Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Pokój Novy

Go down 
AutorWiadomość
Nova

avatar

Liczba postów : 86
Data dołączenia : 12/07/2012

PisanieTemat: Pokój Novy    Czw Mar 31, 2016 2:27 pm

Wrzucę opis, gdy go stworzę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nova

avatar

Liczba postów : 86
Data dołączenia : 12/07/2012

PisanieTemat: Re: Pokój Novy    Czw Mar 31, 2016 4:11 pm

Peter miał niezwykłe szczęście. Gdyby nie szybka reakcja zielonoskórej... Co prawda był wieloletnim przyjacielem Ridera, ich relacje były na naprawdę wysokim poziomie, ale jego zachowanie dzisiejszego dnia... Być może było to wywołane szokiem, po spotkaniu z Gamorą, ale mężczyzna miał ochotę po prostu przywalić Quillowi. Z całej siły, najlepiej w kostiumie, aby odleciał kilka kilometrów od wieży. Nova był człowiekiem opanowanym, ale każdy miał pewne granice, za które nie powinno się wychodzić, a przywódca GoG właśnie ją przekroczył. Dodatkowo była to ta, której nie powinno się naruszać. Nikt, ale to nikt nie miał prawa obrażać jego dawnej ukochanej, nawet jeśli nie byli już razem. Wcześniej może nie zdawał sobie sprawy, ale teraz, gdy jego jedyną myślą była chęć wgniecenia stojącego naprzeciw niego człowieka w ziemię było to jasne. Tak, zdecydowanie. Jego uczucia nie zmieniły się nawet o milimetr. Czy oznaczało to, że przestał się denerwować przed rozmową z wojowniczką? Nic z tych rzeczy. Będąc szczerym było jeszcze gorzej. Teraz, gdy nie miał już żadnych wątpliwości co do siebie możliwość ostatecznego rozstania, rozmowy, która miałaby zakończyć ich relację była prawdziwą udręką. Nie miał pojęcia jakie uczucia kierowały nią. Co prawda postanowiła z nim iść zapewne wiedząc, że podał Tony'emu zwykłą wymówkę dodawała mu pewnego rodzaju otuchy, nadzieję, że nie będzie tak źle. Niestety niezależnie od wszystkiego nadal były to tylko jego przypuszczenia oraz rozpaczliwe nadzieje na utrzymanie... No właśnie, czego?
Zastanawiał się, ale niezależnie od włożonych w te rozmyślenia starań nie był w stanie znaleźć odpowiedzi. Może było to wewnętrzne pragnienie zachowania ich wspólnych wspomnień, rozmów oraz przygód, a może nawet chęć próby powrotu do nich? Nie potrafił stwierdzić. Dlatego też idąc obok niej korytarzem, widząc już drzwi swojego pokoju był niemal przerażony. Pragnął uciec, schować się w jakimś ciemnym kącie i tam przeczekać jej obecność w Avengers Tower. Wiedział jednak, że byłaby to droga tchórza, ta, której nie mógł wybrać. Był w końcu Nova Prime.
Gdy w końcu znaleźli się już w jego mieszkaniu zamknął starannie drzwi i spojrzał na Gamorę. Gdy tylko spojrzał w jej oczy chciał wypowiedzieć setki skrywanych myśli, tęsknot czy żali. Nie był jednak w stanie, zbyt mocno się bał. Po prostu stał... i patrzył. Czuł się, jak gdyby poza tymi tęczówkami nie było niczego innego na tym świecie, niczego równie pięknego.
W końcu jednak, nie chcąc utrzymywać tej krępującej ciszy oderwał się od niej, a następnie odchrząknął, aby przemówić normalnym głosem.
-Jak pewnie wiesz... to była tylko wymówka, dla Tony'ego. Dla reszty drużyny też... Chciałem... chciałem z Tobą porozmawiać. O Tobie... o nas... - rzekł po czym zamilknął. Głos jednak go zawiódł. Mógł jedynie patrzeć w tę jej piękną twarz i czekać... Na co? Obawiał się, że na słowa, które raz na zawsze miały rozerwać ich losy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gamora

avatar

Liczba postów : 174
Data dołączenia : 24/05/2014

PisanieTemat: Re: Pokój Novy    Sob Kwi 16, 2016 12:45 pm

Cały czas myślami błądziła wokół Quilla. Tak jak i Richard, zastanawiała się dlaczego mężczyzna w tak niedorzeczny sposób zareagował na samą myśl o jej rozmowie z Novą w cztery oczy. Może był pijany? No tak, ona szukała pomocy wśród ziemskich superbohaterów, a on włóczył się po knajpach. Czemu jej to nie zdziwiło? Prawdopodobnie dlatego, że znała go na tyle, by wiedzieć, że Peter zawsze znajduje sobie ciekawsze zajęcia, niż obowiązki. Co nie oznacza, że jeszcze bardziej się nie wkurzyła. Zacisnęła dłonie w pięści, niebezpiecznie marszcząc czoło. Jedno było pewne, nie puści mu tego płazem.
Teraz jednak miała inne ‘zmartwienia’. Uświadomiwszy sobie, że stoi w windzie obok Novy posłała w jego kierunku zaciekawione spojrzenie. Zaciekawione i pełne obaw oraz wątpliwości. Nie miała pojęcia dlaczego chciał z nią porozmawiać. Czy znowu z ust, które tak bardzo dobrze znała padną gorzkie słowa? Czy jest gotowa kolejny raz je usłyszeć? Czy tym razem również zrobiła coś źle?! Czy znowu czeka ją reprymenda? ...Okay, może to niesprawiedliwie, ponieważ oboje wiedzieli, że powodem rozstania tej dwójki kochanków było najzwyczajniej w świecie czynienie zła, nawet w dobrej sprawie. Po prostu pewne sprawy wymagają większej cierpliwości i zmiany planów, a nie zastosowanie najszybszych metod, po najmniejszej linii oporu, a zarazem najbardziej tragiczne w skutkach.
I może była Najniebezpieczniejszą Kobietą w Całej Galaktyce, jednak w głębi duszy poczuła strach. Strach przed bólem, który nawet w najmniejszym procencie nie umywał się do najgorszego bólu fizycznego. Z drugiej strony nie bez powodu została okrzyknięta kimś najbardziej niebezpiecznym. Gamora wykazywała się również niebywałą odwagą godną mistrzowskiego wojownika prosto z Asgardu, dlatego nie zamierzała odwrócić się na pięcie i odejść. Wręcz przeciwnie. Zamierzała zmierzyć się ze strachem i spojrzeć mu prosto w oczy i tak też zrobiła, gdy w końcu znaleźli się w pokoju Novy. Zaraz jednak zaczęła się rozglądać. Weszła do pomieszczenia odrobinę głębiej i powoli zaczęła się przechadzać, robiąc to niczym kot zwiedzający teren. Ciężko było powiedzieć, czy faktycznie zaciekawiła się wystrojem wnętrza, czy zbierała siły na kolejną bitwę między byłymi kochankami. Jedno było pewne, Gamora znalazła kilka całkiem wygodnych albo i mniej wygodnych miejsc, które mogłyby posłużyć za całkiem przyjemną lokalizację do oddania się namiętnym chwilom. No co? Przecież dokładnie tak spędzali czas będąc sam na sam. No chyba, że coś ich poróżniło, ale czy nie najlepszą metodą na zgodę jest ten jakże zmysłowy taniec?
Przygryzła dolną wargę by zablokować fale wspomnień, która zalała umysł kosmitki. Niestety nic nie mogła poradzić, że sama obecność Richarda tak na nią wpływała. Nawet na niego nie spojrzała, gdy padły pierwsze słowa. Przesunęła dłonią po jednej z półek, chwyciła za coś co prawdopodobnie było jakimś ziemskim sprzętem, istotnym dla funkcjonowania ziemian, ale nie wiedziała do czego dokładnie służy, co w tej sytuacji mogło wyglądać dość komicznie. Odłożyła to byle jak i zwróciła się do mężczyzny.
- Domyśliłam się, Richard-Human – Odparła tak jak zwykła na niego mówić, wdzierając się swoim spokojnym i dość chłodnym głosem. Dopiero przy kolejnych słowach spojrzenie złoto-zielonych tęczówek Gamory padło na oczy Novy. Nie mogła pozwolić na to by wzbudził w niej jakiekolwiek nadzieje… Nie mogła pozwolić by słowa Richarda na nowo rozpaliły w niej to co nigdy nie zniknęło, a zostało jedynie przytłumione. Nie mogła pozwolić na to by znowu poczuła tą ogromną chęć zatracenia się w tym o to człowieku. Jednak skłamałaby mówiąc, że właśnie tego wszystkiego nie pragnęła, ale czy była w stanie znieść kolejne rozstanie? Czy to co się stało wtedy nie pokazało jednoznacznie, że różnią się od siebie? A może to Gamora miała problem? Może stojąc obok niego, analizując swoje czyny z zamierzchłych czasów, nie potrafiła pozbyć się wrażenia, że Richard zasługuję na kogoś o wiele lepszego?
Zmarszczyła brwi, a twarz zielonej jakby stężała. Rozchyliła usta by coś powiedzieć, jednak zaraz je zacisnęła. Nie wiedziała co ma mówić. Zresztą mógł zobaczyć jej skonsternowanie.
- O nas? – Wydusiła z siebie stojąc kilka kroków przez Richardem. Tym razem ona nie potrafiła się ruszyć.
- Mówiłeś, że nie ma nas. Mówiłeś, że to co zrobiłam przekreśliło wszystko. – Musiała wziąć głębszy oddech, bo czuła jak w jej oczach wzbierają łzy, a ona nie zamierzała się rozklejać, chociaż miała świadomość, że przed nim mogła się otworzyć. Póki co jednak nie zamierzała. Przecież ją odrzucił.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nova

avatar

Liczba postów : 86
Data dołączenia : 12/07/2012

PisanieTemat: Re: Pokój Novy    Pon Maj 23, 2016 6:14 pm

Cisza, milczenie, strach... Właśnie te uczucia towarzyszyły w tej chwili Novie. Był w stanie bez mrugnięcia okiem stawić czoła każdemu wrogi, wiedział, że jeśli tylko zajdzie taka potrzeba będzie w stanie poświęcić swoje życie dla dobra ogółu. Patrząc na to można by stwierdzić, że był twardy niczym skała. Niewzruszony i nie bojący się żadnych wyzwań. Teraz jednak było inaczej. Patrząc jej prosto w oczy, wiedząc, o czym chciał z nią zaraz porozmawiać czuł jak plącze mu się język, przyśpiesza puls, a nogi zaczynają drżeć. Wielki bohater, a bał się zwykłej rozmowy. Czy było to czymś normalnym? Nie, zdecydowanie nie. Rider miał jednak wytłumaczenie. Wszystko to dotyczyło właśnie Gamory, kobiety, którą kilka lat obdarzył wyjątkowo mocnym uczuciem. Samo w sobie nie stanowiło to większego problemu, ale jeśli doda się do tego historię ich rozstania jego zachowanie mężczyzny. W dniu, w którym ją opuścił obiecał sobie, że nie będzie do niej wracał, ale pomimo tego teraz stał obok niej w windzie i jechał do swojego pokoju. „Oddać jej własność” – naprędce wymyślone kłamstwo, które miało dać im chwilę prywatności. Pytanie jednak po co? Przecież nic już ich nie łączyło co sam stwierdził brzemiennymi w skutkach słowami. Słowami, o których od dawna starał się zapomnieć, ale nie potrafił, a teraz, gdy patrzył na kobietę tłukły mu się pod czaszką, jak gdyby chciały go umocnić w tym postanowieniu.
Niestety nie były w stanie, nawet teraz, gdy znaleźli się w jego pokoju. Będąc szczerym jedynie umocnił się w swym postanowieniu. Pytaniem jednak było jakie tak właściwie było to postanowienie. Nawet Rider nie był w stanie tego stwierdzić. W jego głowie trwała bitwa pomiędzy tym, czego chciał, a tym, co powinien zrobić. Co prawda to pierwsze zdecydowanie przeważało, ale nadal nie zadecydował ostatecznie. Właśnie z tego powodu nie potrafił skupić myśli na czymś innym. Potrafił jedynie wsłuchiwać się w swoje przyśpieszone bicie serca, muchę, która latała po ścianie, a także Gamorę... Każde spojrzenie, jakie jej posyłał kończyło się skrępowanym spuszczeniem wzroku na podłogę. Chciał z nią porozmawiać, ale nie potrafił. Wielka cisza, która mogła zwiastować kolejną burzę albo wybawienie. Wszystko zależało od tego, co wybierze... a może od tego co wybiorą oboje?
Skupiał się na sznurówkach, porzuconym byle jak ubraniu, a także butelce po piwie, ale jego wzrok ostatecznie i tak kierował się na kobietę. Jego umysł, pomimo jego oporu cały czas nakierowywał go na Zieloną. Musiał wybrać, zadecydować co zrobi. W końcu nie mógł już się wycofać, teraz, gdy pozbył się wszystkich świadków. Był tylko on, ona oraz wielka cisza, której żadne z nich nie potrafiło przerwać. Do czasu…
W końcu odezwała się ona, opowiedziała na jego pytanie, a do tego zadała swoje.
Domyśliła się... Tego właśnie mógł się po niej spodziewać. Była w końcu największą (na pewno dla niego) wojowniczką w Galaktyce. Poza tym nie ma co ukrywać, że jego wymówka była bardzo mocno wyczuwalnym blefem. Nawet Quill to zauważył... ale może lepiej teraz do niego nie wracać. Nova chciał skupić się na byłej ukochanej, a nie mężczyźnie, któremu miał ochotę obić twarz. Jego zachowanie było doprawdy prymitywne… Ale wróćmy do pokoju. W końcu odbywała się tutaj swoista walka. Kto pierwszy przerwie milczenie, kto nie wytrzyma spojrzenia drugiego…
-O nas... - rzekł w końcu, przerywając tę ciszę. Coś pękło… a może po prostu zadecydował? Wszystko się okaże, wkrótce.
-Mówiłem, myślałem... Przez cały ten czas... czas od naszego ostatniego... spotkania... myślałem. Dużo, o wszystkim. - po tych słowach zamilkł, aby wyrównać oddech, oraz uspokoić myśli. Jeśli wcześniej w jego głowie panował chaos to teraz grasowało w nim istne tornado niszcząc wszystko na swej drodze, a w tym także myśli, które chciał jej wyjawić. Tyle czasu go dręczyły, a teraz miał nie być w stanie ich wypowiedzieć? Nie miał zamiaru dopuścić do czegoś takiego. Wziął jeszcze jeden głęboki wdech po czym zwrócił się w jej stronę i powoli wypuścił powietrze. Nadszedł czas.
-Od momentu naszego rozstania nie potrafię o Tobie zapomnieć. Alkohol, praca w Avengers… Nic nie jest w stanie dać mi ukojenia. Cały czas myślę o tamtym dniu i… co, jeśli zrobiłem wtedy największy błąd życia? – rzekł po czym spojrzał jej prosto w oczy. Nie powiedział tego w prostu, nie tak jak chciał, ale jednak. Wyraził swoje uczucia, które od dawna nie dawały mu spać po nocach. Pytanie jednak co teraz. Jak Gamora zareaguje na to specyficzne wyznanie?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gamora

avatar

Liczba postów : 174
Data dołączenia : 24/05/2014

PisanieTemat: Re: Pokój Novy    Nie Cze 05, 2016 9:59 pm

Z początku nie mogła się nadziwić temu miejscu. Naprawdę tu mieszkał? Tak cicho, sterylnie… tak jakby za często tu nie przebywał. A z drugiej strony, nie często mieli okazję się spotkać w zwyczajowych pomieszczeniach mieszkalnych. Ona, ciągle w podróży, właściwie nie opuszczająca Milano na zbyt długo. Często na małe ‘co nie co’ widzieli się w hotelach, czy w Knowhere, tam gdzie znajdowała się ich siedziba. I choć warunki nie zawsze należały do tych sprzyjających chwilom intymnym, to nic nie stało na przeszkodzie, że przez ten czas spędzony, czy to na osobności, czy podczas walki ze złem wszelakim po prostu zdążyli się w sobie zakochać.
I …właściwie sprawa wyglądała całkiem prosto. Oby dwoje się kochali, obydwoje wykonywali tą samą pracę, dlatego nie wnosili do związku żadnych pretensji, gdy czas spędzony razem musiał drastycznie się skrócić. No dobra, Gamora troszkę marudziła, ale czy można było się dziwić? W końcu tworzyli… ekhm, całkiem namiętny duet, dlatego bardzo nie lubiła, gdy ktokolwiek im przerywał. Zresztą konflikty zawsze się zdarzają prawda? Sprawa zaczęła się komplikować, gdy zielona kosmitka zaczęła wątpić w siebie. Widząc zasady jakimi kierował się Nova, nie potrafiła się pozbyć wrażenia, że jest od niego o wiele gorsza. Do czego… oczywiście nigdy się nie przyznała. Przecież była twarda. Zresztą, Richard znał ją na tyle by wiedzieć, że ciężko cokolwiek z niej wycisnąć. I to nie tak, że miała problem ze szczerością, wszak zawsze waliła nią prosto między oczy. Po prostu nie potrafiła podzielić się tym co zakorzeniło się głębiej niż myślała, a mianowicie ogromnymi wyrzutami sumienia. Przeszłość Gamory nie należała do tych, którymi mogła się chwalić, wręcz przeciwnie. Dlatego tak bardzo nie potrafiła przebrnąć przez to, że nie potrafi nadgonić kochankowi. Zrobiłaby wiele by pozbyć się tych emocji. Może dlatego wystawiła ich związek na ogromną próbę, której nie przetrwał? Może chciałaby się na niej sromotnie zawiódł? A może… gdzieś tam w głębi duszy stwierdziła, że Richard zasługuję na kogoś lepszego niż ona?
I to była najgorsza decyzja jaką podjęła. Znaczy, już odbiegając od bycia mordercą na posyłki Thanosa... Decyzja o działaniach, które przyniosą kres ich związkowi okazały się najgorszą możliwych opcji jaką wybrała. Tak czy siak wielka szkoda, że tak późno się zorientowała. Miała oczywiście przy sobie przyjaciół, którzy nie mogli patrzeć jak męczyła się sama ze sobą. Aż w końcu przyszedł dzień, gdy musiała podjąć odpowiednie kroki i wziąć się w garść. Zadanie okazało się jednym z tych niemożliwych do realizacji, a jednak podjęła próbę i jakoś wszystko powoli zaczęło się kulać.
Do czasu…
Do czasu, aż ich spojrzenia ponownie się spotkały. Do czasu, aż stojąc obok w windzie, znowu poczuła jego zapach. Tak bardzo charakterystyczny dla ziemskiej rasy, a zarazem bardzo wyjątkowy, nawet mogła się pokusić o stwierdzenie, że jej ulubiony. I właśnie tego brakowało w tym pomieszczeniu, zapachu Richarda. Skąd mogła wiedzieć, że piętro każdego Avengersa jest skrupulatnie sprzątane? Nie przyzwyczaiła się do luksusów… Właściwie nigdy ich nie doświadczyła, w końcu za młodu wychowała się na srogiej piersi Thanosa, a potem… a potem nie miała czasu na odpoczynek. Dopiero po kolejnym przesunięciu wzrokiem dostrzegła rozrzucone ubranie i butelkę, jak mniemała po alkoholu. O tak, coś mocniejszego by się przydało, zresztą mógł dostrzec jej łakome spojrzenie w kierunku butelki.
Uciekała wzrokiem od Novy, tak było prościej, zresztą on nie był lepszy. Chował spojrzenie w podłodze, a mimo to obydwoje nie potrafili zawiesić wzroku gdzieś na dłużej, ponieważ wracali do siebie zatapiając się w swoich tęczówkach. A może… topili się w nich? Może z każdym oddechem coraz ciężej nabierali powietrza? Może ciężka atmosfera zmotywowała Richarda do zabrania głosu jako pierwszego? Choć to zwykle Gamora okazywała się być tą niecierpliwą? Może zabrakło jej tchu i odwagi by zrobić krok ku nieznanemu?
A potem nastąpiła wymiana pytań, zdań, lecz dopiero to ostatnie sprawiło, że w oczach zielonej pojawiły się łzy.
O nas odbiło się echem w uszach Gamory. Zmrużyła powieki starając się skupić na słowach mężczyzny, ale z każdym wypowiedzianym czuła jak grunt osuwa się z pod jej długich nóg.
Zaczęła kiwać głową tak jakby chciała negować jego słowa, ale Richard mówił dalej. Poruszyła się niespokojnie chcąc zrobić krok to w jedną, to w drugą stronę, ale sama nie widziała gdzie ma pójść. Po drugie… jakaś część Gamory chciała go słuchać. Pierwsza natomiast starała się buntować i negować każde jego słowo.
Gdy wyznał, że nie potrafi o niej zapomnieć, że ich rozstanie to zwykła pomyłka, nie wytrzymała i chwyciła o blat stołu, który z impetem wylądował na przeciwległej ścianie. Niestety nie zapanowała nad emocjami, a każdy wie co się działo, gdy puszczały jakiekolwiek hamulce.
To co odmalowało się na twarzy Gamory to.. nie tylko złość, która tak naprawdę zaraz odeszła… ale również smutek i zagubienie. Ciężko oparła się pośladkami o niższą szafkę i tam przysiadła. Schowała twarz w dłoniach i się rozsypała.
- A jeśli nie? Możesz być tego pewien? – Zapytała i uniosła głowę, bo znowu spojrzeć mu w oczy swoim pełnym trwogi i smutku wzrokiem. Tak wiele chciała mu powiedzieć, ale nie potrafiła, bo zdawała sobie sprawę, że przez kolejne rozstanie może nie przebrnąć… Więc czy warto wszystko rozgrzebywać? Z drugiej jednak strony widząc go, nie potrafiła pozbyć się wrażenia, że jedyne o czym teraz marzy to o tym by schował ją swoich ramionach.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3880
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Pokój Novy    Czw Cze 23, 2016 7:29 pm

Komunikator Novy odezwał się niespodziewanie - przemawiając głosem Jarvisa, AI Starka... I przynosząc bardzo, ale to bardzo złe wieści:
-Alarm. Na terenie ambasady Latverii w Nowym Jorku pod okiem Victora von Dooma przestępczyni znana jako Enchantress zaatakowała jako pierwsza i zabiła podpułkownika Jamesa Rhodesa, pseudonim: War Machine. W bazie danych znajduje się jej zdjęcie oraz dwa dostępne nagrania z kamer, a także opis jej znanych zdolności. Enchantress posługuje się telekinezą i zdaje się być wytrzymalsza od przeciętnego człowieka.

_________________



No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3880
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Pokój Novy    Sob Lip 02, 2016 4:39 pm

Nie potrwało długo, nim komunikator Novy odezwał się ponownie, lecz tym razem głosem Visiona, a nie Jarvisa... Choć najwyraźniej w tej samej sprawie:
-Enchantress jest u Strange’a. Napotkano pewne problemy. Proszę o wsparcie.

_________________



No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Nova

avatar

Liczba postów : 86
Data dołączenia : 12/07/2012

PisanieTemat: Re: Pokój Novy    Wto Lip 12, 2016 4:31 pm

Miejsce, w którym się znajdowali było mieszkaniem Richarda, ale jedynie z nazwy. Co prawda był obecnie w Avengers i w razie potrzeby jako jeden z nich ratował świat, ale na co dzień był zwykłym mężczyzną, która od rana do późnego popołudnia pracował jako menadżer w całkiem sporej firmie. W wolnych chwilach naprawiał także samochody, a także oddawał się przyjemnościom. Po prostu żył, starał się funkcjonować jak normalny człowiek. Będąc szczerym wątpił w to, że mu się to uda, ale jak na razie sztuczna inteligencja Xandarska milczała, na świecie panował względny spokój, więc początki były w miarę obiecujące.
Niestety ostatnimi czasy wszystko zaczęło się "psuć". Coraz częściej musiał zakładać swój kostium, nawet dzisiaj. W końcu raptem kilka godzin temu pojmał dziwną istotę, którą spotkał w parku. Miał to być dzień odpoczynku, ale niestety Wszechświat chciał inaczej. Gdy już go pokonał postanowił wrócić do AT. Zaciekawiła go ta istota i chciał sprawdzić, czy rasa, z której pochodzi nie jest może w bazie danych. Chciał, ale czekała tutaj na niego kolejna niespodzianka, a konkretniej osoba. Ktoś, kogo ostatni raz widział kilka lat temu, ktoś, kto był powiązany z jego przeszłością jak mało kto. Gamora, dawna ukochana, a także członkini Guardians of the Galaxy, z którymi nie raz się spotkał podczas podróżowania po Galaktyce. Co stało się dalej? Rider nie był pewien, cała akcja, które rozegrała się na dachu budowli dochodziła do niego jak przez mgłę. Jego umysł mimowolnie skupiał się na kobiecie, która stała teraz przed nim, w jego pokoju. Patrzył jej prosto w oczy, a w jego uszach nadal odbijały się głuchym echem jego ostatnie słowa. "Największy błąd jego życia." Czy naprawdę tak uważał? Zdecydowanie. Przez cały okres ich rozłąki nie potrafił o niej zapomnieć, niezależnie czego próbował. Pomoc w ratowaniu Ziemi, unieszkodliwianie przestępców, zwykła praca, a nawet alkohol oraz sporty ekstremalne, gdzie nierzadko ryzykował swym życiem. Co prawda w pewnym momencie udało mu się skupić na życiu codziennym przeszłość spychając na boczny tor, ale kobieta cały czas błąkała się w zakamarkach jego umysłu, a wspomnienie jej uśmiechu wywoływało niemiłe ukłucie w okolicy serca.
Dzisiaj wszystkie te uczucia, przemyślenia, a także wyrzuty sumienia przemieszane z tęsknotą dały o sobie znać ze zdwojoną siłą. Zawsze opanowany Richard Rider teraz potrafił jedynie stać w miejscu i patrzeć na kobietę, o której tyle czasu starał się zapomnieć. Wszystkie te próby odeszły w niepamięć. Starczyło, że zobaczył ją ten jeden jedyny raz, na żywo i wszystko powróciło, a on był pewien swoich uczuć. Miał jednak do czynienia z jedną z najniebezpieczniejszych jeśli nie najniebezpieczniejszą kobietą w Galaktyce, jej reakcje mogły być zgoła inne.
Czekał, czekał na jej reakcję, a gdy w końcu się doczekał nie był zbytnio uradowany. Nie chodziło o stratę mebla, który uderzywszy z impetem w ścianę rozsypał się na kawałki. Chodził o uczucia, który wprawiły jej w ręce w ruch. Bliższe były raczej wściekłości niż radości, a przynajmniej tak pomyślał w pierwszej chwili.
Gdy nagle przykucnęła spojrzał na nią z nieukrywanym zdziwieniem. Normalnie zapewne od razu by zrozumiał, ale niestety dzisiaj jego umysł był wyjątkowo niesprawny. Dopiero jej słowa wyjaśniły mu całą sytuację, dały szansę na odgadnięcie jej uczuć. Na razie jednak jedynie stał i patrzył na nią nie wiedząc jak ma zareagować, co powinien odpowiedzieć. Czy naprawdę mógł być całkowicie pewien oceny sytuacji? Co jeśli jej obecność zaciemniała mu osąd? Podświadomie zdawał sobie z tego wszystkiego sprawę, ale umysł oraz dusza chciały teraz czegoś innego i całkowicie "przejęły" nad nim kontrolę.
Z lekkim wahaniem przykucnął przed kobietą i po chwili zastanowienia wyciągnął rękę i lekko pogłaskał ją po policzku. Jego ciało momentalnie zadrżało czując jej ciepło, ale nie mógł się rozproszyć. Pozwolił sobie jedynie na sekundę przymknąć oczy, ale zaraz powrócił do rzeczywistości. Spojrzał kobiecie w oczy, a następnie posłał jej lekki uśmiech, którym chciał dodać jej chociaż troszkę otuchy.
-Czy mogę być pewien? To... trudne pytanie. Wiele rzeczy na tym świecie stoi pod znakiem zapytania. Nie wiemy nawet jak zachowamy się w chwili śmierci. Będziemy odważni? A może schowamy się niczym szczury, rozpaczliwie starając się uratować swoje życie? ... - tutaj zamilkł na chwilkę, aby wyrównać oddech oraz szalejący puls, ale także po to, aby zebrać zagubione myśli. Mówił... dziwnie, niecodzienne porównania, może próba ucieczki od odpowiedzi? Sam nie był tego pewien, ale nie mógł teraz uciec, a więc otworzył usta i nadal patrząc jej prosto w oczy kontynuował lekko głaszcząc jej policzek.
-Gdy się rozstaliśmy... z początku uważałem, że tak będzie lepiej, lepiej dla nas obojga. Jednakże z czasem, z każdym mijającym dniem zaczynałem z coraz większym bólem uświadamiać sobie moją pomyłkę. Nie potrafiłem zapomnieć, znaleźć kogoś innego. W końcu udało mi się powrócić do normalnego życia. Czasem co prawda znowu byłem Novą, ale teraz nawet pracuję w zwykłej firmie.... Jednakże teraz, gdy znowu Cię widzę... wszystko do mnie wróciło. Tamte uczucia, wspomnienie, nawet żarty… wszystko. Patrzę na Ciebie i wiem, że nie mogę Cię stracić ponownie… – nagle przerwał, albowiem niespodziewanie odezwał się komunikator w uchu. Mężczyzna skrzywił się lekko, gdyż przemówił niezwykle głośno, tak, że nawet Gamora doskonale usłyszała cały komunikat. Nova momentalnie zbladł. James martwy… Momentalnie w głowie zaświeciły mu się wizje ich rozmów. Był to człowiek naprawdę sympatyczny, uczciwy… prawdziwy patriota. Jego śmierć była niemałym szokiem, nie myśląc za bardzo co robi wstał i oparł się o ścianę starając się zebrać myśli. Najpierw kosmita, później ukochana, a teraz jeszcze to… Ktoś naprawdę chciał urozmaicić mu ten wolny dzień…  
Trwał w tej pozycji dłuższą chwilę, ale w końcu oprzytomniał, musiał coś zrobić. Zerknął na dawną ukochaną, przez chwilę milczał żałując, że nie mogą wrócić do wcześniejszej rozmowy... ale wzywały go obowiązki, nie mógł ich tak po prostu zignorować. Chociaż... może ona będzie mogła mu pomóc?
-Gam... Ja... - tutaj na chwilkę urwał i zrobił głęboki wdech, aby się uspokoić po czym kontynuował. -Jak słyszałaś został zamordowany James Rhodey, jeden z członków Avengers, którym sam obecnie jestem. Był moim przyjacielem... a teraz muszę jakoś zareagować. Zapewne porozmawiać z Tonym. Jednakże co istotne, z tego komunikatu wynika, że znajdują się na terenie Ambasady, a więc w miejscu, gdzie nie możemy bezpodstawnie wtargnąć. Twoje doświadczenie jest doprawdy... szerokie, może masz jakieś sugestie... rady? Co zrobiłabyś w takiej sytuacji. - prośba o pomoc. Czy chodziło mu o ugłaskanie jej nastroju? Nic z tych rzeczy. Nova doskonale zdawał sobie sprawę z tego, kim była oraz co potrafiła Gamora. Jej pomoc mogła okazać się naprawdę przydatna… Z drugiej jednak strony nie miał zamiaru  jej narażać. Odzyskać i stracić tego samego dnia? Nic takiego nie wchodziło w rachubę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gamora

avatar

Liczba postów : 174
Data dołączenia : 24/05/2014

PisanieTemat: Re: Pokój Novy    Nie Lip 17, 2016 1:20 pm

Wyczuła jego wahanie zresztą wcale się nie dziwiła, w końcu przed chwilą rozwaliła mu stół, czy tam krzesło. Nie zwróciła uwagi na to co chwyciła. Po prostu był to pierwszy lepszy przedmiot, który wpadł w jej dłonie. A po drugie, na daną chwilę nie miała ochoty na tym się skupiać. Wybuch emocji okazał się zbyt silny.
Zawsze potrafił ją uspokoić, chociaż czasami nie mógł się ograniczać nawet do przemocy, by tego dokonać. Tym razem nie musiał spętać ją swoimi ramionami i mocno do siebie przycisnąć. Wystarczył dotyk dłoni na jej policzku. Minimalnie. Dosłownie milimetr przechyliła głowę w bok, by móc jeszcze kilka sekund dłużej napawać się ciepłem skóry Richarda. Jak zwykle przyniósł jej ukojenie, jednak tym razem odczuła ogromny ból. I nie była to mowa o bólu fizycznym, dlatego odsunęła głowę i spojrzała gdzieś w bok. Raz zerknęła na jego przystojne oblicze, gdy akurat miał zamknięte oczy. Wtedy też zdała sobie sprawę, że sam również cholernie to przeżywał.  Uciekła wzrokiem od jego uśmiechu, ale nie dlatego, że go nie uwielbiała… Po prostu wiedziała, że ten gest jeszcze bardziej zaburzy jej ogląd na rzeczywistość.
Gdy zaczął przemawiać, Gamora toczyła ze sobą ogromną batalię. Starała się patrzeć wszędzie, tylko nie na Novę. Treść jednak zmusiła ją do posłania Richardowi zdumionego spojrzenia. Oczywiście, że nawet w obliczu śmierci walczyła by do ostatniej kropli krwi. Zresztą sam Quill powiedział, że ona to walczyłaby nawet do Wielkanocy. Swoją drogą, ciekawe co to za noc na Ziemi określona jako wielka. Z jej obserwacji, każda kolejna trwała mniej więcej tyle samo… Najwyraźniej będzie musiała się jeszcze więcej nauczyć o zielonej planecie.
A po drugie, Strażnicy Galaktyki wielokrotnie zakładali, że z jakiejś misji mogą nie wrócić. Takie pogodzenie się z losem również pomagało w walce. Wtedy nawet śmierć nie wydawała się aż taka straszna. Byle zginąć w chwale i z mieczem w dłoni, niż sczeznąć w niewoli u wroga.
Po trzecie… Gamora już nie raz, nie dwa razy stawała w obliczu śmierci. Czasami z własnej głupoty, czasami ścigana przez łowców głów. Za każdym razem nawet przez myśl jej nie przyszło by uciekać. To nic, że w kilku przypadkach, po prostu była tak poobijana,  że nawet gdyby chciała to i tak by nie mogła. Na dodatek wierzyła, że Richard również by nie odwrócił się na pięcie. Z tego co widziała to walczył, czasami nawet ponad swoje siły. Serce zielonej zadrżało na samą myśl o śmierci Richarda. Dlatego mimo wszystko cieszyła się na ich spotkanie. Przynajmniej wiedziała, że Nova żyje.
Nie przerywała ciszy. Zresztą podczas krótkiej przerwy czuła, że to nie koniec. Czuła również, że Richard chce jej powiedzieć coś ważnego. Zmarszczyła delikatnie brwi słysząc pierwsze słowa. Zabolało i już chciała zaoponować, ale… wiedziała, że miał rację. Tak miało być dla nich najlepiej, ale jak się później okazało, pomyliła się. Ukucie zazdrości wymalowało się na jej obliczy w postaci niezadowolonego grymasu, gdy wspomniał o „poszukiwaniu kogoś innego”, ale ten zaraz się rozmył. Tak cudownie usłyszeć z ust kogoś, kogo się kocha, dokładnie to samo co siedziało jej w głowie od tak dawna… Od kiedy miała okazje posmakowania gorzkiego smaku samotności, choć teoretycznie nigdy sama nie była. Miała przyjaciół. Na dodatek nie byle jakich. Zmrużyła powieki dając upust swojemu niezrozumieniu, gdy wspomniał o pracy w firmie. Zaraz to przeszło na drugi plan, ponieważ znowu starała się nie rozpływać w wyznaniach Novy. Kamień z serca kosmitki zaczął powoli opadać… Też nie chciała go znowu stracić. Nawet pokusiła się o ułożenie dłoni, na tej, która właśnie z taką czułością głaskała jej zieloną skórę, aby jeszcze mocniej przycisnąć ją do policzka.
I już chciała coś odpowiedzieć, chociaż nie wiedziała dokładnie co. Serce toczyło właśnie sporą batalię z rozumem. A z drugiej strony patrząc mu głęboko w oczy. Wsłuchując się w każdy pojedyncze zaciągnięcie się powietrzem. Zatapiając się w jego tak bardzo znanym, a zarazem utęsknionym zapachem ukochanego, w końcu gdy przed nią ukucnął mogła to robić prawie do woli. Czuła jak z sekundy na sekundę była gotowa oddać się chwili i zapomnieć o całym świecie tylko po to by jeszcze raz dać się pochłonąć wspólnym uniesieniom, których tak cholernie jej brakowało. I już przesunęła wzrokiem na jego usta… i już było tak blisko…
Niestety nie zdążyła nic odpowiedzieć, ani pokusić się o zmniejszenie dystansu między nimi. Komunikat drastycznie przerwał intymną chwilę, a wytworzona atmosfera bliskości pękła niczym bańka mydlana.
Gamora zmrużyła powieki i posłała Novie wściekłe spojrzenie. Na początku nawet przewróciła oczami i zrobiła minę nadąsanej dziewczynki. Mogła się domyślić, że ktoś im przerwie. Dopiero po wysłuchaniu całego komunikatu zdała sobie sprawę z powagi sytuacji. Nie wiedziała kim był Rhodes dla Novy, dlatego wlepiła w niego swoje przejęte spojrzenie, ale z tego co zaobserwowała, to chyba kimś ważnym. A jak to mawia się w kosmosie, przyjaciel mojego przyjaciela jest moim przyjacielem.
Gdy Richard zadał jej pytanie o strategię działania musiała się przez chwilę zastanowić. Drax nie przebierał by w środkach, ani w żadnych konwenansach. Wziąłby swoje miecze i ruszyłby na ambasadę. Quill natomiast zapukałby do drzwi i spróbował porozmawiać i poprosić o wydanie morderczyni. Miała już odpowiedź.
- Skoro znacie jej miejsce pobytu to trzeba koniecznie się tam udać i poprosić o wydanie kobiety. Jeżeli się nie uda… po prostu wejść tam z buta i wyciągnąć $%@#^ przez  drzwi. Kiedy się zbieramy? – Zapytała gotowa iść z Novą tu i teraz. A z drugiej strony, czy będzie chciał żeby się w to wtrącała?
Zaraz jednak zdała sobie sprawę, że znowu to robi. Wpycha się tam gdzie nie trzeba. W końcu mógł nawet nie chcieć od niej pomocy. Tym razem stwierdziła, że sama się wycofa. Pierwszy raz w życiu zrozumiała, że Rich mógł mieć ważniejsze sprawy.
- Albo wiesz co? Załatw co masz do załatwienia, okay? - Uciekła spojrzeniem gdzieś za okno, a potem spojrzała na drzwi.
- Komunikator mam ten sam, więc... jak coś to wiesz jak mnie złapać. Nieważne czy będę nadal tutaj, czy ... gdzie indziej - Spojrzała mu w końcu w oczy zbierając się na odwagę. Posłała mu coś na kształt wymuszonego uśmiechu i ruszyła do wyjścia. Starała się nie oglądać i nawet jej wyszło.
Będąc już na dole zarzuciła na głowę kaptur, a dłonie schowała w kieszeniach bluzy Quilla. Nie minęła chwila, a już zniknęła w tłumie.

/zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Pokój Novy    

Powrót do góry Go down
 
Pokój Novy
Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Pokój Wspólny
» Pokój 189; Kou Mukami i Axel Ledger
» Pokój #113
» Pokój numer #520
» Pokój do ćwiczeń

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Midgard :: Stany Zjednoczone Ameryki :: Nowy Jork :: Avengers Tower-
Skocz do: