Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Delancey Street

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5
AutorWiadomość
Loki
Administrator


Liczba postów : 3035
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Delancey Street   Pią Lip 13, 2012 1:33 pm

First topic message reminder :



Jedno z centralnych miejsc Lower East Side na Manhattanie, łączące ze sobą Bowery i Williamsburg Bridge. Znajduje się tu cała masa barów - w tym takich na wynos, delikatesów, a także sklepów z ubraniami znanych z wielkich obniżek cen i licznych okazji.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com

AutorWiadomość
Elias



Liczba postów : 26
Data dołączenia : 11/05/2015

PisanieTemat: Re: Delancey Street   Pon Cze 15, 2015 6:32 pm

Elias był raczej przyziemny. Czuł się nieswojo w powietrzu. Wolał mieć stały grunt pod nogami. Z resztą nigdy nie miał potrzeby by wzbić się w powietrze. Dobrze się czuł na "ziemi", jeśli ziemią można nazwać dach wieżowca.
Niestety chłopak nie docenił gry aktorskiej dziewczyny, ponieważ chwilowo sie na nią nie patrzył. Z resztą nie ufał jej. Postanowił przez najbliższe chwile unikać kontaktu wzrokowego. -Aha.....Jeszcze nie- Elias nie miał raczej problemów z padaczką. W każdym razie tak uważa.
-Gadanie- Wysłać jego ojca na odwyk to jedno. Najpierw trzeba go zmusić na ten odwyk, bo on sam z siebie na pewno nie pójdzie. Bo tu nie problem stanowią pieniądze, a chęci. Według Eliasa ludzie się nie zmieniają.
-Rozumiem że chcesz wreszcie poznać odpowiedź. Ale mam warunki. Chcę pogadać z waszym dowódcą, to mu przekażę czy zdecydowałem się wpaść w to całe bagno- Jak na kogoś kto znajduje się na dachu wieżowca z nieznaną kobietą był dość pewny siebie. W końcu co ona mu może zrobić? Z dachu go nie zrzuci, bo sama już wspomniała że go potrzebują. Więc chwilowo to on jest na wygranej pozycji. Może stawiać warunki, bo skoro ma już do tej drużyny o dziwnej nazwie, dołączyć, to tylko z korzyścią dla niego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Moonstone



Liczba postów : 112
Data dołączenia : 26/09/2014

PisanieTemat: Re: Delancey Street   Pon Cze 15, 2015 7:24 pm

W sumie jakby się nad tym zastanowić to przeciwko komuś kto ma zaburzenia epileptyczne taki trik z oczami może nawet dużo skuteczniej podziałać niż przetopienie go za pomocą lasera. Kto wie? Może nawet wśród bohaterów znajdzie się epileptyk? Raczej mało prawdopodobne, bo wtedy nie byłby bohaterem ale na zwykłego cywila to może podziałać ale czy Karla jest złośliwym człowiekiem do tego stopnia, by tak dręczyć osobę? Miała o wiele bardziej wyszukane metody niż takie coś. Chociażby danie wyboru: skacz w ogień i się poparz z możliwością przeżycia albo nadziej się na promień laserowy i zgiń. Przydatne też były inne triki psychologiczne jak danie osobie broni do ręki z jedną kulą oraz możliwy wybór pomiędzy dwiema bliskimi osobami. Tragiczny wybór, bo w wypadku braku tegoż osoba traciła oboje bliskich.
Wracając do ojca Eliasa – Nie trzeba gadać. Wystarczy mieć nakaz przymusowego udania się na terapię. Myślisz, że pijak będzie na tyle obeznany z prawnymi kruczkami by wybronić się przed dobrze skonstruowanym nakazem? Ludzi można zmienić, wystarczy tylko stopniowo obdzierać ich z tej skorupy którą sobie zbudowali. – zapytała najpierw nieco retorycznie, a potem dodała swoje osobiste spostrzeżenie. Rząd mógł sobie pozwolić na wiele rzeczy, poczynając od najdroższych prawników kończąc na stworzeniu dowodów, które byłyby wystarczające by umieścić ojca Eliasa przymusowo na terapii.
Stawiał bardzo śmiałe żądania, ba nawet warunki chciał dyktować. Wprawdzie wiele Moonstone sama z siebie nie mogła mu zagwarantować, aczkolwiek to by umówić spotkanie z Rossem chyba mogła.Zresztą nic mu nie mogła zrobić tak naprawdę… znaczy mogła zabić i uciec od Thunderbolts ale jaki to miało sens, skoro zaraz by ją znaleźli i przymknęli w jakimś superwięzieniu? Jeszcze nie teraz. Wyciągnęła z kieszeni telefon i wstukała treść wiadomości do kwatery. Brzmiała ona mniej więcej tak: Przygotujcie miejsce spotkania w pobliżu Nowego Yorku. Potencjalny nowy członek organizacji chce spotkać się z generałem i omówić parę rzeczy. Przekażcie to jak najszybciej Rossowi, gdyż jest to pilne.
Oczywiście cała wiadomość musiała przejść przez całe procesy szyfrowania, z których TB korzystało, jak każda organizacja zresztą. W tym czasie ona schowała telefon do kieszeni i spojrzała na Eliasa - No to teraz czekamy na wiadomość zwrotną.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Elias



Liczba postów : 26
Data dołączenia : 11/05/2015

PisanieTemat: Re: Delancey Street   Pią Cze 19, 2015 11:43 am

Dla Eliasa to wszystko wydawało się szalone. Jakaś obca osoba mówi ci że chce cię zwerbować do jakiejś tajnej organizacji, mają o tobie wszystkie informacje i za wszelką cenę chcą cię zrekrutować. To nie brzmi normalnie. Poza tym Karla próbowała już wielu możliwych ruchów żeby go zachęcić, dawała mu nadzieję na lepszą przyszłość, chciała go zachęcić możliwościami jakie by miał, a potem użyła strachu żeby się zgodził. Nic na niego nie działa, ale w obecnej sytuacji zgodziłby się, żeby mu tylko spokój dała. W dodatku już kombinował jakby wyczyścić część danych. Przecież nie mogą wiedzieć o nim wszystkiego, musi być coś czego nie wiedzą o nim.
-Uważacie że wszystko możecie? Takie wtrącanie się w cudze prywatne życie nie przysporzy wam sojuszników- Ta dziewczyna naprawdę go denerwowała, jak i ta cała organizacja. Dlatego też chce rozmawiać z dowódcą, może on będzie potrafił go przekonać, bez używania marnych sztuczek psychologicznych.
-A długo się czeka na tą wiadomość zwrotną?- No tak, Elias nie był przygotowany na nagłą rekrutację, a miał jeszcze dzisiaj parę rzeczy do zrobienia. Chłopak postanowił wykorzystać okazję i popatrzeć sobie na świat z dużej wysokości. Nowy Jork wyglądaj inaczej, ludzie łazili w pośpiechu jak mrówki. Było widać jak to miasto jest zaludnione, podobne odczucia można mieć stojąc w korku, będąc w zatłoczonym metrze lub galerii handlowej. Na ulicy zresztą też jest tłok. A tutaj, miał przynajmniej spokój. No, znaczy była jakaś obca kobieta która mogłaby go teraz zepchnąć z dachu, ale kto by się tym przejmował.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Moonstone



Liczba postów : 112
Data dołączenia : 26/09/2014

PisanieTemat: Re: Delancey Street   Sob Cze 20, 2015 9:30 pm

- Gdybyśmy nie wtrącali się w życie prywatne to przestępczość wzrosłaby o ponad 30%. Szarzy ludzie nie są na tyle odpowiedzialni, by móc pozostawić ich samym sobie.Zresztą ten kto ma coś do ukrycia, coś co jest niezgodne z prawem oczywiście może się nas bać i uznawać za wrogów - tutaj Karla miała całkiem niezły argument. Najbardziej inwigilacja nie podoba się tym, którzy coś zrobili i chcą to ukryć, a to było zresztą łatwe do wywnioskowania czemu chłopaczkowi nie podoba się to że ktoś go obserwował. Sam nie był święty i zdawał sobie z tego sprawę bardzo dobrze. Myślał, że będzie nieuchwytny do końca życia,a tu patrzcie jaka niespodzianka. Ktoś obserwował go calutki ten czas.
- Niedługo. Generał trzyma swoje sekretarki krótko, by te przekazywały na czas informacje - sekretarki miała tu na myśli raczej przydupasów (czyt. żołnierzy), którzy są zbyt fatalni by coś ważnego robić ale na tyle kompetentni by przekazać informacje. Tego chyba nie da się spieprzyć, a raczej trzeba by być totalnym idiotą by nie przekazać prostej wiadomości w sposób poprawny. Po pewnym czasie komórka Moonstone zabrzęczała, a ta niezwłocznie ją wyciągnęła i odczytała wiadomość. Chciała coś powiedzieć, ale najwyraźniej Elias był zajęty przyglądaniem się miastu z góry. Karla miała już pewien plan jak przetransportować go do kwatery, tak by ten nie wiedział gdzie ona jest.
- Widzę, że podoba Ci się patrzenie na świat z góry - powiedziała i ściągnęła sobie wierzchnią warstwę góry i położyła ją na kolanach - Mam namiary, aczkolwiek z kwestii bezpieczeństwa będę musiała zasłonić Ci oczy oraz będziesz musiał się mnie trzymać podczas lotu. No chyba, że chcesz byśmy wlekli się tam pół dnia - do Waszyngtonu lot nie powinien zająć jej dużo czasu, ale kto powiedział że Karla nie pokluczy trochę by dystans wydawał się dłuższy i ciężej byłoby ustalić pozycję?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Elias



Liczba postów : 26
Data dołączenia : 11/05/2015

PisanieTemat: Re: Delancey Street   Wto Cze 23, 2015 4:37 pm

-Ale ja nie jestem zwykłym, szarym człowiekiem- Elias nie lubi jak ktoś wtrąca sie w nie swoje sprawy. Nawet gdyby nie kradł, i nie robił tych innych złych rzeczy, to czułby się źle dowiadując się iż ktoś go obserwuje. Ludzie muszą mieć sekrety, bo inaczej stają się właśnie zwykłymi, szarymi ludźmi.
-Wolę ląd, zdecydowanie.- Odpowiedział, bojąc się kolejnej wycieczki. Osobiście, wolał zejść schodami, niż kolejny raz zawisnąć w powietrzu. Ale Karla miała inne plany. -Mam ci dać zakryć sobie oczy? No chyba żartujesz.- Zareagował gwałtownie po usłyszeniu wiadomości. To że Elias jest nie ufny powtarzać nie trzeba. Ale zakrycie oczu? Nie, jakaś część mózgu mówiła "nie" natomiast inna część podpowiadała mu że inaczej nie spotka się z generałem.
-No dobra, niech ci będzie- westchnął. Musiał przełamać tą barierę nieufności. Czy będzie tego żałować przekona się później. Na chwilę obecną przygotowywał sie mentalnie przed kolejnym lotem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Moonstone



Liczba postów : 112
Data dołączenia : 26/09/2014

PisanieTemat: Re: Delancey Street   Sob Cze 27, 2015 4:35 am

- Dlatego dostałeś szansę, by mieć znaczenie w tym świecie a nie być jedynie trybikiem marketingu i gospodarki, jak zresztą każdy kto się jakoś wyróżnia  - odpowiedziała, aczkolwiek przez pryzmat postrzegania świata Elias nadal mógł być tym szarym człowieczkiem. Pewne rzeczy trzeba dostrzec by wyrwać się z tego stanu, jak również trzeba je też odczuć by móc spojrzeć na rzeczywistość w zupełnie inny sposób. Próbowała mu właśnie to przekazać, jednak czy ją zrozumie oraz jej intencje to inna sprawa.
Najwyraźniej wolał patrzeć z perspektywy równej temu na co patrzy. Z góry jednak było widocznych o wiele więcej rzeczy, jednak czasami również tej perspektywie coś umykało. Moonstone już się przyzwyczaiła do tego, że ma umiejętność lotu i czerpała z tego już mniej przyjemności niż kiedyś. Teraz stanowiło to dla niej bardziej strategiczną pozycję niż jakiś walor mający sprawić jej przyjemność. Elias się oburzył pomysłem z zasłonięciem oczu, jednak Karla domyśliła się że po chwili się zgodzi. Dlaczego? Widać było, że mu zależy by porozmawiać twarzą w twarz z generałem, a zasłonięcie oczu a co za tym idzie nie wyjawienie lokalizacji miejsca spotkania z powodów bezpieczeństwa było kluczowe dla tego wydarzenia. Jednak spokojnie sobie czekała, wiedziała że jest inteligentny i połączy fakty. Jeśli nie przełamałby pierwszej bariery nieufności to również nie byłby zdolny do pracy z resztą organizacji, a co za tym idzie byłby niezdatny do funkcji jaka jest przewidziana dla niego. Karla wyciągnęła z kieszeni prostą chustę. Czasami takie akcesorium mimo swojej prostoty potrafiło dodać strojowi uroku, więc dosyć często miała je ze sobą. Zawiązała ją chłopakowi na oczach (była koloru czerwonego), a następnie złapała go pod kolanami i pod barkiem. Przykazała że jak mu wygodnie to może się nawet trzymać jej szyi, a potem wzleciała. Po kilku chwilach Elias mógł poczuć chłód znacznej wysokości, na której lecieli a strój Karli zmienił się na jej biały uniform Moonstone. Lecieli tak może z dwie godziny, gdyż Karla kluczyła ze względów bezpieczeństwa by Ross nie mógł jej zarzucić że dała się komuś śledzić. Oczywiście jak Elias chciał to robiła przerwę co jakiś czas w locie, gdyż mogło mu być zwyczajnie nie wygodnie.
W każdym razie z zawiązanymi oczyma dostarczyła go do kwatery w Waszyngtonie. W kontroli rozpoznali jej przepustkę i wedle procedur miała się stawić w hangarze, gdzie oczywiście wylądowała. Żołnierze pewnie byli zdziwieni, że ma kogoś ze sobą ale tylko machnęła im rozkazami od Rossa znajdującymi się na jej urządzeniu. Oczywiście po wylądowaniu zdjęła opaskę chłopakowi z oczu i rzuciła "witamy w krainie czarów". Nieco żartobliwie oczywiście.
ZT oboje > tutaj. Możesz tam odpisać jako pierwszy z racji, że jeszcze chwilę na Rossa musimy poczekać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Valkyrie



Liczba postów : 37
Data dołączenia : 18/10/2012

PisanieTemat: Re: Delancey Street   Wto Kwi 26, 2016 9:10 am

Powrót z Las Vegas dał Val wiele do myślenia. Przede wszystkim nie wróciła do powłoki Samanthy, tylko przebrała się jako Valkyrie w normalnie ubrania i tak wyszła na ulicę; oznaczało to, że nie miała od razu ze sobą swoich broni, ale jedna zmiana sprawiłaby, że zyskałaby do nich dostęp, więc nie czuła się bezbronna. Schowała ręce do kieszeni i zaczęła się zastanawiać, ile jeszcze spotkań z teoretycznie zaginionymi, ale nigdy nie odnalezionymi oficerami armii Odyna przyjdzie jej odbyć. I nie wiedziała, jak reagować na nie. Pozwolić im żyć w spokoju, czy zgłosić ten fakt Odynowi? Wszechojciec wymagał od niej jedynie porozumienia z Thorem, którego do tej pory nie znalazła, więc czy powinna pozostawić inne sprawy na boku?

Zmarszczyła brwi. Nie wiedziała, jak to rozegrać, więc nie miała pomysłu co do swoich dalszych posunięć. Och, wiedziała, że pewnie będzie musiała przełknąć dumę i skontaktować się bezpośrednio z Avengers, ale jeszcze trochę wolała popracować sama. A nuż jej się uda. Z nowo podjętą decyzją aż szybciej ruszyła do przodu, kiedy nagle poczuła szturchnięcie na ramieniu - musiała być mocno rozproszona, bo ktoś ukradł jej torebkę. Nie było w niej nic cennego, bardziej nosiła ją dla niepoznaki, ale sam fakt, że ktoś śmie kraść cokolwiek od Walkirii...! Przygotowała się do pościgu za złodziejem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Miles Morales



Liczba postów : 48
Data dołączenia : 17/06/2015

PisanieTemat: Re: Delancey Street   Wto Kwi 26, 2016 9:51 pm

Miles Morales spokojnie przy pomocy swej pajęczyny przemieszczał Delancey Street. Pomimo swego młodego wieku czuł się odpowiedzialny za bezpieczeństwo bezbronnych cywili. Dlatego odziany w czarno-czerwony strój pająka bacznie obserwował otaczający go krajobraz. Przy pomocy swych wyczulonych zmysłów próbował wyłapywać wszelakie bodźce, które mogłyby świadczyć o jakimś zagrożeniu. Początkowo wydawało się być w jak najlepszym porządku. Mieszkańcy beztrosko spacerowali, zmierzali do pracy czy rozmawiali między sobą. Niespodziewanie zmysł dał o sobie znać. Miles odruchowo skierował swój wzrok w kierunku dochodzących do niego sygnałów. Po chwili ujrzał pędzącego w szaleńczym sprincie mężczyznę, który co chwila trącał przechodniów. W prawej ręce miał damską torebkę. To jednoznacznie poświadczyło o jego winie. Morales odruchowo poprawił swoją maskę, po czym wypuścił w odpowiednim czasie swoją pajęczynę. Usytuował ją tak, by polecieć wprost na potencjalnego adwersarza. W czasie opadania uderzył go wysuniętymi nogami. Impet był na tyle wystarczający, iż złodziejaszek upadł z impetem na twardy chodnik. Zanim zdołał powstać został przyszpilony do gruntu solidną wiązką lepiej cieczy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Valkyrie



Liczba postów : 37
Data dołączenia : 18/10/2012

PisanieTemat: Re: Delancey Street   Pią Kwi 29, 2016 5:28 pm

Valkyrie zdążyła rozpocząć bieg, ale zrobiła tylko pięć kroków, kiedy złodziej został powalony. Zwolniła bieg, ale nie zmieniła kierunku, i z gracją podniosła torebkę, którą złodziej upuścił, a następnie "całkiem niewinnie" upuściła ją na jego głowę. Była tam butelka wody, więc złodziej na pewno to poczuł. Wiedziała, że to drobnostka i o coś takiego nie warto było być tak, cóż, mściwym, ale nie mogła się powstrzymać. Zwalała to na Samanthę.

- Dziękuję - powiedziała do bohatera, który jej pomógł. Schyliła się, aby podnieść torebkę, ale była przyklejona, a Valkyrie wolała nie pokazywać swojej super siły i odklejać jej, dlatego znowu spojrzała na bohatera. - Jesteś... Spider-Manem, tak? Jednym z nich?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Miles Morales



Liczba postów : 48
Data dołączenia : 17/06/2015

PisanieTemat: Re: Delancey Street   Czw Cze 02, 2016 9:05 pm

(nastąpiła zmiana gracza stojącego za Moralesem)


Spider-Man pikował w dół, w kontrolowanym upadku. Uchwycił się zręcznie stojącej obok lampy ulicznej, wykonał błyskawiczny obrót w powietrzu po czym przysiadł na jej szczycie. Zwiesił nogi, przeciągnął się i westchnął. Wyglądał, jakby impet, z jakim tu przybył nie wiązał się dla niego z żadnym realnym stresem, w ciągu kilku sekund dzielących go od akcji rozluźnił się zupełnie. Fakt ten nadawał mu dziwnie beztroski wygląd.
Miles zauważył kobietę i kiwnął głową na jej podziękowanie uśmiechając się wesoło pod maską.
Na zadane pytanie odpowiedział chwilą milczenia. Spojrzał po sobie. Od stóp do głowy ubrany był w swój wspaniały, czarny kostium Spider-Mana (który być może na tym etapie wymagał już prania, tym bardziej Miles zdecydował się trzymać dystans). Jego ubiór jak mu się wydawało nie pozostawiał wątpliwości co do tego, kim jest.
-O tak. - odparł po chwili, gdy zorientował się, że pauza mogła być niegrzeczna. - Jestem Spider-Man. Ten przyjacielski. Z sąsiedztwa. - wykonał przed sobą gest dłonią. - W każdym razie "jeden z nich".

Ta fraza. "jeden z nich". Było w niej coś przykrego. W swoim świecie Miles czuł się wyjątkowo ze swoimi mocami. Nie zawsze komfortowo ale jednak wyjątkowo. Tutaj widać plątało się po mieście więcej pająków. Miles nie miał jednak czasu się w tym temacie szerzej rozeznawać.
Zmierzył wzrokiem swoją rozmówczynię. Znowu poczuł, że zachowuje się niezręcznie robiąc długie przerwy, więc na chybił trafił zachowując pozory nonszalancji rzucił ogólne:
-A ty?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Valkyrie



Liczba postów : 37
Data dołączenia : 18/10/2012

PisanieTemat: Re: Delancey Street   Nie Cze 05, 2016 7:07 pm

Kiedy usłyszała pierwsze słowa z ust Spider-Mana, Valkyrie uniosła brew, bo... cóż. Albo podczas jej wizyty w Las Vegas coś się w Nowym Jorku pozmieniało, albo szwankowała jej pamięć... a tak nie może być. Zmrużyła oczy, aby móc lepiej przyjrzeć się pająkowi, co w sumie ten odwzajemnił, mierząc ją również.

- Ja akurat Spider-Manem nie jestem - odpowiedziała najpierw, posyłając mu lekki uśmiech i ciesząc się, że patrząc na niego nie musi patrzeć w słońce, bo miała je za plecami. Gestem Samanthy poprawiła bluzkę. Dobrze, aby Samantha trochę ją pokierowała podczas tej rozmowy. - I wydawało mi się, że ten "przyjacielski z sąsiedztwa" Spider-Man miał niebieski kostium, a nie... czarny - zauważyła. Po chwili szybko dodała: - Nie to, że może tamten masz w praniu albo zmieniłeś strój, nie było mnie trochę w mieście, ale... tak z ciekawości... spytałam.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Miles Morales



Liczba postów : 48
Data dołączenia : 17/06/2015

PisanieTemat: Re: Delancey Street   Pon Cze 06, 2016 8:23 am

Spider-Man wyrzucił ręce do góry w geście bezradności i pokręcił głową.
-My wszyscy jesteśmy przyjacielscy. - powiedział. -Ale po zastanowieniu rzeczywiście jestem z trochę dalszego sąsiedztwa - dodał szybko. W końcu alternatywny wszechświat z którego pochodził nie był specjalnie blisko. Dowcipowi brakowało puenty ale Morales pogodził się już dawno, że nie jest Peterem Parkerem. Być może tak było dobrze. Trochę bardziej enigmatycznie.
Mimo wszystko w takich jak ten momentach przeklinał w duchu tego pająka, który wraz z niezwykłymi mocami przekazał mu swoje proporcjonalne poczucie humoru.
-W każdym razie nie jestem Spider-Manem w czerwono-niebieskiej piżamie. Jestem Spider-Manem w czarnej piżamie. - kiwnął głową. Wyciągnął palec wskazujący i z przekonaniem dodał. - Zupełnie coś innego. Ale udostępniono mi franczyzę.

Rozmowa zdawała się donikąd nie prowadzić a Miles właściwie nie widział powodu, żeby rozmawiać z tą zupełnie zwyczajną kobietą, zwłaszcza, że rozmowa się nie kleiła.
-W porządku. To była twoja torebka? - spytał, zamierzając za chwilę powrócić do swoich zajęć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Valkyrie



Liczba postów : 37
Data dołączenia : 18/10/2012

PisanieTemat: Re: Delancey Street   Pią Cze 10, 2016 5:20 pm

Uśmiechnęła się kącikiem ust, widząc lekko wyprowadzonego Spider-Mana z równowagi. Dała mu chwilę na uspokojenie się i znalezienie słów; nigdzie jej się nie spieszyło, a i też zdziwiła się trochę, że Spider-Man - w czarnej piżamie, jak sam powiedział - znalazł czas na rozmowę. Doceniała to, jak najbardziej, bo w końcu dzięki temu nie musiała ujawniać ludziom swojej super siły.

- Tak, właśnie, dziękuję, że nie zniknąłeś od razu, bo nie wiem, jak bym miała zabrać tę torebkę. Możesz pomóc? - zapytała z lekkim uśmiechem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Miles Morales



Liczba postów : 48
Data dołączenia : 17/06/2015

PisanieTemat: Re: Delancey Street   Pią Cze 10, 2016 8:54 pm

Miles na chwilę się zawiesił. Przetwarzał informację.
-Ach tak! - klepnął się dłonią w skroń. Zeskoczył na chodnik. I zaczął odklejać torebkę, uwięzioną dodatkowo w uścisku nieprzytomnego złodziejaszka. Zajęło mu to około piętnastu sekund, które jednak dłużyły mu się jak małe wieczności, ponieważ czuł, że to powinno być dla niego dużo prostsze a ze wszystkich stron obserwowali go gapie.

Wspomniał sobie wówczas w duchu wszystkie sytuacje, kiedy pozostawił na miejscu zbrodni związanych przestępców. Nigdy nie zastanawiał się nad tym, kto ich później rozkleja. I przede wszystkim: w jaki sposób.
To było wyjątkowo krępujące i Miles chciał jak najszybciej uciec z tej sytuacji. Nieskutecznie starał się ukryć zakłopotanie.
W końcu wręczył torebkę Valkyrii i uśmiechnął się głupkowato pod maską.
Zupełnie nie wiedział co powiedzieć.
-No cóż. - westchnął dźwięcznie. - To chleb powszedni dla mechanika rowerowego!
W tym momencie znowu się zawiesił. Zacytował Monthy Pythona.
Miał nadzieję, że w tym świecie też BYŁ Monthy Python. I że wykonywali ten skecz. To nie było oczywiste.

Z odniesieniami popkulturowymi wiązał się cały szereg problemów. Ostatnio na przykład Miles dyskutował z kolegą z nowej szkoły o Charliem Parkerze. Była to długa i trudna dyskusja zakończona sprawdzaniem wszystkich omawianych faktów na Wikipedii. Jakie było zdziwienie Moralesa gdy okazało się, że w tym świecie stary Charlie był saksofonistą.

Spider-Man ukłonił się, pomachał do zgromadzonych ludzi i kiwnął na pożegnanie do Valkyrii. A potem potężnym susem wydostał się ponad poziom latarni, następnie wykorzystując wiązkę elastycznej pajęczyny jak sprężynę wzleciał jeszcze wyżej, ponad poziom budynków i oddalił się w sobie tylko znanym kierunku.

[z/t]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Delancey Street   Today at 2:18 am

Powrót do góry Go down
 
Delancey Street
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 5 z 5Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5
 Similar topics
-
» Janssen Street
» Crimson Street

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Midgard :: Stany Zjednoczone Ameryki :: Nowy Jork-
Skocz do: