Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Staw w ogrodach

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3341
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Staw w ogrodach   Nie Lip 15, 2012 4:38 pm



Staw ten znajduje się w jednym z wewnętrznych ogrodów pałacu i wbrew pozorom jest całkiem głęboki. Jeśli ktoś nie będzie uważał, może zostać pokarany przez ogólnie pojęty los przypadkową kąpielą. W pobliżu, tuż przy wejściu do tego ogrodu, umiejscowiona została niewielka altana.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Lady Sif

avatar

Liczba postów : 45
Data dołączenia : 12/07/2012

PisanieTemat: Re: Staw w ogrodach   Nie Lip 15, 2012 6:44 pm

I znów kolejny dzień w mitycznej krainie Asgardu. Z pewnością każdy by się cieszył na miejscu Sif, w końcu była piękna, silna i nieśmiertelna. Dziś jednak, dziewczyna wolałaby być kimś innym. Nudził ją brak zajęcia, jakiejś wojny czy czegoś, co by chociaż na trochę rozjaśniło jej dzień. Nieśmiertelność z pewnością bywała nudna.
Sif, dla zabicia czasu postanowiła wybrać się do ogrodów, ot tak dla zabicia nudy. Przechadzała się powoli między klombami i krzewami kwiatów pogrążona w chaotycznych myślach, tak że przestała zauważać co się wokół niej dzieje. W tej chwili istniała tylko ona i kwiaty, które szczerze i skrycie uwielbiała.
W końcu po dłuższym czasie doszła nad niewielki staw.Usiadła na skraju zbiornika, po czym bez wahania zanurzyła nogi w iście lodowatej wodzie. Czuła, jak krążenie w jej łydkach się zwiększa, jak pulsująca krew rozgrzewa jej stopy... Odchyliła głowę do tyłu, pozwalając aby promienie słońca muskały jej twarz. Ciemne włosy dziewczyny, dziś rozpuszczone, powiewały na delikatnym wietrze który dopełniał tą idealną chwilę. Przymknęła oczy, a na jej twarzy mimowolnie zagościł uśmiech.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sigyn

avatar

Liczba postów : 52
Data dołączenia : 05/07/2012

PisanieTemat: Re: Staw w ogrodach   Nie Lip 15, 2012 9:10 pm

Pewne rzeczy po prostu bogini nie przystoją; jednakże Sigyn, jako persona niezbyt ważna i w gruncie rzeczy niegodna uwagi, konwenansami wszelakimi nie musiała się przejmować. Teoretycznie, bo z tego daru losu nie korzystała – ów zwyczaj, by wszelkie zachowanie było jak najbardziej odpowiednie i na miejscu, u bogini momentami ocierał się już niemal o obsesję. I, jak to większość obsesji, był kompletnie bezsensownym, choćby z racji wspomnianej nieistotności osoby Sigyn. Próbowała zwalczać ten nawyk, jednak bez przekonania – zbyt mocno pewne rzeczy zakorzeniają się w psychice, zapewniając jednocześnie komfortowe, harmonijne współżycie z resztą świata (co bynajmniej nie oznacza, że ze sobą). Jednakże, przydałoby się porzucić rozgrzebywanie problemów, które nie dość, że jałowe w skutkach, to jeszcze wszystko bardziej komplikuje i zapętla, tworząc dziwaczne hybrydy problemów, hipotetycznych rozwiązań i delikatnych sugestii.
Pozostawieniu temu wszystkiego sprzyja wynalezienie nowego zajęcia, najlepiej wymagającego sporego skupienia, pewnej ilości czasu i kompletnie nieproduktywnego. Toteż, jakiś czas temu, bogini skierowała swe kroki do wewnętrznych ogrodów pałacu. Były one elementem tak odmiennym od reszty budowli, zadziwiająco delikatnym, wyjętym jakby z kompletnie innego miejsca i wciśniętym tutaj na siłę; a mimo to wpasowały się w jakiś pokrętny sposób, stanowiły miłą dla oka odskocznię, coś, czego analizowaniem można zająć myśli. Po pośpiesznym, może i nieco niecierpliwym przebyciu ścieżek Sigyn stanęła na kładce, przeciągniętej ponad stawem. Ta zachwiała się niebezpiecznie pod ciężarem kobiety, która przecież nie posiadała jakoś niezwykle imponującej tuszy. Stawiała kroki ostrożnie, układając stopy w jednej linii, dla zapewnienia sobie lepszej równowagi rozłożyła dodatkowo ręce na boki, co jednak wywołało efekt odwrotny – teraz, niczym małe dziecko, musiała balansować na kładce całym ciałem, nim zdecydowała się w ogóle ruszyć dalej, wciąż ryzykując jakże efektowne wpadnięcie do stawu. Prawda, chłodna kąpiel, choćby i w ubraniu, byłaby zapewne przyjemnym urozmaiceniem ciepłego dnia. Inna sprawa, gdyby wybiec spojrzeniem nieco w przyszłość – po krótkiej przyjemności pojawiłby się dosyć nieciekawy problem mokrej odzieży, której wyżymanie zajęłoby dość długi czas i było, co tu dużo mówić, cokolwiek problematyczne; kwestii samoistnego wyschnięcia na słońcu nawet nie należy brać pod uwagę – trwałaby wieki. To z kolei zwraca uwagę na kwestię, jak bardzo niepraktyczne są długie suknie i upodobanie do wizualnej prostoty takowych. Idąc dalej tym tropem, wraca się do problematyki dysfunkcyjnych nawyków… Wróć. To ostanie najlepiej usunąć i wymazać, najlepiej – powrócić do priorytetu, jakim jest dostanie się na drugą stronę ogrodu, skupić na tym całą uwagę, skoro nie można stworzyć w głowie błogosławionej próżni.
Kładka znowu się chwiała, można było odnieść wrażenie, że obdarzona jest własną, złośliwą wolą, a jedynym sensem jej egzystencji jest wrzucenie Sigyn do wody; jest to jednak wrażenie niezwykle fatalistyczne i fantastyczne. Była to wina jednego nieostrożnie postawionego kroku, chwilowej niemożności odnalezienia i umiejscowienia własnego środka ciężkości, rzecz zwyczajna przy rozkojarzeniu. Po tym trwającym ułamek czasu incydencie bogini powinna była powrócić do porządku i kontynuować spacer nieco nienaturalnym, nadmiernie ostrożnym, bezcelowym zupełnie chodem, którego nie powstydziłby się żaden somnambulik. Ale, coś innego znowu przykuło rozproszoną uwagę, maleńkie fale mianowicie. Owszem, powstawanie na wodzie zmarszczek, gdy wieje lekki wiatr, nie powinno być niczym dziwnym, ani też pozbawiającym kogokolwiek wewnętrznego spokoju. Fale były jednak nieco zbyt duże i nieregularne, by powstały od powiewu powietrza. Kwestia nie niepokojąca, ale ciekawa, może nawet wywołująca lekkie zaskoczenie – w ogrodach był jeszcze ktoś prócz Sigyn. Mogła się tego spodziewać, w końcu miejsce to było powszechnie dostępne i znane, ale i tak była cokolwiek zdziwiona, jakby ten oczywisty fakt stanowił anomalię. Szła dalej, chcąc się mimo wszystko przekonać, kogo też tutaj przywiało.
Koniec końców, z racji rozkojarzenia oraz spowodowanego rosnącym zaciekawieniem pośpiechu, stała się rzecz, której Sigyn chciała uniknąć – tudzież pragnęła jej usilnie, wszak często im bardziej się czegoś wypieramy, tym mocniej podświadomie do tego dążymy, chcemy pewnego przełamania zasad, zwyczajów, rutyny…
Mówiąc prosto a przaśno bogini (może się poślizgnęła, może źle postawiła nogę, a może i przydeptała swoją suknię, nieważna jest jednak przyczyna, a skutek) wpadła z głośnym pluskiem do wody.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lady Sif

avatar

Liczba postów : 45
Data dołączenia : 12/07/2012

PisanieTemat: Re: Staw w ogrodach   Pon Lip 16, 2012 5:12 pm

Wsłuchana w delikatny wiatr, bawiący się z gałęziami krzewów wojowniczka siedziała niemal jak posąg. Nie miała po co się stąd ruszać, rzadko udało się jej trafić na tak spokojne chwile, to też zamierzała z nich korzystać. Znów, do jej umysłu napłynęły myśli, wątpiące w sens istnienia kogoś takiego jak Sif. Niby była wojowniczką, niby boginią jednak nie widziała w tym sensu, jakoś zaginął jej po drodze. Zaciekle dążyła do czegoś, co teraz bylo dla niej jedynie mglistym, nic nie znaczącym wspomnieniem. Od dawna miała uczucie, iż powinna coś zmienić w swoim niekończącym się życiu, jednak nigdy nie mogła dojść z czym to się wiązało. Może w Midgardzie, odnajdę to, czego szukam ?
Tak, z pewnością nie byłaby to zła opcja... Ale tylko z jednej strony. No cóż, jeszcze przyjdzie czas, aby mogła się tym pozamartwiać. Na chwilę obecną wolała oddalić od siebie te jakże drastyczne myśli, i poddać się kojącym promieniom słońca.
Pogrążona w takich rozmyślaniach bogini, siedziała nad stawem machając delikatnie nogami, zanurzonymi w zimnej wodzie. Nagle usłyszała jakieś hałasy, tak jakby ktoś przeprawiał się przez kładkę, zamieszczoną nad stawem. Jako iż znajdowała się za jednym z krzewów, automatycznie zyskiwała przewagę nad przybyszem.
Przeklinała w myślach osobę, która przerwała jej błogi spokój. Po kilku szybkich ruchach siedziała już w kuckach przygotowana do ataku. W końcu nikt nie może wiedzieć, na kogo trafi, czyż nie ? Dłoń kobiety odruchowo powędrowała ku ukrytemu na udzie sztyletowi.
Sif trwając w tej pozycji nasłuchiwała tego, co dzieje się wokół. Słyszała jak trzeszczy drewno, słyszała szum wiatru... Aż nagle usłyszała głuchy plusk, tak jakby domniemany napastnik wpadł do wody. Powoli, niemal na palcach przesunęła się w bok, aby mieć lepszy widok na sytuację.
Gdy ujrzała inną boginię, pływającą w wodzie, na jej twarz wpełzł wesoły uśmieszek.
- Sigyn ? Czyżbym przeszkadzała ci w kąpieli?- Spytała wesoło . Kucała tak patrząc z lekkim niedowierzaniem na boginię. W kocu nie co dzień widzi się inne bóstwa w tak zabawnych sytuacjach.
Po kilku chwilach, wyciągnęła ku Sigyn rękę, co by pomóc jej wyjść z tego stawu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sigyn

avatar

Liczba postów : 52
Data dołączenia : 05/07/2012

PisanieTemat: Re: Staw w ogrodach   Pon Lip 16, 2012 10:38 pm

Przez chwilę kobieta miotała się w wodzie gwałtownie i zupełnie bezładnie. Nie należała do najwyższych osób, a staw okazał się zadziwiająco głęboki; toteż ze wszystkich sił starała się unieść głowę ponad wzburzone teraz lustro wody i nabrać powietrza w płuca. W końcu bogini przestała się szamotać, nogami wymacała nierówne dno stawu. Stanęła niemal na samych czubkach palców, wyciągając szyję, chociaż okazało się to kompletnie niepotrzebne – woda sięgała jej teraz nieco ponad kark. Sigyn, już po chwyceniu spazmatycznego oddechu niedoszłego topielca (nie, nie można się obejść bez dramatyzmu. Nadaje barwy!), cokolwiek nieelegancko wypluła wodę, której zdążyła się w chwili chaotycznego bezładu nałykać. Nie próbowała nawet odrzucać do tyłu mokrych włosów – manewru tego mógłby nie wytrzymać kruchy balans, jaki utrzymywała, dotykając palcami dna – toteż wilgotne kosmyki przylepiły się do jej twarzy, nadając wygląd na wpół komiczny, na wpół upiorny, ale tylko jeśli ktoś nasłuchał się w życiu zbyt dużej ilości klecht i widok taki podsuwał mu skojarzenie z krwiożerczymi duchami topielców.
Sigyn odwróciła się powoli, chcąc zobaczyć, kto też jest niespodziewanym rozmówcą – czy też raczej jak najbardziej spodziewanym, przecież już od jakiegoś czasu wiedziała, że nie jest sama, czyż nie? – i świadkiem drobnego wypadku zarazem. Prawda, mogła ową osobę zidentyfikować po głosie, ale metoda ta bywa momentami, zawodna, poza tym – lepiej być zwróconym twarzą do kogoś, do kogo chce się odezwać. Ot, kolejny godny pochwały nawyk, który jednak ujawnia się w najmniej sprzyjających ku temu chwilach.
Sif. Pierwsze, co natrętnie wciskało się między jakiekolwiek inne myśli i rozganiało je bezceremonialnie, było ulgą podszyte stwierdzenie – mogłam trafić gorzej. Do czego lub też kogo to „gorzej” się odnosiło, Sigyn nie potrafiła stwierdzić. Pojawiło się to odczucie jako kompletnie wyrwane z kontekstu, będące zapewne częścią czegoś większego, umysłowej góry lodowej. Irracjonalny strach przed skompromitowaniem? Zrobieniem czegoś nie tak?
- Ależ, nie przejmuj się mną – machnęła ręką w wyrazie lekceważenia. Krople wody wzbiły się w powietrze, by po chwili wpaść z powrotem do stawu, powodując powstawanie rozchodzących się w dal, a w końcu niknących kręgów.- I tak planuję już stąd wyjść - zdecydowanie, zmieszanie najlepiej jest maskować kompletną beztroską i lekkim rozbawieniem. Jakby nie patrzeć, dystans do siebie, a więc i zdolność żartowania z własnych nieszczęść, to cecha niezwykle przydatna i nawet rozwijająca. Tyle tylko, że Sigyn do śmiechu jakoś nie było. – Tylko, czy mogłabyś…
Nie zdążyła nawet dokończyć zdania, a Sif już wyciągnęła do niej rękę. Miłe, naprawdę miłe. Sigyn chwyciła ją z wdzięcznością, ale też pewnym zakłopotaniem z racji własnej nieporadności – w końcu wyjście ze stawu nie jest jakąś wielką rzeczą, ale wątpiła, by poradziła sobie sama. Materiał sukni, teraz nasiąknięty wodą już do granic możliwości, ciągnął nieco w dół. Wspominała już o niepraktyczności takiego ubioru?... Szczęście, że dzięki pomocy Sif bogini wierności wreszcie siedziała na brzegu.
Sif, właśnie, hmm… Sigyn musiała przyznać się do swojej ignorancji, o bogini nie wiedziała niemalże nic, nie licząc suchych faktów, tego podstawowego „Kto jest kto”, potrzebnego, żeby jakoś funkcjonować; zadziwiające, ale drogi tych dwóch bogiń jakoś się wymijały. Kolejna dziwaczna kwestia, bo Sigyn do typów patologicznie samotniczych nie należała, Sif zapewne również… „Zapewne” – to właśnie jest jednocześnie cokolwiek niewygodne i interesujące, niewiadome. Mimo pewnej dozy radości płynącej z poznawania nowych osób, Sigyn wolałaby wiedzieć chociaż, czego można się po takowych spodziewać. Nutka nudnej zachowawczości, oczywiście…
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lady Sif

avatar

Liczba postów : 45
Data dołączenia : 12/07/2012

PisanieTemat: Re: Staw w ogrodach   Nie Sie 12, 2012 3:39 pm

Jeśli do tej pory nie dane było spotkać się Sif i Sigyn zbyt wiele razy, to może należało usłuchać wszechświata, który coś próbował im powiedzieć? Ciemnowłosa bogini łanów i łąk zawsze ufała swojej intuicji, ale często działała impulsywnie, chcąc nieść pomoc. Gdyby miała więcej czasu na zastanowienie się i zaplanowanie tego ruchu, pewnie nawet nie zerknęłaby w stronę Sigyn, nie wyciągnęła by ręki w geście wsparcia, bo to właśnie podpowiedziałby jej wewnętrzny głos. Ale stało się, było już po fakcie. Uśmiechnęła się zatem promiennie, licząc na to, że tym razem głos okazałby się mylny i wyciągnęła kobietę na brzeg. Było to proste, bo posiadając nadnaturalną siłę nie trzeba było się martwić ciężarem do udźwignięcia (choć nie twierdzę, że był znaczny, co to to nie).
Sif spojrzała na przemoczoną brunetkę. W przeciwieństwie do niej wiedziała na temat skąpanej w stawie wiele. Co prawda głównie z opowieści, na podstawie których nie lubiła sobie wyrabiać zdania, ale jednak. Opinie były skrajnie różne, więc tym bardziej Sif nie zamierzała się na nich opierać. Jedynie to, co mówili jej bliscy, mogło jakoś wpłynąć na postrzeganie pewnych osób i spraw przez Asgardiankę, ale oni akurat nie plotkowali bez sensu. Może dlatego, że obracała się głównie w męskim towarzystwie? Wyjątkiem od reguły był wiecznie paplający Fandral, który nie omieszkiwał wyrażać swojego zachwytu bądź jego braku nad każdą przedstawicielką płci przeciwnej, co kiedyś Sif kwitowała najczęściej wywróceniem oczu. Z czasem zdążyła się do tego przyzwyczaić i jedyną oznaką, że w ogóle słucha jego wywodów, było kiwanie głową w trakcie opowieści. Fandral nie potrzebował jej opinii, a jedynie tego, by była publiką, którą kochał, więc dawała mu to czego oczekiwał i każda strona była zadowolona. Asdottir mimowolnie zaczęła się zastanawiać, co przyjaciel pomyślałby o Sigyn i zaśmiała się cicho pod nosem ze względu na własną reakcję. Co to miało za znaczenie? Przez głowę przemknęło jej mimo to, że cała mokra na pewno nie wpisałaby się w fandralowy kanon piękna.
- Ręczniki niestety zostały w pałacu – rzuciła do niej, wzruszając ramionami. Oczywiście słowo ,,ręczniki’’ pochodziło z języka ziemskiego, w Asgardzie go nie używali. Mieli materiały, którymi okrywali się po kąpieli, ale nigdy ich tak nie nazywali. Były również wykonane z czego innego, ale każdy wiedział, o co chodzi. Chyba. Najwyżej Sigyn uzna ją za wariatkę, wielkie mi co. Jakby ciemnowłosą tak bardzo obchodziło zdanie innych… Już jej to dawno minęło.
- Słyszałam legendę o zatopionym w tych wodach skarbie, ale nie dawałabym jej wiary - zerknęła na gładką teraz taflę, na której nie było już ani śladu po ostatniej "szamotaninie" w odmętach. - Pewnie Ran szuka naiwniaków, którzy, wiedzeni tymi bzdurami, dołączą do podwodnego królestwa. Niedoczekanie.
Pani wód słynęła z tego, że armię budowała z wszelakiego rodzaju topielców, którzy nie mieli wyjścia po śmierci tegoż typu, by pójść gdzie indziej. Nie do końca sprawiedliwe, ale życie takie przecież nie jest (zwłaszcza wieczne), więc nie ma co wymagać sprawiedliwości od Ran. Zwłaszcza znając charakterek blondynki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3341
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Staw w ogrodach   Sro Sie 22, 2012 1:49 pm

Względną ciszę panującą w ogrodzie przerwał dźwięk rogu - dobiegający z bardzo daleka, najwyraźniej z samego miasta, a nie z pałacu. Zaraz po nim rozległ się kolejny, a potem następny i znowu - z czasem można było zorientować się, że rozbrzmiewają one coraz bliżej. Przekaz ten był jasny dla wszystkich wojowników Asgardu: jesteśmy atakowani.
Dosłownie w kilkanaście sekund później z jednego z przejść wyłoniła się blondynka w dość lekkiej, jasnej sukni. Była jedną z pałacowych służących, a więc Sif i Sigyn mogły rozpoznawać ją z twarzy, lecz raczej nic więcej. Kobieta natychmiast skierowała swe szybkie kroki w stronę obu pań, z daleka już zaczynając mówić podniesionym głosem:
-Lady Sif, wróg przedostał się przez główną bramę miasta! Proszę ze mną, magowie już czekają, aby przeteleportować oddział na miejsce- zbliżywszy się wystarczająco, skłoniła się obu kobietom, po czym od razu wskazała ruchem dłoni ku drzwiom, z których uprzednio skorzystała.

***

Uwaga od MG:
Żeby nie przedłużać, bo nam zdążą miasto do tego czasu sponiewierać - po prostu idź za służącą, zrób "z/t" i od razu pojaw się przy głównej bramie. Jeśli chcesz, możesz prowadzić jako NPC wojowników.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Lady Sif

avatar

Liczba postów : 45
Data dołączenia : 12/07/2012

PisanieTemat: Re: Staw w ogrodach   Sro Sie 22, 2012 2:48 pm

Sif, słysząc donośny odgłos rogu, zerwała się z miejsca. Spojrzała na towarzyszkę, ale jej mina nic jej nie zdradziła. Wtem usłyszała kroki idącej w ich kierunku służki niosącej nieciekawe wieści. Nie pytała jej o szczegóły, dowie się wszystkiego na miejscu od innych wojowników, pewnie lepiej zorientowanych w sytuacji. Kiwnęła jasnowłosej głową na znak, że przyjęła informację i nie zważając na Sigyn ruszyła do drzwi.


[zt]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sigyn

avatar

Liczba postów : 52
Data dołączenia : 05/07/2012

PisanieTemat: Re: Staw w ogrodach   Czw Sie 30, 2012 2:45 pm

Sigyn pozostała przez chwilę przy stawie, w pewnym osobliwym stanie oszołomienia, jaki bywa obecny, gdy zdarzy się coś kompletnie nieprzewidzianego i wytrąci człowieka z równowagi. Z oczywistych względów nie powinna się z ogrodu ruszać - można uznać, że jest to miejsce w miarę bezpieczne, zresztą, bardziej by przeszkadzała niż w jakikolwiek sposób pomogła. Mimo wszystko, podniosła się z ziemi, zebrała fałdy wciąż nieco wilgotnej sukni i żwirowaną alejką udała się do drzwi, którymi wcześniej wyszły Sif i służąca.

[z/t]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3341
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Staw w ogrodach   Sro Mar 15, 2017 4:24 pm

W tej części pałacu panował względny spokój. Mało kto przebywał teraz na zewnątrz, właściwie w zasięgu wzroku dojrzeć się dało tylko dwie pary strażników, z których jedna przemieszczała się zewnętrznym "korytarzem" w pobliżu stawu, druga zaś kręciła się trochę dalej i wyżej, bo spacerowała wzdłuż balkonu na piętrze jednego z niedalekich budynków pałacowych. Same ogrody zdawały się być w tej chwili puste...
... Przynajmniej do czasu, gdy harmonii nie zakłóciło otworzenie się owalnego, tęczowego portalu, wypadającego dosłownie kilka centymetrów przed krawędzią stawu, przodem do zabudowań. Jedna osoba w ostateczności miałaby szansę zdążyć się zatrzymać i zachować równowagę, by nie wlecieć do wody, jednakże dodatkowe utrudnienie stanowił fakt, iż portal nie ukazywał tego, co znajdowało się po drugiej stronie.
Zanim jeszcze w ogrodzie pojawili się Gamora i Clint, przez przejście przeleciał cienisty ptak, który od razu poszybował dalej, po drodze tylko kilka razy uderzając skrzydłami, aby wznieść się trochę wyżej. Pomimo materialnej czaszki jakimś cudem wniknął w ścianę na piętrze, zostawiając bohaterów samym sobie... Oraz zaalarmowanym strażnikom, którzy oczywiście zauważyli zamieszanie i natychmiast ku niemu ruszyli, dając Gamorze i Clintowi tylko krótką chwilę na reakcję.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Gamora

avatar

Liczba postów : 164
Data dołączenia : 24/05/2014

PisanieTemat: Re: Staw w ogrodach   Czw Mar 16, 2017 10:16 pm

Nie komentowała już wymiany zdań między mężczyznami. Nie wiedziała o co chodzi. Nie chciała się wtrącać. Przywykła raczej do takich bratersko-dokuczających klimatów, dlatego jakoś bardzo jej nie zdziwiły. Część puściła mimo uszu, a część… wręcz przeciwnie. Słuch uległ wyostrzeniu przy wspomnieniu utraty ręki i pogłębieniu ran. Wtedy to badawczo spojrzała na jednego i drugiego, ale również się nie odezwała. Nie chciała dźwigać kolejnych niesnasek, zresztą pobyt w progach Mścicieli miał być tylko tymczasowy. Nie warto emocjonalnie angażować się w coś co zaraz przeminie. Nie żeby odrzucała myśl o późniejszej współpracy, jednak zbyt duży natłok myśli nie pomagał w chłodnej ocenie sytuacji, a tego właśnie potrzebowała i tak już będąc przytłoczona tym, że Guardiansi opuszczali Ziemię bez niej.
Kolejne słowa Clinta, dotyczące już celu ich podróży przyjęła z długą pauzą oraz dość ciężkim, wnikliwym spojrzeniem, którym to uraczyła oczy ziemianina.
- Chyba nie chcesz mi powiedzieć, że idziemy tam po zwykłe lusterko..? Macie tu ich całkiem sporo – Siliła się na spokojny ton, a przy końcówce zdania rozejrzała się tak jakby chciała nawet odszukać jedno, potwierdzające chwile temu wygłoszoną teorię. Koniec końców wzrok hipnotyzująco-złotych tęczówek Gamory ponownie skupił się na niebieskich Clinta. Pomimo słownych i raczej żartobliwych przepychanek Visiona i Hawkeye’a atmosfera w pomieszczeniu nieco się zagęściła.
- Ale wyjaśnisz mi to po drodze – Odpuściła i w duchu westchnęła. Ta rezygnacja… Mężczyzna mógł to potraktować osobiście, ale nic bardziej mylnego. Gamora kątem oka zobaczyła odlatujący pojazd za oknem. Domyśliła się kim są pasażerowie statku. Nawet przygryzła dolną wargę widząc obok lecącego Richarda …I to był ostatni raz, gdy sentymenty wzięły górę. Zresztą Lucky nie dawał jej szans na niepotrzebne rozmysły. Dlatego też postanowiła zapytać o jego zdolności telepatycznego komunikowania się z innymi, ujmując słowa w dość niefortunny sposób, no ale przecież nawet po wyśmianiu przez Clinta nie zamierzała się z tego wycofać. Oj nie.
- Nie wiem co dokładnie chciałeś mi przez to powiedzieć – Skrzyżowała ręce przyjmując zamkniętą postawę. Czyżby była urażona? Co prawda Quill coś tam wspominał o ziemskich świętach, ale nie przywiązywała do tego, aż tak dużej uwagi. Zresztą od zadawania pytań byli inni. Gamora skupiała się tylko na konkretach czyli, czy to co mówił Peter było im potrzebne do powodzenia misji? Nie? Next.
- Nie każdy gatunek tej rasy jest takim wąchającym wszystko, milczącym włochaczem –Dodała ot tak, niby mimochodem, ale chyba chciała się jakoś wytłumaczyć. Nieważne.
Z nietęgą miną odczekała, aż Clint pożegna się z czworonogiem, a potem bez zbędnych ceregieli zrobili krok ku przygodzie, co bardzo ułatwiło im skrzeczące ptaszysko. To ono stało za otwarciem tęczowego portalu. Nie zamierzała również bawić się z blondynem w przepychanki. Co prawda mogła kopiując jego gest puścić go przodem – co jak co, pierwszy raz miała okazję korzystać z asgardzkiego portalu, ale i tym razem postanowiła sobie darować i najzwyczajniej skorzystać z uprzejmości blondyna… Bo co ich mogło spotkać po drugiej stronie, skoro to pokojowa wizyta, prawda? No cóż…

Mrużąc od błysku oczy ostrożnie, jak na siebie wyszła z portalu. Na tyle rozsądnie by w porę zatrzymać się dosłownie centymetr przez krawędzią stawu, na dodatek robiąc to w gwałtowny sposób. Błysk portalu odbijał się również w tafli wody, co mogło dodatkowo oślepić, ale jej instynkt zadziałał o wiele szybciej, niż zmysły. …Ale co z tego? Rozstawiła ręce na boki, by utrzymać równowagę i zdążyła powiedzieć:
- Uważaj – Jeżeli Clint jednak w porę nie wyhamuje, co przy tak gwałtownej reakcji miało racje bytu, w ostatnim momencie postara się nie wpaść do wody jak beczka, tylko składając ręce zanurzy się w stawie. W kilka sekund pojawi się na powierzchni, zerkając na blondyna bardzo złym spojrzeniem. Bardzo. Na szczęście umiała pływać.
- Mówiłam, że masz uważać – Rzuciła do niego nie kryjąc swojego niezadowolenia z tego co musiało ją spotkać. Co prawda rozsądek podpowiadał, że to (chyba) nie Clinta wina, no ale…złość wzięła górę.
Jeżeli wpadną oboje, zielona zerknie czy wszystko z nim okay. Jeżeli jakimś łutem szczęścia obydwoje jednak nie zaznają wspólnej kąpieli, cóż. Tak czy siak padnie pytanie:
- Jak ty zamawiałeś ten portal? -
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Hawkeye

avatar

Liczba postów : 217
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Staw w ogrodach   Pią Mar 31, 2017 1:17 pm

Barton mógł spodziewać się wiele. zwłaszcza że jego pech był wyznacznikiem tego, co najczęściej może się wydarzyć. Nic dobrego, taka była zasada. To wyglądało źle i on o tym doskonale wiedział.
Może też z tego powodu odpuścił sobie pierwszeństwo w przejściu przez portal. Teoretycznie nie powinno to być dla niego niczym dziwnym czy niespotykanym, aczkolwiek wciąż pozostawała ta kwestia nieufności. Dlatego też Gamorę puścił pierwszą, zaraz za nią zmierzając do przejścia.
On po prostu miał doskonałą intuicję. Przeczucie, że coś niekoniecznie dobrego, musi się wydarzyć. Mogło to być też prawo Murphy’ego, ale nie był pewien czy dobrze pamięta…
Przejście i teleportacja czy jakkolwiek to nazwać nie były ani wygodne, ani przyjemne. Znaczy, wygodne mogły być, ponieważ podróż krótsza i bezpośrednia. Nie zmieniało to jednak tego, że zazwyczaj człowiek nie czuł się aż tak dobrze, jakby sobie tego życzył.
Zatem gdy Gamora złapała równowagę to mogła nią nacieszyć się tylko chwilę. Moment później pojawił się Clint, który wepchnął przypadkowo (!) towarzyszkę do stawu. Sam ledwo wyhamował przed nim, zatrzymując się na samej jego krawędzi. Tym razem to nie jemu przypadła szansa na zmoknięcie. Chociaż raz!
Po prostu powiedziałem, żeby nas przeniósł. Skąd miałem wiedzieć, że muszę mówić, aby to był miękki materac z poduszkami? — odpowiedział na pytanie Gamory. Pomógł też kobiecie wyjść ze stawu. Samemu przy tym uważał, aby nie wlecieć do wody.
A z ptaka zdrajca, pewnie pomyślał, gdy jego widmo-zwierzę zniknęło w ścianie budynku.
Clint może był głuchy od całkiem niedawna, ale jego wzrok był zbyt dobry. Można powiedzieć nawet, że wyśmienity. Jak on sam. Nic więc dziwnego, że spostrzegł nadchodzące towarzystwo.
Patrz, przyszli nas powitać — rzucił żartobliwie do Gamory i odchrząknął. Wyciągnął ręce, pokazując tym samym, że nie ma złych zamiarów. Nie był jednak pewny czy Asgardczycy tak samo odczytują pewne gesty.
Jest okej, jestem Avengerem! — zawołał. — Ktoś po angielsku... Ziemiańsku? — rzucił i zerknął na towarzyszkę. — Jest jakieś jeszcze określenie w tej waszej galaktyce na nas, Gamoro?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3341
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Staw w ogrodach   Sob Kwi 01, 2017 10:21 pm

Plus sytuacji był niewątpliwie taki, że najwyraźniej Asgardczycy nie zamierzali od razu i bez pytania zaatakować. Minus natomiast - że trzymali w dłoniach przypominające złociste włócznie bronie, których ostre zakończenia wycelowali ku przybyszom, gdy tylko zatrzymali się w ich pobliżu. Kolejny plus? Staw oraz otaczające go formacje roślinne częściowo blokowały strażnikom dostęp do Gamory i Clinta, przez co mężczyźni nie mogli podejść tak blisko, jak zapewne by chcieli - i musieli zadowolić się staniem kilka metrów dalej. Oczywiście daliby radę kluczyć między wodą i krzaczkami, ale wówczas straciliby pole do manewru w przypadku walki, na którą zdawali się być gotowi.
Podsumowując, chyba nie było tak źle.
Spojrzenia Asgardczyków szybko skupiły się na Hawkeye'u, najprawdopodobniej przez to, że - stojąc na pewnym gruncie - mógł na pierwszy rzut oka stanowić większe zagrożenie... Albo dlatego, że to on zaczął mówić. Rzecz jasna w grę wchodziła również trzecia opcja: iż zaważyła jego płeć, bo w końcu w Asgardzie - poza nielicznymi wyjątkami - kobiety raczej stroniły od walki...
Na twarzach strażników malowały się przede wszystkim czujność i podejrzliwość, lecz prędko dołączyło do nich również coś pokroju urazy. Doszło do tego mniej więcej w momencie, gdy Clint wspomniał o języku angielskim, nim jeszcze zaczął wymieniać kolejne określenia. Tylko dlaczego mieliby się poczuć tym obrażeni?
-Kim jesteście i jak się tu dostaliście?- zapytał jeden z nich w idealnie zrozumiały sposób. Czyli... Wyglądało na to, że język nie będzie w tej dyskusji żadnym problemem. Pewnie można to było policzyć jako kolejny plus. Z każdą chwilą bilans prezentował się coraz lepiej.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Gamora

avatar

Liczba postów : 164
Data dołączenia : 24/05/2014

PisanieTemat: Re: Staw w ogrodach   Nie Kwi 09, 2017 2:28 pm

- Materac z poduszkami? Jesteś zmęczony? – Uniosła jedną brew i posłała mu wymowne spojrzenie. Całkiem sprawnie utrzymywała się na powierzchni. Raz po raz odgarniając wodę pomagała sobie nogami, aż w końcu widząc z oddali zbliżających się strażników postanowiła podpłynąć do Clinta. Nie omieszkała również skorzystać z jego pomocy przy wychodzeniu z sadzawki. Co prawda wcale jej nie potrzebowała, no ale skoro wyciągnął dłoń to i ona go chwyciła. Fachowo odrobinę ponad nadgarstkiem zacisnęła palce, wspierając się drugą ręką na skraju basenu, aż w końcu wynurzyła się z wody. Początkowo podparła się jeszcze zgiętym kolanem o brzeg sadzawki, jak już wraz z wyporem wody uniósł ją nieco wyżej. Jak mógł się zorientować, pomimo dość smukłej postury troszkę ważyła, a skóra pomimo względnej gładkości wydawała się być grubsza niż zwykła, człowiecza.
Nie czekała długo by zrównać do Clinta wstając z przykuca. Jej spojrzenie padło na zmierzających ku nim strażnikom. To, że ociekała wodą odeszło chwilowo w zapomnienie. Jedną ręką odgarnęła włosy do tyłu, przeczesując je palcami, część z nich zgarniając za ucho. Nie wyglądała na kogoś kto czuł się mało komfortowo w tej sytuacji, a dokładnie w tej, gdzie suchutki i zadowolony Barton stał obok, śmieszkując i rzucając żartami, gdy jej kombinezon lepił się do ciała, a z kosmyków pozlepianych włosów kapały krople wody. Miała nadzieje, że gdzieś pomiędzy poskręcane pasma nie zaplątał się żaden wodorost, bądź pomniejszy wodny stwór, ponieważ i to by dopełniło całemu obrazowi, może nie nędzy, ale jej wewnętrznej rozpaczy, ponieważ ani Bartonowi, ani asgardczyką nie dała odczuć jak bardzo jest zła na całą tą sytuację.
- Mam kilka niecenzuralnych – Mruknęła mało zadowolonym tonem, pod nosem i tylko do Clinta. Czyżby miała żal, że wpuścił ją prosto w asgardzki staw? Pewnie tak, jednak uwaga zielonej skupiła się raczej na zachowaniu strażników. Nie zamierzała przemawiać. Właściwie – choć przyszło to z trudem, idąc za tropem Clinta, również uniosła dłonie dając strażnikom do zrozumienia, że nie ma złych zamiarów.
- Myślałam, że wiedzą o naszej wizycie… Czy chcesz mi jeszcze coś powiedzieć? – Wymamrotała ciszej do Bartona, posyłając mu raz po raz swoje rozzłoszczone spojrzenia. Co prawda krótkie i mógł nawet ich nie zarejestrować, ale znalazła choć minimalny upust swojej złości.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Hawkeye

avatar

Liczba postów : 217
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Staw w ogrodach   Nie Cze 04, 2017 7:52 pm

Och, Boże mój, pomyślał Clint, patrząc na Gamorę. Spojrzenie niesprecyzowane, być może świadczące o chwilowym załamaniu, ale nie wiedział jak zareagować na słowa kobiety. Był najprawdopodobniej zdziwiony tym jej pytaniem.
—  Jak diabli — wypalił, bo nie o to przecież chodziło. —  Raczej sądziłem o wygodnym lądowaniu, bo rzadko się to zdarza. Bardzo rzadko. Właściwie to prawie wcale — wyjaśnił, cmokając pod nosem i patrząc na zielonoskórą z zainteresowaniem. Czy to jako mężczyzna, czy jako człowiek, który jej nie zna.
Mimo wielkich chęci, Clint, o dziwo, powstrzymywał się od dalszych wyjaśnień, które wkraczałyby na teren zachowań podchodzących  pod flirt; zwykły, najzwyklejszy flirt. Zanotował z ciekawością odmienną fakturę skóry Gamory, ale nie kontemplował nad nią, macając jej przedramię do pierwszego uderzenia. Bo tego się spodziewał na pewno.

Uradowany z kolei był, gdy okazało się, że strażnicy i mają głos, i jeszcze potrafią wysławiać się w języku łucznika. Powinno pójść zdecydowanie łatwiej, pomyślał Clint, który zamiast odpowiedzieć Asgardczykom w pierwszej kolejności, zerknął na zielonoskórą, kiedy ta się do niego odezwała. Spojrzenie jakie mu posłała nie było pierwszym tego typu skierowanym do mężczyzny. Z lekkim tonem mógłby przyznać i wyliczyć, kto tak na niego patrzył i jak to się kończyło. Wątpił jednak, aby Gamora była tym zainteresowana w tej chwili. Może później.
Słynę z niesamowitego pecha i znajomości praw Murphyego, które zdają się być niekiedy ważniejsze niż wszystkie poprawki amerykańskiego prawa oraz ustaleń Avengers. Nie mów tego tylko Kapitanowi, bo złamiesz jego patriotyczne serce — wyjaśnił. —  A zważywszy na obecną sytuację to mogę tylko powiedzieć, że albo pójdziemy z nimi, albo za nimi. Prosto do lochów, tak czy siak będziemy bliżej niż dalej i nadal mamy szansę…
Odchrząknął kończąc wyjaśnienia. Może przeczuwał, że Gamora lada moment zignoruje straż i po prostu zacznie topić Hawka w stawie.
Clint Barton. Avengers, jak mówiłem. Gamora, Strażnicy Galaktyki. Chcielibyśmy się spotkać z Odynem. Nie miałem jednak żadnego kontaktu, aby się połączyć, a Thora dawno nie widziałem — zaczął mówić, patrząc po strażnikach, a następnie po okolicy. — Jak mignął wam dziwny, dymiący się ptak to jest mój. Nie wiem w sumie jak się nazywa i jaka to rasa, ale to jest nieistotne. W każdym razie latających, ptasich czaszek nigdy dość i wracając do tego jak tutaj się dostaliśmy... — uśmiechnął się, pokiwał dłońmi. — Możemy? — wtrącił dygresję. Jeśli nie okazali się agresywni, Barton jako pierwszy opuścił ramiona wzdłuż swojego ciała. — Otworzono portal, dzięki czemu byliśmy w stanie przedostać się tutaj. Żadnych dzikich znaków na ziemi ani tęczowego błysku czy czegoś podobnego. Przeniosło nas tutaj i tak... No, jesteśmy! — całkiem zadowolony ze swojej odpowiedzi zamachnął rękoma.
Pozostawiając kwestię dostania się tutaj, możemy iść powoli, żeby  jak najszybciej dostać się? Nie wiem jaką macie strefę czasową, więc pewnie dużo mnie, nas omija.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3341
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Staw w ogrodach   Wto Cze 06, 2017 10:12 pm

O dziwo strażnicy wykazali się wręcz zadziwiającym zrozumieniem dla tej wymiany zdań, która miała miejsce pomiędzy Gamorą i Clintem. Być może ich łaskawość wynikała z tego, że ich goście niczego nie próbowali i nie okazywali agresji, a może sami woleli wysłuchać tego wyjaśnienia na wypadek, gdyby miało coś wnieść do całej tej sytuacji... Trudno powiedzieć.
Grunt, że Asgardczycy pozwolili łucznikowi mówić, najpierw do jego towarzyszki, potem zaś już do nich samych. Wspomnienie Avengers wywołało reakcję; zerknęli pomiędzy sobą krótko, więc najwyraźniej coś na temat grupy wiedzieli... I raczej nie było to nic złego, bo nie wydawali się przez to bardziej zaalarmowani.
Podczas gdy Hawkeye się produkował, strażnicy chyba stopniowo się uspokajali. W dalszym ciągu zachowywali czujność, to było po nich widać, ale z drugiej strony przynajmniej końcówki ich broni osunęły się niżej - nie stanowiąc już natychmiastowego zagrożenia. Zgrało się to zresztą w czasie z momentem, gdy Barton opuścił ręce, więc być może oznaczało to właśnie ciche przyzwolenie na takie działanie.
Kiedy zaś w końcu Clint zakończył swoją opowieść, Asgardczycy po raz kolejny wymienili się szybkimi spojrzeniami, a następnie jeden z nich zabrał głos:
-Wszechojciec nie może was teraz przyjąć- oznajmił krótko, zwięźle i po części na temat, choć pominął w ten sposób sporo innych poruszonych przez Bartona kwestii. Mimo wszystko ta była chyba najważniejsza... I swoją drogą oznaczała, że władca musiał być zajęty czymś istotnym, skoro strażnicy z góry wiedzieli, że nie można się z nim było zobaczyć. Byle nie ucinał sobie właśnie drzemki...
-Udacie się z nami- poinstruował jednak Asgardczyk, więc najwyraźniej coś tak czy siak czekało na Gamorę i Clinta. Ton głosu mężczyzny nie zdradzał wiele, ale choć był stanowczy, to nie wydawał się wrogi, więc raczej nie powinno być źle. Strażnicy odczekali na ruszenie się dwójki z miejsca, aby poprowadzić ich - między sobą - przez ogród, w stronę najbliższego wejścia do pałacu, a potem dalej jego złocistymi, przestronnymi korytarzami.

***

Dajcie tu posty wychodzące, wtedy zacznę w następnym temacie.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Gamora

avatar

Liczba postów : 164
Data dołączenia : 24/05/2014

PisanieTemat: Re: Staw w ogrodach   Sob Cze 10, 2017 6:19 pm

Nie wiedziała co oznaczało spojrzenie Clinta, ale jej, srogie i nieustępliwe, na pewno nie zachęcało do flirtów. Znaczy przynajmniej taki miał być wydźwięk. Skąd mogła wiedzieć, że jej towarzysz należy do tych, których trudno zniechęcić? Zielono skóra piękność, gdzieś tam w ogromnej Galaktyce miała już wypracowaną renomę i raczej nie spotykała gości, którzy nie rozumieli dosadnego przekazu. Na dodatek w budowaniu odpowiedniego nastroju nie pomogła kąpieli w sadzawce. Według Gamory całe zajście wyglądało mało profesjonalnie, dlatego było jej źle, że właśnie w ten sposób się zaprezentowała. I to wszystko przez tego ziemianina, który pochwalił się wyjątkowym pechem. Dlatego też humor zielonej wojowniczki pozostawiał wiele do życzenia. A zły nastrój został jeszcze potęgował, gdy wracała myślami do swoich towarzyszy. Gamora nie potrafiła pozbyć się wrażenia, że gdzieś tam są i jej potrzebują.
Na daną chwile również nie dostrzegała plusów w całej sytuacji, a takowy chociaż jeden mógł się skrystalizować. Chociażby... gdyby nie to, że wpadła do stawu, zapewne o wiele bardziej nerwowo zareagowałaby na wyciągniętą w ich stronę broń strażników Asgardu. Dzięki paplaninie Clinta i chwilowym skupieniu na przemoczonym kombinezonie, który jeszcze bardziej zaczął przylegać do jej ciała zapewne, wyciągnęła by swój miecz i dając upust oburzeniu zapytałaby w jaki sposób przyjmują swoich gości. Oczywiście w tym wypadku, cały czas myśląc, że Odyn został poinformowany o ich wizycie.
...Ale skoro Clint zajął się wyjaśnieniami, Gamora postanowiła go wysłuchać. Słysząc jego dalszą wypowiedź chciała się zapytać, czy mężczyzna zwyczajnie chwali się dobrą pamięcią, skoro bardzo dobrze zna te… prawa Murphy’ego. Nie wiedziała do czego może to się przydać, dlaczego o tym właśnie teraz mówi i w ogóle nic nie rozumiała, ale skoro o tym nadmienił to zapewne oznaczało, że są to pewnie jakieś istotne. Przy Quillu nauczyła się wychwytywać tylko te ważniejsze informacje. Oddzielała te, które wyciągał prosto z ziemskich filmów, od metafor. Żarty nie na miejscu również szły w zapomnienie, dlatego z ulgą przyjęła szybkie przedstawienie godności asgardzkim strażnikom, bo nie, do lochów iść nie zamierzała, a na pewno nie z tak gadatliwym Terraninem. Co prawda tok myślenia spotkał się z nieujawnioną aprobatą Gamory, w końcu metody Guardiansów na dostanie się do środka piekielnie strzeżonych miejsc to czasami wypisz wymaluj akcję typu ‘przez lochy do sedna’. Dlatego też ucieszyła się, że Clint rozpatrywał to jako okazja, a nie przeszkoda.
Gdy wspomniał o ptaku wzrok zielono skórej pomknął ku przestworzom, ale tylko na chwilę, ponieważ wolała nie spuszczać z oka uzbrojonych strażników. Dopiero po chwili zaczęli opuszczać bronie i sądząc po minach, właśnie łączyli pewne fakty. Skoro Clint zajął się wyjaśnieniami jak tu się dostali to Gamora na spokojnie mogła się skupić nie tylko na mimice ich twarzy, ale również mowie ciała. Ci natomiast wyglądali na coraz to mniej nieufnie do nich nastawieni. Dobry znak? Chyba tak. Szkoda tylko, że wszystko zostało zrujnowane przez słowa, które padły z ust jednego z asgardczyków.
Brwi zielonej pomknęły ku sobie przyjmując tym samym niezadowolony wyraz twarzy. Niezadowolony i jak na nią przystało również nieufny. Czy czasem im nie ściemniają? Nawet z nikim się nie skonsultowali. Czyżby cały Asgard wiedział co w danej minucie robi ich król? A może… jest na jakimś wyjeździe? Jeżeli tak to nie mieli co tu robić. Pomimo wyraźnego zaproszenia Gamora postanowiła nie pozostawiać całej sprawy losowi. Mając pewne obawy, czy aby panowie czasem nie chcą ich spuścić na… jak to mówił Quill… na bambus, postanowiła zadziałać. Dlatego ruszając za mężczyznami posłała Clintowi porozumiewawcze spojrzenie, pt. „Wiem co robię” i zaczęła mówić:
- Nie wiem czy dosłyszeliście, ale ten pan, członek ziemskich bohaterów, zna wszystkie prawa Murphy’ego, więc potraktujcie nas poważnie. Skoro Odyn nie może nas przyjąć, możecie nas skierować do osoby decyzyjnej zaraz po nim? – Skoro te prawa były ważniejsze, niż ziemskie prawo Stanów Zjednoczonych to może liczyło się również w Asgardzie? A nuż znajdzie się tam jakiś punkt dotyczący przyjmowania gości w królestwie Odyna?

/zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Staw w ogrodach   

Powrót do góry Go down
 
Staw w ogrodach
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Pomost, na północnym krańcu jeziora
» Gabinet Pielęgniarski
» Staw
» Stary Staw

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Asgard :: Miasto Asgard :: Pałac Królewski-
Skocz do: