Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Highbridge Park

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3, 4  Next
AutorWiadomość
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3349
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Highbridge Park   Pią Lip 13, 2012 1:52 pm





Highbridge Park leży nad rzeką Harlem River na Manhattanie. Niegdyś podupadł i pozwolono, aby rozwijała się w nim drobna przestępczość, lecz ostatnimi czasy władze pracują nad przywróceniem go do blasku. W 2013 roku wszystko ma być już gotowe.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Winchester

avatar

Liczba postów : 4
Data dołączenia : 19/07/2012

PisanieTemat: Re: Highbridge Park   Pią Lip 20, 2012 10:21 pm

-Tak, jeszcze raz pozdrów dziadka. Trzymaj się młody i skop im tyłki.
Odwiesił słuchawkę i wrzucił drobne z powrotem do kieszeni. Rozmowa trwała krócej niż się spodziewał, więc czerwony automat nie pożarł tak dużo, jakby mógł. Z dumą pomyślał o synu i jego zacięciu do hokeja. Miał pewne obawy czy przypadkiem nie postanowi obrać sportu, jako życiowy cel i oprzeć na nim swoją karierę. Nie była to przyszłość, którą dla niego wymyślił, choć nie popierał pomysłów Jamesa, aby zabraniać chłopakowi marzyć. Ostatecznie... Gdyby nie interwencja jego rodziców, może dzisiaj nie rozbijałby się po Stanach w poszukiwaniu dawnej ukochanej. Ech Indianki mają coś w sobie!
Z drugiej strony nigdy nie narodziłby się Thomas, a tego nie mógł sobie wyobrazić.
Nogi poniosły go do Highbridge Park, co odczytał jako przychylność losu, bo mimo iż miejsce nie cieszyło się wyjątkowo dobra opinią, to za dnia posażne było w budki z bliżej nieokreślonym mięsem, pakowanym w bułki. nie przepadał za hot-dogami, ba! w jego menu zazwyczaj znajdowało się jakieś krwiste mięsiwo, niemniej od rana nie miał nic w ustach i głód dokuczał mu umiarkowanie, acz irytująco.
-Z musztardą.
Skinął na młodego, pryszczatego chłopaczka i z pewną doza niepewności spoglądał na swoje przyszłe jedzenie. Warknął szpetnie, gdy wyciągając z kieszeni pieniądze kilka drobnych monet wymsknęło się z jego dłoni i wylądowało na betonowym chodniku. Srebrne monetki potoczyły się w bliżej nieokreślonym kierunku, a Winchester, który refleks i dobre oko ma jedynie do broni, zaraz stracił je z oczu. Z kamienną miną zignorował jednak tę złośliwość świata, odliczył żądaną kwotę i bez zbędnych słów oddalił się z napchaną do granic możliwości bułką. Zapach, choć niezbyt przyjemny wydawał mu się swojski i znajomy.
Udało mu się zrobić jedynie kilka kroków, nim wzrok jego padł na ładną (najwidoczniej niedawno postawioną) ławeczkę. Westchnął i klapnął na niej z dźwiękiem osiemdziesięcioletniego staruszka. Zdjął kapelusz, ułożył go starannie obok i zmierzwił włosy, strosząc lepkie od potu kosmyki, które niczym pijawki przylgnęły do szerokiego czoła mężczyzny.
-Do czorta, grzeje mocniej niż w Teksasie.
I choć sam nie zważał na wysokie temperatury, doskonale wyczuwał ich różnicę. Przerzucił płaszcz przez drewniane oparcie i wgryzł się w hot-doga. Został teraz jedynie w ciemnozielonej koszuli z kilkoma rozpiętymi guzikami. Delikatny wiatr miło łaskotał po karku i gdyby nie fakt, że od kilku dni gonił swój własny ogon, mógłby uznać to za przyjemne wakacje. Trop urwał się, a Anna znikła.
Wziął kolejnego kęsa. Wyciągnął z kieszeni spodni wymiętą chusteczkę, bowiem nie lubił gdy resztki sosu i kawałki cebulki pozostawały na (ostatnio niestrzyżonej) brodzie.
Myśli jego błądziły daleko i choć bardzo chciał się skupić na niegdysiejszej pannie Thorn (aktualnie nie miał pojęcia czy ona właściwie nie wyszła za mąż, co było wielce prawdopodobne i dość zrozumiałe), ciągle przed oczami stawał mu uśmiechnięty Thomas. Przystojny, wysportowany młodzieniec i zawadiackim uśmiechem i długimi włosami związanymi w warkocz. Byli do siebie bardzo podobni, choć Wade nie bał się przyznać, że jego syn cieszył się o wiele większym powodzeniem wśród płci przeciwnej, niż on w jego wieku.
Nie mógł się wybyć uczucia, że wybierając się w te podróż zawiódł jako ojciec. Miał świadomość, że James tego nie pochwalał, wiedział także, że Thomas doskonale go rozumie, co potwierdza przy każdym telefonie...
Czy pragnąc swojego szczęścia (czy może bardziej spokoju ducha) , niszczy coś w swoim synu?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Spider-Man

avatar

Liczba postów : 250
Data dołączenia : 20/07/2012

PisanieTemat: Re: Highbridge Park   Sob Lip 21, 2012 9:35 am

Parker siedział na ławce niedaleko wózka z hot-dogami, których drażniący zapach dochodził do jego nozdrzy i sprawiał, że żołądek wywracał mu się na drugą stronę. Od kilku dni chodził spięty i niemal każda próba wciśnięcia do ust jakiegoś jedzenia kończyła się tym samym, czyli zwróceniem światu potrawy. Sam do końca nie rozumiał, czym się tak denerwuje, ale nauczył się już ufać swojej intuicji i instynktom, a skoro te podpowiadały mu, że coś nie gra, wiedział, że to prawda. Nie wiedział tylko jeszcze, co. Ścisnął mocniej papierowy kubek z kawą, który trzymał w ręku. Wypił ostrożnie kilka łyków, bo napój jeszcze parował, więc musiał być gorący. Dzięki niej jako tako funkcjonował. Dobrze, że ostatnimi czasy świat bardziej skupiał się na poczynaniach grupy Avengers, dzięki czemu gazety przestały szukać w jego osobie taniej sensacji i mógł trochę odetchnąć od szumu, który wcale nie ułatwiał wejścia w stan zen, ewidentnie mu teraz potrzebnego. Oznaczało to też, że jako Peter Parker mniej zarabiał, ale coś za coś. Wszystkiego naraz nie można było mieć. Ale brunet miał już plan awaryjny, więc susza w portfelu nie powinna potrwać długo. Dzięki umiejętnościom poruszania się po wysokościach mógł bez problemu czatować na kogoś z Mścicieli, by zrobić parę zdjęć wartych dobrych sum. Tylko niech nabierze trochę sił… Czuł, że bez adrenaliny, którą dawało mu bycie Spider-Manem długo nie wytrzyma, a i jego potrzeba niesienia pomocy innym też coraz głośniej dawała o sobie znać. Chyba nie ma szans na urlop od bycia pajęczym obrońcą - czy go planował, czy nie.
Z chwilowego marazmu wyrwał go brzęk monet, które potoczyły się w jego kierunku. Schylił się pod ławkę by je podnieść. Nie było tego dużo, ale pieniądz to pieniądz. Uniósł głowę i dostrzegł brodatego mężczyznę w ciemnozielonej koszuli, rozglądającego się dookoła. Parker był pewien, że to właśnie on upuścił drobne, więc po chwili zastanowienia wstał i ruszył w jego stronę, by oddać znalezisko. Nim zdążył do niego dojść, ten usiadł już na ławce stojącej naprzeciwko tej, na której jeszcze przed sekundą siedział Peter. Brunet stanął przed nieznajomym z szerokim uśmiechem na twarzy, trochę niepewnym, ale łagodnym. Zwinął pod siebie palce u stóp, choć nie było to łatwe, bo miał na sobie trampki, a miejsca w nich niewiele. Miał jednak taki odruch, robił to nieświadomie. Wiatr rozwiał mu i tak nieułożone wcześniej włosy, tworząc na głowie chłopaka jeszcze większy nieład (o ile to możliwe). Parker wyciągnął rękę otwierając zaciśniętą wcześniej pięść i pokazał mężczyźnie zawartość dłoni.
- Tego pan szukał? – spytał go, choć wcale nie musiał tego robić.
Obserwował twarz Winchestera, by potwierdzić oczywistość i oddać mu ze spokojem pieniądze. Facet mógł go też wyśmiać, że zmarnował czas na fatygę dla tych kilku centów, ale Peterowi nawet nie przyszło to do głowy. Starał się traktować innych tak, jak sam chciałby być traktowany, a z całą pewnością wolałby, aby zwrócono mu jego zgubę – chociaż tak dla zasady.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3349
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Highbridge Park   Pon Sie 06, 2012 4:25 pm

Silniejszy - wręcz w nienaturalnym stopniu, warto dodać - podmuch zimnego, przeszywającego wiatru uderzył w Petera z boku, od strony ławki, na której jeszcze krótką chwilę temu zasiadał. Biorąc pod uwagę doniesienia ostatnich dni, wszystkie te anomalie pogodowe, straszne kataklizmy - nie byłoby w tym może nic takiego nadzwyczajnego. Ba, zwykła sprawa, nieporównywalnie błaha... Gdyby nie to, że w parku było akurat spokojnie. Nie wiało. Ten ruch powietrza był jedynym gwałtownym, który nastąpił - i był jakoś tak dziwnie dokładnie wymierzony.
Na owej ławce natomiast - jeszcze kilka sekund temu przecież zupełnie pustej, czyż nie? Na pewno... - spoczywała teraz jakaś paczka. Miała kształt prostopadłościanu o wymiarach mniej więcej pięć na piętnaście na trzydzieści pięć centymetrów, a więc była dość długa, ale za to płaska. Owinięta została czerwonym papierem, na którym nie widniały praktycznie żadne oznaczenia, które mogłyby wskazywać na to, że przeszła przez urząd pocztowy czy firmę kurierską. Został na niej wypisany jedynie adres parku, a przy nim ktoś w bardzo prymitywny sposób naszkicował pająka.
Dość wymowne.
Dodatkowo wypadałoby dodać, że pakunek nie posiadał żadnego specyficznego zapachu, który można byłoby podjąć wyczulonymi zmysłami, ani nie uruchamiał uczucia zagrożenia. Ot, leżał sobie zupełnie niewinnie na ławce i czekał...

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Spider-Man

avatar

Liczba postów : 250
Data dołączenia : 20/07/2012

PisanieTemat: Re: Highbridge Park   Pon Sie 06, 2012 4:53 pm

Było tak gorąco, że Parker stracił już nadzieję na nagłe ochłodzenie. Ale ku jego zaskoczeniu targnął nim gwałtowny chłód, nie mroźny, lecz orzeźwiający, spowodowany podmuchem wiatru. Było to miłe doznanie, acz krótkie, co jeszcze bardziej zdziwiło mężczyznę. Szybko jednak przestał się na tym skupiać i widząc niewyraźne kiwnięcie głowy ze strony Winchestera, po prostu oddał mu drobne i wzruszywszy ramionami wrócił na zajmowaną wcześniej przez siebie ławkę. Coś jednak się zmieniło – nie była pusta, za to leżał na niej mały, czerwony pakunek. Peter uniósł jedną brew i rozejrzał się po okolicy, wodząc spojrzeniem to w prawo, to w lewo. Nikt nie zdawał się być właścicielem paczki, ludzie mijali go jakby był niezauważalnym powietrzem. Dopiero po chwili chłopak spostrzegł, że na pakunku jest jakiś znak. Rysunek. Sięgnął nieco niepewnie po przedmiot, ale nie poczuł żadnego zagrożenia. Może zatem nie wybuchnie. Na karminowym papierze widniał pająk, nagryzmolony może niedokładnie, acz bez problemów dawało się stwierdzić, że jest tym, czym powinien być. Parker usiadł i jeszcze przez moment zastanawiał się, czy powinien w ogóle odpakować paczkę, ale ciekawość wzięła górę – czy to był przypadek, że właśnie on ją znalazł? Po zdjęciu tego, w co rzecz była zapakowana, jego oczom ukazała się książka. Wyglądała dość zwyczajnie, jak na… książkę. Zaczął ją kartkować, ale strony były białe, bez najmniejszego śladu treści. Peter miał już ją zamknąć, ale kątem oka do zauważył jednak coś na samym początku. Na pierwszej stronie widniało słowo.
- Cavē? – mruknął pod nosem, nie rozumiejąc sensu tego, co miał przed sobą.
Starał się odnaleźć w pamięci coś, z czym mógł sobie skojarzyć ów słowo. Beware. Ostrzeżenie? Przed czym? I czy w ogóle dobrze pamiętał, co to całe ,,cavē’’ oznaczało? Spotkał się z nim kiedyś w pewnej dokumentacji, ale nadal nie był pewien, czy czegoś nie pomieszał. Zdarzało mu się to rzadko, ale jednak miało miejsce kilka razy. Podrapał się po głowie, wpatrując się wciąż w te cztery litery i zastanawiając się, czy nie powinien zacząć rozglądać się za jakimiś ukrytymi kamerami oraz kimś, kto właśnie robił go w jajo. Bo jak niby inaczej wytłumaczyć tę sytuację?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3349
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Highbridge Park   Pon Sie 06, 2012 7:20 pm

W czasie, gdy Peter wpatrywał się w jedyne słowo wypisane w księdze, tuż pod "Cavē" na jego oczach kreślić zaczęły się kolejne litery - powoli, dokładnie, elegancko i z zawijasami. Ułożyły się w nowy - zresztą wyraźnie, choć bez przesady większy - wyraz, który głosił: "Scurra". Wykorzystany w tym celu atrament był czerwony i do tego jeszcze pachniał dziwnie metalicznie - niczym krew, choć rzecz jasna nie musiała to być jedyna możliwa opcja.
Przez moment nie działo się nic więcej, po czym szkarłatne linie znów zaczęły wędrować po papierze, kreśląc dalsze informacje, a mianowicie: "Ludus" oraz - pod spodem, niemalże od razu - "Scrībe". Po upłynięciu kilku sekund pod tym ostatnim słowem zaczęła tworzyć się cienka kreska - powoli i równo. Gdy była już gotowa, to zaraz pod nią wystartowało kolejne podkreślenie, tym razem już nieco szybciej. A potem kolejne...

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Spider-Man

avatar

Liczba postów : 250
Data dołączenia : 20/07/2012

PisanieTemat: Re: Highbridge Park   Nie Sie 12, 2012 4:35 pm

Dopiero wtedy, gdy na białej stronie pojawiły się kolejne słowa, Parker skojarzył sobie skąd pochodzą. Chodził kiedyś na zajęcia z łaciny, ale nie przykładał się do nich specjalnie, uznając ją za wymarły język. Sądził, że nigdy nie będzie musiał się z nią stykać, może w laboratoriach, ale od czego były słowniki? Znacznie bardziej wolał zgłębiać tajniki biologii, chemii czy matematyki. Jego ścisły umysł sam kierował go w tamte rejony, a teraz przyjdzie mu za to chyba zapłacić pewną cenę. Tylko jaką? Jak na razie zdążył się zirytować. Skupił się, chcąc przypomnieć sobie cokolwiek, ale jak na złość jego głowę wypełniało jedno, wielkie nic.
- No dalej… - powiedział cicho, uderzając się lekko piąstką w czoło, nie spuszczając jednocześnie z oczu książki. Scurra. Ludus. Scrībe… Co to mogło oznaczać? Peter zastanawiał się również, czy na ukazujące się podkreślenia także powinien zwrócić uwagę. Zapewne tak.
- To chyba jakiś żart – szepnął, zawieszając w powietrzu palec nad słowem ,,ludus’’.
Poczuł się właśnie jak jeden z bohaterów totalnie bezsensownego filmu w klimatach rzeźniczych, ,,Piły’’, który to kiedyś pokazał mu Osborn. Gra. Pozostałe słowa były mu jednak kompletnie obce, więc próbował improwizować. Najpierw ostrzeżenie, teraz to… Brakowało jeszcze małej kukły na dziecięcym rowerku i nagrania z magnetofonu. Nie, nie zamierzał w nic grać. Tylko co z tego, skoro właśnie to robił? Dał się wplątać w obecną sytuację już w momencie, gdy sięgnął po paczkę. Mógł przejść obok, zostawić ją i udawać, że nic nie widział. Tylko, że wtedy zeżarłaby go ciekawość. Co było gorsze? Nie wiadomo.
Parker zbliżył nos do książki, by przyjrzeć się dokładniej zapiskom. Poczuł metaliczny zapach, który wwiercił się mu w nozdrza, powodując niepokój. Kartki pachniały dziwnie znajomo, podobnie jak woń znanej osoby, którą czuje się, gdy ten ktoś przejdzie obok i nawet bez patrzenia jest się w stanie odgadnąć, kto to. Peter przypomniał sobie swojego rówieśnika, Cartera, i aż wzdrygnął się na samo wspomnienie. Cóż, chłopak z pewnością nie znał takich pojęć jak ,,woda’’, ,,mydło’’ i ,,dezodorant’’. To powinno wystarczyć zamiast dokładnego opisu…
Brunet nie wiedział, co z tym fantem zrobić. Przeciągnął palcem po papierze by sprawdzić, czy tusz się rozmaże. Istniała szansa, że ktoś gdzieś właśnie używał magii i na bieżąco wypisywał łacińskie słowa, przekazując je jako iluzję czy coś podobnego przed oczy Spider-Mana. Może nie była to doskonała technika. A nuż uda mu się nie tylko zobaczyć napisy, ale też dotknąć czegoś pod nimi i sięgnąć głębiej albo chociaż cokolwiek podskórnie poczuć. Zawsze było warto spróbować.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3349
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Highbridge Park   Nie Sie 12, 2012 5:02 pm

Pod dotykiem Petera krwisty atrament - i owszem - rozmazał się, barwiąc na czerwono jego palce i brudząc kartkę, która jednak niemalże natychmiast naprawiła sytuację... Wszystkie ślady, które "wyjechały" poza słowa dosłownie wsiąknęły w papier, nie pozostawiając po sobie ani jednej widocznej smugi. Mimo wszystko nie to było największą niespodzianką.
Właściwie natychmiast pod obecnymi już wyrazami pojawiać się zaczęły następne - prędko, o wiele szybciej, niż zapewne byłby to w stanie wypisać byle człowiek. Styl w większości zgadzał się jednak z poprzednimi "wypowiedziami" - wciąż elegancki i pochyły, dość staromodny... Poza trzema wyróżniającymi się nieco linijkami.
"Cavē."
"Gott ist tot."
"Nietzsche ist tot."
"Das Spiel"
"Das Spiel ist eröffnet!"
"Was ist der Zweck des Spiels? Was ist der Preis? Wer sind Sie?"
"Ich bin das Wesen."
"Das Ziel ist die Sieg."
"Es gibt keinen Preis - nur Risiko."
"Der Preis für den Sieg ist eine große."
"Vier Spieler."
"Der Jäger."
"Der Schöpfer."
"Der Berserker."
"Der Raubtier."
"Jag."
"Quattuor histriones."
"Venator."
"Creator."
"Berserker."
"Predator."

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Spider-Man

avatar

Liczba postów : 250
Data dołączenia : 20/07/2012

PisanieTemat: Re: Highbridge Park   Wto Sie 14, 2012 6:34 pm

Parker przyglądał się słowom, które jeszcze przed chwilką były rozmazane. Teraz znów wróciły do pierwotnego kształtu, nie pozostawiając żadnego śladu wcześniejszej formy. Peter skrzywił się, bo nie w smak było mu to działanie. Co gorsza, nic nie poczuł. Nic, co mogłoby go nakierować na jakikolwiek trop. Mimowolnie przeszył go dreszcz. Tuż po tym na białej kartce pojawiły się kolejne słowa… Przebiegał po nich szybko wzrokiem, by objąć jak najwięcej zdań w jak najkrótszym czasie. Dopiero, gdy zapoznał się ze wszystkimi, zwolnił tempo przystając przy każdym choć na moment.
- Nietzche? Ten od ,,Zaratustry’’? – znowu mówił do siebie, na głos.
To by wyjaśniało słowa zabarwione szkarłatem. O niemieckim filozofie słyszał to i owo, raz nawet prowadził na jego temat dłuższą dysputę z wujkiem Benem. No, ale to tylko początek. Co mamy dalej?
- Gra, znowu ta gra… – Spidey był zdecydowanie lepszy z niemieckiego, niż z łaciny – może dlatego, że był to jeden z jego dodatkowych przedmiotów na studiach? Bez większego problemu odszyfrował resztę słów w języku danych German, a to, czego nie wiedział, wziął na skojarzenia. Kiedy znał już mniej więcej znaczenie ukazanej treści doszedł do wniosku, iż coś tu naprawdę bardzo, bardzo mocno cuchnie. Zamknął księgę i zerwał się z ławki, by odejść trochę na bok, gdzie będzie mniej ludzi. Tak na wszelki wypadek.
Wybrał niewielki zagajnik, naprawdę mały, ale za to całkowicie opuszczony. Wszyscy woleli spędzać czas przy głównej alei albo pod budkami pełnymi tłustych smakołyków, więc jak na razie to miejsce mu odpowiadało. Przysiadł pod konarem i ponownie otworzył książkę, która okazała się być w takim samym stanie, jak poprzednio, zanim tu dotarł. Peter zmarszczył lekko nos i wykonał gest, jakby chciał przygryźć paznokieć kciuka, ale w porę zorientował się, co robi. Jego myśli powróciły na właściwy tor.
- Nietzsche uważał boga za martwego, powiązany był też z koncepcją nadczłowieka. Nadczłowieka… – kombinował dalej – Zaraz, zaraz… Czy tam przypadkiem nie było napisane ,,Jestem istotą’’? Istota, potrafiąca pisać krwią i to na odległość bądź pozostawiająca w jakiś magiczny sposób te informacje... Czyżby ktoś chciał mi coś przekazać? Jakąś ukrytą wiadomość? Po co? – sam nie wiedział, co o tym sądzić. To było tak abstrakcyjne, tak dziwne. Samo znalezienie książki, w której znikąd pojawiał się tekst było dziwne, a co dopiero kontakt z kimś… ponad. Z nadczłowiekiem!
- KOSMICI?! – krzyknął z niedowierzaniem i od razu rozejrzał się, ile krzywych spojrzeń udało mu się na siebie ściągnąć. Na szczęście niewiele, bo, jak już było wspomniane, mało osób znajdowało się obecnie w okolicy zagajnika. Różne stwory panoszyły się ostatnio po Ziemi, ale żeby zwracać się bezpośrednio do jej mieszkańców, w ten sposób...?
- No dobra… Wygrana ma być celem gry? Gry pełnej ryzyka. Jaki to ma sens, Peter? PETER, myśl! – skarcił się, próbując dopasować kolejne części układanki. Łowca. Stwórca. Zabójca. Drapieżnik. Niczym czterej jeźdźcy cholernie popapranej apokalipsy, której nie może być, skoro nie ma Boga. A może to brak Boga wywoła apokalipsę? Wszyscy rzucą się sobie do gardeł i rozerwą je niczym wygłodniałe wilki wyczekujące niecierpliwie zdobyczy.
Peter z trzaskiem zamknął książkę. To jakieś brednie! I chociaż mało go dziwiło w otaczającym świecie od momentu ukąszenia przez pająka, to to zdawało się być tak nierealne, że aż mistyczne. Jakby mu się to śniło na jawie. Uszczypnął się w policzek, ale niestety – nic się nie zmieniło…
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3349
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Highbridge Park   Sro Sie 15, 2012 2:32 pm

Księdze najwyraźniej nie podobało się bycie zamkniętą - zdecydowanie domagała się uwagi, jeśli sądzić po tym, że praktycznie natychmiast sama się otworzyła, w dodatku od razu na odpowiedniej stronie - a mianowicie pierwszej rzecz jasna. Jeszcze przez chwilę pozostawała w niezmienionym stanie, jak gdyby sugerowała Peterowi, aby ponownie przyjrzał się ukazanym mu napisom, po czym zupełnie nagle i bez ostrzeżenia dorzuciła mu kolejne elementy zagadki:
"Penna."
"Scrībe".
Na krótką chwilę niewidzialna ręka przerwała, lecz pod tymi wyrazami pojawiła się czerwona kropka - jak gdyby ktoś przyłożył w tym miejscu niewidoczny długopis, ale jednak wstrzymywał się jeszcze z pisaniem. Wreszcie punkt ten rozwinął się w słowo:
"Sanguis."
Znów nastąpiła pauza, tym razem dłuższa i co więcej nic nie wskazywało na to, że pojawią się jeszcze jakiekolwiek inne podpowiedzi... Po czym nakreśliła się kolejna wskazówka:
"Bryant Park."

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Spider-Man

avatar

Liczba postów : 250
Data dołączenia : 20/07/2012

PisanieTemat: Re: Highbridge Park   Sro Sie 15, 2012 3:41 pm

Odskoczył do tyłu, gdy książka sama się otworzyła. Chociaż "odskoczył" to trochę słowo na wyrost, bo do tyłu poleciała jedynie jego głowa, która uderzyła w drzewo będącą za Peterem. Najwyraźniej pajęczy instynkt uznał to za tak nieszkodliwą rzecz, że nawet nie raczył go poinformować o czającym się - wielce niebezpiecznym - zagrożeniu, jakim jest pień. Parker rozmasował potylicę i popatrzył na kartkę, na której uparcie kreśliły się kolejne słowa. Dopiero teraz przypomniał sobie, że w pakunku znajdowało się także pióro. Sięgnął po nie, ale nie wydawało się być inne od tych, jakie widywał. Chyba, że podobnego pióra używał osobnik kreślący dla niego krwiste wiadomości. Przez chwilkę miał nawet pomysł, aby spróbować napisać coś swoją krwią, za pomocą ów pióra, ale za bardzo podchodziło to pod podpisywanie czegoś niczym cyrografu. Nawiązania do Boga, a co za tym idzie, do skojarzeń biblijnych jeszcze bardziej utwierdziło go w przekonaniu, że nie powinien tego robić. Diabły, demony, czort (o ironio!) wie.
- Bryant Park, co? - to akurat zrozumiał bez przeszkód.
Jeśli miała to być kolejna wskazówka, trzeba by ją zatem sprawdzić. Jeśli to co nieco wyjaśni, punkt dla Parkera. Schował zatem księgę do plecaka mając nadzieję, że nie postanowi się znów otworzyć i ruszył między małe budynki, by ściągnąć bluzę i resztę niepotrzebnych rzeczy. Upchnął je razem z książką i zarzucił na plecy. Naciągnął jeszcze maskę na twarz i ruszył w kierunku wieżowców, by dostać się do leżącego niedaleko Bryant Park. Lepiej być przygotowanym na walkę, bo nie miał pojęcia, co może tam zastać. Najwyżej, jeśli będę spokojnie, znowu przebierze się w strój cywila.

[zt]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Auena

avatar

Liczba postów : 11
Data dołączenia : 21/08/2012

PisanieTemat: Re: Highbridge Park   Wto Sie 21, 2012 1:12 pm

Auena wreszcie po paru miesiącach wyszła ze swojego "domu". Jeśli można było tak nazwać melinę w podziemiach obok ścieku. Ziemia po dwustu latach wciąż była jej obca. Była zupełnie inna niż miejsce w którym się wychowywała. Ehh..... Asgard. Jej jedyny dom z którego została wyrzucona przez Odyna. Gdyby tylko mogła wrócić... Niestety powrót nie wchodził w rachubę. Odyn i Thor uwielbiali ludzi, a ona zabiła ich setki przez ten czas, więc szybciej wykonaliby na niej wyrok niż by wpuścili do Asgardu.
Na Lokiego też nie mogła liczyć. Do tej pory nic nie zrobił w jej sprawie, więc pewnie ich przyjaźń zakończyła się bezpowrotnie. Zresztą pewnie teraz był w więzieniu w Asgardzie, więc i tak nic by nie zrobił.
Znowu musiała liczyć tylko i wyłącznie na siebie. Miała nadzieję, że jakimś cudem nie będzie sama, ale gdzie tam. Jak zwykle wszystko przeciwko niej.
Rozejrzała się, czy przypadkiem ktoś jej nie śledzi. Nie chciała być sama, ale nie chciała też, żeby ktoś nieprzyjazny zakłócał jej spacer. Szła wolno przez park i obserwowała ludzi. Była ubrana inaczej niż zawsze. Miała na sobie czarne dżinsy, czarną koszulkę z ramiączkami, okulary, kapelusz i czarne buty. Nie przypominała teraz Death Diler, którą wszyscy znają. To dobrze. Mogła iść wśród ludzi bez obaw, że któryś z nich ją rozpozna.
Po paru minutach usiadła sobie na ławce i spojrzała przed siebie. Widziała rzekę. Wolny prąd niósł różne śmieci.
Park ów nie był specjalnie przyjazny. Mimo, że próbują go poprawić to wciąż grasują tutaj przestępcy i inni tacy. Ludzie, którzy tędy przechodzili byli poddenerwowani. Maszerowali pospiesznie, byle tylko uciec z tego miejsca.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Eris
NPC
avatar

Liczba postów : 22
Data dołączenia : 28/05/2012

PisanieTemat: Re: Highbridge Park   Wto Sie 21, 2012 3:56 pm

Z bazy S.H.I.E.L.D. Eris nie mogła przeteleportować się daleko - z tego prostego powodu, że nie znała za dobrze okolicy, a wolała nie ryzykować odległej podróży magicznym sposobem. Nie do końca ufała tej umiejętności, nawet jeśli nadana jej ona została przez będące przecież obecnie po jej stronie siostry. Może później lepiej ją zbada i przetestuje, ale w tej chwili nie miała na to ochoty. Musiała zająć się innymi kwestiami.
Najistotniejsze jednak było, że niemalże całą drogę do miasta pokonała autostopem. Zajęło to trochę czasu i w gruncie rzeczy nie należało do najwygodniejszych doświadczeń w jej życiu, lecz przynajmniej miała towarzystwo. Lubiła słuchać ludzi - bywali w końcu tacy zabawni... Nie wspominając już nawet o tym, jak łatwo i przyjemnie można było na nich wpływać. Kolejni kierowcy bez chociażby najmniejszego problemu podwozili ładną i młodą dziewczynę, nie musiała ich o to w ogóle prosić czy oczarowywać - zresztą dokładnie tak, jak podejrzewała. Co prawda ten ostatni delikwent miał najwyraźniej nadzieję na jakąś nagrodę, lecz skończyło się to dla niego jednym dotknięciem berła... I dodatkowo poskutkowało zboczeniem z trasy, gdyż zupełnie nagle mężczyzna stał się jakiś taki chętniejszy do współpracy. Bogini skorzystała z okazji i zabrała także jego pieniądze - ot, na wszelki wypadek. W ten sposób trafiła do Nowego Jorku. Według Mojr to w tym miejscu powinna zacząć realizację planu.
Tutaj jednak zaczynały się już schody.
Blondynka nie była do końca pewna od czego zacząć. Jej ogólne zamiary zakładały wywołanie sporego zamieszania - co i tak miała we krwi, więc przyszłoby jej to akurat bez żadnego trudu - aby w ten sposób zwabić interesujące ją jednostki i odpowiednio się z nimi obejść. Tę metodę poparły zresztą jej siostry... No, a przynajmniej nie zaprotestowały, gdy wystąpiła z taką propozycją, a więc zapewne nie miały nic przeciwko - a to już coś. Tylko jaki rodzaj zamętu będzie wystarczający, aby osiągnąć wymagany efekt...?
Wiedziała, że w tym mieście codziennie dochodzi do wielu zbrodni, mniej lub bardziej poważnych. Musiała zorganizować coś naprawdę dużego, jeśli chciała zyskać sobie zainteresowanie tych istotnych osobników. Nie obchodziła ją policja czy wojsko. Nawet ten cały S.H.I.E.L.D. sam w sobie nie miał znaczenia. Prawdziwi bohaterowie - tego właśnie potrzebowała... I miała zamiar ich sobie pozyskać.
Choć kroki swe bogini skierowała do parku, mylnym byłoby stwierdzenie, że postanowiła sobie odpocząć i się zrelaksować. Wprost przeciwnie, po prostu to miejsce wydało jej się niezłą potencjalną lokacją do rozpętania chaosu. W tym celu musiała je sobie lepiej obejrzeć, aby dobrze się przygotować na przyszłość. Na spacer zapoznawczy wybrała się - mimo dość wysokiej temperatury - w kompletnie czarnym stroju, na który złożyła się obcisła i krótka sukienka na ramiączkach, pończochy oraz buty na wysokiej szpilce - a także spora ilość biżuterii, głównie bransolet. Przechadzała się aleją, rozglądając się po okolicy - i kombinując.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Auena

avatar

Liczba postów : 11
Data dołączenia : 21/08/2012

PisanieTemat: Re: Highbridge Park   Wto Sie 21, 2012 8:09 pm

Co robiła w tym czasie Auena? Nic.
Siedziała sobie, obserwowała ludzi przechodzących i tyle, bo co miała robić? Eris była zapewne gdzieś tam hen hen daleko, więc nici z obserwowania jej osoby. Zresztą czarnowłosa jej nie znała. Może kojarzyła z racji, że mieszkała w Asgardzie. Tak... Uczyła się tam i wychowywała, więc wiedziała, że nie tylko oni istnieją, ale także bóstwa greckie. Bóstwa przynajmniej dla ludzi. Thor, czy Loki byli bogami nordyckimi, a Eris grecką. Tyle z wiadomości Belli. A przepraszam! Jeszcze wiedziała, że Eris to bogini niezgody. Koniec. Kropka. Nie wiedziała jak wygląda, bo jej nigdy nie widziała.
Dziewczyna oparła jedną nogę o ławkę. Wyjęła scyzoryk i zaczęła nim dłubać w kawałku drewna, który należał do ławki. Niszczenie mienia? A czemu nie? Robiła gorsze rzeczy, a teraz po prostu się nudziła.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Eris
NPC
avatar

Liczba postów : 22
Data dołączenia : 28/05/2012

PisanieTemat: Re: Highbridge Park   Sro Sie 22, 2012 1:19 pm

Inspekcja parku przebiegała stosunkowo pomyślnie i jak do tej pory Eris była już pewna jednego: znalazła dla siebie idealny punkt obserwacyjny na okoliczność ewentualnej walki. Wysoka wieża wznosiła się nad drzewami; z jej szczytu mogłaby przyglądać się całej akcji, sama pozostając niezauważona i bezpieczna aż do ostatniej chwili. W kluczowym momencie natomiast wkroczyłaby w sam środek akcji i zajęła się zwabionymi obrońcami miasta. Tak, ten plan jej odpowiadał.
Pozostawała jeszcze kwestia sprowadzenia czegoś na tyle niebezpiecznego, aby zwrócić uwagę wystarczająco wybitnych jednostek. Mierzyła wysoko - i w pełni zdawała sobie z tego sprawę. Domagała się co najmniej Avengersów lub kogoś na ich poziomie. Nie liczyła na to, że ich zabije - wprost przeciwnie, miała nadzieję na to, że będą w stanie odeprzeć przygotowany przez nią atak. W ten sposób przynajmniej udowodnią jej swoją wartość i to, że są godni zachodu.
Ze względu na bliskość rzeki oczywistym wydawało się wybranie stworzenia morskiego. Przez moment bogini robiła sobie w głowie przegląd znanych jej potworów, ale niestety większość z nich zmuszona była odrzucić. Bezmyślne bestie były wspaniałe do siania chaosu, lecz w tej chwili trudno byłoby nimi pokierować - nawet jej. Więzi zostały osłabione, łańcuchy zerwane... To nie byłoby jej na rękę. Zazwyczaj nie miała nic przeciwko niekontrolowanemu zamętowi, lecz nie tym razem. Powinna mimo wszystko trzymać rękę na pulsie.
Inteligentne monstrum związane z wodą... Cudownym rozwiązaniem mogłaby być Ceto, o ile tylko poszłaby na współpracę. Już sam jej wygląd wzbudziłby wystarczający niepokój, nie wspominając nawet o zdolnościach... Tak, ten układ miał wszelkie prawo zadziałać. Trzeba będzie się z nią skontaktować - lub lepiej, po prostu zostawić to Mojrom. Niech one się martwią, a co.
Ciekawe czy berło zadziałałoby na Ceto... A skoro już o tym mowa: czy zawładnęłoby innymi potworami? Podjęcie takiej próby byłoby dość ryzykowne, ale kto wie, być może okazałoby się, że warto było? Oczywiście w tej chwili Eris nie miała przy sobie żadnej broni - ani tej nowej, ani swego ukochanego miecza. Odesłała je razem. Aż kusiło ją wypróbować zabawkę... Ale nie, nie teraz. Póki musi - postara się być grzeczna.
Pogrążona w tego typu rozmyślaniach, blondynka spacerowała dalej, teraz już tylko od niechcenia zerkając na boki. Widoki średnio ją interesowały, poza tym miała wrażenie, że w Nowym Jorku znajdowały się ładniejsze parki. Dodatkowo nie było tutaj nazbyt wielu osób, co też nie do końca było jej na rękę. Pomijając nawet fakt, że jej żywiołem i domeną byli właściwie ludzie sami w sobie - to brak tłumu oznaczał mniej ofiar, a na tych jej w zasadzie bardzo zależało. Ot, dodatkowa motywacja dla bohaterów, aby zająć się tą sprawą. Z drugiej strony lokalizacja była świetna... Nie było więc warto zmieniać planu.
A skoro już o ludziach mowa...
Większość osób, które zauważyła w parku zachowywała się dość nerwowo i sprawiała wrażenie, jak gdyby była tu z konieczności. Może po prostu wszyscy ci przechodnie wykorzystywali jedynie drogę na skróty? Blondynka nie była pewna z czego to wynika, lecz zakładała, że w takim wypadku miejsce to zapewne nie należy do najbezpieczniejszych. Oto jednak nie wszyscy tak postępowali.
Eris lubiła wyróżniające się jednostki - głównie dlatego, że wyraźnie zarysowane i specyficzne cechy ułatwiały manipulację. Dlatego też odmienne zachowanie szybko przyciągało jej uwagę. Tym razem zauważyła dziewczę mające na oko dwadzieścia parę lat i wybijające się z tłumu w zasadzie już samym wyglądem - takim mrocznym. Pewnie to jakaś subkultura; bogini znała ich sporo, ale niektóre jeszcze jej się mieszały. Często były zwyczajnie zbyt do siebie podobne.
Co istotniejsze jednak, dziewczyna zdawała się nie odczuwać takiego niepokoju, jaki charakteryzował pozostałych śmiertelników przebywających na terenie parku. To właśnie było w niej interesujące - i spowodowało, że Eris zasiadła po przeciwnej stronie ławki, na której spoczywała owa delikwentka. Przybrała przy tym na twarz jeden ze swoich słodkich i czarujących uśmiechów.
-Można?- bogini wcale nie przejmowała się tym, że pyta po fakcie. I tak zapewne nie przyjęłaby odmowy, poza tym nauczyła się już, że w tych czasach ludzie raczej nie odrzucali tego typu próśb. Blondynka zupełnie swobodnie założyła nogę na nogę, po czym przesunęła spojrzeniem po rzece.
-Taki ładny dzień, a tutaj jakoś pustki. To aż dziwne, prawda?- nigdy nie miała problemu z rozpoczynaniem rozmowy. Owszem, czasami wymagało to kilku prób, lecz praktycznie zawsze udawało jej się odnaleźć odpowiedni temat.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
The Hood

avatar

Liczba postów : 57
Data dołączenia : 08/08/2012

PisanieTemat: Re: Highbridge Park   Sro Sie 22, 2012 3:19 pm

Nowy Jork.Ponad 8 milionów ludzi, mutantów, kosmitów. A Parker Robbins wątpił, by ktokolwiek z nich mógł śmiało powiedzieć: "Boże, wykorzystałem wszystkie możliwości, jakie dał mi los. Rany, jestem taki szczęśliwy i spełniony!"

Ale nikt tak nie spieprzył swojego życia, jak zrobił to Robbins.

Kiedyś był zwykłym złodziejaszkiem. Włamać się do samochodu, napaść jakiegoś chłopaka z collegu, skroić portfel w szatni. I tyle. Zero perspektyw na zmianę swojego zawodu, zero szans w świecie, gdzie aż roiło się od superbohaterów. Tak było jeszcze dwa miesiące temu, gdy spotkał tego dziwnego kolesia, który dał mu magiczne buty i płaszcz, który miał zmienić jego życie. Parker postanowił wtedy zjednoczyć wszystkich superprzestępców i zawładnąć amerykańskim półświatkiem. I na planach się skończyło. Nie zrobił praktycznie nic, by wprowadzić je w życie. Co więcej, zaczął więcej pić. Nie wiedział czemu, ale obawiał się zapowiedzianej wizyty swojego dobroczyńczy. Zwłaszcza teraz, gdy Sara ma rodzić.
Jego wygląd praktycznie niczym nie odbiegał od innych ludzi. Zwykłe jeansy, biała koszulka bez żadnego nadruku. Jedynie niezwykłe mogły wydawać się jego buty. Wysokie, z klamrami. Z lekko zadartym noskiem. Może i wyglądały normalnie, ale gdy jesteś gotem. No i rzecz jasna dało wyczuć się bijącą z nich magię.
Parker siedział na jednej z ławek, upijając gorącą kawę z tekturowego kubka. Czekał na swojego kuzyna. I jak zaczynało mu się wydawać - pewnie będzie czekać jeszcze długo. O ile przyjdzie w ogóle.
I wtedy spostrzegł pewną blondynkę. Całkiem ładną blondynkę. Wydawała mu się tak... Normalna? Pasująca do otoczenia? Nie wiedział, jakimi słowami to opisać. Wiedział jedno: dziewczyna miała w sobie coś niepokojącego. I intrygującego.
Złodziejaszek wrócił do kawy, co jakiś czas zerkając w jej stronę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Auena

avatar

Liczba postów : 11
Data dołączenia : 21/08/2012

PisanieTemat: Re: Highbridge Park   Sro Sie 22, 2012 9:31 pm

Auena spojrzała na blondin, która skierowała swe kroki w stronę ławki na której czarnowłosa siedziała.
Czego ona chce? Czyżby rozpoznała ją? Niemożliwe. Auena była nierozpoznawalna, gdy nie miała swojego stroju i nie świeciła swoimi cudnymi gałami. W każdym bądź razie u dziewczyny włączył się alarm, że nie jest bezpieczna. Normalny człowiek pospiesznie by wyminął, ominął i to szerokim łukiem minął dziewczynę ubraną na czarno jak hmm... satanista? Chyba tak. Emo nie mogła być, bo nie pasował styl włosów, czy coś tam. Gotką też nie, bo strój już nie pasował, a metalem też nie, bo buty były zupełnym przeciwieństwem. Wobec tego pozostaje satanista, który lubi kolor czarny, ale nie musi nosić glanów, pieszczoch, ćwieków, czy też mieć grzywki czarnej na boku twarzy. W sumie mało to interesowało Auenę. Mogła być kim tylko zapragnęli ludzie. Byle tylko ją ignorowali.
Bycie ignorowaną jest lepsze niż bycie rozdzieraną przez ręce przeciwników, czy też paparazzi.
Czarnowłosa nie odezwała się, gdy blondynka zapytała, czy może usiąść uprzednio sadząc swój tyłek na ławce. Na wspomnienie o pogodzie i ruchu Auena spojrzała spod swoich okularów na dziewczynę.
-Nie sądzę, by ludzie chętnie tu przychodzili nawet w taką pogodę. To miejsce nie ma dobrej sławy. - Odpowiedziała ze spokojem. Mówiła spokojnie, ale jej ciało czekało tylko na jakikolwiek podejrzany ruch ze strony nieznajomej. Bella była bardzo szybka i potrafiła stawać się niewidoczna. Dwie rzeczy, które sprawiały, że ucieczka była całkiem realna, nawet jeśli zaatakowałby sam Bóg (a raczej jeden z bogów). Dodatkowo jej zdolność nieulegania mocom umysłowym innych pomagała jej zachować trzeźwy umysł. Kto wie, czy by nie miała takich kłopotów jak śmiertelnicy. W końcu nie wiedziała, czy jako mieszaniec może liczyć na taki przywilej jak Asgardczycy.
W międzyczasie kobieta zauważyła, że blondynce ktoś się przygląda. Kojarzyła go? Może się kiedyś widzieli. Nie wydawał się być poruszony opinią na temat tego miejsca, bowiem nie wykazywał żadnych typowych reakcji ludzkich w tym miejscu. Ciekawe. Trzech osobników, których jakoś nie przerażała zła sława parku. Będzie ciekawie...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Eris
NPC
avatar

Liczba postów : 22
Data dołączenia : 28/05/2012

PisanieTemat: Re: Highbridge Park   Czw Sie 23, 2012 1:38 pm

Eris przechyliła lekko głowę na bok, zauważając pełne podejrzliwości spojrzenie czarnowłosej dziewczyny. Doprawdy, czy ona rzeczywiście sprawiała jakieś niepokojące wrażenie? Niemożliwe, przecież uśmiechała się ładnie, utrzymywała zrelaksowaną postawę i nawet nie miała obecnie w łapce żadnej broni... Czym tu się niby przejmować? Przesadna ostrożność zabijała przecież każdą zabawę!
Słowa nieznajomej potwierdziły wstępne przypuszczenia bogini - tak więc park naprawdę nie należał do najbezpieczniejszych miejsc Nowego Jorku... Blondynka nie widziała ku temu szczerze mówiąc żadnego powodu, lecz miała zamiar póki co przyjąć to po prostu za fakt. Później może dowie się na ten temat czegoś więcej, ale w tej chwili inne kwestie cieszyły się wyższym priorytetem. Potrafiła to uszanować.
Naprawdę.
-Och, ja tam osobiście nigdy nie przejmowałam się opinią otoczenia. Sama wyrabiam sobie zdanie, a nic złego mnie tutaj jeszcze nie spotkało- przemilczała fakt, że prawdopodobnie większość śmiertelnych zagrożeń nie stanowiłaby dla niej najmniejszego problemu; zaśmiałaby się im zapewne w twarz... A potem rozcięła ją mieczem na pół. Niewielu przestępców mogłoby jej podskoczyć, a ci, którzy mogli... Cóż, oni raczej nie zajmowali się na co dzień czatowaniem na przypadkowe ofiary w zaniedbanym parku.
Gdy wzrok czarnowłosej odpłynął na bok, Eris podążyła za nim spojrzeniem. Dosłownie moment zajęło jej wypatrzenie raczej niewyróżniającego się niczym z tłumu mężczyzny, który popijał sobie napój z kubka i od czasu do czasu zerkał w ich stronę... No tak. Bogini niezgody była przyzwyczajona do tego, że wielu wodzi za nią oczami, dlatego nauczyła się już ignorować takie zainteresowanie - o ile nie wyczuwała w nim złych zamiarów. W tym konkretnym przypadku natomiast... Nie, raczej nic negatywnego. Obstawiałaby raczej ciekawość, choć oczywiście żadną telepatką nie była... Empatką, jeśli już - i to taką naturalną, a więc jednak omylną. Wynikało to pewnie z jej domeny i więzi z innymi istotami.
Przy najbliższej okazji - gdy tylko nieznajomy znów na nią zerknął - Eris uśmiechnęła się czarująco i mrugnęła do niego okiem. Chciała po prostu zobaczyć jego reakcję na ten gest - zmiesza się? Zainteresuje? Uśmiechnie? Podejdzie? Śmiertelnicy wbrew pozorom byli tak cudownie skomplikowani, że często nie sposób było przewidzieć ich poczynania.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Auena

avatar

Liczba postów : 11
Data dołączenia : 21/08/2012

PisanieTemat: Re: Highbridge Park   Pon Sie 27, 2012 12:43 pm

// Z racji, że Parker nie odpisuje ja odpiszę //

Właśnie to uśmiechanie się sprawiało, że Auena była podejrzliwa. Do niej nikt nie podchodził. Do niej nikt nie mówił i nikt nie uśmiechał się. Zawsze tylko były podejrzliwe spojrzenia obcych lub błagające oczy tych których torturowała lub uśmiercała. Od wieków nikt się nie uśmiechał. Od wieków nie widziała nikogo z Asgardu, a w szczególności Thora, czy Lokiego. Chociaż nie... Widziała ich raz. Na moście w Nowym Jorku, gdy Thor zabierał Lokiego do Asgardu za to, że niszczył ukochane króliczki Thora, czyli ludzi.
Auena nigdy nie rozumiała co Odyn i Thor widzieli w Midgardzie i ludziach. Byli słabi, mało wartościowi... Przynajmniej dla Aueny. Nie interesowali ją specjalnie, ale niestety przyszło jej żyć między nimi. Jedyne co ją interesowało to małe emocje na twarzach przy których znajdował się nóż. Czasem dziewczyna używała noży, by zobaczyć ile emocji kryło się w jej ofiarach. Tym sposobem znała ich o wiele lepiej niż ktokolwiek z ich rodzin, czy przyjaciół. Tylko tyle ją interesowało w tej chwili i dwieście lat temu.
-To, że miejsce nie ma dobrej sławy wśród mieszkańców Nowego Jorku nie znaczy, że podzielam ich opinię. Musiałaś zauważyć, że jestem jedną z nielicznych osób, które ze spokojem tu przebywają. Inaczej nie podeszłabyś. - Odpowiedziała nieco poirytowana faktem, że najprawdopodobniej blondynka uznała, że ona też uważa, że ten park jest zły i niebezpieczny. Nie dla niej. To ona sprawiała, że to miejsce było niebezpieczne. Ona i ci, którzy byli na bakier z prawem.
Czarnowłosa spojrzała przed siebie aczkolwiek wciąż miała pod kontrolą to co robi blondwłosa. Kątem oka widziała każdy jej ruch i mogła w każdej chwili odpowiednio zareagować. Auena nauczyła się, by nie ufać innym, a że nie była człowiekiem to wiedziała, że są tacy co to mają moce. To, że Eris nie miała przy sobie broni nie oznaczało, że nie może kogoś ot tak uśmiercić.
-Mogę wiedzieć po co podeszłaś? Mącisz mój święty spokój, którego nie zaznałam od bardzo dawna. - Zapytała nieznajomą. Miała prawo, a zresztą na razie chciała udawać człowieka. Dopóki nie dowie się kim jest ta osoba nie będzie ujawniała swoich zdolności, chyba, że zaatakuje, a Auena będzie musiała się bronić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Eris
NPC
avatar

Liczba postów : 22
Data dołączenia : 28/05/2012

PisanieTemat: Re: Highbridge Park   Sro Sie 29, 2012 9:55 pm

Ależ to dziewczę się broniło - zupełnie bez powodu zresztą! Eris nie była w stanie tego pojąć; logicznie rzecz biorąc, przecież w żaden sposób jej nie zagroziła, nie zaatakowała jej ani słownie, ani tym bardziej fizycznie, a tu taka reakcja... Strasznie to było nietaktowne i przesadzone. Jeśli czarnowłosa każdego kto się do niej zbliżył traktowała w ten sposób, to zapewne jej grono przyjaciół ograniczało się jedynie do tych wyimaginowanych. I spróbuj tu być, boże lub człowieku, miły. Od razu potraktują cię za to agresją. Cóż, taki był już zapewne urok wielkiego miasta, jak podejrzewała blondynka.
-Jak ty łatwo wskakujesz w defensywę... Zupełnie nie rozumiem dlaczego. Przecież niczego ci nie zarzuciłam, prawda? Spokojnie, nie gryzę. Chyba, że ktoś akurat tak lubi- skomentowała wciąż z uśmiechem na ustach. Potrzeba było o wiele więcej, aby go jej z nich zetrzeć. Tak, bogini chaosu uwielbiała się uśmiechać. Na przestrzeni wieków nauczyła się, że taki wyraz twarzy najbardziej irytuje większość jej rozmówców... A pozostałych chwyta za serca i zdobywa. Obie opcje były jej zazwyczaj na rękę, więc korzystała z tej strategii do woli - a nawet jeszcze częściej.
-No, ale ogólnie rzecz biorąc... Ciężko uwierzyć w to, że na co dzień w wystarczającym stopniu nie cieszysz się, jak to ujęłaś, "świętym spokojem". Z takim podejściem zbyt dużo osób pewnie z tobą nie rozmawia, co?- blondynka przechyliła głowę lekko na bok, co spowodowało jednocześnie, że jej długie włosy kaskadą przelały się przez jej ramię. Cały czas wypowiadała się w sposób niezmiennie pogodny i niezwykle miły, choć przesłanie jej słów można byłoby uznać za uszczypliwe... Mimo to dbała o zachowanie pozorów - jak gdyby po prostu była ciekawa i zupełnie niewinna w swych intencjach.
W głębi duszy musiała zaś przyznać, że przynajmniej jest to jakaś forma rozrywki. Oczywiście prawdopodobnie nie powinna sobie na nią teraz pozwalać, w końcu miała swoje cele do zrealizowania i to możliwie jak najszybciej, ale... Och, kto by się tym wszystkim przejmował? Przecież zasłużyła sobie na tę drobną przyjemność dzięki sprawnemu zdobyciu berła. Poza tym Eris zdecydowanie wolała żyć chwilą i nie martwić się jutrem. Gorzej tylko, że w tych okolicznościach wyżej wymienione jutro naprawdę mogło nie nadejść... Przerażająca świadomość dla istoty praktycznie nieśmiertelnej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
The Hood

avatar

Liczba postów : 57
Data dołączenia : 08/08/2012

PisanieTemat: Re: Highbridge Park   Pią Sie 31, 2012 11:11 am

Ach, jaka szkoda, że nie słyszał, o czym rozmawiają nieznajome. Owszem, wyłapywał kilka pojedynczych słów, ale to nadal było za mało, dalej nie znał tematu rozmowy. Coś o tym miejscu... Czyżby zwykłe pieprzenie typu "ładną mamy dziś pogodę"?
Parker naprawdę żałował, że nie rozumiał, o czym mówiły kobiety. Może wtedy odkryłby powód tego dziwnego zainteresowania blondynką? W każdym bądź razie ona też go zauważyła(jej towarzyszka również, chociaż to jakoś mniej go interesowało) i... Uśmiechnęła się do niego. Po prostu. I jakby ktoś Robbinsa pytał, był to usmiech mówiący "Chodź do nas, przystojniaku, nie siedź sam." No, przynajmniej mężczyzna chciał w to wierzyć. Dałoby mu to pretekst do podejścia do nieznajomych...
Kawa się skończyła. Parker zmiażdzył kubek i rzucił do kosza. Nie trafił. Wyciągnął z kieszeni spodni paczkę papierosów. Ze środka wyciągnął jednego i zapalniczkę. Zapalniczkę schował spowrotem do kieszeni, by nie daj Boże nikt jej nie zobaczył. Wstał i z zawadiackim uśmiechem podszedł do kobiet.
- Przepraszam, że przeszkadzam. Obawiam się, że zgubiłem zapalniczkę. Czy miałyby panie użyczyć na kilka sekund zapalniczkę? Zapałki? - tym razem to on puścił oczko do blondynki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Eris
NPC
avatar

Liczba postów : 22
Data dołączenia : 28/05/2012

PisanieTemat: Re: Highbridge Park   Pon Wrz 03, 2012 12:29 pm

Zanim nieznajoma zdążyła odpowiedzieć na zaczepki - to jest oczywiście: niewinne pytania i sugestie - ze strony Eris, do kobiet podszedł ów mężczyzna, który z takim zainteresowaniem im się uprzednio przyglądał... A właściwie bardziej jej, aniżeli czarnowłosej, co było całkiem miłe i przyjemne, gdyby ktoś ją zapytał o zdanie. Taki niemy komplement, można by rzec, a jak większość bogiń - i po prostu kobiet - Eris lubiła komplementy. Nie tylko karmiły jej ego, czego akurat i tak nie potrzebowała, ale i bawiły ją świadomością, że ma wpływ na inne istoty... I to najlepszy z możliwych. Uwielbiała to wiedzieć.
Mężczyzna uśmiechał się czarująco, a prosząc o ogień nawet mrugnął do bogini, co w dalszym stopniu utwierdziło ją w przekonaniu, że jej pierwszy wniosek był słuszny. Ciekawe... Może uda jej się to jakoś wykorzystać - niekoniecznie dla zrealizowania własnych celów, na to nawet nie liczyła, choć kilka opcji przychodziło jej już do głowy, ale i dla zwykłej rozrywki oraz satysfakcji byłoby cudownie.
Co prawda blondynka sama nie paliła, ale i tak nosiła przy sobie zapałki - z tego prostego powodu, że nigdy nie można przecież przewidzieć, kiedy akurat będzie się miało ochotę na doświadczenie małego pożaru... Albo też najlepiej takiego całkiem sporego, w miarę możliwości. Oczywiście nie była piromaniaczką czy nawet podpalaczką - po prostu od czasu do czasu miło było ujrzeć chaos towarzyszący rozprzestrzenianiu się płomieni. Ta panika, krzyki, zniszczenia... Piękna rzecz.
-Oczywiście, sekundę- szybki przegląd zawartości niewielkiej, czarnej torebki pozwolił Eris wyłowić z niej paczkę zapałek, z których dobra połowa została już zużyta. Kobieta zaoferowała nieznajomemu owe opakowanie, niezmiennie ze słodkim uśmiechem na ustach - oraz z całkiem świeżym błyskiem w oku.
-Proszę- to powiedziawszy, Eris zerknęła z namysłem także i na swoją poprzednią rozmówczynię. Zastanawiała się nad tym jak jeszcze mogłaby ją podrażnić, aby sprowokować wreszcie jakąś bardziej interesującą reakcję. Lubiła i doceniała ekspresyjne zachowania - szczególnie wówczas, gdy to ona je w kimś wywoływała.


Ostatnio zmieniony przez Eris dnia Pią Wrz 07, 2012 12:44 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
The Hood

avatar

Liczba postów : 57
Data dołączenia : 08/08/2012

PisanieTemat: Re: Highbridge Park   Sro Wrz 05, 2012 11:22 pm

Podczas gdy blondynka próbowała odnaleźć zapałki, czy inną zapalniczkę, Parker miał właśnie okazję, by przyjrzeć się kobiecie z bliska. Nie byłby sobą, gdyby z nadarzającej się okazji nie skorzystał. A przez ten krótki okres czasu, jaki potrzebowała dobrodziejka, zdążył obejrzeć ją dokładnie. No cóż... Parker Robbins był tylko mężczyzną, ze wszystkimi słabościami cechującymi płeć mniej piękną. A z naturą nie ma co walczyć, jeszcze nikomu nie wyszło to na dobre. Zatem nie pozostało mu nic innego, jak mieć nadzieję, że jej koleżanka niczego nie zauważy. No i dalsze, dyskretne lub nie, spojrzenia.
Bez żadnego słowa przyjął zapałki i włożył do ust papierosa, którego odpalił z gracją namiętnego palacza. Zaciągnął się porządnie i dopiero wtedy, gdy był pewien, że papieros dobrze funcjonuje (niech szlag trafi mokre papierosy!), zgasił zapałkę i oddał pudełko właścicielce.
- Dziękuję - powiedział, jednocześnie przerzucając papierosa w kącik ust - Nie miałyby panie nic przeciwko temu, bym się dosiadł?
Nie czekając na odpowiedź, zajął miejsce obok kobiet, zarzucając nogę na nogę. Nie potrzebował zgody. Zresztą, miał dziwne wrażenie, że odpowiedź na jego pytanie byłaby twierdząca. Tym lepiej. Przy okazji wyciągnął opakowanie w stronę kobiet.
- Panie palą?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Auena

avatar

Liczba postów : 11
Data dołączenia : 21/08/2012

PisanieTemat: Re: Highbridge Park   Czw Wrz 06, 2012 11:58 am

Auena nie odzywała się, gdy mężczyzna podszedł do nich. Obserwowała go tylko uważnie. Nie lubiła towarzystwa. Bardzo nie lubiła, a teraz było zdecydowanie za dużo osób. Mężczyzna najwyraźniej był bardzo zainteresowany blondynką, która ją zagadnęła jakieś 15 minut temu.
Po pewnym czasie czarnowłosa uznała, że nie ma sensu siedzieć tutaj dłużej niż to konieczne. I tak mężczyzna najwyraźniej miał coś do blondynki i albo miał interes, albo chciał ją poderwać. W każdym bądź razie Au nie ma już co tutaj robić, a najwyraźniej blondynka ma w planach jeszcze ją podrażnić, a tego ona nie chciała.
-Nie nie przeszkadzasz. Właśnie miałam w planach iść. - odpowiedziała na pytanie mężczyzny i wstała.
Spojrzała tylko na papierosy. Wyciągnęła swojego suchego papierosa i zapaliła zapalniczką.
Zaciągnęła się po czym poszła prosto przed siebie.
Mało ją obchodziła reakcja tej dwójki. Jedynie zastanawiała się po co blondynka do niej podeszła. Auena zazwyczaj nie była warta uwagi, gdy była w stroju cywilnym. Była wtedy szarą obywatelką Nowego Jorku, która nikogo nie obchodziła co bardzo było to jej na rękę.
Gdy jednak była w swoim ukochanym kostiumie to policja natychmiast się nią interesowała. Przynajmniej Avengers nie interesowali się nią. Nie miała ochoty na bliskie kontakty ze Starkiem, Rogersem i resztą. Oni razem byli dla niej śmiertelnym zagrożeniem, więc nie chciała być na ich czarnej liście.
Po pewnym czasie kobieta zniknęła z pola widzenia dwójce na ławce.
[zt]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Eris
NPC
avatar

Liczba postów : 22
Data dołączenia : 28/05/2012

PisanieTemat: Re: Highbridge Park   Sob Wrz 08, 2012 3:59 pm

Eris przyjęła pudełko zapałek z powrotem i od razu automatycznie wrzuciła je do torebki, nie przejmując się zbytnio tym, gdzie konkretnie ono wyląduje. Nigdy nie przykładała wielkiej uwagi do utrzymywania idealnego ładu i porządku. Względne zorganizowanie w zupełności jej wystarczało; właściwie było nawet aż nadto. Poza tym czasami odnosiła wrażenie, że ma wrodzony talent do tworzenia wokół siebie bałaganu. Być może miało to jakiś związek z jej dziedziną... A może po prostu tylko i wyłącznie z charakterem - któż to wie?
Mężczyzna zagadnął je o to, czy może usiąść obok - i zaraz potem to uczynił, najwyraźniej nie wymagając żadnej odpowiedzi od którejkolwiek z nich. Bogini z pewnym zadowoleniem rozpoznała w tym manewrze swoje własne zachowanie. Według niej śmiałość zawsze była w cenie; kobieta zdecydowanie nie lubiła zahukanych i skrytych w sobie istot. Nie były ani trochę zabawne - nie dostarczały jej rozrywki. Z drugiej strony jednak łatwo było je kontrolować... Czasami, przy odrobinie szczęścia, dawały się popchnąć do niesamowitych czynów. Rzadko, ale i tak warto było mieć to na uwadze.
-Nie, dziękuję- odparła na propozycję nieznajomego, mniej więcej w tym samym czasie, gdy czarnowłosa wstawała już z miejsca i informowała o swoich planach odejścia. Cóż za pech. Zbliżając się do niej Eris spodziewała się mimo wszystko czegoś więcej - a tu takie rozczarowanie. Co prawda uznawała samą siebie za naprawdę niezłą w ocenianiu innych, ale nawet jej mógł się przydarzyć taki drobny błąd. Blondynce nie pozostało teraz nic innego, jak tylko odprowadzić ową śmiertelniczkę wzrokiem. Prawie było jej szkoda utraconej okazji do zabawy... Ale nie miała w zwyczaju długo myśleć o takich rzeczach. W zasadzie nie potrafiła prawdziwie żałować czegokolwiek.
-Ach, to było... Interesujące doświadczenie, nie powiem- skomentowała, nie zastanawiając się nawet nad tym, czy czarnowłosa może ją jeszcze z tej odległości usłyszeć. Jeśli mogła - to właściwie cóż z tego? Przecież nie zawróci, aby się o to wykłócać, prawda? Oczywiście w takim wypadku również byłoby to Eris na rękę... Ale teraz dostała nową zabawkę i to właśnie na niej chciała się póki co skupić.
-Na imię mi Ellen- odruchowo przedstawiła się imieniem, które lubiła najbardziej spośród tych ziemskich, a w dodatku właśnie na to miała akurat przy sobie dokumenty. Na przestrzeni lat zgromadziła wiele takich kompletów. Lubiła myśleć, że świetnie wychodzi jej wtapianie się w tłum śmiertelników - w końcu wyjątkowo starannie się do tego przygotowywała, aby móc swobodnie działać...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Highbridge Park   

Powrót do góry Go down
 
Highbridge Park
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 4Idź do strony : 1, 2, 3, 4  Next
 Similar topics
-
» Pomnik Piotrusia Pana
» Miejski park
» Park Promnitz
» Planten un Blomen
» Bryant Park

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Midgard :: Stany Zjednoczone Ameryki :: Nowy Jork-
Skocz do: