Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Szósta aleja zachodnia

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4
AutorWiadomość
Gość
Gość



PisanieTemat: Szósta aleja zachodnia   Sob Mar 05, 2016 8:08 pm

First topic message reminder :


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1346
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Szósta aleja zachodnia   Czw Lut 02, 2017 5:24 pm

Potężne zakłócenia, wypełnione pustką, która pojawiła na obszarze miasta Houston oraz przyległych mu terenach w amerykańskim stanie Texas. Kilka tysięcy kilometrów kwadratowych terenu z którego istnienie wszelakich form magicznych zostało dosłownie zmiecione, wymazane. Wydarzenie to wyczuwalne było dla istot na całej planecie, jak również poza nią. Uczucie słabości, niepokoju, strachu czy pustki. Każdy czuły na magię odebrał to inaczej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Szósta aleja zachodnia   Sob Lut 04, 2017 10:54 am

Jason poczuł nagłe uczucie bólu. Nie nie takiego realnego, fizycznego. Coś nagle wypełniło go żalem nie do opisania. Czegoś nagle po prostu zabrakło.  I już pewnie nigdy nie wróci. Echo tej porażającej zmiany nadeszło z daleka. Musiało mieć monstrualny rozmiar jeśli było tak wyraźnie odczuwalne.
Jednak to co poczuł Jason jako uczucie bólu byt złączony z jego duszą poczuł o wiele wyraźniej. Darkwood poczuł wręcz jak cały się sprężył w szale i mieszance przerażenia. Pierwszym myśl dotyczyła tego że nigdy nie czuł wilka w takim stanie. Druga już nie była do końca realna.
Jason skulił się na tylnim siedzeniu w nagłym ataku bólu i pod wpływam nagłej nie kontrolowanej przemiany. Jak przez mgłę słyszał ze Charles krzyczy coś do niego i pisk szybkiego skrętu samochodu. Jedyne co mógł teraz zrobić to przeciwstawić człowiek, bestii która chciała uciec. Z całych sił z całym swoim doświadczeniem i całą troską o okolicę przeciwstawiał się uwolnieniu.
W normalnych warunkach przemiana zachodzi błyskawicznie, teraz odbywało się to jak z zwolnionym filmie. Z porastającą go czarną sierścią, kły zaczynały kąsać powietrze a pazury drzeć tapicerkę. Z gardła wydobywał się na przemian warkot i zniekształcony ludzki głos. Jednak powoli człowiek ułagadzał bestię.
Świadomość zaczęła ustępować przelęknionej furii. Pierwsze co poczuł ze samochód stoi. Następnie że ktoś coś mówi do niego.
Kilka chwil później spocony, sponiewierany na czworaka wśród strzępów siedzenia, skoncentrował wzrok na Pieperze.

-"Już w porządku sir? Myślałem ze zdemoluje pan cały samochód i okolicę! Co się stało!"

Jason potrząsnął głową aby pozbyć się resztek zamroczenia.

-"Coś się wydarzyło... Coś bardzo złego. Dzwoń do firmy niech się skontaktują z wojskiem. Coś... Zniszczyło gdzieś magię. Potwornie. Dzwoń!.... I zawieś nas na wybrzeże. Może trzeba rozmówić się z Ghost Riderem. Pewnie przyda się pomoc."

Następnie usiadł, oparł się o resztki siedzenia i zamknął oczy. Nigdy tak się nie czuł. To co się wydarzyło przeraziło starożytny byt zamieszkały w nim. Więc jego też.
Powrót do góry Go down
Johnny Blaze

avatar

Liczba postów : 72
Data dołączenia : 29/08/2014

PisanieTemat: Re: Szósta aleja zachodnia   Wto Lut 07, 2017 9:37 am

-Doki... będę tam czekać.

Ghost Rider spojrzał na Jasona i zacisnął mocniej szczęki. Ta siła... moc bijąca od jego towarzysza była silna, wyczuwalna i intrygująca, niemal równie stara co demony. Kim jednak była, potworem czy dobry duchem, nie mógł orzec, nie miał dostępu do duszy stwora. Ale miał dostęp do duszy rozmówcy.

-Widzę, że już lepiej nad nim panujesz - powiedział wsiadając na motocykl - Pamiętaj o naszej umowie. Trzymasz sierściucha w ryzach, a ja wtedy nie przyjdę po Ciebie.

Dodał gazu i spod kół motocykla buchnęło płomieniami, a dziura w asfalcie pogłębiła się. Spojrzał jeszcze przed odjazdem na Arkona i gdyby mógł, to zmrużyłby oczy. Zamiast tego jednak pokazał mu palcami znak "będę Cię obserwować", po czym ruszył z rykiem silnika w kierunku portu. Jadąc przejechał przez jedną z wąskich uliczek, gdzie zmienił się z powrotem w człowieka. Po co od razu demolować i alarmować całe miasto?

Motocykl znowu był zwykłym, ziemskim pojazdem, zniknęły łańcuchy i olbrzymie ćwieki na kurtce. Blaze założył na uszy słuchawki i jakby nigdy nic kierował się na wybrzeże.

Zt: Nabrzeże w pobliżu Hart Island


Ostatnio zmieniony przez Johnny Blaze dnia Czw Lut 09, 2017 9:49 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
ArKon

avatar

Liczba postów : 7
Data dołączenia : 15/01/2017

PisanieTemat: Re: Szósta aleja zachodnia   Wto Lut 07, 2017 9:35 pm

Arkon uczynił pokojowy znak w reakcji na gest Ghosta. Jakąkolwiek energią nie jest ten stwór na pewno jest stary, bo zna Jasona. Ciekawe czy będzie skory do współpracy?
Zobaczymy.
Powietrze ponownie zafalowało, a Arkon znów zamienił się w niewidzialną istotę, będącą jedynie falą elektromagnetyczną. Tym razem wybrał zamiast wiązki światła pasmo radiowe.
Ciągłe przemiany form energii to jego natura, jego żywioł, jego prawdziwe ja. Fizyka to dynamika energii, zmiany energii jednej w drugą, wzajemnych oddziaływań. Znów oddał się przemyśleniom...

Podążał tak na wysokości 200m nad samochodem Jasona. Nagle spostrzegł, że przez zamyślenie się zgubił pojazd. W trakcie drogi powrotnej w końcu trafił na niego. Stał na poboczu, a Jason aż kipił energią.

Akurat, gdy podleciał usłyszał nowiny i skojarzył fakt na który wcześniej nie zwrócił uwagi, będąc zatopionym w myślach. Rzeczywiście, minęła go jakaś fala uderzeniowa, ale nie była w jego paśmie więc ją zignorował.

Zt: Nabrzeże w pobliżu Hart Island


Ostatnio zmieniony przez ArKon dnia Czw Lut 09, 2017 7:53 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Szósta aleja zachodnia   Czw Lut 09, 2017 7:28 am

Jason nie czuł się komfortowo jadąc wśród szczępów siedzenia. Nie chodziło nawet o uczucie estetyki czy wygody fizycznej. Był to namacalny dowód na to że Bestia w nim to nie poskromiony szał i zniszczenie. Jego czoło zmarszczyło się w grymasie zmartwienia. Tyle istnień ludzkich te kły i szpony pozbawiły życia. Fakt że większości zdecydowanie na to sobie zasłużyli. Ale byli tez tacy którzy mieli nie szczęście znaleźć się zbyt blisko podczas kiedy Bestia oszalała w bólu czy też chroniąc jego rozdzierała każdego w pobliżu. Od wielu wielu lat już lepiej panuje nad swoimi uczuciami ale ciągle gdzieś w jego duszy słyszy warkot starożytnego bytu.

Spojrzał na Charlesa który już w miarę spokojnie kierował samochód w kierunku portu.

Jason oparł ciężko głowę o siedzenie. Ile by dał żeby spotkać jeszcze raz swoje dzieci. Przeprosić je. Znów być rodzinę. Mieć drugą szansę.
Przynajmniej teraz udało mu się stworzyć coś co da ludziom nadzieję. Obroni ich przed takimi jak on.

Obejrzał się do tyłu. Nie było widać Zarathosa. Co za niespotykane spotkanie. Ale może uda się je przekuć w coś dobrego. demon żywił się duszami złoczyńców. Może zechce czasami im pomóc. Większość ich celów to istoty przez wieki tuczące swoje dusze ogromem sadyzmu i grzechu. Przysmaki dla Ghost Ridera.
Nad nim podejrzewał że porusza się Ar-kon. Pamięta jak rozmawiali z Ironsem nad zagrożeniem i przydatnością w przyjęciu Obcego. Dzięki bogu okazał się kie tylko skuteczny jako broń ale tez dobrym towarzyszem. Dziwnie się układa życie.

Z rozmyślań wybudził go kierowca.

-"Szefie, dojechaliśmy do nabrzeża"

Zt-tutaj Nabrzeże w pobliżu Hart Island
Powrót do góry Go down
Alice Carter

avatar

Liczba postów : 40
Data dołączenia : 15/03/2017

PisanieTemat: Re: Szósta aleja zachodnia   Pią Mar 17, 2017 2:11 pm

-> Start


Przyszedł czas. Z matką jako tako doszły do siebie i trzeba było ruszyć życie dalej. Ile mogła ślęczeć we własnym pokoju studiując po nocach medycynę? to nie była dobra ucieczka od problemów... przynajmniej nie na dłuższą metę. Musiała wziąć się w garść i ruszyć szanowne cztery litery.

Z torbą na ramieniu szła przed siebie starając się zbyt dużo nie myśleć. To zazwyczaj źle się kończyło. Wracała do Instytutu, ale jakoś nie miała odwagi od tak... wkroczyć tam znowu. Sama nie wiedziała dlaczego. Szła możliwie najbardziej okrężną drogą byle za szybko tam nie trafić. Nie potrafiła powiedzieć skąd ten irracjonalny strach. Po tym co się jej przytrafiło? Nie... no przecież nikt ze Szkoły nie miał z tym nic wspólnego a jej przyrodni brat już postarał się o to by tak zostało. Może czuła się napiętnowana w jakiś sposób? Czasami, nawet idąc po zakupy miała wrażenie, że ludzie się na nią gapią, za jej plecami wytykają palcami i szepcą. Paranoja jak nic. dlatego za dużo wolnego myślenia o sensie życia zazwyczaj źle się kończy.

Nawet nie wiedziała przez jaką dzielnicę przechodzi. Czy jest jeszcze na Manhattanie czy nie... z resztą co za różnica, do Instytutu jeszcze kawał trasy, a to było teraz pocieszające... długi spacer. Ruch tu nie był zbyt wielki, a ci, którzy się tu ruszali pochłonięci byli własnymi sprawami. Pospieszne kroki, nerwowe rozmowy przez telefony, biznes jak zwykle. dla niej też zapewne skończyłoby się na zwykłym przejściu chodnikiem, dalej przez ulicę i dalej ku celowi. Pokrętne losik miał jednak psikusa, który obudził dziewczynę i to co w niej najlepsze.
Wszystko działo się szybko i AC zadziałała instynktownie, bez chwili zastanowienia czy wahania. Zrzuciła torbę z ramienia i rzuciła się biegiem.
Po drugiej stronie ulicy szła sobie zagadana przez telefon kobieta. Szła z naprzeciwka względem rudej, więc ta doskonale widziała co się dzieje. z tego samego kierunku nadjeżdżał samochód dostawczy. Półciężarówka, lub coś w tym stylu... AC nigdy nie lubiła samochodów, pewnie nawet nie potrafi wymienić kilku podstawowych marek. Kierowca z jakiegoś powodu zaczął zbaczać z pasa ruchu wprost na chodnik i nieświadomą niczego kobietę. Facet prawdopodobnie upuścił coś na podłogę auta, papierosa, albo komórkę i schylając się po ów rzecz stracił z oczu drogę i zaczął zjeżdżać w bok. Tak niewiele potrzeba do ludzkiej tragedii...
Carter nawet nie spojrzała czy coś nie nadjeżdża z drugiej strony, od razu przecięła jezdnię by dostać się na drugą stronę. To by było, rzuca się na ratunek komuś i wpada pod inny samochód. Zamiast jednej poszkodowanej, byłyby dwie kraksy. Mało śmieszne. Szczęściem nic nie jechało i nastolatka zdołała rzucić się by wypchnąć spod maski dostawczaka zdziwioną kobietę. Ruda nie była super szybka, nie dała rady samej uskoczyć. Zdążyła jednym ramieniem osłonić głowę nim zarobiła od boku grillem auta. Dostawczaka podbiło na krawężniku, nieświadomy wypadku kierowca, zaklął głośno, odzyskał panowanie nad kierownicą i pojechał dalej, skręcając na najbliższym skrzyżowaniu. AC stęknęła przez zaciśnięte zęby i odrzucona na bok przeturlała się po chodniku. W pozycji embrionalnej zatrzymała się i nie ruszyła chwilę jakby czekając w napięciu czy zaraz znowu nic na nią nie najedzie. Nic takiego się nie stało, dziewczyna więc oddychając płytko podniosła się ze stęknięciem na czworaki. Ubrana była w koszulkę na ramiączkach, jeansy i trampki. Zarobiła z prawej strony. Na prawej ręce, tej którą osłoniła głowę wykwitał ogromny siniak. Nogawkę na prawym udzie miała rozdartą i zakrwawioną, pewnie zraniła się o jakiś element zderzaka. W niektórych miejscach na twarzy i rękach było widać drobniejsze skaleczenia i otarcia po spotkaniu z chodnikiem. Pod koszulką nie było widać paskudnego siniaka na boku klatki piersiowej, tak jak popękanych od uderzenia żeber.
-Wszystko OK? - Zapytała przez zęby kobiety, którą odepchnęła, a która upadł zapewne niedaleko. AC wyglądała na szczęśliwą mimo, że zaciskała zęby i zdążyła już też przycisnąć jedną rękę do boku.
Cała Carter. Ona pyta czy wszystko w porządku, po tym jak właśnie sama miała bliskie spotkanie ze zderzakiem półciężarówki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kate Bishop

avatar

Liczba postów : 99
Data dołączenia : 24/07/2013

PisanieTemat: Re: Szósta aleja zachodnia   Pią Mar 17, 2017 10:37 pm

Niestety, posiedzenie na komisariacie troszkę się przedłużyło. Szczerze mówiąc pechowo trafiła na policjanta, który nie grzeszył inteligencją, dlatego powoli zaczęła się irytować. Na szczęście potrafiła utrzymać nerwy na wodzy i po raz kolejny opowiedzieć tę historię. Przesłuchujący myślał, że Kate popełni jakiś błąd, ale nic bardzo mylnego. Panna Bishop bardzo dobrze wiedziała co ma mówić, więc policjant uparcie drążąc temat musiał się czuć co najmniej zawiedziony. W końcu spisał ze zeznania i była wolna. Gdy wyszła z mało wizualnie zachęcającego pokoju asystentka ojca już na nią czekała. Przejęta kobieta podbiegła do Kate, na co ta zareagowała przepraszającym uśmiechem. Wyjaśniła kobiecie co zaszło i zapewniła, że nic jej nie jest. Poprosiła również o to by nie martwić pana Bishop, na co ta niechętnie przystała. Odwiozła Kate do domu, a gdy wysiadła i samochód zniknął za rogiem, wzięła nogi za pas i wyciągnęła telefon. Chciała napisać smsa do Tommy’ego, ale coś ją powstrzymało. Wzrok Kate padł na znajomą postać. Ta ruda czupryna… no nie sposób jej nie zauważyć, chociaż dzieliło ją kilkadziesiąt metrów.
- Alice?- zapytała w myślach, choć bardzo dobrze znała odpowiedź na to… mało skomplikowane pytanie. Uśmiechnęła się pod nosem na wspomnienie wspólnych spędzonych z przyjaciółką chwil. Znaczy… z przyjaciółką. Ile to już minęło od ostatniego spotkania? Całkiem sporo. Dwa lata? Trzy? Cholera, ten czas tak szybko leci. Przeczesując pamięć, robiąc przy tym rachunek sumienia, poczuła charakterystyczny, nieprzyjemny ścisk w żołądku. No tak. Spuściła wzrok i zerknęła na wyświetlacz komórki i wrzuciła ją niedbale do torby. To tragiczne wydarzenie w parku troszkę ją zmieniło. Nie dość, że wcześniej musiała zmienić szkole, na stopień wyżej, co nie ułatwiało im spotkań, to… po tym traumatycznym epizodzie nie miała ochoty na jakiekolwiek kontakty. Musiała wszystko od nowa poukładać, a zajmowanie myśli treningami i zapychaniem sobie dnia od rana do wieczora nie pozostawiało zbyt wiele czasu na spotkania towarzyskie.
Tak czy siak nie zamierzała teraz odwrócić się na pięcie i odejść. Nic z tych rzeczy. Ruszyła w kierunku nadchodzącej z na przeciwka dziewczyny. Ba! Nawet zaczęła do niej machać i już chciała krzyknąć, widząc, że ta z zaaferowaną miną wpatruję się w kogoś po drugiej stronie ulicy. Zanim do niej doszło co się dzieje... było już za późno. Pierwszy raz od dłuższego czasu poczuła się tak… tak przeraźliwie bezsilna. Stanęła jak wryta widząc jak dziewczyna przebiega na drugą stronę ulicy, bez nawet zerknięcia czy nic nie nadjeżdża z naprzeciwka. Dopiero kierując wzrok na cel rozgorączkowanej dziewczyny zdała sobie sprawę o co chodzi.
Zacisnęła mocno dłonie na pasku torby, którą trzymała na ramieniu. Chciała krzyknąć, że ma uważać, ale głos ugrzązł jej w gardle, po tym co zobaczyła. Alice została potrącona przez samochód dostawczy, bohatersko odpychając zagapioną w komórkę dziewczynę. Na dodatek kierowca nie zamierzał nic z tym zrobić, ponieważ wcale się nie zatrzymał. Ba! Nawet nie zwolnił.
Pośpiesznie zanurkowała dłonią do torby chcąc poszukać komórki, a gdy poczuła zimny i twardy materiał pod palcami, nie zastanawiając się wcale wyciągnęła i zrobiła fotkę. Sama nie wiedziała czy ostrość była na tyle odpowiednia by cokolwiek mogła z niej wyczytać, ale może uda się chociaż kilka znaków z tablicy rejestracyjnej. Dopiero po sekundzie podbiegła do skulonej dziewczyny. Oczywiście sama wybiegła na ulice nie zwracając uwagi na nadjeżdżający samochód, ale ten chociaż się zatrzymał. Obtrąbił Kate sowicie, ale ta nic sobie z tego nie zrobiła.
- Boże Alice jak to możliwe, że żyjesz???? – Dopadła do niej. Na gapę z komórką zerknęła tylko raz i to przez ramię. Nic jej nie było, dlatego zaraz skupiła wzrok na obrażeniach przyjaciółki.
- Dzwonie po karetkę – Dopiero teraz zdała sobie sprawę, że palce mocno zaciska telefonie. Była zdenerwowana, ale trzymała emocje na wodzy, w końcu miała zostać super bohaterką. Czuła jednak, że jak wróci do domu to padnie na kanapę i uśnie. Gdy Alice podniesie wzrok powinna rozpoznać w niej swoją przyjaciółkę. Włosy jak zwykle łanie upięte w kucyk. Elegancki fioletowy płaszcz sugerował, że niedawno była na zakupach z siostrą. W dłoni trzymała jeden z nowszych modeli telefonów i wybierała alarmowy numer. Wzrok cały czas badał twarz rudowłosej dziewczyny.
- Nic się nie martw, nic.się.nie.martw. Kate się tym zajmie - Powtarzała do niej, czy do siebie. Sama już nie wiedziała.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Alice Carter

avatar

Liczba postów : 40
Data dołączenia : 15/03/2017

PisanieTemat: Re: Szósta aleja zachodnia   Pią Mar 17, 2017 11:00 pm

Okej... to bolało! Każdy oddech palił żywym ogniem, ale to i tak nic w porównaniu z bólem postrzału. To dopiero boli! Miała porównanie. Drab, który ją uprowadził postrzelił ją w udo, myślała, że się zes... skicha z bólu, na szczęście zaraz ja ogłuszył i po kłopocie. Teraz mogła oddychać przez zaciśnięte zęby i nie wić się, ani nie krzyczeć. Same plusy!

Kobieta, którą odepchnęła wstała roztrzęsiona. Nic jej, poza siniakiem na tyłku, nie było. Mogła cieszyć się, że żyje. Do Alice zaraz dopadło COŚ. Przez chwilę nie wiedziała co się dzieje, kto jej w ucho krzyczy, kto ją ogląda. Dziewczyna...
-Kate...? - Stęknęła, gdy przez to wszystko dotarło do niej, kto przy niej jest. -Kate! Ał... - Jęknęła, ale widać było mimo wszystko, że się rozpromieniła! Nie widziała tej zarazy tyle czasu, zmieniła szkołę i przepadła bez wieści! Nie odbierała telefonów, a potem chyba w ogóle numer zmieniła! Znika, a teraz pojawia się czarodziejsko akurat w takim momencie. W zasadzie obojętnie w jakim momencie by się pojawiła, najważniejsze było że JEST!
-Nie. Kate. Nie karetkę. Proszę nie. - Skrzywiła się niemal wpadając w panikę. Wyciągnęła rękę po telefon przyjaciółki, ale nie sięgnęła i skuliła się stękając.
-Nie wzywaj pogotowia. Pomóż mi wstać. Kurde, chodźmy stąd i to szybko. - Powiedziała z przekonaniem. Wciąż zaciskała zęby, ale siniaki i zadrapania na twarzy chyba właśnie znikały...
-Kate. Kate. Nic się nie martw. Zabierz mnie stąd. Tylko zgarnijmy po drodze moją torbę... - Powtórzyła spokojniej, z lekkim krzywym uśmiechem patrząc w oczy dziewczyny. Spojrzenie jasno mówiło, "MUSIMY POGADAĆ". Z jej pomocą, powoli zebrała się na nogi.
-Machałaś mi?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kate Bishop

avatar

Liczba postów : 99
Data dołączenia : 24/07/2013

PisanieTemat: Re: Szósta aleja zachodnia   Sob Mar 18, 2017 11:10 am

Samo patrzenie na wykrzywioną z bólu twarz Alice nie należało do przyjemnych. Naprawdę miała ochotę znaleźć tego kierowcę i kolejny raz wymierzyć sprawiedliwość, ale tym razem mocniej i dosadniej. Jakim chamem, prostakiem, gburem, nieodpowiedzialnym dupkiem trzeba być, żeby w ten sposób postąpić. Może czas by się nauczył brać konsekwencje za swoje fatalne w skutkach czyny? Nie, ona tak tego nie zostawi. Nie zostawi. Nie.zostawi. Choćby miała sama dojść do tego, kto siedział za kółkiem. Jak zwykle w takich momentach odzywał się w niej ‘zosiosamosiowy' styl wynikający z dość osobistego traktowania sprawy oraz odzywającego się w niej zewu detektywistycznego. Ale nieważne. Nie teraz.
Wzniecała w sobie złość, by nie zacząć panikować i ku zaskoczeniu niebieskookiej, szło jej całkiem nieźle. Już odbiegając od tego, że łączącą obie dziewczyny cechą było zachowanie zimnej krwi nawet w skrajnie dramatycznych przypadkach, Kate na swój młody wiek całkiem dobrze sobie radziła. Ważne, że Alice żyła, a dalej jakoś sobie poradzą. Kto jak nie one?
- Tak to ja – Ucieszyła się, gdy ta ją poznała. Radosna nuta wkradła się w słowa dające upust niebywałej ulgi. Najwyraźniej w głowę nie oberwała, aż  tak mocno jak sądziła. To dobrze. Jest kontakt, dziewczyna nie wydawała się również jakaś taka, nie do końca świadoma całej sytuacji, a to już spotkało się z delikatnym zaskoczeniem. No bo, heloł. Bycie twardym to jedno, a dostać strzała z ciężarówki dostawczej to drugie. Nie żeby Kate się oszczędzała, poddając swe ciało dość niebezpiecznym treningom w terenie. Skakała po dachach, pracowała nad kondycją nie tylko podczas zajęć z osobistym trenerem, bo w końcu to co działo się na sali to dla niej za mało. No, ale wypadek na serio wyglądał bardzo poważnie. A z drugiej strony, może tak właśnie ujawniało się szok Alice? Nie chciała karetki, bo nie chciała sprawiać komuś problemów?
- Co? Co ty gadasz?! Jesteś w szoku! – Posłała jej przeciągłe spojrzenie, wodząc wzrokiem po  twarzy Alice. Coś jednak ją przekonało. Nigdy wcześniej nie widziała dziewczyny tak spanikowanej. Czyżby bała się lekarzy? Naaah, to do niej niepodobne. No, chyba, że przez ten czas zdarzyło się coś, co zmieniło podejście panny Carter. Spojrzała na dziewczynę jeszcze bardziej wnikliwie, a potem ciężko westchnęła. No dobra, postanowiła jej zaufać, aczkolwiek, nie spotkało się to z pełną aprobatą.
- Matko kochana, ale ten dupek cię załatwił. Stojąc z boku wyglądało to  o wiele gorzej –Odpowiedziała i zmrużyła powieki zbliżając twarz do przyjaciółki. Zaraz, zaraz. Czy te ranki nie były większe? …Otrzeźwiała dopiero, gdy Alice przywołała ją do porządku wypowiadając kilkukrotnie jej imię, co przypomniało pewną historię z Candymanem. Huh, ale się wtedy bały, o matko. A chichrały się jeszcze bardziej.
- Dobra, dobra, już – Złapała za torbę Alice i zarzuciła na przepasane paskiem ramie. I tak już nosiła ciężary, więc jeszcze jedne nie zrobiły różnicy, a potem pomogła dziewczynie wstać. Komórka oczywiście wylądowała ponownie w czeluściach, a numer alarmowy póki co został wykasowany.
Widząc to charakterystyczne spojrzenie przyjaciółki pt. ‘Koniecznie musimy pogadać’ kiwnęła tylko głową i rozejrzała się mając nadzieje na mniejszą ilość ciekawskich gapiów. Na szczęście ci dopiero się zbierali. Jedną rękę Carter przerzuciła sobie przez szyję, a swoją objęła ją ostrożnie w pasie.
- Machałam ci, ale jak zwykle trzymasz głowę wysoko w chmurach, Carter. Weź się ogarnij, co? – Rzuciła jej niby złośliwie, jednak pokrzepiający uśmiech Kate zdradzał, że była bardzo daleko od uszczypliwości.
- Chodźmy do mnie. Tu niedaleko się przeprowadziliśmy – Zapytała idąc w kierunku apartamentowca. Pomogła dziewczynie wejść po schodach. A potem zniknęły w głębi klatki schodowej, gdy niepewnie zerkający odźwierny otworzył im drzwi, wyćwiczonym gestem zapraszając do środka.

//Dwupiętrowy apartament Bishopów
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Szósta aleja zachodnia   Sob Mar 25, 2017 10:25 pm

<-Z tematu

- Jak Ci się podoba moja limuzyna? Nie uważasz, że przydałoby się trochę więcej przestrzeni?

Zapytał niezwykle łagodnym i w pełni zrelaksowanym tonem, siedząc wygodnie na tyłach jadącego pojazdu. W lewej dłoni trzymał szklankę w połowie upitym już trunkiem alkoholowym, zaś prawą elegancko podpierał swoją brodę końcówkami samych palców, uprzednio dotykając łokciem o oparcie na drzwiach ze strony pasażera. Nogę trzymał na drugiej nodze - gdyż na tyle pozwalała przestrzeń luksusowego auta - a na twarzy gościł u niego delikatny uśmiech, który tym samym jasno dawał do zrozumienia, iż osoba siedząca na prawo miała przesrane. A co do już samej osoby... był to oczywiście Phill - napakowany łysol z zoo, powiązany z organizacją stojącą za porywaniem zwierząt w celach niecnych eksperymentów. Na chwilę obecną mężczyzna był przytomny i w pełni świadomy. Przy nadgarstkach ciasno upięte miał kajdanki, a po jego lewej leżał telefon - jego telefon - na który rzekomo zadzwonić mieli goście od nagrody za dzisiejsze zlecenie. Miał naprawdę proste zadanie. Wystarczyło tylko odebrać telefon i umówić się na spotkanie w wybranym miejscu.

- Pewnie zastanawiasz się jakim cudem Twoje kolano jest zdrowe, a palce u dłoni znajdują się na swoim miejscu. Nie zrozumiesz tego, dlatego nawet nie zadawaj takich pytań. Twoim zadaniem jest odebrać telefon od znajomych, bym ja mógł się z nimi spotkać. Pamiętasz, prawda? Oczywiście chyba nie muszę tłumaczyć, że jeśli piśniesz choć niechciane słówko na mój temat, zabiję Cię tu i teraz gołymi rękami? Kiwnij głową, jeśli zrozumiałeś.

Popił swoją niekrótką wypowiedź kolejnym łykiem whisky.
Powrót do góry Go down
Sly

avatar

Liczba postów : 178
Data dołączenia : 04/10/2015

PisanieTemat: Re: Szósta aleja zachodnia   Nie Kwi 09, 2017 12:10 pm

Phil był wyraźnie zestresowany, w zasadzie można by powiedzieć, że kulił się w rogu pomiędzy siedzeniem a drzwiami. Był dosłownie przerażony, i w sumie nie ma się co dziwić- to co przeżył pewien czas temu, nadawałoby się na niezły horror. Oscary i złote globy by się posypały.
Mafiozo chciał właśnie otworzyć usta, jakby miał zamiar o coś zapytać, jednak Oliver skutecznie mu je zamknął, odpowiadając na jego niezadane jeszcze pytanie. Spojrzał zatem tylko na swoje dłonie,
pozbawione dowolnej biżuterii, wyraźnie myśląc jak do tego wszystkiego doszło. Kiwnął głową,
pogrążony w próbie zrozumienia tego tajemniczego zjawiska.
Można by powiedzieć, że czekali około 15 minut, gdy rozległ się dźwięk wibracji. Ekran telefonu Phila rozbłysł. Ten, drżącą ręką podniósł go i odebrał. Oliver wszystko słyszał, aczkolwiek musiał wytężyć słuch. Jednak był w stanie usłyszeć, jak przebiegała rozmowa.
-Halo?-
-Żółte światło czeka na zmianę.-Głos był definitywnie kobiecy. Wyglądało też na to, że Phil chciał coś odpowiedzieć, ale potem posłał nerwowe spojrzenie Oliverowi. Wyraźnie zastanawiał się, czy go wydać, czy nie.
-Ponoć teraz jest zielone-Odpowiedział z nerwami w głosie.
-Dobrze. Czekamy na parkingu, czarny wóz. Jedyny-I nastąpiło rozłączenie. Phil schował pistolet do kieszeni, i nerwowo patrzał na Blauvelta. Trybiki w jego głowie pracowały niezwykle szybko, co widać było po jego twarzy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Szósta aleja zachodnia   Pon Maj 08, 2017 8:50 pm

- Dobra robota, Phill. Spisałeś się na medal.

Kłamliwie go pochwalił, sarkastycznie uśmiechając się pod własnym nosem. Wkrótce również limuzyna zatrzymała się w wyznaczonym miejscu, jednakże kierowca pojazdu utrzymał na tyle odpowiedni dystans, by ekipa należąca do kobiety z telefonu nie mogła dostrzec potencjalnego zagrożenia. Rzecz jasna sam telefon został łysemu momentalnie odebrany, a kiedy już Oliver otworzył drzwi pasażera, stawiając przy tym pierwszy but na gruncie, dał znak kierowcy, by to więźniowi siedzącemu na tyłach auta przypadkiem nie przyszło do głowy uciekać. Szczelne zamknięcie zamków powinno rozwiązać problem. Warto było go jeszcze utrzymać przy życiu - tak na wszelki wypadek.

Blauvelt eleganckim ruchem prawej ręki wysunął katanę z pochwy upiętej przy pasku, po czym jej ostry czubek od razu skierował ku dołu - wzdłuż prawej nogi, w odstępie raptem trzydziestu centymetrów od uda. Lewą dłoń z kolei trzymał w kieszeni przy spodniach, delikatnie uginając przy tym łokieć - i tak oto maszerował przed siebie w kierunku czarnego wozu, niespecjalnie się przy tym śpiesząc.
Kiedy już samemu znalazł się mniej więcej w połowie drogi do celu, w pewnym momencie skierował czubek dzierżącego ostrza przed siebie - na w pełni wyprostowanej ręce w łokciu. Kataną dosłownie wskazał swoją "ofiarę", jakim był czarny pojazd, nawet się przy tym nie zatrzymując. Minęło raptem kilka sekund, a z ostrza rozbłysło się jasne - wręcz dobitnie oślepiające światło, którego za zadaniem było wprowadzić wszystkie osoby siedzące w aucie w stan absolutnej hipnozy. Dopiero wtedy Oliver mógł ponownie opuścić katanę, podchodząc już znacznie bliżej.

- Muszę przyznać, że macie naprawdę ciekawe hasło.

I uśmiechnął się złośliwie, jak to w jego stylu.
Powrót do góry Go down
Sly

avatar

Liczba postów : 178
Data dołączenia : 04/10/2015

PisanieTemat: Re: Szósta aleja zachodnia   Sob Maj 20, 2017 10:35 am

Phil uśmiechnął się niemrawo słysząc pochwałę. Widać było, że nadal się obawia... Aż podskoczył, gdy szczęknęły zamki. Dosłownie kłębek nerwów.
Auto stało, jakby wyczekując. Pierwsze krople deszczu uderzyły o ziemię. Chyba nawet pogoda postanowił tworzyć klimat. Z resztą, kto wie? Może to wszystko jest z góry ustalone?
Rozbłysk nie wywołał żadnej reakcji w aucie. Gdy Oliver podszedł do auta, była cisza. Dopiero gdy otworzył drzwi, jego oczom ukazał się wycelowany w niego pistolet.
-Fascynujące. Co z Philem?-
Spytała bez emocji. Osoba trzymająca broń była kobieta w okularach. Blondynka, włosy związane w koński ogon. Ubrana w czarny garnitur, oczy miała skierowane w telefon.-Ponadto ponoć wywołałeś jakiś rozbłysk... a przynajmniej tak donoszą moi ludzie. Próbowałeś nas oślepić?-Tu już spojrzała na Olivera. Faktycznie, nie była pod wpływem hipnozy. Ale dwójka jej towarzyszy, jeden ostrzyżony na jeża, drugi zaś z tzw "Samurajem" z włosów, już tak. O wycelowanych pistoletach mówić nie muszę.
Ciekawa sytuacja. Teraz dowolny ruch Olivera mógł doprowadzić do śmierci... Albo pozwolić mu przeżyć. Dwie spluwy mógł wyeliminować, ale zostawała ta trzecia. Jego moce na nią nie podziałały, gdyż najwidoczniej patrzała w ekran telefonu. Po którym przebiegały jakieś znaki... Czyżby włamywała się na czyjeś konto?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Szósta aleja zachodnia   Sob Lip 29, 2017 9:48 pm

- Mówisz o tym łysym łajdaku, siedzącym w mojej limuzynie? Ma się dobrze, choć muszę przyznać, że jest trochę nieśmiały.

Odpowiedział aż za dość uprzejmym głosem, całość owijając w bardzo ciepły dla ucha akcent. Mężczyzna w stu procentach zachowywał zimną krew w żyłach i niespecjalnie wzruszył się na aktualnie panującą sytuację. Zupełnie, jakby to przewidział - jakby miał to zaplanowane z dużym wyprzedzeniem. Oczywiście złośliwy uśmiech cały czas gościł na twarzy Olivera, co wręcz zupełnie gryzło się z tonem, którym przed chwilą wygłosił swoją wypowiedź. Na chwile obecną w jego osobę mierzyły trzy spluwy - dwie od pasażerów w samochodzie, a trzecia od blondi w okularach, która jako jedyna uchowała się od hipnozy.

- Masz doprawdy bystrych ludzi. W rzeczy samej, nie mylili się.

Ujął sarkastycznie, udzielając odpowiedzi na drugie pytanie zadane przez kobietę. W trakcie tego, dłoń, którą wcześniej trzymał w kieszeni, Blauvelt przyłożył teraz do poluzowanego przy kołnierzu krawatu, zwyczajnie go poprawiając. Ale czy tylko poprawiając? Bynajmniej. Mężczyzna naznaczył go swoją mocą, dzięki czemu blondi, która przez chwilę skierowała wzrok w jego kierunku, szybko popaść miała w stan absolutnej hipnozy. Od tej pory jej wszystkie pięć ludzkich zmysłów należeć miały do Olivera.
Mimo wszystko, zanim miało się to stać, należało wybronić się jakoś przed spluwami osiłków na tylnym siedzeniu. Nadszedł czas na krótkie przedstawienie.  

- No dalej chłopcy, nie siedźcie tak, tylko róbcie co do Was należy.

Powiedział, po czym w ciszy zaczął obserwować, jak to dwóch mięśniaków, którzy wcześniej celowali w jego osobę, teraz skierowali swoje bronie w kierunku blondynki z laptopem. Dlaczego? Odpowiedź jest prosta. Blauvelt nadszarpał ich dwa zmysły, jakimi były wzrok, a także słuch. Oboje przyjęli, że tak naprawdę ich szefowa stała na miejscu Olivera, a sam Oliver z kolei siedział na miejscu kobiety. Ba... usłyszeli nawet dokładny głos blondynki, wydający im dobitny rozkaz. Zabawnym w zasadzie było to, że szefowa, która jeszcze nie popadła w stan hipnozy widziała zupełnie co innego - prawdę. Mogło być dla niej dziwnym, że jej ludzie zaczęli słuchać poleceń obcego mężczyzny. Konsternacja to mało powiedziane.

- Wygląda na to, że teraz ja tu jestem kapitanem.

I ponownie uśmiechnął się prosto w twarz bizneswoman.
Powrót do góry Go down
Sly

avatar

Liczba postów : 178
Data dołączenia : 04/10/2015

PisanieTemat: Re: Szósta aleja zachodnia   Nie Lip 30, 2017 2:34 pm

-Wiedziałam, że jest miękki. Pewnie jeszcze pozostawił żywego świadka?-Wymownie uniosła brew, jakby sama już znała odpowiedź. Całkiem prawdopodobne,
że i tak wyeliminowali technika, po odejściu Olivera. Co było logicznym podejściem, jeśli chcemy wyeliminować świadków. Phil miał wykonać robotę, ktoś obserwować otoczenie, inny ukryć ewentualnych świadków.
-Pomysł wydawał się dobry. Jednak Phil naprawdę myślał, że zdrada ujdzie mu na sucho? Teatrzyk odstawiliście niezły. Jednak dobrze było podstawić obserwatora-Padła odpowiedź. Tym razem opatrzona uśmiechem wyższości. Jednak w chwili gdy Blauvelt poprawił krawat, jej telefon wydał dźwięk otwieranej butelki. Takiej na kapsel, dosyć charakterystyczny. Znaczki zniknęły, a blondyneczka odwróciła wzrok na moment- co "ocaliło" ją przed hipnozą. No cóż, nie zawsze wszystko idzie po myśli ludzkiej. Ten przypadek miał dzisiaj wymownie dosyć duże szczęście, skoro dwa razy uniknął mocy Olivera. Plusik taki, że opuściła równocześnie pistolet, zdając się na swoich ochroniarzy...
Szkoda tylko, że ci ją zdradzili. Chociaż... Nie zdradzili. Po prostu spostrzegli świat inaczej. Jednak jeśli mutant myślał, że bez gadania wykonają polecenie, to się przeliczył.
-Czekaj... Ale że jak?-Zapytał ten z samurajem. Spojrzał na swojego partnera, szukając odpowiedzi.
-Szefowa chyba się nie umie teleportować, nie?-Odpowiedział drugi. Wyraźnie przykuli tym uwagę wspomnianej osoby.
-Bylibyście tak mili i wyjaśnili mi co odwalacie? Goryl tak bardzo wam się rzucił na mózg?-Zapytała, patrząc na jednego, na drugiego. Którzy opuścili broń i patrzyli to na siedzącą pomiędzy nimi blondynkę, to na Olivera.  Trochę przypominało to widzów meczu tenisa na trybunach. W lewo, w prawo...
-Szefowa zawsze była kapitanem, wątpi pani?-Zapytał samuraj, słysząc stwierdzenie Blauvelta. Siedział idealnie pomiędzy bizneswomen i przeciwnikiem. W końcu spojrzał na towarzysza. I co warte odnotowania, to skinięcie głową.
Samuraj podejrzanie płynnym ruchem, jak na swoją potężną sylwetkę, rzucił się na Olivera. Mógł się przygotować, mógł próbować coś zrobić, jednak cios w przeponę pozbawił go tchu.
Blondynka także wyleciała z samochodu, pchnięta przez jeżyka.  Telefon przesunął się po chodniku, poza jej zasięg
-CZY WYŚCIE OSZALELI?-Krzyknęła. Panowie goryle chwycili równocześnie szefową za kark razem z Blauveltem.
-Nie myślałem, że procedury iluzyjne się kiedyś przydadzą-Mruknął jeden z nich. W odpowiedzi dostał wzruszenie ramionami. Czyli ktoś na górze jednak przewidział plan Olivera. Widać wyraźnie, że sprawa sięga wyższego szczebla.
-To które z nich zapytamy?-Zadał pytanie jeżyk, wydobywając pistolet. Blondynka się szarpała i próbowała się uwolnić. Klnęła, groziła zwolnieniami i jedną literką. "H". Aż czuję wewnętrzną potrzebę wypisania części z jej zdań, będących udowodnieniem, że w pewnych sprawach kobiety dorównują, a nawet przewyższają mężczyzn.
-NIECH TYLKO H SIĘ DOWIE! POZWALNIA WAS AŻ BĘDZIE SIĘ KUSIŁO, ***! CZY WY DO KURWY NĘDZY NIE ROZPOZNAJECIE WŁASNEJ SZEFOWEJ, PiERDOLENI KASTRACI?-Jak widać, każdy, nawet bizneswomen ma wewnętrznego dresa w sobie. U niektórych tylko wychodzi lżej.
Deszcz padał, a dwójka mięśniaków w garniturach wyraźnie coś myślała. Jeden trzymał za kark Olivera i blondynkę. Drugi tymczasem odbezpieczał swoją broń.
-Proponuję tą tu/tego tu-Zależnie od tego, czy Oliver dalej utrzymywał swoją iluzję bycia ich szefową, czy nie, posłużył się odpowiednimi formami.-Ta/Ten tutaj jest zbyt podobna/-y w zachowaniu do szefowej.-Dodał, potrząsając okularnicą.
-No dobrze. Więc, powiesz nam teraz, geny jakiego zwierzęcia zostały nam wszczepione?-Zapytał, spoglądając uważnie na Blauvelta. Cóż, nie ukrywajmy, poziom inteligencji (Szefowa wszak sama ich zdradziła), pełniona funkcja oraz budowa ciała (Oboje byli dosyć masywni, by nie powiedzieć- zwaliści. W zasadzie, zdawali się typowymi barowymi pilnowaczami, na siłę wciśniętymi w garnitury. Mięśnie były widoczne i dosyć spore. Jakim cudem oni weszli w ten garnitur?), sprawiały, że odpowiedź sama się nasuwała.
To chyba wyższy poziom pojmowania świata, no nie?
Blondynka zamarła, słysząc pytanie. Na moment, by zacząć się szarpać ze zdwojoną siłą.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kera

avatar

Liczba postów : 22
Data dołączenia : 05/06/2017

PisanieTemat: Re: Szósta aleja zachodnia   Czw Sie 10, 2017 5:25 pm

Pomysł z wypadem do wesołego miasteczka generalnie okazał się totalnym niewypałem. No zdarza się, co tu dużo mówić. Ale przynajmniej jako tako odpoczęła i odetchnęła sobie. Dzień jak codzień, w sumie. Najciekawsze jak zawsze okazywały się noce albo wieczory, choć czasem marzyła o tym, żeby chociaż trochę odpocząć. Odetchnąć od tego syfu, który miała okazję obserwować za każdym razem podczas nocnych wypadów. Ktoś jednak musiał się tym zajmować, a skoro sama wybrała sobie takie, a nie inne zajęcie, nie narzekała. Poza tym za każdym razem, gdy kogoś łapała, był to powód do zadowolenia i kontynuowania zajęcia.
Nie chciało jej się jeszcze wracać do mieszkania, więc zwyczajnie poszła się przejść. Oczywiście unikając raczej jakoś specjalnie obleganych uliczek, bo na nich się źle myślało i planowało. Chodziła tak jakiś czas, sama nie wiedziała, jaki. Szczęśliwi czasu nie liczą, jak to się mówi. W końcu zawędrowała na Szóstą Zachodnią. Nie sądziła w zasadzie, że kogoś tu spotka, nie było to jakieś specjalnie dobre miejsce spotkań. Stanęła z zaskoczeniem, patrząc na całą rozgrywającą się sytuację.
Trzech facetów i babka. Babka i jeden facet trzymani przez jednego z facetów, przypominających typowych goryli. W pierwszej chwili uznała, że po prostu chcą obrabować tę dwójkę. Nawet nie sądziła, że dno mogłoby być o wiele głębsze.
- Eeej! Zostawcie ich. – rzuciła ostro, sięgając do kabury z bronią. Cokolwiek te dwa goryle chciały zrobić tej dwójce, nie zamierzała do tego dopuścić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sly

avatar

Liczba postów : 178
Data dołączenia : 04/10/2015

PisanieTemat: Re: Szósta aleja zachodnia   Czw Sie 10, 2017 6:07 pm

Cóż. Sytuacja definitywnie nie wyglądała najlepiej dla Olivera. Kera mogła zauważyć,
że jeden z nich coś powiedział i przybliżył broń do głowy mężczyzny. Ten się musiał na moment zdekoncentrować, gdy Kera zawołała. Zwróciła uwagę kobiety i trzymacza, poza samym mężczyzną.Jednak trzymający broń nie zwrócił na nią uwagi, tylko natychmiast nacisnął spust. Głowa mężczyzny rozprysnęła się na kawałeczki.
-I znowu muszę zmieniać garnitur.-Mogła usłyszeć Kera. Kobieta została puszczona, panowie zaś wycelowali spluwy w Kerę. Blondynka tymczasem podniosła okulary z ziemi i zaczęła się podnosić.
-Macie. ***-Powiedziała do goryli. Którzy nie zareagowali, tylko zbliżali się w stronę Kery.
-Co tu panienka robi? To raczej nie jest miejsce odpowiednie. Zostaw tą broń, lepiej nie ryzykować.-Powiedział ten z zakrwawioną dłonią. Cały czas podchodzili. Blondynka tymczasem podniosła swój telefon i przetarła ekran. Odetchnęła wyraźnie z ulgą, co dostrzegła nawet Kera.
-Macie szczęście, ***.-Powiedziała, spoglądając na mięśniaków. Niektórzy tak mają, że nawet w świeżo po sytuacji zagrożenia życia, dalej się wywyższają. No cóż, tak bywa.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kera

avatar

Liczba postów : 22
Data dołączenia : 05/06/2017

PisanieTemat: Re: Szósta aleja zachodnia   Czw Sie 10, 2017 6:32 pm

Aż wciągnęła powietrze, gdy mózg trzymanego mężczyzny zamienił się w galaretkę rozpryśniętą w kilku miejscach i zdecydowanie stracił na spójności. Nie zbladła jednak ani nic, w końcu miewała okazję widywać trupy z przestrzelonymi głowami. Nie było to dla niej nic nowego, aczkolwiek zdecydowanie chciała tego uniknąć.
Natomiast kiedy broń została wycelowana w jej stronę, rzuciła w diabły próby jakichkolwiek rozmów.
- Proponuję to opuścić. - powiedziała twardym głosem. - Drugi raz nie powtórzę. - dorzuciła, zerkając kątem oka na kobietę.
W zasadzie na jej miejscu zaczęłaby wiać, skoro mordercy zajęli się kimś innym, ale telefon najwidoczniej był ważniejszy. Nigdy nie zrozumie hierarchii ważności niektórych osób. Nie posłuchała bandytów i wycelowała w nich z własnej broni.
- Spaceruję, panowie. I przy okazji robię za świadka morderstwa I stopnia. - dorzuciła, gotowa w każdej chwili albo strzelić, albo użyć własnych mocy. Adrenalina buzowała w niej na tyle, że aż musiała się powstrzymywać, by nie wybuchnąć płomieniem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sly

avatar

Liczba postów : 178
Data dołączenia : 04/10/2015

PisanieTemat: Re: Szósta aleja zachodnia   Pią Sie 11, 2017 3:02 pm

-Nas jest dwóch, ty jedna. Nie dasz rady zastrzelić nas obu-Zwrócił uwagę ten ostrzyżony na jeża. Równocześnie niemal, nie opuszczając pistoletu, przyłożyli dłoń do ucha. W którym nic nie było widać. Jednakże, pistolety dalej były wycelowane w kierunku Kery. Well, tak bywa.
-Dobra szefie, Jackson się tym zajmie-Powiedział po chwili przerwy. Ten drugi wyraźnie chciał zaprotestować, ale przerwała mu Kera.
-Słuchaj, po co musimy się pomordować? W ciągu dniach zapominasz setki rzeczy... Zapomnij o tej,
dobrze?-
Zaproponował wspomniany Jackson-Rozejdziemy się w swoje strony.
Zgoda?-
Wyraźnie był nastawiony bardziej na ugodę niż jego partner.
Blondynka tymczasem zaczęła wklepywać coś do telefonu. Po chwili osobnik na jeża padł na ziemię w konwulsjach, jakby go coś poraziło.
-Nigdy. Więcej. Nie. Waż. Się. Mnie. Wyrzucać. Z. Samochodu. Zrozumiałeś, Francis?-Wysyczała blondynka, podchodząc do skulonego mężczyzny. Co można było zauważyć, była dosyć drobna, co nadawało dosyć śmiesznego kontekstu sytuacji. Oto surykatka grozi słoniowi. Francis jednak pokiwał grzecznie głową.
A co z Jacksonem? Na jego czoło wystąpił pot, jakby też spodziewał się porażenia. Mimo to, twardo celował w Kerę. Aczkolwiek delikatnie drżał. Nie na tyle, by pocisk nie trafił, ale drżał.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kera

avatar

Liczba postów : 22
Data dołączenia : 05/06/2017

PisanieTemat: Re: Szósta aleja zachodnia   Pią Sie 11, 2017 3:33 pm

Zastanowiła się chwilę. Faktycznie, zastrzelenie obydwu mogłoby być problematyczne. Nie zamierzała się jednak poddawać, tacy ludzie zasługiwali na długie lata w izolatkach więziennych.
- W takim razie opuśćcie broń. - powiedziała dobitnie, trochę żałując, że nie ma już policyjnych blach. Wtedy ta dyskusja wyglądałaby zupełnie inaczej. No i niech to wszystko trafi, poszła tylko na spacer. Nie przewidywała żadnych akcji, ale najwyraźniej takie jej szczęście.
Zacisnęłą mocniej dłoń na broni, kiedy tamci się poruszyli, w ten zsynchronizowany sposób.
- Ja nie zamierzam nikogo mordować. To wy właśnie zamordowaliście faceta z zimną krwią i celujecie we mnie. Przykro mi bardzo. - powiedziała spokojnie, zastanawiając się, jak tu skutecznie rozwiązać sytuację.
Która, co tu dużo mówić, była bardzo dziwna. A zwłaszcza zachowanie tej kobiety, która wcale nie wydawała się przerażona całą tą sytuacją. Związek z telefonem a nagłym upadkiem mężczyzny był dość jasny, a słowa kobiety tylko to potwierdzały.
- Nie, że nie doceniam, ale teraz proszę dzwonić na policję. Albo ja to zrobię. - rzuciła ostro. Sięgnęła wolną ręką po telefon, wciąż celując w biednego Jacksona. Cokolwiek się tu działo, nie było normalnymi porachunkami.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sly

avatar

Liczba postów : 178
Data dołączenia : 04/10/2015

PisanieTemat: Re: Szósta aleja zachodnia   Wto Sie 15, 2017 4:43 pm


-Twoje spojrzenie na całą sytuację jest po prostu niewłaściwe. Ty zapominasz o tym,
co widziałaś, my cię puszczamy. Proste?-
Jackson nadal wierzył w ugodowe rozwiązanie. Niektórzy najwyraźniej mają potrzebę rozwiązywania spraw na spokojnie... I rzucania przy okazji tekstami typowo gangsterskimi. Niezrealizowane marzenia, ale niech pierwszy rzuci kamieniem ten,
kto nigdy nie pragnął być gangsterem.
Lufa pistoletu poruszyła się w stronę telefonu. Jednak przez sekundę nic się nie wydarzyło. Dlaczego?
Odpowiedź przyszła najpierw wizualnie, pod postacią pocisku który przebił klatkę Jacksona i wbił się we Francisa. Sekundę potem zabrzmiał wystrzał. Blondynka rozejrzała się nerwowo, i zareagowała całkiem przytomnie, rzucając się za samochód, chcąc uniknąć następnego pocisku. Wyraxnie czekała na kolejny strzał...
Który nie nadciągał. Jednak mimo wszystko, w interesie ex-policjantki było znalezienie teraz schronienia. Auto obok blondyneczki wydawało się być najbliżej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kera

avatar

Liczba postów : 22
Data dołączenia : 05/06/2017

PisanieTemat: Re: Szósta aleja zachodnia   Wto Sie 15, 2017 5:10 pm

- Moje spojrzenie jest jak najbardziej właściwe. Rzuć broń, zanim skończysz w kostnicy. - poradziła mu uprzejmie, w zasadzie coraz bardziej gotowa przestrzelić mu ręce. W tym momencie problem byłby z głowy i mogłaby spokojnie zadzwonić po gliny. I zmyć się po cichu.
W zasadzie sytuacja zaczęła się robić trochę surrealistyczna. No i facet w każdej chwili mógł do niej strzelić. Z dziwnych powodów jednak nie chciał, co w sumie było dobrą opcją. Chciała uniknąć strzelaniny i kolejnych ofiar. Zanim jednak zdążyła otrzymać odpowiedź, facet padł trupem.
Blondynka od razu zwiała za samochód, a Kera zrobiła to samo. Rozejrzała się wokoło, szukając snajpera.
- Co tu się do diabła dzieje?! - rzuciła ostro do dziewczyny.
Trzy trupy, snajper i blondynka. Wymarzony dzień dla kogoś, kto szuka spokoju. Wyciągnęła telefon, żeby zadzwonić w końcu po te gliny. Skoro już się wmieszała, to teraz trzeba było zrzucić to na głowę policji. W zasadzie ucieszyła się, że nie jej przypadnie dowiadywanie się o otoczce zabójstw.
- Ktoś chce Cię zabić czy jak? - samochód był niezłą ochroną, ale lepiej byłoby wyeliminować snajpera, którego wciąż próbowała wypatrzyć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sly

avatar

Liczba postów : 178
Data dołączenia : 04/10/2015

PisanieTemat: Re: Szósta aleja zachodnia   Yesterday at 8:40 pm

Blondynka przerażona pokiwała głową. Koljny pocisk przemknął nad jej głową, wbijając się w ziemię. Widocznie teraz uświadomiła sobie, że jest naprawdę na skraju śmierci. Drżącą ręką wystukiwała coś na telefonie. Tym razem jednak widocznie tylko zadzwoniła, gdyż przystawiła telefon do ucha. Już po chwili zaczęła gadać jak katarynka.
-H? C-c-chcą mnie zabić! P-p-przyślij mi kogoś! Już, natychmiast teraz!-Trajkotała w tym tonie przez dobre dwie minuty. Przerwał jej gwałtownie pochwycenie za gardło z samochodu. Ręka wybiła szybę i skręciła jej kark.
Co do telefonu... Brak sygnału. Całkowity, zupełnie jakby ktoś zagłuszał.
Wróćmy jednak do naszej blondynki. Wyraźnie zwiotczała. Kera nie poczuła zaś nic. Pytanie jedynie, co zrobić... Snajper mógł się dalej tam czaić. A z drugiej stronie, ktoś w samochodzie właśnie zabił tą kobietę.
Co ciekawe, telefon blondyneczki wyświetlał ekran łączenia się z kimś... Przy braku sygnału. Widać dziewka się tak przestraszyła tak bardzo, że nie zauważyła braku sygnału.  
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kera

avatar

Liczba postów : 22
Data dołączenia : 05/06/2017

PisanieTemat: Re: Szósta aleja zachodnia   Yesterday at 9:00 pm

Pociągnęła dziewczynę gwałtownie w dół, żeby uniknąć kolejnych strzałów.
- Nie podnoś się. - ostrzegła dziewczynę, stosunkowo spokojnie podchodząc do strzałów.
Przecież nie pierwszy raz była w sytuacji, że ktoś chciał ją ustrzelić. Chociażby wczoraj w nocy. Teraz natomiast zależało jej, żeby jedyny świadek tego całego syfu przeżył. Blondi postanowiła załatwić sobie ratunek, co w pełni popierała. Zanim jednak zdążyła zaproponować jej policyjną ochronę, świadka diabli wzięli. Przez dobrą chwilę wpatrywała się w zwiotczałe truchło, skręcenia karku wszakże nie dało się przeżyć. Na zewnątrz snajper, w samochodzie kij wie kto. Mimowolnie zaczęła się zastanawiać, w jaki bałagan się wpakowała. Doszła jednak do wniosku, że teraz była idealnym wręcz celem dla kogoś w samochodzie, a ustrzelenie kogoś w biegu mogło być trochę problematyczne. Odruchowo zgarnęła telefon zmarłej, zamierzając go potem przejrzeć. Po czym błyskawicznie zerwała się i rzuciła biegiem do wylotu uliczki, w stronę przeciwną do strzałów. W biegu również wyciągnęła własny telefon, mając nadzieję, że będzie mogła zadzwonić z niego do dawnych kolegów. Nie wiedząc jednak dlaczego, odwróciła się w pewnym momencie, chyba tylko po to, by sprawdzić, czy ktoś ją goni. Na przykład ten z samochodu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Szósta aleja zachodnia   

Powrót do góry Go down
 
Szósta aleja zachodnia
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 4 z 4Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4
 Similar topics
-
» Aleja Kwitnących Wiśni
» Aleja czterech króli
» Loża lordowska zachodnia
» Kwiatowa Aleja
» Aleja sfinksów

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Midgard :: Stany Zjednoczone Ameryki :: Nowy Jork-
Skocz do: