Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Williamsburg Bridge

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość
Loki
Administrator


Liczba postów : 3035
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Williamsburg Bridge   Pią Lip 13, 2012 1:27 pm

First topic message reminder :



Most wiszący nad East River, łączący ze sobą Lower East Side Manhattanu - a konkretnie Delancey Street - z Williamsburgiem Brooklynu. Posiada osiem pasów dla samochodów, dwa dla metra, a także dodatkowe dla przechodniów i rowerzystów.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com

AutorWiadomość
Thor



Liczba postów : 179
Data dołączenia : 25/05/2012

PisanieTemat: Re: Williamsburg Bridge   Sro Paź 24, 2012 2:00 pm

Wielka szkoda, że Sunny, Strange i Faust nie współpracowali, jednakże cóż uczynić, gdy w takich warunek nawet skontaktowanie się z kimś stanowiła nie lada wyzwanie. Mimo wszystko - plan był dobry i w końcu sensowny, jeśli biorąc pod uwagę ataki osobników dysponujących ogniem.
Właściwie plan Sunny i Strange'a, połączone razem dawały im realne szanse na pozbycie się Krakena i przerobienie go na roczny zapas owoców morza dla koneserów. Pomagał nawet fakt, iż ich ataki był zgrane w czasie prawie idealnie - ot, różnica sekund, które w ostatecznym rozrachunku raczej nie miały szans na uratowanie życia potwora. Kobieta mogła w tej chwili podziękować za te lata poświęcone na zatruwanie organizmu nikotyną, gdyż wzmocnienie ataku było godne podziwu. Doktor kombinował "jak koń pod górę", ale grunt, że też skupiał się na centrum mackowatego jestestwa.
Koncept Fausta był mniej logiczny, gdyż na jego miejscu najlepszą opcją byłoby wzmocnienie ataku pozostałej dwójki, a zamiast tego leciał właściwie na spotkanie z nim. Cóż, idea męczeńska? Któż to wie.
Ogniste pociski trafiły w monstrum i nawet bardzo blisko jego łba, co wywołało natychmiastową reakcję w postaci wijących się na oślep macek, które odzwierciedlały ból odczuwany przez stworzenie. Wszystkie zmierzało ku lepszemu...
Gdyby nie działania nowego (i chwilowego) uczestnika zabawy na moście. W tym samym momencie jego strzały energii dosięgły Krakena, co od razu doładowało go magicznie. Dodatkowo to rozsadzenie jednej z macek, by się wydostać, celowanie pociskami dla odwrócenia uwagi - Nuzuki zafundował morskiemu potworowi porządny zastrzyk energii, która to zwiększyła natychmiastowo jego siłę. Owszem, ogień go uszkodził, nawet nie lekko, jednakże tempo regeneracji skoczyło kilkukrotnie, a jego furia wręcz unosiła się dookoła walczących na podobieństwo mgły. Cóż, trójka obrońców może kiedyś przy okazji podziękować tajemniczemu gościowi za tę drobną "przysługę".
Co się zaś tyczy Fausta - oberwał i powinien kląć w duchu, ze i jego zdolności regeneracyjne nie przeskoczyły na wyższy poziom. Oczywiście, głównymi sprawcami ran są kule ognia, jednakże swoje zrobiły nowo wyrastające macki, które uderzały go raz za razem. Lepiej się stamtąd zmywać, a przynajmniej oddalić na bezpieczną odległość.
Sunny i Strange nie ucierpieli od macek, jednakże lepiej nie wyobrażać sobie ich frustracji po zepsuciu tak dobrego planu.
Frustracja Krakena jednakże chyba przerosłą ich własną, gdyż szaleństwo jego cielska jakby zostało zwielokrotnione. Nikt nie zazdrościłby Faustowi ostatniego widoku w życiu, natomiast następne próby Doktora osiągnęły raczej niepożądany skutek. Odbiły się i trafiły w niego - a także w stojącą nieopodal Sunny. Zniknęli, prawie jakby ich tutaj nie było. Gdzie? Nie wiadomo.
A potwór pozostał na wolności...

{wszyscy z/t z tematu}

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Teddy Altman



Liczba postów : 76
Data dołączenia : 14/06/2013

PisanieTemat: Re: Williamsburg Bridge   Nie Cze 16, 2013 10:48 am

Nie miał ochoty wracać od razu do domu ze szkoły, ale jednocześnie nie chciał się natknąć gdzieś na kogokolwiek ze szkoły. Zwłaszcza nie na Grega czy inne osoby z drużyny koszykówki. Dlatego wybrał się na dość długi spacer, aż trafił na Williamsburg Bridge.

Pamiętał, jak kiedyś, nie tak dawno temu, po drugiej stronie mostu udawał, że jest Tonym Starkiem. Teraz było mu niemożliwie wstyd z tego powodu; nie rozumiał swojej przeszłej wersji, w jaki sposób mógł tak gładko zgadzać się na wszystko, o co poprosił Greg z tym swoim pewnym siebie uśmiechem i owinięciem ręki wokół jego ramion. 

Teddy zatrzymał się i oparł przedramiona o najbliższą balustradę mostu i westchnął, patrząc przez zabudowania ochronne na wodę. Rozważał wypisanie się z drużyny. To naprawdę ułatwiłoby mu wiele rzeczy, ale nie chciał zawieść trenera i szkoły. Utknął w przysłowiowej kropce, odkąd powiedział "nie" Gregowi i zaczął się szanować, a nie ulegać każdej sugestii chłopaka.

- Gaaah - burknął i potarł twarz rękoma. Chyba dla pocieszenia wybierze się do sklepu z komiksami i kupi sobie nowego Kapitana Amerykę. Tak, dobry plan.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Spider-Man



Liczba postów : 232
Data dołączenia : 20/07/2012

PisanieTemat: Re: Williamsburg Bridge   Nie Cze 16, 2013 5:36 pm

Vision leciał nad ulicami Nowego Jorku szukając swojego celu. Kiedy SHIELD opowiedziało mu o swoim pomyśle i jego rolą w nim, zgodził się. Wyszkolenie zastępców dla grupy Avengers było dobrym planem ,,b’’, gdyby obecni członkowie nie wypełnili by należycie powierzonych im obowiązków. Young Avengers, bo tak brzmiała nazwa owego projektu, mieli dostać sporo czasu na odpowiednie wyszkolenie się, co miał im zapewnić m.in. android. Wszystko w pełnej tajemnicy, przynajmniej do pewnego momentu.
Theodore Rufus Altman. Oto on. Wysoki, postawny nastolatek obdarzony mocą zmiennokształtności, latania oraz regeneracji. Idealny do zespołu nadzorowanego przez Tarczę.
Powoli zaczął opadać ku ziemi, wyprostowany jak struna. Jego płaszcz lekko powiewał na boki, aż wreszcie zetknął się stopami z mostem. Stał tuż obok chłopaka.
- Hulkling, witaj – zwrócił się do Teddy’ego, ale nie wykonał żadnego gestu, nie podał dłoni ani nic z tych rzeczy. – Zostałeś wybrany do czegoś wielkiego. Jeśli zgodzisz się być częścią tego wydarzenia, zapoczątkujesz nową erę superbohaterów. Czy jesteś gotowy, by się tego podjąć?
Vision nie był człowiekiem, by przejmować się czymś takim jak takt. Miał do przekazania informację i zrobił to od razu, bez zbędnego wprowadzenia. Albo w jedną stronę, albo w drugą.
- Zostanie ci zapewnione odpowiednie bezpieczeństwo, jednak szczegóły poznasz dopiero w miejscu, do którego cię zabiorę.
Kamienna twarz androida nie wyrażała zbędnych emocji w oczekiwaniu na odpowiedź.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Teddy Altman



Liczba postów : 76
Data dołączenia : 14/06/2013

PisanieTemat: Re: Williamsburg Bridge   Nie Cze 16, 2013 5:48 pm

Teddy nie zrobił niczego tak głupiego i niemęskiego jak piszczenie czy podskoczenie w miejscu. No, może nie podskoczył i nie zapiszczał, ale drgnął i cofnął się o krok od androida z wrażenia, bo jasny gwint Vision stoi tuż obok niego uspokójsięuspokójsięuspokójsię...

Zacisnął dłonie w pięści i zagryzł wargę, wgapiając się w mówiącego i starając się pojąć, co się do niego mówi. I dlaczego. I powstrzymywał się również od fanboyowania, bo och jak bardzo miał na to ochotę, bo VISION Z NIM ROZMAWIA. Cóż, teoretycznie to Vision na razie mówi monolog, bo Teddy stoi jak słup soli i mruga oczami.

- Co? - wychrypiał, po czym zaraz jednak odkaszlnął i wziął się w garść. - Znaczy, słucham? Skąd...Dlaczego...W jaki sposób...? - Nie potrafił wykrztusić z siebie pełnego pytania, bo zaraz nasuwały się kolejne. Wziął głęboki oddech i przyłożył dłoń do czoła. - Skąd wiesz o... mnie?

Stwierdził, że to pytanie wyraża kwintesencję tego, o co chciał zapytać. Spuścił rękę z czoła na swoją szyję, przełykając. A więc dowiedzieli się. Vision nic nie mówił o zapłacie za podszywanie się za innych bohaterów, ale skąd Teddy może wiedzieć, że nie o to chodzi? Miał nadzieję, że nie o to chodzi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Spider-Man



Liczba postów : 232
Data dołączenia : 20/07/2012

PisanieTemat: Re: Williamsburg Bridge   Wto Cze 18, 2013 6:56 am

Teddy, choć jeszcze tego nie wiedział, nie musiał obawiać się niczego ze strony Visiona. Android nie był od oceniania jego postępków, miał jedynie przekonać chłopaka do udziału w projekcie, zabrać go ze sobą i wyszkolić najlepiej, jak umie. Jeśli chłopak faktycznie ma na sumieniu coś, przez co strach jest uzasadniony, to najpewniej zajmą się nim odpowiednie osoby. On nie był do tego uprawiony.
- Otrzymałem stosowne dane od zleceniodawcy. Powtarzam, Theodorze. Czy chcesz stać się częścią czegoś wielkiego? – zapytał ponownie, gdyż w końcu po odpowiedź tutaj przyszedł.
Prace wykończeniowe nad obozem właśnie dobiegały końca. Pozostało do zrobienia jeszcze kilka drobnych spraw, aczkolwiek mogą one poczekać i stać się częścią treningu młodych ludzi. To dobry sprawdzian na pracowitość oraz skłonność do wykonywania poleceń, które tak lubi wydawać Nick Fury.
- Jeśli potrzebujesz czasu do namysłu, zjawię się później – dodał Vision, zgodnie z prawdą. I tak miał jeszcze parę dzieciaków na liście, jakie należało odwiedzić z podobną propozycją.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Teddy Altman



Liczba postów : 76
Data dołączenia : 14/06/2013

PisanieTemat: Re: Williamsburg Bridge   Wto Cze 18, 2013 2:57 pm

- Nie! Znaczy... nie, um, tak, em... - Cóż, elokwentnie Teddy tego nie załatwił i w sumie nie odpowiedział, po chyba nie o taką odpowiedź chodziło Visionowi. Odetchnął głęboko. - Znaczy, nie potrzebuję czasu do namysłu - powiedział już jaśniej, pocierając dłonią kark. - Okej? Wystarczy, że powiem "tak" i to wszystko?

Nie miał zielonego pojęcia, co ze sobą zrobić. Wręcz cały wibrował z ekscytacji i musiał pilnować, aby samoistnie nie zmienić koloru włosów czy czegoś w tym stylu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Spider-Man



Liczba postów : 232
Data dołączenia : 20/07/2012

PisanieTemat: Re: Williamsburg Bridge   Wto Cze 18, 2013 8:00 pm

- Tak. To wszystko – rzekł android. – W domu znajdziesz kopertę z adresem, pod którym masz się stawić.
SHIELD miało o to zadbać, dla agenta Tarczy nie było problemem podrzucenie takiej informacji. Najlepiej by było, gdyby Teddy zdecydował się przenieść na stałe do obozu, znajdującego się na obrzeżach Nowego Jorku. Odległość nie będzie żadnym problemem, gdyż Nick Fury zadba o kierowców dla nastolatków, którzy przecież wciąż musieli się uczyć i dojazd do szkoły mógłby zająć im o wiele dłużej, niż wcześniej. To oznaczało mniej czasu na szkolenia, bo powrót też trwa. Stąd takie rozwiązanie – wilk syty i owca cała, zero wymówek.
- Do zobaczenia, Theodorze – Vision pożegnał się z chłopakiem i poderwał do góry. Drobinki dookoła jego stóp zawirowały, wznosząc mały obłok ulicznego pyłu. Żółto-zielony kształt oddalił się, pozostawiając Hulklinga samego z niespodziewaną wiadomością.
Oby był to dobry wybór.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Teddy Altman



Liczba postów : 76
Data dołączenia : 14/06/2013

PisanieTemat: Re: Williamsburg Bridge   Sro Cze 19, 2013 3:20 pm

Teddy patrzył za Visionem i mrugał przez wiatr znad wody, ale nie przeszkadzało mu to aż tak bardzo. Gdy tylko android zniknął z pola widzenia, Teddy zaczął szperać w poszukiwaniu telefonu i znalazł go w na dnie torby, pod książkami. (I tak nikt do niego nigdy nie pisze, nie dzwoni, już nie, więc nie musi go mieć na wyciągnięcie ręki.)

- Mamo? Słuchaj, przyszło coś do mnie? Tak? Już? Nie, nie otwieraj, zaraz będę! - Rozłączył się i pędem pobiegł do domu, coraz bardziej się uśmiechając, im bliżej do celu.

[z/t]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rafael



Liczba postów : 12
Data dołączenia : 30/06/2013

PisanieTemat: Re: Williamsburg Bridge   Pon Lip 01, 2013 10:37 am

Lubił długie spacery. Potrafił włóczyć się godzinami, czerpiąc przyjemność z bolących mięśni nóg i odcisków na stopach. W sumie bieganie też było niczego sobie. Nigdy nie zwracał szczególnej uwagi na pogodę, jak dla niego mogło padać i być naprawdę zimno. W sumie czerpał korzyści ze złych warunków, w gorsze dni na dworze nie było aż tak dużo ludzi, a to właśnie oni najbardziej mu przeszkadzali. Odniósł wrażenie, że w Nowym Yorku prawie wszędzie był tłum, nieważne gdzieby się nie poszło. W parkach może wyglądało to trochę lepiej niż na ulicy, ale i tak niezbyt dobrze jak dla Rafaela. Dlatego szukał bardziej odludnych miejsc, takich, gdzie mógłby odpocząć od niekończącego się gwaru i jednocześnie spędzić trochę czasu na powietrzu.
I znalazł most. Nie powiedziałby, że było na nim cicho. Tyle że spokojny szum mknących samochodów nawet mu odpowiadał. Chwilę pochodził tam i z powrotem po pasie dla pieszych, patrząc to na pojazdy, to na rzekę w dole. Czuł się zadowolony. Jednak w pewnym momencie pokrowiec, który zarzucił sobie na ramię wychodząc z mieszkania, zaczął mu ciążyć. Syknął zirytowany. Po co brał laptop na spacer? Chyba naprawdę był uzależniony.
Cóż, jeśli już wziął go ze sobą, mógł zrobić z niego jakiś pożytek. Usiadł po turecku na chodniku gdzieś na samym środku mostu, ten jeden raz nie przejmując się, że musiał wyglądać raczej dziwnie. Oparł się plecami o barierkę, żeby zajmować jak najmniej miejsca, i delikatnie wyjął swój komputer. Postawił go na swoich kolanach, żywiąc nadzieję, że sprzęt nie przegrzeje się za sprawą ciepła jego ciała. Odpalił, wstukał hasło i sprawdził baterie. Godzina i dwadzieścia minut. Czyli mógł tam trochę posiedzieć. O, napisać krótkiego maila do rodziców. Palce zatańczyły na klawiaturze, a on sam częściowo przestał kontaktować z otoczeniem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Hawkeye



Liczba postów : 207
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Williamsburg Bridge   Pon Lip 01, 2013 1:39 pm

Barton przede wszystkim nie znosił siedzieć w jednym miejscu, nawet jeśli posiadał olbrzymie pokłady cierpliwości – przynajmniej gdy przychodziło do jakichkolwiek zadań. Musiał się ruszać, jak te kolorowe papużki, które widział ostatnio w jednym ze sklepów zoologicznych. Nawet na moment nie przestawały śpiewać, piszczeć, wizgać, trącać lusterka zawieszonego w klatce i tańczyć na cienkich nóżkach do taniej popowej melodii lecącej akurat z radia. Przez chwilę chciał nawet sięgnąć do portfela, kupić je wszystkie i wypuścić Starkowi w salonie na szczycie Avengers Tower – bo właściwie czemu nie? Odwet za małe, wredne urządzenia rażące prądem, które porozmieszczał w szybach wentylacyjnych, a w których Clint lubił urządzać sobie obserwatoria. Zajrzeć niepostrzeżenie do sali gimnastycznej, jednego z laboratoriów... Albo nastraszyć kogoś stojącego akurat pod prysznicem. Zrezygnował jednak z tego pomysłu, żałując niewinnych ptaków – miał dziwne przeczucie, że Tony nie odczułby skrupułów przed powystrzelaniem ich repulsorami, a Sokole Oko czuł pewną więź ze wszystkimi ptasimi kolegami. Pseudonim zobowiązywał.
Pozostawiony samemu sobie (Natasha i Steve byli w Rosji, Stark i Banner w Kansas, Thor pewnie dalej w Asgardzie) i bez żadnych konkretnych rozkazów ze strony Fury'ego, po prostu wyszedł, pozwalając nogom zaprowadzić się gdziekolwiek. Oczywiście z bronią ukrytą pod połą kurtki, tego nawyku po prostu nie mógł się pozbyć. Noszenie łuku i kołczanu po ulicy pewnie uszłoby mu na sucho, w końcu należał do grupy bohaterów, ale czasem chciał się zlać z tłumem, co w tak tłocznym mieście jak Nowy Jork nie było wcale trudne. Zadziwiające, jak niewielka ilość obywateli rozpoznawała, kim był, kiedy nie stał obok reszty Mścicieli w świetle fleszy.
Postawił kołnierz kurtki, po czym wsunął dłonie do kieszeni i wszedł na most. Wiało, jak to zwykle nad rzeką, przechodnie i rowerzyści pędzili w swoje strony, byleby jak najszybciej zejść z konstrukcji, a jednak pośród tego morza ludzi pędzących jak oszaleli w pogoni za codziennością, Hawkeye dostrzegł siedzącą sylwetkę osoby, która w tym nie uczestniczyła. Żebrak z kubkiem na drobne? Takich nie brakowało na ulicach, ale ten młody mężczyzna zamiast siedzieć na kartonach z wyliniałym psem u boku mającym wzbudzać litość, stukał na laptopie, jakby zapomniał o bożym świecie. Brwi Bartona uniosły się lekko, gdy przystanął kilka kroków od nieznajomego, przyglądając mu się z pewnym zaciekawieniem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rafael



Liczba postów : 12
Data dołączenia : 30/06/2013

PisanieTemat: Re: Williamsburg Bridge   Pon Lip 01, 2013 2:37 pm

Najpierw zamierał po prostu napisać krótkiego maila i zająć się ciekawszymi sprawami. Nawet się za niego zabrał- ale nagle zauważył, że to do niego przyszła jakaś nowa wiadomość. Od matki. Otworzył ją, a z jego ust uleciało mimowolne westchnięcie. Przeleciał wzrokiem po istnej ścianie tekstu przesłanej mu przez jego rodzicielkę. Zawsze lubiła się rozgadywać- i najwyraźniej przeniosło się to również na tekst pisany. Dobrze było dowiedzieć się, że, mimo tego co działo się na świecie, wszystko było u nich w porządku, ale… Były pewne granice, a on już dawno skończył te pięć lat. Postanowił jednak przeczytać wszystko dokładnie. A nuż okazałoby się, że jakaś ważna informacja utonęłaby w morzu bezsensownych plotek i anegdot z życia codziennego. Gdy wreszcie udało mu się przedrzeć przez gąszcz literek, wystukał na szybko odpowiedź, zapewnił, że nic strasznego mu się nie przydarzyło, i wysłał wiadomość. Przynajmniej tak mu się na początku wydawało. Błąd. Przeglądarka zawiesiła się.
-Głupi lis- wysyczał prosto w ekran laptopa, jakby to miało cokolwiek dać. Jednocześnie jego palce już przywołały Menadżera Zadań. Naprawdę, przyszło mu do głowy tylko to? Gdy Mozilla wreszcie raczyła się wyłączyć, komputer również postanowił zrobić sobie przerwę. I to nie przez wyczerpanie się baterii, tak długo tam nie siedział. Wyrzucił z siebie parę hiszpańskich przekleństw.- Co z ciebie za grat.
Niektórym mogłoby się wydawać, że często mówił sam do siebie. Nie. On po prostu rozmawiał z maszynami, na których pracował. Taki nawyk. Innym przyzwyczajeniem było natychmiastowe zbadanie, co jest nie tak ze sprzętem. Z tego co Rafael pamiętał, ostatnio działał jeszcze bez zarzutów. Och… Przegrzał się. Możliwe, chociaż średnio prawdopodobne. Na zewnątrz było tak zimno, a on nie szukał efektownego przejścia przez zabezpieczenia chronionej sieci, tylko pisał głupiego maila. Zrestartować.
W pewnym momencie przypomniał sobie, że siedział na ulicy, nie w swoim ustronnym mieszkaniu i swoim zachowaniem może ściągać na siebie niechcianą uwagę. Uniósł wzrok znad ekranu i powiódł wzrokiem po otoczeniu. Ludzie, rowery, samochody, jakiś przyglądający mu się mężczyzna… Czego on chciał? Zatrzymał na nim swoje spojrzenie. Wydawał się dziwnie znajomy, Rafael miał wrażenie, że już go widział, ale nie mógł skojarzyć gdzie i kiedy.
-Hej- rzucił do niego, zanim zdążył to przemyśleć. Zachciało mu się nagle rozmowy z innym człowiekiem. Jakby nie miał nic lepszego do roboty. Mógł jeszcze nie dostać odpowiedzi i w sumie miał nadzieję, że tak będzie. Może powiedział to za cicho albo nieznajomy miał problemy ze słuchem, albo istniał inny powód, żeby nie zareagować na jego przywitanie.
Spuścił wzrok z powrotem na bezpieczny teren. Komputer dalej się włączał. Czasem Argentyńczyk naprawdę marzył o lepszym sprzęcie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Hawkeye



Liczba postów : 207
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Williamsburg Bridge   Wto Lip 02, 2013 4:42 pm

Obserwacja młodego mężczyzny przy laptopie nie była może najciekawszą rzeczą, jaką mógł aktualnie robić Hawkeye, ale jego komentarze i zniecierpliwione uderzanie w klawisze sprawiły, że uśmiechnął się kątem ust. Znał się na komputerach dokładnie tyle, ile wymagała jego praca jako szpiega – potrafił włamać się do niektórych systemów i przejść przez pewne zabezpieczenia, choć w trakcie wspólnych misji z Natashą wolał, by ona zajmowała się negocjacjami z technologią. Zdecydowanie lepiej czuł się na pozycji wymagającej osłaniania jej wtedy pleców.
Był trochę zaskoczony, gdy nieznajomy podniósł głowę i rozglądając się, natrafił na niego wzrokiem. Może nie samym faktem spotkania ich oczu, a tym, że latynos odezwał się na powitanie.  Ludzie w takich sytuacjach zwykli raczej spłoszeni uciekać spojrzeniem, udając, iż nic się stało.
- Hej – odpowiedział, po krótkim namyśle postępując dwa kroki do przodu. Oparł się plecami o barierki mostu, po czym kucnął, przelotnie zerkając na ekran trzymanego przez młodego mężczyznę komputera. - Klocek się buntuje?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rafael



Liczba postów : 12
Data dołączenia : 30/06/2013

PisanieTemat: Re: Williamsburg Bridge   Wto Lip 02, 2013 5:36 pm

Zerkał na niego kątem oka, czując, że jego mięśnie całe spinają się nerwowo. Nieznajomy podszedł za blisko, przynajmniej jak na jego gust, i na razie nie wyglądało na to, że zamierzał szybko ulotnić się z tamtego miejsca. Ale mógł winić za taki stan tylko samego siebie. W końcu to on zaczął rozmowę.
Laptop wreszcie raczył się włączyć. Rafael zalogował się na swojego użytkownika- jedynego na komputerze, a jednak i tak chronionego hasłem. Nie czuł się zbyt komfortowo, wiedząc, że ten mężczyzna mógł zaglądać mu przez ramię, popatrzeć na argentyńską flagę rozciągniętą na pulpicie i niezliczoną ilość nowych folderów, które były praktycznie wszędzie.
-Za słaba moc obliczeniowa. Przegrzewa się- westchnął w odpowiedzi. To był przynajmniej bezpieczny temat, lepszy niż jakikolwiek inny, który mógłby mu przyjść do głowy w tamtym momencie.-Tak jakbym coś-
Urwał w połowie wypowiedzi. Był przyzwyczajony do wypowiadania swoich myśli na głos, bo zazwyczaj w okolicy nie było nikogo, kto mógłby go usłyszeć. Najczęściej były to przemyślenia niekoniecznie nadające się do rozpowiadania na prawo i lewo. Kłopotliwe.
-Jestem Rafael- przedstawił się po chwili lekko niezręcznego milczenia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Hawkeye



Liczba postów : 207
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Williamsburg Bridge   Wto Lip 02, 2013 9:14 pm

Nie sposób było nie zauważyć sposobu w jaki mięśnie szatyna wyraźnie się napięły – drgnięcie pod skórą na lekko zarośniętym policzku, wyraźne zarysowanie ścięgien na szyi, wyprostowanie ramion. Cała jego sylwetka krzyczała wręcz, że był w stanie alarmu. Cóż, Barton nie był tym wybitnie zaskoczony, w końcu latynos siedział w miejscu publicznym ze sprzętem, który nie kosztował kilku nędznych zielonych, a właśnie zainteresował się nim nieznajomy. Potencjalny złodziej, prawda? To, że był środek dnia i miejsce pełne ludzi nie oznaczało bezpieczeństwa. Właściwie to w tłumie łatwiej było zniknąć niż na pustej ulicy. Hm, flaga argentyńska na pulpicie? To by wyjaśniało genezę ciemniejszej skóry jego przypadkowego rozmówcy, jeśli założyć, że miał w sobie aż tyle uczuć patriotycznych, by obnosić się z krajem pochodzenia.  
Słysząc argument dotyczący przegrzewania chciał zasugerować kupno wiatraka i przyklejenie go na stałe taśmą do sprzętu – hej, na pewno zwracałby w ten sposób uwagę niekonwencjalnością rozwiązania – gdy mężczyzna się przedstawił.
- Clint – wysunął jedną rękę z kieszeni kurtki, wyciągając ją w stronę Rafaela. To że normalnie raczej ot tak nie rozmawiał z cywilami poza zadaniami, w których przekazywali mu jakieś informacje, nie znaczyło, iż miał się zachowywać jak gburowaty milczek.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rafael



Liczba postów : 12
Data dołączenia : 30/06/2013

PisanieTemat: Re: Williamsburg Bridge   Sro Lip 03, 2013 6:17 am

Przez krótką chwilę tylko patrzył na jego wyciągniętą rękę, szybko jednak otrząsnął się i podał mu własną dłoń. Uścisk. Tylko tyle, a jednak przyprawiało go o lekkie zakłopotanie. Nie chciał jednak wyjść na jakiegoś kompletnego dziwaka, chociaż i tak pewnie niewiele brakowało. Zazwyczaj go to nie obchodziło, ale od czasu do czasu dobrze było zachować się jak normalny, cywilizowany człowiek.
Nie dodał niczego w stylu miło cię poznać. Znali się za krótko, jeszcze nie zdecydował, czy rzeczywiście można było tu mówić o przyjemności. Za to słowo „Clint” znów wywołało u niego przeczucie, że skądś go zna. Teraz trzeba było tylko skojarzyć fakty. Wysilił pamięć, bo inaczej nie dałoby mu to spokoju. Był już prawie pewien, że gdzieś go widział, tylko gdzie? Raczej nie osobiście, bo oboje zachowywali się, jakby spotkali się po raz pierwszy. Czyli może w telewizji albo w Internecie. Możliwe nawet, że znalazłby coś o nim w jednym z folderów, tym, do którego kopiował dane o ciekawych ludziach. Celebryta? Aktor? …Superbohater? Och.
-Hawkeye?- rzucił, posyłając mu pytające spojrzenie. Był tego prawie pewien, ale równie dobrze mógł właśnie zrobić z siebie głupka. Zdał sobie sprawę, że od jakiegoś czasu stukał w obudowę palcami u lewej dłoni. Jakiś dziwny tik- musiał przed sobą komputer, musiał coś klikać. Przestał.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Black Cat
PR Manager


Liczba postów : 204
Data dołączenia : 16/10/2012

PisanieTemat: Re: Williamsburg Bridge   Sro Lip 03, 2013 7:07 pm

Oboje stali i rozmawiali, jak normalni, starzy znajomi. W pierwszym momencie nikt nie zauważył skradającego się złodziejaszka, który w jednym momencie chwycił za laptopa Rafaela i szybko wskoczył do czarnego samochodu, który pojawił się obok nich jakby znikąd. Był z większą grupą, a jeden z nich, uzbrojony i zamaskowany zaczął strzelać w górę, aby rozpętać chaos na drodze. Ruszyli z piskiem opon przed siebie, dryfując między innymi samochodami.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Hawkeye



Liczba postów : 207
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Williamsburg Bridge   Sro Lip 03, 2013 8:11 pm

- Tak też mi czasami mówią – odpowiedział Rafaelowi, nie robiąc z faktu rozpoznania specjalnej afery. Kiwnął tylko głową, uśmiechając się mimowolnie kątem ust, gdy zobaczył niepewność w spojrzeniu latynosa.
- Co do cholery... - mruknął już wybitnie do siebie, gdy poczuł wibracje telefonu w kieszeni spodni. Wykręcił się nieco, by wyłuskać sprzęt i właśnie ta króciutka chwila nieuwagi pozwoliła złodziejaszkowi chwycić laptop znajdujący się na kolanach Rafaela i uciec do stojącego przy barierkach samochodu. Nie żeby Barton nie próbował temu zaradzić – z jedną dłonią utkniętą w przeklętej kieszeni (jaki idiota wymyślił, żeby kieszenie jeansów były tak wąskie?!), odruchowo rzucił się do przodu, ale z tak beznadziejnej pozycji nie zdołał zrobić nic poza uchwyceniem nieznajomego za nogawkę. Wystarczyło jedno szarpnięcie, a mężczyzna się uwolnił. Hawkeye poderwał się na nogi w samą porę, by zobaczyć tablicę rejestracyjną i wrzasnąć:
- Wszyscy padnij! - zanim wystawiona przez okno broń zaczęła strzelać. Chwycił dwie najbliższe mu osoby, zmuszając je, by pochyliły głowy. Oczywiście, nie mógł wyjść spokojnie na spacer jak normalny człowiek, kłopoty zawsze zdawały się za nim podążać jak cień.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rafael



Liczba postów : 12
Data dołączenia : 30/06/2013

PisanieTemat: Re: Williamsburg Bridge   Sro Lip 03, 2013 8:46 pm

Skinął krótko głową, chociaż fakt, że rozmawiał właśnie z jednym z Avengersów raczej nie pomógł mu w opanowaniu skrępowania. Można by wręcz rzecz, że było przeciwnie.
Okazało się jednak, że to nie był jego największy problem. Wszystko potoczyło się tak szybko, że nawet nie zauważył, gdy jego laptop został tak nagle przechwycony. Nie było czasu na myślenie.
-Ej!- krzyknął dość głupio, bez zastanowienia zrywając się na nogi. Jego pierwszym odruchem było pobiegnięcie za tym całym złodziejem. Miał szybkie nogi i, niewykluczone, że gdyby nie samochód, udałoby mu się go dogonić i jakoś odebrać swoją zgubę. Może nie było to zbyt mądre, ale to był laptop. Jego laptop. I nie chodziło tu o sam sprzęt, a wszystkie pliki, projekty- te dokończone i nie. Oczywiście, miał kopie zapasową, jednakże fakt, że to wszystko dostało się w ręce jakiegoś nieznajomego o kompletnie niejasnych intencjach… Duża część z plików na jego komputerze w ogóle nie powinna się tam znaleźć i mogła się okazać potencjalnie niebezpieczna.
Jednakże gdy usłyszał krzyk Hawkeye'a, na dodatek połączony z odgłosem strzałów, wrócił mu rozum. Rzucił się na ziemię.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Hawkeye



Liczba postów : 207
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Williamsburg Bridge   Sob Lip 06, 2013 11:43 am

Obserwując otoczenie i szukając wzrokiem możliwych rannych, Barton wyłuskał z kieszeni telefon, wykręcając numer policji – no bo gdzie indziej dzwonić? S.H.I.E.L.D. miało wystarczająco dużo własnych problemów, by jeszcze zajmować się przypadkowymi rzezimieszkami na ulicach. On sam bez lepszego przygotowania też nie mógł gonić za pojazdem pełnym uzbrojonych narwańców, co nie znaczyło, że ot tak zostawi tę sprawę i wróci zadowolony do domu. Przekazał dyspozytorce potrzebne informacje, zawierając w nich numery blach oraz kierunek, w którym udało się czarne auto, kątem oka zerkając na Rafaela. Latynos bez oporów i natychmiast wykonał polecenie padnięcia na ziemię, gdy zostało wydane – był wyraźnie bardziej rozgarnięty niż przeciętny uczestnik tłumu, który mimo ostrzeżeń stał jak słup, obserwując sytuację. Cud, że z tego co zaobserwował, nikt nie został zabity lub ranny. Ludzie zachowywali się czasem gorzej niż otępiałe zwierzęta, szczególnie kiedy próbowało się ich ratować.
- Naraziłeś się komuś? - spytał Rafaela, wsuwając telefon do wewnętrznej kieszeni kurtki i jeszcze raz dla pewności przesuwając spojrzeniem po otaczającym ich tłumie. Nikt nie krzyczał, co uznał raczej za dobry znak. - To nie wyglądało na przypadkową kradzież.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rafael



Liczba postów : 12
Data dołączenia : 30/06/2013

PisanieTemat: Re: Williamsburg Bridge   Sob Lip 06, 2013 6:46 pm

Gdy samochód już odjechał, a strzały ucichły, postanowił wstać. Dźwignął się na nogi, wyrzucając z siebie parę soczystych, hiszpańskich przekleństw. Przesunął nieobecnym wzrokiem po tłumie ludzi, chociaż tak naprawdę wcale na nich nie patrzył, za bardzo zanurzony w swoich myślach. Jak przez mgłę dosłyszał, że Clint do kogoś dzwonił. Policja, zgadł. Na wszelki wypadek zanotował w pamięci numer rejestracyjny. Cóż, jeśli ten telefon był już załatwiony, to Rafael nie mógł zrobić nic więcej. Chyba, że włamałby się do systemu monitoringowego miasta i zobaczył, jaką trasę obrał samochód. Tylko co niby miałby zrobić, jakby jakoś ich znalazł? Raczej nie poprosić grzecznie o zwrot sprzętu.
-Narazić…- popatrzył na niego z lekkim zaskoczeniem, jakby sama ta myśl wydawała mu się dziwna.- Nie wydaje mi się, raczej nie mam wrogów. Chociaż fakt, to było… Niecodzienne.
Na chwilę zamilkł.
-Chyba, że wszedłem na stronę, na którą wchodzić pewnie nie powinienem, a oni namierzyli mój numer IP. Kimkolwiek są- odparł, starając się nie brzmieć na szczególnie przejętego. Może nie zapyta o szczegóły, pomyślał. Nieszczególnie zależało mu, żeby ktoś taki jak Hawkeye wiedział, że był hakerem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Hawkeye



Liczba postów : 207
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Williamsburg Bridge   Sro Lip 17, 2013 5:49 pm

Tłumaczenie w odpowiedzi latynosa wydało się agentowi naciągane – no i kto reagował tak spokojnie na kradzież cennego przedmiotu lub kradzież w ogóle? Barton zmarszczył lekko brwi, chcąc wypytać Rafaela o kilka rzeczy, gdy usłyszał ciche pikanie w innej kieszeni niż ta, do której jeszcze przed chwilą schował telefon. Odsuwając połę kurtki, wyłowił z wnętrza mały, czarny prostopadłościan – pager S.H.I.E.L.D. Uciszył gadżet przyciśnięciem odpowiedniego guzika.
- To by było na tyle wakacji – mruknął sam do siebie, gdy odczytał wiadomość wzywającą go na Helicarrier, wraz z podaniem pobliskiego miejsca lądowania quinjeta. Już dawno powinien się do tego przyzwyczaić, ale jednak fakt, że agencja idealnie wiedziała, gdzie się znajdował, wywoływał w nim ciche rozdrażnienie. Swędzenie tuż pod powierzchnią czaszki, którego nie mógł się pozbyć bez roztrzaskania głowy na dwoje.
- Obawiam się, że to koniec naszej rozmowy, obowiązki wzywają – zwrócił się do Rafaela, machając krótko pagerem, zanim go schował. - Ale nie zostawię cię tak na lodzie. Słuchaj – szybko pożyczył od stojącej najbliżej osoby długopis, chwytając latynosa za rękę. Na wewnętrznej stronie jego dłoni zapisał numer, czując się jak jedna z tych upijających się w barach lasek. - zadzwoń, jeśli chcesz odzyskać swój sprzęt i powiedz, że ja cię przysyłam. Powodzenia.
Barton pozwolił sobie na krótki półuśmiech, unosząc rękę w geście pożegnania, po czym wmieszał się w tłum, kierując kroki w stronę dzielnicy przemysłowej.

[z/t]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rafael



Liczba postów : 12
Data dołączenia : 30/06/2013

PisanieTemat: Re: Williamsburg Bridge   Sro Lip 24, 2013 7:22 am

Mentalnie przygotował się już na niewygodne pytania. Jednakże jego rozmówca wyjął coś z kieszeni. Nie mógł powstrzymać ciekawości, dlatego popatrzył w kierunku małego urządzenia i przyjrzał mu się z niezbyt dobrze ukrytym zainteresowaniem. Później przeniósł wzrok na niego.
-Jasne- pokiwał głową ze zrozumieniem. Pewnie tak właśnie wyglądało życie kogoś takiego, jak on. Poza tym, najwyraźniej powstrzymało go to od wypytania Rafaela o wszystkie głupoty, dlatego w duszy poczuł ulgę. Rozmowa z nim nie była taka zła, chociaż na pewno skończyła się średnio miłymi wspomnieniami. A laptopem mógł się zając sam.
Ale najwyraźniej nie musiał. Nie zdążył nawet powiedzieć, że zapamiętanie owego numeru nie byłoby dla niego problemem lub że miał telefon z możliwością notatek- został on zapisany na jego dłoni.
-Okej. Dzięki- mruknął, chociaż bez szczególnego entuzjazmu. To „powodzenia” zabrzmiało jakoś dziwnie złowieszczo, chociaż pewnie nie to było jego intencją. Niewiadomo. Obserwował jak Hawkeye odchodzi, a potem zerknął z powrotem na swoją rękę. Ciąg liczb, które już zapamiętał.
Nie mógł jednak wiedzieć, do kogo był ten numer. Znaczy, mógłby może się gdzieś włamać i sprawdzić, ale wolał w tym akurat przypadku tego uniknąć. Westchnął cicho, opierając się plecami o barierkę. Czasem był takim tchórzem…
Wyjął z kieszeni swoją przedpotopową komórkę- nie była nawet dotykowa, chociaż bardzo by się z takiej ucieszył, lubił takie rzeczy- i wstukał podany przez Clinta numer.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Tony Stark
Spoilerman | Feels-Bringer | Linkspammer


Liczba postów : 240
Data dołączenia : 28/05/2012

PisanieTemat: Re: Williamsburg Bridge   Sro Lip 31, 2013 8:22 pm

Spokój na moście powrócił zadziwiająco szybko – bardzo możliwe, że było to związane z faktem, że nikt nie zginął. Cała względna „sielanka” skończyła się w momencie, w którym już z daleka dało się słyszeć przeszywający powietrze sygnał nadjeżdżającej policji. Nowojorscy stróże prawa pojawili się o dziwo z mniejszym opóźnieniem niż zwykle – czyżby świadomość incydentu zgłoszonego przez jednego z Mścicieli podziała na ich wyobraźnię? Ubrani w granatowe stroje służbowe funkcjonariusze wysiedli z dwóch radiowozów zaparkowanych wzdłuż pasa po przeciwnej stronie mostu niż ta, na której znajdował się Rafael, podchodząc do najbliższych osób. Zadawanie pytań ominęło mężczyznę, zapewne ku jego uldze.
Natomiast w słuchawce telefonu, do którego wpisał nowo poznany numer, poza dźwiękiem oczekiwania na połączenie dało się słyszeć melodię niepokojąco przypominającą czołówkę „Z Archiwum X”. Zupełnie znienacka słuchawka po drugiej stronie została podniesiona, a damski, nieco znudzony głos rzucił krótkie:
- No?

_________________
Przeszkadza Ci fem!Tony? Too bad, to kanon!
Jeśli Tony osobiście nie pokazał Ci się jako fem!Tony, to nie masz prawa wiedzieć, że jest kobietą,
bo nosi zbroję i nie widać po nim, że jest kobietą. Koniec komunikatu.


Opis zbroi Rescue dla Tony'ego w ciele kobiety: JARVIS zdjął odpowiednie wymiary i zbroja wyglądała jak zbroja mężczyzny - bez zarysowanych piersi - jednak była smuklejsza i odrobinę węższa w talii - ale oczywiście na wysokości klatki piersiowej nie straciła wcale na szerokości. Stwierdził, że skoro zmianę i tak widać, to może również zmienić kolorystykę; czerwień i srebro tym razem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ffmarvel.forumpolish.com/
Loki
Administrator


Liczba postów : 3035
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Williamsburg Bridge   Sob Lis 05, 2016 2:17 pm

Pomimo dość wczesnej - bo bliskiej południa - godziny, nagle zaczęło się jakby... Ściemniać. Jedno spojrzenie na niebo wystarczyłoby jednak, aby zorientować się, iż to nie noc zapadała o wiele za szybko, tylko dopływ promieni słonecznych kompletnie odcinały nienaturalnie gęste, ciemne chmury, stale się kłębiące i przesuwające, jak gdyby nieustannie ich przybywało i robiły miejsce następnym.
Na ulicach Brooklynu zapadał mrok, a o tej porze nie można było liczyć nawet na światło lamp ulicznych. Niektóre budynki stopniowo uruchamiały swoje własne oświetlenie zewnętrzne, lecz nawet ono tak naprawdę wiele nie zmieniało. Sama atmosfera zrobiła się dziwnie ciężka, pełna napięcia... Szerzył się przejmujący chłód.
Część ludności przebywała w pracy, inni w swoich domach, lecz byli również i tacy, którzy znajdowali się na zewnątrz. To właśnie wśród nich wybuchła największa panika. Niektórzy starali się dostać do wnętrz najbliższych budowli, licząc na schronienie, pozostali liczyli na to, że dotrą jeszcze do własnych domów czy mieszkań...
... Wszystko to z kolei można było obserwować z mostu, na którym zresztą bardzo szybko zrobił się korek, gdy spora część cywili zdecydowała się spróbować umknąć przed tymi przedziwnymi zjawiskami pogodowymi. Nowojorczycy wiedzieli, że takie znaki mogą zwiastować o wiele gorsze kłopoty. Mieli już w tym bogate doświadczenie.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Williamsburg Bridge   Today at 2:21 am

Powrót do góry Go down
 
Williamsburg Bridge
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Midgard :: Stany Zjednoczone Ameryki :: Nowy Jork-
Skocz do: