Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Opuszczony plac budowy

Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5
AutorWiadomość
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3881
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Opuszczony plac budowy   Wto Lut 09, 2016 11:34 am

First topic message reminder :

Lokacja ta znajduje się niedaleko Central Parku i właściwie już od dłuższego czasu stoi pusta - jeśli nie liczyć bezdomnych, którzy od czasu do czasu się w niej zatrzymują oraz okazjonalnie młodzieży szukającej odosobnionego miejsca na zabalowanie. Wysoka siatka odgradza posesję od ulic i innych budynków, zewnętrzne ściany chronią przed oczami ciekawskich... Ba, zostało nawet trochę sprzętu po budowlańcach, tyle że robota coś stanęła. Wnętrze jest stosunkowo puste; niby częściowo podzielone ścianami na jakieś pomieszczenia, ale nie wszystkie nawet dokończono.

_________________



No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com

AutorWiadomość
Shadowcat

avatar

Liczba postów : 155
Data dołączenia : 27/02/2013

PisanieTemat: Re: Opuszczony plac budowy   Pią Lis 23, 2018 3:29 pm

Kitty wywróciła oczami na słowa Gambita, ale na jej ustach igrał uśmiech, co oznaczało, że wyraźnie miała dobry humor. Wiedziała, że mężczyzna był flirciarzem i pewnie, gdyby nie wiedziała o magii jego uroku to by mu uległa. Nie miała jednak nic do Remy'ego, lubiła go, a jego teksty bardziej ją bawiły niż drażniły.
- Sam na sam z dziewczyną w piwnicy opuszczonego budynku. Tak bardzo romantycznie. Świeczek nam tylko brakuje. - odparła na jego słowa i choć słowa mogły nie brzmieć zbyt miło to nie było w nich słychać sarkazmu czy irytacji. Po prostu sobie żartowała. Może sama chciała w ten sposób podtrzymać dobry nastrój.
Powoli ruszyła schodami w dół, opierając jedną dłoń na ścianie, by iść prosto. W ciemnościach człowiek łatwo mógł stracić orientację i ściana z jednej strony była dobrym wskaźnikiem kierunku. Oczy powoli się przyzwyczajały do mroku i Kitty mogła w miarę coś dostrzec na dole. Jak chociażby to, że piwnica składała się z trzech pomieszczeń. Nawet nie zdążyli tu zamontować drzwi, więc mieli dodatkowe pomieszczenia do przeszukania. Na szczęście nie były specjalnie wielkie. Shadowcat sięgnęła do kieszeni, by wyciągnąć telefon i poświecić nim sobie. Nawet opcja latarki nie dawała zbyt wiele światła, ale to zawsze coś. Szmer w jednym z pomieszczeń przyciągnął jej uwagę, szybko skierowała telefon w tamtą stronę.
- Halo? Jest tam ktoś? - odezwała się. Ktokolwiek lub cokolwiek tam było, wiedziało już o ich obecności. Mógł to być bezdomny, a mógł to być równie dobrze szczur czy kot. Albo osoba, której szukali. Opcji było całkiem sporo.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3881
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Opuszczony plac budowy   Wto Lis 27, 2018 3:04 pm

Komórka stanowiła niezłe źródło światła - pod pewnymi względami pewnie nawet lepsze od tego, jakim byłaby naładowana karta Gambita, gdyż dawany przez nią blask był zauważalnie intensywniejszy i na dodatek nie barwił otoczenia na różowo. Z drugiej strony telefon trzeba było kierować w konkretną stronę, podczas gdy rozświetlony energią przedmiot emanował aurą dookoła... Ale nie można mieć wszystkiego.
Zwrócenie strumienia światła z komórki do pomieszczenia, w którym rozległ się szmer, natychmiast wywołało kolejny cichy odgłos, dość miękki, a następnie charakterystyczny stukot szkła... I znowu ten poprzedni dźwięk. Na rozświetlony obszar powoli wtoczyła się przewrócona butelka po tanim winie, a sekundę później w ciemności rozbłysły dwa punkty - odbijające blask oczy... W kilku susach z nieskończonego pokoju wyskoczył kot o ciemnym, ale zauważalnie pręgowanym futrze, trzymający w pysku sporych rozmiarów mysz. Zwierzę nie zwolniło; przebiegło przy mutantach, omijając ich tak szerokim łukiem, jak tylko mogło, po czym wpadło na schody i uciekło w górę. Nie wyglądało na przestraszone, po prostu nie interesowało go nawiązywanie znajomości z ludźmi.
Innymi słowy, fałszywy alarm.
Poświecenie telefonem po obu dostępnych pomieszczeniach wykazałoby, że są one względnie puste, jeżeli nie liczyć kolejnych zastępów śmieci - w tym licznych butelek oraz kartonów - a także porzuconych w kącie jednego z nich materiałów, zwiniętych, wymiętych i brudnych. Najbardziej przypominały prześcieradła, gdyby komuś zechciało się podejść i je dokładniej zbadać. To wyraźnie nie były pozostałości po budowlańcach - i raczej nie tylko po szukających wrażeń dzieciakach. Dało się założyć, że budynek rzeczywiście wykorzystywali bezdomni... A to sugerowało również co mogło się znajdować za improwizowanymi drzwiami, strzegącymi ostatniego pomieszczenia.
Jeżeli rzeczywiście ktoś tam nielegalnie pomieszkiwał, to istniała szansa, że byłby w stanie odpowiedzieć na kilka pytań... O ile zgodziłby się rozmawiać i w ogóle wychodził ze swojej kryjówki po coś więcej, niż tylko dla zdobycia pożywienia. Z drugiej strony takie osoby często nie chciały kontaktu, mogły się wręcz okazać negatywnie nastawione, więc czasami lepiej było zostawić je w spokoju. X-Men wiedzieli, że Cerebro wyłapał sygnał w tym budynku, więc równie dobrze mogli go po prostu sprawdzić na własną rękę. Decyzja należała do nich.

_________________



No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Gambit

avatar

Liczba postów : 91
Data dołączenia : 02/12/2012

PisanieTemat: Re: Opuszczony plac budowy   Wto Lis 27, 2018 7:28 pm

-Kiciuś pomknął jak la dernière Ferrari. Ale nie to nam teraz w głowie..nie wiem jak ty ale ja z ciekawości sprawdziłbym co kryją te, dość nadgryzione już zębem czasu, drzwi. Zgadzasz się. - powiedziawszy to wyjął kolejną kartę, która chwilę później zajaśniała różowym światłem. Niby zrobił to od niechcenia i dla lepszego efektu, ale tak na prawdę wolał mieć, jak to się mówi, "asa w rękawie", tak na wszelki wypadek. Nigdy nie wiadomo co kryje nowe, dla nich, pomieszczenie. Nie chciał jednak wyjść na strachliwego więc raźnym krokiem ruszył w stronę drzwi.
-Chodźmy, będziesz moim wsparciem. Jak myślisz, gospodarz będzie rozmowny? - uśmiechnął się i kontynuował marsz ku nieznanemu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Shadowcat

avatar

Liczba postów : 155
Data dołączenia : 27/02/2013

PisanieTemat: Re: Opuszczony plac budowy   Pią Lis 30, 2018 3:07 pm

Z pomieszczenia, do którego zajrzeli dosyć szybo wyskoczył kot. Mogli się domyślić tego zwierzaka już po świecących oczach na odpowiedniej wysokości. Kitty pomyślała, że ta jedna rzecz w kotach była nieco przerażająca. W nocy było widać tylko ich oczy. Niczym dwa błędne ogniki, unoszące się nad ziemią. Czekające na zbłąkaną duszę. Na szczęście koty nie były aż tak podstępne jak błędne ogniki. Porównanie kota do Ferrari wywołało u dziewczyny lekki uśmiech. Odsunęła się i zerknęła w stronę pomieszczenia, którego wejście było zasłonięte kartonem. Tekturą. Czymś. Jak gdyby ktoś się tam ukrywał. Bardzo możliwe, że mieszkał tam jakiś bezdomny. Butelki, kartony i inne śmieci wyraźnie świadczyły o tym, że różni ludzie korzystali z tego porzuconego budynku.
- Za kilka zielonych każdy robi się rozmowny. - mruknęła do mężczyzny. Bez względu na to czy trafią na bezdomnego czy na jakichś nastolatków, pieniądze na pewno im pomogą. A Shadowcat widziała wystarczająco wiele filmów, by wiedzieć, że informacje kosztują. W przypadku osób bezdomnych mniej niż przy kimś innym. A może będą mieli szczęście i znajdą osobę, za którą tu przyszli?
Nie rozmyślając już dłużej nad tym, mutantka podeszła do prowizorycznych drzwi i odchyliła karton, zaglądając ostrożnie do pomieszczenia i świecąc sobie telefonem do środka. Zrobiła również miejsce Gambitowi, który miał już kartę w pogotowiu. Nigdy nie wiadomo czy nie będzie potrzeby walczyć z kimś. Choć tego akurat Kitty wolałaby uniknąć. Bez słowa rozejrzała się po pomieszczeniu szukając jakichkolwiek oznak życia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3881
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Opuszczony plac budowy   Pią Lis 30, 2018 4:43 pm

Już samo odchylenie kartonu wywołało w pomieszczeniu cichy szelest, który teoretycznie mógł powstać przez poruszenie tekturą jakiegoś innego obiektu - tyle że najwyraźniej dochodził gdzieś z głębi sali, a nie z pobliża wejścia. Skierowanie światła komórki do środka szybko wyjaśniło sytuację: we wnętrzu rzeczywiście ktoś przebywał, ktoś niezadowolony z celowania w niego strumieniem jasności, przed którym w pierwszej kolejności zasłonił dłonią twarz, a następnie obrócił się jeszcze bokiem. Towarzyszył temu głośniejszy odgłos, a dokładniej syk, który mógł wynikać z poczucia dyskomfortu albo wręcz bólu... Bo w końcu oczy przyzwyczajone do ciemności nie łączyły się dobrze z nagłym pojawieniem się blasku.
Pomieszczenie było spore i w pewnym sensie umeblowane... W bardzo luźnym sensie. Przez jego środek na wysokości około dwóch metrów biegła żyłka, na której zawieszono płachty materiałów niepierwszej świeżości - oddzielały one resztę pokoju od tej części, którą mutanci mogli dojrzeć. Wyglądało zresztą na to, że ten odcięty obszar był mniejszy od "głównego", najwyraźniej będącego pokojem dziennym i sypialnią jednocześnie. Rezydentowi udało się sprowadzić tu kilka mebli, najprawdopodobniej znalezionych na śmietnikach, jeżeli sądzić po ich otarciach, plamach czy naddarciach. Żadne dwa obiekty do siebie nie pasowały, ale były funkcjonalne: tu stolik, tam materac, dwa krzesła nie do pary, a nawet coś, co wyglądało na promiennik gazowy, taki na butle... I do tego jeszcze parę innych obiektów.
Napotkany osobnik siedział na materacu, z jedną nogą jak do siadu tureckiego, lecz z drugą wyprostowaną. Wokół niego spoczywały zwinięte i częściowo go zasłaniające koce, on sam zaś ubrany był dość grubo jak na tę porę roku, co mogło wynikać z faktu, że pod ziemią panowała niższa temperatura... Albo miał ku temu jakieś inne powody. Z jego higieną nie było najlepiej, co dało się wyczuć, ale z drugiej strony nie pachniał alkoholem - i w pomieszczeniu nie znajdowały się butelki po nim, przynajmniej na widoku. Włosy miał do ramion, a brodę zaniedbaną, przez co dodawała mu lat. Trudno byłoby przez to - oraz przez jego zmarnowanie - określić jego wiek. Może czterdzieści lat? Może więcej, mniej? Teraz tak czy siak starał się zakryć twarz przed światłem z telefonu Kitty.
-Wynocha- warknął na powitanie, brzmiał jednak przede wszystkim na zirytowanego, zdenerwowanego, a nie okazywał agresji... Póki co. Kiedy się poruszył, zmieniając trochę pozycję, przemieszczający się materiał podkreślił, że bezdomny był całkiem nieźle zbudowany, a już na pewno wysoki i szeroki w barkach. Z drugiej strony nic dziwnego, że przy swoim trybie życia nie należał do tłuściochów.

_________________



No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Shadowcat

avatar

Liczba postów : 155
Data dołączenia : 27/02/2013

PisanieTemat: Re: Opuszczony plac budowy   Sob Gru 08, 2018 9:14 pm

Więc jednak w pomieszczeniu za tekturą ktoś był. Świadczył o tym syk, który Kitty usłyszała. Szuranie mogło być przemieszczaniem się czegoś po podłodze, ale syk już wyraźnie świadczył o obecności jakiejś osoby za tekturą. Najwidoczniej ktoś sobie zrobił tutaj coś na wzór mieszkania. Pewnie jakiś bezdomny. Dziewczyna nie była jakoś szczególnie zaskoczona tym. Takie opuszczone budynki były idealnym schronieniem dla osób bez dachu nad głową. Szczególnie, gdy na dworze zaczynało się robić zimno.
- Przepraszam. - mutantka odezwała się w ten sposób na początek, przesuwając światło telefonu nieco w dół, bardziej na podłogę. Mężczyzna wyglądał raczej na pokojowego i chyba tylko nagłe światło nieco go zirytowało. Postanowiła więc zacząć od grzeczności. Kto wie, może tyle wystarczy, by nieznajomy nie zdenerwował się bardziej.
Shadowcat rzuciła okiem dookoła pomieszczenia, zerkając po szmatach i niedopasowanych meblach. Teraz już mogła być pewna, że ten człowiek zamieszkał sobie tutaj. Być może na stałe, a być może tylko na okres jesieni i zimy, by przetrwać tutaj najgorsze dni. Niskie temperatury dla nikogo nie były przyjemne, a ostra zima mogła grozić nawet zamarznięciem.
- Szukamy tu naszej przyjaciółki, niedawno się kręciła w pobliżu tego miejsca. Długie, rude włosy, szczupła, zielone oczy. Dosyć wysoka. Widział ją pan może? - zapytała jak najbardziej uprzejmym tonem, licząc na współpracę nieznajomego. W ostateczności jeśli nie będzie chciał odpowiedzieć na pytanie, Kitty zaoferuje mu pieniądze, jako zapłatę za informacje.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Jimmy Hudson

avatar

Liczba postów : 7
Data dołączenia : 19/06/2017

PisanieTemat: Re: Opuszczony plac budowy   Nie Gru 09, 2018 1:48 pm

Ponury obrót zdarzeń sprawił, że James ponownie musiał zmierzyć się z widmem starej przeszłości. Sentinele Willama Strykera znowu zaatakowały miasta. Cholera, czy oni nie rozprawili się z nim już dawno temu. Wszystko to powodowało głębokie zamieszanie w głowie młodocianego mutanta, który jeszcze nie tak dawno przebywał na Utopii, gdzie miał przy sobie zaufanych ludzi oraz bardziej bliskie mu osoby. A jednak życie postanowiło zabrać mu też i to. Nie mógł odwiedzić swoich rodziców, bo nie wiedział gdzie są. Wszystko sprawiło, że jego życie było jedną, enigmatyczną niewiadomą. Jednak kiedy zawsze znalazł się jakiś cel, który sprawił, że zapominał o tym wszystkim - znaczyło to, że było warto. Obecnie były to walki z robotami. Jednak wraz z zakończeniem inwazji, Jimmy wracał do swojej własnej rzeczywistości, gdzie pozostał sam bez żadnych odpowiedzi. W hologramie zresztą starszy Howlett powiedział, że “musi być odpowiedzialny za swoje czyny w przyszłości”. I jeśli ta cała ponowna inwazja była jakimś cudem jego wynikiem - to musiał stać się ponownie odpowiedzialny. Zresztą tego oczekiwaliby ludzie, którzy w niego wierzą.
Hudson odbijał już od zielonej atmosfery Central Parku, uprzednio zdobywając dla siebie pokarm metodą ulicznej dżungli - ukradł, zostawiając kilka dolarów reszty na stole. “Bądź odpowiedzialny”, dzwoniły mu słowa w głowie. Więc musiał oddać coś w zamian. Pół ciepły hamburger z mrożoną colą był najlepszym rozwiązaniem na nadal panujące na Ziemi lato. Sam zresztą wolał zjeść coś, co chwilowo da mu więcej energii w momencie, kiedy coś miałoby się wydarzyć za kątem jakiejś ściany. Nie ufał temu miejscu, coś sprawiało, że musiał być nadal czujny. Stała czujność z wytężonymi zmysłami. Jego kroki zaczęły kierować go w zbliżonym kierunku do opuszczonego placu budowy. Miał już odchodzić w innym kierunku, kiedy… jego nos wyczuł coś. Jakby znajomy zapach ukryty pod jakimś innym. Ten sam, który był mu już znany, ale niezdolny do wyczucia od dłuższego czasu.
Kitty… — powiedział pod nosem, zanim jego nogi ruszyły się. Najpierw w spokojnym ruchu, aby zaraz trochę przyśpieszyć, po momencie przeobrazić to w trucht, aż ostatecznie w bieg. James przeskoczył sprawnym ruchem siatkę, jakby było to naturalne dla niego. Naturalny instynkt zadziałał, kiedy jego zęby nabrały tej twardej, równej adamantowi ostrości. Czuł się na wpół bestią. Wodził nosem za zapachem, kierując swe kroki w kierunku, w którym wyczuwał swoją ukochaną. Przeszedł przez otwarte wejście, schodząc dość szybkim krokiem w dół do piwnicy budynku. Na jego twarzy pozostawał wyraz zwierzęcej agresji. A jednak, w momencie ujrzenia jej widoku, jego twarz złagodniała. Dłuższą chwilę wzroku zawiesił na niej, aby zaraz przelecieć nim na krótko po kolejnym mężczyźnie. Aż na agresywnie nastawionym mężczyźnie kończąc. Jimmy znowu zmarszczył nos, pokazując ostre zęby i przemawiając bardziej warknięciem zamiast zwyczajną mową.
Ona chce tylko wiedzieć czy coś pamiętasz… Daj jej odpowiedzi, a znikniemy. Chyba, że faktycznie chcesz rozlewu krwi, grr. — Jego oczy nabrały ponownej dzikości skierowanej ku wyrośniętemu, bezdomnemu mężczyźnie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3881
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Opuszczony plac budowy   Pon Gru 10, 2018 4:07 pm

Kiedy Kitty skierowała światło w dół, mężczyzna powoli i wyraźnie podejrzliwie opuścił rękę, którą się przed nim osłaniał. Jako że strumień nie był teraz skierowany bezpośrednio na niego, to ciężej byłoby na przykład rozszyfrować jego wyraz twarzy, lecz blask wystarczył przynajmniej do ocenienia gdzie znajdowały się jego oczy - aby można było zawiesić wzrok na odpowiedniej wysokości.
Powieki bezdomnego były częściowo opuszczone, ale spojrzenie wydawało się bystre; potwierdzało to teorię, że nie pił, ani niczego nie brał, a do tego dawało nadzieję, że rozumiał co się wokół niego działo... A nie każda osoba żyjąca na ulicy mogłaby to o sobie powiedzieć - albo raczej inni o nich. Mężczyzna nie odpowiedział na przeprosiny Shadowcat; obserwował ją uważnie, jak gdyby czekał, aż sobie pójdzie, ale z drugiej strony nie powtórzył swojego żądania, ani nawet nie próbował wstać, aby je wyegzekwować. Choć... To ostatnie mogło też wynikać z faktu, że przybyłych było dwoje, a on sam jeden.
Z drugiej strony istniała jeszcze inna opcja - iż zaważył tutaj po prostu gen X. Było to możliwe, lecz mało prawdopodobne, gdyż najwyraźniej początkowo bezdomny nawet nie zorientował się, iż miał do czynienia z mutantami; w końcu oślepiało go światło z telefonu. Dopiero w chwilę po jego opuszczeniu wzrok mężczyzny musiał przyzwyczaić się do nowych warunków na tyle, iż zlokalizował drugie źródło blasku - kartę w rękach Gambita. Kto wie, być może w tej różowej aurze zauważył nawet jego nienaturalne oczy? Grunt, że dopiero wówczas - gdy Kitty kończyła już wyjaśniać problem X-Men - nieznajomy nagle wyraźniej się spiął, a podejrzliwość na jego obliczu przerodziła się w zaalarmowanie. Wciąż się nie odsuwał, nie okazywał agresji, ale najpewniej poczuł się zagrożony - nie przez Shadowcat, lecz przez jej towarzysza, na którym skupiał teraz spojrzenie. Nawet gdyby w grę nie wchodziła mutacja, nic dziwnego, że mężczyzna na pierwszy rzut oka wydawał mu się potencjalnie bardziej niebezpieczny od kobiety.
W tym momencie sytuacja mogła być jeszcze do odratowania - lecz pojawienie się Jimmy'ego wszystko zmieniło. Już jego zbliżające się kroki sprawiły, iż bezdomny oderwał wzrok od Gambita, aby skierować go gdzieś za parkę. Jednocześnie mężczyzna przesunął się po materacu do tyłu, aż plecami natrafił na ścianę, a choć uczynił to szybko, to nie wyglądał na spanikowanego, tylko czujnego. Zapewne się bał - kto na jego miejscu nie czułby strachu? - lecz w jego ruchach było coś takiego... Jak gdyby w jakimś stopniu wiedział co robił.
Kiedy więc Hudson stanął za pozostałą dwójką mutantów, bezdomny znajdował się już na etapie opierania się całym przedramieniem o ścianę, w ten sposób pomagając sobie wstać. Przy okazji - w połączeniu z jego wcześniejszym przemieszczaniem się - sprawiło to, iż w końcu zsunęły się z niego koce, odsłaniając zapewne prawdziwy powód, dla którego do tej pory mężczyzna się nie podnosił. W przerwie między jego lewą nogawką i butem dało się dojrzeć metalową lub plastikową rurkę, przechodzącą w platformę przypominającą stopę. Proteza - ale prosta, prawdopodobnie tania.
-Wynocha- powtórzył mężczyzna, teraz stojąc już niemalże prosto, lecz w dalszym ciągu opierając się o ścianę i wyraźnie skupiając ciężar ciała po prawej stronie. Przypominał trochę zwierzę - zranione i zagonione w kozi róg. Zagrożone, ale pozbawione opcji ucieczki, więc mające do wyboru tylko bronienie się. Choć trudniej byłoby to dostrzec, jego szczęka lekko się poruszała, jak gdyby coś do siebie bezgłośnie mamrotał - nie za cicho, bo Jimmy też nie mógł tego dosłyszeć, tylko naprawdę bezdźwięcznie. Jego spojrzenie przesuwało się między Hudsonem i LeBeau.

_________________



No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Gambit

avatar

Liczba postów : 91
Data dołączenia : 02/12/2012

PisanieTemat: Re: Opuszczony plac budowy   Yesterday at 4:42 pm

Cóż gorzej być nie mogło, stwierdził w duchu po interwencji jaką uraczył ich Jimmy. Ktoś powinien zalecić mu długie godziny medytacji... może Beast? On potrafi nad sobą panować. Lecz nie czas teraz na najlepszą drogę leczenia dla porywczego młodzieńca. Należało załagodzić napięta już do granic możliwości sytuację. A jego aura powinna nadać się do tego idealnie.
- Monsieur, proszę zachować spokój. Obiecuję że nic panu z naszej strony nie grozi. - powiedział melodyjnie, a jego głos zrobił się wyjątkowo przyjemny dla ucha - - Zadamy jedynie parę pytań i więcej nie sprawimy panu kłopotu. Obiecuję.
Ni stąd ni zowąd, w jego dłoni zaszeleścił zielony banknot, o dość kuszącym nominale 50 dolarów.
Remy w duchu liczył że jego zdolności i drobna zachęta wystarczy w zupełności aby bezdomny był skory do rozmowy.
- Dobijamy targu? - spytał chcąc wywołać szybsze podjęcie decyzji u mężczyzny. Liczył że jego plan się powiedzie i otrzymają jakieś przydatne informacje.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Opuszczony plac budowy   

Powrót do góry Go down
 
Opuszczony plac budowy
Powrót do góry 
Strona 5 z 5Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5
 Similar topics
-
» Opuszczony dom
» Opuszczony młyn wodny
» Stary Opuszczony Dom
» Opuszczony kościół

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Midgard :: Stany Zjednoczone Ameryki :: Nowy Jork-
Skocz do: