Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Hall of Heroes

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1414
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Hall of Heroes   Nie Mar 06, 2016 5:35 pm


Zlokalizowana na przy jednym z głównych korytarzy prowadzących od Centrum Dowodzenia, Hala Bohaterów jest miejscem upamiętniającym Imperium Crathygtanskie oraz wszystkich którzy zginęli zarówno podczas jak i po wielkiej wojnie. Miejsce to wykorzystywane jest do uroczystości honorowych takich jak  awanse, przyznanie orderów, przyjęcie przejścia w stan spoczynku czy odebranie przysięgi od rekrutów.
Hala jest sporych rozmiarów, szyba która znajduje się w tym miejscu w rzeczywistości jest hologramem i zawsze wyświetla ten sam obraz. Miejsce to jest dość spore, może pomieścić kilkadziesiąt istot różnych rozmiarów. W samej Hali można również wyświetlać hologramy oraz dowiadywać się od okrętu o historii zmarłych istot. W miejscu tym znajdują się informacje na temat każdego obywatela Imperium Crathygtanskiego, każdego okrętu, bazy czy planety która posiadali. Po za tym, hala oferuje możliwość zapoznania się z historią wielu innych ras oraz cywilizacji, jak również najważniejszych wydarzeń o kluczowym dla historii CORE znaczeniu.
Naprzeciwko wejścia znajdują się dwie kolumny - po lewej i prawej stronie. Są na nich zapisane teksty przysięgi, składanej przez członków oraz operatorów CORE.

Alfabet Crathygtanski:
Spoiler:
 

Alfabet Uniwersalny(Rzymski):
Język Crathygtanski:
Spoiler:
 
Język Angielski:
Spoiler:
 
Język Polski:
Spoiler:
 


Ostatnio zmieniony przez Dur-Shurrikun dnia Nie Sie 13, 2017 6:46 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Amelia Stein

avatar

Liczba postów : 230
Data dołączenia : 11/09/2014

PisanieTemat: Re: Hall of Heroes   Pon Mar 21, 2016 6:35 pm

Słuchała słów Daalkiina uważnie i nieco się zdziwiła gdy ten powiedział, że Kattal od dawna nie walczy. Jednak nie zaskoczyło jej to jakoś szczególnie. Sposób w jaki odnoszono się do widma, mówiono o nim i to co już o nim słyszała, pozwoliło hej wyrobić sobie zdanie, że Kattal jest jedynym z najpotężniejszych jeśli nie najpotezniejszym widmem na pokładzie. Nic więc dziwnego,że nie walczy, zapewne nie ma godnych go przeciwników, a uczniów sam wybiera.
-Wiem. Mam zamiar porozmawiać z Maro gdy tylko nadarzy się okazja. A trening z Sędzią już poniekąd miałam
Powiedziała z lekką dumą. Może trening nie była jej zasługa, ani wybór Inusa, ale trening był i była na prawdę dumna z siebie,że przeżyła.
Dyskusja o treningu tu się zakończyła. Każdy zajął się sobą, aż do momentu gdy drzwi baru otworzyły się i ... weszła kobieta. Zwykła ludzka kobieta. Amelia była zszokowana. Nat wspominał coś na temat dziewczynki, ale nie kobiety. Czyżby rekrut taki jak ona? Amelia była całkowicie pewna, że jest to zwykła kobieta. Nos dziewczyny nie zwykł się mylić.
Kobieta podeszła, przedstawiła się i zaczęła rozmawiać  z Daalkiinem. Amelia jedynie uśmiechnęła się sympatycznie , a potem słuchała z rosnącym przerażeniem, nie kryjąc tego. Na Ziemi, w jej własnym kraju źle się działo. Bardzo źle, a ona siedziała gdzieś w przestrzeni i mogła jedynie przysłuchiwać się i czuła się z tym okropnie.
Gdzieś w środku rozmowy zjawił się Dur z kolejnymi informacami.
- Dur, czy mógłbyś w wolnej chwili nauczyć mnie języka crathygtanskiego?
Spytała zanim wszyscy rozeszli się do swoich zadań, a z nią i Lisem został tylko Daalkiin. Po uzyskaniu odpowiedzi ewentualnie umówiła się dokładniej co do lekcji, a potem ruszyła do swojej kwatery.
Umyła i owinięta ręcznikiem usiadła na kanapie wyświetlając przed sobą tekst przysięgi. Powtórzyła go dwa razy, a za trzecim mówiła już całkowicie z pamięci, ale mimo to przeczytała go jeszcze kilka razy dla pewności. Ubrała się w swój zwykły strój, czyli skórzane buty o wysokich cholewach, dopasowane spodnie, biały t-shirt i czarna kurtkę. Dla większej "odświętości" ułożyła włosy, tak by te utworzyły grube loki opadające jej na ramiona, a w uszy włożyła drobne diamentowe kolczyki-wkręty. Przed wyjściem jeszcze raz przeczytała przysięgę I ruszyła do sali.
Dotarła na miejsce przed Rudym więc skorzystała z okazji i zaczęła rozglądać się uważnie po sali. Robiła wrażenie swoim rozmiarem i bardzo ascetycznym wystrojem. Amelia zaczęła wyświetlać różne hologramy tam dostępne i czytać. Jako osoba zafascynowana historią była w niebowzięta gdy dorwała zapisy różnych wydarzeń z przeszłości załogi i innych takich.
Na czytaniu, przeglądaniu i szperaniu zleciał jej czas do przybycia Lisa.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rhoshan
Lisi Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 502
Data dołączenia : 15/06/2014

PisanieTemat: Re: Hall of Heroes   Sro Mar 23, 2016 6:47 pm

Amelia zachowywała się naprawdę dziwnie, spoufalała się z kim się dało jak widać, ale to nie futrzakowi to oceniać. Jeśli ktoś na to pozwala to nie powinien wciskać nosa w drzwi. Zresztą raczej człowiekowi dorosłemu on sam nie da się dotknąć od tak. Ma do nich zbyt wielki uraz, a wypadek Sunny był nieco inny ze względu na to, że była dzieckiem. No ale wracając do fanki sów w panierce to chyba mieli na równi ambitne plany, tylko czemu przybrała ten dziwny odcień skóry? Jakaś naturalna reakcja na zmianę temperatury albo jak kameleon zmieniała kolor? Rhoshan coś tam widział, że kobiety na ziemi mają tendencje do zmieniania koloru, kiedy im się schlebia. Pokazują wtedy jak pawie kolorem czy inną sygnalizacją, że aprobują czy co? Są skomplikowane, po co się barwić skoro można mieć futro, ale lepszym jest czemu ewolucja przystosowała ich do temperatur tak, że nagle stali się pod tym względem ułomni? Muszą przecież nosić ubrania, a Densorini zależnie od podgatunku byli przystosowani do tego w jakiś sposób, zresztą futrzaki też miały to do siebie, że jak było zimno to rosło im futro, a jak było ciepło to gubiły sierść. Dlaczego tak nie mogą mieć ludzie? Jakieś bóstwo chyba ich pokarało i to ostro albo drabinka ewolucji stwierdziła, że weźmie sobie wolne. Densorini też nosili ubrania, ale to było bardziej w charakterze ozdobnym z tego co się orientował oraz praktycznym. Czasami dodatkowe kieszenie się przydają po prostu. Oczywiście wysłuchał tego co Daalkiin miał do powiedzenia. Groul faktycznie był dobrym wyborem chociażby z powodu tej wspólnej przeszłości jak i byciu wojownikiem. Może nie byłby dobrym nauczycielem, ale najlepiej uczy się walczyć empirycznie. Z drugiej strony nawet jeśli Starożytny odeśle lisa do Nodina a tam zabawa może wyglądać nieco inaczej. Chociaż widmo na pewno nie zrobi krzywdy rasie, którą się opiekuje to Rhoshan nie był do końca pewien czy czarnołuskiemu będzie się chciało marnować czas na rudzielca. Z drugiej jednak strony kto pyta nie błądzi, a raczej tak mawiają ludzie. Zapytać zawsze można, a widmo przecież mu nie urwie głowy z powodu zawracania gitary. Zresztą Amelia miała z grubsza ten sam problem, bo nie wyglądało żeby jej nauczyciel był skory do nauki, ale może jakoś jej się uda. To byłoby ciekawe, zwłaszcza że Kyrat wyglądał na takiego zadufanego w sobie bufona, który z chęcią spuściłby jej lanie byleby się odczepiła. Lis chciałby to zobaczyć.
I tutaj nastąpił moment, który na dłuuugo zapadnie w pamięci Rhoshana. Jak myślał, że jedna kobieta ludzka na okręcie potrafi go podrażnić przez sam fakt niechęci do rasy ludzkiej tak dwie kobiety były katastrofą. Zwłaszcza, że była na dodatek oficerem, a to oznaczało że… biedny futrzak znowu będzie pod człowiekiem i to mu się nie uśmiechało. Znowu odżyła ta trauma spowodowana tym, że był w zamknięciu, w umyśle innego człowieka i nie mógł nic zrobić. Nie uśmiechało mu się to, ani trochę. Oznacza to dwie rzeczy, albo musi błyskawicznie awansować by nie być pod człowiekiem, albo zrezygnować z The Core. Wybrałby raczej to pierwsze, bo drugie nie wchodziło w grę. Chociaż tamta powiedziała coś całkiem ciekawego. Jakiś teren ludzki jest… atakowany? Tak, przez Strażnika, o którym bodajże chyba coś było powiedziane przy okazji wizyty w rezydencji tamtego bogacza. Tak, dokładnie tamtym miejscu, gdzie Nodin ciskał lisem jak szmacianą lalką. Szykowała się jakaś inwazja dodatkowo, czyli w kosmosie było jeszcze więcej osób które z chęcią pozbyłyby się rasy ludzkiej. No a tutaj również uzyskał odpowiedź na to kto dokładnie zaatakował ich z tamtego pancernika. To było Nowe Imperium, wyglądało jednak na to że Houston będzie priorytetem i abordaż tego statku poczeka lub zrobi to zwyczajnie ktoś inny. Z innej strony natomiast wychodziło na to, że ludzie o nich się dowiedzą i to na skalę masową. Czyżby Rhoshan miał zostać bohaterem rasy ludzkiej? Mieli się do niego zbliżać mimo tej niechęci, którą on do nich żywi? Już wie jak czuje się taki dowódca, któremu ktoś chce zawracać tyłek, chociaż z drugiej strony to byłoby całkiem ciekawe doświadczenie. Moment kiedy człowiek nie chciałby go zakuć w kajdany, a pozwolić sobie chodzić, mało tego ludzie mogliby go pokochać i to nie za puszyste futerko czy ogonek. No dobra, niektórzy tylko za futerko bo jakoś ta dziwna rasa lubi jak coś jest włochate. Może to kwestia kompleksu, że sami nie mają futra? Tak, to na pewno to. W każdym razie mieli się stawić do Hall of Heroes, a wcześniej przygotować się. Rhoshan tylko spojrzał na „Robaczka”, który nazywał się Nighith, który postanowił wydostać się drogą sufitową. Praktycznie jak jakaś jaszczurka, wspiął się po ścianie i niczym ten… jak mu tam było? Spoder-man? Spider-Van? No człowiek-pająk, wydostał się z tej sytuacji.
Lis nawet nie musiał się za bardzo żegnać, bo przecież spotkają się tam na miejscu, dlatego niezwłocznie skierował się w stronę swoich kwater. Z szafy wyciągnął najpierw ozdobny mundur jaki mógł pewnie znaleźć, ale chwilę na niego popatrzył i koniec końców odłożył na miejsce. Po prostu po prysznicu postanowił założyć ponownie spodnie w ciemne moro i do tego dorzucił koszulkę, najpewniej w barwach również ciemnych. Dalej pozostało mu się zapoznać z treścią przysięgi. Jaką on miał metodę? Zwizualizował sobie słowa jako określone dźwięki piosenki i ułożył ją w cały utwór. Po kilku takich próbach w sumie również mógł to powiedzieć z pamięci, bo co jak co, ale do muzyki lisek miał całkiem niezłe uszko, a nawet dwa. Zeszło mu się troszkę dłużej, ale koniec końców i on przybył do miejsca docelowego. Niestety wychodziło na to, że będzie musiał się dosyć szybko pozbyć swojej niechęci wobec rasy ludzkiej i to na dobre. Trudno się będzie przyzwyczaić, ale gdyby pomyśleć o tym jak o treningu to najpewniej Rhoshan by się tego podjął. Tak, to jest właśnie dobra motywacja. Lis wszedł do hali, rozglądając się uważnie co tutaj było. W sumie kiedy dojrzał płachty z tekstem to przez moment mu przemknęło pytanie „po co się tego uczyłem?”, ale zaraz równie szybko pojawiło się „no tak. W końcu normalnie nie będę miał tekstu przed pyskiem. Może czasami pamięciówka to dobry pomysł?”. W każdym razie nie mając nic lepszego do roboty zaczął się rozglądać, a właściwie z chęcią zaglądać w kierunku danych na temat okrętów crathygtańskich. W sumie niebawem przyjdzie mu się z jednym pewnie zmierzyć dlatego warto się dokształcić.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1414
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Hall of Heroes   Sob Mar 26, 2016 10:30 pm

NPC Storyline - Dur-Shurrikun|Kattal|Nodin


Odpowiedzią Dura na pytanie Amelii było w dużym skrócie "tak ale później". Teraz mieli bowiem inne priorytety, by przejmować się akurat tym szczegółem.
Rhoshan, przeglądając zapiski o okrętach crathygtanskich, mógł dowiedzieć się bardzo ogólnie, że maszyny te były bardzo stare. Pierwsze jednostki opuściły doki ponad dwa miliony lat temu - i od tamtego czasu ich wygląd nie uległ zmianie. Rozwijana była tylko technologia. Co ciekawe, w klasyfikacji zagrożenia dla samego Jinkusu, Crathygtanskie Drednoty były uznawane jako bardzo wysokie zagrożenie. Same miały trochę ponad dwa kilometry długości, a ponad dwustu kilometrowy okręt uważał je za bardzo poważne zagrożenie w wypadku starcia. Ze znanych na liście jednostek, wszystkie drednoty posiadały informację "Zniszczony" lub "Nieznany" w rubryce "Stan".
Amelia natomiast, przeglądając informacje o załodze - natrafiła na niemałą listę. Okręt nigdy nie posiadał rodowitej, Crathygtanskiej załogi. Drugim oficjalnym załogantem był Kattal. Z datą przystąpienia na ponad osiemset tysięcy lat wstecz. Potem przewijały się różne imiona oraz postaci z różnych ras. W informacjach o nich można było znaleźć zarówno stan odpowiadający "Zabity w akcji", "zaginiony w akcji" czy po prostu "Odszedł ze służby". Co ciekawe, lista zabitych i zaginionych nie była duża. Aktualnie, załoga była również najliczniejsza względem wszystkich wcześniejszych epok. Nie było również żadnych informacji o aktualnie zaginionych lub niedawno zabitych załogantach. Być może nie było do tego dostępu lub rzeczywiście tak dobrze im się wiodło. Najciekawszym mogło się jednak okazać dla Amelii to kim był pierwszy członek załogi, wpisany na listy Dur-Shurrikuna. Była to samica, nazywała się Carei Sethea. W stopniu wpisana była jako "Prymarcha", najwyższy dowódca Imperium Crathygtanskiego oraz dowódca jednostki "Dur-Shurrikun" klasy tytan. W specjalizacji dało się znaleźć informację na temat jej przeszkolenia - była komandosem, inżynierem oraz strategiem. Co ciekawe, była bardzo młoda, ledwo dwa lata starsza od Amelii. Jej status widniał jako "Nieznany". Minęło sporo lat, niemniej jednak nie zostało podane jakoby zaginęła lub zginęła. Choć skoro była wojna - to powinna.
Jakiś czas po lisie, który wszedł tutaj jako drugi - drzwi pomieszczenia znowu się otworzyły. Tym razem w wejściu pojawił się osobnik którego zapewne oboje się nie spodziewali. Czarnołuskie widmo densorinu - Nodin. Masywny samiec znajdował się w swej anthro formie, która była zazwyczaj dla niego wygodniejsza, nie mówiąc już o poręczności. Krwistoczerwone ślepia samca przesunęły po sali, wyłapując wpierw wzrokiem Amelię - a następnie Rhoshana. I to właśnie o tego densorina widmu chodziło tak więc bez zbędnej zwłoki ruszył przed siebie i podszedł do lisa. Szedł stanowczym lecz niezbyt szybkim krokiem. O tyle dobrze, że nie wyglądał na złego, wprost przeciwnie. Na spokojnego. Choć dobrym humorem tego nazwać nie można było. Gdy już podszedł, czarnołuski spojrzał na rudzielca z góry i odezwał się do niego. Słowa były słyszalne zarówno przez Amelię jak i Rhoshana - do którego je kierował.
/Gdybyś zapytał... powiedziałbym tobie. Zakładasz na taką okazję strój typowo galowy lub jeśli podkreślasz fakt bycia wojownikiem - zbroję. Jeśli natomiast jesteś prawdziwie dumny z własnych możliwości - nie zakładasz nic. Twe ciało winno być twą zbroja i bronią./
Skomentował czarnołuski, przed tym lustrując lisa spojrzeniem. Nie, żeby coś było nie tak albo ubrał na siebie mundur wojskowy. Nodin nie miał nic przeciwko nim, lecz sam ich nie nosił. Niczego nie nosił, po za łuskami, na dobrą sprawę. Jednak nie uważał zwykłego munduru za stosowny. Lepiej było ubrać coś eleganckiego, podkreślającego wagę sytuacji - lub po prostu zbroję, która podkreśli stanowisko, określi wszystkim kim jest. Tak jak jego przybrany ojciec, Akarynth, który nosił na sobie białą zbroję. Nie tylko była skuteczna w celu swego wykonania ale również elegancka. Stąd zawsze ją na sobie miał.
/Szukasz mentora. Ja mogę ciebie szkolić. Zawaliłeś zadanie powierzone tobie przeze mnie. Jeśli więc masz tyle odwagi, zadbam o to byś więcej tego nie uczynił. Może też poddam ciebie treningowi widm./
Kontynuował, zmieniając całkowicie temat. Pośmiał się z doboru ubrań przez Rhoshana i wrócił do poważniejszych spraw. A jedną z nich było szkolenie lisa. Kiedyś nauczał go Akarynth. Smok zrobił swoje jak należy, teraz należało tą wiedzę odświeżyć i nauczyć tego osobnika nieco o walce przy widmie. Stąd padła propozycja od Nodina. A jeśli będzie się dobrze sprawdzał, to czarnołuski chętnie wprowadzi mu nieco ze szkolenia widm. Mało kto mógł tego doświadczyć, a on mógłby to tego elitarnego grona dołączyć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Amelia Stein

avatar

Liczba postów : 230
Data dołączenia : 11/09/2014

PisanieTemat: Re: Hall of Heroes   Pon Mar 28, 2016 8:39 am

Czytając skupiała się właściwie na wszystkim. Chłonęła informacje. Wiele rzeczy ją zaskoczyło, jak choćby wiek przybliżony Kattala. Po tej lekturze nie będzie na pewno dziwić się,że mówią do niego "Starożytny". Jednak gdy już nieco poczytała zaczęła szukać konkretnych informacji. Chciałabym dowiedzieć się czegoś o Inusie, czegoś co pomogło by przekonać go by został jej mistrzem. Również Onu był na jej liście poszukiwanych. Nodin wcześniej dał jej do myślenia. Braciszek mógł być częścią załogi i gdzieś tu mogłaby być jego historia. A jak nie jego to może w informacjach o widmie Desorinu coś będzie. Braciszek nigdy nie był zbyt wylewny. Nie znała jego przeszłości.
Gdy przyszedł Lis i ją zignorował zmierzyła go wzrokiem i dała mu chwilę poczytać. Ale... nikt nie będzie jej tak ignorował. Może jej nie lubić choć nie rozumiała dlaczego, ale niech ja chociaż szanuje. Podeszła do niego.
- Jeszcze się niewidzialna nie stałam. Nie pogryze Cię więc może jednak ze mną porozmawiasz. Chciałabym się z Tobą zaprzyjaźnić.
Uśmiechnęła się do rudzielca. Spodziewała się z jego strony jakiejś zgryzliwej uwagi, ale co z tego. Ona łatwo się nie poddaje.
Lekko ją sparaliżowało gdy wszedł Nodin. Ich ostatnie spotkanie skończyło się czerwoną pętla na jej gardle. Jednak teraz widmo nie wyglądało na złe. Zagryzła warge i ukłoniła się lekko z szacunkiem. Zrobiła dwa kroki w tył bo kolejny samiec wchodzący do sali postanowił udać że stała się nie widzialna. Stała sobie z boku i słuchała chcąc nie chcąc. Bała się trochę, nie tyle widma co jego złości. Została sama z dwoma samcami którzy jej nie lubią. Niech jeszcze wpadnie Inus. Będzie komplet istot które myślały o jej śmierci. Jeden chciałby ja upiec. Drugi udusić. Trzeci wyrzucić przez śluze.
Nie odzywała się. Po co? Może komentarz widma nieco ja rozbawił, ale się nie zaśmiała. Stała ze zwieszoną głową i milczała.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rhoshan
Lisi Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 502
Data dołączenia : 15/06/2014

PisanieTemat: Re: Hall of Heroes   Wto Mar 29, 2016 1:32 pm

Najpewniej to nie była cała wiedza jaką posiadał okręt. Specyficzne dane techniczne powinny się znajdować w archiwum albo czymś trudniej dostępnym, ale taka powierzchowna wiedza też nie była zła. Kiedy ludzkość żyła w jaskiniach, Jinkusu już przemierzali kosmos w pierwszych okrętach. Może to przesada, nie wiedział kiedy ludzie wyszli z jaskiń, w końcu nigdy nie uczęszczał na zajęcia z historii naturalnej, a raczej uczęszczał Antharas a lis sobie spał bo go to nie interesowało zbytnio. Czemu drednoty były wysokim zagrożeniem? Futrzak nie był inżynierem, ale miał w głowie parę możliwości. Statki z powodu swoich mniejszych rozmiarów mogły być dużo bardziej zwrotne niż Tytan. Istniała jeszcze druga opcja jaką rozważał, a mianowicie uzbrojenie tej jednostki. Mogło ono być przystosowane do likwidacji dużych obiektów, ale jak już było wspomniane lis nie jest inżynierem, chociaż chętnie by sobie polatał w jakiejś maszynie. Spodobało mu się to a jedynie szkoda było, że ostatnia jednostka, w której latał została zestrzelona przez pancernik z rebeliantami.
Dopiero po chwili lis ogarnął, że Amelia jest tutaj i coś do niego gada. To nie tak, że jej nie wyczuł bo na pewno wyczułby zapach człowieka. Kwestia tego, że tak jak podświadomie człowiek ignoruje swój nos tak karpatianka została olana z początku i dopiero kiedy się odezwała lis połapał się, że ona tu jest. Jakoś średnio się palił do kontaktu z rasą ludzką, kwestia tego, że teraz będzie miał dwie kobiety na głowie. Jedna jest oficerem, a druga stoi tutaj i go zagaduje.
- A szkoda - pomyślał sobie. Chociaż nie, niewidzialność nie sprawia, że się kogoś nie słyszy a na dodatek mogłaby go stalkować. Kto wie jakie fetysze ma czarnowłosa, a na pewno jakieś ma! No i czy ona myślała, że futrzak jest zwierzątkiem, które można oswoić? Mógł zachowywać się czasami jak taki domowy futrzak jeśli wiedziało się gdzie pogłaskać, ale były do tego bardzo harde kryteria. Po pierwsze nie można było być człowiekiem dorosłym, miał do nich uraz. Co innego dzieci, bo one akurat z rudzielcem mogłyby robić wszystko tak długo jak nie była to krzywda. Taka tam tendencja do ignorowania zaczepek młodych wbudowana genetycznie. Drugim kryterium było spełnienie pierwszego oraz nieposiadanie macek, zwłaszcza takich obślizgłych. Skąd się to wzięło? Widział jakieś dziwne filmy ziemskie i tam macki były przedstawione w taki sposób, że nie dałby się od tak pogłaskać nie odczuwając dyskomfortu.
- Rozumiesz, że nie za bardzo przepadam za gatunkiem ludzkim? Zbyt długo byłem uwięziony w jednym z was i znosiłem jego zachcianki. Wiesz jakie to uczucie nie mieć ciała i być skutym łańcuchami? – na początku zapytał retorycznie, a potem wyjaśnił dlaczego nie lubi ludzi, a na koniec zadał kolejne pytanie. Istniała szansa, że kobieta mogła nie wiedzieć jak to jest być skutym łańcuchami i nie mieć ciała jak to poetycko ujął lis nieświadomie. Nie był wieszczem narodowym, ani też innym artystą. Po prostu był Densorinem, który próbuje się pozbierać do kupy po wróceniu do żywych. W końcu tyle go ominęło, a zaległości piętrzyły się niczym ego ludzkości. Nie dość, że miał do nadrobienia swoją przeszłość to jeszcze teraźniejszość, chociaż to pierwsze spadało na drugi plan. Trzeba się zająć tym co jest teraz, a w wolnej chwili można przysiąść nad tym co było.
Rozmowę przerwało pojawienie się kolejnej osoby. Z początku myślał, że to Starożytny, bo to jemu mieli złożyć przysięgę jak również okrętowi. To nie był jednak on, a dobrze znane lisowi widmo, które wyglądało lepiej. Znaczy na pewno w lepszym nastroju niż się widzieli ostatnio, a zatem Rhoshan przywitał się należycie. Nie padał do pazurów, bo już zeszłym razem czarne widmo zwróciło mu uwagę, a po prostu przywitał się poprzez skinienie głowy, chociaż trochę głębsze niż zwykle z szacunkiem. Zresztą nie zapominajmy, że lisek coś od Nodina chciał, ale najpewniej tamten wiedział co się roi w głowie futrzaka. W końcu telepatia to całkiem przydatna rzecz. Rudzielec pamiętał to co się stało między Nodinem, a Amelią chociaż nie sądził by dobrym wyjściem było się widma bać, a sądząc po tym jak ona się zachowywała to odczuwała swoisty strach. Znaczy jakby nią rzucił tak jak rzucał lisem to pewnie by się gorzej skończyło, ale wolał nie wnikać. To nie jego interes, a teraz widmo stało przed nim. Nazwijmy ten humor, które miało względnie dobrym.
No i tu zaczęła się ta ciekawsza część, bo lis został pouczony na temat ubioru. Nie było to skarcenie, ani nic z tych rzeczy, a zwykła informacja. Nie był wojownikiem, a do swoich możliwości miał wiele do zarzucenia, więc wyszłoby że powinien założyć strój galowy. Nie wiadomo kiedy Starożytny ma się pojawić dlatego przebranie się nie wchodzi w grę. Rudzielec po prostu strzelił gafę, bo nie zapytał a mógł to faktycznie zrobić. Ale pojawił się po chwili uśmiech na pysku rudzielca, bo Nodin chciał go szkolić.
Rzecz jasna telepata znał już odpowiedź na to pytanie, a wiadomo że lisowi nigdy brawury i odwagi nie brakowało. Oczywiście był to też swoista forma zaszczytu jakiego dostąpił, bo już raz zawalił a tutaj dostał szansę rehabilitacji. Nie trzeba dużo mówić, był po prostu cholernie wdzięczny widmu za tą szansę i rzecz jasna podejmie się treningów pod jego okiem.
- Dam z siebie wszystko, mistrzu – odpowiedział.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1414
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Hall of Heroes   Nie Kwi 03, 2016 8:33 pm

NPC Storyline - Dur-Shurrikun|Kattal|Nodin

Amelia znalazła informację na temat swojego przybranego brata. Jego status widniał jako "Nieznany" z informacją o potwierdzeniu śmierci... dwieście lat temu. Po za tym, były tutaj wszystkie inne informacje. Dwie projekcje holograficzne, w formie anthro w której mierzył 2,6m wzrostu oraz naturalnej gdzie był metr większy. I długi na ponad siedem metrów. Przyglądając się mu, karpatianka dostrzegła od razu różnice w jego wyglądzie. Budowa ciała była niemalże identyczna, jednak jego łuski miały biało-czarne zabarwienie. Tak samo ślepia były białe, nie czerwone - jak ona mogła go pamiętać. Był tutaj również wpisany jego tytuł. "Ziemskie Widmo". Powiązania rodzinne - jak brat Nodin. Amelia mogła znaleźć nawet informacje o jego możliwościach. Moc opisana było jako "możliwość kształtowania rzeczywistości wedle potrzeb", opisany był również jako bardzo utalentowany uczeń z dużym potencjałem przyswajania wiedzy. Po za tym, kobieta odnalazła nawet informacje o jego możliwościach fizycznych - jak sile przypisanej na ponad sto ton, nie określonej dokładnie. Atrybut fizyczne określony był jako przekraczający prędkość światła, możliwość teleportacji oraz możliwego przenoszenia się między wymiarami. Była tu nawet informacja o pancerzu widma, określonym jako "praktycznie niezniszczalny dla broni konwencjonalnej". Na koniec była informacja o możliwych powiązaniach... z nią samą. Okręt posiadał nawet jakieś informacje powiązane z nią oraz Onurisem, opatrzone klauzulą "ściśle tajne". Nie miała do tego jednak dostępu.
Wbrew temu co pomyślała, karpatianka nie została zignorowana przez widmo. Miał on po prostu konkretną sprawę do Rhoshana. Najpierw do niego. Stąd wpierw zajął się nim, a dopiero potem zamierzał "zająć się" nią samą.
/"Mistrzu"? Ubrałeś się jak dureń, a teraz nazywasz mnie mistrzem? Mam imię. Nodin. Gdybyś zapomniał. W ten sposób masz się do mnie zwracać./
Rzuciło zirytowany widmo, pozwalając lekko drgnąć swej prawej powiece w geście irytacji. W tym momencie przyszła pora na drugą istotę która znajdowała się tutaj z nimi po za widmem oraz lisem. Czarnołuski skierował spojrzenie swych krwistoczerwonych ślepi ku karpatiance. Następnie odwrócił się do niej i podszedł kilka kroków do przodu. Gad zatrzymał się przed kobietą, a następnie ugiął swe kolana - kucając przed nią. Z bliska, kobieta mogła dostrzec wyraźnie podobieństwa pomiędzy tym widmem, a Onurisem. Rozłożenie łusek, uzębienie, rozłożenie kolców. Nie był to jednak zapewne moment na rozmyślania.
Nodin wyciągnął prawą rękę w stronę kobiety, podając jej swą prawą dłoń - wewnętrzną stroną ku górze. Widmo było bardzo spokojne, neutralne względem niej. Po prostu wyciągnął ku niej swą dłoń. Nie był to jednak żaden gest pojednania czy przeprosiny. Samiec chciał coś sprawdzić, choć jak na widmo przystało, był tajemniczy. Kobieta mogła wyciągnąć ku niemu swą własną dłoń, a gdy to uczyniła i oparła dłoń na dłoni widma, ten zamknął na chwilę swe ślepia oraz skupił się na czymś. Znieruchomiał. Dosłownie, nawet jego ogon się nie poruszał. Przez chwilę wyglądało to nawet tak, jak by klatka piersiowa gada przestała się poruszać - tak jak by stwierdził, że tlen nie jest mu już potrzebny.
/Znam... tą magię./
Odezwało się widmo, jego głos jak zwykle słyszalne był w umysłach przez oboje - Amelię oraz Rhoshana. Kobieta wyczuła natomiast coś innego. Najpierw, delikatnie ciepło które ją ogarnęło, a chwilę później poczuła, że jej ręka ścierpła. Nie mogła jej ruszyć, cofnąć, jak by została przyklejona do dłoni Nodina. Dookoła czarnołuskiego pojawiły się białe promienie. Gad otworzył swe ślepia i z zaciśniętymi kłami oraz uniesionymi wargami, rozejrzał się dookoła. Promienie "wbiły" się w jego ciało, wchodząc do widma i znikając pod jego łuskami. Gad warknął, zaciskając mocniej kły, a kobieta poczuła jak czucie powróciło do jej ręki. W tym momencie, czarnołuski samiec spojrzał na karpatiankę poważniej, lekko mrużąc swe gadzie ślepia.
/Ty... na prawdę go spotkałaś. Dlatego w jakiś sposób ciebie znam./
Odezwało się widmo. W jego głosie było coś dziwnego... więcej entuzjazmu, pozytywnego uczucia. Tylko trochę, jednak przy nim... bardzo wiele zmieniało. To co stało się po chwili, zapewne wprawi w osłupienie zarówno Rhoshana, jak i samą Amelię. I tutaj ciężko może być określić kogo bardziej.
Czarnołuski, Lord Nodin, Widmo Densorinu... cofnął swą dłoń powoli od dłoni kobiety, a następnie pochylił się i uklęknął na prawym kolanie. Czarnołuski pochylił również swój korpus do przodu oraz opuścił łeb, zamykając swe ślepia. Stało się to o czym właśnie myśleli, widmo pokłoniło się przed karpatianką. To nie było jednak wszystko. Znów się odezwał.
/Jestem tobie winien wierność. Twe życie jest teraz moim życiem. Twa wola, moimi rozkazami./
/Przysięgę zerwać może tylko ten, kto jej wymóg nałożył. Starożytna magia widm, która nie została po dziś dzień zapomniana?/
Głos nowej istoty, osobnika który zawitał w pomieszczeniu, obił się w ich głowach. Był to nikt inny, jak sam starożytny. Widmo w swej naturalnej, wielkie formie, weszło do pomieszczenia. Czerwonołuski przejechał swym spojrzeniem po całej trójce, zatrzymując spojrzenie na czarnołuskim. Maszerował powoli do przodu, podchodząc do trójki i obchodząc ich powolnym krokiem dookoła.
/Złamał wolną wolę własnego brata, innego widma. Imponujące. Twój brat, Amelio, zadbał o twoje bezpieczeństwo najlepiej jak mógł. Kto jednak nauczył go starożytnej magii? Kto dał mu możliwość władania nią?/
Odezwał się ponownie czerwonołuski, stając przy Amelii. Z jego ciała wydobył się czerwony błysk i widmo z ułamku sekundy zmieniło swa formę z naturalnej, na Anthro. Gad spojrzał na kobietę, która zapewne będzie w niemałej kropce. Nie wspominając z resztą o Rhoshanie. Nic jednak nie mógł poradzić. Kto tej mocy użył, ten miał władzę.
/Powiedz mu "bądź wolny". Odzyska swą wolę do tego stopnia, by zachowywać się jak wcześniej. Dalej będzie jednak od ciebie zależny, Amelio. Jeśli zginiesz - on zginie. Twoje życie jest teraz jego życiem. Strzeż go więc dobrze. Innym tematem jest powód użycia tej mocy. Kontrola nad widmem... jednak widzę, dlaczego. Onuris chce ciebie chronić za pomocą tego, komu najbardziej ufa. Czyżbyś miała doprowadzić do ponownego spotkania braci? Czyżbyś była na tyle ważna, by wykorzystał ciebie jako przekaźnik, uniemożliwiający mu zabicie swego brata?/
Odezwało się widmo, mówiąc tajemniczo i rzucając pytaniami na które oczywiście nie chciał dostać odpowiedzi. Drzwi do sali otworzyły się ponownie, a tym razem do środka wszedł białofutry android, avatar Dur-Shurrikuna. Zatrzymał się on metr od grupy, nie chcąc się bezpośrednio do tego wszystkiego wtrącać.
Kattal ruszył się natomiast, obszedł ich znowu dookoła, tym razem jednak w anthro formie - i zatrzymał się przy lisie.
/Zdejmij to lub poproś o pancerz. Działasz z widmami, działałeś z widmami, a zdobisz się jak śmiertelnik. Tak nie przystoi, Rhoshanie. Tyle pancerzy dostępnych jest na okręcie./
Wyjaśnił czerwonołuski. Widać i to widmo zauważyło, że coś się w lisie nie zgadzało. Z tym, że Kattal pamiętał o tym, że okręt mógł wszystko przysłać na miejsce. Ba, nawet na niego. A Rhoshan dowiedział się, że działał razem z widmami. Choć nowość to dla niego nie było, bo w końcu misję od nich kiedyś otrzymał. Przynajmniej jedna była potwierdzona.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Amelia Stein

avatar

Liczba postów : 230
Data dołączenia : 11/09/2014

PisanieTemat: Re: Hall of Heroes   Czw Kwi 07, 2016 3:43 pm

Czytała informacje na temat braciszka i... zaczynała się gubić w tym wszystkim.
"Zginął dwieście lat temu? To co całe moje dzieciństwo mi się przyśniło czy przebywałam z zombie? ", przeszło jej przez myśl gdy przeczytała informacje o jego śmierci. Spędziła dzieciństwo z żywym Onu. Była tego pewna jak tego, że woda to ciecz a lód to ciało stałe. Już ta jedna informacja ją zszokowała, a po chwili zobaczyła znane jej od lat widmo, które wyglądało zupełnie inaczej niż pamiętała. Rozmiary chyba te same- miarki w oczach nie miała i z miarą nie chodziła. Budowa ciała była niemalże identyczna. Tylko łuski i oczy. Pamiętała złowrogie czerwone ślepota, a tu były białe, wesołe. Zamiast czarnych łusek po których malowała-białe.
"Więc jednak. To bracia...",pomyślała dochodząc do informacji o powiązaniach rodzinnych, a po chwili:
"Tak. To mój braciszek", gdy czytała o jego możliwościach i umiejętnościach. Była dumna z braciszka, o którym pisano tak dobrze.Dotarła do końca wpisu...a tam powiązanie z nią, jednak informacje były utajnione.
"Serio Dur. Jest tam coś czego bym nie wiedziała...?"przeszło jej przez myśl. Zostawiła jednak tą sprawę, bo akurat zjawił się Lis.
Amelia nie wiedziała czemu Lisek jej tak nie lubi, a raczej domyślała się, ale niczego nie była pewna. Chciała zdobyć sympatię całej załogi, a jeśli ktoś jej nie polubi to przynajmniej chciała wiedzieć czemu, czy ona czymś zawiniła czy może to tylko takie "widzi mi się". Może nie wszyscy ją polubią, ale nic nie stało na przeszkodzie by o sympatię się postarała. Dlatego stała przed Rudym czekając na jego jakąś reakcje. Nie widzialna nie była, choć całkiem możliwe że kiedyś i takiej sztuczki się nauczy. Z tego co wiedziała leżało to w obrębie umiejętności jej ludu, choć wymagało dużo nauki i mocy. Że znanych jej członków społeczności potrafiło to czterech mężczyzn. Może ona kiedyś zostanie pierwszą kobietą która opiniuje taką umiejętność. Było by to coś wyjątkowego i wspaniałego. I pokazała by wujkowi, że nie jest w niczym gorsza od mężczyzn. Jednak nawet jeśli kiedyś nauczy się być niewidzialną raczej nie będzie stalkować nikogo, a już na pewno Lisa. Jak wszystkich swoich umiejętności używała by tego do wykonywania powierzonych jej zadań.
-Można powiedzieć, że mam o tym pojęcie
Odpowiedziała krótko nie mając za bardzo ochoty tego rozwijać. Miała wątpliwości czy Lis uznałby to, co by mu powiedziała za porównywalne. Sama nigdy nie utraciła władzy nad sobą, ale znała blisko kogoś kto utracił, na tyle blisko by rozumieć niechęć. Osobiście też nie też czuła się uwięziona przez normy narzucane jej przez wuja. To, że zazwyczaj miała je ostatecznie w głębokim poważaniu to inna sprawa.
-Nie chce Cię do niczego zmuszać...Polubisz mnie-super. Nie polubisz- szkoda. Po prostu łatwiej nam będzie jeśli nie będziemy na siebie ciągle warczeć lub ignorować siebie nawzajem. Nie jestem taka straszna. Nawet jak na mieszańca pieczonej sowy
Zaśmiała się lekko posyłając Lisowi przyjazny uśmiech. Jej uśmiech nieco przyglądał gdy
ich krótką wymianę zdań przerwało pojawienie się Nodina. Nie umknęło uwadze Am, że widmo jest spokojniejsze i jakby neutralne. Wolała jednak zejść mu z drogi. Żadne ze wcześniejszych spotkań nie skończyło się dla niej miło. Jeśli się uprzeć, tak trochę się bała widma. Jedna w rzeczywistości po prostu wolała uważać. Nie bała się, że Nodin zrobi z niej swoją przekąskę, a bardziej że znów go czymś zdenerwuje i zniszczy ten jego spokój.
"Ja tu staram się go nie wkurzać, a ty go irytujesz...Zły Rudzielec" skomentowała w myślach widząc jak widmu drga brew. Nie zdążyła zrobić nic więcej bo owo zirytowane widmo zainteresowało się dla odmiany nią. Podszedł, a ona podświadomie zaczęła szukać różnic między nim a Onu. Choć w wielu aspektach się różnili, gdy Nodin kucnął, z bliska dostrzegła wyraźnie podobieństwa.
Podała mu spokojnie dłoń, choć była zaskoczona i w żaden sposób tego ukryć. Nagle jest uprzejmy? A co jeśli nie podałaby mu dłoni? Zje ją? Mogłaby się tak zastanawiać, ale była zbyt ciekawa intencji widma by rozmyślać. Szybciej się czegoś dowie jeśli zrobi to czego on chce i była tego świadoma.Nieco się wystraszyła, gdy Nodin znieruchomiał. Wyglądał jakby przestał nawet oddychać, był w transie. Sama też przestała się poruszać, choć w przeciwieństwie do widma jej oczy były szeroko otwarte i pełne szoku i ciekawości. Jej konsternacja pogłębiła się, gdy Nodin wreszcie się odezwał.
-Magię?
Powtórzyła całkiem automatycznie nic z całej tej sytuacji nic nie rozumiejąc. Po chwili wszystko zaczęło się robić jeszcze dziwniejsze. Poczuła jak przez jej rękę przechodzi ciepło, a potem...nie mogła ruszyć ręką. Jej dłoń została przyklejona do dłoni Nodina. Cała ręką ścierpła. Amelia zaczęła się już na prawdę bać. Była sama z dwoma większymi i silniejszymi samcami, z których jeden ją trzymał, a wokół robiło się coraz dziwniej z każdą chwilą. Szczytem były białe promienie wybijające się w ciało widma. Do jej dezorientacji doszedł strach o widmo.
- Co się dzieje? Nic ci nie jest?
Spytała Nodina całkowicie zapominając o mówieniu do niego per"Lordzie ". Martwila się o niego. Wyglądało, że promienie sprawiają mu ból. Czując, że niemoc opuszczam jej rękę sama złapała lekko za dłoń widma, drugą dotknęła lekko jego ramienia w geście troski. Kiwnęciem głowy potwierdziła machinalnie słowa Nodina, cały czas patrząc na niego w poważnym szoku, ale z widoczną troską. Zmarszczyła lekko brwi w wyrazie zmartwienia, ale również konsternacji. Niby powoli nieco się wyjaśniało, ale ona wciąż była zdezorientowana i zagubiona. Tym bardziej słysząc ładniejsze nuty w głosie widma. Jednak dopełnieniem całej tej sytuacji był ukłon. Wielki Lord Nodin ukłonił się przed nią, a ją zupełnie zamurowało. Stała patrząc na widmo oczami wielkości talerzy z ręką wiszącą nad jego ramieniem.
"Przysięga?"
Z osłupienia wyrwał ją dopiero nowy głos. Słysząc Kattela obrociła ku niemu głowę i czekała. Może ktoś raczy jej wyjaśnić o co chodzi w tym cyrku.
Słuchała Kattala i zastanawiała się czy powinna odpowiadać na te wszystkie zadane przez niego pytania. Stwierdziła jednak że są one czysto retoryczne więc milczała, myśląc nad tym kiedy Starożytny powie co ma zrobić z klęczącym przed nią widmem. Gdy Kattal podszedł i się przemienił uniosła ku niemu głowę i lekko się uśmiechnęła.
"Zawsze o mnie dbał", przeszło jej przez myśl, a serce przeszło przyjemne uczucie ciepła, gdy pomyślała o braciszku
-Bądź wolny
Wyszeptała cicho zwracając się do Nodina. Było jej okropnie przykro, że Onu zadbał o nią jednocześnie w jakiś sposób krzywdząc własnego brata.
- Będę strzec swojego życia najlepiej jak będę potrafiła
Obiecała patrząc przede wszystkim na Nodina. Jej życie nie była tu wartością chodziło jej jedynie o związek jaki przed chwilą powstał. W gruncie rzeczy obiecywała zadbać o życie Nodina. Pod wpływem słów Kattala poczuła jak na jej barki spada ciężar ogromnej odpowiedzialności za życie Nodina. Spuściła głowę lekko. Zbyt wiele emocji na raz zaczęło ją przytłaczać. Potrzebowała chwili by ogarnąć całą sytuację.
"Po pierwsze Nodin wykrył we mnie magię Onu i wreszcie uwierzył w to za co wcześniej próbował mnie udusić-że znam Onurisa. Wiedza ta sprawiła, że Nodin chyba nieco zmienił postawę względem mnie, złagodniał, a przynajmniej tak mi się wydaje, ale całkiem możliwe że się całkowicie myle.
Po drugie ten wredny jaszczur zwany Onuris rzucił na mnie jakieś starożytne zaklęcie, którego tak w ogóle I szczególe znać nie powinien, a które zmusiło Nodina do złożenia mi przysięgi wiążącej nasze życia.
I tu wchodzi po trzecie...Jak dorwe tego gada to mu przetrzepie łeb za używanie na mnie magii bez żadnego me czy be i to jeszcze takiej która nagina wolę jego własnego brata. Ale to plany na później. Teraz trzeba by było zakręcić się wokół Inusa, kolejnego który nie lubi mnie dla zasady i wybłagać by mnie uczył. Muszę zadbać by nic mi się stało, bo jeszcze coś się Nodinowi stanie, a to nie ma prawa się zdarzyć." Układała sobie wszystko w głowie nie specjalnie przejmując się tym, że widma mogą to usłyszeć. Przeszło jej przez myśl, że Kattal przesadza. Nieco przecenia jej rolę w całej sytuacji. Nie czuła się na tyle ważną by móc zrobić choć jedną z wymienionych przez Starożytnego rzeczy. Milczała dalej czekając na to co zrobi Nodin. Stała już jednak prosto choć wciąż patrzyła na widmo nie kryjąc troski.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rhoshan
Lisi Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 502
Data dołączenia : 15/06/2014

PisanieTemat: Re: Hall of Heroes   Pią Kwi 08, 2016 8:20 am

Można powiedzieć, że ma o tym pojęcie? Raczej nie. Nie wygląda jakby przesiedziała ponad 400 lat zamknięta w ciele nie mogąc absolutnie nic zrobić. A może właśnie dlatego tak dziwnie się zachowuje? To albo dziwny stan psychologiczny, a że nie jest psychologiem to nie nazwie tego fachowo poza innym terminem niż „dziwna”. „Nie chcę Cię do niczego zmuszać” to jest najczęstsza fraza, której używają ludzie by wyperswadować na kimś swoje racje. Słyszał to wiele razy, zresztą sam łowca czasami tego triku używał. W ogóle człowiek to była jakaś przekorna istota w jego mniemaniu, bo mówiło się żeby czegoś nie robił, a od razu się do tego zabierał. Z drugiej strony to była bardzo łatwa metoda podpuszczenia, ale na rudego chyba też by to zadziałało. Nie chyba, a raczej na pewno z raz co najmniej chociaż mógł sobie z tego nie zdawać sprawy. Z tą pieczoną sową czarnowłosa przywołała rudemu chęć faktycznego spróbowania takiego specjału. Faktycznie teraz był jeszcze bardziej ciekaw jak taka sowa może smakować. Czy jest jak kurczak, czy może sowa ma inny smak? Oto jest pytanie, chociaż było mu trochę dziwnie że przez moment nawet sam się do niej uśmiechnął. Po co to robiła i jakie miała korzyści? Nie wiadomo.
Oczywiście przyszedł też czas na to, że znowu w jakiś sposób widmo lekko sponiewierało Rhoshana, ale tym razem słownie. Chyba zacznie się do tego przyzwyczajać chociaż pewnie podczas treningu nie będzie taryfy ulgowej i futrzak dostanie tęgie lanie. Co go nie zabije to wzmocni, chociaż tutaj lepiej nie kusić losu. Jeszcze znowu skończy w ciele jakiegoś człowieka albo nie daj One Above All żeby jako człowiek. To by była dla niego najgorsza możliwa tragedia, chociaż wątpił by ktokolwiek w tym uniwersum był tak bardzo sadystyczny by to uczynić. Oczywiście nie chciał zirytować widma chociaż to była dosyć specyficzna reakcja. Coś jednak było w tych uwagach, że Nodin chodzi własnymi ścieżkami zatem też w jakiś sposób jest specyficzny i trudny do rozgryzienia. Tak jak również trudniejsze do zrozumienia dla lisa było to co zrobił potem, ale to chyba bardziej kwestia tego, że tak naprawdę nie znał relacji łączących Amelię oraz densorińskie widmo. Działo się coś dziwnego, bo Nodin, który wcześniej był wobec niej wrogi teraz jest niebywale spokojny oraz neutralny. Oczywiście jak się okazało to było coś związanego z magią, a o tym Rhoshan miał znikome pojęcie. Nie był istotą magiczną, chociaż efekty widział a nawet sam był tak leczony czy nawet dzięki niej odzyskał ciało. Kwestia tego, że jakoś ciężko mu przychodziło pojęcie jak to wszystko działa. Dlatego w momencie, kiedy pojawiły się te promienie światła odruchowo się cofnął. Tak co by nic go przypadkiem nie przypaliło, a poza tym średnio ufał światełkom które pojawiają się i znikają. Ale chyba ostatecznie potencjalne zagrożenie minęło dlatego mógł odetchnąć z ulgą.
- Kogo spotkała i co to było za światło? – zapytał z czystej ciekawości. Liczył, że skoro widmo ma więcej entuzjazmu i jakiejś radości w sobie to może też będzie na tyle w dobrym humorze, że wytłumaczy mu o co chodzi. Znaczy i tak istniała duża szansa, że ktoś niewtajemniczony w aspekty magii średnio to zrozumie, ale na pewno będzie to łatwiejsze w zrozumieniu niż sytuacja, która zaistniała teraz. Lis spojrzał pytająco na widmo, które pokłoniło się Amelii jak również przysięgło jej wierność. O co tutaj chodziło? Przez dłuższą chwilę widać było, że lis to w swoim rudym łbie buforuje i próbuje znaleźć jakieś sensowne wyjaśnienie dlaczego densorińskie widmo miało jakiekolwiek zobowiązania wobec istoty z Ziemi? Dopiero głos Kattala wybudził rudzielca z tej zadumy, a że Starożytny dysponował wiedzą stosowną do swojego tytułu to od razu wytłumaczył o co chodzi. To była magia widm i jak już normalna magia sprawia futrzakowi problem to jeszcze większym stanie się ta widmowa. Tym bardziej, że ten czar złamał wolę innego widma! Słyszał już Rhoshan o bardzo podobnym przypadku nagięcia woli jakiego dał radę dokonać Starożytny, pewnie był ekspertem w tej kwestii dlatego nawet nie było co się spierać plus tłumaczyło to nagłą zmianę zachowania. Z drugiej jednak strony wychodziło na to, że trzeba będzie bronić tej kobiety bo inaczej Densorin straci swoje widmo, a do tego futrzak nie może pozwolić doprowadzić. Tutaj właśnie był ten problem, że niestety będzie musiał ją widzieć dosyć często, mało tego ostatecznie wyszłoby na to, że musiałby umrzeć za człowieka. Ziemia coraz mniej mu się uśmiechała, bo nie dość że będzie musiał najpewniej słuchać rozkazów człowieka to jeszcze innego chronić bo od tego zależy życie praktycznie najważniejszej istoty dla jego gatunku. Chociaż teraz Rhoshan dostał garść informacji o co tu chodzi. Amelia spotkała Onurisa, on jest bratem Nodina i ma jeszcze doprowadzić do ich spotkania. Ale chwila moment, coś tu jest nie tak. Czy przypadkiem niedawno lis nie dowiedział się, że zawalił jedną misję i przez to Onuris musiał zginąć? To wszystko jest dosyć skomplikowane, ale chyba on jako ostatni powinien się wypowiadać na temat cudownych zmartwychwstań. Widział już jedno widmo, które powinno być ewidentnie martwe a jednak sprawiło im ostatnio problem. Może z Onurisem jest ta sama kwestia? Teraz wszystko powinno wrócić do normy, skoro zwróciła widmu wolność. Uświadomił sobie jedną rzecz, że jeśli kiedykolwiek Nodin będzie wracał na swoją planetę to najpewniej trzeba też będzie zabrać Amelię. Czyli lis nie mógłby się odciąć od ludzi nawet w swoim rodzinnym świecie.
Z początku lis myślał, że Starożytny powie mu coś więcej na temat tego co wynikło w biosferze. Nie tamtych wydarzeń z domku, a raczej tego co go tak zaniepokoiło, ale kolejne widmo zwróciło mu uwagę. Działa z widmami czyli w sumie skoro tak jest to czy musi drugi raz składać przysięgę Starożytnemu skoro już została kiedyś złożona? Chyba, że przysięga Core liczy się jakoś oddzielnie, w każdym razie korzystając z okazji, że jest tutaj android to Rhoshan poprosił o przysłanie pancerza. Na pewno jakiś miał z czasów kiedy działał z widmami, a nawet jeśli nie to zwyczajnie poprosił okręt by pomógł mu dobrać coś na tę okazję.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1414
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Hall of Heroes   Czw Kwi 14, 2016 8:43 pm

NPC Storyline - Dur-Shurrikun|Kattal|Nodin

Czarnołuski podniósł swe spojrzenie do góry, czerwonokrwiste ślepia widma spojrzały na karpatiankę. Choć wyraz jego pyska był spokojny, to jego oczy wydawały się zdradzać gniew, agresję, żądzę mordu. Trwało to tylko przez chwilę, do momentu, gdy czarnołuski podniósł się do góry i wstał na równe nogi.
/Swoje życie zostaw teraz memu widmu./
Upomniał dziewczynę czerwonołuski, zwracając się na chwilę do niej. Jego wzrok skierował się następnie ku densorinskiemu widmu, które z kolei łypnęło swym spojrzeniem na znajdującego się w pomieszczeniu lisa. Głos widma znów rozbrzmiał w ich głowach.
/Mojego brata, Onurisa. Światło było jego magią./
Odezwał się Nodin, a następnie odwrócił w stronę lisowatego densorina. Gad podszedł powoli do Rhoshana, po tym jak ten został poinstruowany przez Starożytnego na ten sam temat, na który on sam wypowiedział się przed chwilą. Widmo podniosło swą prawą dłoń i sięgnęło nią ku futrzakowi, chwytając za materiał jego munduru, a następnie pazurem rozszarpało bluzę od munduru. Na tym się jednak nie skończyło, gdyż lisa, a dokładniej jego mundur, pokrył czarny ogień. Ogień spalił resztę munduru w dosłownie dwie sekundy, znikając po fakcie i nie pozostawiając po sobie nawet popiołu. Lis z kolei mógł to odczuć jako nagły kontakt z ogniem, coś co miało go poparzyć ale w ostatniej chwili tego nie zrobiło... i ostatecznie nie wyrządziło krzywdy ani jemu ani jego futru. Z kolei Nodin postanowił dorzucić komentarz do swego czynu.
/Zasłuż, zapracuj, ja uznam kiedy będziesz gotowy wyglądać jak należy - skoro sam nie potrafisz./
Odezwał się karcącym głosem czarnołuski gad. Zostawiając lisa w samym futrze, widmo odwróciło się i odeszło na bok na prawą stronę pomieszczenia. Tam stanął wyprostowany, odwracając się w stronę środka. W tym samym czasie minął go android Dur-Shurrikuna, który podszedł do Kattal i skinął mu łbem twierdząco. Starożytny odwrócił się więc również i wraz z białofutrym androidem podszedł do ściany na przeciwko wejścia do pomieszczenia. Obaj ustawili się obok siebie, Dur-Shurrikun na środku, natomiast Kattal po jego prawej stronie.
/Zbliżcie się./
Odezwał się do dwójki czerwonołuski. Wskazał on gestem pyska gdzie mają stanąć. Mieli ustawić się na przeciwko niego oraz Dur-Shurrikuna, mając Nodina po swej prawej stronie niedaleko samych siebie. Jak można było się domyślić, czarnołuski miał pełnić tutaj rolę świadka całej ceremonii. Czarnołuski stał wyprostowany, ze wzrokiem wbitym w punkt przed sobą. Kattal stanął podobnie, natomiast białofutry android schował swe ręce za siebie - przyjmując bardziej wojskową postawę. Wszyscy zaczekali, aż Amelia oraz Rhoshan będą gotowi, dając przy tym jakiś prosty znak np. skinięciem głowy. Gdy to uczynili, ceremonia rozpoczęła się. W pomieszczeniu przygasły światła, nadając wszystkiemu bardziej mistycznej oprawy. Następnie odezwał się Dur-Shurrikun, jako pierwszy. Amelia oraz Rhoshan mieli powtarzać dyktowane im słowa, odpowiednio odmieniając formę oraz w odpowiednim miejscu dodając swe pełne imię, imiona czyn nazwisko. Wszystko wskazane było w tekście którzy oboje przeczytali w swych kwaterach.
-Ja, .. .. uroczyście i szczerze oświadczam,
Zaczął białofutry. W odpowiednim miejscu pojawiła się sekunda przerwy na miejsce, gdzie wstawić mieli wyżej wspomniane - swe imiona. Po rozpoczęciu, białofutry odczekał by dwójka powtórzyła wspólnie dyktowane słowa. Następnie odezwał się czerwonołuski, dyktując kolejną część.
/Że będę dobrze i wiernie służył The Core,/
Odezwał się Starożytny, czekając aż dwójka powtórzy jego słowa. Amelia oczywiście musiała odpowiednio zmienić formę na żeńską.
-Że będę przestrzegał, służył oraz stał na straży prawa,
/Że będę wykonywać swoje uprawnienia i obowiązki rzetelnie, sumiennie i gorliwie,/
-Bez strachu przed lub na korzyść każdej istoty oraz z ze złymi zamiarami i wrogością wobec nikogo,
/Że będę posłuszny bez zwątpienia wszystkim prawom oraz rozkazom tych mających władzę nade mną./
Były to ostatnie słowa przysięgi, wymawiane naprzemiennie raz przez Dur-Shurrikuna, a raz przez Starożytnego. Po wypowiedzeniu całej przysięgi, zgodnie z wymogami, Amelia oraz Rhoshan powinni podnieść prawe ręce i położyć je na swych piersiach w miejscu gdzie znajduje się ich serce, a następnie skłonić lekko - pochylając głównie głowy, a korpus jedynie delikatnie.
Gdy to uczynili, światło powróciło do pomieszczenia. Na pysku czerwonołuskiego zawitał delikatny uśmiech, Nodin rozluźnił się i spojrzał na dwójkę - już nie rekrutów. Odezwał się natomiast znów Dur-Shurrikun.
-Drem Yol Lok, Grah-Zeymahzin.
Zwrócił się do nich. Starożytny szybko przetłumaczył słowa jako pozdrowienie, a drugą część jako zwrot który można przetłumaczyć "bracia broni". Następnie postanowił dodać coś od siebie.
/Od tego momentu reprezentujecie jedną z pośród najpotężniejszych grup we wszechświecie. Posiadacie prawo życie i śmierci względem każdej planety oraz każdej istoty przynależnej Federacji Planet. Całe The Core stoi przed wami murem i nie opuści was nawet w najczarniejszej godzinie. Maszyny podległe The Core od tego momentu będą wam posłuszne, zgodnie z hierarchią. Posiadacie również pełen dostęp do archiwów oraz baz danych okrętu, również zbrojowni. Podczas waszych podróży i przygód, pamiętajcie o tym, że jesteśmy tymi którzy robią co trzeba, niezależnie od konsekwencji jakie przyjdzie nam ponieść. Odpowiadamy za życia miliardów istot. Polegają oni na nas, wierzą, ze wywalczymy dla nich kolejnych wschód słońca. Nie zawiedźcie ich. Kierujcie się siłą, wolnością oraz sprawiedliwością. Pamiętajcie również, że siła bez wolności i sprawiedliwości jest tylko przemocą i tyranią. Sprawiedliwość i wolność bez siły jest gadulstwem i dzieciństwem./
Po tych słowach Starożytny zamilkł, podchodząc wraz z Dur-Shurrikunem i Nodinem bliżej dwójki. Teraz była kolej na ich emocje oraz ewentualne wyznania. Nie byli już dłużej rekrutami i jak rekruci traktowani już nie będą, choć nadal musieli się sporo nauczyć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Amelia Stein

avatar

Liczba postów : 230
Data dołączenia : 11/09/2014

PisanieTemat: Re: Hall of Heroes   Pią Kwi 15, 2016 9:02 am

Zamrugała szybko zaskoczona ostrym, pełnym agresji spojrzeniem Nodina. Jeszcze chwilę temu patrzył na nią bardziej przyjaźnie. W jej oczach pojawiła niepewność, gdy zaczęła się zastanawiać czy może nie uraziła czymś desorińskiego widma. Zmarszczyła brwi obserwując jak Nodin wstaje.
" Będę musiała dowiedzieć się czegoś o kulturze widm...nie chce ciągle jakiegoś denerwować". Z rozmyślać nad czekającymi ją studiami przerwał głos Kattala, na którego słowa jedynie machinalnie skinęła głową nie bardzo wiedząc co mogłaby powiedzieć. Będzie się musiała przyzwyczaić, że jej życie już nie do końca należy do niej.
Nie odrywała wzroku od Nodina obserwując co ten właściwie zamierza zrobić Lisowi. Wyglądało jakby widmo nie koniecznie w tym momencie było przychylne komukolwiek a w szczególności Rudemu. Mimo, że spodziewała się jakiejś nie przyjemnej akcji z jej ust wyrwało się zaskoczone westchnienie, gdy widmo zmieniło mundur Rhoshana w płonące strzępki, po których nie został nawet popiół. Odruchowo zakryła sobie usta dłonią patrząc na całe zdarzenie szeroko otwartymi oczyma.
Nadszedł czas ma główny punkt dzisiejszego programu-przysięgę The Core. Potrząsnęła głową i biorąc głęboki oddech podeszła kilka kroków w stronę widma i androida ustawiając się w miejscu wskazanym przez Starożytnego. Stanęła bardziej na prawo tak by oboje z Lisem mogli stanąć mniej więcej na przeciw dwójki dowódców. Sama znalazła się więc nieco bardziej przed samym Kattalem, mając po swojej prawej Nodina,a po lewej Lisa. Stanęła na lekkim rozkroku, wzięła kolejny głęboki wdech i rozluźniając ramiona uśmiechnęła się do dowódców dając tym znak, że jest już gotowa. Splotła ręce początkowo za sobą, podobnie jak Dur, ale po chwili stwierdziła, że to nie do końca jej pasuje i puściła ręce wzdłuż ciała.
-Ja, Amelia Stein uroczyście i szczerze oświadczam, że będę dobrze i wiernie służyła The Core.
Że będę przestrzegała, służyła oraz stała na straży prawa. Że będę wykonywać swoje uprawnienia i obowiązki rzetelnie, sumiennie i gorliwie, bez strachu przed lub na korzyść każdej istoty oraz z ze złymi zamiarami il wrogością wobec nikogo.Że będę posłuszna bez zwątpienia wszystkim prawom oraz rozkazom tych mających władzę nade mną.
Powtarzała starając się mówić równo z Lisem, co pewnie nie do końca jej wychodziło bo trudno tak z biegu z kimś idealnie się zgrać. Każde słowo wypowiadała z najszczerszą intencją wkładając w całą przysięgę wiele serca. Z jej twarzy zniknął charakterystyczny łagodny uśmiech, a zstąpił go wyraz powagi i skupienia, stała przy tym cały czas wyprostowana patrząc wprost przed siebie mniej więcej na pysk Kattala. Na koniec przymknęła powoli oczy i przekładając prawą dłoń do piersi w miejscu gdzie w lekko przyspieszonym rytmie biło jej serce skłoniła się, a właściwie pochyliła głowę zaledwie o kilka milimetrów skłaniając resztę ciała w ukłonie.
Na jej usta na krótki moment wrócił uśmiech gdy usłyszała pozdrowienie Dura, a raczej jego drugą część przetłumaczoną przez Kattala. Był to uśmiech po części dumy, po części spokojnego szczęścia. Wreszcie gdzieś należała, tak na prawdę należała. Czuła, że na pokładzie nie będzie musiała, tak jak na posterunku ukrywać tego kim jest ani dostosowywać się do wymagań sprzecznych z jej charakterem jak w wiosce. Będzie mogła być całkowicie sobą otwarcie i swobodnie, a załoga właśnie taką ją akceptuje. Od tych ciepłych myśli zaszkliły się jej lekko oczy więc zamrugała szybko by odpędzić gorące łzy.
Wysłuchała słów Kattala znów z pełną powagą, choć gdy ten skończył mówić uśmiechnęła się już całkowicie otwarcie. Nie miała zbyt wiele do powiedzenia, a "to zaszczyt" wydawało jej się zbyt pompatyczne. Milczała więc uśmiechając się radośnie do widm nie kryjąc swoich emocji. Nie przejmowała się już lekko szklistymi oczyma czy zbyt szybko bijącym wciąż sercem. Czuła ciężar odpowiedzialności na swoich barkach, ale na tą chwilę skupiała się na poczuciu dumy. Brakowało jej jedynie kogoś kto by ją teraz objął. Tak jak zrobiła to jej mama po przysiędzie w nowojorskiej policji. Bardzo chciała móc podzielić się z kimś swoim szczęściem. Przez te nieco mniej radosne myśli w jej oczach pojawił się cień smutku, a ona sama schyliła nieco głowę by to ukryć. Spojrzała kątem oka na Lisa i przyszło jej na myśl, że on sam chyba nie wie, jakie ma szczęście w gruncie rzeczy. Choć sam nic nie pamięta inni pamiętają jego. Nie jest na pokładzie kimś obcym. Ona niestety jest. Na wszelką sympatię będzie musiała dopiero zapracować. Na razie jest tu właściwie całkiem sama.
Otrzasając się z tych myśli uniosła głowę i czekała co dalej. Misja, trening, wolne?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rhoshan
Lisi Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 502
Data dołączenia : 15/06/2014

PisanieTemat: Re: Hall of Heroes   Wto Kwi 19, 2016 7:33 pm

Będzie bardzo ciekawie, zwłaszcza że Nodin ewidentnie nie był zadowolony z tego jak wszystko miało teraz wyglądać. Zresztą kto byłby w momencie kiedy zostało narzucone coś bez naszej wiedzy przez członka rodziny? Cóż lis jednak w krótkim czasie nauczył się, że lepiej nie wtykać nosa w nieswoje sprawy bo jeszcze jemu się oberwie za ten fakt. Zwłaszcza kiedy sprawa miała naturę prywatną. Starożytny najwyraźniej przypieczętował los densorińskiego widma, a raczej tak myślał Rhoshan bo nie wiedział czy Kattal zna jakąś metodę by to obejść czy też nie, a może po prostu znał i nie chciał jej wyjawić dla bezpieczeństwa Amelii. W każdym razie ten pokaz świateł był sprawką brata Nodina – Onurisa. To imię lisowi mówiło dosyć wiele, bo właśnie o śmierć tego widma był obwiniany z racji tego, że zawalił tamto zadanie. Kto by pomyślał, że tak się historia potoczy? W każdym razie lis nie chciał dać densorińskiemu widmu kolejnego powodu do gniewu, bo może się to na nim odbić w trakcie treningu czy nawet poza nim. Lisowaty nie przeczuwał raczej niczego złego kiedy widmo do niego podchodziło, bo nauczony poprzednimi wpadkami wiedział że jeśli tamten by mu chciał przywalić to by to zrobił niezależnie czy rudy byłby na to przygotowany czy też nie. Zamiast tego mundur został spopielony, a czując ten kontakt z ogniem odruchowo na moment się poruszył by spróbować się od tego oddalić, jednak koniec końców nie został poparzony. Co tu dużo mówić, akurat w tym Rhoshan się zgodzi bo przed nim długa droga jeśli chodzi o powrót do dawnego stylu życia. Zresztą wiedział, że to będzie wyznacznik osiągnięcia czegoś dlatego nie wykłócał się ani nie miał żadnych negatywnych myśli względem tego, wręcz przeciwnie miał pozytywne które go zagrzewały do treningu. Sam w końcu był ciekaw jakie umundurowanie noszą jednostki pracujące dla widm, ale kiedyś się o tym pewnie przekona. O ile przeżyje treningi i zapracuje, ale ta pierwsza rzecz to był ten kruczek na który mniej patrzył. W końcu tym razem nie da się zabić od tak!
Starożytny będący wraz z androidem mistrzem ceremonii postanowił ją rozpocząć, w końcu każdy był gotowy. Posłusznie rudzielec zbliżył się wraz z kobietą do Starożytnego jak i Dur-Shurrikuna. Nie napawało go to stresem, a ogromną dozą ekscytacji bo co jak co, ale to była opcja powrotu do akcji, a to było coś co lubił. Można powiedzieć, że jeśli The Core określić pracą to bardzo ją lubił mimo tak krótkiego stażu podobało mu się to w co go wprowadzono. Zresztą czuł ten powiew starego siebie, w końcu nie trzeba było siedzieć w archiwach ani próbować odzyskać to co się utraciło. To wracało samo z ogromną nawiązką. Lis wyprostował się na baczność i obserwował jak światła przygasają.
- Ja Rhoshan uroczyście i szczerze oświadczam, - to był ten moment kiedy zaczynał się kolejny etap w jego życiu chociaż kiedyś na pewno składał tą samą przysięgę – że będę dobrze i wiernie służył the Core, że będę przestrzegał, służył oraz stał na straży prawa, że będę wykonywać swoje uprawnienia i obowiązki rzetelnie sumiennie i gorliwie – powiedział i tu był moment na oddech. Sądząc po ruchach ogona z każdą chwilą ekscytacja lisa rosła oraz gorliwość do pracy. Fakt, lubił się czasem poleniwić ale kiedy przychodziło co do czego to jednak sprawiało mu to większą przyjemność niż stagnacja. Był poważny na pysku, jednak z ogonem było troszkę gorzej.
- Bez strachu przed lub na korzyść każdej istoty oraz ze złymi zamiarami i wrogością wobec nikogo, że będę posłuszny bez zwątpienia wszystkim prawom oraz rozkazom tych mających władzę nade mną – tutaj niestety wyglądało na to, że będzie musiał przeboleć swoją niechęć do rasy ludzkiej. Nie musi ich lubić, ważne żeby nie mordował ani nie pałał wrogością, a bycie neutralnym to nie jest ani stan wrogości ani przyjaźni więc mieścił się w przysiędze. Położył swoją prawą rękę na sercu, a następnie się skłonił wedle zwyczaju. Rhoshan nie chciał kalać crathygtańskiego przez jakąś złą wymowę dlatego po prostu się uśmiechnął i skinął głową na powitanie braci broni.
Starożytny wyjaśnił co wiąże się z przynależnością do tej grupy. Poza tym, że była jedną z najpotężniejszych we wszechświecie. Poza prawami to The Core jest ich wsparciem, murem który stoi przed nimi by ich zasłonić w razie czego. Odzyskał również dostęp do archiwów jak również będzie miał możliwość wykorzystywania maszyn, chociaż nie ukrywał że najchętniej by się zapoznał ze swoją własną by móc potraktować takową jako partnera. Reszta wyglądała trochę jak takie pouczanie w stylu z wielką mocą wiąże się wielka odpowiedzialność, zwłaszcza za tych maluczkich i słabszych. Dało się to zrozumieć, bo w końcu każdy kiedyś był tym słabszym. Nie od razu Starożytny był Starożytnym, tak samo Dur nie był gigantycznym okrętem z dnia na dzień. Chociaż kto tam tych inżynierów wie, może mogli coś takiego skonstruować w jeden dzień.
- To… kiedy zaczynamy? – powiedział a na jego pysku widać było entuzjazm, chociaż pierwsze co mu przyszło na myśl to nadchodząca misja o której wspomniała tamta kobieta. Był jeszcze pancernik, którego trzeba się będzie pozbyć ale miał takie nieodparte wrażenie, że jedno się z drugim łączy. Chociaż nadal był ciekaw tego co Starożytny w nim zobaczył? Tam wtedy w biosferze co tak bardzo go zaniepokoiło? Swoją drogą to pytanie mogło zabrzmieć tak jakby było skierowane do obu, bo w sumie mogło odnosić się i do treningu i do akcji, jednak wiadomo że widma czytają w myślach to kontekst wyłapią. Ogólnie rudzielca rozpierała energia, jakby płonęło pod tym futrem słońce.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1414
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Hall of Heroes   Pią Kwi 22, 2016 1:30 pm

NPC Storyline - Dur-Shurrikun|Kattal|Natvakt|Nodin

Ze strony znajdujących się tutaj widm oraz avatara okrętu, było to wszystko. Zostali oficjalnie przyjęci w szeregi organizacji, na ten moment zadań dla nich nie mieli. No może po za organizacyjnymi, a tymi miał zająć się ktoś inny.
Skupieni na samej uroczystości, Amelia i Rhoshan nie mieli okazji zorientować się o kolejnej istocie która pojawiła się w pomieszczeniu. Był to z resztą ktoś kogo już zdążyli oboje poznać, a kto podszedł do nich i położył swą futrzastą dłoń na prawym ramieniu Amelii, by zwrócić uwagę obojga na siebie. Pułkownik Natvakt, Densorinski komandos.
-Gratuluję awansu.
Zaczął, odzywając się do obojga. Następnie skierował swe spojrzenie ku obu widmom i skłonił się przed nimi lekko. Następnie jego spojrzenie skierowało się ku białofutremu androidowi.
-Mogę ich zabrać?
Zapytał przełożonego. Dur-Shurrikun skinął jedynie swym łbem, wyrażając zgodę.
-Idziemy.
Odezwał się więc wilkowaty i ruszył przodem, czekając przy wyjściu aż dwójka do niego dołączy. Oczywiście nie zamierzał trzymać ich w niepewności. Gdy tylko wyruszyli, Natvakt zaczął im wszystko wyjaśniać. Zwłaszcza, że mieli trochę do przejścia. Wilk nie przepadał za byciem przenoszonym po okręcie przez samą maszynę. Wolał dotrzeć wszędzie na własnych łapach, ograniczając teleportacje do minimum. Stąd też podszedł wpierw z nim do panelu i wybrał na nim, by przeniosło ich na odpowiednie piętro oraz do odpowiedniej sekcji. Resztę drogi będą mogli rozmawiać.
-Nie wyobrażajcie sobie nic, bo nagle należycie do The Core. Nadal jestem ustawiony wyżej w hierarchii.
Zaczął, dając im wyjaśnienie co do faktu dlaczego mógł sobie tak po prostu wejść oraz za uprzednią zgodą - zabrać ich stamtąd.
-Udamy się do Centrum Wyposażenia Pancerzy. Naszej zbrojowni. W waszych szafach już zapewne uległo to zmianie, więc możecie zapomnieć o tamtych mundurach. Z resztą z tego co mnie wiadomo - i tak zostały zdekomisjonowane. Otrzymanie nowe umundurowanie, w skład którego wchodzi mundur treningowy - pełniący rolę aktualnego umundurowania dla rekrutów - oraz mundur koszarowy jak i bojowy. Pierwszy stosuje się na co dzień, drugi przeznaczony jest do stosowania na polu walki, z wykorzystaniem pancerza jak i bez niego. Oczywiście każdy ma własne, odpowiednio dobrane. Są bardzo wytrzymałe oraz trzymają temperaturę ciała na dobrym poziomie. Jeśli wam się poszczęści, to może nawet to "proste" ubranie złapie przeznaczoną dla was kulę.
Wyjaśnił, kierując się cały czas spokojnie ku zbrojowni. Oczywiście był to dopiero pierwszy etap. Po za pancerzami, otrzymali również dostęp do uzbrojenia z którego korzysta The Core. To nie było jednak wszystko.
-Tam, na dole, już się zaczęło. Houston zostało zaatakowane, pełna inwazja. Nie biorą jeńców, nie oszczędzają ludności cywilnej. Zabijają wszystkich. Zastanówcie się czy na pewno chcecie się tam udać. Nie macie doświadczenia związanego z prawdziwą wojną. Nie jest to coś do czego przygotuje was jakikolwiek trening czy szkolenie. Zwłaszcza gdy walczymy z wrogim który morduje dosłownie wszystko.
Dodał. Czy chciał ich odwieść od dołączania do bitwy? Trochę tak i nie. Z jednej strony wiedział co czeka wszystkich na dole. Z drugiej, kiedyś musieli zdobyć swe doświadczenie. Zmierzą się z tym wcześniej czy później. Natvakt miał to już dawno za sobą, by zostać wysokim rangą oficerem oraz komandosem - trochę potrzeba. W końcu dotarli pod drzwi zbrojowni. Gdy drzwi rozsunęły się, ich oczom ukazał się istny labirynt pomieszczeń. Wiele korytarzy, odnóg, wszystko zabezpieczone drzwiami z panelem wymagającym skanu by dostać się do środka. I nie był to prosty czytnik linii papilarnych. Komputer sprawdzał znacznie więcej informacji, niż było to ujawnione. Wilk wszedł do środka, wskazując gestem by dwójka podeszła za nim. Podszedł do panelu znajdującego się przy ścianie, dotknął go dłonią, a następnie przy ścianach po obu stronach zostały wyświetlone wszystkie pancerze dostępne dla członków The Core. Pancerze oraz czarne umundurowanie jakiego będą teraz używali. Były to oczywiście nienamacalne hologramy, pokazane w obu formach obok siebie - dla densorina oraz człowieka. Oboje przez to mogli zobaczyć jak to drugie wyglądać będzie w konkretnym pancerzu.
-Znając życie, najwięcej czasu spędzicie w standardowym pancerzu bojowym. Przynajmniej na początku. Potem, zależnie od waszej funkcji, upodobań czy potrzeb konkretnej misji - będziecie mogli dobrać sobie coś innego.
Na tych wyjaśnieniach zakończył. Teraz przyszła pora na coś ciekawszego. Natvakt podszedł do ostatniego pokazanego pancerza. Był on całkowicie czarny, na tyle, że kolor ten wręcz pochłaniał padające na niego światło. Nawet w wersji holograficznej, która była im przedstawiona. Pułkownik stanął obok czarnego pancerza i pozwolił sobie na wyjaśnienie.
-Pancerz Widm. Stworzony przy użyciu najlepszej dostępnej technologii oraz materiałów, jak i magii widm. By go dostać, musicie nie tylko zajść bardzo wysoko - ale również otrzymać ich zgodę. Każdy pancerz wzmacnia użytkownika. Siłę, szybkość, refleks, nawet czas reakcji. Ale ten model nie ma sobie równych. Został stworzony by można było w nim pokonać najlepszych predatorów znanych widmom. A dla widm, najlepsi są oni sami. Są bytami, tak więc spokojnie dacie radę innym wszechpotężnym istotom. Będzie to wymagało bardzo dużo pracy, jednak kiedyś może dotrzecie do tego poziomu. Uprzedzę pytanie, nie wiem kto jest w posiadaniu tego modelu. Możliwe, że nikt go nie posiada. Przynajmniej oficjalnie. Daalkiin teoretycznie mógłby jeden posiadać, jednak nigdy o tym nie wspominał. Z drugiej strony, nigdy nie pytałem. W każdym razie, jeśli go założycie - nic nie będzie wam straszne. Ani najpotężniejsza, najbardziej niszczycielska technologia - ani najpotężniejsza i najstarsza magia. Potwierdzone, widziałem testy tego cuda.
Wyjaśnił, mówiąc to z lekką ekscytacją oraz zadowoleniem wyrysowanym na pysku. Jednak czego dziwić się wilkowi, w końcu mówił o "zabawce" którą sam miał nadzieję kiedyś uzyskać. W końcu jaki lepszy gadżet może dostać wojskowy, niż najpotężniejszą możliwą broń, która da mu nieograniczoną przewagę na polu bitwy oraz umożliwi wykonanie każdej misji?


[zt trójka, kontynuacja --> Centrum Wyposażenia Pancerzy]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Eulalia

avatar

Liczba postów : 23
Data dołączenia : 25/06/2017

PisanieTemat: Re: Hall of Heroes   Sro Lis 29, 2017 2:15 pm

Eulalia przybrała dosyć luźną postawę, stojąc przed androidem jednak nie całkiem wyluzowaną. Miała świadomość, że stoi przed wojskowym, więc mimo wszystko powinna szacunek okazać. Okazało się po chwili, że się nie myliła. Komandor. Ktoś tak ważny przyszedł po nią. Nie wiedziała skąd ten zaszczyt, ale na pewno było to miłe. Czyli nadszedł czas oficjalnego przyjęcia, wybierali się na ceremonię. Miała ich już kilka za sobą, przy awansie na Densorinie, ale tutaj zapewne będzie to coś zupełnie innego. Choćby ze względu na to, że będą tam sami obcy.
Kiedy Ennen obrócił się, by puścić ją przodem, gepardzica ruszyła w stronę wyjścia z Biosfery. Nie znała drogi, ale ISAAC znał, a android powiedział jej, gdzie zmierzają. Dzięki temu sprytnemu urządzeniu nie musiała się martwić o zgubienie. Te zawsze jej pokazywało drogę, wiedziała dokąd zmierza. Ostatni raz rzuciła okiem na piękny krajobraz, nim wyszła na korytarz i drzwi się za nimi zamknęły.
Zaskoczyło ją to, jak bardzo zmieniła się atmosfera. Dopiero co na korytarzach nie spotykała zbyt wiele osób, a teraz nagle zrobił się niemal tłoczno. Ciekawa była ile z tych osób podążało tam, gdzie oni. Ile osób zostanie przyjętych w szeregi CORE oprócz niej. Przyglądała się załodze z zaciekawieniem, jednocześnie starając się nie patrzeć na nikogo zbyt natarczywie. Zerkała na umundurowanie i wyłapywała fragmenty ich rozmów. Jej uszy co jakiś drgały, wychwytując urywki zdań.
W końcu dotarli pod jakieś drzwi, przed którymi się zatrzymali. Z pozoru identyczne jak cała reszta. Jednak jej bystre kocie oczy były w stanie wychwycić szczegóły, które sprawiały, że jednak czymś się różniły od pozostałych. Jakieś znaki, być może pismo, którego nie znała, więc nawet nie była w stanie go odczytać. Nie przyglądała się im zbyt długo, bo drzwi szybko schowały się w ścianach, a jej oczom ukazało się naprawdę sporej wielkości pomieszczenie, pełne już przeróżnych istot. Przez chwilę pomyślała, że przyszła ostatnia i inni musieli specjalnie na nią czekać. Miała nadzieję, że tak nie było.
Jej naturalna ciekawość musiała dać się jej we znaki. Gepardzica rozglądała się na wszystkie strony, przyglądając się ścianom i informacjom na nich zawartym. Również obecne tam już istoty nie umknęły jej spojrzeniu. Pomieszczenie robiło na niej spore wrażenie. Nie dość, że było duże i jasne to wyraźnie miało podniosły klimat. Nie próbowała jednak czytać tego co zawierały ściany, na to być może później znajdzie czas. Teraz były ważniejsze rzeczy do zrobienia. Jak przysięga.
Jej uwagę w końcu przyciągnęło stuknięcie pazura w ISAACa i to co wyświetliło się jej przed oczami. Szybko przeczytała tekst, słuchając uważnie Ennen'a. Skinęła lekko głowę na znak, że zrozumiała wszystko co do niej powiedział. Kiedy android się oddalił, Eulalia skupiła się na słowach przysięgi. Chciała choć częściowo je zapamiętać i przede wszystkim zrozumieć co oznaczały. W końcu jaki jest sens recytować coś, czego się nie rozumie.
Od słów przysięgi oderwał ją czerwony błysk, który nie mógł umknąć jej wzrokowi. Samica skierowała spojrzenie w tamtą stronę i zobaczyła znajomą osobę. Starożytnego, którego poznała wcześniej. Kiedy ten zatrzymał na niej swój wzrok, Eulalia lekko się uśmiechnęła. Był to odruch. Dobrze było zobaczyć kogoś znajomego, nawet jeśli był to znajomy sprzed kilku czy kilkunastu minut. Ktoś o kim cokolwiek wiedziała.
Nie dość, że jej uwaga chwilowo się skupiła na czerwonym to w dodatku nie spodziewała się by ktokolwiek tutaj mógł chcieć ją zaczepić. Dlatego gdy nagle ktoś oparł dłonie na jej ramionach, kotka chciała odruchowo odskoczyć w obronie. Nie zdążyła jednak zareagować, jej ciało jedynie się spięło, gotowe do skoku, ale w ostatniej chwili została zatrzymana przez silne, złote ramię, które ją przytrzymało w miejscu. Dopiero, gdy usłyszała głos, skojarzyła, kto mógł ją dopaść. Mimo wszystko była szczerze zaskoczona. Nie spodziewała się czegoś tak bezpośredniego po następcy tronu jej planety. Wojskowe wychowanie pozwoliło jej zewnętrznie zachować spokój, ale w środku gepardzica była podekscytowana. W końcu kto nie chciałby mieć okazji spotkać osobiście Acroth'a? W dodatku było to bardzo bliskie spotkanie. Samica czuła się niemal przytulana, a przyjemne ciepło, rozchodzące się od złotych łusek tylko potęgowało to wrażenie. Czuła jak jej futro się naprawia. Wcześniej nawet nie pomyślała o tym, że byłą trochę mokra po ostatniej kąpieli w biosferze.
- Dziękuję. To dla mnie zaszczyt, że mogę być tutaj. Mam nadzieję, że Densorin będzie ze mnie dumny. - odezwała się w odpowiedzi na słowa złotołuskiego. Przyglądała się temu co robił. Jak chwyta jej dłoń i wykonuje gest, okazujący szacunek. Chyba właśnie dołączyła do grona fanek następcy tronu. Ciężko było nie polubić kogoś, kto pomimo wysokiego stanowiska, był tak miły i uprzejmy. Nie uważał się za lepszego od innych i wszystkich traktował na równi.
W końcu samiec się oddalił, stając na miejscu wyznaczonym dla niego. Nadeszła jej kolej, by zająć swoje miejsce. Przy okazji starała się wypatrzyć czy poza nią, CORE kogoś jeszcze przyjmowało w swoje szeregi dzisiaj. Stanęła na baczność pomiędzy gwardzistami i wypowiedziała słowa przysięgi, częściowo korzystając z ISAACa. Nauczenie się tekstu na pamięć w tak krótkim czasie nie było łatwe. Na szczęście urządzenie ją ratowało. Wykonała gest, o którym ją poinformował panel wyświetlany przed jej oczami, po czym opuściła ręce w dół, stojąc dalej prosto i czekając na ciąg dalszy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1414
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Hall of Heroes   Sob Gru 02, 2017 9:14 pm

NPC Storyline - Acroth|Ainuari|Ennen|Dur-Shurrikun|Jinkusu|Kattal

Dwójka oficerów oraz następca tronu, stali wyprostowani, wysłuchując słów przysięgi wypowiadanych przez samicę. Gdy wykonała gest szacunku, po wypowiedzeniu ostatniego słowa, Acroth zawtórował jej tym samym. Jedynie widmo oraz avatar pozostali wyprostowani. Ainuari rozluźnili swe postawy, opuszczając swe ręce bądź krzyżując je za sobą, nad ogonami. Jedynie czwórka, stojąca w roli warty honorowej, swobodnie opuściła miecze, nie przyjmując zauważalnie "luźniejszej" postawy. Czerwonołuski obrócił łeb w stronę samicy, pozwalającym płomiennym ślepiom zlustrować jej sylwetkę. Wziął krótki wdech, a następnie przemówił. Znów, jego słowa usłyszała w swym umyśle.
/Tak, jak wielu przed tobą, dołączyłaś dzisiaj do armii Crathygtanskiej. Reprezentujesz teraz niepokonane imperium. I choć jego twórców nie ma już wśród nas, my jesteśmy. Trwamy, jako cienka linia. Jedyne, co oddziela miliardy niewinnych istnień od Dereveriala. Od tego momentu, posiadasz prawo życia i śmierci. Od tego momentu, Jinkusu traktują ciebie, jako jedną z nich. Zapamiętaj więc prostą mądrość - najlepszą metodą przewidywania przyszłości, jest jej tworzenie./
Po krótkiej przemowie, czerwonołuski skinął samicy łbem, a następnie jego ciało błysnęło czerwienią - znikając z miejsca w którym stał. Ainuari rozluźnili swe postawy, straż honorowa odsunęła się od samicy, a następnie maszyny ruszyły ku wyjściu. Podobnie uczynili reprezentanci, którzy stali naprzeciwko - po jej lewej stronie. Ci ruszyli jednak jeden za drugim, a przechodząc obok, każdy kładł dłoń na ramieniu densorinki, skinąwszy jej łbem, witając ją wśród operatorów. Avatar zniknął, a złotołuski zbliżył się powoli do Eulalii, zatrzymując się przed nią. Na pysku smoka rysował się delikatny uśmiech, widoczny w kącikach. Złoty wyraźnie czegoś od niej chciał. Czekał jednak, aż minie ją ostatni jinkusu, wychodzący z pomieszczenia. Gdy tylko to się stało, książę odprowadził Ainuari wzrokiem do drzwi, by zaraz wrócić spojrzeniem do samicy.
-Od teraz - Acroth. Żaden "twój pan", żaden "książę". Złotołuski może być. - Wyjaśnił, bez skrupułów wchodząc w tematykę ich relacji, a dokładniej tego, jak miała się do niego zwracać. Oczywiście nie robił sobie nadziei, że całkowicie mu odpuści. Mało kto odpuszczał i zapominał, że ma do czynienia z pierwszym, do densorinskiego tronu.
Korzystając z okazji, kiedy to zapewne będzie musiała przetrawić, co do niej powiedział, ogon smoka niczym smuga błysnął po ziemi, wsuwając się za jej łapy, a następnie szarpiąc gwałtownie. Kończyna urwała jej grunt pod łapami, rzucając ją ku ziemi. Złoty był szybki. Bardzo szybki. Jednak była mu w stanie dorównać, może nawet okazałaby się szybsza, gdyby nie element zaskoczenia. Przed nieprzyjemnym upadkiem znów wyratował ją złoty. Pochylając sylwetę, wsunął ręce pod nią, chwytając samicę w ramiona. Ponownie wyprostował się, po czym bez żadnego ale ruszył w kierunku drzwi wyjściowych, niosąc Eulalię na rękach. Takie zachowanie było dopuszczalne wśród przyjaciół, co z resztą wcześniej uczynił Khardesh. Tylko celem tamtego było zapakowanie jej do lodowatej wody. Drzwi rozsunęły się, ujawniając korytarz, a złoty szedł dalej. Na początku, nie powiedział ani słowa.
Densorinki dzieliły się - zazwyczaj - na dwie kategorie. Te, które za coś takiego wydrapywały samcowi ślepia lub wyrywały łuski, pojedynczo. Drugą opcję reprezentowały te, dla których takie zachowanie nie było nieprzyjemne bądź stwór pozwalający sobie na to, nie był nikim obcym bądź niechcianym. Acroth wykorzystał ten czyn, by sprawdzić jej stosunek do siebie - czy posłuchała wcześniejszych słów, jak również nieco poznać się na charakterze densorinki. Oczywiście, nie zamierzał jej od tak puścić. Stąd, zaczął mówić, by wszystko było jasne.
-Mam dla ciebie pierwsze zadanie. - Zaczął, maszerując korytarzem. Co jakiś czas mijali patrole, androidy, drony. Żaden nie zwracał na nich szczególnej uwagi, choć od czasu do czasu, Ainuari zerknęli ku nim z ciekawości. -Trafisz na teren naszych sojuszników w Alranois. Na planecie zwanej "Ziemia". Spotkasz się tam z jednym z naszych operatorów. Przekażesz mu informację o awansie, jeśli jeszcze o tym nie wie.
W tym momencie, złotołuski zatrzymał się przed drzwiami. Bardzo znajomymi, niedawno odwiedziła to miejsce. Było to nic innego, jak jej kwatera. Drzwi rozsunęły się, a smok spojrzał na nią pytająco, czy pozwoli mu wejść do środka. Oraz przy okazji wnieść tam siebie. Nie spodziewając się odmowy, książę wszedł do środka.
-Następnie, oboje udacie się do jednostki dowodzenia naszych sojuszników. Tam dostaniecie dalsze instrukcje. Zdradzę tylko, że macie odzyskać artefakt. Mija nie ma wysokiego priorytetu, tak więc będziesz miała czas na zapoznanie się z naszym operatorem na ziemi.
Przy tych wyjaśnieniach, oboje znaleźli się już na środku jej kwatery. Dopiero teraz złoty pochylił swój korpus, a następnie odstawił samicę na podłogę. Złotołuski emanował przyjemnym ciepłem, nie tylko spod wspaniałych łusek, lecz jako osoba. Roztaczał dookoła siebie przyjemną aurę, bezpieczeństwa, ciepła, płomienia zapewniającego wszystko, co najlepsze. Korzystając, że już tutaj był, Acroth rozejrzał się po pokoju, ciekaw jej sposobu na urządzenie kwatery. Chmury przypomniały mu dom, bezkresne nieba Densorinu, po których tak uwielbiał szybować. Złoty wyraźnie się zamyślił, opuścił gardę, zapomniał na chwilę. Stał jednak wyprostowany, końcówka ogona delikatnie drżała. Wielkie skrzydła, złożone i przyklejone do grzbietu, wspaniale opadały ku ziemi niczym królewska peleryna. Smoki potrafiły zrobić dobry użytek ze swych ciał. Ten tutaj nie należał do wyjątków. Nie raz dało się go dostrzec na dziedzińcu czy polach treningowych, ćwiczącego wśród rekrutów. Początkowo, u nowych powodowało to dyskomfort. Z czasem, przyzwyczajali się do wizyt następcy, a każdy chciał spróbować swych sił. Nigdy jednak, nikt nie odważył się spróbować go zdominować. Co z jednej strony szanował, a z drugiej go irytowało. Jedyne "ostre" treningi, zapewniał mu dowódca gwardii, członkowie rodziny, sędzia Inusannon oraz jego przyboczny - Maro. Ten ostatni potrafił nawet przyłożyć ostrze miecz do krtani złotego, informując go o porażce. Niemniej obaj byli niczym bracia, bezgranicznie sobie ufając. Każdy o tym wiedział, stąd gest ten był tolerowany.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Hall of Heroes   

Powrót do góry Go down
 
Hall of Heroes
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Raventree Hall
» Hall Wejściowy
» Hall
» Sklep Wielobranżowy Union Hall
» Heroes 3 Online

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Inne światy :: Przestrzeń kosmiczna :: Tytan Dur-Shurrikun-
Skocz do: