Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Delancey Street

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5  Next
AutorWiadomość
Loki
Administrator


Liczba postów : 3045
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Delancey Street   Pią Lip 13, 2012 1:33 pm

First topic message reminder :



Jedno z centralnych miejsc Lower East Side na Manhattanie, łączące ze sobą Bowery i Williamsburg Bridge. Znajduje się tu cała masa barów - w tym takich na wynos, delikatesów, a także sklepów z ubraniami znanych z wielkich obniżek cen i licznych okazji.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com

AutorWiadomość
Lady Sif



Liczba postów : 45
Data dołączenia : 12/07/2012

PisanieTemat: Re: Delancey Street   Wto Gru 18, 2012 10:56 pm

Bogini nie wykonała jeszcze nawet kroku, gdy oślepiło ją jaskrawe światło, które zniknęło tak szybko, jak się pojawiło. Sif dostrzegła znajomą sylwetkę i jej twarz rozjaśniła się równie mocno, co przed chwilą fragment ulicy. Podeszła do Volstagga i położyła mu na ramieniu dłoń, która wyglądała strasznie krucho w porównaniu z jego sporym barkiem.
- Skąd się tu wziąłeś? – zapytała, choć odpowiedź była raczej oczywista, ale chodziło jej o powody pojawienia się przyjaciela w Midgardzie. Ten, jakby sobie o czymś nagle przypomniał, wyciągnął zawinięty i zalakowany papier, który był wiadomością od Friggi. Sif wzięła go od brodacza i otworzyła, pogrążając się w lekturze. Pozostałych, o najważniejszych sprawach, poinformował już wojownik – głównie o podmianie z Freją. Kobieta nie miała łatwo, narażając się samemu Odynowi. Teraz ponosiła tego konsekwencje, choć i tak sprawę znacznie ułatwiał fakt, iż bogini posiadała w miarę dobre kontakty z królową.
- Niewiele – odparła Volstaggowi zgodnie z prawdą, bo byli wciąż w punkcie wyjścia, szukając igły w stogu siana. Kierunek ich podróży nie był jasno określony, więc Sif wskazała towarzyszom majaczące w oddali wysokie budynki.
- Zacznijmy od tamtej okolicy – zaproponowała na chybił trafił. Miała nadzieję, że po drodze wydarzy się coś, co zdradzi położenie Lokiego bądź Thora, albo ich obu, jeśli obydwaj są zamieszani w sprawę. Ciemnowłosa przywiązała list do paska cienkim sznurkiem, zatrzymując go zgodnie z zaleceniem Friggi. Musiała mieć przedmiot na widoku, gdyby atrament zamierzał się rozżarzyć i dać im jakąś podpowiedź. Nie darowałaby sobie, jeśli przeoczyłaby tak wyraźny sygnał i straciła szansę na szybkie odnalezienie braci.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Frejr



Liczba postów : 12
Data dołączenia : 13/09/2012

PisanieTemat: Re: Delancey Street   Sob Gru 29, 2012 11:28 pm

Frejr przysłuchiwał się Volstaggowi i Sif, przyglądając się na przemian, to jednemu, to drugiemu. W końcu, po przetrawieniu tego, co dowiedział się z informacji przyniesionych przez wojownika, postanowił wprowadzić nieco innowacji w poszukiwania...nie, bardziej by pasowało rzec, że postanowił je w końcu rozpocząć.
Po określeniu kierunku poszukiwań przez boginię, Frejr postanowił, zgodnie z wcześniejszymi swoimi przemyśleniami, skierować się w stronę przeciwną. Może rozdzielając się narażają się bardziej na niebezpieczeństwo, ale szansa znalezienia jakieś poszlaki informującej ich o aktualnym miejscu pobytu dwójki zbiegów jest dwa razy większa. Tak czy siak, warto spróbować.
- To ty z Volstaggiem idź w tamtą stronę, a ja z Sigyn pójdę w przeciwną. Ktoś z nas na pewno na coś trafi. Potem możemy się spotkać tu z powrotem...o! Na przykład przy tamtej budce z hot-dogami, co Wy na to? - Frejr niedbałym gestem wskazał przeciwny kierunek względem tego, którego wskazała Sif.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Volstagg



Liczba postów : 13
Data dołączenia : 30/09/2012

PisanieTemat: Re: Delancey Street   Sob Sty 05, 2013 6:38 pm

Volstagg namyśli się, drapiąc po brodzie i patrząc na Frejra. Zanim dotarło do niego to co powiedział minęło trochę czasu, gdyż wojownika rozpraszał aromat jedzenia, którym zachwycał się już od początku wizyty w Midgardzie. Kiwnął głową w stronę Frejra.
-Dobrze, niech i tak będzie.- Przytaknął i spojrzał na Sif oraz przechylił głowę w stronę, w którą mieli niebawem pójść dając jej do zrozumienia, że czas rozpocząć marsz. Poprawi jeszcze pas i chwilę wpatrywał się w miejsce, od którego mieli zacząć poszukiwania. Chwilę namyślił się jeszcze zastanawiając się gdzie mogliby udać się bogowie, lecz póki co nie wpadł na nic innego jak zacząć poszukiwania w jakimś przypadkowym miejscu, na przykład tym, które wskazała Sif. Odgarnął włosy i ruszył w tamtą stronę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lady Sif



Liczba postów : 45
Data dołączenia : 12/07/2012

PisanieTemat: Re: Delancey Street   Sro Lut 06, 2013 10:07 pm

Pomysł Frejra nie był taki najgorszy. Bóg był dobrym wojownikiem, którzy znał Midgard najlepiej z nich, więc miał spore szanse na znalezienie Lokiego i Thora. Sigyn, jeśli z nim pójdzie, będzie mogła zacząć działać i a nuż uda jej się przekonać Laufeysona do powrotu, a co za tym idzie, także jego brata.
- Dobrze – zwróciła się do blondyna. – Niech szczęście wam sprzyja, a Norny uplotą właściwą drogę – powiedziała, łapiąc Volstagga pod ramię. – Spotkajmy się więc tutaj za siedem dni i nocy, by ocenić rezultaty poszukiwań. Jeśli wszyscy zawiedziemy, trzeba będzie ustalić nowy plan.
Skinęła głową i ruszyła wraz z rudobrodym przyjacielem w przeciwną stronę, niż pozostała dwójka. Minęli kilka straganów, kilka barów, a także grupki ludzi, którzy obserwowali ich z zainteresowaniem. Nie zwracała uwagi na żadną z tych rzeczy, mając jasno określony cel. Liczyła na to, że nie będzie musiała czekać aż tygodnia, by dotrzeć do braci, ale nie tylko od niej to przecież zależało. A szkoda, bo była dość zdeterminowana… Dla Asgardu, dla Friggi, dla siebie. Oddalili się już na tyle, że Sif nie widziała miejsca, z którego wyruszyli, ani kompanów.
Miała nadzieję, że prządki będą przychylne także im.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator


Liczba postów : 3045
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Delancey Street   Nie Lut 10, 2013 3:21 pm

Na początek informacja: Frejr i Sigyn się wykruszyli, ale jeśli zdecydują się wrócić lub któreś z tych kont zostanie przejęte, to w tym momencie czynię za nich [z/t] - aby nie blokować tematu i ułatwić im w razie czego dalszą grę. A teraz czas na właściwe mg~

***

Zgodnie z wiadomościami zawartymi w liście od królowej, jej wysłannicy nie byli jedynymi, którzy przedostali się obecnie do Midgardu. Kilka oddziałów trafiło między innymi do Nowego Jorku, a każdy z nich liczył sobie pięć osób - z czego zawsze jedna była rzecz jasna dowodzącym danej grupy. Wszyscy wojownicy Asgardu potraktowani zostali zaklęciami, które wytworzyły wokół nich odpowiednią iluzję mającą pomóc im uniknąć ściągania niepotrzebnej uwagi i ciekawskich spojrzeń ze strony śmiertelników. Innymi słowy - mieli na sobie co prawda zbroje i dysponowali swym orężem, lecz otoczenie odbierało ich jako zwykłych obywateli. Oni sami natomiast widzieli się wzajemnie takimi, jakimi byli naprawdę. Ot, był to przydatny, choć prosty czar - ogłupiający jedynie konkretną rasę.
Tak się złożyło - czystym przypadkiem zresztą - że jedna z takich grup znalazła się akurat na Delancey Street. Szansa jedna na milion, biorąc pod uwagę wielkość tego miasta... A jednak proszę, stało się. Póki co nikt z jej członków nie zauważył jeszcze co prawda Sif i Volstagga - szczęśliwie tłum utrudniał im nawet pilnowanie się siebie wzajemnie - lecz mogła to być tylko kwestia czasu.

***

Jeszcze jedna uwaga w kwestii technicznej. Fandral obiecał w końcu się uaktywnić, więc najlepiej byłoby, aby to on napisał teraz pierwszy - damy mu o tym znać. W razie czego poinformuję Was co i jak.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Fandral



Liczba postów : 8
Data dołączenia : 25/10/2012

PisanieTemat: Re: Delancey Street   Wto Lut 12, 2013 12:04 am

Ach, Nowy Jork!
Fandral z rozrzewnieniem wciągnął zapach śmieci, taniego jedzenia i czegoś, co niebezpiecznie przypominało zwietrzały mocz. Jak dobrze było znów znaleźć się na tej małej, zdziwaczałej planecie, z jej małymi zdziwaczałymi zwyczajami i jeszcze mniejszymi i bardziej zdziwaczałymi mieszkańcami. Uśmiechnął się do siebie i machnął ręką na niewielką grupkę wojowników, kulących się zza jego plecami.
- No, przyjaciele, cóż to za miny, czyżby z bliska midgard przestał wam się podobać?
Dowódca żołnierzy zmierzył go ponurym wzrokiem i zacisnął dłonie, jakby siłą powstrzymywał się by nie sięgnąć po ogromny, dyndający u pasa miecz i nie przedrzeć się przez tłum w iście wojskowym stylu. Rozchichotana grupka wysoce roznegliżowanych nastolatek minęła ich, niemal spychając kapitana w kupę śmieci piętrzących się pod ścianą. Fandral parsknął śmiechem i obróciwszy się ruszył przed siebie, z gracją omijając bezdomnego, siedzącego na środku chodnika.
- Bez narzekań, trzeba ruszać w drogę! Poszukiwania, przyjaciele, poszukiwania. Wątpię żeby nasze książątka odnalazły się same! – rzucił przez ramię. Wojownicy podążyli za nim, zwartą grupą, jakby w każdej chwili oczekiwali ataku. Fandral przewrócił oczami.
- I porzućcie ten wojskowy animusz. Ten ludek potrafi być, hmm… dziki – mimowolnie obrócił głowę by podążyć wzrokiem za parą zgrabnych ud, w kusych nabijanych ćwiekami szortach – ale to przyjazne istoty. Nastawione pokojowo i lubiące oddawać nam cześć.
Potężna murzynka w czerwonym swetrze niemal staranowała jednego z żołnierzy swoją wielką torbą z zakupami.
- Uważaj jak leziesz! – wrzasnęła za nim.
Wojownicy zbili się jeszcze ciaśniej.
- Cóż, może w księgach wygląda inaczej, ale tak czy inaczej, to urocze miejsce – Fandral wzruszył ramionami, posłał dowódcy olśniewający uśmiech i zwędziwszy mimochodem jabłko z pobliskiego straganu ruszył dalej, pogwizdując i pogryzając swój łup. Nagle wśród kłębiącego się dookoła tłumu ujrzał pobłysk srebrzystej zbroi.
- Sif? – wytężył wzrok – Volstag? Przyjaciele!
Rzucił się do przodu, lawirując między ludźmi, by dostać się do nich jak najszybciej. Już go dostrzegli – mógł zobaczyć jak ich twarze rozjaśniają się w zdziwieniu.
- Przyjaciele! – zakrzyknął, klepiąc ich po ramionach – Jak dobrze was widzieć. Jak idą wasze poszukiwania? Ja jak widać utknąłem z bandą wojowników którzy Midgard widzieli tylko na obrazku!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lady Sif



Liczba postów : 45
Data dołączenia : 12/07/2012

PisanieTemat: Re: Delancey Street   Nie Lut 17, 2013 4:02 pm

Choć myślami bogini błądziła przy poszukiwaniach, nie było szans, by nie usłyszała swego imienia. Krzyk wojownika Warriors Three wywołał w Sif zdziwienie, ale i radość, że kolejny z przyjaciół do nich dołączył. Zauważyła, że za nim podąża niewielka armia, co dla postronnych mogło wyglądać jak mała wycieczka obcokrajowców. Miny mężczyzn zdradzały, że nie mieli wcześniej zbyt wiele do czynienia z Midgardem, więc było w tym też trochę prawdy.
- Fandral! – zwróciła się do jasnowłosego, kładąc rękę na jego ramieniu, po czym zabrała ją i skinęła głową pozostałym przybyłym. – Widzę, że wieść już się rozeszła – powiedziała, nie zdradzając oczywiście, że jest tu z rozkazu Friggi. Misja miała być tajemnicą, o której nikomu nie powinna mówić, jeśli więc Asgardczyk zjawił się tu za sprawą kogoś innego, nie mogła przyznać się mu do tego, dzięki komu ona się tu znalazła. Niezależnie od tego, jak bardzo by chciała. Nie znosiła okłamywać przyjaciół…
- Dopiero zaczęliśmy, bez większego planu. Razem z Volstaggiem ruszyliśmy w tę stronę, w przeciwną zaś Sigyn i Frejr – przedstawiła mu obecną sytuację w kilku słowach. – Daliśmy sobie siedem dni na powrót tutaj, najlepiej z naszą zgubą.
Sif zerknęła na trzymane w dłoni wojownika jabłko. Skorzystała zatem z chwili nieuwagi, gdy zajęty był słuchaniem jej relacji i zabrała mu owoc. Odgryzła kawałek i przeżuła, rzucając Fandralowi wesołe spojrzenie.
- Dzięki, akurat byłam głodna – odparła z rozbrajającą szczerością i ruszyła dalej, nie oglądając się za siebie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Volstagg



Liczba postów : 13
Data dołączenia : 30/09/2012

PisanieTemat: Re: Delancey Street   Pią Lut 22, 2013 7:46 pm

Volstagg po raz kolejny podrapał się po brodzi idąc przed siebie razem z Sif. Wtedy też wojownik usłyszał znajomy głos, zmrużył oczy i ujrzał przyjaciela z Asgardu i członka Warriors Three- Fandral razem z grupką wojów szedł w ich kierunku.
-Fandralu!- Zakrzyknął uradowany Volstagg i uśmiechnął się szeroko.-Nie spodziewałem się tu ciebie, ale miło cię spotkać!- Dodał tak głośno i tak szczęśliwy jak wcześniej. Położył swoją dłoń na ramieniu towarzysza, gdy jego przyjaciółka opowiadała mu o obecnej sytuacji.
-Nie uważasz, że wybornie tu pachnie? I że za jakiś czas powinniśmy zatrzymać się i coś przekąsić? Jedzenie z Midgardu jest naprawdę niesamowite!- Zwrócił się do niedawno przybyłego przyjaciela Volstagg nie móc odpędzić się od myśli o jedzeniu. Jego towarzyszka właśnie zabrała Fandralowi jabłko, brodacz spojrzał na nią, a później na dziwne i zniesmaczone miny wojowników, którzy podążali za Fandralem i zaśmiał się po cichu. Sif ruszyła przed siebie, a Volstagg zdjął dłoń z ramienia Fandrala i poszedł za nią.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Hawkeye



Liczba postów : 208
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Delancey Street   Sob Mar 02, 2013 10:17 am

Spotkanie to zapewne musiało chwytać za serce, mając miejsce w obcej metropolii poprzecinanej siecią ulic, w której nie trudno było się zgubić. Problem polegał jedynie na tym, że niedługo po tym, jak trójka dzielnych wojowników Asgard wymieniła formalne grzeczności powitalne, coś jeszcze dobiegło ich uszu. Szum wody, naturalny dla morskich wybrzeży i zupełnie nieoczekiwany w centrum wielkiego miasta. Owszem, Nowy Jork leżał na wyspie, ale jednak opływające go wody nie wdzierały się w głąb, przynajmniej zazwyczaj.
Tym razem jednak najwyraźniej słone, morskie fale postanowiły zrobić wyjątek bo szum narastał i wkrótce zmienił się w huk, a zanim ktokolwiek zdołał coś zrobić, masy wody wylały się z pobliskiej ulicy, wysoką falą pędząc przed siebie. Fala ta niosła za sobą wiele rzeczy – samochody, przedmioty, które musiała spotkać na parterach domów. Rozbijała szyby, bezlitośnie uderzając podstawy wysokich budowli, wdzierała się do środka i znikała pod żeliwnymi konstrukcjami, ale część niszczycielskiego żywiołu z niezmienioną siłą i impetem parła na przód, wprost na dzielnych bohaterów Asgardu, którzy stali jej na drodze.
I nosili ciężkie, kute zbroje, które wyglądały ładnie tak długo, jak długo w twoją stronę nie zbliżało się z zawrotną prędkością małe miniaturowe tsunami, które w ułamkach sekund dotarło do nich, a potem… Cóż, potem trzeba było przypomnieć sobie jak się pływa i spróbować nie zostać pociągniętym na dno przez ciężar żelastwa, które ubierano na modłę innego świata.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Fandral



Liczba postów : 8
Data dołączenia : 25/10/2012

PisanieTemat: Re: Delancey Street   Nie Mar 03, 2013 2:17 pm

Fandral cisnął na wpół zjedzonym jabłkiem w grupkę skupiających się wokół niedojedzonego hod-doga gołębi i ruszył przed siebie, gdy nagle jego uszu dobiegł niski, narastający pomruk, zdający się wprawiać ziemię pod jego stopami w drżenie. Zmarszczył brwi i obrócił się, by spytać swoich żołnierzy, czy też słyszą ów dziwny odgłos, gdy nagle zdał sobie sprawę, że stoi twarzą w twarz z hektolitrami spienionej, kłębiącej się wody, pędzącej wprost na niego z zawrotną szybkością. Zdążył tylko zakląć paskudnie i zaczerpnąć powietrza, gdy ściana wody uderzyła go, zwalając z nóg. Ze wszystkich stron otoczyła go woda, tłumiąc wszystkie dźwięki i zdając się wciskać bębenki do wnętrza czaski. Spróbował wybić się ku powierzchni, majaczącej mętnie gdzieś w górze, lecz rynsztunek ciążył mu i ciągnął na dno. Klnąc w myślach i zastanawiając się, kiedy któryś z przepływających obok samochodów zboczy z trasy i rozsmaruje go po jednej z pobliskich betonowych ścian, szarpnął klamry swoich okutych butów i dwoma celnymi kopniakami zrzucił je z nóg. Od razu zrobiło mu się lepiej. Pozbył się jeszcze rękawic i zaciskając zęby począł z wysiłkiem płynąć ku górze. Miecz ciągnął go w dół, ale instynkt wojownika mówił mu, że lepiej nie pozbywać się go zbyt wcześnie. Gdy jego głowa przebiła powierzchnie wody, natychmiast ogarnął go potworny hałas. Szum fal mieszał się z ludzkimi krzykami, ujadaniem psów, dźwiękiem syren i odgłosami ogólnej destrukcji. Przetarł oczy i wypluł resztki wody, gdy obok niego przepłynął odwrócony do góry kołami czerwony ford transit, z przyczepioną do podwozia piątką asgardzkich wojowników. Czysty terror w ich oczach sprawił, że mimo powagi sytuacji Fandral parsknął śmiechem.
- Hej – krzyknął, podpływając do nich i wdrapując się na powierzchnie auta – A to niespodzianka, co? Wszyscy cali? Widzieliście resztę kompanii?
Wstał i z trudem utrzymując równowagę na kołyszącym się pojeździe ogarnął wzrokiem panoramę. Po jego przyjaciołach nie było śladu.
- Nikogo nie widzieliśmy – odparł ponuro przywódca oddziału – I wszyscy cali, aczkolwiek straciliśmy większość broni i rynsztunku, próbując wydostać się z wody.
Fandral potrząsnął głową, próbując wytrząsnąć wodę z ucha i uśmiechnął się pokrzepiająco.
- Ja natomiast straciłem w boju, jak możecie zauważyć, buty – zamachał bosą stopą tuz przed twarzą dowódcy – Wygląda na to, że wszyscy jesteśmy odrobinę spłukani ¬– roześmiał się.
Wojownicy nie odpowiedzieli, zmierzyli go tylko morderczym spojrzeniem i mocniej przylgnęli do mokrych zderzaków.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lady Sif



Liczba postów : 45
Data dołączenia : 12/07/2012

PisanieTemat: Re: Delancey Street   Pią Mar 08, 2013 10:05 pm

Fala nadeszła dość niespodziewanie, więc Sif zaczęła działać instynktownie. Bieg przed siebie mijał się z celem. Kobieta chwyciła się grubego, metalowego pręta, na którym zawieszony był szyld jednej z knajp i podciągnęła do góry, po czym postawiła na nim jedną stopę, odbijając się sekundę później drugą nogą i wskoczyła na mały, blaszany daszek, obok którego znajdowało się wejście na szczyt budynku. Oczywiście nie chroniło to jej od spotkania z niebezpiecznym żywiołem – ten uderzył w nią z impetem, jednak zdołała się utrzymać, trzymając kurczowo krawędzi elewacji i gdy pierwsza fala minęła, mocząc ją od góry do dołu, wskoczyła wyżej po drabince znajdując w miarę bezpiecznie schronienie. Nie czuła bólu, ale gdy cienka strużka ciepłej krwi spłynęła jej po czole zrozumiała, że musiała oberwać w głowę czymś, co niosła ze sobą woda. Starła ją niedbałym gestem i zaczęła nawoływać przyjaciół, choć jej głos niknął w krzykach innych osób.
- Volstagg! Fandral!
Gdyby nie zbroja, już dawno wskoczyłaby w toń i ruszyła na poszukiwania, jednak żelastwo nie ułatwiało sprawy. Mimo to postanowiła, że jeśli nie dostrzeże ich wzrokiem w ciągu najbliższych kilku minut, idzie ich szukać. Zrzuci pancerz – zostawiając przy sobie jedynie włócznię – i najwyżej później po niego wróci. Jeśli okaże się, że mężczyźni są dość blisko i to oni zauważą ją, Sif pomoże im dostać się jakoś na dach i ocenić sytuację. Możliwe, że będą potrzebni mieszkańcom. Nie mogli ich przecież zostawić w potrzebie, zwłaszcza, że bogini chyba wiedziała, kto może stać za gigantyczną falą… Miała już okazję posmakować dziś możliwości wroga i tylko utwierdziła się w przekonaniu, że atak na pałac naprawdę nie był przypadkiem. Wszystko zbyt ładnie się ze sobą łączyło…
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Volstagg



Liczba postów : 13
Data dołączenia : 30/09/2012

PisanieTemat: Re: Delancey Street   Wto Mar 19, 2013 6:32 pm

Volstagg tylko szeroko się uśmiechał w stronę żołnierzy i Fandrala, jednak gdy na ich twarzy zobaczył zdziwienie i przerażenie odwrócił się. Dostrzegł wielką falę, która zmierzała w ich kierunku. No, tego się nie spodziewał. Zamknął oczy i zaczerpnął powietrza. Zdążył jeszcze tylko zobaczyć jak Sif chwyta jakiś metalowy pręt i już był pod wodą. Ciężka zbroja ściągała go na dno, a fala wytrąciła mu z ręki jego topór. Wojownik wiedział jednak co ma robić. Najpierw zdjął metalowe rękawice, później jedną nogą zsunął z drugiej buta i już bosą stopą następnego. Odpiął jeszcze pas i zdarł naramienniki, by stać się jeszcze lżejszym. Zaczynało mu brakować powietrza, postanowił więc dłużej nie zwlekać. Podpłynął jeszcze po broń, która leżała kawałek obok i mimo oporu zaczął płynąć w górę. Wypłynął na powierzchnie, ale topór wciąż ściągał go w dół, więc położył go na dryfującym obok samochodzie. Mimo to przez zbroję ciężko było mu utrzymać się na powierzchni, więc chwycił za topór i popłynął w stronę wystającego dachu jednego z barów i wszedł na niego. Rozejrzał się dookoła zauważając Sif i Fandrala.
-Wszyscy cali?- Krzyknął dla pewności. W tym momencie pomyślał -"No to nici z obiadu"- ale chyba nie wypadało teraz mówić o jedzeniu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Hawkeye



Liczba postów : 208
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Delancey Street   Nie Mar 24, 2013 10:09 am

Każda szanująca się fala tsunami miała dwie fazy. Pierwszą było uderzenie, a drugą powrót. Zadanie to wprawdzie utrudniały ciasne uliczki i strzeliste budowle, jednak woda nie próżnowała. Dość szybko zrobiła z Delancey Street basen, a tafla słonego, morskiego i przede wszystkim niespokojnego żywiołu sięgała aż po dachy niskich budek z tanim jedzeniem, które teraz dryfowało naokoło rozbitków wraz z setką innych rzeczy przeróżnych gabarytów. Od samochodów po niewielkie pamiątki ze sklepików, gdzie wszystko kosztowało jednego dolara. A wszystkiemu towarzyszyły krzyki ludzi, piski i wrzaski zwierząt, oraz ogłuszające wycie syren, oznajmujących alarm. Jakby nikt nie mógł zauważyć, że właśnie część wielkiego miasta znalazła się pod wodą.
Na całe szczęście dla dzielnych wojowników z Asgardu, mimo początkowych trudności udało im się uratować swoje cenne życia, nawet jeśli część dumnych, metalowych okuć spoczęła na dnie ulicy. Liczyła się jednak broń, której strzegli nie gorzej jak własnego zdrowia, a tą zachowali, choć sprawiała niemałe problemy. Sif na drabince, Volstagg na dachu i Fandral, zdobywca siedmiu mórz na przewróconym samochodzie. Dopiero gdy ten drugi krzyknął, a jego donośny głos przedarł się przez inne hałasy, pozostała dwójka dostrzegła się i mogła z całą pewnością stwierdzić, że przeżyli pierwsze uderzenie. Ale Sif nie była naiwna, miała własne podejrzenia, które choć trudne do udowodnienia, zdawały się wiązać z wcześniejszymi wydarzeniami z jej własnego świata, których była świadkiem. Fandrala zaś porywał nurt, gdyż jako jedyny nie znalazł stałego skrawka budynku i zamiast tego dryfował na prowizorycznej tratwie, która kiedyś należała do Bogu ducha winnego obywatela miasta.
Poza tym nie działo się jednak nic więcej. Jeszcze, bo o spokój trudno było w tak wyraźnie podejrzanej sytuacji.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Hogun the Grim



Liczba postów : 8
Data dołączenia : 25/04/2013

PisanieTemat: Re: Delancey Street   Sob Kwi 27, 2013 1:25 pm

Nie było żadnego kłębu dymu, z którego mógłby się wyłonić. W miejscu, w którym stał teraz nie uderzył chwilę wcześniej żaden promień. Nie otworzył się portal, przez który mógłby przejść. Hogun - trzeci z trójki najwspanialszych wojowników, jacy kiedykolwiek stąpali po Dziewięciu Światach - po prostu się pojawił tam, gdzie przed sekundą była pustka. Sposób ten nie był zbyt spektakularny, ale z całą pewnością musiał świetnie nadawać się w celach wywiadowczych. Miał bowiem jedną dobrą cechę: jeśli ktokolwiek zauważył jego nagłe pojawienie, musiałby uznać, że wcześniej nie zauważył wielkiego wojownika z buławą. Hogun nie był sobie w stanie tego wyobrazić, wszak magia zawsze znajdowała się poza jego pojmowaniem.
Ponurnikowi nie zależało jednak na szpiegowskich zaletach podróży. Jego jedynym celem było dostanie się do Midgardu, nie interesowało go, w jaki sposób asgardcy magowie mu to umożliwią(gdyby jednak kogoś interesowało: najprościej to opisać wyrwaniem z Asgardu i wklejeniem do Midgardu). Na szczęście nie było najmniejszego problemu z namierzeniem jego przyjaciół, dlatego też wiedział, gdzie ma się przenieść. A ze względu na zalane ulice, postanowił "wkleić się" na jeden z dachów. Jakoś nie uśmiechało mu się pływanie w pełnym rynsztunku.

No to się przeniósł.
6 pięter nad ziemią. Metr od dachu. No cóż, ciężko jest wylądować precyzyjnie tam, gdzie się chciało, gdy podróżuje się między światami... Ponurnik chętnie zastanowiłby się nad swoim aktualnym położeniem, gdy nie fakt, że to zaczęło się zmieniać. Hogun spadał, co nie podobało mu się zbytnio. Dlatego też ze stoickim wręcz spokojem(tak bardzo nie pasującym do tej sytuacji) wyciągnął ręce przed siebie, by złapać się jakiegoś parapetu, gzymsu, czy innego wypuklenia w ścianie, za które mógłby złapać i się zatrzymać.

Cudownie. Gdy ostatnio odwiedził Midgard, Destroyer zrównał miasto z ziemią. Teraz drugie znajdowało się pod wodą. Hogun zaczął wręcz podejrzewać, że obecność Asgardian przynosi Midgardczykom wybitnego pecha.
- Nie zdziwiłbym się, gdyby Ran maczała w tym palce - mruknął pod nosem, patrząc w dół.
Na wspomnienie morskiej bogini skrzywił się. Nadal miał w pamięci niedawną potyczkę pod murami, gdy ta dała mu do wiwatu. Asgardianin nie mógł się wręcz doczekać ponownej potyczki, by pozbyć się tego niesmaku w ustach.
Ale najpierw znaleźć Thora i Lokiego. Ale wcześniej Sif, Volstagga i Fandrala. Ale jeszcze wcześniej nie wpaść do wody i nie utonąć. Plan całkiem prosty, teraz tylko wprowadzić go w życie.


Ostatnio zmieniony przez Hogun the Grim dnia Sro Lip 17, 2013 11:47 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lady Sif



Liczba postów : 45
Data dołączenia : 12/07/2012

PisanieTemat: Re: Delancey Street   Pon Kwi 29, 2013 5:33 pm

Gdy żywioł zdawał się już uspokoić, Sif rozejrzała się, szukając najłatwiejszej i najbezpieczniejszej zarazem drogi do przyjaciół. Jako, że Fandral robił obecnie za żeglarza, wojowniczka zdecydowała się wpierw dostać na dach będący schronieniem Volstagga. Wykonała kilka zwinnych ruchów i skoczyła w stronę brodacza, lądując pewnie na lekko ugiętych nogach. Ściągnęła jeszcze z włosów kawałek bułki od hot-doga, która wylądowała jej na głowie w drodze powrotnej z wodą.
- Za chwilę stracimy ich z oczu – powiedziała, patrząc na blondyna i jego kompanów.
Zaczęła szukać wzrokiem czegoś, co mogło posłużyć za prowizoryczną linę, którą przewiązałaby się w pasie (tak na wszelki wypadek, gdyby miała nadejść jeszcze jedna fala) i rzuciła w toń. Nic takiego jednak nie znalazła, dach był pusty, ale wpadła na inny pomysł. Wyciągnęła więc złożoną włócznię, a ta w mgnieniu oka rozłożyła się, tworząc sporej długości kij. Zamierzała użyć go jako tyczki, by przedostać się na wyższe budynki i znaleźć się bliżej Asgardczyków.
- Zaraz wracam – krzyknęła i skoczyła, jak planowała. Będąc już dość niedaleko, zeszła niżej na jedną z drabinek, identycznej jak ta, jakiej chwyciła się w początkowej fazie zalewania miasta. Wyciągnęła w stronę Fandrala broń, by ten mógł ją złapać niczym bosak i przedostać się na stalowe schodki bez obaw, że woda porwie go ze sobą, gdyby nurt miał okazać się zbyt silny. Zawołała przyjaciela w nadziei, że tym razem dosłyszy ją w całym zamieszaniu i hałasie syren. Zamachała by do niego rękoma, ale obydwie miała już zajęte, a czegoś musiała się trzymać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Volstagg



Liczba postów : 13
Data dołączenia : 30/09/2012

PisanieTemat: Re: Delancey Street   Sro Maj 08, 2013 6:48 pm

Volstagg stał tak na dachu, uważnie przyglądając się sytuacji. To zerkał na swoją towarzyszkę, to na dryfującego gdzieś Fandrala. Nie był pewien, co ma robić- czy powinien pomóc mu znaleźć jakieś bezpieczniejsze miejsce, czy czekać, aż towarzysz sam to zrobi. Spojrzał z zakłopotaniem na Sif, ale to ona pierwsza ruszył do akcji. Szybko przeskoczyła na dach brodacza, który powitał ją tutaj szerokim uśmiechem, a później użyła włóczni do udania się dalej. A wojownik postanowił pozostać na swoim dachu. Zauważył jakieś kawałki hot-dogów i innego jedzenia, pływające wokół i aż łezka mu się w oku zakręciła. Tak bardzo chciał coś zjeść, a tutaj powódź wszystko zepsuła. Ale koniec o jedzeniu, nie to jest teraz priorytetem...a może? Nie! Volstagg, skup się na misji. Rozglądał się dokładnie i dostrzegł znajomą sylwetkę. Czy to nie...
-Hogun?- powiedział po cichu do siebie brodacz.- Hogun!- teraz krzyknął, by reszta mogła go usłyszeć i wskazał palcem na członka Warriors Three.- Nie przypominam, żebyśmy brali go ze sobą. Skąd on się tu wziął?- zdziwił się, mówiąc to już trochę ciszej i przyglądając mu się dokładnie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Hela
Mistrz Gry


Liczba postów : 172
Data dołączenia : 26/05/2012

PisanieTemat: Re: Delancey Street   Nie Lip 14, 2013 8:06 pm

Spadający Hogun zdecydowanie mógł przyciągnąć uwagę, jeśli ktoś akurat patrzył w tamtym kierunku. Złapanie się czegoś w locie też do łatwych nie należało, ale ostatecznie zostało zakończone sukcesem. Prawie w ostatniej chwili, bo całkowicie "wyhamował" jakieś dwa metry nad wodą. Szczęście w nieszczęściu, nie był to jeden z tych nowoczesnych budynków o perfekcyjnie lśniącej i gładkiej powierzchni. Początek więc nie był taki zły i jeśli by się postarać, sytuacja nie wyglądała na beznadziejną. Warto jednak znów na chwilę skupić się na otoczeniu. Woda otaczająca wojowników, wciąż jeszcze wzburzona i pełna wszelkiego rodzaju pływających obiektów, miała jeszcze jedną dosyć istotną wadę, o której niewiele osób zwykle myśli. Nie była przejrzysta. Poza tym, co pływało przy samej powierzchni, lub też tuż pod nią było oczywoście widoczne - problem zaczynał się już nawet przy 50, 60cm. Obiekty na głębokości jednego metra w tej mętnej wodzie stawały się tylko ciemniejszymi lub jaśniejszymi cieniami. Plamy o zamazanych kształtach, ciężkie do rozpoznania. Nie widać było też niektórych trwałych przeszkód jak mniejsze drzewo rosnące przy drodze.
Ludzie dookoła wojowników próbowali iść w ich ślady i łapali się czego mogli, wchodzili na samochody, trzymali latarnie, ogólnie wszystko co było w stanie pozostać nad wodą. Nie wstkim jednak to się udało. W wodzie, poza różnymi pływającymi obiektami, samochodami, koszami na śmieci oraz wszystkim innym, co woda była w stanie unieść, od czasu do dostrzec można było bezwładne ciała potopionych zwierząt. O dziwo jednak, gdyby któryś z wojowników się przyjrzał, nie dostrzegłby ludzkich zwłok.
Na szczęście dla bohaterów, prąd wody powoli zaczął maleć. Tym samym obiekty na powierzchni oraz pod nią również zwolniły, co zdecydowanie ułatwić może poruszanie się. Gdyby jednak ktoś z nieco większej odległości przyjrzał się wodzie uważniej, mógłby dostrzec pod jej taflą kilka jaśniejszych obiektów, które poruszały się nieco szybciej niż powinny. I nie zawsze zgodnie z prądem...
Sif, skupiona na wyciągnięciu towarzysza z wody, nie zauważyła, że jeden z takich jasnych cieni znajdował się blisko niej. I kiedy Fandral przepływał niedaleko niej, na raz stały się dwie rzeczy. Pierwszą z nich, były dwie blade, zimne ręce, które wynurzyły się z wody i chwyciły wojowniczkę za jedną z kostek, ciągnąc ją w dół z siłą zdecydowanie większą niż mógłby posiadać zwykły człowiek. A już na pewno nie zmęczony ratowaniem się przed utonięciem. Jeśli zaś bogini spojrzy w dół, poza próbującymi wciągnąć ją pod wodę rękami, ujrzy częściowo wynurzoną postać młodego chłopaka o nienaturalnie sinych ustach oraz powiekach, a także skórze równie bladej co dłonie i jakby zbyt wodnistej, prawie częściowo przezroczystej. Oczy zaś były szeroko otwarte, wyblakłe, o nieco żółtym odcieniu. Martwe. I jak najbardziej skierowane w jej stronę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lady Sif



Liczba postów : 45
Data dołączenia : 12/07/2012

PisanieTemat: Re: Delancey Street   Wto Lip 16, 2013 8:16 am

Wojowniczka, skupiona na ratowaniu przyjaciela, nie zanotowała dziwnych cieni pod wodą. A to był błąd.
Duży błąd.
Zaskoczenie wywołane złapaniem za jej kostkę przez dwie sine – i silne – ręce nie pozwoliło jej zareagować w sposób, by wyjść z tej sytuacji tak, jakby chciała. Ręce Sif zsunęły się po mokrej poręczy drabinki i runęła w dół, uderzając przy okazji o fragment auta, które służyło Fandralowi za tratwę, co dodatkowo wywołało chwilowy zamęt w jej głowie. Dopiero, gdy znalazła się całkiem pod wodą i odzyskała pełnię skupienia, zrozumiała co tak naprawdę się stało.
Ciężka zbroja ciągnęła ją w dół, choć Asgardianka próbowała z tym walczyć. Na nic to jednak, gdyż musiała jeszcze w międzyczasie starać się odpierać nachalne łapska tego, co wciągnęło ją w toń. Niewyraźny kształt po chwili zaczął przypominać człowieka. W pierwszym odruchu bogini sądziła, że to może któryś z nowojorczyków proszący o ratunek, lecz siny odcień skóry ów istoty i jego puste spojrzenie ostatecznie zdradziły, z kim ma do czynienia. Tylko skąd to się tu wzięło? Przypłynęło razem z wodami Ran?
Nie bardzo potrafiła walczyć w takich warunkach, gdzie ruchy były znacznie spowolnione i trzeba było wstrzymywać powietrze, jakiego zaczynało jej powoli brakować. Sif spróbowała popłynąć w górę, przy okazji sprzedając topielcowi kopniaka w twarz, by zyskać kilka cennych sekund. Szło jej to opornie, lecz nie dawała za wygraną. Jeśli uda się jej wypłynąć na powierzchnię, będzie chciała znów złapać się drabinki, na której wcześniej stała. Gdyby się to nie powiodło – cóż, będzie starała się dalej walczyć ze stworem, byle tylko zaczerpnąć tchu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Volstagg



Liczba postów : 13
Data dołączenia : 30/09/2012

PisanieTemat: Re: Delancey Street   Czw Lip 18, 2013 8:54 pm

Volstagg wpatrywał się w Hoguna, mając nadzieję, że ten w końcu znajdzie jakąś stabilniejszą pozycję. Przyglądał się dokładnie jego ruchom, żałował, że nie może mu teraz pomóc, wojownik o mało nie wpadł do wody. Jednak po chwili już wystarczająco mocno się trzymał. Brodacz więc szeroko uśmiechnął się w jego stronę. Nie był pewien, czy jego przyjaciel to dostrzegł z takiej odległości. Swoją drogą, ta sytuacja mogła dziwnie wyglądać- gruby facet w zbroi, stoi na dachu i się śmieje, a wokół wszędzie woda, dryfujące samochody i panikujący ludzie. Ale nie czas się nad tym zastanawiać. Jest Asgardczykiem, wolno mu wyglądać nienaturalnie.
Obrócił się ponownie w stronę Sif- a raczej w stronę miejsca, w którym kiedyś stała- gdyż teraz, ku zdziwieniu Volstagga, kobiety już tam nie było. Uniósł wysoko brwi, zaskoczony wpatrując się w tamten punkt. Może ruszyła gdzieś komuś pomóc, czy coś? Rozejrzał się dookoła, lecz nigdzie nie dostrzegł ani śladu czarnowłosej. Spojrzał pytająco na Fandrala, który być może wiedział, co się stało. Nie potrzebował już jednak odpowiedzi, bo po chwili domyślił się już, co się wydarzyło. Zauważył pod powierzchnią wody cień, który najprawdopodobniej był jego towarzyszką. Coś jakby ciągnęło ją za sobą w dół. Ale co, dlaczego i jak się tu znalazło? Wojownik nie widział nawet momentu "porwania", gdyż wtedy wpatrywał się w Hoguna.
Co teraz? Czy powinien rzucić się jej na ratunek, czy może poczekać aż sama jakoś się uwolni? Jeśli wybrałby pierwszą opcję, naraziłby się na równe niebezpieczeństwo, co Sif. Oprócz tego miał na sobie ciężką zbroję, co również było dodatkowym problemem, jeśli chodzi o pływanie. Ale nie mógł tak po prostu stać i czekać, w końcu byli drużyną i powinni się wspierać. Nie miał jednak teraz nawet jak dostać się do przyjaciółki, więc niestety musiał zostać na swojej pozycji. Niezwykle ubolewał nad tym faktem, czuł się taki bezradny. Nie mógł przecież teraz tak po prostu rzucić się do wody, popłynąć do Sif i próbować jej pomóc. Może uratuje ją Fandral, który znajdował się bliżej niej, albo sama wydostanie się z tej sytuacji?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Hogun the Grim



Liczba postów : 8
Data dołączenia : 25/04/2013

PisanieTemat: Re: Delancey Street   Sob Lip 20, 2013 10:31 pm

Radość z tego, że udało mu się nie zostać zmoknąć, była wręcz nie do opisania. A Hogun nie miał zamiaru tego ukrywać i nawet się uśmiechnął. Tak delikatnie, że nawet mu się wąs nie ruszył, ale to zawsze uśmiech, nie? Teraz, gdy wszystko szło zgodnie z jego planem, mógł przystąpić do jego następnego punktu: namierzyć pozostałych Asgardczyków. A skoro teleport wyrzucił go w tym miejscu, Sif i reszta drużyny nie może być daleko. Ponurnik wpił się więc palcami w parapet, jednocześnie szukając czegoś, na czym mógłby położyć stopy. A potem zaczął się rozglądać, czy w tym chaosie nie dojrzy jakichś znajomych twarzy.
I udało się. Jest Volstagg, pokazujący na niego palcem i jest też Sif, którą coś właśnie wciągnęło do wody. Czego Lew Asgardu zdawał się nie zauważać, wpatrując się w wąsacza.
- Uważaj! - zdążył tylko krzyknąć, ni to do Volstagga, ni to do Sif.
Niewiele myśląc, skoczył do wody. Nie miał czasu martwić się zmoknięciem, czy zbroją. W końcu był z niego kawał siłacza, który niewielu ustępował w Asgardzie.
Plan był prosty: popłynąć do Sif, oderwać to, co ją właśnie zaatakowało i dać w gębę każdemu, kto stanie mu na drodze. Co może pójść źle?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Hela
Mistrz Gry


Liczba postów : 172
Data dołączenia : 26/05/2012

PisanieTemat: Re: Delancey Street   Nie Lip 21, 2013 8:17 am

tym momencie Sif znalazła się w zdecydowanie najgorszym położeniu z całej czwórki wojowników. W wodzie, z ciężką zbroją, bronią i niezbyt dużą ilością powietrza jej szanse na pokonanie dosyć silnego wodnika wyglądały raczej marnie. Jeśli zaś chodzi o decyzję Volstagga - zdecydowanie była słuszna. Choć brak większej reakcji do zbyt chwalebnych nie należał, na powierzchni przyda się bardziej niż pod wodą. Tym bardziej, że w pewnym momencie na jego tymczasowe miejsce pobytu postanowił wspiąć się dodatkowy pasażer. Na dach zaczął wchodzić drugi topielec. Tym razem jednak postać ta była niewielka. Jasne, niegdyś blond włosy przylepiły się do bladosinej twarzy na oko czternastoletniej dziewczynki. Jeszcze miała na sobie podniszczoną, brudną i całkowicie przemoczoną sukienkę w drobne kwiatki.
Wracając do Sif - początkowe próby wydostania się nie dały wiele. Uchwyt topielca wydawał się być wtęcz żelazny. Hogun który wskoczył do wody od razu mógł poczuć jak materiał ubrań nasiąka wodą, a zbroja przeszkadza i ciągnie w dół. Udało mu się jednak dotrzeć do Sif... od której dostał na powitanie kopniakamw twarz. Tak, mętna woda zdecydowanie przeszkadzała. Na szczęście kolejny kopniak bogini był celniejszy i na chwilę zamroczył topielca, który rozluźnił nieco uścisk. Z pomocą Hoguna udało jej się wypłynąć na powierzchnię aby złapać oddech, ale prąd odsunął ich od drabinki - za to przysunął bliżej jednego z niższych i prawie całkiem zatopionych budynków, którego dach sięgał niewiele poniżej poziomu wody.
Fandral tymczasem ciągnięty przez prąd w końcu zniknął pozostałym z oczu. Prąd pociągnął go dalej wzdłuż ulicy, aż wreszcie całkiem zniknął z pola widzenia wojowników.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lady Sif



Liczba postów : 45
Data dołączenia : 12/07/2012

PisanieTemat: Re: Delancey Street   Nie Sie 04, 2013 10:35 am

Woda nigdy nie była ulubionym środowiskiem bogini, zdecydowanie wolała pewny i stały grunt pod nogami. Przez chwilę wydawało się jej, że już nigdy nie postawi stopy na chłodnej ziemi, gdyż walka z topielcem wydawała się dobiegać końcowi – na niekorzyść Sif, niestety. Wtedy woda zafalowała i koło wojowniczki pojawił się ktoś, kogo mogła nazwać swoim wybawicielem. Zanim go jednak zauważyła, zdążyła mu nieświadomie podziękować – w bardzo specyficzny, bolesny sposób. Cóż, nie chciała.
Wysunęła nogę z lżejszego już uścisku trupa i złapała się kurczowo Hoguna, ciesząc się, że zjawił się właśnie w tym momencie. Po wydostaniu się na powierzchnię zachłannie wciągnęła głęboki haust powietrza.
Drabinka, której trzymała się wcześniej, zniknęła jej z oczu. Prąd poniósł nie tylko dwójkę Asgardczyków, ale chyba także i Fandrala. Jego tratwy, za jaką robił przewrócony samochód, nie było w zasięgu wzroku. Czegoś trzeba było się mimo to złapać, ale wybór był niewielki. Sif sięgnęła po broń z zamiarem wetknięcia jej za rurę wystającą z budynku, możliwe, że był to element jakiejś balustrady czy innej konstrukcji. Jeśli zamiar ten stanie się faktem, bogini wespnie się na dach. Z Hogunem, oczywiście. Od razu także sprawdzi zawartość sakiewki, czy nic nie zginęło podczas szamotaniny. Szczególnie ważne było dla bogini niezgubienie wiadomości od Friggi.
Cała ta powódź przypominała zabawę w kotka i myszkę. Ciężko było pomóc ludziom, gdy samemu potrzebowało się pomocy, nie wspominając już o wykonywaniu powierzonego przez Królową zadania. Przydałaby im się jakaś pomoc z zewnątrz, ktoś, kto razem z nimi uprzątnąłby bałagan zrobiony przez Ran - poza służbami oczywiście. Poszłoby szybciej i sprawniej. W takich chwilach liczył się czas. Nie wiadomo, ile osób jest uwięzionych pod wodą, ile zostało zaatakowanych przez martwe istoty.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Hogun the Grim



Liczba postów : 8
Data dołączenia : 25/04/2013

PisanieTemat: Re: Delancey Street   Nie Sie 11, 2013 7:34 pm

Hogun już miał rozprawić się z topielcem w najbardziej widowiskowy  sposób, jaki tylko przyszedł mu do głowy: złapanie wodniaka za szczękę i porządne szarpnięcie, które nie tylko by ją wyrwało, ale na dodatek złamało kark nieumarłego. Z nieumarłymi sprawa jest taka, że trudno zabić coś, co już nie żyje. Dlatego też doprowadzenie do paraliżu stwora wydawało się wyjściem najrozsądniejszym. I już miał swój plan wprowadzić w życie, gdy nagle... ŁUP. Kopnięcie w twarz, chociaż silne, nie wyrządziło mu żadnej krzywdy. Jednak zaskoczyło Ponurnika do tego stopnia, że wypuścił z płuc powietrze. Nie mógł więc zająć się należycie przeciwnikiem, bo po prostu miał ważniejsze rzeczy na głowie.
- Spodziewałem się innego powitania - mruknął, gdy już znaleźli się na powierzchni.
Teraz był już pewien: ta powódź musiała być sprawką morskiej bogini. Hogun był już pewien, że doprowadzi na następnej konfrontacji i tym razem nie da się tak łatwo pokonać. Może przy okazji pokaże Ägirowi, czym jest gniew hogunowy? Jednak nie było czasu na rozmyślania. Przy pomocy własnych dłoni zamierzał wdrapać się na dach, przy okazji pomagając Sif.
- Gdzie jest reszta? - zapytał w międzyczasie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Fandral



Liczba postów : 8
Data dołączenia : 25/10/2012

PisanieTemat: Re: Delancey Street   Wto Sie 13, 2013 7:49 pm

- Obecny. - odpowiedział Hogunowi wychylając się nad nimi i wyciągając rękę by pomóc wdrapać się towarzyszom do siebie.
- Wybaczcie, ale jeden z tamtych głupków zaczął się topić i musiałem po niego zanurkować. - zaczął wciągając kolejno Sif i Hoguna.
- W międzyczasie prąd ściągnął mnie w dół ulicy. Wybaczcie że dołączyłęm do was dopiero teraz. - powiedział gdy wciągnął już przyjaciół na dach. Upewnił się że towarzysze są cali i rozejrzał się dookoła.
- Gdzie ta paskuda, która molestowała twoją zgrabną kostkę Sif? - zapytał próbując wyłowić bladą sylwetkę pod powierzchnią wody.
- I co ważniejsze gdzie Volstagg? - obszar poszukiwań poszerzył o dachy i ściany budynków.
- Jakiś plan, który wykraczałby poza skopaniem tego bladusa i uratowaniem biednych midgarczyków? - teraz to się rozgadał. Ale Fandral był z tego znany, że jadaczka mu się nie zamykała. Nawet w czasie walki, kiedy to raczył swoich przeciwników i sojuszników celnymi uwagami i pół-śmiesznymi żartami.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Volstagg



Liczba postów : 13
Data dołączenia : 30/09/2012

PisanieTemat: Re: Delancey Street   Sro Sie 21, 2013 3:15 pm

Przyglądał się z niepokojem poczynaniom swoich towarzyszy. Miał nadzieję, żę pomoc Hoguna wystarczy. Jeśli jednak nie - był gotowy do skoku i próby uratowania Sif. Nie chciał jednak na razie tego robić. Pływanie ze zbroją jest niesamowicie trudne, a i on za wodą nie przepada. Nie mógł dostrzec, co się dzieje w brudnej wodzie, więc widział tylko poruszające się ciemniejsze i jaśniejsze cienie. Mimo to wpatrywał się w tamto miejsce, czekając aż towarzysze wypłyną na powierzchnię. Oby tak się niebawem stało.
Teraz jednak coś innego przyciągnęło jego uwagę. Na dach, na którym znajdował się wojownik, wszedł kolejny topielec. Na początku pomyślał, że jest to po prostu dziewczynka, która znalazła się w centrum tych dramatycznych wydarzeń i teraz próbuje się uratować. Dobroduszny Volstagg, chcąc jej pomóc, uśmiechnął się i podszedł trochę do niej. Nawet nie przypuszczał, że możę być ona jednym z tych stworzeń, które zaatakowały Sif.
-No cześć. Gdzie są twoi rodzice? Pomóc ci jakoś, dziecko?- zapytał, zapominając o dobrych manierach, gdyż teraz szukał wzrokiem swoich towarzyszy, więc nawet nie patrzył na dziewczynkę. Znalazł trójkę wojowników, stojących już na dachu nieopodal. Pomachał im, uśmiechając się szeroko, dalej nie zwracając uwagi na blade dziecko.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Delancey Street   Today at 4:57 am

Powrót do góry Go down
 
Delancey Street
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 5Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5  Next
 Similar topics
-
» Janssen Street
» Crimson Street

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Midgard :: Stany Zjednoczone Ameryki :: Nowy Jork-
Skocz do: