Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 St. Louis Cemetery No. 1

Go down 
AutorWiadomość
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3838
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: St. Louis Cemetery No. 1   Pon Mar 07, 2016 4:31 pm


Na południe od sąsiedztwa Tremé znajduje się słynny cmentarz - miejsce pochówku wielu ciekawych postaci historycznych, wliczając w to Bernarda de Marigny czy Marie Laveau. Wiele zdobnych grobów w stylu hiszpańskim i francuskim znajduje się ponad poziomem gruntu, co miało uchronić je przed podnoszącymi się wodami.

_________________



No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Peter Quill

avatar

Liczba postów : 99
Data dołączenia : 05/05/2014

PisanieTemat: Re: St. Louis Cemetery No. 1   Pią Lip 27, 2018 1:52 pm

Niebo nad cmentarzem przeszyło wycie silników rozpadającego się Quinjeta. Po utracie skrzydła, które teraz zmierzało w zupełnie inną stronę, niż reszta myśliwca, resztki wraku zbliżały się do ziemi wirując bezwładnie w powietrzu. Peter tuż po uderzeniu jego własnych pocisków próbował odpalić katapultę ratunkową, jednak uszkodzenia były na tyle poważne, że ta odmówiła posłuszeństwa. Tak samo zresztą jak wszelkie urządzenia do komunikacji. Był całkowicie uwięziony w " Quilljetcie ".
- To na pewno nie będzie miękkie lądowanie.... - Quill nacisnął jeszcze parę przycisków na panelu kontrolnym z nadzieją, że cokolwiek może mu pomóc. Przez przedni iluminator spoglądał na ziemię, która nieuchronnie zaczynała przesłaniać całe jego pole widzenia.
- Przynajmniej nie trzeba będzie niczego przenosić. O ile w ogóle coś ze mnie zostanie. - miejscem jego "lądowania" miał być cmentarz. Quill zdążył jeszcze nacisnąć guzik aktywujący jego hełm, który tym razem wyjątkowo powoli zaczął rozkładać się na jego głowię. Za powoli, bo ostatnim co widział to dziób statku tnącego parę wyższych sarkofagów i wbijający się w ziemię. Za powoli, bo nie widział tego za bezpiecznym wizjerem hełmu...

Paskudny dźwięk giętego metalu, trzask pękającego iluminatora i ekranów pokładowych, skowyt dogasających silników odrzutowych, a potem już tylko głucha cisza. No i  ból, niesamowity przeszywający całe ciało ból. Jednak najgorsze nie były obolałe żebra czy nogi, ale czaszka.
Peter otworzył oczy. Na pierwszy rzut oka był w jednym kawałku. Szarpnął za klamrę pasów, które utrzymywały go w fotelu, ale te nie chciały go uwolnić. Pewnie winny jest za to ten sam system, który nie pozwolił mu użyć katapulty. Ale jak on właściwie się tu znalazł ? Wszelkie próby rozwikłania tej zagadki kończyły się koszmarnymi atakami bólu głowy.
- Muszę się zdrzemnąć... - Peter opadł bezwładnie na fotelu. Ciszę zaczął przeszywać dźwięk awaryjnego lokalizatora myśliwca. - Tylko na chwilkę...


Ostatnio zmieniony przez Peter Quill dnia Nie Lip 29, 2018 7:39 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mockingbird

avatar

Liczba postów : 25
Data dołączenia : 24/07/2013

PisanieTemat: Re: St. Louis Cemetery No. 1   Sob Lip 28, 2018 4:10 pm

Po opuszczeniu Oscorp Bobbi skierowała się do swojego motocykla. Po drodze skontaktowała się z główna bazą, przekazując im informacje na temat Agenta Venoma. Nie do niej należała decyzja odnośnie tego, co mężczyzna ma teraz robić. Dowództwo się tym zajmie. Była pewna, że zostanie wysłany do walki. Nie interesowało ją, co dalej będzie się z nim działo. Nie darzyła Flasha choćby najmniejszą sympatią. Nie ufała mu. Zawsze miała przy sobie jeden z ładunków sonicznych Clinta od jego strzał. Ostatnio nawet zagadnęła naukowca z SHIELD, by wmontował jej takie urządzenie soniczne w jej kije BO. Nie tylko Venoma by się to przydało, ale tak ogólnie po prostu. Nigdy nie wiadomo, na kogo trafi.
Kobieta nie zajechała daleko kiedy dostała komunikat z bazy. Miała się wybrać do Nowego Orleanu, by przyjrzeć się tamtejszej walce z Sentinelami. Co takiego ciekawego tam było, że ją wysyłali? A no to, że przeciwko robotom walczyli nieznani kosmici. U boku Strażników Galakyki, których niedawno USA poznało za pośrednictwem Mścicieli. Skierowała się w wyznaczone miejsce na uboczu, gdzie czekał na nią powietrzny transport. Wprowadziła pojazd do samolotu i zajęła siedzenie, pozwalając pilotowi zająć się tym, po co tu był.
Lot miał trwać dobre półtorej godziny, więc Mockingbird pozwoliła sobie na zamknięcie oczu. Czuła, że powinna odpocząć. Trochę przesadziła z tą szybką jazdą, to na pewno dlatego w gabinecie Harry'ego zakręciło się jej w głowie. Czasem zapominała, że miała uważać na siebie i się nie przemęczać. Była przyzwyczajona do życia w ciągłym napięciu. Nie mogła się przyzwyczaić do tego, że dostawała lżejsze misje. Zresztą, ciągle nie mogła uwierzyć w swój obecny stan. Trochę jej zajmie oswojenie się z tą myślą.
Nawet nie zauważyła kiedy zasnęła w siedzeniu, zapięta pasami bezpieczeństwa. Dopiero lekkie potrząsanie ramieniem sprawiło, że wróciła do rzeczywistości. Niedługo mieli dotrzeć na miejsce i wylądować. Bobbi skupiła swój wzrok na przedniej szybie, rozbudzając się całkowicie i oglądając widoki. Również i tu gdzieniegdzie można było dojrzeć Sentinele, przelatujące nad ziemią. A po spojrzeniu w dół bohaterów walczących z robotami choć z tej wysokości nie szło ich rozróżnić.
Kiedy nagle w polu widzenia pojawił się statek, który zaczął spadać, Agentka od razu wiedziała, że muszą się tym zająć. Trzeba było pomóc osobie, która właśnie spadała. Kazała pilotowi lecieć w stronę, gdzie statek mógł rozbić się. Jakże wymownym okazało się miejsce rozbicia. Cmentarz. Przynajmniej pogrzeb pójdzie szybko. Pomyślała ponuro. Kiedy ich samolot był już wystarczająco nisko, kobieta podeszła w stronę klapy, która otworzyła się dla niej. Samolot miał maskowanie włączone, więc nie musiała się martwić o to, że zostaną zestrzeleni. Poza tym roboty wyraźnie się koncentrowały na ludziach, a nie ich pojazdach. Miała pełen pakiet informacji na temat maszyn. Odczekała chwilę i skoczyła w dół kiedy od ziemi dzieliły ją trzy metry. Nie takie skoki już wykonywała. Nie od dziś należała do tej tajnej grupy. Lądując na ziemi pozwoliła swojemu ciału się odchylić i przeturlała się kilka metrów. W końcu się zatrzymała i podniosła, rozglądając się za rozbitym statkiem. Łatwo było go dojrzeć. Podbiegła do pojazdu, rozglądając się czy w pobliżu na pewno nie ma żadnych maszyn. Nie powinno ich tu być skoro polowały na żywych. Zaglądając do środka zauważyła półprzytomnego mężczyznę, którego kojarzyła z telewizji. Jeden z członków Strażników Galaktyki. Pojazd był w okropnym stanie, ale to akurat nie było istotne. Choć być może przydatne. Sprawdziła czy szyba zamykająca kokpit była zablokowana czy może system do tego służący zdechł i będzie mogła uwolnić mężczyzny, bo ten wyglądał na niezdolnego to samodzielnego wyjścia z wraku.
W końcu udało się jej dostać do środka. Czy to samodzielnie, czy dzięki Star-Lordowi, któremu udało się otworzyć kokpit. Nieważne. Odetchnęła spoglądając na Strażnika, który był przytomny, ale było mu blisko do zemdlenia.
- No, ruszamy się, nie śpimy. To kiepskie miejsce na drzemkę. - odezwała się, próbując go uwolnić z pasów, które uparcie nie chciały się odpiąć. Kobieta sięgnęła więc do kieszonki przy swoim pasku i wyjęła nóż taktyczny, który niemal zawsze miała przy sobie. Tak, SHIELD wiedziało, jak wyposażyć swoich agentów. Kobieta miała zamiar rozciąć pasy skoro te nie chciały się odpiąć.
- Nie wierć się za bardzo. - Ostrzegła, nim przystąpiła do swojego zadania.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Peter Quill

avatar

Liczba postów : 99
Data dołączenia : 05/05/2014

PisanieTemat: Re: St. Louis Cemetery No. 1   Nie Lip 29, 2018 8:30 pm

Z bezwładnego letargu wyrwał Quilla dźwięk dobiegający spoza wnętrza wraku. Niezależnie w jakiej jesteś sytuacji, kiedy po zestrzeleniu twojego statku, ktoś dopiera się do jego pozostałości, a ty jesteś w środku, oznacza to kłopoty. Oczywiście mogą być to "ci twoi", ale lepiej być przygotowany na najgorsze. Peter spróbował kolejny raz wyszarpnąć się z pasów, ale w jego obecnym stanie klamra mogła co najwyżej mieć niezły ubaw z jego prób, ale nie zamierzał dawać za wygraną. Spróbował wyszarpnąć z kabury na udzie Quad Blaster, gotowy bronić się, zanim ci, którzy go zestrzelili, wezmą go żywcem. I nawet udało mu się wyjąć broń, ale utrzymać ją w gotowości do strzału już nie. Ręka z blasterem opadła wzdłuż fotela.
- Żywcem mnie nie weźmiecie! Lepiej od razu strzelaj, bo jak tylko się podniosę, rozszarpię cię na strzępy! - wrzasnął to dużo powiedziane, ale na ile pozwalały mu siły, krzyknął Peter, kiedy kokpit się otworzył. Póki co nie widział napastnika, ale przecież ten musiał gdzieś tam być. Choć jego stan nadal był dość ciężki, myśli zaczęły składać się w końcu w całość. choć nadal nie wiedział, jak się tu znalazł. To znaczy jak to oczywiste, spadł z nieba i przywalił w ziemię. Mocno przywalił.
I wtedy lekko się zdziwił. Nie usłyszał głosu bandy żołnierzy czy innych osiłków i brutalnego wyciągania najlepiej razem z fotelem, a przyjemny, kobiecy głos. Uniósł wzrok na kobietę, ale nie miał bladego pojęcia kim była.
- Ja nie śpię, ja tylko odpoczywam. I od razu dodam, że gdy akurat nie rozbijam się o ziemię, wyglądam o niebo lepiej, serio. - wysilił się na tyle humory na ile pozwalał mu jego stan. I tak było już o wiele lepiej, niż parę minut temu. Mógł nawet oddychać.
- Wierz mi, że gdybym mógł się wiercić, już by mnie tu nie było. Nie zrozum mnie źle, ja wcale nie narzekam czy coś, ale dla pewności to nie ty mnie zestrzeliłaś prawda? Bo jeśli tak to jestem troszkę urażony.


Ostatnio zmieniony przez Peter Quill dnia Sob Sie 04, 2018 10:19 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mockingbird

avatar

Liczba postów : 25
Data dołączenia : 24/07/2013

PisanieTemat: Re: St. Louis Cemetery No. 1   Pon Lip 30, 2018 5:59 pm

Zaraz po otwarciu kokpitu Bobbi usłyszała warki mężczyzny, które zapewne miały być groźne. I byłyby, gdyby nie fakt, w jakim stanie ów obecnie był. Widać było, że nawet poruszanie się sprawiało mu problem. W pewnym sensie rozumiała jego zachowanie. W starciu z przeciwnikiem nie powinno się okazywac słabości. Choćby sytuacja była beznadziejna, należało zachować pozory, że miało sie jakąś kontrol nad tym, co się dzieje. Nie dziwiła się więc słowom Quilla. Widziała jednak, że nie był w stanie nic jej zrobić, więc mogła bez obaw się zająć ratunkiem.
- Uwierzę na słowo. - odparła na słowa mężczyzny odnośnie tego jak wygląda kiedy się nie rozbija. - I tak wyglądasz o niebo lepiej niż twój pojazd. - przyznała i było to całkowitą prawdą. Urwane skrzydło. A pasażer raczej nie miał urwanej ręki czy nogi tego, co zdążyła zauważyć. Patrzac na jego szarpanie się, nie powinno też mu dolegać żadne złamanie choć tego już nie mogła być pewna na sto procent.
- Och, oczywiście. Najpierw cię zestrzeliłam, a teraz cię ratuję. Świetna zabawa. - Na pytanie Star-Lorda kobieta wywróciła oczami. Nie mogła się powstrzymać przed sarkastycznym komentarzem. To zabrzmiało jak pseudo bohaterowanie. Sam doprowadzasz do wypadku żeby potem ratowac ofiary. Ciekawa wizja.
- Coś cię boli? Podejrzewasz jakieś złamanie? - dopytała, kończąc rozcinanie pasa bezpieczeństwa. Lepiej się dowiedzieć o czymś takim nim spróbuje pomóc mu się wydostać z tego wraku. No i w razie potrzeby wezwie służby zdrowia. Lub zgarnie go na pokład samolotu, który na nią czekał. Raczej nie miała za bardzo do czynienia z ratowaniem ludzi z wraków pojazdów, nie zajmowała się czymś takim na codzień. Podstawy zachowania jednak znała. Fachowym ratownikiem nie była, więc jeśli Quill miał coś złamane to nie miała zamiaru go ruszać z miejsca.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Peter Quill

avatar

Liczba postów : 99
Data dołączenia : 05/05/2014

PisanieTemat: Re: St. Louis Cemetery No. 1   Sob Sie 04, 2018 1:28 pm

- Tylko o niebo? Musi być naprawdę kiepsko. - Quill lekko się rozluźnił, kiedy blond włosa nieznajoma okazała się wybawieniem, a nie zagrożeniem. Mężczyzna wsunął zabezpieczoną broń z powrotem do kabury.
- Doceniam twoją szczerość. Jeśli będziesz chciała uratować kogoś w opałach następnym razem, atakuj coś pasażerskiego. Tam będzie więcej ofiar. Rozgłos pewny. - Peter wyszczerzył się, a coraz bardziej odzyskując jasność umysłu i siły podciągnął się na fotelu, uważając, żeby nie przeszkodzić jego wybawczyni w rozcinaniu nadal trzymających go pasów. Dłonią przesunął po swoich żebrach i klatce piersiowej. Nigdzie nie wyczuł przemieszczających się kawałków kości lub wgłębień, których być nie powinno. Następnie sprawdził głowę, mimo paru rozcięć i pewnie wstrząsu mózgu nie znalazł jakiś poważniejszych ran, choć sama głowa pękała mu z bólu za każdym razem, kiedy próbował przypomnieć sobie coś więcej niż samo uderzenie o ziemię.
- Nie, nic nie boli. Jestem okazem zdrowia. - zaśmiał się, ale tylko przez chwilę, bo obolałe żebra nie miały na to ochoty. - Chyba jestem w jednym kawałku. Wynośmy się stąd, w tym dymie nie da się oddychać. No i dzięki tak poza tym. Pewnie, gdyby nie Ty jeszcze trochę bym tu przeleżał. - Wnętrze statku zasnuwało się coraz gęstszym dymem, kiedy płomienie dosięgały kolejnych pasm instalacji i poszycia myśliwca. Kiedy tylko pas przestał go trzymać Quill spróbował zsunąć się z fotela, ale jego nogi odmówiły mu posłuszeństwa i pewnie, gdyby nie złapał się fotela, wylądowałby na ziemi.
- Ok, może jednak trochę wolniej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mockingbird

avatar

Liczba postów : 25
Data dołączenia : 24/07/2013

PisanieTemat: Re: St. Louis Cemetery No. 1   Nie Sie 05, 2018 10:55 am

Bobbi uśmiechnęła się lekko. Jeśli mężczyzna miał siłę na żarty to znaczyło, że nie było z nim aż tak źle. W sumie to nawet nie wyglądał najgorzej. Z drugiej strony adrenalina potrafiła znieczulić. Dlatego nie osądzała sama jego stanu, a wolała dopytać. Rozcięcie pasa nie trwało zbyt długo, poszło dosyć szybko. W końcu ten nóż to nie była jakaś zabawka.
Po wykonaniu zdania schowała nóż do kieszonki przy pasie i chwilę się przyglądała mężczyźnie kiedy ten sprawdzał czy nic mu nie jest. Wystarczyły jej jego słowa zapewniające, że jest cały. Kiedy wstał z fotela pilota, Mockingbird szybko chwyciła do pod pachy i podciągnęła do góry. Nie było to dla niej jakoś specjalnie trudne. Lata pracy w S.H.I.E.L.D., treningi i misje pozwoliły jej wyrobić całkiem sporą siłę fizyczną, której potrzebowała podczas walki.
Kobieta widziała bardzo wyraźnie rozprzestrzeniający się ogień i dym, który oboje mogli zaczynać odczuwać. Nie potrzebowała słów zachęty od Star-Lorda. Nie zwlekając już ani chwili dłużej pomogła mu wynieść się z pojazdu i odejść na sporą odległość, obejmując go jednym ramieniem i przytrzymując. Być może ogień zgaśnie, ale istniało ryzyko, że ogień się jeszcze bardziej rozprzestrzeni i ostatecznie dojdzie do wybuchu.
- Tu Agentka 19. Zarzuć gaśnicą, mamy płonący wrak. - odezwała się przez swój komunikator do pilota, który ją tutaj eskortował. Długo nie musieli czekać. Wkrótce w ich stronę biegł mężczyzna, który sam się zajął gaszeniem ognia. Mogli mu zaufać, na pewno znał się na tym. Ona w międzyczasie rozejrzała się za ławeczką i podprowadziła Petera, by mógł usiąść sobie. Siła siłą, ale facet robił się ciężki.
- Posiedź spokojnie, możesz mieć lekki wstrząśnienie mózgu. Dziwię się, że twój hełm cię nie ochronił. Musiałeś zostać zestrzelony z zaskoczenia. Reszta drużyny pewnie się o ciebie martwi. - odezwała się do Star-Lorda, stając obok ławki. Sama nie siadała. Dopiero co siedziała bite półtorej godziny w samolocie, lecąc tutaj. Na razie jej wystarczyło. Bobbi, jak i cała reszta USA, co nieco wiedziała o Strażnikach Galaktyki, po tym jak zostali oficjalnie przedstawienie jako tymczasowi Mściciele. Wiedziała, że ten tutaj jest ich szefem.
- Będę miała do ciebie kilka pytań, jak już poczujesz się lepiej. - poinformowała mężczyznę, dając mu możliwość nastawienia się na małe przesłuchanie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Peter Quill

avatar

Liczba postów : 99
Data dołączenia : 05/05/2014

PisanieTemat: Re: St. Louis Cemetery No. 1   Wto Sie 07, 2018 9:16 pm

Choć to niesamowicie dotykało jego poczucie męskości i niezależności, bo wsparcie się na atrakcyjnej nieznajomej z całą pewnością nie było zachowaniem godnym takiego poszukiwacza przygód jak Quill, nie miał wielkiego wyjścia, zwłaszcza kiedy na ramieniu siedziało mu widmo niechybnej śmierci przez uduszenie. Peter praktycznie dał wyprowadzić się z wnętrza płonącego pojazdu, aż do miejsca, gdzie jego wybawicielka posadziła go na ławce. Odzyskując świadomość i jasność myślenia, zaczął zastanawiać się nad jej wezwaniem osoby do gaszenia wraku. Pomijając, że próba gaszenia sporego wraku gaśnicą wzbudzała w nim uśmiech politowania, to nieznajoma nazwała samą siebie " Agentką 19 ". Agentka, czyli musi pracować dla jakiejś agencji, a te raczej nie są tworzone, żeby wręczać dzieciom lizaki i przytulasy. To tłumaczy, jak tak szybko znalazła się na miejscu wypadku, choć szybko to pojęcie względne. Sam nie wiedział, ile leżał we wnętrzu, choć biorąc pod uwagę spalenie resztek statku to nie aż tak długo.
- Nigdzie się nie wybieram. - z zamyślenia wyrwały go kolejne słowa kobiety, tym razem w jego kierunku. - Wiesz, gdybym spodziewał się, że ktoś mnie zestrzeli, pewnie zestrzeliłbym go pierwszy. - uniósł kąciku ust w lekkim uśmiechu, ale myślami był już gdzie indziej. Reszta drużyny ? O czym ona właściwie mówi ? Gdzieś z tyłu głowy słowo " drużyna " wzbudzało jakieś wspomnienia, ale były one tak bardzo nieuchwytne. Cała ta sytuacja była jedną wielką niewiadomą, której zrozumienie kończyło się jedynie bólem głowy.
- Obawiam się, że nie będę w stanie zbyt wiele ci powiedzieć. - Głos stał się zimniejszy niż poprzednio. Tak jak się spodziewał. Dopiero teraz czeka go cała zabawa. Pytanie, czy nieznajoma jest z tych dobrych, tych złych, czy to kwestia kasy. Sił miał mało, ale dłonią pogładził rękojeść broni. To będzie długi dzień.
- Nie jestem niewdzięczny i naprawdę bardzo, bardzo dziękuję tobie i temu gościowi, a zwłaszcza jemu, znacząco poprawia mi humor, ale chciałbym jednak już odpocząć. Także wiesz, jak możesz odholuj mój yyy statek i miłego dnia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mockingbird

avatar

Liczba postów : 25
Data dołączenia : 24/07/2013

PisanieTemat: Re: St. Louis Cemetery No. 1   Czw Sie 09, 2018 1:53 pm

- Dobrze, spacer w twoim stanie to kiepski pomysł. Jeszcze się przewrócisz, walniesz w nagrobek i ten cmentarz zostanie również twoim cmentarzem. - skinęła lekko głową, po czym ją przechyliła na bok, przyglądając się uważnie Peterowi.
- Tego nie wiem. Niektórzy lubią być zestrzeliwani. - przez jej twarz przemknął delikatny uśmiech. Wyraźnie sobie żartowała z tego tematu. Po prostu wydawało jej się, że taki bajerancki hełm powinien zadziałać szybciej. A jednak. A jednak mężczyzna wyraźnie oberwał przy zderzeniu z ziemią i teraz miał być może wstrząśnienie mózgu. Zawrotów głowy była pewna po tym, jak wcześniej opadł z powrotem na fotel, próbując wstać.
Zerknęła w stronę swojego pilota, gdy Peter o nim wspomniał. Jeśli Star-Lord się przyglądał mu dokładniej to mógł zauważyć, że gaszenie szło mu całkiem dobrze tą niby małą gaśnicą. Nie do końca małą i nie do końca zwykłą. S.H.I.E.L.D. miało swój lepszy sprzęt. Nie zaopatrywało się byle gdzie. Gaśnica radziła sobie wyjątkowo dobrze. Fakt faktem jednak, widok mógł się wydawać na początku zabawny dla kogoś postronnego. Dlatego Bobbi nie wyprowadzała mężczyzny z tego przekonania. Przynajmniej miał lepszy humor. Wróciła spojrzeniem do swojego do rozmówcy po kilku sekundach obserwacji pilota w milczeniu.
- Spokojnie, nie mam zamiaru cię zabierać do ciemnego pomieszczenia i świecić lampką po oczach. Ani wypytywać o całe twoje życie. Jestem tu żeby się dowiedzieć skąd się wzięli nieznani kosmici w waszym towarzystwie tutaj, podczas walki. - wytłumaczyła spokojnie. Jej misja nie była niczym tajnym. Żadnym top secret. Mogła o niej rozmawiać. Zwłaszcza, że Star-Lord był częścią Mścicieli teraz. No i poniekąd misja dotyczyła też jego osoby. Nie musiała więc udawać tajemniczej. Dlatego tak łatwo i bez problemu powiedziała mu, w jakiej sprawie tutaj się zjawiła.
- Poza tym, gdzie mam odholować ci ten twój wrak? - zapytała jeszcze na koniec.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Peter Quill

avatar

Liczba postów : 99
Data dołączenia : 05/05/2014

PisanieTemat: Re: St. Louis Cemetery No. 1   Sob Sie 11, 2018 1:04 pm

- Oh, kamień z serca. Ciemne pomieszczenie sam na sam jeszcze bym zniósł, ale ta lampa. Nie przejdzie. Właściwie kim jesteś? Powinienem Cię pamiętać? - po twarzy Petera przeszedł cień ulgi. Gdyby nieznajoma była z " tych złych " na pewno nie traciłaby ze swoim kolegą czasu na ugaszenie i zabezpieczenie wraku. No i z każdym jej słowem sprawy w jego głowie zaczynały układać się w całość. Quill z całych sił próbował przypominać sobie kolejne elementy wspomnień, mimo bólu nadal rozsadzającego jego czaszkę. Drużyna, o której mowa była wcześniej. Chyba wiedział, o co chodzi. To strażnicy, stał na ich czele. Gamora, Drax, Rocket, Groot. Mimo że do głowy przyszły mu imiona nie potrafił przypisać ich do twarzy. Ale czuł, że są mu bliscy. Znowu spojrzał na wrak myśliwca, gdzie dzielny strażak amator robił zaskakujące postępy. Ten z kim toczył walkę i go zestrzelił, to nie był żaden wrogi pilot w myśliwcu. To były maszyny, roboty bojowe. Zanim go strąciły, zniszczył ich parę. Ale one zaczęły oszukiwać, odbiły jego własne pociski.
- To były jakieś maszyny. To one mnie zestrzeliły. - wypowiedział słowa z dużym wysiłkiem. Całe to przypominanie było dla niego olbrzymim wyzwaniem.
- To była prawdziwa bitwa. Skończyła się? Strażnicy przeżyli? - Quill czuł się coraz bardziej zagubiony i zdenerwowany tą sytuacją. Wstał na równe nogi, adrenalina pomogła mu zapanować nad obolałymi mięśniami.
- Jeśli walczą trzeba im jakoś pomóc !
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mockingbird

avatar

Liczba postów : 25
Data dołączenia : 24/07/2013

PisanieTemat: Re: St. Louis Cemetery No. 1   Pon Sie 13, 2018 6:11 pm

- Wolisz całkiem po ciemku, co? - zapytała żartobliwie, uśmiechając się przy tym kącikiem ust. Utrzymywanie pozytywnej atmosfery na pewno pomagało w tym, by Peter czuł się lepiej, a jego teksty same wręcz się prosiły o takie odpowiedzi. Nie wiedziała czy robił to nieświadomie czy może specjalnie formułował swoje zdania w taki sposób. Przynajmniej rozmowa między nimi była całkiem przyjemna.
- Nie spotkaliśmy się jeszcze. Choć mogłeś słyszeć o S.H.I.E.L.D., organizacji, dla której pracuję. Barbara Barton, Agentka 19, Mockingbird, ale możesz mi mówić Bobbi. Jeśli nie słyszałeś o moich pracodawcach to od razu mówię, że jesteśmy tymi dobrymi agentami. - wytłumaczyła na wszelki wypadek, gdyby Star-Lord pomyślał, że może tylko udawać miłą, a naprawdę jest jakimś tajnym szpiegiem czy nie wiadomo kim.
- Sentinele. - na kolejne słowa Strażnika, kobieta pokiwała lekko głową. - Próbują zabić niemal wszystko co się rusza. Nie wiemy jeszcze co je opętało, ale Mściciele próbują rozwiązać ten problem u samego źródła. - wypadało nieco więcej powiedzieć Peterowi na temat robotów, z którymi przypadło jemu i jego drużynie walczyć. Choć była pewna, że Strażnicy również dostali wcześniejszy przekaz telepatyczny na temat tego, jak najłatwiej pokonać maszyny.
Kiedy mężczyzna wstał gwałtownie z ławki głośno wyrażając swoją opinię na temat tego, że trzeba im pomóc, Bobbi oparła dłoń na jego ramieniu i mocno popchnęła go w dół, by usiadł z powrotem. Liczyła na to, że w jego obecnym stanie nie będzie to zbyt trudne do wykonania.
- Nie skończyła się. Ostatnio jak tam patrzyłam to żyli, a ty w obecnym stanie prędzej tam zginiesz niż im pomożesz. Rozumiem, że martwisz się o drużynę, ale najpierw odpocznij i wtedy powróć tam w pełni sił, by dokopać tym blaszanym puszkom. - miała nadzieję, że wizja "dokopania blaszanym puszkom" przekona Petera do tego, by posiedzieć tu jeszcze kilka minut i zebrać wszystkie siły. Ledwo stojący na nogach bardziej się ośmieszy, a może nawet i zginie. Mockingbird wiedziała, że Sentinele posiadały silne promienie, które bez problemu zabijały zwykłych ludzi. Nie wiedziała na ile "normalny" był Star-Lord, ale jakiegoś wyjątkowego pancerza ochronnego raczej by nie wyszedł cało z bliskiego spotkania z ów promieniem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Peter Quill

avatar

Liczba postów : 99
Data dołączenia : 05/05/2014

PisanieTemat: Re: St. Louis Cemetery No. 1   Sro Sie 22, 2018 3:35 pm

- Półmrok jest idealny. Cienie potrafią podkreślać to i owo. - choć ta uwaga w żaden sposób nie była na temat, Quill nie mógł oprzeć się pokusie jej dopowiedzenia, kwitując całość zadowolonym wyrazem twarzy, już nawet niezbyt zmienionym przez ból czaszki. Jego rozmówczyni najwyraźniej posiadała jedną z najwspanialszych w całym kosmosie cech, a mianowicie dystans do rzeczywistości.
- Agentka Bobbi z S.H.I.E.L.D. Ok, brzmi to poważnie. I jesteście tymi dobrymi. Nie próbuje ci się nawet przedstawić, bo najwyraźniej wiesz o mnie dużo więcej, niż nawet sam bym chciał wiedzieć. - Peter pokiwał głową z pełną powagą. Nazwa jej agencji coś mu mówiła, gdzieś już o niej słyszał, ale to była kolejna rzecz, której nie mógł odnaleźć we mgle własnych myśli. Mockingbird jednak wzbudzała w Quillu zaufanie.
Choć Peter gotował się do walki, Agentka bez trudu posadziła go znowu na ławce. Dochodził do siebie szybciej, niż normalny człowiek, ale mimo wszystko było jeszcze zbyt wcześnie, by mógł stanąć do walki.
- Ostatnio, ale jeśli będę tu siedział, mogą nie dożyć do końca walk. - Quill opuścił głowę przybity faktem, że nie może nic zrobić. Bezsilność nie była w jego stylu, ale musiał zgodzić się z Bobbi. Ale kiedy tylko się pozbiera, nic go nie zatrzyma.
Niespodziewanie hełm Star-Lorda rozłożył się bez żadnego ostrzeżenia, a potem znów złożył i zniknął.
- Lepiej późno niż wcale.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Fenris
Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 482
Data dołączenia : 08/06/2012

PisanieTemat: Re: St. Louis Cemetery No. 1   Sro Sie 22, 2018 9:10 pm

W międzyczasie gdy bohaterowie rozmawiali pilot zdołał jako tako opanować pożar Quinjeta. Jako tako, bo mimo że pożar już przygasał, to maszyna prawdopodobnie nie nadawała się już do niczego. Cóż, podziwianie jego zmagań z gaśnicą pozwalało przynajmniej wypełniać krępujące luki w konwersacji, ale te wcale nie zdarzały się często.
Nagle wibrujący komunikator Bobbi dał jej i jej pilotowi znać że do maszyny SIELD'u nadciąga jakaś wiadomość wewnętrznymi kanałami organizacji. Nie trzeba było iść odczytywać jej do pojazdu. Dwa proste kliknięcia i komunikator przekierowywał rozmowę do osoby.
- Agentka Mockingbird? Z tej strony agent Helena Banks. Od razu mówię że to prawdziwy zaszczyt... - W głośniku rozległ się głos jakiejś młodej oficer łączności. Jednak chwilę później wyniknęło jakieś zamieszanie i w słuchawce rozległ się bardziej rozpoznawalny głos Dum-Dum Dugana. Nawet jeśli Bobbi nie miała jeszcze wątpliwej przyjemności pracy z nim, to on sam był w organizacji niemałą sławą i Mockingbird musiała go przynajmniej kojarzyć.
- Oddaj mię te słuchawkę dziewczyno. Autograf zdobędziesz później. Mockingbird? Słyszysz mnie? Z tej strony Dum-Dum. Będę nadzorował siły SHIELD w rejonie Nowego Orleanu. To niestety oznacza że głównie Ciebie, zanim reszta chłopaków nie przywlecze do Ciebie swoich leniwych zadków. Sytuacja zaczyna być pod kontrolą. Gwardia Narodowa wstępuje właśnie do miasta, a ja mam generała na drugiej linii. W jednej z dzielnic niedaleko twojej obecnej pozycji dzieje się jednak coś podejrzanego. Z naszego super-sprzętu wynika że wszystkie Sentinele w tamtej okolicy przestały działać, ale nie operuje tam żadna z figurujących w naszych bazach służb. Odczytujemy za to bardzo podejrzane "Flekuacje Pola Magnetycznego". Czy coś. Musimy wiedzieć co się tam wydarzyło. Masz to sprawdzić. I, ten, Mockingbird. Zdaję sobie sprawę z twojego stanu, więc się nie wychylaj. Prosta zwiadowcza robota. Dotrzyj na miejsce, zrób jakieś zdjęcia i spadaj stamtąd. Niech mnie cholera jeśli wiem co ty właściwie robisz teraz w tym przeklętym mieście. Przesyłam dane do twojego myśliwca. Dugan pozostaje w kontakcie.
Gromki głos Bostończyka przestał w końcu grzmieć w urządzeniu. Mockingbird otrzymała rozkazy wraz z wszelkimi danymi jakich potrzebowałaby do ich wykonania. Jej pilot, pominięty brutalnie w rozkazach, patrzył na nią pytającym wzrokiem. Chyba wychodziło na to że wciąż pozostawała jego przełożoną na czas operacji.
Gdyby tego wszystkiego było mało, coś dziwnego zaczynało być wyczuwalne w otoczeniu. Jakiś rodzaj napięcia. Powietrze zdawało się być wręcz naładowane od jakiejś subtelnej energii od której jeżyły się włosy na rękach. Być może miało to związek z fluktuacjami o których mówił Dugan. Po chwili mniejsze kamyczki i kawałki ozdób wokoło cmentarza zdawały się zacząć delikatnie wibrować. Nie zanosiło się na nic dobrego, ale do miejsca wskazanego przez Dum-Duma było jeszcze przecież kilkanaście kilometrów.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mockingbird

avatar

Liczba postów : 25
Data dołączenia : 24/07/2013

PisanieTemat: Re: St. Louis Cemetery No. 1   Czw Sie 23, 2018 8:05 pm

Na pierwsze słowa Petera kobieta jedynie pokiwała lekko głową, nie zmieniając swojego wyrazu twarzy, czyli delikatnego uśmiechu w kąciuku ust. Tak, dopóki druga strona nie przeginała to Bobbi nie miała nic do tego rodzaju żartów, a ten tu wydawał się niegroźnie ciągnąć jej drobny żarcik. Dlatego w ogóle jej nie przeszkadzał taki tekst. Tym bardziej, że sama zaczęła.
- Bez przesady. Niewiele wiem i to tylko dlatego, że mówili o was w telewizji. Imię, nazwisko, ksywka, drużyna. Pare ciekawostek. Tyle. - machnęła lekko ręką. Cóż, wychodziło na to, że mężczyzna miał problemy z głowa. Nie w obrażliwym sensie, ale uderzenie musiało wywołac problemy z pamiecią skoro był zdziwiony, że ona co nieco o nim wie. Na pewno by nie zapomniał, że mówiono o nim.
- Mogą też niedożyć jesli pojawisz się w takim stanie, bo będa się martwić o ciebie. Zaufaj im i ich umiejętnościom. Ponoć juz długo jestescie drużyną? Powinienes wiedzieć, na co ich stać. - Mockingbird starała się brzmieć racjonalnie i przemówić Star Lordowi do rozsądku. Powoływanie sie na zaufanie wydawało się być najlepsza opcją, która jej przychodziła do głowy.
Agentka nie zwróciła już takiej uwagi na hełm Petera, zerkając w stronę pilota. Zaraz jednak jej uwage przykuł jej komunikator, sygnalizujący połączenie. Przejęła przekaz do siebie, odbierając komunikat.
- Agentka 19, odbiór. - odezwała się krótko, czekając na czyjś głos w komunikatorze. Usłyszała jakąś młoda kobietę, która szybko jednak została chyba odsunięta na bok i ktoś inny zajął się rozmowa z nią. Bobbi uśmiechnęła sie pod nosem. Ktoś chciał jej autograf? Urocze. Nie uważała się za słynna agentkę. Kiedy męzczyzna sie przedstawił, kobieta od razu wiedziała z kim ma do czynienia. Słuchała jego słów uważnie. Nie poprawiła go na głos, że zapewne chodzi o fluktuacje.
- Miałam sprawdzić kosmicznych pomocników Strażników Galaktyki. Póki co znalazłam Star-Lorda z lekką amnezją. Przyjęłam rozkaz i zrozumiałam. Zero wychylania się. Kilka zdjęć i uciekam. - Bobbi pokiwała lekko głową, bardziej do siebie niż do rozmówcy, który po prostu nie mógł tego zobaczyć. Kiedy przekaz został zakończony, Barbara spojrzała na Quilla.
- Masz ochotę na mały spacer? Mój pilot nas podrzuci na miejsce. - oczywiście, że pamiętała o swoim pilocie. Nawet jesli nie wspomniano o nim w komunikacie. Ona sama wolała nie pilotować po wcześniejszych zawrotach głowy. Dziwne, delikatne wibracje, które zaczęły do nich docierać, nie wróżyły niczego dobrego. Blondynka machnęła reką na pilota, by leciał do samolotu, a sama czekała na Petera i jego decyzję. Jeśli zdecydował się dołaczyć do niej to poprowadziła go prosto do zamaskoanego pojazdu i weszli razem na pokład.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Peter Quill

avatar

Liczba postów : 99
Data dołączenia : 05/05/2014

PisanieTemat: Re: St. Louis Cemetery No. 1   Pon Sie 27, 2018 11:10 am

- Tylko tyle mówili? No to teraz mam szansę na wiadomości dnia. - Quill uciął na chwilę, przyglądając się wrakowi. - Nie czekaj, Sentinele mnie wyprzedzą. - ciężko powiedzieć czy zawiedziony i przybity głos był efektem faktycznego przejęcia ramówką wiadomości, czy dalej wynikiem lądowania sprzed paru minut.
Choć ból czaszki powoli ustawał, a mięśnie wydawały się bardziej sprawne, niż parę minut temu Bobbi miała sporo racji w kwestii jego gotowości do walki. Oczywiście w żadnym wypadku nie zamierzał powiedzieć tego na głos czy tym bardziej przyznać się, że potrzebuję jeszcze trochę czasu. Pokręcił tylko głową, dając do zrozumienia, że nie ma zamiaru się sprzeczać.
Kiedy Mockingbird odebrała komunikator Peter oczywiście zupełnym przypadkiem i kompletnie nie specjalnie wsłuchiwał się w jej rozmowę. Padło sporo słów, niektórych bardziej ambitnych od innych, ale najbardziej rzuciło mu się w uszy nazwanie go kosmicznym pomocnikiem. Jego ego i ambicja dostały właśnie poważny cios pod żebra, a potem przyciśnięte butem do ziemi. I nieważne czy dobrze wszystko zrozumiał albo, czy wyciągnął to z kontekstu. Cholera, jest Star-Lordem. To on ma pomocników ! To znaczy, może mieć, gdyby tylko chciał...
- Tak oczywiście, spacer. Czekałem, kiedy w końcu to zaproponujesz. Zwłaszcza spacer samolotem, te lubię najbardziej. - Peter uśmiechnął się lekko i zabrał się za wstawanie. Kiedy agentka zamierzała mu pomóc, odmówił gestem dłoni. Musi wziąć się w garść na wypadek, gdyby za chwilę skoczył znowu w ferwor walki. Nie ma taryfy ulgowej. Idąc, kątem oka zwrócił uwagę na dziwne zachowanie małych kamyków, na jednej z płyt ozdobnych jakiegoś grobu. Wibrowały, poruszały się powoli. To raczej nie naturalne, chyba że cmentarze w Nowym Orleanie miały własne prawa fizyki. Nie zastanawiając się dłużej Quill zajął miejsce w samolocie ostatni raz rzucając okiem w stronę wraku.
- A właściwie gdzie lecimy ?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Fenris
Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 482
Data dołączenia : 08/06/2012

PisanieTemat: Re: St. Louis Cemetery No. 1   Wto Sie 28, 2018 8:29 am

Koniec końców, pomimo przypadkowego i całkiem nieścisłego wsłuchania się w rozmowę agentki Peter zdecydował się przemilczeć fakt "stanu" Bobbi, o którym wspominał głos w komunikatorze. To jakże roztropne jak na Starlorda zachowanie mogło pozwolić im uniknąć niepotrzebnych stresów w nadchodzących chwilach.
A tych zresztą widocznie miało się pojawić więcej niż w ostatnim czasie. Dziwne wibracje otoczenia powoli, ale widocznie przybierały na sile. Pilot, który nie podchodził do tego tak spokojnie jak bohaterowie z ulgą przyjął do wiadomości rozkaz o starcie.
Bohaterowie nie marnowali wiele czasu i od razu zapakowali się do pojazdu. Ten zapał do działania momentalnie okazał się dobrą decyzją, bo gdy tylko zapięli pasy i oderwali się od ziemi trzęsienia widocznie przybrały na sile. Wehikuł kołował powoli w odpowiednią stronę, tak więc zarówno Star-lord, jak i Mockingbird jako nie zajęci bezpośrednio sterowaniem, mieli widok na to co się dzieje. Niewyczuwalne w samolocie wstrząsy poprzewracały i spowodowały pęknięcia wielu płyt nagrobnych. Następnie, niczym z horroru klasy „D” spod cmentarnej ziemi zaczęły wyłaniać się jakieś widmowe istoty. Przypominały ludzkie, były jednak karykaturalnie powykręcane i wyposażone w złowrogie szpony zamiast palców. Sylwetki zdawały się mocno opalone, lub nawet wypalone, a włosy falowały im na podobieństwo ognia.
Tych, z braku lepszego określenia, „duchów” było całe może. Wychodziły dosłownie spod ziemi w wielu miejscach, nie tylko z popękanych grobów. Zaraz potem, wyjąc potępieńczo, rozlały się na wszystkie strony świata, choć większość rzeczywiście skierowała się w stronę koordynatów, które Bobbi otrzymała od Dum-dum’a. Pierwsza fala była zdecydowanie największa, jednak stwory wciąż wyłaniały się spod ziemi. Zdawało się nie być ich końca.
Choć potwory zdawały się nienaturalnie szybkie, to na pewno nie szybsze niż odrzutowiec SHIELD. Gdyby wystartowali teraz, prawdopodobnie na miejsce dostali by się kilka chwil przed falą duchów.
Pilot był gotowy do lotu, jednak czekał na dokładniejsze instrukcje. Nie wiedział czy Bobbi planowała wylądować gdzieś obok, żeby niepostrzeżenie podejść do celu, polecieć tam na wprost, czy jeszcze coś innego. Jedno było pewne. Po jego wyrazie twarzy wnioskować można było że na pewno nie chce tu zostawać dłużej niż to konieczne.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mockingbird

avatar

Liczba postów : 25
Data dołączenia : 24/07/2013

PisanieTemat: Re: St. Louis Cemetery No. 1   Sro Sie 29, 2018 5:14 am

Do samolotu trzeba było się zapakować jak najszybciej. Dziwne zjawiska nigdy nie wróżyły niczego dobrego. Nie trzeba było być specjalistą żeby to wiedzieć, ale Bobbi pracowała w swoim fachu wystarczająco długo, by doświadczyć tego na własnej skórze.
- Pozostajemy w tej okolicy. To kilka dzielnic stąd. Lot nie będzie specjalnie długi. - Na pytanie Petera kobieta zerknęła na koordynaty, które otrzymali. Podanie nazwy dzielnicy raczej nic by nie dało mężczyźnie. Nawet jeśli zdążył poznać Nowy Orlean to teraz i tak najwyraźniej miał problemy z pamięcią.
- Wyląduj w pobliżu celu. Najlepiej na dachu budynku ze schodami przeciwpożarowymi. Pamiętaj o maskowaniu. - zwróciła się do pilota, zaraz zerkając w dół na cmentarz. To co się tam działo sprawiło, że poczuła się jak w jakimś horrorze. W pierwszej chwili pomyślała, że to zombie wychodzą spod ziemi, ale szybko zauważyła, że to nie to. Ziemia nie była rozkopywana. Duchy. W dodatku nie takie zwykłe. Nie jak dusze zmarłych. Raczej jak demony rodem z piekła. I w dodatku chyba zmierzały w tę samą stronę co oni.
- Wampiry, mordercze roboty. Teraz duchy. Brakuje zombie do kompletu. - agentka potrząsnęła głową. Ciągle coś, zero czasu na wytchnienie. Ich kraj w tym roku oferował im wyjątkowo sporo rozrywki. Kto mógł się zająć tym, co wyprawiało się tutaj? Na myśl przychodziła jej tylko Wanda. Jak tylko zrobi zdjęcia, prześle je również do kobiety. Ta znała się na magii. Może będzie wiedziała, co tu się odwala i coś na to poradzi.
I jak ona miała ograniczyć swoją aktywność? Już i tak na nią psioczyli. Najbardziej oczywiście jej ukochany, nadopiekuńczy mąż.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Peter Quill

avatar

Liczba postów : 99
Data dołączenia : 05/05/2014

PisanieTemat: Re: St. Louis Cemetery No. 1   Sro Sie 29, 2018 1:49 pm

- Ok ok, przyjąłem. Jeden skok i jesteśmy. - Quill pokiwał głową dając znak, że takie wyjaśnienie całkowicie mu wystarczy. Kiedy samolot uniósł się w powietrze Peter poczuł pewien dyskomfort, spowodowany faktem, że to nie on pilotuje. Przecież lepiej rozbić się ze swojej winy, niż patrzeć, gdy ktoś robi to za ciebie. Ale niestety, nie ma wyboru. Nie ma głupich, nikt nie da mu przejąć sterów w tej chwili i w takim stanie, nawet jeśli czuł się już lepiej.
Z tych rozmyślań wyrwał go jednak całkowicie widok tego, co dzieję się na cmentarzu pod nimi.
- Bobbi, wiesz, nie często bywam na Ziemi. Nie za bardzo orientuje się w waszych zwyczajach. Ale czy przypadkiem duchy nie powinny spokojnie odpoczywać pod ziemią, a nie wychodzić na spacery jak w Ghostbusters ?! - głoś zadrżał gdy kolejne widma wyrastały z podziemi, a znikąd nie było widać Billa Murraya i ekipy w śmiesznych kombinezonach.
Peter całkowicie zmienił zdanie - wolał być w powietrzu z byle jakim pilotem, niż na dole z bandą demonicznych przyjemniaczków.
- Boję się, że jeśli postanowią nas dopaść to strzelanie ze wszystkiego co mamy, i to nawet z waszych tajnych, agenciarskich bajerów na niewiele nam się zda. Ale wiecie po kogo możemy zadzwonić ?! - Quill krzyknął pytanie bardziej radośnie, jednak szybko tego pożałował. - Po pogromców duchów! Nie znacie tego!? - zmarszczył czoło w wyrazie niezadowolenia, kiedy odpowiedziała mu tylko cisza.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Fenris
Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 482
Data dołączenia : 08/06/2012

PisanieTemat: Re: St. Louis Cemetery No. 1   Pon Wrz 10, 2018 7:04 pm

Prawdopodnie, tak jak bohaterowie przypuszczali, niewiele mogli sami wskórać w tym miejscu. (Na pewno nie bez odkurzaczy ektoplazmy i protonowych plecaków do przechowywania duchów) Pozostało więc dziękować opatrzności za wyczucie dramatyzmu ostatniej chwili i skupić się na zadaniu.
- Oj tak - odpowiedział Peterowi pilot. - Zdecydowanie powinny. Choć jeśli dziwią cię takie rzeczy, to chyba straciłeś kilka ciekawych dekad.
-Tajest.
- od razu odpowiedział Bobbi, salutując jej krótko, przełączając kilka przycisków i podrywając maszynę do lotu. Z kokpitu maszyny nie było widać większej różnicy, ale kontrolka "maskowanie aktywne" sugerowała że chyba jednak coś się zmieniło.
Szybko udało im się wyprzedzić czoło fali potworów. Poruszały się mniej więcej z prędkością galopujących koni, tak więc mimo iż miały przewagę, szybko zostały w tyle.
- Blade'a? - zaryzykował strzał pilot na retoryczne pytanie Star-Lorda. - Tak przy okazji jestem Larry. Pierwszy raz współpracuję z Mścicielem. To dla mnie zaszczyt.
Samolot szybko przecinał niebiosa. Przez pewien moment lecieli nad samym centrum Nowego Orleanu. Malował się tam istny obraz rozpaczy. Ulice wyglądały jak po bombardowaniu, a niemal na każdym zakręcie piętrzyły się ludzkie zwłoki. Nie wyglądało jakby ostał się tutaj ktokolwiek żywy.
Przelatując nad kanałem rzeki Missisipi, nieopodal jednego z głównych mostów miasta natrafili na kolejne dziwne zjawisko. Zanurzony do połowy w wodzie, a do połowy wywleczony na ląd, leżał bez ruchu ogromny potwór. Z popkulturowych nawiązań najbliżej było mu chyba do filmowego obcego, z tym że był wielki jak stodoła, i dużo bardziej masywny. Wokoło niego na lądzie, a nawet w wodzie leżało sporo zniszczonych Sentineli. Stwór zdawał się nie żyć. Obszerne obrażenia na widocznej części pleców wskazywały, że zniósł przed śmiercią srogie bombardowanie ze strony robotów.
Cały lot nie trwał nawet kwadransa. Larry spowolnił lot gdy powoli docierali na miejsce.

[zt tutaj -> http://theavengers.forumpolish.com/t2469-dzielnica-algiers#33942 Dajcie mi jeszcze moment, napiszę tam drugą część posta]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: St. Louis Cemetery No. 1   

Powrót do góry Go down
 
St. Louis Cemetery No. 1
Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Highgate Cemetery

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Midgard :: Stany Zjednoczone Ameryki :: Nowy Orlean-
Skocz do: