Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Opuszczony plac budowy

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4
AutorWiadomość
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3533
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Opuszczony plac budowy   Wto Lut 09, 2016 11:34 am

First topic message reminder :

Lokacja ta znajduje się niedaleko Central Parku i właściwie już od dłuższego czasu stoi pusta - jeśli nie liczyć bezdomnych, którzy od czasu do czasu się w niej zatrzymują oraz okazjonalnie młodzieży szukającej odosobnionego miejsca na zabalowanie. Wysoka siatka odgradza posesję od ulic i innych budynków, zewnętrzne ściany chronią przed oczami ciekawskich... Ba, zostało nawet trochę sprzętu po budowlańcach, tyle że robota coś stanęła. Wnętrze jest stosunkowo puste; niby częściowo podzielone ścianami na jakieś pomieszczenia, ale nie wszystkie nawet dokończono.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com

AutorWiadomość
Slayer

avatar

Liczba postów : 31
Data dołączenia : 30/03/2017

PisanieTemat: Re: Opuszczony plac budowy   Sro Kwi 05, 2017 7:21 pm

"Spokojnie, tylko spokojnie. Wiem, że kłamią. Wiem, że liczą na szczęście, ale tym razem. Muszę coś zdobyć, skoro mam okazję." - pomyślał lekko kręcąc głową. Nie robił tego po raz pierwszy, wiedział, że każdy się boi i każdy będzie za wszelką cenę liczyć na cień szczęścia. Jednak San obiecał sobie, że ich nie zabije - bo tak zwykle kiedyś kończył napady. Musiał wymyślić coś innego, co poskutkowałoby bardziej.

Słysząc, że jeden z mężczyzn usiłuje nawiązać z nim konwersację odruchowo naprężył mięśnie gotując się do ewentualnej próby odparcia desperackiego ataku. Wiedział, że jeżeli wejdzie z nim w dyskusję, to on to wykorzysta i spróbuje zaatakować. "A może dać im odejść?" - przez chwilę przeszło przez głowę Azjaty. Nie. To zbyt ryzykowne, przecież ich było dwóch.

Jak to nic nie macie? - rzucił szybko z wyraźnym chińskim akcentem, tym razem nie patrząc na poprawny angielski. - Widziałem was. Byle biedaki nie chodzą ubrani jak wy. Dawać telefony, czy co tam macie. Szybko!

Im dłużej tak stali, tym mocniejsze wyrzuty sumienia zaczynały męczyć. Obiecywał sobie, że od teraz będzie tym dobrym. Nie po to zniknął z oczu własnej triady i przyjechał do Ameryki. Z drugiej jednak strony nie będzie mógł pozwolić im na zwykłe odejście.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Christopher Varcer

avatar

Liczba postów : 137
Data dołączenia : 19/03/2017

PisanieTemat: Re: Opuszczony plac budowy   Czw Kwi 06, 2017 5:30 am

Podświadomie wyczuwał, że jego starania nie przynoszą efektu. Wyglądał na stosunkowo opanowanego, ale w środku czuł, jak coś ciężkiego napiera na jego klatkę piersiową i zaczyna zabierać mu dech. Każda kolejna sekunda niosła za sobą wątpliwości, obawy, stres. Co, jeśli źle dobrał słowa? Jeśli tego typa faktycznie nie da się przekonać i im nie wierzy?
Ile by dał, aby móc to wszystko cofnąć. Gdyby chociaż nie było obok Ricka... Christopher już wiele razy pakował się w kłopoty i zawsze z nich jakoś wychodził. Teraz jednak było inaczej. Najdrobniejszy błąd mógł nie tylko zaszkodzić jemu samemu, ale i mutantowi. I tym razem gra nie toczyła się o jakieś siniaki, a o coś znacznie więcej.
A oni nie mogli zrobić nic. Brak broni, brak szansy na ucieczkę. Reptilianin stał tak, jakby zapuścił pod sobą korzenie. Rick mógł czuć, jak w Chrisie narasta lęk, a oddech zaczyna drżeć. Jaszczur zawsze starał się pokazać siebie jako dzielnego i nieustraszonego, lecz prawda była zupełnie inna. Zawsze takiego udawał. Nigdy nie dowiódł, że faktycznie taki jest. Stojąc na linii strzału, przekonał się o tym po raz kolejny.
Mimo to jego dłoń powoli skierowała się do Richarda i delikatnie odepchnęła go jeszcze bardziej na tyły. Ruchy reptilianina stały się znacznie bardziej powolne, kiedy ponownie odwracał się do napastnika. Już było wiadomo, co chce teraz zrobić.
Dziwny i nienaturalny warkot wydobył się z gardzieli jaszczura, a ciało oraz twarz Chrisa na oczach Chińczyka zaczęło się zmieniać. Skóra nabrała zielonej barwy, włosy wydłużyły się i uniosły ku górze. Mężczyzna poruszył wyrośniętymi pazurami i usta zaraz rozpruły się niemal do okolic uszu, odsłaniając rząd ostrych i pokaźnych zębisk. Czaszka w kilka sekund cała zniekształciła się, co musiało być widokiem przyprawiającym o mdłości.
Chris wyszczerzył nieproporcjonalnie długie kły i spojrzał w czarne tęczówki obcego, dysząc.
 Przyspieszony oddech tylko świadczył o strachu, jakiego właśnie doświadczał. Bał się, panikował, ale jego linią obrony nie miała być ucieczka. Był gotów bronić siebie i przyjaciela, wiedząc już, że wszelkie inne metody zawiodą. Nawet jeśli stawali przed wyposażonym w broń palną bandytą, Chris działał instynktownie. Pod wpływem strachu ludzki kamuflaż po prostu zniknął. Stracił nad tym kontrolę.
  Pochylił się i rozwarł szeroko paszczę, sycząc doniośle na bandytę, jednakże nie doszło do ataku. Reptilianin zaczął się cofać i wpadł na Ricka, ale cofał się dalej na drżących nogach wraz z nim. Richard dopiero potem zdał sobie sprawę, że Chris przylega do niego plecami.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Slayer

avatar

Liczba postów : 31
Data dołączenia : 30/03/2017

PisanieTemat: Re: Opuszczony plac budowy   Czw Kwi 06, 2017 9:19 pm

"Co do cholery się tu wyprawia?" - pomyślał Slayer widząc przemianę, jakiej dokonał jeden z mężczyzn. Nie podziewał się on ten, a jednak nie czuł się zmieszany, czy przestraszony. Wielokrotnie działał już w sytuacjach mniej, lub bardziej stresujących, więc widok człowieka jaszczura nie zrobił na nim większego wrażenia. Owszem, było to trochę dziwne i prawdopodobnie mogło się niezbyt dobrze skończyć dla mutanta, jednak nie dbał o to. Choć coś się w nim ocknęło - zaczynał powoli kojarzyć fakty i rozumieć, co się właściwe wydarzyło. Zaczynał nawet mieć wrażenie, że jeszcze chwila, a role ulegną zmianie. Ale chwile - człowiek jaszczur? Ktoś taki jak on sam? Odmieniec? Nie. To nie mogło być to, chociaż spotkał się już z innymi odmieńcami.

Spokojnie - powiedział opanowanym i spokojnym głosem do stojących nieopodal mężczyzn jednocześnie powoli opuszczając broń. - Jesteś tak jak ja? Też jesteś odmieńcem?

Te pytania zawisły w powietrzu. Sam Chińczyk jak gdyby chcą udowodnić swoją "inność" sprawił, że z jego głowy wyszły kolce. Fakt, mógł zginąć. Jednak to, co się stało sprawiło, że nie mógł grozić ludziom podobnym do niego samego. San jednak nie odłożył broni, jedynie ją opuścił nadal mając ją w pogotowiu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Richard Brook

avatar

Liczba postów : 29
Data dołączenia : 19/03/2017

PisanieTemat: Re: Opuszczony plac budowy   Pią Kwi 07, 2017 7:28 pm

Wzrok Ricka utkwiony był na sylwetce Chińczyka, śledząc każdy najdrobniejszy ruch. Nie patrzył nawet na pistolet, wiedział, że tylko z twarzy napastnika może wyczytać zamiary. Zachowywał się trochę jak spłoszone zwierzę zapędzone w kąt. Którędy uciec? Czy wtedy mnie zastrzeli? - pytania same pojawiały mu się w głowie i nawet ich nie kontrolował. Na zewnątrz może nie było tego widać, ale Rick toczył w myślach walkę. Z jednej strony nie mógł zostawić Chrisa, musiał mu pomóc, ale z drugiej prawie czuł, jak nogi mu się trzęsą i instynktownie chciał rzucić się do ucieczki.
W ostateczności jednak broń wymierzona w jego stronę przekonała go do pozostania na miejscu. Skoro jeszcze ich nie zastrzelił, to chyba nie chce tego zrobić, prawda? W końcu mógł zabić ich na samym początku, w takim miejscu nikt nawet by się o tym nie dowiedział.
Tylko jak przekonać go, że naprawdę nie mają przy sobie niczego, co by go interesowało? Nie uwierzy im, nie ma mowy. Byli w kropce.
Nie domyślił się od razu, co się zaraz stanie. Niemal posłusznie odsunął się, gdy ręka Chrisa go odepchnęła. Nie zauważył też początkowo zmiany w ruchach przyjaciela, dopiero warkot, który dobiegł do jego uszu uświadomił mu, że reptilianin musiał podjąć inną taktykę. W dodatku bardzo ryzykowną.
Teoria ta poszła jednak w odstawkę, kiedy Richard usłyszał przyspieszony oddech. No nie, czyli to nie było zaplanowane. Cholera, było źle. Było bardzo źle. W takim przypadku można było spodziewać się wszystkiego. Jeszcze nigdy nie widział, by Chris w gadziej formie był agresywny, ale w końcu przyjaciel sam się przyznał, że chodził w takie miejsca sam. Rick uświadomił sobie, jak niewiele wiedział o prawdziwej naturze Christophera.
Spanikowanym wzrokiem patrzył to na Chińczyka, to na reptilianina i z braku innej możliwości cofał się razem z nim. Nie wiedział, co teraz działo się w głowie jego przyjaciela i nie miał pojęcia, co robić. Najbardziej chyba obawiał się tego, że bandyta w strachu postanowi użyć broni, dlatego głównie na nim skupił teraz swój wzrok.
Dlatego też zdziwił go widok opuszczanej broni i opanowany głos Chińczyka, podobnie zresztą jak jego słowa. "Spokojnie? Po czymś takim?" - powiedział do siebie w myślach, niepewnie obserwując zachowanie napastnika. Jeszcze bardziej zaskoczyły go kolce, które nagle pojawiły się na jego głowie.
Rick odsunął się od Chrisa powolnym krokiem i ostrożnie przeszedł na bok. Narażał się teraz na bezpośredni atak, ale widok kogoś takiego, jak on i Chris sprawił, że zawładnęła nim ciekawość.
Spojrzał na Christophera, kątem oka zerkając wciąż na Chińczyka. Fakt, że ten opuścił broń trochę go uspokoił, starał się jednak wciąż zachowywać czujność.
-Chris, uspokój się już. - rzucił do niego cicho, powstrzymując się od położenia mu dłoni na barku. Nie wiadomo było, jak jego przyjaciel mógł zareagować. Na kolejny syk z jego strony Richard odruchowo się odsunął.
Prawdę mówiąc dopiero w takiej sytuacji uświadomił sobie, że czuł... strach. Bał się własnego przyjaciela. Nigdy wcześniej tego nie czuł, przemiany Chrisa zawsze były kontrolowane i najczęściej kierował się wtedy chęcią sprawienia żartu. Teraz robił to nieświadomie i mógł być nieobliczalny. Jak dzikie zwierzę, kierowane rządzą rozlewu krwi.
Możliwe, że przesadzał, ale w tym momencie naprawdę się obawiał.
Niepewnie spojrzał na Chińczyka, jakby upewniając się, że te kolce nie miały na celu odwrócenia uwagi. Nie, nie mierzył do nich z pistoletu. Rick miał nadzieję, że było to szczere, chociaż chęć ucieczki wciąż tkwiła gdzieś w jego głowie.
Miał ogromną ochotę zapytać go o mutację, ale lęk powstrzymywał go od odezwania się. Nie bardzo wiedział też, jak o to spytać. Tak wprost? Wydawało się to trochę nie na miejscu.
Postanowił czekać, aż Chris się uspokoi... o ile tak się stanie. Może wtedy sytuacja trochę się rozluźni i będzie mógł dowiedzieć się czegoś więcej. Na razie stał z boku i zerkał na obu mężczyzn. Nic innego nie przychodziło mu do głowy, więc pozostało mu chyba tylko to.[/i]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Christopher Varcer

avatar

Liczba postów : 137
Data dołączenia : 19/03/2017

PisanieTemat: Re: Opuszczony plac budowy   Sob Kwi 08, 2017 9:55 am

Christopher nie podzielał spokoju uzbrojonego mężczyzny. Nawet gdy ten opucił broń, reptilianin nie dostrzegł tak znaczącego szczegółu. Otwierał szeroko paszczę, a hałas, jaki z siebie wydawał tylko się nasilał. Nigdy wcześniej nie zachowywał się w taki sposób. Tu już nie było udawania, niewinnego żartu. On naprawdę był gotów zaatakować. Tylko czy nadal chciał to zrobić również w imieniu Richarda?
 Bandyta nie zamierzał pogorszyć sytuacji, jednak pokazanie kolców sprawiło, że Chris omal się na niego nie rzucił, strosząc swój grzebień na głowie do granic możliwości. On również przypominał setki drobnych uniesionych kolców.
 Słowa Ricka zostały kompletnie zagłuszone przez wściekłe syki Chrisa i jaszczur nawet na moment nie spojrzał na przyjaciela, a tym bardziej uspokoił.
Reptilianin uznał to za prowokację. Ruszył gwałtownie w kierunku przeciwnika, lecz zaraz się zatrzymał - równie gwałtownie, aby zaryczeć najgłośniej, jak tylko potrafił. Wypełnił powietrzem płuca i ryczał na całą placówkę, gdy nagle zachłysnął się i zaczął kaszleć. Odwrócił się od Chińczyka, chrząkając kilkakrotnie. Grzebień opadł i Chris oddalił się od mężczyzny. Gdy opanował atak kaszlu, rozejrzał się dookoła, przyjmując ludzką postać.
- Ale to było... mocne - powiedział lekko niezręcznie, zaraz się uśmiechając. - Widziałeś ty mnie? - zagaił do Ricka oraz zaśmiał się sztucznie, jednak szybko zamilkł. Wyraźnie chciał to wszystko obrócić w żart i uspokoić przyjaciela. Trochę go poniosło...
Pogładził swoją szyję, czując, że wszyscy patrzą na niego.
- Eh... - westchnął zrezygnowany, przestając się uśmiechać.
Nie miał pojęcia czemu to zrobił i co nim właściwie kierowało. Przysiągłby, że pierwszy raz mu się to zdarzyło. No może pomijając sytuacje ze swoim odbiciem, ale nawet wtedy nie był aż taki agresywny.
Spojrzał niepewnie na Chińczyka, badając go od góry do dołu. Szczególną uwagę zwrócił na jego kolce. Dopiero potem zerknął na broń. Nie wiedział co powiedzieć i jak dobrać jakiekolwiek słowa. Nadal był odrobinę zdezorientowany, ale na język cisnęło się zasadnicze pytanie:
- Kim jesteś? -
Postawa Chrisa znacząco się zmieniła. Nie wyglądał już na spiętego; bardziej na zagubionego i niepewnego w swoich działaniach.
Azjata okazał się nie być zwykłym człowiekiem. W takim razie kim on był? Co tu robił? Dlaczego był w takim miejscu zupełnie sam? Zbyt wiele pytań, aby móc je zadać w jednym nurcie.
Później jaszczur odwrócił wzrok. Zapewne cały czas żył sytuacją sprzed chwili i nie dawała mu ona spokoju. Wyraźnie unikał kontaktu ze swoim przyjacielem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Slayer

avatar

Liczba postów : 31
Data dołączenia : 30/03/2017

PisanieTemat: Re: Opuszczony plac budowy   Nie Kwi 09, 2017 10:14 pm

To było mocne. Cholernie mocne. San nie był pewien jak, ale jakimś cudem powstrzymał się, aby nie wparować w jaszczuroludzia całej zawartości bębna. Jednak powstrzymał się, obiecał sobie, że powstrzyma się od zabijania. W dodatku nie mógł zabić kogoś podobnego do siebie - innego odmieńca. Obserwując całą przemianę próbował poskładać do kupy wszystkie fakty. Po pierwsze - jest na jakimś zadupiu, po drugie - napadła jakichś przypadkowych ludzi z czego jeden z nich okazał się być podobny do niego. To był aż nazbyt wielki zbieg okoliczności, które mogły zakończyć się niezbyt dobrze dla samego Slayera. Jednak nie ma tego złego, może uda się jakoś z nimi dogadać. Schował powoli kolce.

- Fakt, źle zaczęliśmy. - powiedział pewnym głosem. Powoli schował broń z tyłu za pasek, jednak nie miał zamiaru podchodzić bliżej. - Jestem Slayer. - odpowiedział lakonicznie na pytanie. Wolał unikać kolejnej konfrontacji. Wolał stać z tyłu. Przynajmniej, aż będzie wiadomo co dalej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Richard Brook

avatar

Liczba postów : 29
Data dołączenia : 19/03/2017

PisanieTemat: Re: Opuszczony plac budowy   Sro Kwi 12, 2017 1:13 pm

Z paniką w oczach obserwował Chrisa, którego zachowanie nie tyle się nie zmieniło, co było jeszcze bardziej agresywne. Zwłaszcza po tym, jak na głowie Chińczyka pojawiły się kolce. Richard chciał odruchowo złapać przyjaciela zanim ten rzuci się na bandytę, powstrzymał go jednak strach. Nie ruszył się ani na krok i tylko odetchnął z ulgą, kiedy Chris jednak nie zaatakował. Coraz głośniejsze odgłosy, jakie z siebie wydawał tylko potęgowały niepewność Ricka.
Na ryk reptilianina niebieskowłosy nieznacznie się cofnął. Z każdą sekundą nabierał większych chęci na ucieczkę i był skłonny zrobić to w tej chwili, ale powstrzymała go przemiana Chrisa. Wszystko wracało do normy, chociaż mutantowi daleko było do radości. Oj bardzo daleko. Strach powoli zniknął, a zastąpiła go złość.
Zmrużył powieki, widząc na twarzy Chrisa szeroki uśmiech i zmierzył go morderczym wzrokiem kiedy ich spojrzenia na moment się spotkały.
Nie było mu do śmiechu i w Ricku wręcz kipiało ze złości. Ten kretyn nie dość, że przyprowadził ich na takie odludzie to jeszcze prawie zaatakował uzbrojonego faceta. A teraz w dodatku obrócił to wszystko w żart. Nie, Rick ani na moment nie uznał tego za zabawne. Nie zostawił go tutaj tylko ze względu na to, że byli przyjaciółmi. I z tej też przyczyny się nie odezwał.
Po chwili namysłu postanowił udawać, że wszystko jest w porządku. Jego twarzy przybrała przyjaźniejszy wyraz, jedynie w oczach było widać złość i rozczarowanie. Tak, rozczarowało go zachowanie przyjaciela. Mógł chociaż przeprosić, ale nie. Oczywiście, że to było w jego stylu i Rick mógł się spodziewać czegoś podobnego, jednak nie znaczyło to, że mu się to podobało. Oczekiwał, że Chris chociaż raz zachowa się normalnie i tak jak powinien.
Rick westchnął i przysunął się o krok, ograniczając kontakt wzrokowy z Christopherem do minimum. Zamiast tego obserwował Chińczyka, z zaciekawieniem obserwując chowające się kolce. Czy to bolało? W pierwszej chwili tak właśnie pomyślał. Wiedział, jak to jest mieć ciało pokryte dziwnymi wyrostkami, choć nie doświadczył tego w takim stopniu. U niego były prawie niezauważalne, oprócz tych przy policzkach. Tyle, że on nie mógł ich chować, czego bardzo zazdrościł Chińczykowi. On na pozór wyglądał na człowiek i nie zwracał na siebie większej uwagi, w przeciwieństwie do Ricka, który w oczach przechodniów budził strach i niechęć. Przede wszystkim dlatego wolał zostać w mieszkaniu i unikał większych miast, nigdy nie wiadomo, jak mogą zareagować przypadkowo spotkani ludzie.
Gdyby nie Chris, Richard pewnie nigdy nie opuszczałby swojego ulubionego kąta, zwykle to jego przyjaciel chciał wychodzić do ludzi. Jemu było łatwiej, bo nie wyróżniał się aż tak.
No właśnie, Chris. Mutant spojrzał kątem oka na przyjaciela i znowu westchnął. Złość powoli mu przechodziła, ale wciąż czuł żal, którego nie mógł się pozbyć. Chris go rozczarował, a przecież wszystko mogło potoczyć się inaczej.
Richard odwrócił wzrok i spojrzał jeszcze raz na Chińczyka, który przedstawił się jako Slayer. Ich imię już poznał, więc nie było sensu się odzywać. Oczywiście Rick wcale nie narzekał z tego powodu, w końcu i tak nie miał nic do powiedzenia. No, oprócz tej setki pytań, które pojawiły się w jego głowie. Na razie jednak zdecydował się o nic nie pytać i w efekcie tak jak wcześniej stał z boku i tylko patrzył.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Christopher Varcer

avatar

Liczba postów : 137
Data dołączenia : 19/03/2017

PisanieTemat: Re: Opuszczony plac budowy   Czw Kwi 13, 2017 8:41 pm

Chris stał z lekko spuszczoną głową oraz rękami w kieszeniach, zerkając przy tym dyskretnie na dwójkę mężczyzn w milczeniu. Coraz częściej spoglądał na Richarda, licząc na to, że jednak usłyszy jakiś przyjazny zwrot z jego strony i będzie już po wszystkim, ponieważ właśnie na to czekał.
Ale nic się nie stało.
Aż tak bardzo był zły? Jaszczur nie rozumiał, dlaczego Rick patrzył na niego w taki sposób. Nie widział niczego złego w swoim postępowaniu. Wyglądał jak dziecko, które zostało ukarane z nieznanego mu powodu. Chris wręcz pytał wzrokiem "Czemu tak patrzysz? Ty tak na serio?". Dopiero z czasem rozczarowanie mutanta zostało przez reptilianina należycie odebrane i Christopher patrzył na swoje obuwie, ale w końcu... Jaszczur się wtedy tylko bronił. Bał się - tak to przynajmniej rozumiał. Nie chciał zrobić niczego złego i dzięki przemianie uniknęli rabunku. Wszystko dobrze się skończyło. Dlaczego więc nie został w żaden sposób pochwalony?
 Chciał porozmawiać z przyjacielem, jednak zdecydowanie nie był to zbyt dobry moment. Starał się nie pokazywać po sobie tego zamieszania w obecności niejakiego Slayera.
Atmosfera wyglądała bardzo źle. Wcześniejsza radość jaszczurów nie pozostawiła po sobie najmniejszego śladu. Teraz i Chris chciał już wrócić do domu, położyć się i zacząć dzień od nowa. Tylko czy zagrożenie faktycznie już minęło?
Zagryzł dolną wargę, analizując jeszcze raz słowa mutanta. Również nie zamierzał przekraczać dzielącej ich granicy. Tak było zdecydowanie bezpieczniej.
- Chris - przedstawił się raz jeszcze. Niezręczna cisza tylko potwierdzała to, że nie miał pojęcia jak rozmawiać z kimś, kto jeszcze przed chwilą celował do nich z broni. Rozmowa była jego specjalnością. Powinien zachowywać się jak gdyby nigdy nic i robić to, co potrafi najlepiej. Tylko czemu tym razem tak ciężko mu szło? Aż tak bardzo wzrok Ricka na niego zadziałał?
- Mieszkasz tutaj tak zupełnie sam? - zaczął niepewnie, wyciągając ręce z kieszeni. Jeśli dobrze wszystko rozumiał, sam odpowiedział sobie na to pytanie. Patrzył teraz na Slayera z niejakim współczuciem, wciąż zmieszanym z obawą. Chris nie spotkał się wcześniej z określeniem "odmieńca". Dlaczego mężczyzna określił tak siebie oraz ich?
- Co chciałeś powiedzieć, nazywając mnie odmieńcem? - zapytał, przechylając głowę. Nigdy się nim specjalnie nie czuł. Zawsze mu się wydawało, że jest jedynie trochę inny od ludzi. Slayer również przypominał człowieka... no może zanim pokazał im swoją moc.
- Te kolce... masz je od urodzenia? - pytał dalej, podchodząc odrobinę bliżej. Mężczyzna nie wydawał się wcześniej szczególnie rozmowny, dlatego Christopher próbował go jakoś do niej zachęcić. Chińczyk nie musiał odpowiadać. Miał do tego prawo.
- I ten... sorry za tamto - posłał mu uśmiech, który raczej nie grzeszył radością. Wrażliwy temat, ale reptilianin chciał go raz a dobrze zakończyć.
- Nie wiem jak to się stało -
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Slayer

avatar

Liczba postów : 31
Data dołączenia : 30/03/2017

PisanieTemat: Re: Opuszczony plac budowy   Nie Kwi 16, 2017 12:49 pm

Całe napięcie sytuacji w jednej chwili zostało zawisło w powietrzu czyniąc je cholernie ciężkim, a każdy nieprzemyślany ruch mógł sprawić odnowienie się konfrontacji. San nie chciał tego, nie teraz. Wolał poskładać wszystko jeszcze raz - skoro ktoś dysponujący większą mocą niż on nie wyprowadził kontry, to znaczy, że trafił na porządne osoby swego gatunku. Wtem w głowie Chińczyka zaświtała pewna myśl - sytuacja nie mogła się rozluźnić, skoro on nadal trzymał w ręku broń. Co prawda opuszczona, ale jednak. Widział, jak wzrok stojącego bliżej mężczyzny niepewnie co jakiś czas kieruje się na trzymany w rękach Azjaty pistolet. Cóż, nie było wyjścia - jeżeli Cho chciał porozmawiać, to musiał schować broń. Słuchając tego, co mówił do niego jaszczurowaty, Slayer powoli przełożył broń do jednej ręki, po czym równie powoli włożył ją z tyłu za pasek spodni. Wszystko wykonywał bardzo powoli, nie chciał, aby stojący na przeciw odebrali to za próbę zmylenia ich uwagi. Gdy schował już broń, włożył rękę do kieszeni wydobywając z niej paczkę papierosów oraz zapalniczkę. Ze spokojem włożył jednego z nich do ust i odpalił. Wsłuchawszy wszystkiego, co miał do powiedzenia - trochę rzeczy go zastanowiło. Nie rozumiał, czemu rozmówca nie wie o co chodzi z byciem odmieńcem.
- Widzisz. - zaczął pewnym głosem - Nie jesteśmy tacy jak inni, różnimy się od reszty ludzi. Nazywają nas mutantami, wybrykami natury, czy jeszcze inaczej. To jednak nie tak. Jesteśmy szczególni, mamy moc, którą możemy zmieniać rzeczywistość. Ja już swoje zrobiłem. Nie było to chwalebne, ani dobre. - ostatnie zdanie wypowiedział zdecydowanie ciszej, po czym zaciągnął się kilkukrotnie papierosem.
- Wiesz co? - rozpoczął pewnym głosem - Myślę, że Twój przyjaciel albo jest taki jak my, albo wie kim jesteś. W końcu nie uciekł z krzykiem. - wypowiadając ostatnie zdanie lekko się zaśmiał.
Może rzeczywiście popełnił błąd i tylko szczęście uchroniło go przed konfrontacją. Rozejrzawszy się w okół San zerknął na stertę starych palet, za którą wcześniej się chował. Cofnął się do niej i siadł na jej szczycie.
- Co do pozostałych straw - nie mieszkam tu. Zwiedzam. - w tym momencie zawahał się przed ciągnięciem tego tematu, jednak po chwili dodał - Jestem nowy w tym mieście i chcę je poznać. Co prawda nie jest to Tokyo, ale i tak robi wrażenie. - dokończył papierosa i rzucił w ciemność niedopałek - A co do mocy, cóż - sama się pojawiła.
W tym momencie znów wyciągnął z kieszeni paczkę, włożył do ust papierosa i go odpalił.
- Możecie podejść, nie gryzę - znów dość poważnie rzucił w stronę mężczyzn.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Christopher Varcer

avatar

Liczba postów : 137
Data dołączenia : 19/03/2017

PisanieTemat: Re: Opuszczony plac budowy   Pon Kwi 17, 2017 8:18 am

Próbował się jakoś odprężyć, zrelaksować i zapomnieć o tym, z kim miał do czynienia. Było to trudne, zważywszy na to, iż mężczyzna naprzeciwko jako jedyny posiadał broń. Gdyby tylko Slayer wiedział, że Chris równie mocno obawia się kolejnej konfrontacji co on sam, atmosfera wyglądałaby inaczej. Ani jedna, ani druga strona nie chciała kłopotów i komplikacji. Kto wie, co powstrzymywało ich od podejmowania nierozsądnych działań. Lęk, obawa, chęć zdobycia informacji i poznania "kopii" siebie? Innego odmieńca?
Wszyscy tutaj byli mutantami. Zwykle niełatwo było ich spotkać, a już na pewno rozpoznać. Im się to udało. Szkoda, że w takich okolicznościach.
Christopher z uwagą słuchał przestępcy, choć w jego spojrzeniu ciągle tkwił brak zrozumienia i chęć zadania kolejnej fali pytań.
Slayer musiał coś wiedzieć o byciu odmieńcem, skoro z taką łatwością im o tym opowiadał. Dla niego nie wydawało się to być czymś niezwykłym. Zapewne się do tego przyzwyczaił, ale Chris mimo to nie potrafił tego zrozumieć. Nie on, ten, który dość ślepo ufał ludziom i nie dostrzegał tego, co dostrzegali inni jego pokroju - ośmieszenia, pogardy, strachu w oczach społeczeństwa. On żył we własnym świecie, gdzie coś takiego nigdy nie miało miejsca. Dlatego też jaszczur z lekkim niedowierzaniem wysłuchiwał kolejnych słów mutanta.
 Na wzmiankę o przyjacielu, reptilianin uniósł brew i odwrócił głowę w kierunku Richarda, szybko jednak urywając kontakt wzrokowy. "[...] jest taki jak my". W sumie dopiero wtedy Chris zrozumiał, że jest więcej ludzi takich jak oni. "Nieco" innych od pozostałych. Slayer był właśnie jednym z nich, ale... czemu to robił? Czemu napadał na innych? Co chciał powiedzieć przez to, że (jak to określił) swoje już zrobił?
 Zagubiony, wciąż nieufny i zarazem skrycie łaknący informacji wzrok pobłądził za przemieszczającą się sylwetką, która teraz usadowiła się na stercie palet. Chris mimowolnie podszedł bliżej, aby móc nawiązać kontakt z mężczyzną, jednakże dzielący ich dystans nadal pozostawał dość spory. Schowana broń nie była żadną gwarancją bezpieczeństwa, ale jaszczur już czuł się odrobinę pewniej.
- Ciekawe masz te metody poznawcze - wymruczał dość chłodno, jednakże bardzo cicho. Rzeczywiście rabunki pomagają w zaklimatyzowaniu się w nowym i nieznanym świecie. Jakże inaczej. Reptilianin odniósł wrażenie, że Azjata nie powiedział im całej prawdy, ale nie poruszył już tego tematu, choć pewnie jeszcze to zrobi.
 Stał bezczynnie, przypatrując się z nieufnością jak mężczyzna zapala kolejnego papierosa. Najwyraźniej komuś tu było bardzo wygodnie i już nie czuł obawy przed obcymi. Ładnie to prezentował...
Chris ostrożnie podszedł bliżej, gdy ten zaproponował im zatarcie niewygodnej granicy, jaką wyznaczyli sobie niewidzialną linią. Łuskowaty zerknął jeszcze przedtem na upuszczone wcześniej kapsle, lecz jakoś stracił chęć zabrania ich ze sobą. Złe skojarzenia...
Kiedy znalazł się wystarczająco blisko siedzącego Azjaty, dało się wśród ciemności dostrzec nietypowo zabarwione ślepia Chrisa, obdarzone pionową źrenicą, które omiotły twarz mężczyzny, zapamiętując każdy jej najdrobniejszy szczegół. Również inne nienaturalne gadzie cechy stały się zauważalne tak bardzo, że pomylenie go z człowiekiem stało się niemożliwe. Pod osłoną nocy nic nie jest takie, jakie się wydaje.
Slayer zdecydowanie nie miał do czynienia ze zwykłymi ludźmi. Jego pochopna decyzja o napaści mogłaby się dla niego źle skończyć, gdyby na miejscu młodzików znajdowały się inne mutanty. Teraz ich przynależność stała się tak banalnie oczywista...
 Jaszczur usiadł na ziemi po turecku, jakkolwiek nierozsądne się to w tym momencie wydawało. Nie miał jednak gdzie usiąść, a od tego ciągłego chodzenia nogi same prosiły o chwilę przerwy. Chris chwycił w dłonie drobny kamyk i obracając go zastanawiał się nad kolejnym pytaniem. No i próbował w ten sposób zająć wszelkie inne, zamartwiające i niezbyt przyjemne myśli, związane głównie z Richardem. Dopiero po czasie uniósł głowę i spojrzał na Slayera.
- Nikt Cię nie szuka? - spytał, mrużąc przy tym oczy. Bez wątpienia chodziło mu o rodzinę, znajomych albo i samą policję, ponieważ napad, którego uniknęli na pewno nie był tym pierwszym. Zresztą Chińczyk nie wyglądał na kogoś, kto miał czyste sumienie... I nie chodzi tutaj o same tatuaże a o spojrzenie. Każdy bystrzejszy zauważy, że coś w nim było nie tak.
Reptilianin ziewnął, czując coraz większą potrzebę powrotu do domu, ale jeszcze dawał radę. Swoje już odespał i chciał się dowiedzieć czegoś więcej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Richard Brook

avatar

Liczba postów : 29
Data dołączenia : 19/03/2017

PisanieTemat: Re: Opuszczony plac budowy   Pon Kwi 17, 2017 6:26 pm

W przeciwieństwie do przyjaciela Rick od razu zareagował, kiedy Chińczyk schował broń. W ciągu ułamków sekundy zaczął zastanawiać się między ucieczką a zostaniem, w końcu jednak zdecydował się na to drugie. Niepewnie schylił się po paczkę gum, którą wcześniej wyciągnął i ukradkiem schował ją do kieszeni. Spodziewał się, że Chris zrobi to samo z kapslami, ale jednak się pomylił. Ogólnie jaszczurowaty wyglądał na dość przybitego, na co Rick zareagował z niezauważalnym zadowoleniem. No, wreszcie poczuł wyrzuty sumienia, czyli musiał zauważyć problem. Oczywiście Richard nie cieszył się z jego zapewne dość ponurego nastroju, po prostu dobrze było wiedzieć, że Chris nie jest jednak tak ślepy na wszystko wokół. To też sprawiło, że żal w oczach mutanta trochę przygasł i nie musiał już tak usilnie udawać, że go nie czuje.
Stał w miejscu nawet kiedy jego przyjaciel podszedł bliżej. Wciąż nie ufał typowi, który jeszcze przed chwilą był skłonny ich zastrzelić, chociaż w środku walczył z ciekawością. Pytań powoli ubywało, kiedy to Rick w myślach sam tworzył teorie i znajdywał zadowalające, choć niezbyt pewne odpowiedzi. Nie potrafił się przekonać do otwartej rozmowy z Azjatą. Widać też było, że to Chris bardziej zainteresował drugiego mutanta i Rick nie czuł potrzeby tego zmieniać.
W końcu podszedł parę kroków bliżej i podobnie jak w przypadku Christophera mutacja Ricka stała się bardziej widoczna. Wprawdzie przez ciemność panującą wokół trudno było zauważyć szarawy kolor skóry, ale czerwone oczy o wąskiej źrenicy i kolce po bokach głowy od razu stały się dostrzegalne. Oprócz tego, jeśli Chińczyk obrzucił wzrokiem całą jego sylwetkę, z pewnością zauważył ogon, o końcówce poruszającej się nerwowo jak u kota. Oczywistym było, że nie miał przed sobą człowieka, a jednego z odmieńców, jak to określił.
Rick pozwolił Chrisowi poprowadzić rozmowę z Azjatą, a sam stanął z boku. Nie usiadł koło przyjaciela, nie potrafił się aż tak odprężyć. Niby instynkt mu nie wariował, ale wolał zachować ostrożność. Wciąż miotała się w nim ciekawość, której w końcu dał upust.
- A jaka jest twoja moc, oprócz tych kolców? - zagaił, trzymając wzrok utkwiony w sylwetce bandyty.
O jakie moce dokładnie mu chodziło? Coś takiego, jak postacie z filmów albo gier? To pierwsze, co przychodziło mu na myśl, jak głupio by to nie brzmiało.
I czy w takim wypadku on też miał taką moc? Potrafił w szybkim tempie regenerować komórki ciała, ale w jakim stopniu miałoby to wpływać na rzeczywistość? Do tej pory ukrywał to przed wszystkimi oprócz rodziców, nawet Chrisem. Skoro jest to coś, czym powinien się szczycić, to czy powinien to robić? Nie przekonywało go to. W końcu chwilę wcześniej niezbyt przychylnie patrzył na gwałtowną przemianę przyjaciela, a przecież to też jest taką mocą, prawda? Ludzie bali się odmienności, ale czy to samo można było powiedzieć o mutantach?
Nie, on nie bał się odmienności. On bał się tego, czym stał się Chris po przemianie, nie był pewien tego, jak on może się zachować. Tak, tego się obawiał.
Zresztą, to właśnie bycie odmieńcem sprawiło, że tak mocno się zżyli. Oboje byli dziwakami i dlatego trzymali się razem, Rick zdecydowanie akceptował takich jak on.
Ale czy byłby zdolny do chwalenia się swoją odmiennością? ...Nie, na pewno nie. Nie było to w jego stylu, od zawsze unikał bycia w centrum uwagi, nic nie przekona go do zmiany nastawienia.
I na pewno nie zacznie uznawać się za kogoś szczególnego. On był po prostu sobą, i zwyczajnie różnił się od innych. Nie był specjalny, był po prostu trochę inny. Chociaż "trochę" to lekko powiedziane.
Zerknął na Chrisa i zaraz wrócił wzrokiem na Azjatę. No właśnie, czy nikt go nie szukał? Nie mógł przecież bezkarnie napadać na ludzi, ktoś by w końcu powiadomił policję. Chyba, że...
Oby nie.
Przekrzywił lekko głowę. W przeciwieństwie do Christophera nie czuł zmęczenia. Wszystkie jego zmysły działały na pełnych obrotach, przez co cały czas był gotów do ewentualnej ucieczki czy chociażby uniku. To było niezależne od jego świadomości, w takich sytuacjach zwyczajnie nie potrafił się odprężyć. Nauczył się jednak nie pokazywać tego na zewnątrz, przez co dla pozostałej dwójki wyglądał na dość spokojnego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Slayer

avatar

Liczba postów : 31
Data dołączenia : 30/03/2017

PisanieTemat: Re: Opuszczony plac budowy   Wto Kwi 18, 2017 3:00 pm

Widząc, jak rozmówcy kierują się w Sana, ten lekko się uśmiechną. Zastanawiał się czemu tak łatwo mu ufają? Przecież jeszcze przed chwilę celował do nic. Cóż, nie chciał ich co prawda zabić, ale jednak. Spoglądając, jak wspomniana wcześniej dwójka kieruje się w jego stronę zaczął dostrzegać wyraźniej drugiego z mężczyzn.

Wpatrując się w niego Sung zmarszczył czoło lustrując jego postać. Jeszcze nigdy nie wiedział kogoś równie dziwnego. Nie przestraszył się jednak, ani nie miał zamiaru się z niego naśmiewać. Wiedział, że mutacje różnie wpływają na ciało zmieniając jej posiadacza w różne dziwne - czasem mało przypominające człowieka - twory. Kiedyś, jeszcze wiodąc wygodne życie zabójcy czytał o tym całkiem sporo. Spotkał też kilku podobnych do siebie, jednak kogoś takiego nigdy nie widział. Ale cóż, mówi się trudno - jeden ma kolce, a drugi ogon i dziwne dziwne uszy (co to było). Lekko wzdychając odrzucił gdzieś w ciemność żarzący się jeszcze niedopałek. Ze spokojem słuchał tego, co mówili oboje. Sam nie wiedział do końca jak sformułować odpowiedzi, aby te nie przeraziły tamtych dwóch. W końcu wcześniej robił rzeczy, których każdy o zdrowych zmysłach by się przeraził.
Postanowił ułożyć odpowiedzi tak, aby nie wzbudzić w nich jeszcze większego strachu przed sobą. Więc najlepszym było odpowiedzieć pierw na pytanie nieboskowłosego.
- W sumie to sam nie wiem. - rozpoczął patrząc mu przez chwilę w oczy, po czym skierował wzrok ku zasnutemu chmurami niebu - Mam te kolce już dawno. Mam tylko je i tylko na nich mogę polegać. Można powiedzieć, że kiedyś zarabiałem nimi na życie.
Tu przymrużył na chwilę lewe oko - no i wygadał za dużo, oby tylko nie wnikali w resztę.
- A co do tego, czy ktoś mnie szuka, to cóż... - Tu urwał zdanie, wyciągnął z kieszeni papierosy, włożył od ust jednego i odpalił. Włożył je z powrotem do kieszeni, odpalił zapalniczkę w wpatrywał się w jej ogień - Zwykle to ja szukałem ludzi - po czym ja zgasił.
- No i teraz jestem tu. - w jego głosie zabrzmiała nutka goryczy - Zostawiłem te cholerne Tokyo za sobą, zostawiłem cały bajzel wygodnego życia i jestem tu. Poniżam się napadają na jakichś dzieciaków. Po co mi to? Przecież mogę wrócić do zawodu, znów zarabiać i wieść wygodne życie.
Mówił sam do siebie głosem pełnym goryczy. Nie zwracał uwagi, że obok stoją ci dwaj. Miał to gdzieś. Po chwili jednak przywołał się do porządku i z lekkim uśmiechem na ustach spojrzał na nich
- Macie jeszcze jakieś pytania? - rzucił w przestrzeń mając nadzieję, że obejdzie się bez wnikania w wypowiedziane przez niego słowa i nie będzie musiał udzielać zbędnych wyjaśnień.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Christopher Varcer

avatar

Liczba postów : 137
Data dołączenia : 19/03/2017

PisanieTemat: Re: Opuszczony plac budowy   Wto Kwi 18, 2017 7:55 pm

Christopher dość szybko zdawał się zaufać Slayerowi, lecz nie było w tym niczego dziwnego. Taki miał charakter. Dość naiwny, płytki, dziecinny. Od początku wyglądał na tego mniej rozgarniętego i Rick w wielu przypadkach stanowił jego przeciwieństwo. Niebieskowłosy mutant był bardziej cichy, ułożony, rozważny. Każdy, kto miał okazję ich poznać od razu zauważał tę zależność.
 A jaka była prawda? Chris mimo zmęczenia czuł jednak narastającą obawę przed powrotem do domu. Ten fakt wydawał się być coraz bardziej oczywisty. Usiadł jak gdyby nigdy nic na ziemi i nie zapowiadało się na to, że prędko z niej wstanie. Zupełnie jakby Rick miał go pobić, gdy tylko zostaną sam na sam, co oczywiście było nieprawdą. Tylko czy według reptilianina lepsze miało być zostanie z uzbrojonym i obcym bandytą?
Chris zawsze najbardziej obawiał się jednego - ponoszenia odpowiedzialności za swoje czyny. W końcu zwykle mógł robić wszystko, rodzice nie potrafili go kontrolować na odległość, a Rick nie monitorował go 24 h na dobę. Gdy jednak już doszło co do czego, jaszczur wszelkimi środkami próbował wymigiwać się od kary. Richard znał to aż nazbyt dobrze.
No tak, Richard. Nadal tak dziwnie patrzył? Christopher spojrzał na niego, lecz wzrok mutanta spoczywał teraz na Slayerze i już nie wyglądał tak jak wcześniej. Może to i lepiej?
  Trudno powiedzieć, czy Chris teraz specjalnie udawał przybitego, aby wzbudzić litość u Ricka czy faktycznie sam był tak bardzo zmartwiony swoją niekontrolowaną przemianą i agresją. No bo jak miał to potem wyjaśnić?
  Teraz nie patrzył na żadnego z nich, lecz słuchał odpowiedzi Slayera. Azjata wcześniej nie wydawał się być szczególnie rozmowny, a teraz szło to aż zbyt łatwo. Dziwne, że nie oczekiwał niczego w zamian i tak ładnie odpowiadał im na wszystkie stawiane pytania. W filmach robili to interesownie... ale ci tutaj nie grali żadnych ról i ich to nie tyczyło, prawda?
 Niby rozmowa miała na celu rozluźnić atmosferę, jednak Chris czuł się coraz bardziej niezręcznie, siedząc naprzeciwko bandyty. Zwłaszcza, gdy ten niespodziewanie zaczął coś mamrotać do siebie.
Reptilianin uniósł wzrok. Zapewne zrozumiał z tego wszystko. Slayer jednoznacznie określił, kim niegdyś był. Celowo lub nie....
- Ale... skończyłeś z tym na dobre, tak? - zapytał niepewnie. -... I będziemy mogli wrócić do domu? -
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Richard Brook

avatar

Liczba postów : 29
Data dołączenia : 19/03/2017

PisanieTemat: Re: Opuszczony plac budowy   Sob Kwi 22, 2017 11:51 am

Gdy jego oczy spotkały się na moment ze wzrokiem Azjaty, Rick poczuł mrowienie na karku. Nawet nie ze strachu, zwyczajnie nie podobało mu się jego spojrzenie. Oczy dużo mówiły o posiadaczu, a Richardowi udało się wyczytać jedynie to, że miał do czynienia z kimś o niezbyt ciekawej przeszłości.
Niebieskowłosy nie dawał jednak tego po sobie poznać i pozornie zignorował spojrzenie Chińczyka, wsłuchując się w odpowiedź na swoje pytanie.
Czyli jak, nie miał żadnych mocy czy o nich nie wiedział? Niby powiedział, że ma tylko kolce, ale mógł to ukrywać. Co jeśli zamierzał ich w ten sposób zmylić i wykorzystać ich brak czujności? Teraz przecież miał idealną okazję, byli wręcz tuż obok niego, Chris nawet siedział na ziemi.
Głównie dlatego Rick postanowił uważnie obserwować ich rozmówcę, przeczucie mówiło mu, że nawet jeśli nie zamierza ich zastrzelić, nie powinni mu ufać. Liczył jednak na to, że Chris też wpadł na podobną myśl, bo znając go pewnie nie widzi zagrożenia. Tak samo jak nie widział powodów, dla których nie powinni łazić po takich miejscach w nocy. A wiadomo, jak to się skończyło.
Widząc, jak Slayer wyciąga kolejnego papierosa, Rick skrzywił się, a w jego oczach od razu pojawiła się niechęć. Nie lubił, kiedy ktoś palił w jego towarzystwie, a ten typ chyba nie zamierzał ograniczyć się do jednego czy dwóch papierosów.
- Odporność na dym chyba nie jest cechą mutantów. - rzucił cicho, mamrocząc pod nosem.
Wyglądało to tak, jakby po prostu wypowiedział myśl na głos i nie zależało mu na tym, by ktoś to usłyszał. Po tych słowach jednak od razu zamilczał, nie chcąc kontynuować tematu. Najlepiej byłoby nie prowokować tamtego Azjaty, dla dobra wszystkich wokół. Głównie Richarda i Chrisa.
Zerknął na przyjaciela. Był dość cichy, to do niego niepodobne. Zwykle wręcz kleił się do obcych i rzucał tysiącem pytań na minutę, a teraz siedział w miejscu i patrzył gdzieś w bok. Pomimo wcześniejszej złości Rickowi zrobiło mu się go szkoda. Chyba naprawdę nie chciał, żeby tak wyszło, a teraz pewnie uważał, że Rick się na niego obraził.
Zdecydowanie powinni wrócić do mieszkania, nie było sensu dłużej tu siedzieć.
Spojrzał na Slayera, kiedy ten zaczął gadać sam do siebie. Czekaj, zawodu? Wcześniej wspominał coś o... szukaniu ludzi? Rick nie musiał długo się zastanawiać, by domyślić się, o co chodziło. Coraz mniej zaczynało mu się to wszystko podobać. I coraz bardziej chciał stąd iść.
Kątem oka zerkając na Slayera, podszedł krok bliżej do Chrisa i rzucił mu znaczące spojrzenie. Reptilianin na pewno od razu wpadł na to, co chciał mu przekazać przyjaciel, nie potrzebowali do tego słów.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Slayer

avatar

Liczba postów : 31
Data dołączenia : 30/03/2017

PisanieTemat: Re: Opuszczony plac budowy   Nie Kwi 23, 2017 8:45 pm

Siedzą na stercie palet San czuł się dziwnie, z jednej strony miał gdzieś cały świat i chciał zalać się w trupa, a z drugiej chciał jakoś naprostować swoje żyje. Nie słuchał już tego, co mówili do niego dwaj stojący obok niego mężczyźni. Pochłonięty był swoimi sprawami, miał gdzieś co do niego mówią i robią. Odczuwał jednak, że atmosfera znów zgęstniała przetłaczając całą trójkę - teraz już nic by jej nie rozluźniło, nie było dobrych wyjść. Ale czy na pewno? Slayer potrząchnął głową wracając do rzeczywistości - szybkie rozeznanie w sytuacji na rzucających nerwowe spojrzenia mutantów i już wiedział co należy zrobić. Odrzucając gdzieś w ciemność kolejny niedopałek powstał ze sterty palet. Trącając barkiem niebieskowłosego ruszył przed siebie pogwizdując "FFDP Lift Me Up". Miał to wszystko gdzieś, chciał tylko dalej pić zapominając o coraz to większej ilości życiowych błędów. Będą tyłem do pozostałych wyciągnął z kurtki puszkę piwa, otworzył ja i wypił dość spory łyk.
- Nie znamy się i obyśmy się więcej nie spotkali - wypowiedział głośno nadal nie patrząc na pozostałych. Oddalał się w ciemność spokojnym, miarowym, lecz dość raźnym krokiem. Wracał do światła miast zostawiając za sobą te zrujnowane miejsce.

//zt dla mnie
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Christopher Varcer

avatar

Liczba postów : 137
Data dołączenia : 19/03/2017

PisanieTemat: Re: Opuszczony plac budowy   Wto Kwi 25, 2017 8:43 pm

Milczenie Slayera zaskoczyło i jednocześnie zaniepokoiło Christophera. Jeszcze przed chwilą mężczyzna zaczynał tracić kontakt z rzeczywistością, aż w końcu kompletnie się od niej odciął. Nie wiedzieć czemu, ale w tamtym momencie Chrisowi zjeżył się włos na karku. Taka cisza nigdy nie wróżyła dobrze, zwłaszcza, gdy chodziło o przestępcę - inaczej się nie dało nazwać Slayera. To bandzior, od którego powinni trzymać się z daleka i uciec, gdy tylko opuścił broń.
 Reptilianin jednak starał się nawiązać z nim nić porozumienia. Może ślepo wierzył, że uda mu się tym odmienić mężczyznę, a może chciał tylko, aby wraz z przyjacielem otrzymał przepustkę i odszedł. Znając Chrisa, chodziło bardziej o to pierwsze, jakkolwiek nierealne to się zdawało.
 Widząc kątem oka jakiś ruch, jaszczur uniósł głowę i spojrzał na Richarda nieco zlęknionym wzrokiem. Wstał powoli, upewniając się, że Slayer nie miał nic przeciwko, po czym jeszcze bardziej niepewnie podszedł do przyjaciela. Już chciał coś wyszeptać, powiedzieć, lecz bandzior niespodziewanie zszedł z palet i ruszył w ich kierunku. Reptilianin prędko się cofnął, schodząc mu z drogi i unosząc ręce.
Tuż po tym palacz trącił Ricka. Chris zerknął krótko na niego i gdy Slayer się oddalił, skupił się na nim całkowicie.
- Wszystko w porządku? - zapytał zmartwiony, ponownie podchodząc. Po otrzymaniu odpowiedzi, spojrzał w stronę wyjścia, a dokładniej na miejsce, skąd przyszli.
- ... Chodźmy już stąd... - mruknął i zaczął iść w stronę ogrodzenia. Nie wiedział, jak to wszystko skomentować, co powiedzieć ani jak się zachować. Bądź co bądź to on był wszystkiemu winien. Nie chciał, aby to tak się potoczyło. Miał idealny plan, miał go przed oczami. Dotąd wszystko mu szło dobrze, a tym razem... zawiódł i to na całej linii.
Będąc już przy ogrodzeniu, wdrapał się mozolnie na siatkę, lecz tym razem poszło mu to lepiej niż poprzednio. Kiedy przyjaciel również przedostał się na drugą stronę, Chris odprowadził go do domu, nie odzywając się.

----
z.t -----> http://theavengers.forumpolish.com/t2076-lokum-chrisa-varcera-i-richarda-brooka#26659
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Richard Brook

avatar

Liczba postów : 29
Data dołączenia : 19/03/2017

PisanieTemat: Re: Opuszczony plac budowy   Pią Kwi 28, 2017 6:30 pm

Cisza, jaka zapanowała miedzy trójką odmieńców wcale nie podobała się Richardowi, i jak się domyślał, podobnie uważał Chris. Poznał to chociażby po tym, że milczał i wyglądał na dość spiętego. To nie było u niego normalne, więc wyraźnie było coś nie tak.
Obserwował go nieco zmartwionym wzrokiem, kiedy ten niepewnie wstał. Cała poprzednia złość gdzieś wyparowała. Richard uświadomił sobie, że zapewne trochę przesadził i nie powinien aż tak zareagować. W końcu przyjaciel zrobił to wszystko nieświadomie, ze strachu, przecież nie zachowywał się tak celowo. Ricka po prostu oślepił strach i poprzednia złość za to, że Chris ich tu przyprowadził. Tak, zdecydowanie przesadził. Będą musieli to sobie wyjaśnić, nie mogli dopuścić do kolejnych podobnych sytuacji. Przyjaźnili się od lat, mieliby to wszystko zepsuć w taki głupi sposób?
Trochę za bardzo pogrążył się w rozmyślaniach, bo nie zauważył od razu, że Slayer wstał. To go różniło od zwierząt w kwestii instynktu. Wprawdzie miał niemal równie wyczulone zmysły i momentami nadludzki refleks, ale był człowiekiem. A ludzie, w przeciwieństwie do zwierząt, mają świadomy umysł i często za bardzo skupiają się na swoich myślach. Zwierzę nie jest do tego zdolne, dlatego z natury jest czujniejsze.
Pewnie zdążyłby się odsunąć, gdyby wcześniej zauważył zbliżającego się bandytę. Niestety do rzeczywistości przywróciło go nagłe uderzenie w bark. Niczym spłoszony kot odskoczył i wbił wzrok w oddalającego się Slayera. Znów poczuł złość i żałował, że nie zdążył podstawić mu nogi. Dopiero chwila namysłu uświadomiła mu, jak głupi byłby to pomysł i głównie dlatego szybko pogodził się z sytuacją. Rozmasował tylko lekko bark i odprowadził Azjatę nienawistnym spojrzeniem.
Wzrok znacznie mu złagodniał, kiedy usłyszał zmartwiony głos Chrisa. Odwrócił się i spojrzał na przyjaciela, ściągając dłoń z barku.
- Tak, chyba tak. - mruknął, odwracając się ostatni raz w stronę, w którą poszedł Slayer. - Obleśny typ. - dodał cicho pod nosem, wracając wzrokiem do Chrisa.
Liczył na to, że więcej go nie spotkają. Nie tylko dlatego, że koleś miał pistolet i nieciekawą przeszłość. Po prostu nie był kimś, na kogo Rick chciałby się przypadkowo natknąć, a już miał nieszczęście tego doświadczyć. Nie chciał powtórki.
Kiwnął głową i wolnym krokiem poszedł za Chrisem. Czuł, że reptilianin tym razem nie będzie miał głupich pomysłów i faktycznie wróci do domu, ale instynktownie obserwował każdy jego ruch. Nie bardzo wiedział, czy zaufać przyjaźni czy instynktowi. Po wcześniejszej akcji jednak posłuchał tego drugiego, jakkolwiek przykre by to nie było. Nie zamierzał dopuścić do tego, by znów doszło do podobnej akcji.

z.t --> http://theavengers.forumpolish.com/t2076-lokum-chrisa-varcera-i-richarda-brooka#27318
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Opuszczony plac budowy   

Powrót do góry Go down
 
Opuszczony plac budowy
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 4 z 4Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4
 Similar topics
-
» Opuszczony domek na drzewie
» Opuszczony dom
» Opuszczony ludzki Dom, głęboko w lesie. [+18!]
» Opuszczony dom nad moczarami
» Opuszczony diabelski młyn

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Midgard :: Stany Zjednoczone Ameryki :: Nowy Jork-
Skocz do: