Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Szósta aleja zachodnia

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5
AutorWiadomość
Gość
Gość



PisanieTemat: Szósta aleja zachodnia   Sob Mar 05, 2016 8:08 pm

First topic message reminder :


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Kera

avatar

Liczba postów : 42
Data dołączenia : 05/06/2017

PisanieTemat: Re: Szósta aleja zachodnia   Pią Sie 18, 2017 12:43 pm

Zatrzymała się, widząc faceta. Czyli dobrze było się ewakuować. Brak strzałów w swoją stronę dosyć mocno ją zaskoczył, korzystając jednak z faktu, że mężczyzna zajęty był przeszukiwaniem zmarłej, schowała jej telefon do kieszeni spodni. Miała dziwne wrażenie, że jest to klucz do tego wszystkiego, więc tym bardziej nie zamierzała się go pozbywać. Zamiast więc uciec, wpatrywała się w mężczyznę. Wychodziło więc na to, że chwilowo była bezpieczna. Chwilowo. I może w końcu ktoś jej wyjaśni, co tu się do wszystkich diabłów dzieje.
- Nie wiem, o co chodzi. - powiedziała z najdoskonalej obojętną miną, wpatrzona w mężczyznę. Taki mógłby dostać wyrok za samą twarz, zdecydowanie mówiącą o sposobie życia czy zarabiania pieniędzy.
- Panna Crane wystarczy. - hiszpańskim imieniem nie posługiwała się prawie wcale, nie wiedziała, czy figurowało w jakichkolwiek dokumentach. Nie podobało jej się jednak, że ją znał. Czy raczej znał jej tożsamość, bo taką gębę na pewno by zapamiętała.
Wciąż nie schowała broni, więc wycelowanie jej i strzał mogła wykonać naprawdę szybko. No i moce, najważniejsza broń. Nie liczyła na to, że uda jej się - znów - przeniknąć przez wystrzelony pocisk, ale ogień mógłby wystarczająco rozproszyć mężczyznę, żeby spudłował. Chyba tylko dlatego nie odezwała się, gdy do niej podchodził. Z bliska będzie lepiej się bronić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sly

avatar

Liczba postów : 211
Data dołączenia : 04/10/2015

PisanieTemat: Re: Szósta aleja zachodnia   Sob Sie 19, 2017 7:51 pm

Twarz mężczyzny była niczym wykuta w kamieniu, nie wyraziła zdiwienia, czy nawet pogardliwego uśmiechu w stylu "Niezła próba". Po prostu się zbliżał.
-Zatem, panno Crane. Proponuję oddać mi tą komórkę. Znajdują się na niej ważne informacje, które pomogą wyjaśnić mi sprawę tych porwań-Powiedział, stając już w odległości dłoni. -Nie mam zamiaru prosić drugi raz, nie jest mi to na rękę. -Dodał, wyciągając drugą dłoń.
Jednakże, gdy Kera nie wykonała jakiegokolwiek ruchu, a wręcz spróbowała zaatakować gościa (co wnioskuję z postu, że spróbowałaby czegoś takiego), ten zacisnął dłoń w pięść. Uderzył Kerę w brzuch, idealnie w przeponę, po czym druga ręka z dłonią uderzyła ją w kark, gdy się zgięła. Powalił ją tym sposobem na ziemię.
-Naprawdę chciałem rozwiązać sprawę pokojowo-Odparł i przykucnął przy niej,
przeszukując kieszenie. Wydobył telefon należący do zabitej, po czym wpiął go w specjalnie przygotowaną kieszeń na przedramieniu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kera

avatar

Liczba postów : 42
Data dołączenia : 05/06/2017

PisanieTemat: Re: Szósta aleja zachodnia   Sob Sie 19, 2017 8:18 pm

Po prostu obserwowała. Jeszcze się zastanawiała, co ma zrobić. W zasadzie wystarczyła iskra, by zwyczajnie wybuchła. A wtedy facet nie będzie w zbyt ciekawej sytuacji.
- Skąd znasz moje dane? Nie rozgłaszam ich wśród ludzi Twojego pokroju. - powiedziała bez emocji w głosie. Nie bała się, co to, to nie. - Nie oddam telefonu. Na moich oczach miało miejsce poczwórne morderstwo. I sama wiem, że ten telefon udzieli mi ważnych informacji. - skoro jednak facet nie zamierzał uszanować przestrzeni osobistej, postanowiła zaatakować.
I zaraz potem leżała na ziemi. A miała takie dobre chęci… Przeczekała tę chwilę, gdy jej ciało radziło sobie z bólem. I oszołomieniem od uderzeń. W tym czasie straciła bezcenny dowód, który zaraz zamierzała odzyskać. W trakcie upadku broń wypadła jej z ręki, ale to nie miało znaczenia. Sama była bronią. Potężną, warto dodać… Przekręciła się na plecy i natychmiast podniosła, łapiąc go za ramię. W zasadzie najbardziej słuszną opcją byłoby po prostu podpalenie faceta. Niestety, lecące z nieba krople wody sprawiały, że to nie miało sensu. Nawet zakładając, że utrzymałaby płomienie własną mocą, to gość bez wahania by się jej wyrwał i tyle byłoby z pomysłu. Za to wpadła na lepszy. Rzuciła się całym ciężarem swego ciała na mężczyznę, zbijając go z nóg. Wyciągnęła scyzoryk, ruchem palców wyciągając ostrze i przyłożyła je do gardła mężczyzny, siadając na jego klatce piersiowej.
- A teraz słucham. Kim jesteś i co wiesz o porwaniach. - nie lubiła ataków na zwierzęta. A te porwania śmierdziały z daleka. - I w bonusie: kim była ta czwórka? - nacisnęła nieco mocniej ostrzem na skórę, jednak wciąż jej nie przecinając.
Brzuch bolał, ale zignorowała to. Informacje były ważniejsze. Zaraz potem uśmiechnęła się psychopatycznie. Jej ciało, gdy tak pochylała się nad mężczyzną, było idealną ochroną przed deszczem. Postarała się więc ustawić tak, by zasłaniać sobą dłoń z ostrzem, która natychmiast zapłonęła. Tak samo, jak gardło mężczyzny.
- W Twoim własnym interesie jest się nie ruszać. Zanim zdążysz to ugasić, dorobisz się ślicznych poparzeń. Może nawet stracisz głos albo trochę twarzy. Więc? Odpowiesz mi na pytania, oddasz telefon, sprawdzę sobie, co trzeba i rozejdziemy się w pokoju. Pasuje rozwiązanie? - nie zamierzała robić mu żadnej krzywdy, ale o tym nie musiał wiedzieć. Granie szurniętej psychopatki przychodziło jej nadzwyczaj łatwo, ale trudno się dziwić po tym wszystkim, czego była świadkiem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sly

avatar

Liczba postów : 211
Data dołączenia : 04/10/2015

PisanieTemat: Re: Szósta aleja zachodnia   Sob Sie 19, 2017 9:11 pm

-Twoje dane są w rejestrze policji FBI. Nie było trudne się do nich dostać,
nie są jakieś specjalnie tajne, agentko specjalna-
Mruknął facet, stojąc nad Kerą. Choć udało się jej go powalić, nie dała rady przytrzymać ostrza przy gardle dłużej niż moment na wypowiedzenie kwestii. Co warte odnotowania, wyraz jego twarzy nie zmienił się nawet odrobinę. Zrzucił ją z siebie, przepychając ją nad nad głową za pomocą nogi. Odtoczył się w bok i stanął skokiem na równe nogi, dobywając własnego noża. Co warte odnotowania, był to nóż typu karambit... ale nie ten z CS:GO.
-Przyznaję, nie spodziewałem się tego-Powiedział tonem, jakby mówił "ładna dziś pogoda". No dobra, teraz pogoda ładna nie była, bo lało jak z cebra, ale cóż, klimaty Noir rządzą się swoimi prawami. Swoją drogą to wszystko zdawało się wyglądać na jakąś reżyserowaną scenkę, w której każdy grał rolę... a adwersarz Kery nie radził sobie z mimiką. -Dobrze. Skoro chcesz wiedzieć, masz do tego prawo. Za tym wszystkim stoi organizacja o nazwie Harambre. Porywają zwierzęta w celach eksperymentów na nich. Ostatnio zaczęli przenosić to na ludzi. To kim jestem, nie ma znaczenia. Nazwijmy mnie obrońcą praw zwierząt- Odpowiedział. Wskazał na telefon wmontowany w kieszeń -Klucz do rozwiązania tego wszystkiego tkwi tutaj.
Tu są ich dane, lokalizacje labolatoriów i kody dostępu.-
Otwarty i wylewny... Albo uznał,
że Kerze można zaufać. Kto wie, jak długo obserwował sytuację jako snajper?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kera

avatar

Liczba postów : 42
Data dołączenia : 05/06/2017

PisanieTemat: Re: Szósta aleja zachodnia   Nie Sie 20, 2017 8:33 am

Powstrzymała się od komentarza, że jest byłą agentką. W tej chwili nie miało to większego znaczenia. Nie skomentowała również faktu, że grzebał w jej aktach. Tylko skąd do wszystkich diabłów wiedział, gdzie szukać? Zresztą nie miało to znaczenia. Grzmotnęła dość poważnie o ziemię, ale skoro i tak już była mokra, to poza kilkoma dodatkowymi siniakami i tak nic jej nie było. Pozbierała się dość szybko, odrobinkę się krzywiąc z bólu. Co tu dużo mówić, takie upadki nie były zbyt przyjemne. Zgarnęła swój pistolet i wsadziła za pasek spodni. Scyzoryk wciąż jednak trzymała w dłoni.
- Nie pasujesz na obrońcę praw zwierząt, ale mniejsza. Ich działalność wybitnie mi się nie podoba. - nie dociekała powodów tej wylewności. Bardziej interesowały ją dane z telefonu. - Chcę mieć te dane. - powiedziała krótko, aczkolwiek dobitnie. Na telefonie jej nie zależało, mogła je oddać. Otarła z twarzy wody, jako że widzenie w tych warunkach robiło się nieco problematyczne. Było jasne, że zamierza dorwać tych ludzi i ogólnie zlikwidować ich działalność.
- Kim była tamta czwórka? I dlaczego zabiłeś tamtych?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sly

avatar

Liczba postów : 211
Data dołączenia : 04/10/2015

PisanieTemat: Re: Szósta aleja zachodnia   Pon Sie 21, 2017 8:57 pm

//Zobaczmy ten nowy kolorek.
Deszcz padał nieustannie, nie przerywając. Uderzał mocno dosyć sporymi kroplami, przybierając na intensywności. Zdawał się z klimatu noir przechodzić w mroczny horror. Brakowało tylko...
Błysk z nieba uderzył. Tak, to był piorun, tak samo grom który wraz z nim przybył po pół sekundzie. Burza.
-Nie muszę na niego pasować, by nim być-Odpowiedział rozmówca Kery, czy też jej adwersarz. -A ja zamierzam wyeliminować tą organizację w pojedynkę. Więc nie, nie dam ci ich. Nie zamierzam dostarczyć im mięsa armatniego-Dodał na żądanie danych z karty. Zaczął okrążać dziewczynę z jej lewej, po łuku starając się ustawić plecami do auta. Co warto zauważyć, poruszał się na "przeplatankę", czyi najpierw przenosił lewą nogę, a następnie prawą wykonywał kolejny krok. Pokonał tak już połowę dystansu.
-Nie słuchałaś. Członkowie tej organizacji, prawdopodobnie dokonujący egzekucji na kimś, kto za bardzo węszył w nie swoich sprawach. Natomiast nie wiem, kogo masz na myśli mówiąc "tamtych"-Padła odpowiedź. Zakręcił karambitem w dłoni, cały czas zmieniając układ pozycji i przenosząc się tyłem do auta. Swoją drogą, krew z ciał ochroniarzy i ich ofiary zaczęła już spływać ulicą- w stronę kanału ściekowego.  
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kera

avatar

Liczba postów : 42
Data dołączenia : 05/06/2017

PisanieTemat: Re: Szósta aleja zachodnia   Wto Sie 22, 2017 8:34 pm

Była wystarczająco przemoczona, by nie przejmować się już deszczem. Zresztą, to tylko woda, co mogłoby się jej stać. Burza za to wywołała lekkie skrzywienie na twarzy dziewczyny. Nie przepadała za takim typem pogody. Deszcz mogła znieść, burzy absolutnie. Obrzuciła wzrokiem niebo, jakby chcąc sprawdzić, jak długo potrwa ta koszmarna pogoda.
Uśmiechnęła się krzywo słysząc, że mogłaby być mięsem armatnim.
- I tak i tak zamierzam się zająć tą sprawą. Te dane ułatwiłyby mi życie, ale bez tego też dam radę. Punkt zaczepienia sam mi dałeś. - stwierdziła, obserwując go uważnie. Kto wie, co wykombinuje. - I naprawdę nie musisz się aż tak martwić o moje życie, radzę sobie. I nic, co powiesz, nie zmieni mojego zdania. Znajdę ich tak czy siak. Więc możemy sobie jakoś pomagać wzajemnie, albo przeszkadzać, Twój wybór. - to nie tak, że nagle zaczęła mu ufać, absolutnie. Po prostu uznała, że jego informacje mogą się przydać, nic więcej.
I zapewne ma wejścia do miejsc, do których ona jeszcze nie ma. Nie znaczyło to również, że będzie prosić mężczyznę o pomoc. Planów również nie zamierzała zmieniać.
- Gdybym chciała Cię zastrzelić, już bym to zrobiła. - skomentowała jego sposób poruszania się. Chociaż sama nie zamierzała się odwracać do niego plecami. - Nieważne. Wiem już, co chciałam. Wiesz, że mimo wszystko nie przepuszczę Ci tej trójki? - wolała się upewnić.
Poza tym trupom nie pomoże, a żywym wręcz przeciwnie. Być świadkiem może również później, zwłoki nigdzie nie uciekną.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sly

avatar

Liczba postów : 211
Data dołączenia : 04/10/2015

PisanieTemat: Re: Szósta aleja zachodnia   Pon Sie 28, 2017 9:09 am

Ciekawe, czy dałoby się do podpiąć pod ucieczkę? Chociaż w tym przypadku to była dosłowna definicja odwrotu taktycznego. Wycofywał się dla celów sobie tylko wiadomych (No dobra, tak tajne to one nie były, biorąc pod uwagę, że facet po stanięciu plecami do samochodu przestał okrążać Kerę, a zaczął iść w tył.
-Mam już własne wsparcie. Nie jest mi potrzebna kolejna osoba.-Odpowiedział, jednak przyłożył dłoń do ucha, nie spuszczając przeciwniczki z oczu. Wysłuchiwał czegoś? Kto wie, jednak z całą pewnością nie miał w uchu słuchawki. Implanty douszne? Możliwe. Technologia jest zaskakująca.
-Hm. Więc jednak tak się prezentujesz. Jednak możesz się nadać.-Mruknął, odejmując dłoń od ucha.-Raczej nie sądzę, byś zamierzała to pozostawić. Dla mnie to tylko kilku przeciwników mniej w późniejszym rozrachunku.-Odparł, wzruszając ramionami, na uwagę byłej agentki. Otaksował wzrokiem swoją niespodziewaną towarzyszkę, jakby ją oceniając. Ostatecznie wskazał w stronę uliczki, chowając nóż. Teoretycznie plus dla Kery, jednak dobył pistoletu.
-Ruszaj. Kawałek dalej jest nasz transport. Poprowadzę cię-Nakazał, celując w kobietę. Niektórzy nazwaliby to groźbą, ale to raczej była zasada ograniczonego zaufania.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kera

avatar

Liczba postów : 42
Data dołączenia : 05/06/2017

PisanieTemat: Re: Szósta aleja zachodnia   Wto Sie 29, 2017 4:48 pm

Facet wyglądał, jakby się jej zwyczajnie bał, że strzeli mu w plecy albo coś. Jak to mówią, każdy sądzi według siebie. Nie byli wrogami, żeby miała go zlikwidować. No ale skoro tak bardzo chciał iść jak idiota, to już nie był jej problem. To prędzej już ona mogła się obawiać tego, co się działo i co mógłby jej zrobić.
- No cóż, to nie. Wychodzi więc na to, że będziemy tylko sobie przeszkadzać. – bo na pewno gdzieś i kiedyś się spotkają, a patrząc po reakcji mężczyzny, to nie będzie miłe spotkanie, wcale a wcale. Przekrzywiła lekko głowę widząc jego komunikację z kimś, zapewne bezprzewodową. Ściągnęła z twarzy mokre kosmyki, mając powolutku kompletnie dosyć stania w jednym miejscu. Jakby się tak zastanowić, do czasu przyjazdu glin nie będzie tutaj żadnych śladów. Świetnie...
- Oczywiście, że nie zamierzam. Ale to już chyba jasno Ci powiedziałam. – skomentowała troszkę ironicznie jego słowa. Trochę zdziwiła się, że tak nagle zmienił zdanie, ale nic nie powiedziała. Za to prychnęła gniewnie, gdy wyciągnął broń.
- Spróbuj tylko strzelić, a nie ręczę za siebie. – nie wyciągnęła broni, ale ruszyła do niego w taki sposób, by cały czas mieć go przed sobą. – I panowie przodem. – dorzuciła. Widać było, że nie zrezygnuje z tego, więc musieli poruszać się w stronę transportu w dosyć dziwny sposób, przynajmniej dla kogoś obserwującego ich z boku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sly

avatar

Liczba postów : 211
Data dołączenia : 04/10/2015

PisanieTemat: Re: Szósta aleja zachodnia   Sob Wrz 09, 2017 10:37 am

-Na wojnie Savoir-Vivre nie istnieje-Padła prosta odpowiedź. No jakby nie patrzeć, miał trochę racji. Dysputy filozoficzne, czy istnieje czy nie, zostawmy na potem. Grunt, że jak na razie szli przez zaułki, oraz inne bardziej ciemne o tej porze roku uliczki. "Towarzysz" Kery milczał gdy próbowała go zagadnąć, odzywając się tylko gdy trzeba było skręcić, zatrzymać się lub iść dalej. Minęli kilku bezdomnych, jednak żaden z nich nie zareagował na ten dziwny pochód. Być może wewnętrzne instynkty się odzywały, nakazując nie ruszać mężczyzny z bronią. Albo tak jakoś wyszło.
Wróćmy jednak do epicentrum. Przeszli tak około kilometra, by na zakończenie wejść do ślepej uliczki. Pełna była porozwieszanych wszędzie plakatów (Już nieaktualnych), ogłoszeń- niemalże nie dało się dostrzec muru spod tych wszystkich papierzysk. Część z nich chyba pamiętała nawet czasy, gdy Steve Rogers był maskotką propagandową. Nie to jednak mogło przykuć uwagę byłej policjantki, a samochód. Jeep w czarnych barwach, pozbawiony jednak tablic rejestracyjnych.
-Teraz, przekażesz mi całą swoją broń. Ze względów ostrożności.-Powiedział. Był to najwyraźniej podstawowy element bezpieczeństwa, ale nie mógł pozbawić Kery mocy. No cóż, wyraźnie inaczej się nie dało, a mimo wszystko miał pewną przewagę gdyby postanowiła go zaatakować ogniem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kera

avatar

Liczba postów : 42
Data dołączenia : 05/06/2017

PisanieTemat: Re: Szósta aleja zachodnia   Sob Wrz 09, 2017 2:47 pm

Pominęła komentarz, że teraz nie są na wojnie. Chociaż jakby się zastanowić, w pewnym sensie można byłoby to nazwać wojną, pomiędzy normalnymi ludźmi i tymi zwyrodnialcami, którzy porywali niczemu niewinne zwierzątka. Zaułki i inne ciemne uliczki nie zachęcały do spacerów, ale skoro nikt ich nie zaczepiał, to mogła tylko uważnie się rozglądać. Ostrożności nigdy nie za wiele, a swojemu kompanowi nie ufała ani za grosz. Zagadywać też nie próbowała, bo widać było, że nie ma najmniejszej ochoty na pogaduszki. Nie była zaskoczona tym faktem, sama nie miała jakiejś większej chęci na dyskusje z nim.
Lubiła spacery po mieście, tak więc ten kilometr w innych okolicznościach byłby naprawdę miłym spacerkiem. Ale nie był. Za to w głowie pojawiły się niechciane myśli, czy aby na pewno dobrze robi. Obcy facet, afera, o której nic nie wiadomo... Już były trzy trupy, a ile ich będzie jeszcze? Nie byłaby jednak sobą, gdyby teraz odpuściła. Obrzuciła fachowym wzrokiem samochód. Miał już ślady użytkowania, brak tablic, ale po przeglądach. Nie powinien sprawiać najmniejszych problemów właścicielowi.
Zwróciła głowę w stronę nieznajomego i tylko uniosła lekko brwi.
- Ze względów ostrożności właśnie powinnam tę broń zatrzymać. Więc nawet nie liczy na to, że Ci ją oddam. – powiedziała krótko. Nie mógł pozbawić jej mocy, ale atakowanie ogniem w samochodzie byłoby głupotą. Broń albo nóż były o wiele wygodniejsze. Nie składała również idiotycznych obietnic w postaci „obiecuję, że cię nie zaatakuję”. Jeśli uzna go za zagrożenie, to raczej oczywiste, że będzie się bronić. W każdy dostępny sposób.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sly

avatar

Liczba postów : 211
Data dołączenia : 04/10/2015

PisanieTemat: Re: Szósta aleja zachodnia   Nie Wrz 10, 2017 5:48 pm

-A ja nie sądzę, bym mógł zaufać ci na tyle, by wsiąść z tobą do jednego pojazdu.-Odpowiedział mężczyzna. Jego oko obserwowało uważnie Kerę, wpatrując się w nią. Szukał wyraźnie jakiegoś rozwiązania sprawy, by oboje się pomordowali. W teorii, mógł pozostawić eks-policjantkę samą, gdyż to on posiadał większość informacji które byłyby jej potrzebne.
Co nie oznacza, że ona nie mogłaby zacząć szukać sprawcy na własną rękę. Miała kontakty, a zabicie go dałoby jej dostęp do telefonu blondynki.
Tutaj prosiło się o pewne powiedzenie, które było niezwykle popularne w czasach, gdy każdy był Clintem Eastwoodem i przemierzał świat z rumakiem, a wchodząc do baru należało zamówić na powitanie tylko coś mocniejszego od Whisky. "Bóg stworzył ludzi, ale to Samuel Colt uczynił ich równymi".
Trudno się nie zgodzić, że zdolności walki jednookiego i moce Kery równoważyły się, poprzez argument zwany ołowiem. Jedna celna kula mogła obrócić wszystko zmienić. Stąd podejście prezentowane przez niespodziewanego towarzysza nie było godne określania dziwnym. Raczej rozsądnym.
-Nie mam wyboru ci zaufać, a tego raczej nie chcę. Równocześnie wiem, że chcesz dopaść naszych przeciwników, a w tej kwestii zamierzam ci zaufać.-Powiedział, cały czas celując z broni. Powoli ją opuścił.-Jednakże, chyba mam coś, co odrobinę da mi przewagę.-Telefon, umieszczony do tej pory w kieszonce na przedramieniu, został wysunięty przez jego dłoń, a następnie zmiażdżony butem. W ten sposób, Kera straciła jakąkolwiek możliwość na uzyskanie lokalizacji skąd przybyło tamto trio inaczej, niż współpracować z jednookim. Ten skinął głową w stronę drzwi pasażera, wsuwając pistolet do kabury. Sam zaś przeszedł od strony kierowcy i wsiadł. Nie wsuwał żadnego kluczyka, co mogło sugerować, że pozostawiał drzwi otwarte... Nierozważny, albo się tym nie przejmował
Wnętrze auta było strasznie typowe. Widać było na pierwszy rzut oka, że właściciel stara się go nie uszkodzić, bo zadbano o brak rys, a tapicerka była jak z salonu. Wszytko w czerni, razem z kierownicą. Jedynym elementem, który mógł dziwić, był brak radia. Auto dosyć starsze, jeszcze z ery, gdy odbiorniki były zewnętrzne, a nie wbudowane. Towarzysz Kery wsiadł i nie kłopocząc się zapinaniem pasów, wsunął kluczyk. Tablica rozdzielcza zaczęła świecić lekko, ukazując swoje przyrządy. Tu widoczne były różnice, w samochodzie znajdowało się więcej wskaźników niż to zwykle bywa. Wyjechał z zaułka i ruszył wyjątkowo pustymi dziś ulicami. Po pewnym czasie opuścili miasto.
// http://theavengers.forumpolish.com/t2286-tajna-baza-w-lesie-nad-rzeka-niagara#29489
ZT do tego tematu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Morow

avatar

Liczba postów : 20
Data dołączenia : 12/07/2017

PisanieTemat: Re: Szósta aleja zachodnia   Nie Paź 08, 2017 6:45 pm

Siedział na dachu jednego z budynków umieszczonych wzdłuż szóstej alei, zgarbiony i wpatrujący się w przemykające punkciki pod jego nogami, które bujały się delikatnie w przestrzeni, wystawione na podmuchy wiatru. Słońce zaczynało powoli kończyć swoją wędrówką po tej stronie półkuli ziemskiej z jego punktu siedzenia, rzucając jeszcze ostatnie promienie na jego twarz, która zdecydowanie nie wyrażała żadnych pozytywnych uczuć, a kompletne znużenie i niechęć do wszystkiego wokół.
Pod nim nie wiele się działo, i nie wiele rzeczy zwracało jego uwagę. Pojedynczy przedstawiciele rasy ludzkiej przechodzili wyznaczonymi przez chodnik trasami, czasami naginając je i przechodząc przez środek ulicy, a bezpańskie psy, które co jakiś czas pojawiały się szukając czegoś w śmietnikach, szybko znikały kiedy w pobliżu pojawiali się ludzie. A on palił i przyglądał się temu wszystkiemu z narastającym wkurzeniem, któremu już od jakiegoś czasu nie pozwalał wyjść z jego wnętrza.
Był już spóźniony do klubu, do którego miał iść na rozmowę o pracę, nie pełnoetatową, ale taką, na której mógłby dorabiać dwa razy w tygodniu, w czasie weekendów, podczas nocy z piątku na sobotę i z soboty na niedzielę. Wraz z rozmową o pracę miało go czekać przetestowanie jego umiejętności w DJ'owaniu, w natychmiastowym skoku na głęboką wodę. Tym czy sobie poradzi się nie przejmował, ponieważ uważał, że jakoś da radę, a żadnych specjalnych umiejętności nie trzeba posiadać, by pokręcić paroma gałeczkami na panelu i poprzesuwać paroma suwakami w górę i w dół. Scratching? Nic prostszego. Na pewno da sobie radę, potrzebował pieniędzy, a ostatnio jakoś finansowo było u niego naprawdę... paskudnie. To powodowało, że chodził po swojej melinie cały czas poirytowany i mało brakowało do jego wybuchu.
Nagle coś zabrzęczało w jego prawej kieszeni spodni dwa razy, co zasygnalizowało sms'a jaki przyszedł na jego komórkę. Wyciągnął mozolnym ruchem telefon na powierzchnię i odblokował go jednym przyciskiem, wpatrując się malutki ekran niepokonanej Nokii 3310. Na nim widniało powiadomienie o wiadomości jaka przyszła od jego potencjalnego, nowego szefa. Nie musiał jej otwierać by wiedzieć z jakimi słowami kieruje się do niego, ale zrobił to i parsknął pod nosem, widząc jak cztery linijki tekstu układają się w słowa: "Gdzie Ty do cholery jesteś?! Zaczynamy za pół godziny. Jeśli Ciebie nie będzie w przeciągu 15 minut, zapomnij o robocie."
Oblizał powoli usta i przygryzł dolną wargę, czując jak jego ręka zaczyna drżeć. Nie lubił kiedy ludzie zwracali się do niego takim tonem, szczególnie kiedy miał im do zaoferowania tak wiele. Bardzo tego nie lubił, a to wiązało się z przykrościami dla osób, które tak brzydko go potraktowały. Jego palce poszły w ruch i wybijały przez chwilę na małej klawiaturce wyrazy, mające powiadomić jego szefa o jego przemyśleniach na temat pospieszania, co chwila kasując parę liter, bo nie dało się za pierwszym razem trafić w odpowiednie klawisze. W końcu, po kilku chwilach walki, osiągnął upragniony cel: "Zaraz będę :)"
No. Jednak wizja pieniędzy zwyciężyła nad wizją stracenia roboty. Dopalił papierosa, wyrzucając pozostałości po nim w przepaść pomiędzy blokami i wstał, otrzepując uda z grudek popiołu. Zaciągnął się nieświeżym nowojorskim powietrzem i przeciągnął się z głośnym mlaśnięciem języka o podniebienia, zerkając na ogromną głowę konia usadowioną koło niego. Oczy zwierzęcia poruszyły się i spojrzały na niego, posyłając mu perskie oko, a jemu samemu wydawało się, że słyszał nawet rżenie konia. Wszystko to jednak zadziało się w ułamku dwóch sekund, więc nie był w stanie stwierdzić czy faktycznie tak było. Jednak, cóż, to nie było nic nowego w jego życiu. Często widywał rzeczy lub słyszał, których inni nie widzieli, a czasem nawet gadał z nimi. I wszyscy uważali go za chorego psychicznie, chore p****y. Schował swój telefon w miejsce, z którego go wyciągnął i sięgnął po maskę konia, którą kupił paręnaście minut w jednym ze sklepów, ponieważ jako DJ musiał przebrać się za jakieś zwierzę. Takie wymogi postawili.
-No, kolego. Zostaliśmy Ty i Ja. I nasi fani. Nie każmy im czekać.
Zachichotał pod nosem na własne słowa i założył na głowę część swojego roboczego stroju. Nagle zdał sobie sprawę jak bardzo ograniczona jest widoczność w tej głowie i jak bardzo złym pomysłem było założenie jej na dachu, tuż przy krawędzi. Wszystko następnie potoczyło się bardzo szybko.
Skórka od banana, którego zjadł zanim zaczął w ogóle palić, spoczęła nie w dole, na ulicy lub na głowie jakiegoś przechodnia, a obok niego, na gzymsie. Tylko czekała aż jego stopa wbita w but stanie na niej i pod siłą nacisku, poniesie go przez skrawek krawędzi. Pomimo niesamowitego zmysłu równowagi, umiejętności jej zachowania, zwinności i gibkości, nie udało mu się tym razem uratować przed upadkiem. Po pierwsze ze względu na maskę, po drugie ze względu na skierowanie się plecami do budynku, na którym siedział podczas lotu. Szczęście, że wybrał sobie czteropiętrowy budynek na odpoczynek, a nie jakiś inny, wyższy. Do tego budynek ze schodami przeciwpożarowymi na jego froncie, niż na tyle.
W połowie drogi na zimny i twardy chodnik, gdzieś na drugim piętrze, złapał się barierki, ale tylko na sekundę, ponieważ ona sama była pokryta czymś śliskim, przez co jego dłoń się zsunęła.
Kiedy grzmotnął o podłożę plecami, redukując pęd lotu po drodze, przez chwilę zabrakło mu powietrza, a ukłucie bólu rozeszło się po całym ciele. Stęknął cicho i powiercił się na chodniku, pozwalając piskowi w uszach zejść do minimalnej głośności. Zacisnął zęby i poczekał, aż mu się zachce podnieść.
Pie****ny banan. I praca. I szef. I maska... I kosmici. Oni szczególnie są pieprzeni.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Spider-Man

avatar

Liczba postów : 257
Data dołączenia : 20/07/2012

PisanieTemat: Re: Szósta aleja zachodnia   Wto Paź 10, 2017 5:11 pm

Peter był po drodze z redakcji do domu. Po drodze zamierzał jeszcze odwiedzić ciocię, więc darował sobie huśtanie się nad ulicami Nowego Jorku i zamiast tego przemierzał chodniki Nowego Jorku. To był dla niego całkiem spory downgrade, skakanie z dachu na dach, wiatr muskający jego skórę przez kostium, pomimo towarzyszącemu temu przyrostowi adrenaliny, to zawsze pomagało mu się uspokoić, pozbierać myśli. Najbardziej doceniał swoje akrobacje po tym jak coś skopał, tak jak teraz. Wciąż był zły za ostatnią porażkę w chinatown. Miło robić z siebie pośmiewisko przed innymi.

Przemyślenia Petera przerwał dźwięk czegoś spadającego z dużej wysokości, dochodzący zza jego pleców. Sądząc po tym jak mocno przypomina dźwięk, który słyszy kiedy zapomina załadować swoje webshootery, to niestety była osoba. Odwrócił się, gotowy ujrzeć zmasakrowane ludzkie zwłoki, lecz zamiast tego zauważył mężczyznę zwijającego się z bólu. Był w najszczerszym szoku, spodziewał się najwyżej drgawek pośmiertnych. Czyżby był mutantem? Pozostali ludzie zareagowali na najróżniejsze sposoby, jedni stali w szoku, inni uciekali, w końcu mutant, pozostali przechodzili obojętnie, w końcu to nie najdziwniejszy widok jakiego można uświadczyć w tym mieście... Fotograf przez moment zastanawiał się jak on powinien się zachować. Cóż przez naturalną ciekawość i znajomości szerokiego zakresu siły nadludzkiej wytrzymałości, postanowił, że wypadałoby się dowiedzieć jak się czuje. Zbliżył się ostrożnie, jak do nieprzytomnego, stojąc praktycznie na palcach by szybko odskoczyć w razie gdyby strzelał laserami z oczu okazał się agresywny i nie podchodził bliżej niż na metr od (zapewne) rannego.
-Złamałeś coś sobie? Może żebra? Zobacz czy czujesz jak przebijasz sobie płuca kiedy się ruszasz, wtedy na pewno masz złamane żebra. A dasz radę chodzić? Ile zajmuje Ci pełna regeneracja? Musisz dużo jeść, żeby działała?- zapytał jak ekspert w temacie spadania z wielkich wysokości (którym swoją drogą był- dzięki Vulture).
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Morow

avatar

Liczba postów : 20
Data dołączenia : 12/07/2017

PisanieTemat: Re: Szósta aleja zachodnia   Czw Paź 12, 2017 6:56 pm

Ból powoli ustępował delikatnemu mrowieniu w kończynach i plecach, a jego percepcja powoli powracała do stanu sprzed upadku. Spadał już z większych wysokości i dane było mu odczuć większe natężenie bólu, niż to minione, ale nie zawsze kończyło się to tak dobrze jak teraz. Wziął parę większych oddechów, sprawdzając czy aby nie doszło do żadnych wewnętrznych złamań, głównie żeber, nie zdając sobie nawet sprawy, że zastosował się do porady stojącego koło niego chłopaka, który przybiegł mu na pomoc. Ale słowa jeszcze do niego nie dochodziły, a jeśli, to pod postacią niewyraźnych wyrazów, których nawet sensu nie potrafił w tym momencie zrozumieć.
Cichemu stękaniu zaczęły towarzyszyć pojedyncze przekleństwa, wyrzucane z coraz to większym jadem, aż w końcu przez jego usta zaczął przelewać się potok nieładnego słownictwa. Przewrócił się na brzuch, podnosząc się i oparł się na jednym kolanie o ziemię, odrzucając głowę w tył. Wstał i syknął, powoli poruszając rękoma okrężnym ruchami. Rozległo się ciche chrupnięcie kości i rozmasował obolałą głową, zapominając o tym, że ma maskę na łbie.
W końcu wziął głęboki oddech i krzyknął "K***A", i kopnął jakąś pustą puszkę po jakimś energetyku, posyłając ją na drugą stronę ulicy. No, teraz już wiedział, że wszystko z nim w porządku.
Kiedy w miarę się uspokoił, usłyszał chłopaka, który był przy nim od początku jego upadku. Jak prawdziwy przyjaciel. Zdał sobie z tego sprawę kiedy zobaczył go przez mały otwór w pysku maski z niepewną miną, i kiedy dopasował barwę jego głosu do niewyraźnego potoku słów, który wcześniej słyszał.
-Co.
Wyrwało mu się w totalnym zdezorientowaniu. Nie lubił kiedy inni ludzie wypowiadali więcej słów niż on, a to on podobno lubił gadać. Czuł wtedy, że ktoś mu zabiera coś, co powinno być jego, a powinno być na odwrót. Postarał zrozumieć słów zdań jak np. "Ile zajmuje Ci pełna regeneracja?", "Musisz dużo zjeść, aby zadziałała?". Dlaczego nagle powiedział coś o regeneracji, akurat o jednej z mocy, które posiadał? To wydało mu się mocno podejrzane, dlatego zmrużył oczy w wąskie szparki i zdjął maskę czym prędzej, ponieważ już i tak przy otwartych słabo w niej widział. Rzucił ją gdzieś w bok po chwili szarpaniny i wyprostował się, patrząc z drgającym w kącikach ust nieprzyjemnym wyrazem typu: "Chcesz wp****ol?"
-Nic mi nie jest. Chyba. Całkiem dobrze się czuję. O co Ci chodzi, co? Jaka regeneracja? O czym Ty mówisz? Jesteś jednym z nich?
Tutaj jego ręka powędrowała za jego plecy, do ukrytej za nimi rękojeść jednego z noży, a on sam lekko ugiął kolana gotowy do ewentualnego ataku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Spider-Man

avatar

Liczba postów : 257
Data dołączenia : 20/07/2012

PisanieTemat: Re: Szósta aleja zachodnia   Pią Paź 13, 2017 12:30 pm

Nawet jeżeli pajęczy zmysł siedział cicho w sprawie tego mężczyzny, Parkerzasty zmysł Petera nie dawał mu spokoju. Nawet jeżeli póki nie zamierza go skrzywdzić, unosiła się naokoło niego jakaś złowroga aura. Coś w jego gestach sprawiało wrażenie jakby miał spędzić na osoby naokoło siebie tylko nieszczęście. Niestety przez niebezpieczną mieszankę dobrego wychowania, zwykłej ludzkiej empatii, ciekawości i głupoty, nie miał najmniejszego zamiaru po prostu pójść we własną stronę i go zostawić.
Wyciągnął ku niemu rękę by pomóc mu wstać, ale kiedy zauważył, że jakoś sobie radzi i nie szuka pomocy, cofnął ją. Wyraz twarzy mężczyzny cofnął Petera w czasie do dobre 10 lat. Właśnie tak wyglądali szkolni cwaniacy, którzy mieli go właśnie wepchnąć do szkolnej szafki. Ciężko to nazwać korzystnym skojarzeniem, ale pomimo niego fotograf zachował uprzejmy uśmiech. Ten moment przypominał nieco patrzenie w lustro, nie dlatego, że osoba, którą widział wyglądała dokładnie jak on, tylko dlatego, że to on w lustrzanym odbiciu, no wiecie, dosłownie na odwrót. Jeden z nich to spokojny mężczyzna, który tylko chce pomóc, a drugi to poddenerwowana osoba, która nie udziela i nie życzy sobie pomocy. Nawet jeżeli nie mówił tego wprost, było to widać w jego postawie i we wzroku.
Peter nauczył się nie reagować na oskarżenia o tym, że posiada niesamowite zdolności czy o tym, że jest Spider-Manem. Bardziej zmartwiło to jak mężczyzna sięgnął za plecy. Peter znał taką postawę aż za dobrze.
-Sięga po broń- pistolet, nóż, gaz pieprzowy? Nieważne. Póki co nie ma żadnych niewinnych naokoło nas, nie muszę się nimi martwić, a nawet jeśli, to będę jego głównym celem. Jest dosyć blisko, jeżeli czegokolwiek spróbuje, dostanę go pierwszy. Nic się nie stanie jeżeli zareaguję odpowiednio szybko. Mogę póki co spróbować rozegrać to na spokojnie, zniechęcić go do ataku. Może jest w szoku i zwyczajnie chce się bronić- przeanalizował szybko sytuację. Podniósł otwarte dłonie na wysokość klatki piersiowej, by pokazać, że nie ma złych zamiarów i spokojnie zaczął:
-Jednym z nich? Masz na myśli mutantów? Nah, nie mam żadnej mocy, chyba, że nos do spotykania niesamowitych osób się liczy- zaśmiał się niewinnie- Ale za to ty nim jesteś, nie? Spadłeś z budynku i podniosłeś się w mniej niż minutę, na pewno masz nadludzką wytrzymałość, a z nią często idzie regeneracja. Chyba... Cały mój research na temat mutantów to artykuły z sieci, jesteś pierwszym jakiego spotkałem, jestem ciekaw jak działają twoje moce
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Morow

avatar

Liczba postów : 20
Data dołączenia : 12/07/2017

PisanieTemat: Re: Szósta aleja zachodnia   Sro Paź 18, 2017 8:38 pm

Palce świerzbiły go, kiedy ocierał się nimi o rękojeść noża, nie kładąc na niej jeszcze dłoni, a oczy świdrowały podejrzliwym wzrokiem chłopaka przed nim. Jego myśli ścierały się ze sobą w głowie, tworząc chwilowy chaos i wywołując napięcie mięśni, gotowych w każdej chwili do zareagowania, pytanie tylko czy potrzebnego, czy też nie. Nie wiedział kim jest młodzieniec przed nim ani jakie miał intencje, chociaż niezależnie od nich mógł ruszyć do ataku, ponieważ z tym nigdy nie miał problemów. Kiedy chciał zrobić komuś krzywdę, robił ją. W tym czy w innym momencie, ale robił. Czasem nie przejmował się niesprzyjającym mu otoczeniem, a czasem starał się nie odsłaniać jeśli jego sytuacja faktycznie była kiepska. Mogłoby się wydawać, że w swoim niedbaniu o siebie, w pewnej mierze dbał jednak i przez to często miał problem z samym sobą. A to powodowało, że w przypływie chaosu, zdobywał się na tę nieprzyjemniejszą wersję i jednak robił głupotę, przez którą potem lądował nie tam gdzie powinien. Bo psychiatryk czy też więzienie kompletnie nie było miejscem, do którego powinien trafić, jego zdaniem.
Ponownie przesunął wzrokiem po całej sylwetce chłopaka i trochę szerzej otwierając oczy, spojrzał w jego oczy. Jeśli coś w ciele człowieka miało być odzwierciedleniem jego duszy, to to zawsze były oczy. To one często w niemej ciszy wyrażały o wiele więcej niż niepotrzebne gesty ciała. Kiedy zajrzał w nie, nie ujrzał żadnych złych intencji, a wręcz pewną sporą dawkę chęci pomocy, co przyprawiło go o skwaszenie miny i delikatne rozluźnienie mięśni, i zmianę postawy.
Wsłuchując się w słowa Petera, uniósł jedną brew i starał się z nich wyciągnąć jak najwięcej prawdy, ponieważ ludzie często mieli skłonności do kłamstwa, a w tym wypadku jak najbardziej stawiał na kłamstwo. Zasypanie go potokiem słów, które musiał powoli przeanalizować sprawiło ścisk jego szczęk i gardłowy wark, jaki mu się wyrwał. Dawno nie brał już swoich leków, więc kończył się czas ich działania, o ile już wcześniej się nie zakończył, za co potem może obsypie świat ponownymi "ku***mi" kiedy ponownie je zażyje i jego umysł będzie zdecydowanie czystszy.
"Nie, nie, nie! Nie jest żadnym mutantem, nie jest żadnym, ***, mutantem. Dlaczego on uważa, że jest mutantem. Dlaczego w ogóle cokolwiek mówi o mutacji. Chce z niego wydobyć jakieś informację. Śledził go, zna go. Wie co robił. To on był tym cieniem. Chce go dostać w swoje ręce. Nie, to nieprawda. To kompletny przypadek. Nieprawda! Jest spostrzegawczy. Cholera jasna. Wk***ia mnie." Złapał się za głowę kiedy wszystko zaczęło mu się plątać, a zdrowy rozsądek mieszać z jego chorym umysłem. Bo był chory. Tak mu wszyscy mówili. Lekarze, przyjaciele, rodzina... a nie, tych dwóch ostatnich nie miał. Kiedy ostatni raz brał leki? Chyba wczoraj? Nie wiedział, a w sumie... powrót do codzienności. Może jednak go zabije, co? Może jednak pozbędzie się problemu. Bo problem był. Nieokreślony, ale był.
Jedna z jego dłoni wystrzeliła po nóż, a spomiędzy jego warg urwało się:
-Skończ piep***ć o tych mutantach!
Przykucnął i już wysuwał z kabury ostrze, wbijając w Petera wzrok dziki i oszalały, kiedy nagle zawiał silniejszy wietrzyk. A wraz z nim pojawiło się ciche szepnięcie koło ucha Morowa.
-Opanuj się...
Nagle wszystko powróciło do normy, a umysł stał się nagle cudownie czysty, ale również przytłoczony. Po chwili poukładane myśli zaczęły zajmować swoje miejsca w tym całym burdelu.
Wykrzywił usta w nikłym, przepraszającym uśmiechu i spojrzał na młodzieńca przed nim nowym wzrokiem, który w imitacji szczerości, krył pewien fałsz i niepokojącą, stłumioną dzikość. Wystawił rękę do Petera i pociągnął nosem.
-Wybacz za mój atak. Nie chciałem tak zareagować, ale nie wiem nic o żadnym mutancie. Mógłbym natomiast podziękować Tobie za chęć pomocy i... masz może zapalniczkę? Bo... a nie, zaraz. Mam przecież własną. Poczekaj, gdzie ona... a już jest! Hmm, palisz? Bo ja tak i w to okropnych ilościach. Nawet nie zdajesz sobie sprawy jakie to g***o jest uzależniające.
Odpalił papierosa, którego wsadził sobie do ust i wyciągnął w kierunku chłopaka paczkę rosyjskich fajek. Zaciągnął się nikotyną zadowolony. Cudownie odzyskać kontrolę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Spider-Man

avatar

Liczba postów : 257
Data dołączenia : 20/07/2012

PisanieTemat: Re: Szósta aleja zachodnia   Czw Paź 19, 2017 5:27 pm

Zauważywszy jak rozmówca łapie się za głowę, Peter instynktownie wykonał krok do tyłu. Wyglądał jakby walczył z własnymi emocjami, jakby walczył o kontrolę z samym sobą. Wtedy zrozumiał kolejną rzecz- ten koleś jest chory psychicznie i zapewne niebezpieczny skoro trzyma przy sobie broń. Oznaczało to dla Petera dwie rzeczy. Nie będzie w stanie tak łatwo czytać jego zamiarów, skoro czasami może robić rzeczy bez logicznego celu, a także, że należy obchodzić się z nim jak z jajkiem. Szaleńcy na ulicach Nowego Jorku zawsze sprawiali jedynie kłopoty. Wie o tym dobrze, w końcu od dawna walczy z zastępami niezrównoważonych nadludzi. Jakim prawem ten koleś nie jest w psychiatryku albo chociaż z jakimś opiekunem, który by uważał by nie zrobił niczego głupiego. Jak na przykład napaść na przypadkowego przechoo...ooo nie!
Zaalarmowany zarówno przez postawę i słowa rozmówcy, a także swój niezawodny Spidey sense, zrozumiał, że zaraz zostanie zaatakowany. Niestety będzie musiał działać. Niestety nie może walczyć jako Peter Parker, w końcu ma być zwyczajnym chłopakiem. Planował sparować jego ruch i uciec. Przy okazji zawoła swojego łażącego po ścianach kolegę by spacyfikował mężczyznę. Wtedy ujrzał coś jeszcze. Pomimo tego, że widzi go po raz pierwszy, znał tę twarz już tak dobrze. Tak właśnie wyglądał Norman kiedy był wyprowadzony z równowagi. Spidey widział te dzikie oczy nawet kiedy nosił maskę Goblina. To skojarzenie sprawiło, że zapałał nową niechęcią do mężczyzny, którego spotkał.
Nagle jednak stało się coś dziwnego. Jego szósty zmysł ucichł, zaś niedoszły napastnik zdecydował się go nie atakować. Ah, faktycznie, był szalony, a więc i nieprzewidywalny. Peter spojrzał praktycznie nieobecnym wzrokiem na wysuniętą ku niemu rękę, na twarz tego faceta i znowu na rękę, a potem powoli uścisnął jego dłoń. Był nieco w szoku, że poszło tak łatwo. Najwidoczniej jego metafora z jajkiem nie była do końca trafna, w końcu zawartość jajka nie pakuje się grzecznie z powrotem do skorupki jak się zbije.
-To... w porządku, rozumiem, że jesteś nieco- spojrzał wymownie w górę- wstrząśnięty ostatnimi zdarzeniami- odpowiedział na jego przeprosiny. Potem zwyczajnie przyglądał się jego...próbie nawiązania dialogu, która szybko zamieniła się w monolog. Yup, zdecydowanie był szalony. Peter powinien coś z nim zrobić, nawet jeżeli nie mógł działać tu i teraz... Pytanie tylko co. Może na ten moment zwyczajnie odciągnie go od ludzi, tylko gdzie... Wtedy zauważył wysuniętą ku niemu paczkę papierosów. Peter uśmiechnął się i ruszył ręką by pokazać, że tego nie chce
-Nie dzięki, nie palę... Ale jestem ciekaw, jak doszło do tego, że (całkiem dosłownie) spadłeś mi z nieba, panie...?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Morow

avatar

Liczba postów : 20
Data dołączenia : 12/07/2017

PisanieTemat: Re: Szósta aleja zachodnia   Sro Paź 25, 2017 9:23 pm

-Faktycznie nie wyglądasz na takiego co pali, ale to i lepiej, więcej dla mnie i mojego raka. Kiedyś podejrzałem jak wyrabiają te fajki w Rosji i zdziwiłbyś się jaki syf w tym jest. Dlatego nie radzi się ich palić w zamkniętych pomieszczeniach, szczególnie bez okien. Już doszło do paru zgonów. Wystarczyło, że wesz...
Nie mówił szybko, ale potok słów wylewał się z niego nieprzerwanie, co było jego nawykiem. Wyrobił go sobie za młodu dla pewnych momentów, które budziły w nim stres i panikę. Jak niektórzy mieli baloniki odstresowujące, on miał słowa, które potem przeszły do jego codzienności. Czy się cały czas bał? Nie. Teraz kiedy milczał już się nie bał, dużo rzeczy stało się dla niego obojętnych, nawet on sam stał się dla siebie obojętny. Ale lubił doświadczać różnych oddziałujących na niego bodźców, lubił otaczający go świat. Można z nim było wchodzić w przeróżne ciekawe interakcje, a ich konsekwencje czasem były wręcz... wybuchowe!
Przytrzymał w zębach papierosa, zaciągając się co chwila krótkimi falami dymu, miło gryzącego przełyk i płuca, które łaskotał, dla ułatwienia sobie rozmowy i wypowiadania wyraźnie słów. Z perspektywy Petera mógł się wydawać teraz kompletnie rozluźniony i nie przejmujący się poprzednimi wydarzeniami, szczególnie tym upadkiem jakim przywitał twardy grunt. Wydawałoby się, że jest teraz zupełnie inną osobą, która po prostu pojawiła się po chwili nieobecności. Mimo całego tego wrażenia, Morow wcale nie zapomniał o ostatnich paru minutach. Przyglądał się uważnie Peterowi podczas obsypywania go historią papierosów, badając cal po calu, zapamiętując każdy najmniejszy detal. Słowa o mutantach nadal nie przestawały mu brzęczeć w głowie cichym echem, nieprzyjemnie drażniąc, jakby podświadomie nie chciał pozwolić o zapomnieniu sobie o tym. Musiał wybadać tego chłopaka, szczególnie, że coś podejrzewał, a nie chciał żyć ze świadomością, że gdzieś na ulicach, chodzi sobie ktoś kto zna jego tożsamość. Wiedział, że czasem zbagatelizowanie takiego drobnego szczegółu, może okazać się fatalne w skutkach. Ponieważ lawina zawsze zaczyna się od małego kamyczka. Jednak jeśli chciał się czegoś dowiedzieć, najlepszym rozwiązaniem będzie teraz odegranie przyjemnego gościa o dobrych zamiarach. Jeśli okaże się mało ciekawy, może chociaż namówi go na coś albo okradnie. Ludzie zazwyczaj noszą ze sobą pieniądze jeśli gdzieś wychodzą, prawda?
Na następne słowa Petera, strzyknął językiem przy zębach, unosząc kącik górnej wargi i zerknął w górę, na miejsce, z którego spadł i pokiwał powoli głową, parskając cicho śmiechem.
-A wiesz, że sam nie wiem jak mogło do tego dojść? Oczywiście wiem jak do tego doszło, ale nadal ganię się w głowie za to, że jestem takim sklerotykiem. Siedziałem na dachu i podziwiałem zachód słońca, jedząc lunch, i w którymś momencie po prostu położyłem skórkę od banana koło siebie. Kiedy wstałem, założyłem na głowę maskę, zobaczyć jak leży i czy da się w niej chociaż przeżyć. A wtedy nadepnąłem na tę cholerną skórkę, a ona poniosła mnie aż na sam dół. Głupie, prawda? Niestety czasem się płaci za swoje niedopatrzenia.
Pokręcił głową z udawaną dla samego siebie dezaprobatą i zerknął na ułamek sekundy w stronę chłopaka, sprawdzając jego reakcję.
-Pewnie się spytasz dlaczego akurat wybrałem sobie dach, ale cóż. Lubię po prostu być ponad tym wszystkim, wiesz... Czasem czuję, że jestem tutaj zamknięty wśród szarości i natłoku ludzi, a tam? Jestem sam. A to bardzo sobie cenię, nawet nie wiesz jak rzadko udaje mi się być sam na sam ze sobą.
Peter nawet nie wiedział jaką dwuznaczność miały te słowa w jego ustach. W końcu odwrócił głowę i spojrzał na Petera, tym swoim spokojnym, ale niepokojącym wzrokiem.
-Jaki ze mnie znowu Pan. Mów mi Josh. A Ty to...?
Wyszczerzył się.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Spider-Man

avatar

Liczba postów : 257
Data dołączenia : 20/07/2012

PisanieTemat: Re: Szósta aleja zachodnia   Pią Paź 27, 2017 1:26 pm

Przy słuchaniu słów nieznajomego uświadomił sobie coś dziwnego, dziwniejszego nawet od wcześniej wspomnianej osoby. Otóż mógł zrozumieć problemy tego faceta...na swój sposób. Też często zapominał o pewnych rzeczach jak spotkania, czy uzupełnianie kartridży do web shooterów. W wypadku tej drugiej opcji, też kończył na ziemi. Komentarz o częstym zakładaniu maski też pasował, choć może w nieco innym kontekście.
-Ta, wiem jak kto jest- uśmiechnął się nieznacznie, lecz serdecznie. Mówinie metaforami bywało czasami terapeutyczne, choć nie tak jak mówienie bezpośrednio i szczerze. W razie czego może powiedzieć, że zapomina rzeczy w redakcji, ale liczył, że nieznajomy nie pociągnie tego tematu, bo tylko go zepsuje.
Następne słowa rozmówcy także pasowały do niego. Uwielbiał czasami pohuśtać się na sieciach by zapomnieć o wszystkim i wyczyścić umysł albo by poukładać sobie myśli w głowie.
-Nie jestem pewien czy będę w stanie coś na to poradzić, ale możesz kiedyś pobyć sam ze mną, jeżeli masz na to ochotę- wyciągnął notes i długopis, zapisał w nim coś, a następnie wyrwał kartkę i wręczył ją Joshowi. Widniał na niej ciąg cyfr.
-Mój numer- wyjaśnił Peter, przechodząc obok dziwaka. Ciężko było mu powiedzieć czy to dlatego, że chciał mieć na niego oko i powstrzymać od robienia głupich rzeczy, czy też dlatego, że na swój sposób go polubił. To było całkiem dziwne, większość psychopatów jakich znał chciała go zabić.
-Peter- odwrócił się na niego na krótki moment by podać swoje imię i poszedł dalej przed siebie.
[z/t]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Morow

avatar

Liczba postów : 20
Data dołączenia : 12/07/2017

PisanieTemat: Re: Szósta aleja zachodnia   Wto Lis 14, 2017 10:40 pm

Zaciągnął się po raz ostatni przefiltrowanym ledwo co przez bibułkę papierosa dymem, z uśmiechem na twarzy rozkoszując się wchłanianą przez jego organizm nikotyną i wyrzucił niedopałek, ścierając jeszcze jarzące się ostatnie resztki tytoniu o podeszwę buta. Trafił idealnie do stojącego nieopodal kosza na śmieci, nie zastanawiając się nad samym wystrzałem spomiędzy palców w jego kierunku, bowiem zrobił to odruchowo, ledwo patrząc w stronę śmietnika. Ale tylko przez chwilę trafił. Sekundę później pomarańczowy "ustnik" fajki został poniesione daleko przez wiatr, zdmuchnięty z pokrywy śmietnika przeznaczonej właśnie do gaszenia papierosów. Ale tego już nie widział, bo jego wzrok przyciągnęła dłoń umazana w jakiejś dziwnej, białej mazi, wydzielającej nieprzyjemny i obrzydliwy smrodek. Nawet w tej bieli odnotował pewną paletę szarości i żółci, zmieszanych ze sobą. Co ciekawe, w niektórych miejscach maź zaczęła wysychać, a na samych krańcach rozlanej plamy pękać. Nagle jakby w jego głowie pojawiła się jakaś lampka, która rozbłysła nie jaskrawym światłem, a przewijającymi się niczym film obrazami, chociaż lepszym tu określeniem będzie "odczuciami" jakie mu towarzyszyły przez pewien moment. Faktycznie kiedy zlatywał stamtąd tu, poczuł jakąś dziwną substancję na wewnętrznej stronie dłoni i palców, uciekającą mu spomiędzy nich równie szybko co barierka, z którą wiązał przez pewien moment wiele nadziei. Póki nie pie**olnął w ziemię.
A więc to tak.
Nagle do jego upapranej ręki została wciśnięta kartka o jakimś dziwnym ciągu liczb, rozwlekającym się na całą jej szerokość. Cyfry zostały wyryte w papierze szybkimi, acz precyzyjnymi ruchami, co dało możliwość wyraźnego przeczytania numeru już za pierwszym razem, co spodobało się Morowi. Zawsze miał w głowie lekarzy i ich niechlujne pismo, które często doprowadzało go do szewskiej pasji.  Nawet nie zdążył jakkolwiek zareagować na ten podarek, kiedy mężczyzna, który wręczył mu go, już go wyminął i odchodząc w przeciwną stronę dla rosjanina, jeszcze na sekundę się odwrócił, by rzucić w jego kierunku jedno, proste słowo, które wryło się w pamięć najemnika. Zapamiętał.
Nie rozwodząc się długo nad odejściem nieznajomego znajomego, leniwie odwrócił się w swoim kierunku i ruszył przed siebie, zerkając jeszcze na swoją upi**rzoną dłoń. Teraz przyszło mu pozbyć się tego gó*na.

[z/t]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Szósta aleja zachodnia   

Powrót do góry Go down
 
Szósta aleja zachodnia
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 5 z 5Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5
 Similar topics
-
» Aleja Kwitnących Wiśni
» Aleja czterech króli
» Loża lordowska zachodnia
» Kwiatowa Aleja
» Aleja sfinksów

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Midgard :: Stany Zjednoczone Ameryki :: Nowy Jork-
Skocz do: