawsze. Nawet trzyma pod poduszką. Czuł się jak głupek, ale, nie był najlepszy w te klocki i będzie lepiej jeśli przemyślenia i dziwactwa zostawi dla siebie, a przy chłopaku będzie zachowywał się spokojnie, normalnie. Jak zawsze. Dokładnie tak zrobi.
Podniósł się, biorąc brudny talerz, i patrząc na Billy'go pytająco, czy skończył herbatę. Tak, jeśli teraz wyjdzie, może jeszcze zachowa twarz, może.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Wiccan

avatar

Liczba postów : 360
Data dołączenia : 15/06/2013

PisanieTemat: Re: Schron   Sob Lut 06, 2016 12:35 am

Sekundy mijały zabójczo powoli, a Billy wciąż jeszcze nie został ani wyśmiany, ani tym bardziej zbesztany za to, że w ich sytuacji poruszył taki temat... Co już samo w sobie nastawiało go całkiem nieźle, bo spodziewał się raczej negatywnej reakcji. Może niekoniecznie tak otwartej, ale... Jakiegoś nieprzychylnego lub zdezorientowanego spojrzenia? Przynajmniej.
Co więcej, Victor nie tylko zdawał się nie być urażony, ale i w pewnym sensie okazał nawet zainteresowanie tematem - gdyż właśnie wstał ze swojego łóżka i przeniósł się na drugie... Bardzo, bardzo blisko. Od samej jego bliskości Kaplanowi zrobiło się trochę cieplej, choć doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że jego ciało nie miało ku temu dosłownie żadnych logicznych powodów. Naiwne, nakręcało się tak bez sensu... Jak dobrze je rozumiał.
Kiedy w końcu Latynos przemówił, spora część napięcia praktycznie od razu opuściła Billy'ego i chłopak niemalże westchnął z ulgą - choć jakoś udało mu się przed tym ostatnim powstrzymać. Uśmiech Vica zdecydowanie był zaraźliwy, tyle mógł już stwierdzić, ale jego słowa również nie pozostawały bez znaczenia... W związku z czym Kaplan aż roześmiał się krótko na wspomnienie o wzroście Iron Mana. Tak... Tak było dobrze. Robili postępy.
- Po Yamblrze krążą arty przedstawiające go przy reszcie drużyny - stojącego na skrzynce, żeby się z nimi zrównać - skomentował, nie mogąc się przed tym powstrzymać. Miał wrażenie, że może sobie na to pozwolić... Skoro Victor zareagował tak pozytywnie, to zwiększenie dawki nerdostwa powinno się okazać zgoła nieszkodliwe. Jeżeli z kolei zauważy, że to przestaje już być w porządku, to po prostu przystopuje. Proste. Poradzi sobie.
Dyskusja szybko przeskoczyła z tematu Iron Mana i jego wzrostu na kolejnych bohaterów... Spider-Mana, a następnie Bucky'ego - i Billy miał już zamiar z dumą podkreślić, że Bucky to jego odkrycie, gdy zachowanie Vica nagle uległo zmianie. Niespodziewane zamilknięcie i do tego jeszcze to spojrzenie... Nie zwiastowały niczego dobrego, w związku z czym Kaplan odruchowo zmarszczył lekko czoło - z którego akurat wówczas Latynos tak delikatnie i słodko odgarnął mu włosy.
To właśnie w tym momencie nastąpiło zawieszenie się systemu. Pierwsza myśl chłopak brzmiała: jednak zasnąłem i to wcale nie dzieje się naprawdę. Druga i trzecia były sporo poniżej jego godności, dlatego też nie zamierzał się do nich przyznawać. Nigdy. Pasowałyby bardziej do zakochanej nastolatki, w związku z czym wolał po prostu przejść bezpośrednio do myśli numer cztery... Ta z kolei nakazywała mu już działać. Jakkolwiek. Musiał coś zrobić - albo coś powiedzieć, byle tylko tego nie zmarnować i przede wszystkim nie zepsuć.
Nim Kaplan zdążył postanowić, że powinien działać - i zanim jeszcze zgromadził w tym celu niezbędną odwagę - Victor zaczął się już wycofywać. Opuścił łóżko, co Billy'emu bardzo się nie podobało, a także zgarnął pusty talerz... I najwyraźniej zbierał się do opuszczenia sypialni. Jeżeli teraz by z niej wyszedł, to moment by minął, tyle wydawało się być oczywiste - i to właśnie z tego powodu Billy nagle postanowił, że martwił się będzie później, bo na pewno znajdzie ku temu jakieś powody, a w tej chwili po prostu... Zaimprowizuje.
- Co mam ci wybaczyć...? - spytał, jednocześnie ostrożnie podnosząc się do pozycji siedzącej. Kubek z herbatą umieścił przed sobą, trzymając go w obu dłoniach, lecz nie zwracał na niego większej uwagi, a jedynie dbał o to, aby nie rozlać resztek napoju. Spojrzenie utkwił w Latynosie, wpatrując mu się prosto w oczy... Wręcz prosząco. Nie odchodź, zostań, rozmawiajmy dalej... Nie zrobiłeś przecież niczego niewłaściwego.
- Jeżeli miałeś na myśli... Um, dotykanie mnie, to nie mam nic przeciwko. Takiemu. To znaczy, takiej formie. To nawet całkiem miłe, wiesz? I naprawdę, naprawdę cieszę się, że znajdujemy wspólne tematy do rozmów, rzadko spotyka się... Prawdziwych fanów - żadne inne powody zachowania Victora nie przychodziły teraz Billy'emu do głowy, więc mógł go uspokoić tylko pod tymi dwoma względami. Liczył na to, że tyle wystarczy, bo jeśli nie... To chwilowo nie miał pomysłu co dalej, a nie podobała mu się ta nowa niezręczność między nimi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Victor Mancha

avatar

Liczba postów : 68
Data dołączenia : 15/07/2015

PisanieTemat: Re: Schron   Sob Lut 06, 2016 1:26 pm

Komentarz o stronie internetowej zdecydowanie rozbawił Vica, czego nawet nie krył. Och, chciałby zobaczyć te fanowskie arty, zdecydowanie. Może jeśli wyrwą się stąd i będą mieli dostęp do Internetu... To swoją drogą pokierowało jego myśli w inną stronę. Skoro w salonie był telewizor, to znaczy, że dochodził tu jakiś sygnał telewizyjny, cokolwiek... Hm, zdecydowanie będzie musiał to zbadać, nawet jeśli nie uda mu się dostać do kablówki, może podrasuje go wystarczająco by odbierał angielskojęzyczne kanały, chociażby podstawowe. Będzie to miła odmiana patrząc na tę nieprzeniknioną ciszę, która na swój sposób była nieco niepokojąca. Dobra, nie oszukujmy się, czasem wywoływała u niego ciarki.
Teraz jednak gdy nastąpiła lekka zmiana w atmosferze między nimi, Vic nie był pewien jak się zachować, w dodatku Billy podnoszący się z łóżka nie poprawił jego humoru. Powinien odpoczywać, a nie się forsować i to z jego powodu. Czuł się okropnie, cały czas popełniał jakieś gafy, a naprawdę nie chciał go do siebie zrazić, chwilowo Billy był wszystkim co Vic miał. Nie wiedział co się dzieje z jego matką, nie mógł wrócić do domu, a nawet jeśli, to tam też nie było nikogo z kim czuł się blisko, więc, tak, naprawdę nie chciał go do siebie zrazić głupim zachowaniem, bo chyba nie był taki zły, zawsze starał się być miły, ba był miły. Czasem po prostu ciężko mu było powstrzymać pewne odruchy, zwłaszcza gdy ktoś był słaby albo chory. Troszczył się...
Widząc to proszące spojrzenie poczuł jak mu się serce zaciska, jakby był najgorszą osobą na świecie i właśnie umyślnie zranił Kaplana, a przecież to nie była prawda, właśnie chciał tego uniknąć. Poruszył się niespokojnie na jego słowa, by w końcu lekko skinąć głową. Odstawił talerz z powrotem na szafkę nocną, zajmując miejsce obok Billy'ego na jego łóżku. Trochę mu ulżyło; no, bardziej niż trochę. Cieszył się, że Billy jednak miał o nim w miarę dobre zdanie i lubił jego towarzystwo, ale chociaż udawał, że lubił, skoro utknęli tutaj razem. Z drugiej strony... Miał w tym trochę racji, rzadko spotykało się prawdziwych fanów, większość osób raczej postrzegała ich jako dziwaków - no, u Vica dochodziła do tego nadopiekuńczość jego matki, ale to inna sprawa i inny temat. Grunt, że takim jak oni było ciężej znaleźć przyjaciół, bo... Chyba Billy też miał z tym problem? Nie chciał oceniać, bo Kaplan raczej wyglądał na kogoś kto miał mnóstwo znajomych. Był miły, zabawny i koleżeński. Vic nie wierzył by miał problemy z poznawaniem i zjednywaniem sobie ludzi, mimo nerdowskich upodobań.
A skoro Billy'emu nie przeszkadzał dotyk... Zabrał mu z rąk kubek z resztką herbaty, go również odstawiając na stolik, a następnie ułożył dłonie na ramionach chłopaka, popychając go z powrotem na łóżko. Jasno dając mu znać, że ma leżeć i odpoczywać.
- Musisz mi pokazać te obrazki, jak będziemy mieć dostęp do internetu, zgoda? - Posłał mu delikatny uśmiech, poprawiając na nim kołdrę. W pokoju było ciepło, w zasadzie nawet nieco cieplej niż w przeciętnym budynku, ale wolał by Billy'emu było troszkę za ciepło, niż gdyby miał marznąć.
- Trochę szkoda, że nie mieliśmy okazji dłużej pobyć z Kapitanem, ale mieli ważniejsze sprawy na głowie, a obecność Tarczy wcale nie pomagała. - Pokręcił lekko głową, wracając spojrzeniem do twarzy chłopaka. Tak, tak było dobrze, mogli porozmawiać, niczego się nie wstydząc - po prostu być sobą. Podobał mu się taki układ, zdecydowanie. Pewnie jeszcze pojawi się jeszcze kilka niezręcznych sytuacji, ale z tym też sobie poradzą, prawda? Tak, na pewno.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Wiccan

avatar

Liczba postów : 360
Data dołączenia : 15/06/2013

PisanieTemat: Re: Schron   Sob Lut 06, 2016 2:56 pm

Billy uśmiechnął się niepewnie, gdy Victor kolejno kiwnął głową na jego słowa, odłożył talerz na szafkę i wreszcie powrócił na swoje dotychczasowe miejsce na łóżku. Wyglądało na to, że znowu postawił na swoim... I cieszył się, że mu się to udało - oczywiście, że się z tego cieszył, a jednak wyrzuty sumienia wcale nie ustępowały. Z drugiej strony takie wpływanie na kogoś stanowiło dla niego kompletną nowość, przez co w pewnym stopniu odczuwał również fascynację... A przede wszystkim zastanawiał się z czego to w ogóle wynikało.
Jak gdyby chcąc zadośćuczynić za swoje zachowanie - choć tak naprawdę nie był pewien, czy miał ku temu powody - Kaplan potulnie oddał Latynosowi resztki herbaty, a następnie pozwolił mu ułożyć się z powrotem na poduszkach... Tym razem na plecach, dzięki czemu wygodniej mu było spoglądać na rówieśnika. Na ustach wciąż igrał mu ten ostrożny, delikatny uśmiech, gdy zerkał tak z dołu na Vica... I nie mógł się oprzeć myśli, że bardzo, ale to bardzo podobała mu się ta perspektywa.
Oczywiście wniosek ten wywołał całą lawinę mniej lub bardziej kłopotliwych reakcji, z przyspieszonym biciem serca na czele. Billy był prawie pewien, że na policzki wstąpiły mu lekkie rumieńce, a nawet jeśli nie, to podejrzewał, że niedługo może się tak stać - jeżeli sądzić po cieple, które odczuwał w tych rejonach. Z tego wszystkiego nastolatek zmuszony był aż odwrócić na moment wzrok od drugiego chłopaka... I spojrzał na niego ponownie dopiero wówczas, gdy Victor znów przemówił, jak gdyby nigdy nic wracając do ich poprzedniego tematu. Tak, właśnie tego Kaplan potrzebował, żeby się uspokoić, dlatego też chętnie pokiwał głową.
- Jeśli cię to pocieszy, to jestem praktycznie pewien, że niedługo będziemy mieć jeszcze okazję, aby go spotkać... Jego - albo przynajmniej kogoś innego z Avengers. Chcę się z nimi skontaktować i mam parę pomysłów odnośnie tego, od kogo moglibyśmy zacząć. Jeżeli ktokolwiek może wpłynąć na S.H.I.E.L.D., to właśnie Mściciele... Sam widziałeś - wyjaśnił, równocześnie przypominając już sobie starcie słowne, którego niedawno byli świadkami w Avengers Tower. Może i wciąż uważał, że obie grupy nie pokazały się wtedy wcale od najlepszej strony, ale Tarcza w dalszym ciągu znajdowała się niżej w jego osobistym rankingu... Szczególnie po tym, co agenci zrobili Latynosowi.
- Ale... O tym porozmawiamy rano. O planach. A teraz... Co powiesz na to, że kiedy będzie już wreszcie po wszystkim, wrócimy do Nowego Jorku i spróbujemy dopaść Pająka? Zaczaimy się na niego w pobliżu Baxter Building i prędzej czy później uda nam się wyciągnąć od niego autografy - zasugerował, umyślnie używając słowa "kiedy", jak gdyby był pewien, że w końcu sprawy wrócą do normy...
I prawdę mówiąc rzeczywiście tak właśnie było, choć sam trochę się sobie dziwił. Czy zbyt wielką wiarę pokładał w Mścicielach? Być może, ale podziwiał ich dosłownie odkąd pamiętał - to znaczy, nie tylko ich już jako drużynę, ale i wcześniej, nim jeszcze się zjednoczyli... I oczywiście innych bohaterów również. Dorastał ze świadomością, że wokół niego działają osoby bezinteresownie poświęcające swój czas, zdrowie, a czasem nawet życie dla innych ludzi. Czemu teraz mieliby mu nie pomóc - skoro nie zrobił tak naprawdę niczego złego, a potrzebował ich interwencji?
Kaplan musiał przyznać, że mimo wszystko czuł się już teraz trochę lepiej. Zmęczenie powróciło, jego organizm wręcz krzyczał o sen, jednakże ból głowy trochę ustąpił, oddychało mu się łatwiej... I przede wszystkim nie dostawał mroczków przed oczami, gdy się poruszał. Miał przeczucie, że zwykły sen wyleczy wszystkie pozostałe objawy i rano rzeczywiście wróci do normy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Victor Mancha

avatar

Liczba postów : 68
Data dołączenia : 15/07/2015

PisanieTemat: Re: Schron   Pon Lut 08, 2016 12:25 pm

Widząc wypieki na policzkach chłopaka, Vic nieco zmarszczył brwi, obawiając się, że może dostał gorączki? Niedobrze, bardzo niedobrze. Jeśli zostały tu jakieś lekarstwa to pewnie dawno już przeterminowane, a tym samym bardziej szkodliwe niż pomocne. A bez pomocy Billy'ego nawet nie miał jak się teleportować po dobre leki, cholera, nawet nie miał jakby mu przygotować posiłków, by poczuł się lepiej. Rosół? Wątpliwe, nie było odpowiednich warzyw do tego, nie mówiąc o przyprawach, a sama woda z mięsem? Okropne.
Dlatego też odruchowo pochylił się dotykając policzkiem jego czoła, wiedząc, że dłonie wciąż może mieć zbytnio wychłodzone; nie wyczuł by miał temperaturę... Może były trochę cieplejsze, ale nie gorące jak przy chorobie. To dobry znak, chociaż wciąż nie wiedział co było ich powodem. Zwykłe zmęczenie? Albo reakcja organizmu na gorącą herbatę - to też prawdopodobne. Ludzie różnie reagują na różne rzeczy, niewykluczone, że akurat tak zachowywał się Billy'ego. Nie zamierzał jednak drążyć tego tematu, ani żadnego innego.
Myśl o Mścicielach średnio mu się podobało, znaczy, oczywiście, chciałby by mu pomogli, to by był wielki honor, że tak wysoko postawione osoby zainteresowałyby się jego przypadkiem. Ale... Wątpił. Avengers mieli na głowie ratowanie świata, całych miast czy budynków, on był pojedynczą jednostką. Nawet jeśli zainteresowało się nim S.H.I.E.L.D. i uprowadziło jego matkę, to wciąż nie było coś wartego zainteresowania superbohaterów. Nawet jeśli mieli ostatnio na pieńku z Tarczą, to mogli uznać, że agenci mieli powody by to zrobić, a Vic? Vic nie chciał im się przyznawać do tego czym jest, obawiając się, że to wpakuje matkę w jeszcze większe problemy. Chciał jej zapewnić spokój i wolność, a to wszystko tylko doda jej nerwów, problemów i pewnie przesłuchań. Nawet jeśli go okłamywała, całe jego życie, wciąż była jego matką - kobietą, którą kochał i szanował, która poświęciła swoje zdrowie i czas by do wychować. I powstrzymać, przed dowiedzeniem się prawdy, ale to nie miało teraz znaczenia. Teraz chodziło już tylko o to, by zabrać ją w bezpieczne miejsce, z dala od agentów. Może pojadą do Meksyku? Albo w inne piaszczyste rejony, przypominające jej domowe strony.
Skinął głową, zgadzając się z tym, że jeszcze będzie czas na rozmowę, a póki co powinni odpocząć. Natomiast propozycja polowania na Pająka całkiem mu się spodobała; zaśmiał się cicho, spoglądając Billy'emu w oczy. Wątpił by miał okazję jeszcze przybyć do Nowego Jorku, nie po tym wszystkim co się teraz działo. Najpewniej będzie musiał się ukrywać albo go rozbiorą na części, ale miło było pomyśleć optymistycznie, chociaż przez chwilę.
Poprawił na nim kołdrę, ostrożnie.
- Śpij już, widzę, że ledwo się trzymasz. - Posłał mu ciepły uśmiech, jednak nie ruszając się jeszcze z miejsca. Poczekał aż Billy zasnął i dopiero wtedy ostrożnie się podniósł, gasząc lampkę na stoliku i wymykając się z pomieszczenia.
Przeszedł do salonu, włączając telewizor. Tak jak myślał, ledwo działał, prawie wcale... Nie było sensu się teraz z nim użerać, i tak Victor nie miał nadziei, że cokolwiek z tego wyjdzie. No, może drobne, ale nie mógł powiedzieć, że się zawiódł. To było do przewidzenia.
Zamiast tego, wyjął z kieszeni spodni śrubokręt, który wcześniej odłożył w sypialni, znów go zabrał, tym razem dopiero gdy jego towarzysz zasnął, a zważywszy na to, że i do tego pomieszczenia należały ciężkie drzwi, miał więcej czasu na reakcję. Zacisnął pewnie palce na końcówce narzędzie, zaciskając na moment powieki, zbierając w sobie siłę, nim wbił ostrą końcówkę w swoje ciało... Krew, nie było żadnej, nawet kropelki. Poczuł jak serce mu mocniej zabiło, a w jego głowie zaczęła rodzić się pewnego rodzaju panika, ale tylko przez chwilę. Bo równie szybko owładnął nim niewyjaśniony spokój. Odłożył śrubokręt na bok, palcami unosząc uszkodzony kawałek skóry. Metal, nie tylko metal zresztą, drobne przewody, już nie miał żadnych wątpliwości.
Przeklął cicho pod nosem, po hiszpańsku, opadając ciężko na poduszki kanapy. Tyle pytań, z każdą chwilą coraz więcej. Już nie miał złudzeń kim był - ale po co był stworzony? I czemu wylądował w domu Marianelli? Nie wiedział, chciał wiedzieć.
Był zbyt pobudzony by teraz zasnąć, chociaż zdawał sobie sprawę z tego, że jego ciało będzie zmęczone. Może uda mu się naładować? A może jednak sen był czymś czego potrzebował? Sam już nie wiedział... Pozostało czekać, samemu, w ciemnościach, z natrętnymi myślami.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Wiccan

avatar

Liczba postów : 360
Data dołączenia : 15/06/2013

PisanieTemat: Re: Schron   Pon Lut 08, 2016 4:46 pm

Jeżeli wcześniej Billy nie był całkiem czerwony - to miał wrażenie, że kontakt fizyczny z Victorem, w dodatku tak intymny kontakt, nawet jeśli jego intencje były z pewnością kompletnie czyste i niewinne... Mimo wszystko sprawił, że policzki chłopaka musiały już teraz nabierać pięknego koloru dojrzałego pomidora. Najprawdopodobniej nie były zresztą jedyne. To charakterystyczne ciepło rozlewało się także i na szyję nastolatka, obejmowało nawet jego uszy... Cudownie. Nie miał pojęcia jak się z tego wytłumaczyć, choć wyglądało na to, że Vic podejrzewał chorobę - jeżeli sądzić po tym badaniu temperatury... Bo to było badanie temperatury, prawda...?
Szczęśliwie męki Kaplana nie potrwały zbyt długo. Już chwilę później Latynos przykazał mu iść spać i choć Billy chętnie kontynuowałby dyskusję albo po prostu popatrzył jeszcze trochę na swojego rówieśnika, to jednak jego organizm gorąco popierał sugestię snu. Nie mógł się z nim już dłużej kłócić, więc ostatecznie zmuszony był ulec - tej walki i tak by nie wygrał. Dla własnej wygody obrócił się jeszcze na bok, przodem do środka pokoju, jak gdyby liczył na to, że rano będzie się mógł obudzić z widokiem na Victora... A potem uśmiechnął się lekko i przymknął już oczy.
Obecność drugiego chłopaka tuż obok działała na niego dziwnie kojąco, nawet jeśli jak do tej pory Billy miał tylko okazję zasypiać przy kimś z rodziny. Wciąż pamiętał zapach Latynosa - z momentu, gdy ten się do niego pochylił. Miał taką miłą skórę... Przyjemnie byłoby móc ją zbadać palcami. Albo i nie tylko palcami. Usta też by pasowały.
Z tego wszystkiego Kaplan nawet się nie zorientował, gdy sen w końcu do niego przybył. Spał dobrze, wręcz wyjątkowo spokojnie - szczególnie zważywszy na okoliczności - kiedy zaś wiele godzin później w końcu się obudził, jego myśli pełne były czerwieni... Nie potrafiłby stwierdzić o czym dokładnie śnił, ale kojarzyło mu się to z ciepłem i bezpieczeństwem i słodyczą. Czy w snach można było czuć zapachy? Nie był pewien, ale miał wrażenie, że jeszcze w chwilę po odzyskaniu względnej przytomności jego nos wykrywał cudowną woń, która dopiero stopniowo zanikła.
Najważniejsze wydawało się jednak to, że odpoczynek przywrócił mu siły. Kaplan zdawał sobie sprawę z tego, że będą potrzebowali jego zdolności, więc musiał być w stanie z nich korzystać... A obecnie chyba był. Rezerwy energii zostały uzupełnione i chłopak mógł działać, nie wspominając już nawet o tym, że znów myślał trzeźwo.
Jeszcze zanim otworzył oczy, nastolatek przeciągnął się powoli w łóżku, po czym niechętnie podniósł się do pozycji siedzącej, równocześnie rozchylając powieki. Prędko odszukał z pamięci lampkę nocną i wymacał przełącznik, aby ją uruchomić. Wówczas jego spojrzenie w pierwszej kolejności powędrowało na drugą stronę pokoju, gdzie spodziewał się zobaczyć Victora... Lecz nie, jego rówieśnika nie było w pomieszczeniu. Wstał wcześniej? Może, tyle że pościel sprawiała wrażenie nienaruszonej... Czyli albo tutaj nie spał albo zdążył ją poprawić. Billy z trudem powstrzymał odruch zbliżenia się i dotknięcia jej w celu wykrycia ciepła. I tak się go nie spodziewał.
Zakładając, że przez noc schron zdążył już odpowiednio się rozgrzać, chłopak nawet nie zerknął w kierunku porzuconej wcześniej kurtki. Butów nie mógł już tak łatwo zignorować - głównie dlatego, że wstając i odchodząc od łóżka potknął się o jeden z nich i ledwo złapał równowagę... Ale i tak zamierzał zmienić strój. Powinien ćwiczyć jak najwięcej, przyzwyczajać się do tych... Być może zaklęć. Zwiększać swoje możliwości.
- Nowe ubrania, nowe ubranianoweubranianowe... - zaczął, w tym samym czasie wyobrażając już sobie trochę lżejszy strój, bardziej pasujący do aktualnych warunków. Jeansy, trampki, luźna koszulka, do tego rozpinana bluza na wszelki wypadek... Jego energia posłusznie powędrowała wzdłuż jego ciała, odmieniając odzienie, modyfikując kroje i materiały... Aż w końcu wycofała się, pozostawiając go w zamówionych nowych ubraniach. Z tym radził już sobie nieźle.
Prawdę mówiąc po całym tym procesie nastolatek czuł się odświeżony, lecz i tak chętnie wskoczyłby pod prysznic, a potem coś zjadł... Tyle że najpierw zamierzał znaleźć Victora. Wiedział, że Latynos musiał przebywać gdzieś w pobliżu, ale mimo to chciał go najpierw ujrzeć - ot, tak dla uspokojenia bezpodstawnej paniki.
Z tą myślą Billy wyszedł więc na korytarz, po drodze zaglądając krótko do kuchni oraz tylko nasłuchując przy łazience. Prawdę mówiąc obstawiał raczej ten duży pokój przypominający salon albo... Albo maszynownię, o ile była to w ogóle poprawna nazwa dla tego pomieszczenia. Chyba właśnie takiej użył Vic? W tej chwili Kaplan nie był tego pewien, lecz tak mu się wydawało.
Chłopaka niepokoił trochę fakt, że światła najwyraźniej zostały wszędzie zgaszone. Pewnie Latynos zadecydował, że powinni oszczędzać energię, co miało sens, ale szczerze mówiąc Billy nie pamiętał gdzie dokładnie znajdowały się przełączniki, w związku z czym zgromadził po prostu w dłoni niewielką wiązkę energii, którą rozjaśniał sobie trasę. Taka improwizowana latarka świetnie sprawdzała się w wąskim korytarzu, lecz sporych rozmiarów salon wyraźnie ją przerósł - o czym nastolatek przekonał się zaraz po otworzeniu ciężkich drzwi. Zamknął je za sobą, równocześnie wzmacniając swoje oświetlenie dodatkowymi pasmami energii, aby móc namierzyć przełącznik i... Bingo. Włączył wiszącą przy suficie lampę.
Kaplan pozwolił wiązkom elektryczności w swej dłoni zaniknąć, w tym samym momencie rozglądając się już po pomieszczeniu. Jego wzrok prędko natrafił na postać na kanapie i w pierwszej chwili chłopak chciał przemówić... Lecz dotarło do niego, że Latynos najwidoczniej spał. Więc... Więc jednak nie został w sypialni? Billy naprawdę nie powinien był tego na nim wymuszać. Teraz widział efekty.
Cichutko i powoli Billy zbliżył się do sofy i przyklęknął przed nią - przed Victorem - zerkając na niego z namysłem. Wciąż sprawiał wrażenie tak bardzo zmęczonego, że nie miał serca go budzić... W związku z czym zadecydował, że równie dobrze mógłby najpierw wziąć ten prysznic i może przygotować dla nich posiłek, a dopiero później wrócić tutaj. Tak, to brzmiało jak plan.
Nastolatek już miał zacząć się podnosić, gdy jego spojrzenie padło na metalowy obiekt leżący na kanapie obok Vica. Kaplan zmarszczył czoło i sięgnął po... Śrubokręt? Ten sam, który wcześniej Latynos przyniósł do sypialni - albo przynajmniej bardzo podobny, może z tego samego zestawu czy coś w tym stylu. Po co był mu tutaj? Billy obrócił przedmiot w dłoni, po czym powiódł wzrokiem po pokoju, jak gdyby szukając odpowiedzi, lecz niestety żadna nie przychodziła mu do głowy...
W końcu chłopak westchnął cicho i wstał powoli, po czym ruszył ku wyjściu, zabierając śrubokręt ze sobą... Sam nie był pewien dlaczego. Swe kroki skierował do łazienki, która nie prezentowała się zbyt zachęcająco, ale przynajmniej woda w niej działała. Ciekawe czy byłby w stanie ją potem trochę odświeżyć... Ale chyba powinien o to najpierw spytać Vica, mimo wszystko.
Sam prysznic przebiegł bez większych problemów, choć przed jego rozpoczęciem Billy musiał odczekać chwilę, aby woda się zagrzała... I straciła czerwoną barwę, pochodzącą najpewniej od rdzy w rurach. Później na szczęście było już w porządku i może kwadrans później nastolatek mógł ponownie się ubrać, a następnie wyruszyć na podbój spiżarki.
Mając w pamięci słowa Vica o niezdatności do spożycia większości zapasów, od razu zabrał się za przygotowywanie mięsa - co wcale nie było takie łatwe i właściwie skończyło się na tym, że Kaplan znów zmuszony był uciec się do korzystania ze swoich zdolności. Udało mu się za to namierzyć zamrożone ziemniaki, które - pocięte na kawałki - udało mu się potem usmażyć w formie krążków. Nieźle. Może i takie danie pasowało bardziej na obiad, ale co z tego? Ważne, by się najedli.


Ostatnio zmieniony przez Wiccan dnia Wto Lut 09, 2016 11:36 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Victor Mancha

avatar

Liczba postów : 68
Data dołączenia : 15/07/2015

PisanieTemat: Re: Schron   Wto Lut 09, 2016 10:35 am

Victor długo leżał bijąc się z własnymi myślami. Szukał odpowiedzi na pytania, albo chociaż wskazówek, które pomogłyby mu coś ustalić, jakiś trop. Kto go stworzył, dlaczego, kiedy i czemu trafił do swojej matki. Czemu jego prawdziwe ja ukrywano przed nim, trzymano w tajemnicy... Rozumiał dlaczego jego matka dbała o to by reszta świata się nie dowiedziała, to mogło przysporzyć im wielu problemów i niewygodnych pytań, albo zdobyć zainteresowanie takich agencji jak Tarcza, ale czemu nie powiedziała jemu, skąd w ogóle ta potrzeba wgrywania mu fałszywych wspomnień. A skoro już całkiem to przed nim ukryto, to czemu tak naprawdę miał służyć? Jego matka była aż tak zdesperowana do posiadania syna, a może jego cel... Może to było coś czego miał doświadczyć w odpowiednim czasie, coś wielkiego. Albo coś złego; aktualnie nie mógł wykluczyć żadnej z opcji. Zbyt długo żył w niewiedzy, zbyt wiele tajemnic padło cieniem na całe jego życie, na jego relację z matką, na wszystko co znał. Mógł być zły. Ale mógł być też bohaterem. Tyle możliwości...
... I tak krążyły jego myśli w każdą możliwą stronę. Co by było gdyby był zły, a co jeśli dobry, jak wielkim byłby bohaterem, jak bardzo znienawidziłby siebie jeśli okazałby się przestępcą. Nawet jeśli był... Zaprogramowany? Bo to chyba odpowiednie słowo, skoro jest cyborgiem, robotem, androidem. Cholera, nawet nie wiedział czym jest. Może nawet jego emocje były tylko złudzeniem, pragnienia i potrzeby, i tak naprawdę niczego nie potrzebował. To tylko pozory ludzkiego życia.
Nawet nie zorientował się kiedy zmęczenie wzięło górę i zasnął. Nie zmieniło to faktu, że natrętne myśli wciąż kręciły się po jego głowie, często przerywając mu sen, aż w końcu ustąpiły. Coś mu się śniło, nie wiedział co, ale coś miłego i było w tym sporo błękitnego światła - jego światła? Może, ale był w nim też zapach, nie mógł go określić przez sen... Ale znajomy.
Miał wrażenie, że ktoś się przy nim kręcił, był blisko, powietrze wypełniło się delikatnym zapachem, o wiele przyjemniejszym niż zatęchły odór starych mebli i stałego powietrza. Znajomy zapach, który go uspokoił wystarczająco by wrócił do głębszego snu, nie przejmując się czyjąś obecnością.
Wstał pół godziny później, niezbyt wyspany i wciąż zmęczony przez te obrzydliwe rozmyślania o swoich istnieniu. Podniósł się z kanapy z zadowoleniem stwierdzając, że przynajmniej nie boli go kręgosłup od średnio wygodnej pozycji na kanapie. Na początku nie zwrócił uwagę na różnicę jaką była jasność, przyzwyczajony do jasnego słońca Los Angeles, więc dopiero po dobrej chwili zorientował się, że coś jest nie tak. Światło zostawił zgaszone, co oznaczało, że ktoś tu był - Billy. W końcu w schronie byli sami. Panicznie przesunął wzrokiem po kanapie, a następnie po podłodze szukając śrubokręta. Cholera, zabrał go. Już wcześniej zmartwił go widok narzędzia, ciekawe co teraz sobie pomyślał... Vic wciąż mógł się usprawiedliwić grzebaniem w telewizorze, tak to jakaś opcja.
Zerwał się z miejsca, wychodząc z salonu; gdzie mógł być Billy - sypialnia, kuchnia czy łazienka? Podszedł do drzwi łazienki, nasłuchując dźwięku lecącej wody, jednak gdy nic nie usłyszał, skierował swoje kroki w stronę kuchni i... Bingo. Przesunął szybko wzrokiem po pomieszczeniu, odnajdując narzędzie na jednym z blatów, spokojnie nie ma się czym przejmować, ma usprawiedliwienie. Dlatego tylko się przeciągnął, naturalnie, podchodząc do Billy'ego i opierając się pośladkami o jedną z szafek.
- Dzień dobry. Pomóc ci w czymś? - Przesunął wzrokiem bo jedzonku i pracujących maszynach, na końcu zatrzymując wzrok na twarzy Billy'ego. Miał nadzieję, że mu uwierzy i nie będzie drążył tego tematu; w końcu Vic zajmował się takimi rzeczami tutaj, narzędzia w jego pobliżu nie powinny nikogo zdziwić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Schron   

Powrót do góry Go down
 
Schron
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Midgard :: Rosja :: Syberia :: Yukutsk-
Skocz do: