Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Szósta aleja zachodnia

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4
AutorWiadomość
Gość
Gość



PisanieTemat: Szósta aleja zachodnia   Sob Mar 05, 2016 8:08 pm

First topic message reminder :


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1300
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Szósta aleja zachodnia   Czw Lut 02, 2017 5:24 pm

Potężne zakłócenia, wypełnione pustką, która pojawiła na obszarze miasta Houston oraz przyległych mu terenach w amerykańskim stanie Texas. Kilka tysięcy kilometrów kwadratowych terenu z którego istnienie wszelakich form magicznych zostało dosłownie zmiecione, wymazane. Wydarzenie to wyczuwalne było dla istot na całej planecie, jak również poza nią. Uczucie słabości, niepokoju, strachu czy pustki. Każdy czuły na magię odebrał to inaczej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Szósta aleja zachodnia   Sob Lut 04, 2017 10:54 am

Jason poczuł nagłe uczucie bólu. Nie nie takiego realnego, fizycznego. Coś nagle wypełniło go żalem nie do opisania. Czegoś nagle po prostu zabrakło.  I już pewnie nigdy nie wróci. Echo tej porażającej zmiany nadeszło z daleka. Musiało mieć monstrualny rozmiar jeśli było tak wyraźnie odczuwalne.
Jednak to co poczuł Jason jako uczucie bólu byt złączony z jego duszą poczuł o wiele wyraźniej. Darkwood poczuł wręcz jak cały się sprężył w szale i mieszance przerażenia. Pierwszym myśl dotyczyła tego że nigdy nie czuł wilka w takim stanie. Druga już nie była do końca realna.
Jason skulił się na tylnim siedzeniu w nagłym ataku bólu i pod wpływam nagłej nie kontrolowanej przemiany. Jak przez mgłę słyszał ze Charles krzyczy coś do niego i pisk szybkiego skrętu samochodu. Jedyne co mógł teraz zrobić to przeciwstawić człowiek, bestii która chciała uciec. Z całych sił z całym swoim doświadczeniem i całą troską o okolicę przeciwstawiał się uwolnieniu.
W normalnych warunkach przemiana zachodzi błyskawicznie, teraz odbywało się to jak z zwolnionym filmie. Z porastającą go czarną sierścią, kły zaczynały kąsać powietrze a pazury drzeć tapicerkę. Z gardła wydobywał się na przemian warkot i zniekształcony ludzki głos. Jednak powoli człowiek ułagadzał bestię.
Świadomość zaczęła ustępować przelęknionej furii. Pierwsze co poczuł ze samochód stoi. Następnie że ktoś coś mówi do niego.
Kilka chwil później spocony, sponiewierany na czworaka wśród strzępów siedzenia, skoncentrował wzrok na Pieperze.

-"Już w porządku sir? Myślałem ze zdemoluje pan cały samochód i okolicę! Co się stało!"

Jason potrząsnął głową aby pozbyć się resztek zamroczenia.

-"Coś się wydarzyło... Coś bardzo złego. Dzwoń do firmy niech się skontaktują z wojskiem. Coś... Zniszczyło gdzieś magię. Potwornie. Dzwoń!.... I zawieś nas na wybrzeże. Może trzeba rozmówić się z Ghost Riderem. Pewnie przyda się pomoc."

Następnie usiadł, oparł się o resztki siedzenia i zamknął oczy. Nigdy tak się nie czuł. To co się wydarzyło przeraziło starożytny byt zamieszkały w nim. Więc jego też.
Powrót do góry Go down
Johnny Blaze

avatar

Liczba postów : 72
Data dołączenia : 29/08/2014

PisanieTemat: Re: Szósta aleja zachodnia   Wto Lut 07, 2017 9:37 am

-Doki... będę tam czekać.

Ghost Rider spojrzał na Jasona i zacisnął mocniej szczęki. Ta siła... moc bijąca od jego towarzysza była silna, wyczuwalna i intrygująca, niemal równie stara co demony. Kim jednak była, potworem czy dobry duchem, nie mógł orzec, nie miał dostępu do duszy stwora. Ale miał dostęp do duszy rozmówcy.

-Widzę, że już lepiej nad nim panujesz - powiedział wsiadając na motocykl - Pamiętaj o naszej umowie. Trzymasz sierściucha w ryzach, a ja wtedy nie przyjdę po Ciebie.

Dodał gazu i spod kół motocykla buchnęło płomieniami, a dziura w asfalcie pogłębiła się. Spojrzał jeszcze przed odjazdem na Arkona i gdyby mógł, to zmrużyłby oczy. Zamiast tego jednak pokazał mu palcami znak "będę Cię obserwować", po czym ruszył z rykiem silnika w kierunku portu. Jadąc przejechał przez jedną z wąskich uliczek, gdzie zmienił się z powrotem w człowieka. Po co od razu demolować i alarmować całe miasto?

Motocykl znowu był zwykłym, ziemskim pojazdem, zniknęły łańcuchy i olbrzymie ćwieki na kurtce. Blaze założył na uszy słuchawki i jakby nigdy nic kierował się na wybrzeże.

Zt: Nabrzeże w pobliżu Hart Island


Ostatnio zmieniony przez Johnny Blaze dnia Czw Lut 09, 2017 9:49 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
ArKon

avatar

Liczba postów : 7
Data dołączenia : 15/01/2017

PisanieTemat: Re: Szósta aleja zachodnia   Wto Lut 07, 2017 9:35 pm

Arkon uczynił pokojowy znak w reakcji na gest Ghosta. Jakąkolwiek energią nie jest ten stwór na pewno jest stary, bo zna Jasona. Ciekawe czy będzie skory do współpracy?
Zobaczymy.
Powietrze ponownie zafalowało, a Arkon znów zamienił się w niewidzialną istotę, będącą jedynie falą elektromagnetyczną. Tym razem wybrał zamiast wiązki światła pasmo radiowe.
Ciągłe przemiany form energii to jego natura, jego żywioł, jego prawdziwe ja. Fizyka to dynamika energii, zmiany energii jednej w drugą, wzajemnych oddziaływań. Znów oddał się przemyśleniom...

Podążał tak na wysokości 200m nad samochodem Jasona. Nagle spostrzegł, że przez zamyślenie się zgubił pojazd. W trakcie drogi powrotnej w końcu trafił na niego. Stał na poboczu, a Jason aż kipił energią.

Akurat, gdy podleciał usłyszał nowiny i skojarzył fakt na który wcześniej nie zwrócił uwagi, będąc zatopionym w myślach. Rzeczywiście, minęła go jakaś fala uderzeniowa, ale nie była w jego paśmie więc ją zignorował.

Zt: Nabrzeże w pobliżu Hart Island


Ostatnio zmieniony przez ArKon dnia Czw Lut 09, 2017 7:53 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Szósta aleja zachodnia   Czw Lut 09, 2017 7:28 am

Jason nie czuł się komfortowo jadąc wśród szczępów siedzenia. Nie chodziło nawet o uczucie estetyki czy wygody fizycznej. Był to namacalny dowód na to że Bestia w nim to nie poskromiony szał i zniszczenie. Jego czoło zmarszczyło się w grymasie zmartwienia. Tyle istnień ludzkich te kły i szpony pozbawiły życia. Fakt że większości zdecydowanie na to sobie zasłużyli. Ale byli tez tacy którzy mieli nie szczęście znaleźć się zbyt blisko podczas kiedy Bestia oszalała w bólu czy też chroniąc jego rozdzierała każdego w pobliżu. Od wielu wielu lat już lepiej panuje nad swoimi uczuciami ale ciągle gdzieś w jego duszy słyszy warkot starożytnego bytu.

Spojrzał na Charlesa który już w miarę spokojnie kierował samochód w kierunku portu.

Jason oparł ciężko głowę o siedzenie. Ile by dał żeby spotkać jeszcze raz swoje dzieci. Przeprosić je. Znów być rodzinę. Mieć drugą szansę.
Przynajmniej teraz udało mu się stworzyć coś co da ludziom nadzieję. Obroni ich przed takimi jak on.

Obejrzał się do tyłu. Nie było widać Zarathosa. Co za niespotykane spotkanie. Ale może uda się je przekuć w coś dobrego. demon żywił się duszami złoczyńców. Może zechce czasami im pomóc. Większość ich celów to istoty przez wieki tuczące swoje dusze ogromem sadyzmu i grzechu. Przysmaki dla Ghost Ridera.
Nad nim podejrzewał że porusza się Ar-kon. Pamięta jak rozmawiali z Ironsem nad zagrożeniem i przydatnością w przyjęciu Obcego. Dzięki bogu okazał się kie tylko skuteczny jako broń ale tez dobrym towarzyszem. Dziwnie się układa życie.

Z rozmyślań wybudził go kierowca.

-"Szefie, dojechaliśmy do nabrzeża"

Zt-tutaj Nabrzeże w pobliżu Hart Island
Powrót do góry Go down
Alice Carter

avatar

Liczba postów : 36
Data dołączenia : 15/03/2017

PisanieTemat: Re: Szósta aleja zachodnia   Pią Mar 17, 2017 2:11 pm

-> Start


Przyszedł czas. Z matką jako tako doszły do siebie i trzeba było ruszyć życie dalej. Ile mogła ślęczeć we własnym pokoju studiując po nocach medycynę? to nie była dobra ucieczka od problemów... przynajmniej nie na dłuższą metę. Musiała wziąć się w garść i ruszyć szanowne cztery litery.

Z torbą na ramieniu szła przed siebie starając się zbyt dużo nie myśleć. To zazwyczaj źle się kończyło. Wracała do Instytutu, ale jakoś nie miała odwagi od tak... wkroczyć tam znowu. Sama nie wiedziała dlaczego. Szła możliwie najbardziej okrężną drogą byle za szybko tam nie trafić. Nie potrafiła powiedzieć skąd ten irracjonalny strach. Po tym co się jej przytrafiło? Nie... no przecież nikt ze Szkoły nie miał z tym nic wspólnego a jej przyrodni brat już postarał się o to by tak zostało. Może czuła się napiętnowana w jakiś sposób? Czasami, nawet idąc po zakupy miała wrażenie, że ludzie się na nią gapią, za jej plecami wytykają palcami i szepcą. Paranoja jak nic. dlatego za dużo wolnego myślenia o sensie życia zazwyczaj źle się kończy.

Nawet nie wiedziała przez jaką dzielnicę przechodzi. Czy jest jeszcze na Manhattanie czy nie... z resztą co za różnica, do Instytutu jeszcze kawał trasy, a to było teraz pocieszające... długi spacer. Ruch tu nie był zbyt wielki, a ci, którzy się tu ruszali pochłonięci byli własnymi sprawami. Pospieszne kroki, nerwowe rozmowy przez telefony, biznes jak zwykle. dla niej też zapewne skończyłoby się na zwykłym przejściu chodnikiem, dalej przez ulicę i dalej ku celowi. Pokrętne losik miał jednak psikusa, który obudził dziewczynę i to co w niej najlepsze.
Wszystko działo się szybko i AC zadziałała instynktownie, bez chwili zastanowienia czy wahania. Zrzuciła torbę z ramienia i rzuciła się biegiem.
Po drugiej stronie ulicy szła sobie zagadana przez telefon kobieta. Szła z naprzeciwka względem rudej, więc ta doskonale widziała co się dzieje. z tego samego kierunku nadjeżdżał samochód dostawczy. Półciężarówka, lub coś w tym stylu... AC nigdy nie lubiła samochodów, pewnie nawet nie potrafi wymienić kilku podstawowych marek. Kierowca z jakiegoś powodu zaczął zbaczać z pasa ruchu wprost na chodnik i nieświadomą niczego kobietę. Facet prawdopodobnie upuścił coś na podłogę auta, papierosa, albo komórkę i schylając się po ów rzecz stracił z oczu drogę i zaczął zjeżdżać w bok. Tak niewiele potrzeba do ludzkiej tragedii...
Carter nawet nie spojrzała czy coś nie nadjeżdża z drugiej strony, od razu przecięła jezdnię by dostać się na drugą stronę. To by było, rzuca się na ratunek komuś i wpada pod inny samochód. Zamiast jednej poszkodowanej, byłyby dwie kraksy. Mało śmieszne. Szczęściem nic nie jechało i nastolatka zdołała rzucić się by wypchnąć spod maski dostawczaka zdziwioną kobietę. Ruda nie była super szybka, nie dała rady samej uskoczyć. Zdążyła jednym ramieniem osłonić głowę nim zarobiła od boku grillem auta. Dostawczaka podbiło na krawężniku, nieświadomy wypadku kierowca, zaklął głośno, odzyskał panowanie nad kierownicą i pojechał dalej, skręcając na najbliższym skrzyżowaniu. AC stęknęła przez zaciśnięte zęby i odrzucona na bok przeturlała się po chodniku. W pozycji embrionalnej zatrzymała się i nie ruszyła chwilę jakby czekając w napięciu czy zaraz znowu nic na nią nie najedzie. Nic takiego się nie stało, dziewczyna więc oddychając płytko podniosła się ze stęknięciem na czworaki. Ubrana była w koszulkę na ramiączkach, jeansy i trampki. Zarobiła z prawej strony. Na prawej ręce, tej którą osłoniła głowę wykwitał ogromny siniak. Nogawkę na prawym udzie miała rozdartą i zakrwawioną, pewnie zraniła się o jakiś element zderzaka. W niektórych miejscach na twarzy i rękach było widać drobniejsze skaleczenia i otarcia po spotkaniu z chodnikiem. Pod koszulką nie było widać paskudnego siniaka na boku klatki piersiowej, tak jak popękanych od uderzenia żeber.
-Wszystko OK? - Zapytała przez zęby kobiety, którą odepchnęła, a która upadł zapewne niedaleko. AC wyglądała na szczęśliwą mimo, że zaciskała zęby i zdążyła już też przycisnąć jedną rękę do boku.
Cała Carter. Ona pyta czy wszystko w porządku, po tym jak właśnie sama miała bliskie spotkanie ze zderzakiem półciężarówki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kate Bishop

avatar

Liczba postów : 98
Data dołączenia : 24/07/2013

PisanieTemat: Re: Szósta aleja zachodnia   Pią Mar 17, 2017 10:37 pm

Niestety, posiedzenie na komisariacie troszkę się przedłużyło. Szczerze mówiąc pechowo trafiła na policjanta, który nie grzeszył inteligencją, dlatego powoli zaczęła się irytować. Na szczęście potrafiła utrzymać nerwy na wodzy i po raz kolejny opowiedzieć tę historię. Przesłuchujący myślał, że Kate popełni jakiś błąd, ale nic bardzo mylnego. Panna Bishop bardzo dobrze wiedziała co ma mówić, więc policjant uparcie drążąc temat musiał się czuć co najmniej zawiedziony. W końcu spisał ze zeznania i była wolna. Gdy wyszła z mało wizualnie zachęcającego pokoju asystentka ojca już na nią czekała. Przejęta kobieta podbiegła do Kate, na co ta zareagowała przepraszającym uśmiechem. Wyjaśniła kobiecie co zaszło i zapewniła, że nic jej nie jest. Poprosiła również o to by nie martwić pana Bishop, na co ta niechętnie przystała. Odwiozła Kate do domu, a gdy wysiadła i samochód zniknął za rogiem, wzięła nogi za pas i wyciągnęła telefon. Chciała napisać smsa do Tommy’ego, ale coś ją powstrzymało. Wzrok Kate padł na znajomą postać. Ta ruda czupryna… no nie sposób jej nie zauważyć, chociaż dzieliło ją kilkadziesiąt metrów.
- Alice?- zapytała w myślach, choć bardzo dobrze znała odpowiedź na to… mało skomplikowane pytanie. Uśmiechnęła się pod nosem na wspomnienie wspólnych spędzonych z przyjaciółką chwil. Znaczy… z przyjaciółką. Ile to już minęło od ostatniego spotkania? Całkiem sporo. Dwa lata? Trzy? Cholera, ten czas tak szybko leci. Przeczesując pamięć, robiąc przy tym rachunek sumienia, poczuła charakterystyczny, nieprzyjemny ścisk w żołądku. No tak. Spuściła wzrok i zerknęła na wyświetlacz komórki i wrzuciła ją niedbale do torby. To tragiczne wydarzenie w parku troszkę ją zmieniło. Nie dość, że wcześniej musiała zmienić szkole, na stopień wyżej, co nie ułatwiało im spotkań, to… po tym traumatycznym epizodzie nie miała ochoty na jakiekolwiek kontakty. Musiała wszystko od nowa poukładać, a zajmowanie myśli treningami i zapychaniem sobie dnia od rana do wieczora nie pozostawiało zbyt wiele czasu na spotkania towarzyskie.
Tak czy siak nie zamierzała teraz odwrócić się na pięcie i odejść. Nic z tych rzeczy. Ruszyła w kierunku nadchodzącej z na przeciwka dziewczyny. Ba! Nawet zaczęła do niej machać i już chciała krzyknąć, widząc, że ta z zaaferowaną miną wpatruję się w kogoś po drugiej stronie ulicy. Zanim do niej doszło co się dzieje... było już za późno. Pierwszy raz od dłuższego czasu poczuła się tak… tak przeraźliwie bezsilna. Stanęła jak wryta widząc jak dziewczyna przebiega na drugą stronę ulicy, bez nawet zerknięcia czy nic nie nadjeżdża z naprzeciwka. Dopiero kierując wzrok na cel rozgorączkowanej dziewczyny zdała sobie sprawę o co chodzi.
Zacisnęła mocno dłonie na pasku torby, którą trzymała na ramieniu. Chciała krzyknąć, że ma uważać, ale głos ugrzązł jej w gardle, po tym co zobaczyła. Alice została potrącona przez samochód dostawczy, bohatersko odpychając zagapioną w komórkę dziewczynę. Na dodatek kierowca nie zamierzał nic z tym zrobić, ponieważ wcale się nie zatrzymał. Ba! Nawet nie zwolnił.
Pośpiesznie zanurkowała dłonią do torby chcąc poszukać komórki, a gdy poczuła zimny i twardy materiał pod palcami, nie zastanawiając się wcale wyciągnęła i zrobiła fotkę. Sama nie wiedziała czy ostrość była na tyle odpowiednia by cokolwiek mogła z niej wyczytać, ale może uda się chociaż kilka znaków z tablicy rejestracyjnej. Dopiero po sekundzie podbiegła do skulonej dziewczyny. Oczywiście sama wybiegła na ulice nie zwracając uwagi na nadjeżdżający samochód, ale ten chociaż się zatrzymał. Obtrąbił Kate sowicie, ale ta nic sobie z tego nie zrobiła.
- Boże Alice jak to możliwe, że żyjesz???? – Dopadła do niej. Na gapę z komórką zerknęła tylko raz i to przez ramię. Nic jej nie było, dlatego zaraz skupiła wzrok na obrażeniach przyjaciółki.
- Dzwonie po karetkę – Dopiero teraz zdała sobie sprawę, że palce mocno zaciska telefonie. Była zdenerwowana, ale trzymała emocje na wodzy, w końcu miała zostać super bohaterką. Czuła jednak, że jak wróci do domu to padnie na kanapę i uśnie. Gdy Alice podniesie wzrok powinna rozpoznać w niej swoją przyjaciółkę. Włosy jak zwykle łanie upięte w kucyk. Elegancki fioletowy płaszcz sugerował, że niedawno była na zakupach z siostrą. W dłoni trzymała jeden z nowszych modeli telefonów i wybierała alarmowy numer. Wzrok cały czas badał twarz rudowłosej dziewczyny.
- Nic się nie martw, nic.się.nie.martw. Kate się tym zajmie - Powtarzała do niej, czy do siebie. Sama już nie wiedziała.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Alice Carter

avatar

Liczba postów : 36
Data dołączenia : 15/03/2017

PisanieTemat: Re: Szósta aleja zachodnia   Pią Mar 17, 2017 11:00 pm

Okej... to bolało! Każdy oddech palił żywym ogniem, ale to i tak nic w porównaniu z bólem postrzału. To dopiero boli! Miała porównanie. Drab, który ją uprowadził postrzelił ją w udo, myślała, że się zes... skicha z bólu, na szczęście zaraz ja ogłuszył i po kłopocie. Teraz mogła oddychać przez zaciśnięte zęby i nie wić się, ani nie krzyczeć. Same plusy!

Kobieta, którą odepchnęła wstała roztrzęsiona. Nic jej, poza siniakiem na tyłku, nie było. Mogła cieszyć się, że żyje. Do Alice zaraz dopadło COŚ. Przez chwilę nie wiedziała co się dzieje, kto jej w ucho krzyczy, kto ją ogląda. Dziewczyna...
-Kate...? - Stęknęła, gdy przez to wszystko dotarło do niej, kto przy niej jest. -Kate! Ał... - Jęknęła, ale widać było mimo wszystko, że się rozpromieniła! Nie widziała tej zarazy tyle czasu, zmieniła szkołę i przepadła bez wieści! Nie odbierała telefonów, a potem chyba w ogóle numer zmieniła! Znika, a teraz pojawia się czarodziejsko akurat w takim momencie. W zasadzie obojętnie w jakim momencie by się pojawiła, najważniejsze było że JEST!
-Nie. Kate. Nie karetkę. Proszę nie. - Skrzywiła się niemal wpadając w panikę. Wyciągnęła rękę po telefon przyjaciółki, ale nie sięgnęła i skuliła się stękając.
-Nie wzywaj pogotowia. Pomóż mi wstać. Kurde, chodźmy stąd i to szybko. - Powiedziała z przekonaniem. Wciąż zaciskała zęby, ale siniaki i zadrapania na twarzy chyba właśnie znikały...
-Kate. Kate. Nic się nie martw. Zabierz mnie stąd. Tylko zgarnijmy po drodze moją torbę... - Powtórzyła spokojniej, z lekkim krzywym uśmiechem patrząc w oczy dziewczyny. Spojrzenie jasno mówiło, "MUSIMY POGADAĆ". Z jej pomocą, powoli zebrała się na nogi.
-Machałaś mi?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kate Bishop

avatar

Liczba postów : 98
Data dołączenia : 24/07/2013

PisanieTemat: Re: Szósta aleja zachodnia   Sob Mar 18, 2017 11:10 am

Samo patrzenie na wykrzywioną z bólu twarz Alice nie należało do przyjemnych. Naprawdę miała ochotę znaleźć tego kierowcę i kolejny raz wymierzyć sprawiedliwość, ale tym razem mocniej i dosadniej. Jakim chamem, prostakiem, gburem, nieodpowiedzialnym dupkiem trzeba być, żeby w ten sposób postąpić. Może czas by się nauczył brać konsekwencje za swoje fatalne w skutkach czyny? Nie, ona tak tego nie zostawi. Nie zostawi. Nie.zostawi. Choćby miała sama dojść do tego, kto siedział za kółkiem. Jak zwykle w takich momentach odzywał się w niej ‘zosiosamosiowy' styl wynikający z dość osobistego traktowania sprawy oraz odzywającego się w niej zewu detektywistycznego. Ale nieważne. Nie teraz.
Wzniecała w sobie złość, by nie zacząć panikować i ku zaskoczeniu niebieskookiej, szło jej całkiem nieźle. Już odbiegając od tego, że łączącą obie dziewczyny cechą było zachowanie zimnej krwi nawet w skrajnie dramatycznych przypadkach, Kate na swój młody wiek całkiem dobrze sobie radziła. Ważne, że Alice żyła, a dalej jakoś sobie poradzą. Kto jak nie one?
- Tak to ja – Ucieszyła się, gdy ta ją poznała. Radosna nuta wkradła się w słowa dające upust niebywałej ulgi. Najwyraźniej w głowę nie oberwała, aż  tak mocno jak sądziła. To dobrze. Jest kontakt, dziewczyna nie wydawała się również jakaś taka, nie do końca świadoma całej sytuacji, a to już spotkało się z delikatnym zaskoczeniem. No bo, heloł. Bycie twardym to jedno, a dostać strzała z ciężarówki dostawczej to drugie. Nie żeby Kate się oszczędzała, poddając swe ciało dość niebezpiecznym treningom w terenie. Skakała po dachach, pracowała nad kondycją nie tylko podczas zajęć z osobistym trenerem, bo w końcu to co działo się na sali to dla niej za mało. No, ale wypadek na serio wyglądał bardzo poważnie. A z drugiej strony, może tak właśnie ujawniało się szok Alice? Nie chciała karetki, bo nie chciała sprawiać komuś problemów?
- Co? Co ty gadasz?! Jesteś w szoku! – Posłała jej przeciągłe spojrzenie, wodząc wzrokiem po  twarzy Alice. Coś jednak ją przekonało. Nigdy wcześniej nie widziała dziewczyny tak spanikowanej. Czyżby bała się lekarzy? Naaah, to do niej niepodobne. No, chyba, że przez ten czas zdarzyło się coś, co zmieniło podejście panny Carter. Spojrzała na dziewczynę jeszcze bardziej wnikliwie, a potem ciężko westchnęła. No dobra, postanowiła jej zaufać, aczkolwiek, nie spotkało się to z pełną aprobatą.
- Matko kochana, ale ten dupek cię załatwił. Stojąc z boku wyglądało to  o wiele gorzej –Odpowiedziała i zmrużyła powieki zbliżając twarz do przyjaciółki. Zaraz, zaraz. Czy te ranki nie były większe? …Otrzeźwiała dopiero, gdy Alice przywołała ją do porządku wypowiadając kilkukrotnie jej imię, co przypomniało pewną historię z Candymanem. Huh, ale się wtedy bały, o matko. A chichrały się jeszcze bardziej.
- Dobra, dobra, już – Złapała za torbę Alice i zarzuciła na przepasane paskiem ramie. I tak już nosiła ciężary, więc jeszcze jedne nie zrobiły różnicy, a potem pomogła dziewczynie wstać. Komórka oczywiście wylądowała ponownie w czeluściach, a numer alarmowy póki co został wykasowany.
Widząc to charakterystyczne spojrzenie przyjaciółki pt. ‘Koniecznie musimy pogadać’ kiwnęła tylko głową i rozejrzała się mając nadzieje na mniejszą ilość ciekawskich gapiów. Na szczęście ci dopiero się zbierali. Jedną rękę Carter przerzuciła sobie przez szyję, a swoją objęła ją ostrożnie w pasie.
- Machałam ci, ale jak zwykle trzymasz głowę wysoko w chmurach, Carter. Weź się ogarnij, co? – Rzuciła jej niby złośliwie, jednak pokrzepiający uśmiech Kate zdradzał, że była bardzo daleko od uszczypliwości.
- Chodźmy do mnie. Tu niedaleko się przeprowadziliśmy – Zapytała idąc w kierunku apartamentowca. Pomogła dziewczynie wejść po schodach. A potem zniknęły w głębi klatki schodowej, gdy niepewnie zerkający odźwierny otworzył im drzwi, wyćwiczonym gestem zapraszając do środka.

//Dwupiętrowy apartament Bishopów
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Oliver Blauvelt

avatar

Liczba postów : 41
Data dołączenia : 29/09/2016

PisanieTemat: Re: Szósta aleja zachodnia   Sob Mar 25, 2017 10:25 pm

<-Z tematu

- Jak Ci się podoba moja limuzyna? Nie uważasz, że przydałoby się trochę więcej przestrzeni?

Zapytał niezwykle łagodnym i w pełni zrelaksowanym tonem, siedząc wygodnie na tyłach jadącego pojazdu. W lewej dłoni trzymał szklankę w połowie upitym już trunkiem alkoholowym, zaś prawą elegancko podpierał swoją brodę końcówkami samych palców, uprzednio dotykając łokciem o oparcie na drzwiach ze strony pasażera. Nogę trzymał na drugiej nodze - gdyż na tyle pozwalała przestrzeń luksusowego auta - a na twarzy gościł u niego delikatny uśmiech, który tym samym jasno dawał do zrozumienia, iż osoba siedząca na prawo miała przesrane. A co do już samej osoby... był to oczywiście Phill - napakowany łysol z zoo, powiązany z organizacją stojącą za porywaniem zwierząt w celach niecnych eksperymentów. Na chwilę obecną mężczyzna był przytomny i w pełni świadomy. Przy nadgarstkach ciasno upięte miał kajdanki, a po jego lewej leżał telefon - jego telefon - na który rzekomo zadzwonić mieli goście od nagrody za dzisiejsze zlecenie. Miał naprawdę proste zadanie. Wystarczyło tylko odebrać telefon i umówić się na spotkanie w wybranym miejscu.

- Pewnie zastanawiasz się jakim cudem Twoje kolano jest zdrowe, a palce u dłoni znajdują się na swoim miejscu. Nie zrozumiesz tego, dlatego nawet nie zadawaj takich pytań. Twoim zadaniem jest odebrać telefon od znajomych, bym ja mógł się z nimi spotkać. Pamiętasz, prawda? Oczywiście chyba nie muszę tłumaczyć, że jeśli piśniesz choć niechciane słówko na mój temat, zabiję Cię tu i teraz gołymi rękami? Kiwnij głową, jeśli zrozumiałeś.

Popił swoją niekrótką wypowiedź kolejnym łykiem whisky.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sly

avatar

Liczba postów : 167
Data dołączenia : 04/10/2015

PisanieTemat: Re: Szósta aleja zachodnia   Nie Kwi 09, 2017 12:10 pm

Phil był wyraźnie zestresowany, w zasadzie można by powiedzieć, że kulił się w rogu pomiędzy siedzeniem a drzwiami. Był dosłownie przerażony, i w sumie nie ma się co dziwić- to co przeżył pewien czas temu, nadawałoby się na niezły horror. Oscary i złote globy by się posypały.
Mafiozo chciał właśnie otworzyć usta, jakby miał zamiar o coś zapytać, jednak Oliver skutecznie mu je zamknął, odpowiadając na jego niezadane jeszcze pytanie. Spojrzał zatem tylko na swoje dłonie,
pozbawione dowolnej biżuterii, wyraźnie myśląc jak do tego wszystkiego doszło. Kiwnął głową,
pogrążony w próbie zrozumienia tego tajemniczego zjawiska.
Można by powiedzieć, że czekali około 15 minut, gdy rozległ się dźwięk wibracji. Ekran telefonu Phila rozbłysł. Ten, drżącą ręką podniósł go i odebrał. Oliver wszystko słyszał, aczkolwiek musiał wytężyć słuch. Jednak był w stanie usłyszeć, jak przebiegała rozmowa.
-Halo?-
-Żółte światło czeka na zmianę.-Głos był definitywnie kobiecy. Wyglądało też na to, że Phil chciał coś odpowiedzieć, ale potem posłał nerwowe spojrzenie Oliverowi. Wyraźnie zastanawiał się, czy go wydać, czy nie.
-Ponoć teraz jest zielone-Odpowiedział z nerwami w głosie.
-Dobrze. Czekamy na parkingu, czarny wóz. Jedyny-I nastąpiło rozłączenie. Phil schował pistolet do kieszeni, i nerwowo patrzał na Blauvelta. Trybiki w jego głowie pracowały niezwykle szybko, co widać było po jego twarzy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Oliver Blauvelt

avatar

Liczba postów : 41
Data dołączenia : 29/09/2016

PisanieTemat: Re: Szósta aleja zachodnia   Pon Maj 08, 2017 8:50 pm

- Dobra robota, Phill. Spisałeś się na medal.

Kłamliwie go pochwalił, sarkastycznie uśmiechając się pod własnym nosem. Wkrótce również limuzyna zatrzymała się w wyznaczonym miejscu, jednakże kierowca pojazdu utrzymał na tyle odpowiedni dystans, by ekipa należąca do kobiety z telefonu nie mogła dostrzec potencjalnego zagrożenia. Rzecz jasna sam telefon został łysemu momentalnie odebrany, a kiedy już Oliver otworzył drzwi pasażera, stawiając przy tym pierwszy but na gruncie, dał znak kierowcy, by to więźniowi siedzącemu na tyłach auta przypadkiem nie przyszło do głowy uciekać. Szczelne zamknięcie zamków powinno rozwiązać problem. Warto było go jeszcze utrzymać przy życiu - tak na wszelki wypadek.

Blauvelt eleganckim ruchem prawej ręki wysunął katanę z pochwy upiętej przy pasku, po czym jej ostry czubek od razu skierował ku dołu - wzdłuż prawej nogi, w odstępie raptem trzydziestu centymetrów od uda. Lewą dłoń z kolei trzymał w kieszeni przy spodniach, delikatnie uginając przy tym łokieć - i tak oto maszerował przed siebie w kierunku czarnego wozu, niespecjalnie się przy tym śpiesząc.
Kiedy już samemu znalazł się mniej więcej w połowie drogi do celu, w pewnym momencie skierował czubek dzierżącego ostrza przed siebie - na w pełni wyprostowanej ręce w łokciu. Kataną dosłownie wskazał swoją "ofiarę", jakim był czarny pojazd, nawet się przy tym nie zatrzymując. Minęło raptem kilka sekund, a z ostrza rozbłysło się jasne - wręcz dobitnie oślepiające światło, którego za zadaniem było wprowadzić wszystkie osoby siedzące w aucie w stan absolutnej hipnozy. Dopiero wtedy Oliver mógł ponownie opuścić katanę, podchodząc już znacznie bliżej.

- Muszę przyznać, że macie naprawdę ciekawe hasło.

I uśmiechnął się złośliwie, jak to w jego stylu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sly

avatar

Liczba postów : 167
Data dołączenia : 04/10/2015

PisanieTemat: Re: Szósta aleja zachodnia   Sob Maj 20, 2017 10:35 am

Phil uśmiechnął się niemrawo słysząc pochwałę. Widać było, że nadal się obawia... Aż podskoczył, gdy szczęknęły zamki. Dosłownie kłębek nerwów.
Auto stało, jakby wyczekując. Pierwsze krople deszczu uderzyły o ziemię. Chyba nawet pogoda postanowił tworzyć klimat. Z resztą, kto wie? Może to wszystko jest z góry ustalone?
Rozbłysk nie wywołał żadnej reakcji w aucie. Gdy Oliver podszedł do auta, była cisza. Dopiero gdy otworzył drzwi, jego oczom ukazał się wycelowany w niego pistolet.
-Fascynujące. Co z Philem?-
Spytała bez emocji. Osoba trzymająca broń była kobieta w okularach. Blondynka, włosy związane w koński ogon. Ubrana w czarny garnitur, oczy miała skierowane w telefon.-Ponadto ponoć wywołałeś jakiś rozbłysk... a przynajmniej tak donoszą moi ludzie. Próbowałeś nas oślepić?-Tu już spojrzała na Olivera. Faktycznie, nie była pod wpływem hipnozy. Ale dwójka jej towarzyszy, jeden ostrzyżony na jeża, drugi zaś z tzw "Samurajem" z włosów, już tak. O wycelowanych pistoletach mówić nie muszę.
Ciekawa sytuacja. Teraz dowolny ruch Olivera mógł doprowadzić do śmierci... Albo pozwolić mu przeżyć. Dwie spluwy mógł wyeliminować, ale zostawała ta trzecia. Jego moce na nią nie podziałały, gdyż najwidoczniej patrzała w ekran telefonu. Po którym przebiegały jakieś znaki... Czyżby włamywała się na czyjeś konto?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Szósta aleja zachodnia   

Powrót do góry Go down
 
Szósta aleja zachodnia
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 4 z 4Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4
 Similar topics
-
» Aleja Kwitnących Wiśni
» Aleja czterech króli
» Loża lordowska zachodnia
» Kwiatowa Aleja
» Aleja sfinksów

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Midgard :: Stany Zjednoczone Ameryki :: Nowy Jork-
Skocz do: