Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Delancey Street

Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7
AutorWiadomość
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3828
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Delancey Street   Pią Lip 13, 2012 1:33 pm

First topic message reminder :



Jedno z centralnych miejsc Lower East Side na Manhattanie, łączące ze sobą Bowery i Williamsburg Bridge. Znajduje się tu cała masa barów - w tym takich na wynos, delikatesów, a także sklepów z ubraniami znanych z wielkich obniżek cen i licznych okazji.

_________________



No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com

AutorWiadomość
Eugene Mercer

avatar

Liczba postów : 68
Data dołączenia : 27/04/2016

PisanieTemat: Re: Delancey Street   Wto Sie 14, 2018 4:50 pm

Co zrobisz, gdy trafisz na grupę ludzi w nieznanym miejscu? Wiedząc, że są ci przyjaźni, zapytasz się gdzie jesteś, nieprawdaż?
Tak też Eugene zrobił. Delikatnie się jąkając, ale od jakiegoś cywila się dowiedział, że jest na Delancey.
~W takim wypadku...~Przeszło chłopakowi przez głowę, który odtwarzał w głowie mapę Nowego Jorku i starał się nałożyć ją na kanalizację miejską. A przynajmniej próbował.
Zamyślenie się Eugene'a przerwał krzyk. Chłopak natychmiast podbiegł w stronę źródła, instynktownie sięgając do odłamka skrytego w rękawie. Zacisnął go w dłoni, będąc gotowym na... Sam nie wiedział. Przekształcenie go? Stworzenie bariery? Sam nie wiedział...
Wiedział jedno. To mógł być fałszywy alarm. Ale teraz chyba każdy miał lekkie zalążki paranoi, gdy roboty z kosmosu zaczęły robić dziką inwazję.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3828
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Delancey Street   Wto Sie 14, 2018 7:54 pm

W głębokich ciemnościach kanałów światła z komórek - czy to padające po prostu z ich ekranów czy z włączonych w nich latarek - sięgały całkiem daleko, choć oczywiście zależało to też po części od modeli telefonów. Przede wszystkim jednak ostro odcinały się od mroku, tworząc kontrast, na który momentami aż ciężko było patrzeć - szczególnie dla tych osób, które spędziły w tunelach więcej czasu, jak na przykład Eugene, przez co ich oczy zdążyły przyzwyczaić się do ciemności.
Z drugiej strony oznaczało to również, że blask padł aż do źródła problemu, nawet jeżeli ledwo co. Właściwie nie oświetlał go w całości - choć rzucił jasność na przerażoną, szlochającą kobietę, która przyciskała się do ściany z taką siłą i desperacją, jak gdyby miała nadzieję, że uda jej się przez nią przeniknąć. W jednej z ułożonych na klatce piersiowej dłoni trzymała komórkę, a pomiędzy jej palcami dało się poznać, że również miała włączoną latarkę - lecz w większości zasłaniała jej światło. Mocno zaciskała powieki i ledwo łapała oddech.
Jakieś półtora metra od niej - nie w dal od grupki, lecz na bok, bliżej środka tunelu - spoczywało zaś to, co wywołało w niej taką reakcję. W pierwszym momencie można by było pomyśleć, że był to przewrócony mężczyzna, głową zwrócony do zgromadzenia, nieprzytomny lub martwy... Ale już drugie spojrzenie dobitnie potwierdziłoby tę ostatnią opcję. Ciało kończyło się na klatce piersiowej, może w połowie żeber, z kręgosłupem biegnącym jeszcze trochę niżej. Ramiona i twarz pozostały nietknięte, a resztki ubrania - oraz po prostu mrok - częściowo zakrywały paskudny widok, ale nie mogło być żadnych wątpliwości, że coś zniszczyło większość tego ciała... Krwi jednak było stosunkowo mało, więc być może wymyły ją już ścieki. Nie wyglądało na to, aby trup się rozkładał, czyli najpewniej musiał zostać zabity niedawno - szczególnie biorąc pod uwagę warunki otoczenia. O tym samym świadczył zapach, jeszcze niezbyt intensywny.
Można by rzec, że ten widok docierał do ludzi stopniowo, lecz po kilku sekundach w końcu rozległ się kolejny krzyk i wówczas już w zasadzie cała grupa zaczęła się oddalać, w większości krocząc tyłem, jak gdyby nagle się odblokowała. Eugene został w ten sposób na przedzie, niedaleko zwłok oraz kobiety przy ścianie. Nikt też jakoś nie palił się do tego, aby odpowiedzieć na pytanie Soleil - o ile ktokolwiek zwrócił na nie w ogóle uwagę. Gdzieś na tyłach tego niewielkiego tłumu ktoś przyspieszył i po chwili dało się usłyszeć odgłosy towarzyszące wymiotowaniu. Nikt raczej nie myślał trzeźwo, bo na ogół wypowiedzi składały się przede wszystkim przekleństwa oraz zawodzenie pokroju "o boże".

_________________



No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Soleil Van Court

avatar

Liczba postów : 73
Data dołączenia : 26/02/2017

PisanieTemat: Re: Delancey Street   Wto Sie 28, 2018 6:32 pm

Soleil skrzywiła się z niesmakiem, wywołanym po równo właściwie i widokiem ciała, i zachowaniem osób dookoła. Z drugiej strony, czego oczekiwać po przypadkowej zbieraninie?
Ostrożnie ruszyła w kierunku makabrycznego znaleziska, podchodząc nieco bliżej i lepiej oświetlając ciało. Widziała i przeżyła dużo, trup, nawet tak sponiewierany nie powinien jej ruszyć, a bardzo ciekawiło ją, co mu się stało.
Czy to robota robotów, czy czegoś innego?
W końcu o kanałach pod miastem i jego mieszkańcach krążyły liczne opowieści, niektóre na pewno wybujałe, a inne... Widziała dziwnie zmutowanych... ludzi którzy pomagali im tam, na górze.

Niemal zapomniała o swoich towarzyszach; skupiła się na oświetleniu ciała, na obejrzeniu go - czy zostało rozerwane, nadpalone, rozszarpane? Uniosła telefon tak, by oświetlał i teren dookoła - ślady krwi czy cokolwiek co wskazywałoby, skąd ciało się tu wzięło i kiedy, chociaż przecież może go zaraz sama... zapytać.
Przy okazji jej uwadze nie umknął fakt, że jeden młody chłopak miast uciekać, rzucił się do przodu i teraz w zasadzie został z nią przy ciele.
- Uważaj, młody, to nie jest miły widok - rzuciła krótko, raczej sucho, poświęcając mu krótkie, chociaż uważne spojrzenie, zaraz wracając do oględzin trupa.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Eugene Mercer

avatar

Liczba postów : 68
Data dołączenia : 27/04/2016

PisanieTemat: Re: Delancey Street   Sro Sie 29, 2018 3:10 pm

Pomijając już fakt, że to kolejne zwłoki w kolejności, które Mercer zobaczył, poczuł jak żołądek podjeżdża do gardła.
~To aż dziwne, że nie wyczuł go nikt...~Pomyślał Eugene, rozglądając się i mrugając. Wciąż nie do końca był w stanie spoglądać w snopy światła wywoływane przez latarki, przez co musiał mrugać. Minusy wycieczek podziemnymi tunelami.
Tak czy siak, zwłoki zostały zmasakrowane. To już nawet Eugene był w stanie wywnioskować. Nie zabił go człowiek. Jasne, zdarzało się, że Mercer był świadkiem jak ktoś kogoś katuje. Było to rzadkie, ale się zdarzało. Na tyle rzadkie, że chłopak wciąż nie przepadał za widokiem zwłok, a te konkretne sprawiały, że żołądek zapewniał mu mentalny rollercoaster.
-To musi... być coś stąd-Wydukał Eugene, rozglądając się. Byleby uciec od spoglądania na zwłoki.-Te robory... One nie są tak... okrutne.-Dodał, z całych sił powstrzymując zwrot treści żołądkowej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3828
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Delancey Street   Czw Sie 30, 2018 2:44 pm

Zwłoki powyżej miejsca rozerwania wyglądały w większości na nietknięte - ręce były co prawda zakrwawione, lecz nie posiadały żadnych łatwych do zauważenia uszkodzeń, tak samo szyja czy twarz. Materiał koszuli, a raczej to, co z niego zostało, przesiąkł czerwoną cieczą, a jego krawędzie częściowo zasłaniały makabryczny widok - być może dla dokładniejszych oględzin należałoby go odsunąć na bok. Nawet bez tego dało się jednak stwierdzić, że klatka piersiowa mężczyzny została rozszarpana. Cięcia nie były regularne, nie wyglądały na coś, co zrobiłaby maszyna - a już na pewno nie za pomocą promienia energii, którego temperatura przypaliłaby przecież brzegi. Być może w grę wchodziło rozerwanie na pół przy użyciu czystej siły fizycznej, ale... Przyjrzenie się z bliska dowiodłoby, iż na skórze przy tych wszystkich uszkodzeniach znajdowały się jakieś ślady, wąskie, występujące po kilka - zawsze w takim samym odstępie od siebie. Mogły wręcz przypominać odciski zjeżdżających po ciele przy zaciskaniu się zębów... Na pewno nie pasowałyby do ludzkiej szczęki, między innymi już przez samą głębokość tych ran, ale na pewno nie odpowiadały też - na przykład - aligatorowi, a przecież te stworzenia żyły podobno w kanałach. Z drugiej strony ktoś mógł też użyć broni o kilku ostrzach...
Oświetlenie otoczenia i dokładne mu się przyjrzenie początkowo nie ukazało niczego niepokojącego -  a przynajmniej nie na pierwszy rzut oka. Brakowało śladów ciągnięcia, lecz prawdę mówiąc ofiara mogła zostać przetransportowana na rękach przez dwie osoby lub nawet jedną silną, albo ktoś wykorzystał do tego płynące środkiem tunelu ścieki, których mimo wszystko dość wąska struga tak czy siak powinna skutecznie skryć dowody. Ewentualnie istniała też opcja, że ofiara przyszła tutaj o własnych siłach i zginęła na miejscu, lecz temu przeczyła pewnie tak mała ilość krwi...
No właśnie, krew. Gdyby ktoś uparty rozglądał się uważnie, byłby w stanie zauważyć kilka pojedynczych kropel, dość rzadkich, ciągnących się od zwłok aż do przejścia na powierzchnię. Powstało ich malutko, góra trzy czy cztery, choć tak naprawdę na brudnym podłożu ciężko było mieć pewność nawet co do nich... A jednak to mógł być jakiś ślad. Krople wyglądały tak, jak gdyby spadły z wysokości, co zdawało się potwierdzać, iż tego mężczyznę tutaj przeniesiono... Lekko rannego? Albo uszkodzonego w sposób, który mocno nie krwawił?
Co ważne, ciało nie śmierdziało bardzo mocno. Naturalna woń kanałów oczywiście maskowała inne zapachy, ale rozkład przebiłby się pewnie nawet przez nią - tutaj zaś tego zapachu brakowało. Wygląd zwłok również zdawał się dowodzić, że ofiara zginęła niedawno... A to oznaczało, że morderca czy mordercy mogli się jeszcze znajdować niedaleko. Chyba że byli rozsądni i natychmiast opuścili miejsce swojej zbrodni... Ale jeżeli w grę wchodziło zwierzę czy nawet jakiś potwór, to logika mogła nie być jego mocną stroną.

_________________



No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Delancey Street   

Powrót do góry Go down
 
Delancey Street
Powrót do góry 
Strona 7 z 7Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7
 Similar topics
-
» Janssen Street
» Crimson Street
» Pub Baggins, Bagford Street 12
» Old Paradise Street
» Suterena przy Janseen Street

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Midgard :: Stany Zjednoczone Ameryki :: Nowy Jork-
Skocz do: