Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 maximoff- loft

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Scarlet Witch

avatar

Liczba postów : 195
Data dołączenia : 05/12/2012

PisanieTemat: maximoff- loft   Pią Maj 20, 2016 8:48 pm



| ♥ | ♥ |
Loft zakupiony przez Tarczę dla rodzeństwa Maximoff. Mieszkają w AT, ale przebywają tu, gdy chcą zostać sami lub pragną odpocząć od reszty świata. Częstszym bywalcem jest Wanda, ale Pietro też od czasu do czasu się pojawi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Scarlet Witch

avatar

Liczba postów : 195
Data dołączenia : 05/12/2012

PisanieTemat: Re: maximoff- loft   Pią Maj 20, 2016 10:09 pm

/kilka godzin po spotkaniu z Jess i Scottem.
Leżała na sofie w salonie obserwując sufit. Na stole obok Wandy znajdowała się butelka whisky i czystej wódki. Ta pierwsza była trochę bardziej opróżniona, niż ta druga. W całym pomieszczeniu unosił się ten charakterystyczny zapach alkoholu, a nasza Szkarłatna Wiedźma pod nosem nuciła jakąś starą piosenkę.
Jej tusz do rzęs był lekko rozmazany, a włosy związane w niedbałego koka. Była ubrana w przydużą, czarną koszulę, którą kiedyś zakupiła. Na palcach miała swoje charakterystyczne pierścionki, a nadgarstki zostały przyozdobione jakimiś szczęśliwymi bransoletkami.
W pewnym momencie drobna dłoń Maximoff sięgnęła po szklankę, w której był jeden z trunków. Nawet nie patrzyła, który bierze. Liczyło się, aby zapomnieć, choć póki co na to się nie zapowiadało. Im dłużej tak siedziała, piła i myślała, tym bardziej złość w niej narastała, a zrozumienie swojego brata sprawiało jej niezwykły problem.
Przecież ona nigdy by mu czegoś takiego nie zrobiła?
Najpierw nie odzywa się przez kilkanaście dni, zjawia się na chwilę, a potem znów go nie ma. Bez słowa wyjaśnienia lub pożegnania...
Nawet nie zauważyła jak upuściła szklankę, zamiast ją trzymać. Rzuciła pierwszym lepszym przekleństwem w stronę sufitu i niezgrabnie podniosła się z sofy.
Zdezorientowana rozejrzała się po pokoju, a następnie przetarła dłonią twarz. Gdy spróbowała wstać to...  Jej stopa szybko pożałowała. Kilka odłamków szkła już miała w nodze. Kolejne przekleństwa wysyczane przez zęby rozległy się w lofcie rodzeństwa Maximoff.
Całe szczęście, że mogła się tu udać. To co teraz robi, z pewnością nie udałoby się Szkarłatniej Wiedźmie w Avengers Tower. Miała nadzieję, że nikt nie zauważy fatalnego stanu jaki jej towarzyszy przez ten cały czas. Nie lubiła wokół siebie tworzyć kółka zainteresowania, dlatego też woli kreować pozory normalności. Przecież nikt tego nie zauważy, prawda? Skoro nawet własny brat nie chciał zamienić z nią słowa.
Wyciągnęła rękę przed siebie i w charakterystyczny sposób zaczęła obracać dłoń oraz poruszać palcami. Dzięki tej technice, używając czarów, odłamki oplątane szkarłatną energią zostały wyrwane ze stopy kobiety i powędrowały na podłogę.
Scarlet Witch zamiast opatrzyć sobie ranę to nalała kolejnej szklanki trunku, który odbierał jej zdrowy rozsądek.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Quicksilver

avatar

Liczba postów : 80
Data dołączenia : 07/12/2012

PisanieTemat: Re: maximoff- loft   Pon Maj 23, 2016 5:05 pm

Rozmowa z dwoma nieznajomymi okazała się niezwykle intrygująca. Co prawda nie trwała zbyt długo, ale ich imiona oraz nazwę ich organizacji Pietro zapamiętał bardzo dobrze. "X-Factor Investigations" - musiał dowiedzieć się o nich więcej. Powodów było kilka. Pierwszym były ich słowa "mutanci w służbie narodowi". Zastanawiało go, jakie konkretnie mieli plany. Zarobić pieniądze, to jedno było jasne o ile miał zamiar uwierzyć im na słowo. Widział w tym jednak coś jeszcze, coś, co naprawdę mu się podobało. Niestety nie udało mu się tego dowiedzieć, ponieważ "zniknęli" z jego życia równie szybko jak się pojawili. W wyniku tego wszystkiego rosła w nim chęć ponownego spotkania i znacznie bardziej konkretnej rozmowy, w zasadzie miał nawet możliwość, ich wizytówkę. Warto tutaj wspomnieć o drugim powodzie, jakim było ich zachowanie. Butne, zdecydowane, a także stanowcze. Byli... tacy jak on. Właśnie to jak gdyby go do nich przyciągało i wzmacniał ciekawość, która nie dawała mu spokoju.
Nie dawała mu spokoju nawet teraz, kilka godzin po wizycie w Central Parku. Nie mógł jednak pójść do nich teraz ponieważ… no właśnie, zostawił siostrę. Po krótkiej, pierwszej od wielu dni rozmowy zostawił ją bez słowa. Co prawda miał szlachetne pobudki, a mianowicie musiał odpowiedzieć na wezwanie, ale wątpił, aby Wanda tak na to spojrzał. Skąd to wiedział? Cóż, to proste. On sam tak uważał. W wielu sprawach byli do siebie bardzo podobni, a więc teraz delikatnie obawiał się ponownego spotkania. Zdawał sobie sprawę z tego, że siostra raczej nieszczególnie się ucieszyła, gdy odkryła, że tak po prostu sobie poszedł. Jeszcze przed chwilą wspólnie łapali jakichś przemytników, a gdy tylko wszystko się skończyło po prostu wybył. Zrobił to w dobrej woli, ale ona o tym nie wiedziała, a jemu najpewniej przyjdzie teraz za to zapłacić. Nie chciał jednak całkowicie wyzbyć się optymizmu. Z tego właśnie powodu po drodze kupił (tak, kupił!) kilka pudełek pizzy, aby móc spędzić z siostrą miły wieczór… o ile było to możliwe.
Kilka kolejnych sekund i już stał przed drzwiami ich mieszkania. Szybko wyjął z kieszeni klucze i wszedł do środka. Stąpał wyjątkowo cicho… ale nie, żeby bał się tego, co zastanie. Po prostu… nie chciał jej obudzić, gdyby spała! Był już w końcu wieczór, a więc mogła śmiało położyć się spać.
Jego „nadzieje” spełzły niestety na niczym. Okazało się, że Wanda siedziała na sofie, a obok niej ku swemu szczeremu zdumieniu dostrzegł butelki po alkoholu. Whiskey, wódka… co tutaj się działo? Nie wydawało mu się, aby zapomniał o czyichś urodzinach. Uważnie obserwując sofę od tyłu ruszył w jej stronę, aby w końcu ją obejść i stanąć naprzeciw leżącej siostry.
-Em… wszystko w porządku? – ach, jakże wykwintny początek rozmowy. Zapowiadała się doprawdy przednia zabawa.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Scarlet Witch

avatar

Liczba postów : 195
Data dołączenia : 05/12/2012

PisanieTemat: Re: maximoff- loft   Czw Maj 26, 2016 1:48 pm

Szklana została do połowy opróżniona, bo nawet sama Wanda patrzyła na ten trunek z obrzydzeniem wymalowanym na twarzy. Nadzwyczajnej przestał jej smakować i wystarczać. Wypiłaby, zrobiłaby coś mocniejszego, coś co da jej swoisty spokój. Nie chodziło o okaleczanie się, własnej osoby nasza Wiedźma nigdy by nie skrzywdziła. No, ale przecież inni nie są nią.
Maximoff złapała się za głowę. Jak do tego wszystkiego doszło?- to pytanie nie pozwalało jej na dalszą analizę egzystencji. Dlaczego najbliższa osoba Wan już od dobrych paru miesięcy ma ją gdzieś i nie może znaleźć chwili na rozmowę.
Już nawet Jess była chętniejsza do konwersacji o stanie psychicznym Scarlet Witch, w porównaniu do brata, który ewidentnie dawał do zrozumienia Wandzie, że nic dla niego nie znaczy. Może znalazł sobie innych towarzyszy, z którymi wygodniej i lepiej jest spędzać czas, niźli z własną, rodzoną siostrą. W czym ona była gorsza, co? Zjawia się, a potem znika tylko pokazując jak bardzo są mu obojętne uczucia rodzeństwa.
A byli tak blisko siebie.
Teraz Pietro to ostatnia osoba, którą Szkarłatna chciała widzieć, lecz jak to jest w życiu... Im bardziej nie chcesz kogoś spotkać- tym większe prawdopodobieństwo, że na niego wpadniesz. A tak się składa, że jest to zdanie niezwykle adekwatne do obecnej sytuacji naszej bohaterki.
Westchnęła, a wokół jej palców pojawiła się znowu znajoma energia, która zaraz potem uniosła odłamki szkła ku górze. Naprawdę ciekawie to wyglądało.
Niespodziewanie usłyszała znajomy głos. Jej zmysły musiały być niesamowicie otępione przez alkohol, ponieważ nie zorientowała się, że ktoś wszedł do domu.
- W porządku?!- spytała go zdenerwowana, a potem dodała tym samym tonem- Czy ja wyglądam jakby wszystko u mnie grało?
Niezgrabnie wstała, a odłamki szklanki poleciały z impetem w stronę Pietra. Jeśli udało mu się w porę zareagować to walnęły one w ścianę za bratem kobiety.
- Ja się martwiłam, a ty jak gdyby nigdy nic, zjawiasz się tu z... pizzą!- krzyknęła, a gdziekolwiek się znajdował mógł w jej głosie wyczuć gorycz i nienawiść.
Wanda emanowała złością. I była niczym bomba, która w każdej chwili mogła wybuchnąć i spowodować dość spore zniszczenia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Quicksilver

avatar

Liczba postów : 80
Data dołączenia : 07/12/2012

PisanieTemat: Re: maximoff- loft   Sob Maj 28, 2016 3:34 pm

Będąc szczerym Pietro wcale nie był przekonany, czy dobrze zrobił. Jego instynkt braterski mówił, że powinien wybadać co się dzieje, a najlepiej przytulić Wandę. Był jednak drugi, przetrwania. Ten z kolei migał na czerwono, a do tego uruchomił się alarm ostrzegawczy. Coś zdecydowanie było nie tak, ale Pietro niestety nie potrafił zrozumieć co. Właśnie z tego powodu postanowił zachować się odważnie (a może głupio?) i zrobić to, co przed chwilą zrobił, a mianowicie podszedł do siostry oraz zagadał. Gdyby tylko wiedział jakie emocje nią targały z pewnością wykazałby się większym rozsądkiem, a tak musiał zapłacić karę za swą bezmyślność.
Zdziwiony słowami siostry stanął jak wryty próbując przetrawić to, co do niego mówiła. Nie, żeby jej słowa były jakieś niezrozumiałe, ale zaczynał mieć wrażenie, że coś przegapił. Może przegapił coś, gdy ulotnił się z tamtego opuszczonego domu? Może tylko wydawało mu się, że wszystkich pokonali i Wandzie coś się stało? Ta opcja był doprawdy nieprzyjemna. Mężczyzna skupił się na niej tak bardzo, że w pierwszej chwili nie zauważył lecącego w niego szkła. Dosłownie w ostatniej sekundzie błysnęły mu przed oczyma i zrobił kilka wyjątkowo szybkich kroków w bok. Okej, jeśli siostra zaczynała go atakować coś zdecydowanie było nie w porządku.
Maximoff skupił swe mięśnie, a oczy skierował na Szkarłatną. Obawiał się, że nie było to jednorazowe upuszczenie gniewu i za chwilę ponownie będzie musiał się ratować przed pokiereszowaniem. Do tego jej słowa… Martwiła się? Ale czym, przecież on tylko… W tym właśnie momencie mentalnie pacnął się w czoło. Nie pożegnał się, nawet nie powiedział, że musi iść. Liczył, że wróci szybko, a przecież zrobił to dopiero teraz, późnym wieczorem. Nie mógł się jej więc dziwić, w końcu sam zareagowałby tak samo. No może bez tego szkła, ale była pijana, więc mógł jej to wybacz…
W tym momencie zamilknął i spojrzał na siostrę raz jeszcze, po czym skierował wzrok na butelki. Była pijana. Pijana i wściekła na jego osobę. To oznaczało kłopoty, bardzo poważne kłopoty.
-Um… Niepotrzebnie Wando. Wezwali mnie do Central Parku. Wiesz… wielki robot, ktoś musiał się nim zająć. Chciałem szybko wrócić, ale dostałem kolejne wezwania no i jakoś tak się złożyło, że jestem dopiero teraz… – rzekł, aby wziąć oddech oraz raz jeszcze zebrać myśli. Musiał ją szybko uspokoić, albo na własnej skórze odczuje jej moce. Pytanie tylko jak.
-Wiesz co… może usiądziemy i zjemy pizze? Kupiłem Twoją ulubioną! Pogadamy, pośmiejemy się… Może opowiesz mi co robiłaś po złapaniu tamtych przemytników? – rzekł po czym podniósł wyżej owe pudełko. Jedzenie, rozmowa, żarciki, może to?
Pozostawało mu jedynie czekać i mieć nadzieję, że zgodzi się na to wyjście. Naprawdę nie miał ochoty na bójki. Zwłaszcza z upitą Wandą...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Scarlet Witch

avatar

Liczba postów : 195
Data dołączenia : 05/12/2012

PisanieTemat: Re: maximoff- loft   Czw Cze 02, 2016 7:14 pm

Niepotrzebnie się martwiła?
Czy przez to miała rozumieć, że jeśli ona nie powiedziałby mu gdzie idzie, a potem zniknęła i nie odzywała się, to braciszek nie zaprzątałby sobie głowy losami swej siostry? Świetnie, trzeba Pietra obdarować nagrodą dla najlepszego brata roku.
Niespodziewanie na jej twarzy pojawił się uśmiech... Podeszła do Maximoffa i wzięła od niego pudełka pizzy, a następnie z zamiarem przygotowania jedzenia, poszła do kuchni. Tam gdzie stał Pietro dokładnie było widać co jego siostra czyni.
Wydawało się, że chce zahamować swój gniew i zjeść z nim tę cholerną pizzę, jednakże... W pewnym momencie po prostu podeszła do okna, a potem wywaliła przez nie jedzenie, które zakupił Maximoff. Potem uśmiechnęła się do członka rodziny niezwykle słodko oraz wzruszyła ramionami.
- Ups?- zaśmiała się.
Następnie szafy ze sztućcami zostały niemal wyszarpnięte, a z ich środka wyleciało wszystko co ostre. Wanda była niesamowicie zdenerwowana, pijana oraz niespełna rozumu? Tak, ciekawie się zapowiadało, ale nie na żarciki.
Wszystkie "bronie" zostały wymierzone w kochanego oraz troskliwego braciszka naszej bohaterki, a przybliżały się one, gdy Szkarłatna Wiedźma się zbliżała.
- Siadaj- rozkazała głosem, który chyba nie zniósłby sprzeciwu, gdyby takowy się pojawił, więc Pietro nie miał wyboru, jeśli nie chciał zostać posadzony siłą.
Gdyby jednak nie usiadł połowa ze sztuciec powędrowałaby w jego stronę. Nawet jeśli nie trafiłyby pewnie pokazały Quicksilverowi, że musi teraz się oddać żądaniu siostry, albo Wanda spróbuje użyć na nim mocy, a nie na rzeczach martwych.
Jak jednak uczynił, co mu poleciła to odezwała się beznamiętnym głosem, a lekko chwiejnym krokiem powędrowała bliżej i oparła się o komodę.
- Skoro tak bardzo chciałeś posłuchać o moim dniu to proszę... Dostarczę ci tej rozrywki, bo w przeciwieństwie do ciebie, ja chętnie dzielę się z rodzeństwem tym co robię!- powiedziała.
Niespodziewanie wiązki energii znalazły się na ciele jej brata skutecznie przyciskając go do sofy, na której wcześniej Scarlet Witch leżała. Nie miał wyboru, musiał patrzeć i słuchać swej siostry.
Następnie podeszła do niego i usiadła na jego kolanach.
- Chyba jestem za wolna dla ciebie...- pomyślała Wanda na głos.
Niezbyt się kontrolowała, toteż nawet nie zarejestrowała, iż te słowa wypłynęły z jej ust. Westchnęła ciężko, aby pozbierać myśli, a potem odrzekła:
- Razem z Jess pokonałyśmy tych ludzi, wiedział byś, gdybyś został. W czasie tego straciłam nad sobą kontrolę, znowu, a gdy ją odzyskałam to co... Zgadnij kogo brakowało! Nie miałam wsparcia rozumiesz? Jeśli przeze mnie zginęliby tam ludzie to... Byłeś jedyną osobą, która mogła mnie powstrzymać, ale ty... Ty nawet nie zostałeś co końca walki!
W tym samym momencie stolik poleciał na pobliską ścianę, bo Szkarłatna podczas gestykulacji rękoma strzeliła w niego wiązką energii, którą miała przygotowaną gdyby Pietro chciał (znów) uciec i jej nie słuchać.
- Ja już chyba nie mam brata- szepnęła prosto do jego ucha.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Quicksilver

avatar

Liczba postów : 80
Data dołączenia : 07/12/2012

PisanieTemat: Re: maximoff- loft   Pon Cze 06, 2016 3:43 pm

Cóż, Pietro niestety nie był najlepszym mówcą, co miało się na nim odbić właśnie teraz. Chciał wyjaśnić całą tę sprawę, ale poprzez złe dobranie słów sprawił, że wszystko tylko pogorszył. Niestety na jego nieszczęście póki co nie zdawał sobie z tego sprawy. W tej chwili był święcie przekonany, że udało mu się uspokoić siostrę o czym świadczył uśmiech oraz to, że odebrała od niego pizze. Kolacja, rozmowa, wszystko szło po jego myśli! Gdyby tylko potrafił czytać w jej myślach... Z pewnością nie byłby taki rozluźniony, bliżej by mu było do nagłej oraz brutalniej śmierci niż wizji napełnienia brzucha podwójną hawajską.
Ta ułuda nie trwała jednak długo. Zakończyła się w momencie, w którym Wanda wyrzuciła pizze przez okno. W pierwszej chwili nie mógł zrozumieć całej tej sytuacji, jak ona mogła tak po prostu wyzbyć się jego kolacji?! Celowo czekał dłużej w kolejce, żeby wybrać swoje ulubione jedzenie, a ona tak po prostu to zniszczyła! No doprawdy, za grosz wyczucia czy sumienia! Gdyby tylko był to normalny wieczór (a dokładniej Wanda nie byłaby pijana) zrobiłby jej wyrzuty, ale to, co siostra zrobiła zaraz po tym niecnym czynie skutecznie zamknęło mu usta. Jakoś nigdy nie był fanem latających sztućców, a właśnie w tej chwili większość ich zastawy wyfrunęła z szafki i skierowała ostrymi końcami w jego stronę. Maximoff zaczynał coraz lepiej rozumieć w jak kiepskiej znalazł się sytuacji. Znaczy... już wcześniej jako tako to wiedział, w końcu kto by się nie domyślił, że coś jest nie tak, gdy rodzona siostra ciska w Ciebie szkłem, ale teraz zaczynał w pełni zdawać sobie sprawę z zagrożenia. Tak, zdecydowanie był zagrożony. Mniej lub bardziej, to się jeszcze okaże. Z Wandą coś było nie tak i nie był to alkohol. Już wcześniej obcował z nią po pijaku i z całym przekonaniem mógł stwierdzić, że chodziło o coś więcej. Pytanie tylko o co. Jego nieobecność bez uprzedniego wyjaśnienia może i była czynnikiem, który na to wpływał, ale z pewnością nie jedynym.
Słysząc jej "prośbę" lekko się uśmiechnął i rozsiadł na sofie, ale wzrokiem cały czas podążał za nią oraz tym, co podążało za nią. Nie miał szczególnej ochoty zostać poszatkowany, a więc pozostawało mu tylko zachować stałą czujność. Przy okazji wsłuchiwał się w słowa, a dokładniej tyradę siostry próbując rozeznać się w sytuacji. Znacznie łatwiej byłoby mu się bronić, gdyby znał wszystkie powody jej gniewu. Był na tym skupiony tak mocno, że dopiero, gdy został przyciśnięty do kanapy zorientował się, że użyła swoich mocy. Robiło się coraz gorzej, a szans na poprawienie sytuacji jakoś nieszczególnie było widać. Pozostawało mu jedynie robić dobrą minę do złej gry. Byli w końcu rodzeństwem, z pewnością nie zrobi mu (trwałej) krzywdy, prawda?
Gy w końcu zakończyła swoją przemowę zerknął niepewnie na roztrzaskany stolik przy ścianie po czym ponownie skupił wzrok na siostrze. Chcąc nie chcąc musiał coś odpowiedzieć. Będąc szczerym niezależnie od wszystkiego i tak by się odezwał. Ciskanie w niego szkłem to jedno, używanie na nim mocy to drugie... potrafił wybaczyć jej nawet wyrzucenie pizzy przez okno, ale stwierdzenie, że nie miała brata zdecydowanie było przesadą.
-Wando... Dobrze wiesz, że jesteś dla mnie najważniejsza. Zniknąłem ponieważ mnie wezwali. Jesteśmy teraz w tym całym Avengers, więc zrzucają na nas pewne obowiązki, którymi musimy się zająć. Gdybym jednak wiedział, że tracisz kontrolę z pewnością nigdzie bym się nie udał. Nie wiedziałem, że znowu masz z tym problemy, czemu nic nie mówiłaś? Dobrze wiesz, że mi możesz zaufać. - po tych słowach zamilkł na chwilę i lekko się do niej uśmiechnął po czym kontynuował (licząc, że nie podpisał na siebie przed chwilą wyroku śmierci).
-Jesteśmy rodzeństwem, to nigdy się nie zmieni. Nie pozbędziesz się mnie niezależnie od wszystkiego. - po tych słowach chciał ją przytulić dla zwiększenia efektu, ale zorientował się, że niedawno został lekko "zablokowany".
-Um... czy mogłabyś lekko poluzować tę blokadę? Co prawda nigdzie się nie wybieram, ale wygodniej byłoby, gdybym mógł ruszać rękami.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3435
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: maximoff- loft   Czw Cze 23, 2016 7:30 pm

Komunikatory rodzeństwa, gdziekolwiek by się teraz nie znajdowały, odezwały się niespodziewanie - przemawiając głosem Jarvisa, AI Starka... I przynosząc bardzo, ale to bardzo złe wieści:
-Alarm. Na terenie ambasady Latverii w Nowym Jorku pod okiem Victora von Dooma przestępczyni znana jako Enchantress zaatakowała jako pierwsza i zabiła podpułkownika Jamesa Rhodesa, pseudonim: War Machine. W bazie danych znajduje się jej zdjęcie oraz dwa dostępne nagrania z kamer, a także opis jej znanych zdolności. Enchantress posługuje się telekinezą i zdaje się być wytrzymalsza od przeciętnego człowieka.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Scarlet Witch

avatar

Liczba postów : 195
Data dołączenia : 05/12/2012

PisanieTemat: Re: maximoff- loft   Pią Cze 24, 2016 1:49 pm

- Nic nie mówiłam? Może dlatego, że prawdziwy brat zauważyłby, iż jest ze mną coś nie tak, hm? Kiedyś łączyła nas więź, a teraz... Teraz w ogóle nie ma ciebie przy mnie i mogłabym spokojnie rzec, że nie ma też cię w moim życiu...- zaczęła swój wywód spoglądając beznamiętnie na Pietra.
Denerwowało ją jego podejście. Zachowywał się jakby nic się nie stało, a przecież...
No właśnie. Wanda była zła, ale na zewnątrz wydawała się niesamowicie zimna i oschła. Przeszło jej nawet parę razy przez myśl, aby jednak skrzywdzić brata, lecz na jakiś czas wyzbyła się tego pragnienia. Chciała posłuchać go. Chciała znaleźć wyjaśnienie, które będzie na tyle mocne by ją uspokoić. Mógł nawet kłamać, nie obchodziło już ją co powie, chciała mieć jakiś argument, który byłby za zostawieniem brata w spokoju, jednak żaden się nie pojawiał.
Spojrzała na niego z wyższością, a potem machnęła ręką, tym samym pozwalając mu poruszać rękami. Najchętniej uwolniłaby go całego, ale była niemal pewna, iż jak to zrobi, to Pietro ucieknie, a ona naprawdę nie jest w stanie zatrzymać Quicksilvera.
- A wiesz co mnie najbardziej wkur...- tu przerwała, ponieważ ich komunikatory się uaktywniły i zaczęły nadawać komunikat.
Wanda nie ruszała się, aż do zakończenia przekazu. Wyglądała jakby ktoś zatrzymał czas wokół jej osoby. Nawet ręka, którą miała lekko uniesioną, pozostała w tej samej pozycji.
Niespodziewanie, jeszcze przed zakończeniem owego komunikatu, wstała poszła do lodówki i wyciągnęła alkohol, którego napiła się prosto z butelki.
W tym samym momencie, gdy słowa Jarvisa wygasły, zniknęły też więzi, które trzymały Pietra. Można się tylko domyślać czy Szkarłatna celowo go wypuściła czy przypadkiem.
- Szmata...- powiedziała sama do siebie Wanda, komentując tym samym osobę, która odważyła się zabić Mściciela i jednocześnie kolegę Scarlet Witch.
Widać trzeba było znów przenieść rodzinne sprawy na dalszą datę w kalendarzu, ponieważ pojawił się kolejny problem. Niemal w tym samym momencie, gdy Wiedźma pomyślała o problemie, w jej umyśle pojawił się Wiccan i jego przyjaciel. Do tej sprawy również trzeba będzie wrócić, o ile Jess jakoś się już do niej nie odniosła.
Maximoff westchnęła i odłożyła butelkę na podłogę koło sofy. Usiadła obok brata i niechętnie rzuciła w jego stronę:
- I co teraz robimy?
Tak, chciała się poradzić. W sumie mogliby pobiec- czyt. Pietro biegłby, a Wanda jakoś podczepiłaby się do niego- ale biorąc pod uwagę fakt, iż Maximoff jest pijana, to raczej... Ogółem nie jest to najlepszy stan, aby się pokazać współpracownikom.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3435
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: maximoff- loft   Sob Lip 02, 2016 4:38 pm

Komunikatory odezwały się ponownie, lecz tym razem nie głosem Jarvisa, a Visiona, choć najwyraźniej w tej samej sprawie:
-Enchantress jest u Strange’a. Napotkano pewne problemy. Proszę o wsparcie.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Quicksilver

avatar

Liczba postów : 80
Data dołączenia : 07/12/2012

PisanieTemat: Re: maximoff- loft   Nie Lip 31, 2016 10:13 pm

Mężczyzna słuchał kobiety z wielkim skupieniem, w wielkim napięciu. Obecna sytuacja, a mianowicie przygwożdżenie go za pomocą jej mocy do sofy, a także jej zachowanie (no i wyrzucenie pizzy przez okno!!!) nie wróżyło mu zbyt szczęśliwej przyszłości. Był przy Wandzie już od lat i znał jej gorsze dni, a teraz nie mógł uwierzyć, że nie zauważył pogorszenia jej stanu. Robił sobie wyrzuty... ale czy to miało jakikolwiek sens? Scarlet i tak miała zamiar to zrobić, prawdopodobnie w trochę bardziej bolesny sposób niż on sam.
Oczywiście pozostawała mu nadal rozmowa, której właśnie próbował, ale nie zapowiadała się obiecująco. Śmiało można było ją nazwać bolesną. Nie ma go w jej życiu? Wszystko wszystkim, ale to zdecydowanie było przesadne oskarżenie! Dobrze wiedziała, że była dla niego najważniejszą osobą we Wszechświecie i był w stanie zrobić dla niej wszystko. Nawet otworzył usta i chciał powiedzieć to na głos, ale nagle odezwały się ich avengersowe odbiorniki, co całkowicie zbiło go z pantałyku. Machinalnie przecierając lekko zbolałe nadgarstki wpatrywał się tępo w przekaz starając się go przetrawić oraz zrozumieć.
Zaskoczył go, tak, to bardzo dobre słowo. James Rhodes martwy, Victor von Doom, Enchantress... Tyle nowych wiadomości, ale na szczęście szybko się otrząsnął z tego szoku i powrócił "na Ziemię.". Z niemałym zdziwieniem przemieszanym z zadowoleniem odkrył, że został wyswobodzony z więżących go do tej pory okowów, co pozwoliło mu (bardzo ostrożnie) podejść do siostry, która chyba nie najlepiej przyjęła tę wiadomość... a konkretniej chciał to zrobić, ale okazało się to niepotrzebne albowiem Wanda sama usiadła obok niego. Mężczyzna niewiele myśląc objął ją ramieniem i przytulił. Ryzykował, narażał się na bolesny zgon? W tej chwili mało go to obchodziło. Jego siostra już wcześniej była w złym stanie, a te informacje... to nie mogło przynieść nic dobrego. Chciał jej pomóc. Myśl ta była znacznie mocniejsza niż chęć zemsty na zabójcach jednego z avengersów... ale jeśli kobieta chciała go pomścić to miał zamiar jej pomóc.
Patrzył na nią przez dłuższą chwilę, aż w końcu odchrząknął i rzekł:
-Cóż... z pewnością trzeba się skontaktować ze Starkiem. Zapewne to on wysłał ten komunikat. Oczywiście możemy udać się na miejsce sami, ale w Twoim stanie to może nie być najlepszy pomysss... - tutaj nagle urwał, albowiem nagle ponownie odezwały się komunikatory i podały zmienioną lokację morderczyni oraz... Visiona. Mimowolnie lekko zacisnął szczękę, ale nie mógł teraz zaprzątać sobie głowy takimi sprawami. Najważniejsza była siedząca obok niego kobieta.
-Widzę, że szybko się przemieszcza, a więc podróż do Ambasady odpada. Nie powinnaś w takim stanie używać mocy, a więc najpierw musisz wytrzeźwieć. - rzekł, a następnie zerknął w stronę łazienki. Zimny prysznic? To wydawało się dobrym początkiem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Scarlet Witch

avatar

Liczba postów : 195
Data dołączenia : 05/12/2012

PisanieTemat: Re: maximoff- loft   Nie Lip 31, 2016 11:33 pm

Widok tych dwojga, siedzących obok siebie oraz wspierających się nawzajem kompletnie nie pasował do sytuacji sprzed momentu. Przecież brunetka prawie potraktowała swojego kochanego braciszka jak obcego, który wyrządził jej największe krzywdy, lecz... Czy tak nie było?
Wanda zaczęła się zastanawiać czy dobrze zrobiła. Jej emocje jakby trochę się uspokoiły, poprzez dotyk Pietra, ale dziewczę sądziło, iż po prostu zostały one zgaszone nową informacją. Zupełnie jak niesforne oraz niebezpieczne płomienie, które zamiast się rozprzestrzenić zostają unieszkodliwione zimną wodą.
Było jej przykro z powodu Mściciela, lecz to nie górowało w liście jej zmartwień. Niestety Maximoff to niezwykle egoistyczna istota i zastanawiała się czy teraz jej rodzeństwo nie postanowi odejść, znów, pozostawiając naszą bohaterkę w tej samej, ohydnej niepewności.
Na nieszczęście Wandy, istniała taka możliwość i dlatego... Pomimo dobrych gestów brata, Szkarłatna Wiedźma nie czuła się w jego towarzystwie tak spokojnie oraz bezpiecznie, jak wcześniej i nie wiedziała czy kiedykolwiek w ramionach Pietra poczuje się jak dawniej.
Spojrzenie oczu Scarlet powędrowało na lico brata, gdy słuchała tego co ma do powiedzenia. Na wzmiankę o "jej stanie" popatrzyła się na niego w złośliwy sposób i rzuciła beznamiętnie:
- Mój stan to tylko i wyłącznie twoja wina, Pietro, toteż teraz w twoim interesie jest mi pomóc, braciszku.
Po tych słowach położyła teatralnie rączkę na czole i lekko odchyliła się do tyłu, udając zasłabnięcie, a potem wróciła do normalnej pozycji czekając na jakiekolwiek sugestie.
Następnie odezwał się znów komunikator, a Szkarłatna zmarszczyła brwi i przygryzła dolną wargę oczekując najgorszych wieści. Całe szczęście nie były tak złe jak zakładała, choć słysząc, że pojawiły się pewne kłopoty, Maximoff westchnęła ciężko.
Chyba trzeba było w końcu coś ze sobą zrobić.
Na kolejną wypowiedź Pietra tylko przytaknęła, choć zdecydowanie nie chciała się z nim zgadzać. Ach, Wanda... Nasza mała, wredna dziewczynka!
Powiodła wzrokiem za spojrzeniem brata, a potem wstała, dość zgrabnie jak na stan trzeźwości oraz powędrowała do łazienki.
Jak tam weszła, to zamknęła drzwi, zastanawiając się co będzie dalej... Relacje z rodziną i tak miała dość skomplikowane, a to co się teraz działo tylko jeszcze bardziej ją odpychało od ostatniego członka rodziny, którego naprawdę kochała. Tylko... Dlaczego to wszystko musiało się tak potoczyć? Dlaczego Pietro zaczął się od niej oddalać? Czyżby on też zaczynał się bać?
Rozebrała się do naga i weszła pod prysznic. Powoli po jej ciele zaczęła spływać zimna woda, dając pewien rodzaj ukojenia, choć sprawiła, iż u naszej bohaterki pojawiła się gęsia skórka.
Maximoff przetarła twarz wodą, a potem nałożyła na rękę jeden z płynów pod prysznic. Umyła się, czując jak zmywa z siebie okropne dzisiejsze chwile.
Przez chwilę nawet żal się jej zrobiło pizzy, która została wyrzucona przez okno.
Gdy skończyła się myć, oplotła się karmazynowym ręcznikiem i powędrowała do swojej garderoby ubierając zwykłą czarną koszulkę i jakieś jeansowe spodnie.
Wróciła do miejsca, w którym zostawiła Pietra, jeszcze wycierając swoje włosy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Carol Danvers
Mistrz Gry | Captain Grammar
avatar

Liczba postów : 353
Data dołączenia : 24/03/2013

PisanieTemat: Re: maximoff- loft   Sob Sie 06, 2016 8:19 pm

Zarówno kobieta, jak i mężczyzna mogli usłyszeć głos Carol w swoich komunikatorach:
Wanda, Pietro. Niedługo po was powinien przylecieć Vision. Nie odzywacie się i nie daliście znać, więc uznałam, że dobrze będzie jak ktoś sprawdzi, co z wami — cisza przez chwilę. — Gdyby nie pojawiał się za długo, przylećcie do Wieży jak najszybciej, ktoś ma do was sprawę.

_________________

This isn't a question of what I'm not. This is a question of who I could be.

I outrank that son of a bitch.
karta postaci
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Quicksilver

avatar

Liczba postów : 80
Data dołączenia : 07/12/2012

PisanieTemat: Re: maximoff- loft   Pon Sie 08, 2016 7:19 pm

Z każdą mijającą sekundą, w której kobieta nie wysłała w jego stronę sztućców czy też innych "pocisków" zyskiwał coraz większą pewność, że przynajmniej na razie nie grozi mu rychły zgon. Oczywiście nie zwracał na to większej uwagi, ale jednak pewna część jego umysłu (chciałoby się powiedzieć, że to ostrożność, ale czy Maximoff w ogóle ją posiadał?) się na tym skupiała.
Od nienawiści do miłości. Można by rzecz, że idealne opisanie sytuacji, która właśnie się tutaj rozgrywała.
Pietro nie był zbyt uradowany faktem, ze zmarł James Rhodes, ale w środku... było trochę inaczej. Nie potrafił opanować radości, która go ogarnęła. Oczywiście nie chodziło o sam fakt zgonu, a o to, jak wpłynęło na rozwój sytuacji. Gdyby nie ta nieoczekiwana wiadomość, która zaabsorbowała całkowicie uwagę Wandy ten wieczór mógłby się dla niego skończyć o wiele gorzej. Czy czyniło go to złym człowiekiem? Nie dbał o to, nawet nie przeszło mu to przez myśl. Póki co miał większe zmartwienia, a mianowicie trochę nietrzeźwą siostrę, której musiał pomóc w miarę szybko wrócić do stanu "używalności". Na swoje szczęście miał w tym pewne doświadczenie aczkolwiek przeważnie zajmował się sobą. W stosunku do Wandy musiał być zdecydowanie delikatniejszy.
Przewrócił lekko oczyma widząc jej teatralne gesty, ale ostatecznie się uśmiechnął. Zgryźliwe, ale nie niebezpieczne zaczepki... tego zdecydowanie mu brakowało. Zwłaszcza, gdy nie groziło to latającymi przedmiotami.
Odprowadził siostrę wzrokiem do drzwi toalety, a gdy zniknęła mu z oczu zagarnął z ziemi butelkę i pociągnął z niej solidny łyk. Czemu? Cóż... udało mu się wyjść z tego wszystkiego obronną ręką, jest co świętować! W międzyczasie posprzątał trochę mieszkanie, a dokładniej schował dobrze wszystkie ostre przedmioty... tak na wszelki wypadek, a następnie klepnął na kanapie i czekał na powrót siostry. Ach, warto wspomnieć. Na stole stała otwarta (i nienaruszona, ach te poświęcenia!) pizza.
Gdy kobieta w końcu wyszła z łazienki (co ku jego zdumieniu zajęło krócej niż wtedy, gdy była trzeźwa) powitał ją uśmiechem i klepnął miejsce obok.
-Może coś zjesz? Przyniosłem piz... - tutaj zamilkł, gdyż ponownie odezwały się ich komunikatory. Zagryzł zęby, ale nie dał upustu irytacji, przynajmniej nie zewnętrznie. W środku nie było już tak wesoło. "ZERO PRYWATNOŚCI", właśnie tak mógł opisać dzisiejszy wieczór. I jeszcze ten Vision... czy oni naprawdę mieli ich za dwójkę dzieciaków, które potrzebują niańki? Oj bardzo się mylili... Nie miał jednak zamiaru wywoływać teraz dyskusji, gdyż starczyła mu jedna. Zerknął ponownie na siostrę, a następnie podsunął jej szklankę wody oraz tabletki.
-Pomogą. Poza tym... zjedź coś, musisz nabrać sił. - dodał posyłając jej kolejny uśmiech, jeden z tych przeznaczonych tylko dla niej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Carol Danvers
Mistrz Gry | Captain Grammar
avatar

Liczba postów : 353
Data dołączenia : 24/03/2013

PisanieTemat: Re: maximoff- loft   Pon Sie 08, 2016 10:28 pm

Oboje mogli usłyszeć głos JARVISa dłuższą chwilę po komunikacie.
—  Informuję, że pan Rhodes został przywrócony do życia.

_________________

This isn't a question of what I'm not. This is a question of who I could be.

I outrank that son of a bitch.
karta postaci
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Scarlet Witch

avatar

Liczba postów : 195
Data dołączenia : 05/12/2012

PisanieTemat: Re: maximoff- loft   Sro Sie 31, 2016 1:24 pm

Odłożyła ręcznik na bok i odgarnęła częściowo wciąż mokre włosy z twarzy chcąc polepszyć sobie pole widzenia, w końcu musiała mieć oko na brata. Następnie wzięła kolejny głęboki wdech, a potem powoli wypuściła z ust powietrze, zupełnie jakby swoim oddechem mogła zdmuchnąć rozmówcę z powierzchni ziemi.  
Spojrzała niechętnie na pizzę. Nie miała najmniejszej ochoty teraz na jedzenie, a zwłaszcza jeśli było one podane przez zdrajcę- tak, proszę państwa, oto nowy pseudonim Quicksilvera.
Może i Scarlet Witch zachowywała się teraz trochę jak dziecko, ale niestety była bardzo mściwą i pamiętliwą osóbką, która naprawdę łatwo nie zapomina czyichś win. Więc jeśli Pietro chciał wrócić do starych relacji z siostrzyczką, to musiał postawić na dobre zachowanie i przede wszystkim dużo czasu... Oj, dużo...
- Nie, dzięki...- przerwała mu niemal w tym samym momencie co komunikator.
Gdy Wanda usłyszała głos Carol, zrobiło jej się jakoś tak cieplej w serduszku, które dotąd karmiła samymi złymi wiadomościami oraz uczuciami. Przynajmniej ją obchodziło co się dzieje z Maximoff. Aż już chciała wygarnąć to bratu, lecz stwierdziła, że wysłucha do końca tego co Mścicielka miała do powiedzenia.
Ktoś ma do nich sprawę?
W takim razie nie ma na co czekać, prawda? W końcu rodzinne problemy już nie będą najważniejsze w życiu Wandy. A przynajmniej to sobie dziś postanowiła. Ludzie przychodzą i odchodzą, dlaczego więc niby w jej przypadku miałoby być inaczej, co? Dlatego, że osoba, która ją opuściła była jej bratem? Chyba w tym okropnym świecie nawet rodzeństwo traci więzi z najróżniejszych, może i najgłupszych, powodów...
Dziewczę samo nie wiedziało co w tym momencie było jej najbardziej potrzebne, ale słysząc Pietra, a potem patrząc na jego, poniekąd, szczery uśmiech, przewróciła oczętami i wzięła jeden kawałek pizzy.
Ugryzła ową pizzę, a potem rzuciła w jego stronę kilka słów:
- Podrzucisz mnie do Wieży czy mam sobie sama poradzić?
Całe szczęście okazało się, iż Pietro da radę w niesamowicie szybkim tempie zabrać Szkarłatną Wiedźmę tam gdzie chce.
I bardzo dobrze, ponieważ sama brunetka nie miała ochoty przeprawiać się przez nowojorskie ulice albo tym bardziej latać.
Gdy znów komunikator się odezwał, Scarlet Witch uśmiechnęła się pod nosem, a złość, która się jeszcze gdzieś tam w niej kłębiła, uleciała... Widać wszystko zaczęło nabierać, w pewnym sensie, pozytywnych barw.
Przed tym jak brat wziął ją na ręce i zaniósł do AT, Wanda wzięła czarną kurtkę oraz użyła perfum, aby zakryć zapach alkoholu, który bardzo możliwe, że można było jeszcze od niej poczuć.

2x[z/t]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3435
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: maximoff- loft   Sro Sie 31, 2016 5:37 pm

Informacja w imieniu Quicksilvera: autor ma już następne plany na rozgrywkę, dlatego prosi, żeby założyć, iż Pietro po odstawieniu Wandy do Avengers Tower wybrał się w dalszą drogę, a nie poszedł z siostrą na górę.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Sponsored content




PisanieTemat: Re: maximoff- loft   

Powrót do góry Go down
 
maximoff- loft
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Midgard :: Stany Zjednoczone Ameryki :: Nowy Jork :: Mieszkania-
Skocz do: